{' '} {' '}
Limited time offer
SAVE % on your upgrade.

Page 1

Biuletyn Festiwalowy

23 sierpnia 2018 r.

(czwartek)

Przyjaźń – tym jednym słowem można określić dzisiejszy wieczorny koncert na Festiwalu Moniuszkowskim. Bo przyjaźnią się ze sobą sopranistki Joanna Horodko, Magdalena Stefaniak i Agnieszka Sokolnicka. Przyjaciółmi są też trzej tenorzy Karol Bochański, Bartłomiej Szczeszek i Marek Szymański. Wreszcie cała szóstka przyjaźni się z muzyką i rzecz jasna z Kudową-Zdrój, bo trio męskie na Festiwalu Moniuszkowskim występowało wielokrotnie, śpiewając w najróżniejszych miejscach jak choćby Rondo Tkaczy. – Zaprzyjaźniłyśmy się jeszcze na studiach. A już po studiach uznałyśmy, że tę przyjaźń możemy wykorzystać też we wspólnej pracy. I tak założyłyśmy trio sopranowe – mówi Agnieszka Sokolnicka, która ze śmiechem przyznaje, że zna opowieści o kapryśnych sopranach, o tym, że wśród operowych diw nie ma przyjaźni, ale one jednak są żywym zaprzeczeniem tych opinii i dowodem na to, że sopranistki mogą ze sobą współpracować, lubić się, rozumieć i wspierać. – Tak, tak, wiem, o tenorach też się mówi różne rzeczy – przyznaje rozbawiony Marek Szymański i nie kryje, że wraz z Karolem

Usta milczą, dusza śpiewa? Dziś wieczorem śpiewa cały teatr! Trzy soprany, trzy tenory i najsłynniejsze arie operowe i przeboje operetkowe - dzisiejszy wieczór w Teatrze pod Blachą na pewno będzie pełen wzruszeń. Bochańskim i Bartłomiejem Szczeszkiem udowadniają, że nie życie jest bardziej skomplikowane. Oni przyjaźnią się bowiem od 10 lat, pracują razem w jednym teatrze – Teatrze Wielkim im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu – i oczywiście łączy ich też miłość do muzyki. – Kiedy dyrektor Rybarczyk zadzwonił z propozycją koncertu na tegorocznym festiwalu, rozmawialiśmy o repertuarze na ten wieczór. I oczywiście w tej rozmowie pojawił się wątek jakże ważny w tym roku, 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, było więc dla nas jasne, że w Kudowie, na Festiwalu Moniuszkowskim, wykonamy arie tego kompozytora, który był wielkim polskim patriotą – mówi Marek Szymański, którego usłyszymy w arii Stefana ze „Strasznego Dworu” „Cisza dokoła”. I tak się składa, że trzy solistki, które dzisiejszego wieczoru usłyszymy, występowały na scenach różnych polskich teatrów operowych w partii Hanny w „Strasznym Dworze”. – Oczywiście Moniuszko jest w żelaznym repertuarze operowym w Polsce. I oczywiście można płakać nad losem Halki, ale też nad realizacją tego dzieła. My stawiamy jednak na te

dobre wzruszenia. Stąd wybór do programu arii znanych, lubianych przez publiczność, mówiąc kolokwialnie hitów, które wszyscy kochamy – dodaje Agnieszka Sokolnicka, przyznając, że wraz z koleżankami z zespołu na koncertach śpiewają nie tylko arie, ale też przeboje muzyki rozrywkowej jak choćby „Dancing Queen” ABBY, „Moon river” czy piosenki ze słynnych musicali. Na dzisiejszym koncercie tę śpiewaczkę usłyszymy jednak nie w przeboju szwedzkiego zespołu, ale między innymi w recytatywie i dumce Zuzi z opery „Verbum nobile”. A więc Proszę Państwa, dzisiaj o godzinie 20.00 w Teatrze pod Blachą rozbrzmiewać będzie Moniuszko, Strauss syn, Lehar, Puccini i Verdi. Nie zabraknie też takich hitów rozsławionych przez Jana Kiepurę jak „Ninon” czy „Brunetki, blondynki...”. Widzimy się wieczorem na koncercie! I zabierzcie Państwo swetry, bo noc może być chłodna!


W muzyce Moniuszki są emocje, które towarzyszą ludziom od wieków Dzisiaj w samo południe młodzi artyści wykonają pieśni i ballady Stanisława Moniuszki. O swojej fascynacji tym kompozytorem opowiada Jolanta Pszczółkowska-Pawlik, pianistka i wykładowca akademicki. Swoją działalność artystyczną w dużej mierze poświęca Pani Moniuszce. Jest Pani członkiem zarządu Towarzystwa Miłośników Muzyki Moniuszki. Nagrała dwie płyty z pieśniami Moniuszki, które zostały bardzo dobrze przyjęte przez krytyków oraz słuchaczy. W przygotowaniu są kolejne dwie – z pieśniami na sopran i baryton. W tym roku nagrała Pani wraz ze studentami komplet ballad Moniuszki. Proszę powiedzieć, co uwodzi Panią w twórczości tego kompozytora? Od ponad 20 lat pracuję na Uniwersytecie Muzycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie, a pieśniami Moniuszki zajmuję się już od bardzo dawna. W pewnym momencie mojej artystycznej przygody rozpoczęłam współpracę ze znakomitym tenorem Karolem Kozłowskim, z którym wydaliśmy płyty obejmujące cykl pieśni Schuberta – „Die schöne Müllerin i Winterreise“. Otworzyły mi one drogę do realizacji mniej znanych projektów. Sięgnęłąm po Moniuszkę, który jest niedoceniony i czasami mam wrażenie, że te moje płyty to po części praca pionierska. Nagrywamy utwory, które są fantastyczne, a których nikt nie zna i nikt ich nie wykonuje, jak choćby ballady. To arcydzieła, piszę na ten temat pracę doktorską. Ballady Moniuszki są niezwykle trudne i wymagające, ale naszym obowiązkiem jest pokazywać ich piękno i ocalić od je zapomnienia. Moja praca z dziełami Moniuszki polega przede wszystkim na staraniach, by zainteresować młodych ludzi tym dorobkiem oraz pokazać na nowo wyjątkowość tych utworów. To dla mnie absolutne piękno, głębia, ale także, o czym warto pamiętać, obraz świata z przymrużeniem oka. Pieśni o charakterze swawolnym pokazują, że Moniuszko był człowiekiem z dużym poczuciem humoru, obserwatorem świata z dystansem, prześmiewcą. Za tę różnorodość bardzo go cenię. Pracuje Pani z młodymi artystami. Interesuje ich Moniuszko? Czy chętnie, z własnej woli, sięgają po jego twórczość? Czy młodzi artyści rozumieją Moniuszkę? Młodzi ludzie, z którymi współpracuję są najlepszym przykładem na ponadczasowy charakter twórczości Moniuszki. W jego utworach są emocje, które się nie deaktualizują. Miłość, tęsknota, smutek, radość od zawsze towarzyszą człowiekowi. Młodzi ludzie przenoszą twórczość Moniuszki na własny grunt, w przemyślany, przeanalizowany sposób. Podchodzą do tej pracy z pasją, przynajmniej takich ludzi gromadzę wokół siebie. Nasze koncerty są bardzo dobrze odbierane przez publiczność, dlatego że śpiewacy wykonują utwory w sposób żywy, prawdziwy, z pełnym zrozumieniem. Patrzę na to zjawisko perspekstr. 2

tywicznie. Jeśli teraz dwudziestokilkuletni artysta opanuje trudny i obszerny program Moniuszki, to mam nadzieję, że za kilkadziesiąt lat będzie on inspiracją dla kolejnych pokoleń. Moi śpiewacy przyjaźnią się ze sobą, razem odkrywają Moniuszkę i wspierają się w swoich muzycznych poszukiwaniach. Warto tutaj wspomnieć o Katarzynie Szymkowiak, która prywatnie przyjaźni się z Karoliną Kowalczyk. Ich głosy w duecie są niesamowicie zgrane. Ta ich przyjaźń przenosi się na śpiew. To najpiękniejsze duety Moniuszkowskie, które słyszałam. Zwracam uwagę także na młodego śpiewaka Alexandra Mareva, który również wspaniale interpretuje działa Moniuszki. Młody wiek śpiewaka nie jest przeszkodą w opanowaniu tych wszystkich emocji, które kryją się w pieśniach Moniuszki. Moniuszko komponował pieśni przede wszystkim do tekstów współczesnych sobie poetów polskich: Adama Mickiewicza, Aleksandra Chodźki, Józefa Ignacego Kraszewskiego czy Władysława Syrokomli. W konsekwencji powstał bogaty zbiór pięknych ballad, dumek, pieśni lirycznych... Proszę powiedzieć, co zadecydowało o kształcie programu na Festiwal? Jaki był klucz przy doborze utworów? Staram się wraz z moimi śpiewakami na każdy koncert przygotowywać inny program. Pieśni dobieram do poszczególnych wykonawców. Do ich temperamentu scenicznego, wyobraźni, do ich wrażliwości. Często w programach mieszam ze sobą utwory nieznane z tymi popularnymi, które zna każdy, dlatego np. Andrzej Lenart wykona mało znaną „Pieśń o królu Ćwieczku“. Jest to zabawna opowieść o królu, którego podwładni uwielbiają różnego rodzaju trunki wysokogatunkowe. Kasia Szymkowiak wykona dwie pieśni po raz pierwszy „Dumkę“ oraz „Własny strój“. Polecam też balladę „Świtezianka“ w wykonaniu Elwiry Janasik. Tę balladę nagrałyśmy w tym roku na moją płytę. Ta wersja trwa piętnaście i pół minuty. Jest to potężne dzieło, przypominające miniaturową operę. Na potrzeby koncertu musiałyśmy skrócić utwór do jedenastu minut. Elwira jest jedną z niewielu śpiewaczek na świecie wykonujących tę balladę, dlatego goście Festiwalu będą mieli tę wyjątkową okazję, by ją usłyszeć. Serdecznie zapraszam. Rozmawiała Joanna Gądek

Zapraszamy na koncert południowy do Teatru Zdrojowego. Pieśni, duety i ballady Stanisława Moniuszki wykonają: Elwira Janasik - mezzosopran Karolina Róża Kowalczyk - sopran Katarzyna Szymkowiak - mezzosopran Andrzej Lenart - baryton Alexander Marev - tenor Opieka artystyczna Jolanta Pszczółkowska-Pawlik

Białoruski Moniuszko: ROZMOWA ZE SVIATLENĄ NIEMAHAJ – ORGANISTKĄ I MUZYKOLOGIEM Stanisław Moniuszko urodził się w szlacheckiej rodzinie w roku 1819 na ziemiach dzisiejszej Białorusi. W jaki sposób ten kompozytor istnieje współcześnie w białoruskiej świadomości? Zacznijmy od tego, że cały ten okres kultury XVII i XVIII-wiecznej w czasach Związku Radzieckiego był celowo wymazywany ze świadomości Białorusinów. Wszystko co było w innym języku, traktowano jako obce. Zatem przez długi czas Moniuszko uznawany był wyłącznie za kompozytora polskiego, który nie miał nic wspólnego z Białorusią. Jednak w okresie ostatnich 25 lat białoruskiej niepodległości, jaka by ona nie była, wiele się zmieniło. Powoli wracamy do naszych korzeni. Włączamy w tożsamość białoruską również to, co powstawało na terenie Białorusi w języku polskim. Język ten funkcjonował przecież jako język literacki. Miejscowość, w której urodził się Moniuszko – Ubiel – znajduje się aż 50 kilometrów na wschód od Mińska zatem kultura I Rzeczypospolitej sięgała daleko na wschód. A nawet dalej, aż do Mohylewa, Witebska, Mścisława – były tam duże XVII-wieczne kościoły barokowe i szlacheckie posiadłości. W XIX wieku nie była to żadna Rosja, ani nie była to Białoruś. Były to tereny dawnej Rzeczypospolitej, a ludzie uważali się za Litwinów. Świadomość narodowa Białorusinów zaczęła budzić się w drugiej połowie XIX wieku. Ojczyzną Moniuszki była nadal I Rzeczpospolita, którą wymazano z mapy: Warszawa, Kraków, Mińsk. Dla niego to było jedno. Pisał na tematy litewskie i uważał je za swoje. Szlachta w Ubielu mówiła po polsku, ale chłopi mówili po białorusku. W swoich wczesnych próbach kompozytorskich Moniuszko napisał muzykę do libretta Wincentego Dunina-Marcinkiewicza pod tytułem „Sielanka”. Zachowało się z niej owo libretto i jedna z pieśni. Sielanka jest dwujęzyczna. Układ jest taki, że ludzie ze świata szlachty mówią w języku polskim, natomiast wieśniacy mówią w języku białoruskim. Jednak kiedy szlachcianka zwraca się do wieśniaków, to też mówi po białorusku. Ilustruje

Marzy mi się „Hrabina”... Więcej dla Moniuszki robi się w „zaściankowej” Kudowie, niż w „światowej” Warszawie – mówi dr Grzegorz Zieziula, polonista i muzykolog związany z Instytutem Sztuki Polskiej Akademii Nauk. Czy rzeczywiście Moniuszko, szczególnie w początkowym etapie twórczości, był „zaściankowy”? Z taką opinią spotkać można się wciąż dość często, także w środowisku badaczy tematu… W odróżnieniu od innych znanych kompozytorów, którzy działali w centrach europejskiej kultury muzycznej, Moniuszko nie miał dobrego startu. Po studiach – prywatnych, trzyletnich, wrócił do Wilna, zdegradowanego w owym czasie przez Rosjan do rangi prowincjonalnej mieściny. W zasadzie nie miał żadnych szans ani warunków, by zostać poważnym kompozytorem. Miał przy tym znacznie mniej szczęścia niż jego średnio utalentowany kolega Wiktor Kazyński czy fenomenalny uczeń Cezar Cui nie otrzymał wymarzonej posady w Petersburgu. Tworzył w Wilnie. Można go porównać do bohatera słynnego filmu Wernera Herzoga „Fitzcarraldo”, który usiłował zbudować teatr operowy w amazońskiej dżungli. Ale był zdeterminowany. Współpracował z nomadycznymi zespołami quasi-operowymi, w zasadzie z trupami aktorskimi, które miały pośród siebie po dwóch, trzech śpiewaków. Wolał pisać muzyczne wkładki do wodewilowych komedii i sztuk teatralnych, niż załamać się i nie

Biuletyn 56. Festiwalu Moniuszkowskiego w Kudowie-Zdroju - 23 sierpnia 2018 (czwartek)


religijny „pod szarym niebiem” to sytuację, że ci panicze znali ten język. W końcu tutaj mieszkali. Moniuszko też musiał ten język znać i się nim porozumiewać z chłopami. „Sielankę” Moniuszki uważa się na Białorusi za pierwszą operę narodową. Wychodzi więc na to, że Stanisław Moniuszko jest ojcem opery narodowej Polaków i Białorusinów. Czy z punktu widzenia tożsamości oprócz języka Białorusini dostrzegają w twórczości Moniuszki coś więcej, jeszcze coś innego niż Polacy? Z mojego doświadczenia Polacy wolą te weselsze utwory: krakowiaki, tańce góralskie, mazury. Wszystkie etniczne odniesienia. Natomiast Białorusini wolą utwory w klimacie nawiązujące do tytułu piosenki znanego białoruskiego barda Źmiciera Wajciuszkiewicza „Urodziłem się tutaj, pod szarym niebiem”. Taka jest dusza białoruska. I w muzyce Moniuszki jest dużo takich rzeczy „pod szarym niebem”: zamyślonych, romantycznych, spokojnych i moll-owych. To najbardziej odpowiada sercu i duszy białoruskiej. My reagujemy bardziej na takie rzeczy jak na przykład III Litania Ostrobramska i utwory religijne. A skąd u Pani zainteresowanie tym kompozytorem? Ja pamiętam, że my od zawsze graliśmy Moniuszkę, przede wszystkim w kościołach. Utwory Moniuszki towarzyszą liturgii. Z punktu widzenia organisty spuścizna muzyczna tego kompozytora jest skromna, objętość tej muzyki nie jest wielka. Nie jest to również muzyka wirtuozowska. Jednak jej wartość polega na czym innym. Moniuszko w notatkach odsłania swoje podejście do muzyki religijnej. Był przede wszystkim bardzo wierzącym człowiekiem i uważał, że muzyka religijna powinna być jak modlitwa i powinna służyć zbliżeniu się do Boga. Cała jego muzyka kościelna jest tą ideą przesiąknięta. Moniuszko podkreślał, że popisy wirtuozowskie śpiewaków i organistów nie są tu wskazane. Zwłaszcza, że za jego czasów poziom liturgii bardzo się obniżył. Po kościołach grano krakowiaki, ma-

robić nic. Odmiana losu nadeszła dopiero w 1858 roku. Na fali odwilży w Imperium Rosyjskim, które sromotnie przegrało wojnę krymską, zauważono Moniuszkę. Dano mu posadę w Warszawie i pozwolono na przeprowadzkę z Ziem Zabranych – terenów Wielkiego Księstwa Litewskiego – do stolicy Królestwa Polskiego. A zresztą dzisiaj także więcej dla Moniuszki robi się w „zaściankowej” Kudowie, niż w „światowej” Warszawie. Taki już jego los. W tamtym roku premiera, a właściwie prapremiera „Nowy Don Kichot”, oczyszczonego z różnych „udoskonaleń”. W tym roku „Karmaniol”. Skąd pomysł na wyciągnięcie z dorobku Stanisława Moinuszki akurat tego dzieła? To ja zaproponowałem „Karmaniola” dyrektorowi artystycznemu Festiwalu Moniuszkowskiego w Kudowie-Zdroju Stanisławowi Rybarczykowi. To jedna z niewielu partytur wileńskich kompozytora zachowana w całości. Zaginęła już w XIX wieku, a wypłynęła na światło dzienne we Lwowie w 1901 roku. To był dobry moment – perspektywa kolejnej Moniuszkowskiej rocznicy. Światli ludzie, których miało wówczas Warszawskie Towarzystwo Muzyczne za pośrednictwem profesora Stanisława Niewiadomskiego, zakupili unikatową partyturę i libretto. W tym dziele wileńska publiczność mogła w latach 40. XIX wieku zobaczyć francuskie mundury. Ta aluzja wiele wówczas znaczyła. Napoleońskie sentymenty odżyły wówczas ze zdwojoną siłą,

zurki, a w dobrym tonie było prowadzanie rozmów w czasie mszy. W ówczesnych kościołach było głośno. Moniuszko chciał to wszystko zmienić, zatem był rewolucjonistą, w tym dobrym znaczeniu, nie tylko w muzyce wokalnej, ale i kościelnej. Promował ideał poważnej muzyki kościelnej, którą usłyszymy na dzisiejszym koncercie. Rozmawiał Daniel Jasiński DO CIEBIE, PANIE Sviatlenę Niemahaj usłyszymy dzisiaj grającą na organach. Wystąpi razem z gwiazdą Wielkiego Teatru Białorusi, laureatem wielu konkursów wokalnych, fenomenalnym tenorem Jurym Horodeckim, którego mogliście Państwo usłyszę wczoraj podczas koncertu inaugurującego 56. Międzynarodowy Festiwal Moniuszkowski w Kudowie-Zdroju. Horodecki wykonał arię „Una fortiva Lagrima” z „Napoju miłosnego” Gaetano Donizettiego, ale tak naprawdę porwał publiczność niezwykłym talentem, wrażliwością i urokiem osobistym arią Lenskiego z „Eugeniusza Oniegina” Piotra Czajkowskiego – „Kuda, kuda” i zaśpiewaną po białorusku tak kochaną przez Polaków arię z kurantem ze „Strasznego dworu” Stanisława Moniuszki. Tym bardziej więc dzisiejszego koncertu, podczas którego w jego wykonaniu pieśni religijne tego kompozytora nie można przeoczyć. Tak więc do zobaczenia o godzinie 17 w kościele pw. św. Katarzyny przy ul. Kościelnej.

DZIAŁO SIĘ NA FESTIWALU...

po Europie wielkim echem odbiło się sprowadzenie do Paryża szczątków Napoleona i jego pogrzeb 15 grudnia 1840 roku. Starzy wiarusi napoleońscy, między innymi ojciec Moniuszki, Czesław, przywitali ten fakt z ogromnym wzruszeniem... Przed nami wielki jubileusz – w przyszłym roku obchodzić będziemy 200. rocznicę urodzin Moniuszki. Co Pana zdaniem powinno zadziać się na Festiwalu Moniuszkowskim z tej okazji, a o czym Pan marzy? Mamy kilka niespodzianek i jedno odkrycie. Mam nadzieję, że zostanie pokazana autentyczna wersja „Noclegu w Apeninach” oraz moje odkrycie – nigdy nie wykonywana, młodzieńcza operetka Moniuszki „Die Schweizerhütte” („Chata szwajcarska”), dziełko w języku niemieckim. Tego nikt jeszcze nigdy nie słyszał. A marzenia? „Hrabina” w wersji urtekstowej, czyli wydanie drukiem tekstu nutowego jak najwierniej oddającego myśli kompozytora, bez wprowadzania zmian lub korekt, które nie pochodzą od samego Moniuszki. Rozmawiała Joanna Drab-Pasierska Spotkanie z dr. Grzegorzem Zieziulem i wykład „Młody Moniuszko, jakiego nie znamy: „Karmaniol”, komedio-opera podszyta nostalgią za epoką napoleońską” dzisiaj o godzinie 15.30 w Pijalni – Sali Koncertowej. Wstęp wolny.

Biuletyn 56. Festiwalu Moniuszkowskiego w Kudowie-Zdroju - 23 sierpnia 2018 (czwartek)

fot. Kinga Adach str. 3


str. 4

Biuletyn 55. Festiwalu Moniuszkowskiego w Kudowie-Zdroju - 24 sierpnia 2017

Profile for okis.pl

Drugi numer gazety festiwalowej 56. Festiwalu Moniuszkowskiego  

Drugi numer gazety festiwalowej 56. Festiwalu Moniuszkowskiego  

Profile for okis.pl
Advertisement