Page 1

nr 1 październik 2013 1(1)

W numerze m.in. Kielce śpiącym miastem? (str 10-11) Urodziłem sie i zacząłem grać (str. 12-14) Cudze chwalicie, swego nie znacie (str. 36-38)


Do Czytelnika słów kilka Witam serdecznie w pierwszym numerze studenckiego miesięcznika „Okiem Studenta”. Myślą

przewodnią naszej gazety, jest zebranie w jednym miejscu informacji z różnych dziedzin, które mogą Was zainteresować. Wszystkie sprawy przedstawiane są z perspektywy studentów. Studenci to grupa osób zaganianych, łączących często pracę z nauką, nie mającą dużo czasu na szczegółowe wertowanie prasy czy internetu. W naszym miesięczniku będziecie mogli znaleźć najciekawsze informacje z kilku istotnych dziedzin życia. Wszystko w jednym miejscu i uporządkowane. I tak, przeczytacie tu po pierwsze praktyczne rady z tematyki studenckiej, wśród których znajdą się teksty poświęcone rozważaniom czy lepiej mieszkać na kwaterze, czy w akademiku, muzyce słuchanej przez studentów czy teksty poświęcone tematyce pracy dla studentów. Przeczytacie o tym, czy w Kielcach istnieje życie nocne i jeśli tak to gdzie najlepiej z niego korzystać. Oprócz tego znajdziecie u Nas kulturę – dowiecie się co warto przeczytać, czego posłuchać, jakie przedstawienie obejrzeć. Zajęliśmy się również sportem, zarówno tym narodowym jak i bardziej lokalnym. Odbędziecie z jednym z naszych autorów podróż do słonecznej Grecji, z drugim przejedziecie się autobusem. Przeczytacie o modzie, a także dowiecie się o najgorętszych plotkach ze świata show – biznesu. Wartym uwagi punktem jest również wywiad z Piotrem Resteckim, gitarzystą finalistą popularnego programu Must Be The Music. Liczymy, że ciepło przyjmiecie nasz debiut i z zainteresowaniem pochłoniecie zawartość numeru. W imieniu swoim i całej redakcji serdecznie zapraszam do lektury. Michał Górski – redaktor naczelny

„Okiem studenta” miesięcznik wydawany przez studentów - dla studentów Redaktor naczelny - Michał Górski Redaktorzy techniczni - Beata Chaberska Katarzyna Drozdowska Korekta - Mateusz Lisowski Okładka - Dariusz Skrzyniarz Publikacja - Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach mgr Jakub Chałupczak


] I C Ś E R [SPIS T STUDIA

Akademik czy mieszkanie? Oto jest pytanie! Cel: praca Studencka dieta, czyli nie całkiem zdrowe odżywianie Studencki grosz - czyli jak i gdzie pracują studenci Leśna vs. Świętokrzyska - sonda

Kielce śpiącym miastem?

4 5-6 7 8 9 10-11

KULTURA

Urodziłem się i zacząłem grać - wywiad z Piotrem Resteckim Przerost formatu nad treścią Islam a małżeństwo Melua dla każdego Zbrodnia i kara na deskach teatru „Nie chcem, ale muszem” - droga od elektryka do prezydenta Kogo słychać w Kielcach

12-14 15-16 17 18 19 20 21

SPORT

Przegląd prasy według Adriana Jurka Mundial znów nie dla nas Trochę historii kieleckiego sportu... Nieśmiertelna walka z przemocą w tle - „Święta wojna Trudne zadanie przed ekipą Effectora Kielce Quo vadis, Korono?

22-23 24-25 25-26 26 27

PODRÓŻE Moja wielka grecka wycieczka Cudze chwalicie swego nie znacie Lorry driverka w podróży

29-34 36-38 38

MODA Szafiarkowy zawrót głowy Studenci podbijają świat mody

39 40-41

PLOTKI Kielce na językach Małe dzieci mały kłopot, duże dzieci - chodząca tragedia Obserwator show biznesu Romans nauczycielki Tomasz Lis jako Goebbels?

42 43 44 45 45

3


studia

Zdjęcie: Anna Chojnacka

żadnych rachunków do samodzielnego opłacenia nie ma. Opłacalne, ale ryzykowne. Nie zawsze jest wpływ na to, z kim w takim pokoju będziemy mieszkać, a wiadomo, ludzie są różni, nie każdy się z każdym dogada. Co do mieszkania koszty rosną. Do zapłacenia jest kwota wynajmu, czynsz, a także rachunki za media (prąd, gaz czy Internet). Ceny są różne, w zależności od lokalizacji mieszkania, jego stanu technicznego, liczby pokoi, a także ilości osób chcących tam zamiesz-

gadać w wielu kwestiach. Ale nie każdy ma takie szczęście, że jego znajomi idą do tego samego miasta na studia. Uczelni jest w Polsce wiele, każdy może wybrać coś innego. I wtedy rodzi się problem: z kim mieszkać? Studenci ogłaszają na różnych portalach internetowych, że mają wolny pokój i organizują tzw. castingi na współlokatora. Wygrywa osoba, która sprawi dobre wrażenie, będzie uczciwa i ogólnie w porządku. Ale wiadomo, ludzie są różni, różnie zostali wychowani i mają swoje przyzwyczajenia i dziwactwa. Grunt to postarać się dogadać i umieć ze sobą współpracować. Jest jeszcze jedna ważna kwestia, mianowicie tzw. Studencie życie. Ktoś o łagodnym usposobieniu, spokojny i cichy może mieć problem z wieczną imprezą panującą w akademiku. Obecność wielu studentów sprawia wiele okazji do zabaw. Przy wynajmowanym mieszkaniu jest pewna swoboda. Jako organizatorzy domówki mamy nad nią niejaką kontrolę, w każdej chwili możemy ją zakończyć. Poza tym, są różne kierunki studiów. Jedne wymagają większego nakładu pracy, drugie nie, dlatego podczas nauki ważne są skupienie i cisza, a tego w akademiku niekiedy brakuje. Z tego wzglądu w wynajmowaniu mieszkania doszukać się można wielkiego plusa: prywatność i dobre warunki do nauki. Przy podejmowaniu ważnych decyzji warto poradzić się także kogoś bliskiego, kto doradzi lepsze rozwiązanie. Najlepiej wypisać sobie na karteczce plusy i minusy obu opcji i na tej podstawie spróbować wybrać tę korzystniejszą. Wiadomo, że nigdy nie będzie idealnie, ale dobrze jest się postarać o udane zakończenie.

Akademik czy mieszkanie? Oto jest pytanie! Każdy

młody człowiek decydujący się na podjęcie studiów zadaje sobie bardzo ważne pytanie: gdzie będę mieszkał? Akademik, czy mieszkanie ze znajomymi? Jedna i druga opcja ma swoje plusy i minusy. Przy wyborze kierunku studiów przyszły student kieruje się przede wszystkim rynkiem pracy, zapotrzebowaniem na dane wykształcenie i umiejętności, ale także swoimi zainteresowaniami i pasjami. A co wpływa na wybór pomiędzy akademikiem a wynajęciem mieszkania? Co będzie lepszym rozwiązaniem? Pierwsza rzecz, która jest brana pod uwagę to oczywiście pieniądze. Wiadomo, że tańsza opcja to lepsza opcja. No, nie zawsze. Cena za pokój w akademiku waha się w przedziale 300-400 zł, w zależności od rodzaju pokoju ( jedno-, dwu-, lub nawet trzyosobowy), dodatkowo

4

kać. Im więcej lokatorów, tym mniejsze koszty, dzielone na wszystkich. Stan wynajmowanego mieszkania także odgrywa bardzo istotną rolę. Wiadomo przecież, że trudno normalnie mieszkać w miejscu, gdzie odpada farba ze ścian, kuchnia dawno nie widziała remontu, a meble pamiętają lata 50. W kieleckich akademikach UJK standard jest dość wysoki, biorąc pod uwagę niedawne remonty i nowe wyposażenie pokoi, kuchni i łazienek. Przy oglądaniu mieszkania, które chcemy wynająć, należy wszystko dokładnie sprawdzić i przeanalizować, żeby nie wyjść na tym jak przysłowiowy Zabłocki na mydle. Ze słowem student coraz częściej łączy się także słowo współlokator. Najlepiej, jeżeli szuka się mieszkania zgraną paczką znajomych, których zna się od dawna, wtedy łatwiej się między sobą do-

Anna Chojnacka


Źródło: Internet

studia

Co roku u większości stu-

dentów pojawia się dylemat, na co poświęcić wakacje, odpoczynek czy pracę? Zazwyczaj wygrywa chęć zarobienia sobie odrobiny pieniędzy i odłożenia ich na swoje małe wydatki. Podobnie było ze mną. Obdarzona już doświadczeniem z ubiegłego roku, swoje poszukiwania pracy rozpoczęłam już w maju. Tym razem podeszłam do tego nieco ambitniej, ponieważ chciałam znaleźć pracę w zawodzie i tym samym wraz z idącymi za tym pieniędzmi, zdobyć także doświadczenie. Dla tych co nie wiedzą , studiuję dziennikarstwo, więc w tejże branży zaczęłam szukać vacatu. Początkowo myślałam, że największym problemem będzie przebicie się przez tłumy młodych, początkujących dziennikarzy, żeby w ogóle dostać się po wysłaniu CV na rozmowę kwalifikacyjną. Jak się okazało, było zupełnie inaczej, no ale zacznijmy od początku.

Znając z doświadczenia wszelkie możliwe techniki researchingu, zaczęłam skrupulatnie przeszukiwać wszystkie znane mi strony internetowe, oferujące na swoich łamach pracę. Po przejrzeniu kilku z nich, z przykrością stwierdziłam, że… Na żadnej nie ma propozycji dla dziennikarza. Pomyślałam „i co teraz?”. Wiedziałam, że w swoim mieście rodzinnym pracy na pewno nie znajdę, więc muszę zostać w Kielcach i poszukać czegoś innego. W końcu żadna praca nie hańbi, a kasa się przyda. Ponownie z uwagą zaczęłam przeglądać wszystkie oferty, oczywiście interesowały mnie takie, w których nie potrzeba doświadczenia. Wprawdzie rok temu pracowałam w jednej z największych sieci restauracji fastfoodowych, ale tego raczej nie da się podciągnąć pod jakieś wybitnie zdobyte umiejętności. Tak więc w grę wchodziły wszelkie sprzątaczki, kelnerki, recepcjonistki, kasjerki, prace biurowe itp. Sądziłam, że o znalezienie takiej pracy nie będzie trudno, a i przy okazji jakby pojawiło się jakieś ogłoszenie

co do mojego zawodu, nie będzie mi żal odmówić dotychczasowym ofertom. Jednak dopiero, gdy zaczęłam czytać wymagania pracodawców, to uzmysłowiłam sobie jak bardzo się pomyliłam… Sprzątaczka posługująca się biegle francuskim, kasjerka z 2-letnim doświadczeniem, praca biurowa polegająca na wpisywaniu danych w rubryczki, ale umieć trzeba też AutoCada i Solida. Co z tymi ludźmi?! Przecież nie ma wielkiej filozofii w tym jak ściera się kurze, każdy doświadczenie na ten temat wynosi z domu, no może nie każdy, ale mniejsza o to. Po powierzchownych oględzinach Kieleckiego rynku pracy, zostało mi w zakładkach mojej przeglądarki internetowej tylko kilka propozycji, na które mogłam odpowiedzieć swoim CV. Zaczęłam więc je wysyłać. Co dzień pojawiały się nowe oferty, więc też co dzień odpisywałam na nie, modląc się, żeby w końcu ktoś zadzwonił. Jednak telefon wciąż milczał. Po miesiącu bezskutecznych poszukiwań zaczęłam tracić nadzieję. Był

5


studia już czerwiec, zaraz sesja i wakacje. Trzeba się zdeklarować właścicielowi mieszkania, czy się wyprowadzam, czy nie. Sytuacja była już dosyć nieciekawa. Moją desperacja sięgnęła takiego pułapu, że zgłosiłam swoją kandydaturę nawet do baru kebab. Oczywiście z jakim skutkiem? Stamtąd oddzwoniono już po dwóch dniach. Umówiłam się na rozmowę. Problemem było tylko to, że to był termin sobotni, a ja już miałam pewne zobowiązania, więc nie do końca byłam pewna, czy aby na pewno zdążę dotrzeć na umówione spotkanie. Gdy nastała sobota, stało się tak jak przewidywałam, zanim byłam wolna i mogłam się udać pod wskazany adres rozmowy, było już za późno… Jednak o dziwo nie było mi żal utraconej „szansy”. O prestiżu i zainteresowaniu pracą w tym miejscu może wskazywać sam fakt, że do dziś dnia ogłoszenie z pracą tam krąży w Internecie, a chętnych jak widać brak. Po tej sytuacji los się do mnie uśmiechnął. Pojawiło się ogłoszenie, że poszukują dziennikarza. Pracodawcą była mało znana Kielecka gazeta, no ale nie ma przecież co wybrzydzać. Od czegoś trzeba zacząć. Wysłałam do nich CV i dołączyłam do tego jeszcze kilka swoich prac. Pozostało czekać. Po jakimś tygodniu odezwała się do mnie Pani i zaprosiła na rozmowę. Udałam się tam oczywiście, przezornie byłam przed czasem. Rozmawiając z naczelnym

6

zobaczyłam ilu mieli chętnych. Trzymał on w rekach wielki plik CV. Przychodząc do siedziby mijałam znane mi twarze, dlatego szybko skojarzyłam, że o ofercie dowiedzieli się już chyba wszyscy z mojego pobliskiego Instytutu Dziennikarstwa. Rozmowa przebiegła pomyślnie, z tym że miałam jeszcze napisać dwa teksty, podobnie jak reszta kandydatów i na tej podstawie miał być wybrany szczęśliwiec, który dostanie wymarzoną pracę. Czasu było mało, jednak teksty zdążyły dotrzeć przed wskazanym deadlinem. Niestety, potem nikt się już nie odezwał… Na uczelni nastała sesja, więc tylko kilka dni zostało, by coś znaleźć. W międzyczasie odezwali się do mnie z myjni samochodowej, gdzie w sumie dla zabawy wysłałam CV. Jednak na tę pracę się nie zdecydowałam, bo kierownik chciał się ze mną umówić na rozmowę już po godzinach pracy myjni, czyli późnym wieczorem i to do tego na obrzeżach miasta. Tylko mogłam się domyślać w jakim charakterze mogłabym tam pracować, więc wolałam nie ryzykować. W ostatniej chwili dowiedziałam się o pracy w call center, której początkowo nie brałam pod uwagę z racji krążących na jej temat opinii, osób które tam pracowały. No ale czas mnie gonił, a ja nie miałam nic do stracenia, dlatego też wysłałam tam CV. O dziwo telefon zadzwonił już na drugi dzień. Zaproszono

mnie na rozmowę, a po jej pozytywnym przejściu na szkolenie. Do teamu polecił mnie kolega, zresztą studiujący ze mną nie tylko na jednym roku, ale i w jednej grupie. Znalazł się tam też jeszcze jeden mój kolega „po fachu”, a w późniejszym czasie jeszcze jedna koleżanka. Praca okazała się strzałem w dziesiątkę do tego stopnia, że po dziś dzień tam pracuję i udaje mi się to jakoś pogodzić ze studiami. Przy okazji rozwiązała się też sprawa z nieudaną próbą zdobycia pracy w gazecie, o której wcześniej wspominałam. Na szkoleniu w call center spotkałam chłopaka, który tam pracował i postanowił zrezygnować na rzecz lepiej płatnej pracy. Tam dostawał jedynie 5zł/h. Patrząc z perspektywy czasu taka stawka nie starczyłaby mi nawet, żebym mogła się w Kielcach utrzymać, a co dopiero coś odłożyć. Czyli jednak wyszło na moje. Kończąc tą opowieść mogę tylko powiedzieć, że nie należy na wstępie skreślać miejsc pracy, które cieszą się niepochlebną opinią. Zawsze należy zasięgnąć informacji nie tylko od osób, które tam kiedyś pracowały, ale też takich, które pracę tam dalej kontynuują. Mam nadzieję, że w przyszłe wakacje nie będę miała takich przygód. Braku problemów w tej kwestii również Wam życzę. Beata Chaberska


studia

STUDENCKA

nio. I tutaj świetnie sprawdzają się wszechobecne bary szybkiej obsługi, budki z kebabem czy restauracje McDonald’s. I tak zwykły hamburger dostarcza około 300 kcal, do tego duże frytki prawie 500 kcal i kubek coli, bomba kaloryczna. Ale bardzo smaczna, niedroga i szybko dostępna. To jest jej głównym atutem. Jedzenie typu fast food to półśrodki, które skutecznie zaspokajają głód jednocześnie dostarczając ogromną ilość kalorii i tłuszczu niezdrowych dla organizmu. Studenci jedzą nieregularnie, dużo i najczęściej tłusto. Zapominają o zasadzie 5 posiłków dziennie i dużej dawce owoców i warzyw. Zastępują to słodyczami i słonymi przekąskami. Słodka drożdżówka zamiast porządnego śniadania na pewno nie dostarczy energii na cały dzień, a kolacja jedzona po 22 nie przysłuży się nocnemu wypoczynkowi. Napoje energetyczne, kawa, papierosy…. Co trzeci jest prawie uzależniony od tych używek, i zamiast wydać pieniądze na dobry obiad, je byle co. A można o wiele prościej radzić sobie w kwestii jedzenia. Wystarczy trochę chęci i czasu, żeby przygotować w domu ciepły i smaczny obiad. tudenta można niekiedy Mrożone warzywa na patelnie, maporównać do zapracowanego karony z sosem, piersi z kurczaka przygotowane na wiele sposobów,

DIETA, CZYLI NIE

CAŁKIEM

ZDROWE ODŻYWIANIE

S

czy naleśniki. Można? Oczywiście, że tak. Nie zawsze lepiej jest pójść na łatwiznę, przy minimum wysiłku naprawdę można zjeść zdrowo i bardzo smacznie, a przy tym sporo zaoszczędzić. Kebab kosztuje średnio 8-12 zł, zestawy z McDonalda 10-25 zł, pizza to koszt około 2030 zł. Za zaoszczędzone pieniądze lepiej zrobić zakupy spożywcze na cały tydzień, produkty zdrowsze i lepsze. Dodatkowo sporą ilość jedzenia można przywieźć z domu. Mama na pewno zatroszczy się, aby jej dziecko nie jadło byle czego i przyrządzi pyszne obiady na cały tydzień, wystarczy tylko podgrzać. Obok fast foodów w kuchni studenta królują także dania gotowe, typu gołąbki ze słoika, czy mrożone nuggetsy dostępne w każdym sklepie. W co drugiej szafce przeciętnego żaka można znaleźć także zupki chińskie (mnóstwo chemii, ale dobre), słone i tłuste przekąski (chipsy) oraz słodycze. Takie jedzenie na pewno nie wpłynie pozytywnie na zdrowie, chociaż zaspokoi nagły głód. Zdrowe jedzenie nie musi być drogie, wystarczy mieć dobry pomysł i chęci. Nawet zabiegany student może ugotować coś pysznego, zamiast odwiedzać budki z kebebem. Anna Chojnacka.

Wiele osób w Polsce narzeka na swoją wagę. Ludzie tyją pochłaniając puste kalorie i zapychacze żołądka w postaci hamburgerów, kebabów i pizzy. Dotyczy to także studentów, dla których ważne jest, aby zjeść coś dobrego szybko i ta-

Żródło: Internet

biznesmena, je szybko, byle co i byle gdzie, tłusto, niezdrowo i w pośpiechu. Głównym składnikiem diety są dania gotowe, fast foody i słodycze.

7


studia

Studencki grosz – czyli gdzie i jak pracują studenci? Praca i studia zazwyczaj

kojarzona jest z zaocznymi, którzy pracują na etat, dzienni dorabiają sobie na drobne wydatki. Z czego dziś żyją i czym się zajmują polscy studenci? Sprzedają? Serwują hot-dogi? Czy zdobywają cenne doświadczenie związanezkierunkiemstudiów?

Studenci są bardzo atrakcyjną grupą na rynku pracy. Są elastyczni, zazwyczaj nie domagają się umowy o pracę, a są zatrudnieni na zlecenie, co zwalnia pracodawcę z opłacania ZUS-u, więc koszty zatrudnienia studenta są niskie. Ci, którzy nie mają tyle wolnego czasu, zazwyczaj szukają pracy na weekendy:

Student, jako osoba rozrywkowa nie jest zbyt przywiązana do swojej tymczasowej pracy. Główny tego powód, to wynagrodzenie i nuda, któraprzytłaczastudentów podczas rutynowej pracy. - Roznoszę ulotki, niby praca łatwa i przyjemna, ale nachodzić się Żródło: Internet trzeba, a 5 złotych to nie puby, inwentaryzacje czy prosą cuda świata – mówi Kasia, stumocje. Dorabiają także dając kodentka administracji z Kielc. Lurepetycje, opiekując się dziećmi dzie potrafią przejść na drugą stroczy pracując w telemarketingu. nę ulicy, byleby tylko nie dostać Studenci zaoczni zazwyczaj ulotki – dodaje. Dlatego zmieniła są zmuszani do podjęcia pracy w pracę i teraz jest w sklepie odziepełnym wymiarze godzin. Mużowym, w jednej z galerii, gdzie szą zdobyć pieniądze na czesne i dostaje prawie dwa razy więcej, niż utrzymanie się. - Najtrudniej jest w byłej pracy. Co za tym idzie, ma podczas sesji, mało czasu na nadużo przerw w między zajęciami, a ukę, a z pracy zrezygnować nie to pozwala jej na branie dodatkomożna – mówi Piotr, który studiuwych godzin i czerpanie korzyści za je zaocznie i pracuje w magazynie. tym idących w postaci większej wy- Czasem uda się dogadać z szefem, płaty. - Mam grafik ułożony według żeby zmniejszyć wtedy ilość godzin, mojego planu, więc nie ma mowy o ale jest to wielki wyczyn – dodaje. zarywaniu studiów – mówi Kasia.

8

Poza samą chęcią dorobienia czy potrzebą utrzymania, młodzi ludzie starają się o pracę z jeszcze jednego powodu. Coraz częściej i głośniej mówi się o potrzebie zdobywania doświadczenia zawodowego, które ma w następnych latach zaowocować przy polowaniu na pracę. Dla wielu celem jest znalezienie pracy związanej z kierunkiem studiów. Jeśli nie w zawodzie to w branży. Dlatego na przykład wielu studentów filologii szukają prac edytorskich lub w biurach tłumaczeń. - W ten sposób można się nauczyć czego nie poznaliśmy i nie poznamy na studiach, ale także przy okazji zdobyć jakże dzisiaj cenne znajomości – mówi Grzegorz, student filologii angielskiej, który pracuje jako asystent w biurze tłumaczeń. Doświadczenie związane z kierunkiem studiów jest bardzo atrakcyjne dla przyszłego pracodawcy – zauważa Anna Kozak, kierownik Akademickiego Biura Karier UJK. - Studenci jednak nieczęsto podejmują taką pracę głównie z powodu wynagrodzenia, które zazwyczaj jest minimalne lub czasami nawet żadne. Skupiają się na dorobieniu na drobne wydatki a czasami naprawdę lepiej podjąć mniej płatna pracę by w przyszłości mieć troszeczkę z górki – radzi Anna Kozak.

Karol Kubas


Zdjęcie: Katarzyna Drozdowska

studia

Były budynek Wydziału Humanistycznego UJK przy ulicy Leśnej (po lewej), Nowy budynek Kampusu uniwersyteckiego przy ulicy Świętokrzyskiej (po prawej)

Niedawno rozpoczął się

nowy rok akademicki. Od kilku miesięcy studentom zaprząta głowę przeniesienie części instytutów UJK do kampusu akademickiego przy ulicy Świętokrzyskiej. Zarówno studenci, jak i nauczyciele akademiccy mają na ten temat zróżnicowane opinie. Spytaliśmy samych zainteresowanych co sądzą o lokalizacji budynków czy samym ich wyposażeniu. - Uważam, że dobrym pomysłem jest inwestycja w stworzenie kampusu uniwersyteckiego i zgromadzenie w jednym miejscu wszystkich wydziałów UJK - przyznaje studentka bibliotekoznawstwa - Jednak fakt sporego oddalenia budynków od centrum jest dość znaczący. Kluczowym problemem wydaje mi się też brak odpowiedniej ilości miejsc dla tak wielu studentów. - Mnie osobiście tu się nie podoba, wielu znajomych podziela moje zdanie na ten temat. Przede wszystkim daleko stąd od centrum, samo dotarcie na zajęcia zajmuje dużo czasu - mówi jeden ze studentów UJK - Jak dla mnie można było zainwestować w unowocześnienie pięknego, zabytkowego budynku w centrum. Przykro, że odpuścili sobie wiele lat własnej historii sprzedając budynek przy Leśnej. - Jak w każdej sprawie są plusy,

jak i minusy tego przedsięwzięcia. Udogodnieniem jest niezaprzeczalnie nowoczesne wyposażenie każdej z sal. Nie znaczy to jednak, że jest idealnie. Wiele z nich jest nieodpowiednio urządzona, co utrudnia zrealizowanie założonego programu pracy ze studentami - mówi jeden z nauczycieli akademickich - W środowisku można usłyszeć wiele narzekań na samą lokalizację obiektu, dla mnie samego nie jest ona akurat wielkim problemem. - Wcale nie uważam, że to źle, że przenieśli nasz instytut na Świętokrzyską - mówi studentka filologii polskiej - osobiście jednak wolałam ulicę Leśną, w centrum wszędzie miałam blisko. Dodatkowo mamy zajęcia w zupełnie innym budynku niż dziekanat, co jest dla nas znacznym utrudnieniem. Do biblioteki też mamy daleko. - Nowe budynki uniwersytetu to niewątpliwy postęp. Budynki wyglądają imponująco, są nowoczesne w pełni dostosowane do potrzeb studentów. I tym sposobem mamy na korytarzach komputery, darmowe WiFi, windę. Do tego dochodzi nowo otwarta biblioteka. Naprawdę robi wrażenie. Wydawałoby się - raj dla studenta. Problem zaczyna się, kiedy trzeba do tego raju się

dostać - ocenia studentka dziennikarstwa - Komunikacja miejska zaoferowała nam tylko dwie linie autobusowe, które standardowo są całe załadowane. Natomiast jeżeli wybierzemy transport własnym autem, to żeby się dostać na campus należy przebrnąć przez niemal pół miasta. Kiedy już podjedziemy pod Uniwersytet, pojawia się kolejny problem. Gdzie zaparkować? Moim skromnym zdaniem, to obecny parking jest stanowczo za mały na tyle wydziałów. Zmusza mnie więc to do parkowania na jakiś bocznych uliczkach, na trawnikach bądź w błocie. Tak raczej nie powinno być. Nie sztuką jest wybudować „wypasiony” budynek. Grunt to go dostosować w całości do potrzeb studentów. A tak póki co nie jest. Dostęp na uczelnie to istny dramat. Ile ludzi tyle opinii. Każdy może mieć swoje zdanie na dany temat, a i wszystkim nie da się dogodzić. Mimo wszystko studenci, których wydziały od początku znajdują się przy ulicy Świętokrzyskiej nie narzekają na warunki, w jakich przyszło im studiować. Nie pozostaje nic innego, jak tylko próba przyzwyczajenia się do zaistniałej sytuacji. Katarzyna Drozdowska

9


Zdjęcie: Dariusz Skrzyniarz

K i e l c e ś p i ą c y m m i a s t e m ? Wiele

cech odpowiada za atrakcyjność miast. Mówiąc o wartości jakiejś miejscowości, bierzemy pod uwagę śródmieście, muzea, teatry lub inne oryginalne atrakcje, którymi się wyróżnia. Ważnym aspektem jest również obecność życia nocnego. Czy w Kielcach ono istnieje? Każdy z nas przyzwyczajony jest do tego, że kiedy wychodzimy wieczorem do centrum przeważnie zastajemy pustki. Czasem tylko deptakiem przejdzie grupka młodzieży lub pojedyncze osoby. W dużej mierze przez to utarło się przeświadczenie, że nie ma w Kielcach czegoś

10

takiego jak nocne życie. Być może sporo w tym prawdy ale przyjrzyjmy się, co może być tego powodem. Późną wiosną i latem było widać ożywienie aktywności ludzi. Do centrum zaglądało więcej osób. Faktem jest to, że mieli gdzie przyjść. Gęsto były rozstawione stoliki przed lokalami, przy których można było zjeść, napić się piwa na świeżym powietrzu. W tym roku przedsiębiorcy, którzy chcieli wystawić przed swoimi restauracjami ogródki mogli się zwrócić o pomoc do menadżera centrum Kielc. Tę funkcję objął Pan Tomasz Raczyński. Pomagał załatwić formalności związane z ustawieniem takiego obiektu przy między innymi reprezentacyjnej ulicy miasta i dawał cenne wskazówki. Teraz, gdy wieczory są już

dużo chłodniejsze kielczanie mają do wyboru tylko wnętrza lokali, których przy samej ulicy Sienkiewicza jest niewiele. Nocą tam możemy głównie obejrzeć szyldy kantorów, banków i kancelarii adwokackich. Jeśli już ktoś zdecyduje się na wyjście wieczorem, to zmierza właśnie do jakiejś wybranej przez siebie restauracji czy baru i tam zostaje na część wieczoru, a nie spaceruje po centrum bez celu. Każdy z nas zna miasto, niektórym się nawet już znudziło, więc nie będzie go zwiedzać każdego dnia. Wiele lokali jest też szybko zamykanych. Nawet w weekend często już po północy trzeba pomału zbierać się do wyjścia. Kolejnym ogranicznikiem naszych wyjść są też finanse. Nie oszukujmy się,


Kielce to nie wielka metropolia położona w bogatym regionie. Ludzie pracują dużo, a zarabiają niewiele i często rezygnują z wyjścia do lokalu organizując jakieś spotkanie ze znajomymi w swoim mieszkaniu wydając przy tym dużo mniej. A może brak chęci do odwiedzenia miasta jest też powodem pustki w centrum? Jeśli chodzi o kulturalne spędzanie czasu, to też nie mamy zbyt wiele opcji do wyboru. Mamy tylko jeden teatr jeszcze noszący imię Stefana Żeromskiego, który gra spektakle w nieco późniejszych godzinach. Do kin też można wybrać się na seans filmowy odbywający się przed północą. Nocne maratony filmowe są rzadkością. Trzeba przyznać, że ostatnio w Kielcach jest więcej koncertów, występów ze-

społów z innych miast, ale to też nie są stałe punkty każdego tygodnia. Pytając ludzi o życie nocne w Kielcach często odpowiadali „zależy kiedy i zależy gdzie”. Nikt nie zacznie imprezy już na samym początku tygodnia. Mówiąc o środku sprawa zaczyna wyglądać nieco inaczej. Już od środy kieleckie kluby czekają na studentów. W weekend do nich dołączają osoby nieco starsze, pracujące. Faktem jest też, że pozostało ich w mieście niewiele i w gruncie rzeczy grają tę samą muzykę ale można tam spędzić całą noc i mają dla swoich gości dodatkowe atrakcje. Właściciele klubów coraz częściej zapraszają znanych w branży muzyków czy organizują imprezy tematyczne. Podsumowując, przez cały tydzień możemy skorzystać z oferty

kin, teatru. Całonocne imprezy zaczynają się od środy w kilku miejscach w Kielcach, które też nie podobają się każdemu. Jeśli chodzi o bary czy restauracje, to nie w każdym posiedzimy dłużej, chociaż są takie miejsca, które nie wyganiają klienta zbyt szybko. Teraz odpowiedzmy sobie na pytanie. Czy w Kielcach istnieje nocne życie? Istnieje, tylko zależy kiedy, zależy gdzie i zależy dla kogo... Wszystko zależy od gustu i upodobań. Nikt też nie podstawi nam listy miejsc, które nam się spodobają. Musimy sami odwiedzać różne lokale, sprawdzać je, a nie zrobimy tego siedząc w domu. Dla Ciebie, drogi czytelniku, też może ono być, tylko musisz go poszukać. Dariusz Skrzyniarz

11


kultura

Urodziłem się i zacząłem grać czy może zafascynowanie się jakąś gwiazdą? Piotr: Otóż nie wiem jak to się zaczęło, to wszystko było takie bardzo proste. Po prostu urodziłem się, zawsze chciałeś grać i zacząłem grać. M: Czyli nosiłeś to w sobie od początku?

Piotr Restecki (źródło: Internet)

Dla

Piotra Resteckiego muzyka jest największą pasją, swoją gitarę trzyma tak czule, jakby przytulał kobietę. Zasłynął po udziale w programie Must Be The Music – Tylko Muzyka, gdzie doszedł do wielkiego finału. Obecnie dużo koncertuj oraz współpracuje z gwiazdami muzyki polskiej oraz zagranicznej. Jego technika grania, jaką jest fingerstyle, staje się coraz bardziej zauważalna.

P: Dokładnie, nie było to coś takiego, że ktoś to zauważył i trzeba zacząć inwestować. Wtedy były zupełnie inne czasy, a teraz są inne. Jak widzi się, że dziecko ma jakiś talent, to się w nie inwestuje i robi się wszystko, żeby grało, a rodzice są szczęśliwi, że ma do czegoś talent. W moich czasach to było tak, że nikt nie myślał o tym. W ogóle grać na gitarze, Jezu przecież z tego nie ma pieniędzy. Przecież to nie jest zawód. Zupełnie bez sensu. Dlatego nie było jakiegoś parcia na mnie, żeby za wszelką cenę to edukować, było to we mnie i chciałem grać, zacząłem i gram do tej pory. Dlatego jak już tak troszkę dorosłem, to wiedziałem czego chcę. Wiedziałem, że juz dalej sam się niczego nie nauczę, więc poszedłem na lekcje i doszkalałem się u najlepszych.

Martyna: Chciałabym zacząć od początku. Powiedz proszę jak to wszystko się zaczęło, jak muzyka M: Grasz techniką, która nazywa się wtargnęła w Twoje życie? Czy to fingerstyle, dlaczego tak? Nie wolaingerencja rodziców, nauczycieli łeś zostać gitarzystą w dobrej kapeli?

12

P: Wiesz ja zawsze byłem solistą to też było coś takiego, ze jeżeli nawet miałem zespół, to w tym zespole ja byłem pierwszoplanowy, czyli to była muzyka gitarowa, np. grana na gitarze elektrycznej z basem, perkusją i wokalem, ale gitara była najważniejsza. W momencie kiedy stałem się już takim totalnym solistą, zacząłem grać na gitarze klasycznej i wygrywać wszystkie konkursy gitarowe, jeździć na festiwale i odkryłem wtedy pierwszy raz w życiu, że ktoś czyli dokładnie taki człowiek jak Zbigniew Dubiela, jeden z popularyzatorów gitary klasycznej w tym kraju, puścił film na dvd, którym nikt nie był w ogóle zainteresowany. Puścił film z obecnie już moim kolegą Tommym Emmanuelem, żywą legendą, wirtuozem światowej sławy, grającym właśnie w tym stylu. I zainteresowałem się. Jednak to nie znaczy, że stronie od gry zespołowej, uwielbiam ją, gram w zespołach chociaż rzadko. Dla mnie to trochę nudna sprawa, ja lubię jednak zagrać za wszystkich mając tylko gitarę. M: A nigdy nie myślałeś żeby wybrać inną drogę? Aby zacząć pracę taką zwyczajną, jak większość ludzi wykonuje? P: U mnie było to tak, że mama strasznie chciała mieć syna budowlańca, bo to przecież porządny zawód. Posłała mnie do szkoły budowlanej ale nic z tego nie wyszło, ani


kultura moje predyspozycje, ani chęci, muje się na salonach. Dlaczego P: Ja nie uznaję w życiu słowa udało nie chciałem się w ogóle uczyć. na nich w ogóle nie bywasz? się, fart. Czegoś takiego nie ma. Doszedłem do finału i zrozumiałem, że M: Męczyłeś się w tej szkole? P: Wiesz, Woody Alen, jeden z to jest kurcze program ustawiony i z najwybitniejszych reżyserów, któ- muzyką nie ma zbyt wiele wspólneP: O tak. W końcu skończyłem li- ry skończył ledwie podstawówkę, go. Chodzi o to, że wszyscy nastawiaceum Ściegiennego. Cały czas ży- chociaż nawet nie wiem czy skoń- ją się na to, że poszukują wybitnych łem muzyką, następnie szkoła czył, powiedział kiedyś, że trzeba muzyków, ewenementów. Tylko dlamuzyczna i tak się realizowałem. bywać. Ja wychodzę z założenia, że czego Radio RMF w tym programie nie trzeba. Nie mam syndromu be- bierze udział i zazwyczaj wygrywają M: I jak rodzina na to wszyst- toniarki czyli nie chcę się obracać. zespoły? Ja pomagam wielu ludziom ko zareagowała, buntowali się Muzyka jest dla mnie najważniej- i wprowadzam ich do tego prograczy jednak dawali wsparcie? sza i wolę ten czas poświęcić na to, mu. Mówię co zrobić, żeby szli dalej, żeby naprawdę coś skomponować, żeby dobrze zagrali. W najbliższą P: Wsparcie się zaczęło dość późno, dopracować i skoncentrować się niedzielę tak szczerze oceniana bębo wiesz rodzice chcą jak najlepiej na muzyce, a nie rozpraszać się ja- dzie moja praca w półfinale. Przyjedla dziecka, żeby to była medycyna kimiś bywaniem. Jest to bez sensu. chał do mnie młody chłopak, z którym siedziałem trzy dni i trzy noce czy jakiś konkretny, sprecyzowany zawód. Dopiero wtedy jak zacząłem M: Wziąłeś udział w progra- i do upadłego ćwiczyliśmy aby coś z odnosić sukcesy w tej dziedzinie to mie telewizyjnym. Co cię po- niego wyczesać. Żeby mógł się obropoczuli, że jednak jest to sposób na kierowało do tego, aby wy- nić, bo na wejściu to piękne opinie, życie, na zarabianie pieniędzy, bo brać się casting i spróbować? a potem już nie było za ciekawie. w pewnym momencie ta pasja stała się zawodem. Teraz ciągle jestem w trasie, ciągle koncertuje, ćwiczę i tak jakby spełniam swoje marzenia. Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i coraz dalej idę, coraz większe imprezy, ciekawsze, dzięki temu ludzie cię rozpoznają. M: A bie w Ci za dżasz

jak Twoja żona radzi sotym wszystkim? Nie ma złe tego, że często wyjeżi nie ma Cię w domu?

P: Moja żona jest bardzo nowoczesną kobietą i wie o tym, że małżeństwo to kompromisy. My przecież nie musieliśmy sie wcale chajtać czyli potocznie mówiąc brać ślubu i tak dziecko pojawiło się bardzo późno w naszym małżeństwie. Także wsparcie, zrozumienie, u nas jest wszystko ok.

P: Była to moja chęć. Poszedłem do programu Mam Talent i zrobili ze mnie kosmitę. Ja byłem przygotowany, ale ten kraj nie był na to przygotowany. Będąc na studiach też dostałem mocno po dupie od wykładowców, którzy twierdzili, że jedynek w tym Mam Talencie to wybierają takie wybitne postaci, a ja to nie wiadomo co to było. Można rzec jak to kiedyś Andrzej Piaseczny powiedział: „Cóż z tego, że ja jestem przygotowany jak naród jest nie przygotowany”. Na szczęście muzyka typu fingerstyle się rozwija, coraz więcej młodych ludzi sięga po tą muzykę, gra ją. Zaczyna być pokazywana w telewizji. Dzięki takim programom jak Must Be The Music, do którego poszedłem. Namówił mnie na to kolega, ja byłem z góry nastawiony na NIE. Stwierdziłem, że po raz kolejny zrobią ze mnie kosmitę a tu nagle pach, stało się inaczej.

M: Jesteś coraz bardziej rozpoznawalny, ludzie Cię znają. Jednak nie jesteś osobą, która pro- M: Czyli udało się?

M: A czujesz, że cach metkę z Piotr Restecki, w programie

nosisz na plenapisem: Ja, brałem udział rozrywkowym?

P: Każdy ma swoją drogę, wielu rzeczy trzeba dotknąć. Uważam, że plułbym sobie na starość w twarz, że nie dotknąłem tego. Nie żałuję, chociaż z innej strony widzę, że to jest takie pchnięcie do przodu, a zarazem mówienie: „e, ten to był w programie telewizyjnym”. Ja się cieszę, że byłem w pierwszej edycji, takiej najważniejszej. W niej było już wszystko, kolejne następne to powtórka, nawiązanie do pierwszej. Dlatego też pchałem się do niej. Ja grałem muzykę, która była totalnie niezrozumiana na naszym polskim rynku. Ludzie nie mogli pojąć: jak to, koleś nie śpiewa tylko gra na gitarze i co to jest. Dzięki tej telewizji właśnie można było dużo pokazać, że to jest spektakularne, to może być show. To nie jest muzyka, któ-

13


kultura ra ma nudzić, to również muzyka M: A czy miałeś propozycję aby za- inspiruję się innymi muzykami, już rozrywkowa, która może bawić. grać na którejś ze scen festiwalu? wiem jak szukać tej muzyki w sobie. M: Tworzyłeś również muzykę do P: Oczywiście miałem propozyprogramu Kuba Wojewódzki. Jak cje, ale musiałem jechać na kolejny on Cię odszukał? Jak to się odbyło? koncert umówiony już wcześniej i było tak, że pokrywały mi się te P:To wszystko dzięki Mam Talent. dwie imprezy. Musiałem wybrać. Kuba był chyba jedyną osobą, która doceniła to co ja robię. Po czym M: Szykujesz już jakiś nowy zaprosił mnie pierwszy raz do pro- materiał na kolejną płytę? gramu, następnie kilka kolejnych razy. Coś tam robiłem w tym pro- P: Piszę muzykę na nową płytę. gramie. Także od czasu do czasu Ciągle poszukuję muzyków. Kilku się uśmiecha. Dzięki temu dzwonią indywidualistów już znalazłem, ale chociażby, żeby do X Factor na- jeszcze nie znalazłem wokalu. Znagrać gitarę do jakiegoś podkładu. lazłem np. instrumenty perkusyjne. Znalazłem też człowieka z wielką M: Podobna sytuacja zaszła, gdy charyzmą, ale na razie nie będę mómiałeś zagrać na scenie Dzień Do- wił kto to. Mam natomiast doskobry TVN, ale powiedziano, że jesteś nałego basistę oraz klawiszowców za bardzo polsatowski? To prawda? i kilku takich innych odstrzałów. P: Tak. Zaszła taka sytuacja i wszystko było dograne. Miałem tylko pojechać zagrać, aż we wtorek wieczorem dzwoni koleś i mówi: „Ty przecież byłeś w Polsacie, to jest konkurencja, za bardzo się z nimi kojarzysz. Niestety, nie możemy Cię puścić w naszym programie”.

M: A kiedy możemy się spodziewać kolejnej płyty?

M: Na koniec chciałam zapytać o to, jak zapatrujesz się na młodzież, która teraz bardzo pędzi za komercją? Nie zwracając uwagę na muzykę bardziej wartościową, na muzykę alternatywną, a Ty przecież nie jesteś muzykiem komercyjnym. Jak postrzegasz to jako artysta? P: No wiesz co, ja tego nie neguję, powinna być każda inna muzyka. Musi być to Disco Polo, bo ona też czemuś służy. Moja muzyka natomiast służy przede wszystkim dotykaniu serca, czyli mam jakiś przekaz sercowy, ale w tym wszystkim jest też jakiś przekaz rozrywkowy. Mój koncert nie jest tylko nastawiony na to, że usypiam publiczność, ma to też być dobra rozrywka, zaskoczenie. Ma być to spektakl w pewnym stopniu, taki monodram. Mi nie zależy na oglądalności youtubowej, nie muszę mieć kilku milionów wyświetleń. Zależy mi na osobach, które doceniają to co robię i widzą w tym wszystkim coś więcej, niż tylko granie na gitarze.

P: Nie wiem, ja nie jestem obciążony konkretnym terminem. Nie mam kontraktu z wytwórnią, więc nie muszę co roku wydawać badziewiarskiej płyty. Dzięki temu mogę posiedzieć, popracoM: Znany jesteś również z tego, wać, podłubać, mogę wyrzucić i M: Piotrze dziękuję Ci bardzo za że prowadziłeś warsztaty gitaro- dołożyć coś nowego. Mam czas. wywiad i życzę jak największych we dla młodzieży na Przystanku sukcesów. Woodstock. Jak tam się znalazłeś? M: A jak wygląda Twoja praca nad takim materiałem? P: Dziękuję również. P: Jest dużo firm gitarowych, produkujących instrumenty i one właśnie P: U mnie to albo jest ten strzał, Rozmawiała: Martyna Iwan poszukują muzyków, którzy mogą albo koniec i nie ma. Nie da się tak reklamować dany instrument. Cho- po prostu. Takich piosenek typu; dzi o to, żeby jak najlepiej zaprezen- „Ona tańczy dla mnie” mogę napitować swój produkt. Gitara bez mu- sać bardzo wiele w przeciągu godzizyka po prostu nie istnieje. I dzięki ny. Wystarczyłoby żebym miał tekst temu firma mnie wynajmowała, a i układam muzykę na poczekaniu. ja jeździłem i zarabiałem pieniądze. Żeby stworzyć coś co ma ręce i nogi Firma mi płaciła, a ja prowadzi- i jest wartościowe artystycznie, to łem lekcje dla młodzieży za darmo. trzeba poczekać i poszukać w sobie przede wszystkim. Nie ma tak, że

14


kultura

Przerost formatu nad treścią Jesień, czas powrotów do

szarej rzeczywistości po wakacyjnych szaleństwach. Niedługo popadniemy w uczelnianą rutynę , szkoła-dom, szkoła – dom. Jednak jest coś, co nie pozwoli nam całkowicie zatracić się w niezbyt atrakcyjnej rzeczywistości, a mianowicie JESIENNA RAMÓWKA wszystkich stacji, i tych komercyjnych i publicznych. Spragniona wiedzy na temat tego jakie programy będą odciągały mnie od tak ważnych spraw jak np. pisanie pracy licencjackiej, siadłam do Internetu w poszukiwaniu odpowiedzi. Jako studentkę szczególnie interesowały mnie pasma wieczorne. Całe wakacje media trąbiły czego to nie będzie w telewizji. Najbardziej zachwalano zagraniczne formaty przełożone na polskie realia. Skoro coś podobało się już połowie świata, dlaczego nie miałoby się podobać Polakom?

I tak zaczynając od poniedziałku wieczory umilać mi będzie „Perfekcyjna Pani Domu”. Pani Rozenek nauczy mnie jak dbać o dom i jak idealnie przyjmować gości. Niedługo pewnie sama będę myć śmieci przed ich wyrzuceniem i odkurzać odkurzaczem wnętrze odkurzacza. Ciekawa jestem czy ktokolwiek stosuje się do niezawodnych rad, żeby myć naczynia w occie czy czyścić dywan sodą? Jedno jest pewne. W nocy będę bała się zasnąć ze strachu przed testem białej rękawiczki. Przejdźmy do wtorku. Tutaj stacje się nie popisały i nie ma żadnego obiecanego formatu. Zmuszona będę do pozostania przy rodzimych produkcjach. Chociaż może to i lepiej… W środę będę się uczyć gotować. Polsat ofertuje mi „Top Chef ’a”. Szefowie kuchni zmagają się ze sobą, żeby być tym najlepszym. Oceniają ich inni szefowie kuchni, którzy właściwie na co dzień są ich kolegami z pracy oraz Ewa Wachowicz, bo przecież w programie musi być ktoś

ładny, kto wyglądem będzie nadrabiać braki w realizacji. TVN za to zaprasza mnie do stołu z „Ugotowanymi”. Zwykli ludzie i niezwykłe potrawy, albo odwrotnie. Ja tu na kolację wcinam pierogi przywiezione z domu, a w TV student kulturoznawstwa podaje przegrzebki, do tego homara i na deser ciastka posypane płatkami jadalnego złota. Zaraz zajrzę do kuchni i sprawdzę czy przypadkiem nie mam czegoś podobnego w lodówce. Czwartek to dalszy ciąg gotowania. Magda Gessler uratuje kolejną restaurację. Porzuca sobie przy tym mięsem, i dosłownie i w przenośni. Poprzewraca stoły i porozbija talerze. Gordon Ramsay w brytyjskiej wersji programu może, to czemu polska wersja ma być gorsza? W ostateczności jednak wszystko skończy się dobrze, restauracja zwiększy obroty o 1000%, a Magda Gessler kolejny raz okaże się cudotwórczynią. Gdzie nie pojedzie tam następny sukces ( no może oprócz Radomia, ale cóż, to

Logo popularnych formatów programów telewizyjnych (źródło: Internet)

15


kultura przecież Radom). Po tym jak napatrzę się już na TVN, mogę zmienić sonie stację na Polsat i zobaczyć jak pozbyć się zbędnych kilogramów. „Fat killers – zabójcy tłuszczu”. Nazwa od razu zachęca do oglądania. Jest morderstwo, a to już zapewnia dużą oglądalność, a jeszcze jeśli ofiarą ma być tłuszcz, to już widzę jak słupki oglądalności szybują w górę. Jest krew, pot i łzy – czego chcieć więcej? Piątek, weekendu początek. W telewizji więc rozrywka pełną gębą. Z Polsatem mogę potańczyć. To już czwarta edycja programu „Got to Dance – tylko taniec” przyciąga nowych uczestników. Ale zaraz, skoro to 4 edycja, to powinno być już 4 zwycięzców. Szczerze mówiąc nie potrafię sobie przypomnieć imienia ani nazwiska żadnego z nich. Przez chwilę pożyli w statusie Idola, po czym zostali praktycznie zapomniani przez społeczeństwo, które już szykuje się by wybrać kolejnego zwycięzcę. W piątek potańczyłam, to w sobotę mogę posłuchać muzyki. TVP 2 rozerwie mnie z „The Voice of Poland”. Ten program powinnam chyba oglądać głównie dla jurorów. Jak nie przystojniacy z Afromentalu, to Edyta Górniak, o której portale plotkarskie rozpisują się po każdym kolejnym odcinku. A to że była źle ubrana, źle

16

umalowana, że nie umie śpiewać, że pewnie ma romans z którymś z uczestnikiem… Może więc program powinien się nazywać The Voice od Edyta? Bo pewnie o zwycięzcach programu za rok i tak nikt nie będzie pamiętał. TVN chce mnie zachwycić czymś więcej, niż tylko śpiewaniem. Masz talent to…. Idź do „Mam talent”. Umiesz związać żonę sznurkami, super – idź do „Mam Talent”. Potrafisz strzelać z łuku, niekoniecznie celnie, nie ważne, pokaż co potrafisz w telewizji. Nic ciekawego nie potrafisz? Też idź do „Mam talent”, może coś wymyślisz na szybko i zostaniesz gwiazdą Internetu. Będą się z Ciebie śmiać, co z tego? Będziesz sławny. Ale oczywiście nie bardziej niż szanowne jury. Urocza Małgorzata Foremniak, płacząca na co drugim występie, spokorniała Agnieszka Chylińska i zaskakujący Agustin Egurrola nie oddadzą nic ze swojej sławy. Bo przecież są oni nieomylni i dokładnie wiedzą który talent jest lepszy, a który gorszy. Polsat w niedzielę znowu muzycznie- „Tylko muzyka. Must be the music”. W jury Kora, która sprytnie uniknęła więzienia zwalając całą winę za posiadanie marihuany na Bogu ducha winną Ramonkę. Reszta zacnego grona oceniającego nie zapadła mi za bardzo w pamięć, za to z ręką na sercu

mogę powiedzieć że znam kilku laureatów tego programu - Enej , Lemon, Red Lips. Czyli jednak może się udać, można znaleźć wśród Polaków talent. I pewnie dlatego to już 6 edycja programu. Może skuszę się i obejrzę całą tę serię, co mam z resztą innego do roboty? Chociaż może i mam, bo w TVN „Master Chef ”. Znowu Magda Gessler w roli Gordona Ramsay’a. Jestem prawie pewna, że gdyby w Polsce ktoś kręcił jego biografię to zagrałaby go Magda Gessler. Oprócz cudotwórczyni w jury jeszcze Michel Moran, którego tekst „oddaj fartucha” stał się już kultowy oraz Ania Starmach, bo po prostu jest ładna, a na ładne rzeczy dobrze i przyjemne się patrzy. Cały tydzień zaplanowany. Ramówka aż kusi żeby cały wieczór siedzieć przed telewizorem i tyko przerzucać z jednego kanału na drugi. Do wyboru do koloru. Szkoda tylko że tych kolorów tak mało. Możesz wybrać co chcesz, ale właściwie każdy program to to samo. Super jury ocenia amatorów, którzy po zwycięstwie stają się jednosezonowymi gwiazdami. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo coś tak czuję, że ta moja praca licencjacka napisze się o wiele szybciej, niż myślałam. Aleksandra Kowalik


[re

cen

kultura

Źródło: Internet

Islam a małżeństwo

Zmuszona do małżeń-

stwa” to książka niesamowita. Szczera, pełna emocji opowieść, o brutalnej rzeczywistości, z którą muszą się zmagać marokańskie kobiety. Opis życia autorki, która nazywa siebie po prostu Leilą. Książka w przekładzie Barbary Walickiej, zadebiutowała na naszym rynku 10 września, dostarczając czytelnikom wielu wzruszeń i pretekstu do przemyśleń.

zje

]

Leila pochodziła z marokańskiej rodziny. Mimo, że urodziła się we Francji, to rodzice wychowywali ją w zgodzie z marokańską tradycją. Tradycją surową, stanowiącą o tym, że to mężczyzna jest tym, który decyduje o losie kobiety. Jedynym kobiecym wzorcem, była dla dziewczyny matka. Matka wiecznie posłuszna ojcu, przestrzegająca wszystkich jego nakazów i usługująca na każdym kroku mężowi i ośmiu synom. Leila od dziecka była uczona tego, że kobieta nie może mieć własnego zdania, a jedynie powinna wykonywać wszystkie polecenia ojca i braci. Za każde nieposłuszeństwo, dziewczyna była karana, bita, upokarzana. Jednak w głębi duszy, Leila była marzycielką. Marzyła o innym życiu, o wyrwaniu się spod niewoli ojca kata. Chciała zaznać w życiu miłości, takiej prawdziwej. Poznać mężczyznę, który będzie ją szanował, kochał bezwarunkowo i który pozwoli jej być sobą. Chciała wyrwać się z niewoli i wreszcie żyć pełnią życia. Wszystkie jej marzenia kończą się z chwilą, kiedy ojciec zmusza dwudziestoletnią dziewczynę do małżeństwa z człowiekiem o piętnaście lat starszym, którego nigdy wcześniej nie spotkała. Mąż okazuje się jeszcze większym tyranem niż ojciec. On także bije ją i zmusza do spełniania wszystkich zachcianek. Leila ma dosyć bycia niewolnicą. Walczy o siebie, o swoją godność. Pisze autobiografię: odważną, szczerą, wolną od przekłamania. Książkę o kobiecie nieszczęśliwej, o kobiecie jakich tysiące są w muzułmańskich krajach, o kobiecie poniżanej i zmuszonej do małżeństwa. Wreszcie o kobiecie, która postanowiła zerwać z brutalną tradycją, postanowiła przeciwstawić się mężczyznom i wreszcie żyć według własnych zasad. „Zmuszona do małżeństwa” to książka pełna emocji, pełna cierpienia. Pozycja, obok której nikt nie przejdzie obojętnie. To pamiętnik jednej kobiety, który jest też opisem życia wielu muzułmańskich kobiet. To protest przeciwko brutalności i przymusowi małżeństwa, to walka o swoją godność i siebie.

Karolina Olejarz

17


kultura

n e c re

] e j z

[

Melua dla każdego

Źródło: Internet

Szósty już studyjny album artystki, swoją premie-

Są ludzie, którzy twierdzą, że każda kolejna płyta artystki różni się jedynie tytułem, jednak nawet oni dostrzegą, że „Ketevan” jest nieco inna od poprzednich wydawnictw Katie. Jej ostatnia płyta „Secret Symphony” w całości nagrana była z orkiestrą symfoniczna, co nadało jej eleganckiego charakteru, jednak teksty piosenek nie wyszły spod pióra Katie (oprócz „Forgetting All My Troubles”). Płyta w niczym nie przypomina także elektronicznej przygody Meluy z „The House”. „Ketevan” to najbardziej osobisty album wokalistki, jest ona autorką prawie wszystkich tekstów na płycie. Dzięki temu możemy dostrzec jak Katie zmieniła się przez 10 lat z dziewiętnastoletniej debiutantki w dojrzałą i świadomą artystkę. Jak mówi sama Melua „Mam nadzieję, że ludziom spodobają się moje piosenki, pełne

18

rę miał dokładnie w 10 rocznicę wydania jej pierwszego krążka „Call Of The Search” oraz w dniu jej 29 urodzin. Również tytuł płyty ma dla wokalistki osobisty charakter. Ketevan -to tak naprawdę imię Meluy w języku gruzińskim, a właśnie z tego pięknego kraju artystka jako dziecko wraz z rodzicami przeprowadziła się na Wyspy Brytyjskie.

romansu, melancholii, inspirowane bluesem czy jazzem, czasami w stylu retro. Każdy odbiorca ma różne oczekiwania, ale mam nadzieję, że różnorodność utworów na Ketevan spowoduje, że znajdzie na nim coś dla siebie.” I dokładnie tak jest. Mieszanka stylów na płycie robi świetne wrażenie, a jak dołożymy do tego ciepły i miękki wokal Meluy, to efekt jest urzekający. Na krążku znajdziemy melancholijne utwory, do których fani wokalistki są przyzwyczajeni, czyli „I Never Fall”, „Never Felt Less Like Dancing”, „Where Does the Ocean Go?”, w których artystka oczarowuje swoim aksamitnym i gładkim głosem. Zupełnie w innym tonie są piosenki „Shiver and Shake” – bardzo energiczna, „Love Is a Silent Thief ” – niezwykle przejmująca, „mocna”, z dużą

dawką emocji. Świetnie wypada również zadziorne, ale eleganckie „Idiot School” oraz lekkie, pogodne „Mad, Mad Men”, z którego można wyciągnąć jeden, ważny wniosek – każdy może zmienić świat. Album zamyka utwór promujący płytę „I Will Be There”, kompozycja bogata w dźwięki, który również niesie pozytywne przesłanie. Cała płyta mimo swojej różnorodności idealnie wpisuje się w artystyczny dorobek Katie Meluy. Może i nie odniesie ona tak spektakularnego sukcesu jak „Call Of The Search” czy „Piece by Piece”, gdyż dzisiejszy rynek muzyki pop różni się od tego sprzed 10 lat, ale uważam, że „Ketevan” to jeden z lepszych prezentów jaki artystka mogła sobie sprawić na 29 urodziny. Aleksandra Nawój


[re

cen

kultura

zje

]

na deskach teatru Czy

warto zamordować dla ideologii? Czy byłabym w stanie odebrać życie podążając za przekonaniem? I w końcu czy zbrodnia może zaistnieć bez kary ? Te i inne pytania pojawiają się w mojej głowie po obejrzeniu adaptacji powieści „Zbrodnia i Kara” Fiodora Dostojewskiego, w reżyserii Bogdana Kokotka, który pokazuje obraz ówczesnego Petersburga. Po raz pierwszy na deskach sceny Polskiej Cieszyńskiego teatru w Czechach widz ma możliwość poczuć się jak w kinie. Reżyser zastosował ciekawy system scenografii słuchowo wizualnej. Odgłosy towarzyszące scenom wzbogacają przesłanie i celniej trafiają w odbiorcę. Pochwalić również trzeba pracę charakteryzatorów oraz kostiumologów, dzięki którym aktorzy wiernie

oddają charakter swojej postaci. W składzie aktorskim na scenie prawie każda postać ma w sobie to coś, co przykuwa uwagę i zapada w pamięć. Zaczynając od głównego bohatera Raskolnikowa, w tej roli Tomasz Kłaptocz, w ciekawy sposób ukazał wnętrze mordercy, szamocącego się z własnymi myślami, nieraz w pełni przekonany, iż to co zrobił jest ważne i potrzebne, by za chwile popaść w wyrzuty sumienia i poczucia winy. Jedyną niepasującą rzeczą w przypadku studenta Raskolnikowa jest wiek samego aktora Kłaptocza. Posuwając się wraz ze scenami poznajemy jego matkę i siostrę oraz przyjaciela. Patrząc na Dunię, siostrę głównego bohatera, czyli Joannę Litwin-Widerę przenosimy się w starodawny świat pięknych ruchów i gestów kobiety, co dopełnia krajobraz ówczesnego czasu. Jedną z lepiej widocznych oraz charakterystycznych postaci zdecydowanie jest komisarz Porfiry, grany przez Mariusza Osmelaka, który ukazał genialny kunszt aktorski, płynnie przenosząc

widza od śmiechu po głęboką zadumę. Podobnie Łużyn, czyli Ryszard Malinowski, przed którym zostało rzucone nie lada wyzwanie pokazania inteligentnego drania, ukrywającego się pod przykrywką bardzo uczciwego człowieka oraz Sonia, pobożna dziewczyna, którą sytuacja życiowa zmusiła do prostytuowania się w celu wykarmienia młodszego przyrodniego rodzeństwa, w tej roli Sylwia Sławińska. Reżyser w swojej adaptacji pozbył się wątków pobocznych, skupiając się jedynie na głównym problemie Rodiona Raskolnikowa, tym samym stwarzając jeden z lepszych spektakli, połączenia akcji, adrenaliny, głębokiej zadumy, łez oraz śmiechu. W mojej opinii spektakl bardzo ciekawy, a spektakularne zakończenie na długo zapada w pamięć każdego widza, budząc pytania bez odpowiedzi. Czeski Cieszyn 5 października 2013 Wiktoria Sławińska

19


kultura

n e ec

] e j z

[r

Jak

„Nie chcem, ale muszem”droga od elektryka do prezydenta

to jest być jednostką wybitną? Czy człowiek rodzi się już z tym „czymś”, czy też życiowe doświadczenia sprawiają, że stajemy się niezwykli, zdolni do czynów dla innych zbyt trudnych, wręcz nieosiągalnych? Jak stwierdza Lech Wałęsa w filmie pod tytułem Wałęsa. Człowiek z nadziei, on od zawsze wiedział, że jest przywódcą, bo po prostu nim był.

odtworzony charakterystyczny dla Wałęsy sposób mówienia, wszystko to czyni jego grę aktorską, jeszcze bardziej wiarygodną. Na uwagę za-

Film nie tylko pokazuje kawał historii, tej całkiem niedalekiej, lecz przybliża też sylwetkę człowieka, który w naszym kraju wywołuje dosyć skrajne uczucia. Ukazuje również jak trudno być bohaterem w Polsce. Polacy to naród zmienny w swych opiniach, dlatego jednego dnia jest się tutaj bożyszczem tłumu, zaś następnego można zostać wrogiem publicznym numer jeden. To wszystko przeżył były prezy- Źródło:o: filmweb.pl dent RP, Laureat Pokojowej Nasługuje także rola Agnieszki Grogrody Nobla- Lech Wałęsa. Film w reżyserii wybitnego An- chowskiej, filmowej Danuty Wałęsy. drzeja Wajdy nie zaskakuje w jakiś Choć niektórzy mogą twierdzić, że szczególny sposób, bo każdy z nas nie miała zbyt dużego pola do pochoć odrobinę zna historię nasze- pisu oprócz odegrania umęczonej go kraju. Jest to raczej ogólny zarys żony, to nie można się z tym w pełni najważniejszych wydarzeń zwią- zgodzić. Świetnie pokazała, że bez zanych z upadkiem komunizmu w wsparcia i pomocy z jej strony, WaPolsce. Świetnie w swej roli odnalazł łęsa nie zaszedłby tak wysoko. To co niesamowicie wpływa na się odtwórca głównej roli Robert Więckiewicz. Drobne gesty, takie odbiór filmu, to muzyka, która była jak przygładzanie wąsów, idealnie strzałem w dziesiątkę i tutaj należą

20

się duże brawa dla Pawła Mykietyna, który był za nią odpowiedzialny. Utwory są dynamiczne, oddają charakter i atmosferę tamtych wydarzeń. Nie sposób się nudzić w trakcie seansu, mimo że trwa on ponad dwie godziny, gdyż akcja jest wartka. Młodszych odbiorców może zaskoczyć, jak zawsze przy filmach mówiących o wydarzeniach rozgrywających się w latach PRL-u, że tak tragiczne zdarzenia miały miejsce w dosyć spokojnej dzisiaj Polsce. Film gorąco polecam wszystkim, bez względu na wiek, zainteresowania i poglądy polityczne. Wszystkie te czynniki nic nie znaczą kiedy chodzi o historię naszej ojczyzny, która naprawdę wiele przeszła i wstyd byłoby nie mieć pojęcia o wydarzeniach tak istotnych. Widząc to wszystko, co działo się zaledwie 30, 40 lat temu człowiek poważnie zastanawia się jak to możliwe, że walczyliśmy o wolność i sprawiedliwość, a dzisiaj mało kto umie z tych przywilejów korzystać. Śmiech budzą toczące się między politykami kłótnie o błahostki. Wszystkich spragnionych obejrzenia czegoś godnego uwagi i traktującego o sprawach ważnych, z całego serca zapraszam do kina na film Wałęsa. Człowiek z nadziei. Anna Przydatek


Źródło: Internet

kultura

Co

ciekawego natury muzycznej czeka Kielczan w najbliższych dniach? Na brak październikowych atrakcji z pewnością nie można narzekać. Dwa wielkie nazwiska polskiej sceny muzycznej, zagrają koncerty w największym mieście województwa świętokrzyskiego.

Niedługo później, bo już nazajutrz (tj. 27.10), w Sali Koncertowej Filharmonii Świętokrzyskiej, Beata Kozidrak zaśpiewa z kultowym już w Polsce Bajmem. Ten wyjątkowy zespół obchodzi w tym roku 35-lecie swojego istnienia (skład założony w 1978 przyp. red.), w związku z czym artyści wyruszyli w wyjątkową trasę koncertową. Grupa zagra swoje największe hity, jak np. „Myśli i słowa”, „Rzeka marzeń”, „Płynie w nas gorąca krew.

W pierwszej kolejności, już 26 października, na scenie Kieleckiego Centrum Kultury, zaśpiewa Anna Maria Jopek. Ostatnimi czasy artystka jeździ z trasą koncertową po świecie (m.in. Portugalia, Ukraina), lecz znalazła również czas na występ dla mieszkańców Kielc. Zaprezentuje nowy repertuar, z albumu sygnowanego nazwą „Polanna”. Nie zabraknie jednak i starszych piosenek, dzięki którym fani piosenkarkę pokochali.

Informacje odnośnie biletów i godzin występów: 27.10.2013 - Anna Maria Jopek Duża Scena Kielckiego Centrum Kultury, godzina 19:00. Bilety: 70, 80 i 90 zł, do kupienia w Kieleckim Centrum Kultury, Orbisie, Wojewódzkim Domu Kultury oraz u organizatora, Agencji Pop-Art. 28.10.2013 - BAJM

Aleksandra Nawój Sala Koncertowa Filharmonii Świętokrzyskiej, godzina 17:00. Bilety: 100 i 110 zł, do kupienia w kasie Filharmonii.

Źródło: Internet

Razem z Anną Marią Jopek, na scenie pojawią się m.in. Paweł Dobrowolski (perkusista), czy też Marek Napiórkowski (gitara). Gościnnie wystąpią także Maria Pomianowska oraz Mateusz Pospieszalski.

Kogo słychać w Kielcach

21


sport

Przegląd prasy

Nasz Titanic zatonął, a orkiestra nie zagrała

Źródło: Internet

Wayne Rooney różni się od Roberta Lewandowskiego tym, że Anglik w każdym meczu eliminacyjnym strzelał gola dla swojej reprezentacji, a Polak w każdym marnował przynajmniej jedną doskonałą okazję. Taką, po której pewnie każdy rodak czy to przed telewizorem, czy na stadionie, mruczał pod nosem z kilkoma niecenzuralny mi przecinkami: „w Borussii by to strzelił”. Nie inaczej było tym razem. Rooney wykorzystał podanie LeightonaBainesa, a Lewandowski Harta pokonać nie umiał, choć miał ku temu wyśmienite okazje. Także dlatego to Anglicy jadą do Brazylii, i to z pierwszego miejsca, natomiast Polacy w eliminacjach Euro 2016 będą losowani z czwartego koszyka[…] – fragment artykułu z Przeglądu Sportowego z dnia 16.10.2013

W

ostatnim czasie najważniejszym sportowym wydarzeniem w naszym kraju był mecz piłkarzy z Anglikami na Wembley. Wiadomo, że kilka dni wcześniej niewielkie i tak szanse awansu na Mundial zostały pogrzebane w Charkowie, po porażce z Ukrainą, dlatego do spot-

22

kania z Wyspiarzami, Polacy mogli podejść bez najmniejszej presji. Dla gospodarzy stawką tego meczu było pierwsze miejsce w grupie i bezpośredni awans. By tak się stało musieli wygrać, ponieważ zajmująca drugie miejsce Ukraina podejmowała San Marino i trudno byłooczekiwać innego rezultatu, niż wysokie zwycię-

stwo naszych wschodnich sąsiadów. Polacy zagrali niezłe zawody, lecz jak to ostatnio często bywa schodzili z boiska pokonani. Nie mam zamiaru rozkładać meczu na czynniki pierwsze, lecz w nawiązaniu do podanego wcześniej fragmentu artykułu, chciałbym się skupić na największej gwieździe naszej reprezentacji jaką niewątpliwie jest Robert Lewandowski. Otóż kolejny raz nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Przed meczem odgrażał się, ze do zdobycia bramki potrzebna mu będzie jedna sytuacja, a tymczasem miał ich lekko licząc trzy i żadnej nie wykorzystał. Taka nieskuteczność nie przystoi napastnikowi tej klasy. Napastnikowi, który potrafił w jednym meczu strzelić 4 gole Realowi Madryt.Tym bardziej,

że Polak jest wymieniany przez fachowców oraz trenerów w gronie najlepszych napastników grających w Europie. Może i w barwach Borussii strzela jak na zawołanie, jednak przywdziewając koszulkę kadry, w dziwny sposób traci swój instynkt snajpera. W sobotę miał okazje stoczyć korespondencyjny pojedynek z Rooney’em. Napastnik United pokazał jak wiele brakuje jeszcze Lewandowskiemu, by faktycznie być numerem 1 na Świecie. Anglik świetnie wywiązał się ze swojego zadania i zasłużenie został wybrany graczem meczu. Fatalne wyniki w meczach kwalifikacyjnych, za które posadą zapłacił trener Waldemar Fornalik, odbiją się podczas losowania grup do eliminacji mistrzostw Europy 2016. Prawdopodobnie Polska znajdzie się w czwartym koszyku, a to oznacza że możemy trafić do jednej grupy między innymi z Niemcami, Belgią oraz Turcją. Z taką grą nie mamy co liczyć na lepsze wyniki, tym bardziej trafiając na takich potentatów europejskiego futbolu. Już niedługo jedynym przeciwnikiem, którego Polacy będą w stanie pokonać, będzie jedynie San Marino.


sport

Według Adriana Jurka Katar szykuje mundial kosztem niewolniczej pracy bycia gospodarzem umożliwi im to. Kolejnym problemem jest tamtejszy gorący i suchy klimat. W czerwcu, kiedy turniej ma być rozgrywany, będą tam panowały potworne warunki. Co prawda stadiony mają być klimatyzowane, ale pozostaje pytanie, co z kibicami którzy nie będą na obiekcie? Nie da się przecież obniżyć temperatury na świeżym powietrzu. Niektórzy optują za przełożeniem mundialu na miesiące zimowe, co byłby wydarze-

Źródło: Internet

W Katarze, jednym z najbogatszych państw świata, setki tysięcy azjatyckich i robotników, budują stadiony, drogi i hotele, które mają powstać do mundialu w 2022 r. Warunki pracy przypominają nowoczesne niewolnictwo – alarmują organizacje praw człowieka. W dwumilionowym Katarze ponad 90 proc. Mieszkańców stanowią pracujący tam imigranci. Głównie zatrudniani na budowach Azjaci. Koszmarne warunki ich pracy opisał nie-

dawno brytyjski „Guardian”. Dziennik dotarł do robotników z Nepalu, którym obiecywano po kilkaset dolarów miesięcznie. Wielu z nich wzięło wysoko oprocentowane kredyty lub sprzedało niemal cały rodzinny dobytek, by skorzystać z okazji i zarobić spore pieniądze. […] – fragment artykułu z Gazety Wyborczej z dnia 16.10.2013 r.

Mundial

w Katarze budzi kolejne kontrowersje. Począwszy od strony sportowej, ponieważ reprezentacja tego kraju nie była zaliczana nawet do grona średniaków światowego futbolu. Nigdy też nie grała w imprezie takiej rangi, a dopiero fakt

niem bezprecedensowym. Wątpię, by do takiego rozwiązania doszło, ponieważ kolidowałoby to przede wszystkim z odbywającymi się wtedy zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi, nie mówiąc już o trwających wtedy rozgrywkach niektórych lig. No i wreszcie alkohol. W Katarze, kraju muzułmańskim, obowiązuje całkowity zakaz jego spożywania. To fatalna wiadomość dla kibiców piłkarskich, którzy jak wiadomo nie stronią od alkoholu, zwłaszcza piwa. Pojawiła się informacja, że na czas trwania turnieju zakaz ten miałby być zniesiony. Teraz brytyjska prasa opisała fatalne warunki w których pracują, niczym niewolnicy, nepalscy budow-

lańcy. Za mieszkania służą baraki, kilkunastu robotników mieszka w jednym pokoju, kuchnie są pełne robactwa, a toalety stale przepełnione. Warunki bezpieczeństwa na budowach również pozostawiają wiele do życzenia. Między lipcem a sierpniem zmarło 44 Nepalczyków. Główną przyczyną był zawał serca. Prawdopodobnie spowodowały to wysokie temperatury oraz niedostarczanie przez pracodawcę wody do picia. W Europie, w XXI wieku, takie rzeczy są nie do pomyślenia. Kat arczyc y zgodzili się na zwiększenie liczby inspektorów pracy i międzynarodową kontrolę związków zawodowych, lecz gdy ci przyszli z niezapowiedzianą wizytą, nie zostali wpuszczeni na stadion. Być może FIFA z jej szefem, Seppem Blatterem na czele, nie do końca przemyślała tę decyzję. Być może chciała dać szanse krajowi z nowego, niesprawdzonego jeszcze w tego typu przedsięwzięciu regionu. Nowe stadiony, obiekty treningowe etc. pozwolą na piłkarski rozwój tego kraju, tym bardziej że Katarczyków stać na najlepszych trenerów, którzy będą w stanie świetnie wyszkolić młodzież, a Katar za kilkanaście lat stanie się potęgą. Być może.

23


sport

Źródło: Internet

Mundial znów nie dla nas Drugi raz z rzędu nie zo-

baczymy reprezentacji Polski na piłkarskich mistrzostwach świata. Biało-czerwoni po porażkach 0:1 z Ukrainą oraz 0:2 z Anglią zajęli ostatecznie 4. miejsce w grupie H i nie pojawią się na przyszłorocznym Mundialu, który zostanie rozegrany w Brazylii. Jednocześnie były to ostatnie występy naszej kadry pod wodzą selekcjonera Waldemara Fornalika. Mecze o wszystko – tak mówiło się o dwóch ostatnich spotkaniach polskiej reprezentacji w eliminacjach do mistrzostw świata w piłce nożnej. Polacy, aby liczyć się w walce o awans musieli wy-

24

grać na obcym terenie zarówno z Ukrainą, jak i Anglią. Dawałoby to naszym reprezentantom możliwość gry w barażach, a przy potknięciu Anglików w meczu z Czarnogórą, nawet bezpośredni awans do przyszłorocznego mundialu. Marzenia przekreśliło już pierwsze starcie na Ukrainie. Biało-czerwoni jechali do Charkowa żądni rewanżu za porażkę 1:3 w Warszawie. W porównaniu do tamtego spotkania, tym razem nasi reprezentanci udanie rozpoczęli rywalizację. Od początku meczu nie pozwolili na zbyt wiele Ukraińcom, a z minuty na minutę sami coraz bardziej zagrażali bramce strzeżonej przez AndriyaPyatova. Świetną okazję na zdobycie bramki miał Kamil

Glik, którego uderzenie głową z linii bramkowej wybił jeden z ukraińskich obrońców. Tuż przed przerwą świetnie strzelał Waldemar Sobota, ale świetną interwencją popisał się bramkarz gospodarzy. Ukraińcy, dla których to również był bardzo ważny mecz, nie stworzyli sobie w pierwszej połowie zbyt wielu klarownych sytuacji i do szatni oba zespoły schodziły z zerowym dorobkiem. Po przerwie gra wyglądała bardzo podobnie. Polacy skupiali się głównie na skutecznym zabezpieczeniu własnej bramki i posyłaniu długich piłek do Roberta Lewandowskiego. Ten jednak był zwykle osamotniony w walce z ukraińskimi obrońcami. Decydująca okazała się


sport 64. minuta spotkania. Wtedy po dośrodkowaniu gospodarzy z lewej strony, fatalny błąd popełnił Grzegorz Wojtkowiak, który minął się z futbolówką. Ta trafiła do AndryiaYarmolenko, który bez problemu pokonał Artura Boruca. Po stracie bramki Biało-czerwoni zdecydowanie stracili pomysł na grę i nie potrafili doprowadzić do wyrównania. Tym samym nasi reprezentanci pożegnali się z nadziejami na grę w Brazylii i mecz z Anglikami był już tylko spotkaniem o honor. Mimo tego Polacy znów bardzo udanie rozpoczęli rywalizację. Już w pierwszej połowie mogli prowadzić co najmniej 2:0, ale swoich okazji nie wykorzystał Robert Lewandowski. Z czasem do głosu zaczęli dochodzić gospodarze, którzy myśląc o bezpośrednim awan-

sie do mistrzostw świata musieli ten mecz wygrać. Świetnie w polskiej bramce spisywał się Wojciech Szczęsny, który co rusz kapitalnie bronił uderzenia Wyspiarzy. Polakom sprzyjało też szczęście gdy piłka po strzale AndrosaTownsenda trafiła w poprzeczkę. W 41. minucie Synowie Albionu dopięli swego. LeightonBanes świetnie zacentrował w pole karne, a Wayne Rooney strzałem głową pokonał Szczęsnego. Do przerwy zatem to Anglicy mogli cieszyć się z prowadzenia. Tuż po zmianie stron świetną okazję zmarnował, wprowadzony po przerwie, Mateusz Klich. Swoją kolejną okazję miał także Robert Lewandowski, ale napastnik Borussii Dortmund znów nie potrafił się przełamać. Anglicy kontrolowali grę, a w 88. minucie spotkania za-

dali decydujący cios. Bramkę po indywidualnej akcji zdobył kapitan gospodarzy – Steven Gerrard. Wembley znów okazało się twierdzą nie do zdobycia i Biało-czerwonym nie udało się honorowo pożegnać z eliminacjami do mistrzostw świata. Do Brazylii poleci zatem Anglia, a Ukraina wystąpi w barażach. Polacy zajęli ostatecznie 4. lokatę w tabeli, wygrywając zaledwie 3 spotkania, 4 remisując i 3 przegrywając. Tuż przed nami uplasowała się jeszcze Czarnogóra. Jak można się było spodziewać tuż po spotkaniu na Wembley, z pracą selekcjonera polskiej reprezentacji pożegnał się Waldemar Fornalik. Na początku listopada powinniśmy dowiedzieć się kto zostanie jego następcą. Mariusz Kogut

Trochę historii kieleckiego sportu… Nieśmiertelna walka z przemocą w tle „Święta Wojna” Wszyscy wiemy jakie emo-

cje wywołuje w całej Polsce rywalizacja na linii Vive Targi Kielce – Orlen Wisła Płock. Batalia potocznie zwana przez kibiców „Świętą wojną” niezmiennie trwa, a jej burzliwe początki przybliżę dzięki uprzejmości Mariana Wróbla – mojego dziadka i wieloletniego kibica kieleckiego szczypiorniaka. Cofnijmy się zatem przeszłość... „Święta wojna” na dobre rozgorzała w sezonie 1994/1995. Już wcześniej relacje między drużynami były dalekie od ideału, ale nie było jeszcze aż takich animozji, jakie miała przynieść przyszłość.

Wszystko narastało stopniowo. Jednym z takich momentów był rok 1993, kiedy to w ferworze walki, obecny drugi trener Nafciarzy - Krzysztof Kisiel, sfaulował Zbigniewa Roberta (wówczas naszego środkowego rozgrywającego), wyrywając mu bark. Atak ów zakończył się bardzo poważną kontuzją zawodnika Iskry Kielce, która praktycznie spowodowała zakończenie jego kariery. 15 lutego 1995r. do hali przy ulicy Krakowskiej w Kielcach przyjechała ówczesna Petrochemia Płock. Zespół prowadzony przez Bogdana Zajączkowskiego, wychodząc na

rozgrzewkę został powitany brawami. I był to ostatni taki przypadek w całej historii „wojny”. Petrochemia będąca wówczas w bardzo dobrej formie wygrała w Kielcach 29:25. Dla wielu był to ogromny szok. W końcu od blisko 3 lat byliśmy niepokonani we własnej hali. Jak wspomina mój dziadek, do domu wrócił płacząc. Porażka ta spowodowała ze strony kieleckich kibiców dużą niechęć do płockiego zespołu. Wszystko na dobre zaczęło się w finale play - off, tego właśnie sezonu. W trakcie jednego z meczów w Płocku, bramkarz Petrochemii - Andrzej Marszałek

25


sport uderzył w twarz Dariusza Wcisłę, za co otrzymał czerwoną kartkę. A zawodnicy Iskry: Wiktor Jaszczuk i Krzysztof Przybylski wybili zęby Krzysztofowi Wróblewskiemu, skrzydłowemu z Płocka. Poza wydarzeniami na boisku, wyjątkowym brakiem gościnności wykazali się porządkowi w Blaszak Arenie, którzy z rozbrajającą szczerością stwierdzili w stronę oficjeli naszego zespołu, że „nikt wam nie kazał tu przyjeżdżać”. Przed ostatnim, piątym meczem finałowym A. Marszałek i D. Wcisło pojednali się, ale kibice już na dobre pozostali sobie wrodzy. Mistrzem Polski po raz pierwszy w historii została wówczas Petrochemia, która właśnie w ostatnim meczu rozgromiła na dobre nasz zespół. Uzyskując kilkunasto bramkową przewagę. Rok później, to my już świętowaliśmy złoty medal. Po rundzie zasadniczej pierwsi w tabeli byli obrońcy tytułu i to oni mieli potencjalny

ostatni mecz u siebie. W finale oczywiście spotkali się z Iskrą Ceresit Kielce. Faworytem byli Nafciarze. W pierwszym jednak meczu w Płocku, zwycięstwo odniosła Iskra. Na 14 sekund przed końcem meczu, zwycięską bramkę zdobył Aleksander Malinowski. W kolejnym spotkaniu lepsza była już jednak Petrochemia. Za tydzień Iskrowcy mieli wygrać dwa mecze i cieszyć się z trzeciego złota. Sobotni zakończył się zgodnie z planem. Niestety mecz niedzielny należał już do naszych rywali. Bramkę z karnego, którą dała wygraną gościom, zdobył Piotr Mańkowski. Jak potem przyznał trener kieleckiego zespołu Giennadij Kamielin, widział jak kibice wychodzą z hali mocno zawiedzeni i tłuką szampany, którymi mieli świętować. Obiecał sobie, że w najbliższą środę, tak samo zawiedzeni wyjdą kibice Petrochemii. Ostatnie spotkanie w Blaszak

Arenie chciała nagrać oficjalnie ówczesna Telewizja Kablowa Kielce, jednak obrońcy tytułu nie wyrazili zgody wprowadzenia na halę kamer TKK. Na szczęście dziennikarze udający płockich kibiców, nagrali podręczną kamerą ten mecz, dzięki czemu potem mogliśmy na antenie TKK przypomnieć sobie ów pojedynek, który wygraliśmy,będąc zespołem lepszym przez całe 60 minut. Nie ma sensu opisywać kolejnych sezonów. Święta wojna na dobre się rozpaliła i tli się do dzisiaj, choć może na parkiecie nie leje się już krew i nie są łamane kości jak było jeszcze kilkanaście lat temu. Zmieniały się nazwy obu klubów, zmieniali się zawodnicy. Raz górą były Kielce, a raz był Płock. Jedyne co się nie zmieniło, to rywalizacja na trybunach, która trwa nadal... Sylwia Palmąka

Trudne zadanie przed ekipą Effectora Kielce W

swoim pierwszym me- Nicolasa Uriartę i przyjmującego czu przed własną publicznością, Facundo Conte, którzy pochodzą w nowym sezonie Plus Ligi, Effec- z Argentyny. Jednak jak podkretor Kielce zmierzy się z PGE Skrą śla trener naszej drużyny z Kielc Bełchatów. Czy gospodarze posta- Dariusz Daszkiewicz, Effector to wią się utytułowanemu rywalowi? młoda drużyna, której głównym Niewątpliwie starcie naszej drużyny z tak mocnym przeciwnikiem, jakim jest ekipa z Bełchatowa, będzie nie lada gratka dla naszych kibiców, którzy będą mogli zobaczyć naszpikowaną gwiazdami drużynę Skry. Do najważniejszych wzmocnień możemy zaliczyć Stephana Antigę, Źródło: Internet nowego rozgrywającego

26

celem na zbliżający się sezon, jest utrzymanie się w pierwszej ósemce najmocniejszych zespołów w Plus Lidze mężczyzn. Kielczanie są jednym z najmłodszych zespołów w całej stawce. Przed rozpoczynającym się sezonem odeszła większość graczy, którzy stanowili o sile zespoły. Czy w tym sezonie uda nam się uzyskać plan minimum? Przekonamy się już w sobotę o godzinie 14:00 w hali „Legionów”. Nowe rozgrywki zaczynamy od meczu ze Skrą Bełchatów. Bartek Bysiak


sport Źródło: Internet

Quo vadis, Korono? W

piątek 4 października, niemal wszyscy kibice Korony Kielce mogli odetchnąć z ulgą. Oto bowiem po 524 dniach kielczanie znów zwyciężyli na obcym terenie w rozgrywkach T-mobile ekstraklasy. Pewnie to dziwne, ale jako wieloletni kibic „żółto-czerwonych” mam po tym meczu mieszane odczucia i nie czerpię z tego faktu wielkiej radości. Świętowanie piłkarzy po spotkaniu w Bydgoszczy było niemal tak wielkie, jakby właśnie sięgnęli po mistrzostwo Polski. Wraz z nimi cieszył się również dyrektor sportowy klubu – Andrzej Kobylański. Były medalista igrzysk olimpijskich z Barcelony pofatygował się nawet, by podejść pod sektor zajmowany przez kieleckich sympatyków. Szybko jednak został stamtąd przegoniony, słysząc obraźliwe okrzyki ze strony najwierniejszych fanów Korony. „Kobylański, czarna owca, wypie*dalaj do Ostrowca”; tego typu wyzwiska można było usłyszeć już na poprzednich meczach z udziałem „złocisto-krwistej” drużyny. Ostrowczanin sam jest jednak sobie winien tejże sytuacji. Jako dyrektor sportowy miał sprawić, że kielecki zespół wzmocni kilku

wartościowych graczy, co podniesie poziom drużyny. Tak się jednak nie stało. Owszem, klub z braku pieniędzy, pozyskuje jedynie wolnych graczy, za których nie trzeba nic płacić. Gdyby jednak zarząd działał rozważniej, z pewnością udałoby się pozyskać niejednego doświadczonego zawodnika. O takich zresztą zabiegał były już trener, Leszek Ojrzyński. Jak wiadomo to szkoleniowiec w głównej mierze decyduje o tym jak ma wyglądać kadra zawodnicza. Tymczasem już na początku swojej przygody w Kielcach Kobylański zażyczył sobie, aby mógł razem z pozostałymi członkami sztabu zasiadać na ławce rezerwowych podczas spotkań. Czy jest to miejsce dla dyrektora sportowego? Oczywiście, że nie. Jak widać to jednak Kobylański wciąż w Koronie pracuje, a po Ojrzyńskim zostały tylko wspomnienia. Zarówno dyrektor sportowy jak i prezes Chojnowski liczyli, że ta decyzja wpłynie pozytywnie na postawę zespołu i Korona zacznie grać bardziej widowiskowo, a przede wszystkim skuteczniej. Moim zdaniem był to jednak wybór najgorszy z możliwych. Zatrudnienie trenera z Hiszpanii, w dodatku tyl-

ko dzięki temu, że akurat w lipcu odbywały się w Kielcach Igrzyska Polonijne to jakiś absurd. Bariera językowa, inny styl gry, czy nieznajomość polskich realiów. To tylko niektóre sprawy, które przemawiają na niekorzyść nowego szkoleniowca Jose Rojo Martina „Pachety”. I choć nie można mu odmówić chęci i życzliwości do otaczających go ludzi, to ciężko uwierzyć, by był on w stanie odmienić Koronę. Wyjazdowe zwycięstwo z Zawiszą mogłoby napawać optymizmem. Mogłoby, ale nie przy takim stylu gry i nie przy takiej sytuacji w całym klubie. W Koronie bez wątpienia jest potrzebne mocne „trzęsienie ziemi”. Dopóki prezes oraz dyrektor sportowy nie zrozumieją, że szkodzą klubowi, dopóty nawet jeśli kielecki zespół będzie wygrywał, nie będą one przynosić aż takiej radości. I nie ma się co oszukiwać, że nagle znajdzie się sponsor, który uratuje Koronę. Być może znalazłby się on już dawno, gdyby tylko obecne władze podały się do dymisji. Taka decyzja wpłynęłaby na dobro klubu i przede wszystkim na radość tysięcy kibiców. Mariusz Kogut

27


podróże

G

recja – kraj położony w południowo-wschodniej części Europy, znany zarówno z bogatej antycznej kultury, jak i ostatnimi czasy coraz częściej z pogłębiającego się w tym państwie kryzysu gospodarczego. Wychodząc z założenia, że kryzys kryzysem, a kultura kulturą, postanowiłem wybrać się do Grecji i zobaczyć na własne oczy co Hellada ma do zaproponowania turystom. Grecja to kraj znany praktycznie każdemu. Jest on pod wieloma względami wyjątkowy. Na szczególną uwagę zasługuje linia brzegowa Grecji, która jest bardzo silnie rozwinięta. Grecję z trzech stron oblewają aż cztery morza. Są to kolejno: Morze Jońskie, Morze Śródziemne, Morze Egejskie oraz Morze Kreteńskie. Warto wiedzieć, że Grecja to również 1400 wysp, z czego ponad 200 jest zamieszkałych. Innym ważnym aspektem unikalności tego państwa jest fakt, iż ponad 80% jego powierzchni zajmują góry. Jak widać różnorodność geologiczna Grecji jest ogromna. Nie ma chyba na świecie drugiego takiego państwa, które byłoby zarówno tak górskie, morskie i wyspiarskie jednocześnie. Tak wielka mieszanka gwarantuje nam, turystom niezapomniane widoki, jakich nie uświadczymy nigdzie indziej na świecie. Jednak zacznijmy od początku. Niedziela – Kalimera Grecjo! Na swoją antyczną przygodę wyruszyłem z Krakowa, aby następnie przez Słowację, Węgry i Serbię po ponad dobie dotrzeć następnego dnia, w godzinach popołudniowych, do granicy macedońsko-greckiej, gdzie już na wstępie przywitał mnie wdzięczny napis „Welcome to Hellas”. Wieczorem w okolicach Salonik wraz z innymi turystami zostałem zakwaterowany w hotelu, znajdującym się w maleńkiej miejscowości, która sprawiała wrażenie wymarłej. Poniedziałek - Meteory

Zdjęcie: Rafał Adamczyk

29


podróże Drugi dzień greckiej przygody był równocześnie pierwszym, przeznaczonym na zwiedzanie zabytków. Tuż po śniadaniu i wykwaterowaniu z hotelu, udaliśmy się autokarem w stronę Kalambaki, aby zobaczyć słynne Meteory - prawosławne klasztory wybudowane na wysokich, urwistych skałach. Jak głosi legenda, św. Atanazy, założyciel najstarszego monastyru, wzniósł się na szczyt na skrzydłach orła. Założył on pierwszy klasztor w 1336 roku, podczas wojen Bizancjum z Serbią. Klasztory były dobrym i niedostępnym dla wroga schronieniem. Widok górskich monastyrów był jedyny w swoim rodzaju. Nie ma chyba drugiego takiego miejsca na świecie. Serdecznie polecam wszystkim, nawet tym, którzy mają lęk wysokości! Po zwiedzaniu Meteorów, późnym popołudniem wyruszyliśmy w tarliśmy po ponad pięciogodzinnej podróży. Po dotarciu do stolicy wani w eleganckim hotelu, który ku mojemu zdziwieniu mieścił się nych i niebezpiecznych dzielnic Aten, zamieszkałej w zdecydowanej

stronę Aten, do których doGrecji, zostaliśmy zakwaterow jednej z bardziej obskurwiększości przez emigrantów.

Wtorek - Ateny

Zdjęcie: Rafał Adamczyk Nowy Jork ma Statuę Wolności, Paryż Wieżę Eiffla, a Ateny mają Akropol. Zatem zapewne nikogo nie zdziwi fakt, że pierwszym miejscem, które postanowiliśmy zwiedzić w stolicy Hellady był właśnie ateński Akropol. Jest to znany na całym świecie symbol Grecji, gdzie praktycznie na każdym kroku spotyka się starożytne zabytki. Na wzgórzu Akropolu, znajduje się m.in. słynny Partenon - świątynia bogini Ateny, Erechtejon - świątynia poświęcona Posejdonowi i Atenie. Na południowo-zachodnim zboczu Akropolu mieści się starożytny odeon Herodosa Attikusa, gdzie do dziś odbywają się koncerty i spektakle teatralne. U stóp Akropolu znajduje się piękna starożytna agora grecka z pozostałościami biblioteki Hadriana oraz słynną Wieżą Wiatrów. Jednak najpiękniejszą rzeczą, którą mogłem zobaczyć wchodząc na wzgórze Akropolu, był rozciągający się krajobraz greckiej stolicy. Ateny sprawiają wrażenie białego, bardzo gęsto zabudowanego miasta, z jednej strony otoczonego wysokimi górami, a z drugiej bezkresnym błękitnym morzem.

30


podróże

Zdjęcie: Rafał Adamczyk Późnym popołudniem udaliśmy się na Plac Syntagma, na którym znajduje się budynek greckiego parlamentu wraz z gwardzistami, którzy budzą powszechne zainteresowanie turystów. Na (nie)szczęście zdążyliśmy na zmianę warty przed grobem nieznanego żołnierza. Ceremonia ta jest dla zwiedzających sporą atrakcją turystyczną. Charakterystyczne elementy musztry, powolne ale skoordynowane ruchy, wysokie i zsynchronizowane uniesienia nóg, kamienne twarze gwardzistów i specyficzne przesuwanie stóp po podłożu budziły zachwyt wśród widzów. Mnie natomiast owe pokraczne „przedstawienie” wprawiło w lekkie zażenowanie. W drodze do hotelu odwiedziliśmy jeszcze starożytny stadion olimpijski, odrestaurowany w 1896 roku. Odbyły się na nim pierwsze nowożytne Igrzyska Olimpijskie. Środa - Mykeny i Nafplion

Zdjęcie: Rafał Adamczyk

31


podróże W środę rano wyjechaliśmy w stronę Koryntu, gdzie pierwszym naszym przystankiem był Kanał Koryncki. Oddziela on centralną Grecję od Peloponezu i ma długość 6,5 kilometra. Przepływa przez niego około 12 tysięcy statków rocznie. Miałem to szczęście, że w momencie naszego postoju kanałem przepływał jeden z nich. Budowa kanału ma długą historię. Przekopanie go rozważali już Juliusz Cezar i Kaligula, jednak dopiero Neron zaczął przekopywanie przesmyku. Wykorzystał w tym celu 6 tysięcy niewolników jednak plau swojego nie zrealizował. Przedsięwzięcie zostało ukończone dopiero przez współczesnych budowlańców w XIX wieku, którzy dokładnie odtworzyli założenia swoich starożytnych poprzedników. Kanał Koryncki działa od 1893 roku. Następnie udaliśmy się do Myken, gdzie na samym początku zwiedzaliśmy muzeum ze starożytnymi narzędziami, by później udać się na szczyt mykeńskiej cytadeli. Zobaczyliśmy słynną Lwią Bramę i Grób Agamemnona. Największy zachwyt na zwiedzających zrobiła kopuła o średnicy ponad 10 metrów, która składa się z idealnie dopasowanych kamieni.

Zdjęcie: Rafał Adamczyk

W drodze do Nafplion zrobiliśmy krótki przystanek w Epidauros gdzie znajduje się jeden z najbardziej znanych i najlepiej zachowanych amfiteatrów. Został on odkryty dopiero w XIX wieku i charakteryzuje się doskonałą akustyką. Mówiąc ze środka sceny można być słyszanym bez żadnych urządzeń nagłaśniających na samej górze amfiteatru! W końcu, późnym popołudniem dotarliśmy do Nafplion, gdzie spędziliśmy dwie godziny. Najbardziej charakterystycznym punktem miasteczka jest twierdza Palamidi, jednak nie każdy zdecydował się na jej zwiedzanie. Większość osób z naszego turnusu, czas w miasteczku poświęciło na krótki odpoczynek i zrobienie zakupów.

Zdjęcie: Rafał Adamczyk

Parę minut przed dziewiętnastą dotarliśmy do położonego nad Morzem Jońskim, urokliwego miasteczka Tolo, gdzie spędziliśmy kolejną noc. Tolo choć nie miało zabytków, zrobiło na mnie duże wrażenie. Zaciszne miasteczko, położone z dala od zgiełku codzienności emanowało spokojem. Pobyt w Tolo był ponadto jedyną okazją, aby zamoczyć nogi w Morzu Jońskim. Aż żal było wyjeżdżać.

32


podróże Czwartek – Olimpia i Delfy Kolejnego dnia udaliśmy się do Olimpii – miejsca, w którym odbywały się starożytne igrzyska, a obecnie, co 4 lata rozpalany jest tam ogień olimpijski. Trasa do starożytnego miasteczka odbywała się w głównej mierze przez góry, które pokonaliśmy po ponad trzygodzinnej podróży. W samej Olimpii zwiedziliśmy ruiny świątyni Zeusa i fragmenty ponad dwustumetrowego stadionu olimpijskiego. Czy tylko ja miałem wrażenie, że przejechaliśmy taki kawał drogi tylko po to, by zobaczyć parę zniszczonych kamieni? No cóż, może w Delfach będzie lepiej?

Zdjęcie: Rafał Adamczyk W drodze do Delf zatrzymaliśmy się przy moście Rio-Antirion, który łączy Peloponez z resztą Grecji. Konstrukcja ma długość prawie trzech kilometrów i została oddana do użytku 7 sierpnia 2004 roku. Gigantyczny most kosztował około 630 milionów euro. Widać go z odległości wielu kilometrów i robi naprawdę ogromne wrażenie. Wieczorem dotarliśmy do Delf, niewielkiego miasteczka usytuowanego wysoko w górach. Piątek – Delfy i Termopile W piątek, z samego rana, rozpoczęliśmy zwiedzanie starożytnych Delf. Poznaliśmy historię delfickiej wyroczni. Zobaczyliśmy Świątynię Apollina, w której urzędowały Pytie, Skarbiec Ateńczyków, wspaniały teatr, który mógł pomieścić 5 tysięcy widzów, oraz Marmarię - sanktuarium Ateny. Po zwiedzeniu Delf wyruszyliśmy w stronę Salonik. Po drodze odwiedziliśmy Termopile, słynne miejsce bitwy Greków z Persami. Z osławionego wąwozu nie zostało praktycznie nic. Teren Termopil uległ całkowitemu przekształceniu na przestrzeni wieków. Jedyną rzeczą wskazującą, że znaleźliśmy się na miejscu wiecznej chwały, jest pomnik Leonidasa, oraz słynny napis wykonany w języku greckim: „O cudzoziemcze, powiedz Lacedemończykom, że wierni ich prawom tu polegliśmy”. Późnym wieczorem dotarliśmy do Salonik.

33


podróże Sobota - Saloniki

Zdjęcie: Rafał Adamczyk

W Salonikach pierwszym zabytkiem, który zwiedziliśmy była Biała Wieża. Następnie zatrzymaliśmy się przy łuku triumfalnym Galeriusza, skąd na piechotę wyruszyliśmy do bazyliki świętego Dymitra. Zobaczyliśmy także rzymską rotundę oraz kościół Świętej Mądrości Bożej. Po południu wyruszyliśmy w stronę granicy grecko-macedońskiej. Grecja nie rozczarowała, jednak dosyć niespodziewanie największe wrażenie zrobiły na mnie nie osławione greckie zabytki, a zapierające dech w piersiach widoki, które towarzyszyły mi przez całą moją podróż autokarem. Wynika to z faktu, że Grecja ma jedyne w swoim rodzaju ukształtowanie terenu, gwarantujące bajeczne krajobrazy i niezapomniane wspomnienia. Rafał Adamczyk

34


podróże

Autobusem przez świat P

oranek. Za oknem zimno, kiś „baran”, jak pozwolił go sobie mgła. Niespecjalnie chce się wsta- określić nasz pan kierowca, wyjewać, a co dopiero mówić o wycho- chał niezgodnie z przepisami. No dzeniu z domu. Trzy razy wyłączam cóż, zdarza się. Jako że inni pasabudzik. Ale zaraz? Czy to nie dzi- żerowie nie przeszli koło zdarzenia siaj? Nie dzisiaj miałem jechać w tak obojętnie, słysząc ich komentapodróż, którą planowałem od daw- rze, postanowiłem bliżej przyjrzeć na? Za chwilę odjeżdża autobus, się kto towarzyszy mi w podróży. bilet już kupiony, spóźnię się. No, Patrzę w prawo, starsza pani. spóźnię się. W ekspresowym tempie Tak zwany moherowy beret. Oczyzakładam spodnie, koszulkę, łapię wiście z antenką. Po dłuższej chwili przygotowane już rzeczy i biegnę. doszedłem do wniosku, że antenka Wybiegam z klatki. Biegnę przez chodnik. Mijam tłum ludzi idących chodnikiem, slalom niczym na olimpiadzie. Patrzę na zegarek, w tym momencie powinienem wsiadać do autobusu. Dobiegam do miejsca odjazdu i widzę stojący pojazd. Prawie wszyscy już wsiedli, kierowca powoli szykuje się do uwolnienia mocy drzemiącej w tej maszynie. Już widzę, jak przepada mi bilet i to wszystko co mógłbym osiągnąć dzięki tej podroży. Na szczęście kierowca okazał się bardzo miłym człowie- Źródło: Internet kiem. Poczekał i kiedy jest w jakiś sposób połączona z tą wsiadałem „delikatnie” zwrócił mi panią. Pani zdaje się skanowała au uwagę, żebym wcześniej wychodził tobus i szukała swojego celu. Kim z domu. Podziękowałem za dobrą jest cel? Najprawdopodobniej jest radę i zacząłem szukać miejsca. No to młoda osoba, która pozwoliła miejsc siedzących już nie było. Do- sobie zająć miejsce siedzące w aubrze, postoję. Grunt, że jadę, ze już tobusie, nie myśląc że bardziej zaniedługo będę tam, gdzie planowa- sługuje na to starsza osoba. Prawłem jechać od dawna. Z rozmyśla- dę powiedziawszy w autobusie był nia o celu mojej podróży wyrwało cały oddział moherowych beretów, mnie nagłe hamowanie i kilka mało ale ta pani wyglądała na dowódcę. przyjemnych słów, które wymieW lewo, dwaj panowie. Wygląniali miedzy sobą pasażerowie. Ja- dali na bardzo zmęczonych. Miałem

wrażenie, że zmęczenie związane było ze spożyciem jakiejś ilości alkoholu. Oczywiście nie chciałbym obrażać tych Panów, ale stojąc jakieś dwa metry od nich, byłem w stanie ustalić z dużym prawdopodobieństwem co spożywali. Z tych obserwacji wyrwał mnie jakiś mężczyzna. Podszedł i zapytał, czy może zobaczyć mój bilet. Myślę, nie ma pan swojego? No, ale bilet pokazałem. Pan podziękował i poszedł. Zdziwiło mnie to, ale pomyślałem, że sprawdzają listę, czy wszyscy są. Podróż minęła szybko, nie zauważyłem nawet, kiedy dotarliśmy na miejsce. Spojrzałem na zegarek i okazało się, że za chwilę zamykają jedną z największych atrakcji w okolicy. W zasadzie jedyną rzecz, dla której tu przyjechałem. Nie chciałem jednak nawiązywać jakiegokolwiek kontaktu z panią w berecie, postanowiłem więc najpierw pozwolić wyjść innym pasażerom. Kiedy tylko wyszedłem z autobusu, zacząłem biec. Znowu. Musiałem mijać ludzi idących chodnikiem. Już słyszę klucz w zamku i zamykające się drzwi, ale niczym sprinter na mecie wychylam się i wchodzę do pokoju. Dziekanat właśnie mieli zamykać. Zdążyłem. Sesja przedłużona. Łukasz Bielecki

35


podróże Zdjęcie: Katarzyna Pronobis

Cudze chwalicie, swego nie znacie

Mijamy drogowskaz z napisem Kielce i nawet nie zdajemy sobie sprawy co ukrywa w swoim wnętrzu to miasto.

Jeszcze kilka miesięcy temu

był to wielki plac budowy, teren pokryty błotem i gruzem. Obecnie przy ulicy świętokrzyskiej widnieje nowoczesny Kampus Uniwersytecki, który cieszy nasze oczy swoim architektonicznym stylem i oryginal

nym wzornictwem. Obiekty jednak robią wrażenie nie tylko pod względem wizualnym, lecz również praktycznym. Sale wykładowe i ćwiczeniowe, a także laboratoria językowe zaopatrzone są w tablice elektroniczne. Ponadto studen

ci mogą korzystać z nowej, dobrze wyposażonej oraz skomputeryzowanej biblioteki i czytelni. Miasto nieustannie rozwija się i pięknieje. Nowoczesne budynki tworzą nie tylko wielkomiejski krajobraz, ale są również wizytówką Kielc.

Zdjęcie: Katarzyna Pronobis

36


podróże Dla tych, którzy chcą poznać zieloną część miasta i spędzić czas aktywnie, zapraszam do wschodnich rejonów Kielc, gdzie usytuowany jest rezerwat geologiczny Wietrznia. Malownicze krajobrazy i wieże widokowe, z których można obserwować panoramę Gór Świętokrzyskich sprawiają, że teren kamieniołomu jest doskonałym miejscem spacerowym. Na Wietrzni znajdują się też jaskinie, najdłuższa z nich liczy aż 60 metrów. Jednak nie tylko ekolodzy i miłośnicy przyrody

Zdjęcie: Katarzyna Pronobis znajdą tam coś dla siebie. W końcu takie centra geoedukacji nie zawsze muszą kojarzyć się z nudą. Na terenie rezerwatu znajduje się bowiem kino 5d. W specjalnie przygotowanej kapsule widzowie mogą obejrzeć bogaty w efekty specjalne film zatytułowany „Podróż do wnętrza ziemi”. Pokaz trwa zaledwie 15 minut, ale niewątpliwie jest bardziej atrakcyjny niż suche fakty przekazywane nam przez przewodnika.

Zdjęcie: Katarzyna Pronobis Kielce są ładne zarówno w ciągu dnia jak i po zachodzie słońca. Ktoś kto powiedział, że miasto nocą to najpiękniejszy krajobraz stworzony przez człowieka z pewnością nie mylił się. Pięknie mieniąca się wszystkimi kolorami Galeria Echo jest jedną z bardziej efektownych iluminacji w mieście.

Zdjęcie: Katarzyna Pronobis

37


podróże Naszą podróż po Kielcach zakończę w miejscu bardzo charakterystycznym, mianowicie samym sercu miasta, czyli odrestaurowanym rynku. Dawniej na tym brukowanym placu było rondo, samochody, korki, ciągły ruch. Aktualnie teren obok Urzędu Miasta wypełniają liczne ławki, leżaki i pomysłowo zaprojektowane fontanny. Ponadto na „kieleckiej starówce” zagościło więcej zieleni.

Zdjęcie: Katarzyna Pronobis W Kielcach powstaje coraz więcej klimatycznych miejsc, do których chętnie zaglądamy. Stare budynki są modernizowane, a nowe zachwycają swą architekturą i designem. Nie da się ukryć, że miasto idzie w kierunku dużej metropolii. Katarzyna Pronobis

Lorry driverka w podróży Kobiety są traktowane inaczej,

żeby nie powiedzieć gorzej, niż mężczyźni. Nie jest prawdą, że jest równouprawnienie, mimo tego, iż wiele pań radzi sobie lepiej niż panowie. Malwina ma dwadzieścia trzy lata. Od małego lubiła jeździć z tatą tirem. Zawsze ją to pociągało. Gdy była małą dziewczynką mówiła, że będzie kierowcą wielkiego samochodu. Nie bawiła się lalkami, jak zabawa to tylko resorakami i tym podobnymi zabawkami. I tak pozostało jej do tej pory. Malwa - bo tak na nią mówią przyjaciele, w wieku 19 lat zrobiła prawo jazdy na ciężarówki. Złożyła CV w jednej z firm. Los chciał, że udało jej się dostać tę pracę. Marzyła o tym od dzieciństwa. Do jej obowiązku nie należy sama jazda, ale także ładowanie samochodu i jego rozładunek.

38

Sprawia jej to ogromną satysfakcję i przyjemność. Ta drobna istota zrobiła i do dzisiaj robi wrażenie na ludziach. Na samym początku cieszyła się, że jest w centrum zainteresowania, lecz teraz troszeczkę ją to drażni. Jak sama mówi: - Co jest w tym takiego dziwnego, że kobieta jeździ tirem? Każdy robi to, na co ma ochotę i nikogo nie powinno to dziwić. Przykro jest jej z tego powodu, że wiele zawodów kojarzonych jest tylko i wyłącznie z mężczyznami. Przecież kobiety też potrafią wiele rzeczy. Malwina umie nawet zmienić koło w tirze, to nic trudnego - twierdzi z uśmiechem. Mimo tego, iż jest skromnej postury radzi sobie z tym świetnie. Malwa lubi podróżować, także przyjemne połączyła z pożytecz-

nym. Jej marzeniem jest odbyć podróż dookoła świata. I kto wie, czy nie wybierze się tam tirem . . . Zwiedziła już dużo miejsc na świecie, ale to wciąż za mało. Śmieje się, że jeżeli robi aż taką furorę, to może jakoś to wykorzysta. Jej partner również lubi podróżować. Często wyruszają razem w nieznane. Z tyłu kabiny ma mini mieszkanie. Jest łóżko, umywalka, a nawet mała kuchenka. Dlatego też nic nie stoi im na przeszkodzie, aby jeździć po całym świecie. Zlecenia jakie musi zrealizować mieszczą się w Polsce jak i w innych częściach naszego globu. - Połączyć pracę z przyjemnością jest naprawdę świetnym rozwiązaniem - stwierdza Malwina. Martyna Trawińska


moda

Szafiarkowy zawrót głowy

Coraz częściej widzimy je

której bloga (honorata-skarbek. com) odwiedza codziennie kilka tysięcy osób. Jak sama pisze: „Nie chcę w żaden sposób kategoryzować mojego bloga, jest po prostu lifestyle’owy”. Zamieszcza na nim nie tylko swoje zestawy ubrań, ale także krótkie notki dotyczące jej życia oraz pasji jaką jest muzyka. Za pośrednictwem bloga na który wrzucała swoje piosenki, udało się jej zaistnieć w show-biznesie. Dziś jest piosenkarką oraz celebrytką, którą często możemy zobaczyć w telewizji czy usłyszeć w radiu. Blogowanie zaowocowało również tym, że stała się twarzą marki odzieżowej MOODO, stworzyła własną markę biżuterii Soul Bird oraz kolekcje ubrań pod nazwą Million. Kolejną dobrze prosperującą blogerką modową jest Julia Kuczyńska (maffashion), której bloga odwiedziło ponad dwadzieścia cztery miliony osób z całego świata.

w telewizji, na czerwonych dywanach czy portalach społecznościowych. Stają się częścią show-biznesu, celebrytkami. Kim są szafiarki i czemu w ostatnim czasie stały się tak popularne ? Prowadzą swoje blogi na których zamieszczają zdjęcia prezentujące ich styl ubierania się. Szafiarki to dziewczyny, które są wielbicielkami mody i dzielą się tym z innymi. Pierwszy polski blog modowy powstał w 2007 roku i nosił nazwę Szafa Sztywniary. Od tego czasu ich popularność znacznie wzrosła. Dziś można oszacować, że jest ich w sieci około tysiąca. Najpopularniejsze to honorata-skarbek, maffashion, styloly, musthavefashion oraz makelifeeasier. Jak wiadomo początki zawsze bywają ciężkie. Dlatego też dziewczyny zakładające bloga modowego, nie od razu mogę być pewne, że będzie on licznie odwiedzany. Jednak nic nie tracą decydując się na ten Źródło: Internet krok. Co więc należy zrobić żeby wylansować swojego bloga ? Przede wszystkim zamieszczać na nim ciekawe i niebanalne stylizacje, które przyciągną czytelników. Dziewczyny często też piszą do różnych firm e-maile, z prośbą o możliwość dodania banneru danej marki na bloga oraz przetestowanie ich produktów. Większość tych firm godzi się na to pod warunkiem, że szafiarka napisze pozytywną opinie na temat tych produktów. Dzięki czemu zrobi danej firmie wiarygodną reklamę, ponieważ niewiele osób czytających blogi orientuje się dlaczego większość rzeczy, które się na nich pojawiają, są zazwyczaj chwalone. Najpopularniejszą szafiarką jest obecnie Honorata Skarbek,

Zamieszcza na nim zdjęcia swoich stylizacji, tworząc często niebanalne połączenia. Dzięki zdobytej w 2012 roku statuetce Człowieka Roku Polskiego Internetu, stała się tak popularna, że jest zapraszana na wiele prestiżowych imprez czy pokazów mody polskich projektantów. Często gości też w telewizjach śniadaniowych opowiadając o tym, jak to jest być szafiarką i jakie profity można z tego czerpać. Sama Julia przyznała, że blogerki mogą w ciągu roku zarobić nawet pięćset tysięcy: „Nawet gdyby blogerce jednorazowo za jakąś kampanię, projekt zapłacono 500 tysięcy, to co w tym złego? Jednak to, jak wiadomo nie zdarza się często”. Maffashion możemy również zobaczyć w kilku odcinkach serialu „Miłość na bogato”. Dziewczyny posiadające popularne blogi takie jak styloly, musthavefashion czy jemercedes zapraszane są na spotkania blogerek organizowane w różnych miejscach. Czasem są to kawiarnie, a czasem sklepy odzieżowe gdzie przy okazji szafiarki mogą stworzyć z rzeczy znajdujących się tam ciekawe stylizacje, żeby później opublikować je na blogu. Koszty takiego spotkania pokrywa oczywiście organizator. Często otrzymują upominki. Firmom odzieżowym zależy na tych osobach, ponieważ szafiarka jako zwykła dziewczyna jest nam znacznie bliższa, niż projektant zachwalający swoje suknie, buty oraz biżuterię. Ufamy jej, bo zwyczajnie jest podobna do nas, a jeśli ma gust i umie dobrze o nim pisać, to chętnie czytamy i oglądamy to co pokazuje. Na tym właśnie polega fenomen blogerek modowych. Patrycja Olczyk

39


moda

studenci podbijają

Kolekcja WAMPIRIADA inspirowana mroczną elegancją oraz GRAFICZNY KONTRAST inspirowana pop-artem i op-artem (kolory ograniczone do czerni i bieli)

Moda jest kluczowym elementem tworzenia swojego

wizerunku. Bycie modnym jest ważne zarówno wśród pań, jak i panów. Warto zauważyć, że sami studenci zabierają się za projektowanie własnych strojów. Próbki studenckich pomysłów można było obejrzeć 11 października przy okazji Dnia Otwartego UJK. Wspólnymi siłami studenci Wzornictwa i Edukacji Muzycznej przygotowali prezentację OFF Fashion. Na wybiegu pojawiły się innowacyjne projekty łączące studencką pomysłowość z praktyką dnia codziennego.

40


moda

świat

mody

Kolekcja GRA W KOLORY - połaczenie soczystych kolorów z mocnymi wzorami i RECYCLING - wtórnie wykorzystanie gotowych ubrań i nadanie im nowej formy

Tekst i zdjęcia: Katarzyna Drozdowska

41


plotki

Kielczanie na językach Pochodzą z Kielc , choć mało kto o tym wie. Są sławni i nie brak im talentu – jak wygląda przebieg

kariery sławnych Kielczan?

(źródło: Internet) Michał Piróg

Michał Piróg to człowiek o wielu pasjach. Znany jest jako polski tancerz, choreograf, prezenter, osobowość telewizyjna. Urodził się w Kielcach w rodzinie o korzeniach żydowskich. Ukończył III Liceum Ogólnokształcące im. C.K. Norwida w rodzinnym mieście, później studiował filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Swoją karierę taneczną rozpoczął w wieku 19 lat na scenie Kieleckiego Teatru Tańca, gdzie w 1998 roku wcielił się w postać narkomana w spektaklu baletowym pt.„Być czy brać”.Doświadczenie zdobywał w produkcjach telewizyjnych i teatralnych, m.in. w musicalu „Chicago”

(2002) w Teatrze Komedia w Warszawie i musicalu Andrew Lloyda Webbera „Koty” (2004) w warszawskim Teatrze Muzycznym Roma. Jest nauczycielem na wielu warsztatach tanecznych i aktorskich, organizowanych przez sceny teatrów muzycznych, teatrów tańca oraz szkół musicalowych. Jako tancerz pracuje w technikach: jazz, modern jazz, afro jazz, taniec współczesny, funky jazz, broadway jazz. Współpracował z teatrami w Polsce, Francji, Belgii i Szwajcarii. W ostatnich latach popularność przyniosło mu bycie jurorem w YouCan Dance oraz prowadzenie programu Top Model.

Kielczanka Edyta Herbuś pierwsze kroki taneczne stawiała w kieleckiej szkole tańca Step by Step. W 2005 i 2006 roku wystąpiła w drugiej i czwartej edycji programu Taniec z gwiazdami, który był emitowany przez TVN. Wraz z Marcinem Mroczkiem w 2008 roku wygrała drugą edycję Konkursu Tańca Eurowizji 2008. Do jej osiągnięć należy trzykrotne Mistrzostwo Polski Formacji Tanecznych, wicemistrzostwo Polski w tańcach latynoamerykańskich; jest także finalistką Mistrzostw Polski, Europy i świata w tańcu nowoczesnym. Posiada najwyższą, międzynarodową klasę „S” w tańcach latynoamerykańskich. Oprócz sukcesów tanecznych Herbuś ma na koncie występ w telewizyjnym show Jak oni śpiewają (2007 r.), czy prowadzenie pro

gramu Przebojowe dzieci. W 2010 roku razem z Tomaszem Barańskim otworzyła szkołę tańca w podwarszawskim Otwocku. Kielczanka

grała m.in. w serialach takich jak: Plebania, Kryminalni, Tylko miłość, Samo życie, Na Wspólnej, Ojciec Mateusz, Klan, Na dobre na złe.

42

(źródło: Internet) Edyta Herbuś

Dorota Zięba


plotki

Małe dzieci, mały kłopot, duże dziecichodząca TRAGEDIA Miley Cyrus, słodka jak do „Nothing Compares 2 U”, na co ta Podobnie rzecz ma się z Lindsay

miód gwiazdka Disneya, stała się największą skandalistką Hollywood. Człowiek przez chwilę nie śledzi pudelka i innych portali z ploteczkami i proszę bardzo co się dzieje. Szok, to za słabe określenie. Widząc zdjęcie jakiejś wygolonej kobietki-kokietki, która prowokacyjnie oblizuje młot w teledysku, ciężko mi uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno nie dało się na nią patrzeć, bo ociekała lukrem w serialu dla dzieci i młodzieży jako Hannah Montana. Nadrabiając zaległości dowiaduję się też, że broniąc swojego nowego image’u udało jej się obrazić żydowską część społeczeństwa amerykańskiego. Wystarczyło, że parę osób skrytykowało jej występ podczas rozdawania nagród MTV, a oberwało się całej branży muzycznej, którą jak twierdzi Miley, w garści trzymają „70-letni, konserwatywni starcy”, którzy do tego są pochodzenia żydowskiego. Skąd wokalistka ma takie informacje, nie wiadomo, ale ostatnio w ogóle ciężko zorientować się w tym, skąd biorą się pomysły w jej głowie. Z ciekawości sama obejrzałam fragment jej słynnego „występu”. Trzeba przyznać, że pokazywanie języka (nagminne) i trzęsienie pupą opanowane ma do perfekcji. Szczerze mówiąc jestem pełna podziwu dla samej siebie, bo wytrzymałam aż 6 minut owego show. Do wyżej wymienionych „dokonań” gwiazdki, która usilnie próbuje pokazać jaka to już jest dorosła, należy dodać kłótnię z wokalistką Sinéad O’Connor. Wszystko zaczęło się od wyznania Cyrus, że inspiracją dla jej kontrowersyjnego teledysku „Wrecking Ball” był klip O’Connor

odpowiedziała listem otwartym, w którym to napisała do Miley, że nie musi robić z siebie prostytutki, bo ma wystarczająco dużo talentu, aby bez tego odnieść sukces. I tak mniej więcej zaczęła się walka na Twitterze. Po co, na co? Nikt chyba nie wie do końca. Gwiazdy lubią robić problem z niczego, a nie ma niczego bardziej niebezpiecznego, niż urażona duma. Wracając do nagłej, niesamowicie drastycznej przemiany Montany w „najbardziej znany język ever”,

Źródło: Internet to trzeba z przykrością przyznać, że nie jest to pierwszy przypadek, kiedy słodkie dzieciątko z telewizji zmienia się w przerażającego dorosłego, który nie radzi sobie ze sławą. Najprostszy przykład? Kevin sam w domu, a raczej Macaulay Culkin grający główną rolę w filmie, bez którego święta Bożego Narodzenia nie istnieją dla większości dzieci i nastolatków w Polsce. Chłopiec już dawno nie jest dzieckiem, lecz mężczyzną, a jak się okazało, wejście w dorosłość nie przyszło mu łatwo. Problemy z narkotykami sprawiły, że na pięć lat zniknął on z ekranu. Ciężko jest być niesamowicie znanym aktorem, który sławę zawdzięcza przede wszystkim jednej, kultowej roli.

Lohan, która tak jak jej młodsza koleżanka po fachu, Miley Cyrus, zaczynała karierę w studiu Walta Disneya. Zakończyła ją niestety dużo gorzej, bo nie skończyło się na ciągłym publicznym obnażaniu języka, a poważnych problemach z narkotykami i alkoholem. Prowadzenie auta pod wpływem używek to dla niej żadna nowość, tak jak wielokrotne pobyty w klinikach odwykowych. Takich przykładów jest wiele, każdy zaskakuje i budzi wszelakie emocje. Jedni współczują, inni wyśmiewają, ale pewne jest to, że każda taka porażka tych dziecięcych idoli to smutne zakończenie dzieciństwa. Tym bardziej dziwi mnie to, że rodzice, którzy wysyłają swoje pociechy na przeróżne castingi i pragną ich sławy, nie potrafią zapewnić im bezpieczeństwa w tym okrutnym świecie show biznesu. Nie zaprzeczę, że zachowanie Miley Cyrus budzi mój śmiech, ale sam fakt, że na jej koncertach pojawiają się tłumy fanów, którzy albo dorastali oglądając ją w całkiem innej roli, albo dopiero teraz przekonali się do niej, świadczy o tym, że jej styl, muzyka i zachowanie przemawiają do nich. Nie można się w tym wypadku nie zgodzić z powiedzeniem, które głosi, że „każda potwora znajdzie swojego amatora” i Miley właśnie znalazła. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć jej z całego serca, żeby pęd za sławą i rozgłosem nie skończył się dla niej równie tragicznie, jak dla Lindsay Lohan czy Macaulaya Culkina. Anna Przydatek

43


plotki

OBSERWATOR SHOW BIZNESU Miłość na... ściankach

Zarobkowa ciąża

Wszystko przez Niego!!!

W dzisiejszych czasch swoim uczuciem najlepiej pochwalić się w mediach oraz na celebryckich imprezach. Tak właśnie uczynili Beata Tadla i Jarosław Kret. Para bardzo często pozuje razen na ściankach, aby wszyscy mogli zobaczyć ich gorące spojrzenia i czułe uściski. Oczywiście zdjęcia pary możemy zobaczyć na większości portali plotkarskich, czy na pierwszych stronach tabloidów. Związek gospodyni wiadomości i pogodynka telewizji publicznej łatwo porównać do wielkiej miłości Moniki Richardson i Zbyszka Zamachowskiego, którzy również nie stronili od pokazywania się razem w mediach. Pani Beato, aby nie iść w ślady swojej koleżanki z TVP, prosimy sobie oszczędzić wyznania na temat swojego życia seksualnego. Nie każdy chce o tym słyszeć.

Większość ciężarnych polskich celebrytek wciąż twierdzi, że w ogóle nie zarabiają na swojej ciąży i nawet nie mają takiego zamiaru. Bardzo dziwne, ponieważ ostatnio widziano Katarzynę Cichopek w telewizji śniadaniowej, jak opowiadała o swojej pracy podczas ciąży oraz o poradnikach dla przyszłych sexi mam, które wiadomo sama pisze. Natomiast Anna Mucha notorycznie wypina swój brzuszek pozując do zdjęć, na których reklamuje logo znanej sportowej firmy. Drogie panie, my bardzo dobrze wiemy, że ciąża to nie choroba i trzeba być aktywnym. Tylko nie ściemniajcie, że nic na tej swojej aktywności nie zarabiacie. Zapewne jakieś profity od tych wszystkich nie tanich firm dostajecie.

Czy wiecie jak łatwo wbić się na salony? To bardzo proste: wystarczy zostać kolejną dziewczyną Borysa Szyca. Ten polski aktor wypromował w niedługim czasie już dwie, nikomu wcześniej nieznane „stylistki”. Najpierw Kaję Sródkę, następnie Zosię Slotałe. Obie panie dzięki burzliwemu związkowi z gwiazdą, regularnie pojawiały się na bankietach, zaczęły udzielać porad modowych w telewizji śniadaniowej, a nawet doradzały jak się ubrać różnym znanym celebrytom. Niestety Kaja Śródka jak sama powiedziała, przez rozstanie z Borysem przestała być zapraszana na salony i jest jej z tego powodu bardzo przykro. Zosia Ślotała jescze bywa, ale też już nie jest z Szycem, więc są obawy, że jej gwiazda może szybko zgasnąć. Cóż, czekamy na kolejną „stylistkę” u boku celebryty, w końcu do trzech razy sztuka. Martyna Iwan

Małgorzata Nakonieczna z Kielc w dalszym etapie popularnego programu telewizyjnej „dwójki”. Studentka Instytutu Edukacji Artystycznej na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach, wzięła udział w kolejnej edycji The Voice of Poland. Podczas przesłuchań w ciemno wykonała utwór Dido „No Freedom” i trafiła do grupy Tomsona i Barona z Afromental. W sobotę 12 października został wyemitowany pierwszy odcinek bitw, w którym kielczanka zmierzyła się z Edytą Piskorz w utworze „Umbrella” Rihanny. Mimo podzielonych zdań na temat wykonania, trenerzy Tomson i Braon zdecydowali, że to Małgorzata dalej będzie w programie.

Źródło: Internet

44

Dorota Zięba


plotki

R

Źródło: Internet

omans nauczycielki i 14-letniego ucznia to szokująca wiadomość, ale jednak prawdziwa. Do takiej sytuacji doszło w Kaliszu. W Kaliszu, w jednym z gimnazjów, 36- letnia nauczycielka nawiązała romans ze swoim 14-letnim uczniem, który zaowocował narodzinami dziecka. „Fakty Kaliskie” niechętnie przyznają się do tego zdarzenia tłumacząc, że są to wstrząsające doniesienia. Do obcowania płciowego doszło w trakcie wizyty ucznia w domu nauczycielki. Kobieta, która zaszła w ciążę, to wychowawczyni ucznia. Jak twierdzi to on sam ją kokietował. Po tym, jak dowiedziała się o ciąży, postanowiła zawiadomić o tym matkę czternastolatka. Ta jednak nie brała pod uwagę aborcji. Młody ojciec zakomunikował, że zajmie się własnym dzieckiem i chętnie zostanie ojcem. Córeczka urodziła się dwa tygodnie temu . Podczas porodu towarzyszył kobiecie ojciec dziecka. Paweł Gawroński, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kaliszu mówi, że według personelu szpitala chłopak nie wyglądał na czternaście lat tylko dużo poważniej. - Ta sprawa jest absolutnie szokująca. Począwszy od samego faktu uwiedzenia dziecka przez jego własną nauczycielkę po zachowanie całego otoczenia: matki chłopaka, dyrekcji szkoły, do której ponoć dotarły informacje na ten temat, a nie powiadomiła o podejrzeniu popełnienia przestępstwa organów ścigania, i w końcu szpitala, który również nie podjął żadnych działań – mówi portalowi faktykaliskie.pl Elżbieta Fingas-Waliszewska, szefowa kaliskiej prokuratury. Kobiecie postawiono zarzut współżycia z nieletnim. Sprawą zajmie się prokuratura. Agata Kulik

Źródło: Internet

Tomasz Lis jako Goebbels? Najnowsza okładka tygodnika W Sieci przedstawia Tomasza Lisa w kontrowersyjny sposób. Ma on na sobie mundur nazistowski, a w zakrwawionej ręce zaciska różaniec. Czy zakończy się to procesem? Prawicowy tygodnik „W Sieci”, postanowił odpowiedzieć na antykościelne artykuły i okładki Newsweeka. Przypomnijmy, że Newsweek słynie z tworzenia bardzo kontrowersyjnych okładek, które potrafią oburzyć ludzi. Na kilku z nich przedstawieni są księża homoseksualiści, księża którzy mają dzieci. Najbardziej oburzająca okładka przedstawia dziecko klęczące przy księdzu pedofilu, który trzyma je za głowę. Najciekawsze są tytuły okładek :”Seks po Bożemu, Kościół potępia gejów ale toleruje homoksięży”, „Polski Kościół kryje pedofilię”, „Tata w sutannie, jak Kościół toleruje podwójne życie księży?”. Redaktor Newsweeka chyba za bardzo się zagalopował. Kościół w odniesieniu do ludzi oburzył środowisko nie tylko księży, ale również wierzących. Takie igranie z ogniem musiało ponieść konsekwencje. I poniosło. Okładka tygodnika „W Sieci” odwzajemniła się tytułem „Prawie jak Goebbels”, Nagonka na Kościół, Czy zatrzymają się dopiero gdy zaczną ginąć księżą” Magazyn W Sieci porównuje Lisa do Goebbelsa, jednego z największych zbrodniarzy wojennych. „Zakrystie przemieniły się w burdele”, „Klasztory stały się melinami homoseksualistów” – te nagłówki kreowane przez Goebbelsa mówiły jednoznacznie, że III Rzesza ma wobec Kościoła okrutne zamiary. -Jeśli porównamy je z dzisiejszym przekazem medialnym, nie znajdziemy żadnej różnicy – pisze Marzena Nykiel w tygodniku „w Sieci”. Kościoł na ataki Newsweeka odpowiada, że pojedyncze przypadki przestępstw księży zostały potępione i powinny być surowo ukarane. Nie możemy zapominać, że wszędzie mogą zdarzyć się takie rzeczy, w każdym innym środowisku. Nie możemy wsypywać wszystkich do jednego worka. Pojedyncze przypadki nie mogą decydować o większości. Tomasz Lis zapowiedział już, że sprawę przekazuje prawnikom. Nie wykluczył, że wytoczy tygodnikowi proces. W takim wypadku niech oburzeni księża bądź zgorszeni chrześcijanie także wytoczą Lisowi proces. Kto od miecza wojuje, ten od miecza ginie. Agata Kulik

45


Okiem studenta  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you