Issuu on Google+

Jak napadać to najlepiej w Brukseli I nie chodzi bynajmniej o deszcz… Tuż obok Parlamentu Europejskiego w Brukseli jest Park Leopolda. Na pierwszy rzut oka miłe miejsce ze starymi drzewami, położoną wśród nich z Biblioteką Solvay (nazwaną od nazwiska fundatora belgijskiego milionera i filantropa), ławeczkami, jeziorkiem i wypielęgnowanym trawnikiem, na którym chętnie „zalegają” w rzadkich momentach, gdy nie pada, w przerwie na lunch pracujący wokół eurourzędnicy z  Komisji Europejskiej, Rady i  oczywiście Parlamentu. Ale nawet gdy jak zwykle pada to i tak tę drogę „na skróty” przez park wybiera wielu. Właśnie ze względu na tych śpieszących się europrzechodniów, park i  cała okolica zwana od mnogości instytucji UE „dzielnicą europejską” stały się bardzo atrakcyjnym miejscem „pracy” dla wszelkiej maści złodziei. Portfel czy torebka wyrwana w Parku Leopolda gwarantują więcej niż przeciętny zysk w  innej dzielnicy. A  wydawałoby się, że tu, gdzie spotykają się głowy unijnych państw, czy europosłowie powinno być najbezpieczniej. To pozory. Policja pojawia się zwykle, aby zamknąć jakąś okoliczną ulicę, gdy przejeżdża VIP-owska kolumna, ale na co dzień nie ma nawet żadnych patroli. Ofiarami napadów są eurodeputowani, asystenci, urzędnicy i zwykli mieszkańcy wzięci za eurokratów. Policja belgijska nie bardzo się pali do patrolowania Parku i Parlamentu. Wie co się czai w krzakach i nie czuje się bezpiecznie w mieście. Co więcej, coraz to grozi... strajkiem, z uwagi na brak bezpieczeństwa swojej pracy. Praca belgijskiego policjanta najwyraźniej stała się zbyt niebezpieczna. 205


Kulisy Europarlamentu