Page 1

„Czy nie lepiej byłoby, zamiast tępić zło, szerzyć dobro?” Antoine de Saint-Exupéry > > n r 3 > > s t y c ze ń - l u t y 2 0 1 4 > > I S S N 2 3 0 0 - 8 8 8 1

Spieszmy się kochać demokrację, tak szybko zamienia się w dyktaturę… Czytaj na stronie 14-15

Chcesz zostać dziennikarzem obywatelskim? Chcesz mieć wpływ na to, co dzieje sie w mieście? Chcesz zmieniać Kraków na lepsze? www.obywatelskikrakow.pl

Bezpieczny Kraków? ...Ubiegłoroczne, spektakularne i nośne medialnie incydenty z ostrymi narzędziami w tle sprawiły, że niepostrzeżenie pośród krakowskich symboli – gdzieś pomiędzy obwarzankiem a gołębiem – pojawiła się maczeta. Związane z tym obawy krakowian stały się wystarczająco silne, aby rozpocząć debatę na temat bezpieczeństwa w naszym mieście.

Czytaj na stronie 22

www.facebook.com/ObywatelskiKrakow


SPIS TREŚCI: Wydawca: Stowarzyszenie MANKO

www.manko.pl

Adres redakcji: ul. Słowackiego 46/30 30-018 Kraków tel./faks 12 429 37 28 e-mail: ok@manko.pl www.obywatelskikrakow.pl

Redaktor naczelny: Łukasz Salwarowski salwarowski@manko.pl Redaktor wydania: Michał Malczyński Zespół redakcyjny: Grażyna Błądek Adam Bulandra Paweł Inglot Sławek Janus Mariola Kowalska Agata Krzyżek Marta Krzyżek-Siudak Dominika Lachowicz Dominika Legenza Marta Michałek Tomasz Sadlik Bartłomiej Sawicki Andrzej Śledź Klaudia Szawara Maciej Wicherek Michał Wszołek Janina Żuradzka

Dzieje się

4–5

Wydarzenia Obywatelska Kawiarenka

4 5

POLEMIKA

6–9

Jestem „za”, bo też mam prawo do swojego zdania Sportowe dziedzictwo Patrzmy na Północ – tam musi być zdrowy rozsądek

Twoja dzielnica 

10–13

Skansen na Woli Justowskiej Był sobie fort. Czas na Magistrat…

10–11 12–13

OPINIE

14–18

Spieszmy się kochać demokrację, tak szybko zamienia się w dyktaturę… Frank(enstein)kredytowy horror Miasto żywiołów

Rozmowa OK Miasto jest nasze!

19–21

Temat Numeru: Bezpieczeństwo

22–29

Bezpieczny Kraków Sprawa na ostrzu noża Bezpieczeństwo w mieście Straż Miejska – rewolucja nie, ewolucja tak  Strategia dla Krakowa Interkulturalni PL

22 23–25 26–27 28–29

Elementarz Obywatelski

30–32

Trzy kroki na drodze do TOLERANCJI Mądry Polak… przed wyborami?

30–31 32

SZTUKA 

33

Cenne spotkania

Projekt i skład graficzny: Jarosław Szczurek tel. 600 44 34 68

Honorowi krwiodawcy Krakowskim targiem. Rozwój budżetu partycypacyjnego pod Wawelem

Nakład: 20 tys. egz. ISSN 2300-8881

14–15 16–17 18

19–21

Koordynator projektu: Sabina Bryś sabina.brys@manko.pl

Druk: INTROMAX Drukarnia Offsetowa Kraków, ul. Biskupińska 21

6 7 8–9

33

InSPIRACJE 

34–38

AKCJE OBYWATELSKIE

34–35 36–38

39–42

Obywatelska szkoła Społeczna odpowiedzialność – nie tylko w biznesie Dyliniarnia 4

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, zastrzega sobie prawo skracania i redagowania nadesłanych tekstów.

Magazyn „Obywatelski Kraków” współfinansowany przez Szwajcarię w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej 2. Wersja podstawowa znaku Znak umieszczony jest horyzontalnie.

39 40–41 42


Szanowni Państwo, miło nam zaprezentować kolejne, trzecie wydanie naszego dwumiesięcznika. Życie pisze najlepsze scenariusze, dlatego wciąż modyfikujemy „Obywatelski Kraków”, tak aby był aktualny i spełniał Wasze oczekiwania. Jesteśmy pismem apolitycznym i w pełni niezależnym. Na pierwszym miejscu stawiamy Obywateli i dlatego oddajemy im głos. Tak, może to passe, ale robimy gazetę bez cenzury! Pojawiły się głosy sugerujące, iż jesteśmy przeciwni Zimowym Igrzyskom Olimpijskim w 2022 roku. Tymczasem nie kładziemy nacisku na samą sportową imprezę, ale na fakt, że władza chce nam tego typu imprezy fundować za nasze pieniądze, nie pytając nas, Obywateli, ani o zgodę, ani nawet o zdanie. W trzecim numerze pojawia się zatem dział „Polemika”, w którym zwolennicy i przeciwnicy ZIO przedstawiają swoje argumenty. Dla tej sprawy kluczowa jest bowiem dyskusja – ten donośny głos krakowian, który może wywołać lawinę, o czym wspomina w obszernym wywiadzie nasz poznański przyjaciel („Miasto jest nasze!). Prócz nowinek – takich jak procesy kredytobiorców z bankami („Frank(enstein). Kredytowy horror”) czy dyskusja na temat Sylwestra 2013 („Miasto żywiołów”) – trwamy przy wątkach, które poruszyliśmy w poprzednim numerze („Krakowskim targiem” czy „Spieszmy się kochać demokrację”). Wyciągamy także na światło dzienne sprawy nieco zakurzone, ale nie mniej ważne dla naszego miasta („Skansen na Woli Justowskiej”). Temat numeru – przy współpracy ze służbami mundurowymi i organizacjami pozarządowymi – poświęcamy zaś bezpieczeństwu. Jego poczucie to jedna z kardynalnych potrzeb każdego z nas. A skoro już o współpracy mowa, to ze szczerą radością obserwujemy stale rosnącą liczbę naszych „obywatelskich przyjaciół”, którzy chętnie i czynnie uczestniczą w życiu naszego dwumiesięcznika. Zapraszamy wszystkich do wspólnej, wartościowej przygody pod tytułem „Obywatelski Kraków” – w nowym roku, z nową energią i nowymi pomysłami. W roku niezwykle ważnym, bo wyborczym („Mądry Polak… przed wyborami?”). Życzymy i sobie, i Państwu, aby okazał się dla nas wszystkich pozytywny i obywatelski! Łukasz Salwarowski i Michał Malczyński

3


Wydarzenia w Krakowie luty – marzec 2014 11–13.02.2014

Warsztaty towarzyszące wystawie „EFEKT ΦROBIMY KINO” http://www.mhf.krakow.pl/

12.02.2014

godz. 19:00 Śpiewać każdy może w Rotundzie W krakowskiej Rotundzie odbędzie się tradycyjny konkurs piosenki „Śpiewać każdy może”. CK Rotunda ul. Oleandry 1 http://rotunda.pl/spiewac-kazdy-moze

15.02.2014

godz. 10:00-18:00 Walentynkowo-karnawałowe Targi Rzeczy Fajnych Bal i Wytwórnia ul. Ślusarska 9 http://www.wkrakowie.pl/

15.02.2014

godz. 20:00 Charytatywny koncert The Dumplings Klub Kwadrat, ul. Stanisława Skarżyńskiego 1 To już drugi koncert z cyklu "Hałasujemy" wspierający akcję „Karmimy Psiaki”! W krakowskim Klubie Kwadrat zagra The Dumplings! http://www.wkrakowie.pl/

15.02.2014

godz. 10:00 Wykład otwarty „Biblia w Kulturze Świata” Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie, Franciszkańska 1, 31-004 Kraków Kontynuacja wykładów organizowanych przez wydział nauk społecznych. http://www.pat.krakow.pl/

16.02.2014

godz. 17:00 Koncert charytatywny „Kocham, więc jestem” w Filharmonii Krakowskiej Podczas koncertu zostanie przeprowadzona aukcja piór i zegarków przekazanych przez osoby życia publicznego. Cały dochód z koncertu oraz aukcji zostanie przeznaczony na rzecz artystów znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej. http://mimowszystko.org

17.02. 2014

godz.15:00 SIŁA LEGENDY W POZNAWANIU PRAWDY HISTORYCZNEJ os. Centrum A 6a Wykład w Nowohuckiej Akademii Seniora.

18.02.2014

godz. 18:00 Salon Literacko-Muzyczny Nowohuckie Centrum Kultury, al. Jana Pawła II 232 Raz w miesiącu na scenie sali teatralnej odbywa się spotkanie z autorami i wydawcami książek oraz artystami sceny muzycznej. http://www.nck.krakow.pl/

19.02.2014

godz. 18:00 Krakowskie Spotkania Międzykulturowe Gość: autor sensacyjnej powieści „Zabawka Boga” – Tadeusz Biedzki. Organizator: Stowarzyszenie Polska Sahara

03–14.02.2014

XXI Festiwal Teatrów Dla Dzieci 3-14 lutego 2014 Organizator: Nowohuckie Centrum Kultury www.nck.krakow.pl

4

22.02.2014

godz. 16:00-22:00 NA WARSZTAT … ROZMAITOŚCI Klub 303 (os. Dywizjonu 303 nr 1) w przestrzeni Klubu 303 odbędą się różne propozycje warsztatowe zarówno dla dzieci, młodzieży jak i dorosłych. Organizatorzy przygotowują na tę okazję kilka stref: art, odkrywcy, cyrku, gier, im pro, rytmu, foto, herbaty. A na dobranoc – niezwykłe show.

26.02.2014

godz. 19:30 Koncert w ramach Krakowskich Obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych CK Rotunda ul. Oleandry 1

01–28.02.2014

Wystawa „Szuflada Szymborskiej” Plac Szczepański 9, Kraków Wystawa w pierwszą rocznicę śmierci znanej Noblistki. http://www.muzeum.krakow.pl/

28.02.2014

godz. 15:00, DZIEŃ INWALIDY Klub Mirage (os. Bohaterów Września 26) W trakcie uroczystego spotkania odbędzie się występ zespołu S.O.S z Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie. Wstęp wolny wyłącznie z bezpłatnym zaproszeniem, które można odbierać w Klubie do 21 lutego.

01.03.2014

godz. 14:30 Bazylika Mariacka, krakowskie obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych połączone z Marszem Pamięci

09.03.2014

Marsz Pamięci z okazji 71. rocznicy likwidacji getta krakowskiego Organizator: Stowarzyszenie Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie Miejsce: początek na pl. Bohaterów Getta www.jewishfestival.pl

28.02–02.03.2014

Navigator Festival 2014 Prezentacje z podróży, warsztaty, wieczór filmowy, wystawy malarstwa i fotografii, kiermasze, kuchnie świata i wspólna zabawa przy muzyce etnicznej www.navigatorfestival.pl

20–22.03.2014 czwartek-piątek, godz. 10:00-16:00 sobota, godz. 10.00-15.00 Targi Edukacyjne Festiwal Zawodów w Małopolsce 2014 Hala Targów w Krakowie ul. Centralna 41A. www.targi.krakow.pl 27–30.03.2014

Ogólnopolski Festiwal Autorskich Filmów Animowanych OFAFA Organizatorzy: Stowarzyszenie Filmowców Polskich, Dom Kultury Podgórze, Urząd Miasta Krakowa, Kinoteatr Wrzos, DKF Klatka Miejsce: Kinoteatr Wrzos www.ofafafestiwal.com Więcej zapowiedzi na naszej stronie www.obywatelskikrakow.pl w Kalendarzu Obywatelskim oraz na fan page na Facebooku https://www.facebook.com/ObywatelskiKrakow Zachęcamy do przesyłania na adres redakcji ok@manko.pl informacji o ciekawych wydarzeniach realizowanych w  naszym mieście

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


Mariola Kowalska

17 grudnia w przytulnej kawiarni Alter Ego przy ul. Floriańskiej 13 odbyło się kolejne spotkanie w ramach Kawiarenki Obywatelskiej organizowanej przez Stowarzyszenie MANKO. Tym razem tematem przewodnim był budżet Krakowa rozpatrywany w dwóch wymiarach – centralnym oraz lokalnym. Wśród zaproszonych gości znaleźli się: Inga Hajdarowicz, Michał Wszołek, Aleksander Miszalski oraz Tomasz Daros. Gospodarzem spotkania był Mariusz Waszkiewicz, który na wstępie przedstawił najważniejsze punkty budżetu Krakowa na rok 2014, wskazując przy okazji jego mankamenty i rażące dysproporcje pomiędzy różnymi sferami finansowanymi przez miasto. Szczególnie drażliwym punktem okazała się idea organizacji niesłychanie kosztownych Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 roku.

Oblicza budżetu Tomasz Daros oraz Aleksander Miszalski, radni Dzielnicy I, zabrali głos jako pierwsi. To właśnie w ich dzielnicy powstał pierwszy budżet partycypacyjny pozwalający mieszkańcom współdecydować o tym, na co zostaną wydane pieniądze z ich podatków. Pomysł wypłynął od obywateli zamieszkujących Stare Miasto i spotkał się z akceptacją Rady Dzielnicy I, a dzięki temu jej mieszkańcy wybierali warte w ich odczuciu realizacji projekty. Niezwykle interesujące okazało się wystąpienie Ingi Hajdarowicz, która podczas stażu w kolumbijskim Medellin obserwo-

Jak nie wiadomo, o co chodzi… O budżecie Krakowa słów kilka.

wała, w jaki sposób działa tam budżet partycypacyjny oraz czy polityka publiczna przynosi oczekiwane efekty. Wskazywała też, które rozwiązania zastosowane w Medellin mogłyby zostać przeniesione na krakowski grunt, a które, jej zdaniem, nie sprawdziłyby się w naszych realiach. Podkreśliła także kluczową różnicę, tj. procent budżetu przekazywany do dyspozycji obywateli. W Medellin jest to aż 5% budżetu miasta, podczas gdy w Krakowie w chwili obecnej jest to zaledwie ok. 0,1%. Największego problemu Krakowa upatruje ona jednak w braku diagnoz budżetu, co w efekcie prowadzi do złego gospodarowania pieniędzmi. Michał Wszołek skoncentrował się w swej wypowiedzi na budżecie Krakowa na rok 2014. Wymienił on planowane inwestycje, sugerując, że znacząca ich część nie jest niezbędna. Na pierwszy plan znów wypłynęła kwestia ZIO 2022. Wraz z innymi osobami krytykującymi pomysł organizowania igrzysk założył on na portalu Facebook grupę „Kraków przeciw igrzyskom’, która do tej pory zgromadziła ponad 5000

fanów. Argumentami przeciwko pomysłowi władz miasta są m.in. ryzyko ogromnego zadłużenia czy finansowanie igrzysk kosztem innych, nie mniej ważnych inwestycji i planów.

„Społeczeństwo krakowskie nie jest tak obywatelskie, jak byśmy chcieli” Po wypowiedziach gości Kawiarenki Obywatelskiej nadszedł czas na poszerzenie dyskusji o wszystkich obecnych na sali. Wywiązała się bardzo ciekawa debata, po której nasunąć mógł się tylko jeden, nieco pesymistyczny, wniosek: jest źle, większości krakowian nie podoba się to, jak wygląda budżet miasta i ogromne dysproporcje w finansowaniu różnych dziedzin. Cieszy jednak fakt, że wzrasta świadomość mieszkańców co do działalności władz miasta oraz podejmowanych przez nich decyzji dotyczących ogółu społeczności. Jedno jest pewne – krakowski budżet, nie tylko partycypacyjny, może być z każdym rokiem coraz lepszy. Musimy jednak wspólnie kontrolować kształt, jaki nadaje mu władza.

5


POLEMIK A

, ” a z „ Jestemm prawo

a m ż e t o b a i n a d z o g do swoje

Maciej Wicherek

Radny Dzielnicy VIII

W poprzednim numerze „Obywatelskiego Krakowa” ukazał się tekst pod przewrotnym tytułem „Po co ta olimpiada?”, w którym autor pisze głównie o aspektach finansowych organizacji igrzysk. Przewrotnym, gdyż myli się niestety w nim często, poczynając od takiej drobnej sprawy jak tytuł. Otóż olimpiada to już od czasów Starożytnej Grecji czteroletni okres między igrzyskami. Co do innych spraw to w chwili, kiedy nie jest jeszcze znany dokładny koszt budowy poszczególnych obiektów, można podawać dowolne kwoty. Ale nie to jest najważniejsze. Bardziej zdziwiła mnie jednostronna wymowa artykułu. Jakie konkretnie są moje zastrzeżenia? Nie ma w nim na przykład słowa o tym, że wioska olimpijska zostanie potem zamieniona na mieszkania komunalne/socjalne – a przecież często przeciwnicy podnoszą argument, że to na nie powinno się wydawać miliony. Moje zdumienie wywołały słowa: „Z budżetu nie wynika również, jakie będą koszty likwidacji, przebudowy oraz utrzymania obiektów po zakończeniu zawodów”. Po pierwsze nie wiem, dlaczego takie kwoty miałyby się znaleźć w budżecie. Po drugie to nie miasta ponosić będą tego typu koszty. Zdaję sobie sprawę, że wysoki jest koszt utrzymania toru bobslejowo-saneczkowego, ale z drugiej strony i tak nasi zawodnicy muszą gdzieś trenować. Lepiej, żeby trenowali u nas, a nie na przykład w Niemczech, bo to z pewnoFot.: fotolia.com/© Dreef

ścią będzie tańsze. Ponadto tor można wykorzystywać komercyjnie – tak jak to ma miejsce w Lake Placid. A jeśli trzeba będzie dokładać, to dołoży Centralny Ośrodek Sportu, a nie Myślenice. O inwestycjach drogowych mówi się dużo i wszyscy się zgadzają, że są potrzebne. Skomentuję zatem kolejny fragment artykułu „Po co nam ta olimpiada?”: „(…) na jakiej podstawie prawnej mia-

6

łyby być przekazane środki na realizację wewnętrznych zadań lokalnych?”. Mianowicie tak jest, że Rada Ministrów, Sejm czy GDDKIA może przeznaczać i przeznacza środki na różnorodne projekty w całej Polsce, których realizacja jest zbyt kosztowna dla poszczególnych gmin. Czy nam się podoba czy nie, tak to w naszym kraju funkcjonuje. Jeśli dane miasto dostanie prawo do organizacji jakieś imprezy, to za tym idą środki z budżetu centralnego – i dlatego też sami musieliśmy zapłacić na przykład za stadion przy ul. Reymonta. A odnośnie wywoływania kontrowersji przy ich budowie, to akurat tak się składa, iż po rezygnacji z dodatkowych pasów ruchu pomiędzy Nowym Targiem a Zakopanem żadna(!) z planowych inwestycji nie jest kontrowersyjna. Co nie znaczy, że nie znajdzie się ktoś, kto powie: „nie zgadzam się!”. Czy dostaniemy prawo do organizacji igrzysk, to się okaże. Z uwagi na gotowe obiekty i liczne sukcesy w sportach zimowych faworytem wydaje się Oslo. Ale trzeba wierzyć, że się uda. Podobnie jak wierzyliśmy do kwietnia 2007 roku, kiedy to Michel Platini pokazał słynną kartkę z napisem „Poland & Ukraine”. Trzeba mieć wielkie marzenia, bo czasami się one spełniają. Bo Polska po ogromnym sukcesie organizacyjnym EURO 2012 (szkoda że nie sportowym, ale tego nikt zdrowo myślący przecież nie oczekiwał) zasługuje na kolejną szansę. A jeśli Polska, to oczywiście miasto, które jest jej wizytówką. Miejmy też świadomość, iż konkurencja, i to nasza krajowa, nie śpi. Wrocław tylko czeka, aż nie dostaniemy igrzysk, aby zacząć starania o organizację ZIO 2030. Pamiętam, mimo tego że Kraków pominięto przy czymś, co nam się ewidentnie należało, tę wspaniałą atmosferę podczas czerwcowych dni 2012 roku i chciałbym ponownie tego doświadczyć. A że to kosztuje, i to dużo… Mówi się trudno – w kapitalizmie nie ma niczego za darmo.

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


POLEMIK A

Sportowe dziedzictwo

Z Jagną Marczułajtis-Walczak, przewodniczącą Komitetu Konkursowego Kraków 2022, rozmawiał Maciej Wicherek. MW: Jaka jest przewaga Krakowa nad kandydaturą Zakopanego z 2006 r.? JM-W: Kraków jest dużą aglomeracją, w której mieszka 200 tysięcy studentów. W związku z tym potencjał Krakowa jest nieporównywalnie większy niż Zakopanego. Jak pokazują przykłady igrzysk w Vancouver i Turynie, duże miasta dobrze się sprawdzają w roli gospodarza. My chcemy iść tą utartą ścieżką. Naszą przewagą jest także to, że lokujemy konkurencje alpejskie na Słowacji, gdzie jest już gotowa infrastruktura i nie wymaga dewastacji Tatrzańskiego Parku Narodowego. Wszystkie decyzje staramy się podejmować z dbałością o środowisko.

MW: Jak odpowie Pani na krytykę dużych wydatków na kandydaturę Krakowa i brak referendum? JM-W: W naszym kraju nie ma obowiązku przeprowadzenia referendum. Były za to badania opinii publicznej, a będą konsultacje społeczne. Poza tym nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że to są duże wydatki. Wiadomo, że jeśli chce się coś pozyskać, najpierw trzeba zainwestować. Gdyby nie igrzyska Kraków nie dostałby wielu inwestycji infrastrukturalnych. Na przykład rząd już teraz zdecydował o realizacji dalszej części Zakopianki na odcinku Lubień – Rabka-Zdrój. Przykład Euro 2012 także pokazuje, że miasta, w których odbywały się mecze, bardzo na tym zyskały.

MW: Jeżeli chodzi o infrastrukturę sportową w samym Krakowie, to czy któryś z obecnych obiektów można wykorzystać? Jakie są projekty? JM-W: Największy i najdroższy obiekt konieczny do przeprowadzenia ZIO to już prawie gotowa hala w Czyżynach. W jej pobliżu powstaną dwa kolejne obiekty, które po igrzyskach również będą służyć mieszkańcom Krakowa i studentom. To lodowisko i tor do jazdy szybkiej. Wzbogacą one sportową infrastrukturę. Są potrzebne także studentom AWF, w pobliżu której powstaną.

MW: Co przyniesie organizacja igrzysk dla Krakowa i Polski? JM-W: Dla Krakowa organizacja ZIO to przede wszystkim rozwój sportów zimowych w Polsce, renowacja istniejących obiektów sportowych oraz powstanie nowych. Ponadto umiejętne wykorzystanie pieniędzy z budżetu centralnego, funduszy unijnych oraz środków samorządowych przekazanych na ten cel z pewnością będzie silnym bodźcem przyspieszającym rozwój miasta i regionu,

powodującym pozytywne zmiany społeczne, urbanistyczne, środowiskowe, historyczne i ekonomiczne. Organizacja ZIO na pewno przyczyni się do zwiększenia liczby inwestycji i tempa ich realizacji, zwiększenia dostępności komunikacji zbiorowej, skrócenia czasu dojazdów czy poprawy jakości dróg. Umocni także markę Krakowa i regionu na arenie międzynarodowej, co spowoduje wzrost liczby turystów przekładający się na zyski dla całej branży – przewodników, hotelarzy, restauratorów, przemysłu spotkań, instytucji kultury. Imprezom tej skali towarzyszy wzrost PKB, zatrudnienia oraz poziomu zadowolenia mieszkańców. Baza, która pozostanie, będzie wykorzystywana nie tylko przez mieszkańców, ale też do organizacji kolejnych wydarzeń o międzynarodowym znaczeniu. Bardzo ważna jest także walka z niską emisją, czyli poprawa jakości powietrza oraz modernizacja i rozbudowa sieci ciepłowniczej. Ogromna jest również wartość promocji, którą dzięki igrzyskom olimpijskim zyskuje miasto, region i kraj, który je organizuje. Bycie gospodarzem wielkich wydarzeń sportowych to prestiż i powód do radości dla setek tysięcy kibiców oraz impuls do rozwoju turystycznego.

MW: Biorąc pod uwagę silną konkurencję, jakie będą kluczowe argumenty przemawiające za Krakowem? JM-W: W tej części Europy nie było igrzysk zimowych. Kraków to duże miasto, znane już w Europie z bogatego dziedzictwa kulturowego. Teraz chcemy, aby to dziedzictwo zostało wzmocnione, rozszerzone o sportowe i rekreacyjne. Kraków to także miasto młodzieży. W 2016 roku odbędą się tutaj Światowe Dni Młodzieży, na które – według szacunków – przyjedzie około dwóch milionów młodych ludzi. Ponadto Polska jest krajem dynamicznie się rozwijającym. Najmniej dotknął nas kryzys, jaki nawiedził Europę w ostatnim czasie. Udana organizacja Euro 2012 także wyraźnie wskazuje, że potrafimy przeprowadzać największe imprezy.

7


POLEMIK A

Patrzmy na Północ – tam musi być zdrowy rozsądek Okazuje się, że jest coraz mniej przeszkód, by politycy mogli dzięki organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich Kraków 2022 podleczyć swój kompleks peryferyjności i przy okazji roztrwonić publiczne pieniądze. Po niemieckim Monachium i szwajcarskim Davos z wyścigu o względy MKOl-u wycofała się stolica Szwecji. Teraz wystarczy pokonać ukraiński Lwów, kazachskie Ałmaty, Pekin i Oslo, by już po 2022 roku Kraków zbliżył się do poolimpijskiej skali zadłużenia Vancouver czy Montrealu. Szwedzka roztropność W połowie stycznia politycy ze Sztokholmu zjednoczyli się ponad klasycznymi podziałami i uznali, że miasto ma pilniejsze potrzeby niż organizacja igrzysk. Zdaniem szwedzkich chadeków, liberałów, socjaldemokratów i zielonych nakłady na program mieszkaniowy bardziej przyczynią się do wzrostu poziomu życia mieszkańców niż kosztowne inwestycje w potężne obiekty sportowe, których użyteczność po igrzyskach jest co najmniej dyskusyjna. Trudno się dziwić – szwedzki model rozwoju stawia przede wszystkim na wyrównywanie dostępu do usług publicznych, czyli zwłaszcza służby zdrowia czy edukacji. Dzięki temu, że 27% swojego PKB Szwecja przeznacza na politykę socjalną, jest krajem o jednej z najniższych na świecie skali ubóstwa. Pomimo tego tamtejsi politycy uznali, że ich rodakom wciąż bardziej potrzeba chleba niż igrzysk. Nawet trudno porównywać poziom życia w Szwecji i Polsce czy w Sztokholmie i Krakowie. Wystarczy posłużyć się tylko jednym wskaźnikiem, by pokazać przepaść między możliwościami ludzi młodych (w przedziale wiekowym 24–35). Otóż w Szwecji mniej niż 5% osób w tym wieku mieszka wciąż z rodzicami – przy 44%

8

Michał Wszołek

w Polsce. Szwedzi zawdzięczają tak niski odsetek równościowej i dobrze finansowanej polityce mieszkaniowej, stabilności zatrudnienia, wysokiemu poziomowi edukacji, służby zdrowia i badań naukowych finansowanym dzięki progresywnym podatkom nastawionym na redystrybucję. Można przypuszczać, że te rozwiązania stojące u podstaw szwedzkiego sukcesu zostałyby nazwane przez zwolenników igrzysk populistycznymi. Wszak ich zdaniem najistotniejszym impulsem rozwojowym jest wielka impreza sportowa, która pociąga za sobą wysokonakładowe inwestycje w obiekty sportowe czy drogi. Jeśli powstaną te sportowe pomniki próżności – wielkie lodowiska czy stadiony – po 14-dniowej zabawie przynosić będą straty obciążające krakowski budżet. Czemu w Krakowie miałoby być inaczej, skoro z zadłużeniem borykać się musiały miasta-gospodarze igrzysk z wysoko rozwiniętej Kanady – Vancouver i Montreal? Ten ostatni spłacał dług przez 30 lat. Polska (i Kraków) jest na takim etapie rozwoju, że nie trudno wskazać dziedziny, które potrzebują środków finansowych. Odpowiedzialna władza, podobnie jak sztokholmscy politycy, najpierw zadbałaby o budownictwo komunalne i socjalne, o zapewnienie wystarczającej ilości miejsc w przedszkolach i żłobkach z rozbudowaną ofertą zajęć edukacyjnych, o większe nakłady na badania naukowe stymulujące innowacyjność gospodarki, zapobiegłaby likwidacjom szkół i nie oszczędzała na transporcie publicznym. Szwedzi wolą, by obywatele żyli na jeszcze wyższym poziomie, a igrzyska zobaczyli ewentualnie w telewizji, za to w nowo powstałym budynku komunalnym. Czy politycy i krakowscy samorządowcy wyciągną lekcję z postawy roztropnych skandynawskich odpowiedników? Na razie można wątpić. Poseł PO, Ireneusz Raś, tylko zdobył się na kiepski żart, że Sztokholm najwyraźniej przestraszył się Krakowa.

Tramwajem po torze bobslejowym Wciąż nie jest jasne, jak dużo będą kosztowały krakowskie igrzyska. Na stronie Biuletynu Informacji Publicznej (BIP) Urzędu Miasta Krakowa wciąż umieszczony jest ich szacunkowy budżet opiewający na kwotę 21 miliardów złotych. Oczywiste jest, że w tych

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


POLEMIK A

Zdjęcie „Stockholm city” autorstwa Mikael Damkier/fotolia.com

wydatkach poza inwestycjami w obiekty sportowe mieszczą się też te przeznaczone na infrastrukturę komunikacyjną, z których przynajmniej część jest potrzebna dla miasta. Są na tej liście m.in. budowa III obwodnicy, Trasy Balickiej czy nowe linie tramwajowe na Górkę Narodową i Azory. W przypadku inwestycji w kolejne metry sześcienne wylanego asfaltu można mieć wątpliwości, czy rzeczywiście służą rozwojowi miasta, a nie zżeraniu przestrzeni publicznej przez samochody. Budowa nowych dróg nie powoduje rozładowywania korków, a tylko generuje jeszcze większy ruch samochodowy i zniechęca mieszkańców do korzystania z transportu zbiorowego. Jednak oceniając umieszczone w budżecie ZIO inwestycje tramwajowe, nie można nie uznać ich niezbędności. W tym miejscu zaczyna się jednak problem. Otóż zwolennicy igrzysk, w tym przede wszystkim politycy, nie wahają się mamić mieszkańców wizją przeprowadzenia szeroko zakrojonych inwestycji, ale pod warunkiem, że zostanie zorganizowania olimpiada. Wygląda to na klasyczny szantaż, a przecież władze zobowiązane są inwestować, stymulować wzrost poziomu życia obywateli – bez względu na kaprysy międzynarodowych organizacji sportowych. Podobnie sprawa ma się z ochroną powietrza w mieście. Zwolennicy igrzysk przyznają też, że gdyby nie pomysł ZIO, marszałek województwa i sejmik nie byliby dostatecznie zdeterminowani, by wprowadzić zakaz ogrzewania paliwami stałymi. To pokazuje pokraczną logikę, w jaką uwierzyli entuzjaści olimpiady. Tymczasem przecież nie trzeba szczególnych kompetencji, by zrozumieć jej absurdalność. To tak jakby zwolennicy igrzysk godzili się na fakt, że władze centralne dopiero wówczas zwrócą uwagę na Kraków i sypną groszem, gdy przeprowadzimy olimpiadę. Doprawdy do rozbudowy sieci tramwajowej nie jest niezbędna budowa toru bobslejowego w Myślenicach, na którym odbędzie się w sumie kilkanaście treningów i zawodów. A według szacunkowego budżetu taki tor kosztuje 182 miliony złotych.

Deficyt demokracji Obywatele o igrzyskach najwięcej mogą się dowiedzieć, szperając na witrynie BIP, a swoją dezaprobatę wyrazić „lajka-

mi” w serwisach społecznościowych. To pokazuje, jak daleko w ignorowaniu głosu mieszkańców w tak ważnej sprawie posunęli się politycy. Odebrano nam nawet marną namiastkę demokracji i zdecydowano nie rozstrzygać otwartego konkursu na logo „Krakowa jako miasta kandydującego”, tylko arbitralnie powierzono jego zaprojektowanie szwajcarskiej firmie odpowiedzialnej za przygotowanie aplikacji kandydackiej. Z kolei w głosowaniu nad budżetem miasta przepadła poprawka grupy radnych o zabezpieczenie środków finansowych na organizację referendum. Władze za to wciąż opierają się na sondażu przeprowadzonym pod koniec minionego roku, w którym 66% ankietowanych krakowian opowiedziało się za pomysłem igrzysk, mimo że tę formę badania opinii społecznej w tak istotnych sprawach skrytykowali naukowcy. Skoro żyjemy w demokratycznym państwie, to naprawdę trudno zrozumieć obawę polityków przed referendum, w którym mieszkańcy wyraziliby zgodę na organizację imprezy przy świadomości kosztów i ryzyk finansowych. Zdaniem władz referendum jest zbyt kosztowne, ale jak jego koszty – które wyniosłyby około 2 miliony złotych – mają się do wielomiliardowego budżetu igrzysk? Tę kwotę porównać możemy co najwyżej do jednej z najtańszych pozycji w igrzyskowym budżecie. Dokładnie 2 miliony złotych przeznaczono by na, uwaga, „przebój igrzysk”.

Chodźmy na Wschód – tam musi być jakaś cywilizacja? O igrzyska w 2022 roku starają się poza Oslo już tylko miasta z krajów peryferyjnych. Wcale nie świadczy to o zmniejszeniu ich dystansu cywilizacyjnego do krajów wysoko rozwiniętych, tylko o tym, że w warunkach – może już nieco wygasłego – kryzysu Szwecja czy Szwajcaria wolą uniknąć organizowania imprezy o tak dużym ryzyku finansowym. W naszym mieście niestety wciąż władze ulegają mrzonkom o igrzyskach i nie chcą przy tym uspołecznić procesu decyzyjnego w tej sprawie. Kraków jeszcze długo Sztokholmem nie będzie, a ewentualne zorganizowanie igrzysk w 2022 roku jeszcze bardziej tę perspektywę oddali.

9


TWOJA DZIELNIC A

Skansen na Woli Justowskiej

Janina Żuradzka

Ochrona zabytków stanowiących nieodłączny element narodowego dziedzictwa jest ważnym czynnikiem rozwoju społecznego i fundamentem dla budowania naszej tożsamości. Najczęstszym zagrożeniem dla obiektów kultury materialnej są kradzieże, akty wandalizmu lub złe zabezpieczenie – jak w przypadku pożaru kościoła z zespołu budownictwa drewnianego na Woli Justowskiej w Krakowie w 2002 r. Okazuje się, że perły naszego dziedzictwa, które przetrwały m.in. zawieruchy trudnego okresu powojennego, mają znikome szanse w zderzeniu ze współczesną pogardą dla nich i pogonią za pieniądzem…

Początki skansenu Idea powstania skansenu na Woli Justowskiej zrodziła się już w 1927 r. Jej głównym propagatorem był wybitny etnograf prof. Seweryn Udziela. Z powodu trudności finansowych plan udało się wcielić w życie dopiero po wojnie. W tych trudnych czasach postanowiono, że skansen powstanie u stóp Rezerwatu Przyrody „Panieńskie Skały”. Już w 1947 r., głównie dzięki zaangażowaniu i wielkiej ofiarności krakowian oraz decydentów, przeniesiono XVI-wieczny kościoł z Komorowic, który stanął w zespole jako pierwszy i stał się siedzibą parafii pw. NMP Królowej Polski. Uratowana od zagłady i serdecznie przyjęta przez mieszkańców Woli świątynia funkcjonowała nie tylko jako ośrodek parafii, ale centrum, wokół którego pojawiły się kolejne zabytkowe budowle. Obok stanęła m.in. chałupa z Pasieki k. Czernichowa z 1820 r., w której urządzono plebanię. Później na teren skansenu przeniesiono m.in. spichlerz dworski z Trzyciąża z 1764 roku czy XIX-wieczny spichlerz z Soboniowic. Cały Zespół Budownictwa Drewnianego wpisany został w 1970 r. do rejestru zabytków i znalazł się na Małopolskim Szlaku Architektury Drewnianej. Mieszkańcy Woli otrzymali kościół parafialny, a Kraków jakże niezwykłe miejsce – na tyle ważne, że gdy świątynia spłonęła w 1978 r., natychmiast zapadła decyzja o jej odbudowie.

10

Czarny scenariusz Po roku 2000 teren jak i zabytkowy zespół stworzony na gruntach Skarbu Państwa przez lokalną społeczność przejęła parafia. Niestety, od tego momentu życie zaczęło pisać nieoczekiwany, czarny scenariusz. Od lat nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się, jaka była podstawa prawna przekazania klerowi terenu należącego do Skarbu Państwa na mocy jednego podpisu wojewody, a także czy w umowie tej zawarto zapis dotyczący obowiązku właściwej opieki nad zabytkiem? W świetle dokumentów Wojewódzki Konserwator Zabytków do dzisiaj nie został nawet poinformowany o zmianie właściciela obiektu wpisanego do rejestru zabytków! W 2002 r. miał miejsce kolejny pożar, który doszczętnie strawił zrekonstruowaną świątynię. Był wynikiem gospodarskich zaniedbań, a być może nawet czyichś działań celowych…Spotkało się to z natychmiastową reakcją obywateli, którzy podjęli liczne akcje na rzecz rekonstrukcji świątyni bądź przeniesienia innej. W 2006 r. proboszcz przeprowadził tendencyjną, złożoną z trzech pytań ankietę, którą podczas wizyt duszpasterkich wypełniali pod jego czujnym okiem parafianie: 1. Jestem za budową większego kościoła na dawnym miejscu. 2. Jestem za zamianą działek i budową kościoła w innym miejscu. 3. Jestem za – inne propozycje i uwagi. W wyjaśnieniu do pytania nr 1 proboszcz pisał wówczas: „przyjęcie 1. propozycji wymagać będzie uporządkowania skansenu poprzez zgrupowanie zabytkowych obiektów w jednym miejscu, aby w przyszłości znaleźć takie rozwiązanie, które pozwoli uwolnić parafię od ich utrzymania... Wszystko to sprawi, że oddzielimy turystyczną część skansenu i uzyskamy stosowne miejsce pod budowę kościoła i plebanii oraz parkingów". Do dziś zapada mnóstwo niezrozumiałych i naruszających prawo decyzji, które ślepo powołują się na jej wyniki. Mieszkańcy wydeptali tysiące scieżek celem ratowania skansenu i powrotu drewnianego kościółka. Wielokrotne spotkania z miejskimi decydentami nie przynosiły pożądanych rezultatów. Powstawały różne koncepcje, m.in. Muzeum Etnograficznego, w ramach której zrekonstruowany kościół funkcjonowałby jedynie jako rektoralny, a kościół parafialny otrzymałby nową lokalizację.

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


TWOJA DZIELNIC A  Kościół na Woli wg H. Sajdaka czerwiec 1985r.

w przypadku parafian z Woli potwierdziły się słowa ks. Tischnera: „Marks i Lenin nikogo od Kościoła nie odciągnęli, a niejeden proboszcz to tak”. Wkrótce mija 12 lat od momentu spalenia świątyni i nadal brak porozumienia w kwestii kościoła. Rada Konserwatorska przy Wojewódzkim Konserwatorze Zabytków, która znów zajęła się sprawą, sama zaczyna wymieniać szereg rzeczy, których w tej sprawie nie zrobiono bądź też zrobiono źle… Na marne poszło mnóstwo czasu i ludzkiej energii; stłumiono harmonijne współdziałanie inicjatywy społecznej i konserwatorskiej. W tej walce o przetrwanie Zespołu Budownictwa Drewnianego i powrót kościoła zaangażowany jest od lat Obywatelski Komitet Ratowania Krakowa, który podkreśla, że nie tylko o atrakcję turystyczną tu chodzi, bowiem ważniejszym jest to, że „Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości” – jak kiedyś powiedział Józef Piłsudski.

Modlitwa o sukces

Ratujmy, co się da…

Podstawą sukcesu z 1978 r. była jednomyślność. Wówczas na zgliszcza przybył natychmiast m.in. kard. Wojtyła, notabene w przeddzień wyjazdu do Rzymu, z którego już, jak wiemy, nie wrócił. Nikt wówczas nie miał żadnych wątpliwości, że kościół musi powrócić na swoje miejsce. Po pożarze z 2002 r. kluczowy jest brak chęci właściciela terenu do odbudowy kościoła, a tym samym zachowania idei skansenu. Działania te podyktowane są przede wszystkim potrzebą budowy wielkiej i wygodnej plebanii na granicy rezerwatu oraz zabetonowania parkingiem jego przedpola. Pozostaje pytanie, czemu ma służyć budowa olbrzymiej plebanii w tak małej parafii. Co gorsza, nowy właściciel terenu kwestionuje obowiązek utrzymywania i dbania o znajdujące się w skansenie zabytkowe obiekty, a co za tym idzie – także ich wartość. Kilka lat temu proboszcz próbował nawet wykreślić skansen z rejestru zabytków, na co nie pozwolił ostatecznie Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, utrzymując decyzję Ministra Kultury. Tylko dzięki tej decyzji zespół trwa jeszcze w agonii, a na sąsiednie tereny nie weszli deweloperzy. Kolejnym krokiem proboszcza było wszczęcie postępowania o wydanie decyzji o warunkach zabudowy dla zamierzenia budowy nowego kościoła i plebanii. Ta jednak zostaje wydana z naruszeniem prawa i w konsekwencji zaskarżona do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, gdzie pomimo swoich uchybień została utrzymana. Wydaną z naruszeniem prawa decyzję o warunkach zabudowy, jak i późniejszą zaskarżoną decyzję SKO, uchylił WSA wyrokiem z dnia 28.11.2011 r. Co gorsza, wskutek działań i wniosków nowego właściciela zmianie uległy, wcześniej nienaruszalne, zapisy powstającego długie lata prawa miejscowego, tj. miejscowego planu zagospodarowania terenu Wzgórze Św. Bronisławy II. Sytuacja ta sprzyja tym inwestorom i deweloperom, których zamiarem jest tylko i wyłącznie biznes, a nie troska o powszechnie szanowane we współczesnej Europie dobro narodowe. Kontrowersyjne działania probostwa sprawiły, że lokalna społeczność została podzielona. Takoż wspólnota parafialna rozprasza się, szukając przyjaźniejszego duszy miejsca. Źle by się stało, gdyby

Uważam, że – podobnie jak 12 lat temu – istnieją dziś tylko dwa rozwiązania możliwe do zaakceptowania ze względów konserwatorskich. Pierwsze to odtworzenie niezwykłej wartości kościoła drewnianego z Komorowic, zaś drugie to uratowanie zagrożonego zniszczeniem autentycznego obiektu zabytkowego, ponieważ obecnie rekonstrukcja czy przeniesienie innego kościoła drewnianego jest podstawą nie tylko utrzymania skansenu, ale i kontynuacji idei zespołu budownictwa drewnianego. I choć jedno z powyższych rozwiązań nie mieści się w działaniach konserwatorskich wynikających z jej doktryny, to tak jak w 1978 r. to i teraz byłoby akceptowalne, ponieważ obiekt drewnianego kościoła jest wpisany w krajobraz i jest świadectwem niegdysiejszej wspólnoty. Zespół, trwając przez pół wieku, zadomowił się w świadomości społecznej, a przez znawców krajobrazu kulturowego postrzegany był jako jedno z najlepszych rozwiązań ratujących zabytkowe budynki drewniane Krakowa i jego przedmieść. Na początku plan taki nie budził wątpliwości, ale z czasem stał się zarzewiem wojny polsko-polskiej pomiędzy obecnym gospodarzem zespołu a częścią wspólnoty i krakowian. Myślę, że my, obywatele miasta i parafianie, żyjący dziś, ale odpowiedzialnie patrzący z wiarą i nadzieją w przyszłość, nie możemy pozwalać, aby świadomie i z premedytacją niszczono jej korzenie, niszczono i grzebano wysiłek naszych przodków, całych rodzin, wspólnot, skazując na śmierć zabytkowe obiekty i miejsca zarówno kultu religijnego, jak i naszej historii, naszego dziedzictwa. Wprowadzenie w obszar zabytkowego zespołu dwóch pokrytych blachodachówką i wypiętrzonych ponad cały teren betonowych obiektów świątyni i plebani z podziemnymi garażami jest końcem historii zabytkowego Zespołu Budownictwa Drewnianego na Woli Justowskiej. Kraków nie ma przecież skansenu, gdzie można zebrać ginące drewniane budowle dawnych przedmieść Krakowa, które wkrótce zupełnie znikną z krajobrazu, bo stają na drodze nowych inwestycji, ale i „chorych”, megalomańskich ambicji. Spójrzmy raz jeszcze w kierunku Woli Justowskiej, aby uświadomić sobie, że wkrótce nie będzie już czego ratować…

11


TWOJA DZIELNIC A

Był sobie Fort… Mimo stanowczego sprzeciwu mieszkańców, licznych protestów i działań w ramach akcji „Zielone Bronowice” tracimy Fort przy ulicy Rydla. W sumie nie tyle sam Fort, ponieważ nie należy on do mieszkańców, lecz do wojska, które jeszcze wiele złotówek położyć musi na szali, dążąc do ostatecznej wiktorii afgańskiej. Tracimy szansę; szansę na normalność, na park, na miejsce spotkań, zabaw, wydarzeń artystycznych. Tracimy szansę na zieleń, na odrobinę lepsze powietrze. W zamian dostajemy pustaki ceramiczne. Mnóstwo pustaków. Tegoroczne wybory dają nam sposobność dopilnowania, aby jak najmniej „pustaków” znalazło się pośród radnych… Michał Malczyński, redaktor wydania

Był sobie fort Czas na

Tomasz Borejza

Redaktor naczelny Krowoderska.pl

Magistrat…

Rozpoczął się rozbiór terenów zielonych otaczających Fort nr 7 „Bronowice”. Choć może należałoby powiedzieć raczej, że rozbiór trwa w najlepsze, a małopolska Agencja Mienia Wojskowego (AMW) kierowana przez radnego Platformy Obywatelskiej Grzegorza Stawowego, który reprezentuje Łobzów, właśnie osiągnęła w nim pierwszy sukces. W połowie grudnia inicjatywa „Zielone Bronowice” przekazała nam następującą informację: „z przykrością informujemy, że w dniu dzisiejszym sprzedano sztucznie wydzieloną część zieleni przyfortecznej”. Potwierdziliśmy w AMW zwycięzcę przetargu oraz kwotę, którą zapłaci. Wygrała duża firma deweloperska Echo Investment, a kwota, którą uiści za tę działkę, to niewiele ponad 7 milionów złotych. Przy okazji usłyszałem też, że nie chodzi o teren przyforteczny, bo nie jest on w bezpośrednim sąsiedztwie fortu. Jasne. Wcześniej słyszeliśmy już też, że nie ma tam zieleni.

12

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


TWOJA DZIELNIC A

AMW można pogratulować. Wykonała swoje zadanie i będzie na niemieckie czołgi z demobilu. Miasto nie zdecydowało się zawalczyć o ten teren, bo nie ma pieniędzy. Nie może ich mieć, bo zbiera na igrzyska, które wymagają ekspertyz oraz drogich delegacji. Jedno i drugie będzie, tylko w procesie aplikacyjnym, kosztować 5 milionów złotych.

Nie wiem jak Wy, ale ja mam DOŚĆ Dość gadania. Dość udawania, że każdy argument jest równie dobry. Dość miasta, które jest zbyt słabe, by nie oddać nas w ręce deweloperów. Dość tego, że o naszym samorządzie trudno mówić inaczej niż „Oni”. I przede wszystkim mam DOŚĆ władzy, która śmieje nam się w twarz i w dostatku zapewnia jedynie poczucie bezsilności. DOŚĆ tego, że miasto jest rządzone poza nami i tkwi w partyjno-politycznych układach, które są już tak mocne, że nie liczy się nic poza nimi i nikt, kto do nich nie należy. Na razie miejski festiwal arogancji – widoczny nie tylko w sprawie Fortu nr 7, ale w niej wyjątkowo dobrze – trwa w najlepsze. Ale nie musi przecież trwać zawsze. W parze z tym poczuciem bezsilności idzie bowiem złość, a ta podpowiada, że każda kolejna spieprzona rzecz to kropla i któraś z kolejnych w końcu przeleje czarę. Ludzie zdecydują, że skoro miasto nie może się już wietrzyć, to trzeba przewietrzyć chociaż Magistrat. Już wkrótce będzie pierwsza okazja, żeby na plac Wszystkich Świętych wpuścić trochę powietrza i zrobić to z sensem, bo – o tym warto pamiętać – tam potrzeba powietrza świeżego. To, że jedna partia zmieni się z drugą partią, albo jeszcze trzecią niby-nową, ale złożoną z ludzi uciekających z tych dwóch, nie zmieni nic albo prawie nic. Tam brakuje ludzi z ruchów miejskich. Ludzie, którzy rządzą tym miastem (opozycja też), tkwią w tym już tak długo, że na ogół nie potrafią wyobrazić sobie, że może być inaczej. Mogą się zmieniać między sobą, zmieniać nazwy partii albo udawać, że ich partia jest bezpartyjna (patrz: J. Gowin), ale to wszystko jedynie pozory, bo to wciąż są ci sami ludzie. A chcę wierzyć, że właśnie mijają czasy, kiedy krakowianie zgadzali się na poczucie bezsilności, arogancję i strojenie w coraz to nowe piórka. Na razie jest tylko złość, ale z tej złości może być coś dobrego. W każdym razie chciałbym – i nie jest to marzenie ściętej głowy – żeby irytacja zbudowała w mieście kilka trwałych rzeczy, które choć trochę uniezależnią nas od ograniczonej wyobraźni ludzi siedzących w Magistracie. Chciałbym, żeby wyszła z niej władza, która liczy się z głosem mieszkańców, a nie tylko udaje, że się liczy, gdy jest jej to na rękę. To oznacza zbudowanie mechanizmów konsultacji społecznych, które faktycznie działają, a nie są tylko zasłoną służącą do powiedzenia, że „były”. Jeżeli dziś nie działa to tak, jak powinno – a nie działa – to władze miasta muszą znaleźć takie rozwiązania, które zadziałają. Od tego są. Chciałbym władzy, która w sprawach najważniejszych i najbardziej kosztownych potrafi sięgać po narzędzia demokracji bezpo-

średniej – takie jak referendum. I żeby uznano to za rzecz całkowicie normalną, a nie mityczną metodę, które można stosować na Zachodzie, a u nas nie, bo… no właśnie, dlaczego nie? Bo nie żyjemy w Szwajcarii? Bo my Zachód tylko imitujemy? Nie musimy. Trzeba sobie tylko wyobrazić, że to da się zrobić i pamiętać o tym, że trzeba to robić. Chciałbym też przejrzystości w działaniu miejskich instytucji i rad. Dziś bywa z tym źle, bo poczucie, że w instytucjach publicznych wszystko powinno być jawne, jest trudne do strawienia dla urzędników, ale też radnych, którzy boją się oszołomów (czyt.: obywateli). Nawiasem mówiąc, Drogi Magistracie, od kilku tygodni czekam na udostępnienie informacji publicznej. Nie za długo? Chciałbym (patrz punkt: referenda) debaty publicznej o przyszłości Krakowa. O tym, jak miasto ma się rozwijać i w co inwestować nasze pieniądze. Czy ma to być – jak dzieje się dziś – rozwój do wewnątrz, przez zagęszczenie i olimpijską szopkę? A może (choć to kosztuje co najmniej tyle, co igrzyska) krakowianie chcieliby poszukać rozwiązania podobnego do tego, po które kiedyś, w analogicznej sytuacji, sięgnął Juliusz Leo, a więc Wielkiego Krakowa i jego rozwoju na zewnątrz. Ze szkołami zamiast igrzysk i zielenią zamiast betonu.

Bo chyba coraz mniej ludzi uważa, że nowoczesność liczy się tonami wylewki? Chciałbym Magistratu, który z kilku hektarów zieleni (patrz: Fort nr 7) potrafi zrobić park, a nie tylko bloki. I takiego, który w ogóle o ten park zawalczy lub wyobrazi sobie, że to coś, co jest nam potrzebne. Chciałbym – tak, to populizm! – miasta, które pieniądze zamiast na diety dla 400 bezradnych radnych przeznacza na coś pożytecznego i przynoszącego korzyść. Albo chociaż pyta o to, czy chcemy 400 radnych? Mnie na przykład aż tylu nie potrzeba. I tak większość robi „nic” albo niewiele. Tylko że tych kilku prostych i w zasadzie oczywistych rzeczy nie można oczekiwać od ludzi, którzy dzisiaj kierują tym, co dzieje się w budynku przy placu Wszystkich Świętych. Tam wyobraźni nie starcza nawet do tego, by wiedzieć, że coś w ogóle jest nie w porządku. To miasto potrzebuje nowego oddechu i czas najwyższy na zryw niepodległościowy. Albo chociaż małą krakowską wiosnę ludów.

Autor zdjęć: Monika Dębowska, „Zielone Bronowice”

*W Radzie Miasta siedzą ludzie, którzy dostali po 300 głosów. Naprawdę i bez trudu możemy odpłacić pięknym za nadobne, rozliczyć ich i dla odmiany utrzeć im nosa oraz pokazać, że to nie jest tak, że można robić, co się chce.

13


OPINIE

Spieszmy się kochać demokrację, tak szybko zamienia się w dyktaturę…

Marta Michałek

Zaognia się sytuacja na Ukrainie. Obywatelski zryw wymierzony w polityczne koncepty prezydenta Wiktora Janukowycza przyniósł już pierwsze ofiary w ludziach. Na Euromajdanie leje się krew, a w ukraińskiej Radzie Najwyższej przegłosowywane są ustawy wymierzone w „prozachodnich szpiegów i chuliganów”. Euromajdan – początek Demokracja na Ukrainie narodziła się stosunkowo niedawno i tak naprawdę nie miała jeszcze szansy w pełni rozwinąć się i dojrzeć, a już ciąży powoli ku dyktaturze. Niemniej jednak te kilka lat wolności słowa i możliwości porównania swojego położenia z sytuacją mieszkańców Zachodu ukształtowało grupę obywateli Ukrainy, którzy w demokracji się zakochali. To właśnie oni najpierw popierali europejskie aspiracje swojej ojczyzny, później strajkowali przeciwko użyciu siły przez władzę w ramach rozpędzenia protestu, a następnie stworzyli jedyną w tym zakątku Europy przestrzeń dla prawdziwej demokracji, świetnie zorganizowane „państwo w państwie” – „Euromajdan”. Jego uczestników nie przestraszyły ani mrozy, ani śnieg. Nie zrezygnowali z protestów mimo coraz mniejszego zainteresowania rządzących się prawami newsa mediów. Tym samym ukraińskie władze przeliczyły się, myśląc, że czas i zimowa aura skutecznie rozprawią się z protestującymi.

Dura lex… Niesłabnąca presja ze strony Moskwy i dyktatorskie zapędy władzy poskutkowały wprowadzeniem szeregu ustaw ograniczających swobody obywatelskie, prawo do informacji, prawo do zgromadzeń. Wśród nowych przepisów wprowadzonych przez parlament

14

ukraiński (a konkretniej rzecz ujmując przez Partię Regionów do spółki z komunistami) znajduje się między innymi zakaz poruszania się w kolumnie złożonej z więcej niż pięciu samochodów, zakaz działalności informacyjnej prowadzonej bez rejestracji państwowej, a nawet zakaz zakładania kasków podczas wieców. Wprowadzono prawną możliwość ograniczenia przez państwo dostępu do internetu, a za „grupowe naruszanie porządku publicznego” może grozić kara nawet dwóch lat więzienia. Wszystkie te nowe przepisy są niewątpliwie precyzyjnie wymierzone we wszelkie występujące formy sprzeciwu stosowane przez przyodzianych w kaski uczestników „Euromajdanu”, których głównym środkiem komunikacji jest internet wspierany przez niezależne media. Protestujących postawiono pod ścianą, pozbawiając ich nie tylko kasków i elementarnych praw właściwych demokratycznym republikom. Ładując ostrą amunicję, pozbawiono ich przede wszystkim możliwości stawiania jakiegokolwiek oporu.

Obcy Agent Ta ustawa oddala Ukrainę od Europy, w której obywatele mogą cieszyć się swobodą wypowiedzi i nieograniczonym dostępem do internetu; Europy, w której parlamentarzyści nie boją się głosować zgodnie ze swoim przekonaniami. Warto wspomnieć, iż na Ukrainie wprowadzono również możliwość aresztowania deputowanego nawet podczas obrad Rady Najwyższej oraz wydania wyroku bez obecności oskarżonego w sądzie. Co ciekawe, na wzór Rosji, wprowadzono na Ukrainie również kontrowersyjne prawo dotyczące „obcej agentury”. Tym określeniem można będzie teraz nazwać każdego, kto będzie kontaktował się z przedstawicielami władzy państw zachodnich – na przykład najsilniejszego opozycyjnego kandydata na prezydenta Witalija Kliczkę. To określenie, rodem z nomenklatury komunistycznej propagandy minionego wieku, może stać się oskarżeniem pozwalającym władzy na aresztowania i napiętnowanie niewygodnych dla niej osób. Każdy pretekst może być dobry, by kogoś oskarżyć o współpracę z „zepsutym Zachodem”. To posunięcie może mieć również niezwykłą siłę propagandową, dzięki której władza będzie mogła kompromitować niewygodnych

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


OPINIE

Krakowianie uczcili pamięć o ofiarach zamieszek na Ukrainie fot.: Julia Tarnawska i Anna Tymoch

dla siebie polityków czy dziennikarzy. Wystarczy kogoś naznaczyć piętnem „agenta” i dzięki temu nie skupiać się już na tym, co dana osoba mówi i o co walczy. Na Ukrainę zawitał strach.

Przepraszam, czy tu biją? W Polsce możemy cieszyć się pełnią swobód obywatelskich, jakie zapewnia nam konstytucja. Dzięki zagwarantowanej w niej wolności wyrażania własnych poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji możliwy jest swobodny ich przepływ. Zakazana jest cenzura oraz stosowanie środków nacisku na władzę. Nie musimy się bać wyrażania swoich opinii, a dziennikarze mogą spokojnie wykonywać swoją pracę. W świetle wydarzeń na Ukrainie możemy inaczej spojrzeć na ich działalność, która wielu ludziom kojarzy się jedynie z wyszukiwaniem newsów i pogonią za sensacją. Ukraińscy dziennkarze to dziś jedne z pierwszych ofiar tamtejszego konfliktu. Według informacji podanej na Facebooku przez organizatorów „Euromajdanu” liczba pobitych dziennikarzy w dniach 19 i 20 stycznia 2014 wyniosła 24 osoby. Z końcem ubiegłego roku świat obiegły drastyczne zdjęcia Tetiany Czornowoł – dziennikarki „Ukraińskiej Prawdy”, założonej przez zamordowanego w 2000 roku Geogrija Gongadze. Została ona napadnięta i brutalnie pobita przez „nieznanych sprawców”. W Polsce konstytucja gwarantuje również swobodny dostęp do internetu. Pamiętamy, z jaką zaciekłością opinia publiczna sprzeciwiła się ustawie zwanej ACTA, która miałaby tę swobodę ograniczać. Na Ukraianie nikt nie pyta opinii publicznej o zdanie – co gorsza, zamyka się jej usta siłą.

Kerry, który skrytykował nowe akty prawne. Europejscy politycy wyrażają zaniepokojenie obecną sytuacją, wzywają Janukowycza, by ten nie wprowadzał w życie nowej ustawy. Polska również przyłącza się do fali krytyki. Niestety, działania te nie przynoszą żadnego rezultatu. Można odnieść przygnębiające wrażenie, iż Janukowycz liczy się z opinią tylko jednego człowieka – Władimira Władimirowicza Putina. Sytuacja na Ukrainie wydaje się beznadziejna dla opozycji. W Polsce, po pierwszej fali rozruchów, sprawa Ukrainy w mediach zdecydowanie ucichła, by teraz znów zacząć o niej głośniej mówić. Niestety pokojowe protesty, które trwały przez cały ten czas na Majdanie, nie były w stanie zainteresować społeczeństwa i mediów tak jak zamieszki. Tymczasem Ukraińców należy wspierać, nie zważając na trudną wzajemną historię i konflikty z przeszłości. Napięta sytuacja, która ma obecnie miejsce na Ukrainie, jest dla Polski bardzo niekorzystna, gdyż za naszą granicą zrodzić się może dyktatura, pozostająca zresztą w wyraźnym cieniu Kremla. Wielkimi krokami zbliżają się Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Soczi. Władimir Putin będzie miał okazję uścisnąć dłoń przedstawicielom świata Zachodu i wykazać się poszanowaniem wobec wartości, jakie niosą ze sobą sport i demokracja. Czy u jego boku pojawi się Wiktor Janukowycz? A jeśli tak, to pozostaje mieć nadzieję, że nie dostrzeże pośród olimpijczyków „obcych agentów”, zwłaszcza że bobsleiści mają w zwyczaju występować w kaskach…

Geopolityka Reakcja świata zachodniego jest oczywiście krytyczna wobec działań Wiktora Janukowycza i innych reprezentantów rządu Ukrainy. Głos w tej sprawie zabrał amerykański sekretarz stanu, John

15


OPINIE

FRANK(ENSTEIN) KREDYTOWY HORROR Tomasz Sadlik

„Jak dają to bierz, jak biją to uciekaj” – mówi stare porzekadło. Dali kredyt, to wziąłem. Z czasem, kiedy pojawiły się problemy, okazało się, że jako obywatel mogę w takich trudnych momentach liczyć przede wszystkim na siebie. Oto najkrótsza geneza powstania stowarzyszenia „Frankowców” – ludzi walczących z bankami o sprawiedliwość.

Cóż było robić? Kartę i linię z debetem mam do dziś. Dołożyłem na żądanie banku sześć tysięcy ubezpieczenia i już. Zacząłem spłacać. Pierwszy rok – coraz mniej, a potem już tylko w górę. Kiedy rata sięgnęła 5500 złotych, a kryzys sprawił, że znacznie ubyło mi zamówień (głównie z Hiszpanii), chciałem zrezygnować. Najpierw zapytałem o restrukturyzację, potem, po odmowie, za jedyne sto złotych opłaty, o „wakacje”, czyli zawieszenie spłat na jakiś czas. Nic z tego. Bank, ku mojemu zdumieniu, chciał zrobić… zdjęcia mojego mieszkania. Biuro już nie wystarczyło na zaspokojenie apetytu tej instytucji, która wypowiedziała mi kredyt i zażądała prawie milion złotych od ręki. Reasumując, dostałem 600 tysięcy kredytu, z czego zdążyłem spłacić 250 tysięcy, a tymczasem bank chciał miliona, w tym – biuro i mieszkanie!

Miłe złego początki Jesienią 2007 roku, to jest w czasie, kiedy banki wydawały się jeszcze instytucjami pewnymi, zaufanymi i uczciwymi, postanowiłem sprawdzić, czy stać mnie na kredyt. Chciałem kupić lokal na biuro – taka inwestycja w przyszłość. Skoro wynajem kosztował mnie co miesiąc ponad dwa tysiące złotych, to może taka sama albo nieco wyższa rata kredytu pozwoliłaby za 30 lat powiedzieć moim dzieciom: „Proszę, to jest wasze!”. Nie chciałem opierać się na pośrednikach, więc poszedłem do solidnego (w moim ówczesnym przekonaniu) zagranicznego banku. Poprosiłem doradcę, żeby sprawdził moją zdolność kredytową i okazało się, że mogę, a nawet powinienem wziąć kredyt. Ten w złotówkach miał mnie przez 30 lat kosztować 2800 złotych miesięcznie, ten we frankach – 2400. Tak stało w e-mailu od pracownika tej szacownej instytucji (obecnie dowód w sprawie Sadlik przeciwko Raiffeisen). Skoro „nic, tylko brać”, to wziąłem. W dodatku miałem zapewnienie pracownika, że „w razie czego, straci pan to, co pan wpłacił, no i biuro”. Miałem bez wkładu własnego dostać nie tylko na zakup, ale i na remont. To ostatnie szybko okazało się mrzonką. Wydałem co prawda trzydzieści tysięcy złotych i faktury się zgadzały, ale... kurs franka się zmienił i: „dostał Pan już to, co miał dostać” – usłyszałem. Na konto wpłynęło tysiąc złotych, a od banku usłyszałem, że mogę dobrać linię kredytową i kartę kredytową, żeby pokryć te wydatki.

16

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


OPINIE

Kto może mi pomóc? Zacząłem poszukiwać pomocy. Napisałem list do UOKiK i do wskazanych na jego stronie instytucji w Krakowie. Zero reakcji. Telefony milczą, nikt nie odbiera. Dalejże więc skarżyć się do prasy, prosić o pomoc posłów – bezskutecznie. Trudno – pomyślałem. Pozostawiony sam sobie rozpocząłem działania na własną rękę. Okazało się, że w wielu krajach ludzie zostali podobnie potraktowani przez banki i mieli te same problemy. Odnotowałem, że sądy stają po stronie słabszych, niedoinformowanych albo źle poinformowanych klientów. Poprosiłem radcę prawnego o napisanie pozwu, następnie złożyłem go do sądu i... czekałem. Tymczasem zaczęli się do mnie zgłaszać ludzie, którym banki sprzedały ten ryzykowny, jak się okazało, produkt, w efekcie czego znaleźli się w identycznym jak ja położeniu. Doradzałem im, na ile mogłem, i nieustannie poszukiwałem rozwiązania. Okazało się przecież, że jest problem, którym powinien ktoś się zająć. Udałem się więc do miejskiego rzecznika praw konsumenta. Zapytałem o pozwy zbiorowe, pomoc prawną. Przyjął mnie student prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego i oświadczył, że pan rzecznik nie zajmie się pozwami przeciwko bankom, a już na pewno nie pozwami zbiorowymi, bo nie ma na to czasu. A pozew indywidualny kosztuje – minimum dwa tysiące złotych. Ja miałem szczęście, gdyż jeden ze znanych krakow-

skich adwokatów zgodził się w drodze wyjątku pomóc mi za darmo. Ale co z innymi? Ponad trzy tysiące odwiedzin na stronie www. frankowcy.org.pl i blisko tysiąc e-maili ze skargami uświadomiło mi skalę problemu. I moją bezsilność. Sprawdziłem w innych miastach: w Szczecinie rzecznik publicznie oświadczyła w radio, że „wszystkie te umowy są nieważne, bo nie były negocjowane indywidualnie”. I obiecała pomóc... mieszkańcom Szczecina. Rzecznik w Warszawie już wcześniej wytaczała pozwy zbiorowe przeciwko bankom, które wygrała i niezgodne z przepisami zapisy w umowach kredytowych trafiły na listę klauzul zakazanych UOKiK, co oznacza, że wszelkie podobne umowy z automatu są nieważne. W Poznaniu rzecznik pomaga jednej z kancelarii wnieść pozew zbiorowy o unieważnienie kredytów we frankach szwajcarskich przeciwko bankowi Getin. Skoro w innych miastach jest to możliwe, to dlaczego nie u nas – pomyślałem.

Zakładamy Stowarzyszenie Kiedy okazało się, że ani rzecznik konsumenta, ani posłowie, ani nikt inny pomóc nie może, zrodził się pomysł, aby założyć Stowarzyszenie Obrony Poszkodowanych przez Banki Pro Futuris (dla lepszej, nieobciążonej długiem przyszłości). Napisałem statut, zebrałem dwudziestu chętnych mieszkańców naszego grodu i złożyliśmy wniosek do sądu rejestrowego. Czekamy. Tymczasem pomagam jak mogę – głównie informując, co można zrobić, a także kto, jak i gdzie już coś osiągnął. Tłumaczę orzeczenia z innych krajów (Hiszpania, Belgia, Francja, Austria), w których sądy przyznały rację klientowi. Prokuratura Okręgowa w Krakowie bada nadużycia banków zarówno z rekomendacji ogólnej – Prokuratora Generalnego (bezpośrednio do krakowskiej prokuratury można zgłaszać skargi na wszelkie umowy zawarte z nadużyciem prawa, zwłaszcza przez osoby niezaradne życiowo, starsze), jak i na podstawie mojego zgłoszenia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z artykułu 286 § 1 Kodeksu karnego: „Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”). Kiedy tylko otrzymamy potwierdzenie rejestracji – ruszamy do działania. W pierwszej kolejności chcemy przeprowadzić zbiórkę pieniędzy na pomoc prawną dla poszkodowanych przez banki, której nie jest w stanie udzielić im Miejski Rzecznik Konsumentów w Krakowie. Bo w tej kwestii może chodzi tylko o pieniądze? A w innych przypadkach? No, cóż, w naszym kraju jest bardzo wiele do zrobienia dla lepszej przyszłości.

• Wszystkie osoby, które znalazły się podobnej pułapce zapraszam na stronę www.frankowcy.org.pl. Na stronie znajdują się najważniejsze informacje dotyczące stowarzyszenia oraz e-mail kontaktowy: traduciones@home.pl

17


Opinie

Dominika Lachowicz

MIASTO ŻYWIOŁÓW „Nie powinieneś nigdy tracić pieniędzy na coś tak głupiego, jak szczerozłoty kapelusz” – mawia Woody Allen. Organizacja hucznego Sylwestra w obliczu marnej kondycji finansowej Krakowa mogłaby mu posłużyć za kopalnię pomysłów do nowej komedii. „Będzie, będzie zabawa…” „W ostatnią noc roku Rynek zamieni się w spektakularną scenę, którą zawładną cztery żywioły” – czytamy na oficjalnej stronie krakowskiego Sylwestra 2013. Prezentowany z początkiem grudnia program jawił się zjawiskowo: efekty świetlne, wizualizacje i fireshow, na scenie zaś polska muzyczna śmietanka. Gdy do mieszkańców dotarła jednak informacja, że miasto musi ze swojej kieszeni wyłożyć około dwóch milionów złotych, aż zawrzało! Tematem zaciekłych dyskusji była słuszność tego przedsięwzięcia skonfrontowana z kłopotami finansowymi miasta, które spowodowały, że ostatnie imprezy noworoczne miały bardziej kameralny charakter (przykładowo w 2012 r. wydano na ten cel zaledwie 600 tysięcy złotych). „Kryzys się kończy, a sytuacja rynkowa poprawia” – bronił hucznej zabawy Edward Miszczak, dyrektor programowy TVN-u będącego współorganizatorem wydarzenia. A co sądzą o tym młodzi, którzy za parę lat będą decydować o losach Krakowa?

Reklama(cja) Według zwolenników imprezy, kluczem do sukcesu była współpraca z telewizją. W ich oczach gwarantowała ona ogólnopolską reklamę Krakowa, który w domach telewidzów miał rozbłysnąć feerią barw, wprawiając tym samym w zachwyt. Rafał, student prawa, przyznaje jednak ze śmiechem: „W centrum uwagi było nie miasto, lecz celebryci, a kamery pokazywały głównie rozłożoną na jedną noc scenę”. Co gorsza, TVN wypadł wyjątkowo blado na tle swoich medialnych rywali. Podczas, gdy przed telewizorami świętowało z nim około miliona widzów, Polsat przyciągnął cztery razy większą widownię.

Czas to pieniądz A ile kosztowała minuta zabawy na Rynku? Impreza trwała sześć i pół godziny, czyli trzysta dziewięćdziesiąt minut. Wystarczy podzielić przez nie dwa miliony, by przekonać się, że Kraków wyce-

18

nił każdą minutę show na ponad pięć tysięcy złotych! Falę krytyki wobec takiej rozrzutności Natalia, przyszła ekonomistka, tłumaczy mentalnością krakowskiego centusia. „Długi nie powinny być powodem do zabijania atrakcyjności miasta” – stwierdza. I choć przyznaje, że Feel czy finaliści „Mam Talent” nie wzbijają się na muzyczne wyżyny, od początku wiedziała, że Rynek będzie tej nocy zapełniony. Stało się tak, ponieważ publiczność można porównać do ćmy, która w poszukiwaniu światła przylgnie do każdego celebryty, grzejąc się w jego, wątpliwym nawet, blasku. Wierząc jej zapewnieniom, impreza zwabiła ludzi także spoza naszego miasta, a „bawiąc się w Krakowie – piją w Krakowie, jedzą w Krakowie i nocują w Krakowie. Dłużej zostaną – więcej wydadzą”.

Maska czy „gęba”? Przeglądając strony internetowe promujące krakowski sylwester odniosłam wrażenie, jakby na siłę próbowano wmówić mi jego niezwykłość. Określano go mianem „podróży po żywiołach” oraz miejscem, gdzie ostatecznie zetknie się ze sobą „różnorodność przestrzeni, muzyki i wyobraźni”. Mistyczną całość dopełniać miała przykuwająca wzrok scenografia, pokaz pirotechniczny oraz choreografia Agustina Egurroli. Pomimo interesującej koncepcji, Adam – student informatyki, znajduje bezdusznie słabe punkty przedsięwzięcia: wizualizację na telebimach zamiast obrazu z kamer, słabe nagłośnienie oraz ochronę, która traciła kontrolę nad tłumem. Nowy Rok witał w sercu miasta z ciekawości, jednak uważa, że cały ten pozorny blichtr był rzeczą zbędną, a spory nakład finansowy nie oznaczał wysokiej jakości imprezy. Czytając więc relację jednego z tabloidów: „Ach, co to była za zabawa!”, chciałoby się wręcz powtórzyć klasyka, pytając: jak mnie ten sylwester zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca?

Spotkałam w centrum handlowym koleżankę z czasów liceum. „Fajna sprawa, ten sylwester”, mówi. „Zamiast gnić bezczynnie w czterech ścianach, można było miło spędzić czas”. Wówczas nadmieniam, jaką kwotę przeznaczono na imprezę z budżetu miasta. W odpowiedzi słyszę: „Ani nie zarabiam, ani nie płacę podatków, więc mnie to nie dotyczy, a o innych się nie martwię. Nawet nie zauważą, że Kraków zadłuża się coraz bardziej”. Pytam, dlaczego. „Bo to ignoranci”, stwierdza z czarującym uśmiechem, po czym dodaje: „Zupełnie jak ja”.

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


ROZMO WA OK

Pyry wyborcze (zamiast kielbasy) my.poznaniacy

Polacy z narastającym niesmakiem obserwują działania partii politycznych na szczeblu samorządowym. O tym, czy nasze miasta odebrać można owym partiom, z Lechem Merglerem, współzałożycielem Stowarzyszenia My-Poznaniacy, rozmawiał Andrzej Śledź. AŚ: Wasz blisko 10-procentowy wynik w wyborach samorządowych w 2010 r. można uznać za sukces, zważając, że My-Poznaniacy był w pełni obywatelskim komitetem wyborczym, to jest złożonym z działaczy społecznych i pozbawionym zaplecza, jakim dysponują partie polityczne. Jak do tego w ogóle doszło, że udało Wam się wystawić kandydatów we wszystkich okręgach? LM: W okresie kilku lat przed wyborami staliśmy się rozpoznawalni, pojawialiśmy się w mediach, w związku z przyciągającymi uwagę tematami, za które się braliśmy. Oprócz spraw ogólnomiejskich (np. studium przestrzenne, budżet), staraliśmy się wspierać społeczności lokalne, gdy miały problem w władzami, co w wielu miejscach miasta budowało naszą wiarygodność. Od początku naszą grupę cechował taki poziom inteligencji społecznej, który sprzyjał docieraniu do ludzi, przekonywaniu ich, pozyskiwaniu. Niemal każdy miał jakieś sprzyjające temu doświadczenia, społeczne lub zawodowe. Powstał zespół wykształconych, średniozamożnych ludzi, głównie w wieku około 50 lat, co oznacza doświadczenie życiowe, spore i rozległe kompetencje (od prawa, przez media, po finanse, architekturę i inżynierię ruchu), brak kompleksów i zahamowań, ale żywe ambicje, sprawność działania i organizacji, niezależność finansową i szerokie kontakty społeczne. Dzięki temu byliśmy w stanie stworzyć komitet i przyciągnąć sensownych ludzi, którzy wypełnili listy kandydatów na radnych (70 osób) oraz zespół aktywnych osób realizujących kampanię wyborczą. Finanse były drugorzędne, ważniejszy był zapał, kreatywność i fakt, że mimo powagi sprawy, trudnych chwil i dużego wysiłku, całkiem dobrze się bawiliśmy.

Przyglądając się Waszej działalności, a także postulatom stawianym na Kongresie Ruchów Miejskich, można odnieść wrażenie, że polskie miasta borykają się

z podobnymi problemami. Co stanowiło główną oś Waszego porozumienia i czy uważa Pan, że mógłby to być punkt wyjścia dla krakowskich organizacji? U podstawy integrującej nas pewności siebie leży przekonanie, że miasto jest nasze, mieszkańców; że miasto to my, jego gospodarze. To jest intuicyjna wykładnia ustawowego i konstytucyjnego zapisu, że ogół mieszkańców tworzy z mocy prawa wspólnotę samorządową. Nasze interesy, potrzeby i wartości, jakość naszego życia – to mają być najważniejsze regulatory rozwoju. Biznes, ambicje władz, dążenia rozmaitych autonomicznych podmiotów ( jak armia, kościół, kolej, państwowe uczelnie, itd.) mają służyć miastu i mieszkańcom, a nie na odwrót. To, że bywa inaczej, widać np. w dążeniu do komercjalizacji miasta, która przynosi korzyści podmiotom gospodarczym, a miejską biurokrację uwalnia od odpowiedzialności za kolejne usługi publiczne.

Mam wrażenie, że w Krakowie, nim jeszcze doszło do pełnej integracji środowiska organizacji społecznych, ruchów miejskich, wspólnot mieszkańców etc., już pojawiły się wyraźne podziały. Jak to się stało, że w 2010 r. byliście w stanie wystawić wspólną listę kandydatów i czy uważa Pan, że współpraca wspomnianych grup jest konieczna, aby odnieść sukces? Mało zachęcająca jest prawda o tym, że nie udało nam się w 2010 r. stworzyć społecznej koalicji wyborczej. Zależało nam na wspólnym starcie różnych podmiotów społecznych: od anarchistów, przez związkowców, rady osiedli, NGO’sy, po przedstawicieli biznesu. Dlatego zawiązaliśmy Komitet Wyborczy Wyborców, który miał być de facto federacyjny, a nie samo Stowarzyszenie. Niepotrzebnie, bo po pół roku rozmów i negocjacji okazało się, że jesteśmy sami – nie z powodu różnic i kłótni, tylko wycofania się większości podmiotów zbiorowych, z różnych, często mętnych powodów. Niektórzy działa-

19


Ktoś musi wziąć na siebie odpowiedzialność za akcję wyborczą, dać jej twarz, a w razie afery także i tyłek.

Happening kandydatów My.Poznaniacy pod  operą w koszulkach organizacyjnych – kolor firmowy pomarańczowy

cze znaleźli się na listach partyjnych lub prezydenta. Cztery miesiące przed wyborami brakowało kandydatów, którzy obsadziliby miejsca na listach, ale wówczas zaowocowały nasze kontakty – dzięki studentom, ludziom kultury, działaczom osiedlowym, pojedynczym aktywnym i odważnym ludziom finalnie z naszych list kandydowało 70 osób (limit wynosił 74). To doświadczenie pokazuje, jak ważne jest zbiorowe przywództwo. Ktoś musi wziąć na siebie odpowiedzialność za akcję wyborczą, dać jej twarz, a w razie afery także i tyłek. Wówczas o wiele prostsze są negocjacje na temat współpracy.

W stolicy Małopolski często obwinia się o zły stan miasta partie polityczne. Przypisuje się im m.in. podejmowanie decyzji w oparciu o partyjną, „warszawską” dyscyplinę głosowania. Działalność w partii staje się też synonimem karierowiczostwa; powszechna jest opinia, że o piastowaniu ważnych stanowisk nie decydują względy merytorycznego przygotowania, lecz kuluarowe rozgrywki. Czy na poziomie samorządów partie są nam jeszcze w ogóle potrzebne? Czy ktoś jeszcze wierzy, że „mainstreamowe” partie polityczne pełnią pożyteczne funkcje w polskiej demokracji parlamentarnej? To byty mocno zdegenerowane, postrzegane jako struktury obsługujące interesy partykularne, walczące o „łupy”. Jest tak w wyniku zabetonowania odświeżającej cyrkulacji politycznych i społecznych elit – od ponad 20 lat centralnymi postaciami wodzowskiej polityki partyjnej są mniej więcej te same osoby, w zmiennych konstelacjach. Partie to trochę twory z mijającej epoki. Dziś dominuje to, co globalne, a szczególną wartość ma to, co lokalne, w tym miejskie, zaś partie działają na szczeblu państwowym, którego znaczenie maleje. Czy wolno pozostawić nasze miasta partiom, a szerzej – establishmentowi? Władza nad miastami to dla partii „łupy” smakowite ze względu na zasoby. W miastach „opanowanych” przez partie to ich wodzowie „mianują” prezydentów, wyborcy zatwierdzają jedynie edykt. Destrukcyjny wpływ partii na demokrację miejską pokazało referendum warszawskie, które partie niestety skompromitowały. W wielu miastach to jednak zasiedziała biurokracja, jako zaplecze prezydenta, od kilku kadencji rozdaje karty, wspierając różne interesy partykularne. I to wielki problem, bo gmina i jej prezydent ma dużą autonomię, konstytucyjną, a biurokracja ma coraz większą świadomość odrębności własnych interesów. Tę wszechwładzę osłabiłoby ograniczenie liczby kadencji prezydenta. Jeśli chodzi o partie, to należy dążyć do tego, by ich wpływy nie były większe niż niezapośredniczonej partyjnie reprezentacji mieszkańców

20

– bo to zapośredniczenie w skali miasta nie ma uzasadnienia. Do tego może wystarczyłoby zablokowanie możliwości wydatkowania funduszy partyjnych na miejskie kampanie wyborcze, by wyrównać szanse komitetów mieszkańców.

Wiem, że przygotowujecie się już do kolejnych wyborów, myśląc o szerokiej społecznej koalicji. Jak w Waszym wypadku wygląda angażowanie się tzw. społeczników w aktywność polityczną i w jaki sposób radzicie sobie z niechęcią podmiotów społecznych do negatywnie postrzeganego świata polityki? Rozumiemy politykę szeroko, jako zaangażowanie w sprawy publiczne, którego podmioty nie uchylają się od odpowiedzialności za ich bieg, są gotowe brać udział w podejmowaniu decyzji, zatem i we „władzy”. W Polsce skompromitowane jest wąskie i powszechne pojmowanie polityki, partyjno-ideologiczne, które działa na publikę jak płachta na byka. Taki stan rzeczy obraca się przeciw obywatelom, bo zniechęcając nas do polityki, pozostawia decyzje, także najpoważniejsze, w rękach coraz mniej licznych „chętnych”. W demokracji im bardziej polityka wkurza, tym bardziej powinniśmy chcieć ją naprawić, bo mamy do tego formalne narzędzia. Sytuacja w miastach ewoluuje jednak w dobrym kierunku. Rozpowszechniają się pojęcia neutralizujące obraz polityki jako partyjnej walki o „łupy”, a pozwalające opowiadać polityczność miasta w inny sposób, merytoryczny i eksponujący społeczny wymiar polityki, takie jak: demokracja miejska, polityka przestrzenna, narracja konkretna, miasto spółka z o.o., oportunizm planistyczny, partycypacja społeczna, prawo do miasta, polityka skali itd. Powoli wydobywamy się z pułapki myślenia, że my – dobrzy, a polityka – zła. Osobna sprawa to interesowny dystans wobec zaangażowania politycznego licznych NGO’sów, które działają dzięki środkom publicznym, więc obawiają się, że brak pokory wobec władzy zostanie po-

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


...w Krakowie zaistniał już główny powód, by społeczność obywatelska miasta zorganizowała się i wystąpiła razem w wyborach. Powód poważny i znany – gigantomańskie ambicje władz, zza których wyzierają interesy rozmaitych biznesów, by w Krakowie zorganizować zimowe igrzyska olimpijskie.

wzbudzi respekt. Natomiast jeśli nie podejmiecie nawet próby, będziecie żałować, że być może straciliście istotną szansę, a władza się rozzuchwali. Decydując, trzeba kalkulować, ale pewnych niewymiernych, choć czasem decydujących czynników sukcesu, skalkulować się nie da – jak zapał, ofiarność i kreatywność ludzi. No i szczęście.

Jakieś dobre rady na początek?

traktowany jako bunt. Na szczęście poza „chlebowymi” NGO’sami jest wielu odważnych mieszkańców.

O ile Stowarzyszenie My-Poznaniacy posiada już doświadczenie w korzystaniu z biernego prawa wyborczego, o tyle sądzę, że w Krakowie, poza wyborami w 1989 roku, pierwszy raz pojawia się hipotetyczna szansa stworzenia jakiegoś wspólnego frontu wyborczego organizacji społecznych i środowisk mieszkańców. Czy biorąc pod uwagę, że brakuje nie tylko struktury, ale i szczegółowej wizji takiego porozumienia, uważa Pan, że mimo wszystko warto próbować? Obecnie niemal całe doświadczenie z tamtych wyborów skupia się w naszej nowej organizacji PRAWO do MIASTA, gdzie znalazła się podstawowa kadra organizująca kampanię wyborczą 2010, ale z My-Poznaniacy współpracujemy i chcemy stworzyć koalicję wyborczą. Głupio mądrzyć się w cudzej sprawie, ale ma to w sumie wymiar pro publico bono. Wydaje się, że w Krakowie zaistniał już główny powód, by społeczność obywatelska miasta zorganizowała się i wystąpiła razem w wyborach. Powód poważny i znany – gigantomańskie ambicje władz, zza których wyzierają interesy rozmaitych biznesów, by w Krakowie zorganizować zimowe igrzyska olimpijskie. Nie jest istotne, co o tym myślę, chociaż po poznańskich doświadczeniach, zwłaszcza z kosztami Euro 2012, ciężko mi myśleć z aprobatą. Istotne jest to, że duża część mieszkańców Krakowa nie widzi sensu tej imprezy, ale nie bardzo jej głos jest brany pod uwagę. Więc trzeba to wymusić. Między innymi wokół sprzeciwu w tej sprawie można sporo zbudować, bo on sięga istoty demokracji miejskiej. Natomiast praktycznego doświadczenia nie da się przekazać. Dla Was udział w wyborach może być przełomowym posunięciem w kształtowaniu się społeczeństwa obywatelskiego. Nawet jeśli nie uzyskacie mandatów radnych, samo podjęcie próby i pokazanie Waszej siły

Byłem szefem sztabu wyborczego KWW My-Poznaniacy, moje doświadczenia pochodzą ze „źródła”. O „dobrych radach” zniechęcająco mówią przysłowia, ale dzielenie się doświadczeniem, z pokorą i bez protekcjonalizmu, jest w wielu różnych obszarach życia uznawane za sensowne. Na pewno nie można tracić czasu na zastanawianie się nad podjęciem decyzji, należy działać. Kluczowe jest przekonanie, że walczymy o kwestie doniosłe, dla miasta i mieszkańców, bo tylko wielkie i realne sprawy nas porywają. Wybory to gra zespołowa, mimo że związana z rywalizacją. Nikt nie wygra jej sam, bo szansa każdego zależy od wyniku całości, więc każdy ma interes w dobrym wyniku swojego rywala. Komitet wyborczy powinien być ukonstytuowany demokratycznie, ale poprowadzić go w całości demokratycznie się nie da – bo wybory to „pokojowa wojna”, wymagająca przywództwa. Nie da się uniknąć błędów, ale konkurencja też je popełnia, więc lepiej działać i iść do przodu, niż siedzieć sparaliżowany strachem, kombinując, jak tu ustrzec się potknięć. Jesteśmy lepsi niż „partyjniacy”, bo oni już przecież „wszystko wiedzą”, a my dopiero odkrywamy, więc możemy wpaść na coś innowacyjnego. Zwłaszcza że dobrze się bawimy, gdy oni znużeni są rutyną. W przekazie w kampanii wyborczej najważniejszy jest konkret, obraz, zwięzły i trafny greps oraz dobre, spontaniczne emocje. Żywiołowy, szczery amator może być bardziej wiarygodny niż kandydat sformatowany przez PR-owca.

Lech Mergler – poznaniak, publicysta, współzałożyciel Stowarzyszenia My-Poznaniacy, PRAWO do MIASTA i Kongresu Ruchów Miejskich, współautor wydanego w 2013 roku "Anty-Bezradnika

przestrzennego:

prawo do miasta w działaniu".

21


Bezpieczny Kraków Sprawa na ostrzu noża

Fot.: fotolia.com/© dimedrol68

Temat Numeru: Bezpieczeństwo

Michał Malczyński Już w listopadowym numerze „Obywatelskiego Krakowa” zwracaliśmy uwagę na problematykę bezpieczeństwa w naszym mieście. Ubiegłoroczne, spektakularne i nośne medialnie incydenty z ostrymi narzędziami w tle sprawiły, że niepostrzeżenie pośród krakowskich symboli – gdzieś pomiędzy obwarzankiem a gołębiem – pojawiła się maczeta. Jeden z satyryków zaproponował nawet zakrwawiony nóż jako logo ZIO 2022. (SAMO)POCZUCIE Przede wszystkim rozgraniczyć musimy dwie sprawy, gdyż jedną kwestią pozostaje bezpieczeństwo sensu stricto, a czymś innym jest jego poczucie wśród mieszkańców. Widać to wyraźnie podczas debat na tytułowy temat, które w ostatnim czasie mnożą się jak grzyby po deszczu. O bezpieczeństwie mówią reprezentanci służb mundurowych, przywołując stosowne, napawające optymizmem statystyki. Z kolei poczucie bezpieczeństwa, a właściwie jego brak czy zachwianie artykułują krakowianie. Niepokój ten może mieć różne podłoże: podatność wobec przekazu medialnego, który nierzadko epatuje obrazem przemocy, wręcz okrucieństwa, bądź też pośrednia wiktymizacja (tj. sytuacja, w której sami czujemy się pokrzywdzeni, gdy ofiarą przestępstwa padła osoba nam bliska lub znajoma). Najważniejsze, iż obawy te stały się wystarczająco silne, aby prowokować kolejne dyskusje na temat bezpieczeństwa w naszym mieście.

DEBATY W ostatnim czasie odbyła się dyskusja w ramach „Krakowskiego Klubu Wtorkowego”, w której udział wzięli między innymi podinsp. Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Krakowie, Adam Młot, Komendant Straży Miejskiej w Krakowie, wraz ze swoją zastępczynią, Martą Cieślą, a także miejscy radni. Rzecznik Ciarka przedstawił statystki, podsumowując ubiegły rok. Te, rzecz jasna, interpretować można bardzo swobodnie, wedle własnych tez i poglądów. Nie zmienia to jednak faktu, że prezentowane przez rzecznika KWP liczby i procenty w żaden dra-

22

styczny sposób nie odbiegają od tego, co odnotowuje się w innych miastach. Mimo symbolicznego wsparcia dla policji ze strony miasta oraz ubogiej sieci monitoringu nie jesteśmy polską „doliną rozbojów” czy „zagłębiem zgwałceń”. Z kolei reprezentujący krakowską Straż Miejską, która uzupełnia działania policji w zakresie bezpieczeństwa, zreferowali pozytywne zmiany, jakie zaszły w tej służbie pod kierownictwem komendanta Młota (szerzej o nich na str. 26). Czemu zatem jest tak źle, skoro jest tak dobrze…?

MONITORING Od listopada monitorujemy problematykę bezpieczeństwa w Krakowie. Poprzedni numer poświęcony był tematyce budżetowej i to właśnie budżet traktować można w tej dziedzinie jako „pierwszy stopień do piekła”. Dofinansowanie policji przez miasto zmniejsza się systematycznie od lat. W tym roku wyniesie symboliczne 500 000 zł. Traktując tę sferę po macoszemu, możemy pomarzyć o profesjonalnym monitoringu. 26 stycznia gośćmi Magdaleny Drohomireckiej w programie „Krakowskim Targiem”, nadawanym przez krakowski oddział TVP, byli: prezydent Jacek Majchrowski, prof. UJ Janina Czapska – socjolog prawa, a także mł. insp. Bogdan Syrek, z-ca Komendanta Miejskiego Policji w Krakowie. Rozmówcy skupili się na kwestii miejskiego monitoringu, który w porównaniu do innych dużych polskich miast prezentuje się wyjątkowo mizernie. Składa się nań kilkadziesiąt kamer, w większości przestarzałych. W programie przedstawiono dane, wedle których około 60% przestępstw w Wielkiej Brytanii wykrywanych jest dzięki monitoringowi. U nas odsetek ten jest symboliczny. Rzecznik KWP, Mariusz Ciarka, uświadamia nam, że w Krakowie większość przestępstw pomagają wykryć: „źródła osobowe i ślady daktyloskopijne”. Szanować trzeba stare, sprawdzone metody. Problem w tym, że wykrywalność włamań w Krakowie to zaledwie 15%. Nie od razu Kraków zbudowano. Komendant Młot koszt profesjonalnego i nowoczesnego monitoringu oszacował nawet na kilkadziesiąt milionów zł. Cóż, na razie nas na to nie stać. Budżet mamy skromny, toteż wolimy przeznaczać go na różnej maści fanaberie. Zamiast kamer finansujemy kamerzystów, którzy kręcą igrzyskowe spoty reklamowe z bobsleistami truchtającymi pod Wawelem. Po co ma być bezpieczniej, jeśli może być światowo?

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


Temat Numeru: Bezpieczeństwo

Bezpieczeństwo w mieście Michał Malczyński

Raport „Obywatelskiego Krakowa”

Z końcem 1999 roku Rada Miasta uchwaliła Program Poprawy Bezpieczeństwa dla Miasta Krakowa „Bezpieczny Kraków”. Jest on kompleksowy, elastyczny i inicjuje szeroki zakres prac wielu służb na rzecz poprawy bezpieczeństwa w naszym mieście. Obecnie można dostrzec w jego funkcjonowaniu dwie wady. Po pierwsze, uchwalono go w roku przyjęcia Polski do NATO, toteż zdążył wyraźnie się zdezaktualizować. Po wtóre, nakłady na jego realizację w dziedzinie wspierania działań policji są symboliczne. W programie „Krakowskim targiem” (TVP-3) Prezydent Majchrowski skonstatował, że „Bezpieczny Kraków” dedykowany jest także systemowi zagrożeń kryzysowych, toteż istotną część budżetu przeznaczono na prewencję przeciwpowodziową…

Baza zagrożeń zostanie zaktualizowana? W opinii rzecznika prasowego komendanta wojewódzkiego policji w Krakowie podinspektora Mariusza Ciarki program: „powinien być dostosowany do zmieniającej się rzeczywistości, a więc i zaktualizowany”. Pogląd ten podzielają także niektórzy radni. Kraków wymaga wizji. Wymaga odważnego wytyczania kierunków w dziedzinie poprawy naszego bezpieczeństwa. „Bezpieczny Kraków” się sprawdził, bo nastawiony był na długofalowe, systematyczne i kompleksowe działanie. To ono przynosi efekty, a nie pojedyncze zrywy. Niedawno, na wieść o wizycie w Krakowie Kne-

23


Temat Numeru: Bezpieczeństwo

setu, zainicjowano akcję masowego zamalowywania symboli antysemickich, które pojawiają się na murach, ponieważ na mocy kibicowskich niuansów sympatyków Cracovii nazywa się „Żydami”. Akcja bez wątpienia godna pochwały, ale niestety trąci nieco malowaniem trawników na zielono z okazji wizyty I Sekretarza. Maskujemy poważny problem, gdy potrzebne są przede wszystkim działania o charakterze edukacyjnym, prewencja, a nie „leczenie objawowe”.

Wakaty Pytany o ich liczbę rzecznik KWP Mariusz Ciarka stwierdził: „Mam nadzieję, że wakatów nie będzie. Na chwilę obecną mamy obsadzony cały stan etatowy KMP – około 200 policjantów jest jeszcze na szkoleniu podstawowym, pierwsi pojawią się na ulicach Krakowa w marcu”. Ponadto wprowadzona została w życie zeszłoroczna zapowiedź ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza, że stolica Małopolski będzie drugim obok Warszawy miastem w Polsce, w którym policjanci będą odbywać staże aplikacyjne. Biorąc po uwagę, iż KMP kilkuset funkcjonariuszy przesunęła zza biurek do pracy w terenie, policjanci faktycznie mogą stać się niebawem bardziej widoczni na naszych ulicach. Wierzymy, że pozwoli to także skrócić czas oczekiwania na interwencję policji. W ubiegłym roku skrócono go do kwadransa, tj. aż o połowę w porównaniu do 2012 roku. Aktualnie jest szansa na zbliżenie się do 10 minut. My, jako obywatele, także możemy przyczynić się do jego skrócenia. Policja podejmuje dziesiątki tysięcy interwencji. Niestety, większość z nich dotyczy spraw z zupełnie innego wymiaru – są to spory cywilne, rzeczy błahe, jak na przykład spór kelnerki z gościem restauracji. Każdorazowo patrol musi jednak wezwanie przyjąć, udać się na miejsce zdarzenia, sporządzić dokumentację. Problem w tym, że może go wówczas zabraknąć w miejscu, w którym faktycznie jest potrzebny.

„Pseudokibice” i ich „sprzęty” „Nie podoba mi się to określenie – »pseudokibice«. Albo się jest kibicem, albo się nie jest. To są zwyczajny przestępcy. Staram się bardziej używać określenia chuligani stadionowi” – sprecyzował podinsp. Ciarka podczas niedawnej debaty w Krakowskim Klubie Wtorkowym. Są to środowiska niesłychanie hermetyczne, ponadto pozbawione wszelkich reguł. Dekadę temu kibice zawarli ogólnopolski „pakt poznański”. Nakazywał on przede wszystkim – w razie konfrontacji – walkę na gołe pięści, bez używania tak zwanych „sprzętów”, czyli maczet, noży, młotków, tasaków i pozostałych akcesoriów AGD, które mają „obciążoną hipotekę kryminalną”. Z największych polskich „ekip” paktu nie uznali jedynie chuligani identyfikowani z Cracovią i Wisłą. Powodem takiego zachowania nie jest wcale gorący temperament członków tychże ekip, lecz fakt, że bandytyzm okołostadionowy ściśle wiąże się z działalnością zorganizowanych grup przestępczych pa-

24

rających się między innymi handlem narkotykami. Wykorzystują naiwność młodych, spragnionych adrenaliny chłopaków. Przywiązują ich do barw klubowych, wmanewrowują w fatamorganę kibicowskiej „świętej wojny”, zyskując tym samym niewielkim kosztem wiernych „żołnierzy”. W 2011 roku policja rozbiła gang narkotykowy współtworzony przez „sympatyków” tych dwóch zwaśnionych klubów. Kasa się zapewne zgadzała, toteż odłożono na bok wzajemne animozje… W przypadku „sprzętów” razi także ułomność polskiego prawa. Za posiadanie maczety grozi grzywna, ale tylko wówczas, kiedy udowodni się zamiar jej użycia. Łatwo można się domyślić, że w Krakowie roi się obecnie od „kolekcjonerów broni białej”, którzy swoje „eksponaty” wożą w bagażnikach. A orzecznictwo sądów bywa chimeryczne. Jeden z krakowskich sądów orzeka wykroczenie i nakłada grzywnę, a drugi nakazuje „sprzęty” zwrócić, podkreślając, że bagażnik samochodu, w którym znajdowała się maczeta, nie jest przestrzenią publiczną… Niestety działalność gangów narkotykowych pod klubowymi sztandarami kładzie się cieniem na całym ruchu kibicowskim. Mimo że na krakowskich, nowoczesnych obiektach nie dochodzi do poważnych naruszeń prawa, w których zagrożone byłoby zdrowie i życie ludzkie, są one pod ścisłą opieką służb, co generuje koszty. W 2013: „Małopolscy policjanci zabezpieczali 652 imprezy o charakterze masowym, w tym 454 imprezy sportowe (189 z nich to mecze piłki nożnej, w tym 41 o podwyższonym ryzyku). Ogółem w zabezpieczeniu tych przedsięwzięć – na zasadzie wielokrotności – brało udział 30 886 funkcjonariuszy (22 848 z nich strzegło porządku podczas meczów piłki nożnej). Koszty zabezpieczeń to około 5 milionów złotych (3 800 000 przeznaczono na zabezpieczenie meczów piłkarskich)”. (KWP w Krakowie) W skali całego kraju na zabezpieczenie meczów przeznacza się rocznie ponad dwadzieścia milionów złotych. Nie zmienia to faktu, że fani piłki stanowią wyraźną większość kibiców sportowych w Polsce, a przecież demokracja gwarantować ma tak przywileje, jak i bezpieczeństwo wszystkim – nawet tym, którzy są w mniejszo-

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


Temat Numeru: Bezpieczeństwo

 Fot.: fotolia.com/© flucas

ści. W Polsce przeznaczamy środki na finansowanie bardzo wielu działań czy podmiotów. Szukając punktu odniesienia – pod kątem zbliżonego do zabezpieczania meczów kosztu – natrafiłem między innymi na budżet Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego. On także kosztuje podatników ponad 20 milionów złotych rocznie.

Centrum Bezpieczeństwa i Monitoringu Przy ulicy Łokietka na razie jest ściernisko, ale policja ma ambitne plany. Wybudować chce profesjonalne, wielofunkcyjne Centrum Bezpieczeństwa i Monitoringu, które przede wszystkim zarządzałoby systemem około 300 kamer. Obecny system obejmujący kilkadziesiąt urządzeń jest przestarzały i zbyt skromny jak na miasto aspirujące do roli gospodarza igrzysk olimpijskich. Miasta o porównywalnej wielkości mają ich z reguły kilkaset. Rzecznik KWP, Mariusz Ciarka, przyznaje, że „monitoring niewątpliwe znacznie ułatwia pracę wykrywczą”. Prezydent Majchrowski jest jednak sceptycznie nastawiony wobec rozbudowy miejskiego monitoringu, dbając o prywatność mieszkańców. Na antenie TVP-3 wyliczył, iż wprowadzenie tylu kamer wymagałoby utworzenia około 150 etatów, ponieważ kamera to jedno, a ktoś na monitory patrzeć musi. Wprawdzie pojawiają się nowinki techniczne w postaci „inteligentnych” kamer, które reagują na anomalie – takie jak nagły ruch, czy też odgłos tłuczonego szkła lub pisk opon – i wówczas alarmują dyspozytora, ale uważamy, że na wszystko przychodzi odpowiedni moment. W pierwszej kolejności powinniśmy się uporać jako miasto z ruchomymi schodami przy Rondzie Mogilskim, a dopiero później podejmować kolejne wyzywania z zakresu innowacyjnych technologii.

„Produkują wódkę, tak dużo, dużo, dużo wódki…” Do 12 zabójstw doszło w ubiegłym roku w Krakowie – to o 7 mniej niż w 2012 roku. Żadne z nich nie miało charakteru planowanego bądź rabunkowego. Do trzech zabójstw doszło na tle porachunków stadionowych chuliganów. Jaka jest więc proweniencja

pozostałych zdarzeń? Są to głównie efekty nieporozumień „przy kieliszku”, tragiczne finały alkoholowych libacji. Mówimy o bezpieczeństwie w kategoriach służb, ich skuteczności, rozwiązań technicznych. Umknęło naszej uwadze, że w naszym mieście istnieje rekordowa liczba sklepów monopolowych. Co więcej, większość z nich jest czynna całą dobę. Są w Krakowie rejony, gdzie o godzinie 7 rano łatwiej jest kupić pół litra czystej niż kajzerkę. Miasto systematycznie podnosi limit koncesji – obecny to 2500. Dostęp do alkoholu jest w stolicy Małopolski wyjątkowo powszechny, a przecież jego spożywanie to czynnik skrajnie kryminogenny. Ponadto systematycznie rośnie liczba zatrzymanych nietrzeźwych kierowców. W 2013 roku było ich w Krakowie niemal półtora tysiąca! Być może należałoby zatem rozważyć „promilowe ograniczenia” – zakaz sprzedaży w godzinach nocnych lub ograniczenie liczby punktów handlujących wodą ognistą?

„Narkotyki, narkotyki – wydłużają się rubryki” W styczniu 2014 roku w Krakowie ujawniono więcej kierujących pod wpływem narkotyków niż alkoholu! Wiadomość ta staje się naprawdę szokująca w chwili, kiedy zdamy sobie sprawę, że krakowska policja posiada 1 (słownie: jedno!) profesjonalne urządzenie do badania pod kątem obecności środków działających podobnie do alkoholu lub środków odurzających. Drager Drug Test 5000, bo o nim mowa, znalazł się na wyposażeniu Komendy Miejskiej w 2011 i kosztował 12 000 złotych. Policja posiada także urządzenia typu Oratect (cena: 80 zł), jakkolwiek – siłą rzeczy – są to urządzenia o dużo skromniejszych możliwościach. Komisja Praworządności wnioskowała będzie o zakup kolejnych urządzeń z „rezerwy kryzysowej”, ale to przy optymistycznym założeniu, że nie spotkają nas w tym roku dotkliwe zdarzenia.

Public relations. Myszy, szczury i ludzie Szczur spotkał mysz i żali się. „Jak to jest, że ciebie ludzie akceptują, wręcz lubią – głaszczą, kupują, karmią, podczas gdy widząc mnie panikują i czują obrzydzenie?” – pyta. „Bo ja mam lepsze public relations” – odparła mysz. Ogromna jest siła naszych wzajemnych relacji. Dzięki działaniom nowego komendanta Straży Miejskiej, Adama Młota, zmienia się wizerunek tej jednostki, mimo że przez lata uchodziła w Krakowie za, delikatnie mówiąc, nielubianą… Ważny jest dialog z obywatelami – tak na poziomie powszechnych debat, jak i rozmowy z naszym dzielnicowym (o ile w ogóle wiemy, kto nim jest). Dostęp do informacji i rozmowa pomogą nam odbudować poczucie bezpieczeństwa nadwątlone w ostatnim czasie krwawymi incydentami. Bo z bezpieczeństwem na szczęście nie jest u nas najgorzej. Życzymy wszystkim krakowskim mundurowym, aby w 2014 roku swoją postawą częściej pracowali na opinię myszy niż szczura…

25


Temat Numeru: Bezpieczeństwo

Bartłomiej Sawicki

Straż Miejska – rewolucja nie, ewolucja tak

Ośrodek Studiów o Mieście

W plebiscycie na najbardziej nielubianych funkcjonariuszy, strażnik miejski zająłby zapewne wysokie miejsce. W Krakowie, jak i w całej Polsce Straż Miejska kojarzy się z mandatami oraz blokadami zakładanymi na koła samochodów. Czy w rzeczywistości wizerunek krakowskiej Straży Miejskiej musi się kojarzyć ze służbą utrudniającą życie obywatelOM?

Idą zmiany Od początku 2013 roku jesteśmy świadkami intensywnych prac reorganizacyjnych w Straży Miejskiej. Piastujący stanowisko Komendanta tej służby, Adam Młot, uczestnicząc w licznych krakowskich debatach z mieszkańcami czy goszcząc w studiach radiowych i telewizyjnych, stara się nadrobić lata zaniedbań w „walce o dobry wizerunek miejskiego strażnika”. Pod koniec ubiegłorocznych

26

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


Temat Numeru: Bezpieczeństwo

wakacji członkowie „Twojego Ruchu” Janusza Palikota starali się „uszczęśliwić” krakowian, składając wniosek do Rady Miasta o likwidację Straży Miejskiej. Zaletą tego wniosku, abstrahując od opinii na temat sensowności istnienia tej służby w Krakowie, była publiczna debata na temat Straży Miejskiej. Można nawet stwierdzić, że wnioskodawcy zadziałali na korzyść zwolenników Straży Miejskiej, którzy wreszcie, dzięki debacie w Radzie Miasta, mogli wygłosić publicznie swoje argumenty. Reprezentujący małopolską młodzieżówkę „Twojego Ruchu” wielokrotnie podkreślali, że złożony wniosek nie jest partyjnym, a obywatelskim postulatem, pod którym podpisało się 5 tys. krakowian. Ich zdaniem „przerzucenie” około 30 milionów złotych do budżetu policji pozwoliłoby wypełnić lukę powstałą po likwidacji Straży Miejskiej. Problem polega jednak na tym, iż Straż Miejska odpowiedzialna jest zgodnie ze swoim statutem za porządek, zaś za bezpieczeństwo odpowiada policja. Należy pamiętać także, że przeniesienie dodatkowych zadań na policję wydłuży tylko czas reakcji, a ta, jak pokazują statystyki, uległa w ostatnim czasie poprawie. W styczniu 2012 roku czas reakcji sięgał nawet 33 minut, w sierpniu minionego roku było to już 17 minut. Oczywiście czas ten w wielu przypadkach jest za długi, ale jak widać następuje pewna poprawa. Co więcej środki przeznaczone na policję mogą ulec rozmyciu, a zauważalnej poprawy w jej funkcjonowaniu nie będzie. Pamiętać należy, że Straż Miejska pod kierownictwem Adama Młota w ostatnich kilku miesiącach zmieniła się. Oddziały zyskały większą samodzielność w podejmowaniu decyzji oraz w działaniu. Pełniący dotychczas służbę w zlikwidowanych referatach profilaktyki i ekologii, dalej wykonują swoje obowiązki, ale już w samych oddziałach Straży Miejskiej. Zlikwidowano także dyżurną służbę w centralnym referacie. Irytująca mieszkańców i często utrudniająca skuteczną interwencję, pokrywała się z dyżurami w oddziałach. Zmniejszono także z czterech do sześciu liczbę oddziałów Straży Miejskiej. Jak tłumaczą urzędnicy, ograniczenie liczby oddziałów do jednego w Podgórzu i w Nowej Hucie będzie służyć optymalizacji pracy miejskich strażników. Zmniejsza się też liczba kar wystawionych przed Straż Miejską, przynajmniej tak pokazują statystyki. O ponad połowę zmniejszyła się w ubiegłym roku liczba mandatów oraz założonych blokad na koła samochodów. Warto pamiętać, że przy podobnej liczbie zgłoszeń odnotowano o połowę mniej wykroczeń.

Dobry PR potrzebny od zaraz Straż Miejska kojarzy się z wystawianiem mandatów za drobne przewinienia, a to w praktyce prowadzi przede wszystkim do stworzenia wizerunku tej formacji jako antyobywatelskiej instytucji. A przecież u podstaw idei powołania Straży Miejskiej leżało coś zgoła odmiennego. By zmienić ten obraz miejscy strażnicy powinni współpracować ściśle z lokalnymi społecznościami. Strażnicy miejscy powinni być rozpoznawalni na ulicach danych dzielnic. Od 2006

roku istnieje funkcja strażnika rejonowego. Powinni być oni jednak bardziej widoczni oraz aktywni. Oczywiście może to wiązać się ze wzrostem nakładów finansowych. Jednak by poprawić bezpieczeństwo, należy zwiększyć nakłady, nie na Straż Miejską, a na policję, która odpowiedzialna jest za jego zapewnienie.

Kraków potrzebuje „szeryfa” Jeśli zarówno w przypadku Policji, jak i Straży Miejskiej następuje poprawa zarządzania, a także szybkości interwencji, to dlaczego poczucie bezpieczeństwa krakowian jest wciąż bardzo niskie? Wynika to z braku konsekwencji w działaniach władz Krakowa? Urzędnicy miejscy często są oburzeni i zapowiadają „zdecydowane kroki”, by zmniejszyć przestępczość. Słyszymy wówczas także narzekanie na policję czy Straż Miejską. Należy pamiętać, że te służby są tylko narzędziem w rękach decydentów. Ci zaś nie wyrażają swojej konsekwencji ani determinacji w dążeniu do wzrostu poczucia bezpieczeństwa obywateli. Kiedy przychodzi moment na podejmowanie decyzji, wówczas urzędnicy zasłaniają się statystyką, tłumacząc, że przecież ta nie jest taka zła. Brak konsekwencji działań urzędników najlepiej widać na przykładzie liczb. Choć w przypadku policji krytyka powinna być skierowana do władz centralnych. Nie zmienia to faktu, że miasto również zmniejsza nakłady na bezpieczeństwo: w tym roku dofinansuje policję kwotą około pół miliona złotych, podczas gdy jeszcze parę lat temu środków tych było znacznie więcej, na przykład w 2008 roku aż 10 milionów. Z kolei na realizację programu „Bezpieczny Kraków” miasto przeznaczyło w 2002 roku 600 tysięcy złotych, a w minionym zaledwie 50 tysięcy złotych. Niezależnie od sytuacji finansowej miasta Straż Miejską należy reformować i reorganizować w tych sektorach, gdzie nie potrzebne są dodatkowe nakłady finansowe. W tym względzie pożytecznym może okazać się nawiązanie ściślejszej współpracy z radnymi dzielnicowymi. Wizerunek Straży Miejskiej wszak nie zależy tylko od wydanych środków na promocję, ale przede wszystkim od zmiany podejścia samych strażników oraz miejskich decydentów. Oby pozytywne zmiany, jakie rozpoczęto w zeszłym roku, nie były tylko krótkookresowym zjawiskiem przed tegoroczną kampanią wyborczą.

27


Temat Numeru: Bezpieczeństwo

Władza, zachęcając krakowian do radosnego ukorzenia się w obliczu blasku olimpijskiego znicza i uszczęśliwiając ich kosztowną ideą pt. ZIO 2022, nieustannie przytacza argument promocyjny. Słyszymy, że turyści, że PKB, że marka, że skok cywilizacyjny… W tym sportowym uniesieniu wszyscy niestety zapomnieli o „antypromocji”, o stadionowych ekscesach okraszonych okrzykami „do pieca!”, o kilometrach kwadratowych wulgarnych, rasistowskich i antysemickich graffiti. Tak, owszem, można się zmobilizować, na przykład przed wizytą Knesetu, złapać za pędzel i wiaderko z farbą. Niemniej jednak bez klarownej strategii walki z tego typu incydentami (m.in. poprzez edukację), która byłaby konsekwentnie wdrażana, prędzej czy później braknie nam tej farby… Bezkarność krakowskich siewców rasizmu i antysemityzmu znacznie nadwątla poczucie bezpieczeństwa nie tylko wśród krakowian, ale także turystów, których – bez względu na sportowe wydarzenia – przyjeżdżają do nas miliony. Na „markę” pracuje się latami. Czasem wystarczy jeden incydent, aby wiele lat ciężkiej pracy poszło na marne… Michał Malczyński, redaktor wydania

Strategia dla Krakowa Interkulturalni PL dr Adam Bulandra

Wielokulturowa diagnoza Stowarzyszenie INTERKULTURALNI PL powstało w 2010 roku, obierając sobie za cel tworzenie środowiska lokalnego opartego na afirmacji różnorodności kulturowej, tolerancji i otwartości dla cudzoziemców. Uznaliśmy, iż osiągnięcie tych celów będzie możliwe tylko poprzez działania lobbingowe, edukacyjne oraz wspieranie naszą wiedzą ekspercką tworzenia przez władze samorządowe pewnych strategii. Najistotniejszymi problemami, na które napotykaliśmy od początku naszej działalności jako organizacji społecznej były: po pierwsze, nieobecność cudzoziemców, ale także dziedzictwa wielokulturowego Krakowa w przestrzeni publicznej i świadomości mieszkańców; po drugie, widoczne przejawy wrogości okazywanej pewnym grupom społecznym. Skonstatowaliśmy, iż należy to szybko zmienić i rozpocząć dyskusję o tym, co miasto może zrobić, aby przywrócić bądź podkreślić swój wielokulturowy charakter i dziedzictwo różnorodności społecznej oraz jak ograniczyć incydenty rasistowskie i antysemickie, do których często na terenie miasta dochodziło. Z naszymi pomysłami udaliśmy się do Miejskiego Ośrodka Wspierania Inicjatyw Społecznych i w ten sposób rozpoczęła się nasza kampania na rzecz wypracowania i wdrożenia strategii przeciwdziałania rasizmowi i ksenofobii w przestrzeni publicznej Krakowa. W trakcie ponad dwóch lat realizacji naszego projektu był

28

on wspierany finansowo najpierw przez Trust for Civil Society for Central and Eastern Europe, a następnie przez Fundację Batorego. Jednym z pierwszych działań było zdiagnozowanie sytuacji, jaka występowała w gminie. Przeprowadziliśmy szeroko zakrojone działania monitoringowe, obejmujące prasę, raporty organizacji pozarządowych oraz oficjalne statystki gromadzone przez instytucje państwowe. Okazało się, że rasizm i ksenofobia jest zjawiskiem dość powszechnym i zauważalnym na terenie Krakowa. Od 2007 roku naliczyliśmy prawie dwieście tego rodzaju incydentów o bardzo różnorodnym charakterze, ale najbardziej doskwierającym, a przy tym widocznym problemem okazało się antysemickie graffiti, powszechnie występujące w mieście w związku z konfliktem między klubami Wisły i Cracovii.

Zagraniczne wzorce Równolegle do monitoringu prowadziliśmy wnikliwe badania rozwiązań i dobrych praktyk istniejących w innych krajach, ze szczególnym uwzględnieniem krajów Unii Europejskiej oraz miast zrzeszonych w Europejskiej Sieci Miast Przeciwko Rasizmowi UNESCO. Różnorodne propozycje, które zostały zgromadzone podczas tej pracy, były omawiane podczas kilku spotkań grup roboczych, które stworzyliśmy wraz z miastem; uczestniczyło w nich bardzo szerokie spektrum podmiotów społecznych, insty-

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


Temat Numeru: Bezpieczeństwo

tucji samorządowych ze wszystkich szczebli oraz służb działających w ramach samorządu (policja, Straż Miejska). W trakcie prac nie obyło się bez konfliktów, starć światopoglądowych oraz kontrowersji, ale pod koniec udało się wypracować konkretne rozwiązania, które możliwe będą do wprowadzenia w szczególnych i specyficznych krakowskich uwarunkowaniach. Być może ostateczny konsensus możliwy był dzięki przeprowadzonym wcześniej przez Stowarzyszenie treningom antydyskryminacyjnym dla uczestników i uczestniczek grup roboczych ze strony samorządu lokalnego.

Czekając na uchwałę Na podstawie zdobytej wiedzy, skonfrontowanej z oczekiwaniami i możliwościami samorządu, powstał dokument strategii, oparty na schemacie Strategii Rozwoju Miasta Krakowa, stanowiący propozycję dla miasta, która miała być oficjalnie ogłoszona podczas konferencji prasowej w maju 2012 roku. Niestety miasto, mimo aktywnej roli w przygotowaniu strategii w ostatniej chwili „schowało głowę w piasek” i odwołało konferencję. Pod naszym naciskiem przeprowadzono jednak krótki briefing, w trakcie którego projekt został przekazany wiceprezydent Annie Okońskiej-Walkowicz. Przy okazji tego zdarzenia po raz pierwszy napotkaliśmy na silny opór przed uwzględnianiem kwestii polityki antyrasistowskiej w oficjalnej polityce społecznej i informacyjnej miasta. Wiceprezydent odniosła się do strategii z przychylnością, jednocześnie zaznaczając, że byłaby za jej wdrożeniem jedynie wtedy, gdyby nie wywoływała ona żadnych skutków finansowych, co oczywiście skazało nasz dokument na leżakowanie w szufladzie. Szczęśliwym trafem udało

nam się spotkać z wiceprezydent Magdaleną Sroką, która dała projektowi nowe życie i powiązała go z odbywającym się w Polsce pod koniec czerwca turniejem Euro 2012. W magistracie powstał też specjalny zespół zadaniowy, którego celem było przełożenie naszych postulatów na język procedur urzędowych oraz schematów wewnętrznych kompetencji i obowiązków poszczególnych wydziałów miejskich. Dzięki temu, z końcem 2013 roku, strategia przez nas przygotowana zyskała wreszcie kształt projektu uchwały, który po zatwierdzeniu i ostatnich uzgodnieniach powinien być jeszcze w tej połowie roku przedstawiony Radzie Miasta do uchwalenia. Samorząd udało się przekonać do dalszych prac nad projektem także dzięki pomysłom, które przywieźli przedstawiciele Interkulturalnych PL z wizyt studyjnych w Galway w Irlandii, jedynym dotąd europejskim mieście, posiadającym podobną spójną strategię zwalczania rasizmu, Glasgow, które przoduje w polityce równościowej od ponad trzydziestu lat, Malmö, które wypracowało unikatowy program integracji społeczności romskiej oraz Poczdamie i Berlinie, które przewodzą sieci ECCAR, do której Kraków zgodnie z uchwałą miałby dołączyć. Wypracowany projekt uchwały zawiera opis występujących w Krakowie problemów, określenie zadań dla poszczególnych służb i organizacji, określenie katalogu obowiązków i ciężaru odpowiedzialności za ich wykonanie, wskazanie sposobów i administracyjnych ścieżek postępowania w przypadku konieczności reakcji na dany, określony akt lub zachowanie. Strategia określa również sposoby prowadzenia działań typowo prewencyjnych, obejmujących zadania publiczne w sferze edukacji, kształtowania przestrzeni publicznej, organizacji imprez masowych, a także kampanii społecznych.

29


elementaRZ oby watelski

Marta Krzyżek-Siudak Agata Krzyżek

Trzy kroki na drodze do

TOLERANCJI

Pod koniec ubiegłego roku zrobiło się głośno wokół kampanii społecznej zorganizowanej przez stowarzyszenie Olimpiady Specjalne Polska. Burzę wywołało hasło, jakie pojawiło się na billboardach – „Zespół Downa jest jak plama na koszuli, której nie możesz sprać”. Rodzice dzieci z zespołem Downa poczuli się urażeni, socjologowie i psychologowie podnieśli krytykę. Pomysłodawcy odpierali ataki, twierdząc, że najbardziej zależało im na nagłośnieniu tematu i ten cel został osiągnięty. Pytanie, czy oprócz chwilowego szumu medialnego kampania ma też długofalowe pozytywne skutki? Czy powszechne negatywne nastawienie wobec osób z zespołem Downa uległo zmianie? Czy dzięki temu przysłowiowy Kowalski nie powie już w autobusie do swojej „zdrowej” córki „nie siadaj obok TAMTEJ dziewczynki”? Zdaniem części specjalistów drogą do tolerancji i akceptacji jest głównie lepsze poznanie, włączenie danej grupy czy jednostki do „swoich”. Choć z pewnością każda próba jest cenna, nie da się tego osiągnąć jedynie poprzez kampanie billboardowe. Potrzebny jest realny kontakt, szansa na nawiązanie relacji, rozmowy. Jak to zrobić? Przede wszystkim dostrzec osoby z zespołem Downa funkcjonujące w najbliższym otoczeniu. Jeśli trudno je znaleźć, można spróbować nawiązać kontakt z jedną z organizacji pozarządowych zajmujących się osobami z tą wadą genetyczną. Nie trzeba od razu podejmować działań na wielką skalę, czasem wystarczy polubić profil na portalu społecznościowym, aby lepiej zrozumieć…

Krok pierwszy – zauważ Zespół Downa (ZD) to wada genetyczna spowodowana obecnością w organizmie dodatkowego chromosomu w 21. parze,

30

wskutek czego rozwój fizyczny i psychiczny przebiega w inny niż zazwyczaj sposób. Osoby z zespołem Downa posiadają dość charakterystyczne cechy zewnętrzne, zwane też stygmatami, obejmujące między innymi kształt oczu, nosa, głowy, budowę ciała. Zespół Downa nie jest przyczyną upośledzenia umysłowego. Do niedawna sądzono, że warunki środowiskowe nie mają wpływu na rozwój społeczny i zdolności intelektualne dzieci z tą wadą. Nic bardziej mylnego! Ich potencjał rozwojowy jest kwestią indywidualną i zróżnicowaną, a wcześnie podjęta rehabilitacja ruchowa i intelektualna jest sprawą kluczową. Większość osób z zespołem Downa jest niepełnosprawna intelektualnie, ale w różnym stopniu (kilka procent jest wręcz w normie intelektualnej lub na jej pograniczu). Od tego zależą też ich problemy – z komunikacją, sprawnością ruchową, wypełnianiem codziennych obowiązków i ról społecznych.

Krok drugi – spróbuj poznać Gdy rodzi się dziecko z zespołem Downa, radość miesza się ze strachem i złością. W głowach rodziców pojawia się pytanie „dlaczego właśnie moje dziecko?”. To trudny czas – pełen żalu, wstydu, poczucia rozczarowania, ogromnej straty. Lekarze, położne, pielęgniarki – niby wiedzą, jak wesprzeć rodziców, którym właśnie urodziło się dziecko z zespołem, ale w praktyce różnie to wygląda. Wielu rodziców skarży się na marną jakość udzielanego wsparcia. Problemy związane z funkcjonowaniem dziecka z zespołem Downa zależą też od wieku. Małe dzieci rozwijają się przeważnie wolniej niż ich zdrowi rówieśnicy – później osiągają tak zwane „ka-

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


elementaRZ oby watelski

mienie milowe w rozwoju”, potrzebują dodatkowego wsparcia i rehabilitacji, aby nauczyć się podstawowych czynności. Droga edukacyjna dzieci z zespołem Downa w dużej mierze zależy od ich możliwości intelektualnych oraz decyzji rodziców: mogą znaleźć swoje miejsce zarówno w placówkach integracyjnych, jak i specjalnych. Po ukończeniu edukacji (tzw. szkoły życia lub przysposabiającej do pracy) część osób z zespołem trafia do zakładów pracy chronionej. Niestety, w Krakowie liczba takich miejsc jest wciąż zbyt mała. Wiele osób niepełnosprawnych, zdolnych do wykonywania pracy o różnym charakterze i posiadających ogromną motywację do działania, nie znajduje zatrudnienia. W każdym większym mieście, także w Krakowie, istnieją organizacje zrzeszające osoby z zespołem Downa i ich opiekunów. Stowarzyszenie Rodziców i Przyjaciół Dzieci z Zespołem Downa „Tęcza” powstało 15 lat temu, z inicjatywy rodziców dzieci z zespołem Downa. Wszystko zaczęło się od marzeń – o rozwijających zajęciach, wspólnym spędzaniu czasu, akceptacji i zrozumieniu, aktywizacji zawodowej i spokojnej starości. Od początku istnienia Stowarzyszenia jego członkowie robią wszystko, aby te marzenia zrealizować. Ich działalność to przede wszystkim prowadzenie zajęć wspierających rozwój psychoruchowy osób z zespołem Downa. Są to zajęcia teatralne, taneczne, plastyczne, rozwijające twórcze myślenie, muzykoterapia, nauka i doskonalenie pływania, treningi piłki nożnej. Kolejna gałąź to praca z rodzicami – wsparcie psychologiczne, pedagogiczne, prawne i spotkania integracyjne. Poza rodzicami zrzeszonymi w organizacji Stowarzyszenie stara się dotrzeć także do tych, którzy są opiekunami niemowląt z zespołem od niedawna. Przedstawiciele Stowarzyszenia nawiązali współpracę ze szpitalami położniczymi w Krakowie, których pracownicy, zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych, nie mogą udostępniać informacji o nowo narodzonym dziecku z ZD, ale mogą zadziałać w drugą stronę – poinformować rodziców o „Tęczy” oraz o możliwości uzyskania pomocy i wskazówek w pierwszym okresie życia ich dziecka. Po każdym telefonie od „świeżo upieczonych rodziców” do szpitala lub domu wyrusza na interwencję jeden z rodziców lub psycholog. To właśnie oni wiedzą, z jakimi emocjami borykają się osoby, w których życiu właśnie pojawiło się dziecko z zespołem, i potrafią najlepiej odpowiedzieć na ich potrzeby. Przynoszą ulotki, broszury, chętnym pokazują zdjęcia swoich kilkuletnich pociech i na podstawie własnych doświadczeń przekonują: „Wiem, że teraz wydaje Wam się to niemożliwe, ale wszystko w końcu się ułoży, a to dziecko będzie dla Was źródłem ogromnej radości”. Stowarzyszenie organizuje też różnorodne imprezy. Co roku w okolicach 21.03 odbywają się obchody Światowego Dnia Zespołu Downa, Buddy Walk – happening, polegający na wspólnym marszu osób z zespołem z różnych środowisk, ich rodzin i przyjaciół, który ma na celu propagowanie idei tolerancji, zabawy mikołajkowe i andrzejkowe. Wśród imprez jednorazowych warto wymienić zorganizowane po raz pierwszy w ubiegłym roku Jesienne Zawody Sportowe. Większość działań opiera się na pracy wolontariuszy i członków

Stowarzyszenia. Dzięki ich zaangażowaniu systematyczną opieką otoczonych jest ponad 40 rodzin wychowujących dzieci, młodzież i osoby dorosłe z zespołem Downa. Stowarzyszenie realizuje też projekty finansowane ze środków publicznych. W grudniu 2013 roku skończyły się dwa takie przedsięwzięcia. Pierwszy z nich (finansowany ze środków Województwa Małopolskiego) to m.in. zajęcia sportowe (piłka nożna i basen). W Krakowie mało jest miejsc, gdzie niepełnosprawni intelektualnie mogą trenować popularne sporty zespołowe, a pomysł zachęcenia dzieci z zespołem do tej dyscypliny okazał się „strzałem w dziesiątkę” – mali piłkarze codziennie dopytywali, kiedy znów będą mogli pójść na trening. Drugi projekt sfinansowany został ze środków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, w ramach programu ASOS (Aktywizacja Społeczna Osób Starszych). W ramach tej inicjatywy zorganizowano cykl wycieczek po Krakowie i okolicach oraz zajęcia sportowe (gimnastyka w wodzie i aerobik), adresowane do opiekunów osób z zespołem Downa. Im również należy się wsparcie . Z „Tęczą” współdziałać można na wiele sposobów. „Cała działalność Stowarzyszenia opiera się na pracy wolontariuszy, środkach pochodzących z odpisu 1% podatku dochodowego na rzecz organizacji pozarządowych i na dotacjach, o które wciąż walczymy” – mówi prezes, Anna Przetocka. Stowarzyszenie szuka też wolontariuszy, którzy pomogą w organizacji zajęć, poprowadzą własne lub wspomogą przygotowanie różnych akcji i imprez. „Każdy może się zgłosić z własnym pomysłem! Chętnie przyjmujemy także osoby trochę spoza branży – jako wolontariusze współpracują z nami między innymi prawnik, grafik komputerowy, specjalista do spraw reklamy” – dodaje Anna Przetocka.

Krok trzeci – spróbuj zrozumieć i zaakceptuj Nie wszyscy rodzimy się tacy sami. Jedni mają rude włosy, inni ponadprzeciętny wzrost, a jeszcze inni więcej genów w 21. parze chromosomów. Nic w tym strasznego! Przebywanie z osobami z niepełnosprawnością intelektualną początkowo może wydawać się trudne. Ze względu na pokutujące w naszym społeczeństwie stereotypy, wielu ludzi boi się takiego kontaktu. Obawy dotyczą ataków agresji, niezrozumienia, możliwości urażenia czy skrzywdzenia osoby niepełnosprawnej. Byłoby inaczej, gdyby osoby niepełnosprawne były w pełni integrowane z resztą społeczeństwa. Gdybyśmy od najmłodszych lat widzieli je w swoim otoczeniu, podejmowali próby poznania ich i zrozumienia, sytuacja zapewne wyglądałaby inaczej. Ataki agresji interpretowalibyśmy po prostu jako próbę radzenia sobie z przeżywaną trudnością (fakt, że zazwyczaj próbę niezbyt skuteczną, ale często jedyną dostępną). Niestety, niepełnosprawni, zwłaszcza intelektualnie, wciąż są izolowani. Nie widujemy ich zbyt często w komunikacji miejskiej, ośrodkach kultury, kinach, teatrach, kawiarniach… Trudno się dziwić, że nagłe spotkanie wywołuje u nas lęk i obawy.

31


elementaRZ oby watelski

Mądry Polak… przed wyborami?

Klaudia Szawara

Wybory samorządowe odbędą się w listopadzie tego roku i choć jest to odległa perspektywa, warto już teraz poznać kandydatów i ich programy, a także podsumować dokonania obecnych władz. Może się to okazać tym prostsze, że sami główni zainteresowani, czyli kandydaci, wybudzają się powoli z kadencyjnego snu i zaskakują nas swoją aktywnością we wszystkich dziedzinach życia – począwszy od uczestnictwa w debatach, a na przecinaniu wstęg skończywszy. Statystyki

Chociaż do najbliższych wyborów samorządowych zostało jeszcze dużo czasu, już teraz warto zastanowić się nad tym, na kogo warto zagłosować. Według ankiety prowadzonej na portalu glosujteraz.pl aż 83% obywateli ma zamiar oddać ważny głos w wyborach, 5,4% deklaruje, że nie weźmie w nich udziału, natomiast 2,3% planuje oddać nieważny głos. Czas zweryfikuje tę gotowość do podejmowania demokratycznych decyzji i przekonamy się, czy frekwencja w Krakowie przekroczy choćby 50-procentowy próg…

Prezydencki fotel W wyborach samorządowych głosować można na kandydatów do rad gmin, rad powiatów i sejmików województw, a także na kandydatów na stanowiska wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Kraków od 2002 roku, czyli już trzecią z rzędu kadencję, kierowany jest przez Jacka Majchrowskiego i choć prezydent nie wydał oficjalnego stanowiska wobec swojej kandydatury, już teraz pojawiają się spekulacje, że nie będzie starał się o kolejną kadencję w fotelu prezydenta Miasta Krakowa.

32

Gdyby Majchrowski startował w wyborach i miałyby się odbyć już dziś, prawdopodobnie by w nich zwyciężył. Według sondażu przeprowadzonego przez pracownię MillwardBrown obecnemu prezydentowi zaufałoby 29 procent mieszkańców Krakowa, na drugim miejscu znalazłby się Jarosław Gowin (18 procent poparcia), a trzecie miejsce należałoby do Andrzeja Dudy z poparciem około 12 procent.

Jakie mamy możliwości? Pełnoletni mieszkaniec Krakowa może podjąć kilka decyzji związanych z wyborami. Pierwszym wyjściem jest nieuczestniczenie w wyborach. Wielu ludzi narzeka, że ich pojedynczy głos niczego nie zmieni. Co więcej, nie czują się oni odpowiedzialni za przyszłość swojego miasta. Warto pamiętać, że oddanie głosu w wyborach jest obywatelskim prawem, z czego należy korzystać – w ten sposób specjaliści szacują, jakie są preferencje wyborców, a dzięki temu można nie tylko określić sympatie polityczne krakowian, ale też usprawnić sam proces wyborów. Kolejnym rozwiązaniem jest oddanie głosu nieważnego. Zazwyczaj oznacza to wrzucenie do urny niezakreślonej karty lub niewłaściwe jej wypełnienie. Najczęściej obywatele traktują tę opcję jako formę manifestacji swojego sprzeciwu wobec kierunków polityki lub zasygnalizowanie, że żaden z kandydatów nie spełnia oczekiwań wyborcy. Trzecia możliwość to uczestniczenie w wyborach i prawidłowe wypełnienie karty wyborczej. W ten sposób wyborca oddaje swój głos na kandydata, udzielając mu poparcia i jednocześnie upoważnia go do decydowania o najważniejszych kwestiach w jego imieniu. Jest to niewątpliwie najbardziej pożądana obywatelsko i odpowiedzialna postawa, warto jednak być świadomym swojej decyzji. O wyborach warto mówić już teraz. Głównie po to, by wyborca miał dużo czasu na zapoznanie się z programami kandydatów, a także by móc ocenić dotychczasowe postępowanie polityków. Należy więc bacznie obserwować ludzi, którzy codziennie decydują o losie miasta i jego mieszkańców.

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


Sztuka Paweł Inglot

Cenne spotkania Odwiedzając Scenę Pokój, odnosi się wrażenie, jakby było się u siebie. „sztuka na wynos”, wbrew nazwie, nie serwuje odgrzewanych dań. To raczej obiady domowe wśród teatrów, w dodatku przygotowane przez profesjonalnych szefów kuchni. O krakowskiej scenie teatralnej było ostatnio głośno, głównie z powodu kontrowersji wokół Teatru Starego – spektakl przerwany przez część oburzonych widzów, aktorzy masowo rezygnujący z ról, zarzuty o balansowanie na granicy dobrego smaku. Tymczasem w kulturalnej ofercie Krakowa nie brakuje równie nietuzinkowych, lecz mniej skandalizujących metod dotarcia do widza.

Starowiślna 55 m. 6 Scena Pokój to baza powołanej do życia przez Ankę Graczyk i Dariusza Starczewskiego inicjatywy – „sztuka na wynos”. Nazwa Scena Pokój nie jest metaforą – teatr faktycznie mieści się w pokoju mieszkania i przez swoich twórców jest opisywany jako prawdopodobnie najmniejszy w Polsce. Aby się tu dostać, należy zadzwonić domofonem i wejść po schodach kamienicy. Kuchnia odgrywa rolę kawiarenki; przedpokój to poczekalnia. Mimo niewielkich rozmiarów nie jest jednak tłoczno. Idea utworzenia jednopokojowego teatru powstała samoistnie – artyści szukali miejsca, w którym mogliby przeprowadzać próby do swoich wyjazdowych produkcji. „I podczas jednej z nich usiadło na taboretach kilka osób, atmosfera, która wtedy zawisła nad nami, była tak magiczna, że pomyśleliśmy, by na Starowiślnej się zakotwiczyć i stworzyć w pokoju scenę z repertuarem” – mówi Anka Graczyk. – „Mamy absolutną, nielimitowaną wolność przy wyborze tekstu, aktorów czy środków wyrazu. Dzięki temu możemy poruszać tematy, które żywo zainteresują ludzi”. „Chcemy tworzyć teatr, w którym widzowie nie tylko obserwują, ale także przeżywają” – zapewnia Starczewski. „Chcemy przyciągnąć tych, którzy na co dzień nie chodzą do teatru” – dodaje Graczyk.

13 widzów, 30m2 Scena Pokój zmienia oblicze teatru, przywracając mu jego dawny kształt. Dla widzów przewidziano zaledwie 13 miejsc, co sprawia, że wszelkie bariery między nimi a aktorami zostają zniesione. Powstaje wrażenie, że rozgrywająca się tuż przed nami scena nie jest niczym innym, jak podsłuchaną gdzieś rozmową, do której możemy się w każdej chwili włączyć, która nas dotyczy. Aktorzy nie tworzą tu odrębnego świata – poza odgrywaniem własnej roli widzą reakcje ludzi, dzięki czemu nawiązują z nimi bliski kontakt. Kreuje to intensywne emocje, potęguje wrażenia. Znajdujemy się naraz w samym środku wydarzeń, czujemy nawet drżenie podłogi wywołane rzuconym na nią przedmiotem. Nie ma miejsca na obojętność. Po spektaklu można z aktorami porozmawiać, wypić wspólnie lampkę wina. „Dzisiejszy świat czyni nas anonimowymi, narzuca pewne schematy, tworzy pseudorelacje. Dlatego nasza propozycja jest w pewnym sensie kontrkulturowa. Forma teatru na Scenie Pokój właściwie automatycznie zapewnia bliski i prawdziwy kontakt z drugim człowiekiem, tu nie ma ucieczki. To są cenne spotkania” – mówi Dariusz Starczewski. „Mamy nadzieję, że cenne nie tylko dla nas” – dodaje Graczyk.

Plany W marcu Scena Pokój doczeka się swoich pierwszych urodzin, można zatem pokusić się o pewne podsumowanie jej działalności. „Postrzał” I. Lausund w reż. Starczewskiego (pierwsza produkcja sztuki na wynos) został zaproszony do udziału w Teatralnym Festiwalu Boska Komedia, co świadczy o przychylnym odbiorze ze strony widzów i środowiska. Za nimi światowa prapremiera „Nie budźcie mnie” Bogdana T. Graczyka. W planach jest realizacja komedii Tomasza Jachimka „...i zawsze przy mnie stój”, a następnie dramatu „Bliżej” Patricka Marbera. Sztuka na wynos to jednak nie tylko teatr dla trzynastu. Artyści mają zamiar docierać ze swą sztuką do różnych miejsc i środowisk w Polsce – na kształt dawnych trup aktorskich. Wszystkie produkcje opatrzone logotypem o zielonych wędrujących nóżkach są mobilne. I chociaż na Scenie Pokój nie uświadczymy efektów specjalnych, to gra aktorska, oświetlenie i oprawa muzyczna nie pozostawiają wątpliwości, że mamy do czynienia ze sztuką z prawdziwego zdarzenia. W dodatku w czystej i bezpretensjonalnej formie.

Zdjęcia: Marta Ankiersztajn

33


inSPIR ACJE

Honorowi krwiodawcy

Sławek Janus

O ludziach, którzy oddają krew, myślimy nieraz jak o męczennikach – jednostkach na tyle altruistycznych, że regularnie pozwalają wprowadzać sobie do żyły igłę. Prawda jest zgoła inna. Krwiodawstwo to stan ducha wynikający ze zdrowego ciała. Spróbuj i Ty uratować komuś życie. Pomóż. Podziel się. Poczuj frajdę!

Towar deficytowy

Honorowe przywileje

Krew jest bezcenna, bo nie da się jej wyprodukować. Wiele leków powstaje również na bazie krwi lub jej składników. Dopóki nie opracuje się technologii wytwarzania sztucznej krwi, dopóty jedynym sposobem uratowania ofiary wypadku lub osoby wymagającej rozległej operacji ze znaczną utratą płynnej tkanki będzie drugi człowiek. Może to właśnie Ty będziesz tym cichym bohaterem? W organizmie człowieka, w zależności od jego gabarytów, krąży około 5–6 litrów krwi. Z oczywistych powodów mężczyźni mają jej przeciętnie około litra więcej niż przedstawicielki płci pięknej. Jest specyficznym rodzajem tkanki, która obumiera i tworzy się na nowo w ciągu całego życia. Nie ma życia bez krwi, która w organizmie pełni szereg ważnych funkcji – najważniejsze to transport i obrona. Transportowanie to przenoszenie tlenu i substancji odżywczych do tkanek i odprowadzanie z nich produktów przemiany materii oraz przenoszenie związków aktywnych biologicznie, np. hormonów czy białek z gruczołów do narządów. Obrona polega na wykrywaniu przez białe krwinki – leukocyty czynników szkodliwych i następnie na ich niszczeniu. Krwinka czerwona żyje około 120 dni, po czym ulega zniszczeniu w śledzionie lub wątrobie. Ponieważ proces tworzenia krwinek (erytropoeza) jest procesem ciągłym, można bez uszczerbku na zdrowiu oddawać ją w centrum krwiodawstwa. Jednorazowo oddaje się 450 ml krwi pełnej. Można też oddać osocze, koncentrat krwinek czerwonych lub koncentrat płytek krwi. Ubytek oddanej krwi odbudowuje się w organizmie człowieka nawet w ciągu 12 godzin! Donacja nie jest szkodliwa dla organizmu. „Oddawałem krew, oddawałem płytki, nigdy nic złego mnie nie spotkało, wręcz przeciwnie. Za każdym razem towarzyszył mi uśmiech i pogoda ducha” – mówi Rafał Baran, wieloletni honorowy dawca krwi.

14 października 2013 r. Rafał oddał osiemnansty litr krwi. Nie słyszał fanfar, nie było uroczystego wręczenia medali ani sypania czerwonych płatków róży. „W zasadzie dzień jak co dzień. Tak czy inaczej, jestem z siebie dumny” – wspomina Rafał. Początki jego przygody z krwiodawstwem to lata technikum i pełnoletności. Idąc oddać krew, masz usprawiedliwiony dzień nieobecności w szkole. Krwiodawcy bowiem na czas donacji mają zagwarantowane przepisem ustawy wolne nie tylko w szkole, ale i w pracy z zachowaniem prawa do pełnego wynagrodzenia. Są odznaczani specjalnym tytułem „Zasłużony Honorowy Dawca Krwi”, otrzymują legitymacje Honorowego Dawcy Krwi oraz, na pokrzepienie, posiłek regeneracyjny o wartości kalorycznej 4500 kilokalorii. W praktyce oznacza to osiem czekolad, konserwę i soczek w kartoniku. Nie to jest jednak najważniejsze. „Zyskujesz to, że zrobiłeś coś pozytywnego, czym jest pomoc ukierunkowana na drugiego człowieka” – mówi Rafał, po czym dodaje: „Ponadto należysz do społeczności, która dzięki bezinteresownemu zaangażowaniu niektórych osób może korzystać ze zniżek dostępnych pod adresem: www.dawcomwdarze.pl. Są to schroniska, pensjonaty, centra sportowe, sklepy, usługi internetowe, a rabaty sięgają nawet 30% standardowej ceny”. Regularne oddawanie krwi nie uzależnia. Daje możliwość monitorowania swojego stanu zdrowia. Masz bowiem bezpłatne oznaczenie grupy krwi (około 40 zł kosztuje ono na wolnym rynku), badanie na obecność wirusów (HBV, HCV, HIV) i zakażenia kiłą, pełną morfologię oraz tzw. próby wątrobowe – transaminazy Alat i Aspat. Zasłużonym krwiodawcom przysługują również bezpłatne lub dofinansowywane do pewnej wysokości przez NFZ leki i medyka-

34

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


inSPIR ACJE

Czemu jej brakuje? Praktycznie żadnego poważniejszego zabiegu medycznego nie można przeprowadzić, nie mając zapasów krwi. Podczas operacji zużywa się zwykle około 2 litrów, przy przeszczepach więcej – nawet 10–15 litrów. Deficyt krwi odczuwa się zwłaszcza latem, gdy honorowi krwiodawcy udają się na urlopy. Co minutę w Polsce w szpitalch zużywa się litr krwi (potrzeba na to donacji od dwóch dawców), co dzień 1000 litrów. Krew, bez względu na grupę, potrzebna jest przez cały rok. Deficytowe są zwłaszcza te z ujemnym Rh. Podaż krwi zapewnia ponad 620 tysięcy krwiodawców, zaś ogólna liczba donacji w 2012 r. wyniosła 1 144 181. Odbiorcami krwi i jej składników są osoby, które ją utraciły w wyniku wypadku albo zabiegu operacyjnego, pacjenci z zaburzeniami krzepnięcia, po oparzeniach i urazach, a także z chorobami rozrostowymi i nowotworami w trakcie i po chemioterapii. Dla nich to kwestia życia, dla nas oddających mały dyskomfort w postaci lekkiego ukłucia i poświęcenia kilkudziesięciu minut.

Punkty poboru menty, w tym: kwas foliowy, preparaty żelaza, witamina B12 oraz PP. Oczywiście na podstawie recepty wystawionej przez lekarza i zaopatrzonej w odpowiedniej rubryce w znaczek „ZK”. Przy realizacji recepty musimy posiadać legitymację potwierdzającą uprawnienie. Poza tym możesz korzystać poza kolejnością z ambulatoryjnych świadczeń opieki zdrowotnej i usług aptecznych. Niestety, te dwa ostatnie przywileje nie są respektowanie nie tylko przez przychodnie, ale i przez pozostałych pacjentów oczekujących na wizytę.

Krakowskim tramwajem do Urzędu Skarbowego Kraków potrafi docenić krwiodawców. Na podstawie Uchwały nr XXI/231/11 Rady Miasta Krakowa z dnia 6 lipca 2011 r. honorowy krwiodawca jest uprawniony do bezpłatnych przejazdów na terenie Gminy Miejskiej Kraków oraz gmin sąsiadujących. O ile wcześniej co rok należało się starać o wyrobienie takiego biletu, o tyle teraz bilet wydawany jest raz na długi czas, bo do 2039. Żeby go otrzymać, trzeba oddać 18 litrów krwi lub równowartość jej składników w przypadku mężczyzn lub 15 litrów w przypadku kobiet. Honorowy krwiodawca-podatnik ma możliwość odliczania ilości oddanej krwi w kwocie ustalonej wg przelicznika Ministerstwa Finansów. Przy oddaniu jednego litra krwi odliczy od dochodu (formularz PIT/O) kwotę 130 zł. Mężczyzna zatem może odliczyć maksymalnie 351 zł (6x450 ml=2700 ml), zaś kobieta (4x450 ml=1800 ml) 234 zł. Przepisy traktują oddaną honorowo krew jako formę darowizny i jako taka podlega ona limitom odliczenia (do 6% dochodu).

Jak przygotować się do donacji? Rafał wskazuje kilka ważnych rzeczy: „Trzeba być zdrowym, wyspanym i wypoczętym. Zjeść lekkie, nietłuste śniadanie, nawodnić się połową litra płynów, na przykład sokiem, herbatą lub wodą. I najważniejsze: nie pić alkoholu co najmniej 24 godziny przed oddaniem krwi. Do centrum krwiodawstwa należy się udać zaopatrzonym w dokument ze zdjęciem, wypełnić kwestionariusz, a następnie przejść badanie lekarskie i próbne badanie”. Sam akt fizycznego oddania krwi to zaledwie kilka minut. W Krakowie centra krwiodawców zlokalizowane są na: ul. Rzeźniczej 11, ul. Wielickiej 265 (szpital Prokocim) os. Na Skarpie 66 a (szpital Żeromskiego). Otwarte są przeważnie od rana do wczesnych godzin popołudniowych. Często ekipy z centrów udają się na pobrania wyjazdowe, warto więc sprawdzić, czy wtedy, kiedy chcemy oddać krew, ktoś jest na miejscu. Najlepiej odwiedzić wcześniej stronę internetową: http://rckik.krakow.pl/

Motywacja Oddawanie krwi wciąga. Rafał na pytanie, czy przestanie oddawać krew, zdecydowanie zaprzecza. „To wciąga, masz świadomość, że pomagasz, robisz coś pożytecznego dla innych. Bycie potencjalnym kandydatem dla uratowania czyjegoś zdrowia lub życia jest bezcennym odczuciem”. Na pytanie wielu osób, dlaczego tak naprawdę to robi, z uśmiechem odpowiada: „Dla czekolad i puszki konserwy!”.

35


inSPIR ACJE

Krakowskim targiem. Rozwój budżetu partycypacyjnego pod Wawelem

Koniec ubiegłego roku stał pod znakiem uchwalenia budżetu Krakowa na 2014 rok. Pierwszy raz zapisano w nim środki na realizację budżetu partycypacyjnego na poziomie nie tylko dzielnic, ale i całego miasta. Doświadczenia czterech dzielnic, które zdecydowały się w minionym roku postawić na tĘ formę społecznej partycypacji, powinny teraz zostać wykorzystane. Jednak Rada Miasta rezerwując środki, nie wie jeszcze, w jaki sposób będą one rozdzielone... Problemy z definicją Odnosząc się do społecznego zaangażowania przy wydatkowaniu środków budżetowych, często używa się terminu „budżet partycypacyjny”, traktując go jako synonim „budżetu obywatelskiego”. Jeśli zgłębimy temat, dostrzeżemy istotne różnice pomiędzy tymi formami. Pojęcie budżetu partycypacyjnego jest bardzo szerokie. Z jednej strony jest to proces rozumiany jako stopniowe włączanie obywateli w podejmowanie decyzji. W praktyce oznacza to odejście od demokracji przedstawicielskiej na rzecz demokracji bezpośredniej. Wymaga on całkowitej redefinicji pojęcia zarządzania miastem. Taki sposób rozumienia należałby rozróżnić i określić mianem budżetu

36

Zespół Ośrodka Studiów o Mieście www.osom.org.pl

obywatelskiego. Pod tą definicją kryje się również inny proces, który polega na przekazywaniu określonej kwoty pieniędzy do dyspozycji mieszkańców. Ten model jest realizowany w Europie, w tym także w Polsce. Budżet partycypacyjny organizowany jest na mniejszą skalę. Obywatele mogą decydować tylko o kilku procentach budżetu, wybór projektu dokonywany jest poprzez głosowanie oparte na tradycyjnym podziale administracyjnym (dzielnice), zaś środkami zarządza władza. Budżet obywatelski charakteryzuje się decydowaniem o kilkunastu procentach budżetu, toteż wybór projektów odbywałby się w formie wiecowej, a to wymagałoby wprowadzenia nowego podziału na mniejsze jednostki funkcjonalne.

Nowy budżet – wędka jest, instrukcji obsługi brak W Krakowie budżet partycypacyjny w minionym roku wykorzystano na poziomie dzielnic, jednak w ograniczonej ich liczbie. Warto przypomnieć, że miasto przeznacza na dzielnice zaledwie ok. 50 mln zł rocznie, a to, patrząc na budżet miasta sięgający 4 mld zł, bardzo niewiele. Co więcej, prezydent Majchrowski szczyci się tym faktem, przywołując liczby przeznaczone na dzielnice. Warto jednak pamiętać, że środki w budżetach gmin są w nim podzielo-

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


inSPIR ACJE

ne na zadania zlecone przez władze miejskie oraz zadania priorytetowe, które jako jedyne pozostają do dyspozycji rad i zarządów dzielnic. W praktyce więc o przeznaczeniu większości z nich nie decydują mieszkańcy, mimo że wydatki na dzielnice uznawane są za pieniądze oddane przez władze miejskie do dyspozycji obywateli. W tegorocznym budżecie Rada Miasta chce przeznaczyć 1,5 mln zł na budżet obywatelski na poziomie dzielnic, a zatem na każdą z nich przypadnie około 100 tys. zł. Warto odnotować, że środki te będą przeznaczone celowo na ten projekt, albowiem podczas zeszłorocznego pilotażu dzielnice samodzielnie musiały wygospodarować stosowne kwoty. Zapowiedziano także zwrot kosztów dla dzielnic, które wprowadziły budżet partycypacyjny w 2013 roku. Z jednej strony warto pochwalić Urząd Miasta za konsekwentną realizację budżetu partycypacyjnego w Krakowie. Prezydent Majchrowski wielokrotnie podkreślał, że do tego projektu trzeba podchodzić etapami. I rzeczywiście, w ubiegłym roku odbyła się faza pilotażu, zaś w tym roku projekt zostanie rozszerzony na resztę dzielnic, a także realizowany na poziomie samego miasta. Krytycznie odnosimy się jednak do sposobu, w jaki budżet ten został przyjęty. Otóż Urząd Miasta rezerwując pieniądze, nie przygotował planu ich wydatkowania. Innymi słowy: mieszkańcy dostali wędkę bez instrukcji jej obsługi. W efekcie zespół, który powinien opracować reguły stosowania budżetu obywatelskiego i harmonogram jego wprowadzenia został powołany dopiero pod koniec stycznia bieżącego roku. Już na początku pracy tego gremium ujawniła się rozbieżność zdań odnośnie do tempa realizacji budżetu obywatelskiego w mieście. Strona samorządowa naciskała na to, aby budżet na poziomie miejskim i dzielnicowym wprowadzić jeszcze w czerwcu, tak aby realizacja projektów rozpoczęła się we wrześniu i październiku. Strona społeczna optowała z kolei

za tym, aby budżet wprowadzać spokojniej, kładąc nacisk na wyjaśnienie mieszkańcom jego reguł. Jeżeli nie dojdzie szybko do porozumienia obu stron, wtedy efekty, które planowano osiągnąć dzięki budżetowi obywatelskiemu, będą miernej jakości.

Bazujmy na doświadczeniu Narodziny budżetu partycypacyjnego w Krakowie nie wiążą się z bezpośrednią decyzją władz. Został on wprowadzony w minionym roku w dwojaki sposób. W dzielnicy Stare Miasto pomysł na realizację takiego projektu oddolnie zgłosili dzielnicowym radnym obywatele. Druga ścieżka realizacji tego projektu została sfinansowana oraz zorganizowana przez organizacje pozarządowe. W trzech dzielnicach podjęto się realizacji pilotażowego programu „Dzielnice się liczą!”, finansowanego ze środków Fundacji Batorego. Podmiotem wdrażającym program w Krakowie jest Pracownia Obywatelska, organizacja pozarządowa działająca w ramach Krakowskiej Inicjatywy Organizacji Obywatelskich. Pilotaż przeprowadziła ona we współpracy z Fundacją Biuro Inicjatyw Społecznych oraz Stowarzyszeniem Centrum OPUS. Pracownia Obywatelska zaprosiła do uczestnictwa w projekcie wszystkie 18 dzielnic, ale jakąkolwiek współpracę podjęło zaledwie sześć: Czyżyny (dzielnica nr XIV), Dębniki (dzielnica nr VIII), Bieżanów – Prokocim (dzielnica nr XII), Zwierzyniec (dzielnica nr VII), Prądnik Biały (dzielnica nr IV) i Bronowice (dzielnica nr VI). We wszystkich dzielnicach, które zadeklarowały chęć w uczestnictwa w programie, zorganizowano warsztaty z radnymi. Ich zadaniem było wydzielenie określonej części budżetu dzielnicy przeznaczonego na realizację zadań priorytetowych. Do realizacji pilotażu ostatecznie wybrano trzy dzielnice: Zwierzyniec, Prądnik Biały i Bronowice. Organizatorzy spotkań z radnymi, decydując się na współpracę z danymi dzielnicami w ramach

37


inSPIR ACJE

Wnioski w pilotażu, pod uwagę brali motywację radnych, potencjalne zaangażowanie, deklarację wiążącego charakteru wyboru mieszkańców, możliwości organizacyjne przeprowadzenia konsultacji, a przede wszystkim środki, jakie radni zobowiązali się przeznaczyć do dyspozycji mieszkańców. Największą pulę zdecydowali się przekazać radni dzielnic Zwierzyniec i Prądnik Biały (po 100 tys. zł) oraz Bronowic (75 tys. zł). W poprzednim, listopadowym numerze „Obywatelskiego Krakowa” przedstawiono, jak realizacja tego projektu przebiegła w dzielnicy Stare Miasto. Warto zatem przybliżyć przykład trzech pozostałych dzielnic. W okresie od maja do września 2013 roku na terenie dzielnic: Prądnik Biały — os. Górka Narodowa, Bronowice i Zwierzyniec zaplanowano cztery spotkania konsultacyjne, w wyniku których mieszkańcy zgłosić mieli projekt. Następnie poddano je pod głosowanie. Mieszkańcy w pierwszej kolejności określili problemy występujące w ich dzielnicy. Były to m.in.: brak placów zabaw lub ich modernizacja, brak chodników i przejść dla pieszych, brak miejsc do uprawiania sportu, potrzeba zagospodarowania miejsc wypoczynku, brak dostatecznej oferty kulturalnej, brak infrastruktury rowerowej, zniszczona nawierzchnia drogowa czy brak parkingów. Pierwsze spotkanie miało na celu zdiagnozowanie problemów dzielnicy, drugie identyfikację możliwych rozwiązań tychże, a trzecie − opracowanie pomysłów na projekty. Pomiędzy spotkaniami mieszkańcy mogli dyskutować projekty z radnymi dzielnicowymi. Również w czasie spotkań projekty były konsultowane z radnymi, innymi mieszkańcami oraz z przedstawicielami ZIKiT-u. Projekty można było zgłaszać do końca czerwca osobiście w urzędzie dzielnicy lub internetowo. Gotowe projekty z trzech dzielnic biorących udział w pilotażu poddano procedurze weryfikacyjnej przez jednostki realizacyjne UMK. Najwięcej, bo aż 17 projektów o łącznej wartości ponad 1 mln zł zgłosili mieszkańcy Zwierzyńca. W Bronowicach przygotowano osiem projektów na kwotę 478 tys. zł, zaś na Prądniku Białym cztery (317 tys. zł). Podczas czwartego spotkania (wrzesień 2013 roku) mieszkańcy dokonali prezentacji swoich projektów. Następnie odbyło się głosowanie. Wyboru dokonano metodą głosowania bezpośredniego, preferencyjnego. Projekty, który zdobyły największą liczbę głosów, zostaną zrealizowane w tym roku.

38

Ze strony UMK za wprowadzenie budżetu partycypacyjnego odpowiada dyrektor Kancelarii Rady Miasta i Dzielnic Krakowa. Projekt wspierają także radni. Brakuje jednak dostatecznego wsparcia organizacyjnego oraz informacyjnego sprzyjającego przeprowadzeniu w Krakowie takiego przedsięwzięcia. Realizowane budżety partycypacyjne na poziomie dzielnic mają służyć przetestowaniu tego pomysłu na krakowskim gruncie. Problemem, na który należy zwrócić uwagę, są koszty realizacji projektu. Niewątpliwe niska frekwencja w dzielnicy Stare Miasto to efekt braku odpowiedniej akcji promocyjnej. Dzielnica dysponowała symbolicznymi środkami na ten cel. Z kolei Pracownia Obywatelska realizująca budżety w trzech pozostałych dzielnicach otrzymała na ten cel pieniądze z Fundacji Batorego. Jak wyliczają radni dzielnic koszt realizacji projektu od strony technicznej pochłonąć może nawet 30% środków zarezerwowanych na budżet partycypacyjny. Szkoda więc, że miasto nie uwzględniło dodatkowych funduszy, szczególnie na akcje promocyjne. Może się okazać, że realnie do decyzji mieszkańców zostanie przeznaczane znacznie miej środków niż niecałe 5 mln zł. Należy także zastanowić się nad okresem realizacji projektu. Jego organizacja w jednym roku nie jest dobrym rozwiązaniem. Warto rozważyć dwu-, a nawet trzyletni program realizacji budżetu partycypacyjnego. Optymalnym rozwiązaniem wydaje się na tą chwilę okres dwuletni, przewidujący w pierwszym roku ustalenie problemów, zgłoszenie projektów, ich wybór, podczas gdy realizacja odbywałaby się w roku następnym. Kolejną fundamentalną kwestią jest szeroko pojęta promocja. Propagowanie idei budżetu partycypacyjnego było w minionym roku piętą achillesową projektu. Należy rozważyć także możliwość składania projektów przez internet. Ta forma zdecydowanie ułatwia udział w przedsięwzięciu, z drugiej jednak strony nie integruje mieszkańców, co jest jedną z głównych zalet budżetu partycypacyjnego. Jako istotne zaniedbanie traktujemy także brak wcześniejszych konsultacji co do formy realizacji budżetu. W przyszłości, jeśli inicjatywa budżetu partycypacyjnego będzie kontynuowana, pomocne okazałoby się przygotowanie osobnej procedury jego realizacji. Mając na uwadze powyższe zastrzeżenia, należy jednak zauważyć wyraźny progres w kwestii realizacji budżetu partycypacyjnego w Krakowie. Czy ten mały krok dla budżetu miasta okażę się wielkim krokiem dla mieszkańców, pokaże ten rok.

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


Akcje oby watelskie

 Organizowane przez ZSE 2 Targi Szkolne

Grażyna Błądek

OBYWATELSKA SZKOŁA ZADANIA I FUNKCJE, PRZED JAKIMI STAJE WSPÓŁCZESNA SZKOŁA, NIE OGRANICZAJĄ SIĘ DO SAMEJ EDUKACJI I WYCHOWANIA. SIĘGAJĄ NIERAZ DALEKO POZA JEJ MURY. OBEJMUJĄ BLIŻSZE I DALSZE ŚRODOWISKO. NA KOLEJNYCH ETAPACH EDUKACJI WZRASTA ROLA WYCHOWANIA OBYWATELSKIEGO. ROŚNIE TEŻ ŚWIADOMOŚĆ I ZAANGAŻOWANIE SAMYCH UCZNIÓW. Po pierwsze: inicjatywy Wyraźnym przykładem zaangażowania szkoły w funkcjonowanie środowiska lokalnego i w promowanie postaw obywatelskich są działania prowadzone przez Zespół Szkół Ekonomicznych nr 2 w Krakowie. Uczniowie i nauczyciele z zaangażowaniem podejmują szereg inicjatyw służących mieszkańcom Nowej Huty i całego miasta. Realizowane są liczne projekty charytatywne. Szkoła uczestniczy w akcji krwiodawstwa, bierze też udział w „Szlachetnej Paczce”. W ramach współpracy z Towarzystwem Przyjaciół Chorych „Hospicjum im. św. Łazarza” oraz z Fundacją Pomoc Krakowskiemu Hospicjum uczniowie biorą udział w kweście listopadowej, w kampanii „Pola Nadziei” i sprzedaży kartek świątecznych. Pomagają w ten sposób zdobywać fundusze m.in. na prowadzenie opieki hospicyjnej. Młodzież ZSE nr 2 współpracuje z hospicjum także w ramach wolontariatu. Szkolny zespół muzyczny odwiedza z kolędą chorych przed świętami Bożego Narodzenia. Uczniowie nie tylko niosą pomoc chorym, ale także propagują wiedzę na temat profilaktyki raka, biorąc udział w ogólnopolskim programie „Mam haka na raka”. Akcja przeprowadzana jest w największych centrach handlowych Krakowa. Nie zapominają też o najmłodszych. Organizują zbiórkę pieniędzy i mikołajki dla dzieci z Domu Małego Dziecka w Podgórzu. W ramach współpracy z Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami młodzież organizuje zbiórkę żywności i akcesoriów dla zwierząt w schronisku.

Po drugie: edukacja Wszystkie te działania uwrażliwiają młodych ludzi oraz uczą współdziałania i zachowań przedsiębiorczych. Jako szkoła ekonomiczna, posiadająca Certyfikat Jakości – Szkoła Przedsiębiorczości, współpracuje ona z szeroko rozumianym środowiskiem lokalnym i naukowym. Liczba instytucji, z którymi współdziała, ciągle wzrasta. Są wśród nich instytucje kulturalno-oświatowe, profilak-

tyczno-psychologiczne, samorządowe, charytatywne, życia gospodarczego, szkoły i uczelnie, szkoły zagraniczne. Współpraca ze środowiskiem znacząco wpływa na rozwój edukacyjny uczniów i kształtuje ich obywatelską postawę. Młodzież może zdobywać nowe kompetencje i pogłębiać swoją wiedzę i umiejętności. Propagowana jest nie tylko wiedza ekonomiczna, kulturowa, ekologiczna, ale i aktywność fizyczna poprzez realizację projektów sportowych. Marzeniem i celem ZSE na najbliższe lata jest budowa szkolnej hali sportowej, która będzie służyła nie tylko społeczności szkolnej, ale również stworzy warunki do integracji i rozwoju kultury fizycznej wśród społeczności lokalnej. Uczniowie poznają rynek pracy i mogą planować realizację własnej ścieżki zawodowej. Angażują się w liczne projekty. Uczestniczą w konkursach i zawodach, rozwijając w ten sposób własne pasje i zainteresowania. Uwrażliwiają się na potrzebujących, angażując w akcje charytatywne. Kreowane są wśród nich postawy prospołeczne i altruistyczne. Instytucje charytatywne, dzięki współpracy ze szkołą, mogą realizować swe statutowe zadania i projekty, pozyskując fundusze, wolontariuszy i wdrażając ideę wolontariatu. Współpraca z instytucjami kultury przygotowuje młodzież do jej odbioru. Z kolei kooperacja z zagranicą rozwija umiejętności komunikowania się w języku obcym oraz przygotowuje uczniów do życia w wielokulturowej Europie, z jednoczesnym poczuciem i poszanowaniem własnej przynależności kulturowej i tożsamości kulturowej.

Targi edukacyjne Działania podejmowane przez szkołę przekładają się na jej wielką popularność. Zespół Szkół Ekonomicznych nr 2 należy do największych szkół ponadgimnazjalnych w Krakowie. Pomimo załamania demograficznego uczęszcza do niej ponad siedmiuset uczniów, kształcących się w zawodach technik ekonomista, technik handlowiec, technik hotelarstwa, technik obsługi turystycznej i technik logistyk. Jedną z najważniejszych inicjatyw ZSE nr 2 na rzecz integracji ze środowiskiem lokalnym są organizowane już po raz szósty targi edukacyjne, noszące nazwę Prezentacji Nowohuckich Szkół Ponadgimnazjalnych. Zapoznać się można podczas nich z pełną ofertą nowohuckich liceów, techników i innych placówek oświatowo-kulturalnych, skierowana do gimnazjalistów i ich rodziców. Najbliższe targi odbędą się w czwartek, 27 lutego 2014 r. Zostały objęte honorowym patronatem Prezydenta Miasta Krakowa, Małopolskiego Kuratora Oświaty i Przewodniczącego Rady Dzielnicy XVIII.

39


Akcje oby watelskie

Dominika Legenza

Społeczna odpowiedzialność – nie tylko w biznesie Skrót CSR pochodzi z języka angielskiego – Corporate Social Responsibility i oznacza społeczną odpowiedzialność biznesu. Jest to dobrowolny sposób prowadzenia firmy, uwzględniający oprócz zysku problemy i potrzeby społeczeństwa oraz środowiska naturalnego. CSR jest strategią przynoszącą korzyści każdej z zaangażowanych stron. Idea ta powinna więc obejmować możliwie jak najwięcej aspektów w strukturze funkcjonowania danej firmy. Aby móc nazywać firmę odpowiedzialną, niezbędne są wielorakie działania, takie jak integracja kwestii społecznych, środowiskowych, etycznych, związanych z prawami człowieka, prawem pracowniczym, a także uwzględnianie problemów i potrzeb interesariuszy związanych z działalnością danej firmy. W ostatecznej ocenie liczy się całokształt odpowiedzialnych społecznie działań, a nie tylko jednorazowe akcje. W marcu tego roku odbędzie się trzecia edycja Krakowskiego Festiwalu Odpowiedzialnego Biznesu (KFOB) – inicjatywy promującej CSR, kierowanej głównie do studentów. Zachęcamy do lektury wywiadu z Mateuszem Rosołem – pomysłodawcą i koordynatorem festiwalu.

Dominika Legenza: Skąd pomysł na tak duże przedsięwzięcie, jakim jest KFOB? Nie bałeś się podjąć takiego wyzwania? To prawda, że na I roku studiów wyszedłeś z taką inicjatywą? Mateusz Rosół: Trudno powiedzieć, co miało decydujący wpływ na całokształt. W roku 2011 szczęśliwie zostałem ambasadorem Ligi Odpowiedzialnego Biznesu, nieco przez przypadek, bo byłem dopiero na I roku. Mimo młodego wieku udało mi się po liceum zdobyć nieco doświadczenia w różnych organizacjach pozarządowych. Miałem nawet przyjemność koordynować kilka akcji ekologiczno-kulturalnych. To w jakimś stopniu wpłynęło na fakt, że zostałem ambasadorem. Przez przypadek, bo wskoczyłem na wolne miejsce, z którego zrezygnowała inna osoba. Pomysł pojawił się przy spotkaniach z innymi ambasadorami z Krakowa. Spotkaliśmy się, ustaliliśmy, że będziemy działać wspólnie dla zwiększenia efektu i… zabraliśmy się do pracy. Chcieliśmy zrobić coś, czego w Krakowie jeszcze nie było, a co łączyłoby działania kilku organizacji studenckich, bo w tym widzieliśmy cel, aby przez angażowanie w festiwal studentów szerzyć ideę społecznej odpowiedzialności biznesu. I udało się. Choć początki nie były łatwe. Czy się bałem? Nie było nic do stracenia, oprócz czasu. A do wygra-

40

Mateusz Rosół; zdjęcie ze zbiorów własnych

nia bardzo wiele, cenne doświadczenie, kontakty i przede wszystkim satysfakcja zrobienia czegoś z niczego. Apetyt rósł w miarę jedzenia.

DL: Jakie miałeś wsparcie przy organizacji I edycji i jak wygląda ono teraz? MR: Przede wszystkim wsparcie pochodziło od ludzi działających przy festiwalu. Dzięki ich zaangażowaniu i pracy możliwe było prawie wszystko. Co więcej często ich kompetencje, kontakty i doświadczenie pozwalały na bardzo skuteczne działania. Ponadto wsparcie finansowe ze strony Programu grantowego Ligi Odpowiedzialnego Biznesu jest rodzajem pewnego zasobu, który wiedziałem, że uda nam się pozyskać przy I edycji. To ważne, ponieważ mając już wsparcie, dużo łatwiej jest się starać o resztę finansowania. Ze strony uczelni również udało się pozyskać istotne fundusze. Ważną rolę pod kątem wsparcia odegrało również Małopolskie Obserwatorium Gospodarki Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego. W zeszłorocznej edycji platynowym sponsorem była Coca-Cola. Wydarzenie było sukcesem również dzięki sponsorowi Humanoitgroup, który zaprojektował i wdrożył stronę festiwalu.

DL: Czy organizacja festiwalu wpłynęła na Twoją dalszą karierę zawodową? MR: Festiwal w dalszym ciągu wpływa na moją karierę zawodową, bo postrzegam ją jako proces, który kształtuje się przez całe życie. A doświadczenie zdobyte przy tym wydarzeniu ma wpływ na moje dalsze plany.

DL: Dlaczego uważasz, że ważne jest promowanie idei CSR i zrównoważonego rozwoju wśród studentów? MR: Z jednej strony studenci jako przyszli prezesi, dyrektorzy, menedżerowie, kierownicy, inżynierowie czy po prostu osoby wchodzące na rynek pracy będą mieli znaczący wpływ na kształtowanie polityki

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


Akcje oby watelskie

instytucji i organizacji, w których będą pracować. Jeżeli chociaż na etapie studiów, pokaże im się po co w ogóle zajmować się CSR i zrównoważonym rozwojem, to zwiększa się prawdopodobieństwo implementacji tych idei w rzeczywistości. Jeszcze lepiej, gdy sami dowiedzą się, jak to funkcjonuje w praktyce. Jako młodzi ludzie mamy energię i zapał do zmieniania świata, do bycia aktywnym. Do pokazywania, że można inaczej. Z drugiej strony promowanie zrównoważonego rozwoju powinno się zacząć na etapie szkoły podstawowej, aby od wczesnych lat zapoznawać dzieci z mechanizmami oddziaływującymi na nasze życie i jego jakość. Bo o to chodzi.

DL: Co Cię skłoniło, by się zajmować właśnie CSR-em? MR: Powody czysto pragmatyczne, choć z dużą dozą idealizmu. Zawsze starałem się postrzegać świat jako obszar, na który wpływ ma każdy z nas. Nieistotne jak duży. Istotne jest to, aby zacząć od siebie i nie obwiniać wszystkich dookoła. Jeżeli więc mamy wpływ na otaczającą nas rzeczywistość, to możemy w jakiś sposób rozwiązywać pewne problemy. W moim przypadku była to kwestia recyklingu. W liceum chciałem go wprowadzić, ale się nie udało – kwestia logistyczna, choć z tego co wiem, już działa. To dało mi impuls do działania w organizacjach pozarządowych. Dzięki temu zrozumiałem, że większość programów, akcji jest skierowana do ogółu społeczeństwa. Po przypadkowym przeczytaniu artykułu dotyczącego strat przy produkcji żywności i zużyciu energii elektrycznej okazało się, że największe straty ponoszą przedsiębiorstwa. A stąd już było blisko do CSR.

DL: Jakie już masz wrażania odnośnie I i II edycji? Rozumiem, że na III się nie skończy…? MR: Każda kolejna edycja jest lepsza od poprzedniej, bo uczymy się na swoich błędach. Dotyczy to każdej kwestii, począwszy od organizacji przez promocję, na logistyce kończąc. Widać też wzrost zainteresowania wydarzeniem zarówno ze strony firm, jak i uczestników. Staramy się też zwiększać atrakcyjność festiwalu poprzez poszerzanie współpracy z nowymi firmami i organizowaniem dodatkowych eventów, jak Green Fashion Show pokaz mody z recyklingu czy konkurs na ekokonstrukcje. Mam nadzieję, że IV edycja będzie ogólnopolska z udziałem prelegentów zagranicznych. Już tej edycji towarzyszy zmiana nazwy na Festiwal Odpowiedzialnego Biznesu.

DL: Może powiesz coś więcej na temat tegorocznej edycji? MR: Oczywiście, w ramach festiwalu odbędą się cztery konferencje: 10.03 na AGH – „CSR a ochrona środowiska”, 11.03 na UJ – „CSR w przemysłach kreatywnych” , 12.03 na UE – „CSR w obszarze pracowniczym”, 13.03 na UP – „Aspekt społeczny CSR; działania CSR na rzecz praw człowieka i edukacji”. Ponadto po zakończeniu każdego dnia konferencji odbędą się „BarCampy” z przedstawicielami firm, którzy w luźniejszej atmosferze opowiedzą o praktykach związanych z CSR w ich przedsiębiorstwach.

DL: Jak edukacja z zakresu CSR wygląda w Krakowie? MR: Jeżeli chodzi stricte o edukację z zakresu CSR, to zajmują się tym co najmniej trzy krakowskie organizacje pozarządowe. Organizacji zajmujących się zrównoważonym rozwojem znajdziemy dużo więcej. Często organizowane są konferencje, warsztaty i prelekcje dotyczące CSR przez różne koła naukowe i organizacje, więc nie jest źle. Mogłaby się poprawić komunikacja pomiędzy tymi środowiskami.

DL: Jak Twoim zdaniem odnieść idee CSR do przeciętnego krakowianina? Jaki wpływ ma na niego i na zwiększenie jego świadomości organizacja takiego festiwalu? MR: Przecięty krakowianin pewnie nie słyszał o CSR. I trudno się temu dziwić. Ale pewnie wie, że biorąc torbę wielokrotnego użytku, dba o środowisko. Wie, że wyłączając niepotrzebnie świecącą żarówkę, oszczędza. Wie też, żeby zakręcać niepotrzebnie lejącą się wodę. I że należy sprzęt elektroniczny zutylizować, a nie wyrzucić do lasu. Dobrze, gdy ta wiedza sprowadza się do działań. Nie ma znaczenia, czy będziemy to nazywać wdrażaniem strategii zrównoważonego rozwoju na poziomie gospodarstw domowych czy po prostu zdrowym rozsądkiem…

DL: Jaki był największy sukces podczas poprzednich edycji festiwalu? MR: Sukcesów jest wiele. Przede wszystkim współpraca kilku organizacji studenckich przy jednym wydarzeniu jest sporym wyzwaniem, które w naszym wypadku dobrze się sprawdza. Na pewno udział wielu znanych firm, które postanowiły podzielić się swoim doświadczeniem ze studentami podczas festiwalu oraz uzyskanie patronatu honorowego UNDP Poland i Ministerstwa Gospodarki.

DL: A największa porażka? MR: Było parę sytuacji wpływających negatywnie na festiwal, ale trudno jest mi określić coś, co byłoby porażką. Może sytuacja z ubiegłego roku, gdy mieliśmy nakręcić materiał promocyjny, za którego stworzenie zabrała się osoba z polecenia, ale, jak się później okazało, niekompetentna. Materiał był na tyle ważny, że została przeznaczona na niego kwota, której nie był wart. W konsekwencji utraciliśmy jednego z ważnych partnerów.

DL: Jakaś rada dla „nowych” organizatorów przedsięwzięć na rzecz CSR? MR: Warto wiedzieć, że nie ma rzeczy niemożliwych, a pieniądze znajdą się zawsze, trzeba tylko poszukać.

DL: Dlaczego warto wziąć udział w festiwalu? MR: Bo to dobra inwestycja swojego czasu. Bo nie biorąc w nim udziału traci się niepowtarzalną szansę na spotkanie się z praktykami CSR.

41


Akcje oby watelskie

Zgodnie z naszymi deklaracjami i planami obejmujemy patronatem medialnym kolejne „Akcje Obywatelskie”. Tym razem kierujemy swoją i Państwa uwagę ku najmłodszym. Już trzecią dekadę działa w Krakowie Korczakowska Republika Dziecięca „Dyliniarnia” założona przez Marię i Tadeusza Pułczyńskich. Redakcja

„Bez pogodnego, szczęśliwego dzieciństwa całe życie jest potem kalekie…” Janusz Korczak

Dyliniarnia Korczakowska Republika Dziecięca Dyliniarnia to Organizacja Pozarządowa Działająca na Polu Pomocy Społecznej. Celem Dyliniarni jako Stowarzyszenia prowadzącego działalność charytatywną jest promowanie i wcielanie we wszelkie formy swoich działań, pozytywnych wartości i zachowań kreujących osobowość i psychikę dziecka zgodnie z panującymi zasadami moralności i etyki. Idea obejmuje całokształt wychowania z naciskiem na indywidualny proces pracy z każdym dzieckiem i wcielanie w życie własnych dziecięcych inicjatyw, wyzwalając tym samym pozytywne zachowania i prawidłowe reakcje w poszczególnych, niesionych przez życie sytuacjach. Działalność wychowawczą, oświatową, charytatywną czy profilaktyczną Dyliniarnia realizuje w następujących formach: ÎÎ Organizowanie spotkań, imprez, kółek zainteresowań, wspólnych zajęć oraz zabaw dla dzieci.

42

ÎÎ Pomoc w nauce oraz rozstrzyganiu indywidualnych proble-

mów rodzinnych, szkolnych oraz zdrowotnych. ÎÎ Odwiedzanie osób chorych i potrzebujących w domu opieki

społecznej, szpitalu pediatrycznym, domu dziecka. ÎÎ Organizowanie akcji charytatywnych: akcje mikołajkowe, po-

ÎÎ

ÎÎ ÎÎ ÎÎ

moc osobom starszym, dostarczanie odzieży i zabawek rodzinom potrzebującym, akcje antyalkoholowe itp. Organizowanie konkursów, które pomocne są w odkrywaniu bądź kształtowaniu odpowiednich postaw i relacji w społeczeństwie. Wspólne wycieczki i wyjazdy z dziećmi. Nawiązywanie kontaktów i współpracy z licznymi ośrodkami i zrzeszeniami kulturalno-oświatowymi. Edukacja poprzez występy Dyliniarskiego Teatru Bajka.

Aby jeszcze lepiej i szerzej realizować swoja misję, Dyliniarnia stale poszukuje wolontariuszy korepetytorów w zakresie edukacji na poziomie szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum z przedmiotów: j. angielski, matematyka, historia, chemia oraz wolontariuszy: psychologów, psychoterapeutów, logopedę, instruktora BHP, sekretarza, chętnych do zbiórek pieniędzy i żywności oraz wszystkich lubiących pracę z dziećmi i na rzecz dzieci. Zgłoszenia przekazywać można telefonicznie (505 573 831) bądź e-mailowo (krd56@op.pl).

Serdecznie zapraszamy do współpracy!

Nr 3 | styczeń-luty 2014 r.


Zostań Redaktorem naszej wspólnej gazety! Zapraszamy do współpracy wszystkich, którzy wraz z nami pragną przypatrywać się miastu, jego problemom i sukcesom.

„Obywatelski Kraków” czeka na Twoje artykuły! Pisz na:

OK@manko.pl Adam ma 40 lat i śmiertelnego raka płuc. Ma córkę Monikę, która straci niedługo tatę.

www.manko.pl

Palacze umierają średnio o 22 lata wcześniej niż osoby niepalące.

Rzuć palenie www.lokalbezpapierosa.pl paleniejestslabe.pl www.facebook.com/paleniejestslabe

nie możesz zrobić tego dla siebie zrób to dla swoich bliskich!

Nie bądź biernym!


Akademia Dziennikarstwa Obywatelskiego czeka na Ciebie!

Chcesz zostać dziennikarzem obywatelskim? Chcesz mieć wpływ na to, co dzieje sie w mieście? Chcesz zmieniać Kraków na lepsze?

Najbliższa rekrutacja: 04.02.2014 – 19.02.2014

Oferujemy Ci bezpłatne szkolenia w zakresie dziennikarstwa www.facebook.com/ObywatelskiKrakow

Więcej informacji na: www.obywatelskikrakow.pl „Obywatelski Kraków” – projekt zainicjowany przez organizację pozarządową:

www.manko.pl Projekt współfinansowany pr zez Szwajcarię w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej

Obywatelski Kraków nr 3  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you