Issuu on Google+


Gdzie się wybrać? A może by tak podróżować bez opuszczania luksusowego hotelu, bo po co wiecznie wlec się z walizkami? Albo wybrać się w najprawdziwsze tropiki, ale nie tak daleko, np. tylko tuż za naszą zachodnią granicę? Albo zamiast lecieć do Państwa Środka powitać armię chińską w Czechach? Ktoś powie, że to wszystko niemożliwe. A jednak... Luksusowy hotel, co prawda nie może jeździć, ale potrafi pływać. Stąd nasza propozycja, aby chociaż raz wybrać się na pełnomorski rejs wycieczkowy i zasmakować nieco innej formy turystyki. My już wiemy, że na tym jednym razie się nie skończy. Tropiki w zasięgu ręki znajdziemy w ogromnej hali Tropical Islands pod Berlinem, w której zmieścić się może Statua Wolności na stojąco lub Wieża Eiffla na leżąco. Natomiast chińską armię, zresztą całkiem niegroźną, bo terakotową, oglądać możemy na nowej, stałej wystawie w Brnie. Polecamy również dwa kraje, wciąż zbyt rzadko przez nas odwiedzane. Grzegorz Micuła zaprasza na Białoruś, gdzie aż roi się od polskich śladów i pamiątek z niedalekiej przeszłości. Natomiast Łukasz Wall zaprasza do stolicy Norwegii, która zafundowała sobie operę w kształcie lodowca. Na czytelników czekają także relacje z trzech egzotycznych podróży – na Sumatrę, do Republiki Południowej Afryki oraz do Arktyki, gdzie zaprasza nieustraszona, lodowa żeglarka – Monika Witkowska. Redakcja OBIEŻYŚWIATA

W NUMERZE

4 A może na morze?

26 Książki, multimedia

6 Weekend w tropikach

27 Polska nieodkryta

Rejsy wycieczkowe Niemcy

i konkurs

Polska na ITB DoMalopolski.pl

8 Białoruś – polskie ślady 11 Informacje 29 Suwalszczyzna Indonezyjska Przygoda Chińska armia w Czechach Turystyczne nowości

12 Oslo

nie tylko na weekend Norwegia

14 Przylądek

Dobrej Nadziei RPA

na narty

woj. podlaskie

30 Na rodzinne narty

w Świętokrzyskie! woj. świętokrzyskie

32 Białka Tatrzańska

Góry, narty i termy woj. małopolskie

17 Z notatnika podróżnika 38 City Park Residence 18 Sumatra Tradycja i nowoczesność

wyspa dla włóczykijów Indonezja

OBIEŻYŚWIAT – niezwykłe podróże zwykłych ludzi Magazyn turystyczny, kwartalnik, ISSN 1641-4861 Zespół redakcyjny i współpracownicy: Bogusław Matuszkiewicz – redaktor naczelny, Łukasz Dobrzyński, Irena Matuszkiewicz, Grzegorz Micuła, Bogusław Nowak, Łukasz Wall, Monika Witkowska, Kamila Zabrocka Tłumaczenia: Marek Łukasik Marketing i reklama: Jakub Matuszkiewicz, tel. +48 695 382 943 ul. Świętokrzyska 36/31H, 00-116 Warszawa, tel. 22 42 42 772 Druk: ArtDruk www.artdruk.com Kolportaż: RUCH S.A. i KOLPORTER S.A. Okładka: Genua, Włochy fot. archiwum PT TOURS

Adres redakcji i wydawcy: SUPER URLOP, ul. Norwida 61, 76-200 Słupsk tel./fax +48 (0) 59 842 49 53, e-mail: kolumb@obiezyswiat.com www.obiezyswiat.com Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam i ogłoszeń, nie zwraca niezamówionych materiałów i zastrzega sobie prawo do redagowania nadesłanych tekstów. © Copyright by SUPER URLOP. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powielanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody SUPER URLOP jest zabronione. Zabrania się sprzedaży numerów bieżących i archiwalnych bez umowy kolportażowej oraz po innej cenie niż podana na okładce.

22 Żeglarskie K2

lodowy rejs Arktyka

woj. wielkopolskie

40 Żagań

Wielka ucieczka woj. lubuskie


REJSY WYCIECZKOWE

Pomysł na urlop

A może na morze?

C

oraz więcej osób szuka nowych form wypoczynku. Kolejny wyjazd do hotelu z basenem i palmami, obojętnie czy znajduje się on w Turcji czy w Hiszpanii, zaczyna po prostu nużyć. Natomiast wycieczkowicze podróżujący autokarem objazdowo np. po krajach Europy często mają dosyć długich godzin jazdy, napiętych programów i ciągłego przemieszczania się z bagażami do kolejnych hoteli. Czy można zatem znaleźć jakąś inną, ciekawszą oraz mniej męczącą formę wypoczynku? Można! Są nią rejsy wycieczkowe, które doskonale łączą w sobie cechy tych dwóch rodzajów wypoczynku, czyli pobytu w ośrodku wypoczynkowym z autokarową wycieczkową objazdową.

Dwa w jednym Statki wycieczkowe to pływające hotele, mini kurorty, które oferują nie mniej atrakcji niż popularne turystyczne miejscowości. Do dyspozycji gości są restauracje, bary, dyskoteki, baseny, jacuzzi, centrum odnowy biologicznej, boiska sportowe, sale gimnastyczne, pole do gry w golfa, ścianka wspinaczkowa, kasyno, kino, teatr czy rewia. Są też jakby formą autobusu wycieczkowego, dodajmy – bardzo wesołego autobusu. Statek płynie, kiedy my się bawimy i wypoczywamy. Ten sposób przemieszczania chyba trudno porównać z niewygodami, jakich doświadczamy w autokarze. Zamiast skurczonych nóg – pełen luz spacerowania po wielu pokładach z ogromną ilością atrakcji. Po prostu wolność i swoboda, a za horyzontem codziennie nowy port, często bardzo egzotyczny. No i ta niesamowita przestrzeń, jakże potrzebna naszym zmęczonym oczom! O takich wartościach jak ogromne, zbawienne dla płuc dawki jodu, czy poczucie romantyzmu i luksusu – już nie wspomnę. W moim przekona-

niu rejsy wycieczkowe są niezłą formą wypoczynku, która również w Polsce zyskuje coraz więcej zwolenników. Chcę uspokoić wszystkich, którzy obawiają się choroby morskiej. Pływające kolosy dzielnie radzą sobie z falami a specjalne wysuwane stabilizatory skutecznie niwelują wszystkie wstrząsy. Ponadto większość rejsów odbywa się na spokojnych wodach mórz południowych, na których nie ma wysokiej fali.

Cały świat Jest już niewiele miejsc, do których nie docierają statki wycieczkowe. Można odwiedzić każdy kontynent z Antarktydą włącznie, a korzystając z wycieczek fakultatywnych, poznać najciekawsze zabytki i miejsca w okolicy portu, do którego zawija statek. Są trasy, w zależności od pory roku, cieszące się większym zainteresowaniem klientów. Zimą powodzenie mają Karaiby a wiosną i jesienią – Morze Śródziemne. Norweskie Fiordy, Stolice Bałtyckie, Grenlandię i Spitzbergen – można odwiedzić latem. Niektóre statki opływają świat dookoła. Organizowane są również rejsy tematyczne dla miłośników win, golfa, brydża, jogi, bluesa czy muzyki klasycznej.

Dobry czas Koniec zimy i początek wiosny to najlepszy moment na zaplanowanie rejsu ze względu na duży wybór ofert i lepsze ceny. Zasada jest tu podobna jak w rezerwacji biletów lotniczych. Im wcześniej wykupimy rejs tym lepszą uzyskać możemy cenę, np. w ofertach specjalnych nawet 199 EUR za 7-dniowy rejs luksusowym, czterogwiazdkowym statkiem. Im bliżej jest do terminu wypłynięcia z portu tym

cena może być dużo wyższa. Warto zatem już teraz coś fajnego dla siebie „upolować”.

Z kim popłynąć? Osobiście korzystam z usług największego i działającego na polskim rynku od czternastu lat tour operatora rejsowego PT TOURS. Biuro na większość rejsów wysyła grupy z polskim pilotem, ma stałe połączenia autokarowe z portami na południu Europy, a także załatwia bilety lotnicze i dodatkowe usługi turystyczne skorelowane z terminami rejsów nawet w najodleglejszych zakątkach świata. Jest to solidne i sprawdzone biuro, któremu można zaufać. Najnowsza, pełna i ciągle aktualizowana oferta, znajduje się na stronie – www.namorzu.pl, na której można zamówić sobie bezpłatny katalog a także zapisać się na newslettera.

Europejskie porty Największą popularnością cieszą się rejsy do portów europejskich. Oto kilka przykładów rejsów z polskim pilotem proponowanych przez PT TOURS. „Dookoła Europy” – to nazwa rejsu, który stwarza niepowtarzalną okazję do opłynięcia Europy Zachodniej i odwiedzenia kilku krajów w ciągu zaledwie dziesięciu dni. 4,5-gwiazdkowy statek MSC Orchestra linii MSC Cruises wypływa z Kilonii i po dniu spędzonym na morzu zawija do Southampton, z którego wypływały takie legendarne już statki jak Titanic, Queen Mary czy Queen Elizabeth. La Coruna przywita rejsowiczów Wieżą Herkulesa i latarnią morską zbudowaną w II wieku. Po wizycie w Lizbonie kolejnym przystankiem jest leżący na granicy kontynentów Gibraltar ze swoją charakterystyczną skałą The Rock. Dwa kolejne porty – Malaga, Barcelona i Genua z pewnością dostarczą nie mniej wrażeń. Termin: 10.09. - 21.09.2011., cena od 824 EUR plus ok. 240 PLN za przejazd autokarem lub ok. 1000 PLN za przelot do Kilonii.

Przedsiębiorstwo Turystyczne Tours Grupa Atlas Tours 44-240 Żory ul. Moniuszki 15 tel. 32/ 434 03 80, 32/ 434 56 03 tel./faks 32/ 435 23 44 e-mail: rezerwacje@namorzu.pl

www.namorzu.pl

4

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

www.obiezyswiat.com


„Śródziemnomorska Bryza” – z Barcelony, oferującej tysiące możliwości stolicy Katalonii, 4,5-gwiazdkowy statek Sovereign linii Pullmantur Cruises płynie na Lazurowe Wybrzeże do portu Villefranche, skąd rozpoczyna się zwiedzanie Księstwa Monako. Oglądamy tu pałac księcia, zwiedzamy fascynujące Muzeum Oceanograficzne oraz słynne kasyno. Istnieje też możliwość zakupu biletu na wyścigi F-1 GP Monaco. Następnie wizyta w porcie Civitavecchia jest dobrą okazją do zwiedzenia Rzymu, a dzień w Neapolu – do zobaczenia pobliskich Pompejów, które 24 sierpnia 79 roku n.e. zniszczył wybuch wulkanu Wezuwiusz. Po postoju w La Goulette niedaleko Tunisu, statek wraca do Barcelony. Termin: 28.05. - 04.06.2011., cena od 649 EUR plus ok. 1000 PLN za bilet lotniczy do Barcelony. „Cesarska Przygoda” – to z kolei okazja do odwiedzenia pięciu stolic krajów nadbałtyckich oraz szóstej, byłej stolicy Rosji. 4-gwiazdkowy statek Norwegian Sun linii NCL (Norwegian Cruise Line) wypływa z Kopenhagi i pierwszy postój ma w Warnemunde (Berlin). Po dniu na morzu odwiedza Tallin a potem wpływa do Sankt Petersburga, jednego z głównych centrów muzealnych świata. Swoje zasoby udostępniają m.in. Ermitaż, Muzeum Rosyjskie oraz kilkaset mniejszych muzeów. Na pewno każdego zachwycą stolice skandynawskie – Sztokholm położony na kilkunastu wyspach, Kopenhaga ze swoją morską starówką czy Helsinki, w których nad budynkami górują wielkie promy i statki wycieczkowe. Termin: 01.07.2011 - 10.07.2011, cena od 969 EUR plus ok. 1000 PLN za bilet lotniczy do Kopenhagi.

www.obiezyswiat.com

Na weekend majowy polecam rejs o nazwie „Od Wenecji do Stambułu” 4,5-gwiazdkowym statkiem Magnifica linii MSC Cruises, który zaczyna się w Wenecji, mieście marzycieli i zakochanych pływających gondolami wśród olśniewających pałaców dawnych kupców. Następnie statek cumuje we włoskim Bari a potem płynie do Katakolon (Olimpia) związanego z kultem Zeusa i historią starożytnych igrzysk olimpijskich. Izmir i Stambuł – to już pełny smak Orientu. Z pewnością na długo w pamięci pozostanie wizyta w Dubrowniku, zwanym „Perłą Adriatyku”, w którego murach widać jeszcze ślady po niedawnej wojnie. Termin 29.04.2011 - 07.05.2011. od 899 EUR plus 140 EUR za przejazd autokarem do Wenecji. „Wulkaniczne Wyspy Kanaryjskie” – po wizycie na Teneryfie, Las Palmas i Lanzarotte 3,5-gwiazdkowy statek Horizon linii Pullmantur Cruises zawija na dwa dni do Maroka. Agadir jest popularnym kurortem nad Oceanem Atlantyckim i miastem odbudowanym od podstaw po tragicznym trzęsieniu ziemi w 1960 roku, w którym zginęło około 15 tysięcy osób. Casablanca, rozsławiona przez kultowy film z Humphrey’em Bogartem i Ingrid Bergman, na pewno każdego zauroczy swoją mediną i ogromnym Meczetem Hassana II. Wizyta na górzystej, odległej portugalskiej wyspie Maderze, może stać się okazją do znalezienia na niej śladów polskiej historii. Termin: 08.10.2011 - 15.10.2011, cena od 529 EUR plus ok. 900 PLN za bilet lotniczy na Teneryfę.

Największy na świecie Rejs „Królewskie Karaiby Zachodnie” – to okazja popłynięcia 5-gwiazdkowym

statkiem Allure Of The Seas zbudowanym w stoczni w Turku (Finlandia) za 1,2 mld dolarów na zamówienie amerykańskiego armatora Royal Caribbean International. Wraz ze siostrzanym statkiem Oasis of the Seas jest największym statkiem na świecie. Allure Of The Seas w dziewiczy rejs wypłynął 1 grudnia 2010 r. Wysokość statku to 72 m powyżej linii wody, długość 360 m, szerokość 60,5 m, zanurzenie wynosi 9,3 m, a wyporność – 225 282 tony (5 razy więcej niż miał Titanic). 6 silników Diesla o mocy 97 000 kW rozwija prędkość 20,2 węzłów. Statek może zabrać 5400 pasażerów i 1000 osób załogi. Kolos wypływa z portu Fort Lauderdale na Florydzie, modnego kurortu z setkami klimatycznych restauracji i kafejek. Labadee, położony w północnej części Haiti, to prywatny port i ośrodek turystyczny, do którego wpływają luksusowe statki wycieczkowe. Natomiast wizyta w Falmouth pozwoli choć na chwilę poczuć gorący klimat Jamajki, na której od słynnego rumu i muzyki reggae może zakręcić się w głowie. Meksykańska dziewicza wyspa Cozumel przyciąga nurków pięknymi rafami koralowymi a miłośników historii – ruinami miast Majów i Azteków. Termin: 06.11.2011 - 13.11.2011, cena od 689 EUR plus ok. 2500 PLN za przelot samolotem do Miami na Florydzie. Podałem wyżej tylko kilka przykładowych ofert i terminów z bardzo bogatej oferty rejsów PT TOURS. Wszystkim rejsowiczom życzę stopy wody pod kilem. Do zobaczenia na morzach i oceanach świata. BOGUSŁAW MATUSZKIEWICZ

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

5


U SĄSIADÓW

Weekend w tropikach? N

iemożliwe? A jednak! I to bez konieczności podróżowania na drugi koniec świata. Tropik czeka na nas pod jedną kopułą, blisko naszej zachodniej granicy, w Niemczech, w miejscu zwanym Tropical Islands. Jest ono położone ok. 35 km na południowy zachód od Berlina, bezpośrednio przy autostradzie A13 (Berlin-Drezno).

Park rozrywek wodnych? Nazwanie Tropical Islands parkiem rozrywek wodnych jest zdecydowanym niedomówieniem. Pod tą największą samonośną halą na świecie kryje się prawdziwy tropikalny raj i to nie byle jakich rozmiarów: 360 m długości, 210 m szerokości i 107 m wysokości! Łatwo policzyć, że Statua Wolności mogłaby się w niej zmieścić na stojąco a Wieża Eiffla – na leżąco. Natomiast powierzchnia pod kopułą jest wielkości ośmiu boisk do piłki nożnej.

Czar tropików W tej przeogromnej hali, wybudowanej ongiś na potrzeby produkcji sterowców, mieści się dziś sporo tropikalnych atrakcji w ilości nieporównywalnej z żadnym innym parkiem rozrywki w Europie. Czegóż tam nie ma!

6

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

„Morze Południowe” z wodą o temperaturze 28°C o powierzchni 3000 m² z obszarem do pływania, płytkim brodzikiem dla dzieci, ślizgawkami, piaszczystą plażą o długości 200 m oraz sztucznie stworzonym horyzontem doskonale pozwala wczuć się w atmosferę prawdziwie tropikalnego wypoczynku. Natomiast „Laguna Bali” mierzy sobie 1200 m² i dzięki wodzie o temperaturze 32°C, sztucznym falom, dwóm krytym zjeżdżalniom oraz masażom wodnym – gwarantuje wspaniały relaks. Dopełniają go otaczające lagunę palmy i balijskie chaty. Największy na świecie kryty „Las Tropikalny” ma 50 000 drzew i ok. 600 gatunków roślin z Azji i wysp Pacyfiku – od palm poprzez egzotyczne orchidee i pnącza po rośliny mięsożerne czy drzewa bananowe i kawowce.

Można tu także spotkać kolorowe pawie i bażanty. Aby w pełni docenić nietypowość tego lasu warto wybrać się na „zwiedzanie” dżungli z przewodnikiem. Kolejną niesamowitą atrakcją jest najwyższa w Niemczech wieżowa zjeżdżalnia wodna o wysokości 27 metrów, na której można rozwinąć prędkość nawet do 70 kilometrów na godzinę! Z kolei „African Jungle Lift” – to rodzaj windy, która po osiągnięciu z pasażerami wysokości 20 m, na chwilę zatrzymuje się, pozwalając podziwiać widok na Tropical Islands a następnie opada w dół dostarczając niezapomnianego dreszczyku emocji. A jeśli komuś tego mało, to może odbyć lot balonem pod kopułę i podziwiać tropikalne wyspy z lotu ptaka. Nieprawdopodobne, ale możliwe! „Tropikalna wioska” z egzotycznymi zabudowaniami z Bali, Borneo, Samoa i Tajlandii to miejsce, w którym skupia się „poplażowe” życie dzięki licznym restauracjom, sklepom oraz programowi rozrywkowemu. To właśnie tu, na centralnie położonym placu Wayang Plaza, odbywają się barwne show – dzienne i wieczorne. Nie zapomniano o najmłodszych tropikalnych powww.obiezyswiat.com


Dom NOVASOL

dróżnikach i stworzono dla nich specjalny klub „Tropino”. Tutaj dzieciaki same decydują o tym, co będą robić – czy zaliczą jeszcze jedną rundę na torze wyścigowym, czy będą piąć się na ściance wspinaczkowej, czy też zostaną kapitanem własnej łódki. Poza tym organizowany jest ciekawy program dnia. Największa w Europie strefa saun, otoczona tropikalną roślinnością na powierzchni 10 000 metrów kwadratowych – to w Tropical Islands prawdziwa gratka dla wielbicieli wypoczynku w stylu wellness. Do dyspozycji są tutaj sauny kamienne, drzewne, borowinowe i ziołowe, łaźnie parowe (kwiatowa, klasyczna, grota solna). A do tego – bogata oferta masaży i zabiegów kosmetycznych oraz dopełniający wszystkiego klub fitness. Czy wystarczy czasu na zaliczenie tych wszystkich atrakcji?

Osiedle wakacyjne NOVASOL Aby optymalnie wykorzystać ofertę tego magicznego, egzotycznego miejsca, trzeba po prostu dobrze zaplanować wyprawę do Tropical Islands. Niezłym rozwiązaniem jest dłuższy pobyt, a nie tylko krótki weekend. Możemy go swobodnie i wygodnie przedłużyć korzystając ze specjalnej oferty zakwaterowania firmy NOVASOL przy samym Tropical Islands. Znajduje się tu osiedle wybudowanych w stylu skandynawskim, jasnych, komfortowych domów wakacyjnych z przytulnym kominkiem i w pełni wyposażoną kuchnią. Stąd już tylko krótki (ok. 10 minut) spacerek do hali Tropical Islands. www.obiezyswiat.com

Dodatkowo – wynajmując jeden z tych domów goście zapewniają sobie bezpłatny, bez żadnych ograniczeń wstęp do tego tropikalnego raju przez cały czas pobytu. Wstęp obejmuje: „Morze Południowe”, „Lagunę Bali”, „Tropikalną Wioskę”, „Tropikalny Las” oraz show dzienne. Takie rozwiązanie zapewnia całkowitą swobodę w kreowaniu wypoczynku w Tropical Islands jak również poza halą. W przerwie między tropikalnymi przygodami można się stąd wybrać choćby do stolicy Niemiec – Berlina albo do urokliwego Drezna, czy na zwiedzanie Brandenburgii. Do dyspozycji gości, chcących zapewnić sobie wstęp gratis do Tropical Islands, NOVASOL oddała 3 rodzaje domów w przystępnych cenach (zależnych od terminu i długości pobytu), spośród których każdy wybierze coś dla siebie. Dom wakacyjny typu „Marco Polo” dla 4 (+2) osób. Na 57 m² znajduje się wszystko, czego potrzeba, żeby wypoczynek był udany. W pełni wyposażona kuchnia zachęca do wspólnego gotowania. W salonie jest wystarczająco miejsca dla wszystkich, aby wygodnie zrelaksować się przed kominkiem. Oprócz miejsc do spania w sypialniach, również w salonie znajduje się sofa, dzięki czemu może tu mieszkać 6 osób. Działka ma co najmniej 600 m². Numery ofert: DTI610-612, 614, 617-619, 627, 629, 631, 635, 638-640, 645, 647, 648, 650, 651. Dom wakacyjny typu „Christoph Columbus” dla 4 (+2) osób. Ten dom wakacyjny o powierzchni 68 m² dysponuje własną sau-

Dom NOVASOL

ną, można więc się porządnie zrelaksować także w chłodniejsze dni, nie opuszczając domu. Znajdują się tutaj dwie sypialnie oraz dodatkowe miejsca do spania w salonie – łącznie dla 6 osób. Duży taras jest częściowo zadaszony tak, aby nawet deszcz nie przeszkodził np. w grillowaniu. Numery ofert: DTI613, 615, 616, 620, 621, 623-626, 628, 630, 632-634, 637, 641, 646, 649, 652. Dom wakacyjny typu „James Cook” dla 6 (+2) osób. Tutaj znajdą dla siebie wystarczająco dużo miejsca także większe rodziny lub grupy. Działka o wielkości 1000 m² gwarantuje prywatną atmosferę oraz miejsce na zabawy dla dzieci. W luksusowej łazience znajdują się – wanna z hydromasażem oraz sauna, dzięki którym można zorganizować sobie swój własny program wellness. W tym domu wakacyjnym z 3 sypialniami oraz dwoma dodatkowymi miejscami do spania w salonie wakacje może spędzać łącznie 8 osób! Numery ofert: DTI622, 636, 642-644. Więcej informacji i ceny na: www.tropical.novasol.pl ANNA SZULC

Novasol Polska Sp. z o.o. ul. Mickiewicza 12/3 70-384 Szczecin tel. (0-91) 812 16 45

www.novasol.pl OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

7


PODRÓŻE NA WSCHÓD

BIAŁORUŚ polskie ślady

P

oleskie błota rozciągające się wzdłuż dzisiejszej granicy Białorusi z Ukrainą – to największe mokradła w Europie, wciąż jeszcze trudnodostępne i niemal bezludne. Wiosną lśnią w słońcu zwierciadła rozlewisk i nieprzebyte torfowiska tej europejskiej Amazonii, a zimą, gdy lód skuje bagna i rzeki, tylko obłoki pary zdradzają nigdy nie zamarzające łąki i bagna. „Polesia czar, to dzikie knieje, moczary, Polesia czar to tęskny wichrów jęk, gdy w ciemną noc z bagien wstają opary. Serce me drży, dziwny ogarnia lęk” – tak mówiły słowa przedwojennej piosenki. Dziś Polesie, mimo geograficznej bliskości i historii ściśle związanej z naszymi dziejami, nie jest zbyt często odwiedzane przez Polaków.

Długa historia Brześcia Już w X wieku stał tu drewniany gród Berestie należący do słowiańskiego plemienia Dregowiczów, zbudowany w obronnym miejscu u ujścia Muchawca do Bugu. Zdobywali go książę kijowski Jarosław i polski król Kazimierz Sprawiedliwy, który zbudował tutaj zamek. W XIII wieku miasto całkowicie zniszczyli Tatarzy a później książę Gedymin włączył je do Wielkiego Księstwa Litewskiego. W 1409 r. odbyło się w Brześciu spotkanie króla Jagiełły z wielkim księciem Witoldem i krymskim chanem Dżelaledinem, na którym omawiano zbliżającą się wojnę z Zakonem Krzyżackim. W pobliskiej Puszczy Białowieskiej urządzano wielkie polowania, gromadząc zapasy dla wojska. W 1563 r. wydrukowano tu słynną Biblię Brzeską a w roku 1596 ogłoszono Unię Brzeską, której wynikiem było podporządkowanie cerkwi prawosławnej papieżowi. Ten piękny gród już nie istnieje. Zamek, klasztory, kościoły i cerkwie zostały rozebrane na rozkaz cara Mikołaja I, który rozwścieczony Powstaniem Listopadowym kazał zburzyć miasto a na jego miejscu wybudować potężną twierdzę. Samo miasto przeniesione zostało o kilka kilometrów na wschód.

Haniebna defilada Podczas I wojny światowej brzeska twierdza zajęta była przez wojska kajzerowskich Niemiec. W znajdującym się na terenie twierdzy Białym Pałacu podpisano w 1918 roku Pokój Brzeski między bolszewicką Rosją i cesarskimi Niemcami. O twierdzę brzeską walczono także dwukrotnie podczas II wojny światowej. We wrze-

8

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

Katedra w Pińsku (dawny kościół franciszkanów)

śniu 1939 roku polscy żołnierze bronili jej przed Niemcami, barykadując bramę starymi, francuskimi czołgami z czasów I wojny światowej. 17 września 1939 r. również Związek Radziecki zdradziecko zaatakował walczącą z Niemcami Polskę. Na ówczesnej ulicy Unii Lubelskiej w Brześciu oddziały Armii Czerwonej maszerowały wspólnie z żołnierzami Wehrmachtu w haniebnej „defiladzie zwycięstwa nad Polską”. Kiedy w czerwcu 1941 r. Niemcy zaatakowały ZSRR, stacjonujący w twierdzy sowiecki garnizon przez prawie miesiąc stawiał opór hitlerowcom. Nie miało to jednak większego znaczenia militarnego, bowiem Niemcy obeszli twierdzę idąc na Moskwę. Po wojnie doceniono bohaterstwo walczących tu żołnierzy nadając twierdzy tytuł Miasta Bohatera a zachowane ruiny zamieniono na pamiątkowy kompleks budując okazałą betonową bramę z wejściem w kształcie gwiazdy oraz gigantyczny pomnik żołnierza i obelisk w kształcie bagnetu. Ponadto na terenie twierdzy obejrzeć możemy drewniane resztki średniowiecznego grodu Berestia, dwie odrestaurowane ostatnio cerkwie, zachowane fragmenty koszar oraz Bramę Chełmską zbudowaną ze specjalnego gatunku odpornej na ostrzał cegły.

Atrakcje Brześcia Współczesny Brześć to 300–tysięczne przemysłowe miasto i ważny węzeł kolejowy. Nie ma tu zbyt wielu zabytków oprócz kilku cerkwi oraz

kościoła katolickiego p.w. Podniesienia Krzyża z Sanktuarium Matki Bożej Brzeskiej. Są to XIXwieczne budowle o typowej dla tamtych czasów architekturze. Można wybrać się na spacer zamienioną w deptak ulicą Sowiecką z nowym pomnikiem Tysiąclecia Brześcia, oświetlaną naftowymi latarniami. Warto odwiedzić muzeum miejskie mieszczące się w dawnej polskiej willi oraz Muzeum Technologii Kolejowej, w którym zgromadzono 48 parowozów z lat 30 i 40 ubiegłego stulecia. Najstarszym eksponatem jest wagon sztabowy z 1915 roku. Ciekawe jest także Muzeum Sztuki Skonfiskowanej, gdzie eksponowane są ikony, stara broń, porcelana i srebra o znacznej wartości zabytkowej skonfiskowane przemytnikom przez brzeskich celników i straż graniczną. Jedną z nielicznych polskich pamiątek jest pomnik – popiersie Adama Mickiewicza przy Alei Mickiewicza w centrum miasta.

Historia Puszczy Białowieskiej Brześć jest też dobrym punktem wypadowym do zwiedzania białoruskiej części Puszczy Białowieskiej. Ten najstarszy zachowany do dziś dziewiczy las Europy jest jednym z największych skarbów przyrodniczych nie tylko Polski i Białorusi, ale świata. Puszcza Białowieska wpisana została na światową Listę Dziedzictwa Przyrodniczego UNESCO i uznana za Światowy Rezerwat Biosfery. www.obiezyswiat.com


Brama Chełmska Twierdzy Brzeskiej

Pomnik radzieckich obrońców Twierdzy Brzeskiej

plejszych porach roku ubiera się on w haftowaną bluzę przepasaną kolorową krajką oraz w lniane spodnie wpuszczane w wysokie buty. Zimą szczególnie ważnym obiektem jest 40-metrowa żywa choinka. Podobno jedna z najwyższych w Europie. Wieczorem budynki gospodarstwa, płoty, bramy oraz niektóre rzeźby, a także choinka – oświetlone są tysiącami małych, kolorowych lampek.

Epitafium dla ZSSR

Brama wejściowa do twierdzy w Brześciu

Died moroz

Na zachodzie puszczy niedaleko Białowieży, ale już po stronie białoruskiej, znajduje się rządowy kompleks myśliwski Wiskule (biał. Wiskuli). W piętrowej kamiennej willi w stylu moskiewskim 8 grudnia 1991 r. ówcześni prezydenci Federacji Rosyjskiej – Borys Jelcyn i Ukrainy – Leonid Krawczuk oraz przewodniczący Rady Najwyższej Białorusi (wówczas nie istniał jeszcze urząd prezydenta) Stanisław Szuszkiewicz podpisali w tym zakątku Puszczy Białowieskiej porozumienie o wystąpieniu ich krajów z ZSRR i utworzeniu Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP). Porozumienie to, kładące kres istnieniu Związku Sowieckiego, nazwano Układem Białowieskim. Kompleksu Wiskuli nie można niestety zwiedzać, pełni on obecnie rolę pałacyku myśliwskiego prezydenta Białorusi Łukaszenki.

Kamieniec i królewski Wołczyn Muzeum Przyrody w Turowie

Muzeum Przyrody w Turowie

Po II wojnie światowej Stalin arbitralnie podzielił Puszczę Białowieską. Większa jej część, rozciągająca się niemal 70 km z północy na południe, została po stronie Białoruskiej. O istnieniu tej ogromnej niegdyś puszczy pisał już w V w p.n.e. starożytny grecki geograf Herodot. Na początku XV w. król Władysław Jagiełło ogłosił puszczę obszarem chronionym a w 1538 r. król Zygmunt III Waza wydał ustawę o ochronie puszczańskich kniei i żyjących w nich zwierząt. Nie dotyczyło to wielkich polowań królewskich i carskich, podczas których padały setki zwierząt, co zakończyło się całkowitym wybiciem żyjących tu turów, jeleni szlachetnych, niedźwiedzi brunatnych a w końcu również żubrów. Ostatni białowieski żubr padł z ręki kłusownika podczas I wojny światowej. Polscy naukowcy rozpoczęli restytucję żubrów wprowadzając księgi rodowodowe tych zwierząt.

Puszczańskie skarby Wypchany żubr „Puginał”, protoplasta białoruskiej gałęzi tych królów puszczy, jest dziś eksponatem w Muzeum Przyrody we wsi Kamieniuki, administracyjnym centrum puszczy. W nowym gmachu muzeum obejrzeć można wystawę składającą się z ponad tysiąca eksponatów – wypchanych zwierząt w odtworzonym ich naturalnym środowisku ptaków, ryb, gadów, płazów, owadów itp. Przedstawione są też sceny z przeszłości puszczy – dawni mieszkańcy, bartnicy zbierający miód dzikich pszczół, książęce www.obiezyswiat.com

polowania, figura carskiego łowczego w mundurze oraz bogata dokumentacja fotograficzna z carskich polowań Mikołaja II. W puszczy rośnie ponad 2 tysięce olbrzymich drzew, m.in. 600-letnie dęby oraz kilkusetletnie jesiony i sosny. Żyją w niej żubry, łosie, jelenie, dziki, lisy, rysie, bobry, wydry, wilki, kuny, zające i wiele innych ssaków a także ponad 250 gatunków ptaków, wśród nich orły, czaple, czarne bociany, głuszce, sowy, kaczki oraz liczne gatunki płazów, gadów i ryb.

Z wizytą u Dziadka Mroza W Puszczy Białowieskiej na rozległej polanie znajduje się siedziba Dziadka Mroza – odpowiednika Świętego Mikołaja. W drewnianym, piętrowym domu z gankiem i balkonem, ozdobionym rzeźbionymi kolumnami, przyjmuje on gości przez cały rok. Znajduje się tu także drewniany domek Śnieżynki z piramidą poduszek. Całość ogrodzona jest drewnianą palisadą z pięknie zdobionymi drewnianymi wrotami. Dzieci oglądają wyrzeźbione w drewnie postacie z bajek i szaleją na placu zabaw. Dorośli mogą kupić pamiątki oraz zjeść pyszne białoruskie bliny z miodem lub konfiturami z żurawiny albo też np. szaszłyk z jelenia, no i wypić herbatę z puszczańskich ziół albo miejscową „księżycówkę”. W zimie Died Moroz z długą białą brodą występuje w czerwonym kaftanie i czapce z pomponem oraz ciepłych, filcowych walonkach. W cie-

Na obrzeżach Puszczy znajduje się miasteczko Kamieniec z wysoką, XII-wieczną ceglaną wieżą obronną, która mimo iż wzniesiona z czerwonej cegły nazywana jest Białą Wieżę (stąd nazwa puszczy). Jest tu także pomnik księcia Włodzimierza Wołyńskiego, który założył miasto w 1276 roku oraz cerkiew św. Symeona i katolicki kościół św. Piotra i Pawła. Warto też wybrać się do położonego prawie na samej granicy z Polską Wołczyna, należącego niegdyś do rodziny Poniatowskich, którzy mieli tu swoją rezydencję. W pałacu urodził się Stanisław Poniatowski. W krypcie tutejszego kościoła św. Trójcy (obecnie całkowicie zrujnowanego) złożono w 1938 r. zwłoki ostatniego polskiego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, przewiezione z kościoła św. Katarzyny w Leningradzie. Po sprofanowaniu ciała i rozgrabieniu trumiennych skarbów przez miejscową ludność, szczątki króla (drobiny kości i fragmenty szat) władze sowieckie wydały Polsce w 1988 r. W roku 1995 złożono je w katedrze św. Jana w Warszawie.

Miasto nad Piną Stolica Polesia, ponad tysiącletni Pińsk, należy do najstarszych i najciekawszych historycznych miast Białorusi. Stąd pochodzili biskup i poeta Adam Naruszewicz oraz pisarz i reporter Ryszard Kapuściński. Mieszkało tu także wielu znanych ludzi m.in. św. Andrzej Bobola zamordowany przez kozaków w pobliskim Janowie a także szambelan królewski i poseł na Sejm I RP Mateusz Butrymowicz oraz jego wnuk grafik i kompozytor Napoleon Orda. Od dawien dawna mieszkali tutaj Żydzi. Ponoć już w roku 1050 była tu synagoga. W Pińsku OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

9


Pińsk, Kolegium Jezuitów

Pińsk, Pałac Butrymowicza

nym znajduje się piękny obraz Wniebowzięcia NMP Bartolomea Murilla i płaskorzeźba Stygmatyzacja św. Franciszka poświęcona patronowi klasztoru. Ciekawy jest też obraz Alfreda Romera „Pińska Madonna” z 1894 roku. Inna świątynia katolicka Pińska, barokowy kościół św. Karola Boromeusza, pełni dziś rolę miejskiej sali koncertowej.

Pałac Butrymowicza

Turów, cerkiew Wszystkich Świętych

Turów, cerkiew Wszystkich Świętych

Krzyż turowski

Turów, krzyż na cmentarzu

mieszkali m.in. cadyk Aaron Perłow (Karliński) – założyciel chasydyzmu karolińsko-stolińskiego, Chaim Weizmann – pierwszy prezydent Izraela i premier tego kraju Golda Meir. Pińsk położony jest nad rzeką Piną u jej ujścia do Prypeci, gdzie zbiegają się dawne szlaki wodne i handlowe łączące Polesie z Naddniestrzem i Morzem Czarnym na południu oraz z Bałtykiem na północy. Jest to centrum sławnych w przeszłości poleskich błot położonych w sąsiedztwie wyjątkowo urodzajnych ziem.

Burzliwa historia Pińska Najstarsza wzmianka o Pińsku pochodzi z roku 1097 i znajduje się w kronice staroruskiej – latopisie Nestora. W 1240 roku Tatarzy obrócili drewniany Pińsk w perzynę. W 1320 r. Gedymin przyłączył księstwo pińskie do Litwy. W roku 1396 książę piński i turowski Zygmunt Kiejstutowicz ufundował klasztor franciszkanów z najstarszą na kresach wschodnich świątynią katolicką. W XVI w. gospodarną władczynią Polesia i Pińska była polska królowa Bona, która kazała budować drogi i kopać kanały. Pińsk był już dużym jak na owe czasy 5-tysięcznym miastem z drewnianym zamkiem, kilkunastoma cerkwiami, kościołem, klasztorem i synagogą. W 1581 r. Stefan Batory nadał miastu prawa magdeburskie, liczne przywileje oraz herb – w czerwonym kole napięty złoty łuk ze srebrną strzałą. W dziejach miasta odnotowano najazdy rozmaitych wrogów oraz pożary powodujące zniszczenia. Największe straty poniósł Pińsk podczas powstania Bohdana Chmielnickiego. Najpierw kozacy płk Nebaby ograbili świątynie oraz wymordowali Żydów i katolików a potem odwetowa wyprawa wojsk litewskich, dowodzonych przez hetmana Radziwiłła, dopełniła zniszczenia miasta. W roku 1773 w Pińsku było 9 kościołów i klasztorów katolickich, w tym murowane kole-

10

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

gium jezuitów zbudowane w latach 1631 – 1635. W końcu XVIII w. staraniem Mateusza Butrymowicza i hetmana Michała Kleofasa Ogińskiego wytyczono kanały: Królewski (Dniepr – Bug) i Ogińskiego (Dniepr – Niemen), co podniosło znaczenie Pińska jako portu śródlądowego. Po II rozbiorze Polski w 1793 r. Pińsk wraz z innymi ziemiami byłej Rzeczypospolitej zajęła Rosja.

Wspaniałe kościoły Pińska 7 sierpnia 1921 r. wielki pożar zniszczył Pińsk w takim stopniu, że stolicę administracyjną Polesia trzeba było przenieść do Brześcia. Mieszkająca tu ludność była wielonarodowa i wielowyznaniowa. Na ponad 31 tysięcy ówczesnych mieszkańców było tylko niecałe 8 tysięcy Polaków. Ludność żydowska, której odsetek, urodzony tu Ryszard Kapuściński, szacował na 70%, w ogromnej większości nie przeżyła hitlerowskiej okupacji. Komuniści likwidowali lub przeznaczali na inne cele świątynie i klasztory. Dumę miasta, XVII-wieczny kościół św. Stanisława, w krypcie którego znajdował się grób św. Andrzeja Boboli, wysadzili w powietrze w 1953 r. ponoć na rozkaz samego Chruszczowa. Dziś na tym miejscu jest rozległy plac z wielkim pomnikiem Lenina. Najcenniejszą zabytkową budowlą Pińska jest klasztor franciszkanów i katedra p.w. Wniebowzięcia NMP z wysoką, wolnostojącą dzwonnicą, zajmującą cały kwartał między nadbrzeżnym bulwarem a historyczną główną ulicą miasta, noszącą do dziś nazwę Lenina. Gotycko-renesansowy kościół, z barokową fasadą i wieżami oraz późnobarokowym i rokokowym wnętrzem, jest trójnawową świątynią z dobudowanymi kaplicami. Wewnątrz znajduje się siedem ołtarzy z mnóstwem figur i ornamentów wyrzeźbionych w XVIII w. przez Jana Szmyta, bogato zdobiona ambona, zabytkowy chór i organy z 1498 piszczałkami. W ołtarzu głów-

Ze świeckich budowli najsłynniejszy jest Pałac Mateusza Butrymowicza, pod który kamień węgielny położył w 1784 r. król Stanisław August Poniatowski. Budowę ukończono w 1793 r. i był to wówczas jedyny murowany świecki budynek w mieście. Ród Butrymowiczów skoligacony był z Ordami i Skirmuntami. Kilkoro z nich mieszkało lub przebywało w tym pałacu, m.in. wnuk pierwszego właściciela – rysownik, muzyk i kompozytor Napoleon Orda, prawnuczka – rzeźbiarka Helena Skirmunt i Konstancja jej córka – pisarka. W czasach sowieckich był tu Pałac Pionierów a obecnie, po odnowieniu, mieści się pałac ślubów. Mateusz Butrymowicz, zaliczany do najznamienitszych obywateli tego miasta, nie tylko zbudował ten pałac. Po odbyciu służby wojskowej, w stopniu porucznika petyhorskiego, osiedlił się w Pińsku w 1770 r., oddając się służbie publicznej. W 1780 r. został on miecznikiem, w 1783 r. – sędzią grodzkim a w 1785 r. – szambelanem królewskim i podstarościm pińskim. Zainicjował on budowę Kanału Królewskiego, który połączył Bug z Dnieprem i Bałtyk z Morzem Czarnym. Został także posłem na Sejm I RP oraz był pomysłodawcą ustanowienia orderu Virtuti Militari. Sam natomiast otrzymał tytuł kawalera Orderu Św. Stanisława i Orła Białego.

Muzeum Polesia i inne zabytki Muzeum Polesia ma ciekawe zbiory, zwłaszcza dwunastowieczne zabytki z Turowa – sarkofag z cerkwi Borysa i Gleba oraz kamienny krzyż, jeden ze sławnych Krzyży Turowskich. Znajduje się tu też XIX-wieczna fisharmonia z nutami utworów Napoleona Ordy. Ciekawostką jest drewniany rower z 1933 r. wystrugany i używany przez Wasyla Iliuczyka ze wsi Pohost. Na zamieszkałym przez Żydów dawnym przedmieściu Karolin, zachował się dom modlitwy przedwojennych rabinów chasydyzmu karolińsko-stolińskiego, którego założycielem był w XVIII w. słynny cadyk Aaron Pierłow (Karliński). Obecnie znajduje się tutaj synagoga tego odłamu żydowskiego chasydyzmu. Warto też zobaczyć dom przy ul. Suworowa 43 (dawn. Pereca), w którym urodził się w 1932 r. i mieszkał Ryszard Kapuściński, o czym przypomina tablica na ścianie. Latem można wybrać się nad Pinę, gdzie jeszcze do II wojny światowej odbywały się sławne targi na wodzie i gdzie handlowano produktami przywożonymi na łodziach przez Poleszuków. Można też odbyć rejs jednym ze stateczków białej floty po Pinie i Prypeci, nad którymi leży Pińsk. Tekst i zdjęcia:

GRZEGORZ MICUŁA www.obiezyswiat.com


Zapowiedź wyprawy

INDONEZYJSKA PRZYGODA „W Krainie Tysiąca Wysp”

INFORMACJE

Chińska armia w Czechach

Sumatra, Jawa, Bali, Wyspy Sundajskie, Lombok, Rinca, Komodo. Termin: 18.06.–10.07.2011

T

N

azwa Indonezja pochodzi od dwóch greckich słów: indos oznacza indyjski, nesos oznacza wyspa. Jest to nazwa bardzo dobrze pasująca do archipelagu składającego się z 17 508 wysp, z których jedynie około 6000 jest zamieszkałych. Kraj ten charakteryzuje się ogromną różnorodnością krajobrazu, fauny, flory i lokalnych plemion. Wyprawa Indonezyjska Przygoda prowadzić będzie poprzez najciekawsze zakątki tego kraju. Na Jawie zobaczymy zabytki obecnej i dawnej stolicy Indonezji, świątynie (również największą na świecie stupę buddyjską Borobudur), dymiące stożki wulkaniczne i gorące źródła, tradycyjne lokalne targi, plantacje herbaty i tarasowe pola ryżowe. Z kolei należąca do Małych Wysp Sundajskich – Bali nazywana jest „wyspą bóstw i demonów”. Słynie ona w świecie z rajskich plaż, oryginalnego folkloru, architektury, rzeźby i malarstwa oraz muzyki i tańca. Czeka nas odpoczynek, zwiedzanie, kąpiele i nurkowanie na pięknych i czystych plażach. Wybierzemy się statkiem na wyprawę do Parku Narodowego Komodo (wyspy Komodo i Rinca), by tropić warany – smoki z Komodo. Dodatkowym atutem wyprawy Indonezyjska Przygoda jest możliwość odwiedzenia Sumatry, która znajduje się z dala od utartych szlaków i jest rajem dla podróżników-odkrywców. Sumatra to mieszanka etniczna, 52 języki, cztery krainy geograficzne, piękne krajobrazy, pałace dawnych sułtanów sumatrzańskich, domy kultury Bataków, orangutany w lesie deszczowym, a przy odrobinie szczęścia można również zobaczyć kwitnącą raflezję. Osoby zainteresowane proszone są o kontakt e-mailem lub telefonicznie z Łukaszem Wallem: info@wyprawy.info.pl, wsky@hoga.pl, tel.: 514 72 44 42, 607 52 62 33. Więcej informacji na stronach: www.wyprawy.info.pl oraz www.lukaszwall.pl Serdecznie zapraszam! ŁUKASZ WALL www.obiezyswiat.com

uryści odwiedzający Brno mają wyjątkową okazję obejrzeć wystawę Chińskiej Armii Terakotowej w Triniti Office Center. Ekspozycja prezentuje na powierzchni ponad 2000 m2 obecnie najdoskonalszą na świecie replikę kamiennych wojsk. Odwiedzający mogą podziwiać dziesiątki wyjątkowych eksponatów: broń, biżuterię, przedmioty codziennego użytku i rytualne a przede wszystkim, jak sama nazwa wskazuje, terakotowych żołnierzy, figury osób o różnym statusie społecznym – urzędników, oficerów, generałów i łuczników. Więcej informacji na stronach: www.triniti.cz i www.terakotovaarmada.cz

Turystyczne nowości

W

yloty na wczasy do Turcji zaczynały się najwcześniej pod koniec kwietnia lub na początku maja. Teraz biura podróży Alfa Star i Wezyr Holidays proponują pobyty 7 i 14-dniowe na Riwierze Tureckiej już od końca lutego. Ceny takich wyjazdów zaczynają się od ok. 1200 zł za tydzień i są niższe o ok. 20% niż w maju. Kolejną nowością jest oferta biura podróży Exim Tours, które jako pierwszy tour operator proponuje wypoczynek w marokańskim regionie Saidia położnym nad

Morzem Śródziemnym. Do tej pory największą popularnością cieszył się Agadir nad Atlantykiem. Proponuje się zakwaterowanie w ośrodkach 5-gwiazdkowych w cenie ok. 2200 zł za 7-dniowy pobyt z wyżywieniem all inclusive i z przelotem (ok. 3300 zł za 14 dni). Natomiast biuro podróży Rainbow Tours z Łodzi znacznie powiększyło ofertę objazdowych wycieczek lotniczo–autokarowych. Ciekawa jest propozycja podróży po Francji. Impreza rozpoczyna się w Geronie, do której przylatuje się samolotem. Inna interesująca i nowa oferta – to wycieczka objazdowa po Turcji Wschodniej i Gruzji.

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

11


EUROPEJSKIE STOLICE

Gmach Opery w Oslo to największy obiekt kulturalny, który powstał od 700 lat w Norwegii.

nie tylko na weekend O

slo zadziwia na każdym kroku. Ta najstarsza ze stolic państw Skandynawii i jedno z najdroższych miast świata – położona jest nad malowniczym fiordem Oslo (Oslofjord). Miasto fascynuje przybyszy oryginalnymi muzeami a od kilku lat także nową operą w kształcie góry lodowej wpadającej do morza, po dachu której można chodzić! Oslo to również jedyne miasto na świecie, w którym można wysiąść z metra, przypiąć narty i ruszyć przed siebie na biegówkach lub wybrać się na skocznię narciarską Holmenkollen. Na turystów w centrum miasta czekają – w swojej rezydencji Jego Wysokość król Norwegii oraz wszechobecne trolle.

Miasto Haralada Oslo, jak głoszą norweskie annały, zostało założone w XI wieku przez króla Haralda III Surowego. Na przestrzeni dziejów było dziesiątkowane przez zarazy. Przez długi czas znajdowało się pod protektoratem Danii. Zniszczone w pożarze wznieconym przez czarownice, Oslo odbudowane zostało w XVII wieku na polecenie duńskiego króla Christiana IV. Do dziś zachowało ślady prosperity tamtych wieków. Miastu szacowny wygląd nadają szerokie ulice, wzorowo utrzymane ogrody i parki, dumne budowle i place miejskie z ładnymi perspektywami. Tu również spotkać można obecnego króla Norwegii Haralda V lub jego syna – Olafa, który nie izoluje się od poddanych, a w sezonie turystycznym udostępnia zwiedzającym swój pałac.

Dokąd się wybrać? Po obowiązkowej wizycie przed Pałacem Królewskim i zobaczeniu zmiany warty mamy dylemat dokąd się udać na dalsze

12

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

Kulturalna góra lodowa Gmach z marmuru i szkła, w kształcie gigantycznej góry lodowej zsuwającej się do morza, zaprojektowany został przez pracownię architektoniczną Snøhetta. Dla niektórych jest to niezwykłe dzieło sztuki, dla innych – koszmarek architektoniczny. Tak czy owak przykuwa uwagę. Opera często nazywana jest marmurową górą Snøhetta. Jest to największy budynek w Norwegii przeznaczony na cele kulturalne. Obecnie ma jedną z najnowocześniejszych sal koncertowych na świecie. Norwegowie są z niej dumni. Zadziwia ogromny opadający dach, wyłożony 30 tysiącami białych marmurowych płyt, po którym można chodzić oraz podziwiać panoramę miasta i portu. Z kolei wnętrze budynku mieści blisko 1100 pomieszczeń, które w większości zostały, jak na Norwegię przystało, wykończone drewnem i innymi naturalnymi materiałami w nowoczesnym minimalistycznym stylu. Wystrój wnętrz powierzono uznanym artystom (m.in. Olafur Eliasson) i rzemieślnikom – szkutnikom z północno-zachodnich wybrzeży Norwegii i designerom z najstarszej www.obiezyswiat.com

Zdjęcia: autor, archiwum Atlas Tours

OSLO

zwiedzanie. W tym półmilionowym mieście mamy do wyboru blisko 40 atrakcji turystycznych! Zaopatrzeni w Oslo Card (nieoceniona wygoda i oszczędność dla turystów) okrętujemy się na statek turystyczny i rozpoczynamy rejs wzdłuż fiordu Oslo. Najpierw składamy wizytę w malowniczej, położonej na niedużym półwyspie w centrum miasta, twierdzy Akershus. W obrębie kompleksu odwiedzamy dawną renesansową rezydencję królewską Akershus Slott z królewskim mauzoleum w zamkowym kościele i poznajemy historię Norwegii od najdawniejszych czasów aż do II wojny światowej. Tu na interaktywnej makiecie można się również zapoznać z przebiegiem bitwy pod Narwikiem, która miała miejsce w maju 1940 roku na fiordach norweskich. Uczestniczyli w niej polscy żołnierze z Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich. Przez ten fakt Norwegia staje się nam bliższa! Podążając dalej śladami norweskiej historii kursowym statkiem turystycznym udajemy się na półwysep muzeów Bygdoy. Po drodze zwiedzamy nowy gmach Opery Norweskiej.


Rekonstrukcja tratwy w muzeum Kon-Tiki

Park Vigelanda

Warto wpaść na lodowego drinka do Ice Bar.

Muzeum Wikingów

huty szkła w Norwegii – Hadeland Glassverk. Efekt jest iście zaskakujący, aczkolwiek prowokuje do dyskusji.

Półwysep muzeów Bygdoy Dalszy rejs statkiem wycieczkowym po Oslofjordzie prowadzi do Bygdoy. Na tym półwyspie znajdują się bardzo oryginalne muzea. Wizyta w nich to dla mnie czas konkretyzacji młodzieńczych wyobrażeń o wikingach, epoce odkryć geograficznych i słynnej wyprawie Thora Heyerdahla Kon-Tiki. Z licznymi zagranicznymi grupami turystów wędrujemy po oryginalnym statku Fram w muzeum Fram (Fram-museet). Jednostka ta zbudowana w 1892 roku na zamówienie podróżnika Fridtjofa Nansena wsławiła się wyprawami na oba bieguny. Uczestniczyła w trzech wielkich ekspedycjach polarnych: Fridtjofa Nansena (w latach 1893-1896), Ottona Sverdrupa (1898-1902) oraz Roalda Amundsena (1910-1912). Spacerujemy po pokładzie, zaglądamy do maszynowni i maleńkich kabin załogi z oryginalnym wyposażeniem z czasów wypraw polarnych, przeciskamy się wąskimi korytarzykami i kontemplujemy opisy wypraw, stare mapy czy nadzwyczajne jak na owe czasy przygotowanie statku Fram do jego misji – staranne specjalne wzmocnienie i ocieplenie statku, podnoszony ster i śruba czy przyrządy służące do nawigacji. To dzięki nowatorskim pomysłom norweskich śmiałków powstała jednostka, która wygrywała w starciach z masami lodu. Inne statki często były miażdżone na kawałki, Fram natomiast był wypychany w górę i radził sobie w najcięższych warunkach! Równie dobrze radziła sobie na wodach Oceanu Spokojnego zbudowana w 1947 roku przez Thora Heyerdahla tratwa Kon-tiki, uczestnicząca w wyprawie przez ocean, której celem było udowodnienie tezy, że ludzie przybyli na Polinezję z Ameryki Południowej. 28 kwietnia 1947 roku z portu Callao w Peru na małej tratwie zbudowanej z drewna balsowego i liści palmowych wyruszył on wraz z pięcioma członkami załogi w stronę Tahiti. Tratwa przepłynęła 4300 mil morskich w ciągu 101 dni. Wyprawa zakończyła się sukcesem. W Muzeum Kon-Tiki (Kon-Tiki Museet) można zobaczyć nie tylko oryginalną, wykonaną z balsy tratwę z wyprawy, ale również łodzie z innych jego wypraw oraz wysoką na 10 m replikę figur Moai z Wyspy Wielkawww.obiezyswiat.com www.obiezyswiat.com

nocnej. Dla podróżnika wizyta w tym muzeum i możliwość dotknięcia łodzi Heyerdahla czy zobaczenia zdjęć z jego ekspedycji, to jakby uczestniczenie w tych wydarzeniach! Odwiedzamy dwa kolejne morskie muzea – Muzeum Marynarki Norwegii i Muzeum Wikingów (Vikingskipshuset). W tym drugim, znacznie częściej odwiedzanym, przenosimy się do IX wieku, okresu prosperity wikingów. Na ekspozycji podziwiamy najlepiej na świecie zachowane oryginalne drewniane łodzie wikingów. Najokazalsza jest łódź z Oseberg z wysoko wzniesionymi dziobem i rufą. Ma 22 m długości i 5 m szerokości. Dwie kolejne to łódź z Gokstad, która ma 25 m długości i 5 m szerokości oraz łódź z Tune, nieco mniejsza i znacznie zniszczona. Wszystkie łodzie są płaskodenne, wiosłowe, a dawniej dodatkowo mogły być wyposażone w prostokątne żagle. To właśnie rozwój techniki budowy łodzi i statków morskich oraz odwaga i męstwo pozwoliły Wikingom na podbicie znacznej części Europy oraz na kolonizację nowych terenów czy eksploatowanie dóbr morskich.

Miasto sztuki Oslo jest także Mekką dla miłośników sztuki współczesnej. To tu znajduje się Galeria Narodowa (Nasjonalgalleriet), Muzeum Henryka Ibsena (Ibsen Museet) czy Muzeum Muncha, posiadające największą na świecie kolekcję, liczącą ponad 20 tys. jego prac, które zapisał w testamencie właśnie miastu Oslo. Z kolei w Parku Vigelanda (Frogner Park/Vigelandsparken) i w Muzeum Vigelanda (Vigeland-museet) możemy obcować z rzeźbami Gustawa Vigelanda – rzeźbami symbolicznymi, przedstawiającymi postacie ludzkie w różnych, nieraz bardzo dziwnych pozach i sytuacjach. Po całym dniu spędzonym na obcowaniu ze sztuką czy historiami marynistycznymi dobrze jest się najpierw ochłodzić w barze lodowym (Ice Bar), w którym wystrój tworzy 60-tonowa masa lodowa otrzymana z najczystszych wód Skandynawii. Z lodu również wykonane są sprzęty czy kieliszki do napojów. Następnie warto ogrzać się w Galerii Miniaturowych Butelek, gdzie oprócz 50 tys. eksponatów funkcjonuje bogato zaopatrzony bar. W Oslo z pewnością nie można się nudzić. ŁUKASZ WALL OBIEŻYŚWIAT1(25)/2011 4(24)/2010 OBIEŻYŚWIAT

13 13


NA KRAŃCACH ŚWIATA

Republika Południowej Afryki

Przylądek Dobrej Nadziei Przylądek Dobrej Nadziei do tej pory kojarzył nam się z wodą, górami, Kapsztadem, ale niekoniecznie z pingwinami i winem… A są to dodatkowe uroki tej niewielkiej części Republiki Południowej Afryki.

P

o blisko 17 godzinach lotu z Polski przez Amsterdam docieramy do Kapsztadu (Cape Town), stolicy Półwyspu Przylądkowego. Jest to nasze pierwsze zetknięcie z Czarnym Lądem i jednocześnie z miastem, które zaskakuje, a może nieco rozczarowuje swoją europejskością. Nowoczesne budynki, rozświetlone uliczki, super samochody i puby pełne ludzi – żyjące do wczesnych godzin porannych. Kapsztad przypomina jedną ze stolic Starego Kontynentu i tylko liczba czarnoskórej młodzieży, pomiędzy którą pojawiają się biali imprezowicze, uprzytomnia nam gdzie jesteśmy.

Najstarsze miasto RPA Miasto, rozciągające się u stóp Góry Stołowej, okrzyknięte jest mianem jednej z naj-

14

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

piękniejszych metropolii na świecie. Leży ono na skrzyżowaniu historycznych dróg morskich a zostało założone w 1652 roku przez Holenderską Kampanię Wschodnioindyjską (jej monogramy nadal można znaleźć na budynkach i ulicach) jako stacja zaopatrzenia jej okrętów w drodze do posiadłości w Azji. Tym samym jest najstarszym europejskim miastem w Afryce Południowej. Z jednej strony Góra Stołowa a z drugiej Ocean Atlantycki, do tego stare wąskie ulice, gregoriańska i wiktoriańska architektura konkurująca z szerokimi ulicami, nowoczesnymi budynkami i wieżowcami – nadają temu wszystkiemu wyjątkowy charakter. Najbardziej atrakcyjną spośród wszystkich ulic wydała nam się XIX-wieczna Long Street, pełna butików, barów, klubów, antykwaria-

tów i hosteli, w których zatrzymują się turyści z całego świata. Biorąc pod uwagę jej wybitnie rozrywkowo-komercyjny charakter, trudno uwierzyć, że była to kiedyś część dzielnicy islamskiej. Zachowało się tu jeszcze kilka zabytkowych meczetów, takich jak Noor el Hamedia czy Meczet Palmowy. Najstarszym budynkiem w mieście jest Zamek Dobrej Nadziei (Castle of Good Hope), który Polakom bardziej kojarzy się z fortem niż typowymi warowniami w naszym kraju. Postawiono go w latach 1666 – 1679 w kształcie pięcioramiennej gwiazdy z kamiennymi ścianami o wysokości ok. 10 metrów. Na każdym ramieniu gwiazdy zostało zbudowanych pięć wieżyczek. Od poniedziałku do piątku punktualnie o godzinie 10:00 przed główną bramą odbywa się ceremonia przekazania kluczy a o godzinie 12:00 zmiana warty z wystrzałem armatnim. Armatka nie jest zbyt imponująca. Ma około 40 centymetrów długości i przypomina raczej zabawkę, niemniej robi dużo huku. W salach twierdzy udostępniono zwiedzawww.obiezyswiat.com


Zdjęcia: Volker Haak - Fotolia.com

Plaża przy miasteczku Simon’s Town

jącym zbiory militariów, dzieła sztuki i znaleziska archeologiczne.

Ruchomy parlament i zasieki Godnym uwagi jest budynek parlamentu znajdujący się adekwatnie do nazwy na rogu Parliament Str. i Roeland Str. Jest to jeden z dwóch tego typu budynków w RPA. Drugi znajduje się w Johannesburgu. W zależności od pory roku, co 6 miesięcy najwyższe ciało ustawodawcze przenosi się tam, gdzie jest cieplej i przyjemniej. Dobrze im tak! W samym centrum miasta znajduje się kilka mniejszych i większych rynków, na których odbywa się handel owocami, kwiatami, dziełami sztuki i odzieżą. Można też spotkać przenośne stragany serwisów telefonów komórkowych, stanowiska do zaplatania włosów, licznie oblegane przez czarnoskóre kobiety. Okazuje się, że można tu na wszystkim zarobić. Chęć uwiecznienia aparatem życia targowego skutkuje jednak żądaniem zapłaty przez tubylców i trzeba się mocno natrudzić, by się od nich opędzić. www.obiezyswiat.com

Zwiedzając kolejne dzielnice ma się nieodparte wrażenie, że centrum zdominowane jest przez czarnoskórych mieszkańców, zaś obrzeża, niezmiernie barwne i piękne, w większości przez białą ludność żyjącą w willach, nierzadko zabezpieczanych przed intruzami prądem i drutem kolczastym. To też jest element kontrastów Południowej Afryki, która nie należy do bezpiecznych miejsc, o czym świadczą liczne ostrzeżenia.

Luksus i więzienie Podziwiając centrum Kapsztadu nie można pominąć nabrzeża Wiktorii i Alfreda. Ta luksusowa część odwiedzana jest przez sławne osobistości, jak np. niegdyś przez Michaela Jacksona. Tło stanowi przepych galerii, sklepów, restauracji i przycumowanych statków wykonujących regularne rejsy wzdłuż wybrzeża. Tu znajduje się słynne Two Oceans Aquarium, a swoją przystań mają promy łączące stały ląd z pobliską wyspą z więzieniem Robben, w którym przetrzymywano późniejszego przywódcę RPA

Nelsona Mandelę. Od kilkunastu lat ten niewielki, bo zaledwie 3,5-kilometrowy skrawek ziemi znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Ci, którzy chcieliby się tam dostać, potrzebują zaledwie 40 minut, bowiem tyle trwa rejs promem.

Głowa Lwa Pojawienie się w tych stronach i nie zdobycie Głowy Lwa oraz Góry Stołowej, to jak wybranie się do Krakowa bez wizyty na starym rynku. Zaraz po śniadaniu wyruszamy zatem pieszo w kierunku Wzgórza Sygnalizacyjnego (Signal Hill), aby przemierzyć masyw górski Lion’s Head przypominający, jak sama nazwa wskazuje, głowę lwa. Przechodzimy przez pachnący las eukaliptusowy, potem sosnowy i po godzinie stajemy na szczycie Signal Hill – 350 m n.p.m., z którego roztacza się widok na całe miasto i zatokę. Pasjonatów sportu pewnie zainteresuje fakt, że właśnie z tego miejsca najlepiej widoczny jest stadion piłkarski, na którym rozgrywały się niedawne mecze OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

15


Fot.: Autor

Fot.: Autor

Fot.: E.G. Funke

Stary i nowoczesny Kapsztad

Lion’s Head

Na nabrzeżu Wiktorii i Alfreda

Mistrzostw Świata. Miejsce to, nie tylko ze względów widokowych, jest bardzo ciekawe. Znajduje się tu działo, znane jako Noon Gun, zainstalowane przez Anglików w 1890 roku do obrony portu. Od poniedziałku do soboty punktualnie o godzinie 12:00 następuje wystrzał, a jego huk słychać w całym mieście. Ciekawskim, radzimy, aby w trosce o swe uszy, zatkali je i otwierali usta. Po wystrzale grzechem byłoby nie iść dalej. Tutaj zaczyna się szlak granią w kierunku majestatycznego szczytu – Głowa Lwa (Lion’s Head) o wysokości 669 m n.p.m. Spacer jest łatwy i przyjemny a widoki dookoła sprawiają, że nie czuć zmęczenia. Po drodze często można spotkać paralotniarzy, dla których ten masyw, przy braku innych wzniesień i wysokich drzew, to idealne miejsce startu. U podnóża Głowy Lwa warto odwiedzić Kramat – grobowiec Goolama Muhameda Soofiego. Jest to jedna z muzułmańskich świątyń tworzących święty krąg na Półwyspie Przylądkowym. Wchodząc do środka należy pamiętać o szacunku dla tego miejsca oraz przestrzegać zasad kultury i tradycji islamskiej.

Płaska jak stół Wspinając się na szczyt Lion’s Head okrążamy ją dookoła podziwiając panoramę miasta i Górę Stołową (Table Mountain). Dopiero później zaczynają się skałki, szczeliny i łańcuchy. Tutaj nieunikniony jest pewien wysiłek. Niemniej to dopiero przedsmak tego, co czeka każdego, kto chce wejść na Górę Stołową. Ogromna, frontowa ściana wraz z otaczającymi ją zboczami wyrasta z oceanu na wysokość 1087 m. Może nie jest to wysokość imponująca dla wytrawnego trapera, ale trzeba zaznaczyć,

16

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

że aby ją zdobyć pieszo którymś ze szlaków trzeba zacząć z poziomu „zero” m n.p.m. Żeby dostać się na wierzchołek do punktu widokowego stajemy przed wyborem zatłoczonej kolejki linowej startującej u podnóża masywu lub użycia własnych nóg. Zwycięża to drugie i nie żałujemy. Wędrówka, chociaż ciężka i wyczerpująca ze względu również na klimat, daje wiele satysfakcji, a napotykane zwierzątka zadziwiają turystów. Najliczniej występują tutaj podobne do świnki morskiej góralki abisyńskie, które na wędrowców nie zwracają uwagi, za to – śmiało pozują do zdjęć. Wejście na szczyt zajmuje kilka godzin i jest porównywalne z czasem oczekiwania na wjazd kolejką linową. Uzasadnienie nazwy góry, gdy już tam się jest, wydaje się oczywiste. Jest ona bowiem płaska jak stół i często pokryta czapą chmur zwaną żartobliwie „obrusem”. Ruch turystów panuje tu jak na Kasprowym Wierchu. Mimo to udaje nam się znaleźć ustronny zakątek, by kontemplować piękno przyrody, nacieszyć wzrok przepięknymi widokami, poczuć i wchłonąć w siebie to miejsce. Stąd rozpościera się panorama nie tylko na miasto, ale również na cały Przylądek Dobrej Nadziei. Od razu chce się maszerować dalej.

Winiarskie safari Jadąc na koniuszek przylądka po drodze mijamy wiele ciekawych miejsc. Jednym z nich jest Narodowy Ogród Botaniczny Kirstenbosch. Najpiękniej jest tutaj od sierpnia do października, kiedy liczne, obficie kwitnące kwiaty, drzewa i inne rośliny eksplodują różnorodnymi kolorami. Dalej, u stóp góry Constantianberg (928 m n.p.m.) przed naszymi oczyma pojawiają się winnice Constantia. Pokrywają one południowo– wschodnie zbocza pasma górskiego półwy-

Widok na Cape Point

spu. Urodzajne gleby oraz łagodny klimat, podobny do śródziemnomorskiego, tworzą doskonałe warunki do uprawy winnej latorośli. Wina z tego regionu cieszą się dużym powodzeniem wśród smakoszy tego szlachetnego trunku na całym świecie. Okolice Kapsztadu są tak bogate w winnice, że liczne biura turystyczne oferują zwiedzającym nie tylko degustacje win na poszczególnych plantacjach, ale także tematyczne safari autami terenowymi czy rajdy konne. Kierowanie się dalej na sam koniec półwyspu możliwe jest zarówno samochodem, rowerem jak i pieszo, co może zająć jednak kilka dni. Trzeba przyznać, że Park Narodowy Góry Stołowej jest niezwykle przyjazny pieszym wycieczkom. Szlaki są może słabiej oznakowane niż w Polsce, ale wystarczająco dobrze by się szybko zorientować w lokalizacji. Gorzej jest z noclegami. Własny namiot może temu zaradzić. Należy jednak pamiętać, że RPA do najbezpieczniejszych krajów nie należy, więc lepiej uważać z biwakowaniem na dziko i chodzeniem po zmroku, który w dodatku bardzo szybko zapada. Niezależnie od sposobu przemieszczania się przylądek i tak staje się coraz węższy, więc właściwie nie ma obawy, że coś się przeoczy. Hout Bay, Noordhoek i inne mijane miejscowości, położone urokliwie w zatokach, są doskonale przygotowane na przybycie turystów. Jednak należy uważać na biedne murzyńskie wioski z kartonów i blachy, w których licznie jak spod ziemi wyrastają grupy ludzi bacznie obserwujących każdy nasz krok. Turyści stanowią dla nich swoistego rodzaju „źródło dochodu”.

Cape Point Wreszcie docieramy do Rezerwatu Przyrody na Przylądku Dobrej Nadziei, gdzie od razu widać, że wiejące tu silne wiatry pozwalają rosnąć jedynie lasom z udziawww.obiezyswiat.com

Fot.: E.G. Funke

Malwina Pawłowska i Michał Łukasiewicz przy pamiątkowej tablicy na Cape Point

Fot.: Autor

Fot.: E.G. Funke

Góra Stołowa dominuje nad Kapsztadem.


Z NOTATNIKA PODRÓŻNIKA łem złotorębu i zaroślom roślinności twardolistnej. Ze zwierzyny można spotkać zebry, strusie, antylopy i pawiany. Te „urocze” małpy mimo, że są przyzwyczajone do ludzi często bywają agresywne. Gdy taka ugryzie człowieka, rana goi się blisko pół roku. Byliśmy świadkami jak do stojącego na skrzyżowaniu auta kilka dorosłych pawianów wręcz włamało się, a kierowca musiał z niego uciekać. Jeszcze kilka kroków i zdobywamy upragniony Cape Point. Jednoczesny widok Oceanu Atlantyckiego, rozbijających się fal o skaliste brzegi i panorama gór, zapiera dech w piersi. Ciekawą historię tego miejsca stanowi latarnia morska, której fundamenty zachowały się do dzisiaj. Wskazywała ona bowiem drogę w czasie mgły, ale była tak niefortunnie usytuowana, że w 1911 roku portugalski okręt „Lusitania” rozbił się o pobliskie skały. Zbudowano wtedy kolejną latarnię w niżej położonym miejscu Cape Point. Tutaj też zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach holenderski statek, do dziś owiany mianem „Latajacego Holendra”, o którym zapewne nie jedna osoba słyszała. Przylądek jest na tyle niezwykły, że ma się ochotę spędzić na nim cały dzień. Przyszła jednak pora by poznać jeszcze jedno popularne miejsce – niewielkie miasteczko Simon’s Town z piaszczystymi zatoczkami i plażami. Tutaj znajduje się baza morska floty RPA, ale nie to przyciąga zwiedzających. Miejscowość ta słynie głównie z pingwinów afrykańskich, których kolonia liczy ponad 2 tys. okazów. Wylegiwanie się pomiędzy nimi na plaży albo obserwowanie jak się zachowują, jak śmiesznie tuptają po ulicach zmierzając do miasta – to ogromna frajda, nie tylko dla dzieci. Uwieczniając na koniec te egzotyczne ptaki obiektywem naszego aparatu, opuszczamy przylądek i ruszamy dalej w głąb Południowej Afryki. Ale to już całkiem inna opowieść. MICHAŁ ŁUKASIEWICZ

Informacje praktyczne Kiedy jechać: XI-II – to miesiące letnie i koszty wzrastają o 80%. VI-VIII to okres zimowy. Najlepsza pora na zwiedzanie to IX-X – wiosna oraz III-IV – jesień. Wiza: do 30 dni wizy nie są potrzebne, a na dłużej wizę załatwia się w Ambasadzie RPA w Warszawie. Jak dotrzeć: z Polski najdogodniejsze połączenia lotnicze są z przesiadką w Amsterdamie. Waluta: rand (ZAR lub R), który dzieli się na 100 centów. Aktualny przelicznik: 1 ZAR = 0,41 zł. Ceny są porównywalne do tych w Polsce. Bezpieczeństwo: należy zachować szczególną ostrożność w każdym miejscu. Transport: najbezpieczniej jest wynająć auto, ale dobry jest też transport autobusowy. Natomiast koleje nie mają dobrej sławy.

www.obiezyswiat.com

O przebierańcach i kwiatkach za uchem B

ędąc niedawno w Jemenie spotkałam Litwina. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Litwin siedział na chodniku ubrany niczym miejscowy. Szczerze mówiąc w pierwszej chwili myślałam, że to jakiś zmutowany lokales – blondowłosy, niebieskooki Arab, ale po krótkiej rozmowie wiedziałam już kto zaś. Ale dlaczego o tym Litwinie piszę? Właśnie dlatego, że wyglądał śmiesznie. Po prostu przebieraniec! Hasan, mój lokalny przewodnik, również podzielał moje zdanie. Pogryzając świeże daktyle zaczęliśmy dyskusję, do której dołączyli również inni miejscowi. Temat? Do jakiego stopnia warto ubiorem dostosowywać się do lokalnych zwyczajów? Konkluzja – nic na siłę! To, że jesteśmy cudzoziemcami i tak widać na kilometr, a ubieranie się w tradycyjne stroje wcale nie sprawi, że wtopimy się w tłum, raczej jeszcze bardziej zwrócimy na siebie uwagę. Pamiętam piegowatego, ogolonego na łyso, choć i tak było widać, że w oryginale rudego Irlandczyka chodzącego po Katmandu w szatach buddyjskiego mnicha. Okej, skoro wstąpił do klasztoru, szaty mnisie nosić musiał, ale i tak wszyscy widzieli w nim wciąż Irlandczyka, nie mnicha. – Jak będziesz jeździć po Jemenie w dżinsach czy innych długich spodniach i t-shircie, to zupełnie wystarczy – stwierdzili w dyskusji Jemeńczycy. A jak z chustką do zakrywania włosów? Tu już zdania były bardziej podzielone. Ja w każdym razie, jeżdżąc po miejscach, gdzie żyją muzułmanie (nie chodzi tylko o kraje arabskie, ale także o niektóre rejony Czarnej Afryki czy Azji), chustkę taką zawsze mam pod ręką. Z drugiej strony kilkakrotnie zdarzało mi się, że kiedy chciałam ją założyć, sami miejscowi przekonywali mnie, że wcale nie jest to potrzebne. W Algierii, po której kilka razy podróżowałam w pojedynkę i na własną rękę, w każdej wiosce pytałam miejscowe kobiety, czy chustę zakładać. Przydała się tylko raz, do… osłonięcia się w czasie pustynnej burzy piaskowej. – Doceniamy to, że chcesz okazać szacunek dla naszych tradycji, ale dla nas to też zaszczyt, że gościmy cudzoziemców oraz możemy pokazać, że jesteśmy otwarci i tolerancyjni na inne kultury – wyjaśniła mi kiedyś moja algierska koleżanka. Niewątpliwie najbardziej istotna sprawa stroju staje się przy zwiedzaniu świą-

tyń. Nie ma przy tym znaczenia o jaką religię chodzi. Każde miejsce kultu, choćby nazywane „pogańskim”, nakazuje szacunek, a jedną z form jego okazania jest ubiór. Jedna z uczestniczek pilotowanej przeze mnie wycieczki do Syrii, przed wejściem do meczetu w Damaszku ostentacyjnie odmówiła założenia – jak to nazwała – „szlafroka” (chodziło o płaszcz z kapturem, jaki wypożycza się paniom), choć jestem pewna, że jako bardzo religijna osoba owa pani nie chciałaby widzieć w swoim kościele turysty wchodzącego np. w szortach i klapkach sugerujących, że zapomniał przebrać się po przyjściu z plaży. Jak widać, jestem w kwestii podróżniczych ubiorów za opcją „środka”, czyli bez popadania w skrajności. Tym bardziej, że używanie niektórych elementów stroju wiąże się niekiedy z ryzykiem popełnienia gafy. Nie wystarczy kupić i założyć rzeczy, które podpatrzyliśmy u miejscowych, wypada też poznać symbolikę każdego detalu. Wspominany na początku Litwin przebrany za Jemeńczyka miał niewłaściwie włożoną dżambiję, a na punkcie swojego słynnego noża w zakrzywionej pochwie, Jemeńczycy są akurat bardzo wyczuleni. Z kolei robienie śmiesznych zdjęć w żydowskiej jarmułce czy podobnej do niej czapeczce muzułmańskiej albo noszenie różańców (wszystko jedno jakich – katolickich, buddyjskich czy muzułmańskich) w charakterze oryginalnej ozdoby, w której idziemy np. do pubu, to wręcz profanacja, która sympatii miejscowych na pewno nam nie zaskarbi. Czasem efekty mogą być… zaskakujące. Na przykład na Polinezji, gdzie tradycją jest noszenie zatkniętych za ucho kwiatków (dotyczy zarówno pań, jak i panów). Jasne, kwiatki to nie ubiór, no ale jego element… Otóż na wielu wyspach ma znaczenie, w jaki sposób ów kwiatek jest włożony. I tak kwiatek za prawym uchem oznacza, że dana osoba jest otwarta na szukanie nowego partnera lub partnerki, kwiatek za lewym uchem to znak, że jest w szczęśliwym związku, przez co zaloty odpadają. Zanim więc włożymy sobie kwiatek, zastanówmy się najpierw, za które ucho będzie lepiej? MONIKA WITKOWSKA www.monikawitkowska.pl OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

17


NA GLOBTROTERSKICH SZLAKACH

Sumatra

Wyspa dla włóczykijów Indonezja – to kraj kilkunastu tysięcy wysp, fascynujących kultur i wspaniałej przyrody. Rozciągnięty na długości ponad 5 tys. km wzdłuż równika łączy Ocean Spokojny z Oceanem Indyjskim. Wśród globtroterów panuje przekonanie, że jest to kraj łatwy i tani do podróżowania.

Na lotnisku Polonia

iększość tych, którzy choć raz odwiedzili Indonezję jest zafascynowana różnorodnością krajobrazu, pięknem raf koralowych i gościnnością mieszkańców. Obraz raju burzy wprawdzie perspektywa trzęsienia ziemi, które tutaj zdarzają się częściej niż gdziekolwiek na świecie, ale sami Indonezyjczycy bagatelizują problem twierdząc, że da się jakoś z tym żyć.

Przyleciałam na Sumatrę z Phuket w Tajladnii. Lotnisko w Medan nosi nazwę… Polonia. Wysiadam z niewielkiego samolotu wprost na płytę lotniska, oblepia mnie gorące, wilgotne powietrze tropikalnego popołudnia. Zanim wyjdę z klimatyzowanego budynku odpraw – robi się ciemno. Nie nawykłam jeszcze do nagłej zamiany dnia w noc, tak charakterystycznej na równiku, za to jestem przygotowana na długie targi z taksówkarzami. Nie spieszę się z wyborem taksówki, siadam na ławeczce, spokojnie zapalam papierosa i… z przekrzykującej się sporej grupy taksiarzy zostaje dwóch. Obaj nie odstępują mnie, paląc swoje goździkowe papierosy. Już łagodnie i z uśmiechem podpytują skąd jestem i dokąd jadę? W końcu jeden z nich kapituluje i odjeżdża. Wsiadam do taksówki najwytrwalszego, który bez protestu włącza taksometr i zawozi mnie do wskazanego hotelu wypisanego z przewodnika Lonely Planet.

Wulkaniczna i bagnista

Człowiek lasu

Poznawanie Indonezji rozpoczęłam od Sumatry, szóstej co do wielkości wyspy świata należącej do Archipelagu Wielkich Wysp Sundajskich. Panuje tu klimat wilgotny, równikowy, a temperatura rzadko spada poniżej 25 stopni C. Na Sumatrze znajduje się kilka czynnych wulkanów. Wnętrze wyspy jest górzyste, południowywschód – bagnisty, zaś najciekawsza przyrodniczo i etnicznie jest północ i zachód. Większość turystów przybywa tu drogą lotniczą do Medan lub Padang. Można również przypłynąć promem z Malezji, ale odkąd

Miejsce jest tanie i obskurne, ale jedną noc da się wytrzymać. Właściciel Mohamet, jak na warunki indonezyjskie świetnie mówiący po angielsku, natychmiast proponuje wymianę pieniędzy oraz dowóz na jutro do Parku Narodowego Leusera. Jest mi to na rękę, bo orangutany żyjące na wolności w tym parku są pierwszym celem mojej wyprawy na Sumatrę. Nazajutrz okazuje się, że w tym samym hotelu mieszka polska para również chcąca dostać się do orangutanów. Dogadujemy się i wspólnie wsiadamy do starej Toyoty Mohameta. Jedziemy do Bukit Lawang – małej osady na obrzeżach parku, żyjącej głównie

W

18

w tym regionie komunikację lotniczą zdominowała malezyjska tania linia lotnicza Air Asia, droga morska okazuje się często droższa i mniej komfortowa.

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

www.obiezyswiat.com


Hotel w Wąwozie Harrau

Uczennice z Medan w opelecie (indonezyjskim minibusie)

z turystów łaknących dzikiej, tropikalnej przyrody. Nie chcemy oglądać i karmić orangutanów na platformie przy bramie do parku (taki rytuał odbywa się codziennie ok. 15.), ale postanawiamy wynająć przewodnika i następnego dnia wyruszyć w głąb dżungli. Mamy piękną, słoneczną pogodę, ścieżka za naszym bungalowem prowadzi do równikowego lasu, który porasta wysokie wzgórza wokół osady. Wśród drzew migają małpy, nawołują się i przekomarzają, ale to nie orangutany. Przez moment zastanawiamy się czy nie wybrać się na spacer po lesie, ale rezygnujemy z wyprawy w nieznanym terenie. W godzinę później ta decyzja okaże się zbawienna. W ciągu kilkunastu minut gwałtowne porywy wiatru naciągną nad osadę czarne chmury, rozpęta się straszna burza i lunie prawdziwie tropikalna ulewa. Wszystkie ścieżki natychmiast zamienią się w rwące potoki. W całej osadzie zgaśnie światło. Ciemności przełamie dopiero obsługa hotelu, która przyniesie naftowe lampy do restauracji bez ścian, goście zamówią piwo Bintang, przewodnicy chwycą gitary i tylko od czasu do czasu międzynarodowe śpiewy przerwie huk pioruna. Ulewa kończy się tak samo nagle jak przyszła. Nigdy już potem na Sumatrze nie zlekceważę zapowiedzi deszczu! Wczesnym rankiem wyruszamy do dżungli. Dziewicza puszcza od Bukit Lawang ciągnie się w głąb prowincji Aceh. To prawie 950 tys. km2 chronionego lasu, mokradeł, namorzynów i gór, w których schronienie znajduje wiele rzadkich już zwierząt w tym – tygrys sumatrzański, nosorożec sumatrzański, gibon białoręki czy orangutan. Ten ostatni gatunek ma jeszcze tylko jedno siedlisko na ziemi – na Borneo. Przez godzinę kluczymy po ścieżkach i zaroślach bezskutecznie wyglądając „człowieka lasu”, jak kiedyś miejscowi nazywali orangutany. W pewnym momencie przewodnik daje znak, żeby się uciszyć i wyciąga rękę w górę. Najpierw ostre słońce wśród liści nie pozwala niczego dostrzec, potem powoli na jednym z pni zarysowu-

www.obiezyswiat.com

je się sylwetka ognisto-rudej małpy. Powoli, jakby nieśmiało, schodzi z drzewa i podchodzi do nas. Jest blisko, na wyciagnięcie ręki. Wszyscy zamieramy w bezruchu. Wrażenie jest piorunujące! Potem jeszcze jeden osobnik wychodzi z zarośli. Przewodnik niemo pokazuje, że nie wolno dotykać zwierząt. Ludzkie mikroby mogłyby się okazać dla nich śmiertelne, wiec tylko fotografujemy „na potęgę”. Po kilku minutach małpy znikają w dżungli. Możemy wracać.

Azjatycki autobus Z Bukit Lawang wyjeżdżamy jeszcze tego samego dnia. Chcemy dotrzeć do jeziora Toba. Najprościej jest wrócić do Medan i stamtąd złapać połączenie do Parapat, miasteczka nad jeziorem. Jedziemy w strasznym ścisku i dymie, bo w Indonezji wolno palić wszędzie gdzie się chce. Również w autobusie. Azjatyckim zwyczajem wszyscy jedzą rzucając odpadki na podłogę, czasami wymiotują na nią i gaszą niedopałki. Tuż przed zmrokiem dojeżdżamy do miasta. Autobus zatrzymuje się przy przystani. Rzutem na taśmę łapiemy ostatni prom na półwysep Samosir, gdzie jest świetnie rozwinięta sieć hoteli, kafejek, wypożyczalni i sklepów. Jeszcze na promie jeden z pasażerów proponuje nam nocleg w swoim hotelu. Jest na tyle namolny, że nie trudno rozpoznać w nim naganiacza. Jest już ciemno a nam nie chce się chodzić i szukać czegoś innego, więc przyjmujemy propozycję. W domkach zaproponowanych przez naganiacza jest skromnie, ale wygodnie. Każdy ma łazienkę z ciepłą wodą a u stóp tarasu mamy jedno z najpiękniejszych jezior w południowej Azji i własną „przystań”.

Toba i Batakowie Jezioro Toba powstało 75 tys. lat temu po wielkim wybuchu wulkanu. Jest to największe jezioro na ziemi wypełniające dawny krater. Zostajemy tu przez kilka dni, bo okolice oferują wiele atrakcji

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

19


NA GLOBTROTERSKICH SZLAKACH

Upalne popołudnie w Bukittingi

Pierwsza obróbka kawy luwak

Sumatrzański deser w kwiatach hibiscusa

i ciekawe, nieliczne na Sumatrze zabytki. W wioskach Tomok, Ambarita i Simanindo można obejrzeć resztki kultury materialnej Bataków: królewskie groby, zbiorowiska domów o charakterystycznej budowie ze szpiczastymi dachami uniesionymi ku górze, z rudoczerwoną ornamentyką. Można też zobaczyć widowisko muzyczno-taneczne, w którym dzisiejsi Batakowie prezentują stare tańce sprzed 100 lat, kiedy ich dziadowie praktykowali kanibalizm. Wynajmujemy skuter i po kolei objeżdżamy wioski. Trasa wzdłuż jeziora należy do piękniejszych na Sumatrze. A kiedy na jakiejś dziurze łapiemy gumę, miejscowi doholowują nas do serwisu i pomagają w błyskawicznym tempie załatwić wulkanizację dętki. Nasze zdziwienie budzą liczne kościoły chrześcijańskie z nieodłącznym napisem HKBP (Huria Kristen Batak Protestan). Jest to pozostałość po chrystianizacji wyspy w połowie XIX wieku. Niemieccy misjonarze przyjechali za holenderskimi kolonizatorami. Jeden z nich o nazwisku Nommensen przybył na Sumatrę w 1861 roku tylko z Biblią i skrzypcami. Dziś ma tu swój pomnik. Liczba chrześcijan na wyspie sięga 10 %. Głównie są to Batakowie z regionu Toba.

Droga przez równik Po czterech dniach opuszczamy osadę Tuk-Tuk, w której się zatrzymaliśmy. Zaprzyjaźniona polska para wraca do Malezji, ja jadę dalej na południe do Bukittingi. Całonocna podróż lokalnym autobusem Sumatran Highway to przeżycie samo w sobie. Na dystansie 160 km nie ma prostego odcinka dłuższego niż 500 m, a szerokość tej „autostrady” chwilami uniemożliwia swobodny manewr wymijania. W dodatku pora deszczowa spowodowała rozmycie poboczy i co rusz zatrzymujemy się przed osuwiskami lub zapadliskami dro-

20

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

Rafflesia Arnoldi

gi. Cały transport w środkowej Sumatrze idzie właśnie tędy, a to oznacza, że co kilka minut kierowca naszego autobusu dokonuje cudów drogowej ekwilibrystyki, żeby minąć jakąś ciężarówkę czy inny duży pojazd. Nawet nie zauważam, kiedy mijamy równik i znajduję się już na półkuli południowej.

Osobliwa kawa Po 16 godzinach nerwówki wysiadam w Bukittingi, jednym z bardziej urokliwych miasteczek Sumatry Zachodniej. Stąd można łatwo zorganizować wypad na jeden z wulkanów, do wiosek Minenkabau czy Wąwozu Harrau. Zanim zanurzymy się w dżunglę przechodzimy przez wioskę, która żyje ze zbierania w lesie ziaren „kawy luwak”. Luwak to miejscowa nazwa łaskuna, zwierzęcia będącego gryzoniem, który chętnie zjada ziarna kawy będące jeszcze w miąższu. Otoczka ziarna zostaje strawiona, a ziarno po przejściu przez układ pokarmowy zostaje wydalone z kałem. Mieszkańcy wiosek zbierają je po czym całość wrzucają do specjalnych moździerzy, tłuką drewnianymi palami, oczyszczają wodą, a następnie palą uzyskując kawę o nowym, niespotykanym aromacie i właściwościach. Jest to najdroższa kawa na świecie. W jednym z domów na skraju dżungli proponują nam jej filiżankę, a następnie kupno małej paczuszki. Nie decydujemy się!

Na tropie raflezji Jeszcze tego samego dnia dołączam do grupy, która jedzie z przewodnikiem szukać kwiatu raflezji. Rafflesia Arnoldi – to roślina z największym kwiatem na ziemi, która jest pasożytem żyjącym na pnączach mokrego lasu równikowego. Przez miejscowych jest

www.obiezyswiat.com


ne od kilku dni cielę, do którego głowy przywiązano ostre sztylety. Wypuszczony na arenę młody bawół podbiegł do bawolicy i szukając wymiona rozpruł jej brzuch. Pokonani Jawajczycy wycofali się, a bawół stał się odtąd szczególnie szanowanym zwierzęciem.

Kobiety jak wulkan Tego wieczoru wraz z grupą innych turystów wyruszam na szczyt wulkanu Marapi (2891 m n.p.m.). Najpierw przedzieramy się przez dżunglę, rozświetlając sobie drogę latarkami. Idziemy cały czas pod górę, potykając się o korzenie i kamienie. Pomimo nocy i wysokości jest gorąco. Czasami wgłębienia na ścieżce sięgają pół metra. Wielokrotnie natrafiamy na strumienie, więc skaczemy po śliskich kamieniach, czepiając się lian i omszałych drzew. Po 5 godzinach wychodzimy na gołoborze. Do kaldery wulkanu jeszcze kilkaset metrów, a zmęczone nogi co rusz osuwają się po drobnych kamieniach. Resztkami sił o świcie wchodzimy na brzeg krateru. Wewnątrz coś buzuje, co chwila ukazują się kłęby dymu. Nasz przewodnik parzy nam kawę i częstuje śniadaniem. Zmęczeni, ale dumni wracamy tą samą drogą. W tym dniu już tylko spaceruję po miasteczku i delektuję się wspaniałymi sokami ze świeżych owoców. Na ulicach mnóstwo młodych ludzi w mundurkach, dziewczyny szczelnie zawinięte w chusty i chociaż jestem w najliczniejszym muzułmańskim państwie na świecie to w Sumatrze Zachodniej muszę pamiętać, iż mimo chust to kobiety rządzą rodzinami i majątkiem. W tym regionie bowiem matriarchat jest wciąż żywy. Kiedy rozmawiam o tym z gospodarzem ośrodka nad jeziorem Maninjau, w którym postanowiłam wypocząć, czuję jego zażenowanie. On usługuje w restauracyjce, wozi turystów i karmi hodowlę ryb, ale właścicielką wszystkiego jest żona. Może dlatego kobiety Minenkabau są odważne i śmiało patrzą w oczy turyście. Kiedy w Padang chciałam o coś spytać na ulicy, najpewniejszym źródłem informacji były młode kobiety.

Spotkałam „mamę-orangutana”.

Z lotu ptaka

Rogi bawoła są symbolem Sumatry.

Po dwóch tygodniach wędrówki opuszczam Sumatrę. Wylatuję z lotniska w Padang, którego główny budynek pokryty jest dachem w kształcie bawolich rogów. Jeszcze tylko muszę zapłacić haracz 150 tys. rupii tzw. opłaty wylotowej i wznoszę się nad Sumatrą. Z lotu ptaka centrum wyspy wygląda tak, jakby składało się z wulkanów i jezior, a przecież to, co pozostaje najmocniej w pamięci po kilkunastu dniach na Sumatrze, to feria zieloności pod powiekami. Zamykam więc oczy i wspominam wszystkie odcienie bujnej zieleni, tropikalnej roślinności, ryżowych pól i ogrodów.

nazywana „trupim kwiatem”, bo wydziela zapach podobny do odoru rozkładającego się mięsa. Idziemy w górę mokrą ścieżką porośniętą m.in. trawą cytrynową i malutkimi mimozami. W dżungli trafiamy na małpi koncert. Nawoływaniom, wrzaskom i pohukiwaniom nie ma końca. Klucząc po zaroślach odnajdujemy w końcu raflezję, która rośnie w ciemnym miejscu i już z daleka widać jej mięsiste, ceglasto-czerwone płatki. Rzeczywiście nie pachnie zbyt ładnie… ale wszystko wokół jest przegnite, mokre i cuchnące. Wracamy wytrząsając ze skarpet pijawki.

Tekst i zdjęcia:

JAGODA KOPROWSKA

Domy z rogami

www.obiezyswiat.com

Informacje praktyczne Waluta: rupia indonezyjska IDR, 1 USD = 9600 IDR, we wszystkich większych miastach i ośrodkach turystycznych są bankomaty. Wiza: na lotnisku za 25 USD na 30 dni. Transport: Air Asia z Kuala Lumpur, Phuket i Bangkoku; prom z Penang do Medan lub z Malakki do Dumai. Przydatna strona: www.sumatra-indonesia.com R EK L A M A

W drodze powrotnej do Bukittingi przejeżdżamy przez niezwykły wąwóz. Wygląda jak potężne pęknięcie 150-metrowej góry. Na dnie wąwozu płynie rzeczka, wokół której rośnie tropikalna roślinność. Ściany wąwozu przecinają gdzieniegdzie strugi wodospadów. Cicho tu i urokliwie. Jedziemy dalej, po drodze mijamy wioski z charakterystycznym dla kultury Minenkabau domami pokrytymi dachami w kształcie bawolich rogów. Jak żywa jest tradycja budowania takich dachów niech świadczy fakt, że nawet nowe domy mają dachy, których gonty strzelają ku górze. Podobnie jest z budynkami państwowymi i wszelakiej użyteczności publicznej. Bawół ma w kulturze Sumatry szczególne miejsce. Do dziś jest źródłem siły pociągowej, daje mleko, mięso i skóry. W mitologii kultury Minenkabau żywa jest legenda, jak to bawół uratował Sumatrę od najazdu obcych wojsk. Kiedy na sumatrzańskim brzegu stanęły przeważające wojska z Jawy, aby uniknąć wyniszczającej oba królestwa wojny, król Sumatry zaproponował pojedynek bawołów. Każda ze stron miała wystawić do walki najsilniejszego osobnika. Jawajczycy przygotowali do walki ogromną bawolicę, zaś król Sumatry głod-

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

21


W OKOWACH ARKTYKI

Żeglarskie K2 lodowy rejs Opłynięcie Przylądka Horn nazywa się niekiedy „żeglarskim Everestem”, z kolei North West Passage porównuje się do „żeglarskiego K2”. W 2010 roku z ekstremalnym, arktycznym szlakiem, zmierzył się bydgoski jacht „Solanus”. O tym jak wyglądał trzymiesięczny rejs, rozmawiamy z należącą do pięcioosobowej załogi „Solanusa” Moniką Witkowską. Wyjaśnijmy co to takiego ten tajemniczy North West Passage, czyli po polsku Przejście Północno-Zachodnie? Chodzi o trudną nawigacyjnie trasę, dającą możliwość przepłynięcia między Atlantykiem i Pacyfikiem ponad północną Kanadą i Alaską. Od Grenlandii płynie się najpierw przez Zatokę Baffina, potem są kanadyjskie cieśniny i stanowiące część Oceanu Arktycznego morza Beauforta oraz Czukockie, Cieśnina Beringa i dalej – Morze Beringa. Przez wiele wieków szukano tego połączenia, mnóstwo ludzi straciło życie, aż w końcu w latach 1903-1906 pokonała wspomniany szlak wyprawa Roalda Amundsena. Jednak nawet teraz, mimo nowoczesnej techniki, wciąż jest to wielkie wyzwanie. Głównym problemem są lody skuwające tamte wody, rozmarzające jedynie na bardzo krótki czas. I niech nikt nie mówi o globalnym ociepleniu! Pod względem topnienia lodów rok 2010 był dużo gorszy od poprzednich! Jakim jachtem jest „Solanus” i kto był w jego załodze? Niewiele jest w Polsce jachtów nadających się do arktycznej żeglugi, ale trzeba przyznać, że należący do bydgoskiego klubu żeglarskiego RTW-Lotto-Bydgostia czternasto i pół metrowy „Solanus”, z kadłubem ze stali o grubości 4 mm, to bardzo dzielna jednostka. Kto żegluje pewnie kojarzy tę klasę jachtu – to popularna, dwumasztowa „jotka” (J-80), tyle że w ramach kilkuletnich przygotowań do rejsu, nieco przebudowana. Dla „Solanusa” Przejście Północno-Zachodnie stanowiło tylko część wyprawy, choć akurat część najtrudniejszą i najważniejszą. Cały rejs ma trwać półtora roku, a celem jest opłynięcie obydwu Ameryk. Podstawową załogę tworzą trzy osoby, które wyruszyły w maju 2010 roku z Gdańska i zamierzają do Polski dopłynąć jesienią tego roku. Ta ambitna trójka to: kapitan Bronisław Radliński, I oficer Romek Nowak oraz najstarszy, mający 70 lat Witold Kantak, zwany „Tolkiem”, pełniący funkcję III oficera. Na odcinek North West Passage do załogi dołączyły jeszcze

22

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

dwie osoby – na początku lipca, w Nuuk, stolicy Grenlandii – ja, płynąc jako II oficer, natomiast później, w porcie Ilullisat dosiadł się najmłodszy w naszej ekipie, 30-letni Damian Chorążewicz. Nie była to przypadkowa załoga. Każdy z nas wcześniej uczestniczył w długich rejsach i miał już pewne doświadczenie w żeglowaniu w lodach. Ja – po rejsie na Horn i Antarktydę, koledzy – po wyprawie do wschodnich wybrzeży Grenlandii i opływaniu Spitsbergenu. W każdym razie muszę powiedzieć, że była to bardzo dobra załoga, nie tylko pod względem żeglarskim, ale też ludzkim. Ani razu w ciągu trzech miesięcy pokonywania Przejścia, nie mieliśmy żadnych konfliktów. A ogólnie jak było? Ciężko? Niebezpiecznie? Nie ma co udawać bohaterów – każdy z nas bał się tego rejsu. Jeśli byśmy się nie bali, świadczyłoby to o braku rozsądku. Różne rzeczy mogą się na morzu zdarzyć a na tamtych wodach nie można liczyć na szybką pomoc, bo to jedno wielkie pustkowie. Zresztą wystarczy wypaść za burtę i po kilku minutach ginie się z wychłodzenia. Z drugiej strony jednak było łatwiej niż myślałam, choć to może kwestia nastawienia. Decydując się na udział w rejsie zakładałam, że dostaniemy w kość, ale ja lubię wyzwania. Skoro zamiast w tropiki pojechałam do Arktyki, nie mogę narzekać, że było zimno, mokro (to też na morzu normalne!) i że musiałam pełnić wachty, chociaż nie znoszę jak mnie ktoś budzi w środku nocy, brrr… A czy było niebezpiecznie? W jakimś stopniu tak, ale jak już się płynie, to się o tym nie myśli. To nie był rejs wakacyjny tylko wyczynowy. Każdy z nas skupiony był na dopłynięciu do celu, jakim w tym arktycznym etapie był port Nome na Alasce. Chyba można zwariować. Tyle czasu na małym, 9-metrowym jachcie, ciągle w tej samej ekipie, a wokoło tylko woda i woda… Rytm dnia na jachcie wyznacza grafik wacht, czyli „dyżurów”, w trakcie których trzeba sterować, nawigować i wykonywać różne prace pokładowe. Co kilka dni każdemu wypadał

„Solanus” na wodach Icefjord, Grenlandia

www.obiezyswiat.com


www.obiezyswiat.com

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

23


W OKOWACH ARKTYKI tak zwany kambuz, a więc gotowanie i zmywanie, co jednak skomplikowane nie było, bo jedzenie mieliśmy głównie słoikowo-puszkowe, a w trudnych warunkach – liofilizaty, które wystarczy zalać wrzątkiem. W wolnych chwilach na jachcie się albo śpi (odsypia zarwane wachtami noce) albo – to najczęściej – czyta. Ja przetestowałam też audiobooki, czyli książki odsłuchiwane z odtwarzacza MP3. Okazało się, że to doskonały patent, zwłaszcza na długie godziny wacht, kiedy stoi się za sterem, a nic się nie dzieje. Dużo czasu pochłaniało mi też pisanie codziennego bloga, który dzięki łączom satelitarnym można było śledzić na bieżąco na stronie internetowej rejsu. Tutaj podziękowania dla firmy Hewlett Packard za udostępnienie laptopa EliteBook 8440p, którego baterie wytrzymywały 24 godziny pracy bez ładowania. To ważne, bo na jachcie prąd jest z akumulatorów, a z nimi akurat mieliśmy problemy. Przez pewien czas płynęłaś na jachcie szwedzkim. Dlaczego nie na „Solanusie”? To po prostu była żeglarska solidarność. Ze szwedzką „Anną”, jachtem trochę mniejszym od Solanusa, spotkaliśmy się po raz pierwszy na Grenlandii. Potem ciągle na siebie „wpadaliśmy” – w portach, na morzu, zapraszaliśmy się wzajemnie w odwiedziny, pożyczaliśmy narzędzia, pomagaliśmy w różnych sytuacjach. Zżyliśmy się do tego stopnia, że kiedy Borje Ivarsson, kapitan „Anny”, w porcie Cambridge Bay w połowie Nord West Passage został bez swojego załoganta, który musiał pilnie wrócić do kraju, nie mieliśmy wątpliwości, że nie możemy go zostawić w arktycznych warunkach bez wsparcia. Chodziło o pomoc w doprowadzeniu jachtu do następnego portu, oddalonego o 600 mil Tuktoyaktuk, gdzie „Anna” miała zimować. Płynęłam na „Annie” w sumie 9 dni. Prowadzenie jachtu w zaledwie dwie osoby przy dość silnym, przeciwnym wietrze trudno nazwać sielanką. Trzymaliśmy wachtę na przemian po 6 godzin, ale było to bardzo ciekawe doświadczenie, bo Borje jest świetnym żeglarzem, mogłam więc się od niego wiele nauczyć. Najtrudniejszy moment w rejsie na „Solanusie”? Wbrew pozorom nie była to jakaś niebezpieczna sytuacja typu sztorm, ale moment, kiedy uświadomiliśmy sobie, jak poważna jest awaria silnika, która nam się przydarzyła. Szczęście w nieszczęściu, bo stało się to koło Ilulissat, grenlandzkiego portu, w którym mieliśmy możliwość wyciągnięcia dźwigiem zbuntowanego silnika (waga – bagatela – 750 kg). Przymusowy remont trwał trzy tygodnie, ale najważniejsze, że udało się wszystko naprawić. Przy okazji mieliśmy czas, aby poznać bardzo ciekawą okolicę z wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO fiordem, przez który z niedalekiego lodowca wypływają na ocean góry lodowe. A propos gór lodowych. Pamiętając o historii „Titanica”, jak na nie reagowaliście? To niesamowite twory, wzbudzające zachwyt, ale i respekt. Trzeba pamiętać, że to co widać nad wodą to zaledwie 1/9 całej bryły, reszta

24

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

jest zatopiona. Kiedy jest cicho, słychać jak taka góra „pracuje” – ciągle coś w niej pęka, wytapia się, przełamuje. Małe jest jednak prawdopodobieństwo, że się na taką górę wpłynie, bo nawet we mgle, czuje się, że ona jest w pobliżu. Bardziej realnym zagrożeniem jest rozłupanie się takiego kolosa i wynurzenie tego, co wcześniej było pod wodą, przy równoczesnym powstaniu ogromnej fali, powiedzmy – w stylu małego tsunami. Jednak góry lodowe były tylko na Atlantyku, przy wybrzeżach Grenlandii. Potem towarzyszyły nam growlery, czyli mniejsze bloki lodowe, takie niby kry o fantastycznych nieraz kształtach. Mimo że mniejsze, one też są bardzo groźne, tym bardziej że ze względu na rozmiar, nie widać ich na radarze, a też są w stanie rozorać kadłub jachtu. Ale znowu – pojedyncze growlery da się ominąć. Gorzej z polami lodowymi, bo w nich rzeczywiście można utknąć. Na pierwsze pole trafiliśmy w Zatoce Baffina i… bardzo nam się wtedy podobało. Była świetna widoczność, lód iskrzył się w słońcu i mienił różnymi odcieniami od bieli po ciemny granat. Niestety, następne pola lodowe były już we mgle, bardziej zagęszczone i trzeba się było naprawdę sporo namęczyć, aby znaleźć korytarz wolnej wody. W najbardziej zalodzonym fragmencie Przejścia spotkaliśmy się w trzy jachty. Jak się okazało, załoga jednego z nich już od dwóch dni szukała możliwości przebicia się przez lodową barierę, ale nawet zawieszony na maszcie obserwator nie mógł wskazać drogi w labiryncie kry. Skuteczna okazała się metoda kapitana szwedzkiej „Anny”, który po prostu postawił wszystko na jedną kartę i wolniutko rozpychając krę, jakoś się przebił. My też tak zrobiliśmy, przy torowaniu drogi wspomagając się jeszcze bosakami. Udało się, ale ślady w postaci poobdzieranej farby na burtach zostały. To dla równowagi – jakieś miłe wspomnienia… Ależ żegluga w lodach, mimo stresów i emocji, bardzo mi się podobała! A co do tych innych wspomnień, to na pewno mogę do nich zaliczyć pożegnalny wieczór z ludźmi, których poznaliśmy w stolicy Grenlandii. Poza Polakami, którzy nam bardzo pomogli (większość z nich to personel miejscowego szpitala), zaprzyjaźniliśmy się między innymi z młodym księdzem z Argentyny. Zostały mi też w pamięci niezwykłe widoki na góry lodowe i romantyczne zachody słońca, które na początku rejsu były zarazem wschodami, bo był to okres tak zwanych białych nocy. Nie zapomnę też swojej pierwszej zorzy polarnej – to już w Kanadzie, kiedy noce zrobiły się ciemne i długie. Stałam za sterem, a na niebie toczył się istny spektakl z tańczącymi zielonymi smugami w roli głównej. Albo – spotkanie z karibu, kanadyjskim reniferem. Płynąc na szwedzkiej „Annie” zakotwiczyliśmy w zupełnie nieskażonej cywilizacją zatoczce i poszliśmy z Borje na krótką wycieczkę po okolicznych wzgórzach. Już wracaliśmy, kiedy zobaczyliśmy dorodnego, rogatego samca. Chyba nigdy nie widział ludzi, bo wcale się nie bał i bardzo blisko do nas podszedł. Stałam jak zahipnotyzowana zastanawiając się, czy to nie duch inuickiego myśliwego? Jednak nic

Icefjord, Grenlandia

Pokładowy zakład fryzjerski

nie przebije momentu dotarcia do Cieśniny Beringa, uważanej za zakończenie North West Passsage i radości, że się udało, że Morze było dla nas łaskawe, że i my oraz jacht – daliśmy radę. A jak wyglądają „portowe uciechy”? Z tekstów szant wynika, że żeglarz w porcie nic nie robi tylko się bawi i pije – bynajmniej nie soki… W tej dalekiej Arktyce, kilkaset kilometrów za linią kręgu podbiegunowego, pojęcie „port” jest mocno na wyrost, bo nie ma tam żadnych marin, nawet nabrzeży. W Kanadzie wszędzie staliśmy na kotwicy, na ląd przeprawiając się pontonem. Poza stolicą Grenlandii, 15-tysięcznym Nuuk, pozostałe miejscowości to wioski zamieszkałe przez Inuitów (inaczej mówiąc – Eskimosów, ale nie wszyscy z nich lubią to określenie). Zazwyczaj każdą tamtejszą miejscowość da się przejść w ciągu kwadransa, a w większości z nich nawet asfaltowych dróg nie ma! O rozrywkach można zapomnieć, choć warto było wybrać się gdzieś na wycieczkę albo zaprzyjaźnić z sympatycznymi lokalesami i dowiedzieć się czegoś o ich życiu. Co do alkoholu to na Grenlandii jest dostępny, ale za małą buteleczkę piwa (0,33 l) trzeba zapłacić w pubie równowartość 75 zł! A żeglarze raczej nie sę bogaczami. Z kolei w wioskach arktycznej Kanady panuje totalna prohibicja – nawet piwa nie ma. Widzieliście niedźwiedzie polarne? www.obiezyswiat.com


Przejście przez lody

„Solanus” na Morzu Czukockim

My nie, ale zaprzyjaźniona załoga szwedzkiej „Anny” – tak! Z niedźwiedziami polarnymi, które w pozycji stojącej mogą mieć nawet 3 m wysokości, trzeba naprawdę uważać. Na wszelkie lądowe wycieczki powinno się chodzić ze strzelbą. Jednak i na morzu można mieć spotkanie z ciekawskimi misiami, bo zdarza im się dryfować na krach, a poza tym są całkiem dobrymi pływakami. Głośną sprawą było spotkanie, jakie zaliczył jeden z brytyjskich żeglarzy, który wyglądając przez okienko swojego jachtu spotkał się z takim wścibskim futrzakiem praktycznie nos w nos! Czy dużo jachtów zaliczyło North West Passage? Biorąc pod uwagę całą historię światowego żeglarstwa liczba ta nie doszła jeszcze nawet do połowy setki. My spotkaliśmy osiem jachtów, ale trzy z nich wycofały się i zawróciły na południe, natomiast wspominana szwedzka „Anna” rozłożyła sobie Przejście na dwa sezony. Swoją drogą warto pamiętać, że przed nami, w 2006 roku „zrobiły” Przejście dwa jachty pod polską banderą – „Stary” i „Nekton”. Do tego trzeba dodać czterech Polaków, którzy żeglowali na jednostkach pod obcymi banderami (m.in. kapitan Wojciech Jacobson, który w czasie naszego rejsu był naszym częstym doradcą). Za czym się tęskni w takim rejsie? Za rodziną i bliskimi! A także za takimi prowww.obiezyswiat.com

Inuitka z miasteczka Pond Inlet w Kanadzie

Nasi szwedzcy przyjaciele z jachtu „Anna”.

Nagrodą za trudy żeglugi są widoki…

zaicznymi sprawami jak spacer w lesie (w ciągu trzech miesięcy rejsu nie widzieliśmy ani jednego drzewa!), za ulubionymi potrawami (mnie się nawet przyśnił sernik mojej mamy!), czy za świeżymi warzywami. W Arktyce niby wszystko jest, ale bardzo drogie. Dość powiedzieć, że litr zwykłego mleka kosztuje w supermarkecie 15 zł. Marzy się też o kąpieli pod prysznicem! O kąpieli? Przecież tyle wody dookoła… To paradoks, że otacza nas woda, ale nie można z niej korzystać. Na polskich jachtach na ogół nie ma odsalarek, dlatego też w długich rejsach, nie wiedząc kiedy będzie kolejna możliwość zatankowania wody, wodę słodką trzeba oszczędzać. Oczywiście do mycia naczyń używaliśmy „zaburtówki”, czyli wody słonej, próbowaliśmy też w niej gotować ryż, ale kiepsko to wychodziło, bo nabierał gorzkiego smaku. Do prania i mycia ciała woda słona również się nie nadaje. Na prawdziwą kąpiel trzeba zaczekać do portu, choć zawsze można ratować się nawilżonymi chusteczkami czy próbować myć się w przysłowiowym kubku wody. Czy po trzech miesiącach takiego rejsu jeszcze lubisz lody? Najbardziej śmietankowe! A tak na poważnie to jeśli chodzi o Arktykę – zakochałam się w tym regionie świata. Oprócz przedzierania się przez kry, najbardziej podobają mi się nieskażone cywilizacją tamtejsze przestrzenie, to

że jeszcze długo nie będą tam docierać komercyjne wycieczki. Niezwykli są także ludzie – Inuici, którzy wciąż kultywują swoje odwieczne tradycje. W przyszłym roku zamierzam do Arktyki wrócić, bo dostałam propozycje dalszego żeglowania na szwedzkiej „Annie”. Wraz z Borje zamierzamy przedrzeć się przez lody Oceanu Arktycznego i opłynąć Czukotkę, docierając do miejsc, w których być może przed nami jeszcze nigdy nikogo nie było. Rozmawiał: BOGUSŁAW MATUSZKIEWICZ

Monika Witkowska – dziennikarka i podróżniczka, ma również stopień jachtowego sternika morskiego ze stażem prawie 30 tys. mil morskich. Dwa razy przepłynęła Atlantyk, raz Pacyfik, opłynęła Przylądek Horn, ale lubi też i bliższe morza – Bałtyckie, Północne czy Śródziemne. Żegluje zarówno na małych jachtach, jak i żaglowcach – „Pogoria”, „Zawisza Czarny”, „Chopin” i „Dar Młodzieży”. O tym jak przebiegał rejs dzień po dniu można przeczytać na stronie www.monikawitkowska. pl/blog/. Natomiast jakie są dalsze losy „Solanusa” kontynuującego wyprawę, informuje strona www.solanus.bydgostia.org.pl

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

25


KSIĄŻKI I MULTIMEDIA

Multimedialny

Obieżyświat

Książki

d o podróży

rekomenduje Grzegorz Micuła

Alaska według reportera

Hajda na koń

Dla mnie to najwspanialszy spośród amerykańskich stanów. Miejsce, gdzie spotkasz najserdeczniejszych ludzi, czarne, brunatne i polarne niedźwiedzie, gdzie dzieci wybiegają ze szkoły na przerwę w krótkich spodenkach, nawet gdy mróz spada do minus 40 stopni. Do setek osad Eskimosów dostać się można tylko samolotem albo skuterem śnieżnym. Tu szybko się nauczysz, że do polowania na karibu lepiej wykorzystać GPS niż przykładać ucho do ziemi jak setki lat temu. Tak pisze o Alasce Piotr Kraśko, dziennikarz Wiadomości TVP1, w swojej najnowszej książce z serii „Świat według reportera”.

Książka zawiera opis wybranych stad, stadnin i gospodarstw agroturystycznych, w sumie około 200 ośrodków jeździeckich w całej Polsce. Obok podstawowych informacji, takich jak adres, ceny, opis działalności i charakterystyka terenu, są także ciekawostki, historia jeździectwa oraz opis współczesnych dyscyplin hippicznych. Walorem są informacje, co ciekawego można zobaczyć w okolicy. Całość bogato ilustrowana kolorowymi zdjęciami.

Piotr Kraśko – Alaska. Świat według reportera.

Wydawnictwo SPORT i TURYSTYKA, MUZA SA. 424 str. Cena 50 zł

Wydawnictwo G+J RBA. 96 str. Cena 12 zł

Marta Jarzębowska – Hajda na koń.

Bułgaria i Rumunia Praktyczny poradnik dla zmotoryzowanych z krótką szkołą jazdy. Po wstępie o specyfice podróżowania po Rumunii i Bułgarii są tu opisane rekomendowane trasy dojazdowe z Polski na Bałkany. Przewodnik prowadzi nas po najciekawszych turystycznie trasach, m.in. po trasie transfogaraskiej, uważanej za jedną z najbardziej malowniczych w Europie. Są tu też ważne rady doświadczonych kierowców, do których warto się stosować.

Bułgaria i Rumunia – poradnik dla zmotoryzowanych. Wydawnictwo PASCAL. 192 str. Cena 30 zł

Z dala od drogi Opisanych jest tu ponad 50 niezwykłych miejsc na wymarzony wypoczynek. Autorzy przejechali ponad 18 tys. km docierając do mnóstwa obiektów leżących z dala od uczęszczanych szlaków turystycznych. Zaprezentowano niezwykłe miejsca, nastrojowe pensjonaty i gospodarstwa agroturystyczne, wiejskie chaty, dwory i wiatraki położone w niezwykłej urody okolicach – od Tatarskiej Jurty poprzez Galindię i Lawendowe Pole. A wszystko to na pięknych zdjęciach Zenona Żyburtowicza. Aż chce się tam pojechać.

Teresa Kokocińska, Zenon Żyburtowicz - Z dala od drogi.

Wydawnictwo ŚWIAT KSIĄŻKI. 346 str. Cena 50 zł

Wśród osób, które do 10.04.2011 roku przyślą prawidłową odpowiedź na kartkach pocztowych wraz z doklejonym kuponem konkursowym pod adres: MT OBIEŻYŚWIAT, ul. Norwida 61, 76-200 Słupsk, wylosujemy trzy książki – przewodniki turystyczne. Prawidłowa odpowiedź w konkursie z nr 4(24)2010 brzmiała: Wyspy Salomona noszą nazwę legendarnego króla Salomona, który rzekomo ukrył na nich złoto. Książkę Marco Polo „Opisanie świata” wylosowali – Ewa Warmiak z Radomia, Jan Kuczkowski z Koszalina i Dariusz Tomaszewski ze Skarszewa k/Świecia. Gratulujemy! Nagrody prześlemy pocztą.

O 1(

N WY PORSOIAT KU KUEŻYŚW/2011 N BI 25)

KO

KONKURS

Jaka jest pełna nazwa geograficzna najtrudniejszego żeglarskiego szlaku w Arktyce?

Prawie 6500 starannie posegregowanych i opisanych zdjęć, 155 minut filmów, 15 godzin radiowych opowieści podróżników i muzyki etnicznej oraz 400 ekranów tekstu zawarte są na 4 płytach CD-ROM multimedialnej wersji magazynu OBIEŻYŚWIAT. Płyty te powstały w latach 20022004 ze zgromadzonych i opracowanych przez Wydawnictwo KOLUMB relacji polskich podróżników z wypraw na 7 kontynentów. Trasy biegną przez kilkadziesiąt państw – od Nowej Zelandii i dalej m.in. przez wyspy Pacyfiku, Australię, Indonezję, Malezję, Laos, Tajlandię, Sri Lankę, Indie, Nepal, Tybet i Chiny, syberyjskie połacie Rosji, Oman, Jemen, Turcję, Syrię, Egipt, Togo, RPA, Norwegię, Finlandię, Litwę, Łotwę, Estonię, Słowację, Hiszpanię, Portugalię, USA, Boliwię, Peru aż po Antarktydę. Wystarczy tego na 60 godzin oglądania, słuchania i czytania. Jest to uczta duchowa dla każdego, kto kocha podróże i pomoc dydaktyczna w nauce geografii.

4 x PC CD-ROM w cenie 2 Cena promocyjna kompletu:

39,80 zł zamiast 79,60 zł (wysyłka na koszt wydawcy)

Zamów:

kolumb@obiezyswiat.com tel. 059 842 49 53 Płyty do odtwarzania na komputerze PC z Windows 95/98/2000/XP

Nowa Zelandia „Nowa Zelandia – daleka i bliska”

to tytuł 2 uzupełniających się publikacji. Książka – to pierwszy polski przewodnik po Kraju Kiwi (240 stron, 90 zdjęć, 42 mapy i ilustracje, cena 35 zł) Komplet 2 publikacji: CD-ROM – to multimedialny przecena 64 zł wodnik po Nowej Zelandii (in(wysyłka na koszt wydawcy) teraktywne mapy, ponad 800 Zamów: zdjęć, 40 min. filmu, 90 min. opokolumb@obiezyswiat.com wieści i muzyki maoryskiej, 150 tel. 059 842 49 53 ekranów tekstu, cena 29 zł)

Płyta do odtwarzania na komputerze PC z Windows 95/98/2000/XP


POLSKA nieodkryta POLSKA NA ITB W dniach 9-13 marca br. w Berlinie odbędzie się największa impreza turystyczna świata – targi ITB (Internationale Tourismus-Börse). Gospodarzem tegorocznej edycji została Polska. Na zlecenie Polskiej Organizacji Turystycznej studio Platige Image opracowało kampanię promującą Polskę. Hasło przewodnie kampanii brzmi MOVE YOUR IMAGINATION (porusz swoją wyobraźnię). Elementami wizerunkowymi są: biała kostka z napisem POLSKA i kolorowe stworki nawiązujące do popularnych Urban Toys. Na ceremonię otwarcia targów przygotowano dla ponad 4000 osób interaktywne widowisko w 3D. Każdy z gości za pomocą białej kostki trzymanej w dłoni zadecyduje o przebiegu wirtualnej podróży przez Polskę. To pierwszy w tej skali projekt na świecie. Zwieńczeniem pokazu będzie występ taneczny w choreografii Agustina Egurroli. Polskie stoisko narodowe w hali numer 15.1 będzie miało powierzchnię 15 800 m². Oprócz tego w wielu innych halach organizowane będą konferencje, wystawy i wieczory folklorystyczne, wystawy fotograficzne oraz Dni Kuchni Polskiej. Natomiast w mieście będą aż 752 miejsca z oznaczeniem Polski jako kraju partnerskiego ITB – billboardy, plakaty, spoty reklamowe w metro i stworki na ulicach Berlina. Więcej informacji na stronie:

www.pot.gov.pl

DoMalopolski.pl

ychodząc naprzeciw potrzebom W narciarzy Małopolska Organizacja Turystyczna uruchomiła portal

www.DoMalopolski.pl. W nowej szacie graficznej w serwisie znajdziemy prezentację wszystkich najważniejszych stacji narciarskich, usystematyzowanych w trzech kategoriach. Duże ośrodki narciarskie, średnie stacje narciarskie aż po pojedyncze wyciągi. Przygotowano również informacje o szkołach narciarskich. W serwisie jest zakładka dla akcji „Bezpieczny stok” oraz znajdują się w nim najważniejsze telefony ratunkowe GOPR i TOPR.

www.obiezyswiat.com

Otwarcie przez Małopolską Organizację Turystyczną sezonu narciarskiego 2010/2011 odbyło się 18.12.2010 roku w Stacji Narciarskiej Mosorny Groń w Zawoji. Po wielu niełatwych okresach, Polskie Koleje Linowe S.A. zakupiły tę stację. Ośrodek dysponuje czteroosobową kolejką linową oraz wyciągiem dla dzieci. Na stoku są cztery trasy narciarskie, z których najdłuższa – czerwona – ma długość 1420 m. Stok jest oświetlony, sztucznie naśnieżany i ratrakowany. Przy ośrodku funkcjonuje też szkoła narciarska, wypożyczalnia sprzętu, hotel i lokale gastronomiczne. Ze szczytu Mosornego Gronia można podziwiać urzekające widoki na masyw Babiej Góry, Policy, Jałowca a dalej na Beskid Żywiecki, Makowski i Tatry. Teren ten jest doskonały dla turystyki pieszej, rowerowej i paralotniarstwa. Od wiosny do jesieni Zawoja przyciąga turystów również ze względu na zabytki, głównie sakralne, datowane na XVIII i XIX wiek. Więcej o stacji na stronie: www.pkl.pl. OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

27


18-20 marca 2011

Hala Sportowa Uniwersytetu w Białymstoku ul. Świerkowa 20A, Białystok

Przedstaw swoją ofertę na największej imprezie targowej północno-wschodniej Polski! Gwarantujemy doskonałą promocję i zadowolenie! Zapewniamy bogaty program imprez towarzyszących: • konferencje • warsztaty dla biur podróży z Polski i zagranicy • dzień białostocki • wycieczki po Białymstoku z przewodnikiem • liczne występy artystyczne • konkursy dla Wystawców i Odwiedzających z atrakcyjnymi nagrodami • PODLASKIE SPOTKANIA Z PODRÓŻAMI spotkania z podróżnikami, pokazy filmów, slajdów z najciekawszych miejsc świata, wystawy fotograficzne, konkursy z bardzo atrakcyjnymi nagrodami ……………..I wiele innych niespodzianek.

Czekamy na Ciebie w Białymstoku!

Organizator: Podlaska Regionalna Organizacja Turystyczna ul. Malmeda 6, 15-440 Białystok tel. 85 653 77 97 e-mail: targi@podlaskieit.pl

www.podlaskieit.pl


WOJEWÓDZTWO

Suwalszczyzna

PODLASKIE

na narty

W

malowniczym zakątku północnowschodniej Polski mieści się Wojewódzki Ośrodek Sportu i Rekreacji „Szelment”. Ten nowoczesny kompleks sportów zimowych znajduje się zaledwie 15 km na północ od Suwałk. Zespół wyciągów narciarskich leży na pograniczu gmin Jeleniewo i Szypliszki w bezpośrednim sąsiedztwie jeziora Szelment Wielki. W pierwszej kolejności powstały budynki stacji dolnej i górnej oraz pięć wyciągów orczykowych na Górze Jesionowej, która w latach międzywojennych służyła do startów szybowców a w ostatnich latach organizowane tu były obozy lotniarskie. Polodowcowa rzeźba terenu Suwalszczyzny oraz śnieżne zimy, trwające od listopada do kwietnia spowodowały, że sezon narciarski trwa na „polskim biegunie zimna” wyjątkowo długo. Obecnie do dyspozycji narciarzy służą 2 równoległe wyciągi talerzykowe A i B o dł. 300 m i różnicy poziomów 60 m (przepustowości po 800 osób/h). Czarna bardzo trudna trasa z prawej strony ma ok. 400 m, ta z lewej jest nieco dłuższa i łagodniejsza. Wyciąg C ma dł. 270 m (55 m różnicy poziomów) i obsługuje dwie trasy czerwone: trudniejszą przy wyciągu, łatwiejsze zjazdy znajdują się na trasach okrężnych. Czwarty to najnowszy wyciąg D z dwoma czerwonymi trasami. Wyciąg E o dł. 370 m obsługuje trasę niebieską - średnio łatwą o dł. ok. 400 m. Dodatkowo dla początkujących narciarzy znajduje się tutaj ośla łączka oraz wyciąg szkolny o dł. 100 m i przepustowości 500 osób/h oraz 80. metrowy przenośnik taśmowy. Wszystkie trasy są sztucznie naśnieżane, trasy są ratrakowane, a po zmroku oświetlone. Na terenie WOSiR-u znajduje się wypożyczalnia sprzętu www.obiezyswiat.com

narciarskiego (400 kompletów nart i 80 desek oraz narty biegowe). Przy Ośrodku działa Szkoła Narciarska, prowadząca zajęcia dla dzieci, młodzieży i osób dorosłych. Wykwalifikowani instruktorzy prowadzą lekcje indywidualne oraz w grupach. W Szkole Narciarskiej można ukończyć kurs jazdy sportowej na tyczkach i bojach carvingowych. Poza tym można uczestniczyć w slalomie, slalomie gigancie i slalomie carvingowym. Zapewniony jest również elektroniczny pomiar czasu. Dla rodzin z małymi dziećmi otwarto „narciarskie przedszkole”, prowadzone przez doświadczonych w pracy z dziećmi instruktorów narciarstwa. Maluchom i rodzicom proponuje się bezpieczny teren, maleńki wyciąg i kolorowe zabawki. WOSiR dysponuje 39 miejscami noclegowymi w pokojach 2 i 3 osobowych z pełnym węzłem sanitarnym, TV, telefonem oraz bezpłatnym dostępem do internetu. W bazie dolnej ośrodek posiada restaurację, 2 sale konferencyjne na 40+50 osób wyposażone w sprzęt audiowizualny. W bazie górnej znajduje się bar szybkiej obsługi. Restauracja dysponuje 100 miejscami, serwuje dania kuchni regionalnej, polskiej oraz kontynentalnej. Na terenie ośrodka jest stała ekspozycja sportów zimowych „Od Marusarza do Małysza i Kowalczyk”, na której zgromadzono liczne eksponaty, m.in. narty olimpijskie i replikę złotego medalu olimpijskiego z 1972 r. Wojciecha Fortuny, kombinezon narciarski Adama Małysza, narty Marusarza i wiele innych cennych eksponatów. Wystawa ta powstała dzięki pomocy zaprzyjaźnionego Wojciecha Fortuny, Mistrza Olimpijskiego z Sapporo. ŁUKASZ DOBRZYŃSKI

WOSiR SZELMENT 16- 404 JELENIEWO, Szelment 2 tel./faks 87 568 30 07

www.wosir-szelment.pl OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

29


WOJEWÓDZTWO

ŚWIĘTOKRZYSKIE

Na rodzinne narty w Świętokrzyskie!

Szwajcaria Bałtowska

P

rzyzwyczailiśmy się kojarzyć zimowy wypoczynek narciarski z Tatrami i Beskidami. Tymczasem porównywalne trasy i warunki na stokach znaleźć można znacznie bliżej, w Województwie Świętokrzyskim. Góry Świętokrzyskie zapewniają swym gościom liczne trasy narciarskie – przygotowane zarówno dla wielbicieli jednej, jak i dwóch desek, a także dla zwolenników nart biegowych. Przegląd stoków w regionie warto zacząć od dwóch stoków położnych w gra-

30

Telegraf

nicach Kielc. Pierwszy z nich położony jest na górze Pierścienica (367 m n.p.m.). Z samego wierzchołka roztacza się wspaniały widok na panoramę miasta. To doskonałe miejsce do aktywnego wypoczynku zarówno zimą, jak i latem. Przez szczyt przebiegają wytyczone ścieżki rowerowe, a u podnóża góry znajdują się „płuca Kielc” - Stadion Leśny, który jest jednym z ulubionych terenów spacerowych Kielczan. Patrząc od lewej strony, z wierzchołka, można zobaczyć fragment Pasma Zgórskiego, a przesuwając wzrok w prawo, ukaże się Góra Karczówka (340 m n.p.m.) z zabytkowym XVII-wiecznym klasztorem pobernardyńskim. Przez szczyt przebiega niebieski szlak turystyczny Chęciny Łagów oraz żółty szlak spacerowy wokół Kielc o długości 69 km. Stok długości 500 m i szerokości 100 m daje duże możliwości szusowania dla po-

czątkujących i zaawansowanych narciarzy. Stok jest ratrakowany i oświetlony, co umożliwia zjazdy do godziny 22.00 Kolejnym stokiem położonym blisko centrum miasta jest wyciąg Telegraf na północnej stronie góry Telegraf, o wysokości 406 m n.p.m. Stok na Telegrafie jest doskonałym miejscem dla średniozaawansowanych narciarzy. Ze względu na trudność zjazdu może stanowić wyzwanie nawet dla bardziej wymagających wielbicieli zimowych zjazdów. Dobrze przygotowana trasa, ratrakowana vi oświetlona, zapewnia wyśmienite warunki do jazdy także w godzinach wieczornych (stok czynny jest do godziny 22.00), a podwójny orczyk zapewnia przepustowość do 1000 osób na godzinę. Kolejne wyciągi położone są w pobliskich miejscowościach, z czego najbliższy jest Niestachów dysponujący pięcioma wyciągami i dużym parkingiem. Ośrodek narciarski w Niestachowie położony jest na zboczu góry Otrocz o wysokości 372 m n.p.m.

www.sejmik.kielce.pl • www.wrota-swietokrzyskie.pl www.obiezyswiat.com


Zdjęcia: arch. ROT ŚWIĘTOKRZYSKIE

Tutaj swoje umiejętności mogą rozwijać zarówno początkowi, jak i zaawansowani narciarze, a noclegi zapewniają pobliskie gospodarstwa agroturystyczne i hotele. Pięć wyciągów, z najdłuższym 450-metrowym zjazdem, zapewniają „białe szaleństwo” na bardzo dobrze przygotowanych stokach. To miejsce idealne dla całej rodziny, gdzie każdy znajdzie odpowiednie warunki i stopień trudności dla siebie. Wypożyczalnia nart, bar i duży parking to już standard w tego typu stacji narciarskiej. W niedużej odległości od Niestachowa znajduje się inny, równie dobrze wyposażony i przygotowany stok narciarski „Sabat”. Zlokalizowany jest u podnóża Góry Łysicy (612 m n.p.m.), najwyższego wzniesienia w Górach Świętokrzyskich, znanego też ze zlotów czarownic, które ponoć tu się odbywały. To tutaj też Stefan Żeromski jeździł na nartach, lecz wówczas nie było jeszcze wyciągów, które mógłby opisać. Z górnej stacji wyciągu rozciąga się piękny widok na Dolinę Wilkowską oraz położone dalej na północ Pasmo Klonowskie. Po prawej stronie, jak na dłoni, widać pasmo Łysogór ze słynną Łysicą, a pod nią – Św. Katarzynę - miejscowość znaną turystom z klasztoru ss. Bernardynek, źródełka św. Franciszka z Asyżu oraz Muzeum Minerałów i Skamieniałości. Zjazd po stoku Sabat jest długi (ok.1km) i łagodny, z dwoma ostrzejszymi nachyleniami, które dodają nieco adrenaliny początkującym narciarzom. Dzięki temu to idealne miejsce do rekreacyjnego narciarstwa dla całej rodziny. Jeśli znudzą się nam już powyższe trasy, możemy udać się na pobliski stok narciarski „Baba Jaga” na Górze Miejskiej (426 m n.p.m.) w Bodzentynie. Ma on długość 650 m i szerokość 90 m, wyposażony jest w dwa orczyki talerzykowe i oferuje możliwość szusowania już od godziny 10.00 w tygodniu, a od 9.00-22.00 w weekendy. To urokliwe miejsce, z którego czaruje nas wspaniała panorama Gór Świętokrzyskich i pięknych lasów Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kierując się na północ od Kielc w stronę Łodzi, dotrzemy do wyciągu w Tumlinie. Znajduje się on na zboczu góry Łajscowej (409 m n.p.m.), w części Tumlina zwanej Podgród. Nazwa ta pochodzi od Góry Grodowej, gdzie według legend miało się mieścić grodzisko, a dziś zachowały się jeszcze resztki pogańskich wałów kultowych, widoczne podczas zjazdów. Dwa nietrudne stoki narciarskie (dostosowane do po-

Pierścienica

trzeb początkujących narciarzy) o długości 500 m i 320 m, wyposażone są w wyciąg orczykowy talerzykowy i oferują narciarzom możliwość szusowania w godzinach 10.0020.00. Jak inne, dotychczas omawiane stoki, oferują możliwość wypożyczenia sprzętu narciarskiego i naukę jazdy pod okiem instruktora. Najdalej od stolicy województwa położonym terenem narciarskim jest Szwajcaria Bałtowska. Dysponuje ona dwoma stokami długości 570 m i 340 m oraz oślą łączką na potrzeby szkółki narciarskiej. Oba stoki są oświetlone, sztucznie zaśnieżane i oferują możliwość jazdy w godzinach 9.00-21.00. Oprócz takich udogodnień jak wypożyczalnia sprzętu, czy szkółka narciarska, w Szwajcarii można także skorzystać z toru saneczkowego. Cały obszar leży na terenie gminy Bałtów na Pogórzu Bałtowskim, tuż obok Doliny Kamiennej, której charakterystyczne strome zbocza opasane są wapiennymi skałkami. Oprócz stoków narciarskich w okolicy znajdują się także Park Jurajski, Zwierzyniec Bałtowski, całoroczny rollercoaster, Kraina Koni, a także możliwość spływu tratwami, dzięki czemu nawet bardzo młodym i niewytrwałym narciarzom nie grozi znużenie jazdą i otoczeniem.

Krajno

Niestachów

Telegraf Bieżące informacje o warunkach panujących na wszystkich stokach można uzyskać na stronie:

www.narty-swietokrzyskie.pl

Projekt „Wykreowanie i promocja markowych produktów turystycznych Województwa Świętokrzyskiego oraz ich kompleksowe oznakowanie” współfinansowany przez Unię Europejską z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Świętokrzyskiego na lata 2007-2013

Szwajcaria Bałtowska

www.swietokrzyskie.travel www.obiezyswiat.com

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

31


WOJEWÓDZTWO

MAŁOPOLSKIE

Białka Tatrzańska

Góry, narty i termy „U nas jest ino dziesięć miesięcy zimy a resta to samo lato” – mówią górale z Białki Tatrzańskiej, wsi położonej w sąsiedztwie Tatr polskich i słowackich. Ten narciarski kurort znajduje się zaledwie 15 km od Nowego Targu i 20 km od Zakopanego w gminie Bukowina Tatrzańska. Zalegająca pod Podhalem woda termalna jest drugim po terenach narciarskich skarbem całej okolicy, z którego korzysta też Białka.

32

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

www.obiezyswiat.com


B

iałka Tatrzańska leży nad brzegami rzeki Białki o długości 41 km, która wypływa ze skał pod Gerlachem na Słowacji, tocząc swe wody do połączenia z Rybim Potokiem i dalej aż do Morskiego Oka. Wody rzeki płyną dnem Doliny Białki (ok. 625 m n.p.m.) skąd rozpościera się przepiękna panorama masywu Tatr Wysokich. Różnica poziomów ok. 1800 m pomiędzy dnem doliny a Rysami (2499 m n.p.m.) sprawia, że widoki w słoneczne dni są niesamowite. Białka zapewnia swoim gościom ponad 5000 miejsc noclegowych w pensjonatach i kwaterach agroturystycznych. Odbywa się tu wiele ciekawych imprez w ramach Tatrzańskich Wici „Wybór Cepra i Ceperki Roku” oraz „Harnasia Roku”. Na terenie gminy Bukowina, w której leży Białka Tatrzańska organizowany jest w lutym Karnawał Góralski z gońbą. Są to wyścigi kumoterek, starych małych sań góralskich, którymi kumoter i kumoszka wieźli dzieci do chrztu albo jechali na czwartkowy jarmark do Nowego Targu. W lipcu odbywają się „Sabałowe Bajania”.

Białe szaleństwo Tutejsze stoki są łagodne, trasy szerokie i dobrze utrzymane – sztucznie naśnieżane, ratrakowane i oświetlone. Największe stacje to – Ośrodek Narciarski „Kotelnica Białczańska”, Ośrodek Narciarski „Bania” i Ośrodek Narciarski „Kaniówka”, gdzie obecny sezon narciarski otwarto już w piątek 3 grudnia 2010 roku. System „1 karnet – 14 wyciągów” obowiązuje na trzech wyciągach talerzowych w ON „Kaniówka”, czterech wyciągach w ON „Bania” oraz na czterech wyciągach krzesełwww.obiezyswiat.com

kowych, dwóch orczykach w ON „Kotelnica Białczańska” oraz trasa z wyciągiem orczykowym – snowpark.

Ośrodek Narciarski „Bania” Ośrodek ten to idealna propozycja dla najmłodszych oraz dla tych, którzy na białym puchu stawiają dopiero pierwsze kroki. Połączenie podhalańskiej tradycji oraz niczym nieskalanej natury sprawia, że „Bania” jest miejscem, w którym każdy narciarz czuje się doskonale. Znajdują się tu 3 specjalne wyciągi narciarskie dla maluchów i początkujących. Dzięki temu nauka i doskonalenie jazdy na nartach lub snowboardzie są bezpieczne. „Bania” to również jeden z niewielu polskich ośrodków, w którym znajduje się prawdziwe przedszkole narciarskie „Dmuchańce”. Specjalne balony prezentujące tu przeróżne postaci z bajek, a także zimowa karuzela sprawiają, że najmłodsi goście miło wspominają zimowe wakacje. Natomiast wyciąg i tor do snowtubingu, czyli jazdy na tak zwanych „oponkach”, na pewno spodoba się każdemu. Bardziej doświadczonym narciarzom proponuje się nowoczesną 4-osobową kolej krzesełkową, która szybko i bezpiecznie zawozi ich na szczyt stoku.

Ośrodek Narciarski „Kotelnica Białczańska” ON „Bania” sąsiaduje z nowoczesnym Ośrodkiem Narciarskim „Kotelnica Białczańska” i razem tworzą jeden z najnowocześniejszych kompleksów narciarskich w Polsce. Znajduje się tu nowa kolej linowa 4-osobowa o długości 540 m i różnicy wzniesień OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

33


Nowe inwestycje Od połowy ulicy Środkowej w Białce, jadąc z Ośrodków „Kotelnica” i „Bania” w kierunku Zakopanego i Stacji Narciarskiej „Kaniówka”, prowadzą dwie drogi do podnóża góry. Przy nich powstaną kolejne 3 wyciągi orczykowe i 2 kolejki krzesełkowe, które połączą nowe nartostrady z już istniejącymi zjazdami na „Bani” i „Kotelnicy”. Dzięki temu narciarze nie będą musieli się przemieszczać samochodami pomiędzy stacjami. Nowe inwestycje zaznaczono na mapce numerami 14 i 15. Z „Kotelnicy” będzie można po prostu zjechać czerwoną trasą w kierunku dolnej stacji nowego wyciągu nr 13.

34

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

150 m oraz przepustowości wyciągu ok. 2300 osób/h. Czas wyjazdu to tylko 3 minuty. Natomiast 6-osobowa kolej linowa ma długość 1350 m i pokonuje różnicę wzniesień 200 m. Przepustowość wyciągu to ok. 3000 osób/h, a czas wyjazdu 4,5 min. Jest jeszcze kolej linowa 3 osobowa o długości 1380 m i różnicy wzniesień 210 m oraz 4-osobowa kolej linowa o długości 800 m i różnicy wzniesień 170 m. Znajdują się tu także 2 wyciągi narciarskie orczykowe o długości 690 m każdy i różnicy wzniesień 155 m. Nartostrady zostały tak wytyczone, aby mogli korzystać z nich narciarze i snowboardziści posiadający różne umiejętności. Do dyspozycji są 4 trasy narciarskie – wzdłuż i pod koleją linową o długości 1400 m oraz 3 trasy prowadzące do wyciągów orczykowych. Pierwsza z nich, obok wyciągów, jest trudna, posiadająca homologacje FIS, a dwie pozostałe są łagodne. Jest także nartostrada prowadząca do ON „Bania”. Wszystkie dostępne trasy zjazdowe ON „Kotelnica Białczańska” są sztucznie zaśnieżane, oświetlone i oczywiście codziennie przygotowywane przez ratraki. W sumie do dyspozycji narciarzy przygotowano około 42 ha powierzchni tras narciarskich. Na miejscu znajduje się wypożyczalnia sprzętu sportowego i serwis narciarski, profesjonalna szkoła narciarska, a w pogotowiu czekają ratownicy TOPR. W każdą sobotę od godziny 19. w karczmie przy dolnej stacji kolei krzesełkowej „Kotelnica I” gra na żywo kapela góralska.

Olbrzymią zaletą tras narciarskich w Białce jest ich szerokość, wykorzystywana zwłaszcza przez narciarzy szusujących techniką carvingu. Do południa przyjemnie jeździ się po tzw. „sztruksie”, czyli po świeżo ratrakowanych trasach. Wtedy a także po godz. 18. nie ma zbyt wielu narciarzy. Podczas ferii zimowych i w weekendy zdarzają się „kolejki do kolejek”. Świadczy to tylko o dobrym położeniu ośrodków narciarskich. Bezpłatne parkingi, dobra infrastruktura gastronomiczna, baseny termalne – przyciągają do Białki coraz więcej miłośników białego szaleństwa.

Kompleks Termalny „Bania” Kompleks leży na wysokości 714 m n.p.m. Gorąca woda pochodzi z odwiertu głębinowego o głębokości 2340-2500 m i ma temperaturę wyjściową 72°C. Źródło charakteryzuje się mineralizacją 1786,3 mg/ dm³. Jest to woda sodowo-wapniowo-siarczanowo-chlorkowa posiadająca szczególne walory zdrowotne. Kompleks świadczy usługi w zakresie rekreacji i rehabilitacji wodnej oraz SPA. Gdy nadchodzi lato zaczyna się tutaj wodne szaleństwo na basenach otwartych i zjeżdżalniach. A z term rozciąga się piękny widok na całe Tatry. W wakacje organizowane są rowerowe zjazdy na Kotelnicy, jazda na gokartach i nartorolkach. Później baseny

www.obiezyswiat.com


termalne są idealnym miejscem na przeczekanie jesiennego znużenia. Terma „Bania” świadczy usługi dla każdej grupy klientów. Oferta skierowana jest do rodzin z dziećmi, młodzieży, dorosłych i osób starszych. Przygotowano pakiety dla klientów indywidualnych, grupowych, oferty szkolne a także oferty biznesowe. Jednym słowem – każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Zimą Białka posiada fantastyczne warunki do zabaw na śniegu, co w połączeniu z możliwością wypoczynku w basenach termalnych daje komfort alpejskich kurortów.

Głośno i cicho Kompleks Termalny „Bania” został podzielony na dwie strefy. Strefa Głośna – jest to hala wyposażona w baseny o największej powierzchni wody, przeznaczona głównie dla dzieci i młodzieży. Zlokalizowano w niej trzy podstawowe niecki rekreacyjne, wieżę i lądowiska zjeżdżalni oraz pięć wanien bąbelkowych. Basen nr 1 zlokalizowany jest w sąsiedz-

twie plaż z miejscami do leżakowania. Wyposażony jest w urządzenie „wave-ball” generujące sztuczną, stojącą falę oraz zespół dodatkowych atrakcji w postaci karuzeli wodnej z wodospadem, groty z gejzerem dennym, armatki i kaskady wodne oraz tzw. zjeżdżalnię rodzinną. Ta część jest połączona z niecką zewnętrzną, która dodatkowo posiada przeciwprądy, ściankę alpinistyczną i urządzenia do chodzenia po linach. Basen nr 2 stanowi niewielką nieckę, którą wyposażono w bardzo szybki nurt, naprzemiennie z silnym wodospadem. Natomiast basen nr 3 usytuowany jest w niewielkiej odległości od wyjścia z natrysków, wyizolowany od pozostałych niecek przepierzeniami oraz strefą zieleni. Niecka ta o odpowiednich parametrach uzdatnianej wody przeznaczona jest dla dzieci w wieku do 5 lat, przebywających na terenie obiektu pod bezpośrednią opieką rodziców. W północno-zachodnim narożniku hali znajduje się wieża zjeżdżalni, natomiast pomiędzy nią a niecką basenu ze sztuczną falą zlokalizowano baseny hamowne zjeżdżalni.

Lecznicze wody termalne Gorące wody z Białki Tatrzańskiej posiadają składniki o korzystnym wpływie na organizm ludzki, m.in. siarczki i siarczany, krzemionkę i potas. Ważne dla zdrowia i zasługujące na wyróżnienie składniki wody termalnej studni głębinowych „Bania” to wapń (Ca), magnez (Mg), żelazo (Fe), siarka (S), chlor (Cl), mangan (Mn), sód (Na), potas (K), lit (Li), miedź (Cu), cynk (Zn) i krzem (Si). Zawarte w wodzie pierwiastki stabilizują tętno, redukują nadciśnienie, poprawiają krążenie oraz regulują gospodarkę hormonalną. Pomagają w obniżeniu uczucia stresu, są wskazane w leczeniu depresji. Kąpiele przywracają spokój i równowagę psychofizyczną, wspomagają leczenie demencji i otępienia oraz chronią przed chorobami Alzheimera i Parkinsona. Zabezpieczają one również przed chorobami nowotworowymi, redukują wrzody żołądka, zmniejszają otyłość i nadwagę, eliminują bezsenność, bóle głowy i poprawiają przemianę materii.

OTWARC IE SEZON 2011

www.obiezyswiat.com

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

35


Strefa Cicha przeznaczona jest dla osób szukających spokoju i odprężenia, chcących skorzystać z urządzeń hydroterapeutycznych. Basen nr 1 jest niecką o długiej linii brzegowej, wyposażoną w atrakcje o rehabilitacyjnym charakterze typu leżanki wodno-powietrzne, stacje masażu dennego i bocznego, siedziska z dyszami powietrznymi, kaskady oraz wodospady. W jej linię brzegową wbudowano dodatkowo wannę bąbelkową jacuzzi. Basen ten łączy się z częścią zewnętrzną niecki. Basen nr 2 także wyposażony jest w urządzenia typu leżanki wodno-powietrzne, stacje masażu dennego i bocznego, siedziska z dyszami powietrznymi, kaskady i wodospady. W jej linię brzegową wbudowano dodatkowo wannę bąbelkową jacuzzi. Na granicy pomiędzy dwiema halami od strony szatni zlokalizowano bary „mokrej stopy” dostępne z poszczególnych hal.

i UVC oraz sauna sucha o temp. 80-85ºC, a także saunarium – kabina o temp. 6065ºC i wilgotności 40% z generatorem par. Dopełnienie całości stanowi sauna sucha o temp. do 90ºC z piecem do naparów. Hol wypoczynkowy łączy się z ogrodem saunarium oraz z tarasem drewnianym i kamiennym. Centralnym elementem ogrodu jest zewnętrzny basen chłodzący do pływania, którego jedną z atrakcji jest 4,5-metrowy wodospad. W ogrodzie znajduje się również wolnostojąca, zewnętrzna sauna Bania o temp. do 90ºC. Zespół Spa & Wellness – to z kolei osiem gabinetów wykonujących zabiegi pielęgnacyjne, rehabilitacyjne i rewitalizacyjne. Na antresoli saunarium zlokalizowano strefę VIP. Jest tu niewielka szatnia z toaletą, sauna fińska z natryskami, wanna whirplool oraz sala kominkowa z barem, z wyjściem na hall wypoczynkowy i do ogrodu.

Saunarium i SPA

Na turystów czekają więc góry, narty, termy i... kuchnia Podhala. A co można zjeść w góralskiej karczmie? – Oczywiście kwaśnicę, oscypek z żurawiną, moskole z masłem czosnkowym i fizoły. Jak robi się te specjały? Kwaśnica koniecznie musi być gotowana na żeberkach. Oddzielnie kapusta, ziemniaki i żeberka – w trzech garnkach. Moskole to niegdyś podstawowa potrawa w góralskim domu – a dziś przysmak nad przysma-

Częścią Kompleksu Termalnego „Bania” jest Saunarium i SPA. Zlokalizowano tutaj basen z wodą geotermalną, pomieszczenia do wypoczynku z miejscem na leżaki, basen chłodzący do pływania, blok pięciu kabin saunowych wraz ze specjalistycznymi natryskami, ławki z kadziami do moczenia nóg oraz drink-bar. Jest tu sauna parowa o temp. 45-50ºC i wilgotności 100%, kabina relaksacyjna z promieniami podczerwieni UVB

Podhalańskie kulinaria

ki. Ugotowane w osolonej wodzie ziemniaki należy dokładnie utłuc, dodać troszkę mąki pszennej, formować placki i piec na gorącej blasze kuchennej. Można je podawać z masłem, bryndzą owczą, wędzoną słoniną, boczkiem lub inną wędliną. W czasie I wojny światowej potrawa przywędrowała na Podhale wraz z jeńcami rosyjskimi, którzy piekli takie placki na prymitywnych paleniskach pod blachą. A fizoły z grulami? – jest to zupa fasolowa z ziemniakami na boczku, z kaszą i z dodatkiem kwaśnej śmietany. Fizoły to w gwarze góralskiej nazwa brązowej fasolki, która nadaje kolor zupie. Fasolę koniecznie gotujemy w oddzielnym garnku i jej nie odcedzamy.

Nocleg w Pensjonacie Bania Wyjątkowy góralski styl, w którym wybudowano Pensjonat Bania symbolizuje przywiązanie do tradycji i pozwala gościom poczuć prawdziwą magię Tatr. We wnętrzu znajdziemy elementy wystroju pochodzące z austriackiego Tyrolu. Dzięki połączeniu tych dwóch stylów, każdy odwiedzający pensjonat ma silne poczucie obcowania z polską, góralską tradycją o iście międzynarodowym zabarwieniu. Wykonane z litego drewna meble oraz stonowane kolory wnętrz pozytywnie wpływają na samopoczucie oraz sprawiają, że każdy gość czuje się tutaj jak u siebie w domu. W tej scenerii dla wielu turystów pensjonat jest oazą spokoju, miejscem, w którym można zapomnieć o codziennych troskach i w ciszy napawać się magią polskich Tatr. Znajdują się tu pokoje 1, 2, 3-osobowe oraz apartamenty. Pokoje typu „studio” zlokalizowane są w budynkach w dolnej i górnej części ośrodka. Na terenie znajduje się restauracja, drink bar, C@fe z hot-spotem, sauna i jacuzzi. Dla turystów przygotowano aneks kuchenny z lodówką oraz przybory do czyszczenia odzieży. Jest także przechowalnia nart, suszarnia butów z zamykanymi szafkami, przechowalnia bagażu oraz depozyt. STEFAN STOPA Więcej informacji na stronach:

www.bialkatatrzanska.pl www.termabania.pl www.pensjonat.bania.pl

36

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

www.obiezyswiat.com


Zapraszamy do nas

Stacja Narciarska„Kaniówka” Dysponujemy trzema wyciągami:

Ośrodek Wypoczynku i Rekreacji „U Dziubasów”

Karczma „Litworowy Staw”

Wyciąg 1 – dla dzieci i uczących się Wyciągi 2 i 3 – dla średnio– zaawansowanych Stoki są oświetlane po zmroku, sztucznie zaśnieżane, przygotowywane ratrakiem. Zapraszamy do Szkółki Narciarskiej Kaniówka Ski oraz wypożyczalni sprzętu. Przy wyciągach znajdują się duże, utwardzone parkingi dla 150 samochodów osobowych i kilku autokarów. Na sezon 2011/2012 planowana jest kolej krzesełkowa 4 osobowa.

Posiadamy Karczmę w stylu regionalnym, położoną pod stokiem narciarskim „Kaniówka”. Stylowe wnętrze z kominkiem zapewnia niepowtarzalny klimat oraz doskonałą zabawę. Naszym gościom serwujemy dania kuchni regionalnej jak również tradycyjnej. Organizujemy imprezy okolicznościowe takie jak wesela, chrzciny i komunie – do 400 osób. Obok posiadamy dom drewniany z basenem, sauną oraz siłownią, w którym znajdują się 2, 3 i 4-osobowe pokoje z pełnym węzłem sanitarnym i TV. Natomiast w domu drewnianym góralskim, położonym na szczycie stoku pod lasem, oferujemy 4-osobowe pokoje z łazienkami, tarasem i pięknym widokiem na góry. Dla gości przeznaczony jest duży parking.

Karczma Litworowy Staw została otwarta w styczniu 2007 roku. Jednym z jej atutów jest bardzo oryginalny wystrój wnętrza. Wszystkie rzeczy wykonano ręcznie przez lokalnych artystów. Karczma serwuje potrawy kuchni regionalnej – góralskiej i polskiej, m.in. placek po zbójnicku, schabowy po juchasku z boczkiem, zupę gulaszową z dzika, pstrąga wędzonego z własnej wędzarni. Mamy również specjalne dania dla naszych małych gości. W karczmie na trzech różnych poziomach znajdują się 3 sale restauracyjne. W piwnicy jest drink bar i parkiet do tańczenia, gdzie w sezonie zimowym odbywają się dancingi. Również zimą zapraszamy na posiady przy muzyce góralskiej na żywo. Mamy także własną lodziarnię i cukiernię, w której serwujemy desery lodowe i pyszne ciasta.

Stacja Narciarska„Kaniówka” Kaniówka 19, 34-405 Białka Tatrzańska tel. 18 26 541 81, 18 26 545 35 www.kaniowka.pl

„U Dziubasów” Kaniówka 19, 34-405 Białka Tatrzańska tel. 18 26 541 81, 18 26 543 06 www.udziubasow.bialkatatrzanska.com

Karczma „Litworowy Staw” Środkowa 63, 34-405 Białka Tatrzańska tel. 601 630 025, 601 478 297 www.litworowystaw.pl

W W W . K A N I O W K A . P L


WOJEWÓDZTWO

WIELKOPOLSKIE

City Park Residence

Tradycja i nowoczesność Byłem mile zaskoczony, gdy w centrum Poznania trafiłem do City Park Residence. Wcześniej myślałem, że poznam kolejny typowy hotel, do którego wchodzi się prosto z ulicy pełnej miejskiego zgiełku. Ale już od początku poczułem wyjątkowy klimat tego miejsca. Gdy przejechałem bramę znalazłem się jakby poza miastem, albo jakby w zupełnie innym mieście, w otoczeniu piękna i luksusu.

H

ałas dużego miasta i szara codzienność pozostały za bramą. Pojawiłem się tu po godz. 22. i chyba dobrze, że o tej porze, bo półmrok i światła subtelnie oświetlające mury ze starej, czerwonej cegły czyniły to miejsce wyjątkowo magicznym i tajemniczym. Poczułem powiew historii, zaklętej w murach, połączonej z nowoczesnością. – No proszę, teraz to dopiero Gród Przemysława zafundował sobie ekstra obiekt! – pomyślałem w pierwszej chwili. Później dowiedziałem się, że pomysłodawcy City Park stworzyli go własnie z myślą o zbudowaniu „miasta w mieście” – luksusowego i klimatycznego miejsca, z unikatową architekturą zapewniającego poczucie spokoju oraz bezpieczeństwa. I chyba im się to udało.

38

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

City Park został zbudowany na terenie dawnych koszar wojskowych z 1896 roku. Dzięki inwestycji „City Park”, pod nadzorem Miejskiego Konserwatora Zabytków stajnie ułańskie i magazyny wojskowe nabrały estetycznego wyglądu i odzyskały swoje oryginalne elewacje z czerwonej cegły staro-browarnej, zdobionej metalem oraz szkłem. City Park ma zaledwie 3 lata, ale już zdobył kilka prestiżowych nagród architektonicznych, w tym nagrodę im. Jana Baptysty Quadro, Ikonę Architektury i Budowę Roku 2007. City Park składa się z kilku budynków. Główne wejście do City Park Residence i część apartamentów Rezydencji mieści się w obiekcie położonym wzdłuż ulicy Wojskowej. Znajdują się tutaj również lokale komercyjne oraz nowocześnie wyposażone sale konferencyjne. Natomiast w budynku wzdłuż ulicy Wyspiańskiego na parterze mieści się kameralna, ekskluzywna galeria handlowo-usługowa wraz ze znanymi delikatesami, a na piętrze – druga część hotelowa. Apartamentowiec w kształcie podkowy jest połączony z Rezydencją oszklonym mostem, zwanym przez wszystkich „łącznikiem”. Dzięki niemu goście mogą przejść do basenu i części Wellness & Fitness. Oprócz Rezydencji hotelowej oraz ekskluzywnych pasaży handlowo-usługowych w pozostałych trzech budynkach City Parku mieszczą się biura renomowanych firm. Wszystko to, otoczone pięknym starodrzewem oraz starannie zaprojektowaną zielenią, stanowi doskonałą, spójną całość. Obiekty te łączą w sobie cechy XIX-wiecznej architektury oraz nowoczesnego designu. Moda na wykorzystanie starych budynków, szczególnie popularna od wielu lat w krajach Europy Za-

www.obiezyswiat.com


chodniej, z jednej strony pozwala zachować zabytkowe budowle, a z drugiej umożliwia puszczać wodze fantazji architektom zajmującym się wystrojem wnętrz i designem. To, co na „dzień dobry” zwróciło szczególnie moją uwagę w zajmowanym przeze mnie apartamencie, to jego przestronność, wysoki, podwieszany sufit oraz bardzo ciekawe oświetlenie. Goście Rezydencji mają do dyspozycji 88 elegancko urządzonych apartamentów w czterech standardach (Executive, Junior, Deluxe oraz Classic Suites) wraz z możliwością dostawki. Każdy apartament posiada komfortowe łóżka, telewizor LCD, biurko do pracy z bezpłatnym dostępem do Internetu, przytulny kącik wypoczynkowy, przestronny salon łazienkowy oraz nowoczesny aneks kuchenny, który pozwala na samodzielne przygotowanie potraw. Pojemna szafa wnękowa z deską do prasowania i wbudowanym sejfem stanowi dopełnienie wysokiego standardu wyposażenia. Są to udogodnienia, które z pewnością wyróżniają City Park Residence spośród innych tego typu obiektów. Szybko zatem można się tu zadomowić. Gorzej jest rano wstać i udać się do pracy, bo jak wiadomo do luksusu i wysokiego standardu każdy łatwo się przyzwyczaja. W otoczeniu kameralnej galerii usługowo-handlowej, renomowanych restauracji i kawiarni oraz popularnego Whisky Baru 88, każdy gość ma zagwarantowany spokojny a zarazem interesujący wypoczynek. Restauracja Cantine Food Place serwuje smaczne śniadania bufetowe oraz lunche biznesowe. Do gustu przypadł mi najbardziej klimatyczny Whisky Bar 88, który oprócz bogatej kolekcji 365 rodzajów whisky z całego świata zaprasza do degustacji wy-

www.obiezyswiat.com

bornych drinków oraz specjałów kulinarnych szefa kuchni. Muzyka na żywo i blask płonącego kominka umilają wieczór. Dla odnowy sił witalnych goście Rezydencji mogą skorzystać z centrum Fitness & Wellness, czyli basenu, 3 saun, jacuzzi, łóżka opalającego, siłowni, studia aerobiku i sali cardio-fitness. Czy do szczęścia potrzeba czegoś więcej? Dogodna lokalizacja City Park w centrum miasta, bliskość Międzynarodowych Targów Poznańskich, dworca kolejowego, Lotniska Ławica oraz autostrady A2 sprawia, że miejsce to idealnie nadaje się na spotkania biznesowe i konferencje. Organizowane są one w czterech przestronnych salach konferencyjnych udostępnianych przez City Park Residence. Prestiżowe otoczenie Rezydencji z pewnością wpływa pozytywnie na sukces każdego biznesowego przedsięwzięcia. Wysokiej klasy Rezydencja City Park Residence w Poznaniu jest warta polecania, szczególnie osobom, które cenią luksus, bezpieczeństwo oraz spokój w pięknym miejscu znajdującym się w centrum miasta. JAKUB MATUSZKIEWICZ v

City Park Residence

ul. Wyspiańskiego 26a, 60-751 Poznań tel. +48 61 22 18 400 fax +48 61 22 18 402 residence@citypark.com.pl

www.cityparkresidence.com.pl

OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

39


WOJEWÓDZTWO

LUBUSKIE

Żagań

Wielka ucieczka

Bogusław Wołoszański oraz Sławomir Cisowski dowodzili ekipą rekonstrukcyjną w 2009 r.

W latach 1939-1945 w Żaganiu i jego okolicach istniał kompleks hi- kich w Żaganiu można teraz zwiedzać replikę baraku 104, z którego jeńcy dokonali tlerowskich obozów jenieckich Stalag VIII C / Stalag Luft III. Pierwszymi ucieczki przez tunel „Harry”. Budynek został jeńcami obozu Stalag VIII C byli Polacy, uczestnicy kampanii wrześniowej. wykonany przez brytyjskich wolontariuszy przy współpracy władz miasta. W obozie przebywali szeregowcy i podoficerowie z kilkunastu krajów koalicji antyhitlerowskiej. W maju 1942 r. powstał w jego sąsiedztwie jeniecki Jak zostać bohaterem? się obchody 67. Rocznicy Wielobóz dla oficerów lotnictwa brytyjskich i amerykańskich sił powietrznych kiej Zbliżają Ucieczki. W tym roku wszystkich tury– Stalag Luft III. Pod koniec wojny przebywało w obozie około 10 tysięcy stów, miłośników historii i każdego, kto nie zawaha się by sprostać wyzwaniom i chce oficerów lotnictwa RAF, RAAF i US AIRFORCE.

J

eńcy tego obozu wielokrotnie organizowali ucieczki. Największa z nich miała miejsce w nocy z 24 na 25 marca 1944 r. Ucieczka zakończyła się sukcesem dla jedynie 3 jeńców, pozostałych 77 uciekinierów schwytano i 50 z nich rozstrzelano. Wydarzenie to doczekało się wielu publikacji książkowych i ekranizacji filmowych. W 1963 r. nakręcono film „Wielka Ucieczka” ze Stevem McQueenem i Charlesem Bronsonem w rolach głównych a w 1988 r. „Wielka ucieczka 2. Nieopowiedziana historia”,

40

w którym główną rolę zagrał Christopher Reeve. Inną udaną ucieczkę z tego obozu sfilmowali Brytyjczycy w 1950 r. – „The Wooden Horse”. Przy Muzeum Obozów Jeniec-

„Zostać Bohaterem” organizatorzy imprezy zapraszają do Żagania już 26 marca. – Podczas obchodów nie tylko oddamy hołd bohaterskim lotnikom, ale także pokażemy żywą lekcję historii za sprawą plenerowej inscenizacji w wykonaniu historycznych grup rekonstrukcyjnych. Dodatkowo dla każdego odważnego, który sprosta przygotowanym zadaniom mamy Certyfikat Bohatera Wielkiej Ucieczki – mówi Paweł Lichtański, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Żaganiu. To jednak nie wszystko, co

Pamiątkowy napis przy wyjściu z tunelu Harry OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

www.obiezyswiat.com


Jeńcy nie mieli łatwo w Luft III.

Orkiestra The Royal Air Force uświetniła obchody 65. rocznicy Wielkiej Ucieczki.

Dodatkowo odbyła się rekonstrukcja wyzwolenia obozu.

www.obiezyswiat.com

Fot. Arek Kwiecień www.terenowo.pl

szych produktów turystycznych w Polsce, a w 2010 roku za imprezę tą przyznano miastu Złotą Perłę. To nie jest tylko zwykły produkt marketingowy, ale przede wszystkim żywa lekcja historii połączona z dreszczykiem emocji i z niezłą zabawą.

Film „Harry”

Fot. Arek Kwiecień www.terenowo.pl

Impreza dała początek powstania scenariusza do filmu dokumentalnego pt. ”Harry”, który w tym roku zostanie wyreżyserowany przez Andrzeja Słodkowskiego. Wiele stacji telewizyjnych na całym świecie nakręciło już filmy o wielkiej ucieczce. Teraz w koprodukcji z miastem Żagań powstaje materiał, którego celem jest przybliżenie polskim widzom tego historycznego a zarazem intrygującego wydarzenia.

Fot. Arek Kwiecień

organizatorzy zaplanowali, aby upamiętnić jedną z najbardziej spektakularnych ucieczek jeńców. Żołnierze uciekali przez tunel Harry parami. Trzy lata temu narodził się pomysł organizacji rajdu samochodów terenowych, w którym uczestniczą załogi dwuosobowe. – Trzecia edycja rajdu The Great Escape Rally pokaże jaka to jest świetna organizacyjnie impreza, ale także jaki potencjał ma Żagań, rozpoznawany już jako europejska stolica offroadu – mówi Albert Gryszczuk, organizator rajdu. – Wszystkie teamy będą miały swoją bazę w pobliżu Muzeum Obozów Jenieckich, gdzie odbędą się uroczystości i pokaz rekonstrukcyjny. To niewątpliwie będzie dodatkowa atrakcja dla każdego turysty. Więcej informacji na www. greatescaperally.pl Jak widać Wielka Ucieczka stała się inspiracją dla wielu osób. W 2008 roku Żagań otrzymał za zorganizowanie Wielkiej Ucieczki certyfikat jednego z najlep-

Zdjęcia: arch. UM ŻAGAŃ

Lotnicy trafiali do Luft III po zestrzeleniu.

Do Żagania jechali pociągiem, a potem ciężarówką do Luft III.

KAROLINA GAŁĄZKA Więcej informacji na stronie:

www.um.zagan.pl www.greatescaperally.pl OBIEŻYŚWIAT 1(25)/2011

41


HOTEL PLUS** w Bratysławie posiada 235 miejsc noclegowych. Znajduje się w miejskiej dzielnicy Trnávka przy obwodnicy D61, w pobliżu Portu Lotniczego. W odległości 700 m od hotelu mieści się Centrum Handlowe Avion Shopping Park. Z głównego dworca kolejowego oraz z dworca autobusowego Mlynské Nivy można dojechać trolejbusem do Hotelu Plus i również do oddalonego o 5 km centrum miasta. Dzienna taksa turystyczna dla osób dorosłych wynosi 1,65 €.

ZAKWATEROWANIE • 56 NOWYCH pokoi Standard Plus** • Apartament** • 24 Pokoje Studio System* 2- i 3-osobowe z TV, z łazienką i toaletą. Dogodne dla grup i rodzin.

USŁUGI GASTRONOMICZNE • Restauracja • Degustacja wina • Uroczyste kolacje z muzyką • Lobby bar, Bufet, Bistro POZOSTAŁE USŁUGI • Kantor • Wifi internet • Biliard, rzutki, tenis stołowy • Parking dla samochodów i autobusów na terenie hotelu

Dyrektor hotelu Milan Dvorský zaprasza na lampkę wina.

WYCIECZKI Z BRATYSŁAWY: • Organizujemy ZWIEDZANIE ELEKTROWNI ATOMOWEJ www.porteuropa.eu/atom

SU PER CEN Y

dla młodzieży 1 osoba/1 noc już od:

13 €

w zależności od sezonu

• Wiedeń /60km/ • termalne kąpielisko Mosonmagyarovar /36 km/ • Aquapark Senec /29 km/

ZA PR AS ZA MY

DO OD NO WIO NYC H POKOI


KRYM 2011

JUŻ W SPRZEDAŻY!

17 LAT DOŚWIADCZENIA

Podróż SAMOLOTEM z WARSZAWY – CHARTER lub POCIĄGIEM lub AUTOKAREM

SUPER ZNIŻKI do 30% ZA WCZESNĄ REZERWACJĘ ILOŚĆ MIEJSC OGRANICZONA. ZADZWOŃ!

SINGLE BEZ DOPŁAT!

WCZASY

KRYM EUPATORIA • AŁUSZTA • JAŁTA ROSJA SOCZI

WYCIECZKI

KRYM 7 – 15 DNI

AUTOKAR | POCIĄG | SAMOLOT ROSJA SANKT PETERSBURG • MOSKWA

GRUZJA • ARMENIA RUMUNIA

REJSY

NA KRYM PO DNIEPRZE I M. CZARNYM PO ODRZE ZWIEDZANIE WROCŁAWIA DO SANKT PETERSBURGA

ZA MÓW

KATALOG

tel. 71/ 341 84 62

SANATORIA

UKRAINA ODESSA • TRUSKAWIEC LITWA DRUSKIENNIKI

TURNUSY UPIĘKSZAJĄCE W TRUSKAWCU TANIE USŁUGI KOSMETYCZNE MAKIJAŻ PERMANENTY BRWI OK 50 EUR; OCZY OK. 50 EUR; USTA OK. 50 EUR

PODRÓŻE POŚLUBNE DO JAŁTY BIURO TURYSTYKI JOANNA • UL. PIŁSUDSKIEGO 74/45A • 50-020 WROCŁAW • TEL. 71/ 341 84 62 • FAKS 71/ 344 19 30

WWW.JOANNA.WROC.PL • INFOLINIA: 801 000 674 • JOANNA@ONLINE.PL


1_2011