Page 48

Biografie z Zagłębia dyrektorze cementowni „Grodziec” w latach 30. oraz kopalni „Maria” w latach 1927–1936, Włodzimierz Kwapiszewski, dyrektor cementowni „Grodziec” w latach 1921–1929, następnie budowniczy i pierwszy dyrektor cementowni „Saturn” z małżonką Ritą, moi rodzice i ja, czasami profesor AGH Jerzy Kolbe i jeszcze kilka osób, których nazwisk niestety nie pamiętam. Jerzy Kolbe (1906–1977) był synem Bronisława (1876–1941), który ukończył studia górnicze w Karlsruhe dwa lata wcześniej niż Stanisław Skarbiński junior, czyli w roku 1903. Panowie poznali się na uczelni, a później współpracowali zawodowo, jako że Bronisław od roku 1907 do 1911 pracował w KWK „Maria” (Grodziec I), a następnie objął stanowisko naczelnego inżyniera, później zaś dyrektora ds. technicznych w kopalni „Grodziec II”. Nazwisko Skarbiński nie zachowało się niestety w linii pochodzącej od pradziadka Stanisława; jego córka Jadwiga zmieniła nazwisko w związku z zamążpójściem, a syn Stanisław junior zmarł bezpotomnie. Zachowało się ono jedynie w linii wywodzącej się od Jakuba Mariana Skarbińskiego, urodzonego w 1863 roku, który w latach 1899–1909 był dyrektorem fabryki „Portland Cementu” w Grodźcu. Trafił on do Grodźca w ślad za starszym bratem Stanisławem, który od 4 lat mieszkał tu i pracował. Marian ożenił się z Marią Krajewską - siostrą szefa działu handlowego cementowni Mieczysława Krajewskiego. Marian i Maria Skarbińscy mieli troje dzieci: Jana, Barbarę i Michała, które urodziły się w Grodźcu. Mieszkali w pięknym domu z ogrodem, w odległości około 3 km od domu dyrektora kopalni. Obydwie rodziny utrzymywały bliskie i serdeczne kontakty. Marian bardzo dużo pracował. Pomimo że podobnie jak starszy brat Stanisław był inżynierem mechanikiem, jego autentyczną pasją była chemia. Często wieczory spędzał w laboratorium, robiąc rozmaite eksperymenty. Większość dotyczyła kierowanej przezeń cementowni, ale prowadził też badania własne w dziedzinach, które go interesowały. Gdy zmarł przedwcześnie w dniu Barbórki 1909 roku, wdowa z dziećmi przeniosła się do Warszawy, bo miała tam bliską rodzinę, a ponadto był tam znacznie większy wybór szkół dla dorastających dzieci. Starszy syn Janek podjął naukę w szkole im. Stanisława Staszica założonej przez Stowarzyszenie Techników Polskich, w roku 1912 zdał maturę i podjął studia na Politechnice w Brnie, bowiem ówczesna uczelnia warszawska miała wykładowy język rosyjski i niezbyt wysoki poziom nauczania. Podczas studiów poważnie zapadł na płuca. Kolega przewiózł ciężko chorego do Krakowa, a następnie Zakopanego. Tu zaopiekowała się nim troskliwie siostra stryjeczna Jadzia, czyli moja babcia. Podjął pracę w zakopiańskim gimnazjum

48

jako nauczyciel matematyki i fizyki, ożenił się z koleżanką ze szkoły. Niestety choroba gwałtownie powróciła i Jan zmarł w kwietniu 1920 roku w wieku 25 lat. Pochowany jest na nowym cmentarzu w Zakopanem. Córka Barbara opiekowała się matką i nigdy nie założyła rodziny. Natomiast młodszy syn Michał Adam Skarbiński urodzony w Grodźcu w 1903 roku, kontynuował rodzinną tradycję studiów mechanicznych; był absolwentem Wydziału Mechanicznego Politechniki Warszawskiej. Pierwszą pracę podjął w fabryce Lilpopa w Warszawie, potem pracował w Mielcu jako dyrektor techniczny w fabryce produkującej samoloty. Po wojnie

Włodzimierz Mazur

Stanisław Skarbiński junior. Fot. arch. autorki

poświęcił się pracy naukowej. Był profesorem zwyczajnym Politechniki Łódzkiej, następnie – Politechniki Warszawskiej. Michał Skarbiński jest doktorem honoris causa Politechniki Łódzkiej. To już drugi doktorat honorowy w rodzinie Skarbińskich! Wuj Michał zapisał piękną kartę dobrego Polaka i gorącego patrioty; uczestniczył w wojnie z bolszewikami w roku 1920, był żołnierzem Armii Krajowej podczas drugiej wojny światowej. Zmarł w roku 1997, spoczął w grobowcu rodzinnym na Powązkach, obok swego ojca Jakuba Mariana i  stryja – Stanisława Mariana, którego wybitne zasługi dla Górnego Śląska i Akademii Górniczej miasto Kraków upamiętniło nazywając jego imieniem jedną z ulic w dzielnicy Krowodrza. Z ogromną radością przyjęłam do wiadomości fakt, że w roku 2009 Towarzystwo Przyjaciół Grodźca wystąpiło do władz Będzina z wnioskiem o nadanie jednej z grodzieckich ulic nazwy Skarbińskich. Warto bowiem zachować dla kolejnych pokoleń pamięć o tych, którzy swe najlepsze lata, zdobytą wiedzę, umiejętności i zapał ofiarowali ziemi zagłębiowskiej.

nr 3(9) maj – czerwiec 2010

Ostatni, co tak w piłkę grał... I znów nie udało się piłkarzom Zagłębia Sosnowiec wywalczyć awansu do I ligi, choć było tak blisko. Niestety, końcówka rundy wiosennej w wykonaniu naszej drużyny była fatalna. Na dodatek ostatnie mecze rozgrywała przy pustych trybunach, gdyż wojewoda zamknął Stadion Ludowy. Czy następny sezon będzie lepszy? Oby, bo kibice mają dość wspominania dawnych, świetnych lat. W niepamięć coraz bardziej odchodzą zdobywane trofea i wspaniali piłkarze. Pod koniec lutego w hali przy Żeromskiego odbył się XV Memoriał Włodzimierza Mazura, piłkarza, który zrobił prawdziwą karierę (przez wielu uważany jest za rodowitego sosnowiczanina, ale urodził się w Opatowie). Owszem, byli potem wspaniali Jan Urban czy Ryszard Czerwiec, ale po pierwsze, obaj pochodzili z Jaworzna, po drugie lata świetności mieli w innych klubach. A Mazur od początku do końca był wierny Zagłębiu i dlatego został legendą. Może też dlatego, że przedwcześnie zmarł. Włodzimierz Mazur urodził się 18 kwietnia 1954 roku w Opatowie, ale jako dziecko trafił do Sosnowca. Piłkarskie treningi rozpoczął w Górniku Kazimierz, z którego trafił do Zagłębia. Z Jerzym Dworczykiem stworzył skuteczny atak. W ekstraklasie rozegrał w barwach Zagłębia 282 spotkania, strzelił w nich 79 goli. Dwukrotnie sięgał po Puchar Polski (1977 i 1978), w 1977 roku został królem strzelców ekstraklasy. Mazur grał również w reprezentacji Polski, dla której zdobył 3 bramki. Karierę musiał skończyć, bo zaczęło szwankować zdrowie. Żył krótko, zmarł w Sosnowcu w 1988 roku, mając zaledwie 34 lata... Dla wielu jego fanów i przyjaciół to był szok. I pozostały po nim tylko wspomnienia, które co roku od 15 lat odżywają przy okazji piłkarskiego turnieju nazwanego jego imieniem. – Pierwszy Memoriał odbył się na Stadionie Ludowym, pamiętam ten dzień bardzo dobrze, gdyż zmarł mi wtedy ojciec. Byłem załamany, jednak koledzy przypomnieli mi, jak tata lubił Włodka i powiedzieli, że na pewno ojciec chciałby, bym zagrał – wspomina Jerzy Lula, obecny dyrektor Zagłębia. – Dopiero później zmagania przeniesiono na halę. Inspiracją była choroba pani Ani, żony Włodka, która zachorowała. Wraz ze znajomymi chcieli-

Profile for "Nowe Zagłębie" - Czasopismo

Nowe Zagłębie 09  

Nowe Zagłębie 09  

Advertisement