Page 1


Ilustracja: Małgorzata Węgrzyniak


NR6 ZIMA 2016

Redaktor naczelna: Anna Maczyńska Grafika i skład: Anna Maczyńska Korekta: Joanna Borys Ilustracje: Małgorzata Węgrzyniak Okładka: Małgorzata Węgrzyniak Autorzy: Katarzyna Kańtoch, Anna Bundz Magdalena Erbel, Magdalena Subocz Magdalena Polonko, Pola Kryża Olga Figaszewska

Redakcja magazynu Niuansse Adres: ul. Jana Matejki 15a/19 72-100 Goleniów www.facebook/Niuansse Tel. +48 503 711 377

Redakcja zastrzega sobie prawo do redagowania nadesłanych tekstów i nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam. Wydawca ma prawo odmówić zamieszczenia ogłoszenia i reklamy, jeżeli ich treść lub forma są sprzeczne z linią programową bądź charakterem pisma. Niuansse jest nazwą zarejestrowaną oraz znakiem towarowym pod ochroną, używanie go przez kogokolwiek na terenie kraju jest bezprawne. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE! KOPIOWANIE, POWIELANIE I WYKORZYSTYWANIE INFORMACJI, ZDJĘĆ, GRAFIK ZAWARTYCH W MAGAZYNIE NIUANSSE BEZ ZGODY WYDAWCY ZABRONIONE!


W ŚRODKU... * PODRÓŻE MARZEŃ/SANTORINI * NA REGALE/NOWOŚCI * WYWIAD/NATALIA SOŃSKA * KUCHNIA/SZCZYPTA CYNAMONU * KOSMETYKI/W ZAPACHU ŚWIĄT * VEGANAMA * MAGIA ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA * RĘKODZIEŁO/ŻYWE ŻYJĄTKA OKŁADKA: MAŁGORZATA WĘGRZYNIAK


PODRÓŻE SANTORINI


Jak w niebie

TEKST: KATARZYNA KAŃTOCH FOTO: KATARZYNA KAŃTOCH, FOTOEDYCJA: ŁUKASZ PARCIANY FOTO: ALEKSANDER ŁUKAWSKI

Na plaży Kamari po raz pierwszy w życiu zanurzam stopy w czarnym piasku. Przyjemnie parzy stopy. Oto stoję na krawędzi wulkanicznej kaldery i spoglądam w przepaść na szafirowe wody Morza Egejskiego, które spokojnie okalają poszarpaną linię brzegową wyspy. Santorini - czarna perła Cyklad.  3650 lat temu na wyspie Strongile wybuchł wulkan, tworząc kalderę, czyli wyrwę o średnicy 10 km, którą zalało morze. Wyspa został zatopiona, a wystające krawędzie krateru utworzyły wysepki. Tak powstało Santorini, które ma kształt półksiężyca i składa się z pięciu powulkanicznych wysp - Thira, Thirassia, Asproníssi, Palea i Nea Kameni. Za Platonem wielu twierdzi, że to właśnie Santorini, a właściwie poprzednia wyspa i kwitnąca na niej cywilizacja sprzed wybuchu wulkanu, jest zaginioną Atlantydą. Grecka pocztówka Jestem na Santorini zaledwie kilka godzin, a już zdążyłam się zakochać. W widokach, winie,  zabudowie, Grekach i wszystkich odcieniach niebieskiego. Podekscytowana, co kilka metrów, pozuję


do zdjęć na tle atramentowego morza. Santorini jest zjawiskowe i magnetyzujące. Najbardziej zaskakuje mnie fakt, że jest tu dosłownie tak, jak na pocztówce, którą wysyłam do domu. 

FOTO: ALEKSANDER ŁUKAWSKI

Na wulkanie Stolica wyspy, Fira budzi się do życia późno, ale też i długo w nocy tętni muzyka w dyskotekach. Z samego rana udaję się Starego Portu. Na grzbiecie osła pokonuję 589 kamiennych schodów, zygzakiem w dół. Atrakcja tania, adrenalina wysoka. Z portu Skala wypływają


FOTO: ALEKSANDER ŁUKAWSKI


FOTO: ALEKSANDER ŁUKAWSKI

statki na Nea Kameni, wyspę-wulkan. Po zaledwie półgodzinnym rejsie spaceruję po zastygłej lawie, niczym po rozżarzonych węglach, jest gorąco jak w piekle. Surowy księżycowy krajobraz, unoszący się zapach siarki i niewielkie kłęby dymu działają na wyobraźnię. Uświadamiam sobie, że wulkan drzemie, ba! nawet mruczy. Ze statku podziwiam czarno-czerwono-brązowy koloryt schodzących niemal pionowo do morza skał, których szczyty pokrywają białe jak śnieg domki. Wielki błękit Z Firy, ścieżką prowadzącą wzdłuż krawędzi klifu, idę do położonego na północnym krańcu wyspy miasteczka Oia. Mijam po drodze wioski Firostefani i Imerovigli, podziwiając kaskady balkonów i basenów zawieszone nad przepaścią. Na hotelowych werandach relaksują się, popijając lokalne wino, zapatrzeni w kalderę turyści. Koty leniwie wylegują się na rozgrzanych kamieniach. Wąskie alejki, murki i płotki, pobielone i gustownie udekorowane dzbanami, figurkami, kwiatami tworzą niespotykany nigdzie indziej labirynt, z którego nie chce się uciekać. Spektakularne widoki na kalderę spowalniają mój marsz. Co rusz przysiadam i zamykam oczy. Zanurzam się w słońcu i chłonę ten błękit. W maleńkiej restauracji na klifie zamawiam owoce morza oraz Tomatokeftedes, czyli placki z uprawianych tylko na Santorini pomidorów czereśniowych. Niebo na talerzu. 


FOTO: ALEKSANDER ŁUKAWSKI

FOTO: ALEKSANDER ŁUKAWSKI


FOTO: KATARZYNA KAŃTOCH


FOTO: ALEKSANDER ŁUKAWSKI

FOTO: KATARZYNA KAŃTOCH


FOTO: KATARZYNA KAŃTOCH


„Tutejsze zachody i wschody słońca czynią poetów bezrobotnymi” Lawrence Durrell.

Po kilku godzinach marszu docieram do Oia. Już z daleka rozpoznaję, zawieszone na stromym czarnym klifie, słynne, wykute w skale białe domy i błękitne kopułki monastyr z górującymi nad nimi wiatrakami. Białe krzyże i dzwonnice idealnie kontrastują z błękitnym niebem i granatowymi wodami morza. Widok porywający serce. A gdy dzień chyli się ku końcowi, wszyscy udają się tam, gdzie słońce zachodzi najpiękniej. Na ruinach fortu Londsa, okolicznych dachach i murach gęsty tłum w napięciu czeka, aż skończy się dzień. Wielka czerwona kula zanurza się w głąb morza. Niebo płonie paletą czerwieni i pomarańczy. Różowo-fioletowe refleksy świetlne kładą się na białej zabudowie. Jest niewypowiedzianie pięknie. Rozentuzjazmowany tłum spontaniczne bije brawo, a w rozgrzanym powietrzu unosi się pach miłości. Dziesiątki zakochanych w miłosnym uniesieniu pozują na tle malowniczej kaldery. Santorini właśnie spełnia ich marzenia. 

FOTO: ALEKSANDER ŁUKAWSKI

Kalliste W promieniach słońca wciąż nucę „Cykady na Cykladach” Maanamu. Niezwykły błękit sprawia, że czuję się jak w niebie. Ostatnie spojrzenie na kalderę i już wiem, dlaczego Herodot nazwał wyspę Kalliste, czyli Najpiękniejszą.


FOTO: ALEKSANDER ŁUKAWSKI


PRAKTYCZNE INFO KATARZYNA KAŃTOCH

Santorini należy do archipelagu Cyklad, które liczą w sumie 211 niewielkich wysp. Znajdują się one w południowej części Morza Egejskiego, u południowo -wschodnich wybrzeży Grecji. Nazwa „Cyklady” znaczy „krąg wokół Delos”. Centrum Cyklad stanowi mała, licząca niecałe 4 km² wyspa Delos. Nazwa Santorini pochodzi z czasów bizantyjskich - Santa Irini to Święta Irena, patronka wyspy. Santorini liczy 76 km², ma długość 18 km, szerokość 2-6 km. Jak dostać się na Santorini? Promy pływają praktycznie z każdego turystycznego miejsca w Grecji (najlepsze połączenia z Krety bądź Pireusu).  Poruszanie się po wyspie: Komunikacja autobusowa jest bardzo dobrze rozwinięta. Sieć połączeń obejmuje całą wyspę, autobusy odjeżdżają często i punktualnie. Kiedy jechać: Od maja do końca wrześnie temperatura nie spada poniżej 25 stopni w dzień, a noce są tu bardzo ciepłe. Niebo jest bezchmurne i czyste. Szczyt sezonu przypada na miesiące czerwiec-wrzesień. Warto zobaczyć: Muzeum Archeologiczne w Firze. Akrotiri, stanowisko archeologiczne położone na południu wyspy. Zasypana popiołem wulkanicznym osada minojska. Starożytne miasto położone na górze Messa Wuno. Kościół bizantyjski Panagia Episkopi, Klasztor Profiti Ilias, Klasztor Agios Nicolaos, Katolicki Kościół i Klasztor Dominikanów w Firze. Plaże: czarne - Perissa, Perivolos i Kamari, czerwona plaża przy Akritori. Białe plaże dostępne są wyłącznie drogą morską (można wynająć łódkę z czerwonej plaży).  Warto spróbować: Win z lokalnych winogron. Mocne deserowe Visanto (Sigalas), białe wytrawne Thalassitis (Gaia), białe wytrawne, dojrzewające w dębowych beczkach Santorini (Sigalas), białe wytrawne Kallisti Reserve (Boutari), czerwone wytrawne Terranera Red (Santorini Winery). 


FOTO: KATARZYNA KAŃTOCH


NA REGALE ZIMOWE PREMIERY


NOWOŚCI KSIĄŻKOWE PROPOZYCJE

TEKST: MAGDALENA SUBOCZ

smag-rekomendacje.blogspot.com

Dla wielu z nas okres przedświąteczny to czas wzmożonego i kreatywnego myślenia, nie tylko o wystroju naszych domostw, potrawach podawanych na świątecznym stole, ale także o zakupie ciekawych prezentów. Jesteśmy atakowani przez liczne reklamy, nie zawsze przecież trafione w nasze gusta. Zatem przystopujmy choć na chwilę i zastanówmy się, co w tym gorącym okresie proponują nam wydawnictwa. A jest to czas wielu wznowień, premier i jakże ukochanych pakietów książek. Niech zachęcają nas nie tylko piękne okładki, cudowne opisy, ale również wysokie noty na portalach poświęconych literaturze (np. www.lubimyczytac.pl). Zanim zakupimy książkę, warto poczytać o niej nieco więcej, by prezent przez nas kupiony był idealnie dobrany do osoby obdarowywanej. Poniżej zostaną przedstawione najciekawsze propozycje grudniowe, przy których warto zatrzymać się nieco dłużej.

Pierwszą i jakże świąteczną propozycją jest prawie trzystu stronnicowa, ślicznie wydana książka gwiazdy TVN – Doroty Szelągowskiej. Znana z programu: „Dorota was urządzi”, tym razem proponuje czytelnikowi bajkowy klimat naszych domostw bez rujnowania budżetu. W swój, jakże dobrze znany sposób, proponuje nam triki na świąteczną atmosferę w kreatywny, piękny i przede wszystkim – tani sposób. A co znajdziemy w środku? Przedświąteczny plan, dzień po dniu, dla mocno zabieganych i niezorganizowanych. Zawarte są tu także propozycje na własnoręcznie zrobione prezenty, przepisy na słodkie ozdoby, oryginalne dekoracje i wyjątkowe opakowania prezentowe. Ten przewodnik z pewnością przypadnie Wam do gustu w tym gorącym okresie, a także idealnie sprawdzi się jako pozycja w liście dla Mikołaja.


Kolejna pozycja jest skierowana do ludzi szukających mocniejszych wrażeń. Propozycja Wydawnictwa Muza to trzy mocne kryminały zamknięte w jednym pudełku. Katarzyna Bonda przygotowała nam nielada gratkę z profilerką Saszą Załuską. Pierwszy tom „Pochłaniacz” opowiada o tragicznej zbrodni, do rozwiązania której prowadzić może tajemnicza piosenka sprzed lat. W „Okularniku” Sasza Załuska postanawia wrócić do policji. Jednak nie jest to takie proste. Czekają ją jeszcze dramatyczne wydarzenia, których tajemnicę musi rozwiązać. Ciche, wręcz sielskie miasteczko, gdzie Profilerka uczestniczy w tradycyjnym białoruskim weselu, okazuje się niemal areną krwawych porachunków. Trzeci tom, „Lampiony” prowadzi nas do hipnotyzującej Łodzi, tajemniczego miasta, gdzie bohaterkę kolejne portrety psychologiczne zbrodniarzy prowadzą do odkrycia mrocznej tajemnicy z własnej przeszłości. Zanim jednak to nastąpi, przyjdzie jej stawić czoła szalonemu podpalaczowi. Zdecydowanie pakiet sprawdzi się jako prezent dla wielbicieli dobrego, kryminalnego pióra z dużą dozą tajemnic, zbrodni i fachowych opisów.


Gdy okres przedświąteczny staje się dla nas zbyt gorący, a nerwy przecież puszczają każdemu, warto sięgnąć po lekturę Amy Alkona, dzięki której z każdej sytuacji wyjdziemy w sposób elegancki, a dobitnie pokażemy innym swoje oburzenie. Zwłaszcza, gdy zasady savoir-vivre wpajane nam od dziecka i porady Jana Kamyczka, w których to się zaczytywaliśmy, stają się nieadekwatne do naszej rzeczywistości. Znajdziemy tu sporo realistycznych rad na jakże realne sytuacje, podane w bardzo humorystyczny sposób. Z pewnością docenimy sposób odpowiedzenia na chamstwo w kulturalny sposób, humorystycznie, ale i dobitnie. Jak zareagować, gdy ktoś przy nas za głośno rozmawia przez telefon? Jeszcze gorzej, gdy wydmuchuje dym papierosowy prosto w naszą twarz? Jak uciszyć imprezowych sąsiadów, samemu nie uchodząc za zrzędę i sztywniaka? Czy lepiej oddzwonić, czy może napisać po prostu e-maila? O napiwkach i publikowaniu wspólnych zdjęć nie wspominając. Owy poradnik z pewnością przypadnie do gustu osobom z niesamowitym poczuciem humoru, dystansem do świata. Unikatowy prezent, cudowny poradnik, z pewnością przykuwa uwagę samą okładką, a treść zostanie zapamiętana jeszcze na długo.

Jak każdego roku, tak i w tym, Wydawnictwo Filia dopieszcza zmysły kobiet świątecznym wydaniem antologii najwybitniejszych polskich pisarek. Mieliśmy już dom przy Cichej („Cicha 5”) i miejsce zasypane śniegiem do spełniania marzeń („Lista życzeń”). Przyszedł zatem czas na tajemniczą księgarnię z własną historią, gdzie zakupione książki mogą odmienić czyjeś życie. Poznamy nietypowego właściciela, który uważa, że książki są przewodnikami duszy. Dlatego też tuż przed świętami, w ostatnie dni funkcjonowania ukochanej księgarni, postanawia obdarować stałych klientów wybranymi przez siebie wyjątkowymi egzemplarzami. Czy ma rację i taki drobny gest naprawdę zmieni ich życia? Czy odkryją magię świąt i zaczną się nimi naprawdę radować? I co dalej z Panem Alojzym, właścicielem Księgarenki przy ulicy Wiśniowej? Ciepła, klimatyczna i iście świąteczna antologia, wypełniona miłością, uniesieniem, szczerością i życzliwością, odkrywaniem na nowo radości i niezapomnianymi zapachami wprost z wigilijnych stołów. Daj się skusić i obdaruj tą powieścią najbliższych, a z pewnością będą zachwyceni. Kto wie, może i Twój podarek zmieni kogoś życie na jeszcze lepsze?


Dla miłośników dobrej fantastyki, rodzimego folkloru i dobrego pióra pojawiła się na rynku kolejna powieść K.B. Miszczuk, „Noc kupały”. W drugim tomie znajdziemy zazdrość, zdradę i oczywiście kwiat paproci. Ciąg dalszy „Szeptuchy” przesiąknięty jest magią, miłością, niezdarnością Gosi, ale i…Ote. Dawna żona Mieszka pojawia się znienacka. Niby dawna znajoma, wiadomo, nie ma już między nimi uczucia, teraz liczy się tylko młoda Szeptucha, a była para spotkała się tylko przypadkiem. Miała być przecież martwa, a okazała się równie nieśmiertelna jak Mieszko I. I nie byłoby to może takie straszne, gdyby między kochanków nie wkradła się zazdrość. Jakby tego było mało, tysiącletnią rywalkę Gosia będzie musiała odsunąć na dalszy plan, bo przecież zbliża się Noc Kupały, podczas której ma się wypełnić przeznaczenie Szeptuchy. Baba Jaga co prawda zaopatrzyła Gosławę we wszystkie możliwe amulety i zaklęcia, jednak bohaterka ma złe przeczucia, a przecież gburowaci bogowie nie są głupi – no, przynajmniej tak im się wydaje. A każdy chce tylko jednego – kwiatu paproci. Zatem pozwól się oczarować, Drogi Czytelniku, magii „Nocy Kupały”, gdzie czeka na Ciebie spora dawka humoru, moc słowiańskich wierzeń i romans, jakiego jeszcze nie było.

smag-rekomendacje.blogspot.com

JA CZYTAM!


Ostatnią propozycją prezentową jest nietypowy poradnik, jak być hygge – czyli jak być po prostu szczęśliwym. Ale czy to jest faktycznie takie „po prostu”, tak łatwe? Na to pomoże odpowiedzieć nam Meik Wiking, przekazując nam prawdy zaczerpnięte od najszczęśliwszego narodu na świecie – od Duńczyków. W dodatku autor jest dyrektorem Instytutu Szczęścia w Kopenhadzie, więc na radości czerpanej z życia znać się powinien. A jaki jest to przepis na udane życie? Według M. Wikinga, to radość z drobnostek, życie nieco wolniej i spędzanie czasu z bliskimi. Przecież prawdziwe szczęście mieszka w nas samych, to radość z małych rzeczy. Poczujmy się zatem komfortowo, bezpiecznie, ciepło i przyjemnie. Pozwólmy sobie zwolnić, rozejrzeć się i docenić to, co nas naprawdę otacza. I to jest właśnie filozofia hygge – czerpać i doceniać przyjemności z drobnostek. Idealny poradnik dla zapracowanych, dla poszukiwaczy szczęścia, ale i dla każdego z nas, bo w pędzie życia codziennego zapominamy o tym, co jest najważniejsze i tracimy radość ze wszystkiego co mamy, co nas otacza. Gorąco polecam. PRZYGOTOWAŁA: MAGDALENA SUBOCZ


NOWOŚCI PŁYTOWE – LESJA www.lesja.pl


, Natalia Sonska ROZMAWIA Z MAGDALENĄ ERBEL

Zaledwie dwudziestotrzyletnia studentka, która na swoim koncie ma już trzy powieści („Garść pierników, szczypta miłości”, „Mniej złości, więcej miłości”, „Obudź się Kopciuszku”). Piękna, młoda, zawsze uśmiechnięta kobieta, dla której pisanie jest ogromną pasją. Energiczna, pełna życia i ciepła, pozytywna osóbka, wciąż poszukująca inspiracji. Ceniąca przyjaciół i wartości rodzinne. Życie postrzega jako pasmo wzlotów i upadków. I choć, jako realistka, twardo stąpa po ziemi, lubi pobujać w obłokach, marząc o niebieskich migdałach. W swoich powieściach stara się przekonać, że życie potrafi zaskakiwać, lecz w dużej mierze od człowieka zależy, jak potoczą się jego losy. Wierzy w happy endy i z tą dewizą podąża również przez własne życie. Miłośniczka gór, entuzjastka zimy i pasjonatka tańca. Jej pasje z łatwością odnaleźć można w jej twórczości.

MAGDALENA ERBEL: Natalia, nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę na naszą rozmowę. Jestem bardzo podekscytowana tym, że mam okazję poznać Cię w tak cudownym okresie przedświątecznym. NATALIA SOŃSKA: Bardzo mi miło i ogromnie dziękuję za możliwość rozmowy! Ja również bardzo się cieszę, że mogę z Tobą porozmawiać na temat książek, ale także świąt, które uwielbiam! MAGDALENA ERBEL: Jestem świeżo po lekturze Twojej najnowszej powieści „Obudź się Kopciuszku” i muszę przyznać, że chyba nikt tak nie nastraja na Boże Narodzenie, jak Ty. To już druga książka w tym klimacie. Musisz naprawdę kochać Święta? NATALIA SOŃSKA: To prawda. Uwielbiam Boże Narodzenie, kocham atmosferę, która wówczas panuje wokół nas! Wiem, że sama w ten grudniowy czas jestem bardziej niż zwykle otwarta na innych, bo i inni są jakby bardziej pozytywnie nastawieni do życia. Lubię te niewymuszone uśmiechy na twarzach, moc życzeń, w którą stale wierzę, kocham ten moment, kiedy cała rodzina zbiera się w jednym domu, przy wspólnym stole, a ciepło, które nas wówczas otacza ogrzewa serca jak mało kiedy! Boże Narodzenie to wspaniałe święta, pełne uczuć i emocji, które po prostu trzeba opisywać! Trzeba się nimi dzielić!


MAGDALENA ERBEL: I właśnie to czuć w Twoich książkach. A jak Święta wyglądają u Ciebie? NATALIA SOŃSKA: Co roku cała moja rodzina zbiera się w domu rodzinnym mojej mamy. Zaczynamy świętowanie już kilka dni przed Wigilią, kiedy to wszystkie kobiety w domu zabierają się za przygotowywanie potraw, pieczenie ciast (i pierników). Snujemy rozmowy, śpiewamy kolędy i to jest takie piękne wprowadzenie do przeżywania Bożego Narodzenia. W Wigilię zaś, wszyscy zbieramy się przy jednym stole, składamy sobie życzenia, rozmawiamy i czujemy się po prostu dobrze. Troski gdzieś na chwilę umykają. I tak właśnie wyglądają dwa kolejne świąteczne dni. Spotykamy się z najbliższymi, kolędujemy, rozmawiamy i objadamy się pysznościami. Jest ciepło, rodzinnie i naturalnie, tak jak lubię najbardziej. MAGDALENA ERBEL: I dokładnie tak, jak wygląda to w Twoich książkach. Zarówno „Obudź się Kopciuszku”, jak i „Garść pierników, szczypta miłości” kryją w sobie prawdziwą magię. To ciepłe, pełne miłości i nadziei opowiadania. Zdaje się, że zawarta jest w nich również Twoja filozofia życiowa? NATALIA SOŃSKA: W swoich książkach staram się zawrzeć coś, na co każdy z nas powinien w swoim życiu zwracać uwagę, staram się uwypuklić najważniejsze wartości. W tych dwóch zdecydowanie chciałam podkreślić to, jak dużą rolę odgrywają nasi najbliżsi i ile dzięki nim zyskujemy. Przede wszystkim jednak pragnęłam pokazać, że to my mamy największy wpływ na to, jak potoczy się nasze życie. To my podejmujemy decyzje, które później owocują w konsekwencje i to właśnie my powinniśmy brać za nie odpowiedzialność. Tak samo jest z realizowaniem marzeń i celów, bo ich spełnienie zależy głównie od tego, jak bardzo zdeterminowani jesteśmy, by je osiągnąć. Bo jeśli się bardzo chce, to można wszystko. A jako optymistka przemycam też szczęśliwe zakończenia, bo w nie też wierzę! MAGDALENA ERBEL: Jesteś bardzo młodą osobą. Masz dopiero 23 lata, a na koncie już trzy powieści. To naprawdę imponujące, w szczególności na polskim rynku? Jak tego dokonałaś? NATALIA SOŃSKA: Wydanie pierwszej książki było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, ponieważ wysłałam propozycję do kilku wydawnictw i po prostu o tym zapomniałam. Nie nastawiałam się na jakikolwiek odzew, a co dopiero na pozytywny! Byłam więc w szoku, kiedy Czwarta Strona zainteresowała się wydaniem mojej powieści! Dzięki tej szansie uwierzyłam, że to co uwielbiam robić może się komuś podobać i postanowiłam pisać dalej i więcej, a przede wszystkim nie tylko dla siebie, jak to było na początku. Zanim bowiem zdecydowałam się na wysłanie mojej debiutanckiej powieści, pisałam ją dla siebie, by mieć odskocznię od studiów, by móc tworzyć własną historię, w której losy bohaterów toczą się po mojej myśli. I to było piękne uczucie, ale ponieważ postawiłam tam już ostatnią kropkę, musiałam wymyślić coś nowego. Napisałam więc kolejną książkę, a później jeszcze jedną. Tak mi się to spodobało, że nie wyobrażam sobie teraz życia bez pisania. Muszę to robić, bo to uwielbiam! Sprawia mi to ogromną przyjemność i satysfakcję, a świadomość, że moje powieści podobają się czytelniczkom, daje mi jeszcze większą motywację, by pisać dalej. To uzależnia! MAGDALENA ERBEL: Co daje Ci pisanie? Co spowodowało, że zaczęłaś pisać? Jak to wszystko się zaczęło? NATALIA SOŃSKA: Pisząc mogę się przenieść w inny świat. Być może bardziej idealny, czasem bardziej brutalny i okrutny, po prostu inny. Dzięki temu mogę doświadczyć naprawdę całej gamy emocji, bo pisząc zawsze wchodzę w życie bohaterów i przeżywam wszystko razem z nimi. Pisanie daje mi też chwilę wytchnienia. Jest moją pasją, moim hobby, robię to z ogromną przyjemnością. Dlatego też zaczęłam pisać, by mieć coś, dzięki czemu mogłam się zrelaksować i oderwać od studiów, podręczników czy też problemów. Swoją pierwszą powieść zaczęłam pisać właśnie na pierwszym roku studiów.


Stało się to naprawdę wspaniałą terapią na smutki! MAGDALENA ERBEL: Miałaś jakieś trudności? NATALIA SOŃSKA: Bardzo często. Przy pierwszej powieści miewałam nawet kilkumiesięczne przestoje. Z jednej strony było to spowodowane tym, że po prostu nie pisałam książki, by ją wydać, nie czułam więc presji, robiłam to, kiedy nagle wpadł mi do głowy pomysł. Z drugiej strony często bywało tak, że wręcz chciałam coś napisać, miałam pomysł w głowie, ale zapisywałam kilka linijek i nie wiedziałam co dalej. Teraz też czasem tak mam, że brak mi pomysłu, ale już mniej więcej wiem, jak sobie z tym radzić. Najtrudniej jest ruszyć z miejsca, ale jak już się rozpędzę, potrafię napisać ciągiem nawet kilkanaście stron. MAGDALENA ERBEL: W takim razie, co byś poradziła wszystkim tym, którzy nieśmiało piszą do szuflady, marząc o wydaniu własnej książki? NATALIA SOŃSKA: Przede wszystkim, każdemu radzę, by uwierzył w siebie. Wydawnictwa są naprawdę bardzo otwarte na współpracę, najważniejszy jest ten pierwszy krok – przełamanie się i wysłanie propozycji wydawniczej. Dodatkową motywacją powinna być też ogromna satysfakcja i radość, kiedy już się wie, że książka się podoba, a ujrzenie własnej powieści na półce w księgarni czy bibliotece jest… bezcenne! MAGDALENA ERBEL: Długo zajmuje Ci pisanie powieści? Jak wygląda taki proces? Robisz sobie notatki, rozpisujesz sceny, czy po prostu siadasz i piszesz? NATALIA SOŃSKA: Pierwszą powieść pisałam trzy lata, ale tak jak wspominałam, trwało to tyle, bo nie planowałam jej wydania. Drugą i trzecią pisałam (plus minus) pół roku. Na początku muszę zawsze poukładać sobie w głowie o czym chcę napisać, jaka ma być forma tej powieści, jaki narrator, czy pojawią się na przykład retrospekcje (jak w „Obudź się, Kopciuszku”). Później zaczynam pisać i ten proces trwa właśnie około pięciu miesięcy. W zależności od tego ile mam wolnego czasu, jak układają mi się zajęcia na uczelni, staram się zaplanować chwile, w których mogę skupić się tylko na pisaniu. Robię notatki, zapisuję pojedyncze pomysły, które później wykorzystuję lub nie. Robię sobie krótki konspekt, nigdy jednak nie mam pewności, jak potoczą się losy bohaterów. Często jest tak, że oni sami mnie zaskakują, robią co chcą, a ja musze się do nich dostosowywać! Częściej więc piszę na gorąco, bez większego planowania. Bywają też sytuacje, kiedy zmieniam całe fragmenty, bo przychodzi mi do głowy coś nowego, lepszego. MAGDALENA ERBEL: Masz swoje pisarskie zwyczaje? No wiesz, ulubione miejsce do pisania albo odpowiednią porę dnia? NATALIA SOŃSKA: Nie mam chyba szczególnego rytuału, który towarzyszy mi za każdym razem, gdy piszę książkę. Zazwyczaj biorę laptopa na kolana i układam się z nim wygodnie na sofie lub łóżku i to są moje ulubione, najbardziej wygodne miejsca. Ale bywa też tak, że piszę przy biurku, przy stole. W zależności właśnie od pory dnia i miejsca, w którym się znajduję w momencie, gdy piszę. Lubię jednak mieć przy sobie kubek z dobrą herbatą, to taki mój pojedynczy niezbędnik. Jeśli natomiast chodzi o porę dnia, zazwyczaj piszę wieczorami, ponieważ mam wtedy najwięcej czasu. Nie rozprasza mnie też nic za oknem, jest już wtedy cicho, mogę skupić się tylko na powieści. Ale zdarza się, że piszą rano lub w ciągu dnia, na to nie mam reguły. Czasem miewam momenty, że wpadnie mi głowy pomysł w najmniej


oczekiwanym momencie, a ja czuję, że muszę to zapisać na już! Włączam więc laptop i bez względu na porę czy obowiązki, zapisuję. MAGDALENA ERBEL: Studiujesz, prawda? NATALIA SOŃSKA: Tak, jestem już na piątym roku prawa, zostały mi więc niecałe dwa semestry na uczelni. MAGDALENA ERBEL: Jak udaje Ci się połączyć życie studenckie z pracą nad książką? Pisanie to chyba dość żmudny proces, wymagający czasu, skupienia i samotności, podczas gdy życie studenckie kojarzy się głównie z bujnym życiem towarzyskim. Dodatkowo studia prawnicze są bardzo wymagające i pochłaniają naprawdę większą część życia. NATALIA SOŃSKA: Staram się to godzić i nie zaniedbywać ani przyjaciół, ani obowiązków na uczelni, ani także pisania książek. Oczywiście, miewam momenty, kiedy brakuje mi czasu, ale wiąże się to po części z tym, że jestem człowiekiem, który odkłada wszystko na ostatnią chwilę. Choć staram się zawsze planować każdy dzień, na każdą czynność wyznaczać określoną ilość czasu, nie zawsze udaje mi się te moje zamierzenia spełnić. Nie narzekam jednak, bo studia i pisanie książek naprawdę dobrze się równoważą. Spokój, jaki przynosi mi pisanie niweluje stres, jakiego czasem doświadczam na uczelni. Jeśli zaś chodzi o typowe studenckie życie, też nie stronię od spotkań ze znajomymi i udaje mi się znaleźć czas i dla nich. Jest to czasem mała gonitwa, ale wychodzę z założenia, że im więcej spraw mam na głowie, tym bardziej zorganizowana jestem i nawet jeśli czasem jestem zmęczona, jest to takie pozytywne i motywujące wyczerpanie. Uwielbiam wykorzystywać życie w stu procentach. MAGDALENA ERBEL: Niektórzy czytelnicy zarzucają Ci infantylizm. Myślisz, że Twoje książki są zbyt optymistyczne? Co odpowiadasz na takie zarzuty? NATALIA SOŃSKA: Z jednej strony zdaję sobie sprawę, że moje książki są optymistyczne, przepełnione pozytywnymi wydarzeniami, a bohaterowie niejednokrotnie w oczach czytelników są wyidealizowani. Moim zdaniem jednak nie należy patrzeć na życie zbyt pesymistycznie. Bycie realistą też nie musi oznaczać twardego stąpania po ziemi i zakładania zawsze tej gorszej opcji. Szczęście i postrzeganie świata w kolorowych zależy od indywidualnego podejścia, a ja wychodzę z założenia, że dobre rzeczy się przytrafiają, a dobrych ludzi można spotkać na każdym kroku! Trzeba na nich po prostu trafić lub samemu być takim dla innych! Dlatego o tym piszę, by zwrócić uwagę na to, że życie zaskakuje, bardzo często pozytywnie, to nie jest mit powtarzany tylko w książkach. Tak jak pisałam wcześniej, to od nas zależy jak toczą się nasze losy i jak postrzegają nas inni. Skoro mówimy, że świat jest pełen złych ludzi, że typowy Polak to pies ogrodnika, spójrzmy na siebie i zastanówmy się, jak inni odbierają nas. Czy jest może coś, co możemy w sobie zmienić, by było nam i innym trochę lepiej? Trochę bardziej idealnie? Przestańmy narzekać! To my tworzymy tę mało pozytywną rzeczywistość, o której mówią wszyscy niezadowoleni z życia. O ile bardziej optymistycznie by było, gdyby każdy zamiast się nad sobą użalać, po prostu zacząłby pracować nad swoim losem? Bo da się, to naprawdę nie jest trudne! Trzeba w sobie tylko odnaleźć siłę, determinację i odrobinę dobrej woli. I brać życie za rogi, ucierać mu nosa, a nie poddawać się po każdej porażce. To właśnie staram się przekazywać w swoich książkach, obrazując, że wszystko jest możliwe. MAGDALENA ERBEL: Twoje ulubione powieści? Na kim się wychowałaś? Jakie książki lubisz


czytać najbardziej? Z pewnością masz swoich ukochanych autorów, po których sięgasz w ciemno? NATALIA SOŃSKA: Moja ulubiona powieść to „Duma i uprzedzenie”. Czytałam ją już kilka razy i za każdym razem podoba mi się tak samo, nigdy się nie nudzi. Można się pośmiać, można się wzruszyć i wyciągnąć naukę. Jeśli natomiast chodzi o ulubiony gatunek literacki, to są to powieści obyczajowe i kryminały. W tych pierwszych lubię to, że są po prostu życiowe, często można utożsamić się z bohaterami, przeżywać z nimi ich przygody. Są lekkie i przyjemne, w sam raz na to, by się przy nich zrelaksować. Kryminały natomiast lubię za dreszczyk emocji. Uwielbiam domyślać się zakończenia, rozwiązywać intrygi i przeżywać zaskoczenia, których w powieściach tego gatunku nie brakuje. Ulubionych autorów, których książki czytam z przyjemnością i z niecierpliwością wyczekuję nowych pozycji mam kilku. Jest to na pewno Magdalena Witkiewicz, Nicolas Sparks, Cecilia Ahern, od niedawna Santa Montefiore, a także Remigiusz Mróz i Katarzyna Bonda. MAGDALENA ERBEL: Starasz się na którymś z nich wzorować? NATALIA SOŃSKA: Czerpię inspirację od innych autorów, ale dotyczy to jedynie ich ciężkiej pracy. Podziwiam każdego z nich za to, jak wspaniale potrafią pisać i jak wiele książek wychodzi spod ich pióra. Cenię w nich właśnie tą determinację, warsztat i nieustającą chęć pisania. MAGDALENA ERBEL: A kim jest Natalia? Co lubisz robić poza pisaniem? Masz również inne pasje, zainteresowania? NATALIA SOŃSKA: Natalia Sońska jest autorką, ale też studentką. Wciąż studiuję i nauka pochłania dużą część mojego życia. Staram się poświęcać najwięcej uwagi zdobywaniu wykształcenia, jednak nie oznacza to, że nie mam zupełnie czasu na inne zainteresowania i pasje, między innymi na pisanie. Każdą wolną chwilę wykorzystuję w stu procentach, by robić to, co pozwala mi się zrelaksować. Piszę, spotykam się ze znajomymi, którzy stanowią ważną część mojego życia, biorę udział w przedsięwzięciach organizowanych przez uczelnię, ale także zupełnie z nią niezwiązanych. Oprócz pisania, moją drugą ogromną pasją jest taniec. Przez dziesięć lat należałam do zespołu tanecznego i choć przez brak czasu musiałam zrezygnować z prób, taniec nadal jest bardzo ważnym elementem mojego życia. MAGDALENA ERBEL: Zdaje się, że kochasz też nasze polskie Tatry? W swojej najnowszej powieści opisujesz je niezwykle obrazowo. To nie może być tylko wyobraźnia literacka? NATALIA SOŃSKA: Kocham góry i choć nie jestem jeszcze zaprawionym taternikiem, uwielbiam zdobywać szczyty, poznawać nowe szlaki. Każdy mój wyjazd w Tatry, do Zakopanego, jest pełen pozytywnych emocji. Cieszę się ogromnie, gdy tylko mogę wyrwać się i choć na chwilę pojechać w góry. Klimat i atmosfera tamtego miejsca ma w sobie coś magicznego i przyciągającego. Dlatego też postanowiłam je opisać, przybliżyć czytelnikom piękno Tatr i mam nadzieję, że w swoich opisach choć trochę zachęciłam do odwiedzenia tego cudownego miejsca. MAGDALENA ERBEL: Twoje największe marzenia i cele? Chciałabyś związać swoje życie z pisarstwem? Chciałabyś właśnie z tego żyć? NATALIA SOŃSKA: Bardzo chciałabym skończyć studia i pracować w przyszłości jako prawnik. Lubię swój kierunek i od kiedy tylko zdecydowałam się na takie studia, moją przyszłość widziałam tylko i wyłącznie w tym zawodzie. Pisanie przyszło nagle, niespodziewanie, ale też daje mi ogromną satysfakcję i wiele radości. Byłabym więc bardzo szczęśliwa mogąc pogodzić w przyszłości te dwa zawody.


MAGDALENA ERBEL: Jako książkomaniak (zwłaszcza tak ciepłych książek, jak Twoje) nie mogę nie zapytać, czy w głowie masz już plan na kolejną powieść? NATALIA SOŃSKA: Mam już nie tylko plan, ale całą powieść. Uzależniłam się od pisania, a w mojej głowie wciąż powstają pomysły na kolejne książki. Mam więc nadzieję i będę się bardzo starać, by nie zakończyć na tych czterech. MAGDALENA ERBEL: Wspaniale, a uchylisz rąbka tajemnicy? Proszę. NATALIA SOŃSKA: To też będzie powieść obyczajowa i chyba mogę powiedzieć, że czytelnicy spotkają w niej bohaterów, których już poznali. Mam nadzieję, że nie zawiodę i tą częścią usatysfakcjonuję wszystkich, którzy bardzo chcieli znać ich dalsze losy. MAGDALENA ERBEL: Natalia, bardzo dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów, niegasnącej inspiracji i oczywiście Świąt pełnych magii, tak jak lubisz. NATALIA SOŃSKA: Ja również bardzo dziękuję za rozmowę, to była dla mnie ogromna przyjemność odpowiedzieć na wszystkie pytania! Dziękuję za życzenia i również życzę Tobie jak i wszystkim Czytelnikom spokojnych, radosnych magicznych i przede wszystkim rodzinnych Świąt!

www.savethemagicmoments.pl


climb2change.pl


KOSMETYKI NATURALNE

W ZAPACHU ŚWIĄT TEKST: POLA KRYŻA

Jakimi zapachami zbudujesz świąteczny klimat? Zapachem świerku? Świeżo upieczonego ciasta? A może w inny sposób? Klimat świąt możesz wytworzyć w łatwy i przyjemny sposób, nawet w Twojej łazience. Kiedy to zrobić, jak nie teraz? Należy Ci się – w końcu jest zima, krótkie dni, długie wieczory. Nalej gorącej wody do wanny, dodaj ulubiony olejek eteryczny – pomarańczowy, sosnowy, cynamonowy… zanurz się w gorącej wodzie, zamknij oczy i twórz obrazy w wyobraźni. Zima to idealny czas na to, żebyś zwolniła i przekonała się, że dbanie o siebie domowymi, naturalnymi sposobami nie musi być nudne. Próbujesz? Mam dla Ciebie gotowe przepisy na aromatyczną „chwilę dla siebie”…relax and enjoy! Uwaga! Olejki eteryczne są bardzo silnie skoncentrowane, dlatego podczas ich stosowania należy zachować szczególną ostrożność, aby uniknąć podrażnień. Np. na 10 ml oleju bazowego wystarczą 3 krople olejku eterycznego. Na wannę dajemy 10 kropli olejku.


PEELING KAWOWY Z CYNAMONEM pół szklanki uprzednio zaparzonej, odsączonej kawy 1 łyżeczka cynamonu 2-3 łyżki oleju Arganowego 5 kropli imbirowego olejku eterycznego

W małej misce wymieszaj składniki aż do powstania papki. Jeśli będzie taka potrzeba – dodaj więcej oleju. Zamocz ręce, nabierz trochę peelingu i masuj delikatnie całe ciało. Najwięcej uwagi poświęć udom, biodrom i brzuchowi, gdzie najchętniej gromadzi się tkanka tłuszczowa. Możesz potraktować nim też twardą skórę na piętach. Ciało spłucz na przemian ciepłą i zimną wodą. Nie musisz wcierać balsamu, Twoja skóra będzie wyjątkowo gładka i pachnąca! Działanie: Każdy peeling usuwa martwy naskórek, wygładza skórę i nadaje jej miękkość. Ten dodatkowo wspomaga redukcję cellulitu, a więc tej pomarańczowej skórki, której żadna z nas nie lubi. Połączone tu zapachy kawy, aromat imbiru i pomarańczy wywierają korzystny wpływ na naszą psychikę, a przez nią także na ciało.


MASECZKA DO TWARZY Z KAKAO 2 łyżki rozgniecionego na papkę awokado 2 łyżki prawdziwego kakao w proszku 2 łyżki miodu 1 łyżka cynamonu 1 kropla olejku pomarańczowego sok z cytryny – do rozcieńczenia Składniki połącz ze sobą i wymieszaj do uzyskania jednolitej masy. Jeśli maska będzie za gęsta – dodaj sok z cytryny. Gotową maseczkę nałóż na twarz, szyję i dekolt z pominięciem okolic oczu. Trzymaj ją 20 minut. Zmyj wodą. Działanie: Maseczka nawilża, uspokaja skórę i odpręża. Awokado ma silne działanie przeciwstarzeniowe. Zawarta w kakao kofeina, teobromina, polifenole działają nawilżająco i tonizująco. Pobudzają metabolizm komórkowy, regenerują, koją zestresowaną skórę i chronią przed wpływem szkodliwych czynników z zewnątrz. Cynamon zawiera dużo cennych substancji i w naturalny sposób tonizuje skórę. Olejek pomarańczowy działa dezynfekująco i nadaje przyjemny zapach. Ta maseczka jest idealna, aby wzmocnić i chronić skórę chłodne, zimowe dni!


KĄPIEL ANTYSTRESOWA W SOLI Z MORZA MARTWEGO sól z morza martwego olejek eteryczny - sosnowy Wsyp do wanny wypełnionej wodą kilka łyżek soli karnalitowej z morza martwego i dodaj kilka kropel olejku sosnowego, który ma działanie odświeżające i relaksujące. Weź książkę i relaksuj się, jak długo chcesz… Działanie: Kąpiel w soli karnalitowej regeneruje skórę oraz ma właściwości przeciwzapalne i antystresowe. Zwiększa odporność organizmu i stymuluje pracę układu krążenia oraz działa ożywczo na zmysły. Taka kąpiel regeneruje siły i daje uczucie zadowolenia. Skóra odzyskuje świeżość, jest wypielęgnowana i zregenerowana.

www: climb2change.pl | sklepnaturalny.pl


OCZYSZCZAJĄCA IMBIROWO POMARAŃCZOWA KĄPIEL DO STÓP sól z morza martwego 2 łyżeczki startego korzenia imbiru 5 kropli pomarańczowego olejku eterycznego Gdy mróz za oknem przemrozi cię do szpiku kości, najlepsze co możesz zrobić, to wziąć rozgrzewającą kąpiel stóp z dodatkiem imbiru i olejku pomarańczowego. Do miski wlej tyle ciepłej (nie gorącej) wody, by zakryć stopy. Dodaj sól z morza martwego, starty imbir i olejek. Wymieszaj całość i zanurz stopy w kąpieli. Mocz je przez 15-20 minut, od czasu do czasu poruszając nimi w wodzie. Jeśli kąpiel zacznie się robić zbyt zimna, dodaj więcej ciepłej wody. Na koniec opłucz stopy ciepłą wodą i delikatnie osusz. Działanie: Kąpiele w soli to stary i sprawdzony sposób na bóle reumatyczne, przeziębienie, wychłodzenie organizmu, przemęczenie i brak odporności. Odrobina zmielonego korzenia imbiru nie tylko rozgrzeje cię, ale również pozwoli rozluźnić mięśnie i oczyścić organizm z toksyn. Olejek pomarańczowy działa odświeżająco, rozgrzewająco, odkażająco i odprężająco.!


W KUCHNI SZCZYPTA CYNAMONU


PRZEPISY I FOTO: OLGA FIGASZEWSKA

Korzenna kawa z czekolada, Składniki na dwie porcje: 0,5 l wody 2-3 łyżki kawy mielonej 2 plastry pomarańczy 1 łyżka stołowa skórki pomarańczowej ¼ łyżeczki cynamonu ½ łyżeczki kardamonu 2-3 goździki 1 łyżka miodu (opcjonalnie) cienki plasterek imbiru wiórki czekolady do dekoracji 100 ml mleka ½ tabliczki czekolady 1 łyżeczka cukru wanilinowego 1 łyżeczka kakao Kroimy w kosteczkę skórkę pomarańczy i smażymy przez ok. 6 min na łyżce miodu. Przygotowujemy kawę: 2 czubate łyżki kawy zalewamy ok. 170 ml gorącej wody. Rozpuszczoną w kąpieli wodnej czekoladę łączymy z mlekiem, kakao i cukrem. Mieszamy. Na dno filiżanki kładziemy plaster pomarańczy, wlewamy kawę i czekoladę, na górę kładziemy kolejny plaster. Posypujemy cynamonem i dodajemy skórkę pomarańczową.


,

Pyszne maslane ciasteczka 120 g masła schłodzonego 3 łyżki cukru pudru 150 g mąki pszennej cukier wanilinowy szczypta soli

Składniki zagniatamy. Uformowaną jednolitą masę owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na pół godziny. Po tym czasie z ciasta formujemy kuleczki i spłaszczamy je na blasze wyłożonej papierem. Ciacha pieczemy w temperaturze około 190 stopni - do zarumienienia, przez ok. 20 minut.


PRZEPISY I FOTO: OLGA FIGASZEWSKA


Muffinki dyniowo , pomaranczowe Przepis pochodzi ze strony kwestiasmaku.com

FOTO: OLGA FIGASZEWSKA

300 g pieczonej dyni 1 świeża pomarańcza 100 ml mleka 100 g masła 2 jajka 250 g mąki 2 łyżeczki proszku do pieczenia szczypta soli 150 g cukru 1 budyń śmietankowy (proszek) Pieczemy dynię. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Formę na muffiny wykładamy 12 papilotkami. Ścieramy skórkę z pomarańczy i wyciskamy sok (należy odmierzyć 50 ml soku). Upieczoną dynię miksujemy blenderem z mlekiem i sokiem z pomarańczy na gładki mus. Roztapiamy masło w misce, studzimy i roztrzepujemy rózgą z jajkami oraz skórką z pomarańczy. Dodajemy mus dyniowy i mieszamy rózgą. Do drugiej miski przesiewamy mąkę, dodajemy proszek do pieczenia, sól, cukier, i proszek budyniowy. Dokładnie mieszamy. Do suchych składników należy dodać mokre i wymieszać (delikatnie i powoli łyżką, tylko do pierwszego połączenia się składników w jednolite ciasto, bez widocznej białej mąki). Nakładamy równe porcje ciasta do papilotek, na środku kładziemy pełną łyżeczkę powideł, częściowo zagłębiając łyżeczkę w masę. Cienkim patyczkiem robimy „ósemkę”, rozprowadzając mus w fantazyjny wzorek. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez 25 - 30 minut - do suchego patyczka.


Brownie z buraków Lekko zmodyfikowany przepis pochodzi ze strony www.mojewypieki.com

FOTO: OLGA FIGASZEWSKA

250 g masła 250 g gorzkiej posiekanej czekolady (70%) 150 g drobnego cukru (do wypieków) 3 duże jajka 150 g mąki pszennej 1 łyżeczka proszku do pieczenia 250 g ugotowanych buraków (startych na najmniejszych oczkach)

Składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Mąkę pszenną i proszek do pieczenia przesiewamy. W garnuszku roztapiamy masło. Następnie dodajemy posiekaną czekoladę. Powinniśmy uzyskać jednolitą, gładką masę. Odstawiamy do przestygnięcia. Jaja i cukier ubijamy. Dodajemy ostudzoną masę czekoladową i dokładnie mieszamy. Kolejno dodajemy mąkę z proszkiem. Na sam koniec należy wmieszać starte buraczki. Formę o wymiarach 18 x 28 cm smarujemy masłem i wykładamy papierem do pieczenia. Przelewamy do niej gotową masę. Pieczemy w temperaturze 170 stopni przez około 20 - 25 minut. Patyczek włożony w ciasto może być mokry i oblepiony, ale nie może być na nim śladów surowego ciasta. Przestudzone ciasto możemy polać roztopioną czekoladą i ozdobić truflami.


Krem z buraków Aternatywa dla czerwonego barszczu? 2 większe buraki 1 ziemniak 1 łyżeczka tartego imbiru sól 1 papryczka chili 3 łyżki oliwy z oliwek opcjonalnie natka pietruszki 1 łyżeczka gorczycy

FOTO: OLGA FIGASZEWSKA

Na rozgrzaną oliwę z oliwek wrzucamy obrane, pokrojone w drobną kostkę ziemniaki i buraki, zalewamy wodą lekko ponad poziom warzyw. Gotujemy pod przykryciem ok. 30 minut. Gdy warzywa będą już miękkie, całość blendujemy na gładki krem. Przyprawiamy solą do smaku.


Zupa grzybowa

FOTO: OLGA FIGASZEWSKA

8-10 dag suszonych podgrzybków marchewka, por, pietruszka ziele angielskie, 2 liście laurowe sól, pieprz 2 łyżki śmietany Grzyby łamiemy (jeśli są duże kawałki), zalewamy około 1,5 l wody. Pozostawiamy na 3 godziny. Do namoczonych grzybów dodajemy warzywa. Wszystko gotujemy około 20 minut. Całość doprawiamy do smaku i zabielamy. Zupę podajemy z wcześniej ugotowanym makaronem.


FOTO: OLGA FIGASZEWSKA


Kaczka z pieczonymi warzywami FOTO I PRZEPISY: OLGA FIGASZEWSKA

2 piersi kaczki oliwa i masło do smażenia 3 łyżki wody sól, pieprz Mięso marynujemy, nacierając solą zmieszaną ze świeżo zmielonym pieprzem. Odstawiamy pod przykryciem w chłodnie miejsce na godzinę bądź dłużej. Piersi smażymy na rozgrzanym tłuszczu przez ok. 5 minut z każdej strony. Kaczkę odstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni, pieczemy do zarumienienia i miękkości. Co jakiś czas polewamy wytworzonym sosem podczas pieczenia. Podajemy z pieczonymi warzywami.


FOTO I PRZEPIS: ANNA BUNDZ

Ciasteczka cynamonowe 140g mąki z ciecierzycy 70g mąki ziemniaczanej ½ łyżeczki proszku do pieczenia 100g zimnego masła 10 łyżeczek ksylitolu lub innego słodzika 1 jajko 2 łyżeczki cynamonu Wszystkie sypkie składniki wymieszać, dodać jajko i zimne masło w kawałkach. Szybko zagnieść ciasto. Włożyć ciasto na 30 minut do lodówki. Rozgrzać piekarnik do 170 stopni. Wyjąć ciasto z lodówki, odrywać po kawałku i rozwałkowywać na grubość około 5-7 mm. Wyciąć pożądane kształty. Ja najpierw wycinam koła małą szklanką, a następnie odciskam na nich stemplem wzór. Piec około 15-20 minut, aż zaczną się lekko rumienić. Czasem wymaga to więcej czasu, w zależności od piekarnika.


SPOSÓB NA ŚWIĄTECZNE OBŻARSTWO ;) TEKST: ANNA BUNDZ

Nie, nie napiszę Ci, drogi Czytelniku – nie jedz tyle, bo utyjesz, będzie Cię bolał brzuch i na pewno srogo tego pożałujesz! Nie, nie napiszę też – unikaj jak ognia słodyczy z białej mąki, cukru z cukiernicy i dziwnych barwników. Nie, nie napiszę też, że najlepiej gdzieś wyjechać do zagranicznego kraju, gdzie nie kultywują świąt z suto zastawionym ciężkimi potrawami stołem.

Po drugie – nie pij w trakcie jedzenia. Napoje spożywane w trakcie jedzenia rozrzedzają soki żołądkowe, co utrudnia trawienie i powoduje zaleganie treści pokarmowej w żołądku oraz nieprzyjemne uczucie ciężkości.

Wręcz przeciwnie, napiszę Ci, drogi Czytelniku, żebyś korzystał! Żebyś zatrzymał się na chwilę, rozejrzał wokół, poczuł magię świąt, delektował się widokiem pięknie przystrojonego stołu, podanych potraw, ich świątecznym zapachem, rodziną wokół, dziećmi szukającymi prezentów pod choinką, wspólnymi, spokojnymi chwilami, śniegiem za oknem i całą tą świąteczną atmosferą. Korzystaj… A jak już zasiądziesz do stołu z pustym brzuchem, bo tradycja nakazuje całodzienną głodówkę przed wieczerzą i zaczniesz smakować każdej potrawy po troszeczku i jeszcze jednego ciasta, bo Babcia upiekła i jeszcze jednego pierożka, bo Cioci będzie przykro, no i karpia jeszcze, bo tylko raz w roku smażony... Wróć!

Po czwarte – jeśli masz możliwość, odwróć kolejność zjadanych potraw. To znaczy, najpierw zjedz owoce, następnie wszelkie pierogi, sałatki, łazanki, uszka, zupy, a dopiero na końcu zjedz rybę. Kolejność ta wynika z tempa trawienia poszczególnych makroskładników. Najszybciej trawią się węglowodany, a na końcu białko. Pozwoli Ci to uniknąć wzdęć.

Pięć złotych zasad, które pomogą Ci poradzić sobie z świątecznym obżarstwem. Po pierwsze – około 15 minut przed posiłkiem wypij szklankę wody z łyżką octu jabłkowego. Pobudzi to Twoje soki trawienne i odpowiednio zakwasi żołądek, co ułatwi trawienie.

Życzę Ci, drogi Czytelniku zdrowych i smacznych Świąt!

Po trzecie – wypij zieloną herbatę lub lampkę czerwonego wina, ale dopiero 2 godziny po posiłku, jak już organizm poradzi sobie ze strawieniem większości tego, co zjadłeś.

Po piąte i ostatnie – ruszaj się. Wyjdź na spacer, nawet 2 razy dziennie, zorganizuj sanki, bitwę na śnieżki albo jedź do lasu. Pomóż organizmowi spożytkować całą energię dostarczoną podczas jedzenia.

Anka z jakzdrowojeść.pl


MAGIA ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA TEKST: MAGDALENA ERBEL

Boże Narodzenie to szczególny okres. Czas powrotu do dzieciństwa, czar wspomnień. Moment, w którym nagle świat się zatrzymuje i zaczyna dostrzegać własne tęsknoty. Gwiazdka to w końcu okres, gdy stajemy się lepszą wersją siebie. Gdy wreszcie zapominamy o egoizmie, a zaczynamy myśleć o innych. O naszych bliskich. Wreszcie ich zauważamy, słuchamy, interesujemy się. W końcu wspólnie spędzamy czas. Jednak odczuwanie świątecznej atmosfery przychodzi nam z coraz większym trudem. Zrzucamy to na płynące lata i starzenie się, ale tak naprawdę to zmienia się świat. Przyszło nam żyć w ciągłym pośpiechu i stresie, co sprawia, że często nie potrafimy dostrzec tych małych rzeczy, które sprawiają, że nasze życie jest spokojniejsze, radośniejsze, pełniejsze. Dziś okres przedświąteczny w niczym nie przypomina tego przyjemnego napięcia, jakim niegdyś było wyczekiwanie na dzień 24 grudnia. Ale co tu się dziwić? Terminy gonią, a my na głowie mamy milion spraw. Przestajemy dbać o siebie, o bliskich, ich potrzeby, nasze potrzeby. Podążamy za posiadaniem więcej i więcej. Prezenty muszą być jak najdroższe. Choinka jak największa, a potraw jak najwięcej. Tylko trzeba je jeszcze przyrządzić. Tyle zachodu. Nic tylko pośpiech, stres, napięcie i niepotrzebne spięcia. Tymczasem Święta to przede wszystkim czas na zatrzymanie się, spędzenie czasu z rodziną. I to wcale nie oznacza obżarstwa przed telewizorem. Wręcz przeciwnie. Powinniśmy ten czas wykorzystać na wesołych pogawędkach, niesieniu sobie wzajemnej pomocy, czerpaniu radości z własnego towarzystwa, rodzinnych spacerach. To, co wspominamy z lat dzieciństwa z największym rozrzewnieniem, to


zapachy dolatujące z kuchni i pachnącą choinkę z najprostszymi, ręcznie robionymi ozdobami. Skromne, acz jakże cenne dla Nas prezenty gwiazdkowe. Do tego ten urokliwy harmider gromadzącej się w domu familii. Tak, święta to przede wszystkim czas dla bliskich. Prezenty są miłe, ale czy zastąpią czas spędzony razem? Warto jest znaleźć czas na rodzinne ubieranie choinki, na wspólne wypieki, rozmowy podczas mieszania kapusty z grochem czy mielenia maku. Warto podzielić się obowiązkami. Niech świąteczna wrzawa nie kojarzy się tylko z nerwówką, a z radosnym oczekiwaniem na pierwszą Gwiazdkę. Magię Świąt tworzą ludzie. My, nasi bliscy i relacje nas łączące. Miłość, ciepło płynące z domowego ogniska, ludzka życzliwość i uprzejmość, uczynność, chęć wspólnego dzielenia się chwilą. Nic tego nie zastąpi. Nawet najpiękniej przystrojone drzewko, największe i najdroższe prezenty czy suto zastawiony stół. Prawda jest taka, że w przepychu trudno dostrzec, czym jest prawdziwe bogactwo. Magię bowiem nosimy w sercu i tylko mając tego świadomość, potrafimy ją dostrzec.

W W W. S AV E T H E M A G I C M O M E N T S . P L


CHCIAŁBYŚ CZY MUSISZ, CZYLI JAK WYTRWAĆ W POSTANOWIENIACH NOWOROCZNYCH? TEKST: MAGDALENA ERBEL

Rok rocznie setki ludzi nabierają się na tę samą pułapkę błędnych przekonań, jakimi są postanowienia noworoczne. Co roku w myślach powtarzamy sobie „od jutra zacznę...” Tymczasem mija kolejny rok, a z naszych planów wychodzą nici. Często zapominamy o nich już po miesiącu, dwóch. Większość z nas nie traktuje tych wyzwań poważnie i na koniec roku czujemy się przegrani. Zapominamy, że na podjęcie decyzji o dokonaniu zmiany równie dobry jest każdy inny dzień. Niemniej jednak lubimy pamiętne daty, które same w sobie coś oznaczają. Zupełnie jakby 1 stycznia był dniem magicznym. To właśnie ten dzień - dzień pierwszy stycznia ma być gwarancją zwycięstwa. Ma być początkiem lepszych nas. Niczym tabula rasa pozwala zacząć od nowa. Zapomnieć o tym, co złe. Jak tego uniknąć? To proste. Jeśli naprawdę pragniemy wprowadzić zmiany, należy zmienić sposób myślenia. Robienie długaśnych noworocznych list i mnóstwa postanowień nie ma większego sensu. Ważne jest, by skoncentrować się na tym, co dla Nas najważniejsze. Co naprawdę chcemy zmienić? Niech to będzie jedna, dwie lub trzy rzeczy. Nie więcej. Łatwiej się na nich skupić. Poza tym, w zmianę zawsze trzeba wierzyć i jej pragnąć. Najważniejszy jednak jest sposób formułowania tychże postanowień. To w jaki sposób myślimy o zmianie, warunkuje jej sukces. Zupełnie co innego jest chcieć rzucić palenie, a musieć to zrobić. Zdecydowanie za rzadko postrzegamy coś w pozytywny sposób, ustępując miejsca negatywnym myślom. Powinność wskazuje na rozkaz, brak wolnej woli i samodzielnej decyzji. A więc podświadomie nie będziemy do tego dążyć. To, co sami do siebie mówimy, wbrew pozorom, jest bardzo istotne. Najlepszym argumentem jest zawsze odwołanie się do siebie oraz własnych preferencji (chcę) lub postanowień (postanowiłam, zdecydowałam, mam zamiar). Należy być szczerym wobec samego siebie. Jeśli przez gardło nie przechodzi nam, że chcemy rzucić palenie jasnym jest, że tego nie uczynimy. Myślmy pozytywnie. Uda się Nam! Bądźmy tego pewni! Koncentrujmy się na pozytywnych doświadczeniach. Zaplanujmy, wyobraźmy sobie, a potem to zróbmy. Przede wszystkim zmieniajmy swoje marzenia w programy działania. Idźmy w stronę urzeczywistnienia własnych postanowień. Lecz nie zapominajmy, że należy stawiać przed sobą realne zadania. Nie oceniać się zbyt surowo. Nie wymagać od siebie zbyt wiele. Dokonywać zmian, nie bojąc się prosić o pomoc, jeśli takowej potrzebujemy. Nagradzajmy też siebie za swoje małe sukcesy. Podobno właściwe postępowanie ze samym sobą oznacza stwarzanie sobie idealnych warunków do odniesienia sukcesu. Powodzenia! I Szczęśliwego Nowego Roku! W W W. S AV E T H E M A G I C M O M E N T S . P L


PASJE/POGADUCHY CELEBRROWANIE


Veganama TEKST: MAGDALENA POLONKO

Kiedy trafiłam na jej bloga zupełnie przez przypadek, od razu wiedziałam, że coś z tego będzie, nie mogłam się oderwać. Macierzyństwo, Skandynawia, weganizm, slow life, fotografia... trafiła dziewczyna w dziesiątkę! Jej zdjęcia przepełnione są ciepłem, miłością i spokojem. W swoich wpisach nigdy nie „przedobrzyła”, zawsze zwięźle i na temat. Mnie osobiście ujmuje to, że czuć jej szczerość w tym co robi, nic nie udaje i potrafi pokazać, że czasami im mniej tym lepiej. Poznajcie Martę Mytych, autorkę bloga Veganama oraz właścicielkę Mytych Photography! Kim jest Veganama? Veganama jest mamą dwóch małych vege dzieciaków: Matyldy i Lili, szczęśliwą żoną Arka i ogromną pasjonatką fotografii. Poza tym weganką, miłośniczką zdrowego trybu życia, biegania i Skandynawii. Dlaczego Veganama i skąd wziął się pomysł na bloga? Blog powstał za namową kilku znajomych, którzy chcieli wiedzieć, co u mnie słychać na emigracji. Niedługo po przyjeździe zaszłam w ciążę, w której odżywiałam się wegańsko i stwierdziłam, że to będzie dla mnie wygodniejsza forma zdawania relacji “na bieżąco”. Poza tym mój mąż twierdził, że blog otworzy mnie na nowe doświadczenia i ludzi, więc dałam się namówić. Oczywiście miał racje! Nazwa powstała z połączenia słów vegan i mama. Jak zaczęła się twoja przygoda z weganizmem? Moja przygoda z weganizmem zaczęła się od ciąży z Matyldą. Już w jej trakcie odrzucało mnie od mięsa i ryb, jednak dopiero po porodzie, kiedy córka miała problemy ze skórą i odwiedziliśmy naturopatkę, wszystko zaczęło się zmieniać. Zaczęliśmy stosować się do zaleceń, odrzuciliśmy przetworzone chemiczne jedzenie, włączyliśmy kasze, więcej warzyw i owoców. Nie dość, że problemy skórne Matyldy odeszły jak ręką odjął, to jeszcze mój stan zdrowia i samopoczucia znacznie się poprawił. Całą historię opisałam na blogu: http://veganama.pl/moja-droga-do-weganizmu/ Co się zmieniło odkąd jesteś wege (plusy i minusy)? Wielką zaletą weganizmu była i nadal jest poprawa zdrowia całej rodziny. Jak pisałam wcześniej, problemy skórne Matyldy zniknęły po zmianie diety. Choroby układu oddechowego, które męczyły mnie co roku w sezonie jesienno- zimowym i nie tylko, również odeszły w niepamięć. Moja odporność


się wzmocniła, przestałam stosować antybiotyki, leki, a na drobne infekcje wystarczały mi już jedynie naturalne sposoby. Moja druga wegańska ciąża była o wiele łatwiejsza od pierwszej (niewegańskiej). Czułam się lepiej, mniej przybrałam na wadze, byłam aktywna fizycznie i miałam lepsze wyniki badań w trakcie. Również szybko doszłam do siebie po porodzie. Jedynym minusem była na początku reakcja otoczenia. Niektórym osobom nie podobało się, że w ten sposób karmimy nasze dzieci. Również polska służba zdrowia nie była z tego powodu zbyt szczęśliwa, więc zdarzały się niemiłe komentarze. Jednak po kilku latach mam totalnie obojętny stosunek do takich uwag. Jaki wpływ na osoby tobie bliskie miał Twój weganizm (plusy i minusy)? Na moje córki na pewno bardzo pozytywny. Nie chorują, a drobne infekcje tak jak i w moim przypadku leczymy naturalnie. Wspólnie gotujemy, opowiadamy o tym, z czego powstaje dana potrawa, dziewczynki lubią warzywa, mleka roślinne, kasze. Jeżeli chodzi o mojego męża to nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale on również jest na diecie roślinnej. Kiedyś nie wyobrażał sobie życia bez mięsa i nabiału, a teraz świetnie radzi sobie bez niego i jego wegańskie potrawy docenia cała rodzina i znajomi. Na Twoim blogu dowiemy się również, że mieszkasz teraz w Szwecji. Dlaczego akurat Szwecja? Mieszkanie w Skandynawii marzyło mi się od dawna. Kilka lat temu wydawało mi się to nieosiągalne, ale ciągle o tym myślałam i sądzę, że siła przyciągania zadziałała. Mój mąż dostał ciekawą propozycję pracy w Szwecji, więc nie zastanawialiśmy się zbyt długo i postanowiliśmy przeprowadzić się wraz z roczną córką do Sztokholmu. Czy to miejsce spełniło Twoje oczekiwania i wiążesz z nim swoją przyszłość?


Pod wieloma względami tak. Przede wszystkim mieszkam w miejscu blisko natury (w niewielkim leśnym domku), o czym marzyłam po wielu latach życia w bloku. Szwecja działa na mnie wyciszająco i uspakajająco, w końcu mogę skupić się na rzeczach dla mnie najważniejszych. Oczywiście jak w każdym kraju są pewne minusy i trudności, jakie napotyka się na emigracji, ale ja staram skupić się na pozytywach i jak na razie nie zamierzam zmieniać miejsca zamieszkania. Czym jest dla Ciebie minimalizm? Minimalizm jest dla mnie uproszczeniem życia. Odkąd zaczęłam się nim interesować, zmieniła się nie tylko moja garderoba i ilość otaczających mnie przedmiotów. Rozmyślania o minimalizmie skłoniły mnie również do zastanawiania się nad moim stylem życia. Zaczęłam myśleć nad swoimi znajomościami, przeczytanymi książkami, czasie jaki poświęcałam na różne czynności. Nie chce sobie przyklejać etykietki minimalistki. Ciągle pracuje nad uporządkowaniem zarówno przestrzeni wokół siebie, jak i codzienności z dwójką małych dzieci, jednak jestem na dobrej drodze. Więcej moich rozważań o minimalizmie znajdziecie na blogu: http://veganama.pl/minimalizm-czy-racjonalizm/ Endorfiny? Fotografia i sport. Chociaż to w tej pierwszej mogę się zatracić bez pamięci. Wtedy zapominam dosłownie o wszystkim i skupiam się wyłącznie na robieniu zdjęć i chwytaniu momentów. Zimno, pragnienie i zmęczenie nagle przestają istnieć. Jeżeli chodzi o sport, to sprawa nie tylko fizycznego „wyżycia się” i tych endorfin po wysiłku. To jeszcze wielka radość z uprawiania sportu na świeżym powietrzu (tak lubię najbardziej). Skąd czerpiesz inspiracje, nie tylko do tych pięknych zdjęć, ale także do życia? Największą inspiracją dla mnie jest natura. Żyje w kraju, w którym jest na wyciągnięcie ręki, więc nie mogę być szczęśliwsza, kiedy mogę z niej czerpać garściami każdego dnia. Życie poza miastem wycisza, uspokaja, uczy uważności. Twoje motto? Nie wiem, czy mogę wyróżnić jedno motto. Wiele lat towarzyszy mi “Sztuka życia – to cieszyć się małym szczęściem” – Phil Bosmans. W ostatnim czasie za sprawą mojego męża doszło “Tylko ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi” – George Bernard Shaw. Lubię również przysłowie żydowskie “Doświadczenie to nic innego, jak nagromadzenie błędów”. Kilka rzeczy, których nie wiemy o Veganama i nie dowiemy się z bloga :)? Już tyle osobistych wpisów było na blogu, że zastanawiam się, czy jest coś takiego! Na pewno nie wspominałam o tym, że w młodości uprawiałam gimnastykę sportową. Do dziś jestem bardzo rozciągnięta i zawsze z miłą chęcią biorę udział w rozciąganiu na zajęciach fitness. Jeździłam również konno i bardzo chciałabym do tego wrócić, szczególnie w Szwecji. W liceum byłam w klasie językowej i uczyłam się niemieckiego. Zrobiłam w klasie maturalnej Zertfikat Deutsch. Marta, bardzo dziękuję za rozmowę! Gościć Cię w naszych progach to czysta przyjemność. PRZYGOTOWAŁA: MAGDALENA POLONKO


WWW.LADYSTUMP.COM


,

SZYTE ZYJATKA ,


Historia Szytych Żyjątek jest banalna. Pewna młoda kobieta kupiła kilka lat temu maszynę, nie umiała szyć, ale postanowiła się nauczyć. Szyła dla siebie, szyła dla młodszych sióstr i wtedy właśnie zauważyła, że sprawia jej to radość. Bardzo wcześnie zaczęła kiełkować w niej myśl, aby pójść o krok dalej... Nie mogła spać po nocach, bo w jej głowie rodziły się piękne wizje. Postanowiła, że będzie szyć dużo, stworzy własne, niepowtarzalne projekty i założy fanpage, aby pokazywać twórczość światu. Tak właśnie narodziły się Szyte Żyjątka - od pomysłów, które wychodziły z jej głowy. Zaczynała od zera. Szyła ze starych ubrań, które znalazła w szafie, nie było łatwo, ale cierpliwość i determinacja pozwoliły jej przetrwać trudne chwile zwątpienia. Silna potrzeba tworzenia czegoś wyjątkowego była ogromna. Miała cel, aby pasja była pracą i formą utrzymania. Wiele razy czuła się zrezygnowana, nie była zadowolona ze swoich prac, chciała mieć swój własny styl, coś co będzie wyróżniało jej prace od pozostałych, a jednocześnie spodoba się odbiorcom. Zawsze miała wiele pomysłów w głowie, które stopniowo dojrzewały, wychodziły na światło dzienne w postaci szkiców, a później miały swój debiut w jej pracowni. Nie spoczywała na laurach, cały czas zdawała sobie sprawę, że jest na samym początku swojej pięknej drogi. Kiedy założyła firmę, poczuła że ma w końcu coś swojego, że znalazła swoje miejsce. Poczucie pracy u siebie, w swojej pracowni było dla niej cudowne, poczucie spełnienia i realizowanie marzeń jeszcze lepsze. Choć własna firma jest niesamowitą „zabawą”, to wie że to ciężka harówka. Nielimitowany czas pracy, wielka odpowiedzialność, bardzo dużo obowiązków, często musi wcielać się w kilka osób naraz. Wiele razy czuje bezsilność, przemęczenie, brak motywacji lub po prostu stres. Czasem potrzebuje odskoczni, czasem chciałaby urlopu lub po prostu wziąć jeden dzień „na żądanie”, a nie może, bo pracy jest dużo, a klienci czekają i właśnie teraz jest sto innych spraw do załatwienia. Ta kobieta wie, że mając firmę musi być stale gotowa na nowe wyzwania, na wszelkie niepowodzenia. Często upada z wielkim hukiem na twardy grunt, aby później się otrząsnąć i obrać nowy kierunek. Ta kobieta wie, że sobie poradzi, że się nie podda. Nasz FB: Szyte Żyjątka, Instagram: @lady_stump Pozdrawiam, Małgorzata Kołaczyńska-Strzelecka FB - https://www.facebook.com/SzyteZyjatka Blog - http://ladystump.blogspot.com/


WWW.LADYSTUMP.COM


, , MALGORZATA WEGRZYNIAK

AUTORKA OKŁADKI

Małgorzata Węgrzyniak. Legniczanka. Człowiek wielu zawodów, ale od 13 lat pracuje z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie. Ostatnio zasiada w Zarządzie Stowarzyszenia Akademia Łucznica- znanego ośrodka szkoleniowego na Mazowszu. Pierwsze moje prace, które zaistniały w sieci, to były kartki z drewna. Tak, drewniane kartki, które wycinałam piłką włosową. Jedyne na świecie. I nagle dużo ludzi chciało je mieć. Ale to praca strasznie czasochłonna- tu nie było lasera, a ręczna dłubanina. Realizowałam nawet projekty na kartki grające i ruchome! Teraz wykonuję je sporadycznie, czasu coraz mniej. Ceramiką zajmuje się stosunkowo krótko - 6 lat temu zaczęłam się jej uczyć właśnie w Łucznicy. Od trzech lat mam swój piec i nadzieję, że już niedługo indywidualną pracownię. Nie mam możliwości robienia ceramiki cały czas, dlatego dążę do posiadania własnego pomieszczenia do realizacji pomysłów. Interesują mnie też inne dziedziny- batik, malarstwo chińskie i japońskie, szycie oraz ukochana ilustracja. Ja jako człowiek wychowany na Witwickim, Stannym, Siemaszko, Szancerze, Butence oraz Bilibinie lubię historie opowiedziane obrazem. Widać to we wszystkich moich pracach. Najczęściej przewijają się w nich zwierzęta. Zdarza mi się robić portrety na ceramice. Nie używam kalek, więc portret malowany bezpośrednio na glinie zawsze jest niewiadomą, trzeba dobrze znać


MW Ceramics&Cards


MAŁGORZATA WĘGRZYNIAK


MAŁGORZATA WĘGRZYNIAK


materiał, jego kurczliwość itd. Polubiłam starą technikę sgraffito tj. drapanie. Daje mi możliwość wyżycia się rysunkowo, nie lubię gładkich naczyń. Tworzę lampy, w których łączę ceramikę z batikiem, czasem dodatkowo z drewnem. Nigdy nie robię rzeczy dla kogoś, zawsze dla siebie, a że się sprzedają? Super. Największym moim „biznesem” było wykonanie dwóch talerzy, za które „przyjechał” do mnie oryginalny, przedwojenny byfyj. Na palecie, kurierem :) Właśnie jestem w trakcie renowacji i stanie on w mojej kuchni. Jestem członkiem Związku Ceramików Polskich oraz grupy Poland/ Handmade, co pozwala mi poznawać twórczych ludzi, wymieniać się spostrzeżeniami, a także pracami :) Od 2011 roku mam przyjemność wykonywać nagrodę Bomba Sezonu, przyznawaną przez Stowarzyszenie Przyjaciół Teatru Modrzejewskiej w Legnicy dla osoby, która najbardziej rozsławia scenę teatru legnickiego. Nie jestem typem człowieka, który chce być na świeczniku. Nie czuję potrzeby dowartościowywania się, choć zawsze jest miło usłyszeć komplement. Mam świadomość, że zawsze będzie ktoś „lepszy” ode mnie, bardziej twórczy etc. Mieszkam w kamienicy, jestem typem zbieracza. Króluje styl eklektyczny. Jestem miłośniczką marionetek - mam wiele jawajek, indonezyjskich Wayang Golek i Wayang Kulit, pacynki japońskie, marionetki birmańskie. Wyszukuję je wśród staroci lub dostaję. Jestem królową wszystkich śmietników. Ile pięknych rzeczy można tam odnaleźć. Mam również słabość do książek - mam ich kilkaset (tych elektronicznych kilka tysięcy), kilkadziesiąt albumów o sztuce w tym parę perełek, jak złocony album z ilustracjami Wasniecowa. Pod okiem najlepszych mogłam się uczyć ceramiki, batiku, malarstwa suiboku-ga, mozaiki, mebla ludowego i zabawki tradycyjnej, sitodruku. I to właśnie w moim Ośrodku Szkoleniowym w Łucznicy. Dzięki temu mam uprawnienia do prowadzenia takich zajęć indywidualnie. Fascynuje mnie również animacja poklatkowa. Miałam możliwość uczestniczenia w powstawaniu krótkich animacji, jak również sama pracuję nad własnym filmem, z wykorzystaniem tradycyjnych technik. Moim marzeniem jest prowadzenie właśnie takich zajęć dla dzieci i młodzieży. MAŁGORZATA WĘGRZYNIAK


MAŁGORZATA WĘGRZYNIAK


MAŁGORZATA WĘGRZYNIAK


MW Ceramics&Cards


MW Ceramics&Cards


www.facebook.com/zmalovani


ŻYCZY MAGAZYN NIUANSSE


issuu.com/niuansse

facebook/Niuansse MAGAZYN NIUANSSE BĘDZIE UKAZYWAŁ SIĘ TRZY RAZY W ROKU. WIĘCEJ ARTYKUŁÓW I CIEKAWOSTEK ZNAJDZIECIE NA NASZYM FANPAGE’U JEŚLI MACIE OCHOTĘ ZAPREZENTOWAĆ WŁASNĄ TWÓRCZOŚĆ, POLECIĆ KOGOŚ UZDOLNIONEGO, WYPROMOWAĆ SWOJE USŁUGI I UNIKALNE PRODUKTY LUB PRZEDSTAWIĆ NAM CIEKAWE POMYSŁY. NAPISZCIE DO NAS

DO ZOBACZENIA W NR 7 KWIECIEŃ/MAJ 2017

na facebook/Niuansse

Magazyn Niuansse nr 6 zima 2016  

Nowy 6 numer magazynu Niuansse. Cały wypełniony magicznym, świątecznym nastrojem. Zapraszamy do lektury :)

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you