Page 1

Nieczytelna Sygnatura

Niezgulnik Studencki

Pismo Ko³a Naukowego Bibliotekoznawców

Nr 3(3)/2005

Wszystkim bibliotekarzom, przysz³ym i obecnym, bibliotekoznawcom, bibliografom, bibliofilom, bibliolatrom, bibliofagom, bibliotafom, bibliokleptom, bibliofobom, bibliognostom, bibliosofom, bibliatrykom, bibliopegom, bibliopolom, bibliomanom, biblioskopom, bibliopsylafom, bibliosfrainomom, bibliolichmazom i wszystkim mi³uj¹cym ksi¹¿ki ¿yczymy

Weso³ych Œwi¹t!


Zamiast wstêpniaka

2

W

igilia rozpoczyna ukochane prze z nas œwiê ta Bo ¿ego Narodzenia. Przypadaj¹ one na dni przesilenia zimowego. Wed³ug wierzeñ przodków by³ to czas magiczny, na jl ep sz y, by wy je dn yw aæ so bi e przychylnoœæ natury, a wiêc dobre zbiory, zdrowie, pomyœlnoœæ. Poœrednikami w tych „zabiegach” mogli byæ bliscy zmarli. Wieczerza Wigilijna w ka¿dym z nas budzi bardzo osobiste refleksje. Okres œwi¹t staramy siê prze¿yæ w sposób wyj¹tkowy. Bo¿e Narodzenie samo w sobie ma pewien niepowtarzalny klimat i nie da siê go porównaæ z ¿adnym innym. Za ws ze mi le ws po mi na my œwiêta prze¿yte w dzieciñstwie. Myœlê, ¿e w³ aœ ni e w te dy mo ¿n a j e p rz e¿ yæ najpe³niej, gdy¿ dzieci patrz¹ na wszystko z zupe³nie innej perspektywy. Bardzo prze¿ywaj¹ ten czas,

Nr 3 (3)

niecierpliwie go oczekuj¹, bo niesie on ze sob¹ niepowtarzalne wspomnienia. Teraz cz³owiek ma na g³owie du¿o sp raw do za³ atw ien ia, tyl e k³ op otó w, zmartwieñ, z którymi czêsto nie mo¿e sobie poradziæ. Œwiêta staj¹ siê dla niektórych nie wielkim i radosnym prze¿yciem, ale wrêcz udrêk¹. Narzekaj¹, ¿e musz¹ sprz¹taæ, gotowaæ, za³atwiaæ tysi¹ce ró¿nych spraw, ale przecie¿ to wszystko ma sens. Stwarza to pewien klimat, dziêki któremu czujemy, ¿e zbli¿a siê Bo¿e Narodzenie. Pos tar ajm y siê prz e¿y æ œwi êta w mi³oœ ci i pok oju, n ie mart wmy si ê i zapomnijmy choæ przez chwilê o naszych problemach, bo szkoda zmarnowaæ tego piêknego, magicznego czasu jakim s¹ Œwiêta Bo¿ego Narodze nia. Wszystk im naszym Czytelnikom ¿yczymy Weso³ych Œwi¹t i szczêœliwego Nowego Roku W imieniu Redakcji: Katarzyna Mikulska

„Ksi¹¿ka - to wielka rzecz... Kto ma w domu ksi¹¿kê, czyta j¹, to i mówiæ nie zapomni... [...] Odmówiæ ksi¹¿ki komuœ, co jej potrzebuje, to gorzej, jak odmówiæ chleba...” Zofia Kossak - Szczucka

Spis treœci 3 6 8 10 12 15 16 18 20 22 24

Ksi¹¿ka musi mieæ mo¿liwoœæ umierania - wywiad z Profesorem J.Duninem Antykwaryczna £ódŸ Wileñskie œlady Adama Mickiewicza Inlibrizacja Czy warto studiowaæ Bbibliotekoznawstwo? Ma³e s³ówko „nie” Przysz³oœæ muzykaliów Œladem ludzi ³ódzkiego bibliotekoznawstwa po Starym Cmentarzu Cicer cum caule Miko³aj z ksi¹¿k¹ pod pach¹, czyli Co warto przeczytaæ w Œwiêta Poczuj magiê tych œwi¹t...


Nr 3 (3)

Rozmowy, rozmowy, rozmowy...

3

„Ksi¹¿ka musi mieæ mo¿liwoœæ umierania” Z Profesorem Januszem Duninem, wieloletnim wyk³adowc¹, badaczem i bibliofilem rozmawiaj¹ Katarzyna Mikulska, Zbigniew Gruszka i dr Jacek Ladorucki. Katarzyna Mikulska: Panie profesorze, kiedy przegl¹daliœmy bibliografiê Pañskich prac zauwa¿yliœmy, ¿e jest tam wiele publikacji dotycz¹cych zarówno kultury popularnej jak i bibliologii. Proszê powiedzieæ, czy uwa¿a siê Pan za bibliologa czy badacza kultury popularnej? Janusz Dunin: Doœæ trudno jest mi okreœliæ kim jestem... W zasadzie skoñczy³em polonistykê. Jakoœ tam doszed³em do wniosku, ¿e skoro umiem czytaæ, to najlepiej studiowaæ polonistykê. I mia³em rzeczy wiœcie sk³onn oœæ do ksi¹¿e k od dzieciñstwa. Od dzieciñstwa lubi³em siê bawiæ ksi¹¿kami. Mia³em masê ksi¹¿ek, których nigdy nie przeczyta³em w ogóle, ale je mia³em... Moje bibliofilstwo zaczê³o w g³ównej mierze siê od antykwariatów, od ³a¿enia, ale nasili³o siê na studiach. W Lublinie na KUL-u wszyscy zajmowali siê Norwidem, literatur¹ katolick¹, ja zreszt¹ uwa¿a³em siê w tamtym okresie za katolika serio, ale do tych rzeczy jakoœ mnie nie bardzo ci¹gnê³o i zacz¹³em zbieraæ ksi¹¿ki. Moim zdaniem bibliofilstwo zawsze siê zaczyna od pewnego jednak zainteresowania treœci¹, bo nie mo¿na tak ca³kiem tylko zewnêtrznoœci¹ siê kierowaæ... W zwi¹zku z tym ja du¿o chodzi³em do antykwariatów, poza tym trzeba pamiêtaæ, ¿e by³ to okres strasznej „chudzizny” rynkowej. Jacek Ladorucki: Czy £ódŸ wtedy by³a dobrym miastem do rozwijania pasji bibliofilskich? JD: W jakiejœ mierze tak, ale w £odzi w tamtym czasie by³ jeden antykwariat, a przed wojn¹, prawdê mówi¹c, nie by³o ¿adnego. To znaczy by³y sklepy sprzedaj¹ce stare ksi¹¿ki, ale to by³a najczêœciej pó³ka czy dwie pó³ki w ksi êga rni . Ni e by ³ to ant ykw ari at z prawdziwego zdarzenia. I zaprzyjaŸni³em siê

z kierownikiem tego antykwariatu, i tam by³o coœ w rodzaju klubu. JL: Jak siê nazywa³ ten antykwariat? JD: „S³owo”, kierownikiem by³ Maszewski, Henryk Maszewski. Co prawda to by³ doœæ niewygodny klub, bo Maszewski lubi³ tych swoich goœci, ale dba³, ¿eby siê ludzie nie rozsiadali. Zbigniew Gruszka: Pamiêtam z „Mojej £odzi pe³nej ksi¹¿ek”, ¿e w pewnym momencie zabra³ krzes³a… JD:… zabra³ krzes³a. Ale póŸniej sprowadza³ ludzi do swego mieszkania i piliœmy tam wódkê i tak dalej i tam siê ju¿ rozsiada³o… Tam miêdzy innymi pozna³em Micha³a Kunê... ZG: Panie profesorze, pañska pasja bibliofilska jest powszechnie znana, muszê przyznaæ, ¿e w pewnym momencie doœwiadczy³em tego osobiœcie chodz¹c po antykwariatach... I w³aœnie chcia³em spytaæ: kolekcjonuje Pan Profesor literaturê popularn¹, dzieciêc¹, jarmarczn¹, czy le¿y w krêgu Pana zainteresowañ jeszcze coœ, o czym wiedz¹ mo¿e nieliczni albo coœ, co jest skrywane skrzêtnie przed wœcibskimi bibliofilami? JD: Ja wbrew pozorom nie jestem do ksi¹¿ek, które posiadam, do moich zbiorów, tak bardzo przywi¹zany. JL: To dosyæ zaskakuj¹ce wyznanie bibliofila? JD: To znaczy, ja naprawdê gdybym mia³ wybraæ zawód, lepiej bym siê czu³ w antykwariacie: kupowa³, sprzedawa³... Chodzi o to, ¿e je¿eli ja ju¿ napisa³em ksi¹¿kê na jakiœ temat, to w³aœciwie przestajê siê tym interesowaæ. I dlatego w moich zbiorach pozostaj¹ takie, mo¿na powiedzieæ, œladowe pami¹tki po niektórych moich kolekcjach, a g³ówn¹ pami¹tk¹ jest moja ksi¹¿ka.


4

Rozmowy, rozmowy, rozmowy...

JL: Panie profesorze, a jaki by³ najwiêkszy bestseller, który Panu siê uda³o z³owiæ jako bibliofilowi? A mo¿e by³y takie bestsellery w poszczególnych gatunkach, w których siê Pan kolekcjonersko specjalizowa³? JD: To znaczy trudno powiedzieæ, bo bestseller w sumie jest z³ym okreœleniem. Czasami ksi¹¿ka mo¿e mieæ znaczenie osobiste, jak choæby w³asna ksi¹¿ka, któr¹ ktoœ napisa³, szczególnie, je¿eli to jest jedyna ksi¹¿ka. Ale ka¿da ksi¹¿ka wi¹¿e siê z pewnym okresem kontaktów miêdzyludzkich itd. Np. mam tak¹ ksi¹¿kê, któr¹ moja rodzina wioz³a ze sob¹ w XIX w. na Syberiê, póŸniej, kiedy uciekali z Syberii, uszkodzili j¹. Poniewa¿ mia³a ciê¿k¹ ok³adkê, urwali j¹ i ona przez d³u¿szy czas istnia³a w domu bez ok³adki, tak przek³adali j¹ z miejs ca na miej sce, pote m doœæ nieporadny introligator próbowa³ coœ z ni¹ robiæ i zrobi³, jest oprawiona i wiem, kto, mia³ j¹ w rêku, kiedy i gdzie ona by³a. To jest „Witolorauda”, jedyny wielki poemat wierszem, jaki napisa³ Kraszewski...ilustrowa³ to drzeworytami niejaki Wincenty Smokowski, którego ja wysoce ceniê, bo wyprzedzi³ swoj¹ epokê, ale z innych powodów, ni¿ mog³oby siê komuœ wydawaæ. Mianowicie Smokowski nie by³ wytrawnym ksylografem, by³ lekarzem. W zwi¹zku z tym, kiedy powstawa³ drzeworyt sztorcowy, bardzo subtelny w formie, on rysowa³ pewnym skrótem, nie mia³ czasu, i w zwi¹zku z ty m okaza³o si ê to nowocz eœ ni ej sz e i bl i¿ sz e dr ze wo ry to wi dwudziestowiecznemu, który w³aœnie takie walo ry este tycz ne wydo bywa ³ jedn ym ciêciem ze zró¿nicowania czerni i bieli. JL: No w³aœnie, jestem ciekaw Panie Profesorze, czy to w bibliofilu naprawdê nie pozostawia ¿adnego œladu takie pozbycie siê kolekcji? Nie do koñca chce mi siê w to wierzyæ… JD: Moim zdaniem znaczy taki œlad: „Pamiêtam, ¿e to mia³em” JL: Ale momen t rozsta nia, nie jest odrobinê melodramatyczny?

Nr 3 (3)

JD: Nie, to jest dusza antykwariusza, w tym jestem trochê nietypowy, ¿e ja jednak z mojego zbioru w jakiœ sposób ca³e ¿ycie ¿yjê. Je¿eli by³y kryzysy, (z jakiego powodu, nie powiem wam) to trzeba by³o przejrzeæ ksi¹¿ki, które mo¿na zanieœæ do antykwariatu i sprzedaæ. To jest jedna rzecz. Po drugie, z posiadanych ksi¹¿ek, pisa³em artyku³y, z których cynicznie bior¹c mia³em pewne bardzo niewielkie honoraria. Ale poza honorariami... jakbym nie mia³ tej bazy, to nie by³bym profesorem. JL: Czyli tak naprawdê bibliofilstwo by³o „przykrywk¹”do systematycznej pracy naukowej? JD: Do pracy naukowej te¿. I... mój przyjaciel i wybitny badacz i wielki kolek cjone r, W³ady s³aw Chojn icki by³ przede wszystkim bibliografem i mia³ silniejszy charakter. Na czym to polega³o? On potrafi³ pojechaæ na 3 dni do Pary¿a i nie pójœæ do Moulin Rouge, tylko ca³y czas siedzieæ w bibliotekach i spisywaæ te rzeczy. To taki twardy ch³op (œmiech). Ja znowu¿ nie mam takiego zmys³u bibliograficznego, wiêc kiedy zbiorê jakiœ materia³, to szukam wspólnika, który by ze mn ¹ to op ra co wa ³. Na we t w³ as n¹ bibliografiê nie mog³em zrobiæ porz¹dnie, w koñcu Andrzej Kempa to zrobi³, bo on to lubi. JL: Czyli Pan popiera bibliofilstwo jakby epikurejskie, które stara siê nie uroniæ w ¿yciu tego, co przyjemne i ciekawe? JD: Ja mogê „bawiæ siê w ksi¹¿ki”, ale przede wszystkim muszê pamiêtaæ, ¿e z tego powodu nie mo¿e cierpieæ moja rodzina... Dla mnie sensowna jest sprzeda¿ pewnej czêœci zbiorów je¿eli uda mi siê doprowadziæ do teg o, aby pow sta ³a dok ume nta cja kolekcji. Zreszt¹ gdybym siê nie pozbywa³, to mia³bym tych ksi¹¿ek tak du¿o, poprzez mój dom przesz³o przez ostatnie 50 lat, mo¿e ze 100 tys. ksi¹¿ek, przep³ynê³o… ZG: Panie profesorze, pozwolê sobie zapytaæ pana o stosunek do ksi¹¿ki artystycznej. Czy to dla pana jest dalej ksi¹¿ka, czy coœ spoza tego zakresu?


Nr 3 (3)

Rozmowy, rozmowy, rozmowy...

JD: Mam trochê tych ksi¹¿ek i bawi¹ mnie one, ale w sumie one s¹ trochê przeciw samej zasadzie ksi¹¿ki. Bardzo wiele z nich za wi er a t ek st , k tó ry mo ¿n a l ep ie j przeczytaæ w innym wydaniu... To jest w ogóle margines mojego zainteresowania. KM: Panie profesorze, napisa³ pan wiele interesuj¹cych ksi¹¿ek i sam mówi³, ¿e zbiera je, bo s¹ one podsumowaniem pañskiego ksiêgozbioru. Czy jest jakaœ ksi¹¿ka, napisana przez Pana, do której ma Pan najwiêkszy sentyment? JD: Najbardziej kocha siê dzieci, którym siê w ¿yciu mniej uda³o. W czasie studiów trzyma³em siê literatury w du¿ej mierze rozrywkowej. Przyszed³em w³aœciwie z dobr¹ znajomoœci¹ jednego poety, czyli K.I. Ga³czyñskiego. Drugim „moim” poet¹ by³ J. Tuwim. Przez d³u¿szy czas prenumerowa³ em pismo „P roblemy”, w którym Tuwim prowadzi³ dzia³ „Cicer cum cau le” , (Gr och z kap ust ¹). I tam wspomnia³ Sotera Roz-miar Rozbickiego, sygnalizowa³, ¿e pisze o nim. Tuwim w 1953 roku umar³ jako cz³owiek zaledwie coœ 60-letni i pracy o Rozbickim nie skoñczy³... Po jakimœ czasie pozna³em ciekaw¹ postaæ, bibliofila i polonistê Stanis³awa Borowkina i wspólnie wymyœliliœmy, ¿e my napiszemy ksi¹¿kê o Rozbickim. Nawet poszliœmy do pani Tuwimowej, ¿eby porozmawiaæ, ale poca³owaliœmy k l a m k ê . Tu w i m o w a w y j e c h a ³ a . W miêdzyczasie Borowkin wycofa³ siê ze wspólnego przedsiêwziêcia, a ja pozna³em pana Tadeusza Januszewskiego, pracownika Muzeum Literatury, do którego Irena Tuwim przekaza³a wszystkie materia³y po bracie (listy, rêkopisy, bibliotekê itp.). Poniewa¿ Januszewski by³ zaprzyjaŸniony z Tuwimow¹, ona wyrazi³a zgodê ¿eby z tego skorzystaæ. Tuwim kilkakrotnie wspomina³, ¿e pisze ksi¹¿kê o Rozbickim, wiêc chcia³em siê

dowiedzieæ, co on tam napisa³. I tego, co napisa³ to by³o dwie, dos³ownie dwie strony rêkopisu. Zacz¹³ pisaæ, ca³y czas myœla³ o tym, zbiera³ materia³y... Poniewa¿ Rozbicki umar³ w roku 1876, w zwi¹zku z tym spi¹³em siê i napisa³em ksi¹¿kê, która mia³a wyjœæ w stulecie œmierci. Da³em to do Wydawnictwa £ódzkiego, w którym ju¿ kilka rzeczy wyda³em i oni odpisali, ¿e wydadz¹ to nies³ychanie piêknie. Natomiast min¹³ rok `76, `77 i mój Rozbicki przele¿a³ do 1980 roku. Wyszed³, ale wtencz as wszysc y zajmow ali siê „S ol id ar no œc i¹ ”, st an em wo je nn ym , ró¿nymi rzec zami... Chod zi o to, ¿e owszem ksi¹¿ka siê rozesz³a, w doœæ du¿ym nak³adzie jak na tamte czasy, chyba 10 tys, ale liczy³em, ¿e to bêdzie pewien huk, ¿e znalaz³em ciekaw¹ literack¹ postaæ... Tak, wiêc to by³o dziecko, któremu siê nie uda³o. Gdyby ta ksi¹¿ka trafi³a w swój czas, by³aby prawdziwym bestsellerem. Drugim dzieckiem, któremu siê nie uda³o, zupe³nie z innych powodów, to moje wspomnienie o Wilnie, Co by³o a nie jest, czyli kilka lat m³odoœci mojej w Wilnie (£ódŸ 1990). Moim zdaniem nak³ad tej ksi¹¿ki nie przekroczy³ 500 egz. JL: To bardzo niewiele, ale jak¹œ drog¹ dotar³o to do Mi³osza… JD: jak¹œ drog¹ dotar³o do Mi³osza, napisa³ do mnie list, który teraz mo¿na w bibliotece zobaczyæ. ZG: Ja jeszcze pozwolê sobie powróciæ do Wilna... Jest Pan profesor z urodzenia wilnianinem, natomiast ³odzianinem z wyboru. Proszê powiedzieæ, czy ta £ódŸ da siê kochaæ? Ci¹g dalszy na s.14

5


6

Memoria Lodziana

Nr 3 (3)

Antykwaryczna £ódŸ Wiktor Gomulicki napisa³ w 1904 roku: „Po star¹ ksiêgê siêgam ze wzruszeniem... / zda mi siê, ¿e to nakryty kamieniem / Ojców proch ... Czas j¹ poczerni³ i kruszy, / Lecz pe³na w sobie nieœmiertelnej duszy”. S³u¿ba starej ksi¹¿ce jest dla wielu ludzi najwa¿niejsz¹ i najprzyjemniejsz¹ prac¹. S¹dzê, ¿e warto przypomnieæ pewn¹ niezwyk³¹ postaæ, która swoje ¿ycie ca³kowicie poœwiêci³a owym poczernia³ym i pokruszonym ksiêgom. By³ ni¹ Henryk Maszewski, w³aœciciel ni ei st ni ej ¹c eg o ju ¿ an ty kwariatu „S³owo”. Jego droga do £odzi, gdzie sta³ siê osobistoœci¹ popularn¹, prowadzi³a z rodzinnego Wo³omina (ur. 1910), przez Warszawê, w której siê wychowa³ i spêdzi³ lata w o j n y. P o m i m o s k r o m n e g o wykszta³cenia potrafi³ odnaleŸæ siê w ka¿dej sytuacji, a ponadto kocha³ to, co robi³. W sierpniu 1945 roku otworzy³ swój ³ódzki antykwariat przy ulicy Piotrkowskiej 60. Na blisko 45 lat sta³ siê on trwa³ym elementem w zmieniaj¹cym siê mieœcie. W tych czasach w zasobach naszego miasta znalaz³o siê wiele dzie³ ze zn ak am i œw ia dc z¹ cy mi , ¿e niedawno przyby³y z Warszawy, Wilna, Lwowa i wielu mniejszych oœrodków. Jednak dobry antykwariat nie móg³ istnieæ nie zdobywszy towaru

poza £odzi¹. Podstawow¹ zas³ug¹ „S³owa” i Henryka Maszewskiego wówczas by³o to, ¿e przyczyni³ siê do zape³nienia miasta ksi¹¿kami. Wêdrowa³y do £odzi zbiory ur at ow an e pr ze z w³ aœ ci ci el i ze zrujnowanych przez reformê roln¹ dworów, po liczne ksi¹¿ki wyprawia³ siê antykwariusz do mniej zniszczonych miast, takich jak Piotrków, a nawet Kraków. D o od w ie d zi n an t ykwariatu sk³ania³a atmosfera, jaka tam panowa³a i gospodarz, który potrafi³ wys³uchaæ ze zrozumieniem nawet naj ba rd zi ej ni ez wy k³ yc h ¿ yc ze ñ i wynurzeñ, a przy tym nie zdradzaæ siê z w³asnymi pogl¹dami ani ocenami. W tym czasie wielu s³ynnych ³odzian by³o w antykwariacie sta³ymi lub przelotnymi goœæmi: prof. Jan Cha³asiñski, W³adys³aw Strzemiñski, Iwo Gall, Jerzy Krawczyk i wielu innych. W roku 1949 „S³owo” przenios³o siê i jakby „ukry³o” w g³êbi podwórka przy Piotrkowskiej 112, póŸniej przebudowanego na pasa¿ Schillera. Janusz Dunin tak opisuje jego wnêtrze: „Wyposa¿enie (...) by³o proste i tanie, a zarazem wyrafinowane. Spor¹ przestrzeñ zabudowano pó³kami, które wykonano samodzielnie z nieheblowanych desek poci¹gniêtych br¹zow¹ bejc¹. Bardzo przemyœlnie


Nr 3 (3)

7

Memoria Lodzianaa

wype³niono miejsce, tak ¿e mieœci³o siê tu tysi¹ce tomów. Poza publicznie dostêpnymi rega³ami stworzono g³ êb ok ie ki es ze ni e, ko ry ta rz yk i, równie¿ zabudowane pó³kami. Tylko ktoœ bardzo zaufany móg³ siê tam wœlizn¹æ. Kry³y siê w tych rega³ach pewne dodatkowe tajemnice, zamkniête skrytki (...). Poœrodku sta³ d³ugi stó³ z ró ¿no œci ami rzu con ymi na ¿ er najbardziej niecierpliwych szperaczy. (...) W rogu, z niez³ym widokiem na ca³oœæ, sta³o biurko, za nim królowa³ Pan Hen ryk . Tu pr zyj mow a³ o dwiedzaj¹cych, zwykle nie ruszaj¹c siê kierowa³ zainteresowanych do odpowiedniej pó³ki.”1 Z inicjatywy Henryka Maszewskiego i Micha³a Kuny w 1958 roku zorganizowano zebranie, na którym powo³ano Klub Mi³oœników Ksi¹¿ki, dzia³aj¹cy jako sekcja przy Stowarzyszeniu Bibliotekarzy Polskich. Wkrótce dla wiêkszoœci cz³onków KMK sta³ siê sposobem na ¿ycie. Razem organizowano nie tylko wystawy ksi¹¿ki, odczyty i pogadanki, pokazy zbiorów, wycieczki itp., ale równie¿ razem bawiono siê, odwiedzano, spêdzano czas, organizowano majówki i wiele innych akcji. W pierwszym okresie oficjalne zebrania mia³y miejsce w Bibliotece im. Waryñskiego, najwa¿niejsze jednak imprezy mieœci³y siê w „S³owie”. Maszewski na jednym z wczesnych zebrañ wyg³osi³ gawêdê „O bibliofilstwie, snobizmie i pewnych przejawach antybibliofilskich” (1958), któr¹ powieli³ na maszynie w 30 egz. Zaufanym pokazywa³ czasem rysunki Brunona Schulza, których bardzo

strzeg³. Inn¹ osobliwoœci¹, o której opowiada³, by³y pocztówki wykonane rê c z n i e p r z e z W³ a d y s ³ a w a Strzemiñskiego. Posiada³ te¿ ksiêgê, w któr¹ wpisywali siê co wa¿niejsi goœcie antykwariatu. Kiedy w roku 1967 Klub przekszta³ci³ siê w £ódzkie Towarzystw o Przy jaci ó³ Ksi¹ ¿ki, jednym z jego za³o¿ycieli i organizatorów by³ ponownie Henryk Maszewski. Wraz z rozwojem antykwariatów pa ñs tw ow yc h „D om u Ks i¹ ¿k i” cenniejsze pozycje zaczê³y omijaæ „S³owo”. Bibliofile zachodzili ju¿ raczej z nawyku i sympatii. By³ to ju¿ zmierzch placówki. Maszewski coraz mniej udziela³ siê w £TPK, poró¿ni³ siê z Micha³em Kun¹. Wreszcie formalnie w maju 1974 z³o¿y³ wraz z ¿on¹ rezygnacjê z cz³onkostwa w Towarzystwie. W dniu 31 grudnia 1989 roku „S³owo” ostatecznie zamknê³o swoj¹ historiê. Henryk Maszewski by³ niezwyk³¹ osobowoœci¹; jeœli tylko chcia³potrafi³ rozmawiaæ z ka¿dym, do swych nie tylko klientów, ale i przyjació³ zalicza³ niegdyœ czo³ówkê intelektualn¹ powojennej £odzi. Uwa¿a siê go za jednego z najbardziej zas³u¿onych ludzi miasta. Myœlê, ¿e warto o nim pamiêtaæ, „myszkuj¹c” w jednym ze wspó³czesnych ³ódzkich antykwariatów w poszukiwaniu stronic pe³nych owej „nieœmiertelnej duszy”. Magdalena Kokosiñska

1

J. Dunin: Moja £ódŸ pe³na ksi¹¿ek. £ódŸ: £ódzka Ksiêgarnia Niezale¿na 2002.


8

Nr 3 (3)

Wyprawa w nieznane

„Gdyby œwiat³o nie zapali³o siê w Wilnie, zgas³oby w Polsce ca³ej.” (Stanis³aw Staszic)

Wileñskie œlady Adama Mickiewicza W drugim numerze „Nieczytelnej Sygnatury” mieliœcie okazje przeczytaæ o paryskich œladach Mickiewicza. Dzisiaj chcia³abym Wam zaproponowaæ wycieczkê do miejsca, z którym nasz poeta by³ bardzo zwi¹zany i które do dzisiaj nosi œlady jego bytnoœci. Zapraszam na wycieczkê na Litwê. W 1815 roku Adam Mickiewicz skoñ czy³ szko ³ê w N owog ródk u i uda³ siê do Wilna, aby rozpocz¹æ studia filologiczno-historyczne. Du¿y wp³yw na kszta³towanie siê jego osobowoœci i talentu poetyckiego mieli tacy profesorowie, jak Ernest Groddeck, Leon Borowski i Joachim Lelewel (ten ostatni, szczególnie nam znany, pochowany jest na jednym z najpiêkniejszych cmentarzy polskich na Rossie, przy œcianie kaplicy; za patriotyczne pogl¹dy i kontakty z filomatami zosta³ usuniêty z Uniwersytetu Wileñskiego). Uniwersytet Wileñski jest najstarsz¹ wy¿sz¹ uczelni¹ Europy Wschodniej. Utworzony zosta³ przez Stefana Batorego z kolegium jezuickiego w 1578 roku jako Akademia Wileñska. Wtedy prze¿ywa³ okres œwietnoœci, a jego rektorem by³ Piotr Skarga, najs³ynniejszy bodaj polski jezuita. Na pocz¹tku XIX wieku znanymi absolwentami tej uczelni

byli m.in. Juliusz S³owacki i Józef Ignacy Kraszewski. W 1817 roku Adam Mick iewi cz ze swoi m przyjacielem Tomaszem Zanem za³o¿yli Towarzystwo Filomatów, s taw iaj ¹c sob ie cel e nau kow e (sa mok szt a³c eni owe ) ora z wych ow aw cz e (w du ch u pa tr io tycznym). Nied³ugo potem Towarzystwo to przekszta³ci³o siê w tajny, niepodleg³oœciowy Zwi¹zek Filaretów. Po upadku powstania listopadowego Uniwersytet zamkniêto. Zwiedzaj¹c go, zagl¹damy na ka¿dy z dziedziñców i wstêpuje my do koœc io³a œw. Jana . G³ówny Dziedziniec, nosz¹cy dziœ imiê Piotra Skargi, nazywany by³ dziedziñcem szkolnym, gdy¿ tutaj odbywa³y siê zajêcia. Przy le¿¹cym obok Dziedziñcu Poczobuta znajdowa³y siê budynki mieszkalne akademii. Od pó³nocy do Dziedziñca Skargi przylegaj¹ kolejno Dziedziniec Sarbiewskiego i Smuglewicza, obok którego znajduje siê Dziedziniec Mickiewicza. P o w y k r y c i u o rg a n i z a c j i filomackich w³adze carskie osadzi³y Mickiewicza w zamienionym na wiê zie nie kla szt orz e OO. Bazylianów. Cerkiew ta mieœci siê na ulicy Os trobramskiej, a wchodzimy do niej przez rokokow¹


Nr 3 (3)

Wyprawa w nieznane

Bramê Œwiêtej Trójcy. Uwieczniona w III czêœci „Dziadów” cela Konrad a, czyli miejsce uwiêzienia Wieszcza, znajdowa³a siê na pierwszym piêtrze by³ego klasztoru. Nad drzwiami wejœciowymi do budynku przeczytaæ mo¿na wmurowan¹ w 1982 roku tablicê odpowiedniej treœci po polsku i litewsku. Samo pomieszczenie, w czasach Mickiewi cza ma³e, jest obecnie du¿¹ sal¹, zupe³nie nie przypominaj¹c¹ dawnej celi. Celê Konrada odnalaz³ w okresie miêdzywojennym prof. Juliusz K³os. Do dziœ znajduje siê w niej wmurowana wówczas w œcianê tablica z tekstem z III cz êœ ci „D zi ad ów ”, ja ki na pi sa ³ przeobra¿aj¹cy siê w Konrada Gustaw: DOM / GUSTAVUS / OBIIT MDCCCXXIII / CALENDIS NOVEMBRIS HIC NATUS EST / CONRADUS / MDCCCXXIII / CALENDIS NOVEMBRIS (Gustaw zmar³ 1 XI 1823 r. Tu narodzi³ siê Konrad 1 XI 1823r.)

Z celi Konrada zmierzamy do Muzeum Adama Mickiewicza przy Zau³ku Bernardyñskim (czynne jest jedynie w pi¹tki i soboty). Mieœci siê ono w jednym z wileñskich mieszkañ poety. Mickiewicz doœæ czêsto zmienia³ adresy, przy Zau³ku mieszka³ przez kilka miesiêcy w 1822 roku. To tu do druku przygotowywa³ „Gra¿ynê” i pisa³ II i IV czêœæ „Dziadów”. Dom, w którym znajduje siê mieszkanie, dotrwa³ do naszych czasów w prawie niezmienionym stanie. Pierwsze muzeum Mickiewicza urz¹dzono w nim ju¿ w 1911 roku. Nad bram¹ wmurowana jest tablica w jêzyku litewskim i polskim. Dzisiejsze muzeum nie posiada jednak ¿adnego ciekawego eksponatu, zatem wizyta w nim s³u¿y nam przede wszystkim zaznajomieniu siê z atmosfer¹, w jakiej ¿y³ Mickiewicz

9

w latach m³odoœci. Znajdujemy tu kilka kopii portretów poety i widoki Wilna. W gablotach le¿¹ litewskie wydania dzie³ Mi ck ie wi cz a or az ko pi a rê ko pi su „Gra¿yny”. Naszym kolejnym celem jest pomnik Adama Mickiewicza znajduj¹cy siê na placyku przy koœcio³ach œw. Anny i OO. Bernardynów. Mimo ¿e poeta by³ zwi¹zany z Wilnem jak z ¿adnym innym miastem na œwiecie, nie mia³o ono szczêœcia do pomnika Wieszcza. Próby postawienia monumentu podjêto ju¿ w stulecie urodzin poety (1898), jednak Rosjanie pozwolili jedynie na ustawienie skromnego pomnika w koœciele œw. Jana. W tym samym czasie powsta³y pomniki w Krakowie, Warszawie (w których to miejscach Mickiewicz nigdy nie by³) i Lwowie, CZY WIESZ ¯E... a n i e c o w c z e œ n i e j 20 XII 1905 ukaza³ w Poznaniu. W wolnej siê pierwszy numer „Robotnika Polsce przez ca³y okres Polskiego”? miêdzywojenny toczy³y siê spory o kszta³t pomnika. Najs³ynniejszy by³ kubistyczny projekt Zbigniewa Pronaszki. Ostatecznie postanowiono zrealizowaæ projekt Henryka Kuny. Niestety, prace przed³u¿a³y siê, a¿ przerwa³ je wybuch wojny. Dzisiejszy pomnik poety powsta³ z inicjatywy Litwinów w roku 1984. Podobnie jak wszystkim postaciom historycznym, równie¿ Mickiewiczowi zlituanizowano nazwisko. Na cokole widnieje napis: Adomas Mickievicius. Na koniec naszego wileñskiego spaceru wracamy na dziedziñce Uniwersytetu Wileñskiego i wdychamy to samo powietrze, którym ¿y³ kiedyœ nasz Wieszcz. Mo¿e i nam udzieli siê cz¹stka jego geniuszu? Magdalena Kokosiñska


10

Liber coronat opus

Nr 3 (3)

Inlibrizacja jako forma przekazu tekstu literackiego Stefan ¯ó³kiewski charakteryzuj¹c publicznoœæ literack¹ podkreœla³, ¿e sk³adaj¹ siê na ni¹ pisarze i czytelnicy, a t ak ¿ e „ w sz e lk i eg o ro d za j u poœrednicy obs³uguj¹cy komunikacjê literack¹ jako dialog miêdzy autorem a odbiorcami przekazu literackiego”. Wspó³czeœnie przekaz literacki dokonuje siê g³ównie poprzez teksty pisane i drukowane. Literatura mo¿e byæ rozpowszechniana na ró¿ne sposoby, poprzez recytacje, s³uchowiska radiowe, przedstawienia teatralne, ale dominuj¹c¹ form¹ przekazu s¹ wydania k si¹¿kowe. Ceniony badacz Walter Ong zauwa¿y³, ¿e „kondycja s³ów w tekœcie ró¿ni siê bardzo od ich kondycji w dyskursie mówionym” i da³ tym samym œwiadectwo aktualnego odczytania problemów od dawna podnoszonych przez bibliologów. Przekaz piœmienniczy w postaci ksi¹¿ki zdominowa³ wymianê myœli i wzmocni³ intelektualn¹ aktywnoœæ ludzi. Ksi¹¿ka uros³a nie tylk o do m iana noœnika tekstu, ale sta³ a siê tak¿ e ak ty wn ym cz yn nikiem jego promocji. Bibliolodzy dla podkreœlenia znacz en ia zj aw is ka komunikacji po-

p rzez ksi¹¿kê ukuli termin „inlibrizacja” (od ³ac. liber - ksi¹¿ka). Inlibrizacja jako zjawisko kulturowe doskonale prezentuje sedno za in te re so wa ñ ks iê go zn aw có w. Termin ten jest intuicyjnie rozumiany nie tylko przez specjalistów, bowiem ³atwo znaleŸæ kontrapunkt dla inlibrizacji w postaci teatralizacji czy ekranizacji, która równie¿ informuje o tym, ¿e przekaz artystyczny zosta³ podporz¹dkowany wymogom ok re œl on eg o me di um . Pr ze ka z literacki zawarty w ksi¹¿ce daje „uksi¹¿kowion¹” formê literatury, czyli zinlibrizowan¹ postaæ komunikacji literackiej. Przekonanie, ¿e ksi¹¿ka daje dzie³u literackiemu coœ ponad utrwalenie i rozpowszechnienie dowartoœciowuje badania ksiêgoznawcze. Zdolnoœæ wzmacniania przekazu literackiego z os ta ³a pr ze z K ar ol a G³ om bi ow sk ie go na zw an a ek sp re sj ¹ ksi¹¿kow¹. W tekœcie pisanym i drukowanym s³owa pozbawione s¹ swych fonetycznych jakoœci, które czêœciowo zastêpuje interpunkcja. Tradycja piœmiennicza wytworzy³a tzw. „styl pisany”, który zaci¹¿y³ na utworach literackich. Ksi¹¿ka stanowi podstawow¹ formê organizacji komunikatu pisanego. Wspó³czeœnie równorzêdne formy propagowania


Nr 3 (3)

11

Liber coronat opus

utworów literackich w postaci np. recytacji czy recitali poezji znajduj¹ siê w odwrocie, a literaci, jak pisa³ Leopold Kielanowski, „wydanie drukiem swych utworów uwa¿aj¹ za ostateczne spe³nienie artystyczne”. Wspó³czeœnie jesteœmy œwiadkami do œæ pa ra do ks al ne go zj aw is ka : pisz¹cy w zasadzie nie oczekuj¹, aby ich utw ory zai stn ia³ y w s fer ze dŸwiêków i w ten sposób dodatkowo oddzia³ywa³y na odbiorcê, np. utwory poetyckie, których powstanie i rozwój wywodzi siê z potrzeby wyg³aszania ¿ywego s³owa, staj¹ siê tylko jednym z rodzajów literatury pisanej. Doœæ wyraŸnie zauwa¿y³ to amerykañski artysta i teoretyk ksi¹¿ki, gdy pisa³, ¿e „Poeci powtarzaj¹, ¿e wiersze s¹ pieœniami. Ale oni tych wierszy nie œpiewaj¹. Oni je pisz¹. Oni powtarzaj¹, ¿e poezjê trzeba mówiæ g³oœno. Ale oni nie mówi¹ jej g³oœno. Oni j¹ publikuj¹”. Warto na koniec zauwa¿yæ , ¿e wielowiekowa tradycja inlibrizowania literatury ukszta³towa³a tak¿e jej odbiorcê, definiuj¹c go jako czytelnika. Formy zinlibrizowane oferuj¹ szczególne mo¿liwoœci skupienia siê i najw³aœciwszego odbioru treœci literackich, poprzez dowolne tempo lektury i indywidualne dostosowanie okolicznoœci odbiorczych. Szczególnie ciekawy wydaje siê fakt, ¿e niektórzy twórcy nie potrafi¹ myœleæ o swych utworach w sposób „pozaksi¹¿kowy”, a prezentacja treœci poza form¹ zinlibrizowan¹ staje siê po prostu niemo¿liwa.

Przywo³any na pocz¹tku Ong podaje sz cz eg ól ni e ci ek aw y pr zy k³ ad : „W pozbawionym tytu³u Wierszu Nr 276 (1968r.), o koniku polnym, E. E. Cummings rozrywa s³owa tekstu rozrzucaj¹c je na stronie bez ¿adnego uporz¹dkowania i dopiero ostatnie litery uk³adaj¹ siê w koñcowe s³owo „konik polny” ma to przypominaæ kapryœny i zawrotny wizualnie lot pasikonika zakoñczony ostatecznie l¹dowaniem na ŸdŸble trawy, na wprost nas. Pusta przestrzeñ jest tak zu pe ³n ie z³ ¹c zo na z wi er sz em Cu mm in gs a, i¿ ni e WIESZ ¯E... mo¿ na go odc zyt aæ CZY XII 1910 pojawiaj¹ g³oœno. DŸwiêki siê w £odzi pierwsze filmy prowokowane literami seryjne z jednym musz¹ pojawiæ siê w aktorem w g³ównej to obrazy wyobraŸni, bowiem ich roli (by³y z Maksem obecnoœæ nie ma po Linderem) prostu charakteru s³uchowego: zachodzi tam interakcja z przestrzeni¹ odbieran¹ wizualnie i kinestetycznie”. Na przestrzeni dziejów poszczególne elementy druków wytworzy³y przejrzysty aparat orientacji wewnêtrznej ksi¹¿ki, która w kulturze humanistycznej sta³a siê obiektem o wielop³aszczyznowej semantyce. Niekiedy w odniesieniu do pojêcia „ksiêgi” u¿ywa siê jungowskiego okreœlenia archetypu, którego integralnoœci broni religia i tradycja. Byæ mo¿e zatem usprawiedliwiona by³aby korekta klasycznej sentencji: zamiast finis coronat opus po prostu liber coronat opus? Ddr Jacek Ladorucki


12

Polemiki

Nr 3 (3)

Czy warto studiowaæ bibliotekoznawstwo? Niedawno mia³am okazjê przeczytaæ kilka wypowiedzi na studenckim forum bibliotekarzy EBIBu. Niestety, tak jak myœla³am, by³y to same negatywne opinie dotycz¹ce st ud ió w w na sz ej Ka te dr ze Bi bliotekoznawstwa U£. Wtedy przysz³o mi do g³owy pytanie, czy warto studiowaæ bibliotekoznawstwo? StuCZY WIESZ ¯E... den ci inn ych ucz eln i W XII 1912 takich jak AŒ czy UJ nie za³o¿ono Zwi¹zek wyra¿ali siê Ÿle o swym Zawodowy Robotników kierunku, natomiast my, Przemys³u studenci U£, przedstaPapierniczego, którego cz³onkami wi li œm y bi bl io te ko byli introligatorzy, znawstwo jako „z³o kodrukarze, zecerzy, nie czn e”. Nal e¿y siê torebkarze i pude³karze. zastanowiæ, co tak naprawdê nam przeszkadza i czy argumenty, które przytaczamy s¹ uzasadnione. Jak o pr ior yte tow ¹ sp raw ê po ruszono kwestiê siatki godzin. Dla wielu z nas odbywanie zajêæ od godziny 8.00 do 17.00 lub od 14.00 do 19.50 nie jest satysfakcjonuj¹ce, ale czy to jest powód do spisywania na straty faktu studiów bibliotekoznawczych? Wydaje mi siê, ¿e jest to argument cokolwiek be zp od st aw ny, bo wi em co ma j¹ powiedzieæ studenci kierunków Politechniki £ódzkiej, którzy zaczynaj¹ zajêcia codziennie o 8.00 rano i koñcz¹ o 20.00? Kolejna sprawa to odwieczne pytanie:

co bêdê mia³ po takich studiach? Mo¿na rzec, ¿e w dzisiejszych czasach po ja ki m- ko lw ie k ki er un ku ni e ma gwarancji na znalezienie dobrze p³atnej pra cy. N ie z awê ¿aj my j edn ak¿ e studiów do sfery czysto materialnej. Przecie¿ poznajemy wielu ludzi i wybieramy tych, z którymi chêtnie spêdzamy czas. Poza tym 5 lat studiów na uczelni nie jest marnotrawstwemmamy przecie¿ wyd³u¿ony czas nauki, a co za tym idzie wakacje! Wydaje mi siê, ¿e niektórzy z nas chcieliby mieæ wszystko podane na tacy i najlepiej wed³ug zasady „zrobiæ coœ tak, aby siê nie narobiæ”. Niestety, rozczarujê tych, którzy tak¹ zasadê wyznaj¹. G³ówn¹ ide¹ studiów na ka¿dej uczelni i kierunku jest kszta³cenie kierowane prowadz¹ce do usamodzielnienia studenta! Wynika wiêc z tego za³o¿enie, i¿ wyk³adowcy przekazuj¹ niezbêdn¹ wiedzê, ale student ma prawo, a wrêcz obowi¹zek sam siê rozwijaæ poprzez pog³êbianie swych zainteresowañ w myœl zasad ECTS. Jeden z wyk³adowców naszej uczelni powiedzia³ kiedyœ, ¿e studia ucz¹ nas szacunku do zdobywanej wiedzy. Dlatego przestañmy uto¿samiaæ uczelniê wy¿sz¹ ze szko³¹ œredni¹ i weŸmy siê do pracy. Przecie¿ istnieje wiele kó³ naukowych, inicjatyw, do których mo¿na siê przy³¹czyæ i aktywnie w nich rozwijaæ.


Nr 3 (3)

Polemiki

Zapewniam, ¿e kwalifikacje same nie przyjd¹. Dziœ trzeba daæ coœ z siebie, aby zyskaæ. Je¿eli bêdziemy wiecznie staæ w miejscu, ominie nas wiele in te re su j¹ cy ch wy da rz eñ , d la te go zacznijmy myœleæ o swojej przysz³oœci. Jeœli jednak bardzo nie odpowiada nam ten kierunek studiów, zawsze mo¿na go zmieniæ. Tylko zastanówmy siê wczeœniej, czy zmiana na bardziej presti¿owy wyjdzie nam na dobre. W koñcu „zapas y” prawnikó w, ekonom istów, pedagogów starcz¹ na 20 przysz³ych lat. Natomiast obieg informacji bêdzie zawsze i ktoœ musi mieæ odpowiednie kompetencje, aby tymi informacjami zarz¹dzaæ. I nawet jeœli ksi¹¿ka w postaci elektronicznej bêdzie zyskiwaæ na wartoœci wobec znanej dobrze formy drukowanej to elektroniczn¹ wersj¹ te¿ ktoœ bêdzie musia³ siê zaj¹æ. Zarêczam, ¿e nie bêdzie to lekarz ani prawnik! Inna spr awa to na rzekani a na nie cie kaw e zaj êci a i „pr zed mio ty z lamusa” - jak okreœli³ to jeden ze studentów. Rozumiem, ¿e I rok to kwe sti a osw oje nia siê z now ymi prawami i metodami nauczania - ja osobiœcie te¿ mia³am z tym problem, ale trzeba wypracowaæ sobie w³asny system przyswajania wiedzy. Co do kwestii nieciekawych zajêæ to proponujê porzuciæ biernoœæ i zacz¹æ szukaæ tego, co jest godne uwagi. Przecie¿ student ma prawo wybieraæ takie przedmioty, które go interesuj¹. Je¿eli bêdziemy liczyæ na to, ¿e ktoœ za nas odnajdzie siatkê przedmiotów z innych kierunków do wyboru, to ¿yczê powodzenia. Przecie¿ jedn¹ z umiejêtnoœci zdobywanych na studiach a szczególnie na kierunku

13

zwi¹zanym z bibliotekozn aw st we m, je st wy sz ukiwan ie infor macji !!! Nie rozumiem zatem pretensji studentów. To, ¿e jesteœmy na kierunku filologicznym, nie zamyka nam drogi do poszukiwania przedmiotów na innych kierunkach nawe t zwi¹ zany ch z praw em czy medycyn¹ . Wystarczy udaæ siê do sekretariatu danego wydzia³u i spytaæ o listê przedmiotów, na które mog¹ uczêszczaæ studenci nie zwi¹zani z danym wydzia³em. Myœlê, ¿e nieustanne marudzenie i narzekanie na kierunek studiów doprowadzi nas jedynie do depresji albo schizofrenii, a popadanie w paranojê, b¹dŸ utwierdzanie siê w przekonaniu o bezcelowoœci studiowania bibliotekoz nawst wa nie podsu nie po zytywnych rozwi¹zañ. Osobiœcie uwa¿am, ¿e warto studiowaæ bibliotekoznawstwo i nie piszê tego w celu osi¹gniêcia jakichkolwiek korzyœci, o co mogê byæ pos¹dzona. Na dowód powiem tylko tyle, ¿e pocz¹tkowo wcale nie chcia³am tu studiowaæ, ale dziœ nie ¿a³ujê. Myœlê jednak, ¿e nale¿y najpierw znaleŸæ pozytywne cechy naszego kierunku, mimo, ¿e idealny nie jest - jak wiele kierunków na ka¿dej uczelni. A po wtóre, postarajmy siê wyjœæ z ciep³ego kok onu bie rno œci i roz ejr zeæ siê dooko³a- mo¿e zauwa¿ymy coœ, co da nam wiê cej ene rgi i i o cho ty d o zdobywania umiejêtnoœci i wiedzy tak potrzebnej do normalnego funkcjonowania w zakrêconym œwiecie szarej rzeczywistoœci. Justyna Osiecka


14

Rozmowy, rozmowy, rozmowy...

Nr 3 (3)

„Ksi¹¿ka musi mieæ mo¿liwoœæ umierania” - ci¹g dalszy ze strony 5 JD: Proszê Pana, da siê ni¹ zainteresowaæ i przyzwyczaiæ do niej. Ja w Wilnie mieszka³em 14 lat, a w £odzi ju¿ 60. Ten podzia³ jest nieproporcjonalny, ale zawsze prze ¿ywa ³em jaki eœ emoc je, ilek roæ jeŸdzi³em do Wilna, natomiast o £odzi, z £odzi¹... bardzo zaprzyjaŸni³em siê z ³odzianami, ale i z miastem. Na przyk³ad w Warszawie nie czujê siê tak dobrze. W³a œci wie wiê cej nap isa ³em chy ba o £odzi ni¿ o Wilnie. ZG: Ja mam jeszcze pytanie do „Philobiblionu polskiego”. Wyczyta³em tam, ¿e nosi siê Pan profesor z zamiarem napisania ksi¹¿ki o „parabibliologii”. Spytam otwarcie - kiedy mo¿emy siê spodziewaæ opisania tych tajników bibliofilstwa? JD: Muszê powiedzieæ tak, to by³ chyba trochê ¿arcik z mojej strony. Natomiast, je¿eli ktoœ czyta, interesuje siê, to tematy sypi¹ siê same. Gdy piszê artyku³, to raz po raz znajdujê coœ do przypisu w bie¿¹cych gazetach. Je¿eli przypadkiem rozmawiasz z kimœ i ktoœ ci przypomni jak¹œ ksi¹¿kê i pójdziesz do antykwariatu i pierwsz¹ ksi¹¿k¹ któr¹ bierzesz jest ta ksi¹¿ka, to ten wypadek zapamiêtujesz. I to w zasadzie na tym polega. KM: Zbli¿aj¹c siê do koñca rozmowy, mamy jeszcze jedno pytanie: kiedy wed³ug bibliofila mo¿na ukraœæ ksi¹¿kê? JD: Muszê powiedzieæ, ¿e ja w zasadzie nie mia³em nigdy wyrzutów sumienia, ¿e ukrad³em ksi¹¿kê. Mo¿e nawet nie ukrad³em, bo nie pamiêtam. Natomiast kilka razy w ¿yciu mia³em wyrzuty sumienia, ¿e nie ukrad³em... (œmiech) PóŸniej ta ksi¹¿ka gdzieœ tam zginê³a, albo ktoœ j¹ ukrad³ i mia³em poczucie, ¿e nie doceni... Pierwsze takie do dziœ pamiêtane zdarzenie: chodzi³em do gimnazjum im. Kopernika w £odzi. Pewnego razu

poszed³em do sekretariatu i nikogo tam nie by³o. I czeka³em, ale mam odruch, ¿e jak gdzieœ ksi¹¿ka jakaœ le¿y, to biorê do rêki. By³a to bardzo ciekawa rzecz, o tytule który do dzisiaj pamiêtam „Brewiarz dyp lom aty czn y”, tak ie z³o te myœ li jakiegoœ francuskiego dyplomaty, które pewien emigrant przet³umaczy³ i napisa³ dedykacjê „dla biblioteki szkolnej”. Nikt nie wiedzia³, ¿e jestem tam, mog³em cichcem wyjœæ z t¹ ksi¹¿k¹, ale nie zrobi³em tego. I piêædziesi¹t parê lat ¿a³ujê. Poza tym s¹ takie niby antybibliofilskie anegdoty, nikt nie wie ile w tym prawdy, ¿e ktoœ z wielkim wysi³kiem wykupuje od kogoœ jego bardzo rzadk¹ ksi¹¿kê i rzuca do kominka. I mówi: by³y dwie, ja mam jedn¹, ty nie masz ¿adnej (œmiech). Ale coœ w tym jest... gdyby nak³ady wszystkich ksi¹¿ek, które wydrukowano, nie uleg³y czêœciowemu zniszczeniu, to byœmy ¿yli w œwiecie papieru, w stosach... Ksi¹¿ka musi mieæ mo¿liwoœæ umierania! ZG: Na koniec, chcielibyœmy bardzo podziêkowaæ za poœwiêcony czas i... KM: ... i prosimy przyj¹æ najserdeczniejsze ¿yczenia bo¿onarodzeniowe i noworoczne! JD: Dziêkujê i wzajemnie ¿yczê weso³ych œwi¹t!


Nr 3 (3)

Strefa pó³cienia

15

Ma³e s³ówko „Nie” Asertywnoœæ jest w modzie. Bardzo wiele osób uwa¿a, ¿e polega tylko na umiejêtnoœci mówienia „nie”. To du¿e up ro sz cz en ie . Cz y ro zp ie sz cz on e dziecko, które krzywi siê na ka¿d¹ propozycjê jest asertywne? Nie, jest tylko nieznoœne. Byæ asertywnym, to braæ za siebie odpowiedzialnoœæ. Wiedzieæ, czego siê chce, dokonywaæ wyborów i ponosiæ ich konsekwencje. Nie dawaæ siê nieœæ fali, nie ulegaæ naciskom, nie podporz¹dkowywaæ siê. Ka¿dy chcia³by decydowaæ o sobie. Dlaczego wiêc to takie trudne? A mo¿e wystarczy powiedzieæ tylko „zamiast na wyk³ad mam ochotê iœæ do kina”? W dzieciñstwie ca³kowicie zale¿ymy od rodziców. Oni o wszystkim decyduj¹ i o wszystko siê martwi¹. Na pytanie „Dlaczego masz takie okropne buty?” mo¿na spokojnie odpowiedzieæ, „Bo mama mi je kupi³a”. Wiêkszoœæ takich sytuacji bierze siê z braku w³asnego zdania niby zmuszanej do czegoœ osoby. Bardzo wygodnie jest mieæ na kogo zrzuciæ winê. Lepiej nigdy nie nara¿aæ siê na ryzyko i jak trenowany piesek dostawaæ pochwa³y za dobre wykonywanie poleceñ. Byæ sob¹. Czyli kim? Przecie¿ to nie polega na tym, ¿e jemy palcami, gdy nie chce nam siê siêgn¹æ po nó¿ i widelec. Ani na tym, ¿e zachowujemy siê niegrzecznie, ubieramy niestosownie do sytuacji. Dla niektórych osób to jest w³aœnie wyra¿enie w³asnego „ja”. To naprawdê prymitywne pojmowanie asertywnoœci. Mieæ w³asne zdanie wcale nie jest ³atwo. Trzeba wiedzieæ co, jak, dlaczego

i jeszcze umieæ tego broniæ. Czêsto bêdziemy krytykowani i wyœmiewani za nasze zdanie. Sztuk¹ jest, ¿eby obroniæ swoje pogl¹dy, a nawet przekonaæ do nich innych. Zastanawiacie siê zapewne, jak to siê ma do bibliotekoznawstwa. Codziennie bêdziemy po de jm ow aæ wa ¿n e CZY WIESZ ¯E...· decyzje dotycz¹ce 15.XII 1908 oddano pawilon b i b l i o t e k i . B ê d ¹ do u¿ytku dla chorych dotyczyæ one selekcji i psychicznie w Szpitalu doboru ksiêgozbioru, mê¿czyzn „Kochanówka” modernizacji budynku im.dra Karola Jonschera b ibliotecznego, bud¿etu. Odpowiadaæ za nasze decyzje bêdziemy przez Urzêdem Miasta, ki er ow ni ki em bi bl io te ki . Cz ês to bêdziemy musieli przebyæ d³ug¹ bataliê, aby osi¹gn¹æ czy przekonaæ kogoœ do swojego pomys³u. Asertywnoœæ, czyli si³a wewnêtrzna, si³a „przebicia”, to cecha u nas bardzo wa¿na. Praca biblioteczna to praca z drugim cz³ow iekie m. Czêst o bêdzi e trzeb a czytelnikowi wyt³umaczyæ, dlaczego musi zap³aciæ 30 z³ kary za przetrzymanie ksi¹¿ki. To nie jest ³atwe. Owa osoba bêdzie zbulwersowana t¹ „niesprawiedliwoœci¹”. Argument, ¿e na tê ksi¹¿kê czeka 5 innych czytelników i ¿e tak ie s¹ prz epi sy mo¿ e nie wystarczyæ. W takim przypadku nie ma sensu zrzucaæ winy na przepisy. Nieœmia³y bibliotekarz, aby unikn¹æ konfl iktu z „agresywnym Czy-


16

Strefa pó³cienia

telnikiem” umorzy karê i z uœmiechem powie „dziêkujê za oddanie ksi¹¿ki”. Natomiast asertywny bibliotekarz wy eg ze kw uj e od cz yt el ni ka ka rê , wyt³umaczy mu, ¿e przez niego wielu czytelników zawiod³o siê na bibliotece, bo nie dosta³o potrzebnej ksi¹¿ki. Wa¿na jest stanowczoœæ. Nale¿y dok³adnie przeanalizowaæ sytuacjê i byæ w 100% przekonanym, ¿e mamy racjê. Przedstawiona przeze mnie sytuacja mo¿e wydaæ siê œmieszna. Mo¿e i taka jest. Ale mo¿na j¹ odnieœæ do innych, np.: gdy staramy siê o awans, gdy bronimy siê

Nr 3 (3)

przed oskar¿eniem o zaniedbanie albo gdy chcemy wprowadziæ udogodnienia w bibliotece, czy negocjujemy cenê ksi¹¿ek w hurtowni. Nie³atwo wtedy powiedzieæ „uwa¿am, ¿e wolny dostêp do ksiêgozbioru przysporzy wiêcej szkód ni¿ po¿ytku”.

BIBLIOTEKARZU POKONAJ W£ASNY STRACH, NIEŒMIA£OŒÆ, NIEPEWNOŒÆB¥D• PANEM SAMEGO SIEBIE! Katarzyna Mikulska

Przysz³oœæ muzykaliów Dokumenty specjalne s¹ czêœci¹ zbiorów biblioteki, któr¹ wyró¿nia siê z powodu specyficznych cech i szczególnej wartoœci u¿ytkowej. Na zbiory muzyczne sk³adaj¹ siê: nuty, p³yty i taœmy dŸwiêkowe. Jak funkcjonuje dzia³ muzykaliów mo¿emy przekonaæ siê sami odwiedzaj¹c to miejsce w pobliskiej BU£. Po wejœciu do biblioteki sprawa nie wydaje siê ju¿ taka prosta, poniewa¿ dzia³ muzykaliów nie le¿y na szlaku wyd ept any m prz ez stu den tów (od wejœcia do wypo¿yczalni).

Dzia³ muzykaliów znajduje siê na tr ze ci m pi êt rz e w po ko ju 31 2. Specyficzna lokalizacja i godziny pracy sprawiaj¹, ¿e zabiegane cia³o studenckie nie ma czasu odwiedziæ tego miejsca. A mo¿emy odnaleŸæ tam wœród p³yt interesuj¹cych wykonawców np.: Eminema, Green Day, Stinga i innych. Oczywiœcie wraz z udostêpnian¹ na miejscu p³yt¹ jest mo¿liwoœæ ods³uchania jej na sprzêcie muzycznym. Pe³ny zestaw znajduje siê na ka¿dym stanowisku pracy.


Nr 3 (3)

17

Strefa pó³cienia

G³ównym problemem dzia³u muzykaliów oprócz ma³ego za in te re so wa ni a, je st ro zw ój technologii MP3. Format MPEG Layer (MP3) stanowi rewolucjê w sposobie z apisu i dystrybucji muzyki. F or ma t t en um o¿ li wi a n a przyk³ad: studentom korzystaj¹cym z internetu bezp³atne pobieranie muzyki ze stron www. Mo¿liwoœci takie sprawiaj¹, ¿e potencjalni u¿ytkownicy muzykaliów nie skorzystaj¹ z nich. Dalszy rozwój technologii mo¿e zabraæ bibliotece sta³ych u¿ytkowników. Czy biblioteka w jakiœ sposób mo¿e wykorzystaæ format MP3 dla w³asnych korzyœci, oczywiœcie nie ³ami¹c prawa? Sprzedawanie plików MP3 bez zgody w³aœciciela praw autorskich jest nielegalne. Biblioteka mog³aby na ¿yczenie

u¿ytkownika kupowaæ utwory muzyczne sprzedawane w sieci. Dzia³anie to wydaje siê sensowne w przypadku utworów, których sam zainteresowany nie by³ w stanie odnaleŸæ w postaci p³yty,a cena przewy¿sza³aby jego mo¿liwoœci finansowe. Takiemu innowacyjnemu udostêpnianiu muzyki mo¿na zarzuciæ, ¿e jest zbyt drogie, ale kwestia kosztów nie je st ca ³k ow ic ie do CZY WIESZ ¯E... W XII. 1907 ukaza³ wye lim ino wan ia w siê pierwszy druk dz ia ³a ln oœ ci bi bl io - ¿ydowski. By³a to broszura te cz ne j. By æ mo ¿e opopularna Palestynie, której zm ia ny w z ak re si e wydawc¹ by³a Ksiêgarnia gr om ad ze ni a mu zy „Pedagog” ka li ów bê d¹ je dn ¹ z najwiêkszych, choæ ci ch yc h r ew ol uc ji , dokonuj¹cych siê w ostatnim czasie w bibliotekarstwie? Stefan Kunicki


18

Amor libris nos unit

Nr 3 (3)

Œladem ludzi ³ódzkiego bibliotekoznawstwa po Starym Cmentarzu 3 gr ud ni a St ud en ck ie Ko ³o Naukowe Bibliotekoznawców wybra³o siê œladem ludzi ³ódzkiego bibliotekoznawstwa na Cmentarz Stary przy ul. Ogrodowej. Do czêœci grobów uda³o nam siê dotrzeæ wy³¹cznie dziêki pomocy p. Jolanty Soboñ, wieloletniej pracownicy administracyjnej Uniwersytetu, która – oprócz wskazania czêsto zawi³ej drogi, opowiedzia³a nam równie¿ swoje osobiste wspomnienia zwi¹zane z pracownikami Katedry Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej. Wêdrówkê rozpoczêliœmy od odnalezienia grobu Jana Augustyniaka (1893-1953), wybitnego bibliotekarza, jednego z organizatorów Miejskiej Biblioteki Publicznej w £odzi. Profesor bra³ czynny udzia³ niemal we wszystkich naradach bibliotecznych w ci¹gu 50 lat. Nie kry³ niezadowolenia, gdy uzyskuj¹c wiek emerytalny w 1963, musia³ ust¹piæ w kierowaniu bibliotek¹ m³odszemu Romanowi Kaczmarkowi.

dzi, pierwszych w Polsce i pierwszym kierownikiem Zak³adu1. Po chwili zadumy i po krótkich poszukiwaniach odnaleŸliœmy grób prof. Boles³awa Œwiderskiego (19171998). Profesor obj¹³ w 1969 roku stanowisko kierownika Zak³adu Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa po prof. Helenie Wiêckowskiej. To za czasów Profesora Zak³ad zosta³ przekszta³cony w 1981 r. w Katedrê Bibliotekoznawstwa. Profesor by³ wybitnym i aktywnym bibliotekoznawc¹ – uruchomi³ Miêdzywydzia³owe Studia Bibliotekoznawstwa U£, studia zaoczne. W³aœciwie do koñca ¿ycia prowadzi³ zajêcia w Katedrze. Zosta³ uhonorowany wieloma odznaczeniami, m.in. Odznak¹ Honorow¹ SBP.

PóŸniej odwiedziliœmy grób niedawno zmar³ego dr. hab. Józefa Robowskiego (1917-2005). Profesor przez d³ugi czas by³ kierownikiem Bran¿owego Oœrodka Informacji Nastêpnie udaliœmy siê do grobu Naukowej, Technicznej i Ekoprof. Jana Muszkowskiego (1882- nomicznej przy Instytucie Ce1953). Trudno dostêpny, zaniedbany lulozowo - Papierniczym w £odzi, pomnik zosta³ przez nas oczyszczony i posprz¹tany. Profesor by³ twórc¹ Wszystkie dane faktograficzne zaczerpniêto z.: S³ownik pracowników ksi¹¿ki polskiej. Suplement II. Pod red. Hanny studiów bibliotekoznawczych w £o- Tadeusiewicz. Warszawa: Wydaw. SBP, 2000. 1


Nr 3 (3)

Amor libris nos unit

19

równolegle prowadz¹c zajêcia z informacji naukowej w Katedrze BIN. Swobodnie w³adaj¹cy kilkoma jêzykami, wypromowa³ ponad 25 magistrów bibliotekoznawstwa.

Jolanty Kowalczykówny (19312002). Zainteresowania Pani Profesor oscylowa³y wokó³ tematu literatury dzieciêcej i m³odzie¿owej. W latach 19 63 -1 97 4 b y³ a p ra co wn ik ie m Przeszliœmy nastêpnie do grobu Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki prof. Jerzego W³odarczyka (1920- Publicznej im. Marsza³ka Józefa 1997). Profesor rozpocz¹³ studia na Pi³sudskiego w £odzi. Wydziale Historycznym, by poprzez Ju¿ na koniec p. Jolanta Soboñ kierownictwo w Bibliotece Instytutu w s k a z a ³ a n a m g r ó b o s o b y Historii U£, poœwiêciæ siê dydaktyce niezwi¹zanej z ³ódzkim bibliobibliotecznej w Katedrze Biblio- tekoznawstwem, ale wa¿nej z punktu tekoznawstwa (od 1981, a faktycznie widzenia ³ódzkiej historii ksi¹¿ki. To od 1984 po odejœciu ze stanowiska grób Jana Petersilge (1830-1905), ki er ow ni ka Bi bl io te ki Un iw er- ³ódzkiego drukarza, który razem syteckiej w £odzi). z warszawskim litografem Józefem Profesor specjalizowa³ siê C z a c z k o w s k i m z a ³ o ¿ y ³ p r a w historii ksi¹¿ki i jej funkcjach wdopodobnie przy ul. Piotrkowskiej spo³ecznych, prowadzi³ wyk³ady, 21 drukarniê i litografiê. Petersilge konwersatoria i seminaria ma- drukowa³ pierwsze ³ódzkie czagisterskie. Sporo publikowa³ na temat sopismo „£ódzkie Og³oszenia – zawodu bibliotekarza, w¹tek ten Lodzer Anzeige”, póŸniej przerozwija³ tak¿e w aspekcie diachroni- kszta³cone w „Lodzer Zeitung” (z tygodniowym dodatkiem „Gazeta cznym. £ódzka”). Zbli¿aj¹c siê do koñca wêSymboliczna wyprawa w przedrówki, odwiedziliœmy grób dr hab. sz³oœæ, jak¹ odbyliœmy, nastroi³a nas melancholijnie. Jednoczeœnie przypomnia³a nam historiê najstarszej katedry bibliotekoznawstwa w Polsce i ludzi, którzy j¹ tworzyli. Upamiêtniaj¹c ludzi nauki, na ka¿dym grobie zapaliliœmy znicz. Jednoczeœnie, aby kultywowaæ tradycjê obiecaliœmy sobie, ¿e niniejsze spotkanie nie bêdzie ostatni¹ wypraw¹ cz³onków Ko³a Bibliotekoznawców na Stary Cmentarz. Zbigniew Gruszka


20

Cicer cum caule

Nr 3 (3)

Od pocz¹tku istnienia „Nieczytelnej Sygnatury” nosiliœmy siê z zamiarem stworzenia rubryki literackiej, rubryki, w której ka¿dy mo¿e przedstawiæ swoj¹ twórczoœæ. Nie obiecujemy nikomu kariery, laurów, omdlewania niewiast i gromkich oklasków. £atwiej bowiem krytykowaæ, ni¿ poddaæ siê krytyce. W bie¿¹cym numerze „NS” prezentujemy teksty poetyckie dwóch odwa¿nych maj¹c nadziejê, ¿e przypadn¹ Wam do gustu. Tajemnica

Tajemnica drugiego cz³owieka. Linia graniczna powsta³a w wyniku nieodpowiednich s³ów, niezrozumienia i kiepskich wspomnieñ. Liniê tê mo¿na dotkn¹æ. Przekraœæ siê dotykiem przez warkocz tajemnicy. Wnikn¹æ w niego i podj¹æ próbê rozpl¹tania tak jak rozpl¹tuje siê sznurowad³a. Jak inaczej odgadn¹æ drugiego cz³owieka? Powiadaj¹, ¿e mo¿na nosiæ jego buty, by zrozumieæ jego los, lecz gdy jest to kobieta symboliczne rozwi¹zanie znika buty s¹ za ma³e. Mo¿e zrozumieæ drugiego cz³owieka to poznawaæ go przez wiele lat. Jest takie powiedzenie, ¿e potrzeba tylko jednej minuty, ¿eby kogoœ zauwa¿yæ, jednej godziny, ¿eby go oceniæ i jednego dnia, ¿eby polubiæ, ale ca³ego ¿ycia, by go póŸniej zapomnieæ. Co z tego wynika, ¿e wszystkie sposoby poznawania ludzi i ich tajemnic nie sprawdzaj¹ siê w praktyce? Ludzie z swojej natury mog¹ byæ skryci. Mog¹ opowiadaæ o sobie wiele, ale nigdy nie zdradzaj¹ siê ze swoim ¿yciem osobistym i z tym, co myœl¹ naprawdê. Zaprosz¹ ciê do kawiarni, lecz nigdy nie zaprosz¹ do domu. Stefan Kunicki


Nr 3 (3)

Cicer cum caule

Coœ takiego

21

Wyprawa w bli¿sz¹ okolicê

budowa³ Do tamtego s³upa, chocia¿ gdy skoñczy³ przechadza³ siê zwiedza³ niebotyczn¹ pracê swych r¹k zwariowa³ spad³ lekarz nie zd¹¿y³ Historia ze szczegó³ami Usprawiedliwiam siê, ¿e nie za pieni¹dze; lub na zarzut, ¿e sobie dogadzamy... ¿e od tego jesteœmy! [S³oneczny poranek, wystawione meble przed dom, radosna atmosfera wyjazdu i... co pan tu chce?]-tak, tak do widzenia! Do jutra?

przed s³upem

zawrócê, w ramach niezwyk³oœci.

Ca³y jestem na „nie”

Nie-piêkni nie zwyciê¿aj¹ ale nie papie¿.

Kolejny cel

z³amaæ sobie nogê

minê³y trzy miesi¹ce - rodzice we wszystkim na pó³! choæ niezupe³nie: maj¹ racjê - prawie nie pamiêtam o co chodzi³o. od³amaæ sobie stopê, o! Rób wszystko w swoim czasie, bo inaczej zostaniesz sam z mnóstwem niepotrzebnych, pojedynczych wyrazów na ustach! (kuœtykaæ jak ten go³¹b) Po nic-o! Przez okno. Znalezione. Przypadkiem

bij¹ siê dzieci bawi¹ ten d³u¿szy tam ten krótszy ma Kij co udaje szabel. Jan Rega³


22

LuŸny temat

Nr 3 (3)

Miko³aj z ksi¹¿k¹ pod pach¹, czyli co warto przeczytaæ w Œwiêta Sklepy kusz¹ piêknymi witrynami i odœwiêtnym wystrojem. Internetowe strony witaj¹ nas uœmiechniêtym Miko³ajem i kolorowymi choinkami. Zbli¿aj¹ siê Œwiêta! A mn ie „n as z³ a” oc ho ta na przeczytanie ksi¹¿ki, której akcja to cz y si ê w Bo ¿e N ar od ze ni e. Niestety, CZY WIESZ ¯E... W XII 1912 jedyna za³o¿ono Zwi¹zek która mi Zawodowy Robotników przysz³a Przemys³u do g³owy Papierniczego, którego cz³onkami to „Dzieci byli introligatorzy, drukarze, zecerzy, z torebkarze Bu ll er by n” Astr id i pude³karze. Lingren - tak piêknie pisa³a o Bo¿ym Narodzeniu! I w³aœnie czegoœ takiego szu-ka³am! Ksi¹¿ki lekkiej, ³atwej, przyjemnej, ciep³ej i cudownie optymistycznej! Zwróci³am siê do studentów z forum internetowego jednej z ogólnopolskich gazet: „Mo¿e mi coœ polecicie?”, spyta³am. Dziêki pr zy ch yl no œc i f or um ow ic zó w z portalu www.gazeta.pl powsta³a lista cytatów. Mo¿e warto j¹ potraktowaæ jako przewodnik po bo¿onarodzeniowej lekturze.

grywa siê podczas Bo¿ego Narodzenia. = Proponujê coœ ambitniejszego:) Agatha Christie, „Zagadka gwiazdkowego puddingu” i „Bo¿e Narodzenie Herkulesa Poirot”; Lucy Maud Montgomery, „Ania z Szumi¹cych Topoli” - jest tam opis œwi¹t na Zielonym Wzgórzu. Rosamunde Pilcher, „Przesilenie zimowe”. I Grisham coœ stworzy³, ale tego ju¿ nie czytam... = Agatha Christie: „Gwiazda nad Betlejem” - wiersze (tak, tak!) i opowiadania gwiazdkowe, bardzo œli-czne. Wyda³ dawno temu PAX. = Ma³gorzata Musierowicz „Noelka” i Jeoffrey Archer: „Pierwszy cud”. No i nie zapominajmy o starym poczciwym Dickensie: „Opowieœæ wigilijna”. = „Morderstwo w Bo¿e Narodzenie” Agathy Christie - genialna zbrodnia, genialny detektyw... a wszystko w bo¿onarodzeniowej oprawie angielskiego domostwa. = Ja polecam ksi¹¿kê „Omin¹æ œwiêta” - John Grisham - œwietny portret amerykañskiej rodziny chc¹cej unik= Polecam ksi¹¿kê: Eric Malpass n¹æ na przekór wszystkim i wszyst„O siódmej rano” - urocza lektura kiemu œwi¹t Bo¿ego Narodzenia... o œwi eci e dor os³ ych wid zia nym œwietna ksi¹¿ka... na jeden... byæ oczami siedmiolatka. Ca³oœæ roz- mo¿e wigilijny wieczór - sk³ania do


Nr 3 (3)

23

LuŸny temat

= Ach, przeczytajcie sobie piêkny opis

ofiarowa³o siê drugiej osobie”);

œwi¹t w I tomie „Klubu Pickwicka”! = „W zwierciadle niejasno” Gaardera bardzo dobra ksi¹¿ka o umieraniu przed Bo¿ym Narodzeniem; = Moje propozycje to: Tolkien „Listy Œw. Miko³aja”; William Wharton „Wieœci” (rodzinne œwiêta w starym m³ynie we Francji); Jeszcze opowiadanie Marii D¹browskiej „Bo¿e Narodzenie”; = Truman Capote „Gwiazdka”; = wzruszajace opowiadanie O.Henry`ego „Dary Magów”. = Sporo motywów œwi¹tecznych jest w C.S.Lewisa „Lwie, Czarownicy i starej szafie” (pierwsza czêœæ „Opowieœci z Narni”). = Oczywiœcie „Wieœci” Whartona, które pomimo mojego mieszanego stosunku do autora czytam co roku w grudniu... = Astrid Lindgren napisa³a równie¿ „Madika z Czerwcowego Wzgórza” te¿ jest tam rozdzia³ o œwiêtach w podobnym klimacie, polecam :-) Wiem, ¿e dla dzieci, ale i tak cudne! (szczególnie historia o z³otych serduszkach i sposobie na pomna¿anie maj¹tku, wynikaj¹cym z twierdzenia ¿e „Pan Bóg podwójnie oddaje to, co

= Nick Hornby ”By³ sobie ch³opiec”.

Jest tu motyw œwi¹tecznej piosenki, która przynios³a fortunê autorowi, a jej spadkobierc¹ jest g³ówny bohater. „Miko³aj supersanki”; = Ja proponujê przeczytaæ ksi¹¿kê „Ma³a handlarka proz¹”; autor to Daniel Pennac; = Ludzie! Musicie to przeczytaæ przed Œwiêtami! - „Nad dalekim, cichym fiordem” Agot Gjems-Selmer = „Noelka” Ma³gorzaty Musierowicz obowi¹zkowa co roku :)) = Eric Malpass napisa³ ksi¹¿kê „Od siódmej rano”. Wpad³em w zachwyt! = „Omin¹æ œwiêta” Grisham - œwietna humoreska z uroczym „happy endem” (ksi¹¿ka, w opinii czytelników ma bardzo ma³o wspólnego z szeroko reklamowanym filmem „Œwiêta Last Minute” zgadzam siê z tym) = „Podró¿ B³êkitnej Strza³y” Gianni Rodari Mam nadziejê, ¿e któraœ z tych ksi¹¿ek uprzyjemni Wasze Œwiêta. P.S.: Korzystaj¹c z okazji wszystkim czytelnikom „Nieczytelnej...” ¿yczê zdrowych i spokojnych Œwi¹t! mgr Paula Korczyñska

NIECZYTELNA SYGNATURA Niezgulnik Studencki Opiekun Merytoryczny Niezgulnika: dr Jacek Ladorucki Opiekun Poprawnoœciowy: dr Alina Brzuska-Kêpa Redaktor Naczelny: po licznych naciskach zamkn¹³ siê w sobie i wyjœæ nie chce Redakcja: Zbigniew Gruszka, Magdalena Kokosiñska, Stefan Kunicki, Aleksandra Marciniak, Katarzyna Mikulska, Izabela Olejnik, Justyna Osiecka. Kontroli prasy nie stwierdzono :-) Teksty, oferty wspó³pracy (i propozycje prenumeraty :-)) prosimy dostarczaæ na adres e-mailowy: nieczytelna_sygnatura@wp.pl Zajrzyjcie tak¿e na nasz¹ stronê internetow¹: www.bibliotekoznawcy.uni.lodz.pl


24

Po godzinach

Nr 3 (3)

Poczuj magiê tych œwi¹t... W koñcz¹cym siê 2005 roku wydarzy³o siê wiele. 20 stycznia w Warszawie zmar³ Jan NowakJeziorañski, legendarny „Kurier z Warszawy” i szef Radia Wolna Eu ro pa w la ta ch 19 52 -7 6. 2 kwietnia odszed³ nasz Rodak Jan Pawe³ Wielki. Scena polityczna równie¿ by³a bogata w wydarzenia. 1 lutego opublikowano s³awn¹ ju¿ listê Wilds teina. 24 czerwca Pre zyd ent Alek san der Kwaœniewski otworzy³ z Prezydentem Republiki Ukrainy Cmentarz Obroñców Lwowa. 26 sierpnia œwiêtowano koncertem Jeana Michel Jarre'a obchody 25-lecia Solidarnoœci w Gdañsku. 23 paŸdziernika Polacy wybrali prezydenta. W 2005 roku zosta³a tak¿e wprowadzona - nie ma „przeproœ” nowa matura. Po nadchodz¹cym roku nie spodziewam siê zbyt wiele. Nie wierzê, ¿e bêdzie lepszy. Staram siê nie w¹tpiæ chocia¿ w to, ¿e bêdzie tak samo. Nie dlatego, ¿e jestem pesymist¹. Po prostu nie dajê siê zwodziæ corocznej oko³oœwi¹tecznej fatamorganie. Od dawna nie nabieram siê na obietnice polityków, denerwuj¹ mnie Miko³aje w trampkach rozdaj¹cy cukierki w super-

marketach. Odrzuca mnie okres œwi¹t, który w sklepach i œrodkach masowego przekazu rozpoczyna siê ju¿ w listopadzie. Jedno jest pewne: jakikolwiek by³ 2005 rok, nie nale¿y siê o nim negatywnie wypowiadaæ. Dziêki niemu jesteœmy o rok starsi, dziêki niemu znów zdobyliœmy wiêcej d oœ w ia dc ze ñ . Na prawdziwe s³owa krytyki bêdzie mo¿na sobie pozwoliæ z wiêkszej perspektywy czasu, mo¿e za czêsto przywo³ywane 40 lat, których brakuje nam do poziomu ¿ycia zachodnich Europejczyków. Mi mo zd ro wy ch my œl i, rozs¹dnego podejœcia do „magii tych œwi¹t” i zbli¿aj¹cego siê Nowego Roku, pozwolê sobie nie zgodziæ siê z wypowiedzi¹ Leszka Millera, który 30 XII 2000 roku twierdzi³, ¿e „najlepsz¹ wiadomoœci¹ koñcz¹cego siê roku jest to, ¿e siê koñczy”. Miejmy nadziejê, ¿e badacze z przysz³oœci bêd¹ pozytywnie wyra¿aæ siê na temat koñcz¹cego siê 2005 roku. Zbigniew Gruszka

Nieczytelna Sygnatura. Niezgulnik Studencki  

Students newspaper about information & others topics.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you