Page 1

04/LATO/2014

m e i k y z c o z din yg z dres o a i g r y histo na ind om da arden g e blu

dka:

okła y dagn

i k a m s e i letn odróże rie p sto i h e e n n n i j i y c d a j k E aw m d hEn


fot. Dagny


Niby Kiedy... kiedy słońce grzeje już od rana i dojrzewają czereśnie. Właśnie wtedy... A czemu w kolorze Indygo? A czemu nie :)

3


Koala na wakacjach str. 8

Letnie orzeźwienie str. 14

Vegan Monday w ogrodzie str. 18

Słodki mess str. 43

Gorące spanie na sianie str. 58

Coś z niczego str. 69


Anioł Ultramaryna str. 94

Moda na granatowo str. 102

Dwie wyspy dwa światy str. 108

Forma na lato str. 128

Crime Story str. 130

Black ribbon lingerie str. 134


Paulina Błaszko

Lato

mojego dzieciństwa było niebieskie. Brały w tym udział

niewątpliwie siły natury – morze i niebo latem tworzą oszałamiający tandem niebieskości i przestrzeni. Kto godzinami moczył swoje blade, tłuste ciałko w Bałtyku, dryfując przy brzegu na plecach, ten wie, co znaczy zabełtać błękit w głowie. Piękne, choć słone doświadczenie. Ale lato było niebieskie również literalnie. Namiętnie oglądałam hiszpański serial pod tym właśnie tytułem. W owym czasie największe wrażenie robiła na mnie jednak nie błękitność, ale rzecz bardziej przyziemna. Jeden z bohaterów, średnio rozgarnięty, ale zawsze radosny chłopiec wielkogabarytowy o ksywie „Pirania” nieustannie jadł lody. Jadł je nawet na rowerze, co było nie lada profanacją, bo lody jadło się wtedy z uwagą i namaszczeniem, a nie tak przy okazji, na rowerze, jakby jadło się ziemniaki. Ale co ważniejsze – to nie były zwykłe lody. To były

lody, na patyku, W CZEKOLADZIE.


rys. Edyta

Moją zazdrość budziły więc dwie rzeczy – powszechna dostępność owych lodów (jadł je, kiedy chciał, ciekawe, gdzie kupił) oraz ich niedostępna forma – śmietankowe w czekoladzie (jak to zrobili?). Pirania, ten mały lodowy hedonista, nie musiał godzinami wisieć na trzepaku w oczekiwaniu na pana lodziarza (pamiętam dobrze ich białe rowery -chłodnie, skąd wyławiali upragnione „Bambino”). Nie musiał potem pod oknem rozpaczliwie wzywać mamy, aby zasponsorowała tę chwilę przyjemności („Mamo, daj na loda!”). Jasne,

lazurowe niebo dzieciństwa

chmurzyło się posępnym granatem na taką jawną niesprawiedliwość.

Chwilę potem (a może to było w tym samym czasie) w mojej dziecięcej realności pojawiły się te filmowe przysmaki, które wyparły przedziwne PRL-owskie wynalazki lodopodobne. Gdybym była nieco odważniejsza, z pewnością spróbowałabym nawet jeść loda, jadąc rowerem, ale w tamtym czasie nawet zachodnie filmy nie rozbudzały wyobraźni tak bardzo, jak cudowna i niezbadana rzeczywistość podwórka.

A nad nim, przez całe lato, wisiało to wielkie, otwarte błękitne niebo

i naprawdę – oprócz niego niczego nie było nam potrzeba. Chociaż lody oczywiście były mile zjadane.

7


koala’s travels UFK Reported sighting of Unidentified Flying Koala on Baltic coast. UFK Zgłoszono pojawienie się Niezidentyfikowanego Latającego Koali na Wybrzeżu Bałtyckim.


fot. i tekst: Peter Sotirakis opracowanie graf. i tłumaczenie: Paulina Gajowniczek

,

Koala na wakacjach s n o i t a c a v closed for

W h a t d o e s a h a r d - t ra v e l l i n g Koala do when summer arrives? Takes a well-earned break, that’s what! Far from the madding crowd; far from mad dogs and Englishmen, who only go out in the midday sun, of course; far from the hordes of tourists turning brown, red, pink and all colours in between; far from the grime, contamination and dust of polluted cities; far, far away and yet never far enough for Koala.

Co robi ciężko pracu... podróżujący Koala, kiedy przychodzi lato? Udaje się na zasłużony odpoczynek, ot co! Z dala od zgiełku, z dala od “mad dogs and Englishmen”, którzy wychodzą tylko w czasie południowego upału; z dala od tłumów turystów, opalonych na brązowo, czerwono, różowo i na wszelkie inne pośrednie kolory; z dala od brudu i kurzu zanieczyszczonych miast; daleko, daleko stąd, lecz nigdy nie dość daleko dla Koali.

koala’s koala’s koala’s

koala’s

travels travels travels

travels

https://www.facebook.com/pages/Koalas-Travels/124034764308176?fref=ts


Buried Sun, sand, sea… and stuck! Zakopany Słońce, woda, piasek... utknąłem!

Un gelato al Koala I scream, you scream, Koala screams for ice cream!

Horsing around More than one way to ride a horse. Końskie wygłupy Jeden z wielu sposobów jazdy konnej.


https://www.facebook.com/pages/Koalas-Travels/124034764308176?fref=ts

koala’s Korespondecja zagranicznakoala’s specjalnie dla NIBYkoala’s KIEDY

koala’s

travels travels travels

travels

zdjęcia i tekst: Peter Sotirakis wersja polska: Paulina Gajowniczek

Beach bum Nothing like some Aussie thongs to keep the hot sand at bay. Plażowicz Klapki japonki najlepiej chronią przed gorącym piaskiem.


fot. Edyta


/ woda gazowana / niebieski barwnik spożywczy / jagody lub borówki / listki mięty / cytryna / kostki lodu

fot. Edyta


15


fot. Edyta


/ woda gazowa na / różow e wino albo C IN CIN arbuzo / czerw wy ona po r z e c zka / listki mięty / limon ka / kostk i lodu

17


19


21


25


27


29


33


39


fot. Gosia


Tarta’letka z kremem jogurtowym i truskawkami świeże truskawki 400 g śmietany kremówki 36% 300 g joguru typu greckiego 3 łyżki cukru pudru 1 łyżeczka żelatyny 2 łyżeczki gorącej wody Ubić śmietanę kremówkę z cukrem pudrem, dodać cukier wanilinowy i jogurt, wszystko dalej ubijać, ale na małych obrotach miksera. Żelatynę rozpuścić w gorącej wodzie, dokładnie wymieszać. Do powstałej masy dodać sok z truskawek, rozpuszczoną żelatynę. Gotowe foremki z ciasta kruchego, włożyć kremem a na wierzchu ułożyć pokrojone truskawki.

43


Tarta’letka z kremem jogurtowym i białymi porzeczkami kilka gałązek białej porzeczki 400 g śmietany kremówki 36% 300 g joguru typu greckiego 3 łyżki cukru pudru 1 łyżeczka żelatyny 2 łyżeczki gorącej wody Ubić śmietanę kremówkę z cukrem pudrem, dodać cukier wanilinowy i jogurt, wszystko dalej ubijać, ale na małych obrotach miksera. Żelatynę rozpuścić w gorącej wodzie, dokładnie wymieszać. Do powstałej masy dodać rozpuszczoną żelatynę. Gotowe foremki z ciasta kruchego, wyłożyć kremem a na wierzchu ułożyć porzeczki.

fot. Gosia


Tarta’letka z kremem z białej czekolady i malinami świeże maliny 400 g śmietany kremówki 36% 300 g joguru typu greckiego 3 łyżki cukru pudru 100 g białej czekolady Ubić śmietanę kremówkę z cukrem pudrem, dodać cukier wanilinowy i jogurt, wszystko dalej ubijać, ale na małych obrotach miksera. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Do czekolady dodać łyżkę masy jogurtowej, a potem partiami resztę. Delikatnie, ale dokładnie wymieszać. Gotowe foremki z ciasta kruchego, wyłożyć na spodzie malinami, na wierzch wyłożyć krem i schłodzić w lodówce. Przed podaniem udekorować malinami. 45


fot. Gosia


47


fot. Gosia


49


...nabrzeże było wielką plażą, z białym piaskieM, a woda w Odrze była Turkusowo-błękitna...

fot. Edyta


51


55


59


skład: Gosia


1/ 

Jadę do pracy, w radio puszczają piosenkę T. LOVE... Nie to, żebym była jakąś wielką fanką tego zespołu. Kapela jak kapela, acz jest w tym jakaś rockowa szczerość… Ale mają taki jeden szczególny kawałek: „IV liceum ogólnokształcące” w dalszym tekście wyróżniają się słowa „granatowy sen”… i od razu mam skojarzenia… Pierwsze: to kolor granatowy.

Granat kojarzy mi się z atramentem, z ciemnym odcieniem jeansu, który jest na szczycie mojego rankingu odzieżowego, zawsze modny i wygodny. Granat w połączeniu z bielą to sportowa elegancja, która z kolei kojarzy się ze szkołą i moimi latami szkolnymi… W wyobraźni widzę szkolny mundurek, a raczej fartuszek. Włosy uczesane w porządne kity z kokardkami. Fartuszek jest granatowy lub niebieski, koniecznie z białym kołnierzykiem. Za tą wizja przez głowę przemykają migawki z akademii szkolnych, początki i zakończenia roku szkolnego… szkoła podstawowa, kolejne szkoły, uczelnia…

2/ 

3/ 

Jednak wśród szczebli kilkunastoletniej edukacji najbardziej w mojej pamięci pozostaje szkoła średnia, dokładnie liceum ogólnokształcące…. Tu myśli z „granatowego snu” przenoszą się na drugie skojarzenie: liceum ogólnokształcące… Koniec lat osiemdziesiątych, początek dziewięćdziesiątych, tzw. lata transformacji, czas zmian następujących pod wieloma względami. Wtedy w naszym kraju szare stawało się kolorowe, chude obrastało w tłuszcz a biedne stawało się bogatsze, albo jeszcze biedniejsze… Pierwsze kolorowe reklamy, pierwsze seriale telewizyjne, pierwsze własne doświadczenia różnej maści. Pamiętne cztery lata nauki, buntu, dojrzewania, zbierania doświadczeń przez osoby jeszcze nie całkiem dorosłe ale już nie dzieci. Lata zwieńczone egzaminem dojrzałości, drzwi do upragnionej dalszej edukacji. Lata ciekawe i szalone, pracowite i uczące samodzielnego myślenia, lata natapirowanych włosów, pierwszych szpilek i smaku taniego wina owocowego.

Kiedy dziś słucham tej piosenki powracam myślami do tamtych czasów, do czasów „mojego” ogólniaka, który akurat w tym czasie nie był, jak mówią słowa piosenki, „czwartym” liceum tylko pierwszym i jedynym w naszym mieście. To był dobry czas w moim życiu… Piosenka się kończy… Chyba każdy z nas ma taką piosenkę, która zabiera nas do określonego czasu, miejsca, przywołuje smaki, zapachy, kolory oraz lawinę innych związanych z tym wspomnień…

4/ 

skład: Edyta


imprezka w Eltermie, to już 4 klasa...???

zdjęcie LO w Świebodzinie, pozdrawiamy Nauczycieli :)

Ania Volantzky

klasowa wycieczka do Łagowa Lubuskiego

połączone siły klas C i D w Karpaczu

autorka tekstu, który generalnie miał być o muzyce... a skończyło się na wspomnieniach :)

Strona LO: www.lo.swiebodzin.pl T.LOVE do posłuchania: www.youtube.com/watch?v=XCiwVGEdaAo

na Śnieżce oczywiście fota z WOPistą i naszym wychowawcą

67


fot. Edyta


...czyli jak zrobić coś z niczego

69


fot. Edyta


1/ 

2/ 

3/ 

71


fot. Edyta


1/ 

2/  3/  4/  1/ lniana lub bawełniana torba

2/ farby do tekstyliów

3/ gąbka do nanoszenia farby


fot. Edyta


1/ bawełniana koszulka 2/ barwnik do tekstyliów 3/ sznurek 4/ garnek

1/ 

2/ 

wygląda jak kolonijna marchewa :)

3/ 

4/  brrrr...

5/ 


fot. Edyta


1013plus.pakamera.pl


fot. Edyta


Nie chcemy koszulek takich jak wszyscy. Koszulki projektujemy sobie same. Nadruki robimy na: https://www.facebook.com/Znadrukiem I jesteśmy zachwycone :) Polecamy, zajrzyjcie na FB.

79


samoutwardzalna doskonale nadaje się do odlewów, rzeźbienia, modelowania, można także nakładać ją na rozmaite przedmioty z drewna, ceramiki, styropianu, metalu. Glinka jest bardzo plastyczna, bezwonna, nieszkodliwa dla skóry, utwardza się na powietrzu - nie wymaga wypalania. Wyschnięcie i utwardzenie następuje w tempie 24h na 1 cm grubości. Po utwardzeniu można dowolnie ją szlifować, nawiercać, ciąć i malować dowolnymi farbami. Niewykorzystaną glinkę można przechowywać w lodówce, w szczelnie zamkniętym opakowaniu, owiniętym wilgotnym ręcznikiem.

81


fot. Gosia


83


fot. Gosia


85


fot. Gosia


87


fot. Gosia


89


fot. Gosia


91


fot. Edyta


Lilianna Lazarska, Ultramarynowy Anioł, Pióro... Z cyklu: Anioł Stróż na każdy Dzień, akryl 30x30 cm, 2012r

95


W skrzydłach jego odbija się niebo pochmurne na 3 minuty przed ogromną burzą. Pociemniałe światło, słońce ledwie muska jego twarz. Za moment wszystko utonie w ultramarynowej przestrzeni bez początku i końca. Anioł wyrwał stanowczym ruchem pióro ze skrzydła... zawirowało, zaświeciło i powolnym kołującym lotem opadło na ziemię. Pióro nadziei i nieśmiertelności ochroni ziemię przed zalewającą ciemnością... Świat zatrzyma się w błękicie głębokim jak pod kloszem, przeczeka burzę by za chwil parę powitać nowe, tęczowe światło...

www.lilu.net.pl namalujaniola.blogspot.com


fot. Krzysztof Krajnik


fot. Gosia


101


fot. Gosia


103


fot. Gosia


105


fot. Gosia


tekst i zdjęcia: Ewa Przytuła

2 x Graciosa Pomysł dalekiego pływania zrodził nam się w głowach w 2005 r. Powstał i męczył przez prawie rok, aż wreszcie na przystani HOM-u w Szczecinie znaleźliśmy jacht, na który było nas stać. Jesteśmy zatem we troje − Andrzej, Karfi i ja, i w takim składzie możemy już coś zdziałać. Po długim i wyczerpującym remoncie 13 maja 2006 roku Karfi błyszczy na wodzie… Popłynęłyśmy wtedy w testowy rejs po Bałtyku, a gdy okazało się, że mamy dzielną i szybką łódkę, 6 października 2006 r. wyruszyliśmy w naszą pierwszą atlantycką eskapadę. Trasa wiodła ze Szczecina przez Zatokę Pomorską, Kanał Kiloński, Morze Północne, Kanał La Manche, Zatokę Biskajską, atlantyckie wybrzeże Hiszpanii i Portugalii na Wyspy Kanaryjskie i Azory. Odwiedziliśmy po drodze wiele portów mniejszych i większych, ale naszym celem było szukanie miejsc i wrażeń niezwykłych, które nieoczekiwanie zapadają w serca i dusze. Gdy dziś wspominam tamtą podróż, spośród wielu miejsc wybieram najchętniej dwie wyspy o tej samej nazwie − Graciosa. Jedna z nich leży w archipelagu Wysp Kanaryjskich, druga jest częścią Azorów. Jedna jest wyspą hiszpańską, druga – portugalską. Obie to niewielkie skrawki lądu – wulkaniczne okruchy na wodach północnego Atlantyku.


O

pływając od północy Lanzarote trafiliśmy na kilka niewielkich wysepek. Miejscowi nazywają je „małymi Kanarami”, a oficjalna ich nazwa brzmi Archipelag Chinijo. Wyspy są ścisłym rezerwatem przyrody. Tylko jedna z nich, Graciosa, jest zamieszkała. Większość mieszkańców żyje w osadzie Caleta del Sebo, skupionej wokół niewielkiego portu. Łączność ze światem utrzymują małe stateczki pasażerskie, które kursują z miasteczka Orzola na Lanzarote. Płynąc na Maderę znaleźliśmy się w pobliżu Graciosy tuż przed nastaniem nocy. Wiatr słabł z godziny na godzinę, aby w końcu ucichnąć zupełnie. Mając do wyboru bezsenną wachtę lub spokojny sen w odległym o 10 mil morskich porciku, zdecydowaliśmy się na to drugie. Silnik pracujący pół naprzód pozwolił nam po dwóch godzinach zacumować przy pływającym pomoście. Stało tam jeszcze kilka jachtów, ale pomimo to wolnych miejsc było dostatecznie dużo. Ranek pokazał nam, do jak pięknego miejsca trafiliśmy. Wystawiam głowę z zejściówki i widzę skalisty klif Lanzarote, od której Graciosa oddzielona jest wąską i płytką cieśniną Estrecho del Rio. Pionowe urwisko ciemnych skał kontrastuje z błękitem nieba i lazurową wodą przesmyku, tworząc niezwykłe zestawienie kształtu i barwy. Po drugiej stronie pomostów w zatoce widać zacumowane na bojach rybackie kuterki, a za nimi płaski, kamienny brzeg i piaszczystą plażę. Tuż za nią pierwsze zabudowania − parterowe białe domki, z których wychodzi się bezpośrednio na brzeg morza. Wszędzie spokój, cisza i pustka. Żywego ducha. Idziemy obejrzeć osadę. Domki stoją równolegle do siebie w trzech rzędach. Jest kościółek, dzwnonnica, kilka knajpek zamkniętych na cztery spusty, poczta. Pomiędzy nimi piaszczyste trakty. Innych dróg tu nie ma. Gdzieniegdzie rosną agawy i sfatygowane wiatrem palmy. Czuję się jak na “dzikim zachodzie”. Wychodząc poza wioskę trafiam na puste plaże, dla mnie zawsze będące namiastką Raju na Ziemi. Przejrzysta woda w kolorze turkusu, skałki, szczególnie te blisko brzegu, w czasie odpływu ukazują się naszym oczom. W tle wygasły wulkan zwany przez miejscowych po prostu Montaña (góra), który wygląda z daleka jak porzucony przez olbrzyma monstrualny kapelusz. Chcemy zajrzeć do jego wnętrza, chcemy spojrzeć z jego szczytu na panoramę Graciosy i sąsiednich wysepek Alegranza i Montaña Clara, choć kosztuje to kilkugodzinną wędrówkę po stromym zboczu, a potem mozolne i uważne schodzenie po ruchomych kamieniach. Nagrodą jest odpoczynek na Playa de las Conchas, gdzie leży tyle muszli, że nie wiadomo po którą się schylić. Wieczorem wracamy na jacht. Pojawiają się w osadzie jacyś ludzie, słychać gwar niespiesznych rozmów i nawoływania. Nieco senni, uśmiechnięci autochtoni nigdzie i nigdy się nie spieszą. Wypowiadają najczęściej dwa zaczarowane słowa − no problema i mañana...


N

a mapie świata Azory są maleńkimi kropkami pośrodku północnego Atlantyku. Przybyliśmy tam po 12 dniach trudnej żeglugi z Wysp Kanaryjskich. Złapaliśmy przyczółek na Santa Marii i gdy pogoda poprawiła się a my odpoczęliśmy stojąc na kotwicowisku Baia de Sao Lourenco, ruszyliśmy na podbój kolejnych wysp. Szczególnie interesowała nas Graciosa, której imienniczkę odnaleźliśmy 880 mil morskich stąd. Chcieliśmy porównać te dwa odległe, małe światy. Nasz Karfi po całodniowym rejsie z Horty na Faial przeszedł pomiędzy przylądkiem Punta da Restinga a skalistą wysepką Ilheu de Baixa. Płynęliśmy ostrożnie by nie zahaczyć o podwodne skały i na tyle blisko brzegu, żeby bez lornetki móc podziwiać skalne formy wybrzeża Graciosy. Tak płynąc weszliśmy w ramiona falochronu portu Vila da Praia i zacumowaliśmy w basenie przy wysokim pirsie. Wewnątrz stały rybackie kutry, pachniało świeżo złowioną rybą, ale nie było widać nikogo. Pusto i cisza. Graciosa po portugalsku znaczy “pełna wdzięku”. Rzeczywistość pasuje do nazwy. Mamy do ogarnięcia 62 km2 lądu, najprościej więc wdrapać się na najwyższy na wyspie szczyt − Pico Timao − i oglądać świat z jego perspektywy. Wybrzeże Graciosy jest szorstkie i skaliste, na północnym-zachodzie wzdłuż Serra Branca skały sięgają 200 metrów wysokości. Istnieją dwie większe zatoki chroniące porty rybackie w Vila da Praia i Folga, i kilka mniejszych zatoczek w pobliżu Santa Cruz i Barra, które były niegdyś wykorzystywane jako porty wielorybnicze i handlowe. Teraz zostały tam tylko powywracane do góry dnem łodzie i połamane wiosła. Wnętrze wyspy to sielski krajobraz zielonych łąk i winnic. Starannie uprawione pola, domostwa z czarnego kamienia, bezskrzydłe wiatraki. Na trakcie do Santa Cruz nie spotykamy nikogo. Przed wejściem do miasta jest małe koloseum, gdzie dawniej odbywały się walki byków. W miasteczku życie toczy się własnym, ustalonym dawno temu rytmem, nie dotarł tu i pewnie nigdy nie dotrze blichtr kontynentalny. Widoki, które pamiętam do dziś są jednak tylko pocztówkami z podróży. Mam zamiar uchwycić i przechować coś jeszcze, co sprawia, że tak chętnie wracam pamięcią do tych właśnie miejsc. Do opisania modelu życia na obu wyspach pasuje portugalskie słowo saudade, określające niespieszność, melancholię, łagodność, tęsknotę. Saudade jest nie tylko nastrojem prowokowanym przez tutejszy klimat czy tempo życia, ale też sposobem patrzenia nań. Naznaczyło pewnie i nas, kiedy tam byliśmy. Czy da się ocalić na dłużej ten stan umysłu? Samotne wyspy oddalone od kontynentu kształtują ludzi, którzy potrafią oddychać tylko morskim powietrzem i źle się czują, gdy sprzed ich oczu znika linia horyzontu. Bliskość żywiołu przeraża, ale zarazem wzbogaca psychikę o rys marzycielski. Miejsca takie zdają się nakłaniać przybyszów do powrotu i słyszysz tylko szept: wróć, zostań, zdejmij swoje buty i zapomnij o całym świecie.


Rovinj Pula

Rijeka Krka

Plitwickie Jeziora

Kornati Szybernik

Trogir Split

Dubrownik


119


121


fot. www.amo-italia.com


fot. www.amo-italia.com

125


fot. www.amo-italia.com


fot. www.amo-italia.com


...alternatywa dla siłowni

TRX został wymyślony i stworzony przez amerykańskich żołnierzy z elitarnej jednostki NAVY SEALS. TRX jest nowoczesnym, mobilnym urządzeniem które możesz zabrać ze sobą wszędzie. Pozwala wykonać trening gdziekolwiek jesteś…w domu, na służbowym wyjezdzie bądź też na wakacjach.

Tekst i ćwiczenia: Anna Koszko

https://www.facebook.com/fit.place.5?fref=ts

Ćwiczenia wykonywane na taśmach nie są skomplikowane, wykorzystując obciążenie własnego ciała rozwijamy siłę, elastyczność oraz równowagę. Dzięki zmianie kąta pochylenia ciała, zwiększamy poziom trudności ćwiczeń, co pozwala na systematyczny rozwój naszej sylwetki.


Każde ćwiczenie powtórz 10 razy.

1/  2/  3/  4/ 

Serie ćwiczeń wykonaj 3 razy. 1/ Przysiad- stań przodem do TRX, stopy rozstaw na szerokość bioder, plecy proste, brzuch napięty, łokcie ugięte przy tułowiu. Wykonaj przysiad prostując łokcie i pamiętając, aby kolana były na wysokości stóp. Wracając w górę zrób wydech.

2/ Brzuszki- pozycja w podporze przodem, opierasz się na prostych ramionach, plecy, brzuch, nogi wyprostowane oraz napięte. Energicznym ruchem robiąc wydech przyciągnij kolana do siebie.

3/ Pośladki i uda- stań tyłem do TRX, w pochyleniu do dołu. Sylwetka napięta. Stopy rozstaw na szerokość bioder, taśmy pod pachami. Stojąc na palcach zrób przysiad i energicznie wróć w górę. Wracając zrób wydech.

4/ Pośladki- pozycja w podporze przodem, opierasz się na prostych ramionach, plecy, brzuch, nogi wyprostowane oraz napięte. Robiąc wydech, rozstaw nogi do boku i wróć do pozycji wyjściowej. To ćwiczenie możesz wykonać w różnym tempie.

129


Przód samochodu był zmiażdżony. - Peter, to samochód Nancy! - Jesteś pewna? W środku jest mężczyzna - powiedział Peter, sprawdzając jednocześnie, w jakim stanie jest ofiara. - Tak, wszędzie poznam ten kolor. Może Nancy gdzieś tu jest!? Może wypadła!? - Lucy, już sprawdziłem, nie ma nikogo więcej. Peter sięgnął po komórkę. - Pogotowie i policja zaraz tu będą. A ty, zadzwoń do Nancy.

131


- Z dokumentów znalezionych przy tym mężczyźnie wynika, że to Nigel Cameron. Nancy, czy to ktoś ci bliski? spytał nadinspektor Peter Wilson. - To mój były mąż. Jest ranny? - Przykro mi. Zginął na miejscu. Peter wyszedł z pokoju. - Posterunkowy White! Przynieście wodę i szklankę. Czystą a nie, jak ostatnio. - Nancy, możemy kontynuować? - Peter zapytał po chwili. Nancy przytaknęła. - Dlaczego Nigel jechał twoim samochodem? - Był u mnie na kolacji. Jakoś tak wyszło, że powiedziałam mu o moich ostatnich problemach z samochodem. Nigel na to, że się tym zajmie i jak to on, od razu pojechał do warsztatu. Ja nigdy nie miałam głowy do takich spraw. To przesłuchanie, prawda? Więc chyba muszę ci powiedzieć, że nie mieliśmy orzeczonego rozwodu, po prostu dwa lata temu postanowiliśmy się rozstać. A miesiąc temu Nigel skontaktował się ze mną. Spotkaliśmy się kilka razy. Powiedz, jechał zbyt szybko? Zawsze się o to kłóciliśmy. - Faktycznie, przekroczył dozwoloną prędkość, ale też ktoś majstrował przy hamulcach. Musimy przyjąć, że to ty miałaś zginąć. Chcę, żebyś wprowadziła się do Lucy. Już z nią o tym rozmawiałem. - Peter, co ty mówisz? Ktoś chciałby mnie zabić? Jestem zwykłą aptekarką z małego miasteczka, mam przeciętne dochody, a o morderstwach to lubię sobie do poduszki poczytać. Nigdzie się nie przeprowadzam. Mowy nie ma. - Nancy nie mogę cię zmusić, ale zastanów się jeszcze. - Nie ma mowy. *** - Lucy, skąd znasz Nancy? - Peter spytał z ustami pełnymi szarlotki. - Razem studiowałyśmy. Potem przez kilka lat nie miałyśmy ze sobą kontaktu, aż spotkałyśmy się na jakimś szkoleniu. Powiedziała, że chętnie uciekłaby z Londynu, zgadałyśmy się i właśnie mijają dwa lata jak prowadzimy tę aptekę. Jeszcze szarlotki?

- Tak, poproszę. Świetnie pieczesz. Lubiłyście się? - Nie bardzo, ale Nancy przynajmniej znałam a właśnie wtedy zastanawiałam się nad powrotem do Lychtown z Manchesteru i przejęciem apteki po Collinsie. Bałam się wziąć aptekę sama. A wiesz, że Collins umarł miesiąc temu? Biedaczysko, chorował. - A czy ostatnio działo się coś niezwykłego? - Bo ja wiem? Czasem zdarza się w aptece głuchy telefon, ale czy to coś niezwykłego? Pewnie dzieciaki robią sobie żarty. Peter, ty chyba jesteś głodny. Jadłeś lunch? *** - Mamo, co mówią na mieście o naszych aptekarkach? - Że Peter Wilson interesuje się jedną z nich. - Mamo, wiesz, że nie o to pytam. - Wiem, wiem. Lucy jest stąd, więc nie budzi emocji. Z tym jednym wyjątkiem. - Mamo! Litości! - Ale Nancy jest obca, nic o niej nie wiadomo, więc ludzie wymyślają. - A co wymyślają? - Podobno kilka lat temu kogoś otruła. *** Do gabinetu Petera wszedł posterunkowy White. - Sir, tak sobie myślę ... Może aptekarkę chciała załatwić Lucy. Tyle, że ten Cameron się akurat nawinął, che, che. A powód pewnie finansowy miała. O, albo jeszcze lepszy pomysł mam, o chłopa się pokłóciły! Z babami siedem światów! Che, che. Sir! - White prawie zasalutował, gdy zobaczył minę nadinspektora. - White, zanim stracę cierpliwość, czym mieliście się zająć? - No ... rowerem, stary Johnson kradzież zgłosił, Sir ale ... - To weźcie się za robotę! - Peter sklął White’a pod nosem. Peter i posterunkowy Black wrócili do analizowania raportu z wypadku. Gdy skończyli, Black zwrócił się do przełożonego: - Sir.


- Tak, wiem. Trzeba sprawdzić alibi Lucy. Tylko dla porządku, oczywiście. Peter wybrał numer w komórce. - Lucy, co robiłaś w dzień wypadku po 18.00? ... Ze mną, jasne. Idiota ze mnie. ... A masz prawo jazdy? ... Tak, przecież wiem, że nie masz samochodu, ale pytam cię o prawo jazdy. ... Też nie masz. ... Nie, nic, bez powodu. ... Nie mogę teraz rozmawiać. Do zobaczenia wieczorem. - W porządku - Peter odetchnął z ulgą. Black milczał. Peter zaczął stukać ołówkiem w blat biurka. - Nie, no! Jakie w porządku!? Dałaby sobie radę z tymi głupimi hamulcami. Nie wiem, w Internecie by znalazła, czy coś. No i mogła to zrobić choćby w porze lunchu. Niech to szlag! *** - Black, ustalcie sytuację finansową i rodzinną tego Nigela i Nancy. No i oczywiście sprawdźcie, czy byli karani. - Sir, czy karani, to już sprawdziłem. Na szkoleniu nam mówili, co trzeba najpierw spraw..... - Dobrze, dobrze. - Nigel Cameron właściwie czysty, trochę mandatów, głównie za prędkość, jeden za parkowanie. Black rzucił okiem do notatek - Ale ta Nancy miała kłopoty dwa lata temu. Jakiś zrozpaczony ojciec po śmierci dziecka oskarżył ją o błąd, że niby pomyliła się przy wydawaniu leku. Biegli, całe to zamieszanie, ale okazało się, że była niewinna, wydała lek zgodnie z receptą. - To jeszcze ich sytuacja finansowa i rodzinna. - Tak jest, Sir. - Sprawdźcie też Lucy Taylor - dodał Peter jakby od niechcenia. - Oczywiście, Sir. *** Lucy spytała o szczegóły śmierci Nigela Camerona. Peter rzucił na nią badawcze spojrzenie: - Skręcił kark. O hamulcach już wiesz. Miał chłopak pecha. Może przeżyłby, gdyby ustawił sobie zagłówek. Peter zapalił papierosa. - Lucy, znałaś go?

- Tak, stare dzieje. - Nie mówiłaś mi! - Nie pytałeś! Studiował ze mną i Nancy. Był najlepszy ... na roku. - Czy zanim zaczął spotykać się z Nancy, był dłużej z kimś innym? Cisza była wymowna. - Spotykaliście się? Nancy odbiła ci Nigela? - Nie! To ja go zostawiłam - duma nie pozwoliła Lucy przyznać, że Peter trafił w czuły punkt. - Boże! Lucy, czy to ty chciałaś zabić Nancy Cameron?! Pytam poważnie! - Peter, teraz ja ci powiem coś poważnie. Wynocha! W życiu bym nie pomyślała, że mnie tak potraktujesz! Zabieraj się! Ale już! Co ja głupia sobie wyobrażałam?! ... Jeszcze krawat! ... Na krześle!!! Lucy wyrzuciła za Peterem jego kurtkę i zapalniczkę, trzasnęła drzwiami a potem usiadła na podłodze i rozpłakała się. *** Peter zadzwonił do Pleading i poprosił o połączenie z szefem. - Sir, tu nadinspektor Peter Wilson, Lychtown. Mam podejrzaną w naszej ostatniej sprawie. ... Tak, to aptekarka. Na sekatorze, który u niej znaleźliśmy są śladowe ilości płynu hamulcowego i wyłącznie jej odciski palców. ... Wszystko wskazuje na powody finansowe. Posterunkowy Black się tym zajął. Może by dla niego awans, Sir? ... Tak, oczywiście nie teraz. Black ustalił, że apteka nie przynosi wysokich dochodów, a kredyt na dom trzeba spłacać. Poza tym ona w ogóle wydaje więcej niż zarabia, ma ogromne długi. A pół roku temu Nigel Cameron odziedziczył kupę kasy, to znaczy ... - Wiem co znaczy kupa kasy, nadinspektorze. - Tak, ... więc jedyną spadkobierczynią Nigela Camerona jest jego żona Nancy. Sir, dostanę na nią nakaz? *** Wieczorem Peter zaparkował przy rynku i przez chwilę zastanawiał się co kupić, whisky czy kwiaty. Dopalił papierosa i wszedł do delikatesów. 133


135


fot. black ribbon


fot. black ribbon


139


skład: Gosia


fot. Krzysztof Krajnik


143


DZIĘKUJEMY za WSPÓLNE LATO, ZAPRASZAMY JESIENIĄ!

nibykiedy.blogspot.com

fot. Edyta

NIBY KIEDY lato  

nibykiedy.blogspot.com magazine, recipes, handmade, travel.