Page 1


Trust Speakers

Anna Maria Łuczak

7.05—28.06.2015 Kurator—Curator Romuald Demidenko

Przedmowa — 04 Foreword 02

Sny w kawałkach. Jan Verwoert o wystawie Anny Marii Łuczak Trust Speakers — 10 Dreams in Pieces. Jan Verwoert on Anna Maria Łuczak’s work Trust Speakers 08

Rozmowa z artystką — 24 Conversation with the artist 12

34

Bio


Przedmowa

pl

04

Publikacja towarzyszy instalacji Anny Marii Łuczak Trust Speakers, składającej się z wideo, rzeźb i obiektów typu ready-made. Punktem wyjścia projektu są materiały zza kulis produkcji filmu dokumentalnego, nad którym artystka pracowała w roli tłumacza, przeprowadzając wywiady z polskimi mieszkańcami hotelu robotniczego Stella Maris w niewielkim mieście Steenbergen w południowozachodniej części Holandii. Film został wyprodukowany na zlecenie lokalnej stacji telewizyjnej w celu przybliżenia autochtonom przybyszów, których liczba po akcesji Polski do Unii Europejskiej zaczęła gwałtownie rosnąć, nasilając się w szczególności w okresach prac sezonowych, kiedy to Polacy zatrudniali się m.in. przy uprawie roślin i warzyw. Z około 60 godzin nagranych rozmów, jakie przeprowadziła artystka, znaczna część nie została użyta w końcowej wersji filmu. W swoich instalacjach artystka podejmuje temat osobistej interpretacji wydarzeń historycznych. Wykorzystując odrzucone przy montażu filmu fragmenty wywiadów, próbuje zrozumieć, jak przy pomocy różnego rodzaju dokumentów archiwalnych oraz nagranych współcześnie, a także ich subiektywnej selekcji buduje się pamięć zbiorowa, tworzą skróty myślowe i uproszczenia. Narzędziem pracy artystki często jest rozmowa z osobami wybranymi w relacji do pełnionej funkcji publicznej bądź roli symbolicznej. Wywiad staje się punktem wyjścia i modelem do kreowania sytuacji, w której klasyczne role autora i tematu są rozproszone i improwizowane. Tak zaaranżowana sytuacja daje możliwość refleksji nad statusem i znaczeniem archiwum, a także przekształceniami, jakim podlega pamięć. Artystka często posługuje się znalezionymi


Trust Speakers

05

w sieci materiałami archiwalnymi w postaci zdjęć lub filmów. Wywiady z przedstawicielami kultury – filozofami, reżyserami, aktorami czy pisarzami – przeplatają się z amatorskimi nagraniami z telefonów

komórkowych czy fragmentami filmów fabularnych i dokumentalnych. Artystkę interesuje sposób, w jaki obrazy cyrkulują w przestrzeni internetu i jak zmieniają się ich znaczenia w zależności od kontekstu lub nawet kolejności prezentacji. Dzięki łączeniu w charakterystyczny dla siebie sposób wideo z elementami przestrzennymi – rzeźbą i obiektami typu ready-made – pozwala im na przejście z przestrzeni wirtualnej do materialnej rzeczywistości, a odbiorcy na nielinearny sposób interpretacji swoich prac.


Foreword

en

06

The publication accompanies the installation Trust Speakers by Anna Maria Łuczak, which comprises of videos, sculptures, and ready-made objects. The starting point of the project was behind the scenes footage from a documentary film production, wherein the artist acted as a translator during interviews with Polish residents in the workers’ hotel Stella Maris, located in the town of Steenbergen, the south-western part of the Netherlands. The film was produced on the commission of a local television station in order to introduce the strangers to the natives. After Poland’s accession to the European Union, their number began to grow exponentially, intensifying during particular periods of seasonal work, when Poles are employed, to work i.e. cultivating plants and vegetables. A significant part of the 60 hours of recorded conversations, conducted by the artist, was not used in the final version of the film.


Trust Speakers

07

In her installations, the artist takes on the subject of personal interpretation of historical events. Using film excerpts of interviews, discarded during the editing process, she attempts to understand how, through the use of various types of archival and contemporary documents, as well as their subjective selection, a collective memory is built, along with mental shortcuts and simplifications. As a tool in her work, the artist often employs interviews with persons that represent either a public or symbolic role. The interview becomes the starting point and the model for creating a situation in which the classic role of the author and subject are scattered and improvised.

A situation orchestrated in such a way provides an opportunity to reflect on the status and significance of the archive, as well as the transformations which the memory is subject to. The artist often utilizes online archival materials in the form of photographs or films. Conversations with philosophers, film directors, actors, and writers alternate with amateur recordings, fragments of films or documentaries. The artist focuses on the way in which images circulate on the internet and also how their meanings change according to the context, or even the order of presentation. By combining video with spatial elements in an unconventional way–sculpture with ready-made objects–allows them to pass from a virtual space into the material world, and the viewer’s nonlinear interpretation.


pl Sny w kawałkach 08 Jan Verwoert o wystawie Anny Marii Łuczak Trust Speakers Rzeczy są produkowane. Produkują je robotnicy. Produkty trafiają do obiegu i są pokazywane w reklamach. Robotnicy też mają swój „obieg”. Przemieszczają się do miejsc, gdzie potrzebna jest siła robocza. Kiedy robotnicy oglądają reklamy, co widzą? Rzeczy, które wyprodukowali? Czy może rzeczy, które mogą kupić za swoje pensje? Kiedy inni patrzą na robotników, co widzą? Konsumentów takich, jak oni sami? Nasze dni są podobne: pracujemy, kupujemy, przeglądamy Internet, idziemy spać. A kiedy wyłączymy komputer i zamkniemy oczy, nasze sny będą pełne powidoków ze światów cyfrowych. Robotnicy, biznesmeni i pracownicy kultury, wszyscy tak samo żyją na granicy między rzeczywistością realną a wirtualną, w miastach połączonych lotami tanich linii. W teorii powinno być nam łatwo nawiązać kontakt, kiedy podłączamy się do tej samej sieci wi-fi lub lecimy tym samym porannym lotem. W praktyce nie rozmawiamy ze sobą zbyt wiele. I ty i ja zabieramy ze sobą nasze ciała tam, dokąd idziemy, gdzie pracujemy, kupujemy, przeglądamy, śpimy. Odległość między nami chyba nie mogłaby być większa, prawda? Pytania takie jak to mogą przyjść ci do głowy, kiedy odwiedzisz instalację Trust Speakers Anny Marii Łuczak. Instalacja ta jest przestrzenią graniczną, w której wirtualne spotyka się z rzeczywistym na różne osobliwe sposoby. Ekrany, projekcje i wydruki obrazów cyfrowych dzielą przestrzeń ze szczególnymi artefaktami, nadzianymi na kije rękami odlanymi z wosku i żywymi roślinami prezentowanymi na betonowych prefabrykatach w świetle szklarniowych lamp. Filmy wyświetlane na ekranach pokazują fragmenty opowieści. Jest to opowieść o robotnikach. A może jednak nie. Nie do końca. Nie tylko. Opowieść zaczęła się, kiedy artystka pomagała dwóm filmowcom, holenderskiemu i niemieckiemu, jako tłumaczka, kontaktując się z polskimi robotnikami w Holandii, których życie planowali udokumentować. Kiedy film był gotowy, Łuczak zajęła się pracą nad materiałem, którego nie wykorzystano w filmie. Są tam ekstremalne zbliżenia na fragmenty twarzy filmowców. Słyszymy, jak bardzo silą się, by podtrzymać rozmowę. Są też ujęcia robotników, z którymi rozmawiali. Ich dyskomfort jest wręcz namacalny. To niezręczne.


Trust Speakers

09

Czytając mowę ciała, dostajemy jasny przekaz: „Czego ode mnie chcesz? Nikt z nas nie ma prawdziwego powodu, żeby przebywać razem w tym pomieszczeniu. Gdybym rozmawiał z rodziną na Skype’ie, to byłoby prawdziwe. Wasze filmowanie takim nie jest. Nie mam pojęcia, jakiej rzeczywistości szukacie, ale na pewno nie znajdziecie jej w moim pokoju hotelowym.” I mają rację. Ta rzeczywistość nie pozwala się uchwycić na taśmie. To niemożliwe. Ona jest gdzie indziej. Na Skype’ie, w szklarniach, w samolotach, w snach, w Twoich nowych adidasach, w Twojej głowie, gdzieś między młotem, kowadłem a skrzynkami pełnymi roślin z farmy przemysłowej, gotowymi na wejście do globalnego obrotu. Ale opowieść tu się nie kończy. Łuczak idzie dalej. Stawia sprawę jasno: Kiedy robotnicy nie chcą współpracować w dokumentowaniu ich życia przez obcych z kamerą, to nie tylko przypadek załamania reprezentacji. Niepowodzenie reprezentacji to także moment, kiedy rzeczywistość przełamuje się i otwiera. Łuczak pokazuje, jak prawdziwe życie rozpada się na kawałki w momencie ukazania: Jej instalacja to kawałki rzeczywistości, która nie chce się nam ukazać jako całość. Widzimy te fragmenty jako zbiór przedmiotów, obrazów, tekstów i dźwięków: rośliny, ręce, kamienie, obrazy, słowa i muzyka. Na podłodze wydruk cyfrowy wielkości dywanu, przedstawiający adidasy, tulipany i papryki. Na wysokim, metalowym stelażu wisi reprodukcja obrazu Bukiet

na tle sklepionego okna (ok. 1619) jest to martwa natura z tulipanami, którą Ambrosius Bosschaert Starszy namalował w czasie trwającej w Holandii manii, kiedy wybrana cebulka tulipana mogła kosztować tyle, co dom w Amsterdamie. Na jednym z ekranów wyświetlane są cytaty z badań nad losem polskich imigrantów w Ameryce, opublikowanych sto lat temu. W jednym z filmów usłyszymy muzykę Szopena. „Mgła mi do oczu zawiewa z łona” - tak idzie tekst. Kolejny materiał wideo zawiera nagrania reklam telewizyjnych z lat 90., tryskających optymizmem. To wielowarstwowy mashup przeszłości i teraźniejszości. W pewnym sensie, instalacja przywołuje wiele rzeczy związanych ze sposobem, w jaki kapitalizm spekulacyjny wciągał na swoją orbitę ciała, naturę, pragnienia i ambicje, poczynając od czasów tulipanowego szału. Jednak jednocześnie poszczególne elementy uzyskują możliwość mówienia do nas o tym, jak siły kapitału rozbijają rzeczywistość na fragmenty; a uzyskują ją po prostu dzięki temu, że Łuczak odważyła się jasno powiedzieć, czym są: Odrębnymi fragmentami, ciałami, obrazami, słowami i przedmiotami, które trafiły do różnych miejsc. Dziś rano, kiedy stałem w kolejce do bramki, aby dostać się na lot Easyjet do Amsterdamu o 5:30, usłyszałem ludzi mówiących koło mnie po polsku. Jednak kiedy usiedliśmy w poczekalni, przestałem ich słuchać i zamiast tego skupiłem się na skończeniu tego tekstu.


en Dreams in Pieces 10 Jan Verwoert on Anna Maria Łuczak’s work Trust Speakers Things get produced. Workers produce them. Products are put into circulation and shown in commercials. Workers circulate too. They move to places where work is needed. When workers watch commercials, what do they see? Things they produced? Or things they can buy with their wages? When other people look at workers, what do they see? Fellow consumers? Our days are similar: work, shop, browse the internet, go to bed. And when we shut down the computer and close our eyes, our dreams will be filled with after images of digital worlds. Workers and people in business or culture alike live their lifes on the threshold between virtual and concrete realities in cities connected by budget airlines. In theory, we should easily connect when we’re on the same wireless network or early flight. In practice, we don’t talk that much. You take your body and I take mine to where I go, work, shop, browse, sleep. The distance between us couldn’t be bigger, could it? Some such questions may run through your head when you step into the installation Trust Speakers by Anna Maria Łuczak. The installation is a threshold space where the virtual meets the concrete in peculiar ways. Screens, projections and prints with digital imagery share this space with peculiar artefacts, wax casts of hands, stuck on sticks, and live plants under greenhouse lights displayed on concrete slabs. The films shown on the screens give you fragments of a story. It is a story about workers. But then it isn’t. Not really. Not only. The story began with the artist helping Dutch and German filmmakers as a translator, to approach Polish workers in the Netherlands whose life they planned to document. When the film was done, Łuczak continued and began working with the discarded footage. There are extreme close-ups on parts of the filmmakers’ faces. You hear them try hard to get the conversation going. And there are shots of the interviewed workers. Their discomfort is tangible. This is awkward. If you read body language, their message is clear: “What do you want from me? None of us have a real reason to be in this room together. If I were on skype to my family at home that would be real. You being here with your camera isn’t. I have no idea what reality you’re looking for but you surely won’t find it in my hotel room.” They’re right. This reality refuses to be caught on tape. It can’t be. It’s somewhere else. On skype, in


Trust Speakers

11

greenhouses, on planes, in dreams, in your new adidas sneakers, in your head; somewhere between a rock, a hard place and crateloads of industrially farmed greens ready to enter global circulation. But the story won’t end here. Łuczak takes things further. She makes clear: What happens when the workers reject having their life documented by strangers arriving with a camera, this is not just a case of representation breaking down. Reality instead breaks open when it fails to represent. So Łuczak shows how the real falls into pieces when it shows itself: Her installation gives you pieces of a reality that refuses to be represented as one. It gives you these pieces in the form of an assemblage of things, images, texts and sounds: plants, hands, stones, pictures, words and music. On the floor lies a carpet sized digital print with pictures of addidas sneakers, tulips and peppers. On a tall upright metal display hangs a reproduction of Vase with Flowers (1619) by Ambrosius Bosschaert the Elder, a still life with tulips from times of mania in Holland when a chosen tulip bulb could cost as much as an Amsterdam townhouse. One video shows quotes from a study on the fate of Polish immigrants in America, published a century ago. One video features music by Chopin. "My heart is heavy, my eyes full of sorrow" run the lyrics. Another includes TVfootage from commercials shot in the 1990, brimming with optimism. It's

a multilayered mush-up of times past and times present. In one sense, it all chimes and evokes many things you could say about the way speculative capitalism has been pulling bodies, nature, desires and ambitions into its orbit, ever since tulips were all the rage. At the same time, however, the different elements receive their power to speak about realities fragmented by capital's forces by virtue of the very fact that Łuczak dares to affirm them as what they are: distinct fragments, bodies, pictures, words and things that end up in different places. When I queued at the gate for the easyjet flight to Amsterdam at 5.30 am today, on my way to work, I heard some Polish close to me. But once we sat in the waiting area, I stopped listening and focussed on finishing this text instead.


Rozmowa z artystką

pl

12

Chciałbym na początku zapytać czy przypominasz sobie moment kiedy przyjechałaś do Holandii po raz pierwszy.

Przyjeżdżałam do Holandii już od końca lat 80. albo wczesnych 90. Siostra mojego ojca wyszła za mąż za Holendra. Kontakty z nią były bardzo utrudnione ale zaraz po 1989 moi rodzice, na fali transformacji – mimo że obydwoje związani byli z zupełnie innymi dziedzinami aktywności zawodowej, psycholog i nauczyciel akademicki – założyli biuro podroży specjalizujące się w wycieczkach autokarowych do krajów Beneluksu, ze szczególnym uwzględnieniem Holandii. W ten sposób mogliśmy odwiedzać rodzinę, wychowywać się się razem z ich dziećmi. I w zasadzie w tych autobusach, ponieważ podróż trwała czasami około trzydziestu godzin, i nigdy nie wiadomo było czy uda się dotrzeć na miejsce. Celnicy zawsze mogli cofnąć autobus, przeszukiwali bagaże, uważnie sprawdzali paszporty, czyhali na jakieś nieścisłości. Wydawało mi się, że Holandia, kiedy się do niej przeprowadziłam, to był już teren oswojony i w dużej mierze poznany. Jedyne co pamiętam rzeczywiście z tych pierwszych chwil, to podróż autobusem, i tę zmianę która nagle następowała po przekroczeniu granicy. Wszystko stawało się bardziej kolorowe, czyste, jakby świecące. Kształty krajobrazu łagodne, architektura cukierkowa. To pamiętam, z tej szarości, jakiejś takiej kanciastości. Nagle wszystko stawało się łagodne.

Jakie były twoje oczekiwania wobec nowego miejsca? Co było największym zaskoczeniem, trudnością a co było przyjemne?

Kiedy przyjechałam do Holandii w 2005 roku, będąc już wtedy studentką pierwszego roku malarstwa na Łódzkiej ASP to w zasadzie zupełnie nie planowałam tu zostawać. Trochę za namową ciotki, a trochę z ciekawości, poszłam na egzaminy wstępne do tutejszej szkoły plastycznej. Nie byli przekonani do moich realistycznych obrazów martwych natur i aktów przywiezionych w teczce z Łodzi, mimo to jednak postanowili dać mi szansę. Z perspektywy czasu, nie wiem czy jestem do końca wdzięczna za ten akt łaski ze strony egzaminatora.


Trust Speakers

13

Cały ten proces edukacyjny i integracyjny był naprawdę wielką próbą i wyzwaniem. Wielokrotnie wydawało mi się, i nadal wydaje, że poziom kształcenia i poziom studentów na ASP w Łodzi, przewyższał pod każdym względem akademię Willema de Kooninga w Rotterdamie. Nigdy nie myślałam, że tu zostanę, przyjeżdżając dziesięć lat temu. Planowałam, że to tylko na rok, na wymianę, i że zaraz przecież wrócę. Nadal tak mi się wydaje. Nie miałam wielkich oczekiwań. Myślałam, że będzie to ciekawe doświadczenie, że zobaczę sobie jak tu świat działa. I że zaraz z tym wszystkim zobaczonym wracam do Łodzi, bo tam jest przecież najlepiej na świecie. Nie mniej jednak, na powrót wydawało mi się za wcześnie. Przyjemne było poczucie niezależności, i osiągnięcie jako takiej samodzielności. Przyjemne było również, po latach w Willem de Kooning Academie, znalezienie się w Piet Zwart Institute, czyli na studiach magisterskich, które pod żadnym względem mnie nie zawiodły i gdzie w końcu poznałam ludzi, wśród których czułam się dobrze. Największym zaskoczeniem, a zarazem trudnością, okazało się to, że jednak zostałam, a trudnością... żeby zostać. To było trochę tak jak z marchewką na sznurku, że zawsze mi się jeszcze wydaje, że jest tu coś do zrobienia, że coś jeszcze na mnie czeka, a potem mogę wracać.

Gdybyś miała zasugerować komuś, kto planuje przeprowadzkę do obcego kraju, jak się do niej najlepiej przygotować, to o czym warto pamiętać? Co jest najważniejsze?

Warto uzbroić się w dużo cierpliwości i nie mieć zbyt wielkich oczekiwań. Przygotować się na to, że będzie naprawdę ciężko, może nawet strasznie ale też na to, że potem, z czasem będzie lepiej. Tak mi się wydaje, potrzeba bardzo dużo cierpliwości.

Jacy są Polacy mieszkający w Holandii i gdzie pracują?

Ta polska obecność w Holandii była mi znana raczej z doniesień prasowych i skandalicznych informacji na temat pomysłów skrajnie prawicowej partii politycznej, która zainicjowała stronę internetową umożliwiającą składanie zażaleń i skarg dotyczących Polaków właśnie. Strona ta była przedmiotem żartów i raczej nikt przy zdrowych zmysłach nie myślał żeby korzystać z tego rodzaju formy donosu.Trudno jest mi generalizować, trudno oceniać. Podejmując temat emigracji w mojej pracy, właśnie tego generalizowania i szufladkowania chciałabym uniknąć albo przynajmniej pokazać jak robią to inni. Zestawić klisze dotyczące


pl

14

wyobrażenia Polaków na temat Holandii, z kliszami Holendrów na temat Polaków przyjeżdżających tu do pracy. Myślę, że wszyscy starają się sobie tę percepcje ułatwić, i właśnie przez to, trochę z lenistwa, a trochę po to żeby mieć poczucie, że świat jest zrozumiały i oswojony, tworzą się stereotypy i skróty myślowe. Polacy mieszkający w Holandii są różni, tak jak różni są Surinamczycy mieszkający w Holandii, różni Turcy, Marokańczycy, a także sami Holendrzy. W dzielnicy w której mieszkam jest kilka polskich sklepów i ciągle otwierają się nowe. Odwiedzam te miejsca z pewnym dystansem. Kupowanie polskiego mleka w kraju, który jest wiodącym producentem wyrobów mlecznych wydaje mi się zaskakującym pomysłem. Czasem jednak fajnie jest mieć możliwość kupienia kukułek, krówek czy świeżych pierogów. Na ulicy często słychać polski, widzę dużo matek z dziećmi mówiących między sobą po polsku. Atmosfera trochę jak w małym polskim miasteczku.


Trust Speakers

15

Sama, w trakcie studiów pracowałam jako kelnerka. Pocztą pantoflową docierały do mnie informacje, że Polacy są bardzo zaufani i pożądani jako budowlańcy czy ekipy remontowe. Nie mniej jednak, przed pracą nad filmem dokumentalnym „Pools voor Beginners” nie miałam wiele styczności z Polakami. Dopiero to doświadczenie pokazało mi jak duża jest skala emigracji. Miejsce na którym skupiły się Anna Witte i Josefien van Kooten, reżyserki dokumentu, hotel robotniczy Stella Maris w Steenbergen, w Brabancji, pośredniczy przy wynajmowaniu Polaków do prac sezonowych, głównie w szklarniach, przy produkcji pomidorów, papryki, cebul kwiatowych, ryb a także w fabryce adidasa, która po zakończeniu zdjęć została przeniesiona do Niemiec.

Jak wyglądała twoja praca z Polakami nad filmem?

Moja obecność na planie tego filmu nie była planowana. Ekipy filmów dokumentalnych są z reguły bardzo małe, im mniejsze, tym lepiej. Każdy dodatkowy człowiek raczej przeszkadza. Operator, dźwiękowiec i dwie reżyserki to już cały tłum. Dziewczyny planowały robić te wywiady po angielsku, ale w trakcie okazało się, że to niestety nie będzie możliwe. Moja rola miała zatem polegać na tłumaczeniu symultanicznym podczas wywiadów, oraz na

Rozmowa z artystką

znajdowaniu osób chętnych do wzięcia udziału w filmie. Praca ta była niezwykle trudna pod każdym względem. Przeszkadzał nie tylko fakt, że bardzo ciężko było znaleźć osobę gotową na opowiadanie o swoim życiu przed kamerą. Zdobycie zaufania w takim miejscu było szczególnym wyzwaniem Za każdym razem, kiedy udawało mi się po wielu tygodniach poszukiwań znaleźć kogoś chętnego, okazywało się, że firma przenosi go na drugi koniec Holandii, bo akurat teraz potrzebny jest gdzieś indziej, zmieniają mu pracę, albo w ogóle odsyłają do Polski. A film miał skupiać się na tym konkretnym miejscu, również przez to, że wcale niełatwo było znaleźć hotel robotniczy który zgodził by się na wpuszczenie ekipy filmu dokumentalnego w swoje progi. Praca nad filmem trwała około roku. Jeździłam tam dość regularnie, przesiadywałam na patio, które jest jedynym miejscem w Stella Maris gdzie można palić papierosy, więc po pracy, całe życie socjalne mieszkańców przenosi się właśnie tam. Podchodziłam do stolików, opowiadałam o projekcie, o intencjach reżyserek, które wielokrotnie podkreślały, że chcą zrobić film który pokaże indywidualnego człowieka, żeby z tej bezimiennej masy emigracyjnej wyłonił się jakiś przyjazny obraz, w odpowiedzi na nieprzychylne Polakom komentarze demagogicznych polityków. To miał być film, w którym Polacy dadzą się poznać, żeby statystyczny holender wiedział już, że nie stanowimy zagrożenia, że jesteśmy


pl

20

sympatyczni, że jesteśmy pracowici, że jesteśmy rzetelni i uczciwi. Obraz miał nie wiktymizować Polaków, ponieważ hotel Stella Maris gdzie odbywały się zdjęcia jest relatywnie w porządku, na pierwszy rzut oka, nawet wspaniały, warunki tam panujące nie są najgorsze. Celem tego filmu było pokazać „obiektywny” wizerunek Polaka, na w miarę „neutralnym” gruncie.

W swojej nowej pracy korzystałaś z tekstów Floriana Znanieckiego. Pojawiają się w niej też fragmenty filmów, np. Kieślowskiego, dokumenty, fragmenty reklam z lat 90. Opowiedz dlaczego zdecydowałaś się na takie nawiązania. Jak pracujesz? Interesuje mnie to, co ginie w tłumaczeniu, ginie w procesie dokumentacji. Andrzej Leder twierdzi że zapamiętujemy tylko to co już w jakiś sposób pasuje do naszego wyobrażenia na temat przeszłości. Z drogiej strony, wywiad, jako najbardziej spontaniczna, bezpośrednia i potencjalnie podlegająca najmniejszej interwencji forma wypowiedzi jest tematem wielu moich prac. Znaczna część materiału zebranego przez nas w trakcie pracy nad filmem została odrzucona przy montażu. Interesujące było dla mnie to, jaki materiał zostaje odrzucony i co mówi o tym zjawisku jakim jest emigracja, co mówią zadawane pytania o tych którzy je zadają. W jaki sposób poprzez same pytania buduje się narrację która pasuje bądź nie, do panującego dyskursu. Florian Znaniecki był jednym z pierwszych socjologów posługujących się metodą biograficzną wykorzystujących historie mówione, pamiętniki, listy, dokumenty osobiste do celów naukowych a o jego pracy dowiedziałam się przez przypadek. Był on współautorem publikacji Chłop polski w Europie i Ameryce, która jest analizą wiejskich emigrantów polskich w Ameryce z pierwszej połowy XX wieku, wydana w języku angielskim w latach 20. a w języku polskim w 1976 roku. Wydawało mi się ciekawe porównać emigrację sprzed prawie stu lat, czy też język jakim się ją opisuje, z tą obecną. Nasze wywiady w jakiś sposób przypominają metodę badawczą jaką wprowadził Znaniecki. Wywiad rzeka, z którego próbuje się wyciągnąć szersze wnioski. Daje się bohaterowi całkowitą wolność i przestrzeń wypowiedzi. Mimo tak zaaranżowanej sytuacji i intencji neutralnego przekazu,


Trust Speakers

21

wciąż mam wrażenie, że trudno jest zrozumieć jak ta emigracja wyglądała i jak wygląda dziś. Internet daje poczucie, że wszystko jest dostępne natychmiast, każdą informację można zweryfikować i sprawdzić. Nic nie ginie. Niejednokrotnie mam wrażenie, że ta nieograniczona ilość informacji powoduje raczej jeszcze większy chaos, i zamiast pomóc w zrozumieniu różnych zjawisk, pozostawia w złudnym wrażeniu wszechwiedzy. W swoich pracach staram się ten chaos informacyjny odtworzyć i zbudować narrację, która jest otwarta, którą każdy może odczytać na swój sposób. Kieślowski zaczynał jako dokumentalista, jego głos w tej dyskusji wdawał mi się wartościowy i istotny.

Rozmowa z artystką

Reklamy z lat dziewięćdziesiątych są dla mnie symbolem czasu w którym jeszcze wizja „zachodu” była ekscytująca, a polska wersja kapitalizmu, aspirująca i pełna wiary że rzeczywiście może być tak jak w reklamie, że gdzieś tam na świecie tak właśnie jest. Przy pracy nad nową instalacją, zaczynam od gromadzenia różnego rodzaju materiałów wideo. Zbieram audycje radiowe, fragmenty programów telewizyjnych, wywiady z You Tube, zaglądam do mojego własnego archiwum. Filmuję codzienne sytuacje. Proces ten jest dość powolny. Staram się dowiedzieć jak najwięcej o temacie, zdecydować, jaki ma być ogólny kierunek pracy, a potem zamykam się po prostu z tym wszystkim, i pozwalam sobie na improwizację.


Conversation with the artist

en

24

Firstly, I would like to ask whether you remember the moment when you arrived in the Netherlands for the first time.

I have been coming to the Netherlands since the late 1980s / early 1990s. My father’s sister married a Dutchman. Contact with her was never easy, but immediately after 1989, my parents, during the wave of transformation–even though they were both working in very different professions, a psychologist and lecturer–established a travel agency specializing in coach trips to Benelux countries, with particular emphasis on the Netherlands. In this way, we were able to visit our family and grow up together with their children. But riding these buses, because the journey took about thirty hours or so, you never actually knew whether you would reach your final destination. Customs officers could always make the bus turn around; they searched the luggage, carefully checked passports – searching for any inaccuracies. By the time I moved to the Netherlands, I was already accustomed to it and felt quite at home. One of the things I remember best from those first moments is the bus trip, and the change that suddenly followed after crossing the border; everything became more colorful, cleaner, almost glowing. The landscape was gentle, and the architecture sweet as candy. I remember, that there was a kind of jaggedness in this grey. But then suddenly, everything became gentle.

What did you expect from this new place? What was most surprising, difficult, and what was a pleasure?

When I came to the Netherlands in 2005, already being a first year student of painting at the Academy of Fine Arts in Łódź, I was not at all planning to stay here. With a bit of persuasion from my aunt, and my own curiosity, I went to the entrance exams at the local art school. They were not convinced by my realistic paintings of still lifes and acts brought in a case from Łódź, but nevertheless, they decided to give me a chance. In retrospect, I’m not sure whether I am completely grateful for this act of kindness on the part of the examiner. This entire educational and integration process was really a great experiment and challenge for me. Many times it seemed, and still seems, that the level of education and level of the students at the Academy of Fine Arts in Łódź surpassed those at the Willem


Trust Speakers

25

de Kooning Academy in Rotterdam in every respect. Coming here a decade ago, I never thought that I would stay. I planned to stay for just a year, as an exchange student, and that soon after I would return. It still seems this way to me. I had no great expectations. I thought it would be an interesting experience, that I would get to see how life operates here, and that I would take this experience back with me to Łódź, because after all, it’s the best place in the world. Nevertheless, it was too early to return. Feeling independent

and achieving such self-reliance was pleasant. What was also pleasant, after years at the Willem de Kooning Academy, was finding myself at the Piet Zwart Institute for postgraduate courses, which in no way failed me, and where I finally met people among whom I felt comfortable. The biggest surprise, and also difficulty, was that I stayed, but the difficulty was… staying. It was a bit like a carrot on a stick, because it always seems that there is something to do here, that something else is waiting for me, and then I can come back.

If someone you knew was planning on moving abroad, what advice would you give them? How should they prepare and what should they remember? What is most important?

You should equip yourself with lots of patience and don’t set your expectations too high. Prepare yourself mentally that it will be really hard, maybe even awful, but also for the fact that with time, it will get easier. That’s what I think, that you need a lot of patience.

What are the Poles living in the Netherlands like? Where do they work?

This Polish presence in the Netherlands was mainly made known to me from news reports and scandalous information on the ideas of the far right political party, which initiated a website enabling the submission of complaints related to Poles. This site was the subject of jokes and rather no one in their right mind would think to use this kind of form of denunciation. It’s hard for me to generalize, to assess. By taking up the subject of emigration in my work, I would like to avoid these generalizations and pigeonholing, instead, I would at least like to show how others do it. To compare the clichés of the Poles’ ideas about the Netherlands, with the clichés of the Dutch about the Poles who come here to work. I think everyone is trying to facilitate these perceptions for


en

26

themselves, and precisely because of this, a bit out of laziness, and a bit in order to get the feeling that the world is an understandable and familiar place, stereotypes and mental shortcuts are formed. The Poles living in the Netherlands are all different, just as the Surinamers living in the Netherlands are, and also the Turks, Moroccans, as well the Dutchmen themselves. There are a few Polish shops in the district where I live, and new ones are constantly opening up. I visit these places with a certain distance. Buying Polish milk in a country that is a leading manufacturer of dairy products seems like a baffling idea. Of course sometimes it’s nice to be able to buy kukułka [Polish candy stuffed with cocoa with the addition of alcohol], krówki [literally “little cows,” Polish fudge, semi-soft milk toffee candies], or fresh Polish dumplings. You often hear Polish on the streets; I see a lot of mothers with children speaking Polish amongst one another. The atmosphere a bit like in a small Polish town. I myself worked as a waitress while I was studying. Through the grapevine, I heard that Poles are highly trusted and desirable as construction workers and renovation teams. Nevertheless, before work on the documentary “Pools voor Beginners,” I had little contact with Poles. Only after this experience did I recognize how big the scale of emigration was. The place of focus of Anna Witte and Josefien van Kooten, directors of the documentary, was the workers’ hotel Stella Maris in Steenbergen, in North Brabant, which rents rooms to Poles for seasonal work, mainly in greenhouses, in the cultivation of tomatoes, peppers, onions, fish, as well as those working in the Adidas factory, which was moved to Germany right after filming.

Elaborate on what it was like to work with Poles on the film.

My presence on the set of that film was not planned. Usually, the crew of a documentary film is very small, the smaller, the better. Each additional person disturbs. The camera operator, sound engineer, and two directors are already a crowd. The directors were planning to do these interviews in English, but in the course


Trust Speakers

27

of the work , it turned out that it was unfortunately not possible. My role was then based on simultaneous translation of the interviews, and also on finding people willing to participate in the film. This work was extremely difficult in every sense. The difficulty wasn’t only the fact that it was nearly impossible to find a person willing to speak about their life in front of a camera, but gaining their trust in such a place was a great challenge as well. Every time when I succeeded in finding someone, after many weeks of searching, it turned out that the company was moving them to the other end of the Netherlands, because in this moment they are needed somewhere else, they change their job, or just send them back to Poland. And the film was centered on this particular location, also because

Conversation with the artist

of the fact that it was difficult to find a workers’ hotel that would agree to let a documentary film crew inside. Work on the film took about a year. I was going there quite regularly, sitting on the patio, which is the only place in Stella Maris where you can smoke cigarettes, so after work, the entire social life of the residents moved there.


en

28

I approached the tables, told about the project, about the directors’ intentions, who repeatedly stressed that they want to make a film that would show the individual person, so to give a friendly image to this nameless immigrating mass, in response to the hostile comments against Poles by demagogic politicians. It was supposed to be a film in which Poles allow themselves to be known, so that the average Dutchman would know that we don’t pose a threat, that we’re friendly, hardworking, reliable, and honest. The point was not to victimize the Poles, because the hotel Stella Maris, where the shooting took place, is relatively OK, at first glance, even great. The purpose of this film was to show the “objective” image of the Pole, on relatively “neutral” grounds.

You used the texts of Florian Znaniecki in your new work, which also includes fragments of films, such as Kieślowski’s, documentaries, and fragments of commercials from the 90s. Why did you decide to use these references? How do you work? I’m interested in what is lost in translation, lost in the process of documentation. Andrzej Leder claims that we only remember what already somehow fits our ideas about the past. On the other hand, the interview, as the most spontaneous, direct, and potentially subject to minimum intervention form


Trust Speakers

29

of expression, is the subject of many of my works. A significant portion of the material, collected by us in the course of working on the film, was rejected during the editing process. It was interesting for me to see what material is rejected and what it says about the phenomenon of immigration, and what the asked questions say about the interviewer. In what way, through the questions alone, the narrative is built, which either fits or doesn’t to the prevailing discourse. Florian Znaniecki, whose work I came across by accident, was one of the first sociologists who used the biographical method, using spoken stories, diaries, letters, and personal documents for scientific purposes. He was co-author of The Polish Peasant in Europe and America, which is an analysis of rural Polish immigrants in America from the first half of the twentieth century, published in English in the 1920s and in Polish in 1976. I found it interesting to compare immigration from almost a hundred years ago, and also the language used to describe it with the current. In some way, our interviews resemble the research method that Znaniecki introduced. The in-depth interview tries to draw wider conclusions. It gives the protagonist complete freedom of expression. Despite the arrangement of the situation and intentions of neutral conveyance, I still have the impression that it is difficult to understand how this emigration looked in the past

Conversation with the artist

and how it looks today. The Internet gives you the feeling that everything is available instantly, that all information can be verified and checked. Nothing is lost. Many times I have had the impression that this unlimited amount of information causes even greater chaos, and instead of helping you to understand different phenomena, leaves you with the illusory impression of omniscience. In my work, I try to reconstruct this chaos of information and build a narrative that is open, which everyone can interpret in their own way. Kieślowski began as a documentary filmmaker. His voice in this discussion seemed valuable and important to me. Advertisements from the 90s are for me a symbol of a time in which the vision of “the West” was exciting, and the Polish version of capitalism was aspiring and full of faith that life really can be just like in the advertisements–that somewhere in the world it’s just like that. For my new installation, I’m starting by collecting various types of video content. I am collecting radio broadcasts, fragments of television programs, YouTube interviews, and looking to my own archive. I am filming everyday situations. This process is quite slow. I’m trying to learn as much as possible about the topic, to decide what the general direction of the work should be. Then, I simply ruminate over it and allow myself to improvise.


Bio Anna Maria Łuczak (ur. 1984, Łódź) absolwentka Willem de Kooning Academie (2005–2009) i Piet Zwart Institute (2011–2013) w Rotterdamie w Holandii. Brała udział w wielu wystawach zbiorowych i indywidualnych, m.in.: Villa Bernasconi, Genewa (2011), Kunstvlai, Amsterdam (2012), TENT, Rotterdam (2013), Soma Kunstgeneratorinstitusjon, Bergen (2013), BWA Zielona Góra (2014), AIR Jakobstad (2014). Mieszka i pracuje w Rotterdamie. Anna Maria Łuczak (b. 1984 in Łódź) graduated from the Willem de Kooning Academie (2005-2009) and the Piet Zwart Institute in Rotterdam, Netherlands (2011-2013). She has participated in numerous group and solo exhibitions, including: Villa Bernasconi, Geneva (2011); Kunstvlai, Amsterdam (2012); TENT, Rotterdam (2013); Soma Kunstgeneratorinstitusjon, Bergen (2013); BWA Zielona Góra (2014); AIR Jakobstad (2014). The artist lives and works in Rotterdam.

pl/en

34

We współpracy Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski i Banku Pekao S.A. narodził się projekt wspierający młodą sztukę: Bank Pekao Project Room. Począwszy od kwietnia 2012 roku CSW prezentuje najciekawsze projekty przygotowane przez polskich twórców. Do tej pory odbyło się ok. 50 wystaw, m.in. takich artystów jak: Dorota Buczkowska, Kama Sokolnicka, Aleksandra Waliszewska, Piotr Grabowski, Przemek Matecki, Tymek Borowski, Michał Frydrych, Katarzyna Przezwańska, Jakub Woynarowski, Łukasz Surowiec czy Małgorzata Szymankiewicz. The Centre for Contemporary Art Ujazdowski Castle in Warsaw and Poland’s Bank Pekao S.A. have come together to launch a new project aimed at supporting young artists: Bank Pekao Project Room. What began in April of 2012 is being continued through presentations of projects from the most interesting Polish artists. Thus far, 50 exhibitions has been shown within the frames of Project Room, including such artists as: Dorota Buczkowska, Kama Sokolnicka, Piotr Grabowski, Przemek Matecki, Tymek Borowski, Michał Frydrych, Katarzyna Przezwańska, Jakub Woynarowski, Łukasz Surowiec, and Małgorzata Szymankiewicz.


Bank Pekao Project Room Anna Maria Łuczak Trust Speakers

wystawa—exhibition 7.05—28.06.2015

Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski Centre for Contemporary Art Ujazdowski Castle ul. Jazdów 2, 00—467 Warszawa csw.art.pl Dyrektor / Director Małgorzata Ludwisiak

Kurator—Curator Romuald Demidenko Podziękowania—Acknowledgements Piotr Kowalski + Anna Dąbrowa, Marta Krężel, Adam Bubel, Grzegorz Gajewski, Bartosz Pawłowski, Paweł Słowik, Stanisław Wieczorek, Anna Witte & Josefien van Kooten Ghislain Amar, Bernd Krauß, Jan Verwoert, Maciej Łuczak, Lisette Kelder, Kasia Stańczak, Magdalena Majewska Współpraca—Cooperation Eidotech, Miasto Druku, Lumineus, Paged + newartcenter.info Teksty—Texts Anna Maria Łuczak, Jan Verwoert Tłumaczenie—Translation Agnieszka Dudek, Bogusia Piętak Graphic design—Projekt graficzny Magdalena Heliasz / txtpublishing.pl

ISBN 978-83-61156-87-1 Partner projektu / Project’s partner: Bank Pekao S.A.

Patroni medialni CSW / CCA Media Patronage:


Trust Speakers  

Anna Maria Luczak, CCA Ujazdowski Castle

Trust Speakers  

Anna Maria Luczak, CCA Ujazdowski Castle

Advertisement