Page 1

NETWORK magazyn

nr 02/2004 cena 16,50 PLN

PERIODYK BRANŻOWY ISSN 1642-2872

OD NETWORKOWCA REGIONALNEGO DO GLOBALNEGO

10 największych kłamstw network marketingu i ich konsekwencje

Internet w network marketingu Początek końca systemów argentyńskich w Polsce?


NETWORK MAGAZYN

POSTMAN

Niech mówią Czytelnicy, czyli z listów słów kilka...

Bardzo dziękujemy Czytelnikom Network magazynu za nadsyłaną korespondencję. Szkoda tylko, że w znacznej mierze są to listy na temat firmy InnoFlex. Z drugiej strony zadziwia fakt, że nie otrzymaliśmy sygnału – oprócz listu od prezesa InnoFlex – od osoby, która byłaby zadowolona ze współpracy z tą firmą. Nadawcy publikowanych listów prosili nas o zachowanie anonimowości. Liczymy na korespondencję i prosimy o wszelkie spostrzeżenia dotyczące magazynu. Jesteśmy pismem młodym, pragniemy się rozwijać, chcemy, aby każdy kolejny numer był lepszy od poprzedniego. Prosimy o komentarze, opinie oraz uwagi i zapewniamy, że wszystkie wskazówki będziemy brali pod uwagę. Przecież Network magazyn jest dla Was mili Czytelnicy! Redakcja Network magazynu

Mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że to jest kolejna firma naciągająca ludzi, którzy w naszym kraju chcąc zarabiać pieniądze na normalne życie wpadają w sidła oszustów. K.S.

Do współpracy z firmą InnoFlex zostałam zachęcona przez koleżankę. W dniu 8.11.2003r. byłam na prezentacji firmy w Hotelu Centralnym w Kędzierzynie – Koźlu. Idea i pomysł w rozwijaniu biznesu były bardzo ciekawie zarysowane, podobało mi się. Zachęcona zaczęłam budować sieć i kilka kolejnych osób również zachęciłam do współpracy. 6.12.2003r. – oficjalne, uroczyste otwarcie w Warszawie – było, no i ... do działań! Jak życie pokazało – jest lub była to firma OSZUSTÓW. Naciągnęli setki ludzi na wydatki finansowe i czasowe. To nie są profesjonaliści! My wszyscy bardzo rzetelnie podeszliśmy do sprawy, a w podziękowaniu – doświadczenie życiowe – strata pieniędzy i czasu, który daje możliwości w inny, uczciwy sposób dojść do sukcesu. Cz.P.

Pierwszy system był pokazany jako praca dla „mrówek”, mało opłacalna, natomiast VAP to były drzwi do ogromnego sukcesu i na tym się skupiano. Dziwne dla mnie było to, że planem podstawowym nie można było wypracować VAP`a, tylko trzeba było za niego i tak zapłacić 1290 EUR. Teczka zawierała umowy TK i VAP, segregator i 3 karty dostępu do sklepów internetowych. Od września do grudnia zmieniono plan marketingowy kilkakrotnie. 6 grudnia 2003 roku odbyła się premiera produktu FlexFon. Przez kilka tygodni nikt nie mógł się doprosić o umowy na tę usługę. Nie było żadnej osoby kompetentnej w Warszawie, która udzieliłaby rzetelnej informacji na temat tego produktu. Zmarnowałam kilka miesięcy czekając, że InnoFlex w końcu zacznie zachowywać się odpowiedzialnie. Na szczęście nie dałam się namówić na zakup VAP`a bo czułabym się poważnie oszukana. Koszty jakie poniosłam na wpisanie się do firmy, stracony czas i wyjazdy na kilka szkoleń traktuję jako inwestycję w swoje doświadczenie. Wiem teraz, że jeżeli jakakolwiek firma będzie żądała dużych pieniędzy za wpis będzie cokolwiek niejasnego w jej planach i działaniach to należy omijać ją szerokim łukiem. G.R.

Pierwsze informacje na temat firmy InnoFlex otrzymałem od znajomej, która weszła w strukturę kilka miesięcy wcześniej. Bardzo mnie zainteresowała idea firmy oraz możliwość zarobienia „dużych” pieniędzy. Pakiet startowy wykupiłem na spotkaniu w Hotelu Centralnym 8.11.2003 roku w Kędzierzynie – Koźlu. Kwota 330zł, którą zapłaciłem jest dla mnie znacząca ale pomyślałem „aby zarobić trzeba zainwestować”. Wszystko wyglądało dobrze do czasu gdy firma zaczęła zmieniać formy wynagrodzeń na coraz to niższe – i to już mi podpadało. Do dnia dzisiejszego poniosłem tylko straty. Ponadto, chcąc zrezygnować z udziału w firmie InnoFlex nikt z kierownictwa nie potrafi udzielić mi prostej odpowiedzi, jak to zrobić. Wiem, że jeżeli upłynie rok od mojego przystąpienia do firmy dostanę fakturę na kwotę około 130 zł – za to że jestem w firmie oraz po 99 EUR za każdą zarejestrowaną kartę do sklepu internetowego. Nie wszyscy o tym jednak wiedzą i dopiero gdy upłynie rok to ludzie przejrzą na oczy kiedy będą musieli zapłacić kwotę około 1500 zł. 2

Do firmy InnoFlex zostałam zachęcona przez mojego długoletniego kolegę z Niemiec, poważnego biznesmena. We wrześniu 2003 roku pojechałam na prezentację firmy do Wrocławia. Idea firmy i system wynagrodzeń wydał mi się ciekawy. Proponowano dwa systemy pracy: 1. Plan TK – to teczka za 79 EUR i początek od poziomu „0” 2. Plan VAP – to teczka za 1290 EUR i start od 3 poziomu, wyższe wynagrodzenia (obrót własny + różnica wypłacana pomiędzy 1 i 3 poziomem), własna strona internetowa, możliwość szkoleń w VAP Academy.

Na spotkaniu rekrutacyjnym InnoFlex`u byłem w Katowicach. 12 lat zajmuje się network marketingiem, myślę, że trochę się zapoznałem z zasadami działania tej branży i to mnie uchroniło od wejścia w ten biznes. Normalny człowiek od razu widzi i słyszy w co grają ci ludzie. Firma jest typową piramidą finansową. W dodatku starannie i sprytnie przemyślaną. Każdy szczegół jest tak dopracowany, że w zasadzie wszystko robią zgodnie z prawem. Przecież ludzie sami wpłacają im pieniądze za coś, czego praktycznie nie ma. Psychologia tłumu. Słyszałem od znajomych, że te usługi telefoniczne to wielka ściema, że nikt z firmy się tym nie interesuje. Z resztą po pierwszym spotkaniu wiadomo, na czym firma zarabia. Niesamowite jest to, że InnoFlex ma z tego co wiem dobrą opinię w fachowej literaturze niemieckiej. Jak to możliwe? A.W.


Od redaktora:

STYGMATY

D

laczego w Polsce mamy taką sytuację, że jeśli firmy działają na zasadach systemu argentyńskiego, to ich menedżerowie z maniakalnym uporem wmawiają wszystkim, iż z systemem tym nie mają nic wspólnego? Mówią: „inne firmy tak, to Argentyny, ale nie nasza, bo u nas ludzie dostają produkty, usługi”. System argentyński nie został przecież stworzony po to, aby ludzie z niego korzystający nie otrzymywali swoich towarów, lub zwrotu wpłacanych pieniędzy. Do jego zasad nie należy również wprowadzanie konsumentów w błąd w odniesieniu do istoty zawieranej umowy. Problem firm działających na zasadach systemu argentyńskiego nie tkwi w tym, że wybrały właśnie taką formę funkcjonowania. Najważniejsze jest to, jak zastosowana strategia jest realizowana. Da się etycznie, można oszukując. Wizerunek przedsiębiorstw w każdej branży budują ludzie a stygmaty pozostają na zawsze. Wypowiedzi, które słyszę na temat firm działających w systemie argentyńskim są zaskakująco zróżnicowane. Te same spółki, które według niektórych ewidentnie zalicza się do systemów argentyńskich, zdaniem innych „fachowców” reprezentują tylko rasowy network marketing. Taka sytuacja wynika między innymi z tego, że ludzie nie znają elementarnych zasad funkcjonowania branży, co wykorzystują menedżerowie wygłaszający buńczuczne teorie w stylu: „nasza firma nie jest Argentyną, tak działają wszystkie firmy networkowe!”. „To najzwyklejszy MLM!”. Niewtajemniczeni wrzucają później zasłyszane opinie do jednego worka. Osobiście sądzę, że systemy argentyńskie w Polsce nie reprezentują nawet ra-

ZESPÓŁ

sowego systemu argentyńskiego. Jest to kolejny przykład udowadniający teorię, że kiedy Polakowi dać dobry pomysł i ciekawe narzędzie, ten – urodzony kombinator – zepsuje wszystko na samym starcie. Być może jest to intratny wynalazek, ale z pewnością w niewłaściwych rękach. Niestety, licencji na kłamstwo nie posiadają wyłącznie polskie systemy argentyńskie. Mówi o tym artykuł „10 największych kłamstw network marketingu…” pióra Many Loy`a. Autor opisuje w nim podstawowe kwestie, które przez wielu wymieniane są jako największe atrybuty branży. Tak, to zalety, ale przekazywane nierzetelnie przez pseudo znawców stają się wadami. Doprowadzają do poważnych konsekwencji. Many obala networkowe legendy. Na łamach magazynu poruszamy conajmniej kilka spraw, które są bardzo ważne dla całej branży w naszym kraju i z pewnością od tego, jaki będzie ich finał, uzależniony jest wizerunek network marketingu w przyszłości. Wydarzyło się wiele rzeczy, które mogą również wpłynąć na zasady i jakość pracy. Tylko na polskiej scenie politycznej ostatnio bez większych zmian. Nuda. Nic się nie dzieje. Maciej Maciejewski redaktor naczelny

RADA PROGRAMOWA NETWORK MAGAZYNU

Maciej Maciejewski redaktor naczelny e-mail: m_maciejewski@poczta.fm

PRENUMERATA I BIURO REKLAMY

Agnieszka Janiga

kierownik ds. sprzedaży & reklamy e-mail: a.janiga@poczta.fm tel. 694 445 461

prof. Jan K. Ludwicki dyrektor Państwowego Zakładu Higieny prof. zw. dr hab. Marek S. Szczepański Rektor Wyższej Szkoły Zarządzania i Nauk Społecznych w Tychach, Dyrektor Instytutu Socjologii w Uniwersytecie Śląskim w Katowicach

WYDAWCA Wydawnictwo Prasowe ul. Mielecka 18/28 41-219 Sosnowiec tel./fax: 032 263 59 05 e-mail: 4Media@poczta.fm

REDAKCJA e-mail: NETWORK.magazyn@poczta.fm Maciej Maciejewski, Many Loy, Bronisława Lisowska, Krzysztof Piekarski, przyjaciele Network Marketingu oraz członkowie Rady Programowej Network magazynu PROJEKT GRAFICZNY Maciej Budzich [maciej.budzich@2com.pl] KOREKTA Krzysztof Piekarski

ks. Marek Łuczak redaktor tygodnika katolickiego „Gość Niedzielny” Dymitr Bululukov dyrektor krajowy firmy Dr. Nona International Polska Sp. z o.o. Maciej Szpakowski współwłaściciel firmy EMG Maciej Kozikowski współwłaściciel firmy EMG Ryszard Krause dyrektor ds. szkoleń w firmie CEE Krzysztof Opala dyrektor regionalny firmy Akuna Polska Sp. z o.o.

Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych oraz zastrzega sobie prawo do skrótu i redakcyjnego opracowania tekstów przyjętych do druku. Za treść reklam nie odpowiadamy. Wszystkie prawa zastrzeżone (łącznie z tłumaczeniem na języki obce).

3


NETWORK MAGAZYN

NETWORK NEWS ROOM

Zasada jednego okienka Niebawem wejdzie w życie ustawa o swobodzie działalności gospodarczej, dzięki której łatwiej będzie uruchomić własny biznes. Zawarta jest w niej m.in. zasada „jednego okienka”, która uprości procedury rejestracji firm. Większość formalności z tym związanych będzie można załatwić w jednym urzędzie gminnym. Wniosek o rejestrację działalności można przesłać drogą elektroniczną. Ponadto, wyeliminowanych zostanie wiele zezwoleń wymaganych przy prowadzeniu niektórych rodzajów działalności gospodarczej. Co ważne, zmieniają się także zasady kontroli przedsiębiorstw. Ograniczono czas trwania kontroli; w małych firmach nie może ona trwać dłużej, niż w sumie 4 tygodnie w roku, a w większych nie dłużej niż 8 tygodni w roku. Bardzo ważnym punktem dla wszystkich przedsiębiorców stają się przepisy dot. interpretowania prawa podatkowego przez urzędy (tzw. wiążąca interpretacja prawa). Dotychczas było tak, że jeśli firma występowała o interpretację i stosowała się do niej, a w trakcie kontroli inspektor doszedł do wniosku, że była ona błędna i firma powinna zapłacić podatek – należało go zapłacić. Firmę zwalniano tylko od zapłaty odsetek. Było to niesprawiedliwe, ponieważ niejednokrotnie przedsiębiorca w jednym US na temat interesującego go zagadnienia otrzymywał kilka diametralnie różniących się od siebie rozwiązań. Ponosił konsekwencje niekompetencji urzędników. Teraz firma stosująca się do interpretacji, będzie uwolniona od odpowiedzialności. Urząd Skarbowy będzie miał 3 miesiące na wydanie interpretacji. Jeżeli będzie ona dla podatnika niepomyślna – ten zaskarży ją do Izby Skarbowej, a następnie do Sądu. Występując o interpretację w danej sprawie, przedsiębiorca będzie mógł przedstawić swój punkt widzenia. Jeżeli US nie zdąży z wydaniem interpretacji w terminie, podatnik może postąpić tak, jak wcześniej proponował we wniosku, a urząd nie może takiej osoby ukarać. Wietnamskie Ministerstwo Handlu Zagranicznego zaproponowało tamtejszemu Parlamentowi projekt ustawy dotyczącej amerykańskich firm network marketingowych, które według ministerstwa są nielegalnymi piramidami finansowymi. W szczególności dotknięte są firmy: Oriflame, Forever Living Products, Amway oraz wiele innych znamienitych firm marketingowych, w których zarejestrowało się już kilka tysięcy Wietnamczyków. Informacja z „Financial Times” (maj 2004).

4

29 „diamentowych” dystrybutorów 29 „diamentowych” dystrybutorów z Amway wystąpiło z oskarżeniami przeciw Amway Corporation. Zarzuty stawiają oni członkom rodziny założycieli firmy oraz menedżerom Amway, a także Amway Motivational Organizations. Do oskarżonych między innymi należą „Clown Ambassadors” Dexter Yager i Jodi Victor, „Executive Diamonds” Don Wilson oraz Randy i Valorie Haugen. Oskarżyciele żądają 200 milionów dolarów odszkodowania za straty w dochodach i w majątku oraz zwrotu kosztów procesu. Zgodnie z aktem oskarżenia: „oskarżyciele są jedynymi bezpośrednimi dystrybutorami na wystarczająco wysokim poziomie, aby zakończyć wreszcie nieetyczne praktyki oskarżonych”. Akt oskarżenia ukazuje światu wiele codziennych poczynań firmy Amway: • głównym dochodem dystrybutorów „odnoszących sukcesy” jest sprzedaż materiałów motywacyjnych, na przykład kaset audio, które nie pochodzą z Amway i które sprzedawano w głąb struktury, poza tym wpływy ze spotkań motywacyjnych i seminariów; • zyski ze sprzedaży kaset motywacyjnych oraz opłat za uczestnictwo są tak wielkie, że oskarżeni uknuli spisek: „opracowali między sobą system, który zmuszał wszystkich bezpośrednich dystrybutorów wewnątrz Yager-Downline (łącznie z oskarżycielami) do agresywnego sprzedawania kaset i dosłownego wciskania ich swoim Downline. Oskarżeni wykorzystywali do tego nielegalne środki i żądali, aby jak najwięcej dystrybutorów Downline płaciło koszty uczestnictwa w wielu, prowadzonych przez oskarżonych spotkaniach motywacyjnych i seminariach.”; • oskarżyciele przyznają także, że „wielki sen”, który obiecuje rekrutom Amway jest w rzeczywistości nierealny; • dalej: „system motywacyjny kontrolowany przez Yager i innych oskarżonych jest nielegalnym systemem piramidowym, który korumpuje i niszczy zasady ponad 30-to letniego wspaniałego planu sprzedaży i marketingu Amway; • dotychczas nieznana była praktyka odnoszenia sukcesów poprzez transferowanie punktów z dystrybutorów w Upline na dystrybutorów z Downline niezależnie od ich rzeczywistych osiągnięć. Ciężkie wyroki dla organizatorów piramid finansowych w Tadżykistanie Sąd Najwyższy Republiki Tadżykistanu skazał na od 8 do 11 lat przymusowych robót trzech mężczyzn, którzy zorganizowali nielegalną piramidę finansową. Skazani prowadzili firmę Jama and Co obiecując swoim ofiarom za wpłatę 11 dolarów amerykań-


NUMER 02/2004

skich szklane perełki. Należało je nawlec na nitkę i w ten sposób trzymać przez dwa tygodnie. Po tym czasie miały być odkupione za 18 dolarów. Według sądu ta oszukańcza firma wyłudziła 41 milionów dolarów od 60.000 ludzi, co średnio daje 700 dolarów na osobę i to w kraju, w którym średni miesięczny dochód wynosi 17 dolarów. Nu Skin w Chinach wciąż odnosi sukcesy Obrót firmy Nu Skin w Chinach w roku 2003 wyniósł 135,5 miliona dolarów amerykańskich. Jest to o 30,6 miliona dolarów więcej niż w roku 2002. Niesamowity jest fakt, że w Chinach sprzedaje się więcej niż w Ameryce Łacińskiej i Europie łącznie. Tym bardziej, iż w latach 2002/2003 nie odnotowano przyrostu liczby dystrybutorów, która utknęła na poziomie 32.000 osób. W ten sposób Azja realizuje więcej niż 83% obrotu firmy Nu Skin. VORWERK wykupił Jafrę Rodzinna firma Vorwerk and Co.KG ekspandowała w sprzedaży bezpośredniej i przejęła kalifornijską firmę Jafra Cosmetics w 100%. Do tej pory 84% udziałów Jafry należało do funduszu inwestycyjnego zarządzanego przez firmę Clayton, Dubilier i Rice. Przejęcie firmy nastąpiło 30 marca 2004 roku. Cena nie została oficjalnie podana. Dla Vorwerk to największa inwestycja jakiej dokonali. Dzięki niej Vorwerk zajmuje znaczące miejsce wśród 10 najlepszych firm, wyprzedzając nawet Tupperware, w której ma 11% udziałów. Roczne obroty Jafry – kosmetyki wysokiej jakości – wynoszą 400 milionów dolarów. Głównym rynkiem zbytu jest Meksyk, gdzie obrót wynosi 240 milionów euro. Dla porównania w Niemczech, obrót wyniósł dotychczas 11 milionów euro. Joerg Mittelsten Scheid, osobiście odpowiedzialny udziałowiec Vorwerk: – Nasza główna linia to sprzedaż bezpośrednia. Dzięki kosmetykom Jafra rozszerzymy swoje portfolio o firmę, która cieszy się doskonałą opinią, wypracowuje dobre zyski, ma doskonałe perspektywy i świetny zarząd. Ten zarząd będzie w dalszym ciągu kierował działem kosmetyków, jako samodzielną firmą wewnątrz Grupy Vorwerk. CD i R przejęła 6 lat temu założoną w 1956 firmę rodzinną od Gilette. Od tego czasu liczba doradców na całym świecie podwoiła się i wynosi ponad 400.000 osób. ACHIM HICKMANN odchodzi z LR International W trybie natychmiastowym powołano Thomasa Heursen (dotychczas szefa sprzedaży na Niemcy) na szefa sprzedaży całej firmy LR International. Dotychczasowy szef Achim Hickmann odszedł z firmy; pozostanie jednak jej udziałowcem. S and P spycha na bok Tupperware Standard and Poor, firma dostarczająca informacje gospodarcze, zepchnęła Tupperware na dalszy tor, jeśli chodzi o wiarygodność

kredytową. W zobowiązaniach długoterNETWORK NEWS ROOM minowych Tupperware spadła z „BBB” na „BBB -„ , a w krótkoterminowych z „A-2” na „A-3”. Jako uzasadnienie podano brak postępu oczekiwanych wysokości obrotu, który od dłuższego czasu pozostaje na tym samym poziomie. Dla firmy, która sprzedaje artykuły gospodarstwa domowego, obce środki na rynku kapitałowym staną się droższe. Interesujące jest porównanie z Niemiecką firmą PM, która została zakwalifikowana do grupy „AAA”. Kondycja PM jest przez niezależnych ekspertów oceniana wyżej niż kondycja Tupperware. HERBALIFE przegrywa proces przeciw Tahitian Noni International W sporze o znak towarowy przeciw Tahitian Noni International przed sądem we Frankfurcie przegrała firma Herbalife. Wcześniej, dzięki wyrokowi tymczasowemu na korzyść Herbalife, firma Noni musiała usunąć ze wszystkich swoich produktów znak towarowy. Sąd we Frankfurcie podważył ten wyrok i wydał decyzję zwalniającą Noni od usuwania znaku. Taktyka Herbalife polegająca na blokowaniu konkurencji okazała się być zbyt kosztowna. Herbalife musi zapłacić wszystkie koszty oraz liczyć się z pozwem o odszkodowanie ze strony Tahitian Noni International. Wicepremier chwali PM Hans Artur Bauckhage, wicepremier i minister gospodarki, transportu, rolnictwa i uprawy winorośli w Rheinland-Pfalc (Niemcy) pogratulował zarządowi PM nominacji do listy 100 najlepszych i nowatorskich firm w Niemczech. W osobiście napisanym liście z dnia 14.07.2003 do Rolfa Sorga, polityk wyrażał w imieniu landu dumę z posiadania u siebie takiej firmy jak PM. Pisał, że wyróżnienie zasługuje na szczególny respekt. Buckhage życzył firmie PM wszystkiego najlepszego na przyszłość i stuprocentowego sukcesu gospodarczego. Koncern NUMICO wykorzystywał swój kapitał prawie w całości Kapitał własny holenderskiej firmy produkującej specjalne środki odżywcze NUMICO został prawie w całości wykorzystany. Jego wartość osiągnęła zero. Wcześniej Holendrzy sprzedali amerykańskiej NBTY producenta preparatu witaminowego Rexall Sundown za cenę „tylko” 218 milionów euro. Za samą akwizycję firmy Rexall Sundown zapłacono, przed 3 laty, 1,9 miliarda dolarów. Dyrektor finansowy Jean-Marc Huet zaznacza jednak, że firma generuje duży przepływ gotówki i może wywiązywać się ze swoich płatności. NUMICO, do której należy również MILUPA musi w ciągu najbliższych dwóch lat spłacić długi w wysokości 700 milionów dolarów.

5


NETWORK MAGAZYN

PRZY TABLICY

Od networkowca regionalnego do globalnego

Brak zaufania do samego siebie bierze się z ignorancji nowego świata w którym żyjemy oraz z braku wiedzy i nieznajomości prawidłowych strategii.

Z

a tragedię można uznać fakt, iż około 90% networkowców mija się z wielkimi pieniędzmi, ponieważ jeszcze nikt dotychczas nie pokazał im prawidłowej drogi. Faktem jest także to, że milionerzy i najlepiej zarabiający w tej branży (mowa tu o zarobkach rzędu 100.000 USD i więcej miesięcznie) czerpią swoje dochody głównie z globalnych Downlines i Paylines. Wszystko to jest o tyle przykre, że rozwój w kierunku networku globalnego jest bardzo prosty, a i tak próby zbudowania międzynarodowej struktury podejmuje się mniej niż 1% współpracowników firm. Nie bójmy się globalizacji! Około 90% polskich networkowców myśli bardzo wąsko. Trudno jest im wyobrazić sobie kierowanie krajową firmą i tysiącami partnerów. Kierowanie międzynarodową Downline z ludźmi w różnych krajach tego świata wykracza kompletnie poza ich wyobrażenia. Oczywiście wśród 600.000 polskich, aktywnych networkowców są wyjątki, których ambicją jest posiadanie międzynarodowej Downline, jednak z dwóch zasadniczych powodów nie dochodzi do realizacji tych ambicji. Po pierwsze: przedstawicielstwa w różnych krajach mają tylko: Amway, Herbalife, Forever Living Products, Nu Skin, Tanshi, Segiun i Kinotakara. Firmy takie jak: Akuna, Dr. Nona, LR-Internatioanl, Vision, PM-International, Dialog-telecom są na najlepszej drodze do zaistnienia w globalnym wymiarze. Oznacza to, że niewiele firm oferuje swoim współpracownikom możliwość zbudowania międzynarodowej Downline. Avon, Oriflame, Zepter, Tupperware, Vorwerk, Raypath, Kirby i Mary 6

MANY LOY

Kay posiadają wprawdzie oddziały na całym świecie, ale nie posiadają międzynarodowego planu BREAKAWAY. Oznacza to, że te firmy dają swoim networkowcom doskonałe możliwości zarabiania w kraju, ale nie dają możliwości zarabiania z międzynarodowej Downline. Po drugie: wyjątki napotykają na przeszkodę, jaką jest brak zaufania do samego siebie wśród Downlines i Paylines. Mówiąc jaśniej – pewne strategie prezentują podczas różnych imprez fachowcy od międzynarodowego network marketingu, uczestnicy są zachwyceni, lecz w efekcie zaczynają wątpić w swoje własne możliwości. Brak zaufania do samego siebie bierze się z ignorancji nowego świata w którym żyjemy oraz z braku wiedzy i nieznajomości prawidłowych strategii. Jest to smutne, ponieważ niewiele nacji jest tak rozrzuconych i zakorzenionych w świecie, jak Polacy. W samym Chicago (USA) żyje około 3 milionów emigrantów z Polski. Faktem niezaprzeczalnym jest, iż korzenie tych ludzi są w Polsce, stale utrzymują oni kontakty z rodziną i przyjaciółmi. Z tej perspektywy Polska posiada doskonałe warunki dla globalnego network marketingu. O jednym bardzo istotnym fakcie nie możemy zapomnieć – to nie Amerykanie jeździli po świecie i globalizowali network marketing. To były małe grupy emigrantów z Meksyku, Wietnamu, Europy, które żyją w Ameryce, które informowały rodziny i przyjaciół w swoich krajach o tym doskonałym i prostym biznesie. Dokładnie tu leży pierwszy błąd myślowy polskich networkowców, którzy definiują globalny network poprzez konieczność podróżowania po krajach i budowania tam struktur. Ja sam robiłem to w 6 krajach


NUMER 02/2004

(multi level marketing w branży ubezpieczeniowej) i potrafię wyobrazić sobie, jakie wątpliwości targają takim niedoświadczonym networkowcem. Brak znajomości języka i brak pieniędzy stoją zawsze na szczycie listy. Kiedy ja zaczynałem z budowaniem mojej międzynarodowej Downline to internet, poczta elektroniczna były na kontynencie europejskim pojęciem nieznanym. Ale czasy się zmieniły, a dzięki postępowi w technice każdy może dziś, nie ruszając się z domu, budować swój międzynarodowy biznes bez ponoszenia finansowego ryzyka. Nawet tak bardzo negatywny argument, jakim jest brak znajomości języka, łatwo dziś odeprzeć. Przykład: wysyłasz maila w swoim języku do Japonii czy każdego innego kraju, a odbiorca odczytuje go w swoim języku i to za cenę rozmowy lokalnej. 18 kroków networkowca globalnego Co stoi więc Wam na drodze do globalnego network marketingu? Nie musicie wyjeżdżać! Nie musicie uczyć się języków! Nie ponosicie żadnego finansowego ryzyka! Nie wierzycie, że to funkcjonuje? W takim razie wątpicie w to, co robicie na co dzień! Świetny networkwiec z Niemiec – Rolf Kipp z Forever Living Products wystartował w network marketingu około 10 lat temu. Dziś zarabia 500.000 euro miesięcznie, a większa część tej sumy pochodzi z 80 różnych krajów, gdzie Pan Kipp nie przeprowadził ani jednej aktywnej rozmowy sponsorskiej. Uczcie się od najlepszych, a wtedy sami będziecie najlepsi. Stosujcie konsekwentnie strategie najlepszych, a wtedy sami będziecie należeć do najlepiej zarabiających dzięki swoim Downlines i Paylines. Krok Nr 1: dowiedz się, najlepiej ze strony www, w jakich krajach Twoja firma jest aktywna; Krok Nr 2: przygotuj sobie listę tych krajów; Krok Nr 3: ustal liczbę swoich Downline i Payline (wielu networkowców nie wie, ile osób jest w ich strukturach, a jeszcze gorsze jest to, że nie wiedzą ile z tych osób jest aktywnych); Krok Nr 4: skopiuj listę krajów w tylu egzemplarzach, ilu masz współpracowników, nie ma znaczenia czy są oni aktywni czy pasywni; Krok Nr 5: przygotuj pismo do swoich networkowców, w którym prosisz ich o przygotowanie list z nazwiskami znajomych osób w danym kraju; Krok Nr 6: przygotuj spotkanie informacyjne poświęcone tematowi: GLOBALNY NETWORK MARKETING I MIĘDZYNARODOWE DOCHODY; Krok Nr 7: zaproś całą swoją strukturę na to spotkanie; Krok Nr 8: zrób dobrą prezentację; Krok Nr 9: przekaż im, że przy każdym kontakcie, czy to rozmowa handlowa czy sponsorska, powinni pamiętać o poleceniach zagranicznych i wskazywać na marketing globalny;

Krok Nr 10: przejmij inicjatywę i zrób listę wszystkich kontaktów zagranicznych (nazwiska, telefony i adresy kontaktów zagranicznych waszych struktur powinny znajdować się na tej liście);

PRZY TABLICY

Krok Nr 11: dowiedz się, który lider i gdzie w danym kraju organizuje spotkanie informacyjne dla zainteresowanych; Krok Nr 12: przygotuj wspólnie z osobami, które mają kontakty zagraniczne list, który będzie także zawierał informacje o spotkaniach i prezentacjach; Krok Nr 13: do listów dołączaj RECRUITING – TOOLS (materiały sponsorskie: prospekty o firmie i produktach) oraz pierwsze wydanie NETWORK magazynu – „RECRUITING TOOL”; Krok Nr 14: raz w tygodniu kontroluj, czy Twoi networkowcy kontaktują się telefonicznie ze swoimi znajomymi za granicą; Krok Nr 15: dowiedz się, do jakich krajów twoja firma planuje ekspandować; Krok Nr 16: dowiedz się, kiedy zaczyna się faza Pre-Launch i gdzie odbędzie się Kick-Off-Meeting; Krok Nr 17: poinformuj swoją strukturę o planach firmy dotyczących ekspansji; Krok Nr 18: jest identyczny jak kroki 10, 12, 13 i 14; Nie pozwól, żeby dochody z międzynarodowej sieci przeszły obok Ciebie To, czy chcesz czerpać dochody z międzynarodowego network marketingu jest wyłącznie Twoją decyzją. Jeśli tak, to trzymaj się wyznaczonej strategii. Lecz jeśli dalej chcesz wątpić – twoje prawo – ale pamiętaj, że są to tylko wątpliwości w Twoją wytrwałość, dyscyplinę, konsekwencję i chęć do nauki. Nigdy nie miej wątpliwości w strategię, która wielokrotnie została wypróbowana i uwieńczona sukcesem. JEŚLI TE ZADANIA, NIEZBĘDNE DO PRZYGOTOWANIA PREZENTACJI O GLOBALNYM NETWORK MARKETINGU, PRZERASTAJĄ CIĘ, TO NIE ODCZUWAJ WSTYDU. ZRÓB TO WSPÓLNIE NP. Z CENTRUM EDUKACJI EUROPEJSKIEJ, POPROŚ O WSPARCIE W ORGANIZACJI MEETINGU. Wstydzić możesz się tego, że nie wykorzystałeś szansy i nie dałeś jej innym, że dochody z międzynarodowej sieci przejdą obok Ciebie. Osobista uwaga: 347 polskich prenumeratorów NETWORK magazynu, mieszkających w różnych krajach znalazło dzięki tej strategii swoje miejsce w network marketingu. Jest to o tyle godne uwagi, że NETWORK magazyn – „Recruiting Tool” pojawił się na polskim rynku dopiero w styczniu 2004 roku. Liderzy różnych firm, którzy zastosowali tę strategię mogą cieszyć się już dziś ze swoich przyszłych dochodów z międzynarodowej sieci Downline i Payline. Szczerze, cieszę się z Wami!!! 7


NETWORK MAGAZYN

„Aby do czegoś dojść, trzeba wyruszyć w drogę”. (Wiesław Czermak) MOIM ZDANIEM Niezależność finansowa… Ilu ludzi na świecie o niej marzy? Na pewno wielu. A ilu ją osiąga? Niestety tylko 5% całej populacji ludzkiej. Jedynie MLM daje tak ogromne możliwości, przy tak niewielkim wkładzie finansowym. To nie jest szybki biznes, wymaga czasu i nie da rady go w żaden sposób przeskoczyć. Plan marketingowy powinien być prosty, logiczny i stabilny. Firma musi zapewnić nam niezmienność planu i jego zasad przez jak najdłuższy okres czasu, np. przez 50 lat. Znam ogromną ilość przypadków, gdzie ludzie pracowali bardzo ciężko, zbudowali ogromne sieci sprzedażowe i w momencie, kiedy wreszcie zaczęli zbierać owoce swojej pracy, firmy zmieniały system od podstaw, przekreślając tym samym cały ich wysiłek.

MLM – droga do wolności, równowagi i harmonii KRZYSZTOF OPALA

K

iedy w latach 90-tych, po raz pierwszy spotkałem się z firmą sprzedającą produkty w systemie MLM, a kilka lat później z następną, doszedłem do wniosku, że muszę sprzedać bardzo dużo produktów, ażeby zarobić takie pieniądze, o których mówili liderzy na spotkaniach firmowych przed 500 osobową grupą słuchaczy. Wtedy pomyślałem – to nie dla mnie! – i zrezygnowałem. Niestety, nie znalazł się nikt taki, kto by mi wytłumaczył i pokazał czym jest MLM. Ot, po prostu podpisano ze mną umowę, sprzedano mi za określoną (sporą) kwotę produkty i tyle… Rodzi się więc pytanie: co to jest MLM? Kto to jest sponsor i jaką on pełni rolę w tym organizmie, którym jest sieć dystrybucyjna? MLM na pewno nie jest sprzedażą detaliczną, z pewnością też nie jest sprzedażą bezpośrednią. Jak sama nazwa wskazuje, ze sprzedażą bezpośrednią mamy do czynienia wtedy, gdy sprzedajemy coś osobiście w bezpośrednim kontakcie z klientem. Gdy przestajemy sprzedawać, przestajemy też zarabiać. Kiedy przenosimy sprzedaż w inny region kraju nie mamy dochodów z poprzedniego miejsca pracy. Sprzedaż bezpośrednia – DIRECT SALES – świetne, ale powstaje duży problem szybkiego wypalenia zawodowego, ryzyko utraty dochodu w sytuacjach często niezależnych od nas (choroba, wypadek), a poza tym człowiek staje się coraz starszy, mniej wydajny. Trzeba mieć duszę niewolnika, żeby całe życie

8

ciężko pracować, bo sprzedaż bezpośrednia to bardzo ciężka praca. MLM nie jest też sprzedażą piramidalną. MLM to niezwykle etyczny biznes, pozbawiony ryzyka bankructwa (tradycyjny biznes to 80% ryzyko), jest uczciwym przedsięwzięciem, pozwala uzewnętrznić wszystkie, tkwiące głęboko w nas, najlepsze cechy naszego charakteru. W tym biznesie pomagając innym ludziom – pomagamy też sobie. Tu dopiero zaczynamy pracować DLA SIEBIE, tutaj wszystkie umiejętności jakie posiadamy (wrodzone i nabyte) możemy w sposób prawidłowy wykorzystać do zbudowania ogromnego przedsięwzięcia. Wolność i równowaga Marketing wielopoziomowy pozwala nam w nieograniczony sposób wykorzystywać nasz umysł dla nas samych, dla naszej niezależności finansowej. To naprawdę piękne uczucie, kiedy możesz obserwować, jak twoja organizacja sprzedażowa rośnie w siłę i powiększa się, gdy widzisz, jak ludzie którym Ty pomogłeś, pomagają innym stać się samodzielnymi. Ty wtedy możesz poświęcić czas rodzinie, kształceniu się, poznawaniu nowych miejsc. W każdej chwili możesz wrócić do MLM i zaproponować pomoc innemu człowiekowi, uzyskać wolność i niezależność finansową. Fenomenalne jest to, że im dłużej funkcjonujesz w tym biznesie, tym mniej czasu mu poświęcasz, a twoje dochody wcale nie spadają, wręcz przeciwnie, są coraz większe!!!


NUMER 02/2004

Niezależność finansowa… Ilu ludzi na świecie o niej marzy? Na pewno wielu. A ilu ją osiąga? Niestety tylko 5% całej populacji ludzkiej. Jedynie MULTI LEVEL MARKETING daje tak ogromne możliwości, przy tak niewielkim wkładzie finansowym. Robert Kiyosaki, autor bestsellerów „Biedny ojciec, bogaty ojciec”, „Kwadrant przepływu pieniędzy” pisze: „Gdy ludzie mówią, że marketing sieciowy jest schematem piramidy, sami nie rozumieją o czym mówią. Wszystkie biznesy odnoszące sukcesy są piramidami. Różnica polega jednak na tym, że wielkie korporacje jak: General Motors, IBM czy Microsoft nie są zaprojektowane tak aby cię ciągnąć do góry, są one tak pomyślane aby bogatymi zrobić tylko tych, którzy są już na szczycie piramidy; robią bogatych jeszcze bogatszymi. Gdy zacząłem oceniać systemy biznesu firm zajmujących się marketingiem sieciowym zauważyłem, że piramida jest odwrócona do góry nogami. Celem firmy marketingu sieciowego nie jest trzymanie kogoś w jednym miejscu, jako np. kierownika sprzedaży lub sekretarki. Sukces firmy zajmującej się marketingiem sieciowym opiera się na wciąganiu cię do góry. To jest system zaprojektowany w taki sposób, aby ludzie osiągali sukces i przybliżali się do finansowej wolności”. A jaką rolę pełni nasz sponsor? To właśnie on jest bardzo ważnym elementem w funkcjonowaniu MLM. Jeśli człowiek, który z nami podpisał umowę i zaproponował nam produkt lub co gorsza dużą ilość produktów zniknął, to niestety kończy się to dla nas bardzo źle. Wówczas znajdziemy się w bardzo niekorzystnej sytuacji, ponieważ sami nie jesteśmy w stanie ogarnąć ogromu wiedzy przy jednoczesnym jej wykorzystywaniu. Takie postępowanie może i doprowadza często do rezygnacji kolejnych osób z pracy. Sponsor jest za nas odpowiedzialny, ma obowiązek wprowadzić nas w arkana MLM. Powinien nam poświęcić tyle czasu ile potrzebujemy na to, by stać się samodzielnymi. Nie wolno mu nas jednak wyręczać w pracy, a jedynie pomóc w rozwoju i uzyskaniu samodzielności. Harmonia Co to znaczy stać się samodzielnym? To znaczy być w stanie samodzielnie przekazać informację o produkcie (produktach) lub usłudze i systemie MLM. Tak, tak proszę państwa, marketing sieciowy to nic innego jak PRZEKAZANIE (sprzedaż) informacji o produkcie i systemie, czyli planie marketingowym. My szkolimy ludzi, aby oni mogli szkolić innych. Jest to duplikacja, powielanie w wyniku którego generowany jest obrót towarowy, dający wszystkim dochód z ceny detalicznej i najważniejszy – z hurtowej, proporcjonalnie do wykonanej pracy. Jednak, żeby tak się stało powinniśmy uzyskać pewną równowagę – harmonię w tym co robimy. W przyrodzie jeśli jest równowaga, wówczas wszystko rozwija się pięknie. Rośliny i zwierzęta nie chorują. Zachwianie równowagi powoduje katastrofalne skutki np.: powodzie, pożary, epidemie… To samo jest z człowiekiem. Brak równowagi w organizmie oznacza przedwczesne starzenie się, choroby, powikłania, problemy na tle nerwowym, zmęczenie organizmu i przedwczesny zgon. Podobnie jest w biznesie MLM. Jeśli mamy równowagę, tzn. jeśli plan marketingowy (kompensacyjny) jest przyjazny dla firmy i dystrybutorów, wówczas przedsięwzięcie

rozwija się doskonale. Aby obydwie strony były zadowolone, musi zaistnieć zdarzenie: WYGRANY DYSTRYBUTOR = WYGRANA FIRMA i odwrotnie. Jedynie MOIM ZDANIEM wtedy biznes ma szansę na długotrwałe powodzenie. Jeśli jednak z jakichś powodów jest inaczej, jeśli korzyści czerpie tylko jedna strona (przeważnie jest nią firma) kosztem drugiej (dystrybutora) to wtedy możemy być pewni, że taki biznes potrwa krótko i będzie generował jedynie niezadowolenie oraz brak rozwoju. MLM to nie jest szybki biznes, wymaga czasu i nie da rady go w żaden sposób przeskoczyć. Plan marketingowy powinien być prosty i logiczny, aby można było go w taki sam sposób przedstawić każdemu potencjalnemu konsumentowi i dystrybutorowi. Ten plan powinien jednocześnie wszystkim gwarantować stabilność, tzn. raz uzyskany, dożywotni poziom sprzedażowy i biznesowy, bez względu na to czy jest się aktywnym czy też nie (czyli system zapadkowy, zapewniający utrzymanie raz uzyskanej pozycji). W żadnym momencie budowania sieci nie powinna powstać sytuacja, gdzie pozyskane osoby w stworzonej przez dystrybutora strukturze MLM odłączają się, ponieważ uzyskały wyższą niż on pozycję i przestają być udziałem jego pracy oraz dochodów. Plan marketingowy musi zagwarantować, aby nasza sieć sprzedażowa była hermetyczna, a osoby pozyskane żeby zawsze tworzyły jej grupę. Nawet jeżeli uzyska wyższą pozycję to i tak z całej tej grupy będziemy otrzymywać dochód, ze wszystkich poziomów bez konieczności obrony pozycji w każdym miesiącu. Jeżeli natomiast chcielibyśmy brać premię z całej grupy, to plan marketingowy nie powinien na nas wymuszać, abyśmy zostali sprzedawcami naszych osobiście zakupionych produktów w danym miesiącu, ale żeby służyły one rozwojowi naszej sieci. Innymi słowy, mają one pomóc w doprowadzeniu naszych dystrybutorów do pozycji menedżerskiej. Jeszcze jedną ważną rzeczą jest to, aby firma zapewniła nam niezmienność planu i jego zasad przez jak najdłuższy okres czasu, np. przez 50 lat. Znam ogromną ilość przypadków, gdzie ludzie pracowali bardzo ciężko, zbudowali ogromne sieci sprzedażowe i w momencie, kiedy wreszcie zaczęli zbierać owoce swojej pracy, firmy zmieniały system od podstaw, przekreślając tym samym cały ich wysiłek. Wszystkie wymienione przeze mnie dodatnie aspekty systemu marketingowego, nie są utopią ani mrzonką i każdy z Was może taki system znaleźć dla siebie. Ja wiem, że takowy system ma realny wymiar, ponieważ go znalazłem. Znalazłem firmę z niezwykle prostym systemem marketingowym, gwarantującym niezmienność przez w/w okres czasu, z konkretnym ziołowym produktem, który doprowadza organizm do równowagi. Jest to firma, której nazwa dla tysięcy ludzi w Polsce stała się synonimem równowagi i wolności finansowej. I pomimo faktu, że jest młodą firmą, to jako jedna z niewielu daje poczucie bezpieczeństwa. Dlatego też, każdemu życzę, aby znalazł się w swoim doskonałym systemie marketingowym.

Autor jest dystrybutorem firmy Akuna Polska Sp. z o.o. od 2002 roku, a jego grupa sięga już kilku tysięcy osób. 9


NETWORK MAGAZYN

NA WIDELCU Ze względu na zachowanie raczej pełne rezerwy, niektórzy plasują go na swojej skali sympatii między „niedostępny”, a „arogancki”. A jednak mistrz Forever Living Products, Rolf Kipp jest bardziej przystępny niż wskazywałaby na to panująca na jego temat opinia. Ten, jak sam siebie określa, perfekcjonista, ma alergię tylko na dwie rzeczy: ludzi, którzy marnują jego czas i ludzi, którzy nie wykorzystują w pełni swojego osobistego potencjału.

10

Rolf Kipp

portret milionera marketingu sieciowego

C

zasem Rolf Kipp jest sarkastycznie komplementowany jako fenomen sukcesu. „Tak, pan z pana umiejętnościami”, słyszy, „to, jak pan mówi, wszystkie podstawowe umiejętności jakie pan ze sobą wniósł... ja zaczynałem/am w o wiele gorszych warunkach.” 37-letni obecnie Kipp nie jest typem nagle rozbłysłej gwiazdy; wręcz przeciwnie, na początku był raczej „zwlekaczem” o nastawieniu powolnych kroków. W każdym razie, jego drodze do sukcesu, nie towarzyszyło finansowe wsparcie rodziców, ale samodzielność i idea szeroko pojętej nauki poprzez zdobywanie doświadczeń. Droga ta pełna była odkryć, zdobywania świadomości, a także ślepych uliczek. Już jako dziecko, młody Rolf Kipp nie dostawał niczego za darmo, choćby ze względów wychowawczych ojciec dbał, by od najmłodszych lat jego syn miał bliski kontakt z rzeczywistością. „Stawiaj dziecku wyzwania, a nie rozpieszczaj go” – tak brzmiała rodzicielska dewiza, którą obecna gwiazda networku nadal stosuje i uważa – w dorosłej wersji – za jedną z podstawowych zasad obowiązujących w jego zespole. „Jeżeli chcesz usłyszeć muzykę, musisz zapłacić grajkom.” To ojcowskie spostrzeżenie stało się zalążkiem własnej filozofii Kippa: – osiągniesz wszystko, czego pragniesz. Musisz tylko wymyślić jak. Dlatego młody Rolf czujnie poszukiwał okazji zarobku, by spełniać swoje mniejsze i większe pragnienia – zawsze w najbardziej efektywny sposób. Jego pragnienie zdobywania różnych doświadczeń było cały czas niezachwiane, dlatego Rolf Kipp wolał zawsze spędzać czas tam, gdzie mógł je zdobyć – z dorosłymi. - To, co bez wątpienia miało na mnie największy wpływ to fakt, że mnóstwo czasu spędzałem z dorosłymi, ludźmi ode mnie starszymi – tłumaczy. – Nawet,

gdy już rozpocząłem karierę zawodową, zawsze pozwalałem, by prowadzili mnie ludzie bardziej doświadczeni. Od nich mogłem się nauczyć jak robić określone rzeczy lepiej lub prościej. Ta zasada dała mi tak wiele, że pozostałem jej wierny. Do tego stopnia, że dziś Kipp z całym przekonaniem radzi swoim partnerom biznesowym: – uczcie się od ludzi sukcesu, 5% swojego dochodu inwestujcie w najwyższej jakości kursy szkoleniowe. W roku 1991, w wieku 27 lat, Rolf Kipp związał się ze swoją pierwszą firmą marketingu sieciowego, od razu dostrzegając potencjał i możliwości idei MLM („doskonała podstawa...”) uznając ją za swoją wielką szansę. Od razu zaangażował się, całkowicie rezygnując z innych zajęć. W następnych latach uczył się biznesu, zaczynając od najniższego szczebla i przez trzy lata szybko wspinał się na szczyt. Widział jednak i ciemniejszą stronę: - widziałem żal wielu ludzi – żal, któremu nie zawinili. Pojawiły się pierwsze wątpliwości, moje przekonanie osłabło, a zastrzeżenia urosły do tego stopnia, że prowadziły do wyrzutów sumienia. Zniechęcony do marketingu sieciowego („byłem w dobrej flocie, ale wciąż na niewłaściwym statku”) i doświadczając trudności finansowych w związku z inwestycjami na rynku nieruchomości, Kipp powrócił jako sprzedawca do branży sportowej. W maju 1995r. poznał Forever Living Products i przez półtora roku traktował współpracę z firmą aloesową jako zajęcie dodatkowe. Był to czas, kiedy wielki przełom jeszcze nie nadszedł; pierwsze miesiące upłynęły na „pracowitych małych krokach” z wypłatami premii na poziomie 300-400 marek miesięcznie. Ale biznes ciągle stabilnie rósł. Po roku Rolf Kipp zarabiał już 20 000


NUMER 02/2004

NA WIDELCU

marek, a po kolejnych sześciu miesiącach dwa razy tyle co niegdyś, jako menedżer ds. sprzedaży. W ciągu kolejnych 6 lat otworzyły się kanały sprzedaży w ponad 40 krajach, a zespół Kippa każdego roku podwajał swoje obroty. W lutym 2002r. „gwiazda FLP” otrzymała czek opiewający na 439 189 euro – jako dodatek do comiesięcznych dochodów – „po prostu” w ramach rocznej premii. Był to największy w historii firmy czek kiedykolwiek, gdziekolwiek wypłacony indywidualnemu dystrybutorowi. Maciej Maciejewski: Każdemu, kto poznał pana jako uosobienie ambicji, trudno będzie uwierzyć w pana poprzednie eksperymenty biznesowe... Rolf Kipp: To prawda, choć na początku trudno było mnie określić mianem ambitnego w tym znaczeniu. Ale przynajmniej wiedziałem w jakim kierunku chcę podążać i to był plus. Nic, co zrobiłem w tym zakresie nie było na próżno i nie żałuję żadnego z moich doświadczeń. Jednak dzisiaj widzę wyraźny sens tej biznesowej odysei, wcześniej było to zaledwie nieuchwytne wrażenie. Był to stały proces dalszego rozwoju: od dziecka kolekcjonującego doświadczenia, poprzez nastolatka goniącego za pracą do dorosłego człowieka, tworzącego prawidłowe warunki życia.

Wielu menedżerów ma problem z liderstwem rozumianym jako dawanie przykładu, dzień po dniu, rok po roku. Dla innych moje tempo może być zbyt szybkie. Są też osoby, które w pewnym momencie czują się usatysfakcjonowane i przestają się rozwijać. A stanie w miejscu demotywuje. Jeszcze inni nie biorą na serio odpowiedzialności jaką jest dalsze kształcenie i szkolenie, a potem, gdy ich struktura się rozrasta nie są w stanie temu sprostać. I tak szeregi kluczowych osób coraz bardziej się kurczyły. Tak jakby lokomotywa wraz z pierwszymi wagonami oderwała się od reszty. Byłoby jednak nie fair zatrzymywać z tego powodu cały pociąg. Zresztą, niektóre pozostawione wagony same stają się lokomotywami, które „ciągną” innych ku lepszemu życiu. A gdyby takie pytanie zadano im, ocena mojej osobowości byłaby zupełnie inna. MM: Co pan postrzega jako przyczyny porażki menedżerów marketingu sieciowego?

MM: Czy osoba o pańskiej pozycji ma na swój temat wyższe mniemanie, lub inaczej, czemu przypisałby pan opinię, że jest pan człowiekiem zachowującym się z rezerwą?

RK: Wielu po prostu za wcześnie zdejmuje nogę z gazu. Wybierają wygodne życie jak tylko wydaje im się, że utrzymają głowę nad powierzchnią wody. Taki rodzaj „lenistwa” automatycznie przekreśla ich rolę jako wzoru dla ich zespołu i prowadzi do tego, że toną. Każdy, kto zapomina o podstawach biznesu, przestaje dzień po dniu sprzedawać i sponsorować i tylko zajmuje się „byciem menedżerem”, nie ma przyszłości. Nikt, kto na spotkania nie przyprowadza własnych gości nie stanowi właściwego przykładu i nie powinien dziwić się pierwszym oznakom stagnacji i rozpadu.

RK: Być może wielu osobom niełatwo mnie zrozumieć, ponieważ nie przestaję stosować w praktyce zasad marketingu sieciowego.

MM: Jak w trzech zdaniach określiłby pan kluczowe elementy swojego sukcesu? 11


NETWORK MAGAZYN

NA WIDELCU

uczciwą pracę. Nie dostrzegają również problemów jakie zawsze pojawiają się na początku, jeżeli czyimś celem jest dotarcie na szczyt – ja żyłem czasem na granicy ascezy. A w dzisiejszych czasach, gdy tak wiele rzeczy może „rozpraszać”, potrzebna jest również potężna doza wytrwałości. Dlatego wobec osób obdarzonych wytrwałością, żywię głęboki szacunek.” MM: Co stanowi bodziec do działania dla osoby, która odniosła tak wielki sukces jak pan?

RK: Postaram się zmieścić w trzech określeniach: dyscyplina, zaangażowanie w osiągnięcie celu oraz poczucie odpowiedzialności. Zaczyna się od samego rana. Kiedy inni jeszcze jedzą śniadanie, ja mam za sobą kilka godzin pracy w ciszy i spokoju. I to nie tylko przez cztery dni w tygodniu, ale ciągle, rok po roku. Dzięki temu niektórzy mają wymierne korzyści i jest to coś, co wyróżnia tych, którzy chcą zarabiać więcej od „normalnych” networkowców. Aby to osiągnąć, zawsze trzeba dokładnie wiedzieć, dokąd się zmierza. Bez wizji, w której mieszczą się też bezpośrednie cele i terminy ich osiągnięcia, człowieka szybko dopada psychiczne wyczerpanie. Odnośnie odpowiedzialności: ludzie szybko dostrzegają, kto mówi jedno, a robi całkiem co innego. A naśladują tylko to, co zobaczą na przykładzie, a nie to co ktoś im powie. MM: Co pana najbardziej irytuje w tym biznesie? RK: Oprócz powyższego, swoisty fatalizm, to nieszczęsne „pożyjemy, zobaczymy”, nastawienie typu „no to spróbujmy” zamiast powiedzenie sobie wprost „mogę tego dokonać”. Ten, kto tylko „próbuje”, tak naprawdę nie pragnie dostatecznie mocno. Są to z reguły osoby, które, mówiąc wprost, marnują czas zarówno mój, jak i moich partnerów biznesowych. Irytują mnie również ludzie, którzy wpadają w pułapkę lenistwa jak tylko ich miesięczna wypłata staje się kwotą pięciocyfrową. No i są osoby, które przychodzą na szkolenie bez listy nazwisk i celów. Na taką oznakę braku zainteresowania mogę zareagować tylko w jeden sposób. Nawet jeżeli przez to niektórzy mówią, że jestem arogancki... MM: Tajemnicą poliszynela jest to, że pana osobisty majątek wynosi obecnie około pięciu milionów euro – czy wciąż wyczuwa pan u innych zawiść? RK: Problem zawiści jest bardzo powszechny w Niemczech, nie tylko dlatego, że Rolf Kipp odnosi sukcesy. Ale krytycy zapominają o fakcie, że w tym biznesie możesz stać się bogatym poprzez 12

RK: Na pewno nie rzeczy materialne. Nie mam ochoty na pokonywanie kolejnych kamieni milowych w dziedzinie zarobków ani na kolejne rekordy. Jeżeli interesowałyby mnie tylko pieniądze, już dawno bym zrezygnował. To, co stanowi dla mnie motor do dalszej pracy to perspektywa współpracy z nowym pokoleniem networkowców. Chcę uciec od obrazu marketingu sieciowego jako sposobu na dorobienie i pracować z ludźmi, którzy od samego początku myślą i działają jak samodzielni przedsiębiorcy, którzy widzą i wykorzystują tę formę biznesu jako szansę. Wierzę, że obecnie MLM to coś więcej niż ciułanie dodatkowych pieniędzy. MM: Czy w związku z tym, ma pan na myśli jakąś konkretną grupę docelową? RK: Muszą to być ludzie, których nie odstraszy mój przykład, jeśli mogę tak to ująć. Oczywiście, wymagania musiałyby być wyższe niż dotychczas. Głównie myślę o mojej „ulubionej klienteli”, ludziach pracujących na własny rachunek, w handlu detalicznym. Często mają oni już za sobą najgorsze doświadczenia w tak zwanej tradycyjnej gospodarce i z reguły natychmiast dostrzegają różnicę – i szansę dla siebie. Są również osoby z najwyższych stanowisk w różnych branżach, które, choć mają stosunkowo wysokie zarobki, w zasadzie nie mają czasu dla siebie, na swoje życie osobiste. I w końcu, w tej grupie docelowej są również osoby starsze, które często są na emeryturze, ale wciąż jest w nich ogromny potencjał i entuzjazm. Im także chciałbym pokazać dobre perspektywy. MM: Spójrzmy teraz w pana najbliższą przyszłość... RK: OK. Przede wszystkim, jeszcze raz chciałbym podwoić biznes. Pierwszy krok już zrobiony, a był nim awans na Podwójnie Diamentowego Menedżera (jedna z najwyższych pozycji dystrybutorskich w FLP). Teraz moim celem jest rozbudowa struktury do jednego miliona osób i dojście do miesięcznych dochodów 500 000 euro. Powtarzam jednak, że nie chodzi tu o pieniądze. Ale jako wzór dla swoich dystrybutorów, muszę pamiętać o własnym rozwoju. A to oznacza, że moim celem musi być maksimum, aby osiągnąć określone minimum. Rozmawiał Maciej Maciejewski


NUMER 02/2004

Siła stereotypu

N

ie da się ukryć, że ten stereotyp do dziś pokutuje wśród znacznej części społeczeństwa. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że w opinii większości, nieprzyzwoite jest posiadanie, w szczególności znaczniejszych środków. Łatwo zrozumieć niechęć milicji do dolarów, skoro wspomniany przeze mnie film nakręcono w 1959 roku. Kojarzono je wtedy z wrogim Zachodem. Jednak skąd bierze się powszechna nieufność do zarabiania pieniędzy dzisiaj? Statystyki aż kipią od niepokojących danych, według których potencjał ludzkiej aktywności w wielu społecznościach jest bliski zeru. Niemal każdego dnia słyszy się wiele podobnych opinii: „nie da się zarobić bez przekraczania prawa”. Najczęściej wiążą się one z brakiem odpowiedniego etosu, co można zaobserwować szczególnie w tej części Europy (homosovieticus). Natomiast warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną przyczynę niechęci do bogactwa. Jest nią opaczne rozumienie chrześcijańskiego przesłania. Niektórym się wydaje, że z punktu widzenia katolickiej etyki nie godzi się myśleć o pomnażaniu dóbr. Tymczasem można zaryzykować twierdzenie, że kreatywność i rozwój ekonomiczny nie tylko są godziwe, ale wręcz pożądane. Nie trzeba więc się ograniczać do świadomości, że jedynie można zabiegać o lepszą kondycję firmy czy własnych budżetów. Wręcz należałoby robić rachunek sumienia z tej dbałości, bo w tym przypadku chodzi nie tylko o zielone światło, ale także o powinność. Najbardziej prawdopodobnym źródłem nieporozumienia jest asceza, na którą od samego początku chrześcijaństwa można się było natknąć niemal wszędzie. W Biblii jest mnóstwo przykładów ubóstwa. Są także przestrogi na temat gromadzenia skarbów. Ocena takiej postawy jest jednoznaczna: Biblia ludzi nie mających umiaru nazywa głupcami. To prawda, że dobrowolne wyrzeczenie się dóbr materialnych odpowiada ideałowi chrześcijańskiego życia. Jednak trzeba podkreślić z całą stanowczością, że w przypadku ascetów nie mamy do czynienia z normą i powszechnie obowiązującym wzorcem. Od samego początku tylko niektórzy przez ubóstwo, nierzadko skrajne, decydowali się na to, by świadczyć o wieczności. Przez wzgardę materialnego świata wysyłali sygnał, że oprócz rzeczywistości doczesnej jest inny świat, za który warto oddać życie. Zawsze w takim przypadku mieliśmy do czynienia z charyzmatem, a więc szczególnym i wyjątkowym darem. Próbując odpowiedzieć sobie na pytanie o głębszy sens biznesu, warto zwrócić uwagę na inny aspekt chrześcijaństwa. Przecież średniowiecze, notabene tak często oskarżane o wstecznictwo, zaowocowało potężnym budownictwem sakralnym. Olbrzymie kate-

ks. MAREK ŁUCZAK

dry nie tylko ukazywały wielkość Absolutu, ale w niemniejszym stopniu aktywizowały ówczesne społeczności. Wokół wspólnot religijnych rodziły się lazarety, przytułki i szkoły. Niesłychany był wówczas rozwój uniwersytetów. Trudno przecenić działalność misjonarzy, którzy nieśli poganom nie tylko wiedzę teologiczną, ale także agrarną. Można by długo wymieniać zasługi chrześcijan w procesie przemiany świata ku lepszemu. Generalnie chodzi tu o prostą zależność: im poważniejsze traktowanie ewangelicznego orędzia, tym większa świadomość konieczności rozwoju. Ta myśl nie jest żadną porażką chrześcijańskiej prawdy, lecz jej pełniejszym rozumieniem. Niestety, dziś z perspektywy minionych lat można się bić w piersi. Co bardziej złośliwi, najchętniej biliby w piersi katolików. I niewątpliwie w takiej ocenie kryje się wyraźne ziarno prawdy. Przecież, gdyby tylko spojrzeć na mapę świata – widać, że największe tygrysy ekonomiczne pokrywają się raczej z innymi religiami. Generalnie, także w Europie kraje katolickie nie cieszą się najwyższym poziomem rozwoju. Etyka wielu wyznań miała inne podejście do tej kwestii. Wyznawcy różnych religii noszą w sobie przekonanie (skądinąd biblijne), że skoro im się powodzi, to znaczy, że Bóg im błogosławi. Dlatego z taką starannością próbują zabezpieczyć swój byt. Natomiast wśród katolików wciąż pokutuje przeświadczenie, że lepiej się wpatrywać w niebo. Istota problemu kryje się chyba w prostej zasadzie: nie rezygnować z wpatrywania się ku niebiosom, ale jednocześnie nie rezygnować z chodzenia po ziemi. Przecież przekonanie o godziwości uprawiania biznesu można wyinterpretować z chrześcijańskiej koncepcji człowieka. Warto zwrócić uwagę, że słowo „uprawiać” nie jest tu przypadkowe. Pochodzi ono z łacińskiego kultywowania. To właśnie kultura, tak bardzo właściwa człowiekowi, także polega na swoistym uprawianiu. Jeśli więc poważniej przejmiemy się holistycznym rozumieniem człowieka, dla którego ważna jest nie tylko dusza, ale i ciało, łatwiej będzie się pogodzić z koniecznością dbania nie tylko o wieczność, ale i doczesność. Niestety, jak zawsze, problemem pozostaje styl. Byłoby dużym uproszczeniem sądzić, że chrześcijanie nie mają tu niczego do zaoferowania. We wstępniaku Naczelnego w poprzednim numerze magazynu przeczytałem kilka uwag na temat uczciwości. Ten temat otwiera pole do zagospodarowania wszystkim, którzy chcą myśleć o biznesie w kategoriach chrześcijańskiego orędzia.

MOIM ZDANIEM Po wojnie w Polsce bardzo popularny był film, którego fabułę oparto na perypetiach poczciwego pana Anatola. Niedawno polska telewizja powtarzała serial. W jednym z odcinków moją uwagę przykuł dialog głównego bohatera z milicją. Na pytanie o dolary, Anatol odpowiedział: – jestem uczciwy, więc ich nie mam. Czy rzeczywiście można się zgodzić bez zastrzeżeń na taką zależność: im więcej uczciwości, tym mniej zamożności?

Autor tekstu jest redaktorem tygodnika „Gość Niedzielny”, posiada tytuł doktora nauk humanistycznych z zakresu socjologii. 13


NETWORK MAGAZYN

„Nie ma takiej fantazji, której wola i rozum ludzki nie zdołałyby przekształcić w rzeczywistość.” (William Shakespeare)

BADANIA & RAPORTY Można śmiało powiedzieć, iż e-handel stał się bardzo popularny. Często zapracowani i zmęczeni nie mamy czasu na zakupy – a raczej na stanie w kolejce do kasy w jakimś hiper czy supersklepie – więc klikamy i składamy zamówienie w internecie. Jeden z zachodnich serwisów internetowych udostępnił usługę, dzięki której po wpisaniu nazwy potrzebnego towaru otrzymujemy adresy wszystkich sklepów w których znajduje się dany produkt (ze zdjęciem, opisem i ceną!). Dzięki internetowi firma network marketingowa ma stały kontakt ze swoim przedstawicielem przez całą dobę, a klient ma możliwość sprawdzenia wiarygodności firmy, zapoznania się z opisami produktów, wypełniając odpowiedni formularz może wybrać formę komunikacji…

14

Internet w network marketingu

Nowy trend, narzędzie przyszłości AGNIESZKA JANIGA

I

nternet wymyślono w USA dla potrzeb służb specjalnych i organizacji wojskowych. Po niedługim czasie przesyłanie wiadomości i zdobywanie informacji z zakresu wielu dziedzin nauki, techniki, sztuki czy literatury, stało się tak popularne wśród ludności cywilnej, że obecnie jest on największym systemem komputerowym na świecie. Służy wszystkim – jako narzędzie pracy, nauki, rozrywki. Jest nieocenionym źródłem informacji i pomocy. Jest także największym „centrum handlowym świata” – gdzie można kupić niemal wszystko, niemal wszędzie…

Ósmy cud świata Internet stał się w świecie bardzo powszechny, wszechobecny – opanował każdą dziedzinę życia społecznego i gospodarczego. Bez wątpienia można stwierdzić, iż stało się tak dzięki powszechnemu dostępowi do sprzętu (PC), a co za tym idzie, systematycznemu wzrostowi liczby posiadaczy komputerów. Przyrost dostępu do internetu ma cały czas tendencję wzrostową. Według statystyk w 2002 roku dostęp do internetu miało 34 % osób. Liderami są tu Szwecja, Dania, Holandia, Norwegia, Korea Płd., Kanada, USA, Wielka Brytania (raport strategiczny IAB Polska, 2004). Analizując dane statystyczne, również w Polsce mamy tendencje wzrostowe, choć może nie tak odczuwalne jak w innych krajach Europy. W porównaniu do państw wysokorozwiniętych, u nas sytuacja wygląda nieco gorzej. Według badania przeprowadzonego w marcu br. – ponad jedna piąta dorosłych Polaków (21%) deklaruje dostęp do internetu – jest to raczej niski odsetek w obliczu świata, czy nawet starego kontynentu. Na drodze szybkiego rozwoju dostępu do sieci w naszym kraju stoi – niestety – bardzo mały poziom komputeryzacji (około 35% – badania CBOS, marzec 2004). Do takiego stanu rzeczy przyczynia się między innymi: wiek, wykształcenie, status majątkowy internatów – bowiem najczęściej z inter-

netu korzystają ludzie młodzi, mieszkający w dużych miastach, posiadający dobrą sytuację materialną. Z drugiej strony, wciąż rosnąca popularność internetu spowodowała, iż firmy zaczęły go doceniać nie tylko jako środek komunikacji, ale również jako sposób prowadzenia działań marketingowych. Tym bardziej, że internet może przynieść korzyści zarówno klientom, jak i firmie. Korzyści wynikają z wykorzystania sieci jako kanału dystrybucyjnego, obniżającego koszty marketingu, sprzedaży, ale przede wszystkim ze wzrostu wydajności i efektywności szeroko rozumianej obsługi klientów. Według danych IDC, podanych w raporcie „The Global Market Forecast for Internet Usage and Commerce”, w roku 2005 wartość światowego rynku e-handlu przekroczy 5,3 biliona dolarów – oznacza to, iż miliard osób będzie korzystało z internetu (A. Madej „Rynek e-commerce wart będzie 5 bln USD”, „Computerworld.pl”, 2001). Sprzedaż bezpośrednia w sieci Internet również sprzyja gwałtownemu rozwojowi network marketingu. To właśnie w sieci firmy mogą prezentować ofertę i usługi całemu światu, a dzięki wiadomościom e-mail mają doskonały, szybki i tani kontakt ze swoimi partnerami, współpracownikami oraz klientami. Można stale aktualizować ofertę, skrócić czas realizacji zamówienia, uzyskać informację o preferencjach klientów. Już chyba nie ma na świecie firmy networkowej, która nie miałaby swojej witryny WWW. Jak bardzo przydatny jest internet w branży networkowej? Wystarczy zapoznać się z liczbą odwiedzin strony internetowej firmy QUIXTAR (stworzona przez Amway w 1999 roku oraz wykorzystująca zasoby i zaplecze, którymi dysponuje ta korporacja) w USA i Kanadzie, której zadaniem było edukować i motywować na temat handlu internetowego potencjalnych kandydatów, dając jednocześnie możliwość działalności opartej właśnie na sieci WEB. Uwaga! W pierwszych 24


NUMER 02/2004

godzinach otwarcia ww. stronę odwiedziło około 20 mln osób. Czy nie świadczy to o tym, jak bardzo internet jest potrzebny w network marketingu? Zazwyczaj, odwiedzając stronę firmy z którą współpracujemy możemy dowiedzieć się o wszystkich ciekawych wydarzeniach, odszukać dane na temat organizowanych seminariów i spotkań biznesowych, szkoleń, nowych produktów, konkursów i nagród! Dzięki internetowi każdy ma możliwość szybkiej rejestracji on-line, w każdej chwili może sprawdzić interesujący aspekt funkcjonowania swojej struktury. Można śmiało powiedzieć, iż e-handel stał się bardzo popularny. Często zapracowani i zmęczeni nie mamy czasu na zakupy – a raczej na stanie w kolejce do kasy w jakimś hiper- czy supersklepie – więc klikamy i składamy zamówienie w internecie. Jeden z zachodnich serwisów internetowych udostępnił usługę, dzięki której po wpisaniu nazwy potrzebnego towaru otrzymujemy adresy wszystkich sklepów w których znajduje się dany produkt ( ze zdjęciem, opisem i ceną!). Tak więc, niewątpliwie coraz bardziej znaczącą rolę w networku odgrywać będą firmy, które poprzez swoją stronę internetową umożliwią nabycie towaru bądź usługi. Dzięki takiej działalności, niektóre przedsiębiorstwa już odnotowują wiele korzyści. Tym bardziej, iż zwiększa się również liczba nakładów na reklamę internetową – obecnie największy udział mają firmy z branży: telekomunikacyjnej – 29%, finansowej – 28%, transportu i motoryzacji -14% (raport IAB Polska, 2004). Czy warto inwestować w reklamę? Z pewnością tak. Wprowadzając na przykład programy lojalnościowe. Każdy współpracownik networku reklamujący stronę internetową swojej firmy jest bowiem pewny, że jego klient znajdzie tam rzetelne informacje dotyczące produktów i zasad współpracy, a być może również przekona go do rozpoczęcia działalności? W Polsce e-handel jest co prawda jeszcze w fazie raczkowania, ale przyczyną jest tu jak wspomniałam wcześniej niski poziom komputeryzacji i – przede wszystkim – wysoka cena połączenia. Nie jesteśmy również przyzwyczajeni do kupowania towarów bez ich dokładnego obejrzenia, dotknięcia i powąchania – choć jeszcze w niedalekiej przeszłości nie stanowiło dla nas problemu kupienie „w ciemno” załatwionej meblościanki, bo akurat znajomy magazynier dał cynk, że przywieziono takowe do sklepu! Jak widać szybko zapomnieliśmy o zakupach w czasie PRL – u, a na zaMariusz Biedrzycki, dyrektor działu komunikacji marketingowej Onet.pl: – Internet w miarę wzrostu zasięgu przejmie wiele obszarów zarezerwowanych dotychczas dla innych kanałów komunikacji. Jeśli chodzi o network marketing, to na pewno na stronach WWW można umieścić znacznie bardziej obszerne opisy produktów niż w jakimkolwiek innym medium. Narzędzia komunikacyjne związane z internetem, jak e-mail czy komunikatory, umożliwiają kontakt w obrębie własnej struktury praktycznie przez całą dobę. Ale internet to tylko narzędzie – żadna technologia nie zastąpi zaufania, którym darzymy konkretnego sprzedawcę, bo pomógł nam dokonać wyboru w przeszłości.

kupy w internecie jeszcze nie dojrzeliśmy. Lecz czy aby na pewno? Obecnie 13% użytkowników internetu w Polsce decyduje się na zakupy za pomoBADANIA & RAPORTY cą sieci, ale zapewne w niedalekiej przyszłości liczba kupujących będzie systematycznie wzrastać. Szczególnie, jeśli dodatkowo, każdy będzie mógł korzystać z sieci 24 godziny na dobę poprzez gniazdko elektryczne, a koszt takiej usługi wyniesie około 20 – 60 zł miesięcznie (zależnie od miejscowości i warunków operatora). Obecnie dzięki Power Line Communication możliwość taką mają na razie mieszkańcy kilku większych miast polskich, ale z pewnością w ciągu najbliższych lat będzie to usługa bardziej powszechna. Należy mieć również nadzieję, że zmieniający się dość często u władzy w naszym kraju politycy, nie będą się starali realizować swoich dziwnych, uzdrawiających w ich mniemaniu budżet pomysłów (super inteligentna myśl z podatkiem VAT). Przede wszystkim pomysłów, godzących w zwykłych ludzi korzystających na co dzień z tego wspaniałego wynalazku, który już stał się niezbędnym narzędziem pracy i nauki. Dzięki internetowi firma network marketingowa ma stały kontakt ze swoim przedstawicielem przez całą dobę, a klient ma możliwość sprawdzenia wiarygodności firmy, zapoznania się z opisami produktów, wypełniając odpowiedni formularz ma możliwość wyboru formy komunikacji – osobistej wizyty konsultanta, kontaktu telefonicznego czy wiadomości e-mail. Być może niebawem wkroczymy w nową erę network marketingu? Jakby to brzmiało? E-network? PS. Network magazyn pracuje już nad własną stroną WWW i w niedługim czasie również tam będzie można nas odwiedzić. Mariusz Kuziak, dyrektor marketingu INTERIA.PL SA: – Często bardzo dużo czasu musi upłynąć zanim komuś w głowie zaświta prawdziwie rewolucyjne odkrycie i chyba tym tylko tłumaczyć można, dlaczego Internet i MultiLevel-Marketing (MLM, network marketing) zauważają się nawzajem dopiero teraz. Oczywiście nic nie jest w stanie zastąpić bezpośredniego spotkania przedstawiciela / agenta / konsultanta z potencjalnym klientem, ale też trudno sobie wyobrazić lepszy, posiadający większe możliwości i większą elastyczność kanał komunikacji z klientami i potencjalnymi klientami. Cóż jest wszak prostszego i tańszego niż wysłanie maila z zapytaniem lub z zamówieniem? Jak wyobrazić sobie inaczej raj sprzedawcy bezpośredniego, niż jako witrynę internetową przez którą spływają do niego zamówienia, podczas gdy on odpoczywa? Konieczne są jednak – a brakuje ich teraz – wysiłki promocyjne firm prowadzących sprzedaż w systemie MLM w sieci Internet, bo wśród odbiorców tego medium firmy te nie prowadziły jak do tej pory większych kampanii reklamowych i są raczej średnio uwiarygodnione. To zaś z kolei sprzyja bardziej postrzeganiu ich bliższemu domokrążcy – naciągacza niż kompetentnego partnera. 15


NETWORK MAGAZYN

PRZY TABLICY Dzisiaj kłamstwo i cała technologia oszukiwania stały się dla wielu ludzi podstawowymi umiejętnościami pomagającymi w przetrwaniu. Stosunek człowieka do kłamstwa jest idiotyczny i ma dwa oblicza. Z jednej strony normy społeczne, moralność, etyka, dobitnie zakazują nam kłamstwa, ale z drugiej strony mówimy: przecież wszyscy kłamią! Dlaczego to akurat ja mam być zawsze szczery? W ten sposób kłamstwo – nie tylko dla oszustów – stało się czymś normalnym. Tylko, że kłamstwem możemy zniszczyć wszystko co nas otacza: pracę, rodzinę, przyjaźń… Dokąd zmierzamy?

16

10 największych kłamstw network marketingu i ich konsekwencje MANY LOY

K

łamstwo ma krótkie nogi – mówi stara życiowa mądrość. Kto praktykuje kłamstwo w network marketingu, ten kopie doły sam pod sobą. Mówiąc inaczej – kto próbuje powiększyć swój sukces przez mówienie nieprawdy, ten skończy źle finansowo, a także etycznie i moralnie. I nie ma tu znaczenia czy mowa jest o produktach czy usługach, ponieważ kogo raz złapano na kłamstwie, temu się już nie wierzy, nawet jeśli mówi on potem prawdę. Zasadniczo, mogłoby być nam wszystkim obojętne, czy kłamca sobie szkodzi, ale gorzką prawdą jest fakt, że taka osoba rzuca negatywne światło na całą branżę network marketingową. Kłamcy są winni temu, że ani politycy ani społeczeństwo nie traktują networku poważnie, że ta branża wciąż jeszcze pozostaje w cieniu. Kłamcy winni są temu, że nieświadomi złego ludzie są konfrontowani z finansowymi konsekwencjami, że pojawiają się wciąż nowe ustawy przyczyniające się do upadku wielu firm. Nie jest to niestety rzadkością. W Austrii, sprzedaż produktów opartych na bazie pola magnetycznego została zabroniona. Kto był winien? Kłamcy. Ministerstwo Handlu Zagranicznego Wietnamu zakazało network marketingu pod groźbą ścigania – kto jest temu winien? – kłamcy z branży.

wspaniale się rozwija i to na całym świecie. Network marketing jest ze swoimi niepowtarzalnymi możliwościami i produktami bardzo na czasie. Dlaczego więc kłamać, jeśli zwykłą prawdą osiągnie się więcej? Bądźcie szczerzy!!! Przeczytajcie o 10 kłamstwach w spokoju i zastanówcie się, z których z nich możecie w przyszłości zrezygnować?

10 największych kłamstw network marketingu znanych jest każdemu z Was; codziennie się z nimi spotykacie. Przy czym nie gra tu roli, czy tylko je słyszycie, czy też w jakiejś formie je praktykujecie. Uświadomcie sobie, że marketing trzeba robić uczciwie, jeśli chcecie odnieść długotrwały sukces. Network marketing jest fantastyczną branżą, która

Kłamstwo nr 2: Nie musisz niczego sprzedawać. Prawdą jest: networkowiec sprzedaje i musi sprzedawać codziennie. Przy czym nie chodzi tu wyłącznie o produkty, lecz przede wszystkim o sprzedaż pracy w networku. Rozmowy rekrutacyjne czy sponsorskie są także rozmowami handlowymi, choć wiele osób nie chce przyjąć tego do wiadomości. Wieczory in-

Kłamstwo nr 1: Każdy nadaje się do network marketingu. Bardziej prawdziwe jest twierdzenie, że network marketing jest dla każdego, ale nie każdy się nadaje. Są pewne cechy charakteru, takie jak: chęć osiągnięcia sukcesu, lojalność, szczerość, zaangażowanie, wytrwałość, zdrowy optymizm, chęć do nauki i zdrowy rozsądek, które są warunkiem niezbędnym, aby stać się networkowcem. Kto tych cech nie posiada, ten nie nadaje się do aktywnej pracy, co nie oznacza, że nie może być konsumentem. Zadowolony klient jest czasem więcej wart, niż niezadowolony współpracownik. Przede wszystkim dlatego, że zadowolony klient poleca firmę dalej, a niezadowolony networkowiec nie przynosi żadnych zysków. A więc: przy każdej rozmowie zastanów się, czego oczekujesz: niezadowolonego współpracownika, czy zadowolonego konsumenta?


NUMER 02/2004

formacyjne, prezentacje, meetingi szkoleniowe czy seminaria są w całości spotkaniami handlowymi na najwyższym poziomie. Kto nie przyswoi sobie sztuki sprzedawania i nie chce się jej nauczyć, ten jest sam sobie przeszkodą na drodze do duchowego i finansowego rozwoju. Nie podlega dyskusji fakt, iż najlepiej zarabiający w tej branży to doskonali sprzedawcy. Kłamstwo nr 3: W ciągu kilku miesięcy będziesz zarabiał kilkakrotnie więcej niż obecnie. Prawdą jest, że około 80% rekrutów rezygnuje z networku w ciągu pierwszych 3 miesięcy. Jednym ze znaczących powodów jest zamierzone wprowadzanie w błąd, ponieważ dwa fakty nie podlegają dyskusji: produkty legalnej i poważnej firmy są bez zarzutu i na czasie, idą z trendem. Rekruci networku są celowo wprowadzani w błąd, duplikują te kłamstwa nieświadomie wśród swoich znajomych, krewnych itd. Lecz nie wszyscy ludzie pozwalają się oszukiwać czy oślepiać, a skutkami są: BRAK UMÓW, BRAK NOWYCH PARTNERÓW, BRAK PROWIZJI I WRESZCIE REZYGNACJA.

Kłamstwo nr 4: Niepotrzebne jest żadne wykształcenie, aby odnieść sukces w network marketingu. Prawda brzmi inaczej: bez wykształcenia nie ma stabilnych dochodów. Oczywiście szkolenia produktowe są ważną częścią działalności firmy, ale same nie podniosą sprzedaży ani zysków w firmie. Network marketing to coś więcej niż prezentacje produktu. Networkowcy, którzy nie rozwijają się duchowo, nie potrafią niczego przekazać. Networkowcy, którzy twierdzą, że wszystko wiedzą, potykają się o samych siebie. Krótko i zwięźle: bez fundamentu wiedzy i dalszego szkolenia nie będzie ani stabilnego ani wysokiego dochodu. A o wejściu na finansowy szczyt można tylko pomarzyć. Kłamstwo nr 5: Niezależność bez środków własnych. Prawda: większość firm posiada BREAK-AWAY-PLAN (plan kariery) i bez zamówienia produktów w chwili podpisania umowy o współpracę nie ma niezależności w tej branży. To zamówienie zazwyczaj określa się mianem: „Starter-Kit”. Takie postępowanie jest w pełni uzasadnione, logiczne i uczciwe, bo jak można pójść do klienta na prezentację bez produktów? Nieuczciwie zaczyna być, kiedy niektóre firmy lub pojedynczy liderzy zaczynają uprawiać FRONT-END-LOADING. W skrócie chodzi o zmuszanie rekrutów do kupowania towaru za kilka tysięcy złotych. Niestety, ale takie zabiegi – wbrew swym odwiecznym, wewnętrznym zasadom – stosują coraz częściej i nachalniej pierwszoplanowe korporacje networkowe. Zaprzeczenie

samo w sobie, jeśli wie się, że większość tych osób, na początku, tylko sobie dorabia w tej branży. Taką praktykę Europejska Organizacja Ochrony Konsumenta okrePRZY TABLICY śla mianem oszustwa. Powód jest jeden: liderzy, którzy uprawiają FRONT-ENDLOADING powiększają swój biznes i swoją prowizję. Bogacą się na dobrej wierze innych ludzi, którzy w efekcie zostają z towarem za kilka tysięcy złotych na pastwę losu. Zjawisko FRONT-END-LOADING znane jest także jako sprzedawanie pozycji. Oznacza to, że rekruci kupują towar za kilka tysięcy złotych, aby zakwalifikować się od razu do wyższej pozycji w planie kariery. Kłamstwo nr 6: Rób tylko to, co ja lub inni. Prawda: kto mówi takie rzeczy, ten nie ma pojęcia o network marketingu. Network marketing jest niczym jazda samochodem, uczymy się jej krok po kroku pod nadzorem instruktora – learning by doing – tak to nazywamy. Osoby, które nie mają prawa jazdy, a chcą prowadzić samochód, zagrażają nie tylko samym sobie lecz także pozostałym uczestnikom drogi. Jest to oczywiste. Sponsorzy lub Uplines, którzy nie nadzorują i nie korygują pracy nowych w strukturze osób (prezentacje handlowe, produktowe, rozmowy sponsorskie, telefonowanie, uzgadnianie terminów spotkań, techniki poleceń) zagrażają swojemu własnemu interesowi oraz przyczyniają się do pewnej śmierci nowych partnerów.

Kłamstwo nr 7: Nie musisz prowadzić działalności gospodarczej. Prawda: każda osoba rejestrująca się w firmie network marketingowej prowadzi działalność gospodarczą. Według prawa przychody z takiej działalności podlegają opodatkowaniu, nawet jeśli są to małe sumy i ta działalność jest wyłącznie dodatkowa. Wszystkie inne prezentowane przez firmy teorie mogą mieć poważne konsekwencje dla całej branży. Po pierwsze zatajenie i nie opodatkowanie dochodu jest karalne. Po drugie, urzędy skarbowe kontrolują nie tylko firmy, lecz także wybiórczo osoby z nimi współpracujące. W Gazecie Wyborczej z dnia 23 czerwca 2004r. ukazała się wypowiedź Pana Mirosława Lubonia, dyrektora Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej: „ – Szarą strefę w Polsce szacuje się między 19 a 27 proc. wszystkich zatrudnionych i myślę, że w tej branży jest to podobny poziom.” Jeśli weźmie się pod uwagę fakt, iż liczba aktywnie zarejestrowanych osób wynosi ok. 600.000, to uzyskujemy ogromną sumę. Firmy network marketingowe nie cieszą się najlepszą opinią 17


NETWORK MAGAZYN

PRZY TABLICY

w urzędach skarbowych. Pozostaje tylko kwestią czasu pojawienie się nowej ustawy dla tej branży – kasy fiskalnej. I to nie jest fikcja, tego rodzaju projekty są brane poważnie pod uwagę.

Kłamstwo nr 8: Twoi przyjaciele, znajomi i rodzina to Twoi najlepsi klienci. Prawda: szczególnie w tym właśnie kręgu spotyka się najwięcej sceptyków i największy opór. Ale nie dlatego, że produkty są złe lub praca w networku jest nie interesująca. Wina leży po stronie osoby początkującej, która popełnia wiele małych błędów przyczyniających się do powstania wątpliwości. Pełne euforii rozmowy o zarobkach, o branży, o firmie i obietnice cudów, jakie wyczyniają produkty – hamują przyjaciół, znajomych i rodzinę przed staniem się naszym klientem czy współpracownikiem.

Kłamstwo nr 9: Network marketing zrobi z ciebie jutro milionera. Prawda: niestety tylko niewielu osiąga ten status. A to z kilku powodów. Po pierwsze firma musi spełniać wiele warunków: 1 – firma network marketingowa musi działać globalnie lub mieć zamiar globalnej ekspansji – firmy krajowe nie dają bazy do bycia milionerem w networku; 2 – firmy sprzedaży bezpośredniej, takie jak AVON czy ORIFLAME, które działają wprawdzie globalnie, ale nie mają globalnego BREAK-AWAYPLAN w gruncie rzeczy nie stwarzają odpowiednich możliwości, aby zostać network marketingowym milionerem; 3 – paleta produktów musi podlegać światowym trendom oraz być w zasięgu finansowych możliwości przeciętnego człowieka, a więc być dostępna dla mas. Tym trendom podlegają na przykład produkty wellness i kosmetyki. Na całym świecie jest około 4 miliony networkowych milionerów, każdy z nich ma międzynarodowe struktury. Każdy z nich stał się – w trakcie swojej kariery – z networkowca regionalnego globalnym networkowcem. Kłamstwo nr 10: Nasze produkty uleczą cię ze wszystkiego. Prawda: wszystkie produkty zawierają w sobie substancje wspomagające samopoczucie i zdrowie. Każde inne twierdzenie godzi w ustawę o lekach. W tym przypadku kłamstwa szkodzą nie tylko całej branży, lecz także pojedynczym networkowcom. W roku 1986 firma Herbalife International, a konkretnie jej prezydent Mark Hughes zgodził się zapłacić karę konwencjonalną w wysokości 850.000 dolarów, ponieważ tylko w ten sposób uniknął oskarżenia przez kalifornijską prokuraturę o nielegalne praktyki medyczne i uprawianie nielegalnego systemu pirami18

dalnego. Herbalife sprzedawała swoje produkty w multi-levelmarketingu, gdzie prowizja sprzedawcy zależała od jego własnej sprzedaży oraz od sprzedaży w jego Downline. Akt oskarżenia złożony w roku 1985 wyliczał wszystkie wątpliwe kwestie dotyczące zawartości substancji lekopodobnych w produktach Herbalife, wykorzystywanych do reklamy tych produktów. Sąd nałożył ostre restrykcje oraz postanowił, że należy informować o zawartości kofeiny w „N.R.G” w podręczniku kariery, a także na samym produkcie. Herbalife została zobowiązana do zmiany programu rozliczającego prowizję tak, aby sprzedawcy profitowali wyłącznie ze swojej aktywności oraz, aby nie byli zachęcani do kupowania dużej ilości towaru – w celu zakwalifikowania się do otrzymania premii bonusowej – który trudno jest sprzedać. Kara w wysokości 850.000 dolarów, do zapłaty w ciągu 5 lat, została określona na taką sumę, aby zwrócić do kasy państwowej wszelkie koszty powstałe w związku z procesem – adwokaci, dochodzenia i testy oraz inne koszty. Na Marka Hughesa nałożono kaucję w wysokości 400.00 dolarów po to, aby uniemożliwić mu dalsze popełnianie przestępstwa w ramach działalności Herbalife. Senat amerykański chce zaostrzyć regulację środków odżywczych i suplementów. 26 marca przedstawił projekt ustawy nr SB 722 i po dwukrotnym czytaniu trafiła ona do Komitetu Zdrowia, Edukacji i Badań. Wytwórcy uzupełniających środków spożywczych oraz suplementów muszą liczyć się z tak samo surowymi ograniczeniami i kontrolami, jakim podlegają firmy produkujące leki. Sprzedawanie zaś suplementów za kilka tysięcy złotych osobie chorej na raka złośliwego – bo mu przejdzie, powinno być karane co najmniej dożywotnią zsyłką na Sybir. Ale to temat na oddzielny artykuł.

Many Loy – krótka zawodowa biografia Podczas 20-letniej pracy jako sprzedawca bezpośredni i networkowiec w pięciu krajach Europy, Many Loy przeprowadził około 20 000 rozmów handlowych i sponsorskich (rekrutacyjnych). Podczas 15-letniej praktyki coachera w pięciu krajach Europy, około 80 000 osób – sprzedawców bezpośrednich i networkowców – odwiedziło jego seminaria i szkolenia. Many Loy pomagał i wspierał tysiące osób, które pracowały w networku zawodowo i dodatkowo w drodze do ich sukcesu i radości w życiu. Trening prowadzony przez Many Loy’a był bodźcem dla wielu networkowców, którzy dzięki niemu znacznie poprawili efektywność swojej pracy. Setki sprzedawców i networkowców zostało poprowadzonych przez Many Loy’a i jego osobisty coaching na szczyt branży networkowej. Książka, którą opublikował w roku 2002 Many Loy, zatytułowana: „Sensitive Self Education, Być sprzedawcą i networkowcem doskonałym”, jest w branży zaliczana do najlepszych i stała się bestsellerem. W kwartalniku marketingu i biznesu Network magazyn, Many Loy będzie na stałe, jako członek Rady Programowej, zamieszczał swoje artykuły oraz przekazywał zdobytą przez siebie wiedzę i doświadczenie.

Mloy@poczta.fm


NUMER 02/2004

Kup pan cegłę...

czyli sprzedaż (bezpośrednia)

A

by pragnienie to zrealizować, partnerzy w naszym zespole powinni być aktywni, zaangażowani, pracowici, zdyscyplinowani, posiadający wysoką samomotywację, ambitne i jednocześnie realistyczne cele. Przykład idzie z góry W tym momencie odnieśmy się do zasady DUPLIKACJI, która głosi, że nasi partnerzy biznesowi będą dokładnie tacy sami jak my. Stare powiedzenie mówi, że przykład idzie z góry i w żadnym innym biznesie nie brzmi ono tak prawdziwie jak w naszym. Nie możemy wymagać od członków naszego zespołu, by robili coś, czego nie robimy my sami. Jeżeli w naszej strukturze sprzedaż „kuleje”, przyjrzyjmy się jak my traktujemy ten aspekt działalności, co możemy robić lepiej, czego możemy nauczyć nasz zespół, jakich błędów powinniśmy unikać? Zacznijmy od podstawowej różnicy między sprzedażą bezpośrednią a tradycyjną. Ta druga opiera się na „masowej” obsłudze klientów, którzy przychodząc do sklepu wiedzą co chcą kupić a wyboru marki dokonali już wcześniej, na podstawie choćby reklam. W MLM sprzedawca ma bardzo bezpośredni kontakt z klientem – z klientem często nie znającym produktów, którego dopiero trzeba zapoznać z ofertą. A żeby móc to zrobić, trzeba znać produkty i samemu ich używać – tylko tak będziemy wiarygodni w oczach klienta. Żadne wykute z broszurek cudowne właściwości sprzedawanych przez nas produktów nie zastąpią osobistych doświadczeń. Nie odbierajcie szansy klientom Kolejny wariant, który chciałbym nakreślić, tym razem cechuje się podobieństwem między sprzedażą bezpośrednią a tradycyjną. Żaden rozsądny sprzedawca nie będzie zachwalał towaru, którym w danej chwili nie dysponuje. Wyobraźcie sobie taką sytuację: wchodzicie do sklepu z zamiarem kupna żelazka, bezradnie rozglądacie się po zastawionych żelazkami półkach, nie wiedząc jakie wybrać. Podchodzi do Was bardzo pomocny i życzliwy sprzedawca, który przez 15 minut z błyskiem w oku rozpływa się nad zaletami modelu X firmy Y. Zarażeni jego entuzjazmem wołacie: „dobra, biorę!”, a w odpowiedzi słyszycie: „Akurat nie mamy, proszę przyjść za tydzień, wtedy będzie dostawa...” Co czujecie? Z dużą dozą pewności zakładam, że żądzę mordu! O ile w sprzedaży tradycyjnej opisana sytuacja jest wielce nieprawdopodobna, w marketingu sieciowym spotykamy się z nią nazbyt często. Wielu dystrybutorów prowadzi prezentacje nie mając produktów na sprzedaż a dopiero zamierzając je kupić po zebraniu zamówień od zainteresowanych klientów. Nie tak należy postępować! Na każdym szkoleniu poświęco-

JACEK KANDEFER

nym sprzedaży powtarza się głośno i wyraźnie, że decyzja o zakupie podejmowana jest emocjonalnie. Nie jest wykluczone, że klient, który przez kilka dni (w skrajnych przypadkach tygodni) musi czekać na upragniony nabytek, zmieni zdanie i zrezygnuje z zakupu. Może pomyśli, że cena jednak jest za wysoka; może trafi mu się okazja kupna podobnego produktu gdzieś indziej; powodów może być wiele. Wasz towar może być najwyższej jakości, jego używanie mogło przynieść klientowi naprawdę wielkie korzyści, ale on już nie ma szansy się o tym przekonać – bo Wy mu tę szansę odebraliście. Dlatego zakupy robimy przed prezentacją, aby każdy klient mówiący do Was „tak, biorę to!”, mógł zostać natychmiast obsłużony. Zresztą kolejność: najpierw zakupy, potem prezentacja ma sens z jeszcze jednego powodu. Kiedy mamy produkty, które musimy sprzedać, mamy większą motywację do faktycznego przeprowadzenia prezentacji i nie szukamy wymówek, by ją odwlec, przełożyć, czy w ogóle sobie „odpuścić”. Potrzeby klienta Kiedy jednak jesteśmy właściwie przygotowani do prezentacji, tzn. mamy produkty, musimy uniknąć innej pułapki. Udana sprzedaż to taka, która zaspokaja potrzeby klienta, nie nasze. A o tym łatwo zapomnieć, gdy mamy zapas produktów do sprzedania. Często popełniany błąd polega na tym, że wtedy nie wsłuchujemy się w potrzeby klienta, a zamiast tego koncentrujemy się na tym, jak namówić go na to, co akurat kupiliśmy i teraz chcemy sprzedać. W efekcie, klient albo nie kupuje nic, albo kupuje coś, na co dał się namówić choć nie miał najmniejszej ochoty tego kupić i później unika nas, aby nie dopuścić do powtórzenia takiej sytuacji. Natomiast umiejętne poprowadzenie prezentacji, uważne wysłuchanie klienta i dopasowanie naszej oferty do jego potrzeb owocuje sprzedażą, która satysfakcjonuje obie strony.

MOIM ZDANIEM Sprzedaż produktów to drugi, obok budowy sieci dystrybucji, aspekt pracy networkowca. Budowa struktur opiera się na prezentowaniu możliwości rozwoju własnego biznesu w systemie MLM, a sprzedaż to najprostszy sposób na realizację marży detalicznej wynikającej z prawa do nabywania produktów w cenach hurtowych, przysługującego dystrybutorom. Podstawą obydwu aspektów działalności networkowca jest zasada duplikacji. Każdy z nas pragnie dynamicznego rozwoju struktury oraz stałego poszerzania grona klientów detalicznych, którzy są bazą dla referencji oraz źródłem nowych partnerów biznesowych, znających już firmę od strony produktów.

Sprzedawaj a nie torturuj Istotnym elementem jest również czas trwania prezentacji. Niekiedy tak bardzo chcemy sprzedać wszystko, co mamy, że o zaletach każdego z produktu opowiadamy długo i szczegółowo. Skutek? W miarę upływu czasu zainteresowanie klienta przeradza się w znudzenie i chęć uwolnienia się od gaduły. A już na pewno ktoś taki nie poleci nas swoim znajomym, nie chcąc, by cierpieli oni podobne katusze. Kiedy będziemy pamiętali o powyższych wskazówkach i przestrzegali właściwych zasad budowania biznesu w oparciu o sprzedaż i sponsorowanie, tego samego będziemy mogli oczekiwać od naszych dystrybutorów. W końcu, na tym polega zasada duplikacji. Autor tekstu jest dyrektorem generalnym Forever Living Products Poland 19


NETWORK MAGAZYN

NETWORK NEWS ROOM

KINOTAKARA W Polsce: „Firma wellness w trakcie Twojego snu”. Już od września br. rozpoczyna działalność na polskim rynku malezyjska firma KINOTAKARA. Ten azjatycki network marketing od kilku lat prężnie działa w krajach Europy zachodniej, odnosząc sukcesy dzięki swojemu nadzwyczajnemu produktowi z kręgu biznesu wellness. Mowa o bambusowych plastrach leczniczych, które swoje nowoczesne odzwierciedlenie zawdzięczają bardzo starej azjatyckiej tradycji. Po wielu latach żmudnych badań i udoskonaleń wielowiekowych, tradycyjnych dalekowschodnich receptur, lecznicze plastry KINOTAKARA są teraz popularne nawet wśród konwencjonalnych lekarzy azjatyckich, którzy często przepisują produkt swoim pacjentom, cierpiącym na szereg różnego rodzaju chorób i zaburzeń. Jest to rzadko spotykany w wellness wyrób, ponieważ większość stosowanych na rynku suplementów należy spożywać. Często dodatki żywieniowe są po prostu niesmaczne, a żeby działały trzeba je jeść i mamy z tym wiele problemów. Trudno jest przekonać do ich zażywania zwłaszcza nasze pociechy. Tymczasem plaster działa w ten sposób, iż należy nakleić go na stopy tuż przed położeniem się do snu. Plaster – nieodczuwalnie dla nas – działa przez całą noc i kiedy śpimy wyciąga z organizmu wszystko co jest niezdrowe dla ciała. Dlatego też, mottem firmy KINOTAKARA stało się hasło: „Firma wellness w trakcie Twojego snu”. Skuteczne oddziaływanie na nasz organizm produktu i jego pozytywny wpływ widoczne są już na drugi dzień po obudzeniu się, albowiem jeśli stosująca plaster osoba ma jakieś dolegliwości, zaczyna on przybierać specyficzny wygląd. Efekt staje się natychmiastowy. Można śmiało użyć stwierdzenia, które znalazło swój wymiar w wielu krajach świata, iż plaster KINOTAKARY to idealny produkt dla ludzi, którzy chcą się realizować w nowoczesnym network marketingu. Jest to tym bardziej trafne spostrzeżenie, że według specjalistycznych badań, branża wellness – a więc wszystko to, co się aktywnie robi, aby czuć się dobrze – w roku 2010 zarobi 1 bilion USD. Teraz i my, Polacy będziemy mieli okazję mieć bezpośredni wpływ na ekspansję KINOTAKARY w Europie. Od każdego z nas będzie zależało, czy chcemy mieć udział w takich zyskach.

20

MERKURION – network marketing i tanie rozmowy telefoniczne Półtora miesiąca temu wystartowała na polskim rynku nowa firma Merkurion Sp. z o.o. Jej twórcy zdecydowali się na budowę marketingu sieciowego wprowadzając na nasz rynek produkt, umożliwiający wykonywanie tanich rozmów telefonicznych – Calling Card. W ten sposób pojawiło się kolejne alternatywne rozwiązanie dla wszystkich pragnących wykonywać o wiele tańsze połączenia telefoniczne od standardowych, proponowanych dotychczas. Zaczęły się już pojawiać na rynku stwierdzenia, iż nowy produkt – Calling Card – dzięki swoim atrakcyjnym taryfom już niebawem zrewolucjonizuje polski rynek telekomunikacyjny. Jak widać, firma Merkurion zadbała przede wszystkim o to, aby produkt odpowiadał wyobrażeniom klientów i dawał im widoczne korzyści na najlepszych warunkach. Network marketing dający możliwość tanich rozmów telefonicznych i zarazem atrakcyjne rozwiązania zarobkowe – to idealne, idące z duchem czasu połączenie, które zaspokoi potrzeby klientów i oczekiwania współpracowników. Choć mowa tutaj o dość nietypowym produkcie networkowym, to plan marketingowy firmy Merkurion można pod wieloma względami porównać z tradycyjnymi planami stosowanymi przez inne koncerny networkowe, aczkolwiek są w nim aspekty specyficzne. Na ten temat trafiają już do naszej redakcji rewelacyjne informacje z niezależnych źródeł: ponoć prowizje w Merkurionie wypłacane są co tydzień, a niektóre, najaktywniejsze osoby zarobiły kilkakrotnie więcej, niż współpracownicy działający w trakcie takiego samego okresu czasu w innych firmach networkowych. Calling Card znajdujące się w ofercie Merkurion sprzedawane są także w olbrzymich ilościach (kilkaset tysięcy sztuk miesięcznie) poprzez telewizję RTL Teleshop.


NUMER 02/2004

Forever Living Products pod znakiem Jonathana

ZOOM REPORTERA

29 maja 2004r. w Hotelu Westin w Warszawie odbyło się comiesięczne, ogólnopolskie spotkanie dystrybutorów firmy Forever Living Products Poland. W ramach takich spotkań, nazywanych Treningami Jonathana (od mewy w logo firmy) odbywają się wykłady o produktach, szkolenia o biznesie, a także wręczane są odznaczenie dla najlepszych dystrybutorów. Majowy Trening Jonathana miał wyjątkowo uroczysty charakter, ponieważ jego gościem honorowym był viceprezydent FLP International ds. sprzedaży i marketingu – Gregg Maughan, który zainaugurował na rynku polskim nowy zestaw produktów dla szczupłej sylwetki: Clean & Lean.

Niezwykle ważnym elementem spotkania była również prezentacja nowego czasopisma „Network magazyn”, której dokonał jego redaktor naczelny Maciej Maciejewski. Pojawienie się tego periodyku na rynku wzbudziło ogromny entuzjazm dystrybutorów, albowiem jest to pierwsze pismo poświęcone zagadnieniom związanym z branżą sprzedaży bezpośredniej i marketingu sieciowego w Polsce. (opracowanie A.J.)

Fotka na pamiątkę: ekipa z FLPP…

…no cóż, zdjęcie chcieli mieć wszyscy!

Gregg Maughan (od lewej), senior vice-prezydent ds. sprzedaży i marketingu FLPI, Maciej Maciejewski, redaktor naczelny Network magazynu oraz Jacek Kandefer, dyrektor generalny FLPP.

Maciej Maciejewski prezentuje pierwszy numer Network magazynu.

21


NETWORK MAGAZYN

MAJSTERSZTYK Stare chińskie przysłowie mówi: „Bezużyteczną rzeczą jest uczyć się, lecz nie myśleć, a niebezpieczną myśleć, a nie uczyć się niczego”. To indywidualna sprawa każdego Czytelnika, czy zwróci uwagę na moje wskazówki czy też nie. Jednak pozwolę sobie przytoczyć fragment wypowiedzi jaką udzielił nam do poprzedniego numeru Network magazynu prof. dr Michael Zacharias ze Szkoły Wyższej w Worms: „Polacy, którzy zajmują się zawodowo networkiem i pragną mieć wyniki 1 do 10 muszą wpierw zadbać o swoją gruntowną wiedzę w temacie. Muszą poznać swój fach od podszewki”.

Rady, które są warte złota! MANY LOY

Network marketing to biznes opierający się na zasadach „learning by doing”. Kto, jako nowicjusz jest zdania, że wie już wszystko, wie jak funkcjonuje ten biznes, ten jest z góry skazany na porażkę. Szczególnie ważnym warunkiem jest tutaj umiejętność obchodzenia się z ludźmi i kierowanie nimi. TAJEMNICE SUKCESU Reguła ABC Nie trać czasu z ludźmi, którzy nie wykazują się prawdziwym zainteresowaniem networkiem. Namówić kogoś na siłę i mieć go tylko z nazwiska w swojej strukturze nie pomoże ci w sukcesie. Podziel zainteresowanych na trzy grupy, według reguły ABC. Jeśli umawiasz się z kimś i ta osoba nie przychodzi na spotkanie, przesuń ją z grupy A do grupy B. Jeśli nie pojawia się po raz drugi, przesuń ją do grupy C. Nie inwestuj czasu ani energii w osoby z grupy C, chyba że osoby te rozwiną aktywność same z siebie. Osoby z grupy A są tymi, którymi należy się zajmować. Osoby z grupy B zaliczają się do A albo do C. Osoby z C nie są poważnie zainteresowane współpracą. Zwrot Może zaistnieć sytuacja, że masz wspaniały pomysł na biznes, lecz nikt nie wyraża zainteresowania. Spotkasz się z wieloma odmowami, usłyszysz wiele konsekwentnych „nie” jako skarga na zbyt natrętne namawianie kogoś na zmiany i zwrot, którymi tak naprawdę nie jest zainteresowany. Ćwicz swoją cierpliwość i daj innym czas na sprawdzenie twojego pomysłu. Nadejdzie czas, kiedy ktoś przestanie być zadowolony ze swojej

22

dotychczasowej pracy, bo nie dostał awansu, bo potrzebuje pieniędzy na jakieś ekstra wydatki lub szuka wolności, której obecna praca mu nie daje. Struktura odchodzi – klient zostaje! Zbuduj swój biznes od początku na stabilnym fundamencie. Szukaj nie tylko partnerów do struktury, lecz ciesz się także z każdego klienta. Zadowolony klient zostanie przy tobie, da ci polecenia. Struktura natomiast podlega załamaniom i upadkom, może się nagle rozpaść. Tylko ten, kto pracuje ze stosowną równowagą będzie długoterminowo i dobrze zarabiał. Dalsze dokształcanie W network marketingu przechodzisz przez różne stopnie rozwoju. Po początkowym zachwycie przychodzi załamanie: nikt nie interesuje się biznesem, nikt nie kupuje produktów, to jest przecież system śnieżki. Usłyszysz wiele negatywnych argumentów, szczególnie od bliskich ci ludzi. Kto chce odnieść sukces, musi zapracować na zazdrość innych. Dowiedz się wszystkiego na temat tego biznesu, czy to przez literaturę, czy też obserwując ludzi, którzy już odnieśli w networku sukces. Bądź obecny na dużych imprezach w twojej firmie, bierz udział w szkoleniach produktowych. Lista nazwisk Zrób listę nazwisk do pierwszych kontaktów. Nie zaczynaj od kwalifikowania jej w żaden sposób. Każdy może być klientem lub partnerem. Ta lista to twój zasadniczy kapitał, podobnie jak baza danych w dużej firmie. Dołącz do niej kartotekę i rób notatki do każdej przeprowadzonej z kimś rozmowy.


NUMER 02/2004

Narodowość a kariera w network marketingu

W

pewnej chwili zastanowiło nas: dlaczego rynek europejski tak diametralnie różni się od azjatyckiego? To pytanie należy inaczej sprecyzować. – Jak mianowicie? – zapytałam. – Bo wiesz… Sedno sprawy tkwi, gdzie indziej. W tej kwestii należałoby się zastanowić, czym się różni networkowiec Polak, od networkowca, na przykład, Japończyka? Jak się okazuje, różnica między nimi jest bardzo znacząca. Pomijając względy rasowe oczywiście. Skoncentrujmy się raczej na cechach charakteru, różnicach kulturowych, przyjętych normach i obyczajach społecznych. Plan napoleoński Wyobraźmy sobie dwóch dystrybutorów (Polaka i Japończyka) i przyjrzyjmy podejściu do wykonywanej przez nich pracy. Jeśli Japończykowi przekażesz pewną wypróbowaną i odnoszącą bardzo dobre rezultaty metodę pracy i powiesz: „idź i zrób daną rzecz w ten sposób”, to wie on, że ma do czynienia z fachowcem, który chce dla niego dobrze. Idzie w teren i idealnie wykonuje otrzymane wcześniej instrukcje. Jeżeli zaś taką samą procedurę zastosujemy w stosunku do Polaka, ten spokojnie wysłucha, przytaknie, później idzie do domu i od razu kombinuje. A może by to zrobić inaczej? Coś ulepszyć? Coś do taktyki dorzucić lub coś z niej ująć? I zaczyna się kilkudniowe konstruowanie skomplikowanego planu napoleońskiego. Jakie są efekty? Japończyk wykonuje całą robotę rzetelnie, szybko, ponadplanowo… Dobrze zarabia on i firma, z którą współpracuje. Jest zadowolony i realizuje swoje plany i marzenia. A Polak? Stracił mnóstwo cennego czasu na bezsensowne kombinowanie. W rezultacie przekombinował i nie odniósł żadnego sukcesu. Pojawiają się frustracja, przygnębienie, apatia. I myśli Polak dalej: co w tym wszystkim jest nie tak? Mój plan był przecież napoleoński. Już wiem! To moja firma jest do kitu. Albo cała branża jakaś dziwna. Tak oto pracują Japończyk i Polak. Czapki z głów Niestety, byłam zmuszona przyznać przyjaciółce rację. Nie trzeba być socjologiem czy psycholoszką, żeby za-

AGNIESZKA JANIGA

uważyć różnice w podejściu do pracy wśród Polaków i Japończyków. Wystarczy na przykład zapoznać się z danymi statystycznymi na temat obrotów branży network marketingu w świecie. W roku 2002, wśród 10 wiodących krajów, Japonia plasowała się na pierwszym miejscu z obrotem ok. 31,5 miliarda USD. Chiny znajdowały się na miejscu ósmym (2,7 miliarda USD), a Korea na dziewiątym (1,9 USD). Gdyby Azjaci nie słuchali dyrektyw swoich liderów, kraje z tego kontynentu nie osiągałyby takich wyników. Tylko proszę Czytelników – nie pomyślcie, że jestem rasistką! W żadnym wypadku! Polska to piękny kraj, tylko trochę dziwny. Zwłaszcza, jeśli chodzi o sprawy zawodowe. Poza tym, nie ma takiego państwa w świecie, w którym naród byłby idealny, bez żadnych przywar czy zwyczajów. Nigdy nie było, nie ma i nie będzie na kuli ziemskiej społeczeństwa idealnego. Skąd w Polakach tyle zawziętości, uporu i asertywności? Myślę, że nie ma w świecie drugiego takiego narodu, w którym kumulowałyby się te akurat cechy osobowości. Może jeszcze Irlandczycy. Polacy to chyba jedyny naród na naszym globie, którego w tak okrutnie specyficzny sposób potraktowała historia. I sąsiedzi. Musieli walczyć z najeźdźcami nie tylko ze wschodu, ale i od północy, południa, zachodu. Polska zawsze spełniała rolę „antemurale” całej Europy, niejednokrotnie broniąc kontynent przed barbarzyńcami. Polacy bronili swoich i cudzych ziem, nie dopuszczając wrogów do dalszych ekspansji na zachód. Do takich czynów trzeba mieć w sobie wiele zawziętości, upartości i asertywności. Polacy to taki naród, który zawsze w chwili zagrożenia potrafił zapomnieć o wewnętrznych problemach, aby dowieść odwagi w boju dla ratowania ojczyzny. Taka mobilizacja wymaga zawziętości. Polacy pojawiali się prawie zawsze tam, gdzie poproszono ich o pomoc. Nie brakowało Polaków podczas oblężenia Wiednia przez Turków, na polach I wojny światowej, podczas „cudu nad Wisłą”, gdy zatrzymali sowieckie hordy zmierzające na Berlin. Jako nieliczni, dzielni Polacy stawili czoła Hitlerowi, bronili Anglii, zdobywali Monte Cassino. Wreszcie, przyczynili się do upadku komunizmu w Europie. Niestety, zawsze

MYŚLISZOŁ Kilka tygodni temu odwiedziła mnie przyjaciółka. Jak zwykle, większą część naszej kilkugodzinnej rozmowy wypełniły tematy związane z marketingiem sieciowym. Nic w tym dziwnego. Znajoma od wielu lat zajmuje się network marketingiem, ja udzielam się w magazynie, nie spotykamy się codziennie, a w branży dzieje się mnóstwo ciekawych rzeczy. Jednak network marketing staje się fascynującym tematem, jeśli na branżę spojrzymy z globalnego punktu widzenia. Bo przecież przede wszystkim, od news`ów i ciekawostek roi się bardziej w światowym networku niż w regionalnym. Im większe „podwórko”, tym więcej wydarzeń i spostrzeżeń.

23


NETWORK MAGAZYN

po chwilach glorii, po sukcesach polskich mężów, reszta świata zostawiała Polskę na pastwę losu. Polaków zawsze wszyscy wykorzystywali. To dlatego będę powtaMYŚLISZOŁ rzała przy każdej nadarzającej się okazji: przed Polakami czapki z głów. Inną sprawą jest, że gdy Polacy już odnieśli zwycięstwo, z powrotem rzucał się brat bratu do gardła. Jedno jest pewne: Polak to człowiek jedyny w swoim rodzaju. Zawzięty i uparty. Czy to złe cechy? To zależy, w jakiej sytuacji się je wykorzystuje. Jak niejednokrotnie pokazywała historia, cechy te są niezbędne w walce o wolność, niepodległość i godność. Na pewno nie są one pomocne przy robieniu kariery zawodowej w network marketingu. Komu, komu, bo idę do domu! Polak to urodzony handlarz. Ma to w genach. Kupi taniej – sprzeda drożej. Wymieni, zamieni i przerobi. Gdyby nie wrodzone cechy handlowca nie wiadomo, czy Polacy przeżyliby najazdy, rozbiory i okupacje. Nawet czasy realnego socjalizmu i tępienie przez władzę typowego dla kapitalizmu handlu, nie zmusiły Polaków do porzucenia tego zazwyczaj dochodowego interesu. Prawdziwym rajem dla Polaków stał się okres po roku 1989. Zmiany polityczno-społeczno-gospodarcze, jakie nastąpiły po okrągłym stole i związana z tym możliwość wyjazdów za granicę Rzeczypospolitej, zrobiły z kraju istny bazar. Prawie wszyscy udawali się w długie, handlowe wojaże: z Polski do Rosji zawieźć i sprzedać kremy, ruble zamienić na złoto, cennego kruszcu pozbyć się na Węgrzech i zamienić na dolary, aby z Budy lub Pesztu ruszyć prosto do Wiednia po sprzęt RTV. Przepraszam, jeśli coś przekręciłam, ale to były na prawdę trudne do zapamiętania, napoleońskie plany. Choć Polacy nie urządzają już eskapad po sprzęt na zachód, coś z tego kombinatorstwa pozostało. I ten problem ma dwie strony. Pozytywną i negatywną. Pierwsza to kreatywność, druga – nowatorstwo i brak zaufania do kogoś doświadczonego zawodowo. Brak zrozumienia pomiędzy (w networku) sponsorem a dystrybutorem. Wygląda to tak, że sponsor uczy dystrybutora, marnuje cenny czas i w konsekwencji własne pieniądze, a ten z kolei odwdzięcza się w ten sposób, że idzie do domu i robi wszystko na opak. Rezultat? Zero efektów. A mogło być tak przyjemnie.

Kontakt osobisty Dlaczego Japonia jest krajem szybko rozwijającym się? Dlaczego Japonia ma tak prężną gospodarkę? Ponieważ Japończycy potrafią słuchać i robią to, co im się każe. Bez zbędnych kombinacji. Jaki mamy skutek rozwoju tej cywilizacji? Jeszcze nie tak dawno po ulicach Tokyo przechadzali się Samurajowie z Katanami u pasa, a teraz dzieci spacerują tam z elektronicznymi pieskami. Jeszcze jedna ważna kwestia. Podstawą network marketingu jest kontakt międzyludzki. Kontakt osobisty. Podczas takiego spotkania widzimy się, dotykamy i albo się lubimy, albo nie. Jest rzeczą bardzo ważną, aby podczas kontaktu osobistego wywrzeć na rozmówcy dobre wrażenie. Zwłaszcza na spotkaniu rekrutacyjnym. Przy tym należy pamiętać, że nigdy nie będziemy mieć drugiej szansy na pierwsze wrażenie! W Polsce zapomina się o kontakcie osobistym. Polscy pseudo networkowcy starają się załatwiać ważne sprawy telefonicznie, pocztą elektroniczną, a nawet przez wysłanie sms`a. W Japonii znawcy tematu zauważyli, iż nastąpił głód na kontakty osobiste. Japończycy przychodzą rano do pracy, siadają w specjalnych boksach przed komputerami i tak pracują bez przerwy, bez rozmów, bez kontaktu z przyjaciółmi. Dlatego cieszą się, kiedy ktoś im daje szansę na kontakty międzyludzkie, dzięki którym można w dodatku zarobić niezłe pieniądze. Wchodzą w network i wykorzystują szansę. W Japonii nie marnuje się takiej szansy. W network marketingu aby osiągnąć sukces, bardzo ważną sprawą jest dobry produkt. Towar, który będą kupowali klienci. W Japonii ludzie kupują produkty od znajomych, ponieważ przy okazji kupują od nich przyjaźń. Dobry dystrybutor nigdy nie zostawia klienta. Wręcz przeciwnie – interesuje się nim i wszyscy są zadowoleni. Klient zyskuje dobry produkt i przyjaźń, a sprzedawca uznanie i pieniądze. Dla Japończyka możliwość kontaktów międzyludzkich – luźnych, prawdziwych – to istna przyjemność. Dla Polaka rozmowa ze znajomym to kara. Polak woli spędzać czas z ludźmi pracującymi na co dzień w całkiem innej branży. Azjaci uwielbiają spotykać się w gronie ludzi ze swojej branży, wśród networkowców. Być może dlatego Japońska branża network marketingu wykazuje tak duży obrót? Jedno jest pewne. Choć prawdziwych samurajów prawie już nie ma, to Japończycy w dalszym ciągu posiadają swój kodeks. Dzisiaj brzmi on tak: firma, rodzina i na końcu ja sam.

Chcesz więcej i szybciej

?

Szukasz właściwych rozwiązań ?

Szukaj d ...do stronyalej... 29

24


NETWORK FORUM

„Jak spowodować, aby ludzie stali w kolejce i błagali o to, żeby mogli pracować w Twoim biznesie network marketingowym.” Forum organizuje Centrum Edukacji Europejskiej na licencji Many Loy


NETWORK MAGAZYN

KRONIKA DOBREJ MARKI Wpływ marketingu sieciowego na gospodarkę i społeczeństwo z powodu dostępności nowych technologii, form komunikacji i promowania produktów musiał wyjść poza ramy zwykłego zaspokojenia popytu konsumenckiego. W chwili obecnej staje się niezwykle ciekawą alternatywą lub znakomitym uzupełnieniem tradycyjnej działalności.

Nowe oblicze VISION

KRZYSZTOF PIEKARSKI

O

kazuje się również, że network marketing jest po prostu bardzo efektywnym sposobem rozpowszechniania towarów i usług, który coraz częściej zapożyczają firmy prowadzące tradycyjny biznes, dążące do zajęcia pozycji lidera na rynku. By być lepszym, należy się rozwijać, by się rozwijać, trzeba inwestować w nowe programy, oferty i produkty. Coraz częściej zaczynają rozumieć to firmy, których podstawą działania jest sprzedaż poprzez marketing sieciowy. O czym mowa? Vision International People Group jest jedną z największych firm proponujących na rynku światowym towary o działaniu zdrowotnym. Od momentu powstania – 14 lipca 1996 roku – kompania nieustannie kieruje siły na realizację swojej misji, którą jest utworzenie nowej kultury zdrowia jako priorytetu dla jednostki i dla całego społeczeństwa. Tym jest uwarunkowany asortyment produktów, z którymi pracuje firma: biologicznie aktywne dodatki do żywności (BAD), kosmetyki, odzież zdrowotna, środki aromakosmetyczne. Wyroby kompanii Vision wyróżnia właściwie dobrany skład i niezmiennie wysoka jakość. Głównym partnerem firmy jest duży koncern farmaceutyczny Arkopharma, który wspólnie z Vision wybudował w Irlandii fabrykę Nutripharma. Produkty są wytwarzane w ścisłej zgodności z międzynarodowymi standardami GMP, rejestrowane są w oficjalnych organach wszystkich państw, gdzie kompania prowadzi swoją działalność. Do dnia dzisiejszego firma VISION ma oficjalne przedstawicielstwa w Rosji, na Ukrainie, Litwie, Łotwie, Węgrzech, Białorusi, w Bułgarii, Kazachstanie, Polsce, Czechach, Uzbekistanie, Wietnamie i we Włoszech. Millenium 21-22 sierpnia w Moskwie odbyło się święto firmy

28

Vision – „Millenium”. Zabawa, sztuczne ognie oraz spotkanie wszystkich akcjonariuszy, współpracowników i przyjaciół przebiegało w sympatycznej atmosferze, cechującej pracę dla Vision. Jedna czwarta czasu całego spotkania była przeznaczona dla Polski, jej przedstawicieli oraz tych, którzy tworzą struktury Vision na polskim rynku networkowym. Na całe spotkanie przybyły 34.000 osób! Na samym zaś spotkaniu prezydent i wiceprezydent Vision przedstawili nowe projekty firmy. Miesiąc wcześniej – 21 czerwca br. firma weszła na giełdę. W ciągu dwóch miesięcy cena akcji Vision podskoczyła o 125 punktów procentowych. Zdrowie najważniejsze Zdrowie jest najdroższą wartością, jaką posiadamy. Jak zachować ten bezcenny skarb? Wiadomo, że nasze siły życiowe są podtrzymywane przez substancje odżywcze. Oferowane przez Vision produkty oparte na ogromnym doświadczeniu wielu pokoleń, opracowane przez wiodących specjalistów i wyprodukowane według najnowocześniejszych technologii wzmagają reakcje odpornościowe organizmu w walce z infekcjami, zwiększają zdolność do pracy, tworzą warunki do adaptacji człowieka w środowisku zewnętrznym. Jednym ze wspomnianych, zupełnie nowych projektów w tej linii jest wprowadzany od listopada 2003r. program nowej linii produktów Family Hit. To substancje wzmagające i poprawiające jakość naszego zdrowia zatwierdzone oraz stale nadzorowane przez francuskie Ministerstwo Zdrowia. Nowa linia produktów to bardziej obszerny wybór i możliwość oferowania do sprzedaży szerszej, bardziej precyzyjnej linii produktów. To jednak dopiero pierwsza ze zmian, jakie realizuje firma Vision. Kolejnym, zupełnie nowym i bardzo nowoczesnym rozwiązaniem, które Vision wprowadza jako jedna z pierwszych firm networkowych jest system komunikacyjny T-Vision. W skład tego syste-


NUMER 02/2004

mu wchodzą łącza i prywatne kamery pozwalające na bezpośredni wgląd w linię produkcyjną firmy, naukę marketingu sieciowego bez wychodzenia z domu oraz organizowanie spotkań (np. szkoleniowych) na podstawie programów dla sprzedawców nadawanych za pośrednictwem obrazu telewizyjnego. To prawdopodobnie pierwsze tego typu rozwiązanie w Europie. Zupełnie nową ofertą wprowadzoną przez Vision dla dystrybutorów rozpoczynających swoją karierę w network marketingu jest program Green Wave. Polega on na tym, że Ci, którzy rozpoczynają dystrybucję dla Vision są w stanie otrzymać nawet 20% prowizję od obrotu, jaki osiągną. Daje to możliwość uzyskania nawet 400% podwyżki już w pierwszym poziomie dystrybucji. Po trzech miesiącach uczestniczenia w programie Green Wave osoba taka wchodzi już w normalny, dotychczasowy plan marketingowy, który również doskonale się sprawdza. Nowością w ofercie Vision jest również program Equity, pozwalający na partycypowanie w obrotach firmy. Wraz z tym programem Vision wprowadza jeszcze bardziej sprawiedliwy plan wypłat. Wynagradza mianowicie wszystkich przechodzących na nowe stopnie premiami za osiągnięcie poziomów. Przykładowo premia za osiągnięcie stopnia VIP1K to 50$, VIP2K to już premia rzędu 500$. Za poziom VIP4K otrzymuje się wysoką sumę 3000$, a dla najbardziej pracowitych dystrybutorów firma przygotowała stopień VIP6K wart kwotę 10.000$. Premie za osiąganie tych poziomów są oczywiście dodatkiem do zwyczajowych premii wypracowanych. Jako nowość należy traktować poziom, który stworzono specjalnie dla osób ambitnych – VIP6K ******. Polega on z grubsza na tym, by na frontowej pozycji w zbudowanej strukturze znalazło się 6 osób, które osiągnęły poziom VIP6K. Za samą kwalifikację do poziomu VIP6K ****** premia wynosi ponad pół miliona dolarów. Natomiast za zamknięcie tej kwalifikacji osoba taka otrzymuje jednorazową nagrodę w wysokości 1.000.000$ (tak, to nie pomyłka – chodzi o milion dolarów). Suma jest wysoka, lecz wymagania również. Nie jest to jednakże cel niemożliwy do spełnienia. Elementem sprawiedliwego partycypowania w obrotach firmy

jest również dla wszystkich, którzy osiągną poziom VIP6K, propozycja uczestnictwa w podziale różnicy w obrotach firmy z roku poprzedniego do następnego. 5% KRONIKA DOBREJ MARKI uzyskanej kwoty przeznaczona jest dla wszystkich kwalifikujących się do poziomu VIP6K. Dla unaocznienia poziomu sumy przeznaczonej do podziału należy powtórzyć za szefami firmy, że w przyszłym, 2005 roku przyrost Vision może oscylować w wysokości 100.000.000$. Jest więc o co walczyć. Podjęto również decyzję, że wszystkim tym współpracownikom firmy Vision, którzy chcieliby otworzyć rynki w innych krajach, firma będzie współfinansowała rozwinięcie tego rynku. Vision przeznacza wtedy 5% wartości obrotów rynkowych bezpośrednio na pomoc w rozwoju tworzonego rynku. Jest jeszcze co najmniej jedna ważna informacja dla najbardziej aktywnych dystrybutorów. Otóż istnieje w Vision tzw. „program samochodowy” polegający na tym, że firma pokrywa najbardziej aktywnym, którzy robią największe obroty – 40% kosztów zakupu nowego samochodu. Ze względu na duży rozwój, firma docenia rynek polski, inwestuje w niego, bo to właśnie od naszego kraju wielka ofensywa Vision się rozpoczyna. U jej podstaw leży przede wszystkim współpraca z najbardziej dynamicznymi liderami na rynku. Vision w wyrazisty sposób pokazuje, dokąd można dojść w network marketingu. Dla tych, którzy widzą ten cel, widzą szansę, najprostszą drogą do osiągnięcia sukcesu jest znalezienie odpowiedniego przewodnika, który wskaże, jak się poruszać w tym biznesie, aby dojść na szczyt. Jak wynika z naszych obserwacji oferta nowego planu marketingowego firmy Vision jest w tej chwili jedyną tego typu na rynku polskim, pozwalającą osiągnąć doskonałe wyniki finansowe oraz zawodowe. To jeden z tych systemów, które wychodzą naprzeciw swoim współpracownikom motywując, inwestując i pomagając im w rozwoju i osiąganiu coraz lepszych wyników. Istnieją prognozy sugerujące, że inne firmy z branży podążą wkrótce w tym właśnie kierunku. Czy tak się stanie? Czas pokaże…

• zwiększenie sprzedaży, • dotrzymywanie kroku liderom, • skuteczność działania, • właściwe wykorzystanie dostępnych środków • konkretny wizerunek Twojego biznesu

TO TR

po prostu zapytaj... ... dostaniesz odpowiedź... rozwiazanie@2com.pl

?

IĄZANIE

O ROZW T A N Y M A M , IA N A UDNE WYZW

STRONA JEST TU 29 TAJ!! 29


NETWORK MAGAZYN

NETWORK NEWS ROOM

NU SKIN wspiera wyzwolenie Iraku Zaraz po oswobodzeniu Iraku organizacje pomocy stanęły przed następującym problemem: skąd wziąć dostateczną ilość żywności dla pół miliona niedożywionych dzieci? Nu Skin z siedzibą w Provo (stan Utah, USA) zgłosiła chęć pomocy. Firma natychmiast zareagowała i dostarczyła żywność. Organizacja chrześcijańska World Vision otrzymała kontener z 240.000 posiłków, które ważyły blisko 20 ton i odpowiadały wartości 74 milionów kalorii. Pomoc Nu Skin to tak zwana forma „Vita Meals”. Te posiłki produkowane są przez First Harvest, która należy do Nu Skin. Jeszcze przed akcją w Iraku firma wspomagała dzieci na Haiti, Filipinach i Malawi. FTC (Federal Trade Commission – Federalna Komisja Handlu) walczy z nieuczciwymi obietnicami dotyczącymi zdrowia W ciągu ostatnich sześciu miesięcy skoncentrowana akcja FTC w kooperacji z FDA doprowadziła do 17 pozwów lub ugód. Do tego dochodzą listy ostrzegawcze do producentów i sieci sprzedaży produktów odżywczych lub zdrowotnych z powodu niezgodnych z prawdą obietnic wyzdrowienia z ponad 650 chorób. Zabezpieczono mienie w postaci towarów o wartości ponad 10 milionów dolarów. Wygenerowany, poprzez nieuczciwe obietnice obrót, szacuje się na ponad miliard dolarów. Oczywiste jest, że w tak rozkwitającej branży, jaką jest wellness, coraz więcej firm próbuje dojść do szybkich pieniędzy. Jasne jest też, że poniesione tu inwestycje szybko się zwracają. Niestety przesadzone obietnice o skuteczności produktów są problemem, który musi zostać uregulowany i oczyszczony przez samą branżę, zanim zrobi to FTC usuwając przy okazji i samą branżę. HERBALIFE zatrzymuje przesadzoną reklamę produktów FTC otrzymała w Las Vegas, przez osoby trzecie, od doradcy Herbalife mocno przesadzoną i wyolbrzymioną reklamę nowego produktu „Niteworks”. Produkt ten miał zapobiegać rakowi. Doradca wyposażony był w kasety audio-video z jednakowo brzmiącymi wypowiedziami, które dostępne były w internecie. Firma Herbalife zareagowała natychmiast; wszelkie informacje pochodzące od tego doradcy zniknęły z sieci. Co stanie się z doradcą nie zostało oficjalnie powiedziane. Kary pieniężne dla sprawców napoju Noni w Szwajcarii Według „Neue Zuricher Zeitung” pięciu z sześciu oskarżonych zostało skazanych przez Sąd Okręgowy w Zurychu na kary pieniężne od 400 do 2000 franków. Sąd dopatrzył się w sprzedaży napoju Noni zakazanego systemu „śnieżki”, a tym samym złama30

nia ustawy o loteriach. Dodatkowo, „mózg” organizacji został skazany za przekroczenie ustawy o środkach spożywczych. Podczas prezentacji w Zurychu, osoba ta obiecywała uzdrawiające działania napoju wynikające z dwóch składników, których w tym napoju w rzeczywistości nie ma. KENNETH B.MOLL & ASSOCIATES złożyła 12 maja pozew w sądzie w półn. Illinois przeciw 16 producentom efedryny Oskarżonymi są Metabolife International, Twin Laboratories, Rexall Sundown, Cytodyne, Herbalife, Next Protein, EAS i Bioplex. M&A żąda odszkodowania za wszystkie spowodowane uszczerbki na zdrowiu, które częściowo przyczyniły się do śmierci niektórych osób. Dalszym celem jest wyeliminowanie efedryny z rynku, ponieważ ryzyko i poważne uszkodzenia zdrowia – łącznie ze śmiercią – przeważają minimalne zalety tej substancji. Zapytania do firm nie zostały nigdy rozpatrzone. Tego samego dnia senator Speier przedstawił senatowi projekt ustawy SB 5 – zakazującej sprzedaży produktów bazujących na efedrynie. Projekt został zaakceptowany i przekazany plenum. (Raport ze strony www.naturalproductsinsider.com z dnia 14.05.2003r.). Stan Illinois zakazał sprzedawania produktów zawierających efedrynę Senat przegłosował ustawę 117 głosami do zera: gubernator Rod Blagojewicz powiedział: – ten lek jest ryzykiem dla każdego, kto go zażywa. Tym samym zakazano sprzedaży wszystkich suplementów zawierających efedrynę, a sprzedaż stała się nielegalna. Jan Strode, rzecznik prasowy firmy Metabolife, tak wyraził się o tym zakazie: – …kombinacja efedryny-kofeiny jest bezpieczna, jest efektywnym narzędziem, jeśli stosuje się ją do kontrolowania wagi. (Raport ze strony www. naturalproductsinsider.com z dnia 19.05.2003r.). Steve Bechler zmarł z powodu stosowania tabletek odchudzających zawierających efedrynę Zmarły 17 lutego 2003 23-letni zawodnik baseball z drużyny Baltimore Orioles, przyjmował morderczo działający produkt Xenadrine firmy Cytodyne Technologies, aby zredukować swoją wagę podczas wiosennego treningu. Wynik sekcji zwłok przeprowadzony przez patologa sądowego z Florydy stał się powodem do dyskusji na temat ryzyka stosowania efedryny, której przyjmowanie jest zakazane w niektórych dziedzinach sportu, a która jest zawarta w produktach dietetycznych przeznaczonych dla zwykłych klientów.


NUMER 02/2004

Firma NBTY, jedna z największych producentów suplementów, poinformowała 17.03.2003 roku, na swojej stronie internetowej, że z dniem 15.03.2003 zaprzestała sprzedaży produktów zawierających efedrynę. Firma Tupperware zakończyła współpracę z siecią sklepów Target Tupperware Corporation zakończy sprzedaż swoich produktów poprzez sieć sklepów Target z dniem 1 września tego roku. Tym samym kresu dobiega kooperacja między Tupper i Target po zaledwie 8 miesiącach. Dla znających branżę, ten fakt nie jest zaskoczeniem, a powód tej decyzji był do przewidzenia: dostępność artykułów Tupper w sieci sklepów była powodem zanikania tak lubianych Tupper-Party. - To było bardzo duże ryzyko, sprzedawać markę Tupperware poza siecią jej własnych doradców. Chciano tym zniszczyć wieloletnią kulturę biznesu w firmie Tupperware – powiedział analityk Douglas Lane z firmy Avondale Partners i porównał taki sposób postępowania z nieudaną próbą Avonu sprzedaży swoich produktów przez sieć J.-C.-Penney. – Sieć sklepów Target jest tak szeroka, że produkty Tupperware zaczęły tracić swoją ekskluzywność leżąc na półkach obok produktów Rubbermaid – stwierdził dalej Lane. Sprzedaż przez Target musiała dalece wyprzedzić oczekiwania, a mimo to w efekcie zaszkodziła biznesowi Tupperware. Doradcy odczuwali w sposób demotywujący konkurencję pod własnym dachem. Odbywało się mniej Tupperware-Partys, które odwiedzało coraz mniej klientów; rekrutacja także odczuła negatywne skutki całego przedsięwzięcia. Tupperware nie chce jednak podcinać sobie gałęzi, na której siedzi. To właśnie Tupperware-Party jest symbolem firmy. Tu generuje się największe obroty. Tak więc firma przekonała się, że najlepiej postawić na stary i sprawdzony sposób sprzedawania. Tradycyjne firmy sprzedaży bezpośredniej muszą uatrakcyjniać biznes dla doradców, jeśli chcą, aby rozkwitał. Sposób wynagradzania podobny do tego, jaki jest w network marketingu nie niszczyłby – w przeciwieństwie do przenoszenia obrotu na handel detaliczny – siły wzrostu biznesu w firmie. SUPLEMENTY Unia Europejska reguluje skład, dopuszczenie do obrotu i oznaczenie suplementów Przepis nr 2002/46/EG (www.wko.at/direkt zakładka „service”) reguluje skład, dopuszczenie do obrotu i oznaczenie suplementów. Austria musiała dostosować się do tego przepisu do 1 sierpnia 2003 roku. Dla istniejących już i będących w obrocie produktów określono fazę przejściową do końca roku 2005 ewentualnie 2009. Najdalej do tego czasu suplementy muszą odpowiadać nowym przepisom. Dopuszczalność witamin i minerałów: Maksymalne ilości Załącznik I wymienia witaminy i minerały, które mogą być wykorzystywane w suplementach, załącznik II dopuszczalne formy do produkcji suplementów (Art.4). Również w produktach mie-

szanych minerały i witaminy muszą odpowiadać przepisom. Dla suplementów, które zawierają inne witaminy i mineraNETWORK NEWS ROOM ły w innych formach mają zastosowanie terminy przejściowe do roku 2005 ewentualnie 2009. Maksymalne ilości (Art.5): dla wszystkich ujętych witamin i minerałów powinny zostać ustalone maksymalne ilości, jakie można zastosować do suplementów. To samo dotyczy ilości minimalnych. Należy założyć, że Komisja będzie się orientować według dotychczas opublikowanych badań i zaleceń. Na stronie internetowej Komisji Europejskiej można zobaczyć stosowne dokumenty. Przed ustaleniem ilości maksymalnych obowiązujących w UE, zastosowanie mają przepisy obowiązujące w danym kraju. Przepisy dotyczące oznaczeń (Art. 6, 7): oznaczenia, opisy i reklama nie mogą zawierać tekstów sugerujących działanie zapobiegawcze lub uzdrawiające danego produktu względem jakiejkolwiek choroby. Oznaczenie musi zawierać następujące dane: • sposób spożywania suplementów; • nazwy składników użytych do produkcji; • zalecana codzienna wielkość spożycia; • ostrzeżenie, aby nie przekraczać zalecanych dziennych dawek; • informacja, iż suplementy nie mogą zastępować urozmaiconego sposobu odżywiania; • informacja, aby produkt pozostawał poza zasięgiem dzieci; Te zasady mają zastosowanie do wszystkich suplementów, także tych, które nie odpowiadają załącznikom I i II. Terminy (Art. 15) Dzień wejścia w życie przepisów: 12 lipca 2002 r. Termin realizacji: 31 lipca 2003r. Ministerstwo zdrowia zapowiedziało, że przepisy te staną się częścią ustawy o środkach spożywczych. W każdym razie produkty w Unii, a tym samym w Austrii, które zgodne są z normami wynikającymi z przepisów, musiały zostać dopuszczone najpóźniej z dniem 1 sierpnia 2003 roku. Terminy przejściowe dla suplementów, które nie odpowiadają przepisom (Art. 4 ustęp 6) Wszystkie produkty, które nie odpowiadają przepisom, muszą zostać zakazane do najpóźniej 1 sierpnia 2005 roku. Oznacza to, że produkty mogą zawierać wyłącznie witaminy i minerały w dopuszczalnych formach. Dla witamin i minerałów nie wymienionych w załączniku do przepisu można zrobić wyjątek i przedłużyć ten termin do roku 2009. Warunkami takiego wyjątku są: 1. Określony składnik jest wykorzystywany w jednym lub więcej suplementach, które były w obrocie w Unii Europejskiej w dniu 12.07.2003 roku. W Austrii dany produkt musiał być w tym czasie zarejestrowany. 2. Państwo członkowskie musi dostarczyć Unii, do 12.07.2005, raport z pozytywnymi opiniami o składniku. 31


NETWORK MAGAZYN

Rozmowa między dwoma facetami:

MAJSTERSZTYK 13 w piątek 2004 roku w katowickim hotelu Campanile notował: Krzysztof Piekarski

Myślenie pozytywne

Many Loy, człowiek sukcesu, kiedy pisał swoją książkę „Sensitive Self – Education. Być sprzedawcą i networkowcem doskonałym.” zamknął się na 9 miesięcy w szwajcarskim klasztorze. Miał marzenie, chciał być ojcem córki. Chciał również, by jego książka odniosła sukces. W zakończeniu książki napisał: „Dziękuję jeszcze raz mojej żonie, mojemu synowi i córce oraz moim rodzicom”. Napisał „córce”, choć miał tylko syna a dziewczynka była skrytym marzeniem. Wszyscy myśleli, że się pomylił. Nie. Many miał cel i dążył do jego realizacji. Kilka tygodni temu żona urodziła mu cudowną córkę. Książka Loy`a wkrótce okazała się jedną z najważniejszych w dziedzinie network marketingu. Myślisz i masz – to podstawa w podejściu Many’ego do życia. Pozytywne myślenie czyni cuda. Z Many’m rozmawia Maciej Maciejewski – dziennikarz. Przez wiele lat zajmował się reklamą, oraz publikowaniem artykułów w wielu opiniotwórczych gazetach. Wciąż szukał jednak czegoś lepszego. Chociażby dlatego, żeby nie podbijać codziennie rano karty w zakładzie i nie pozwolić się poniżać odurzonym stanowiskami szefom i redaktorom naczelnym. Dziś wie, że pozytywne myślenie i wiara w swoje działania dają pożądane efekty. Many, czy bez prawdziwego pozytywnego myślenia jest możliwe osiągnięcie sukcesu w jakiejkolwiek dziedzinie? Nie ma takiej możliwości. Twoje działanie, gdy coś robisz, a nie wierzysz w cel i sens swoich wysiłków jest z góry skazane na porażkę. Oczywiście, niewykluczone, że uda się podpisać umowę z klientem, dostać dużą prowizję. Wtedy jest radość, szczęście i nadzieja. Jednak w większości krótkotrwałe. W chwili pierwszych problemów taka osoba się wycofa z dalszych działań. Bo de facto nie wierzy w to, co robi. Jeżeli tylko mówisz, że myślisz pozytywnie, ale tym pozytywnym myśleniem nie żyjesz, jesteś zwyczajnym naiwniakiem. W mojej książce taką postawę nazywam wprost – naiwnym pozytywnym myśleniem. Ono nie przyniesie nam sukcesu, ani w sprzedaży, ani w życiu. Trudno się z tym nie zgodzić Many. A czy przy tworzeniu Network magazynu równie dużą rolę odegrało pozytywne myślenie? Przeciwności było przecież co niemiara… Wiesz, Network magazyn to projekt, nad którym myślałem od kilku lat. Przez cały ten czas słyszałem wokół 32

opinie, że taki periodyk jest niepotrzebny, nikt go nie kupi. Ludzie nie chcieli przy jego tworzeniu współpracować. Cóż, zwyczajnie brak im było wiary wynikającej przecież z niczego innego, jak właśnie z pozytywnego myślenia. Gdy słyszy się negatywne opinie na temat swojego projektu zazwyczaj rezygnuje się z pomysłu. I tu jest Maćku podstawowy błąd. Brak wiary zniszczył już niejeden wspaniały projekt. Dlatego nie mogłem pozwolić, by ludzie o małej nadziei pozbawili mnie realizacji kolejnego marzenia, jakim jest magazyn. Wciąż myślałem o tym pozytywnie i powiem ci szczerze, że ani przez chwilę nie miałem wątpliwości, co do tego projektu. Jedyne wątpliwości dotyczyły ludzi, którzy się temu przeciwstawiali i z tego drwili. Jak widzisz, magazyn istnieje i ma się coraz lepiej. A co najważniejsze, już wiemy, że dostarcza dużo wiedzy, jest pomocny wielu networkowym firmom i handlowcom indywidualnym. Wszystkim niedowiarkom już na początku brak wiary zamknął drzwi do projektu prasowego. Zapewne teraz plują sobie w brodę…Cóż, był to ich wybór. Ciekaw jestem, czy biorąc pod uwagę te przykłady, o których mówiłeś, można nauczyć innych ludzi pozytywnego myślenia i tym samym odnoszenia w życiu sukcesów? Zdecydowanie tak. Można to zrobić z bardzo dobrym skutkiem. Trzeba jednak tego naprawdę chcieć. Nie ma sensu zaczynać czegoś z choćby promilem wątpliwości co do sukcesu w ukończeniu projektu. Wielu ludzi mówi, że chce, ale ilu z nich tak naprawdę i z czystym sumieniem robi coś, żeby zmienić swoje życie? Niewielu, taka jest prawda. Nawet Miłosz przed samą śmiercią powtarzał, że się uczy! Najgorzej jest, gdy ktoś osiada na laurach i wydaje mu się, że pozjadał wszystkie rozumy. To tak jak w każdej religii: nieważne, jakiego jesteś wyznania, w jakiego wierzysz boga – najważniejsza jest miłość i wiara. Pokochaj samego siebie i daj miłość innym. Czyli kluczem do sukcesu jest po prostu umiejętność kochania siebie i innych? Jest dokładnie tak, jak mówisz. Trzeba wierzyć w siebie i w drugiego człowieka. Wierzyć tak naprawdę, szczerze i do końca. I kochać siebie. Kochając samego siebie, budujesz wiarę w Ciebie pochodzącą od innych ludzi. Wierząc w swój pomysł i projekt zarażasz


NUMER 02/2004

wiarą i pozytywnymi emocjami swoich współpracowników. Czy z takim pozytywnym, pełnym optymizmu i dobrych emocji podejściem twój projekt może się nie udać? Nie może! Otóż to. Jeśli masz prawdziwą wiarę w samego siebie i w to, co robisz, budujesz swoje prawdziwe pozytywne myślenie. Kluczem jest odpowiedzenie sobie samemu: czego tak naprawdę chcę i czy wierzę w osiągnięcie tego. Jeśli na obydwa pytania uzyskamy pozytywną odpowiedź, będzie to najlepsza chwila na rozpoczęcie czegoś wielkiego, co da nam szczęście i radość, a może i sukces finansowy. Wystarczy samo „chcę”? Nie, bez przesady. Chcieć można wiele. Kwestia w tym, co będziemy robili w celu realizacji naszych chęci. Każdy czegoś chce, ale zadajemy pytanie: czego on chce naprawdę? Bowiem tylko ta osoba, która wie, do jakiego celu zmierza naprawdę, osiągnie sukces. Jeśli ktoś chce się uczyć pozytywnego myślenia i działania to musi się uczyć od najlepszego. Czyli najlepiej od tego, który coś w życiu osiągnął, do czegoś doszedł. Mówiąc wprost – trzeba sobie wytyczyć bardzo konkretny cel i konsekwentnie do niego zmierzać. Many, a co z etyką takiego postępowania? Pieniądze degenerują ludzi, wielu dąży do nich po trupach… Poruszyłeś bardzo ważną i delikatną kwestię. Jasne jest, że gdy centrum twojego myślenia zajmują wyłącznie pieniądze a cel twojego działania ma wyłącznie wymiar finansowy, to nie może być mowy o etycznym podejściu do samego siebie, a tym bardziej do innych. Faktem jest, że każdy w większym lub mniejszym stopniu potrzebuje środków finansowych, to naturalne w dzisiejszym świecie,

ale ich posiadanie nie może przesłonić innych wartości. To nieetyczne, nieuczciwe. Jeśli Ty będziesz nieuczciwy, to nie masz prawa oczekiwać, że inni (np. współpraMAJSTERSZTYK cownicy twojego projektu) będą uczciwi wobec Ciebie. Prawda jest taka, że pieniądze w biznesie są nie od wczoraj i nie będą do jutra. I nie powinny być celem samym w sobie. Prawdziwe pozytywne myślenie ujawnia się wtedy, gdy okazuje się, że masz ich więcej, niż potrzebujesz, czego każdemu życzę. W imieniu Czytelników dziękuję pięknie. Powiedz mi Many, którzy ze znanych ludzi są dobrymi przykładami pozytywnego myślenia? Jestem pewien, że znasz takich ludzi w swoim otoczeniu, podobnie Czytelnicy magazynu. Jeśli zaś chodzi o znanych całemu światu… Opowiem ci historię: Sylwester Stallone pracował jako etatowy robotnik i jednocześnie pisał scenariusz Rocky`ego. Gdy skończył, sprzedał psa żeby mieć pieniądze na bilet do Hollywood. Tam spodobał się jego scenariusz, ale główną rolę chcieli dać komuś innemu – Stallone powiedział „NIE”. W takim razie nie sprzedam – miał cel. Jaki był tego efekt każdy z nas wie z historii światowego kina. Kałasznikow, gdy ranny znalazł się w szpitalu nie użalał się nad sobą i nie marnował czasu tylko obmyślał i szkicował swój karabin – do dzisiaj najpopularniejszą broń na świecie. Edison, czy Einstein, obydwoje mieli poważne problemy w szkołach – mówiono nawet, że są debilami. Jak bardzo były to nietrafione opinie okazało się niedługo potem. A wszystko to dlatego, że każdy z nich miał konkretne cele w życiu, wierzył w nie i myślał pozytywnie. Czy trzeba lepszych przykładów wielkiej mocy pozytywnego myślenia w życiu?


NETWORK MAGAZYN

ZOOM REPORTERA Podwójne usiłowanie zabójstwa i nielegalne posiadanie broni to zarzuty, jakie ciążą na Marku Ż. 55 letnim mieszkańcu Sosnowca, który chciał sam wymierzyć sprawiedliwość firmie oferującej kredyty w systemie argentyńskim.

Strzały rozpaczy

W

piątek 21 maja tego roku Marek Ż. uzbrojony w pistolet z ostrą amunicją wtargnął do biura Funduszu Rozwoju Budownictwa w Katowicach. W środku zastał dwóch mężczyzn. Postawił sprawę jasno. Pracownicy mieli natychmiast wypłacić mu 50 tys. złotych kredytu, który mu obiecywali. Kiedy ci próbowali po raz kolejny zbyć natarczywego klienta Marek Ż wyciągnął pistolet i zaczął strzelać bez ostrzeżenia. Ciężko ranił obydwu pracowników. Na szczęście dla niego przeżyli, ale nawet za usiłowanie zabójstwa Marek Ż. resztę swego życia może spędzić w więzieniu. Jak w gangsterskim filmie Desperat najpierw postrzelił w brzuch dwóch pracowników, a potem zabarykadował się w pomieszczeniu funduszu. W momencie ataku przedstawiciele firmy rozmawiali akurat z jednym z banków w Lublinie. Informacja o napadzie szybko dotarła więc do policjantów w Katowicach i Lublinie. Natychmiast na miejsce przyjechali katowiccy antyterroryści i policyjny negocjator. Policjanci ustalili tożsamość sprawcy i numer jego telefonu komórkowego. Negocjator rozmawiał z nim kilkanaście minut, nakłaniał do wyjścia na zewnątrz. - Dla nas najważniejsze było szybkie uwolnienie rannych i obezwładnienie człowieka, który strzelał do ludzi – mówi komisarz Grzegorz Olejniczak, rzecznik śląskiej policji. Mężczyzna po rozmowie z negocjatorem stanął w drzwiach biura. Wtedy do akcji wkroczyli antyterroryści. Błyskawicznie obezwładnili napastnika i uwolnili zakładników. Poczuł się oszukany Według niepotwierdzonych ostatecznie przez policję relacji świadków, Marek Ż. prawdopodobnie czuł się oszukany przez fundusz działający w systemie argentyńskim. Policja ustaliła już, że broń, którą się posługiwał, posiadał nielegalnie. Wciąż trwają ustalenia skąd pochodziła i czy nie służyła wcześniej do innych przestępstw. 55-latek trafił do szpitala z dolegliwościami sercowymi, już wcześniej leczył się z tego powodu w szpitalu. Do szpitala trafili również obaj postrzeleni pracownicy funduszu. Ich stan początkowo określano jako ciężki. Obaj przeszli poważne operację. Jednemu wyciągano kule nawet ze stawu biodrowego. Argentyńskie pożyczki Fundusz Rozwoju Budownictwa udzielał pożyczek. Zastrzegający anonimowość klient firmy powiedział

34

BRONISŁAWA LISOWSKA

dziennikarzom, że wpłacił na konto Funduszu 2 i pół tysiąca złotych i nie dostał kredytu. Okazało się, że firma działa w systemie argentyńskim, choć jej pracownicy wcześniej temu zaprzeczali. Teraz nie ma ani pieniędzy, ani kredytu – podsumował klient. System argentyński polega na samofinansowaniu się w ramach utworzonej grupy. Oznacza to, że grupa osób podpisuje umowę i wpłaca określoną kwotę. Jej część to zysk i koszty dla firmy – organizatora systemu. Reszta może być przeznaczona na udzielanie pożyczek. Procedura przyznawania pożyczek jest powtarzana najczęściej w terminach miesięcznych. Ostatni członkowie systemu, którzy otrzymują pożyczki, w rzeczywistości sami je sobie sfinansują. Nie można wykluczyć, że pożyczka nie zostanie udzielona nigdy, nawet po długim oczekiwaniu i wpłacaniu składek, bo pieniędzy na to nie wystarczy. Czas wziąć sprawy w swoje ręce? Po majowym napadzie na pracowników firmy udzielającej kredytów w systemie argentyńskim zawrzało w opinii publicznej. Szczególnie gorąca była dyskusja w internetowych portalach. – Gratuluje odwagi !! Oby więcej takich jak ty, bo nasze prawo jest bezsilne dla bandytów – grzmiał internauta podpisujący się Buli. – Skazuje się biednych, szarych żuczków, a Ci, którzy robią największe wałki bogacą się z dnia na dzień. Śmieją się policji w twarz. Aż się scyzoryk w kieszeni otwiera, jak na to patrzę. Żebym miał więcej odwagi dołączyłbym do Ciebie brachu.. ale... kto wie ile jeszcze wytrzymam – dodaje oburzony internauta. Nie brakowało jednak i głosów przeciwnych. – Ludzie pomagają sobie wzajemnie wpłacając składki, z których udzielane są nie oprocentowane kredyty. Bardzo dobra alternatywa dla drogich kredytów bankowych – ripostowała internautka o pseudonimie Magdalenia. Zakazana Argentyna Sprawy w swoje ręce wziął wreszcie polski sejm, który uchwalił w końcu ustawę zakazującą firmom działalności w systemie argentyńskim Okazuje się jednak, że prawo można obejść. Wciąż należy uważać, aby nie zostać wciągniętym do samofinansującej się grupy. Niestety, mimo zakazu takich praktyk, wciąż można paść ofiarą systemu, który wykorzystując zwykłą ludzką naiwność zrobił przeciąg w milionach portfeli, nie tylko – jak pokazuje nam życie – w swojej ojczyźnie, czyli Argentynie.


NUMER 02/2004

Jesteśmy oszukiwani

I

stotą działalności w systemie argentyńskim jest tworzenie samofinansujących się grup, których uczestnicy przez czas, na jaki została zawarta umowa, wpłacają co miesiąc określoną kwotę pieniędzy (raty). Gromadzone w ten sposób środki tworzą fundusz całej grupy przeznaczony na uzyskanie dobra zapisanego w umowie. Z tej kwoty część zyskuje przedsiębiorca (organizator systemu) – na pokrycie kosztów administracyjnej obsługi grupy oraz realizacji zysku – pozostałe zaś środki mogą być przeznaczone na zakup dóbr dla uczestników systemu. W odstępach miesięcznych odbywa się w tzw. akcie asygnacyjnym przydział przedmiotu umowy poprzez deklarację udziału własnego, punktację czy też losowanie. Deklaracja udziału własnego jest to pisemne zobowiązanie się uczestnika grupy do wpłacenia z góry określonej ilości rat. Kwota kredytu zostaje wówczas zmniejszona o ilość zadeklarowanych rat. Ten z uczestników, który zaoferuje największy udział własny otrzymuje przydział. Jeżeli zostanie zgłoszonych kilka ofert o tej samej wysokości udziału własnego, decyduje losowanie. Pozostali uczestnicy, którzy nie otrzymali przydziału są zobligowani do dalszego wpłacania rat oraz uczestniczenia w kolejnej procedurze asygnacyjnej. Zatem cechą charakterystyczną tzw. systemu argentyńskiego jest wcześniejsze spłacanie kredytu, zanim został on faktycznie przydzielony. Wzięli firmy pod lupę UOKiK skontrolował 45 firm prowadzących działalność w systemie argentyńskim. Z doświadczeń kontrolerów wynika, że niemal wszyscy przedsiębiorcy prowadzący działalność polegającą na organizowaniu i administrowaniu systemami konsorcyjnymi naruszają przepisy prawa, m.in. Kodeksu Cywilnego (poprzez stosowanie zabronionych klauzul umownych), ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oraz Kodeksu Karnego (poprzez wprowadzanie konsumentów w błąd, co do charakteru prowadzonej działalności oraz warunków oferowanych umów). Nagminnie łamana jest również ustawa Prawo Bankowe (poprzez oferowanie konsumentom kredytów przez podmioty nie posiadające wymaganych przez przepisy zezwoleń). Jak nas kantują Podstawowe zarzuty postawione przez kontrolerów UOKiK firmom argentyńskim to: trudności ze zlokalizowaniem firm, nieudzielanie klientom informacji o rodzaju prowadzonej działalności, nierzetelne infor-

POD PARAGRAFEM

BRONISŁAWA LISOWSKA

mowanie o warunkach umowy, pobieranie i przepadek opłaty wstępnej, czy wreszcie stosowanie niedozwolonych postanowień umownych. Posługiwanie się przez przedsiębiorców skomplikowanymi wzorcami umów powoduje, że konsumenci, nie rozumiejąc ich treści, polegają na zapewnieniach pracowników firm. Biorąc pod uwagę fakt, że udzielane przez nich informacje mają na celu wprowadzenie klientów w błąd, przyjąć należy, że kontakt z przedsiębiorcami działającymi w systemie argentyńskim jest dla konsumentów – z punku widzenia ich interesów ekonomicznych – bardzo niebezpieczny. Przeważająca część nieprawidłowości zachodzi przy zawieraniu umowy. Informacje są udzielane przez pracowników firm ustnie, a treść zapewnień nie zostaje często w żaden sposób udokumentowana. Zdaniem kontrolerów UOKiK od pierwszego zetknięcia z klientem do momentu jego rezygnacji wszystko oparte jest na jednym wielkim niedomówieniu, dezinformacji, mającej na celu wyciągnięcie od klienta jak największej ilości pieniędzy.

Posługiwanie się przez przedsiębiorców skomplikowanymi wzorcami umów, stosowanie zabronionych przez prawo klauzul umownych, udzielanie informacji mających na celu wprowadzenie konsumentów w błąd oraz maksymalizacja zysku – to niemal nagminne praktyki stosowane przez firmy działające w systemach argentyńskich. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów skontrolował kilkadziesiąt takich firm. Wnioski są niepokojące.

Zakazać patologii Stosunkowo krótki żywot tworzonych firm świadczy, zdaniem kontrolerów, że ta działalność wypełnia znamiona oszustwa. Celem w większości przypadków jest bowiem utrudnienie ustalenia miejsca pobytu przedsiębiorców nie tylko uczestnikom konsorcjum, ale przede wszystkim organom administracji państwowej, prokuraturze i policji. Według UOKiK sposób postępowania organizatorów konsorcjów finansowych nie jest przypadkowy. Jego celem jest doprowadzenie do zawarcia umowy i pobranie bezzwrotnej opłaty wstępnej. Zdaniem urzędu, przedsiębiorcy administrujący systemami nie mają woli przestrzegania obowiązującego prawa. Na tej podstawie sądzić można, że ewentualne przepisy regulujące ten rynek także byłyby łamane. To wszystko skłania do wniosku, że system jest patologiczny i jedyną skuteczną możliwością ochrony konsumentów jest stworzenie przepisów wprowadzających całkowity zakaz prowadzenia tego typu działalności gospodarczej. Kiedy w lutym tego roku UOKiK publikował swój raport o systemach argentyńskich nie było jeszcze pewne, że w kilka miesięcy później sejm zakaże jej całkowicie. Musiała jednak polać się krew (tak jak w Katowicach), aby w końcu posłowie zrozumieli, że muszą dostosować nasze prawo do tego jakie obowiązuje w Unii Europejskiej. 35


NETWORK MAGAZYN

Cześć mamo, jestem na spacerniaku… ZOOM REPORTERA Ludzie cud! Cud się wydarzył większy, niż gdyby zwierzęta zaczęły gadać we Wigilię. Po wielu upiornych latach, ku uciesze wpuszczonych w maliny klientów, zakończył się wreszcie proces w sprawie właścicieli Autokonsorcjum „Kredyt”. Była to jedna z wielu do tej pory działających w Polsce firm, które oferując usługi lub towary – tutaj samochody – w systemie argentyńskim, oszukują naiwnych ludzi. Trzy osoby związane z firmą krakowski sąd skazał na kary od czterech lat więzienia do dwóch w zawieszeniu.

Wreszcie system argentyński za kratami

W

sprawie Autokonsorcjum pobito kilka rekordów Polski. Poszkodowanych przez system było blisko 1400 osób. Uzbierało się 120 tomów akt, a proces trójki oskarżonych trwał niemal sześć lat. Na ławie zasiadła Teresa S., właścicielka firmy, jej syn Piotr Ł., który zdaniem świadków faktycznie kierował firmą oraz wspólnik i pełnomocnik firmy Bogdan Ś. Prokuratura zarzucała im, że przywłaszczyli sobie ponad 13 mln zł, które uzyskali oszukując swoich klientów. Dlaczego ta sprawa trwała tak długo? Powodów jest wiele. Poziom komplikacji tego typu procederów, niedostosowany system prawny w naszym kraju, opieszałość polskich sądów… - Na Autokonsorcjum natknęłam się kilka lat temu – mówi pani Halina z Krakowa. – Chciałam mieć nowy samochód, firma wydawała się być rzetelną, a system sprzedaży bardzo atrakcyjny. Niestety, choć wpłaciłam bardzo dużo pieniędzy, nigdy auta nie widziałam na oczy. Cieszę się, że chociaż ci oszuści będą teraz oglądali świat z więziennego okienka. - Normalnie, na nowe auto nie moglibyśmy sobie z żoną pozwolić – wspomina oszukany, młody mężczyzna. – Znajomy zaprowadził nas do tej „Argentyny” i ufając wieloletniemu przyjacielowi podpisaliśmy umowę. Niebawem przyszły pocztą druki do płacenia. Nie dało się tego odkręcić – choć próbowaliśmy przed upływem 10 dni od podpisania umowy – i zaczął się nasz rodzinny koszmar. Najgorsze jest to, że oni praktycznie zdzierali z nas ostatnią krwawicę zgodnie z prawem!!! A jeszcze gorszy jest fakt, że takich „oszustów argentyńskich” jest jeszcze w Polsce multum i praktycznie nikt nic z tym nie robi. Porządku nie robią. Ludzie! Nie dajcie się bałamucić! Sąd ostatecznie uznał, że Piotr Ł. i Teresa S. przywłaszczyli 6,4 mln zł z wpłat klientów. Pierwszego skazał na 4 lata więzienia i 72 tys. zł grzywny, jego matkę zaś na 2,5 roku więzienia oraz 36 tys. zł grzywny. Według sądu trzeci z oskarżonych pomógł wspólnikom w przywłaszczeniu 5,4 mln zł. Za 50 tys. zł otrzymane z kasy firmy kupił nieruchomość, którą w dziesięć dni później sprzedał Teresie S. i Piotrowi Ł. za stukrotnie wyższą cenę, by w ten sposób zalegalizować wyprowadzoną z Autokonsorcjum gotówkę. Sąd skazał go za to na dwa lata więzienia, zawieszając wykonanie kary na trzy lata. …a kolejny już wkrótce za kratami Cześć kochanie, dzwonię z aresztu Policjanci z Komendy w Żorach zatrzymali sprawców, właścicieli firmy Powszechna Inicjatywa

36

MACIEJ MACIEJEWSKI

Gospodarcza Euro 2000, którzy prowadząc działalność finansową (kredyty gotówkowe) w ramach systemu argentyńskiego, oszukali kilka tysięcy osób. Działania operacyjne w tej sprawie wykonywali policjanci z żorskiego Referatu do walki z Przestępczością Gospodarczą: – sprawców zaskoczyliśmy i ujęliśmy w miejscach ich zamieszkania 5 lipca 2004 roku. Już 2 dni później zostali osadzeni w Zakładzie Karnym w Raciborzu – mówi aspirant Piotr Wielgos, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Żorach. – Wszystkim zatrzymanym szybko skonfiskowano majątki i zablokowano środki na ich kontach bankowych, co pozwoli w przyszłości zaspokoić roszczenia osób pokrzywdzonych. Dokonano również zajęcia pełnej dokumentacji prowadzonych przez nich firm. Sprawa jest trudna, wielowątkowa i będzie wymagała wielu ustaleń. Już wiadomo, iż przestępców zamieszanych w proceder było o wiele więcej, ponieważ firma działała na terenie całej Polski, otwierając w sumie 32 punkty. „Argentyńczycy” na terenie całego kraju, od Bielska Białej po Gdańsk, stworzyli sieć złożoną z 32 oddziałów firmowych. Poprzez odpowiednio przeszkolonych przedstawicieli oraz szeroko prowadzoną akcję reklamową pozyskiwali klientów, którzy zgłaszając się do biur byli przekonywani, że rozmawiają z przedstawicielami firmy zajmującej się pośrednictwem kredytowym. W ten sposób zawarto około 2700 umów, z czego środki finansowe otrzymało jedynie około 30 osób w bardzo małych kwotach. Firmą kierowało dwóch mężczyzn w wieku 28 lat przy pomocy ustanowionego prezesa, który za wynagrodzeniem podpisywał wszystkie dokumenty związane z działalnością firmy. W ten sposób zawarto 330 umów z klientami, z których żaden nie otrzymał wypłaty obiecanej gotówki. Policjanci zajmujący się tą sprawą szacują, że oszukanych zostało około 3000 osób na łączną kwotę od 2,5 do 3 milionów złotych. Coś się w Polsce ruszyło. Z wolna, ociężale, jak lokomotywa u Tuwima. Niestety, ale jak można przeczytać w raporcie UOKiK, takich firm jest jeszcze w naszym kraju wiele. I co najgorsze, mają się wcale dobrze. Obiecują szybkie samochody, piękne domy i bezpieczne kredyty… Mimo wielu apeli radiowych, telewizyjnych czy prasowych – wpuszczonych w kanał przybywa. Należy jedynie mieć nadzieję, że niebawem sytuacja się zmieni. Tylko, że nadzieja jest matką głupich. Decydenci muszą się wziąć ostro do roboty i „posprzątać”. Chwasty powyrywać. Jak mawiał był Grzesiuk: – „porządek musi być”.


NUMER 02/2004

Początek końca systemów argentyńskich w Polsce?

O

ustawę walczył i wniósł ją do Sejmu poseł Adam Szejnfeld, Przewodniczący Komisji Gospodarki. Uzyskał poparcie. Drugie czytanie ustawy zakazującej w Polsce działalności z wykorzystaniem systemu argentyńskiego miało miejsce w Sejmie 15 czerwca 2004 roku. Głosowanie nad ustawą odbyło się 17 czerwca br. W tym dniu Sejm przegłosował zakaz działalności w systemie argentyńskim, a za ustawą głosowało 402 posłów. Nikt nie był przeciw. Pierwszy, wielki krok w ważnej sprawie. Czy odbyłoby się to tak szybko i sprawnie, gdyby nie akcja sfrustrowanego „strzelca wyborowego” z Sosnowca, który jak w filmie Sergio Leone wziął sprawy we własne ręce? Ile ludzkich nieszczęść musiał pochłonąć ten system, żeby wreszcie ktoś zajął się tą kwestią? System konsorcyjny Projekt ustawy w zmianie nr 2 – art. 17e – definiuje system argentyński, nazywając go systemem konsorcyjnym. Ustawa wprowadza natychmiastowy zakaz działalności z wykorzystaniem systemu konsorcyjnego, tworzenia nowych grup konsumenckich oraz podpisywania nowych umów, a więc powiększania obecnie istniejących grup. Następnie w zmianie nr 3 – art. 24b – przewiduje się sankcje za łamanie tych przepisów. Będzie to kara pozbawienia wolności do lat 5 lub 8 w zależności od wartości przedmiotu przestępstwa. Jednocześnie ustawa zawiera przepis przejściowy – jest to art. 3 – który dotyczyć będzie umów ważnych i zawartych przed wejściem ustawy w życie. Te umowy, w interesie konsumentów, będą musiały być zrealizowane na dotychczasowych zasadach. Zmiana nr 4 daje prawo występowania z wnioskiem o ściganie przestępstw o których mowa, m.in. Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów, jeśli naruszone zostaną prawa konsumentów. W art. 2 natomiast dokonano zmiany w ustawie o kredycie konsumenckim eliminując z tej ustawy umowy o kredyt związany z obowiązkiem wnoszenia środków oprocentowanych poniżej stopy lub nie oprocentowanych, wraz z konsekwencjami tej zmiany. Lista firm działających w tzw. systemie argentyńskim, które są przedmiotem działań UOKiK (stan prawny luty 2004r.): Europejski Fundusz Budowlany Sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu, AICE Polska S.A. z siedzibą w Warszawie, Auto Plan Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, Inco Sp. z o.o. z siedzibą w Tychach, Towarzystwo Finansowo Inwestycyjne Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, Skote Polska Sp. z o.o. z siedzibą w Poznaniu, Korporacja Finansowa Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, Powszechny Fundusz Finansowy „JAAL” Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, Ogólnopolskie Towarzystwo Finansowe z siedzibą w Warszawie, Fundusz Inwestycyjno-Budowalny PROGRESS Sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu, Krajowa Agencja Wspierania Przedsiębiorczości „GROSZ” Sp. z o.o. z siedzibą w Katowicach, Polskie Centrum Kapitałowe LOKATA Sp z o.o. z siedzibą w Katowicach, Domrat Invest Sp. z o.o. z siedzibą w Katowicach, Towarzystwo InwestycyjnoFinansowe Pośrednictwo OMEGA z siedzibą w Jaworznie, Krajowa Agencja Nakładów Finansowych KAPITAŁ z siedzibą w Rybniku, Polska Korporacja Inwestycyjna Sp. z o.o. z siedzibą w Opolu, PROFIT Sp. z o.o. z siedzibą w Katowicach, Grupa M5 Sp. z o.o. z siedzibą w Katowicach,

MACIEJ MACIEJEWSKI

W ten sposób, firmy działające na zasadach systemu argentyńskiego muszą liczyć się z faktem, iż zawierane umowy będą nieważne. Czy jednak oznacza to, że konsorcja argentyńskie nagle znikną z rynku? Nie sądzę. Nie łudźmy się raczej, że z dnia na dzień zabraknie wszystkich super kredytów bez poręczycieli czy komfortowych samochodów za ekstra raty w systemie argentyńskim, albowiem dla oszustów parających się taką działalnością jest to zbyt smaczny kąsek, a niska świadomość prawna spauperyzowanego społeczeństwa tylko wzmaga apetyt. Idę o zakład, że dobrze opłacani prawnicy już od kilku miesięcy obmyślają kolejne kombinacje, jak obejść nową ustawę. Odpowiada także agent Musimy jednak pamiętać, że teraz, jeśli mimo zakazu umowa taka zostanie zawarta, klient ma prawo wezwać konsorcjum do wzajemnego zwrotu świadczeń. Firma powinna więc zwrócić klientowi wpłacone raty, natomiast klient – towar lub pożyczkę, jeśli takowe otrzymał, a zdarzało się to rzadko. Trzeba przy tym wziąć oczywiście pod uwagę, że firmy nie będą chciały zwracać wpłaconych pieniędzy. Jednak, dzięki nowej ustawie, teraz poszkodowani mają możliwość złożenia powództwa cywilnego w sądzie. Dlatego podpisując z klientami umowy, właściciele systemów argentyńskich niech pamiętają o obowiązujących obecnie karach więzienia, a – uwaga! – grożą one także agentom konsorcjów finansowych, zajmujących się taką działalnością. Zdaniem Przewodniczącego Komisji Gospodarki – Adama Szejnfelda, udana nowelizacja wytrąci firmom działającym w systemie argentyńskim argument, iż ustawa ogranicza możliwość prowadzenia działalności gospodarczej. Bardzo często, firmy takie są zarejestrowane pod hasłem działalności usługowohandlowej, a system argentyński jest jednym z kilku rodzajów ich działalności. Według Szejnfelda, wprowadzenie w ustawę definicji systemu argentyńskiego (system konsorcyjny), pozwoli społeczeństwu skuteczniej dochodzić swoich praw przed sądem. Wcześniej, prokuratura intensywnie umarzała śledztwa właśnie z powodu braku w polskim prawie definicji tego systemu. Powszechna Inicjatywa Gospodarcza EURO 2000 Sp. z o.o. z siedzibą w Żorach, MKK-EUROINVESTMENT Sp. z o.o. z siedzibą w Lublinie, Fundusz Rozwoju Budownictwa (eFRBUD) z siedzibą w Lublinie, Centrum Szkoleń i Finansów z siedzibą w Lublinie, Grupa Kapitałowa EUROGROUP Sp. z o.o. z siedzibą w Krakowie, AiP Sp. z o.o. z siedzibą w Lublinie, Union Concept Poland Sp. jawna z siedzibą w Poznaniu, Międzynarodowy Fundusz Inwestycyjno-Kapitałowy z siedzibą w Szczecinie, Polska Korporacja Finansowa „Skarbiec” sp. z o.o. z siedzibą w Gdańsku, Polska Izba Finansowa „Skarbiec” sp. z o.o. z siedzibą w Gliwicach, Towarzystwo Kapitałowo – Inwestycyjne „Milenium” sp. z o.o. z siedzibą we Wrześni, Program Rozwoju Inwestycji Gospodarczej HOSSA z siedzibę w Nowej Rudzie, Credit Union Sp. z o.o. z siedzibą w Szczecinie, Finance Group Polska Sp. z o.o. z siedzibą w Szczecinie, ROSSO Polska sp. z o.o. z siedzibą w Szczecinie, Europejska Grupa Inwestycyjna FUNDUSZ Sp. z o.o. z siedzibą w Szczecinie, Inwest Serwis Finanse Sp. z o.o. z siedzibą w Gdyni, Carion Polska S.A. z siedzibą w Krakowie.

POD PARAGRAFEM Podpisane od 3 sierpnia 2004 roku umowy w tzw. systemie argentyńskim są nieważne, a za prowadzenie i organizowanie działalności zmierzającej do zawierania takich umów, grożą kary od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia!

Przed wejściem w życie nowej ustawy, byliśmy ciekawi jak podchodzą do tematu same systemy argentyńskie. Postanowiliśmy skierować kilka konkretnych pytań do jednej z firm znajdujących się na liście zamieszczonej przez UOKiK w swoim „Raporcie Na Temat Funkcjonowania Systemu Argentyńskiego w Polsce”. Pytania zadaliśmy bardzo znanej firmie Carion Polska SA. Niestety, Carion nie udziela informacji; na żadne z pytań nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Nie wiemy więc, czy firma zaprzestała działalności, podpisywania umów, czy być może zreformowała zasady funkcjonowania. Obiecujemy, że dowiemy się jak teraz działają opisane przez nas firmy, a nieudzielanie informacji jest gorsze niż jakakolwiek wypowiedź i sugeruje, że pytany ukrywa fakty.

37


NETWORK MAGAZYN

ZOOM REPORTERA Za nową pracą zacząłem się rozglądać pod koniec ubiegłego roku. Już od wielu lat pisałem do znanych gazet teksty za tak zwaną wierszówkę – oczywiście, gdy znalazłem ciekawy temat – oraz artykuły promocyjne. Ile zarabia dzisiaj pismak? Mniej więcej tyle, co ślusarz czy tokarz (często mniej od nich), a od kilku lat dochody dziennikarzy regularnie maleją. Rynek mediów obstawiły prasowe koncerny zachodnie i jeden polski. Jeśli cię za chwilę nie zwolnią – z pewnością drastycznie ograniczą przyjmowanie twoich wypocin do druku. Mimo przebrzmiałych prognoz, w reklamie też wcale się nie poprawia. Ponoć, pozyskiwaniem reklamodawców kreatywny człowiek może się zajmować 2, może 3 lata.. Potem wysiada mu psychika i nawet do klozetu chodzi z telefonem stacjonarnym, a w nocy (zamiast śnić o pięknych blondynkach) specjaliści od klientów kluczowych obmyślają nowe strategie, jak odbić przyjacielowi z pracy nadzianego klienta. Wybaczcie, ale po 9 latach reklama wychodziła mi już bokiem, a na samą myśl o pójściu do roboty brało mnie na wymioty. Tym bardziej ucieszyłem się z rozmowy, podczas której w marcu tego roku zaproponowano mi intratny biznes wszechczasów. Oto krótka dygresja w tym temacie.

38

Menedżerowie po polsku

Hochsztaplerskie know – how rodzimych biznesmenów, wzbogacających się działając w niekoniecznie rodzimych piramidach finansowych

Z

mrok zapadł już parę godzin temu. Zerkam na zegarek. No tak. 21.15. Żona mnie zabije. Nawet nie miałem kiedy urwać się gdzieś na bok i dać jej cynk, że wszystko w porządku, że jestem cały i spóźnię się kilka godzin na kolację. Wchodzę do restauracji niedawno otwartego, ekstrawaganckiego hotelu Qubus w Katowicach. Od razu rzucają mi się w oczy drogie garnitury, firmowe oryginalne krawaty, złote sygnety i spinki na mankietach koszul. Zewsząd dobiegają dyskusje biznesowe prowadzone w różnych językach, a zza baru ekspres ciśnieniowy głośno bulgocze. Szurając krzesłem zajmuję miejsce przy niezbyt widocznym stoliku. Pan H. zasiada naprzeciwko mnie, zamawia ciastko i bez żadnego pardonu przechodzi do sedna sprawy: – słuchaj człowieku! To jest dla ciebie pierwsza taka szansa i ostatnia w życiu. Jak teraz nie wejdziesz w ten interes, to do końca swoich dni będziesz kopany w dupę. Albo wykładasz kasę teraz i zarabiasz miliony przez wiele lat nic nie robiąc, albo spadaj i więcej do mnie kur… nie dzwoń już! Prelekcja dla niewtajemniczonych Pana H. poznałem kilka lat temu, kiedy pracowałem w agencji reklamowej. Chodził po biurowcu biedaczyna taszcząc pod pachą sterty papierzysk i pukając od drzwi do drzwi, proponował ludziom pierwszorzędne ubezpieczenia na życie. Wtedy był sprzedawcą bezpośrednim w jednej z najlepiej prosperujących firm ubezpieczeniowych. Nieźle zarabiałem, przyszłość jawiła się świetliście, więc zrobiłem u niego 3 filar. Potem kontakt się urwał. Nawet, kiedy przestałem płacić składki, facet nie odzywał się w ogóle. Kilka miesięcy temu zatelefonowałem do niego, żeby zasięgnąć języka w sprawie ewentualnej możliwości odnowienia polisy: - olej ubezpieczenie! Człowieku! – krzyczy w słuchawkę podekscytowany H. – Ja teraz robię w takim nowym biznesie. Włożyłem tylko trochę gotówki na początku, a teraz kasa sama wpływa na kon-

MACIEJ MACIEJEWSKI

to. Porządna kasa mówię ci. Jak chcesz to zapraszam serdecznie na seminarium dla początkujących. – No dobra, ale co to za praca? – pytam H. pamiętając, że gość ten ma olbrzymią skłonność do fantazjowania. – Chłopie! To największa w Europie firma marketingowa! Bazujemy na ustawie demonopolizacyjnej! – wyjaśnia. – Na czym? – Na ustawie demo... a przyjedź to się wszystkiego dowiesz – urywa niespodziewanie. – No dobrze. Ok, ale jak się firma nazywa? – pytam z ciekawości, żeby w razie czego sprawdzić, co to ta ustawa znaczy. – InnoFlex – odpowiada świeżo upieczony milioner. Myślę sobie: dlaczego by nie? Jeżeli nic nie trzeba robić, a tylko wystarczy cieszyć się z napływającej do banku kasy – wymarzona praca dla mnie! Tym bardziej, że nie zarabiam kroci, dziecko często woła „jeść”, a jedynym stałym dochodem żony jest od kilku miesięcy zasiłek dla bezrobotnych. Zakładam najlepszy garnitur i zasuwam na spotkanie do hotelu. Przy wejściu do sali prelekcyjnej zgromadziła się już duża grupa ludzi. Rany Boskie. Same biznesmeny! Zaczęło mną dygotać trochę, a najlepszy garnitur, jaki miałem kiedykolwiek, teraz wydawał się jeszcze bardziej wypłowiały. Trudno. Nie ma rady. Jeśli się chcę utrzymać rodzinę to trzeba ryzykować. Przed drzwiami trzeba podać dane osobowe menedżera, od którego otrzymałem zaproszenie. Pani sprawdza w spisie. Niestety, ale pan H. nie wpisał na listę żadnego gościa. Wstęp zakazany. Pewnie nie miał czasu. Jednak po chwili zjawia się sam H. i już wchodzimy na wypchaną po brzegi salę. Zajmujemy miejsca. Do pomieszczenia wkracza grupka ludzi i zasiadają w pierwszym rzędzie. Jeden z nich wychodzi na środek i przedstawia w punktach program wieczoru. Jako pierwsza przemawia kobieta. Nie młoda, niezbyt piękna, ale już na pierwszy rzut oka widać, że stać ją na cotygodniowe wizyty u drogiej fryzjerki i kosmetyczki. Ciuchów na pewno nie kupuje w zwykłych sklepach, tylko w renomowanych butikach. Gertrud Scheu jest Niemką, więc tłumaczeniem potoku zdań zajmuje się


NUMER 02/2004

jakaś młoda dama. Przez godzinę mówią o tym, jak świetnym interesem jest wejście w struktury InnoFlex`u, jak szybko i bardzo łatwo można zarobić setki tysięcy euro. Ba! Miliony euro. Po prostu wystarczy nie robić nic, a pieniądze wpływają na konto. Już mi coś śmierdzi powoli, ale większość podnieconych kandydatów na milionerów skacze do góry klaszcząc w dłonie, więc też przyklaskuję. Cierpliwie czekam, co będzie dalej. Teraz kolej na gwóźdź programu. Jeden z panów profesorów zapowiada męża Gertrud – Volker`a Scheu, dyrektora firmy InnoFlex: – teraz proszę państwa będziemy mówić o jeszcze większych zarobkach – wprowadza odpowiedni nastrój. Starszy pan przedstawia się po niemiecku i tłumaczy, że kiedyś też był biedny. Ciężko było. Zaczynał jako sprzedawca odbiorników radiowych. Po licznych zmarszczkach widać, że sprzedał ich bardzo dużo, a zaczynał chyba, jak na topie były jeszcze radia lampowe. W każdym razie, od kiedy „wszedł” w InnoFlex, jeździ ekstra mercedesem, a nawet lata helikopterem. Świetny biznes. I znów wszyscy klaszczą. Powoli, aczkolwiek systematycznie, orator przechodzi do konkretów: – rynek telekomunikacyjny jest obecnie największym rynkiem na świecie – oznajmia. – W żadnej dziedzinie przemysłowej nie ma tylu milionerów. W związku z tym, dzięki nam, macie również w Polsce historyczną szansę! Klientom oferujemy tanie usługi telefoniczne oraz zakupy w naszym ogromnym sklepie internetowym. Ponadto, w przyszłości obiecujemy usługi tańszej energii elektrycznej, gazu, telefonii komórkowej i internetu. Zarabiamy, obniżając koszty konsumenta. I na tym wszystkim będziecie kiedyś państwo zarabiać. Ale tak, jak w każdym kraju, najpierw musimy poszukać kadry zarządzającej. Ponieważ kadra zarządzająca buduje fundament naszej firmy.

Plastikowe teczki startowe Zwolna zaczynam rozumieć o co tu chodzi. Następne 30 minut wypowiedzi składa się z potężnej dawki danych statystycznych. Wreszcie oczekiwana puenta. Volker Scheu podnosi wysoko do góry tajemniczą, plastikową teczkę. Rzekomo znajdują się w niej niezbędne dokumenty: plan startowy plus umowa partnera handlowego, a najważniejsza jest tam nalepka z kodem kreskowym i twoim numerkiem. Cena teczki plastikowej 333 zł. Zakupując teczkę uruchamiasz biznes, który przynosi gigantyczne obroty! Dzięki niej możesz oferować społeczeństwu tanie usługi telefoniczne, które realizuje specjalnie do tego powołana firma, córka InnoFlex`u – FlexFone. Jednak, jak się dowiadujemy dalej, usługi te i związane z nimi zarobki są dla amatorów. Już dzisiaj InnoFlex wychodzi Polakom i ich problemom finansowym naprzeciw. - Ja wam przedstawię coś lepszego: program bycia menedżerem! Program VAP, dzięki któremu osiągniecie 20 razy większe

zarobki niż sprzedawcy – wyrzuca z siebie Volker Scheu. „Program – Zestaw” InnoFlex`u dla menedżera składa się z 4 punktów: „Akademia ZOOM REPORTERA Internetowa Do Samokształcenia” (czyli po prostu dostęp do firmowej, niemieckojęzycznej strony internetowej), „Stopniowane Wykształcenie dla Trenera” (to też dostęp do witryny), „Profesjonalna Strona Internetowa” (a to już jest z kolei osobista, menedżerska podstrona internetowa) oraz „HO Profesjonalne Centrum Internetowe”, czyli możliwość wejścia na stronę internetową InnoFlex`u. I już. Wszystko to kosztuje tylko 1269 euro. Po wpłacie pieniędzy, pozostaje nam już tylko „Szybki Start”. Trzeba zdobyć 5 kandydatów na menedżerów – każdy po 1269 euro – najlepiej takich samych debili, jak my. Od nich mamy oczywiście prowizje. Ci z kolei, wprowadzają do systemu następnych cyrkowców i kasa sama pcha się nam w portfele. W ten sposób, psychologicznie, czcigodny Volker ustawił nas wszystkich pod ścianą: - możecie kupić teczuszkę, zostać handlowcem i zarabiać niezłe nawet pieniądze, albo zostać menedżerem i zarabiać miliony. Tak, jak setki tysięcy menedżerów w USA i w Europie Zachodniej. Uwaga! Liczy się data wpłaty należności za szkolenie! Jutro może być za późno! Dlaczegóż to? – zastanawiam się. Skończy się światowy zapas energii elektrycznej lub gazu? Najdziwniejsze jest, że nikt z zebranych nie zapytał: co robić, jeśli nie mamy dostępu do internetu? Czy dla tych biedaków InnoFlex ma jakąś ciekawą alternatywę? Kafejki internetowe? A jeśli ktoś ni w ząb nie rozumie po niemiecku? Teraz każdy pozostał z dylematem: albo 333 zł. i być handlowcem, albo 1269 euro i zostać milionerem. Firma jest na to przygotowana. Na ekranie pojawia się wykres, przedstawiający schemat zarobków menedżera. „TK Plan Dochodów”. Nic nie kapuję. Czeski film. Jestem imbecylem matematycznym. O dziwo nikt nie zadaje nawet jednego pytania. Ale ze mnie musi być tępak. Dopiero później w restauracji wszystko naświetla mi ponadprzeciętnie inteligentny pan H. Omnibus. Mam się nie bawić w żadne teczki za 333 zł. tylko raz a porządnie wyłożyć 1269 euro i zostać milionerem.

Czary mary, hokus pokus... - Co to te 333 zł? – pytam. – Za to dostajesz umowy na te karty internetowe, na FlexFon, na prąd na zachodzie i chodzisz i klientów szukasz. - A te 1269 euro? – Za to możesz umowy sprzedawać i budować sieć – mówi H. – Na razie zajmujemy się budową sie39


NETWORK MAGAZYN

ci. Za to firma aktualnie najlepiej płaci. To ten aktualny pomysł szkoleniowy. Szkolenie menedżera. Menedżer musi wykupić ten program cały. Dostęp ZOOM REPORTERA do serwera. Bo za darmo nie dostaniesz. Nie mam zamiaru się bawić w sprzedawanie rozmów telefonicznych. Najważniejsze jest, żeby zebrać jak najwięcej menedżerów – i pokazuje mi na wykresie swoją, już zbudowana strukturę. – Niech tylko taki palant wpłaci kasę. Nie interesuje mnie to. I tak mam od niego prowizję. W Polsce ten interes będzie się ciągnął jeszcze przez kilka miesięcy. Potem Czechy, Węgry, Ukraina, Białoruś, Turcja... – wyjaśnia całą wreszcie prawdę skubiąc ciastko.

Wracam do domu bardzo późno. Nie mogę się otrząsnąć z amoku. Jedząc odgrzewaną kolację przeglądam otrzymane od H. materiały informacyjne. Dobrze. Energii, gazu, rozmów komórkowych jeszcze nie mają, ale te tańsze telefony stacjonarne to chyba nie bajer? Dokładnie sprawdziłem otrzymaną od H. listę współpracowników InnoFlex, czyli sam czubek polskiej, wschodniej ściany piramidy finansowej. Menedżery polskie, którzy nic nie robiąc zbijają wielkie pieniądze (dostałem ją raczej pomyłkowo, ponieważ na CD znajdowała się tylko ww. lista i wzór prywatnej wizytówki). Bazują na głupocie i naiwności ludzkiej, często podając bezrobotnym przysłowiową, ostatnią deskę ratunku. Widnieją tam dane teleadresowe wielu szanowanych na co dzień menedżerów wyższego szczebla, którzy poza InnoFlex`em działają w bardzo różnorodnych gałęziach gospodarki. Jest też gro przedsiębiorców z całego kraju, żądnych szybkiego zysku po trupach. W InnoFlex zarabiają pomysłodawcy piramidy, którzy jak pasożyt żerują na ludziach słabych, uległych sekciarskim pogaduszkom prelekcyjnym. Na ludziach, którzy często zapożyczyli się wśród znajomych, żeby szybko wpłacić wymagane 1269 euro. P.S. Na wcześniej opisanym seminarium dowiedziałem się, że 1269 euro to opłata za dostęp do strony internetowej InnoFlex. Strony, dzięki której, poprzez uczestnictwo w szkoleniach internetowych, zostanę fachurą w tym biznesie. Teraz wiem, że wstęp na firmowe witryny inne koncerny networkowe gwarantują gratis, ewentualnie, jeśli chodzi o system administracyjny – za symboliczną opłatą. Przed oddaniem powyższego tekstu do druku, postanowiłem więc sprawdzić, jak obecnie ma się sprawa polskojęzycznej strony internetowej firmy InnoFlex Polska Sp. z o.o. W końcu nie mało należy wybulić pieniążków, aby mieć możliwość wejścia w otchłań tego „GIGANTISCH!” intere40

su, no a język niemiecki od wielu lat nie grzeszy na naszych terenach popularnością (dla jednych za trudny jest, dla drugich za twardy, a jeszcze innym kojarzy się nie najlepiej). Po niekrótkich poszukiwaniach okazuje się, że InnoFlex Polska Sp. z o.o. do dzisiaj strony internetowej nie posiada. Albo ktoś mądry kupił zawczasu interesujące domeny i nie kwapi się do ich odsprzedania, albo w grę wchodzą tutaj jakieś problemy innego typu. Jednakże nie miałby racji ten, kto pomyślałby, iż o firmie nie znajdzie żadnej wzmianki w naszym pięknym języku! Otóż na niemieckiej stronie InnoFlex AG, znajduje się kilka „cennych” dokumentów w języku naszych przodków. Poprzez niemieckie www firmy, możemy zajrzeć na podstronę FlexFon, zajmującą się tanimi rozmowami telefonicznymi. Nic tam nie ma na temat drogich szkoleń. Natomiast na stronie głównej InnoFlex AG klikamy na naszą piękną flagę biało-czerwoną i znajdujemy mnóstwo informacji: historia firmy, cele, filozofia działania, terminy seminariów… Nic w temacie drogich szkoleń. Dalej firma zasypuje nas mnogością dokumentów: ankiety, formularze, umowy, druki dotyczące obciążania rachunku, wszędzie wykazy opłat, sposoby płatności. Jednym słowem dużo ściemniania, a w dalszym ciągu nie wiadomo za co te 1269 euro. Nic na temat drogich szkoleń. Skończyłem surfowanie w internecie mocno zawiedzony. Rozumiem, że gdzieś składa się i potem kupuje Seicento, a gdzie indziej Mercedesy. Tylko, że jednym i drugim towarem można się wcześniej przejechać, przetestować, sprawdzić. Czy jest w Polsce ktoś, kto byłby mi w stanie wytłumaczyć, za co w InnoFlex Polska płaci się 1269 euro? Andrzej Lepper, przewodniczący Samoobrony RP: – Praktycznie każda dziedzina gospodarki niesie ze sobą zagrożenia, które z łatwością mogą być wykorzystywane przez nieuczciwych przedsiębiorców. Opisywany w artykule schemat tzw. marketingu sieciowego, jest doskonałym przykładem w jaki sposób można dobrą ideę wykorzystywać do złych celów. Budowanie piramid finansowych jest tego najlepszym dowodem. Czerpanie korzyści z przedsięwzięcia opierającego się na zasadzie „kup informator o tym, jak go później sprzedawać innym” jest karygodne. Jak na razie jednym skutecznym lekarstwem na ten proceder jest omijanie go z daleka oraz informowanie społeczeństwa m.in. w takiej postaci jak powyższy artykuł. Jeżeli Polska ma być państwem prawa, a obywatele mają czuć się bezpiecznie, to prawo powinno ich chronić. Ochrona mienia polega na gwarancji ścigania oszustów z urzędu. Myślę, że dobrym początkiem jest właśnie ostatnia nowelizacja ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, która zakazuje stosowania systemu argentyńskiego. Samoobrona RP, po analizie problemu, zamierza również przygotować projekt ustawy, który zakazywałby prowadzenia działalności na zasadzie tworzenia tzw. piramid finansowych oraz karanie osób, które w ten sposób powodowały oszustwa finansowe.


NUMER 02/2004

Raczej monolog, z pewnością kontrowersyjny:

„Nie każdy piekarz ręce myje”

Od: (adres e-mail do wiadomości redakcji) Do: m_maciejewski@poczta.fm Tytuł: InnoFlex Polska informuje, 09.06.04 Treść: ...ty leniwa, głupia, podstępna kanalio. Notabene, przysłał go pan H., który wtedy jeszcze nie wiedział, iż będzie głównym „bohaterem” reportażu zamieszczonego w tym numerze. Po dogłębnym zapoznaniu się z treścią listu mailowego i jego wylewną formą wiemy, że z inteligencją u pana H. bez zmian. Nie pomogło nawet przejście z firmy ubezpieczeniowej do „gigantycznego” koncernu niemieckiego. Przed publikacją artykułu „Piramidy naiwności”, uzyskanie jakiejkolwiek wypowiedzi od ludzi z InnoFlex było – pomimo wielu prób – niemożliwe. Systematycznie unikano kontaktu z naszymi dziennikarzami. Teraz nastąpiła metamorfoza. Aby nie posądzano nas o jakiekolwiek kombinacje i zawodową nierzetelność, prezentujemy korespondencję w całości, zachowując oryginalną pisownię: Od: m_maciejewski@poczta.fm Do: InnoFlex Polska Sp. z o.o. Szanowni Państwo, Ponieważ w No. 2 naszego magazynu ukaże się artykuł na temat Państwa firmy, zwracamy się z uprzejmą prośbą o udzielenie informacji i odpowiedź na bardzo istotne pytanie, która pozwoli – mam nadzieję – wyjaśnić wszelkie sporne kwestie dotyczące Państwa działalności: „Po udziale w spotkaniu rekrutacyjnym dla potencjalnych współpracowników, na którym prezentuje się zasady działania Państwa firmy, każdy człowiek wynosi informację, iż 1269 euro to opłata za Program VAP. Co w rzeczywistości człowiek zdecydowany na współpracę z InnoFlex Polska Sp. z o.o. otrzymuje za tę niebagatelną kwotę?” Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź na postawione wyżej pytanie. Z wyrazami szacunku Maciej Maciejewski redaktor naczelny Od: InnoFlex Polska Sp. z o.o. Do: m_maciejewski@poczta.fm Szanowny Panie Redaktorze, jeszcze jestem dzis w biurze, niemniej nie udalo mi sie spokojnie usiasc i zajac obszerne stanowisko w naszej sprawie. W sobote i niedziele mamy wlasnie drugie polskie VAP Seminarium dla naszych manadzerow. Przyjezdza wielu szkoleniowcow z Niemiec. Mamy

z tym duzo pracy. Jestem glownym tlumaczem, organizotorem, kierownikiem szkolenia i gospodarzem dla moich niemieckich gosci. Wiele funkcji na raz, duza odpowiedzialnosc i duzo pracy. Stad prosze o wyrozumienie, ze nie dysponuje czasem, by na spokojnie z Panem korespondowac. Nasi goscie, to ludzie powaznego formatu, jak m.in. np. pan mc Eric Adler, autor bestsellera, trener wielu sportowcow, muzykow, politykow i biznesmenow. Fantastyczny szkolenioweiec, trener. On skrupulatnie dobiera sobie tez swoje audytorium, wiec choćby i ten fakt swiadczy o powadze naszej firmy. W dniu 25.07. w Niemczech mamy takze wielkie szkolenie, a naszym trenerem jest bardzo znany w marketingu sieciowym, pan Michael Strachowitz, jeden z pierwszych ludzi Amway w Niemczech, wielokrotny milioner, ktory szkoli tylko nieliczne i wylacznie powazne firmy z maretingu sieciowego. Takze i tu dowod na powage naszego przedsiębiorstwa Zreszta polecam odwolac sie do publikacji networkpress na temat pana Strachowitza oraz zaczerpnac informacje wlasnie w networkpress na temat rankingu swiatowego firm marketingu sieciowego, a w tym firmy innoflex. Jeszcze w zeszlym roku znajdowalismy se na chyba 11 miejscu – o ile dobrze pamietam – wszystkich swiatowych firm. Takie zestwienie moge Panu udostepnic. Nie znam aktualnych liczb. NIe otrzymalismy jeszcze od Pana informacji, czy zdecydowal sie Pan przyjac nasze zaproszenie na spotkanie w Warszawie, co niniejszym chcialbym ponowic. Serdecznie pozdrawiam Waldemar Roth Zarzad

MOIM ZDANIEM Po publikacji artykułu „Piramidy naiwności” w numerze 1/2004, gdzie m.in. opisaliśmy zasady działania InnoFlex Polska Sp. z o.o., zatelefonował do redakcji Network magazynu prezes tejże firmy – Waldemar Roth z zapytaniem: – jestem ciekaw u kogo w kieszeni siedzicie? Otóż uprzejmie wyjaśniamy: nie siedzimy w niczyim bucie, portfelu, a tym bardziej kieszeni. Wprost przeciwnie. Jesteśmy dumni z faktu, iż nasze pismo jest rzetelne i kompetentne. Gdyby było inaczej, to artykuły na temat takich firm jak InnoFlex nie miałyby na naszych łamach racji bytu. Jeśli firma działa porządnie piszemy o tym. Tak samo dzieje się w przypadku podmiotów, które naciągają ludzi na kasę – nie mamy zamiaru oszczędzać klawiatur. Proszę pamiętać, że o firmach nieetycznych będziemy głosili wszem i wobec. A oto e-mail, który otrzymaliśmy na skrzynkę redaktora naczelnego Network magazynu od jednego z liderów InnoFlex`u:

Od: m_maciejewski@poczta.fm Do: InnoFlex Polska Sp. z o.o. Witam Pana serdecznie, Rozumiem fakt, iż ma Pan dużo pracy. Po zapoznaniu się z treścią otrzymanej od Pana wiadomości musze z przykrością stwierdzić, że nie jest to odpowiedź na zadane przeze mnie pytanie. Dlatego też, nie będzie problemu jeśli udzieli mi Pan konkretnej odpowiedzi do 23.07.2004r. Po tym terminie zamykamy skład drugiego numeru Network magazynu. W sprawie zaproszenia mojej skromnej osoby do Warszawy, niestety muszę odmówić. W związku ze zbliżającą się nieuchronnie publikacją naszego periodyku, jak i z racji pełnionej w wydawnictwie funkcji – nie dysponuję wolnymi terminami na tego typu spotkania. Z wyrazami szacunku Maciej Maciejewski redaktor naczelny 41


NETWORK MAGAZYN

Od: InnoFlex Polska Sp. z o.o. Do: m_maciejewski@poczta.fm Szanowny Panie Redaktorze, Na wstępie chciałbym wyrazić nasze głębokie ubolewanie, iż nie skorzystał Pan z naszego zaproszenia, ponieważ akurat takie MYŚLISZOŁ spotkanie napewno dałoby Panu poważny i pełny przegląd firmy, którego Pan na dzien dzisiejszy nie posiada ale zamierza o niej pisać. Wobec powyższego jes bezspornym faktem, iż kolejne sprawozdanie o naszej firmie będzie tendencyjne, nieprawdziwe i pozbawione faktów, oparte prawdopodobnie na wypowiedziach (ludzi – red.) głównie niby zawiedzionych firmą, co w gruncie rzeczy powinno być odwrotnie. Firma innoFlex, zarówno matka innoFlex AG z siedziba w Berlinie, jak też spółka córka innoFlex Polska Sp. z o.o. stanowczo prostestuja wobec takiego sposobu dzienikarstwa oraz dystansują się od dotychczasowych wypowiedzi o fimie na łamach poprzedniego numeru Network Magazyn. O ile kolejna edycja zawierać będzie podobne sformułowania skierujemy sprawę na drogę sądową, ponieważ poprzednie sprawozdanie zawierało głównie pomówienia i kłamstwa. W dalszym ciągu mojego stanowiska pozwolę sobie więc szczegółowo wyjaśnić Państwa błedy, wręcz ewidętna tendencyjność stwierdzeń i interpretacji. W czym tkwi tendencyjność artykułu napisanego przez rzekomo Panią Bronisławę Lisowską? 1. Pisanie w czasopismach fachowych ma to do siebie, że piszący chcą podkreślić swoja fachowość podpisując publikacje prawdziwym nazwiskiem nie mając potrzeby na ukrywanie swojej fachowości pod pseudonimem, a już wogóle innej płci. Pan Many Loy, czy Pan nie macie problemu z tym umieścić swojego nazwiska pod własnymi publikacjami, dlaczego nie autor tej publikacji? 2. Kolejnym elementem tendencyjności jest fakt, że chyba jesteśmy jedyną firmą wśród wymienionych, która jest, która działa i która funkcjonuje i to już od ponad 5,5 roku podczas, gdy nazwy użyte w publikacji już chyba od takiego czasu nie istnieją jak n.p. prawdopodobnie cytowany Skyline. Jest to wybitnie tendencyjne zachowanie. W publikacji zostało pogwałcone prawo o nieuczciwej konkurencji, wobec czego firma innoFlax bardzo poważnie rozważa fakt zgłoszenia tego faktu do organów ścigania i wystąpi na drogę roszczeń odszkodowawczych. Niemalże w każdym zdaniu publikacji jest albo błąd rzeczowy, albo świadome przekręcanie faktu, w każdym przypadku brak rzetelnego dziennikarstwa, stąd oferowaliśmy wizyte nas, by to manko poprawić. W Niemczech i innych krajach Europy firma pozyskała ponad 65.000 partnerów handlowych do współpracy, a nie jak pisze pani „Bronisława Lisowska” 6.500. InnoFlex zamuje się dystrybucją usług telekomunikcyjnych (stacjonarne i komórkowe), od 03.07.2004 własnych usług dostaw energii elektrycznej jako firma FlexStrom oraz innych pochodnych usług, plus sklep internetowy sternesammeln.de. Na przełomie ostatnich 5,5 roku firma innoFlex pozyskała ponad 1,300.000 klientów. W Polsce w ostatnim półroczu pozyskaliśmy ponad 13.000 klientów na usługi preselekcji FlexFon. Co to oznacza: 1. Umowa z firma Energis nie jest „sprytna przykrywką”, które to stwierdzenie będzie z pewnością przedmiotem skargi. 2. Stosunek partnerów handlowych (ok. 2.700 w całym kraju) do klientów wskazuje na punkt ciężkości działania firmy, czyli pozyskiwanie konsumentów w poczet klientów firmy. Wniosek: Każdy kto choć w zaraniu ma pojęcie o piramidach finansowych na podstawie tego faktu, że w Niemczech 65.000 Partnerów pozyskuje 1.300.000 klientów, a w Polsce 1.700 Partnerów już 13.000 musi dostrzec, że jest to nieprawda i jedno wielkie Nieporozumienie 42

nazywać ten system piramida finansową. Piramida finansowa natomiast rośnie i żyje wyłącznie z rekrutacji członków, nie posiada produktów lub tylko pseudoprodukty (od kiedy telefonowanie jest pseudoproduktem) i zajmuje się pustym podziałem zebranych pieniędzy. Także sprzedaż lawinowa, czy progresywne pozyskiwanie klientów (co jest w Niemczech, a tym samym i tu zakazane) nie może być nigdy tutaj zarzutem, ponieważ wtedy staralibyśmy sie z każdego klienta zrobić partnera, czemu także przeczy fakt tak dużej rozbierzności między ilościa partnerów a klientów. Prawdziwy fachowiec marketingu sieciowego fakty te potwierdzi, a Pan w rozmowie telefonicznej powoływał się na rzekomy fakt badania firmy innoFlex przez fachowców z tej branży, więc takie fakty nie powinny ujść specjalistom uwadze. Trudno przy ponad 13.000 pozyskanych i telefonujących klientach mówić, że „na razie nie ma jeszcze czym handlować”. Wręcz przeciwnie. Jesteśmy najszybciej rozwijającą się firmą w tym względzie nie tylko w Polsce ale w całej Europie. FlexFon, bo tak nazywa się usługa telekomunikacyjna oferowana jest poza Polską głównie w Niemczech, Szwajcarii, Austrii i na Węgrzech. Każdego dnia przybywają rzeszy klientów w myśl bardzo prostej zasady, uzyskiwania wymiernych oszczędności. Czy Pan zna korzystniejszą taryfę telekomunikacyjną niż nasza? Czy kiedykolwiek można było telefonować w Polsce do 10 sekund bezpłatnie, w dniu urodzin abonenta 24 godziny bezpłatnie? Gdzie dotychczas oferowany był lepszy takt jak w FlexFon, mianowicie 30/1. Nawet Tele2 ma 30/6. Opierając się na zasadzie marketingu sieciowego rezygnujemy z kosztów reklamy a wypływające z tego korzyści idą na rozsądne prowizje dla partnerów oraz korzystne taryfy dla klientów. Czy nie jest to klasyczna idea marketingu sieciowego? Brzydko i nieprofesionalnie więc jest z Pańskiej strony, przynoszenie olbrzymich korzyści dla klienta (w przypadku FlexFon wręcz 30% i więcej) oraz prawne wykorzystanie procesów liberalizacji rynku „haniebnym procederem piramidalym”, „naiwna sztuczką” i dalsze obelgi i pomówienia. Firma innoFlex zajmuje się tą działalnościa od ponad 5,5 roku w Niemczech a w Polsce od 17 września 2003 a nie jak Pan pisze od 06.12.2003. Proszę powiedzieć, czy spotkał Pan już kiedykolwiek piramidę finansową która przeżyła dłużej niż pół roku? innoFlex zainwestował w Niemczech dotychczas ponad 7.000.000 EUR w całą infrastrukturę. Nie ma procesu z tytułu Pańskich zarzutów oraz brak jakiegokolwiek aktu oskarżenia ani w Niemczech, w Polsce. W Austrii i Szwajcarii organy władz publicznych zbadały system i wystawiły pozytywną opinię na temat systemu firmy nie znajdując jakichkolwiek przesłanek przestępczych. InnoFlex AG jest spółką akcyjną zobowiązaną z mocy prawa handlowego do corocznego badania i publikacji bilansu przez biegłych rewidentów a są nimi najbardziej renomowane firmy niemieckie i koncerny amerykanskie, które rokrocznie poświadczają prawidłowe prowadzenie ksiąg i bilansów. W Polsce pracuje w firmie innoFlex 6-ściu pracowników z czego 5 z nich to byli bezrobotni, pozyskani drogą giełdy pracy, zorganizowanej wspólnie z wojewódzkim urzędem pracy. Niektórzy otrzymują dofnansowanie w ramach prac interwencyjnych. Czy nielegalna firma może robić takie procedury z urzędami państwowymi? InnoFlex Polska prowadzi pełną księgowść, a wynikiem tego jest prawidłowo sporządzony bilans z działalności gospodarczej oraz legalnie i punkktualnie odprowadzane podatki w Polsce. Spółka jest zerejestrowana w Sądzie ma nr KRS, NIP i Regon. Prowadzenie działalnośći usług preselekcji opiera się na legalnym akcie prawnym. Rekrutacja partnerów handlowych i menadżerów odbywa się na otwartych prezentacjach, na które może przybyć każda zain-


NUMER 02/2004

teresowana osoba, a ponieważ firma nie prowadzi reklamy, jest rzeczą najbardziej naturalną, że uczestnicy spotkań rekrutacyjnych pochodzą z tzw. ciepłych kontaktów, czyli poleceń, co akurat ten fakt, Panu jako „przyjacielowi marketingu sieciowego” powinnien być najbardziej bliski i znany. Stąd aż dziw wielki, że akurat ten element jest przez autora publikacji krytykowany, co świadczy o braku wiedzy w materii marketingu sieciowego lub autor jest obcy branży, co jest najbardziej prawdpodobne a publikacja nie była przed wydrukiem należycie sprawdzona. Wielokrotnie cytowana w Państwa periodyku firma FLP – wręcz narzuca się sugestja reklamy sponsorowanej oraz protekcji firmy – pracuje dokładnie na tej samej zasadzie a charakter spotkań niemalże niczym nie odbiega od klasycznych spotkań rekrutacjnych innych firm. Największą bzdurą oraz pomówieniem jest sposób opisania przez Panstwa programu menadżerskiego VAP. Vertriebs-AufbauProgram nie kosztuje, jak Pan pisze 1.269,- EUR a jest to kwota równowarta 1.240,-brutto. W pełni dobrowolna inwestycja, która nie ma nic wspólnego z utratą jej, jeśli partner handlowy VAP nie pozyska w ciagu jednego miesiąca 5 partnerow. W programie menadżerskim VAP nie otrzymuje sie prowizji za pozyskanie innych partnerów. Prowizja szkoleniowa, czy kierownicza wypłacana jest wyłącznie za zawarcie umów (w Polsce narazie FlexFon, gdzie indziej dowolnie) z klientem. W tym systemie honorowana jest wyłącznie sprzedaż umów na określonym poziomie. Partner handlowy, który uprzednio nabył licencje podstawową może w każdej chwili podjąć decyzję współpracy w programie menadżerskim VAP. Od tego moment nabiera on nieograniczone czasowo prawa do korzystania z dowolnych narzędzi jakie firma stawia do jego dyspozycji w tzm programie. Do nich należy m. in.: profesjonalna strona internetowa, licencja programu zarządzająco-administracyjnego, prawo do korzystania z własnej akademii innoFlexu, internetowa akademia TV i inne. Prawo do korzystania z tych narzędzi nie jest czasowo ograniczone, a każda nowa wersja programu (update), czy każde kolejne szkolenie oraz cykl rozwoju osobowości jest w pełni nieodpłatne, a partner życia ma prawo korzystać z tych narzędzi nieodpłatnie. Nie jest moim zadaniem opisać w szczegółach każde z narzędzi z osobna oraz dokładnie warunki planu marketinowego. Jest wielkm nieporozumieniem i brakiem wiedzy, bądź tendencyjnym twierdzeniem, że inwestycja przepada po upływie 30 dni. Ten okres to dodatkowa premia dla takich partnerów, którzy w tym czasie przeszkolili i pomogli pięciu bezpośrednim partnerom zawrzeć conajmniej 10 umów FlexFon. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że nasze stanowisko zostanie pominięte i nieuwzglednione w Państwa nastepne publikacji na temat firmy innoFlex, ponieważ nie można ukryć niezmiernej tendencyjności Państwa poprzedniej publikacji. Jesteśmy także świadomi, że Państwa informacje pochodzą głównie od partnerów, którzy swoją nieudolność usprawiedliwiają złym systemem i w ten sposób starają się odwrócić od siebie uwagę. Pan, specjaliscie od marketingu sieciowego ten proces nie powinnien być obcy, ponieważ marketing sieciowy, to praca z kwotami a fluktuacja w pierwszych miesiącach w firmach jest niestety wysoka i powszechna. Pomimo powyższego faktu bardzo obszerne stanowisko wobec poprzedniej publikacji, która w wielu punktach jest czystym pomówieniem. O ile kolejna publikacja zawierać będzie podobne stwierdzenia, przekażemy sprawę do odpowiednich organów ścigania w oparciu nie tylko o prawo prasowe ale także w oparciu o wykroczenia przeciwko ustawie o nieuczciwej konkurencji. Stąd też chcieli-

byśmy na tym miejscu przestrzec przed podobnym powtórzeniem kolejnych pomówień. Jest dla nas zupełnie niezrozumiałe, jak Państwa redakcja wchodząc z pierwszym numerem na branżówy rynek polski puMYŚLISZOŁ blikuje informacje z podniesionym palcem na branżę, zamiast od samego początku w najbardziej pozytywny sposób tworzyć dobry wizerunek marketingu sieciowego. Nie każdy piekarz myje ręce do pracy, ale czy jest to temat przy pisaniu o smaku pieczywa? Kolejną niezrozumiałościa jest fakt, że mentor pisma pan Many Loy, który odkrywa w czasopiśmie „network magazyn” niby wspaniały i najkorzystniejszy instrument marketingowy, zachęcając do korzystania z niego, jednocześnie u ponad 2.700 potencjalnych nabywców, którzy nie tylko pracują dla firmy innoFlex, ponieważ u nas nie obowiązuje zasada wyłaczności zyskuje sobie u nich dezaprobatę i niechęć, której promień dzałania jest znacznie większy. W tym miejscu należałoy stwierdzić szkoda, gdyby nie znów fakt, który się niestety samoistnie narzuca, iż przynajmniej pierwsza publikacja była skrajnie tendencyjna, z jasno ukrytym celem. Zyczymy Panu i kelgium redakcyjnemu mądrych i właściwych decyzji. Z poważaniem Waldemar Roth Zarząd Spółki Odpowiedź redakcji na powyższy list: • Nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że człowiek zajmujący się pisaniem używa zamiast podpisu skrótów lub pseudonimów. Wie o tym każdy, kto czyta gazety, czasopisma lub inne publikacje. Powody takiego majstersztyku są różnorakie. W ten sposób Bolesław Prus był właściwie Aleksandrem Głowackim, Sienkiewicz od czasu do czasu stawał się Litwosem, Tadeusz Żeleński zmieniał się w Boy`a, a Maria Konopnicka – na pewno kobieta – stawała się na pewien czas literacko facetem. Many Loy to także pseudonim! Współpracujący z nami autor tekstu „Piramidy naiwności” od lat zajmuje się tematem piramid finansowych i systemów argentyńskich nie tylko na naszych skromnych łamach. Od lat ma z tym faktem wiele problemów i od lat niezadowoleni czytelnicy kierują pod jego adresem różnego typu groźby, we wszystkich zdaje się możliwych formach. Ona z kolei ma rodzinę i akwarium. Dlatego też, sami poradziliśmy jej używania pseudonimu. Nasz redaktor naczelny także ma akwarium, ale widocznie lubi ryzyko. • Bardzo przepraszamy za źle przytoczone przez nas w poprzednim numerze liczby (6.500 zamiast 65.000) oraz złą datę wprowadzenia usług przez InnoFlex na terenie Polski, ale (niestety) takie informacje podawano do wiadomości publicznej podczas seminariów InnoFlex, na które udało się dostać naszym dziennikarzom. Jak ustaliliśmy, nader często specjaliści z firmy dysponowali różnymi danymi i ciężko jest to wszystko rzetelnie poukładać (nawet po niezależnym, wielokrotnym odsłuchaniu nagrań przez kilka osób). Liczymy, że Pana wyjaśnienia w tej sprawie są zgodne z faktami i oficjalne. Mamy nadzieję, bo wersji słyszeliśmy naprawdę wiele, w zależności od regionu kraju, w którym odbywają się spotkania, lub działają biura współpracowników firmy. • Autor listu nawiązuje do osobistej refleksji użytej przez naszego dziennikarza, iż umowa InnoFlex`u z firmą telekomunikacyjną jest „sprytną przykrywką”. Starając się udowodnić, iż tak nie jest przedstawia w liście stosunek partnerów handlowych InnoFlex`u do pozyskanych klientów. Raz wymienia liczbę 2.700 partnerów w całym kraju, aby zaraz zmienić ją na 1.700 osób (?). Gdyby 43


NETWORK MAGAZYN

wyciągnąć „średnią pomyłkową” i przyjąć, że w InnoFlex działa ok. 2.200 osób, które w ostatnim półroczu pozyskały 13.000 klientów, daje to w sumie niecałe 6 umów na osobę w ciągu ostatnich 6 miesięcy prężnej działalności. Można zatem stwierdzić, MYŚLISZOŁ iż jeden współpracownik InnoFlex`u dostarcza firmie 1 umowę miesięcznie. Gratulujemy wyników. Czy jest to „sprytna przykrywka” pozostawiamy do osądu szanownym Czytelnikom. „Brzydko i nieprofesjonalnie więc jest z Pańskiej strony, przynoszenie olbrzymich korzyści dla klienta (w przypadku FlexFon wręcz 30% i więcej) oraz prawne wykorzystanie procesów liberalizacji rynku „haniebnym procederem piramidalym”, „naiwna sztuczką” i dalsze obelgi i pomówienia.” Odpowiadamy: Szanowny Panie, czemu w tak szczególny sposób trzyma się Pan tych nieszczęsnych usług telekomunikacyjnych? Nigdy nie kierowaliśmy pytań do InnoFlex o usługi telekomunikacyjne! To nie w tych punktach i usługach InnoFlex`u kryje się piramida finansowa! Nie o usługi telekomunikacyjne tutaj idzie, Szanowny Panie. • Nigdy nie mieliśmy i w dalszym ciągu nie mamy jakichkolwiek zarzutów pod adresem oferowanych przez InnoFlex usług telekomunikacyjnych. Takie rzeczy oferuje obecnie wiele firm i nie ma w tym nic dziwnego, a wręcz przeciwnie – często są one atrakcyjne. Nasza redakcja działająca w imieniu Czytelników magazynu pragnie jedynie wiedzieć, co to jest Program VAP i dlaczego tyle kosztuje? • „Czy nielegalna firma może robić takie procedury z urzędami państwowymi?” Odpowiadamy: tak. W Polsce tak. Mamy nadzieję, że tylko na razie… • Nigdy nie pisaliśmy, że InnoFlex to „nielegalna firma” i, że nie posiada KRS, NIP, Regon. • Pan Roth napisał: „Rekrutacja partnerów handlowych i menadżerów odbywa się na otwartych prezentacjach, na które może przybyć każda zainteresowana osoba…”, „…a charakter spotkań niemalże niczym nie odbiega od klasycznych spotkań rekrutacjnych innych firm.” Otóż, być może prezentacje były otwarte do momentu, gdy zaczęli się nimi interesować dziennikarze prasowi i telewizyjni. Nasi reporterzy od kwietnia br. uczestniczyli w takich spotkaniach, jedynie dzięki stosowaniu różnego rodzaju niekonwencjonalnych metod dziennikarskich, albowiem wszyscy kandydaci są skrupulatnie sprawdzani. Ludziom, którzy spełniają określone, bardzo rygorystyczne warunki, przed wpuszczeniem na salę zapina się specjalną opaskę na rękę. W kilku przypadkach, przed rozpoczęciem prezentacji, pracownik firmy ponadto informował, że jeśli na sali znajdują się dziennikarze lub ktoś posiada przy sobie urządzenia rejestrujące dźwięk, musi salę natychmiast opuścić pod groźbą zapłacenia bardzo wysokiej kary, oczywiście w euro (czyżby firma miała coś do ukrycia?). Niestety, nie znamy się na branży, jeśli tak wyglądają klasyczne spotkania rekrutacyjne. Szanowny Panie. Podczas klasycznych spotkań w innych firmach (nie tylko networkowych) pilnuje się skrupulatnie, aby uczestnicy sporządzali notatki lub nagrywali wszystkie informacje na dyktafonach. Od jakości wyniesionej ze spotkania wiedzy zależy przyszłość networkowca! Jeśli natomiast przyszły współpracownik ma zapamiętać tylko i wyłącznie kwotę 1269 euro, to co do zamiarów prowadzących takie rekrutacje możemy mieć poważne wątpliwości. Byliśmy na wielu klasycznych spotkaniach rekrutacyjnych. Wyglądały zupełnie inaczej niż w InnoFlex. Podstawowa sprawa: nikt nie obiecywał na nich milionów niemal za stan bezczynności!!! Network marketing to ciężka, wymagająca poświęceń praca!!! Jeśli ktoś mówi inaczej – oznajmia nieprawdę. Networkowcy, którzy odnieśli suk44

ces bez kantów i zarabiają miliony – są tacy – pracowali w pocie czoła. Fakt, network to wspaniała branża, dająca niesamowite możliwości. Prawda jest jednak taka, że żaden network nie da nam czegoś w rodzaju „stoliczku nakryj się” tak, jak jest to przedstawiane w InnoFlex. Takie techniki są typowe dla piramid finansowych. I niektórych sekt religijnych. Ponadto, prawdziwa firma networkowa, etyczna firma networkowa, nie pobiera tak wysokich opłat. O tym piszą nawet podręczniki wykorzystywane przez networkowców z Amway. Nie jest ważne, czy się nazwie taką opłatę programem, dostępem do serwera, kamykiem w papierku, czy inaczej. Jeśli ludzie nazywający siebie networkowcami wchodzą w taki biznes to znaczy, że o networku nie mają żadnego pojęcia. „Z głupcem należy głupio rozmawiać i zabrać mu ostatnią koszulę”. Ale cóż: „Polak mądry po szkodzie”. Szkoda tylko, że niektórzy zrozumieli to po szkodzie i teraz plują sobie w brodę, a inni nie mają odwagi by się przyznać do błędu i wolą się nim upajać. • Reklama prasowa bądź artykuł sponsorowany (za który ktoś płaci), muszą być w prasie odpowiednio zaznaczone. Osoba średnio znająca się na mediach wie o tym. Cytowanie w Network magazynie firmy FLPP to nie „reklama sponsorowana” ani protekcja. Firma za publikacje nie płaci. Dyrektor generalny FLPP – Jacek Kandefer, tak jak inni przedstawiciele etycznych firm networkowych, wspiera nasze strony swoimi cennymi spostrzeżeniami na temat branży. Zawsze będziemy się starali o tak ciekawe, rzeczowe teksty redakcyjne. Zwłaszcza pisane tak dobrym piórem. • Waldemar Roth pisze, że program menedżerski VAP kosztuje 1240 brutto (w jakiej walucie? Euro, PLN?), że jest to dobrowolna inwestycja i nie otrzymuje się prowizji za pozyskanie nowych wpłacających. Podczas seminariów przedstawia się to zupełnie inaczej. Program VAP kosztuje 1269 euro i obiecuje się prowizję od rekrutacji osób, które także zapłacą 1269 euro (trzeba wprowadzić 5 osób w ciągu miesiąca). Jeśli zarząd mówi co innego niż trenerzy i menedżerowie podczas spotkań oznacza to brak przepływu informacji wewnątrz firmy lub celowe podawanie dwóch zbieżnych wersji. Naszym zadaniem jest pisanie faktów i takowe kreślimy: • Cały czas nie wiemy czym naprawdę jest Program VAP. I co otrzymujemy za 1269 euro? • W dalszej części listu bardzo trudno jest cokolwiek zrozumieć. Być może, gdyby było mniej błędów czytelność wyjaśnień nie pozostawiałaby wątpliwości. • Teraz bardzo mocne słowa: „…Państwa redakcja wchodząc z pierwszym numerem na branżówy rynek polski publikuje informacje z podniesionym palcem na branżę…” Nonsens. Pisaliśmy już o tym i w tej chwili jesteśmy zmuszeni powtórzyć, co nie przystoi tekściarzom: o wszystkich koncernach networkowych piszemy tak samo. O prawdziwych, etycznych firmach networkowych piszemy tak, jak na to zasługują, a o działających nieetycznie – zupełnie odwrotnie – również tak, jak na to zasługują. • Kolejne mocne słowa: „Nie każdy piekarz myje ręce do pracy, ale czy jest to temat przy pisaniu o smaku pieczywa?” Tak. Taka jest rola dziennikarza. Choćby po to, by ludzie wiedzieli, jaki piekarz rąk nie myje, do jakiej piekarni pieczywo sprzedaje. Chcemy, by mieli szansę kupić je gdzie indziej. Kupić chleb wyrobiony dłońmi fachowca, który ma czyste ręce. • Jesteśmy wdzięczni za obszerną wypowiedź, aczkolwiek ubolewamy, iż mimo to pozostawiono nas, a przede wszystkim naszych Czytelników w niewiedzy. W dalszym ciągu nie wiemy co człowiek otrzymuje w firmie InnoFlex Polska Sp. z o.o. za 1269 euro. Redakcja Network magazynu


NUMER 02/2004

MOIM ZDANIEM

Piramidy finansowe i systemy argentyńskie MANY LOY

„Im większe kłamstwo, tym więcej ludzi w nie wierzy” – oto naczelna dewiza panów Hitlera i szefa propagandy Goebbelsa, która wydaje się funkcjonować do dziś, ponieważ w nielegalnych bądź zakazanych piramidach finansowych i systemach argentyńskich biorą udział tysiące ludzi. Wykazują się niepowtarzalnym zachwytem. Z wielką chęcią oddają swoje ostatnie pieniądze, biorą kredyty, aby w końcu samych siebie i innych doprowadzić do finansowego nieszczęścia. Niestety, przy takiej okazji wiele tracą poważne firmy network marketingowe. Po pierwsze, dla zwykłego człowieka różnica między uczciwym i poważnym marketingiem a piramidą finansową jest niewyczuwalna, co hamuje wielu przed współpracą, gdyż dla nich wszystkie „marketingi” to bandyci. Po drugie, pojawiające się ustawy szkodzą przede wszystkim poważnym i uczciwym firmom, ale nigdy nie mają takiej mocy, aby raz na zawsze zakończyć wysoką koniunkturę piramid. Koniunktura piramid W latach 70 Ameryka była swoistym centrum rozkwitu piramid i networków. Fakt, iż w krótkim czasie było bardzo wielu poszkodowanych przez działalność piramid finansowych, wpłynął na decyzję władz, aby zakazać wszelkiej działalności tego typu – także tradycyjnego network marketingu – pod groźbą kary. Jedynie firma Amway podjęła się walki przed sądem z Federalną Komisją Handlu przeciw tym zakazom. Po 10 latach firma została uznana za prowadzącą poważne i legalne interesy. Ten wyrok był kamieniem węgielnym pod branżę network marketingu i był znaczący dla ekspansji tej, jakże prostej, idei. W połowie lat 80 w Europie zachodniej eksplodowała nie tylko gorączka network marketingowa, lecz także chęć zdobycia pieniędzy w szybki sposób. Luki istniejące w przepisach umożliwiły powołanie do życia piramid finansowych, których ojczyzną była Ameryka. Twórcom zdawała się przyświecać teoria, że przy tak ogromnej biurokracji, zanim ktokolwiek cokolwiek odkryje, zarobi się już wystarczająco dużo pieniędzy. Rozpoczęły się poszukiwania naiwnych.

Faktycznie, upłynęło aż 10 lat, zanim Europa zachodnia zakazała tego rodzaju działalności. W warunkach tak utrudnionych jedynym wyjściem było pójść dalej na wschód. W krajach takich jak: Węgry, Czechy, Bułgaria, Rosja i Polska założyciele piramid postrzegani byli jako „pomnażacze pieniędzy”. Dopiero w połowie lat 90 w Polsce ustawodawca położył, dzięki nowym ustawom, kres tej działalności. Kto jednak myśli, że wystraszyli się wszyscy, ten się grubo myli. Pseudo wiarygodność Każda ustawa ma swoje niedoskonałości, które sprytni prawnicy szybko znajdują. Jak inaczej rozumieć fakt, iż nawet dzisiaj piramidy finansowe i systemy argentyńskie znajdują chętnych na polskim rynku? Dziś, w przeciwieństwie do tego, co znane jest ustawodawcy, przedmiotem operacji nie są bezpośrednio pieniądze, lecz pseudo produkty – na przykład szkolenia menedżerskie. Mechanizm pozostaje jednak ten sam. Przykładem jest najnowsze dziecko RP – firma InnoFlex. Każdej osobie, która chce być pośrednikiem w biznesie telekomunikacyjnym i otrzymywać za to prowizję, proponuje się wewnętrzne szkolenie menedżerskie za ponad 1200 EUR. Jeśli takiej osobie uda się w ciągu czterech tygodni znaleźć następne pięć osób, które same kupią takie szkolenie, to otrzymuje ona zwrot swoich kosztów plus zysk. Nie uda się znaleźć pięciu chętnych – oznacza to, że taka osoba niczego się nie nauczyła i nie ma prawa do zwrotu kosztów, nie mówiąc już o zyskach. Mechanizm żywcem wzięty z zasad piramidy finansowej, nawet jeśli inicjatorzy zapewniają, że mają partnera telekomunikacyjnego, którego produkty chcieli sprzedawać. Fakt istnienia partnera produktowego służy inicjatorom do zapewnienia sobie poprawnego wizerunku i wiarygodnego poparcia dla swej faktycznej działalności. Dodatkowo firma InnoFlex zachęca tym, że klienci będą mogli taniej kupować energię, co w Polsce, gdzie energia jest w rękach państwowego monopolu, jest kompletnie niemożliwe.

Już Salomon dwa tysiące lat temu powiedział, że z „głupcem należy głupio rozmawiać i zabrać mu ostatnią koszulę”. Inaczej też nie da się wytłumaczyć faktu, iż piramidy finansowe i systemy argentyńskie, mimo istniejącej nowelizacji ustaw i ciągłego nagłaśniania przez media, stale znajdują chętnych, którzy pośród swoich znajomych i rodziny szukają następnych naiwnych.

45


NETWORK MAGAZYN

Należy zadać sobie pytanie – jak naiwne jest polskie społeczeństwo, że przyłącza się do takich nielegalnych działań? Niezaprzeczalnie firma sprzedaje tańMOIM ZDANIEM sze usługi energetyczne na przykład w Niemczech, ale było to możliwe wyłącznie dzięki temu, że rozwiązano monopol, a prywatni inwestorzy włożyli miliardy dolarów i odnotowali miliardowe straty. „Focus” i „Der Spiegel” – dwa renomowane niemieckie magazyny – pisały o tych sytuacjach, ich faktycznym przebiegu oraz agresywnym sposobie postępowania podobnych firm. Jest więc mało prawdopodobne, aby jakikolwiek prywatny koncern energetyczny zdecydował się na podobne, przynoszące wyłącznie straty, postępowanie w Polsce. Szefowie firmy dumnie pokazują swoją działalność na rynku niemieckim i austriackim, ale nie wspominają o tym, że już od dłuższego czasu znani prawnicy, czy nawet Austriacka Izba Gospodarcza (Oddział Network Marketingu) kwalifikują ich działalność jako piramidę finansową. Ustawy bez konsekwencji Ustawa o nieuczciwej konkurencji wydaje się nie odstraszać uprawiających piramidy finansowe i systemy argentyńskie, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, iż wiele firm działa oficjalnie na tym nieuczciwym odcinku. Większość z nich znana jest UOKiK z imienia. Chyba uzasadnionym będzie tu pytanie, po co w ogóle ustawy, skoro nikt nie musi obawiać się żadnych konsekwencji. W tym

duchu nie tylko zagraniczni inicjatorzy piramid będą znajdować w Polsce chętnych. Nie są to puste słowa, około 60 proc. z tych firm jest w całości w polskich rękach. Jak niesprawiedliwa i nieprzewidująca jest wyżej wymieniona ustawa, widzimy na prostym przykładzie: jeżeli networkowiec sprzedaje produkt – suplementy czy środki dietetyczne – który nie posiada polskiego atestu, a klient poprzez przyjmowanie tych środków poniesie szkodę na zdrowiu, to może skarżyć bezpośrednio sprzedawcę. Jeśli w taki sam sposób traktowałoby się pośrednich sprzedawców w piramidach i systemach argentyńskich, ograniczyłoby to nielegalną działalność praktycznie do zera. W chwili obecnej konsekwencję ponosi wyłącznie inicjator; taka działalność jest zagrożona karą do ośmiu lat. Niewiedza nie chroni przed karą – tak brzmi zasada interpretacji prawa. Powinna być ona rozszerzona na podobno „nieświadomych” pośredników w takich interesach. Realia wyglądają jednak inaczej. Pełni zachwytu podpisują umowy, pełni zachwytu płacą, pełni zachwytu szukają następnych naiwnych, a kiedy nie znajdą, to niczym dzieci, z którymi nikt nie chce się bawić, biegną do prokuratora na skargę i przedstawiają siebie jako najbardziej poszkodowanych. Innymi słowy, naiwny próbuje rozciągnąć swoją naiwność do granic wytrzymałości, choć jeszcze przed chwilą z dumą brał udział w przedsięwzięciu zagrożonym karą. Tego rodzaju współdziałanie powinno być także karane, ponieważ jedno jest pewne: tylko z pomocą świadomie naiwnych takie systemy mają w ogóle szanse na istnienie.

Jedyny w Polsce tematyczny periodyk branżowy „Network magazyn” – czasopismo komunikacji i biznesu

To edukacja oraz wspaniałe narzędzie rekrutacyjne. W Twoich rękach tylko dzięki prenumeracie. 46


NUMER 02/2004

5 kobiet kontra AVON Dramat niedokończony, przez samo życie pisany

MACIEJ MACIEJEWSKI

W

trakcie kilkugodzinnego wywiadu z byłymi okręgowymi kierowniczkami sprzedaży dowiedziałem się o właścicielkach własnych firm, którym kazano nosić ubrania robocze i wymagano od nich odpowiedzi na maile w godzinach nocnych. O wskazywaniu im miejsc, gdzie wziąć drogie sprzęty w leasing i o tego sprzętu konfiskacie. O przesyłaniu instrukcji i gotowych odpowiedzi na pytania kontrolerów urzędu skarbowego. A nawet o mecenasie, który ma rozpatrywać skargi na firmę, której interesów pilnuje jego kancelaria… Być panem swojego biznesu Pięć kobiet walczy z Avon Cosmetics Polska Sp. z o.o. przed sądem pracy. Wszystkie uważają, i tego chcą dowieść, że podczas współpracy z Avon, prowadząc własną działalność gospodarczą, w rzeczywistości pracowały jak na etacie. Mówią, że posiadały bezpośrednią szefową, otrzymywały określone stawki, były do pełnej dyspozycji w godzinach od 8.00 do 24.00 (czasami dłużej), miały zagwarantowany, płatny urlop, wykonywały zadania ściśle pod dyktando firmy. Każde spotkanie, najdrobniejsze szczegóły musiały raportować; nawet podczas choroby kazano im okazywać zwolnienia lekarskie. Zobowiązano je do noszenia ubrań roboczych z firmowym logo. Czy tak wygląda bycie szefem swojej firmy? - Własna działalność gospodarcza to podstawowy warunek współpracy z firmami w całej branży sprzedaży bezpośredniej. Tylko, że w naszej sprawie trzeba zauważyć jedną, bardzo ważną kwestię: te kobiety nigdy nie kupowały i nie sprzedawały dla Avon kosmetyków. Rozumiem. W Polsce koszt utrzymania pracownika jest często niewspółmierny do przynoszonych przez niego dochodów. I tutaj działalność gospodarcza okazuje się dobrym wyjściem. Dla firmy i dla współpracownika. Tak jest na całym świecie. Różnicą jest fakt, że jeśli jakakolwiek firma networkowa już decyduje się na taki system pracy i wymaga od ludzi działalności gospodarczej, musi pamiętać, iż nie są to zwykli pracownicy etatowi – mówi mec. Violetta Gut, reprezentująca byłe współpracownice Avon`u. Okręgowe kierowniczki sprzedaży Katarzyna Świdzińska współpracowała z Avon w latach 1995 – 2003. Jej pierwsza sprawa przeciwko firmie od-

była się 18 maja 2004 roku. – Podczas tych wszystkich lat manipulowano moimi planami sprzedaży. Jeśli dochodziłam do progu 100% wykonania planu, natychmiast zmieniano wyniki, żeby mi nie wypłacić premii. Mam na to dowody – wspomina z żalem Świdzińska. – Stwarzano mi problemy, że nie robię fikcyjnej listy zamówień w taki sposób, aby moja szefowa osiągała lepsze wyniki pracy od innych dyrektorek. Dwa lata temu była w Avon kontrola urzędu skarbowego. Dostałam maila od dyrektorki regionu pt.: „ważna pomoc”, żeby ze swego okręgu wytypować wzorowe konsultantki do kontroli. Takie, które mają zarejestrowaną działalność gospodarczą i odprowadzają podatki. Przysłano mi ściągawkę, jak wzorowa konsultantka ma odpowiedzieć na pytania zawarte w ankiecie. Na przykład: „Czy została Pani poinformowana przez Avon o zasadach podejmowania i wykonywania działalności gospodarczej?” Wpisać „TAK”. „Czy zawierała Pani umowę o pracę z Avonem?” Odpowiedź prawidłowa: „NIE”. Na stanowisku kierowniczym zarabiałam ok. 20 tysięcy brutto, ale po uregulowaniu wszystkich kosztów związanych z działalnością gospodarczą, na rękę zostawało mi jakieś dwa, trzy tysiące. Zwolniono mnie z powodu niewykonywania planów sprzedaży. Bzdura. Tak naprawdę, to odmówiłam pomocy w fałszowaniu dokumentów dla organów urzędu skarbowego. Powiedziałam, że nie jestem doradcą ds. gospodarczych. Marta A. poświęciła 10 lat swojego życia dla firmy i jej ideologii. Kiedy wyraziła zgodę na zeznawanie przeciwko Avon`owi, szybko wezwano ją do Warszawy. Zaproponowano przelot samolotem na koszt firmy. Pojechała samochodem. Na miejscu wręczono jej rozwiązanie umowy. To był Dzień Matki. Pozew złożyła jako druga: – w Avon działy się różne dziwne rzeczy, na których opowiedzenie z pewnością zabraknie nam dzisiaj czasu – uśmiecha się była kierowniczka, – a nieprzyjemne incydenty były na porządku dziennym. Osobiście, z czasów współpracy z tą firmą, najbardziej pamiętam moment – i to mnie boli do dziś – kiedy nie wypłacono mi należnej, ciężko wypracowanej premii. Bardzo zdenerwowały mnie maile autorstwa dyrektora finansowego Avon`u. On wysłał list do dyrektorek dywizyjnych, a następnie one do nas. Nie wiem, kto był inicjatorem tego pomysłu, ale w sumie poprzez pocztę elektroniczną, takie dyrektywy otrzy-

ZOOM REPORTERA Nie będę pisał o tym, że kobiety, które pozwały Avon Cosmetics Polska Sp. z o.o. do sądu zostały na bruku bez pieniędzy, że mają dzieci, mężów, nerwicę sytuacyjną oraz niezbyt przyjemne, zawodowe wspomnienia. To wszystko opisały gazety społeczne.

mec. Gut: – System działania tej firmy jest jak film Matrix, istnieje świat w sieci i po za nią. Przejście z jednej rzeczywistości do drugiej dla niektórych okazało się tak samo bolesne jak dla bohaterów filmu.

47


NETWORK MAGAZYN

mały wszystkie kierowniczki sprzedaży w Polsce – mówi Marta. - Zastanawiam się, czy to jest zgodne z prawem – dodaje mec. Gut. – Znajdują ZOOM REPORTERA się tam ciekawe stwierdzenia: „W naszym wspólnym interesie jest więc wystawienie takiego reprezentanta okręgu, aby nie posunięto się do losowego wybierania kandydatek do kontroli. Od nas też zależy, aby sprawa odbyła się dyskretnie i miała „szczęśliwe zakończenie”. Monika A. w Avon działała od 1993 do stycznia 2004 roku. Umowę o współpracy zerwała sama. – Musi pan pamiętać, że my wszystkie nie walczymy z branżą sprzedaży bezpośredniej. Procesujemy się z Avon`em. Przede wszystkim chcemy odzyskać godność. Czy pamiętam kontrolę urzędu skarbowego? Oczywiście. To wtedy dostałyśmy te listy „wskazówki” – wyjaśnia Monika pokazując kopię dokumentu. – Jeden z nich zaczynał się tak: „W związku z bardzo szczegółową kontrolą naszej Firmy przez Urząd Skarbowy poproszono nas o wsparcie. Sprawa jest zupełnie „bezpieczna”. Liczymy, że 202 przykłady z 202 Okręgów wystarczą, by przestać drążyć specyfikę naszej Firmy.” Agata A. była w Avon od początku 1994 do stycznia 2004 roku: – kiedy pracując bez wytchnienia, udało się osiągnąć normy sprzedaży, to dyrekcja natychmiast podwyższała próg. Żenująca manipulacja. Myślę, że ludzie w firmie zdają sobie sprawę z różnych faktów. Boją się jednak o nich mówić. Panuje totalny „zamordyzm”. - Pewnego dnia wszystkie zostałyśmy zmuszone do podpisania umowy leasingowej na zakup sprzętu komputerowego – wspomina Elżbieta A, która dla Avon`u przepracowała 10 lat. Zakończono z nią współpracę, gdy wróciła do pracy po przebyciu poważnej choroby. – Firmę, w której brałyśmy sprzęt wskazał Avon. Raty oczywiście musiałyśmy płacić z własnej kieszeni. Po podpisaniu umów, dano nam dokumenty inne, niż zostały w aktach Avon`u. Iwona Gniedziejko-Płuciennik, menedżer działu public relations w Avon Cosmetics Polska Sp. z o.o.: – Jest to pierwszy przypadek pozwania spółki o ustalenie istnienia stosunku pracy (w ogóle wysunięcia w tym zakresie jakichkolwiek roszczeń). Wszystkie osoby zajmujące się sprzedażą kosmetyków Avon, tj. konsultantki, koordynatorzy, Okręgowe Kierowniczki Sprzedaży, związane są z Avon umową o charakterze cywilno-prawnym. Żadna z tych osób nie jest ani nie była w tym charakterze zatrudniona na podstawie umowy o pracę. Wszystkie Okręgowe Kierowniczki Sprzedaży świadczą Avon usługi prowadząc działalność gospodarczą. Panie, które podały firmę do sądu, od początku pełnienia funkcji OKS prowadziły taką działalność. Nigdy nie były pracownicami Avon. Prowadzenie działalności gospodarczej daje możliwość wyboru sposobu świadczenia usług, ilości czasu jaki na to się poświęca, miejsca ich wykonywania. Poza tym, przy wykonywaniu tych usług można posługiwać się osobami trzecimi bez informowania Avon. Ponadto, umowa podpisywana przez OKS zawiera postanowienie umożliwiające jej rozwiązanie przez każdą ze stron bez konieczności podawania przyczyny, z zachowaniem czterotygodniowego okresu wypowiedzenia. W każdej chwili można zrezygnować ze współpracy. Avon podejmuje decyzję o formie nawiązania współpracy z różnymi osobami w zależności od specyfiki wykonywanej pracy. Avon Cosmetics Polska zatrudnia na umowę o pracę ponad 630 osób, które pracują w warszawskim biurze i w Centrach Obsługi Konsultantem w Polsce, natomiast druga spółka – Avon Operations Polska mieszcząca się w Garwolinie zatrudnia około 2800 pracowników. Osoby zajmujące się sprzedażą, ze względu na nienormowany czas pracy i wynagrodzenie zależne od osiąganych wyników prowadzą własną działalność gospodarczą. Ten model sprawdza się od wielu lat w różnych firmach i krajach. Jeśli chodzi o kontrolę skarbową i rzekome informowanie przez Avon swoich pracowników, jak mają odpowiadać na pytania i wyznaczać konkretne konsul48

Z ich papierów jednoznacznie wynikało, iż Avon w momencie rozwiązania z nami umowy ma prawo przejąć nasz sprzęt. Zdarzyło się tak, że naprawdę przyszedł windykator do pewnej kierownik i odebrał komputer, a według warunków leasingu, jakie nam dostarczono, sprzęt jest rozliczany pomiędzy okręgową kierowniczką sprzedaży a firmą udzielającą leasingu. Trop po tropie, wraz z naszą panią mecenas doszłyśmy do tego, że jest rozbieżność w dokumentach. Jeszcze jedna sprawa. Cała nasza sieć komputerowa działała w sieci administrowanej przez Avon. Zdarzało się, iż administrator wchodził do sieci i kasował nam dane w komputerach. Czy to jest swoboda działalności gospodarczej? MATRIX – System działania tej firmy jest jak film Matrix – dodaje mec. Gut – istnieje świat w sieci i po za nią. Przejście z jednej rzeczywistości do drugiej dla niektórych okazało się tak samo bolesne jak dla bohaterów filmu. Bardzo ciekawą postacią w tej sprawie jest mec. Maciej Łaszczuk. Ten pan, w ramach swojej kancelarii sprawuje obsługę prawną nad Avon i jeszcze kilkoma firmami sprzedaży bezpośredniej. Oprócz tego, pan Łaszczuk w Polskim Stowarzyszeniu Sprzedaży Bezpośredniej rozpatruje skargi na źle realizowaną sprzedaż bezpośrednią. PSSB swoje pierwsze biuro miało pod adresem Kancelarii Mec. M.Łaszczuka. Co ciekawe, jest on również pełnomocnikiem całego kapitału amerykańskiego Avon na Polskę jeśli chodzi o zgromadzenia wspólników. Wiele osób zadaje sobie pytanie, czy to się etycznie nie kłóci. Czy reprezentowanie jednej z firm – a nawet kilku – i jednoczesne rozpatrywanie skarg na te same firmy nie stawia danej osoby po dwu stronach sporu? Co prawda, w sądzie Avon reprezentuje wspólnik mec. Łaszczuka, ale w wielu poważnych sprawach wypowiada się sam mec. Łaszczuk. Należałoby więc postawić bardzo ważne pytanie: w jakim celu i dla kogo stworzono Polskie Stowarzyszenie Sprzedaży Bezpośredniej? tantki do skontrolowania – nic nie wiemy o takich praktykach i nie wiemy jakie osoby mogły mieć te Panie na myśli używając określenia „dyrekcja”. Czy w obecnej sytuacji planujemy zmienić zasady współpracy ze wszystkimi kobietami? Nie. Po kilku dniach od otrzymania powyższej wypowiedzi, przysłano nam do redakcji dokumenty rozsyłane przez dyrekcję Avonu do kobiet, w których informuje się o wytypowaniu odpowiednich osób do kontroli skarbowej i udziela wskazówek dotyczących sposobu odpowiedzi na pytania. Kobiety, od których otrzymaliśmy dowody prosiły o ich nieujawnianie firmie Avon, albowiem wiele z osób wymienionych jako adresaci wciąż współpracuje z firmą. Ponieważ naszym dziennikarskim obowiązkiem jest zbieranie, przetwarzanie i publikowanie informacji wystosowaliśmy oficjalne pismo do firmy z zawiadomieniem, że posiadamy ww. dokumentację. Zwróciliśmy się do Avon z prośbą o wyjaśnienie na jakiej podstawie dyrekcja sugerowała pracownicom tok działań z urzędem i czy jest to zgodne z prawem? Oto stanowisko Avon`u w tej sprawie: - Nie możemy skomentować dokumentów, które są podobno w posiadaniu redakcji, a nie zostały nam przedstawione. Nie wiem, o jakie dokumenty chodzi. Skomentujemy materiały, które zostaną przedstawione do wglądu. Wychodzące z firmy informacje dotyczące zasad wypełniania ankiet na potrzeby różnych instytucji są sprawą normalną. Nie wiem, o jakie instrukcje Panu chodzi. Nie możemy, podkreślam, skomentować czegoś, czego nie widzimy. Jest to fizycznie niemożliwe. Wydaje mi się logiczne i normalne, że proszę o dokumenty, które mam skomentować. Nie rozumiem, dlaczego redakcja nie chce, mimo kilkakrotnej prośby z mojej strony, udostępnić materiałów, prosząc jednocześnie o ich komentowanie. Iwona Gniedziejko-Płuciennik


NUMER 02/2004

O odpowiedź na kilka pytań poprosiliśmy listownie Mirosława Lubonia, dyrektora Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej: – Jaką funkcję pełni i czym się zajmuje w Polskim Stowarzyszeniu Sprzedaży Bezpośredniej mec. Maciej Łaszczuk, którego kancelaria reprezentuje Avon Cosmetics Polska Sp. z o.o.? – Adwokat Maciej Łaszczuk nie pełni żadnej funkcji w organach PSSB. Nie jest także członkiem Stowarzyszenia. Decyzją Walnego Zgromadzenia PSSB został jedynie powołany na Administratora Kodeksu Sprzedaży Bezpośredniej – ze względu na swoje wieloletnie doświadczenie w obsłudze prawnej branży sprzedaży bezpośredniej oraz doskonałą znajomość prawa konsumenckiego. – Czy nie sądzi Pan, iż z racji wykonywanych funkcji przez mec. Macieja Łaszczuka w Polskim Stowarzyszeniu Sprzedaży Bezpośredniej oraz jednoczesnego reprezentowania przez jego kancelarię prawniczą koncernu Avon występuje w tym przypadku konflikt interesów? Przecież, jeśli ktoś współpracujący z Avon, pragnie zasięgnąć porady w Polskim Stowarzyszeniu Sprzedaży Bezpośredniej – jakby nie było – jedynej instytucji wspierającej ludzi z branży sprzedaży bezpośredniej w Polsce – zwraca się ze swoim życiowym problemem do osoby, której interesy związane są z Avon Cosmetics Polska Sp. z o.o. Co Pan o tym sądzi? – Wszelkie sprawy związane z naruszeniem postanowień Kodeksu są rozpatrywane i załatwiane przede wszystkim przez Sekretariat (Biuro) PSSB. Dopiero w przypadku, gdy Sekretariat nie jest w stanie osiągnąć rozwiązania, sprawa zostaje przekazana Administratorowi Kodeksu. Administrator prowadzi postępowanie zgodnie z procedurą rozpatrywania skarg określoną przez PSSB. Postępowanie ma charakter mediacji lub koncyliacji. Jak wspomniano wcześniej, rozpatrywaniu przez PSSB i Administratora podlegają jedynie sprawy związane z naruszeniem postanowień Kodeksu, a nie np. skargi noszące wszelkie znamiona spraw cywilnoprawnych. Należy uznać, że gdyby wynikła sytuacja, w której powstałoby choćby ryzyko wystąpienia konfliktu interesów, to wówczas Administrator Kodeksu lub inne osoby uczestniczące w rozstrzyganiu danego sporu, powinny postąpić zgodnie z zasadami etyki i wyłączyć się z rozpoznawania konkretnej sprawy. Chciałem ponadto zwrócić uwagę, że PSSB nie zajmuje się udzielaniem porad. Również adwokat Maciej Łaszczuk jako Administrator Kodeksu nie zajmuje się udzielaniem porad w imieniu PSSB. – Czy siedziba Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej mieściła się kiedyś pod adresem: M.Łaszczuk i Wspólnicy, pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa? – Siedziba Stowarzyszenia nigdy nie mieściła się pod adresem Kancelarii Łaszczuk i Wspólnicy. Natomiast w grudniu 1999 roku Stowarzyszenie zawarło umowę ze spółką jawną M. Łaszczuk, A. Polimirski, M. Korzc i Wspólnicy i do czerwca 2002 roku podnajmowało lokal, w którym mieścił się Sekretariat (Biuro) PSSB. – Ponieważ Pana odpowiedź na jedno z zadanych przeze mnie 05.08.2004r. pytań jest zbyt ogólna i obawiam się, że nie usatysfakcjonuje naszych Czytelników, bardzo proszę o sprecyzowanie swojej wypowiedzi i odpisanie mi jeszcze raz na poniższe pytanie: „Czy wobec faktu zajmowania się sprawami prawnymi firmy Avon przez kancelarię Pana adwokata Macieja Łaszczuka oraz zajmowania przez niego stanowiska Administratora Kodeksu Sprzedaży

Bezpośredniej w PSSB – gdzie do jego zadań należy m.in. nadzorowanie przestrzegania Kodeksu przez Przedsiębiorców oraz rozstrzyganie wszelkich niezałatwionych ZOOM REPORTERA skarg Konsumentów i Sprzedawców – nie zachodzi konflikt interesów, gdy ze swoim problemem natury prawnej lub ze skargą zgłoszą się do Pana adwokata Macieja Łaszczuka, jako Administratora Kodeksu Sprzedawcy (pracownicy lub współpracownicy) firmy Avon oraz pracownicy innej firmy zrzeszonej (np Oriflame)? Czy jest tu miejsce na bezstronność, profesjonalzim i obiektywizm?” – Szanowny Panie Redaktorze! W mojej opinii odpowiedź na pytania 2 i 3 postawione mi przez Pana w korespondencji z 5 sierpnia a przesłana Panu w ubiegły poniedziałek jest wystarczająca, pełna i na tyle szczegółowa, na ile pozwalają szczupłe, bądź co bądź, ramy tej korespondencji i planowanego materiału. Nic więcej nie mam do dodania. pytał: Maciej Maciejewski

KODEKS SPRZEDAŻY BEZPOŚREDNIEJ Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej (przytaczamy punkty odnoszące się bezpośrednio do Administratora Kodeksu, jego funkcji i zadań – red.). 1.1 Zakres regulacji Kodeks Sprzedaży Bezpośredniej PSSB (określany dalej jako „Kodeks”) został uchwalony przez Polskie Stowarzyszenie Sprzedaży Bezpośredniej ( „PSSB”) dla będących jego członkami krajowych przedsiębiorców prowadzących działalność w zakresie sprzedaży bezpośredniej („Przedsiębiorcy”). Kodeks reguluje stosunki między Przedsiębiorcami i Sprzedawcą a Konsumentami, a także stosunki między Przedsiębiorcą a Sprzedawcą, stosunki pomiędzy Przedsiębiorcami oraz pomiędzy Sprzedawcami. Celem Kodeksu jest podnoszenie poziomu zaspokojenia potrzeb konsumentów i ochrona ich interesów, ochrona Sprzedawcy, promocja uczciwej konkurencji w ramach wolnej przedsiębiorczości, utrwalanie pozytywnego wizerunku Przedsiębiorców w świadomości społecznej oraz ukazanie etycznego aspektu sprzedaży bezpośredniej jako działalności zarobkowej. 5.2 Odpowiedzialność PSSB PSSB wyznaczy osobę odpowiedzialną za rozpatrywanie skarg. PSSB podejmie wszelkie odpowiednie działania w celu załatwienia skarg Konsumentów, Sprzedawców lub Przedsiębiorców. 5.3 Administrator Kodeksu PSSB powierza pełnienie funkcji Administratora Kodeksu adwokatowi lub radcy prawnemu. Obecnie funkcję tę pełni adwokat Maciej Łaszczuk z Warszawy. Administrator Kodeksu będzie nadzorował przestrzeganie Kodeksu przez Przedsiębiorców oraz rozstrzygał wszelkie niezałatwione skargi Konsumentów i Sprzedawców oparte na postanowieniach Kodeksu. 49


NETWORK MAGAZYN

NETWORK PRODUKT Aloes w chusteczkach higienicznych, aloes w rajstopach, aloes z owocami liczi w jogurcie – kto wie, co jeszcze wpadnie producentom do głowy, aby wykreować produkty aloesowe. Nie trzeba cofać się o więcej niż 10 lat, aby przypomnieć sobie czas bez aloesu w Europie. Swoją drogą niesamowite, w jak krótkim czasie ta pustynna lilia stała się pojęciem, które znane jest każdemu.

Aloes – więcej niż trend? Roślina, która podbiła rynek

ERWIN STUPRICH

Szef Krajowego Gremium Sprzedaży Bezpośredniej, Delegat do Parlamentu Gospodarczego w Austrii

R

ozkwit biznesu z aloesem jest sztandarowym przykładem na umiejętność wykonywania pracy pionierskiej przez sprzedaż bezpośrednią. Ta branża wykazała się tą umiejętnością już wcześniej. Prawie żadna inna forma sprzedaży nie nadaje się tak dobrze do wprowadzenia na szeroki rynek produktów, które wymagają wyjaśnień. W Niemczech, rozkwit rozpoczął się w połowie lat 90-tych, w porywie ogólnie szybko rosnącego trendu wellness. W roku 1995 swoją działalność w Niemczech rozpoczęła firma Forever Living Products z asortymentem produktów aloesowych. FLP wstrzeliła się z odpowiednim produktem w odpowiednim momencie na pasującym rynku. Aloes jest produktem wymagającym intensywnego doradztwa, idealnym dla sprzedaży bezpośredniej. Doradcy wywiązują się z tego zadania świetnie i mają coraz większy krąg klientów. Sama firma zakłada obecnie następującą kwotę sukcesu: dziesięć poinformowanych osób daje dwóch klientów FLP, a osiem jest ewentualnymi kandydatami do handlu detalicznego. W każdym razie, właśnie w taki sposób został wywołany rozkwit aloesu i jego zastosowanie. W handlu detalicznym, porównywalne produkty były do roku 1998 jedynie czymś w rodzaju koniecznego dodatku. Ten kanał sprzedaży zaczął profitować po 1998 roku z coraz to nowszych artykułów w mediach. Jednakże ten rezonans w mediach był w pełni zasługą doradców networku. Następnym pozytywnym aspektem były reportaże w telewizji. To, że handel detaliczny odkrył aloes nie jest na niekorzyść dla networku, któ50

ry sprzedaje podobne produkty. Friedhelm Rueckert, szef niemieckiego oddziału FLP, nie widzi w tradycyjnym handlu zagrożenia. Długoletnie doświadczenie i pozycja lidera na rynku zapewniły kompetencje, niezbędne do dobrego doradztwa. Osobiste kontakty między doradcami a klientami są argumentem nie do pobicia. Również cena nie odgrywa większej roli. Cena za litr aloesu wynosi od 20 do 25 euro i jest to mniej więcej równy poziom. Jedynie dystrybutorzy są w pełni odpowiedzialni za to jaki zrobią obrót. Generalnie, sprzedaż jest utrudniona poprzez coraz to szersze spektrum kanałów sprzedaży. FLP cieszyła się w Niemczech przez prawie 8 lat pozycją monopolisty. W międzyczasie firma zbudziła się ze snu i jest świadoma coraz to większego „tłoku” na rynku. Wiele osób łączy wprawdzie aloes z FLP, jednakże nie można już mówić tylko o marce FLP. Nazwa firmy nie jest pojęciem zbiorczym dla wszystkich produktów zawierających aloes, tak jak ma się to w przypadku chusteczek higienicznych „Tempo” z aloesem. Fakt, iż ta roślina odniesie taki sukces na rynku, jest zasługą wielu możliwości jej stosowania. Na dzień dzisiejszy substancje czynne z aloesu znajdują się w produktach pielęgnacyjnych, napojach, rajstopach, kosmetykach, środkach czyszczących oraz w medykamentach. Aloes ma sens wtedy, kiedy produkt ma kontakt z ciałem. Może to być kontakt zewnętrzny, ale także ten przez system trawienny czy też śluzówkę. Aloes jest świetnym „środkiem transportu” i wchłania się szybko w skórę.


NUMER 02/2004

PRZY TABLICY

Automotywacja a skuteczność programów edukacyjnych

S

kuteczność realizacji programów szkoleniowych stanowi od wielu lat przedmiot poważnych i intensywnych prac badawczych. Wynikami tych prac zainteresowane są przede wszystkim przedsiębior-

Kluczem do wyniesienia własnych korzyści z każdego programu edukacyjnego jest zawsze wola i chęć uczestnika. Jego motywacja do zmiany własnych postaw, zachowań, przyzwyczajeń. To automotywacja zdecyduje o tym, czy potencjalna możliwość stanie się rzeczywistością.

RYSZARD KRAUSE

stwa, które zmuszone są prowadzić intensywne szkolenia dla coraz szerszych grup pracowniczych. Sytuacja taka bierze się z przyspieszenia dynamiki zmian w gospodarce, większej zmienności zewnętrznych i wewnętrznych warunków prowadzenia biznesu, skracających się cykli technologicznych i cykli życia produktów. Poziom wymaganej edukacji pracowników cały czas się podnosi. Można przy tym być pewnym, że tendencja ta jest trwała. Wynika ona z coraz silniejszego nastawienia gospodarek wszystkich rozwiniętych państw na kapitał intelektualny, oparty o ludzkie zasoby firm. Nauka „zimna” Kolejnym trwałym trendem obecnego świata gospodarczego jest rosnący udział zagadnień „miękkich” w realizowanych programach szkoleniowych. Coraz większa część decydentów uświadamia sobie, że kluczowymi umiejętnościami, warunkującymi sukces ich podwładnych są ich kompetencje z zakresu zarządzania zespołem komunikacji, automotywacji i motywacji innych oraz zarządzania czasem. Osoba, chcąca samodzielnie wpływać na potencjalne możliwości własnej kariery, szukająca sposobów na efektywne jej kształtowanie i rozwijanie, powinna wziąć te czynniki pod uwagę. Powinna poświęcić własny czas i wysiłek na poszukiwanie możliwości znalezienia w tym właśnie obszarze źródeł swojej przewagi 51


NETWORK MAGAZYN

na obecnym, niezwykle konkurencyjnym rynku pracy. Niestety, szkoły biznesu, co roku „wypuszczają w świat” dziesiątki tysięcy abPRZY TABLICY solwentów, uczą ich podstaw zarządzania w taki sposób, jakby była to matematyka lub fizyka. Jest to nauka „zimna”, obiektywna. Nauka, w ramach której to samo doświadczenie, w dowolnym punkcie kuli ziemskiej MUSI dać taki sam efekt. Jednak takie podejście, zaprezentowane w realnym świecie gospodarki okazuje się dramatycznie nieskuteczne, prowadząc wprost do katastrofy. Okazuje się bowiem, że osoba, chcąca odnieść JAKIKOLWIEK sukces w gospodarce, MUSI go oprzeć na swoich umiejętnościach „miękkich”. Musi nauczyć się motywacji, negocjowania, przewodzenia zespołom ludzkim. Co więcej, musi w pierwszej kolejności nauczyć się zarządzać sama sobą – swoim czasem, swoimi emocjami, swoim zdrowiem, swoją motywacją. Te umiejętności, z tego zakresu wiedzy, okazują się kluczowymi czynnikami sukcesu – tak dla finansistów, jak i sprzedawców oraz dla osób prowadzących swoją własną działalność gospodarczą. Wielka szkoda, że tak mało jest miejsc, w których można doskonalić swoje umiejętności w tym zakresie, trenować swego ducha, ciało i umysł – pod okiem osób bardziej doświadczonych. Korzystać z nauki i przykładu tych, którzy dzięki opanowaniu wspomnianych wyżej czynników, osiągnęli swój sukces. Centrum Edukacji Europejskiej daje taką szansę uczestnikom szkolenia o nazwie FORUM. Realizując zawarty w szkoleniu program, można doskonalić swoją osobowość, rozwijać umiejętności, które stanowią klucz do efektywnego rozwoju naszej kariery. Jednak, aby jakikolwiek program edukacyjny mógł okazać się skutecznym, musi być spełniony jeszcze jeden warunek. Precyzyjnie zdefiniowany zakres tematyczny, klarownie przedstawione zagadnienia, właściwe działanie na emocje, intelekt i wyobraźnię szkolonego nie wystarczą. Wysiłek i zaangażowanie trenerów, ich umiejętności prezentacyjne, wykorzystane techniki multimedialne – okażą się niewystarczające, a osobisty przykład mentorów i liderów, ich czas poświęcony komunikacji z uczestnikami szkoleń będą bezskuteczne. Wymierny sukces finansowy, wiążący się z praktyczną akceptacją, przyjęciem za swoje zasad, wiedzy, umiejętności prezentowanych podczas programu szkoleniowego pozostanie bez wpływu na życie i działania uczestników. Ten czarny scenariusz realizować będą ci, którzy przede wszystkim w swojej osobie nie odnajdą WOLI I CHĘCI. Wola, chęć... Automotywacja To właśnie są absolutnie kluczowe czynniki, warunkujące ostateczny sukces każdego programu szkoleniowego. Nie ma żadnej możliwości nauczenia kogoś np. posługiwania się językiem obcym, jeśli ta osoba nie ma w sobie woli i chęci. Każda metoda nauczania okaże się nieskuteczna i nieefektywna jeśli uczestnik nie odnajdzie w sobie woli i chęci. Czy będziemy prowadzić konwersacje, czy działać na podświadomość i stosować hipnozę, czy podsuwać będziemy nowe wrażenia wprowadzonym w relaksacyjny stan Alfa słuchaczom – okaże się to nieskuteczne bez woli i chęci uczestników szkolenia. 52

Oczywiście warto tu dokonać pewnej klasyfikacji produktów. Innego rodzaju zaangażowania oczekiwać można od słuchacza kursu B.H.P. dla operatorów wózków widłowych, innego od osoby chcącej opanować podstawy języka hiszpańskiego, jeszcze innej od uczestnika szkolenia z zakresu sprzedaży bezpośredniej. Chęć i wola uczestnika szkolenia zawsze będą kluczowymi elementami dla skuteczności edukacji. Szkolenie, cykl spotkań, dostęp do mentorów i trenerów – to jednak zawsze tylko pewna możliwość. To oferta skierowana w stronę słuchaczy i uczestników. Chęć i wola warunkują, czy z oferty tej skorzysta się czy nie. Automotywacja zdecyduje o tym, czy potencjalna możliwość stanie się rzeczywistością. W przypadku szkolenia prowadzonego np. przez Centrum Edukacji Europejskiej jest to absolutnie kluczowe, gdyż program ten nakierowany jest na przemianę wewnętrzną, na rozwój osobowości, na wykształcenie u siebie cech warunkujących skuteczność i efektywność działania, na budowę człowieka sukcesu. Nie ma możliwości wykonania takiej pracy niejako „od zewnątrz”. Nie zdziała tu nic, nawet najlepszy specjalista, mentor i trener, jeśli nie będzie chęci i woli.

Konkluzje 1. Właściwe przygotowanie kompetencyjne, opanowanie wymaganych przez otoczenie gospodarcze umiejętności, stanowią konieczny (lecz nie wystarczający) warunek naszej kariery, naszego rozwoju, naszego sukcesu. 2. Umiejętności „miękkie”, związane z zarządzaniem ludźmi, motywacją, komunikacją stanowią coraz istotniejszą część wymaganych na rynku kompetencji. 3. Nie zawsze możemy liczyć na to, że nasza szkoła (uczelnia), czy nasz pracodawca z własnej inicjatywy zaoferują nam dobry program szkoleniowy z tego obszaru. Lepiej zadbać o to samodzielnie. 4. Każdy program szkoleniowy, na dowolny temat, stanowi jedynie swoistą „ofertę” skierowaną do słuchaczy. Oni sami decydują, na ile z możliwości tej skorzystają. 5. Kluczem do wyniesienia własnych korzyści z programu edukacyjnego jest zawsze WOLA I CHĘĆ uczestnika. Jego motywacja do zmiany własnych postaw, zachowań, przyzwyczajeń. Produkty firmy Centrum Edukacji Europejskiej to szkolenia, których zakres tematyczny i formuła realizacji stwarzają uczestnikom możliwość osiągnięcia poważnych korzyści, poprzez nabycie istotnych umiejętności i pozytywną ewolucję osobowości. Jednak to, czy w ogóle i na ile uczestnicy szkoleń wykorzystają tą możliwość – zależy od nich samych. Od ich WOLI I CHĘCI. Życzę Powodzenia Autor tekstu jest dyrektorem ds. szkoleń firmy CEE


NUMER 02/2004

MOIM ZDANIEM

Kto może zmienić wizerunek MLM w Polsce? MACIEJ SZPAKOWSKI MACIEJ KOZIKOWSKI

N

a temat network marketingu (N.M.) słyszy się na naszym rynku różne opinie, niestety nadal przeważają te negatywne. Na razie N.M. postrzegany jest jako biznes tzw. drugiej kategorii. Przeważają opinie, że zajęcie się N.M., to niepoważna zabawa i strata czasu. Dlaczego w Polsce ten system dystrybucji jest mało propagowany i wykorzystywany, skoro z wielu wysoko rozwiniętych państw dochodzą do nas informacje, że jest to biznes XXI wieku? Istnieją kraje, w których ponad 60% firm funkcjonuje w tym systemie. Władze tych państw coraz częściej i mocniej promują N.M., gdyż jest on jednym z ciekawszych rozwiązań w walce z bezrobociem. Wiadomo, że bezrobocie w naszym kraju jest na wysokim poziomie, dlaczego więc nie ma u nas promocji N.M.? Chcąc napisać ten artykuł zadaliśmy sobie pytania: dlaczego N.M. ma w naszym kraju złą opinię? Kto psuje jego wizerunek? Trzeba powiedzieć jasno. To, jak wygląda i jak jest postrzegany ten system zależy głównie od ludzi, którzy go budują. Niestety poprzez swoją postawę, a także „rewelacyjne systemy” pracy, to sami liderzy psują ten wizerunek. Ogólnie przyjęło się, że N.M. jest biznesem otwartym, biznesem dla każdego. Utarło się przekonanie, że każdemu trzeba go pokazać. Wielu dystrybutorów twierdzi, że jest super, bo nie trzeba sprzedawać, nie trzeba mu poświęcać zbyt dużo czasu. N.M. skupia wielu fantastów i oszołomów, którzy obiecują góry złota za samo „wejście”. Twierdzą, że mają najlepszy produkt i najlepszy system wynagrodzeń. Że u nich nic nie robiąc (produkty same się sprzedają!!!) szybko można zbudować fortunę.

Mieliśmy przyjemność spotkania się, towarzysko i biznesowo z dziesiątkami liderów z różnych firm. Z ludźmi, którzy zbudowali ogromne struktury w Polsce i poza jej granicami. Spotkaliśmy także dziesiątki „pseudoliderów”, którzy tworząc własny biznes, pozostawiali po sobie ruiny i zgliszcza. Poznaliśmy systemy budowy biznesu liderów i „pseudoliderów”. Sami przeszliśmy bardzo długą drogę. Networkiem zajmujemy się zawodowo od 1991r. Popełniliśmy po drodze wiele błędów, ale dzięki temu zdobyliśmy doświadczenie. Dziś już wiemy, że budowanie „swojej grupy” opartej na samej rekrutacji i motywacji, to za mało.

Niestety, network marketing skupia wielu fantastów i oszołomów. Jeżeli chcesz mieć wpływ na zmianę wizerunku branży, zbuduj solidny biznes, naucz się tego, co konieczne, zastosuj to w praktyce i dopiero później nauczaj innych. Nigdy nie obiecuj swoim partnerom pieniędzy i sukcesu za nic. Nie mów, że zrobisz wszystko za nich. Zawsze mów prawdę o drodze, jaką trzeba przebyć, żeby osiągnąć trwały sukces. Bo tak naprawdę wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wizerunek network marketingu. To właśnie my możemy ten wizerunek zmienić.

N.M. NIE JEST BIZNESEM DLA WSZYSTKICH Nie działa tutaj zasada „Czy się stoi, czy się leży ...” N.M. to nie jest socjalizm – to czysty kapitalizm! Tutaj nie sprawdzi się zasada „pomagam wszystkim, pracuję za wszystkich, bez końca ciągnę za sobą słabych”. Na szczęście, bez względu na to, czy nam się to podoba, czy też nie, wszystko tutaj jest oparte na zasadach kapitalizmu. Trzeba się w niego naprawdę zaangażować, działać z nastawieniem na pozytywny wynik. Nikt nam nie wypłaci złotówki za czas, który inwestujemy oraz za tzw. dobre chęci. Otrzymujemy wynagrodzenie za dobre wyniki, czyli za określony obrót. Wiadomo. Im większy obrót, tym większy dochód. Dlatego liderzy, którzy wygłaszali brednie w stylu „nasz biznes jest najlepszy, ponieważ nie trzeba sprzedawać!!! Nasze produkty same się sprzedają!!!” nie mogą mieć racji bytu. To przez nich setki ludzi zostało „naciągniętych” na zainwestowanie w towar, który „sam się sprze53


NETWORK MAGAZYN

daje”. Wynik jest z reguły jeden. 90% z nich zostaje z towarem, który niestety (akurat w ich przypadku!!!) sam się nie sprzedał. Jak myślicie, jakie nastawienie MOIM ZDANIEM do takiej firmy mają ci wszyscy dystrybutorzy? Słyszymy również opinie w stylu: wprowadzaj wszystkich, a z ilości zrobi się jakość. Ta forma budowania biznesu jest niestety najgorsza w skutkach dla naszego wizerunku. Zgadzamy się, że jest on otwarty dla ludzi w różnym wieku, z różnym wykształceniem, itd., ale powiedzmy so-

bie jasno – nie jest dla wszystkich! Jest to takie przedsięwzięcie, w którym trzeba być gotowym zapłacić cenę za osiągnięty sukces. Liderzy, którzy wprowadzają wszystkich w swoje struktury, szkodzą przede wszystkim wprowadzanym. Nie zdają jednak sobie sprawy, jak bardzo szkodzą również i sobie. Wprowadzeni z reguły czują się naciągnięci i zniechęceni. Liderzy tworzący „masówki”, często stają się niewolnikami własnych struktur. Kreują system oparty na wprowadzaniu i motywowaniu, wprowadzaniu i motywowaniu... Aż ich struktury liczą po kila tysięcy osób. Taki system naboru powoduje, że jest bardzo mało zawodowców i wszystko działa tylko w momentach, kiedy „wielki i niezastąpiony” przyjedzie do swojej grupy. Grupa działa, kiedy przyjedzie lider. Kiedy wyjedzie, nic się nie dzieje. Jest to kolos na „glinianych nogach”. Widzieliśmy wiele takich „kolosów” budowanych bez mocnych fundamentów. Wyniki praktycznie zawsze były takie same. Po paru latach taki pseudo-lider musiał zaczynać od nowa, ponieważ po jego działaniach zostały ruiny i zgliszcza. Ci, którzy przetrwali i ślepo mu wierzyli, z reguły byli wprowadzani do nowej, lepszej firmy. A w niej oczywiście produkty, które same się sprzedawały, plan marketingu, który dawał większe pieniądze itp. Niestety nowe, lepsze przedsięwzięcie kończyło się tak, jak poprzednie, pozostawiając kolejne setki osób negatywnie nastawionych do N.M. Słysząc tych, którzy mówią: „mamy najlepsze produkty i mamy najlepszy plan wynagrodzeń”, zadajemy sobie pytanie, kiedy wreszcie „wielcy” pójdą po rozum do głowy, kiedy zaczną być profesjonalistami!!! SYSTEM EDUKACJI BIZNESOWEJ W N.M. sprawą drugoplanową są najlepsze produkty, czy najlepszy plan marketingowy – WAŻNY JEST SYSTEM EDUKACJI BIZNESOWEJ. TYLKO TAKI SYSTEM, KTÓRY UCZY PRAKTYCZNIE, jak z sukcesem postawić pierwszy, drugi i na54

stępny krok. Jak zwiększyć obrót, jak „zbudować” lidera, jak wyszkolić sprzedawcę, jak dobierać współpracowników, jak przedstawić produkt, ideę, jak sfinalizować transakcję. Spotkaliśmy wielu, którzy organizowali szkolenia dla swoich współpracowników i często wynajmowali psychologów. Niestety, często szkolenia te nic nie wnosiły, z wyjątkiem sporego zamieszania. Przygotowując szkolenia zawsze zadajemy sobie pytanie, jak dane szkolenie wpłynie na wzrost sprzedaży. Jakie praktyczne umiejętności da współpracownikom? Czy człowiek, który jest szkoleniowcem jest także praktykiem? W N.M., tak jak w tradycyjnym biznesie trzeba przemyśleć i zaplanować każdy krok. Przede wszystkim trzeba działać, by uzyskać określony wynik. Tym, którzy chcą go budować solidnie, możemy podpowiedzieć, że warto stosować się do pewnych prostych reguł. Sądzimy, że networkowcom znane jest słowo duplikacja. Naszym zdaniem o sukcesie lub porażce decyduje właśnie duplikacja, czyli powielenie pewnego wzorca. Nieważne, kim dzisiaj jesteś, jakie „zajmujesz stanowisko” w strukturze, jak duża jest Twoja struktura. Ważne jest, jak zrozumiesz i wykorzystasz potęgę duplikacji. Jeżeli chcesz mieć solidny biznes, naucz się tego, co konieczne, zastosuj to w praktyce i dopiero później nauczaj innych. Niestety, jeżeli sam czegoś nie chcesz się nauczyć i zastosować – nie licz na to, że Twoi współpracownicy zrobią to, czego im w praktyce nie pokazałeś. Jeżeli wiesz, że Twój biznes rośnie wtedy, kiedy jest większa sprzedaż, naucz się sprzedawać. Jeżeli wiesz, że Twój biznes będzie się rozwijał nieprzerwanie dzięki poleceniom, naucz się zdobywać polecenia. Jeżeli wiesz, że z potencjalnym klientem, współpracownikiem trzeba się umówić telefonicznie, naucz się telefonować, jeżeli stały klient jest gwarancją twoich zysków, naucz się o niego dbać. Jeżeli...itd. Zaczynając budować struktury, wprowadzaj tylko tych, którzy chcą się uczyć. Tych, którzy są gotowi do pełnego zaangażowania się. Tych, którzy przekonają Cię, że warto zainwestować w nich Twój czas. Nigdy nie obiecuj swoim partnerom pieniędzy i sukcesu za nic. Nie mów, że zrobisz wszystko za nich byleby tylko „weszli”. Chyba, że chcesz być niewolnikiem swojej struktury i zależy Ci na tym, aby mieć wokół siebie setki niezadowolonych współpracowników. Pomagaj tylko tym, którzy chcą się usamodzielnić. Zawsze mów prawdę o drodze, jaką trzeba przebyć, żeby osiągnąć trwały sukces. Pamiętaj, lepiej mieć w strukturze 100 profesjonalistów, którzy osiągają sukcesy, niż kilka tysięcy, którzy są „weseli” i czekają na Twoją pomoc. Network jest małym biznesem, który może przerodzić się w bardzo duży. Jednak duży i trwały sukces osiągniesz wtedy, kiedy zaczniesz działać profesjonalnie. Pamiętaj, że Twoje działania mają ogromy wpływ na wizerunek N.M. Wierzymy, że działania wielu liderów, działania pisma „Network magazyn” spowodują zmianę wizerunku branży w Polsce na bardziej pozytywny. Spowodują to, że marketing sieciowy będzie postrzegany jako biznes poważny, wiarygodny, uczciwy, etyczny i wysokodochodowy. Powinniśmy jednak cały czas mieć na uwadze fakt, że tak naprawdę to my wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wizerunek network marketingu. To właśnie my możemy ten wizerunek zmienić.

Autorzy tekstu są współwłaścicielami firmy EMG


W NASTĘPNYM NUMERZE: 1. Czym jest duplikacja w network marketingu? Ty decydujesz co duplikujesz 2. Prawdziwy networkowiec sprzedaje... Dwie strony medalu 3. Znajomośc branży network marketingowej wśród społeczeństwa polskiego 4. CZERWONY WĄTEK Rozmowa telefoniczna w network marketingu


Network Magazyn nr 2/2004  

Network Magazyn nr 2/2004

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you