Page 1

Nr 1/2010 cena 0 zł

Program

s. 2

Dni Nysy 2010

s. 16

Masz głos, masz wybór

s. 10

Co wolno w Jeseniku to nie tobie w Nysie

s. 12

Nasi z gwiazdami

R

oman

s. 6

DYJUR

Wywiad z księdzem

YN

P

l

.p com

a.

eri f n S i A w. PR ZA ww M ZA

SZ

A AN

TAL R O

1 


Kontakt z nami

NR 01/2010

STOWARZYSZENIE AD ASTRA w Nysie, ul. Wałowa 7, 48-300 Nysa, mail: adastra.nysa@gmail.com redaktor naczelny Tomasz Janik projekt graficzny wydania Michał Baraniewicz www.majkelstudio.pl druk Cmyk Maciej Kowalski

Prosimy o mailowe opinie i komentarze do zagadnień poruszanych w Inferii: adastra.nysa@gmail.com Najciekawsze wydrukujemy.

Nie stój z boku!

www.majkelstudio.pl majkelstudio@wp.pl

Janina Janik „Polityka nie jest czymś złym – samo nasze istnienie jest polityką”. Zostałam zaproszona na spotkanie, na którym poznałam Andżelikę Borys – odważną kobietę walczącą o prawa Polaków na Białorusi. Spotkanie dotyczyło działalności opolskiego Stowarzyszenia „Horyzonty”, które zajmuje się m.in. tworzeniem samorządów młodzieżowych. Wykreowało na przykład w niektórych miastach młodzieżowych prezydentów i burmistrzów, nawet całe młodzieżowe rady miejskie, które asystują władzom, wyrażają poglądy, w aktywny sposób kształtują opinię publiczną, organizują imprezy i happeningi. Celem takich młodzieżowych samorządów jest nie tylko wdrażanie młodego pokolenia w życie publiczne, lecz również uczenie, czym jest polityka, i walka ze stereotypem, że polityka jest zajęciem brudnym. Bo takie właśnie jest powszechne wyobrażenie – że niczego nie da się zmienić, że nie ma sensu być aktywnym, że najlepiej się w politykę nie wtrącać. Niedopuszczenie młodych do głosu sprawia, że spora ich część traci wiarę w możliwość realnego wpływu na życie publiczne, co implikuje w przyszłości obojętny stosunek do polityki i aktywnego życia społecznego.

2 

Przez wiele lat pracowałam z licealistami i myślę, że chociaż młodzież nie ma wiedzy i doświadczenia osób dojrzałych, to świetnie sobie radzi z rządzeniem, nawet w kontrowersyjnych sytuacjach. Młodzi mają bardziej rozwinięte poczucie sprawiedliwości i lepiej zachowują bezstronność w sądach. Patrząc na przebieg niektórych sesji rad miejskich, myślę, że niejeden dorosły rajca mógłby nauczyć się dobrych manier i zasad rzeczowej dyskusji od młodszych kolegów, gdyby tylko miał okazję. Poza tym taka współpraca oznacza również jawność decyzji na każdym szczeblu, a wierzę, że polityka jawna nie jest polityką brudną. Rozumienie decyzji władz

Andżelika Borys

przez szersze grono posłuży głębszej współpracy i wspólnemu dziełu budowania świadomego społeczeństwa. W naszym mieście życie polityczne ma szczególny wydźwięk, niezwykle trudno jest zachować neutralitet. Każdy z nas w jakiś sposób przyczynia się do tego, jak będzie wyglądała przyszłość naszego miasta i naszego kraju. Kupując w sklepie, wybierając bank czy czytając gazetę, jednocześnie wywieramy wpływ na te sklepy, banki i gazety. Nasza codzienność jest polityką, nasze decyzje w jakimś stopniu są polityczne. Jak powiedziała cytowana wyżej Andżelika Borys – nasze istnienie jest polityką. Sądzę, że uświadomienie sobie tego faktu pomoże wielu ludziom, tak jak pomogło mnie. Przez wiele lat wierzyłam, że mogę stać obok i nie uczestniczyć, bo się nie znam, nie chce mi się, nie potrafię. Wszyscy potrafimy, możemy i powinniśmy chcieć, bo to ma znaczenie. Polityka nie jest brudna, a polityków o brudnych rękach jest tylu samo co sklepikarzy, nauczycieli, księgowych... Chciałabym włączyć młodzież w aktywne życie społeczne – nie tylko w robienie imprez. Mamy już kilku liderów w Nysie i chwała im za to. Młodzież powinna decydować nie tylko o zespołach na WOŚP czy imprezie charytatywnej „Zatrzymajcie się ludzie na chwilę”, lecz powinna mieć swój udział w życiu politycznym miasta. W Nysie mamy nieźle rozwiniętą sieć medialną. Sądzę, że debata, wspólna dyskusja władz miejskich z młodzieżą byłaby ogromnym krokiem w kierunku rozwoju. Doświadczenia takich miast jak Opole, Racibórz czy Oława świadczą o tym jednoznacznie. Dlatego też obecnie pracujemy nad projektem do Fundacji Batorego i mamy nadzieję, że pierwsze debaty publiczne w NDK odbędą się już wkrótce, a Szanownych Czytelników prosimy o wypowiedzi.

Co to są „unijne” pieniądze i jak je pozyskać W Nysie ostatnimi czasy dosyć często mówi się o pieniądzach „unijnych”, bo ciekawe programy startowe uruchomił nyski PUP, coraz więcej też pojawia się firm oferujących usługi w zakresie pisania projektów, na które można pozyskać środki. Tak naprawdę w Nysie można na palcach jednej ręki zliczyć osoby, które piszą dobre wnioski (czyli takie, które pomyślnie przechodzą ocenę formalną, są rzeczowe, poprawnie złożone, zawierają też wszystkie załączniki, których liczba waha się od 2 do 17). Mowa o projektach konkursowych, a nie centralnych, w których są środki przeznaczone tylko np. dla urzędów pracy czy starostwa, czyli konkurencji nie ma.

Projekt

Nyski Dom Kultury składa kolejny projekt o dofinansowanie z funduszy unijnych – tym razem na warsztaty i wymianę doświadczeń w edukacji dorosłych. W wymianach wezmą udział instruktorzy NDK pracujący z dorosłymi. Projekt nosi tytuł Adults Learning through Creative Activities, czyli w skrócie ALCA. Partnerami są Włosi, Norwegowie, Estończycy, Hiszpanie i Turcy. Życzymy powodzenia!

Kurtyna

Prawie 1200 m tkaniny zakupił niedawno Nyski Dom Kultury. Przepiękny aksamit w kolorze wiśniowym posłuży jako nowe kurtyny na scenie teatru. Dyrektor NDK informuje, że nowe kurtyny zawisną jeszcze w lutym. Koszt ich jest niemały, bo prawie 45 tys. złotych, ale czas już był najwyższy na wymianę starych, którym w przyszłym roku stuknęłoby okrągłe 40 lat. Mamy nadzieję, że nie jest to koniec pozytywnych zmian w wystroju NDK.

3 


Jarosławna NR 01/2010

Pokaż mi swą garderobę ...a powiem Ci, kim jesteś

Zaczyna się już panika przedwyborcza, pojawiają się więc coraz to liczniejsze akcje medialne, mające na celu ukształtowanie pozytywnego wizerunku kolejnego lokalnego superpolityka. Snuje się masowe opowieści mające przekonać nas, czyli wyborców, o jego fantastycznych umiejętnościach oraz pragnieniu zbawienia świata, przynajmniej w tej części, w której akurat mieszka, czyli w naszym okręgu wyborczym. Kreuje się image człowieka silnego i myślącego (notabene widzę niejaki kryzys dotyczący ilości osób spełniających powyższe kryteria w naszym lokalnym społeczeństwie), a zapomina się o jednej niezwykle ważnej rzeczy - image tworzy nie tylko wnętrze, lecz też wygląd zewnętrzny. Mówiąc prościej – polityk powinien wyglądać. Czyli mowa będzie o ciuszkach. I owszem, będąc niewiastą niezwykle wrażliwą na potęgę kolorowych fatałaszków, może nieco przesadzam ze znaczeniem ubioru dla rozwoju kariery, lecz nie sposób zaprzeczyć, że do lamusa odeszła niedbałość o strój u osób publicznych. Coś, co było do przełknięcia dziesięć lat temu, teraz z pewnością już nie zostanie pominięte milczeniem. Pamiętam film

o Jolancie Kwaśniewskiej przed wyborami prezydenckimi, nagrany u niej w domu i mający ukazać ją w jak najlepszym świetle jako matkę i żonę. Krzątała się więc po kuchni, podawała obiad rodzinie – taka wzorcowa Polka, świetna kandydatka na pierwszą damę. Tylko że po kuchni pani Jolanta krzątała się w szpilkach, eleganckiej garsonce i fikuśnym kolorowym szalu, który musiała odrzucać do tyłu, aby wlać chochelkę rosołu. Oczywiście, potem jej się bardzo polepszyło z wizerunkiem i takie faux pas już się nie powtórzyło. Ale wracamy do tematu. Czołowi politycy polscy (większość to mężczyźni, oczywiście) od dawna prezentują świetnie skrojone garnitury od Armaniego czy Kenzo, a większość wygląda na stałych bywalców salonów piękności. I słusznie, bo elegancki wygląd jest „po europejsku”, a o to przecież chodzi – nie jesteśmy gorsi od reszty Europy i widać to w ubiorze naszych polityków. Kampania polityczna może nie jest do końca konkursem piękności, ale często ktoś jest wybierany dla wyglądu właśnie (pomyślmy nad sukcesem politycznym Silvio Berlusconiego czy Julii Tymoszenko). Dbałość o strój jest niezwykle ważna, a

oszczędzanie na kostiumiku można przypłacić przegraną w wyborach.

OKIEM FOTOGRAFA Michał Baraniewicz www.majkelstudio.pl

TULUZA

No cóż, tak jest w wielkim świecie, gdzieś tam, za górami i lasami, a już z pewnością poza granicami Księstwa Nyskiego, gdzie w małym świecie wielkiej lokalnej polityki nadal królują tureckie sweterki, plastikowa biżuteria i garnitury „z bazarku”, a sukienka z metką Armaniego czy roleks są tym, czym dla naszych mam była pralka automatyczna – dalekim i absolutnie niedostępnym dobrem. Dlatego tak, na zasadzie kontrastu, cieszą oko nieliczni, za to jakże eleganccy nyscy panowie lub jeszcze bardziej nieliczne dobrze ubrane panie. A że większość nysan od dawna polityką interesować się nie chce, to może się zdarzyć, że nie przynależność do partii czy opinia na temat sprzedaży rynku przesądzi o wynikach wyborczych niektórych kandydatów, tylko odprasowana koszula i elegancki krawat. Można uznać elegancki wygląd jako kryterium wyborcze za dowód na infantylność, ale cóż – skoro i tak niewiele wynika z politycznej paplaniny, to niech chociaż nasi włodarze dobrze się prezentują.

Piątym miastem Francji pod względem wielkości jest Tuluza, która należy do najważniejszych miejscowości w południowej części kraju. Tuluza po wiekach zastoju ponownie zaczyna się dynamicznie rozwijać. Nazywana jest powszechnie „Różowym miastem” od koloru niezwykle powszechnej tutaj cegły. Miasto to jest bardzo chętnie odwiedzane przez turystów, a jego atmosferę w dużej mierze kształtuje rzesza studentów skuszonych sławą ośrodka przemysłowego nowoczesnych technologii. Ulotny, niemal śródziemnomorski klimat Tuluzy najłatwiej jest odczuć przede wszystkim podczas zachodu słońca, kiedy barwa miasta zmienia się od różu, poprzez pomarańczowy i czerwień, aż po fiolet, urzekając tym nie tylko mieszkańców, ale także turystów. 4 

foto: M. Baraniewicz

5  foto: M. Baraniewicz


NR 01/2010

Wyśpiewać Boga

Wywiad z księdzem Romanem Dyjurem

Konrad Szcześniak

By służyć Bogu, porzucił swą wielką miłość. Ale ona szła za nim krok w krok, nawet gdy był w seminarium, nawet gdy obejmował kolejne parafie. W końcu uznał, że nie będzie przeszkadzała w pracy kapłana, a nawet ją urozmaici. Muzyka, bo o niej mowa, stała się łódką w żegludze ku Bogu. - Muzyka i wiara. Jasne – pieśni, gospel, oczy ku niebu. Ale rock? Rock to szaleństwo na scenie. Czy to nie podważa wiekami budowanej pozycji Kościoła jako organizacji śmiertelnie poważnej? Jakoś kłóci się z dotychczasowym wizerunkiem Kościoła... - R.D. – Nie tylko rock. Są nawet koncerty hardcore’owe, w których jedynymi słowami są słowa Pisma Świętego. Bez żadnych poprawek, notacji, tylko Pismo Święte. Czy to jest do pogodzenia? A pogowanie? Pogujący ludzie i przekaz ewangelii. Krzyki i Jezus w tle – stonowany, spokojny, szukający ciszy. Trudno na to odpowiedzieć autorytatywnie i stwierdzić „taka jest prawda w tym temacie”. Myślę, że trzeba cieszyć się, jeśli ktoś odnajduje drogę do Boga, ale trzeba również uważać, żeby cel nie uświęcał środków. Natomiast można stwierdzić, że koncerty niosą wiele dobra. O wiele więcej dobra niż zła. Bo złego wykluczyć nie można. Zdarza się, że ktoś przyjdzie z podbitym okiem, bo gdzieś tam w ferworze pogowania oberwał łokciem. Tomek Budzyński z zespołu Armia opowiadał, że jak zaśpiewał „Jezus” zamiast „Słońce ze wschodu”, opluto go, a na scenę poleciały różne przedmioty. Taka demonstracja wiary załodze, która przyszła na koncert, zupełnie się nie podobała. A potem ci sami ludzie na koncercie się modlili. Eksperymenty z wyrażaniem wiary trzeba robić ostrożnie. Diabeł tkwi w szczegółach. Muzyka jest środkiem przekazu. Sama nie, ale w połączeniu z treścią może mieć destruktywne skutki. Organizując taki koncert, nie chcę kogoś oszukać, że miał być rock, a jest muza chrześcijańska. Mówię wprost: Przyjdź, zobacz, w każdej chwili możesz wyjść. - Jak taki koncert wygląda, gdy się patrzy zza kulis? 6 

- Jako organizator muszę powiedzieć, że dobrze się czuję jako menadżer. Taka praca mnie nakręca. Choć z drugiej strony stoję znerwicowany i modlę się, by to się dobrze skończyło. Po koncercie jest ulga, że koniec, że serce wróciło z gardła na swoje miejsce. A potem natychmiast, jak bumerang, powraca myśl, że muszę zrobić coś większego, coś lepszego. No i pojawiają się coraz lepsi artyści. Był zespół New Life’em, TGD, Paweł Kukiz... - Organizacja koncertów pożera masę czasu. Czy nie odbywa się jakimś kosztem - obowiązków, zdrowia? - Odpowiedź jest jednoznaczna – duszpasterstwo. W tym przedsięwzięciu chodzi o duszpasterstwo. O to, by młodzi ludzie wyrastali na dobrych, kochających Boga, więc siłą rzeczy jest to dla mnie osobiście obowiązek, w który wkalkulowana jest „strata czasu czy zdrowia”. Są inne koncerty, jest NDK i wywiązuje się z organizacji imprez doskonale. Natomiast koncerty typu „Na zawsze młodzi” czy kwazimusicale, które angażowały ponad 100 osób, oprócz dobrej zabawy czy hobby-artyzmu zbliżają do Boga. Bardzo szybko przekonałem się, że jest miejsce na moje pasje w czasie posługi kapłańskiej. One potrafią pięknie, cudownie służyć temu celowi. Podkreślę, że nie organizuję tego sam. Gdzieś obok są ludzie, którzy okazują się znakomitymi muzykami. Jest pomysł, wydawałoby się nie do zrealizowania, i nagle ni stąd, ni zowąd pojawia się ktoś, kto jest świetnym perkusistą, skrzypkiem czy akordeonistą, i to robimy. Jest też oczywiście młodzież z Duszpasterstwa i dlatego to się kręci. - To nowoczesne, „młodzieżowe” podejście do problematyki kościelnej przynosi efekty, bo na widowni zasiada mnóstwo widzów. Ale jak ocenić nowatorskie propozycje Kościoła dotyczące wykorzystywania mediów w posłudze? Czy można się spowiadać przez Internet? Takie pogłoski zaczynają krążyć. - Spowiedź przez Internet, przez telefon – nie ma czegoś takiego. Nie istnieje coś ta-

kiego. Klasyczna spowiedź wymaga indywidualnej konfrontacji. Nie za pomocą mediów. To jest niemożliwe. To jest rzecz bardzo intymna, rzecz, która zamyka się pomiędzy Bogiem, kapłanem a wyznającym. Do tego dochodzi jeszcze kwestia mediów, które mogą być inwigilowane. A gdzie tajemnica spowiedzi? Myślę, że nigdy nie będzie na to zgody. - W dodatku samo przyjście, samo stanie to też jest element pokuty. - Bardzo słusznie. Natomiast jest kwestia sytuacji nadzwyczajnych – bezpośrednie zagrożenie życia. Kapłan jest w stanie udzielić tzw. absolucji generalnej – rozgrzeszenia bez wyznania grzechów, nawet warunkowo, w przypadku kiedy nie ma pewności co do chęci korzystania z dobrodziejstwa sakramentu albo co do wyznania w przypadku kogoś nieprzytomnego. Ale podkreślam – tylko w skrajnych, wyjątkowych wypadkach. - ...a komunia udzielana przez osoby świeckie, przez nieksięży? To może irytować. Np. komunia udzielana przez mojego kolegę z dzieciństwa, z którym się wychowałem na jednym podwórku. Nie mówię, że to zły człowiek, tylko że kłóci się to jakoś z moim poglądem na świętość w rękach osoby świeckiej. Czemu Kościół to zaaprobował? - To jest wynikiem soboru watykańskiego II, który bardzo mocno zmienił kierunek myślenia Kościoła, otwierając się na posługę ludzi świeckich. Sobory to mocna prośba do Ducha Świętego o odpowiedź na pytanie, co robić i jak adaptować życie wiary do nowych czasów, zgodnie z wolą Boga. W wielu parafiach przechodziło to opornie. Spotykaliśmy się z zupełną biernością albo buntem. Wierni ostentacyjnie przechodzili przed samym szafarzem świeckim do księdza. Nie mogli się pogodzić.

ter posługi. Zasadniczym celem szafarza świeckiego jest zanoszenie Najświętszego Sakramentu osobom chorym, ponadto pomoc w przebiegu liturgii świątecznych. Komunia po prostu trwa krócej. A ksiądz też jest człowiekiem. Też go można zobaczyć zdenerwowanego. Coś mu nie wyszło, uderzył pięścią w stół. Zresztą działalność szafarza świeckiego musi być odnawiana co roku, by wykluczyć nieprawidłowości. To nie certyfikat na całe życie. Jest w tym wszystkim jakiś sens, ta Boża iskierka. - Nie dziwię się niechętnej reakcji wiernych, bo sam tak zareagowałem. To jak kolejny pośrednik między mną a Bogiem. Wierni najchętniej rozmawialiby z samym Panem Bogiem bezpośrednio. Ponieważ to niemożliwe, no to jest ksiądz, jest biskup, ale pośrednik świecki? To Kościół, a nie jakaś organizacja pożytku społecznego. To jak odzieranie z sacrum. - Ale to o tyle dobra sytuacja, że nie trzeba z usługi tego człowieka korzystać. To nie kolejny stopień pośrednictwa, tylko ktoś, kto stoi z boku. Jakbym za rękę trzymał kogoś, kto mi pomaga, ale nie w linii prostej. W linii prostej jestem ja i ten człowiek. Wiele rzeczy przechodziło swój chrzest. Np. sprawa kaplic przedpogrzebowych. Ludzie reagowali na to wręcz demonicznie. Kto to pomyślał, by ciało zmarłego trzymać w jakiejś kaplicy. Teraz to normalne, a jeszcze 20 lat temu zmarły po prostu do pogrzebu pozostawał w domu. Ludzie z oburzeniem mi mówili: „Nigdy nie zrobię czegoś takiego, bym bliskiego oddał do jakiejś kaplicy!”. Wielka, wielka rewolucja, a dziś już takich głosów nie ma. Niejednokrotnie ci, którzy tak mówili, korzystali z dobrodziejstwa takiej kaplicy. Przekonali się, że to jest rzecz dobra. Wierzę, że tak samo już jest z szafarzami świeckimi.

- To wygląda jak dramatyczny brak księży. - Tak to może wyglądać, choć to nie jest nic w stylu łatania dziur, ale inny charak7  foto: M. Baraniewicz


NR 01/2010

Zapewne wielu z nas pamięta czasy, gdy przez pomyłkę wchodząc do sąsiada, siadało się na „swojej” kanapie, nie zauważając różnicy. Dopiero obecność innych domowników dawała do myślenia, że się pomyliło piętra. Wystrój wszystkich mieszkań był identyczny, bo i oferowane na rynku meblościanki, szafołóżka czy stoliki były identyczne, tak jak ich rozkład, wymuszony ciasnotą M-3. Na szczęście czasy się zmieniły. Dziś już można przebierać w meblach jak w ulęgałkach. Są nowe, stare i stylizowane na stare. Ten artykuł jest kierowany do miłośni-

zionej na strychu u dziadka. Jest piękna, i tacy, który traktują stare meble jako lobo piękna, i piękna, bo znaleziona własnokatę kapitału. Nie bez powodu, gdyż przy ręcznie. I zaczyna się pasja. Stopniowo dzisiejszych cenach specjaliści jednogłozbiera się coraz większe rzeczy. Pragnieśnie zalecają inwestowanie w nie. Inwenie kolekcjonowania staje się przemożne. stycja pewna i korzystna, tyle że dla praNa strychu wnuków. Dla Co najmniej 80% mebli stylowych pochodzi z importu. Gdyby nie on nie ma już nas wrażenasz rynek pewnie by nie istniał. nic poza roznia estetyczpadającymi się krzesłami, więc one idą do ne i przyjemność posiadania czegoś orygiwyceny. Znalazca owego skarbu przynosi nalnego. Jednak zdecydowana większość je do renowacji, kładzie na stole, a korniki kupuje meble, bo została trafioną strzałą uciekają tabunami w każdą stronę. Ale on drewnianego Amora – z zamiłowania. Nie już żyje tym krzesłem. Konstrukcja się lema dla nich najmniejszego znaczenia, ile dwo trzyma, wszystko odpada, ale to jest będą kosztowały za 30 lat. to. Perła w kolekcji. Prawie jak u Czartoryskich. Prawdziwy zbieracz starych mebli wchodzi do sklepu z antykami i czuje się jak głodny w piekarni. Sofy, kabinety, praski, żardiniery, berżery, etażerki, gerydony, pudrezy, kasapanki, bankietki, romansjery, klękosiady, szezlongi, markizy, nerki, otomany. Drewniane, metalowe, inkrustowane, lazurowane, rzeźbione, toczone Meble mogą wyrażać upodobania. Pokaż czy wyplatane. Wyszukane gdzieś w Eumi swe meble, a powiem ci, kim jesteś. Nie ropie i sprowadzone, by cieszyć oko. Unityle ja, co Daria Witko – właścicielka sklekaty i repliki, po renowacji czy tknięte jedypu z meblami stylowymi. nie upływającym czasem zaspokajają każ- Historia z meblami, tak jak z ludźmi, dą pasję. obeszła się bardzo brutalnie. Napływowa Dzięki antykom czy ich replikom unikamy globalizacji. Mamy coś innego, niż w skleludność po 1945 roku pie. Tych, którzy chcą mieć inaczej niż u niszczyła wszystko, sąsiada, jest coraz więcej. Kiedyś było najco niemieckie. Meble więcej amatorów oryginalnych ludwików w pierwszej kolejno(początek XIX w.), potem eklektyków (2. ści. Sami pozbyliśmy połowa XIX w.). Dziś modna jest secesja, się tych rzeczy, któczyli meble z początków XX w. Niezmienre ocalały z pożogi nie w cenie są meble gdańskie. Choć przywojennej. A nierzadciężkie i monumentalne, są jedyne i nieko nawet dla ówczepowtarzalne. Dlatego od zawsze tak warsnych Niemców były tościowe. A jeszcze gdy w zestawie, z zeto już antyki. Dziś nagarem, z krzesłami, są prawie bezcenne. prawdę starych meBo gdy np. producentów takich niemiecbli jest bardzo mało. kich prostych kredensów eklektycznych na To sprawia, że osiąrynku było kilkuset, to producentów mebli gają zawrotne ceny gdańskich kilku. Właściwie jedna manu– mówi pani Daria. faktura, która produkowała w tamtych czaZ antykami był kłosach. I były robione tylko i wyłącznie na pot. Jak się wchodzizamówienie. Tylko dla bogatych domów. ło w ich posiadanie, Ustawiała się kolejka. A dziś jest jeszcze trzeba to było zgłowiększa, gdyż te antyki to prawdziwy rasić państwu. Taki był rytas. To znaczy meble gdańskie są proprzymus. I państwo dukowane dalej, ale nijak się mają do tych albo brało, albo nie. dawnych. Porównanie jest bezwzględne. To znaczy „kupowaDzisiejsi producenci mają nowoczesne ło”, ale tak to się tylko maszyny, wielu podwykonawców, wydanazywało. Jak się nie ją piękne katalogi... tylko takich mebli nie wykazało pochodzepotrafią zrobić. Po trosze to klient ich wynia, to jeszcze możchował, kupując wszystko, co tylko w nana było za to posiezwie ma „meble gdańskie”. Tylko że uroda dzieć. Ludzie woleli mebli współczesnych nie jest urodą mebli porzucić mebel i nie dawnych. mieć z nim nic wspólPomiędzy antykami a dzisiejszą masównego. Takie były czaką była dziura. Załataniem jej zajęło się sy. grono producentów, którzy robią piękne Zwykle zbieranie stylizowane meble. Ale nie u nas. U nas nie zaczyna się od jama takich fachowców. Nie robią np. śliczkiejś małej, przypadnych intarsji. To misterna praca. Potrafiono kowej rzeczy znale-

Meble stylowe Konrad Szcześniak

ków tych dwu ostatnich. Kupujemy stare, stylowe meble, szukając piękna i oryginalności. Chcemy, by znajomi wzdychali i pytali o ich pochodzenie. Można się wtedy wykazać znajomością historii... lub darem opowiadania bajek. Są

foto: Daria Witko 8 

to 200 lat temu, a teraz nie. A raczej teraz kata, w ogóle się nie namyślają. Kolekcjosię nie chce, więc meble tego rodzaju to nują po to, by poszerzać swe horyzonty, a zwykle dzienie żeby wyCiekawą własnością starych mebli są zmyślne skrytki. Szuflady ła zagranicz- mają podwójne dna. Pomiędzy nimi można ukryć papiery, pienią- dać w tajemne, sprowa- dze. Czasem za szufladą znajduje się... szuflada. Schowana głę- nicy przed dzone. boko jest zupełnie niewidoczna. Inną odmianą tego patentu jest żoną zaoszmniejsza szuflada ukryta w większej, zewnętrznej. Szafy mają nad- c z ę d z o n e Kupujemy budowaną koronę. Jest to zwieńczenie mebla, które miewa w środ- zaskórniaki. na trzy spo- ku wydrążoną skrytkę, i w niej chowa się drobne skarby. Kredens Samemu kusoby: za- może mieć dystans w szufladach, tak, że szuflady nie wypełniają powaniu tostanawiamy otworu całkowicie. I w tym dystansie często ukrywa się kosztowno- w a r z y s z y się, gdzie to ści. Warto sprawdzić, czy w Państwa kredensie jakaś szuflada nie poznawanie chodzi źle i dlaczego. będzie paepoki, posować, dobieramy i przestawiamy w mychodzenia mebla, obcowanie ze światem, ślach. Mebel może się nawet nie podobać, który już odszedł, a jest im bliski. ale dopasowujemy, bo mamy taki kredens, Na nyskich strychach można dziś znaleźć bo chcemy się pokazać, bo to jest w domeble eklektyczne. Przy odrobinie szczębrym guście. ścia może się także trafić biedermeier (meDrugą grubel z okrepę stano- Mówi Daria Witko: - Kupiłam kiedyś kredens. Po pewnym czasie su przedewią ci, którzy sprzedawca zadzwonił do mnie, pytając, czy jeszcze go mam. Oka- klektycznenie chcą an- zało się, że miał podwójne dno i krył papiery wartościowe. go – chaInnym razem kupiłam kominkowy zegar. Nie chodził i sprzedali mi tyków, tylko rakteryzuje go jako zepsuty. Nie sprzedaję niechodzących zegarów, więc mąż chcą pięknie rozebrał go i sprawdził. Okazało się, że mechanizm był zablokowa- się grubym mieszkać, i ny złotymi pierścionkami i medalionami. Najprawdopodobniej ktoś f o r n i r e m , oni szuka- sobie zrobił schowek i umarł. bo wszystją najładniejko wówczas szych replik, czyli mebli stylizowanych, było robione ręcznie, nie znano odpowiedwykonanych współcześnie, ale nawiązująnich maszyn). Wśród najdroższych rzeczy, cych w każdym calu do antyków. Trzecia jakie wciąż „czekają na odkrycie”, są prawgrupa to kolekcjonerzy. Jak zobaczą unidziwe meble barokowe, skrzynie z tamte-

go okresu. Barokowa szafa sieniowa z 1770 roku kosztuje przed renowacją ok. 55 tys. zł. Dla takich rarytasów warto przetrzebić strych dziadka. Stylowe meble cieszą oko i dają ogromną satysfakcję. A wady? Cóż, imprezy trzeba robić ostrożniej...

foto: Daria Witko

foto: Daria Witko 9 


NR 01/2010

Scena pogrążona w nastrojowym półmroku, poniżej długie rzędy krzeseł, na których gęsto siedzą widzowie. Jak okiem sięgnąć, od lewej do prawej, same kobiety. Konrad Szcześniak

Striptiz. Prosty niczym oddychanie. Pokaz taneczny, którego celem jest wzbudzenie emocji erotycznych. W pruderyjnej Polsce pełen także innych emocji. Przekraczania tabu moralno-kulturowego. Smakowania owocu zakazanego. Niczym szpitalne elektrowstrząsy pobudzający do życia zastępy protestujących dewot, trwających na co dzień w naftalinowej hibernacji. Tymczasem tuż za granicą, w pobliskim Jeseniku takie pokazy to standard. Na pytanie, czy to moralne, Czesi robią taaakie oczy. Czyżby naród upadły?

Ladies Party

W czasie pokazu kilkusetmiejscowa sala Jesenickiego Centrum Kultury wypełnia się całkowicie. A przecież to miasteczko mniejsze niż Głuchołazy. Tuż przed rozpoczęciem zmierzają tu i wyfiokowane królowe jesenickiej dyskoteki, i stateczne matrony, pognawszy uprzednio swych czeskich mężów do którejś z licznych gospód. Żaden z panów nie ma wstępu do JCK, bo to striptiz męski. – Zdarza się, że wchodzą np. geje. Nam to nie przeszkadza, ale paniom przeszkadza obecność widzów mężczyzn na sali. Mężczyźni musieliby siedzieć tak, by ich panie nie widziały, bo inaczej nie potrafią się wyluzować i patrzą na pokaz jak na obraz. Gdy nie ma mężczyzn, szaleją – mówi „Inferii” jeden ze striptizerów czeskiej grupy Rangers w przerwie występu. Cóż za dyskryminacja! Jak powiedział Fryderyk Nietzsche: „Nie ma żadnych zjawisk moralnych – istnieje tylko moralna interpretacja zjawisk”. Interpretujemy takie zjawisko jak striptiz jako niemoralne na podstawie nakazów płynących z religii, mediów, książek. Jak bardzo jesteśmy przywiązani do norm kulturowych, widać chociażby wtedy, gdy się chce wytłumaczyć niemoralność ukazywania nagiego ciała Papuasowi. Mission impossible. I choć podobno „wszystkie chłopy są takie same” (i o wszystkich babach też by się znalazło jakieś uogólnienie), to jednak Czesi podchodzą do tematu zupełnie inaczej – naturalnie i bez emocji negatywnych. Specjalne podziękowania dla Justyny i Kamili za obiektywną pomoc w ocenie występu.

10 

Chłop, jaki jest, każdy widzi

Kobieta chce nie tylko zrzucenia ciuchów z ładnego ciała. Chce otoczki, atmosfery, dopieszczania i rozbudzania marzeń. Panowie z ekipy obiecują, że za 150 koron od głowy (ok. 25 zł) wszystko to zapewnią. I rzeczywiście – 4 zgrabnych, wysportowanych mężczyzn tańczy i pręży muskuły. Opalone ciała, ruchy pantery, ale przede wszystkim dobre podejście do kobiet. Dla pobudzenia marzeń występują w różnych wdziankach, które stopniowo z nich spadają. Najpierw w marynarskich (na sali westchnienia). Przystojny kapitan w galowym białym mundurze to jak książę na białym koniu. Może zabierze w rejs dookoła świata? Zapewne gorący „Italiano” z gitarą (drugie wyjście) też da się lubić. Amanci w czarnych skórach (trzecie) też wywołują poruszenie, uśmiechy i machanie rękami. W końcu wychodzą do pań Tarzany. Pradawna siła i dzikość, wypielęgnowana w gabinecie kosmetycznym. Kobiety skaczą i wznoszą czeskie okrzyki. Czyżby to Tarzan był ucieleśnieniem najskrytszych kobiecych marzeń? Dziwne, ale sądząc po natężeniu pisków, jest nim... robotnik budowlany. To jeszcze jedno z przebrań. Ono również ląduje na ziemi. Panowie schodzą ze sceny prosto w tłum. Tę obejmą, tamtej usiądą na kolanach. Pozwalają się obmacywać. Kobiety robią to delikatnie, ale metodycznie. Zaglądają tu i tam. Wygląda to coś jak kupowanie konia na targu, ale obu stronom się podoba. Wiadomo – artysta łaknie uznania tłumu. W przeciwnym razie więdnie.

co najwyżej dla koleżanki mamy. Chłopaki z grupy Rangers jeżdżą po całych Czechach i Słowacji, a na Dzień Kobiet będą w Polsce. Świetnie rozumieją kobiety i zarzekają się, że nie są gejami („homoseksualiści znakomicie nawiązują kontakt z dziewczynami, ale my staramy się dawać jeszcze szczere uczucia. Jak gej lubi mężczyzn, niech tańczy dla mężczyzn”). W domach czekają na nich dziewczyny, żony. To zwykle striptizerki. Inne byłyby zazdrosne. Są odważni. Nie widać po nich krzty lęku, choć tłum krzyczących kobiet mógłby niejednego onieśmielić. – Trema mija bardzo szybko, po 2-3 występach. Wiemy, czego chcą kobiety i im to dajemy. Kobiety zwykle nie przekraczają pewnej granicy, choć najbliżej niej są... Polki. Choć to taki pobożny kraj, na występach są najbardziej niewyżyte. Potrafią nawet zrywać majtki. Zdarzają się także niemoralne propozycje, ale to raczej na wieczorach panieńskich, na których też występujemy. Nie zdarzają się za to groźby ich partnerów. Widocznie panowie przymykają oko na jeden szalony wieczór raz w życiu – mówią striptizerzy.

Dusza striptizera

Kobiety zachowują się różnie. Czasem koleżanki na ostatni dzień wolności zapraszają tancerza dla pani bardzo żywiołowej, a ta siedzi sztywno przez cały pokaz i nawet go nie dotknie. Zdarzają się też panie w życiu ciche i lękliwe, które na wieczorze panieńskim rozpinają zatrzaski spodni zębami. Być striptizerem, nie oznacza: „zapraszać do alkowy rozwódki, panny, wdowy”. Głównie jest to przebywanie na siłowniach i we wszelkiego rodzaju upiększalniach. Bez tego można występować 11 


NR 01/2010

Co obraża katolika Jarosławna

Bardzo rzadko czytam prasę, z braku czasu, stąd też jak już natrafię na ciekawy artykuł, to żyję jego treścią przez jakiś czas i jak pyton powoli trawię zawartość. Czytam ostatnio o obrażaniu uczuć religijnych przez artystów, o konsekwencjach prawnych (m.in. Nergal z zespołu Behemoth prawdopodobnie ponownie stanie przed sądem za podarcie Biblii na scenie) i o tym, że w Irlandii wprowadzono nowe prawo, w myśl którego można zapłacić nawet 25 tys. euro kary za bluźnierstwo. Hm, Irlandia to jest w ogóle ciekawy kraj pod względem wpływów kościoła katolickiego. Bo to właśnie kościół w tym kraju zawsze miał ogromne wpływy i nie zawsze miało to skutki zbawienne dla społeczeństwa. Sytuacja kobiet w Irlandii jeszcze do niedawna była tragiczna właśnie za sprawą wpływów kościoła, bo to właśnie kościół katolicki wprowadził i do 1996 roku utrzymywał tzw. Magdalene Asylums lub „loundries”, czyli więzienia dla kobiet prowadzone przez siostry magdalenki (odsyłam do słynnego filmu „St. Magdalen’s Sisters”, który w Polsce jakoś pominięto milczeniem). Do takich więzień na dożywocie bez sądu i wyroku, jedynie na podstawie opinii miejscowego księdza trafiały grzesznice, czyli dziewczyny mające nieślubne dzieci, zgwałcone, „upadłe dusze”, a nawet zdarzało się, że dziewczyna trafiała do takiego zakładu na zawsze, bo była zwyczajnie ładna. Łącznie znalazło się tam ok. 30 tys. kobiet. I działo się tak nie w żadnych zamierzchłych czasach, stąd nic dziwnego, że od roku 2002 (kiedy też przy okazji zalegalizowano w Irlandii rozwody - powszechnym głosowaniem z wynikiem 49% do 51%), młodzież irlandzka do kościoła się nie garnie. Zresztą loundries nie upadły dlatego, że ktoś się zaczął przejmować losem więźniarek, tylko dlatego, że ciężka praca dziewczyn miała przynosić siostrom zyski, a tu taki peszek, w latach 90. pojawiły się pralki i zastąpiły pracę ręczną. Ponadto w 2002 roku Komisja 12 

do spraw Przemocy Wobec Dzieci (Commision to Inquire into Child Abuse) opublikowała sprawozdanie liczące sobie 2 tys. stron (!) o nadużyciach, w tym też seksualnych, i regularnej przemocy w ośrodkach prowadzonych przez kościół. Myślę, że wystarczy, i twierdzę, że dużo bardziej obrażają mnie te fakty, niż to, że na scenie podczas koncertu heavymetalowego piosenkarz potargał Biblię. Nie było to oczywiście ani rozumne, ani eleganckie, ale takich rzeczy nie wymaga się od muzyka heavymetalowego, bo przecież nikt nie jest w stanie zrozumieć o czym, a nawet w jakim języku śpiewa lider Behemotha. O wiele bardziej moje uczucia rani myśl, że w imię Boże dokonywano takich bezeceństw i nikt tych praktyk, oprócz pisarzy i filmowców, tak naprawdę nie potępił. Myślę, że prawdziwe zło nie ujawnia się poprzez skórzane ciuszki z ćwiekami – to jest taka zabawa, odreagowywanie, image, ale nie osobowość. „Metalowcy” są najbardziej spokojną i wyciszoną subkulturą, jaką znam. Jeżeli ktoś podpisuje kontrakty na występy Behemotha, a następnie setki tysięcy ludzi kupują bilety na te koncerty, to im to nie przeszkadza, bo świetnie wiedzą, czego się można spodziewać. Prawdziwe zło czai się w obłudzie i przystrajaniu swojej własnej ciemnoty w szaty gorliwego wyznawcy religii. Połączenie krzyża i golizny w reklamach czy nowoczesnych dziełach sztuki jest tandetnym chwytem, który ma na celu przyciągnięcie

PAPU G 3

Niezwykle się ucieszył. To nic, że kilkakrotnie większe, w jego skali ogromne niczym stodoła, instynktownie zabrał się za wysiadywanie. To znaczy spróbował, bo nijak nie mógł zadka umieścić na szczycie. Podrygiwał śmiesznie na przykrótkich łapkach, po czym zsuwał po śliskiej skorupie. W końcu wykombinował, że wdrapie się po prętach klatki i wykona rozkraczny skok z góry. Wyszedł potrójny Axel zakończony lądowaniem na zadku. Nóżki śmiesznie zadyndały mu po obu stronach skorupki, a twarz wykrzywiła niewidziana od dawna błogość.

Konrad Szcześniak

uwagi widzów, nawet tych zbulwersowanych. Jeżeli artystka przedstawia ukrzyżowane genitalia, świadczy to jedynie o bardzo marnym poziomie artystycznym, jej własnej mizerocie. Nie obraża to moich uczuć religijnych, tylko wywołuje smutną myśl, że tak ubogie „dzieło” ktoś wpuścił na wystawę. W Internecie można usłyszeć dowcip opowiedziany przez uwielbianą przez Pudelki i inne tego typu media Katarzynę Szczukę o pedofilu i dzieciątku Jezus (po prostu ta pani jest niemądra, a nikt jej tego nie powiedział). Słuchanie tego jest dla mnie obraźliwe, bo sugeruje, że ktoś uznał mnie za takiego samego głąba, jakim jest sam. Jak ktoś nie ma ani wiedzy, ani wyglądu, to musi jakoś zaistnieć, więc albo ubiera się jak Lady Gaga, albo ogłasza się homoseksualistą, albo opowiada sprośne dowcipy o tematyce religijnej. To bardzo obraża moje uczucia, lecz nie religijne tylko estetyczne.

Trwał w tej niewdzięcznej pozycji przez czas jakiś, aż w końcu jajo pękło i wygramolił się zeń kurczak. Nastąpiła zwyczajowa w takich chwilach u każdego rodzica próba wyszukiwania podobieństw. Jakieś tam widać znalazł, bo konsternacja trwała ledwie chwilę. Papug młodemu przyturlał chrupkę, ale łakomstwo zwyciężyło i sam ją zeżarł.

foto: Forum papuzie W poprzednich odcinkach:

W wyniku niezrozumiałego impulsu kupiłem sympatycznego samczyka papużki nimfy. W domu się okazało, że to wściekła jak kobra, siekająca wokół szpilami spojrzeń sycząca puchata kulka z wielką paszczą. Przy pierwszej okazji czmychnęła za szafę i tyle ją widzieliśmy. Tylko od czasu do czasu wybiegała z królestwa płyt paździerzowych, porywała z kuchni buraka i znów nikła w zaszafiu. W końcu, przekupiona kluską, zgodziła się zamieszkać w klatce, gdzie wybudowała wiekopomne gniazdo – budowlę reprezentacyjną, precyzyjnie stworzoną ze śmieci geniuszem intelektu i kostropatego pazura. Mnie czas zajmowało obserwowanie papuga, jemu zaś dokumentne i metodyczne przerabianie drewnianego na wióry, bawełnianego na strzępy, plastikowego na pył. Uwielbiał to oraz oglądanie skoków narciarskich w TV. Szczególnie się cieszył, gdy komentator nazywał je „lotami”. Aż się zanosił rechotem, radośnie padał na plecy i skrzydłem zasłaniał oczy. I nagle, ni z tego, ni z owego urodził jajo. Jedno, białe, małe, niepozorne jajo. Byliśmy tym faktem zszokowani. On też. Patrzył ze zdziwieniem i zachwytem na swoje dzieło, przytknął ucho, przeturlał po klatce, poczęstował chrupką. W końcu instynkt zwyciężył. Zadarłszy kuper, umościł się na jaju i zamarł. Czas przestał dlań istnieć. Ojcierzyństwo to w życiu każdego papuga okres szczególny. Okres dostojnego wysiadywania i szalonej agresji, gdy ktokolwiek podejdzie za blisko. A dla mojego papuga „za blisko” oznaczało „w promieniu widzenia”. Straszył więc, biegnąc i sycząc

z rozpostartymi skrzydłami, wszystko, co żywe. Potem zipiąc, z wywalonym jęzorem wracał na jajo. Niestety jego wysiadywanie nie miało szans powodzenia. Jaja zniesione bez „pomocy” partnera są puste. Samotne papugi wysiadują je, zapominając o jedzeniu, aż do śmierci głodowej. Nie mogłem do tego dopuścić. Poświęciłem babcię, zapraszając do pokoju. Gdy wściekły ją napadł, wykradłem jajo z klatki i zutylizowałem specjalnie do tego przystosowanym kapciem. Po powrocie do domku dostał furii. Urwał huśtawkę, wyrzucił dzwoneczek, którego i tak nie cierpiał, złapał za druciane drzwiczki i zatrzasnął się od wewnątrz. A potem założył łapę na łapę i pogrążył w medytacjach. Osowiał, a raczej opapuział, gdyż nie było już nic do przewrócenia. Postanowiłem go obłaskawić podarkami. W związku z tym w pobliskim przedszkolu nabyłem drogą kradzieży piękną drewnianą drabinkę i nocą, gdy spał, wstawiłem do klatki. Otworzył oko jak zwykle, razem z pierwszym promieniem rozświerczonego poranka. Natychmiast wzdrygnął się w świętym oburzeniu i sycząc pognał ku niej, wyrwał, wytaszczył z domku i zrzucił w przepaść stołu, wnikliwie patrząc, jak spada i sprawdzając, czy nie powróci, po czym ponownie zatrzasnął się w klatce. I tak tkwił w bezruchu, nie dając się wywabić nawet babcią. Jego wzrok zdawał się mówić: „Tylko mi wstaw drabinkę, no wstaw, potworze, a przez resztę życia będziesz wycierał nos protezą”. Na takie dictum nie można nic poradzić. Wywiesiłem białą flagę i oddałem mu jajo. Kurze.

Nie był szczególnie dobrą matką, jednak uznał, że zdobycie kurczakowi pożywienia będzie miłym akcentem. Skierował się więc do ulubionej jadłodajni – kosza na śmieci. Wszedł do kuchni, jak do siebie, pewnym krokiem i od drzwi skierował się prosto do szafki. Otworzył pazurem i zamarł. Przy obierce siedziała mrówka. Przy jego obierce! Gadzina rozsierdziła go tym okrutnie i ruszył do walki o eldorado. Znaczy zasyczał, groźnie popatrzył i nastroszył skrzydła odwrócony tyłem. Czemu tyłem? Dla pewności, gdyby sześcionożny potwór okazał się wyjątkowo potworny i zechciał kontratakować. Ponieważ minuty mijały, skrzydła cierpły, a strażniczka skarbca nie miała ochoty wyłazić zza obierki, papug, broniąc resztek godności, zamaszyście drapnął łapą podłogę, jakby chciał wykopać stację metra, ostentacyjnie zapaskudził kuchnię odchodami oraz jakąś dziwną żółtawą cieczą o słonawym smaku i dumnie poszedł do mnie na skargę. Nie powiem, spełniałem wszystkie kulinarne zachcianki tej pary (makaroniki, by wyglądały jak dżdżownice, płateczki na mleku muszą troszkę chrupać, mleczko nie za ciepłe, pestki z dyni nie, chyba że obłupane, codziennie nowa prasa na dnie budy i koniecznie ze zdjęciami kolorowych ptaszków), więc szybko klatka okazała się za mała. Coraz trudniej było papugowi po spacerach z kurczakiem wepchnąć się znów do domku. Czuł, że nie zgodzę się na koguta w pokoju, a już bez niego nie wyobrażał sobie życia. Skończyło się tak, jak zawsze w naturze się kończy w takich sytuacjach. Popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy, otworzyłem drzwi, uronił pożegnalną łzę i trzymając się z kurczakiem za skrzydła odeszli ku zachodzącemu słońcu. 13 


W tej części Inferii odpowiadamy na największe zagadki ludzkości NR 01/2010

Dziś na pytanie:

NASI Z GWIAZDAMI Na gali Trytona jako gwiazda wieczoru wystąpiła Krystyna Prońko z towarzyszeniem big-bandu pod kierownictwem Mirosława Kaszuby, a także z 18-osobowa grupą wokalną z Nyskiego Studia Piosenki pod kierownictwem znanego muzyka, instruktora NDK Dariusza Orłowskiego (Psalm dla stojących w kolejce). W programie koncertu znalazły się największe przeboje z repertuaru Krystyny Prońko w bigbandowej aranżacji, m.in. Jana Ptaszyna Wróblewskiego, Zygmunta Kukli, Janusza Komana oraz nyskiego kompozytora Marcina Feliksa Miłkowskiego, który, jak widać, pisze dla wielu artystów ze znanymi nazwiskami. To kolejny miły akcent lokalny. Wideorelacje z koncertu do obejrzenia na www.ndk.nysa.pl Grupa wokalna Nyskiego Studia Piosenki wystąpiła w składzie: Bartłomiej Broniewski, Jolanta Gądek, Justyna Orłowska, Iza-

bela Szelwach, Justyna Kendik, Katarzyna Jamińska, Adrianna Urban, Adam Hankus, Artur Machura, Kinga Fujarczuk, Katarzyna Golonka, Małgorzata Marfiany, Justyna Surma, Martyna Czeczil, Adrianna Mołocznik, Żaneta Wójcik, Katarzyna Juralewicz, Marcin Tomal. Dariusz Orłowski - instruktor muzyczny w Nyskim Domu Kultury. Współpracował m.in. z Magdą Femme, Grzegorzem Wilkiem, Elżbietą Zapendowską, Karoliną Szarubką, Jarosławem Wasikiem, Zbigniewem Krebsem, grupą News (z Kubą Kęsym). Występował w programach telewizyjnych, m.in. Bar (Polsat), Kawa czy herbata (TVP1), Serce masz tylko jedno (TVP2). Marcin Feliks Miłkowski - nysanin, magister sztuki, kompozytor i aranżer, absolwent kierunku kompozycja i aranżacja Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Aka-

demii Muzycznej w Katowicach. Autor m.in. miniatur symfonicznych Nysa oraz Deus ex Machina, współpracował z Tomaszem Stańką, Stachurskym, Zbigniewem Wodeckim, Krystyną Prońko, Ewą Bem, Stanisławem Fiałkowskim (Big Warsaw Band), Orkiestrą Kameralną AUKSO Marka Mosia, Filharmonią Zielonogórską, Opolską i Zabrzańską. Przed koncertem, podczas samej gali Trytona ponownie mieliśmy okazję posłuchać artystycznie uzdolnionej młodzieży, tym razem jako solistów z towarzyszeniem big-bandu. Występowali: Bartłomiej Broniewski, Justyna Orłowska, Żaneta Wójcik, Katarzyna Golonka, Justyna Kendik, Artur Machura, Marcin Tomal i Małgorzata Marfiany. Młodzi artyści wykonali piosenki polskie, te starsze i młodsze, w bigbandowych aranżacjach, z czym znakomicie sobie poradzili.

C.G.

Jarosławna

Raczej nie, aczkolwiek sądzę, że każda kobieta ma do tego prawo. Nie uważam striptizu za jakąkolwiek sztukę. Jest to zwyczajnie rodzaj pornografii, a pornografia, wiadomo, nie wszystkim służy. Nie sądzę, aby prawdziwa miłość miała wiele wspólnego z wyuzdaniem. Jakaś taka ostatnio jest moda na homoseksualizm, pornografię, narkotyki. Okazuje się, że świat jest pełen lesbijek, gejów, narkomanów i innych żądających równości praw obywateli. Bardzo po europejsku jest teraz ogłosić się homoseksualistą i patrzeć na reakcje otoczenia, a jak ktoś się na to choćby skrzywi, to się go zaraz oskarża o ciasnotę umysłu i uprzedzenia. I jak tu wybrać: z jednej strony ojciec Rydzyk straszy poradami seksualnymi w wykonaniu księży (to jak reklamowanie tampaksów przez faceta), a z drugiej jak się czyta statystyki, to okazuje się, że żyjemy w otoczeniu pedofili, pedałów i ćpunów. Dziś aż miło spojrzeć na pijaka, bo od razu przychodzi na myśl tradycja, równowaga życiowa i stare dobre czasy. Tak też jest i ze striptizem – z jednej skrajności w drugą. Albo się żyło w „niewinności” i wierzyło w opowieści starszych pań o „wianuszku, którego trzeba dochować”, albo jest się otoczonym przez hardcorowe porno podawane za sposób na miłe spędzenie wolnego czasu. Wszystkie hity ostatnich lat sprowadzają się do seksu i pieniędzy. Jasne, że te właśnie tematy fascynują wszystkich, ale jednocześnie jest to odwoływanie się do najniższych, atawistycznych wręcz żądz ludzkich, najtańszy sposób na dotarcie do umysłu, najłatwiejsza droga do wywołania reakcji. Jest to równie tandetny chwyt co utrzymywanie permanentnego strachu przed śmiercią u starszych pań i dojenie ich z pieniędzy.

Agnieszka

14 

foto: M. Baraniewicz

Striptiz męski to może być bardzo ciekawe doświadczenie. Jestem za. Byłoby bardzo miło. Ale profesjonalny, nie wsiurski. I chciałabym, żeby coś takiego było w Nysie. Na pewno niejedna z nysanek też z chęcią by zobaczyła, ale z tymi marzeniami się nie zdradzi, żeby nie być posądzonym o niezdrowe myśli.

Kazimiera

Teraz baby rozbierają się wszędzie. W telewizji to chyba na każdym kanale. No i w tych, no, komputerach. A przystojnego chłopa jak na lekarstwo. Tyle się gada o równouprawnieniu, a ja to mogę co najwyżej pooglądać swego starego. Już 40 lat go oglądam - nic szczególnego. Ale takiego młodego, pachnącego to z chęcią bym zobaczyła. Tylko żeby się rozbierał ładnie, a nie tak ściągnie galoty i już.

Sandra

Czy to pytanie anonimowe? Tak? To bardzo ubolewam nad tym, że w Nysie nie ma takich imprez. Kiedyś były, nawet poszłam, ale strasznie żałosne – żal było patrzeć. Natomiast gdyby powstał klub na poziomie z czymś takim, z pewnością zasiadłabym w 1. rzędzie. Panowie mają dużo tego typu rozrywek, a my nie. A co my gorsze? Nie możemy popatrzeć na jakieś męskie ładne ciało? Czy nam się od życia już nic nie należy?

Ksiądz Roman Dyjur

Zło dociera do człowieka zasadniczo na dwa sposoby. Albo przez bezpośredni atak, przez jakiś zły czyn, albo (częściej wykorzystywana przez Szatana droga) przez zmiękczanie człowieka, pomalutku, drobnymi kroczkami. Poprzez systematyczne osłabianie i poddawanie w wątpliwość spraw, którymi żyje. W efekcie robimy bardzo złe rzeczy, oceniając je przed samym sobą jako: „To nie takie złe”, „Co tam takiego w tym złego”. Uważam, że striptiz to taka właśnie procedura zmiękczania człowieka. Makabryczną formą takiego podejścia do życia jest postawa, jaką oglądałem w pewnym wywiadzie z młodym, zaledwie 19-letnim więźniem. Nie chcąc pokazywać twarzy, mówił, że nie czuje się mordercą. „To, że zabiłem dwie osoby, to jeszcze nie znaczy, że jestem mordercą. Co innego, jakbym zabił 10-20 osób”. Tak jak ludzie, którzy po kilkunastu latach przychodzą do konfesjonału i stwierdzają, że właściwie to nie mają grzechów. Ci ludzie faktycznie w tym momencie nie kłamią. Oni tych grzechów zupełnie nie widzą. Ich sumienie już tak funkcjonuje. Nieużywane, nieformowane przez te wszystkie lata. Gdzieś wcześniej dało się zmiękczyć.

Feliks Marczyński

Męski striptiz? Niskie pobudki? Być może. A co powiemy o upodobaniu do picia piwa, jedzenia dużej ilości pączków, połykania chipsów lub napychania się fantastycznie dymiącą golonką? Wszyscy to lubimy! A jakże! Kac po intensywnej imprezie jest najczęściej powodem uroczych współczujących koleżeńskich uśmieszków. Przecież to ludzkie tak zaszaleć, wszyscy wiedzą, jak to jest. To przykłady lekkiej, niewyszukanej, mało kreatywnej, niespecjalnie intelektualnej, często niezdrowej, jednak akceptowanej przez większość rozrywki. Wszystko to przyjemności ciała. Część z nich akceptujemy bez zastrzeżeń, ba! afirmujemy, twierdząc, że są solą życia, inne budzą mieszane emocje. Picie piwa – piwo to alkohol, alkohol to narkotyk, pijąc, narkotyzujemy się, o skutkach wynikających z utraty samokontroli podczas picia, a także utraty kontroli nad samym piciem nie trzeba opowiadać. Jedzenie – lub raczej objadanie się, jest powszechnie akceptowaną rozrywką, jakże niezdrową! Konsekwencje chorób wynikających z objadania się wpływają na cały system opieki medycznej i szeroko pojęte zdrowie społeczeństwa. Męski striptiz, hm… być może dużo zdrowszy niż żeński, ponieważ panie, w przeciwieństwie do panów, nie alkoholizują się podczas występów i nie wypalają tysięcy papierosów. Należy nadmienić, że striptiz, jaki by nie był, z pewnością nie jest niezdrowy, seks ma wiele wspólnego ze sportem, a sport to samo zdrowie! Oczywiście mamy na myśli seks ze stałym, pewnym partnerem, bo ten z wieloma partnerami to raczej sport ekstremalny.

Alicja

Striptiz dla wszystkich kobiet! Oczywiście poszłabym, bo lubię dobrą zabawę i rozrywkę, dzikie okrzyki i spędzanie czasu z przyjaciółkami. Miło popatrzeć na młode, koniecznie naoliwione męskie ciała w strojach, w jakich zwykle mężczyźni nie chodzą, np. w słonikowych stringach z trąbką. Zawsze to jakaś inna forma rozrywki. Ileż można chodzić na kulturę przez wielkie „K”. Trzeba w sobie obudzić zwierzęce instynkty, drapiąc pazurami podest...

15 


OGŁOSZENIE:

W związku z wyrokiem sądowym w sprawie pomiędzy Jolantą Barską, Burmistrzem Nysy, a inicjatorami referendum zwanymi członkami Komitetu Referendalnego Sygn. akt: I Ns 42/10 oraz postanowieniem Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu w rzeczonej sprawie, Stowarzyszenie Ad Astra postanowiło przesunąć termin debaty publicznej planowanej na dzień 20 marca 2010. Data zostanie ustalona w późniejszym terminie. Uzasadnienie: W związku z oświadczeniami Komitetu Referendalnego o odmowie respektowania prawomocnego wyroku Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, Stowarzyszenie podjęło decyzję o odwołaniu debaty, aby swoimi działaniami nie przyczyniać się do naruszeń prawa w trakcie kampanii referendalnej. Fragment z postanowienia sądu: „W przedmiotowej sprawie uczestnicy postępowania (Komitet Referendalny) poprzez podawanie w ulotce ewidentnie nieprawdziwych informacji wykroczyli poza dozwolone ramy krytyki, polemiki i debaty publicznej w okresie kampanii, a takie działanie nie może być w żadnym razie uzasadnione prawem do swobodnego wyrażania opinii” - Sąd Apelacyjny we Wrocławiu.

Stowarzyszenie Ad Astra w Nysie jest uczestnikiem akcji „Masz głos, masz wybór”, programu operacyjnego Fundacji im. Stefana Batorego realizowanego we współpracy ze warszawskim Stowarzyszeniem Szkoła Liderów. Celem akcji jest zainteresowanie obywateli sprawami społeczności lokalnej i zachęcenie ich do świadomego udziału w wyborach samorządowych, zarówno poprzez korzystanie z biernego, jak i czynnego prawa wyborczego. W ramach akcji zaplanowanej na rok 2010 zostaną podjęte następujące działania:

Zadanie 1: Mapa lokalnych problemów (diagnoza lokalna) Ponieważ chcemy przekonać mieszkańców, że udział w wyborach samorządowych ma sens (od władz lokalnych zależy, które z ich problemów zostaną rozwiązane), musimy zacząć od poznania opinii mieszkańców, o tym, co utrudnia im życie i jakich ułatwień oczekują. Zadanie 2: Dobrzy kandydaci Często wyborcy narzekają, że nie mają na kogo głosować. Postarajmy się, aby mieli większy i lepszy wybór. Sprawmy, żeby na listach kandydatów znalazło się więcej „nowych twarzy”, więcej osób znanych ze swej działalności na rzecz społeczności lokalnej. Zadanie 3: Nasza gmina 2030 W maju przypada 20. rocznica pierwszych wyborów samorządowych. Dla władz samorządowych będzie to okazja, aby pochwalić się swoimi dokonaniami. My proponujemy spojrzenie w przyszłość. Zadanie 4: Przedwyborcza debata o lokalnych problemach Kolejnym krokiem będzie przygotowanie i przeprowadzenie przedwyborczej debaty o lokalnych problemach. Do udziału w debacie należy zaprosić mieszkańców, przedstawicieli lokalnych organizacji i instytucji oraz, w miarę możliwości, wszystkich kandydatek/kandydatów na wójtów, burmistrzów i prezydentów lub na radnych reprezentujących różne komitety wyborcze. Zadanie 5: Wysoka frekwencja Ostatnie etap to dotarcie z informacją o wyborach do jak największej liczby mieszkańców i zachęcenie ich do udziału w głosowaniu.

INFERIA 7  

magazyn kulturalny Stowarzyszenia Ad Astra

INFERIA 7  

magazyn kulturalny Stowarzyszenia Ad Astra

Advertisement