Issuu on Google+


Za nami Wielki Post. Minął czas, który dany nam był po to, abyśmy łatwiej przyswoili sobie ofiarowaną nam łaskę zbawienia. Minął czterdziestodniowy okres przygotowania do Świąt Wielkanocnych. Życie człowieka przemija bardzo szybko. Ciągły pośpiech i brak czasu to wyznaczniki życia wielu z nas. W zabieganiu jednak nie możemy zapominać, iż obietnica życia wiecznego jest wciąż dla nas aktualna. Aby odkrywać tę prawdę ciągle na nowo, potrzeba naszego zatrzymania i spotkania z Chrystusem zmartwychwstałym. To spotkanie ma doprowadzić nas do wewnętrznej odnowy i uświadomienia sobie, że śmierć Jezusa na Krzyżu stanowi dowód miłości Boga do każdego z nas. Radując się z faktu zmartwychwstania Chrystusa, życzę, aby czas świąteczny utrwalił w Waszych sercach istniejące dobro. Niech spotkanie ze zmartwychwstałym Chrystusem uzdolni każdego z nas do zerwania z grzechem i z tym, co zamyka nas na Bożą miłość. Niech Chrystus zmartwychwstały uczyni Was, wszędzie tam gdzie przychodzi Wam żyć i pracować, radosnymi apostołami wiary, nadziei i miłości. Jednocześnie w imieniu seminaryjnej wspólnoty pragnę podziękować każdemu z Czytelników za Waszą troskę o nasze franciszkańskie seminarium. Dziękuję za Waszą pamięć modlitewną. Składam wyrazy podziękowania za wszelkie ofiary, które składacie na potrzeby naszego seminarium. Zapewniam każdego z Was o naszej codziennej pamięci w modlitwie. Proszę Was, abyście w tym czasie w sposób szczególny ogarnęli modlitwą braci naszej wspólnoty, którzy 31 maja w łagiewnickim Sanktuarium przyjmą święcenia kapłańskie w stopniu diakonatu i prezbiteratu. Życzę błogosławionej Paschy i osobistego spotkania z Chrystusem zmartwychwstałym.

fot.: flickr.com


Wstęp

W numerze:

Drodzy Czytelnicy!

Niezwykłe przygody Jonasza Jak Bóg prowadzi człowieka po Drogach Zbawienia Temat numeru

8

Temat numeru

11

O tym, jak Duch Święty prowadzi nas w codzienności, przynagla nas do dawania świadectwa – i o... nagrywaniu płyty Temat numeru

14

Prowadź mnie... O ewangelizacji na Przystanku Woodstock

Wyrzuć wiosła!

Niepokalanów – Tanzania – Watykan

Druga część wywiadu z br. Józefem Jankowskim – franciszkaninem, który posługiwał m.in. w Afryce i na Watykanie

Z naszego życia

20

Świadkowie Jehowy cz. 3 Kim jest dla nich Maryja? Czy uznają sakramenty święte? Jaka jest różnica między Świadkiem Jehowy, a świadkiem Chrystusa? Wiara dojrzała

24

Matka Wszystkich Świętych Matka Boża zna drogę do świętości Rycerstwo Niepokalanej

26

Za murami klasztoru... Dlaczego ludzie zamykają się za murami klasztorów w XXI wieku? Franciszkanizm

Także w numerze: Kalendarium Patrioty; Fotokronika: Akcja „Mikołaj”; Grupy modlitewne: Oaza; Związki niesakramentalne cz. 3; Klasztory: Gniezno

Nasze ycie nr 1/2014 (114) Pismo kleryków franciszkańskich www.seminariumfranciszkanskie.pl/nasze–zycie Adres redakcji: WSD oo. Franciszkanów, Łódź Łagiewniki, ul. Okólna 185, 91–520 Łódź Telefon: (42) 61 61 600 Email: naszezycie@seminariumfranciszkanskie.pl Druk: Wydawnictwo oo. Franciszkanów Niepokalanów (WOF)

30

br. Łukasz Sołtysiak redaktor naczelny

Życie człowieka porównać można do podróży. Ma ona swój początek i swój cel, którym jest wieczność. W podróż zazwyczaj bierzemy ze sobą mapę lub posługujemy się urządzeniem GPS. W  dalekie wyprawy zabieramy ze sobą jakiegoś przewodnika, który poprowadzi nas właściwą drogą i nie pozwoli nam się zgubić. Sam Bóg chce być przewodnikiem naszego życia. On trzyma w swej dłoni mapę i wyznacza trasę wyprawy. Problem leży po naszej stronie. Nie zawsze bowiem chcemy słuchać głosu Przewodnika. Błądzimy i podejmujemy kolejne próby. Co z Przewodnikiem? On siedzi w ciszy na siedzeniu pasażera i czeka na moment, w którym zechcemy go posłuchać. Decyzja zależy od nas. Jednak tylko On daje 100% gwarancję tego, że nasze życie nie roztrzaska się na następnym drzewie. W obecnym numerze „Naszego Życia” podjęliśmy temat prowadzenia człowieka przez Boga, który zawsze prowadzi nas po drogach zbawienia. Przykładem biblijnym będzie tu Jonasz, w którego burzliwych losach buntów i powrotów do Boga odnaleźć się może niejeden z nas. Odpowiedzią na pytanie o sens i cel życia jest Jezus. Gdy już Go odnajdziemy, wówczas chcemy o Nim mówić innym. Robimy to, gdy dzielimy się z kimś częścią swojego życia jak choćby bracia z zespołu „Pokój i Dobro”, którzy przez teksty zawarte na swojej nowej płycie mówią innym o Chrystusie, czy też dając osobiste świadectwo swojego spotkania z Panem. Najnowszy numer „Naszego Życia” przynosi również zmiany. Bardzo dziękuję dotychczasowemu redaktorowi naczelnemu br. Sebastianowi Lipce, który przez ostatnie lata wkładał serce, siły i zaangażowanie w wydawanie naszego czasopisma. Był to na pewno ważny i dobry czas w długiej historii „Naszego Życia”. Br. Sebastianowi życzę Bożego błogosławieństwa i wzrostu w drodze ku kapłaństwu.

www.seminariumfranciszkanskie.pl/nasze–zycie Redaktor naczelny: br. Łukasz M. Sołtysiak Sekretarz redakcji: br. Łukasz Jankowski Redaktorzy: br. Bartłomiej Ewertowski; br. Sebastian Lipka Grafika i skład: br. Daniel M. Śliwiński Fotograf: br. Karol Wesołowski Kolporter: br. Łukasz Jankowski Promocja: br. Daniel M. Śliwiński Stali współpracownicy: o. Sebastian Fierek, o. Jerzy Szyran, br. Mateusz Orłowski, br. Mariusz Karchut, o. dk. Piotr Socha, br. Andrzej Jaworski

Opiekunowie gazety: o. Piotr Sielużycki, o. Piotr Matuszak Korekta: WOF Niepokalanów Numer zamknięto: 20.03.2014 Nakład: 7000 szt. Cena: ofiara dobrowolna

Prowadź mnie!

ISSN 1731–9757

3


Znalezione w skrzynce Przy różnych okazjach zadajecie nam wiele pytań dotyczących życia zakonnego, formacji zakonnej, czy w ogóle formacji chrześcijańskiej. W obecnym numerze chcemy odpowiedzieć na przynajmniej niektóre z nich.

Przede wszystkim uświadomić sobie, że powołanie to dar. Dlatego najpierw powinieneś rozeznać na modlitwie, z pomocą kierownika duchowego, jakim darem, tzn. powołaniem, obdarzył Cię Pan Bóg. Jeżeli jesteś przekonany, że Pan powołuje Cię na drogę życia zakonnego, to nie przestawaj zadawać Mu pytań. Jako zakonnik masz dwie możliwości, możesz służyć Kościołowi i ludziom jako brat zakonny lub jako kapłan. To powołanie musisz również rozeznać w sercu. Jeżeli ciągle pragniesz zostać jednym z nas, najlepiej będzie jeśli zgłosisz się do któregoś z ojców zajmujących się powołaniami (patrz strona 26). Oni wszystko Ci powiedzą.

Czy życie zakonne to tylko klęczenie w kaplicy, czy robicie też coś ciekawszego? Dla każdego człowieka wierzącego, nie tylko chrześcijanina i nie tylko zakonnika, ale też żyda, czy muzułmanina, modlitwa powinna stanowić najważniejszy punkt w planie każdego dnia. Bo jak inaczej uznać się za człowieka wierzącego? Zakon franciszkański ma charakter kontemplacyjno–czynny, tzn. że punktem wyjścia do wszelkiej działalności jest właśnie modlitwa. Kiedy człowiek jest pusty, nic nie ma, to też nic nie może ofiarować. Modlitwa jest czerpaniem Bożej miłości, którą potem

4

Nasze ycie nr 1/2014 (114)

mamy rozdawać. Nasze życie nie ogranicza się jednak wyłącznie do modlitwy, bo jak pisze św. Jakub, wiara bez uczynków nie wiele jest warta. Życie franciszkanina może być niesamowitą przygodą, ale to każdy z nas, w wolności, kształtuje siebie. Najlepszym sposobem na przekonanie się, jak wygląda życie w klasztorze, jest doświadczenie go na własnej skórze, a można tego dokonać na wiele sposobów. Organizujemy różnego rodzaju rekolekcje (powołaniowe, akademickie, dla małżeństw i wiele innych) oraz dni skupienia. Nie chcę się tu rozpisywać, bo nie ma na to miejsca. Zainteresowanych, rządnych przygód odsyłam do naszej skrzynki mailowej. Tam możecie pytać o wszystko.

Chciałbym pogłębiać swoją wiarę. Szukam wspólnoty, w której mógłbym się formować, ale nie wiem, jak się do tego zabrać. Proszę o pomoc. Świetnie. To znaczy, że odkryłeś coś, czego jeszcze wielu nie rozumie. Znalazłeś już mapę, na której zaznaczone jest miejsce, w którym ukryty jest skarb. Teraz trzeba zabrać się za szukanie. W tym właśnie może pomóc Ci wspólnota, którą wybierzesz. Kościół jest wspólnotą

fot.: www.maxfestiwal.pl

Co trzeba zrobić, żeby zostać zakonnikiem, franciszkaninem?

wspólnot, a nie jednostek, dlatego uważam, że każdy katolik powinien należeć do jakiejś wspólnoty formacyjnej. Razem łatwiej przetrwać sztorm na oceanie. Cóż Ci poradzić? Kościół, jeżeli mogę tak powiedzieć, ma dla Ciebie bogatą ofertę. Wszystko zależy od tego, co Tobie będzie odpowiadało. Istnieje wiele wspólnot, jak choćby Ruch Światło-Życie, Neokatechumenat, Odnowa w Duchu Świętym. Poza tym jest jeszcze niezliczona ilość przeróżnych wspólnot lokalnych. Każda z nich posiada swój własny, specyficzny charyzmat. Najlepiej byłoby, gdybyś poczytał o ruchach istniejących w Kościele, popytał ludzi, którzy się w nich formują, ich duszpasterzy. A później sam wybrał, jaką drogą chcesz kroczyć za Jezusem. Jeżeli zdobędziesz się na troszkę wysiłku, to bez problemu znajdziesz mnóstwo informacji w  internecie. Dobrze byłoby, gdybyś znalazł taką wspólnotę przy swojej parafii, a jeżeli takiej nie ma, to może dobrym pomysłem byłoby zakomunikowanie duszpasterzom, że są osoby, które wiarę traktują serio i potrzebują pomocy w jej pogłębianiu. Przecież my tworzymy Kościół i od każdego z nas zależy, jaki on będzie. Kontakt i informacje o takich franciszkańskich wspólnotach znajdziecie na stronie 26.


Kalendarium Patrioty Historia nie jest czymś, czego mamy uczyć się na pamięć. Ma ona przede wszystkim służyć temu, by zrozumieć istotę rzeczy, odnaleźć związki między różnymi wydarzeniami oraz poszukać przyczyn i skutków zachodzących procesów. Wydarzenia historyczne są materiałem do własnych przemyśleń, do wyciągania własnych wniosków.

18 kwietnia 1025 Koronacja pierwszego króla Polski Młode państwo polskie u swych początków rozwijało się bardzo prężnie i dynamicznie. Wiele zawdzięcza swoim pierwszym władcom – Mieszkowi i jego synowi Bolesławowi. Prawdziwym potwierdzeniem potęgi była koronacja księcia Bolesława na króla. Prawdopodobnie miejscem uroczystości koronacyjnych była gnieźnieńska katedra, przechowująca relikwie św. Wojciecha. Władca Polski o koronę starał się od czasu zjazdu w Gnieźnie. Wówczas było to możliwe z racji przyjaznych stosunków z cesarzem Ottonem III. Jednak śmierć Ottona, elekcja Henryka II i konflikt polsko-niemiecki wstrzymały koronę dla księcia na wiele lat. Bolesław jednak przez mądrą politykę i zwycięskie boje z Cesarstwem potwierdził, iż jego pretensje do królewskiej korony są słuszne. W 1024 r. umarł nieprzychylny Polsce Henryk II i związany z nim papież Benedykt VIII. Zamieszanie wokół zmian na tronach papieża i cesarza wykorzystał władca polski i uzyskał zgodę na koronację od papieża Jana XIX. Poprzez nią Bolesław stawał się pomazańcem Bożym, opiekunem Kościoła, a nade wszystko potwierdzał siłę własną i swojego państwa.

18 maja 1944 Bitwa pod Monte Cassino W 1943 r. wojska alianckie wylądowały na Sycylii. Niemcy zdali sobie sprawę z tego, iż strategicznym miejscem w drodze wojsk sprzymierzonych na Rzym będzie wzgórze Cassino wraz z otaczającym je terenem. I rzeczywiście – bez zdobycia wzgórza niemożliwy był dalszy marsz ku Wiecznemu Miastu. Również próba ominięcia góry przez desant w położonym na północ Anzio nie przyniosła efektów. By zdobyć włoską stolicę należało najpierw zdobyć Monte Cassino. A sztuka ta wydawała się nie do zrealizowania. Od stycznia ’44 r. rozpoczęto ataki. Pierwsi uderzyli Amerykanie, wspomagani przez oddziały francuskie i brytyjskie. Po nieudanym pierwszym podejściu, 15 lutego zgromadzono nowe siły (dywizje: hinduską, nowozelandzką, brytyjską) i  podjęto drugą próbę. Trzecie uderzenie wsparli ponownie Amerykanie, lecz i ono nie przyniosło pozytywnego rozstrzygnięcia. Co więcej – było tak krwawe, iż na skutek strat została rozwiązana cała dywizja nowozelandzka. Łącznie w 3 atakach alianci stracili 54 tys. żołnierzy. Zaplanowano jednak czwarte uderzenie, a główną siłę natarcia mieli stanowić żołnierze polscy pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Pierwsze natarcie rozpoczęło się 12 maja o godz. 1.00 w nocy. Choć nie przyniosło ono jeszcze zwycięstwa, dało informacje o położeniu niemieckich punktów oporu. Kolejne natarcie zakończyło się sukcesem. Po nocnym natarciu z 17 na 18 maja wyparto z klasztornego wzgórza niemiecką dywizję „Hermann Goering”, a 12 Pułk Ułanów Podolskich zatknął na ruinach opactwa biało–czerwoną flagę. Droga do Rzymu została odblokowana.

4 lipca 1610 Victoria pod Kłuszynem Na przełomie XVI i XVII wieku Polska była u szczytu potęgi, wywierając ogromny wpływ na życie polityczne w Europie środkowo-wschodniej. Przejawem tego była interwencja w obsadzenie tronu cara w Moskwie. W 1605  r. przy pomocy polskich posiłków, ale bez oficjalnego poparcia króla Polski, tron ten objął Dymitr Samozwaniec. Szybko jednak został obalony. Nowo wybrany car, Wasyl Szujski, dla uzyskania pomocy w umocnieniu swej władzy, porozumiał się ze Szwecją, z którą Polska prowadziła wojnę o Inflanty. W tej sytuacji Zygmunt III Waza otwarcie poparł wyprawę Polską na Moskwę. Polskie siły w pierwszym kroku uderzyły na twierdzę Smoleńską (utraconą sto lat wcześniej). Car postanowił przyjść z odsieczą oblężonemu miastu. Przeciw nadciągającemu nieprzyjacielowi Rzeczypospolita wysłała oddział pod dowództwem hetmana Stanisława Żółkiewskiego. Ten, wiedząc o znaczącej przewadze liczebnej przeciwnika (30 tys. piechoty rosyjskiej i 5 tys. szwedzkich wojsk zaciężnych), zdecydował się na odważny, lecz ryzykowny manewr. Pozostawiając piechotę uderzył na przeciwnika, obozującego pod Kłuszynem, samą tylko jazdą w nocy z 3 na 4 lipca 1610 r. Posiadając oddział liczący 6,5 tys. żołnierzy rozbił prawie sześciokrotnie większą armię wojsk nieprzyjacielskich. Victoria pod Kłuszynem okazała się decydująca w wojnie – Polacy dotarli na Kreml, a car Wasyl został pojmany i 29 października 1611 r. zmuszony do złożenia hołdu królowi Polski.

Prowadź mnie!

5


Katecheza

Czym są przykazania kościelne? o. Sebastian Fierek doktorant katechetyki

Obecna wersja przykazań kościelnych dla katolików w Polsce została zatwierdzona 10 czerwca 2002 r. przez Kongregację Nauki Wiary i brzmi następująco:

6

Nasze ycie nr 1/2014 (114)

1. W niedzielę i święta nakazane uczestniczyć we Mszy świętej i powstrzymać się od prac niekoniecznych. 2. Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty. 3. Przynajmniej raz w roku, w okresie wielkanocnym, przyjąć Komunię świętą. 4. Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach. 5. Troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła.

Dlaczego w niedzielę powinienem „iść na Mszę świętą”? Pierwsze przykazanie kościelne składa się z dwóch części: pierwsza z nich dotyczy uczestnictwa w Eucharystii w niedzielę i święta nakazane; to uczestnictwo we Mszy świętej z jednej strony jest zaleceniem, ale z drugiej również obowiązkiem. Dlaczego? Ponieważ dla każdego wiernego katolika Eucharystia winna być centrum całego życia. Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 2181 stwierdza, że: „Eucharystia niedzielna uzasadnia i potwierdza całe działanie chrześcijańskie”.

Stąd też wypływa obowiązek uczestniczenia we Mszy świętej w dni nakazane. Nieuczestniczenie w niedzielnej Eucharystii oraz w  dni nakazane może być usprawiedliwione jedynie z bardzo ważnego powodu. Jakiego? Np. choroba, pielęgnacja niemowląt (por. KKK 2181). Kodeks Prawa Kanonicznego stwierdza także, że usprawiedliwieni są ci, którzy otrzymali od ich własnego pasterza dyspensę (por KPK 1245). Powodem usprawiedliwiającym może być również obowiązkowa praca lub brak kościoła. Zatem przyczyna ta musi być bardzo poważna. Pozostali wierni, którzy dobrowolnie, z własnej winy „zaniedbują ten obowiązek, popełniają grzech ciężki” (KKK 2181). W sy-

fot.: www.gdynia.franciszkanie.pl

W

naszym piśmie rozpoczynamy cykl pięciu katechez odnoszących się do przykazań kościelnych. Czym dla nas, katolików, są owe przykazania? Przykazania kościelne  to charakterystyczne wskazania, wy-nikające z nauczania Kościoła, których zadaniem jest pomoc wiernym we właściwym przeżywaniu wiary. Przykazania kościelne nade wszystko łączą się z sakramentami. Wyznaczają one konkretne postawy w odniesieniu do Boga i  całej wspólnoty Kościoła. Ich zachowywanie nie tylko że jednoczy i łączy wszystkich katolików, ale równocześnie odróżnia nas od wyznawców innych religii i odłamów chrześcijaństwa. Normy te określane są przez Kościół w zależności od Jego aktualnych potrzeb i sytuacji. Do zachowywania przykazań kościelnych są zobowiązani wszyscy wierni, którzy przynależą do Kościoła katolickiego, od siódmego roku życia, którzy dzięki właściwej zdolności używania rozumu oraz wolnej woli mogą odpowiadać za swoje czyny. Przykazania kościelne ogłasza Magisterium Kościoła katolickiego. Normy te nie muszą być jednak powszechne i mogą ulegać zmianie.


Katecheza tuacji, kiedy to rozmaite poważne przeszkody uniemożliwiają czynne uczestniczenie we Mszy świętej, można dzięki nowoczesnym zdobyczom techniki, takim jak, radio, telewizja, czy internet, włączyć się duchowo w sprawowaną w jakimś kościele Eucharystię. W przypadku możliwości osobistego uczestniczenia we Mszy świętej korzystanie z transmisji radiowych, telewizyjnych czy internetowych temu obowiązkowi nie czyni zadość

coraz słabsza. Istotnym motywem wprowadzenia przez Kościół obowiązku uczestniczenia we Mszy świętej niedzielnej oraz w dni nakazane było przekonanie, że podczas Eucharystii Jezus obdarowuje swój lud wieloma łaskami, przebacza grzechy, jednoczy nas z innymi, ochrania przed złem, wzmacnia wolną wolę, ukierunkowując ją ku dobru, oświeca ludzki umysł, by dzięki temu człowiek mógł dokonywać właściwych wyborów, ożywia i umacnia miłość.

Dlaczego niedzielna Eucharystia jest tak ważna?

Jakie święta są „nakazane”?

Kościół zawsze przywiązywał ogromną wagę do celebracji Eucharystii, to przecież w  niej uobecnia się całe Misterium Paschalne Chrystusa. Pierwszych chrześcijan nie trzeba było zobowiązywać do udziału w  Eucharystii. Oni, kierując się dojrzałą wiarą, nie mogli po prostu bez niej żyć. Z biegiem czasu, kiedy chrześcijaństwo się rozprzestrzeniało i stawało coraz bardziej masowe, świadomość wiary i wynikających z niej zobowiązań, była

Jeśli chodzi o tak zwane święta nakazane, w które to obowiązuje wszystkich katolików w  Polsce udział we Mszy świętej, to są nimi następujące uroczystości: Narodzenia Pańskiego 25 grudnia, Świętej Bożej Rodzicielki 1  stycznia, Objawienia Pańskiego 6 stycznia, Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa (Boże Ciało), Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny 15 sierpnia oraz Wszystkich Świętych 1 listopada.

Dlaczego w niedzielę nie powinno się pracować? Druga część omawianego przez nas przykazania dotyczy powstrzymania się od wykonywania tzw. prac niekoniecznych. Kościół naucza, że w niedziele oraz w święta nakazane wierni winni powstrzymywać się od wykonywania zajęć, które między innymi przeszkadzają im w oddawaniu należnej czci Panu Bogu; w przeżywaniu właściwej dniowi Pańskiemu radości; w  spełnianiu uczynków miłosierdzia oraz koniecznemu odpoczynkowi zarówno duchowemu, jak i fizycznemu (por. KPK, kan. 1247, KKK 2185). Z drugiej strony Kościół stwierdza, że obowiązki rodzinne oraz ważne zadania społeczne mogą stanowić słuszne usprawiedliwienie niewypełnienia nakazu niedzielnego odpoczynku. Wierni jednak powinni czuwać, by te  skądinąd  uzasadnione powody nie doprowadziły ich do niekorzystnych nawyków dla czci Pana Boga, życia rodzinnego i zdrowia (por. KKK 2185). Kościół również przypomina, że „Chrześcijanie dysponujący wolnym czasem powinni pamiętać o swoich braciach, którzy mają te same potrzeby i te same prawa, a którzy nie mogą odpoczywać z powodu ubóstwa i nędzy. W pobożności chrześcijańskiej niedziela jest tradycyjnie poświęcona na dobre uczynki i pokorne posługi względem ludzi chorych, kalekich i starszych. Chrześcijanie powinni także świętować niedzielę, oddając swojej rodzinie i bliskim czas i staranie, o które trudno w pozostałe dni tygodnia. Niedziela jest czasem refleksji, ciszy, lektury i  medytacji, które sprzyjają wzrostowi życia wewnętrznego i chrześcijańskiego” (KKK 2186). ■

Prowadź mnie!

7


Temat numeru

Niezwykłe

przygody

Jonasza Proroka

Szanowna Redakcja

niniejszego periodyku wyzwała mnie na pojedynek.

kazali w jednym artykule opracować temat

„Boże

prowadzenie w

że walka jest nieczysta i że nie podejmuję się wyjścia na matę.

Najpierw Biblii”. Uznałem,

Przecież trzeba by było Biblię przepisać, gdyby chcieć się takim tematem zająć! Pan Bóg nie tylko kieruje dziejami świata, poszczególnych osób i ludów, ale najpierw dla tych dziejów stwarza scenografię. To Boże prowadzenie wpisane jest zatem w każdą literkę Biblii, od pierwszej, hebrajskiej Bet w Księdze Rodzaju, do ostatniej, greckiej Ni w Apokalipsie.


Temat numeru stopniu wykazuje chęć nawrócenia. Krów, koni, chomików i psów w wory i popiół ubierać nie trzeba. Choć Niniwici tak zrobili (biedne zwierzęta; gdzie był Greenpeace?). Wystarczy chcieć! A Bóg przebaczy. Znajdzie nowy początek. Wymyśli nowy scenariusz. o. Tomasz Szymczak doktorant biblistyki

R

edakcja, wysłuchawszy mojego narzekania, uznała, że wypada zmienić zasady walki. I orzekła: pojedynkować będziemy się na szlakach morskich i na ubitej ziemi Asyryjskiej, w okolicach Niniwy. Będzie to opowieść o Jonaszu Proroku, o tym, dlaczego Jonasz może być ikoną każdego z nas, a opowiadanie o Jonaszu opowiadaniem o tym, jak to Pan Bóg każdego z nas po drogach życia prowadzi. A zatem, komu w drogę temu… wielka ryba!

W przeciwną stronę Gdybyśmy mieli okazję przyjrzeć się, jak świętowane jest pokutne żydowskie święto Yom Kippur, Dzień Pojednania, to odkrylibyśmy, że jednym z elementów celebracji jest czytanie całej księgi proroka Jonasza. Od deski do deski. Od Tarszisz do krzaczka. Dlaczego czyta się księgę proroka Jonasza w Dzień Pojednania? Ano dlatego, odpowiadają rabini, żeby przypomnieć sobie, że nie ma ucieczki przed Bogiem. Że nie ma takiego miejsca na ziemi, w którym ktoś mógłby się ukryć przed Jego obliczem, w którym mógłby schować swoje przewinienia. Przerażające? Nie! Dlatego, że drugi motyw, dla którego czyta się Księgę Jonasza, jest taki: opowiada ona o Bogu gotowym przebaczyć każdemu, kto nawet tylko w minimalnym

Zachód słońca z Jonaszem T.Ash

I to właśnie ta Boża gotowość do przebaczenia jest powodem buntu Jonasza. Nie chce iść dlatego, że doskonale wie, że Bóg Niniwitom przebaczy. Ma żal i pretensje. Zawczasu! Do Boga, który jest zbyt miłosierny, zbyt dobry. Troszkę przypomina w tym wszystkim starszego syna z Łukaszowej przypowieści (por. Łk 15). To jest postawa kogoś, kto wie lepiej, jaki powinien być Bóg. Kto wie lepiej, komu należy się miłosierdzie i łaska, a komu nie. To jest postawa kogoś, kto stawia się nieco wyżej od Pana Boga. Przepiękne w tej Jonaszowej historii jest jednak to, że ten jego grzech pychy i jakiegoś „wiem-lepiej-niż-Bóg”, jest ukazany w taki, a nie inny sposób. Jonasz mimo wszystko nie zamyka się na Boga, słucha Go, kłóci się z Nim, ale cały czas zachowuje relację. Narzeka, marudzi, ale rozmawia. A Bóg nie traktuje go wcale delikatnie, ale robi to z jakąś wielką ojcowską czułością i wielkim poczuciem humoru. I dlatego jest to opowieść, a jeśli nie jest, to na pewno może być, o naszych przygodach z Panem. Ile razy nam zdarzyło się pomyśleć: „A co mi tam będziesz gadał. Nie będę robił, jak Ty chcesz. Wiem lepiej”. A potem ucieczka. Byle dalej od myśli o tym, że Bóg może czegoś od nas chcieć! W dodatku tak niewygodnego jak powołanie, jak samotność wędrowca do Niniwy, jak niewdzięczność świata całego, jak trud.

Uciekamy w różne sprawy i w różne zajęcia. Jonasz uciekał do Tarszisz. Czyli w kierunku przeciwnym do tego, niż wskazał mu Pan. Niniwa leżała na wschodzie, Tarszisz na zachodzie. I to na dalekim zachodzie. Nie udaje się naukowcom zlokalizować Tarszisz: wspomina się port na hiszpańskim wybrzeżu, inni proponują Sardynię, inni jakąś wyspę grecką. Jedno jest pewne – Jonasz chce iść w  przeciwną stronę. Przełóżmy to na polski: Bóg mówi panu Gołębiowi (a  imię Jonasza w języku hebrajskim oznacza gołębia), zamieszkałemu w Warszawie, żeby poszedł do Gorzowa Wielkopolskiego. Co robi pan Gołąb? Kupuje bilet do Terespola. I wsiada w pociąg. Chce być pewny, że Pan Bóg się od niego odczepi. Ale Pan Bóg się od niego nie odczepia i tak prowadzi losy historii, że Jonasz wraca.

Zgoda na Bożą Wolę Jonasz ucieka od wszystkiego. Płaci za podróż z góry, chce mieć święty spokój. Zaszywa się na statku. Co więcej, w czasie niebezpieczeństwa – schodzi w głąb. Nie chce widzieć burzy. I zasypia. Dopiero głos kapitana wzywa go do porządku. I każe mu wzywać Boga. Czy to nie o nas? Nie chce nam się. Za trudno. Za ciężko jest zmierzyć się z misją, z sytuacją, z cierpieniem. Uciekamy. A kiedy dzieje się jeszcze gorzej – chowamy się jeszcze głębiej. Za maskę nałogów, przyzwyczajeń. Za maskę sztucznego uśmiechu: „Tak, tak. Wszystko dobrze”. Byle nam nikt już więcej nie przeszkadzał, byle nam już nikt nigdy więcej niczym głowy nie zawracał… I czasami dopiero burza budzi nas ze snu, budzi nas z letargu.

Prowadź mnie!

9


Temat numeru Tradycja żydowska w różny sposób interpretowała opowieść o Jonaszu. Jeden ze sposobów interpretacji to taki, który początek księgi czyta jako alegorię. Nasza dusza to Jonasz, nasze ciało to statek. Możemy chcieć ukryć się przed Bogiem, możemy mieć ochotę nie mieć nic z Nim wspólnego. Dusza ukrywa się głęboko, głęboko… I czasami dopiero burza i głos kapitana – sumienia – wzywa nas do powrotu. Mówią niektórzy – burza (np. choroba), przeciwne wiatry, kryzys – to ulubiony język Pana Boga. Nie warto tego omijać, nie warto tego wyrzucać, uciekać nie wiadomo gdzie, bo i tak się nie ucieknie. Warto pokochać swój kryzys, swoje „jest mi źle”. Zgodzić się na to, że czasami powołanie boli, misja boli, życie boli, miłość boli. Jonasz, gdy zgodził się na to, że będzie czuł się źle, przyczynił się do nawrócenia całej Niniwy. To tak jakby dzisiaj przekonać do pokuty cały Nowy Jork. Albo Londyn.

bach, na ich życiu, na ich rozwoju? A nie na statystykach? I to dlatego pracuje i kształtuje powołanie Jonasza, dlatego nie zwalnia dyscyplinarnie św. Piotra ze stanowiska Papieża, kiedy się zapiera. Na sercu leży Mu serce powołanej do misji osoby. Wynik, skuteczność to kategorie ekonomii. Ekonomia Boża prowadzi inną księgowość.

On nie rezygnuje

Bóg prowadzi Jonasza w sposób przedziwny. Daje mu popełnić błędy, daje mu uciec, daje mu być oburzonym, zdenerwowanym. Pozwala mu na wszystkie emocje i na wszystkie wariactwa. Z wielką cierpliwością i łagodnością zachęca, wynajduje nowe początki. I zachowuje niesamowity dystans do Jonaszowego oburzenia. Z jakimś wielkim poczuciem humoru obchodzi się z naburmuszonym Jonaszem.

Różnie można tę Jonaszową przygodę czytać. Jedno jest pewne – Panu Bogu nie nudzi się nas szukać, kiedy Mu uciekamy. Możesz się ukryć nawet w brzuchu wielkiej ryby – i tak Cię znajdzie. I zaprosi jeszcze raz do misji. Nigdy nie jesteśmy tak daleko od Boga, żeby Jego głos nie mógł nas dosięgnąć. Nigdy nie jesteśmy tak daleko, żeby nasza modlitwa i nasze wołanie nie mogły dosięgnąć Jego uszu. Kiedy Jonasz rozpoczyna na nowo swoją misję, jest bogatszy o doświadczenie Boga, który szuka zawsze i mimo wszystko. Dlaczego Panu tak bardzo zależy na Jonaszu? Nie mógł znaleźć innego proroka? Może i mógł. A może Bóg jest Bogiem, któremu zależy na oso-

10

Nasze ycie nr 1/2014 (114)

Mężowie, żony, klerycy, studenci, ojcowie, matki, osoby samotne. Pozwala nam na błędy, na głupoty. Ale nie zwalnia ze stanowiska.

I robi to samo z nami. Mężowie, żony, klerycy, studenci, ojcowie, matki, osoby samotne. Pozwala nam na błędy, na głupoty. Ale nie zwalnia ze stanowiska. Zaprasza, by zacząć na nowo, od nowa, od początku, jeszcze raz. Nawet jeśli osiągnęliśmy dno morskie zła i zniechęcenia czy brzuch wielo-

rybiego nonsensu. Przekonuje do siebie miłością i miłosierdziem. Wie, że skoro nasze serca są zdolne do zmartwienia się uschniętym rycynusem, to przy odrobinie cierpliwości będą w stanie zrozumieć, dlaczego Bóg martwi się uschniętymi narodami i sercami. I że pierwszymi, którym okazuje miłosierdzie, jesteśmy my.

Bóg, który kocha Literatura żydowska wspomina (w Talmudzie, w traktacie Eruvin) o żonie Jonasza. I ukazuje ją jako bardzo pobożną kobietę, która wykonuje nadprogramowe praktyki pokutne, pielgrzymując do Jerozolimy. Jonasz od Boga ucieka, jego żona robi wszystko, żeby się do Boga zbliżyć. Nikt nie wie, jak miała na imię. Może żyje do dnia dzisiejszego, mieszka nieopodal i  przypomina nieco starszą sąsiadkę, tę, co to codziennie jest w kościele? Może to dzięki jej modlitwom Pan Bóg jest nadal dla nas cierpliwy i łaskawy, i pełen miłosierdzia? I traktuje nas z wielką ojcowską cierpliwością i wielkim ojcowskim poczuciem humoru? Patrząc na nasze głupoty, ucieczki, bunty i rebelie mówi z serdecznym uśmiechem: „A buntuj się ile chcesz. Ja i tak cię, naburmuszony skarbie mój maleńki, kocham”? A potem szuka nas i wydobywa. Z myśli o hiszpańskich dziewczynach w Tarszisz, z marzeń o połowach wielorybów snutych nad puszką sardynek, ze smutku nad uschłym bonzai. Stawia na drodze marynarzy, burze, dobrych ludzi i zwiędłe krzaki. Życie wygląda o  wiele inaczej, jeśli się pamięta, że z tymi, którzy Go miłują, Bóg współpracuje we wszystkim dla ich dobra. ■


Temat numeru numeru Temat

fot.: Archiwum br. Mateusza

ProwadĹş mnie!... bo jestem pijany(!?)


Temat numeru Tydzień na Przystanku Jezus wystarczy, żeby doznać umocnienia w wierze oraz przeżyć coś, co można zapamiętać na całe życie. Jestem o tym przekonany, ponieważ od zeszłego lata stałem się bogatszy o doświadczenie Przystanku Jezus. Chwile tam spędzone sprawiły, br. Mateusz Świętosławski kurs III

Pierwsze spotkanie Kiedy dotarłem do Kostrzynia nad Odrą, już na stacji PKP poproszono mnie o modlitwę. Do tej pory moje wyobrażenie o tym, jakie reakcje może wywołać zakonnik na imprezie, której przyświeca hasło „Róbta, co chceta”, budowałem na tym, co zasłyszałem od innych lub sam mogłem sprawdzić w Internecie. Na szczęście te moje wyobrażenia nie miały odbicia w  rzeczywistości. Po kilku dniach przekonałem się, że więcej wrogości i niechęci do ludzi Kościoła reprezentujących sobą Jezusa można spotkać na ulicach miast niż na polu woodstockowym.

Do dzieła Całą akcję ewangelizacji na Woodstocku poprzedzały trzydniowe przygotowania z uroczystym rozesłaniem na końcu, którego udzielił nam ks. bp Edward Dajczak. Codzienna Msza święta, adoracja, konferencje, warsztaty, prace w grupach i świadectwa uświęciły ten czas i przyczyniły się do duchowego wzrostu ponad ośmiuset uczestników Przystanku Jezus – PJ.

iż moja wiara rozpaliła się bardziej a pamięć uzbroiła w niesamowite wspomnienia.

dla mnie było pierwszym w ogóle takim wyj��ciem. To moje pierwsze wyjście związane jest z historią, dzięki której przekonałem się, że nawet pijanej osobie warto mówić prawdę o Bogu, który kocha, zbawia, oczyszcza i leczy. Dwa dni przed oficjalnym otwarciem Przystanku Woodstock pole namiotowe powoli się zapełniało, a między scenami, na których trwały ostatnie przygotowania, kręciło się już sporo ludzi. Podzieleni, minimum po dwie osoby, szukaliśmy sposobności do rozmowy, modlitwy lub dania świadectwa wobec tych, którzy tego chcieli. Wtedy zaczepiła nas para pijanych i bardzo chętnych do rozmowy ludzi. Pomyślałem sobie, żeby zrobić skuteczny unik, by nie tracić czasu i energii dla pijanych, lecz pozostałe osoby z mojej grupy ewangelizacyjnej, te z większym doświadczeniem, rozeznały

Pierwsze w tym roku wyjście na pole woodstockowe, aby głosić Jezusa spotkanym tam ludziom,

12

Nasze ycie nr 1/2014 (114)

fot.: Archiwum br. Mateusza

Alkohol, kerygmat i...

inaczej i zaczęły głosić kerygmat. Po około trzydziestu minutach zwieńczyliśmy to nasze spotkanie żarliwą modlitwą, w której oboje zechcieli zaprosić Jezusa do swoich serc, następnie w atmosferze wzajemnej sympatii rozstaliśmy się z nimi, zapraszając ich jednocześnie do odwiedzenia PJ, gdzie będą mieli możliwość spowiedzi, uczestnictwa we Mszy świętej, adoracji, wyciszenia, modlitwy czy po prostu rozmowy z kimś życzliwym. Na odchodne podarowałem tej parze jeszcze dwie płyty z konferencjami księdza Pawlukiewicza zatytułowane Sex – poezja, czy rzemiosło?, które zabrałem w tym celu, aby je sprezentować komuś, kto ma elementarne problemy z zachowaniem czystości. Po rozmowie z  nimi byłem przekonany, że to właśnie dla nich nosiłem te płyty cały dzień. Oboje zapewniali mnie o tym, że płyty się nie zmarnują, a  po ich przesłuchaniu przekażą


...nawrócenie Z każdym dniem na Woodstock przybywały coraz większe masy ludzi. W sobotni wieczór bezpośrednio przed głównymi koncertami, gdy przeciskaliśmy się przez kilkusettysięczny tłum, spotkaliśmy poznaną pierwszego dnia parę. Ucieszyliśmy się wszyscy z  tego spotkania, witając się jak starzy przyjaciele na tak zwanego „misiaka”. W kontekście moich wcześniejszych wątpliwości o sens ewangelizowania ludzi pod wpływem alkoholu, miłym zaskoczeniem był fakt, że oboje byli trzeźwi jak igły, a w dodatku czyści i przyzwoicie ubrani, stanowiąc wyraźny kontrast do reszty imprezowiczów. Na pytanie o plany na dzisiejszy wieczór, odpowiedzieli z dumą w głosie, uśmiechając się przy tym, że proponowane koncerty są słabe, a teraz idą do wioski PJ na Apel Jasnogórski, zresztą już któryś raz z kolei w ostatnich dniach. Zdradzili nam również, że planują wziąć ślub, o którym jeszcze kilka dni temu nie było mowy. Okazało się, że od momentu, gdy zaprosili Jezusa do swojego życia, tym dwojgu udało się zachować godność Dzieci Bożych do ostatniego dnia

fot.: Archiwum br. Mateusza

trwania festiwalu. Pomimo atmosfery promującej grzech i upodlenie, woodstockowe szaleństwo już nie robiło na nich wrażenia, ponieważ spotkali Jezusa, w obliczu którego nawet słońce traci swój blask. Nie wiem, co się teraz z nimi dzieje. Bardzo chciałbym, żeby dalej podtrzymywani łaską Bożą wytrwali w swoich postanowieniach zmiany na lepsze.

Warto dawać świadectwo W proces nawrócenia ich, a także mojego, niewątpliwie wpisało się opisane wyżej spotkanie, które mogłoby być zaprzepaszczone, gdybyśmy tych wspaniałych ludzi potraktowali z dystansem i wycofaniem z wiadomego powodu. Pewnie istnieją sytuacje, w których lepiej zareagować unikiem wobec pijanej lub w jakiś inny sposób ograniczonej osoby, chociażby po to, aby nie prowokować konflikfot.: Archiwum br. Mateusza

je dalej, tak aby i ktoś inny mógł je przesłuchać. Mimo wszystko miałem pewne wątpliwości co do tego, czy jednak nie było to marnowanie czasu i energii dla jeszcze trzymających fason, choć pijanych, osób. Istniało przecież ryzyko, że rzucamy perły przed wieprze (por. Mt 7,6). Pomyślałem, że ci ludzie zapomną o tym, że zapraszali Jezusa do swego serca, jeśli wypiją tego wieczoru jeszcze kilka piw. A  jeśli nie zapomną, to po otrzeźwieniu mogą zignorować ten fakt, myśląc o tym, być może, jak o pijackim wybryku.

tu. Dzięki temu doświadczeniu pomnożyła się moja wiara w Boga i człowieka. Przekonałem się, że warto głosić prawdę o Bogu nawet pijanym, jeśli to konieczne. Czyż grzech nie otumania człowieka podobnie jak alkohol? W Piśmie Świętym można trafić na słowa „…ich dusza truchlała w niedoli. Zataczali się jak pijani (…) Wołali w nieszczęściu do Pana, a On ich wyzwolił od trwogi” (Ps 107). Pan przecież przyszedł do tych, którzy się źle mają, czyli do grzeszników. „Prowadź mnie!” wykrzyczane do Boga z ust trzeźwego i pijanego, brzmi tak samo, jako głos wzywającego pomocy kochanego dziecka, i nigdy nie spotyka się z obojętnością. Niektórzy jednak spośród nich już nie wiedzą, jak i do kogo wołać, chociaż mają takie pragnienie. Wystarczy im tylko powiedzieć, pokazać, podprowadzić. ■


Temat numeru

fot.: photoxpress.com

Wyrzuć wiosła!


Temat numeru Kiedyś

na jednym z seminaryjnych dni skupienia

usłyszałem od kaznodziei

(uśmiechniętego

kapucyna

z Lublina), jak to mnisi iroszkoccy wynaleźli oryginalny patent na misyjne działanie: siadali do łodzi, wyrzucali wiosła i stawiali żagiel.

o. dk. Eugeniusz Hołub kurs VI

Bóg Cię poprowadzi Historia mi się spodobała, a pełne zaufania „sposoby” iroszkotów prowokowały, by jakoś je rozpowszechnić, a tym samym innych podobnym zaufaniem natchnąć. Tak powstała piosenka pod tytułem Prowadź mnie, o tym, że Bóg sam jest Światłem prowadzącym w  nieznane, Wiatrem dla naszych żagli, a najlepsze miejsce dla naszych wioseł jest u Jego stóp. Kilka razy graliśmy ją na próbach naszego seminaryjnego zespołu, śpiewając, że oddajemy Panu bez wahania wszystko, co mamy. A ja, szczerze mówiąc, trochę bałem się refrenu, mówiącego Chrystusowi „…z  Tobą bezpieczny jestem nawet na dnie…”(bo, kto tam wie, jak głębokie to dno może się okazać). Nawet próbowałem trochę zmieniać słowa, żeby nie było tak radykalnie…, ale w ostateczności zostało tak, jak jest. I tak powstał tytułowy utwór naszej nowej płyty… Przepraszam, miało być o płycie, właśnie. Ale się rozgadałem! OK, to może od początku…

O pogodynce, windzie i o kroczeniu za Jezusem W naszym klasztorze św. Bonawentury (który przy okazji jest seminarium dla braci-studentów) jest piwnica. I nic w tym dziwne-

Ląd,

do którego brzegów

„misyjna łódka”, stawał się terenem ewangelizacji. Mnisi po prostu wierzyli, że właśnie tam Pan ich posyłał. dopłynęła

go, jeśli nie fakt, że z tej piwnicy (a dokładnie z jednej z sal) w ciągu całego roku co tydzień wydobywa się na zewnątrz muzyka. Młodzi franciszkanie, w czasie wolnym od zgłębiania tajemnic świętej teologii, już ponad trzydzieści lat zakłócają ciszę piosenkami, które w  większości sami piszą. Nie chodzi o grafomanię tylko o chęć podzielenia się tym, co przeżywają i doświadczają z tymi, którzy chcieliby tego słuchać. Tych ostatnich nie brakuje, o czym świadczą liczne koncer-

Bóg sam jest Światłem prowadzącym w nieznane, Wiatrem dla naszych żagli, a najlepsze miejsce dla naszych wioseł jest u Jego stóp ty i akcje ewangelizacyjne minorytów. A że pomysłów muzycznych było sporo i kreatywność dawała się we znaki, przyszedł pomysł, by utrwalić to na CD (czyli nagrać płytę, ludzkim językiem mówiąc). Było z czego wybierać, bo zarów-

no starsza generacja zespołu, jak i  „młodzi gniewni” mieli już gotowe projekty i niedokończone szkice. Na przykład? Ot, chociażby Winda – grunge’owa parafraza mistyków karmelitańskich. Ponoć Tereska z Lisieux, gdy dowiedziała się o zbudowaniu pierwszej windy, miała powiedzieć, że miłość Jezusa właśnie taka jest – od razu do nieba zabiera. Pewnie się nie spodziewała, że franciszkanie zrobią z tego piosenkę. Albo Pięćdziesiątka – lekko jazzująca parafraza Psalmu 50, która opowiada o tym, że wszędzie możemy usłyszeć Jego głos. Są klimaty bardzo spokojne, kameralne wręcz: Proszę Cię, Jezu łączy liryczny fortepian br. Rafała z tekstem o  pójściu „pod prąd”. Obok – mocne granie: Adoptowany łączący punkowe i  metalowe klimaty z parafrazą św. Pawła o synostwie Bożym, którego możemy dostąpić poprzez chrzest. Jest utwór międzynarodowy, polsko-białoruski, o tym, że nie warto wierzyć różnym „pogodynkom” – naszym prognozom i oczekiwaniom, które mogą zachwycić nas i  pozostawić obojętnymi na dostrzeżenie Bożego działania. To utwór o  tym, że trzeba pozwolić Bogu nas zaskoczyć, i o  poszukiwaniu Go „miż Mienskam i Warszawaj”. Razem z uwielbieniowym kawałkiem Dziękuję zawdzięcza swoje powstanie inspiracji o. Mateusza

Prowadź mnie!

15


Temat numeru (nie ma nic wspólnego z detektywami i Sandomierzem), a dokładniej – jednej z jego rekolekcyjnych konferencji (chyba większość piosenek mnisi podczas rekolekcji piszą :) ). Ten ostatni utwór kończy spontaniczna modlitwa wstawiennicza za wszystkich, którzy będą naszej płyty słuchać. Na koniec należy wspomnieć jeszcze o  dwóch piosenkach o. Grzegorza Kwietnia – wieloletniego przyjaciela zespołu – które nadają płycie głębi i franciszkańskiego ducha. Tekst Z głębi serca jest parafrazą modlitwy, znajdującej się w Regule Niezatwierdzonej Franciszkanów. Ja wierzę natomiast, przywołując opowieść o wskrzeszeniu Łazarza, przypomina, że śmierć niczego nie kończy. To tylko niektóre z piosenek zarejestrowanych i zmiksowanych przez pana Edwarda Sosulskiego (studio „Psalm”), znanego i cenionego reżysera dźwięku na polskiej scenie muzyki chrze-

ścijan („2Tm 2,3”, „Arka Noego”, „Deus Meus”, „Armia”, Mietek Szcześniak… na pewno jeszcze długi rząd imion i nazw, łącznie z „Pokój i Dobro”). Na trzy dni – czterdzieści trzy godziny sala zespołu została przemieniona w studio nagrań. Czasami wydawało się być „pod górę”: nagrania ciągnące się do nocy (ostatnie dźwięki – modlitwę dziękczynienia – nagraliśmy o 02.13 w poniedziałek), szybkie tempo. Bracia Sebastian i Krzysztof dosłownie „prześpiewali” całą sobotę od rana do wieczora. Trzy godziny na nagranie klawiszy oraz pięciogodzinne gitarowe granie, podczas którego udało się nagrać aż po trzy partie gitar w niektórych piosenkach. Mimo to jednak radość i namacalnie odczuwane Boże błogosławieństwo oraz pomoc Maryi (nic dziwnego, że jedna z piosenek właśnie Jej została poświęcona). Nieoceniony modlitewny support okazali w ciągu tych dni nasi bra-

cia ze wspólnoty seminaryjnej, którzy swoim kibicowaniem zachęcali zmęczonych i ochrypniętych muzyków do dalszych działań.

Wyruszyć w stronę Boga Po nagraniu ostatnich nutek i akordów, kiedy gitary zajęły swoje miejsce w futerale, a bębny stanęły sobie w kącie, my odsłuchaliśmy całość. Ciekawa rzecz – wszystkie te piosenki, pisane przez różne osoby w różnym czasie i miejscach, ułożyły się w jedną historię. Historię opowiadającą o podróży ku Bogu i ku sobie samemu. O tęsknocie, poszukiwaniu, zaufaniu i radości ze znalezienia. Dlatego nazwaliśmy tę płytę Prowadź mnie. Może wybierzesz się razem z nami w muzyczną podróż w nieznane? Przecież warto czasem wyrzucić wiosła… ■


Z naszego życia

Kronika 13 XI Spotkanie seminariów

Doroczne spotkanie naszej wspólnoty ze wspólnotą seminarium diecezjalnego z Łodzi rozpoczęło się wieczorną Eucharystią, której przewodniczył ks. abp Marek Jędraszewski. Następnie udaliśmy się na wspólną kolację i na międzyseminaryjny mecz piłki halowej.

23 XI Sympozjum katechetyczne

Zorganizowane przez nas sympozjum, którego tematem było „Świadectwo wiary w katechezie” zgromadziło spore grono katechetów z archidiecezji łódzkiej. Pierwszym punktem programu była Eucharystia pod przewodnictwem ojca rektora Piotra Matuszaka, po niej nastąpiły dwie prelekcje oraz panel dyskusyjny w auli seminaryjnej.

7–8 XII Śluby wieczyste w Polsce i na Białorusi

Najpierw radosne wydarzenie ślubów na całe życie naszych braci przeżywaliśmy w sobotę 7 grudnia w Łodzi. Na ręce o. Piotra Szczepańskiego i o. Jana Maciejowskiego profesję uroczystą złożyło pięciu braci. Natomiast dzień później swoje śluby wieczyste w Iwieńcu na Białorusi złożył br. Eugeniusz Hołub.

13–16 XII Nagrywanie płyty

Zespół seminaryjny „Pokój i dobro” nagrywał w swojej salce nową płytę pod kierunkiem pana Edwarda Sosulskiego. Przedsięwzięcie angażujące i ważne, bo ostatnia płyta pojawiła się w 2005 r.

19 I Koncert charytatywny

Nasze seminarium zaangażowało się w zbiórkę ofiar, zorganizowaną przez SP nr 61 im. św. Franciszka w Łodzi, na rzecz rodziny z Rosanowa, która utraciła w pożarze dorobek swojego życia. Zespół „Pokój i dobro” animował muzycznie Msze święte i zagrał koncert charytatywny o godz. 13.30, natomiast uczniowie z panem Dyrektorem zbierali na ten cel ofiary do puszki.

10 III Święcenia diakonatu br. Eugeniusza

Br. Eugeniusz, który w lutym skończył studia, decyzją Ojca Prowincjała został dopuszczony przedterminowo do święceń w stopniu diakonatu. Było to dla nas wszystkich miłe zaskoczenie. Święceń udzielił Abp Senior Władysław Ziółek. Natomiast neodiakon został skierowany do pracy na Białorusi, skąd pochodzi.

Sympozjum

Nagrywanie płyty

Śluby wieczyste

Kronikarz: br. Bartłomiej Ewertowski Prowadź mnie!

17


Fotokr

Akcja

18

Nasze ď‚Życie nr 1/2014 (114)


ronika

„Mikołaj”

Jednym z zadań, jakie podejmują

nasze seminaryjne duszpasterstwa,

jest zorganizowanie paczek świątecznych dla potrzebujących dzieci.

Mimo że już dawno po świętach Narodzenia Pańskiego, Wam pokazać kilka zdjęć ze spotkań Świętego Mikołaja z podopiecznymi.

chcemy naszymi

Prowadź mnie!

19


Z naszego życia

Z br. br.

Józefem Jankowskim rozmawiają:

Rafał Głąb i br. Kamil Piotrowski

Trafił Brat do Penitencjarii Apostolskiej w 16. roku pontyfikatu Jana Pawła II, a przez te 18 lat swojego pobytu na Watykanie spotkał się Brat z trzema papieżami. Jak by Brat scharakteryzował ten czas z perspektywy tych właśnie pontyfikatów? Nie jest łatwo w paru słowach powiedzieć coś o tak wielkich pontyfikatach i tak wielkich Papieżach. Bł. Jan Paweł II – był to zaszczyt żyć tak blisko niego i spotkać go na mojej drodze. Podczas każdego spotkania, czy to w Pałacu Apostolskim, czy w Bazylice św. Piotra, podczas audiencji czy nabożeństw, kiedy pojawiał się Ojciec Święty, odczuwało się jakąś nadzwyczajną atmosferę, coś dziwnego, nic z tego świata. Nigdy nie wątpiłem w świętość tego człowieka. Kiedyś zszedłem

20

Nasze ycie nr 1/2014 (114)

do grot watykańskich z konsulem RP i jego gośćmi, po powrocie jeden z gości wyznał: „Kiedy zeszliśmy na dół, poczułem, jak mi ciarki przeleciały po plecach”. Wszyscy tam szli jak do świętego. Cieszę się, że kanonizacja odbędzie się już niebawem. Kiedy spotkałem się z papieżem Benedyktem XVI, uderzył mnie ogromną skromnością i pokorą. Jest to Papież wielkiej wiedzy i mądrości. Wielu mamy świętych, którzy nas ubogacają swoją skromnością i pokorą, chociażby św. Józef, patron Papieża. Ojciec Święty Franciszek jest to papież radosny i dający nam wszystkim nadzieję. Zaczynając od siebie, możemy zrobić dużo dobrego i dać to drugiemu. Kiedy spotyka się z ludźmi, wszystkich

prosi o modlitwę za siebie i nie inaczej było podczas spotkania ze mną. Na pewno jej potrzebuje, tak jak każdy z nas. Są to trzy pontyfikaty, można by wiele o nich opowiadać, jednak musimy pamiętać, że są nam dani od Boga. Nie można powiedzieć, że któryś z papieży jest lepszy, czy nasz, każdy jest powołany w swoim czasie do misji jaką im Pan Bóg wyznacza.

Czy wybór kard. Bergoglio na papieża był dla was, jak dla innych, zaskoczeniem, czy tam za murami Watykanu rozpatrywano taką możliwość?


Z naszego życia Podczas konklawe papież nie jest wybierany przez spekulacje mediów. Dwa razy widziałem biały dym (kilka razy czarny). Na placu św. Piotra panuje nadzwyczajna rodzinna atmosfera, mimo że plac może pomieścić 100 tysięcy ludzi. Byłem na placu już za pierwszym razem po rozpoczęciu konklawe. Wiedzieliśmy, że raczej za wcześnie na wybór nowego papieża. Po jakimś czasie pojawił się czarny dym – o dziwo wywołał on wielką radość. Była to atmosfera radosnego oczekiwania na wybór nowego papieża. Kardynała Ratzingera znałem wcześniej, przychodził jako kardynał do naszej Penitencjarii. Cieszyłem się z tego wyboru. Kardynał Bergoglio nie był mi znany. W balkonie błogosławieństw ukazał się Papież, którego nie znałem ani ja, ani moi przyjaciele, którzy w tej chwili znajdowali się na placu. Jeden z nich, po ogłoszeniu wyboru nowego papieża, sprawdził w Internecie, kim jest nowy papież. Po błogosławieństwie nowego papieża udaliśmy się do pana Arturo Mari, byłego fotografa wielu papieży, on przybliżył nam osobę Ojca Świętego, którego wcześniej znał.

A po abdykacji Benedykta spotkał go Brat gdzieś, rozmawiał z nim? Byłem na placu św. Damazego przed Pałacem Apostolskim, aby po raz ostatni pożegnać papieża. Było wielu watykańczyków,

a zwłaszcza z Sekretariatu Stanu, cała nasza wspólnota spowiedników watykańskich, gwardia szwajcarska. Samochód papieża już czekał. Po chwili wyszedł kierowca i przyniósł dwie niewielkie walizki, i włożył je do bagażnika papieskiego samochodu. Po chwili zszedł Ojciec Święty i udzielił nam błogosławieństwa. Następnie wsiadł do samochodu i odjechał. Była to scena bardzo wymowna i wzruszająca. Wywarło to na mnie nieco inne wrażenie niż śmierć Jana Pawła II, ale również łapiące za serce. Można by rzec, że coś się skończyło, i trudno było w to uwierzyć! Po paru godzinach kamerling (od red. – kardynał zarządzający Watykanem przy braku papieża) ogłasza okres „sede vacante”. Nie spotkałem już więcej Benedykta XVI, ale miałem okazje widzieć go spacerującego po tarasie klasztoru, gdzie obecnie mieszka.

Z początkiem obecnego roku akademickiego przeniósł się Brat do naszego seminarium, a to już nie Watykan. Ciężko było opuszczać to święte miejsce? Tęskni Brat za tamtym? Jak się zapatruje na posługę? Chciałem wrócić do Polski i wykorzystałem tą okazję w tym roku. Chętnie wspominałem miłe

chwile, jakie przeżyłem w Afryce. Myślę, że i tak będzie z życiem na Watykanie, ale nie nazywałbym tego tęsknotą, ale miłymi wspomnieniami. Jesteśmy zakonnikami i musimy potrafić odnaleźć się tam, gdzie obecnie jesteśmy posłani. Zobaczymy. Na razie po słonecznej Italii trzeba się przygotować do zimy, na pewno nie udam się na tzw. niedźwiedzi sen (śmiech). Życie w seminarium jest bardzo aktywne. Dużo jest tu radości. Zresztą młodzi zazwyczaj są pełni życia. Życzę wam, byście radośniej, z zapałem, dobrze się przygotowali do przyszłej pracy, jako bracia i kapłani w zakonie, bo jak widzicie, nigdy nie wiemy, gdzie nas Pan pośle. Ja nigdy nie myślałem ani nie marzyłem, by pracować w Afryce czy w Watykanie. Dziś jestem tu. Chciałbym jak najlepiej wykonać moje zadanie na służbie brata zakonnego, ponieważ jak mówi Pismo Święte „wszystko, co czynicie, na chwałę Bożą to czyńcie”. Od nas wszystkich zależy, jak się będziemy czuć i odnajdywać we wspólnocie.

Da się żyć z tymi klerykami? Wszystko przed nami, zobaczymy komu będzie łatwiej żyć, Wam ze mną czy mi z Wami (śmiech). ■

fot.: Archiwum br. Józefa Jankowskiego

Prowadź mnie!

21


Z naszego życia

Z Sychem do Łodzi br. Kamil Średnicki kurs IV Pisząc o grupie modlitewnej, jaką jest Oaza, nie sposób nie wspomnieć o początkach tego ruchu. Mianowicie, jest on ściśle związany z osobą Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, który był wielkim darem Bożym na ówczesne czasy związane z II wojną światową i z komunizmem. Ten „Apostoł” Jezusa Chrystusa dał fundament głównych zasad ideowych, pracy formacyjnej i organizacji. Owocem tejże działalności i różnorodnych doświadczeń jest dzisiejszy Ruch Światło-Życie.

Spotkał Pana... w więziennej celi W 1940 r. Ks. Franciszek Blachnicki został aresztowany przez gestapo i przewieziony z aresztu śledczego do obozu w Oświęcimiu, gdzie spędził 14 miesięcy w karnej kompanii oraz w bunkrze głodowym, w tym samym, w którym zginął św. Maksymilian. Z obozu przewieziono go do więzienia w Zabrzu, a potem do Katowic, gdzie w marcu 1942 r. został skazany na karę śmierci, za działalność konspiracyjną. Jednak po czterech miesiącach oczekiwania na wyrok, karę śmierci zamieniono na dziesięć lat więzienia po zakończeniu wojny. Przełomowy moment w życiu duchowym ks. Franciszka nastąpił podczas pobytu w katowickim więzieniu. Jak sam wspomina w swoich więziennych zapiskach, przeżył głębokie wewnętrzne nawrócenie, dzięki któremu wybrał

22

Nasze ycie nr 1/2014 (114)

osobiście Jezusa Chrystusa jako swego Pana i Zbawiciela. Jednak ta wewnętrzna przemiana nie miała charakteru nawrócenia z niewiary, lecz raczej odkrył on na nowo głębię wiary, którą już posiadał. Po wojnie wstąpił do Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie. Owocem studiów było uzyskanie magisterium z teologii na Wydziale Teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego i wyświęcenie go na kapłana w 1950 r. Ks. Blachnicki już na początku swojej kapłańskiej drogi jako duszpasterz zajął się formacją ministrantów. I właśnie te działania duszpasterskie stały się natchnieniem do stworzenia tzw. Oazy Dzieci Bożych.

Krucjata Wyzwolenia Człowieka i Oaza W późniejszym czasie ks. Franciszek zafascynowany duchowością św. ojca Maksymiliana tworzy Krucjatę Wstrzemięźliwości (późniejsza Krucjata Wyzwolenia Człowieka). Wobec tego wydaje także dwutygodnik pt. „Niepokalana Zwycięża”. W jego życiu zaczynają się kształtować rysy charyzmatu maryjnego, który znajdzie swoją realizację w  ruchu oazowym. To dzieło jego życia, będące nową formą duszpasterstwa, gromadziło i wciąż gromadzi wokół Chrystusa dzieci i młodzież, którzy pragną uczynić Go częścią swego życia. Wkrótce Ruch Oazowy rozprzestrzenił się na całą Polskę, a nawet poza granice kraju. Owocami wielkiej pracy i zaangażowania ks. Franciszka i jego współpracowników były pierwsze wakacyjne rekolekcje, wspomniana Krucjata Wyzwolenia Człowieka,

ruch wspólnot rodzinnych oraz wielka Ewangelizacja.

Sychem Z tej nowej wspólnoty, jaką jest Ruch Światło-Życie, wywodzi się nasza franciszkańska Oaza Wielka Sychem. To właśnie będąc członkiem tej wspólnoty, usłyszałem głos powołania zakonnego, jaki skierował do mnie Jezus Chrystus – „Pójdź za Mną”. Dzisiaj żyjąc w  zakonie franciszkańskim, dziękuję Bogu, że postawił na mojej drodze tę, a nie inną wspólnotę, w której mogłem rozeznać dar powołania do życia radami ewangelicznymi. Obecnie jako kleryk Wyższego Seminarium Duchownego  Ojców Franciszkanów w Łodzi Łagiewnikach staram się spełniać obowiązek formacji intelektualnej i duchowej. Mimo to dzieło, jakim jest Oaza Wielka Sychem, nadal jest prowadzone. Naszą małą wspólnotę tworzy kilku braci, opiekunem zaś jest o. Grzegorz Kordek. Spotykamy się wieczorami w każdy piątek na wspólnej modlitwie i rozważaniu Słowa Bożego. Ruch Oazowy, który zapoczątkował ks. Franciszek Blachnicki, jest aktualny także i dziś w coraz bardziej zsekularyzowanym świecie. Słusznie jest nazywany Oazą, gdyż tak jak na pustyni można znaleźć miejsce, gdzie rosną palmy, usiąść w cieniu i zaczerpnąć świeżej wody, tak człowiek zarówno młody, jak i starszy może w tejże wspólnocie zaczerpnąć z samego źródła, jakim jest Jezus Chrystus. To On jest światłem wśród ciemności i On daje życie, które prowadzi do zbawienia. ■


Bądź na bieżąco

Związki niesakramentalnecz. 3

Prawdziwa miłość Kard. Müller pisze: „Miłość jest czymś więcej niż uczuciem i instynktem; w swej istocie jest poświęceniem się. W miłości małżeńskiej dwie osoby mówią sobie, jedno drugiemu, świadomie i dobrowolnie: tylko ty – i ty na zawsze. Słowa Pana: «Co (…) Bóg złączył...», odpowiadają obietnicy pary: «Biorę ciebie za męża... biorę ciebie za żonę... Chcę cię kochać i szanować do końca życia, dopóki śmierć nas nie rozdzieli». Kapłan błogosławi przymierze, które małżonkowie zawarli ze sobą przed Bogiem. Jeśli ktoś miałby wątpliwości co do faktu, że więź małżeńska ma wartość ontologiczną, może posłuchać nauki Słowa Bożego: «Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę. (…) Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwojgiem, lecz jednym ciałem» (por. Mt 19,4-6)”. Dziś natomiast miłość kojarzona jest tylko z uczuciem i pod jego wpływem młodzi

fot.: flickr.com

Tak jak zostało to zapowiedziane, obecny artykuł kontynuuje refleksję nad związkami niesakramentalnymi w świetle dokumentu Moc Łaski prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Jest to już ostatnia część naszych rozważań. Przyjrzyjmy się kolejnym aspektom owego dokumentu, a mianowicie: właściwemu spojrzeniu na miłość oraz subiektywnemu osądowi sumienia w kwestii przyjmowania Komunii świętej. często podejmują decyzję o byciu razem na zawsze. Tymczasem uczucie mija, a oni nie pozwolili sobie nawet na czas, który potrzebny jest im, by poznać drugą osobę i przyjrzeć się, czy SĄ gotowi na to swoiste poświęcenie. Ten czas to narzeczeństwo. Powracająca cały czas jak bumerang kwestia Komunii świętej dla rozwiedzionych, którzy zawarli nowe związki, ostatnio została motywowana tzw. subiektywnym sądem sumienia, czyli że przystępowanie do niej powinno być sprawą indywidualną każdego wiernego. W tym przypadku kard. Müller przypomina o niemożliwości takiej sytuacji. Kwestię tę rozstrzygnęła już Kongregacja w 1994 r.

Podsumowanie Kończąc rozważania na ten temat, należy przytoczyć słowa papieża Franciszka, że każdy ma dostęp i możliwość uczestnictwa w życiu Kościoła. Nieuregulowana

sytuacja małżeńska, o ile jest uzasadniona, nie wyklucza nikogo z życia Kościoła. Trzeba bowiem wyraźnie odróżnić kogoś, kto bezmyślnie wchodzi, z różnych powodów, w kolejne związki, od tych, którzy mają zupełnie dobrą wolę i pragną uczestniczyć w życiu swej parafii. Często ci pierwsi próbują tłumaczyć wszystko miłosierdziem Bożym; kard. Müller odpowiada na to: „Miłosierdzie Boga nie jest dyspensą od Bożych przykazań i  od pouczeń Kościoła; a wręcz daje ono moc łaski, umożliwiającej ich całkowite wypełnianie, aby podnieść się po upadku i aby wieść życie doskonałości, na obraz Ojca niebieskiego”. Niniejszy artykuł pragnie nade wszystko uwydatnić piękno i znaczenie sakramentalnego małżeństwa, które należy chronić, propagować i wspomagać w każdej sytuacji oraz traktować jako priorytetowe. ■ Oprac.: o. dk. Piotr Socha

Prowadź mnie!

23


Wiara dojrzała

Świadkowie Jehowy cz. 3

br. Łukasz Sołtysiak kurs II

T

o już trzecia i ostatnia część naszych rozważań o  Świadkach Jehowy. Cykl ten wzbudził dość spore zainteresowanie wśród Czytelników „Naszego Życia”. Redakcja otrzymywała listy i telefony z Waszymi zapytaniami i przemyśleniami na temat tych artykułów. Za wszystkie uwagi i świadectwa serdecznie dziękujemy. Wasz odbiór tego cyklu potwierdza tylko teorię, iż jest to tematyka niezmiernie ważna szczególnie na naszym „polskim podwórku”, a jednocześnie tak słabo poruszana w ostatnim czasie. Ponieważ zdaję sobie doskonale sprawę, że nawet gdyby ten cykl miał zamiast trzech aż dziesięć części, to i tak nie wyczerpałbym tematu, dlatego w tym ostatnim artykule przedstawię tylko pokrótce dwa ważne zagadnienia w różnicach między nauczaniem Kościoła Świętego a organizacją Świadków Jehowy. Podzielę się też kilkoma moimi przemyśleniami. Mam nadzieję, że w jakiś sposób dodadzą Wam one odwagi do poszukiwania Prawdy i wyznawania Jej przed innymi.

Maryja – matką Jezusa i moją matką Świadkowie odrzucają kult Matki Bożej. Już sam tytuł „Matka Boża” wydaje się im niewłaściwy. Dlaczego? Jak już wcześniej wspominałem, nie wierzą oni w Bóstwo Jezusa. Stąd Maryi nie nazwą ni-

24

Nasze ycie nr 1/2014 (114)

gdy tym tytułem. Według nich jest ona matką człowieka Jezusa z Nazaretu. Wszyscy prawdziwi chrześcijanie wyznają jednak wiarę w Trójjedynego Boga: Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Dlatego, jak naucza Kościół, Maryja jest Matką Jezusa Chrystusa Boga i  Człowieka. W związku z tym katolicy mają prawo nazywać Maryję Matką Boga. W Ewangelii wg św.  Łukasza mamy fragment, w którym to Maryja, nosząca pod swoim sercem Jezusa, odwiedza swoją krewną Elżbietę. Wówczas to Elżbieta wyznaje wiarę w  Bóstwo Jezusa (uznając Go za swojego Pana) i oddaje cześć Maryi: „A skądże mi to, że Matka mego Pana przychodzi do mnie” (Łk 1,43). Dla katolików Maryja jest więc zawsze „Matką Pana”. Kult, jaki Jej oddajemy, wiąże się z tym, że wierzymy w Jej wstawiennictwo za nami przed Bogiem. Ona zawsze wskazuje nam na Jezusa. Nie ma kultu Matki Bożej, który nie prowadzi do Jezusa. Ona była przy Nim w najważniejszych momentach Jego ziemskiego życia. To za Jej namową Jezus dokonał przemiany wody w wino na weselu w Kanie. To Ona jest ukochaną Mamą, którą z krzyża powierzył apostołowi Janowi. Stając się jego Matką, stała się Matką każdego człowieka. Bóg zechciał oddać swego Syna w opiekę właśnie Jej. Wierzymy głęboko w wstawiennictwo Maryi. Bo czy Jezus mógłby nie posłuchać próśb swojej Matki?

Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego Świadkowie odrzucają sakramenty święte, pozostawiając jedynie szczątkową formę niektórych z nich. Kościół katolicki uznaje zaś siedem sakramentów świętych (chrzest, pokutę i pojednanie, Eucharystię, bierzmowanie, namaszczenie chorych, małżeństwo i sakrament święceń). Sakrament to widzialny znak niewidzialnej łaski. Kościół wypełnia w ten sposób polecenia Jezusa i dokonuje tego, co czynili pierwsi chrześcijanie. Świadkowie Jehowy udzielają chrztu (trzeba tu zaznaczyć, że nie jest to chrzest w rozumieniu katolickim) wyłącznie osobom dorosłym. Odbywa się to głównie podczas większych zjazdów (zazwyczaj na jakimś stadionie itp.) poprzez zanurzenie w basenie lub innym zbiorniku. Jest to znak oddania się na służbę Jehowy. Nie gładzi on grzechów. Podczas udzielania chrztu nie wypowiada się żadnych słów. W nauce Kościoła chrzest jest to sakrament, który otwiera drogę do zbawienia. Dlaczego chrzcimy? Bo tak nakazał nam Jezus: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt  28,19). Chrzest gładzi grzech pierworodny (w wypadku osób dorosłych gładzi również wszystkie dotychczasowe grzechy) i włącza neofitę


Wiara dojrzała do Wspólnoty Kościoła. W wodach chrztu umiera „stary człowiek” i rodzi się „nowy” należący odtąd do Chrystusa. Ważnego chrztu udziela każdy, kto chrzci: W  imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Czy mamy prawo chrzcić dzieci? Jezus mówił „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie. Nie przeszkadzajcie im” (Mk 10,13-16). W  Piśmie Świętym są świadectwa tego, że chrzest przyjmowały całe domy. W tym oczywiście również dzieci (Dz 16,33 lub Dz 16,14-15). W pierwotnym Kościele udzielano chrztu dzieciom. Już Orygenes pisze: „Od Apostołów przejął Kościół zwyczaj udzielania chrztu także i dzieciom”. Czy mamy więc prawo chrzcić dzieci? Oczywiście, że tak. Rodzice chrześcijańscy mają obowiązek to uczynić.

Kim są polscy Świadkowie? W naszym kraju większość społeczeństwa utożsamia się z  Kościołem katolickim. Kim są Świadkowie Jehowy? Przecież nie biorą się oni „z powietrza”. Większość z nich to byli katolicy, którzy z jakichś przyczyn postanowili odejść z Kościoła. Dlaczego? Być może zraziła ich postawa niektórych z tych, którzy przyznają

się do Chrystusa. Być może nie odnaleźli swojego miejsca w Kościele. Na pewno nie nawiązali nigdy żywej relacji z Jezusem. Świadkowie Jehowy to nasi sąsiedzi, znajomi z  pracy, szkoły, albo członkowie naszej rodziny. Pamiętajmy jednak, że to również najczęściej byli członkowie naszej wielkiej wspólnoty Kościoła, o których ktoś z nas kiedyś się nie zatroszczył. Do których ktoś kiedyś nie wyciągnął dłoni i  nie pokazał im miłości Boga. Oni są tymi ewangelicznymi owcami, o których mówi Jezus, że poginęły z Jego owczarni. On ich szuka, chce wziąć na ramiona i przynieść z powrotem do zagrody. Może chce to zrobić naszymi rękami?

Być świadkiem Chrystusa Podobno co piąty mieszkaniec Ziemi to katolik. Jak to możliwe, że Dobra Nowina o zbawieniu dotarła do tylu ludzi? Przecież Chrystus miał na początku tylko 12 Apostołów. Pierwsi chrześcijanie za wyznawanie wiary ginęli na arenach Rzymu, a mimo to było ich coraz więcej i więcej. Dlaczego ci ludzie tak bardzo narażali swoje życie? Odpowiedź jest prosta. Spotkali na swojej drodze Jezusa. Spotkali tych, którzy opowiedzieli

Świadka Jehowy nawrócić może więc tylko autentyczny świadek Chrystusa. Ten, który Go spotkał i żyje w Jego obecności. im o Jezusie, Bogu, który z miłości do każdego człowieka umarł na krzyżu, i którzy tą Miłością żyli. Świadka Jehowy nie nawróci się zwykłą „wojną na argumenty” (choć oczywiście trzeba jak najlepiej poznawać naukę Kościoła i umieć jej bronić). Ponadto gdy od katolików doświadczają jakichś nieprzyjemności pod swoim adresem, utwierdzają się w przekonaniu, jakoby mieli być prześladowani (niczym pierwsi chrześcijanie). Jest to dla nich gwarantem prawdziwości ich nauki. Świadka Jehowy nawrócić może więc tylko autentyczny świadek Chrystusa. Ten, który Go spotkał i żyje w Jego obecności. Który doświadczył Miłości i tą Miłością dzieli się z innymi. Czy Ty jesteś świadkiem Chrystusa? ■


Rycerstwo Niepokalanej

br. Rafał Głąb kurs IV

Matka Wszystkich Świętych

Maryja jest Matką Jezusa. Jest też naszą Matką daną nam pod krzyżem. Jest Ona Matką wiary i łaski. Kocha nas, ale i pragnie naszej miłości. Kto kocha Maryję, ten na pewno się nie zawiedzie. Podobnie jak nie zawiedli się na Niej święci, którzy byli przez Nią prowadzeni do Jezusa.

Matka Miłości

Niektórzy z nich określali Ją nieco pieszczotliwie: Droga Mamusia (św. Maksymilian), Dobra Mama (św. Małgorzata Alacoque), Piękna Mama (św. Maria Bertilla Boscardin). Zaś św. Teresa z Lisieux była zachwycona tym faktem, że „Jezus i Teresa są dziećmi tej samej Matki…” Z  kolei bł. Stefan Bellesini zniszczył wiele wizerunków Matki Bożej swymi pocałunkami. Św. Józef

z  Kupertynu wpadał w ekstazę, gdy usłyszał samo imię Niebieskiej Matki, a św. Bonawentura modlił się: „Powiedzieć Ci, że jesteś mi Matką, to mało. O Maryjo – Ty jesteś całą mą miłością!”. Każda matka bardzo kocha swoje dzieci. A jak wielką miłością kocha nas Maryja? Za przykład matczynej miłości Maryi do nas może posłużyć pewne zdarzenie z życia św. Alfonsa Rodrigueza, który podczas modlitwy wypowiedział słowa: „O, jakże Cię kocham, Pani Anielska i Matko

mojego Boga! Jak wielka jest moja miłość do Ciebie! Większa niż Twoja do mnie!”. Następnie ukazała się mu Matka Boża i z wielką miłością powiedziała: „Nie, Alfonsie, nie aż tak. Oszukujesz sam siebie – Ja kocham cię bez porównania bardziej”. Św. Jan Maria Vianney wyjaśnia: „Serce Maryi jest dla nas tak czułe, że serca wszystkich matek razem wzięte wydają się w porównaniu z nim kawałkiem lodu… Najświętsza Dziewica jest tak dobra, że odnosi się do nas zawsze z miłością i nigdy nas nie karze…”.


Rycerstwo Niepokalanej Maryja – nauczycielka świętości Czy warto zawierzyć Matce Bożej swoje życie? Święci zapewne powiedzieliby, że tak. Św. Albert Wielki napisał: „Błogosławiona Dziewica przyciąga grzeszników, oświeca skruszonych, prowadzi niewiernych”. Ona jest Matką, która wychowuje do świętości. Św. Bernardyn ze Sieny napisał zaś: „Dusza doskonała staje się taką tylko dzięki Maryi”. Można zatem wysnuć wniosek, że to dzięki Maryi stajemy się świętymi. Podobnie zresztą ujmował to św. Maksymilian, twierdząc, że: „wszyscy święci są dziełem Najświętszej Dziewicy, a szczególne nabożeństwo do Niej jest ich cechą wspólną”. I rzeczywiście należy przyznać, że gdy przyjrzymy się życiu świętych, ich duchowości, to nie ma świętego, który nie czciłby Maryi. Ze znanej wizji św. Jana Bosko wynika, że Kościół, symbolizowany przez duży statek, dociera do celu dzięki dwóm kolumnom. Na jednej jest figura Najświętszej Maryi Panny i napis Auxiluim christianorum, czyli Wspomożenie wiernych. A na drugiej Najświętsza Hostia i napis Salus credentium, czyli Zbawienie wierzących. To samo tyczy się naszego życia duchowego. Jezus jest naszym Zbawicielem, a Maryja Matką i Pośredniczką. Według Piusa XII: „W dziele Odkupienia z woli Bożej Najświętsza Panna Maryja była jak najściślej złączona z Chrystusem. Z miłości Chrystusa i Jego Męki oraz z miłości i cierpień Matki, wewnętrznie ze sobą złączonych, powstało nasze zbawienie”, a Benedykt XV stwierdza, że „Do tego stopnia Maryja cierpiała i niemal umierała ze swoim cierpiącym i umierającym Synem, do tego stopnia oddała swe mat-

czyne prawa nad Synem sprawie zbawienia człowieka, […] że słusznie wolno powiedzieć: Ona wespół z  Chrystusem odkupiła rodzaj ludzki”. Należy to pośrednictwo Maryi, czy jakby chciał św. Maksymilian – wszechpośrednictwo, rozumieć jednak zawsze jako współuczestnictwo w jedynym pośrednictwie Jezusa Chrystusa. Stąd gdy modlimy się do Maryi, czy oddajemy Jej cześć, Jezus nie gniewa się na nas. On nie zazdrości swojej Matce, że Ją bardzo kochamy. I za najlepszy sposób dotarcia do Siebie wybrał sposób pośrednictwa. Przez Maryję najłatwiej dostać się do Jezusa, jak mawiał św. Maksymilian, a św. Jan Eudes głosił: „Powiem wam tylko, że nie wolno wam nigdy rozdzielać tego , co Bóg tak doskonale złączył. Jezus i Maryja są tak ściśle połączeni, że ktokolwiek czci Jezusa, ten czci Maryję; ktokolwiek kocha Jezusa, kocha Maryję; kto ma nabożeństwo do Jezusa, ten ma je i do Maryi”.

Jak najlepiej czcić Matkę Najświętszą? W Traktacie o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny, św. Ludwika de Montforta, dowiadujemy się między innymi, iż należy powierzyć siebie, całe swoje życie teraźniejsze i przyszłe Maryi. Jest to decyzja, akt zawierzenia, oddania się na własność, bez żadnych zastrzeżeń. Poddanie się Maryi, żeby nas prowadziła do Jezusa. Podobną ideę realizował św. Maksymilian poprzez założone przez siebie Rycerstwo Niepokalanej. Wynika stąd, że najważniejsza jest decyzja oddania i miłość do Matki Bożej. Jednak żeby dojść do takiej miłości i ją pobudzać, nieustannie trzeba modlić się do Maryi. Istnieje wiele

fot.: photoxpress.com

modlitw, chociaż Różaniec wydaje się być szczególnie cenny dla Maryi. Wielu świętych umiłowało tę modlitwę. Św. Ojciec Pio dziesiątki razy dziennie odmawiał Różaniec. Była to też ulubiona modlitwa św. Maksymiliana. Znane są również słowa Jana Pawła II, że: „Różaniec to skarb, który trzeba odkryć”. Byli też święci, którzy własnoręcznie robili różańce, aby rozdawać innym i wzbudzać w nich miłość do Maryi, jak św. Paschalis Baylon, czy św. Pompiliusz Pirrotti, który czynił to nawet po nocach. Siostra Łucja mawiała: „Od kiedy Matka Boża nadała tak wielkie znaczenie modlitwie różańcowej, nie ma takiego problemu duchowego ani materialnego, narodowego czy międzynarodowego, którego nie dałoby się rozwiązać”. To Maryja dała nam Różaniec i przewidziała dla tej modlitwy wiele łask. Wiemy to z objawień maryjnych, chociażby z Fatimy.

Maryja zawsze wskazuje na Jezusa Maryja jest naszą Matką, która prowadzi nas do Jezusa. Przykłady świętych pokazują, że miłość do Matki Bożej i pobożność maryjna jest najprostszą drogą do świętości, do której powołani jesteśmy także i my. ■


Klasztory

br. Mariusz Karchut kurs V

Gniezno Historia Klasztor franciszkański w Gnieźnie jest historycznie najstarszym klasztorem w Prowincji Gdańskiej. Franciszkanów sprowadził tam książę kalisko-gnieźnieński Bolesław Pobożny i jego żona bł. Jolenta w 1270 r. Braciom przekazano istniejący w mieście kościół, który oni wykorzystywali do czasu wzniesienia własnej świątyni. Konsekracji nowego niedokończonego kościoła w stylu gotyckim pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny dokonano w 1279 r. po dziewięciu latach budowy. W tym samym roku nastąpiła śmierć głównego fundatora księcia Bolesława. Jego następca Przemysł II zrezygnował z budowy planowanej początkowo świątyni w kształcie krzyża z podziemną kryptą, która miała stać się miejscem wiecznego spoczynku książęcej pary oraz upamiętnienia linii dynastycznej Piastów kalisko-gnieźnieńskich. Książę Przemysł II sprowadził siostry klaryski do Gniezna, na przełomie XIII i XIV wieku, oraz dobudował do jednonawowej świątyni piętrową nawę boczną równolegle przylegającą do nawy głównej, która służyła jako oratorium dla sióstr. W tym dawnym oratorium obecnie znajduje się relikwiarz zawierający szczątki doczesne księżnej Jolenty, beatyfikowanej 22 września 1827 r. przez papieża Leona XII. Pożary kilkukrotnie nawiedzały kościół i klasztor, z których najbardziej ka-

28

Nasze ycie nr 1/2014 (114)

tastrofalny w skutkach był wielki pożar miasta w 1613 r. Wtedy to oprócz prezbiterium cały kościół przerobiono na styl barokowy, usuwając gotyckie sklepienie, które mocno ucierpiało po zawaleniu się na nie wieży kościelnej.

Kasata i zabór pruski Warto wiedzieć, że w 1836 r. władze pruskie zniosły konwent franciszkański, a kilka miesięcy później klasztor klarysek. Świątynią prawie przez sto lat opiekowali się księża z parafii Świętej Trójcy. Początkowo klasztor franciszkański zajęło wojsko, a później rząd wystawił go na licytację. Zakupiła go gmina katolicka i po przebudowie urządziła tam katolicką szkołę ludową. Natomiast klasztor klarysek będący w nienajlepszym stanie prusacy rozebrali i w to miejsce wybudowali więzienie, a później sąd ziemski. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę franciszkanie mogli powrócić do Gniezna – w 1928 r. Dzięki życzliwości Sługi Bożego kardynała Augusta Hlonda odzyskali kościół i częściowo klasztor oraz otrzymali parafię. W latach 1930–32 nastąpiła przebudowa kościoła realizowana przez gwardiana Maurycego Mazurka. Przywrócono dawne sklepienie i  okna gotyckie. Zmodyfikowano dawne oratorium na boczną nawę kościoła. Tuż przed wybuchem wojny został wykupiony klasztor, jednak już w listopadzie 1939 r.


Klasztory

Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia hitlerowcy wyrzucili franciszkanów z Gniezna. Na szczęście został zachowany dowód kupna, dzięki czemu tuż po wojnie w 1945 r. franciszkanie mogli powrócić do kościoła i klasztoru.

Biblioteka Prawie od samego początku istnienia klasztoru istniała w nim biblioteka, w której było wiele dzieł, głównie z zakresu kaznodziejstwa, teologii, filozofii oraz apologetyki. Wraz z kasatą klasztoru większość dzieł została przekazana do Biblioteki Archidiecezjalnej. Warto wiedzieć, że władze archidiecezjalne w 1975 r. zwróciły franciszkanom 979 starodruków (kodeksów, inkunabułów, rękopisów) z dawnej biblioteki klasztornej sprzed kasaty. Było to możliwe dopiero wtedy, ponieważ wcześniej nie było odpowiednich do tego warunków w klasztorze. Natomiast przed Millennium Chrztu Polski odnowiono gruntownie kościół i  klasztor, w którym przygotowano jedną z sal, zakładając w niej ponownie bibliotekę. Obecnie jest to Biblioteka Prowincjalna, którą poświęcił kard. Stefan Wyszyński. Dzięki dotacjom unijnym w 2013 r. udało się ją usytuować w dawnych pomieszczeniach tzw. Syjonu, który znajduje się za ołtarzem głównym kościoła. Przed II wojną światową były to pomieszczenia mieszkalne zakonników. Dzięki takiemu usytuowaniu bibliote-

ka stała się ogólnie dostępna dla wiernych. Pomieszczenia zostały oryginalnie zaprojektowane, połączono nowe technologie z zachowaniem gotyckiej przestrzeni Syjonu.

Nowicjat i Postulat Pod koniec XX w. dokonano remontu klasztoru. Strych zaadaptowano na około 30 cel mieszkalnych. Dzięki temu przez około dziesięć lat mieścił się tam Nowicjat Prowincji Gdańskiej, a od 2012  r. Postulat Prowincji Gdańskiej i  Warszawskiej. Przy parafii istnieje wiele duszpasterstw, z których najbardziej prężnie działa Rycerstwo Niepokalanej oraz Odnowa w Duchu Świętym. W 2013 r. w kościele i  klasztorze rozpoczął się generalny remont. Osuszane są mury, wymieniono część okien w kościele, pod ławkami założono ogrzewanie oraz odnawiane są ołtarze. Warto wiedzieć, że kościół franciszkański jest sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia – Pani Gniezna. Cudowny obraz Maryi znajdujący się w głównym ołtarzu od ponad 350 lat, został koronowany przez bł. Jana Pawła II podczas jego pielgrzymki do Polski w 1997 r. ■ Źródła: S. Pasiciel Zespół klasztorny franciszkanów i klarysek w Gnieźnie, Gniezno 2005.

Msze święte Niedziela 7.00 8.30 10.00 11.30 dla dzieci 16.00 18.00

Dni powszednie 6.30 8.00 (w czwartki) 9.00 18.00

Spowiedź

Przed i w trakcie każdej Mszy świętej poniedziałek – sobota:

16.00–18.00

Adoracja 15.00–17.00 w kaplicy w czwartki po Mszach świętej o 8 i 18 nabożeństwo do Matki Bożej Pocieszenia, Pani Gniezna www.gniezno.franciszkanie.pl www.postulatfranciszkanski.pl

Prowadź mnie!

29


Franciszkanizm

Za murami klasztoru

czyli być klaryską w XXI wieku Klaryski są W roku 2012 jubileuszowe

zakonem klauzurowym

(„zamkniętym”).

klaryski na całym świecie zakończyły

świętowanie,

upamiętniające

800–lecie

powstania Zakonu, związane z konsekracją Założycielki

– św. Klary. Minęło już 800 lat od chwili, gdy św. Klara, zafascynowana sposobem życia, jaki prowadził św. Franciszek z Asyżu, opuściła dom rodzinny, by żyć Ewangelią, i w San Damiano dała początek pierwszej wspólnocie, która stała się wzorem dla innych wspólnot, rozsianych dziś po całym świecie. Klaryski w dawnej Polsce Chlubne początki miał Zakon na ziemiach polskich. Bł. Salomea, św. Kinga, bł. Jolanta to fundatorki polskich wspólnot. Pierwszy klasztor powstał jeszcze za życia św. Klary w 1245 r., gdy przyjęła welon klarysek bł. Salomea i zamieszkała w klasztorze, najpierw w Zawichoście, potem w Skale (po śmierci bł. Salomei siostry przeprowadziły się do Krakowa) z siostrami przybyłymi ze wspólnoty z Pragi. Kolejną fundacją był klasztor w Starym Sączu, założony przez św. Kingę, żonę Bolesława

Klasztor Sióstr Klarysek Miedniewice 90 96–315 Wiskitki tel. 46 856 93 80 e–mail: klaryski_m@ zakon.opoka.org.pl

30

Nasze ycie nr 1/2014 (114)

Wstydliwego, księcia krakowskiego, brata bł. Salomei, w 1280 r. Bł. Jolanta, siostra św. Kingi, żona Bolesława Pobożnego, księcia kalisko-gnieźnieńskiego, była fundatorką klasztoru w Gnieźnie. W XIII w. powstały dwa nowe klasztory na Śląsku: we Wrocławiu i Strzelinie. Nieco później, bo w 1327 r. powstał klasztor w  Głogowie. Klasztory w Śremie, Kaliszu, Chęcinach i w Zamościu powstały w XVII w. Historia rzeźbiła Zakon, nadając mu swoiste piękno w postaci powstawania różnych nowych rodzin zakonnych. Konkretne

klasztory przeżywały rozkwit, wydając święte, których życie zachwyca i jest zachętą dziś dla nas. Przeżywały też chwile bolesne związane z kasatą, która w XVIII w. doprowadziła do tego, że pozostały tylko dwa klasztory w Krakowie i w Starym Sączu. Dzięki determinacji sióstr przetrwały trudny czas zaborów i w XX w. doczekały się rozwoju. W 1986 r. powstała wspólnota w Miedniewicach, w 1995 r. w  Zamościu, w 1997  r. w Skaryszewie i w 2007 r. w  Sandomierzu. W tym czasie rozwijały się też inne wspólnoty oparte na regule św. Klary, które czerpały inspiracje z Jej sposobu życia.

Patrzeć w oczy Jezusa… Sposób życia św. Klary jest fascynujący dzięki swojej ewangelicznej formie. Św. Matka Klara, podobnie jak św. Ojciec Franciszek, żyła Ewangelią. Nieustannie wpatrywała się w Jezusa, który stał się człowiekiem. Podziwiała ubóstwo położonego w żłobie, rozważała pokorę, niezliczone trudy i udręki, które wycierpiał dla naszego zbawienia, przyglądała się niewymownej miłości, z jaką Jezus cierpiał i umierał na krzyżu. Całe Jej życie to doświadczenie miłości. Jej serce przylgnęło do Jezusa, a  On przez kontemplację przemieniał Ją w siebie. I to jest istota naszego życia dziś. Chcemy podą-


żać za Jezusem, który na kartach Ewangelii wciąż do nas mówi, naśladować Go i pozwolić Mu, by przemieniał nas w siebie. Św. Klara zdaje się powtarzać każdej z nas: Patrz na Niego – Jezusa – który dla ciebie został wzgardzony; stań się dla Niego wzgardzona na tym świecie i idź za Nim. […] twój Oblubieniec, najpiękniejszy spośród synów ludzkich (Ps 45,3), stał się dla twego zbawienia najlichszym z ludzi, był wzgardzony, zbity, poraniony przez biczowanie (por. Mt 27,26) na całym ciele i zmarł wśród męczarni na krzyżu; wpatruj się w Niego, rozmyślaj o Nim, uwielbiaj i staraj się Go naśladować. (drugi list do św. Agnieszki z Pragi)

Porzucić dla Niego świat… Chrystus jest naszym jedynym skarbem, dla którego warto żyć. Podobnie jak Klara i Jej pierwsze towarzyszki nie obawiamy się ubó-

stwa, pracy, trudów, poniżenia, pogardy świata. I pragniemy mieć tylko Ducha Pańskiego wraz z Jego uświęcającym działaniem i modlić się zawsze czystym sercem i wpatrywać się nieustannie w Chrystusa Ubogiego i Ukrzyżowanego, przyswoić sobie Jego sposób życia ukazany w Ewangelii i tak przeżywać codzienność, by wszystko w niej świadczyło, że zostałyśmy córkami i służebnicami najwyższego i  największego Króla, Ojca niebieskiego, i zaślubiłyśmy się Duchowi Świętemu, wybierając życie według doskonałości Ewangelii świętej.

Chwycić Go za rękę… W pierwszym liście do  świętej Agnieszki Klara pisała: Zrozumieliście, wierzę w to mocno, że Pan obiecuje i daje królestwo niebieskie tylko ubogim (por. Mt 5,3), bo jeśli się kocha

rzeczy doczesne, traci się owoce miłości. Nie można przecież służyć Bogu i mamonie, bo albo jednego się kocha, a drugiego nienawidzi, albo jednemu się służy, a drugim wzgardzi (por. Mt 6,24). Wiecie, że człowiek ubrany nie może walczyć z nagim, bo łatwiej powalić na ziemię tego, kogo jest za co uchwycić, wiesz przy tym, że nie można się ubiegać o chwałę na tym świecie i królować z Chrystusem na tamtym, i łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogaczowi dostać się do nieba (por. Mt 19,24). Dlatego odrzuciliście ubranie, to znaczy bogactwo doczesne, aby w ogóle nie dać się zwyciężyć temu, który z wami walczy, i aby po wąskiej drodze i przez ciasną bramę móc wejść do królestwa niebieskiego. Wydaje się, że tajemnica świętego życia klaryski – nasza – dziś zawiera się w tych właśnie słowach: intensywna miłość, która nadaje sens wszystkiemu, i wierność ubóstwu, które sprawia, że odrzucamy wszystko, co nas zniewala i zatrzymuje na tej ziemi, a co tak jak w czasach św. Klary nasuwa się nam jako niezbędne, konieczne do życia. Musimy być „nagie”, wolne od wszystkiego i od siebie, być małymi i mniejszymi od wszystkich, zajmować ostatnie miejsce, by zdumiewać się pięknem świata i chwalić Boga. ■ Oprac.: Klaryski z Sitańca

Klasztor Sióstr Klarysek Skwer św. Kingi Sitaniec 170 22–400 ZAMOŚĆ tel. 84 616 67 59 e–mail: klasztor@ klaryski.com.pl www.klaryski.com.pl Prowadź mnie!

31


Komiks

32

Nasze ď‚Życie nr 1/2014 (114)

Fra


Giuseppe cz. 2

Komiks

czyli życie św. Józefa z Kupertynu

Prowadź mnie!

33


Test biblijny 1. Jakim znakiem Judasz wydał Pana Jezusa? A. podaniem ręki B. przytuleniem C. pocałunkiem D. wskazaniem palcem 2. Dobra budowa z przypowieści Pana Jezusa jest zbudowana na skale, a zła na: A. wodzie B. piasku C. żwirze D. bagnach 3. Dokończ fragment jednego z Listów św. Pawła do Tymoteusza: „Bierz udział w trudach i przeciwnościach jako dobry …… Jezusa Chrystusa”. A. kapłan B. celnik C. żołnierz D. rybak 4. Do kogo Pan Jezus powiedział: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”? A. do Jana B. do Jakuba C. do Pawła D. do Piotra 5. Ile koszy ułomków zebrali uczniowie po pierwszym rozmnożeniu chlebów? A. pięć nie ąza B. dziesięć i w z a ro C. dwanaście z a ój rod r. 114: „Pok g D. czternaście a u ł n N ie

6. Czyja córka tańczyła na urodzinach Heroda i spodobała się mu? A. Herodiady B. Zuzanny C. Marii D. Marty 7. Dokończ: „Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich .....”. A. pojedynczo B. po dwóch C. po trzech D. po czterech 8. Kim był Jair, którego córkę uzdrowił Pan Jezus? A. celnikiem B. przełożonym synagogi C. kapłanem D. przełożonym miasta 9. Gdzie mieszkał Łazarz, przyjaciel Pana Jezusa? A. w Betanii B. w Jerozolimie C. w Kafarnaum D. w Jerychu 10. Ilu ludzi nawróciło się po pierwszym wystąpieniu św. Piotra po doświadczeniu Zesłania Ducha Świętego? A. tysiąc B. dwa tysiące C. trzy tysiące D. pięć tysięcy oprac. br. B. Ewertowski

spo mn uz test łyta ze owadź p r Na rozwiązania czekamy do 24 maja 2014 r. 3 x bro” P Odpowiedzi prosimy nadsyłać na adres redakcji o iD WSD OO. Franciszkanów

ul. Okólna 185, 91–520 Łódź Łagiewniki z dopiskiem na kopercie: KONKURS BIBLIJNY lub na mail: naszezycie@seminariumfranciszkanskie.pl

Nagrody z nr. 113 otrzymali: Bogumiła Mazur ze Skarżyska-Kamiennje, Lilianna Cuper z Gdyni i Katarzyna Chmiel z Zamościa

1 6

A B C D A B C D

2 7

A B C D

3 8

A B C D

4 9

A B C D

5 A 10 A

B C D

A B C D A B C D A B C D B C D Imię i nazwisko........................................................................ I Z D E I Adres......................................................................................... ODPOW A T R KA 114 Wiek.....................

34

Nasze ycie nr 1/2014 (114)



114 e prenumerata duzy