Issuu on Google+

Londyn, 19.04.2011 r. Janek Emigrant Wielka Brytania Londyn

Szanowny Pan Donald Tusk Prezes Rady Ministrów Warszawa Polska

Szanowny Panie Premierze! Piszę do pana z Londynu, który odwiedził Pan w poniedziałek. Nazywam się Janek Emigrant. Mam 31 lat. Siedem lat temu, w 2004 roku wyjechałem za chlebem do Wielkiej Brytanii. Miałem wówczas 24 lata i byłem świeżo po ukończeniu dwóch kierunków studiów socjologii i stosunków międzynarodowych. Mimo tego w Polsce nie mogłem znaleźć pracy. Jeszcze na studiach, na trzecim, czwartym i piątym roku, szukałem zajęcia. Czasami się udawało - na umowę zlecenie, jako roznosiciel ulotek, barman, ankieter. Po studiach kilka miesięcy szukałem stałej pracy. Nie udało mi się jej znaleźć, mimo, że nie miałem zbyt wygórowanych oczekiwań finansowych. W końcu podjąłem trudną dla mnie i moich najbliższych decyzję o emigracji zarobkowej. Wybrałem Wielką Brytanię, z racji znajomości języka oraz faktu, że otworzyła dla Polaków rynek pracy dając możliwość legalnego zarobkowania. Od prawie 7 lat pracuję ciężko, najpierw na przysłowiowym już zmywaku, potem jako pomoc kuchenna w restauracji, a teraz jako magazynier w dużym supermarkecie. W 2007 roku w czasie kampanii wyborczej zobaczyłem spot wyborczy z Pana udziałem. Obiecywał Pan wszystkim Polakom lepszą, spokojna, dostatnią przyszłość. Obiecywał Pan, że jak tylko wygra wybory, "wkrótce Polacy zaczną wracać z emigracji, bo praca tu będzie się opłacać". Tak Panie Premierze, to Pana słowa, dzisiaj dla pewności odtwarzam je sobie z serwisu internetowego YouTube. Wówczas uznałem, że są skierowane także bezpośrednio do mnie. Uwierzyłem Panu, że Pańskie rządy sprawią, że ja i wielu moich polskich przyjaciół zaczniemy wracać do Polski, bo będzie dla nas praca. Pamięta Pan zapewne te kolejki do lokali wyborczych w Wielkiej Brytanii 21 października 2007 roku. Do tego dnia kolejki z dzieciństwa kojarzyły mi się z koszmarem. Koniecznym koszmarem, który dla moich rodziców był codziennością. Wtedy kolejki były przymusem, żeby coś kupić trzeba było swoje odstać. W dniu wyborów stałem kilka godzin, żeby oddać na Pana swój głos. Stałem nie z przymusu, ale z własnej woli. Stałem w nadziei na lepszą przyszłość dla mojego kraju i dla mnie osobiście. Mocno wierzyłem, że spełni Pan swoje wyborcze obietnice. Wierzyli w nie ci, którzy godzinami stali przed lokalami wyborczymi nie tylko w Londynie, ale w Birmingham, Southampton, Ipswich, Hull, Manchesterze, Edynburgu, Belfaście, Cardiff i w innych miastach. Proszę sobie przypomnieć, ile głosów na emigracji padło na Pańską partię i Pana. Wygrał Pan wybory, także dzięki takim jak ja. Dzięki wielu moim przyjaciołom, tym, których mobilizowałem do pójścia i głosowania na Platformę Obywatelską i Pana, jako lidera listy warszawskiej, na którą głosuje emigracja. Niemal 20% głosów, które Pan otrzymał, pochodziło z zagranicy.


I cóż Panie Premierze z Pana obietnicami? Mijały dni, tygodnie, miesiące, minął rok, dwa, trzy lata pańskich rządów. Czy coś się zmieniło? Tak, zacząłem spotykać nowe twarze z Polski. Świeżo upieczeni absolwenci najlepszych polskich uczelni, moi rówieśnicy, ludzie trochę młodsi lub starsi ode mnie, z obszarów wiejskich, małych miasteczek i dużych miast nadal emigrowali za chlebem do Wielkiej Brytanii. Tych, którzy wracali do Polski było niewielu. Część z nich spotykałem później, jak ze spuszczonymi głowami znowu przyjeżdżali do Wielkiej Brytanii. Mówili, że nic się nie zmieniło, że pracy nadal dla nich nie ma. Więcej, bezrobocie w Polsce wśród absolwentów w ciągu 3 lat Pana urzędowania zwiększyło się trzykrotnie! W poniedziałek przyjechał Pan z oficjalną wizytą do Londynu i dziękował Pan premierowi Davidowi Cameronowi, że "tysiące i tysiące Polaków" mogły przyjechać do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu lepszych możliwości pracy zawodowej. Rozumiem, że dziękował Pan także za te miejsca pracy za najniższą stawkę, za miejsca pracy w warunkach, w których Brytyjczycy nie chcą pracować, za miejsca pracy poniżej naszych kwalifikacji i wykształcenia, za miejsca pracy, które niosą rozłąkę z rodzinami, za miejsca pracy, których dla nas nie ma w Polsce. Czy Pan kpi, Panie Premierze? Śmieje się nam w twarz? Za co Pan dziękuje? Po wejściu do Unii Europejskiej oczywiste było, że możliwości wyjazdu za granicę, również zarobkowego, będą większe. To naturalny proces, za który nie trzeba dziękować. Chyba, że dziękuje Pan Brytyjczykom za to, że zdjęli Panu problem z głowy? Tysiące problemów, takich jak ja. Że nie musi Pan myśleć, gdzie znaleźć miejsca pracy dla młodych absolwentów, bo zawsze można się ich pozbyć za granicą, upchnąć w Wielkiej Brytanii, Irlandii czy gdzieś indziej? Dzięki temu nie zaśmiecają Panu statystyk Pańskiej „zielonej wyspy”. Niech Pan powie prawdę, za to były te podziękowania? Dobry humor Pana nie opuszcza. Komicy z Monty Pythona mają w Panu konkurencję. Tylko, że oni zarabiali na życie jako komicy, a nie politycy, którym Pan jest. Ta wizyta udowadnia, że nie zapomniał Pan, że jest takie miasto Londyn, bo wydawać by się mogło, że z miast na L to ostatnio zna Pan tylko Lądek Zdrój. Udowadnia, że zapomniał Pan o nas, emigrantach zarobkowych. Przykro nam. Zapewne wkrótce spotka się Pan z kanclerz Niemiec Panią Angelą Merkel. Będzie miał Pan okazję podziękować Jej za otwarcie, pierwszego maja bieżącego roku, niemieckiego rynku pracy dla Polaków. Znowu z Polski wyjedzie kilkadziesiąt, a może i kilkaset tysięcy młodych, często świetnie wykształconych ludzi. Wyjedzie, by pracować poniżej swoich kwalifikacji i aspiracji, bo w Polsce pracy pod Pana rządami dla nich nie ma! Pan też był kiedyś przez pewien czas emigrantem zarobkowym, pracując w Norwegii. Zapewne wie Pan dobrze, że taki wyjazd dla młodego człowieka ma sens, jeśli nie jest zbyt długi i gdy daje szanse podnoszenia kwalifikacji. Jeśli jest inaczej, zamienia się w koszmar. Panie Premierze, już w piątek, 22 kwietnia będzie Pan obchodził swoje urodziny. Chciałbym życzyć Panu, żeby dobre samopoczucie Pana nie opuszczało, bo ja, były Pański wyborca, już Pana opuściłem. Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych chciałbym życzyć Panu tego, czego mi i wielu emigrantom w te Święta zabraknie - rodzinnej atmosfery. Z poważaniem

Janek Emigrant, który nie ma po co wracać

2


list janka emigranta