Page 1

Wywiad z Mariuszem Błaszczakiem, Przewodniczącym Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości. Rozmowę przeprowadził Patryk Palczewski.

Patryk Palczewski: Panie Przewodniczący, dlaczego polskie życie publiczne nie może obejść się bez osoby gen. Jaruzelskiego? Mariusz Błaszczak: To wynika z tego, że prezydent Komorowski jest człowiekiem, który realizuje koncepcje z początku lat dziewięćdziesiątych. Koncepcję tak zwanego "kompromisu" pomiędzy częścią obozu "Solidarności" i częścią elit PZPR-owskich, czego dowodem jest chociażby to, że gen. Jaruzelski poparł Bronisława Komorowskiego podczas wyborów prezydenckich. Czego dowodem jest to, że wśród najbliższych współpracowników Bronisława Komorowskiego są tacy ludzie, jak na przykład Tomasz Nałęcz, były szef podstawowej organizacji partyjnej, PZPR-u, na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. W związku z tym i postać gen. Jaruzelskiego jest niezwykle ważna w układankach politycznych. Przypomnę, że kiedy w telewizji publicznej ukazał się film, pokazujący w prawdziwym świetle gen. Jaruzelskiego, reakcja była silna ze strony SLD. Wpływ SLD na to, co dzieje się dziś w Polsce jest duży przez bliskie relacje z władzą. To nie jest tak, że SLD jest w opozycji. SLD w istocie jest w koalicji, a tylko retoryka jest trochę inna od tej jaką uprawia PO, czy prezydent Komorowski. P.P.: A jak już mówimy o poparciu gen. Jaruzelskiego dla osoby Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich, to czy nie uważa Pan, że prezydent Komorowski zachowuje się w taki sposób w stosunku do generała, jakby spłacał dług za to poparcie? M.B.: Widać to bardzo wyraźnie, że prezydent Komorowski liczy na wsparcie środowisk SLDowskich, że próbuje się stworzyć wrażenie, że SLD jest w opozycji, ale to jest tylko wrażenie. Dlatego, że prezydent Komorowski bardzo wyraźnie opiera działalność swojej kancelarii, na osobach związanych z nurtem SLD-owskim, nurtem postkomunistycznym, lub na osobach, które na początku lat dziewięćdziesiątych otwarcie mówiły, że do takiego kompromisu powinno dojść. Mam na myśli tu panów Wujca czy Lityńskiego, którzy również są doradcami prezydenta Komorowskiego. P.P.: A czy nie uważa Pan, że te działania prezydenta Komorowskiego, mogą być podwaliną dla przyszłej koalicji, jeżeli Platforma nie wygra wyborów w tym roku, między PO a Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Czy to nie oznaczałoby powrotu do władzy, do wpływów środowisk lewicy czy środowisk postkomunistycznych, które rządziły przed 2005 rokiem? M.B.: W istocie Polską przez ostatnie 20 lat, z krótkimi przerwami, rządziły elity po części wywodzące się z "Solidarności" i po części wywodzące się z PZPR-u. Te krótkie przerwy to rząd Jana Olszewskiego trwający pół roku i rząd Prawa i Sprawiedliwości trwający 2 lata. Poza tym okresem mieliśmy do czynienia z władzą opartą właśnie o ten "kompromis okrągłostołowy", bardziej to precyzując, o porozumienie, które zostało zawarte w Magdalence. To ma swoje odbicie w mediach, to ma swoje odbicie w gospodarce – bardzo to wyraźnie widać. Ci, którzy są najbogatszymi Polakami też wywodzą się z tego nurtu, z tej grupy społecznej. To jest bardzo szkodliwe dla Polski. Dlatego, że to oznacza zablokowanie równych szans w rozwoju, w karierze dla tych wszystkich, którzy nie podzielają tej wizji, która jest realizowana, dla tych wszystkich którzy nie zostali dokoptowani do tej grupy trzymającej w istocie władzę. Myślę, że to określenie z czasów "afery Rywina" jest określeniem jak najbardziej zasadnym. Zresztą sama "afera Rywina" skąd się wzięła? Otóż wzięła się stąd, że środowiska, które reprezentował Lew Rywin, nie dość, że przyszły do Adama Michnika i chciały w pewien sposób uzyskać od niego łapówkę, to dodatkowo przystanie tej grupy, którą reprezentował Adam Michnik na propozycję złożoną przez Rywina, wiązałoby się z utratą kontroli nad samą "Gazetą Wyborczą" w jakiejś tam perspektywie. W związku z tym oburzenie samego Michnika i "afera Rywina". Chodzi o to, że mamy do czynienia z


pewnym układem personalnym. Układem władzy, który po wyborze marszałka Komorowskiego na urząd Prezydenta RP okrzepł. P.P.: Za niecałe 2 miesiące jest beatyfikacja Jana Pawła II w Rzymie. Prezes Kaczyński jedzie tam pociągiem, czy to jest dobry pomysł? M.B.: My zorganizowaliśmy pielgrzymkę dużo wcześniej. Doszliśmy do wniosku, że w ten sposób chcemy uczestniczyć w tym bardzo ważnym dniu. To jest niezwykle istotne wydarzeniu dla nas Polaków. W związku z tym zebraliśmy chętnych do uczestniczenia w tej pielgrzymce, wynajęliśmy pociąg i jedziemy razem. Uważamy, że każdy powinien mieć prawo do przeżywania tego dnia w sposób, jaki uważa za właściwy, a rzeczą niezwykle szkodliwą jest to, że fakt beatyfikacji Jana Pawła II środowiska dziś rządzące Polską chcą wykorzystać do własnych celów politycznych. I w ten sposób należy podchodzić do propozycji wspólnego wyjazdu. Jeszcze dodatkowo w tle pobrzmiewa nazwisko gen. Jaruzelskiego, który miałby w tym wspólnym wyjeździe uczestniczyć. P.P.: To właśnie może wpisywać się w tą politykę spłacania długu Bronisława Komorowskiego za poparcie. M.B.: Tu chodzi o pewien zabieg socjotechniczny w wykonaniu tych, którzy dziś rządzą. Jan Paweł II był największym Polakiem w XX wieku. Był człowiekiem, który przyczynił się w olbrzymi sposób do odnowy moralnej naszego narodu, ale także w skali ogólnoświatowej przyczynił się do upadku komunizmu. I czujemy, że pamięć po Janie Pawle II jest czymś niezwykle istotnym dla nas w przyszłości, dlatego wspólnie chcemy uczestniczyć w pielgrzymce. P.P.: Pani Marta Kaczyńska na swoim blogu bardzo krytycznie skomentowała wypowiedź Władysława Bartoszewskiego dla niemieckiego "Die Welt". Uznała tą wypowiedź za "oczernianie wizerunku Polaków, przedstawiających nas jako wojennych grabieżców, żerujących na tragedii Żydów". Minister Nałęcz brutalnie zaatakował panią Martę Kaczyńską w Radiu Zet, potem temat ten zdominował rozmowę redaktor Olejnik z europosłem Kowalem. Jak Pan uważa, dlaczego teraz tak często Pani Marta Kaczyńska staje się obiektem dyskusji w audycjach redaktor Olejnik? M.B.: Otóż, wyraźnie spada poparcie dla PO, mamy katastrofalną sytuację, jeśli chodzi o finanse naszego państwa, mamy dziurę budżetową – jest monstrualna. Rząd ratuje swoją sytuację podwyżkami. Podwyżkami, które uderzają w najbiedniejszych i średnio sytuowanych. I żeby znaleźć inne pole przerzucenia uwagi publicznej, atakuje się Prawo i Sprawiedliwość, atakuje się Martę Kaczyńską, córkę śp. Prezydenta, atakuje się otoczenie Prezydenta Kaczyńskiego. To jest próba odwrócenia uwagi opinii publicznej od spraw, którymi ludzie żyją. Już w starożytnym Rzymie zasada, wykorzystywana przez sprawujących władzę polegała na "igrzyskach i chlebie". Otóż ten rząd, premier Donald Tusk ma problemy z zapewnieniem "chleba" obywatelom, a więc funduje "igrzyska". To jest oczywiście niesprawiedliwe, to jest żenujące i haniebne. Sam fakt umniejszania pozycji Polski, naszego narodu, naszego społeczeństwa, naszego państwa na arenie międzynarodowej jest czymś bardzo szkodliwym dla naszej przyszłości. Trzeba pamiętać, że Władysław Bartoszewski nie jest starszym człowiekiem, który na własny użytek formułuje poglądy, ale jest ministrem w rządzie premiera Donalda Tuska. Ministrem odpowiedzialnym za relacje polsko-niemieckie. W związku z tym jego słowa to nie są prywatne teorie starszego pana, tylko te słowa trzeba odczytywać jako stanowisko rządu Donalda Tuska. To jest niewyobrażalne. Oczywiście Władysław Bartoszewski żył w czasach II Wojny Światowej, ale mamy przekazy historyczne, mamy pamiętniki i wiemy doskonale, że znakomita większość naszego narodu, naszego społeczeństwa odnosiła się w sposób solidarny wobec Żydów, wobec siebie. Dzięki temu przetrwaliśmy te trudne czasy, kiedy z jednej strony okupacja niemiecka, z drugiej strony okupacja sowiecka, kiedy panował terror w Polsce, kiedy za ukrywanie Żydów groziła kara śmierci. W


zachodnich krajach okupowanych przez Niemców takiej kary nie było, a mimo to najwięcej Polaków jest wyróżnionych przez organizację żydowską Jad-Waszem za to że ratowało życie Żydom. W związku z tym to, co wypisuje pan Gross to jest publicystyka, to jest zupełnie nieudokumentowane, są to teorie pana Grossa a nie fakty historyczne. P.P.: Przez 3 lata rządów Donalda Tuska administracja rządowa rozrosła się o ponad 17% i to po dwukrotnych zapowiedziach premiera o drastycznych 10-proc. cięciach i konieczności zwolnień. Czy to oznacza, że Platforma chce wygrać wybory głosami urzędników i czy to oznacza, że Platforma podnosi podatki po to, żeby opłacać tą całą armię biurokratyczną? M.B. To oznacza, że po raz kolejny opinia publiczna została nabita w butelkę. To oznacza, że po raz kolejny mamy dowód na puste obietnice składane przez premiera Donalda Tuska. Tych obietnic było bez liku. Chociażby inwestor katarski dla stoczni szczecińskiej i gdyńskiej w czasie kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Mnóstwo było takich obietnic – chociażby obietnica dotycząca bezpłatnej służby zdrowia. Teraz przeżywamy olbrzymi dramat związany z ograniczeniem liczby punktów nocnej pomocy lekarskiej. Rząd doszedł do wniosku, że wystarczy 1 punkt na 50 000 mieszkańców, wcześniej był to 1 punkt nocnej pomocy lekarskiej na 30 000 mieszkańców. Po przekształceniach w służbie zdrowia polegających na tym, że przychodnie w większości są prywatne, są spółkami, że szpitale są przekształcane, niedługo będziemy mieli sytuację taką, że nocna opieka lekarska będzie oddalona od miejsca zamieszkania a blisko domu będzie prywatna przychodnia, która może świadczyć usługi medyczne, ale za pieniądze. I to jest wprowadzenie odpłatności za świadczenia lekarskie przez ten rząd. Przez rząd premiera Donalda Tuska. To oczywiście godzi w tych, których nie będzie stać na płacenie za świadczenia medyczne, a większości społeczeństwa polskiego nie będzie stać na płacenie za świadczenia. To służba zdrowia, ale weźmy chociażby edukację czy studia. Okazuje się, że przeforsowano zmianę ustawową polegającą na wprowadzeniu odpłatności za drugi kierunek studiów. To jest ograniczenie możliwości rozwoju dla studentów, a powinniśmy dbać, aby przyszłe pokolenia były dobrze wykształcone, bo one dają nam gwarancję rozwoju naszego kraju. Za chwilę zostanie otwarty rynek pracy w Niemczech. Co to oznacza? Oznacza to, że ci spośród młodych ludzi, absolwentów uczelni, szkół, którzy są bardziej energiczni, bardziej twórczy pewnie będą musieli, nie tylko chcieli, ale będą musieli wyjechać za granicę. Już dziś największe bezrobocie jest wśród absolwentów – ponad 50%. W sferze społecznej, dalej idąc, bezrobocie dosięgnęło już 2 milionów obywateli naszego kraju. W grudniu i styczniu 250 000 ludzi straciło pracę. W Warszawie Fabryka Samochodów Osobowych na Żeraniu przestała istnieć. 1200 osób z końcem lutego straciło pracę. Co rząd odpowiada na pytania posłów Prawa i Sprawiedliwości w tej sprawie? Otóż odpowiada, że właściciel FSO jest właścicielem prywatnym i rząd nie może w żaden sposób wpłynąć na właściciela żeby kontynuował produkcję. Tymczasem rządy innych krajów mogą wpłynąć na prywatne firmy. Chociażby premier Berlusconi, który wpłynął na prywatną firmę, jaką jest Fiat i w efekcie produkcja Fiata Pandy została przeniesiona z Polski do Włoch. Dlaczego? Dlatego, że chodziło o miejsca pracy, nowe miejsca pracy dla Włochów. A Angela Merkel, kanclerz Niemiec, potrafiła dofinansować, a więc uratować Opla, bo chodziło o miejsca pracy dla Niemców, potrafiła dofinansować stocznie niemieckie, bo chodziło o miejsca pracy dla Niemców. Podobnie działał prezydent Francji Sarkozy. Ci liderzy, premierzy, prezydenci działają na rzecz swojego społeczeństwa, swojego państwa i w dobrze rozumianym interesie własnym, interesie własnego narodu. Jak działa premier Tusk? Premier Tusk na wszystko się zgadza i mówi, że kapitał nie ma narodowości. Mówi, że nie może nic zrobić, bo Unia Europejska od niego wymaga, więc przerzuca zobowiązania na Unię Europejską. A przecież mieliśmy mieć takie wspaniałe kontakty w Unii, przecież Jerzy Buzek jest przewodniczącym Parlamentu Europejskiego, przecież Janusz Lewandowski jest komisarzem ds. budżetu. I co to oznacza? Oprócz tego, że są ci panowie na tych stanowiskach, nie ma żadnych korzyści dla naszego kraju. P.P. : Czy złożył Pan list do rady Etyki Mediów i do władz Radia Zet, po tym jak wyszedł Pan


w trakcie audycji od Moniki Olejnik? M.B.: Tak, ja złożyłem te pisma, zarówno do redaktora naczelnego jak i prezesa Radia Zet oraz do Rady Etyki Mediów. Uważam za bardzo niestosowne, mówiąc łagodnie, zachowanie pani redaktor Olejnik w kilku programach. Bo to nie było tak, że był to jeden program tylko kilka programów. Otóż pani redaktor jako prowadząca, powinna być moderatorem dyskusji, powinna stać ponad sporem, tymczasem wypowiedzi pani redaktor wyraźnie wpisywały się w spór polityczny, spór, który był korzystny dla rządu, dla obecnie rządzących i niekorzystny dla opozycji. Jedynej prawdziwej realnej opozycji, jaką jest Prawo i Sprawiedliwość. A wtedy kiedy usłyszałem od pani redaktor, że jeśli mi się nie podoba formuła tej audycji, to mogę nie przyjmować zaproszeń, doszedłem do wniosku, że jedynym honorowym rozwiązaniem jest opuszczenie tej audycji. Ja swoją drogą uważam, że dziennikarstwo w Polsce pozostawia bardzo wiele do życzenia. Dziennikarze, ci mainstreamowi dziennikarze, wyraźnie opowiadają się po jednej ze stron sporu politycznego – po stronie tych, którzy rządzą. Jest to w dwójnasób niebezpieczne. Po pierwsze dlatego, że dziennikarze powinni zachować bezstronność. To jest zasada podstawowa, elementarna. Oczywiście każdy z nich ma własne poglądy, ale poglądów swoich nie powinni prezentować na antenie. Po drugie dlatego, że zadaniem mediów jest przede wszystkim patrzenie na ręce władzy, krytyka władzy. Jeżeli media tego nie robią, to znaczy, że nasza demokracja jest ułomna. To oznacza, że opinia publiczna nie ma dostępu do informacji. Przecież obywatele nie są w stanie przeanalizować wszystkich wydarzeń, jakie mają miejsce, w sensie proponowanych ustaw, działań rządu, podejmowanych decyzji. Od tego są właśnie dziennikarze, od tego są media, żeby wskazywały na niekonsekwencję, na niespełnione obietnice, na błędy. A jeżeli tego nie robią, to oznacza, że rząd jest pozbawiony kontroli. To oznacza, że demokracja jest fasadowa a nie rzeczywista. P.P.: Prezes Jarosław Kaczyński napisał list do Waldemara Pawlaka, w którym prosi o mobilizację premiera i całego rządu w sprawie dopłat bezpośrednich. M.B.: Przede wszystkim my, Prawo i Sprawiedliwość, na temat sytuacji w rolnictwie mówimy głośno od wielu wielu miesięcy. Uważamy, że minister rolnictwa, minister Sawicki, nie wykonuje swoich obowiązków. Nie wykorzystuje szansy, nie stara się chwycić szansy, jaka przed Polską stoi. Chodzi nam o prezydencję w UE, której jednym z priorytetów, w naszym przekonaniu– Prawa i Sprawiedliwości – głównym priorytetem powinno być wyrównanie wysokości dopłat, jakie otrzymują polscy rolnicy z wysokością dopłat, jakie otrzymują rolnicy z krajów Europy Zachodniej. Jeżeli do takiego wyrównania nie dojdzie, to jakie będą tego konsekwencje? Takie, że polskie produkty będą niekonkurencyjne wobec produktów niemieckich. My nadrabiamy konkurencyjność taniością siły roboczej, ale czym to jest spowodowane i jakie to przynosi konsekwencje? Otóż przynosi konsekwencje fatalne dla mieszkańców polskiej wsi. To powoduje biedę na polskiej wsi. To powoduje fakt, iż mieszkańcy polskiej wsi są wykluczeni z tego wszystkiego, co dostarcza państwo demokratyczne, co powinno dostarczać. A więc edukacji, a więc możliwości korzystania ze służby zdrowia, a więc korzystania z kultury. To jest tworzenie skansenu na wsi polskiej. My się temu sprzeciwiamy. Jest szansa i należy ją wykorzystać. Porównujemy na przykład Polskę do Włoch. Otóż obszar upraw w Polsce i we Włoszech jest podobny. Oczywiście inna jest kultura upraw. We Włoszech głównie winorośl, u nas inne – zboża przede wszystkim czy ziemniaki. Ale chodzi o fakt, ze rolnicy włoscy rocznie otrzymują 1 mld 200 milionów euro więcej niż rolnicy polscy. To jest niesprawiedliwe, to jest w dalszej perspektywie bardzo niekorzystne dla naszego kraju. I mówimy wprost – Prawo i Sprawiedliwość domaga się od rządu, aby czas prezydencji wykorzystał na zrównanie dopłat rolników polskich z dopłatami rolników z zachodniej Europy. P.P.: Prawo i Sprawiedliwość domaga się także odwołania ministra rolnictwa Marka Sawickiego. Rozumiem, że jest to odpowiedź na bierność?


M.B.: Nie tylko. Bierność przede wszystkim, ale również jest to nasza odpowiedź na to, co się dzieje na rynku. Zwróćmy uwagę chociażby na to, co dzieje się z cukrem. Otóż cukier bardzo zdrożał, kosztuje w okolicach 5 zł, a jeszcze niedawno kosztował 3 zł. W Niemczech cukier jest tańszy niż w Polsce! A jest to spowodowane tym, że minister Sawicki nie był w stanie przeforsować zmiany polityki Unii Europejskiej ograniczającej produkcję buraka cukrowego w Polsce. Kiedyś słynęliśmy z tego, że mieliśmy cukrownie, że uprawialiśmy buraka cukrowego, że przetwarzaliśmy ten produkt rolny. Teraz okazuje się, że musimy sprowadzać cukier. To w konsekwencji powoduje wzrost cen. Za to odpowiedzialny jest minister Sawicki i domagamy się tego, żeby minister rolnictwa przestał opowiadać o swoich działaniach, tylko zajął się pracą. P.P.: Czy Prawo i Sprawiedliwość będzie reagowało na plany rządu dotyczące likwidacji ulgi budowlanej, która ma obowiązywać tylko do 2013 roku? I czy podziela Pan opinię rządu, że z ulgi korzystają tylko bogaci, a jej likwidacja oznacza troskę o najuboższych? M.B.: No to jest śmiechu warte. Gdyby nie było wypowiadane poważnie, to można by pomyśleć, że rząd Donalda Tuska sobie żarty robi. Program "Rodzina na swoim" został sformułowany i wdrożony za rządów Prawa i Sprawiedliwości. To program, który daje szanse młodym ludziom na uzyskanie własnego mieszkania. Są to dopłaty do kredytów zaciąganych przez młodych ludzi. Rezygnacja z tego programu w sposób znaczący ograniczy możliwości rozwoju polskich młodych rodzin. Konsekwencje będą bardzo złe. Budownictwo w Polsce jest ciągle w fazie daleko niezadowalającej. Bardzo mało mieszkań jest oddawanych do użytku. Mieszkania są drogie. Państwo musi przygotować programy wspomagające młodych ludzi, którzy chcą uzyskać własne mieszkanie. Twierdzenie, że te pieniądze zostaną przeznaczone na wsparcie socjalne dla najuboższych, jest obłudne. Oczywiście trzeba wspierać ludzi najuboższych, ale nie może to wsparcie dokonywać się kosztem tych, którzy mogliby za własne pieniądze z pomocą państwa uzyskać własne mieszkanie. P.P.: Opinię publiczną przez chwilę zaabsorbował temat propozycji rządu Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej dotyczący dwudniowych wyborów parlamentarnych. Mało sojuszników pozostaje w Sejmie Prawu i Sprawiedliwości w obronie jednodniowych wyborów parlamentarnych. PSL woli wybory jednodniowe, SLD nie walczy, a PJN idzie ramię w ramię z Platformą. Co PiS zamierza w tej sprawie zrobić? M.B.: Konstytucja Rzeczypospolitej stanowi wprost: wybory są jednodniowe. Jest to zapisane wprost, w związku z tym dwudniowość wyborów jest sprzeczna z konstytucją. Złożyliśmy skargę do Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie. To jest sprawa podstawowa – sprzeczność z konstytucją. Po drugie koszty. Przecież rząd mówi o tym, że trzeba oszczędzać, ogranicza działalność partii politycznych. Tymczasem wybory dwudniowe będą kosztowały o 50 milionów złotych więcej niż wybory jednodniowe. Kolejna sprawa to ryzyko nadużyć wyborczych. Trzeba pamiętać, że w kampanii wyborczej i potem podczas wyborów samorządowych mieliśmy do czynienia z 1 700 000 głosów nieważnych. Jeśli wybory byłyby dwudniowe, to komisja wyborcza pracowałaby w sobotę, a później w niedzielę. Noc z soboty na niedzielę powodowałaby taką sytuację, że urna wyborcza byłaby poza zasięgiem komisji wyborczej. Co mogłoby się wydarzyć w nocy z soboty na niedzielę? Tutaj można by mnożyć znaki zapytania. Kolejny argument: ci, którzy opowiadają się za wyborami dwudniowymi powiadają, że chodzi im o wyższą frekwencję. Nie ma jednak żadnych twardych dowodów wskazujących, że frekwencja byłaby wyższa. Przywoływany jest przykład referendum w sprawie wejścia Polski do Unii Europejskiej, ale to są sprawy nieporównywalne. Wejście do UE było wydarzeniem dziejowym, było czymś bez precedensu, było czymś, na czym skupiała się uwaga opinii publicznej o wiele wcześniej. Praktycznie każdy z nas miał swoje zdanie na ten temat, czy jest to korzystne, czy jest to niekorzystne, w związku z tym i frekwencja siłą rzeczy była wyższa. W wyborach, w zwykłych wyborach, jak nas uczy doświadczenie, frekwencja nie będzie wyższa. Oczywiście trzeba się starać, trzeba przekonywać


ludzi, żeby szli do wyborów, ale pamiętajmy, że tylko w dyktaturach, które nazywają siebie demokracjami, frekwencja wynosi 90%. W krajach demokratycznych frekwencja tak wysoka nie jest. I jeszcze jeden przykład – Białorusi. Tam wybory trwają tydzień – czy to są uczciwe wybory? Nie, powszechne zdanie jest takie, że wybory na Białorusi uczciwymi nie są. Zatem wybory w Polsce powinny być jednodniowe. P.P. : Powstaje Instytut im. Lecha Kaczyńskiego z siedzibą w Sopocie. Czy nie uważa Pan, że to będzie największy pomnik wystawiony śp. Prezydentowi? M.B.: Instytut Lecha Kaczyńskiego powstaje i to dobrze. Instytut Lecha Kaczyńskiego powinien upowszechniać wiedzę na temat życia i dorobku Profesora Lecha Kaczyńskiego, myśli politycznej Lecha Kaczyńskiego, bo był to mąż stanu. Był to człowiek, który miał wizję rozwoju Polski, który – co jest wyjątkowe – potrafił tą wizję przekuć w działanie. Dlatego powstanie Instytutu jest niezwykle ważnym wydarzeniem. A ja mam nadzieję, że oprócz Instytutu, powstanie także ruch pamięci Lecha Kaczyńskiego i że ten ruch będzie przywoływał nastrój solidarności, nastrój wsparcia, z jakim mieliśmy do czynienia po 10 kwietnia. Wszyscy pamiętamy setki tysięcy ludzi na Krakowskim Przedmieściu, miliony zniczy zapalanych, składanych kwiatów. To był wyraz solidarności i pamięci po poległym Prezydencie Lechu Kaczyńskim. I to był wielki przełom, jeżeli chodzi o ocenę medialną Lecha Kaczyńskiego. To był dowód na przebudzenie społeczeństwa z tego letargu, z tego zakłamania, jakie było forsowane odnośnie Prezydenta Kaczyńskiego. P.P.: A dlaczego Pańskim zdaniem ten rząd i prezydent Komorowski tak często atakują osobę śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i często próbują oskarżać go o rzeczy, które nieprzychylne środowisku PiS media próbują wyciągać na wierzch? M.B.: Powód jest prosty. Otóż zarówno prezydent Komorowski jak i premier Donald Tusk przez lata walczyli z Lechem Kaczyńskim i to walczyli bezpardonowo. Przypomnę, że Janusz Palikot był wiceprzewodniczącym Klubu Parlamentarnego PO, że Palikot atakował Prezydenta zarówno za życia jak i po jego śmierci. Przypomnę także, że to premier Donald Tusk zabraniał Prezydentowi Kaczyńskiemu wylotu do Brukseli, zabierał samolot. Przypomnę, że to ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski drwił sobie z wydarzeń, jakie miały miejsce w Gruzji, kiedy to padły strzały do delegacji polsko-gruzińskiej, a było to po ataku rosyjskim na Gruzję. Marszałek Komorowski twierdził wówczas, że z takiej odległości to ślepy snajper by trafił. To są słowa, które paść nie powinny, ale padły. Środowisko obecnie rządzące Polską nie zdobyło się na żadną refleksję po śmierci Prezydenta Kaczyńskiego. A jeszcze dodatkowo jest tak zatwardziałe w swojej postawie, że nie zgadza się na przykład na wzniesienie pomnika upamiętniającego Prezydenta Kaczyńskiego. Prezydent Warszawy, pani Gronkiewicz-Waltz, uzależnia wzniesienie pomnika od sondażu, jaki ma przeprowadzić w Warszawie, wykluczając Krakowskie Przedmieście jako miejsce na przykład usytuowania tego pomnika. Widzimy wyraźnie, że ta władza boi się pamięci po Lechu Kaczyńskim. Zwróćmy uwagę na to, że na przykład na gmachu Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej jest wywieszona tablica upamiętniająca panią Izabelę Jarugę-Nowacką. Oczywiście nie mam nic przeciwko temu – bardzo dobrze, że taka tablica jest zawieszona, ale tablicy upamiętniającej Prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie ma. A był przecież Prezydentem Warszawy, był Prezydentem Rzeczypospolitej, był Człowiekiem zasłużonym dla naszego kraju. Kiedy tu w Sejmie złożyliśmy wniosek o to, żeby w Sejmie zawisła tablica upamiętniająca Lecha Kaczyńskiego, był w końcu Senatorem, był Posłem, był Prezesem Najwyższej Izby Kontroli, a więc wybieranym, bo stanowisko prezesa NIK jest obsadzane w wyniku wyborów sejmowych, to usłyszeliśmy odpowiedź : Nie. Odpowiedź negatywną. Widzimy, jakie jest podejście tej władzy do śp. Lecha Kaczyńskiego. P.P.: Po fali krytyki Platformy Obywatelskiej zareagował Andrzej Wajda, który siłą swojego


autorytetu mówi w wywiadzie, cytuję: "żeby się odpieprzyć od Tuska, bo podobnie jak Wałęsa jest on wybawicielem". Czy Andrzej Wajda na pewno wie, co mówi? Tutaj zaznaczę, że dzisiaj kapituła Orderu Orła Białego zadecydowała wraz z prezydentem Komorowskim o przyznaniu mu tego odznaczenia. Czy tak powinna zachowywać się i wypowiadać się osoba, która pretenduje do najwyższego państwowego odznaczenia? M.B. To zachowanie nie jest niczym nowym. Ja przypomnę, że pan Andrzej Wajda podczas inauguracji komitetu wyborczego wspierającego ówczesnego marszałka Bronisława Komorowskiego mówił o tym, że to środowisko, czyli to środowisko wspierające Bronisława Komorowskiego ma przyjaciół w TVN-ie, ma przyjaciół w innej telewizji prywatnej i tylko chodziło mu o to, żeby jeszcze zdobyć przyjaciół w telewizji publicznej. Tam już teraz mają również przyjaciół. Pan Braun jest prezesem telewizji publicznej. To był polityk Unii Wolności i Unii Demokratycznej, a więc środowiska, które teraz jest skupione wokół kancelarii prezydenta Komorowskiego. Czyli to nic nowego postawa pana Andrzeja Wajdy, ale też jest to rzecz bardzo wyraźna i warta podkreślania. Chodzi o sposób prowadzenia polityki, bo jest to polityka odznaczeń i porównanie tego działania z Prezydentem Kaczyńskim. Otóż Prezydent Kaczyński wyróżniał zapomnianych bohaterów, wyróżniał tych, którzy oddawali swoje zdrowie, oddawali swoje najlepsze lata, a często poświęcali karierę w imię Polski wolnej, demokratycznej. Oni byli doceniani przez Prezydenta Kaczyńskiego. Dziś przez prezydenta Komorowskiego doceniany jest "salon". Doceniania są ci, którzy poparli prezydenta Komorowskiego. Przecież przypomnijmy sobie ostatnie wręczanie orderów. To było tak, że na tej uroczystości odznaczeni zostali ci, którzy byli w komitecie honorowym Bronisława Komorowskiego. P.P. Tu można wymienić kilka przykładów: Henryk Samsonowicz, Wisława Szymborska. M.B. Widać prezydent Komorowski jest prezydentem swojego środowiska i w odróżnieniu od Prezydenta Kaczyńskiego dostrzega tylko tych, których chce zobaczyć.

Rozmowa z Mariuszem Błaszczakiem  

Rozmowa z Mariuszem Błaszczakiem

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you