Page 1


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:2 c:1 black–text


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:3 c:1 black–text

HARAN Haran E LElizabeth ISzept Z Awiatru BE TH

S

Szept

wiatru

prze ÙoČyÙa

Joanna Grabarek

3


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:4 c:1 black–text

Tytu³ orygina³u: Die Insel der Roten Erde Projekt ok³adki: Pawe³ Panczakiewicz /PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN Redakcja: Monika Kiersnowska Redakcja techniczna: Zbigniew Katafiasz Korekta: Renata Surmacz, El¿bieta Stegliñska

Copyright  2006 by Bastei Lübbe GmbH & Co. KG, Köln Zdjêcia na ok³adce  kwest/Shutterstock  Masson/Shutterstock  pashabo /Shutterstock  for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2014  for the Polish translation by Joanna Grabarek

ISBN 978-83-7758-389-0

Wydawnictwo Akurat Warszawa 2014


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:5 c:1 black–text

Rozdzia³ pierwszy

Australia, Sierpieñ 1845 Po³udniowe wybrze¿e kontynentu – Lucy! Natychmiast przynieœ mi parasolkê! S³yszysz?! – zawo³a³a niecierpliwie piêkna, m³oda, ciemnow³osa kobieta. WyraŸnie obawia³a siê o swoj¹ brzoskwiniow¹ cerê. – Je¿eli s³oñce nadto panienkê przypieka, panno Divine, powinna panienka schowaæ siê w cieniu – doradzi³a Lucy uprzejmym tonem. Wiedzia³a, jak zdradliwe s¹ promienie s³oñca odbite od powierzchni wody. Jako blondynka o bardzo jasnej karnacji poparzy³aby siê w ci¹gu kilku minut. Sta³a wiêc w cieniu pok³adu rufowego, chowaj¹c siê przed s³oñcem i wiatrem. Parowiec „Gazela” ko³ysa³ siê na falach. Podró¿owali wzd³u¿ po³udniowego wybrze¿a Australii w kierunku znanej z kapryœnych wód Cieœniny Badacza i Przesmyku Kuchennych Schodów * odzielaj¹cego Wyspê Kangura od l¹du. Ze wzglêdu na silne podmuchy za³oga statku twierdzi³a, ¿e zanim dotr¹ na miejsce, zapadnie ju¿ zmrok. PaŸdziernik zbli¿a³ siê du¿ymi krokami i powinno siê ju¿ ociepliæ, tymczasem by³o tak ch³odno, jak w zimowy poranek. Amelia Divine sta³a przy relingu, wpatruj¹c siê gniewnie w s³u¿¹c¹. *

Backstaiers Passage [przyp. red.]

5


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:6 c:1 black–text

– To okropne ko³ysanie wywo³uje u mnie md³oœci, Lucy. Gdyby nie bryza, z pewnoœci¹ nakarmi³abym ryby tymi obrzydliwymi kotletami jagniêcymi, które dostaliœmy na lunch. Lucy jêknê³a w duchu. Amelia narzeka³a nieustannie od piêciu dni, kiedy to na pok³adzie „Lady Rosalindy” wyruszy³y z Ziemi Van Diemena *. Zaczyna³o jej to graæ na nerwach. Wci¹¿ s³ysza³a, ¿e jest za gor¹co, za zimno, ¿e podaj¹ okropne jedzenie, za³oga zachowuje siê nagannie, ¿e zmuszono je do przebywania w jednym pomieszczeniu z pasa¿erami z dolnego pok³adu i tak dalej, i tak dalej… Nawet krótki postój w Melbourne przed wejœciem na pok³ad „Gazeli” nie poprawi³ humoru kapryœnej pracodawczyni. Lucy by³a przekonana, ¿e wiatr jest zbyt silny, aby utrzymaæ w rêku parasol, ale spe³ni³a zachciankê swojej pani. Wrêczy³a parasolkê Amelii, a po chwili wiatr wyrwa³ j¹ z r¹k m³odej damy. Kobieta pisnê³a gniewnie, widz¹c, jak parasol znika, niesiony kolejn¹ fal¹. – Mo¿e by³oby rozs¹dniej siê schroniæ, panno Divine – zasugerowa³a Lucy. Amelia by³a tak wiotka, ¿e w ka¿dej chwili i ona mog³a zostaæ zmieciona z pok³adu. – Wtedy z pewnoœci¹ zwymiotujê. Je¿eli nie masz lepszych sugestii, zostaw mnie w spokoju – odburknê³a ponuro Amelia. Jej twarz przybiera³a coraz bardziej zielony odcieñ. Œwie¿y groszek, zupe³nie jak otaczaj¹ce nas wody, pomyœla³a Lucy. Z pewnoœci¹ choroba morska przyczynia³a siê do gwa³townych napadów z³ego humoru jej pracodawczyni. Lucy wróci³a na rufê, gdzie zasta³a jedn¹ z pasa¿erek, Sarê Jones. Kobieta s³ysza³a tyradê Amelii. – Nie wiem, jak znosisz jej narzekanie i kompletny brak szacunku wobec ciebie – powiedzia³a, wpatruj¹c siê w piêkn¹ m³od¹ damê, która sta³a przy relingu z naburmuszon¹ min¹. *

Dawne okreœlenie Tasmanii [przyp. t³.].

6


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:7 c:1 black–text

W ci¹gu ostatnich kilku lat mia³a w¹tpliw¹ przyjemnoœæ poznaæ dziesi¹tki Amelii Divine. Przemawiano do niej w taki sam obraŸliwy sposób, ona zaœ, ze wzglêdu na okolicznoœci, nie mia³a wyboru, jak tylko zaakceptowaæ tê wzgardê. Nie rozumia³a jednak, dlaczego Lucy to znosi. By³a s³u¿¹c¹, a nie niewolnic¹. Sara potrafi³a rozpoznaæ ludzi, których los postawi³ w tej samej sytuacji co j¹. Lucy nie nale¿a³a do tej grupy. Na jej miejscu Sara ju¿ dawno powiedzia³aby pannie Divine, co o niej myœli. Z pewnoœci¹ kosztowa³oby to j¹ utratê zajêcia, ale satysfakcja by³aby tego warta. – Potrzebujê pracy i dachu nad g³ow¹ – odpar³a Lucy. – Przyjecha³am do Australii osiemnaœcie miesiêcy temu wraz ze stu piêædziesiêcioma szeœcioma dzieæmi z sierociñca w Anglii. Po ukoñczeniu szesnastego roku ¿ycia oczekuje siê od nas samodzielnoœci. Ja mia³am urodziny zaledwie miesi¹c temu, ale na szczêœcie uda³o mi siê zdobyæ posadê u Amelii. – Panna Divine chyba nie jest wiele starsza od ciebie – stwierdzi³a Sara, przygl¹daj¹c siê z niechêci¹ m³odej damie. – Gdzie s¹ jej rodzice? – Wiedzia³a, ¿e nie brakowa³o im pieniêdzy i wychowali swoj¹ córkê w pogardzie dla klasy pracuj¹cej. Z tego powodu czu³a tym wiêksz¹ niechêæ do Amelii. – Ma dziewiêtnaœcie lat i jej ¿ycie by³o godne pozazdroszczenia… a¿ do chwili, gdy kilka tygodni temu jej rodzice i brat tragicznie zginêli – odpar³a Lucy. – Co siê sta³o? – Ogromny eukaliptus przewróci³ siê na ich powóz w czasie wichury w Hobart Town. Podobno nie mieli najmniejszych szans. Zatrudniono mnie, ¿ebym towarzyszy³a jej w drodze do opiekunów, którzy mieszkaj¹ w Kingscote, na wyspie. Amelia nie widzia³a siê z nimi, od kiedy skoñczy³a jedenaœcie lat, ale kamerdyner Divine’ów twierdzi³, ¿e to cudowni ludzie i na pewno bêd¹ bardzo dobrzy dla panienki. Modlê siê jedynie, 7


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:8 c:1 black–text

¿eby mnie przy sobie zatrzyma³a, poniewa¿ bez wzglêdu na jej fochy, opieka nad ni¹ nie jest trudnym zajêciem. Lucy by³a zbyt poczciwa, by gniewaæ siê na Ameliê. Jej wrodzona s³odycz przejawia³a siê nie tylko w charakterze, ale te¿ w ³agodnych rysach twarzy i ciep³ym uœmiechu. Sara spojrza³a na ni¹ z niezrozumieniem. Sama wola³aby raczej szorowaæ wychodki, ni¿ zadawaæ siê z t¹ pannic¹. – Gdybym nie zosta³a towarzyszk¹ Amelii, pracowa³abym w fabryce jako sprz¹taczka, a to mi siê wcale nie uœmiecha³o – westchnê³a Lucy. Spojrza³a na popêkan¹ skórê na d³oniach Sary. Domyœli³a siê, ¿e ich w³aœcicielka musia³a w nieskoñczonoœæ moczyæ je w wodzie z mydlinami. Jej w³asne d³onie wygl¹da³y podobnie, gdy jeszcze mieszka³a w sierociñcu. Niechêæ Sary do Amelii bynajmniej nie zmala³a, gdy dowiedzia³a siê o jej tragedii, o niedawnej stracie rodziny. Nie mog³a narzekaæ na biedê, a poza tym mia³a opiekunów. Z ca³¹ pewnoœci¹ przysz³oœæ panny Divine bêdzie nadal czyst¹ przyjemnoœci¹. Ponadto Amelia by³a zbyt piêkna, aby zas³ugiwaæ na wspó³czucie. W zasadzie Sara nie lubi³a jej w³aœnie z powodu ró¿nic miêdzy nimi. Mia³y wprawdzie kilka wspólnych cech – d³ugie ciemnobr¹zowe w³osy, jasn¹ karnacjê i br¹zowe oczy – ale Amelia by³a piêkna, Sara zaœ zaledwie przeciêtna. Obie mia³y zamieszkaæ na Wyspie Kangura, ale ich nowe domy nie mog³yby siê bardziej ró¿niæ. Amelia nale¿a³a do elity, podczas gdy je rodzice wywodzili siê z klasy pracuj¹cej. Niemniej Sara rozumia³a punkt widzenia Lucy, chocia¿ nadal z³oœci³o j¹ to, i¿ dziewczêta pokroju Amelii mia³y prawo traktowaæ ludzi z ni¿szych klas niczym popychad³a. Lucy zauwa¿y³a, ¿e nad l¹dem gromadz¹ siê czarne chmury. Modli³a siê, ¿eby statek dotar³ do celu, zanim dopadnie ich sztorm. – Jestem bardzo ciekawa Wyspy Kangura – wyzna³a. – Jeden z pasa¿erów powiedzia³ mi, ¿e maj¹ tam pla¿e pe³ne bia³ego 8


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:9 c:1 black–text

drobnego piasku i mnóstwo jadalnych ryb. Amelii nie spodoba³a siê wiadomoœæ, i¿ wyspa ma niewielu mieszkañców. Uwa¿a³a, ¿e znajdzie tam tylko kilka sklepów, a ona lubi zakupy. Ja osobiœcie nie mogê siê doczekaæ widoku fok i pingwinów. Prawdopodobnie klimat tam jest taki sam jak na Ziemi Van Diemena, wiêc nie powinniœmy cierpieæ z powodu zbyt wielu upalnych dni. Sara wzruszy³a ramionami. Nie interesowa³a siê takimi rzeczami. Nie mia³a wyboru co do swojego miejsca przeznaczenia. – Czym bêdziesz siê zajmowa³a w nowym domu? – spyta³a Lucy. By³o to niewinne pytanie, ale Sara nie zamierza³a zwierzaæ siê dziewczynie z nieprzyjemnych szczegó³ów. – Zamieszkam na farmie jako opiekunka dzieci, które rok temu straci³y matkê. – Och, to okropne! Jak to siê sta³o? – O ile wiem, umar³a, rodz¹c siódme dziecko. – Czy to znaczy, ¿e jedno z twoich podopiecznych bêdzie zaledwie oseskiem? – zdziwi³a siê Lucy. By³o jej ¿al dzieci farmera, które straci³y mamê, ale jednoczeœnie nie potrafi³a ukryæ podekscytowania. Uwielbia³a niemowlaki. – Powiedziano mi, ¿e ono tak¿e umar³o przy porodzie – odpar³a Sara. Nie po raz pierwszy pomyœla³a, ¿e ¿ona farmera powinna oprzeæ siê ³ó¿kowym zachciankom mê¿a. Wtedy jej dzieci nadal mia³yby matkê. By³a jednak realistk¹ i wiedzia³a, ¿e tak naprawdê biedna kobieta nie mia³a wyboru. Musia³a byæ pos³uszn¹ ¿on¹ i zap³aci³a za to najwy¿sz¹ cenê. Lucy wci¹¿ myœla³a o dziecku, które umar³o, przychodz¹c na œwiat. – Zatem bêdziesz guwernantk¹ szeœciorga dzieci – rzuci³a. Pamiêta³a dobrze noworodki i raczkuj¹ce maluchy, którymi zajmowa³a siê w sierociñcu; biedne, niechciane kruszynki, które nie mia³y na tym œwiecie nikogo, kto by je pokocha³. Po¿egnanie z nimi by³o bodaj najtrudniejsz¹ rzecz¹, jak¹ kiedykolwiek 9


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:10 c:1 black–text

musia³a zrobiæ. Pamiêta³a ten dzieñ, zaledwie miesi¹c temu, kiedy odesz³a z sierociñca. Pamiêta³a, jakby to by³o wczoraj. Niemowlêta p³aka³y, maluchy zawodzi³y, ale zakonnice nie pozwoli³y jej zostaæ. Z³ama³o jej to serce i wci¹¿ czu³a siê winna, ¿e porzuci³a biedne niewini¹tka. Sara odczu³a ulgê, widz¹c, w jaki sposób Lucy postrzega jej sytuacjê. „Guwernantka” brzmia³o du¿o lepiej ni¿ „skazaniec wziêty do terminu”. Sara by³a bowiem wiêŸniark¹, której wrêczono bilet do wolnoœci. W wieku czternastu lat zosta³a skazana za kradzie¿ i osadzona w wiêzieniu na siedem lat. Piêæ z nich spêdzi³a w wiêzieniu dla kobiet Cascade, na Degraves Street, w po³udniowej dzielnicy Hobart Town, pracuj¹c w pralni. Poniewa¿ jednak na australijskich farmach nieustannie brakowa³o r¹k do pracy, za dobre zachowanie skazañcom obu p³ci oferowano mo¿liwoœæ odpracowania reszty kary na australijskim l¹dzie. Sarê odeskortowa³ na pok³ad Montebello stra¿nik wiêzienny, który towarzyszy³ jej w podró¿y a¿ do Melbourne. Tam, ju¿ sama, przesiad³a siê na „Gazelê”. Po przybyciu do Kingscote mia³a zameldowaæ siê na miejscowym posterunku, sk¹d ktoœ powinien odtransportowaæ j¹ na farmê Evana Finnlaya, po³o¿on¹ w odleg³ej zachodniej czêœci wyspy. Z pocz¹tku zaniepokoi³a siê, s³ysz¹c, i¿ w³aœciciel nie zg³osi siê po ni¹ osobiœcie, gdy¿ gospodarstwo le¿a³o ponad sto mil od miasta. Zapewniono j¹ jednak, i¿ zostanie odwieziona na farmê, która usytuowana by³a w dziewiczej jeszcze czêœci wyspy. Na pok³adzie „Gazeli” znajdowa³o siê osiemdziesiêciu jeden pasa¿erów i dwudziestu czterech cz³onków za³ogi. Parowiec przewozi³ równie¿ miedŸ, m¹kê, towary ogólnego u¿ytku i kilka koni, w tym cztery wyœcigowe, z przystankiem docelowym w Adelajdzie. Ich w³aœciciele, panowie Hedgerow, Albertson i Brown przechwalali siê przez ca³¹ drogê sukcesami ich rumaków podczas wyœcigów w Flemington, niedaleko Melbourne. 10


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:11 c:1 black–text

Godzinê póŸniej niebo z³owieszczo pociemnia³o, a wiatr siê wzmóg³. Olinowanie i maszty po obu stronach g³ównego komina statku jêcza³y i trzeszcza³y pod jego naporem. Za³oga obawia³a siê, ¿e w którymœ momencie puszcz¹ zabezpieczenia ¿agli, które rozwin¹ siê i postrzêpi¹ na wietrze. Nie mogli jednak nic zrobiæ, poniewa¿ statkiem, zmagaj¹cym siê z coraz ¿ar³oczniejszymi falami, miota³o na wszystkie strony. Znajdowali siê piêæ mil morskich na po³udnie od b³yskaj¹cej ostrzegawczo latarni morskiej na przyl¹dku Willoughby. Nagle kolejna fala szarpnê³a parowcem, przewracaj¹c na grzbiet jednego z koni wyœcigowych. Kapitan nakaza³ zwróciæ okrêt w stronê po³udniowego zachodu, w g³¹b morza, dziobem w kierunku piêtrz¹cych siê fal, redukuj¹c prêdkoœæ, ¿eby za³oga zdo³a³a pomóc biednemu zwierzêciu stan¹æ z powrotem na nogi. Wkrótce morze rozszala³o siê do reszty i „Gazela” znalaz³a siê w centrum nawa³nicy. Kapitan zdecydowa³, ¿e bezpieczniej bêdzie okr¹¿yæ wyspê i przybiæ do portu w Kingscote, ni¿ próbowaæ w takich warunkach przejœcia przez Przesmyk Kuchennych Schodów. Zamierza³ poczekaæ w mieœcie na lepsz¹ pogodê przed podró¿¹ do Adelajdy. – Kiedy wreszcie dobijemy do portu na tej przeklêtej wyspie? – spyta³a chyba ju¿ po raz setny Amelia naburmuszonym tonem. Deszcz przegna³ j¹ z pok³adu do kabiny, gdzie dopad³y j¹ nudnoœci. Widoczne w oddali zarysy l¹du zniknê³y teraz, przes³oniête ciemn¹ œcian¹ ulewy. Mija³y godziny i statek walczy³ w ponurych ciemnoœciach z nawa³nic¹. Sara i Lucy modli³y siê o ocalenie, podczas gdy Amelia nie przestawa³a narzekaæ. Capitan Brenner dostrzeg³ tymczasem œwiat³o innej latarni morskiej i zrozumia³, ¿e zboczyli z kursu. Szybko przerzuci³ mapy. Widocznoœæ by³a prawie zerowa i nie zdawa³ sobie sprawy, ¿e znaleŸli siê tak blisko wyspy. Przyjrza³ siê jednej z map, szukaj¹c zdradliwych raf. Do³¹czy³ do niego pierwszy oficer. 11


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:12 c:1 black–text

– Jeœli to latarnia na Przyl¹dku du Couedic, sir, a w¹tpiê, ¿eby by³o to coœ innego, powinniœmy odp³yn¹æ jak najdalej od wyspy. – Pierwszy oficer czêsto p³ywa³ po okolicznych wodach i wiedzia³, ¿e dla wielu nie skoñczy³o siê to dobrze. Kapitan Brenner natychmiast zakrêci³ ko³em na bakburtê, ale by³o ju¿ za póŸno. Ktoœ z za³ogi krzykn¹³ z dziobu ostrzegawczo i niemal w tej samej chwili potê¿ny wstrz¹s rzuci³ pasa¿erów i marynarzy na deski pok³adu. – Niech Bóg siê nad nami zlituje! – zawo³a³ kapitan. Statek uderzy³ w czêœciowo zatopion¹ rafê. Przera¿aj¹cy zgrzyt przesuwaj¹cego siê po ostrym koralu drewnianego kad³uba na zawsze zapad³ wszystkim w pamiêci. Dolny pok³ad rozbrzmia³ chóralnym krzykiem przera¿enia. Dzieci w panice przywar³y do p³acz¹cych matek. Ludzie wznosili pospieszne mod³y, gdy wysoka fala cisnê³a statek g³êbiej na rafê. Uderzony przez kolejn¹ œcianê wody, parowiec przechyli³ siê na praw¹ burtê. Pasa¿erami rzuci³o niczym szmacianymi lalkami. Jêki i zawodzenia umilk³y na chwilê, st³umione strumieniem bezwzglêdnej, lodowatej wody, której fala przetoczy³a siê przez dolne pok³ady. Natychmiast zatrzymano silniki, aby œruba napêdowa nie roztrzaska³a siê o przeszkodê. Odg³osy fal uderzaj¹cych w statek i krzyki ludzi sta³y siê og³uszaj¹ce. Za³oga zastyg³a w przestrachu na dwie d³ugie minuty, oczekuj¹c wyroku. Wreszcie statek zdo³a³ siê ustabilizowaæ. Kapitan Brenner niezw³ocznie rozkaza³, aby spuœciæ szalupy. Chwilê póŸniej z³ama³ siê komin „Gazeli”, mia¿d¿¹c jedn¹ z ³odzi ratunkowych i oddzielaj¹c rufê od czêœci dziobowej. Pok³ady parowca podda³y siê pod ciê¿arem i statek rozpad³ siê na trzy czêœci. Kabiny mieszkalne i salony wypoczynkowe pogr¹¿y³y siê w kompletnej ciemnoœci, wprawiaj¹c pasa¿erów w przera¿enie. Kilkoro z nich wraz z grupk¹ pechowych marynarzy i czêœci¹ ³adunku zmy³o z pok³adu rozszala³e morze. Za fragmentem rafy, na którym osiad³a 12


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:13 c:1 black–text

tylna czêœæ parowca, rozci¹ga³a siê g³êbia, nad któr¹ wci¹¿ unosi³ siê pozosta³y fragment statku. Pasa¿erowie ze œrodkowej i przedniej czêœci parowca w panice usi³owali przedostaæ siê na rufê po linie trzymanej przez marynarza. Wiêkszoœæ jednak zosta³a zmieciona do wody przez bezwzglêdne fale. Lucy, Amelia i Sara Jones znajdowa³y siê w salonie na dziobie. By³y potwornie przera¿one, mimo i¿ nie zdawa³y sobie nawet sprawy, ¿e wiêkszoœæ ³odzi ratunkowych zosta³a porwana przez wzburzone morze. Amelia myœla³a jedynie o tym, ¿e za chwilê pod¹¿y za swoj¹ rodzin¹ do grobu, a Lucy by³a zbyt wstrz¹œniêta, aby j¹ uspokoiæ. Kiedy dziób „Gazeli” ko³ysa³ siê na niebezpiecznej koralowej ¿erdzi, pozostawiony na ³askê i nie³askê rozszala³ego morza i wœciek³ej wichury, za³oga rozpaczliwie usi³owa³a ocaliæ ¿ycie pasa¿erów. Panowie Hedgerow, Albertson i Brown zaoferowali im sto funtów za miejsce w szalupie. Wczeœniej zmuszeni byli bezsilnie obserwowaæ, jak ich trzy cenne rumaki panicznie i bez nadziei walczy³y ze wzburzonymi wodami, zaœ czwarty zgin¹³ w cierpieniu, ciœniêty przez sztormow¹ falê na ods³oniête, poszarpane ska³y. William Smith, marynarz pozostaj¹cy w czynnej s³u¿bie przez dwa lata, nie ukrywa³ przera¿enia, zw³aszcza widz¹c pe³n¹ niedowierzania reakcjê matki czworga dzieci, która us³ysza³a propozycjê bogaczy. Odpowiedzia³ im wprawdzie, ¿e kobiety i dzieci maj¹ bezwzglêdne pierwszeñstwo, ale dwóch jego kolegów poczu³o pokusê. Ronan Ross i Tierman Kelly, majtkowie s³u¿¹cy dopiero pierwszy sezon na statku, z chêci¹ przyjêliby ³apówkê od biznesmenów. Nie mogli jednak zapewniæ, ¿e ktokolwiek – bogaty czy biedny – zostanie ocalony. Wszyscy zdawali sobie sprawê, ¿e tylko cud pomo¿e nielicznym prze¿yæ tê katastrofê. Za³oga skoncentrowa³a siê wiêc na procedurach kryzysowych. Znaleziono kilka rac i wystrzelono je w nadziei, i¿ zostan¹ 13


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:14 c:1 black–text

zauwa¿one. Niestety ³adunki okaza³y siê zbyt przemoczone i w rezultacie race tylko dymi³y, nie daj¹c ¿adnego œwiat³a. Uruchomiono te¿ dzwon okrêtowy, z nadziej¹, ¿e us³yszy go latarnik lub za³oga przep³ywaj¹cego w pobli¿u statku, ale wycie wiatru skutecznie zag³usza³o wycie syreny. Jeden ze stoj¹cych na dziobie marynarzy dostrzeg³ wywrócon¹ do góry dnem szalupê, unosz¹c¹ siê w pobli¿u na wodzie. Jakiœ pasa¿er, duñski ¿eglarz, zaoferowa³, ¿e pop³ynie do ³odzi, przewi¹zany w pasie lin¹. Cudem uda³o mu siê tego dokonaæ, za co otrzyma³ seriê oklasków. Jednak gdy p³yn¹³, lina rozwi¹za³a siê i ¿eglarz nie by³ w stanie wróciæ na statek. Morze unios³o go w dal, kurczowo trzymaj¹cego siê kad³uba szalupy. Dwóch cz³onków za³ogi parowca, uwiêzionych na rufie, zdo³a³o poluzowaæ liny przytrzymuj¹ce jedyn¹ pozosta³¹ na statku ³ódŸ ratunkow¹. Zwodowali j¹, a nastêpnie jeden z nich, trzymaj¹c lampê, wdrapa³ siê do œrodka, podczas gdy drugi zaj¹³ siê przeprowadzaniem ku niej pasa¿erów po pochy³ym pok³adzie. Marynarz stoj¹cy w szalupie pomaga³ rozbitkom wdrapaæ siê do œrodka i usadowiæ na ³awkach. Nie by³o to ³atwe, zwa¿ywszy na nieustannie atakuj¹ce ich zwa³y wody. Za³oga oceni³a, ¿e na rufie znajdowa³o siê trzydziestu piêciu pasa¿erów – zbyt wielu, ¿eby wszyscy zmieœcili siê w jednej ³odzi ratunkowej. Marynarze chcieli jednak za wszelk¹ cenê uratowaæ jak najwiêcej z nich. Najpierw przeprowadzono do szalupy dzieci wraz z ich matkami, a nastêpnie starszych. Lucy, Amelia i Sara znajdowa³y siê w tylnej czêœci salonu pogr¹¿onego w absolutnych ciemnoœciach. Przera¿eni ludzie t³oczyli siê i przepychali, cz³onkowie rodzin rozpaczliwie usi³owali trzymaæ siê razem w ogarniaj¹cym kabinê chaosie. Lucy i Sara nagle zosta³y odseparowane od Amelii, która nadal cierpia³a z powodu choroby morskiej. W salonie rozpêta³o siê prawdziwe pandemonium. Wszyscy przepychali siê, nie zwa14


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:15 c:1 black–text

¿aj¹c na innych. Krzyczeli przeraŸliwie, pragn¹c za wszelk¹ cenê dostaæ siê do szalupy, zanim rufa rozbitego statku zostanie uniesiona przez bezwzglêdne fale na g³êbiny. – Lucy! – zawo³a³a Amelia, czuj¹c, ¿e jej rêka wyœlizgnê³a siê z d³oni s³u¿¹cej. – Lucy! Lucy! Gdzie jesteœ? – By³a przera¿ona, ba³a siê zostaæ sama. Zaczê³a przedzieraæ siê przez t³um w kierunku wyjœcia z salonu. Ju¿ na pok³adzie spojrza³a w dó³, szukaj¹c Lucy w szalupie, ale w s³abym œwietle latarenki i gêstym deszczu nie by³a pewna, czy j¹ rozpoznaje. – Przykro mi, ale nie ma ju¿ miejsca! – krzykn¹³ do góry marynarz z ³odzi. – Szalupa jest pe³na. – Lucy! – krzyknê³a Amelia, wyda³o jej siê bowiem, ¿e dostrzeg³a twarz s³u¿¹cej poœród rozbitków st³oczonych w ³odzi. Lucy chcia³a zaczekaæ na swoj¹ pracodawczyniê, ale strumieñ pasa¿erów uniós³ j¹ wbrew jej woli, wypychaj¹c przez drzwi, gdzie przechwyci³ j¹ za³ogant. Sara dosta³a siê do szalupy zaraz po Lucy. S³ysz¹c okrzyk Amelii, s³u¿¹ca unios³a g³owê. – Lucy, zaczekaj na mnie! – wrzasnê³a m³oda dama, rozpoznaj¹c swoj¹ towarzyszkê. – Przykro mi, panienko, ale szalupa jest ju¿ pe³na – powiedzia³ stoj¹cy przy niej marynarz. – Lucy! – zawodzi³a Amelia. – Nie mo¿esz odp³yn¹æ beze mnie. – Spojrza³a na przytrzymuj¹cego j¹ marynarza. – Lucy jest moj¹ s³u¿¹c¹. Nie powinna zejœæ do szalupy beze mnie. – Prze³adowana ³ódŸ siê przewróci, panienko. Nie ma ju¿ na niej miejsca. – Nie rozumiesz, ¿e muszê siê dostaæ do tej szalupy?! – rzuci³a histerycznie Amelia. Wyszarpnê³a siê z uœcisku marynarza i skoczy³a do wody. Po wynurzeniu siê chwyci³a kurczowo za burtê. – Muszê byæ z Lucy! – wykrzycza³a, zach³ystuj¹c siê wod¹. Nie mieœci³o jej siê w g³owie, ¿e mog³aby pozostaæ na „Gazeli”. Poza tym jako pasa¿erka pierwszej klasy z ca³¹ pewnoœci¹ mia³a 15


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:16 c:1 black–text

wiêksze prawo do miejsca w ³odzi ratunkowej ni¿ inni podró¿ni. – Przykro mi, ale tylko jedna z was mo¿e siê uratowaæ – zawo³a³ marynarz z rufy wraku, usi³uj¹c wyci¹gn¹æ Ameliê z wody. Kobieta jednak opiera³a siê. Macha³a ramionami jak szalona, wprawiaj¹c tym rozbitków w stan bliski histerii. Obawiali siê, i¿ Amelia przewróci szalupê i wszyscy znajd¹ siê w g³êbinach. – To powinnam byæ ja! – Amelia nienawistnie spojrza³a na Lucy, która przysiad³a na ³awce przed Sar¹. – Zostañ! – Sara z³apa³a s³u¿¹c¹ za ramiê, kiedy ta usi³owa³a wstaæ. Lucy nie wiedzia³a, co robiæ. Je¿eli Amelia doprowadzi do wywrócenia ³ódki, ¿aden z pasa¿erów nie bêdzie mia³ szansy na ocalenie. Dziewczyna zerknê³a na pe³ne przera¿enia twarze otaczaj¹cych j¹ dzieci. Jak mog³a dopuœciæ, aby skoñczy³y w wodzie, zamiast przedostaæ siê na bezpieczny l¹d? – Proszê, pozwólcie pannie Divine wsi¹œæ do ³odzi. – B³aga³a marynarza dowodz¹cego szalup¹. – Nie mogê – odpar³ mê¿czyzna. – £ódŸ bêdzie przeci¹¿ona. – Lucy! – krzyknê³a Amelia. – Nie mo¿esz odp³yn¹æ. Nie mo¿esz! Lucy zaczerpnê³a powietrza w p³uca i wsta³a. – Idê! – zawo³a³a do Amelii, przesuwaj¹c siê do przodu. – Nie, Lucy! – nalega³a Sara. – Zostañ w ³odzi. – Nie mogê – odpar³a dziewczyna. Wiedzia³a, ¿e nie ma prawa zajmowaæ miejsca, które mog³o siê dostaæ Amelii. Wyswobodzi³a ramiê z uœcisku Sary i przeskoczy³a z ³odzi na pok³ad statku. W tym samym czasie marynarz dowodz¹cy szalup¹ wy³owi³ Ameliê z wody i pomóg³ jej wdrapaæ siê do œrodka. – Lucy, musisz p³yn¹æ z nami! – nakaza³a gniewnie m³oda kobieta. Nie pojmowa³a, ¿e Lucy poœwiêci³a dla niej w³asne ¿ycie. Tupnê³a nog¹ niczym rozeŸlone dziecko. Szalupa zako³y16


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:17 c:1 black–text

sa³a siê i zgromadzeni w niej rozbitkowie wrzasnêli z przera¿enia. – Zaopiekujê siê ni¹! – krzykn¹³ marynarz z pok³adu, chwytaj¹c Lucy za ramiê i wci¹gaj¹c j¹ po pochy³ym pok³adzie do salonu. Drugi marynarz wios³em odepchn¹³ szalupê od uwiêzionego na rafie statku. Sara wpatrywa³a siê w Lucy, która przygl¹da³a siê odp³ywaj¹cej ³ódce. Nawet w s³abym œwietle latarni trzymanej przez marynarza dostrzega³a wyraz twarzy skazanego na œmieræ cz³owieka, który jeszcze przed chwil¹ by³ przekonany o swoim ocaleniu. Sara by³a tak wœciek³a, ¿e chcia³a rzuciæ siê z piêœciami na Ameliê Divine, ale w miotanej falami szalupie nie by³o to mo¿liwe. Marynarz dowodz¹cy ³odzi¹ ratunkow¹ usi³owa³ kierowaæ siê w stronê l¹du, ale nawet w panuj¹cych ciemnoœciach widzia³ zarysy postrzêpionych ska³, wynurzaj¹cych siê ze wzburzonych wód. Bezpieczne przeprowadzenie szalupy przez labirynt raf przy sztormowej fali graniczy³o z cudem. Potrzebowali go, ale jak dot¹d tej nocy szczêœcie im nie sprzyja³o. Szalupa oddali³a siê nieca³e sto metrów od statku, gdy nagle przednia czêœæ „Gazeli” od³ama³a siê i zniknê³a w g³êbinach oceanu. Zgromadzeni na ³odzi rozbitkowie s³yszeli trzask belek rozbijanych o ska³y, a potem upiorny dŸwiêk wydostaj¹cego siê z kabin powietrza, gdy dziób parowca zsuwa³ siê powoli do morskiego grobu. Nikt nie krzycza³ o ratunek; nieszczêœnicy uwiêzieni na dziobie nie mieli najmniejszej szansy na ocalenie. Amelia i pozostali pasa¿erowie szalupy trzymali siê kurczowo ³odzi i samych siebie, b³agaj¹c, aby okrutny los ich oszczêdzi³. Zastanawiali siê, czy mieli szczêœcie, czy im tak¿e pisana jest œmieræ. Kiedy szalupa dotar³a do brzegu rafy, rzuci³o nimi do przodu. Widniej¹cy przed nimi l¹d mia³ tylko jedn¹, niewielk¹ 17


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:18 c:1 black–text

pla¿ê, która mog³a staæ siê ich ocaleniem. Dooko³a niej strzela³y w niebo nieprzyjazne klify. Kiedy ju¿ rozbitkom wyda³o siê, ¿e sprzyjaj¹cy nurt wyrzuci ich na piasek, dno ³ódki uderzy³o w podwodne ska³y i ³ódŸ zako³ysa³a siê niebezpiecznie na boki. Chwilê póŸniej, pod naporem kolejnej fali, wywróci³a siê do góry dnem. Krzyk Amelii st³umi³a woda. Silny pr¹d poci¹gn¹³ j¹ w dó³ i zacz¹³ miotaæ na wszystkie strony. Kiedy wreszcie zdo³a³a siê wynurzyæ, fale rzuci³y j¹ na coœ twardego. Choæ oszo³omiona, instynktownie chwyci³a siê ska³y i przywar³a do niej rozpaczliwie. Zaczerpnê³a powietrza w p³uca, gdy morze wycofa³o siê na chwilê, usi³uj¹c poci¹gn¹æ j¹ za sob¹. Ledwie zd¹¿y³a odetchn¹æ, gdy kolejna fala przetoczy³a siê nad jej g³ow¹. Ameliê bola³y przeraŸliwie ramiona i nogi. Nie widzia³a nic, poniewa¿ d³ugie mokre w³osy zakrywa³y jej twarz. Kurczowo uczepi³a siê ska³y, opieraj¹c siê nieustannemu atakowi wody, która miota³a jej zmêczonym cia³em. Minuty ci¹gnê³y siê niczym godziny. Zdrêtwia³e palce Amelii przywar³y do kamienia jak pijawki. Nie mia³a pojêcia, gdzie i jak daleko jest brzeg. Miêdzy uderzeniami kolejnych fal uda³o jej siê odgarn¹æ w³osy z oczu. Resztk¹ si³ wdrapa³a siê na ska³ê na tyle wysoko, na ile potrafi³a. Dolna po³owa jej cia³a nadal zanurzona by³a w morzu, ale teraz przynajmniej mog³a trochê odpocz¹æ. Amelia straci³a poczucie czasu. Zamknê³a oczy, zda³oby siê tylko na chwilê, a kiedy je otworzy³a, wokó³ panowa³a dziwna poœwiata. Po chwili zda³a sobie sprawê, ¿e nastaje poranek. Trzyma³a siê wielkiej, obroœniêtej p¹klami ska³y. Dzwoni³a zêbami z zimna i wyczerpania, a jej d³onie, ramiona, kolana i golenie krwawi³y. Odwróci³a g³owê i dostrzeg³a l¹d, z³o¿ony g³ównie ze stromych klifowych zboczy, chocia¿ nieco dalej w bok widnia³a ma³a pla¿a, na której coœ siê porusza³o. Wytê¿y³a wzrok, zafascynowana i jednoczeœnie przestraszona, a¿ wreszcie zrozumia³a, ¿e ma przed oczami koloniê lwów morskich. Amelia nagle przy18


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:19 c:1 black–text

pomnia³a sobie przestrogê, ¿e okoliczne wody roj¹ siê od rekinów. Zadr¿a³a z przera¿enia i spróbowa³a podci¹gn¹æ nogi, ale okaza³o siê to ponad jej mo¿liwoœci. Spojrza³a w stronê ska³y, na której sta³a latarnia morska, nadal ostrzegawczo b³yskaj¹ca. Czy latarnik zdo³a³ j¹ dostrzec? Czy wiedzia³, ¿e „Gazela” zatonê³a tu¿ przy brzegu, którego strzeg³? Amelia nie mia³a pojêcia, czy jest przyp³yw, czy odp³yw. Wróci³a myœlami do ostatniej nocy. By³a wówczas zanurzona po szyjê, a teraz fale rozbija³y siê o ska³ê u jej stóp. Poziom wody by³ zdecydowanie ni¿szy. Nie mia³a zbyt wiele czasu na wymyœlenie sposobu, w jaki przedostanie siê na l¹d. Odwróci³a siê w kierunku otwartego morza i jêknê³a z przera¿eniem. Po œrodkowej i rufowej czêœci statku nie by³o œladu, chocia¿ niedaleko na wodzie unosi³y siê po³amane belki, poduszka, but i walizka – smutne przypomnienie utraconych istnieñ. – O Bo¿e, czy¿bym tylko ja prze¿y³a?! – wykrzyknê³a. Zamknê³a oczy i rozp³aka³a siê. Mewy kr¹¿y³y nad jej g³ow¹, a fale rozbija³y siê o ska³y. Amelia nigdy nie czu³a siê tak dotkliwie samotna. Nagle dobieg³ j¹ jakby jêk bólu. Zrazu wyda³o siê jej, ¿e siê przes³ysza³a. Rozejrza³a siê dooko³a. – Kto tu jest?! – krzyknê³a z nadziej¹, i¿ nie jest jedynym ocala³ym rozbitkiem. Nie dostrzega³a nikogo w wodzie, tak wiêc odg³os musia³ dobiegaæ z przeciwnej strony ska³y. – Jestem… jestem tutaj. – Us³ysza³a. Kolejna fala rozbi³a siê o rafê, zag³uszaj¹c czêœciowo s³owa drugiego rozbitka, ale Amelia by³a pewna, ¿e to kobieta. – Lucy?! – zawo³a³a z nag³¹ nadziej¹. – Czy to ty, Lucy? – Nie – odpar³a beznamiêtnie Sara Jones. Zrozumia³a, ¿e po drugiej stronie ska³y znajduje siê Amelia Divine. Któ¿ inny bowiem pyta³by o tê biedn¹ dziewczynê? 19


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:20 c:1 black–text

Amelia spojrza³a na otwarte morze, zastanawiaj¹c siê… modl¹c… modl¹c siê o to, ¿eby Lucy jakimœ cudem prze¿y³a, chocia¿ w g³êbi duszy wiedzia³a, ¿e szanse na to s¹ nik³e. S³one ³zy nap³ynê³y jej do oczu i ju¿ nie po raz pierwszy zada³a sobie pytanie, dlaczego Bóg ocali³ jej ¿ycie. Gdyby tamtego dnia, gdy rodzice i brat Marcus zostali zmia¿d¿eni przez drzewo, nie poczu³a siê gorzej, by³aby teraz razem z nimi. Gdyby nie przedosta³a siê na szalupê, posz³aby na dno wraz z wrakiem „Gazeli”. Amelia poczu³a, ¿e fale siêgaj¹ coraz wy¿ej. – Zaczyna siê przyp³yw! – Kiepsko p³ywa³a, a poza tym z przera¿eniem myœla³a o ataku rekinów. Nagle zza ska³y wynurzy³a siê g³owa. Amelia ucieszy³a siê na widok drugiego cz³owieka. Sara z kolei wci¹¿ myœla³a o Lucy, spojrza³a wiêc na m³od¹ damê z gniewem. – Jesteœ sama? Czy ktoœ jeszcze prze¿y³? – spyta³a Amelia. – Nie s¹dzê. Widzia³am kogoœ, chyba marynarza – mê¿czyzna mia³ ogromn¹ ranê na g³owie, wiêc Sara uzna³a, ¿e rzuci³o go na ska³y. Popatrzy³a w stronê pla¿y. – Co tam siedzi na piasku? – spyta³a z nadziej¹, ¿e to inni rozbitkowie. Dostrzega³a ciemne kszta³ty, niektóre z nich siê porusza³y, ale drobna mgie³ka wisz¹ca nad rozbijaj¹cymi siê o ska³ê grzywami fal nie pozwala³a jej przyjrzeæ siê dok³adniej. – Lwy morskie – odpar³a Amelia. – Zaatakuj¹ nas? – Sara nie by³a zbyt dobrze wykszta³cona. – Nie, nie s¹dzê, ale, o ile wiem, s¹ po¿ywieniem dla rekinów. – Amelia wpatrywa³a siê na rozci¹gaj¹ce siê wokó³ ska³y rozleg³e wody. – O Bo¿e! Kiedy nadejdzie przyp³yw, dopadn¹ nas rekiny! – zaczê³a krzyczeæ przera¿ona. – Zamknij siê! – warknê³a Sara. – Wpadanie w histeriê w niczym nam nie pomo¿e. 20


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:21 c:1 black–text

– Nie mów do mnie tym tonem – chlipnê³a Amelia. – A na co ci siê przydadz¹ te wrzaski? Zamierzam dostaæ siê na brzeg. P³yniesz ze mn¹? – Nie ma mowy. Tutaj s¹ rekiny. – Jak sobie chcesz. – Nawet nie próbuj mnie tu zostawiæ! – rzuci³a Amelia. Znów ten bezczelny ton. – Jak dla mnie, mo¿esz sobie siedzieæ na tych ska³ach do koñca œwiata. Je¿eli mamy prze¿yæ, musimy siê przedostaæ na l¹d. – Sara nie mia³a najmniejszej ochoty pomagaæ Amelii, zw³aszcza ¿e przez ni¹ zginê³a Lucy, ale z drugiej strony nie chcia³a zostaæ ca³kiem sama. Nagle Amelia znów wrzasnê³a histerycznie. – Przestañ! – krzyknê³a gniewnie Sara. – Widzia³am… p³etwê. Kr¹¿¹ wokó³ nas rekiny. – Jej oczy by³y wielkie ze strachu. Sara spojrza³a na wodê. – Nic nie widzê. – Nie by³a pewna, czy powinna wierzyæ Amelii. – Zanurzy³ siê teraz! – kontynuowa³a kobieta, wyci¹gaj¹c z przera¿eniem nogi z wody. Sara spojrza³a na pla¿ê jeszcze raz i dostrzeg³a, jak dwa lwy morskie wyskakuj¹ pospiesznie z wody. Mo¿e jednak Amelia mówi³a prawdê. Jeœli tak, próba dop³yniêcia do brzegu by³aby zbyt niebezpieczna. Tylko co im pozosta³o? – Zacz¹³ siê przyp³yw – powiedzia³a. – Nie mo¿emy tu zostaæ. Zmyje nas ze ska³. Amelia potrz¹snê³a g³ow¹, p³acz¹c i trzês¹c siê ze strachu i zimna. Niebo nadal by³o ponuro szare a wiatr lodowato zimny. Nie by³o nic, co mog³oby je rozgrzaæ. Sara rozejrza³a siê, szukaj¹c œladu czarnej p³etwy. Gdyby Amelia o niej nie wspomnia³a, na pewno zaryzykowa³aby pop³yniêcie w stronê l¹du. 21


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:22 c:1 black–text

– Mo¿e latarnik nas dostrzeg³ i za chwilê przybêdzie na ratunek? – zasugerowa³a Amelia. Sara poczu³a odrazê do m³odej damy, która najwyraŸniej zak³ada³a, i¿ zawsze ktoœ siê ni¹ zaopiekuje. Z w³asnego doœwiadczenia wiedzia³a, ¿e zdarza siê to bardzo rzadko. – Ju¿ by tu by³ – odpar³a. – Od poranka minê³o sporo czasu. – Zatem co mamy robiæ? Rzuciæ siê na po¿arcie rekinom? – jêknê³a Amelia. Sara by³a zbyt wyczerpana, aby myœleæ. Zamknê³a oczy z nadziej¹, ¿e jeœli uda siê jej przespaæ chocia¿ przez chwilê, obudzi siê z nowym pomys³em. Amelia zerknê³a ponownie na latarniê morsk¹. By³a przekonana, ¿e pomoc nadejdzie. Musia³a nadejœæ. U kresu si³, równie¿ zamknê³a oczy. Nie minê³o po³udnie, gdy poziom wody podniós³ siê znacz¹co. Fale uderza³y o ska³y coraz natarczywiej. Kobiety przylgnê³y do siebie, chroni¹c siê przed zimnem i atakami wody. Sara wreszcie postanowi³a zebraæ siê na odwagê i pop³yn¹æ do brzegu, kiedy wyda³o jej siê, i¿ dostrzeg³a w wodzie czarn¹ p³etwê. – O Bo¿e! Tu jest rekin! – wrzasnê³a. Amelia niemal nie zemdla³a z przera¿enia. Zamknê³a oczy i chwyci³a siê kurczowo ska³. Mimo ¿e wspiê³y siê tak wysoko, jak mog³y, woda siêga³a im teraz do talii, tak wiêc ich poranione nogi zanurzone by³y w wodzie. – Umrzemy tu – zap³aka³a Amelia. ¯a³owa³a teraz, ¿e nie zginê³a wraz z innymi pasa¿erami. By³oby to lepsze, ni¿ zostaæ po¿art¹ przez rekina. Sara nie odpowiedzia³a. Rozgl¹da³a siê za wiêkszym kawa³kiem obelkowania z rozbitego statku, drewna mog³yby u¿yæ jako tratwy. Fragmenty pok³adu unosi³y siê wokó³ nich na wodzie, ale ¿aden nie by³ na tyle du¿y, aby unieœæ ciê¿ar jednej osoby, a co dopiero dwóch. Jakieœ piêædziesi¹t metrów od ska³y 22


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:23 c:1 black–text

nagle dostrzeg³a beczkê. Zaczê³a siê ¿arliwie modliæ, aby pr¹d przyniós³ j¹ w kierunku ska³y. Wpatrywa³a siê z napiêciem w bary³kê, odwrócona plecami do l¹du, kiedy nagle us³ysza³a plusk, zupe³nie inny ni¿ odg³os fal rozbijaj¹cych siê o ska³y. Odwróci³a siê i dostrzeg³a zbli¿aj¹c¹ siê ku nim ³ódkê wios³ow¹. Siedz¹cy w niej mê¿czyzna by³ zwrócony do nich plecami, ale obra³ kurs prosto na ska³ê, na której wisia³y kobiety. – Ktoœ nadp³ywa! – wykrzyknê³a. – Jesteœmy ocalone! Amelia podnios³a g³owê i odgarnê³a z twarzy mokre w³osy. W tym samym momencie przykry³a j¹ kolejna fala i dziewczyna napi³a siê wody. – Pomocy! – zawo³a³a Sara, zanim i ona zniknê³a pod grzyw¹ fali. Gdy mê¿czyzna znalaz³ siê jakieœ dziesiêæ metrów od rafy, odwróci³ ³ódkê. – Rzucê wam linê! – krzykn¹³. – Trzymajcie siê jej, a ja wci¹gnê was na pok³ad. Amelia zamknê³a oczy. – Re-re-ki-ny – zap³aka³a. By³a tak przemarzniêta i przera¿ona, ¿e ledwie mog³a mówiæ. – Wszystko bêdzie dobrze – uspokoi³ j¹ mê¿czyzna. – Nie mogê podp³yn¹æ bli¿ej. Ska³y. – Widzia³am niedawno p³etwê rekina! – odpar³a Sara. Nieznajomy rozejrza³ siê. – To pewnie delfin – sk³ama³. – Tutaj jest bardzo du¿o delfinów. – S³ysza³aœ? To by³ delfin. One s¹ nieszkodliwe – pocieszy³a Sara Ameliê. – To by³ re-re-kin – zawodzi³a kobieta. – Ja… to by³ rekin. Mê¿czyzna z najwy¿szym trudem utrzymywa³ ³ódkê w jednej pozycji. Fale robi³y siê coraz wy¿sze. 23


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:24 c:1 black–text

– Jedna z was musi z³apaæ za linê, a potem przyci¹gnê was do ³odzi – rzuci³, mocuj¹c siê z wios³ami. Kiedy ustawi³ ³ódkê w odpowiedniej pozycji, zawin¹³ lin¹ nad g³ow¹ niczym lassem i rzuci³. Wyl¹dowa³a na skale, ale zanim Sara po ni¹ siêgnê³a, kolejna fala porwa³a sznur. Mê¿czyzna zwin¹³ linê i jeszcze raz przesun¹³ ³ódŸ tak, aby sta³a zwrócona burt¹ do rafy. – Nie mogê tu zostaæ d³u¿ej! – krzykn¹³, rzucaj¹c ponownie linê. Tym razem Sara chwyci³a j¹ jedn¹ rêk¹. Pozwoli³a siê zagarn¹æ kolejnej fali. Mê¿czyzna przyci¹gn¹³ j¹ do ³odzi i pomóg³ wdrapaæ siê do œrodka. Amelia przygl¹da³a siê temu, ale nie wiedzia³a, czy znajdzie w sobie wystarczaj¹co du¿o odwagi, ¿eby puœciæ siê ska³. Jej d³onie by³y zgrabia³e z zimna. Nie da³aby chyba rady utrzymaæ liny. Fale rzuci³y ³ódkê daleko w bok. Mê¿czyzna szybko chwyci³ za wios³a, usi³uj¹c wróciæ na poprzedni¹ pozycjê. Amelia jednak by³a przekonana, ¿e zostawiono j¹ na pastwê losu. Zamknê³a oczy, zbyt s³aba, aby walczyæ o przetrwanie. Mê¿czyzna zdawa³ sobie sprawê, ¿e ocalenie drugiej kobiety bêdzie trudnym zadaniem. Zrobi³ szybko lasso. Uda³o mu siê wreszcie podp³yn¹æ wystarczaj¹co blisko i ustabilizowaæ ³ódkê. Rzuci³ sznur w kierunku Amelii. Jakimœ cudem, lasso opad³o przez g³owê dziewczyny na jej szyjê. – Wsuñ ramiê przez pêtlê! – zawo³a³. Je¿eli Amelia by tego nie zrobi³a, lina zacisnê³aby siê na jej szyi, dusz¹c j¹. – Pospiesz siê! – krzykn¹³, widz¹c kolejn¹ wielk¹ falê, zbli¿aj¹c¹ siê do ³odzi. – Nie. – Amelia potrz¹snê³a g³ow¹. Mê¿czyzna musia³ szybko coœ wymyœliæ. – Za jak¹œ godzinê pojawi¹ siê kraby – oznajmi³. Amelia spojrza³a na niego. – Gigantyczne kraby – doda³. – Nie chcê zapeszaæ, ale zjedz¹ ciê ¿ywcem. 24


j:aSzept_wiatru 13-5-2014 p:25 c:1 black–text

Amelia oderwa³a jedn¹ d³oñ od ska³y i zaczê³a przek³adaæ zesztywnia³e ramiê przez pêtlê. W tej samej chwili przetoczy³a siê nad ni¹ kolejna fala i kobieta straci³a punkt podparcia. Lina zacisnê³a siê wokó³ niej i poczu³a, ¿e jest holowana przez wodê. Na nieszczêœcie, ta sama fala odepchnê³a ³ódŸ w stronê l¹du. Amelia walczy³a z wci¹gaj¹cymi j¹ g³êbiej wirami. Z lin¹ zaciœniêt¹ wokó³ szyi i jednego ramienia nie by³aby w stanie p³yn¹æ, nawet gdyby mia³a si³ê. Podda³a siê wreszcie. Woda morska wdar³a siê jej do p³uc. Zanim mê¿czyzna zdo³a³ doholowaæ j¹ do ³ódki, Amelia by³a sztywna niczym k³oda. – Chryste – mrukn¹³, wci¹gaj¹c j¹ do œrodka. Wystawi³ jej g³owê i pierœ za brzeg ³odzi i z ca³ej si³y waln¹³ miêdzy ³opatki. – Dalej! – krzykn¹³, ok³adaj¹c Ameliê po plecach. Wreszcie kobieta zaczê³a kaszleæ, wypluwaj¹c z siebie wodê. – Zajmij siê ni¹ – rzuci³ w stronê Sary, sam siadaj¹c za wios³ami. Sara spojrza³a z wdziêcznoœci¹ na ciemnow³osego nieznajomego, który w³aœnie uratowa³ im ¿ycie. Nied³ugo mia³a siê dowiedzieæ, i¿ ich wybawicielem jest Gabriel Donnelly, latarnik z Przyl¹dka du Couedic. Dostrzeg³ obie kobiety z brzegu za pomoc¹ lunety, ale musia³ zaczekaæ z prób¹ ich ocalenia do przyp³ywu. Na szczêœcie wiatr chwilowo siê uspokoi³, jednak na niebie znów zaczê³y siê zbieraæ czarne chmury i w ka¿dej chwili mog³a nadci¹gn¹æ wichura. On tymczasem musia³ jeszcze wci¹gn¹æ kobiety na szczyt ska³. Nie móg³ siê oci¹gaæ. Je¿eli kolejny sztorm dopad³by ich przed dotarciem w bezpieczne miejsce, wszyscy znaleŸliby siê w prawdziwych tarapatach.

25


Szept wiatru  

Amelia Divine jest zamożna, kapryśna, zepsuta… i nieszczęśliwa. Niedawno w tragicznych okolicznościach straciła niemal wszystkich najbliższy...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you