Issuu on Google+


j:aKobiety_na_pla 27-3-2014 p:2 c:1 black–text

2


j:aKobiety_na_pla 27-3-2014 p:3 c:1 black–text

TOVE ALSTERDAL Tove Alsterdal Kobiety na pla¿y

Przełożyła

Beata Walczak-Larsson

3


j:aKobiety_na_pla 27-3-2014 p:4 c:1 black–text

Tytu³ orygina³u: Kvinnorna på stranden Projekt ok³adki: Pawe³ Panczakiewicz /PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN Redakcja: Jadwiga Piller Redakcja techniczna: Robert Fritzkowski Korekta: El¿bieta Jaroszuk, El¿bieta Stegliñska

Copyright  Tove Alsterdal 2009 by Agreement with Grand Agency, Sweden, and ANAW, Poland 2013 Zdjêcie na ok³adce  Jose AS Reyes /Shutterstock  for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2014  for the Polish translation by Beata Walczak-Larsson

ISBN 978-83-7758-685-3

Wydawnictwo Akurat Warszawa 2014

4


j:aKobiety_na_pla 27-3-2014 p:5 c:1 black–text

TARIFA PONIEDZIA£EK, 22 WRZEŒNIA 03:34

Statek siê przechyli³ i przed jej oczyma ukaza³ siê inny widok. Od jakiegoœ czasu widzia³a jedynie chmury oraz maszty ³odzi, a teraz za szyb¹ wyros³o miasto. Wszystkie okna by³y ciemne. Wiedzia³a, ¿e nie powinna zwlekaæ, wkrótce nadejdzie poranek. Wstaj¹c, poczu³a przejmuj¹cy ból w lewej nodze. Œwiat siê zako³ysa³, a mo¿e to tylko ³ódŸ zachybota³a siê na falach? „O godzinie trzeciej, czwartej”, powiedzia³ mê¿czyzna, zanim odszed³. Wciœniêta w k¹t, siedzia³a tak cicho, jak to by³o mo¿liwe. A las tres, cuatro, powiedzia³. Esta noche i w koñcu zrozumia³a, kiedy uniós³ trzy palce, cztery palce, skierowa³ je ku s³oñcu i pokaza³, jak zachodzi. Ciemnoœæ. Noc. Uciekaæ. Nie umia³a powiedzieæ, ¿e straci³a zegarek i poczucie czasu, ¿e w³aœnie takie rzeczy zdarzaj¹ siê cz³owiekowi, gdy przygotowany na œmieræ zanurza siê w czarn¹ otch³añ, w której czas przestaje istnieæ. 5


j:aKobiety_na_pla 27-3-2014 p:6 c:1 black–text

Mê¿czyzna zostawi³ w kajucie zrolowany dywan. Kobieta nie mog³a poj¹æ dlaczego. Czerwony, utkany w misterne wzory, móg³by zdobiæ posadzkê piêknego pokoju. Skoro takie dywany maj¹ w ³odziach, myœla³a, kiedy – roz³o¿ywszy go – zwinê³a siê w k³êbek, to jak wygl¹daj¹ ich domy? PóŸniej dŸwiêki umilk³y. Szczêk ¿elaza uderzaj¹cego o asfalt, g³osy mê¿czyzn, samochody, które rusza³y i odje¿d¿a³y. Jasnoró¿owe o zachodzie s³oñca chmury blad³y coraz bardziej. W koñcu wszystkie barwy znik³y, a niebo zrobi³o siê czarne i ciê¿kie. ¯adnego ksiê¿yca, ¿adnych gwiazd, ¿adnego punktu odniesienia. I tylko przekonanie, niczym cicha modlitwa, ¿e œwiat siê nie zmieni³. Powoli nacisnê³a klamkê blaszanych drzwi. Uderzy³ j¹ zapach morza i benzyny. Szybko przest¹pi³a wysoki próg, zamknê³a za sob¹ drzwi i przywar³a do pok³adu. Ciemnoœæ, na któr¹ czeka³a, nie nadesz³a. Port by³ sk¹pany w ¿ó³tym œwietle reflektorów wy¿szych ni¿ wie¿e koœcio³a. Kobieta kucnê³a i nas³uchiwa³a. Trzeszczenie cumy. Zgrzyt ³añcucha, woda lekko uderzaj¹ca o nabrze¿e i wiatr; to tylko odg³osy nocy, nic wiêcej. Chwyci³a linê cumownicz¹ i powoli przyci¹gnê³a siê do kei. Statek odpowiedzia³ g³uchym uderzeniem. Poczu³a pod d³oñmi porowat¹ powierzchniê kamienia. Sta³y l¹d. Odepchnê³a siê zdrow¹ nog¹ i wci¹gnê³a na umocniony brzeg. Zrobiwszy obrót, po chwili le¿a³a na brzuchu, pod os³on¹ zrolowanej sieci rybackiej. Kiedy spojrza³a na nabrze¿e, dostrzeg³a podobn¹ sieæ, nakryt¹ dywanem jak ko³dr¹. A wiêc po to rybacy maj¹ te dywany, pomyœla³a. ¯eby chroniæ sieci przed desz6


j:aKobiety_na_pla 27-3-2014 p:7 c:1 black–text

czem, wiatrem i zwierzêtami, które zwêszy³y rybie resztki. Up³ynê³o kilka sekund, mo¿e minut. Wszystko trwa³o w bezruchu, oprócz wiatru i pulsuj¹cego œwiat³a latarni morskiej. Kobieta wziê³a g³êboki oddech i pochylona, ruszy³a biegiem wzd³u¿ portowego magazynu, tak szybko jak tylko pozwala³a jej bol¹ca noga. Mê¿czyzna narysowa³ palcem na pod³odze drogê z portu: najpierw wzd³u¿ muru, potem brzegiem morza i w koñcu gdzieœ przez miasto. Dworzec autobusowy. Stamt¹d mog³a pojechaæ do Kadyksu, Algeciras albo Malagi. Kadyks by³ jedynym miastem, które zna³a ze s³yszenia. Potknê³a siê o kilka rur i us³ysza³a ostry dŸwiêk, obijaj¹cy siê o kamienne œciany. B³yskawicznie przylgnê³a do kontenera. Pilnuj¹, pomyœla³a, rozgl¹daj¹c siê wokó³. Próbuj¹ uœpiæ moj¹ czujnoœæ cisz¹ i spokojem. A zreszt¹ wcale nie jest cicho. S³yszê fale uderzaj¹ce o brzeg za murem, s³yszê wiatr poruszaj¹cy blach¹, która w³aœnie szczêknê³a gdzieœ w pobli¿u, ale nie s³yszê niczyich kroków i nikt nie mo¿e us³yszeæ moich. Spojrza³a na swoje bose stopy. Buty utonê³y w morzu, podobnie jak spódnica i bluzka. Teraz mia³a na sobie zielon¹ kurtkê, któr¹ by³a przykryta, gdy obudzi³a siê na pok³adzie kutra. Biodra przewi¹za³a znalezionym w kajucie rêcznikiem. Naci¹gnê³a mocniej kaptur na g³owê, ostro¿nie pokona³a stos ¿elaznych prêtów, przebieg³a ostatni odcinek na ugiêtych nogach i osunê³a siê na stertê pustych plastikowych butelek. 7


j:aKobiety_na_pla 27-3-2014 p:8 c:1 black–text

Tutaj port siê koñczy³. By³a w potrzasku. Z jednej strony mia³a wysoki mur, przed sob¹ ogrodzenie z kamiennych dwumetrowych s³upów, a potem portowy magazyn. Przez szpary widzia³a kawa³ek ulicy, w popêkanym asfalcie tu i ówdzie ros³y polne kwiaty. W oddali, na tle nieba wznosi³ siê potê¿ny zamek, niczym szkielet z kamienia. Bola³y j¹ oczy, zmêczone wpatrywaniem siê w ¿ó³t¹ poœwiatê. Ani jasnoœæ, ani ciemnoœæ, tylko jakby nieustaj¹cy zmrok. Gdyby przymknê³a powieki, wpad³aby w pró¿niê. Od dawna nie przespa³a ca³ej nocy. Przykucnê³a. W ci¹gu ostatnich miesiêcy nauczy³a siê kilku rzeczy: rozejrzyj siê wokó³, skup uwagê na ka¿dym szczególe, dok³adnie zaplanuj swoj¹ drogê. Wtem us³ysza³a nadje¿d¿aj¹cy samochód, gdzieœ na terenie portu. Rzuci³a siê na ziemiê i wstrzyma³a oddech. Œwiat³a pojazdu liznê³y mur nieopodal jej stóp. Butelki i œmieci zajaœnia³y w ostrym blasku. I wtedy zauwa¿y³a schody biegn¹ce w górê muru, bia³e, wyciosane w kamieniu stopnie, zaledwie kilka metrów dalej. Po chwili wszystko znów pogr¹¿y³o siê w pó³mroku. Samochód skrêci³ i odjecha³ w kierunku bramy. Nie zatrzyma³ siê, dziêki Bogu, nie zatrzyma³ siê! Zanim znikn¹³ i zanim ucich³ odg³os silnika, dostrzeg³a na dachu niebiesk¹ lampkê. Policja. W poœpiechu wdrapa³a siê po schodach i zeœlizgnê³a w dó³ po drugiej stronie. Ku swojemu zdziwieniu wyl¹dowa³a na czymœ miêkkim. Wszystko, z czym do tej pory zetknê³a siê w tym kraju, by³o twarde: asfalt, kamieñ, ¿elazne rury. A teraz czu³a pod sob¹ miêkki piasek, nagle jakby obdarzona pieszczot¹ ziemi. 8


j:aKobiety_na_pla 27-3-2014 p:9 c:1 black–text

Na pla¿y le¿a³ przewrócony parasol. Tylko chwileczkê, pomyœla³a, siadaj¹c pod jego os³on¹. Tylko jeden oddech boskiej wiecznoœci i zaraz sobie pójdê. Nabra³a do garœci drobnego piasku i wypuœci³a go spomiêdzy palców. Odchyliwszy g³owê, spojrza³a prosto w czarne niebo. Wiatr smagn¹³ jej twarz, zerwa³ kaptur. Kiedy przestanie dmuchaæ? – pomyœla³a. – Kiedy przycichnie wiatr i uspokoi siê morze? Gdy siê podnios³a, zrozumia³a, ¿e nogi daleko jej nie ponios¹. Mia³a wra¿enie, ¿e stopa, któr¹ pow³óczy, chce siê oddzieliæ od cia³a. Skulona, posuwa³a siê z wolna wzd³u¿ nowego, ni¿szego muru, który powstrzymywa³ piasek przed wtargniêciem na drogê i do miasta. Ostre roœliny rani³y jej bose nogi. Podnios³a tê obola³¹, ¿eby sprawdziæ, czy nie krwawi, i odkry³a, ¿e wdepnê³a w psie ³ajno. Co za fetor! Nie mog³a pokazaæ siê w tym kraju w otoczce smrodu, lecz odleg³oœæ do morza, gdzie mog³aby siê obmyæ, wyda³a jej siê zbyt wielka. Co siê ze mn¹ porobi³o? – zada³a sobie pytanie. Wytar³a stopê o piasek, by pozbyæ siê przykrego zapachu, osuszy³a ³zy d³oni¹ i poczu³a w oczach piasek. Tak, piasek by³ wszêdzie. Mog³abym przecie¿ pójœæ drog¹, pomyœla³a. Jak wszyscy inni, a nie jak z³odziej czy zbity pies. Szosa by³a oœwietlona i kobieta wiedzia³a, ¿e to niebezpieczne. A mimo to wyprostowa³a plecy i wesz³a na asfalt. Przez chwilê znów poczu³a siê jak cz³owiek. Zapomnia³a o strachu. Akurat! Bo takie kobiety spaceruj¹ po nocy i boso w œrodku miasta, zadrwi³a w duchu, i w tej samej chwili dostrzeg³a coœ na przydro¿nej ³awce. 9


j:aKobiety_na_pla 27-3-2014 p:10 c:1 black–text

To przywidzenie, pomyœla³a. Wzrok mnie zawodzi. Podesz³a bli¿ej i nie, nie uleg³a z³udzeniu. Na kamiennej ³awce sta³a para butów. Wyci¹gnê³a ku nim rêkê, ale zaraz j¹ cofnê³a i rozejrza³a siê dooko³a. A jeœli to pu³apka? Ktoœ chce j¹ nabraæ. Ale kto wpad³by na taki dziwaczny pomys³? To po prostu musi byæ cud. Dar bo¿y. Ostro¿nie dotknê³a butów. By³y jak najbardziej rzeczywiste. I ze z³ota. No, dobrze, pomyœla³a, bior¹c je do rêki. To zwyk³e p³ócienne balerinki w z³otym kolorze, ale i tak… Pasowa³y, prawie. Uwiera³y odrobinê w palcach. Nie mia³a zamiaru narzekaæ. Jakaœ boska si³a ulokowa³a je na jej drodze i dziêki nim nie wdepnie w psie gówna. Po raz pierwszy od zejœcia na l¹d obejrza³a siê za siebie. Na horyzoncie, po drugiej stronie cieœniny, niczym potê¿ny cieñ majaczy³a Afryka. Tak niedaleko! Kobieta omiot³a wzrokiem wzniesienia i rozproszone w ciemnoœci œwiat³a. A potem ruszy³a prosto przed siebie.

Spraw, proszê, ¿eby to by³ tylko z³y sen, pomyœla³a Terese, budz¹c siê na pla¿y. Pozwól mi obudziæ siê jeszcze raz, tak naprawdê, we w³asnym ³ó¿ku. Usiad³a powoli, czuj¹c dudnienie pod czaszk¹. Przed sob¹ mia³a ko³ysz¹c¹ siê czerñ morza. Stadko mew spa³o na stoj¹co w ka³u¿y pozostawionej przez p³ywy. Oprócz ptaków w pobli¿u nie by³o ¿ywej duszy. Zamknê³a oczy i otworzy³a je ponownie, próbuj¹c zrozumieæ, co siê sta³o. Wokó³ niej by³o zupe³nie pusto. Znikn¹³. 10


j:aKobiety_na_pla 27-3-2014 p:11 c:1 black–text

Bia³e spodnie capri nie grzeszy³y czystoœci¹, po³yskliwa bluzeczka i cienki sweter nie chroni³y dostatecznie przed ch³odem, wiatr przewiewa³ j¹ na wskroœ. A do tego usta by³y suche jak pustynia i pe³ne piasku. Plu³a i kaszla³a, próbowa³a zetrzeæ piasek d³oni¹, ale tkwi³ i pod jêzykiem, i w gardle; przyda³aby siê butla wody, ¿eby to wszystko przep³ukaæ. Torebka! Terese zaczê³a przekopywaæ piasek. Widzia³a niewyraŸnie w pó³mroku, w tej ciemnej szaroœci, która co chwilê rozb³yskiwa³a i k³u³a w oczy œwiat³em latarni morskiej. Wiedzia³a, ¿e latarnia stoi na wyspie. Isla de las Palomas, wyspa go³êbi, niedostêpna dla turystów, teren wojskowy. Prowadzi³a tam szosa, na bramie wisia³y informuj¹ce o tym tablice. Spiêtrzone fale z hukiem rozbija³y siê o ska³y. W koñcu dostrzeg³a torebkê. Serce zabi³o jej mocniej. Le¿a³a do po³owy przysypana piaskiem, niespe³na pó³ metra od zag³êbienia, w którym wczeœniej spoczywa³a jej g³owa. Wszystko by³o na swoim miejscu: portfel, klucz hotelowy, komórka, kosmetyczka i nawet pluszowy breloczek w kszta³cie ¿aby. I butelka z wod¹, ca³e szczêœcie! Prawie zawsze nosi³a przy sobie wodê mineraln¹, bo hiszpañska kranówka smakowa³a potwornie. Zosta³o tylko kilka ³yków. Pierwszym wyp³uka³a usta i zaraz go wyplu³a, potem wypi³a resztê, stanowczo za ma³o. Z dr¿¹cym sercem otworzy³a portfel. W przegródce na banknoty by³o pusto. Kiedy wczoraj posz³a imprezowaæ, mia³a prawie sto euro, przecie¿ chyba tak du¿o nie wypi³a? Paszport? Przekopa³a torebkê, ale go nie znalaz³a. By³a pewna, ¿e wziê³a paszport, zawsze go mia³a przy sobie, chocia¿ wszyscy mówili, ¿e nie musi. 11


j:aKobiety_na_pla 27-3-2014 p:12 c:1 black–text

Buty te¿ gdzieœ zniknê³y. Wpatrywa³a siê w swoje bose stopy. Opalone, z bia³¹ obwódk¹. Piasek miêdzy palcami. Rozejrza³a siê doko³a, ale nigdzie nie mog³a dojrzeæ balerinek. Kiedy je œci¹gnê³a? Przed czy po? Œcisnê³a czo³o, chc¹c uciszyæ huczenie w g³owie. Jak tylko pomyœlê, zaraz wszystko sobie przypomnê. Czy¿by bieg³a boso, kiedy ci¹gn¹³ j¹ za rêkê ku morzu? Kiedy œmiali siê g³oœno, sprawdzaj¹c, czy œmiech rozwiewa siê na wietrze? Przywo³a³a wspomnienie jego rozczochranych, wyblak³ych na s³oñcu w³osów. Zobaczy³a roziskrzone oczy. Jego ramiona by³y jêdrne i mocne, musku³y wyrzeŸbione w si³owni. Rozche³stana koszula ods³ania³a opalony brzuch, nigdzie ani grama t³uszczu. Nie mog³a poj¹æ, ¿e to w³aœnie j¹ wzi¹³ za rêkê, gdy zamknêli bar Blue Heaven, i ¿e w³aœnie jej szepn¹³ do ucha: „Nie mo¿esz teraz iœæ do domu. Przecie¿ dopiero ciê spotka³em”. Terese przesunê³a rêk¹ po piasku. By³ zimny. Ale nagle wyczu³a lekkie wg³êbienie, odrobinê cieplejsze. Zostawiony przez niego odcisk? Mog³a oczywiœcie ulec z³udzeniu, bo w Tarifie wia³o jak w ¿adnym innym miejscu na ziemi i wiatr b³yskawicznie zaciera³ wszystkie œlady. Nikt nie musi wiedzieæ, co tu siê zdarzy³o, pomyœla³a. Przecie¿ nic siê nie zdarzy³o. Je¿eli nikomu nic nie powiem. Otuli³a siê mocniej swetrem. Doskwiera³y jej ziarenka piasku w majtkach. I przemieszana z nimi kleista maŸ. „A jeœli nie jesteœmy sami? – spyta³a, gdy prowadzi³ j¹ w kierunku morza. – Jeœli ktoœ tam stoi i bêdzie na nas patrzy³?” 12


j:aKobiety_na_pla 27-3-2014 p:13 c:1 black–text

„Myœlisz o z³ych rzeczach”, odpowiedzia³ i ca³owa³ j¹ z jêzykiem g³êboko w jej ustach, a jego rêce by³y wszêdzie, pod bluzk¹ i w majtkach jednoczeœnie. Kiedy rozpi¹³ i œci¹gn¹³ jej obcis³e spodnie, kiedy razem przewrócili siê na piasek, pomyœla³a, ¿e to najprzystojniejszy ch³opak, z jakim kiedykolwiek by³a, i chyba siê w nim zakocha. Gdyby mnie teraz widzieli! Wakacje w Tarifie bez seksu na pla¿y? To jakby podczas wycieczki do Pary¿a nie zaliczyæ wie¿y Eiffla. A póŸniej tylko piasek. Pod przyciœniêt¹ do ziemi pup¹. Miêdzy poœladkami i miêdzy nogami, gdy przytrzymywa³ fiuta rêk¹, próbuj¹c w ni¹ wejœæ; nie uda³o mu siê od razu. Jedyne, co czu³a, to nieprzyjemne drapanie, kiedy pompowa³ w ni¹ masy piasku. Nie powinna by³a zasn¹æ. Wszystko posz³o tak szybko. Od gór dochodzi³ nieustanny ³oskot turbin wiatrowych obracaj¹cych siê w przestworzu. Powiedzia³a mu, ¿e ³opaty wygl¹daj¹ jak trzepaczki ubijaj¹ce powietrze na œmietanê. Œmia³ siê z porównania. Teraz zacisnê³a zêby na koniuszkach palców, ¿eby powstrzymaæ ³zy. Widocznie doszed³ do wniosku, ¿e jestem do niczego – przesz³o jej przez g³owê. – Nic niewarta. W przeciwnym razie zosta³by ze mn¹ i chcia³ siê kochaæ jeszcze raz. I jeszcze raz. Wezbra³y w niej md³oœci. No tak, wypi³a mo¿e dwa albo trzy cosmopolitany, a póŸniej parê mojito. Wstaj¹c, poczu³a, jak ko³ysze siê ca³a pla¿a. Pochyli³a siê do przodu z rêkami na kolanach i czeka³a, a¿ 13


j:aKobiety_na_pla 27-3-2014 p:14 c:1 black–text

huœtawka siê zatrzyma. Raz po raz prze³yka³a œlinê, ¿eby nie zwymiotowaæ na ziemiê, nie chcia³a poczuæ zapachu tego wszystkiego, co mia³a zwróciæ. Nie wytrzyma³aby wiêcej ohydy. Dlatego te¿ na niepewnych nogach ruszy³a ku morzu. Nie by³o daleko, mo¿e dwadzieœcia metrów. Sz³a powoli i ostro¿nie, by nie wdepn¹æ w jakieœ paskudztwo. Z zimnym piaskiem pod stopami poczu³a siê zaskoczona, kiedy dosiêg³a j¹ pierwsza fala, letnia i miêkka. Zrobi³a kilka kroków, id¹c na spotkanie kolejnej. Zanurzy³a rêce w spienionej wodzie, próbowa³a j¹ schwytaæ. Rozpryskuj¹ce siê krople orzeŸwi³y jej twarz i rozjaœni³y umys³. Po lewej stronie wznosi³a siê niewysoka, czarna formacja skalna. Kamienny pirs wychodzi³ jakieœ dziesiêæ metrów w morze i przypomina³ wygl¹dem prehistoryczne zwierzê spoczywaj¹ce przy brzegu. Terese ruszy³a ku grzbietowi œpi¹cego brontozaura; pomyœla³a, ¿e wdrapie siê na niego i usi¹dzie na najodleglejszym g³azie. Pomoczy d³onie w wodzie, to dobry sposób na nudnoœci. A gdyby jednak mia³a zwymiotowaæ, wszystko zniknie w morzu w ci¹gu sekundy i utonie w niepamiêci. Woda obmywa³a jej kostki. Wiatr od morza przybra³ na sile. Przygotowana na tward¹ i szorstk¹ ska³ê, zdziwi³a siê, gdy kamieñ, na którym postawi³a stopê, okaza³ siê miêkki, œliski i ruchomy. Krzyknê³a, rzuci³a siê na ska³ê obok, czuj¹c ból w barku. Podci¹gnê³a siê na rêkach i b³yskawicznie wysunê³a nogi z wody. Ale zaraz pochyli³a siê znowu, usi³uj¹c dojrzeæ tê obrzydliw¹ rybê, któr¹ nadepnê³a. 14


j:aKobiety_na_pla 27-3-2014 p:15 c:1 black–text

Przep³ynê³a jedna fala, morze zbiera³o siê, by wys³aæ kolejn¹. Terese wytrzeszczy³a oczy, w g³owie narasta³ huk. To nie by³a ryba. Z wody wystawa³a d³oñ, która pod powierzchni¹ przechodzi³a w ramiê. Terese nie mog³a oderwaæ wzroku od miejsca, w którym ramiê, ³¹cz¹c siê z barkiem, stawa³o siê cia³em. Zaklinowany miêdzy kamieniami le¿a³ cz³owiek. Czarny. Zakwili³a, uœwiadomiwszy sobie, ¿e w³aœnie na nim postawi³a stopê. Nadepnê³a na trupa. Na jego pierœ albo brzuch, wola³a nie wiedzieæ na co. £kaj¹c i szczêkaj¹c zêbami, przesunê³a siê na pupie do ty³u i zaczê³a trzeæ stop¹ o chropowaty kamieñ. Chcia³a jak najszybciej pozbyæ siê tego obrzydliwego uczucia miêkkoœci. Ale nie mog³a przestaæ patrzeæ w dó³. To by³ mê¿czyzna. Teraz widzia³a go wyraŸnie. Mia³ czarn¹ b³yszcz¹c¹ skórê. Jak ryba, wêgorz, oœlizg³e wodne stworzenie. By³ zupe³nie nagi. Mia³a wra¿enie, ¿e po ramieniu pe³znie mu jakieœ zwierzê. Pochyli³a siê bardziej, choæ wcale tego nie chcia³a. Kolejna fala uderzy³a o kamienie, zrosi³a jej twarz i znów zawróci³a. Woda zawirowa³a i zakipia³a wokó³ zw³ok, które nagle jakby o¿y³y. Terese wyobrazi³a sobie, ¿e mê¿czyzna podnosi siê, ³apie j¹ za kostkê i wci¹ga do wody. A jeœli on ¿yje?! W³aœnie wtedy gdzieœ zza gór rozb³ys³o pierwsze œwiat³o poranka. Morze siê zazieleni³o. Spojrza³a prosto w twarz zmar³ego. Oczy mia³ zamkniête, ale usta szeroko otwarte, jakby w zatopionym, niemym krzyku. Lœni¹co bia³e zêby ko³ysa³y siê ³agodnie pod wod¹. 15


j:aKobiety_na_pla 27-3-2014 p:16 c:1 black–text

Bo¿e ty mój! Tato, pomó¿ mi – pomyœla³a Terese. – Jestem tu zupe³nie sama. A potem ¿o³¹dek podszed³ jej do gard³a. Z rêk¹ przyciœniêt¹ do ust przerzuci³a siê przez kamienie i spad³a do wody po drugiej stronie pirsu. Kiedy potykaj¹c siê, ucieka³a stamt¹d, ci¹gle jeszcze wymiotowa³a.

16



Kobiety na plaży