Issuu on Google+


j:afolwark 21-3-2014 p:2 c:1 black–text

2


j:afolwark 21-3-2014 p:3 c:1 black–text

3


j:afolwark 21-3-2014 p:4 c:1 black–text

Tytu³ orygina³u: Animal Farm Projekt ok³adki: Micha³ Brzozowski Redakcja techniczna: S³awomir Grzmiel Korekta: Redaktornia.com

Corrected readings in this edition have been provided by Prof. Peter Davison, editor of The Complete Works of George Orwell

Zdjêcie na ok³adce  Hulton Archive / Flash Press Media

 The Estate of the Late Sonia Brownell Orwell  for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2000, 2014  for the Polish translation by Bart³omiej Zborski

ISBN 978-83-7758-028-8

Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA Warszawa 2014

4


j:afolwark 21-3-2014 p:5 c:1 black–text

Wolnoœæ prasy omys³ napisania tej ksi¹¿ki, a w³aœciwie jej zasadniczy w¹tek, przyszed³ mi do g³owy w roku 1937, jednak pracê nad tekstem zakoñczy³em dopiero pod koniec roku 1943. W tym czasie zrozumia³em te¿, i¿ niezmiernie trudno przyjdzie mi j¹ opublikowaæ (mimo ówczesnego niedoboru ksi¹¿ek na rynku, który to fakt powoduje, ¿e wszystko, co od biedy mo¿na okreœliæ mianem „ksi¹¿ki”, zawsze, jak mawiaj¹ ksiêgarze, „zejdzie”). Wydania jej odmówi³y cztery oficyny. Tylko pierwsza t³umaczy³a swoj¹ negatywn¹ decyzjê wzglêdami ideologicznymi. Dwie pozosta³e publikowa³y od lat literaturê antyradzieck¹, a co do ostatniej, to na pierwszy rzut oka trudno jej by³o przypisaæ jakieœ okreœlone sympatie polityczne. Jeden z wydawców pocz¹tkowo zainteresowa³ siê Folwarkiem, jednak¿e po wstêpnym zapoznaniu siê z maszynopisem postanowi³ zasiêgn¹æ opinii Ministerstwa Informacji, które, jak siê wydaje, przestrzeg³o go przed publikowaniem ksi¹¿ki, a w ka¿dym razie mocno mu to przedsiêwziêcie odradzi³o. Oto fragment listu, jaki nades³a³a mi ta oficyna: „Wspomnia³em Panu, jak zareagowa³ na Folwark urzêdnik wysokiego szczebla z Ministerstwa Informacji1. Muszê

P

1

By³ nim niemal na pewno Peter Smollett (1912–1980), prawdziwe nazwisko Smolka, autor, dziennikarz i agent sowiecki (przypis prof. Petera Davisona, wydawcy dzie³ wybranych Orwella).

5


j:afolwark 21-3-2014 p:6 c:1 black–text

przyznaæ, i¿ jego opinia da³a mi du¿o do myœlenia […] Jednak, jak dostrzegam obecnie, wydanie ksi¹¿ki w dzisiejszych czasach mog³oby zostaæ uznane za posuniêcie wysoce nierozwa¿ne. Gdyby ta bajeczka traktowa³a ogólnie o dyktatorach i dyktaturach, wszystko by³oby w porz¹dku, lecz jak siê przekona³em, jej fabu³a odpowiada tak dalece dziejom i rozwojowi rosyjskich Sowietów […], i¿ nie ma w¹tpliwoœci, ¿e odnosi siê ona wy³¹cznie do Rosji, a nie do innych dyktatur. I jeszcze jedno: sprawê mo¿na by znacznie za³agodziæ, gdyby kasta panuj¹ca w Folwarku nie sk³ada³a siê wy³¹cznie ze œwiñ1. Œwinie jako warstwa rz¹dz¹ca – obrazi to wielu ludzi, zw³aszcza dra¿liwych, a do takich nale¿y bezsprzecznie zaliczyæ Rosjan”. To wszystko, niestety, wró¿y jak najgorzej. Nie jest oczywiœcie po¿¹dane, by jakakolwiek instytucja rz¹dowa mia³a uprawnienia do cenzurowania ksi¹¿ek (nie dotyczy to oczywiœcie cenzury wojskowej, której istnienia w czasie wojny nikt nie kwestionuje) wydawanych bez dotacji pañstwowych. Jednak¿e g³ównym zagro¿eniem wolnoœci myœli i s³owa nie s¹ obecnie bezpoœrednie ingerencje Ministerstwa Informacji czy te¿ innych oficjalnych instytucji. Jeœli wydawcy i redaktorzy za wszelk¹ cenê nie chc¹ dopuszczaæ do poruszania w druku pewnych kwestii, nie powoduje nimi bynajmniej obawa o nara¿enie siê na odpowiedzialnoœæ karn¹. W Anglii najgorszym wrogiem pisarza i dziennikarza jest tchórzostwo intelektualne, o którym to fakcie nie dyskutuje siê, jak s¹dzê, tak szeroko, jak by na to zas³ugiwa³. Ka¿dy uczciwy cz³owiek z doœwiadczeniem dziennikarskim przyzna bez wahania, i¿ w latach wojny cenzura oficjalna nie by³a szczególnie dokuczliwa. Wbrew bowiem uzasad1

6

Nie jest zupe³nie pewne, czy ta ostatnia sugestia to pomys³ mojego korespondenta, pana…, czy te¿ powsta³a ona w Ministerstwie Informacji; w ka¿dym razie rzek³bym, i¿ wrêcz tchnie ona oficjalnoœci¹ (przypis autora).


j:afolwark 21-3-2014 p:7 c:1 black–text

nionym oczekiwaniom nie poddano nas, ludzi pióra, ¿adnej totalitarnej „koordynacji”. Owszem, prasa mia³a s³uszne powody, by uskar¿aæ siê na pewne szkodliwe i krzywdz¹ce j¹ praktyki, jednak poczynaniom rz¹du nie sposób by³o w³aœciwie zarzuciæ zbyt wiele; powiem wiêcej: nasz Gabinet okaza³ wrêcz nadspodziewan¹ tolerancjê dla opinii mniejszoœci. Ponur¹ cech¹ cenzury literackiej w Anglii jest to, i¿ najczêœciej odbywa siê ona dobrowolnie. W rezultacie mo¿na ³atwo zamkn¹æ usta g³osicielom niepopularnych idei i ukryæ przed spo³eczeñstwem niewygodne prawdy bez potrzeby stosowania jakichkolwiek zapisów cenzorskich. Ka¿dy, kto przebywa³ d³ugo za granic¹, zna przypadki pomijania na ³amach brytyjskiej prasy sensacyjnych informacji – dotycz¹cych spraw, które same przez siê zas³ugiwa³y na wielkie nag³ówki – o czym nie decydowa³y bynajmniej ingerencje rz¹dowe; rzecz w tym, i¿ istnieje u nas ciche porozumienie, zak³adaj¹ce, ¿e o pewnych faktach wspominaæ po prostu nie uchodzi. W wypadku gazet codziennych mo¿na to jeszcze zrozumieæ. Prasa brytyjska jest ogromnie scentralizowana, wiêkszoœæ zaœ tytu³ów nale¿y do zamo¿nych osób, maj¹cych wszelkie powody, by w pewnych wa¿nych kwestiach oszukiwaæ spo³eczeñstwo. Jednak¿e w ten sam – nieoficjalny, rzek³bym – sposób cenzuruje siê w naszym kraju ksi¹¿ki, czasopisma, a tak¿e spektakle teatralne i audycje radiowe. Zawsze bowiem obowi¹zuje jakaœ ortodoksja, zestaw idei, które – co uznaje siê za pewnik – ludzie zaakceptuj¹ bez zmru¿enia oka. Nie istnieje wprawdzie oficjalny zakaz wspominania o tym, tamtym czy owym, lecz takie wspominanie, jak ju¿ zauwa¿y³em, nie uchodzi, podobnie jak w czasach wiktoriañskich nie uchodzi³o w obecnoœci dam wymawianie s³owa „spodnie”. Ka¿dy œmia³ek, który zaatakuje tê panuj¹c¹ ortodoksjê, zostaje natychmiast skutecznie uciszony. Jeœli czyjeœ pogl¹dy godz¹ zdecydowanie w obowi¹zuj¹c¹

7


j:afolwark 21-3-2014 p:8 c:1 black–text

ideologiê, niemal zawsze staj¹ siê one przedmiotem nieuczciwej krytyki i nagonki, ju¿ to na ³amach prasy popularnej, ju¿ to w powa¿nych periodykach. W chwili obecnej ta obowi¹zuj¹ca ortodoksja ¿¹da od nas wyra¿ania bezkrytycznego podziwu dla Rosji radzieckiej. Wszyscy o tym wiedz¹ i nieomal wszyscy dostosowuj¹ swoje dzia³ania do tego wymogu. Wszelk¹ powa¿n¹ krytykê radzieckiego re¿imu, ka¿de ujawnienie faktów, których rz¹d radziecki wola³by nie ujawniaæ, uwa¿a siê za akty nieomal niecenzuralne. Osobliwe jest zaœ to, i¿ t³o owego wszechnarodowego spisku, którego celem jest obrzydliwe schlebianie naszemu sojusznikowi, stanowi prawdziwa intelektualna tolerancja. Choæ bowiem nie pozwala siê nam krytykowaæ radzieckiego rz¹du, mo¿emy – w rozs¹dnych granicach – krytykowaæ nasz Gabinet. Nikt nie opublikuje u nas drukiem napaœci na Stalina, lecz atakowanie Churchilla (przynajmniej w ksi¹¿kach i w prasie) nie grozi ¿adnymi przykrymi konsekwencjami. Przez piêæ lat wojny, z których przez dwa albo trzy my, naród brytyjski, walczyliœmy o fizyczne przetrwanie, ukaza³a siê u nas bez ¿adnych przeszkód nieprzeliczona liczba ksi¹¿ek, broszur i artyku³ów nawo³uj¹cych do zawarcia z Niemcami kompromisowego pokoju. Na tym jednak nie koniec: otó¿ ca³a ta literatura nie budzi³a ¿adnej dezaprobaty. Dopóki presti¿ ZSRR pozostaje nienaruszony, dopóty nasi obywatele maj¹ zagwarantowan¹ swobodê wypowiedzi. Istniej¹ wprawdzie inne zakazane tematy, o których za chwilê, najgroŸniejszym jednak odzwierciedleniem wspomnianej groŸnej nietolerancji jest powszechny stosunek do ZSRR. Zjawisko to ma charakter, ¿e tak powiem, spontaniczny i nie wchodz¹ tu w rachubê dzia³ania ¿adnej grupy nacisku. S³u¿alczoœæ, z jak¹ przewa¿aj¹ca czêœæ angielskiej inteligencji, poczynaj¹c od roku 1941, prze³yka³a i g³osi³a

8


j:afolwark 21-3-2014 p:9 c:1 black–text

rosyjsk¹ propagandê, by³aby zjawiskiem doprawdy zdumiewaj¹cym, gdyby nie to, ¿e ta sama grupa osób w przesz³oœci kilkakrotnie postêpowa³a w podobny sposób. Rosyjski punkt widzenia na rozmaite kontrowersyjne kwestie przyjmowano wielekroæ bez ¿adnej refleksji, potem zaœ propagowano te opinie, zupe³nie nie dbaj¹c o prawdê historyczn¹ oraz lekcewa¿¹c przyzwoitoœæ intelektualn¹. Oto i przyk³ad. Rozg³oœnia BBC w okolicznoœciowych programach nadanych z okazji 25. rocznicy utworzenia Armii Czerwonej ca³kowicie przemilcza³a nazwisko Trockiego. Choæ by³o to tak, jakby obchodz¹c rocznicê bitwy pod Trafalgarem, ani razu nie wspomnieæ o Nelsonie, angielscy intelektualiœci nabrali wody w usta. Jeœli chodzi o walki wewnêtrzne toczone w ró¿nych krajach okupowanych przez Niemcy, prasa brytyjska niemal w ka¿dym wypadku zajmowa³a stronê frakcji popieranych przez Moskwê, oczerniaj¹c ugrupowania im przeciwne; niekiedy, by u³atwiæ sobie zadanie, ukrywa³a fakty œwiadcz¹ce na niekorzyœæ rosyjskich popleczników. Za najbardziej skandaliczny uwa¿am przypadek pu³kownika Mihailovicia1, przywódcy jugos³owiañskich czetników. Rosjanie, którzy mieli w Jugos³awii swojego protegowanego w osobie marsza³ka Tity, oskar¿yli Mihailovicia o kolaboracjê z hitlerowcami. Oskar¿enie to podjê³a natychmiast prasa brytyjska; obroñcom Mihailovicia uniemo¿liwiono replikê, a fakty obalaj¹ce rosyjskie zarzuty po prostu poddano cenzurze. W lipcu 1943 Niemcy wyznaczyli za g³owê Tity nagrodê w wysokoœci 100 tysiêcy sztuk z³ota, podobnej 1

1893–1946, oficer armii jugos³owiañskiej, w 1941 stan¹³ na czele wiernych królowi oddzia³ów czetników, w 1942 mianowany ministrem wojny w rz¹dzie jugos³owiañskim w Londynie. Przeciwnik Tity, zwalcza³ zbrojnie zarówno Niemców, jak i jego oddzia³y partyzanckie. Opuszczony przez aliantów i pozbawiony w 1944 stanowiska ministra wojny, kontynuowa³ walkê z komunistami, którzy schwytali go i stracili 17 VII 1946 (przypis t³umacza).

9


j:afolwark 21-3-2014 p:10 c:1 black–text

wysokoœci nagrodê wyznaczyli równie¿ za g³owê pu³kownika. Prasa brytyjska z punktu „wywali³a” na czo³ówki wiadomoœæ o nagrodzie za Titê, lecz tylko jedna gazeta wspomnia³a (podaj¹c tê wiadomoœæ drobnym drukiem) o drugiej nagrodzie; Mihailoviciowi nadal zarzucano kolaboracjê z Niemcami. Incydenty o podobnym charakterze zdarzy³y siê równie¿ w czasie hiszpañskiej wojny domowej. Frakcje stoj¹ce po stronie Republiki, które Rosjanie starali siê za wszelk¹ cenê zniszczyæ, na ³amach angielskiej prasy lewicowej bezmyœlnie oczerniano, odmawiaj¹c publikowania wszelkich oœwiadczeñ w ich obronie, nawet w postaci listu do redakcji. Obecnie za niedopuszczaln¹ i nagann¹ uznaje siê nie tylko dog³êbn¹ krytykê ZSRR, utajnia siê nawet niekiedy sam fakt istnienia takiej krytyki. Oto i przyk³ad: krótko przed œmierci¹ Trocki ukoñczy³ pisanie biografii Stalina. Nale¿y domniemywaæ, i¿ dzie³o to raczej nie grzeszy³o bezstronnoœci¹, jednak niew¹tpliwie na rynku osi¹gnê³oby sukces. Pewna amerykañska oficyna poczyni³a starania, by je wydaæ, i maszynopis przekazano ju¿ do drukarni – o ile mi wiadomo, zosta³y ju¿ nawet rozes³ane egzemplarze recenzenckie – gdy ZSRR przyst¹pi³ do wojny. Biografiê natychmiast wycofano. Prasa brytyjska nie wspomnia³a na ten temat ani s³owem, choæ nie ulega w¹tpliwoœci, i¿ istnienie takiej ksi¹¿ki oraz jej losy stanowi³y wiadomoœæ wart¹ doprawdy kilkunastu akapitów druku. Kwesti¹ istotnej wagi jest odró¿nienie cenzury, któr¹ brytyjscy ludzie pióra sami sobie narzucili, od cenzury, któr¹ mog¹ niekiedy narzucaæ grupy nacisku. Powszechnie bowiem wiadomo, i¿ pewne tematy nie podlegaj¹ dyskusji i roztrz¹saniu z uwagi na naruszanie „czyichœ ukrytych interesów”. W tym wypadku najlepszym przyk³adem jest szwindel zwi¹zany z obrotem opatentowanymi specyfikami

10


j:afolwark 21-3-2014 p:11 c:1 black–text

medycznymi oraz ich reklamowaniem. Oto inny przyk³ad: Koœció³ katolicki ma powa¿ne wp³ywy w prasie i w pewnych granicach potrafi st³umiæ krytykê skierowan¹ przeciw sobie. Je¿eli w jakiœ skandal zamieszany zosta³ ksi¹dz rzymskokatolicki, informacjê tê trzyma siê pod korcem, gdy jednak powinie siê noga anglikañskiemu kap³anowi (tak jak rektorowi Stiffkey1), wówczas tr¹bi siê o tym na pierwszych stronach gazet. Treœci o antykatolickim wydŸwiêku bardzo rzadko mo¿na spotkaæ w sztukach teatralnych i w filmach. Ka¿dy aktor potwierdzi, ¿e spektakl czy film zawieraj¹cy ataki na Koœció³ katolicki jest nara¿ony na bojkot prasowy, tote¿ najprawdopodobniej zrobi klapê. Wszystko to jest jednak niezbyt szkodliwe, a w ka¿dym razie zrozumia³e. Ka¿da bowiem du¿a organizacja dba jak najusilniej o swoje interesy; poza tym, czy warto toczyæ polemiki z otwart¹ propagand¹? Nie nale¿y wszak oczekiwaæ, ¿e „Daily Worker” ujawni fakty niewygodne i niekorzystne dla ZSRR, tak jak „Catholic Herald” nigdy nie skrytykuje papie¿a. Wszelako ka¿dy rozs¹dny czytelnik prasy wie, czego mo¿e siê spodziewaæ po ka¿dej z tych gazet. Niepokoi atoli fakt, i¿ nie mo¿na oczekiwaæ inteligentnej krytyki, a nawet, w wielu przypadkach, zwyk³ej uczciwoœci od liberalnych pisarzy i dziennikarzy, od których nikt nie wymaga g³oszenia pogl¹dów niezgodnych z prawd¹. Uznano, i¿ atakowanie Stalina to œwiêtokradztwo, a niektóre aspekty prowadzonej przezeñ polityki nie mog¹ podlegaæ ¿adnym powa¿niejszym dyskusjom. Do 1

Chodzi o wielebnego Harolda Davidsona, proboszcza w Stiffkey w hrabstwie Norfolk. Za „niemoralne prowadzenie siê” zosta³ pozbawiony sukni duchownej przez S¹d Konsystorski w Norwich, o sprawie szeroko zaœ pisa³a ówczesna brytyjska prasa bulwarowa. By³y ksi¹dz zarabia³ nastêpnie na ¿ycie, bawi¹c publicznoœæ w kinach, stanowi³ równie¿ atrakcjê pla¿y w Blackpool, pokazuj¹c siê w beczce wypoczywaj¹cym ludziom. W 1937 wystêpowa³ w cyrku, przebywaj¹c w klatce z lwami, kiedyœ zosta³ jednak przez nie zaatakowany i zmar³ w nastêpstwie odniesionych ran (przypis t³umacza, informacja uzyskana od prof. Petera Davisona).

11


j:afolwark 21-3-2014 p:12 c:1 black–text

powy¿szych regu³ od roku 1941 stosuj¹ siê niemal wszyscy, warto jednak zauwa¿yæ, i¿ praktyki tej zaczêto przestrzegaæ (i to w znacznie wiêkszym stopniu, ni¿ na ogó³ s¹dzimy) dziesiêæ lat wczeœniej. Przez ca³y ten czas krytyka re¿imu sowieckiego prowadzona z pozycji lewicowych jedynie z najwy¿szym trudem dociera³a do szerszej publicznoœci. Owszem, ukazywa³y siê u nas potê¿ne iloœci literatury antyrosyjskiej, jednak¿e niemal wszystkie te ksi¹¿ki pisano z pozycji zachowawczych, na dobitkê zaœ by³y one jawnie nieuczciwe, a autorami kierowa³y niskie motywy. Równoczeœnie p³yn¹³ u nas równie potê¿ny i niemal w równej mierze zak³amany strumieñ propagandy proradzieckiej; doprowadzi³o to do sytuacji, w której ka¿dego, kto próbowa³ poddaæ rozwa¿nej i przemyœlanej dyskusji pewne arcydonios³e kwestie, natychmiast bojkotowano. Nikt, oczywiœcie, nie zabrania³ nikomu publikowania ksi¹¿ek antyrosyjskich, œmia³kowi, który siê jednak na to powa¿y³, grozi³o nieuchronnie przemilczenie jego dzie³ albo te¿ opaczna i nieuczciwa krytyka ca³ej brytyjskiej powa¿nej prasy. Autorowi wypominano publicznie i w prywatnych rozmowach, ¿e pisanie podobnych rzeczy nie uchodzi. Tak, tak, s³ysza³, mo¿e nawet napisa³eœ prawdê, jednak twoje opinie s¹ niewczesne, no i s¹ wod¹ na m³yn tej lub innej reakcyjnej grupy. Tak¹ krytykê t³umaczy siê zwykle wymogami sytuacji miêdzynarodowej oraz piln¹ potrzeb¹ zawi¹zania sprzymierzenia anglorosyjskiego, jednak i œlepy by dostrzeg³, i¿ podawane przyczyny maj¹ wyraŸnie charakter zastêpczy. Inteligencja brytyjska, czy te¿ jej znaczna czêœæ, wykszta³ci³a w sobie poczucie nacjonalistycznej lojalnoœci w stosunku do ZSRR; ludzi tych opanowa³o niezachwiane wewnêtrzne przeœwiadczenie, i¿ w¹tpienie w m¹droœæ Stalina graniczy ze œwiêtokradztwem. Wydarzenia w Rosji os¹dzano wedle zgo³a innych kryteriów ni¿ te, które maj¹ miejsce gdzie indziej.

12


j:afolwark 21-3-2014 p:13 c:1 black–text

Nieustanne egzekucje bêd¹ce nastêpstwem czystek lat 1936–1938 spotyka³y siê z aprobat¹ przysiêg³ych przeciwników kary œmierci, uznawano równie¿ za dopuszczalne szerokie informowanie opinii publicznej o klêsce g³odu w Indiach przy jednoczesnym przemilczaniu g³odu na Ukrainie. Takie w³aœnie praktyki stosowano przed wojn¹; dzisiejsza atmosfera intelektualna nadal, niestety, im sprzyja. Powróæmy jednak do mojej ksi¹¿ki. Wiêkszoœæ anglosaskich intelektualistów oceni j¹ zapewne jednym zdaniem: „To w ogóle nie powinno ukazaæ siê drukiem”. Ma siê rozumieæ, recenzenci biegli w sztuce szkalowania nie wytkn¹ jej uchybieñ politycznych, tylko niedostatki literackie. Orzekn¹, i¿ jest to utwór nudny i g³upi i ¿e wrêcz szkoda by³o nañ papieru. Oczywiœcie, nie utrzymujê bynajmniej, i¿ Folwark jest arcydzie³em, chcê jednakowo¿ zaznaczyæ, ¿e problem jest znacznie szerszy. Nikomu bowiem nie wolno twierdziæ, i¿ jakakolwiek ksi¹¿ka „w ogóle nie powinna ukazaæ siê drukiem” tylko dlatego, ¿e jest to ksi¹¿ka niedobra. Ostatecznie codziennie publikuje siê tony literackiej makulatury i nikogo to szczególnie nie wzrusza. Rzecz w tym, i¿ brytyjska inteligencja, a w ka¿dym razie jej wiêkszoœæ, przypuœci atak na Folwark ze wzglêdu na zawart¹ w nim negatywn¹ ocenê ich uwielbianego przywódcy oraz ze wzglêdu na to, i¿ godzi ona (w ich mniemaniu) w ideê postêpu. Gdyby moja ksi¹¿ka by³a wolna od tych „wad”, nie spotka³aby siê z ich strony z ¿adnym potêpieniem, nawet gdyby jej niedostatki formalne nieporównanie wyraŸniej rzuca³y siê w oczy. Powodzenie, jakim w okresie ostatnich czterech czy piêciu lat ciesz¹ siê, na przyk³ad, tytu³y wydawane przez Klub Ksi¹¿ki Lewicowej, dowodzi, jak skwapliwie moi krytycy gotowi s¹ zaakceptowaæ pisarstwo o charakterze wrêcz rynsztokowym i samo w sobie miernej jakoœci, byleby tylko zawiera³o to, co pragn¹ przeczytaæ.

13


j:afolwark 21-3-2014 p:14 c:1 black–text

Zachodzi bardzo proste pytanie: czy powinna istnieæ wolnoœæ wyra¿ania ka¿dego pogl¹du niepopularnego, a nawet idiotycznego? Jeœli zadamy je w powy¿szej formie angielskim intelektualistom, niemal ka¿dy z nich uzna, i¿ nale¿y odpowiedzieæ „tak”. Gdy jednak pytanie to skonkretyzujemy – „Dobrze, lecz w takim razie co z atakowaniem Stalina? Czy dopuszczalne jest swobodne g³oszenie pogl¹dów antystalinowskich?” – najczêœciej us³yszymy w odpowiedzi „nie”. W tym bowiem wypadku godzimy w obowi¹zuj¹c¹ ortodoksjê, tote¿ zasada swobody wypowiedzi wêdruje na œmietnik. Jednak¿e domagaj¹c siê wolnoœci g³oszenia pogl¹dów, jak równie¿ wolnoœci prasy, nie ¿¹damy bynajmniej, by by³a ona absolutna. Dopóki bowiem istniej¹ zorganizowane spo³eczeñstwa, dopóty zawsze musi obowi¹zywaæ (a w ka¿dym razie zawsze bêdzie istnieæ) jakaœ forma cenzury. Wolnoœæ jednak, wed³ug s³ów Ró¿y Luksemburg, „jest zawsze wolnoœci¹ dla inaczej myœl¹cego”1. Tê sam¹ zasadê wyrazi³ Wolter w swoim s³ynnym powiedzeniu: „Nienawidzê twoich pogl¹dów, jednak bêdê broniæ do œmierci twojego prawa do ich wyg³aszania”2. Jeœli nie chcemy, by wolnoœæ intelektualna, która jest niew¹tpliwie jedn¹ z cech wyró¿niaj¹cych zachodni¹ cywilizacjê, sta³a siê ja³owym pojêciem, w jej ramach ka¿dy powinien mieæ prawo powiedzieæ i opublikowaæ to, co uwa¿a za prawdziwe i s³uszne, pod warunkiem, i¿ jego pogl¹dy wyraŸnie nie zaszkodz¹ pozosta³ej czêœci spo³eczeñstwa. Zarówno demokracja kapitalistyczna, jak równie¿ zachodnie wersje socjalizmu uznawa³y do niedawna tê zasadê za zrozumia³¹ sam¹ przez siê. Nasz rz¹d, jak ju¿ wspomnia³em, nadal poniek¹d demonstracyjnie jej 1 2

Cyt. za: Henryk Markiewicz i Andrzej Romanowski, Skrzydlate s³owa, Warszawa 2007, s. 253 (przypis t³umacza). Przypisane Wolterowi przez S.G. Tallentyre’a w ksi¹¿ce The Friends of Voltaire, 1907 (przypis prof. P. Davisona).

14


j:afolwark 21-3-2014 p:15 c:1 black–text

przestrzega. Zwykli szarzy obywatele – czêœciowo byæ mo¿e ze wzglêdu na obojêtnoœæ, jak¹ wykazuj¹ wobec ideologii (co z kolei powoduje, i¿ obca im jest nietolerancja), powiedz¹ ogólnikowo: „Chyba ka¿dy ma prawo do w³asnego zdania, czy¿ nie?”. Jedynie – a w ka¿dym razie g³ównie – inteligencja humanistyczna lub naukowa, czyli nie kto inny, tylko ci ludzie, którzy powinni staæ na stra¿y tej wolnoœci, zaczynaj¹ j¹ potêpiaæ, czemu daj¹ wyraz równie¿ w praktyce. Jednym z osobliwszych zjawisk naszych czasów jest libera³-zaprzaniec. Obok znajomego marksistowskiego frazesu, g³osz¹cego, i¿ „wolnoœæ bur¿uazyjna” to mrzonka, coraz wiêksz¹ popularnoœæ osi¹ga pogl¹d, jakoby demokracji mo¿na by³o broniæ, stosuj¹c wy³¹cznie metody totalitarne. Jeœli bowiem – utar³o siê s¹dziæ – mi³ujesz demokracjê, twoj¹ powinnoœci¹ jest mia¿d¿enie jej przeciwników, i to bez przebierania w œrodkach. Lecz któ¿ to taki, ci przeciwnicy? Ano, zawsze siê okazuje, i¿ nie s¹ nimi wy³¹cznie ci, którzy atakuj¹ demokracjê jawnie i œwiadomie, lecz równie¿ ci, którzy, „obiektywnie rzecz bior¹c”, godz¹ w ni¹, szerz¹c fa³szywe idee. Innymi s³owy, obrona demokracji implikuje koniecznoœæ t³umienia wszelkiej niezale¿nej myœli. Argument ów stosowano na przyk³ad celem usprawiedliwienia rosyjskich czystek. Nawet najbardziej zatwardziali rusofile nie wierzyli w to, ¿e wszystkie ofiary czystek rzeczywiœcie pope³ni³y zarzucane im przestêpstwa, wyznaj¹c jednak heretyckie pogl¹dy, ludzie ci, „obiektywnie rzecz bior¹c”, przysporzyli szkód re¿imowi, tote¿ s³uszne i chwalebne by³o nie tylko ich wymordowanie, lecz i zdyskredytowanie za pomoc¹ fa³szywych oskar¿eñ. W ten sam ton uderzali ci, którzy w pe³ni œwiadomie usprawiedliwiali k³amstwa publikowane na ³amach prasy lewicowej, k³amstwa dotycz¹ce trockistów oraz cz³onków innych mniejszoœci ideologicznych, walcz¹cych po stronie

15


j:afolwark 21-3-2014 p:16 c:1 black–text

Republiki w hiszpañskiej wojnie domowej. Argumenty te us³yszeliœmy ponownie w roku 1943 z ust osób jazgotliwie protestuj¹cych przeciw powo³aniu siê przez s¹d na ustawê habeas corpus po zwolnieniu Mosleya z wiêzienia 1. G³osiciele tych pogl¹dów nie dostrzegaj¹ tego, i¿ skoro dopuszczaj¹ stosowanie metod totalitarnych, pewnego dnia mog¹ siê one obróciæ przeciwko nim. Jeœli wtr¹canie faszystów do wiêzieñ bez s¹du wejdzie w trwa³y obyczaj, byæ mo¿e nie skoñczy siê to tylko na faszystach. Wkrótce po ponownym otwarciu zamkniêtego przez w³adze dziennika „Daily Worker” wyg³asza³em odczyt w pewnej wszechnicy robotniczej w po³udniowym Londynie. Publicznoœæ sk³ada³a siê z robotników oraz inteligentów pochodz¹cych z ni¿szych warstw klasy œredniej; w³aœnie tacy s³uchacze s¹ zwykle bywalcami prelekcji organizowanych przez lokalne oddzia³y Klubu Ksi¹¿ki Lewicowej. Mój wyk³ad dotyczy³ miêdzy innymi wolnoœci prasy; gdy skoñczy³em, kilka osób zapyta³o, ku mojemu zdumieniu, czy nie s¹dzê, ¿e przywrócenie debitu „Daily Worker” by³o jednak powa¿nym b³êdem w³adz. Kiedy odpowiedzia³em pytaniem, dlaczego w³aœciwie mia³oby uchodziæ to za b³¹d, us³ysza³em, ¿e jest to przecie¿ gazeta o w¹tpliwej lojalnoœci, a wiêc w czasie wojny nie powinna siê ukazywaæ. No i proszê, ja, którego „Daily Worker” tak czêsto szkalowa³, stan¹³em w jego obronie. Sk¹d jednak u moich s³uchaczy takie totalitarne zapatrywania? Da³bym g³owê, ¿e przejêli je od komunistów! Tolerancja i przyzwoitoœæ zakorzeni³y siê wprawdzie g³êboko w œwiadomoœci Anglików, nie s¹ one jednak nienaruszalne, utrzymanie ich przy ¿yciu zaœ wymaga równie¿ podejmowania œwiadomego wysi³ku. G³oszenie doktryn totalitar1

Sir Oswald Ernald Mosley (1896–1980), polityk brytyjski, w latach 1929–1930 minister w rz¹dzie Partii Pracy, w 1932 za³o¿y³ The British Union of Fascists (Brytyjski Zwi¹zek Faszystów). W latach 1940–1943 internowany (przypis t³umacza).

16


j:afolwark 21-3-2014 p:17 c:1 black–text

nych ma to do siebie, ¿e os³abia instynkt, który pomaga wolnym ludziom odró¿niæ to, co jest groŸne dla wolnoœci, od tego, co w niczym jej nie zaszkodzi. Dobrym przyk³adem jest tutaj sprawa Mosleya. W roku 1940 jego internowanie stanowi³o posuniêcie jak najbardziej uzasadnione i dopuszczalne, bez wzglêdu na to, czy naruszy³ on prawo, czy te¿ go nie naruszy³. Prowadziliœmy wtedy walkê o przetrwanie, tote¿ niedopuszczalne by³o przebywanie na wolnoœci potencjalnych Quislingów. Jednakowo¿ przetrzymywanie Mosleya za kratami a¿ do roku 1943 zakrawa na czyn karygodny. Ogólne niedostrzeganie tego faktu œwiadczy³o nie najlepiej o stanie naszej œwiadomoœci spo³ecznej, choæ prawd¹ jest równie¿ to, i¿ agitacja przeciwko uwolnieniu Mosleya mia³a poniek¹d charakter wy³¹cznie pokazowy, w pewnej mierze zaœ stanowi³a, by tak rzec, psychiczne zadoœæuczynienie za inne urazy. W jakiej jednak mierze obecna tendencja do myœlenia i rozumowania na faszystowsk¹ mod³ê stanowi efekt „antyfaszyzmu” z ostatnich dziesiêciu lat oraz niegodziwoœci intelektualnej, jak¹ zrodzi³ ów pr¹d? Wa¿ne, by uœwiadomiæ sobie, i¿ obecna rusofilia jest jedynie objawem ogólnego os³abienia zachodniej tradycji liberalnej. Gdyby nasze Ministerstwo Informacji wkroczy³o zdecydowanie, nie dopuszczaj¹c do opublikowania drukiem Folwarku, wiêkszoœæ angielskich intelektualistów przesz³aby nad tym faktem do porz¹dku dziennego. Tak siê bowiem sk³ada, i¿ bezkrytyczna lojalnoœæ wobec ZSRR stanowi obowi¹zuj¹c¹ obecnie ortodoksjê, ilekroæ zaœ wchodz¹ w rachubê domniemane interesy ZSRR, inteligencja nasza chêtnie zgodzi siê nie tylko na cenzurowanie historii, lecz równie¿ na jej œwiadome fa³szowanie. Oto i przyk³ad. Po œmierci Johna Reeda, autora Dziesiêciu dni, które wstrz¹snê³y œwiatem, relacji z pierwszej rêki, dotycz¹cej pocz¹tkowego okresu Rewolucji PaŸdziernikowej, prawa autorskie

17


j:afolwark 21-3-2014 p:18 c:1 black–text

do ksi¹¿ki przesz³y na w³asnoœæ Brytyjskiej Partii Komunistycznej, co nast¹pi³o, o ile mnie pamiêæ nie myli, z woli samego autora. Kilka lat póŸniej brytyjscy komuniœci, po wycofaniu z rynku jak najwiêkszej liczby egzemplarzy, wydali jej zniekszta³con¹ wersjê, pozbawion¹ wszelkich wzmianek o Trockim, jak równie¿ przedmowy pióra Lenina1. Gdyby w Anglii nie wyginê³a niemal ze szczêtem radykalna inteligencja, wówczas szalbierstwo to zosta³oby nale¿ycie wyeksponowane i potêpione na ³amach wszystkich naszych czasopism literackich. Jednak koniec koñców ma³o kto zaprotestowa³. Wielu angielskich intelektualistów uzna³o przemilczenie tego skandalu za zgo³a naturalne postêpowanie. Owo tolerowanie jawnego oszukañstwa jest znacznie groŸniejsze w skutkach ani¿eli dzisiejsza moda na bezkrytyczne ubóstwianie Rosji. Zachodzi bowiem du¿e prawdopodobieñstwo, i¿ moda ta przeminie. Nie wykluczam te¿, ¿e gdy Folwark siê uka¿e, przewa¿aj¹ca wiêkszoœæ Anglików bêdzie wyznawaæ moje pogl¹dy na re¿im radziecki. Lecz jakie przynios³oby nam to korzyœci? Zamiana jednej ortodoksji na inn¹ niekoniecznie oznacza postêp. Najgorsz¹ rzecz¹ na œwiecie jest umys³ przypominaj¹cy patefon; nie ma przy tym znaczenia, czy komuœ odpowiada grana w danej chwili p³yta, czy nie. 1

Profesor P. Davison twierdzi, i¿ nic nie wiadomo na temat takiego okrojonego wydania ksi¹¿ki Reeda, które mia³oby siê ukazaæ nak³adem Brytyjskiej Partii Komunistycznej czy jakiejœ innej partii. Byæ mo¿e, zdaniem prof. Davisona, Orwell mia³ na myœli zamiar pisma „News Chronicle” publikowania w odcinkach tej ksi¹¿ki (w roku 1937) dla uczczenia XX rocznicy Rewolucji PaŸdziernikowej. Partia Komunistyczna gotowa by³a udzieliæ pozwolenia, pod warunkiem jednak usuniêcia z tekstu wszelkich wzmianek o Trockim. Por. „New Leader”, 19 XI 1937, oraz „Evening Standard”, 12 XI 1937. Prof. Davison, pisz¹c o tym fakcie w swoich komentarzach do pe³nego i ostatecznego brytyjskiego wydania Folwarku, powo³uje siê równie¿ na informacje udzielone mu przez Clive’a Flleya i Mike’a Sandersa, odsy³aj¹c te¿ czytelników do jednego z przypisów Orwella do artyku³u Randalla Swinglersa The Right to Free Expression, zamieszczonego na ³amach „Polemic” nr 5, wrzesieñ–paŸdziernik 1946 (przypis t³umacza).

18


j:afolwark 21-3-2014 p:19 c:1 black–text

Dobrze znam wszystkie argumenty przeciwko wolnoœci myœli i wypowiedzi: zarówno opinie g³osz¹ce, i¿ jest ona abstrakcj¹, niepodobieñstwem, jak i te, wedle których nale¿y zdecydowanie j¹ zwalczaæ. Powiem krótko: powy¿sze wywody ¿adn¹ miar¹ mnie nie przekonuj¹; dodam równie¿, ¿e nasza cywilizacja od czterystu z gór¹ lat spoczywa na zgo³a innych ideologicznych podwalinach. Od dobrych dziesiêciu lat uwa¿am, i¿ obecny re¿im radziecki jest, najogólniej bior¹c, z³em oraz i¿ przys³uguje mi prawo do g³oszenia tego pogl¹du, chocia¿ ZSRR jest naszym sprzymierzeñcem w obecnej wojnie, któr¹ – w co wierzê – wygramy. Gdyby mi przysz³o szukaæ uzasadnienia swojej opinii w literaturze, wybra³bym ten oto wers napisany przez Miltona: Le¿y to w nakazach wolnoœci wiekowej S³owo „wiekowej” uwydatnia to, i¿ wolnoœæ intelektualna stanowi g³êboko zakorzenion¹ tradycjê, bez której nasza zachodnia kultura zapewne by nie przetrwa³a1. Jednak¿e wielu naszych intelektualistów jawnie odstêpuje od tej 1

Wedle prof. Davisona cytat, który podaje Orwell, najbli¿szy jest dwulinijkowemu fragmentowi B³agalnic Eurypidesa, cytowanemu przez Miltona (po grecku i we w³asnym przek³adzie na angielski) we wstêpie do dzie³a Areopagitica (1644). Oto tekst angielski: This is true Liberty when free born men Having to advise the public may speak free, Which he who can, and will, deserv’s high praise, Who neither can nor will, may hold his peace; What can be juster in a State than this? (Wród³o: John Milton, Areopagitica, with a Commentary by sir Richard C. Jebb and with Supplementary Material, Cambridge University Press, London and Cambridge, 1933, s. 1). Polski przek³ad Jerzego £anowskiego: W czym le¿y wolnoœæ? „Kto chce miastu dobr¹ Daæ radê, niechaj na œrodek wyst¹pi!” Kto chce, zab³yœnie, zamilczy, kto nie chce. Czy mo¿e w pañstwie istnieæ wiêksza równoœæ? Wród³o: Eurypides, B³agalnice, w: Tragedie, Warszawa 1980, s. 112 (przypis t³umacza).

19


j:afolwark 21-3-2014 p:20 c:1 black–text

tradycji. Przyjêli oni za pewnik zasadê, i¿ o dopuszczeniu lub niedopuszczeniu ksi¹¿ki do druku, o jej chwaleniu lub potêpianiu mog¹ decydowaæ wy³¹cznie doraŸne wzglêdy polityczne. Inni, ci, co w g³êbi duszy nie podzielaj¹ takiego zapatrywania, zostaj¹ (powodowani zwyczajnym tchórzostwem) jego wyznawcami. Przyk³adem tego mo¿e byæ klêska, jak¹ ponieœli liczni i g³oœni angielscy pacyfiœci, nie przeciwstawiaj¹c siê obowi¹zuj¹cemu u nas kultowi rosyjskiego militaryzmu. Poniewa¿ pacyfiœci ci utrzymuj¹, i¿ wszelkie zadawanie gwa³tu jest z³em, na ka¿dym etapie wojny nak³aniali nas do z³o¿enia broni lub przynajmniej do zawarcia z przeciwnikiem kompromisowego rozejmu. Ilu jednak napomknê³o choæby s³owem, ¿e wojna jest równie¿ wtedy z³em, gdy prowadzi j¹ Armia Czerwona? Wydawa³o siê, ¿e Rosjanie maj¹ wszelkie prawo do samoobrony, podczas gdy dla nas, Anglików, stanowi ona zbrodniê. Powy¿sz¹ sprzecznoœæ mo¿na wyjaœniæ tylko jedn¹ przyczyn¹: wynikaj¹cym z bojaŸni pragnieniem znalezienia siê w licznej gromadzie intelektualistów, których patriotyzm mo¿na nazwaæ patriotyzmem rosyjskim, na pewno zaœ nie brytyjskim. Wiem, ¿e nasza inteligencja ma wiele powodów do przejawiania bojaŸni i nieszczeroœci, znam te¿ na pamiêæ argumenty, którymi t³umaczy swoj¹ postawê. Darujmy sobie jednak przynajmniej glêdzenie o obronie wolnoœci przeciw faszyzmowi. Jeœli bowiem wolno��æ ma byæ dla nas z czymœ równoznaczna, to przede wszystkim z prawem do g³oszenia tego, czego inni nie chcieliby us³yszeæ. Zwykli, proœci ludzie poniek¹d nieœwiadomie przyjêli powy¿sz¹ zasadê, kieruj¹c siê ni¹ w ¿yciu codziennym. W naszym kraju – nale¿y nadmieniæ, i¿ w innych krajach ró¿nie bywa: zupe³nie inna sytuacja panowa³a pod tym wzglêdem w republikañskiej Francji, inaczej jest równie¿ obecnie w Stanach Zjednoczonych – wolnoœci obawiaj¹ siê nie kto

20


j:afolwark 21-3-2014 p:21 c:1 black–text

inny tylko libera³owie, intelektualiœci zaœ bez najmniejszych skrupu³ów kalaj¹ intelekt. Niniejsz¹ przedmowê napisa³em po to, by zwróciæ uwagê na ów napawaj¹cy smutkiem i zgroz¹ fakt.

Od t³umacza Orwell zamierza³ pocz¹tkowo poprzedziæ Folwark niniejszym wstêpem, jednak z niewiadomych wzglêdów zrezygnowa³; szkic Wolnoœæ prasy odnalaz³ w 1972 roku Ian Angus, który opublikowa³ go 15 wrzeœnia 1972 roku w Wielkiej Brytanii na ³amach „The Times Literary Supplement” (wraz ze swoj¹ przedmow¹ How the Essay Came to be Written) i w Stanach Zjednoczonych. Pragnê z³o¿yæ serdeczne podziêkowania profesorowi Peterowi Davisonowi, wydawcy dzie³ zebranych George’a Orwella, za nieocenion¹ pomoc, jak¹ mi okaza³, gdy t³umaczy³em ów fascynuj¹cy tekst. Bart³omiej Zborski

21



Folwark zwierzecy