Page 8

Z perspektywy... mężczyzny |

FELIETON

Kolacja Pokroił mozzarellę w plasterki. Białe krążki ułożył na płytkim talerzu, tym, który lubi Aśka. Biały talerz otaczała jasnobrązowa obramówka z wymalowanym wzorem jak plecionki z ciasta. Antek popatrzył bliżej. W centrum umieszczono scenę z życia wiejskiego dworu: paniczyk w kubraczku śpiewał przy dźwiękach ukulele, które trzymała siedząca pod drzewem dziewczyna. Piotr Kubic

Fotoreporter, pisze opowiadania i felietony

O

statni plasterek mozzarelli przykrył dziewczynę i chłopca. Antek sięgnął po pomidory. Skrojone w plasterki ułożył na krążkach sera. Skropił oliwą z oliwek i posypał bazylią. Popatrzył na zegar, 18.32. Za godzinę Aśka wróci z dyżuru. A może sałatka? Antek zaglądnął do lodówki. Znalazł zielony kształt podobny do gruszki. Awokado. Położył na desce i pokroił w kostkę. Do kamiennej miseczki wrzucił zielone, pokryte śliskim sokiem kawałki. I jeszcze pomidor. Nieco drobno pokrojonej cebuli. Trochę soku z cytryny i oliwy z oliwek, której Aśka dodawała prawie do wszystkiego. Wymieszał. Spróbował. Popatrzył przed siebie – na stole stał talerz i miseczka z przygotowanymi potra-

8

wami. Z półki przy kuchence wyciągnął rulon przezroczystej folii. Nakrył oba naczynia i włożył do lodówki. Rozejrzał się. W kuchni nawet nie było bałaganu, oprócz deski do krojenia kilka naczyń wymagało mycia: kubki, talerzyki, dwie łyżeczki, nóż i widelec. Zamiast wstawić do zmywarki, Antek włożył wszystko do zlewu. Przetarł blat i stół. Wyrównał krzesła. Z wazonu stojącego na parapecie usunął wyschnięte kwiaty. Przeglądnął mieszkanie. Ustawił buty przy wejściu, potem rzucił okiem na salon. Ogarnął łazienkę. I sypialnię. Bez przesady, nie idealny, ale codzienny, zwykły porządek. Stanął w przejściu, drzwi wejściowe miał przed sobą. Za dziesięć minut pojawi się w nich Aśka. Blada, zgaszona, będzie szła sztywnym krokiem. – Nie pytaj o nic – burknie. – Nie pytam – powie Antek. Przejdzie bez słowa do łazienki, przebierze się, potem wyjdzie i powoli rozejrzy się po mieszkaniu. Nie znajdzie niczego, czym mogłaby zająć ręce, więc pójdzie do kuchni. Zauważy naczynia w zlewie i zacznie je myć, zamiast włożyć do zmywarki.

– Mógłbyś umyć po sobie – mruknie, i puści wodę. – Zostaw – powie Antek, ale Aśka nie dopuści go do zlewu. I tak nie dokończy mycia, odwróci się i podejdzie do lodówki. Gdy ją otworzy, zobaczy talerz i miskę. Siadając przy stole, zacznie odruchowo zajadać, patrząc gdzieś przed siebie. – To nie twoja wina – powie Antek. – Co ty wiesz? – Wiem. – Skąd? – Nieważne. Na chwilę zapadnie cisza. Może dłużej niż chwilę. Dłużej czy krócej, wszystko jedno, Antek zaczeka. Wiedział. – To dziecko… Wiesz, co jest okropne? Cisza. Nie słychać matki, ale najgorsze, że nie słychać dziecka. Ta dziewczyna wiedziała, że tak będzie. Przyjechała już z rozpoznaniem. Zapytałam, czy będzie chciała je pożegnać. Przed porodem nie chciała, ale potem… Zanim pokazałam jej dziecko, ubrałam je w takie ubranko… tęczowy kocyk. Przecież nie dałabym dziecka w chirurgicznej misce! Aśka odsunie talerz i odłoży widelec. – Nie mogę jeść… Jak zwykle, zostałam z tym sama, ja, położna. Kiedy się skończyło, wszyscy zniknęli, od razu. A ja? Czy ja mogę tak po prostu wyjść? Czy ja coś wiem? Czy umiem coś powiedzieć? Płakać przecież nie będę. Ukryła twarz w dłoniach. – Przepraszam, powinnam zostawić pracę w pracy. Nie umiem. Antek zastanowił się, co na to odpowie, kiedy usłyszał dźwięk klucza przekręcanego w zamku.

W Czepku Urodzone nr 9  

Dziewiąty numer magazynu dla położnych JOHNSON'S® (midwifery, położne, Skala Brazeltona, zmysł zapachu, jak spawić by dziecko spało, opieka...

Advertisement