Page 1

NR3

ISSN: 2082-6699 · LIPIEC – WRZESIEŃ · 2011 · CENA: 5,90 PLN


EDYTORIAL spis treści

05 10

NEON news

36

OSOBOWOŚĆ w tabliczkach

18

MANDARYNA MOJA KOLEŻANKA CUKRZYCA

40 ZOFIA OSTROWSKA CUKRZYCA VS. „TATRITIS”

RAFINACJA

PAN DOKTOR NA SYGNALE WOJCIECH FELESZKO

JEDZĄC NAPRAWIASZ ŚWIAT

25

MALKA KAFKA

CZARNA bez cukru

BUNT NA POKŁADZIE

INSULINOTERAPIA FAKTY BEZ MITÓW

32

CZARNA słodzona

NAJSTARSZA BIŻUTERIA I LUDZKI GENIUSZ

LOOKIER design

LOOKIER trend

42

49

NIEZALEŻNE

SHOWROOMY

LOOKIER miejsce

45 46 48

PIĘKNO ANDROIDA

LOKALNE EKORAJE

LOOKIER tester LOOKIER akcja LOOKIER noty POD pokrywką

VEGE

HUMMUS Z PAPRYKOWĄ NUTĄ

54

BYĆ

SZARE komórki

MĄDROŚĆ PRZECZUCIA

Magazyn diabetologiczny „Gorzka Czekolada”, Magazyn wydawany pod patronatem firmy Sanofi-Aventis Sp. z o.o., ul. Bonifraterska 17, 00-203 Warszawa. Redaktor Naczelna: Monika Witecka-Blanch / Wydawca: Agencja Wydawnicza Musqo, ul. Boya-Żeleńskiego 11/16, 91-747 Łódź, tel.: (42) 209-39-36, www.musqo.pl/ Kierownik Projektu: Marcin Biedrzycki / Sekretarz Redakcji: Ewa Pliszka / Projekt graficzny i skład DTP: Przemysław Ludwiczak / Korekta: Hanna Opala, Jarosław Matusz / Współpraca: Justyna Mazepus, Małgorzata Chmiel, Marysia Ramotowska, Emilia Przybył, Dorota Chyra-Jach, Joanna Jachmann, Magdalena Kacalak, Olga Woźniak, Łukasz Iwasiński, Kamil Nadolski, Wojciech Pastuszka, Marek Lewoc, Aneta Łańcuchowska, Agata Jędraszczak, Jarosław Matusz, Iwona Bielawska, Robert Trzęsala / Ilustracje: Michał Wenski / Zdjęcia: Justyna Ejsmont, Przemysław Ludwiczak, Marcin Stępień, Michał Eysymontt / Reklama: Małgorzata Chmiel, gorzka.cz@musqo.pl, (42) 209-39-36 / Nakład: 5000 egz.

03


EDYTORIAL słowo wstępu

ZDROWIE PRZEDE WSZYSTKIM Drodzy Czytelnicy! Wszyscy wytrwale czekaliśmy na te długie, ciepłe, letnie dni, którymi się teraz cieszymy. W tym roku lato nie szczędzi nam słońca i oby tak było do końca wakacji. Mam nadzieję, że krótkie noce i długie dni zachęcą Was do lektury trzeciego numeru „Gorzkiej Czekolady”. A jest w nim co poczytać. Wakacyjne wydanie przygotowaliśmy – nieco przekornie – naukowo i medycznie. Jednak jak zawsze przystępnie i ciekawie. Polecam szczególnie Waszej uwadze artykuł „Insulinoterapia – fakty bez mitów”, który w obiektywny sposób rozwiewa mity dotyczące insulinoterapii. Niestety w powszechnej opinii krąży na ten temat sporo szkodliwych półprawd i przesądów. Artykuł Alberta Syty w przekonujący sposób opisuje korzyści płynące m.in. z wczesnego włączenia insuliny u pacjentów z cukrzycą typu 2. Koniecznie przeczytajcie również tekst Olgi Woźniak, specjalistki od wyjaśniania trudnych kwestii. Tym razem w bardzo przystępny sposób opisuje specyfikę chorób autoimmunologicznych, do jakich należy m.in. cukrzyca typu 1. W tym numerze dowiecie się również, czy diabetyk może być jaroszem. Odpowiedź nie jest prosta, ale, jak przekonuje nasza dietetyk, odpowiednio zbilansowana dieta wegetariańska może być wręcz korzystna dla cukrzyców. Przeczytajcie jej wskazówki i wypróbujcie przepis na pyszny hummus z paprykową nutą. Poza tym w „Gorzkiej” jak zwykle sylwetki ciekawych diabetyków, m.in. Mandaryny, wywiady z inspirującymi ludźmi (Malka Kafka, dr Wojciech Feleszko) i mnóstwo świeżych informacji ze świata nauki i kultury.

MONIKA WITECKA-BLANCH redaktor naczelna

Życzę Państwu wyjątkowo udanych wakacji!

MASZ POMYSŁ NA CIEKAWY TEMAT? NAPISZ DO NAS. NASI DZIENNIKARZE CZEKAJĄ: GORZKA.CZ@MUSQO.PL

04


NEON news

Dieta matki a DNA dziecka

Chcesz uchronić swoje dziecko przed nadwagą? Sama przestrzegaj odpowiedniej diety. Według najnowszych badań sposób odżywiania matki w czasie ciąży może zmienić DNA dziecka i zwiększyć ryzyko wystąpienia u niego otyłości. Naukowcy przestrzegają kobiety w ciąży przed jedzeniem zbyt dużej ilości węglowodanów. Badanie przeprowadzone przez zespół z Uniwersytetu Southampton wykazało, że dzieci matek objadających się m.in. białym pieczywem i pijących słodkie soki miały nadwagę. W jaki sposób jedzenie dużej ilości węglowodanów może zmienić łańcuchy DNA i w efekcie doprowadzić do otyłości u dzieci? Otóż dziecko, odbierając sygnały od matki, próbuje przewidzieć, w jakim środowisku będzie żyło i dostosowuje do tych warunków swoje DNA. Badacze podkreślają, że kobiety w ciąży powinny stosować się do zaleceń dietetycznych lekarzy. Właściwa dieta obniżająca ryzyko wystąpienia u dzieci otyłości może przecież zmniejszyć prawdopodobieństwo pojawienia się w przyszłości groźnych chorób, takich jak cukrzyca czy choroby serca. Jar

Gorzki sprzyja surowym ocenom

Jeśli zjesz coś gorzkiego, surowiej ocenisz zachowanie innych − taki wniosek można wysnuć z pracy opublikowanej przez „Psychological Science”. Psychologowie z City University w Nowym Jorku przeprowadzili test wśród 57 osób. Przed testem oraz w trakcie uczestnicy dostali napój o smaku gorzkim, słodkim lub wodę. Następnie ich zadaniem była ocena różnych kontrowersyjnych zachowań, takich jak zjedzenie niedawno zdechłego psa przez właściciela czy uprawianie seksu przez dalekich krewnych. Naukowcy zauważyli, że ci, którzy otrzymali gorzki napój, surowiej oceniali kontrowersyjne zachowania niż ci, którzy pili słodki sok lub wodę. Ciekawe jest też to, że efekt ten był znacznie silniejszy w przypadku osób o konserwatywnych poglądach politycznych niż wśród liberałów. Według naukowców, badanie to pokazuje, że fizyczny niesmak wywołany przez spożycie czegoś gorzkiego może wywoływać uczucie niesmaku moralnego. Zastanawiają się również, czy niektóre osoby, np. członkowie jury konkursów, nie powinny unikać gorzkich napojów jak ognia. Jar

Coś na ząb diabetyków

www.wygodnadieta.pl to adres warty zapamiętania dla chcących zrzucić parę kilogramów i dla chorych na cukrzycę. Nareszcie ktoś nas zauważył. Na dodatek wszystkie formalności załatwimy w internecie. Na stronie można obejrzeć menu, wypełnić formularz zamówienia, zgłosić swoje preferencje konsultantowi. Na naszą komórkę zadzwoni dietetyk, żeby doradzić i ustalić szczegóły indywidualnej diety. Potem już tylko wpłacamy należność i czekamy na kuriera, który każdego ranka będzie nam dostarczał pod wskazany adres 5 posiłków na cały dzień. Kolorowych, dietetycznych i smacznych. Idealne wyjście dla wszystkich zapracowanych i chorych, którzy muszą być na diecie, a nie mają w nadmiarze czasu. Niestety, nie jest to najtańszy sposób odżywiania, ale z szansą na zniżki. Choćby za polecenie firmy przyjaciołom albo zamówienie kilku zestawów pod ten sam adres. „Wygodna dieta” działa w Warszawie i najbliższej okolicy. Czy jest jakaś przeszkoda, żeby pomysł skopiować w innych dużych miastach? JJ

Czekolada „superowoc”

Uwielbiana na całym świecie, nieprzyzwoicie uzależniająca i... zdrowsza niż soki owocowe! W takim pozytywnym świetle postawiły czekoladę najnowsze badania amerykańskich naukowców. O pozytywnym wpływie czekolady na organizm nie trzeba nikogo przekonywać. Nie tylko jej miłośnicy wiedzą, że brązowa tabliczka zawiera magnez i wapń, a także wywołuje poczucie szczęścia, bo wpływa na wzrost poziomu serotoniny i endorfiny w mózgu. Czekolada jest źródłem energii i powszechnie jest uznawana za afrodyzjak. Ostatnie badania dowiodły, że zawiera ona więcej związków roślinnych na gram masy niż soki owocowe! Naukowcy dokonali porównań między kakao, porcją ciemnej czekolady oraz jej gorącą pitną postacią a miksem soków owocowych zawierającym wyciągi z jagody acai, żurawiny i granatu. Obserwacje wykazały, że zarówno ciemna czekolada, jak i kakao miały w sobie także więcej przeciwutleniaczy i flawonoli niż same owoce. Trzeba jednak pamiętać, że superskładnikiem czekolady jest kakao, dlatego naszemu zdrowiu służy tylko gorzka (ciemna) czekolada, z dużą jego zawartością. Polecamy w rozsądnych ilościach i różnych wydaniach. EP

05


NEON news

Szczepionka przeciw cukrzycy

Odchudzić wątrobę

Mniej węglowodanów, mniej tłuszczy w wątrobie – informuje „American Journal of Clinical Nutrition”. To ilość spożywanych węglowodanów, a nie kalorii, ma wpływ na odtłuszczenie wątroby.

Sztuczna trzustka

Jar

EP

Zastosowanie sztucznej trzustki pomoże ciężarnym kobietom z cukrzycą typu 1., zmniejszając liczbę groźnych powikłań – informuje pismo „Diabetes Care”.

Śpiew obniża ciśnienie

Odśpiewanie kilku pieśni religijnych przed operacją obniżyło ciśnienie u pacjentki, której nie pomagały tradycyjne leki. To ciekawe zdarzenie opisuje pismo „Arthritis Care & Research”. 76-letnia mieszkanka Dominikany od wielu lat miała nadciśnienie. Cierpiała również z powodu choroby stawów kolanowych, aż w końcu postanowiono je zoperować. Tuż przed operacją ciśnienie u pacjentki wzrosło do niebezpiecznej wartości 240/120 mm Hg uniemożliwiającej przeprowadzenie zabiegu. Wtedy pacjentka, często śpiewająca przed snem dla uspokojenia nerwów, zaczęła śpiewać pieśni religijne. Już po dwóch pieśniach ciśnienie spadło do 180/90 mm Hg, a potem odnotowano dalszy jego spadek. Nad ranem pomyślnie przeprowadzono operację. Osobom, którym nie pomaga leczenie farmakologiczne, lekarze często zalecają niekonwencjonalne metody, np. słuchanie uspokajającej muzyki. Aby można było jednak uznać śpiewanie za skuteczną terapię w leczeniu nadciśnienia, potrzebne są dalsze badania – podkreślają naukowcy. Jar

06

Dzieci kobiet z cukrzycą typu 1. pięciokrotnie częściej rodzą się martwe i z dwukrotnie wyższym prawdopodobieństwem cierpią na różnego rodzaju wady wrodzone. Zagrożone jest także życie matki, bo podczas ciąży poziom cukru może niebezpiecznie się obniżyć. By zredukować niebezpieczeństwo powikłań i zapewnić lepszą kontrolę cukrzycy, naukowcy stworzyli urządzenie elektroniczne składające się z pompy insulinowej oraz aparatu stale mierzącego poziom glukozy we krwi. Badacze zastosowali tę sztuczną trzustkę u 10 ciężarnych z cukrzycą typu 1. Okazało się, że zapewniała ona właściwą dawkę insuliny we właściwym czasie, umożliwiając utrzymanie niemal prawidłowego poziomu cukru we krwi. Naukowcy są przekonani, że dzięki temu nowemu urządzeniu, precyzyjnie kontrolującemu poziom glukozy, ciąża u kobiet z cukrzycą będzie przebiegała bez zwiększonego ryzyka powikłań.

Badania przeprowadzono na grupie osób zmagających się z niealkoholowym stłuszczeniem wątroby (NAFLD) pod kierunkiem naukowców z University of Texas Southwestern Medical Center. Podstawowymi czynnikami ryzyka prowadzącymi do NAFLD jest otyłość i cukrzyca typu 2. (i powiązana z nią insulinooporność). Wysoki poziom trójglicerydów, który pojawia się w wątrobie, przyczynia się do ogólnego osłabienia organizmu, złego samopoczucia, zaburzeń trawienia. Problem dotyczy już co trzeciego dorosłego Amerykanina. Badane osoby podzielono na dwie grupy – jedna z nich była na diecie niskokalorycznej, druga – niskowęglowodanowej. Przeprowadzone po 14 dniach badania obrazowe wykazały, że wątroby osób na diecie niskowęglowodanowej straciły więcej tłuszczu. Amerykańskie odkrycie może mieć spore znaczenie w terapii cukrzycy, insulinooporności czy NAFLD. Autorzy badań zaznaczają, że trwały one krótko, trudno zatem przewidzieć, czy wyniki przekładają się na okres dłuższy niż 2 tygodnie. Nie można jednoznacznie przesądzać, że dieta niskowęglowodanowa rzeczywiście jest lepsza, na pewno jednak skuteczniej odtłuszcza wątrobę w krótkim czasie.

Naukowcy wykazali, że cukrzycę młodzieńczą wywołują wirusy. Jeśli to prawda, cukrzycę będzie można zwalczać szczepionką. Badacze z Sydney wykazali, że pacjenci z cukrzycą typu 1. aż dziesięciokrotnie częściej przechodzili infekcję enterowirusami niż osoby zdrowe. Enterowirusy zwykle powodują niegroźne przeziębienia, choroby skórne i układu pokarmowego. Zdaniem naukowców atakują one również trzustkę, co powoduje, że komórki układu odpornościowego zaczynają niszczyć własne komórki produkujące insulinę. Naukowcy szykują się teraz do prac nad szczepionką. Enterowirusów atakujących ludzi jest co najmniej kilkadziesiąt. Badacze muszą więc najpierw ustalić, które z tych wirusów doprowadzają do cukrzycy. Jar


NEON news

Zaskakujące efekty picia piwa

Umiarkowane picie piwa może zmniejszyć ryzyko wystąpienia cukrzycy i nadciśnienia, a nawet może pomóc w zrzuceniu kilogramów. Naukowcy z Barcelony i Madrytu przeprowadzili badania wśród 1249 osób powyżej 57 roku życia. Okazało się, że ci, którzy regularnie i w rozsądnych ilościach pili piwo, byli mniej podatni na problemy z cukrzycą i nadciśnieniem, a także mieli mniejsze ilości tłuszczu w organizmie. A w przypadku niektórych osób, przestrzegających diety śródziemnomorskiej i wypijających nie więcej niż pół litra piwa dziennie, waga ciała nawet się zmniejszyła. Nie oznacza to oczywiście, że pijąc piwo, na pewno nie przytyjemy. Hiszpańscy naukowcy uważają, że najlepsze dla zdrowia i dobrej sylwetki jest połączenie umiarkowanego picia tego trunku z ćwiczeniami fizycznymi i zdrową kuchnią śródziemnomorską, bogatą w ryby, owoce, warzywa i oliwę. Jar

Ludzkie mleko od krowy

Chińscy producenci zalewają świat swoimi towarami. Za kilka lat na sklepowych półkach może pojawić się kolejny produkt „made in China”, niezwykły, bo to ludzkie mleko... prosto od krowy. W chińskim eksperymencie udało się wszczepić ludzkie geny ponad 300 sztukom bydła. Za pomocą technik inżynierii genetycznej do DNA krowy wprowadzono ludzki gen kodujący ludzki enzym – lizozym, który jest zdolny do niszczenia komórek bakteryjnych, rozkładając ich struktury ochronne. Po zapłodnieniu metodą in vitro tak zmodyfikowanym embrionem, narodził się cielak, który po osiągnięciu odpowiedniego wieku zaczął produkować mleko zawierające ludzkie białko. Aby mleko krowie jeszcze bardziej przypominało ludzkie, zwiększono jego poziom tłuszczu o 20% i zmieniono poziom suchej masy. Dzięki pracy chińskich naukowców zwierzęta dają mleko, którego skład niczym nie różni się od mleka ludzkiego. Eksperyment wywołał spore kontrowersje. Powstaje pytanie, na ile w rzeczywistości takie „krowio-ludzkie” mleko będzie bezpieczne dla niemowląt, a jego produkcja – dla zwierząt (wiele cielaków nie przeżyło eksperymentu). Naukowcy odpowiedzialni za ten niecodzienny projekt argumentują, że mleko jest równie nieszkodliwe co tradycyjne, a przyczyni się do zmniejszenia fali głodu na świecie. Mleko krowie zapewnia wartości odżywcze, ale problemy z jego trawieniem nie czynią go idealnym pokarmem dla ludzi – nie pije się go m.in. w wielu krajach Azji, ponieważ nie jest przyswajane przez organizm. EP

Badania nad demencją

Chorobę Alzheimera można wykryć 10 lat przed momentem, gdy pacjent zacznie ją odczuwać. To kolejny krok w walce z chorobą, która dotyka coraz większą populację ludzi. W Polsce na chorobę Alzheimera cierpi ok. 250 tys. osób, na świecie – ok. 30 milionów. Objawy początkowo są bardzo trudne do uchwycenia, bo biorąc pod uwagę, że dotyka głównie ludzi po 65 r.ż., pierwsze symptomy kładzie się na karb wieku. Naukowcy na łamach pisma „Neurology” publikują wyniki trwających ponad 11 lat amerykańskich badań, którymi objęto 55 uczestników bez jakichkolwiek symptomów schorzenia. U 15 z nich rozwinęła się choroba. Okazało się, że pacjenci, którzy mieli zmniejszone obszary mózgu związane z demencją, byli o wiele bardziej narażeni na rozwój tej choroby niż ci, których mózgi miały prawidłową objętość. Wystarczyło do diagnostyki użyć tomografu komputerowego i odpowiednio przeanalizować wyniki. Choć nie ma skutecznego leku na demencję, to pojawiła się nadzieja, że da się ją w szybki i prosty sposób wykryć właśnie dzięki tomografii komputerowej. EP

Megamocny syrop klonowy

Czym słodzić? Nie cukrem czy słodzikiem, ale słodkim syropem klonowym. Okazało się, że syrop ten jest znacznie zdrowszy niż inne substancje słodzące. Może nawet pomóc w leczeniu cukrzycy. Uczeni z Uniwersytetu Rhode Island odkryli, ze syrop klonowy jest przesycony polifenolami. Wiele z nich to przeciwutleniacze, które mają duże właściwości zdrowotne – działają przeciwzapalnie i przeciwnowotworowo. Podobnie silne stężenie przeciwutleniaczy można znaleźć też w jagodach, herbacie czy czerwonym winie. Co najważniejsze, polifenole z syropu klonowego mogą wspomagać leczenie cukrzycy typu 2. Wstępne badania pokazują bowiem, że związki te hamują działanie enzymów odpowiedzialnych za przemianę węglowodanów w organizmie. Jar

07


NEON news

Badania nad cukrzycą typu 2.

Żyły hodow(l)ane

Na widok otyłych chce się jeść

Pismo „Journal of Consumer Research” donosi, że u konsumentów, którzy zobaczyli osobę z nadwagą, zwiększa się apetyt.

Olejek z czosnku

Kardiomiopatia, czyli uszkodzenie mięśnia sercowego, bardzo często dotyka osób chorujących na cukrzycę. Z najnowszych badań wynika, że kardiomiopatii cukrzycowej może zapobiegać olej z czosnku. Naukowcy z Chińskiego Uniwersytetu Medycznego w Tajwanie przeprowadzili badania na szczurach, u których wywołano cukrzycę. Podawano im olej z czosnku i olej z kukurydzy. Eksperyment pokazał, że niekorzystne zmiany w komórkach mięśnia sercowego uległy złagodzeniu u szczurów spożywających olej z czosnku. Czosnek zneutralizował również zbyt wysoki poziom cukru we krwi, zmniejszając w ten sposób ryzyko wystąpienia innych powikłań cukrzycowych. Zdaniem badaczy korzystny wpływ olejku czosnkowego na serce jest związany z zawartymi w nim związkami siarki, które mają własności przeciwutleniające. Naukowcy podkreślają, że czosnek może odegrać istotną rolę w ochronie serc cukrzyków przed uszkodzeniem. Jar

08

Badacze z Uniwersytetu w Toronto oraz Uniwersytetu Stanforda zaobserwowali, że może istnieć związek pomiędzy aktywnością komórek odpornościowych a opornością komórek tłuszczowych na insulinę.

Według Margaret C. Campbell z Leeds School of Business oraz Giny S. Mohr z University of Colorado w Boulder obecność osoby z nadwagą może wywołać u współtowarzyszy reakcję, którą autorki nazwały „negatywnym stereotypem”. Badaczki przeprowadziły ankietę wśród przechodzących ludzi, pokazując im zdjęcie osoby z nadwagą, o normalnej wadze oraz zdjęcie lampy. Po zakończeniu badania, ankietowanych częstowano słodyczami. Okazało się, że ci, którym pokazywano zdjęcie osoby z nadwagą, częściej sięgali po słodycze niż osoby, którym pokazywano pozostałe zdjęcia. Autorki eksperymentu stwierdziły, że najlepsze są dwa sposoby na walkę z obżarstwem: należy jak najczęściej myśleć o swoim zdrowiu i zawsze pamiętać o związku pomiędzy jedzeniem a nadwagą. Jar

Szykuje się przełom w leczeniu chorób nerek czy serca. Po trwających 15 lat badaniach amerykańscy naukowcy stworzyli, a właściwie wyhodowali, żyły. Żyły powstają z komórek zmarłego dawcy. Z komórek jednego dawcy naukowcy potrafią wyprodukować ponad siedemdziesiąt żył, które mogą uratować życie co najmniej kilkudziesięciu osobom. Naukowcy podkreślają, że tak wyhodowane żyły będą miały szerokie zastosowanie – będzie można z nich zrobić m.in. przetoki dla osób dializowanych czy by-passy dla chorych na serce. Ponadto mają one zapobiegać zakrzepom, infekcjom, pomogą w walce z bólem, a co ważne – nie uczulą pacjentów. Do stworzenia żyły naukowcy wykorzystali kwas glikolowy, którego używa się do produkcji rozpuszczalnych nici chirurgicznych. Z kwasu stworzyli szkielet żyły, na który nałożyli komórki mięśnia płaskiego od zmarłego dawcy. Jak tłumaczy Shannon Dahl, dyrektor naukowy laboratoriów Humacyte „komórki się namnażają – zaczynają produkować białka, z których z kolei powstają tkanki i naczynia”. Sceptycy nakazują studzić emocje – musimy poczekać jeszcze co najmniej 3 lata zanim rozpoczną się badania na ludziach. EP

Do takich wniosków naukowcy doszli po badaniu przeprowadzonym na myszach. Gryzonie były karmione wysokotłuszczowymi posiłkami przez kilka tygodni. Następnie jednej grupie myszy badacze podawali lekarstwo anty-CD20, które zabija pewne typy komórek odpornościowych – u tych zwierząt nie rozwinęła się oporność na insulinę. U wszystkich myszy, które nie otrzymywały leku, rozwinęła się oporność. Według naukowców nadmiar tłuszczu w organizmie powoduje, że układ immunologiczny traktuje tę sytuację jako zagrożenie i wytwarza przeciwciała atakujące komórki tłuszczowe. W efekcie komórki tłuszczowe mogą stać się odporne na insulinę. Odkrycie jest o tyle ciekawe, że dotychczas cukrzycę typu 2. kojarzono z nieprawidłowościami metabolizmu związanymi ze stylem życia, a nie immunologią. Dzięki temu odkryciu możliwe będzie opracowanie skutecznych terapii leczenia cukrzycy typu 2. Optymistyczne przewidywania są takie, że powstanie szczepionka. EP


Błoto – świński obiekt pożądania

Ćwiczysz, ale nie jesteś pewien, czy robisz to poprawnie? W Twojej głowie rodzą się pytania, na które nie znasz odpowiedzi? Napisz do mnie, pomogę Ci wyjaśnić twoje wątpliwości (gorzka.cz@musqo.pl z dopiskiem motywator).

Jak informuje serwis BBC, miłość świń do błota ma długą historię. Przodkowie tych zwierząt tak bardzo lubili taplać się w błotku, że nie wykształcili umiejętności chłodzenia za pomocą potu. Po raz kolejny okazuje się, że miłość – szczególnie świńska – może mieć zgubne konsekwencje. Wprawdzie świnie posiadają gruczoły potowe, ale nie odgrywają one u nich istotnej roli w obniżaniu temperatury ciała. Z tego powodu, gdy jest im za ciepło, chętnie tarzają się w błocie, by w ten sposób się ochłodzić. Holenderski naukowiec, Marc Bracke z Uniwersytetu Wageningen, badający świńską sprawę, uważa, że znajdowanie upodobania w taplaniu wykształciło się już u odległych przodków świń. Co ważne, badacz odwraca ciąg przyczynowo-skutkowy. Do tej pory powszechnie uważano, że świnie muszą się taplać w błocie, ponieważ nie mają wydajnych gruczołów potowych. Zdaniem Bracke’a jest na odwrót. Świnie nie wykształciły funkcjonalnych gruczołów potowych, ponieważ ich przodkowie tak bardzo lubili kąpiele błotne, że nie potrzebowali dodatkowego systemu chłodzenia. Przypuszczenia Holendra idą jeszcze dalej. Według niego ewolucyjny przodek waleni, który był zwierzęciem lądowym, z tego samego powodu wrócił do wody. MarB

Justyna Mazepus trenerka fitness, klub Sportera

Własna kolekcja sztuki

Prestiżowe kolekcje sztuki tworzą niemal wszystkie galerie i muzea sztuki na świecie, a nawet instytucje prezentujące do miana miejsc wyjątkowych, jak Hotel Andel’s. Jak się jednak okazuje, prywatnym kolekcjonerem może stać się teraz każdy. Dzięki Google Art Projekt udostępniającemu w sieci dzieła wielkich mistrzów, nawet anonimowy człowiek może, nie wychodząc z domu, obcować z dziełami sztuki przez duże S. Można odbyć tu wirtualne spacery i obejrzeć reprodukcje dzieł ze zbiorów 17 najważniejszych instytucji sztuki z całego świata, m.in. londyńskich National Gallery oraz Tate Britain Gallery, Muzeum w Pałacu Wersalskim, Museum of Modern Art (MoMA) i The Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, petersburskiego Ermitażu czy Galerii Trietiakowskiej w Moskwie. Wirtualne zbiory ciągle się powiększają, a dzięki popularności wirtualnych galerii zwiększa się frekwencja w prawdziwych muzeach i galeriach oraz zainteresowanie samą sztuką. www.googleartproject.com MCh

Dlaczego rozgrzewka jest tak ważnym elementem każdego treningu? Zadaniem rozgrzewki jest zmobilizowanie organizmu zarówno do wysiłku fizycznego, jak i psychicznego. Tak, tak, aktywność fizyczna wymaga wysiłku psychicznego. Wiem, jak trudno wydostać się z wygodnej kanapy. Najprostsza, kilkunastominutowa rozgrzewka polegająca na przebiegnięciu niewielkiego dystansu, wykonaniu prostego układu ruchów angażującego całe ciało i paru ćwiczeń rozciągających, nie tylko przygotowuje serce i płuca do wysiłku, ale także zmniejszy napięcie tkankowe szczególnie niepożądane w okolicy stawów. Rozgrzewka wprowadzi Cię w charakter zajęć, którym poświęcasz swój czas i rozluźni. W końcowym efekcie, poprawiając krążenie krwi w tkankach, rozgrzewka spowoduje ich lepsze dotlenienie, a to umożliwi szybsze i silniejsze skurcze mięśni. Jakie są najczęściej spotykane błędy treningowe? Najczęstszym błędem treningowym jest przetrenowanie, do którego dochodzi głównie z powodu złej sekwencji poszczególnych ćwiczeń, zbyt szybkiego wdrażania utrudnień treningowych (czas, obciążenie), braku świadomości ciała i wiedzy na temat poprawnego technicznie wykonywania danego ćwiczenia, nadmiaru ambicji i zbyt szybkiej realizacji nakreślonych celów oraz braku fachowego nadzoru. Jest rzeczą oczywistą, że każdy trening musi być wystarczająco intensywny, aby spowodować oczekiwany przyrost siły czy wydolności. Jednak granica między treningiem dobrze służącym budowaniu sprawności fizycznej a przetrenowaniem jest bardzo cienka i jeśli obciążenia treningowe nie będą odpowiednio równoważone odpowiednim odpoczynkiem, może dojść do wystąpienia konkretnych dysfunkcji i uszkodzeń w obrębie narządu ruchu. Czy tracę więcej wagi, jeśli mocno się pocę? Pocenie się związane jest z procesami wytwarzania energii cieplnej w organizmie. Uruchamiają się one między innymi podczas wysiłku fizycznego, którego głównym celem jest spalanie tkanki tłuszczowej. Wypacamy wówczas wodę zawartą w tkance podskórnej oraz w tkance tłuszczowej łącznie z toksynami, co znacznie ułatwia spalanie tej tkanki w późniejszym okresie. Ilość potu wytwarzanego w trakcie aktywności fizycznej częściowo uwarunkowana jest genetycznie i wprost proporcjonalna do BMI (tzw. Body Mass Index, czyli wskaźnik masy ciała). Statystycznie osoby otyłe pocą się znacznie więcej niż szczupłe, co z punktu widzenia wydatku energetycznego wspomaga utratę masy ciała, zapobiega powstawaniu obrzęków i nadmiernemu gromadzeniu się wody w organizmie.


OSOBOWOŚĆ w tabliczkach

MARTA WIŚNIEWSKA

(znana jako Mandaryna) tancerka, choreograf i piosenkarka. Mama Xaviera i Fabienne. Ma na swoim koncie 3 płyty. Prowadzi sieć szkół tańca Mandaryna Dance Studio i młodzieżowe obozy taneczne. Pochodzi z Łodzi, obecnie mieszka w Warszawie. O byciu diabetykiem opowiada chętnie, ma już za sobą czas zaprzeczania chorobie i traktowania jej jako życiowej porażki. O cukrzycy mówi „moja koleżanka”. I choć niewątpliwie jest to trudna przyjaźń, da się z nią żyć i odnosić sukcesy.

M C V B ałgorzata

OPRACOWAŁA: ZDJĘCIE:

10

oyo

hmiel

akiewicz


OSOBOWOŚĆ w tabliczkach

fot.: Agata Adamczyk

„Słodki” idol pomaga żyć Małgorzata Mandrykiewicz menedżerka i siostra Mandaryny

Marta jest osobą wyjątkowo zajętą. Obowiązek goni obowiązek. Wydaje mi się, że jest doskonałym dowodem na to, że diabetyk może pracować na pełnych obrotach... Obserwując moją siostrę widzę, że cukrzyca nie przeszkadza jej w życiu zawodowym i uważam, że nikomu nie powinna odbierać szansy na karierę. Jeżeli chodzi o siostrę, choroba nauczyła ją systematyczności, zarówno w dbaniu o zdrowie, jak i w pracy. Trzeba przyznać, że Marta ma nieco ułatwione zadanie, bo zawodowo realizuje swoje pasje. Taniec, koncerty, prowadzenie szkół tańca i obozów tanecznych, udział w zawodach – choć są to absorbujące i trudne obowiązki, to przyjemnie je wypełniać.

Zawsze podkreślamy w „Gorzkiej” jak ważna jest wiedza o chorobie w najbliższym otoczeniu diabetyka. Jak duża jest świadomość zespołu o chorobie Marty? Cała nasza ekipa interesuje się cukrzycą. Starannie planujemy Marcie posiłki i wypoczynek. Wszyscy wiemy, co trzeba zrobić i jak się zachować, gdy cukier jest za niski lub za wysoki. Mamy też ze sobą insulinę, cukier, colę. To, że jesteście siostrami, pomaga w pracy? Uważam, że bardzo pomaga. Znam Martę na tyle, że doskonale wiem, kiedy źle się czuje. Nic przede mną nie ukryje. Rodzinne więzy ułatwiają też pracę.

Osoby takie jak Mandaryna czy Jacek Sadowski z Leszczy, mówiąc o swojej dolegliwości, pomogły innym chorym i oswoiły nieco nasze społeczeństwo z problemem cukrzycy. „Słodki” idol pomaga żyć także choremu dziecku? Uczestniczymy w wielu akcjach propagujących zdrowy styl życia. Spotykamy się z dziećmi i młodzieżą chorą na cukrzycę, uświadamiając im, że choroby tej można się, jak wszystkiego innego, nauczyć, a wtedy staje się ona bardziej zrozumiała i mniej uciążliwa. Marta daje osobom chorym nadzieję, że z cukrzycą da się w miarę normalnie funkcjonować. Nie trzeba rezygnować ze sportu, pracy i swoich marzeń.

11


OSOBOWOŚĆ w tabliczkach

Na Ty z cukrzycą Cukrzyca to moja kumpelka na dobre i na złe. Wprosiła się jak niezapowiedziany gość i tak już ze mną została. Na początku było mi bardzo ciężko. Jak wielu cukrzyków, zadawałam sobie pytanie: dlaczego ja? – sportowiec, tancerka, osoba żyjąca bardzo aktywnie i zdrowo. Przeżyłam chyba wszelkie możliwe stany emocjonalne, które miewa większość z nas. Na początku oczywiście złość. Potem zaczęłam zgłębiać wiedzę o chorobie, żeby stać się trochę własnym lekarzem i wiedzieć jak najwięcej o tym, co się dzieje z moim organizmem. To jest pozytywny stan – chory za wszelką cenę stara sie żyć jak najlepiej i bardzo higienicznie, by pokonać chorobę. Następnie przychodzi faza zwątpienia, że „i tak nie dam rady, wyniki badań ciągle są nie takie jak trzeba, jestem beznadziejna”. Pamiętam, jak pojawił się lęk, że to jest jednak poważna choroba i jak nie wezmę się za siebie, to będzie źle albo nawet bardzo źle, i dlatego muszę dać radę. Teraz jestem już pogodzona z cukrzycą i mam przy sobie oddane osoby, które pomagają mi ją przezwyciężać.

O tym, że jest chora, Marta dowiedziała się po urodzeniu dziecka. Szybki spadek wagi, złe samopoczucie i pogarszający się wzrok to objawy choroby, które u niej wystąpiły. Diagnozę potwierdzili lekarze: cukrzyca typu 1.

12

Wspomnienia z Łodzi

Relaks za miastem

Pochodzę z Łodzi. Często wspominam czasy dzieciństwa i szkoły podstawowej. Górka w parku przy domu była centrum naszej rozrywki. Cała nasza paczka spotykała się właśnie tam i graliśmy w piłkę, podchody – mieliśmy dużo pomysłów i czas jakoś inaczej płynął. Kochałam też mój dom kultury MDK i ośrodek YMKA. Ćwiczyłam w zespole Krajki, spędzając tam każdy wtorek i czwartek.

Kiedyś zdecydowanie wolałam życie w mieście. Ciągły natłok wrażeń, odwiedzin, imprez napędzał mnie do działania. Teraz dzięki dzieciom cenię podmiejską ciszę, wygodę i ogródek za oknem. Mój dom jest moim azylem. Uwielbiam wracać do niego po pracy czy koncertach. W ciepłe dni często wieczorem robimy grilla i relaksujemy się w ogrodzie. Uwielbiam łososia pod każdą postacią: z grilla, w sałatce, wędzonego. Lubię też tatara z łososia i łososia w sushi. A mandarynki, o które pewnie chcecie zapytać, też lubię, ale tylko na święta Bożego Narodzenia. Wtedy smakują i pachną wyjątkowo. Na co dzień nie przepadam za nimi, co przy mojej chorobie jest akurat plusem, bo jak wiadomo cukier, nawet w owocach, jest niewskazany.

Rodzinne miasto naszej bohaterki, czyli Łódź znana jest każdemu Polakowi głównie z jednego z najdłuższych w Europie deptaków, czyli ulicy Piotrkowskiej.

Podobnie jak Marta, i my zachęcamy do wyjazdów za miasto! O najpiękniejszych polskich miejscach eko-turystyki czytaj na s. 42–44.


OSOBOWOŚĆ w tabliczkach

Z niczego nie rezygnuję Taniec non stop Rano zawsze jem śniadanie – to podstawowy posiłek, zawsze odhaczony. Później najczęściej biegnę do Mandaryna Dance Studio. Codziennie prowadzę zajęcia z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. Trzy razy w tygodniu prowadzę też Dance Fitness dla dorosłych. Po takiej dawce tańca biegnę, a raczej jadę, do domu i mam już czas tylko dla dzieci i siebie. W soboty i niedziele poza wypoczynkiem gram koncerty lub ćwiczę z ekipą zawodowych tancerzy. Przygotowujemy program koncertowy lub pokazy.

Czy wiesz, że podczas godzinnego tańca na dyskotece zgubisz aż 500 kcal. To więcej kalorii niż np. podczas joggingu, gry w siatkówkę czy pływania!

Nigdy nie musiałam i nie zrezygnowałam ze sportu czy tańca. Dla diabetyka to bardzo ważne, żeby ruch stał się częścią jego życia. Aktywność jest lekiem nie tylko na poziom cukru, ale też na wszelki stres; dodaje sił i sprawia, że człowiek lepiej wygląda i zaczyna się uśmiechać. Dużo koncertuję i nie widzę powodów, by zmniejszać ilość i intensywność występów. Uwielbiam podróże, ale niestety nie mam na nie zbyt wiele czasu. Pływam, a raczej staram się szlifować swoje umiejętności kitesurfingu.

To właśnie m.in. dzięki wsparciu przyjaciół i rodziny Marta nie musiała z niczego rezygnować. Dlatego tak ważne jest mówienie o swojej chorobie innym.

Wakacje w pracy W każde wakacje wyjeżdżam z dziećmi i młodzieżą z moich szkół na obozy taneczne. Są to bardzo ważne wyjazdy, ponieważ oprócz dobrej zabawy i wypoczynku, skupiamy się na przygotowywaniu choreografii na występy i zawody taneczne. Oprócz tego, latem gram wiele koncertów.

W szkole Mandaryna Dance Studio i na organizowanych przez Martę obozach, dzieci i młodzież uczą się nie tylko tańca, ale i śpiewu. Za sprawą swoje działalności pozaestradowej Marta nazywana jest czasem działaczką młodzieżową.

13


fot.: Archiwum Z. Ostrowska

OSOBOWOŚĆ w tabliczkach

Zofia Ostrowska

CUKRZYCA VS. „TATRITIS” OPRACOWAŁ:

R T

obert rzęsala

ABSOLWENTKA FILOLOGII ANGIELSKIEJ UAM W POZNANIU, NAUCZYCIELKA ANGIELSKIEGO W I LICEUM OGÓLNOKSZAŁCĄCYM W LESZNIE. JAK TWIERDZI, LUBI PRACĘ Z MŁODZIEŻĄ, BO DODAJE JEJ SIŁ, DZIĘKI CZEMU NIE STARZEJE SIĘ DUCHOWO. MIŁOŚNICZKA WYSOKOGÓRSKICH WĘDRÓWEK I WSPINACZKI. JAK ŻARTUJE, CHORUJE NIE TYLKO NA CUKRZYCĘ TYPU 1., ALE RÓWNIEŻ NA „TATRITIS” CZYLI NIEULECZALNE UZALEŻNIENIE OD TATR.

14


OSOBOWOŚĆ w tabliczkach

DLACZEGO JA?

DLACZEGO MNIE DOPADŁA CUKRZYCA? CO DALEJ? Z CZEGO MUSZĘ ZREZYGNOWAĆ? TAKIE PYTANIA CZĘSTO SŁYSZĘ W SWOIM GABINECIE. WARTO WIĘC, PRZEDSTAWIAJĄC CZYTELNIKOM TAKIE OSOBY JAK MOJA PACJENTKA ZOFIA OSTROWSKA, POKAZYWAĆ, JAK WIELE MOŻNA POMIMO CHOROBY ZDZIAŁAĆ.

dr Krystyna Pawlaczyk-Adamczak Poradnia Diabetologiczna w Lesznie

Pani Zosia, chociaż cukrzyca jest dla niej nadal chorobą trudną do zakceptowania, nie zmieniła swoich zainteresowań i pasji. Kocha góry i pomimo choroby zdobywa kolejne szczyty. Podróże dla wielu diabetyków są ważną częścią życia i jako lekarz nie widzę powodu, aby ich unikać. Należy jednak wszystko zaplanować i odpowiednio się do nich przygotować. W bagażu podręcznym diabetyka powinny się znaleźć: zapasy insuliny i wstrzykiwacze, glukometr z zapasem pasków testowych, zestaw Glucagen Hypokit, ew. glukoza. Pamiętać należy o zabraniu zaświadczenia, że jest się chorym na cukrzycę, które może być potrzebne podczas odprawy celnej. Każda podróż jest inna i dlatego przed wyjazdem warto porozmawiać ze swoim lekarzem, aby uniknąć przykrych niespodzianek. Pamiętać należy również o tym, że wybierając się

w niektóre części świata, należy poddać się szczepieniom. Choroby zakaźne i tropikalne mogą prowadzić do problemów z wyrównaniem cukrzycy i innych poważnych konsekwencji. Podróżując, diabetyk może zetknąć się z wieloma problemami. Może na przykład zastanawiać się, jak obliczyć dawkę insuliny, podróżując na wschód, a jak – jadąc na zachód, zmieniając strefy czasowe. Nie są to jednak problemy niemożliwe do rozwiązania – warto o nim porozmawiać ze swoim diabetologiem.

JESTEŚ DIABETYKIEM ? POKAŻ SIE NA NASZYCH ŁAMACH. PISZ NA: GORZKA.CZ@MUSQO.PL

15


OSOBOWOŚĆ w tabliczkach

JAK ZAKOCHAŁAM SIĘ W GÓRACH Góry to całe moje życie, jestem pochłonięta ich majestatycznym pięknem. To zauroczenie zaczęło się w dzieciństwie, gdy w wieku 8 lat po raz pierwszy pojechałam w Tatry. To była miłość od pierwszego wejrzenia. W czasach szkolnych i studenckich każde wakacje spędzałam właśnie tam. Swoją pasją zaraziłam córkę. Patrząc z perspektywy czasu myślę, że musiałam być „wredną” matką, budząc o świcie swoje kilkuletnie wówczas dziecko i zmuszając je do długich górskich wędrówek. Po latach okazało się jednak, że połknęła bakcyla. Dziś moja Ania, 26-letnia absolwentka studiów humanistycznych, mieszka w Zakopanem, uprawia wspinaczkę i swoją przyszłość wiąże z działalnością górską.

Na narty nigdy nie jest ani za wcześnie, ani zbyt późno. Naukę mogą zacząć już czterolatki, a jak twierdzą starzy górale, miłość do gór dojrzewa z wiekiem.

16

TATRY, MÓJ ŚNIEŻNY DOM Tatry są dla mnie jak dom i azyl. Wracam tam zawsze z ogromną przyjemnością, aby się zrelaksować. Początkowo chodziłam po znakowanych szlakach, przemierzając je wzdłuż i wszerz, zarówno po polskiej, jak i po słowackiej stronie. Od kilku lat w towarzystwie licencjonowanego przewodnika wysokogórskiego wędruję po ścieżkach nieznakowanych i zdobywam kolejne szczyty nieosiągalne dla zwykłego turysty. Każdego roku wyznaczam sobie kolejny cel: podczas tegorocznego sezonu marzę o wejściu drogą wspinaczkową na Pośrednią Grań i Ostry Szczyt.

Taternictwo obrosło swoistą kulturą, a nawet odmiennym słownictwem. Kto, poza miłośnikiem Tatr, domyśliłby się co znaczy np. czasownik mlasnąć, przyglebować lub w innej wersji zrobić jaskółę, albo po prostu zaliczyć lot? A to wszystko oznacza nic innego, jak po prostu upadek ze skały.

450 LAT NA MONT BLANC Pamiętam, że zbliżał się rok 2005, 450-lecie liceum, w którym uczę. Pomyślałam, aby tę rocznicę uczcić w szczególny sposób i wejść na Mont Blanc. Dwa lata wcześniej zaczęły się przygotowania. Pomagała mi szkoła i Urząd Miasta w Lesznie. W ramach przygotowań zaczęłam biegać i właśnie bieganie stało się moim kolejnym hobby. Od tego czasu stałam się zagorzałą biegaczką i biegam prawie codziennie do dziś, nawet po 10 kilometrów. Zwykle, zanim wyjdę rano do pracy, mam już za sobą te kilometry.

W ramach przygotowań do wyprawy na Mont Blanc szkoliłam się w Tatrach, ucząc się posługiwania czekanem i chodzenia w rakach. W lipcu 2005 r. wyjechałam w Wysokie Taury i zdobyłam Grossglockner (3878 m n.p.m.) najwyższy szczyt Austrii. Potem nastąpiło moje długo oczekiwane spełnienie marzeń, czyli niezapomniany dzień 15 września, kiedy to stanęłam na Mont Blanc i płakałam ze szczęścia. Wschodzące słońce, błękit nieba i dookoła niezliczone czterotysięczniki... Dla takich chwil naprawdę warto żyć!

Pierwsza kobieta stanęła na wierzchołku Mont Blanc 14 lipca 1808 r. Była to Marie Paradis. Wejście to było jednak ponad jej siły, została niemal wciągnięta przez towarzyszy. Tym większe brawa dla naszej bohaterki.


OSOBOWOŚĆ w tabliczkach

NOWA TOWARZYSZKA– CUKRZYCA NIE BOJĘ SIĘ Cukrzyca dała znać o sobie, gdy wy- MARZYĆ

HIMALAJE? CZEMU NIE! Święta prawda, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Po alpejskiej przygodzie zaczęłam marzyć o Himalajach, chciałam ujrzeć Górę Gór. W październiku 2008 r. dołączyłam do wyprawy trekkingowej organizowanej przez jeden z warszawskich klubów podróży i wyleciałam via Delhi do Kathmandu – stolicy Nepalu. Stamtąd lokalnymi liniami lotniczymi dotarliśmy do Lukli – szerpańskiego miasteczka, które jest punktem wypadowym dla turystów udających się stronę Parku Narodowego Sagarmatha u podnóża Mount Everestu. Wędrówka po himalajskich ścieżkach trwała trzy tygodnie, za nami pozostała cywilizacja, nie działały telefony komórkowe. Dziennie wędrowaliśmy około 8 godzin, przeprawiając się przez rwące rzeki, podziwiając po drodze ośnie-

żone szczyty, wodospady, szerokie widoki z pięciotysięcznych przełęczy, na których powiewały buddyjskie flagi modlitewne. Niezwykła kraina skał i lodu. Trekking to również inne poczucie czasu i odległości, a ponadto proste, limitowane posiłki, noclegi w śpiworze w skromnych kamiennych lodżach. Szczęśliwie dotarliśmy do bazy, a następnie na szczyt widokowy Kala Pattar (ok. 5600 m n.p.m.), skąd po raz pierwszy ujrzałam Mount Everest. Dalsza trasa wiodła przez przełęcz Cho La w rejon lodowca i urokliwych lazurowych jezior. Po wejściu na kolejny szczyt Gokyo Ri ponownie podziwialiśmy imponujące himalajskie panoramy – ośmiotysięczniki Mt. Everest, Lhotse, Makalu, Cho Oyu, strzelisty siedmiotysięcznik Nuptse...

W Himalajach znajduje się aż 10 z 14 ośmiotysięczników świata. Szczyty przekraczające 8000 m n.p.m. tworzą Wielkie Himalaje, w których najniższe przełęcze przeważnie leżą powyżej 4000 m n.p.m.

prawa w Himalaje dobiegała końca, byliśmy w Kathmandu. W ostatni wieczór wyprawy mieliśmy zaplanowaną pożegnalna kolację, a rano wylot do kraju. Wróciłam do hotelu, żeby się przebrać i przygotować do imprezy i... obudziłam się w szpitalu pod kroplówką. Okazało się, że towarzysze wyprawy znaleźli mnie nieprzytomną w hotelowym pokoju w śpiączce. Przewieźli mnie do pobliskiego szpitala. Moja grupa musiała wylecieć do Polski, a ja sama zostałam w egzotycznym szpitalu. Byłam przerażona. Ku mojemu zdziwieniu miejscowy lekarz podejrzewał u mnie cukrzycę. Sama diagnoza wydała mi się niewiarygodna, prowadziłam przecież aktywny tryb życia, zdrowo się odżywiałam i nie przypominam sobie, aby ktokolwiek w mojej rodzinie chorował. W nepalskim szpitalu zaopatrzono mnie w insulinę, ale nie bardzo wiedziałam, jakie dawki stosować, o wymiennikach węglowodanowych nie miałam pojęcia. Po czterech dniach wypisałam się na własną prośbę i wróciłam do Polski. Najpierw była wizyta u lekarza rodzinnego i potwierdzenie diagnozy. Potem skierowanie do poradni diabetologicznej, dalsze testy i leczenie w Szpitalu im. Raszei w Poznaniu. Od listopada 2008 r. pozostaję pod opieką pani dr K. Pawlaczyk-Adamczak w Lesznie.

Cukrzyca niewiele w moim życiu zmieniła. Świadomość choroby jeszcze bardziej mnie mobilizuje do aktywności i nie pozwala mi się poddawać. Ściśle przestrzegam diety. Moje podstawowe menu to białe gotowane mięso, ryby i zielone warzywa. Od trzech lat w ogóle nie jadam ziemniaków i makaronów, choć przyznam, że czasami tęsknię za porcją słodkiego deseru. Nadal regularnie biegam, latem i zimą snuję się po górach. W ubiegłym roku postawiłam sobie następny cel, dotarcie do bazy Annapurny (8091 m n.p.m.), ośmiotysięcznika położonego w zachodnim Nepalu. To było wielkie wyzwanie, bo w odróżnieniu od poprzedniego trekkingu, nie byłam uczestnikiem żadnego zorganizowanego wyjazdu i podróżowałam zupełnie samodzielnie. Chciałam pokonać własne obawy i sprawdzić się jako „słodka” turystka w himalajskich realiach. W końcu września 2010 r. wylądowałam w Kathmandu. W plecaku oprócz śpiwora, puchowej kurtki miałam oczywiście zapasy insuliny, igieł, glukometry i z głową pełną marzeń ruszyłam w daleką drogę. Czterotygodniowa wędrówka znowu pozwoliła mi przekonać się o bogactwie himalajskich krajobrazów. Wróciłam duchowo odmłodzona, pełna energii i radości, że choroba nie pokrzyżowała moich planów.

W czasie swoich górskich wypraw nasza bohaterka doświadczyła wizyty w egzotycznym szpitalu w Kathmandu. To tam dowiedziała się o swojej chorobie.

Spotkanie w Himalajach Nepalczyka chorującego jak ona na cukrzycę było dla Zosi dużą niespodzianka. Mieli dużo radości, pozując do wspólnego zdjęcia.

17


RAFINACJA Wojciech Feleszko

O STRASZNYCH POTWORACH, NIEBEZPIECZNYCH WIRUSACH, CZARODZIEJSKICH ELIKSIRACH I O TYM, JAK OSWOIĆ DZIECKO Z CHOROBĄ, ROZMAWIAMY Z WOJCIECHEM FELESZKĄ

S E P B T

ROZMAWIAŁA: ILUSTRACJA:

milia rzybył

arbara okarz

wiat pełen jest niespodzianek i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Uznany lekarz pediatra i immunolog od wielu lat leczący dzieci w renomowanej warszawskiej klinice, postanawia zostać pisarzem. I to bynajmniej nie pisarzem naukowym, bo nim już jest z kilkudziesięcioma publikacjami specjalistycznymi na swoim koncie. Zostaje pisarzem książek dla najmłodszych i w kolorowej serii „Na sygnale” oswaja dzieci z trudnymi aspektami medycznymi. Na ile w jego przypadku jest to „nieoczekiwany zwrot akcji”, a na ile konsekwencja pracy lekarza pediatry? Jak twierdzi Wojciech Feleszko, medycyna jest dyscypliną głęboko humanistyczną, a dziecko, tak samo jak dorosły, lubi wiedzieć, co się z nim dzieje.

?

Jak to się stało, że poważny lekarz został pisarzem? Tak się składa, że wcale nie byłem pierwszy. Już np. Tadeusz Boy-Żeleński zajmował się pisarstwem. Poza tym ja mam zainteresowania humanistyczne, więc to był dość naturalny krok. Zauważyłem zresztą, że podobne zainteresowania są bardzo częste u przedstawicieli mojego zawodu – medycyna jest wszak dyscypliną głęboko humanistyczną.

?

Dlaczego wybrał Pan akurat książki dla dzieci? Zaczęło się od tego, że leczyłem dzieci pewnej wydawczyni książeczek dla dzieci. Ponieważ malcy opornie reagowali na zalecone medykamenty, wspólnie wpadliśmy na pomysł naszej pierwszej książki. Tak powstało „Lądowanie rinowirusów. Przeziębienie”, z którego dzieci mogły dowiedzieć się, co dzieje się w nosie, kiedy z niego kapie, dlaczego termometr pokazuje wtedy inną temperaturę niż zazwyczaj i jak sobie z tym poradzić. Chciałem ubrać w odpowiedni język opowieść o bakteriach uzbrojonych w odkurzacze, które zwalczają niebezpieczne wirusy, bo w moim odczuciu to doskonale trafia do wyobraźni dziecka.

18

?

A czy to, by chore dzieci rozumiały, co się z nimi dzieje, jest w ogóle konieczne? Czy nie można po prostu kazać im wziąć lekarstwa? Oczywiście, że można kazać. Ale co to za relacja z dzieckiem, kiedy wszystko odbywa się w systemie nakazowo-rozdzielczym? Dziecko to też partner do rozmowy, chce być traktowane poważnie. Lubi wiedzieć, co się z nim dzieje, tak jak dorosły. To nieświadomość budzi strach, dlatego warto jest wyjaśniać, na czym polega choroba, i dorosłym, i dzieciom! Każdy, komu coś dolega, odczuwa potrzebę poznania swojego wnętrza, także i dzieci mają tę potrzebę. Tyle, że wymaga to nieco innej poetyki.

?

Dzieci nie boją się tych potworów z Pana książek? (Śmiech). Pewnie, że się boją. Ba! Niektóre z fascynacją raz po razie przeglądają rysunki. Bo trzeba przyznać, że moje książki są dość nietypowe jak na literaturę dla dzieci, zarówno w sferze graficznej, jak i − nazwijmy to − fabularnej. Kiedy powstawała pierwsza z nich („Lądowanie rinowirusów. Przeziębienie” – przyp. red.), pokazywałem moim pacjentom rysunki, które przy-

gotowywał do książki Ignacy Czwartos. A jak już się Pani zorientowała, nie są to zwyczajne rysunki dla dzieci, prawdę mówiąc, mogą budzić grozę. Moi pacjenci początkowo przyglądali im się z rezerwą, ale koniec końców okazywało się, że ilustracje strasznych wirusów pomagają mi w komunikacji z pacjentem, a w konsekwencji w procesie leczenia.

?

Rodzice i lekarze czasem muszą się naprawdę wysilić, żeby przekonać dziecko do nieprzyjemnego zabiegu. Kiedy byłam mała, często miałam pobieraną krew i panicznie bałam się ukłucia igły. W końcu mama obiecała mi, że żadnego ukłucia nie będzie, ale pod warunkiem, że nie będę patrzeć. Uwierzyłam, zamykałam oczy i dawałam sobie pobrać krew, będąc przekonana, że nie dochodzi do ukłucia. Co Pan sądzi o takich kłamstewkach? Jestem zwolennikiem mówienia dzieciom prawdy. Na pewno nie należy mówić dziecku, że wszystko jest w najlepszym porządku, kiedy coś mu dolega. Albo że nic się nie wydarzy, kiedy dziecko czeka bolesny zabieg. Uważam, że w ten sposób tracimy zaufanie dziecka. Ale oczywiście wyjaśniać moż-


RAFINACJA Wojciech Feleszko

19


RAFINACJA Wojciech Feleszko WOJCIECH FELESZKO – pediatra i immunolog, lekarz Szpitala Uniwersyteckiego przy ulicy Działdowskiej w Warszawie. Autor kilkudziesięciu publikacji naukowych z dziedziny immunologii, współautor medycznych podręczników akademickich. Absolwent Uniwersytetu Medycznego w Warszawie i Uniwersytetu w Saarbrücken, stypendysta Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej oraz Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej. Autor książeczek dla dzieci „Lądowanie rinowirusów. Przeziębienie” i „Nóż w palcu. Skalecznie”, które wyjaśniają dzieciom trudne kwestie związane z popularnymi dolegliwościami. Prywatnie ojciec dwóch synów: Kajetana i Jakuba, wierny czytelnik literatury polskiej, poliglota i oddany fan przygód dr. House'a.

...kiedy jesz cukier, on trafia do twojego brzuszka, a potem takie małe samochodziki powinny porozwozić cukier po całym twoim ciele. Ale zdarzyła się awaria!

na to na różne sposoby. Proszę zwrócić uwagę, że kilkakrotnie użyła Pani słowa „ukłucie”, a ono nasuwa dość nieprzyjemne skojarzenia. Dlatego np. w książce „Nóż w palcu” pisałem o zaklejeniu i zacerowaniu rany. Oczywiście chodziło o założenie szwów, ale dzięki eufemizmowi nie brzmi to w uszach już tak strasznie. Poza tym lepiej brzmi np. „wpuszczenie do rany czarodziejskiego eliksiru” niż „dezynfekcja spirytusowym roztworem fioletu gencjanowego”. Jestem zwolennikiem przedstawienia dziecku czekającego go zabiegu w taki sposób, by go nie przerazić. Rozumiem jednak, że takie drobne oszustwo, o jakim Pani wspomniała, może czasem okazać się skuteczne w przekonaniu dziecka do zabiegu.

?

No dobrze, ale co z rodzicami? Czy im też potrzebna jest edukacja na temat tego, co dzieje się z organizmami ich chorych dzieci? Kwestia wiedzy rodziców na temat chorób ich dzieci bardzo się zwiększyła w ostatnich latach. Stało się tak głównie dzięki dostępowi do internetu. W dzisiejszych czasach rodzic może nawet obejrzeć na YouTube operację, jaka czeka jego dziecko.

?

A dorośli? Nie jestem przekonana do tego, co Pan przed chwilą powiedział, że ludzie lubią wiedzieć, co się z nimi dzieje. Przekonanie, że „lepiej się nie będę badać, bo jeszcze coś mi wykryją” chyba wciąż jest powszechne... Mówimy o dwóch różnych sprawach. Z jednej strony ma Pani rację, że nikt nie lubi chodzić do doktora. Ja zresztą też nie (śmiech). Ale kiedy już mamy

20

rozpoznaną chorobę? Do niedawna w ogóle nie było zwyczaju informowania pacjentów o tym, co się z nimi dzieje. Na szczęście w ostatnich latach to się zmienia. Ja osobiście jestem zwolennikiem zachodnioeuropejskiego podejścia do pacjenta, czyli bardzo szerokiego informowania go o jego stanie zdrowia. Uważam też, że należy przekazać pacjentowi jak najwięcej informacji o tym, jakiemu jest poddawany leczeniu. Pacjenci także coraz chętniej chcą poznać tego typu informacje.

?

Wróćmy do dzieci. Zapewne na „Lądowaniu rinowirusów” i „Nożu w palcu” seria „Na sygnale” się nie skończy. Jakie dolegliwości planuje Pan przedstawić i wytłumaczyć w swoich kolejnych książeczkach? Zgadza się, mamy w planach przedstawienie kilku chorób. Obecnie piszę książkę o roboczym tytule „Wielki Grzmot” (śmiech). A czytelnicy niech już się sami domyślą, o jaką chorobę może chodzić. Przy wyborze chorób kierujemy się przede wszystkim częstotliwością, z jaką występują one wśród dzieci. Dlatego rozważam z moją wydawczynią stworzenie książeczki o alergii, ponieważ jest to dolegliwość, która bardzo często dosięga dzieci.

?

Rozumiem zatem, że mali diabetycy mogą w przyszłości liczyć na Pana książeczkę przeznaczoną specjalnie dla nich? Szczerze mówiąc, nie myślałem o cukrzycy, ale kiedy Pani zadała mi to pytanie, zdałem sobie sprawę, że liczba dzieci cierpiących na tę chorobę stale

wzrasta. Można nawet powiedzieć, że cukrzyca to choroba naszych czasów. Tak więc czemu nie? Może o tym pomyślimy?

?

A jak wyjaśniłby Pan dziecku mechanizm choroby autoimmunologicznej, jaką jest cukrzyca? Hmm... Proszę dać mi chwilę do namysłu... Powiedziałbym, że limfocytom, obrońcom organizmu, coś się pomyliło. Nie wiem – dostali złe mapy, ktoś się przebrał, zrobił jakąś dywersję i dlatego zaczęli atakować swoich. No, normalnie, jak to w wojsku.

?

W takim razie proszę sobie jeszcze wyobrazić, że mam 3 lata i jestem chora na cukrzycę. Jak mi Pan wytłumaczy, co mi dolega? Jeszcze chwila i sprzedam wszystkie moje najfajniejsze pomysły... (śmiech) No dobrze. Zaczynam: kiedy jesz cukier, on trafia do twojego brzuszka, a potem takie małe samochodziki powinny porozwozić cukier po całym twoim ciele. Ale zdarzyła się awaria! Samochodzikom skończyło się paliwo i przestały jeździć. Żeby to zmienić, samochodziki potrzebują odpowiedniego paliwa, takiej niby-benzyny, która nazywa się insulina, i muszę ją wstrzyknąć. No i jak? Przekonało Panią?

?

Tak, to dość jasne wytłumaczenie. A swoją drogą ciekaw jestem, jak tłumaczą to małym dzieciom moi koledzy pediatrzy-diabetolodzy. Pewnie mają jakieś sposoby...


RAFINACJA Malka Kafka

ROZMAWIAŁA:

J J oanna

achmann

ZDJĘCIA: Cyfraplus

Z MALKĄ KAFKĄ O KOSZERNOŚCI, KABALE I KOTACH ROZMAWIAMY NA RYNKU W JAFFIE 21


RAFINACJA Malka Kafka kąd my się znamy? No przecież... Z telewizji! Wszyscy, którzy oglądali programy „Koszer Macher” w Kuchnia.tv, wiedzą, jak wygląda Malka Kafka. A szczęśliwcy, którzy mieszkają w Warszawie i bywają w Tel-Avivie czy Yaffo, mogą się przekonać, że u Malki jada się fantastycznie. A jakie się stąd rozchodzą zapachy, jakie tu się otwierają wystawy, jakie się toczą debaty! W książce „Przysmaki żydowskie we współczesnej kuchni” Malka Kafka napisała mi dwie kabalistyczne mądrości: „To, co jemy, staje się częścią naszych ciał i dusz. Aby każda Boża iskra z przygotowanych dań stała się częścią twojej naprawy świata”. Przyznaję, że nie myślałam w ten sposób o jedzeniu. A przecież to prawda – to, co jemy staje się częścią naszych ciał i dusz. A kto chciałby karmić swoją duszę byle czym? Dlatego – według Malki – jeść trzeba mniej, ale za to potrawy najwyższej jakości, wolno, myśląc o każdym zjedzonym kęsie i koniecznie odmawiać błogosławieństwa przed jedzeniem. W każdej wierze istnieje modlitwa przed czy po jedzeniu.

?

Skąd ta moda? I czy koszerny to znaczy żydowski? Z mody na zdrowy styl życia. Coraz więcej ludzi chce się zdrowo odżywiać, kupować ekologiczne, nieprzetworzone produkty...

?

Zaraz, zaraz, ale one są droższe niż jedzenie w supermarkecie, droższe niż w osiedlowym sklepiku... Lepiej zjeść mniej lepszego niż dużo byle jakiego. I ta prawda dociera do ludzi. Nie tylko do młodych, wykształconych, z wielkich miast. Coraz częściej pieczemy chleb, wybieramy jajka „od szczęśliwych”, czyli wolnych kur, gotujemy rosół na kurze od pana z bazaru. Proszę zobaczyć, co się dzieje w sklepach ze zdrową żywnością. To nie są pańskie fanaberie, że nie chcemy jeść tych wszystkich poprawiaczy,

22

ulepszaczy, nawozów sztucznych, tych wszystkich E i innych liter alfabetu. Nie przypadkiem moda na koszerne jedzenie przyszła do nas z Ameryki, gdzie jest najwięcej śmieciowego jedzenia i najwięcej otyłych ludzi cierpiących na wszystkie możliwe choroby cywilizacyjne. A koszerny to nie znaczy żydowski. Restauracje żydowskie wykorzystują tradycyjne przepisy i smaki, wcale nie będąc koszernymi. I to może być pyszne jedzenie. Zaś potrawy koszerne muszą spełniać wymogi judaistycznego religijnego prawa dietetycznego. Okazuje się, że mogą to być nawet takie specjały jak sushi. Niestety, w Polsce nie można ich jeszcze zjeść. Ale można w Czechach. Ja jem je zawsze, kiedy jestem w Londynie.

Nie myślimy o tym, bo w coraz większym pędzie bardziej się odżywiamy niż jemy. A modlitw związanych z odżywianiem nie ma. No i kłopot z głowy. Malka stara się odmawiać żydowskie błogosławieństwa i śmieje się, że czasem robi to już... w trakcie jedzenia. Żyje koszernie, ekologicznie i wegeteriańsko. Według kabały jesteśmy tu, aby naprawiać świat. Naprawa świata (Tikun olam) polega na uwalnianiu Bożej iskry – światła, które zostało wyemanowane przez Boga podczas procesu stwarzania i znajduje się we wszystkich elementach wszechświata. Proces uwalniania zachodzi podczas transformacji energii ze stanów niższych do wyższych. Dbanie o siebie, o swoje ciało, zajmowanie się rodziną, odpoczywanie, radość z przebywania z przyjaciółmi, pomaganie innym, wszystko to jest częścią naprawy świata. W ten sposób wyjaśniła się druga mądrość z dedykacji.

i słuchając opowieści o jedzeniu, można się wszystkiego dowiedzieć o kulturze i historii ludzi, z którymi siedzimy przy stole. Pani Estera jest autorką fresków w restauracji Tel-Aviv. Na razie namalowała dwa drzewa – jedno to obsypany dojrzałymi owocami granat, drugie jest wiszącym drzewem z rynku w Jaffie. Wokół niego leniwie przechadzają się koty. Kto był, wie, że tak jest. Będą jeszcze błogosławieństwa związane z jedzeniem. Na razie na białych ścianach wiszą niesamowite fotografie Jacka Piotrowskiego z cyklu Trans. Wernisaż odbył się 26 maja. Byli wszyscy Krewni i Znajomi Królika, czyli towarzystwo, które w przeważającej większości często wpada do Tel-Avivu na coś pysznego i wegetariańskiego (ach, te pasty, plastry bakłażanów w aromatycznej oliwie, ciepła pita, herbata z izraelską miętą nana...), na fantastyczne koktajle i żeby napić się izraelskiego wina. Bo bywać tu wypada i coraz bardziej wypada jadać koszernie.

Mama Malki, Estera, z którą napisała książkę kucharską, jest malarką, uwielbia gotować i opowiadać o gotowaniu. Uważa, że wspólnie biesiadując

?

No to co jest koszerne i na czym polega koszerność? Prawa o koszerności zostały dane przez Boga córkom i synom Izraela na Pustyni Synaj. Mojżesz nauczył ich ludzi i spisał ich podstawy. Szczegóły i interpretacja tych praw były przekazywane z pokolenia na pokolenie przez tysiące lat i zostały ostatecznie zapisane w Talmudzie. W całej historii narodu żydowskiego przestrzeganie koszerności stało się integralnym elementem jego tożsamości. Hebrajskie słowo „koszer” znaczy „pasować”, „być dostosowanym”. Koszerna kuchnia jest więc dopasowana do wymogów religijnych. Jego przeciwieństwem jest słowo „trefny”, czyli po hebrajsku „rozszarpany”. Biblia nie pozwala spożywać mięsa rozszarpanych zwierząt, czyli padliny. Zostanę przez chwilę przy mięsie, bo jesteśmy ludem mięsożernym. Dozwo-

Dla Malki koszerność jest naturalna. Jak oddychanie. Nigdy nie jadała inaczej. Ale dla chrześcijan czy buddystów?

lone są wszystkie zwierzęta o rozdwojonych kopytach, które przeżuwają pokarm – na przykład krowy, owce, kozy, wszystkie zwierzęta jeleniowate. Ptaki to kury, kaczki, gęsi, indyki i gołębie. Całkiem sporo, prawda?

?

Zabijanie zwierząt i ptaków też jest dokładnie określone. Koszernego uboju (szechity) dokonuje wykwalifikowany szochet, ściśle przestrzegający etycznych zasad Tory. Jedna z nich mówi, że zwierzę musi swobodnie leżeć na ziemi, uspokojone i odseparowane od innych zwierząt. Również dla nich patrzenie na śmierć innego zwierzęcia jest stresujące. Ostrym jak skalpel nożem szochet podcina jednym ruchem szyję zwierzęcia, które umiera niemal bezboleśnie. Następnie należy je pozbawić całkowicie krwi, której spożywanie jest przez Torę


RAFINACJA Malka Kafka

Specjalnie dla Czytelników „Gorzkiej Czekolady” przepis Malki Kafki Pasta z zielonego groszku: 200 g zielonego groszku (może być mrożony) lub 1 puszka groszku konserwowego 10 dag prażonego sezamu 50 ml oleju 3 łyżki drobno posiekanej natki pietruszki sól, pieprz Sezam wrzuć na patelnię i cały czas mieszając, praż go do czasu uzyskania złotobrązowego koloru. Groszek ugotuj w niewielkiej ilości wody i odcedź. Jeśli używasz groszku z puszki, odcedź go, pozostawiając niewielką ilość soku. Dokładnie zmiksuj groszek z olejem i przyprawami w malakserze, dodając do niego na końcu sezam i dwie łyżki siekanej natki. Miksuj do momentu otrzymania gładkiej masy. Pesto: 10 dag świeżej bazylii 10 dag ziaren słonecznika 200 ml oliwy sok z 0,5 cytryny

zakazane. Wreszcie następuje badanie narządów wewnętrznych. Muszą być całkowicie wolne od 70 (słownie: siedemdziesięciu) chorób i urazów. Wystąpienie choćby jednej z nich sprawia, że całe zwierzę jest niekoszerne. I jak się do tego ma tzw. przemysłowy ubój zwierząt?

?

Gdzie szukać koszernego mięsa? W Krakowie i Warszawie są sklepy, w których można kupić mięso z koszernego uboju, czynne codziennie z wyjątkiem sobót.

?

Ale jak tę koszerność stosować w codziennej diecie? To musi być bardzo trudne, jeśli nie niewykonalne. Wystarczy pamiętać, jakie zwierzęta i ptaki możemy jeść, nie łączyć mleka

z mięsem, pamiętać też, że wszystkie produkty roślinne, w których nie ma dodatków mlecznych czy mięsnych, określa się mianem „parwe”, czyli neutralnych. Trzeba też sprawdzać, czy w ryżu i kaszy nie ma robaków i larw, a w jajkach zarodków, oraz wiedzieć, że koszerne ryby muszą mieć łuski i płetwy. I czytać etykiety. Obecność żelatyny, koszenili, szelaku itp. produktów odzwierzęcych sprawia, że np. jogurt jest niekoszerny.

?

Czy koszerna kuchnia jest kuchnią dla diabetyków? Na pewno nie wszystko i nie dla wszystkich chorych. Mam przyjaciółkę, która niedawno dowiedziała się, że ma cukrzycę. Bardzo dokładnie sprawdza, co jej wolno zjeść. Skrupulatnie liczy kalorie i sprawdza indeksy glikemiczne.

?

Nie ma lekko... A kto powiedział, że ma być lekko? To jest poważna choroba. Dieta cukrzycowa nie jest dietą odchudzającą, choć ułatwia chudnięcie. Trzeba się do niej restrykcyjnie stosować, omijając szerokim łukiem wszystko, co zabronione. I czytać etykiety, i nie wstydzić się pytać, z czego zostało zrobione danie. A ponieważ w tej diecie trzeba jeść mało i często, trzeba nosić ze sobą lunch box z przygotowanym w domu jedzeniem, którego podstawą muszą być dozwolone superskładniki. To też zaczyna być modne, choćby dlatego, że coraz więcej młodych ludzi choruje na cukrzycę. Korporacyjny dress code połączony z różowym pudełkiem Hello Kitty może nawet wyglądać zabawnie.

Zmiel w malakserze ziarna słonecznika. Dolej oliwę, sok z połówki cytryny, wrzuć posiekaną bazylię, posól i miksuj przez chwilę, uważając, aby mieszanka nie zważyła się. Tę przystawkę przygotuj parę dni wcześniej. Obie pasty świetnie smakują z chlebkiem pita. Można też do części groszkowej dodać trochę pesto i otrzymać w ten sposób trzecią pyszną pastę.

23


Niezb´dna na ból brzucha w domu i w podró˝y

Likwiduje bóle brzucha. Działa, bo rozkurcza! • kolka jelitowa • kolka wàtrobowa • kolka nerkowa • ból p´cherza moczowego • ból menstruacyjny NO-SPA®, 40 mg tabletki; ka˝da tabletka zawiera 40 mg chlorowodorku drotaweryny. Substancje pomocnicze: laktoza jednowodna. Wskazania do stosowania: Stany skurczowe mi´Êni gładkich zwiàzane z chorobami dróg ˝ółciowych: kamicà dróg ˝ółciowych, zapaleniem p´cherzyka ˝ółciowego, zapaleniem okołop´cherzykowym, zapaleniem przewodów ˝ółciowych, zapaleniem brodawki Vatera; stany skurczowe mi´Êni gładkich dróg moczowych: kamica nerkowa, kamica moczowodowa, zapalenie miedniczek nerkowych, zapalenie p´cherza moczowego, bolesne parcie na mocz. Jako leczenie wspomagajàce mo˝e zostaç u˝yta bezpiecznie i z po˝àdanym skutkiem: w stanach skurczowych mi´Êni gładkich przewodu pokarmowego: chorobie wrzodowej ˝ołàdka i dwunastnicy, zapaleniu ˝ołàdka, zapaleniu jelit, zapaleniu okr´˝nicy, stanach skurczowych wpustu i odêwiernika ˝ołàdka, zespole dra˝liwego jelita grubego, zaparciach na tle spastycznym i wzd´ciach jelit, zapaleniu trzustki; w schorzeniach ginekologicznych: bolesnym miesiàczkowaniu; w napi´ciowych bólach głowy. Dawkowanie i sposób podawania: DoroÊli: dawka dobowa: 120 do 240 mg w 2-3 dawkach podzielonych. Dzieci: nie stosowaç u dzieci poni˝ej 3. roku ˝ycia. Dzieci od 3. roku ˝ycia do 6 lat: dawka dobowa wynosi 40-120 mg w 2-3 dawkach podzielonych, powy˝ej 6 lat: dawka dobowa wynosi 80-200 mg w 2-5 dawkach podzielonych. Przeciwwskazania: Nadwra˝liwoÊç na substancj´ czynnà lub któràkolwiek substancj´ pomocniczà produktu. Ci´˝ka niewydolnoÊç wàtroby, nerek i serca. Blok przedsionkowo-komorowy II i III stopnia. Nie stosowaç u dzieci poni˝ej 3. roku ˝ycia. Specjalne ostrze˝enia i Êrodki ostro˝noÊci dotyczàce stosowania: Ze wzgl´du na zawartoÊç laktozy produkt leczniczy mo˝e powodowaç dolegliwoÊci ze strony przewodu pokarmowego u pacjentów z nietolerancjà laktozy. Produkt nie powinien byç stosowany u pacjentów z rzadko wyst´pujàcà dziedzicznà nietolerancjà galaktozy, niedoborem laktazy typu Lapp lub z zespołem złego wchłaniania glukozy-galaktozy. Produkt nale˝y stosowaç ostro˝nie u pacjentów z niedociÊnieniem. Produkt nale˝y stosowaç ostro˝nie u dzieci, poniewa˝ nie przeprowadzono badaƒ dotyczàcych działania drotaweryny w tej grupie pacjentów. Nale˝y zachowaç ostro˝noÊç podczas stosowania drotaweryny u kobiet w cià˝y. Nie nale˝y stosowaç drotaweryny w okresie porodu. Działania niepo˝àdane: Badania kliniczne wykazały, ˝e stosowanie drotaweryny mo˝e wywoływaç nast´pujàce objawy, rzadko (≥1/10 000, <1/1000): nudnoÊci, zaparcie, ból głowy, zawroty głowy, bezsennoÊç, kołatanie serca, niedociÊnienie t´tnicze. OTC – produkt leczniczy wydawany bez przepisu lekarza. Przed przepisaniem nale˝y zapoznaç si´ z pełnà informacjà o leku. Podmiot odpowiedzialny: Sanofi-Aventis Sp. z o.o., ul. Bonifraterska 17, 00-203 Warszawa, tel. 22 280 00 00. Pozwolenie na dopuszczenie do obrotu wydane przez Ministra Zdrowia nr: 4377. PL.DROT.10.11.02.

Przed uĝyciem zapoznaj siÚ z ulotkÈ, która zawiera wskazania, przeciwwskazania, dane dotyczÈce dziaïañ niepoĝÈdanych i dawkowanie oraz informacje dotyczÈce stosowania produktu leczniczego, bÈdě skonsultuj siÚ z lekarzem lub farmaceutÈ, gdyĝ kaĝdy lek niewïaĂciwie stosowany zagraĝa Twojemu ĝyciu lub zdrowiu.


CZARNA bez cukru

NASZ SYSTEM ODPORNOŚCIOWY GOTÓW JEST ODEPRZEĆ NIEMAL KAŻDY ATAK CHOROBOTWÓRCZYCH DROBNOUSTROJÓW. CZASEM JEDNAK, ZAMIAST WALCZYĆ Z ZEWNĘTRZNYM ZAGROŻENIEM, ZACZYNA ATAKOWAĆ TKANKI WŁASNEGO ORGANIZMU. BADACZE SZUKAJĄ WICHRZYCIELI, KTÓRZY ODPOWIADAJĄ ZA TĘ REBELIĘ. TEKST:

O W B O lga

ILUSTRACJE:

oźniak

arbara

tulska

to oglądał, ten wie. A kto nie oglądał, zaraz się dowie, jakie zdanie pada najczęściej z ust członków zespołu słynnego doktora House’a podczas diagnozowania. Tak. „To może być toczeń” (w oryginale: „It could be lupus”). Nie uszło to uwagi i samych twórców serialu, którzy odwoływali się do tego w serialowych aluzjach i żartach. Czym jest ów toczeń? To jedna z bardziej zagadkowych chorób naszego układu odpornościowego. Nie jest częsta – zapada na nią 40–50 osób na 100

tysięcy. (Może dlatego w podręczniku dotyczącym tocznia dr House trzyma zbunkrowaną zapasową fiolkę vicodinu – leku przeciwbólowego, od którego genialny diagnosta jest uzależniony. Bo przecież i tak nikt nie choruje na tocznia!). I tak, dzięki amerykańskiemu serialowi, toczeń robi medialną karierę. Ale to tylko jedna z wielu chorób tzw. autoimmunologicznych, których możemy paść ofiarą. Toczeń ma całkiem sporą rodzinę chorób, o której media rozpisują się rzadko, a których mechanizm jest zbliżony. U jego podłoża leży za-

25


CZARNA bez cukru wsze to samo: bunt sił obronnych naszego własnego organizmu, które zamiast tropić chorobotwórczych intruzów, zaczynają toczyć walkę ze swoimi tkankami. W ogromnej większości wypadków nie wiadomo, dlaczego nagle postanawiają uderzyć w stawy (jak dzieje się w reumatoidalnym zapaleniu stawów), niszczą – produkujące insulinę – komórki wysp trzustkowych (tak jest w cukrzycy typu 1.) czy demontują mielinowe osłonki chroniące włókna nerwowe (to stwardnienie rozsiane).

WYŁAPAĆ ŁĄCZNIKÓW

Na co dzień komórki układu odpornościowego to nasza linia obrony wobec bakterii, wirusów czy grzybów. Oddziały wchodzące w skład sił odpornościowych – składające się z limfoctytów T i B, makrofagów czy neutrofili – powstają w szpiku kostnym. Tam część z nich przechodzi szkolenie, podczas którego uczą się, jak rozpoznawać i nie atakować własnych tkanek. Inne – limfocyty T – tego samego uczą się w grasicy. Wyszkolone komórki migrują do krwiobiegu i tkanek. Szukają tam wrogów i podejmują z nimi walkę. Jest im o tyle łatwiej, że wyposażone są w przeciwciała, które można porównać do listów gończych. One pomagają rozpoznać wroga. Wróg jest też specjalnie oznaczany – substancją zwaną antygenem. Zdarza się jednak, że na skutek błędu powstaną komórki zbuntowane, agresywne wobec tkanek, z których składa się ich własny organizm. Gdy wszystko działa sprawnie, większość z nich zostaje w porę odsiana i zmuszona do popełnienia samobójstwa. Czasem system zaczyna szwankować. Dochodzi do tego, że komórki, które mają bronić organizmu przed wrogami, zaczynają go atakować. Zaczynają niszczyć własne tkanki. Tak rodzi się choroba autoimmunizacyjna. Może to być toczeń rumieniowaty, łuszczyca, twardzina czy cukrzyca typu 1. Bunt układu immunologicznego przybiera wiele postaci. Do niedawna nie było na to leku. Dziś próbuje się terapii z użyciem leków biologicznych, preparatów osłabiających układ odpornościowy i takich, które nie pozwalają rozprzestrzeniać się wewnętrznemu buntowi, wyłapując „łączników” przenoszących informacje. Wciąż jednak nie udaje się odnaleźć zarzewia buntu. Łagodzi się jedynie jego przejawy.

Zdarza się jednak, że na skutek błędu powstaną komórki zbuntowane, agresywne wobec tkanek, z których składa się ich własny organizm. Gdy wszystko działa sprawnie, większość z nich zostaje w porę odsiana i zmuszona do popełnienia samobójstwa. Czasem system zaczyna szwankować. Dochodzi do tego, że komórki, które mają bronić organizmu przed wrogami, zaczynają go atakować. 26


CZARNA bez cukru Gdzie kryją się wichrzyciele, którzy potrafią zmienić zdyscyplinowane, oddane sprawie komórki odpornościowe w zbuntowanych killerów? Badacze nie są do końca pewni. – Gdyby udało się stworzyć portret pamięciowy wichrzyciela (lub wichrzycieli), sprawa byłaby prosta – mówi profesor Włodzimierz Maśliński z Zakładu Patofizjologii i Immunologii Instytutu Reumatologii w Warszawie. – Na razie podejrzanych jest kilku. Po pierwsze, stwierdzono, że niektóre osoby mogą być genetycznie podatne na autoagresję swego układu odpornościowego. W ich DNA może znajdować się kilka cegiełek – aminokwasów – ułożonych we wzór, który będzie przypominał „obrońcom” fragment wirusa czy bakterii. Gdy organizm zetknie się z takim wrogiem, nauczy się, że trzeba go zwalczać. Potem jednak zauważy we własnych tkankach podobny wzór i zacznie je atakować, także uznając za wroga. Po drugie, tkanki organizmu mogą zostać zmodyfikowane wskutek zakażenia bakteriami, grzybami czy wirusami. Zmienione też będą traktowane jak obcy. Także substancje uwalniane przez organizm w czasie przewlekłych stanów zapalnych mogą zmieniać cechy własnych tkanek, nadając im odmienne właściwości, nierozpoznawane już przez układ immunologiczny jako własne. Właściwości komórek organizmu może też zmienić zatrucie lekami i innymi związkami chemicznymi. A może też stać się tak, że tkanki nie pozostaną zmienione, a jednak układ immunologiczny uzna je za wroga z zupełnie nieznanych przyczyn.

NADCIŚNIENIE OD ZĘBÓW

Z najnowszych badań prowadzonych przez prof. Tomasza Guzika z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego wynika, że nawet tak powszechnie występujące w populacji nadciśnienie tętnicze może mieć autoimmunologiczne podłoże. Jest podejrzenie, że chorobę wywołują komórki odpornościowe krwi, które przybywają do ścian naczyń krwionośnych i do nerek, powodując ich uszkodzenie. Skąd się tu biorą? Ano stąd, że w tych narządach, pod wpływem sprzyjających czynników

(np. złej diety), powstają białka, które naszemu układowi odpornościowemu niezbyt się podobają. – To intruzi. Trzeba zrobić z nimi porządek – decyduje i wysyła swoich żołnierzy – limfocyty T. Limfocyty mogą też się tam przybłąkać niejako po drodze – wezwane do zlikwidowania ogniska choroby w zupełnie innym miejscu. Bardzo pobudzają je na przykład stany zapalne przyzębia (na które choruje blisko 60 proc. Polaków). Badania w tej dziedzinie prowadzi dr med. Marta Cześnikiewicz-Guzik z zespołu prof. Bartłomieja Lostera w Instytucie Stomatologii UJ. Limfocyty są też drażnione przez przewlekłe infekcje bakteriami Helicobacter pylori w żołądku. A takie rozbudzone do walki limfocyty, niczym rozochoceni żołnierze, stają się bardziej podatne na zaczepki – jeśli namierzą gdzieś jakieś podejrzane białka, lecą tam jak w dym. Dlatego właśnie pojawiają się w naczyniach krwionośnych. Tu zaczynają wytaczać całą swoją artylerię – wydzielają związki zwane cytokinami, które jak naboje mają trafiać we wroga, ale „rykoszetem” wpływają też na funkcjonowanie naczyń krwionośnych, które kurczą się, powodując nadciśnienie.

NIE DRAŻNIĆ OBROŃCÓW

Jakikolwiek by był powód buntu komórek odpornościowych, rzecz sprowadza się do tego, że stajemy się niejako uczuleni sami na siebie. A gdy wewnętrzni obrońcy próbują wyeliminować czynnik uczulający – eliminują nas samych. Wariactwo? Tak. Bunt układu odpornościowego strasznie trudno wcześnie wykryć. „Na zewnątrz” rzadko widać wyraźne objawy. Najczęściej powodem przyjścia chorego do lekarza jest gorączka, bóle (na przykład stawów – wiele chorób reumatycznych ma u podłoża właśnie autoalergię). Rutynowe badania krwi czy moczu nie dają jednoznacznych wyników. Widać z nich, że dzieje się coś niedobrego, ale co? Wygląda na niezłe zamieszanie. Dlatego zanim lekarz wpadnie na to, że to choroba autoimmunizacyjna, możemy być podejrzani o wiele często wykluczających się przypadłości. A objawy jak były, tak są. No, ale załóżmy, że ktoś wreszcie wpadł na to, co nam jest. Co dalej? Leczenie jest trudne. Nie u wszystkich pacjentów skuteczne. W wielu przypadkach rozwiązaniem jest jedynie „protezowanie” tego, co zniszczyły rozwścieczone komórki układu odpornościowego. I tak w przypadku cukrzycy typu 1. podaje się insulinę, której, na skutek zniszczeń poczynionych w trzustce, brakuje w organizmie. – Próbujemy lepiej poznać mechanizm molekularny obserwowanych zjawisk. Wtedy pewnie okaże się, że zamiast tępić nadmiernie pobudzone limfocyty T, możemy osłabić ich aktywność, zmieniając coś na poziomie budujących je pojedynczych cząsteczek. Badania trwają – mówi prof. Guzik. I radzi: starajmy się prowadzić taki tryb życia, by nie rozdrażniać układu odpornościowego. Przynajmniej w zakresie, w jakim mamy na to wpływ. Bo niektórzy spośród nas mają predyspozycje do buntu układu odpornościowego. Niestety, czy

Gdzie kryją się wichrzyciele, którzy potrafią zmienić zdyscyplinowane, oddane sprawie komórki odpornościowe w zbuntowanych killerów?

byliśmy w tej grupie, dowiadujemy się już zwykle po fakcie, kiedy zachorujemy. Więc nie prowokujmy losu. Leczmy stany zapalne. Nawet tak pozornie błahe jak te w jamie ustnej, przy zębach. To nam pozwoli zachować kontrolę nad układem odpornościowym i nie dać mu się rozhulać. Bo lepiej go bez potrzeby nie drażnić. Z tego samego powodu porzućmy pokusę palenia papierosów. Lekarze przestrzegają również przed łączeniem szczepień. Lepiej nie szczepić się w krótkim czasie na żółtaczkę i na przykład na grypę. Układ odpornościowy może od tego zwariować i uczulić się na własne ciało. Trudniejszą sytuację mają kobiety. Ich układ odpornościowy buntuje się częściej i dlatego stanowią one 60–80 proc. chorych. Zauważono, że estrogeny, kobiece hormony płciowe, nawet w niskich stężeniach wpływają na wrażliwość układu odpornościowego. To trochę taki „skutek uboczny” bycia kobietą. U mężczyzn choroba zwykle przebiega łagodniej. Jednak – choć w tej sytuacji panie padają ofiarą swej płciowości – zdarza się, że im ona pomaga. Lekarze zauważyli, że ciąża powoduje na przykład remisję reumatoidalnego zapalenia stawów i stwardnienia rozsianego. Dzieje się tak być może dlatego, że płód jest chroniony przed „odrzuceniem” przez organizm kobiety. Te same mechanizmy tłumią agresję komórek atakujących własne tkanki. Jednak nie każdą chorobę autoimmunizacyjną da się „leczyć” ciążą. W toczniu rumieniowatym stan ciężarnej może się pogorszyć. A jednak – choć nikt nie wie, dlaczego – choroba autoimmunizacyjna może czasami zniknąć tak samo nagle, jak się pojawiła. Zdarzają się też długie okresy remisji. Naukowcy próbują zbadać rządzące tym mechanizmy. To może dać szansę na nowe terapie. Bardziej rzeczywiste niż te, wymyślone przez filmowego doktora House’a.

27


CZARNA bez cukru

A S

TEKST: lek. med.

lbert

yta

INSULINA, CUDOWNY LEK, OD 80 LAT STOSOWANY W LECZENIU CUKRZYCY, WCIĄŻ BUDZI LĘK I OBAWY WIELU PACJENTÓW Z CUKRZYCĄ. CZY JEST SIĘ CZEGO BAĆ? PRZECZYTAJ I WYRÓB SOBIE ZDANIE NA PODSTAWIE FAKTÓW.

28


CZARNA bez cukru

d czasu wyizolowania w roku 1921 przez Fredericka Bantinga i Charlesa Besta insulina przeszła długą drogę rozwoju, w wyniku czego dziś dysponujemy preparatami, które czynią leczenie cukrzycy nieporównywalnie łatwiejszym niż w początkach XX wieku. Pierwszym pacjentem, który w roku 1922 otrzymał wyciąg trzustkowy (tak, wtedy to nie była czysta insulina, a jedynie wyciąg z trzustek zwierzęcych) był Leonard Thomson. Działo się to w Hospital for Sick Children w Toronto. Niestety, pierwsze próby rozczarowały odkrywców – nie było efektu. Dopiero dalsze żmudne prace doprowadziły do wyizolowania leku, który mógł być stosowany w leczeniu pacjentów z cukrzycą. Jak dalece różni się dzisiejsza insulinoterapia od tej z początków XX wieku można przekonać się, czytając relacje zawarte w książce „Słodko-gorzkie historie” autorstwa Chrisa Feudtnera, wydanej w Łodzi przez Polskie Towarzystwo Badań nad Powikłaniami Cukrzycy. Dziś, rozważając terapię insulinową, stajemy przed wyborem różnych preparatów insuliny. Warto więc posiadać wiedzę na temat każdego z nich.

INSULINA – SENS ISTNIENIA TRZUSTKI

Za jeden z największych sukcesów biotechnologii w leczeniu cukrzycy należy uznać opracowanie analogów insulin. Są to insuliny przyszłości. Ich właściwości pozwalają przezwyciężyć problemy, z jakimi borykają się na co dzień pacjenci z cukrzycą. Aby jednak zrozumieć przewagę analogów insulin, warto przypomnieć, jak prawidłowo działa trzustka. Ogólnie mówiąc, narząd ten dostosowuje ilość wydzielanego hormonu insuliny do poziomu cukru we krwi, starając się jak najszybciej doprowadzić do obniżenia jego poziomu do wartości prawidłowych. Gdy zjemy posiłek, trzustka reaguje natychmiast, wyrzucając zmagazynowaną insulinę, która czeka w gotowości na pierwsze porcje cukru pojawiające się we krwi. Jeżeli to nie wystarcza do zapewnienia prawidłowego poziomu cukru, zaczyna produko-

wać dodatkowe porcje insuliny. Takie wydzielanie nazywamy okołoposiłkowym. A między posiłkami i w nocy nasza trzustka pracuje jakby na zwolnionych obrotach, dostarczając ciągle niewielkich porcji swojego hormonu. To wydzielanie z kolei nazywa się podstawowym albo też bazalnym. Ten sposób

działającymi lub insuliną NPH – ich schemat wstrzykiwania zależy od rodziaju preparatu. Wszystkie grupy preparatów insulin patrz: tabela. Dlaczego analogi insulin są przełomem w leczeniu cukrzycy? Ogólnie można powiedzieć, że mają lepszy profil działania. A oto szczegóły i fakty.

Wielu chorych z cukrzycą W PORZE POSIŁKU– SZYBKO I KRÓTKO typu 2. stara się odwlec Najczęstszym problemem podczas insulinoterapii moment włączenia jest skoordynowanie ze sobą profilu aktywności insuliny z profilem poziomu cukru we krwi. Mówiąc insuliny jak najdłużej. prościej, najważniejsze jest to, aby insulina działała dokładnie wtedy, kiedy jest potrzebna, czyli kiedy Nie jest to dobre, poziom cukru we krwi jest podwyższony. Tę koordymożna osiągnąć na dwa sposoby: zachowuponieważ im dłużej mamy nację jąc odpowiedni odstęp pomiędzy wstrzyknięciem a rozpoczęciem posiłku i/lub dobierając odpowiedni nieprawidłowe poziomy preparat insuliny. Jeśli zdecydowaliśmy się na ludzkie insuliny szybko działające, musimy pamiętać, że cukru, tym bardziej mają one niestety profil działania odbiegający od ryzykujemy, że w niedalekiej idealnego. Zbyt wolno się wchłaniają, za wolno osiągają maksymalne stężenie i działają za długo. Tych przyszłości przyjdzie nam wad są pozbawione analogi krótko działające, które szybciej się wchłaniają i szybciej zaczynają obniżać się zmierzyć z o wiele poziom cukru we krwi. Istotne znaczenie ma także że szybciej kończą swoje działanie, co ogranigroźniejszym problemem, fakt, cza ryzyko hipoglikemii poposiłkowych. Dzięki temu dopasowują się do profilu poziomu cukru po jakim są późne powikłania lepiej posiłkach, wierniej niż ludzka insulina szybko działająca odtwarzając stężenie insuliny, jakie występuje cukrzycy. u ludzi zdrowych. Przyjmuje się je od 15 min przed posiłkiem. Są także takie, które można przyjąć do 20 min po rozpoczęciu posiłku. działania naszego organizmu ma odzwierciedlenie w rodzajach insulin stosowanych w leczeniu cukrzycy. Upraszczając nieco sprawę, można powiedzieć, że wydzielanie okołoposiłkowe uzupełniają insuliny szybko działające lub analogi krótko działające – wstrzykujemy je w okolicach posiłku. Natomiast wydzielanie bazalne uzupełniamy analogami długo

W NOCY – DŁUGO I POWOLI

Są jednak sytuacje, w których zależy nam, aby insulina działała długo i powoli bez szczytu stężenia. Takie działanie powinna mieć insulina w nocy i między

29


CZARNA bez cukru OBECNIE STOSUJEMY TRZY ZASADNICZE GRUPY PREPARATÓW INSULIN: INSULINA I ANALOGI SZYBKO DZIAŁAJĄCE – WYDZIELANIE OKOŁOPOSIŁKOWE INSULINA O POŚREDNIM CZASIE DZIAŁANIA (INSULINA NPH) ANALOGI DŁUGO DZIAŁAJĄCE – WYDZIELANIE PODSTAWOWE MIESZANKI INSULIN Do lamusa odeszły już preparaty insulin długo działających, takie jak insulina lente i ultralente, obarczone wysokim ryzykiem hipoglikemii. Zastąpiły je doskonalsze preparaty, jakimi są długo działające analogi insulin.

Sukces analogów prof. dr hab. med.

Ida Kinalska

diabetolog, Akademia Medyczna w Białymstoku Mimo że insulina – lek ratujący życie milionom ludzi – znana jest od około 90 lat, leczenie cukrzycy insuliną nadal pozostaje sztuką. Od chwili wykrycia insuliny, preparaty tego leku ciągle ulegały modyfikacjom. W pierwszym okresie dążono do wydłużenia czasu jej działania. Dzięki tym zabiegom możliwe było leczenie chorych jednym wstrzyknięciem na dobę. Leczenie to było jednak niedoskonałe i przyczyniało się do rozwoju przewlekłych powikłań. Nie można było naśladować fizjologicznego wydzielania tego hormonu. Dopiero wprowadzenie do leczenia analogów insuliny pozwoliło na zastosowanie intensywnej fizjologicznej insulinoterapii. Obecnie jest to model powszechnie stosowany i przeznaczony dla wszystkich chorych z pierwszym i drugim typem cukrzycy. Co najważniejsze, nie tylko dla ludzi młodych, ale również dla osób starszych. W wielu krajach stosuje się terapie cukrzycy, używając wyłącznie analogów insuliny. Jest to możliwe dzięki temu, że dysponujemy obecnie analogami krótko i długo działającymi oraz insulinami bezszczytowymi, doskonale naśladującymi podstawowe wydzielanie hormonu. Mam nadzieję, że szerokie informowanie o tej problematyce przyczyni się do powszechniejszego stosowania analogów insulin, co spowoduje eliminację wielu komplikacji i ułatwi życie pacjentom.

30

posiłkami. Niestety stosowana czasem w takich sytuacjach insulina NPH – podobnie jak insulina i analogi szybko działające – ma szczyt stężenia. Jej czas działania jest uzależniony od dawki i wynosi zwykle do 16 godzin. Podawana wieczorem insulina NPH nie zawsze pozwala uzyskać właściwy poziom cukru na czczo i nie zawsze będzie działać do czasu planowanego następnego wstrzyknięcia. Co więcej, im wyższa dawka, tym – co prawda – dłuższy czas działania, ale także większy szczyt stężenia, a co za tym idzie – większe ryzyko niechcianej hipoglikemii. Alternatywą dla insuliny NPH są analogi długo działające. Ich właściwości pozwalają na uzyskanie profilu stężenia insuliny bardzo zbliżonego do występującego w nocy u zdrowych ludzi. Działają długo, nawet 24 godziny po jednorazowym wstrzyknięciu. Ich działanie rozwija się powoli, nie mają szczytu stężenia, przez co ryzyko hipoglikemii jest niższe.

INSULINOTERAPIA A TYP 1. I 2.

W cukrzycy typu 1., gdzie mamy do czynienia z całkowitym brakiem insuliny, idealnym leczeniem jest jak najwierniejsze odtworzenie pracy zdrowej trzustki poprzez wielokrotne wstrzyknięcia insuliny w ciągu doby lub ciągły jej podskórny wlew za pomocą pompy insulinowej. W metodzie wielokrotnych wstrzyknięć stosujemy dwa rodzaje insuliny: insulinę szybko działającą lub analog krótko działający do posiłków oraz insulinę o pośrednim czasie działania, zwykle wieczorem i rano, lub analog długo działający wieczorem. Nieco inaczej wygląda sytuacja w cukrzycy typu 2., gdzie mamy do czynienia ze zmniejszonym wydzielaniem insuliny albo utrudnionym jej działaniem (tzw. insulinoopornością). Tu insulinę podajemy zwykle wtedy, gdy leki doustne nie zapewniają nam należytego poziomu cukru we krwi. Wielu chorych stara się odwlec moment włączenia insuliny jak najdłużej. Nie jest to dobre, ponieważ im dłużej mamy nieprawidłowe poziomy cukru, tym bardziej ryzykujemy, że w niedalekiej przyszłości przyjdzie nam się zmierzyć ze znacznie groźniejszym problemem, jakim są późne powikłania cukrzycy.

W wielu badaniach wykazano, że jeżeli od początku choroby zadbamy o prawidłowe poziomy cukru, to w przyszłości mamy szansę uniknąć ślepoty, problemów z nerkami, które mogą skończyć się koniecznością dializy, czy też utraty kończyny na skutek tzw. zespołu stopy cukrzycowej. Tak więc nie ma co odkładać rozpoczęcia insulinoterapii. Jeżeli masz problemy z uzyskaniem właściwych poziomów cukru we krwi, przyjmując leki w tabletkach, to czas zapytać lekarza, czy insulina nie byłaby dobrym rozwiązaniem.

CEL NADRZĘDNY: WŁAŚCIWY POZIOM CUKRU

Analogi długo działające to preparaty, za pomocą których łatwo rozpoczniesz insulinoterapię, nauczysz się jej zasad i będziesz w stanie samodzielnie dopasować ją do Twoich potrzeb. Także obawy o hipoglikemię w przypadku leczenia analogami są mniejsze, ponieważ te preparaty są pod tym względem korzystniejsze niż insuliny ludzkie. W licznych badaniach klinicznych dowiedziono, że dla chorych na cukrzycę typu 1. analogi są niezastąpione. Stosowane w postaci wielokrotnych wstrzyknięć czy też w pompie insulinowej, pozwalają na uzyskanie dobrej kontroli cukrzycy. Natomiast w cukrzycy typu 2. możesz rozpocząć insulinoterapię od jednego wstrzyknięcia analogu długo działającego na dobę. Kontrolując poziom cukru na czczo, będziesz mógł łatwo dostosować dawkę insuliny, aby wynosił on około 100 mg/dL. Cukrzyca typu 2. ma charakter postępujący i w miarę jak trzustka traci zdolność wydzielania insuliny, poziomy cukru pogarszają się i należy zintensyfikować leczenie. Możliwe, że wtedy lekarz zaleci stosowanie wielokrotnych wstrzyknięć insuliny. Niezależnie od rodzaju stosowanej insuliny celem jest zawsze uzyskanie właściwych poziomów cukru we krwi. Zapewni ci to nie tylko dobre samopoczucie, ale pozwoli także kontrolować chorobę tak, aby nie przejęła władzy nad Tobą. I pamiętaj, że insulina to nie kara za złą kontrolę cukrzycy, ale sposób na opanowanie choroby i szansa na dłuższe życie bez powikłań cukrzycy.


33


CZARNA słodzona

CZY MAŁE MUSZELKI ŚLIMAKÓW MOGĄ ZMIENIĆ NASZE WYOBRAŻENIE O INTELEKCIE I KULTURZE LUDZI SPRZED STU TYSIĘCY LAT?

OCZYWIŚCIE! PRZECZYTAJ, JAK Z POZORU NIEZNACZĄCE ODKRYCIA ZMUSIŁY NAUKĘ DO ZMIANY OPINII O INTELEKCIE NASZYCH AFRYKAŃSKICH PRZODKÓW.

TEKST:

W P

ojciech astuszka

uropa słynie ze wspaniałych przykładów prehistorycznej sztuki. Malowidła w jaskini Altamira są tak piękne, że ich odkrywców oskarżano w XIX w. o fałszerstwo, bo przecież prymitywni ludzie nie mogli tak wspaniale malować. Z czasem jednak odkryto kolejne jaskiniowe galerie, a także prehistoryczne rzeźby, i nikt nie miał już wątpliwości, że ludzie tworzyli sztukę na długo przed powstaniem pierwszych cywilizacji. Wyjątkowość Europy polegała na tym, że nigdzie indziej nie znajdowano tak starych dzieł sztuki. Narodziło się więc przekonanie, że pierwszymi ludźmi w pełni dojrzałymi intelektualnie i emocjonalnie mogli być dopiero Europejczycy sprzed około 30–40 tysięcy lat. To oni jako pierwsze istoty ludzkie mieli opanować w pełni myślenie abstrakcyjne. Jego przejawami są m.in. sztuka i chęć zdobienia się. Wcześniej, przez ponad sto tysięcy lat, homo sapiens wyglądali tak jak my, ale nie myśleli tak jak my. Wedle innej hipotezy dojrzałość intelektualną osiągnęliśmy jesz-

32

cze w Afryce, ale do jej manifestacji doszło dopiero w Europie.

NIEPOZORNE ODKRYCIE

W 2004 r. dwa zespoły badawcze opublikowały odkrycia, które zmusiły naukę do zmiany opinii o intelekcie naszych afrykańskich przodków. W Loiyangali na słynnej pustyni Serengeti w Tanzanii naukowcy znaleźli dwa paciorki pieczołowicie wyrzeźbione z kawałka strusiego jaja. Ich wiek ocenili na około 70 tys. lat. Te paciorki zapewne by nie wystarczyły, ale zaraz potem naukowcy kopiący w jaskini Blombos w Afryce Południowej donieśli o odkryciu ponad 40 paciorków wykonanych z muszelek ślimaka Nassarius kraussianus. Przeprowadzone datowania wykazały, że mają one około 75 tys. lat. Od tego czasu naukowcy znaleźli dużo więcej paciorków z muszelek ślimaków Nassarius. Największego jak dotąd ich zbioru dostarczyła marokańska jaskinia Taforalt.


W OSTATNICH LATACH NAUKA DOSTARCZYŁA SPORO DOWODÓW NA TO, ZE BUSZMENI SĄ CZYMŚ W RODZAJU ŻYWEJ KAPSUŁY CZASU. TAK WŁAŚNIE MOGLI WYGLĄDAĆ I ŻYĆ LUDZIE SPRZED 100 TYS. LAT. (na zdjęciu Buszmen z pustyni Kalahari, Namibia)


CZARNA słodzona prof. dr hab. Michał KOBUSIEWICZ Instytut Archeologii i Etnologii PAN

Przyzwyczailiśmy się myśleć o Europie jako o wyjątkowym miejscu w dziejach ludzkości. Uczono nas, że to Europejczycy jako pierwsze istoty ludzkie opanowały w pełni myślenie abstrakcyjne. Tymczasem najnowsze badania i odkrycia wskazują dość mocno na to, że homo sapiens zyskał pełną dojrzałość intelektualną jeszcze w Afryce. Czy to swoisty „przewrót kopernikański” w myśleniu o ludzkości? Ludzie opanowali myślenie abstrakcyjne w Afryce. Na terenach południowej i wschodniej Afryki około 150–200 tysięcy lat temu wyewoluował z pitekantropa (homo erectus) człowiek anatomicznie współczesny (homo sapiens). Grupy tych ludzi przemieszczały się powoli na północ w stronę Europy. Około 80–60 tysięcy lat temu nastąpił ostatni ważny skok ewolucyjny, mianowicie pojawienie się u ludzi samoświadomości – poczucia że jest się osobną jednostką wśród grupy. Jest to dowód na początki abstrakcyjnego myślenia. Od tego momentu mamy do czynienia z człowiekiem tak nowoczesnym, jak ludzie dzisiejsi. Stało się to jeszcze w Afryce. Do Europy homo sapiens dotarł około 40 tys. lat temu. Zastał tam swoich kuzynów neandertalczyków, którzy także wyewoluowali z pitekantropa. Współżycie neandertalczyków i ludzi współczesnych w Europie trwało około 10 tys. lat, potem neandertalczycy zniknęli. Może nie jest to aż „przewrót kopernikański”, ale niewątpliwie bardzo ważny krok w badaniach najdawniejszych dziejów ludzkości. Czy ten krok uderza w nasz europocentryzm? Europocentryzm odnosi się do czasów stosunkowo późnych, zaledwie ostatnich trzech i pół tysiąca lat, czyli od czasów pierwszych osiągnięć starożytnych Mykeńczyków, Greków i Rzymian. Wtedy właśnie w Europie zaczęły rozwijać się idee i wynalazki, które nasz kontynent postawiły na pierwszym miejscu. Poprzedziły to jednak wcześniejsze wysokie cywilizacje: starożytnego Egiptu (Afryka) czy sumeryjska (Azja – Bliski Wschód), z których dorobku korzystali Grecy i Rzymianie, a pośrednio korzystamy także i my. Jeśli jednak ktoś chciałby szukać początków„wszystkiego”, musi zgodzić się, że nie miały one miejsca w Europie. Czy można te badania i odkrycia traktować jako naukowe potwierdzenie równości ludzi wszystkich ras i swoistą broń przeciwko rasizmowi? Przed dwudziestoma laty pojawiła się hipoteza oparta szczególnie na badaniach antropologicznych i biochemicznych głosząca, że wszyscy ludzie żyjący obecnie na ziemi pochodzą od jednej kobiety – Afrykanki, która żyła około 150–200 tys. lat temu w południowo-wschodniej Afryce. Teoria ta ma wielu zwolenników, choć bywa także kwestionowana. W tym świetle ludzie na całym świecie są sobie równi. Istniejące widoczne różnice między populacjami są wynikiem różnego przystosowania homo sapiens przez wiele tysiącleci do różnych warunków środowiska, w których ci ludzie żyli. Ciemna skóra występuje tam, gdzie ochrona przed słońcem wymaga dużo pigmentu. Wąskie nosy u Eskimosów chronią przed mrozem itd. Surowe warunki środowiska niewątpliwie utrudniały i spowolniały proces tworzenia cywilizacji, które powstawały tam, gdzie dla ludzi istniały sprzyjające warunki (dolina Nilu, Morze Śródziemne, tak zwany Żyzny Półksiężyc na Bliskim Wschodzie). Natomiast intelektualnie wszystkie żyjące obecnie ludy mają taki sam potencjał. W tym sensie argumenty rasistów nie mają racji bytu.

34

Archeolodzy wykopali ich tam ponad 80. Najstarsze mają ponad 85 tys. lat. Część była pomalowana na czerwono ochrą. Muszelki ślimaków Nassarius są bardzo niepozorne, dlatego naukowcy wpadli na pomysł, że ich przedziurawione egzemplarze mogły być odkrywane wcześniej, ale nie przywiązywano do nich większej uwagi. Po dokładnym sprawdzeniu materiałów pozostałych po wielu wykopaliskach sprzed lat, znaleźli jeszcze kilka muszelek. Wśród nich były dwie najstarsze z dotąd odkrytych. Pochodzą ona z jaskini Skhul w Izraelu i mogą mieć około 100 tys. lat.

OD MUSZELKI DO ABSTRAKCYJNEGO MYŚLENIA

Analizy zrobionych w muszelkach dziurek potwierdziły, że coś przez nie przewlekano. Mogły to być włókna roślin albo rzemienie. Niestety nauka nie zna na razie sposobu, by stwierdzić, jak ludzie wykorzystywali te paciorki. Możliwości mieli sporo. Mogli robić z nich naszyjniki, bransoletki albo mocować je do ubrań. Jedno jest pewne. Te niepozorne muszelki to najstarsza biżuteria jaką znamy! Muszelki pokazały nam, że już prawie sto tysięcy lat temu ludzie lubili się ozdabiać. A to oznacza, że myśleli abstrakcyjnie i robili nie tylko to, co było konieczne do przeżycia osobnika czy gatunku. Intelektualna nowoczesność naszych afrykańskich przodków przejawia się jednak nie tylko w ozdobach, ale też w technologicznych innowacjach, i to w dodatku takich, na jakie wielu współczesnych ludzi by nie wpadło. Znaleziska ostatnich paru lat naprawdę robią wrażenie.

PRYMITYWNY DZIKUS?

Archeologów, którzy badali przedmioty znalezione w jaskini Sibudu (również w Afryce Południowej), zastanowiło, dlaczego na wielu grotach sprzed 70 tys. lat są pozostałości gumy akacjowej i ochry. Gumę dało się jasno wytłumaczyć. Jest ona naturalnym klejem i wzmacniała mocowanie kamiennego ostrza do drzewca. Ale po co ochra? Czyżby jakiś rytuał? Wiara w większą moc posmarowanego nią ostrza? Przeprowadzone przez archeologów eksperymenty wykazały, że nic z tych rzeczy. Zastosowanie ochry było całkowicie racjonalne i w pełni genialne. Okazało się bowiem, że dodanie jej do gumy akacjowej daje klej dużo mniej kruchliwy i bardziej odporny na uderzenia niż sama guma. Co więcej, dla uzyskania dobrego kleju nie wystarcza zwykłe zmieszanie obu substancji. Trzeba to robić w określony sposób. Tak więc ludzie, którzy mieli być prymitywnymi dzikusami, opracowali proces produkcji substancji kompozytowej (wieloskładnikowej), a następnie go przestrzegali. Dawni mieszkańcy południowej części Afryki potrafili również poprawiać jakość kamieni. Pewne ich rodzaje stają się dużo lepszym surowcem do produkcji narzędzi, gdy podda się je działaniu wysokiej temperatury. W jaskini Pinnacle Point naukowcy natrafili niedawno na taki właśnie podrasowany kamień, który wciąż tkwił w ognisku sprzed ponad 70 tys. lat. Przeprowadzone

badania i eksperymenty wykazały, że to nie był przypadek. Jaskinia Sibudu, w której znaleziono pradawny klej, dostarczyła również najstarszych dowodów użycia broni miotanej, czyli oszczepów i być może łuku. Wynalezienie takiej broni to jedno z najważniejszych wydarzeń w dziejach ludzkości, którego znaczenie trudno przecenić. Możliwość atakowania z odległości nawet kilkudziesięciu metrów czyniła z homo sapiens niezwykle groźnego drapieżnika i powodowała radykalne przesunięcie nas na sam szczyt łańcucha pokarmowego. Człowiek stał się niekwestionowanym królem świata.

MAŁE KAWAŁKI KAMIENIA Z PĘKNIĘCIAMI

Naukowcy od dawna starali się ustalić, kiedy doszło do tej kluczowej zmiany. Najstarsze łuki, jakie zachowały się do naszych czasów, mają zaledwie około 10 tys. lat. Nie można jednak uznać tej daty za początek łucznictwa, ponieważ łuki wytwarza się z drewna, które dość łatwo ulega rozpadowi. Dlatego głównym wyznacznikiem początków łucznictwa stały się malutkie kamienne groty, które mocowano na końcu strzał. Wiele takich grocików pochodzi już sprzed około 40 tys. lat. Jednak w jaskini Sibudu archeolodzy natknęli się na małe ostre kawałki kamienia sprzed 64 tys. lat. Mogły one być wykorzystywane na różne sposoby, dlatego naukowcy zdecydowali się na specjalistyczne analizy śladów używania. Okazało się, że na wielu są pęknięcia charakterystyczne dla uderzenia w cel ze sporą prędkością. Zdaniem badaczy nie ma wątpliwości, że są to kamienne grociki pochodzące z oszczepów i być może strzał. Najmocniejszym jednak dowodem wskazującym na używanie przez mieszkańców tej jaskini łuku jest kościany grot sprzed około 60 tys. lat. Prawie identycznych grotów strzał używają do dziś żyjący w południowej części Afryki Buszmeni i wiele wskazuje na to, że nie jest to przypadek. Buszmeni są jednymi z ostatnich na świecie łowców-zbieraczy. Niegdyś, tak jak oni, żyli wszyscy ludzie. Ogromne zmiany zaczęły się dopiero około 11 tys. lat temu, gdy na Bliskim Wschodzie zaczęto eksperymenty z uprawą roślin i hodowlą zwierząt. W ciągu kilku tysięcy lat rolnictwo opanowało prawie cały świat i tylko nieliczne ludy wolały polegać tylko na zbieraniu jadalnych części roślin i polowaniu na dzikie zwierzęta.

DOWODY ZAPISANE W GENACH I MOWIE

W ostatnich latach nauka dostarczyła sporo dowodów na to, że Buszmeni są czymś w rodzaju żywej kapsuły czasu. Jest bardzo prawdopodobne, że tak właśnie wyglądali i żyli ludzie sprzed około stu tysięcy lat. A kościany grocik z jaskini Sibudu nie jest tu bynajmniej najmocniejszym dowodem. Badania genetyczne, których wyniki opublikowano w tym roku, wykazały, że nasz gatunek powstał najprawdopodobniej właśnie w południowej części Czarnego Lądu. Naukowcy ustalili to, analizując zróżnicowanie


Na zdjęciu Buszmeni z plemienia Hadzabe z Tanzanii. Jedni z ostatnich ludzi żyjących ze zbieractwa i myślistwa.

NEANDERTALCZYK TEŻ NIE BYŁ GŁUPI PRZEZ DŁUGI CZAS SĄDZONO, ŻE NEANDERTALCZYCY, KTÓRZY ŻYLI W EUROPIE I NA BLISKIM WSCHODZIE OD OK. 200 DO 40 TYS. LAT TEMU NIGDY NIE POTRAFILI MYŚLEĆ ABSTRAKCYJNIE. UZNAWANO ICH ZA ISTOTY STOJĄCE W ROZWOJU NIŻEJ OD NAS. MIAŁ O TYM DOBITNIE ŚWIADCZYĆ CAŁKOWITY BRAK SZTUKI I OZDÓB, A TAKŻE PRYMITYWNIEJSZE WYROBY. OSTATNIE LATA WYMUSZAJĄ JEDNAK ZMIANĘ TYCH POGLĄDÓW. NAJMOCNIEJSZYM DOWODEM SĄ POMALOWANE MUSZELKI SPRZED 50 TYS. LAT, KTÓRE ODKRYTO WŚRÓD NEANDERTALSKICH PRZEDMIOTÓW W DWÓCH JASKINIACH W HISZPANII. WIEMY JUŻ TEŻ, ŻE NEANDERTALCZYCY POTRAFILI PLANOWAĆ. NP. W JASKINI STAJNIA W JURZE KRAKOWSKO-CZĘSTOCHOWSKIEJ POLSCY ARCHEOLODZY ZNALEŹLI STOS KRZEMIENNYCH BRYŁ, Z KTÓRYCH NASI WYMARLI KUZYNI ROBILI NARZĘDZIA. MUSIELI CELOWO PRZYNIEŚĆ JE Z DALEKA, GDYŻ W OKOLICY NIE MA ŹRÓDEŁ TEGO SUROWCA.

C. Henshilwood & F. d’Errico, muszelki z jaskini Blombos

genetyczne poszczególnych populacji. Różnorodność genetyczna ma bowiem to do siebie, że spada w miarę oddalenia osobników od miejsca powstania gatunku. Wynika to z tego, że grupy, które się oddzieliły, by zająć resztę Afryki, a potem świata, zabrały ze sobą tylko część wersji genów. W trakcie trwającego jakieś 200 tys. lat rozprzestrzeniania się homo sapiens, proces ten powtarzał się za każdym odłączeniem jakiejś grupy. Poza tym właściciele niektórych wersji genów wymierali. Dlatego też najmniejsze zróżnicowanie jest w tych populacjach ludzkich, które mają za sobą najdłuższą drogę. Są to Indianie z południowo-wschodnich krańców Ameryki Południowej oraz ludność odległych wysp Oceanii. Największe zróżnicowanie mają zaś Buszmeni. Bardzo podobne wyniki przyniosły też opublikowane w tym roku analizy zróżnicowania języków, które oparto na liczbie fonemów, czyli najmniejszych jednostek mowy (z grubsza powiedzmy, że chodzi o dźwięki, ale to tylko nieści-

słe przybliżenie). Języki Buszmenów (tzw. języki mlaskowe) są w tym zakresie niezwykle bogate, prezentując nierzadko grubo ponad sto fonemów. Tymczasem języki mieszkańców Oceanii mają ich ledwie kilkanaście. Język polski ma blisko 40. Wszystko to wskazuje dość mocno na to, że południowy kraniec Afryki jest miejscem, w którym homo sapiens powstał jako gatunek i tam też zyskał pełną dojrzałość intelektualną. A może już od samego początku był tak umysłowo rozwinięty jak teraz?

WOJCIECH PASTUSZKA JEST TWÓRCĄ I REDAKTOREM SERWISU INFORMACYJNEGO ARCHEOWIEŚCI, PREZENTUJĄCEGO NAJNOWSZE ODKRYCIA, BADANIA I HIPOTEZY DOTYCZĄCE DZIEJÓW LUDZKOŚCI I ŻYCIA NA ZIEMI. AUTOR SERWISU OTRZYMAŁ TYTUŁ POPULARYZATORA NAUKI 2010 W KONKURSIE POLSKIEJ AGENCJI PRASOWEJ ORAZ MINISTERSTWA NAUKI I SZKOLNICTWA WYŻSZEGO.

35


LOOKIER design

PIĘKNE, PACHNĄCE, INTELIGENTNE I ZACHOWUJĄCE SIĘ JAK CZŁOWIEK, A DO TEGO WIERNE, POMOCNE I ZAWSZE POD RĘKĄ. ROBOTY, BO O NICH MOWA, JUŻ NIEDŁUGO WKROCZĄ W NASZE ŻYCIE. MOGĄ STAĆ SIĘ DOSKONAŁĄ POMOCĄ DOMOWĄ, OPIEKUNKĄ DO DZIECI LUB... WYRAFINOWANYM KOCHANKIEM

F

ascynacja nowoczesną technologią od dziesięcioleci mobilizuje naukowców do wytężonych badań nad rozwojem robotyki. W laboratoriach na całym świecie trwają prace zmierzające do stworzenia androida, myślącego i zachowującego się jak człowiek. Wydawać by się mogło, że tego typu projekty to pomysły rodem z kultury science fiction. Nic bardziej mylnego. Pierwsze efekty już zachwycają, a rozwiązania stosowane przy budowie maszyn, wykorzystuje się w medycynie.

JA, CYBORG

Kto nie chciałby mieć nadludzkiej siły, superczujnych zmysłów czy idealnie zdrowego ciała? Prof. Kevin Warwick z brytyjskiego Reading University prowadzi badania nad urzeczywistnieniem tych pragnień. Jako pierwszy człowiek, wszczepił

36

w swój układ nerwowy implanty pozwalające mu sterować przyrządami w pracowni i przesyłać na odległość impulsy do implantu umieszczonego w ciele swojej żony. Na tym jednak nie koniec. Jeden z wszczepionych procesorów odbierał ultradźwięki i przekazywał informacje do mózgu, dzięki czemu profesor z zasłoniętymi oczami był w stanie lokalizować różne przedmioty. Pionierskie eksperymenty, jakie przeprowadza na własnym ciele, sprawiają, że okrzyknięty został pierwszym cyborgiem. W najbliższej przyszłości zamierza stworzyć implant, który po wszczepieniu do mózgu, pozwoli porozumiewać się za pomocą myśli. Choć brzmi to co najmniej niewiarygodnie, podobne rozwiązania stosuje się przy budowie protez. Dziś produkuje się nie tylko sztuczne ręce czy nogi, lecz znacznie bardziej skomplikowane narządy, jak krtań, oko czy serce. Szybki rozwój technologii poprawiających jakość życia osób niepełnosprawnych i chorych – czy też wygląd zupełnie zdrowych


LOOKIER design

nich badania wykazały, że 20% ankietowanych widziałoby w robotach swojego przyjaciela i tyle samo – partnera. Naukowcy z Bristol Robotics Lab zbudowali z kolei robota wyposażonego w sztuczne jelito. Sam potrafi trawić biomasę, czerpiąc w ten sposób energię pozwalającą na funkcjonowanie siedem dni bez przerwy. Do „życia” potrzebuje wody, którą regularnie pobiera, a raz na dobę pozbywa się niewykorzystanych resztek... Prace nad sztuczną inteligencją zwieńczone zostały już kilkoma sukcesami. Jednym z nich jest robot o imieniu Adam stworzony przez zespół Ross Kinga z Aberystwyth University w Walii. Adam nie tylko sam potrafi wykonywać badania, ale także wyciągać z nich wnioski i na podstawie uzyskanych rezultatów planować dalsze eksperymenty. Jego największym osiągnięciem było rozwiązanie zagadki, nad którą

ludzi – to zasługa ponad 4 mld dolarów, które co roku inwestują w badania i rozwój firmy zajmujące się protetyką. Być może człowiek spróbuje nawet odtworzyć utracone części ciała niczym kijanka. Projekt o nazwie Regenesis (Odrodzenie) powstał z prostej obserwacji, że kijance odcięty ogon odrasta, natomiast żabie już nie. Nasuwa się pytanie: który z mechanizmów działających u kijanki został wyłączony u dorosłego zwierzęcia? Gdyby udało się odpowiedzieć na to pytanie, można by ustalić, jakie umiejętności zostały zablokowane podczas milionów lat ewolucji od płazów do człowieka i wykryć, dlaczego nie odrastają nam odcięte dłonie czy usunięte przez chirurga piersi. Nowe wynalazki bioinżynierów mają szansę stworzyć ludzi idealnie pięknych, nieznających bólu, zmęczenia i głodu. Pytanie tylko, czy człowiek udoskonalony przez naukę będzie wciąż znanym nam człowiekiem?

MÓJ SĄSIAD, ROBOT

W Japonii już dziś na 1000 pracowników przypadają 32 roboty. Pracują jako recepcjoniści w hotelach, sprzątają pokoje i biura, karmią osoby starsze i niepełnosprawne, podają herbatę i witają gości. Przygotowują sushi i uprawiają ryż. Wtopiły się w codzienne życie przemysłowe do tego stopnia, że czasami podczas pierwszych dni swojej pracy, maszyny są witane w fabryce podczas ceremonii religijnych shintō. Czy taki scenariusz ma szansę sprawdzić się na Zachodzie? Zmierzają do tego badania prof. Kerstin Dautenhahn z University of Hertfordshire, specjalistki od sztucznej inteligencji, która bada wzajemne relacje ludzi i robotów. O ile Japończycy koncentrują się na samej inżynierii, brytyjscy naukowcy testują, jak przystosowują się one do sytuacji społecznych. W tym celu zakupili dwupiętrowy budynek w Hatfield, gdzie od ponad dwóch lat ludzie i androidy żyją w swoistej komitywie. Przeprowadzone przez

W przeciwieństwie do japońskiej popkultury, gdzie roboty są synonimem przyjaznych pomocników, zachodnia cywilizacja od dziesięcioleci karmiona była futurystycznymi wizjami, gdzie maszyny buntowały się, by zawładnąć ludzkością. uczeni głowili się od dziesięcioleci. Maszyna zlokalizowała bowiem ważny gen w drożdżach i przeprowadziła eksperymenty potwierdzające to odkrycie. Naukowcy poszukiwali ludzkich odpowiedników tego genu od lat 60. ubiegłego stulecia. Kontroluje on enzym odpowiedzialny za produkcję lizyny – aminokwasu odgrywającego decydującą rolę w procesie wzrostu.

37


LOOKIER design

Roboty stają się coraz cenniejszymi narzędziami. Potrafią bowiem przeprowadzić ogromną ilość testów. Dla człowieka zadanie to byłoby zbyt monotonne i prowadziłoby do utraty koncentracji. Nie wiadomo jednak, czy współczesny świat jest gotowy do współistnienia z humanoidalnymi androidami? W przeciwieństwie do japońskiej popkultury, gdzie roboty są synonimem przyjaznych pomocników, zachodnia cywilizacja od dziesięcioleci karmiona była futurystycznymi wizjami, gdzie maszyny buntowały się, by zawładnąć ludzkością. Właśnie po to, by zmienić nasze wyobrażenia o robotach, nadaje się im cechy ludzkie.

00.000.000.001 BERTI zbudowany w Anglii przy udziale BRL miał swoją premierę w londyńskim muzeum nauki, gdzie grał z odwiedzającymi w popularną zabawę „kamień – papier – nożyczki”.

00.000.000.001

Kevin Warwick jako pierwszy człowiek, wszczepił w swój układ nerwowy implanty pozwalające mu sterować przyrządami w pracowni i przesyłać na odległość impulsy.

00.000.000.002

00.000.000.002

SCRATCHbot to robot podobny do gryzonia, który orientuje się w przestrzeni przy pomocy wąsów umieszczonych na jego „pyszczku”.

00.000.000.003

38

HOMO ROBO

Jak najlepiej upodobnić maszynę do człowieka? Przede wszystkim fizycznie nadać im ludzki wygląd. Sam wygląd to jednak nie wszystko. Idealny android powinien posiadać wszystkie atrybuty, jakimi odznacza się człowiek (pomijamy kwestię wolnej woli), a więc zapach, dotyk, zmysły etc. Na Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii stworzono w tym celu e-skórę, materiał o właściwościach podobnych do skóry człowieka. Chodzi o grubość, elastyczność, wrażliwość na dotyk i umiejętności odbierania impulsów, czyli właściwości, jakie mają silnie unerwione opuszki ludzkich palców. Dzięki temu roboty będą mogły wykonywać codzienne czynności, jak przewracanie stron gazety, obieranie ugotowanego jajka ze skorupki czy ubieranie małego dziecka. Stworzono już mechaniczny nos, język i oczy. Dzięki przesyłanym impulsom, przetwarzanym w postaci algorytmów, roboty uczą się rozpoznawać zapachy, smaki i obrazy, z jakimi mają do czynienia na co dzień. Naukowcy z Osaka University w Japonii stworzyli całą serię robotów do złudzenia przypominających ludzi. Żeńskie wersje Repliee Q1 i Repliee Q2 wykonane z plastycznego silikonu, dzięki wbudowanym sensorom sprawiają wrażenie, że „oddychają”. Bardziej naturalnie prezentują się modele DER i DER2, wyrażające emocje poprzez mimikę twarzy.

SEKS Z ROBOTEM?

00.000.000.003

W kulturze równie często jak wizje zagłady ludzkości przez zbuntowane maszyny, powtarza się motyw erotyki i pociągu seksualnego do androidów. Czy rzeczywiście jest to możliwe? David Levy, autor książki „Miłość i seks z robotami: rozwój stosunków człowiek–robot” twierdzi, że to tylko kwestia czasu. W swoich przypuszczeniach idzie dalej i prognozuje, że w 2050 r. dojdzie do pierwszego małżeństwa czło-


LOOKIER design

00.000.000.004 Repliee Q1 najbardziej zaawansowany technologicznie android, sztuczna kobieta, której ciało naszpikowane jest różnego rodzaju sensorami.

00.000.000.004 Robot Adam projektu Ross King z Aberystwyth University w Walii nie tylko sam potrafi wykonywać badania, ale także wyciągać z nich wnioski.

00.000.000.005 wieka z robotem. Jest na tyle precyzyjny, że określa nawet miejsce, gdzie ów związek miałby być zalegalizowany (w Massachusetts, bo jest najbardziej liberalnym stanem w USA – jako pierwsze wprowadziło rejestrację małżeństw homoseksualnych). Na łamach książki dowodzi wyższości jako partnerów robotów, które pachną i mówią jak człowiek, z tą różnicą, że właściciel ma wpływ na ich zachowanie i temperament. Mówi o nich jak o kochankach doskonałych, których bez cienia wstydu można poprosić o wszystko. Nigdy nie są zmęczeni, nigdy nie zdradzą, niczym nie zarażą, ani sami nie zapadną na żadną chorobę.

00.000.000.005

Na targach AVN Adult Entertainment Expo w Las Vegas zaprezentowano nawet pierwszego seksrobota, autorstwa firmy TrueCompanion. Nazywa się Roxxxy, jest oczywiście modelem żeńskim i ma zaprogramowanych pięć osobowości: od „dzikiej Wendy” po „oziębłą Farrah”. Bez względu na to, jakie odczucia towarzyszą nam na myśl o towarzystwie robotów, musimy mieć świadomość, że rozwój robotyki z roku na rok będzie coraz bardziej zauważalny. Już dziś na świecie pracuje ponad 1,5 mln robotów. Jednych przerażają, innych fascynują. Wszyscy jednak mają świadomość, że bez nich żyłoby się trudniej.

Robotyka i konstruowanie niezwykłych maszyn fascynowały ludzkość od czasów starożytnych – świadczy o tym choćby żydowski mit o Golemie. Współcześnie rozwój technologii, a zwłaszcza ogromny postęp w dziedzinie elektroniki, chemii, biotechnologii etc., pozwolił na urzeczywistnienie wielu z tych marzeń i doprowadził do spektakularnego postępu w robotyce. Jeśli chodzi o prace prof. Warwicka, to budzą one wiele emocji, gdyż przekraczają pewne granice etyczne i prowadzą do zbudowania organizmu będącego hybrydą człowieka i maszyny. Takie podejście obecnie nie jest popularne wśród naukowców. Innym obszarem zainteresowania współczesnej robotyki jest budowa robotów społecznych, które mają za zadanie towarzyszyć ludziom w życiu codziennym i wspomagać ich w prostych czynnościach. Ten trend w robotyce jest aktualnie intensywnie rozwijany w kraju i na świecie, np. w naszym zakładzie jest realizowany grant europejski LIREC dotyczący badań nad interakcjami człowiek–robot. Wydaje się jednak, że również w przyszłości robot pozostanie tylko doskonałą maszyną, gdyż, jak pisze angielski fizyk, matematyk i filozof Roger Penrose w książce „Nowy umysł cesarza”, do stworzenia androida obdarzonego świadomością potrzebne jest to niezdefiniowane „coś”, co stanowi o naszym człowieczeństwie, a czego maszyny nie posiadają.

39


LOOKIER trendy

Warszawski Need for Street

Łódzki Ubierz Alles

M L J W Z O TEKST:

ZDJĘCIA:

oanna

arek

ilińska,

ewoc

byszek

lszyna śród polskich projektantów mody i wzornictwa nie brakuje prawdziwych brylantów, ale niestety nie każdego od razu stać na własny butik. Dziś duża część handlu przeniosła się do cyberprzestrzeni, a dla potencjalnego klienta to bariera, która nie pozwala na to, by ubranie dotknąć, przymierzyć, by porozmawiać z jego autorem. Alternatywą jest wizyta w concept-store, czyli działającym na zasadzie komisu sklepie oferującym autorskie projekty z naliczoną marżą. Tym, którzy cenią sobie znacznie bardziej efemeryczne zjawiska, war-

40

to polecić showroomy, gdzie można zakupić oryginalne ubrania prosto od projektantów. Pamiętajmy, że samo określenie „showroom” ma jeszcze inne znaczenie. W ekskluzywnym świecie jest to salon, w którym w celach promocyjnych prezentowane są najnowsze kolekcje określonych marek. Trafiają tam wzorcowe modele, których jeszcze nie znajdziemy w sklepach. Na korzystanie z usług showroomów mogą pozwolić sobie przede wszystkim celebryci, którzy wypożyczając ubrania lub buty, mają pewność, że będą się wyróżniać. Ale przecież nie tylko celebryci mają prawo do oryginalnego wyglądu. I nie tylko oni go poszuku-


LOOKIER trendy Maciej Lebiedowicz, współtwórca marki Pan Tu Nie Stał

Wydarzeń typu „niezależne pokazy mody” pojawia się w Polsce coraz więcej i praktycznie co tydzień, dwa na jedno z nich można trafić. Najwięcej oczywiście w Warszawie. Tam pod względem liczby odwiedzających wybijają się Need for Street, Mustache Yard Sale oraz Przetwory. Każde z tych wydarzeń ma swoją specyfikę, jedne nastawione są na tworzenie, a inne na sprzedaż. Niektóre z imprez ukierunkowane są tematycznie, np. na Need for Street głównie idzie się po ubrania, a na Ściegach Ręcznych można znaleźć przeważnie biżuterię i dodatki. Dostajemy dużo zaproszeń na takie wydarzenia, a o pokazanie się na niektórych specjalnie zabiegamy. Nie jesteśmy w stanie pojawiać się wszędzie, więc wybieramy te imprezy, które są dla nas z różnych względów najbardziej optymalne. Sprawia mi przyjemność wystawianie produktów w ten sposób. To ważna forma promocji dla młodych projektantów, a zarazem okazja do nawiązania kontaktów i podpatrzenia rozwiązań, które stosują inni.

WŚRÓD SHOWROOM’OWYCH STOISK ZNALEŹĆ MOŻEMY NAPRAWDĘ WYJĄTKOWE I INSPIRUJĄCE KOLEKCJE PROJEKTANTÓW NOWEGO POKOLENIA. NA ZDJĘCIU OBOK UBRANIA PROJEKTU IWONY BIELAWSKIEJ, WYŻEJ KOLEKCJA MŁODEJ MARKI Cock’n’bullstory

ją. Fantastyczne pokolenie młodych projektantów, rozwój środowiska fashionerów i fashionerek, setki blogów modowych – to wszystko dowód na to, że nie musimy być skazani na ciuchy z sieciówek. Niezależne showroomy organizowane są na wzór jarmarków. To najlepsze miejsce promocji dla początkujących projektantów i prawdziwa okazja dla poszukiwaczy oryginalnego stylu. Sygnowane ubrania znajdziemy tam zazwyczaj w niższej cenie. Takie kreatywne wydarzenia w Berlinie, Londynie czy Paryżu są już tradycją, do nas zawitały kilka lat temu. Ugruntowaną pozycję w środowisku modowym mają już takie imprezy, jak warszawskie

Need for Street czy Mustache Yard Sale. Showroom organizowany był również podczas łódzkiego Fashion Week. Od stycznia także w Łodzi dwukrotnie odbyła się impreza Ubierz Alles. Jej współorganizatorka i zarazem projektantka mody Paulina Połoz przekonuje, że za niewielką cenę każdy może nabyć prawdziwe rarytasy: – W Polsce jest masa projektantów, którzy zajmują się casualem. To media tworzą fałszywy obraz mody polskiej jako salonowego luksusu koktajlowych sukienek. Ja się z tym obrazem nie zgadzam i to między innymi był bodziec do zorganizowania naszej imprezy – mówi Paulina. Organizatorki Need for Street – Agnieszka Celej, Julia Szostak

i Kinga Lusińska – tłumaczą: – Nas do zorganizowania targów zainspirowało otoczenie. Znając wielu projektantów, chciałyśmy dać im przestrzeń do pokazania swoich prac. Tym bardziej, że wśród młodych ludzi wzrasta świadomość, że rodzime produkty to jakość, oryginalność i ciekawe podejście do mody. Showroomy przyciągają świadomych odbiorców i często łączy się je z innymi kulturalnymi wydarzeniami, tworząc spektakularną całość. – Targi połączyłyśmy z jednodniowymi wystawami „Respect It’s a ...” oraz z wieloma innymi atrakcjami, tak aby odwiedzającym zagwarantować jak najwięcej

wrażeń – mówią organizatorki Need for Street. – Proponujemy nie tylko showroom, ale także spektrum działań artystycznych powiązanych z modą. W trakcie pierwszej edycji odbył się premierowy pokaz mojej nowej marki Neogotik, do którego graliśmy wraz z mężem muzykę na żywo. Frekwencja była oszałamiająca – mówi Paulina Połoz. – Często na tego typu imprezach pojawia się sporo ludzi z branży modowej. Dla projektantów to szansa, aby nawiązać ciekawe kontakty zawodowe – dodaje projektantka.

41


LOOKIER miejsce

TEKST:

M

K

agdalena

acalak

ZDJĘCIA: materiały promocyjne

„POLACY NA WAKACJACH” TO ZWYKLE HASŁO SIEJĄCE POSTRACH I GROZĘ. ZNAMY TE BARDZO HAŁAŚLIWE RODZINY, KTÓRE GRILLUJĄ NA WSPÓLNYCH TARASACH, NIEWYBREDNE ŻARTY PANÓW W SKARPETACH I SANDAŁACH ORAZ SPOŻYWANIE NAPOJÓW WYSKOKOWYCH PRZED, W TRAKCIE I PO POSIŁKU. JEST JEDNAK DRUGIE OBLICZE POLAKA, KTÓRY WYJEŻDŻA Z MIASTA – I CORAZ CZĘŚCIEJ JEST TO OBRAZ, NA KTÓRY MIŁO POPATRZEĆ.

42

d niedawna coraz bardziej wyraźna jest tendencja do wyjazdów w ustronne, zielone miejsca, z wiktem i opierunkiem, w otoczeniu przyrody i śpiewu ptaków. Moda na ekologiczne gospodarstwa, farmy czy agroturystykę przyszła do nas oczywiście z Zachodu, gdzie starano się ocalić ostatnie skrawki zieleni, nieskażone jeszcze cywilizacją. Ekofarmy to nie tylko możliwość odpoczynku od hałasu miasta – miejsca te dają też możliwość powrotu do źródeł. Wiele z nich oferuje naukę pieczenia chleba, wyrabiania masła, rybne połowy i jedzenie oparte w całości na tym, co uprawia się w pobliżu domu. Stęsknione prawdziwego życia mieszczuchy chętnie przyjeżdżają zapłacić za pomoc w czyimś gospodarstwie. W ten sposób mogą się zresetować, a potem wrócić do swoich miejskich obowiązków. Zobaczmy, dokąd udają się zmęczeni życiem idealiści. Oto 4 miejsca, które całkiem poważnie mogłyby uczestniczyć w wyścigu o miano raju na ziemi.


LOOKIER miejsce

Warmia-Mazury

Jednym z bardziej znanych w Polsce miejsc jest ekofarma Vitalis na Mazurach, w miejscowości Młynary. To niezwykłe miejsce położone jest na terenie 90 ha pastwisk, łąk i lasów, w sercu Parku Krajobrazowego Wysoczyzny Elbląskiej. Tadeusz Kawa wraz z rodziną prowadzi nie tylko pensjonat z własną, ekologiczną kuchnią. Vitalis to przede wszystkim hodowla bydła rzadkich ras – Galloway, Highlander i Aubrac (wołowina, cielęcina na własny użytek, własny wyrób wędlin); koni rasy sztumskiej, rasy wielkopolskiej (pod siodło), trakenów oraz kuców; a także zwierząt typowo hodowlanych – owiec, królików, kur (świeże jaja na śniadanie nie do przecenienia!), kaczek, gęsi, indyków, kóz (wspaniałe świeże sery, kozie mleko) oraz krów. Farma Vitalis znana jest ze swoich rewelacyjnych wyrobów serowych bywalcom rozmaitych targów żywności naturalnej – w 2010 r. wygrała konkurs Regionalne Święto Agrokuchni swoimi dzyndzałkami warmińskimi (rodzaj mazurskich pierogów). Swoim gościom oferuje oryginalne przepisy własne lub gotowanie na zamówienie. Dodatkową atrakcją tego miejsca jest staw rybny oraz minizoo, w którym znajdują się zwierzęta z różnych stron świata – lamy, osiołek, świnki wietnamskie. Możliwa jest nauka jazdy konnej, a konieczna jest wielka biesiada z gospodarzami i innymi gośćmi, jako że w Vitalisie jada się przy wielkich stołach biesiadnych, które służą wspólnej rozmowie i zabawie. Cena od 50 zł za pokój 1-osobowy.

http://www.agroturystyka.vitalis.elblag.pl/

Bieszczady

Ranczo Eco-Frontiers leży przy granicy z Ukrainą, w odległości 15 minut piechotą i 1h samochodem od granicy ze Słowacją. W 1999 r. teren pozostały po dawnych PGR-ach kupiło małżeństwo, które miało swój pomysł na życie. Prace nad jego realizacją mogli jednak zacząć dopiero w 2004 r., a gości zapraszają do siebie od połowy 2006 r. Agnieszka, inżynier ochrony środowiska, to główny ekoprojektant budynków i mebli na ranczu, zapalona ogrodniczka i szefowa 1-osobowej kuchni na ranczu. Sama hoduje, zbiera i gotuje, testując coraz to nowe przepisy na wegetariańskie potrawy, które podaje swoim gościom. Andrzej – biolog i leśnik, specjalista od bobrów, uzdolniony w dziedzinie stolarki – własnoręcznie wykonał większość naturalnych, ekologicznych mebli w domu. Oprócz nich na farmie mieszkają liczne psy i koty, każdy o innej osobowości, oraz konie rasy huculskiej, które służą grzbietem odwiedzającym gościom. Cała farma zaprojektowana została według zasad feng shui, tak aby jak najlepiej wykorzystywać energię miejsca i naturalne oświetlenie. Właściciele pomyśleli o wszystkim, np. drewno użyte do konstrukcji zostało wycięte tuż przed świętami Bożego Narodzenia, podczas malejącego księżyca, kiedy to ilość żywic i soków w drewnie jest minimalna. Dzięki temu drewno jest naturalnie odporne na wpływ grzybów, owadów oraz naprężenia mechaniczne. Naturalne, proste meble, wykonane bez użycia chemikaliów, zachwycają swoją prostotą i niejeden gość zabiera któryś z nich ze sobą do domu. Gospodarstwo jest w 100% ekologiczne, niepodpięte pod sieć energetyczną. Korzysta z energii wytwarzanej przez turbiny wiatrowe oraz panele fotowoltaiczne, która gromadzona jest w specjalnych akumulatorach. To miejsce samo utylizuje swoje śmieci i korzysta w dużej mierze z deszczówki. Oferuje tylko jedzenie wegetariańskie, w zależności od tego, co podarowała dana pora roku. Oferuje też domowe piwo i wino oraz likiery. Wizyta na ranczu jest cudownym wytchnieniem i niezłą nauką, jak żyć w zgodzie ze światem, dając mu z siebie tyle samo, ile się bierze. Ceny: od 150 zł za noc za osobę (wliczone śniadanie).

http://www.ecofrontiers.net/index.php?lang=pl

43


LOOKIER miejsce

Karkonosze

W Sosnówce, na trasie między Karpaczem a Szklarską Porębą, leży gospodarstwo turystyczne Eko-Farm, które w 2003 r. zostało odznaczone certyfikatem Agrobiotestu. Eko-Farm oferuje przede wszystkim spokój i wypoczynek na łonie przyrody. Po jedzeniu stołówkowym, pełnym tłuszczu i konserwantów, kuchnia właścicieli to prawdziwa odtrutka dla naszego organizmu. Proste, smaczne jedzenie, przygotowane z ekologicznych produktów, takich jak: mleko, ser kozi, jajka, dżemy, miód, smakuje lepiej niż krewetki czy sushi w najlepszej restauracji. Szczególnie, że czas spędza się w miłym towarzystwie na łonie przyrody. Dom, w którym mieszkają goście ma ponad 200-letnią historię i tyrolski styl, bo na początku XVII w. Sosnówka była osadą tkaczy i zasłynęła z wyrobu woali, bielizny stołowej i adamaszku. W początku XIX w. zaczęła rozwijać się jako modne letnisko, które w początku XX w. wzbogaciło się o kąpielisko, a co za tym idzie, o turystów. Farma przyciąga do siebie rodziców z dziećmi, ze względu na zbudowany dla nich drewniany plac zabaw i mnóstwo zwierząt, które żyją w gospodarstwie. Pokoje – ok. 35 zł za osobę, bez wyżywienia.

http://www.ekofarm.jelenia.com.pl/

Góry Świętokrzyskie

U podnóża Gór Świętokrzyskich, w dolinie rzeki Czarna Staszowska i w sąsiedztwie zalewu Chańcza oraz średniowiecznego miasta Szydłów, w małej miejscowości Jasień leży gospodarstwo ekoturystyczne Ekorab. Pobyt tutaj to koszt 30–50 zł dziennie bez wyżywienia, szkoda by było jednak zmarnować taką okazję, bo to miejsce słynie z tego, że goście wyjeżdżają nie tylko ciężsi o kilka kilogramów, ale zostaje im to na dłużej. Winna gospodyni i jej specjalność – własnoręcznie wypiekany chleb na zakwasie, którego chętnie uczy piec swoich gości (z własnego orkiszu, za mąkę z tego właśnie orkiszu Ekorab było nawet nagrodzone). Ci, którzy mają dryg do kuchni, z radością włączają się w prace gospodarstwa i uczą się wypieków, wyrobu serów i masła. Farma posiada bowiem żywność bezpieczną dla zdrowia o najwyższej jakości biologicznej, która uaktywnia system odpornościowy. Na 16 ha uprawia się tu zboża, trawy, groch i fasolę oraz ziemniaki i różne warzywa. Właściciele mają też młody, kilkuhektarowy sad z jabłonią, śliwą, wiśnią, aronią, porzeczką i maliną. W sadzie można znaleźć małą plantację truskawek i ziół. Walor edukacyjny tego miejsca ma olbrzymie znaczenie, bo ciekawość zaspokajają też stare maszyny rolnicze, takie jak młocarnia, żarna, walce młyńskie, sieczkarnia oraz niektóre narzędzia konne. Goście mają do dyspozycji rowery, by odkrywać pobliskie ciekawostki (pałac Radziwiłłów z XIX w., ruiny zamku z XV w., domy ariańskie z XVII w.), a zimą dodatkowo sanki i narty biegowe, które świetnie sprawdzają się w tutejszych górzystych terenach. Możliwa jest przejażdżka furmanką lub kulig, a także wycieczki samochodowe do ciekawych miejsc. Można suszyć zebrane grzyby i owoce, a wieczorem urządzić wspólne grillowanie lub ognisko.

http://www.ekorab.pl/

To tylko kilka propozycji z całego ogromu gospodarstw ekologicznych, które pojawiły się w Polsce w ostatnich latach. Warto skorzystać z ich propozycji, bo wakacje spędzane w miejscu, gdzie jest się prawdziwie upragnionym i wyczekiwanym gościem, mogą być przeżyciem, po którym nie będziecie chcieli wrócić już do sterylnych hoteli z basenami z podgrzewaną wodą.

44


KREM DO PRZESUSZONEJ CERY TŁUSTEJ

LOOKIER tester

Krem/maska to wyjątkowo skuteczny preparat polecany do pielęgnacji wrażliwej i przesuszonej cery tłustej. Produkowany przez Bandi Cosmetics, polską firmę z ponad 20-letnim doświadczeniem w pielęgnacji wymagającej skóry. Dzięki zastosowaniu D-panthenolu, alantoiny, skwalenu roślinnego, wyciągu z arniki i kasztanowca oraz kiełków pszenicy preparat przynosi natychmiastową ulgę podrażnionej skórze i zmniejsza jej skłonność do podrażnień. Wzmacnia naczynia krwionośne, likwiduje stany zapalne i obrzęki. Produkt może być stosowany jako krem na noc lub jako maska. Cena: 55 zł www.bandi.pl WYGODNE I ZDROWE OPALANIE Wyjątkowo wygodny w zastosowaniu i trwały olejek do opalania z serii AA Wrażliwi na słońce z filtrami UVA + UVB SPF 20. Dzięki żelowej konsystencji olejek łatwo rozprowadza się na skórze, nadając jej aksamitną miękkość. Składniki: olej buriti bogaty w witaminę A o działaniu antyrodnikowym, olej jojoba który odżywia skórę i zapobiega nadmiernej utracie wody. Bisabolol łagodzi podrażnienia wywołane słońcem, piaskiem i solą. Pojemność: 150ml, cena ok. 40 zł www.oceanic.com.pl

HIPEREKOLOGICZNE POJEMNIKI

ZASZCZEP SIĘ PRZED PODRÓŻĄ

MULTI SHAKER

Wyjeżdżając w tropikalne zakątki świata jesteśmy dużo bardziej narażeni na choroby. Dlatego istotne jest odpowiednie przygotowanie do wyjazdu. Większość chorób tropikalnych łączy jedno: można im skutecznie zapobiegać poprzez odpowiednie przygotowanie do podróży. W związku z tym na 6–8 tygodni przed planowanym wyjazdem należy udać się do poradni medycyny podróży. Tam na miejscu specjalista udzieli wszystkich niezbędnych informacji oraz dostosuje program szczepień ochronnych do kraju docelowego podróży, planowanej trasy, charakteru wyjazdu, wieku podróżującego oraz jego indywidualnych wskazań zdrowotnych. O szczepieniach czytaj na: www.szczepieniadlapodrozujacych.pl

Shaker Mix-Max służy do roztrzepywania, odmierzania i przechowywania składników. Można nim roztrzepywać jajka na jajecznicę czy omlet, mieszać ciasto na naleśniki, sosy do sałat, miksować napoje i koktajle czy napoje mleczne albo po prostu odmierzać składniki. Kształt pojemnika pasuje na drzwi lodówki, dlatego sos/napój można odmierzyć, przygotować i przechowywać w jednym pojemniku. Pojemność: 750 ml, cena: 58,90 zł www.tupperware.pl

Przełom w przechowywaniu produktów żywnościowych. Pojemniki Tupperware wykonane są z polimerów organicznych, co oznacza że są biodegradowalne, nie szkodzą zdrowiu (są w 100% przez nas przyswajalne), a przechowywane w nich produkty dłużej niż w innych pojemnikach zachowują świeżość (ze względu na możliwość uzyskania aseptyczności i jałowości polimery stosowane są w medycynie). Ponadto naczynia te nie wchodzą w reakcje z kwasami, zasadami, tłuszczami i alkoholami (w stężeniach kuchennych), a ewentualne przebarwienia np. od soku z marchwi czy buraków można usunąć sokiem z cytryny. Ceny od 19,90 do 99,90 zł. www.tupperware.pl

DYNAMICZNA MISKA Rozprysk kropli farby stał się inspiracją projektu silikonowej miski Menu Dropp na jedzenie lub drobiazgi. Design: Niels Romer. Średnica: 29 cm, cena: 149 zł www.menu.as www.gg-design.eu

45


LOOKIER akcja

TEKST:

Ł I

ukasz wasiński

NA KRAJOWYM RYNKU IMPREZ MUZYCZNYCH ROBI SIĘ CORAZ BARDZIEJ TŁOCZNO. POLSKA JUŻ KILKA LAT TEMU PRZESTAŁA BYĆ FESTIWALOWYM ZAŚCIANKIEM I MOŻE POCHWALIĆ SIĘ KILKOMA LETNIMI EVENTAMI NA ŚWIATOWYM POZIOMIE. WARTO JE UWZGLĘDNIĆ, PLANUJĄC WAKACJE!

MIEJSCE

3. Tauron Nowa Muzyka

Katowice, 25–28 sierpnia

Festiwal Tauron Nowa Muzyka koncentruje się na nowatorskich nurtach muzycznych z przełomu XX i XXI wieku – przeplatając elektronikę z nieszablonowo potraktowanymi „żywymi” brzmieniami. Impreza została już dostrzeżona i doceniona na świecie. Jej poprzednia, piąta odsłona, zwyciężyła w plebiscycie organizowanym przez Festival Awards w kategorii Best Small European Festival. Podczas tegorocznej edycji funkcję kuratorki jednej ze scen objęła Mary Anne Hobbs – znana didżejka i prezenterka BBC, niestrudzona propagatorka poszukującej muzyki, w ostatnich latach zwłaszcza dubstepu. Usłyszymy zatem kilku wykonawców związanych z tym właśnie gatunkiem: Boxcutter, Darkstar, Oris Jay. Ponadto m.in.: największe objawianie post-rocka (czy, jak chcą niektórzy, math-rocka) ostatnich lat – Battles, działający od 20 lat Seefeel, nazwany nieślubnym dzieckiem Cocteau Twins i Autechre, filary współczesnej niemieckiej elektronicznej sceny – Apparat oraz Modeselektor. Będą także lżejsze propozycje – występy chilijskiego producenta i muzyka Matiasa Aguayo, pozostającego w kręgu kabaretowego techno-popu Superpitchera czy avant-popowego projektu Lamb. MIEJSCE

2. Heineken Open’er

Gdynia, 30 czerwca–3 lipca

Największa krajowa muzyczna impreza i najmocniejsza marka na krajowym festiwalowym rynku, mogąca śmiało konkurować z czołowymi europejskimi odpowiednikami. Open’er łączy świadomych, obytych słuchaczy z bardziej przypadkową publicznością, która chce po prostu liznąć festiwalowego klimatu. Bo do Gdyni jedzie się niekoniecznie ze względu na taki czy inny line up, ale także dlatego, że wypada się tam pokazać. W tym roku headlinerem będzie Prince – mistrz barwnego funky, który, choć najlepsze lata ma już za sobą, śmiałością kreacji i feelingiem nadal mógłby zawstydzić wiele gwiazd współczesnego r’n’b. Nie można przegapić także koncertów prezentującej buntowniczy pop M.I.A., już nienajświeższych, ale wciąż pełnych nonszalanckiego uroku chłopaków z The Strokes, reaktywowanej legendy funk-rocka – Primusa, czy największego romantyka współczesnej elektronicznej sceny Jamesa Blake’a. Mniej wtajemniczonych ucieszy Coldplay. Warto wpaść również na występy bogatej reprezentacji rodzimej sceny, w tym: Baaby Kulki, Ballad i Romansów, Igora Boxxa, Pogodno, Vavamuffin, Wojtka Mazolewskiego, Paristetris, Małych Instrumentów.

46


LOOKIER akcja

MIEJSCE

1. Off Festival

Katowice, 4–7 sierpnia

Nie tak głośny i pełen rozmachu jak Open’er, bardziej od niego kameralny, ale zdecydowanie odważniejszy. Priorytetem organizatora Off Festivalu, Artura Rojka, nie było nigdy ściągnięcie armii gwiazd, a raczej zaprezentowanie publiczności wartościowych projektów z obszaru współczesnej niezależnej sceny – zarówno debiutantów, jak i uznanych (ale nigdy przebrzmiałych) artystów. Tegoroczna odsłona zapowiada się nad wyraz smakowicie. Z jednej strony usłyszymy muzyczne legendy: niepokornych nowofalowców z Public Image Ltd pod wodzą ekswokalisty Sex Pistols Johna Lydona, pionierów funk-punka Gang of Four, twórcę apokaliptycznego folku Davida Tibeta ze swym Current 93, w końcu weteranów brytyjskiej neo-psychodelii Primal Scream (zespół wykona słynną płytę „Screamadelica”). Z drugiej – zagrają mniej lub bardziej znani przedstawiciele młodego pokolenia, m.in.: How to Dress Well, Twin Shadow, Warpaint, Suuns. A pomiędzy nimi: Jon Spencer, Low, Sebadoh, Blonde Redhead, Liars, Mogwai, Ariel Pink, Xiu Xiu, Aids Wolf, Polvo, Deerhoof. Wymarzony zestaw dla koneserów muzycznej alternatywny i nie tylko! II LIGA

Malta

Poznań, 6 lipca

Artpop Festival

Następca Smooth Festivalu. Stawia na niebanalny – ale na szczęście już nie tylko – smooth-pop. Wystąpi m.in. pierwsza dama współczesnego r’n’b, niegrzeczna Amy Winehoues, i hipnotyzujący Hooverphonic.

Malta to festiwal przede wszystkim teatralny, ale towarzyszące mu imprezy muzyczne – podobnie jak w poprzednich latach – warte są uwagi same w sobie. Tym razem usłyszymy m.in. geniuszy bristolskiego trip-hopu – Portishead oraz alt-folkowców z Fleet Foxes.

Rock in Summer

Warszawa, 16 sierpnia Gratka dla miłośników ciężkich brzmień. Zagra jedna z największych gwiazd alternatywnego metalu – Deftones. Ponadto, m.in. prezentujące autorską, progresywną wizję tego gatunku formacje Kylesa i Kvelertak.

Bydgoszcz, 30 lipca

Coke Live Music

Kraków, 19–20 sierpnia Krakowski festiwal w tym roku postawił na idoli alternatywnej gitarowej sceny – Interpol, oraz ich młodszych kolegów z White Lies i The Kooks. Znajdzie się też coś dla fanów hip-hopu – wschodzący talent Kid Cudi.

47


LOOKIER noty JAKUB DUSZYŃSKI dyrektor artystyczny gutek film, prowadzący cykl „Kino Mówi” w stacji ale kino!

MAGDALENA KACALAK kulturoznawczyni, dziennikarka

FILM

KSIĄŻKA, WYSTAWA

Debiutanci

Na okres wakacyjny – kilka ciekawych odkryć. Pierwsze z nich zobaczymy w kinach już 15 lipca – jest to film pt. „Debiutanci” Mike’a Millesa. Szczerze mówiąc, nie miałem wobec tej produkcji żadnych oczekiwań, ale kiedy po raz pierwszy zobaczyłem ją na festiwalu w Toronto, po prostu mnie zachwyciła. W roli głównej występuje, świeżo po „Autorze widmo”, Evan McGregor, a partneruje mu znana z „Bękartów wojny” Mélanie Laurent. Jest to opowieść o żyjącym w Los Angeles 38-latku, który nie jest w stanie zbudować trwałego związku. W końcu pod wpływem zmiany, która zachodzi w jego ojcu (w tej roli pamiętany z „Parnassusa” Christopher Plummer), młody chłopak wreszcie zaczyna żyć troszkę odważniej i budować relację z pewną tajemniczą dziewczyną. Ten film ma niesamowity urok, przypomina nieco stare, dobre filmy Woody’ego Allena albo kino Sofii Coppoli. Film został bardzo entuzjastycznie przyjęty w Stanach Zjednoczonych i mam nadzieję, że i w Polsce znajdzie spore grono wielbicieli.

Moja łódź podwodna

Kolejną propozycją, na którą warto zwrócić uwagę, jest film pt. „Moja łódź podwodna”, debiut reżyserski Richarda Ayoade’a. Jest to historia o dojrzewaniu. Bardzo brytyjska, pełna humoru opowieść o ekscentrycznym chłopaku, który żyje w małym miasteczku z dala od Londynu. Bohater musi poradzić sobie zarówno z kryzysem w związku jego rodziców, których próbuje pogodzić, jak i z uczuciem do pewnej młodej dziewczyny, w której się podkochuje. Historia jest naprawdę fajnie opowiedziana i sądzę, że spotka się z ciepłym przyjęciem ze strony polskich widzów.

Skóra, w której żyję

We wrześniu z kolei czeka nas bardzo mocne uderzenie, czyli najnowszy film Pedro Almodovara pt. „Skóra, w której żyję” z Antonio Banderasem w roli głównej. Ten film to zupełnie nowe terytorium dla Almodovara – podszyty czarnym humorem thriller. Pedro Almodovar po raz pierwszy nie pracuje na swoim autorskim scenariuszu – tym razem zaadaptował powieść pt. „Tarantula” Thierry’ego Jonqueta. Mamy tutaj charakterystyczny, piękny styl reżysera – każdy kadr to gotowy obraz, który można kontemplować. Film jest zrealizowany genialnie. Jest to niezwykle wyrafinowana historia zemsty, w której jest mnóstwo emocji. Oczywiście Almodovar nie byłby sobą, gdyby nie było też namiętności. Reżyser zadaje pytanie, co i w jakim stopniu człowiek jest w stanie kontrolować. Okazuje się, że możemy mieć wpływ właściwie na wszystko – włącznie ze skórą, wyglądem, płcią – ale wciąż nie potrafimy kontrolować naszych uczuć. To jest właśnie ta sfera, nad którą nie potrafimy ani chirurgicznie, ani komputerowo, ani w żaden inny sposób zapanować.

48

Reporterzy bez fikcji

Agnieszka Wójcińska, wydawnictwo Czarne Reportaż literacki przeżywa w ostatnim czasie swój renesans. Świadczy o tym nie tylko coraz więcej pozycji z tej dziedziny na księgarskim rynku, ale samo zainteresowanie czytelników. Na salonach wypada znać ostatnią powieść Szczygła, a na wakacje warto zabrać w tym roku nową książkę Marcina Mellera i jego żony Ani Dziewit – „Gaumardżos”. Wydaje się, że w zalewie tandety i „grocholizmu” czytelnicy poszukują dziś prawdy o świecie i otaczających nas ludziach. Interesują nas cudze historie, ale nie te zmyślone – w końcu życie jest na tyle ciekawe, że opowieść pisze się sama. Audycja „Wrzenie świata” w Radiu TOK FM i lokal reporterski o tej samej nazwie, założony przy Instytucie Reportażu, a oprócz tego festiwal reportażu z ubiegłego roku wskazują, że mamy coraz większą potrzebę czytania dobrej opowieści, napisanej nie tylko sercem, ale i warsztatem. W reportażu bowiem warsztat jest tak samo ważny jak bohater opowieści. Zbiór wywiadów Agnieszki Wójcińskiej to wspaniała, wzruszająca lektura rozmów z wybitnymi polskimi reporterami. Znalazły się tu takie nazwiska, jak m.in. Andżelika Kuźniak, Katarzyna Surmika-Domańska, Witold Szabłowski, Wojciech Tochman i Mariusz Szczygieł. Opowiadają szczerze, czasem boleśnie, o swojej trudnej miłości do tego literacko-dziennikarskiego gatunku, o poszukiwaniach tematu, o zdobywaniu zaufania swoich bohaterów, o zmaganiach z masą informacji, z których należy bezlitośnie wybrać jedną – jak mówią, na 1 stronę napisaną powinno się mieć 100 stron przeczytanych w głowie. Mówią także o swoich zwątpieniach, o bólu duszy, o cierpliwości, która w tym zawodzie jest niezbędna.

Bibliophilia

Maurycy Gomulicki, Kraków, Muzeum Sztuki Współczesnej, do 8 września Jeśli szukacie Państwo powodu, żeby latem odwiedzić Kraków, a nie chcecie jechać tam z czysto turystycznego powodu, warto wybrać się na niezwykłą wystawę Maurycego Gomulickiego, artysty osobnego, stale poszukującego, który połowę swego życia spędza w Meksyku, a połowę w Warszawie. Może niektórzy z Was pamiętają go z kiczowatego, extra słodkiego projektu Pink not Dead!, w którym pogrywa symboliką popkultury, i z cyklu Vaginnettes, który kpi z pornografii, zarazem próbując nazwać ludzką seksualność i zmysłowość. Gomulicki w ogóle lubi dziewczyny i ze znawstwem smakuje estetycznie kobiece ciało. Jego najnowszy projekt, Bibliophilia, jest zapisem kilkuletniej pracy, jaką wykonał, porządkując zbiory księgarskie swego dziadka, słynnego badacza literatury Juliusza Wiktora Gomulickiego. Dziadek w swoim niedużym warszawskim mieszkaniu zgromadził kilkanaście tysięcy książek, które stały się krajobrazem wszechogarniającym, przesłaniającym całe ściany. W porządkowaniu zbiorów i wypełnianiu woli dziadka, Maurycemu pomagały młode, pełne zapału dziewczęta, które zainspirowały artystę do tworzenia. Kto mógłby pomyśleć, że książki mogą być tak rozerotyzowane! Na tle zbiorów dziadka dziewczęta pozują w bieliźnie ze starymi woluminami. Nie ma tu jednak nic z perwersji, jest za to naturalność, młodość i uroda skontrastowane z mądrością zawartą w książkach. To dowód na to, że w tych starych tomach nadal tli się życie, to także wspaniały hołd złożony niezwykłemu człowiekowi i samym książkom, bez których część ludzi nadal nie może żyć, pomimo tych wszystkich tabletów i iPadów.


POD pokrywką

A

STR. 49–51

neta

ŁAŃCUCHOWSKA

DIETETYK, PORADNIA DIETETYCZNA „HÄLSA”

Wegetarianizm do niedawna był w środowisku medycznym kontrowersyjnym tematem. O tym, żeby diabetycy stosowali dietę wegetariańską, większość lekarzy nie chciała nawet słyszeć. Dziś już wiemy, że jedzenie mięsa nie jest konieczne do życia, a co więcej, odpowiednio zbilansowana dieta jarska może przynieść wiele korzyści zdrowotnych i jest właściwa dla wszystkich ludzi, na każdym etapie życia. www.halsa.pl

A

STR. 52–53

GATA

JĘDRASZCZAK

PASJONATKA DOBREJ KUCHNI

Coś zdrowego i pysznego bez mięsa? Bez zastanowienia proponuję hummus! Ta pochodząca z Libanu potrawa, popularna na Bliskim Wschodzie w kuchni arabskiej i żydowskiej, to proste i pożywne danie. Występuje w wielu wariantach, jako zimna przekąska, spożywana na ciepło z chlebem pita, ale zasadniczym składnikiem zawsze jest ugotowana i utarta ciecierzyca. kuchniaagaty.blogspot.com

rodukty roślinne, nabiał i jaja mogą być źródłem wszystkich niezbędnych, koniecznych dla zdrowia składników odżywczych. Ponadto dowiedziono, że pełnowartościowa dieta wegetariańska może łagodzić objawy cukrzycy typu 1. i jest skuteczną profilaktyką cukrzycy typu 2. Dieta wegetariańska była podejrzewana o powodowanie niedoborów i sprzyjanie wielu różnym chorobom. Wciąż wielu lekarzy i specjalistów od żywienia nie uznaje współczesnych poglądów na temat diety wegetariańskiej i uparcie twierdzi, że stosowanie jej niechybnie prowadzi do anemii, a u dzieci do niedorozwoju. Jednak liczne badania naukowe nie potwierdziły tych obaw, a nawet ujawniły, że korzyści wynikające z jej stosowania przeważają nad zagrożeniami. Udowodniono, że przestrzeganie diety wegetariańskiej

49


POD pokrywką

SK OD Ł W Ż AD W D Y N W I E W E P T I K C BEZRO YCH G C D E S I I E W ZUK MIĘ UKT Z T AR S A A S A E SP KŁA ŻNY JC NY CH OŻ D CH IE CH I A YW NIK Ó ŃS CZY W CH KIE J

BIAŁKO PRODUKTY SOJOWE, AMARANTUS, KOMOSA RYŻOWA, SOCZEWICA, GROCH, CIECIERZYCA, KASZA, ORZECHY I NASIONA SŁONECZNIKA ORAZ DYNI

CYNK SOCZEWICA, DYNIA, CHLEB PEŁNOZIARNISTY, BRĄZOWY RYŻ, ZIARNA SEZAMU, ORZECHY, PIECZARKI

50

ŻELAZO ZIELONE WARZYWA LIŚCIASTE, FASOLA, SOCZEWICA, TOFU I INNE PRODUKTY SOJOWE, KAKAO, ZARODKI PSZENNE, NAĆ PIETRUSZKI, BURAKI, PŁATKI OWSIANE, KASZA GRYCZANA, OTRĘBY PSZENNE, NASIONA DYNI I SŁONECZNIKA, ORZECHY, SUSZONE OWOCE

WAPŃ ZIARNA SEZAMU, MLEKO I PRODUKTY MLECZNE, TOFU (SEREK SOJOWY), ZIELONE WARZYWA (SZPINAK, BROKUŁY), ROŚLINY STRĄCZKOWE, BRĄZOWY RYŻ, WZBOGACANE MLEKO SOJOWE I RYŻOWE, MIGDAŁY, ORZECHY, KAKAO, MIELONE SKORUPKI JAJEK


POD pokrywką

sprzyja zwiększeniu pobrania niezbędnych składników odżywczych (takich jak błonnik, magnez, witamina C czy kwas foliowy), a ogranicza pobranie niekorzystnych składników, których zwykle mamy w diecie za dużo (m.in. tłuszczu, nasyconych kwasów tłuszczowych, cholesterolu, sodu). Jarosze są mniej narażeni na występowanie otyłości, chorób serca, niektórych nowotworów oraz cukrzycy typu 2. Samo przejście na wegetarianizm nie wystarczy jednak, aby móc cieszyć się lepszym niż dotychczas zdrowiem. Niewłaściwie skomponowana dieta jarska może przynieść więcej szkody niż korzyści. Do najczęściej popełnianych błędów należą: jedzenie tak jak dotychczas, tylko z wykluczeniem mięsa lub zastępowanie dań mięsnych kanapkami. To najkrótsza droga do niedoborów, a w konsekwencji między innymi do wspomnianej już anemii. Aby się tego ustrzec, należy zadbać o urozmaicenie posiłków. Jedną z podstawowych i szczególnie istotnych dla diabetyków zasad dobrej diety jest odpowiednia ilość i wielkość posiłków. W cukrzycy typu 1. powinno ich być od 6 do 7, a w profilaktyce i leczeniu cukrzycy typu 2. – 5. Jeśli jemy rzadko duże porcje, narażamy się na większe skoki poziomu insuliny po jedzeniu i hipoglikemię między posiłkami. Ważne jest także, aby spożywać produkty o niskim indeksie glikemicznym. Dobrze skomponowana dieta wegetariańska powinna być bogata w warzywa, pełnoziarniste produkty zbożowe i nasiona roślin strączkowych. Wszystkie te produkty mają niski IG i nie powodują gwałtownych skoków glukozy, w przeciwieństwie

do białego pieczywa i słodyczy. Udowodniono, że częste spożywanie produktów zawierających węglowodany o wysokim IG zwiększa ryzyko insulinooporności, zespołu metabolicznego oraz występowania chorób układu krwionośnego i cukrzycy typu 2. Nie wolno zapominać o owocach. Są one źródłem witamin, minerałów i rozpuszczalnego błonnika. Jednak większość owoców ma dość wysokie IG, dlatego najlepiej wybierać te o najniższym, czyli jabłka, wiśnie, czereśnie czy grejpfruty.

wymaga pewnego wysiłku i determinacji, co tak naprawdę jest jej kolejną zaletą, ponieważ zmusza nas to do poświęcenia większej uwagi temu, co jemy. Większość wegetarian jako przyczynę rezygnacji z jedzenia mięsa deklaruje powody etyczne. Jednak dzięki coraz większej świadomości na temat zdrowego żywienia zarówno wśród lekarzy, jak i zwykłych ludzi, coraz częściej wymieniane są wzglę-

dy zdrowotne. Jest to niewątpliwie pozytywne zjawisko, lecz pamiętajmy, że nie wystarczy „zostać” wegetarianinem, aby cieszyć się lepszym zdrowiem. Ważne jest, aby dobierać właściwe produkty, w odpowiednich ilościach i stosownych proporcjach. I nie zapominać o regularnej aktywności fizycznej.

WITAMINY ŚWIEŻE OWOCE I WARZYWA

Pełnowartościowa dieta wegetariańska może łagodzić objawy cukrzycy typu 1. i jest skuteczną profilaktyką cukrzycy typu 2. Jednym z głównych zarzutów stawianych diecie wegetariańskiej jest to, że nie dostarcza ona odpowiedniej ilości pełnowartościowego białka. Aby tak się nie stało, należy pamiętać o jedzeniu odpowiedniej ilości nasion roślin strączkowych (soja, fasola, groch i soczewica), nabiału (który jest też źródłem niezbędnego dla zdrowych kości wapnia) oraz jajek. Nabiał najlepiej spożywać głównie pod postacią fermentowanych napojów mlecznych, takich jak kefir, jogurt czy maślanka, ponieważ mają najniższy IG. Jaja powinny być bardzo ważną pozycją w menu każdego wegetarianina, ponieważ poza białkiem dostarczają wielu witamin i minerałów, a także wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3. Przejście na dietę wegetariańską

WITAMINA D GRZYBY (BOROWIK, KURKA, PIECZARKA), MLEKO, SER ŻÓŁTY, ŚMIETANA, MASŁO, JAJA

WITAMINA B12 PRODUKTY MLECZNE, JAJA, PYŁEK PSZCZELI, CZYLI KWIATOWY, MLECZKO PSZCZELE, WZBOGACONA W TĘ WITAMINĘ ŻYWNOŚĆ, SUPLEMENTY

51


POD pokrywką

dla każdego

AGATA JĘDRASZCZAK z wykształcenia prawnik, pasjonatka dobrej kuchni, bloggerka

52

...nic trudnego

1.

2.

3.

200 g ciecierzycy (z puszki lub świeżej ugotowanej) ¼ szklanki tahini (pasty sezamowej) sok wyciśnięty z 2 cytryn 3–4 ząbki czosnku 2 łyżki gęstego jogurtu greckiego 1 łyżeczka wędzonej papryki ½ pieczonej, czerwonej papryki 2 łyżki natki pietruszki oliwa extra vergine (tyle, by pasta stała się gładka i kremowa – ok.1/3 szklanki) sól do smaku

Jeśli używasz świeżej ciecierzycy, namocz ją przez noc w wodzie, a następnie gotuj do miękkości przez ok. 1,5 godziny w nieosolonej (!) wodzie. Możesz użyć równie smacznej ciecierzycy z puszki i to rozwiązanie polecam ze względu na znaczną oszczędność czasu. Ząbki czosnku obierz, pokrój na kilka kawałków. Paprykę opiecz na patelni grillowej lub piecz kilka minut w piekarniku nagrzanym do 200ºC do momentu, gdy cała jej skórka stanie się zwęglona i czarna. Następnie przełóż jeszcze ciepłe warzywo do foliowego woreczka i zamknij go. Po około 10 minutach zdejmij palcami rozmiękczoną tym sposobem spieczoną skórkę.

Do malaksera (lub wysokiego naczynia, jeśli będziesz używać blendera) wrzuć cieciorkę, dodaj pastę tahini, czosnek, paprykę oraz natkę pietruszki i jogurt. Zmiksuj składniki na gładką masę. Wolnym strumieniem dolewaj oliwę, aż pasta zyska jedwabistą konsystencję (jeśli liczysz kalorie, część oliwy zastąp płynem odlanym z puszki ciecierzycy). Przypraw sokiem wyciśniętym z cytryn, solą oraz mieloną wędzoną papryką (jeśli takiej nie masz, dodaj zwykłą słodką paprykę w proszku).

PRODUKTY

PRZYGOTOWANIE

WYKONANIE


POD pokrywką

Czy wiesz, że... Strączki!

C

iecierzyca jest jedną z pierwszych roślin uprawianych przez człowieka. Znana od tysięcy lat, z roku na rok staje się coraz popularniejsza i w kraju nad Wisłą. Wcale się temu nie dziwię! Cieciorka jest nie tylko pyszna, ale też bardzo zdrowa. Zawiera dużo białka (jest ulubienicą wszystkich wegetarian), poza tym żelazo, potas, witaminy z grupy B... To chyba wystarczająca zachęta, by po nią sięgnąć i przyrządzić jakieś nieskomplikowane danie. Może właśnie hummus? Klasyczne połączenia smakowe zawsze się sprawdzają. Ziarenka ciecierzycy, czosnek plus dobra oliwa, koniecznie z pierwszego tłoczenia, zmiksowane na jedwabisty krem. Dla podkręcenia smaku proponuję dodać trochę wędzonej papryki i odrobinę takiej grillowanej. Żeby danie było lżejsze, część oliwy zastąpię kremowym jogurtem greckim, którego lekko kwaskowaty smak podkreśli dodatek cytryny. Sprawią one, że prosta pasta stanie się wyjątkową przekąską do podania z chlebkiem pita, z pokrojonymi w słupki warzywami, albo po prostu – do zjedzenia palcem prosto z miseczki!

4. PODANIE

Hummus podawaj z surowymi warzywami (marchewką, papryką, selerem naciowym...) pokrojonymi w słupki, z grzankami lub z opieczonym chlebkiem pita. Ja lubię maczać w nim grissini – włoskie paluszki chlebowe. Wierzch hummusu koniecznie skrop oliwą z pierwszego tłoczenia i ozdób listkami pietruszki. Do takiej przekąski pasuje lekka sałata (np. rukola o pikantnym smaku polana najprostszym sosem vinegrette z oliwą i octem winnym).

Nie zapominajmy w lecie o roślinach strączkowych, które powinno się spożywać nie tylko ze względu na ich walory smakowe, ale i wartość odżywczą. Rośliny strączkowe dostarczają naszemu organizmowi dużych dawek korzystnego dla zdrowia białka i powinny przynajmniej raz na kilka dni gościć na naszych talerzach. Soja, fasola czy ciecierzyca dostarczają, poza białkiem, węglowodanów, a także błonnika, który skraca czas trawienia i poprawia funkcjonowanie przewodu pokarmowego, co jest ważne szczególnie dla osób dbających o linię. Poza tym strączki obfitują w witaminy z grupy B, wapń, fosfor, żelazo, miedź, cynk i jod, i odgrywają ważną rolę w profilaktyce chorób cywilizacyjnych, zwłaszcza nowotworowych. Gotowanie, pieczenie czy duszenie nie pozbawia nasion cennych walorów odżywczych. Wiele osób unika spożywania tych roślin głównie ze względu na zawartość cukrów redukujących, jak np. stachiozy czy werbaktozy, które powodują reakcje gazotwórcze. Jeśli u osób dorosłych po soi czy grochu pojawiają się krępujące sensacje trawienne, rodzice w dobrej wierze niechętnie podają je dzieciom. Tymczasem, wbrew powszechnym wyobrażeniom, dobrze przygotowane rośliny strączkowe mogą wręcz regulować pracę układu pokarmowego i ułatwiać wypróżnianie. Dietetycy podkreślają, że procesy gazotwórcze, niezbyt nasilone, są bowiem korzystne dla naszego układu trawiennego. Już kilkulatek może zjeść bez obaw 100 g ugotowanych roślin strączkowych, czyli sporą ich garść.

Ważne jest przygotowanie!

W niedojrzałych nasionach (groszku zielonym, fasoli szparagowej czy kiełkach) nie ma ww. cukrów, gdyż tworzą się one w końcowym procesie dojrzewania roślin. Zatem możesz je jeść bez obaw i podawać je również dziecku. Jak we wszystkim, zachowaj oczywiście umiar. Dojrzałe nasiona wprowadzaj do diety ostrożniej, stosując odpowiednią obróbkę kulinarną. Można pozbyć się niechcianych cukrów, nie tracąc w zasadniczym stopniu innych cennych składników. Zawsze zalewaj suche nasiona wrzątkiem, o objętości 4 razy większej od nich, i pozostawiaj na trzy godziny w temperaturze pokojowej. Nasiona zmiękną, a cukry rozpuszczą się w wodzie. Nie zapomnij jej odlać! W tradycyjnej grochówce woda użyta do gotowania nasion zostaje w zupie i wiesz najlepiej, jak to się kończy. Pe.El.

53


SZARE komórki

MĄDROŚĆ PRZECZUCIA

O W lga

oźniak

INTUICJA, PRZECZUCIE. SKĄD BIORĄ SIĘ W NASZEJ GŁOWIE? PRÓBUJĄC ZNALEŹĆ ODPOWIEDŹ NA TO PYTANIE, BADACZE ZAJRZELI DO NASZYCH MÓZGÓW I... ZDZIWILI SIĘ!

dziwili się, gdy dostrzegli, że pod czaszką każdego z nas mieszkają niejako dwa umysły: jeden racjonalny, analityczny, logiczny, drugi marzycielski, holistyczny, bliższy emocjom. Ten pierwszy to zasługa „specjalizacji” lewej półkuli mózgu, drugi tkwi po prawej stronie naszej głowy. Prawa półkula obejmuje całość zadania, lewa zwraca uwagę na detale. Lewa widzi pojedyncze drzewa, prawa las. Te dwa światy wciąż gadają ze sobą, dzielą się wrażeniami, dyskutują – stanowią świetnie dobraną parę, dobrze ilustrującą powiedzenie o tym, że przeciwieństwa się uzupełniają. Pomostem między nimi jest pas włókien nerwowych zwany spoidłem wielkim. Tędy przebiega główny trakt komunikacyjny. Nie zawsze jednak działa sprawnie. Zdarza się, że jedna z półkul uzna, że jakimiś informacjami nie warto dzielić się z sąsiadką. Skutek? To właśnie doznanie, które zwykliśmy określać mianem „intuicji”. Na co dzień do naszego mózgu dociera tyle bodźców, że większość z nich w ogóle nie trafia na poziomy świadomości, pozostając słabym sygnałem w którejś z półkul. Zbyt dużo ważnych informacji mają sobie do przekazania, by wszystkim, co zarejestrują „zawracać głowę tej drugiej”. Nie znaczy to jednak,

54

Laureatka konkursu „Popularyzator Nauki” Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz serwisu „Nauka w Polsce” Polskiej Agencji Prasowej. Zwyciężczyni konkursu organizowanego przez Polskie Stowarzyszenie Dziennikarzy Naukowych na najlepszy tekst popularnonaukowy w polskiej prasie. W latach 2008 i 2009 nominowana do nagrody Grand Press w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne.

że choć jakieś uczucie jest nie w pełni uświadamiane, różne ośrodki na nie nie zareagują. Gdyby tak czekać na potwierdzenie od obu dowódców, można by łatwo wpaść w kłopoty. Dlatego znaczna część zachowań człowieka wywodzi się z przeczuć rodzących się w prawej półkuli. Stąd właśnie mogą się brać napady niewyjaśnionej melancholii czy irytacji, a także dziwne uwagi, które wyrywają nam się w sposób niekontrolowany (lewa półkula coś „powie”, zanim prawa podda to empatycznej obróbce – dlatego czasem sprawiamy komuś przykrość tym, że „coś się nam niechcący wymknęło”). Rozziew pomiędzy lewą i prawą półkulą wykorzystują też często twórcy reklam. Szczególnie silny wpływ na prawą, „wzrokową” stronę naszego mózgu mają przekazy wizualne, a nie słowne. Gdy do tego obraz zmienia się dostatecznie szybko, by do jego obróbki nie włączyła się racjonalna lewa strona – padamy ofiarą manipulacji. Bodźce wzrokowe analizuje tylko prawa, „emocjonalna” część naszego mózgu. Dlatego czasem kupujemy coś pod wpływem impulsu – sami nie wiedząc czemu. Oczywiście niezbyt chętnie przyznajemy się do nieracjonalnego zachowania. Trudno jest się z tym pogodzić naszej lewej stronie mózgu – która u większości osób dominuje nad prawą (półkule obsługują nasze ciało na krzyż – u osób praworęcznych dominuje lewa i odwrotnie). W takiej sytuacji lewa półkula dokonuje racjonalizacji intuicyjnych podszeptów prawej. Intuicją kierujemy się często, podejmując rozmaite – zwłaszcza trudne – decyzje. Dlaczego wybieramy wtedy „przeczucie”, a nie rozum? Owo przeczucie bowiem opiera się w głównej mierze na emocjach. Bo emocje wyewoluowały właśnie po to, byśmy bez zastanowienia mogli podejmować decyzje w sytuacjach, w których nie ma czasu na namysł. Strach każe nam walczyć lub uciekać. Złość skłania do większego ryzyka (nie graj na giełdzie, kiedy cię coś wkurza!), smutek – do refleksji. Emocje kierują naszymi intuicyjnymi wyborami i – czasem – naprawdę warto zdać się na ten instynkt. Najbardziej celowe okazuje się to w dość skomplikowanych sytuacjach. Naukowcy z uniwersytetu amsterdamskiego opisali w „Science” doświadczenie, z którego wynika, że kiedy nasz wybór dotyczy prostej rzeczy – np. koloru zasłon do salonu, czujemy się lepiej, gdy możemy nad tym pomyśleć. Jednak gdy zmiennych jest dużo – na przykład kiedy chodzi o zmianę pracy czy rozstanie z narzeczonym – lepiej nie robić listy „za” i „przeciw”, ale zaufać intuicji. Takiego wyboru – jak pokazują holenderskie badania – rzadziej potem żałujemy. Wygląda więc na to, że intuicja to mechanizm, w który wyposażyła nas natura, byśmy mogli unikać problemów. Takie myślenie na skróty, bez angażowania świadomości pozwala nam szybko oceniać trudne sytuacje i odpowiednio reagować. A zatem słuchaj przeczucia. Jak mawiał Henri Bergson „Tylko intuicja pozwala nam bezpośrednio obcować z istotą rzeczy”.


Gorzka Czekolada nr 3  

Magazyn lifestylowy Gorzka Czokolada, diabetologia, zdrowie, cukrzyca, style życia, dietetyka, kultura, nowości

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you