Page 1

nr 1/ 2017 (79)

2-15 stycznia

ISSN 2391-8535

DOM NASZ CODZIENNY Tam dom Twรณj, gdzie serce Twoje?

1


OKIEM REDAKCJI

TEMAT NUMERU

KOŚC

Wydarzenia i Opinie

...o domu

Z ży Kośc

[8]

[28]

Koniec epoki Obamy

Poradnik mieszkaniowy

Rafał Growiec

Ada Maksymiuk

[30]

Felieton [12]

Historia świata według gazet telewizyjnych Rafał Growiec

[18]

Mieć czy być?

Hubert Hływa

Nie taki znowu koszmar, czyli autobiograficzna wędrówka po akademikach Wojciech Urban

[34]

Katedra - dom Boży czy sala koncertowa? Kajetan Garbela

[40]

Jak mieszkają młodzi? Ewa Skrzypczyk

2

[46

Synod o mło 2018

Mateusz P

Felie pobo

[50

Cud czy z O co chod Najświę Sakram

Wojciech


CIÓŁ

ycia cioła

6]

odzieży już w roku

Ponikwia

eton ożny

0]

zabobon? dzi z fasolą ętszego mentu

KULTURA

RECENZJE

Język

Nowość

[56]

[76]

Co ma wspólnego niebo z dziurką na guzik?

Dostrzec to, co ukryte

Andrea Marx

Rozmowy [64]

Sieroca tułaczka

- "Ukryte Piękno" (2016) Emilia Ciuła

[80]

"I am the Force, the Force is with me"

- "Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie" (2016) Mateusz Nowak

Wioletta Baran

h Urban

[70]

Życie na emigracji Ada Maksymiuk

Film [84]

Dobry, zły i Murzyn. Western według Tarantino - "Django" (2012) Łukasz Łój

3


Redaktor Naczelna: Anna Zemełka

Redakcja: Emilia Ciuła

Kajetan Garbela

Rafał Growiec

Mateusz Nowak

Krzysztof Małek

Wojciech Urban

Mateusz Ponikwia

Ada Maksymiuk

Małgorzata Różycka

Lena Ciepielak

Mateusz Ponikwia

Korekta: Andrea Marx Karina Latosik

Współpraca: Marcin Kożuszek

Ewa Skrzypczyk

Łukasz Łój

Klaudia Kubacka

Wioletta Baran

Marcin Hubka

strona internetowa: www.mozecoswiecej.pl e-mail: mozecoswiecej@gmail.com współpraca i teksty: wspolpraca.mcw@gmail.com promocja i reklama: promocja@mozecoswiecej.pl

4


Dołącz do nas! wspolpraca.mcw@gmail.com

5


6


OKIEM REDAKCJI ïƒ 7


WYDARZENIA I OPINIE

KONIEC EPOKI OBAMY Z miana

warty w

B iałym D omu

rzadko kiedy rozgrywa się w białych rękawiczkach .

D robne

złośliwości

mieszają się z poważnymi krokami . zdążyć przed

T rumpem .

B yleby

Rafał Growiec


W

iadomym jest, że gdy zmienia się władza w największym mocarstwie, trudno o finezję, której brakowało już w kampanii wyborczej. Ostatnie ruchy Baracka Obamy zapisują się nieco niechlubnie w annałach polityki, ale niezbyt wybijają się z tła.

były przez gwiazdy ogłaszające gotowość emigracji spod władzy Donalda Trumpa. O ile można zrozumieć oburzenie półlegalnych imigrantów i celebrytów, o tyle zachowanie Hillary Clinton uderzało w tradycję przegrywania z uśmiechem na twarzy. Niechęć do pogratulowania zwycięzcy jest zresztą cechą, która SMUTEK I ZAWÓD jest coraz częściej widoczna nie tylko za Wiadomym było, że demokrata Oba- oceanem, ale i na polskim podwórku. ma nie chce wygranej republikańskiego Coraz bardziej widocznym staje się, że Trumpa. Po ośmiu latach rządów liczył demokracja to forma sprawowania rząna to, że to jego sekretarz stanu, Hillary dów przez polityków i utrzymania ich, a Clinton, obejmie po nie ustrój społecznim władzę i bęny. Krążyły już różne pogłoski dzie kontynuI Trump, na temat małych złośliwości ować reformy, i Clinton w które stały się czasie kampawyrządzanych przez ustępującą wręcz sztannii atakowali ekipę. Urzędnicy Billa Clintona mieli darami noweostro zarówno powyrywać klawisze „w” z klawiatur, oponenta pergo, liberalnego kursu w Stasonalnie, jak i jakie odziedziczyli po nich ludzie nach. Tak więc jego zwolenniGeorge’a W. Busha. przez długi czas ków. Elementem w Białym Domu pasporu demokratycznowały spokój i przekonanie, że Oba- nego przestaje być przekonanie wymacare i inne osiągnięcia postępowej borcy, że kandydat ma dobry program, Ameryki są bezpieczne. i walka na argumenty, a staje się nim Aż tu nagle Trump wygrał. Po kam- raczej stworzenie wizji dwóch obozów, panii pełnej nieczystych zagrań i wy- totalnie ze sobą zantagonizowanych, z ciąganych na wierzch brudów z maila- których wyborca musi wybrać ten swój. mi i podatkami, po burzliwej debacie i Widzimy to i w demokratyczno-repuwreszcie gorącej nocy wyborczej oka- blikańskim sporze w USA, i w polskim zało się, że czterdziesty piąty prezydent wydaniu walki PiS z resztą świata. USA nie będzie kobietą o liberalnych poglądach, ale mocno konserwatywPORZĄDZIĆ JESZCZE TROSZKĘ nym blondasem o niewyparzonym jęW tym świetle nic dziwnego, że jeszzyku. Protesty przeciwko wynikom de- cze-prezydent postanowił zrobić na mokratycznych wyborów podgrzewane złość prezydentowi-elektowi i jego ad-

9


ministracja wykonuje teraz iście łabędzi śpiew. Objawia się to nie tylko zwiększoną aktywnością, jeśli chodzi o stosowanie prawa łaski wobec więźniów federalnych. Także aktywność ustawodawcza prezydenta ma znaczenie, gdyż niektóre jego uchwały mogą zostać wprowadzone bez udziału Kongresu. Przez pewien czas rozgrywał się istny wyścig w nominacjach do Sądu Najwyższego, gdyż obecny układ sił dawał przewagę demokratom. Najgłośniejszą akcją było oczywiście wydalenie z kraju rosyjskich dyplomatów w ramach odwetu za zaangażowanie hakerów i trolli Putina w wybory. Rozpoczęcie wojenki dyplomatycznej w ostatnich dniach urzędowania wyszło co najmniej niepoważnie. I Trump, i Putin wiedzą bardzo dobrze, że za kilka miesięcy ci sami dyplomaci będą mogli wrócić. Ciekawe jest zaangażowanie Obamy w ustawy ekologiczne, głównie objęcie ochroną przed wydobyciem cennych dla środowiska obszarów. Niedawno celebryci nagrali film, w którym wskazywali, co najbardziej im się podobało w kończącej się prezydenturze i niemal jednogłośnie wskazali walkę z globalnym ociepleniem. Być może odchodzący POTUS (President Of The United States) chce zbić jeszcze kapitał gorliwego obrońcy przyrody i trochę uszczknąć pola do działania biznesowemu środowisku Trumpa. Nie tylko celebryci i ekolodzy dostali od wujka Baracka prezent na „do widzenia”. Także Planned Parenthood i inni „obrońcy zdrowia reprodukcyjnego” w postaci aborcji mogą czuć się bezpieczniej. Służą temu starania Obamy, by wprowadzić do ustawy z 1970 r. zmiany uniemożliwiające odcięcie klinik aborcyjnych od funduszy, jeśli tylko w statucie mają one „planowanie rodziny”.

NIC NOWEGO?

Projekty jawnie przeciwne linii następcy, składane rzutem na taśmę. nie należą do najwyższych lotów dowodów na zaufanie do wyborców. Stanowią raczej dowód silnej polaryzacji w przestrzeni politycznej, gdy dwie grupy traktują się jawnie jako wrogie obozy. Krążyły już różne pogłoski na temat małych złośliwości wyrządzanych przez ustępującą ekipę. Urzędnicy Billa Clintona mieli powyrywać klawisze „w” z klawiatur, jakie odziedziczyli po nich ludzie George’a W. Busha. Większość powtarzanych wtedy zarzutów była zmyślona, choć wiele też się potwierdziło jako działalność oddolna.

10

www.pixabay.com


Z kolei Busha związani z demokratami publicyści oskarżali o to, że także rozpoczął w ostatnich dniach prezydentury ofensywę ustawodawczą, która mogła utrudnić życie Obamie. Chodziło między innymi o pozwolenie na wydobycie złóż mineralnych metodą usuwania szczytów wzgórz, pozwolenie na noszenie broni w parkach narodowych, dłuższe godziny pracy kierowców ciężarówek czy klauzulę sumienia. I wtedy ustępująca administracja stanowczo zapierała się, że nie chodzi o żadne robienie na złość nowej ekipie, ale o wprowadzenie dawno zaplanowanych ustaw. Silna polaryzacja sceny politycznej sprawia jednak, że trudno te zapewnienia traktować serio. Gdy dwie grupy różnią się tak mocno w swoich poglądach, oczywistym jest, że w chwili zmiany władzy niektóre sprawy będą zabezpieczone. To też jasny sygnał do wyborców: „tak naprawdę to demokracja demokracją, ale my wiemy lepiej, jak należy rządzić i trzymamy się twardo naszych poglądów”. Władzę można oddać z klasą lub bez niej. Wielką władzę, za którą stoją wielkie pieniądze, można oddać skutecznie. Czyli tak, by zostawić następcy jakieś zgniłe jajo, a swoim wyborcom i lobbystom – miłą niespodziankę.

11


FELIETON

HISTORIA ŚWIATA WEDŁUG GAZET TELEWIZYJNYCH To

smutne , że coś , co przedstawia się

jako popularyzację wiedzy stanowi raczej

powtarzanie starej propagandy .

W iedza

jednak

bardzo silnie jest powiązana z autorytetami , jakim hołdujemy .

Rafał Growiec


D

ziennik telewizyjny w swoim ciekawie, czyli muszą być biedne, uciwydaniu w dniach 14.01-20.01. śnione kobiety zakuwane w dyby przez zamieścił artykuł o łowcach ponurych i okrutnych ludzi, kierujących wiedźm. Tekst ma promować się fanatyczną wiarą. Tak samo jest, gdy film „Polowanie na czarow- pytamy o pogromy Żydów w Polsce – nice” na Polsat VIASAT History. W tej wiadomo, katolicka tłuszcza podburzawersji historii walka z czarami za po- na przez biskupów, przymusowe chrzty. mocą tortur była specyficznie chrześci- Nie ma w społecznej świadomości faktu, jańskim wytworem, który był wspierany że Polskę w literaturze żydowskiej nazyprzez Kościół – czego dowodem ma być wano Paradisum Iudaeorum, a zła fama umieszczenie papieskiej bulli w pierw- to głównie efekt polityki historycznej szym wydaniu „Młota na czarownice” nowopowstałego państwa Izrael, które w 1487 r. Fakt, że bulla chciało wskazać, że Żyd została wydana w może być bezpieczny 1484 r., czyli nim i wolny tylko w ZieLudzie nie mogli odrzucać Sprenger spisał mi Świętej. To się istnienia tak ważnego dla swoje wywody i sprzedaje, choć nie dopisał bezczelnie geopolityki lądu. Z tym, że dla potrzeba wielkiego nazwisko znanego przeciętnego Żyda z wioski na trudu, by informakolegi Kramera, cje inne, prawdziwe Kresach Wschodnich Ameryka i przed wciągnięznaleźć. ciem księgi na InProblemem jest ważna nie była, zwłaszcza jeśli deks Ksiąg Zaka- człowiek ów należał do ruchów, to, że źródłem wiezanych w 1490 r., dzy dla olbrzymich które całą naukę opierały na i przed krytyczną rzesz są propaganwykładni Talmudu. opinią hiszpańskiej dowe niemal filmy Inkwizycji na temat dokumentalne, a dla tego dzieła w 1538 r.… znacznie szerszej rzeszy Tego, że różne metody uśmiercania ludzi – filmy fabularne i swoiste toposy bytująoskarżanych o czary znała także staro- ce w społecznej świadomości. Przeciętny żytność rzymska i grecka już nie wypo- Polak więcej wie o tym, jak przedstawia minam. średniowiecze Hollywood (za oświeceniowymi stereotypami) niż o tym, jaka była ta epoka naprawdę. Podobnie, jeśli DO RZECZY Viasat jest siecią telewizyjną rodem ze chodzi o historię najnowszą, więcej auSzwecji, gdzie od wieków dominuje dość torytetu mają gwiazdy kina czy reżyserzy jasna wersja historii. Kanał Viasat Histo- pokroju Wajdy niż historycy. To oni trary skupia się na prezentowaniu historii fiają do dziesiątków milionów widzów i ciekawie – czyli czarno-biało. Musi być tworzą swoistą atmosferę stereotypów i

13


przesądów, głównie dbając o ciekawą fabułę. To oni są autorytetami dla kinomanów i widzów programów informacyjnych czy kulturalnych. To od nich pochodzi wiedza uczestników popkultury na tematy historyczne, ekonomiczne i społeczne. Czy jednak jest to jakaś wielka różnica wobec naszej wiedzy o świecie?

WIARA W JOWISZA

Nie, nie jest to pytanie o rzymskiego boga, ale o planetę. Choć tak naprawdę, nasze przekonanie o istnieniu tego ciała niebieskiego niewiele się różni od wiary religijnej. Kto z was wie, że Jowisz istnieje? Olbrzymia kula gazów krążąca wokół Słońca wydaje nam się bardzo oczywista. Wszak uczyliśmy się o niej w szkole od nauczycieli, co jakiś czas dowiadujemy się z telewizji, że jakaś sonda została wysłana, by zbadać ten czy tamten księżyc. A ilu z nas ma absolutną pewność, że to, co nazywamy Jowiszem jest zgodne z podręcznikowymi opisami? Skąd wiemy, że w ogóle istnieje? Może National Aeronautics Space Administration marnuje olbrzymie pieniądze na badanie czegoś, czego po prostu nie ma? Przecież ufamy astronomom, którzy podają nam interpretację tego, co widzą przez teleskopy, przez radary i wierzymy w ich teorie. Te interpretacje badań, często na długo przed zakończeniem dyskusji nad nimi w kręgach akademickich, są wykładane przez profesorów, wchodzą do podręczników szkolnych i są przekazywane przez panie i panów z fizyki i geografii od bieguna do bieguna. Zwłaszcza w czasach, gdy nauka fizyki czy biologii polegała

14

www.pixabay.com


na wkuwaniu formułek i wzorów, nie było czasu o tym, by przekonać się, by nie lać kwasu do wody. Tak naprawdę, sposób, w jaki nabywamy wiedzę o świecie, niewiele zmienił się, od kiedy pierwszy szaman postanowił wyjaśnić plemieniu, że z tego, co wyczytał z chmur trzeba się chować, bo będzie zimna noc. W sprawach codziennych działamy najczęściej na podstawie empirii. Zwłaszcza w czasie pracy fizycznej przechodzimy od okresu prób i błędów do okresu, gdy wiemy, co się zdarzy, gdy pomalujemy aluminium zwykła farbą. Wtedy możemy taką wiedzę przekazać innym, ale i oni mogą łatwo zweryfikować nasze kompetencje. Niekiedy jednak nie ma szans na zdobycie empirycznego doświadczenia. Gdy zawieramy kredyt, musimy zaufać autorytetowi doradcy bankowego i renomie marki i musimy im uwierzyć, że pożyczając cztery tysiące złotych, nie będziemy musieli oddać ośmiu. Tyle w kwestiach dotyczących nas osobiście.

AUSTRALIA I AMERYKA

Co, gdy pytamy o sprawy teoretycznie weryfikowalne, ale dla nas nieistotne, co do których jakoś niespecjalnie się zastanawiamy? Czy na przykład bardziej wiemy, że Australia z jej dziwacznymi zwierzętami istnieje, czy jedynie wierzymy nauczycielom i programom podróżniczym opowiadającym o tym kontynencie? Dziś mamy tylu świadków na istnienie Australii, można nawet spotkać osobiście kogoś, kto tam był, a i za w sumie niewielką kwotę samemu się wybrać do krainy kangurów. Jeszcze dwieście lat temu sytuacja była zupełnie inna. Łatwiej jest nam powiedzieć, że wiemy, że Australia istnieje, gdyż możemy to sprawdzić, nawet jeśli 99% ludzi wiedzących o tym kontynencie swojej wiedzy nie weryfikuje. Jakiś czas temu natknąłem się w jednej z książek (napisanej nota bene przez Żyda) na wzmiankę o tym, że niektórzy rabini aż do XIX wieku negowali istnienie Ameryki. Miał to być zarzut przeciwko izolacji społeczeństw żydowskich, ale w pierwszej chwili coś we mnie drgnęło. Przecież ludzie nie mogli odrzucać istnienia tak ważnego dla geopolityki lądu. Z tym, że dla przeciętnego Żyda z wioski na Kresach Wschodnich Ameryka ważna nie była, zwłaszcza jeśli człowiek ów należał do ruchów, które całą naukę opierały na wykładni Talmudu. A jednak, gdyby jakiś Żyd postanowił się sprzeciwić swojemu rabinowi, musiałby przedstawić dowody. Pocztówki, zdjęcia, mapy. I tylko autorytetowi twórcy tych dowodów zawdzięczałby swoje zwycięstwo. Wszak rabin mógłby powiedzieć, że to nie Ameryka, tylko nieco wy-

15


krzywiona mapa Azji, wszak zamieszkują ją Indianie, więc to pewnie Indie, czyli że głupi goje wszystko zmyślili lub się pomylili. Wszak, czy którykolwiek z członków gminy żydowskiej, czy nawet wszystkich mieszkańców wsi był w Ameryce? Widział ją na własne oczy? Mając więc do wyboru opowiadania gojów z miast i nauczanie rabina, pobożny Żyd wybierał oczywiście nauczanie lokalnego autorytetu. Tak samo wychowany w przeświadczeniu, że Watykan chce rządzić światem młody liberał z USA wierzy, że Kościół spalił na stosie pięć milionów kobiet.

CREDO IN MULTI DARVINUI

www.pixabay.com

16

Tak więc granice między wiarą, a wiedzą o świecie, zwłaszcza tym odległym, są dość zatarte. W obecnych czasach zbyt wiele informacji musimy przyjąć, by poprawnie funkcjonować w pracy, w szkole, w społeczeństwie, więc niewiele czasu mamy na weryfikację podawanych informacji. Wiedzę o najnowszych wydarzeniach czerpiemy z serwisów informacyjnych, nie sprawdzając ich w alternatywnych stacjach. Stąd bierze się także polaryzacja społeczeństwa – jedni wiedzę o wizycie prezydenta Komorowskiego czerpią z „Faktów”, inni z wpolityce. pl. Nasze sympatie polityczne są w dużej mierze efektem tego, kogo wybierzemy jako autorytet. Oznacza to, że jeśli nie będziemy krytycznie podchodzić do naszych źródeł wiedzy, będziemy łykać jak młode pelikany wszystko, co powiedzą nam podstawieni mędrcy. Ktoś, kogo rodzice przez całe życie oglądali „Wiadomości”, może być uznany za odstępcę, jeśli zaneguje ich narrację. Decyzja o zmianie politycznych sympatii, tak samo jak przy zmianie gustu muzycznego, może powodować oburzenie, gniew, podejrzliwość czy nawet nienawiść. Co to ma do wiary?


A to, że nasza wiedza o świecie opiera się na pewnych dogmatach podanych przez nauczycieli za ich nauczycielami. W katolicyzmie oznacza to trwanie w tradycji przekazywanej przez tysiące księży, biskupów, papieży na przestrzeni dwóch tysięcy lat. W przypadku teorii ewolucji czy wielkiego wybuchu mamy do czynienia ze swoistymi dogmatami, których nikt nie neguje ze względu na akceptację wielu autorytetów. W kręgach liberalnych negowanie niektórych quasi-dogmatów (jak prawo do aborcji, konieczność pełnego dostosowania moralności religii do moralności ustalanej przez władzę świecką, globalne ocieplenie) spotyka się z iście fanatyczną odpowiedzią. Są ludzie, którzy stale pogłębiają swoją wiedzę o świecie i przez to mogę w wielu wypadkach szczerze powiedzieć: „Wiem, że tak jest”. Obok nich jest wielu amatorów, którzy ze względu na różne czynniki muszą ograniczyć się do słów „Wierzę, że jest tak, jak on mówi, ufam jego doświadczeniu”. Tak samo w kwestiach wiary religijnej: są ludzie z głębszym doświadczeniem duchowym, których relacja do Boga opiera się także na przeżyciu i ci, którzy, ślizgając się po powierzchni, bardziej wierzą innym. Ci,. którzy chcą widzieć w wierze coś gorszego od nauki powinni zastanowić się, czy naprawdę taki akcent sprawia że świat staje się lepszy, a ludzie więcej wiedzą. Najwyraźniej po prostu wierzą w coś innego. www.pixabay.com

17


FELIETON

MIEĆ CZY BYĆ? D la

współczesnego świata to pytanie stało

się dewizą numer jeden .

życiu wśród

Z atraciliśmy się w plastikowych gadżetów , które

wysysają z nas ostatki konstruktywnego spędzania wolnego czasu i samodzielnego myślenia .

O statnie 40

lat przybliżyło

najwięcej technologicznych udogodnień , które zrewolucjonizowały nasz świat .

Hubert Hływa


K

to by jeszcze 30 lat temu pomy- w Stanach Zjednoczonych wbił się na ślał o tym, że będziemy nosić stałe w kalendarz specjalistów od reklaprzy sobie nasz bank, pocztę, my. Marketing i reklama genialnie się gazety (wiadomości) oraz nasz spisują na polu manipulacji wartości. telefon stacjonarny. Zapewne Przeciętnemu człowiekowi do szczęścia nikt. Osobiście pamiętam, jak mój tata potrzebny jest tylko dostęp do Interneopowiadał, gdy podczas zajęć z plasty- tu, prądu i fast food w zasięgu darmoki w szkole podstawowej zostali popro- wej dostawy. Problem zaczyna się wteszeni o namalowanie świata, jaki będzie dy, gdy zabraknie tych trzech rzeczy. ich zdaniem za 30 lat. Dzieciaki dały Szansa przeżycia przeciętnego Europejsię ponieść fantazji i malowały latające czyka czy Amerykanina spada ostro w samochody, statki kosmiczdół. Pół biedy, kiedy jeszcze ne, życie na księżycu i miał rodziców, którzy inne futurystyczne nauczyli go, jak sobie zjawiska. Co ciekaradzić w życiu bez Dzisiaj, żeby zniszczyć we, minęło te 30 lat, tych udogodnień. albo wprowadzić totalny a my nadal żyjemy Niestety jest to gachaos w państwie, nie trzeba tunek na wymarciu na ziemi i zmagamy się z tymi samystrzelać do ludzi, wywieszać i nie widać prognoz mi problemami, co na wzrost jego popropagandowych plakatów kiedyś. Oczywiście, pulacji. czy urządzać publicznych mamy zmywarki i Najlepsze przydekodery z funk- aresztowań. Sposób jest o wiele kłady są z życia cją nagrywania, ale wzięte. Kiedyś wraprostszy. Wystarczy odciąć jeszcze nie zdążylicałem do domu audostęp do prądu i Internetu. śmy skolonizować tobusem. Stało koło choćby wspomniamnie 3 chłopaków, nego księżyca. mieli może po 13 lat. Ich Technologiczny boom potrafi jednak ożywiona rozmowa zostaje przerwana niesamowicie zmienić kolejność prio- kiedy jeden z nich patrzy na swojego rytetów w naszych głowach. Smutny, a „rolexa” i pyta kolegów, która jest godzizarazem fascynujący jest widok ludzi, na, bo on jeszcze nie umie korzystać z którzy czekają w kilometrowych kolej- tego zegarka. Ręce mi opadły, ale nie do kach po zakup nowego smartfonu czy samej ziemi. W tych czasach powoli stakonsoli. Niejednokrotnie widzieliśmy je się to normą. Dzisiaj malutkie dzieci w wieczornych wiadomościach, że w potrafią korzystać z tabletów czy smartkrajach zachodnich (w Polsce też!) lu- fonów, zanim nauczą się chodzić. One dzie potykają się o siebie podczas wy- już nie będą musiały biegać na pocztę przedaży. Legendarny już Black Friday z pocztówkami albo zastanawiać się, z

19


której strony należy przykleić znaczek. Prędzej wyciągną smartfon, zrobią sobie popularne selfie i wyślą je do każdego członka rodziny z osobna. Ja wysyłałem pocztówki do każdego bliskiego w rodzinie podczas pobytu na kolonii i nigdy nie wysłałem dwóch takich samych pocztówek. Czasami pocztówki dochodziły wtedy, kiedy już byłem w domu, ale miało to swojego rodzaju urok. Dzisiaj: pstryk - i jest. Nuda. Chociaż nie mogę skłamać, że sam tak nie robię. Jasne że tak, tym bardziej, że oszczędzamy na tym sporo czasu. Na pocztówkach, ale też na wielu innych rzeczach. Dzisiaj, żeby zniszczyć albo wprowadzić totalny chaos w państwie, nie trzeba strzelać do ludzi, wywieszać propagandowych plakatów czy urządzać publicznych aresztowań. Sposób jest o wiele prostszy. Wystarczy odciąć dostęp do prądu i Internetu. Wyobrażasz sobie, drogi czytelniku, co to by była za apokalipsa? Ludzie by biegali i wrzeszczeli. Szpitale w tarapatach, w kranach nie ma wody, portale społecznościowe nie działają, jedzenie w lodówkach się rozmraża, alarmy w sklepach nie działają. Chaos totalny. Ale jest grupa ludzi, na których nie zrobiłoby to większego wrażenia. Mieszkańcy wsi. Oczywiście tam też nie będzie telewizji czy Internetu, ale na przykład dla zwierząt na gospodarstwach jest to praktycznie bez znaczenia. Kury będą dalej znosić jajka, krowy - dawać mleko. Z głodu nie umrą. I to są właśnie pierwociny naszego istnienia. Absolutnie nie sugeruję, że każdy z nas powinien być mistrzem przeżycia w najgorszych warunkach. Chociaż nikt by na tym nie ucierpiał, a raczej zyskał. Postęp jest jak najbardziej wskazany, ba! Nawet potrzebny. Szczególnie w takich sektorach, jak przemysł czy medycyna. Nikogo już nie dziwią operacje prowadzone za pomocą robotów czy nowoczesne aparatury do monitorowania stanu zdrowia pacjenta. Technologie w tych sektorach mają szczególny mandat pierwszeństwa, tym bardziej, że prędzej czy później to my możemy trafić pod skalpel robota i oby miał zaktualizowane oprogramowanie. 

20

www.pixabay.com


21


22


TEMAT NUMERU ïƒ 23


TE L MI A F E T ONNU M E R U

PORADNIK MIESZKANIOWY W iększość

z nas zaraz po liceum postanawia

wyfrunąć z rodzinnego gniazda , w każdym tego słowa znaczeniu .

W ielu

studentów

decyduje się na przeprowadzkę do innego

miasta , goniąc za własnym uniwersyteckiem marzeniem .

Ada Maksymiuk


P

rzeprowadzka łączy się jednak mu, czy kiedykolwiek dzieliłeś swój z koniecznością znalezienia no- pokój, czy cenisz komfort tzw. jedynki, wego lokum, a to niejednokrot- czy lubisz imprezować z ludźmi, któnie nie lada wyzwanie. Strasze- rzy nie będą ściszać Twojej muzyki, czy ni doświadczeniami starszego nie masz nic przeciwko papierosom, rodzeństwa lub przyjaciół zdecydowa- czy masz alergię na zwierzęta i przede nie nie chcemy podzielać ich scenariu- wszystkim, czy będziesz cierpliwie czesza ani spędzać bezsennych nocy w źle kać rano do łazienki? dobranym mieszkaniu. Jeśli akademik Jeśli bliżej przyjrzeć się tym pytanie jest dla Ciebie odpowiednią opcją niom, to wcale nie są takie prozaiczne albo po prostu nie ma już miejsc, je- kwestie. Lokator o odmiennych zaintedyne, co pozostaje, to poszukać czegoś resowaniach i potrzebach może zmienić prywatnie. Jak zrobić to dobrze i w ster- kilka miesięcy naszego życia w koszmar, cie ogłoszeń znaleźć to a wystarczy po prostu właściwe? Oto kilka poszukać kogoś barNie wszystko będziemy prostych zasad. dziej odpowiedniego, w miejscu, które w stanie wywnioskować z 1. PRZEMYŚL TO odpowiada bardziej rozmowy z właścicielem, ale Brzmi banalnie, naszej naturze. warto zapytać, ile osób jeszcze ale to podstawa. Gdy już odpowiesz Kiedy zaczynasz dzieli mieszkanie. Im więcej, sobie na powyższukać mieszkania sze pytania, trzeba tym taniej, jednak ciaśniej w (nawet jeśli nie robędzie pomyśleć łazience. Jeśli rozmawiasz z bisz tego pierwszy czy chcesz pokój z raz), naprawdę za- jednym z mieszkańców, warto kimś dzielić (to barstanów się, czego dzo ekonomiczna dowiedzieć się np. czym się tak naprawdę poopcja finansowa), zajmuje, czy macie ze sobą coś trzebujesz. Mnoczy może wspólnie gość opcji pozwala wspólnego. z jakimś znajomym na bardzo dobre dochcesz rozejrzeć się za pasowanie mieszkania mieszkaniem? do lokatora, wielu ludzi jednak zdaje się na przysłowiowe „jakoś to będzie”, 2. DOBIERZ LOKALIZACJĘ szukając na przełomie semestrów czeDobra lokalizacja to pojęcie bardzo goś bardziej odpowiedniego. Jeśli wy- względne. Dla niektórych liczy się odkluczymy akademik, pozostaje nam ległość od uczelni, dla innych bliskość wynająć mieszkanie. Przemyśl, co jest do środków komunikacji. Wszystko dla Ciebie ważne. Czy cenisz spokój i jest kwestią priorytetów. Uczelnie z reprywatność, czy jesteś towarzyski, czy guły znajdują się w centrum miasta, a w mieszkaniu wolisz odpocząć od tłu- im bliżej centrum, tym ceny szybują ku

25


górze. Można tu wpaść w tzw. pułapkę pseudooszczędności. Czasami to 100 złotych zaoszczędzone na czynsz trzeba dopłacić do biletu miesięcznego, więc czy faktycznie je zaoszczędziliśmy? Jeśli jednak zamieszkasz dalej od centrum, zwróć uwagę na odległość mieszkania od przystanku autobusowego lub tramwajowego, którym dojedziesz na zajęcia. Im bliżej będzie, tym większe szanse, że nie spóźnisz się na uczelnię albo że bezpiecznie trafisz do domu po szalonej piątkowej imprezie. Kolejnym ważnym czynnikiem w kwestii lokalizacji jest odległość od sklepów. Zbadaj, czy w okolicy jest jakiś sklep spożywczy, żeby mieć wszystko, co potrzebujesz, blisko siebie i nie jeździć specjalnie autobusem po 2 bułki, kiedy Twój współ-

www.pixabay.com

26

lokator „przypadkiem” zje to, co wcześniej kupiłeś.

3. ZACZNIJ SZUKAĆ WCZEŚNIEJ

Początek semestru to czas, kiedy wszyscy pierwszoroczni, nie wprawieni jeszcze w poszukiwaniach, rzucają się na oferty mieszkaniowe. Upływający czas od początku do końca września to najgorętszy okres na rynku nieruchomości. Spróbuj być szybszy. Najciekawsze oferty już dawno są w internecie. Możliwe, że znajdziesz coś w bardzo rozsądnej cenie już w sierpniu! Odpowiednio umawiając się z właścicielem, możesz oszczędzić sobie gorączki i stresu poszukiwań, nie martwiąc się, że wszystkie oferty są z dnia na dzień nieaktualne.


4. PRZELICZ KOSZTY

Zanim się wyprowadzisz, spróbuj oszacować, ile mniej więcej będziesz potrzebował pieniędzy. Najlepiej, jeśli uda Ci się znaleźć pokój, którego cena nie zmienia się z miesiąca na miesiąc, albo mieszkanie, w którym rachunki liczone są według zużycia, a nie zachcianek nieuczciwego właściciela. Zwróć uwagę, czy bardziej opłaca Ci się mieszkać z większą ilością lokatorów za mniejsze pieniądze czy wolisz mieszkać drożej, za to tylko z jedną osobą bądź w pojedynkę. Sprawdź ceny biletów oraz cennik rowerów miejskich i daj sobie pierwszy miesiąc na rzetelne oszacowanie, ile tak naprawdę wydajesz na jedzenie. Pilnuj finansów i nie daj się naciągać. Po każdym zapłaconym miesiącu poproś właściciela o pokwitowanie.

5. PRZESZUKAJ DOSTĘPNE ŹRÓDŁA

Wielu właścicieli jest już zaznajomionych ze wszystkimi darmowymi środkami reklamy. Witryny takie jak OLX, Gumtree czy ogłoszenia zamieszczane na oficjalnych stronach internetowych danego miasta są bardzo bogatym źródłem wszelkich ofert. Od ostatnich 3 lat dołączył też do nich Facebook, który daje nietypową możliwość zapoznania się z ogłoszeniodawcą, zanim w ogóle zdecydujemy się na odpowiedź. Wielu starszych właścicieli mieszkań decyduje się na pomoc pośredników nieruchomości. Nie ma w tym nic złego, nie trzeba się

www.pixabay.com

27


tego bać, jednak trzeba liczyć się z kwestią dodatkowego wynagrodzenia, które należne jest pośrednikowi. Jeśli przyjeżdżasz z daleka, należy zwrócić uwagę na zdjęcia dołączone do ogłoszenia, żeby nie decydować się na „kota w worku”.

6. O CO PYTAĆ PRZEZ TELEFON?

Pamiętaj, że właściciel do którego dzwonisz odpowiadał na różne telefony Twoich poprzedników. Niejednokrotnie klienci umawiają się z nim i nie przychodzą na spotkania. Bądź konkretny i przemyśl to, o co chcesz zapytać. Istotne kwestie do poruszenia to przede wszystkim: ukryte koszta, dostępność i cena internetu, czy w mieszkaniu jest pralka (naprawdę, zdarza się, że jej nie ma), miejsce na rower, jeśli nim jeździsz, wysokość kaucji oraz czy pokój jest przejściowy czy jest zamykany. Oczywiście pytań można zadać więcej, tylko należy je przygotować i przemyśleć.

7. DOWIEDZ SIĘ CZEGOŚ O LOKATORACH

Nie wszystko będziemy w stanie wywnioskować z rozmowy z właścicielem, ale warto zapytać, ile osób jeszcze dzieli mieszkanie. Im więcej, tym taniej, jednak ciaśniej w łazience. Jeśli rozmawiasz z jednym z mieszkańców, warto dowiedzieć się np. czym się zajmuje, czy macie ze sobą coś wspólnego. To na pewno przyda się później jako fundament do budowania przyjaznych relacji i przyjemnej atmosfery.

8. SPRAWDŹ STAN POKOJU

Zawsze umawiaj się na spotkanie, żeby zobaczyć pokój na żywo i zweryfikować zdjęcie z rzeczywistością. Dzięki temu będziesz mógł poznać okolicę, zanim zdecydujesz się w niej zamieszkać, jak i sprawdzić ogólny stan mieszkania. Co więcej, zniwelujesz ryzyko rozczarowania do minimum.

28

www.pixabay.com


9. PODPISUJ UMOWĘ

Umowa nigdy nie powinna Cię odstraszać. Jeśli właściciel chce ją z Tobą podpisać, to znaczy, że wynajmuje mieszkanie zgodnie z prawem, odprowadzając od niego podatek dochodowy. Umowa może chronić właściciela jak i lokatora, a jej warunki można negocjować. Zwróć uwagę na okres wypowiedzenia oraz czas trwania umowy. Pamiętaj ‒ nigdy nie podpisuj czegoś, czego nie przeczytałeś albo nie rozumiesz.

10. SZANUJ MIESZKANIE I WSPÓŁLOKATORÓW

Kiedy już znajdziesz idealne miejsce dla siebie, pamiętaj, że nie jesteś tam sam (jeśli nie wynajmiesz kawalerki). Zrób wszystko, co możesz, żeby nie stać się jednym z tych lokatorów, o którym inni znajomi opowiadają sobie śmieszne historie. Szanuj ludzi, z którymi żyjesz, nawet, jeśli się od siebie różnicie i sprzątaj ‒ nawet jeśli to nie Ty nabrudziłeś. Podstawową wadą mieszkań studenckich jest brak odpowiedzialności za bałagan, co prowadzi do wielu kłótni. Aby tego uniknąć, po prostu bądź najlepszą wersją siebie, a wkrótce może się okazać, że to nowe mieszkanie stanie się miejscem, gdzie zacząłeś prawdziwą samodzielną przygodę z niesamowitymi ludźmi. Wszystkim poszukiwaczom życzę powodzenia! 

29


T E M AT N U M E RU

NIE TAKI ZNOWU KOSZMAR, CZYLI

AUTOBIOGRAFICZNA

WĘDRÓWKA PO AKADEMIKACH G rzyb . S yf ,

kiła i mogiła .

patologii społecznych .

W ylęgarnia

W ieczna

impreza ,

momentami przechodząca w orgie .

S trumienie

alkoholu , hazard , seks , używki

i nielegalne oprogramowanie . prawdziwy obraz

T ylko czy akademików ?

Wojciech Urban

to


W

domach studenckich spędzi- Polo TV potrafi w największych nawet łem 3 i pół roku, plus nad- pacyfistach wzbudzić rządzę mordu. programowo wizyty u znaA czasem tak po prostu bywa, że ze jomych. Opinie są różne. U współlokatorem nie pasujecie do siebie. niektórych sama myśl o za- Kiedy ty lubisz porządnie się wyspać, mieszkaniu w akademiku budzi przera- on cierpi na syndrom mleczarza i już o żenie, a wizja ciągłych imprez za ścianą, piątej rano przygotowuje sobie pożywne namolnych, a przyjacielskich sąsiadów śniadanie w postaci zupki chińskiej. Mój czy konieczność współdzielenia łazienki pierwszy współlokator bardzo dbał o czy kuchni z grupą obcych osób unie- swoje zdrowie. Kilka razy w tygodniu zamożliwia posłodzenie liczał siłownię. Zaraz herbaty. Ale akapo powrocie szedł Jeśli więc chcieć demiki nie świecą pod prysznic, ale uogólniać, to wszystko pustkami. Wiele wszystkie rzeczy sprowadza się do ludzi. Nawet osób ceni sobie (ubrania, buty czy właśnie taką luźną jeśli pokój w akademiku bardziej ręcznik) używane atmosferę, możprzypomina galicyjską chatę niż w trakcie ćwiczeń liwość poznania zostawały w pohotel Sheraton, to zgrana ekipa mnóstwa nowych koju. Zaś wycholudzi, czasem na- lokatorów z nawiązką wynagrodzi dząc z łazienki, wet z zagranicy. A aby go nie przewianiedogodności. jak jeszcze trafimy luło, szczelnie zamykał dzi z tego samego kierunku czy starszych wszystkie (czyli całe dwa) okna. kolegów, to mamy duży bonus do studioDomy studenckie dają także możliwania w postaci ich cennych notatek i do- wość poznania obcych kultur bez koświadczenia. nieczności podróżowania. Ujotowski akademik „Piast”, gdy w nim mieszkałem, miał kilka pięter zarezerwowanych LUDZIE Jeśli więc chcieć uogólniać, to wszyst- dla studentów z programu Erasmus. ko sprowadza się do ludzi. Nawet jeśli Z trzeciego piętra roznosił się zapach pokój w akademiku bardziej przypomi- kuchni tureckiej, z czwartego hiszpańna galicyjską chatę niż hotel Sheraton, skie flamenco, a mieszankę na wspólto zgrana ekipa lokatorów z nawiązką nym integrował jedynie język angielwynagrodzi niedogodności związane z ski na w miarę przyzwoitym poziomie. zagrzybioną łazienką czy klaustrofobicz- Mnie przypadł zaszczyt mieszkać przez nie niskim sufitem. Ale i w drugą stro- pół roku z Pěterem, bardzo przyjacielnę. Fanatyk disco polo, który codziennie skim Węgrem. Przyjeżdżając do Polski, rano – a szczególnie w weekendy – wita Pěter ni w ząb nie znał tutejszego języnowy dzień przeglądem Top 10 kanału ka, jednak nie brakowało mu chęci do

31


nauki. Pierwszego wieczora spisał sobie karteczkę z najważniejszymi zwrotami typu: „Dzień dobry”, „Jak dojść na Wydział Filologiczny?”, „Jeszcze jedno piwo proszę” czy „Masz piękne oczy”…

JEDZENIE

Odcinek „Podróży kulinarnych Roberta Makłowicza”, w którym gwiazda polskiej kuchni zgłębiała sekrety studenckiej kuchni, jest legendarny do tego

stopnia, że aż mityczny. Oczywiście, pan Robert nigdy w domach studenckich nie był, ale spokojnie znalazłby tam materiał na niejeden odcinek. Pomijając już taką klasykę, jak produkcja akademikowej cytrynówki, parówki gotowane w czajniku czy 15 sposobów na grilla, sam gotowałem kiedyś – namówiony przez współlokatora, spaghetti z parówkami zamiast mięsa i keczupem w roli sosu pomidorowego. #NiePolecam.

www. mateuszgrzesiak.com

Dlatego jeśli zrobienie herbaty jest to szczyt możliwości kulinarnych, zawsze można wspomóc się wałówą i przez miesiąc odsmażać troskliwie lepione przez mamę (do spółki z babcią i kilkoma ciotkami) pierogi. Jednak i tu może pojawić się problem, mianowicie z przechowywaniem. O ile na wyposażeniu pokoju domyślnie znajduje się lodówka, co nie wszędzie jest standardem, zawsze trzeba ją z kimś dzielić. Szczególnie zamrażarka okazuje się za mała – czemu nie

32

ma się zresztą co dziwić, miesięczny zapas ruskich swoje zajmuje. Z tego też powodu nie należy przesadzać z jedzeniem w akademiku. Jeśli zrobimy spore zakupy, to nie dość, że zagrozi nam brak miejsca na bezpieczne przechowanie żywności, może się także okazać, że w zalewie dobrobytu roztargniony współlokator pomylił swoje mleko z naszym. Nawet mimo tego, że nasze było białe, a jego jest (i to z każdym dniem bardziej) ciemnozielone.


IMPREZY

do wzniesienia toastu za zdrowie szlachetnej jubilatki, której może nie znamy, ale to akademik, więc w końcu wbiliśmy na urodziny. Pół biedy, jeśli grono towarzyskie to sąsiedzi z piętra wyżej, oni zawsze mogą skoczyć po własną szklanicę. Pozostali mogą się w takiej sytuacji popisać sztuką picia napojów z wszelakich naczyń: talerzy, garnków czy nawet patelni. Wyzwaniem niekiedy okazuje się samo dotarcie do określonego pokoju.

U wejścia do każdego akademika siedzi przecież pan/pani portier, „rzetelnie” sprawdzając wszystkich wchodzących i wychodzących. I stajemy wobec dwóch sprzeczności. Z jednej strony odwiedziny tylko do 22.00, podczas gdy cynk o fenomenalnym przyjęciu u tej Kasi z trzeciego roku geografii dotarł do nas dopiero kwadrans po dziesiątej wieczorem. Stare imprezowe wygi mają na taką sytuację kilka porad. Można na przykład się przyczaić przy wejściu i poczekać, aż

wchodzić będzie grupka mieszkańców danego akademika. Być może portier nie zauważy, że wśród nich wchodzi ktoś obcy. Ma to jednak ten minus, że rzadko można trafić na większą grupę, wówczas wystarczy jednak poprosić kolejnych wchodzących o wypalenie razem papierosa. I tak pozbywając się połowy paczki uda nam się uformować nasz „żywy kamuflaż”. O ile nie ma akurat fali arktycznych mrozów. 

Od początków istnienia akademików wciąż trwa rywalizacja w dziedzinie imprezy z najwyższym przelicznikiem osoby/metraż. I co tam, że na co dzień dwie osoby to za dużo jak na piętnaście metrów kwadratowych, wieczorem może się okazać, że miejsca spokojnie wystarczy dla czterdziestu osób. Sztuką oczywiście jest zapewnienie wszystkim gościom godnego naczynia

www. mateuszgrzesiak.com

33


T E M AT N U M E RU

KATEDRA - DOM BOŻY CZY SALA KONCERTOWA? W ydawałoby

się , że świątynie są przede

wszystkim miejscem , w którym odprawia się liturgie .

K ościoły

katedralne winny także

pełnić szczególną funkcję biskupa .

N iestety ,

miejsca nauczania

w dzisiejszych czasach

świątynie te są najczęściej nawiedzane przez ludzi w całkiem innym celu …

Kajetan Garbela


Z

acznijmy od, pozornie prostego, naszą wiarą, jej doktryną, naszym w niej pytania: czym właściwie jest ka- rozwojem. A także z osobami, które są za tedra? Zapewne większość zapy- to odpowiedzialne, których powinniśmy tanych o to odpowie coś w stylu: szanować i traktować ich słowa z naleto główny kościół diecezji / to żytą powagą. Nie można także pominąć kościół, przy którym „urzęduje” biskup. funkcji kościoła katedralnego jako miejOtóż nie… Na szczęście niektórym sło- sca, w którym mają miejsce najważniejwo to skojarzy się z katedrą nauczyciela, sze wydarzenia z życia diecezji. To tutaj profesora akademickiego – i tutaj będzie- powinno się sprawować liturgie szczególmy już praktycznie w domu. „Katedra” ne, takie jak np. liturgie Wielkiego Tygoto bowiem podwyższenie, na którym dnia czy też te, w trakcie których udziela stawiano krzesło – tron biskupi, z któ- się sakramentów święceń. Co prawda w rego hierarcha nauczał. Później określe- dzisiejszych czasach część z nich przenonie to zostało poszerzone właśnie o owo si się do innych kościołów, często więkkrzesło. Stało się ono również symbolem szych lub tych o specjalnym statusie (np. urzędu nauczycielskiego bikatedra krakowska nie jest skupa, za pomocą któspecjalnie obszerna, dlaNie chcę tutaj rego dba on o swoich tego np. Msza Krzyżma wiernych, pilnuje, by odbywa się w wielkim prowadzić żadnego ich wiara rozwijała się Sanktuarium Bożego rankingu biskupów czy prawidłowo. W końMiłosierdzia w Łateż rozliczać episkopatu giewnikach, zaś biskup cu grecki „episkopos”, z tego, jak podchodzą do gliwicki wyświęca diato przede wszystkim „strażnik”, „ten, kto swej roli strażników wiary konów w diecezjalnym pilnuje”, dopiero posanktuarium maryjswoich wiernych, trzeba tem użyto tego słowa nym w Rudach), to jednak przyznać, że za na określenie osoby, jednak kościoły katektóra otrzymała najsamą ideę „Dialogów…” dralne przede wszystwyższy stopień świękim winny być z nimi należą się arcybiskupowi ceń kapłańskich. Tutaj wiązane. także może się nam Jędraszewskiemu oklaski. Pozostańmy jednak nasunąć określenie „ex przy „katedrze” w jej cathedra” oznaczające nareligijnym znaczeniu jako uczanie, wygłaszanie zdania w sposób miejsca, z którego naucza biskup – strażoficjalny, urzędowy. nik wiary swoich wiernych. Niektórym Przyglądając się kwestii znaczenia tego spośród hierarchów można wytknąć, słowa w naszym języku i kulturze widzi- że pojawiają się na swojej katedrze zbyt my więc, że obracamy się wokół spraw rzadko, że uświetniają swoją osobą jedybardzo ważnych, żywotnie związanych z nie najważniejsze święta czy rocznice w

35


www.pixabay.com

36

ciągu roku, a nawet wówczas rzadko używają swojego urzędu nauczycielskiego. Chwalebnym wyjątkiem jest abp. Marek Jędraszewski, do niedawna jeszcze metropolita łódzki, niedawno przeniesiony przez ojca świętego Franciszka na stolicę arcybiskupią w Krakowie. Zapoczątkował on w Łodzi słynne „Dialogi w katedrze”, w czasie których odpowiadał na pytania wiernych z zakresu wiary, relacji z Bogiem, nauczania Kościoła. Ba, raz zdarzyło mu się nawet dyskutować ateistą, i chyba każdy, kto widział tę rozmowę na żywo lub też w Internecie przyzna, że odbyła się ona na naprawdę wysokim poziomie, zaś hierarcha odnosił się do swojego rozmówcy z szacunkiem i uwagą. Nie chcę tutaj prowadzić żadnego rankingu biskupów czy też rozliczać episkopatu z tego, jak podchodzą do swej roli strażników wiary swoich wiernych, trzeba jednak przyznać, że za samą ideę „Dialogów…” należą się arcybiskupowi Jędraszewskiemu oklaski. Jaka to dobra alternatywa dla – powiedzmy sobie szczerze – niezbyt popularnych wśród Ludu Bożego, sztywnych i często po prostu nudnych listów pasterskich, co jakiś czas odczytywanych w świątyniach. Właśnie takiego wykorzystania katedry chcemy, temu właśnie ona służy i miejmy nadzieję, że w Krakowie ksiądz arcybiskup nie porzuci tych praktyk. Byłoby świetnie, gdyby za jego przykładem poszli inni hierarchowie i również stworzyli w głównych świątyniach swoich diecezji miejsce spotkania z ludźmi, na których pytania i wątpliwości będą odpowiadali. By stały się one miejscem dialogu, umacniania wiary, właśnie poprzez cierpliwe słuchanie i odpowiadanie „ex cathedra”. Niestety, w dzisiejszych czasach możemy spotkać się również z dwoma całkiem


odmiennymi sposobami wykorzystania kościołów katedralnych. Pierwszym z nich jest traktowanie ich jako obiektów muzealnych, drugim – jako sal koncertowych. Wiele tych świątyń to budynki o kilkusetletniej historii i pełne dzieł sztuki. To często miejsca, w których miały miejsce bardzo ważne wydarzenia, tak dla społeczności lokalnej, jak i całego narodu, oraz miejsca pochówku zasłużonych wiernych. Wiele osób odwiedza je właśnie po to, by docenić szczególną architekturę, by podziwiać piękne obrazy, rzeźby, ołtarze, nagrobki, by oddać cześć tym, dla których lub dzięki którym zostały one stworzone, by poczuć ducha wydarzeń i osób, o których opowiadali im rodzice czy też nauczyciele. Oczywiście, nie można im tego zabronić, jest jednak przykre, gdy gość katedry jest jedynie turystą. Kimś, kto zwiedza, a na bardzo daleki plan spycha świadomość tego, iż jest to miejsce święte, miejsce modlitwy. Nie wspomnę już o tym, że w dzisiejszych czasach coraz więcej jest osób, które nie chcą w tych szacownych zabytkach uznać Domu Bożego i nawet nie przeżegnają się, nie uklękną przed tabernakulum w katedrze krakowskiej, gnieźnieńskiej czy warszawskiej. To bardzo smutny znak naszych czasów, z którym chyba niewiele możemy zrobić (abstrahuję tutaj od kwestii opłaty za wstęp do niektórych kościołów katedralnych, co łatwo można obejść, a ocena tych praktyk to temat na osobne rozważanie). Czy to symbol coraz większej laicyzacji społeczeństw, nie tylko zachodnich, ale i naszego, rodzimego? Bardzo prawdopodobne. Wydawałoby się, że drugi problem jest lżejszy – ale tylko pozornie. W ostatnich dziesięcioleciach bardzo popularne stały się różnorakie występy w kościołach - koncer-

www.pixabay.com

37


ty, przedstawienia, czasem szumnie nazywane „misteriami”, co ma im jakoby dodać powagi i związków ze sferą wiary i obrzędów religijnych. Wydarzenia takie, głównie te o szczególnym znaczeniu, odbywają się również w kościołach katedralnych. Tutaj oczywiście pojawią się głosy, że przecież nie ma nic złego w koncercie kolęd, pieśni pasyjnych lub przedstawieniu na podstawie żywota jakiegoś świętego. Że to przecież może pomóc w przeżywaniu wiary, jej pogłębieniu. Że lepiej, gdy ktoś przyjdzie do kościoła posłuchać muzyki, niż gdyby nie miał przyjść w ogóle. Oczywiście, że tak. Warto jednak pamiętać, że świątynie są przede wszystkim miejscem sprawowania liturgii, miejscem modlitwy ludu

www. mateuszgrzesiak.com

38

Bożego, a nie przestrzenią artystyczną. Inną kwestią jest np. wykonywanie Mszy Bacha czy Mozarta w trakcie liturgii, kiedy to mamy do czynienia z oprawą muzyczną, towarzyszącą modlitwie i temu, co dzieje się na ołtarzu, a inną kwestią jest występ oderwany od Eucharystii czy innego nabożeństwa. Takim celom powinny służyć specjalne sale widowiskowe, które ma dosyć sporo parafii w większych miastach. Oczywiście, gdy wspólnota jest mała i niezbyt bogata, przez co nie może sobie pozwolić na takowe miejsce, wówczas występ może się odbyć w świątyni. Takie przypadki reguluje m. in. Instrukcja Kongregacji Kultu Bożego z 5 listopada 1987 r. „O koncertach w kościołach”. Mówi ona m. in. o


tym, że w kościołach nie można organizować koncertów muzyki świeckiej, że wstęp na koncert muzyki religijnej musi być bezpłatny, jego szczegóły muszą być ustalone z ordynariuszem, organizatorzy muszą wziąć na siebie odpowiedzialność za ewentualne szkody. I co najważniejsze – ma on służyć pogłębieniu duchowości uczestników oraz odbywać się poza prezbiterium. Również Najświętszy Sakrament nie powinien być obecny w głównym ołtarzu, ale w jednej z kaplic lub innym godnym miejscu. W dzisiejszych czasach widzimy bardzo szybko postępujący zanik różnic pomiędzy sferą sacrum a sferą profanum. Niestety, dzieje się to także w naszych kościołach. Również w tych, które

z powodu swojej rangi, jako miejsce nauczania biskupa – następcy apostołów i strażnika wiary wiernych, powinny cieszyć się specjalną troską. Powinny być one miejscem specjalnych celebracji liturgicznych oraz szczególnego nauczania prawd wiary, tymczasem coraz częściej spełniają funkcję muzeum czy też sali koncertowej. Ktoś powie – to przykre, ale co możemy my, „zwykli” wierni? Możemy przede wszystkim modlić się za kapłanów, by mądrze prowadzili lud Boży oraz wykorzystywali Jego świątynie zgodnie z przeznaczeniem. A z bardziej przyziemnych spraw – możemy uczulać naszych bliskich na odpowiedni szacunek dla tak ważnych miejsc. 

www. mateuszgrzesiak.com

39


T E M AT N U M E RU

JAK MIESZKAJĄ MŁODZI? W

suterenie czy na poddaszu ?

czy na swoim ?

W

Na

stancji

domu czy w mieszkaniu ?

przyjaciółmi czy z rodzicami ?

D rożej ,

Z

ale w

centrum czy za półdarmo na przedmieściach ?

W yprowadzić

się od razu po maturze czy

poczekać do zakończenia studiów ?

Ewa Skrzypczyk


Z

rodzinnej miejscowości wy- Karolina. - Ale nie wyobrażam sobie jechałam zaraz po skończeniu mieszkać w takim salonie na co dzień, liceum. Chciałam studiować w a wiem, że wiele ogłoszeń tak właśnie innym mieście. Marzył mi się wygląda. Nigdy się na to nie zgadzaj, wielki świat i podróżowanie. bo po prostu nie warto. Wiem, że właRodzice mówili, że to za wcześnie, że to ściciele kuszą ofertami 550 zł za pokój. skok na głęboką wodę, ale ja chciałam Szkoda tylko, że po obejrzeniu galerii spróbować – mówi Karolina Woźniak, zdjęć okazuje się, że to pokój z kuchstudentka Uniwersytetu Warszaw- nią. A nie znam nikogo, kto z własnej skiego. - Na początku było trudno, w woli by się zgodził na takie rozwiązakońcu wyprowadziłam się ponad 200 nie. Za tę samą cenę już lepiej dzielić kilometrów od rodzinnego domu. Nie pokój z kimś niż codziennie rano buznałam nikogo w stolidzić się, słysząc, jak cy, mieszkania szuktoś przygotowuje kałam przez grupy sobie śniadanie. Morze to mój dom. Można na portalach spoDziewczyny powiedzieć, że wychowałam się łecznościowych i mieszkają na piąna plaży. Nie wyobrażam sobie tym piętrze, blok strony z ogłoszeniami w Internemieszkać w górach, czy gdzieś, ma ich dwanaście. cie. Wiedziałam, gdzie nie ma zieleni. Decydując To raczej optymalże nie będę mogła na opcja, bo latem się na wyprowadzkę zmieniłam nie jest bardzo gomieszkać sama, bo mnie po prostu rąco, a zimą płacą tylko ulicę. na to nie stać. Wymniej za ogrzewanajęłam pokój z dwienie przez to, że mieszma dziewczynami. Jedna studiowała kanie znajduje się w środku. na ASP, druga pracowała. Lokalizacja - A no i co ważne nikt się do nas nie była całkiem niezła, bo na Nowy Świat włamie wchodząc przez balkon - śmiejechalam około 15 minut. Na początku je się Karolina. trochę bałam się tego, że się nie dogaCzy żałuje, że nie zamieszkałam z damy. No, bo Kaja była typową artyst- nikim znajomym? ką, zakochaną w malarstwie węgier- To trudne pytanie, ale z perspektyskim, a ja umysłem raczej ścisłym. wy czasu, który upłynął chyba nie - odDały radę, pokój był wystarczająco powiada moja rozmówczyni. - Wiadoduży dla nich wszystkich, tylko miej- mo, że lepiej wynajmować mieszkanie sca w szafie czasem brakowało. z przyjaciółmi, bo – zwłaszcza na po- Miałyśmy dość dużą łazienkę i czątku – jest dość trudno odnaleźć się kuchnię połączoną z salonem, to dawa- samemu w wielkim mieście. Z drugiej ło nam trochę swobody - kontynuuje strony, dzięki temu, że poznałam Kaję

41


i Justynę, mam więcej znajomych z kompletnie różnych środowisk. Jeszcze jedna ważna rzecz, o której zapomniałam wspomnieć, skoro już jesteśmy w temacie wynajmowania mieszkań przez studentów. Nie wybieraj takiego, w którym nie ma wyposażenia, wiesz - patelnie, sztućce, talerze. To się zupełnie nie opłaca. Gdyby jeszcze do samego czynszu i mediów dodać cenę nowych garnków, to wszyscy byśmy zbankrutowali. Jeśli chodzi o właścicielkę mieszkania, to jestem zachwycona! Dawno nie spotkałam tak życzliwej i bezproblemowej osoby. Nie zgodziła się tylko na wbijanie gwoździ w ścianę, ale to akurat zrozumiałe. Każdemu życzę, żeby trafił na taką ofertę mieszkania! - W centrum, zdecydowanie! - odpowiedziała Kamila Kijowska na moje pytanie o to, czy lepiej mieszkać na przedmieściach czy przy rynku. - Nie musisz się martwić dojazdami i wszędzie masz blisko. Poza tym, jeśli jesteś studentem to, nie oszukujmy się, ale w samym sercu miasta jest najwięcej klubów, pubów i restauracji. Z tymi restauracjami to może przesadziłam, bo jestem tylko biedną studentką (śmiech), ale barów mlecznych jest całkiem sporo!

42

www.pixabay.com


Kamila radzi, aby zawsze podpisywać umowy. Zawsze. - Nie zgadzaj się na to żeby umowa obowiązywała „na słowo”, bo bardzo łatwo będzie można Cię oszukać - przestrzega. - W takiej sytuacji nie będziesz w stanie nawet nikomu udowodnić, że faktycznie tam mieszkasz, a nie, że się włamałaś czy weszłaś z ulicy. Kolega miał podobną sytuację. Niby wynajmował mieszkanie od znajomego, ale kiedy Urząd Skarbowy zainteresował się sprawą tego mieszkania, już nie było tak kolorowo, bo właściciel wyparł się tego, że ma z wynajmem coś wspólnego. nie polecam, lepiej mieć wszystko „na papierku”, nawet jeśli komuś ufamy. Nigdy nie wiadomo, kiedy sytuacja się zmieni. Kamila do 22. roku życia mieszkała z rodzicami. Jej rodzinnym miastem jest Gdańsk, więc stwierdziła, że nie ma sensu się wcześniej się wyprowadzać, zwłaszcza, że na uczelnię szła na piechotę niecałe 10 minut. - Szczerze mówiąc żal mi było wyjeżdżać, jestem przywiązana do tego miejsca - wspomina. - Morze to mój dom. Można powiedzieć, że wychowałam się na plaży. Nie wyobrażam sobie mieszkać w górach, czy gdzieś, gdzie nie ma zieleni. Decydując się na wyprowadzkę zmieniłam tylko ulicę. Mam blisko do rodziców, ale jednocześnie czuję się niezależna. Czasem do nich wpadam, mamy dobre kontakty. No i o swoim lokum nigdy nie mówię „dom”. Mój dom jest tam, gdzie moja rodzina. Dopóki nie założę własnej, będę mówiła, że jadę do mieszkania. Bo dom to nie cztery ściany, ale ludzie, do których się wraca.  www.pixabay.com

43


44


KOŚCIÓŁ  45


Z ŻYCIA KOŚCIOŁA

SYNOD O MŁODZIEŻY JUŻ W 2018 ROKU M imo

że kolejny

S ynod

odbędzie się dopiero pod

koniec przyszłego roku , to przygotowania do

niego ruszyły już pełną parą .

T ym

razem papież

postanowił pochylić się nad losami młodych we współczesnym świecie , w szczególności

w aspekcie odkrywania i realizacji własnego powołania oraz rozwijania wiary .

Mateusz Ponikwia


13

stycznia 2017 r. w Wa- ślić podczas tworzenia przyszłego dotykanie kard. Lorenzo kumentu roboczego zgromadzenia Baldisseri – Sekretarz synodalnego. Zaznaczył przy tym, że Generalny Synodu Bi- konsultacje te są otwarte dla wszystskupów – zaprezen- kich młodych z całego świata. tował “Dokument Przygotowawczy Zaprezentowany Dokument został Synodu Biskupów o młodzieży” jako podzielony na trzy części. Pierwsza jedną z form przygotowania Kościoła część zachęca do analitycznego spojdo XV Zgromadzenia Ogólnego Syno- rzenia na otaczającą rzeczywistość, podu Biskupów, które zostało zaplanowa- nieważ dotyczy opisu sytuacji, w jakiej ne na październik przyszłego roku. Ko- przyszło żyć młodym we współczesnym lejne już spotkanie biskupów zostanie świecie w zależności od specyficztym razem zorganizonych uwarunkowań wane pod hasłem p o s z c z e g ó l ny c h „Młodzież, wiara regionów. Tam W powołaniu chodzi zatem o i rozeznanie pomożna znaleźć odnalezienie odpowiedniej formy, wołania”. Spoodniesienia do w której może nastąpić realizacja badań społeczrządzony Dokument – przesłany nych, które mają każdej osoby, a to przez choćby do rad hierarsłużyć jako pomałżeństwo, kapłaństwo, sposób chów katolicmoc przy rozezaangażowania społecznego czy kich Kościołów znawaniu temawschodnich, do wykonywany zawód albo szeroko tyki powołania, konferencji epia które wskazują ujmowany styl życia. skopatów, dykana różne wyzwasterii kurii rzymnia związane z braskiej i Unii Przełożonych Generalnych kiem bezpieczeństwa, bezrobociem, instytutów życia konsekrowanego – ma korupcją czy nałogami takimi jak alza zadanie jak najlepiej spożytkować koholizm, narkomania bądź hazard. czas przygotowań do zaplanowanego Kolejna, centralna część DokumenSynodu. tu pokazuje rolę rozeznawania życioJak bowiem podkreślił Sekretarz wego powołania w świetle wiary, któreGeneralny Synodu Biskupów, wydany go efektem jest podejmowanie decyzji Dokument jest swoistą formą konsul- zgodnych z wolą Bożą. Wskazano botacji całego ludu Bożego, które mają wiem, że dokonywanie fundamentalprzynieść wiarygodne dane na temat nych wyborów powinno być efektem kondycji współczesnych młodych lu- patrzenia na świat na wzór Jezusa, a dzi w różnych kontekstach życia, tak zatem „w dialogu z Panem i wsłuchując aby można było ją odpowiednio okre- się w głos Ducha”. Jedynie takie spoj-

47


rzenie umożliwi znalezienie właściwej i niepowtarzalnej drogi życia. Proces ten dobrze ilustrują słowa opisujące prawidłowe działanie ludzkiej wolności i indywidualnej odpowiedzialności – najpierw rozpoznać swoje wnętrze, następnie właściwie to zinterpretować, a dopiero potem zdecydować. Dokument zawiera także wyjaśnienie, że powołanie powinno być traktowane szeroko, ze względu na to, że od-

nosi się do różnych realizacji własnego życia, wynikających z daru samego siebie złożonego Bogu oraz drugiemu człowiekowi. W powołaniu chodzi zatem o odnalezienie odpowiedniej formy, w której może nastąpić realizacja każdej osoby, a to przez choćby małżeństwo, kapłaństwo, sposób zaangażowania społecznego czy wykonywany zawód albo szeroko ujmowany styl życia. Odpowiedni wybór powinien

www.algemeiner.com

dokonywać się w tajemnicy własnego sumienia, gdzie każdy może usłyszeć głos Boga, podjąć z Nim dialog, a następnie konkretną decyzję. Ostatnia część Dokumentu koncentruje się z kolei na duszpasterskiej działalności wspólnoty Kościoła i kładzie akcent na znaczenie, jakie dla Kościoła płynie z towarzyszenia młodym w radości płynącej z życia Ewangelią, zwłaszcza w czasach przepełnionych niepewnością i poczuciem zagrożenia. Dlatego zwró-

48

cono również uwagę, że niezbędne jest wyznaczenie punktów odniesienia dla każdego młodego człowieka. Mogą być nimi przede wszystkim rodzice, nauczyciele czy katecheci. Ważne pozostaje, aby osoby te cieszyły się autorytetem, głęboką wrażliwością oraz solidnym ugruntowaniem w wierze. Podkreślenia wymaga przy tym, że odpowiedzialność za sukces i realizację celu wychowawczego oraz należyte ukształtowanie młodych ludzi spoczywa na całej wspólnocie.


Bez cienia wątpliwości należy zauważyć, że zaplanowany na październik 2018 r. Synod Biskupów poświęcony problematyce młodzieży w dzisiejszych czasach stanowi kontynuację drogi wyznaczonej już wcześniej przez papieża Franciszka. W szczególności świadczy o tym dobitnie zaznaczo-

ny w Dokumencie Przygotowawczym centralny charakter miłości i radości chrześcijańskiej. Stanowi to klarowne odwołanie i nawiązanie do wcześniejszych adhortacji apostolskich „Evangelii gaudium” i „Amoris lætitia”. Sam Ojciec Święty w liście do młodych wystosowanym w związku z za-

www.businessinsider.com

prezentowaniem Dokumentu Przygotowawczego wyznał, że zależy mu na młodych, dlatego postawił ich w centrum uwagi. Papież podkreślił, że Bóg Ojciec stale i wciąż zaprasza do wyruszenia w drogę – chociaż nieznaną, to jednak niosącą spotkania, w których On sam towarzyszy.

Należy bowiem pamiętać, że to także od młodych ludzi zależy budowa lepszego świata, wolnego od wojen, niesprawiedliwości i nienawiści, a opartego o takie wartości jak miłość, poszanowanie, dobro i uczciwość społeczną. 

49


FELIETON POBOŻNY

CUD CZY ZABOBON?

O CO CHODZI Z FASOLĄ NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU P rzyjechałem na weekend do rodzinnego domu . W kuchni , na specjalnym talerzu , leżały dwa małe ziarna fasoli , upstrzonej kolorowym wzorkiem . W edług relacji bratowej ( która owe ziarna dostała od koleżanki swojej mamy ) w ziarnach tych miała być schowana hostia . Wojciech Urban


Z

fasolek Najświętszego Sakramentu robi się różańce. Niektórzy księża i liderzy wspólnot kościelnych rozdają je przy okazji spotkań i rekolekcji. Wiele osób traktuje je jako relikwie. I to dość specyficzne.

RELIKWIE PIERWSZA KLASA

Fasolki Najświętszego Sakramentu miałyby być właśnie relikwiami trzeciej klasy. Choć w zasadzie czymś więcej, bo ich uświęcenie nie dokonało się poprzez kontakt ze szczątkami jakiegoś świętego. Mają bowiem zawierać w sobie monstrancję z Najświętszym Sakramentem. Toteż w pewnych kręgach stały się nader cennym okazem. Tym bardziej, że z jednego nasionka, przy odpowiedniej uprawie, można po sezonie zebrać kilka następnych…

Relikwie dzieli się na trzy klasy. Im wyższa, tym lepsza. Relikwią trzeciego stopnia staje się przedmiot, którym dotknięto właściwych relikwii – czyli tych FASOLA CHRONI PRZED o wyższej klasie. Dlatego niekiedy babcie PRZEŚLADOWANIAMI w kościele pocierają swoimi różańcami o Relacja bratowej mówiła o jakimś (na przykład) relikwiarz czy peregrynuprześladowaniu chrześcijan, w trakjący Obraz Jasnogórski. cie którego pewien ksiądz Relikwie właściwe to miał ukryć monstrancję przedmioty, których jaz Najświętszym Sakrakiś święty używał za Ksiądz miał mentem w grządkach życia. Może to być ukryć monstrancję fasoli. Dzięki temu na jego egzemplarz Piz Najświętszym rosnących tam fasosma Świętego, modlitewnik, ubranie i w Sakramentem w grządkach lach został odciśnięty znak – wzorek monogóle rzeczy osobiste. fasoli. Dzięki temu na strancji. Od tego czasu Relikwie najwłaściwrosnących tam fasolach pobożni ludzie rozdasze, czyli klasy pierwzostał odciśnięty znak – ją te fasolki jako świaszej to fragmenty ziemskich szczątków wzorek monstrancji. Od dectwo cudu. Konkretnych inświętego: kości, włotego czasu pobożni ludzie formacji o tej historii sy, paznokcie, a w nieudaje się znaleźć w zarozdają te fasolki jako których przypadkach kurzonych zakątkach krew. Relikwie, które świadectwo cudu. Internetu. Ślad prowasą przedmiotem oficjaldzi do ks. Romana Piwonego kultu w kościołach są wyłącznie pierwszej klasy. Klasy dru- warczyka, który najprawdopodobniej giej najczęściej kończą jako eksponaty w sprowadził eucharystyczne fasolki do muzeach, a klasa trzecia służy podbudo- Polski. Ks. Roman studiował we Francji, gdzie pomagał w pracy duszpasterskiej waniu prywatnej pobożności.

51


w lokalnym kościele. W trakcie takiej posługi w parafii Lannion natknął się na panią Marie Therese Lanchec, od której dowiedział się o „świętej fasoli”. Owo prześladowanie to Wielka Rewolucja Francuska, która wprowadziła m.in. kult Istoty Najwyższej, a następnie kult Rozumu w miejsce tradycyjnej religii katolickiej. Elementem modernizacji był zakaz sprawowania Mszy Świętej, jako że katolicka doktryna o Obecności Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi nie bardzo dała się z kultem rozumu pogodzić. Kler francuski podzielił się na (z grubsza rzecz biorąc) przeciwników zmian i progresistów. Ci drudzy mieli oczywiście wsparcie państwa, toteż w imię republiki wyrzucali z parafii, wtrącali do więzień, a niekiedy nawet mordowali kapłanów trwających przy tradycyjnej doktrynie. W jednej z małych, alzackich miejscowości żył świątobliwy proboszcz, który, jak łatwo można się domyślić, słuchał się bardziej Pana Boga niż rządu. W intencji nawrócenia Francji organizował w kościele parafialnym adorację Najświętszego Sakramentu. W trakcie jednej z adoracji ktoś z mieszkańców przybiegł do kościoła uprzedzić, że zmierza tu komisja rządowa mająca sprawdzić, czy kult odbywa się zgodnie

52

www.pixabay.com


z rozporządzeniami władz. Przerażony ksiądz zaczął szukać miejsca, gdzie by mógł ukryć monstrancję z hostią. Wówczas jedna z parafianek zaproponowała swoje grządki, gdzie rosły dorodne krzaki fasoli. Tam Najświętszy Sakrament przeczekał kilka dni, aż komisja wróciła do Paryża, zaś podczas zbiorów okazało się, że fasola nosi znamię, co ów proboszcz zinterpretował jako nagrodę za odwagę i wiarę.

LEGENDY KONTRA NAUKA

Szukam śladów, jak ta historia dotarła do czasów nam współczesnych. Poza ks. Romanem artykuły w Internecie odsyłają do książki niejakiego M. F. de Boussnag, który miał po raz pierwszy spisać ustną tradycję, przekazywaną z pokolenia na pokolenie wśród mieszkańców Alzacji. De Bosussang opublikował ją w roku 1998, a więc dwieście lat po omawianym zdarzeniu, które miało miejsce w trakcie rewolucji francuskiej. Każe to trochę wątpić w autentyczność historii o groszku eucharystycznym. Sceptycyzm zaleca również biologia. Okazuje się bowiem, że fasola często nosi różnego rodzaju znamiona. Na forach ogrodniczych, a także w ofercie sklepów internetowych można bez problemu znaleźć fasolę w kropki, w plamki czy w paski. Nie brakuje również takich z wzorkami, np. z aniołem, która łudząco przypomina fasolkę Najświętszego Sakramentu. Są również fasolki ying-yang – czyżby więc religie Dalekiego Wschodu również objawiały się w fasoli? Bardzo podobne do fasolek Najświętszego Sakramentu są również fasole z orłem, które stały się rewelacją w środowisku ogrodników kilka lat temu, gdy pewien hobbysta ogłosił je patriotyczną fasolą i zarejestrował na liście produktów regionalnych Ministerstwa Rolnictwa. Wygląda więc na to, że mamy do czynienia z doskonale znanym psychologii zjawiskiem pareidolii, wykorzystywanym np. w teście Rorschacha. Chodzi o mechanizm, poprzez który dopatrujemy się znanych kształtów w przypadkowych szczegółach, np. chmury identyfikujemy jako żaglowce lub misie. Pareidolią tłumaczy też niektóre przypadki rzekomych objawień. Skoro więc ludzie są w stanie dopatrzeć się twarzy Matki Bożej w plamach na szybie, to mogli się także dopatrzeć monstrancji na fasoli. 

53


54


KULTURA ïƒ 55


JĘZYK

CO MA WSPÓLNEGO NIEBO Z DZIURKĄ NA GUZIK? P ojęcie

domu istnieje w każdej kulturze ,

toteż wyraz je oznaczający w każdym języku znaczy mniej więcej to samo .

Co

można

robić w domu , kogo tam spotkać i czy

o domu można powiedzieć tylko w jeden sposób

to wszystko analizujemy pod kątem językowym .

Andrea Marx


L

udwig Wittgenstein powiedział, poszczególnych językach? Badali defiże „granice mojego języka to gra- nicje słownikowe, frazeologizmy i menice mojego świata”. Wiem tyle, tafory związane z tym wyrazem, jego ile umiem nazwać. To, czego nie etymologię i możliwości słowotwórcze. umiem nazwać, nie istnieje. Każ- Zbierali również ankiety i czerpali dane dy wynalazek dostaje nazwę, słowo, któ- z tekstów użytkowych. re go określa i dzięki temu zadamawia Z ankiet przeprowadzonych przez jęsię w naszej świadomości. No właśnie – zykoznawców na grupie prawie 100 stu„zadamawia”. Słowo-klucz. dentów lubelskich uczelni wynika, że o Rosyjski historyk kultury, Jurij Łot- istocie domu decyduje miłość, ciepło man, umieścił „dom” (obok „drogi” i rodzinne oraz poczucie bezpieczeństwa. „chleba”) wśród podstawowych sfor- Dom był kojarzony z miejscem, w któmułowań każdej kulrym spędza się wspóltury. „Dom ma dla nie czas, chętnie się człowieka fundawraca i gdzie panuOgólnosłowiański „dom” to mentalną wartość je miła atmosfera. bardzo stary, praindoeuropejski bytową jako miejBadacze wymiesce schronienia i wyraz, urobiony od rdzenia *dom- niają czynniki, któzarazem wartość re składają się na /*dem-, który pozostawał w społeczno-kulturokomfort, który jest związku z greckim czasownikiem wą jako »gniazdo nadrzędną warto„demo” – ‘buduję’. Dom ma rodzinne« i szkoła ścią domu: wygoda, życia” – czytamy przydatność, niezatem w swoim pierwotnym u polskiego etnoskrępowanie, przyznaczeniu budowanie, lingwisty Jerzego jemność, swojskość, Bartmińskiego. Dom intymność, prywatjest również związany ze ność. Dla nas to z pewsferą duchową – znamy ideę ciała jako nością pierwsze skojarzenia związane z mieszkania duszy. domem. W pierwszym tomie „Leksykonu ak27 DOMÓW sjologicznego Słowian i ich sąsiadów” Dla każdej kultury dom będzie oznaznajdziemy opisy sposobu pojmowania tego wyrażenia (czyli jego językowy czał co innego – dla jednych będzie to obraz) w 18 językach europejskich oraz namiot, dla drugich – igloo, dla innych kilku pozaeuropejskich. Autorami ba- – betonowy blok lub drewniana chadań są językoznawcy z 10 krajów: Polski, ta. Mimo to wszystkim tym obiektom Czech, Białorusi, Rosji, Bułgarii, Serbii, (w językoznawstwie powiedzielibyśmy: Chorwacji, Litwy, Anglii i Francji. Jak denotatom) można przypisać wspólną sprawdzali oni pojęcie słowa „dom” w definicję – ‘miejsce, które ludzie zrobili

57


Parafia św. Andrzeja - Sanktuarium Pasyjne i Maryjne

58

w celu bezpiecznego przebywania w nim (zwłaszcza w nocy, w czasie snu, w okresie wychowywania potomstwa)’. W punkt, prawda? Autorką tej definicji jest lingwistka Renata Grzegorczykowa. Autorzy „Leksykonu aksjologicznego…” odkryli, że nazwy domu we wszystkich badanych przez nich językach są polisemiczne. Oznacza to, że mają więcej niż jedno znaczenie – konkretnie wyróżnili tych znaczeń od 2 do… aż 27! W języku polskim występuje 6 znaczeń wyrazu „dom”: ‘budynek mieszkalny’, ‘pomieszczenie mieszkalne’, ‘rodzina i domownicy’, ‘gospodarstwo domowe’, ‘ród lub dynastia’ oraz ‘instytucja’. Podobnie są objaśniane odpowiedniki „domu” w językach naszych sąsiadów – Czechów, Rosjan i Litwinów. W językach zachodnio- i środkowoeuropejskich wyróżnia się więcej znaczeń i są one miejscami dosyć ciekawe – aż się proszą o zbadanie ich etymologii! Francuski wyraz „maison” ma 8 znaczeń. Niemiecki „Haus” ma w słowniku braci Grimm aż 12 znaczeń głównych, które w większości pokrywają się z językiem hiszpańskim („casa”), który notuje dodatkowo znaczenie – uwaga – ‘obszar nieba’. Angielskie słowo „home” ma 13 znaczeń. Oprócz tych znanych z języka polskiego badacze znaleźli dla tego wyrazu znaczenia takie jak ‘hospicjum’, ‘schronisko dla bezdomnych ludzi’, ‘schronisko dla bezdomnych zwierząt’, ‘miejsce, w którym coś zostało po raz pierwszy zrobione lub odkryte’, ‘w sporcie, w grach: miejsce, do którego trzeba dotrzeć, by zdobyć punkt’, ‘urząd MSW’, ‘hrabstwa wokół Londynu’, ‘nazwisko’. Najwięcej, bo aż 27 znaczeń „domu”


udało się wyróżnić w języku portugalskim. Poza typowymi definicjami powtarzającymi się w poprzednio opisanych językach, Portugalczycy mianem „casa” określają również: zbiór mebli i innych przedmiotów, które są potrzebne w domu; wszystkie wydatki domowe rodziny, zwłaszcza te związane z czynszem, wodą, prądem, telefonem; dziurkę na guzik (!); każdą z 12 sfer, na które astrologowie dzielą niebo; boisko należące do klubu sportowego. Zwraca uwagę podobieństwo znaczeń w dwóch językach Półwyspu Iberyjskiego, a mianowicie dom jako niebo. Nie chodzi tu jednak o metaforyczne i duchowe niebo (raj), ale raczej o to, co ludzie widzą z dołu, czyli nieboskłon wraz z układem gwiazd. Nie wiadomo, w jaki sposób te znaczenia związały się ze sobą. Najważniejszymi elementami każdej definicji są dwa składniki: ‘budynek’ i ‘rodzina’. Co łączy te dwa wymiary: przestrzenny i ludzki? – pytają autorzy „Leksykonu aksjologicznego…” i natychmiast sobie odpowiadają: „W budynku rodzina MIESZKA. Pojęcie MIESZKANIA jest dla domu kluczowe”. Związek domu z rodziną potwierdza formuła używana na określenie kobiet zamężnych typu „Kowalska z domu Nowak”.

OPIEKUNKA OGNISKA CZY… KURA?

W językach pozaeuropejskich dom wyraźnie związany jest z… kobietą. W suahili wyraz „nyumba” oznacza zarówno ‘mieszkanie’, jak i ‘żonę’. W języku saharyjskich Tuaregów pojęcie domu jest oddawane dwoma wyrazami, a jeden z nich – „ehen”

Sanktuarium Maryjne w Częstochowie

59


– oznacza ‘małżeństwo’ i ‘żonę’. W językach europejskich brak może aż tak głębokich podstaw znaczeniowych, ale na dużą wagę kobiet w kontekście domu wskazują przysłowia, na przykład: litewskie – Bez kobiety dom jest pusty, serbskie – Na kobiecie dom „stoi” (bardzo dosłowne tłumaczenie; można powiedzieć, że „opiera się”); portugalskie – Dom bez kobiety jest jak ciało bez duszy. Nie wszyscy jednak widzą ten zdawałoby się nierozerwalny związek. W dyskursie feministycznym dom jest synonimem zniewolenia – więzieniem, klatką, pułapką. Kobiety są przedstawiane jako zakładniczki tradycyjnych wartości, poddane patriarchalnemu systemowi, wykorzystywane przez mężów, obciążone rodzeniem dzieci i opieką nad nimi, żyjące w domowym kieracie.

SKĄD SIĘ TO WZIĘŁO?

Jedną z najciekawszych dziedzin językoznawstwa jest etymologia. Patrzenie na słowa pod tym kątem ułatwia ich zrozumienie, ponieważ odkrywa podstawę, z jakiej one powstały. I tak w przypadku domów, można szybko domyślić się, jak zbudowano „lepiankę” albo „kamienicę”. Francuskie „maison” pochodzi od łacińskiego „mansio” – ‘miejsce pobytu’. Hiszpańska i portugalska „casa” również ma swoje źródło w łacinie. Wyraz pisany w ten sam sposób oznaczał chatę, szałas, dom wiejski. Angielskie wyrażenie „home” pochodzi ze staronordyckiego „heimr” – ‘rezydencja’, ‘świat’. Powróćmy jednak do słowiańskiej rodziny językowej. W serbskim i chorwackim „kuća” wywodzi się od ‘kąta’, co ko-

60

Sanktuarium Maryjne w Częstochowie


responduje z polskimi frazeologizmami „mieszkać kątem u kogoś” czy „mieć własny kąt”. Zaś ogólnosłowiański „dom” to bardzo stary, praindoeuropejski wyraz, urobiony od rdzenia *dom-/*dem-, który pozostawał w związku z greckim czasownikiem „demo” – ‘buduję’. Dom ma zatem w swoim pierwotnym znaczeniu budowanie, a jak twierdzi Xavier Léon-Dufour – francuski jezuita i biblista – „budować dom to znaczy nie tylko wznosić jego mury; to znaczy stworzyć rodzinę, zrodzić potomstwo, przekazać mu pouczenia religijne i przykłady cnót”. Ważną rolę w językowym pojmowaniu domu odgrywają… jego części. Stają się one metaforami domu jako całości. Przykłady? Dach – mieć dach nad głową, żyć pod jednym dachem, przyjąć kogoś pod dach; ściana – mieszkać w czterech ścianach; próg i drzwi – witać w skromnych progach, wpuścić za próg, otworzyć przed kimś drzwi, wyrzucić kogoś za drzwi; okna – okna na świat, włazić drzwiami i oknami (co ciekawe słowiańska nazwa „okno” jest utworzona od „oka” – okna domu są niczym oczy w ciele człowieka).

WSZĘDZIE DOBRZE, ALE W DOMU…

Swoboda, na jaką można sobie pozwolić we własnym domu, nie jest wskazana w przypadku gościnnej wizyty, podczas której wypada zachować się według pewnych zasad. Bycie u siebie jest kontrastowane z byciem u ludzi, poza domem, w gościach. Znaczenie bycia w swoim domu jest silnie utrwalone w wyrażeniach przyimkowych „po domowemu”, „(ubranie) po domu”. Kiedy ktoś mówi „czuj się, jak u siebie w domu”, chce, żeby gość poczuł się swobod-

61


nie. Jeżeli ktoś rozwiąże problem i powie: „jestem w domu!”, znaczy to, że przejściowo był w trudnej sytuacji, ale już ją opanował. Na podobnej zasadzie cenimy sobie „domowe obiady”, „domowe jadło”, „domowe ciasta” – bo kojarzą się ze starannością, jaką wkłada się w przygotowanie posiłku dla domowników. Są też domy nietypowe, których mieszkańcy nie do końca są u siebie (albo w ogóle nie są u siebie). Są to miejsca niezapewniające poczucia bycia u siebie na stałe, czyli zadomowienia. Mowa tu o domu dziecka, domu starców, domu zakonnym, domu studenckim czy… potocznie zwanym domu wariatów, nie wspominając już o domu publicznym… Zupełnie poza kategorię zamieszkiwania

www.algemeiner.com

62

i związku z rodziną wychodzą dom handlowy czy dom kultury.

LARY, PENATY, UBOŻĘTA I DOMOWOJE

Ciekawym zjawiskiem są duchy domowe – opiekuńcze i złośliwe, o których obszernie informują slawistyczne prace etnografów i folklorystów, ale o których głucho we współczesnym żywym języku. Fakt ten wskazywałby na to, że wiara w duchy domowe należy już do przeszłości. Rzymskie lary i penaty zachowały się jako związek frazeologiczny – czyjeś lary i penaty to książkowo, często żartobliwie: czyjś dobytek i dom rodzinny. Znikło staropolskie uboże. Ubożem mogła zostać dusza zmarłego przodka. Jego zadaniem


www.businessinsider.com

było zapewnienie rodzinie dostatku. W polskiej tradycji w czwartki zostawiono ubożęciu resztki z obiadu, by mogło sobie podjeść. Odpowiednik znanego na Rusi domowika (nie mylić z „domownikiem”) – kłobuk – znany jest tylko z bajek Warmii i Mazur. Domowiki (zwane też domowojami) mogły mieszkać za piecem, pod progiem lub też na strychu. Wybierały te najmniej widoczne miejsca. Przyjęło się, że przeprowadzają się razem z ludźmi. Przybierały one postać małego dziadka z długimi włosami i bujną brodą. Czasem też ukazywały się pod postacią zwierzęcą: kota, psa, węża lub szczura. Zapożyczony do polszczyzny z białoruskiego wyraz „chochlik”, ozna-

czający złośliwego ducha, funkcjonuje w znaczeniu ‘błędu drukarskiego’, zaś zapożyczony z niemieckiego „skrzat” jest żartobliwym określeniem małego dziecka. Zapomniano już też o domowych wężach, ale za to pamiętamy – zwłaszcza zachodnia Słowiańszczyzna – o krasnoludkach i krasnalach. Temat jest na tyle ciekawy, że warto byłoby przyjrzeć mu się bliżej, ale to zostawimy na inną okazję. ___________________________ Źródło: „Leksykon aksjologiczny Słowian i ich sąsiadów” pod red. J. Bartmińskiego, Lublin 2015.

63


ROZMOWY

SIEROCA TUŁACZKA S tanisław D worak : L eżałem wtedy w takiej małej izbie , w łóżeczku , a na piecu obok stał koszyk cebuli . B rałem tę cebulę i jadłem , całą z łupami (...) T o dzięki tej cebuli teraz żyję . Wioletta Baran


W

ywiad ze Stanisławem Dworakiem, który w wieku 6 lat został osierocony. Rodzice zmarli na tyfus, a on przeżył. Od tamtego czasu tułał się po rodzinie, rozdzielony z rodzeństwem.

dynie taki przebłysk, jak chowała nas w rowie i przykrywała sianem podczas wojny, żeby nie zobaczyli nas żołnierze. Ale wyrazu twarzy nie mogę sobie przypomnieć. A tatę pamiętam jedynie, jak leżał na łóżku już nieżywy. Zmarł dokładnie w moje 6 urodziny, 27 lipca 1945 roku. Mama rok wcześniej.

Wioletta Baran: Kto by pomyślał, Dziadziu, że żyjesz dzięki cebuli... Stanisław Dworak: Żyję chociaż le- Jak myślisz, czemu akurat zachorowalikarz stwierdził, że ja już jestem ście na tyfus? umierający i nie opłaca się - Myślę, że cała ta chomnie ratować. Mamy w ogóle nie roba została przyniesio-

na do nas od żołnierzy. pamiętam. Jedynie Ale zacznijmy od początNa naszym podwórku ku. W jakich okolicznotaki przebłysk, jak żołnierze niemieccy, a ściach straciłeś oboje rochowała nas w rowie później rosyjscy, mieli dziców? Jak to się stało, i przykrywała sianem kuchnię polową. Do dziś że Ty przeżyłeś? pamiętam, jak leżeli tam - Jak byłem mały, to podczas wojny, żeby ranni. było w czasie wojny, mianie zobaczyli nas łem mniej więcej 5 lat. żołnierze. Ale wyrazu Wracając do śmierci roJa i moi rodzice byliśmy dziców, co stało się z Tobą chorzy. Jak lekarz przytwarzy nie mogę sobie potem? I co z Twoim roszedł do naszego domu, dzeństwem? Przecież było przypomnieć stwierdził, że ja już jestem was czworo. umierający i mnie nie trzeba - Moje dwie siostry i młodratować. Zajmował się wtedy moimi ro- szy brat zostały u babci. Najmłodsza dzicami. Leżałem wtedy w takiej małej miała dwa tygodnie i pamiętam, że babizbie, w łóżeczku, a na piecu obok stał ko- cia wciąż patrzyła na nią czy oddycha. A szyk cebuli. Brałem tę cebulę i jadłem, całą ja tułałem się. Byłem w trzech rodzinach. z łupami. Po prostu z głodu. Wujek mówił mi, że krewni nie mogli na to patrzeć. I U kogo zamieszkałeś po raz pierwszy? I co cały ten koszyk cebuli zjadłem. I myślę, że działo się z Tobą później? - Po śmierci taty zamieszkałem z wujto mnie właśnie uratowało. To dzięki tej cebuli teraz żyję. A rodzice zmarli. Moja kiem Kubą i jego rodziną. Później przemama zmarła, mój tata zmarł. Wszyscy niesiono mnie do wujka Ludwika, on był starym kawalerem. A na końcu wysłano na tyfus. A ja zostałem. mnie do Krakowa, tam zamieszkałem z A czy pamiętasz twarze rodziców? ciotką i jej rodziną. - Mamy w ogóle nie pamiętam. Je-

65


Ale dlaczego akurat Kraków? To daleko od Mrowli, czyli Twojej rodzinnej wsi, a zwłaszcza babci i rodzeństwa. - Nie jestem pewien, ale myślę, że chodziło o mieszkanie. Ciotka chciała je po prostu zatrzymać i może dlatego mnie do siebie wzięła. Mieszkałem na Placu Mariackim i tam zacząłem 6 klasę. Twoje wujostwo z Krakowa miało dzieci. Czy odczułeś kiedykolwiek jakąś różnicę w traktowaniu Ciebie a ich? - Byłem tam traktowany dobrze, jak ich dziecko. Miałem dobrze. Dużo im zawdzięczam. A zwłaszcza kuzynce, która była starsza i pilnowała mnie, żebym się uczył. A we wcześniejszych latach? U wujka Kuby? - Byłem za młody, żeby o tym myśleć. Cieszyłem się z byle czego. Ale od dziecka musiałem pracować. Mówili: Zdejmuj ubranie raz dwa, dwie krowy i w pole. Jak wyglądała dyscyplina w domu? Czy były jakieś szczególne zasady, których musiałeś przestrzegać? - Pamiętam, że raz dostałem lanie. W domach krewnych były żelazne zasady co do jedzenia. Jak spadł okruch chleba, to trzeba było pocałować i zjeść. Nie smakowało mi mięso, takie z weka, które ciotka zrobiła, a nie wolno było wyrzucić. Chowałem to jedzenie do kieszeni, ale bałem się wyrzucić. Jak wujek to zobaczył, to zbił mnie, ale zaraz się rozpłakał i mnie przepraszał. Wiedział przecież, że zbił dziecko swojego brata, nie swoje.

66

Sanktuarium Maryjne w Częstochowie


Skoro później mieszkałeś w Krakowie, to jak wyglądał Twój kontakt z rodzeństwem? Spotykaliście się często, kiedy byliście dziećmi? - Z rodzeństwem kontaktu dużego nie miałem. Czasami przyjeżdżałem na święta do babci, to się widzieliśmy, ale jak już pracowałem, to musiałem pilnować roboty. Wtedy nie przyjeżdżałem już nawet na święta. A co z miłością rodzicielską? Nie brakowało Ci jej? Nie myślałeś o rodzicach? - Nie myślałem nawet o tym, bo nie miałem wyobraźni, żeby o tym myśleć. Nie doznałem jej, więc nie wiedziałem nawet, jak ona wygląda. Niektórzy ludzie, gdy dotknie ich tragedia, przestają wierzyć w Boga. Jak było z Tobą? Czy sieroctwo nie zachwiało twojej wiary? - Nie miałem prawa nawet pomyśleć o tym. To było niedopuszczalne. Trzeba było wierzyć. Codziennie rano trzeba było klęczeć na glinie, zmówić pacierz. Inaczej nie dostałbym jeść. To samo przed spaniem. Nie było spania bez pacierza. Co z autorytetem? Skoro nie miałeś rodziców, nie mogłeś brać z nich przykładu. Kto był Twoim wzorem do naśladowania? - Wujek Ludwik. Był starym kawalerem, mieszkałem u niego przez chwilę. Miał twarde zasady. Jak mówił, tak musiało być. Jakie jest Twoje najszczęśliwsze wspomnienie z dzieciństwa? - To z Krakowa. Tam miałem wszystko. Jedzenie, na mecz jak chciałem pójść, to szedłem, dostawałem wtedy 5 złotych. Tam miałem najlepszego kolegę, taki urwis. Ale tylko rok, bo później wyjechał. A czy dostawałeś prezenty, gdy byłeś dzieckiem? - Ja nie pamiętam, żebym dostał jakiś prezent od kogoś. Nawet jak dziadek był w Ameryce i przesłał

67


kiedyś długopisy, to jak je dostaliśmy, to nikt nie mógł ich używać. Takie to były czasy... Wracając do czasu spędzonego w Krakowie. Czy pamiętasz, kiedy się usamodzielniłeś? Co się stało, gdy skończyłeś tam szkołę? - Pierwszą pracę podjąłem, jak nie miałem jeszcze ukończonych 16 lat. Skończyłem szkołę zawodową i na początku chciałem pracować w powstającej Nowej Hucie w Krakowie. Ale zniechęcił mnie starszy pracownik. Powiedział mi: Idź stąd, wczoraj spychacz dwóch ludzi zabił. Pojechałem więc do ciotki i ona załatwiła mi robotę na kolei. Dali mnie do partii gospodarczej. Tam byli sami starsi goście przed emeryturą. Jak tam poszedłem, to mnie strasznie chwalili. Zawsze przychodziłem godzinę wcześniej, paliłem w piecu. Zawsze chwalili Stasia przed kierownikiem. Co sobie kupiłeś za pierwsze zarobione pieniądze? - Za dokładnie swoje pieniądze nic. Ja byłem taki, że zawsze chciałem mieć coś ładnego. W tym czasie były takie buty, jednokrójki. Całe skórzane. Jak mieszkałem u ciotki, to takie same miał mój kuzyn, no może nawet droższe. Wziąłem 620 zł swojej pensji na kolei i pojechałem na Floriańską, żeby je kupić. Przyjeżdżam, 620 złotych mam w kieszeni, a buty kosztują 640 zł. Przymierzyłem i pojechałem do domu. Zapytali mnie tam, gdzie mam te buty, to im wytłumaczyłem, że mam za mało pieniędzy i mi nie starczyło. Nawet nie miałbym za co jeść. No to wyjął wujek 50 zł i powiedział mi: Masz i jedź kupić te buty. To w jaki sposób sobie radziłeś przez ten miesiąc? Nie miałeś przecież pieniędzy. - Wujek zaprowadził mnie do takiej kobiety, która miała sklep, nazywała się pani Widłowa. Dzięki wujkowi mogłem brać u niej na tak zwany zeszyt. No to brałem sobie masło, chleb i pomidory. A obiad jadłem u ciotki. Tak przez te buty musiałem pożyczać pieniądze. Czy pamiętasz, co było Twoim największym marzeniem, kiedy byłeś dzieckiem? - Marzeniem było, żeby dobrze zjeść. Kiełbasę to ja zjadłem dwa razy do roku, na święta. Dlatego nigdy nie wyrzucam jedzenia. Byłem nauczony szacunku do jedzenia. Nie było nawet możliwości wyrzucenia skórki od chleba, inaczej człowiek dostawał lanie. Później marzyłem o własnej, dużej rodzinie i własnym domu. 

Sanktuarium Maryjne w Czę

68


ęstochowie

69


ROZMOWY

ŻYCIE NA EMIGRACJI P amiętacie

to powiedzenie , które mówi , że trawa

ma ?

odważnych rodaków postanowiło na

jest zawsze bardziej zielona tam , gdzie nas nie

W ielu

własnej skórze przetestować prawdziwość tego stwierdzenia , rzucając się w nieprzewidywalny wir życia na emigracji .

Ada Maksymiuk


M

ówi się, że większość przeniosła się na Wyspy Brytyjskie, ale popularnym kierunkiem jest też Skandynawia. Moim rozmówcą jest Adam, który 10 lat temu postanowił zaryzykować i zacząć swoje życie zawodowe od nowa, przenosząc się na północ.

ni się za domem. Każdego dnia brakuje mi rodziny i przyjaciół, ale prawdą jest, że sukces ekonomiczny potrafi osłodzić każdy żal, a gdy ma się pieniądze na rachunki, to i rodzina jest szczęśliwsza. A dlaczego akurat Skandynawia? Ważnym czynnikiem było to, że znałem język szwedzki, ponieważ pracowałem tam jeszcze jako student. Poza tym, w Dlaczego zdecydowałeś się wyjechać? Skandynawii istnieje trochę inny system. - Wszystko zaczęło się w chwili, gdy Nie jest tak jak w Wielkiej Brytanii, gdzie moje firmy się rozwiększość pracuje padły. Zginął w jakichś agenPewność siebie i lepszą pozycję za klient, do któcjach pracy rego adresowagranicą daje nie tylko fach w ręku, ale krótkotermina była moja też znajomość języka kraju, do którego nowej, funkd z i a ł a l no ś ć , cjonując w jasię wyjeżdża. a ja musiałem kichś dziwnych rozwiązać moje neokapitalistycz3 problemy ‒ utrzymać nych strukturach. W Szwecji po prostu to, co miałem, zarobić na to, co mam i za- podpisuje się umowę, pracując w systepewnić byt rodzinie. Przy pensji jaką pro- mie 40h na tydzień. Ten kraj przypomina ponowano mi w Polsce, na rok 2006, nie trochę PRL, gdzie wszystko jest bardziej byłbym nawet w stanie zapłacić wszyst- czytelne i zrozumiałe, a człowiek jest barkich rachunków. Musiałem wymyślić dziej chroniony przez prawo i nie musi nowy sposób na sfinansowanie wszyst- zbytnio kombinować. Praca w Skandynakich swoich potrzeb. wii jest łatwiejsza, przynajmniej tak mi się Miałem do wyboru: zostać pracobior- wydaje. Anglia przypominała mi trochę cą w Polsce albo za granicą. Okazało się, raj dla cwaniaków, przy niej Szwecja była że w moim fachu lepiej płacili w Szwe- solidną firmą, zbudowaną na konkretcji, co pozwoliło mi zatroszczyć się o te 3 nych fundamentach. wcześniej wymienione kwestie. Poza tym, łatwiej jest też znaleźć pracę. Tu bezpośrednio rozmawia się z pracoCzy kiedykolwiek żałowałeś tej decyzji? Nie, ponieważ dziś, z perspektywy 10 dawcą, a nie pośrednikiem. Oferty są puminionych lat, wiem, że to była słuszna blikowane na stronie urzędu pracy, a tam decyzja. W dalszym ciągu, porównując można znaleźć wszelkie potrzebne inforpensje obu krajów, zarabiam więcej, niż macje kontaktowe do osoby, która fakmógłbym zarobić w Polsce. Poza tym pra- tycznie szuka pracownika. Już po pierwcuję krócej, lżej, łatwiej. Oczywiście, tęsk- szej rozmowie telefonicznej wiedziałem,

71


czy dostanę pracę czy nie. Nikt nie mydlił mi oczu mówiąc, że przekonam się o warunkach dopiero po przyjeździe. Ogłoszenie mojego pracodawcy było właśnie na stronie urzędu pracy, więc wydawało się, że był to kontakt bezpieczny, bez ryzyka, co okazało się potem prawdą. Czy życie za granicą bardzo różni się od tego w kraju? - Bardzo się różni. Życie jest łatwiejsze i spokojniejsze. Tam za tygodniową pensję można opłacić mieszkanie, a za miesięczną odłożyć na życie i przyszłość. Praca jest łatwiejsza ze względu na to, że jest lepiej uzbrojona mechanicznie, człowiek nie pracuje tu tak siłą mięśni, nie zrywa się, nie szarpie, praca jest równa i lepiej zorganizowana, przez co technicznie znacznie łatwiejsza. Co tu dużo mówić, człowiek jest pewny, że mu zapłacą, przynajmniej tam, gdzie ja pracuję, a żeby zarabiać w Polsce tyle, ile dostaję tutaj za fizyczną pracę, musiałbym być chyba politykiem.

www.pixabay.com

72

Co było najtrudniejsze przed przeprowadzką? - Najtrudniejsze było podjęcie tego ryzyka i samo zdecydowanie się na porzucenie wszystkiego, co przez 40 lat zrobiłem. Zostawiłem firmę, kontakty, znajomych, rodzinę i zacząłem od zera, tak jakbym dopiero co skończył szkołę średnią i poszedł do pierwszej pracy. Nie znałem nikogo i na nikim nie mogłem polegać, wszystko zawdzięczałem samemu sobie. Podjęcie ryzyka i wyjazd w ciemno był najtrudniejszy. Mnożyły się niewiadome. Człowiek nie wiedział, gdzie znajdzie mieszkanie, jaka będzie praca, nie miał wsparcia, musiał liczyć na samego siebie i pieniądze, które wziął ze sobą. Co zaskoczyło Cię na miejscu? - Brak biurokracji. Przez ostatnie 8 lat byłem 3 razy w urzędzie, a wszystko, co potrzebował ode mnie urząd załatwiłem przez telefon, przez meldunek, ubezpieczenie zdrowotne, ubezpieczenie dziecka. W Polsce, gdy potrzebowałem zaświadczenia,


że nie pobierałem żadnych świadczeń, czekałem na dokument rok. W Szwecji właściwe tak naprawdę byłem w urzędzie raz, gdy rejestrowałem się w sprawach podatkowych, jak się później okazało, to było niepotrzebne i byłem nadgorliwy, nauczony nawykami z Polski. Poza tym zdziwiła mnie łatwość zdobycia mieszkania. W Polsce firma też ma pod tym względem pomagać, a często jest tak, że mieszkania nie ma przez kilka lat, ja miałem mieszkanie w ciągu 3 dni. Czy emigracja to słuszny wybór? - Jeżeli w Polsce człowiek nie ma tak naprawdę nic, to jest to bardzo efektywny sposób. Skraca tzw. okres dorabiania się, a jeśli człowiek stracił wszystko, to jest to jedyny sposób, żeby nie pójść na dno. Życie mamy jedno, jeżeli nie jesteśmy w stanie w Polsce zrealizować naszych celów, czyli utrzymać siebie i rodziny, trzeba to zadanie spełnić w inny sposób. Jeżeli na jednym rynku nie od-

nosi się sukcesów, a na innym płacą za tą samą pracę dużo więcej, normalne, że należy przenieść się na inny rynek. W Europie rynki pracy konkurują ze sobą o specjalistów i ja na tym skorzystałem. Czy planujesz kiedykolwiek wrócić? - Do emerytury na pewno będę pracował za granicą. Jeśli na emeryturze będzie to możliwe, to może wrócę do Polski. Widzę, że nasz kraj rozwija się w dość szybkim tempie, ale wiem jednak, że przez najbliższe 20 lat nie dogoni Szwecji. Jaką radę mógłbyś dać komuś, kto waha się, czy wyjechać czy zostać? - Pewność siebie i lepszą pozycję za granicą daje nie tylko fach w ręku, ale też znajomość języka kraju, do którego się wyjeżdża. Jeśli ten ktoś spełnia te warunki, a nie ma nic, co go trzyma w Polsce, niech się nie waha, tylko jedzie. Ważne, żeby porównać, ile można zarobić za swoją pracę. Nie należy patrzeć, ile się chce zarobić, ale ile faktycznie się uda. Jeśli z tego kalkulowania wyniknie, że jest się w stanie utrzymać siebie, mieszkanie i jeszcze odłożyć na urlop, wybór jest prosty. W Polsce z pierwszej pensji najczęściej można odłożyć jedynie na mieszkanie. Prawdą jest, że ten cię szanuje, kto ci więcej płaci. Trzeba też pamiętać, że nie jest to rozwiązanie dla każdego. Za granicą zawsze czuje się, że jest się kimś obcym, nie tak jak w domu. Trzeba wyjechać z właściwym podejściem ‒ nie po to, by zdobywać świat, tylko po to, by przetrwać, bo tak naprawdę emigracja to nie sen o potędze, a właśnie o przetrwaniu. 

www.pixabay.com

73


74


RECENZJE ïƒ 75


NOWOŚĆ

DOSTRZEC TO, CO UKRYTE C złowiek,

który cierpi , skupia się przeważnie

na sobie i na swoim bólu .

Nie

dostrzega innych ,

ponieważ jego świat kończy się w momencie usłyszenia tragicznych wieści lub z chwilą utraty osoby , która była dla niego najważniejsza na

świecie .

Właśnie

H oward – piękno ” (2016).

w takim świecie żyje

główny bohater filmu

„U kryte

Emilia Ciuła


N

ie trzeba być mistrzem, aby le, którzy obmyślają niekonwencjonalstworzyć film, który poruszy ną metodę na złagodzenie jego bólu. widza. Często błahe historie Trzech współpracowników Howarstają się chwytem na tłumy wi- da: Whit (Edward Norton), Claire (Kate dzów. Taka już ludzka natura. Wislet) i Simon (Michael Peña) - wynajCzłowiek szuka wzruszeń i potrafi je muje trzech aktorów, których zadaniem odnaleźć w prawie każdej produkcji, staje się wcielenie w trzy byty: śmierć, wystarczy łzawa scena i rzewna muzy- miłość i czas. Odpowiadają oni na weka. Prawdziwe słowa uznania należą zwanie Howarda, ale ich zadanie staje się tym, którzy poprzez opowiedzenie się dużo bardziej rozległe, gdyż odmiehistorii dotykają sytuacji, które mogą niają oni życie nie tylko głównego boprzytrafić się każdemu hatera, ale również jego zwykłemu człowiekowsp ółpracowników. Smutek, który wi oraz przedstawić Wspaniała gwiazdordominuje w historii ją w sposób, który zaska obsada tylko zaskakuje, ale i daje nabohaterów, przeradza się chęca do przyjścia na dzieję w sytuacji, kieseans, a sama fabuła w nadzieję i odmienia nie dy wszystko wydaje filmu staje się doskosię stracone. Nic więc tylko życie bohaterów, ale nałym uzupełnieniem dziwnego, że podczas staje się również zachętą do porywającej gry wieczornego seanaktorów. Na ekranie do przemyśleń dla widza su „Ukrytego piękna” można ujrzeć nie tylko na długo po zakończeniu znanego z wielu kinosala kinowa pękała w szwach. Każdy chciał wych przebojów Willa seansu. się przekonać, czy porySmitha, ale i młodych wający trailer filmu będzie aktorów takich jak: Keira miał odzwierciedlenie w pełnometrażo- Knightley, wcielająca się w postać miwej produkcji. Podejrzewam, że wszy- łości, Jacob Latimore – będący uososcy, którzy mieli co do tego mieszane bieniem czasu oraz dojrzała aktorka uczucia, rozwiali swoje wątpliwości. znana z filmów takich jak : „Królowa”, Will Smith – filmowy Howard - tym „Hitchcock”, „Skarb Narodów: Księga razem wcielił się w businessmana, który tajemnic” Helen Mirren (śmierć). współprowadzi dobrze prosperującą firSmutek, który dominuje w historii mę. Nie tylko jest doskonałym zarząd- bohaterów, przeradza się w nadzieję i cą, ale i ojcem małej Olivii. Jako głowa odmienia nie tylko życie bohaterów, ale rodziny prowadzi szczęśliwe i spełnio- staje się również zachętą do przemyśleń ne życie. Pewnego dnia po utracie córki dla widza na długo po zakończeniu sezapada na depresję. Na szczęście wokół ansu. Spójna akcja daje widzowi poczuniego znajdują się prawdziwi przyjacie- cie komfortu, ale jednocześnie zaskaku-

77


je (szczególnie zakończenie filmu). Dobrze skomponowana muzyka jest doskonałym dopełnieniem pięknej, ale nieszczęśliwej historii. Dramat Howarda nie ma szczęśliwego zakończenia, ponieważ rana po utracie dziecka nigdy się nie zabliźnia. Wsparciem dla męż-

czyzny staje się terapeutka (Naomie Harris) z grupy wsparcia dla osób, które zmagają się z żałobą. Osoby, które nie oglądały produkcji, ale również te, które są już po seansie, nie do końca mogły zrozumieć, co oznacza tytuł filmu. Dla mnie samej nie było to do

fotoL Twentieth Century Fox Film Corporation

fotoL Twentieth Century Fox Film Corporation

końca jasne. Z czasem jednak odkryłam, co niesie za sobą przesłanie płynące z „Ukrytego piękna”. Nagłe olśnienie przyszło w najmniej oczekiwanym momencie podczas zwykłego zimowego spaceru.

78

Klucz znajduje się w słowie „zwykłego”, czyli czegoś, co nie jest monumentalne ani wielkie, czegoś, co jest codziennie i często pomijane. Jest to uczucie radości, które pojawia się w najmniej oczekiwa-


nych, zwykłych i ukrytych przed innymi momentach. W uczuciu radości płynącej z zimna, wirującego śniegu i muzyki dochodzącej z słuchawek. Dla każdego „ukryte piękno” będzie miało inne znaczenie, dlatego każdy w tym filmie znajdzie coś dla siebie.

Każdego dotykają życiowe tragedie, nikt nie przejdzie przez życie bez bólu. Nie ma uniwersalnego rozwiązania, jak sobie z nim poradzić. Nie można jednak zapomnieć, że ból po stracie kogoś bliskiego jest odpowiedzią na miłość do utraconej osoby. Dzięki tym

odczuciom jesteśmy ludźmi, którzy nie zawsze są w stanie zrozumieć otaczający świat, ale odpowiadają na wezwanie miłości, którą można odnaleźć nawet w największej rozpaczy. 

79


NOWOŚĆ

„I AM THE FORCE, THE FORCE IS WITH ME” W 1977

roku rozpoczęła się legenda .

I

choć z

„N owej nadziei ” możemy się doszukać niedociągnięć , kultowy status pierwszego filmu ze świata „G wiezdnych wojen ” jest niepodważalny . T eraz na ekranach kin zawitał „Ł otr 1”, będący bezpośrednim wstępem do E pizodu IV. I M oc jest w nim silna .

biegiem lat w

Mateusz Nowak


„A

long time ago in a ga- pierwszych minut widz doskonale wie, laxy far, far away...”. w jakim uniwersum się znajduje. ZnaSłynne napisy, pisane jome stworzenia, miejsca, maszyny, a niebieską czcionką na nawet postaci – to wszystko składa się czarnym tle, rozpo- na obraz, który zapada w pamięci i poczynają „Łotra 1”. Nie następuje jed- zwala na nostalgiczny powrót do starej nak po nich charakterystyczny wstęp trylogii. do fabuły, pisany już żółtą czcionką, ze Po drugie, udaje się też twórcom słynnym podkładem Johna William- utrzymywać naszą uwagę przez cały sesa w tle. Zamiast tego od ans, mimo że tak naprawdę razu odwiedzamy znarozwiązanie już znamy. Można się ną nam galaktykę i Wiemy, że załodze się przyczepić, że scenariusz planetę, gdzie ukrypowiedzie, że plany wa się Galen Erso momentami nie trzyma się zostaną wykradzio(Mads Mikkelsen) ne. Jednak sposób kupy, że niektóre sceny są wraz z rodziną. Gaopowiedzenia hilen zostaje porwany naciągane, że to i owo mogło storii, losy poszczeprzez imperialnego zostać zrobione lepiej bądź gólnych bohaterów dyrektora Krennica potrafią na tyle zaininaczej. To wszystko jednak są (Ben Mendelsohn), teresować, że nadal detale, które nie rzutują na można się wciągnąć by dokończyć budowę Gwiazdy Śmierci. w tę historię bez reszcałość. Następnie akcja zostaty. A to duży sukces. je przeniesiona o kilkanaście lat do Ten film można było bardzo łaprzodu, a w centrum wydarzeń zostaje two zepsuć. Na szczęście jednak Dipostawiona córka Galena – Jyn Erso sney wydaje się dobrze wiedzieć, co (Felicity Jones). Dziewczyna walcząca robi. Reżyser Gareth Edwards bardzo o własne przetrwanie wkrótce stanie sprawnie opowiada całą historię, a akw centrum konfliktu pomiędzy Im- torzy, przy których pomocy tego doperium a Rebelią, a jej los splecie się konuje, wywiązują się ze swoich zadań z losami innych bohaterów, z którymi bez zarzutu. Można jedynie ponarzestworzy załogę „Łotra 1”, która to wy- kać na odrobinę małe wykorzystanie kradnie plany Gwiazdy Śmierci. najbardziej znanych – Madsa MikkeJest wiele rzeczy, za które war- lsena i Foresta Whitakera, co nie zmieto twórcom pogratulować. Przede nia faktu, że pozostali potrafią tę stratę wszystkim udało się w pełni odtwo- odpowiednio zniwelować. Najbardziej rzyć klimat oryginalnej trylogii. Ten w pamięci zapada niewidomy Chirrut, świat, podrasowany jedynie efektami grany przez Donnie Yena, którego wiespecjalnymi, wygląda wspaniale i od lokrotnie wypowiadana fraza „I am the

81


Force, the Force is with me”, czyli „Ja jestem Mocą, Moc jest we mnie” z pewnością zapisze się na kartach historii kina. W każdych „Gwiezdnych Wojnach” musi być też oczywiście przyjazny robot. I tak jak kiedyś nas bawili C3PO, R2D2, a w „Przebudzeniu Mocy” BB-8, tak teraz poznajemy K2SO, który swoim ciętym językiem wprowadza trochę rozluźnienia do filmu. A to rozluźnienie jest niewątpliwie potrzebne, bo „Łotr 1” to w gruncie rzeczy poważne kino. Pokazuje ciemne strony zarówno Imperium, jak i Rebelii, a to duża nowość. Rebelianci ukazani są jako zwykli ludzie, którzy muszą wykonywać rozkazy i często dla wyższego celu są gotowi dokonywać makabrycznych rzeczy. A przy tym Rebelia nie jest jednolita, pozostaje podzielona na wiele obozów, których współpraca nie zawsze idzie tak, jakby tego oczekiwano. I za odzwierciedlenie takiego rzeczywistego stanu konfliktu należy chyba pochwalić twórców najbardziej. Okazuje się, że można stworzyć film, który będąc jedynie uzupełnieniem historii, dodaje sporo świeżości i pozwala dużo lepiej spojrzeć na całość oraz zrozumieć z jak ciężkim konfliktem mamy tu do czynienia. Pojawiła się tu problematyka, której po „Gwiezdnych Wojnach” się nie spodziewałem. I za to duży plus. Można się przyczepić, że scenariusz momentami nie trzyma się kupy, że niektóre sceny są naciągane, że to i owo mogło zostać zrobione lepiej bądź inaczej. To wszystko jednak są detale, które nie rzutują na całość. A całość robi naprawdę bardzo dobre wrażenie. „Gwiezdne Wojny” wciąż żyją i mają się bardzo dobrze, a pod skrzydłami Disneya wydaje się czekać je świetlana przyszłość. fotoL materiały dystrybutora

82


fotoL materiały dystrybutora

fotoL materiały dystrybutora

83


FILM

DOBRY, ZŁY I MURZYN. WESTERN WEDŁUG TARANTINO O dkąd obejrzałem “W ściekłe psy ” i “P ulp F iction ”, stałem się wielkim fanem stylu T arantino . S cenariusze wychodzące spod jego pióra cechują się bowiem znakomitymi dialogami , a

umiejętność budowania napięcia jest nie do podrobienia .

Łukasz Łój


P

rzemoc, przejaskrawiona wizja by w ramię w ramię ze swoim wybawcą rzeczywistości oraz liczne na- uwolnić swoją żonę z plantacji bawełwiązania do popkultury tworzą ny w Missisipi. Ta opowieść o miłości specyficzną mieszankę, która pełna jest gatunkowych odniesień. Janie każdemu przypadnie do gu- mie Foxx, czyli Tarantinowski Django, stu. Nie da się jednak odmówić Quenti- w jednej ze scen spotyka Franco Nero, nowi Tarantino reżyserskiego geniuszu czyli aktora będącego Django u Cori fascynacji kinem. bucciego. Można też odebrać tę histoFilmy gangsterskie, filmy klasy B, rię, jako reinterpretację American Drespaghetti westerny i azjatyckie kino am - w końcu mamy tu do czynienia sensacyjne to główne źróze schematem “od zera do dła inspiracji reżysera. milionera”. Schemat ten W “Django” mamy też Ta opowieść o miłości tym bardziej rzuca się sporą dawkę kina blaw oczy, jeśli zauważypełna jest gatunkowych xploitation, które w my, że Tarantino zredobie politycznej poodniesień. Jamie Foxx, zygnował w tym filmie prawności może wyz burzenia chronologii czyli Tarantinowski dawać się kijem wsawydarzeń. Dzięki tej Django, w jednej ze scen dzonym w mrowisko. liniowości opowieść I choćby dlatego warto spotyka Franco Nero, czyli rozwija się wraz z zyten film zobaczyć. aktora będącego Django skiwaniem przez boha“Django”, choć tera samoświadomou Corbucciego. Można też odziedziczył imię po ści. Liniowa narracja bohaterze serii spa- odebrać tę historię, jako to także kolejny hołd ghetti westernów reinterpretację American dla westernu, dzięki Sergio Corbucciego czemu da się wyczuć Dream z 1966 roku, nie jest dojrzałość reżysera typowym westernem. mniej tutaj ironii i paRzecz dzieje się głównie na stiszu, a więcej szacunku i niewolniczym południu, a cel działań nostalgii. bohatera zostaje porównany do gerAktorzy. Jamie Foxx doskonale mańskiej legendy o Brunhildzie. Jest to rozwija wachlarz swoich aktorskich więc nietypowa mieszanka, którą war- umiejętności, nie pozwalając, by jego to poznać. ekspresja wypadła nieautentycznie w Film zaczyna się od oswobodzenia wykonaniu byłego niewolnika. Paratytułowego bohatera z rąk niewol- doksalnie więc najtrudniejsze zadanie ników przez niemieckiego dentystę stało przed Foxxem wtedy, gdy miał i łowcę nagród, dr Kinga Schultza. okazywać jak najmniej emocji. DruDjango również zostaje łowcą nagród, gi plan należy do Christopha Waltza i

85


fotoLHBO

86

Leonardo DiCaprio. Ten pierwszy jest symbolem idealizmu i europejskiego oświecenia, ten drugi zaś staje się doskonałym uosobieniem wszelkich najgorszych cech ówczesnych panów Południa. Głównym atutem filmu jest pojedynek tych dwóch postaci, ale pojedynek nie na rewolwery, lecz na słowa i intelekt. Nie zraziły mnie też historyczne nieścisłości, które nie obchodzą ani Tarantino, ani jego fanów. Kto widział, jak skończył Hitler w “Bękartach wojny”, ten wie, że prawda historyczna to tylko niewygodne ograniczenie. Do nieścisłości może też należeć zbyt wczesne pojawienie się grupy na wzór Ku Klux Klanu, ale scena z tą rasistowską bandą jest jedną z najkomiczniejszych w całym filmie. Lepiej dla filmu rozrywkowego, żeby polegał na inteligencji odbiorców, a nie trzymał się kurczowo faktów. Najmniej rzucającym się w oczy środkiem wyrazu są napisy początkowe w filmie. Pozornie mają stanowić źródło informacji o


wytwórni, głównych aktorach i tytule filmu. Tarantino jednak zadbał, aby i ten element stał się istotną częścią filmu. Czołówka została bowiem wykonana za pomocą charakterystycznej czcionki odpowiadającej westernom, przydługim wstępem i odpowiednią muzyką. Jest to najdojrzalszy film Tarantino, nie ma tutaj pustej przemocy ani bezsensownego jej unikania. Za każdym razem, gdy widzimy na ekranie brutalną scenę, ma ona znaczenie. Gdy obserwujemy z pozoru komicznego Samuela L. Jacksona, po chwili uśmiech znika nam z twarzy, a na myśl przychodzą głębsze refleksje. I tak, nadal jest to tylko kino rozrywkowe. Niemniej jednak zmusza do przemyśleń. 

fotoLHBO

87


Więcej na: www.mozecoswiecej.pl 88

Może coś Więcej, nr 2 / 2017 (80)  

Może coś Więcej... O DOMU

Może coś Więcej, nr 2 / 2017 (80)  

Może coś Więcej... O DOMU

Advertisement