Page 1

nr 6 / 2016 (57)

14 - 28 marca

ISSN 2391-8535

...O LAICYZACJI [1]


OKIEM REDAKCJI

TEMAT NUMERU

KOŚCIÓŁ

Wydarzenia i Opinie

...o laicyzacji

Z życia Kościoła

[8]

[28]

[42]

Nie tylko trójpodział władzy

Rozdzielić nierozdzielne

„Mamy rodzinę w Iraku”

Rafał Growiec

Emilia Ciuła

Mateusz Ponikwia

[12]

Jak samorządy przygotowują się do wypłacania 500 zł Andrea Marx

[16]

Grzechy kampanii samorządowej

[32]

Samowystarczalny człowiek Emilia Ciuła

[36]

Postmodernistyczna negacja wszystkiego Kajetan Garbela

Rafał Growiec

Myśli niekontrolowane [20]

Niespójność płci Maciej Puczkowski

[2]

Felieton Pobożny [46]

Na co idzie kościelna taca Kajetan Garbela


KULTURA

RECENZJE

COŚ WIĘCEJ

Kulturalny Kraków

Oskary 2016

Get that med

[54]

[72]

[86]

Rozżarzżeż w sobie krztynę empatii

Żądza przetrwania

Andrea Marx

Mateusz Nowak

Czym najlepiej słodzić nasze posiłki, cz. 3

Rok Kieślowskiego

Film

[58]

[76]

Jak żyć, panie Kieślowski?

Zachwycający "Mr. Holmes"

Anna Zemełka

Łukasz Łój

Komiks

Muzyka

[62]

[80]

Animacje Uniwersum DC

Samotność zaklęta w muzyce

Krzysztof Małek

Wojciech Wieczorek

Turystyka religijna [66]

Droga Świętego Jakuba, cz. 3 - katedra w Composteli Damian Nowicki

[3]

Maciej Zębik


Redaktor Naczelna: Anna Zemełka

Redakcja: Emilia Ciuła

Kajetan Garbela

Rafał Growiec

Marcin Kożuszek

Krzysztof Małek

Maciej Puczkowski

Mateusz Ponikwia

Wojciech Urban

Małgorzata Różycka

Korekta: Andrea Marx Alicja Rup

Współpraca: Mateusz Nowak

Michał Musiał

Anna Kasprzyk

Krzysztof Reszka

Łukasz Łój

Maciej Zębik

Kontakt: strona internetowa: www.mozecoswiecej.pl e-mail: mozecoswiecej@gmail.com współpraca i teksty: wspolpraca.mcw@gmail.com promocja i reklama: promocja@mozecoswiecej.pl [4]


Dołącz do nas! wspolpraca.mcw@gmail.com

[5]


[6]


OKIEM REDAKCJI  [7]


WYDARZENIA I OPINIE

NIE TYLKO TRÓJPODZIAŁ WŁADZY

[8]


Mateusz Ponikwia

W

kontekście rozstrzygnięcia wydanego w ubiegłą środę marca) przez Trybunał

(9

Konstytucyjny jako symboliczne i wymowne jawi się sformułowanie o podziale władzy. Nie chodzi wyłącznie o trójpodział władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Przede wszystkim bowiem zwraca uwagę silne spolaryzowanie wygłaszanych poglądów.

Z

jednej strony obecna eki- cą ustawą zasadniczą. Skład orze- Posłowie forsujący ustawę popa rządząca odbiera walor kający wskazał przede wszystkim pełniali bowiem takie same bądź prawny wydanemu orze- na naruszenie zasady praworząd- bardzo podobne uchybienia, któczeniu, uznając je jedynie jako ności i prawidłowej legislacji, w re wcześniej znalazły oddźwięk opinię wygłoszoną przez dwuna- szczególności na niezachowanie w orzecznictwie i jako nieprawistu sędziów. Dość komiczne (o ile przewidzianego regulaminem dłowe zostały wyraźnie zakwemożna w ogóle tak powiedzieć sejmu tempa prac legislacyjnych, stionowane. Niewątpliwie smuci w obecnej sytuacji) wydają fakt, że władza legislacyjna się więc zabiegi czynione nie wyciąga wniosków z przez prokuratora genejuż zapadłych wyroków. Choć nie milkną spory czy ralnego, który wycofując W uzasadnieniu wyopinię zgłoszoną przez procedowanie w dwunastoosobowym roku podkreślano, że zaswojego przeciwnika, stosowanie w praktyce składzie było w ogóle dopuszczalne rozwiązań przewidziabezskutecznie wnioskował o odroczenie rozprato należy zauważyć, że stworzenie nych w przepisach wprowy (ciekawe czemu nie wadzonych rozpatrywaną wymaganego składu jest w obecnej towarzyskiego spotkania grudniową nowelizacją przy kawie?). spowodowałoby niczym chwili niemożliwe. Po drugiej stronie nieuzasadnioną zwłokę sporu znajduje się nie tylw toczących się postępoko opozycja sejmowa (która nota np. brak wymaganego siedmio- waniach. Przepisy wprowadzobene także ponosi odpowiedzial- dniowego terminu na zapozna- ne przez sejm tworzą bowiem ność za zaistniały stan rzeczy), ale nie się posłów z przedstawionym mechanizm w istocie paraliżui znaczna część przedstawicieli projektem ustawy przed pierw- jący TK i pozbawiają zdolnozawodów prawniczych. Zdaniem szym czytaniem. W ocenie sę- ści orzekania. Z kolei wszelakie tej grupy wystosowane orzecze- dziów ustawa została uchwalana ograniczenia możności działania nie winno zostać opublikowane i niewątpliwie pospiesznie i bez Trybunału należy uznać za na(jak każdy wyrok TK) ma walor refleksji. ruszenie istoty ustroju RP, co z powszechnie obowiązujący i wiąSzczególnie istotny zdaje się oczywistych powodów nie może żący. stawiany ustawodawcy zarzut być tolerowane. Sam Trybunał, oceniając gru- nierespektowania wcześniejszych Choć nie milkną spory czy dniową nowelizację, stwierdził, że orzeczeń TK podczas przeprowa- procedowanie w dwunastoosojest ona niezgodna z obowiązują- dzania procedury ustawodawczej. bowym składzie było w ogóle

[9]


niem ustawodawcy było usprawnienie pracy Trybunału (jak twierdzą rządzący), czy też paraliż jego funkcjonowania (jak podnosi opozycja) trudno zanegować tezę, że charakter działalności orzeczniczej TK jest stale (co najmniej) podważany. Nie przekonują tłumaczenia, że grudniowa zmiana przepisów (szumnie zwana ustawą naprawczą) miała w założeniu rozwiązać problemy wynikające z decyzji podjętych przez uprzednio rządzących. Wszakże nikt rozsądny nie gasi pożaru kanistrem benzyny. A trzeba zaznaczyć jeszcze, że gwarantem przestrzegania przez legislatywę porządku prawnego podczas procedury ustawodawczej winien być TK, który w sposób merytoryczny może zweryfikować przestrzeganie standardów konstytucyjnych i demokratycz-

ź r ó d ł o : w w w . c a lv i n . e d u

dopuszczalne (ustawa po nowelizacji zakłada konieczność rozpatrywania sprawy w pełnym składzie przez co najmniej trzynaście osób), to należy zauważyć, że stworzenie wymaganego składu jest w obecnej chwili niemożliwe. Wskazać wypada jeszcze, że ustawa nowelizująca przewiduje wydawanie wyroków większością dwóch trzecich głosów. Nawet gdyby przyjąć, że takie wymaganie byłoby uzasadnione (co jednak zakwestionował TK na podstawie art. 190 ust. 5 Konstytucji stanowiącego o tym, że wyroki zapadają większością głosów), to i tak zostało ono spełnione. Chociaż dwie osoby złożyły zdanie odrębne, to pozostałe dziesięć zaprezentowało stanowisko, zgodnie z którym nowelizacja grudniowa narusza Konstytucję RP. Nie oceniając, czy zamierze-

[ 10 ]

nych. Zdaje się niestety, że sporu nie zakończy wydany wyrok. Zaistniała sytuacja nie pozostaje też bez echa dla losów przeciętnego obywatela. Relatywizowanie wyroków Trybunału (przejawiające się w uznaniu niektórych za niewiążące i odmawianiu ich publikacji) wprost narusza art. 190 ust. 1 Konstytucji RP, stanowiący, że orzeczenia mają charakter ostateczny. Rodzi to obawę o przyszłość wydawanych rozstrzygnięć, które przecież mogą mieć bezpośrednie przełożenie na sprawy poszczególnych osób. Sądy często występują z tzw. pytaniami prawnymi. Odpowiedzi udzielane w takim trybie wpływają z kolei na kształt wydawanego wyroku w sprawie konkretnego podmiotu. 


Miejsce na Twoje ogłoszenie wspolpraca.mcw@gmail.com

[ 11 ]


WYDARZENIA I OPINIE

JAK SAMORZĄDY PRZYGOTOWUJĄ SIĘ DO WYPŁACANIA 500 ZŁ Andrea Marx

W

iększość gmin dostała już od wojewodów pieniądze na wypłacanie świadczeń wychowawczych w ramach nowego rządowego programu

R odzina 500+. O kazuje

się , że rodzice pobierający podobne świadczenia za

granicą też mogą się o nie starać , jednak czy je otrzymają zadecydują urzędy marszałkowskie .

I

nstytucjami, które najczęściej były wyznaczane do przyjmowania wniosków od rodziców, są ośrodki pomocy społecznej. Włodarze gmin narzekają, że w niektórych przypadkach trzeba będzie do tego zadania zatrudnić nowych pracowników, co wiąże się z dodatkowymi kosztami, na które już pieniędzy od wojewody nie dostali. Pracownicy MOPS i samorządowcy na początku szacowali, ile dzieci mniej więcej będzie chciało ubiegać się o

rządowe 500 zł. W grę wchodzą wszystkie osoby do 18. roku życia, jednak nie każde z tych dzieci będzie „drugie”. Jest to więc pierwsze sito, przez które samorządy przepuszczą statystyki urodzeń. W drugiej kolejności przesieją tych, którzy pobierają zasiłki z zagranicy.

CO Z KINDERGELDEM?

Polacy, jak wiadomo, są wszędzie. Mieszkają za granicą na stałe lub tam pracują, dojeżdżając do domu co jakiś czas. W kraju za-

[ 12 ]

o tym

trudnienia pobierają już świadczenia rodzinne (za przykład weźmy kindergeld w Niemczech) i teraz pytają, czy również mogą ubiegać się o 500 zł. – Uczestniczymy w szkoleniach, ale one nie rozwiewają naszych wątpliwości na ten temat – zaznacza Małgorzata Chrynus, kierowniczka Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Prószkowie na Opolszczyźnie. – Najprawdopodobniej takie przypadki będą rozpatrywane indywidualnie.


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

Nowe przepisy mówią o tym, że w przypadku, gdy osoba ubiegająca się o pieniądze lub członek jej rodziny przebywa za granicą, w państwie, w którym mają zastosowanie przepisy o koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego, gmina przekazuje wniosek wraz z dokumentami marszałkowi województwa. Rodzice zarabiający i pobierający np. wspomniany kindergeld mogą złożyć wniosek w ramach programu 500+, jednak zostanie on wysłany do odpowiednich urzędów podlegających marszałkowi. – Nastąpi porównanie polskiego świadczenia wychowawczego i świadczenia zagranicznego – wyjaśnia Danuta Średzińska z Regionalnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Opolu. – Jeśli w Polsce matka dziecka jest aktywna zawodowo, przysługuje jej pełne świadczenie wychowawcze, a jeśli mąż dorabia w Niemczech,

to świadczenie w wysokości 188 euro zostanie pomniejszone o 500 zł. Jak długo wojewódzcy urzędnicy będą badać wniosek rodzica?

Czy trzeba będzie podawać wysokość dochodu w rodzinie? Nie. Kryteria dochodowe nie obowiązują, jeśli mieszkańcy gminy chcą starać się o 500 zł na drugie dziecko. – To przebiega bardzo szybko, jeśli wnioskodawca z nami współpracuje – mówi Średzińska.

[ 13 ]

– Jeżeli sam dostarczy dokumenty potwierdzające, że małżonek wykonuje pracę w Niemczech, wtedy my nie musimy już występować o nie do instytucji niemieckiej i decyzję wydajemy od razu. Dostarczenie tych dokumentów nie jest obowiązkowe, jednak apeluję, aby współpracować w tej kwestii, ponieważ na odpowiedź z niemieckiej instytucji być może trzeba będzie czekać od 2-3 miesięcy do 1,5 roku. Podsumowując, jeśli marszałek województwa przyzna rodzicowi prawo do pobierania 500 zł, to kwota zasiłku zagranicznego zmniejszy się, a jeśli wyda decyzję odmowną – w jego kwocie nic się nie zmieni.

DOCHÓD NIE GRA ROLI

Czy trzeba będzie podawać wysokość dochodu w rodzinie? Nie. Kryteria dochodowe nie obowiązują, jeśli mieszkań-


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

cy gminy chcą starać się o 500 zł na drugie dziecko. To świadczenie każdy rodzic dostanie „z automatu”. Dochód będzie brany pod uwagę tylko w dwóch przypadkach: na dziecko pierwsze i niepełnosprawne. Zgodnie z przepisami nowej ustawy 500 zł przysługuje na pierwsze dziecko, jeżeli dochód rodziny w przeliczeniu na osobę nie przekracza 800 zł. Kiedy drugie dziecko staje się pierwszym? W myśl ustawy – wtedy, kiedy to pierwsze ukończy 18. rok życia. Jeżeli członkiem rodziny jest dziecko niepełnosprawne, świadczenie wychowawcze przysługuje na pierwsze dziecko, jeżeli dochód rodziny w przeliczeniu na osobę nie przekracza 1200 zł. Z rządowych 500 zł będą mogły korzystać także rodziny,

które już w tej chwili pobierają z MOPS-ów inne świadczenia rodzinne, uzależnione od dochodu rodziców. W momencie, kiedy do domowego budżetu wpłynie dodatkowe 500 zł, tamto świadczenie nie wygasa. Rządowe 500 zł nie zalicza się do dochodu rodziny.

GDZIE I KIEDY?

Rodzice mogą się starać o rządowe świadczenie od 1 kwietnia. Należy wtedy zgłosić się do najbliższej jednostki przyjmującej wnioski i tam je wypełnić. Najlepiej zrobić to w obecności urzędnika, który najpewniej będzie (powinien być!) w tym temacie przeszkolony. Samorządy dopuszczają również możliwość wysyłania formularzy drogą internetową za pomocą profilu za-

[ 14 ]

ufanego. Rozpatrywanie wniosku może trwać do 3 miesięcy, a jeśli zostanie on zaakceptowany, będzie ważny 1 rok, zawsze do 30 września następnego roku. – Najważniejsze jest to, aby rodzice wiedzieli, że mogą je składać do końca czerwca, bo kwota świadczenia zostanie wyrównana – mówi Małgorzata Chrynus. 500 zł będzie wypłacane nie później niż do ostatniego dnia miesiąca, za który przyznane zostało świadczenie. Jeśli rodzic nie zdecyduje się na złożenie wniosku od razu 1 kwietnia, nie będzie stratny. Jeśli złoży wniosek do 1 lipca włącznie, gmina wypłaci mu wyrównanie za każdy miesiąc od kwietnia. 


Dołącz do nas! wspolpraca.mcw@gmail.com

[ 15 ]


WYDARZENIA I OPINIE

GRZECHY KAMPANII SAMORZĄDOWEJ Rafał Growiec

K

ampania wyborcza rządzi się swoimi prawami. Jednak w wyborach samorządowych bardziej przypomina ona wolną amerykankę niż uczciwe zawody.

W

czwartek 10 marca zji wyborów samorządowych. wójta czy burmistrza od starań 2016 r. odbyła się Kampanią w Polsce zajął się o reelekcję. Nawet przed ofikonferencja „Przej- Instytut Spraw Publicznych, cjalnym rozpoczęciem kamparzystość finansowania lokalnej pod okiem którego przeanali- nii wykorzystują uprawnienia, polityki. Wyniki monitorin- zowano kampanie 50 kandy- jakie daje im obecny urząd do gu kampanii samorządowych datów w 13 miejscowościach. osiągnięcia celów kampanijJakie są grzechy polskiej nych. Wójt-kandydat chętnie w Polsce, Słowacji i Słowenii” samorządowej? udzieli sobie bezpłatnej przezorganizowana przez Instytut kampanii Spraw Publicznych (ISP) we Przede wszystkim fakt, że kan- strzeni na bilbord, a także nie współpracy z Biurem Instytucji dydaci zupełnie nie rozróżnia- zgani spółdzielni mieszkanioDemokratycznych i Praw Czło- ją swojej roli jako obecnego wej, która zamiast dbać o czywieka OBWE stość trawni(ODIHR). ków, zajmie się Trudnością jest także brak oznaczania Przedstawiono wiecami popartam wynik mocia czy wywiesi lub nieprawidłowe oznaczanie materiałów nitoringu przeza darmo bawyborczych. W Internecie zaledwie 1/3 prowadzonego nery na swoich agitujących stron posiadała właściwą w tych 3 krabudynkach. jach przy okaKto finaninformację o swoim celu,

[ 16 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

suje kampanię samorząkające ze sprawowanej Drugi problem to sprawa dową? W dużej mierze funkcji. Trzeba mieć rzadko dotyczy to grunaprawdę silną pozycję jawności finansów. Podatnik, py szarych obywateli, w lokalnej społeczności, ale także różne instytucje, ponieważ zwykle są to by próbować nie dać się powinny wiedzieć, kto pomógł zakrzyczeć przez osodrobne kwoty, mikroskopijne wpłaty „od serbę, która ot tak może danemu kandydatowi zdobyć ca”. Prawdziwe pieniądze otrzymać pieniądze od urząd. Pozwala to interpretować na promowanie kandyzaprzyjaźnionego szefa decyzje podejmowane przez data daje lokalny biznes, miejskich wodociągów ale także urzędnicy czy czy za darmo wywiesić niego już w nowej kadencji. dyrektorzy miejskich swój baner na miejskich spółek. Problemem jest budynkach. Wnioski z ne również w przypadku trarównież jawność tychże monitoringu wyraźnie wpłat. Choć komitety powinny dycyjnych form przekazu – pokazują, że wśród samorząprowadzić rejestr wszystkich broszur, ulotek, bilbordów czy dowców wciąż silna jest tenprzekazywanych środków, to spotów wyborczych. dencja, by traktować gminę jak jednak często są one niepełne, udzielne księstwo, gdzie władPRAKTYKA KATOWICKA poza tym na złożenie w PKW cy wszystko wolno. Jak te zaniedbania przekładasprawozdań finansowych jest Drugi problem to sprawa ją się na szarą rzeczywistość? znacznie za dużo czasu – 3 jawności finansów. Podatnik, Po pierwsze, uprzywilejowana miesiące. ale także różne instytucje, popozycja kandydata starającego Trudnością jest także brak winny wiedzieć, kto pomógł się o reelekcję czy też o wyżoznaczania lub nieprawidłowe danemu kandydatowi zdobyć oznaczanie materiałów wybor- szy urząd w stosunku do oso- urząd. Pozwala to interpreczych. W Internecie zaledwie by „nowej” nieraz gwarantuje tować decyzje podejmowane ⅓ agitujących stron posiadała sukces. W walce o stołek liczy przez niego już w nowej kawłaściwą informację o swoim się już nie tylko doświadcze- dencji. Jeśli urzędnik działa na celu, jednak jest to powszech- nie, ale też możliwości wyni- szkodę miasta/gminy, ale na

[ 17 ]


drzeja Krupy. Dzięki temu, że spis fundatorów kampanii był publicznie dostępny, można było zauważyć wyraźną chęć „odwdzięczenia się” ze strony nowego włodarza miasta. Do zarzutów ISP można dorzucić jeszcze jeden, „powyborczy” – komitety nie sprzątają po sobie. Plakaty na słupach wiszą, aż nie zmyje ich deszcz, by dopiero wtedy stać się obiektem zainteresowania osób sprzątających ulice. Niektóre twardo opierają się działaniu czasu – jeszcze tydzień temu widziałem twarz kandydata na posła wiszącą na latarni (pogratulo-

ź r ó d ł o : w w w . c a lv i n . e d u

korzyść swojego sponsora, to jest to sprawa dla prokuratury (a przynajmniej dla wyborcy, do wykorzystania za 4 lata). Tak było w Katowicach, gdzie niedługo po wyborach samorządowych zapadła decyzja o stworzeniu „południowego subcentrum” mającego stanowić przywrócenie równowagi między północnymi i południowymi dzielnicami. Okazało się jednak, że cały plan to kolejna galeria handlowa wybudowana przez przedsiębiorstwo, którego właściciel mocno dofinansował kampanię obecnego prezydenta Katowic, An-

[ 18 ]

wać drukarni). Tymczasem na uprzątniecie tych materiałów komitety wyborcze mają 30 dni od wyborów. Raport ISP pokazuje stan polskiej kultury wyborczej. Czy się to zmieni? Tylko wtedy, gdy wyborcy przestaną tolerować wymienione powyżej zagrywki, nie wybierając na drugą kadencję kogoś, kto traktuje ich jak poddanych, a prawo wyborcze jako przydatne, ale niezobowiązujące wskazówki.


Miejsce na Twoje ogłoszenie wspolpraca.mcw@gmail.com

[ 19 ]


M Y Ś L I N I E KO N T RO LO WA N E

NIESPÓJNOŚĆ PŁCI

[ 20 ]


Maciej Puczkowski

W

ydawać by się mogło, że nie ma nic prostszego, niż określenie płci danego człowieka.

Wystarczy krótka obserwacja świata, żeby stwierdzić, że człowiek dzieli się na płeć męską i żeńską. Temat byłby zamknięty, gdyby nie pewne osobliwości. Sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana i może tworzyć pole do nadinterpretacji.

W

spomniane osobliwo- kiedy rodzi się obojnak? Jest to śli jednak przyjmiemy ów inny ści to ludzie, którzy anomalia, ale jednak możliwa do sposób weryfikacji za bardziej przysparzają nas o ból zaistnienia. Tylko, że skoro płcie precyzyjny, może okazać się, że głowy, burząc prosty harmonijny są dwie, to jaką płeć ma obojnak? nie pokrywa się z pierwszym. podział. Przyjęło się ustosunko- Czy zawsze istnieje obiektywny To znaczy, że możemy u jednego wywać do nich na dwa sposoby. sposób na stwierdzenie, jaką po- człowieka otrzymać różną płeć w Jedni starają się odsunąć fakt ich winien mieć? zależności od tego, w jaki sposób istnienia ze świadomoją sprawdzimy. W rzeczy ści lub wywieść wszelkie samej nauka podaje wiepłciowe problemy z braku le rodzajów weryfikacji i odpowiedniego wychonie zawsze one się ze sobą Jeżeli płcie są dwie, a ludzie mogą wania. Drudzy wykorzypokrywają. Tu pojawia się rodzić się z niejedeoretynoznacznie stują ich do promowania ogromne pole do nadinwłasnej wersji pseudo terpretacji. Można borozwiniętymi narządami, to musi -kultury, która tłumaczy, wiem powiedzieć, że płci istnieć jakiś inny sposób weryfikacji jest wiele. Jednak każdy że płci może być wiele i jeszcze można je zmieniać płci niż samo spojrzenie na genitalia. rodzaj weryfikacji rozwaw trakcie życia, tłumacząc ża tylko dwie. Precyzyjniej Jeśli jednak przyjmiemy ów inny to pokrętnie rozumianą więc byłoby stwierdzić, że wolnością. płcie są dwie - męska i sposób weryfikacji za bardziej Problem w tym, że żeńska - ale jest wiele jej precyzyjny, może okazać się, że nie rodzajów. Może być więc niektórych anomalii nie da się wytłumaczyć brapłeć genitalna, fenotypopokrywa się z pierwszym. kiem wychowania. Kiedy wa, psychiczna, społeczktoś rodzi się bez ręki, na i inne, których nie ma nogi lub chory psychiczsensu tu wymieniać. nie, wtedy zgodnie uważaNajwięcej kontrowersji Jeżeli płcie są dwie, a ludzie my to za anomalię. Dlatego, że budzą, jak się wydaje, płeć psyczłowiek z natury ma dwie ręce mogą rodzić się z niejedeore- chiczna i społeczna, które defii dwie nogi, a odstępstwo od tej tynoznacznie rozwiniętymi na- niują się odpowiednio przez to, normy jest zaburzeniem. Mimo rządami, to musi istnieć jakiś czym się bardziej czuję i jaka jest to uznajemy, że człowiek może inny sposób weryfikacji płci niż moja rola w społeczeństwie. Jakbyć jednoręki. Co w przypadku, samo spojrzenie na genitalia. Je- kolwiek inne rodzaje płci stano-

[ 21 ]


Niespójność płci psychicznej i społecznej z ogólnie pojętą płcią naturalną wynika z pewnej niespójności wewnętrznej człowieka i jest zła. Nie człowiek jest zły, ale ta niespójność. do niego odpowiednio podejść. Dziś podchodzi się do niego, wyrażając pełną akceptację lub całkowite zaprzeczenie. Natomiast samo istnienie kobiety, która pełni rolę męską lub zniewieściałego mężczyzny, lub mężczyzny, który czuje się kobietą, jest niezaprzeczalne. Nie musimy tego nawet nazywać płcią. Wystarczy, że uznamy to za pewne ustosunkowanie się do własnej płci. Istotne jest jednak to, jak sami

ź r ó d ł o : w w w . c a lv i n . e d u

wią zagadkę natury biologicznej, tak te dwie stawiają wyzwanie naszej kulturze. Na ich podstawie buduje się tzw. ideologię gender. W Księdze Rodzaju czytamy, że Bóg stworzył mężczyznę i kobietę. Zaraz potem jest mowa o płodności. Płodność jest jednym z podobieństw człowieka do Boga. Bóg jest płodny. Człowiek również. Jednak płodność człowieka jest ściśle związana z płcią. Płodność jest pewnym znakiem. Jeżeli coś jest niepłodne, oznacza, że jest chore lub martwe. Człowiek może być płodny tylko wtedy, kiedy jest mężczyzną lub niewiastą. Teoretycznie do biologicznych sposobów określania płci możemy dodać jakieś inne, takie jak psychiczne lub społeczne. Co więcej obserwacje pokazują, że może nie jest to takie niesłuszne. Obserwujemy przecież mężczyzn, którzy są seksualnie kobietami. Mężczyzn, którzy są zniewieściali. Również kobiety, które próbują pełnić społeczeństwie role męskie. Jest to poważny temat do badań, jednak trzeba

[ 22 ]

ustosunkujemy się do problemu. Bowiem niespójność płci psychicznej i społecznej z ogólnie pojętą płcią naturalną wynika z pewnej niespójności wewnętrznej człowieka i jest zła. Nie człowiek jest zły, ale ta niespójność. Jest to ciemność, z którą musi się uporać, gdyż szkodzi jemu, a zwłaszcza jego duszy. Wszelkie choroby duszy i ciała można sprowadzić do jakiegoś braku spójności. Żeby jednak coś naprawić, trzeba uznać tego istnienie. Aby więc pomóc ludziom, których płeć psychiczna czy społeczna nie odpowiada naturalnej, trzeba uznać istnienie takowych. W innym przypadku pozostaniemy na etapie ciągłego irytowania siebie nawzajem. Takiej niespójności nie można w żadnym wypadku podsycać, ani uznawać za normę. Tak samo jak nie można uznać za normę rozdwojenia jaźni. Nie można powiedzieć, że schizofrenia jest dobra i tolerujmy ją. Schizofrenia jest zła, schizofrenicy są dobrzy. Niespójność płciowa jest zła. 


[ 23 ]

ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m


[ 24 ]


TEMAT NUMERU  [ 25 ]


T E M AT N U M E RU

ROZDZIELIĆ NIEROZDZIELNE

[ 26 ]


Rafał Growiec

D

yskusja o rozdziale

K ościoła

od państwa wydaje

się problemem nowoczesności , w dodatku czysto chrześcijańskim .

C zy

tak jest naprawdę ?

C zy

w ogóle

można rozdzielić wiarę i administrację państwową ?

W

łaściwie refleksję Kościół rodził się w nie- Jakkolwiek nie walczono otwarnad historią roz- co innych warunkach – tłem cie z władzą niechrześcijańską, działu Kościoła i jego działalności było państwo to jednak również nie wspierapaństwa należy zacząć od histo- rzymskie, które równie nie- no jej we wszystkich aspektach rii Izraela, gdyż to jego historia chętnie podchodziło do idei i traktowano wciąż jako niebyła nieraz przywoływana je- rozdziału spraw administra- bezpieczną dla wiary. Z kolei śli chodzi o spór kompedla państwa chrześcijanie tencyjny między tym, co byli… ateistami, gdyż odMocno zmieniło się to święte, a tym, co świeckie. rzucali bogów. Należy zauważyć, że NaMocno zmieniło się to podejście wraz z czasami ród Wybrany był w niepodejście wraz z czasami Konstantyna, gdy władca co innej sytuacji, gdyż po Konstantyna, gdy władca państwa rzymskiego stał prostu był Wybrany. Jego państwa rzymskiego stał historia jest zapisana na się chrześcijaninem i zaczął się chrześcijaninem i zakartach Biblii i jest w niej czął wspierać Kościół w wspierać Kościół w jego przedstawiona jako wieczjego zadaniach, fundować ne zmaganie się JHWH zadaniach, fundować wielkie wielkie świątynie i przynajz ludem, którego nazwa mniej po części rozstrzygać świątynie i przynajmniej po oznacza tego który walczył spory wewnątrzkościelne. części rozstrzygać spory z Bogiem i wygrał (por. Jednocześnie cesarz czuł Rdz 32,29). Losy Izraela się na siłach, by ingerować wewnątrzkościelne. to ciągłe kierowanie przez w sprawy wiary nieco zbyt proroków, przez arcykanatrętnie. Władca, który płanów narodem, którego toż- cyjnych i religijnych, co Żydzi. nie mógł być już bogiem, chciał samość jest nieusuwalnie zżyta Hellenistyczna tradycja ubó- być chociażby równy Apostoz konkretną wiarą. Nie dało się stwiania władców sprawiła, że łom. Odbijało się to na wielu być politykiem (królem a na- ważnym punktem każdej funk- problemach – wystarczyło, by wet prokuratorem rzymskim) cji publicznej było np. oddanie cesarz był bardziej przychylny wśród Żydów bez zrozumienia czci geniuszowi cesarza. To było herezji ariańskiej i już chciał ją tej dziwnej relacji między tym, dla chrześcijan pierwszych wie- narzucić wszystkim obywateco lud ten czcił i tym, jak się ków nie do zaakceptowania, co lom. rządził. kończyło się prześladowaniami. I znowu zmiana zaszła po

[ 27 ]


Motywacja religijna wciąż pozostaje bardzo istotna w mobilizacji wyborców – czy to poprzez pobudzenie nastrojów antyklerykalnych czy poprzez wezwanie do krucjaty. upadku Imperium na zachodzie. Bizancjum pozostało stolicą biskupią i siedzibą władcy Cesarstwa Wschodniego, co wzmocniło cezaropapizm. Po dziś dzień widać to w prawosławiu, gdy w Rosji można natknąć się na płaczące podobno ikony z wizerunkiem… Władymira Putina. Z perspektywy Rzymu było zupełnie inaczej: zniknął cesarz, został papież. Gdy Imperium było roznoszone najazdami barbarzyńców, a po nim nastały Ciemne Wieki, to katolicyzm zdawał się jedyną ostoją dawnych czasów. Jakkolwiek wciąż silne na Zachodzie były tendencje władców, by choć trochę podporządkować sobie Kościół (Karol Wielki, Napoleon, Henryk IV i Canossa), to jednak biskup Rzymu wciąż był dość niezależny, by krytykować władzę. ALE LUTER! Wielką zmianą były czasy nowożytne. Zaczęło się od re-

formacji luterańskiej, kiedy to książęta niemieccy, chcąc wyswobodzić się z posłuszeństwa katolickiemu cesarzowi, chętnie przyjmowali nowe wytyczne w sprawie wiary. Pokłosiem tej polityki był fatalny w skutkach układ „quius regio, eius religio”, gdy osobista decyzja władcy była wyrokiem dla lokalnych wspólnot. Henryk VIII w imię polityki dynastycznej sam ogłosił się głową Kościoła w swoim kraju. Sam papież też w tym okresie był niemalże udzielnym władcą, przez co jego urząd zatracił w pewnym stopniu wymiar sakralny, a zaczął trącić nie do końca czystą polityką. Kolejnym szokiem była Rewolucja Francuska, gdy odrzucono nie tylko związki Kościoła z władzą świecką, ale wręcz wprowadzono jawną wrogość między nimi. Topienie księży i zakonnic w barkach było tylko jedną stroną antykościelnej polityki skupionej na podziale Kościoła na postępowych księży skłonnych współpracować z nowym reżimem i tych, którzy woleli dać się zgilotynować za ancient regime. Napoleon rehabilitował Kościół, ale sam też chciał mieć nad nim kontrolę. Jednak już od dawna zaczęto dostrzegać wpływy masonerii na rządy i podchodzić do władców tym sceptyczniej, im bardziej zależało im na wcielaniu w życie oświeceniowych idei. Kolejne pomysły typu Kulturkampf czy rewolucja bolszewicka z jednej strony zachęciły Kościół do współpracy z tymi politykami, którzy byli mu przychylni, z drugiej – wzmogły podejrzli-

[ 28 ]

wość. Fatalna w skutkach decyzja Katolickiej Partii „Centrum” o poparciu dla NSDAP, by ograniczyć wpływy komunistów, była chyba gwoździem do trumny idei katolickich partii oficjalnie wspieranych przez Watykan. Nie oznacza to, że zakończył się problem z rozdzieleniem kompetencji Kościoła i państwa – zachowanie komunistycznych władz wobec własności kościelnej, kwestia udziału duchownych w ruchach prodemokratycznych, konkordat, nauczanie religii czy choćby udziału polityków w uroczystościach kościelnych wciąż powodowały i będą powodować napięcia. Motywacja religijna wciąż pozostaje bardzo istotna w mobilizacji wyborców – czy to poprzez pobudzenie nastrojów antyklerykalnych czy poprzez wezwanie do krucjaty. ROZSTAJNE DROGI Przy ustalaniu granic kompetencji między motywacjami duchowymi a czysto świeckim ustawodawstwem można pójść jedną z wielu dróg. Najstarsza, droga „egipska”, to droga zjed-

Przy ustalaniu granic kompetencji między motywacjami duchowymi a czysto świeckim ustawodawstwem można pójść jedną z wielu dróg.


źródło: archiwum wlasne

noczenia władzy świeckiej z władza duchową. Władca jest także najwyższym kapłanem/głową Kościoła i ma decydujący głos w sprawach wiary. W wersji lżejszej religia jest sprawą państwową, więc jedno wyznanie ma oficjalne poparcie administracji, inne jakoś muszą sobie radzić, jeśli w ogóle jest dozwolone. To wciąż popularny sentyment w krajach arabskich (niesławne ISIS i jego kalifat), ale także w krajach hinduistycznych, gdzie niemal otwarcie domaga się zakazu konwersji z hinduizmu. Druga droga to droga „francuska” – całkowity rozdział Kościoła od państwa, jednak bez jasno wyrażonej wrogości. Nic świętego nie może mieć kontaktu z tym, co świeckie, nie może być popierane ani dofinansowywane przez administrację. Teoretycznie świetny dla Kościoła jasny układ okazuje się fantasmagorią, gdyż takie państwo zwykle wciąż lubi się wtrącać we wszystkie sprawy obywateli. Chętnie też decyduje w sprawach przestrzeni publicznej, starając się jej narzucić ideał laicite. Rugując wszelkie oznaki religii z ulic, placów i podręczników szkolnych. W końcu nikt nie chce uprawiać religianckiej propagandy i tym samym być nieobiektywnym. Dużo groźniejsza dla wiary jest droga „bolszewicka”. Tu nie ma udawania – jest bezpośrednia walka ze wszystkim, co nie jest ateistyczne. Oznacza to burzenie świątyń, mordowanie duchownych, propagandę w szkołach. Najbardziej wyważona jest prawdopodobnie droga „polska”, czyli rozdział, ale z wzajemnym szacunkiem. Kościół i państwo za pomocą konkordatu ustaliły swoje kompetencje i teraz spory wynikają tylko z różnych interpretacji. Ani państwo nie odcina się od tego, co chrześcijańskie, ani Kościół nie chce mieć swojego stałego przedstawiciela w rządzie. CZYJE DZIECI? Problem rozdziału rzeczy świeckich od duchowych nie jest sprawą czysto chrześcijańską. Pojawia się wszędzie tam, gdzie dochodzi do sporu kompetencyjnego między władzą cywilną a dowolnym wyznaniem. Dawniej było tych kompetencji mniej, gdyż i duchowni, i urzędnicy nie rozumieli, jak złożoną istotą jest człowiek. Nie istniał na przykład obowiązek szkolny, a dzieci uczyły się tylko tego, co w życiu wydawało się przydatne rodzicom – uprawy roli, rzemiosła, liczenia z guldenów na talary. Jeśli jednak powstawała szkoła fundowana przez władcę, ten dbał, by za jego złoto nie szkolono buntowników. Dodatkowo dochodziła taka czy inna katechizacja.

[ 29 ]


SPOKÓJ MA BYĆ! A z tym bywa różnie, gdyż dla państwa liberalizm światopoglądowy oznacza różnorodność, a różnorodność oznacza spory, a to oznacza brak spokoju. Tymczasem państwo nienawidzi zamieszania. Państwa liberalne najczęściej dążą do tego, by jedyną różnorodnością była ta wewnątrz odłamu liberalnego, a konserwatyzm chciałyby uznać za niebezpieczny dla życia i zdrowia. Urzędniczy moloch musi działać spokojnie, bez przerw na sprawy obywateli, którzy mają akurat inne zdanie niż ustawodawca. Państwo w naturalny dla siebie sposób stara się jednoczyć społeczeństwo, a także rugować z przestrzeni publicznej zjawiska mogące wywołać rebelię, a to oznacza tyle, że chce, by wszyscy się go grzecznie we wszystkim słuchali.

[ 30 ]

źródło: archiwum własne

Wraz z oświeceniem zaczęto wymagać od obywatela, by ukończył także jakąś szkołę, a od państwa – by to umożliwiło. Pojawił się jednak problem, gdyż linia ideowa władcy nie zawsze zgadzała się z magisterium Kościoła. Prawdziwy problem pojawił się wraz z próbami osiągnięcia władzy totalnej przez rządy. Król/kanclerz/I sekretarz chciał mieć wyłączność na wychowanie i krzywo patrzył na kościelne szkoły i przedszkola. Kto chce mieć pełną władzę nad tym, jak kształtuje się sposób myślenia obywatela, będzie dążył do wyrugowania z procesu wychowania obcych czynników. W efekcie tego albo chce się wcisnąć Kościół do przysłowiowej kruchty, albo wymusić na nim dostosowanie do wymagań państwa. Nowoczesne procesy laicyzacyjne odbywają się według tego samego scenariusza, co próby poganizacji narodu za Hitlera. Gdy jeden z biskupów protestował przeciwko zamykaniu szkół katolickich w III Rzeszy, usłyszał od jednego z wysoko postawionych urzędników, że nie ma dzieci katolickich – są dzieci niemieckie. Państwo i Kościół nie muszą jednak toczyć boju o duszę dziecka, zwłaszcza, jeżeli państwo nazywa się „liberalnym”. Wystarczy, że rząd spróbuje zrozumieć, że nie jest w stanie zuniformizować społeczeństwa i wychować wszystkich na jedno kopyto. Wolność religijna to nie tylko wolność od nacisków, ale też wolność do wyznawania swoich własnych zasad. Także Kościół musi uznać, że nie jest w stanie trzymać swoich wiernych w izolacji od wiedzy, nawet tej mało rzetelnej i musi radzić sobie inaczej niż poprzez próby monopolizacji rynku edukacyjnego.


W średniowieczu oznaczało to likwidację wszelkich herezji – heretyk najczęściej zaraz po autorytecie Kościoła odrzucał autorytet władcy. Gdy w państwie są dwie grupy religijne, pewnym jest, że dojdzie między nimi do zatargów nie tylko w czasie dyskusji teologicznej. Stąd nieraz sądy świeckie uważały za stosowne wyręczyć Kościół w karaniu bluźnierców. Tak było w 1414 r. w Sangerhausen, gdzie inkwizytor skazał na stos trzy osoby, a kilkadziesiąt na pokutę, a sąd świecki po jego wyjeździe „poprawił” kary i spalił w sumie co najmniej 168 osób. Hiszpańska inkwizycja była w sumie przede wszystkim narzędziem królów katolickich, mającym zlikwidować wszelkie mniejszości – czyli zbadania, czy moryskowie i marrani naprawdę się nawrócili, czy też po cichu dalej wyznają islam i judaizm. ROZDZIAŁ JEDNOSTRONNY Osobnym problemem także dzisiejszym jest kwestia jednostronności rozdziału Kościoła od państwa. Jakkolwiek i Kościół i państwo chcą zachować swoją autonomię, nie chcą pozostać bez żadnego wpływu na sprawy drugiej strony. Temu służy konkordat – ustaleniu granic kompetencji między instytucjami życia publicznego a instytucjami katolickimi. Państwo jednak znacznie częściej niż Kościół marzy o rozdziale jednostronnym – gdy ksiądz siedzi sobie zamknięty w zakrystii czy na salce parafialnej, a urzędnik zagląda co jakiś czas i wskazuje, co można poprawić, czy co należy zrobić.

I tak biskup, który jest Polakiem, ma doświadczenie w edukacji, czy nawet sprawach bioetycznych, ma mniej dopowiedzenia niż niemiecki urzędnik w Brukseli, który całe życie tylko wypełniał druczki. Biskup jest katolikiem, więc jest nieobiektywny, a państwo jest świeckie. O, przepraszam – neutralne światopoglądowo. Ciekawe, że zwolennicy stosowania tej neutralności światopoglądowej w wydaniu ultrarestrykcyjnym dla Kościoła nie mają zamiaru stosować go dla wszelkiej maści ekologów, LGBT czy seksedukatorów. SCHIZOFRENIA URZĘDNIKA A co z dobrymi urzędnikami państwowej administracji – takimi, co mają nie tylko wszystkie dyrektywy w małym palcu, ale też Boga w sercu? Dla nich w wizji agresywnej rozdziału Kościoła od państwa nie ma miejsca. Raz, że moralność katolicka bardzo często nie jest do pogodzenia z przepisami, dwa, że w ogóle urzędnik z własnymi poglądami jest państwu nie na rękę. Hanna Gronkiewicz-Waltz powie, że urzędnik (w tym lekarz w szpitalu miejskim) powinien wiarę zostawić na kołku przed gabinetem. Sama jednak odnosi się do wiary, a przywódczyni jej partii chętnie robiła sobie zdjęcia przy grobie Jana Pawła II. W efekcie ofiarą walki kompetencyjnej między Kościołem a państwem staje się konkretny człowiek, skazany na rezygnację albo z kariery zawodowej, albo z własnych przekonań. Jeszcze ciekawiej jest, gdy polityk na siłę stara się zado-

[ 31 ]

wolić biskupa. Wtedy nie przekonasz go, że broniąc chrześcijaństwa poprzez zmieszanie go z programem partii wcale nie przyczynia się do wzrostu Królestwa Niebieskiego na ziemi. Pan burmistrz, prezydent czy premier chętnie pokaże się jako bardziej biskupi od arcybiskupa i bardziej papieski do papieża. On zakaże parady gejowskiej, załatwi wolne w święto kościelne dla wszystkich – czy tego chcą czy nie chcą. On nawet koronuje Chrystusa na Króla Polski ustawą sejmową. Fakt, że w większości swoich inicjatyw taki polityk głównie ośmiesza Kościół i robi krecią robotę na rzecz antyklerykałów. Ponadto język Ewangelii ma niewiele wspólnego z językiem debaty politycznej. O ile w homilii dopuszczalne są mocne słowa, to muszą one być prawdziwe. Muszą podlegać podstawowej zasadzie – miłości bliźniego i nienawiści do grzechu. Debata polityczna dopuszcza zaś brudne chwyty, nieczyste zagrania, oczernianie, utożsamienie człowieka z jego cechami czy poglądami. Nie można rozdzielić państwa od Kościoła tak, jak chcieliby tego dokonać zwolennicy „świeckiego”, czyli antyklerykalnego państwa. Należy jednak wyznaczyć rozsądne granice między ich kompetencjami tak, by ograniczyć niepotrzebne spory. Czy jednak jest to możliwe w sytuacji, gdy politycy są gotowi kłócić o wszystko, nie zważając ani na dobro wiary, ani na interes państwa? 


T E M AT N U M E RU

SAMOWYSTARCZALNY CZŁOWIEK

[ 32 ]


Emilia Ciuła

W W

„M nie B óg w życiu moim nigdy nie był potrzebny – od najwcześniejszego dzieciństwa , ani przez pięć minut – byłem zawsze samowystarczalny ”. itold

edług słownika języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego człowiek samowystarczalny to ten, który sam zaspokaja własne potrzeby. Mimo to człowiek w codzienności i sytuacjach kryzysowych udaje się po pomoc do Stwórcy. Często spotykam się ze stwierdzeniem: „Prosiłem o coś Boga, a on mnie nie wysłuchał”. Wiara w Pana zostaje zachwiana. Bóg zaczyna kreować się jako tyran, który nie patrzy na potrzeby człowieka i nie reaguje na zło tego świata, a nawet na nie zezwala. W człowieku zaczyna toczyć się walka. Z jednej strony ma wizję miłosiernego Boga, a z drugiej ma do niego ogromny żal za niewysłuchane prośby i pragnienia. Pojawiają się pytania: dlaczego nie dostałem tego, o co prosiłem? Dlaczego Bóg mi nie pomógł? I postanowienia: od teraz nie będę Go o nic prosić, będę samowystarczalny. Ale Bóg przecież nie chce, żeby człowiek czuł się nieporadny. Nie spełnia każdej prośby

G ombrowicz

powiedział :

– w trosce o jego zbawienie. Nigdzie nie jest powiedziane, że Bóg przyjdzie do człowieka jeśli ten nie wyjdzie mu na

Ale Bóg przecież nie chce, żeby człowiek czuł się nieporadny. Nie spełnia każdej prośby – w trosce o jego zbawienie. Nigdzie nie jest powiedziane, że Bóg przyjdzie do człowieka jeśli ten nie wyjdzie mu na spotkanie, wręcz przeciwnie. spotkanie, wręcz przeciwnie – oczekuje od niego działania i właśnie samowystarczalności. W książce „To nie moja wina” amerykańscy psychologowie

[ 33 ]

kliniczni (H. Cloud i J. Townsend) piszą, że bardzo wiele zależy od człowieka. Stworzyciel nie znosi lenistwa, nie zsyła wszystkiego, czego ludzie sobie zażyczą, aby nie zrobić im krzywdy. Dopiero, gdy człowiek zaryzykuje i skoczy, Bóg może pochwycić go w locie i wskazać kierunek. Nie ma sukcesu bez drogi, która nierzadko przepełniona jest trudnościami. Bóg mówi: „Proście, a będzie Wam dane”, człowiek zaś wypowiada słowa: „Bądź wola Twoja”. Bóg nie krzywdzi człowieka, ale daje mu szansę. Choroby, zło, wypadki to skutki wyboru pierwszego człowieka. Nie są to kary Boże, tylko skutki grzechu, który niczym trucizna rozlał się po świecie. Źle postrzegana samowystarczalność może nieść ze sobą pewne ryzyko, którym są: pycha i stawianie się na miejscu Boga. W rzeczywistości osoba taka cierpi na samotność, a w jego wnętrzu kryje się skrzywdzony człowiek, który niegdyś zraniony, chce zaprzeczyć temu swoją postawą.


źródło: archiwum wlasne

Człowiek samowystarczalny zazwyczaj doskonale radzi sobie z wyzwaniami. Nic w tym złego. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zaczyna dążyć „po trupach do celu”. Staje się „bożkiem” dla siebie i innych. Sukces, który osiąga, często w dużej mierze jest pracą całego zespołu. Śmietankę spija jednak prezes lub kierownik. Umiejętność zarządzania grupą to ważna cecha, bez której zapanowałby chaos, ale niedocenianie innych współpracowników, to co innego. Decyzji szefa nie można podważyć. Zawsze wszystko ma być tak, jak on sobie zażyczy. Dyskusja nie wchodzi w grę. Pracownicy boją się zaprotestować, ponieważ nie chcąc stracić pracy, często mając na utrzymaniu własne rodziny. Pierwsze sukcesy przynoszą ogromną satysfakcję. Każdy, kto decyduje się działać i walczyć o karierę, będzie tę satysfakcję odczuwał. Jednak trzeba przyjąć ją z pokorą i potraktować jako szansę na rozwój, na to, że można zrobić coś jeszcze dla siebie i innych. Pycha powoli będzie dobijała się do serca. Ci, którzy wytrwają i nie dadzą się jej zwieść, zaznają co to zdrowa rywalizacja i pełnia szczęścia, która nie wynika tylko z sukcesu, ale również ze wspólnego działania. Jak sama nazwa wskazuje, człowiek samowystarczalny nie potrzebuje nikogo do osiągnięcia własnych celów. Sam zawdzięcza sobie wszystko, co osiągnął. Jeśli to, co robi, jest jego powołaniem i pasją, tylko mu pozazdrościć. Jednak gdy wszystkie jego działania mają na celu stawianie się na piedestale, by ukryć to, że kiedyś było się pomijanym, cień samotności stanie się dla niego nieodłącznym kompanem. Nieważne jaki sukces osiągnie, nieważne jak będzie sławny, przeszłość się o niego upomni. Nawet drugi człowiek nie będzie w stanie uleczyć tej rany, może dokonać tego tylko Bóg i działający przez niego psycholog lub psychoterapeuta. Człowiek samowystarczalny często był rów-

Choroby, zło, wypadki to skutki wyboru pierwszego człowieka. Nie są to kary Boże, tylko skutki grzechu, który niczym trucizna rozlał się po świecie. [ 34 ]


nież podziwiany w swoim domu. Jako dziecko odnosił sukces za sukcesem. Wiedział, że aby coś osiągnąć, trzeba ciężko pracować. Rodzice wymagali od niego bardzo dużo, więc on sam zaczął od siebie dużo wymagać. Jeżeli rodzice nie wspierali go, nie uczestniczyli w jego przygotowaniach, tylko wyłącznie siedzieli i podziwiali swoje dziecko, ono od najmłodszych lat czuło się bardzo samotne. Nie mogło spędzać czasu z innymi dziećmi, bo musiało przygotowywać się do konkursów. Odniesione sukcesy stały się chlebem powszednim, ale samotność została, a małe dziecko (jak pisze A. Miller w „Dramacie udanego dziecka”) uwięzione w dorosłym ciele do dziś krzyczy i żąda wsparcia i uwagi. Stąd wiele przypadków depresji u sławnych ludzi. Mają pieniądze, inni ich podziwiają, a oni przeżywając chroniczny stres, pozostają samotni i ciągle czują się niezadowoleni z siebie. Bóg powiedział, że nie jest dobrze żeby człowiek był sam. Od zarania dziejów, ci, którzy gromadzili się w grupy, mieli większe szanse na przeżycie. Nie przeszkadzało to w rozwoju samowystarczalności. Bóg dał człowiekowi ziemię, aby nią władał, ale władał w sposób rozsądny. Nakłonił go więc do tego, aby był samowystarczalny, a sam usunął się poniekąd w cień. Cecha ta, prawidłowo postrzegana, przynosi dobre owoce. Mało ludzi potrafi teraz stanąć na własnych nogach, a tym samym stworzyć rodzinę, która jest silna i mocna. We współczesnym świecie chrześcijańskie wartości powoli się kruszą. Samowystarczalność jest ponadczasowa. Może wyrządzić bardzo wiele dobra, ale niewłaściwie postrzegana może skrzywdzić wielu ludzi.  ŹRÓDŁA: » H. Cloud, J. Townsend, „To nie moja wina”; » A. Miller, „Dramat udanego dziecka”.

[ 35 ]

źródło: archiwum własne

Jak sama nazwa wskazuje, człowiek samowystarczalny nie potrzebuje nikogo do osiągnięcia własnych celów. Sam zawdzięcza sobie wszystko, co osiągnął.


T E M AT N U M E RU

POSTMODERNISTYCZNA NEGACJA WSZYSTKIEGO

[ 36 ]


Kajetan Garbela

N

a początku studiów słuchałem pewnego kaznodziei, który przekonywał, że szatan zna tylko jedno słowo

- „ale”.

Później, już na etapie studiów magisterskich usłyszałem, że od jakiegoś czasu w historii panuje paradygmat

postmodernistyczny, który wątpi we wszystko, co tradycyjne.

Niestety, w dzisiejszym świecie mamy wiele tej szatańskopostmodernistycznej negacji, prowadzącej do poszukiwania „nowego, innego, lepszego”

J

edno i drugie można bardzo kie same prawa, jak szlachcie. snym było, że to właściciele kościśle połączyć. W historio- Gdy oświeceniowi filozofowie palń, hut czy manufaktur dykgrafii można spotkać się z zaczynali obnosić się ze swoim tują warunki pracy (oczywiście twierdzeniem, że kryzys trady- ateizmem, nie zyskiwali zbyt zgodne z prawem i zdrowym cyjnych wartości rozpoczął się szerokiego, a na pewno nie ofi- rozsądkiem), i jeśli się komuś wraz z Rewolucją Francuską. cjalnego, poparcia dla swoich nie podoba, to może szukać Bo przecież rewolucja ta wy- tez. Kiedy w początku XVIII pracy gdzie indziej, bo przecież wieku w literaturze, nauce i wróciła wszystko do góry konkurencja czuwa. Jeśli nogami. Ustrój, religię, zaś kogoś spotkało niegospodarkę, finanse, szczęście, zachorował, Co najciekawsze – a może i administrację, stosunstracił prace czy dach najtragiczniejsze – zwątpienie i ki społeczne… Gdy w nad głową, lub gdy XVII wieku Cromwell szukanie na siłę nowych rozwiązań dany teren nawiedziła stanął na czele pańklęska żywiołowa, było zakorzeniło się również mocno w stwa angielskiego, któoczywiste, że musi pore zamordowało swego Kościele. Lub wśród tych, którzy się radzić sobie sam. I choć króla, oburzona – i to mógł liczyć na pomoc za niego uznają. naprawdę - była cała bliźnich, musiała to być Europa. W tym samym pomoc albo całkowicie wieku nikomu w Rzeczypospo- administracji państw europej- dobrowolna, albo wymagająlitej (tak, również mieszcza- skich na dobre zadomowiły się ca z pewnych obowiązków np. nom, chłopom, duchowieństwu języki narodowe, a na język pana względem chłopów, króla czy Żydom) nie mieściło się w ogólnopaństwowy wyrósł fran- względem mieszkańców jego głowie, by Kozakom, którzy cuski, nikt poważnie nie myślał dóbr. Nikomu nie śniło się, by często trudnili się rozbojem, o całkowitym wyrugowaniu władza państwowa siłą odbietakże poza granicami Polski i łaciny z życia publicznego. W rała tym, których nieszczęście Litwy i nie uznawali nad sobą latach gwałtownego rozwoju nie dotknęło, i oddawało owym żadnej władzy, należały się ta- przemysłu oraz wydobycia ja- pokrzywdzonym. Chyba niko-

[ 37 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

mu nie mieściło się w głowie, że trzeba będzie płacić lekarzom bez względu na to, czy się choruje, czy nie, a lenie lub ludzie mało obroni będą otrzymywać pieniądze tylko dlatego, że nie pracują. Kto był choć trochę rozgarnięty wiedział, że pewne kwestie są po prostu bezdyskusyjne, Świat jest urządzony przez Boga (który na pewno istnieje) tak, a nie inaczej, hierarchia społeczna raczej nie podlega wątpliwości, a osobisty sukces jest zależny tylko od nas samych i nie mamy prawa żądać od innych czegoś tylko dlatego, że to im się udało, a nam nie. Jednak rewolucjoniści, głoszący „wolność, równość i braterstwo” skutecznie zanegowali wszystko, z czym spotykali się w dotychczasowym życiu, i niestety tym swoim zwątpieniem zarazili ogromną część świata. W iście szatański sposób rozpoczęli podważanie wszystkiego, co symbolizowało stary świat. Kto przecież powiedział – twierdzili – że musi nad nami pano-

wać król? Kto zabroni nam go osądzić i zabić? Tradycja, która mówi, że jest bożym pomazańcem? Jaka tradycja, pytali, co to jest? Jakieś głupie zabobony. A Bóg i teoria o jakichś Jego wybrańcach? To już totalny ciemnogród. Rozum jest wszystkim, przekonywali, człowiek jest jedynym sędzią, nauka dostarcza wszystkich odpowiedzi. Co dalej? Dlaczego niby mamy uznawać, że jedni ludzie mają takie a takie prawa i przywileje, a inni ich nie mają? Może zaszalejmy totalnie, zmieńmy ilość i nazwy dni tygodnia, miesięcy, ustanówmy nowe święta, nowe miary, wagi, nowy system pieniężny, całkowicie nowy ustrój, zmieńmy nazwy miast, przygotujmy nowy podział administracyjny. W ogóle pozmieniajmy nazwy i granice państw na takie, jakie uznamy za słuszne! W XIX i XX wieku pomysły trójkolorowych rewolucjonistów natchnęły mieszkańców innych państw, którzy zaczęli zadawać sobie podobne lub

[ 38 ]

całkowicie nowe pytania. Fala negacji tego, co dotychczasowe rozlała się po Europie i świecie. Niby czemu właściciele dóbr mają nimi rozporządzać według własnej woli? A może oddać je, częściowo lub nawet w całości tym, którzy ich prawdziwym producentami – chłopom, robotnikom? Przecież jedni mają za dużo, drudzy za mało – co z tego, że jedni są bardziej pomysłowi i pracowici, mieli lepszy start, a inni tak naprawdę potrafią tylko wykonywać czyjeś polecenia. Zmieńmy ich role, z dyrektorów zróbmy pracowników fizycznych, z robotników zróbmy szefów! Najpierw uznajmy, że wszyscy są wolni, a potem odbierzmy tym wolnym ludziom możliwość decydowania o sobie. Sami decydujmy o tym, kiedy mają się uczyć, kiedy szczepić, jak wychowywać dzieci, co mogą kupować i czego używać, a czego nie. Jeśli chodzi o dzieci – niech matki decydują, czy chcą je urodzić, czy zabić! Ale chwila, czy


konsekracji, udzielenia błogosławieństwa. Wszystko inne – czytania, głoszenie homilii, rozdawanie komunii, animację życia religijnego – mogą robić świeccy, bo przecież oni wiedzą, czym jest prawdziwe życie, a nie ci chowani pod kloszem księżą. Nie wspomnę już o tym, że dziś mamy inny świat, niż 2000 lat temu, więc może czas wyświęcać na kapłanów kobiety? A może zgodzić się z wcześniej podanymi postulatami, i błogosławić aborcję, małżeństwa jednopłciowe, narkotyki, prostytucję? Może gdyby Jezus przyszedł dziś na świat, to by tak zrobił? W ogóle wszystkie stare, niegdyś uznawane za piękne i estetyczne kościoły są jakieś niedzisiejsze. Teraz trzeba stawiać na wszystko, co nowe, nie ważne, czy jest piękne, w dobrym guście, czy pomaga nam w skupieni na Bogu, na modlitwie, na przeżywaniu Eucharystii – oj tam, ważne, żeby wprowadzić jakieś nowe tchnienie do tego skostniałego kultu. Jak już jesteśmy na skostniałych elementach wiary – na pewno

trzeba zmienić modlitwę! Musi być bardziej spontaniczna, po co klepać stare formułki, bez względu na to, czy podał nam je sam Jezus, czy archanioł, czy święci. Liczy się przecież to, co masz w sercu! Tak samo nie jest ważne, czy modlisz się w kościele, czy na łące. W ogóle czy jest sens modlić się na kolanach i ze złożonymi rekami, co od zawsze tradycyjnie wyrażało pokorę i poddanie woli Bożej – przecież Stwórca słyszy Cię i kocha tak samo dobrze, gdy modlisz się, leżąc na łóżku, idąc ulicą czy gotując pomidorową… Drogi czytelniku, przeczytaj to wszystko raz jeszcze, rozejrzyj się wokół siebie i przemyśl wszystko to, co napisałem. Nie mam zamiaru przekonywać Cię o słuszności lub głupocie wyżej wymienionych pytań. Rozeznaj to w swoim sercu i odpowiedz sobie sam na pytanie, co warto podważać i na siłę zmieniać, a co zachowywać jako element naszej cywilizacji, religii, godności i człowieczeństwa w ogóle.

ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

w ogóle możemy nazwać zabójstwem pozbycie się płodu z ciała ciężarnej? I czy ten płód to w ogóle człowiek? A czy człowiek to tylko mężczyzna i kobieta? A nawet jeśli, to czemu każdy sam nie może decydować, za kogo ma być uważany. Co do małżeństwa – może nie tylko mężczyzna i kobieta mogą je zawierać? Może powinniśmy uznać związki jednopłciowe i usankcjonować je prawnie? I oczywiście pozwolić osobom w takich związkach wychowywać dzieci? Co najciekawsze – a może i najtragiczniejsze – zwątpienie i szukanie na siłę nowych rozwiązań zakorzeniło się również mocno w Kościele. Lub wśród tych, którzy się za niego uznają. W końcu Jezus nie powiedział – uważają - że nie można zmieniać odwiecznej liturgii. Przecież jest strasznie sztywna, łaciny nikt dziś nie rozumie, i w ogóle ksiądz stojący tyłem do ludzi to jakaś tragedia. I sama kwestia księży – możemy gdzieniegdzie usłyszeć, że jasne, w końcu oni mają święcenia, ale przecież one są potrzebne do

[ 39 ]


[ 40 ]


KOŚCIÓŁ  [ 41 ]


Z ŻYCIA KOŚCIOŁA - Świat

„MAMY RODZINĘ W IRAKU”

[ 42 ]


Emilia Ciuła

C

hrześcijanie z całego świata zmuszeni są, by patrzeć na niedolę

Bliskim Wschodzie. Ciężko jest dopuścić myśl, że wniedaleko, toczy się walka o przetrwanie wiary chrześcijańskiej. Ludzie potrzebują pomocy. Jak mówi jeden z krakowskich braci dominikanów – Mateusz Grzelczak OP: „Najłatwiej jest dać i zapomnieć. My chcemy pojechać i pomóc”. swoich braci i sióstr na

E

milia Ciuła: „Mamy rodzinę w Iraku” to akcja mająca na celu uzyskanie wsparcia finansowego dla sióstr dominikanek, które walczą o przetrwanie chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Jaka była reakcja ludzi po nagłośnieniu całego wydarzenia? Br. Mateusz Grzelczak OP: Bardzo nas zaskoczyła duża hojność ludzi. Wiele osób podchodziło i pytało, czy mogą z nami wyjechać. Byli to ludzie w różnym wieku. Wśród nich znaleźli się również nauczyciele języka angielskiego. Z przykrością musieliśmy ich poinformować, że niestety nie ma takiej możliwości, ponieważ siostry nie prowadzą żadnej formy wolontariatu. My sami wyszliśmy z inicjatywą wyjazdu. Dominikanki stwierdziły, że jest to wspaniały pomysł. Zaproponowały nam, abyśmy poprowadzili kurs języka angielskiego. Jak wygląda codzienność sióstr oraz ludzi, którzy z dnia na dzień musieli uciekać przed represyjnymi działaniami islamistów? W sierpniu 2014 roku siostry

dominikanki zmuszone były uciekać wraz z innymi chrześcijanami. Większość z nich do dzisiaj mieszka w kontenerach. Uciekali w nieznane. Wielu ludzi ze względu na problemy zdrowotne i po-

Smutno nam, kiedy widzimy, jak mieszkańcy opuszczają kraj, jednak pozostali, którzy muszą mieszkać w prowizorycznych domach, mierzą się z ogromnymi trudnościami, szczególnie teraz – zimą, kiedy kontenery to zagrożenie dla zdrowia. deszły wiek musiało pozostać w Iraku. Jedna z sióstr zdecydowała się wrócić po swoich rodziców, na szczęście udało jej się ich sprowadzić. Dwie starsze siostry

[ 43 ]

doświadczyły tak dużej traumy, że niedługo później zmarły. Znaleźli się, można powiedzieć, w getcie. Mimo niesprzyjających warunków siostry, od razu zaczęły organizować pomoc. Zajęły się edukacją ludzi, a od niedawna prowadzą szkołę. Na zajęcia uczęszcza ok. 460 uczniów. To prawie 100 mniej niż na początku. Świadczy to o tym, że ludzie decydują się na ucieczkę z obozu. Siostry wspominają, że dwie rodziny, które uciekły, utonęły, próbując przeprawić się do Grecji. Zależy im na tym, aby ludzie nie uciekali, żeby chrześcijanie pozostali w Iraku. Same mimo możliwości wyjazdu postanowiły pozostać i zaopiekować się innymi. Chcą, aby chrześcijanie przetrwali. Stąd ich misja edukacyjna. Prowadzą przygotowania do I Komunii Świętej dla 400 dzieciaków. Mają dużo wolontariuszy. Mimo tego, że rozgrywa się tam klasyczny dramat wojenny, dzieje się w tym miejscu dużo dobra. Jak wygląda sytuacja uchodźców? Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że są to uchodźcy z Iraku,


którzy znaleźli się na terenie Autonomii Kurdystanu. Mieszkają wśród Kurdów, którzy posługują się innym językiem i ich sytuacja też się zmieniła. Nagle w ich kraju pojawiła się wielka grupa ludzi, których trzeba przyjąć i świadczyć im usługi. Do grupy uchodźców nie należą tylko wyznawcy chrześcijaństwa, ale też Jazydzi. Siostry pracują nad tym, aby chrześcijanie traktowali ich po bratersku. Czyli uczą one chrześcijan jak być chrześcijanami?

Mówi się, że miłosierdzie łatwiej rozlać wtedy, gdy żyje się w dostatku. Prawda? Jedna z sióstr opowiedziała nam historię kobiety, która była farmaceutką i pracowała w aptece. Gdy musiała uciekać, załamała się, ale po jakimś czasie przyznała: „Dopiero tutaj na miejscu nauczyłam się dziękować za to, co mam i że chcę podzielić się tym z innymi”. Siostry opisują swoją sytuację następująco: „Warunki panujące obecnie w Iraku są wciąż zatr-

źródło: www.dominikanie.pl

Tak, to jest też ciekawe. Kształtują w nich tę postawę nie tylko wobec Jazydów, ale i siebie nawzajem. Wszyscy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji i uczą

się wrażliwości nie tylko na swoje cierpienie, ale również innych. Uczą się miłosierdzia w stosunku do swoich braci i sióstr.

[ 44 ]

ważające. Byłyśmy zszokowane, kiedy w zeszłym miesiącu 7 osób (rodzice z 7-letnim synem oraz 3-letnią córką, a także kobieta z 7-letnim synem i 13-letnią córką) utonęło, próbując uciec do Grecji. Ludzie tutaj są wyczerpani fizycznie i psychicznie. Nie razie nie ma żadnego rozwiązania. Wiele osób ryzykuje życie. Fala imigracji rozlewa się we wszystkich kierunkach. Pod koniec zeszłego roku 167 osób wraz z rodzinami umieszczono na Słowacji w ramach programu imigracyjnego, a w nadchodzącym wyjadą kolejne rodziny. Fakt ten wzbudził obawy o przyszłość chrześcijaństwa w Iraku. Co więcej, są też inne rodziny, które opuszczają kraj i uciekają do sąsiedniego Libanu, Jordanii


czy Turcji. Tylko w ciągu ostatnich 3 miesięcy liczba dzieci w naszych szkołach, wynosząca do tej pory 520, zmalała do 460. Dodatkowo ok. 15 dzieci w wieku przedszkolnym wyjechało z Iraku wraz ze swoimi najbliższymi, a inne rodziny już planują ucieczkę. Smutno nam, kiedy widzimy, jak mieszkańcy opuszczają kraj, jednak pozostali, którzy muszą mieszkać w prowizorycznych domach, mierzą się z ogromnymi trudnościami, szczególnie teraz – zimą, kiedy kontenery to zagrożenie dla zdrowia. Nie są one przystosowane do tego, aby pomieścić duże rodziny, ani wyposażone na tyle, by sprostać trudnym warunkom pogodowym. Zimą

w mieszkaniach jest bardzo zimno, a latem – upalnie” (fragment listu skierowanego do braci dominikanów, z j.ang. przełożyła Agata Sławińska). Rodzina to nie tylko więzy krwi. Jest to również poczucie solidarności z ludźmi o zgodnych poglądach i wierze. Ludźmi, którzy oddaleni o tysiące kilometrów potrzebują pomocy chrześcijan z całego świata. Bracia dominikanie chcą swoją obecnością pokazać uciemiężonym chrześcijanom, że Polska jest z nimi, modli się za nich i nie zapomniała. Chcą, żeby apel o tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, dotarł jak najdalej. Proszą o modlitwę i wsparcie.

[ 45 ]

Chcą również, w imieniu polskich chrześcijan, podarować swoją obecność oraz ofiary finansowe złożone przez chętnych darczyńców. 

Drogi czytelniku, jeśli pragniesz wesprzeć działalność sióstr dominikanek, możesz dokonać wpłaty na rachunek prowadzony przez bank BGŻ BNP Paribas S.A. (odbiorca: Studentat Dominikanie Kraków, ul. Stolarska 12, 31-043 Kraków) o numerze: 96 1600 1374 1849 2174 0000 0008 . Z dopiskiem: IRAK.


FELIETON POBOŻNY

NA CO IDZIE KOŚCIELNA TACA?

[ 46 ]


Kajetan Garbela

D

awać na tacę, czy nie? Jak traktować zrzutkę wiernych, która

Czy jako obowiązek, który powinniśmy traktować honorowo, czy przeciwnie - jako przykre zdzieranie kasy z naiwniaków? Ale co właściwie księża z tymi pieniędzmi robią?

W

ma miejsce regularnie w czasie mszy?

edług wielu – zapewne odkładają na nowego mercedesa lub wakacje pod palmami. Wroga Kościołowi propaganda niestety bez problemu znajduje poparcie w społeczeństwie i przekłada się na złośliwe komentarze i teorie, które na szczęście często nie mają pokrycia w rzeczywistości. Okazuje się bowiem, że przytłaczająca większość duchowych i zakonników wcale nie pławi się w luksusie, a część ledwo wiąże koniec z końcem. Wyobraźmy sobie stereotypową, polską parafię. Ksiądz i wikary, kościół, plebania, cmentarz. Duszpasterze odprawiają msze i inne nabożeństwa, jeden z nich uczy religii w pobliskiej szkole, nierzadko mają jakieś dodatkowe zajęcia, zlecane przez kurię biskupią. Za coś muszą wyżyć, coś zjeść, opłacić rachunki, zatankować samochód, a pod sutanną nie noszą przecież kalesonów i t-shirta. Coraz częściej zatrud-

niają etatowych kościelnych, organistów czy sprzątaczki, w dzisiejszych czasach niestety rzadko którzy parafianie mogą

Księża potrafią zapłacić dużo większe rachunki, niż szary obywatel. Przecież to oni pokrywają rachunki za prąd i ogrzewanie (często również wodę, gaz, śmieci) w świątyniach czy innych pomieszczeniach parafialnych. czy chcą poświęcić się takiej działalności w ramach wolontariatu. A nawet jeśli robią z dobrej woli, np. będąc już na

[ 47 ]

emeryturze, to w dobrym tonie jest przynajmniej raz na jakiś czas nagrodzić ich służbę na rzecz miejscowej wspólnoty. Podobnie rzecz ma się z ministrantami i innymi osobami, dobrowolnie pracującymi dla parafii, chociażby przy odśnieżaniu w zimie, koszeniu trawników w lecie – po zakończonej pracy lub od święta dobrze jest obdarzyć ich przynajmniej symbolicznym upominkiem, który przecież także kosztuje. Bardziej szczodrobliwi księża potrafią także np. ufundować dzieciom z biednych rodzin wyjazd na parafialne „Wakacje z Bogiem” lub pobyt na różnorakich rekolekcjach, poczęstunek dla starszych wiernych z okazji Dnia Chorych. Są i tacy, którzy utrzymują kuchnie dla ubogich wyłącznie z datków wiernych. Trzeba również uświadomić sobie, jak wielkie sumy może pożreć odpust parafialny, na który zgodnie z tradycją trzeba zaprosić wszystkich księży z dekanatu (nawet


W niektórych diecezjach lub wspólnotach zakonnych obowiązuje i jest przestrzegany zakaz posiadania zbyt drogich i luksusowych samochodów czy urządzeń oraz zakupu niektórych drogich marek ubrań czy butów kilkudziesięciu, przy czym należy wątpić, że więcej niż połowa będzie w stanie skorzystać z zaproszenia), a po nim przygotować obiad dla duchownych oraz spotkanie z Radą Parafialną przy zastawionym stole. Kto ma naprawdę sporą rodzinę oraz niemałe grono znajomych i chciał kiedyś przyjąć ich nie tylko chudym rosołem i schabowym oraz kawą, ten wie, że to niemało kosztuje. Nawet jeśli zdecydowaliśmy się na to tylko raz. Co prawda w niektórych wspólnotach zakonnych żyje odpowiednia ilość braci, którzy przecież nie są zatrudnieni na żaden etat, a wykonują różnorakie prace, w wielu wypadkach niestety muszą oni jednocześnie utrzymywać całkiem spore budynki klasztorów, a czasem także kilka świątyń i kaplic. Tutaj dochodzimy do kolejnej sprawy – utrzymanie budynku kościoła oraz zakup wszelakich utensyliów liturgicznych, których szczególnie w nowszych świątyniach bywa czasem bardzo mało. Trzeba zadbać o to, by kościół czy salki parafialne się nie rozpadały, by po cmentarzu dało się chodzić. Każdy, kto żyje samotnie, wynajmuje mieszkanie, opłaca prąd, wodę, gaz, śmieci, ma

internet i telefon, dojeżdża do pracy własnym samochodem, wie, że może to być bardzo obciążające finansowo. Tymczasem księża potrafią zapłacić dużo większe rachunki, niż szary obywatel. Przecież to oni pokrywają rachunki za prąd i ogrzewanie (często również wodę, gaz, śmieci) w świątyniach czy innych pomieszczeniach parafialnych, które potrafią być naprawdę spore. Co jakiś czas trzeba kupić nowy ornat, albę, zestaw lekcjonarzy, kielich czy puszkę na komunikanty, nie wspominając o ciągłym uzupełnianiu zapasów wina i komunikantów, bez których nie da się przecież odprawić Najświętszej Ofiary. Wspominałem już, że kościół trzeba ogrzać, światło musi się w nich palić, w zimie musi być nagrzane i przez cały rok wysprzątane. Co jakiś czas trzeba również wykonać jakiś remont, odnowić posadzkę, pomalować

ściany, czasem wymienić okna, wymienić jakąś wadliwą instalację, ewentualnie zająć się odświeżeniem lub zakupem np. nowych ławek czy elementów wystroju. Nie można przecież dopuścić, by jakiś obraz czy nawet kawałek tynku spadł komuś na głowę w trakcie nabożeństwa, by jakieś gałęzie zalegały na cmentarzu lub nie daj Boże zniszczyły czyjś nagrobek. Niektóre wspólnoty posiadają nieruchomości lub ziemię, z których mogą czerpać korzyści majątkowe, jednak słusznie miniony ustrój zadbał o to, by było ich stosunkowo niewiele. W przypadku naprawdę sporych świątyń, przekraczających wymiarami lub kubaturą nawet ogromne domy, same remonty i bieżące utrzymanie miejsca kultu może pożerać w ciągu roku niemałą fortunę. Jeśli mówimy o świątyniach zabytkowych, można co prawda liczyć na jakieś rządowe dopłaty, ale z nimi bywa różnie. A jeśli nasz kościół parafialny ma dajmy na to 30 lub 50 lat, jesteśmy zdani tylko na szczodrobliwość lokalnej wspólnoty. Szczególnie w wypadku zakupów i opłat na potrzeby kultu powinniśmy czuć obowiązek materialnego i finansowego wsparcia naszych duszpasterzy.

Nie sposób także nie wspomnieć o tym, że księża mają również zwykłe, ludzkie potrzeby. Nie tylko czytają Pismo Święte, stoją przy ołtarzu, wysiadują w konfesjonale, w szkole czy za kółkiem. [ 48 ]


dzą, tak cię piszą” nie poszło przecież w zapomnienie. Dla równowagi dodam, że w niektórych diecezjach lub wspólnotach zakonnych obowiązuje i jest przestrzegany zakaz posiadania zbyt drogich i luksusowych samochodów czy urządzeń oraz zakupu niektórych drogich marek ubrań czy butów, więc nawet jeśli duchowny połasi się na nowe BMW, najnowszego iPhone’a, sześćdziesięciocalowy telewizor czy nowiutki garnitur od Armaniego, może spotkać się ze zdecydowaną reakcją przełożonych. Oczywiście zdarzają się patologie, ale są raczej marginalne.

/

m at e r i a ł y d y s t r y b u t o r a

go) samochodu oraz pełnego baku może wówczas obejść się bardzo trudno. Nie wspomnę już o tym, że i w takich wypadkach, jak i swojej parafii duchowny reprezentuje Kościół, Mistyczne Ciało Chrystusa, nie może więc wyglądać jak obdartus w schodzonych butach, wytartych spodniach, połatanym płaszczu, siedzący w starym polonezie. Jakoś trzeba zaprezentować i Tego, któremu się służy, i biskupa, na którego polecenie się działa, jak również wystawić świadectwo i wspólnocie, którą się reprezentuje. Szkoda, że tak niewielu dziś o tym pamięta, choć przysłowie „jak cię wi-

źródło: kadr z filmu

Część księży otrzymuje także od biskupów dodatkowe zadania, które wymagają niemałego wkładu własnego. Znam księży, którzy mieszkają w małych miasteczkach czy wioskach, a w ciągu tygodnia raz lub nawet dwa muszą udać się do kurii biskupiej, bo dla przykładu otrzymali miejsce w Radzie Kapłańskiej (organ doradczy przy ordynariuszu) albo zajmują się różnymi sprawami w Sądzie Biskupim. Inni zaś są odpowiedzialni chociażby za katechetów i muszą jeździć po całej diecezji na spotkania z nimi oraz wizytacje w trakcie lekcji. Bez dobrego (niekoniecznie drogie-

[ 49 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

Tutaj ciekawostka – nie wszystkie pieniądze z tacy lub ofiary składanej po odprawionej mszy trafiają do tego, kto ją odprawiał. Pewną określoną jej część trzeba zawsze oddać na potrzeby diecezji, zdarzają się także zarządzenia, nakazujące m. in. oddawanie tacy oraz ofiary mszalnej za trzecią odprawioną w ciągu dnia przez danego księdza mszę w całości na potrzeby kurii. Regularnie cała taca jest także przekazywana na z góry określone cele – słyszymy przecież niekiedy na początku Eucharystii lub w trakcie ogłoszeń, że datki wiernych zostaną przekazane na rzecz diecezjalnego seminarium, sióstr klauzurowych, misjonarzy pracujących za granicami… Do tego dochodzą wydarzenia losowe, jak zbiórka na pomoc ofiarom trzęsień ziemi, powodzi i innych klęsk żywiołowych lub organizację szczególnych wydarzeń, jak choćby Światowe Dni Młodzieży. Wiele parafii zostaje także wyznaczonych na parafie patronackie dla innych wspólnot – sprowadza się to do tego, że duchowni z parafii, której się patronuje, najczęściej raz w roku odwiedzają swoich patronów i proszą o datki na budowę nowej świątyni. Trzeba także ofiarować coś rekolekcjoniście lub innemu gościnnemu duchownemu, głoszącemu misje święte czy okazjonalne kazania i oczywiście ugościć ich na plebanii. W takich przypadkach miejscowy proboszcz czy wikary nawet nie widzi na oczy tego, co jego wierni wrzucają na tacę, wszystko idzie na cele całkowicie niezwiązane z jego parafią. Nie sposób także nie wspomnieć o tym, że księża mają również zwykłe, ludzkie potrzeby. Nie tylko czytają Pismo Święte, stoją przy ołtarzu, wysiadują w konfesjonale, w szkole czy za kółkiem. I nawet jeśli otrzymują pensję z racji chociażby nauczania religii w szkołach, często nie wystarczają one na proste wydatki. Wspominałem już o tak oczywistych sprawach, jak wyżywienie, rachunki, samochód, zakup ubrań. Kapłan musi także się ogolić i odwiedzić fryzjera, kupić „głupi” dezodorant i żel pod prysznic, czasem lekarstwa, książkę, płytę z muzyką czy gazetę, ciepłe buty i sweter na zimę. Jak każdy człowiek XXI wie-

[ 50 ]


Chyba we wszystkich zakonach i zgromadzeniach ich członkowie w ramach ślubu ubóstwa oddają wszystkie zarobione lub zebrane pieniądze do wspólnej kasy, z której otrzymują miesięczne niewielkie kieszonkowe. Znam przypadki klasztorów, których mieszkańcy co miesiąc otrzymują jedynie 200 złotych na własne potrzeby.

źródło: kadr z filmu

/

m at e r i a ł y d y s t r y b u t o r a

ku ogrom obowiązków wypełnia za pomocą komputera i telefonu, które czasem się psują i trzeba je zastąpić nowymi. Ale ksiądz również co jakiś czas chciałby odwiedzić rodzinę, kupić komuś bliskiemu prezent. Oni także otrzymują zaproszenia na urodziny, wesela, rocznice, na których nie wypada pokazać się z pustymi rękoma. Jeśli np. jest duszpasterzem młodzieży lub innej grupy parafialnej, co jakiś czas fajnie jest się z nią wybrać się do kina, na mecz, na pizzę. W zimie może pojechać na narty, kupić rower na lato, wyjechać na kilka dni urlopu, zobaczyć morze, góry… Chyba we wszystkich zakonach i zgromadzeniach ich członkowie w ramach ślubu ubóstwa oddają wszystkie zarobione lub zebrane pieniądze do wspólnej kasy, z której otrzymują miesięczne niewielkie kieszonkowe. Znam przypadki klasztorów, których mieszkańcy co miesiąc otrzymują jedynie 200 złotych na własne potrzeby oraz dofinansowanie na ewentualne dodatkowe wydatki, ale jedynie te najpotrzebniejsze. Pamiętajmy o tym wszystkim, gdy w trakcie kolejnej mszy zobaczymy kościelnego czy wikarego krążącego z tacą wśród wiernych. Zresztą, jesteśmy wolnymi ludźmi – zawsze możemy niczego na nią nie wrzucić. 

[ 51 ]


[ 52 ]


KULTURA  [ 53 ]


K U LT U R A L N Y K R A K Ó W

ROZŻARZŻEŻ W SOBIE KRZTYNĘ EMPATII

[ 54 ]


Andrea Marx

F

II Dyktanda Krakowskiego umieszczony w tytule sprawił wiele trudności nie tylko piszącym , ale też czytającemu go A drianowi O chalikowi . ragment

W

ielka potyczka z za- do zamknęły oficjalną listę na wszedł z listy rezerwowej. I wysadami języka pol- 500 osobach (ci, dla których za- grał. Organizatorzy wyraźnie skiego rozpoczęła brakło miejsca, byli na liście re- zaznaczali, żeby poinformować się w Auditorium Maximum zerwowej), tymczasem na dyk- ich w razie nieobecności zgłoUniwersytetu Jagiellońskiego w tando zgłosiło się… zaledwie szonego. I jak tu rozżarzyć w niedzielę, 6 marca, kilkanaście około 100! Nie dajcie się zwieść sobie choć krztynę empatii, niminut po dziesiątej. Zaczym komisarz Mrzyk – częłaby się z pewnością bohater dyktanda? wcześniej (to znaczy Autorką najeżonego Podobnie jak w zeszłym roku punktualnie), gdyby językowymi pułapkami postawiła na wyrazy obcego nie arcydługie kolejtekstu była ponownie ki do rejestracji. Proprof. Mirosława Mypochodzenia, nazwy miejsc, blemem było jednak cawka. Podobnie jak nietypowe nazwy zwierząt i nie to, że przyszło tylu w zeszłym roku postachętnych, ale… słaba wiła na wyrazy obcego oczywiście słowa z typowymi organizacja. Podział nazwy dla Polaków trudnościami z „ż”, pochodzenia, stanowisk ze względu miejsc, nietypowe na„ch” i „ó” oraz pisownią łączną i zwy zwierząt i oczywina litery rozpoczynające nazwisko nie był ście słowa z typowymi rozłączną. dobrym pomysłem, dla Polaków trudnoponieważ wielu uczestściami z „ż”, „ch” i „ó” ników dyktanda niepotrzebnie relacjom innych mediów – oraz pisownią łączną i rozczekało w kolejce, podczas gdy tam nie było 400 osób. Pytanie łączną. Nie zabrakło oczywiobsługa przy innym stoliku nie brzmi: po co cała reszta zapisała ście wątku krakowskiego. Na miała nic do roboty. się na dyktando, skoro nie mieli samym początku wydarzenia, Zdziwienie wywołała też zamiaru się zjawić? Po co blo- po powitaniu gości, rektor UJ, liczba osób, które ostatecznie kowali miejsca takim osobom, Wojciech Nowak, zauważył, że znalazły się na sali Auditorium jak np. Aleksander Meresiński cieszy się, że on sam nie będzie Maximum. Prowadzone z wy- – aktualny Krakowski Mistrz musiał pisać dyktanda, ponieprzedzeniem zapisy na dyktan- Ortografii? Tak, on również waż za jego czasów były one

[ 55 ]


źródło: fot.

Andrea Marx

nie dość, że trudne, to jeszcze bardzo toporne. Była to uwaga wysoce na miejscu, ponieważ Dyktando Krakowskie jest przeprowadzane w formie dość luźnej, a opowiadana historia im bogatsza w niebanalne wyrazy, tym zabawniejsza. Tym razem zaczęło się (prawie) kryminalnie. Komisarz Mrzyk spędzał weekend na Podkarpaciu i „polował” z aparatem na pewien rzadki gatunek ptaka. Już następnego dnia trafiło mu się niezwykłe śledztwo do poprowadzenia – z muzeum na Wawelu zniknęła… dama z łasiczką. Kobieta uciekła z ram obrazu zmęczona obrażaniem jej przez gimnazjalistów. Powiedziała, że wróci do obrazu, jeśli zostaną spełnione pewne warunki. Komisarz, nie chcąc narażać Krakowa na skandal, zgodził się na wszystko i historia pięknie się zakończyła. Z pewnością wraz z ostatnim jej słowem, po wielominutowym maksymalnym wysiłku intelektualnym, uczestnicy odetchnęli z ulgą.

Prace zostały zebrane, a następnym punktem programu były dwa wykłady: Magdy Heydel „O niewidzialności tłumaczy i dlaczego są oni nam potrzebni” oraz Bogusława Dunaja pt. „Zmiany w słownictwie polskim po 1989 roku”. Bezpośrednio przed ogłoszeniem wyników Kazimierz Sikora z Katedry Historii Języka i Dialektologii UJ prowadził dyskusję dotyczącą stanu współczesnej polszczyzny. Udział w niej wzięli także Renata Przybylska (prodziekan Wydziału Polonistyki UJ), Bogusław Dunaj i Walery Pisarek (wybitny medioznawca). Temat rozmowy wymusił podjęcie wątku kultury w Internecie, języka używanego na blogach oraz… Facebooka. Na jego temat ciekawie wypowiadał się wiekowy już profesor Walery Pisarek: – Ogarnęła mnie frustracja. Wszyscy piszą to, co myślą i chcą, żeby jak najwięcej osób to przeczytało, a nikt nie zagląda do mojej głowy, a tam jest tyle

[ 56 ]

ciekawych rzeczy! Wolontariusze – studenci polonistyki UJ – dzielnie sprawdzali prace napisane przez uczestników dyktanda przez kilka godzin. Odczytanie wyników i rozdanie nagród, do którego zaproszony został również prezydent miasta – Jacek Majchrowski – odbyło się o godz. 15.00. Najpierw zostali nagrodzeni najmłodsi uczestnicy – uczniowie szkół, następnie osoby, które poradziły sobie bardzo dobrze i miały niewielką ilość błędów w tekstach, a na samym końcu ogłoszono mistrzów ortografii. Krakowskim Mistrzem Ortografii został Aleksander Meresiński z Kielc, I Krakowskim Wicemistrzem Ortografii – Marek Szopa z Gorzowa Wielkopolskiego, a II Wicemistrzem Ortografii – Michał Gniazdowski z Warszawy. Laureaci otrzymali czytniki e-booków oraz nagrody pieniężne, odpowiednio: 2500 zł, 2000 zł i 1000 zł. 


Dołącz do nas! wspolpraca.mcw@gmail.com

[ 57 ]


ROK KIEŚLOWSKIEGO

JAK ŻYĆ, PANIE KIEŚLOWSKI?

[ 58 ]


Anna Zemełka

D

la wielu jest to dzieło wybitne, zmieniające życie oglądającego.

Dla innych z kolei to pretensjonalna i przereklamowana seria o niczym. „Dekalog” spotyka się z różnymi ocenami. Trudno jednak zaprzeczyć, że jest to najbardziej znane dzieło Kieślowskiego.

S

erię Kieślowskiego trudno Formuła serii ma charakter me- kazanie człowieka w sytuacjach nazwać serialem, mimo że taforyczno-moralitetowy, dzię- momentami skrajnych - człowłaśnie taką formę przy- ki czemu odbiorca jest w stanie wieka stojącego przed wybobiera. Na „Dekalog” składa się odnaleźć drogowskazy, zgodnie rem, jakie działanie podjąć. dziesięć godzinnych obrazów, z którymi powinien kształto- Skupiając się na indywidualktóre różnią się bohaterami, wać swoją moralność. nych bohaterach i bardzo konale mają jedno miejsce akcji Krzysztof Kieślowski stwo- kretnych sytuacjach z ich życia, warszawskie osiedle. duet Kieślowski-PieTo właśnie na tym siewicz mimo wszystosiedlu rozgrywako starał się zawrzeć Reżyser stworzył coś na wzór ją się sceny dopasow tym wszystkim tło dekalogu naszej codzienności, wane odpowiednio obrazujące trudnodo poszczególnych ści społeczne i żyw której narażeni jesteśmy na przykazań zawartych cie codzienne zwyokoliczności sprzyjające złamaniu w dekalogu. Na podkłych ludzi. Cała seria przykazań. Kieślowski nie odnosi stawie ludzkich drawspółgra z kondycją matów Kieślowski się do religii, co więcej, nawet nie współczesnego człostworzył coś na wzór wieka: zagubionego w podejmuje tematu Boga. A mimo to przekroju ówczesnecodzienności, w stanie go społeczeństwa oraz ciągłego niezrozumiew całości wybrzmiewa charakter dylematów, jakie tym nia otaczającego go religijny, który zmusza odbiorcę do społeczeństwem nieświata i przytłaczająreligijnych refleksji. ustannie targają. Chocego chaosu społeczciaż cała seria swoje nego. lata ma, to jednak trudPRZYKAZANIA NASZEJ no jej odmówić uniwersalnego rzył scenariusze do filmów seCODZIENNOŚCI przekazu. Nie tyle odpowiada rii, współpracując przy tym z Poszczególne przykazania na pytanie „jak żyć?”, ale bar- prawnikiem Krzysztofem Piedziej na pytanie „jak nie żyć?”. siewiczem. W ten sposób po- nie są ukazane w serialu doZawiera istotne wskazówki co wstało dziesięć części, które kładnie i bezpośrednio. Dzieła do tego, jak powinno wyglądać stają się inspiracją dla wielu. stworzone przez Kieślowskiego nasze istnienie tutaj, na ziemi. Głównym celem serii było po- skupiają się w dużej mierze na

[ 59 ]


znaje, że wierzy tylko w naukę, a ciotka stara się wychowywać dziecko zgodnie z wiarą chrześcijańską). A mimo to w całości wybrzmiewa charakter religijny, który zmusza odbiorcę do religijnych refleksji. Charakterystyczny nastrój odcinków i wypełniająca je powaga stają się swego rodzaju oknem do innej, metafizycznej rzeczywistości, odległej, a zarazem bardzo bliskiej człowiekowi. Poszczególne przykazania

Dekalogu są bardzo konkretne. Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, czcij ojca i matkę, nie pożądaj żadnej rzeczy, która należy do bliźniego... Kieślowski stara się w nich dostrzec coś więcej, a nie tylko proste sformułowania. Rozbiera przykazania na części pierwsze, doszukując się ich łamania w pozornie niezwiązanych z nimi działaniach człowieka. Przykazania ze Starego Testamentu stanowią jedynie - i aż! - tło wy-

darzeń, przez które jednocześnie te bardzo głośno wybrzmiewają. Reżyser pokazuje, że człowiek jest w stanie złamać przykazanie nie tylko w sposób bezpośredni, ale również działaniami o pozornie niższej randze.

ku. Staje się niemym świadkiem rozgrywających się wydarzeń, pojawiając się przede wszystkim w momentach decydujących dla protagonistów. Bohater ten nie uczestniczy w wydarzeniach, nie ma mocy sprawczej i tylko biernie przygląda się temu co się w danym momencie rozgrywa. Możliwe, że jest to osobisty dramat tajemniczego Anioła - ma świadomość, że człowiek postąpi zgodnie z własną wolą, być może ma nawet świadomość,

że człowiek postąpi źle, a on nie może temu w żaden sposób zaradzić. Może tylko obserwować. Sam Kieślowski nigdy nie potrafił określić, kim właściwie jest ta postać, co daje dodatkowe pole do refleksji. Odbiorca może sam zdecydować, kogo Barciś w filmie reprezentuje - czy jest to anioł stróż pilnujący człowieka, czy może sumienie danego bohatera, bądź jeszcze jakaś inna postać pochodząca z innego świata. Postać ta staje się swego

ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

ukazaniu życiowych sytuacji, które z pozoru nie mają wiele wspólnego z danym przykazaniem. Reżyser stworzył coś na wzór dekalogu naszej codzienności, w której narażeni jesteśmy na okoliczności sprzyjające złamaniu przykazań. Kieślowski nie odnosi się do religii, co więcej, nawet nie podejmuje tematu Boga - Jego istnienia bądź nieistnienia (poza pierwszym odcinkiem serii, gdzie ojciec-naukowiec otwarcie przy-

ANIOŁ, KTÓRY CZUWA NAD CZŁOWIEKIEM Postacią zespalającą całą serię jest bohater wykreowany przez Artura Barcisia - pojawia się on niemal w każdym odcin-

[ 60 ]


rodzaju kotwicą, która zagnieździła w świecie realnym świat metafizyczny, do którego człowiek może mieć dostęp, jeśli zechce.

[ 61 ]

/ źródło: kadr z filmu

NIE CZYŃ DRUGIEMU… Z serii „Dekalog” wypływa przede wszystkim jedno, bardzo ważne przesłanie, które mówi: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe. Żyjąc we wspólnocie, jesteśmy zobligowani do tego, żeby nie naruszać wolności drugiego człowieka. Na przykładzie poszczególnych bohaterów każdego odcinka, Kieślowski pokazuje, że człowiek nie do końca potrafi sobie z tym poradzić, że jest niedoskonały i słaby, podejmując złe decyzje. Pod tym względem seria nie straciła na wartości i stała się czymś uniwersalnym, mimo że czas i przestrzeń pokazane w filmie już nie istnieją. Człowiek niezależnie od epoki, w której żyje, staje przed trudnymi wyborami, które moralnie bądź etycznie mogą być dobre albo złe. Morał z tego taki, że jeśli chcemy lepszego świata, to zmianę musimy zacząć od siebie. 

m at e r i a ł y d y s t r y b u t o r a

FILMY, KTÓRE TRĄCĄ DOKUMENTEM Forma całej serii jest bardzo ascetyczna. Reżyser zdecydował się pokazać świat przedstawiony w sposób możliwie najbardziej realny, bez zbędnego upiększania elementów. Brak tutaj konkretnej stylizacji, scenografia to przestrzeń zastana przez twórców, w zupełności surowa. Kieślowski w swojej fabularnej twórczości inspirował się formą dokumentalną i swoimi wcześniejszymi doświadczeniami z tego typu filmami. Tak więc styl „Dekalogu” to przede wszystkim idealne odzwierciedlenie współczesnego świata, tak samo jak odzwierciedlenie współczesnego człowieka. Chociaż bohaterowie Kieślowskiego są tutaj osobami konkretnymi, to jednak pozostaje poczucie, że opowiada on o całym społeczeństwie, o szarej masie, która istnieje bez tożsamości, bez konkretnego celu. Autentyczność dokumentu widać również w kreacjach aktorskich. Głównym celem każdej z postaci jest zademonstrować przede wszystkim człowieka zwykłego, w jego codziennych obowiązkach, wyborach. Kieślowski nie wymyśla bohatera do własnych potrzeb, nie dostosowuje jego cech, aby całość wypadła jak najlepiej, była możliwie jak najbardziej dla widza atrakcyjna. Pozostawia on człowieka bez udoskonaleń, pokazując jego moralną nędzę.


KOMIKSY

ANIMACJE UNIWERSUM DC

[ 62 ]


Krzysztof Małek

H

istoria wydawnictwa

DC już za nami. Czas zająć się czymś o wiele

ciekawszym, a więc filmami animowanymi błędnie nazywanymi w

Polsce bajkami.

M

ożna powiedzieć, kometrażowe, seriale, filmy odnalezienia inteligentnego że jest to naturalna pełnometrażowe będące czę- życia. Człowiek-Nietoperz był droga rozwoju dla ścią seriali, filmy pełnometra- ucieleśnieniem człowieka inklatkowo konstruowanych ko- żowe będące twórczością fa- teligentnego, bogatego i przemiksów. Choć dla nas to nie nów oraz filmy LEGO-DC. bojowego, a jednocześnie prapojęte, jest to działalność wego i sprawiedliwego. warta miliony dolarów, Innymi postaciami, które ponieważ od zawsze aniDo lat 90. historie w filmach miały wtedy swój debiut macje przyciągały do kin na srebrnym ekranie, animowanych miały charakter i przed ekrany telewizobyły: Aquaman (1968), rów zarówno młodych, Wonder Woman (w “Sumoralizatorski, przez co jak i starszych widzów. per Friends”, 1973), Plastic obecnie wydają się one Wśród nich nie dominuMan (1979) czy Kapitan mocno naciągane czy wręcz je żadna grupa wiekowa. Marvel (1981). Pojawiały Oczywiście ma to swoje się również drużyny suinfantylne. Nie możemy konsekwencje. Przez wieper bohaterów, m.in. The jednak do tego podchodzić w le lat filmy animowane ze Super Powers Team: Gastajni DC nie pokazywały taki sposób, gdyż na starsze lactic Guardians. Co mnie krwistej brutalności, sekzaskoczyło, Batman poobrazy należy patrzeć z punktu su czy różnego typu ludzznawał wiele ciekawych widzenia epoki. kich zboczeń. Choć pojapostaci z różnych innych wiają się niezwykłe bitwy, filmów animowanych, np. to ich skutki fizyczne dla Tarzana. Do lat 90. histobohaterów zawsze były wręcz Najwięcej na rynku jest rie w filmach animowanych niezauważalne, np. zamordo- oczywiście seriali animowa- miały charakter moralizatorwany Superman miał tylko nych, które są produkowane od ski, przez co obecnie wydają jednego siniaka pod okiem i 1966 roku. We wczesnym etapie się one mocno naciągane czy stróżkę krwi z nosa. dominowały postaci Batmana wręcz infantylne. Nie możemy Filmy animowane ze świa- i Supermana. Było to związa- jednak do tego podchodzić w ta DC dzielą się na sześć grup ne z ówczesnym zachwytem taki sposób, gdyż na starsze – filmy pełnometrażowe, krót- nad kosmosem i możliwością obrazy należy patrzeć z punktu

[ 63 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

widzenia epoki. Sytuacja się zmieniła w 1993 roku, gdy został wydany pierwszy film animowany ze stajni DC – “Batman: Mask of the Phantasm”. Seriale zaczęły korzystać z rozwiązań filmowych i historie choć jedno- czy dwuodcinkowe stawały się o wiele bardziej barwne. Pojawiły się moralne rozterki bohaterów, nietypowe rozwiązania zagadek czy w niesprzyjających okolicznościach współpraca pomiędzy bohaterami a wrogami. Powiewem świeżości dla seriali animowanych była również fabuła, która była realizowana przez pewną liczbę

odcinków. Od początku XXI wieku zmieniła się strategia animacji i rozwija się dwutorowo – są seriale typowe dla dzieci, które możemy śledzić np. na Cartoon Network, oraz serie dla dojrzalszych widzów, np. “Liga Młodych”. Rozróżnienie pomiędzy tymi dwoma nurtami dokonuje się dzięki kresce, jaką animowane są postaci. Filmy pełnometrażowe natomiast zachowują swoją uniwersalność wiekową. Daje to twórcom większe pole manewru. Nadal główną oś tworzą Batman i Superman ze względu na swoją pozycję w

[ 64 ]

popkulturze oraz dochody, jakie przynoszą wszelkie gadżety z ich podobiznami. Są także wykorzystywani jako tło historii mniejszych postaci, jak np. Supergirl w “Superman/ Batman: Apocalypse”. Filmy te potrafią trzymać w napięciu równie mocno, jak zwykłe filmy kinowe. Świetną ilustracją tego zdania mogą być “Justice League: The Flashpoint Paradox” czy “Batman: Assault on Arkham Trailer” (historia wprowadza do filmowego “Suicide Squad”!). Ostatnia z wymienionych animacji jest bardzo śmiała w realizacji, co dodatkowo służy urealnieniu


przygód skazańców. Minusem tych wszystkich filmów było to, że żadne nie były ze sobą powiązane lub tworzyły najwyżej trójfilmową serię. Sytuacja zmieniła się w 2014 roku, gdy postanowiono stworzyć jednolite uniwersum animowane pod nazwą DC Animated Movie Universe. Być może zostanie ono włączone do szerokiego filmowoserialowego uniwersum jako inny wymiar. Wszystkie filmy z tego świata nawiązują tylko do komiksów wydawanych w serii “The New 52”, a należą do nich: “Justice League: War” (o początkach Ligi Sprawiedliwo-

ści), “Son of Batman”, “Justice League: Throne of Atlantis” (o Aquamanie i jego dołączeniu do LS), “Batman vs. Robin”, “Batman: Bad Blood” (o relacji Batmana z jego wszystkimi pomocnikami) i najnowszy, który będzie miał premierę dopiero 25 marca tego roku, “Justice League vs. Teen Titans”. Wszystkie te filmy możemy spokojnie oglądać ze znajomymi albo ze swoją drugą połówką. Nieco inaczej sprawa wygląda z krótkometrażowymi animacjami. One skupiają się na pojedynczych bohaterach. Trwają maksymalnie osiemnaście minut i służą przedsta-

[ 65 ]

wieniu postaci (np. seria DC Showcase), chociaż na początku miały charakter jednorodnych króciutkich historii. Myślę, że gratką jest Superman z 1941 roku – jest to okres, gdy nie umie on jeszcze latać i skacze na dalekie odległości. A jeżeli lubimy spędzać czas ze swoimi dziećmi, to warto włączyć filmy z serii LEGO-DC. Są to takie głupiutkie komedyjki, które rozśmieszą całą rodzinę i naprawdę wciągną – no bo kto by nie chciał widzieć, jak w ramach pomocy bohaterowie wymieniają się dłoniami? 


TURYSTYKA RELIGIJNA

DROGA ŚWIĘTEGO JAKUBA CZ. 3 - KATEDRA W COMPOSTELI

[ 66 ]


Damian Nowicki

K U

Santiago de Compostela, jeden z największych zabytków architektury romańskiej w H iszpanii , wpisana jest od 1985 roku na listę UNESCO. W znoszenie jej rozpoczęto w 1075 roku podczas panowania A lfonsa VI K astylijskiego . atedra w

piększanie świątyni trwało przez kilka kolejnych wieków wraz ze wzrostem znaczenia Santiago de Compostela jako miejsca peregrynacji. Kulminacją architektonicznej ewolucji katedry jest jej główna, późnobarokowa fasada wychodząca z zachodniej strony na plac Obradoiro - tzw. Fachada del Obradoiro, którą zaprojektował Fernando Casas y Nóvoa. Charakteryzuje ją: dekoracyjne i ikonograficzne bogactwo (m.in. rzeźby przedstawiające postaci św. Jakuba, jego dwóch uczniów oraz scenę związaną z cudownym odkryciem ich grobów), wielkie przeszklone okna, dwie 76-metrowe wieże na planie kwadratu oraz dwa rzędy renesansowych schodów dzieła Ginésa Martíneza prowadzących do głównego wejścia. Po obydwu bokach znajdują się pałac biskupi oraz kapitularz. Pozostałe trzy fasady katedry w Santiago de Compo-

stela to południowa Fachada de las Platerías (wyróżnia ją Puerta de las Platerias czyli zachowujący romańską archi-

Na skrzyżowaniu naw znajduje się słynna, olbrzymia kadzielnica nazywana po galicyjsku Botafumeiro. Do jej rozkołysania wciąż służy mechanizm pochodzący z 1604 roku. tekturę tzw. Portal Złotników, posiadający dwa tympanony przedstawiający sceny kuszenia Chrystusa na pustyni oraz jawnogrzesznicę), wschodnia Fachada de la Quintana (ba-

[ 67 ]

rokowe portale Puerta Real i Puerta Santa czyli Wrota Królewskie oraz Święte Wrota, zgodnie z tradycją otwierane od XII wieku tylko 31 grudnia przed jubileuszowym rokiem, kiedy dzień patrona przypada na niedzielę). Za wrotami głównej fasady, wewnątrz murów świątyni w jej obecnym kształcie znajduje się narteks (kryty przedsionek) stanowiący część wcześniejszej, romańskiej fasady. Wyróżnia go jeden z najwspanialszych XII-wiecznych portali, Pórtico de la Gloria (Portal Chwały). Został on wykonany w latach 1168-1188 na zlecenie króla Leonu, Ferdynanda II, przez Mistrza Mateo. W jego architekturze można zaobserwować ówczesną transformację sztuki romańskiej w gotycką. Składa się z trzech łuków, z których każdy prowadzi oddzielnymi wrotami do odrębnych naw. Najokazalszy z nich zwieńczony jest tympanonem przedstawiającym Chrystusa Odku-


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

piciela w otoczeniu czterech ewangelistów, natomiast jego archiwolty przedstawiają wizerunki 24 starców apokalipsy trzymających instrumenty muzyczne (całość ikonografii portalu nawiązuje głównie do scen z Apokalipsy św. Jana). Trzynawowe wnętrze katedry na planie krzyża łacińskiego zwieńczone jest sklepieniem kolebkowym. Główna nawa ma długość prawie 100 m, w połowie transeptu znajduje się gotycka kopuła. Katedralne organy wykonali w latach 17051709 Miguel de Romay i Antonio Alfonsín. W miejscu pierwotnej, romańskiej kaplicy głównej można obecnie zobaczyć barokową,

autorstwa Dominga Antonia de Andrade. Przykryta baldachimem podtrzymywanym przez anioły znajduje się bezpośrednio ponad kryptą z grobowcem. W centrum kaplicy znajduje się wielka, polichromowana figura przedstawiająca św. Jakuba, do której można dojść od tylnej strony ołtarza, by wykonać tradycyjne, pielgrzymie objęcie apostoła. W związku z burzliwą historią Hiszpanii w drugim tysiącleciu naszej ery, szczególnie w XVI wieku (kiedy to na wybrzeżu w niedalekim porcie La Coruña na ląd wyszli piraci dowodzeni przez Francisa Drake'a) cenne relikwie kilkukrotnie zmieniały miejsce przechowywania na

[ 68 ]

terenie świątyni. Obecnie za ich ostateczne miejsce uznaje się kryptę z alabastrowym grobowcem oraz posrebrzaną urną zawierającą prochy apostoła Jakuba Starszego i jego dwóch uczniów. Katedra św. Jakuba z racji swoich rozmiarów oraz znaczenia dla osób pielgrzymujących ze wszystkich zakątków świata posiada wiele wspaniałych kaplic: Capilla de Mondragón (z XVI-wiecznym ołtarzem z terakoty przedstawiającym zdjęcie Chrystusa z krzyża, autor: Miguel Perrín de Sevilla, 1529 r.), Capilla del Salvador (z polichromowanym ołtarzem w stylu plateresco przedstawiającym w centrum Chrystusa Od-


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

kupiciela pokazującego rany po zdjęciu z krzyża - autor: Juan de Álava, 1532 r.), Capilla de Nuestra Señora la Blanca (najmłodsza, neogotycka, posiadająca replikę patronki Katalonii - Matki Bożej Virgen de Montserrat), Capilla de las Reliquias (z wieloma cennymi relikwiami z czasów średniowiecza i królewskim panteonem) oraz Capilla del Cristo de Burgos (z przejmującą rzeźbą ukrzyżowanego Chrystusa wykonaną w roku 1754 w Burgos przez anonimowego artystę). Na skrzyżowaniu naw znajduje się słynna, olbrzymia kadzielnica nazywana po galicyjsku Botafumeiro. Do jej rozkołysania wciąż służy me-

chanizm pochodzący z 1604 roku. Wykonana z mosiądzu i z brązu, posrebrzana kadzielnica ma 1,60 m wysokości. Pusta waży około 62 kg, pełna - 80 kg. Ważąca 90 kg lina, na której jest podwieszona, ma długość 60 m i grubość 5 cm. Obecna, z syntetycznego materiału, zastąpiła dawny sznur wykonany z włókien konopi. W trakcie nabożeństw, podczas których używa się botafumeiro, kadzielnica jest wprawiana w ruch przez ośmiu mężczyzn zwanych tiraboleiros. "Szybuje" wówczas z jednego boku katedry na drugi z prędkością do 68 km/h. Ciekawostką jest to, że intensywny zapach kadzidła uwalnianego z botafu-

[ 69 ]

meiro według tradycji już w XI wieku miał na celu głównie wyeliminowanie nieprzyjemnego zapachu uwalnianego przez ówczesnych pielgrzymów - brudnych, przepoconych, cierpiących na różne zakaźne choroby. Wewnątrz katedry w Santiago de Compostela znajduje się także późnogotycki dziedziniec otoczony barokowymi krużgankami. W ich skład wchodzą łuki z podwójnymi kapitelami oraz archiwoltami przyozdobionymi motywami kwiatowymi i geometrycznymi. 


[ 70 ]


RECENZJE  [ 71 ]


OSKARY 2016

ŻĄDZA PRZETRWANIA

[ 72 ]


Mateusz Nowak

W

stanie krytycznym , na skraju śmierci , niemiłosiernie pokiereszowany przez bestię .

W ola

mimo to przetrwał .

życia oraz pragnienie zemsty okazały się

silniejsze .

mu siłę , by żyć .

A

C hoć

P aradoksalnie

widok mordowanego syna dał

już tylko w jednym celu .

"Zjawa" Alejandro Gonzale- ale również całkowicie zasłużone. tym nie myślimy. W "Zjawie" jedza Iñarritu to film trudny, bardzo W "Grawitacji" ujrzeliśmy kosmos nak czuje się, że za kamerą stoi specyficzny, który nie każdemu w wymiarze, w którym go nigdy prawdziwy artysta. przypadnie do gustu, zrobiony jed- wcześniej nie obserwowaliśmy, w Od strony technicznej ten film nak na bardzo wysokim poziomie "Birdmanie" żyliśmy razem z bo- zrobiony jest świetnie. Co jednak artystycznym. Z tego też wzglę- haterami, bo cały film sprawiał z samą historią, scenariuszem, du nie dziwią Oscary za reżyserię wrażenie zrobionego na jednym grą aktorską? Tu już bywa różnie. i zdjęcia. Iñarritu rok po "Bird- ujęciu - majstersztyk. Natomiast Przede wszystkim fabuła nie jest manie" ponownie zgarnia zbyt skomplikowana, tak statuetkę i udowadnia, jak i sam morał tej histoże zeszłoroczny sukces rii. Niemal od początku Iñarritu rok po "Birdmanie" wcale nie był dziełem wiemy, w jakim kierunku przypadku. Jak mało to wszystko zmierza. Nie ponownie zgarnia statuetkę i który współczesny twórjest to zarzut, jednak udowadnia, że zeszłoroczny sukces ca "czuje" widza i doskobrakuje tu jakichś elenale wie, jakich środków wcale nie był dziełem przypadku. mentów zaskakujących. wyrazu użyć, aby idealnie Może i był to zabieg zamJak mało który współczesny twórca oddać charakter każdej ierzony, w końcu jest to sceny. To naprawdę duża adaptacja książki. Niem"czuje" widza i doskonale wie, sztuka, dlatego też jego niej jednak oglądanie Dijakich środków wyrazu użyć, aby filmy tak dobrze się ogląCaprio czołgającego się, da, widać w nich, że są charczącego i walcząceidealnie oddać charakter każdej robione przez człowieka go o przetrwanie przez sceny. z pasją. 80% filmu ani nie należy Oczywiście niczym do najprzyjemniejszych byłaby reżyseria Iñarritu, rzeczy, jakie zobaczycie w gdyby nie sposób, w jaki operuje w "Zjawie" Lubezki już się wręcz tym roku w kinie, ani nie sprawia, kamerą Emmanuel Lubezki. Ten bawi, zmienia co rusz perspektywę, że fabuła filmu na czymkolwiek zymeksykański duet wspólnie podbi- operator wydaje się niekiedy nawet skuje. ja Hollywood, a Lubezki nawet pr- jednym z bohaterów. Rzadko kiedy Tym samym w końcu przzebija swojego przyjaciela. W tym zwraca się w filmie uwagę na zdję- eszedłem do meritum - oscarowej roku zdobył już trzeciego (!) Oscara cia, zazwyczaj jeśli są dobre, to po roli Leonardo. Krytycy i fani przez rzędu. Osiągnięcie wyjątkowe, prostu to przyjmujemy, w ogóle o krzykują się, walczą ze sobą, czy

[ 73 ]


źródło: kadr z filmu

/

m at e r i a ł y d y s t r y b u t o r a

ulubieniec internautów zasłużył akurat tą kreacją na wyróżnienie Akademii. Przyznam szczerze, że sam mam mieszane odczucia. Na pewno nie jest to najlepsza rola DiCaprio w jego karierze. Mówimy jednak o aktorze, który występami w "Co gryzie Gilberta Grape'a?", "Django" czy "Wilku z Wall Street" powalił większość z nas na kolana. Trudno jednak te wszystkie role porównać, każda z nich jest inna, a to przecież jedynie część bogatej filmografii świeżo upieczonego laureata Oscara. To wszystko udowadnia, jak różnorodnym aktorem jest DiCaprio, wachlarz jego umiejętności imponuje. I myślę, że to właśnie w końcu doceniła w tym roku Akademia. Bo "Zjawa" wymagała od Leonardo mnóstwo poświęcenia, a utrzymanie niemal całego filmu na własnych barkach oraz wierne oddanie na ekranie cierpienia zarówno fizycznego, jak i duchowego nie należy do zadań łatwych, a z tego zadania aktor wyszedł obronną ręką. Drugi plan to przede wszystkim świetny Tom Hardy - okazuje się, że w roli antagonisty, chciwego i bezdusznego, sprawdza się doskonale. To aktor obecnie niezwykle rozchwytywany w Hollywood i jestem przekonany, że prędzej czy później on również zasłuży na nagrodę Akademii. "Zjawa" to żadna wielka historia, skupia się na cierpieniu jednostki, na niesamowitej woli przetrwania i żądzy zemsty. To film o przekraczaniu własnych granic, o walce do samego końca mimo beznadziejnej, wręcz tragicznej sytuacji, która wydaje się bez wyjścia. Wreszcie to produkcja, która udowadnia, że człowiek postawiony pod ścianą jest zdolny niemal do wszystkiego i nikt z nas tak naprawdę nie jest w stanie powiedzieć, gdzie znajduje się kres możliwości ludzkiego organizmu. Jest tu kilka mocnych scen, które co wrażliwszych mogą poruszyć. Sposób, w jaki film jest nakręcony, sprawia, że widz wręcz cierpi razem z głównym bohaterem. Nie każdemu to na pewno przypadnie do gustu, dla wielu obejrzenie dwuipółgodzinnej "Zjawy" może okazać się trudnym wyzwaniem. Zwłaszcza, że film nieraz wytraca tempo i może się fragmentami dłużyć. Nie jest to film idealny i moim zdaniem zasłużenie nie zdobył najważniejszej statuetki. Ma w sobie jednak widoczną pasję twórców i pozostaje produkcją, obok której nie można przejść obojętnie i która po seansie jeszcze na długo pozostaje w pamięci. 

[ 74 ]


Miejsce na Twoje ogłoszenie wspolpraca.mcw@gmail.com

[ 75 ]


FILMY

ZACHWYCAJĄCY „MR. HOLMES”

[ 76 ]


Łukasz Łój

S O

herlock

H olmes

to jedna z najbardziej rozpoznawalnych

postaci literackich .

Za

sprawą wielu kinowych i

telewizyjnych adaptacji stał się on ikoną kultury masowej , a jego popularność nie słabnie pomimo

statnimi laty obserwowaliśmy nieco bardziej awanturnicze oblicze Holmesa - czy to w kinowej wersji Guya Ritchiego, czy też w serialu Stevena Moffata. Zeszłoroczny „Mr. Holmes” Billa Condona to spokojna, wyciszona i kameralna opowieść o starym, zmęczonym człowieku. Początkowo byłem umiarkowanie zainteresowany tym filmem, ciągle odkładając seans na później. Wiedziałem, że ma opowiadać o Sherlocku Holmesie na emeryturze. Zmaganie ze starzejącym się umysłem, smutek, nostalgia nie należą do moich ulubionych motywów w filmie. Spodziewałem się geriatrycznej etiudy i szeroko pojętego znudzenia. Jedynym ratunkiem dla mojej ignorancji był odtwórca głównej roli – Ian McKellen. Być może gdyby nie zaangażowanie tego wspaniałego aktora, kompletnie nie zwróciłbym na ten tytuł uwagi. Ostateczną zachętą do obejrzenia filmu była

129

recenzja jego ścieżki dźwiękowej, której przedruk można również znaleźć w tym nume-

Tak naprawdę film niewiele ma wspólnego z dotychczas rozkładanymi akcentami. Nie jest to nawet kryminał, a ledwie mgliste wspomnienie kryminału. Być może jest to dramat, chociaż dramatyczne sceny mają tutaj wymiar w skali mikro rze. Cieszę się, że obejrzałem „Pana Holmesa”, już Wam mówię dlaczego.

[ 77 ]

lat na karku .

Film jest przede wszystkim wiarygodny, ponieważ subtelnie umiejscawia legendę Sherlocka Holmesa w naszym prawdziwym świecie. Historia poszła naprzód - obserwujemy, jak detektyw jedzie samochodem do kina, aby obejrzeć przejaskrawiony film o swych własnych przygodach. Jest świadom własnej sławy. Oto widzimy, jak 93-letni Sherlock prycha z pogardą na swój ikoniczny wizerunek, wspominając o wymysłach Watsona, mających uczynić detektywa postacią nieco bardziej „medialną”. Rozprawia się z charakterystyczną, lecz fałszywą wizją deerstalkera i fajki, które faktyczną popularność zyskały dzięki ilustracjom i ekranizacjom, nie mając zaś odzwierciedlenia w literackim pierwowzorze. Jest to wspaniały dialog z miłośnikami Sherlocka Holmesa, ukazany jednak nienachalnie i z szacunkiem do widza. Nie ma więc postmodernistycznego sypania cytatami, ukrytych znaczeń i


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

mrugania do widza. Jesteśmy skłonni uwierzyć w ten spokój, w ten charakter Holmesa i wiemy, że nie ma tutaj miejsca na efekciarstwo i fabularne wygibasy. Tak naprawdę film niewiele ma wspólnego z dotychczas rozkładanymi akcentami. Nie jest to nawet kryminał, a ledwie mgliste wspomnienie kryminału. Być może jest to dramat, chociaż dramatyczne sceny mają tutaj wymiar w skali mikro – bo czy użądlenia os (poważny wątek, ale jednak mniej widowiskowy niż dawanie sobie po mordach, czy pościgi dachami dorożek) sprawiają wrażenie emocjonujących? O akcentach komediowych można zapomnieć, to nie tego typu film. A jednak nie jest przygnębiający. Gdybym miał tę opowieść określić jednym słowem, brzmiałoby ono: „ciepła”.

Ponadczasowe jest przesłanie o inspiracji młodego pokolenia, o wzbudzaniu chęci zdobywania wiedzy i, jakbyśmy to dziś określili, rozwoju osobistego. Tematem, który wybija się na prowadzenie, jest relacja małego chłopca z nieempatycznym dziadziusiem, która z czasem zmienia ich obu na lepsze. Tłem dla tej historii, a zarazem elementem, który poruszył mnie najbardziej, są zmagania detektywa z własną pamięcią. Holmes w 1947 roku jest samotny. Zarówno doktor Watson, jak i pani Hudson dawno już nie żyją. Sherlock, chociaż nieźle trzyma się jak na tak podeszły wiek, nie jest jednak samodzielny. Poznajemy go, gdy wraca z Japonii do swojego domu w Sussex. Mieszka on na prowincji, aby uniknąć ciekawskich spojrzeń i odpocząć od dotychczasowego życia. Już w

[ 78 ]

scenie wejścia do domu widać, jak niezdarny i powolny jest Holmes. Gdy coś wypadnie mu z ręki, lub straci równowagę, pomocną dłoń wyciąga do niego pani Munro, jego gosposia. Wspomnianym chłopcem jest syn pani Munro, Roger. Jest on zaintrygowany tajemniczym staruszkiem i jego zajęciami. Jest też jego pierwszym czytelnikiem. A emerytowany detektyw zajmuje się hodowlą pszczół oraz pisaniem książki. Pszczelarstwo nie jest czymś, co znajdowałoby się w sferze zainteresowań dawnego Holmesa, dlatego powolne i spokojne sceny przy ulach skłaniają do zadumy. Książka, którą pisze bohater, ma być wspomnieniem ostatniej sprawy, a zarazem odarciem wizji Johna Watsona z fikcji. A ostatnia sprawa ciąży Sherlockowi na sumieniu, ponieważ wydaje się


nierozwikłana i zatarta w jego pamięci. Przez całą swoją karierę umysł był bronią i motorem działań Sherlocka Holmesa. Jego niezwykły dar dedukcji, chłodnego osądu i twardej logiki był najcenniejszym skarbem detektywa. Najcenniejszym bo definiującym całe jego życie. Gdy na starość traci tę bystrość umysłu, doskonale zdaje sobie sprawę, w jak nieszczęśliwym znalazł się położeniu. Pisząc książkę, za wszelką cenę próbuje rozwikłać podwójną zagadkę – przypomnieć sobie najwięcej jak potrafi i na podstawie tych nikłych wspomnień wyciągnąć wnioski. Ian McKellen doskonale zagrał dopiero uczącego przyznawać się do słabości, upartego starca o mglistym spojrzeniu. Wspomnienia Holmesa to jednocześnie zajmująca historia

dla Rogera, co budzi niepokój tracącej kontakt z synem pani Munro. Wielokrotnie słyszymy w filmie stwierdzenie: „Tylko prawdziwe opowieści mają wartość”. Fabuła toczy się trójtorowo: wyciszona akcja dziejąca się w czasie teraźniejszym jest punktem wyjścia do podwójnej retrospekcji. Jedna z nich opowiada o zdobyciu pewnej leczniczej rośliny, którą znaleźć można tylko w Japonii. Drugiej natomiast bliżej do klasycznych zagadek Holmesa, ale nie powiem nic więcej. I pomimo tego podziału narracji widać wyraźnie, że jest to opowieść prawdziwa, autentyczna. A zatem ma wartość, co nasuwa wniosek, że powyższy cytat może być traktowany jako niewielki podpis twórców pod swoim dziełem. Reżyser odnosi się z szacunkiem nie tylko

[ 79 ]

do swojego bohatera, ale i do widzów. Nie widzimy sentymentalnej i rozmelodramatyzowanej bajki. Ogarniające nas wzruszenie nie jest standardową tandetą. Film jest skromny, ale szlachetny, po zakończeniu seansu poczujecie pewne zauroczenie historią mężczyzny, który pragnie dokonać rozrachunku ze swoim życiem, po raz pierwszy próbując opowiedzieć o nim własnymi słowami. Mamy też tutaj portret choroby, podany tak subtelnie i z umiarem, że nie czujemy się emocjonalnie szantażowani. Zdecydowanie warto obejrzeć, choćby ze względu na to, że niewiele jest historii pełnych tak pozytywnych emocji. 


MUZYKA

SAMOTNOŚĆ ZAKLĘTA W MUZYCE

[ 80 ]


Wojciech Wieczorek

F

ilmowy wizerunek lat.

Sherlocka Holmesa zmieniał się wraz z upływem

O ile jeszcze kilka dekad temu w popkulturze rozpowszechniło

się wyobrażenie słynnego detektywa jako powściągliwego gentlemana,

Roberta Downeya Juniora i Benedicta Cumberbatcha, ukazujące Holmesa jako nadczłowiekasocjopatę. Tym samym wpisują się w popularne współcześnie trendy, jak i są bliższe literackiemu pierwowzorowi. obecnie niezwykłą popularnością cieszą się kreacje

Zeszłoroczny „Mr. Holmes”, oparty na powieści „A Slight Trick of the Mind” Mitcha Cullina przedstawia detektywa w sposób daleki od poprzednich wyobrażeń. W filmie tym 93-letni Hol-

walczącego z własnymi słabościami. Kameralność filmu przełożyła się na score Cartera Burwella – kompozytor stworzył ścieżkę pełną prostoty i elegancji, rozpisaną na mały

właśnie w tej prostocie tkwi jej urok. Pierwszy z tematów poznajemy już w tytułowym „Mr. Holmes”, który stanowi bez wątpienia najlepszy utwór całej płyty. Delikatna melo-

Niestety, film nie doczekał się w Polsce dystrybucji kinowej – przez to zarówno mistrzowska rola McKellena, jak i muzyka Burwella przeszły u nas bez echa. A pracę kompozytora należałoby docenić ze względu na świetne oddanie ducha filmu i zakamarków umysłu genialnego detektywa. mes zmaga się z samotnością, poczuciem winy, a przede wszystkim własnym umysłem i pamięcią, na których zawsze mógł polegać, a które teraz zaczynają go zawodzić. Ian McKellen wspaniale kreuje człowieka, któremu przyszło żyć w czasach, w których się nie odnajduje, osamotnionego i

zespół. Podczas słuchania możemy wyłapać kwartet smyczkowy, fortepian, harfę, ważną dla fabuły harmonikę szklaną oraz kilka instrumentów dętych drewnianych – obój, klarnet, fagot a także japońskie shakuhachi. Również paleta tematyczna cechuje się powściągliwością, ale chyba

[ 81 ]

dia, prowadzona na przemian, a momentami wspólnie przez obój i klarnet, wsparta kołyszącym się rytmem smyczków nie tylko wprowadza nastrój tajemnicy i zagadkowości, ale także oddaje samotność głównego bohatera. Również pod koniec suity melodia urywa się, a na jej miejsce wprowa-


ni filmu i płyty, początkowo przedstawiając jedynie skrawki melodii, podobnie jak Holmes stopniowo zyskuje spokój ducha i otwiera się na ludzi dzięki kontakcie z synem swojej gospodyni, Rogerem. Przemianę tę najlepiej słychać w końcowym „The Consolation of Fiction” - o ile przez większą część płyty ów pogodny motyw zostaje po kilku dźwiękach zdominowany przez temat z „Mr. Holmes”, tak tutaj

źródło: kadr z filmu

/

m at e r i a ł y d y s t r y b u t o r a

dzane są delikatne fortepianowe dysonanse, niczym dziury w pamięci Holmesa, które nie pozwalają mu kontynuować myśli i opowiadania, oraz symbolizujące je atramentowe kleksy z jego dziennika. Drugi z tematów, który słychać np. w „Prickly Ash, Investigating Mr. Holmes” czy końcowej suicie, jest znacznie cieplejszy i pogodniejszy w nastroju. Kompozytor powoli rozwija go na przestrze-

[ 82 ]

zamieniają się one kolejnością, dzięki czemu wybrzmiewa on jako drugi, w spokojnej durowej aranżacji. Największą bolączką ilustracji zdają się elementy etniczne – nie wnoszą one wiele ciekawego do soundtracku, zdają się one niepotrzebne i wciśnięte na siłę. Ilustrują one oczywiście pobyt Holmesa w Japonii, ale robią to w sposób odtwórczy i kliszowy. Co prawda nadają płycie odrobi-


ków Zimmera i Arnolda. Żeby ją docenić, należy się nieco wyciszyć i odnaleźć w sobie spokój – zupełnie tak, jak McKellenowski Holmes. 

[Tekst pierwotnie opublikowany na portalu www.filmusic.pl]

/

m at e r i a ł y d y s t r y b u t o r a

niecałe czterdzieści minut. Niestety, film nie doczekał się w Polsce dystrybucji kinowej – przez to zarówno mistrzowska rola McKellena, jak i muzyka Burwella przeszły u nas bez echa. A pracę kompozytora należałoby docenić ze względu na świetne oddanie ducha filmu i zakamarków umysłu genialnego detektywa. Spokojna i łagodna ilustracja daleka jest od silących się na „ekscentryczność” soundtrac-

źródło: kadr z filmu

nę więcej koloru, ale ponownie, w kontekście powściągliwej, zwłaszcza pod względem instrumentacyjnym ilustracji, wydają się one trochę nie pasować do całości. Niektórych słuchaczy może też odstraszyć właśnie owa powściągliwość i zachowawczość muzyki – dla innych z kolei będzie to zaleta, bo w tej prostocie tkwi jej uroda i elegancja. Na korzyść soundtracku przemawia też niedługi czas trwania płyty –

[ 83 ]


[ 84 ]


COŚ WIĘCEJ  [ 85 ]


G E T T H AT M E D

CZYM NAJLEPIEJ SŁODZIĆ NASZE POSIŁKI? (CZ. 3)

[ 86 ]


Maciej Zębik

L

ast, but not least, czyli ostatnia, aczkolwiek niemniej ważna (a wręcz najistotniejsza) część słodkiej opowieści. oczywiście naturalne zamienniki cukru.

Z

Dzisiejszym tematem są

tego artykuzatem pytanie, czy Czy miód będzie podobnie łu dowiesz się jest to korzystne pod wpływał na nasz organizm? Otóż… kilku rzeczy względem zdrowoto miodzie, syropie: i tak, i nie, ponieważ nie składa się nym? Miód zawiera z agawy, klonowym glukozę oraz fruktoon wyłącznie z cukru, lecz zawiera oraz (niedawnym zę, czyli oba składniki także sporo minerałów i witamin, wynalazku) yacon, białego cukru. W taksylitolu, sorbitolu, kim wypadku można które będą potrzebne do jego stewii, erytrytolu, się zastanawiać, czy przetworzenia. inulinie, cukrze palmiód będzie podobmowym i fruktozie. nie wpływał na nasz O wszystkich opowiem organizm? Otóż… i tak, Na początek przypomnę jako o potencjalnych zamien- pokrótce, o czym mówiliśmy i nie, ponieważ nie składa się nikach białej słodyczy, a o ich do tej pory: w pierwszym ar- on wyłącznie z cukru, lecz zainnych korzyściach oraz wa- tykule mówiłem o tym, że cu- wiera także sporo minerałów i dach powstaną osobne arty- kier rafinowany niekoniecznie witamin, które będą potrzebkuły. Odpowiem też na takie jest zdrowy dla człowieka, na- ne do jego przetworzenia. Pod pytania jak: czy stosowanie ich tomiast w drugim starłem się tym kątem miód wygrywa ze jest szkodliwe? Czy nadają się z przekonaniami o szkodliwo- zwykłym cukrem, ponieważ do pieczenia? Czy są naukowe ści sztucznych słodzików. W nie wysysa z nas wartościowych przeciwwskazania do ich spo- tej części opowiem o, według składników tak, jak ma to miejżywania? mnie, najlepszych opcjach sło- sce w przypadku tradycyjnego dzenia czegokolwiek, czyli o słodzika. Niestety, glukozy oraz Jeśli interesuje Cię temat fruktozy wciąż jest w miodzie naturalnych słodzikach. zdrowego odżywiania, to ten bardzo dużo. Co prawda nie artykuł jest dla Ciebie, bo uwaMIÓD wywołują one tak dramatyczżam, że niektóre z zawartych tu Pójdzie on na pierwszy nych wzrostów cukru we krwi, substancji są najkorzystniejsze jak przy użyciu białej słodyczy, dla naszego zdrowia oraz sa- ogień, ponieważ w literaturze i aczkolwiek wciąż jakieś wystęmopoczucia (sam używam ich zaleceniach dietetycznych spopują. od ponad roku i póki co nie tyka się propozycje, by użyzauważyłem żadnych efektów wać go zamiast cukru, np. w Miałem wątpliwości co do ciepłych napojach. Pojawia się jego wpływu na cukrzyków, ubocznych, a schudłem 15 kg).

[ 87 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

więc zajrzałem do badań. Zgodnie z nimi już 8-tygodniowe spożycie miodu poprawia profil lipidowy krwi, a przy tym nie ma dramatycznego wpływu na poziom cukru we krwi (w porównaniu ze standardową dietą). Wynika z tego, że miód jest lepszy niż cukier, ale nadal nie dość dobry. Inne badanie pokazało, że związki o efekcie antyoksydacyjnym w miodzie mają dobroczynny wpływ na zapobieganie postępującym komplikacjom w tej chorobie. Potwierdza to fakt, że zastosowanie innych antyoksydantów (np. witaminy C i E) ma podobny wpływ. Jednocześnie w obu przypadkach podkreślano, że całe zagadnienie wymaga dalszych badań. To można go jeść, czy nie? Jeśli jesteś cukrzykiem, to lepiej korzystaj z innych słodzików podanych poniżej. Tak samo osoby otyłe powinny poszukać czegoś innego, gdyż miód zawiera sporo cukrów prostych i będą one powodować wzrost wagi poprzez wzmaganie głodu. Natomiast jeśli nie masz powyższych problemów, to możesz kilka razy w tygodniu z miodu skorzystać – będzie to całkiem niezły zamiennik zwykłego cukru, bo w przeciwieństwie do niego zawiera dodatkowe, korzystne związki. Ale od razu zaznaczam, że istnieją jeszcze lepsze opcje. CZYSTA FRUKTOZA Zamiennik cukru, który jest zdecydowanie gorszy od „oryginału”. Ta substancja może i wolniej podnosi poziom cukru we krwi, aczkolwiek ludzki organizm nigdy nie był przystosowany do tego, żeby to fruktoza (zamiast glukozy) była głównym cukrem. Nasz metabolizm jest zaprogramowany na glukozę, a fruktoza może się pojawiać, ale w małych ilościach. Duża podaż tej substancji prowadzi do: cukrzycy, zaburzonej gospodarki tłuszczowej oraz otyłości. Mam nadzieję, iż rozumiecie także, że biały cukier (jako mieszanka glukozy i fruktozy 50/50) to również kiepska opcja. SYROP Z AGAWY Popularny i gorąco polecany ze względu na to, że wolno podnosi poziom cukru we krwi. Tylko co z tego, skoro ok. 80% jego zawartości to fruktoza, czyli ta gorsza połowa białego cukru? Biorąc pod uwagę poprzedni akapit, chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego ten syrop nie jest najlepszym wyborem.

[ 88 ]


SYROP KLONOWY Podobnie jak miód ma sporo antyoksydantów i minerałów oraz pokaźne ilości cukru. Co prawda wciąż trochę mniej niż cukier rafinowany, bo tylko 2/3 jego masy to glukoza z fruktozą, ale to i tak dużo. Co mogę tutaj powiedzieć? Zastąpienie cukru białego syropem klonowym jest na pewno korzystną zmianą na „mniejsze zło”. Jednak jeśli chcesz go dodać do swojej diety, zostawiając tradycyjny słodzik… to zdecydowanie nie polecam. Podobnie jak miód – odradzam go cukrzykom i osobom otyłym, bo są lepsze opcje. SYROP Z ROŚLINY YACON Badanie pokazało, że może być on korzystny dla ludzi chorych na cukrzycę lub otyłość. Sam nie używałem, ale jeśli lubisz nowości, to zaopatrz się w takowy i wypróbuj. Może się okazać, że będzie on dobrym suplementem dla ludzi odchudzających się, ale póki co potrzeba zdecydowanie więcej badań, gdyż jest to dosyć nowy produkt na rynku. CUKIER PALMOWY I KOKOSOWY Można spotkać w Internecie wiele artykułów chwalących te słodziki. Niestety nie są one specjalnie wnikliwe. Cukier palmowy/kokosowy dałbym gdzieś pomiędzy cukrem nierafinowanym a miodem – jeśli chodzi o jego właściwości i szkodliwość. Ma on trochę wartości odżywczych, a stosunek fruktozy i glukozy wynosi 50/50 (jak w cukrze nierafinowanym i rafinowanym). Co prawda, trochę wolniej podnosi poziom cukru we krwi, ale mamy sytuację podobną jak z miodem. Nie polecam cukrzykom oraz osobom otyłym, aczkolwiek jeśli jesteś szczupły i świetnie się czujesz, to od czasu do czasu możesz ich użyć zamiast tradycyjnego słodzika.

Jeden z cukrów naturalnie występujących w winogronach, gruszkach oraz kukurydzy. Jest słabo przyswajalny, więc bezpieczny dla cukrzyków i (w przeciwieństwie do niektórych słodzików) w większych ilościach nie wywołuje efektu przeczyszczającego. Niestety produkcja jest kosztowna, a sama substancja mniej słodka od sacharozy. Na szczęście można temu zaradzić poprzez mieszanie go z in-

[ 89 ]

ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

ERYTRYTOL


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

nymi naturalnymi słodzikami, o których za chwilę. Czy erytrytol jest bezpieczny? Nie ma on wpływu na nasze DNA, ale ma właściwości antyoksydacyjne, więc może być stosowany przez cukrzyków (zamiast białego cukru i miodu). Badania pokazują, że erytrytol nie powoduje próchnicy, a także udowadniają, że nie wywołuje on efektu przeczyszczającego (w przeciwieństwie do wielu innych słodzików). Wydaje się zbyt dobre, by było prawdziwe? No cóż, tak jak już wspominałem… jest drogi. KSYLITOL (CUKIER BRZOZOWY) Ostatnio dosyć często spotykany na rynku. Nazywany również cukrem brzozowym, bo najczęściej właśnie z tego drzewa jest pozyskiwany. W przeciwieństwie do powyższego erytrytolu nasz organizm go przyswaja, jednak bardzo, bardzo wolno i dzięki temu podnosi on poziomu cukru we krwi na tyle powoli, że jest nieszkodliwy dla cukrzyków. Nie lubią go bakterie, więc nie wywołuje on próchnicy, a w dodatku ma 2 razy mniej kalorii niż cukier. Są zalety, więc muszą być i wady: u wielu osób ksylitol wywołuje efekt przeczyszczający i przez to nie zaleca się go dzieciom poniżej 3 lat. A co z badaniami? Kilka wskazuje na efekt zapobiegania próchnicy. Istnieje również takie, które pokazuje, że ksylitol może mieć korzystny wpływ na nawracające zapalenie ucha środkowego u dzieci. Obie te kwestie wymagają dalszych badań, jednak myślę, że możemy spokojnie używać tego słodzika, ponieważ brak jest dowodów na jego szkodliwość. SORBITOL Jest on podobny do ksylitolu, ale mniej słodki. Często wykorzystywany jest w gumach do żucia, drażetkach, produktach light itp. Podobnie jak dwa powyższe słodziki przeciwdziała próchnicy, jednak ma silniejsze działanie przeczyszczające niż bohater poprzedniego akapitu. Raczej nie polecam, bo ksylitol jest po prostu lepszy. Czy szkodzi? Trudno się doszukać takich przesłanek. INULINA W zasadzie nie można jej nazwać słodzikiem, gdyż nie jest specjalnie słodka. Wykorzystuje się ją w połączeniu z innymi substancjami słodzącymi,

[ 90 ]


gdyż ma właściwości błonnika – tzn. mówiąc kolokwialnie – zapycha. Nie za bardzo nadaje się na zamiennik cukru. STEWIA Według mnie najlepszy wybór. Jest ona ok. 300 razy słodsza od cukru, a za jej słodycz odpowiadają tzw. glikozydy stewiolowe, których nasz organizm nie trawi, więc słodzik ten ma 0 kalorii. Niestety, niektórzy skarżą się, że ma ona gorzki posmak. Z tego powodu najlepiej wypróbować tę substancję od różnych producentów, ponieważ różnią się trochę w smaku. Szczególnie gorąco polecam mieszanki stewii z erytrytolem, czyli, według mnie, dwóch najlepszych zamienników białego cukru.

ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

Co mówią badania na temat stewii? Są takie, które potwierdzają, że może ona efektywnie obniżać zbyt wysokie ciśnienie. Inne wskazują na dobry wpływ na cukrzycę (konkretnie na metabolizm glukozy) oraz jej działanie przeciwmiażdżycowe. Co prawda są to dosyć wstępne badania, ale przeciwwskazań póki co nie ma, a skoro może pomagać w podanych schorzeniach, to chyba warto się na nią przerzucić? PODSUMOWANIE Powiem szczerze, że część zamienników naturalnych (np. cukier palmowy, miód, syrop klonowy) nie nadaje się jako dobry substytut i może działać zdecydowanie gorzej niż słodziki sztuczne. Na szczęście są też słodziki i cukry naturalne, takie jak erytrytol, stewia czy ksylitol, które nie dość, że nie zaszkodzą, to jeszcze mogą pomóc. Stąd moje pytanie: dlaczego z nich nie skorzystać? Na koniec tej serii artykułów zaznaczę, że w wielu przypadkach używałem bardzo dużych uproszczeń. Nie wchodziłem np. w indeksy i ładunki glikemiczne, gdyż dla wielu osób artykuł byłby wtedy niejasny i zbyt naukowy. Moją intencją było przekazanie wiadomości o popularnych słodzikach w taki sposób, by każdy mógł z pełną świadomością wybrać ten, który mu najbardziej odpowiada.

ŻRÓDŁA: » National Center for Biotechnology Information - www.ncbi.nlm.nih.gov; » BioMed Central - www.biomedcentral.com; » Kawanabe J. i in., „Noncariogenicity of Erythritol as a Substrate”; » D Storey i in., „Gastrointestinal tolerance of erythritol and xylitol ingested in a liquid”; » A. Maguire, A. J., „Rugg-Gunn, Xylitol and caries prevention — is it a magic bullet?”; » M Uhari i in., „Xylitol chewing gum in prevention of acute otitis media: double blind randomised trial”; » Paul Chan i in., „A double-blind placebo-controlled study of the effectiveness and tolerability of oral stevioside in human hypertension”; » Søren Gregersena i in., „Antihyperglycemic effects of stevioside in type 2 diabetic subjects”.

WIĘCEJ NA: WWW.GETTHATMED.BLOGSPOT.COM AUTOR: MACIEJ ZĘBIK, REDAKTOR: MAŁGORZATA BÓB

[ 91 ]


Dołącz do nas! wspolpraca.mcw@gmail.com

[ 92 ]

Może coś Więcej nr 6 / 2016 (58)  

Może coś Więcej ...O LAICYZACJI

Może coś Więcej nr 6 / 2016 (58)  

Może coś Więcej ...O LAICYZACJI

Advertisement