Page 1

nr 11 / 2016 (62)

23 maja - 5 czerwca

ISSN 2391-8535

...O MEDYCZNYCH CIEKAWOSTKACH [1]


OKIEM REDAKCJI

TEMAT NUMERU

KOŚC

Wydarzenia i Opinie

...o medycznych ciekawostkach

Z ży Kośc

[8]

[28]

Bomba we Wrocławiu

Ludzkość na rozdrożu

Rafał Growiec

Rafał Growiec

[5

"Niech Duch Mateusz

[12

[32]

Sejmowa burza o suwerenność

Szczęście w nieszczęściu czyli o cudownych narodzinach

Mateusz Ponikwia

Mateusz Ponikwia

[16]

Opolszczyzna do rządu: zapłaćcie za 6-latki

[36]

(Nie) idź na medycynę!

Andrea Marx

Małgorzata Różycka

[42]

Felietony

Leczenie domowymi sposobami

[20]

Lena Ciepielak

Sport może być oryginalny Adrian Hulbój

Rozmowa numeru [46]

Myśli niekontrolowane

Chociaż nie widzę to razi mnie słońce

[24]

Emilia Ciuła

Przeszkody wiary Maciej Puczkowski

[2]

Felie Pobo

[58

Sakram na n

Anna Z


CIÓŁ

ycia cioła

54]

h zstąpi Twój" Ponikwia

RECENZJE

COŚ WIĘCEJ

Nowości

Historia

[64]

[76]

Marvelowska wojna domowa

Popkulturowe gmatfanie historii

- "Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów" (2016)

Wojciech Urban

Mateusz Nowak

eton ożny

8]

menty niby

Zemełka

Refleksje [82]

Filmy

Młode pokolenie - słabe i wygodne?

[66]

Urok w prostocie

Kajetan Garbela

- "Praktykant" (2015) Anna Zemełka

Relacje [88]

Książki

Juwe, Juwe, Juwenalia!

[70]

Adrian Hulbój

Po drugiej stronie zwierciadła - Jostein Gaarder "Jakby w zwierciadle"

Get that med

Emilia Ciuła

[92]

Czym możesz wspomóc swój wysiłek fizyczny? (cz. 2/3) Maciej Zębik

[3]


Redaktor Naczelna: Anna Zemełka

Redakcja: Emilia Ciuła

Kajetan Garbela

Rafał Growiec

Mateusz Nowak

Krzysztof Małek

Maciej Puczkowski

Mateusz Ponikwia

Wojciech Urban

Małgorzata Różycka

Korekta: Andrea Marx Alicja Rup

Współpraca: Lena Ciepielak

Adrian Hulbój

Marcin Kożuszek

Michał Musiał

Anna Kasprzyk

Krzysztof Reszka

Łukasz Łój

Maciej Zębik

Kontakt: strona internetowa: www.mozecoswiecej.pl e-mail: mozecoswiecej@gmail.com współpraca i teksty: wspolpraca.mcw@gmail.com promocja i reklama: promocja@mozecoswiecej.pl [4]


Dołącz do nas! wspolpraca.mcw@gmail.com

[5]


[6]


OKIEM REDAKCJI  [7]


WYDARZENIA I OPINIE

BOMBA WE WROCナ、WIU

[8]


Rafał Growiec

N

ieudany zamach we wrocławskim autobusie pokazuje nam, że niekoniecznie trzeba agentów

ISIS, by bać się chodzić po

ulicach. Tym bardziej, że znacznie większe zagrożenia wiszą nad nami nie z racji ideologii, ale z powodu bezmyślności.

P

rzypomnijmy: w czwartek cie zniszczony. Już wstępnie wa ma związek z zamieszkaw autobusie we Wrocław- wytypowano podejrzanego, a mi, jakie wybuchły po śmierci iu zauważono podejrzaną niedawno policja zamieściła 25-letniego Igora na jednym z paczkę. Kierowca zatrzymał nagranie z monitoringu przed- wrocławskich komisariatów. pojazd na przystanku i wyst- stawiające prawdopodobnego Policja jednak zdecydowanie awił podejrzany przedmiot na zamachowca. Jest to mężczyz- wyklucza taką możliwość. chodnik. Gdy mężczyzna wra- na w wieku ok. 25 lat, szczupły, Ostrożność kazała też cał, by poinformować odpowsprawdzić podejrzany iednie służby, nastąpił bagaż, znaleziony w wybuch. Lekko ranna piątek na wrocławskim została starsza kobieEksperci wskazują, że zamachowiec dworcu. Pirotechnicy ta przechodząca obok znaleźli jednak w walzapewne posiada wiedzę na temat miejsca zdarzenia. izce jedynie ubrania i konstrukcji bomb, ale nie ma w tym szkatułkę z biżuterią. Według policji bombę stanowił metalowy Nie jest to przesatemacie doświadczenia. Możliwe, pojemnik wypełniony da, a zwykły zdrowy że będzie próbował naprawić swoje rozsądek. Eksperci wsmateriałem wybuchowym i gwoźdźmi. kazują, że zamachowbłędy i następnym razem uderzy Gdyby doszło do wyiec zapewne posiada skuteczniej. Stąd ważne jest, aby jak buchu w autobusie, wiedzę na temat konnajszybciej go ująć. nie obyłoby się bez strukcji bomb, ale nie ofiar. ma w tym temacie doświadczenia. Możliwe, AMATOR o krótkich ciemnych włosach. że będzie próbował naprawTen typ bomby nazywa się Prawdopodobnie jest to ama- ić swoje błędy i następnym „szybkowarowym”, używany tor, nie mający dostępu do pro- razem uderzy skuteczniej. Stąd był między innymi przez bra- fesjonalnych materiałów ani ważne jest, aby jak najszybciej ci Carnajewów w Bostonie czy od zorganizowanej grupy prz- go ująć. w zamachach w Mumbaju. estępczej, ani z półlegalnych Istotną kwestią jest także Gdyby nie wadliwy materiał, źródeł (np. kopalnie). Niek- to, jak przestrzegane są normy autobus mógł zostać całkowi- tóre media sugerują, że spra- postępowania w wypadku

[9]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

podejrzenia zagrożenia bombowego i czy zawsze trzeba się ich trzymać. Kierowca powinien zatrzymać autobus, kazać pasażerom wyjść i czekać na przyjazd pirotechników. Nie wiadomo jednak, czy wtedy udałoby się opróżnić pojazd przed wybuchem. Także brak przechodniów ograniczył ilość ofiar. Można więc mówić o sporej dawce szczęścia. DUREŃ Wr o c ł a w s k a sprawa wywołała niepokój i podejrzliwość wobec każdej paczki. Tymczasem zagrożenie nadzwyczajne nie może nam zasłaniać

normalnych, codziennych niebezpieczeństw. Co z tego, że w jednym mieście strach wejść do autobusu, skoro w całej Polsce strach wyjść na ulicę? Nie mamy takiego problemu z wszelkiej maści terrorystami, kierowanymi ideologią czy zwykłą manią, co z ludźmi, którzy stanowią zagrożenie z powodu bezmyślności. Przytoczę tu przypadek z 13 maja, z Elbląga. 12-let-

ni chłopiec przejeżdżał przez przejście dla pieszych na hulajnodze. Na udostępnionym przez policję nagraniu widać, że jest tam sygnalizacja świetlna, a do tego przez jezdnię przebiega ścieżka rowerowa. Pierwszy samochód się zatrzymał, drugi jednak, Audi A4, potrącił dziecko. Obeszło się bez większych obrażeń, chłopiec wyszedł już ze szpitala. Zachowanie kierowcy zarówno w czasie zdarzenia, jak i po nim uśProblem w tym, że wielu kierowców wiadamia nam, że interpretuje ograniczone zaufanie tak: głupota to pierwszy ja mam tonę rozpędzonego metalu, ty w krok do grobu. Kierowca ma 30 najlepszym wypadku rower, więc ty mi lat. Prawo jazdy doustępuj pierwszeństwa, bo to dla ciebie stał w roku 2007… i stracił je w 2009 kolizja źle się skończy. r. W chwili wypad-

[ 10 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

ku miał już 22 punkty karne za przekraczanie prędkości, przejeżdżanie na czerwonym świetle i wyprzedzanie w niedozwolonym miejscu. Nie przyjął mandatu, choć odebrano mu prawo jazdy. Jak sam mówił, nie zauważył chłopca, bo w samochodzie miał harmider, do tego jechało z nim dwóch kolegów. Był w końcu piątek-weekendu początek (wypadek miał miejsce o godzinie 19.00). Trwa dyskusja, czy chłopiec miał prawo przejeżdżać przez pasy i czy na pewno zachował odpowiednią czujność. Obrońcy kierowcy wskazują, że tak naprawdę należy ukarać potrąconego, wszak na jezdni obowiązuje zasada ograniczonego zaufania. A przecież nawet pieszy, gdyby chciał był miłym

i nieco przyspieszyć kroku, by umożliwić dalszą jazdę kierującemu Citroenem, mógł nie mieć czasu, by uniknąć zderzenia. Problem w tym, że wielu kierowców interpretuje ograniczone zaufanie tak: ja mam tonę rozpędzonego metalu, ty w najlepszym wypadku rower, więc ty mi ustępuj pierwszeństwa, bo to dla ciebie kolizja źle się skończy. Tymczasem kierowca Audi zupełnie nie przejmował się ani znakami pionowymi, ani poziomymi, ani nawet tym, że kierowca przed nim zatrzymał się przy przejściu. Mężczyzna, który potrącił dziecko zachował się po prostu głupio, choć po 30-letnim kierowcy z kilkuletnim stażem należy oczekiwać trochę więcej

[ 11 ]

rozsądku niż po 12-latku na hulajnodze. Takich szaleńców jest wielu, zwłaszcza w okolicach dyskotek – jest ich znacznie więcej niż amatorskich konstruktorów bomb. Zamach bombowy we Wrocławiu na pewno jest zdarzeniem wstrząsającym, jednak trzeba znać proporcje. Nawet jeśli są ludzie gotowi zabić dziesiątki przypadkowych osób, to nie powinniśmy z tego powodu być bardziej ostrożni niż z powodu głupców wsiadających za kółkiem dla zabawy. 


WYDARZENIA I OPINIE

SEJMOWA BURZA O SUWERENNOŚĆ

[ 12 ]


Mateusz Ponikwia

W

piątek,

20 maja br., sejm przyjął uchwałę w sprawie obrony suwerenności Rzeczypospolitej i praw jej obywateli. Podjęta inicjatywa stanowi reakcję na stanowisko Komisji Europejskiej, która oczekuje rychłego zakończenia konfliktu związanego z Trybunałem Konstytucyjnym.

U

zakresie przyjmowania imichwała została przy- jest demokratycznym państgrantów, którzy przybywają do jęta z inicjatywy PiS, wem prawa, o czym przesądEuropy. Zaznaczono przede jednak w głosowaniu za Konstytucja. Z powziętej wszystkim, że działalność insza jej poparciem opowiedzieli uchwały wynika również, że tytucji unijnych narusza zasasię również parlamentarzyści z można dostrzec pewne działadę pomocniczości, godzi w klubu Pawła Kukiza, koła Wol- nia naruszające suwerenność suwerenność państw członkowni i Solidarni, a także posłow- państwa i ukierunkowane na skich oraz w wartości europeie niezrzeszeni. W sumie za podważenie zasad demokracji, jskie. Zdaniem posłów odgórne przyjęciem uchwały zagłoso- porządku prawnego oraz zakłódecyzje odnoszące się do rowało 257 osób, a przeciw było cające spokój publiczny. W uchwale podkreślono, że zlokowania uchodźców mogą 4 posłów PO. Reszta parlamobowiązkiem rządu jest obrona stanowić także źródło zagrożeentarzystów nia dla ładu PO wraz z społecznego kolegami z Sejm zaznacza wyraźnie, że żadne prawa i wolności oraz tożsamośsejmowych gwarantowane przez ustawę zasadniczą nie ci narodowej. ław z PSL S e j m są zagrożone, zaś nowe rozwiązania prawne w i partii zaznacza Ryszarda odniesieniu do Trybunału Konstytucyjnego mogą wyraźnie, że Petru postażadne prabyć ustanowione jedynie w wyniku politycznego nowiła nie wa i wolności dialogu. brać udziału gwarantowane w głosowanprzez ustawę iu, pozostając interesu narodowego i dbałość zasadniczą nie są zagrożone, jednocześnie na sali obrad. zaś nowe rozwiązania prawne W przyjętej uchwale sejm o ład konstytucyjny. Oprócz w odniesieniu do Trybunału wzywa rząd do przeciwstawi- kwestii związanych z patem Konstytucyjnego mogą być ania się wszelkiego rodzaju wokół Trybunału Konstytucyustanowione jedynie w wyniku praktykom mogącym godzić jnego, przyjęty przez posłów politycznego dialogu. W dokuw suwerenność Polski. Posłow- dokument wskazuje na próby mencie stwierdzono, że do podie akcentują w tym akcie zewnętrznego wywierania najęcia rozmów mających na celu prawnym, że Rzeczypospolita cisków i narzucania decyzji w

[ 13 ]


snym wyrażeniem życzenia o nieuchwalaniu tak kompromitującego aktu. Rafał Trzaskowski, były wiceszef Ministerstwa Spraw Zagranicznych do spraw europejskich w rządzie Ewy Kopacz, skonstatował, że uchwała podejmowana przez sejm jest przejawem słabości. Zdaniem posła żadne państwo nie musi proklamować swojej suwerenności, ponieważ o niepodległości nie świadczą słowa, ale czyny. Jeszcze dalej idące wnioski z głosowania nad uchwałą w sprawie obrony suwerenności wysnuwał Ryszard Petru, lider Nowoczesnej. Stwierdził on, że piątkowe głosowanie w zasadzie sprowadzało się do odpowiedzi na pytanie w przedmiocie wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Zauważył też, że premier Beata Szydło – zapowiadając w swoim wystąpieniu, że rząd nie ulegnie ultimatum postawionemu przez Komisję Europejską

źródło: www.wikipedia.org

wypracowanie kompromisu są gotowe wszystkie opcje polityczne, zarówno partia rządząca, jak i stronnictwa opozycyjne. Nie trudno odgadnąć, że argumentacja politycznych oponentów przybierała różnorodne, niekiedy barwne formy. Politycy PiS przekonywali, że zajęcie stanowiska przez sejm stanowi realizację obowiązku dbałości o interesy państwa. Ich zdaniem władza wykonawcza, a w szczególności Rada Ministrów powinna otrzymać wyraźne poparcie dla przedsiębranych działań ukierunkowanych na obronę polskiej racji stanu. Z kolei formacje opozycyjne zgodnie wyraziły dezaprobatę wobec przyjętej uchwały. Agnieszka Pomaska, parlamentarzystka PO, stwierdziła, że sejm nie powinien podejmować uchwały w przedstawionej treści. Swoje wystąpienie zakończyła demonstracyjnym podarciem kartki zawierającej treść dokumentu i jednocze-

[ 14 ]

– zapoczątkowała proces opuszczania UE. Niestety nic nie wskazuje na to, aby trwający już od ponad pół roku konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego miał się szybko zakończyć. Rację trzeba przyznać Eugeniuszowi Kłopotkowi, reprezentantowi PSL, że podjęta uchwała pogłębia chaos i jeszcze mocniej dzieli społeczeństwo, zamiast umacniać poczucie patriotyzmu i jedności wśród Polaków. Do inwektyw wygłaszanych z mównicy sejmowej czy ostentacyjnego buczenia posłów na sali plenarnej obserwatorzy sceny politycznej zdążyli się już przyzwyczaić. Politycy poszczególnych opcji nieustępliwie obstają przy swoich racjach. Nic w tym dziwnego, bo każda formacja ma w tym swój interes. Szkoda tylko, że wcale nie odnoszący się do losów całego kraju czy też wszystkich obywateli. 


Dołącz do nas! wspolpraca.mcw@gmail.com

[ 15 ]


WYDARZENIA I OPINIE

OPOLSZCZYZNA DO RZĄDU: ZAPŁAĆCIE ZA 6-LATKI

[ 16 ]


Andrea Marx

M szkoły.

ożliwość pozostawienia

6-letnich dzieci rok dłużej w

przedszkolu spowodowała poważne problemy finansowe dla samorządów.

Opolskie gminy chcą od rządu zasiłków wyrównawczych na każdego 6-latka, który nie pójdzie do

O

gotowości szkol- – po zeszłorocznym boomie na musiały utworzyć dodatkowe nej 6-latków można 6-latków – są już gotowe na ich oddziały przedszkolne. Rada mówić w nieskończo- przyjęcie. Większość placówek Miejska Krapkowic z wojewność. Jedni mówią, że dzieci są – paradoksalnie zwłaszcza tych ództwa opolskiego wystosogotowe, by rozpocząć naukę, w mniejszych miejscowościach wała do rządu apel o zasiłek inni – że nie są, a tak naprawdę, – jest już od roku świetnie wy- wyrównawczy, a radni innych to wszystko jest indywidual- posażona. gmin popierają ich i wysyłają ną kwestią konkswoje apele. Ich głoretnego dziecka, sy dotarły do Anny ponieważ to w tym Zalewskiej i Beaty Tymczasem burmistrzowie i wójtowie wieku następują naSzydło 21 marca. małych gmin po przeanalizowaniu jwiększe zmiany w Podobne pismo otrfinansowej sytuacji placówek oświatowych myśleniu młodego zymały te same osczłowieka. Sytuacja złapali się za głowy – jeśli 6-latki nie staną oby od władz gmiw miasteczkach i ny Niemodlin 14 się uczniami pierwszych klas, gminy stracą na wsiach wygląkwietnia. O co chosubwencję oświatową i jednocześnie będą dzi z zasiłkami? da tak, że rodzice w tej kwestii częsGdyby 6-latmusiały utworzyć dodatkowe oddziały to bazują na plotkki były w szkołach, przedszkolne. ach. W niektórych samorządy otrzym i e j s c ow o ś c i a c h małyby wysoką subchuchają na zimne wencję oświatową tak bardzo, że… zapisują dzTymczasem burmistrzow- – 5362 zł na jednego ucznia. iecko i do szkoły, i do przedsz- ie i wójtowie małych gmin Natomiast fakt, że zostają w kola. Dyrektorzy i nauczyciele po przeanalizowaniu finan- przedszkolach, spowodował, szkół na prędce organizowali sowej sytuacji placówek oświ- że rząd wypłaci tylko 1370 wycieczki przedszkolaków do atowych złapali się za głowy zł, bo tyle wynosi dotacja dla szkół, spotkania z rodzicami – jeśli 6-latki nie staną się jednego dziecka przedszkoli delikatne „werbunki” malu- uczniami pierwszych klas, nego. Zasiłek wyrównawczy, chów ze szkół do przedszkoli. gminy stracą subwencję oś- o którego udzielenie zawniosA trzeba przyznać, że placówki wiatową i jednocześnie będą kowała na początku marca

[ 17 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

gmina Krapkowice, powinien wynosić 3992 zł na każde dziecko i być równy różnicy pomiędzy subwencją a dotacją dla przedszkolaków. Radni z Krapkowic piszą w uzasadnieniu apelu: „Spiętrzenie roczników 2010 i 2013 w jednym roku przedszkolnym nie dotyczy tylko naszej gminy lecz wszystkich gmin w Polsce (…). Zwracamy się zatem z prośbą o przeznaczenie dla jednostek samorządu terytorialnego niezbędnych środków finansowych na potrzeby płynnego wprowadzenia zmian w systemie oświaty, poprzez utworzenie zasiłków wyrównawczych w wysokości 3992 zł na każde dziecko w Polsce, które decyzją rodziców, pozostanie w przedszkolu o rok dłużej. Właściwe finansowanie zadań

oświatowych pozwoli zapewnić jak najlepsze warunki kształcenia i dostęp dzieci do dobrej edukacji”. – W związku z tym, że mamy dużo dzieci w przedszkolach, otwieramy dodatkowo 2 oddziały i wszędzie mamy komplet. I po to jest ten apel do rządu: jeśli tak namieszaliście w oświacie, to teraz zapłaćcie za te 6-latki w przedszkolach, tak jak płaciliście za 6-latki w szkołach. To są aż 4 tysiące złotych różnicy na jednym dziecku! – mówi burmistrz gminy Prószków, Róża Malik. Rada Miejska w Krapkowicach, jak i popierający ją radni w innych powiatach, uważa, że koszty związane z wprowadzeniem zmian powinny być pokryte wyłącznie z budżetu państwa. Zrzucenie ich na

[ 18 ]

samorządy spowoduje pogrążenie się gminnej oświaty w problemach finansowych, przez co mogą zostać wstrzymane inne inwestycje lub pilne remonty w szkołach. Jeśli samorządy będą musiały finansować zmiany wprowadzone przez rząd, ich skutki dotknęłyby – nomen omen – samych dzieci. Apel – docelowo skierowany do Prezesa Rady Ministrów i Ministra Edukacji Narodowej – został też przekazany do wiadomości Marszałkowi Sejmu RP, Marszałkowi Senatu RP, posłom i senatorom województwa opolskiego, wojewodzie opolskiemu, Opolskiemu Kuratorowi Oświaty i – rzecz jasna – samorządom gminnym z Opolszczyzny. Póki co odpowiedź premier i minister do Krapkowic do dotarła. 


[ 19 ]

ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m


FELIETONY

SPORT MOŻE BYĆ ORYGINALNY

[ 20 ]


Adrian Hulbój

P

ark Jordana jest miejscem niezwykłym.

Nie tylko dlatego, że to jedno z tych kilku miejsc w Krakowie, w których można odetchnąć przynajmniej namiastką świeżego powietrza. Jego alejkami przechadzają się przedstawiciele wszystkich klas

społecznych i grup wiekowych.

W

sobotnie słoneczne pa młodych, często (ale nie za- jedzenia, a rzeźby jak nie było, popołudnia jest wsze) wysportowanych ludzi tak nie ma i prawdopodobnie nigdy nie będzie). Rozejrzyjmy ich tu cała rzesza. charata w gałę? Nic. Tłumy biegaczy są tak gęste, że Powiedzmy sobie szczerze się wokoło - wszyscy uprawiaczasami muszą znajdować so- - uprawianie sportu jest cool. ją sport. Grasz w piłkę nożną? bie miejsce łokciami. Dodajmy Widać to zwłaszcza teraz, przy Świetnie, ale robi to połowa do tego nieprzebrane rzesze bezchmurnym niebie i przy- twoich znajomych. Chcesz spacerujących ludzi i co chwila jemnej temperaturze. Gdzie zaimponować dziewczynie i przejeżdżających rowerzystów tylko się udamy, widzimy bie- mówisz, że dziennie przebiea okaże się, że poruszanie się gających ludzi (niezależnie od gasz 10 km? - To nic, jej były parkiem w godzinach szczytu pory dnia i nocy). Siłownie przebiegał 15 i to pod górkę. może być niebezpieczne. Zresz- są wypełnione ludźmi, często Ale powiedz w towarzystwie, tą tłok panuje nie tylko wśród dość „oponkowymi”, którzy jak że grasz w quidditcha. O tak, alejek. Wszystkie obiekty spor- mantrę powtarzają „najpierw tym na pewno zrobisz wrażenie. towe są wypełniRozejrzyjmy się one po brzegi. W - prawie każdy z nas bliskim sąsiedztwie Wystarczy spojrzeć na niektórych robi coś takiego. I znajdują się obiekbiegaczy, by zobaczyć że „modne dobrze, bo sport ty przeznaczone do siatkówki, piłki bieganie” kosztuje. Buty za 300 złotych, a to zdrowie. Ale ma on też swoją drugą nożnej, koszykówki to dopiero początek. Modna koszulka, żeby stronę - tanie pozi tenisa. Sportowkażdy wiedział, do czego służy, spodenki erstwo. cy pocą się, prezNie zrozumcie entują całą pal- to wszystko kosztuje. OK. I spoko, jeśli mnie źle - popietę technicznych kogoś stać, to proszę bardzo. eram zdrowy tryb perełek… a życie życia i lubię sport. wokół nich toczy Naprawdę. Ale szcsię tym samym, leniwym i masa, potem rzeźba (tymczamonotonnym rytmem. Nikt sem masa rośnie, rośnie i zerze irytują mnie ludzie, nie zwraca na nich uwagi, bo rośnie, dodatkowo wspoma- którzy biegają czy chodzą na co w tym niezwykłego, że gru- gana tonami fast-foodowego siłownie, bo „to jest cool”. Po-

[ 21 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

tem, przeglądając fejsa czy snapa, natkniemy się na dziesiątki postów naszych znajomych, którzy chwalą się zdjęciami z siłowni, lub wrzucają informację o pokonanych kilometrach. Super, ale co mnie to obchodzi? la mnie jest to po prostu żałosne i świadczy o problemach „fitnesiaków” w komunikacji międzyludzkiej. Oraz kompleksach. Bo skoro przyciąga uwagę innych zdjęciami wysportowanego (lub równie często „wysterydowanego”) ciała, czyż nie znaczy to, że nie potrafi przyciągnąć uwagi swoją inteligencją i błyskotliwością? Należy wspomnieć tu o jeszcze jednej sprawie - sport to marketing. Nieważne, czy profesjonalny, czy zawodowy. Wystarczy spojrzeć na niektórych biegaczy, by zobaczyć że „modne bieganie” kosztuje. Buty za 300 złotych,. mA to dopiero początek. Modna koszulka, żeby każdy wiedział, do czego służy, spodenki - to wszystko kosztuje. OK.I spoko, jeśli kogoś stać, to proszę bardzo. Ale jest dość żenujące, kiedy ktoś odziany „profesjonalnie” ledwo przebiega 2 km. Jednak„szpan” został już osiągnięty markowym strojem. Podobnie jest na siłowniach. Są niezliczone rzesze ludzi, dla których siłownia jest jedynie sposobem na zaznaczenie swojego „ja”. Często dodają zdjęcia przy sztangach. Tak często, że można by się zastanowić, czy te sprzęty służą im do czegoś więcej poza byciem rekwizytem do zdjęć. Podczas wizyt na siłowni ćwiczą jedynie ich kciuki. A że „fejm” musi być, to na scenie pojawiają się sterydy i odżywki. Bo im większa masa, tym szersze grono wielbicieli. Dlatego cenię ludzi, którzy uprawiają niszowe dyscypliny sportu. Bo jest w tym jakaś prawdziwość. Serio. Byłem na treningu qudditcha. Nie

[ 22 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

zobaczyłem tam jakiegoś pozerskiego szpanowania, przekonania o własnej „zajebistości”. Nie - zobaczyłem grupę ludzi, którzy szczerze lubią to, co robią. potrafili wytworzyć atmosferę, której nie widziałem na żadnym innym treningu jakiejkolwiek dyscypliny. Była w tym naturalność pozbawiona sztucznego i napompowanego patosu. I to jest super. W całym kraju są trzy kluby zrzeszające zawodników tej dyscypliny. Wyjazd mistrzów Polski, Kraków Dragons, na rozgrywki europejskie udał się dzięki akcji internatów. I co z tego, skoro są oni niezwykle „zapaleni” tym, co robią? I podobnie wygląda sprawa z innymi niszowymi sportami. Zawodnicy, że się tak młodzieżowo wyrażę (wolno mi, nie mam jeszcze dwudziestki), „jarają się” tym, co robią. Robią to wręcz z jakąś dziecinną szczerością. „Dlaczego?” - można by zapytać. Bo trenują tylko dla siebie, a nie pod publiczkę. I na koniec zaznaczę jedno - nie czepiam się wszystkich ludzi, którzy grają w piłkę nożną, biegają, czy ćwiczą na siłowni. Sam jestem bramkarzem w krakowskiej Playarenie, a dwa lata temu nie wyobrażałem sobie dnia bez przebiegnięcia 10 kilometrów. Nie, nie jestem wrogiem sportu. Po prostu nienawidzę atmosfery szpanu, jaką wytwarzają wokół siebie facebookowe gwiazdy. Sport (przynajmniej ten amatorski) powinien skupiać się na szczerej „zajawce”, a nie tanim pozerstwie. 

[ 23 ]


M Y Ś L I N I E KO N T RO LO WA N E

PRZESZKODY WIARY Maciej Puczkowski

N

ieraz to pycha pociąga nas do

“bronienia wiary” przed ludźmi,

którzy jej nie zagrażają, kiedy mamy się za mądrzejszych od innych.

Nie jest to wtedy wiara w Boga, a w konstrukt naszych umysłów - złudzenie, które niczym szatan, Boga tylko udaje. Jeśli cokolwiek zagraża wierze, to jest to zwątpienie.

W

iary nie należy rzeć Stwórcy. Tak mocno za- wysłać satelitę na orbitę ziemi bronić przed ludź- jęliśmy się badaniem cieni, że i zbudować komputer. Zjawimi, ale w ludziach, odwróciliśmy oczy od światła. ska fizyczne coraz mniej mają przed nami tajemnic i ustępują przed Złym, który wiedzie przed kolejnymi poprawioku zwątpieniu. Jak jednak nymi teoriami. Jaką jednak chcemy bronić wiary w luOstoją naszej wiary jest mamy z tego korzyść? Czy dziach, kiedy nasza jest słaczęsto tradycja. Jest ona znajomość praw stworzenia ba? Pycha, która karze nam dobra, o ile pozwala nam nie rzeczywiście pozwoli nam sądzić, że nasze własne osądy są osądami boskimi, a odejść daleko od Stwórcy, ale poznać Stwórcę? Czy da nam życie to, że badamy śmierć nasze mniemania Jego wolą sama z siebie do niego nie miast poznać Żyjącego? uniemożliwia nam poznanie Jedyną rzeczą wartą potejże woli. Częściej wolimy prowadzi. Jest raczej jak lina znania jest Prawda, a jest stworzyć bałwana naszym trzymająca łódź, na której nią Bóg. Nie można jednak umysłem i wyobrażeniami stoimy, aby nie odpłynęła zbyt poznać Prawdy tworząc wyniż poznać Boga. obrażenia o niej. Nie chodzi Prawda może być bliżej daleko od brzegu. jednakże, o to, żeby popanas niż sądzimy, tylko zaśledać w empiryzm, ale o to, że pieni jesteśmy tym co nazywamy wiedzą. W poznawaniu Wydaje nam się, że nasza wie- trzeba w pokorze przyznać się stworzenia zabrnęliśmy tak da- dza jest tak bardzo przydatna. do tego, czego nie wiemy, a naleko, że nie potrafimy już doj- Umiemy polecieć na księżyć, wet nie będziemy nigdy w sta-

[ 24 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

nie się dowiedzieć. Lepsza jest bowiem wiara w tajemnicę, niż zastąpienie ją bzdurnym wymysłem. Taka bowiem była droga manichejczyków, kiedy pisał o tym św. Augustyn. Mówił, że śmiali się oni z tych, którzy cokolwiek przyjmowali na wiarę z lekkością oferując sensowne wyjaśnienie swojej filozofii serwując przy tym przeróżną mieszaninę bredni. Katolicy mieli tę wyższość nad nimi, że nie umiejąc czegoś dowieść przyznawali się do niewiedzy i pozostawiali tę kwestię w sferze wiary. Byli przy tym bardziej wiarygodni niż ci, którzy próbowali dowodzić na siłę rzeczy niedowodliwe. Nie znaczy to, że nie powinniśmy poznawać świata, ani nie doceniać nauk matematycznych i przyrodniczych. Jakkolwiek jednak stworzenie

może nam wiele powiedzieć o Stwórcy, tak nie należy Go szukać wśród niego. Jedynym wyjątkiem w tej zasadzie jest objawienie, gdyż Bóg stał się obecny wśród stworzenia nie będąc nim. Ostoją naszej wiary jest często tradycja Jest ona dobra, o ile pozwala nam nie odejść daleko od Stwórcy, ale sama z siebie do niego nie prowadzi. Jest raczej jak lina trzymająca łódź, na której stoimy, aby nie odpłynęła zbyt daleko od brzegu. Jednak aby zejść na ląd trzeba z tej łodzi wyjść. Musimy zdawać też sobie sprawę, że nasza tradycja jest jakąś wypadkową nauki Kościoła i zwyczajów pogańskich. Nie wszystko więc co pochodzi z tradycji, pochodzi z chrześcijaństwa. Nie wszystkie zwyczaje wywodzą się z wiary, więc nie wszystkie do niej pro-

[ 25 ]

wadzą. Inną rzeczą jaką możemy powiedzieć o tradycji jest to, że przechowuje “prawdy”, które często są jedynie uproszczeniem tego, czego przeciętny umysł nie był w stanie pojąć. Z drugiej strony dla umysłu nie znającego lub nie pojmującego nauki Kościoła tradycja jest najlepszym co ma poza sumieniem. Często więc rozumiemy obronę wiary jako obronę tradycji. Kiedy ta stygnie w dogmat, przeszkadza nam poznaniu Boga. Umysł bardzo buntuje się przed porzuceniem prymatu wiedzy naukowej i tradycji. Nie szkodzą one jednak tylko wtedy, kiedy podchodzi się do nich w pokorze i świadomości ich ograniczeń. Ostatecznie to pycha jest główną przeszkodą wiary. 


[ 26 ]


TEMAT NUMERU  [ 27 ]


T E M AT N U M E RU

LUDZKOŚĆ NA ROZDROŻU

[ 28 ]


Rafał Growiec

P

rawdopodobnie nigdy w swojej historii ludzkość nie miała tak wielkiej władzy nie tylko nad przyrodą w postaci rzek czy

energii atomowej , ale także nad własnym ciałem i genomem .

Czy jest to problem ?

P

rawdopodobnie pierw- tego postępowania. Już w przy- stęp, zysk czy dobro wspólnoszy problem bioetycz- siędze Hipokratesa znajdziemy ty kosztem jednostki, wtedy i ny, z jaocena moralna kim musiała się schodzi na dalzmierzyć ludzszy plan. Gdy Problemy z modyfikacjami genetycznymi kość brzmiał: człowiek uważa różnych organizmów „rolniczych” znamy już się za wszech„czy wolno używać brood czasów, gdy tylko wpadliśmy na pomysł wiedzącego, a ni myśliwskiej do tego uznaje udoskonalania krów, koni, zbóż i owoców. przeciwko luza dopuszczaldziom?”. Nie ne wszystko, co Człowiek, ingerując w naturę, nigdy nie było takich pronowe, zyskowjest całkowicie pewien skutków swojego blemów, gdy ne czy opłacaldziałania. nie było łuków, ne, tragedia stoi włóczni, a także u bram i tylko wynikającej z ich czeka na odpoposiadania świadomości prze- wątki wskazujące, że pewne wiedni moment. wagi nad większością zwierząt, znane zabiegi medyczne były SZARA RZECZYWISTOŚĆ czy choćby równych szans z w jego szkole uznawane za nieMimo wpisania także w nonimi. Gdy się pojawiły, trzeba etyczne: „Nigdy nikomu, także było ustalić, jakie są granice na żądanie, nie dam zabójcze- woczesne przysięgi lekarskie ich używania, czy można trak- go środka ani też nawet nie wzniosłych ideałów, ich aplikatować stanowiącego dla nas udzielę w tym względzie rady; cja do życiowych przypadków zagrożenie człowieka tak samo podobnie nie dam żadnej ko- bywa trudna. Weźmy choćby jak lwa czy antylopę. biecie dopochwowego środka pod uwagę kwestie transplantacji. Dawniej nawet zwykła Problem bioetyczny po- poronnego”. wstaje, gdy człowiek za poPodstawowym zagadnie- transfuzja krwi była wątplimocą technologii i rozwoju niem w dziedzinie bioetyki jest wa moralnie, gdyż nie znano wiedzy biologicznej zdobywa ustalenie nadrzędnego celu wszystkich jej właściwości (istnowe możliwości i próbuje je wszelkich działań naukowców, nienie grup krwi, czynnik Rh) wykorzystać, a przy okazji za- lekarzy i biotechnologów. Gdy i ryzyko było większe niż podaje sobie pytanie o moralność na pierwszy plan stawia się po- tencjalne korzyści. Dziś potra-

[ 29 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

fimy już przeszczepiać tak skomplikowane narządy, jak twarz a niekiedy wspomina się nieśmiało o przeszczepie całej głowy. W przypadku transplantacji od żywego dawcy musimy dbać o dwóch pacjentów – przeszczep nie może być przyczyną śmierci dawcy. To oczywiste, czasem jednak desperacja jest tak wielka, że bliscy chorego ignorują zagrożenie dla własnego zdrowia, a co dopiero przepisy prawa. Wielkim problemem jest handel narządami, który w dobie globalizacji pozwala dość łatwo skontaktować chorego z gotowym na wszystko dawcą, albo grupą przestępczą, która dość często ma dostęp do świeżych zwłok. W przypadku przeszczepów nerki, od 5 do 10 procent tych operacji dokonuje się nielegalnie. W 2015 r. Stanami Zjednoczonymi wstrząsnęły doniesienia o handlu organami uzyskanymi przez aborcyjnego giganta Planned Parenthood z ciał zamordowanych nienarodzonych dzieci. Szczególnym rodzajem „transplantacji” jest surogacja, która wynika z bezpłodności rujnującej Stary Świat i wielodzietności będącej problemem krajów rozwijających się. Obchodząc przepisy regulujące sprawę czy to adopcji czy zapłodnienia pozaustrojowego, ludzie chorzy, albo po prostu mechanicznie i logicznie niezdolni do poczęcia w swoich związkach dzieci (homoseksualiści) wykorzystują kobiety, które nie mają pieniędzy, mogą za to urodzić. Nie ma tu mowy o adopcji, gdyż właściwie wynajmuje się kobietę, by urodziła dziecko i zapomniała o nim wkrótce potem. Pojawiają się liczne przypadki, gdy sponsorzy mają „problemy” – potomek rodzi się nie taki, jaki powinien, bądź też matka nie chce go oddać. PAN I WŁADCA Ogromnym wyzwaniem dla ludzkości są różnej maści modyfikacje genetyczne, nie tylko roślin i zwierząt, ale także ludzkiego genomu. Problemy z modyfikacjami genetycznymi różnych organizmów „rolniczych” znamy już od czasów, gdy tylko wpadliśmy na pomysł udoskonalania krów, koni, zbóż i owoców. Człowiek, ingerując w naturę, nigdy nie jest całkowicie pewien skutków swojego działania, a jeżeli tak sądzi – tylko czekać, aż hodowla zrobi mu przykrą niespodziankę. W 2011 r. ujawniono, że w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii prowadzono badania nad

[ 30 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

pozyskiwaniem komórek macierzystych z embrionów ludzko-zwierzęcych. Organizmy te powstawały przez zapłodnienie ludzkim plemnikiem zwierzęcej komórki, albo poprzez wmieszanie ludzkiego DNA w komórki zwierzęce. Takie twory, mające 99% ludzkiego genomu, powinny być zgodnie z prawem brytyjskim niszczone po czternastu dniach. Choć ten 1% wydaje się znikomy, to jednak dla prawa stanowi istotną różnicę. Jako że posiada domieszkę materiału zwierzęcego, hybryda nie jest objęta prawną ochroną i może być dość swobodnie wykorzy-

stywana w celach naukowych. W końcu – można zadać sobie pytanie: ile procent człowieka musi być w człowieku, by uznać go za człowieka? Co do samych komórek macierzystych, mogą się dzielić bez końca i rozwinąć w dowolną tkankę. Występują w organizmach dorosłych, jednak nie mają wtedy takiego potencjału, jak embrionalne. Prawodawstwo zachodnie dość jasno reguluje kwestie postępowania z nimi – na przykład nie można prowadzić badań prowadzących bezpośrednio do zabicia zarodka. Ale jeśli umrze on w wyniku innej procedury

[ 31 ]

(obumarcie po zapłodnieniu przy in vitro, wczesna aborcja), nie ma większych ograniczeń. To tylko niektóre i niekoniecznie najpilniejsze problemy bioetyczne, przed jakimi staje dzisiaj ludzkość. Lista ta szybko dezaktualizuje się, jedne problemy zostają rozwiązane, inne stają się chlebem powszednim, jeszcze inne – pojawiają się w ich miejsce. Warto jednak szukać rozwiązania na podstawie uniwersalnych wartości, a nie chwilowych i przejściowych mód. 


T E M AT N U M E RU

SZCZĘŚCIE W NIESZCZĘŚCIU, CZYLI O „CUDOWNYCH” NARODZINACH

[ 32 ]


Mateusz Ponikwia

Z

całą pewanością za niecodzienny należy uznać przypadek ,

który wystąpił niedawno w jednym z wrocławskich szpitali .

Po

kilkudziesięciu dniach sztucznego podtrzymywania

funkcji życiowych organizmu kobiety znajdującej się w ciąży

doszło do narodzin zdrowego dziecka .

W

arto już na nie dzięki organizmowi wstępie zakobiety oraz za jego poZ jednej strony lekarz jest znaczyć, że średnictwem. Dlatego też zobowiązany do podjęcia nieustanny rozwój nauk wszelkie oddziaływania, biologicznych oraz coraz starań o zachowanie zdrowia którym poddany zostaje wyższy poziom zaawanorganizm matki przekłai życia dziecka poczętego. sowania i technicyzacji dają się na sytuację dziecZ drugiej z kolei pozostaje medycyny wpływają na ka. uskutecznienie sposobów W piśmiennictwie meobowiązek poszanowania niesienia pomocy pacjendycznym wskazuje się, autonomii pacjentki i tom. Niestety, nawet najże jest możliwe sztuczne doskonalsze metody stoswoistego testamentu woli. podtrzymywanie niezbędsowane przez lekarzy nie nych funkcji organizmu zawsze umożliwiają uzymatki po jej śmierci, w celu nowego człowieka. Nie ulega skanie zamierzonego efektu w najmniejszej wątpliwości, że to zagwarantowania odpowiedpostaci przywrócenia człowie- w znacznej mierze od kobiety nich warunków dla rozwoju kowi zdrowia. zależy prawidłowy rozwój or- płodu. Chociaż sytuację utrzyWypada w tym miejscu ganizmu dziecka. mywania niektórych funkcji zauważyć, że położenie koNiebagatelną rolę odgry- organizmu ciężarnej należy biety ciężarnej należy uznać wają wszelkie podejmowane uznać za wyjątkowe, to jednak za szczególne, zarówno z me- przez matkę zachowania, któ- praktyka lekarska pokazuje, że dycznego, jak i z prawnego re w tym czasie rzutują nie specjaliści z zakresu ginekopunktu widzenia. Matka oraz tylko na jej osobistą sytuację, logii i neonatologii muszą być rozwijający się w jej łonie or- ale także wywierają wpływ na przygotowani na podjęcie taganizm ludzki tworzą integral- dziecko. Nie bez znaczenia kich działań. ny związek. Uwarunkowania pozostają także wszelkie kweTrzeba wskazać, że w Polnatury biologicznej sprawiają, stie medyczne odnoszące się sce wystąpił przypadek naroże kobieta staje się gwaran- do matki. Rozwój płodowy dzin dziecka po śmierci matki. tem niezakłóconego wzrostu jest możliwy tylko i wyłącz- Zdiagnozowana choroba no-

[ 33 ]


warto chociażby tragiczny przypadek ciężarnej Włoszki, która została postrzelona z pistoletu i na skutek doznanych obrażeń zapadła w śpiączkę, a jej mózg przestał funkcjonować. Ciąża kobiety była sztucznie podtrzymywana przez 117 dni i zakończyła się udanym porodem dokonanym przez cesarskie cięcie. Dzięki zastosowaniu specjalistycznej aparatury odpowiedzialnej za obieg krwi możliwe było także dostarczanie odpowiednich składników odżywczych dla rozwijającego się płodu, co zaowocowało narodzinami dziewczynki. Warto odnotować także sytuację, która nastąpiła na Węgrzech. U 31-letniej kobiety znajdującej się w 15. tygodniu ciąży doszło do śmierci mózgowej w następstwie wylewu krwi do mózgu. Lekarze po przeprowadzeniu wszelkich pro-

ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

wotworowa doprowadziła do śmierci pnia mózgu u kobiety będącej w 17. tygodniu ciąży. Jako że serce nienarodzonego dziecka wciąż pracowało, lekarze zadecydowali o sztucznym podtrzymywaniu funkcji życiowych matki. Mimo trudności związanych z niefunkcjonowaniem organizmu ciężarnej (np. kłopoty z zachowaniem prawidłowego ciśnienia krwi, poziomu cukru i elektrolitów) oraz dzięki zastosowaniu zaawansowanych technik medycznych (m.in. respiratory, aparatura dializująca, silne leki umożliwiające krążenie krwi), udało się wspomóc prawidłowy rozwój organizmu dziecka. Po 55 dniach terapii na świat przyszedł w pełni zdrowy chłopczyk. Jak się okazało, sytuacja z wrocławskiego szpitala nie była pierwszą tego typu. Przytoczyć

[ 34 ]

cedur medycznych mogących ratować życie kobiety podjęli próbę podtrzymania funkcji życiowych jej organizmu aż do chwili, w której będzie możliwe rozdzielenie w pełni wykształconego organizmu dziecka od matki. Z dokonywanych badań ultrasonograficznych wynikało, że płód rozwija się w sposób prawidłowy. Dzięki zastosowanej metodzie doszło do narodzin zdrowego dziecka w 27. tygodniu ciąży. Czynności medyczne przedsiębrane w przytoczonych wcześniej sytuacjach mają na celu stworzenie sztucznych warunków umożliwiających kontynuowanie procesu rozwoju płodowego do chwili, w której będzie można rozwiązać ciążę w drodze cesarskiego cięcia. Z reguły chodzi o zapewnienie odpowiednich warunków dla rozwoju prenatalnego czło-


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

wieka, aż do czasu osiągnięcia przez dziecko zdolności do samodzielnego życia poza organizmem rodzicielki. Warto wskazać, że interwencje lekarzy mogą wywoływać kontrowersje. W istocie bowiem zabiegi sztucznej wentylacji i utrzymywania niektórych funkcji życiowych organizmu matki – po stwierdzeniu śmierci pnia mózgu, w celu podtrzymania życia płodu – wiążą się z koniecznością rozwiązania konfliktu wartości. Z jednej strony lekarz jest zobowiązany do podjęcia starań o zachowanie zdrowia i życia dziecka poczętego. Z drugiej z kolei pozo-

staje obowiązek poszanowania autonomii pacjentki i swoistego testamentu woli. Wydaje się, że o dopuszczalności takich zabiegów przesądza zasada dobra dziecka. Nie można tracić z pola widzenia regulacji art. 39 Kodeksu Etyki Lekarskiej, który nakazuje dbałość o interesy dziecka poczętego oraz zapewnienie poszanowania jego dóbr. Podkreślić trzeba, że w przywołanych przypadkach dużą rolę odegrali ojcowie, którzy spędzali sporo czasu przy łóżkach swoich żon i otaczali ojcowskim ciepłem dzieci oczekujące na przyjście na świat.

[ 35 ]

Choć każde narodziny można określić mianem cudu, to wydaje się, że przyjście na świat po śmierci matki należy uznać za wydarzenie szczególne i znaczące. W dzisiejszych czasach zastosowanie nowoczesnych technologii medycznych daje bowiem możliwość przemienienia z całą pewnością nieszczęśliwego i budzącego negatywne emocje zdarzenia – jakim jest śmierć najbliższej osoby – w źródło radości i sił na dalsze lata życia. 


T E M AT N U M E RU

(NIE) IDŹ NA MEDYCYNĘ!

[ 36 ]


Małgorzata Różycka

S

tudia medyczne cieszą się niesłabnącą popularnością, gdyż ilość kandydatów na jedno miejsce bije kolejne rekordy.

Z drugiej strony medycyna należy do najtrudniejszych kierunków, a o ilości nauki krążą legendarne dowcipy.

Co skłania zatem tą leniwą i bezideową dzisiejszą młodzież do dobrowolnego zadania sobie tego wyjątkowego trudu?

N

a koniec pewnego seTRADYCJA ZOBOWIĄZUJE skłonić młodego człowieka do minarium profesor Są rodziny, w których dzie- takiej, a nie innej decyzji. Niekazał studentom na- ci wybierają ten sam zawód co rzadko istotną rolę odgrywa uczyć się na pamięć książki poprzednie pokolenia i takie element presji ze strony rodzitelefonicznej. Oburzeni adepci lekarskie rodziny spotyka się ny, by kontynuować tradycje prawa natychmiast zapytali o dość często. Rodzice przekazu- oraz utrzymać ten sam poziom powód i zaczęli się wykłócać z ją potomkom zainteresowania, społeczny. Jako że każdy kij wykładowcą, podczas gdy stu- motywują do wyboru konkret- ma dwa końce, nie można jeddenci medycyny zadali tylnej szkoły, profilu klasy itp. noznacznie wartościować ko jedno proste pytanie: wpływu rodziny na wyna kiedy? bór ścieżki zawodowej. Można się śmiać, Dla jednej osoby może Sam kierunek jest dosyć można z nostalgią pobyć to gwóźdź do trumogólny, stwarzając tym samym kiwać głową, ale jedno ny osobistego szczęścia, całe morze opcji przy wyborze jest pewne: studiowanie a dla kogoś innego momedycyny to coś więcej tywacja do podjęcia tego osobistej ścieżki kariery niż same studia, to raczej wyzwania, jakim są stuzawodowej. Trudno się na to stan umysłu. Duża ilość dia medyczne. zajęć, konieczność ciąnie skusić, zwłaszcza, ze rynek PRESTIŻ STETOSKOPU głego przygotowywania pracy wymaga coraz większej Zawód lekarza cieszy się na nie, niezliczone elastyczności. Studia medyczne się także dużą społeczkolokwia, obowiązkowe bezpłatne praktyki to inwestycja w siebie i swoją ną estymą, co dla wielu kandydatów na lekaw wakacje – wszystko przyszłość. rzy ma spore znaczenie. to odciska na młodym Chęć bycia potrzebnym człowieku swoje piętno. i robienia czegoś wartoNiemniej jednak nie brakuje chętnych do studiowania Także świadomość statusu ściowego dla społeczeństwa medycyny. Powodów jest co majątkowego i prestiżu, ja- to naturalna ludzka potrzeba, najmniej kilka. kim cieszą się rodzice, potrafi a medycyna daje szanse na jej

[ 37 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

spełnienie. Szacunek, jakim zazwyczaj darzy się medyków, wychodzi naprzeciw pragnieniu uznania, zaliczonego przez Abrahama Maslowa do elementarnych potrzeb człowieka. Ponadto poczucie przynależności do pewnej elitarnej grupy („Dostałem się na studia mimo dużej konkurencji, ukończyłem je i uzyskałem dyplom”) dodatkowo wzmacnia poczucie własnej wartości, którego przecież każdy z nas potrzebuje. W ten sposób za pomocą pracy zawodowej, wypełniającej bądź co bądź większą część dorosłego życia, można zaspokoić wiele osobistych potrzeb, w tym także tych niematerialnych, co wydaje się wyjątkowo korzystne. ZAWSZE POTRZEBNI Bardzo dużym komfortem w zawodzie lekarza jest fakt, że ludzie chorowali, chorują i chorować będą – i to pod każdą szerokością geograficzną. Daje to absolwentom medycyny szanse na znalezienie zatrudnienia praktycznie w dowolnym miejscu. Poza tym zdrowie jest tak wielką wartością, że ludzie są w stanie zapłacić każdą cenę za leczenie. Może brzmi to cynicznie, ale tak funkcjonują w końcu prawa natury czy tego chcemy, czy nie. Dlatego też trudno znaleźć bezrobotnych, ewentualnie kiepsko zarabiających lekarzy. Ludzie idący na medycynę z powodu wysokich zarobków nie stanowią raczej większości, jednak każdy zdrowy na umyśle człowiek wie, że z czegoś trzeba żyć i utrzymać rodzinę. Jeśli zatem jest to jeden z kolejnych (a nie priorytetowych) argumentów za wyborem tego zawodu, to wypada jedynie pogratulować roztropności. TRAMPOLINA ROZWOJU Edukacja lekarza nie kończy się razem ze studiami, lecz nimi rozpoczyna. Same studia są bardzo wymagające, a ciągłe podnoszenie poprzeczki motywuje do rozwoju nie tylko w kwestii szybkiego uczenia się, redukowania snu do minimum i cudownego rozmnażania czasu przeznaczonego na tzw. normalne życie, ale także do rozwijania pasji w celu ratowania własnego zdrowia psychicznego. Medycyna to także umiejętność komunikacji interpersonalnej oraz kompetencje społeczne, przydatne nie tylko na gruncie zawodowym. Wszechstronny rozwój na studiach oraz olbrzymie możliwości (a nawet konieczność) ciągłego dokształcania po nich zachęcają do studiowania medycyny młodych ludzi, dla których potrzeba samorealizacji ma istotne znaczenie.

[ 38 ]


SUPERMAN W KITLU Choć może się to wydawać egzotyczne, część ludzi decyduje się zostać lekarzem, bo zainspirował ich ktoś znany wykonujący ten zawód albo postać z książki czy też serialu. Może to być także rezultat zainteresowania ludzkim ciałem, sposobami leczenia chorób, opracowywaniem nowatorskich terapii. Nie zawsze kryje się za taką decyzją patetyczne poczucie misji, wpływowa rodzina i wyrachowanie. Takie podejście spotyka się coraz częściej. Pewnie jest to w jakimś stopniu zasługa dosyć popularnych w ostatnich latach seriali medycznych, pokazujących lekarzy jak normalnych ludzi, a nie jak półbogów i oswajających widzów ze światem chorób, który wbrew pozorom nie musi być tak całkiem paskudny. Skoro można jako lekarz robić ciekawe (a nie tylko obrzydliwe) rzeczy i mieć przygody rodem z serialu „Dr House”, to, dlaczego nie? URATOWAĆ ŚWIAT Choć powodów bywa wiele, to jeden króluje nieustannie: chęć pomagania ludziom. Wynika to prawdopodobnie z archetypu lekarza, traktującego swój zawód jako powołanie i życiową misję. Młodzieńczy idealizm pragnie czynić dobro, chce zmienić choć mały kawałek świata na lepsze. Leczenie chorych ludzi pasuje do tego idealnie. Z tego powodu tyle osób potrafi dobrowolnie zrezygnować z wielu przywilejów swojego wieku i podjąć niemały trud studiów medycznych. Coś z tego zapału pozostaje w człowieku także po odebraniu uniwersyteckiego dyplomu – i dobrze. Zawody zaufania społecznego wymagają odpowiedniego podejścia, mającego z pewnością coś wspólnego z tym romantycznym idealizmem, który musi jednak przeżyć krytyczne spotkanie z rzeczywistością. Moim zdaniem powód, dla którego ludzie decydują się na studiowanie medycyny, nie jest aż tak bardzo ważny. Znaczenie ma to, jak wykonują swoją pracę i czy są dla swoich pacjentów ludzcy w każdym wymiarze. I takich lekarzy sobie życzę. 

[ 39 ]

ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

Sam kierunek jest dosyć ogólny, stwarzając tym samym całe morze opcji przy wyborze osobistej ścieżki kariery zawodowej. Trudno się na to nie skusić, zwłaszcza, ze rynek pracy wymaga coraz większej elastyczności. Studia medyczne to inwestycja w siebie i swoją przyszłość. Inwestycja, która rzadko się nie zwraca…


WESPRZYJ!

 www.iniwabud.pl  www.facebook.com/niniwabud [ 40 ]


[ 41 ]


T E M AT N U M E RU

LECZENIE DOMOWYMI SPOSOBAMI

[ 42 ]


Lena Ciepielak

L

eczenie

„ domowymi

sposobami ” sięga już wielu , wielu lat

wstecz , kiedy jeszcze medycyna nie była tak rozwinięta jak dziś .

M imo XXI

wieku i skutecznych metod leczenia nadal

do nich powracamy .

C zy

ich stosowanie wiąże się z brakiem

zaufania do teraźniejszych metod , czy po prostu nigdy nas one nie zawodzą ?

Z

a czasów naszych pr- ratami. Na przeróżnych for- radniki zdrowotne, niektóre zodków nie istniały ach ludzie dzielą się swoimi z nich prowadzone są nawet takie metody leczenia, sprawdzonymi sposobami na przez specjalistów, ale czy jedjakie mamy obecnie. Nie było różne dolegliwości. Wystarczy nak warto z nich korzystać? Nie zawsze mamy całwszystkich niezastąkowitą pewność co pionych teraz techdo skuteczności tych nologii ani lekarstw, Domowe rozwiązania są o tyle metod, gdyż każdy dlatego też ludzie byli dobre, że w większości nie zawierają organizm jest inny i zdani tylko na siebie czasem potrzebuje ini na własne sposoby. wspomnianej, niekorzystnej dla dywidualnego leczeTo od naszych babć nas chemii. Często zamiast wziąć nia. Często w naszych i dziadków uczymy tabletkę przeciwbólową na ból domowych sposobach się często domowych sposób leczenia, które brzucha, można wypić rumianek lub znajdują się naturalne składniki, które są są bardzo skuteczne. miętę. One również nam pomogą, głównie częścią jakiś Katar, przeziębienie mieszanek, wywarów czy grypa przestaa dodatkowo będą zdrowszym i lub innych magicją być dla nas problepszym rozwiązaniem. znych substancji. Moja lemem, zwłaszcza babcia uwielbia kwiwtedy, kiedy koszty aty, zawsze ma ich mnóstleczenia czy leków są czasem wpisać w przeglądarkę internetową hasło „domowe sposowo, lecz nigdy w jej kolekcji bardzo wysokie. by” i zaraz ukazuje się cała nie mogło zabraknąć aloesu. DOMOWE PREPARATY lista domowych rozwiązań na Kiedy tylko się zraniłam lub Wchodząc do Internetu, różne problemy ze zdrowiem pogryzły mnie komary, zawsze można odnaleźć wiele przy- jak np. na chore zatoki, zgagę, dawała mi niewielki kawałek datnych artykułów na temat anginę, grypę, grzybicę itp. jego liścia zawierający soczyleczenia domowymi prepa- Większość tych stron to po- sty miąższ, którym smarowało

[ 43 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

się ranę. Babcia zawsze uważała, że to genialny lek na takie przypadłości. Miała rację, bo za każdym razem pomagało. Nie potrzebowałam żadnych maści, lekarstw czy wapna, ponieważ wystarczył mi tylko ten niewielki kawałek listka, który działał cuda. Mama natomiast na trądzik poradziła mi pastę do zębów. Na początku nieco się zdziwiłam, słysząc, że pastą do zębów mam sobie smarować twarz. Wytłumaczyła mi, że w czasach, kiedy nie było tylu kosmetyków co teraz, twarz z trądzikiem smarowało się pastą, która wysuszała go i tymczasowo minimalizowała. Sprawdziłam to – również poskutkowało, lecz przez jego działanie (bardzo szczypie) nie użyłabym go kolejny raz. Z rozmów z naszymi rodzicami czy dziadkami możemy się wiele dowiedzieć na temat leczenia i pewnych metod, które mogą ułatwić nam życie. CHEMIA CZY NATURA Wiele leków obecnie stosowanych jest opartych wyłącznie na chemii, co możemy zauważyć, czytając skład na opakowaniu. Nie ma się co dziwić, gdyż chemia w obecnych czasach jest zastępstwem praktycznie wszystkiego i występuje również w zwykłych artykułach spożywczych. Domowe rozwiązania są o tyle dobre, że w większości nie zawierają wspomnianej, niekorzystnej dla nas chemii. Często zamiast wziąć tabletkę przeciwbólową na ból brzucha, można wypić rumianek lub miętę. One również nam pomogą, a dodatkowo będą zdrowszym i lepszym rozwiązaniem. Zwróćmy także uwagę na kwestię wzmacniania odporności. Większość z nas zakupuje w aptekach drogie witaminy, niekoniecznie zawsze dokładnie sprawdzając ich faktyczny skład. Tymczasem lepszym rozwiązaniem mogłyby okazać się owoce i warzywa. Wychodzi nie tylko taniej, ale również zdrowiej, a po za tym mają one o wiele więcej witamin niż leki farmakologiczne do tego przeznaczone. Pewne niewielkie dolegliwości można wyleczyć lepszymi i czasem bardziej skuteczniejszymi metodami niż leki. Naturalne składniki, które mamy w naszych domach mają różne magiczne właściwości i dzięki temu mogą mieć one niesamowite zastosowania. Przykładowo – jajka, które każdy z nas ma w swojej lodówce, ale nie każdy wie, na

[ 44 ]


winniśmy też zatem pamiętać, że niegroźnych dolegliwości nie można traktować na równi z tymi, które zagrażają naszemu życiu. To, co pomoże nam na przeziębienie, niekoniecznie może pomóc nam np. na zmiany rakotwórcze. Stosując medycynę domową, musimy znać diagnozę naszych dolegliwości, w innym przypadku możemy sobie zaszkodzić. ZDROWIE PONAD WSZYSTKO Nie możemy jednak zapominać, że nie tyle metody leczenia są tak naprawdę ważne, co przede wszystkim nasze zdrowie. Domowe sposoby są dobrą alternatywą na niewielkie urazy, bóle czy dolegliwości. Niestety nie możemy zastoso-

wać ich w każdym przypadku. Niekiedy potrzebny jest lekarz i specjalistyczne leki. Zatem nie możemy przesadzać z naszymi domowymi kuracjami i powinniśmy zawsze stosować je z głową, by nie zaszkodzić naszemu zdrowiu. Warto nieco poczytać na ten temat, oczywiście wcześniej upewniając się, czy dane źródła są wiarygodne (zwłaszcza w Internecie, gdzie możemy natknąć się na wiele nieprawdziwych informacji). Chociaż zarówno natura, jak i domowe sposoby mogą nam służyć, to musimy wiedzieć, kiedy i jak je zastosować, a także wcześniej potwierdzić naszą diagnozę u specjalisty. Z naturą jak i z lekami nie ma żartów i o tym zawsze należy pamiętać. 

ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

jak wiele rzeczy mogą pomóc i jak je można wykorzystać, nie tylko w celach spożywczych. Są one bowiem stosowane nawet jako kosmetyk, a ponadto posiadają bogaty zasób witamin. Słyszałam kiedyś o pewnej kobiecie, która chorowała na raka. W miejscu, w którym wykryto nowotwór, przykładała jajko, masując nim to miejsce. Jajko miało wchłonąć wszystko, lecząc ją. Powtarzała to przez jakiś czas. Zapewne każdy z nas powiedziałby – co to może tak właściwie dać, przecież rak to poważna choroba. Jej to jednak pomogło. Nie wiadomo, ile prawdy jest w tej historii. Musimy zatem przyznać, że ta metoda, na tak poważne schorzenie jest nieco ryzykowna i na pewno niezbyt pewna. Po-

[ 45 ]


ROZ M O WA N U M E RU

CHOCIAŻ NIE WIDZĘ, TO RAZI MNIE SŁOŃCE

[ 46 ]


Emilia Ciuła

W

iele osób zastanawia się nad tym , czy wolałoby nie widzieć , albo nie słyszeć .

U trata

możliwości

obserwowania świata z pewnością jest bolesna .

J ednak

człowiek , który od urodzenia pozbawiony jest

jednego ze zmysłów , znosi tę swoją ją jako element codzienności .

P

„ tragedię ”

inaczej , traktując

ogodzenie się z tym, egiem czasu wada się pogłębiła sowywać. Dla mnie jest to coś kim się jest, to klucz i w dalszym ciągu postępuje, normalnego. Jestem przyzwydo szczęścia. Praca więc prawdopodobnie całko- czajony. Moja rodzina bardzo nad swoimi wadami może wicie stracę wzrok. Cierpię naturalnie do tego podeszła. ulepszyć człowieka, dając mu na zwyrodnienie siatkówki, Nigdy nie odczułem z ich stpoczucie szczęścia. Co w sytu- więc nie ma możliwości lecze- rony, że jestem gorszy, nienoracji, kiedy nie można malny. nic zmienić? Kiedy Jak wyglądała Twopewien „deficyt” po "Nie musiałem się przystosowywać ja edukacja? prostu jest i nie da W Częstochowie się go zlikwidować? do niepełnosprawności. Dla mnie dość prężnie funkcJak wygląda życie jest to coś normalnego. Jestem jonuje oddział Państniewidomego studenprzyzwyczajony. Moja rodzina wowego Związku ta historii ? W jaki sposób radzi sobie z bardzo naturalnie do tego podeszła. Niewidomych. Tam poznawałem system nauką i samodzielNigdy nie odczułem z ich strony, że Braille'a, a na zanością? Opowiada o jęcia uczęszczałem jestem gorszy, nienormalny." tym Sebastian, studwa razy w tygodniu. dent historii na UniNauka czytania tym wersytecie Jagielsposobem zajęła mi lońskim w Krakowie.. nia. Jest to związane z genami sporo czasu. Jak pisanie jest Emilia Ciuła: Od jak dawna i mój młodszy brat również szybkie i przyjemne, tak czyjesteś niewidomy? tanie jest długie i nużące. Jedstopniowo traci wzrok. Sebastian: Wzrok traciłem nak im więcej czytałem, tym Jak przystosowałeś się do stopniowo od urodzenia. lepszym się w tym stawałem. swojej niepełnosprawności? Kiedy byłem młodszy, to rozTeraz nie mam z tym najmróżniałem kolory itd., ale z biNie musiałem się przysto- niejszego kłopotu.

[ 47 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

Jako dziecko Jeśli cho"Czasem ktoś pyta, czy mi nie pomóc, robiłem to samo, dzi o życie w co moi rówieśniKrakowie, sam sam również nie wstydzę się prosić o cy: bawiłem się, pomoc, ponieważ zdaję sobie sprawę, że pokonuję drogę chodziłem do norna uczelnię, poniektórych rzeczy nie jestem w stanie malnego przedszruszam się po kola. Jak każdy obiekcie, oraz przeskoczyć. Zdarza się i tak, że ludzie licealista podchojak każdy stunie wiedzą, że nie widzę, lecz gdy tylko dziłem również do dent – imprezusię zorientują, zasypują mnie lawiną matury. Arkusze ję. Na zajęciach przetłumaczone notuję wszystprzeprosin, co jest dość krępujące." były na system ko na komBraille'a, stąd nie puterze. Mam spróbować, pozwalano mi na miałem problemu z ich odczy- to – tata uczył mnie jeździć specjalny program czytający taniem na nartach i na rowerze. To to, co napisałem. Klawiaturę znam praktycznie na pamięć, W jaki sposób nauczyłeś się drugie opanowałem akurat całkiem dobrze. Na początku więc i bez programu dałbym samodzielności? jeździłem z kimś. Ktoś jechał sobie radę. Jeśli chodzi o czyJeszcze kiedy byłem małym obok i mnie asekurował, a ter- tanie potrzebnych informacji z chłopcem, rodzice pozwala- az zakupiliśmy podwójny row- książek, skanuję je, a następnie li mi na względną samodziel- er i często jeżdżę na wycieczki przepuszczam przez program ność. Gdy chciałem czegoś ze znajomymi i rodzicami. czytający. Nigdy nie miałem

[ 48 ]


problemu z zapamiętywaniem materiału, wiele informacji wynoszę więc z zajęć. Jak inni ludzie podchodzą do Twojej niepełnosprawności? Znajomi na studiach już się przyzwyczaili. Czasem ktoś pyta, czy mi nie pomóc, sam również nie wstydzę się prosić o pomoc, ponieważ zdaję sobie sprawę, że niektórych rzeczy nie jestem w stanie przeskoczyć. Zdarza się i tak, że ludzie nie wiedzą, że nie widzę (podobno po mnie tego nie widać, moje oczy wyglądają normalnie), lecz gdy tylko się zorientują, zasypują mnie lawiną przeprosin, co jest dość krępujące. Nie spotkałem się jeszcze z tym, żeby ktoś odmówił mi pomocy. Zauważyłem, że chęć niesienia pomocy u ludzi jest zależna od pogody. Gdy jest ładnie i przyjemnie, ludzie częściej pomagają, gdy pada, biegną, nie patrzą na nikogo i po prostu obojętnie mijają.

ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

Momentami ludzie aż za bardzo chcą pomóc. Zdarzyło się tak, że gdy pewnego dnia szedłem ulicą Szewską, nagle podszedł do mnie jakiś chłopak pytając, czy mógłbym z nim porozmawiać. Zapytał, czy od dawna jestem niewidomy, a następnie, czy jestem wierzący i czy mógłby się za mnie pomodlić. Zgodziłem się, ponieważ myślałem, że zrobi to w zaciszu swojego domu, ale on położył mi rękę na ramieniu i zaczął się modlić… dość głośno. Po jego modlitwie zapanowała chwila ciszy, po czym chłopak zapytał mnie, czy może coś się zmieniło. Niestety rozczarowany odszedł, rzucając tylko odpowiedź, że uzdrowienie może przyjdzie z czasem. Dziękuję za rozmowę. ***

[ 49 ]


Spotkanie z osobami, które w inny sposób doświadczają świata, rozszerza horyzonty. Człowiek zaczyna myśleć inaczej, staje się świadomy. Funkcjonowanie bez jakiegoś zmysłu nie jest „brakiem”, a innym sposobem postrzegania, który człowiek, by zrozumieć, musi najpierw poznać. Wystarczy chwila zatrzymania się w codziennym biegu i

ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

Dopijamy kawę w jednej z krakowskich kawiarni i wychodzimy na ulicę. Słońce pada wprost na nas, mrużę powieki i zadaję dodatkowe pytanie, które zaskoczyło również mnie: „Powiedz mi… nie przeszkadza ci tak ostre słońce?”, a następnie otrzymuję odpowiedź: „Wiesz, może to cię zdziwi, ale chociaż nie widzę, to razi mnie słońce…”.

[ 50 ]

rozejrzenie dookoła. Otwarcie się na innych ludzi pomaga niszczyć krzywdzące stereotypy. Wystarczy chcieć. 


Dołącz do nas! wspolpraca.mcw@gmail.com

[ 51 ]


[ 52 ]


KOŚCIÓŁ  [ 53 ]


Z ŻYCIA KOŚCIOŁA

„NIECH ZSTĄPI DUCH TWÓJ…”

[ 54 ]


Mateusz Ponikwia

W

13–15 maja w klasztorze franciszkanów w Krakowie odbyła się kolejna edycja Franciszkańskich Warsztatów Muzyki Liturgicznej. Tym razem tematem dniach

przewodnim wydarzenia zorganizowanego pod hasłem

Sancte” były pieśni o Duchu Świętym.

W

„Veni

warsztatach wzięło Zaznaczali też, że śpiew – jako coś więcej niż tylko profesjonaludział kilkudziesię- jedna z form modlitwy – jest na lekcja śpiewu. Oprócz nauki ciu uczestników w okazją do wyrażenia siebie przed pięknych kompozycji muzyczróżnym wieku i z rozmaitych za- Bogiem. Dlatego oprócz prawi- nych – zarówno tradycyjnych kątków Polski. Wśród nich moż- dłowego pod względem tech- wersji, jak i nowatorskich aranżana było spotkać zarówno osoby nicznym wykonywania poszcze- cji polifonicznych – szlifowania świeckie, jak i reprezentantów gólnych utworów ważna jest ich umiejętności emisyjnych czy dowspólnot zakonnych. Uczestnicy interpretacja, która pozwala na skonalenia właściwej nie tylko doskonapracy narządów lili warsztat wokalartykulacyjnych i Franciszkańskie Warsztaty Muzyki ny pod kierownicoddechowych, ortwem uznanych ganizatorzy zadbaLiturgicznej to jednak coś więcej niż tylko autorytetów muli także o rozwój profesjonalna lekcja śpiewu. Oprócz nauki zycznych, ale duchowy uczestniprzede wszystkim pięknych kompozycji muzycznych, szlifowania ków. Służyły temu mogli odkryć przede wszystkim umiejętności emisyjnych czy doskonalenia potęgę działania wspólnotowe mowłaściwej pracy narządów artykulacyjnych i dlitwy w postaci Boga w życiu każdego człowieka. O oddechowych, organizatorzy zadbali także o jutrzni czy nieszpoprawność woporów, ale także rozwój duchowy uczestników. kalno-techniczną konferencje kradbali znamienici kowskich zakonprowadzący w skłaników przybliżające dzie: Katarzyna Młynarska, Ur- uzewnętrznienie przeżywanego osobę Ducha Świętego. szula Rogala, Barbara Pieczara i stanu duchowego. Każdy przyO. Marcin Drąg OFMConv Karolina „Inka’ Ruchlewicz. chodzi bowiem do Boga z histo- wygłosił piątkowy wykład inauProwadzący niejednokrotnie rią swojego życia, z bagażem róż- guracyjny. W swoim wystąpieniu wskazywali na piękno i bogac- norakich doświadczeń. skupił się na aspektach historycztwo tekstów muzycznych, zaFranciszkańskie Warsztaty nych i liturgicznych Uroczystości równo polskich, jak i łacińskich. Muzyki Liturgicznej to jednak Zesłania Ducha Świętego. Wska-

[ 55 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

zał m.in. na ewolucję, jaką przez kolejne wieki przeszło Święto Pięćdziesiątnicy. Zaznaczył także, że podczas każdej Eucharystii kilkukrotnie przyzywa się Ducha Świętego. Szczególne wezwania zostały zawarte w tzw. epiklezach konsekracyjnej i komunijnej. Pierwsza z nich stanowi prośbę do Boga o zesłanie Parakleta, aby złożone przez ludzi dary stały się Ciałem i Krwią Chrystusa. Epikleza komunijna z kolei zawiera wezwanie, aby Duch Święty zjednoczył w ofierze uczestników mszy świętej i prowadził ich do zbawienia. O właściwe przygotowanie przeżywania pamiątki Pięćdziesiątnicy zatroszczył się również o. Grzegorz Siwek OFMConv, który wygłosił konferencję poświęconą przede wszystkim zagadnieniom związanym z ukazaniem Ducha Świętego w Biblii. Zauważył on, że w dzisiejszych czasach ludzie wciąż powinni być otwarci na działanie Pocieszyciela. Franciszkanin wskazał na przeszkody, które utrudniają działanie Ducha Świętego, do których należą przede wszystkim strach, poczucie niegodności czy niedowierzanie w Bożą potęgę. Duchowny zaznaczył też, że dobrym sposobem na otwarcie na Boży plan jest modlitwa uwielbienia, w której każdy ma możliwość wypowiedzenia, kim dla niego jest Bóg. Uczestnicy warsztatów mieli również możliwość wzięcia udziału w nocnym czuwaniu modlitewnym, które rozpoczęło się od odprawienia uroczystych nieszporów. W trakcie wieczornej konferencji o. Tomasz Czajka OFMConv zachęcił do zachowania i podtrzymywania relacji człowieka z Bogiem. Tylko i wyłącznie od każdej osoby zależy ,czy i w jaki sposób odpowie na miłość Bożą. Wszakże wyposażając człowieka w wolną wolę, Stwórca pozostawił mu nieskrępowany wybór. Na wyrażenie swoich uczuć wobec Boga pozwalała modlitwa uwielbienia. Podczas czuwania można było skorzystać również z sakramentu pojednania i posługi wstawienników. Bez wątpienia momentem kulminacyjnym nie tylko nocnego czuwania, ale i całego muzycznego wydarzenia, była msza święta sprawowana po północy, już w Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, koncelebrowana pod przewodnictwem o. Mariana Gołąba OFMConv – ministra prowincjalnego krakowskich Franciszkanów. Podczas homilii kaznodzieja wskazał na różnorod-

[ 56 ]


ność darów, którymi Duch Święty obdarowuje Kościół. Prowincjał zaznaczył, że działanie Pocieszyciela nie miało charakteru jednorazowego, ale trwa nadal. Podzielił się także własnym doświadczeniem związanym z obecnością Ducha Świętego w Kościele, której doświadczył w sposób szczególny, przebywając na misjach. Msza święta stanowiła też okazję do wspólnego chwalenia Boga i upamiętnienia Zesłania Ducha Świętego na apostołów. Wspólnotowy śpiew chóru złożonego z uczestników warsztatów uświetnił liturgię eucharystyczną. Stanowił także wymowny symbol jedności, mimo różnorodnych głosów, którymi dysponowały osoby wchodzące w skład chóru. W niedzielne przedpołudnie, na zakończenie warsztatów, wszyscy chętni mogli skorzystać z indywidualnych zajęć, podczas których prowadzący udzielali fachowych rad dotyczących dalszego doskonalenia techniki wokalnej. Warto wspomnieć, że warsztaty zostały zorganizowane pod szyldem Franciszkańskiej Szkoły Muzyki i Liturgii, która rozpoczęła swoją działalność w ubiegłym roku w ramach Instytutu Studiów Franciszkańskich. Celem inicjatywy jest zapewnienie głębszej formacji dla osób zainteresowanych muzyką liturgiczną, tak, aby uczestnictwo w liturgii było świadome i pomagało innym w jej przeżywaniu. Nie chodzi więc tylko o dbałość o piękno śpiewów podczas nabożeństw, ale przede wszystkim o zwrócenie uwagi na liturgię, jej głębię, historię oraz tradycje z nią związane.

Więcej na temat Franciszkańskiej Szkoły Muzyki i Liturgii:  www.szkola.franciszkanie.pl ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

Profil Szkoły na Facebooku:  www.facebook.com/szkola.franciszkanie

[ 57 ]


FELIETON POBOŻNY

SAKRAMENTY NA NIBY

[ 58 ]


Anna Zemełka

O

dnoszę ostatnio wrażenie, że we współczesnym świecie traktuje się coraz mniej poważnie.

Boga

Najdobitniej pokazuje to podejście ludzi do sakramentów świętych. Wypadałoby nad tym gorzko zapłakać, chociaż zdecydowanie częściej wzbudza to uśmieszek politowania.

N

a początek warto przy- sprawy sugeruje, że sakramenty kościoła częściej nie chodzą niż pomnieć, czym właści- należy przyjmować z odpowied- chodzą. Wstawali, kiedy należało wie jest sakrament, bo nim szacunkiem i powagą. Tym- siedzieć, siedzieli, kiedy należało chociaż jest to wiedza elementar- czasem to, co często możemy za- klęczeć. Nieustannie czymś się na, przekazywana przynajmniej obserwować w kościele, nie ma ze sobą dzielili, szepcąc jeden do przy przygotowaniu do bierzmo- nic wspólnego ani z jednym, ani drugiego. Dodać do tego należy wania, to jednak duża część ka- z drugim. ich zagubione spojrzenia, błątolików ma ogromny problem, Przykład pierwszy – chrzest. dzące po całym kościele i szuaby zdefiniować sakrament. Nie tak dawno, na niedzielnej kające jakichś wskazówek co do Katechizm tego, gdzie Kościoła właściwie się Ludzie we współczesnym świecie czują się zbyt Katolickieznaleźli. go mówi, że D r u g i pewnie i zbyt bezpiecznie. Bóg jest dla nich „sakramenty przykład – zapychaczem, dodatkiem, który nie jest niezbędny są skutecznybierzmowami znakami nie (a właścido funkcjonowania. Sakramenty przyjmowane są łaski, ustawieprzygotowanie świętokradzko, bez większego zastanowienia, bo nowionymi do bierzmowierni nie traktują ich jak źródło swojego życia. przez Chrywania). Tym stusa i powierazem rzecz rzonymi Komiała miejściołowi. Przez te znaki jest nam mszy, miałam okazję być świad- sce w dzień powszedni, gdy po udzielane życie Boże. Obrzędy kiem przyjęcia do wspólnoty wieczornym nabożeństwie młowidzialne, w których celebruje Kościoła nowego chrześcijani- dzież miała swoje spotkanie do się sakramenty, oznaczają i urze- na. Rodzice małego człowieka bierzmowania. Z racji tego, że czywistniają łaski właściwe każ- wystrojeni jak na bal, rodzina ksiądz, jak widać na łatwiznę nie demu sakramentowi. Przynoszą zresztą również. W rezultacie, idzie, to wymaga od swoich wyone owoc w tych, którzy je przyj- krzykliwe kreacje dość mocno chowanków obecności na mamują z odpowiednią dyspozycją” odznaczały się na tle pozosta- jówkach, więc po kościelnych (KKK 1131). Takie postawienie łych wiernych. Widać było, że do ławkach rozlały się rzesze gim-

[ 59 ]


zrzucam to na drugie sumienie”. Niestety nie było mi dane dowiedzieć się, czym jest to drugie sumienie, gdzie się znajduje i jaką odgrywa rolę, bo panie szybko wróciły do tematu ślubnych sukienek z welonem ciągnącym się przez cały kościół. Przykładów można by jeszcze mnożyć, a i na pewno znalazłyby się takie, które pokazałyby lekceważący stosunek również do pozostałych sakramentów. Jedynie poważnie zdajemy się podchodzić do namaszczenia chorych, bo w końcu jak trwoga, to do Boga (chociaż jest to też naciągane, bo są i tacy, co traktują ten sakrament jako „ostatnie namaszczenie” i przyjmują je w obawie przed odmową pochówku i pogrzebu). Należałoby teraz zapytać, skąd się bierze ta pogarda do sakramentów? Dlaczego ludzie w tak bezczelny sposób próbują zbezcześcić coś, co dla wielu w dalszym ciągu pozostaje święte? Powodów może być kilka. Po pierwsze, współczesny człowiek czuje się wyjątkowo wygodnie ze swoim życiem, dlatego religijność – wyzuta całkowicie z wiary – staje się interesującym dodatkiem do codzienności. Każdy kolejny sakrament staje

ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

nazjalistów. Również w ławce przede mną usiadło „kilku chłopa” i z namaszczeniem naznaczyli swoją obecność. A zabawę mieli naprawdę przednią, o czym świadczyły niekończące się śmichy-chichy i inne takie, heheszkowe, konwersacje. Kiedy to się panom zaczęło przykrzyć, jeden z wyjątkowo znudzonych młodzieńców wyciągnął z kieszeni słuchawki i wpakował w uszy, włączając grube bity i potakując w rytm „pustą głową”, tuż przy Jezusie wystawionym w Najświętszym Sakramencie. Trzeci przykład – małżeństwo. Jakiś czas temu miałam okazję przysłuchiwać się – nie żeby specjalnie, ale panie prowadziły żywą konwersację wystarczająco głośno, by słyszał je cały tramwaj – rozmowie dwóch młodych dziewczyn, które dzieliły się swoimi doświadczeniami w przygotowaniach do ślubu, w tym kościelnego. Temat zszedł na spowiedź przedślubną. W pewnym momencie jedna z niewiast pyta drugą, czy nie boi się, że ksiądz ją ochrzani za antykoncepcję i seks przedślubny. Na co rezolutna pani bardzo roztropnie odpowiedziała: „Ja takich rzeczy w ogóle nie mówię przy spowiedzi,

[ 60 ]


papierek niezbędny do ślubu kościelnego, zaś ślub to tylko po to, żeby zadowolić babcie i starsze ciocie, które naciskają na taką formalizację związku. Potem chrzest własnego dziecka, który jest tylko kolejnym krokiem do tej bezsensownej układanki. Ludzie we współczesnym świecie czują się zbyt pewnie i zbyt bezpiecznie. Bóg jest dla nich zapychaczem, dodatkiem, który nie jest niezbędny do funkcjonowania. Sakramenty przyjmowane są świętokradzko, bez większego zastanowienia, bo wierni nie traktują ich jak źródło swojego życia. Tymczasem św. Piotr w swoim liście przekonuje, że: „Jego boska moc obdarowała nas wszystkim, co potrzebne do pobożnego życia (...). Przez to otrzymaliśmy cenne i ważne obietnice, aby stać się uczestnikami Bożej natury i uchronić się przed zepsuciem spowodowanym powszechną w świecie żądzą”. Odnoszę wrażenie, że ta żądza coraz bardziej ludzi zniewala, bo jedyne lekarstwo na to jest tak bardzo bagatelizowane i poniewierane. 

ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

się przecież okazją do urządzenia grubej, rodzinnej imprezy, nierzadko suto zakrapianej napojami wyskokowymi. Chrzest, komunia czy bierzmowanie dziecka, to nie są kolejne kroki chrześcijańskiej dojrzałości młodego człowieka, tylko świetne preteksty, żeby się zabawić. Ślub przestaje być momentem połączenia się w jedno dwójki osób, a staje się możliwością wyprawienia największej imprezy życia i zebrania pokaźnych podarków. Kapłaństwo nie wiąże się przede wszystkim z powołaniem i poświęceniem swojego życia Bogu, a staje się zawodem, takim samym jak lekarz czy stolarz. Po drugie, ludzie w ogóle nie czują powagi sakramentu, czego źródłem jest to, że nie są do nich odpowiednio przygotowywani. Katecheza w szkole kuleje od najmłodszych klas, więc dzieci mają przysłonięte priorytety, kiedy przystępują do I Komunii Świętej. Największym szczęściem dziecka nie jest Ciało Pana, a nowej generacji konsola do gier albo laptop. Skoro dziecko nie odczuwa powagi Eucharystii, to z czasem pozostałe sakramenty będą wydawać mu się błahe – bo w końcu bierzmowanie to

[ 61 ]


[ 62 ]


RECENZJE  [ 63 ]


NOWOŚCI

MARVELOWA WOJNA DOMOWA Mateusz Nowak

T

en rok przyniósł nam dwa ekranowe wielkie starcia pomiędzy superbohaterami.

I o ile "Batman v Superman" okazał się

raczej klapą (choć w moim odczuciu ten film nie zasłużył na aż taką krytykę), o tyle

"Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów" to film spełniający większość marzeń fanów komiksów.

M

arvel znów to zrobił. haterów" doszło do zmiany w do tego Zimowego ŻołnierPonownie okazał się dzierżeniu palmy pierwszeńst- za, który jest głównym podelepszy od DC w po- wa? Raczej nie, jednak było jrzanym o dokonanie zamajedynku korespondencyjnym. niezwykle blisko. chu bombowego i którego za Głównie za sprawą reżyserów Motorem napędowym całej wszelką cenę Kapitan Amery- braci Russo, którzy pokaza- historii jest ustawa o kontroli ka chce obronić - sprawa się li już w "Kapitanie Ameryce: nad superbohaterami. W wyn- niezwykle komplikuje. DoZimowym Żołnierzu", że ze iku jej wejścia w życie, rząd chodzi do konfliktu pomiędzy świata komiksoIron Manem i Kawego potrafią pitanem, a reszta wycisnąć więcej, bohaterów deFabularnie najwięcej zastrzeżeń mam do niż niejeden z cyduje, po której samej wojny, bo tak naprawdę mało tutaj fanów mógłby się stronie się opowiwojny w wojnie. Niby wszyscy ze sobą walczą, spodziewać. Druada. ga część przygód Fabuła filmu niby jest to doskonałe, ale no właśnie "niby". Steve'a Rogerjest dość sprawnie Nie czuć, że jest to walka na śmierć i życie. sa aka Kapitana poprowadzoAmeryki, to na na. Oczywiście pewno był jak dotąd najlepszy mógłby sprawować kontrolę nie można za wiele oczekiwać film studia, mający w sobie do- nad poczynaniami bohaterów. od produkcji komiksowych, skonałe elementy kina szpie- Staje się ona kością niezgody brakuje m.in. po raz kolejny gowskiego, czy po "Wonie bo- wśród Avengers. Gdy dodamy porządnego złoczyńcy, a sama

[ 64 ]


nowi bohaterowie, machina sama się napędza. Mamy już mnóstwo filmów zapowiedzianych aż do 2020 roku. Disney zarabia na tym niesamowite pieniądze. Trudno jednak się dziwić, gdy kolejne filmy są tak dobre. Jeśli z filmu, w którym umieszcza się aż dwanaście nadludzkich postaci da się wyciągnąć tak dobre widowisko, które ma ręce i nogi i które pozwala wybrzmieć każdej postaci, to dla tego uniwersum chyba nie ma rzeczy niemożliwych. Oczywiście można się przyczepić, że zdarzają się "Wojnie bohaterów" chwilowe przestoje, utrata tempa akcji, momentami mało wiarygodny konflikt, jednak po wyjściu z kina mało kogo to tak naprawdę interesuje. Dostaliśmy bardzo dobry film, z fantastyczną obsadą, który po prostu świetnie się ogląda. 

/

m at e r i a ł y d y s t r y b u t o r a

jemnie w walce, to jeszcze sypią żartami i są autentycznie niesamowicie podekscytowani tym, że stali się częścią tego uniwersum i mogą poznać żywe legendy. Do tego dochodzi dostojny, o kocich ruchach Black Panther, w kreacji Chadwicka Boseman'a i mamy naprawdę świetnie dopełnioną obsadę Avengers, znaną z poprzednich filmów. Fabularnie najwięcej zastrzeżeń mam do samej wojny, bo tak naprawdę mało tutaj wojny w wojnie. Niby wszyscy ze sobą walczą, niby jest to doskonałe, ale no właśnie "niby". Nie czuć, że jest to walka na śmierć i życie. Wygląda to tak, że trochę się pobijemy, a jutro znowu będziemy się kumplować. Ciężko więc uwierzyć, że cały ten konflikt jest w pełni na poważnie. Co nie zmienia faktu, że zrealizowany jest wyśmienicie. Marvel Cinematic Universe wciąż się rozrasta, dochodzą

źródło: kadr z filmu

eskalacja konfliktu chwilami wydaje się niezbyt racjonalna. Bądźmy jednak szczerzy, to nie o to tu przede wszystkim chodzi. Dostajemy na ekranie wszystko to, za co rzesze fanów pokochało bohaterów Marvela. Mamy niesamowicie nakręcone sceny walk - każda z postaci, mimo że jest ich mnóstwo, ma swoją chwilę, w której pokazuje pełnię swoich umiejętności. Do tego dochodzi jeszcze zawsze obecny u Marvela humor, celne żarty i mamy naprawdę przyjemne, odprężające widowisko, którego chyba wszyscy oczekiwali. Stara obsada radzi sobie tak dobrze jak w poprzednich filmach - i chociaż na pierwszym planie mamy Chrisa Evansa i Roberta Downey Juniora, to o dziwo aktorzy drugoplanowi Tom Holland jako Spiderman i Paul Rudd jako Ant-man dają temu filmowi najwięcej zabawy. Nie dość, że ogląda się ich przy-

[ 65 ]


SERIAL

UROK W PROSTOCIE

[ 66 ]


Anna Zemeka

N

ielitościwi naśmiewają się z

Roberta De Niro, że na starość nie

pozostało mu nic innego, jak grać w podrzędnych obyczajówkach.

Tymczasem „Praktykant” (2015) udowadnia, że nawet w kinie niższych lotów 72-letni aktor może wprowadzić iskierkę fenomenalności.

B

en (Robert De Niro) dem wieku czy tradycyjnego Odporna na uroki Bena przeżył już w życiu wie- ubioru. Powoli próbuje się on zdaje się być jedynie młoda i le. Przez 40 lat pracował odnaleźć w nowej rzeczywi- energiczna szefowa firmy – Judla jednej firmy, produkującej stości, poznaje możliwości les (Anne Hathaway) – która książki telefoniczne, a wolny komputera, zaprzyjaźnia się ze podchodzi do nowego pracowczas na emeryturze umożliwił swoimi współpracownikami i nika z dużą rezerwą, a najchętmu zadbanie o relacje z rodzi- zyskuje przyjaźnie. Może nie niej nie chciałaby mieć z nim ną, podróżowanie do miejsc, bezpośrednio, ale staje się dla nic wspólnego. Jednak im więktórych wcześniej nie miał młodzieży, z którą dzieli biur- cej ma z nim styczności, tym okazji odwiedzić, swobodniej się a także odkrywaprzy nim czuje, nie nowych hobzaczyna się go Gdyby chcieć określić „Praktykanta” by. Zabijanie czaradzić i zwierzać tylko jednym słowem, to byłoby to słowo: su nie wychodzi z życia osobijednak Benowi tak uroczy. Film od początku do końca emanuje stego. Ben staje dobrze, jak mo- takim ciepłem z ekranu, że ogląda się go z się dla Jules nie głoby się wydatylko doradcą, nieustającym uśmiechem na twarzy. Zresztą wać i w pewnym ale i najlepszym momencie poczuł, reżyserka – Nancy Meyers – przyzwyczaiła przyjacielem. że w życiu czegoś Gdyby chcieć już filmowy świat do tego, że tworzy głównie mu brak – a konokreślić „Prak„urocze” filmy kretniej brak mu tykanta” tylko pracy. Postanawia jednym słowem, więc skorzystać z to byłoby to słoprogramu dla seniorów i odbyć ko, mentorem i poprzez dziele- wo: uroczy. Film od początku staż w młodej, rozwijającej się nie się życiowym doświadcze- do końca emanuje takim ciefirmie, gdzie średnia wieku nie niem, odgrywa w firmie rolę płem z ekranu, że ogląda się przekracza 30 lat. „dobrego wujka” – każdy ma go z nieustającym uśmiechem Ben z początku bardzo od- świadomość, że może go zapy- na twarzy. Zresztą reżyserka – staje od reszty personelu – by- tać o radę i zgłosić się ze swo- Nancy Meyers – przyzwyczaiła najmniej nie tylko pod wzglę- im problemem. już filmowy świat do tego, że

[ 67 ]


źródło: kadr z filmu

/

m at e r i a ł y d y s t r y b u t o r a

[ 68 ]


tworzy głównie „urocze” filmy, które pomimo naiwnych, często prostych i przewidywalnych fabuł, dostarczają widzom wyjątkowych emocji i są po prostu przyjemne w odbiorze. Trudno doszukiwać się tu wybitnych filozofii czy rozważań na temat sensu istnienia. Nie można również wymagać, aby tego typu produkcje poruszały tematy bardzo skomplikowane, czy gwarantowały spektakularne zwroty akcji. Miłośnicy rubasznego humoru czy głupiutkich dowcipów w komediach raczej nie znajdą tutaj niczego dla siebie. Tak samo jak wielbiciele miłosnych melodramatycznych rozterek, doprowadzających do łez. Co nie zmienia faktu, że „Praktykant” zarówno śmieszy, jak i wzrusza. Po takich produkcjach jak „Lepiej późno niż później” (2003) z kapitalną Diane Keaton i bezbłędnym Jackiem Nicholsonem oraz „Czego pragną kobiety” (2000) z przebojowym Melem Gibsonem i zmysłową Helen Hunt, gwiazdami Meyers stają się Robert De Niro i Anne Hathaway. Połączenie na pozór sztuczne, mające nikłe szanse na sukces, w gruncie rzeczy wychodzi naprawdę świetnie. Różnice pokoleniowe aktorów nie mają tu znaczenia, oboje doskonale ze sobą współgrają, a osobowości przez nich wykreowane uzupełniają się we wzajemnych brakach. Ben emanuje spokojem, nigdy się nie denerwuje, jest w kontaktach z ludźmi ciepły i bezproblemowy. Z kolei Jules to osoba dość neurotyczna, żyjąca w ciągłym stresie, mająca problem z nawiązywaniem relacji z innymi, a przy tym trudna we współżyciu. Dużo starszy Ben staje się dla niej oparciem i jednocześnie w jakimś stopniu neutralizuje ostrą osobowość kobiety. Problemem kreacji aktorskich jest tutaj jedynie to, że duet De Niro-Hathaway zdecydowanie zdominował całą produkcję. Inne postacie właściwie nie istnieją, są spłaszczone do granic możliwości i bez ich udziału film też by się dalej toczył. Całość staje się przez to nieco monotonna i zbyt skupiona na relacji głównych bohaterów. Najbardziej traci na tym między innymi postać męża Jules, Matta (Anders Holm), który jest chyba najbardziej papierową postacią, a zdecydowanie mógłby do fabuły wnieść nieco więcej ciekawych elementów. Meyers skusiła się jednak na to, by w tym

swoim słodkim filmie przemycić jakieś prawdy, żeby odbiorca mógł trochę pomyśleć nad rzeczywistością. Po pierwsze, reżyserka opowiada w piękny sposób o przyjaźni damsko-męskiej bez seksualnych podtekstów, bez erotycznych uniesień, którymi takie przyjaźnie prędzej czy później się kończą. Relacja pomiędzy Benem a Jules jest czysta i kompletnie aseksualna, co dla widza jest miłym orzeźwieniem. Natomiast po drugie, scenarzystka przemyca gender w wersji light – w małżeństwie Jules zupełnie odwróciły się tradycyjne role i to ona rozwija swoją karierę, a mąż zajmuje się domem i wychowuje kilkuletnią córkę. Bohaterowie zdają się nieco gubić w tym nowoczesnym podejściu i potrzebują wejść z powrotem na właściwą ścieżkę. Meyers wyważyła temat w całkiem zgrabny sposób, bo przesłanie nie jest ani nazbyt feministyczne, ani za bardzo mizoginistyczne. Muzyka hipnotyzuje i zmusza jeszcze bardziej do tego, żeby przez cały seans nie przestawać się uśmiechać. Bardzo subtelne kompozycje Theodore’a Shapiro zlały się ze stylem całej produkcji, tworząc jedność. Podobną jakość udało mu się uzyskać w „Sekretnym życiu Waltera Mitty” (2013), gdzie z kolei kompozytor muzycznie odzwierciedlił przepiękne krajobrazy. Ścieżka dźwiękowa jest delikatna, nie przyćmiewa tego, co się dzieje na ekranie. Staje się raczej miłym dla ucha dodatkiem niż autonomiczną częścią. „Praktykant” udowadnia, że urok filmu niekoniecznie musi tkwić w jego skomplikowaniu. Prostota sprzedaje się równie dobrze i czasem jest przyjemną odskocznią od ambitniejszego kina. Przy takich produkcjach dobrze jest pamiętać o tym, że główną funkcją kina w dalszym ciągu pozostaje rozrywka odbiorcy. Meyers to zadanie spełnia całkiem dobrze, gwarantując swoim widzom 2-godzinny relaks przy „Praktykancie”. 

[ 69 ]


KSIĄŻKA

PO DRUGIEJ STRONIE ZWIERCIADŁA

[ 70 ]


Emilia Ciuła

C

hwilami zastanawiam się , jak wyglądałby świat , gdyby

B óg

urządził go w inny sposób .

N ie

wiadomo dlaczego

wszystko funkcjonuje tak , a nie inaczej .

P rzemija

dzień

za dniem , a razem z nim czas , który powoli odbiera życie .

B

óg zaprojektował jest pocieszyć chore dziecko swój dziecięcy sposób stara się Ziemię, a później tchnął i czuwać nad nim. Cecylia mu przybliżyć te tajemnice. w nią życie. Stworzył początkowo nie ufa swojemu Jedną z nich jest dotyk. Gdy ludzi, którym ofiarował cząst- nowemu przyjacielowi. Nie Anioł podaje jej śnieżną kulę, kę siebie – duszę. Być może wierzy, że Ariel jest aniołem. dziecko stara się opisać, jak to gdy człowiek zerka w niebo, Między nimi toczy się dialog, jest czuć dotyk śniegu w dłoni: widzi oblicze samego Stwórcy, poprzez który dziewczynka „Kłuje w skórę. Łaskocze a gdy On w tym samym czasie poznaje niebiańskie tajem- jak mocna miętówka. Masz ochotę przyciągnąć spojrzy w dół, to rękę do siebie i tak jakby „przetrząść się z zimna. glądał się w lusAnioł, chociaż stworzony przez Boga, A jednocześnie to trze”. Ludzie nie bardzo przyjemne potrafią tego zaunie może zrozumieć tych wszystkich uczucie”. ważyć, ponieważ ziemskich tajemnic, tak samo jak Anioł, chowidzą „jakby w ciaż stworzony zwierciadle, nieCecylia nie jest w stanie pojąć tych przez Boga, nie jasno”. niebiańskich. Mogą jedynie przybliżać może zrozumieć Właśnie taki sobie te dwie skrajności poprzez tych wszystkich tytuł nosi książziemskich tajemka, której auopowieści. nic, tak samo jak torem jest Jostein Cecylia nie jest w Gaarder - „Jakstanie pojąć tych by w zwierciadle”. Opowiada ona historię małej nice. Ariel i Cecylia stają się niebiańskich. Mogą jedynie chorej dziewczynki – Cecylii, przewodnikami po światach, przybliżać sobie te dwie skrado której pewnego dnia przy- w którym żyją. Okazuje się, jności poprzez opowieści. Ariel, pomimo tego że na chodzi tajemnicza postać. Nie że boski wysłaniec nic nie wie wygląda ona specjalnie zadzi- o ludzkim funkcjonowaniu. każdym kroku podziwia dzwiająco, przypomina dziecko Nie rozumie specyfiki działa- ieło Boga, nie kryje krytyki pozbawione włosów. Okazu- nia organizmu człowieka. Nie wobec boskiego stworzenia. je się, że tej nocy odwiedził wie, jak to jest myśleć, widzieć, Często zaznacza, że ludzie po ją anioł, którego zadaniem czuć, smakować… Cecylia na prostu przychodzą i odcho-

[ 71 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

dzą, a anioły zostaną na wieczność. Anioł nie zapewnia Cecylii o życiu po śmierci, nie obiecuje jej, że wyzdrowieje, po prostu jest przy niej i pomaga spełnić jej dziecięce marzenia – zabiera ją na sanki, narty, do przyjaciółki, której dawno nie widziała. Stwierdza, że sam Bóg nie zdawał sobie do końca sprawy z tego, co zaprojektował. Jego plan ma pewne braki. Cecylia nie kryje rozgoryczenia i złości wobec Boga, uważa, że gdyby ona miała możliwość stworzenia świata, nie pozwoliłaby tchnąć życia w obraz, który namalowała, wiedząc z jaką odpowiedzialnością się to wiąże. Pisze w swoim notesie: „Gdybym miała coś narysować i wiedziałabym, że to, co narysuję, stanie się żywe, nie wzięłabym ołówka do ręki. Nigdy nie odważyłabym się obdarzyć życiem czegoś, co nie mogłoby się bronić przeciw wszystkim tym gorliwym kredkom…”. Cecylia nie zdaje sobie sprawy z tego, że umiera. W swoich wypowiedziach nawiązuje do tego, co będzie robić, gdy dorośnie. Ma swoje marzenia i pragnienia. Ariel tłumaczy jej, że Ziemia to tak naprawdę Eden, tylko człowiek, który dorasta, zapomina o tym, co znaczy zabawa w ogrodzie. Zaznacza, że Bóg, machając rękami, wypuszcza z rękawów nowe dzieci, które w prezencie od niego dostają cały świat, który mogą poznawać i podziwiać. Ich zadziwienie jest porównywalne ze zdziwieniem anioła, który podziwia dzieło boskiego stworzenia: „Co sekunda z rękawa wypadają całkiem nowiutkie dzieci. Hokus – pokus! Co sekunda także znika wielu ludzi. Raz, dwa, trzy, odchodzisz ty! To nie my przychodzimy na świat, lecz świat przychodzi do nas. Urodzić się znaczy tyle, co dostać cały świat w prezencie”. Cecylia poznaje anioła coraz bliżej. Chociaż nie ma on skrzydeł, to potrafi unosić się w powietrzu. Ma twarde, zimne ciało, które nie przeszkadza mu

[ 72 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

jednak przechodzić przez ściany. Nie potrafi, czuć, myśleć, słyszeć, ale potrafi pocieszać i rozśmieszać małe dziecko, które za kilka dni razem z nim odleci przez otwarte okno. Świat jest miejscem, w którym króluje zarówno życie, jak i śmierć. Anioł nigdy nie potwierdził istnienia nieba, ale mówił o Bogu, który gdzieś tam jest i patrzy na dzieło stworzenia. Cecylia zdawała sobie sprawę z tego, że gdy przejdzie na druga stronę zwierciadła, to już nigdy nie będzie mogła zawrócić. Jej postrzeganie boskich dzieł było ograniczone, ponieważ widziała wszystko „w zwierciadle, niejasno”. Książka Josteina Gaardera to poruszająca opowieść o chorym dziecku, które nigdy nie zostaje pozostawione samemu sobie. Czuwa przy nim anioł, który staje się jej przewodnikiem oraz stopniowo przygotowuje ją do tego, co ma nadejść. Cecylia odchodzi w pokoju ducha, pozostawiając rodzinę w smutku. Nie żal jej opuszczać domu, ponieważ przeszła na druga stronę zwierciadła i wszystko widzi wyraźne. Każdy człowiek ma w sobie część Boga. Pomimo ciała, które umrze, dusza będzie żyła wiecznie. Warto czasem spojrzeć w niebo i dostrzec tajemnice, które kryją się w dziele boskiego stworzenia, na nowo obudzić w sobie dziecko i świadomość, że otrzymaliśmy świat w prezencie, a poznawanie go to kolejna wielka przygoda, do której zaprasza nas Bóg. 

[ 73 ]


[ 74 ]


COŚ WIĘCEJ  [ 75 ]


HISTORIA

POPKULTUROWE GMATWANIE HISTORII

[ 76 ]


Wojciech Urban

H

istoria stała się modna. Jej rosnącej popularności dowodzą mnożące

się jak grzyby po deszczu sklepy z patriotyczną odzieżą, a także cała, okołopatriotyczna popkultura. Internet rozkwitł mnóstwem biało-

czerwonych grafik, a spora część muzyków zaczęła śpiewać o Bogu,

honorze, Ojczyźnie, a szczególnie o husarii.

T

a elitarna formacja technicznej stronie przedmio- jednocześnie czyni ją do bólu ciężkiej jazdy jest naj- tu dzieła, toteż pojawia się nieefektywną, ot choćby z tak lepszym przykładem podobny mechanizm, co w prozaicznego powodu, jak złe deformacji świadomości hi- przypadku projektantów broni wyważenie. Podobnie dzieje storycznej przez kulturę po- białej w komputerowych grach się z wizerunkami husarii. pularną. Najlepszym, bo naj- i filmach fantasy. PODCINANIE jaskrawszym. SKRZYDEŁ Jest symboWe ź m y lem czasów świetności, Zaokrąglone nad głową skrzydła – najbardziej n a j b a r d z i e j chara kte r y dowodem charakterystyczny element husarzy – nigdy styczny elewielkości i nie występował na polach bitew! Za to ment – skrzysiły. Dlatego dła. Para też często wyobficie prezentuje się na ekranach kin, w pięknie kokorzystuje się grach komputerowych, na okładkach płyt, łyszących się husarzy na patriotycznych grafikach, na rekonstrukcjach nad głową koszulkach, skrzydeł z orgrafikach czy „historycznych”, a nawet w logotypach lich piór, zaplakatach zajednostek wojskowych! okrąglonych haczających o na końcach patriotyczne niczym w klimaty. herbie Najjaśniejszej RzeczyOczywiście, wykorzystaChyba zdajecie sobie spranie husarskiego wizerunku ma wę, o co mi chodzi. Olbrzymie pospolitej. A teraz wyrzućmy określony cel. Musi wzbudzić miecze, nieproporcjonalne rę- na chwilę z głowy romantyczsilne – pozytywne – emocje, kojeści, wielokształtne jelce… ne wizje i pomyślmy. Jedną z wywrzeć odpowiednio moc- Wszystko, co tylko powodu- husarskich broni była szabla. ne wrażenie, oddziaływać na je, iż broń taka jest widowi- Więc proszę sobie wyobrazić, wyobraźnię. Oczywiście nie- skowa i sprawia wrażenie po- że siedząc na koniu próbujewielu twórców ma pojęcie o tężnej, zapada w pamięć – a cie zadać przeciwnikowi mak-

[ 77 ]


źródło: kadr z filmu

symalnie mocny cios szablą. Aby nie uciąć własnemu koniowi uszu, ręka musi unieść szablę i wyprowadzić cięcie znad głowy, co byłoby niemożliwe, gdyby skrzydła sięgały powyżej karku! Zaokrąglone nad głową skrzydła – najbardziej charakterystyczny element husarzy – nigdy nie występował na polach bitew! Za to obficie prezentuje się na ekranach kin, w grach komputerowych, na okładkach płyt, patriotycznych grafikach, na rekonstrukcjach „historycznych”, a nawet w logotypach jednostek wojskowych! Skąd więc te bujne skrzydła się wzięły? Zachowanych zbrój husarskich mamy niewiele, i na nich faktycznie widnieją zaokrąglone nad głową skrzydła. Bliższe badania nad pancerzami, a także gruntowna krytyka źródeł dowiodły, że pierwotnie tych skrzydeł tam nie było. Zostały przymontowane później, w XVIII wieku, gdy Rzeczpospolita będąc w stanie upadku, nie była w stanie funkcjonować, nie mówiąc już o wystawieniu sensownej armii (a co dopiero tak kosztownej formacji, jak husaria). Z drugiej strony, ciężka, pancerna jazda nie miała na polach bitew racji bytu ze względu na ciągłe udoskonalenie broni palnej. W całej Europie sukcesywnie była zastępowana lżejszymi wersjami ułanów czy lansjerów. Ale zostały parady. Gdy nie można było dowieść siły podczas bitwy, pozostawało karmienie się wspomnieniami na ulicach, podczas parad wojskowych. A tu mniej liczono się z praktycznością ekwipunku, najważniejsza była widowiskowość. Skrzydła oczywiście były elementem husarskiego uzbrojenia we wcześniejszych wiekach, ale wyglądały o wiele mniej okazale. Przede wszystkim, nie każdy je miał. Nie były regulaminowym obowiązkiem, jak np. kopia. Niektórzy zadowalali się jednym skrzydłem. Uważa się, że były raczej czarne. I nie montowano ich do zbroi, ale do siodła, bo tylko wtedy mogły spełniać jakąś rolę. No właśnie, jaką? Czy nie był to kolejna emanacja wybujałej, szlacheckiej fantazji? Wiele pojawiło się hipotez na temat tego, po co hu-

/ m at e r i a ł y d y s t r y b u t o r a

[ 78 ]


tysięcy), z których każdy jest obarczony postawnym jeźdźcem oraz całą masą żelastwa. Do tego w tle strzelają działa, oficerowie wydzierają się na piechotę, wszędzie zamieszanie – to i tak jest olbrzymi hałas i poważne wyzwanie dla ludzkiej psychiki. Wedle najsensowniejszego tłumaczenia, skrzydła były swego rodzaju reakcją obroną na podstępy stosowane przez kozaków i Tatarów. Posługując się różnymi nahajami czy linami, potrafili z zasadzki zaatakować grupę jeźdźców, ściągnąć ich w ten sposób z konia i leżących na ziemi pojmać dla okupu. Skrzy-

dła przymocowane do siodła miały zapobiegać skrępowaniu i powaleniu na ziemię. POGMATWANE HISTORIE Jeśli jednak tak w sumie logiczne kwestie wymagają przydługawego wytłumaczenia, a pomimo tego niestrudzenie powtarzamy zasłyszane w temacie brednie, to proszę się zastanowić nad innymi, popularnymi stwierdzeniami, dotyczącymi historii. Jest nad czym, gdyż zakodowane w głowie opinie przekładają się na podejmowane przez nas decyzje. A że historia, z jaką mamy styczność np. w szkole, w głównej mierze

ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

sarzom skrzydła. Wiele z nich podkreślało element psychologiczny. Wedle innych, podczas szarży skrzydła te miały powodować przeraźliwy świst, który straszył konie przeciwnika. Nie wiem, czy ktoś widział na własne oczy konia w galopie. Dość powiedzieć, że towarzyszy temu dość mocne dudnienie (dlatego nasłuchując drgań ziemi, Indianie potrafili określić, czy w pobliżu nie przemieszcza się wróg, zanim w ogóle znalazł się w zasięgu wzroku). Teraz proszę sobie wyobrazić, że galopuje nie jeden, a przynajmniej pół tysiąca koni (w przypadku większych starć nawet kilka

[ 79 ]


dotyczy polityki, to wypaczone wyobrażenia o przeszłości rzutują na nasze wybory polityczne. Dla przykładu sprawa naszych relacji z zachodnim sąsiadem – Niemcami. Powszechnie uważamy potomków Germanów za odwiecznego wroga. Wszak Cedynia, walki Chrobrego z Henrykiem II, Grunwald! To właśnie dlatego Mieszko miał przyjąć chrzest z Czech, żeby młodego państwa nie uzależnić od Cesarstwa Niemieckiego. Z tym chrztem jest ciekawa sprawa. Czechy były bowiem lennikiem Cesarza Niemieckiego. Były mu podległe! Cała gadanina o tym, że przyjęliśmy chrześcijaństwo z Czech, jest oparta tylko o to kwestię ślubu Piasta z Dobrawą. Zresztą niedługo później również sam książę Polan złożył hołd lenny cesarzowi z części swoich ziem. Bitwa pod Cedynią nie była starciem dwóch państw, leczy dwóch pokłóconych wasali, których później rozsądzał senior – w rezultacie tego syn Mieszka, Bolesław (później zwany Chrobrym) do śmierci ojca był „gościem” na dworze cesarskim. Przykłady dalszej współpracy można by mnożyć. Kazimierz Odnowiciel był w stanie odbudować państwo po czeskim najeździe i pogańskim buncie dzięki pomocy niemieckiego rycerstwa. Wspólnie z Niemcami polscy książęta podejmowali wyprawy przeciwko ciągle pogańskim Prusom. Dopiero Zakon Krzyżacki na poważnie zaczął zagrażać państwu polskiemu, ale po jego upadku relacje Jagiellonów z Habsburgami były całkiem przyjazne. Niemniej ciągle, bezmyślnie powtarzamy obiegowe sądy. Robią to politycy, wysuwając na tej podstawie absurdalne tezy np. o istocie polskości, czy w celu porównania oponentów do największych zdrajców, robią to duchowni na ambonach, opierając całą dydaktykę na wyidealizowanej wizji naszych przodków. Jedyna mądrość, jaka z tego wypływa, to przeświadczenie, że „historia lubi się powtarzać”. Choć tak właściwie to sami ją powtarzamy – może nie tyle historię, co własną jej wizję. 

[ 80 ]


[ 81 ]

ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m


REFLEKSJE

MŁODE POKOLENIE – SŁABE I WYGODNE?

[ 82 ]


Kajetan Garbela

W

rozmowach ze starszymi ludźmi możemy niekiedy usłyszeć, że nasze pokolenie nie zna prawdziwego życia. Że wszystko dostajemy na tacy, nie potrafimy się już o nic naprawdę starać i rzadko co

doceniamy. Że brak nam odwagi, honoru i umiejętności przyznania

komuś racji. Że jesteśmy zbyt roszczeniowi i psychicznie słabsi od nich.

C

zy naprawdę jesteśmy sąsiadów czy też całego narodu. pewno sami sobie we wszystkim tak mierni i wygodni? Za to niemała część ludzi poradzimy, chwyciliśmy byka Śmiem twierdzić, że urodzonych w latach osiem- za rogi. Liczy się przede wszystbardzo często tak. Wcześniejsze dziesiątych i na początku dzie- kim – jeśli nie wyłącznie – nasz pokolenia żyły w czasie trauma- więćdziesiątych nie przeszła osobisty zysk, i to jak najbardziej tycznych przeżyć (I i II wojna prawdziwej szkoły życia. Nie wymierny. Możemy wszystko światowa, stalinizm, wypadki potrafi zrozumieć, że są rzeczy otrzymać od razu, więc po co roku 1970, stan wojenny), by- ważniejsze niż osobisty sukces, wyrzeczenia, po co cierpliwość, wały represjowytrwała hanowane przez rówka… Pawładze, często radoksalnie, Wydaje nam się, że możemy (prawie) wszystko, nie mogły soczęsto zostabie pozwolić mamy tendencje do wdawania się w pyskówki, jemy korpona wolność szczurami, byle tylko przegadać innych i pokazać, że nie słowa w prawnazwiskiem mają racji. Udowodnić, że „moje na wierzchu”. dziwym tego czy numersłowa znakiem, a nie czeniu. Wieosobą, bo dalu do oczu zaglądało widmo który często traktujemy jak boż- jemy się omamić wizji łatwiej głodu, brak możliwości nauki, ka. Prawie wszyscy z nas zawsze kariery w wielkich, światowych przede wszystkim na studiach mieli co do garnka włożyć, już w firmach, gdzie ponoć każdy wyższych, bardzo ograniczone od czasów podstawówki czy może zostać managerem czy perspektywy zawodowe. Oczy- szkoły średniej cieszyliśmy się innym bossem. Tak zapatrzyliwiście, i wówczas znajdowali najnowszymi zdobyczami tech- śmy się we własne możliwości, się ludzie słabi lub podli, jednak niki. Od zawsze wierzyliśmy, że zachłysnęliśmy się konsumpwydaje się, że tamte okoliczności renomowane uczelnie i miejsca cjonizmem i makdonaldyzacją wpływały pozytywnie na rozwój pracy stoją przed nami otwo- świata, że zdarza nam się zapowspólnoty ludzkiej oraz bardziej rem. Takie piękne czasy nam się minać o wyższych wartościach i odpowiedzialne podejście do trafiły, tak wiele możliwości, ta- nie dostrzegać ludzi wokół sieżycia, tak swojego, jak i bliskich, kie wspaniałe ścieżki kariery. Na bie. O Bogu i życiu duchowym

[ 83 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

nie wspominając. Nasi rodzice, dziadkowie, pradziadkowie nie mieli także wielu udogodnień technicznych, które dziś ułatwiają nam życie. Tymczasem dzisiejsza młodzież oraz osoby około trzydziestego roku życia często korzystają ze wszystkich tych zdobyczy i możliwości w sposób bezmyślny, lub też jedynie dla rozrywki czy z powodu lenistwa. To, o czym nasi przodkowie nawet nie marzyli, jest dziś często wykorzystywane w bardzo banalnych sprawach i może rodzić poważne patologie, także w dziedzinie relacji międzyludzkich. Nie chodzi mi wcale o to, by z telefonu korzystać tak, jak w czasach, gdy był on obecny w jednym na kilkadziesiąt czy kilkaset domów. Jasne, skoro każdy z nas ma pod ręką takie dobro, może z niego korzystać jak mu się podoba. Nie tylko po to, by dzwonić do lekarza, urzędu czy raz na jakiś czas do rodziny, mieszkającej za granicą. Problem w tym, że dzięki powszechności telefonów czy też mediów społecznościowych jest nam coraz trudniej rozmawiać z ludźmi w realnym świecie, umawiać się na spotkania. A jeśli już nawet do tego dojdzie, wielu z nas trudno w tym czasie odłożyć na bok komórkę. Inna sprawa, że poprzez SMS-y, Facebooka czy Skype’a trudno przedstawić i odczytać wszystkie emocje, uczucia, wszystkie sygnały niewerbalne, które nadajemy my oraz nasz rozmówca. Jest to poważne ograniczenie relacji interpersonalnych. Z całego oceanu wiedzy, dostępnego w bibliotekach czy Internecie, korzystamy prawie wyłącznie wtedy, gdy naprawdę musimy, a zamiast tego oglądamy głupie filmiki lub czytamy plotki i chłoniemy inne, naprawdę nieistotne informacje. Mamy możliwość podróżowania po świecie, poznawania ludzi z innych kręgów kulturowych, odwiedzania ciekawych miejsc, za to tak często wolimy wyjechać za granicę tylko po to, by wylegiwać się w południowym słońcu. Lub też mając nadzieję na zbicie fortuny i łatwiejsze, przyjemniejsze życie. Niestety, pewnym ludziom to w ogóle nie przeszkadza… Wydaje nam się, że możemy (prawie) wszystko, mamy tendencje do wdawania się w pyskówki, byle tylko przegadać innych i pokazać, że nie mają racji. Udowodnić, że „moje na wierzchu”. Znów paradoks - gdy czasem poniesiemy porażkę w trakcie dyskusji albo ktoś udowodni nam, że owej racji nie mamy, może się okazać, że jesteśmy mniej odporni na takie doświadczenie, na stres i wszelakie niewiado-

[ 84 ]


me. Niekiedy brak nam odwagi w głoszeniu swoich poglądów, popierania czyjegoś stanowiska i odpowiednio rozumianej tolerancji dla innych. Łatwiej nam uciekać, gdy pojawiają się poważniejsze problemy, niż z honorem i „jajami” podejść do sprawy, próbując dowieść prawdy czy też stanąć w obronie innych. Za to łatwo nam hejtować innych, siedząc przy monitorze lub trzymając w dłoni smartfona. W Internecie lub przez telefon łatwiej być nie do końca szczerym czy wręcz kłamać. Liczymy na to, że odległość między nami a naszym rozmówcą, czy też anonimowość (czasem bardzo wątpliwa) rzeczywistości wirtualnej w pewien sposób chronią nas przed negatywną reakcją drugiej osoby. Nie mając obok siebie prawdziwego człowieka, którego słyszymy i widzimy, pozwalamy sobie na wiele nieodpowiednich zachowań i słów. Nie chcemy brać odpowiedzialności za pewne twierdzenia, tak jakby fakt, że wypowiedzieliśmy je do słuchawki lub wypisaliśmy w Internecie zwalnia nas od odpowiedzialności, lub przynajmniej mocno ją ogranicza. Tym sposobem rośnie nam pokolenie, określane w niektórych środowiskach pogardliwym i wulgarnym pojęciem „kozak w necie, pizda w świecie”. Śmiem twierdzić, że niekiedy w ogóle nie chcemy wejść z nikim w prawdziwy dialog. Albo uciekamy od rozmowy i obrony swojego zdania – ma to często miejsce w trakcie wymiany zdań na tematy religijne czy społeczne – lub też ograniczamy się do prowadzenia monologu, w wielu przypadkach krytykanckiego. Prowadzenie dyskusji poza światem realnym sprzyja takiej „wymianie zdań”. Podobnie zdarza się np. na studiach, w pracy, czy w związkach – coś nie pójdzie, nie będzie tak łatwe i kolorowe, jak się wydawało, więc rzucamy studia, składamy wypowiedzenie z pracy, kończymy związek. Nawet bierzemy rozwód, zostawiamy naszą partnerkę, często żonę, także wówczas, gdy mamy już z nią dzieci. Robimy to nie dlatego, że mamy w zanadrzu ciekawsze alternatywy, które mogą dać nam spełnienie. Głównie dlatego, że po prostu nie chcemy podjąć pewnych wyrzeczeń, walki, chwycić byka za rogi. Bo tak łatwiej, bo nie trzeba wyrzeczeń i dialogu, bo jeszcze nie daj Boże nie uda się uratować sytuacji, i co wtedy? Nasz stan posiadania czy też osiągnięcia, które kiedyś były godne pochwały, nadzwyczajne (jak np. dyplom ukończenia studiów wyższych) dziś jest przez wielu traktowane albo po macoszemu, albo

[ 85 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

stricte użytkowo, wręcz egoistycznie. Niczym amulety, które same w sobie mają nam zapewnić dobrobyt i powodzenie. Jeśli w szkole średniej byliśmy wybijającymi się uczniami, mogącymi dodatkowo poszczycić się pozalekcyjnymi osiągnięciami, sądzimy, że przyjęcie na wymarzony kierunek należy nam się jak psu buda. Idziemy na byle jakie studia, często na podrzędne uczelnie, mniemając, że oto chwytamy byka za rogi, bo to właśnie one otworzą nam drogę do kariery. W ich trakcie możemy liczyć na pogardę lub wyśmianie innych (niekoniecznie za naszymi plecami), gdy tylko okaże się, że chodzimy do duszpasterstwa lub dorabiamy sobie np. na ulotkach czy w knajpach. Bo to przecież uchodzi za niegodne oświeconego studenta, przyszłego człowieka sukcesu! Gdy już ukończymy

naukę, od razu mamy nadzieję na pracę w zawodzie, zarobki zdecydowanie wyższe od krajowej podstawy. Niestety, wielu z nas w niemiłych okolicznościach dochodzi do wniosku, że wcale tak nie jest... Znacie przypadki ludzi, którzy ledwo ukończyli dobre studia, lub też jako tako uporali się z kierunkami typu socjologia czy politologia, a po odebraniu dyplomu siedzą przez rok czy dwa na bezrobociu, bo nie otrzymali odpowiedniej ich zdaniem oferty pracy? Wielu z nich w trakcie studiów w ogóle nie myślało o nauce języka, zdobywaniu dodatkowych umiejętności, stażach, podyplomówkach, etc., bo po co? Niektórzy mają już na utrzymaniu rodziny, inni za niemałe pieniądze muszą wynajmować mieszkania (bo przecież nie wrócą do rodziców, to byłby wstyd!), ale nie chcą „zhańbić”

[ 86 ]

się pierwszą-lepszą pracą, bo przecież nie po to kończyli studia! I śmieszno, i straszno. Nie ma co uogólniać, w końcu niemała ilość naszych rówieśników wie, co to ciężka, wytrwała praca, nie tylko zarobkowa. Niektórzy z nas chcą się ciągle rozwijać, bo wiedzą, że nie dostaną niczego na talerzu. Część młodych pamięta o innych ludziach i Bogu, poświęcając im swój czas i umiejętności. Mamy jeszcze wśród nas młodych, honorowych i odpowiedzialnych ludzi. Również skłonnych do poświęceń i biorących pod uwagę, że czasem trzeba będzie zrobić krok w tył, przez jakiś czas zadowolić się tym, o czym niekoniecznie marzyliśmy. Czy jednak zaliczają się oni do większej części naszego pokolenia? Niestety, poważnie w to wątpię… 


Dołącz do nas! wspolpraca.mcw@gmail.com

[ 87 ]


RELACJE

JUWE, JUWE, JUWENALIA!

[ 88 ]


Adrian Hulbój

Ś

cisk. Zamęt. Chroniczny brak tlenu. Przestrzeń życiowa ograniczona do zaledwie kilku centymetrów. Ramiona, plecy i klatka piersiowa stykają się ze stojącymi najbliżej, tworząc nieprzebytą ludzką ścianę. Cała

przestrzeń przesiąknięta jest zapachem potu. Po chwili znów zaczyna

się ten szaleńczy taniec. Tłumy ludzi poddawane są hipnozie, która nakazuje im

skakać i wpadać na siebie w szaleńczym rytmie. O tak, muzycy z T.Love potrafią rozkręcić imprezę. Nie ma co mówić, to było godne zakończenie krakowskich juwenaliów.

J

uwenalia. To jedno słowo wszystkich studentów . Juwenaliowego Koncertu Finamówi wszystko. Dla wielu Tegoroczne juwenalia od łowego. studentów jest ono głów- początku zapowiadały się wyZacznijmy od Juwenanym celem ich akademickiego śmienicie. Na krakowskich liowego Koncertu Plenerożycia. Wspaniali wykonawcy, scenach zaprezentowały się wego. Na scenie pojawiły się dobra organizacja, możliwość najbardziej uznane zespoły, następujące zespoły: RUSTY poznania nowych ludzi. A reprezentujące wszystkie nur- CAGE, O.S.T.R, Happysad, Lewszystko to dodatkowo okra- ty muzyczne. Mógłbym o tym mon oraz Kult. Taka muzyczszone niesamowitą atmosferą napisać dziesiątki stron, ale po na mieszanka sprawiała, że wspólnej zabakażdy uczestwy. To chyba nik koncertu jedyna taka Kto nie wracał nocnym pociągiem z juwenaliów, mógł znaleźć impreza, na coś dla siebie. nie wie co to przygoda. Gdy porwany falą której zaniJakby tego kają wszelkie było mało, tłumu dotarłem na przystanek, moim oczom podziały. Juukazał się niezwykły widok. Otóż autobus stał organizatowenalia są nirzy postanona przystanku. Nic w tym dziwnego, prawda? czym igrzyska wili zapewnić olimpijskie w dodatkowe Na marginesie dodam tylko, że stan ten trwał Starożytnej emocje. W przez dobre 20 minut. Grecji – w ich przerwie czasie znikamiędzy wyją wszystkie konflikty. Nawet co? Plan Juwenaliów jest łatwo stępami rozrzucano gadżety tzw. „święta wojna”, czyli od- dostępny. Zamiast tego opiszę związane z juwenaliami. wieczna rywalizacja toczona swoje wrażenia z wydarzeń, w Impreza rozpoczęła się dość między dwiema uczelniami których bezpośrednio uczest- spokojnie, by nie powiedzieć – UJ-em i AGH. Juwenalia to niczyłem, czyli z Juwenalio- nawet nudno. Otwierającejedyne w swoim rodzaju święto wego Koncertu Plenerowego i mu koncert zespołowi RUSTY

[ 89 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

CAGE przyszło grać niemal bez publiczności. Kapela pozbawiona renomy nie przyciągnęła zainteresowania publiczności. Znacznie większym powodzeniem cieszył się ogródek piwny, przy którym już o godzinie 17 było niewiarygodnie tłoczno. Mimo początkowej nudy, atmosfera z każdym kolejnym wykonawcą robiła się coraz gorętsza, a występ rapera Ostrego przyciągnął pod scenę tłumy widzów. Gdy grały Happysad i Lemon, publiczność była już rozgrzana niemal do czerwoności. Niemal, bo prawdziwe szaleństwo wybuchło, gdy na scenę wchodził Kult. I tak, mocno już ograniczona prze-

strzeń życiowa zmniejszyła się do absolutnego minimum. Pod sceną wybuchło prawdziwe pandemonium. Po wybrzmieniu ostatniego bisu, tłumy ludzi skierowały się do wyjścia. A stamtąd prosto na przystanek. Kto nie wracał nocnym pociągiem z juwenaliów, nie wie co to przygoda. Gdy porwany falą tłumu dotarłem na przystanek, moim oczom ukazał się niezwykły widok. Otóż autobus stał na przystanku. Nic w tym dziwnego, prawda? Na marginesie dodam tylko, że stan ten trwał przez dobre 20 minut. W pierwszej chwili nie rozumiałem, o co chodzi. Dopiero później zauważyłem, co jest

[ 90 ]

tego przyczyną. Myślałem, że na koncercie Kultu było tłoczno. Jednak to, co zobaczyłem w owym nocnym autobusie linii 610 niemal zbiło mnie z nóg. Serio. Powiedzieć, że autobus był zatłoczony, to jakby nazwać kilkudniową powódź „umiarkowanie mocnymi opadami”. Pamiętacie filmik z polskich pociągów, który kilka lat temu obiegł całą Polskę? Ludzi wciskających się do środka pojazdów przez okno? Podobny ścisk panował w tym autobusie. Miało to przynajmniej jedną zaletę – masa ludzkich ciał całkowicie uniemożliwiała upadek. Po obejrzeniu dantejskich scen, zacząłem poważnie oba-


[ 91 ]

ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

wiać się o swój powrót do domu. Na szczęście mój niepokój okazał się bezpodstawny. Kiedy zatłoczony (do granic możliwości) autobus odjechał, żegnany owacjami zgromadzonych na przystanku widzów, jego miejsce zajął kolejny. Moim oczom ukazał się niezwykły widok – 4 nocne autobusy ustawiły się w kolejce do przystanku. Nawet nie próbowałem dostać się do pierwszych dwóch. O wejście do nich wybuchła prawdziwa wojna. Przezornie czekałem na zamykający pochód pojazd. Okazało się to świetną decyzją, bo udało mi się nawet usiąść. Można wracać spokojnie? Można. Teraz słów kilka o ostatnim koncercie. Zagrały Wasabi, niemiecki The Crossheader i T.Love. Również tu powtórzyła się sytuacja z czwartku – na koncercie pierwszej kapeli było wyjątkowo spokojnie. Niezwykle pozytywnym zaskoczeniem był występ zespołu z Niemiec. Muzycy porwali widownię, tworząc niezapomnianą mozaikę różnych stylów muzycznych. Atmosfera na ich występie była świetna, ale nie umywała się do tego, co nastąpiło potem. Nie będę długo rozwodził się nad występem T. Love. Myślę, że we wstępie wystarczająco mocno zobrazowałem szaleństwo, które wybuchało, gdy tylko Muniek śpiewał swoje kultowe kawałki. Podczas gdy na scenie rozbrzmiewały przeboje, takie jak: „I love you” „Warszawa” czy „King”, publiczność opanowało masowe szaleństwo. Takiego pogo, jak żyję, nie widziałem! Juwenalia to jednak nie tylko same koncerty i imprezy. Wystarczy wspomnieć, że na miasteczku studenckim AGH zorganizowano rozgrywki sportowe. Drużyny mogły rywalizować między innymi w piłce nożnej… oraz quidditchu (piszę z ręką na sercu, oglądałem całą rywalizację). Do wszystkich tych atrakcji dodajmy jeszcze wielki juwenaliowy pochód. Te wszystkie elementy tworzą niepowtarzalną atmosferę, która jednoczy studentów ze wszystkich uczelni. W trakcie trwania juwenaliów najlepiej widać, że Kraków naprawdę jest studenckim miastem. 


G E T T H AT M E D

CZYM MOŻESZ WSPOMÓC SWÓJ WYSIŁEK FIZYCZNY? (CZ. 2)

[ 92 ]


Maciej Zębik

K

ontynuujemy optymalizację treningu. Z poprzedniej części wiesz już,

co należy jeść, aby zwiększyć fizyczne możliwości swojego organizmu.

Zanim omówię pokarmy odnawiające siły oraz regenerujące mięśnie, wyłamię się z tej „żywieniowej” wyliczanki i opowiem trochę o zabiegach, dzięki którym zapobiegniesz kontuzjom, a także będziesz w stanie osiągać lepsze efekty.

Z

acznijmy od tego, że siły. efekt w kilka treningów, tylko musisz wiedzieć, czy Kolejna kwestia to twoja co z tego, skoro przyjdzie moto, co czujesz w mię- ambicja. Zdaję sobie sprawę, ment, gdy coś w twoich mięśniach, jest tym „właściwym” że chciałbyś po dwóch trenin- śniach/stawach nie wytrzyma? bólem czy już zmęPotem operacja, rehaczeniem. Po co? Abyś bilitacja oraz myśl, że potrafił rozróżnić, może kiedyś wrócisz Najważniejsza ze wszystkiego jest kiedy się rozwijasz, a do dawnej sprawnorozgrzewka, ale nie byle jaka! Jej kiedy twoje mięśnie ści… Kiepska opcja? krzyczą: „Dosyć, bo To uspokój się i ćwicz zadaniem jest doprowadzić cię pęknę!”. Jak zauwaz głową. A jak to zrodo stanu, gdy twój puls wynosi żyć niewłaściwy ból? bić? Jeśli od twojego Jest kilka jego rodzaostatniego treninprzynajmniej 120 (najlepiej ok. jów. Pierwszy to ostry, gu minął już dłuższy 130-140 uderzeń na sekundę), przenikliwy, który czas, to najlepiej skooprócz tego musisz czuć, że ty i czujesz przy porurzystaj z jakiegoś plaszaniu, bądź nacisku. twoje mięśnie jesteście gotowi do nu treningowego lub Drugi to kłujący, jak porady trenerskiej. działania. ten przy ostrych, tzw. Ćwicz bardzo małymi „zakwasach” (które ciężarami, rób niewietak naprawdę są mikrole powtórzeń, rób 2-3 urazami). Kolejne to promie- gach wrzucać 100 kg na kla- serie. Ważne jest, byś oceniał niujący przy braku aktywności tę i biegać 20-40 km… Ja też się na drugi dzień po treningu i jakikolwiek ból w stawach. chciałem i zapłaciłem za to - jeśli jest OK., to zwiększ nieJak w takim razie ma wy- kontuzjami. Powolny, stabilny co ciężary LUB powtórzenia, glądać ten dobry ból? To ta- wzrost to to, czego najbardziej jeśli nie - zmniejsz. Tak powikie delikatne mrowienie, które potrzebujesz. Oczywiście, mo- nieneś robić zawsze. podświadomie mówi ci, że w żesz próbować „oszukać sysNigdy nie sugeruj się fakmięśniu już po prostu brakuje tem” i osiągnąć zamierzony tem, że podczas pierwszego

[ 93 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

treningu po przerwie czujesz się świetnie! Zawsze zaczynaj powoli, ponieważ ból przychodzi z opóźnieniem. Lepiej zacząć od prostych, lekkich treningów i wolniej wrócić do formy, niż przetrenować się na starcie lub narazić na urazy. Skoro wiemy, na co uważać i czego nie robić, możemy teraz przejść do tego, co jest wskazane. Najważniejsza ze wszystkiego jest rozgrzewka, ale nie byle jaka! Jej zadaniem jest doprowadzić cię do stanu, gdy twój puls wynosi przynajmniej 120 (najlepiej ok. 130-140 uderzeń na sekundę), oprócz tego musisz czuć, że ty i twoje mięśnie jesteście gotowi do działania. Dodatkowo, jeśli podczas treningu będziesz angażował jakieś konkretne partie mięśniowe, to podczas rozgrzewki powinieneś poświęcić im szczególną uwagę.

Pamiętaj, że nie tylko same muskuły ćwiczą, lecz także wszystko, co się z nimi łączy! Jeśli masz zamiar robić przysiady - zadbaj również o ćwiczenia na kolana, biodra, brzuch, łydki, a nawet kostki i stopy. Jeżeli „ładujesz” na klatę - rozgrzej barki, całe ręce, a także brzuch oraz szyję. Pamiętaj, że nie „tylko bajceps działa”, ale też wszystko z nim połączone. Jeśli wciąż nie jesteś przekonany co do rozgrzewki, to w tekście „Effects of warming-up on physical performance…” (do którego link znajduje się poniżej) podano całkiem zgrabną metaanalizę wykazującą, iż rozgrzewka polepsza wyniki sportowe i nie ma dowodów na to, że może być w jakikolwiek sposób szkodliwa. Zatem pamiętaj - rozgrzewka zawsze jest wskazana.

Przećwiczyliśmy się i nie możemy wstać z łóżka, a nawet jeżeli uda nam się wstać, to napotykamy takie „tortury” jak prysznic, schody, szczotkowanie zębów itp. Mięśnie palą, co wtedy robić? Po pierwsze - nie panikować! Ten ból jest niestety potrzebny, bo wzmaga przepływ krwi, niezbędnej do regeneracji. Jeśli „tortury” nie są zbyt duże, radzę wprowadzić delikatny wysiłek - zobaczysz, że pomoże. Natomiast jeżeli „umierasz”, radzę skorzystać z którejś z czterech poniższych technik zwiększania cyrkulacji krwi, aby przyśpieszyć naprawę.

Pierwsza to naprzemienny gorący i zimny prysznic. Im większą amplitudę jesteś w stanie wytrzymać, tym lepsze efekty osiągniesz. Zmieniaj temperaturę co 5-10 sekund. Tymczasem co w sytuacji, Druga możliwość to regenegdy problem się już pojawił? racyjne pozycje z jogi. Możesz

[ 94 ]


ź r ó d ł o : w w w . p i x a b ay . c o m

je znaleźć w praktycznie każdej książce o tej tematyce. Możesz też rozmasowywać bolące miejsca. Z pomocą masażysty lub samodzielnie z wykorzystaniem piankowego wałka. Tylko nie bezpośrednio po wysiłku, a dopiero wtedy, gdy ciało się uspokoi. Kolejny sposób to sesja w saunie. Korzystanie z niej regularnie zwiększy cyrkulację krwi i rozluźni mięśnie. Ostatnie to środki przeciwbólowe. Radziłbym stosować je w ostateczności, gdy ból jest nie do zniesienia, ponieważ ich użycie może przedłużyć czas dochodzenia do siebie. Tak jak napisałem wcześniej - rozgrzewka ma za zadanie (jak sama nazwa wskazuje) rozgrzać i przygotować do

wykonywanej czynności. Teraz uważaj: statyczne rozciąganie tego nie robi! O ile nie trenujesz baletu, gimnastyki albo nie chcesz kopać po głowach ludzi w sztukach walki, to statyczne rozciąganie nie jest w ogóle potrzebne, bo poza tymi dyscyplinami praktycznie nigdzie nie potrzebujesz nadmiernego rozciągnięcia. Lepsze będzie rozciąganie dynamiczne, czyli w ruchu, np. wykroki do przodu, jaskółki, skip A i C, trochę przysiadów, krążenia ramion, nadgarstków, kostek itp. Po treningu możesz trochę statycznego rozciągania wprowadzić, ale bez przesady. Jeśli nie wykonujesz wymienionych wyżej sportów, to zastanów się, czy w ogóle go potrzebujesz. Natomiast, je-

żeli nie potrafisz żyć bez rozciągania, polecam poczytać trochę więcej o jodze - sam też o niej napiszę, ale innym razem. Aby podsumować tę część po prostu poproszę o jedno: ćwicz z głową i nie przesadzaj, bo nie wyjdzie ci to na zdrowie. Trening ma być przyjemnością oraz źródłem zdrowia, a nie kontuzji i problemów.  ____________________ Źródła:  Fradkin AJ, Zazryn TR, Smoliga JM., „Effects of warming-up on physical performance: a systematic review with meta-analysis”, dostępny pod adresem: http:// w w w. n c bi . n l m . n i h . g ov / pu b med/19996770.

WIĘCEJ NA: WWW.GETTHATMED.BLOGSPOT.COM AUTOR: MACIEJ ZĘBIK, REDAKTOR: MAŁGORZATA BÓB

[ 95 ]


Dołącz do nas! wspolpraca.mcw@gmail.com

[ 96 ]

Może coś Więcej nr 11 / 2016 (63)  

Może coś Więcej... O MEDYCZNYCH CIEKAWOSTKACH

Może coś Więcej nr 11 / 2016 (63)  

Może coś Więcej... O MEDYCZNYCH CIEKAWOSTKACH

Advertisement