Page 1

nr 4/ 2017 (82)

16 - 26 lutego

ISSN 2391-8535

MIŁOŚĆ CZY KOCHANIE Jak wygląda miłość w czasach Greya?

1


OKIEM REDAKCJI

TEMAT NUMERU

KOŚC

Wydarzenia i Opinie

...o miłości

Z ży Kośc

[8]

[22]

Kościół a handel ludźmi

Czy Kościół stworzył rewolucję seksualną?

[12]

[28]

Rafał Growiec

Wielką mamy moc! Emilia Ciuła

Rafał Growiec

"Miłość" i Grey

Ada Maksymiuk

[4

“A Polska bieguna do

Rafał G

Felie Pobo

[4

Ordo ca – zaklęcie

Rafał G

[32]

Felieton [16]

Kiedy samotność jest wyborem, a nie przymusem Wioletta Baran

Zrozumieć cielesność Emilia Ciuła

[36]

Sekskomunikator Ewa Skrzypczyk

2


CIÓŁ

ycia cioła

44]

będzie od bieguna…”

Growiec

eton ożny

48]

aritatis e egoizmu

Growiec

KULTURA

RECENZJE

Historia

Nowość

[56]

[66]

Kłamstwo lustracyjne byłego prezydenta

Z głową w kolorowych chmurach

Kajetan Garbela

Anna Zemełka

Felieton Kulturalny

[70]

[60]

Dubbing – rak toczący kino

- "La La Land" (2016)

Witamy w krainie absurdu

- "Seria Niefortunnych Zdarzeń" (2017-) Anna Zemełka

Mateusz Nowak

Książka [74]

Mężczyzna jak z obrazka

Oscar Wilde "Portret Doriana Graya" Ada Maksymiuk

3


Redaktor Naczelna: Anna Zemełka

Redakcja: Emilia Ciuła

Kajetan Garbela

Rafał Growiec

Mateusz Nowak

Krzysztof Małek

Wojciech Urban

Mateusz Ponikwia

Ada Maksymiuk

Małgorzata Różycka

Lena Ciepielak

Mateusz Ponikwia

Korekta: Andrea Marx Karina Latosik

Współpraca: Marcin Kożuszek

Ewa Skrzypczyk

Łukasz Łój

Klaudia Kubacka

Wioletta Baran

Marcin Hubka

strona internetowa: www.mozecoswiecej.pl e-mail: mozecoswiecej@gmail.com współpraca i teksty: wspolpraca.mcw@gmail.com promocja i reklama: promocja@mozecoswiecej.pl

4


Dołącz do nas! wspolpraca.mcw@gmail.com

5


6


OKIEM REDAKCJI ïƒ 7


WYDARZENIA I OPINIE

WIELKA ZBRODNIA NASZYCH CZASÓW P rzed obchodzonym 8 lutego M iędzynarodowym D niem M odlitwy i R efleksji na temat W alki z H andlem L udźmi bp K rzysztof Z adarko zwrócił uwagę , że problem ten dotyczy także P olski i P olaków . Rafał Growiec


W

XXI w., w dobie wolności, dbałości o prawa człowieka kwitnie proceder kojarzący się najdalej z ponurymi czasami wojny secesyjnej, czy obozów pracy w nazistowskich Niemczech i sowieckim Gułagiem. Niewolnictwo nie wymarło, ale zmieniło nazwę – na „handel żywym towarem”, czy po prostu i bardziej poprawnie „handel ludźmi”.

Bp Zadarko zwrócił uwagę na to, że państwo polskie nie jest tylko i wyłącznie kanałem przerzutu niewolników. Wskazał, że bardzo często Polacy są ofiarami pracy przymusowej, lub stręczycielstwa na Zachodzie. Przypomniał też o grupie względnie niewielkiej, ale też wymagającej troski, mianowicie bezdomnych polskich emigrantach, którzy nie chcą wracać do Polski ze wstydu. działalność inicjatyw prowadzonych przez Kościół WIELKI BIZNES na rzecz ofiar handlu ludźmi i specyfiBp. Krzysztof Zadarko jest delegatem kę tych działań, wymagających dyskreKomisji Episkopatu Polski do spraw cji. Dobre chęci działacza społeczneImigracji. W rozmowie z Katolicką go mogą przekreślić wielotygodniowe Agencją Informacyjną hierarcha po- działania organów śledczych, rozprawiedział, że w Polsce problem handlu cowujących potężne nieraz struktury ludźmi jest wciąż nie dość zauważany. przestępcze i uniemożliwić dotarcie do Zaznaczył, że jakkolwiek nieinnych ich ofiar. wolnictwo rozpowszech„Przykład Grupy Święnione jest w krajach tej Marty jest bardzo inTo policja jest powołana Trzeciego Świata, to spirujący: tam promojednak także w Euro- do tego, by tropić handel wana jest współpraca pie nie jest ono obce i ludźmi, ale z drugiej strony pomiędzy Kościołem jest zauważane przez i policją. Sam papież dobrze, jeśli do Kościoła papieża Franciszka: zachęca do tego, by te mogą przyjść te osoby, – Papież mówi wykontakty były intenraźnie, że handel ludź- które z różnych względów sywne. To policja jest mi, to jedna z najpowołana do tego, by nie mają odwagi, by zgłosić większych zbrodni, tropić handel ludźmi, się do służb. jaka dokonuje się dziś ale z drugiej strony dow świecie. To właśnie brze, jeśli do Kościoła ojciec święty poruszył głomogą przyjść te osoby, które śno ten temat w 2015 r., ustanawiając z różnych względów nie mają odwagi, 8 lutego Międzynarodowym Dniem by zgłosić się do służb”. Zaznaczył rolę Modlitwy i Refleksji na temat Walki z parafii w kontaktach z osobami, które Handlem Ludźmi. Myślę, że to dopiero mogą potrzebować pomocy. początek, że ten temat powoli zaczyna Choć najbardziej nośnym medialnie przenikać do świadomości Kościoła tematem jest zmuszanie do prostytucji,

9


to jednak nabiera ono w Polsce także formę pracy przymusowej robotników ze Wschodu – na przykład Ukraińców. Szacuje się, że tylko z tego kraju może pracować w naszym kraju nawet milion osób. Często nie mają oni zagwarantowanych godnych warunków, nawet jeżeli mają oficjalne pozwolenie na pracę, tak więc zdaniem bp. Zadarko warto także i legalnych pracowników pytać, czy nie potrzebują pomocy.

KWESTIA RYNKU

Kościół zaczyna zwracać coraz silniejszą uwagę na problem handlu ludźmi, dążąc do usunięcia jego przyczyn. Nie ulega wątpliwości, że problem wyzysku drugiego człowieka i traktowania go jak towaru, który można wielokrotnie sprzedać. Bardziej dochodowe niż narkotyki i broń, niewolnictwo powraca w naszych czasach ze względu na coraz bardziej pragmatyczne podejście do osoby ludzkiej. Jakkolwiek handel ludźmi jest działalnością kryminalną, ściganą przez państwo, Kościół musi przeciwdziałać mu poprzez działalność duszpasterską prowadzącą do wyeliminowania przyzwolenia na wyzysk i pogardy dla drugiego człowieka, a także promująca odpowiednie postawy duszpasterzy. Potrzeba księży, ale i mądrych świeckich, którzy z jednej strony będą mieli odwagę zaryzykować pomoc ofiarom przestępców, ale i na tyle delikatni, by pomóc ofiarom, a nie swojej popularności. Należy dążyć do wyeliminowania popytu na pracę niewolniczą. Jak wielką rolę ma to w handlu ludźmi widać choćby w Niemczech, które w ramach głoszenia swobody obyczajowej stały największym domem publicznym w Europie – jak inaczej nazwać in-

10

www.pixabay.com


stytucję czerpiącą zyski z nierządu? W 2005 r. niemiecki urząd pracy zagroził 25-letniej kelnerce cofnięciem zasiłków jeśli nie przyjmie ona oferty pracy jako prostytutka. Szacuje się, że w całych Niemczech jest 400 000 „pracowników seksualnych”, z których państwo czerpie korzyści w formie podatków. Coalition Against Woman Traifficing wskazuje, że 90% obywatelek Rumunii zatrudnionych w niemieckim seksbiznesie nie zna swoich praw ani języka niemieckiego, a podtykane do podpisu umowy są dla nich wybitnie niekorzystne, czyniąc z nich praktycznie własność agencji. Wszystko to nie dlatego, że są źli ludzie zmuszający do prostytucji, ale dlatego, że są zwykli ludzie korzystający z usług prostytutek, a w tym biznesie rzadko kiedy podaż zaspokaja popyt. Tak samo z popytem na tanie spodnie, tanie warzywa, tanie przyprawy… 

11


WYDARZENIA I OPINIE

WIELKĄ MAMY MOC! O statnio wiele słyszy się o akcji „Z upa na P lantach ”. G orączka pomagania bezdomnym powoli zalewa inne miasta . P omoc pomocą , ale czy w ciągłym dawaniu nie przyzwyczaja się ludzi do bezradności ?

Emilia Ciuła


„Z

upa na Plantach”, to kierujące osobami bezdomnymi, a inicjatywa powołana poprzez te zabiegi – próbować dotrzeć do życia przez Piotra do człowieka bezdomnego i nauczyć Żyłkę i jego znajomych. się z nim rozmawiać. Jak sam pomysłodawca Jedna z działaczek – Katarzyna, tłumaczy, w programie „Dzień Dobry opowiada o swoich doświadczeniach TVN”, przebywając wśród osób bez- związanych ze spotkaniem i pomagadomnych czuje się szczęśliwy, chce niem osobom bezdomnym: „Pomaich słuchać i poznawać ich gam, przychodząc obierać historie. Rozdawanie i kroić warzywa, a późzupy, to akcja, któniej segregować ubraLudzie mają serca dla ra ma zaktywizować nia i robić paczki z zwierząt, walczą o to, by ludzi do działania, odzieżą i środkami nie zamarzły w zimie, a dając im przestrzeń, higienicznymi dla aby mogli nieść ponaszych bezdomnie potrafią pochylić się moc potrzebującym, nych przyjaciół. Nanad człowiekiem. Walka ze w tym przypadku stępnie wspólnie z strachem staje się mocą, innymi wolontariubezdomnym. Wolontariuszami którą można zarażać. Wybór szami udajemy się na są ludzie z różnych planty i rozmawiawolontariatu w „Zupie na środowisk i w różmy z bezdomnymi. nym wieku. Zbierają Plantach”, to najlepsze, co Często od rozmowy się w „ŻyWej Pra- mogłam zrobić również dla do rozmowy tworzą cowni” przy ulicy się relacje. Bywa i siebie. Celnej 5 w Krakowie, tak, że osoby, z któryby nie tylko ugotować mi rozmawiamy otwieposiłek dla bezdomnych, ale również rają się bardziej, prosząc o pomoc w przygotować paczki z najpotrzebniej- podjęciu np. leczenia odwykowego, szymi dla nich rzeczami – kurtkami, znalezieniu pracy czy podjęciu inczapkami, przyborami higieniczny- nych konkretnych kroków ku wyjściu mi, bielizną, plecakami, czy termosa- z kryzysu bezdomności. Dlaczego to mi. Oprócz tego, w przerwie, podczas robię? Bo sama przez długi okres czaktórej gotuje się zupa, spotykają się z su miałam problemy z otwarciem się ludźmi pracującymi w Domu Pomo- na osoby wykluczone, zaczęciu rozcy Społecznej i innych placówkach mowy, czy spytaniem o to, jak możzajmującymi się osobami ubogimi i na pomóc. A „Zupa na Plantach” stała bezdomnymi (min. Stowarzyszenie się dobrą przestrzenią do przełamania „Lekarze Nadziei”). Wolontariusze się i do podjęcia konkretnych kroków, kształcą się, by zrozumieć motywy żeby pomagać wyjść z tego kryzysu.

13


Wiadomo, że zdarzają się sytuacje, które mogą zniechęcić do działania, ale z tym trzeba się liczyć, bo każdy człowiek jest wolny. My możemy tylko motywować, doradzać i wspierać. A nawet jeśli na sto porażek będzie jeden mały sukces, to warto to robić.” Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że najtrudniejsze dla mnie jest spotkanie z bezradnością, w której żyją osoby bezdomne. Wciąż walczę z myśleniem, że ciągłe dawanie jest przyzwyczajaniem do brania,

https://www.facebook.com/ZupaNaPlantach

https://www.facebook.com/ZupaNaPlantach

14

a tym bardziej utwierdzania osób bezdomnych w tym, że nie muszą pracować, by otrzymać. Jednak z drugiej strony, aby poznać powody ich bezdomności, trzeba poznać człowieka. Ludzie mają serca dla zwierząt, walczą o to, by nie zamarzły w zimie, a nie potrafią pochylić się nad człowiekiem. Walka ze strachem staje się mocą, którą można zarażać. Wybór wolontariatu w „Zupie na Plantach”, to najlepsze, co mogłam zrobić również dla siebie. Strach słabnie, a wzajemna akceptacja


wzrasta. Kiedy rusza machina działania i zmian, mury ignorancji zaczynają pękać, a człowiek zaczyna rozumieć, że to ogromne serce nie dostał po to, aby tkwiło z bezruchu, ale zabiło ku wspólnemu dobru – pomaganiu drugiemu człowiekowi. Drogi czytelniku, jeśli chciałbyś wesprzeć akcję „Zupa na Plantach” możesz przynieść wszelkie potrzebne dla bezdomnych rzeczy do „ŻyWej Pracowni” przy ulicy Celnej 5 w Krakowie. Możesz również wykonać przelew wpisując: WSPÓLNOTA CHLEB ŻYCIA 02-220 Warszawa, Łopuszańska 17. Indywidualny numer konta dla Zupy na plantach: Nr konta 08 8004 0002 2001 0000 1270 0007. W tytule przelewu: "zupa na plantach". Aktualności odnośnie zbiórek odnaleźć można pod poniższym adresem internetowym:

https://www.facebook.com/ pg/ZupaNaPlantach/posts/?ref=page_internal 

https://www.facebook.com/ZupaNaPlantach

15


WYDARZENIA I OPINIE

KIEDY SAMOTNOŚĆ JEST WYBOREM, A NIE PRZYMUSEM S amotność to taka straszna trwoga . O garnia mnie , przenika mnie - słowa piosenki R yśka R iedla , tak bardzo prawdziwe , sprawiają , że zaczynamy rozważać nad samotnością . W arto jednak wiedzieć , że na świecie są ludzie , którzy sami , z własnej woli decydują się na życie w pojedynkę - coś , co przeraża większość z nas . Wioletta Baran


M

iędzy samotnością z wyboru i postanowili zamieszkać właśnie tam. a samotnością z przymusu Tak sprawdzalne okazują się popularjest diametralna różnica. Za- ne teraz słowa: ,,A może by tak rzucić zwyczaj jesteśmy przerażeni wszystko i wyjechać w Bieszczady”. na samą myśl o tym, że kie,,Ja się nie nadaję do miasta, do tej dyś, któregoś dnia zostaniemy sami. Bo gonitwy” - mówi Pustelnik Jano w rejak tak można żyć? Budzić się, jeść, spać portażu dla telewizji. Mężczyzna w i mieszkać w pojedynkę. Sama myśl o młodym wieku postanowił uciec od tym sprawia, że coraz bardziej się przed życia, pragnął samotności i wyjechał w tym bronimy. Ludzie mają w sobie coś Bieszczady. Wspomina on o Pustelniku takiego, co sprawia, że poJuliuszu, który całkowicie trzebują innych. Bliskozrezygnował z kontakści, dotyku czy chotów międzyludzkich. Były perkusista Dżemu, ciaż zwykłego słowa. Chciał uciec od skuMichał Giercuszkiewicz, Dzięki innym jestepiska ludzi i zamieszśmy szczęśliwi, lubiktóry wybrał samotność i kał nad Jeziorem Somy dzielić się swoimi lińskim. Żyje bardzo zamieszkał na tratwie. To wrażeniami i uczuskromnie w chacie, ciami. Gdy cisza za- tam ma swoje studio, może którą sam wybudoczyna dzwonić nam nagrywać utwory muzyczne. wał, a żywi się tym w uszach, chcemy jak co znajdzie w lesie. Wybrał taką formę życia, najszybciej z kimś poPustelnicy, bo sami być lub chociaż usły- poniewaz jak sam przyznaje, siebie tak nazywają, szeć jego głos. Okajedzą to ,,co im daje potrzebował spokoju. zuje się jednak, że nie Pan Bóczek”. Samotkażdy odczuwa potrzebę ność jest tym, czego sami bliskości z drugim człowiekiem. potrzebowali. Ich zagrody, chaty wySamotność z wyboru kojarzy się za- glądają tak, jakby się w nich zatrzymał pewne z życiem uczuciowym. Jednak czas. Nie istnieje dla nich cywilizowaobejmuje ona o wiele szerszy zakres. Sa- ny świat jaki my, ludzie dwudziestego motnym można być w sposób różnora- pierwszego wieku, znamy. ki: w życiu uczuciowym, towarzyskim. Jak się okazuje, pustelnicy nie żyją Warto rozejrzeć się wokół siebie, ponie- wyłącznie w lasach. Nietypowym przyważ tych ludzi jest więcej, niż nam się kładem jest były perkusista Dżemu, wydaje. Michał Giercuszkiewicz, który wybrał Przykładem są pustelnicy z Biesz- samotność i zamieszkał na tratwie. To czad - to ludzie, którzy sami z siebie tam ma swoje studio, może nagrywać zdecydowali się na samotność. Potrze- utwory muzyczne. Wybrał taką formę bowali jej, było to coś, czego pragnęli życia, poniewaz jak sam przyznaje, po-


trzebował spokoju. Samotność z wyboru, tak szokująca, okazuje się jednak czymś, co miało miejsce już w zamierzchłych czasach. Znanym pustelnikiem był święty Paweł z Teb. Przeżył on w samotności aż 90 lat. Początkowo było to spowodowane prześladowaniem, jakie go spotkało, jednak późniejsze lata samotności okazały się wyborem. Porzucił wszystko, co miał, odszedł i zamieszkał w jaskini na

www.pixabay.com

18

zawsze. Czas samotności spędził na modlitwach do Boga. Żywił się jedynie daktylami oraz połówką chleba. Są to jednak radykalne przykłady samotności, mniej powszechne. Większośc ludzi, którzy decydują się na samotność sami z siebie, żyją wśród innych. Nie izolują się, uciekając od świata w mało znane i mało odwiedzane miejsca. Nie wchodzą w bliskie relacje z innymi, nie udzie-

lają się społecznie, żyją sami ze sobą. Większość społeczeństwa dziwi się, słysząc o takich osobach. Bycie aspołecznym nie jest powszechnie akceptowane, jest zadziwiające i szokujące. Przywykliśmy do tego, że żyjemy z innymi i wśród innych. Taka jest kolej naszego życia. Zakładamy rodziny, budujemy domy, udzielamy się społecznie. Samotność budzi w większości z nas uczucie lęku. Ale czy samotność ma


www.pixabay.com

na nas wpływ? Czy jest to dla nas korzystne? Co ze zdrowiem i naszą psychiką? Jak na większość tematów, również na ten przeprowadzono badania naukowe. Specjaliści dowiedli, że ma to wpływ na nasze zdrowie fizyczne, ale także psychiczne. Badacze sugerują, iż samotność sprawia, że schorzenia mogą pojawiać się częściej, a niektóre są groźniejsze dla życia chorego. Ma to duży wpływ zwłaszcza na ludzi starszych.

Obserwując życie pustelników, możemy stwierdzić, że samotność niekoniecznie bywa udręką. Dla ludzi chcących żyć w taki sposób, jest to doświadczenie pozytywne i pożyteczne. Dzięki temu mogą odnaleźć siebie oraz skupić się wyłącznie na swoim życiu. Brak kontaktu z ludźmi, większością świata nie zawsze jest cierpieniem. Szczęście powinno być priorytetem w naszym życiu, dlatego warto akceptować wybory innych

niezależnie od naszych poglądów. Nie potępiajmy ludzi ze względu na ich czyny, które i tak nam nie szkodzą. Chociaż samotność z wyboru może być dla nas czymś nienaturalnym, warto ją zaakceptować i spróbować zrozumieć. Samotność z wyboru jest lepszą opcją niż samotność z przymusu. Jak pisał Johann Wolfgang Goethe, ,,samotność jest dla mego serca radosnym balsamem”. 

19


20


TEMAT NUMERU ïƒ 21


TE L MI A F E T ONNU M E R U

CZY KOŚCIÓŁ STWORZYŁ REWOLUCJĘ SEKSUALNĄ? J ako

powód przemian społecznych

określanych mianem

„ rewolucji

seksualnej ”

podaje się zmęczenie ludzi sztywnymi zasadami moralnymi i zbytnim naciskiem na czystość . I le w tym prawdy ?

Rafał Growiec


T

rzeba być naprawdę wielkim ignorantem, by przyczyn buntu wobec czystości upatrywać tylko i wyłącznie w chęci wyzwolenia się spod dyktatu starego pokolenia, a szczególnie księży. Rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana i potrzeba trochę trudu, by zrozumieć jak to się stało, że doszliśmy do czasów, kiedy hitem kultury powszechnej jest „porno dla mamusiek”, „50 twarzy Greya”.

szacunek do współmałżonka, wyrażający się w zachowaniu wierności małżeńskiej, ale też wrażliwości na potrzeby drugiej osoby, a więc czasem czystość wymaga wstrzemięźliwości płciowej, na przykład podczas rozłąki. Dlaczego więc równoważymy czystość z unikaniem inicjacji seksualnej? Jest to efekt często popełnianego błędu, gdy pytamy o celibat i jego sens. Teologia klasyczna mówi, że rezygnacja z małżeństwa, a zatem i ze współżycia płciowego, KWESTIA DEFINICJI wynika z wyboru większeW powszechnym zaś go dobra, jakim dla kaSeks ulega mniemaniu „czystość” płana, zakonnika czy rozpadowi na przyjemność zakonnicy jest mito przede wszystkim zachowanie dziewicłość Boga ‒ znacznie i obowiązek. Przyjemność twa. Kładziemy na to doskonalsza od miw tym świetle jawi się jako mocny akcent, dbając łości małżonka. Ceelement pokusy, więc jest o formację młodzielibatariusze żyją „jak ży. Czy jednak ro- zła, więc należy się przed nią aniołowie w niebie”, bimy to poprawnie? strzec młode pokolenie, by poświęcając się spraGdy słyszymy o „żywom Bożym. Tak aknie uległo deprawacji. Zatem ciu w czystości”, na centowana w ramach myśl przychodzi nam apologetyki katolicczerpanie przyjemności z zakon czy staropaseksu przedstawiano jako kiej relacja kapłańnieństwo/starokawastwa i małżeństwa element grzeszny także w lerstwo. pozwala zachować małżeństwie. Tymczasem to pojęszacunek dla duchowcie odnoszone do kwestii nych, ale też stawia pytaseksualnej oznacza po prostu unikanie nie o to, dlaczego trwać w małżeństwie, grzechu przeciw szóstemu przykazaniu. skoro jest to droga bardziej ziemska czy Zacznijmy może od tego, czym jest w ro- niedoskonała. zumieniu religijnym „czystość”. W Biblii W niektórych chorych odmianach to mamy termin „zaku”, oznaczający stan pojęcie doprowadziło akt płciowy do niewolności od grzechu, winy; niewinność. bezpiecznej dychotomii. Obserwujemy ją Tak rozumiana czystość to nie tylko za- nie tylko w katolicyzmie, ale też – chyba chowanie dziewictwa, ale szersze posza- nawet bardziej – w radykalniejszych odnowanie dla Bożego porządku. To także mianach protestantyzmu. Seks ulega roz-

23


www.pixabay.com

24

padowi na przyjemność i obowiązek. Przyjemność w tym świetle jawi się jako element pokusy, więc jest zła, więc należy się przed nią strzec młode pokolenie, by nie uległo deprawacji. Zatem czerpanie przyjemności z seksu przedstawiano jako element grzeszny także w małżeństwie. Oznacza to, że zaliczono go do sfery „obowiązku małżeńskiego”, który trzeba wypełniać, bo to potrzebne, by „rozmnażać się i zaludniać ziemię”. Tak rozbity akt płciowy był z jednej strony grzeszny, z drugiej konieczny, a głównie niezgodny z doświadczeniem ludzkim. Mądry kapłan potrafił to uporządkować, o ile miał wsparcie ze strony nauki swojej wspólnoty, nie tylko kościelnej. Często „świeckie doradczynie” czy doradcy występowali przeciwko poprawnej teologii. Jedni odrywali seks od przyjemności, gdyż i małżeństwo nie było dla nich elementem miłości między osobami – ileż to małżeństw polegało i polega na łączeniu pól czy fortun! Inni znowu szli dalej. Skoro małżeństwo to tylko przykra konieczność, bo małżonka i tak wybierze ojciec za pośrednictwem swata, spośród najbardziej pracowitych, krzepkich dziewuch/ najlepszych gospodarzy we wsi, to szczęścia trzeba szukać poza nim. Często Kościół w osobie księdza proboszcza błogosławił takim związkom „z rozsądku” z cichą nadzieją, że wypracują one sobie miłość. Stąd oczywistym w krajach iberyjskich wydaje się, że zdrada nie jest niczym aż tak złym. Zwłaszcza, kiedy zdradza mężczyzna, bo on ma większe potrzeby. Zwyczaj zamawiania striptizerek nie wziął się z powietrza, ale jest skutkiem długotrwałych przewinień duszpasterskich.


A tu łatwiej było i jest katolikom, dla których małżeństwo jest rzeczywistością boską, sakramentem. To tłumaczy, dlaczego rozwód jest grzechem, a także dlaczego zdrada małżeńska nie powoduje rozwiązania małżeństwa. Protestantyzm wrócił do świeckiej definicji matrimonium jako czystej umowy między dwojgiem ludzi, którą można rozwiązać, zawrzeć ponownie czy w miarę swobodnie definiować. I pojawia się pytanie – co daje małżeństwu wyłączność na akty płciowe? Dobro potomstwa?

NA PRZEKÓR BIOLOGII

Na co nam seks? Patrząc od strony biologii, musimy się pogodzić z tym, że teologia katolicka ma rację. Pierwszym celem seksu jest rozmnażanie, a przyjemność to dodatek. W duchu czysto materialistycznego podejścia do rozwoju życia musimy uznać następującą hipotezę: ewolucja doprowadziła do powstania systemu dwupłciowego, wymagającego udziału dwóch organizmów, naturalnie dążących do przyjemnych odczuć – pełnego żołądka, ciepła czy ogólnego zadowolenia. Nic dziwnego, że więcej potomstwa miały te osobniki, które przy kontaktach płciowych dostawały pozytywny bodziec, co motywowało do częstszego podejmowania aktywności seksualnej. Tak więc, najpierw mamy rozmnażanie, potem, jako zachętę do niego, przyjemność. Problem pojawia się więc, gdy chcemy uprawiać seks bez intencji posiadania potomstwa. Dążenie do czystej przyjemności bez odpowiedzialności zawodzi, gdyż taka jest natura ciała człowieka. Potomstwo wymaga opieki, by przeżyć, a żeby dobrze funkcjonować w społeczeństwie – stabilizacji i odpowiednich wzorców. W społeczeństwach większych i mniejszych (pod warunkiem szacunku dla praw przyrody), od

www.pixabay.com

25


rodziny carskiej po odciętą od świata wieś, potrzebna jest dbałość o unikanie kazirodztwa, czyli wiedza o tym, kto jest czyim dzieckiem. Potrzeba więc jasnego określenia się partnerów. To prosta droga do stworzenia instytucji małżeństwa. Ta zaś była negowana najmocniej od XIX wieku przez ruchy anarchistyczne i pro-kobiece. Najsilniejszy był nacisk tam, gdzie negowano w całości stary porządek świata i potrzebę przemodelowania moralności pod dyktat wolności. Przełomem w „rewolucji seksualnej” było powstanie pigułki „dzień po” RU486. Dawała ona kobietom, ale przede wszystkim mężczyznom, złudną nadzieję na możliwość czerpania przyjemności z seksu bez zobowiązań w większym stopniu, niż pozwalały na to prezerwatywa czy środki ziołowe. Hormonalna bomba miała gwarantować, że w przypadku spotkania „tego jedynego/tej jedynej na jedną noc”, spotkanie to nie zaowocuje koniecznością prania pieluch czy płaceniem alimentów. Gdy Kościół protestuje przeciwko antykoncepcji, jest to traktowane jak odbieranie wolności, choć jest to tylko apel o rozsądne korzystanie z tego daru i właściwe, zgodne z naturą ciała i duszy ustalenie hierarchii wartości. Gdy uwolniło się już pozornie seks od rzeczywistości płciowej, swobodniej można było dopuścić różne jego formy, które mają na celu tylko i wyłącznie przyjemność. Tak więc bez uwzględniania kryterium płodności czy otwarcia na taką możliwość możemy mówić o dopuszczalności czy normalności sto-

26

sunków homoseksualnych lub przypadkowych Skoro akt płciowy to tylko przyjemność, dlaczego nie zaakceptować, nie ująć w normy prawne i nie opodatkować prostytucji jako zwykłej usługi? Dlaczego w imię wolności nie zaakceptować rezygnacji z wolności i godności w imię zaspokojenia pragnienia władzy kochanka czy widza w kinie porno?

EKSHIBICJONIZM?

Tym, co spowodowało kolejne przemiany, jest rola mediów w tworzeniu nowych trendów. Media kochają ludzi sławnych, a gdy nie zachwyca już gra aktorska, to trzeba zrobić szum. A i społeczność aktorska czy artystyczna, będąca w wiecznych rozjazdach od jednego występu do drugiego, bez stabilnej sytuacji rodzinnej, już w starożytności uznawana była za zdemoralizowaną. O ile plotki zawsze były elementem życia na wsi, w małych i wielkich miastach, od zagrody po pałac, o tyle zawsze osoba, o której rozwiązłości (słusznie czy nie) plotkowano, zwykle objęta była swoistą infamią. Podniesienie roli artystów i celebrytów do roli guru sprawiło, że plotkowanie o ich rozwodach, zdradach, grzechach i grzeszkach pchały młodym do głów, że normalną (a przynajmniej „nie tak chorą”) rzeczą jest mieć za sobą siedmiu mężów i osiem rozwodów. Media, coraz bardziej nakręcając atmosferę skandalu, wprowadziły do świadomości publicznej pogardę czystości, kpiące podejście do każdego, kto nie poddaje się swoim pragnieniom i trzyma je na wodzy. Czystość nie jest lubiana w


czasach, gdy żonę można zmienić tak, jak się zmienia mieszkanie, a rzecz pożądaną dostaje się zwykle od zaraz (z lekką pomocą korzystnie oprocentowanej pożyczki bankowej). Do tego dochodzi moda na „różnienie się” i pogoń w wymyślaniu nowych sfer, które mogą być tolerowane. Z drugiej strony ludzka ciekawość pcha, by się rzeczy intymnych dowiadywać. W efekcie media dostarczają tego, czego chcą ludzie – coraz bardziej pikantnych historii. To, co mogło mieć w latach 90. XIX wieku czytelników wśród najbardziej zdegenerowanych przedstawicieli klas niższych i było drukowane na tanim papierze, w latach 90. XX wieku dostało do dyspozycji kasety video, a dekadę później opanowało internet. Kościół niezbyt radził sobie w świecie mediów, nie mogąc zaoferować, zwłaszcza młodzieży, tak ciekawych propozycji jak „Big Brother”, „Moda na sukces” czy choćby kawałki Presleya – zwłaszcza, że to one były wyznacznikiem tego, co jest „ciekawe” i „warte uwagi”. Nie, rewolucja seksualna roku 1968 nie była zrywem przeciwko Kościołowi. Była zrywem przede wszystkim przeciwko konserwatyzmowi, z jego zaletami i wadami, ze wszystkimi elementami, do których zaliczano także religię. Papież i biskupi, zajęci reformą soborową, z trudem szukali drogi do znalezienia kompromisu między zachowaniem wierności doktrynie a dotarciem do ludzi żyjących w nowej kulturze i za pomocą nowych środków przekazu. 

www.pixabay.com

27


T E M AT N U M E RU

“MIŁOŚĆ” I GREY K olejne

walentynki zbliżają się wielkimi

krokami .

C hociaż

każda para stara się

spędzić ten dzień wyjątkowo , w tym roku zapowiada się na powtórkę z

2015. N a

ekrany kin wchodzi kolejna adaptacja powieści

E.L. J ames .

Ada Maksymiuk


M

oja przygoda z panem Chri- wałam, że jestem w miejscu publicznym, stianem Greyem rozpoczę- otoczona ludźmi, którzy najprawdopoła się odrobinę inaczej. Nie dobniej, w przeciwieństwie do mnie, wiedząc do końca, czego ta czytali wcześniej recenzje, jeśli nie książksiążka dotyczy, poruszona kę samą w sobie. Zakłopotana, zdegustofalą popularności, jaką wywołała, sku- wana, speszona, szybciutko schowałam siłam się ją kupić. Nietrudno zgadnąć, mój egzemplarz do torby. Wprawdzie zło że jestem konsumentem dość kompul- już się dokonało, przez 120 stron wszysywnym, nie zawsze weryfikuję opinię scy mogli obserwować, jak bezwstydnie publiczną, chcąc przekonać zaczytuję się w erotyku. Policzsię na własnej skórze, czy ki płonęły mi ze wstydu i przypisywane książce nie mogłam uwierzyć, Wprawdzie zło już pochlebstwa faktyczże tak łatwo dałam się się dokonało, przez nie jej się należą. Żeby złapać na marketingonie psuć sobie lektuwy haczyk. Przeklinając 120 stron wszyscy ry, omijałam wszystkie mogli obserwować, jak w duchu cały medialmożliwe streszczenia, ny szum, nagle coś do bezwstydnie zaczytuję recenzje, nie przeczymnie dotarło. się w erotyku. Policzki tałam nawet krótkiej Zdałam sobie spranotki, którą wydawca płonęły mi ze wstydu i nie wę, że przecież cały z reguły umieszcza na ten rozgłos, to nie tylmogłam uwierzyć, że tak tylnej okładce. Po proko kwestia reklamy. stu chwyciłam za książ- łatwo dałam się złapać na Sama na własne oczy kę, która lokowała się marketingowy haczyk. widziałam bardzo wiele na pierwszym miejscu w osób właśnie z tą książrankingu sprzedaży. Szczęką w ręku. Dla mnie był to śliwa ruszyłam w podróż pociągiem. przypadkowy zakup, ale dla większości z Byłam przekonana, że dobrze wydałam nich - raczej przemyślany. Od razu namoje 39,99 zł i że z książką o takim po- sunęło mi się pytanie: co poszło nie tak? etyckim tytule skutecznie odgonię nudę. Popularność w świecie literackim to barJuż pierwsze 20 stron bardzo mnie roz- dzo rzadkie dobro. Statystyki straszą, czarowało. Styl przypominał opowiada- że z roku na rok czytamy coraz mniej, nia na niskim poziomie gimnazjalnym, zawężając zakres do ledwie kilku stron ale nie zwracając uwagi na pierwsze czer- rocznie. Jakim cudem ta sama fala, która wone flagi, przerzucałam kolejne strony. wyniosła na szczyt Harrego Pottera czy Nie jestem w stanie opisać, jak ogrom- przywróciła do łask poczciwego Tolkiene było moje zdziwienie, kiedy wreszcie na, zachwycała się jeszcze kilka lat temu dodałam dwa do dwóch i zrozumiałam, równie banalnym “Zmierzchem”, by teo czym ta książka będzie. Bardzo żało- raz zupełnie stoczyć się na samo dno

29


fot. Sandra Kwiatkowska

przyzwoitości i hołdować “50 twarzom Greya”? Autorka, Erika Lena Mitchell, przeszła swoją twórczością nawet Markiza De Sade, a nie sądziłam, że jest to w ogóle możliwe. Najprawdopodobniej wzorując się na jego twórczości, Mitchell przełamała wszystkie możliwe tematy erotycznego tabu, czyniąc z nich przedmiot rozmowy praktycznie wszystkich, czy to w mediach czy w sypialni. “50 Twarzy Greya” to w sumie dzisiejsza historia niewinnego Kopciuszka, uwiedzionego przez opętanego fetyszyzmem, bogatego księcia. Kopciuszek, jako niewinne, nieświadome świata dziewczątko, wpada w ten dziwny świat, w którym seks nie ma nic wspólnego z miłością. Podpisując kontrakt, który jest równoznaczny z przyzwoleniem na sadyzm i masochizm,

30

Kopciuszek traci na zawsze swoją niewinność. Mitchell, próbując wyplątać wątek miłosny, usiłowała chyba uratować pierwiastki wyższych uczuć, zagrzebanych w jej powieści. Prawdy jednak nie dało się oszukać, tak wulgarnej książki już dawno nie było na salonach. Jak się jednak okazało, Mitchell nie mogła lepiej trafić z tematem. Historię niedostępnego emocjonalnie, skaleczonego psychicznie mężczyzny oraz szarej myszki, marzącej o wielkiej miłości, podwiązanych wspólnie węzłem sadyzmu i masochizmu do ramy łóżka, wszyscy chcieli czytać. Ekranizacja przyniosła fortunę, a tabuny kobiet zaciągały swoich mężczyzn do kin. Na pewno w jakimś stopniu zrewolucjonizowało się podejście do uprawiania “miłości” w tym stylu. Dla mnie jednak dalej niepojętym jest,


dlaczego to okazało się aż tak wielkim hitem. Czy krytyka literatury upadła naprawdę tak nisko? Czy społeczna wrażliwość na sztukę zmieniła się tak bardzo, że chcemy oglądać prymarne potrzeby na wielkim ekranie? Wygląda na to, że tak. Moje zdanie w tym temacie rozmija się jednak z tym gloryfikowanym przez media - według mnie albo autorka ma tak wielką niespełnioną fantazje, albo tak bardzo cierpi na ekstrawertyzm, że musiała podzielić się całą swoją prywatnością ze światem. Postawienie tej książki na półce obok Tołstoja jest wręcz hańbiące. Sądząc jednak po sprzedanym nakładzie, czytelnicy potrzebują takich literackich bodźców, by zmienić coś w swoich sypialniach. Wygląda na to, że sadyzm, skoro został już wdrożony w kulturę za pośrednictwem (niestety) literatury, stał

się dziś zupełnie akceptowalny. Co więcej, stał się zdrową formą erotycznej autoekspresji. Jestem chyba jedną z nielicznych, które w tym roku nie będę wspierać finansowo wielkiej walentynkowej premiery drugiej części erotycznych perypetii Anastasii i Christiana. Choć powszechnie mówi się, że celem sztuki jest budzić kontrowersje, to mam dziwne wrażenie, że nie o to krytykom chodziło. Co się stało z prawdziwymi historiami miłosnymi, nie mam pojęcia. Ja w tym roku, jeśli zdecyduję się na walentynkowy film, oglądając “Dumę i uprzedzenie”, zapłaczę pewnie razem z Jane Austen nad tym, co przez 200 lat stało się z percepcją miłości i dokąd to wszystko dalej zmierza. 

fot. Sandra Kwiatkowska

31


T E M AT N U M E RU

ZROZUMIEĆ CIELESNOŚĆ W spółczesne

miasta wręcz obfitują w

billboardy i reklamy propagujące nagość .

C iało

człowieka stało się towarem , który

dobrze się sprzedaje , ponieważ jest ono

piękne .

J ak katolik powinien postrzegać cielesność ? C zy namiętność jest grzechem ? G dzie znajduje się granica ? Emilia Ciuła


Ś

więty Ambroży pisał: „Jeśli WSTYD ciało sprzeciwia się duchowi i Bóg, stwarzając człowieka, ofiarował nie jest podległe jego kierow- mu nie tylko ducha, ale również i ciało. nictwu i rozkazom rozumu, to Adam i Ewa żyli we wzajemnym podzijest ono ziemią obcą, nieopa- wie. Nie wstydzili się swojej nagości, ponowaną przez Tego, kto ją powinien nieważ traktowali ją jako część swojego uprawiać, toteż nie może wydawać pierwotnego człowieczeństwa (przed owoców: miłości, cierpliwości, poko- grzechem). Ich relacja była relacją ofiaju”. Człowiek ma wolną wolę, godność rowania. Traktowali się jako największy i zdolność logicznego mydar, który otrzymali od ślenia. To właśnie roKontakt Stwórcy. Szatan, widząc zum jest narzędziem, ich wyjątkową więź, popłciowy mężczyzny który powinien kierostanowił w nią uderzyć. i kobiety pozbawiony wać jego działaniami. Pojawiło się nieznane Jednak drugą naturą miłości staje się tylko dotąd pierwszym luczłowieka są emocje, dziom uczucie – wstyd. i wyłącznie sposobem bez których nie jest Popatrzyli swoimi już zaspokojenia swoich on w stanie funkcjogrzesznymi oczyma na nować. Nieumiejętne pragnień i rozładowaniem swoje ciała i odtąd mupanowanie nad nimi skumulowanego sieli wciąż zmagać się powoduje powstanie z walką z pożądaniem. napięcia. rządz, które trudno poKobieta staje się przedmioskromić. Nieumiarkowana tem pożądliwości mężczyzny, odczuwa namiętność zaczyna przejmować kon- niedosyt miłości, którą bardzo rozpacztrolę, odzierając człowieka z godności liwie pragnie wypełnić. Ewa odczuwa nadanej mu przez Boga. frustrację oraz upokorzenie związane z Kontakt płciowy mężczyzny i kobie- traktowaniem jej w sposób instrumenty pozbawiony miłości staje się tylko i talny. Mężczyzna natomiast wstydzi się wyłącznie sposobem zaspokojenia swo- swoich odruchów, nad którymi niejedich pragnień i rozładowaniem skumu- nokrotnie traci kontrolę. Wstyd staje się lowanego napięcia. Powtarzanie tego jednak również uczuciem, którego zadarytuału prowadzi do wielu zranień oraz niem jest oczyszczać. Pod jego wpływem powstania uzależnienia od kontaktów człowiek zaczyna rozumieć swoje postępłciowych. Aby bliskość z drugą osobą powanie i podejmuje walkę z grzechem. przynosiła dobre owoce, trzeba ją dobrze zrozumieć i docenić jej wyjątkoCZYSTOŚĆ wość objawiającą się w złączeniu dwóch Człowiek jest istotą seksualną i nikt osób, które postanowiły ofiarować sobie nie może temu zaprzeczyć. Sam Bóg mósiebie wzajemnie jako dar. wił: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się”.

33


On, przy stwarzaniu ludzi, obdarował ich darem płodności, a co za tym idzie - współudziałem w stwarzaniu i wychowywaniu człowieka. Miłość, która rodzi się pomiędzy kobietą a mężczyzną, przechodzi przez różne etapy. Można stwierdzić, że dojrzewa i nabiera rumieńców. Małżeństwa z wieloletnim stażem mawiają, że ich miłość jest jak wino – im starsza, tym lepsza. Ważnym momentem decyzyjnym miłości dwóch osób jest okres narzeczeństwa. Dwójka młodych ludzi planuje wziąć ślub, jednak pojawia się pytanie – na ile mogą się do siebie zbliżyć, aby nie musieć za chwilę „biec do konfesjonału”? Czystość przedmałżeńska to ważny aspekt oczekiwania na dar, który otrzyma się od drugiego człowieka. Kontakt płciowy poza małżeństwem odarty jest ze swego znaczenia i pełnego przeżywania relacji miłości dwóch osób. Miłość nie może skupiać się tylko i wyłącznie na kontakcie płciowym, który powinien stać się jednym z jej ważniejszych filarów. Trzeba się jednak do tego odpowiednio przygotować. Podążanie za chwilowymi uniesieniami może poważnie uszkodzić relację narzeczonych. Młodzi ludzie zamiast harmonijnie przeżywać swoją intymność i bliskość, traktują swoje pragnienia jako czarno-białe. Chodzi o zrozumienie, że czystość to nie tylko unikanie popełnienia grzechu, ale przede wszystkim wartość, którą chce i pragnie się chronić.

SEKS W MAŁŻEŃSTWIE A BÓG

www.pixabay.com

34

Grzeszność pierwszych ludzi sprawiła, że człowiek stał się samotny wobec świata. Wypełnienie tej samotności i ponowne zjednoczenie mężczyzny i kobiety następuje w komunii małżonków. Kobieta na nowo odczuwa to, co czuła Ewa. Staje się piękna


w oczach Adama, który docenia to, że owa piękna niewiasta powstała z jego kości i ciała, była z nim jednością i oderwana od niego sprawiła, że stał się niepełny. Bóg obecny w sakramencie małżeństwa daje możliwość na nowo zjednoczyć kobietę i mężczyznę, którzy przeżywając akt płciowy nie traktują w nim się instrumentalnie, ale ofiarowują siebie jako dar. Walka o godność cielesną człowieka to droga, którą przechodzi każdy. Można ją porównać do ekstremalnej wspinaczki. Wiele razy udaje się osiągnąć szczyt, ale zdarzają się również upadki i chwile słabości. Problemy te nie dotyczą tylko osób samotnych, ale również małżeństw. Głód poczucia bliskości drugiej osoby to pragnienie wyniesione z raju. Człowiek chce ofiarować samego siebie, bo to jeden z największych aktów miłości i poświęcenia siebie drugiemu człowiekowi. Pustka, którą wypełnia niewłaściwie rozumiane pożądanie, pozostaje pustką. Ludzie powołani zostali do miłości, która ma wiele obliczy. Jedną z nich jest miłość cielesna, ale rozumiana we właściwy sposób, godny boskiego stworzenia, jakim jest człowiek.  ŹRÓDŁA:

• www.pierzchalski.ecclesia.org.pl/index. php?page=10&id=10-01&sz=&pyt=76 • www.katolik.pl/26874,416.druk?s=1 • www.parafiazwiastowania.pl/narzeczeni/o-bliskosci-cielesnej

www.pixabay.com

35


T E M AT N U M E RU

SEKSKOMUNIKATOR U śmiechnięte

żółte słoneczko świeci wesoło u

dołu ekranu smartfona , sygnalizując nadejście

wiadomości .

W tóruje

mu charakterystyczny dźwięk ,

przypominający gwizdy robotników na budowach , zaczepiających młode dziewczyny .

lewym górnym rogu tylko czeka na

K operta w otwarcie . M oże

kryje się za nią szansa na coś więcej niż zwykłą

znajomość ?

J edno

jest pewne

masz wiadomość .

Ewa Skrzypczyk


K

omunikator internetowy Gadu- biety poszukującej miłości. 27 dotyczyło Gadu, skrótowo nazywany GG, niemoralnych propozycji, jednakże barto w teorii idealne miejsce do dzo rzadko były one składane wprost. 6 poznania nowych ludzi, znale- panów bez owijania w bawełnę opisało zienia miłości czy umówienia swoje wybujałe fantazje, z czego jeden się na spotkanie. Wystarczy założyć swój zrobił to wyjątkowo „subtelnie”: „Jeprofil, dodać zdjęcie, wpisać imię, usta- stem 25-letnim dominującym o dziwo z wić miejsce zamieszkania i wiek. Proste, sporym doświadczeniem. NIE JESTEM prawda? Oczywiście z powodzeniem PSEUDOFANEM GREYA! Przyjmę na można pominąć te wszystkie kroki, ale tresurę kobietę ogarniętą w klimacie wtedy szansa na znalezienie rozmówcy BDSM, chcącą zdobyć doświadczenie, drastycznie spada. Niepisaną zasadą jest lubiącą służyć. Interesuje mnie tylko to, że pierwszy odzywa się mężczyzna. konkretna osoba, zdecydowana i doga„Hej, co tam?” – to jedna z najbardziej dana. Bez głupich pytań, bez gry w kotuniwersalnych wiadomoka i myszkę - wchodzisz ści, sprawdzająca się w w to i jesteś wstępnie większości przypadzainteresowana czy Przyjmę na tresurę ków. Z pozoru błaha, życzymy sobie miłego kobietę ogarniętą w ale wystarczy, by przewieczoru?”. klimacie BDSM, chcącą łamać pierwsze lody. 45 internetowych Jeśli ma się szczęście, znajomości nie przezdobyć doświadczenie, to rozmowa będzie lubiącą służyć. Interesuje trwało próby czasu, trwała dłużej niż tylko 104 razy prowadziłam „Dobrze, a u Ciebie?”, mnie tylko konkretna osoba, rozmowy z zauroczoale to już wyższy stozdecydowana i dogadana. nymi adoratorami. pień wtajemniczenia. Dostałam 27 propozycji spotkań i 6 propoDESPERAT, NARCYZ, zycji związku. Okazało się, że jedna z AMANT, ZWYCZAJNY? osób poznanych na czacie studiuje na Na potrzeby eksperymentu zosta- wydziale obok. Z pozostałymi 13 użytłam użytkowniczką tego portalu. Me- kownikami wymieniałam wiadomości chanizm jego działania był mi znany, przynajmniej dwa razy, natomiast z 7 bo zanim nastała era Facebooka, zyskał utrzymuję w miarę regularny kontakt. na popularności, zwłaszcza wśród gim- Spośród 239-osobowej grupy rozmównazjalistów. W ciągu 2 tygodni otrzy- ców tylko w przypadku 9 z nich zdecymałam 239 wiadomości. W ostatnich dowałam się zaakceptować zaproszenie dniach ich liczba sięgała 23 dziennie. do grona znajomych. Liczba wiadomoPrawie wszystkie od mężczyzn. Wyjątek ści, które otrzymywałam, zwiększyła się stanowiły 3 z nich, z czego jedna od ko- prawie dwukrotnie po dodaniu zdjęcia

37


profilowego. Było skadrowane w taki sposób, aby nie ujawniać zbyt wielu szczegółów. Pochylona sylwetka, ręka podpierająca brodę oraz włosy ułożone na ramionach - takie ustawienie zmniejszało ryzyko rozpoznania mnie w rzeczywistym świecie. Żadnej znajomości nie rozpoczęłam pierwsza.

ZACZEPIĘ – MOŻE ODPISZE

Gadu-Gadu to komunikator bardzo prosty w użyciu. Każdemu użytkownikowi, wraz z założeniem konta, zostaje nadany ośmiocyfrowy numer. Automatycznie zostajemy wpisani do katalogu publicznego. To baza zawierająca wszystkich zarejestrowanych użytkowników GG. Można w niej znaleźć interesujących nas rozmówców, określając wcześniej nasze preferencje, takie jak wiek, płeć czy miejsce zamieszkania. 23-letni „Kamil” zapytany o to, czy znalazł mnie w katalogu, udzielił jednoznacznej odpowiedzi: „Tak, jakieś chybił trafił”. To dobry przykład na to, że znalezienie kompana do rozmowy zajmuje zaledwie kilka sekund. Twórcy poszli o krok dalej i jeszcze bardziej ułatwili nam możliwość kontaktu, wprowadzając opcję „Losuj rozmówcę”. Po kliknięciu ukazuje nam się różnobarwny okrąg, przypominający kompas, którego kolorowe wskazówki są zwrócone w kierunku północno-zachodnim. Po potrząśnięciu telefonem kompas zaczyna się kręcić, a na ekranie pojawia się komunikat: „Za chwilę zobaczysz, kto też Cię wylosował...”. I rzeczywiście. Naszym oczom ukazuje się zdjęcie drugiego użytkownika GG, z którym zostaliśmy automatycznie połączeni. Możemy rozpocząć rozmowę lub szukać szczęścia z kimś innym. Mechanizm działania jest bardzo podobny do Tindera z tą różnicą, że nie mamy żadnego wpływu na to, kto zostanie nam pisany.

38

www.pixabay.com


ZROBIĆ CI KAWĘ CZY NADZIEJĘ?

Wbrew pozorom przez Internet bardzo łatwo się zakochać. Doświadczyłam tego kilka razy, jednakże nie z pozycji podrywacza, tylko ofiary. Dlaczego ofiary? Wpadłam w sidła Amora, a konkretnie „amorka”, 23-letniego chłopaka z Krakowa, który twierdził, że spotkał anioła. Nie zauważyłam ostatnio u siebie żadnych zmian świadczących o tym, że mają wyrosnąć mi skrzydła. Kamil – bo tak miał na imię – złamał nogę (spadł z dachu, na którym poprawiał antenę satelitarną) i od 2 tygodni był uziemiony w domu. Wielokrotnie powtarzał, że męczy go samotność, a z kimś takim jak ja mógłby iść na koniec świata. „Najpierw wylecz nogę” – brzmiała moja odpowiedź. Puszczał ją mimo uszu, a rozmowa z nim była coraz trudniejsza. Nie trafiała do niego żadna riposta. Nawet ta najbardziej cięta... Prosił, żeby ciągle z nim pisać, każde pożegnanie, w którym życzyłam miłego dnia kwitował zdaniem: „Nie będzie miły, bo bez Ciebie”. Na pytanie: „Co ciekawego powiesz?”, odpowiadał: „Że jesteś śliczna i jesteś 8. cudem świata”. Nie bez przyczyny ktoś wymyślił powiedzenia, że i psa – w tym przypadku anioła – można zagłaskać. Bardzo ciekawym zjawiskiem są także młodzi mężczyźni , którzy po kilku minutach rozmowy, na podstawie samego zdjęcia, proponują spotkania. Tak zrobił Adrianno, Mateusz grzyb, Alex, Pawelek 24, nicoll... Nie jest dla nich przeszkodą odpowiedź: „Nie znamy się na tyle”, bo przecież paradoksalnie ludzie spotykają się po to, by się poznać. Na porządku dziennym były wiadomości: „Nikt by się chyba Tobie nie oparł”, „Jak mam być szczery, to śliczna to mało powiedziane, dziękuję, że ze mną piszesz”. Podziękowania nie były widocznie

39


zbyt szczere, bo nasz kontakt się urywał po jednej rozmowie. Sposobów na podryw w Internecie jest bardzo wiele, jednak w większości są mało oryginalne. Pewna grupa panów decyduje się na dodanie zdjęcia bez koszulki, które eksponuje wyrzeźbiony brzuch. Nie ma w tym nic niewłaściwego, w końcu w miłości i na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone. Jednakże kobiety - będące grupą odbiorców tychże zdjęć - zdają sobie sprawę z tego, że żaden mężczyzna nie robi tzw. „sześciopaka”, aby spotykać się tylko z jedną dziewczyną. Zatem perspektywa „Spotkajmy się, będzie fajnie” nie jest zbyt zachęcająca.

CT U CB?

Nadmierna skrótowość, to prawdziwa plaga naszych czasów. Najczęściej korzystają z tego mężczyźni do 20. roku życiu. Często się zastanawiam, dlaczego dorośli już ludzie nie potrafią – lub nie chcą – poprawnie się wysławiać. Jeśli do mnie napisze osoba, pytając: „Hej cr powiesz coś o sb, może wymiana zdj?”, jest z miejsca skreślona. Bez szansy powrotu. Jakiejkolwiek. Podobnie myśli także Zuzanna – studentka ekonomii i od niedawna użytkowniczka GG: „Zastanawiałam się, czy w opisie, który można dołączyć do zdjęcia, nie zaznaczyć, że nie odpisuję na takie wiadomości, ale wtedy nie zadziałałaby selekcja naturalna. Teraz przynajmniej od razu wiem, z kim mam do czynienia”. Do czynienia, ale bardzo krótko. Przepaść dzieląca 18-latków i 22-latków jest ogromna. To tak jakby zestawić ze sobą oryginalne buty Adidasa i ich chińskie odpowiedniki. Różnicę widać gołym okiem. W przypadku podjęcia rozmowy z kimś młodszym kręci się ona wokół tematów wysłania zdjęć lub posiadania drugiej połówki. Nie są zbyt interesujące, dlatego kończą się równie szybko, jak się zaczęły. Do tej pory żadna z nas nie znalazła wyjątku potwierdzającego regułę.

40


GWIEZDNY ZDZICHU I INNI

Internet to skupisko bardzo różnych, często skrajnych osobowości. Jako że każdy może być tutaj kim chce, wiele osób z tego korzysta. „Aga”, 34-latka, której zdecydowałam się odpisać z czystej ciekawości, całą rozmowę opowiadała o tym, jak syn masuje jej stopy. „Gwiezdny Zdzichu” na podstawie mojej odpowiedzi na pytanie o ulubiony kolor (czarny) i zwierzę (pies), zrobił psychoanalizę mojej osobowości: „miła, sympatyczna, empatyczna, przyjacielska, towarzyska, pracowita, wrażliwa, otwarta na ludzi, skryta, szalona, zwariowana, uparta, chyba nie masz szczęścia w miłości, mam rację?”. Może to wydawać się dziwne, ale częściowo miał. Zdarzały się pytania o to, czy jestem samotna (nie, nie jestem), czy mam chłopaka (nie, nie mam), co powiem na romans (powiem – nie). „Yin YanG” złożył mi bardzo interesującą propozycję”: „Mogę być Pani podnóżkiem?”. „13585177” na wiadomość o tym, że nie szukam związku, zareagował bardzo gwałtownie: „to juz wiem ze na pewno sie nie dogadamy ale co za, po za tym chce umrzec i chyba cos se zrobie ale to nie wazne”. Mogę mieć tylko nadzieję, że jedyne, co „zrobi”, to przyspieszony kurs poprawnej polszczyzny. Kilku mężczyzn pytało mnie o to, jakie cechy uważam za najważniejsze przy wyborze partnera, część prosiła o ocenę wysłanych zdjęć. Wiadomości były różne. Od skrajnie wulgarnych po dramatyczne. Jednakże jedna z nich najbardziej utkwiła mi w pamięci: „Czesc, zainteresowało mnie twoje zdjęcie, podobasz mi sie. Szukam odważnej zdecydowanej zarobić troche kasy dziewczyny. Proponuje dyskretny układ, na początek zdjęcia potem spotkanie. Płace od 20zl za foto do np 500zl za loda w samochodzie. Jeżeli nie jestes zainteresowana wybacz, taki swiat”. Taki świat? Wirtualna rzeczywistość rządzi się innymi prawami niż realna. Pytanie tylko, w której tak naprawdę żyjemy. 

41


42


KOŚCIÓŁ  43


Z ŻYCIA KOŚCIOŁA

“A POLSKA BĘDZIE OD BIEGUNA DO BIEGUNA…” Co

jakiś czas użytkownicy I nternetu powołują się na tego czy innego wizjonera z lat

zamierzchłych , który to miał zapowiedzieć

najważniejsze wydarzenia z historii świata ,

na doczepkę zapewniając , że niewyobrażalną

P olska potęgę .

osiągnie

Rafał Growiec


I

zaczyna się dyskusja, czy Czarny Lud przychodzący z pomocą to ten czy tamten prezydent USA, a kim jest wilk krwawy albo przywódca o stalowych nogach i woli? I trwa zażarta dyskusja, krzyżowe porównywanie zapowiedzi, doszukiwanie się zdarzeń, które mogłyby pasować do wizji św. Malachiasza, Lodovico Rocco, o. Pio czy królowej Saby.

logicznych. Na przykład tropiciele mistycznego spisku twierdzą, że Bergoglio składa się z wyrazów „berg”, czyli „góra”, czyli „skała”, czyli Piotr, i Oglio, jaką to nazwę nosi rzeka we Włoszech, a Włochy to Rzym. A więc Franciszek to ostatni papież, Piotr Rzymianin z przepowiedni św. Malachiasza! Każdy czytelnik może w przepowiedniach wyczytać dokładnie to, co chciałby usłyszeć. Było to zawsze dla FAŁSZYWI PROROCY artysty wygodne rozwiązanie, zwłaszcza Podstawowy problem z tego typu pro- gdy nie lubiło się zarządzającego cenzurą roctwami wynika z ich całkowitego bra- króla, papieża czy choćby urzędnika pańku oryginalności. Niewiele wystarczy, by stwowego. Sporo proroctw namnożyło się zwykły tekst dotyczący przyszłości, obaw, w wieku XIX, gdy ezoteryka była modna nadziei i suchych prognoz uznać w szale zarówno wśród elit, jak i mas. poszukiwań nadprzyrodzoności za wiaZabawne, że ci sami, którzy uważadomość od Boga dla nają żydowską Kabałę za rodu i świata. Tak jest śmieszne rozważania Przepowiednie na przykład z wieri niby-czary, próbupropolskie traktuje się jak szem Słowackiego ją łączyć kult Maryi, „Słowiański papież”, fatum, według którego wszystko, Najświętszego Sakraktóry w zamiarze mentu z zabobonną co spotyka naród, jest wyrokiem miał zapowiadać pawiarą w proroctwa i boskim. Co gorsza, bardzo często pieża-rewolucjonizamiast czytać życiostę w dobie zawodu proroctwa te są używane jako rysy świętych, pasjoromantycznych ponują się rozwiązywazapewnienie o wyjątkowości wstańców chłodnym niem ezoterycznych Polski,. podejściem Biskupów szarad. Czym jest ezoRzymu do powstań naroteryka? To chęć zajrzenia dowych. poza doczesność celem zaspokojenia czy Od zawsze pisarze, poeci i inni artyści to ciekawości, czy żądzy władzy nad rzetworzyli teksty wzorowane na enigma- czywistością. Chrześcijaństwo zaś to zatycznych zapowiedziach prorockich. Ta- wierzenie Bogu, bez względu na to, czy jemnicze, mroczne wizje przyszłości, po- uchyli On rąbka swoich planów na przyłączone z nutką nadziei żerują na ludzkiej, szłość czy też nie. ciekawskiej naturze. Ponadto interpreTymczasem chrześcijanie nie tylko tacje ogranicza jedynie wyobraźnia od- polscy pasjonują się postaciami wizjonebiorcy oraz elastyczność w skojarzeniach rów, zupełnie nie przejmując się ich bar-

45


dziej świętymi dokonaniami. Smutnym przykładem jest bł. Bronisław Markiewicz, który jako założyciel dwóch zgromadzeń był aktywnym społecznikiem i duszpasterzem, a zapamiętany jest głównie przez jeden profetyczny akapit z utworu literackiego. Podobnie o. Klimuszko, dla którego dar jasnowidzenia był kłopotliwy i dręczący, ale to on przysporzył mu sporej popularności. Dziecinna wręcz pogoń za cudownością uniemożliwia zrozumienie prawdziwego sensu świętości. Nauczanie biskupów, którzy wskazują na cechy moralne potrzebne do poprawy losu Polaków, niektórzy fascynaci katoezoteryki interpretują jako przepowiednie! Nawet jedna z wypowiedzi, stanowiąca raczej prezentację możliwego scenariusza przyszłości polskiego Kościoła, w której co drugie zdanie padały słowa „nie jestem prorokiem”, została uznana za proroctwo. Owszem, Kościół zna sytuacje, gdy Bóg objawia przyszłość, jednak nigdy nie stanowiły one tylko i wyłącznie apokalipsy, ale głównie przestrogę i wezwanie do nawrócenia. Prorok w rozumieniu poprawnym to nie ten, kto zapowiada wojnę i zniszczenie, ale ten, kto zapowiada nadejście kary Bożej, jeśli nie usunie się ze swojego życia grzechu. Gdy Jezus zapowiada zburzenie Świątyni, ma to na celu głównie krytykę jej przesadzonego kultu. Ci, którzy nie przykładali do niej zbytniej wagi, przeżyli jakoś jej zburzenie w roku 70. Tymczasem przepowiednie propolskie traktuje się jak fatum, według którego wszystko, co spotyka naród, jest wyrokiem boskim. Co gorsza, bardzo często proroctwa te są używane jako zapewnienie o wyjątkowości Polski, i tak na siłę interpretowane, by wyszło na to, że Polacy zbawią świat i cały świat będzie im się w pas kłaniał.

PODRÓBA

www.algemeiner.com

46

Bardzo często chrześcijańskie niby to proroctwa są fałszowane, stanowiąc interpretację bieżącej rzeczywistości jako wyroku Bożego. Tak jest i ze wspomnianym już proroctwem św. Malachiasza, którego


www.businessinsider.com

autor wskazał jako datę powstania 1139 r., podczas gdy datuje się je na koniec XVI w. Inną historią jest proroctwo brata L.R. zapisane i skrytykowane w broszurce z 1868 r. Obejmowało ono wizje pewnego franciszkanina, który po wielu podróżach miał umrzeć na górze Synaj 15 VIII 1840 r. W czasie II wojny światowej w propagandowych agitkach polskiego państwa podziemnego z 1942 r. przedstawiano to proroctwo jako zapowiedź II wojny światowej z bombą atomową, czołgami i samolotami, miało też przepowiadać ono pontyfikat papieża-Polaka. A jednak jeden z ciekawskich historyków, idąc tropem coraz to starszych publikacji doszedł, że pierwotnie w tekście nie było ani słowa o „żelaznych smokach”, czy papieżu Polaku, a jedynie o upadku monarchii w Rosji, wielkiej bratobójczej wojnie w Europie i o Polsce jako imperium. Kto zna historię początku XIX w., z Napoleonem, niepokojami społecznymi i wielkimi przemianami, nie powinien się dziwić takim „wróżbom”. Dodatkowo broszura z 1942 r. przesunęła rok śmierci L.R. (ochrzczonego w niej „Lodovico Rocco”) na rok 1849 i wskazując, że wojna wybuchnie 90 lat po jego śmierci (1939 r.).

Wiele z przepowiedni nie różni się w praktyce niczym od wróżb Cyganki, która za 2 złote przepowiada znalezienie dobrej żony i złotego pociągu, tylko że w tym przypadku całemu narodowi obiecuje imperium i pokonanie wrogów. Wystarczy mówić to, co ofiara chce usłyszeć. Zabawnym jest, że wszyscy ci, którzy zapowiadają wielkie rzeczy dla Polski, są albo Polakami, albo są z nią jakoś powiązani (Mancellini podróżował przez ziemie Rzeczpospolitej w XVI w.) lub pamiętali jeszcze dawną polską potęgę. Co ciekawe, niektórzy nie widzą przeszkód, by głosić zgodność proroków potęgi imperialnej z tymi, którzy, jak wspomniany już bł. Bronisław Markiewicz w sztuce „Bój bezkrwawy” (stanowiącej nomen omen krytykę przelewu krwi w imię wolności), zapowiadali wkład Polaków w odbudowę Austrii jako konfederacji narodów. Szkoda, że energia intelektualna, potrzebna do walki ze stereotypami polskiego katolika jako człowieka zabobonnego, skupionego na swoim narodzie jest pożytkowana na jak najbardziej poważne rozważanie zagadek przyszłości. 

47


HISTORIA KOŚCIOŁA

ORDO CARITATIS – ZAKLĘCIE EGOIZMU W

rozmowach na temat przyjmowania czy

też nie imigrantów , prędzej czy później ktoś

„ ordo caritatis ”, „ porządek miłosierdzia ”. J ak i czy słusznie narodowcy powołują się na świętego T omasza ? rzuci hasło

Rafał Growiec


C

hyba żaden łaciński termin nie matkę bardziej niż dzieci, krewnych zrobił w ostatnich latach takiej bardziej niż obcych. Dotyczy to i afekkariery jak ten – przytoczony tu, emocji (miłości) i wynikających z głośno w tym temacie po raz niej czynów (kochania). Proste jak bupierwszy przez Jarosława Ka- dowa cepa? czyńskiego w kontekście zabiegów AnNie do końca – otóż Tomasz wygeli Merkel, by imigrantów porozdzie- maga, aby każdego kochać tak samo lać do krajów Unii. Prezes PiS wskazał, choćby pod tym względem, by życzyć że chrześcijaństwo zna termin „porząd- każdemu szczęścia wiecznego, a także ku miłowania, umiłowania” i właśnie wprowadza wyjątki – na przykład nadlatego ludzie całkowileży miłować bliźniego cie nam obcy nie pobardziej niż własne Rdzeń Prawa winni być wspierani, ciało, gdy idzie o jego dopóki nie okażezbawienie. Za Biblią Mojżeszowego bardzo my miłości bliźnim. mocno stoi za wsparciem dla (Łk 14,26) dopuszOd tej pory hasło cza też nienawiść przewijające się od potrzebujących. Szczególnie bliskich, gdy ci przeczasu do czasu w co brane są pod uwagę te osoby, szkadzają w miłości bardziej wysublimonajwyższej wartości, które nie mogłyby liczyć wanych dyskusjach czyli w miłości Boga. na pomoc w duchu ordo wdarło się do niemal Ł op atol o g i c z ne caritatis, a więc przybysze, traktowanie tomikażdej antyimigranckiej perory. Jego wyzmu jako bata na sieroty i wdowy. mowa jest taka: „jako imigrantów nie zdaje chrześcijanin powiniewięc egzaminu, chyba że nem najpierw dbać o swoich, a potem kwestie nowej wędrówki ludów traktuo obcych, bo wspieranie na przykład jemy tylko i wyłącznie pod kątem nasyryjskich muzułmanów to zaburzenie rodowości i tego, czy obcy zajmą nasze zalecanego przez wybitnych teologów miejsce. Zadajmy sobie pytanie: jakie porządku”. widzimy szanse na ewangelizację tych ludzi? Czy chcemy wciągnąć ich do O CZYM PISAŁ ŚW. TOMASZ? Kościoła, zarazić ich miłością do Boga, Gdyby ktoś szukał, porządek miło- czy też bardziej interesuje nas, ile i jak sierdzia zajmuje zagadnienie 26. w XVI długo będą żyć na socjalu? Czy interetomie „Sumy teologicznej” Akwinaty. I suje nas coś ponad własny naród i jego rzeczywiście, znajdziemy tam rozwi- dobro, czy też bierzemy pod uwagę niętą w kilkunastu artykułach hierar- zbawienie tych ludzi, którzy opuścili chię – bardziej należy miłować Boga własne domy, by dotrzeć do mityczniż siebie, siebie i swoje ciało bardziej nej krainy euro i socjalem płynącej i od bliźniego, ojca bardziej niż matkę,

49


utknęli w warunkach koszarowych w już i tak zdemoralizowanej Europie? Tomasz jasno wskazuje, że ordo caritatis to najbardziej podstawowa hierarchia, pewne minimum, ale warto się pokusić o coś więcej. Nawet jeśli uznamy imigrantów hurtem na zasadzie pars pro toto za nieprzyjaciół, nauka Akwinaty w zagadnieniu 25. nie pozwala ich w pełni odrzucić, gdyż jako ludzie mają możliwość osiągnięcia wiecznej szczęśliwości (art. 8.). Winniśmy ich miłować nie ze względu na to, co w ich charakterze jest nie do pogodzenia z duchem chrześcijańskim, ale ze względu na człowieczeństwo i to, co jest z wiarą Chrystusową zgodne i co może stanowić zalążek zbawienia. Gdy zachodzi konieczność duchowa, gdy nieprzyjaciel jest głodny czy spragniony, miłosierdzie nakazuje go nakarmić i napoić (art. 9.). Co więcej, w tym samym artykule Tomasz pochwala „wychodzenie przed szereg”, a więc okazywanie miłości nieprzyjacielowi nawet, gdy nie jest to konieczne, co uważa za przejaw miłości doskonałej.

PODPALIĆ GŁOWĘ

Nie samym Tomaszem żyje teologia, dlatego warto też przyjrzeć się choćby samej Biblii. Rdzeń Prawa Mojżeszowego bardzo mocno stoi za wsparciem dla potrzebujących. Szczególnie brane są pod uwagę te osoby, które nie mogłyby liczyć na pomoc w duchu ordo caritatis, a więc przybysze, sieroty i wdowy. Te grupy nie miały rodzin, które mogłyby się o nie zatroszczyć, zdane były na łaskę i niełaskę ludzi o bardziej ustabilizowanej sytuacji życiowej. Nie bez znaczenia jest tutaj historia narodu żydowskiego, który był tułaczem w ziemi egipskiej i przez cztery wieki żył spokojnie dzięki gościnności jego władców. Powtarzającym się motywem prorockiej krytyki grzechów Izraela jest ucisk bezbronnego. Także Jezus w odpowiedzi na żądania nazarejczyków, by dokonał dla nich cudów, wskazuje, że Bóg wychodzi poza przyjmowany powszechnie po-

50

www.pixabay.com


rządek, że JHWH wspiera przede wszystkim swój Naród Wybrany. Kolejne wypowiedzi na temat miłości nieprzyjaciół czy oddania życia za przyjaciół wskazują, że Tomaszowe ordo caritatis nie może być najwyższym prawem. Jeszcze wymowniej wypowiadał się św. Paweł, który wskazywał, że pomoc nieprzyjacielowi i okazywanie mu miłości pomaga zgromadzić „węgle żarzące na jego głowę” (Rz 12, 20). Te żarzące węgle są symbolem oczyszczenia z grzechu, gdyż zmuszają do poważnego przemyślenia ideałów, jakimi kieruje się ten, kto okazuje miłosierdzie nieprzyjacielowi. Nic tak nie zawstydzało Juliana Apostaty jak to, że poganie większego dobrodziejstwa doznają od chrześcijan niż od ludzi wiernych tym samym co oni bogom. Wyjście z miłosierdziem poza ramy rodzinne czy plemienne, odejście od zasady solidarności tylko z bliskimi, ewentualnie z tymi, którzy mogą nam coś zaoferować w zamian stanowiło element chrześcijańskiego novum. Tomasz to szanuje, wyznaczając logiczne struktury miłosierdzia za miłość doskonałą uznaje ich przekraczanie.

PRAKTYCZNE PROBLEMY

Gdyby chcieć trzymać się mocno ordo caritatis w popularnym wydaniu, należałoby zamknąć Caritas, a przynajmniej żądać od każdego stojącego w kolejce po zupę okazania dowodu na bycie dobrym katolikiem. W końcu nie można pomagać wszystkim. Właściwie, to dopóki nie zostanę multimilionerem, to nie mam powodu komukolwiek pomagać, bo lepiej oszczędzać, niż dać komuś na chleb, którego może mi kiedyś zabraknąć przez dobroduszną rozrzutność. Tak samo ochrona prawna obcokrajowców powinna być znacznie mniejsza niż w przypadku rodaka, w końcu policja powinna chronić obywateli polskich, a nie uganiać się za wyzyskiwaczami Ukraińców. Również Polak za granicą nie powinien liczyć na takie samo traktowanie jak rodowity Bry-

51


tyjczyk czy Niemiec. Ci, którzy maszerują po ulicach, krzycząc „Opamiętaj się, rodaku, Polska tylko dla Polaków”, muszą zaakceptować analogiczne okrzyki ze strony nacjonalistów brytyjskich czy niemieckich i odpowiednie ustawodawstwo ograniczające import polskich produktów w imię wspierania firm rodzimych. Ad absurdum? Oczywiście, gdyż rozum nakazuje w wielu wypadkach

zróżnicowanie porządku kochania. Gdy potrzeby moich bliskich są zaspokojone na podstawowym poziomie, nie ma żadnego powodu, by nie pomagać tym, którzy tego podstawowego poziomu nie mogą o własnych siłach osiągnąć. Tyle rozum i podstawowe minimum. A są jeszcze przypadki szczególne. Lubimy herosów naszych czasów, oddających życie dla wielkiej sprawy czy

www.pixabay.com

dla ukochanych osób. Św. Maksymilian Maria Kolbe powinien machnąć ręką na śmierć ojca rodziny w imię ordo caritatis i dbać o własne przeżycie. A jednak poświęcił się za obcego człowieka, oddał życie za bliźniego, choć w tomistycznym porządku stoi on niżej. Wybór matki, by urodzić dziecko, odstawiając chemioterapię, jest w sztywnym ujęciu ordo caritatis nie do pomyślenia, gdyż nie powinno się kochać dziecka

52

bardziej niż własnego życia i ciała. Ale jednak to te historie, gdy ktoś robi coś ponad oczekiwania i zdrowy rozsądek, stanowią dowód, że miłość nie daje się łatwo ująć w hierarchię. Można wręcz dojść do wniosku, że totalnym złamaniem porządku miłosierdzia są misje prowadzone przez Kościół w odległych zakątkach świata. Jakim prawem polscy katolicy zbierają fundusze na wybudowanie jakiejś


studni artezyjskiej czy szkoły w Afryce, skoro przecież jest tylu potrzebujących parafian czy rodaków zarówno w kraju jak i za granicą? Dlaczego wspierać uczniów w Zambii w nauce alfabetu, skoro wypędzeni przez Stalina patrioci mają problem z dostępem do polskiej kultury w Kazachstanie? Oczywistym jest, że wyłapanie ludzi prawdziwie potrzebujących w wielotysięcznym tłumie może być iście syzyfo-

wą pracą. Trudno zweryfikować historię każdego przypływającego do Grecji czy Włoszech, zwłaszcza, gdy zgubił on lub zniszczył swoje dokumenty. Głupotą i naiwnością były nadzieje Niemców i Francuzów na bezstresowe przyjęcie i wchłonięcie tych rzeszy w swoje społeczeństwo. Można mieć słuszne obawy co do skuteczności pomocy i ryzyka podejmowanego przy przyjmowaniu muzuł-

manów, gdy samemu nie ma się nic do zaproponowania. Problem w tym, że rzekomo silny polski katolicyzm nacjonalistów nie rości sobie pretensji do nawracania bez jednoczesnej pełnej polonizacji. Nawet gdy proponuje się sprowadzić do Polski chrześcijan z Syrii, polscy narodowcy biadają, że lepiej pomagać na miejscu, a mieszkania socjalne są cenne i bardziej należą się repatriantom. Aha, należy też sprawdzić,

czy to aby na pewno chrześcijanie do piątego pokolenia wstecz. Wszystko wskazuje na to, że, powołując się na zasady miłosierdzia, usprawiedliwia się egoizm narodowy. Wystarczą dwa słowa: „ordo caritatis”, by usprawiedliwić lenistwo i zamknięcie się na drugiego człowieka. Takie etyczne czary-mary rodem z Harry'ego Pottera. 

53


54


KULTURA ïƒ 55


W Y DA R Z E N I A K U LT U R A L N E

KŁAMSTWO LUSTRACYJNE BYŁEGO PREZYDENTA N ie mijają emocje , związane z potwierdzeniem przez I nstytut P amięci N arodowej , że L ech W ałęsa B ył tajnym współpracownikiem SB o kryptonimie „B olek ”. P odsycaniem owych emocji zajmuje się przede wszystkim były prezydent , jawnie kpiący z całej tej sytuacji . Kajetan Garbela


S

pecjaliści grafolodzy z Zakła- niekwestionowany autorytet, teraz całdu Ekspertyz Sądowych po- kowicie się pogrąża. Człowiek, któretwierdzili – podpisy na doku- mu naród zaufał na tyle, by głosem aż mentach „Bolka”, przekazanych 11 milionów swoich obywateli wybrać przez wdowę po gen. Kiszcza- go na prezydenta (do tej pory żaden ku, zostały wykonane ręką Wałęsy. Wo- inny kandydat nie zyskał tak ogrombec tego, były prezydent kłamał, przez nego poparcia) teraz robi swoich rodalata twierdząc, że nie współpracował ze ków w balona. Sugerując sfałszowanie służbami PRL. Co więcej, donosił na dokumentów i rozpowiadając o wygraswoich kolegów i pobierał za to pienią- nych w totolotka, które przychodziły dze. Triumfują z kolei zawsze wtedy, gdy ich Piotr Gontarczyk i potrzebował, stosuJeśli podpisy Sławomir Cenckieje pokrętną logikę, „Bolka”, pochodzące z lat wicz, którzy już w tworzy niepraw1970-74 są nieprawdziwe, 2008 roku w swej dopodobne wyksiążce „SB a Lech jaśnienia i naraża trzeba uznać, że Służba Wałęsa” zasygnaBezpieczeństwa już na dekadę się na całkowitą lizowanie zaangautracę szacunku. przed powstaniem Solidarności żowanie jej tytuJeśli podpisy „Bolłowego bohatera w cudowny sposób przewidziała, ka”, pochodzące z w działania Służby lat 1970-74 są niejak wysoko w jej hierarchii B ezpieczeństwa. prawdziwe, trzeba zajdzie ten prosty elektryk z Mimo tego, nasz uznać, że Służba Gdańska polski laureat pokoBezpieczeństwa już jowego Nobla takowej na dekadę przed powstadziałalności się wypiera, wbrew dowo- niem Solidarności w cudowny sposób dom twierdząc, że nie współpracował przewidziała, jak wysoko w jej hierarze służbami socjalistycznego reżimu. chii zajdzie ten prosty elektryk z GdańSugeruje, że to wszystko gra, mająca ska, więc zawczasu zaczęła fabrykowazaszkodzić jego wizerunkowi, której nie całej teczki, mającej go pogrążyć. prowodyrem jest partia rządząca oraz Nawet jeśli uwierzymy w taki cud, będący z nią w komitywie IPN. Twier- to dużo trudniej będzie z zaakceptowadzi, że podpis został sfabrykowany. Ta – niem kolejny – że nie zostały one użyte swoją drogą dosyć agresywna - negacja wówczas, gdy mogły całkowicie wyeliz ustaleń naukowców, oraz prostej logi- minować Wałęsę ze sceny tak związkoki ma niestety w społeczeństwie wielu wej, jak i politycznej. Wtedy, gdy startopopleczników. wał na szefa „Solidarności”, jak i wtedy, Lech Wałęsa, niegdyś dla wielu Po- gdy ubiegał się o prezydenturę. Trudno laków symbol walki z komunizmem, również uwierzyć w to, by gen. Kisz-

57


czak, lub też inni członkowie partyjnej wierchuszki, owe „lewe” dowody zmietli pod dywan (jakby nie można ich po prostu spalić) powodowani jedynie porywem serca, a nie w ramach przygotowanego już wcześniej planu. A teraz, gdy generała zabrakło, jego niczego nieświadoma żona narobiła bigosu. Za to i grafolodzy, i IPN, i stojąca za nimi wszystkimi partia rządząca uwzięła się na byłego prezydenta i chce po pogrążyć (ciekawe tylko, jak połączyć z nimi panią Kiszczak?). Tak jakby ktokolwiek się obawiał, że przybędzie on niczym rycerz na białym koniu i kolejny raz pociągnie za sobą naród, teraz do walki z PiS-owcami. Z całym szacunkiem, ale proszę nie nadużywać logiki ludu, który może i jest prosty, ale zna życie i ma swój rozum, przez co w

www.wikipedia.pl

58

pewne historie po prostu nie uwierzy. Należy również zaznaczyć, że Wałęsa wypomina Cenckiewiczowi, że jest on wnukiem agenta SB. Co ciekawe, sam Sławomir Cenkiewicz z własnej woli już kilka lat temu przyznał się do więzów rodzinnych ze współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, co może być odczytane jako dowód jego wiarygodności. Jeśli Wałęsa naprawdę współpracował, to nie mam do niego o to żalu. Mam za to wielki żal o to, że nie przyznał się do tego publicznie i nie przeprosił wszystkich tych, którym zaszkodził i których przekonywał, że nie współpracował. Kłamstwo lustracyjne byłego prezydenta to przewinienie naprawdę ogromnego kalibru. Najważniejszy człowiek w państwie zawodzi zaufanie swo-


ich rodaków, szczególnie tych, którym bezpośrednio zaszkodził, i tych, którzy na niego głosowali. Teraz mogą się oni czuć oszukani, i co więcej, mają pełne prawo domniemywać, że nie był to jedyny przypadek odosobniony Oczywiście, można nadal iść w zaparte, ale co to da? Co znaczy słowo najwybitniejszej nawet jednostki wobec ustaleń naukowców? Ile znaczy takie słowo, niepoparte odpowiednimi kontrargumentami, które jednoznacznie udowodnią, że jego przeciwnicy się mylą? Jeśli były prezydent jest tak pewny braku winy, proszę, niech tych dowodów szuka, niech je upublicznia, niech również nad nimi pochylają się specjaliści. O ile jednak się ich nie posiada, a nawet nie ma przesłanek, by mogły istnieć, o tyle sprawa jest zamknięta, a dobre imię

– co najmniej nadszarpnięte. Myślę, że wielu Polaków zdobyłoby się na wybaczenie Lechowi Wałęsie, gdyby ten postanowił przyznać się do współpracy w 1980, lub choćby w 1989 roku. Może nie zostałby prezydentem, może nawet nie stanąłby na czele Solidarności, ale nadal byłby jedną z ikon polskich przemian ustrojowych. Ikoną przez wielu cenioną i szanowaną właśnie dlatego, że miał odwagę stanąć w prawdzie, przyznać się do swoich błędów i prosić o przebaczenie. Byłoby to dużo lepsze, niż upadek z wielkim hukiem z piedestału, na który został kiedyś podniesiony, a który to upadek już teraz odbija się nieprzyjemnym echem na całym świecie. 

Sanktuarium Maryjne w Częstochowie

59


S Y LW E T K I

DUBBING – RAK TOCZĄCY KINO K toś

mógłby uznać , że tytuł zbyt ostry ,

nieadekwatny czy po prostu zły .

I

mógłbym się z

taką opinią zgodzić , gdyby nie fakt , że to dubbing w filmach fabularnych , nieanimowanych jest

wynalazkiem z definicji złym , niszczącym pracę aktora .

Mateusz Nowak


N

a wstępie zaznaczę, że nie przykład z brzegu - Wiktor Zborowmam nic przeciwko dubbin- ski jest świetnym aktorem, ale nigdy gowaniu gier, filmów animo- nie będzie wstanie zastąpić głosu Iana wanych, bajek dla dzieci. Sam McKellena jako Gandalfa. jestem wielkim fanem takich Ekspresja, emocje, które odgrywa interpretacji jak Osioł ze „Shreka” w aktor na ekranie niejednokrotnie są wykonaniu Jerzego Stuhra czy Sid z bardzo mocno powiązane z jego gło„Epoki Lodowcowej” Cezarego Pa- sem. I nawet najlepszy „podkładacz” zury. Jest to jednak w pełni naturalne głosu nie będzie w stanie ich odegrać – postaci animowane z zasady powin- tak dobrze, jak aktor grający na ekrany być dubbingowane, więc nie ma w nie. By nie patrzeć daleko – czy jest tym nic nadzwyczajnego. Jednak du- ktoś w stanie sobie wyobrazić kogobbing w filmach aktorkolwiek podkładająskich jest już gwałtem cego głos Leonardo dokonanym na oryDiCaprio w „Wilku Dubbing w filmach ginalnej produkcji. z Wall Street”, ToKto choć raz na- aktorskich jest już gwałtem mowi Hanksowi w tknął się na Sylve- dokonanym na oryginalnej „Forreście Gumpie”, stra Stallone’a móRobertowi De Niro produkcji. Kto choć raz wiącego po czesku w „Taksówkarzu”, natknął się na Sylvestra czy Alana RickmaMarlonowi BranStallone’a mówiącego na - po niemiecku, do w „Ojcu chrzestwie o czym mówię. nym”, Alowi Pacino po czesku czy Alana Głos aktora jest jego w „Człowieku z bliRickmana po niemiecku, wielkim atutem, a w zną”? Takich przykławie o czym mówię. Głos przypadku wielu z dów można mnożyć nich wręcz znakiem aktora jest jego wielkim bez końca. I każda z rozpoznawczym. I tych ról jest powiąatutem, a w przypadku dubbing, choćby w zana z ikonicznymi najlepszym wykona- wielu z nich wręcz znakiem sentencjami, z eksniu, zawsze będzie presją, której nie da rozpoznawczym. przeszkadzał, zawsze się oddać, siedząc w odbierze ten atut akdźwiękoszczelnym potorowi grającemu rolę. W mieszczeniu z mikrofonem zdecydowanej większości przypad- koło głowy. Na szczęście na pomysł ków jest to ogromna strata wartości dubbingowania takich filmów nikt u filmu. I boli, że ta praktyka jest coraz nas w kraju jeszcze nie wpadł. Współczęściej stosowana również w Polsce. czuję jednak Czechom i Niemcom. Powiem wprost, podając pierwszy W Polsce dubbinguje się głównie

61


kino familijne, dla dzieci czy komiksowe. I nad tym ostatnim ubolewam najbardziej. Bo o ile dubbing w filmach skierowanych do najmłodszych potrafię zrozumieć, w końcu nie wszystkie dzieciaki umieją czytać, a co dopiero napisy szybko goniące po ekranie, o tyle dubbing w filmach skierowanych również do starszych widzów jest już bolesny. Ruchu ust nigdy nie da się w pełni zsynchronizować, a gdy widać, że aktor wypowiada zupełnie inne słowa, niż słyszymy, dodatkowo w innym języku, to sprawia to ból podwójnie. Widać jednak, że ten trend postępuje. W kinach mamy coraz więcej seansów z dubbingiem. Najwyraźniej prawa rynku powodują, że dystrybutorzy decydują się na takie kroki. Nie jest to nic optymistycznego dla mnie jako widza, który dopuszcza oglądanie filmów jedynie z oryginalną ścieżką dźwiękową. Pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że seanse z napisami nie zostaną całkowicie wyparte i polscy dystrybutorzy nie będą brać przykładu z tych zachodnioeuropejskich. 

www.pixabay.com

62


63


64


RECENZJE ïƒ 65


NOWOŚĆ

Z GŁOWĄ W KOLOROWYCH CHMURACH T rudno

napisać recenzję filmu , który wywołuje

tylko pozytywne emocje .

T rudno

obiektywnie

spojrzeć na coś , co od początku do końca wydaje się być niezaprzeczalnie cudowne .

(2016)

właśnie takie

„L a L a L and ” jest .

Anna Zemełka


N

azwać „La La Land” opowieścią nianie marzeń miewa wysoką cenę, a o miłości byłoby sporym niedo- konsekwencje podjętych decyzji bywają powiedzeniem. To nie tylko ro- wyjątkowo bolesne. Całego życia z głową mantyczna opowiastka o dwój- w chmurach nie da się przejść, choćby ce zakochanych ludzi. To przede nie wiem jak kolorowe były. Prędzej czy wszystkim historia o spełnianiu marzeń, później wszystko zaczyna się układać, o trudnych wyborach i nierzadko smut- może i po naszej myśli, ale na pewno nie nych konsekwencjach życiowych decy- tak, jak sobie to wyobrażaliśmy. Sebazji. Sebastian (Ryan Gosling) jest pianistą stian i Mia, mimo łączącego ich uczucia, i chciałby w przyszłości otworzyć wyma- decydują się na spełnianie marzeń koszrzony klub. Dla niego jazz to prawdziwa tem tej drugiej osoby. Zamiast wybrać perełka wśród gatunków muzycznych i miłość, wybierają karierę. Wzruszające marzy, aby móc się spełnić właśnie jako zakończenie, z alternatywną wersją zdajazzowy twórca. Mia (Emma Stone) z ko- rzeń, sugeruje, że gdyby postąpili inaczej, lei marzy o wielkiej aktorskiej karierze, to wszystko i tak by się ułożyło dobrze, na którą jednak się nie marzenia zostałyby spełzanosi po wielu nienione, a ta druga osoTo również opowieść o udanych castingach. ba byłaby przy tym Przeznaczeniem tych tym, że spełnianie marzeń obecna. Wszystko dwoje jest się spobyłoby piękniejsze. miewa wysoką cenę, a tkać, pokochać i żyć Trudno powiekonsekwencje podjętych wspólnie do końca dzieć, żeby fabuła decyzji bywają wyjątkowo świata. była nieprzewidyPierwsze dwa walna, a zwroty akcji bolesne. Całego życia z elementy możemy zaskakujące. Schegłową w chmurach nie da się odhaczyć dość szybmat, zgodnie z któko i pomimo po- przejść, choćby nie wiem jak rym opowieść została czątkowych niepopoprowadzona, jest kolorowe były. rozumień pomiędzy prosty i był już wykodwójką bohaterów zaczyrzystany przez twórców na iskrzyć. Niestety wszystkie podobień- na milion różnych sposobów. Odbiorca stwa, które ich łączą, z biegiem czasu stają jest w stanie niemal wszystko sobie dosię powodem pierwszych kłótni. Okazu- powiedzieć, a każde dalsze działania boje się, że wspólnie wytyczona droga do haterów można przewidzieć. Tylko zaspełniania marzeń prędzej czy później kończenie nieco się wymyka poza ramy musi się rozwidlić i każde musi wybrać oczywistości. Reżyser zdaje się wynagraczy iść w swoją stronę, czy towarzyszyć dzać to odbiorcy poprzez przedstawienie drugiej połówce. alternatywnego zakończenia, jakie od To również opowieść o tym, że speł- początku było spodziewane.

67


Twór Damiena Chazelle’a to przede wszystkim ukłon w stronę starych, klasycznych musicali, a także dla wiernych fanów tego gatunku. Sporo jest odniesień do „Deszczowej piosenki” (1952) czy „West Side Story” (1961). Kto oglądał „Grease” (1978), „Boogie Nights” (1997) czy „Moulin Rouge!” (2001), również znajdzie sceny stylizowane na najbardziej sztandarowe kadry z tych produkcji. Reżyser ze swoimi nawiązaniami skupia się przede wszystkim na złotej erze Hollywood, kiedy musical rozkwitał, tworzony był z pasją i dobrym smakiem. I dokładnie tak właśnie jest zrobiony „La La Land”. Uderzając w odbiorcę kolorami niemal do bólu intensywnymi, serwując dźwięki miłe dla ucha, Chazelle przenosi go w świat gry zmysłów, gdzie to, co widać idealnie się zespala z tym, co słychać. Abstrahując od fabuły czy filmowych nawiązań, trzeba przyznać, że pod względem formy wszystko zostało dopięte niemal do perfekcji. Montaż stanowi jedną z mocniejszych stron filmu – gwarantu-

68

je mu właściwy takt. Kiedy trzeba akcję przyspieszyć, cięcia są krótkie. Kiedy dramaturgia wymaga głębszej refleksji, montaż zostaje wstrzymany, by tylko samą pracą kamery nadać rytmu. Do tego urzekające zdjęcia, na które patrzy się z przyjemnością. Przesadnie kolorowe elementy świata przedstawionego, sprawiają, że całość tętni życiem od początku do końca. Przez to również i widz czuje, jakby ciągle bujał w kolorowych chmurach, trwając w tym stanie jeszcze długo po seansie. Warto jeszcze wspomnieć o warstwie aktorskiej. Połączenie ze sobą Goslinga i Stone to strzał w dziesiątkę, sprawdzony już zresztą z powodzeniem w filmie „Kocha, lubi, szanuje” (2011). Tworzą oni parę pomiędzy którą od samego początku czuć chemię i pełne emocji napięcie. Uczucie między nimi rodzi się w sposób naturalny, nienachalny i całkowicie uroczy. Emma Stone jako Mia jest z jednej strony dziewczęca i subtelna, by w odpowiednich momentach pokazać


pazur i charakterek. Ryan Gosling stworzył prawdziwego gentelmana, który wytrwale dąży do wyznaczonego celu. Chociaż choreografia, jak i śpiewanie w ich wykonaniu nie jest perfekcyjne i momentami nawet toporne i niezgrabne, to wcale nie przeszkadza w odbiorze filmu. Co więcej, stanowi nawet jedną z mocniejszych stron. Cała oprawa artystyczna jest dzięki temu do granic możliwości unaturalniona, nie ma w tym sztuczności i nadmiernego pozerstwa. Aktorzy stworzyli postacie, które są autentyczne i wciągające – odbiorca darzy sympatią zarówno Mię i Sebastiana mimo tego, że ich wybory wydają mu się głupie i bezsensowne. W wyścigu po złotą statuetkę musical ma ogromne szanse, a czternaście nominacji sprawia, że zamiast pytania „Czy dostanie nagrodę?” powinno paść „Ile nagród zgarnie?”. Zresztą ilość już zagarniętych trofeów pokazuje, że to najbardziej znane jest w zasięgu ręki. Pieczołowicie dopracowana forma sprawia,

że twórcy mogą sięgnąć po Oscara za montaż, zarówno dźwięku, jak i obrazu. Również zdjęcia zasługują na wyróżnienie, a wyjątkowe kompozycje i piosenki, które jeszcze długo po seansie zostają w głowie, mogą zagwarantować statuetkę za najlepszą muzykę oryginalną. Trudno tylko stwierdzić, jakie plany Akademia ma względem najważniejszej kategorii na najlepszy film, bo rywalizacja może być zażarta, zwłaszcza, że wśród nominowanych znalazło się sporo perełek. Damien Chazelle już udowodnił „Whiplashem” (2015), że świetnie sobie radzi w opowiadaniu historii o spełnianiu marzeń i dążeniu do celu. Udowodnił również, że wie w jaki sposób zrobić film muzyczny, aby spełnił on oczekiwania nawet tych najbardziej wymagających. Dodatkowo w swojej twórczości nie popada w monotonię i serwuje widzowi zupełnie świeżą wizję, co potwierdza „La La Land”. Nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać na kolejne dzieła tego młodego twórcy. 

69


FILM

WITAMY W KRAINIE ABSURDU N etflix

staje na głowie , żeby stać się producentem

najlepszych i najbardziej popularnych seriali

wszechczasów .

„S eria niefortunnych zdarzeń ” (2017) z N eilem P atrickiem H arrisem w roli głównej zdecydowanie studio do tego przybliża . Anna Zemełka


O

parta na podstawie powieści absurdalne niż poprzednie. Można Daniela Handlera produk- się oczywiście tego spodziewać, skoro cja dla wiernych fanów serii narrator – którym jest Lemony Snicket książek będzie miłym powro- – nieustannie powtarza, że to nie jest tem do czasów dzieciństwa. Z wesoła historia, a każdy odcinek okrakolei dla tych, którzy powieści nie czy- sza proroctwem zwiastującym czyjąś tali, stanie się świetną okazją, żeby to śmierć lub wyjątkowo paskudne donadrobić. Głównymi bohaterami, któ- świadczenie. rych dotykają bezpośrednio tytułowe Trudno stworzyć serial czy film opieniefortunne zdarzenia są sieroty Bau- rający się na samych absurdach i atdelaire: Wioletka, Klaus mosferze dziwności, który i Słoneczko, których nie popadałby w nadrodzice zginęli w pomierną skrajność, Na nic jednak by się żarze domu. Ostatpowodującą wszechzdały scenograficzne triki, nią wolę zmarłych obecny bezsens. „Setragicznie rodziców gdyby nie wspaniała obsada ria niefortunnych wypełnia Pan Poe, zdarzeń” jest przede aktorska. W roli Hrabiego który przydziela wszystkim zrobiona Olafa wystąpił Neil Patrick dzieciom opiekuz dobrym smakiem, Harris. Wpisał się w swoją gdzie odbiorca ma nów. Przeszkadza w tym Hrabia Olaf – świadomość rozgrypostać idealnie, tworząc wyjątkowo nieutawającej się na ekrakreację autentyczną i lentowany aktor i nie groteski. Brak locałkowicie absorbującą. bezduszny człowiek giki jest naturalnym – który, czyhając na elementem całej promajątek sierot, z pomocą dukcji i nie przeszkadza w swojej szemranej świty morduje każ- jej odpowiednim odbiorze, a wszystko dego kolejnego opiekuna. za sprawą czarnego humoru obecnego Dzieci próbują uświadomić Pana w dialogach, bynajmniej nie rubaszPoe, jak i innych otaczających ich do- nego i płytkiego, ale przede wszystkim rosłych, że wszystkie problemy i nie- inteligentnego i subtelnego. fortunne zdarzenia powoduje Hrabia Kraina absurdu powinna być w odOlaf, jednak nikt im nie wierzy. Przez powiedni sposób przedstawiona i to to sieroty wpadają raz po raz w tarapaty również twórcom serialu się świetnie – a to zamknięci w klatce, zmuszani do udaje. Mroczna estetyka poszczególmałżeństwa wbrew woli czy dryfujący nych miejsc, do których trafiają sierosamotnie na otwartym morzu. Każde ty Baudelaire jak i w których rozgrywa kolejne zdarzenie z ich życia jest coraz się akcja, sprawia, że widz jest urzeczobardziej niefortunne i jeszcze bardziej ny nastrojem, jaki scenarzystom udało

71


się stworzyć. Lekki niepokój przemawia przez obraz, nic nie jest na siłę upiększone czy wygładzone – wszystko, co ma być brzydkie, jest brzydkie, a co ma straszyć, faktycznie straszy. Na nic jednak by się zdały scenograficzne triki, gdyby nie wspaniała obsada aktorska. W roli Hrabiego Olafa – znany przede wszystkim z kreacji Barneya w serialu „Jak poznałem waszą matkę” czy małoletniego doktora z produkcji „Doogie Howser” – Neil Patrick Harris. Wpisał się w swoją postać idealnie, tworząc kreację autentyczną i całkowicie absorbującą. Hrabia Olaf w jego wykonaniu nie tylko jest do szpiku kości zły i okrutny, ale pozbawiony jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Liczy się dla niego tylko i wyłącznie majątek sierot i nieważne w jaki sposób go zdobędzie czy ilu ludzi będzie musiał zamordować. To nie jest antagonista, który miewa przebłyski dobroci lub w trakcie serialu przechodzi diametralną zmianę. Olaf w wykonaniu Harissa to postać całkowicie negatywna i twórcy nie pozostawiają co do tego żadnych złudzeń. Mocnym punktem jest również postać narratora, który co jakiś czas pojawia się na ekranie i dopowiada brakujące wątki historii, wyjaśnia zawiłości, jeśli takowe się pojawiają, snuje pesymistyczne wizje dalszych wydarzeń. Robi to w sposób poetycki, ale nie męczący. Stara się wprowadzić dogłębnie odbiorcę w smutną historię sierot Baudelaire, nakręcając nastrój całości. W tej roli świetnie spełnił się Patrick Warburton, którego aparycja, mimika i gestykulacja, jak i sposób modulowania głosem, świetnie pasują do Lemony’ego Sniketa. Reszta obsady również bardzo dobrze wpisuje się w całą koncepcję karykaturalnego absurdu. Odtwórcy ról Pana Poe, tajemniczej agentki Jacquelyn, wujcia Monthy’ego czy ciot-

72

fotoL materiały dystrybutora


ki Józefiny, na całej bandzie Hrabiego Olafa kończąc, stanowią świetnie dopasowane pojedyncze elementy, które tworzą idealną układankę. Najsłabszym ogniwem zdają się być odtwórcy ról sierot, co nie znaczy, że wypadają źle. Niestety, ale Malina Weissman w roli Wioletki jest nieco drętwa, a Louis Hynes jako Klaus przesadnie ekspresyjny. Zdaje się, że dzieci nie dały się ponieść groteskowemu charakterowi produkcji i jako jedyne pozostają ostojami zdrowego rozsądku. Pod względem formy serial został przygotowany z dbałością o każdy szczegół. Pieczołowicie stworzona scenografia sprawia, że odbiorca zostaje całkowicie wciągnięty w świat przedstawiony. Nieco toporne efekty specjalne – można domniemywać, że to zabieg świadomy, będący kolejnym elementem groteski – z początku nieco irytują, ale z biegiem akcji można się w tym zatracić. Twórcy stworzyli własny świat na podstawie książek Handlera i ich wizja nie odbiega za bardzo od tej prezentowanej w powieści. Autor jako jeden z producentów zapewne czuwał nad całością i tym samym wszystko wygląda dokładnie tak, jak sobie to wyobrażał pisząc „Serię niefortunnych zdarzeń”. Serial jest zdecydowanie godny polecenia, ale na pewno nie każdemu się spodoba. Klimaty absurdu, wszechobecnej groteski i braku logiki przemówią tylko do wiernych fanów takiego stylu. No i może jeszcze do fanów Patricka Neila Harrisa, który został stworzony do roli Hrabiego Olafa i wykreował postać do granic możliwości wiarygodną. 

73


FILM

MĘŻCZYZNA JAK Z OBRAZKA C hociaż

wszystkie rankingi zajęte są ponownym

promowaniem książek o

C hristianie G reyu ,

ja chciałabym zająć się nieco ambitniejszą literaturą oraz przypomnieć o kimś zupełnie innym , choć o bardzo podobnie brzmiącym nazwisku .

Ada Makszmiuk


D

orian Gray, bo tak właśnie naDla mnie było to niesamowite dozywa się mężczyzna, o którym świadczenie. Żadna przeczytana przeze będzie mowa, zupełnie zawrócił mnie dotychczas książka nie poddała mi w głowie. Jak można się do- mnie tak silnej rewaloryzacji poglądów, myślić, jest to tytułowy bohater nie skłoniła mnie nigdy w tak drastyczny „Portretu Doriana Graya”, dzieła napisa- sposób do skonfrontowania i przemynego przez Oscara Wilde’a w 1891 roku. ślenia tego, co uważam za właściwe lub Książka doczekała się kilku ekranizacji, nie. Nie można się temu jednak dziwić. jednak ta ostatnia nie zachwyciła szcze- Wilde całym sobą manifestował sprzególnie ani krytyków, ani widzów, przez ciw. Walczył z tendencyjnością i schemaco wersja drukowana znów została ska- tycznym myśleniem. Jednym ze sposozana na zapomnienie. bów na okazanie tego manifestu było na Na pewno nie zaliczyłabym tej książ- pewno przyznanie się do biseksualizmu. ki do literatury lekkiej ani Przypomnijmy, że w XIX „pociągowej”. Niczym wieku homoseksualizm Wilde stara się w Balzac, Wilde wymaga był w dalszym ciągu katen sposób zbudować skupienia i zaangażorany więzieniem, jedwania od swojego czynak związki pisarza z coś na wzór powieści telnika. Co ciekawe, mężczyznami nie były moralizatorskiej, wykorzystuje on dialogi specjalnie skrywane. przypominając, niczym między swoimi bohate„Portret Doriana rami nie tylko po to, by Voltaire, że kluczowe w Graya” to niesamowizbudować relacje po- drodze do szczęścia jest ta historia młodego, między nimi czy przednieziemsko pięknego podążanie właściwą stawić ich wyjątkowy mężczyzny, który po drogą. charakter, ale też za ich części podzielił smutny pośrednictwem przekazulos mitologicznego Narje ogromną, wielobarwną gamę cyza. Nie jest wykluczonym, że poglądów na różnorodne, często kontro- Wilde inspirował się w tym momencie wersyjne, tematy. Choć sam autor uzna- Owidiuszem. Historia rozpoczyna się wany był za dość ekscentrycznego, nie od Basila Hallwarda, malarza zahipnopodzielając jego przekonań, możemy w tyzowanego pięknem Doriana. Za jego „Portrecie Doriana Graya” obserwować pośrednictwem poznajemy też Lorda i podziwiać kunszt, z jakim potrafił do Henry’ego Wottona, który zachwycony nich zachęcić. Odpowiada na wszystkie opowieścią przyjaciela, marzy, by pomożliwe kontrargumenty, zostawiając znać tego nadzwyczajnego człowieka. swojego odbiorcę w szoku, zupełnie prze- Na samym końcu narrator wprowadza konanego do czegoś, z czym wcześniej się Doriana. Hallward zachwycony urodą najprawdopodobniej nie zgadzał. młodego Doriana ze wszystkich sił sta-

75


ra się uchwycić całą jego postać na swoim płótnie. Lord Henry natomiast zafascynowany jest nie tylko powierzchownością Doriana, ale też jego osobą. Dorian, jako młody i dość naiwny mężczyzna, staje się bardzo łatwym obiektem do manipulacji. Zaintrygowany nieszablonowością poglądów Lorda Henry’ego zbliża się do niego, by poznać jego świat i przybliżyć sobie jego sposób myślenia. Wypowiedzi Lorda Henry’ego, choć niejednokrotnie bulwersujące, wzbudzają podziw swoją przenikliwością, co jednocześnie czyni wystosowane przez niego argumenty ogromnie trudnymi do odparcia. To właśnie w nich zamknięte jest alter-ego samego Wilde’a, do którego on otwarcie się przyznawał. Wilde, jako jeden z ojców estetyzmu, przemycał podejście „sztuka dla sztuki” na wszystkie możliwe sposoby. Pomijając wszystkie pozostałe wątki poboczne, Dorian, piękny chłopiec o czystym sercu, zatraca się w samym sobie ‒ zakochany we własnym odbiciu, które ujrzał na autoportrecie. Głośno marzy, by to obraz przejmował wszystkie jego troski i zmartwienia, tak, żeby wszelkie rysy, które malowałby na jego twarzy czas, przechodziły na odbicie na płótnie. Porcelanowy chłopak zmienia się w nieczułego mężczyznę. Choć jego osoba skupia uwagę całej śmietanki towarzyskiej, Dorian stopniowo traci kontakt ze swoją wewnętrzną wrażliwością, zmierzając w kierunku socjopatii. Samobójstwo jego ukochanej budzi w nim jedynie estetyczny zachwyt. Dorian przestaje wyznawać jakiekolwiek wyższe wartości, rozczarowując swoim zachowaniem wszystkich dawnych przyjaciół. Mężczyzna odkrywa też, że obraz nie tylko starzeje się za niego, ale też odzwierciedla wszystkie jego przewinienia, jak i całą obrzydliwość jego charakteru.

76


Wilde wykorzystuje motyw zbrodni, która nęka tego, kto ją popełnił. Niczym Makbet ścigany przez własne przewinienie, Dorian nawiedzany jest przez swoją niegodziwość. Wilde stara się w ten sposób zbudować coś na wzór powieści moralizatorskiej, przypominając, niczym Voltaire, że kluczowe w drodze do szczęścia jest podążanie właściwą drogą. Nie wystrzega się też wielu homoseksualnych nawiązań. Zważając na czas powstania tej książki, można powiedzieć, że miała charakter dość wywrotowy. Ze względu na to została początkowo źle przyjęta przez krytyków, a Wilde wykreślił wiele fragmentów, które budziły moralne bulwersacje ówczesnych literatów. Sposób, w jaki narrator opisuje piękno Doriana, nie pozostawia jednak żadnych wątpliwości, czytelnik nie może nie zauważyć fascynacji i pieczołowitości, z jaką przedstawiony został każdy detal postaci Doriana. Czytałam wiele książek pisanych przez autorów, którzy byli mężczyznami, Oscar Wilde nie ucieknie jednak przed teorią literatury, potwierdzając, że ogromna część jego samego jest zamknięta w jego twórczości. Ta nadmierna przesada w opisie męskiego piękna może odrobinę zaburzać obiektywny odbiór książki, jednak w dalszym ciągu „Portret Doriana Graya”, pozostaje sztandarowym tytułem w twórczości Oscara Wilde’a. Styl, choć momentami dość ciężki, jak i niecodzienna problematyka mogą na początku zniechęcać, jednak jest to książka, która ma w sobie dużo więcej niż przeciętna literatura. Promowany estetyzm jest tylko jednym z nurtów, jakie dzieło daje możliwość zrozumieć. „Portret Doriana Graya” to metaforyczna podróż, której głównym celem jest ponowne przewartościowanie wszystkiego, w co poprzednio wierzyliśmy. 

77


Więcej na: www.mozecoswiecej.pl 78

Może coś Więcej, nr 4 / 2017 (82)  

Może coś Więcej... O MIŁOŚCI

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you