Page 7

Jeśli nie denerwują Pana czeskie problemy, to co Pan emocjonuje? Ja się w ogóle mało emocjonuję.

„Zasada, żeby z każdej wady zrobić zaletę, to metoda na przeżycie!”.

Ale z którymś narodem się Pan utożsamia, gdzieś denerwują Pana jakieś zachowania? Polska mnie denerwuje. Kaczyński mnie denerwuje.

nić się ze wszystkimi. Jako reporter nawiązuję z moim rozmówcą intensywny, bliski, ale krótki kontakt. To jest jak mocny romans, który musi się skończyć. To nie jest związek na całe życie, bo nie można być w wielu związkach na całe życie. Trzeba być świadomym, że te spotkania mają przynieść coś dobrego, wzbogacić i piszącego, i opisywanego, który dzięki temu opisowi dowie się czegoś o sobie.

Wcześniej powiedział Pan, że z tęsknoty za normalnością wybrał Pan Czechy. W Polsce nie jest normalnie? Wtedy, kiedy zaczynałem zajmować się Czechami, nie było. Teraz jest bardziej normalnie, ale jak rządził PiS, to było koszmarnie. Moje książki były odskocznią dla tych, którzy się w Polsce dusili. Powiedział Pan kiedyś, że Polska w porównaniu z Czechami jest histeryczna… Polska ciągle nie wie, gdzie jest jej miejsce. Porównuje się z Francją, Anglią, Niemcami. Nie wie, czy już jest duża, czy nie. To powoduje nasz wewnętrzny dygot. A Czesi się tego dygotu nie boją, bo wiedzą, że są mali.

Skąd Pan czerpie inspiracje? Bardzo dużo ludzi pisze do mnie, zagaduje mnie, opowiada różne historie w księgarni z kawiarnią, którą prowadzę z kolegami. Mam z czego wybierać. Z tego materiału, którym dysponuję, zrealizuję pewnie tylko jeden promil.

Jak Pana przyjmują Czesi? Wiem, że zaskarbił Pan sobie ich serca pewną formułką, dzięki której otwierają się przed Panem wszystkie drzwi… Tak, mówię Czechom, że dostaję metafizycznego orgazmu, kiedy słyszę język czeski. To się przydaje, bo tam nikt się tak nie zachowuje.

Czyli jest Pan ich kumplem? Czasami te lody tak szybko się przełamują, że niekiedy się obawiam, iż będę mieć w Czechach za dużo przyjaciół, a przecież nie sposób przyjaźLUTY 2013

Trzeba pokochać bohatera, którego się opisuje? Ja zawsze lubię lubić tego, o kim piszę, choćby to nie wiem jaki był potwór. Mówi Pan o swoich czeskich bohaterach Pepiki, jak niektórzy Polacy? Nigdy. To nie wynika z szacunku do Czechów, tylko z tego, że nigdy nie używam slangu, słów typu spoko! Mogę takiego określenia użyć w tekście, ale nie używam go w mowie. ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

To znaczy jak? Tu chodzi o pewien luz, który Czesi mają w gospodach, natomiast w innych sytuacjach są oficjalni jak cholera. A ja, kiedy dzwonię i namawiam kogoś na wywiad, to spuszczam z tonu i mówię, jakbym zwracał się do cioci, brata, kuzyna, kogoś znajomego. Ich to po prostu dziwi, dzięki temu kruszeją i nie mają zahamowań.

Gdybym chciała napisać coś o Słowakach, to ze względu na to, że mieszkam tu od jakiegoś czasu, pewnie łatwiej byłoby mi znaleźć punkt zahaczenia. Jak Pan szuka tego punktu zahaczenia w Czechach? Chyba jednak lepsze jest spojrzenie z zewnątrz. Chociaż, kto wie? Każde spostrzeżenia są dobre, jeśli są mądrze napisane. Myślę, że to jest ciekawe, jak nas widzą inni. Jechałem kiedyś taksówką w Czechach i kierowca powiedział mi, że polski, słowacki i ukraiński są miękkimi językami, natomiast czeski jest twardym, zachodnim językiem, bardziej podobnym do niemieckiego! W uszach Polaków czeski jest tak miękki, jakby mówiło dziecko. A tu proszę, ktoś to widzi zupełnie inaczej! To jest świetne! Takie spojrzenie z zewnątrz jest czymś wzbogacającym i zaskakującym. Fajnie jest widzieć się w cudzych oczach, pod warunkiem, że ten, kto patrzy, nie ma złych intencji. Intencje są ważne. Ja chyba nie mam złych intencji, przynajmniej tak uważają Czesi. Mówią, że potrafię napisać o nich czasami w sposób nieprzyjemny, ale widać w tym miłość, która krytykę równoważy.

7

Monitor Polonijny 2013/02  
Monitor Polonijny 2013/02  
Advertisement