Page 1

Polsko-słowackie

igrzyska olimpijskie str. 24

Mariusz Szczygieł o reporterskich romansach z Czechami str. 6

Następca tronu

i wolny obywatel

str. 4


Wiadomość z ostatniej chwili uż przed oddaniem lutowego numeru naszego pisma do druku otrzymaliśmy ważne informacje od przedstawiciela polskiej mniejszości w Radzie do Spraw Mniejszości Narodowych w Kancelarii Rady Ministrów RS Czesława Sobka. Otóż 29 stycznia wziął on udział w posiedzeniu Rady, zwołanym przez Laszla Nagya, pełnomocnika do spraw mniejszości narodowych w Kancelarii Rady Ministrów RS. Jednym z punktów spotkania miało być głosowanie w sprawie podziału środków finansowych dla mniejszości narodowych na Słowacji na rok bieżący. Przypomnijmy, że projekt podziału środków, opracowany przez Laszla Nagya, uwzględnia obniżenie – w stosunku do roku ubiegłego – dofinansowania działalności mniejszości narodowych na Słowacji z 4 milionów 500 tysięcy euro do 4 milionów 250 tysięcy euro. Proponowany podział środków obejmuje obniżkę dotacji dla dziesięciu mniejszości, podwyżkę dla dwu (węgierskiej i romskiej) oraz brak zmian w dotowaniu jednej (serbskiej). Na podstawie tego projektu polska mniejszość w roku 2013 ma otrzymać aż o 50 procent mniej pieniędzy niż w roku ubiegłym, czyli 40 tysięcy euro! Na wspomnianym wyżej posiedzeniu przedstawiciel polskiej mniejszości wystąpił z wnioskiem, by nad takim projektem nie głosować z uwagi na jego dyskryminacyjny charakter, co spotkało się z aprobatą większości mniejszości, w związku z czym projekt został odrzucony. Po przerwie jednak, już w ostatniej części posiedzenia przedstawiciel mniejszości węgierskiej do projektu finansowania mniejszości powrócił i zaproponował ponowne głosowanie nad nim. Tym razem większość głosów była „za“ i projekt przeszedł. O decyzjach przedstawicieli polskiej mniejszości, związanych z przyjęciem tegoż projektu, tak drastycznie ograniczającego środki finansowe dla słowackiej Polonii, poinformujemy Państwa w kolejnym numerze „Monitora“. Red.

T

zanowni Państwo, Czytelnicy „Monitora Polonijnego“, Członkowie i Przyjaciele Klubu Polskiego na Słowacji! Podobnie jak latach ubiegłych, również w tym roku Klub Polski został zarejestrowany jako organizacja, mogąca przyjmować dotacje 2 % z  podatków za rok 2012 od osób fizycznych i prawnych. Działalność klubowa jest realizowana przede wszystkim dzięki wielkiemu zaangażowaniu działaczy i członków Klubu na terenie całej Słowacji. Nasza organizacja otrzymuje dotacje głównie od instytucji rządowych Słowacji i Polski, ale równie ważne jest wsparcie, którego może nam udzielić każdy z Państwa, darując nam 2% swoich podatków. Ta darowizna jest niezmiernie ważna dla nas, bowiem to właśnie ona pomogła nam w realizacji zadań w roku ubiegłym, szczególnie w jego pierwszym półroczu. Biorąc pod uwagę sytuację tegoroczną, wierzymy, że przekazanie 2 % z podatków na rzecz Klubu Polskiego z pewnością pomoże nam w realizacji jego działań również w roku bieżącym.

S

rok 2012 wpisują tylko nazwę, IČO i adres naszej organizacji – szczegóły na ww. stronie www.rozhodni.sk. Firmy mogą przekazać 2% na rzecz organizacji, jeśli w roku 2012 i 2013 do dnia złożenia zeznania podatkowego i uiszczenia należności podatkowych przekazały którejkolwiek organizacji pożytku publicznego darowiznę w wysokości minimum 0,5% należnego podatku (wówczas należy wypełnić pola 1 i 2 części IV zeznania podatkowego), w przeciwnym razie mogą przekazać 1,5% należnego podatku wybranej organizacji (wypełniając pole 3 części IV zeznania podatkowego). Informacja dla urzędu o odbiorcy 2% Państwa podatku to jego pełna nazwa, IČO i adres, czyli: Poľsky klub - spolok Poliakov a ich priateľov na Slovensku, IČO 30807620, Nam. SNP 27, 814 99 Bratislava. Informacje o zarejestrowanych na rok 2013 organizacjach (w tym o Klubie Polskim) znajdują się na www.rozhodni.sk. Mamy nadzieję, że wykorzystają Państwo tę możliwość wsparcia Klubu, która właściwie nic nie kosztuje poza odrobiną czasu, poświęconego na wypełnienie formularzy. Przy okazji pragnę podziękować osobom, które na rzecz Klubu Polskiego przekazały środki finansowe ze swoich podatków za rok 2011. Dzięki tej darowiźnie mogliśmy zrealizować niektóre zadania programowe i pokryć w części nieodzowne wydatki administracyjne naszej organizacji. Zapraszam również do prenumeraty naszego czasopisma „Monitor Polonijny”, które jest nie tylko komentatorem działalności słowackiej Polonii, ale i specyficznym łącznikiem między jego czytelnikami a Polską. Ponadto zapraszam do zaglądania na naszą stronę internetową www.polonia.sk. Z uszanowaniem i pozdrowieniami

2%

Jak to zrobić? Osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę muszą w swoim (właściwym dla miejsca zamieszkania) Urzędzie Skarbowym przedłożyć potwierdzenie od pracodawcy o zapłaceniu podatku wraz z oświadczeniem o przekazaniu jego 2% na rzecz Klubu Polskiego. Wzory druków znajdują się na stronie internetowej www.rozhodni.sk. Warto wspomnieć, że jeśli osoba zatrudniona przepracowała min. 40 godzin na rzecz organizacji, której chce przekazać 2%, może w rzeczywistości przekazać jej aż 3% obliczonego podatku. Szczegółowe informacje, jak to zrobić, znajdują się na stronie www.rozhodni.sk. Firmy i osoby prowadzące działalność gospodarczą w końcowej części zeznania podatkowego za

TOMASZ BIENKIEWICZ Prezes Klubu Polskiego na Słowacji MONITOR POLONIJNY


Lentilki? – czeskie, fernet? – też, nawet wafelki tatranki czy samochody marki Tatra, które kojarzą się z Tatrami, leżącymi oczywiście w słowackiej części dawnej Czechosłowacji, produkowano w jej części czeskiej. Z kolei wino tokaj bardziej kojarzy się z Węgrami, choć produkowane jest również na Słowacji. O gulaszu już nie wspomnę. Janosik? Bryndza czy oscypki? Z nich dumni są też Polacy. Niedawno dowiedziałam się, że tort Sachera, wiedeński przysmak, wymyślił pochodzący ze Słowacji cukiernik. Ale kto o tym wie? Nikt przecież wspaniałego czekoladowego tortu nie będzie kojarzył ze Słowacją, bo o promocję tego specjału postarali się już Austriacy. No właśnie i zbliżamy się do kluczowego słowa: PROMOCJA! Jaki wizerunek ma Słowacja? O tym (między innymi) rozmawialiśmy z pisarzem i dziennikarzem Mariuszem Szczygłem, który przybył do Bratysławy z okazji słowackiego wydania swojej książki „Gottland“. Ten niezwykle ciekawy człowiek zwrócił mi uwagę na problem słabego wizerunku Słowaków (wywiad miesiąca, str. 6), co skutkowało rozmowami na ten temat z moimi słowackimi przyjaciółmi. Co prawda problemu (jeszcze) nie rozwiązaliśmy, ale przeżyliśmy swego rodzaju intelektualną burzę, podczas której padały różne argumenty, uzasadniające obecny stan rzeczy. Dlaczego tak jest? Wiadomo, uwarunkowania historyczne! Słowacy przez wiele lat funkcjonowali w ramach różnych krajów: Węgier, AustroWęgier, Czechosłowacji. Poszukiwaliśmy też typowych specjałów słowackich i – oprócz bryndzovych halušek – niewiele wymyśliliśmy. „Gdyby chociaż Jožin z Bažin był Słowakiem“ – westchnął ktoś podczas dyskusji. Wobec patowej sytuacji zwracamy się do Państwa o pomoc. Może zechcą się Państwo podzielić z nami swoimi pomysłami popularyzacji naszej drugiej ojczyzny, by mogła ona wypracować sobie odpowiednią markę w świecie? A skoro wspomniana została Czechosłowacja, to zachęcam do zapoznania się z kontynuacją artykułu o podziale tego kraju („Ważkie wydarzenia w dziejach Słowacji”, str. 22), zamieszczoną w tym numerze „Monitora“. Poruszamy też sprawę pomysłu wspólnych polsko-słowackich zimowych igrzysk olimpijskich (str. 24). A poza tym w tym numerze – jak zwykle – wiele interesujących artykułów w stałych rubrykach, do przeczytania których zachęcam. Przyjemnej lektury!

Następca tronu i wolny obywatel 4 Z KRAJU 4 WYWIAD MIESIĄCA Mariusz Szczygieł o reporterskich romansach z Czechami 6 Z NASZEGO PODWÓRKA 9 OPOWIEŚCI POLONIJNEJ TREŚCI Ona (już nie) tańczy dla mnie 15 POLAK POTRAFI Kasi Smutniak spełniony sen o karierze 16 KINO-OKO Witamy w Polsce! Twój mercedes już tu jest 17 SŁOWACKIE PEREŁKI Wsi spokojna, wsi wesoła… 18 CZUŁYM UCHEM Dość udany debiut na polskiej scenie 18 Dyplomacja wojskowa współcześnie – status attaché wojskowego 19 FELIETON Na początek roku - o zapominalskich 20 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Silne kobiety i słabi mężczyźni 20 WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Rozdzielenie Czechosłowacji 22 Orkiestra Owsiaka 23 Polsko-słowackie igrzyska olimpijskie 24 ANKIETA 25 SPORT?! W międzyczasie 26 OKIENKO JĘZYKOWE We środę czy w środę? 27 PORADNIK DLA POLAKÓW NA SŁOWACJI Pracować na Słowacji, mieszkając w Austrii 28 OGŁOSZENIA 29 ROZSIANI PO ŚWIECIE Między domami w Warszawie i Meksyku (część druga) 30 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Co robić w długie zimowe wieczory? 31 PIEKARNIK Zanim zaciśniemy pasa… 32

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E Ľ OV N A S LOV E N S K U ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Ingrid Majeríková, Danuta MeyzaMarušiaková, Katarzyna Pieniądz, Linda Rábeková KOREŠPONDENTI: KOŠICE – Urszula Zomerska-Szabados • TRENČÍN – Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 12 euro na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 • EVIDENČNÉ ČÍSLO: EV542/08 Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • Realizované s finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky

www.polonia.sk LUTY 2013

Działanie jest współfinansowane przez Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” ze środków otrzymanych od Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej w ramach konkursu „Współpraca z Polonią i Polakami za Granicą”

3


nam przyniesie rok 2013? Kryzys już mamy i mimo że zewsząd nas straszą cięciami i redukcjami, jakoś się do recesji przyzwyczailiśmy. „Byle nie było gorzej” – powtarzaliśmy w życzeniach noworocznych chyba najczęściej.

Co

Jednak człowiek lubi zajrzeć do przyszłości – powróżyć sobie, posłuchać jasnowidza, a nuż usłyszy coś wspaniałego, co chociaż na chwilę pozwoli mu zapomnieć o troskach. O cudach pisać nie będę, ale o tym, co zaplanowano i co w tym roku ma ogromną szansę się wydarzyć. Na początek patroni – rok 2013 to Rok Powstania Styczniowego, Juliana Tuwima, Witolda Lutosławskiego, profesora Jana Czochralskiego oraz Osób Niepełnosprawnych. Wygląda na to, że ambitnych koncertów muzyki symfonicznej i spo-

Następca tronu

i wolny obywatel tkań literackich dla dzieci i dorosłych nie zabraknie. A że pewnie tylko nieliczni wiedzą, kim był chemik Jan Czochralski, to nadmienię z krótka, że właśnie dzięki jego odkryciom mamy dziś procesory komputerowe. O tym, że stale trzeba zwracać uwagę na potrzeby osób niepełnosprawnych, nikogo raczej nie mu-

apelowała do władz Rosji o szybkie zakończenie śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej i zwrot Polsce wraku samolotu Tu-154M. Inicjatorami takiego oświadczenia, które jednak nie ma mocy wiążącej, byli polscy europosłowie: Marek Migalski (PJN), Krzysztof Lisek i Sławomir Nitras (obaj z PO). PREMIER DONALD TUSK przyjął 2 stycznia rezygnację Krzysztofa Bondaryka ze stanowiska szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Jego obowiązki będzie pełnił dotychczasowy zastępca Dariusz Łuczak. „Krzysztof Bondaryk miał inną wizję reformy ABW, stąd jego rezygnacja“ – przyznał później Tusk.

PIERWSZY TEGOROCZNY sondaż wykazał 15 pkt. różnicy między PiS a PO! Według badań TNS Polska 4 stycznia na partię Donalda Tuska głos oddałoby 42 proc. ankietowanych, na partię Jarosława Kaczyńskiego - 27 proc, zaś trzecie miejsce zająłby Sojusz Lewicy Demokratycznej z 14 proc. poparcia.

KOMISJA WSPÓŁPRACY Parlamentarnej UE – Rosja przyjęła 23 stycznia oświadczenie, w którym za-

WIELKA ORKIESTRA Świątecznej Pomocy zagrała w tym roku już po raz dwudziesty pierwszy. Zebrane

4

szę przekonywać. Może ze względu na ogłoszenie roku 2013 ich rokiem, niepełnosprawni zaczną być wreszcie doceniani za intelekt i chęci rozwoju, a budynki i miejsca użyteczności publicznej przestaną być dla nich twierdzami bez odpowiednich podjazdów, wind, toalet. Ten rok będzie również bardzo interesujący dla przyszłości Unii Europejskiej – wiele się mówi o kryzysie w strefie euro, o tym, co zro-

pieniądze zostaną przeznaczone po połowie na leczenie dzieci i poprawę jakości opieki medycznej nad osobami starszymi. Ostateczna suma, zebrana podczas finału 13 stycznia, będzie znana 1 marca. POLSKA ODNIOSŁA ogromny sukces w walce z korupcją – wynika z opublikowanych 8 stycznia danych Transparency International – i dogania pod tym względem światową czołówkę. Na 100 możliwych punktów w 2012 roku uzyskała aż 58. Od roku 2005 nasz kraj awansował z zajmowanej wspólnie z Burkina Faso i Syrią 70. pozycji na 41. NIEKTÓRE WYROBY firmy „Magnolia” z Lubska (woj. lubuskie) zostały wyprodukowane z mleka w proszku zanieczyszczonego nieznaną substancją – poinformował 19 sty-

cznia główny inspektor sanitarny. Trzy rodzaje produktów były eksportowane do Czech, Słowacji, Niemiec i na Łotwę. Słowacy i Czesi rozpoczęli ich wycofywanie ze sklepów, a Słowackie Ministerstwo Rolnictwa 23 stycznia wystąpiło do Komisji Europejskiej o przeanalizowanie mechanizmów kontroli polskich produktów rolniczych i spożywczych dostarczanych na unijny rynek. KRAJOWA RADA Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, kierowana przez ministra transportu Sławomira Nowaka, przyjęła 9 stycznia program bezpieczeństwa ruchu drogowego na lata 2013-2020. Jednym z jego priorytetów jest walka z piractwem na polskich drogach, czemu ma służyć podniesienie wysokości mandatów drogowych i buMONITOR POLONIJNY


bić z zadłużeniem biedniejszych członków, ale może nowe nadzieje przyniesie fakt, że właśnie w roku 2013 przypada dwudziesta rocznica ustanowienia obywatelstwa unijnego. To właśnie w 1993 roku w Maastricht obywatele Europy zyskali nowe prawa, z których dziś korzystamy bez zastanowienia. Ciekawe, jak wyglądałoby nasze życie bez tych przywilejów. Europejski Rok Obywateli to szereg inicjatyw, które mają nam uświadomić, że członkostwo unijne to nie tylko prawo do swobodnego przemieszczania się pomiędzy krajami, możliwość składania petycji i skarg do międzynarodowych instytucji prawnych czy możliwość swobodnego osiedlania się w dowol-

dowa systemów fotoradarów z równoczesną poprawą infrastruktury drogowej w Polsce. MIROSŁAW G., b. ordynator kardiochirurgii warszawskiego szpitala MSWiA, został 4 stycznia skazany na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata oraz zobowiązany do zapłacenia grzywny w wysokości 72 tys. złotych za przyjęcie łapówek od swoich pacjentów. Sąd oddalił jednocześnie stawiane mu zarzuty mobbingu i molestowania. Proces trwał 4 lata. Sprawa jest precedensowa m.in. ze względu na problem granicy między korupcją a okazywaniem wdzięczności lekarzom. BEZ KOMPLIKACJI zakończyła się operacja pobrania nerki od żywego dawcy przy użyciu robota da Vinci, którą przeprowadzono 7 stycznia STYCZEŃ 2013

nym państwie członkowskim UE, ale to również wizja obszaru swobód obywatelskich z prawem do wspólnej nauki, pracy i rozrywki bez biurokracji i dyskryminacji. Obecnie w wypowiedziach polityków przeważają głosy niepokoju o finansową przyszłość Unii, a Rok Obywateli ma nam przypomnieć, że Unia Europejska to coś więcej niż tylko budżety i wydatki. Wiele więc będzie się mówiło o naszych unijnych prawach, może powstaną nowe – na pewno w tym roku dowiemy się więcej o nas samych jako obywatelach Unii. Według badań i sondaży jedynie połowa obywateli państw członkowskich zdaje sobie sprawę z przywilejów, wynikających z przynależności do zjednoczonej Europy. Będzie to więc czas edukowania i uświadamiania nas, byśmy tymi prawami mogli się nacieszyć. W tym roku Unia Europejska powiększy się również o jednego członka – 1 lipca, gdy prezydencję w Unii obejmie Litwa, do grona państw członkowskich dołączy Chor wacja. Ale człowiek żyje nie tylko kryzysem i polityką. Na szczęście w tym

w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Wrocławiu. Był to pierwszy w Polsce tego typu zabieg, przeprowadzony przez dwa zespoły chirurgów, kierowanych przez prof. Wojciecha Witkiewicza. DRUGIEGO STYCZNIA w wieku 69 lat zmarła Teresa Torańska, wybitna dziennikarka, mistrzyni wywiadu politycznego, autorka m.in. książki pt. „Oni“ (1985), zawierającej przeprowadzone w okresie stanu wojennego wywiady-rozmowy z byłymi komunistycznymi decydentami i dygnitarzami na temat ich oceny dokonań socjalizmu w Polsce. Była też autorką talk-show „Teraz Wy“ w TVP 2, cyklu programów telewizyjnych i współautorką filmów dokumentalnych. W 2001 roku została odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

roku rozrywek nam nie zabraknie. Co prawda nie będzie ani igrzysk olimpijskich, ani mistrzostw piłkarskich, ale za to dopiszą sportowe imprezy eliminacyjne, równie emocjonujące. W związku z tym mężczyźni zasiądą zapewne przed telewizorami, by się cieszyć sportem w najbardziej prak-

tyczny i ulubiony przez siebie sposób, zaś kobiety… One również będą mogły oddać się swoi ulubionym zajęciom – pogaduszkom. Tematów nie zabraknie – o to zadbają już zarówno nasze, jak i zagraniczne gwiazdki i gwiazdeczki. Na prawdziwy tegoroczny hit trzeba jeszcze poczekać kilka miesięcy, gdy angielska księżna Kate urodzi następcę tronu. AGATA BEDNARCZYK

W DNIU 13 STYCZNIA zmarł doradca prezydenta Michał Kulesza, prawnik, specjalista z zakresu prawa administracyjnego i administracji publicznej. Za pracę na rzecz odbudowy w Polsce demokracji lokalnej był wielokrotnie nagradzany i odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Miał 65 lat. DNIA 17 STYCZNIA zmarła Jadwiga Kaczyńska, matka Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Miała 87 lat. Jej pogrzeb odbył się 23 stycznia na warszawskich Powązkach. W DNIU 22 STYCZNIA w wieku 85 lat zmarła Lucyna Winnicka, aktorka, która dzięki rolom w filmach „Matka Joanna od Aniołów“, „Sam pośród miasta“ oraz „Pociąg“ zyskała status ikony polskiego kina.

Swoją karierę filmową zakończyła w roku 1977. Później, zafascynowana medycyną i filozofią Dalekiego Wschodu, założyła Akademię Życia, na czele której stała przez ponad 10 lat. PO CIĘŻKIEJ CHOROBIE 23 stycznia zmarł kardynał Józef Glemp. Miał 83 lata. Mimo złego stanu zdrowia uczestniczył we wszystkich ważnych uroczystościach kościelnych w ostatnich miesiącach – był np. obecny podczas spotkań sierpniowej wizyty patriarchy Moskwy i całej Rusi Cyryla I w Warszawie. Kardynał Józef Glemp był prymasem Polski w latach 1981-2009. Pełnił też funkcję metropolity gnieźnieńskiego i warszawskiego oraz przewodniczył Konferencji Episkopatu Polski. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


Mariusz Szczygieł o reporterskich romansach z Czechami W wywiadach, w których wyjaśnia Pan, skąd się wzięło Pańskie zainteresowanie Czechami, opowiada Pan różne historie… Ponieważ nudzę się, kiedy o tym mówię. Żeby się nie nudzić, wymyśla Pan nowe historie? Nie, niczego nie wymyślam. Kiedy w Polsce prowadziłem talk show, popularność spowodowała, że jako reporter zostałem pozbawiony anonimowości. A reporter musi mieć anonimową twarz, nie może budzić negatywnych emocji w rozmówcy. Budził Pan negatywne emocje? Budziłem różne emocje, negatywne też. Najczęstszą reakcją było: „Przyjechał telewizor!“ A przecież nie o to chodziło, żeby pytania zadawano mi – czy lubię sernik, ile zarabiam, gdzie mieszkam… W pracy reporterskiej chodzi o to, żebym to ja zadawał pytania. Przypadek sprawił, że na zlecenie czasopisma „Viva”, pojechałem do Pragi, by przeprowadzić wywiad z Heleną Vondračkovą, i wtedy się zorientowałem, że Praga jest jak miasto z Dolnego Śląska, tylko trochę obce. Odkryłem fajne miejsce, w którym mogłem się schować przed popularnością. Zacząłem się uczyć języka, zgłębiać kulturę czeską, zainteresowały mnie tamtejsze historie. Co Pan odkrył dzięki „czeskiej psychoterapii“? Czechy pozwoliły mi uwierzyć w swoje pisanie, które – jak się przekonałem – może podobać się nie tylko w Polsce i u naszych południo-

„Czechy dały mi nadzieję, że gdzieś jest normalny świat, w którym nie ma karzącego Boga”. 6

siążka „Gottland“ Mariusza Szczygła, która pod koniec ubiegłego roku ukazała się również w języku słowackim, stała się pretekstem do rozmowy z jej autorem na tematy nam bliskie, dotyczące Czech, Słowacji i Polski. Ten znany pisarz, reporter, dziennikarz „Gazety Wyborczej” odwiedził Bratysławę z okazji promocji „Gottlandu”, który podbił serca wielu Europejczyków (tłumaczenia książki ukazały się m.in. w Czechach, Niemczech, Francji, Hiszpanii, Węgrzech, Rosji, Słowenii), za który otrzymał wiele nagród, w tym prestiżową Europejską Nagrodę Literacką (2009 rok).

K

wych sąsiadów, ale też na Zachodzie. Czechy dały mi nadzieję, że gdzieś jest normalny świat, w którym nie ma karzącego Boga. Że istnieje zbiorowość ludzka, która stara się za wszystkim widzieć coś pozytywnego. To nie znaczy, że Czesi nie narzekają, oni jednak starają się widzieć w każdej niedogodności coś pozytywnego, dobrego dla siebie. Opisałem to w swojej ostatniej książce „Láska nebeská“.

ny, że zwróciłem się z wyrzutami do jakiegoś czeskiego dziennikarza. Był zakłopotany, ale pokazał mi całe wydarzenie z innego punktu widzenia: przekonywał mnie bym wyobraził sobie, że wszystko to wymyślił sam dramatopisarz Havel, który w tym momencie zapewne na nas patrzy i to reżyseruje! To było fantastyczne! Ulżyło mi. Nie wymyśliłbym tego! I to jest przykład czeskiego samozaspokojenia.

Co na przykład ma Pan na myśli? Kiedy byłem na pogrzebie Vaclava Havla, zamknięto nas – trzydziestu akredytowanych dziennikarzy – w katedrze, na chórze, pod organami. Byliśmy przekonani, że będziemy na dole, gdzie wszystko widać i słychać, byśmy mogli napisać relację z uroczystości. Kiedy przemawiał Vaclav Klaus, mieliśmy wrażenie, że przemawia nuncjusz apostolski i to po chińsku. Co więcej, było tam brudno jak cholera, bo od czasów Franciszka Józefa nikt tam nie sprzątał! Było zimno – na dworze plus trzy stopnie, ale w środku dużo mniej. To międzynarodowe towarzystwo dziennikarzy, chcąc się rozgrzać, zaczęło podskakiwać, przytupywać, zacierać ręce. Widok był nieprawdopodobny, jak z czeskiej komedii! Chciałem stamtąd uciec, tym bardziej, że mieliśmy tam być zamknięci przez minimum cztery godziny. Kiedy się okazało, że na ucieczkę jest już za późno, byłem tak zdenerwowa-

Czy dzięki obcowaniu z Czechami można się zarazić od nich tym pozytywnym podejściem do rzeczywistości? Można się tego nauczyć. Może ja to miałem już wcześniej gdzieś w sobie, ale dzięki Czechom to coś się spotęgowało? Zasada, żeby z każdej wady zrobić zaletę, to metoda na przeżycie! Widzi Pan pozytywne cechy naszych sąsiadów, ale – kto wie – jakby to było, gdyby przyszło Panu tam żyć na stałe? Kto wie? Bywam tam kilka razy w roku. Ale fajnie jest mieć taki swój teatr. Nie denerwuje Pana ich eurosceptycyzm? Nie. Podchodzę do problemu jak entomolog, który obserwuje okazy motyli w gablocie. Dlaczego miałoby mnie denerwować to, że motyl ma zielone skrzydełka, a nie niebieskie? Czy motyl może mnie wkurzyć? Nie! On jest po prostu dla mnie ciekawy. MONITOR POLONIJNY


Jeśli nie denerwują Pana czeskie problemy, to co Pan emocjonuje? Ja się w ogóle mało emocjonuję.

„Zasada, żeby z każdej wady zrobić zaletę, to metoda na przeżycie!”.

Ale z którymś narodem się Pan utożsamia, gdzieś denerwują Pana jakieś zachowania? Polska mnie denerwuje. Kaczyński mnie denerwuje.

nić się ze wszystkimi. Jako reporter nawiązuję z moim rozmówcą intensywny, bliski, ale krótki kontakt. To jest jak mocny romans, który musi się skończyć. To nie jest związek na całe życie, bo nie można być w wielu związkach na całe życie. Trzeba być świadomym, że te spotkania mają przynieść coś dobrego, wzbogacić i piszącego, i opisywanego, który dzięki temu opisowi dowie się czegoś o sobie.

Wcześniej powiedział Pan, że z tęsknoty za normalnością wybrał Pan Czechy. W Polsce nie jest normalnie? Wtedy, kiedy zaczynałem zajmować się Czechami, nie było. Teraz jest bardziej normalnie, ale jak rządził PiS, to było koszmarnie. Moje książki były odskocznią dla tych, którzy się w Polsce dusili. Powiedział Pan kiedyś, że Polska w porównaniu z Czechami jest histeryczna… Polska ciągle nie wie, gdzie jest jej miejsce. Porównuje się z Francją, Anglią, Niemcami. Nie wie, czy już jest duża, czy nie. To powoduje nasz wewnętrzny dygot. A Czesi się tego dygotu nie boją, bo wiedzą, że są mali.

Skąd Pan czerpie inspiracje? Bardzo dużo ludzi pisze do mnie, zagaduje mnie, opowiada różne historie w księgarni z kawiarnią, którą prowadzę z kolegami. Mam z czego wybierać. Z tego materiału, którym dysponuję, zrealizuję pewnie tylko jeden promil.

Jak Pana przyjmują Czesi? Wiem, że zaskarbił Pan sobie ich serca pewną formułką, dzięki której otwierają się przed Panem wszystkie drzwi… Tak, mówię Czechom, że dostaję metafizycznego orgazmu, kiedy słyszę język czeski. To się przydaje, bo tam nikt się tak nie zachowuje.

Czyli jest Pan ich kumplem? Czasami te lody tak szybko się przełamują, że niekiedy się obawiam, iż będę mieć w Czechach za dużo przyjaciół, a przecież nie sposób przyjaźLUTY 2013

Trzeba pokochać bohatera, którego się opisuje? Ja zawsze lubię lubić tego, o kim piszę, choćby to nie wiem jaki był potwór. Mówi Pan o swoich czeskich bohaterach Pepiki, jak niektórzy Polacy? Nigdy. To nie wynika z szacunku do Czechów, tylko z tego, że nigdy nie używam slangu, słów typu spoko! Mogę takiego określenia użyć w tekście, ale nie używam go w mowie. ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

To znaczy jak? Tu chodzi o pewien luz, który Czesi mają w gospodach, natomiast w innych sytuacjach są oficjalni jak cholera. A ja, kiedy dzwonię i namawiam kogoś na wywiad, to spuszczam z tonu i mówię, jakbym zwracał się do cioci, brata, kuzyna, kogoś znajomego. Ich to po prostu dziwi, dzięki temu kruszeją i nie mają zahamowań.

Gdybym chciała napisać coś o Słowakach, to ze względu na to, że mieszkam tu od jakiegoś czasu, pewnie łatwiej byłoby mi znaleźć punkt zahaczenia. Jak Pan szuka tego punktu zahaczenia w Czechach? Chyba jednak lepsze jest spojrzenie z zewnątrz. Chociaż, kto wie? Każde spostrzeżenia są dobre, jeśli są mądrze napisane. Myślę, że to jest ciekawe, jak nas widzą inni. Jechałem kiedyś taksówką w Czechach i kierowca powiedział mi, że polski, słowacki i ukraiński są miękkimi językami, natomiast czeski jest twardym, zachodnim językiem, bardziej podobnym do niemieckiego! W uszach Polaków czeski jest tak miękki, jakby mówiło dziecko. A tu proszę, ktoś to widzi zupełnie inaczej! To jest świetne! Takie spojrzenie z zewnątrz jest czymś wzbogacającym i zaskakującym. Fajnie jest widzieć się w cudzych oczach, pod warunkiem, że ten, kto patrzy, nie ma złych intencji. Intencje są ważne. Ja chyba nie mam złych intencji, przynajmniej tak uważają Czesi. Mówią, że potrafię napisać o nich czasami w sposób nieprzyjemny, ale widać w tym miłość, która krytykę równoważy.

7


Dlaczego zdecydował się Pan poświęcić rodzinie Baťów dość obszerny rozdział w książce „Gottland“? Podczas zajęć ze studentami zapytałem ich, z którym krajem kojarzą firmę Baťa? Nikt nie odpowiedział, że jest to firma z Czech! I to mnie tak zdenerwowało, że postanowiłem przedstawić czytelnikom tę ciekawą rodzinę. Przeczytałem jakąś książkę na jej temat. Nie spodobała mi się. Kolejne też nie przypadły mi do gustu. Wszystkie były bez formy, przeważała w nich szwejkowska teoria gadulstwa. Najczęściej były to wspomnienia jednej osoby albo kilku pracowników. Brakowało mi jednej kanonicznej książki, która by zawierała w sobie te wszystkie historie i spojrzenia. Pomyślałem sobie, że taki tekst powinien mieć nie więcej niż 30 stron maszynopisu, czyli sama kwintesencja z humorem i ironią. Zacząłem więc pisać po swojemu. Cała ta historia świadczy o tym, że reportaż może powstać na bazie lektur. Oczywiście byłem w Zlinie, rozmawiałem z różnymi ludźmi. Napisałem jeden jedyny mail do Kanady, do pana Tomaša Bati, który wtedy już miał ponad 80 lat. Jego sekretarka odpisała mi, że pytanie ma być jedno i ma być ważne. W związku z tym napisałem: „Panie Batio, jak żyć?”. 8

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Które czeskie słowo najbardziej Pana zachwyciło? Podobają mi się czeskie zdrobnienia, choć niektóre mnie zaskakują. Na przykład depka – od depresji, nackovie – od nazistów. Dyskutuję na ten temat z Czechami, tłumacząc im, że zdrobnień używa się, obdarzając kogoś lub coś czułością. Jak zatem można z czułością mówić o nazistach? Oni twierdzą, że w tym zdrobnieniu nie chodzi o czułość, ale o to, że naziści się zadomowili w Czechach. Ale to mnie przeraża.

z tym, czego nie mają, co Odpowiedź na to pytanie „Dostaję czytelnicy znajdą w Pana metafizycznego stracili. książce. orgazmu, kiedy Wcześniej stwierdził Pan, Przyjechał Pan do słyszę język że fajnie jest być kimś Bratysławy, by promować czeski“. z zewnątrz, by zauważyć właśnie „Gottland“, co coś w nowym miejscu. Coś wiąże się ze spotkaniami Pana zaintrygowało w Bratysławie? z dziennikarzami, czytelnikami. Jak Jestem tu zbyt krótko. Pan, reporter, czuje się, kiedy role się odwracają i to Pan musi odpowiadać na Słowacja nigdy Pana nie pociągała? pytania? Póki nie są zbyt intymne to jest Nie! okej. Ale nie potrafiłbym odpowiadać Dlaczego? na pytania, które sam zadawałem Słowacy są zbyt podobni do Polaków. swoim gościom w talk show. Podziwiałem ich za otwartość, na którą Skąd Pan wie? mnie chyba nie byłoby stać. Może dlaTak czuję – katolicy, pełni temperatego korzystam ze swoich bohaterów mentu. reportaży i poprzez ich słowa, historie opisuję siebie i świat? Bardzo soW którymś z wywiadów tłumaczył Pan, bie cenię to, że wpuszczają mnie oni że znalazł tę swoją niszę i pisze do swojego życia. Oczywiście, staram o Czechach. A przecież Słowacja się pisać tak, by nikomu nie zaszkoto jeszcze nieodkryta nisza! dzić. Ale Słowacy mają słaby PR. Nie Podobno pisze Pan ze strachu umieją się sprzedać, nie potrafią o soprzed śmiercią? bie mówić. Widzi Pani, ja mam już to Kiedy byłem młody, pisałem dlateczeskie akwarium, w którym są go, żeby wszyscy mówili, że to nie jest wszystkie rybki – od kolorowych po głupi chłopak, że jest utalentowany, szare. potrafi pisać. Teraz szukam takich boKiedyś to akwarium było haterów, od których mogę się dowieczechosłowackie… dzieć, jak sobie radzą z życiem, straCzesi mnie pociągają, bo w więchem przed śmiercią, lękami egzykszości są niewierzący, nie zajmują stencjalnymi. Szukam sprawdzonych się religią. To jest pewna egzotyka. metod. Tak to jest z facetami, którzy przechodzą kryzys wieku średniego. Nigdy nie mieszkałam w Czechach, U mnie ten kryzys nie wynika z obawy, że niczego nie dokonałem, wręcz ale na Słowacji – przynajmniej na przeciwnie – jestem zadowolony zachodzie tego kraju – przekonałam się, co znaczy tolerancja religijna… z tego, co zrobiłem, i niczego nie O, to jest fajne! Może rzeczywiście żałuję, ale borykam się z lękiem się tą Słowacją zainteresuję? Już czuję, przed śmiercią, ze znalezieniem że jest fajna. sensu życia. Takiego sensownego sensu, który A historia rozpadu czechosłowackiego sprawi, że ten lęk bę„małżeństwa“, oddalania się od siebie dzie mniejszy. Czech i Słowacji? Wie Pan, że Słowacy Nad czym Pan doskonale znają język czeski, ale wielu Czechów już nie rozumie słowackiego? teraz pracuje? Moja nowa książAle to wynika z tego, że Czesi są ka będzie się skuwciąż kulturowym okupantem Słopiać wokół tematu, wacji. Przecież mnóstwo książek jest a nie miejsca. Jej typo czesku, filmy są dubingowane po tuł brzmi: „Nie ma“. czesku, napisy po czesku! To jest okuOpowiada o tym, jak pant kulturowy, z czego sobie Słoludzie sobie radzą wacy nie zdają sprawy. MONITOR POLONIJNY


Ale Słowacy dzięki temu znają jeszcze jeden język! Bardzo mi się podoba to interpretowanie wady jako zalety. Cieszę się, że Ján Gregor z wydawnictwa „Premedia” miał siłę, by wydać moją książkę w języku słowackim. Kiedy do mnie napisał, myślałem, że to pomyłka. Odpisałem mu, że książka już się ukazała. Do głowy mi nie przyszło, że ktoś ze Słowacji będzie chciał wydać tę książkę po słowacku, skoro jest po czesku! A on mi odpisał, że jest reprezentantem nowej fali w słowackiej kulturze i że nie może być tak, że wszystkie ważne książki wychodzą po czesku, a tylko harlekiny po słowacku! To mi strasznie zaimponowało i dlatego tu jestem!

Sylwester w Dubnicy nad Wagiem

Z jakim przyjęciem spotkał się Pan w Bratysławie? Fantastycznym! Na pewno Słowacy pytali, czy o nich też coś Pan napisze. Oczywiście, że pytali. Z tymi tematami to jest jak z miłością: trzeba się zakochać. Napisałem taką książkę, zatytułowaną „Kaprysik“, mówiącą o zwyczajnych kobietach, na które – być może – nikt inny nie zwróciłby uwagi, a mnie coś w ich życiu zainteresowało. Są to z pozoru banalne historie. We Włoszech ta książka się dobrze sprzedaje, bo Włosi uważają, że to jest poezja wyciśnięta z banału. Muszę powiedzieć, że tę książkę napisała kobieta, która jest we mnie! Każdy mężczyzna ma w sobie kobietę, tylko ją zabija z powodów kulturowych, bo nie wypada… A ja tej swojej pozwoliłem mówić! Co w Panu jeszcze drzemie? Kora Jackowska (wokalistka zespołu Maanam – przyp. red.) kiedyś powiedziała, że podwójne życie to jest minimum, które człowiek powinien mieć. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

„Czesi są wciąż kulturowym okupantem Słowacji“. LUTY 2013

raz czwarty w Dubnicy nad Wagiem miejscowi członkowie Klubu Polskiego wraz z tymi, którzy przybyli z  Trenczyna, wspólnie świętowali ostatnie godziny starego roku i witali nowy 2013. Nie zabrakło humoru, tańców, zabaw, serdecznych życzeń. Ba, nawet ze łzami w oczach odśpiewano hymny: słowacki i polski. I – jak co roku – złożono publicznie obietnicę, że za dwanaście miesięcy wszyscy obecni spotkają się ponownie, by wspólnie powitać kolejny Nowy Rok. BEATRICE KOŁATKOVÁ

Po

ZDJĘCIA: BEATRICE KOŁATKOVÁ

Nagrody „Monitora“ w Koszycach rozdane konkurs pod hasłem „Morze Bałtyckie i jego skarby“, ogłoszony w ubiegłym roku na łamach „Monitora Polonijnego“, swoje prace nadesłały też dzieci z koszyckiej Polonii.

Na

Nagrody, które otrzymały za udział w nim, zostały im wręczone pod koniec ubiegłego roku na koszyckich spotkaniach polonijnych oraz podczas pierwszego spotkania tegorocznego. Nagrodzeni to: Alex Irány, Jakub Lukáč, Veronika Lukáčová oraz Rišo Očkai. Serdecznie gratulujemy! u.sz. 9


Wieczór

polskich kolęd

w Nitrze

więta Bożego Narodzenia nitrzańskiej Polonii przedłużyły się do 27 grudnia 2012 r., a to dzięki uroczystej mszy świętej, celebrowanej przez ojców salwatorianów, i wieczorowi polskich kolęd, które tego dnia zabrzmiały w miejscowej katedrze. Tegoroczny koncert kolęd miał szczególny charakter, bowiem zgromadzona publiczność wysłuchała nie tylko tradycyjnych kolęd polskich, ale i tych starych, z okresu renesansu. Koncert rozpoczęła wywodząca się z bratysławskiej Polonii młoda skrzypaczka Alexandra Głębocka utworem „Gloria in excelsis Deo“. Po niej wystąpił zespół muzyki dawnej Musica Poetica z Tren-

Ś

10

czyna pod kierownictwem Dušana Dobiáša. Jego członkowie, ubrani w renesansowe stroje i z instrumentami z epoki, przenieśli na chwilę słuchaczy do przeszłości, a przy okazji wykonali dziewięć nieznanych, ale jakże pięknych kolęd, które dodały koncertowi specyficznej atmosfery. Wielką atrakcją wieczoru był występ solisty opery wiedeńskiej, tenora Mariana Olszewskiego, który –

ZDJĘCIA: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

akompaniując sobie na organach – zaśpiewał sześć naszych najpiękniejszych kolęd, między innymi „Jezus malusieńki“ i „Lulajże, Jezuniu“. Zgromadzeni w katedrze, wśród których był też konsul RP Grzegorz Nowacki z małżonką, gorącym aplauzem dziękowali wykonawcom za wspaniałą

ucztę duchową i towarzyszące jej wzruszenia. Po koncercie wszyscy spotkali się w kawiarni Atrium, by przy symbolicznej lampce wina podzielić się wrażeniami i porozmawiać. Była to też okazja do osobistych podziękowań wykonawcom, a także do złożenia sobie życzeń noworocznych. Pełne serdeczności spotkanie zapewne pozostanie w pamięci wszystkich na długo. TERESA SIPČIAK Zgodnie z życzeniem autorki jej honorarium zostanie przeznaczone na cele organizacyjne szkółki polonijnej w Nitrze.

MONITOR POLONIJNY


ielokulturowość Koszyc widziana jest gołym okiem na co dzień, ale podczas inauguracji Europejskiej Stolicy Kultury Koszyce 2013 pokazana została z rozmachem. Wyjątkowy program, występy gwiazd, goście ze świata kultury i polityki, fajerwerki czy imponujące oświetlenie katedry św. Elżbiety… Można by długo wymieniać. Wszystko to miało miejsce podczas inauguracji Europejskiej Stolicy Kultury w Koszycach, która odbyła się 19 i 20 stycznia i była rejestrowana pilnie przez wiele stacji telewizyjnych. Nie brakowało w niej i polskich akcentów, przygotowanych przez Instytut Polski w Bratysławie.

W

Już w przeddzień uroczystości chętni mogli obejrzeć współczesną baśń Marty Guśniowskiej „O rycerzu bez konia“ w reżyserii Jacka Malinowskiego i w wykonaniu koszyckiego teatru lalek. Dla miłośników jazzu przygotowano koncert polsko-słowackiego tria jazzowego w składzie Jana Bezek (fortepian), Wojciech Szwugier (kontrabas) i Dominik Stankiewicz (perkusja). Przedstawiło się też MaBaSo, czyli pierwsze autorskie trio wybitnego polskiego wibrafonisty Bernarda Maseliego, który wystąpił razem z basistą Michałem Barańskim

Inauguracja Europejskiej Stolicy Kultury Koszyce 2013 i słowackim perkusistą Danem Šoltísem. Bardzo ciekawym, niekonwencjonalnym projektem, oddziałującym na zmysły, okazało się przedstawienie teatralne dla 9 osób dorosłych w wykonaniu wrocławskiego Teatru Ad Spectatores i w reżyserii Macieja Masztalskiego „9 rekonstrukcja“. W ramach inauguracji Peter Čižmár   z Divadla Kontra przedstawił monodram Marka Koterskiego „Nienawidzę“ w reżyserii Klaudyny Rozhin, zaś w Galerii Wschodniosłowackiej została zaprezentowana wystawa designu, na której swoje prace przedstawiła Agnieszka Bar, autorka szkła użytkowego, i Wytwórnia 21, zajmująca się designem ekologicznym – z reguły z odpadu plastykowego. Na inauguracyjne uroczystości do Koszyc przybył też polski minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski. Podczas dwu-

Polskie groby w Koszycach

LUTY 2013

Na

dniowej wizyty odbył kilka spotkań z gospodarzami oraz gośćmi zagranicznymi; rozmawiał m.in. ze swoim słowackim partnerem Markiem Maďaričem, komisarz UE ds. kultury, oświaty, wielojęzyczności i młodzieży Androullą Vassiliou, prezydentem Koszyc Richardem Rašim i marszałkiem województwa koszyckiego Zdenkiem Trebulą. Wziął także udział w śniadaniu z przedstawicielami świata kultury i nauki Koszyc i regionu. Wielokulturowe miasto z silnymi wpływami węgierskimi, żydowskimi, niemieckimi, rusińskimi i polskimi, oczarowało zarówno licznie przybyłych gości i turystów, jak i miejscowych obywateli. Program otwarcia był bowiem tak bogaty i urozmaicony, iż każdy mógł w nim znaleźć coś atrakcyjnego dla siebie. URSZULA SZABADOS

głównym cmentarzu w Koszycach spoczywają między innymi polscy żołnierze, polegli w pierwszej wojnie światowej. Wielu z nich zostało pochowanych bezimiennie, we wspólnej mogile. I właśnie na tej mogile, 27 grudnia 2012 roku, dzięki pomocy i życzliwości Referatu ds. Konsularnych Ambasady RP w Bratysławie Agnieszka Tothová i Tomasz Światłowski, studenci z Klubu Polskiego z Koszyc, zło-

żyli wieniec z polskimi szarfami oraz zapalili znicze, czcząc w ten sposób ich pamięć. URSZULA SZABADOS

11


SP O T K A N IE N OW O R O CZN E

ZDJĘCIA. TOMASZ OLSZEWSKI

Klubu PolsKiego bratysława

bardzo mroźny i śnieżny wieczór, 18 stycznia, w Instytucie Polskim odbyło się spotkanie noworoczne Klubu Polskiego. Pomimo iście zimowej aury na zewnątrz, panowała gorąca atmosfera, a klubowiczom dopisywały szampańskie humory. Katarzy-

W

Plany W Klubu

PolsKiego

na roK

2013 12

na Tulejko, prezes Klubu Polskiego Bratysława, zdała relację z jego działalności w minionym roku oraz serdecznie podziękowała działaczom za ich zaangażowanie i ogrom pracy, włożony w krzewienie polskiej kultury. Sprawozdanie zostało udokumentowane pokazanymi na dużym ekranie zdjęciami z imprez, zrealizowanych przez bratysławski Klub Polski w 2012 roku. Trzeba przyznać, iż rok ubiegły obfitował w wiele ciekawych i atrakcyjnych spotkań polonijnych. Oprócz imprez cyklicznych, takich jak „Sztuka z naszych szeregów”, „Majówka Potańców-

roku 2013 Klub Polski planuje zrealizować projekty i działania, korzystając z dofinansowania z następujących źródeł: Kancelaria Rady Ministrów RS, Stowarzyszenie „Wspólnota Polska“, Fundacja Pomoc Polakom na Wschodzie, Ambasada RP oraz przychody z 2% od podatków. Uzyskane z ww. źródeł pieniądze zamierzamy wykorzystać w tym roku na realizację następujących projektów:

ka” czy topienie Marzanny pojawiło się też nowe, kulinarne przedsięwzięcie – wspólne „gulaszowanie“! Po niezwykle interesującej prezentacji dokonań bratysławskiego Klubu Polskiego Katarzyna Tulejko przedstawiła jego działania, planowane na rok bieżący. „Z pewnością nie za-

Miesięcznik „Monitor Polonijny” i działania pokrewne: • „Monitor Polonijny” – miesięcznik polonijny, wydawany w 11 numerach przez cały rok 2013; • utrzymanie strony internetowej www.polonia.sk, cały rok 2013; • dyktando polonijne, które odbędzie się jesienią 2013 roku; • warsztaty dziennikarskie, planowane na październik 2013;

braknie corocznych imprez, które już na stałe wpisały się w kalendarz spotkań polonijnych, np. Polskie szanty na Dunaju, które ostatnim razem przyciągnęły bardzo dużą ilość osób” – mówiła pani prezes. Zapowiedziała też, że wydarzeniem roku ma być zjazd starych polskich samochodów w połączeniu z występem wrocławskiej pantomimy. Projekt ten, noszący nazwę „Z Polską na TY, sentymentalna retrospekcja”, zostanie zrealizowany w maju z okazji Święta Polonii. Kolejną nową i zarazem bardzo interesującą propozycją, o której wspomniała prezes, jest przygotowywany na jesień występ polskiego kabaretu Świerszczychrząszcz. W tym roku w Bratysławie planowana jest też organizacja warsztatów dziennikar-

Klub Polski Bratysława • • • • • • • • • •

topienie marzanny 2013, marzec 2013; Z Polską na ty, maj 2013; majówka w stylu lat 60., maj 2013; Dzień Dziecka i zakończenie roku szkolnego, czerwiec 2013; Polskie szanty na Dunaju – Kultura morza, czerwiec 2013; Sztuka z naszych szeregów – wystawa prac artystki Stefanii Gajdošovej, lipiec 2013; promocja Polski podczas tradycyjnego konkursu gotowania gulaszu, wrzesień 2013; wieczór z pantomimą, październik 2013; szkolenie działaczy polonijnych, listopad 2013; spotkanie mikołajkowe dla dzieci, grudzień 2013. MONITOR POLONIJNY


najbliższe miesiące, a w trakcie tych gawęd można było zapisać się do Klubu Polskiego, uiścić składkę członkowską za bieżący rok lub zamówić prenumeratę „Monitora Polonijnego”.

skich oraz dyktando polonijnego, które to przedsięwzięcia spotkały się wcześniej ze szczególnym uznaniem i zainteresowaniem klubowiczów, a które z uwagi na brak dofinansowania w roku ubiegłym się nie odbyły. Kwestie finansowania projektów, problemy z tym związane oraz raport finansowy za 2012 rok przedstawił prezes Klubu Polskiego na Słowacji Tomasz Bienkiewicz. Wśród obecnych na spotkaniu byli też m.in. redaktor naczelna „Monito-

Klub Polski Dubnica nad Wagiem: • Ogólnosłowackie Spotkanie Zielonoświątkowe, maj 2013; • Dubnickie Dni Polonijnej Przyjaźni, Współpracy i Folkloru 2013, sierpień 2013.

Klub Polski Trenczyn • Przyjaźń bez granic 2013, wrzesień 2013; LUTY 2013

ra Polonijnego” Małgorzata Wojcieszyńska i współzałożyciel naszej organizacji Ryszard Zwiewka. Śnieżna pogoda nie odstraszyła zaprzyjaźnionego z Klubem bratysławskim Andrzeja Kempy, który na spotkanie przybył z Wiednia. Andrzej Kempa, pełniący funkcję prezesa organizacji SIPPA Światowe Igrzyska Polonijne - Polonia Austria, opowiedział o tegorocznym finale Wielkiej Orkiestry

Świątecznej Pomocy w Wiedniu, a także zachęcił wszystkich do wspólnego uczestnictwa Polonii z obu krajów w kulturalnych i sportowych wydarzeniach roku 2013. Spotkanie noworoczne upłynęło w przyjemnej i sympatycznej atmosferze. Przy filiżance gorącej kawy i kieliszku wina, smakując domowych wypieków, nasi klubowicze wesoło gawędzili i omawiali plany na

Klub Polski Nitra • szkółka polonijna w Nitrze, cały rok 2013; • Moje korzenie 2013, marzec – grudzień 2013; • plenerowy Dzień Dziecka, czerwiec 2013; • VI edycja koncertu polskiej muzyki organowej, wrzesień 2013; • bożenarodzeniowe mikołajki i jasełka, grudzień 2013.

Klub Polski Koszyce • warsztaty dla dzieci – Krok za krokiem w kierunku sztuki, lipiec 2013; • W hołdzie mistrzowi Czesławowi Niemenowi - recital wokalny i fortepianowy, październik/listopad 2013.

Uczestnicząc w spotkaniu i spoglądając na ubiegłoroczne działania nowego (wybranego w lutym 2012 r.) zarządu Klubu Polskiego Bratysława, doszłam do wniosku, iż jego członkom nie brakuje ciekawych pomysłów i zaangażowania. Pozostaje już tylko trzymać kciuki za powodzenie wszystkich projektów i ich realizację w 120%! MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

Informujmy, że jesienią ubiegłego roku Klub Polski złożył wnioski o dofinansowanie projektów do instytucji polskich, zaś 18 stycznia do Kancelarii Rady Ministrów RS. Na przełomie marca i kwietnia spodziewamy się informacji w sprawie przydzielonych dotacji na konkretne działania. Oprócz imprez dotowanych każdy z klubów regionalnych będzie organizować mniejsze działania, finansowane ze środków własnych (np. spotkania noworoczne, zabawy karnawałowe itp.). O wszystkich imprezach i działaniach Klubu Polskiego będą mogli się Państwo dowiedzieć z łamów miesięcznika „Monitor Polonijny” i ze strony internetowej www.polonia.sk, gdzie znajdą się szczegółowe informacje o czasie i miejscu realizacji konkretnych TOMASZ BIENKIEWICZ przedsięwzięć. prezes Klubu Polskiego – Stowarzyszenia Polaków i Ich Przyjaciół na Słowacji 13


ierownik Zespołu Muzyki Dawnej „Musica Poetica” Dušan Dobiaš zdobył nuty ze staropolskimi tekstami, które postanowił opracować, a niektóre z utworów włączyć do repertuaru zespołu.

K

Przy interpretacji polskich tekstów i ich właściwym odczytaniu potrzebował pomocy przyjaciół z Klubu Polskiego. Staropolszczyzna okazała się trudna i dla nas, współczesnych Polaków, więc słowaccy wykonawcy mieli wiele problemów z prawidłową artykulacją tekstów polskich kolęd. Po pierwszym występie zespołu na regionalnym spotkaniu opłatkowym z Mikołajem w Trenczynie w grudniu 2011, kiedy to wykonał on zaledwie kilka kolęd, przyjętych z wielkim aplauzem, zrodził się pomysł, by zaśpiewać je wspólnie z pol-

Staropolskiejukolędy ż na płycie! skimi członkami Klubu Polskiego. Przygotowując się do wydania nagrania ze starymi kolędami, które mało kto zna, opracowaliśmy projekt tego przedsięwzięcia w celu uzyskania środków finansowych, potrzebnych na jego realizację. Jesienią, po akceptacji naszego projektu zaczęliśmy pierwsze próby. Nie obyło się bez problemów. Utwory

okazały się dość trudne dla śpiewaków-amatorów, a i młodzi, studiujący członkowie zespołu nie zawsze mogli uczestniczyć w próbach. Pomimo tego zdołaliśmy przygotować 8 kolęd i jeszcze kilka innych utworów renesansowych, które Musica Poetica uzupełniła staropolskimi utworami instrumentalnymi. Nagranie 16 utworów, które znalazły się na pły-

cie, odbyło się w miejscowym prywatnym studiu nagrań. Oprócz sześciu wspaniałych muzyków, grających na różnych epokowych instrumentach, wzięły w nim udział trzy wokalistki – członkinie Klubu Polskiego w Trenczynie: Teresa Pavlasková, Renata Straková i Katarína Matejková. Okładkę płyty przygotowała Katka Matejková, członkini zarówno Klubu Polskiego, jak i zespołu Musica Poetica. Polsko-słowacka płyta „W Betlejem przy drodze” jest już do dyspozycji Polaków i wszystkich klubów regionalnych na Słowacji. Może być ciekawą formą prezentu lub pamiątką dla gości, przyjeżdżających na klubowe imprezy. Przy okazji chciałabym podziękować Dušanowi Dobiašowi i członkom jego Zespołu Muzyki Dawnej za owocną współpracę z klubowiczami i za wysiłek włożony w realizację nagrania. Podziękowania należą się również Centrum Kultury Sihot w Trenczynie, a przede wszystkim Kancelarii Rady Ministrów RS, bez której wsparcia finansowego nie można byłoby zrealizować nagrania. RENATA STRAKOVÁ Klub Polski Trenczyn

ZDJĘCIA: KATARÍNA I IVETA MATEJKOVE

14

MONITOR POLONIJNY


Ona (już nie) tańczy dla mnie na taaańczy dla mnieee!“ – codziennie 8-letnia Agnieszka śpiewała ten popularny w Polsce przebój. Piosenka tak jej sie spodobała, że poprosiła ojca, by ją zainstalował jako dzwonek w jej komórce. Śpiewała i tańczyła, spoglądając, czy ojciec zauważa nowe figury taneczne. Była jego oczkiem w głowie. On z zadowoleniem patrzył, jak córka przejawia zdolności ruchowe. Często za podkład muzyczny wybierała polskie hity. Cóż mogłoby bardziej cieszyć ojca, mieszkającego z dala od ojczyzny? Z matką dziewczynka rozmawiała po słowacku, z ojcem zawsze po polsku. Rodzice byli zadowoleni z równowagi, z jaką udawało im się wychowywać dziecko dwujęzycznie – w dwóch kulturach po równo. Ich pociecha uczęszczała na kółko taneczne w słowackiej szkole. Ojciec nawet planował stworzenie polonijnego zespołu muzycznego, tanecznego czy teatralnego dla uzdolnionych dzieci, by te mogły się rozwijać artystycznie w polskim duchu. Tymczasem jego córka ćwiczyła wraz ze słowacką koleżanką nowy układ choreograficzny. Oczywiście do piosenki „Ona tańczy dla mnie“. No cóż, może wolałby, by zachwycała się trochę ambitniejszym polskim repertuarem, którym mogłaby oczarować słowacką publiczność, ale cieszył się, że dziecko lgnie do JEGO kultury. Zdawał sobie sprawę, że mieszkając za granicą, trudno zainteresować potomstwo inną kulturą niż ta, w której żyją rówieśnicy. Któregoś dnia Agnieszka zasko-

„O

LUTY 2013

czyła go pytaniem: „Tato, czy my mamy w domu myszy lub szczury?“. Kiedy zaprzeczył, dziewczynka dodała: „Dzieci mi mówią, że mogę je karmić polskimi rurkami“.

i c ś e i w o p O ijnej

diach mówiono o Polsce jako importerze złej jakości towarów, co również podkreślał tutejszy minister gospodarki. Tym razem jednak czuł, że sprawa jest poważniejsza: dzieci czasami potrafią być okrutne i dla zabawy szukają wśród siebie kozła ofiarnego. Nie chciał, by jego dziecko cierpiało z powodu polskiego pochodzenia. To przez aferę, dotyczącą importowanych z Polski wafli i rurek, w których znaleziono trutki na szczury, wyśmiewano się z jego córki! Kilka dni później Agnieszka wróciła zasmucona ze szkoły. „Tato, nie rozumiem tej Eriki, przecież tak jej się podobała ta piosenka. Już miałyśmy wymyślone kroki do niej, a dziś mi powiedziała, że będzie ze mną tańczyć w duecie pod warunkiem, że wybierzemy jej ulubioną piosenkę!“ – poskarżyła się córka. Widział w jej oczach autentyczny smutek. Pocieszał ją, że w nowym polskim zespole będzie tańczyć w rytm muzyki, którą sama sobie wybierze. Nie wiedział jeszcze, że jego plany, związane z działalnością polonijną, staną pod znakiem zapytania – pełnomocnik słowackiego rządu do spraw mniejszości narodowych właśnie planował obcięcie dotacji dla tej polskiej aż o 50 procent! Kilka dni później córka poprosiła ojca, by zmienił dzwonek w jej telefonie. „Czasami trudno jest być Polakiem w innym kraju. Szczególnie wtedy, kiedy… ona już nie tańczy dla mnie“ – pomyślał. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

polorneści t

Nie raz już słyszeli uszczypliwe uwagi o polskich produktach, o których niekiedy pogardliwie mówiono poľské šmejdy (‘polskie buble’). Musiał jej wtedy tłumaczyć, że pewnie chodzi o najtańsze towary z bazarów i targowisk, które z oszczędności kupowali niektórzy Słowacy. Problem nasilił się w ubiegłym roku, kiedy w Polsce wybuchła afera z solą techniczną, sprzedawaną jako jadalna. Coraz częściej w słowackich me-

15


iedy pod koniec ubiegłorocznych wakacji polskie media piały z zachwytu nad świeżo odkrytą na Stadionie Narodowym Natalią Siwiec, za granicą z uznaniem pisano o innej Polce – Kasi Smutniak. Gros tekstów o Smutniak pojawiło się w kontekście poprowadzenia przez nią gali otwarcia i zamknięcia 69. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji. Relacjonujący ten festiwal dziennikarze byli zgodni: jako prowadząca poradziła sobie znakomicie. „Diwa”, „uosobienie klasy i elegancji”, „absolutnie zjawiskowa”, „polska Keira Knightley” – to tylko niektóre z pojawiających się w większości artykułów określeń. Niemiecka edycja modowej biblii „Vogue” komplementowała wybrane przez nią stylizacje, nazywając Polkę „nową ikoną mody”. Nad Wisłą tymczasem o Smutniak jest stosunkowo cicho. Media postrzegają ją raczej jako włoską aktorkę – bo od dwunastu lat mieszka i pracuje we Włoszech. Unika skandali, jej wypowiedzi są przemyślane i wyważone, więc z punktu widzenia żądnej sensacji prasy nie ma o czym pisać. Media zainteresowały się Smutniak (i to na krótko) dopiero dwa lata temu, gdy w tragicznym wypadku zginął jej życiowy partner i ojciec jej córki, Pietro Taricone. Tymczasem Smutniak ma na koncie takie sukcesy zawodowe, o jakich może marzyć niejedna polska celebrytka. Zagrała w kilkudziesięciu włoskich filmach – i bynajmniej nie były to role epizodyczne; pojawiła się także w filmie „Pozdrowienia z Paryża”, w którym wystąpiły takie tuzy kina, jak John Travolta i Jonathan Rhys-Meyers. Uroda i talent Smutniak zrobiły duże wrażenie na Giorgiu Armanim, który w 2009 roku wybrał ją spośród wielu kandydatek do spotów, promujących

K

POLAK POTRAFI

KASI SMUTNIAK spełniony sen o karierze jego najnowsze perfumy, „Idole d’Armani”. Do show biznesu weszła wcześnie. Miała piętnaście lat, kiedy trafiła do czołowej trójki finalistek polskiej edycji konkursu „Look of the Year”. „Koleżanki, nie mówiąc mi o niczym, wysłały moje fotografie na jakiś konkurs. Zajęłam drugie miejsce, zrobiono mi zdjęcia, które trafiły do agencji modelek. Kilka miesięcy później dostałam propozycję wyjazdu do Hamburga, potem do Mediolanu i Tokio. Zarobiłam pierwsze pieniądze. Spodobało mi się. Wyjeżdżałam w wakacje, ale czasami wracałam miesiąc albo dwa miesiące po rozpoczęciu roku szkolnego. Siedziałam po nocach nad książkami, a potem biegałam za nauczycielami, żeby mnie odpytali” – wspo-

minała niedawno w wywiadzie dla magazynu „Pani”. Z kariery modelki zrezygnowała dość szybko na rzecz aktorstwa. W swoim pierwszym filmie, „Al momento giusto” (2000; znany także pod tytułem „At the Right Moment”), miała zagrać epizodyczną rolę modelki. Twórcom obrazu tak się spodobała, że postanowili powierzyć jej rolę jednej z pierwszoplanowych postaci, dziennikarki Sereny. Zdaniem Smutniak film był przeciętny, ale udział w nim sprawił, że połknęła aktorskiego bakcyla. Zatrudniła agentkę, zaczęła chodzić na castingi i dostawać kolejne role. Nie ma żalu o to, że nie jest w Polsce gwiazdą z pierwszych stron gazet. Podkreśla, że jest to zupełnie naturalne, bo większość filmów, w których wystąpiła, jest polskiej publiczności kompletnie nieznana. Mała rozpoznawalność w kraju ma jej zdaniem dobre strony – zapewnia jej anonimowość i wolność od ciekawskich paparazzi podczas odwiedzin rodzinnego domu w Pile. Takiego komfortu może jej pozazdrościć na przykład Alicja Bachleda-Curuś, której niechciana asysta fotoreporterów towarzyszy przy każdej wizycie w kraju. Choć znana jest głównie poza Polską, a Włosi mówią o niej „nasza Kasia”, Smutniak czuje się przede wszystkim Polką i bardzo często z dumą to podkreśla. „Zawsze w Polsce jest lepiej. Kawa jest lepsza, je się le-

piej, nawet pizza jest lepsza. Nie lubię pizzy we Włoszech. Lubię pizzę wysoką, na grubym cieście, z cebulką” – powiedziała niedawno. Mimo tęsknoty za Polską do rodzinnego kraju nie zamierza wracać – we Włoszech ma status gwiazdy, poza tym, jak sama podkreśla, tam jest już jej prawdziwy dom. KATARZYNA PIENIĄDZ MONITOR POLONIJNY


miał być sensacyjny western w konwencji komediodramatu z głębokim morałem i nieszczęśliwą miłością w tle. Wydawać by się mogło, że wszystkich tych gatunków i motywów nie sposób połączyć, a jednak…

To

Twórcy „Yumy” zaryzykowali. Efekt przypomina raczej walizkę, w której znalazły się zarówno buty narciarskie, garnitur, jak i strój bikini. Trochę tego za dużo i do tego jakby upchnięte kolanem, na siłę. Żeby jednak Państwa nie zniechęcić do obejrzenia filmu, dodam od razu, że nie jest zły! Można go swobodnie polecić każdemu, kto ma akurat wolny wieczór i oczekuje rozrywki na wyższym poziomie niż komedia romantyczna. Historia sama w sobie jest bardzo ciekawa, aktorzy świetni, raczkujący kapitalizm i szara prowincja okresu transformacji społecznych i politycznych ma w sobie dużo prawdy. Wszystkie elementy niby pasują, a jednak coś nudzi, coś denerwuje, coś się dłuży. Na przełomie lat 80. i 90. gdzieś na Dolnym Śląsku w przygranicznym miasteczku Brzegi mieszkańcy odrapanych, szarych domów próbują zmierzyć się z trudną rzeczywistością przemian. Komuna upadła, kapitalizm jeszcze się nie pojawił, a zwykli ludzie znajdują się w stanie smutnego zawieszenia pomiędzy biedą a nudą. Młodzież nie ma co ze sobą zrobić, brakuje jej perspektyw, a prowincja nie ma jej nic LUTY 2013

Witamy w Polsce!

Twój mercedes już Tu jesT do zaoferowania. Zyga (Jakub Gierszał) za namową ciotki Halinki, lokalnej burdelmamy i bizneswoman (Katarzyna Figura), szmugluje do Niemiec tanie papierosy. Kolorowy świat za zachodnią granicą kusi markowymi ciuchami, kosmetykami, sprzętem elektronicznym, a wszystko to na wyciągnięcie ręki. Zyga ulega pokusie i wyciąga rękę po te bogactwa. Zaczyna „jumać”, czyli okradać niemieckie sklepy. Zdobyty, czy raczej „zajumany” towar szmugluje do Polski i rozdaje znajomym niczym Janosik. Zyga się bogaci, obrotna ciocia Halinka zaciera ręce, a wszyscy im zazdroszczą. Skuszeni łatwymi pieniędzmi i butami Adidas koledzy szybko dołączają do Zygi, który zostaje ich przywódcą. W „jumanie” włączeni są celnicy, burmistrz, policja i katolic-

cy rodzice. Wszyscy przymykają oko i cieszą się nowymi telewizorami, dżinsami i innymi deficytowymi wyrobami. Zapyziałe Brzegi nabierają kolorów, a powiew Zachodu jest obietnicą zbliżającego się końca marazmu. „Jumacze”, czyli – mówiąc najnormalniej – złodzieje, do swojego procederu dorabiają usprawiedliwiającą ich ideologię: oni nie robią nic złego, tylko odbierają bogatym Niemcom to, co tamci zagrabili w czasie wojny. Grupa Zygi staje się lokalną małomiasteczkową mafią, obracającą lodówkami i sprzętem AGD. Na ich drodze staje jednak przeciwnik cięższego kalibru, rosyjski przemytnik spirytusu (Tomasz Kot). Koniec jest łatwy do przewidzenia i raczej nikogo nie zaskoczy. „Yuma” jest podróżą sentymentalną w czasy kaset magnetofonowych, gum do żucia z Kaczorem Donaldem i gazetek typu „Bravo”. Choć to okres, kiedy pokomunistyczna szarość powoli nabierała żywych kolorów, to wiele w tym smutku i goryczy. W filmie poruszony jest też wstydliwy kawałek polskiej historii, czyli nagmin-

nego okradania sklepów niemieckich. „Yuma” przypomina bowiem, dlaczego Polacy mają w Niemczech złą opinię. Wczesne lata dziewięćdziesiąte są w filmie przedstawione szczerze i prawdziwie i to – obok rewelacyjnej gry aktorskiej – jest głównym jego atutem. Sekwencje, nawiązujące do stylistyki westernu, mnie jednak nie przekonały. Wątki miłosne są nudne, przewidywalne i opierają się na schemacie: ona kocha jego, ale on kocha inną, która go nie kocha... Rozpadające się buty Zygi, który nie ma pienię-

dzy i marzy o kowbojkach, mają go chyba usprawiedliwić za okradanie niemieckich sklepów. Niestety opowieść o chłopcu bez butów wydaje się zbyt oklepanym chwytem. Historia jest niby wartka, a jednak reżyser Piotr Mularczyk nie trzyma widza za przysłowiową mordę. Podsumowując – aktorzy są świetni, tło transformacji przedstawione prawdziwie, czasem nawet wzruszająco, zabrakło jednak „tego czegoś”. Ale byłabym niesprawiedliwa, gdybym nie napisała, że film jest więcej niż przeciętny, może nawet jest to film dobry, ale do mnie jako całość nie trafił. Może po prostu oczekiwałam czegoś bardziej wbijającego w fotel? MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA 17


lkolínec!“ – zabrzmiało stanowczo. „No przecież mówię, Wylkoliniec“ obstawałam przy swojej nazwie. „Nie, nie, Vlkolínec!“ – Słowackie wytrwale poprawiał perełki mnie kolega.

„V

Nazwa trudna do wymówienia, ale i tak wszyscy wiedzieliśmy, że chodzi o rezerwat zabytków, żywy skansen słowackiej architektury ludowej, zwany perłą Liptowa. Vlkolínec (pol. Wilkoliniec) to stara wieś, słynąca z dawnych chłopskich domów. Swoją nazwę zawdzięcza wilkom, żyjącym dawniej na tych terenach. Pierwsza wzmianka o tej miejscowości pochodzi z 1376 roku, kiedy to została wymieniona jako ulica Ružomberka, w granicach którego znajduje się dziś. W 1944 r. została częściowo spalona na skutek działań represyjnych wojsk niemieckich przeciwko partyzantom. Do naszych czasów zachowały się w Vlkolíncu 73 obiekty, w tym 45 oryginalnych chat, tworzących jeden z najbardziej kompleksowych zbiorów oryginalnych wiejskich zabudo-

Wsi spokojna, wsi wesola… wań w Europie Środkowej. W 1993 roku wieś została wpisana na listę światowego dziedzictwa przyrody i kultury UNESCO. Położona jest w otoczeniu malowniczego pasma górskiego Wysoka Fatra na wysokości 718 m n.p.m., u podnóża góry Sidorowo. Kiedy po raz pierwszy odwiedziłam to miejsce, miałam wrażenie, że jestem na końcu świata, gdyż kończy się tu droga i nawet autokary z turystami nie dojeżdżają. Do Vlkolínca trafiłam dzięki znajomym, którzy pokazali mi to wyjątkowe miejsce. Byłam oczarowana pięknem okolicy, urokliwymi zakątkami, w których zatrzymał się czas. Dookoła roztaczał się cudowny widok na góry, łąki i pola. Przechadzając się po głównej i jedynej ulicy we wsi, podziwiałam unikatowe domy, rozmieszczone wzdłuż przepływającego przez środek osady potoku. Tradycyjne drewniane chaty o konstrukcji zrę-

bowej, pochodzące z XIX wieku, miały kamienne podmurówki, zaś szczeliny między belkami były wypełnione mchem i gliną. Dachy stanowiła kiedyś słomiana strzecha. Chałupy składały się z dwu lub trzech pomieszczeń. Jedynie główna izba posiadała drewnianą podłogę, zaś w przedsionku i komorze chodziło się po udeptanej glinie. W jednej z takich zachowanych chat w Vlkolíncu starsza kobieta sprzedawała własne wypieki. Skusiłam się na placek z kapustą i odkryłam prostą, treściwą i jakże smaczną przekąskę. Spacerując po wsi, przyglądałam się kolorowym ścianom i okiennicom. Upajałam się ciszą i sielską atmosferą tego miejsca, mając wrażenie, iż czas płynie tu wolniej. Takich miejsc, swoistych dokumentów historii i tradycji, jest już coraz mniej i niestety odchodzą w zapomnienie. Moją ciekawość zwróciła kryta gontem drewniana dzwonnica, barokowo-klasycystyczny kościółek pw. Nawiedzenia NMP oraz pradawna stud-

dość udany debiut na polskiej scenie ebiutancka płycy leżał zakurzony na półce. Przypomniałam ta Meli Koteluk sobie o nim niedawno, „Spadochron” ukazaprzesłuchałam i nie żała się w maju ubiegłełuję, bo to dobra płyta. go roku. Zachwalali Stylistycznie to mumi ją znajomi, recenzyka pop, ale nie czyzje w mediach były Czulym bardzo obiecujące, jauchem nię z tego zarzutu, bo to pop dopracowany, kiś fragment usłyszauszlachetniony, wzbogacołam w radiowej „Trójce” – zapowiadało się dobrze, więc ny inspiracjami z innych album kupiłam. Planowagatunków – daleki od małam posłuchać go i napisać instreamu. Teksty są napidla Państwa recenzję już sane lekkim piórem, bez dawno temu, ale zawsze zadęcia i artystowskich pojawiało się jakieś wydapretensji; zabawa słowem wnictwo, które zajmowało na przyzwoitym poziomie mnie bardziej, i „Spadona pewno słuchacza nie chron” przez kilka miesięznudzi. Zdecydowanie war-

D

18

to posłuchać, szczególnie tytułowego „Spadochronu” i „Melodii ulotnej”. Powtórzę z całą mocą – to album, który jest więcej niż przyzwoity i z pewnością wybijający się ponad polską muzyczną przeciętność. A teraz czas na łyżkę dziegciu. Zastanawiam się, kiedy polscy muzyczni debiutanci (zwłaszcza debiutantki!) wyzwolą się spod wpływu twórczości Katarzyny Nosowskiej. Monika Brodka na płycie „Granda”, Gaba Kulka i kilka innych wokalistek po drodze, a te-

raz Mela Koteluk. Rozumiem, że Nosowska wielką piosenkarką i tekściarką jest (choć, moim zdaniem, ostatnio jej forma zniżkuje, o czym pisałam przed miesiącem, recenzując najnowszą płytę Heya), ale – na litość – nie jest to wystarczający powód, by inne polskie wokalistki musiały brzmieć jota w jotę jak ona. Tym bardziej, że Nosowska


nia z kołowrotem, będąca we wsi jedynym źródłem wody. Następnie udałam się do muzeum, które urządzono w jednym domów. Zapoznałam się tam z ówczesnym wyposażeniem chłopskich domostw: oryginalnymi sprzętami, naczyniami i narzędziami. Wyobrażałam sobie, jak dawniej żyli tu ludzie, z jakimi problemami się borykali oraz jak natura wyznaczała odwieczny rytm życia tutejszych mieszkańców, których głównym zajęciem było rolnictwo, pasterstwo i wyrąb drewna. Będąc w pobliżu Ružomberka nie można nie odwiedzić tego wyjątkowego miejsca. Jego położenie w bliskości szlaków turystycznych zachęca do górskich wędrówek, natomiast zimą można poszusować na nartach w nowoczesnym ośrodku Ski Park, położonym zaledwie kilometr od skansenu. Warto zboczyć z głównej drogi, by wstąpić do Vlkolínca na kubek gorącej herbaty i rozkoszować się spokojem oraz niezwykłością tej iście bajkowej wioski, jedynej tak doskonale zachowanej starej i wciąż zamieszkałej słowackiej wsi. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

ma za sobą około dwudziestu lat poszukiwań stylu, nagrywania płyt i pisania tekstów i to, co w jej wykonaniu brzmi dobrze, niekoniecznie sprawdza się u muzycznego debiutanta, któremu możemy więcej wybaczyć, któremu dajemy kredyt zaufania, ale od którego oczekujemy choć odrobiny świeżości i nowych pomysłów. U Meli Koteluk trochę tego brakuje. Sposób interpretowania utworów, część tekstów i aranżacji są wyraźnie zapożyczone z dokonań Nosowskiej; zdecydowanie usprawiedliwione będzie tu użyLUTY 2013

cie słowa „naśladownictwo”. Mela Koteluk wydaje się być bardzo interesującą osobowością, o niebanalnej i ponadprzeciętnej wrażliwości artystycznej oraz ogromnym potencjale. Ma przyjemną, ciepłą barwę głosu, której słucha się naprawdę dobrze. Szkoda, że na „Spadochronie” zabrakło jej odwagi do podzielenia się ze słuchaczami własną wizją i pomysłami; że asekurancko weszła w wydeptane już ścieżki. Trzymam kciuki, by jej następne dzieło było już w pełni autorskie. KATARZYNA PIENIĄDZ

Dyplomacja wojskowa współcześnie – status attaché wojskowego (część I) nstytucja attaché wojskowego, jak pokazano w poprzednich publikacjach, powstała w XIX w. z potrzeby bieżącego prowadzenia rozpoznania oraz oceny rozwoju uzbrojenia i sposobów walki, które mogły być dokonywane przez osoby posiadające niezbędne kwalifikacje wojskowe.

I

W prawie dyplomatycznym pojęcie „attaché” oznacza specjalistę w określonej dziedzinie w składzie placówki dyplomatycznej. Natomiast „ataszat wojskowy (obrony)” jest jednym z integralnych działów misji dyplomatycznej, będąc jednocześnie w ramach struktury przedstawicielstwa względnie wydzieloną, samodzielną komórką organizacyjną. Głównym zadaniem attaché wojskowego (obrony) było i jest rozpoznawanie szeroko pojętego potencjału wojskowego państwa przyjmującego. Może on również uczestniczyć (rzadko) w negocjacjach pokojowych lub międzynarodowych czy też nadzorować wykonywanie umów międzynarodowych. Aktualnie pokojowy rozwój stosunków międzynarodowych, w tym wojskowych, znaczny postęp w negocjacjach rozbrojeniowych oraz związana z tym konieczność skutecznego nadzoru ich przestrzegania stanowią perspektywę dalszego rozwoju instytucji attaché obrony. Powszechnie przyjmuje się, zarówno w prawie międzynarodowym, jak i w praktyce państw, że attaché wojskowy (obrony) to oficer sił zbrojnych w stopniu od majora do generała, który spełnia następujące funkcje: reprezentuje swój resort obrony i siły zbrojne oraz ich

kierownictwo i dowództwo w państwie akredytacji, zapoznaje się wszelkimi legalnymi sposobami z potencjałem obronnym państwa pobytu oraz dodatkowej akredytacji, a także służy specjalistyczną pomocą ambasadorowi w sprawach wojskowych. Pozycję prawną attaché wojskowego w płaszczyźnie stosunków międzynarodowych określają aktualnie przepisy prawa międzynarodowego – Konwencja wiedeńska z dnia 18 kwietnia 1961 r. o stosunkach dyplomatycznych, przepisy wewnętrzne państwa wysyłającego oraz państwa przyjmującego, a także zwyczaje dyplomatyczne i praktyka międzynarodowa. Państwo przyjmujące czuwa zwłaszcza nad przestrzeganiem przez attaché wojskowych przysługujących im immunitetów i przywilejów (nieprzekraczanie ich w zakresie obowiązujących przepisów) oraz wydaje zalecenia i informacje dla obcych przedstawicieli dyplomatycznych, w tym i dla attaché wojskowych, np. o strefach ochronnych, objętych zakazem wstępu dla obcokrajowców. Instytucja attaché wojskowego zdobyła sobie trwałą pozycję w prawie międzynarodowym i na arenie międzynarodowej, a jego podstawowe funkcje ulegają stałemu rozwojowi. Obecnie attaché wojskowi stanowią specyficz19


ną grupę, wyróżniającą się funkcyjnie i protokolarnie wśród personelu misji, w tym szczególnie wśród innych attaché. Zgodnie z postanowieniami Konwencji wiedeńskiej i powszechną praktyką attaché obrony (wojskowy, morski, lotniczy) i ich zastępcy są członkami personelu dyplomatycznego swojego przedstawicielstwa (misji). O hierarchii stopni dyplomatycznych (procedencji) w przedstawicielstwie decyduje państwo wysyłające i ono notyfikuje ją państwu przyjmującemu. Dopiero po otrzymaniu takiego zawiadomienia, minister spraw zagranicznych państwa przyjmującego wystawia attaché obrony specjalną legitymację. Stopnie dyplomatyczne dla konkretnego oficera ataszatu obrony (attaché, zastępca) określa minister obrony narodowej. Konwencja wiedeńska, ustalając prawo swobodnego doboru personelu przedstawicielstwa państwu wysyłające-

mu, ogranicza je w stosunku do dwóch osób (szefa misji i attaché wojskowego), których kandydatury ocenia państwo przyjmujące i udziela lub nie swojej zgody na ich przyjęcie (agrément). Z tym jednak, że wobec attaché wojskowego wymóg ten ma charakter fakultatywny, gdyż w art. 7 Konwencji wiedeńskiej mówi się, że: „państwo przyjmujące może żądać, aby jego nazwisko było mu uprzednio podane celem wyrażenia zgody”. W praktyce większość państw żąda takiej zgody i to nie tylko jeśli idzie o attaché wojskowego, ale również wobec zastępców attaché. Jest to wyraz wyjątkowo ważnej roli i znaczenia instytucji attaché wojskowego w stosunkach między państwami. Odmowa zgody na przyjęcie określonej osoby jako attaché wojskowego nie wymaga uzasadnienia przez państwo przyjmujące. KRZYSZTOF JOŃCA Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

Na początek roku o zapominalskich styczniu zawsze mam kłopoty, bowiem przez zapomnienie i roczne przyzwyczajenie wpisuję w dacie zwykle liczbę, oznaczającą rok poprzedni. Nie jestem roztargniony, nie zapominam też częściej niż inni, staram się być w miarę obowiązkowy, czyli przeciętnie zorganizowany. Ludzie normalni, czyli sumienni i obowiązkowi, podzielili resztę ludzkości na niskich i wysokich, łysych i czupryniastych, prawdomównych i kłamczuchów, komunistów i demokratów, fantastów i realistów, a na samym końcu wydzielili jeszcze zapominalskich. Wydawałoby się, że ludzie roztargnieni bardzo cierpią z powodu swej niesumienności. Różni postrzeleńcy, szajbusi, zapominalscy ciągle coś gubiący, odkładający na bok, zatracający, zdając sobie sprawę ze swej ułomności, powinni smucić się, że są inni. Ale ci, przeciwnie, są weseli, podskakują i śmieją się z siebie. Jak powiadają obserwatorzy zjawisk specjalnych, roztargnieni mają życie kolorowe i pełne niespodzianek. Nie planują, nie przewidują, nie zapisują. Są spontaniczni, bezstresowi, swobodni i – jak sami mówią – nawet szczęśliwi. Przestali walczyć o normalność, pogodzili się ze swym stanem, uznali go za właściwy sobie i gdyby któregoś dnia zaczęli pamiętać o wszystkim, z pewnością poszliby do lekarza.

W

Silne kobiety i słabi mężczyźni ażde grube tomisko, liczące ponad pięćset stron beletrystyki, wzbudza moją ciekawość, ale też powoduje, że zapala mi się lampka ostrzegawcza. Będzie nudno czy może fantastycznie? Nie będę się mogła oderwać i zarwę noc, czytając, czy może przysnę sobie na siódmej stronie?

K

Powieść o dużej objętości, czyli tak zwana cegła, to najczęściej rozciągnięta do nieprzytomności historia, którą autor mógłby opowiedzieć na dwustu stronach, ale przekonany o swojej genialności postanowił napisać dużo za dużo, a nawet jeszcze więcej. Do „cegły” podchodzę zawsze z rezerwą, ale i ciekawością. Czy może tym razem autorowi uda się wcią20

gnąć mnie w stworzony przez niego świat i sprawić, bym chciała w nim pozostać przez czterysta, pięćset stron? „Poczet królowych polskich” jest „cegłą”, która zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Już po przeczytaniu pierwszych stron wiedziałam, że czeka mnie zarwana noc. Powieść Marcina Szczygielskiego jest poruszającą, wielowątkową

historią kilku pokoleń silnych, niezależnych kobiet: gwiazdy przedwojennego kina, fanatycznej komunistki i współczesnej młodej singielki, pracującej w dużej korporacji. Każda z nich żyje w innej epoce, ma inne cele i marzenia, ale wszystkie łączy to, że są bardzo silnymi osobowościami, wymykającymi się wszelakim stereotypom. Każda z nich jest na swój

sposób królową życia. Losy bohaterek łączą się nierozerwalnie z historią Polski, która jest nie tylko tłem ich życia, ale i katalizatorem wielu dramatycznych wydarzeń. Autor osadza swoje królowe w wileńskim dwudziestoleciu międzywojennym, Warszawie opętanej II wojną światową, czasach głębokiego PRL-u oraz we współczesnej stolicy, dla której kapitalistyczne wyścigi szczurów są czymś MONITOR POLONIJNY


Ten to zupełny wariat! – powiadamy. Ukradli mu klucze do mieszkania lub też je zagubił, więc oczywiście zmienił zamki. Po kilku dniach okazało się, że klucze leżą w doniczce z pelargonią, a on się cieszy, że wydał pieniądze. Tak, cieszy się, bo jeden ze starych kluczy się zacinał, zaś do dolnego zamka był tylko jeden egzemplarz, więc i tak zmiana zamków była w dalekim, nierealnym planie. Poza tym – pieniądze mogli mu przecież ukraść... Pedanci nie obarczają się żadnymi winami, których raczej dopatrują się w innych ludziach. O ile znajdą zagubiony czy zapomniany przedmiot, nie rozpamiętują dawnych sytuacji, bo są praktyczni i szkoda im czasu. Obowiązkowi prą do przodu. Tak było z nimi zawsze. Poza tym nie cierpią zapominalskich, a jeżeli skazani są na ich towarzystwo, starają się dostrzegać w nich szaleńców bożych. Mają ich za istoty niegroźne i nawet w rozmowie ciekawe, lecz nie do zniesienia w bliższych kontaktach, bo te niosą tylko kłopoty, a czasami i wstyd. Sumienni znają swoją wartość i mogą krzepić wątpiących, cytując im Henryka Sienkiewicza: „Jeśli zapomnę, to od psa oczu pożyczę, bo swoimi nie naturalnym. Szczygielski zrezygnował z poprowadzonej linearnie i chronologicznie fabuły. Autor z wirtuozerią przeskakuje z jednej epoki w drugą, w zaskakującym tempie zmienia miejsca wydarzeń. Pomimo tego czytelnik nie czuje się zagubiony w gmatwaninie wątków i postaci, wręcz przeciwnie. Wątki pourywane w najciekawszych momentach nie pozwalają oderwać się od książki, są jak niedomknięte drzwi, jak obietnica czegoś wyjątkowego, co wydarzy się na następnej stronie. Splecione losy polskie, żydowskie, miłość do oficera Wermachtu, strach, namiętność, silne kobiety i słabi mężczyźni to mieLUTY 2013

będę śmiał na uczciwego człeka spojrzeć!“. Zapominalskich rzadko stać na takie słowa. Życie roztargnionych jest weselsze od życia pedantów i obowiązkowych. Nawet jeśli nie przyjdą na spotkanie z ważną osobą i stracą jakąś okazję, winą obarczają siebie. „Cóż, przepraszam – powiedzą – jestem, jaki jestem. Ten czekał na mnie w piątek, a mnie piątek poplątał się z wtorkiem”. Zapominalscy wiedzą, że życie jest pełne różnych, w większości miłych niespodzianek. Co najmniej raz dziennie trafia im się gratka znalezienia czegoś, co wcześniej zgubili. Fakt znalezienia starego biletu miesięcznego między kartkami dawno nieczytanej książki wywołuje w nich wspomnienia… Wtedy bilet kosztował przecież mniej niż dziś i kara za jazdę na gapę była niższa. Znaleziony w domowej apteczce niewykorzystany bilet do teatru przypomina im o jakimś ważnym kiedyś spektaklu, który był wydarzeniem kulturalnym na skalę krajową. Pamiętają, że kosztował dużo i trzeba się było za nim nabiegać. Niedawno widzieli to przedstawienie w telewizji, lecz z innym odtwórcą głównej roli, bo tamten sprzed

szanka na pierwszy rzut oka wybuchowa. Czy możliwe jest połączenie tych elementów w taki sposób, by nie wyszedł z nich pastisz? Okazuje się, że tak. Ale na takie zabawy może sobie pozwolić tylko pisarz świetnie panujący nad swoim warsztatem. Szczygielski jest takim właśnie autorem. I choć „Poczet” łączy wiele gatunków, wciąga jak kryminał, romans i sensacja razem wzięte, to przede wszystkim jest to powieść wzruszająca. Jej autor wyśmienicie dozuje emocje, obchodzi się z nami brutalnie i delikatnie, śmieszy, by za chwilę

lat zmarł już i tego im najbardziej żal. Znalezione niespodziewanie przedmioty przypominają roztargnionym o epizodach z ich życia, o czasach peerelowskich, kiedy było naprawdę ciężko. Oto znaleźli niezrealizowane kartki na buty i nie dziwią się, że to takie niedawne czasy. Dobrze pamiętają tamtą zimę, a przede wszystkim rozpacz z powodu zagubienia talonu i pilną potrzebę kupienia butów. Roztargnieni, zazdroszczą pedantom poukładanego życia, a zwłaszcza pamięci. Często chcą, by ci drudzy przypominali im o terminach czy ważnych sprawach. Nie dziwią się, że tamci unikają z nimi bliższych kontaktów, bo przecież mają swoje obowiązki... A sprawy pedantów, są zaplanowane, poukładane i zorganizowane, albowiem – jak wszyscy wiedzą – to ułatwia życie. Pedanci stresują się, gdy nie mogą dotrzymać zobowiązań, pracować wg założonego planu. Pilnują terminów, umów, przejmują się swoją i czyjąś niedokładnością. A zatem w tym roku wszystkim Czytelnikom życzę pamięci do wszystkiego! TADEUSZ URBAŃSKI SZTOKHOLM

zmusić do refleksji. Mało który pisarz potrafi tak wspaniale żonglować gatunkami, łącząc je w sposób zaskakujący i ciekawy. Dodatkowym plusem jest to, że produkt finalny jest zapakowany w przystępną formę językową, bez udziwnień i rozważań pseudointelektualnych. Tworząc postać Iny Marr, jednej z bohaterek, Szczygielski zainspirował się życiem autentycznej kobiety, Iny Benity, zapomnianej gwiazdy i legendy polskiego filmu przedwojennego. Należy też wspomnieć, że pisarz przez osiem lat zbierał materiały i przygotowywał

się do napisania „Pocztu”. Świadomość tego, że książka ta nie jest tylko fikcją literacką, a duża jej część oparta jest na faktach, daje dodatkowy smaczek obcowania z historią. Z „Pocztu” bije prawda i szczerość. Nareszcie czytając „cegłę”, nie miałam wrażenia, że ktoś, wyprodukowawszy ogromną liczbę niepotrzebnych słów, próbuje mi wcisnąć jakiś kit. Gdy znalazłam się na stronie 634. poczułam dziwny żal, że to już koniec, że teraz muszę już się pożegnać z królowymi i ich życiem. Szczygielski zabrał mnie w podróż, którą przykro było zakończyć. Chcę więcej! MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA 21


Rozdzielenie Czechosłowacji Dokończenie z poprzedniego numeru potkanie w Trenčianskich Teplicach było początkiem dwuletnich negocjacji, które zakończyły się decyzją o podziale Czechosłowacji na dwa osobne państwa. Ich dokładny przebieg nie jest do końca znany i czeka jeszcze na historyczny opis. W ich trakcie zmienił się skład negocjatorów. Petr Pithart przestał być czeskim premierem w roku 1992, a Vladimíra Mečiara zastąpił chadecki polityk Ján Čarnogurský. Ten ostatni, znany ze swej walki o prawa Słowaków, był zwolennikiem, jak się wydaje, jakiejś próby rozwiązania kompromisowego, choć formułowanego w sposób dość niejasny i przenośny. Twierdził kilkakrotnie, że najważniejsze jest, aby w Europie (wówczas jeszcze w EWG, a nie w Unii) było miejsce i dla Czech, i dla Słowacji. „Chcemy, żeby na europejskiej fladze były dla Republiki dwie gwiazdki, tak żeby Słowacja miała dla siebie swoje krzesło (miejsce) i własną gwiazdkę” - twierdził. Generalnie wydaje się, że przez większość negocjacji inicjatywa była w rękach delegatów słowackich; przedstawiciele Czech byli pasywni i nie byli w stanie zaproponować rozwiązań w ramach wspólnego państwa, które by Słowaków satysfakcjonowały. Kwestia była dyskutowana na 39 (!) posiedzeniach międzyrządowych. Ostatnie spotkanie miało miejsce 11 marca 1992 roku w Pradze, ale już 12 lutego Słowacka Rada Narodowa odrzuciła wynegocjowaną koncepcję struktury państwa, uznając, że nie zapewnia ona równoprawnych stosunków między Czechami i Słowakami. Szczególne dyskusje budziło bowiem uznanie Słowacji za podmiot prawa międzynarodowego oraz utworzenie dwu banków emisyjnych (przy zachowaniu wspólnej waluty). Wydaje się, że ważnym momentem w procesie rozdzielenia była dyskusja nad kształtem budżetu Czechosłowacji na 1992 rok. Wtedy to w rozmowy włączył się ówczesny premier federalny Vaclav Klaus. Przesłanką do jego zainte-

S

22

szły prezydent Słowacji Michal Kováč. Zmierzały one de facto do stworzenia konfederacji i nie były akceptowane resowania było żądanie przez Czechów. W trakcie obograniczenia niektórych rad szefowie delegacji, Klaus WAŻKIE wydatków na Słowacji, któi Mečiar, odchodzili na bok re on traktował jako ponad- WYDARZENIA i prowadzili oddzielne rozmoW DZIEJACH wy. Te rozmowy, choć miały standardowy wydatek stroSŁOWACJI ny czeskiej na rzecz Słowamieć charakter tylko techniczcji. Spory o kształt budżetu ny i trwać kilka minut, przena rok 1992 spowodowały wzrost tendłużały się. Po ostatniej obaj wrócili dencji separatystycznych także na terezdenerwowani. To zapewne w tym monie Czech. Wiadomo na przykład, że mencie została podjęta decyzja o rozpaczeska administracja w trybie niejawdzie Czechosłowacji i powstaniu dwu nym zaczęła przygotowania do poniezależnych państw. Szczegóły całej działu państwa na przełomie kwietoperacji były później jeszcze negocjonia i maja 1991 roku, zatem wcześniej wane podczas 4 następnych spotkań, niż Słowacy. w tym w trakcie czternastogodzinnego Od lata 1991 roku w Czechach zaczęspotkania w hotelu Bôrik w Bratysłato intensywnie pracować nad założewie, w upalny dzień 19 czerwca. niami reformy ekonomicznej – za szczyPrezydent Havel, zmuszony realizotowy moment można uznać początek wać przyjęte ustalenia, powołał nowy, tzw. kuponowej prywatyzacji, czyli zaledwie dziesięcioosobowy rząd Cze18 maja 1992 roku. Reforma była koncycha Jana Straskiego z ODS, który miał powana z uwzględnieniem czeskich doprowadzić do zaniku ogólnopańrealiów ekonomicznych. Słowaccy ekostwowych ministerstw i przenieść ich nomiści uważali, że przyniesie ona zjakompetencje na rządy republik: Czewiska negatywne dla przemysłu, np. skiej i Słowackiej. zbrojeniowego. Stworzenie zakładów Rozpoczęła się wielka procedura pozbrojeniowych i ich umieszczenie na działu państwa. Niezależnie od różnych Słowacji było efektem polityki całego poglądów na decyzję polityków o popaństwa czechosłowackiego. Do tychże dziale Czechosłowacji sam sposób jego zakładów nie odnosiły się prawa ekonoprzeprowadzenia należy uznać za wzormiczne, a koszty ich transformacji miacowy. Jest on też przedmiotem podziło ponosić jedynie społeczeństwo słowu świata i traktowany jako dowód wywackie. Stąd postulat słowacki specjalsokiej kultury politycznej obu społenego dotowania tej gałęzi, wbrew zasaczeństw. Oba rządy: czeski i słowacki dom rynkowym, na co nie chcieli się spotkały się trzykrotnie na rozmowach zgodzić twórcy reformy, bowiem dotadotyczących uzgodnień podziału. cje te miałyby obciążać także Czechów. I choć cały czas jeszcze istniała CzechoPo wyborach 1992 roku misję utwosłowacja, 17 lipca parlament słowacki rzenia rządu federalnego prezydent podjął uchwałę o suwerenności SłowaHavel powierzył Vaclavowi Klausowi, cji od 1 stycznia 1993 roku, 23 lipca podpisano umowę międzyrządową szefowi ODS, jednej z partii, powstao procedurach postępowania w wyłych na bazie Forum Obywatelskiego. twarzaniu stosunków międzypaństwoKlaus był szefem zespołu ekonomistów, wych między administracją czeską przygotowujących założenia reformy i słowacką (dotąd strukturą wspólną systemowej, której nie akceptowali z punktu widzenia prawa międzynaroSłowacy. Jego głównym partnerem dowego, choć wewnętrznie administraw rozmowach był Vladimír Mečiar, szef cja była sfederalizowana, czyli rozdzieHZDS, drugiej największej partii, wystęlona już od 1969 roku). Po raz ostatni pujący z programem „pełni praw” dla oba rządy spotkały się 23 listopada Słowaków. Rozmowy rozpoczęły się 1992 roku w Bratysławie, kiedy podpi8 czerwca 1992 roku w Brnie w willi sano sześć ważnych umów o podziale Tugendhat. Trwały 6 godzin i pokazały majątku państwowego, sił zbrojnych odmienne wizje Czechów i Słowaków. oraz przyjacielskich stosunkach między Słowackie koncepcje przedstawił przyMONITOR POLONIJNY


Czechami a Słowacją. Zwieńczeniem procesu rozdzielenia państwa była ustawa parlamentu Czechosłowacji o zaniku państwa, przyjęta 25 listopada 1992 roku. Pierwszego stycznia 1993 roku, po 73 latach funkcjonowania przestała istnieć Czechosłowacja. Na mapie Europy pojawiły się dwa nowe państwa: Czechy i Słowacja. Już 7 stycznia doszło do pierwszej wizyty międzypaństwowej – przewodniczący parlamentu Słowacji Ivan Gašparovič (obecny prezydent) odwiedził Pragę. W styczniu 1993 roku okazało się, że jeszcze trzeba rozwiązać pewne sprawy i podjąć decyzje o sposobie podziału, dotyczące np. wywiadu i służb specjalnych. Problemy te rozwiązali premierzy: Klaus i Mečiar w trakcie kilku nieoficjalnych, półtajnych spotkań już po rozdzieleniu państwa. Wbrew informacjom, które pojawiały się swego czasu np. w polskiej prasie, nie musiano wyznaczać granic, bo terytorium Republiki Czeskiej i Republiki Słowackiej w ramach federacji zostało zdefiniowane już w roku 1969. Nie miały więc miejsca historie, o których pisano, że np. granicę wyznaczono w poprzek domu czy rozdzielając gospodarstwo wiejskie. Dzisiaj stosunki słowacko-czeskie są wybitnie dobre. Panuje wzajemna sympatia. Zniknęły stare pretensje i spory, kto kogo ekonomicznie wykorzystuje. Czechy są nadal bogatsze, choć dystans zmniejsza się z każdym rokiem. Tysiące Słowaków pracuje i uczy się w Czechach – 1/3 studentów w Brnie to Słowacy. Na koncertach czeskich artystów na Słowacji i słowackich w Czechach sale są wypełnione po brzegi. Słowacja w latach 2006-2008 była – według Międzynarodowego Funduszu Walutowego – tygrysem gospodarczym Europy i wzorem dla innych, od 1 stycznia 2009 ma euro. Dzisiejsze badania opinii publicznej pokazują, że stosunek obywateli obu krajów do zaniku Czechosłowacji rozkłada się po równo: 1/3 jest żal, 1/3 uważa tę decyzję za słuszną, 1/3 nie ma zdania. ANDRZEJ KRAWCZYK LUTY 2013

radycyjnie w Polsce (i nie tylko!) w drugą niedzielę stycznia „gra“ Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – w tym roku „zagrała” już po raz dwudziesty pierwszy. Tego dnia ponad sto tysięcy ochotników w całym kraju zbiera pieniądze na z góry ustalone cele, związane z ochroną zdrowia, szczególnie zdrowia dzieci. Ale nie tylko, bo np. w tym roku połowa datków od hojnych Polaków trafi na ratowanie życia dzieci, a druga – po raz pierwszy – na godną opiekę medyczną dla seniorów. Każdy wpłacający dostaje nalepkę; czerwone serduszko z napisem „Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy“. Wszystko zaczęło się w 1992 roku, gdy na apel dziennikarza radiowego Jurka Owsiaka zaczęły wpływać przekazy i datki na rzecz dzieci z  wrodzonymi wadami serca. Finał akcji zorganizowano w styczniu 1993 roku w studiu Telewizji Polskiej w Warszawie (od tego czasu bezpośrednie całodzienne transmisje emituje TVP2, a od 2008 roku także TVN); zebrano wówczas równowartość ponad 1,5 mln dolarów. Kwota ta zaskoczyła nawet największych optymistów. Obdzielono nią nie tylko Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, ale także 10 innych oddziałów szpitalnych kardiochirurgii dziecięcej. Finał WOŚP stał się cykliczną imprezą, wpisaną na stałe w polski kalendarz. Co roku w wielu zakątkach kraju organizowane są z tej okazji koncerty, festyny, festiwale, happeningi, na które zapraszane są gwiazdy polskiej muzyki rozrywkowej, często występujące za darmo. Co roku do Fundacji zgłasza się ponad sto tysięcy wolontariuszy, chętnych do kwestowania na ulicach

T

miast. Uzbierali oni łącznie prawie 500 mln zł (ok. 122 mln euro), a wstępne wyniki tegorocznego finału zapowiadają kolejny rekord – ponad 50 mln złotych (czyli ok. 12,2 mln euro). Dotychczas pieniądze te wykorzystano na zakup sprzętu medycznego dla ponad 650 placówek medycznych w całej Polsce. Na każdym znajdują się serduszka Orkiestry. Między innymi zakupiono sprzęt do ratowania życia wcześniaków, wczesnego wykrywania nowotworów u dzieci, ratowania życia dzieci poszkodowanych w wypadkach czy pompy insulinowe dla dzieci cukrzyków. Orkiestra pomogła też dzieciom z chorobami urologicznymi, nefrologicznymi i laryngologicznymi, a także tym nienarodzonym, wspomagając korygowanie ich wad rozwojowych. Całodzienne koncertowanie i zbieranie datków kończy o godzinie 20.00 happening pt. “Światełko do Nieba”. W tej jednej chwili w całej Polsce ludzie wysyłają w stronę nieba Dobrych Aniołów, czyli światełka w postaci zapalonej zapałki, świeczki, pochodni czy sztucznych ogni, wierząc, że tam, w górze będą one zauważone. Fundacja szczegółowo rozlicza się ze wszystkich wpływów i wydatków, a następnie zaprasza wolontariuszy na Przystanek Woodstock. To całkowicie bezpłatny dla widzów festiwal, na którym prezentują się zespoły muzyczne z  całego świata. Od dziewięciu lat odbywa się on na początku sierpnia, w niewielkiej miejscowości Kostrzyn nad Odrą i gości setki tysięcy młodych ludzi; nie tylko Polaków i Niemców (spod sceny do mostu granicznego można przejść piechotą) – jest tu cała Europa, języka słowackiego też nie brakuje. DARIUSZ WIECZOREK 23


Polsko-słowackie igrzyska olimpijskie

L

edwo ochłonęliśmy po Euro 2012, a na horyzoncie pojawił się pomysł organizacji kolejnej wielkiej imprezy sportowej. I to organizowanej wspólnie przez Polskę i Słowację.

Mowa o idei zorganizowania w 2022 roku zimowych igrzysk olimpijskich w Krakowie, Zakopanem i słowackich Tatrach Niżnych. Pomysł zorganizowania zimowej olimpiady w Tatrach nie jest wcale nowy. W latach 90. Zakopane i Poprad niezależnie od siebie podjęły starania o organizację igrzysk w 2006 roku. Po obu stronach granicy pomysł ten został potraktowany bardzo poważnie, Polacy i Słowacy wiązali z nim ogromne nadzieje. Nie udało się – nie tylko ze względu na obiektywną słabość obu kandydatur, ale również dlatego, że Polacy i Słowacy wystąpili przeciwko sobie. Członkowie Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego z niedowierzaniem patrzyli na to, jak o organizację igrzysk konkurują dwa sąsiednie miasta, leżące w tych samych górach zaledwie 60 km od siebie. Tatry są co prawda wysokie, ale też i małe, dlatego zamiast konkurować Polacy i Słowacy powinni raczej spoglądać na ich obszar jak na wspólne dobro i wystawić wspólną kandydaturę – komentowano wówczas niekorzystny dla nas werdykt MKOl (igrzyska przypadły w końcu Turynowi). Po tej porażce pomysły olimpijskie pojawiały się na Podtatrzu od czasu do czasu, ale zawsze było to tylko takie teoretyzowanie – może kiedyś, w przyszłości… Sytua24

cja zmieniła się po udanej organizacji Euro 2012 w czerwcu ubiegłego roku. Jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia, a więc skoro udało się zorganizować mistrzostwa Europy w piłce nożnej, to dlaczego nie sięgnąć po więcej. Tym „więcej” miałaby być właśnie olimpiada zimowa w Karpatach w 2022 roku, a więc w terminie, który zgodnie z nieformalnymi zasadami ma przypaść Europie. Co ciekawe, na ten sam pomysł już w 2010 roku wpadli nasi partnerzy z czasów Euro 2012, czyli Ukraińcy, którzy rozpoczęli starania o organizację zimowych igrzysk we Lwowie i Karpatach Wschodnich w 2022 roku. Dlatego i tym razem pewnie dojdzie do bratobójczej walki o olimpiadę w Karpatach, z tą różnicą, że wówczas Zakopane konkurowało z Popradem, a teraz konkurentem Krakowa będzie jego miasto partnerskie Lwów. W pewnym sensie osłabia to obie kandydatury, bo z wizerunkowego punktu widzenia lepsza byłaby współpraca w ramach Karpat, a nie konkurencja. Zarówno Kraków, jak i Lwów jako argument na rzecz swoich kandydatur podają fakt udanej organizacji Euro 2012. Może się wobec tego pojawić pytanie: skoro tak dobrze się współpracowało Polsce i Ukrainie podczas organizacji piłkarskich mistrzostw, to dlaczego teraz występują one przeciwko sobie, zamiast

wystawić wspólną kandydaturę lub zgłosić oddzielne kandydatury olimpijskie na różne terminy? Ale klamka już zapadła. Polska co prawda jeszcze nie złożyła oficjalnego wniosku, ale to tylko kwestia czasu. Znamy już wstępny format polskosłowackiej kandydatury, wiemy, że starania o olimpiadę poparł już premier Donald Tusk oraz władze Krakowa, Zakopanego, Małopolski i samorządów słowackiego Podtatrza. Sprawę popierają też komitety olimpijskie Polski i Słowacji. Co ważne, Słowacy zgodzili się, że to Kraków będzie oficjalnym organizatorem tej ogromnej imprezy, a Jasna będzie niejako dodatkiem. Wcześniej na tym tle dochodziło do konfliktów między Zakopanem a Popradem: żadne z miast nie chciało bowiem ustąpić i w efekcie zamiast jednej wspólnej kandydatury wystawiono dwie oddzielne. Zgodnie ze wstępnymi ustaleniami w słowackich Tatrach Niżnych miałyby być rozgrywane konkurencje alpejskie, w Zakopanem konkurs skoków, a w Krakowie i być może w Katowicach – dyscypliny tzw. miejskie, takie jak hokej czy łyżwiarstwo. Polsko-słowacka kandydatura ma szansę na sukces jedynie w przypadku rozwiązania problemów komunikacyjnych między Krakowem a słowackim Podtatrzem, a więc budowy drogi ekspresowej i sprawnej kolei. Kto wie, może dzięki staraniom o organizację igrzysk poprawi się komunikacja na polsko-słowackim pograniczu, na co już tak długo czekamy? JAKUB ŁOGINOW MONITOR POLONIJNY


związku z pomysłem zorganizowania przez Polskę i Słowację zimowej olimpiady w Tatrach, zapytaliśmy naszych czytelników, mieszkających na terenach, gdzie to zimowe przedsięwzięcie miałoby się odbyć, jakie widzą szanse na realizację wspólnej inicjatywy.

W

Jan Komornicki, Zakopane, były ambasador RP w RS Z wykształcenia jestem leśnikiem, więc ochrona tatrzańskiej przyrody była i będzie warunkiem, który stawiam organizatorom wszelkich imprez na obszarze Tatr. Jestem zdania, że można zorganizować zimowe igrzyska olimpijskie w Tatrach, jeżeli podejmą się tego Polska i Słowacja w kompleksowym porozumieniu narodowych komitetów olimpijskich, rządów i samorządów po obu stronach granicy, którą wyznaczają Tatry. Wiemy, że uzgodnionym dwustronnie miejscem organizacji igrzysk może być Kraków, bo tego wymaga Karta Olimpijska, ale międzynarodowym ich wyróżnikiem powinny być Tatry, a więc powinny to być Tatrzańskie Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Krakowie. Raz już próbowano podjąć podobne wyzwanie, czego byłem świadkiem podczas oficjalnej wizyty prezy-

denta RP Aleksandra Kwaśniewskiego w Bratysławie w sierpniu 1997 roku. Pełne zrozumienie inicjatywy zorganizowania wspólnych igrzysk zimowych, jakie okazał Vladimír Mečiar (wówczas premier RS) zostało odrzucone przez lokalne, zabarwione nacjonalizmem ambicje Zakopanego, popierane przez Kraków, oraz Poprad, wspierany finansowo przez VSŽ w Koszycach. Startowaliśmy osobno i przegraliśmy – każde państwo na własny rachunek. Gdyby nie lokalne ambicje, olimpiada w 2014 r. byłaby w Tatrach, a nie w Soczi… Organizacja igrzysk jest kolosalną, stosunkowo niedrogą szansą rozwoju dla krajów-gospodarzy, a także promocją obszarów, na których igrzyska się odbywają. Trzeba kuć żelazo póki gorące i działać wspólnie, na prawach pełnego partnerstwa. Polska bez partnerstwa i porozumienia ze

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Słowacją nie ma najmniejszych szans. Zagrożeniem po obu stronach Tatr są lokalne ambicje, często osłaniające słabości, jak na przykład brak porozumienia w sprawie wyznaczenia narciarskich tras biegowych w Zakopanem albo upieranie się w sprawie lokalizacji rozgrywania poszczególnych konkurencji sportowych (np. hokeja). Najbliższa wspólna szansa to 2022 rok, kolejna – najwcześniej w roku 2030. W obu przypadkach mam niewielkie szanse doczekania igrzysk, ale jestem optymistą i – jak mówią bracia Słowacy – „držím palce”.

Tadeusz Frąckowiak, Liptowski Mikulasz, konsul honorowy RP w RS

Polacy i Słowacy muszą sobie uświadomić, że aby zabiegi o zorganizowanie zimowych igrzysk olimpijLUTY 2013

skich zakończyły się sukcesem, muszą startować wspólnie. Rządy, komitety olimpijskie obydwu krajów są tego świadome i wstępnie deklarują zainteresowanie wspólną kandydaturą. Podstawowa sprawa do uzgodnienia, to kwestia podziału wydatków, które oba kraje poniosą, przygotowując się do wspólnej prezentacji, a są to niemałe środki, związane już z pierwszą fazą przygotowań kandydatury. Zimowe igrzyska olimpijskie przyniosłyby obu krajom przede wszystkim promocję atrakcji turystycznych, rozwój ruchu turystycznego i rozbudo-

wę infrastruktury po obu stronach Tatr. Już dziś jest czas najwyższy, by rozpocząć przygotowania odpowiednich dokumentów, umów międzynarodowych, materiałów dotyczących wspólnego kandydowania. Największą przeszkodą mogą okazać się finanse. Jest to bowiem projekt kosztowny już w pierwszej fazie przygotowań, później do tego dojdą: budowa obiektów sportowych, że nie wspomnę o inwestycjach w infrastrukturę (dziś mówienie o potrzebie budowy tunelu pod Tatrami jest jeszcze przedwczesne!).

Większość Polaków i Słowaków z rejonów podtatrzańskich ma pozytywny stosunek do projektu. Chcieliby, żeby przedsięwzięcie tej rangi odbyło się właśnie w Tatrach. Ważne to szczególnie w czasach kryzysu, bo przecież olimpiada przyniosłoby ożywienie, szczególnie w ruchu turystycznym, budownictwie itp. Jak często bywa w takich przypadkach, głos zabiorą również obrońcy przyrody, należy więc zawczasu wziąć pod uwagę minimalizację negatywnego wpływu tego przedsięwzięcia na przyrodę.

25


Justyna Chovaňáková, Keżmarok Zorganizowanie zimowych igrzysk olimpijskich w Polsce i na Słowacji to oczywiście świetny pomysł, ale na razie brzmi to trochę jak science fiction. Nie jest to kwestia komplek-

sów, ale musimy spojrzeć na to realnie. Poza chęciami brakuje nam w zasadzie wszystkiego: nowoczesnych obiektów sportowych, infrastruktury drogowej, pieniędzy, a czasem – niestety – także rozumu. Gdyby jednak przyznano nam organizację igrzysk, byłaby to dla obydwu krajów wielka szansa na promocję regionu, pokazanie światu, że też potrafimy organizować imprezy wielkiego formatu i że umiemy mądrze współpracować. O ile Słowacja może pochwalić się nowoczesnymi ośrodkami narciarskimi, do których można dojechać autostradą, o tyle w Polsce jakość takich ośrodków jest bardzo słaba, ponadto od lat nie możemy uporać się z budową zakopianki, a także z infrastrukturą drogową w regionie przygranicznym. Przy odpowiedniej ilości środków można oczywiście rozwiązać problemy techniczne, ale pamiętajmy też o polskiej pogodzie, która lubi płatać figle.

W międzyczasie owy rok i nowy sezon rozpoczęte na dobre. Trwają trzy ważne dla nas imprezy sportowe: sezon 2012/2013 Pucharu Świata w biegach narciarskich, skoki narciarskie i 23. Mistrzostwa Świata w Piłce Ręcznej Mężczyzn 2013 (MŚ).

N

Masa emocji, wielkie nadzieje na medal(e) i naciski Szanownej Redaktor Naczelnej na oddanie tekstu. Niestety, po raz kolejny jestem w sytuacji, kiedy mam fajny temat, jednak zamknięcie numeru przypada dobrze przed zakończeniem MŚ i w połowie startów Justyny Kowalczyk. Jak pisać, o czymś, co się zaczyna, trwa w momencie pisania, a zakończy się, kiedy ten numer „Monitora” będzie już wydany? Cóż, zasygnalizować tematy na pewno warto. Na MŚ w Hiszpanii nasza reprezentacja zaczęła bardzo dobrze. W pierwszym meczu Polacy pokonali Bialoruś (25:24). Grali świetnie przez 45 minut i odpuścili zupełnie ostatni kwadrans. Drugi mecz – drugie zwycięstwo. 26

Pokonaliśmy, właściwie rozgromiliśmy Arabię Saudyjską (28-14), niestety, dwóch kluczowych zawodników nabawiło się kontuzji (rozbita głowa Adama Wiśniewskiego i wybity palec Mariusza Jurkiewicza). W trzecim meczu po fantastycznej grze naszych w pierwszej połowie meczu (komentatorzy twierdzili, że było to jedne z najlepszych 30 minut Polaków w ostatnich latach!) i katastrofie w drugiej nasi ulegli Słoweńcom (24-25). Kolejny mecz i zwycięstwo jak za najlepszych czasów! Nasi pokonali Serbię (25-24). Urosły szanse na awans do kolejnej rundy MŚ! Mecz był jednak horrorem, niewiele układało się po myśli polskich reprezentantów. W pierwszej połowie słabo grał atak, przegrywaliśmy

Marian Banasiewicz, Poprad Uważam, że my – Polacy i Słowacy – mamy małe szanse na zdobycie możliwości zorganizowania wspólnych zimowych igrzysk olimpijskich w Tatrach. Gdyby jednak taka decyzja zapadła, to sądzę, że wspólne zorganizowanie takiego przedsięwzięcia jest technicznie możliwe. Przy mądrym zorganizowaniu współpracy i podejmowaniu przemyślanych decyzji mogłoby ono przynieść chwilowe korzyści dla obu stron. Niemniej poważnym ostrzeżeniem są zeszłoroczne mistrzostwa Europy w piłce nożnej w wydaniu polsko-ukraińskim. Zbyt pochopne zaangażowanie się firmygiganta PBG w budowę odcinków autostrad i stadionów skutkowało jej upadłością. Ponadto zawsze w takich przypadkach należy sobie postawić pytanie, jaki będzie los pośpiesznie wybudowanej infrastruktury, kiedy igrzyska się skończą. Filarem gospodarki w każdym państwie są rodzime

od początku meczu przez długi czas. Po przerwie zaczęła się gra, choć i tak poziom nie zachwycał. W akcji rozpoczętej 17 sekund przed końcem Robert Orzechowski trafił w róg sekundę przed końcową syreną! W ostatnim meczu w Saragossie nasi na koniec pierwszej fazy mistrzostw pokonali Koreę Południową (33:25)! Nie popisali się jednak zawodnicy z drugiego składu – brakowało im koncentracji, byli mniej ruchliwi, słabiej grali w obronie. Rywal był bardzo dobry, szybki, dynamiczny. Polscy bramkarze dostawali piłki nie wiadomo skąd, strzały znikąd. Potem nasi przyznawali, że potrzebowali trochę czasu, by oswoić się z koreańską obroną. Michał Kubisztal, rozgrywający polskiej reprezentacji, stwierdził: „To jest coś w Europie niespotykanego”. Ogólnie gramy dobrze na tych mistrzostwach, świetnie broni w bramce Sławomir Szmala „Kasa”, nie odstaje coraz lepszy Marcin Wichary. Do tego głośny doping zapewnia naszym spora grupa (nawet kilkusetosobowa) polskich kibiców. Czy MONITOR POLONIJNY


We środę czy w środę? prawa dotyczy przyimków, czyli wyrazów nieodmiennych, nie mających w zdaniu samodzielnego znaczenia, wskazujących zwykle na relacje przestrzenne. Niektóre z nich mają oboczne formy, rozszerzone o dodatkowe e, np. bez // beze, nad // nade, przez // przeze itd. Istnienie tych par wynika z historycznego procesu, który zaszedł w języku dawno temu i który nazwano wokalizacją jerów. Jery to, proszę Państwa, takie dawne półsamogłoski, występujące kiedyś albo w pozycji słabej, albo mocnej. Słabe jery znajdowały się w wygłosie oraz w sylabie poprzedzającej inną sylabę z pełną samogłoską lub jerem w pozycji mocnej. Jery mocne zaś znajdowały się w sylabach poprzedzających zgłoskę z jerem słabym. Jery słabe zaniknęły, zaś te mocne uległy wokalizacji, czyli zamieniły się w samogłoski. W dzisiejszym języku widoczną pozostałością pojerową jest tzw. e ruchome, pojawiające się w niektórych formach gramatycznych wyrazów, sprawiające przy okazji ogromne problemy osobom uczącym się języka polskiego jako obcego. Po polsku piszemy bowiem i mówimy: pies, ale psa, sen, ale snu, lew, ale lwa, gdyż w formach pierwszych pierwotnie występował jer w pozycji mocnej, który przeszedł w e, zaś w tych drugich w tym miejscu był jer słaby, który znikł bez śladu. Podobnie się działo z przyimkami, stanowiącymi jedną całość wraz z wyrazem następującym po nich. A więc jeśli kończący przyimek jer był w pozycji słabej, to później zniknął i nie pozostawił po sobie nic, zaś ten w pozycji mocnej uległ wokalizacji, czyli przekształcił się w e. Dziś, chcąc uniknąć historycznych zawiłości, występowanie przyimków z rozszerzonym e tłumaczy się już nieco inaczej i chyba prościej – przyimki takie stosuje się wtedy, gdy po nich występuje wyraz z nagłosową grupą spółgłoskową i razem trudno je wymówić, czyli np. we mnie, we włosach, we wtorek, we Wrocławiu, we Włoszczowej itp. Jeśli zagęszczenie spółgłosek aż takich problemów z wy-

S

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

firmy, wytwarzające wartości w postaci rzetelnych, dobrze sprzedawanych produktów, a nie przemieszczanie wartości obcego pochodzenia z miejsca A w miejsce B (czyli handel). Myślę, że największą przeszkodą w ubieganiu się o organizację tego dużego przedsięwzięcia jest niewystarczająca infrastruktura, szczególnie brak dobrej bazy red. noclegowej.

przejdziemy dalej? Zobaczymy! Pozytywne jest, że nasi walczą do końca! Sezon 2012/2013 Pucharu Świata w biegach narciarskich rozpoczął się dla Justyny Kowalczyk 24 listopada w szwedzkim Gällivare, a zakończy 24 marca w szwedzkim Falun podczas cyklu Finału Pucharu Świata. Po niezbyt udanym początku Kowalczyk nie odpuszcza, postępuje niczym hazardzistka, ale na podium stała już 10 razy! Trwa jej rywalizacja z obrończynią Pucharu Świata, Nor weżką Marit Björgen. Jak na razie nasza Królowa Śniegu jest pierwsza w klasyfikacji generalnej PŚ! Jej największa rywalka zajmuje siódme miejsce. Do całości zimowych zmagań Polaków dodać należy, że Kamil Stoch zajmuje na razie siódme miejsce w klasyfikacji generalnej skoków narciarskich. Jak widać w tym sezonie emocji nam nie brakuje. Czekajmy na rozwój wydarzeń i trzymajmy kciuki za naszych! ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorariumzostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

LUTY 2013

mową nie powoduje, to – niestety – sporo od tej zasady wyjątków i oboczności. Najpierw o tych drugich, czyli o dwojakich możliwościach realizacji przyimków. Norma polska dopuszcza bowiem stosowanie połączeń zarówno w mgle, jak i we mgle, w krwi i we krwi, w dwójkę i we dwójkę, w trojkę i we trójkę, w środę i we środę, w czwartek i we czwartek itp. Dlaczego? Bowiem chyba już większość Polaków używa w tej sytuacji przyimka w jego krótszej formie. Mało tego, obecnie te właśnie formy są zalecane przez wydawnictwa poprawnościowe – zwłaszcza w środę i w czwartek! A jeśli idzie o wyjątki, to pojawiają się one w niektórych utartych połączeniach, np. we Lwowie – nie: w Lwowie (choć w Lwówku), we dnie (choć w dniu) czy przede wszystkim – (choć przed wszystkimi). Warto dodać, że istnieją połączenia w dnie i przed wszystkim, ale niosą one ze sobą inne znaczenia, np. w dnie butelki, lęk przed wszystkim. No i może wystarczy już na ten temat, albowiem drążąc go, mogłabym Państwu namieszać w głowach… Choć nie, muszę jeszcze uczulić Państwa na pewne formy błędne w tym zakresie, by mogli ich Państwo unikać. Zwłaszcza, że jedną z nich mają Państwo możliwość spotykać częściej niż inni użytkownicy języka polskiego, a to ze względu na bliskość Wiednia. Chodzi bowiem o połączenie w Wiedniu, które – niestety – ze względu na próbę rozdzielenia identycznych głosek realizuje się nader często jako we Wiedniu. A to niepoprawne! Podobnie jak niepoprawne jest wyrażenie ze sokiem! Przecież geminaty, czyli podwojone spółgłoski, nie są w dzisiejszej polszczyźnie niczym nadzwyczajnym (np. panna, getto, oddać) ! Ale uwaga! Dla jednego wyrażenia z geminatą norma zrobiła wyjątek, znów zezwalając na użycie form obocznych: z sobą i ze sobą. Dlaczego? Może po to, by stało się zadość powiedzeniu, iż wyjątek potwierdza regułę. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 27


Pracować na słowacji, mieszkając w austrii Poradnik K ontynuując cykl naszego poradnika, chciałbym ponownie zwrócić się do osób, które dopiero planują przeprowadzkę na Słowację lub stawiają tu pierwsze kroki. Ponieważ większość atrakcyjnych miejsc pracy w korporacjach dotyczy Bratysławy i okolic, powrócimy do istotnego tematu znalezienia mieszkania w rejonie słowackiej stolicy. Tym razem będzie mowa o plusach i minusach zamieszkania na terenie Austrii, w miejscowościach leżących w zasięgu kilkunastu minut jazdy samochodem od centrum Bratysławy. Takie rozwiązanie jest możliwe (i bardzo popularne wśród Słowaków) dzięki specyficznemu położeniu Bratysławy, której południowe granice administracyjne stanowią równocześnie granicę państwową z Austrią i Węgrami. Bratysława leży zaledwie 60 km od Wiednia, a odległość bratysławskiego zamku od przejścia granicznego Bratislava-Wolfsthal to jedynie 6 km (w linii prostej do granicy jest jeszcze mniej, tylko 3,5 km). Jeszcze dwie dekady temu ta granica była murem nie do przejścia, częścią żelaznej kurtyny, ale od momentu wejścia Słowacji do strefy Schengen jest to właściwie tylko kreska na mapie. Lata żelaznej kurtyny sprawiły, że niemal przyklejone do granicy austriackiej miasto siłą rzeczy musiało rozrastać się w kierunku północnym i północno-zachodnim. W efekcie po otwarciu granic doszło do paradok-

28

salnej sytuacji, że dona przejściu granicznym). Generalnie w przyjazd do centrum Bragranicznych miejscowotysławy z austriacściach władze i mieszkich miejscowości dla Polaków na Słowacji kańcy są bardzo pozyHainburg, Wolfsthal, tywnie nastawieni do słowiańskich Kittsee, Berg czy Pama zajmuje zaledsąsiadów i starają się wyjść naprzewie kilkanaście minut, podczas gdy ciw nowym mieszkańcom – napływ przedostanie się przez zakorkowaną „kolonizatorów” przyczynił się bostolicę od strony jej północno-zawiem do ożywienia gospodarczego chodnich i północno-wschodnich petych wcześniej wyludnionych miejryferii zajmuje często pół godziny scowości. i więcej. W dodatku paradoksalnie Zamieszkanie w Hainburgu czy ceny mieszkań i działek na austriacWolfsthal jest warte do rozważenia kich peryferiach Bratysławy są o wierównież przez Polaków, podejmująle niższe, niż na jej północnych, słocych pracę w Bratysławie. Tym barwackich obrzeżach. Jeśli dodziej, że do tych miejscowości doprodać do tego wyższą jakość wadzona jest również bratysławska życia w Hainburgu czy komunikacja miejska. Okazuje się jedWolfsthal, trudno się dzinak, że mieszkanie w Hainburgu ławić, że te sympatyczne autwiej jest kupić, niż wynająć. Z tym striackie miejscowości od pierwszym nie ma problemu – forkilku lat są masowo „kolonizowane” przez Słowamalności można załatwić nawet w ciąków, którzy kupują tam gu jednego dnia; wystarczy udać się nieruchomości i stamtąd codziennie do urzędu gminy lub jednej z wielu dojeżdżają do Bratysławy do pracy. tamtejszych agencji nieruchomości. Początkowo wielu ludzi od takiego Warto zresztą choćby z ciekawości rozwiązania odstraszała nieznajozrobić taki rekonesans – kilka biur mość języka niemieckiego (tamtejsi nieruchomości znajduje się w poblimieszkańcy słabo mówią po angielżu rynku w Hainburgu (przystanek sku), jednak obecnie nawet to nie jest autobusowy Hauptplatz), w każdym problemem. W przygranicznych jest przynajmniej jedna osoba mówiąmiejscowościach Słowaków jest już ca po słowacku. Zakup mieszkania w Hainburgu na tyle dużo, że bez problemu po słonie jest głupim pomysłem nawet dla wacku można się dogadać w sklepie, osoby, która pobyt w Bratysławie agencji nieruchomości czy restauratraktuje jako tymczasowy, bowiem to cji, a często nawet w urzędzie. W tamświetna lokata kapitału – za 4-5 lat te tejszych szkołach i przedszkolach nieruchomości będą warte o wiele otwierane są słowackie klasy, a rdzenwięcej. Natomiast z wynajęciem jest ni mieszkańcy chętnie uczą się języka problem o tyle, że w ofercie z reguły słowackiego (zresztą, część z nich są duże mieszkania, a najczęściej całe znała ten język wcześniej, np. z pracy domy. Problemem jest też konieczność wniesienia na wstępie bardzo wysokiej kaucji, nieraz za pół roku z góry. Niemniej jednak trafiają się czasem i mniejsze mieszkania. Zawsze też można popytać miejscowych i wynająć pokój. Wszystko to trzeba sprawdzić na miejscu, zgodnie z uniwersalną zasadą „koniec języka za przewodnika”. JAKUB ŁOGINOW MONITOR POLONIJNY


Konkurs „Być PolaKiem” Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą, Europejska Unia Wspólnot Polonijnych, Fundacja „Świat na Tak” zapraszają młodzież polskojęzyczną do wzięcia udziału w IV edycji konkursu „Być Polakiem”. Jeśli masz 9 - 25 lat, znasz polski, ale żyjesz za granicą, lubisz Polskę i chcesz w nagrodę przyjechać do Ojczyzny, prześlij pracę pisemną lub multimedialną na jeden z tematów: - grupa 1. (9 - 10 lat) – Tajemnica rodzinnej pamiątki - grupa 2. (11 - 12 lat) – List do Starego Doktora (Janusza Korczaka) - grupa 3. (13 - 15 lat) – Opowieść rodzinna, którą warto ocalić od zapomnienia - grupa 4. (16 - 19 lat) – Odsiecz wiedeńska oczyma jej uczestnika - grupa 5. (studenci, do 25 roku życia) – Odblaski polskości… Aby wziąć udział w konkursie, musisz wypełnić formularz zgłoszeniowy i przesłać swoją pracę zgodnie z regulaminem do 28 lutego 2013 r. Na zwycięzców czekają atrakcyjne nagrody, w tym wyjazd do Polski, zwiedzanie Sejmu RP, uroczysta gala wręczenia nagród w Zamku Królewskim w Warszawie! Sposób przesłania prac do organizatora: za pomocą poczty elektronicznej pod adresem: k.majak@swiatnatak.pl z podaniem w temacie maila tytułu Konkursu „Być Polakiem” na płycie CD lub DVD, nośniku USB lub SD; w formie papierowej pod adresem: Fundacja „Świat na Tak” al. Szucha 27 00-580 Warszawa z dopiskiem Konkurs „Być Polakiem” Każdy uczestnik konkursu zobowiązany jest wypełnić formularz zgłoszeniowy, dostępny na stronie internetowej Fundacji: www.swiatnatak.pl. Wyniki zostaną ogłoszone na stronie internetowej Fundacji pod koniec kwietnia 2013 r.

KLUB POLSKI KOSZYCE

organizuje karaoke pod hasłem

„ŚPIEwać KażdY MOżE“. Impreza odbędzie się 9 lutego o godz. 17.00. w saloniku Rosto – pensjonat Slovakia u Konrada Schönfelda (ul. Orlia 6, Koszyce). Zapraszamy wszystkich przedstawicieli Polonii do wspólnej zabawy, bo przecież każdy może zostać gwiazdą!

Oj, będzie się działo!

SZANOWNI CZYTELNICY! Pr zypominamy o prenumeracie „Monitora Polonijnego“ na rok 2013. Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na ten rok wynoszą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta: 2666040059, nr banku 1100). Prosimy o umieszczenie swego imienia i nazwiska na formularzu bankowym. Nowych prenumeratorów prosimy też o zgłoszenie do redakcji adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt z redakcją: monitorpolonijny@gmail.com

Z PROGRAMU INST Y TUTU POLSKIEGO NA LUT Y 2013 Ë JANUSZ GŁOWACKI: ANTYGONA W NOWYM JORKU • Bratysława, Štúdio SND, Pribinova 17 5 lutego, godz. 10.00 10 lutego, godz. 18.00 16 lutego, godz. 19.00 22 lutego, godz. 19.00, Spektakl polskiego dramaturga Janusza Głowackiego, prezentowany na deskach SND, to nie tylko analiza bezdomności i emigracji, ale również dużych podziałów społecznych. Ë ARTEK OTOCKI: ALCHEMIA ILUZJI 6 lutego, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 • Bartek Otocki to polski artysta, który zajmuje się malarstwem i fotografią. W swoim malarsko-fotograficznym projekcie Alchemia iluzji komputerowo przekształca renesansowe portrety, przedstawiając zmodyfikowaną rzeczywistość. Wystawa będzie prezentowana do 1 marca br. Ë METODY - wystawa SZKŁA • 7 lutego, Bratysława, Galeria Medium, Hviezdoslavovo nam. 18 Wystawa pracowni szkła V4, na której przedstawi ona aktualne wyniki swojej twórczości, porównując trendy i podejścia do tego typu działalności twórczej w różnych krajach. Wystawa będzie prezentowana do 3 marca. LUTY 2013

Ë Koncert zespołu DAGADANA 9 lutego, godz. 20.00, Bratysława, A4-nulty priestor, ul. Karpacka 2 • DAGADANA to polsko-ukraiński zespół muzyczny, grający muzykę różnych stylów: od jazzu poprzez folk do electro. Skład: Dagmara Gregorowicz (wokal, elektronika), Dana Wynnycka (wokal, piano) i Mikołaj Pospieszalski (bas, skrzypce) Ë POLSLOVO VII. FERO JABLONOVSKÝ 13 lutego, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 • To już siódme spotkanie z cyklu wieczorów autorskich POLSLOVO. Tym razem gościem Dušana Junka będzie znany humorysta słowacki Fero Jablonovský, zaś jako gość muzyczny wystąpi Daniel Hevier.

Ë ROCK / BLUES / W MUZEUM: AROUND THE BLUES 22 lutego, godz. 19.30, Bratysława, Múzeum obchodu, Linzbothova 16 • Na kolejnym koncercie w tak niezwykłym miejscu wystąpi polska grupa Around The Blues. Cechy jej muzyki to przede wszystkim charakterystyczny głos Asi Mrozek i energetyczna gitara Tomka Konczaka, połączone z sekcją oraz gitarą rytmiczną, co w efekcie daje klasyczne bluesowo–light-rockowe brzmienie. Ë KONCERT SBB • 25 lutego, godz. 19.00, Bratysława, MMC Club, Karpatská 2 • Koncert legendy polskiego rocka progresywnego i jazzrocka. Magazyn Down Beat uznał grupę SBB za najciekawsze trio rockowe od czasów Experience Jimiego Hendrixa. Bilety i więcej informacji: www.drhorak.sk, sbb-band.pl Ë HUBERT KLIMKO-DOBRZANIECKI: KOŁYSANKA DLA WISIELCA • 28 lutego, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 • Spotkanie z Hubertem Klimko-Dobrzanieckim, autorem książki, i Julią Sherwood, jej tłumaczką na język słowacki, z okazji prezentacji słowackiego wydania opowieści Uspávanka pre obesenca. 29


Między domami w Warszawie i Meksyku (CZĘŚĆ DRUGA) rzed swoją pierwszą podróżą do Meksyku w 2007 roku w głowie miałam kilka obrazów i symboli: słońce, salsa (taniec i pikantny sos), tequila (odpowiednik naszej wódki), stragany kolorowych owoców, magia i wiara w cuda (Święto Zmarłych i Matka Boska z Guadalupe), owinięte w kolorowe chusty kobiety z upiętymi kwiatami we włosach i z dziećmi przy piersi, przystojni mężczyźni w kapeluszach (sombreros), miłość pełna pasji (jak z telenoweli). ZDJĘCIE: ALEJANDRO MAZARIEGOS.

P

Meksyk okazał się bliski tym wyobrażeniom, jednak znacznie bogatszy i nieustannie zaskakujący. Miasto Meksyk jest fascynujące, ale żyć w nim nie jest łatwo. Przemieszczanie się, bez względu na to, jakimi środkami komunikacji, jest bardzo męczące. Ale chaos i rytm, jakim żyje ta stolica, są na swój sposób inspirujące. Jedna podróż z domu do pracy pozwala mi niekiedy odkryć co najmniej kilka ludzkich historii, bo tutaj życie toczy się intensywnie na ulicy. Codzienność to tłum, przeciskający się między zakorkowanymi samochodami, trąbiącymi autobusami, czyszczącymi buty boleros, całującymi się nastolatkami, proszącymi o jałmużnę staruszkami i spacerującymi w garniturach z kubkami kawy ze Starbucksa. Jedzenie, które można kupić na ulicy, to przede wszystkim tacos, czyli tortilla (placki kukurydziane) z różnorakim nadzieniem, papas Fitas – chipsy ziemniaczane, polane pikantnymi sosami, różnorakie paletas, czyli lody na patykach, batoniki alegrias – z amarantu i cacahuate – sklejone karmelem orzeszki ziemne. Tutaj żyją ludzie, którzy codziennie walczą 30

o przetrwanie, sprzedając jedzenie, pirackie filmy, muzykę, chińskie drobiazgi, a przy tym prowadzą własne, specyficzne kampanie reklamowe, wyśpiewując slogany. Jedna z bohaterek mojego filmu, mieszkająca w Meksyku od ponad 20 lat Polka, opisała mi to miasto, jako zespół sklejonych miasteczek, z których każde ma swój styl. „Trzeba się odnaleźć w mieście, czyli znaleźć ludzi, którzy blisko mieszkają, i nie poruszać się specjalnie po całym jego obszarze, bo nigdy go nie poznasz, a możesz przeżyć bardzo przykre niespodzianki. To miasto możesz uwielbiać, ale trzeba się go bać tak jak morza. Trzeba być ostrożnym, bo nagle zupełnie można stracić kontrolę”. Meksyk dostarcza po prostu wszystkiego, czego szukamy i czego chcielibyśmy uniknąć. Ambasada polska szacuje, że w meksykańskiej stolicy mieszka na stałe około 1000 Polaków (w całym Meksyku ok. 2500). Ci, których tu odnalazłam, prowadzą życie ciekawe i w miarę dostatnie.

Większość realizuje się zawodowo i rozwija lepiej, niż mogłaby to czynić w Polsce, dzięki unikatowości swoich umiejętności w odmiennej kulturze. Niektórzy odkryli nowe ścieżki kariery pod wpływem nowych warunków życia. Są tu tłumacze, przewodnicy turystyczni, wykładowcy uniwersyteccy, aktorzy i artyści. Jest tancerz baletu, jest i artysta rzeźbiarz, a także skrzypek. A ponadto jest też badaczka chmur i autorka opowiadań dla dzieci, agent ubezpieczeniowy i były misjonarz. Głównym motywem ich przyjazdu do Meksyku była czysta ciekawość tego kraju, ale dopiero to, co wydarzyło się po drodze, zadecydowało o pozostaniu tu na dłużej i ostatecznym osiedleniu się: miłość, praca, klimat, koloryt, magia. Niektórzy przyjechali tu na dwa tygodnie, a zostali trzydzieści lat… Nieliczni, których poznałam w Meksyku, wrócili do Polski. Z ich historii ciekawe wydało mi się to, co w nich pozostawił po sobie Meksyk. Pewien Polak, który mieszkał tu przez ponad 6 lat, opowiedział mi, że zawsze, kiedy spotyka kogoś hiszpańskojęzycznego, mówi, że jest medio mexicano, czyli pół-Meksykaninem, i że część jego serca tam właśnie została, a część Meksyku zostało w nim. „Meksyk dał mi spokój wewnętrzny, podejście na luzie do świata, do otaczającej nas rzeczywistości, do innych ludzi. Dał mi też cierpliwość, bo Meksykanie podchodzą do całego świata niespiesznie, wiedząc, że jeśli coś ma się wydarzyć, to się wydarzy. A jeśli wydarzy się trochę później, niż było to zaplanowane, to nie jest to powód do jakiegoś zdenerwowania, ale do spokojnego oczekiwania”. ELA CHRZANOWSKA MEKSYK MONITOR POLONIJNY


w długie Co robićzimowe wieczory? rów starych filmów dla dzieci? Przy okazji takich rodzinnych rozmów, możecie dowiecie się co nieco o przeszłości swojej rodziny! A może wspólnie obejrzycie zdjęcia? Dla tych, którzy nadal nie wiedzą, co robić w długie zimowe wieczory, mamy jeszcze jedną propozycję! Właściwie to ma ją Iza

Lacková z I klasy gimnazjum. Iza potrafi samodzielnie robić fantastyczne rzeczy!!! Oto jedna z nich:

Bransoletka

poprzednim numerze zachęcaliśmy Was do aktywnego spędzania czasu. W styczniu mieliśmy sporo śniegu i mam nadzieję, że wykorzystaliście nasze pomysły. W szkole razem z uczniami SPK w Bratysławie zastanawialiśmy się, co robić zimą, gdy nie ma śniegu, a pogoda na zewnątrz nie zachęca do wychylenia nosa z domu. Zuzanna Lacková i Filip Gondar z klasy IV stwierdzili, że wówczas można: • oglądać telewizję, • grać w gry komputerowe, • grać w gry stołowe (monopol, karty, warcaby, statki, a nawet szachy!), • rysować, • czytać (książki, magazyny dla dzieci i młodzieży).

POTRZEBNE MATERIAŁY TO:

W

LUTY 2013

Możecie zapytać rodziców czy dziadków, w jakie gry oni grali! Stare kreskówki i bajki, które oni oglądali, też znacznie się różnią od tych, które oglądacie Wy, ale jesteśmy pewni, że i te stare polubicie. A może już znacie Bolka i Lolka, Krecika, Pomysłowego Dobromira, Rumcajsa i innych bohate-

* drut zakręcony o długości 0,70-1 metr, * różnokolorowe koraliki, * taśma klejąca, * dużo cierpliwości

WYKONANIE: • jeden koniec drutu owijamy taśmą klejącą; • od drugiego końca nawlekamy koraliki w takiej kolejności, w jakiej chcemy mieć kolory, np. 2 czerwone, 2 żółte, 1 czarny; pod koniec zostawiamy trochę wolnego miejsca na drucie,; • zawijamy drut tak, by powstało kółeczko, dzięki czemu koraliki nie spadną! • odklejamy taśmę klejącą, zawijamy drut w kółeczko… • … i nasza bransoletka jest gotowa!!!

W następnym numerze zaproponujemy Wam wykonanie nietypowych dekoracji świątecznych i porozmawiamy z naszymi uczniami o tym, jak spędzają Wielkanoc. Trzymajcie się z dala od nudy! SZKOLNY PUNKT KONSULTACYJNY W BRATYSŁAWIE 31


W tym roku karnawał jest tak krótki, że przynajmniej ostatki powinniśmy przeżyć „na bogato” – jak nakazuje polska tradycja. Od tłustego czwartku poprzez ostatni weekend karnawału aż do tradycyjnego śledzika we wtorkowy wieczór tuż przed Środą Popielcową – bawmy się, jedzmy tłusto

Faworki

i smacznie, by w tej walce postu z karnawałem, jak co roku po czterdziestodniowym wyciszeniu znów zwyciężyła radość. Pan Tadeusz Urbański ze Sztokholmu podzielił się z czytelnikami „Piekarnika” przepisami na fantastyczne faworki i szwedzkie śledzie. Spróbujmy koniecznie!

Składniki: • • • •

20 dag mąki 3 żółtka szczypta soli 3-4 łyżki stołowe gęstej śmietany • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

• 1 łyżka spirytusu • 50 dag tłuszczu do smażenia (smalec lub tłuszcz kokosowy)

• 10 dag cukru pudru • cukier waniliowy • bibuła do odsączania

Sposób przyrządzania Na stolnicy wymieszać mąkę i śmietanę, zrobić dołek i do wgłębienia dodać żółtka, sól i proszek do pieczenia. Wszystko wyrobić na jednolitą masę (gęstą jak ciasto na kluski). Ciasto wałkować jak najcieniej, a jeśli zaistnieje potrzeba, podsypywać mąką. Pokroić na paski szerokości ok. 3 cm i formować faworki (najpopularniejsza metoda to pokrojenie

pasków na skos, nacięcie każdego kawałka w środku i przełożenie końca przez otwór na drugą stronę). Rozgrzać tłuszcz, wrzucić kawałeczek ciasta – jeśli szybko wypłynie, można wrzucać faworki. Smażyć je należy krótko, z obu stron, a następnie odsączyć na bibule i ułożyć na półmisku. Na koniec posypać cukrem Składniki: pudrem, wymieszanym • 8 filetów śledziowych z cukrem waniliowym. • 100 ml octu 12% • 500 ml wody • 1/2 łyżki soli

Senapssill

śledzie w musztardzie • 100 ml gęstej śmietany • 2 łyżki musztardy • koperek lub szczypiorek

Sposób przyrządzania Z octu, wody i soli przygotować marynatę, w niej przez 12 godzin moczyć śledzie (trzymać w lodówce, od czasu do czasu obracając). Wymieszać śmietanę z musztardą i zieleniną. Wymoczone śledzie odsączyć, pokroić na mniejsze porcje i zalać sosem. Niech dzień poleżakują w lodówce zanim trafią na stół. Naprawdę pyszne! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2013/02  
Monitor Polonijny 2013/02  
Advertisement