Page 1

Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:36 PM Page 33

Rozpad Czechosłowacji str. 5-9

Zimowe zabawy na śniegu str. 31


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:32 PM Page 2

Wiadomości dotyczące dotacji dla mniejszości narodowych C

zesław Sobek, przedstawiciel polskiej mniejszości w Radzie do Spraw Mniejszości Narodowych w Kancelarii Rady Ministrów RS, 9 grudnia poinformował prezesa Klubu Polskiego Tomasza Bienkiewicza oraz redaktor naczelną „Monitora Polonijnego“ Małgorzatę Wojcieszyńską o propozycjach, dotyczących wysokości dotacji rządowych na rok 2013. Projekt podziału środków opraco-

wał Laszlo Nagy, pełnomocnik do spraw mniejszości narodowych w Kancelarii Rady Ministrów RS, który przedstawił go na posiedzeniu mniejszości w dniu 6 grudnia 2012. Projekt ten uwzględnia obniżenie – w stosunku do roku ubiegłego – dofinansowania działalności wszystkich trzynastu mniejszości na Słowacji z kwoty 4 milionów 500 tysięcy euro do 4 milionów 250 tysięcy euro.

Według tegoż projektu polska mniejszość w roku 2013 ma otrzymać 40 tysięcy euro, czyli o 50 procent mniej niż w roku ubiegłym. Według spisu powszechnego, przeprowadzonego na Słowacji w 2011 roku, liczba słowackich obywateli polskiej narodowości na przestrzeni 10 lat wzrosła o 18,52 procent (z 2602 obywateli w roku 2001 do 3084 w rored. ku 2011).

Spotkanie z Laszlem Nagym inicjatywy Tomasza Bienkiewicza, prezesa Klubu Polskiego na Słowacji, 17 grudnia doszło do spotkania przedstawicieli słowackiej Polonii z Laszlem Nagym, pełnomocnikiem do spraw mniejszości narodowych w Kancelarii Rady Ministrów RS. W rozmowach udział wzięli też: Lydia Šramková, pracownik Kancelarii Rady Ministrów RS z sekcji mniejszości narodowych, Czesław Sobek, reprezentant polskiej mniejszości w Radzie do Spraw Mniejszości Narodowych w Kancelarii Rady Ministrów RS, i Małgorzata Wojcieszyńska, redaktor naczelna „Monitora Polonijnego“. Głównym tematem spotkania był podział środków na działalność mniejszości narodowych w 2013 roku. Reprezentanci Polonii przedstawili działalność dwóch organizacji polonijnych na Słowacji: Klubu Polskiego i Stowarzyszenia „Polonus“ oraz działalność wydawniczą Klubu Polskiego, czyli miesięcznik „Monitor Polonijny“. Wyjaśniali, że tak aktywna praca na rzecz polskiej mniejszości była możliwa w znacznej mierze dzięki wsparciu 2

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Z

finansowemu słowackiego rządu, natomiast przewidywane okrojenie środków może tą działalnością zachwiać. Pełnomocnik poinformował obecnych, że w połowie stycznia przewidziane jest kolejne posiedzenie Rady do Spraw Mniejszości Narodowych, podczas której głosowaniu zostanie poddany kolejny projekt, dotyczący podziału środków finansowych na działalność wszystkich trzynastu mniejszości narodowych.

Wyraził też uznanie dla polskiej mniejszości za to, że organizacje polonijne współpracują ze sobą. Ponadto pochwalił wysoki poziom miesięcznika „Monitor Polonijny“. Przedstawiciele Klubu Polskiego zasygnalizowali też, że nie posiadają siedziby swojej organizacji. Czesław Sobek podziękował pełnomocnikowi za rozmowę i obietnicę ponownego rozpatrzenia projektu podziału środków.

Tego samego dnia prezes Bienkiewicz otrzymał list z sekretariatu szefa Kancelarii Rady Ministrów RS Igora Federiča, z którym starał się umówić na spotkanie w sprawie dofinansowania mniejszości. Z listu tego wynika, iż szef kancelarii Rady Ministrów RS zaakceptuje rezultat głosowania reprezentantów mniejszości, które odbędzie się podczas kolejnego posiedzenia Rady do Spraw Mniejszości Narodowych. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:32 PM Page 3

„Popatrz, jaka ładna kočka“ (kočka to określenie kota w języku czeskim – przyp. red.) – powiedziała dziewczynka z Pragi do swojej kuzynki z Bratysławy. Słowaczka przyjrzała się uważnie zwierzęciu i po chwili namysłu odpowiedziała: „Nie, to jest mačka“ (mačka w języku słowackim to ‘kot’ – przyp. red.). Dziewczynki kilka razy wymieniały zdania, przy czym każda obstawała przy swojej wersji. Na koniec Słowaczka powiedziała: „Może to jest kočka, ale wygląda zupełnie jak mačka“. Przypadkowo zasłyszana rozmowa ilustruje dialog między Słowakami a Czechami. Po 20 latach od podziału ich wspólnego państwa, Czechosłowacji, rozumieją się, choć – im dłużej funkcjonują w samodzielnych państwach – tym częściej potrzebują doprecyzowania niektórych terminów. Wieloletnie współżycie w ramach jednego państwa spowodowało zbliżenie tych dwu narodów. Czy 20-letnia rozłąka przyniosła im korzyści? Czy jakoś wpłynęła na rozwój każdego z osobna? Jak decyzja polityków o podziale Czechosłowacji wpłynęła na życie Polaków na Słowacji? Pytań w związku z okrągłą rocznicą powstania Słowacji jest sporo, a jubileusz nastraja do podsumowań i ocen. Dlatego my też na łamach „Monitora“ przygotowaliśmy kilka artykułów na ten temat, w tym ankietę, przeprowadzoną wśród naszych czytelników, którzy oceniają wydarzenia sprzed 20 lat i ich konsekwencje (od strony 4 do 9). Z jednej strony świętujemy 20-lecie Słowacji, z drugiej z niepokojem obserwujemy płynące z Kancelarii Rady Ministrów Republiki Słowackiej propozycje, dotyczące zmniejszenia dotacji dla mniejszości narodowych, w tym również dla tej polskiej. Problem dotyczy nas bezpośrednio, bowiem od tych dotacji zależy przyszłość naszego miesięcznika (więcej na str. 2). Na łamach styczniowego numeru spoglądamy też wstecz, do czasów wojny, a to za sprawą wystawy z Archiwum Ringelbluma, która zawisła w Instytucie Polskim (str. 12). O tragicznych losach Żydów, ale też o współczesnym spojrzeniu Polaków na ten temat rozmawiamy z profesorem Pawłem Śpiewakiem („Wywiad miesiąca” – str. 10). Odsyłam też Państwa do ciekawego artykułu na temat pierwszej polskiej lekarki („To warto wiedzieć“ str. 23) – tak, tak, aż trudno w to uwierzyć, że kiedyś, i to wcale nie tak dawno temu, lekarzami mogli być tylko mężczyźni! Oprócz tego sporo relacji z radosnych spotkań przedświątecznych słowackiej Polonii oraz wiele innych ciekawych tematów w stałych rubrykach naszego pisma. Zachęcam Państwa do lektury i życzę nam wszystkim, byśmy w Nowym Roku nie byli zaskakiwani złymi wiadomościami i by się nam dobrze darzyło!

Wolność – jak to łatwo powiedzieć… 4 Z KRAJU 4 ANKIETA 5 Rozpad Czechosłowacji oczami polskiego dziennikarza 7 WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Rozdzielenie Czechosłowacji 8 OKIENKO JĘZYKOWE O państwu w państwie 9 WYWIAD MIESIĄCA Paweł Śpiewak o wojnie polsko-polskiej 10 Z NASZEGO PODWÓRKA 12 CZUŁYM UCHEM Dobry zły nowy album Hey 19 SŁOWACKIE PEREŁKI Poprad pod kołderką 20 Zimnowojenny okres dyplomacji wojskowej 20 KINO-OKO Bo każdy z nas jest Bogiem 22 TO WARTO WIEDZIEĆ Pierwsza polska lekarka 23 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Katarzyny Kaczorowskiej historia prawdziwa 24 Katarzyna Kaczorowska o 80 milionach 26 POLAK POTRAFI Ogromny sukces Polaka – Marcin Budkowski jedną z najważniejszych osób w zespole Mc Larena! 27 PORADNIK DLA POLAKÓW NA SŁOWACJI Polskie dokumenty dla dziecka, czyli „mały” problem 28 OGŁOSZENIA 29 ROZSIANI PO ŚWIECIE Między domami w Warszawie i Meksyku 30 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Zimowe zabawy na śniegu 31 PIEKARNIK Jaka pyszna sanna, parska raźno koń… 32

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E Ľ OV N A S LOV E N S K U ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Ingrid Majeríková, Danuta MeyzaMarušiaková, Katarzyna Pieniądz, Linda Rábeková KOREŠPONDENTI: KOŠICE – Urszula Zomerska-Szabados • TRENČÍN – Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 12 euro na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 • EVIDENČNÉ ČÍSLO: EV542/08 Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • Realizované s finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky

www.polonia.sk STYCZEŃ 2013

Działanie jest współfinansowane przez Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” ze środków otrzymanych od Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej w ramach konkursu „Współpraca z Polonią i Polakami za Granicą”

3


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:32 PM Page 4

Wolność

– jak to łatwo powiedzieć…

C

zy dzisiaj we wszechobecnie panującym zabieganiu mamy w ogóle czas, by zastanawiać się nad tym, co oznacza żyć w wolnym kraju? Być cząstką niepodległego narodu? Zarówno Polska, jak i Słowacja na kartach swej historii mają zapisany czas zniewolenia i zależności od innych, ale również pełne radości i nadziei momenty triumfu – powstanie państwa w demokratycznym, długo oczekiwanym wymiarze. Czy jednak obecnie stać nas na jakąkolwiek refleksję na ten temat? Dwadzieścia lat temu Słowacy doczekali się samodzielności. Czy nadal tamte dni mają należną im wartość? Czy młodzi ludzie, wchodzący właśnie w dorosłość, zdają sobie sprawę, że ich codzienność, często krytykowana i porównywana do tej, panują-

cej w innych, okrzepłych już w demokracji krajach, jest związana z równie młodą państwowością jak oni sami? W dobie dominacji unijnej, braku granic i wspólnej waluty, podkreślanie odrębności państwowej pozornie straciło na znaczeniu. A przecież rocznica proklamowania niepodległości to jedno z najważniejszych świąt narodowych! Wszyscy zazdroszczą Amerykanom ich Dnia Niepodległości i pompy, z jaką świętują ten dzień. Wiadomości w telewizjach całego świata pokazują migawki z uroczystych amerykańskich parad, dzięki czemu co roku wszyscy dowiadują się, że kraj zza wielkiej wody czci swoją drogę do wolności. A my? A wy? Jestem przekonana, że znalazłoby się sporo zarówno Polaków, jak i Słowaków, którzy nawet nie znają daty własnego święta niepodległości!

przestępców, zdrajców do dymisji“, „Brońmy Polski“, „Donaldinijo kiwa Polaków“ itp. Rzecznik komendanta stołecznego policji Mariusz Mrozek poinformował, że marsz odbył się bez incydentów. Był on jednym z 48 zgromadzeń publicznych, które tego dnia odbyły się w całym kraju. ULICAMI WARSZAWY 13 grudnia przeszedł Marsz Wolności, Solidarności i Niepodległości, zorganizowany przez PiS w 31. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Wzięło w nim udział około 15 tys. osób. Na ich czele szedł Jarosław Kaczyński. „Potrzebna jest wolność, bo nie ma polskości bez wolności“ – podkreślał prezes PiS. Zgromadzeni trzymali transparenty z hasłami: „Żądamy prawdy o Smoleńsku“, „Platforma 4

SZEF POLSKIEGO MSZ Radosław Sikorski powiedział 17 grudnia w Moskwie, że trzyma za słowo szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa, który zadeklarował, że Rosja podejmie wszystkie kroki, by jak najszybciej przekazać Polsce wrak samolotu Tu154M. W Moskwie ministrowie spraw zagranicznych Polski i Rosji przewodniczyli posiedzeniu Komitetu Strategii Współpracy

Pracując i zajmując się własnymi sprawami, nie zastanawiamy się nad niepodległością. Tymczasem na świecie wiele państw nadal walczy o wolność i niepodległość. Zaledwie półtora roku temu na mapie świata pojawiło się nowe, najmłodsze obecnie państwo – Sudan Południowy. W Europie maleńkim, choć znanym z bardzo krwawej historii państewkiem, jest powstałe niedawni Kosowo, które – nawiasem mówiąc – nie do końca uznawane jest przez wiele krajów członkowskich ONZ. W ciągu ostatniego dwudziestolecia powstały również inne państwa: Erytrea (24.05.1993), Palau (1.10.1994) czy Timor Wschodni (20.05.2002), w których zawsze walczono o odrębność narodową, kulturową i religijną. Jeśli świętować, to tylko w dobrym towarzystwie! W styczniu, podobnie jak Słowacy, swe święto narodowe obchodzą oczywiście Czesi oraz mieszkańcy wielu innych krajów świata – Brunei, Haiti, Sudanu, Birmy, Indii. Na wesoło i uroczyście obchodzą swój Dzień Australii mieszkańcy tego dalekiego kontynentu. Już słyszę głosy – bardzo popularne w Polsce – że łatwiej urządzać parady i festyny, gdy na dworze ciepło,

Polsko-Rosyjskiej. Wcześniej odbyli rozmowę. Sikorski oświadczył, że dopóki wrak Tu-154M nie wróci do Polski, dopóty będzie obciążeniem dla stosunków polsko-rosyjskich. Ławrow zaznaczył, że śledztwo nie powinno być kończone w sposób sztuczny, ale dopiero wtedy, gdy zostaną przeprowadzone wszystkie badania. „Nie możemy zmienić naszych przepisów, ale chcemy zrobić wszystko możliwie jak najszybciej“ – powiedział. W BIURZE BUDYNKU na warszawskim Grochowie doszło 10 grudnia do wybuchu i zbrodni, w wyniku czego jedna osoba zginęła, a dwie zostały ranne. Zamordowany to Krzysztof Z., ekspert lotniczy, który wielokrotnie wypo-

wiadał się na temat katastrofy smoleńskiej, m.in. na łamach „Gazety Polskiej“ – poinformowała Niezależna.pl. Był on także jednym z bohaterów filmu “10.04.10” Anity Gargas i krytykował raporty komisji MAK i komisji Jerzego Millera. Zabójcą okazał się wspólnik ofiary, zaś motywem zbrodni były finansowe rozliczenia w ramach spółki. SEKCJA ZWŁOK WYKAZAŁA obecność alkoholu we krwi technika pokładowego Jaka-40 Remigiusza Musia, który w październiku najprawdopodobniej popełnił samobójstwo – poinformował 19 grudnia portal tvp.info. Remigiusz Muś był na pokładzie Jaka-40, który wylądował na MONITOR POLONIJNY


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:32 PM Page 5

smoleńskim lotnisku w 2010 r., godzinę przed katastrofą Tu154M. Bezpośrednią przyczyną jego śmierci był ucisk pętli na narządy szyi w mechanizmie powieszenia. Jednocześnie na ciele denata nie stwierdzono obrażeń, wskazujących na stoczoną przed śmiercią walkę lub aktywną obronę. GDYBY WYBORY parlamentarne odbywały się w drugiej połowie grudnia, na PO głosowałoby 33 proc. Polaków, zaś na PiS 29 proc. Tak wynika z sondażu Wirtualnej Polski, zrealizowanego przez Homo Homini. W ciągu dwóch tygodni wzrosły notowania zarówno Platformie, jak i PiSowi. Poprawiły się również notowania prezydenta Bronisława STYCZEŃ 2013

W

związku z okrągłą rocznicą powstania Słowacji, przypadającą na 1 stycznia, zapytaliśmy naszych czytelników, jak wspominają wydarzenia sprzed 20 lat, jakie emocje im towarzyszyły i jak z perspektywy czasu oceniają rozpad Czechosłowacji.

Mariusz Światłowski z Koszyc

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

a nie jesienno-zimowa plucha. Jestem jednak przekonana, że dobra organizacja i pomysłowość są w stanie przezwyciężyć nawet najgorszą pogodę. W Polsce świadomość Święta Niepodległości dopiero się rozwija – z roku na rok przybywa uczestników marszów i samych marszów, a zgodnie z ideą demokracji maszerują w nich zwolennicy różnych opcji politycznych i koncepcji wyzwoleńczych, w związku z czym owe marsze często kończą się zamieszkami i interwencją służb porządkowych. W mojej miejscowości z okazji tego święta organizowane są patriotyczne śpiewy na wolnym powietrzu z krzepiącą grochówką z wojskowego kotła. Kto może, przebiera się w stroje z epoki międzywojnia, by wzmóc atmosferę tychże występów. Wolontariusze rozdają biało-czerwone kotyliony lub wstążki do przypięcia, które rozpowszechnili nasi rządzący. Święto Niepodległości powoli przestaje być tylko dodatkowym dniem wolnym od pracy (co Polacy lubią), na skutek odpowiedniej ustawy zamykane są w tym dniu sklepy (czego Polacy nie lubią) i trzeba jakoś spędzić wolny czas – jeśli pogoda pozwala, nowa moda nakazuje iść z całą rodziną na paradę wojska lub poszukać lokalnej imprezy w duchu narodowym. I bardzo dobrze! Wierzę, że dla naszych dzieci taki dzień stanie się wreszcie świętem z oprawą o wiele lepszą niż w USA. Przecież zasługuAGATA BEDNARCZYK jemy na to.

R

ozwód Czechów i Słowaków, jak nazywam do dziś ten bezprecedensowy w historii świata bezkrwawy proces rozpadu państwa, przyjąłem ze spokojem i bez większego zdziwienia, gdyż był on po prostu konsekwencją wydarzeń z przełomu lat 1989/1990. Ciekawe, czy ktoś pamięta jeszcze te namiętne dyskusje w telewizji, w domach, na placach miast? Jak bardzo zweryfikowały się nasze

Komorowskiego – odsetek osób oceniających go negatywnie zmniejszył się aż o 9 punktów proc. W DNIU 17 GRUDNIA Polska obchodziła 42. rocznicę krwawej pacyfikacji protestów robotniczych na Wybrzeżu, w wyniku czego śmierć poniosło 41 osób, a 1165 odniosło rany. Były to najtragiczniejsze wydarzenie, za którymi stały władze komunistyczne. KATARZYNA W., której postawiono zarzut zabójstwa półrocznej córki Magdy, pozostanie w areszcie co najmniej do 14 stycznia - zdecydował katowicki sąd okręgowy. Matka Madzi została zatrzymana przez policję 21 listopada po tym, jak nie wypełniała

poglądy na świat po 20 latach życia w kapitalizmie? Pamiętam, iż po raz pierwszy wyraźnie zaczęto mówić o rozpadzie Czechosłowacji w czasach politycznych sporów o myślnik w nazwie nowego wspólnego państwa Czecho-Słowacji (1991). Dostrzegałem wtedy nutkę irredentyzmu po obydwu stronach: Słowacy mówili, że we własnym państwie nie będą już dyskryminowani ekonomicznie, z kolei Czesi twierdzili, że nie będą już musieli dokładać do Słowacji, hamując własny rozwój z powodu „słowackiego ogona“. Oczekiwałem tego podziału, miałem jedynie obawy, czy Słowacy udźwigną cały jego proces. Niestety pojawiły się problemy z podziałem wspólnego majątku, pozostałego po Czechosłowacji

warunków nałożonego na nią dozoru policyjnego, nie meldowała się w komisariacie i nie zgłaszała się na wezwania prokuratury. Sprawa tajemniczej śmierci maleńkiej Madzi z Sosnowca w styczniu 2012 roku poruszyła całą Polskę. AUGUSTYN KAROLEWSKI, były żołnierz armii Andersa i towarzysz broni niedźwiedzia Wojtka, o którym niedawno nakręcono nawet film, zmarł 3 grudnia w wieku 87 lat. Po zakończeniu wojny Karolewski pozostał w Wielkiej Brytanii i był głównym źródłem wiedzy o losach słynnego syryjskiego niedźwiedzia brunatnego Wojtka, który został adoptowany przez żołnierzy 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii w 2.

Korpusie Polskim, dowodzonym przez gen. Andersa. Niedźwiedź ów brał udział m.in. w bitwie o Monte Cassino. NIE ŻYJE MALARZ, znany góralski muzyk, założyciel zespołu Trebunie-Tutki - Władysław Trebunia-Tutka. Artysta zmarł 3 grudnia w Zakopanem. Miał 70 lat, zmagał się z chorobą nowotworową. POLACY SĄ W WIĘKSZOŚCI zadowoleni z 2012 roku. Na pytanie CBOS, jaki był mijający rok dla nich osobiście, 49 proc. ankietowanych wybrało odpowiedź „dobry“. Źle oceniło kończący się rok 18 proc., jako „ani dobry, ani zły” określiło go 33 proc. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

poza jej granicami – statków dalekomorskich, wagonów kolejowych, samolotów, budynków ambasad; problemy ze zwrotem złota jako zabezpieczenia własnej waluty – 1/3 rezerwy byłej Czechosłowacji dotarła do Bratysławy dopiero w 2000 r.; problemy z flagą Czech i nazwami wielu instytucji czeskich, które do dziś noszą znak lub nazwę Czechosłowacji, choć w myśl porozumienia o rozpadzie powinny zniknąć, choćby np. Československé aerolinie, Československá obchodná banka, do dziś po Czechach jeżdżą autobusy międzymiastowe ČSAD. Miałem obawy o swoje własne pieniądze, kiedy to 6 lutego 1993 r., pomimo wcześniejszych zapewnień obydwu ministrów finansów, iż wspólna waluta będzie istnieć przez co najmniej pół roku, rozpoczęto „kolkovanie“ czechosłowackich banknotów z rozbiciem na czeskie i słowackie. I do tego ta szeptana poczta pantoflowa, że za trzy miesiące słowackie pieniądze będą miały wartość 1/3 czeskich... To, że w obydwu narodach obudziły się po 1989 r. sympatie niepodległościowe, świadczy fakt, że żadna ze stron nie przeforsowała referendum w tej sprawie. Mówimy o narodach, nie o poszczególnych ludziach, których głos liczy się dopiero jako wynik referendum lub wyborów. Jak dobrze pamiętam, 1 stycznia 1993 r. zorganizowano szereg imprez, ale – według mnie – było ich trochę za

Jana Sokół z Trenczyna

M

iałam nieco ponad osiem lat, kiedy nastąpił podział Czechosłowacji. Nie pamiętam zbyt wiele, ale utkwiło mi w pamięci, jak rodzina i znajomi mó6

mało, ponieważ przy takiej okazji Słowacja mogła się lepiej zaprezentować na arenie międzynarodowej. Czy z perspektywy czasu podział Czechosłowacji przyniósł korzyści Słowakom? Na to pytanie odpowiem słowami, wypowiedzianymi oficjalnie w grudniu przez jednego z dwóch ojców rozpadu Czechosłowacji, kończącego drugą kadencję prezydenta Republiki Czeskiej Vaclava Klausa (dla przypomnienia – tym drugim z ojców był Vladimir Mečiar, w słowackiej polityce już nieobecny), który podczas wizyty Ivana Gašparoviča, prezydenta Republiki Słowackiej powiedział, że zdecydowanie najwięcej na tym rozpadzie zyskali Słowacy. Też jestem tego zdania – Słowacy mają własne państwo, są niezależnym członkiem Unii Europejskiej, nie zaś prowincją Czechosłowacji, i innych międzynarodowych organizacji; język słowacki jest jednym z oficjalnych języków UE. Ale najważniejsze to ekonomika – w czasie rozpadu, przed 20 laty PKB Czech był większy od słowackiego o 25%, dziś już tylko o 7%. A do tego dziś w Czechach oficjalnie panuje recesja, podczas gdy Słowacja jest drugą (po szwedzkiej) najszybciej rozwijającą się ekonomiką UE. Podział przyniósł także korzyści Polakom mieszkającym na Słowacji. Jedną z nich jest przyjęcie europejskiej waluty, podczas gdy w Polsce wciąż wokół tego tematu toczą się dyskusje.

wili, że w końcu Słowacy będą Słowakami, a nie tylko cieniem Czechów, że Słowacja już nie będzie pod władzą Czechów, którzy nie mają do naszego kraju prawa. Zatem jako dziecko przyjęłam ten pogląd za swój i trzymam się go do tej pory. Cieszyłam się razem z rodziną, kiedy do podziału w końcu doszło, choć nie było u nas żadnej hucznej imprezy z tej okazji. Tylko ogólna radość i jakaś taka ulga. Z racji tej, iż mieszkamy od początku blisko granicy czeskiej, a raczej morawskiej, mówimy po słowacku z dodatkiem cze-

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:32 PM Page 6

Ryszard Zwiewka z Bratysławy

Od

pierwszych chwil powstania Forum Obywatelskiego w Republice Czeskiej i Społeczności Przeciw Przemocy w Republice Słowackiej było widać, że kooegzystencja nie będzie łatwa. Słowacy zaczęli przypominać sobie i wypominać Czechom niezrealizowane marzenia o federacyjności republiki. Na Słowacji do głosu zaczęli dochodzić ludzie, którzy dążyli do powstania samodzielnego państwa. Wypominano sobie nawzajem, w relacji Czechy - Słowacja, wszystkie prawdziwe i nieprawdziwe grzechy. Emocje przeniosły się na ulice, czego najlepszym przykładem było obrzucanie jajkami prezydenta Havla na placu SNP w Bratysławie. Obawy ze wzrostu emocji ulicy potwier-

skiego – to taka nasza gwara tutejsza. Nie było więc w nas nienawiści do Czechów, jedynie jakaś taka niechęć do władz czeskich. Nie pamiętam, by ktoś z mojego otoczenia obawiał się w tych czasach konfliktów międzypaństwowych czy narodowościowych. Jako dziecko byłam w pewien sposób związana ze Słowacją i nadal jestem, ponieważ tu się urodziłam i mieszkam od samego początku do dziś, więc nie byłam jako Polka obojętna wobec tego, co się w kraju dzieje. Chciałam podziału tak samo, jak moja rodzina.

Jako dziecko przejmowałam poglądy starszych. Obecnie jestem zadowolona, iż Słowacja jest samodzielnym państwem. Jakie korzyści przyniósł podział Czechosłowacji Polakom mieszkającym na Słowacji? Wiem, że wcześniej nie pozwalano mi używać mojego polskiego nazwiska, ale to miało związek bardziej z reżimem komunistycznym. Od tego czasu troszkę się zmieniło, bo mogłam się pozbyć słowackiego zakończenia „-ová“, ale polskiej litery “ł” nadal nie potrafią w słowackich urzędach przyjąć. MONITOR POLONIJNY


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:32 PM Page 7

dzały różnego rodzaju manifestacje, głównie zwolenników podziału Czechosłowacji. Wiedziałem wtedy, że samodzielna Słowacja jako twór państwowy będzie dużo słabsza niż Czechosłowacja. Natomiast wyjście narodu słowackiego z cienia Czechów na pewno było silną przeciwwagą tych obaw. Tak więc z jednej strony obawiałem się, że samodzielna Słowacja będzie miała dużo niższy potencjał ekonomiczny i obronny, będzie można nią łatwiej manipulować w różnego rodzaju rozgrywkach globalnych czy europejskich, ale z drugiej strony upodmiotowienie Słowaków w Europie odbierałem pozytywnie. Na pewno nie obawiałem się rozwiązań siłowych i związanego z nimi oporu zbrojnego. W ciągu całego okresu powojennego kadra wojskowa się wymieszała. Duża część słowackiej kadry oficerskiej służyła w Czechach, a czeskiej na Słowacji. Rodziny wojskowe były bardzo często rodzinami słowacko-czeskimi. Jednocześnie takie czynniki, jak długi okres egzystencji w jednym państwie, wielkie podobieństwo języków, przenikanie kultur w dużej mierze wykluczały konflikt zbrojny. Olbrzymia część społeczeństwa rzeczywiście nie chciała tego podziału. Najlepszym dowodem na to było nieprzeprowadzenie referendum o podziale. Gdyby do niego doszło, wynik z pewnością byłby negatywny. Mówię to teraz, kiedy przypominam sobie ówczesną atmosferę. Ale kto wie, jak bardzo by się ta atmosfera zmieniła, gdyby miało dojść do plebiscytu, a zwolennicy lub przeciwnicy podziału zaczęliby bez skrupułów urabiać opinię publiczną. Osobiście nie chciałem tego podziału, szkoda mi było języka i kultury czeskiej, które miały ulec zmarginalizowaniu. Pierwszego stycznia 1993 roku nie cieszyłem się z nowo powstającego państwa. Byłem ciekawy, jak radzić sobie będzie Słowacja i co przyniesie ta zmiana mojej rodzinie. Dziś widzę, że podział był potrzebny. Słowacy stali się subiektem w Europie. I  chociaż  Europa często myli Słowację ze Słowenią, to w przyszłości Słowacja będzie bardziej rozpoznawalna. Polakom na Słowacji powstanie nowego państwa przyniosło korzyści w postaci powołania do życia Klubu Polskiego i innych zrzeszających Polaków organizacji, które promują polskość w społeczeństwie słowackim. Z drugiej strony niekorzystną konsekwencją podziału Czechosłowacji jest fakt, że nowo przybyli na Słowację Polacy mają o wiele mniejsze szanse paralelnego poznawania języka czeskiego i szeroko rozumianej kultury czeskiej. Wcześniej odbywało red. się to jakby mimochodem. STYCZEŃ 2013

Rozpad Czechosłowacji oczami polskiego dziennikarza

R

ozpad Czechosłowacji i powstanie nowego na mapie Europy państwa – Słowacji nie wzbudzał u Polaków większego zainteresowania czy sensacji. Ale to nie oznacza, że los obu naszych południowych sąsiadów był nam obojętny; dla Polski, ze względu na położenie, najważniejsze są bowiem granice zachodnia i wschodnia. Przypomnę, iż przez 45 lat od zakończenia II wojny światowej mieliśmy trzech sąsiadów: NRD, CSRS i ZSRR – mam nadzieję, że czytelnicy potrafią jeszcze rozwinąć te skrótowce. Gdy upadł ustrój socjalistyczny, od początku lat 90-tych mamy ich siedmiu, przy czym wszystkie te państwa nazywają się inaczej. Polacy z największym niepokojem patrzyli na zmiany u naszego zachodniego sąsiada. Mieszkam obecnie w mieście wojewódzkim, oddalonym od granicznej rzeki o 50 km, które do 1945 roku było niemieckie. Zamieszkali w nim Polacy, przesiedleni z terenów dzisiejszej Ukrainy i Białorusi. Stąd wielu z nich po zjednoczeniu Niemiec było spakowanych i gotowych do ucieczki przed żołnierzami Bundeswehry, gdyby ci dostali rozkaz zajęcia „swoich” terenów. Uznanie przez Niemców naszej zachodniej granicy uważam za jeden z najważniejszych momentów nowoczesnej historii Polski. Równie ważne zmiany działy się za wschodnią granicą; rozpadło się jedno z dwóch największych mocarstw światowych, a pół miliona jego żołnierzy

nadal stacjonowało u nas. Ich pokojowy powrót do domu był większym potwierdzeniem niepodległości Polski niż wszystkie razem wzięte umowy i traktaty, podpisane w Moskwie i w Warszawie. Stąd dość niespodziewane informacje w 1992 roku o rozpadzie Czechosłowacji na Polakach nie zrobiły wrażenia. Zwłaszcza, że firmował je znany i lubiany u nas Vaclav Havel, a sam podział nie zapowiadał konfliktu zbrojnego, bo miały go dokonać wspólnie elity polityczne obu narodów. Moje pierwsze spostrzeżenie; do podziału doprowadzili politycy, a nie – na przykład w referendum – obywatele Czechosłowacji. To dla mnie dowód, iż wówczas Czesi i Słowacy nie mieli takiego jak u nas poczucia i potrzeby wprowadzenia większej demokracji. I tu nasuwa mi się pytanie: jak by się potoczyły losy Czechosłowacji, gdyby o jej podziale decydowało referendum? Może by istniała do dziś, radykalizując nacjonalistów po obu stronach? Uważam, że dobrze się stało, iż Czesi i Słowacy mają dziś swoje państwa. Najprostszy przykład; przez wiele dziesięcioleci ubiegłego wieku Polacy mówili, iż jadą do Czechosłowacji lub do Czech, jakby Słowacja nie istniała; dziś wiedzą, że Karkonosze są w Czechach, a Tatry na Słowacji. Myślę, że na rozpadzie bardziej skorzystała Słowacja. Czechy jakby się nie zmieniły w ciągu ostatnich 20 lat, tymczasem Słowacja dynamicznie się rozwija. To także zasługa Ruchu na Rzecz Demokraty-

7


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:32 PM Page 8

cznej Słowacji Vladimíra Mečiara, choć dziś ta partia jest zupełnie zmarginalizowana, a jej lider nadal nie ma w Europie najlepszej opinii. Fenomenem był gabinet Mikuláša Dzurindy. Prawica ma raczej tendencje do dzielenia się, a tym razem wspólnie wprowadziła Słowację do UE i NATO. Obecność Roberta Fica na czele obecnego rządu też mnie nie dziwi; Słowacy bardziej niż Czesi są przyzwyczajeni do państwa, podejmującego za nich decyzje, państwa opiekuńczego, starającego się o najbiedniejsze grupy społeczne, a to zadanie partii lewicowych. Żyjemy w czasach obrazów; mniej się liczy, kto co zrobił, jakie ma plany, ale jak wygląda. Gdybym miał podsumować 20 lat Słowacji, pokazałbym trzy obrazki: na pierwszym umieściłbym banknot korony czechosłowackiej z nalepkami, świadczącymi, że to waluta słowacka, na drugim błyszczącą monetę – jedną koronę słowacką, a na trzecim jedno euro ze słowackim krzyżem lotaryńskim. Pierwszy to symbol, że Słowacja powstała w tak szybkim tempie, że nie było czasu na wydrukowanie własnych banknotów. Drugi potwierdza, iż Słowacja stała się niepodległym państwem, którego atrybutem jest także własna waluta. Ostatni obrazek symbolizuje, że można być samodzielnym państwem, ale wchodzącym w skład najlepszej europejskiej „rodziny”. DARIUSZ WIECZOREK

8

Z OKAZJI 20-LECIA POWSTANIA SŁOWACJI PREZENTUJEMY

Rozdzielenie Czechosłowacji

P

od koniec lat 80. komunizm coraz wyraźniej chylił się ku upadkowi. Blok sowiecki był niewydolny ekonomicznie. Nawet moskiewskie kierownictwo dostrzegało konieczność zmian politycznych. Szef sowieckiej partii komunistycznej Gorbaczow rzucił sławne hasła „pierestrojki” (ros. przebudowy) i „głasnosti” (ros. jawności). W nieco uwolnionej atmosferze jako pierwsza ruszyła się Polska. Podziemny ruch „Solidarności” miał tak ogromne poparcie społeczne, że polscy komuniści jako pierwsi zdecydowali się podjąć rozmowy na temat pokojowego oddania władzy. Na początku września 1989 roku w Warszawie powstał pierwszy niekomunistyczny rząd między Łabą a Oceanem Spokojnym, rząd Tadeusza Mazowieckiego. Zmieniło to mapę polityczną Europy Wschodniej i przyśpieszyło rozwój wydarzeń w innych krajach tzw. socjalistycznych. Także w Czechosłowacji, gdzie narastało niezadowolenie, czuć było potrzebę zmian. W odróżnieniu od Polski nie było tu jednak tak wyraźnej siły politycznej jak „Solidarność”, która mogłaby być przeciwwagą dla komunistów. Czeska „Karta 77” była grupą dość elitarną i odizolowaną od szerokich rzesz, a na Słowacji środowiska katolickie – aczkolwiek silne – nie były w żaden sposób zorganizowane społecznie. Nic dziwnego, że wydarzenia, do których doszło wówczas w Czechosłowacji, miały swoją własną, niezaplanowaną dynamikę. Pierwsza demonstracja studentów odbyła się w Bratysławie 16 listopada 1989, a dzień później w Pradze. Doprowadziło to do tzw. aksamitnej rewolucji. Symbolem zmian został nowy prezydent – były dysydent Vaclav Havel. Wiodącą siłą przemian były dwie organizacje: Forum Obywatelskie w Czechach i Społeczeństwo Przeciw Przemocy na Słowacji. Już sam ten fakt wskazywał na zróżnicowanie sytuacji wewnętrznej, co zresztą było zrozumiałe – kraj był przecież konstytucyjnie państwem dwu narodów i miał ustrój federacyjny. Oczywiście, istniała zaszłość historyczna w postaci centrali-

WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI

stycznej polityki Pragi i z przemianami demokratycznymi wiązano na Słowacji nadzieje na większą podmiotowość Słowaków. Istnienie wspólnej Czechosłowacji było jednak faktem oczywistym, którego na początku nikt nie poddawał w wątpliwość. Nowy prezydent wspólnego państwa Czechów i Słowaków przez wiele miesięcy nie pojawił się jednak na Słowacji. Dzisiaj traktuje się to jako błąd Vaclava Havla. W zaaferowaniu bieżącymi sprawami i wobec konieczności notyfikowania w świecie powstania nowej Czechosłowacji zapomniał chyba trochę o psychicznej i politycznej potrzebie odwiedzin Bratysławy. We wspomnieniach z tamtych lat mówił o poczuciu rozgoryczenia. Ale mimo tego konflikt, jaki wybuchł 29 marca 1990 roku, był dla wszystkich zaskoczeniem. Tego dnia prezydent Havel pojawił się w parlamencie z propozycją zmiany nazwy państwa. Chodziło o wyrzucenia przymiotnika „socjalistyczna”. Sprawa wydawała się banalna i prosta. Havel zaproponował nazwę „Republika Czesko-słowacka”. I nagle dwunastu posłów zaprotestowało przeciwko temu, proponując nazwę „Czechosłowacka Republika Federalna”. Rozgorzała nieoczekiwana wielogodzinna dyskusja. Ostatecznie przyjęto rozwiązanie, że państwo będzie się inaczej nazywało w języku czeskim i inaczej w słowackim. Czesi żyli od tej chwili w Czechosłowackiej Republice Federalnej, a Słowacy w Czesko-słowackiej Republice Federalnej. Nie zakończyło to jednak sprawy. Parlament ponownie debatował nad kwestią nazwy państwa 20 kwietnia 1990 roku i podjął decyzję o kolejnej zmianie. Odtąd miało się ono nazywać „Czeską i Słowacką Republiką Federalną”. Dyskusje nad nazwą państwa były częścią szerszej dyskusji nad rolą i udziałem MONITOR POLONIJNY


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:32 PM Page 9

CYKL WYDARZEŃ, ZWIĄZANYCH Z TYM WAŻNYM DLA SŁOWAKÓW MOMENTEM Słowaków we wspólnym państwie. Ze strony słowackiej padały uwagi o konieczności zagwarantowania słowackiej podmiotowości i słowackiego charakteru wschodniej części republiki. W maju 1990 roku w Ameryce odbywał się Światowy Kongres Słowaków, gdzie m.in. pojawił się postulat niezależnego państwa słowackiego. Takie hasło brzmiało wówczas dosyć egzotycznie, ale weszło do obiegu. W dniach 8 i 9 czerwca 1990 roku odbyły się w Czechosłowacji pierwsze demokratyczne wybory. Ich efektem było odnowienie polityczne wszystkich ciał konstytucyjnych: parlamentu federalnego oraz słowackiego i cze-

S

łowackie państwo właśnie obchodzi okrągły jubileusz. Dzięki temu, iż przed dwudziestu laty politycy podjęli decyzję o podziale Czechosłowacji, to dziś zarówno Czesi jak i Słowacy są państwem w swoim państwie i z tej okazji należą się im gratulacje i życzenia, oby zawsze z nadzieją patrzyli w przyszłość, nie tracili dobrego humoru i nie poddawali się żadnym kryzysom, krótko mówiąc – oby byli szczęśliwi! Polskie „państwo” ma jednak kilka znaczeń – te podstawowe to ‘mężczyzna i kobieta jako para małżeńska; małżeństwo’ lub ‘towarzystwo złożone z osób obu płci – pań i panów’ oraz ‘zorganizowana politycznie społeczność zamieszkująca określone granicami terytorium, mająca niepodległą formę rządów’ (definicje na podst. komputerowego wydania Uniwersalnego słownika języka polskiego, wersja 1.0, PWN 2004). Całe nieszczęście polega na tym, że w zależności od znaczenia „państwo” inaczej się odmienia i w inny sposób się łączy z pozostałymi STYCZEŃ 2013

skiego, a także rządów: federalnego oraz regionalnych – czeskiego i słowackiego. W dwa miesiące po wyborach, 8 sierpnia, w kurorcie Trenčianske Teplice na Słowacji odbyło się spotkanie ówczesnych premierów Czech i Słowacji – Petra Pitharta i Vladimíra Mečiara. Tematem rozmów miały być relacje między władzą ogólnopaństwową a rządami Republiki Czeskiej i Słowackiej. Tam też po raz pierwszy mówiono o rozdzieleniu Czechosłowacji na dwa niezależne państwa. Na razie była to tylko jedna z propozycji do dyskusji. Uczestnicy tamtego spotkania mówią, że temat taki podjął premier Słowacji Mečiar, będący jednocześnie szefem

jednej z nowopowstałych partii – Ruchu za Demokratyczną Słowację (HZDS), która w programie głośno mówiła o walce o prawa Słowaków, ale postulatu wyjścia z Czechosłowacji dotychczas nie formułowała. Jeden ze świadków obrad wspomina moment zakończenia spotkania: „Premier Pithart już siedział w aucie; pan Mečiar machał mu ręką na pożegnanie. Nagle otworzyły się drzwi samochodu Pitharta, premier wysiadł, oparł się o maskę i wyraźnie przestraszony zapytał: Vladimírze, a nie zamkną nas za to?”. ANDRZEJ KRAWCZYK Ciąg dalszy w kolejnym numerze „Monitora“

O państwu w państwie składnikami wypowiedzenia. Dlatego Polacy mają olbrzymi problem, nie bardzo wiedząc, czy powinni mówić np. Witamy Szanownych Państwa czy może Witamy Szanowne Państwo. Ci z Państwa, bardziej obeznani z polską gramatyką, wiedzą, że tylko pierwsza forma jest poprawna, bowiem chodzi w niej o „państwo” w znaczeniu zbiorowym, czyli o panie i panów razem, jego i nią lub parę małżeńską. W takim przypadku wyraz „państwo” łączy się z określnikami, narzucając im formę liczby mnogiej i rodzaj męskoosobowy, sam pozostając w liczbie pojedynczej. A zatem cała odmiana zwrotu „szanowni państwo” wygląda tak: M. (kto? co?) szanowni państwo, D. (kogo? czego?) szanownych państwa, C. (komu? czemu?) szanownym państwu, B. (kogo? co?) szanownych państwa, N. (z kim? z czym?) z szanownymi państwem, Msc. (o kim? o czym?) o szanownych państwu.

Warto zwrócić uwagę na formę miejscownika rzeczownika „państwo”, bowiem w zależności od znaczenia jest ona różna: o kim? o czym? o państwu (zbiorowości panów i pań), ale o kim? o czym? o państwie (kraju). Jeśli „państwo” łączy się z czasownikiem, to w znaczeniu ‘panie i panowie’ narzuca mu także formy liczby mnogiej rodzaju męskoosobowego. Dla niektórych użytkowników języka składnia, typu państwo pozwolą, widzą państwo, pamiętają państwo, jest dziwna, ale zasmucę ich, bowiem to właśnie ta składnia jest jak najbardziej prawidłowa. Krótko mówiąc, rzeczownik „państwo” jako ‘panie i panowie’ wymaga czasownika w 3. os. l. mn., oczywiście rodzaju męskoosobowego – państwo widzieli, państwo powiedzieli. Sformułowania państwo pozwolicie, widzicie państwo, pamiętacie państwo dość długo były uznawane za niepoprawne. Ale język jest chy-

ba najbardziej demokratycznym tworem na świecie, co zawsze podkreślam, i na skutek ogromnego stopnia rozpowszechnienia tych niepoprawnych form, które przez użytkowników często odbierane są jako mniej oficjalne, sugerujące większy stopień zażyłości, dopuszczono je do użytku, choć – jak podkreślają nadal niektórzy językoznawcy – są one gorsze. Życie jednak pokazuje, że to właśnie te formy są często wygodniejsze, choćby w sytuacji, gdy trzeba użyć rozkaźnika, kiedy to zamiast długich konstrukcji składniowych, typu niech państwo pamiętają, łatwiej i prościej użyć form krótszych – pamiętajcie państwo. A zatem zapamiętajcie sobie Państwo (tak po znajomości!) lub niech Państwo sobie zapamiętają (tak oficjalnie) powyższe wywody i pozbędą się lęku w stosowaniu omawianych form. A na koniec jeszcze raz wszystkiego najlepszego słowackiemu państwu i państwu Słowakom! MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 9


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:32 PM Page 10

Paweł Śpiewak o wojnie polsko-polskiej Dlaczego poświęcona archiwum Ringelbluma wystawa prezentowana jest w Bratysławie? Uważam, że powinna być pokazana nie tylko na Słowacji, ale w wielu innych krajach. Dobrze, żeby ludzie znali historię Żydów. Ich losy w różnych krajach potoczyły się inaczej, choć efekt był taki sam. Podczas wojny rząd słowacki przyczynił się do wydania i wymordowania Żydów. Niestety. W Polsce ginęli oni z rąk Niemców, Ukraińców, czy Łotyszy. Jakie emocje wywołuje ten temat w Polsce? Mieszane. Z jednej strony następuje polaryzacja. Mam poczucie, że nigdy w Polsce tak wiele osób nie zajmowało się historią Żydów – niemalże na każdym większym uniwersytecie jest centrum studiów nad historią i kulturą żydowską. Nigdy nie było tak, żeby tylu Polaków uczyło się języka żydowskiego czy hebrajskiego. Bardzo dużo osób ma poczucie solidarności z losem Żydów. W lipcu organizowałem w Warszawie marsz od byłego Umashlagplatz do Domu Korczaka – na pamiątkę wymordowania ponad 300 tysięcy ludzi. W marszu wzięły udział tysiące ludzi, mimo że były wakacje. Byłem zdziwiony. Z drugiej strony Internet kipi od antysemickich tekstów. Wspomniał Pan, że rząd słowacki podczas wojny wysyłał Żydów na zagładę, ale historia Jedwabnego pokazuje, że również Polacy nie byli bez winy. Oczywiście, że byli też tacy Polacy, co pokazuje archiwum. Ringelblum

„Polacy, bardziej niż inne narody, mają potrzebę bycia dumnym z własnej przeszłości” 10

P

aweł Śpiewak – dyrektor Żydowskiego Instytut Historycznego, socjolog i historyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, publicysta, poseł na Sejm V kadencji; odwiedził Bratysławę, by w Instytucie Polskim otworzyć wystawę poświęconą archiwum Ringelbluma (więcej o wystawie na str. 12). Podczas naszego spotkania rozmawialiśmy o sporządzonych w getcie żydowskich archiwach i o podejściu Polaków do Żydów, także w kontekście aktualnych wydarzeń w Polsce.

napisał książkę o stosunkach polskożydowskich w czasie wojny, w której wspomina przypadki, kiedy to Polacy szantażowali Żydów. Ale trzeba podkreślić, że w Polsce, kraju okupowanym, powstała organizacja, zajmująca się ratowaniem Żydów, która była częścią delegatury rządu polskiego na kraj. Akcja o nazwie Żegota opiekowała się Żydami i w ten sposób Polacy uratowali kilka tysięcy istnień ludzkich. Dlaczego więc współcześnie tak trudno przyznać się Polakom, że byli wśród nich również tacy, którzy Żydów zdradzali? Dobre pytanie, ale trudno na nie odpowiedzieć. Wydaje mi się, że Polacy, bardziej niż inne narody, mają potrzebę bycia dumnym z własnej przeszłości, wspaniałej historii, z tego, że walczyli z Niemcami, z Sowietami, że działało podziemie. Jak się zmieniał stosunek do Żydów na przestrzeni lat? W Polsce po wojnie ocalało około 30-40 tysięcy Żydów. Ci, którzy wracali do swoich domów, spotykali się z bardzo brutalnym antysemityzmem. Były wypadki mordowania Żydów. Oblicza się, że po wojnie zabito ich około tysiąca. Z różnych powodów: bo byli Żydami, bo wracali po swoje majątki. Wtedy aktualne były dwa motywy takich zachowań. Jeden

to wiara w to, że Żydzi zabijają chrześcijańskie dzieci, ponieważ potrzebują ich krwi, by wzmocnić się po cierpieniach, których doznali podczas wojny. Drugi to mit żydokomuny. W Polsce od 1944 do 1956 roku panował triumwirat. Na czele państwa stał Bolesław Bierut, którego współpracownikami byli Żydzi: jeden od gospodarki – Hilary Minc, a drugi od ideologii i służby bezpieczeństwa – Jakub Bergman. Ludzie mówili: patrzcie, kto nami rządzi! Żydzi! Ten rodzaj uzasadnienia antysemityzmu w Polsce był bardzo silny przez wiele lat. Po 1989 roku Polską wstrząsnęła książka Jana Grossa „Sąsiedzi“, która mówiła o historii w Jedwabnem. W tym wypadku również często używano argumentu, że to Żyd napisał książkę przeciwko Polakom. Chociaż, co ciekawe, matka Grossa była bardzo wysokim oficerem w komendzie głównej Armii Krajowej. On ma lepszą biografię niż większość Polaków, która go krytykuje. Maciej Stuhr (aktor, który zagrał w filmie „Pokłosie“ - filmie odwołującym się do niechlubnych zachowań Polaków względem Żydów – przyp. red.) powiedział, że w Polsce łatwiej się przyznać do tego, że jest się gejem niż Żydem. Zgadza się Pan z tym stwierdzeniem? Myślę, że Maciej Stuhr chyba nie bardzo wie, co mówi. Mnie się wydaMONITOR POLONIJNY


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:33 PM Page 11

„Ludzie w czasie wojny czy po jej skończeniu korzystali z własności żydowskiej, ukrywając to. I ukrywają to do dzisiaj”

je, że jest dokładnie na odwrót. W Polsce, pewnie podobnie jak na Słowacji czy w wielu innych krajach, osoby, które mają żydowskie korzenie, zaczynają szukać związku ze swoją historią i uczą się kultury żydowskiej. Nie widzę strachu w tych ludziach – oni są bardzo dumni z tego, że mogą być Żydami, i otwarcie przyznają się do tego.

Nie można cały czas atakować ludzi, sprawiać, by czuli się winni. Polacy przeżyli zbyt dużo, by wciąż im mówić, że byli świniami.

Dlaczego więc część publiczności znienawidziła Macieja Stuhra, do tej pory lubianego aktora, który wystąpił w filmie „Pokłosie“? Ten film to ciekawy fenomen. Takich historii, jak w nim pokazana, znamy wiele: ludzie w czasie wojny czy po jej skończeniu korzystali z własności żydowskiej, ukrywając to. I ukrywają to do dzisiaj. Boją się, że przyjdą Żydzi i upomną się o swoje mienie. To powszechny w Polsce lęk, szczególnie w małych miejscowościach centralnej Polski. Reakcje na ten film są kompletnie nieuzasadnione.

W Polsce toczą się pełne nienawiści dyskusje nie tylko o Żydach. Skąd bierze się tyle nienawiści wśród Polaków? Jest niedobrze. Oprócz pełnych agresji wpisów na Internecie, działa tu jeszcze jeden element. Nie pamiętam takiej sytuacji, by Polacy byli aż tak skłóceni między sobą. Moim zdaniem w Polsce toczy się prawdziwa zimna wojna domowa – swoista walka między obozem prawicowym a resztą. Ludzie już nawet sobie nie podają ręki, zrywają stosunki towarzyskie. To nie chodzi o to, że mają inne poglądy – oni przestali ze sobą rozmawiać. Częścią tego konfliktu jest podejście: swój i obcy. Prawica ma obsesję, że polska kultura jest niszczona, że Polacy są niszczeni. Jeśli są niszczeni, to znaczy, że ktoś ich niszczy. To mogą być obcy – Rosjanie, Amerykanie czy Żydzi.

Pan jest optymistą i nie postrzega tego w kategoriach problemu? Myślę, że podejście Polaków się zmienia. Na przykład film Agnieszki Holland „W ciemności“ obejrzało półtora miliona Polaków. Ludzie, oglądając, uczą się. Podobnie było z głośnymi filmami – „Listą Schindlera“ czy „Pianistą“. Ale żaden naród nie lubi, jak mu się codziennie z pretensjami wyrzuca, że mordował Żydów. STYCZEŃ 2013

Przyczyniła się do tego też katastrofa pod Smoleńskiem? Jednym z istotnych elementów jest konflikt o Smoleńsk. W Polsce to się nazywa religią smoleńską. Oskarża się rząd, że do katastrofy doszło na skutek jakiegoś zamachu. Na pewno rząd Tuska popełnił błędy po tej katastrofie, ponosi odpowiedzialność moralną i polityczną: że nie zadbał o dobre śledztwo, o identyfikację zwłok. To strasznie dramatyczny konflikt. W wyniku krytyki Tuska coraz więcej ludzi ma

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Niektórzy twierdzą, że tego filmu nie powinno się pokazywać za granicą. Czy według Pana ten obraz jest czymś wstydliwym dla Polaków? Podejrzewam, że w każdej miejscowości w Europie, gdzie mieszkało sporo Żydów, takie wydarzenia miały miejsce. Ten film mógłby być osadzony w każdych innych realiach: ukraińskich, litewskich, białoruskich, łotewskich. Znamy przecież wielki film „Sklep przy Głównej ulicy“, którego akcja rozgrywa się akurat na Słowacji. Ludzie nie lubią tego wspominać. To jest film o tym, jak w różnych wspólnotach ukrywa się niewygodną przeszłość.

Gdzie jest źródło tego konfliktu? Ten konflikt dotyczy wszystkich sfer: literatury, historii, sztuki, polityki, mediów. Kiedyś miałem taką hipotezę, że Polska się podzieliła kulturowo, nie tylko ekonomicznie. Inni są Polacy z wielkich miast, a inni z małych miasteczek. Ci z dużych miast mają większe szanse, lepsze szkoły, łatwiej im zyskać pracę. To może być jedna z przyczyn tego konfliktu, bowiem Polska prowincjonalna czuje się skrzywdzona zmianami po transformacji. Uważam, że ten konflikt jest zupełnie niepotrzebny i bezsensowny. Ale jest. Są pewne mechanizmy demokratyczne, które pokazują, że prawica w Polsce jest słaba – ma 30 procent poparcia. Nie może zdobyć władzy i tę słabość polityczną zmienia w potworną agresję moralną.

11


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:33 PM Page 12

Jak się skończy ten konflikt? Czymś bardzo złym. To nie musi być wojna, ale mogą pojawić się wariaci, którzy będą strzelać do ludzi. Odpowiedzią na tę sytuację zaczyna być gwałtowny radykalizm, co jest bardzo niebezpieczne. Może musi dojść do jakiejś katastrofy, by ludzie uświadomili sobie, że kraj znalazł się w stanie wariactwa? Kiedy czytam prawicową prasę, nie rozumiem tego, co tam jest napisane, mam wrażenie, jakbyśmy żyli w dwóch różnych światach. Ale też nie rozumiem argumentów drugiej strony. „Gazeta Wyborcza” przedstawia Polaków jako antysemitów. Po co to robi? Ona idzie w drugą stronę. Czy gdzieś w świecie dzieje się coś podobnego, czy to tylko polski fenomen? W Rosji konflikt polityczny jest bardzo silny. W czasie wyborów w Ameryce też była ostra walka, ale tak głębokiego konfliktu, jaki jest w Polsce, i nie chodzi tylko o konflikt polityczny, ale i kulturowy, nie ma nigdzie na świecie. Ludzie, którzy nie utożsamiają się ani z prawicą, ani z lewicą, nie znajdują dla siebie miejsca, nie czują się u siebie w domu. Podobno ma powstać film o Smoleńsku? Nie powstanie. Prawica doprowadzi do tego, by rząd na to nie pozwolił, aby potem zarzucić Tuskowi, że ukrywa prawdę. Tak działa ten mechanizm. Prawica cały czas podgrzewa atmosferę, żeby zaostrzyć konflikt. To jest wojna polsko-polska. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 12

Archiwum Ringenbluma w Bratysławie „Z

na pani historię zakopanych metalowych beczek na mleko, w których znajdowały się dokumenty, dotyczące życia Żydów w getcie?“ – zapytał mnie jakiś czas temu ambasador RP w RS, a zarazem historyk Andrzej Krawczyk, zapraszając na wystawę do Instytutu Polskiego, której był inicjatorem. Wyrzucona z wiozącego Żydów do Treblinki wagonu kartka pocztowa z informacją o podróży całej rodziny żydowskiej na wesele („wesele“ w języku żydowskim oznacza również śmierć), fotografie różnych osób, których życie zakończyło się w getcie bądź w obozie koncentracyjnym – to niektóre z eksponatów otwartej w Instytucie Polskim wystawy z Archiwum Ringenbluma.

Emanuel Ringenblum był historykiem, działaczem społecznym i politycznym, który od 1939 roku do początku 1943 roku z pomocą kilkudziesięciu współpracowników zbierał dokumentację, dotyczącą Żydów w okupowanej Polsce. Jego archiwum dotyczy wszystkich istotnych aspektów życia w getcie: chorób, sytuacji sanitarnej, dzieci, historii szmuglerów, wywózek Żydów (pierwsza relacja dotyczy wywózek do Chełmna nad Nerem, gdzie Żydów mordowano, umieszczając ich w samochodach, do wewnątrz których kierowano rury wydechowe). „To archiwum zawiera wszystkie istotne elementy funkcjonowania getta przez dwa i pół roku, czyli do momentu jego likwidacji. To bezcenny zbiór, jedyZDJĘCIA: STANO STEHLIK

wątpliwości, jak było naprawdę. To nie znaczy, że ci ludzie popierają prawicę, ale są skołowani. Rośnie więc liczba tych, którzy widzą, że rząd popełnił błędy i teraz musi się z nich wytłumaczyć. Być może każda ekipa w podobnej sytuacji popełniłaby błędy. Ale po takim szoku nie było łatwo od razu znaleźć receptę na odpowiednie rozwiązania.

ny tego rodzaju w Europie“ – ocenił Paweł Śpiewak, dyrektor Żydowskiego Instytut Historycznego, który przybył do Bratysławy 6 grudnia, by otworzyć wystawę. W zbiorach znalazły się też dzienniki pisane przez Żydów. „Zdawali sobie sprawę, że sytuacja, w jakiej się znaleźli, jest bez precedensu w historii świata; jeszcze nigdy Żydom nie zdarzyły się tego typu prześladowania“ – komentował Śpiewak. Zbiory schowano do trzech metalowych beczek na mleko i zakopano. Pierwsza została odnaleziona w 1946 roku przez tych, którzy ocaleli. Getto podczas wojny zostało zrównane z ziemią, ani jeden budynek nie ocalał, nie było żadnych ulic, tylko gruzy, co utrudniało poszukiwania. Drugi zbiór odkryto przypadkiem w 1950 roku. Trzeciego nie odnaleziono do dziś. Podejrzewano, że został zakopany pod jedną z ówczesnych fabryk – obecnie na tym terenie znajduje się ambasada chińska. Zwrócono się więc do rządu chińskiego o zezwolenie na przeszukanie ogrodu. Zezwolenie otrzymano, ogród przeszukano, ale beczki MONITOR POLONIJNY


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:33 PM Page 13

się osobami został rozstrzelany w lipcu 1944 roku. Przedtem w tymże bunkrze zdążył napisać kilka ważnych książek. Na szczęście one ocalały. W 1999 roku archiwum Ringelbluma zostało wpisane przez UNESCO na listę najważniejszych dokumentów świata. Wystawę w Instytucie Polskim można oglądać do 25 stycznia. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA STYCZEŃ 2013

Spotkanie wigilijne w ambasadzie polskiej Na

zaproszenie ambasadora RP w RS Andrzeja Krawczyka oraz konsula RP Grzegorza Nowackiego 8 grudnia do ambasady RP w Bratysławie przybyła licznie słowacka Polonia, czyli działacze Klubu Polskiego i Stowarzyszenia „Polonus” wraz z rodzinami, nauczyciele szkółek polonijnych i Szkolnego Punktu Konsultacyjnego w Bratysławie, a także twórcy „Monitora Polonij-

nego“, adwokaci, lektorzy i tłumacze języka polskiego. Nie zabrakło także konsula honorowego RP z Liptowskiego Mikulasza Tadeusza Frąckowiaka oraz polskich duchownych, którzy swą pracę duszpasterską wykonują na Słowacji. Gości przywitał konsul radca-minister Grzegorz Nowacki, odczytując list ambasadora RP w RS Andrzeja Krawczyka, który – ze względu na obowiązko-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

nie odnaleziono. „Obawiam się, że trzeciego pojemnika już nigdy nie odnajdziemy“ – powiedział Śpiewak. Dokumenty, które udało się odnaleźć, były zapisywane ręcznie, stąd trudność, by je teraz, po latach odczytać. Instytut od trzech lat pracuje nad wydaniem archiwum. Do tej pory udało się wydać jego 7 tomów, zaś całość będzie obejmować 31 tomów i powinna się ukazać w ciągu 5 – 6 lat. Z towarzyszącej Ringelblumowi ekipy przeżyły tylko trzy osoby. Sam Ringelblum opuścił getto jeszcze przed wybuchem powstania w nim i wraz z żoną i dzieckiem się ukrywał. W czasie powstania wrócił jednak do getta, skąd wywieziono go do obozu na Lubelszczyźnie. Dzięki pomocy z zewnątrz zdołał się z tego obozu wydostać. Potem ukrywał się w Warszawie, w bunkrze. Wydał go Polak. Wraz z żoną i innymi ukrywającymi

wspólne śpiewanie kolęd. O oprawę muzyczną postarała się tym razem orkiestra ze szkoły muzycznej w Nitrze, w szeregach której występuje uczennica nitrzańskiej szkółki polonijnej Weronika Żuk-Olszewska. Wigilijne spotkania w ambasadzie mają szczególną wagę dla uczestniczących w nich Polakach, dla których stanowią okazję do bliższego kontaktu z zamieszkującymi Słowację rodakami. Tegoroczne spotkanie uświetniły tradycyjne smaczne potrawy wigilijne, przygotowane przez

wą wizytę w Koszycach – w ten sposób żegnał się ze słowacką Polonią w związku z zakończeniem swej 4-letniej misji dyplomatycznej w Bratysławie. Już we własnym imieniu konsul podkreślił wagę tego typu spotkań dla integracji środowiska polonijnego oraz przybliżył symbolikę świąt Bożego Narodzenia. Przed tradycyjnym podzieleniem się opłatkiem i złożeniem sobie życzeń był czas na

uczniów szkoły gastronomicznej w Cieszynie. Uroczystość przebiegała w niezwykle przyjaznej i ciepłej atmosferze. AGNIESZKA DRZEWIECKA

13


ZDJĘCIA: JÁN KRCHEŇ

Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:33 PM Page 14

Spotkanie mikołajkowoopłatkowe w Trenczynie tym roku 7 grudnia Polonia z Trenczyna i okolic spotkała się na tradycyjnej uroczystości przedświątecznej, podczas której zawitał też Święty Mikołaj. Jak co roku panowała wspaniała świąteczna i rodzinna atmosfera, której nastrój współtworzyło wiele czynników. Spotkanie rozpoczęło się występem zespołu Musica Poetica z Trenczyna, z którym staropolskie kolędy śpiewały dla nas Renatka i Tereska z naszego klubu. Warto dodać, że grupa ta wraz

z naszymi paniami przygotowują płytę CD ze starodawnymi kolędami polskimi. Potem przy okazji dzielenia się opłatkiem wszyscy składali sobie życzenia, a następnie zasiedli do wspólnej kolacji wigilijnej, którą przygotowały panie z Klubu. Nagle za oknem usłyszeć można było sanie Mikołaja, który zostawił podarunki dla najmłodszych dzieci. Ponieważ sam Mikołaj nie mógł zostać, więc członkowie Klubu obdarowali się prezentami wzajemnie, w czym pomógł im Aniołek. Dodatkowe upominki dostało pięcioro uczestników konkursu rysunkowego dla dzieci, ogłoszoZDJĘCIE: KATARÍNA MATEJKOVÁ

W

ZDJĘCIE: MARIÁN PAVLASEK

nego na łamach „Monitora Polonijnego“. Dalej spotkanie trwało przy gwarze rozmów i śpiewie tradycyjnych polskich kolęd z akompaniamentem gitary. W tym miejscu chcielibyśmy podziękować konsulowi Grzegorzowi Nowackiemu za wsparcie i przekazanie polskich książek dla dzieci, które wzbogaciły paczki od Mikołaja, oraz organizatorom za przygotowanie spotkania. ALEKSANDRA KRCHEŇ Klub Polski Trenczyn

ZDJĘCIA: MARIÁN PAVLASEK

14

MONITOR POLONIJNY


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:33 PM Page 15

Moje Korzenie 2012 W

Pastoralnym Centrum Wolnego Czasu – Klokokčina 14 grudnia odbyła się uroczysta akademia pod hasłem „Moje korzenie“, która nawiązywała do tradycji świąt Bożego Narodzenia. Bogaty program artystyczny przygotowały dzieci, uczęszczające na zajęcia języka polskiego, organizowane przez Klub Polski w Nitrze, młodzież polonijna oraz dzieci, uczęszczające na zajęcia różnych kółek zainteresowań. Uczestnicy spotkania zaprezentowali swoje umiejętności gry na flecie, gitarze, a ponadto śpiewali i tańczyli. Dzieci polonijne wystąpiły z programem polskim. Veronika Żuk-Olszewska na flecie poprzecznym zagrała najpiękniejsze kolędy polskie: „Wśród nocnej

ciszy“, „Gdy śliczna panna“, „Dzisiaj w Betlejem“. Młodsze dzieci recytowały wiersze Jana Brzechwy i Juliana Tuwima. Publiczność bawiła się doskonale, bo któż by się nie śmiał na przykład z „Kaczki Dziwaczki”. Śmiali się zarówno ci, którzy rozumieli niuanse języka polskiego, jak również i ci, którzy z tymi niuansami musieli się trochę zmagać ze względu na nieznajomość polskiego. Wszyscy jednak zgodnie bili brawa. Dumne i szczęśliwe dzieci za swe występy otrzymały nagro-

ZDJĘCIA: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

dy książkowe. Obecni goście szczególnie ocenili zaangażowanie dzieci w naukę języka polskiego, pielęgnowanie zwyczajów i tradycji polskich. Prezentacja języka i kultury polskiej w formie występów polonijnych dzieci wraz z innymi dziećmi uczęszczającymi do Centrum Wolnego Czasu została bardzo pozytywnie odebrana, szczególnie w kontekście współpracy polsko-słowackiej, wymiany doświadczeń i wzajemnego się wzbogacania w środowisku, w którym żyjemy na co dzień. Po występach dzieci udały się na spotkanie z Mikołajem. I – jak co roku – było trochę łez i dużo śmiechu. Mikołaj był wyrozumiały, schował rózgę i słodyczami obdarował wszystkie dzieci z naszego Klubu. Na tym spotkaniu wręczono również nagrody dzieciom, które wzięły

udział w ogólnosłowackim konkursie, ogłoszonym na łamach „Monitora Polonijnego“, pod hasłem „Morze Bałtyckie i jego skarby“. Z dumą dodajemy, że w tymże konkursie pierwsze miejsce zajęła nasza klubowiczka Veronika ŻukOlszewska. Święty Mikołaj odwiedził nitrzańskie dzieci również podczas zajęć szkółki polonijnej 5 grudnia. Jego worek pełen był prezentów, które na pewno będą jeszcze bardziej motywować obdarowanych do nauki języka polskiego. EWA URDZIK Zgodnie z życzeniem autorki jej honorarium zostanie przeznaczone na cele organizacyjne szkółki polonijnej w Nitrze.

Projekt został zrealizowany dzięki finansowemu wsparciu Kancelarii Rady Ministrów Republiki Słowackiej oraz Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“. Klub Polski Nitra dziękuje dyrekcji Pastoralnego Centrum Wolnego Czasu - Klokočina za serdeczne przyjęcie w jego siedzibie oraz Referatowi do Spraw Konsularnych Ambasady Polskiej w Bratysławie za pomoc finansową. STYCZEŃ 2013

15


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:34 PM Page 16

Mikołajki jak z bajki

S

ala Instytutu Polskiego w Bratysławie rozbrzmiewała 14 grudnia śmiechem i radością najmłodszych przedstawicieli Polonii. Dzięki Klubowi Polskiemu zawitać miał tu bowiem jeden z najulubieńszych dziecięcych bohaterów – Święty Mikołaj. Po przywitaniu wszystkich gości przez Katarzynę Tulejko, prezes Klubu Polskiego Bratysława, głos zabrał konsul, radca-

minister Grzegorz Nowacki. Następnym punktem programu było wręczenie nagród „Monitora Polonijnego“ dzieciom, które wzięły udział w ogłoszonym na jego łamach konkursie pod hasłem „Morze Bałtyckie i jego skarby“. Nagrody wręczyła sama redaktor naczelna miesięcznika. Potem usłyszeć można było świąteczne wierszyki w wykonaniu dzieci z polskiej szkoły w Bratysławie, które pomimo niewątpliwej tremy doskonale sobie poradziły z recytacją. Po wspólnym kolędowaniu, do którego włączyła się również mniej lub bardziej utalentowana dorosła część obecnych, dało się wyczuć pewne zniecierpliwienie. Gdzie ten Mikołaj? Zebrani milusińscy postanowili zachęcić go do przyjścia piosenkami oraz okrzykami, które zapewne usłyszała też cała Bratysława. Najważniejsze jednak, że usłyszał je bohater wieczoru – Święty Mikołaj, który pojawił się prawie natychmiast w towarzystwie dwóch anioł-

ków. Szczęśliwe dzieci, odbierając prezenty, przekonywały go o swoim grzecznym zachowaniu i albo dziękowały mu, recytując wierszyki, albo jak najszybciej wracały do swoich mam. Po pamiątkowym zdjęciu Mikołaj opuścił spotkanie, albowiem w centrum Bratysławy trudno jest znaleźć miejsce na dłuższy postój zaprzężonych w renifery sań, a ponadto musiał wracać do Laponii.

Pomylił się jednak ten, kto myślał, że z odejściem Mikołaja skończy się zabawa, bowiem dzieci bardzo chętnie uczestniczyły w przygotowanych konkursach, w których wykazać się trzeba było nie lada zręcznością. W konkurencji zjadania cukierka bez użycia rąk, niektórym uczestnikom w drodze do zwycięstwa nie przeszkadzał nawet papierek. I zabawie pewnie nie byłoby końca, gdyby nie to, że zbliżał się wieczór i trzeba było wracać do domu na dobranockę. Niektórzy zaś się cieszy-

Impreza dofinansowana została ze środków Ambasady RP w RS, Klubu Polskiego i redakcji „Monitora Polonijnego“

Posiedzenie Rady Klubu Polskiego Na

zaproszenie prezesa Klubu Polskiego Tomasza Bienkiewicza 8 grudnia przybyli do Bratysławy przedstawiciele regionalnych oddziałów z Nitry, Koszyc, Trenczyna, Bratysławy oraz „Monitora Polonijnego“. Prezes podsumował działalność organizacji polonijnej w roku 2012, dziękując działaczom klubowym za ich zaangażowanie w pracę na rzecz krzewienia polskiej kultury. Poinformował też o rozliczeniach dotacji, które wpłynęły na konto Klubu z Fun16

dacji „Pomoc Polakom na Wschodzie“ oraz ze Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“. Podczas spotkania ustalono też terminarz nadsyłania rozliczeń dotacji z Kancelarii Rady Ministrów RS i zaplanowano imprezy kulturalne na rok 2013. Oprócz imprez cyklicznych, jak Polskie szanty na Dunaju, Sztuka z naszych szeregów, Przyjaźń bez granic, Organowe koncerty w Nitrze czy Moje korzenie, planowany jest powrót do projektu, który kilka lat temu organizował Klub Polski

w Koszycach, a mianowicie do warsztatów artystycznych dla dzieci. Z kolei Klub w Bratysławie zaplanował na maj duże przedsięwzięcie z okazji Święta Polonii. Poza tym bratysławscy klubowicze, podobnie jak w roku ubiegłym, chcą wziąć udział w konkursie na najlepszy gulasz i zorganizować przedstawienie kabaretu z Polski. W Koszycach planowane są cotygodniowe spotkania dla dzieci, mające na celu integrację najmłodszych oraz naukę języka polskiego. Redakcja „Monitora“ chce ponownie zorganizować warsztaty dziennikarskie oraz Dyktando Polonijne, które to imMONITOR POLONIJNY


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:34 PM Page 17

Spotkanie wigilijne w koszyckim Klubie Polskim

W

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

niedzielne popołudnie 16 grudnia dzieci polonijne z Koszyc odwiedził Mikołaj. Dzięki konsulatowi w Bratysławie przyniósł im przepiękne kolorowe książki. Uroczystość odbyła się w saloniku restauracji „Rosto“, u naszego przyjaciela Konrada Schönfelda, który przygotował wspaniałe przyjęcie wigilijne dla całej koszyckiej Polonii. Na tę okazję różne wypieki przygotowały też panie z Klubu Polskiego.

W ten sposób bawili się zarówno najmłodsi, jak i ci starsi członkowie Klubu. Podczas spotkania był też czas na rozmowy, śpiewanie kolęd oraz dzielenie się opłatkiem. Dla nowych członków Klubu to spotkanie było pierwszą okazją do poznania środowiska koszyckich Polaków. Za wsparcie dziękujemy konsulowi Grzegorzowi Nowackiemu oraz Konradowi Schönfeldowi. URSZULA SZABADOS

li, bowiem w drodze powrotnej czekała ich jeszcze wizyta na bożonarodzeniowym jarmarku z jego atrakcjami. Kogo nie było na spotkaniu, niech żałuje. A w ramach rekompensaty niech zajrzy na stronę www.polonia.sk, gdzie może obejrzeć galerię zdjęć z tejże imprezy. DOROTA CHMIEL

ZDJĘCIA: HELENA GEREC

prezy z uwagi na brak środków finansowych w roku 2012 się nie odbyły. W ten sposób zaplanowano terminarz imprez polonijnych na kolejny

STYCZEŃ 2013

rok. Działacze mają teraz (do 19 stycznia) za zadanie złożyć projekty o ich dofinansowanie do Kancelarii Rady Ministrów RS. O nowych zasadach opracowywania projektów do tego urzędu poinformowała zebranych wiceprezes Klubu Polskiego Magdalena Štujberová, która dzień wcześniej wzięła udział w zorganizowanym przez Kancelarię Rady Ministrów RS szkoleniu. Pod koniec zebrania prezes Bienkiewicz poprosił działaczki z Koszyc, by przedstawiły wyniki wyborów regionalnych władz Klubu – nową szefową koszyckiej Polonii została Stefa-

nia Gajdošová, która ma wspierać Urszulę Szabados. Podczas spotkania zastanawiano się również nad przyszłością Klubu Polskiego w Dubnicy nad Wagiem, skąd na spotkanie nie przybył żaden przedstawiciel. Działacze z Trenczyna oraz prezes Klubu zaplanowali na styczeń spotkanie w tym regionie w celu wyłonienia miejscowego lidera. Przedstawiciele Klubu uzgodnili ponadto, że będą częściej korzystać z narzędzia promocji organizacji, jakim jest strona internetowa www.polonia.sk red. 17


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:34 PM Page 18

80. urodziny

Jozefa Marušiaka

ielka literatura polska, czyli dzieła m.in. Sławomira Mrożka, Ryszarda Kapuścińskiego, Andrzeja Stasiuka i wielu innych, jest dostępna na słowackim rynku wydawniczym dzięki 50 lat pracy znanego i cenionego tłumacza Jozefa Marušiaka.

Jozef Marušiak przełożył około 60 powieści, zbiorów opowiadań, monografii, publikacji naukowych. Za swoją pracę otrzymał na Słowacji wiele nagród i wyróżnień, m.in. nagrodę Jána Hollego, nagrodę Mateja Bela, nagrodę Zory Jesenskiej. W 1997 roku został odznaczony Krzyżem Kawalerskim za Zasługi RP. W roku 2011 otrzymał prestiżową polską Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego za popularyzację polskiej literatury na Słowacji. Z okazji 80. urodzin tłumacza Instytut Polski zorganizował 5 grudnia uroczyste spotkanie z nim. W sali wystawowej Insty-

Po

Co słychać w „Polonusie”?

W

raz kolejny zaglądamy na stronę internetową Stowarzyszenia „Polonus“, by przedstawić, czym żyła ta organizacja przez ostatnie miesiące. Z początkiem września po raz kolejny ruszyła Sobotnio-Niedzielna Szkoła Polska w Żylinie, zaś w końcu września Stowarzyszenie zorganizowało XV Zlot Młodzieży, którego tematem wiodącym były  tym razem „Tradycyjne i nowoczesne wpływy 18

tutu pojawiła się biblioteczka, wypełniona publikacjami polskich dzieł w tłumaczeniu jubilata. Obok stał ekran, na którym prezentowano zdjęcia Jozefa Marušiaka z lat młodzieńczych, z ważnych spotkań z pisarzami z Polski.

w języku polskim”. Zlot odbył się w pensjonacie Brest w Jasenskiej Dolinie. Członkowie „Polonusa” zachęcali również do udziału w VI Żylińskim Forum Mniejszości Narodowych, które odbyło się 30 listopada 2012 r. Przedsięwzięcie to zostało zrealizowane przy wsparciu finansowym Kancelarii Rady Ministrów Republiki Słowacji w ramach programu Kultura Mniejszości Narodo-

Spotkanie poprowadził dyrektor programowy Instytutu Polskiego Tomasz Grabiński, który podpytywał tłumacza o tajniki jego pracy. W części mniej oficjalnej wraz z licznymi życzeniami pojawił się imponujących rozmiarów tort w kształcie książki. W imieniu Klubu Polskiego życzenia jubilatowi złożyła prezes oddziału w Bratysławie Katarzyna Tulejko oraz redaktor naczelna „Monitora Polonijnego“ Małgorzata Wojcieszyńska. red.

wych 2012 oraz polskiego konsula honorowego na Słowacji Tadeusza Frąckowiaka. W tegorocznej edycji forum udział wzięli m.in. przedstawiciele mniejszości polskiej, czeskiej, węgierskiej oraz ukraińskiej.  Impreza odbyła się pod patronatem szefa Samorządowego Kraju Żylińskiego Juraja Blanára. „Polonus” podsumował również swoją działalność za lata 2008-2012. Do najważniejszych przedsięwzięć zaliczył założenie szkoły polonijnej MONITOR POLONIJNY


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:34 PM Page 19

Podsumowanie

misji dyplomatycznej „C

ztery lata i cztery miesiące, dokładnie tyle czasu upłynęło od momentu mojego przyjazdu do Bratysławy. Niestety, upłynęło zbyt szybko. Był to okres bardzo bogaty w wydarzenia polityczne, ekonomiczne, społeczne i sportowe“ – podsumował swoją misję dyplomatyczną na Słowacji Andrzej Krawczyk, ambasador RP w RS, który w grudniu pożegnał się z Bratysławą. Przy okazji wspomniał też o wyzwaniach, którymi żyła ambasada pod jego kierownictwem, szczególny nacisk kładąc na okres polskiej prezydencji w Unii Europejskiej, którą opinia międzynarodowa oceniła na piątkę. Podkreślił też znaczenie wprowadzenia euro na Słowacji. „Dla nas, Polaków, doświadczenia Słowacji to jak laboratorium, ponieważ i my przygotowujemy się do wprowadzenia waluty europejskiej – mówił. – Na świecie panuje kryzys ekonomiczny, z którym, według zgodnych ocen międzynarodowych, najlepiej sobie poradziła Polska, a na drugim miejscu Słowacja“. Żegnający się ambasador wspominał też ważne wydarzenie sportowe, którym były zorganizowane przez Polskę i Ukrainę mistrzostwa Europy w piłce nożnej. URSZULA SZABADOS oraz organizację corocznych zlotów młodzieży. Członkowie Stowarzyszenia wydali również kilka książek oraz uczestniczyli w Szkole Liderów w Warszawie. Ponieważ w grudniu atmosfera świąteczna udziela się wszystkim, tak więc 15 grudnia i w Polskiej Szkole w Żylinie odbyło się przedświąteczne spotkanie opłatkowe. Nie zabrakło wspólnego kolędowania oraz polskich potraw. Imprezę swoją obecnością uświetnił konsul RP na Słowacji Grzegorz Nowacki. Opracowała OLA TULEJKO STYCZEŃ 2013

Od

Dobry zły

pewnego czaprzysiąść na kilka su prawie kachwil, oka mgnień/ żda nowa płyta, wydaBy patrzeć jak mózgi na przez Hey (lub jego wyprane na wietrze wokalistkę Katarzynę schną/ wsłuchiwać Nosowską), na długo się jak dyszy tłum/ przed premierą jest najak szaleją kardiograzywana przez krytyfy/ Śledzić jak przyków „płytą roku”, „mubiega tucz/ Jak świńzycznym wydarzeniem ska się rozrasta karoku” itp. Nastawienie sta” – to z kolei „Lot dziennikarzy muzyczpszczoły nad tymiannych do twórczości Hey jest niekiem”. Nieznośnie pretensjonalne. wiarygodnie pozytywne. Nigdy Co gorsza, zanika różnica między nie ma mowy o słabym materiale, solowymi albumami Katarzyny braku pomysłów, powielaniu scheNosowskiej a płytami tworzonymi matów. Hey może pozwolić sobie przez Hey, który powoli traci tożna wiele; ma renomę i świetną marsamość, przestaje być zespołem, kę. To, co sygnowane jest przez Hey, a staje się jedynie tłem dla wokaautomatycznie zyskuje miano kullistki. towego i odkrywczego. Czasem Brzmieniowo też jest bez rewozdarza się, że nieco na wyrost. lucji; grupa po raz kolejny zdecyNowa płyta, „Do Rycerzy, do dowała się powierzyć produkcję Szlachty, do Mieszczan” też zbiera Marcinowi Borsowi. Bors, dyżurbardzo pochlebne recenzje. Nie ny i pożądany przez artystów mogę oprzeć się wrażeniu, że właproducent, jest odpowiedzialny śnie i przede wszystkim dlatego, za brzmienie między innymi poże została wydana przez Hey. przedniego albumu Hey „Miłość! Proszę nie zrozumieć mnie źle – Uwaga! Ratunku! Pomocy!”, solobardzo cenię dotychczasowe dowych płyt Katarzyny Nosowskiej konania zarówno całego ze„UniSexBlues” i „Osiecka”, społu, jak i Katarzyny Nosowostatniej płyty Myslovitz skiej. Ale „Do Rycerzy, do „Nieważne, jak wysoko jesteSzlachty, do Mieszczan” to śmy” i „Hat, Rabbit” Gaby krążek poprawny, który jedKulki. Wymieniać można nak nie wzbudza większych długo. Nie ma mowy o ekspeemocji i zachwytów. Zgoda i świeżości. Czulym rymentowaniu – wciąż lepszy niż wiele Wszystkie te płyty, skądinąd uchem mainstreamowych wydawcałkiem przyzwoite, brzmią nictw, które ostatnio ukazały się zaskakująco podobnie. Wracając do płyty Hey, w gąszw Polsce. Nie znaczy to jednak, że czu niemożliwie zawiłych tekoryginalny. Katarzyna Nosowska, stów, elektroniki i nowoczesnej okrzyknięta jedną z najlepszych produkcji brakuje mi zespołu tekściarek w Polsce, zdaje się poz duszą, z pazurem. Brakuje mi woli tracić pomysły. Tęsknię za melodii, które byłyby charakteprostymi, ale trafiającymi w sedno rystyczne, jakiegokolwiek stylu, tekstami z początków działalności który Hey od innych z założenia Hey, za „Teksańskim”, za „Zazdroambitnych artystów wyróżni. ścią” czy „Misiami”. Nowy Hey staBo jest nijako, bo zostaje zespół, je się pseudointeligencki i po troktóry solidną markę zbudował sze grafomański. „Szepczesz w dialata temu, kiedy powstały jego lekcie traw/ Śmieję się przez meganajlepsze utwory, a który w pofon z liścia bzu/ Cząstko – wiązałgoni za nowym, lepszym brzmiekom precz/ Niech nas nie zbierają niem powoli zaczyna zjadać właz kwantowych pól” – to fragment sny ogon. „Wieliczki”, pierwszego utworu KATARZYNA PIENIĄDZ z najnowszej płyty. „Ja też lubię

nowy album Hey

19


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:34 PM Page 20

S

iedziałyśmy na wygodnej sofie hotelu Kempinsky i radośnie szczebiotałyśmy. Mnóstwo nowinek i ploteczek było do omówienia, a my dawno się nie widziałyśmy! Nie zabrakło także wspominek, a gdy jedna z nas napomknęła coś o kłótni o kołdrę, od razu przed oczyma stanął mi Poprad. Delektując się pysznym cappuccino i spoglądając na sypiący za oknem śnieg, przypomniałam sobie właśnie tę zabawną historię. Po całym dniu szusowania na nartach udałyśmy się z Basią i Agnieszką do nowoczesnego kompleksu kąpielowego AquaCity, którego baseny wypełniane są wodami ze źródeł termalnych. Zrelaksowane wracałyśmy do domu kolegi, u którego gościłyśmy, usta-

lając strategię spania. A ponieważ do dyspozycji miałyśmy tylko dwie kołdry, szybko wybuchła kłótnia o to, która z nas dostanie swoją własną kołderkę, a która będzie ją musiała dzielić z koleżanką. Tego wieczoru było - 20° C, więc trudno się dziwić, iż tak banalna sprawa stała się przyczyną sporu i żywiołowej dyskusji. Poprad, czyli zimowa stolica Słowacji, to 55-tysięczne miasto, położone malowniczo u podnóża Tatr na wysokości 672 m n.p.m. w południowo-zachodniej części Kotliny Popradzkiej,

Poprad

pod kołderką Słowackie perełki

przez którą przepływa rzeka Poprad. Wzmianki o tym mieście pochodzą z XIII wieku i dowodzą, że od początku istnienia odgrywało ono ważną rolę ze względu na swoją lokalizację. W 1871 roku przeprowadzono przez Poprad linię kolejową Bohumin-Koszyce, co spowodowało dynamiczny rozwój miasta, natomiast w 1908 roku wybudowano elektryczną kolejkę, łączącą Poprad z ośrodkami w Wysokich Tatrach.

Właśnie taką koleją dojechałyśmy do najstarszej z tatrzańskich osad turystycznych – Starego Smokowca, a następnie naziemną kolejką linową dostałyśmy się na Hrebieniok (1285 m n.p.m.). Celem naszej babskiej eskapady była nauka jazdy na nartach. Dodam tylko, że Poprad stanowi doskonałą bazę wypadową do około 50 okolicznych ośrodków narciarskich. Każdy miłośnik białego szaleństwa znajdzie tu trasy o zróżnicowanym poziomie trudności, mając do dyspozycji 9 wyciągów orczykowych, 6 krzesełko-

Zimnowojenny okres dyplomacji wojskowej W

spółzawodnictwo militarne Wschodu i Zachodu po zakończeniu II wojny światowej spowodowało, że dla attaché wojskowych szczególnie ważna stała się praca rozpoznawcza. Zaczęli oni intensywnie rozwijać aktywność wywiadowczą, stąd też mnożyły się przypadki demaskowania ich poczynań, niezgodnych z posiadanym statusem. Następstwem tego były wydalenia z kraju urzędowania na zasadzie uznania za persona non grata. Ta sytuacja spowodowała, że państwa zaczęły ograniczać liczbę personelu poszczególnych przedstawicielstw wojskowych, np. w 1950 r. rząd polski zażądał od ambasady USA zmniejszenia liczby personelu ataszatu wojskowego do 20 osób. Natomiast Japonia i Niemcy dopiero w 1955 r. uzyskały prawo wy20

syłania swoich attaché wojskowych za granicę. W okresie powojennym pierwszym polskim przedstawicielstwem wojskowym za granicą było utworzone w marcu 1945 r. Biuro Wojskowe przy Przedstawicielstwie Rządu Tymczasowego RP w Paryżu. Jego zadaniem było m.in. rejestrowanie ochotników, zgłaszających się do służby wojskowej w kraju. Kierownikiem tego Biura mianowano kpt. Stefana Sławian-Szulakowskiego. Z dniem 1 lipca 1945 r. Biuro Wojskowe w Paryżu zostało przekształcone w Polską Misję Wojskową, której głównym zadaniem była repatriacja żołnierzy polskich z Francji i Szwajcarii do kraju. Szefem Misji został płk Marian Naszkowski, późniejszy minister spraw zagranicznych.

W sierpniu 1945 r. utworzono w Londynie ataszat wojskowy przy Ambasadzie RP, a na attaché wojskowego wyznaczono płk. Mieczysława Wągrowskiego. Następnie w listopadzie 1945 r. utworzono ataszat wojskowy w Moskwie, gdzie attaché został ppłk Juliusz Bardach, późniejszy profesor historii państwa i prawa Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Natomiast w grudniu 1945 r. powstał ataszat wojskowy w Waszyngtonie, którego pierwszym attaché został gen. bryg. Izydor Modelski. Trwająca zimna wojna znacznie utrudniała działalność attaché wojskowych. Państwa obu stron podejmowały działania ograniczające ich działalność, zabraniając kontaktów ze swymi obywatelami, ograniczając MONITOR POLONIJNY


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:34 PM Page 21

wych i 4 kolejki linowe. Łączna długość tras zjazdowych zarówno dla zaawansowanych narciarzy, jak i tych początkujących to 18 km. Większość ośrodków oprócz tras zjazdowych oferuje trasy do narciarstwa biegowego, snowboardingu, tory saneczkowe oraz miejsca do uprawiania freeridingu. Doskonale pamiętam swoje pierwsze zjazdy – dziesiątki upadków, alpejskie kombinacje, by się podnieść, i przede wszystkim świetną zabawę. To właśnie w Popradzie rozpoczęła się moja przygoda z nartami.

Kolejnego dnia zwiedziłyśmy długi, wrzecionowaty rynek (dziś już odrestaurowany), otoczony urokliwymi barokowymi i klasycystycznymi mieszczańskimi kamieniczkami. Dominuje na nim wczesnogotycki kościół św. Egidia (lub, jak kto woli, Idziego) z końca XIII wieku z cudownymi freskami z XV stulecia. Będąc tu, warto także odwiedzić renesansową dzwonnicę z 1658 roku, synagogę oraz Muzeum Podtatrzańskie, które jako jedno z najstarszych muzeów na Słowacji posiada bogatą i ciekawą ekspozycję. Oczywiście na rynku i w okoli-

swobodę poruszania się i wprowadzając nadzór policyjny nad personelem ataszatów. Dopiero po 1961 r. sytuacja zaczęła się nieco normalizować, zaczęto wzajemnie zapraszać attaché wojskowych na ćwiczenia wybranych jednostek wojskowych. Nie oznacza to jednak, że państwa zaczęły tolerować działalność wywiadowczą obcych attaché wojskowych na swoich terytoriach. Przypadki wydaleń z kraju i uznawania ich za persona non grata ciągle się powtarzały. Inwigilacja podróżujących oficerów ataszatów wojskowych, ich biur, mieszkań i kontaktów osobistych była na porządku dziennym. W okresach kryzysów międzynarodowych nadzór ten stawał się jeszcze ściślejszy. Rozszerzeniu ulegały wówczas strefy zamknięte dla cudzoziemców. Wszystko to w istotny sposób ograniczało prace attaché wojskowych. STYCZEŃ 2013

cach nie brakuje restauracji, oferujących sycące i rozgrzewające posiłki, a wszystko to na tle imponującego i zachwycającego masywu górskiego. Poprad jest nie tylko centrum przemysłowym, komunikacyjnym i znaczącym ośrodkiem administracyjnym, ale przede wszystkim jest centrum turystyki, rekreacji i sportu. To swoista brama do Wysokich Tatr, wspaniałe miejsce wypadowe do pieszych wycieczek i białego szaleństwa. Co roku przybywają tu dziesiątki tysięcy turystów ze Słowacji i z zagranicy. Trudno się dziwić, gdyż

Perspektywy współczesnego rozwoju instytucji attaché wojskowego z jednej strony wiąże się z zacieśniającą się współpracą wojskową państw należących do tych samych ugrupowań polityczno-militarnych i rozwijającym się między państwami handlem bronią i sprzętem wojskowym, z drugiej zaś strony wiązane są one z rozwojem negocjacji i z łączącym się z tym problemem środków budowy zaufania miedzy państwami (powiadamianie się o dużych ćwiczeniach i ruchach wojsk, wymiana obserwatorów na manewrach itp.). Mówią o tym wyraźnie postanowienia Aktu końcowego KBWE z dnia 1 sierpnia 1975 r., podpisanego w Helsinkach przez przedstawicieli 35 państw. W omawianym okresie rozszerza się również praktyka, zainicjowana przez Japonię, nazywania attaché wojskowych nowym określeniem –

w tym mieście odkryć można prawdziwe perełki kultury, które w połączeniu z pięknem natury oraz imprezami kulturalnymi sprawiają, iż można tu miło spędzić czas i przeżyć wspaniałe przygody. Poprad urzeka atmosferą, historią i pięknem przyrody, a zimą to prawdziwy narciarski raj. MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA

attaché obrony. Przyjęte ono zostało i jest stosowane również przez polską służbę dyplomatyczną, a ustawa z dnia 27 lipca 2001 r. o służbie zagranicznej zaadoptowała owo określenie również do naszego systemu prawnego. Aktualnie funkcjonuje ponad 50 ataszatów przy polskich przedstawicielstwach dyplomatycznych za granicą, w których służbę pełni ponad 90 oficerów i chorążych WP, w tym jeden generał. Większość tychże ataszatów zlokalizowana jest w krajach europejskich, w tym prawie we wszystkich państwach NATO i UE. Wojskowi dyplomaci pracują praktycznie na wszystkich kontynentach świata – w Europie, Azji, Ameryce Północnej i Południowej oraz Afryce. KRZYSZTOF JOŃCA Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci,które biorą udział w konkursach „Monitora”

21


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:34 PM Page 22

O

filmie „Jesteś Bogiem” usłyszałam na kilka miesięcy przed jego premierą. Polecił mi go znany, polski krytyk filmowy, który – mimo że nie jest fanem hip-hopu i rapu – był głęboko przekonany o wyjątkowości tego obrazu. Gdy historia zespołu Paktofonika weszła do dystrybucji, wywołała falę zachwytu zarówno wśród publiczności, jak i krytyki, a taka konstelacja zdarza się bardzo rzadko. Ja, jak to zwykle ze mną bywa, ubrałam się w gruby pancerz sceptycyzmu, nie nastawiając się ani na zachwyt, ani na wylewanie łez nad kolejną, nieudaną polską produkcją. Tym milsze było moje zaskoczenie, bo mogę powiedzieć z ręką na sercu, że jest to film bardzo dobry: trafia prosto w serce i na długo zapada w pamięć. Historia zespołu Paktofonika skupia się w filmie wokół postaci legendarnego założyciela tej grupy, charyzmatycznego Magika. „Jesteś Bogiem” jest jednak czymś więcej niż tylko zapisem życia członków kultowego już zespołu, jest to bowiem rodzaj podróży sentymentalnej, powrotu do lat 90. Można śmiało powiedzieć, że jest to obraz pokolenia, którego młodość przypadła na trudny okres przemian społecznopolitycznych. Jest to też historia narodzin nowego nurtu muzycznego. Paktofonika była prekursorem polskiego hip-hopu, który wcześniej zarezerwowany 22

BO KAŻDY Z NAS JEST BOGIEM był dla świata Zachodu. Sceneria śląskich blokowisk nie jest (nareszcie!) potraktowana przez twórców filmu w znanych z innych polskich produkcji kategoriach brudu, smrodu i ubóstwa. Owszem jest szaro i buro, są bloki i odrapane budynki, ale czy gdzieś indziej w Polsce było wtedy kolorowo? To, co mnie ujęło, to nie skupianie się na tej szarości, beznadziei i umorusanych dzieciach w podartych sweterkach, bawiących się patykiem i sznurkiem. Śląsk jest tu tłem wydarzeń, jest miejscem, z którego nie trzeba uciekać, by zrobić coś wartościowego. Bohaterowie – Magik, Fokus i Rahim – są pasjonatami słowa, bezkompromisowymi poetami nowej ery. Tworzą swoją muzykę, opowiadają o otaczającej ich rzeczywistości i nie ma w nich ani chęci wyrwania się do lepszego świata, ani aspiracji do robienia kolorowej kariery gdzieś w stolicy. Paliwem, które ich nakręca, nie są sława i pieniądze, ale muzyka. Obecnie trudno nam uwierzyć, że można było żyć bez Internetu, pli-

ków MP3 i smartphonów. „Jesteś Bogiem” to powrót do czasów kaset magnetofonowych i dzwonienia z budki telefonicznej. W filmie młodzi muzycy zmagają się z brakiem profesjonalnego sprzętu, funduszy na wynajęcie studia nagrań, że nie wspomnę już o promocji i PR, o których wtedy jeszcze nikt nie słyszał. Wykorzystywani przez udających menadżerów badylarzy piszą swoje teksty na klatkach schodowych i nagrywają muzykę w maleńkich pokoikach równie maleńkich mieszkań. Ta pasja i chęć tworzenia, która tkwi w młodych chłopakach, ich przekonanie, że warto powalczyć o spełnienie marzeń, jest ogromną siłą tego filmu. Charyzmatyczny Magik, który jak każdy geniusz-perfekcjonista nigdy nie jest z siebie zadowolony, jest postacią tragiczną. Targają nim skrajne

emocje – popada w depresję, w efekcie której popełnia samobójstwo. Jego śmierć nie jest przedstawiona w sposób tani, patetyczny. Reżyser Leszek Dawid nie skupił się na tym, aby wycisnąć z widzów potoki łez, niczego nie podkolorował, nie udramatyzował, a przecież byłby to świetny zabieg pod publiczkę. Jego umiar, dystans i wręcz minimalizm zastosowanych środków wyrazu wywołują większe wzruszenie niż przepełnione patetyzmem sceny z filmów o podobnej tematyce. Nie można też zapomnieć o wspaniałej obsadzie. Reżyser postawił na aktorów, których twarze nie są wyeksploatowane przez kolorowe pisma i portale plotkarskie. Okazuje się, że można zrobić świetny film bez Adamczyka, Kota czy Szyca. Marcin Kowalczyk (Magik), Tomasz Schuchard (Fokus) i Dawid Ogrodnik (Rahim) są tak wiarygodni, że aż trudno uwierzyć, że nie są prawdziwymi członkami Paktofoniki. „Jesteś Bogiem” jest po prostu filmem prawdziwym. Prawdziwym do bólu. Właściwie nie wiem, co jeszcze napisać, by nie zabrzmiało jak banał. Zakończę więc słowami z listu, który przed samobójstwem napisał Magik: „Nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili, pokaż, że się mylili, nie czekaj, ani chwili dłużej…“ MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA

MONITOR POLONIJNY


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:35 PM Page 23

Pierwsza polska lekarka „Dopóki u mnie w Mydlnikach słowik śpiewa i żer przynosi samicy w gniazdku siedzącej, dopóty ja w równouprawnienie nie uwierzę”.

P

isał w 1895 roku Ludwik Rydy gier. Jeśli ktoś pomyśli, że był hreczkosiejem, siedzącym na jakimś mająteczku położonym tam, gdzie diabeł mówi dobranoc, to muszę go natychmiast rozczarować. Rydygier był wielce cenionym w kraju i na świecie chirurgiem, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, a od 1897 roku Uniwersytetu Lwowskiego. W 1880 roku jako pierwszy w Polsce i drugi na świecie wykonał zabieg wycięcia odźwiernika z powodu raka żołądka, a w 1881 roku jako pierwszy na świecie zabieg resekcji żołądka z powodu wrzodu, wprowadził też nową metodę chirurgicznego leczenia choroby wrzodowej żołądka i dwunastnicy, jest autorem oryginalnej metody usuwania gruczolaka gruczołu krokowego oraz wielu innych metod operacyjnych, a także wielu prac naukowych i podręcznika chirurgii. Cytat, rozpoczynający tekst o pierwszej polskiej lekarce, pochodzi z artykułu profesora, zamieszczonego w „Przeglądzie Lekarskim”. Po argumentach, że kobiety nie mają nie tylko dość fizycznych sił, ale też „możliwości intelektualnych”, że przecież istnieje „wstyd niewieści”, trudno godzący się z nauką o chorobach wenerycznych, oświadczył: „Precz więc z Polski z dziwolągiem kobiety-lekarza! Niech nam nadal słynie chwała kobiet naszych, którą tak ładnie głosi poeta”. Mimo takich głosów, a w XIX stuleciu nie było ich mało, „kobiety nasze” coraz częściej domagały się równouprawnienia w zakresie dostępu do wykształcenia. Ich chęć studiowania na wyższych uczelniach bulwersowała szeroką opinię publiczną, a polskie uniwersytety we wszystkich zaborach do końca XIX stulecia były dla nich zamknięte. Tak więc, chcąc zdobyć wiedzę uniwersytecką, nie pozostawało im nic innego, jak tylko wyjechać za granicę. Pierwszą wyższą uczelnią STYCZEŃ 2013

w Europie, która otworzyła swe bramy przed kobietami, był uniwersytet w Zurychu. Stało się to w 1867 roku. Na tej właśnie uczelni we wrześniu 1871 roku rozpoczęła studia medyczne Anna Tomaszewiczówna, przyszła pierwsza polska lekarka. Anna Tomaszewiczówna urodziła się w Mławie (zabór rosyjski) w 1854 roku w rodzinie Władysława Tomaszewicza, pułkownika żandarmerii w służbie rosyjskiej, i Jadwigi z Kołaczkowskich, polskiej szlachcianki. Później rodzina przeniosła się z Mławy do Łomży, a w roku 1866 do Warszawy, gdzie Anna podjęła naukę na cieszącej się dobrą sławą pensji pani Pankiewiczowej, kończąc ją z wyróżnieniem w 1869 roku. Nieliczni biografowie Anny Tomaszewiczównej, w tym także Jerzy Kulikowski, autor obszernego szkicu, z którego korzystałam, opracowując ten artykuł, podkreślają, że nasza bohaterka na długo przed skończeniem pensji postanowiła zostać lekarką. Decyzja, podjęta przez tak młodą dziewczynę, była zaskakująca, a jej zrealizowanie wymagało nie małej determinacji. Nasz podziw musi budzić to, że znalazła w sobie tyle sił, by nie ulec powszechnym uprzedzeniom otoczenia, które z trudem zgadzało się na studiowanie przez kobiety filozofii, literatury itp., ale zdecydowanie przeciwstawiało się udostępnieniu im studiów medycznych. Pozostawało jeszcze przeko-

nać rodziców o słuszności swego wyboru, co nie było ani proste, ani łatwe. Tu chodziło już nie tylko o przezwyciężenie powszechnej niechęci do studiów kobiet. Rodzina była liczna, a studia za granicą kosztowne. Nie wiemy, jakimi argumentami posłużyła się Anna, ale wiemy, że były one na tyle przekonujące, iż rodzice zgodzili się nie tylko na podjęcie przez nią studiów na Uniwersytecie w Zurychu, ale mimo nie małych kłopotów finansowych przez dwa lata zatrudniali korepetytorów z biologii, fizyki, chemii, francuskiego, niemieckiego i łaciny, którzy solidnie ją przygotowali do przyszłych studiów. Wreszcie w prasie warszawskiej ukazała się wiadomość: „We wrześniu 1871 r. Anna Tomaszewiczówna wyjechała z Warszawy do Zurychu, by na tamtejszym uniwersytecie podjąć studia medyczne”. Miała 17 lat, gdy przekroczyła progi uniwersytetu, który od czterech lat przyjmował kobiety. Studentką musiała być zdolną, skoro na przedostatnim roku studiów spotkało ją niemałe wyróżnienie – dostała asystenturę u profesora Hetziga. W roku 1877 pod kierunkiem prof. Ludimara Hermanna napisała pracę doktorską „O niektórych funkcjach labiryntu”, zdała egzaminy końcowe i otrzymała dyplom. Na liście wszystkich promowanych studentek Wydziału Medycznego Uniwersytetu w Zurychu Anna Tomaszewicz jest 15. Wyprzedziło ją sześć Rosjanek, cztery Niemki, trzy Angielki i jedna Amerykanka. Potom Otrzymała ciekawą propozycję wyjazdu do Japonii jako asystentka jednego z profesorów. Kto wie, jaka byłaby jej droga zawodowa, gdyby tę propozycję przyjęła; ona jednak zdecydowała się na powrót do kraju, a po drodze na krótko zatrzymała się w Berlinie i Wiedniu, by tam zapoznać się z miejscowymi osiągnięciami z zakresu medycyny. Do Warszawy powróciła w końcu 1877 roku. I tu rozpoczęły się kłopoty; nie uzyskała prawa do praktyki. Rosyjskie prawodawstwo, wymagające nostryfikacji dyplomów zagranicznych, nie przewidywało takiej procedury dla kobiet. Brak praktyki spowodował, 23


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:35 PM Page 24

że Towarzystwo Czerwonego Krzyża nie skorzystało z propozycji współpracy z młodą lekarką. Jakby tego było mało, w styczniu 1878 roku w tajnym głosowaniu upadła jednym głosem jej kandydatura do Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego, i to mimo iż jego prezes prof. Henryk Hoyer po zapoznaniu się z powstałymi w Szwajcarii pracami dr Anny Tomaszewicz zaopiniował je pozytywnie, stwierdzając m.in.: „Świadczą one o wielkich zdolnościach autorki, jak również o zupełnym obznajmieniu się z celami i środkami medycyny. Autorka znajduje się zupełnie na wysokości nowszego stanowiska nauki”. Za przyjęciem Tomaszewiczówny do Towarzystwa głosowało 19 członków, przeciwko jedenastu, a zgodnie ze statutem potrzebna była większość dwóch trzecich głosów. Jej przypadek wywołał dyskurs emancypacyjny między zwolennikami równouprawnienia kobiet w dostępie do wykształcenia i do różnych zawodów, traktowanych dotąd za typowo męskie, a tymi, którzy uważali, że „dzisiejsze lekarki lub kandydatki” wybierają zawód lekarza „nie przez zamiłowanie do nauki lub chęć poświęcenia się ludzkości, lecz przez jakieś awanturnicze usposobienie, przez chęć zabłyśnięcia czymś oryginalnym”. Za dr Anną sta-

nęli w większości członkowie Towarzystwa Lekarskiego, poznańska i krakowska prasa lekarska, ale najgłośniej poparła ją warszawska prasa nielekarska. Pozytywnie pisali o niej Aleksander Świętochowski i Bolesław Prus. Za sprawą tej dyskusji dr Tomaszewicz stała się popularna, ale na tego rodzaju popularności jej nie zależało. Najważniejsza była nostryfikacja dyplomu. Nie mogąc jej uzyskać w Warszawie, zdecydowała się na wyjazd do Petersburga, gdzie jednak znów czekała ją niemiła niespodzianka; okazało się, że poddanym rosyjskim od roku 1876 car zakazał studiowania na Uniwersytecie w Zurychu – mowy więc nie było o nostryfikowaniu wydanego przez tę uczelnię dyplomu. Sytuacja zaczęła wyglądać beznadziejnie i wówczas – jak w bajkach z Tysiąca i jednej nocy – pojawił się w Petersburgu sułtan z haremem. Nie... dr Anna do haremu nie wstąpiła, ale dowiedziawszy się, że Akademia Medyko-Chirurgiczna bezskutecznie poszukuje lekarki płynnie władającej językami niemieckim, francuskim i angielskim, która przez kilka miesięcy opiekowałaby się harem, zgłosiła się i została przez władze rosyjskie za-

akceptowana. Przymknięto oko na wydany w Zurychu dyplom. Ponadto władze zezwoliły jej na studiowanie w petersburskiej Akademii i dopuściły do egzaminów końcowych. W ten sposób dr Anna Tomaszewicz uzyskała prawo do pracy jako lekarz na terenie całej Rosji, w tym także Królestwa Polskiego. W 1880 roku wróciła do Warszawy, a w czerwcu tegoż roku prasa donosiła, że „pierwsza u nas kobieta-doktor, p. Tomaszewicz, w lecznicy przy ulicy Niecałej udziela w godzinach oznaczonych porady lekarskie w chorobach kobiet i dzieci”. W 1881 roku wyszła za mąż za znanego warszawskiego laryngologa doktora Konrada Dobrskiego, redaktora miesięcznika „Zdrowie”, który na łamach tegoż pisma bronił jej po pamiętnym kandydowaniu do Towarzystwa Lekarskiego. W 1882 roku w Warszawskiej Klinice Położniczej przy ul. Niecałej, w której pracowała, wybuchła epidemia zakażenia połogowego, choroby wówczas śmiertelnej. Było trzeba przerwać przyjmowanie pacjentek i klinikę zamknąć. Warszawa praktycznie została bez możliwości hospitalizacji rodzących, a było ich rocznie

Katarzyny Kaczorowskiej historia prawdziwa

T

rzeciego grudnia 1981 roku, a więc 10 dni przed wprowadzeniem stanu wojennego, Józef Pinior, rzecznik finansowy dolnośląskiej „Solidarności”, podjął z jej konta 80 milionów złotych. Oprócz niego na czeku podpisał się Piotr Bednarz, wiceprzewodniczący NSZZ „Solidarność” Dolnego Śląska. Podjęte pieniądze ukryli u ówczesnego metropolity wrocławskiego arcybiskupa Henryka Gulbinowicza, w czym pomogli im Tomasz Surowiec i Stanisław Huskowski. Tym później urodzonym, którzy nie poznali realnego życia w PRL, wyjaśnijmy, że uczynili tak w obawie przed zabloko24

waniem kont związku przez państwo. Po latach epizod ten zainspirował Waldemara Krzystka do nakręcenia filmu, a Katarzynę Kaczorowską do napisania książki 80 milionów. Historia prawdziwa (Muza SA, Warszawa 2011). Oba dzieła powstały niezależnie od siebie i z for-

malnego punktu widzenia są ciekawym przykładem, jak różnie można mówić o tych samych wydarzeniach; Krzystek stworzył film sensacyjny z wszystkimi atrybutami przynależnymi temu gatunkowi, a Kaczorowska napisała świetny reportaż historyczny, do przeczytania którego pra-

gnę czytelników tej rubryki zachęcić. Dla Katarzyny Kaczorowskiej, dziennikarki „Gazety Wrocławskiej”, brawurowa akcja podjęcia 80 milionów jest tylko punktem wyjścia do opowieści o stanie wojennym w Polsce, a przede wszystkim o dolnośląskiej „Solidarności”. Jest, jak sama autorka mówi w jednym z wywiadów, portretem solidarnościowej „Twierdzy Wrocław”, portretem, który powstał dzięki dogłębnym badaniom. Dramatyczne losy osób związanych ze „spraMONITOR POLONIJNY


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:35 PM Page 25

ok. 14 tysięcy. Sytuacja była poważna. Dla jej rozwiązania powołano specjalny komitet pod przewodnictwem samego prezydenta miasta. Zdecydowano się utworzyć pięć małych przytułków położniczych. Ze składek publicznych, ale przede wszystkim dzięki ofiarności jednego z najbogatszych warszawiaków Stanisława Kronenberga, syna sławnego finansisty Leopolda Kronenberga, który na ten cel wpłacił 10 tys. rubli, już w listopadzie 1882 roku przytułki zaczęły przyjmować pierwsze pacjentki. Stanowiska ich kierowników obsadzano w drodze konkursu, a zainteresowanie nimi mimo niewysokiej pensji (25 rubli miesięcznie) było wielkie. O pięć miejsc ubiegało się szesnastu kandydatów, wśród nich dr Anna. Ta miała minimalne szanse, ponieważ w komisji konkursowej był m.in. dr Jakub Rogowicz, zawzięty przeciwnik kształcenia medycznego kobiet. Jej kandydaturę poparł za namową Świętochowskiego i Prusa sam Kronenberg, który niezależnie od kwoty oferowanej na przytułki położnicze oświadczył, że „finansową i moralną” opiekę nad jednym z nich obejmie jego żona pod warunkiem, że będzie mogła swobodnie podejmować decyzje co do zatrudnianych w nim fachowców. W ten sposób

wą 80 milionów”, losy działaczy „Solidarności” Kaczorowska rekonstruuje na podstawie akt operacyjnych SB, raportów dziennych, wysyłanych do centrali Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie, akt procesowych działaczy solidarnościowych, rozmów, przeprowadzonych po latach z ówczesnymi bohaterami i świadkami tych wydarzeń, stojącymi po obu stronach barykady, a klimat społeczny tamtych lat odtwarza na podstawie lektury ówczesnej prasy codziennej. Tak duży i różnorodny materiał budzi szacunek dla autorki STYCZEŃ 2013

dr Anna Tomaszewicz–Dobrska została kierownikiem przytułku położniczego nr 2 przy ulicy Prostej 2, w 1889 roku przeniesionego na ul. Żelazną nr 55, i była nim nieprzerwanie przez 30 lat. W miarę upływu lat dr Tomaszewicz-Dobrska stała się popularnym i wziętym lekarzem Warszawy – w jej gabinecie spotykały się pacjentki ze wszystkich warstw społecznych, a w przytułku położniczym rodziły przede wszystkim kobiety niezamężne, służące, szwaczki, żony rzemieślników, robotników, dorożkarzy i kolejarzy. Te najuboższe zawsze mogły liczyć na jej pomoc i rezygnację z honorarium. Mimo dużego obciążenia zawodowego dr Anna znajdowała czas na działalność społeczną, aktywną pracę w Towarzystwie Kultury Polskiej, w którym była członkiem zarządu i przewodniczącą wydziału etycznego. Swą opieką lekarską objęła schronisko dla nauczycielek oraz szwalnię Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności, angażowała się również w Towarzystwie Kolonii Letnich dla Dzieci. Łączyła ją przyjaźń z Elizą Orzeszkową i Marią Konopnicką; brała udział w różnych akcjach ruchu kobiecego, np. w obchodach jubileuszu naczelnej redak-

książki 80 milionów. Historia prawdziwa. W wywiadzie, opublikowanym w „Gazecie Wrocławskiej”, Kaczorowska wspomina, że swych rozmówców informowała, iż nie pisze historii podziemia, lecz z tej historii wyciąga cztery osoby, związane z akcją „80 milionów”, i pisze o tym, jak do niej doszło, gdzie pieniądze ukrywano, na co je wydano i jaki los stał się udziałem ludzi bezpośrednio zaangażowanych w całą akcję. Jeśli taki był zamiar autorki, a nie mamy powodu jej nie wierzyć, to w pewnym momencie tekst, nad któ-

torki „Steru”, czołowej polskiej emancypantki Pauliny Kuczalskiej. Gdy w 1907 roku odbywał się w Warszawie pamiętny I Zjazd Polskich Niewiast, na który przybyły kobiety ze wszystkich zaborów, była jego wiceprzewodniczącą. Warto dodać, że wśród jego współorganizatorek znalazły się także inne pionierskie lekarki, jak doktor Teresa Ciszkiewiczowa i doktor Justyna BudzińskaTylicka. Anna Tomaszewicz-Dobrska, Teresa Ciszkiewiczowa czy Justyna Budzińska-Tylicka należały do najlepiej wykształconych Polek tych czasów, dyplomy zdobyły na prestiżowych uczelniach Europy, ze szkodą dla osobistej kariery powróciły do Polski, której nie było na politycznych mapach świata, by swą wiedzą służyć rodakom. Pierwsza polska lekarka doktor Anna Tomaszewicz-Dobrska zmarła w Warszawie 9 kwietnia 1918 roku i została pochowana na Starych Powązkach. Ponieważ nie pozostawiła żadnych dyspozycji, dotyczących pogrzebu, przyjaciele, dobrze ją znający, pieniądze na kwiaty, mające ozdobić trumnę, przeznaczyli na akcję „Kropla mleka”, którą zajmowała się do końca życia. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

rym pracowała, zaczął żyć własnym życiem i to, co miało być tylko ilustracją czasów, stało się, z korzyścią dla czytelnika, integralną częścią tekstu głównego. Historię prawdziwą napisała autorka, mająca w chwili wprowadzenia stanu wojennego zaledwie 14 lat. Jest to więc historia pisana z dzisiejszego punktu widzenia, nie obciążona patosem przeżytych wydarzeń. To historia, w której obok faktów znanych pojawia się wiele nowych, odkry-

tych przez Kaczorowską w czasie kwerend w archiwach i bibliotekach, i tych, o których dowiedziała się w rozmowach ze swoimi bohaterami. Książka Katarzyny Kaczorowskiej 80 milionów. Historia prawdziwa należy do tych, które czeka długi żywot; im więcej czasu upłynie od opisanych w niej wydarzeń, tym wartość jej będzie większa. W tym podobna jest do dobrego wina o pełnym bukiecie. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 25


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:35 PM Page 26

Katarzyna Kaczorowska o 80 milionach

Na

łamach „Monitora“ informowaliśmy o tym, że film Walde mara Krzystka pt. „80 milionów“ Polska wystawiła jako swojego kandydata do Oscara. Niebawem dowiemy się, czy ma on szanse na zyskanie tej prestiżowej statuetki. Brawurowa akcja wrocławskiej „Solidarności“, polegająca na podjęciu z banku związkowych 80 milionów na kilka dni przed wprowadzeniem stanu wojennego, stała się też tematem książki Katarzyny Kaczorowskiej „80 milionów. Historia prawdziwa“. W przygotowaniu jest też słowacka wersja tejże publikacji. O kulisach powstawania książki udało nam się porozmawiać we Wrocławiu z jej autorką - Katarzyną Kaczorowską.

Film powstał na podstawie książki? Nie, film i książka ukazały się równolegle. Ekipa filmowa, reżyser i sam Józef Pinior doszli do porozumienia, że książka będzie filmowi towarzyszyć. Jak zbierała Pani materiały do niej? Lubię takie tematy, w których o coś chodzi. Lubię rozmawiać z ludźmi, którym o coś chodzi. Nie zawsze jest tak, że osoby bardzo znane mają coś do powiedzenia, a tu do głosu doszli też ludzie, o których losach nic wcześniej nie wiedziałam. Aby skrupulatnie przedstawić tamtą historię, rozmawiałam z wieloma ludźmi zarówno „Solidarności“, jak i ówczesnej władzy, między innymi z Barbarą Labudą, Władysławem Frasyniukiem, Jerzym Kropiwnickim, Danutą Kuroń, generałem Czesławem Kiszczakiem, byłymi oficerami służb bezpieczeństwa. Przestudiowałam cztery roczniki największego regionalnego dzienni26

ka, ukazującego się wtedy na Dolnym Śląsku, i dokumenty, znajdujące się w Instytucie Pamięci Narodowej. Kto jest najciekawszą postacią w książce? Niewątpliwie Józef Pinior, ponieważ on nie myśli tylko w kategoriach swojego interesu. Chyba zawsze tak było: on widział dalej i wię-

Jest jakaś szczególna historia, która Panią wstrząsnęła? Pisząc tę książkę, zbierałam materiały, rozmawiałam z osobami, które w tamtych czasach straciły wolność, i docierałam do niesamowitych historii. Szczególnie mną wstrząsnęła historia pewnej dziewczyny, dziś kobiety, która była internowana za to, że drukowała materiały solidarnościowe w podziemiu. Po rozmowie z nią przeglądałam archiwalne wydania „Gazety Robotniczej” z wiosny 1982 roku i natknęłam się na artykuł o kobietach internowanych w Gołdapii. Artykuł był wyjątkowo paskudny, ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Dlaczego zdecydowała się Pani na napisanie „80 milionów. Historii prawdziwej“? Dostałam taką propozycję. Nie można było jej odrzucić, ponieważ to niesamowita historia. Film bardzo mocno fabularyzuje fakty, a książka jest dokumentacją tego, co się wydarzyło w tamtych czasach.

cej. Właściwie większość ludzi, z którymi się spotkałam, to ciekawe osobowości, które przeszły wiele. Ci ludzie się bali, ale widać było, że przyświecała im myśl, że jest coś ważniejszego niż strach przed aparatem komunistycznym, dlatego warto było ryzykować.

KATARZYNA KACZOROWSKA – absolwentka polonistyki Uniwersytetu Wrocławskiego. Specjalizuje się w historii Wrocławia, jego środowiska akademickiego oraz publicystyce dotyczącej kościoła. Od 1994 roku związana jest z „Gazetą Wrocławską“, początkowo jako reporterka działu miejskiego, później redaktorka i wydawca. Jest współautorką książki „Kobiety niezapomniane“, nominowanej w 2010 roku do nagrody Grand Press w kategorii wywiad. MONITOR POLONIJNY


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:35 PM Page 27

opisywał te kobiety w bardzo negatywnym świetle. Materiał dziennikarski był podpisany przez mężczyznę o tym samym nazwisku, co moja rozmówczyni. Okazało się, że to jej ojciec. Mimo początkowych oporów, udało mi się ją przekonać, bym mogła o tym otwarcie napisać. Gdybym taką historię obejrzała w filmie, pomyślałabym sobie, że jego twórcy przesadzili, a tymczasem Polska Ludowa sama pisała takie scenariusze – to się wydarzyło naprawdę! Opisuje Pani też, co się stało z pieniędzmi, podjętymi przez działaczy „Solidarności“. Czy dlatego, że niektórzy nadal myślą tak, jak to opisywały władze, że pieniądze te zostały zmarnotrawione? Tak, do dziś są ludzie, którzy wierzą, że te pieniądze poszły nie wiadomo na co, i wierzą prymitywnym esbeckim fałszywkom z lat 80. Wszystkie pieniądze zostały rozliczone na I Zjeździe „Solidarności”. Pinior przedstawił rozliczenie z wydanych 34 milionów i do kasy związku oddał 50 tysięcy dolarów, czyli resztę, którą kardynał Gulbinowicz, ponoć dzięki cinkciarzom, zamienił na walutę. Wierzę, że dzięki mojej książce i filmowi Krzystka niedowiarki w końcu się przekonają, jak było naprawdę. Pani w tamtym czasie miała 14 lat. To duże wyzwanie, by opisywać wydarzenia, których nastolatka pewnie jeszcze nie do końca rozumiała? Pewnie nie, ale z czasem człowiek rozumiał więcej, a dzięki zebranym materiałom odkrywałam nowe okoliczności. W tamtym czasie moim zmartwieniem było to, co epizodycznie opisałam w książce: na przykład wspominam o tym, że wysłałam z wakacji list do mamy z prośbą, by kupiła mi bilet na Rock na Wyspie na 31 sierpnia 1982 roku. Na koncert jednak nie dotarłam z uwagi na to, że tamtego dnia we Wrocławiu doszło do największej demonstracji „Solidarności“ w historii Polski. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, WROCŁAW STYCZEŃ 2013

S

zczęśliwego Nowego Roku! Oby był dla Państwa jeszcze lepszy niż poprzedni! Dla bohatera tego odcinka cyklu „Polak potrafi”, Marcina Budkowskiego, będzie z pewnością pełen wyzwań. Jeśli jeszcze Państwo nie słyszeli, spieszę z wyjaśnieniami. Pod koniec ubiegłego roku Marcin Budkowski został szefem działu aerodynamiki w jednym z największych i najbardziej utytułowanych zespołów słynnej Formuły 1 – McLarenie. Stojąc na czele grupy kilkudziesięciu fachowców, ma przed sobą nie lada wyzwanie, jakim jest dostarczenie McLarenowi bolidu, który w tegorocznych startach w Formule 1 nie będzie miał sobie równych. Informacja o sukcesie młodego (Budkowski ma 35 lat) inżyniera zelektryzowała media w Polsce. Jednak w kontekście dotychczasowej pracy Budkowskiego jego zawodowy awans nie jest fartem człowieka znikąd, lecz kolejnym etapem w konsekwentnie budowanej karierze. W zespole McLarena pracuje już od ponad czterech lat, z Formułą 1 jest związany od ponad jedenastu. Nie trafił do niej przypadkiem; już swoje studia – inżynierię aeronautyki ze specjalizacją aerodynamiki na paryskiej politechnice – wybierał z myślą o pracy z najlepszymi kierowcami i konstruktorami bolidów rajdowych na świecie. „Po studiach wysłałem mnóstwo CV i w końcu udało mi się otrzymać pracę w małym zespole Prost GP, który po roku zbankrutował. Główny inżynier z zespołu Prosta miał rozmowę o pracę w teamie Ferrari i został poproszony o listę osób, które warto zatrudnić z rozwiązanego teamu. Ja znalazłem się na tej liście, za co jestem wdzięczny do dziś” – opowiadał Budkowski w jednym z wywiadów, podkreślając, że pięć lat spędzonych w Ferrari nauczyło go wiele. „Pracowałem z dream teamem, bo tak wówczas nazywano Michaela Schumachera, Jeana Todta i Rossa Brawna.

Marcin Budkowski

jedną z najważniejszych osób w zespole McLarena! Potem uznałem, że czas na zmiany i przeniosłem się do McLarena” – mówił Budkowski. Ta decyzja zaprocentowała. Polak został przez swoich szefów doceniony. Co ciekawe, przed decyzją o awansie Budkowskiego na szefa działu aerodynamiki w McLarenie włoscy dziennikarze spekulowali o jego powrocie do Ferrari. Przyczyną plotek była przedłużająca się, kilkumiesięczna nieobecność Budkowskiego w pracy. Dziennikarze tłumaczyli ją tarciami wewnątrz zespołu McLarena Wyjaśnienie było jednak bardziej prozaiczne. „Staramy się rozpoznać potrzeby naszych pracowników. Marcin nie jest pierwszą osobą, która zdecydowała się na urlop naukowy, i zapewne nie ostatnią. Po powrocie do pracy będzie miał nową energię do podjęcia wyzwań” – uciął medialne spekulacje Jonathan Neale, dyrektor zarządzający McLarena. Do niedawna, oglądając wyścigi Formuły 1, Polacy kibicowali Robertowi Kubicy. Może teraz, gdy po niefortunnym wypadku w rajdzie Ronde di Andora w 2011 roku Kubica nie ściga się już w F1, będziemy trzymać kciuki za zespół McLarena? Wprawdzie Budkowski nie prowadzi bolidów osobiście, ale w dużej mierze powodzenie kierowców podczas wyścigów będzie zależało od niego. KATARZYNA PIENIĄDZ

POLAK

POTRAFI

27


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:35 PM Page 28

POLSKIE DOKUMENTY DLA DZIECKA, CZYLI

„mały”problem

PORADNIK dla Polaków

na Słowacji poprzednim numerze pisaliśmy o formalnościach związanych z wyrobieniem polskiego paszportu i dowodu osobistego. Jak wspominaliśmy, wyrobienie dokumentów przez osoby mieszkające na stałe za granicą nie zawsze jest proste. A z dokumentami dla dzieci jest jeszcze gorzej.

W

Mniej więcej do końca lat 90. wyrobienie dokumentów dla małoletnich było w miarę proste. Dane dziecka po prostu wpisywało się do paszportu oraz książeczkowego (starego) dowodu osobistego rodzica – i to w większości sytuacji wystarczało. Z małymi dziećmi można było jeździć za granicę na podstawie takiego wpisu w paszporcie również do krajów objętych obowiązkiem wizowym. Dzieci i młodzież aż do osiągnięcia pełnoletniości właściwie nie musiały posiadać żadnego „poważnego” dokumentu. W codziennych sytuacjach wystarczała legitymacja szkolna lub karta rowerowa, a starszym pociechom można było wyrobić paszport, przy czym rzadko kiedy załatwiało się go dzieciom młodszym niż 10-12 lat. Z kolei u starszych nastolatków optymalnym odpowiednikiem dowodu osobistego był paszport lub prawo jazdy, sam zaś dowód był atrybutem dorosłości i wyrabiało się go dopiero po ukończeniu 18 lat – był to przywilej i obowiązek zarazem. W latach 90. ten system funkcjonował całkiem sprawnie, jednak wymagania, związane z wejściem Polski do UE i strefy Schengen, wymusiły znaczne zmiany, które często oceniane są jako uciążliwe. Od niedawna nie ma już możliwości podróżowania 28

dziecka na podstawie paszportu rodzica. Obowiązuje bowiem bezwzględna zasada, że każde dziecko, nawet niemowlę, musi podczas podróży za granicę posługiwać się własnym dokumentem. A legitymacja szkolna coraz rzadziej jest uznawana za dokument wiarygodny – w wielu sytuacjach, np. dla potwierdzenia wieku dziecka, urzędnik czy konduktor w pociągu żąda dowodu lub paszportu, również w kraju. Rewolucyjną zmianą w stosunku do wcześniejszej sytuacji jest także możliwość wyrobienia dziecku dowodu osobistego. Dokument ten przestał być więc wyznacznikiem pełnoletniości – teraz dowodem może się pochwalić nawet trzylatek. Dowód osobisty dziecka, podobnie jak paszport, upoważnia do przekraczania granicy i pobytu za granicą, ale tylko w ramach Unii Europejskiej i kilku stowarzyszonych z nią krajów (np. Norwegia, Szwajcaria, Serbia). W sierpniu 2012 roku weszły w życie nowe, korzystniejsze przepisy odnośnie ważności dokumentów. Obecnie paszport dziecka w wieku do 13. roku życia jest ważny przez 5 lat, a dla starszego niż 13 lat – przez 10 lat (czyli tyle, ile wynosi ważność paszportu pełnoletnich). Do tej pory paszporty dzieci w wieku do 5 lat były ważne tylko 12 miesięcy, w związku z czym rodzice nie nadążali z ich wymianą. Standardowo dzieciom do 5. roku życia wyrabia się tzw. paszport tymczasowy, natomiast dla starszych – już normalny dokument, czyli paszport biometryczny. Na wniosek rodziców paszport biometryczny mogą otrzy-

mać również dzieci młodsze niż pięcioletnie, jednak wówczas jest on ważny tylko rok. Podstawowa różnica jest taka, że przy wyrabianiu paszportu tymczasowego dziecko nie musi być obecne w urzędzie. Przy załatwianiu paszportu biometrycznego obecność dziecka jest konieczna, gdyż urzędnik musi pobrać jego odciski palców (za pomocą czytnika), w dokumencie jest też umieszczone zdjęcie malucha, wykonane według ściśle określonych w ustawie wskazań. Wyrobienie dziecku dowodu osobistego jest bezpłatne, ale sprawę można załatwić tylko w polskim urzędzie (w miejscu zameldowania rodziców, poprzednim miejscu zameldowania lub w urzędzie dzielnicy Warszawa-Śródmieście). Przy wyrabianiu dokumentu dla dzieci do 13. roku życia konieczna jest obecność obu rodziców lub jednego z nich oraz notarialne poświadczenie zgody drugiego. Obecność dziecka nie jest wymagana. Z kolei wyrobienie paszportu dla dziecka jest płatne, ale sprawę można załatwić również w polskim konsulacie. Szczegółowe informacje, dotyczące dowodów osobistych, można znaleźć na stronie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych: www.msw.gov.pl. Informacje na temat paszportów są szczegółowo opisane na stronie naszej ambasady w Bratysławie: www.bratyslawa.msz.gov.pl. Wydział Konsularny ambasady jest otwarty od poniedziałku do piątku w godz. 8.15 – 16.15, telefon do ambasady to 00 421 2 59490211. JAKUB ŁOGINOW

MONITOR POLONIJNY


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:35 PM Page 29

W imieniu Klubu Polskiego Bratysława serdecznie zapraszam na spotkanie noworoczne, które odbędzie się w piątek, 18 stycznia 2013 roku, o godz. 18.00. w Instytucie Polskim (Nam. SNP 27 w Bratysławie). Na spotkaniu tym między innymi zdamy relację z naszej działalności w roku 2012 oraz opowiemy o planach Klubu na rok 2013. Już teraz serdecznie zapraszamy do współpracy! Ponieważ spotkanie ma mieć charakter towarzyski, bardzo prosimy o przyniesienie ze sobą – w miarę możliwości – wypieków i smakołyków, które umilą nam wspólne bycie ze sobą. Napoje mamy zapewnione. Katarzyna Tulejko prezes Klubu Polskiego Bratysława

UWAGA! CZYTELNICY! Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na rok 2013 wynoszą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta: 2666040059, nr banku 1100). Prosimy o umieszczenie swego imienia i nazwiska na formularzu bankowym. Nowych prenumeratorów prosimy też o zgłoszenie do redakcji adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt z redakcją: monitorpolonijny@gmail.com

SPROSTOWANIE W artykule pod tytułem „Przyjaźń bez granic – ciąg dalszy“, opublikowanym w grudniowym numerze „Monitora Polonijnego“ (str. 2), pojawił się błąd: Zespół Muzyki Dawnej, który nagrywa obecnie płytę „Kolędy staropolskie” wraz z członkami Klubu Polskiego w Trenczynie to nie – jak napisano – „Capella Nicopolensis“ z Polski, ale „Musica Poetica“ z Trenczyna. Czytelników oraz wymienione w artykule zespoły za pomyłkę bardzo przepraszamy. Redakcja „Monitora Polonijnego“

Polakom i Polonii mieszkającej na Słowacji, członkom i przyjaciołom Klubu Polskiego oraz czytelnikom „Monitora Polonijnego“ pragnę w imieniu Klubu Polskiego złożyć najlepsze życzenia na Nowy Rok 2013. Przede wszystkim życzę zdrowia, szczęścia i pogody ducha. Tomasz Bienkiewicz prezes Klubu Polskiego na Słowacji

Z PROGRAMU INST Y TUTU POLSKIEGO N A ST YCZEŃ 2013 ➨ WYSTAWA „SATYRYKON” 11 stycznia, Komarno, Galéria Csemadok, Nám. 1. mája 10-12 • „Satyrykon” jest wyjątkowym festiwalem rysunków satyrycznych, kreskówek i fotohumoru, powstałym w Legnicy w 1977 roku z inicjatywy Andrzeja Tomiałocia i Roberta Szecówki. Na początku był tylko festiwalem lokalnym, ale jego reputacja szybko rosła i od 1985 roku jest festiwalem międzynarodowym, w którym co roku udział biorą czołowi polscy i zagraniczni artyści, zajmujący się rysunkiem satyrycznym. Wystawę można oglądać do 31 stycznia 2013. ➨ MARIUSZ KWIECIEŃ W BRATYSŁAWIE 16 stycznia, godz. 19.30, Bratysława, Slovenská filharmónia, Námestie E. Suchoňa 1 Polski baryton Mariusz Kwiecień zadebiutował w 1993 roku w operze krakowskiej, dzisiaj oklaskiwany jest w wielu teatrach operowych w Europie i Ameryce Północnej. W Bratysławie, oprócz występu solowego, przedstawi się też w duecie ze słowacką sopranistką Simoną H. Šaturovą. STYCZEŃ 2013

➨ PL-SK NA OTWARCIE KOSZYC – EUROPEJSKIEJ STOLICY KULTURY • 19 stycznia, Koszyce, Bábkové divadlo, Alžbetina ul. 38 • Współczesne Koszyce to dynamiczne centrum kulturalne Słowacji, Europejska Stolica Kultury 2013. Jest to miasto wielokulturowe, z silnymi wpływami węgierskimi, żydowskimi, niemieckimi, rusińskimi i polskimi. W ramach inauguracji projektu Europejska Stolica Kultury 2013 zostanie zaprezentowany również program polski: • 14.30 – współczesna baśń Marty Guśniowskiej O rycerzu bez konia w reżyserii Jacka Malinowskiego w wykonaniu koszyckiego Teatru Lalek (Bábkové divadlo). • 17.30 – koncert polsko-słowackiego tria jazzowego w składzie: Jana Bezek (fortepian), Wojciech Szwugier (kontrabas) i Dominik Stankiewicz (perkusja) • 18.30 – koncert pierwszego autorskiego tria wybitnego polskiego wibrafonisty Bernarda Maseliego, ktory wystąpi razem z basistą Michałem Barańskim i słowackim perkusistą Danem Šoltísem. • 20.30, 22.00, 23.30 – 9 rekonstrukcja – przedstawienie teatralne dla 9 dorosłych osób w wykonaniu wrocławskiego teatru Ad Spectatores

➨ PAWEŁ PRZYTOCKI DYRYGUJE ORKIESTĄ SYMFONICZNĄ SŁOWACKIEGO RADIA 30 stycznia, godz. 19.00, Bratysława, Słowackie Radio, Mýtna 1 Koncert Orkiestry Symfonicznej Słowackiego Radia pod dyrekcją Pawła Przytockiego. Polski dyrygent studiował na Akademii Muzycznej w Krakowie i Bachakademie Stuttgart. Od marca 2009 r. pełni funkcję dyrektora generalnego i artystycznego Filharmonii Karola Szymanowskiego w Krakowie. Nagrania realizowane pod jego batutą w różnych studiach nagraniowych spotkały się z bardzo przychylnymi recenzjami. Główny organizator: Słowackie Radio 29


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:35 PM Page 30

Między domami w Warszawie i Meksyku

M

iasto położone na wysokości 2 240 metrów, otoczone górami i dwoma wulkanami – Iztaccíhuatl i Popocatépetl, szacuje się, że mieszka tu około 25 milionów ludzi, którzy codziennie na 25 tysiącach ulic w 16 dzielnicach (delegaciones) przemieszczają się za pomocą ponad 2 milionów samochodów, 12 linii metra i niezliczoną ilością autobusów: peseros, camiones, microbuses i metrobuses. Nie można mówić o życiu w mieście bez świadomości jego ogromu, a Meksyk jest trzecim najbardziej zaludnionym miastem świata. Dla mieszkanki Warszawy, która wg statystyk ma 2 miliony mieszkańców, México jest po prostu potworem. Ale każdego potwora da się oswoić – to jedyny sposób, żeby nie zostać przez niego zjedzonym. Lubię Warszawę, tutaj mam rodzinę i przyjaciół. Tutaj spędziłam dzieciństwo i przeszłam edukację szkolną, która pozwala mi realizować się w Meksyku – ukończyłam licencjackie studia dziennikarskie, a następnie studia magisterskie na Wydziale Organizacji Sztuki Filmowej w Łodzi. Jestem niezależną dokumentalistką. Wybory, których dokonuję, powodowane są ciekawością świata, drugiego człowieka oraz historii, przedstawianych za pomocą słów, obrazów i dźwięków. W mojej podróży przewodnikami są ludzie, 30

których spotykam, a także ci, których kocham i cenię. Oni czynią mój świat bogatszym i pomagają mi odnaleźć właściwą drogę w ciemności. Dlatego rzadko używam mapy. Czuję się bezpiecznie, gdy ufam i wierzę. Lubię słońce i ciepło, ale tęsknię za mroźnymi i śnieżnymi porankami, gdy jestem daleko od rodzinnego domu. Dla kogoś, kto go opuścił, rodzinny dom oznacza też miejsce pochodzenia i często łączy się z tęsknotą, która często objawia się poczuciem zagubienia. Dlaczego ludzie wyjeżdżają i zakładają domy w innych, czasem bardzo odległych krajach i odmiennych kulturach? Postanowiłam to sprawdzić i od czterech lat wędruję między Warszawą a Meksykiem. Realizuję film dokumentalny o życiu w dwóch mia-

stach, widzianych oczami emigrantów – Polaków w Meksyku i Meksykanów w Warszawie. To, co wiem o życiu w Meksyku, jest efektem obserwacji, własnych doświadczeń, ale także historii, opowiedzianych mi przez mieszkających tutaj Polaków, którzy stali się moimi przewodnikami w podróży za ocean. Obecnie mieszkam w centrum miasta Meksyk, legendarnego Tenochtitlán, założonego przez Azteków w XIII wieku na jednej z wysp jeziora Texcoco, które w miarę rozwoju życia na pozostałych wysepkach było sukcesywnie osuszane, w wyniku czego powstała w miarę jednolita powierzchnia 1500 km – dzisiejsze México – jak nazywają je mieszkańcy, lub D.F. – Distrito Federal, bo stanowi jednostkę administracyjną stanu Meksyk. Miasto położone jest w środkowej części kraju. Po pięciu latach od pierwszego spotkania z nim, nadal jestem w nim zakochana i dostrzegam detale, które każdy dzień czynią niepowtarzalnym. Spodobało mi się to, co powiedziała o mieście Meksyk jedna z bohaterek mojego filmu: „Jest strasznie kamienne. Stosunkowo niewiele tu zielonych przestrzeni. Natomiast te zielone przestrzenie mają tę właściwość, że codziennie, jak się wstanie wcześnie rano, albo w wielkie święta, kiedy miasto pustoszeje, i przechodzi się na przykład przez park Viveros, można czuć ich zapach. Viveros to park, założony przez inżyniera, który chciał przede wszystkim przywrócić Meksykowi jego pasywną zieleń. W tym parku unosi się nieprawdopodobny zapach liści eukaliptusa, igieł sosnowych i bardzo specyficzny zapach ziół. Nie umiem go określić. On jest zarazem ostry i świeży i nigdzie poza Meksykiem takiego zapachu nie spotkałam”. ELA CHRZANOWSKA, Meksyk Dalszy ciąg w kolejnym numerze „Monitora“ MONITOR POLONIJNY


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:35 PM Page 31

Ś

więta już się skończyły i… dzieci się nudzą… A może by tak wykorzystać ten zimowy czas na wspaniałą zabawę? W kurtkach, czapkach, szalikach, rękawiczkach i ciepłych butach zimy się przecież nie boimy! W Polsce i na Słowacji bawimy się tak samo, ale zabawy opisujemy innymi słowami. Z pewnością nasi najmłodsi czytelnicy wiedzą, co to jest guľovačka. Nazwa pochodzi bowiem od guľi, czyli kuli. A co to są śnieżne kulki? Oczywiście śnieżki, a rzucanie śnieżkami to przecież jedna z ulubionych zabaw zimowych.

Co jeszcze można robić ze śniegu? Bałwana! W Polsce dzieci lepią bałwana, te słowackie zaś snehuliaka, czyli śnieżnego ludka! Tak czy owak taki ludek składa się zazwyczaj z trzech kulek śniegu, postawionych na sobie, które według własnej fantazji dekorujemy. Węgielki lub piłeczki to oczy, marchew udaje nos… Czy wiecie, że w języku polskim wyraz bałwan oznacza również spienione fale? Mało tego, tak też określa się niegrzecznie kogoś nieinteligentnego, ograniczonego, ale my niegrzecznych określeń nie używamy!

STYCZEŃ 2013

Zimowe zabawy na śniegu

Wracając do zabaw zimowych - lubicie zjeżdżać na sankach z górki na pazurki? Wiecie, że sanki po słowacku nazywają się tak samo - sánky, ale sánka to już ‘żuchwa’?

Pamiętajcie jednak, by podczas takich zabaw mieć na sobie ochraniacze i kask i by bawić się tylko w bezpiecznych miejscach. A na koniec dodamy, że na lodzie bawić się można nie tylko w berka, ale można także zagrać w hokeja czy urządzić slalom. W imieniu wszystkich dzieci ze Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy Ambasadzie RP w Bratysławie życzymy Wam wspaniałych i bezpiecznych gier i zabaw na śniegu!!!

A co robić, gdy nie ma śniegu? O tym w następnym numerze!

Artykuł powstał dzięki uczniom szkoły polskiej w Bratysławie - ZUZI LACKO, HUBERTOWI KOWALOWI, FILIPOWI GONDAROWI I WIKTOROWI LANTNEROWI.

Kto umie jeździć na nartach? Czy wiecie, że po słowacku narty to lyže? Z którym polskim słowem kojarzy się Wam to słowo? Oczywiście, że z łyżwami! I w ten sposób dotarliśmy do kolejnego sportu zimowego jazdy na łyżwach. 31


Monitor01:Monitor06 1/1/13 8:35 PM Page 32

Pamiętacie tę dziecięcą piosenkę? Mnie się ona kojarzy ze styczniem – śniegiem, kuligiem… Ponieważ zimowe szaleństwa wymagają duuuużo energii, proponuję rozgrzewające jedzonko – zupę

z mielonym mięsem, a do tego aromatyczny cebulkowy chlebek. Wszystko to przygotowane według fantastycznego przepisu pani Małgorzaty Deeters z Niemiec.

Zupa z mielonym mięsem (dla 10 osób) : 3 opakowania (600 ml) ziołowego creme fraiche – to ukwaszona śmietana typu francuskiego, zawierająca ok. 36% tłuszczu, jeśli nie będzie dostępna, można zamiast niej użyć zwykłej śmietany 36%, wymieszanej z kilkoma łyżkami maślanki i suszoną mieszanką ziół, np. pietruszki, czosnku i koperku, i odstawionej na kilka godzin do lodówki

Karnawałowe szaleństwa na śniegu czy w domowych pieleszach wymagają nietypowej oprawy kulinarnej. Własnoręcznie upieczony chlebek i sycąca aromatyczna zupa na pewno przyczynią się do tego, że organizowana przez was impreza będzie długo omawiana przez gości, bo o pysznym jedzeniu można rozmawiać godzinami.

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA DEETERS

Składniki na zupę

• 1 kg mielonego mięsa • (wg upodobań) • po 3 sztuki zielonej, czerwonej i żółtej papryki • 1,5 litra przecieru pomidorowego lub pomidorów w kawałkach z zalewy w puszce • 600 ml słodkiej śmietany • 600 g ziołowych serków topionych • 2 kostki bulionu • 2 puszki pieczarek w plasterkach • 2 puszki kukurydzy • sól, pieprz, przyprawa do pizzy, oregano, czosnek

Sposób przyrządzania: Mięso wymieszać z przyprawami, podsmażyć, a następnie dodać do niego pokrojone w drobne paseczki papryki. Wszystko dusić razem jeszcze kilka minut, po czym przelać do dużego garnka, dodać pozostałe

Cebulkowy chlebek

składniki i znów dusić, aż się przegryzie i nabierze aromatu. Tak przygotowaną zupę można trochę podlać wodą, gdyby była za gęsta, choć powinna mieć właśnie konsystencję podobną do zupy gulaszowej.

Składniki • • • •

2 szklanki mąki 1/2paczki proszku do pieczenia szklanka wody lub mleka duże opakowanie prażonej cebulki (takiej, którą czasami posypuje się hot dogi) • sól

Sposób przyrządzania: Wszystkie składniki wymieszać i piec około 35 minut w nagrzanym do 190 stopni piekarniku, pamiętając, że chlebek wkładamy do ciepłego już piekarnika, a dno formy wykładamy papierem. AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2013/01  
Monitor Polonijny 2013/01  
Advertisement