Page 1

Spisz, ktorego str. 18

nie zapomnisz

Jerzy Stuhr: „Pomyliłem się w wyborze zawodu” str. 8

Gulaszowa rewolucja

str. 6


„Forumowy anioł” wraz z wyróżnieniem za reportaż z XIX Światowego Forum Mediów Polonijnych powędrował na Słowację edenastego września w Tarnowie, podczas inauguracji jubileuszowego, XX Światowego Forum Mediów Polonijnych, w którym wzięło udział ponad stu dziennikarzy z całego świata, wręczono nagrody osobom, biorącym udział w konkursach ogłaszanych przez organizatorów tego przedsięwzięcia, w tym na reportaż z poprzedniej edycji forum. Pierwsze miejsce przyznano Krystynie Starczak Kozłowskiej z Kanady, natomiast wyróżnienie otrzymała Małgorzata Wojcieszyńska ze Słowacji. Od dwudziestu lat Tarnów gości dziennikarzy polonijnych, którzy zjeżdżają się do tego miasta na zaproszenie Małopolskiego Forum Współpracy z Polonią. Co roku organizatorzy zapewniają przybyłym bogaty program, którego celem jest między innymi prezentacja turystycznych atrakcji Polski. Tegoroczna edycja była poświęcona Małopolsce i Podkarpaciu, a jej inauguracja odbyła się 11 września w Teatrze im. Ludwika Solskiego w Tarnowie. Stanisław Lis, główny organizator przedsięwzięcia, życzył dziennikarzom wielu nowych wrażeń oraz inspiracji w przygotowywaniu nowych materiałów dziennikarskich: „Życzę dziennikarzom polonijnym rasowej, forumowej publicystyki, zachwycania się pięknem Małopolski i Podkarpacia, nowych, odkrywczych i ważkich, dziennikarskich i polskich tematów“. A że forum to miejsce pracy i inspiracji twórczych, podczas tegorocznego otwarcia był też czas na nagrodzenie pracy dziennikarskiej, inspirowanej ubiegłoroczną wizytą w Zachodniopomorskiem. W konkursie na reportaż z XIX Światowego Forum Mediów Polonijnych jury w składzie: Krystyna Latała – wiceprezydent Tarnowa, Piotr Kopa – redaktor naczelny tarnowskiego oddziału „Gazety Krakowskiej”, Marek

J

2

Małgorzata Sajdak – wiceprezes Małopolskiego Forum Współpracy z Polonią, Małgorzata Wojcieszyńska oraz Krystyna Starczak Kozłowska z Kanady

W czasie tegorocznego forum dziennikarze zwiedzili między innymi Rzeszów, Łańcut, Mielec i Kraków. Zakończenie zaś odbyło się w Warszawie, gdzie dziennikarze polonijni byli świadkami otwarcia przez prezydenta RP Bronisława Komorowskiego wystawy, poświęconej stalinowskim ofiarom Bykowni na Ukrainie. Potem, już w Pałacu Prezydenckim, forumowiczów przywitał minister Kancelarii Prezydenta Maciej Klimczak, który w imieniu prezydenta wręczył odznaczenia państwowe tym obecnym, którzy w szczególny sposób przyczynili się do rozwoju mediów polonijnych. Odznaczenia otrzymali wieloletni organizatorzy forum: Jolanta Kwiek, Małgorzata Sajdak, Józef Komarewicz, Leszek Zbróg, Iwona Surman, oraz dziennikarz polonijny ze Szwecji Tadeusz Urbański. Tegoroczne forum się skończyło, ale obecni na nim dziennikarze nadal pozostaną bliskimi sobie osobami. I choć w trakcie rozmaitych spotkań znów przyznano wiele nagród, i tych forumowych, i tych państwowych, to jednak tą największą są przyjaźnie, które rosły przez 20 lat wraz z kolejnymi edycjami forum. Do następnego spotkania dziennikarzy polonijnych musi wystarczyć uśmiech wymieniany z „formowym aniołem”, stojącym gdzieś w kącie regału z książkami. AGATA LEWANDOWSKI, BERLIN

Kołdras – redaktor naczelny Radia ESKA Tarnów postanowiło przyznać nagrodę główną Krystynie Starczak Kozłowskiej za cykl tekstów, opuZDJĘCIE: blikowanych w kanadyjSTANO STEHLIK skim „Głosie Polskim”, zatytułowanych „Jaśnie Pani Ojczyzna“. Ponadto jury postanowiło wyróżnić Małgorzatę Wojcieszyńską za reportaż, opublikowany w słowackim „Monitorze Polonijnym” i zatytułowany „Zachodniopomorskie w ośmiu odsłonach“. Podkreślono, że w przypadku wyróżnienia wrażenie zrobiły ciekawie opowiedziane fleszowe obrazki, ukazujące spotkanie w różnych wymiarach, skomponowane w zgrabną narracyjną całość. Podczas tegorocznego jubileuszowego forum nie zabrakło też http://agatalewandowski.natemat.pl podsumowań poprzednich edycji. W trakcie uroczystej kolacji organizatorzy wyróżnili ZDJĘCIA: CZESŁAWA RUDNIK niektórych uczestników forum za współtworzenie tego przedsięwzięcia, kształtowanie jego niepowtarzalnej atmosfery, wręczając im symboliczne anioły. Jeden z tych „forumowych aniołów” także powędrował na Słowację. Wieczór uświetnił występ kabaretu dEFEKT, który tworzą dzien- Kabaret dEFEKTw składzie: Tadeusz Urbański, Stanisław Lis, nikarze z różnych krajów Janusz Szlechta, Julia Skidan, Teresa Pakosz, Małgorzata Wojcieszyńska, Agata Lewandowski, Grzegorz Heromiński świata. MONITOR POLONIJNY


„Nigdy nie pamiętam, czy obieranie ogórka powinno zaczynać się od jego ciemnego czy jasnego końca, dlatego też powiesiłam sobie na lodówce ściągę” – powiedziała pewna znajoma. Z kolei inna, zajmująca się tłumaczeniami, zdradziła, iż zdarza się jej mylić polską pisownię wyrazu „obiekt” ze słowacką „objekt”, a w związku z tym sporządziła sobie podręczną ściągę, do której zagląda podczas pracy. Ściągi – kojarzone ze szkołą, klasówkami, egzaminami – w kontekście „Monitora“ nabierają nieco innego znaczenia. Podczas majowej imprezy, zorganizowanej przez Klub Polski Środkowe Poważe, rozmawiałam z czytelnikami naszego pisma, którzy zwrócili mi uwagę na potrzebę uporządkowania podstawowej wiedzy, związanej z życiem naszych rodaków na Słowacji. Chodziło im przede wszystkim o informacje, dotyczące wyrabiania paszportów w konsulacie, załatwiania stałego pobytu na Słowacji itp. Chcąc odpowiedzieć na ich potrzeby, stworzyliśmy nową rubrykę „Poradnik dla Polaków na Słowacji“, której redagowania podjął się nasz współpracownik Jakub Łoginow. Artykuł wstępny (str. 14) dotyczy podejmowania pracy na Słowacji (to ukłon w stronę poszukującej zatrudnienia nowej emigracji), zaś w kolejnych numerach pisma będziemy publikować kolejne informacje praktyczne, licząc na Państwa podpowiedzi, sugestie, dotyczące poruszanej w rubryce tematyki. „Monitor“ ma charakter sprawozdawczy (rubryka „Z naszego podwórka“ – str. 8, rubryka „Z kraju“ – str. 4), przynosi informacje kulturalne (np. „Wywiad miesiąca“, tym razem z Jerzym Stuhrem – str. 6) czy historyczne („Ważkie wydarzenia w dziejach Słowacji“ – str. 20, „To warto wiedzieć“ – str. 22). Są w nim też artykuły o charakterze poradnikowym, np. przybliżające zawiłości języka polskiego („Okienko językowe“ – str. 27), prezentujące nowości filmowe („Kino-oko“ – str. 16) i wydawnicze („Czułym uchem“ – str. 14 „Bliżej polskiej książki“ – str. 24). Te praktyczne rady zamykają publikowane na ostatniej stronie przepisy kulinarne, które otrzymujemy od Państwa. „Zbieram i wypróbowuję wszystkie! Są rewelacyjne!“ – tak oceniła je pewna czytelniczka z Orawy. Cieszy to nas, bowiem w czasach dzisiejszych miano „dobrej ściągi” (w jakiejkolwiek dziedzinie) nobilituje! Życzę miłej lektury

Gdy w portfelu hula wiatr 4 Z KRAJU 4 WYWIAD MIESIĄCA Jerzy Stuhr: „Pomyliłem się w wyborze zawodu” 6 Z NASZEGO PODWÓRKA 8 PORADNIK DLA POLAKÓW NA SŁOWACJI Praca na Słowacji – pierwsze kroki 14 CZUŁYM UCHEM „Ciepło/zimno”. Gorąca nowość od Happysad 14 KINO-OKO Sensacja z historią w tle 16 POLAK POTRAFI Polska szkoła designu? 17 SŁOWACKIE PEREŁKI Spisz, którego nie zapomnisz 18 ZWIERZENIA PODNIEBIENIA Smakosze w krainie czarów, czyli inny wymiar kuchni! 19 WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Słowak współtwórcą Czechosłowacji 20 Bursztynowa piramida 21 TO WARTO WIEDZIEĆ Józef Hieronim Retinger – współtwórca zjednoczonej Europy 22 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Zofia Nałkowska wywołana z niebytu 24 SPORT?! Historyczny sukces 26 OKIENKO JĘZYKOWE O problemach z podmiotem szeregowym 27 OGŁOSZENIA 29 ROZSIANI PO ŚWIECIE Nie tylko brazylijski karnawał 30 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Pora na kasztany! 31 PIEKARNIK Ale ładnie pachnie! 32

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E Ľ OV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A g n i e s z ka D r ze w i e c ka , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , K a t a r z y n a P i e n i ą d z , L i n d a R á b e ko v á KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – Ur szula Zomer ska-Szabados • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO V Á Ú P R AVA V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s ka , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S t e h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka , 9 3 0 41 K v e to s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p o l o n i j ny @ g m a i l . c o m P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky

www.polonia.sk PAŻDZIERNIK 2012

Działanie jest współfinansowane przez Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” ze środków otrzymanych od Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej w ramach konkursu „Współpraca z Polonią i Polakami za Granicą”

3


Gdy w portfelu hula wiatr iedyś październik był ogólnopolskim miesiącem oszczędzania, w szkołach działały Szkolne Kasy Oszczędności, a dzieci od najmłodszych lat uczono, że każdy odłożony grosik wkrótce przyniesie fortunę.

K

Później nadeszła era inflacji i te zaoszczędzone już prawie, prawie fortuny z powrotem zamieniły się w grosze. Idea oszczędzania i października jako miesiąca-skarbonki bezpowrotnie upadła. A szkoda. Dwadzieścia lat temu nikt oczywiście nie przewidział, że nad światem zawiśnie czarna chmura kryzysu gospodarczego i powrót do oszczędzania nie będzie wskrzeszeniem upiora komunizmu, ale zgrabnym wykorzystaniem skądinąd efektywnych idei. Dziś z jednej strony wielkie sklepy kuszą nas coraz to nowszymi promocjami, z drugiej każe się nam planować wydatki, by nie napędzać

W GDAŃSKU 17 WRZEŚNIA przeprowadzono ekshumację zwłok legendarnej działaczki „Solidarności” Anny Walentynowicz, która zginęła w katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem w kwietniu 2010 r. Następnego dnia w Warszawie ekshumowano ciało innej ofiary tej samej katastrofy – Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. Przeprowadzone badania genetyczne udowodniły, że doszło do zamiany ciał. Ponowny pogrzeb Anny Walentynowicz odbył się 28 września. 4

W ZWIĄZKU Z ZAMIANĄ CIAŁ dwu ofiar katastrofy smoleńskiej prokuratura zapowiedziała możliwość kolejnych ekshumacji. Ekshumacji ciał swoich bliskich domaga się też kilka rodzin osób, które zginęły w smoleńskiej katastrofie. Za pomylenie ciał oficjalnie przeprosiła najpierw marszałek Sejmu Ewa Kopacz, która brała udział w identyfikacji zwłok ofiar, oraz premier Donald Tusk. SZEF AMBER GOLD Marcin P. został 29 sierpnia zatrzymany. Przedstawiono mu kolejne zarzuty oszustwa. Ponoć istnieją dowody, że umowy z klientami kierowanej przez niego spółki były zawierane z zamiarem obracania ich pieniędzmi, a nie lokowaniem w złoto czy platynę. Amber Gold to przedsiębiorstwo finansowe, działające od 2009 r. Klientów kusiło wysokim oprocentowaniem inwestycji, przekraczającym nawet

machiny kryzysu nadmiernymi kredytami. Jak się w tym wszystkim odnaleźć? Jak odłożyć trochę grosza w tych niesprzyjających czasach? Otóż moi drodzy, jak głosi sprawdzona opinia ekspertów, należy przede wszystkim zainwestować w gruby zeszyt w kratkę i długopis. Zapisując w nim domowe wydatki, szybko się zorientujemy, na co przeznaczamy najwięcej pieniędzy i od tego właśnie musimy zacząć nasze finansowe kombinacje. Nie chodzi nawet o to, żeby mniej wydawać, a raczej o to, by wydawać z głową. Mieszkam pod Warszawą, która z miesiąca na miesiąc jest coraz bardziej zakorkowana. W stolicy trwa budowa metra, zamyka się dla ruchu kolejne ulice, a pozostałymi trudno się poruszać, gdyż są poszatkowane przez place budowy obwodnic śródmiejskich. Jednym słowem – horror. Sytuacja stała się tak napięta, że pierwszy raz w historii

10 proc. w skali roku. W sierpniu spółka ogłosiła decyzję o likwidacji. MINISTER SPRAWIEDLIWOŚCI Jarosław Gowin odwołał 27 września sędziego Ryszarda Milewskiego z funkcji prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku. Powodem tej decyzji była opisywana w mediach rozmowa sędziego z osobą podającą się za pracownika kancelarii premiera. Prezes gdańskiego sądu miał w niej informować o możliwych terminach posiedzenia, dotyczącego zażalenia na areszt szefa Amber Gold Marcina P., jak również umawiać się na spotkanie z szefem rządu. AFERA AMBER GOLD nie wpłynęła zbytnio na notowania Platformy. Poparcie dla niej od wielu tygodni utrzymuje się na poziomie 30 proc. Zmniejszył się jednak dystans między Platformą a PiS, które pod ko-

niec września popierało 29 proc. Polaków. To, co zwraca uwagę, to dramatyczny wzrost negatywnych ocen premiera Donalda Tuska. Jeszcze na początku września wg sondażu Homo Homini ocenę pozytywną wystawiało mu ponad 35 proc. Polaków, a negatywną ponad 50 proc, zaś pod koniec września pozytywnie oceniło go 34 proc., ale negatywnie aż 62 proc. badanych. PIS PRZESZEDŁ do ofensywy. Zmiany w systemie podatkowym, 10-letni plan walki z bezrobociem, zaostrzenie kar za korupcję – to tylko niektóre pomysły Jarosława Kaczyńskiego. „Rząd nie rozwiązuje obecnych problemów Polski, rozpoczynamy ofensywę“ – mówił szef PiS, który 2 września przedstawił plany legislacyjne swojej partii na najbliższy sezon polityczny. Ponadto 21 września PiS złożył w Sejmie projekt ustawy MONITOR POLONIJNY


warszawskiego transportu miejskiego odnotowano rekordową sprzedaż biletów. Kierowcy, którzy do tej pory za żadne skarby świata nie chcieli korzystać z transportu miejskiego, teraz z opuszczonymi głowami stanęli na przystankach tramwajowych i autobusowych. Po szybkim przeliczeniu domowych wydatków spotkała ich miła niespodzianka – okazało się, że miesięczne bilety komunikacji miejskiej są znacznie tańsze niż benzyna. Samochód pozostawiony w garażu pozwolił im oszczędzić czas, pieniądze i na dodatek lekko poprawił kondycję fizyczną. Taki mały cud. Czy wiecie, że segregując śmieci

Narodowego Programu Zatrudnienia, zaś w październiku obiecał przedstawić program naprawy państwa. POLSKA WPROWADZIŁA 16 września zakaz sprzedaży czeskich alkoholi z wyjątkiem piwa i wina. Decyzja ma związek z przypadkami zatrucia alkoholem metylowym w Czechach. Zakaz objął wszystkie sklepy, pośredników i hurtowników. Do chwili zamknięcia numeru naszego pisma w Polsce w wyniku spożycia zatrutego czeskiego alkoholu zmarły trzy osoby. KONTROLA w puckiej prokuraturze stwierdziła uchybienia i zaniedbania w śledztwie, dotyczącym śmierci dwójki dzieci, znajdujących się pod opieką rodziny zastępczej. Anna C. i Wiesław C. z Pucka, od stycznia opiekowali się pięciorgiem rodzeństwa jako rodzina zastępcza. Na początku lipca doszło do śmierci 3-letniego chłopca, a w poWRZESIEŃ 2012

możecie nawet o połowę obniżyć koszty wywózki odpadów spod waszego domu? Plastik, papier i szkło stanowią bowiem przytłaczającą większość tego, co wyrzucamy. Jeśli zapakujemy je w worki i wyrzucimy do odpowiednich kontenerów, nasz własny kosz na śmieci nie będzie się tak szybko wypełniał i w efekcie mniej zapłacimy firmie wywożącej odpady. Inną formą oszczędzania jest wyrób domowych przetworów. Zbierając słoiki po zużytych produktach spożywczych i kupując tańsze owoce i warzywa na targu, możemy naprawdę niewielkim kosztem wyprodukować własne ekologiczne przetwory, które są tańsze od tych w sklepach, nie mają chemicznych dodatków i zawierają mnóstwo dobrych emocji, bo przecież przygotowaliśmy je sami. Dotyczy to również domowych ciast i pieczonego mięsa, które z powodzeniem może zastąpić wędlinę. Tak

łowie września zmarła jego 5-letnia siostra. Rodzice zastępczy utrzymywali, że stało się to na skutek wypadku, jednak śledczy ustalili, że dzieci te zginęły w wyniku stosowanej wobec nich przemocy fizycznej. Małżonkowie C. usłyszeli zarzuty, przyznali się do winy, a 19 września zostali aresztowani na trzy miesiące. W ZAWIĄZKU Z AFERĄ z zatrutym alkoholem w Czechach terytorialne organy rosyjskiej służby sanitarnoepidemiologicznej zaostrzyły 17 września nadzór nad wwozem do Rosji zarówno czeskich, jak i polskich mocnych alkoholi i wzmogły kontrolę nad obrotem nimi. TRZY OSOBY – chorąży z jednej z jednostek w województwie podkarpackim oraz dwaj przedstawiciele spółek z branży motoryzacyjnej – usłyszały 20 września zarzuty korupcji w śledztwie doty-

jest taniej, a przede wszystkim zdrowiej. Posiłki przygotowywane w domu zawsze będą tańsze od tych ze sklepu, baru czy fast foodu. I o to właśnie chodzi – szukajmy oszczędności wszędzie, gdzie to możliwe, możemy bowiem zyskać znacznie więcej niż tylko grubszy portfel. Kryzys gospodarczy może dotknąć każdego z nas, ale jednocześnie może stanowić dobry punkt wyjścia do zmiany dotychczasowego stylu życia. Mamy to szczęście, że ekologia jest modna i nikt o zdrowych zmysłach nie będzie na nas dziwnie patrzył, gdy do pracy ruszymy na rowerze, mając w torbie własnoręcznie zrobione śniadanie. Bardzo szybko poczujemy się wolni. I bogaci! AGATA BEDNARCZYK

czącym przetargów na samochody dla wojska. Materiały w tej sprawie zebrało CBA. Chodzi o dwa przetargi i zamówienie na zakup nowych aut po zawyżonej cenie o łącznej wartości ponad 12 mln zł. WICESZEF KLUBU Ruchu Palikota Robert Biedroń 12 września został po raz kolejny ukarany naganą przez sejmową Komisję Etyki Poselskiej. Biedroń zarzucał PO, że ta „ukradła“ jego klubowi projekt ustawy o związkach partnerskich. KOLEJNA GRUPA polskich obywateli została ewakuowana 30 sierpnia z objętej rebelią Syrii. Polacy przylecieli z Damaszku do Kijowa ukraińskim samolotem wojskowym. Ukraina ewakuowała z Syrii obywateli RP już po raz drugi. Na początku sierpnia z syryjskiego miasta Aleppo przyleciało do Kijowa sześć Polek wraz z dziewięciorgiem dzieci.

KONTROLA W ZAKŁADZIE Ubezpieczeń Społecznych, którą przeprowadził podległy premierowi Urząd Zamówień Publicznych, wykazała, że ZUS nielegalnie zlecił zamówienia na ponad 650 milionów złotych – informowano 30 sierpnia. Sprawa dotyczy obsługi centrum komputerowego ZUS, którego budowa pochłonęła blisko 3 miliardy złotych. Wykonawcą nielegalnego zamówienia była spółka Asseco Poland. WE WRZEŚNIU ZANOTOWANO najniższy od czasu prowadzenia pomiarów poziom wody w Wiśle. Przyczyną takiego stanu była katastrofalna susza w całym kraju. Niski poziom rzeki odsłonił łupy, które próbowali wywieźć Szwedzi w czasie Potopu. W połowie września archeologiczne znaleziska wydobyto – są to różnego rodzaju marmurowe elementy architektoniczne z XVII wieku. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


Jerzy Stuhr: „Pomyliłem się w wyborze zawodu” Nasi czytelnicy są emigrantami i w nowej ojczyźnie swoje kariery zawodowe zaczynali od początku. Nie jest to Panu obce, bowiem Pan, będąc już znanym aktorem w Polsce, rozpoczął nowy etap pracy we Włoszech. Jak przebiegała ta droga zawodowa? Rzeczywiście w roku 1980 zacząłem drogę zawodową we Włoszech. Zaczynałem wszystko od nowa. Pamiętam pierwszą próbę, jak jedna włoska aktorka mówiła do drugiej, że ten, kto będzie z nimi grał, to podobno jakiś znany aktor z Polski. A ja byłem już po „Wodzireju”, wielu sukcesach teatralnych, pracy z Andrzejem Wajdą... A tu wszystko od nowa! Ale zdecydowałem się, bo taki był mój głód Europy. Kiedy Włosi dowiedzieli się, że jestem też pedagogiem, zacząłem uczyć w szkołach aktorskich od Palermo po Mediolan.

zaproszenie Stowarzyszenia „Polonez” gościł w Wiedniu Jerzy Stuhr, wybitny aktor o wspaniałym dorobku artystycznym, pracujący z najlepszymi polskimi reżyserami, takimi jak Andrzej Wajda czy Krzysztof Kieślowski. Wiele jego kreacji aktorskich, choćby w „Wodzireju” Feliksa Falka czy „Seksmisji” Juliusza Machulskiego, przeszło do historii polskiej kinematografii. Od kilkunastu lat Jerzy Stuhr zajmuje się też pisaniem scenariuszy filmowych, książek, a ponadto reżyseruje. W 1982 roku otrzymał nagrodę włoskiej krytyki dla najlepszego aktora zagranicznego za umiejętność interpretacji i nadzwyczajne opanowanie języka włoskiego. W rozmowie z nami opowiedział o swoim austriackim pochodzeniu, walce z chorobą, włoskiej karierze, a ponadto zdradził, co jest jego prawdziwym powołaniem.

Na

Przez kilka lat, zawsze przy pełnej sali, grał Pan po włosku „Kontrabasistę” Patricka Süskinda, autora znanego „Pachnidła”. Kiedy pojawiła się propozycja wzięcia udziału w tym projekcie teatralnym? Na jednym z wielkich jak na tamte czasy włoskich festiwali teatralnych w Parmie zostałem poproszony o wykonanie „Kontrabasisty“ po włosku. Niektórym wybitnym aktorom proponowano wówczas takie recitale. W Parmie byliśmy z przedstawieniem „Zbrodni i kary” w reżyserii Andrzeja Wajdy. I jak impresario Andrzeja obejrzał to moje wykonanie, od razu powiedział, że przygotuje mi dwuletnie tournée. Jak się potem okazało, trwało ono dłużej. Tournée było bardzo wyczerpujące: jeździłem od Sardynii i Sycylii po Dolomity, a jednocześnie w Polsce cały czas grałem i w filmach, i w Teatrze Starym. Jak miałem to pogodzić? Wiem, że jeździł Pan do Włoch, przesiadając się w Austrii, skąd pochodzi Pańska rodzina. To prawda, moja prababcia przyszła na świat w miejscowości Schrattenberg, a dwie wsie dalej urodził się

6

mój pradziadek. Pół życia jeździłem przez tereny, z których pochodzi moja rodzina, w drodze do Włoch, które stały się moją drugą ojczyzną, tą zawodową. Wiele razy przejeżdżałem przez miejscowość Poysdorf, która za czasów komunistycznych stanowiła dla mnie pierwszy oddech wolności. Wydostawszy się z polskich i czeskich zasieków, w Poysdorf oddychałem. Śmiałem się i często mówiłem, że czuję się tu jak w domu. No i okazało się, że gdzieś się odezwały geny. Poysdorf okazał się nie tylko symbolicznym miejscem moich powrotów. Jedna czwarta krwi, która we mnie płynie, jest bowiem austriacka. Jak doszło do współpracy z Haroldem Pinterem? W jego sztuce też grał Pan po włosku. To była przedziwna przygoda teatralna. Włosi namówili Harolda Pintera, aby wyreżyserował jedną ze swoich sztuk, na co on się zgodził pod warunkiem, że męskiej roli nie będzie grał Włoch. Odnaleźli mnie. Spotkanie z Pinterem było dla mnie wielkim przeżyciem i lekcją! A potem nagle zainteresował się mną włoski film i zacząłem nową karierę filmową. MONITOR POLONIJNY


Jak to jest dla aktora grać w obcym języku? W filmie jest łatwiej. W teatrze to jest trudna sztuka, bo trzeba zmienić trochę swoją mentalność, trzeba myśleć w obcym języku, a nie tłumaczyć z polskiego na ichni. Oczywiście to jest do opanowania, bo tu działa mnemotechnika. Jednak Włosi są wyjątkowo wyczuleni. Tekst po włosku musi być podany w odpowiednim rytmie. Moi partnerzy sceniczni przyjmą to, że mówię z innym akcentem, inną melodią, ale nie wybaczą mi, jeżeli będę zwalniał lub inaczej rytmicznie ustawiał słowa czy zdania. Właśnie zacząłem zdjęcia do nowego włoskiego filmu, doświadczenie sprawia, że już znam tę technikę, dokładnie wiem, jak wejść z obcymi ludźmi na plan i bez prób złapać z nimi ten wspólny rytm. Czy zdarzyło się Panu pomyśleć, by przenieść się do Włoch na stałe i grać już tylko w tamtejszych teatrach? Nie mógłbym być na zachodzie aktorem teatralnym. Miałem takie propozycje, a były to czasy trudne w Polsce. Moja żona jest muzykiem, znalazłaby pracę wszędzie, w każdej orkiestrze. Polacy byli wtedy bardzo cenieni jako muzycy, ale ja wiedziałem, że zniszczyłbym się zawodowo, przyjmując zachodni tryb życia. Za granicą nie ma w ogóle – albo zdarzają się bardzo rzadko – teatry repertuarowe, tzn. takie, w których jest odpowiedni rytm pracy: rano próba nowej sztuki, a wieczorem przedstawienie tej, która została już wcześniej przygotowana. W Polsce rano brałem udział w próbie „Dziadów”, wieczorem grałem „Noc listopadową”, „Emigrantów” – mój mózg ciągle pracował. A tu? Dwa miesiące, dzień w dzień po dziewięć godzin ciągle próbuje się to samo. Czasami myślałem, że tego nie wytrzymam. A jak sztuka jest gotowa, to zaczyna się ją wystawiać, jeździć z nią po różnych wielkich miastach i małych dziurach... To dopiero jest męka! Codziennie gdzie indziej oczekiwanie do dziewiątej wieczór, by wejść na scenę! To wyniszcza. Dobrze, że zabrałem się za pisanie scenariuszy filmowych. Ile ja ich napisałem w podróży! Prawie wszystkie! Bez pisania bym zwariował. PAŻDZIERNIK 2012

Z wykształcenia jest Pan polonistą. Czy pisanie scenariuszy i książek to powrót do dawnych pasji? Proszę pani, ja się w ogóle pomyliłem w wyborze zawodu. Powinienem pisać, bo to jest moje prawdziwe powołanie. No, ale inaczej życie się potoczyło. Te scenariusze są takim substytutem, etykietą zastępczą marzeń, ciągot, które mi całe życie towarzyszyły. Co takiego ma pisanie, że w Pana przypadku wygrywa z aktorstwem i reżyserią? Wolność. Aktor robi to, co reżyser każe. Trzeba włożyć kostium i grać. A w pisaniu jest wolność! Jak człowiek chce, to pisze, nie podoba się to zemnie kartkę i wyrzuci do kosza. A gdy aktor patrzy na ekran i widzi, co zagrał, to już tego zmienić nie może. W pisaniu jest taka cudowna gra wyobraźni – pisarz patrzy na kogoś i myśli: „Każę tej kochać tego i zobaczymy, co się stanie”. I układa tę swoistą krzyżówkę. I to jest piękne. A czy komuś, kto wcześniej stał na scenie, nie przeszkadza, że w trakcie pisania nie słychać braw? Pisząc, jest się przecież samemu ze swoim tekstem i nie można, tak jak w teatrze, obserwować reakcji publiczności. Wie pani, brawa to gorzka rzecz. One szybko cichną. Kiedy jestem sam w garderobie, słyszę odgłos tupotu idących do szatni ludzi. Zostaję sam. A te brawa? Pewnie, niektórzy się tym upajają, ale ja nie.

Jest to więc dziennik choroby? Tak. Dzień po dniu. Ze szpitala do szpitala. To był czas na refleksję, refleksję nad tym, co przeczytałem, co mnie drażni, co mnie boli, co mnie cieszy. Jak już dochodziłem do zdrowia, to wrócił mi mój charakter, co w książce zaowocowało licznymi anegdotami. Poza tym rodziła się moja wnuczka, no i te narodziny są na zakończenie. Książkę skończyłem pisać w kwietniu, w czerwcu była promocja, nagrałem też ją w formie audiobooka. W Polsce czekało na nią sporo osób? Okazuje się, że tak. Teraz zmieniła mi się trochę grupa odbiorców. Rzesze chorych ludzi czekały na tę książkę, na to, co im powiem. Jakiś czas temu napisała do mnie pewna dziewczyna, której ojciec zmaga się z podobną chorobą, co ja, i chłonie każde moje słowo. Okazuje się, że moje wypowiedzi pomagają niektórym chorym bardziej niż lekarze. Myślę, że warto było napisać tę książkę dla nich. By pomóc innym, zacząłem mówić o swoich zmaganiach z chorobą. I teraz dzwonią do mnie lekarze z prośbą, bym porozmawiał z tym czy z tamtym chorym. I to chyba, jak do tej pory, moja najważniejsza rola życiowa. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA, WIEDEŃ Wywiad został przeprowadzony dla miesięcznika austriackiej Polonii „Polonika“

O czym jest najnowsza książka? To dziennik ostatniego roku mojego życia.

7


Gulaszowa rewolucja bieranie i oczyszczanie kilogramów warzyw do późnych godzin nocnych, a rano piekące od krojenia dużej ilości ostrej papryki dłonie, pięć godzin snu, zakończonego pobudką o szóstej rano to tylko część ceny, którą zapłacili nasi wspaniali klubowicze za udział w konkursie o nagrodę starosty gminy Podunajskie Biskupice na najlepszy gulasz. Była to już 13. edycja konkursu, który w tym roku odbył się przy pięknej pogodzie w sobotę, 8 września. Nagrody ufundowała starosta Podunajskich Biskupic Alžbeta Ožvaldová, która przywitała serdecznie wszystkie 30 drużyn, wśród których po raz pierwszy w historii konkursu znalazła się repre-

O

8

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

zentacja Klubu Polskiego w składzie: Ania, Kasia, Madzia, Michał i dwóch Tomków. To właśnie oni już o 7 rano, wesoło pogwizdując, zakładali fartuchy, rozkładali kociołki i rąbali drwa na rozpałkę. Stanowisko nr 10, usytuowane naprzeciwko Domu Kultury „Vetvar”, zdominowały polskie barwy

narodowe – zawisła polska flaga oraz banery Klubu Polskiego i Monitora Polonijnego. Lokalna kapela przygrywała skoczne utwory, a wszyscy uczestnicy uwijali się skrzętnie, przyrządzając, a następnie serwując przygotowany przez siebie gulasz. Klubowicze z uśmiechem oferowali polską wersję gulaszu, a przechodnie, skuszeni zapachem potrawy i zaciekawieni wystrojem stanowiska, ustawiali się w kolejce do polskiego kociołka. Z zaciekawieniem na polski stragan spoglądali też konkurenci, zaś członkowie przygrywającego podczas imprezy zespołu muzycznego wybrali polski gulasz jako danie obiadowe dla

siebie i swoich rodzin. Trudno było się temu dziwić, bowiem członkowie Klubu Polskiego stanęli na wysokości zadania, przyrządzając wyśmienitą potrawę mięsno-warzywną, okazując przy okazji polską gościnność i szczodrość. Każdy, kto chciał

MONITOR POLONIJNY


popróbować polskiego gulaszu, dostał jego solidną miskę, przyozdobioną natką pietruszki (z ekologicznego ogródka prezesa!), oraz pajdę świeżego chleba. A jak ten gulasz smakował? Wyśmienicie! Smakowite mięso wołowe wspaniale współgrało z ostrą i słodką papryką, cebulką i pomidorami, a jego smak podkreślał czarny pieprz i liść laurowy. Niektórzy wracali po dokładkę! Konkursowi towarzyszyła przyjemna, rodzinna atmosfera. Polskie stanowisko odwiedzili członkowie Klubu Polskiego z rodzinami, ich słowaccy sąsiedzi i znajomi. Nie za-

brakło też pani starosty Podunajskich Biskupic czy słowackich dziennikarzy. Spróbować polskiego gulaszu przybył też attache obrony ambasady RP w RS płk Krzysztof Jońca z żoną. Podczas imprezy zbierano datki, które – zgodnie z regulaminem konkursu

Święto Wojska Polskiego więto Wojska Polskiego obchodzone jest 15 sierpnia na pamiątkę zwycięskiej bitwy warszawskiej, stoczonej w 1920 w czasie wojny polsko-bolszewickiej“ – powiedział Andrzej Krawczyk, ambasador RP w RS, podczas uroczystości, która odbyła się 6 września bieżącego roku w polskiej ambasadzie. Dodał również, że ta bitwa wpłynęła bezpośrednio na losy jego rodziny, bowiem w tym historycznym wydarzeniu brał udział jego ojciec, wówczas młody chłopak. Przyby-

„Ś

– zostaną przeznaczone na szczytne cele (w zeszłym roku za zgromadzone środki pieniężne zakupiono książki dla lokalnej biblioteki). I chociaż Klub Polski nagrody głównej w konkursie nie zdobył, to i tak atmosfera spotkania była wyjątkowa, a gulasz pyszny jak u mamy. MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA

łych gości – dyplomatów, polityków, wojskowych i przedstawicieli Polonii – przywitał też attaché obrony Krzysztof Jońca z małżonką. Organizatorzy spotkania zadbali o odpowiednią oprawę muzyczną uroczystości – w mundurach galowych wystąpiła Orkiestra Wojsk Lądowych z Krakowa, która wykonała zarówno znane pieśni żołnierskie, jak i standardy muzyki rozrywkowej. Powód do świętowania był oczywisty, a styl i poziom przygotowanej imprezy zasłużył na duże uznanie. Red ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

PAŻDZIERNIK 2012

9


V edycja Koncertu

Muzyki Organowej w Nitrze D nia 16 września w Nitrze w ramach Dni Kulturalnego Dziedzictwa Europejskiego odbyła się piąta edycja Koncertu Muzyki Organowej, podczas którego zaprezentowano twórczość polskich kompozytorów – Feliksa Nowowiejskiego (1847-1946), Fryderyka Chopina (18101849), Michała Ogińskiego (1765-1833) i biorącego

Weronika Olszewska – flet poprzeczny, Marian Jurczyk – tenor, oraz przyjaciele polskiej kultury: Erika

Lacová – sopran, Malte Puls – wiolonczela. Na organach grał Jozef Hambalek. Pierwszym wykonanym utworem była „Bogurodzica”, najstarsza zachowana pieśń religijna, wspaniale wykonana przez solistę Mariana Olszewskiego.

udział w koncercie Mariana Oleszewskiego. Ich utwory zaprezentowali artyści pochodzenia polskiego: Marian Olszewski – tenor, Aleksandra Głębocka – wiolonczela, olecam z całego serca!“ – taką rekomendację przeczytałam na Facebooku w grupie „Monitora Polonijnego“. Jej autorką była moja koleżanka z Wrocławia, która umieściła swój wpis, dowiedziawszy się o planowanym występie zespołu Kroke w stolicy Słowacji. O grupie Kroke (w jidysz „Kroke” to ‘Kraków’) słyszeliśmy już nie raz, ba, nawet w ubiegłym roku publikowaliśmy na łamach naszego pisma relację z ich koncertu, który również odbył się w Bratysławie. Tym razem grupa wystąpiła 2 września w ramach XXII Festiwalu Kultury Tradycyjnej (dzień poświęcony

„P

ÚĽUV). Jej koncert odbył się w godzinach wieczornych, nieopodal katedry św. Marcina, wokół World Music Sceny na ul. Panenskiej. Co sprytniejsi dużo wcześniej zajęli miejsca przy stolikach w pobliskim ogródku kawiarnianym, by delektować się muzyką, sącząc napoje. Kiedy

Kroke

10

w Bratysławie!

artyści z Polski wyszli na scenę i rozległy się pierwsze dźwięki muzyki w ich wykonaniu, zainteresowanie zgromadzonych wzrosło – przystawali nawet przypadkowi przechodnie i zagraniczni turyści. Wśród publiczności wypatrzyłam sporo znajomych twarzy z Klubu Polskiego, bowiem w polskim środowisku Kroke to już marka sama w sobie. Trio powstało w 1992 roku, a jego skład to trzech przyjaciół, absolwentów krakowskiej Akademii Muzycznej: Tomasz Lato (kontrabas), Tomasz Kukurba (altówka) i Jerzy Bawół (akordeon). Początkowo Kroke grywało jedynie w klubach i galeriach krakowskiej dzielnicy KaziMONITOR POLONIJNY


Duże wrażenie na publiczności zrobiła zaprezentowana po raz pierwszy kompozycja Mariana Olszewskiego, przygotowana specjalnie na tę okazję, a zatytułowana „Trzy modlitwy do Matki”: „Pozdrowienie Anielskie”, „Stała Matka Boleściwa”, „Witaj Królowo”.

To przepiękne dzieło, którego inspiracją były najważniejsze wydarzenia z życia Matki Bożej, zostało wykonane przez swego twórcę w dwugłosie z Malte Puls i przy akompaniamencie fletu. Ujmujących za serce utworów było więcej, jak choćby „Ave Maria” w wykonaniu Eriki Lacovej z akompaniamentem organów. Podczas koncertu nitrzańska katedra wypełniona była po brzegi. Wśród zgromadzonej tam publiczności byli m.in. zaproszeni goście, członkowie i przyjaciele Klubu Polskiego, przedstawicie-

cowali m.in. ze Stevenem Spielbergiem, Petrem Gabrielem, Edytą Geppert, hiszpańskim skrzypkiem Diego Galazem i Nigelem Kennedym. W 2006 roku jeden z utworów Kroke znalazł się na ścieżce dźwiękowej filmu Davida Lyncha „Inland Empire”.

ZDJĘCIA: KATARZYNA TULEJKO

mierz. Stopniowo zyskiwało coraz większą publiczność nie tylko w Polsce. Dzięki swoim koncertom w Szwajcarii, Niemczech, Indonezji, Hiszpanii, Singapurze, Irlandii, Norwegii, Szwecji stało się znane na całym świecie. Jego muzycy współpra-

le urzędu miasta Nitry z Janem Vančą na czele, przedstawiciel kurii biskupiej w Nitrze, a także były ambasador RP na Słowacji Jan Komornicki oraz długoletni opiekun naszego klubu ksiądz Stanisław Ługowski. Nie zabrakło też ojców salwatorianów. Do tego grona dołączyli też przypadkowi turyści, których oczarowały dźwięki muzyki. Po koncercie członkowie Klubu Polskiego spotkali się w restauracji Atrium, gdzie w kameralnej atmosferze mogli porozmawiać ze sobą, z artystami i z gośćmi. TERESA BABINOVÁ

PAŻDZIERNIK 2012

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Projekt zrealizowano dzięki wsparciu Kancelarii Rady Ministrów RS – program Kultura Mniejszości Narodowych 2012 oraz dzięki Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska“.

Krótkie informacje o zespole, przedstawione na wstępie koncertu, stanowiły wprowadzenie do tego, na co wszyscy czekali, czyli na wspaniałą ucztę muzyczną. Już po chwili rozległy się cudne dźwięki, które raz podrywały do tańca, a raz nastrajały melancholijnie. W tle widać było wyłaniającą się z półmroku bratysławską katedrę, a parę metrów dalej kiedyś stała dzielnica żydowska, zniszczona w mrocznych czasach komunizmu. Tego wieczora za sprawą klezmerskiej muzyki jakby wyrosła na nowo, dając wyraz multikulturowym tradycjom, które od zawsze łączyły mieszkańców tego miasta. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 11


Dwajubileusze rudno uwierzyć, że już od 10 lat co roku Klub Polski w Trenczynie organizuje polonijną, a zarazem międzynarodową imprezę „Przyjaźń bez granic”, promując w ten sposób polską kulturę wśród mieszkańców Środkowego Poważa. Impreza ta daje też szansę prezentacji własnej twórczości artystom polskiego pochodzenia, żyjącym na Słowacji lub w Czechach, oraz naszym uzdolnionym klubowiczom. Do tej pory w Trenczynie wystąpiło już wiele zespołów folklorystycznych, oglądać można było też np. ekspozycję muzealne muzeum w Wieliczce czy wystawę polskich strojów ludowych z Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Wszyscy goście zawsze byli przyjmowani ciepło przez lokalną

T

ZDJĘCIA: RENATA STRAKOVÁ

12

i wspólna zabawa w Trenczynie

Polonię i goszczeni po polsku – przy ognisku i polskiej piosence, łączącej wszystkich w jedną rodzinę i umacniającej więzi między Polonią a słowackimi sympatykami klubu. W tym roku Klub Polski postanowił włączyć się do kulminacyjnych obchodów 600-lecia nadania praw królewskich miastu Trenczyn i wzbogacić pro-

gram tych obchodów o występ zespołu z Polski. By podkreślić historyczny charakter uroczystości, trenczyńska Polonia zaprosiła Zespół Muzyki Dawnej i Tańca Historycznego „Capella Nicopolensis” z Mikołowa k. Katowic. Dnia 22 września na rynku miasta podczas tradycyjnego jarmarku „Przy Trenczyńskiej bramie”, wśród oferujących wyroby rzemiosła ludowego stoisk, klubowicze oraz goście z Polski, Czech i Słowacji mogli podziwiać tańce dworskie do muzyki, wykonywanej na historycznych instrumentach i pochodzącej z czasów, kiedy to Trenczyn otrzymał przywileje miasta królewskiego. Dzięki temu i epokowym strojom, w które to

ubrana była występująca na scenie młodzież, zgromadzona publiczność choć na chwilę mogła poczuć atmosferę dworu królewskiego. Sympatycznym momentem był występ 6-letnich wspaniałych halabardników z chorągwiami, a wzruszenia dostarczył utwór, zagrany wspólnie na zakończenie przez zespół z Polski oraz trenczyński Zespół Muzyki Dawnej „Musica Poetica”, działający przy Centrum Kultury „Sihot”. Z „Przyjaźnią bez granic” tradycyjnie związane są wernisaże wystaw któregoś z artystów polskiego pochodzenia. W tym roku otwarto wystawę prac Adriany Rohde Kabele, którą do niedawna oglądać można było w Instytucie Polskim w Bratysławie.

MONITOR POLONIJNY


Prace artystki zostały zaprezentowane w siedzibie Klubu Polskiego – Centrum Seniorów „Sihot”, bowiem ich autorka pracuje w podobnym centrum w Czechach, a w związku z tym postanowiła w porozumieniu z organizatorami w ramach festiwalu zorganizować warsztaty twórcze dla seniorów i dzieci nie tylko z Klubu Polskiego.

Na otwarcie wystawy przybyło wielu zaproszonych gości. Swoją obecnością zaszczycili ją konsul Grzegorz Nowacki oraz wiceprezydent miasta Trenczyn Renáta Kaščaková, która przybyła wraz z 50-osobową grupą seniorów z Moraw. Na wernisażu byli też obecni klubowicze z Nitry i Dubnicy nad Wagiem. Była to prawdziwa Wieża Babel, jak określiła przybyłych autorka wystawianych prac, której wszechstronny talent – zarówno plastyczny, jak i muzyczny – oczarował wszystkich. Adriana cieszyła się również z obecności swoich koleżanek ze szkoły średniej, bowiem właśnie tego dnia jej dawna klasa miała jubileuszowe spotkanie po 20 latach. Wernisaż zakończył krótki program artystyczny w wykonaniu Capelli Nicopolensis, uwieńczony grom-

PAŻDZIERNIK 2012

kimi brawami uczestników. Wspólne rozmowy i śpiewy przy biesiadnym stole, na którym królowały smakołyki, przygotowane własnoręcznie przez gospodarzy imprezy, podkreślały wręcz rodzinny charakter spotkania. Było naprawdę wesoło i miło. Następnego dnia zespół z Polski zwiedził zamek w Trenczynie, zaś w poniedziałek wszyscy zainteresowani sztuką plastyczną mogli wziąć udział w warsztatach artystycznych „Pismo i informacja”, poprowadzonych przez Adrianę Rohde Kabele oraz przedstawicielkę Centrum Seniorów Gabrielę Sedilekovą. Stworzone w ramach tychże warsztatów prace będzie prawdopodobnie można obejrzeć podczas kolejnej wystawy. Tę obecną można zwiedzać w siedzibie Klubu do 11 października 2012. Organizatorzy „Przyjaźni bez granic” dziękują wszystkim, którzy byli obecni na tegorocznej imprezie i już teraz zapraszają na przyszłoroczną. Czekają też na propozycje, dotyczące wykonawców, których można by w jej trakcie zaprezentować. Pragną też podkreślić, że opisywana impreza nie mogłaby być zrealizowana bez wsparcia Kancelarii Rady Ministrów RS, Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, Miasta Trenczyn oraz pomocy klubowiczów. Wszystkim im serdecznie dziękują. RENATA STRAKOVÁ Klub Polski Trenczyn

Rozpoczęcie roku szkolnego w szkółce polonijnej w Nitrze oczątek roku szkolnego kojarzy się z obowiązkami, żmudnymi lekcjami, codziennym wczesnym wstawaniem... Ale nie uczniom naszej szkółki polonijnej w Nitrze! Na te zajęcia dzieci czekają z niecierpliwością. Na pierwszych powakacyjnych zajęciach niektórzy  uczniowie opowiadali o  lecie spędzonym w Polsce u  babci czy dziadka, o  urokach Morza Bałtyckiego. Miłe wspomnienia wakacyjne stały się doskonałym pretekstem do ćwiczeń w mowie ojczystej. Do grona naszych uczniów dołączył w tym roku nowy kolega, którego rodzice są Słowakami. Słowacki i polski to bardzo podobne do siebie języki. Niekiedy to podobieństwo jest powodem nieporozumień językowych, bowiem niektóre tak samo brzmiące wyrazy oznaczają w tych języZDJĘCIA: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ kach zupełnie coś innego. Dlatego tak ważne jest, by nasi milusińscy mogli rozmawiać po polsku nie tylko z którymś z rodziców, ale i z rówieśnikami w szkole. To pozwala na lepsze rozumienie znaczenia polskich słów i ich poprawne użycie. Rok szkolny rozpoczęty, sił i  zapału do nauki nie brakuje, a tych, którzy chcieliby do nas jeszcze dołączyć, informujemy, że nauka polskiego w formie gier i  zabaw odbywa się w każdą środę o godz. 16.15 w Pastoralnym Centrum Wolnego Czasu Nitra–Klokočina. DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

P

13


Teatralne emocje w Koszycach

koszyckim teatrze, miejscu magicznym, gdzie kopułę budynku tworzy autentyczna kopia pierwotnej rzeźby Aurory, przyjaciółki muz, a kopułę sali głównej zdobią sceny ze sztuk Shakespeare’a, spotkali się na początku września nasi rodacy i ich przyjaciele. Pretekstem był tym razem VI Festiwal Teatrów Europy Środkowej, w ramach którego wystąpiły też teatry z Polski. W foyer zorganizowano wystawę fotografii polskiego twórcy Bartłomieja Sowy, którą z ogromnym zainteresowaniem oglądali przybyli goście. Przywitali ich przedstawiciel Instytutu Polskiego w Bratysławie Tomasz Grabiński, prezydent miasta Koszyce Richard Raši oraz dyrektor Państwowego Teatru w Koszycach Peter Himič. Potem wszyscy udali się na widownię, by obejrzeć spektakl „Jakobi i Leindental” Hanoha Levina w wykonaniu Śląskiego Teatru im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach. Sztuka opowiada o dwóch mężczyznach w średnim wieku, z których jeden stara się żyć pełnią życia

W

14

i porzuca swojego przyjaciela, by związać się z przypadkowo spotkaną kobietą. Okazuje się jednak, że zerwana przyjaźń u progu wielkiej miłości nie oznacza uwolnienia od zależności od drugiego człowieka i zamienia się w niebezpieczną grę… Spektakl ten wyreżyserowała i scenografię przygotowała Joanna Zdrada W ramach tegorocznego festiwalu zaprezentowano też drugie polskie przedstawienie – „III Furie” w wykonaniu Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy. Sztuka dotyczy problemów współczesnej Polski, tkwiącej korzeniami w wojennej traumie. Ten sam spektakl można było też obejrzeć 25 września w ramach festiwalu Divadelná Nitra w teatrze Andreja Bagara. Oba przedstawienia polskich teatrów przyjęte zostały przez widzów z ogromnym zainteresowaniem i oba udowodniły, że teatr to niekończące się emocje. My zaś cieszymy się, że polskie spektakle z powodzeniem konkurowały z tymi, które na koszycki festiwal przyjechały z Czech, Węgier i oczywiście ze Słowacji. URSZULA SZABADOS

Praca na Sło momentu wejścia Polski do UE Słowacja stała się nowym celem wyjazdów zarobkowych Polaków. Ale oczywiście tylko w pewnym zakresie. Ogólna sytuacja gospodarcza tego kraju jest bardzo podobna do polskiej, dlatego na pewno nie jest to dobre miejsce dla osób, szukających wysokich zarobków na przysłowiowym zmywaku. Na wysokie zarobki, nieraz wyższe niż w sąsiednim Wiedniu, mogą natomiast liczyć niektórzy menedżerowie czy specjaliści w takich branżach, jak IT, finanse, logistyka czy motoryzacja.

Od

Kraj dużych skrajności Mimo niewielkich rozmiarów Słowacja jest krajem ogromnych dysproporcji. O ile w rejonie Bratysławy niektórzy specjaliści mogą liczyć na zarobki wręcz przekraczające te zachodnioeuropejskie, to już np. na wschodzie kraju czy w regionie bańskobystrzyckim perspektywy są raczej marne. We wschodniej Słowacji oazą względnego dobrobytu są jedynie Koszyce oraz miasto Wysokie Tatry wraz z okolicą (przez Słowaków uważane za wschód kra-

„Ciepło/zimno”

Gorąca nowość od Happysad

appysad to jeden z jaśniejszych punktów na polskiej scenie muzycznej. Grupa jest młoda, nie ma więc mowy o odcinaniu ku- Czulym uchem ponów od poprzednich dokonań (choć byłoby w sumie od czego, bo debiutancki album „Wszystko jedno” pięć lat temu został uznany przez branżowy magazyn „Teraz rock” za jedną z 50 najważniejszych płyt w historii polskiego rocka, a późniejsza „Nieprzygoda” to klasa sama w sobie) czy gwiazdorskim znudzeniu i zblazowaniu. Na początku kariery, czyli około 10 lat temu, zespół porównywano do Pidżamy Porno; wielu

H

MONITOR POLONIJNY


wacji – pierwsze kroki

Gdzie szukać pracy

ju, dla nas kojarzące się raczej Poradnik cji, warto choćby ogólnie wiez jego północą). dla Polaków dzieć, skąd się wzięły jej oferBiorąc pod uwagę dyspro- na Słowacji ty, a więc dlaczego korporacje porcje regionalne, statystyki wolały zainwestować w Bratydotyczące średniej pensji niewiele tu sławie, a nie w Warszawie. Otóż pomogą. Ale jedna mała uwaga: o ile Bratysława i okolice wygrywają swosłowackie PKB na mieszkańca jest miim świetnym położeniem w bliskości nimalnie wyższe, niż polskie, to średaustriackiej granicy i Wiednia. To już nie zarobki (po uwzględnieniu siły prawie Europa Zachodnia (godzina nabywczej) są trochę niższe, niż nad drogi z Bratysławy do Wiednia to nie Wisłą. Jednym słowem przy nieco to samo, co siedem godzin np. z Warwyższym ogólnym poziomie rozwoju szawy do Berlina), koszty pracy i pogospodarczego, słowacki pracodawdatki niskie, pracownicy zdyscyplinoca płaci średnio mniejsze pensje swowani (prawie nie ma strajków), w doim pracownikom niż jego polski koledatku wyprodukowany na Słowacji ga. I to właśnie ten czynnik, czyli nitowar można sprawnie i tanio dostarskie koszty pracy, spowodował masoczyć do odbiorców nie tylko autostrawy napływ inwestycji zagranicznych dami, ale też drogą wodną (żeglowny na Słowację, głównie fabryk samoDunaj i Wag). Wielu międzynarodochodów, sprzętu AGD, ale także firm wym koncernom opłacało się zlokaliz sektora IT i outsourcingu. Jeśli dozować swoje środkowoeuropejskie damy do tego lepszy niż w Polsce klicentra czy fabryki właśnie na Słowamat do prowadzenia biznesu (niższe i cji. Jednostki te obsługują całą Eurobardziej przejrzyste podatki) i lepszą pę Środkową, łącznie z Polską, dlateinfrastrukturę transportową (dotyczy go też potrzebni są tu menedżerowie to jedynie zachodniej Słowacji), to i specjaliści, którzy oprócz języka anzrozumiemy, skąd takie zainteresowagielskiego znają też język polski i renie zagranicznych inwestorów Bratyalia polskiego rynku (znajomość insławą i terenami między słowacką stonych języków środkowoeuropejlicą a Żyliną. skich, np. węgierskiego czy ukraińRozglądając się za pracą na Słowaskiego, jest tu dodatkowym atutem).

Pracować można oczywiście wszędzie, ale jeśli zarobki mają być atrakcyjne, to w grę wchodzą głównie korporacje międzynarodowe. To właśnie tam można liczyć na kwoty rzędu dwóch tysięcy euro miesięcznie lub nawet więcej. Polacy pracują głównie w korporacjach z branży IT. Do najważniejszych należą IBM, Dell i Lenovo, ale wielu naszych rodaków pracuje (za niezłe pieniądze) również w mniejszych firmach informatycznych. Drugim ważnym sektorem jest motoryzacja (Volkswagen, KIA, Peugeot-Citroen, Hyiundai). Polaków zatrudnia też m.in. Phillips czy spółki z branży AGD, logistyki i finansów. W przypadku zatrudnienia w korporacji podstawą jest płynna znajomość angielskiego, a języka słowackiego bardzo łatwo można się nauczyć już w trakcie pobytu. Poszukując pracy, warto skorzystać z portali www.profesia.sk czy www.praca.sme.sk. Serwisem, dzięki któremu można zorientować się w wysokości wynagrodzenia, jest np. www.platy.sk. Warto spróbować – a nuż się trafi coś ciekawego! JAKUB ŁOGINOW

krytyków zarzucało mu wręcz, że jest kalką tego drugiego. Choć podobieństwa rzeczywiście są wyraźne zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej, określenia „kalka” jest jednak bardzo nie na miejscu. Muzykom Happysad udało się stworzyć własny, i co najważniejsze – rozpoznawalny – styl. „Totalni, romantyczni bezideowcy”, jak sami siebie określają, właśnie wydali kolejny krążek - „Ciepło/Zimno”. Na nową płytę kazali czekać fanom trzy długie lata. „Ciepło/Zimno” powstawało podczas zespołowego improwizowania w wiejskim zaciszu, które miało być lekarstwem na brak weny lidera Happysad Jakuba Ka-

zdezorientowani zawartością „Ciepło/zimno”. Echa „starego” Happysad pobrzmiewają w „Moście na Krzywej” i znanym z koncertów „Nic nie zmieniać”. Pozostałe utwory to już zupełnie inna bajka, zdradzająca nowe inspiracje i fascynacje Jakuba Kawalca i spółki. Czujne ucho bez trudu wychwyci styl charakterystyczny dla The Cure („Biegnę prosto w ogień), piętno wczesnych dokonań U2 („Poznański”) czy Tiamat („Do krwi”). Ale nie dajmy się zwieść – Happysad nie powiela ślepo i bezrefleksyjnie tego, co lata temu zrobili inni. Dobrze znane wątki i rozwiązania są tylko uzupełnieniem autorskich, bardzo interesujących pomysłów grupy. A tych, jak już wspomniałam, na „Ciepło/zimno” jest całe mnóstwo. KATARZYNA PIENIĄDZ

PAŻDZIERNIK 2012

walca. Lekarstwo okazało się nadzwyczajnie skuteczne, bo materiał z nowej płyty aż skrzy się od ciekawych tekstów, frapujących melodii i zaskakujących aranżacji. Brzmienie Happysad Anno Domini 2012 jest świeższe, mocniejsze i bardziej wysmakowane. Z pewnością też bardziej dojrzałe, ale... No, właśnie. Z tą dojrzałością wiąże się utrata pewnej trudno uchwytnej, ale jednak obecnej na poprzednich płytach zespołu lekkości, młodzieńczości i bezpretensjonalności. Trudno czynić z tego zarzut, jednak trudno też przyzwyczaić się do tej obecnej inności. Podejrzewam, że zagorzali, ortodoksyjni fani Happysad będą nieco

15


Sensacja

z historią w tle Polsce zawrzało. Film „80 milionów” Waldemara Krzystka został polskim kandydatem do Oskara. Krytycy zaczęli kręcić nosami, sceptycy pukać się w czoło, media stwierdziły, że „to się nie może udać”,

W

a widzowie i publiczność i tak mają cichą nadzieję, że może jednak. Czy film oparty na faktach, opowiadający w sposób przystępny o trudnych dla Polski latach osiemdziesiątych, ma szanse podbić serca Amerykanów? Na kilka dni przed wybuchem stanu wojennego, kilku młodych działaczy dolnośląskiej Solidarności otrzymuje poufną informację o nadchodzących, dramatycznych przemianach. Młodzi opozycjoniści planują brawurową akcję w celu ratowania przed konfiskatą tytułowych osiemdziesięciu milionów. Wypłacenie z banku wszystkich oszczędności związkowych nie jest zadaniem

16

prostym, bowiem pracownicy bankowi mają nakaz informowania władz o podejmowaniu wszystkich kwot powyżej pięćdziesięciu tysięcy złotych. W przeprowadzenie odważnej akcji, której pomysłodawcą był działacz „Solidarności” Józef Pinior, zamieszani są opozycjoniści, duchowni z arcybiskupstwa oraz uliczni cinkciarze. Scenariusz oparty jest na kanwie prawdziwych wydarzeń, które miały miejsce we Wrocławiu na dziesięć dni przed wybuchem stanu wojennego. Reżyser Waldemar Krzystek podjął się trudnego zadania przedstawienia poważnego tematu w opakowaniu kina sensacyjnego. Twórcom udało się oddać powagę wydarzeń historycznych bez spłaszczania, ale i bez patosu. Choć całość przedstawiona jest w sposób łatwy do przełknięcia i przystępny każdemu widzowi, to udało się uniknąć trywializacji dramatycznych

wydarzeń. Rzetelnie przedstawiony fragment polskiej historii staje się tłem do zgrabnie skrojonego filmu sensacyjnego. Pełno w nim dynamiki, napięcia i elementów zaskoczenia. Wartka fabuła i zwroty akcji okraszone są kultowymi piosenkami lat osiemdziesiątych. Wprawne ucho wychwyci miedzy innymi utwory w wykonaniu Krystyny Prońko, Perfektu czy Turbo. Jak na prawdziwy film sensacyjny przystało mamy wartką akcję, trudny do zrealizowania plan, przypominający napad na bank, oraz pościgi samochodowe z dużym fiatem i maluchem w rolach głównych. Czarnym charakterem z krwi i kości jest brutalny, bezwzględny, ale i głupi esbek Sobczak. Wcielający się w niego Piotr Głowacki stworzył wspaniałą, zapadającą w pamięć kreację aktorską. Na ekranie pojawia się całą plejada polskich gwiazd – Sonia Bohosiewicz, Adam Ferency, Jan Frycz, Agnieszka Grochowska, Mariusz Benoit. W rolach młodych

związkowców, postaci autentycznych, wystąpili Filip Bobek jako Władysław Frasyniuk, Krzysztof Czeczot jako Józef Pinior i Wojciech Solarz jako Stanisław Huskowski. Aktorsko jest więc wyśmienicie i bez wpadek! Nawet role epizodyczne są zagrane więcej niż rzetelnie. To właśnie dzięki nim film zyskuje na

autentyczności. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że bolesne epizody z historii Polski przedstawiane są w bardzo poważny, czasem patetyczny sposób. Takiego filmu, jak „80 milionów” dawno nie było, bowiem tragiczne wydarzenia grudniowe łączą się w nim z trzymającym w napięciu kinem sensacyjnym, czasami o komediowym zabarwieniu. Chciałoby się rzec, że po raz kolejny życie napisało fantastyczny scenariusz, a twórcy – tym razem – wiedzieli, jak go sfilmować. Film zarówno bawi, jak i daje do myślenia. Pozostaje jednak pytanie, czy dobre kino sensacyjne z kawałkiem hi-

storii w tle, jest produktem na miarę Oskara? Czy Amerykanie, którzy są mistrzami kina gatunkowego, dadzą się uwieść temu filmowi? Wydaje się, że szanse są marne. Jednak dla polskiego widza „80 milionów” to obraz bardzo atrakcyjny, dlatego polecam go wszystkim, a szczególnie tym, którzy twierdzą, że za komuny było lepiej. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA

MONITOR POLONIJNY


UTalenTowani polscy sTyliści w zespołach projekTanckich największych świaTowych marek moToryzacyjnych

POLAK POTRAFI

Polska szkoła

designu?

idzieli Państwo może peugeota 508? To naprawdę bardzo piękny samochód – duży, elegancki. Znawcy tematu chwalą także jego wnętrze, które jest nie tylko funkcjonalne i przestronne, ale i stworzone z niezwykłym smakiem oraz dbałością o detale.

W

Oglądałam je z ogromną przyjemnością, a z jeszcze większą napiszę (choć może niektórzy już o tym wiedzą), że zostało ono zaprojektowane przez Polaka, Adama Bazydłę. Skąd Polak w szeregach Peugeota? Bazydło trafił do zespołu projektantów tej marki podczas wymiany studenckiej. Studiował w amerykańskim College for Creative Studies w Detroit (Polskę opuścił jednak dużo wcześniej – w latach 80. wraz z rodzicami wyjechał do Kanady), a w ramach wymiany trafił do francuskiej Strate College Designers. Jak sam opowiada, było mu łatwiej niż innym studentom, bo z racji tego, że wychował się w Kanadzie, oprócz języka angielskiego świetnie znał także język francuski. Postanowił, że jego pobyt we Francji nie ograniczy się jedynie PAŻDZIERNIK 2012

do studiowania i, licząc na łut szczęścia, rozpoczął poszukiwanie pracy. Swoje portfolio porozsyłał do różnych europejskich firm, mając nadzieję, że któraś zainteresuje się jego projektami. Nie przeliczył się. Swoją przygodę z Peugeotem rozpoczął od stażu, w czasie którego pracował przy modelu B0, który później zjeżdżał z taśm produkcyjnych jako peugeot 107, citroen C1 i toyota aygo. Siedział wówczas przy jednym stole projektowym z Amko Leenartsem – swoim późniejszym szefem. To zresztą właśnie Leenarts zdecydował potem o pokazaniu stworzonego przez Bazydłę projektu wnętrza 508-ki szerszej publiczności. Sam Bazydło nie był zadowolony ze swojego dzieła i uznał, że nadaje się ono do kosza. Dosłownie. „Proces projektowania wnętrza peugeota 508 rozpoczął się od tzw. seansu kreatywności pod kierownictwem szefa naszego

zespołu. Przez trzy dni byliśmy zupełnie odizolowani od świata, tworząc tysiące szkiców przyszłego modelu – mówił w jednym z wywiadów polski projektant. – To bardzo intensywny proces, więc do głowy przychodziły mi setki pomysłów, które przelewałem na papier w tempie kilku na minutę. Jeden z takich szkiców, który nie do końca mnie przekonał, odrzuciłem zgnieciony. Mój szef Amko Leenarts wyjął projekt z kosza, kazał mi go zaprezentować osobom decydującym o wyborze i okazało się później, że właśnie to, co oglądamy dziś we wnętrzu premierowego modelu, powstało na podstawie tego rysunku”. Polski projektant uczestniczył także w projektowaniu wnętrza peugeota 208, chwalonego za innowacyjność (m.in. zmiana tradycyjnego układu kierownica – zegary – konsola;

przeniesienie zegarów ponad kierownicę), czytelność i łatwość użycia. Adam Bazydło nie jest jedynym polskim projektantem w świecie motoryzacyjnych gigantów. Polskich stylistów w szeregach wielkich koncernów jest wielu; najważniejsi z nich to Tomasz Jara, który projektuje dla koncernu Ford już od ponad trzydziestu lat (m.in. modele scorpio, fiesta, galaxy, mondeo), Tadeusz Jelec, który jest szefem projektantów Jaguara, Zbigniew Maurer odpowiada za stylistykę aut alfa romeo i – last but not least – Marek Reichman, który od 2005 roku jest szefem designerów Astona Martina. To on pracował nad modelem auta, którym w filmie „Quantum of Solace” jeździł James Bond! KATARZYNA PIENIĄDZ 17


Słowackie perełki

piski zamek odwiedziłam trzy razy i za każdym razem nie mogłam odmówić sobie uwiecznienia tego niesamowitego miejsca na zdjęciach.

S

Po raz pierwszy odwiedziłam Spisz z koleżanką. Było to przed laty, krótko po moim przybyciu na Słowacje. Podczas tej wizyty miałam mieszane uczucia. Z jednej strony piękny zabytek, wpisany w 1993 roku na listę światowego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego UNESCO, a z drugiej strony biedne, zaśmiecone i zrujnowane miasteczko z zamieszkującymi je licznie Romami. Drastyczny kontrast! Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam, a kwestia mniejszości romskiej była mi wówczas zupełnie obca. Byłam zszokowana tym, co zobaczyłam, i przerażona, gdy grupka młodocianych Romów szła za nami krok w krok i cały czas pró-

Spisz, ktorego

nie zapomnisz bowała zaczepiać. Po tych przeżyciach w ekspresowym tempie pokonałyśmy drogę na zamek. Na skalnym wzgórzu ponad 600 m n.p.m.wznoszą się majestatyczne ruiny potężnego Zamku Spiskiego. Ten największy w Europie Środkowej kompleks fortyfikacyjny o powierzni 4 ha góruje nad małym miasteczkiem Spišské Podhradie. Swoją okazałością i położeniem zachwyca co roku tysiące turystów (ostatnio ich liczba sięga nawet 170 tys. rocznie). Twierdza pochodzi z XII wieku, a na przestrzeni stuleci przechodziła z rąk do rąk magnackich rodów. Była świadkiem wielu wojen i jako jedna z nielicznych prze-

trwała najazd Tatarów w 1241 roku. Zamek wielokrotnie przebudowywano, w 1780 roku dotknął go pożar, po którym obrócił się w ruinę. Warto wspomnieć przy okazji, iż w 1001 r. tereny Spisza przyłączył do Polski Bolesław Chrobry. Od tego czasu aż do połowy XX wieku na spiskich ziemiach wielokrotnie trwały batalie, bunty i spory o ich przynależność państwową. Ostateczne porozumienie graniczne podpisano dopiero w 1958 r. Moje drugie spotkanie z gigantycznym kompleksem spiskiej fortecy było inne. Zapamiętałam panujący spokój i pustkę w miasteczku oraz pyszne bryn-

dzowe haluszki, po zjedzeniu których ruszyłam zdobywać zamek. Tym razem miałam więcej czasu, by zwiedzić labirynty kamiennych zakamarków oraz zapoznać się z ekspozycją muzealną, poświeconą historii budowli i średniowiecznej broni. Znów się przekonałam, że największą atrakcją zamku jest niezwykły widok, roztaczający się z zamkowej wieży na pobliskie łąki, pola oraz przycupnięte w dolinie wsie i miasteczka. Kiedy podczas trzeciego pobytu na zamku zachwycałam się malowniczym krajobrazem, chłonąc kolory i zapachy okolicy, niespodziewanie zagrzmiało i lunął deszcz. Schroniliśmy się wówczas z przyja-

ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA OLSZEWSKA, TOMASZ OLSZEWSKI

18

MONITOR POLONIJNY


ciółmi w szerokim, kamiennym oknie zamkowym, z którego podziwialiśmy zamkowe ruiny na tle granatowego nieba, przeszywanego błyskawicami. Przepiękny widok! Później pełni wrażeń zeszliśmy do miasteczka. Niestety Spišské Podhradie nic a nic się nie zmieniło. Wyglądało tak samo posępnie i ubogo, jak zapamiętałam je z poprzednich wizyt. A szkoda, bo taka wizytówka nie przystoi takiemu miejscu. Na pewno kiedyś znów odwiedzę Spisz z jego zamkiem – potężny świadkiem dawnych czasów, górującym nad okolicą. Spiski zamek to prawdziwa perła, miejsce, które urzeka i przyciąga o każdej porze. Jest jednym z najwspanialszych zabytków Słowacji oraz ulubioną atrakcją turystyczną nie tylko Słowaków. Dlatego zachęcam do odwiedzenia go. Zbigniew Nienacki pisał: „Każdy naród posiada swoje skarby. Takim skarbem jest pamięć o własnej historii, bezcenne obrazy, meble, stare monety, sztandary z dawnych pól bitewnych“. Jest nim także Spisz i jego okolice. „To jest skarb, który należy ratować i nadać mu blask“. MAGDALENA ZAWISTOWSKA OLSZEWSKA

PAŻDZIERNIK 2012

Smakosze w krainie czarów, czyli

inny wymiar kuchni!

oja koleżanka już od jakiegoś czasu zachwalała pod niebiosa restaurację Fou Zoo. Ale minęło kilka miesięcy, nim wraz z mężem przekroczyliśmy jej próg. Nie wiedziałam wtedy, że przeniosę się w inny wymiar.

M

Zwierzenia podniebienia

Design wnętrza zaskakuje – odnosi się wrażenie, że jest się w lesie bambusowym. Dominującymi kolorami są brąz, biel i czerń. Wiodące materiały to drewno i kamień. Uroku dodaje idealnie dobrane światło, wytwarzające intymny klimat. Wszystko ze smakiem łączy się w niezwykłą całość. Już po kilku minutach spędzonych w Fou Zoo gość zapomina o troskach dnia codziennego i delektuje się wszystkim – obsługą, designem, muzyką… A przecież jeszcze nie zaczął jeść... Goście mają możliwość konsumowania serwowanych potraw za pomocą klasycznych pałeczek, jak również tradycyjnych sztućców. Mogą też poprosić o specjalne pałeczki, dużo prostsze w użyciu. Tym razem kulinarną przygodę zaczęliśmy przystawką od szefa kuchni, a była to maślana ryba z dodatkiem majonezu z ikrą ryby latającej. Kiedy spróbowałam tego specjału, wiedziałam, że znalazłam się w raju dla smakoszy. Potem podano nam zupę shiro miso. Jej tajemnicą jest wywar, który powstaje na bazie sfermentowanej soi. Dzięki temu zupa nabiera lekkości, a kombinacja warzyw przypieczętowana opieczoną krewetką tym razem wspaniale dopełniła jej smaku. Kolejnym daniem była sałatka Fen´neru No Sarada, w której uwagę zwraca jeden

szczególny składnik – goji, specjalna roślina, zawierająca kilkakrotnie więcej beta-karotenu niż marchewka i uprawiania w Chinach. Jej słodki smak idealnie połączył się z cierpkim sosem i sprawił, że zwykła sałatka zamieniła się w danie wyjątkowe. Jako danie główne podano nam rolki sushi – specjalnie dla nas przygotowano kombinację z tuńczykiem i specjalną panierką tempura. Do tego znów podano majonez z ikrą z ryby latającej oraz przyrządzane na miejscu sosy sojowe. Sposób podania dań, użyta zastawa i sztućce spotęgowały przeżycia smakowe. Najedzeni do syta postanowiliśmy jeszcze spróbować deseru. Nasz wybór padł na Kokonatsu awa – delikatną pianę, ubitą z białej czekolady wraz z sorbetem kokosowym, uśpionym na łóżku z czarnych czereśni. Ekstaza! Mój mąż, który nie jest wielbicielem słodyczy, oblizując się, stwierdził, że nic lepszego w życiu nie jadł... Fou Zoo przeniosło nas w krainę czarów i potwierdziło słowa szefa kuchni – Michala Konrada, że składniki na talerzu muszą być połączone z pasją i idealnie ze sobą współgrać. A choć lokal do najtańszych nie należy, polecam go szczególnie, bo naprawdę warto choć na moment przenieść się w magiczny świat kuchni Fou Zoo, gdzie Fou – morska bryza, łączy się z Zoo – nieograniczoną kreatywnością kucharzy. SYLWIA KIŠ TOMASZEWSKA Redakcja informuje, że artykuły zamieszczane w rubryce „Zwierzenia podniebienia” w żaden sposób nie są sponsorowane i że wszelkie wydatki, związane z wizytami w prezentowanych lokalach, autorka pokrywa sama.

19


Słowak współtwórcą Czechosłowacji WAŻKIE ażdy, kto choć raz był w Bratysławie, miał okazję WYDARZENIA zobaczyć pomnik Milana Štefánika, stojący na nabrzeżu W DZIEJACH SŁOWACJI Dunaju koło centrum handlowego Eurovea, albo lądować na bratysławskim lotnisku im. M. R. Štefánika. Każdy Słowak zaś, jeśli sam nie był, to przynajmniej słyszał o mauzoleum tego ojca czechosłowackiej państwowości, wzniesionym na wzgórzu Bradlo niedaleko Bratysławy.

K

W większości słowackich miast znajdują się ulice noszące jego imię. Milan Štefánik pojawiał się już i w naszym cyklu historycznym. Kim był ten jeden z trzech – obok Dubčeka i Husáka (a może Dubčeka i Tisy?) – najbardziej chyba znanych w świecie Słowaków? Urodził się w zagubionej wśród pagórków zachodniej Słowacji wiosce Košariská koło Myjavy, w rodzinie biednej, ale na swój sposób elitarnej – ojciec był ewangelickim pastorem, a w domu było dużo książek. Najpierw uczęszczał do liceum w Bratysławie, a potem w Sopron i Szarvas na Węgrzech. Po maturze wyjechał do Pragi, gdzie początkowo studiował na politechnice. Te studia jednak szybko rzucił i poświęcił się swojej pasji – astronomii. Należał do niewielkiej grupy studentów, świadomych i dumnych ze swojej słowackości. Z czasem został przewodniczącym ich związku w Pradze. Zaprzyjaźnił się ze studiującym medycynę Vavrem Šrobárem (który później stał się jedną z ważniejszych postaci słowackiego życia XX wieku), u którego mieszkał nawet przez pewien czas w Rużomberku. Jesienią 1904 roku zrealizował swoje ma20

rzenie i wyjechał do Paryża, największego wówczas centrum astronomicznego na świecie. We Francji świetnie się zaadaptował – brał udział w badaniach naukowych i wyprawach, był nagradzany i kochany przez kobiety z najlepszego towarzystwa. Nie zważając na jego młody wiek, zaczęto powierzać mu kierownictwo misji obserwujących zjawiska meteorologiczne i astronomiczne. Pierwszą ekspedycją, którą poprowadził, była wyprawa do rosyjskiego Turkiestanu w roku 1907. Po niej były wyjazdy do Afryki Północnej, później do Brazylii. Prawie cały rok 1913 spędził w Polinezji na Tahiti, gdzie prowadził całościową obserwację komety Halleya. W 1914 przygotowywał się do dłuższego wyjazdu do Ekwadoru, gdzie miał założyć francuskie obserwatorium na wyspach Galapagos. Wybuch wojny zastał go w Maroku. Natychmiast zgłosił się ochotni-

czo do wojska (był już obywatelem francuskim) i poprosił o skierowanie na kurs pilotażu. Ponieważ był osobą znaną, jego prośbę spełniono. Już jako oficer i pilot zwrócił się o skierowanie na front do Serbii, albowiem chciał walczyć za „braci-Słowian”. Był bowiem dumny z tego, że jest Słowianinem i wierzył w ideę współpracy narodów słowiańskich. Jego francuscy znajomi zaś często nawet nie wiedzieli, gdzie leży kraj, z którego pochodził. Jesienią 1915 roku ranny Štefánik został ewakuowany do Rzymu. Tam poznał Claire de Jouvenel, z którą później udał się do Paryża. Zakochana w nim pani de Jouvenel poznała go z premierem Francji i kilkoma ministrami, a następnie zaangażowała się w propagowanie idei czechosłowackiej. W grudniu 1915 roku Štefánik spotkał się z Masarykiem i Benešem. Od tej chwili ta trójka zaczęła swą legendarną współpracę. Štefánik i Beneš świetnie się uzupełniali: pierwszy – żywiołowy, wesoły i sentymentalny, drugi – pedantyczny, chłodny i wszystko analizujący. Obaj byli o siebie trochę zazdrośni i obaj za swego przywódcę uważali

Masaryka. Ale tylko Štefánik potrafił w afektowany sposób obejmować go publicznie i zwracać się do niego „nasz Ojcze”. To dzięki Štefánikowi premier Francji przyjął Masaryka, a w lutym 1916 roku powstał Czechosłowacki Komitet Narodowy. Potem Štefánik jeździł do Włoch, Rosji, Rumunii i Ameryki, by organizować oddziały czechosłowackie, tworzone z jeńców wojennych. Chociaż nie był zawodowym wojskowym, lubił żołnierski fason i styl. W gruncie rzeczy to właśnie jego trzeba uznać za twórcę tzw. legii czechosłowackich. Największym sukcesem Štefánika była zgoda na utworzenie prawie 80-tysięcznej legii we Włoszech. Także dzięki niemu 16 grudnia 1917 roku ententa uznała legię za Czechosłowacką Armię Narodową, sojusznika Francji, USA i Wielkiej Brytanii w Wielkiej Wojnie. Po zakończeniu wojny Milan Štefánik zdecydował się wrócić do ojczyzny, czyli na Słowację. W kwietniu 1919 roku pokłócił się i praktycznie ukończył współpracę z Edvardem Benešem – podobno zarzucał mu nierespektowanie praw Słowaków (część historyków uważa jednak tę opinię za interpretację na wyrost). Zgodnie ze swoją naturą, trochę zawadiacką, a trochę próżną, wywalczył prawo do powrotu samolotem, który sam pilotował. Wystartował z polowego lotniska włoskiego koło Udine. PostaMONITOR POLONIJNY


nowił też przelecieć nad swoją rodzinną wsią. I właśnie tam, już niedaleko Bratysławy, 4 maja 1919 roku doszło do katastrofy. Štefánik do ojczyzny już nie wrócił. Jego śmierć była tak dramatyczna, że wielu nie wierzyło, iż mógł zginąć w przypadkowej katastrofie lotniczej. Z czasem mówiono m.in., że był to zamach, zorganizowany przez Czechów, którzy chcieli pozbyć się świadka tego, że na emigracji marzono o stworzeniu państwa Czechów i Słowaków na zasadzie równych praw. Późniejsza obowiązująca oficjalnie teoria „narodu czechosłowackiego” i rzeczywista czeska dominacja w państwie była dla wyznawców tej teorii potwierdzeniem jej prawdziwości. Inna, bardziej prawdopodobna teoria głosi, że samolot rzeczywiście został zestrzelony, ale pomyłkowo, gdyż wzięto go za węgierski (maszyna Štefánika miała barwy włoskie, zbliżone do węgierskich).

W postaci Štefánika odzwierciedlają się wszystkie problemy młodego państwa czechosłowackiego i zamieszkujących go narodów: czeskiego i słowackiego. Dzięki niemu i jego dokonaniom imię Słowacji stało się znane choć trochę w świecie, a sami Słowacy mają prawo się nim szczycić. ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorariumzostanie przekazane na nagrody dla dzieci,które biorą udział w konkursach „Monitora”

PAŻDZIERNIK 2012

2009 roku najpierw w Gdańsku, a później we wszystkich większych polskich miastach, na ich najdroższych ulicach z wielką pompą otwierano kolejne oddziały spółki o nazwie Amber Gold (‘bursztynowe złoto’).

W

W trudnych ekonomicznie czasach, gdy maksymalnie pięcioprocentowe roczne lokaty bankowe prawie całkowicie „przejadała” inflacja, oferta tej spółki, zapewniająca dziesięcio-, piętnastoprocentowy i wyższy zysk, rozpaliła umysły wielu Polaków. Jej właściciel wyjaśniał, że to możliwe, bo inwestuje w złoto i inne metale szlachetne. Prawie nikt nie zwrócił uwagi, że spółka ani w swej nazwie, ani nigdzie indziej nie używa słowa „bank”. Tylko nieliczni zastanawiali się, skąd jej zyski, skoro ceny złota, po wielomiesięcznym boomie, przestały rosnąć. Wątpliwości się rozwiały, gdy po roku pierwsi klienci otrzymali swoje wkłady z wyższym nawet, jak zapowiadano, oprocentowaniem, a spółka zaczęła z rozmachem inwestować; najbardziej znane przykłady to dofinansowanie filmu Andrzeja Wajdy o Lechu Wałęsie czy otwarcie linii lotniczej OLT Express, która umożliwiała przelot nowoczesnymi dużymi samolotami nie tylko do Warszawy, ale także między innymi polskimi miastami. Spółka oferowała bilety za 99 zł (mniej niż 25 euro), co zmusiło do obniżki cen nie tylko LOT, ale także spółki kolejowe i firmy, zajmują-

Bursztynowa piramida ce się międzymiastową komunikacją autobusową. Bardzo dobrze płatną pracę w nowej linii lotniczej znalazł m.in. syn premiera Michał Tusk. Bańka mydlana pękła na początku lata; media zaczęły ostrzegać, iż oddziały Amber Gold, choć wyglądają jak typowe oddziały bankowe, nie są nimi, a prezesem spółki jest niespełna 30-latek, któremu ledwo udało się skończyć szkołę średnią i który przyjął nazwisko żony, bo na jego własnym ciążyło już kilka wyroków za oszustwa finansowe. Znów pojawiły się kolejki, tym razem osób chcących zlikwidować swoje lokaty. I tu przypomniano im zasadę, o której bardzo często zapominamy – ważne dokumenty przed podpisaniem trzeba uważnie przeczytać. Bo osoby te podpisały, że w przypadku zerwania lokaty zgadzają się na kary w wysokości prawie 60 procent wartości tychże lokat. Zastanawianie się, co lepsze, odebranie chociażby 40 z zainwestowanych 100 złotych czy też dotrwanie do zakończenia terminu lokaty przerwało zatrzymanie prezesa Amber Gold. Policja zajęła także jego majątek; okazało się, że stanowi on tylko znikomy procent wartości kwoty, którą wpłacili mu klienci tego pseudobanku. Sąd ogłosił upadłość spółki, a samoloty zabrał ich właściciel, bowiem okazało się, że były wynajmowane. 21


Rozgorzała dyskusja, czy za to oszustwo ponosi odpowiedzialność rząd. Przeciwnicy gabinetu Donalda Tuska przekonują, że tak; organy państwa biernie się przyglądały, jak finansowa piramida rośnie, niczym tocząca się kula śniegowa, i to państwo powinno oddać zainwestowane w nią przez Polaków pieniądze. Inni na taką postawę znacząco pukają się w głowę, bowiem uważają, że od 20 lat żyjemy w kapitalizmie i za swoje decyzje finansowe każdy sam ponosi odpowiedzialność. Swoje trzy grosze nie omieszkali dorzucić i politycy; dyskusja o Amber Gold w Sejmie, pełna nieparlamentarnych zachowań, trwała cały dzień i nie przyniosła żadnych efektów. A szkoda, bo czas pochylić się nad polskim wymiarem sprawiedliwości. Jak to możliwe, że na wolności znajdował się człowiek, wobec którego orzeczono siedem wyroków sądowych, dotyczących oszustw, wyłudzeń kredytów i przywłaszczenia mienia? Rzecznicy prasowi sądów i prokuratur przekonują, że o żadnym braniu łapówek nie może być mowy i że sędziowie w podejmowaniu swoich decyzji są niezawiśli i nie ulegają nikomu. Natychmiast sprawdzili to dziennikarze. Jeden z nich zadzwonił do prezesa sądu w Gdańsku i, przedstawiając się za asystenta premiera, poprosił o niezwlekanie z wyznaczeniem terminu rozprawy związanej z Amber Gold. Otrzymał zapewnienie, że – zgodnie z sugestią – stanie się to jak najszybciej. Afera Amber Gold nie jest pierwszą aferą, związaną z piramidami finansowymi; podobne wybuchały w Polsce zaraz po upadku socjalizmu, na Słowacji zaś zaraz po rozpadzie Czechosłowacji. Warto pamiętać, że i wtedy, i dziś aktualne są dwie zasady: trzeba czytać dokładnie to, co gwarantujemy własnym podpisem, i przestać wierzyć w różne „superokazje”. DARIUSZ WIECZOREK

22

Józef Hieronim Retinger, współtwórca zjednoczonej Europy ył jedną z najbarwniejszych postaci polskiego i europejskiego życia politycznego, typowym homo politicus. Nie należał do żadnej partii politycznej, ale polityce poświęcił całe życie. Fascynowała go w formie czystej, a satysfakcję sprawiało mu jej kreowanie.

B

Nie zabiegał o stanowiska i honory, wręcz się przed nimi bronił. Prawdziwą obsesję miał na punkcie nieposiadania żadnych orderów, a mógł ich zyskać niemałą ilość. Olgierd Terlecki w książce Generał Sikorski wspomina, że gdy generał uparł się nadać Józefowi Hieronimowi Retingerowi krzyż walecznych za jego postawę w dniach klęski Francji, „wsadzono go do samochodu i tu dopiero powiedziano mu, na jaką jedzie uroczystość. Ale postawił na swoim: uciekł na pierwszym skrzyżowaniu”. Jego działalność różnie oceniali współcześni, różnie też dziś piszą o nim historycy, ale nawet ci najbardziej krytycznie nastawieni nie odmawiają mu odwagi, determinacji i śmiałości w snuciu wizji politycznych. Warto więc poznać bliżej biografię tego niewątpliwie nieprzeciętnego, choć kontrowersyjnego człowieka, współtwórcy zjednoczonej Europy. Urodzony 17 kwietnia 1888 roku Józef Hieronim Retinger był najmłodszym dzieckiem dr. Józefa Stanisława Retingera, adwokata krakowskiego, i Marii Krystyny, córki Maksymiliana Czyrniańskiego, profesora chemii, rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego. Józef Stanisław Retinger miał rozległą praktykę adwokacką, był też uznanym autorem kilku książek

z dziedziny prawoznawstwa. Głośne stało się wywalczenie przez niego dla chłopskich dłużników Banku Włościańskiego nie tylko cofnięcia nakazów wywłaszczenia, ale uzyskanie obniżenia o p r o centowania udzielonych im kredytów. Ojciec naszego bohatera prowadził też sprawy hrabiego Władysława Zamoyskiego, właściciela Kórnika w Wielkopolsce i dóbr w południowej Polsce. Sławę przyniosła mu wygrana przez Zamoyskiego w 1889 roku licytacja gruntów zakopiańskich, a także zaangażowanie w długoletni proces z Węgrami o Morskie Oko i okolice, w którym wraz z historykiem prof. Oswaldem Balzerem reprezentował interesy hrabiego. Proces o Morskie Oko między Galicją, Zamoyskim a Chrystianem Hohenlohe i Węgrami nie był prywatnym zatargiem o graniczne kopce, nie był to również, jak pisze Antoni Kroch w książce Tatry i Podhale, „drobny antagonizm między dwoma państwami rządzonymi przez tego samego monarchę, a więc niejako prywatną sprawą Austro-Węgier. Polacy ze wszystkich zaborów rozumieli doskonale, że spór toczy się o granice Rzeczypospolitej (choć oficjalnie nie istniała), a zarazem o jeden z symboli Rzeczypospolitej”. MONITOR POLONIJNY


Kiedy Józef Hieronim Retinger miał dziesięć lat, zmarł mu ojciec. Zdolnym chłopcem zaopiekował się wówczas hrabia Władysław Zamoyski. W pisanych po latach Pamiętnikach nasz bohater wspominał, iż w domu rodzinnym żywa była pamięć o polskich powstaniach, zwłaszcza styczniowym, w którym udział wziął jego ojciec, walcząc w partyzanckich oddziałach Stanisława Dunajewskiego, Zygmunta Chmieleńskiego i Antoniego Jeziorańskiego. W tym samym Pamiętniku krytycznie jednak oceniał Kraków swego dzieciństwa jako miasto niedostarczające „żadnego duchowego pożywienia młodej, żądnej przygód wyobraźni”. „W szkole – pisał – panował nastrój tradycji, minionej chwały, utraconych marzeń /.../ Naszymi chłopięcymi reakcjami – moimi i tysięcy moich rówieśników – rządziła przeszłość, której wymagań nikomu nie śniło się przekroczyć, monotonny smutek otaczającej nas rzeczywistości, nużące obcowanie ze zmarłymi i wysiłek dorównania wyniesionym na ołtarze”. W miarę upływu lat w dorastającym, przedwcześnie dojrzałym chłopcu rodził się bunt przeciw monotonii życia. „Chciałbym, żeby Polska znów była wolna, abym nie musiał być przeklętym patriotą” – wyrzucił z siebie. Po ukończeniu z oceną celującą krakowskiego gimnazjum św. Anny, dzięki poparciu hrabiego Zamoyskiego został przyjęty do nowicjatu jezuitów w Rzymie. Dalszym etapem edukacji miała być Academia Nobili Ecclesiastici, kształcąca przyszłych dyplomatów watykańskich. Opuszczając Kraków, nie wyrzekał się przeszłości ani tradycji, chciał jednak – jak pisał we wspomnianym Pamiętniku – „żyć życiem współczesnych Europejczyków /.../, które nie byłoby skrępowane granicami i paszportami, złowieszczą atmosferą przeszłości /.../. Zdecydowałem się poznać najlepsze z tego, co znajduje się poza granicami Polski – służyć memu krajowi poprzez przywrócenie Polski życiu międzynarodowemu”. PAŻDZIERNIK 2012

Epizod rzymski w życiu Józefa Hieronima był krótki; surowe reguły zakonne mu nie odpowiadały. Z aprobatą hrabiego Zamoyskiego w 1906 roku zamienił Rzym na Paryż, kolegium jezuickie na Wydział Literatury paryskiej Sorbony i słynną Szkołę Nauk Politycznych. Przed młodym człowiekiem, znającym doskonale język francuski, protegowanym hrabiego Zamoyskiego i rodziny Godebskich, prowadzących w stolicy Francji jeden z najbardziej opiniotwórczych salonów artystycznych, otworzył się świat. Jako człowiek niezwykle komunikatywny łatwo nawiązywał znajomości wśród pisarzy, artystów, uczonych, znajomości, które w późniejszym okresie okazywały się nadzwyczaj użyteczne. Wśród jego znajomych i przyjaciół nie brakowało ówczesnych i przyszłych polityków; bywał u markiza Boni de Castellane, księcia Sixte Bourbon-Parma czy lorda Northcliffa. Później zyskał opinię człowieka mającego wpływowych znajomych na wszystkich kontynentach; i rzeczywiście, znał setki ludzi i setki ludzi znało jego. Ze znajomości tych umiejętnie korzystał, traktując politykę jako grę gabinetową, w której jednym z kluczowych narzędzi były osobiste kontakty, i w grze tej, jak ocenia Włodzimierz Kalicki z „Gazety

Wyborczej”, osiągnął mistrzostwo. Po dwu latach studiów obronił na Sorbonie pracę doktorską na temat Opowieść fantastyczna w romantyzmie francuskim, stając się najmłodszym doktorem literatury w Europie. Naukę kontynuował w Paryskiej Szkole Nauk Politycznych, a jednocześnie współpracował z warszawską „Chimerą”. Namówiony przez hrabiego Zamoyskiego studiował psychologię porównawczą narodów w Monachium. Tam nawiązał kontakty z niemieckimi artystami oraz znanym socjologiem Maksem Weberem. We Florencji uczęszczał na wykłady z zakresu ekonomii. W Londynie rozpoczął studia w sławnej Shool of Economics. W 1910 roku we Francji wydał swą pierwszą książkę – Historia literatury francuskiej od romantyzmu do naszych czasów. Przez chwilę mogło się wydawać, że Józef Hieronim Retinger poświęci się literaturze; powrócił bowiem do Krakowa, gdzie za pieniądze odziedziczone w spadku po ojcu założył „Miesięcznik Literacki i Artystyczny”, modernistyczne czasopismo, którego pierwszy numer ukazał się 15 stycznia 1911 roku. Pismo to, o wysokim poziomem artystycznym, zamieszczało ilustracje K. Sichulskiego, L. Wyczółkowskiego, S. Wyspiańskiego i publikowało utwory m.in. W. Berenta, J. Kasprowicza, J. Lemańskiego., B. Leśmiana, L. Staffa,

Dziewiętnastego lutego 1912 roku w krakowskim kościele św. Anny poślubił Otylię Zubrzycką 23


W. Orkana, K. Tetmajera, A. Struga, a także przekłady m.in. z W. Whitmana, A. Gide’a, O. Wilde’a. Miesięcznik ukazywał się przez rok, do momentu, kiedy to skończyły się odziedziczone pieniądze. W tym czasie Retinger dużo pisał. Były to opowiadania, nowele, próby dzieł o sztuce i literaturze, które jednak spotkały się z bardzo krytyczną opinią przyjaciół autora – Paula Valéry, a szczególnie André Gide‘a, który tłumaczył mu, że nigdy nie bedzie dobrym pisarzem. Dziewiętnastego lutego 1912 roku w krakowskim kościele św. Anny poślubił Otylię Zubrzycką, córkę właściciela majątku Goszcze koło Miechowa w zaborze rosyjskim. W tym samym roku z polecenia hrabiego Zamoyskiego wyjechał do Londynu, by podjąć pracę w utworzonym tam Komitecie Opiekuńczym dla polskich emigrantów zarobkowych w Wielkiej Brytanii. Podobnie jak w Paryżu, także w Londynie nawiązał szereg znajomości wśród intelektualistów i polityków. Szczególnie bliskie kontakty łączyły go z angielskim pisarzem polskiego pochodzenia Josephem Conradem (Józef Konrad Korzeniowski), który ułatwiał mu kontakty z wpływowymi Brytyjczykami. Po wybuchu I wojny światowej, pod

koniec 1914 roku Galicyjska Rada Narodowa zleciła Retingerowi uruchomienie w Londynie biura informacyjnego, reprezentującego i propagującego w Europie Zachodniej interesy polskie. Rozpoczął się okres jego intensywnej działalności na rzecz niepodległości Polski. W tym czasie opublikował w języku francuskim m.in. broszury Polska i równowaga europejska oraz Ogólne rozważania nad przyszłością ekonomiczną Polski. Dzięki poparciu lorda Northcliffa, potentata prasowego, właściciela „Timesa”, zyskał kontakty z jego korespondentami zagranicznymi, które wykorzystywał dla przypominania Europie o sprawie niepodległości Polski. Podróżował między Londynem, Paryżem, Szwajcarią, pojechał nawet do Stanów Zjednoczonych. Śmiało można powiedzieć, że był kurierem polskich starań o niepodległość. Stał się też obiektem zainteresowań wywiadu brytyjskiego. Karierę międzynarodowego negocjatora rozpoczął na przełomie lat 1916 i 1917, kiedy to prowadził tajne, nieudane zresztą, rokowania z niektórymi wpływowymi Austriakami na temat zawarcia z Austrią odrębnego pokoju. W tym czasie nawiązał też bliższą znajomość z Arthurem Capelem, młodym Anglikiem, który zaintereso-

wał ówczesnych polityków propozycją powołania rządu światowego, opartego na sojuszu francusko-angielskim. Retingera szczególnie interesowały koncepcje federalistyczne Capela. W 1918 roku oficjalnie przeciwstawił się planowi utworzenia na Zachodzie polskiej armii, złożonej z jeńców polskiego pochodzenia z armii niemieckiej i austriackiej. Nie skończył na proteście werbalnym, ale rozesłał memorandum do rządów zachodnich, argumentując, iż takich żołnierzy w przypadku wzięcia do niewoli nie chroniłaby konwencja genewska i czekałoby ich rozstrzelanie. Tym orędziem naraził się zarówno Francji i Anglii, jak i Polakom, powstającemu Komitetowi Narodowemu i stronnikom Romana Dmowskiego. W maju 1918 roku został wydalony z Francji bez prawa powrotu do któregokolwiek z państw sprzymierzonych. Pierwszym przystankiem wygnańca stało się hiszpańskie miasteczko Funterrabia, skąd po kilku miesiącach udał się do Meksyku, gdzie z przerwami spędził siedem lat. Usiłował dotrzeć do Polski, by wziąć udział w wojnie roku 1920, skończył jednak w więzieniu w Stanach Zjednoczonych, gdzie potraktowano go jako niebezpiecznego wywrotowca.

Zofia Nałkowska - wywołana z niebytu

Po

57 latach, które upłynęły od śmierci Zofii Nałkowskiej, otrzymaliśmy książkę, będącą zarówno biografią, jak i monografią autorki „Granicy”.

Na opowieść o jednej z najwybitniejszych polskich pisarek, kobiecie mądrej, dumnej i interesującej, warto było czekać ponad pół wieku, by doczekać się właśnie takiej, jaką jest dzieło Hanny Kirchner Zofia Nałkowska albo życie pisane (W. A. B. Warszawa 2011), które już teraz można zaliczyć do tego, 24

co najlepsze w polskiej biografistyce mamy. Autorka, „by naukowym wywodem nie odgradzać czytających od bliskiego obcowania z utworami pisarki”, wybrała dla swojego dzieła formę eseju. Wybór to szczęśliwy, sprzyjający realizacji celu, który postawiła przed sobą, chcąc „w opowieść ze słów i papieru wsączyć jak najwię-

cej krwi, przydać jej ciała, ruchu, koloru. Wlać nowe życie w postać, a zwłaszcza w pisarstwo Nałkowskiej, po trosze zapomniane, zmartwiałe, zasnute lepką pajęczyną nieaktualnych sądów, zmaltretowane, obrzydzone w szkole, nawet w połowie zapoznane (myślę o utworach z lat 1906-1920)”.

Zofia Nałkowska towarzyszyła autorce biografii przez kilkadziesiąt lat. Hanna Kirchner napisała o niej MONITOR POLONIJNY


W Meksyku został doradcą prezydenta Plutarco Callesa i w imieniu jego rządu działał na arenie międzynarodowej. W roku 1924 zorganizował pierwszy zjazd związków zawodowych Ameryki Łacińskiej oraz pierwszą w tym kraju wizytę przedstawicieli Międzynarodowej Federacji Związków Zawodowych. Utworzył tam agencję prasową, propagującą Meksyk w prasie światowej. W Stanach Zjednoczonych reprezentował prezydenta Plutarco Callesa w misji, mającej na celu normalizację stosunków meksykańsko-amerykańskich. Wydał kilka publikacji na temat własnych doświadczeń meksykańskich oraz zachodzących w tym kraju przemian społecznych i gospodarczych. To o nim prezydent Calles z uznaniem powiedział, że był jedynym cudzoziemcem, który przyjechał do Meksyku bez grosza i bez grosza z niego wyjechał. Do Europy Retinger powrócił w 1934 roku, kiedy to prezydent Calles i jego minister Moronnes zostali po przewrocie skazani na banicję. Najczęściej przebywał w Londynie, stosunkowo często odwiedzał Kraków i Warszawę. Był korespondentem wydawanych przez Grydzewskiego „Wiadomości Literackich”, do których pisywał pod pseudonimem

doktorat i opracowała cenny komentarz edytorski do sześciu tomów Dzienników, wydawanych w latach 1970-2001, za który to w roku 2009 otrzymała Nagrodę Edytorską Polskiego PEN Clubu. „Tropiłam ślady Zofii Nałkowskiej i figur jej świata przez trzy epoki, ustroje i formacje kulturowe” – pisze Kirchner. W rezultacie otrzymaliśmy nie tylko znakomity komentarz do Dzienników, ale i portret ich autorki, „pozbawionej masek i kostiumów, odartej z zasłon samozłudy”. W tej wielowymiarowej książce Nałkowska została ukazana przede wszystkim PAŻDZIERNIK 2012

Ben Jussuf. Wydał też książkę z własnymi wspomnieniami o Conradzie i z ilustracjami Feliksa Topolskiego oraz publikację Polacy w cywilizacjach świata. Był przeciwnikiem polityki Piłsudskiego. Po procesie brzeskim organizował międzynarodową pomoc finansową dla uwięzionych, stał się też nieformalnym rzecznikiem Frontu Morges na polu międzynarodowym. W tym czasie umocniła się jego zażyłość z gen. Władysławem Sikorskim, z którym znali się od 1916 roku.

General Wladyslaw Sikorski, Michal Miszke, Joseph Retinger

jako pisarka – od początku swoich prób literackich, pierwszych sukcesów i porażek po dzieła dojrzałe i wybitne. Autorka prezentowanej książki znakomicie łączy twórczość swojej bohaterki z jej barwnym życiem osobistym – poszukiwaniem „mężczyzny życia”, dobrymi i złymi miłościami, nieudanymi małżeństwami (z Leonem Rygierem i generałem Janem Tomaszem Jur-Gorzechowskim), wieloletnim związkiem z Bogusławem Kuczyńskim, tajnymi i mniej tajnymi romansami, relacjami z ojcem, matką i siostrą.

Juliusz Żuławski we wspomnieniach, zatytułowanych W domu, pisał o tym okresie życia Retingera: „Od 1935 roku, aż do wybuchu wojny, Retinger był w ciągłym ruchu między Warszawą, Londynem, Paryżem, czeską Pragą i morawską Ostrawą, spotykając się z Niedziałkowskim, profesorem Kotem, generałem Sikorskim, Witosem, Korfantym, aranżując ich spotkania z politykami europejskimi. A potrafił zawsze – dzięki rozległym znajomościom i umiejętności ich wyzyskania – dotrzeć do każdego, do kogo dotrzeć pragnął. Owładnięty koncepcją stworzenia w Polsce realnej alternatywy wobec rządów sanacji poświęcił się temu całkowicie”. Po przyłączeniu Austrii i Czech do Niemiec Retinger przestrzegał – m.in. w korespondencji z Wincentym Witosem – że celem niemieckiej agresji stanie się Polska. W dniu 30 grudnia 1938 roku Witos w swych pamiętnikach odnotował: „P. Retinger w liście z Londynu ocenia położenie bardzo pesymistycznie. Relacje jego biorę jednak dość poważnie, gdyż wielokrotnie jego przewidywania się niemal całkowicie spełniały. Sądzi, że los Polski trzeba uważać za przesądzony...”. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK Dokończenie w następnym numerze

Po Życie pisane sięgają nie tylko wielbiciele talentu Nałkowskiej, ale wszyscy ci, których interesuje Polska XX wieku, bowiem Hanna Kirchner życie i twórczość pisarki, bywalczyni salonów, bliskiej elitom politycznym i kulturalnym zarówno Polski międzywojennej, jak i Polski lat 1945-1954, a także członkini Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerow skich w Polsce, szczęśliwie łączy z opisami środowisk i prezentowanymi postaciami.

Po lekturze tej żywej i barwnej relacji o życiu i twórczości Zofii Nałkowskiej, czasach, w których żyła, i ludziach, którzy przez jej życie się przewinęli, nie będzie chyba trzeba zachęcać czytelników, by znów sięgnęli po jej powieści, odczytali je na nowo i uświadomili sobie aktualność problemów, poruszanych przez pisarkę, którą Hanna Kirchner „wydobyła z niebytu”. DANUTA MEYZAMARUŠIAK 25


Od tego momentu upłynęło już wprawdzie trochę czasu, za nami i za siatkarzami start na igrzyskach olimpijskich w Londynie, ale… Nasi po raz pierwszy w dziejach polskiej siatkówki wygrali ten ważny turniej. Kto o tym wie? Kto pamięta? Sukces przyćmiła bowiem porażka w Londynie. Niezrozumiała. Po co zatem przypominać owo zwycięstwo? Może właśnie po to, by lepiej sobie uświadomić, że pokonać można nawet najlepszych i na tym często polega sport. Na turnieju w Sofii nasi wygrali wszystkie mecze. Na dodatek uczynili to w fantastycznym stylu, tracąc we wszystkich rozegranych meczach zaledwie dwa sety. Prawda, zdarzały się im też chwile przeciętnej gry. Najpierw pokonali mistrzów świata – Brazylijczyków (3:2), później wicemistrzów – Kubańczyków (3:0), następnie w półfinale gospodarzy – Bułgarów (3:0). Po tym ostatnim meczu bułgarscy kibice, wściekli z powodu słabej gry swej reprezentacji i błędów sędziów, rzucali na boisko butelki. W finale, 8 lipca br., przed czterema tysiącami widzów Polacy wygrali z USA (3:0)! Mecz opisywano m.in. jako egzekucję w trzech setach. Rywale nie byli w stanie nic zrobić, bowiem biało-czerwoni im na to nie pozwalali. A kiedy serwował Bartosz Kurek, to wydawało się, iż Amerykanie spuszczają głowy, jakby chcieli, by ten mecz już się skończył. Po ostatniej piłce wśród polskiej reprezentacji zapanował szał radości. Około 21.30 czasu polskiego osiągnęła ona to, czego dotąd nie udało się jej poprzednikom. Pokonując Amerykanów, 26

Historyczny sukces ak media nazwały zwycięstwo siatkarskiej reprezentacji Polski w XXIII edycji Final Six Ligi Świato wej. Nie było w tym przesady. Polacy zdominowali prestiżowy turniej i wygrali, a czterech polskich reprezentantów odebrało nagrody indywidualne.

T

polscy siatkarze zyskali ostatni brakujący klejnot do pięknej kolekcji trofeów siatkarskich. Po wygranej dostali brawa nawet od przeciwników. Sofijskie rozgrywki były czwartą imprezą pod wodzą trenera Andrei Anastasiego, na której nasi siatkarze wywalczyli medal, tym razem najcenniejszy. Prasa krajowa zachwycała się reprezentacją, a jej trenera okrzyknęła „magiem” i „czarodziejem”. Podczas uroczystości wręczania medali każdy z naszych siatkarzy wykonał przewrót w przód, a potem już wszyscy razem, trzymając się za ręce, jak prawdziwa drużyna, stanęli na najwyższym podium. Czekaliśmy długo i doczekaliśmy się. Wszystko zaczęło się debiutem w tych prestiżowych rozgrywkach w 1998 roku. Ostatnio, przed rokiem w hali Ergo Arena na granicy Gdańska i Sopotu zajęliśmy trzecie miejsce. Dwa razy uplasowaliśmy się na czwartej pozycji – w 2005 roku w Belgradzie i w 2007 w Katowicach. Sukces w finale Ligi Światowej wart był milion dola-

rów. Tyle wypłaciła zwycięzcom Międzynarodowa Federacja Siatkówki (FIVB). Do tego Polski Związek Piłki Siatkowej (PZPS) w nagrodę za wygraną przyznał 700 tysięcy dolarów do podziału dla członków reprezentacji. Reszta z wynoszącej milion dolarów premii dla federacji trafi do sztabu szkoleniowo-medycznego. Pokaźne sumy otrzymali również poszczególni zawodnicy. Nagrodę w wysokości 30 tys. dolarów dla najlepszego gracza turnieju odebrał Bartosz Kurek, zaś po 10 tys. dolarów otrzymali: Zbigniew Bartman – najlepszy atakujący, Marcin Możdżonek – najlepszy blokujący, Krzysztof Ignaczak – najlepszy libero. Nagrodę dla najlepszego rozgrywającego przyznano Bułgarowi, choć w pełni zasłużył na nią Łukasz Żygadło. Zwyciężyć nie było łatwo. Michał Winiarski przyznał m.in. „Ten złoty medal jest specyficzny, bo wywalczony w ogromnych trudach. Wystarczy spojrzeć na te podróże, na cały wysiłek. Ta Liga Światowa była dla nas okre-

sem przygotowawczym, bo cały czas ciężko trenowaliśmy przed igrzyskami. Mimo tego, wychodziliśmy na boisko i myśleliśmy tylko o zwycięstwie (…) Mimo tego zmęczenia, które w nas było, graliśmy na poziomie naszych umiejętności. Miesiąc, który minął, to był nasz czas, mam nadzieję, że te wakacje to będzie nasz czas”. Stwierdził też: „Kluczowy dla turnieju w Sofii był pierwszy mecz z Brazylijczykami. To były bardzo ciężkie zawody. To był pierwszy mecz turnieju, wytrzymaliśmy go psychicznie i potem złamaliśmy Brazylijczyków. Trochę nerwowo było w półfinale, po części nie z naszej winy. Pokazaliśmy, że mamy naprawdę dobry system gry, jesteśmy pewni siebie i tego, co robimy”. Od razu wzrosły apetyty. Marzeniem całej Polski było powtórzenie sukcesu z Sofii w Londynie. Pisano nawet, że jest to zupełnie realne, a rywale na widok białoczerwonych czują strach. Prezes PZPS, próbując trochę tonować emocje przed igrzyskami w Londynie, podkreślał: „To wszystko zostało wywalczone ciężką pracą. Widać, że jeśli wszystko jest odpowiednio zorganizowane, można wiele osiągnąć. Wszyscy się spodziewają wielkiego widowiska również w Londynie. My też. I wierzę, że jeśli forma zostanie utrzymana i takie podej-

MONITOR POLONIJNY


ście do gry, to będziemy się bić o medale”. Mówił ponadto: „Na pewno nie można jeszcze powiedzieć, że Polacy to najlepszy zespół świata. Jest sześć, a nawet osiem drużyn na podobnym poziomie. Ostatniego słowa nie powiedzieli jeszcze Brazylijczycy czy Rosjanie. Amerykanie, Włosi, Serbowie też będą groźni. Trzeba spokojnie do tego podchodzić. Ale przy takim nastawieniu i  takiej atmosferze, jaka teraz panuje, można zajść daleko. Chłopaki nie boją się nikogo. Myślę, że będzie dobrze”. Zaznaczył też, że na pewno powrót siatkarzy z Londynu bez medalu nie będzie porażką: „Stać nas na podium, ale nikt nie będzie rozdzierał szat, jeśli się nie uda. To na pewno nie będzie uznane za porażkę”. Bartosz Kurek, najwartościowszy siatkarz finałów Ligi Światowej, zauważył: „To media będą nas uważały za faworytów. My dalej będziemy ciężko trenować i jak tylko się da, walczyć o zwycięstwa. Damy z siebie wszystko w tym okresie, który nam pozostał do igrzysk olimpijskich. Musimy myśleć tylko o kolejnym meczu. Pompowanie balonu nie ma najmniejszego sensu. Apeluję do mediów o takie nastawienie”. Jak było w Londynie, już wiemy – przegrywaliśmy w fatalnym stylu. Dlaczego? Co się stało? Presja i oczekiwania przeszkodziły w grze? A może zawodnikom siadły nerwy i spalili się? Może rywale byli zbyt silni? To już bez wielkiego znaczenia. Nasi odpadli szybko. Dla nas są jednak i tak najlepsi. A sukcesy jeszcze będą. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

PAŻDZIERNIK 2012

O problemach z podmiotem szeregowym ematów poruszanych w tej rubryce dostarcza mi codzienna obserwacja języka i własne borykanie się z nim. Tak, proszę Państwa, ja też niekiedy zastanawiam się, jak coś napisać czy powiedzieć. O rozstrzygnięcie problemów, związanych z poprawnością językową, proszą mnie też czasami znajomi.

T

I właśnie ostatnio jeden z nich wręcz zażądał ode mnie jednoznacznej odpowiedzi, które ze zdań jest poprawne: Matka z córką poszły na spacer czy też Matka z córką poszła na spacer. Ale odpowiedź wcale jednoznaczna nie jest. Mało tego poruszony problem to tylko szczyt góry lodowej całości problematyki, związanej z tzw. podmiotem szeregowym, występującym w obu przytoczonych wypowiedzeniach. Podmiot ten w zasadzie nie sprawia kłopotu, gdy jego składniki połączone są spójnikami i, ani lub przyimkiem z – łączy się wówczas z orzeczeniem wyrażonym w liczbie mnogiej, np. Matka i córka poszły na spacer, Ani matka, ani córka nie poszły na spacer, Matka z córką poszły na spacer. Czasami jednak przy takim podmiocie pojawia się orzeczenie w liczbie pojedynczej. Może tak być (ale nie musi), kiedy owo orzeczenie poprzedza podmiot, np. Na spacer poszła matka i córka. Liczbę pojedynczą czasownika można też zastosować przy rzeczownikach nieżywotnych, abstrakcyjnych, bez względu na szyk podmiotu i orzeczenia, np. Miłość i nienawiść malowała się na jej twarzy, Na jej twarzy malowała się miłość i nienawiść (równie poprawna w obu przypadkach jest też forma liczby mnogiej: malowały się). Liczby pojedynczej orzeczenia używa się też, by podkreślić nadrzędność jednego z elementów podmiotu szeregowego, np. Matka z córką poszła na spacer, lub w sytuacji, gdy podmiot taki ulega rozbiciu, np. Matka, podobnie jak jej córka, poszła na spacer. I te wyjaśnienia wystarczą, by na pytanie o to, które ze zdań przytoczonych na początku jest poprawne, odpowiedzieć krótko – oba. Podmiot szeregowy to jednak nie tylko problem liczby orzeczenia, ale i rodzaju gramatycznego, ujawniającego się w formach czasu przeszłego czasownika. Rodzaj ten nie zawsze łatwo ustalić. No bo które z wypowiedzeń jest poprawne: Matka i jej dziecko poszły na spacer czy Matka i jej dziecko poszli na spacer? I znów odpowiedź wcale nie jest taka prosta. Rodzaju męskoosobowego używa się wte-

dy, gdy choć jeden z członów podmiotu oznacza istotę męską, np. Matka i jej syn poszli na spacer; Jola, Tola, Basia Ania oraz Zdziś poszli na spacer. Formy męskoosobowe orzeczenia stosuje się także w sytuacji, gdy poszczególne składniki podmiotu są różnego rodzaju, ale przynajmniej jeden z nich nazywa osobę, przy czym nie musi być to osoba rodzaju męskiego, np. Matka i jej dziecko poszli na spacer; Jola i jej pies poszli na spacer; W innych przypadkach stosuje się rodzaj niemęskoosobowy, np. Jola i jej suka poszły na spacer; Pies i kotka poszły na spacer. I wydawałoby się, że już jest wszystko jasne, ale… Które z przytoczonych poniżej zdań jest poprawne: Dzieci i młodzież poszli na spacer czy może Dzieci i młodzież poszły na spacer? Zasada mówi, że w wypadku konfliktu rodzajów, czyli gdy składnikami podmiotu szeregowego są rzeczowniki oznaczające osoby różnej płci (a wśród dzieci i młodzieży są na pewno zarówno przedstawiciele płci męskiej, jak i żeńskiej) orzeczenie otrzymuje formę męskoosobową, zatem poprawne jest – przynajmniej teoretycznie – zdanie pierwsze. Takie rozwiązanie, preferujące zgodę znaczeniową pomiędzy składnikami, wynika prawdopodobnie z chęci zaoferowania nam przez wydawnictwa poprawnościowe prostych rozwiązań w sytuacjach, które wcale proste nie są i wymagają rozwiązań bardziej subtelnych. Profesor Mirosław Bańko, jeden z ekspertów Poradni Językowej PWN, omawiając analogiczny przykład, opowiedział się za formą niemęskoosobową orzeczenia, wynikającą ze zgody gramatycznej pomiędzy składnikami, ale nie zanegował też formy męskoosobowej. Profesor może sobie na taką niezgodną z przyjętymi zasadami interpretację pozwolić, lecz jak mają sobie radzić w podobnej sytuacji ci, którzy nie są ani ekspertami, ani profesorami? Przede wszystkim nie tracić głowy! Jeśli nie są przekonani co do poprawności orzeczenia przy podmiocie szeregowym, to niech zmienią konstrukcję wypowiedzenia na niebudzącą wątpliwości, bowiem lepiej jest błędów unikać, niż je popełniać. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 27


otwarcie centrum Języka i kultury polskiej w Bańskiej Bystrzycy Katedra Języków Słowiańskich Wydziału Nauk Humanistycznych Uniwersytetu Mateja Bela w Bańskiej Bystrzycy zaprasza na uroczyste otwarcie Centrum Języka i Kultury Polskiej, które odbędzie się dnia 9 października 2012 r. o godz. 10.00 na Wydziale Nauk Humanistycznych UMB przy ul. Ružovej 14 w Bańskiej Bystrzycy

Centrum powstało z inicjatywy Katedry Języków Słowiańskich FHV UMB przy wsparciu Ambasady RP i Instytutu Polskiego w Bratysławie. Jego zadaniem będzie promocja języka i kultury polskiej w słowackich ośrodkach naukowych i akademickich, wspieranie słowacko-polskiego dialogu międzykulturowego oraz pogłębianie współpracy między słowackimi i polskimi instytucjami edukacyjnymi, naukowymi i kulturalnymi.

program uroczystości otwarcia centrum Języka i kultury polskieJ 9 października 2012 r. Bańska Bystrzyca, ul. ružová 14, Bud. c godz. 10.00 – 11.00 ceremonia otwarcia (siedziba Centrum) • odsłonięcie tablicy i uroczyste przecięcie wstęgi • prezentacja polonistyki z okazji 15–lecia • podpisanie dokumentu założycielskiego • otwarcie wystawy pt. Fenomen „Solidarności“. Migawki z życia Polski, przygotowanej przez Instytut Pamięci Narodowej w Warszawie

wykłady 13.00 – 15.00 • dr Przemysław Gasztold-Seń (Instytut Pamięci Narodowej) Znaczenie „Solidarności” w europejskiej wykłady 11.00 – 12.30 tradycji oporu wobec totalitaryzmów • Ambasador Nadzwyczajny i Pełnomocny • prof. dr hab. Urszula Żydek-Bednarczuk (Uniwersytet RP na Słowacji JE Andrzej Krawczyk Śląski) Autostereotypy Polaków i Słowaków Polskie uniwersytety – historia i dzień • dr Gabriela Olchowa, prezentacja tomu Język Polski dzisiejszy i Kultura 2 • Dyrektor Instytutu Polskiego w Bratysławie, Radca Ambasady godz. 18.00, Záhrada - Centrum nezávislej kultúry, Andrzej Jagodziński Dyplomacja Námestie SNP 16 publiczna i kulturalna. Co to jest? • koncert polskiego zespołu Őszibarack

godz. 11.00 – 15. 00, seminarium (aula)

WYBÓR Z PROGRAMU INSTYTUTU POLSKIEGO ➨ LESZEK MOŻDŻER & IVA BITTOVA 13 października, godz. 19,00, Bratysława, Slovenský rozhlas, Mýtna 1 Występ Leszka Możdżera wraz z innymi muzykami, między innymi z Ivą Bittovą. Leszek Możdżer jest polskim kompozytorem, pianistą jazzowym, producentem muzycznym i autorem muzyki filmowej. Zdobył wiele prestiżowych nagród muzycznych. Współpracuje z czołowymi muzykami z Polski i z zagranicy. ➨ FESTIWAL BARBAKAN 10-14 października, Bańska Bystrzyca, teren przy pomniku SNP, kina, teatry, kawiarnie i herbaciarnie BARBAKAN jest niekomercyjnym międzynarodowym festiwalem muzyki, sztuki i filmu, skoncentrowanym na prezentacji produkcji europejskiej. W programie zostaną pokazane filmy Macieja Wrony – „Chrzest“, „Moja krew“, „Telefon“ oraz „Człowiek magnes“. Więcej informacji: www.barbakanfest.sk

28

➨ JAZZ PREŠOV 17-18 października, godz. 18.00, Preszów, sala Čierneho orla PKO, Hviezdoslavova 18 17 października - Mariia Guraievska, łączaca tradycyjny folklor z elementami improwizacji jazzowej w duchu basowogitarowego rocku. 18 października - Leszek Kułakowski, polski wizjoner jazzu. Jest nie tylko pianistą, ale także kompozytorem, aranżerem, muzykologiem i pedagogiem. W Preszowie zaprezentuje głównie opracowania jazzowe na tematy muzyczne Fryderyka Chopina. Więcej informacji: www.jazzpresov.sk ➨ FESTIWAL POEZJI ARS POETICA 18 października, godz.19,00, Bratysława, CK Dunaj, Nedbalova 3 Festiwal Ars Poetica jest jednym z największych międzynarodowych wydarzeń literackich na Słowacji. Łączy poezję z różnymi innymi formami sztuki. Polskę będą reprezentować na nim Adam Pluszka, poeta, pisarz i krytyk literacki, i Julia Fiedorczuk, poetka, publicystka, tłumaczka i krytyczka literacka.

➨ KONCERT RIVERLOAM TRIO 18 października, godz. 22.00, Bratysława, KC Dunaj, Nedbalova 3 Grupa Riverloam Trio zagra swój koncert w ramach festiwalu poezji Ars Poetica. W skład zespołu wchodzą wybitni muzycy jazzowi: Mikołaj Trzaska (saksofon altowy, klarnet basowy), Olie Brice (kontrabas) i Mark Sanders (perkusja), którzy współpracują ze sobą już od kilku lat, razem koncertowali w całej Europie i brali udział w wielu festiwalach jazzowych. ➨ FESTIVAL ASTORKA 2012 Znany festiwal teatralny przyniesie w tym roku multikulturowy program. Polskę będzie reprezentować monodram brytyjskiej aktorki, a czeski teatr przedstawi adaptację dzieła polskiego autora. Oba spektakle łączy to, że powstały na podstawie bardzo popularnej w Polsce literatury reportażowej. 18 października, godz. 19.00, Bratysława, Divadlo Astorka, Nám. SNP 33 Švandovo divadlo na Smíchově - Mariusz Szczygieł Gottland Czeska natura pod mikroskopem – bestseller polskiego dziennikarza (właśnie został wydany jego słowacki przekład) na scenie teatru Švandy MONITOR POLONIJNY


Poradnik dla nowych emigrantów Z myślą o tych Czytelnikach, którzy dopiero rozważają przyjazd do pracy na Słowację lub stawiają tu pierwsze kroki, „Monitor Polonijny” zdecydował się na publikację cyklu artykułów, które pozwolą lepiej się im odnaleźć w nowej rzeczywistości i odpowiedzą na pytania, jak i gdzie szukać pracy na Słowacji, w jaki sposób zabrać się do wynajęcia mieszkania i ile to kosztuje, w czym słowacki kodeks pracy i inne ważne przepisy różnią się od polskich, jak załatwić formalności w urzędzie imigracyjnym, ubezpieczenie zdrowotne, przedszkole dla dziecka itp. Cykl poradnikowy będzie się ukazywać na łamach naszego pisma co miesiąc, począwszy od niniejszego numeru, aż do wyczerpania tematów. Oczywiście poruszana w nim tematyka będzie zależeć w dużej mierze od Państwa. Zachęcamy zatem do kontaktu z nami i zgłaszania tematów, które warto wyjaśnić. Kontaktować się z nami można nie tylko za pomocą poczty elektronicznej, ale i poprzez portale społecznościowe: Facebook – grupa „Monitor Polonijny”, Goldenline – grupa „Bratysława”, oraz nasze forum internetowe na stronie słowackiej Polonii – www.polonia.sk Wszystkich nowych członków naszej społeczności zachęcamy też do prenumeraty „Monitora Polonijnego”. Redakcja „Monitora Polonijnego“

W spektaklu Petra Štindla i Doda Gombára przeplatają się dwa fenomeny – bestseller Mariusza Szczygła i portale społecznościowe, a w związku z tym w przestrzeni wirtualnej, mają okazję spotkać się znane osobistości czechosłowackiej historii: Tomáš Baťa, Egon Ervin Kisch, Golden Kids, Lída Baarová, Joseph Goebbels, Karel Gott, Antonín Zápotocký, Otakar Švec, Adolf Hitler i wielu innych. 19 października, godz. 19.30, Bratysława, Divadlo Astorka, Nám. SNP 33 Teatr Rondo, Słupsk, Matka Mejram i jej dzieci Nowy autorski projekt teatralny Caryl Swift – często nagradzanej aktorki, reżyserki, tłumaczki, która od ponad dwudziestu lat mieszka i pracuje w Polsce – opowiada o wydarzeniach europejskich w różnych kontekstach historycznych. Spektakl powstał na podstawie książek Wojciecha Tochmana i Ryszarda Bilskiego, które poświęcone są skutkom konfliktów wojennych w byłej Jugosławii. Reżyserem i autorem scenariusza jest Stanisław Miedziewski. PAŻDZIERNIK 2012

zaprasza na

KLUB POLSKI NITRA

msze święte

w języku polskim

21 października, 18 listopada oraz 30 grudnia o godz 15.00 w nitrzańskiej katedrze

➨ ORAVA JAZZ Namestovo ➨ FESTIWAL ÁČKO 3 Festiwal Jazzowy na Orawie 16-20 października, Bratysława, FTF VŠMÚ, 19 października, godz. 20.30, Námestovo, Svoradova 2 Dom Kultury, Štefánikova 208/7 Festiwal Áčko to otwarty przegląd India Czajkowska to polska piosenkarka, konkursowy szkolnych utworów autorka tekstów i pianistka. Skomponowała audiowizualnych. też muzykę do znanych filmów, jak np. Visegrad Film Forum (VFF) to platforma Summer Love z Valem Kilmerem i Karlem edukacyjna i networkingowa, która działa Rodenem. w sferze audiowizualnej. Program tworzą Na festiwalu wystąpi z Davidem Kollerem. zajęcia Master Class, warsztaty i 20 października, godz. 20.30, Námestovo, dyskusje z twórcami filmowymi. VFF Dom Kultury, Štefánikova 208/7 rozwija współpracę między studentami Janusz Kohut Quartet to grupa czołowych i absolwentami szkół filmowych na polskich muzyków w składzie: Janusz Słowacji, w Czechach, na Węgrzech, Kohut - fortepian, Tomasz Nowak - trąbka, w Polsce, Słowenii i Rumunii. Eugeniusz Kubat - kontrabas, Jan Więcej informacji: Budziaszek - perkusja. http://www.visegradfilmforum.com/2012/ 18 października, godz.13.00 – 14.00, ➨ ZBIGNIEW NAMYSŁOWSKI Prezentacja międzynarodowego programu 27 października, godz. 19.00, EKRAN (Agnieszka Marczewska) Bratysława, Incheba EKRAN - międzynarodowy program, który Zbigniew Namysłowski - wybitny polski koncentruje się na kreatywnym procesie saksofonista, należący do grona muzyków przed-produkcji. Projekt zachęca jazzowych, którzy tworzą kulturę muzyczną uczestników do badania, identyfikacji i tradycję rodzinnego kraju. Jego i rozwoju dźwiękowego zainteresowanie polskim folklorem jest i wizualnego języka filmu. również znane za granicami Polski. Więcej informacji: W Bratysławie wystąpi ze swoim kwintetem http://www.wajdastudio.pl w ramach Bratysławskich Dni Jazzowych. 29


Nie tylko brazylijski karnawał achoeira do Bom Jesus przy plaży, gdzie kiedyś mieszkałam, stała się miejscem spotkań muzyków. W każdą niedzielę ćwiczyli grę na bębnach i innych instrumentach perkusyjnych, przygotowując się do karnawału!

C

Karnawałem kończy się lato w Brazylii, więc wszyscy mają wtedy wolne, wylegają na ulice, tańczą, przebierają się i śpiewają. W tych dniach nikt nie dzwoni na policję, skarżąc się na hałas. Taka jest Brazylia. Ma też inny koloryt, który – jako Polka mieszkająca w tym kraju od dwóch lat – staram się uchwycić.

Brazylijska przygoda Moja przygoda z Brazylią zaczęła się jeszcze w Polsce. Na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w 2004 r. poznałam mojego przyszłego męża, Brazylijczyka polskiego pochodzenia. Mieszkaliśmy razem przez kilka lat w Polsce. Mąż z wykształcenia jest filozofem i o wielu rzeczach zdążył mi opowiedzieć. Wiedziałam więc dość dokładnie, z jakimi problemami zmaga się Brazylia, jakie procesy społeczne w niej zachodzą, jaki wpływ ma historia na obecną sytuację, jak wygląda ta wielka mieszanka kultur. Wydaje mi się, że dobrze przygotował mnie na spotkanie z tym krajem. W 2010 r. mieszkałam już w Ameryce Południowej.

Pierwsze kroki w Brazylii Pierwszy rok pobytu w Brazylii spędziłam w stanie Rio Grande do Sul – najbardziej wysuniętej na południe części Brazylii. Od razu przypadł mi do gustu styl życia gauchos, czyli mieszkańców pampy, ich zamiłowa30

Polacy A gdzie nas nie ma? Żyją tutaj potomkowie dawnych emigrantów oraz kilka osób bezpośrednio z Polski. Porozrzucani jednak jesteśmy po wyspie i części kontynentalnej wraz z przylegającymi miastami. Najbliżej mnie mieszka Polak żyjący w Brazylii od 30 lat. Spotykamy się raz u niego, raz u nas, ale zawsze na polskim obiedzie. Ostatnio odkrył, że pewna sieć tutejszych marketów importuje polskie dżemy, więc regularnie je kupujemy, wspierając polski biznes. nie do pól, churrasco, czarnej fasoli, gotowanej w żelaznych garnkach, koni, a przede wszystkim do chimarrão, pitej w drewnianej tykwie. Proces adaptacji przeszłam dość dobrze – nauczyłam się języka portugalskiego, zawarłam pierwsze przyjaźnie, ale instynktowanie czułam, że nie trafiłam jeszcze do SWOJEGO miejsca w Brazylii. Gdy pojawiła się propozycja wyjazdu do stolicy stanu Santa Catarina, nie zastanawialiśmy się długo. Jesteśmy przyzwyczajeni do przeprowadzek, dzieci nie mamy, więc nie było trudno się spakować i zacząć życie w nowym miejscu. Florianópolis to miasto położone częściowo na wyspie Santa Catarina, częściowo na kontynencie. Od razu zamieszkaliśmy blisko plaż, na wyspie, którą tubylcy nazywają pieszczotliwie Ilha da Magia. Wiele dni zajęło nam poznanie jej zakątków. Proszę wierzyć, jest co robić przy 42 plażach z malowniczymi zatokami, porośniętych jeszcze lasem atlantyckim wzgórzach, pięknej architekturze azorskiej. Nie dziwi więc, że w okresie wiosenno-letnim liczba mieszkańców Florianópolis wzrasta z 500 tys. do 1,5 mln. Turyści przyjeżdżają z całego świata, ale przeważają Argentyńczycy i Urugwajczycy. Szkoda, że w Polsce to miejsce nie jest znane. W Ameryce Południowej Floripa zaliczana jest do najsłynniejszych kąpielisk.

Bieda – prawda czy mit? W Polsce zwykło się pokazywać Brazylię przez pryzmat faweli, co wyrabia w Polakach opinię, że tu bieda aż piszczy. Ale to nie tak. Wprawdzie dysproporcje między grupami społecznymi są bardzo widoczne (bogate południe, biedna północ), lecz kraj ten zdecydowanie do biednych nie należy. Jako jedno z niewielu państw na świecie Brazylia jest samowystarczalna, tzn. jest w stanie samodzielnie wyżywić swoich obywateli. To właśnie żywność jest podstawą jej gospodarki. Proszę sobie wyobrazić, że zbiory niektórych zbóż odbywają się tu 6 razy do roku. Sam stan Rio Grande do Sul zapewnia ryż 180 milionom Brazylijczyków i jeszcze starcza go na eksport. Pomarańcze czy banany kupuje się nie na sztuki, ale na kilogramy, a papaje sieją się same w ogrodach czy przy drodze. Za mało miejsca, by rozpisywać się tu o kawie, kakao, cukrze trzcinowym, roślinach leczniczych, owocach morza czy mięsie. Jednym słowem, przyroda tutaj po prostu szaleje! Wszyscy wiedzą, że dziś bogaty kraj to taki, który ma żywność. I w tym kontekście Brazylia jest bogata. LUDMIŁA PAWŁOWSKI, Brazylia Dalszy ciąg w następnym numerze „Monitora“ MONITOR POLONIJNY


Pora na

kasztany! ubicie kasztany? Pieczone czy gotowane? W formie nadzienia do mięs czy może deseru? Na przykład kasztanowe purée z bitą śmietaną albo tort kasztanowy! Możliwości konsumpcji tego przysmaku jest wiele. Jesienią na ulicach Bratysławy pojawiają się sprzedawcy, serwując pieczone kasztany, którymi można nie tylko się nasycić, ale również ogrzać ręce. Czy dzieci w Polsce mają te same skojarzenia związane z kasztanami? Czy kasztany rosną także i tam? I tak, i nie. Nie wszystkie kasztany można jeść. Te niejadalne są owocami kasztanowca zwyczajnego, pochodzącego z Półwyspu Bałkańskiego, który do Polski trafił w XVII wieku. Zaś kasztany jadalne, zwane też maronami, są owocami zupełnie innego drzewa – dwa razy większego niż kasztanowiec zwyczajny, mającego

L

PAŻDZIERNIK 2012

głęboko popękaną korą i długie na 20 cm liście. Kasztany jadalne występowały kiedyś tylko na południe od Alp, w Europie Zachodniej i południowo-zachodniej Słowacji (obszar Małych Karpat) rozpowszechnili je Rzymianie. W Polsce nieli cz ne egzemplarze rosną w ogrodach botanicznych i parkach, głównie na Pomorzu Zachodnim i Dolnym Śląsku. Najbardziej popularne polskie powiedzenia dotyczące kasztanów to cytat z kultowego serialu „Stawka większa niż życie“: W Paryżu najlepsze kasztany są na placu Pigalle. Znane jest też stałe połączenie wyrazowe „wyciągać (wyjmować) dla kogoś kasz-

tany z ognia”, oznaczające ‘ryzykować dla korzyści kogoś innego; pozwalać się wykorzystać komuś, kto dbając wyłącznie o własny interes, naraża nas na niebezpieczeństwo’. W języku słowackim pogardliwego określenia „Gaštan“ używa się w stosunku do Austria-

ków. Skąd to negatywne zabarwienie? Przecież kasztany mają tyle wartości odżywczych i właściwości leczniczych! Współczesna medycyna używa najczęściej liści i kory kasztana jadalnego.

Wysoko ceniony jest także miód kasztanowy, zasobny w związki mineralne, zalecany szczególnie osobom anemicznym, przemęczonym oraz pragnącym przybrać na wadze. Skórki z owoców kasztana jadalnego oraz jego liście są składnikami szamponów koloryzujących włosy na złotawy kolor. Ze zwykłych kasztanów można zaś robić ludziki. Potrzeba do tego tylko kilka patyczków. Spróbujcie i wy, bo to doskonała zabawa, pobudzająca wyobraźnię! MEGI


Sposób przyrządzania: bawarski tort jabłkowy CIASTO: Cukry i masło Składniki CIASTO: • 12,5 dag masła • 10 dag kryształowego cukru • 5 dag cukru waniliowego • 17,5 dag półgrubej mąki

NADZIENIE: • 25 dag twarogu • 6 dag kryształowego cukru • 1 cukier waniliowy • 1 jajko

ZDOBIENIE (wierzchnia warstwa): • 10 dag kryształowego cukru • 5 dag cynamonu • 60 dag utartych jabłek • 12,5 dag migdałowych płatków

ucieramy dokładnie, aż będą puszyste, potem dodajemy mąkę. Powinno wyjść gęste ciasto, które wylewamy do 23centymetrowej formy, a następnie smarujemy dżemem morelowym - około 25 dag.

do domu – prosto na apetyczną, jeszcze ciepłą jesienną szarlotkę. Pani Milena Vargová przysłała do „Piekarnika” przepis na bawarski tort jabłkowy. Spróbujmy zatem w tym miesiącu upiec coś oryginalnego.

NADZIENIE: Wszystkie składniki ubijamy i nakładamy na warstwę z dżemem. ZDOBIENIE: Wszystkie składniki mieszamy i nakładamy na warstwę z twarogiem. ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Październik to chyba dla większości z nas miesiąc jesiennej chandry. Skończyło się lato, między domami snuje się zapach palonych w ogródkach ognisk, w których można upiec sobie co najwyżej ziemniaczka lub jabłko, potem postać trochę, dopóki nie nadejdzie coraz szybszy i chłodniejszy wieczór, a następnie wrócić

Piekarnik nagrzewamy do 175 stopni i około 70 minut pieczemy w nim nasz tort. Wypiek musi potem poleżeć w chłodzie do następnego dnia. Jego spód może wydawać się twardy, ale taki powinien być.

Wypróbujmy ten oryginalny przepis – pomysłów na ciasta jabłkowe mamy wiele, więc może pora zrealizować jakiś nowy, a tort bawarski to naprawdę gratka. Można nim osłodzić sobie te co raz krótsze dni jesienne, a przy okazji usiąść w fotelu, obejrzeć dobry film czy przeczytać interesującą książkę. A może by tak do pysznego bawarskiego tortu wypróbować jakąś nową aromatyczną kawę lub herbatę? Jestem przekonana, że jako dodatek niezła byłaby również gałka lodów czekoladowych lub kieliszek owocowej nalewki – tak na rozgrzewkę. AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2012/10  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you