Page 1

Kibic

Zielone Świątki i Dzień Dziecka str. 14

str. 4

nasz pan

str. 2

Tomasz Bienkiewicz: „Priorytetem jest wzmocnienie kręgosłupa Klubu Polskiego“ str. 8


X Kongres Klubu Polskiego K

wanym w prasie słowackiej, liczba osób deklarujących narodowość polską wzrosła o około 500 osób. Klub Polski w Bratysławie zaczął działać prężniej za sprawą nowej prezes tego regionu – Katarzyny Tulejko. W bieżącej kadencji Klub Polski został zarejestrowany jako organizacja pożytku publicznego, dzięki czemu otrzymuje 2% z podatków od osób fizycznych i prawnych. W latach 2010-2012 prowadzona była szkółka polska w Nitrze, dzięki zaangażowaniu pani Romay Greguškovej – to tylko niektóre sprawy, poruszone w podsumowującym działalność Klubu Polskiego wystąpieniu, wygłoszonym przez Czesława Sobka – ustępującego prezesa tej organizacji. Sprawozdanie Komisji

2

Rewizyjnej przedstawiła Iveta Matejková. Pierwszą część Kongresu zamknęło głosowanie, w wyniku którego ustępująca Rada Klubu otrzymała absolutorium.

ka. Zdaniem R. Zwiewki obywatel słowacki na czele polskiej organizacji mógłby być lepiej postrzegany przez słowacki rząd. „Jednym z kandydatów do władz Klubu Polskiego jest pani Magdalena Štujberová, która jest Słowaczką polskiego pochodzenia, a to oznacza, że Klub będzie reprezentowany również przez obywateli słowackich“ – zabrzmiał argument z sali obrad. W wyniku dyskusji delegaci przegłosowali kandyda-

Kolejna część Kongresu była poświęcona wyborom nowych władz. Kandydatem na prezesa, wyłonionym podczas zebrania Klubu Polskiego w Bratysławie, został Tomasz Bienkiewicz, który zaprezentował program działalności organizacji na kolejne dwa lata (więcej na ten temat w „Wywiadzie miesiąca“ na stronie 8). Delegaci i goście zadawali mu pytania, wywiązała się też dyskusja, którą zainicjował Ryszard Zwiewka – założyciel Klubu Polskiego i pierwszy jego prezes. Delegaci rozważali, czy konieczne jest, by prezes organizacji polonijnej posiadał słowackie obywatelstwo bądź tkwił w słowackich realiach poprzez słowackiego współmałżon-

turę Tomasza Bienkiewicza, który stanął na czele Klubu Polskiego. Jego zastępcami zostały Małgorzata Wojcieszyńska i Magdalena Štujberová. Kongres dokonał też wyboru członków Komisji Rewizyjnej, którymi stali się: Iveta Matejková, Gabriela Zwiewková oraz Włodzimierz Butowski. Decyzją Kongresu reprezentantem Polaków w Kancelarii Rady Ministrów RS w Radzie do Spraw Mniejszości Narodowych pozostaje Czesław Sobek. Do uczestników Kongresu zwrócił się Jan Komornicki – były ambasador RP w RS, członek Klubu Polskiego. W ciepłych słowach wspominał on współpracę Klubu z ambasadą i osiągnie-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

lub Polski wypromował swoją markę – jest rozpoznawalny nie tylko na terenie Słowacji, ale także poza jej granicami. Sukcesem zakończyła się akcja promocyjna przed Spisem Ludności w 2011 roku, bowiem dzięki ogłoszeniom, publiko-

cią działaczy polonijnych. W trzeciej części Kongresu, na którą przybyli zaproszeni goście, nowy prezes organizacji przedstawił nowe władze Klubu Polskiego, a następnie działacze polonijni nakreślili plany organizacji na kolejny rok. Ponieważ nie wszyscy zaproszeni goście mogli przybyć na Kongres, odczytano ich listy. Takie listy przysłali: Andrzej Krawczyk – ambasador RP w RS, Grzegorz Nowacki – radca-minister, konsul RP w RS oraz Longin Komołowski – prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“. Następnie głos zabrał Piotr Wardak – konsul, I sekretarz ambasady RP w RS, który zachęcał przedstawicieli Polonii do aktywności, przygotowywania atrakcyjnych projektów, mogących pozyskać wsparcie z Ministerstwa Spraw Zagranicznych za pośrednictwem referatu do spraw konsularnych ambasady RP w RS. Na Kongresie obecny był Tadeusz Frąckowiak – konsul honorowy RP w Liptowskim Mikulaszu, który potwierdził chęć współpracy z Klubem Polskim i zaprosił jego działaczy na Liptów. Red.

MONITOR POLONIJNY


„Kiedy przeprowadziłam się do nowego mieszkania na peryferiach miasta, miałam utrudniony dojazd na treningi, które odbywały się w centrum Bratysławy. Wtedy trenerka powiedziała mi, że nadszedł czas, bym sama otworzyła salę ćwiczeń i poprowadziła zajęcia“ – powiedziała pani Magdalena Stańczyk kilka miesięcy temu na zebraniu Klubu Polskiego w Bratysławie. Wszystko po to, aby zachęcić młodych do aktywnej pracy na rzecz naszej organizacji. I chyba się udało, bowiem to właśnie młodzi ludzi podjęli się nowych wyzwań, związanych z działalnością Klubu Polskiego, któremu poświęconych jest kilka stron czerwcowego numeru „Monitora“ – w rubryce „Z naszego podwórka“ mogą Państwo zapoznać się z relacją zarówno z atrakcyjnych imprez polonijnych, jak i z Kongresu Klubu Polskiego, który wybrał nowy zarząd tej organizacji. Historia przytoczona na wstępie dotyczy również sportu, a zatem będzie i o sporcie – to drugi wiodący temat tego numeru naszego miesięcznika, ponieważ 8 czerwca zaczynają się Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2012. O EURO 2012 mogą Państwo przeczytać między innymi – a jakże inaczej! – w rubryce sportowej (str. 26) czy w artykule pt. „Kibic nasz pan“ (str. 4). Na str. 6. przedstawiamy ponadto wyniki ankiety, przeprowadzonej wśród naszych czytelników, z których dowiedzieć się można, jak zamierzają przeżyć te mistrzostwa rodacy mieszkający na Słowacji i gdzie będą kibicować biało-czerwonym. Piłka nożna króluje też w rubryce „Bliżej polskiej książki“ (str. 24), a nawet stała się inspiracją czerwcowego „Okienka językowego” (str. 27). Zaś na ostatniej stronie publikujemy przepis kulinarny naszej ukraińskiej czytelniczki z Bratysławy, by w ten sposób uczcić fakt, iż rozgrywki EURO 2012 Polska przygotowała wspólnie właśnie z Ukrainą. Zachęcamy więc do lektury naszego pisma i wspólnego kibicowania biało-czerwonym. Zapraszamy też na różne imprezy klubowe, o których więcej w ogłoszeniach na str. 28.

Kibic nasz pan Z KRAJU ANKIETA Nic, tylko pracować … WYWIAD MIESIĄCA Tomasz Bienkiewicz: „Priorytetem jest wzmocnienie kręgosłupa Klubu Polskiego“ Z NASZEGO PODWÓRKA WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Stary świat zbliża się ku końcowi KINO-OKO Legenda Solidarności okiem Wajdy SŁOWACKIE PEREŁKI Wakacje z duchami POLAK POTRAFI Skarby architektury odkryte na nowo ZWIERZENIA PODNIEBIENIA Szkocka wyspa w centrum Šamorina CZUŁYM UCHEM Ale to nie był film... Rozwód po dwudziestu latach TO WARTO WIEDZIEĆ Słowem przeciw zniewalaniu umysłów BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI „Złota Jedenastka” nie tylko dla kibiców SPORT!? Oj, EURO… OKIENKO JĘZYKOWE Przy okazji Euro 2012 Praca w Polsce – nie tylko z ogłoszenia OGŁOSZENIA ROZSIANI PO ŚWIECIE Egzotyczne smaki Malezji MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Witajcie! Dziś dotarliśmy do... Polski! PIEKARNIK Gość w dom, Euro na boisku

4 4 6 7

8 10

16 17 18

19

20

21 22

24 26 27 28 28 30

31 32

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E Ľ OV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A g n i e s z ka D r ze w i e c ka , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , K a t a r z y n a P i e n i ą d z , L i n d a R á b e ko v á KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – Ur szula Zomer ska-Szabados • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO V Á Ú P R AVA V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s ka , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S t e h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka , 9 3 0 41 K v e to s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p o l o n i j ny @ g m a i l . c o m P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky

www.polonia.sk CZERWIEC 2012

3


iłkarskie Mistrzostwa Europy 2012 zdążyły już rozgrzać atmosferę – na czas tej ogromnej masowej imprezy zniknęły granice, spowszedniały polityczne spory, prawie wszystko przestało być ważne, prawie – bo futbolowe emocje i roszady na boiskach przesłoniły wszelkie inne wydarzenia.

P

Futbol króluje, piłka sprawnie toczy się po boisku, a w centrum gry znalazł się nie zawodnik, nie trener, a właśnie oderwany od szarej rzeczywistości kibic. To dla niego najpierw spektakularnie ogłasza się kraj, w którym odbędą się kolejne mistrzostwa Europy, później ustala się składy walczących ze sobą grup, by w końcu podczas transmitowanej na żywo imprezy zaprezentować kadrę narodową. Jeszcze tylko wybór przeboju zagrzewającego do gry i już słychać gwizdek sędziego rozpoczynający pierwszy mecz…

Kibic nasz pan

W czasach komunizmu już sama możliwość oglądania mistrzostw była świętem. Nikomu się nie śniło, że to Europa przyjedzie do nas, by grać w piłkę, a my będziemy mieć do dyspozycji setki gadżetów, mających pomóc nam poczuć się lepiej w roli kibica. Czasy były biedne, ale emocje

JUŻ CZTERY MINUTY po tym, jak 10 kwietnia 20120 r. rozbił się prezydencki Tupolew, Rosjanie grzebali w telefonie Lecha Kaczyńskiego (†61 l.). Ślady ich działań odkryli eksperci z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którzy ustalili, że Rosjanie zdołali odsłuchać pocztę głosową polskiego przywódcy. „Oznacza to, że zastosowali metodę tzw. selektywnego podsłuchu, umożliwiającą takie odsłuchanie” – powiedział Piotr Niemczyk, ekspert ds. służb specjalnych.

Papała zginął przypadkowo, gdy chciano ukraść mu samochód. Wiadomości o przebiegu zdarzenia sprzed 14 lat udało się uzyskać dzięki zeznaniom świadka koronnego, którym jest osoba „mająca informacje“ z miejsca zbrodni. Przypomnijmy – 25 czerwca 1998 r. ówczesny komendant główny policji Marek Papała został zastrzelony w Warszawie, w swoim samochodzie, stojącym przed blokiem, w którym mieszkał. Sprawę zabójstwa prowadziła warszawska prokuratura. W toku śledztwa przesłuchano około 400 świadków. Czynności śledcze podejmowały UOP, ABW i prokuratury m.in. w USA, Szwecji, Austrii i Niemczech. W sprawie zabójstwa Papały oskarżeni zostali gangsterzy Ryszard Bogucki i Andrzej Z. ps. Słowik.

ŁÓDZKA PROKURATURA poinformowała 25 maja, że generał Marek

SEJM PRZYJĄŁ 11 maja rządowy projekt ustawy emerytalnej, który

4

piłkarskie czyste i prawdziwe. Gdy w roku 1982 na mistrzostwach świata w Hiszpanii polska kadra narodowa walczyła o kolejne sukcesy, by w końcu zostać trzecią drużyną świata, ulice pustoszały, a z otwartych okien co rusz rozlegały się pełne radości lub rozpaczy okrzyki. Być może

zrównuje i wydłuża wiek emerytalny kobiet i mężczyzn do 67 lat. Projekt ten dopuszcza możliwość przejścia na wcześniejszą, tzw. częściową emeryturę. Prawo do takiego świadczenia miałyby kobiety w wieku 62 lat z co najmniej 35-letnim stażem ubezpieczeniowym (obejmującym okresy składkowe i nieskładkowe) oraz mężczyźni, mający przynajmniej 65 lat i co najmniej 40 lat stażu ubezpieczeniowego. Częściowa emerytura stanowiłaby 50 proc. pełnej emerytury z FUS. W PIĄTEK 11 MAJA związkowcy z NSZZ „Solidarność” zablokowali budek Sejmu, nie pozwalając na opuszczenie go przez parlamentarzystów, którzy głosowali za przyjęciem nowej ustawy emerytalnej. Sejm bez problemu opuścili m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński i posłowie Adam Hofman i Mariusz Kamiński. Nie obyło się bez

incydentów między protestującymi a niektórymi posłami. Decyzję o odblokowaniu budynku podjęła Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność“ dopiero po 2 godzinach od zakończenia głosowania nad ustawą. WYDARZENIA, do których doszło 11 maja podczas blokady Sejmu, bada stołeczna policja – poinformował 14 maja rzecznik KSP Maciej Karczyński. Analizowane są m.in. działania funkcjonariuszy zabezpieczających okolice budynku parlamentu. Tymczasem prokuratura poinformowała, że wszczęła śledztwo ws. naruszenia nietykalności cielesnej posła PO Pawła Suskiego, który został uderzony kijem w rękę, kiedy chciał przejść przez blokadę związkowców. Za czyn ten sprawcy grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo kara pozbawienia wolności do 3 lat. MONITOR POLONIJNY


dlatego dziś, gdy po tamtych sukcesach zostały jedynie mgliste wspomnienia, tak zależy nam na odgrzaniu tamtej specyficznej sportowej atmosfery. Właściwie już sam wybór sposobu uczestnictwa w tegorocznych mistrzostwach Europy przyprawia o ból głowy. Przede wszystkim dużo wcześniej można było zatroszczyć się o bilety, by oglądać mecze na żywo. Zdecydowanej większości, której nie udało się kupić biletów, pozostają transmisje telewizyjne – w domu, w pubie albo też w specjalnie wydzielonych strefach kibica, gdzie można oglądanie rozgrywek połączyć z życiem towarzyskim. To naprawdę ważne, by wyjść z domu i nauczyć się kibicować wspólnie, dzielić się radością wygranej i smakiem porażki, poznawać ludzi, spędzać czas z najbliższymi. W końcu piłka to sport zespołowy i w grupie najlepiej się ją ogląda. Wyobraźnia i pomysłowość restauratorów i sponsorujących mistrzostwa firm naprawdę nie zna granic – wystarczy wymienić specjalne menu w barach i pubach czy bardzo

BYŁA POSŁANKA PO Beata Sawicka została 16 maja skazana przez warszawski sąd okręgowy na karę trzech lat więzienia m.in. za korupcję. Z kolei byłego burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego ten sam sąd skazał za przyjęcie łapówki na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat. W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia zrelacjonował odtworzony przebieg kontaktów oskarżonych z agentami CBA, udającymi biznesmenów. Jednym z tych agentów był obecny poseł PiS Tomasz Kaczmarek, znany jako „agent Tomek”. PROKURATURA OKRĘGOWA w Warszawie 14 maja wszczęła śledztwo w sprawie niedopełnienia przez resort zdrowia obowiązku zapewnienia chorym leków onkologicznych. Ministerstwo Zdrowia nie komentuje sprawy. O problemach z dostawą zagranicznych leków dla MAJ 2012

popularny w polskiej telewizji miniserial „Piąty stadion”, w którym wykorzystano popularne twarze i krótką zabawną fabułę, a który nie jest niczym innym, jak tylko zakamuflowaną reklamą znanego browaru. Zarobić na mistrzostwach chcą wszyscy – dlatego nie wypada oglądać meczów w zwykłym odzieniu – trzeba koniecznie kupić koszulkę, czapkę, małą flagę, a gdy emocje rozgrzeją się za bardzo, schłodzić je zimnym trunkiem, koniecznie z piłkarskiej szklanki lub kufla. Zagryźć można słodyczami, zgrabnie zapakowanymi do pudełka w kształcie piłkarskiego boiska. A gdy tak się nieszczęśliwie złoży, że towarzysząca nam partnerka lub partner akurat zmagań piłkarskich nie cenią sobie w ogóle, możemy ich udobruchać ślicznym wisiorkiem, bransoletą, kolczykami lub spinkami do mankietów z logo Euro 2012. Gdy mecz się skończy i pora będzie

osób z chorobą nowotworową, w wyniku czego niektóre z nich musiały przerwać chemioterapię, donosiły w kwietniu wszystkie media – powiedział rzecznik prokuratury okręgowej Dariusz Ślepokura. PO PIERWSZYCH UPALNYCH DNIACH maja w Polsce nastąpiło załamanie pogody. W większej części kraju 5 maja pojawiły się gwałtowne opady deszczu, radykalnie spadła temperatura. W góry na chwilę wróciła zima. Śnieg spadł też w Zakopanem. USZKODZENIA LOKALNYCH DRÓG, podtopienia kilkunastu domów oraz naruszenia umocnień potoków i rzek to skutki burz, które 5 maja przeszły nad województwem śląskim. Szkody odnotowano w rejonie Milówki i Rajczy w Beskidzie Żywieckim i w jurajskiej Pilicy. Najtrudniejsza sytu-

wracać do domu, bezpiecznie powiozą nas w siną dal autobusy, pociągi i tramwaje całkowicie oklejone symbolami piłkarskimi. Nawet samolotów nie ominął ten zaszczyt. Czy wszyscy zwariowaliśmy? Nie! To Polska właśnie! Kibicuj, baw się, niezależnie od tego, które miejsce zajmie nasza drużyna narodowa. „Koko, koko, Euro spoko” – chcemy się cieszyć ze święta sportu, z faktu, że udało się je zorganizować w Polsce. Kto by pomyślał!!! A skoro wszystko jest możliwe, to może nawet wygramy? AGATA BEDNARCZYK

acja była w gminie Rajcza, gdzie woda podtopiła 14 budynków mieszkalnych i uszkodziła ok. 200 metrów drogi powiatowej oraz fragment drogi gminnej. ZMARŁ ANDRZEJ CZECZOT, malarz i grafik, absolwent katowickiego Wydziału Grafiki i Karkowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Miał 79 lat. Jako karykaturzysta debiutował w 1956 r. w „Szpilkach“, których przez wiele lat był stałym współpracownikiem. W 1981 r. wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Swoje rysunki satyryczne publikował ostatnio w „Polityce“ i w „Nie“. PIOSENKA „KOKO EURO SPOKO“ zespołu Jarzębina będzie towarzyszyć piłkarzom i kibicom podczas Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej EURO 2012. Oficjalny przebój drużyny narodowej i szeroki skład reprezentacji Polski na mistrzostwa

Europy zaprezentowano 2 maja w stolicy, podczas koncertu „Hit Biało-Czerwonych”. Piosenka Jarzębiny wygrała m.in. z propozycjami piłkarskiego przeboju Wilków, Feelu czy Maryli Rodowicz. ŻOŁNIERZE ŻANDARMERII WOJSKOWEJ mają od 1czerwca do 5 lipca takie same uprawnienia jak policjanci. Zgodnie z zarządzeniem premiera w tym czasie mają oni prawo legitymować i zatrzymywać nie tylko żołnierzy, ale i cywilów. W ten sposób ponad 1200 żołnierzy Żandarmerii Wojskowej wspierać będzie działania policji w zakresie zabezpieczenia bezpieczeństwa podczas EURO 2012. XIV Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2012, organizowane przez Polskę wspólnie z Ukrainą rozpoczną się 8 czer wca 2012 r. na Stadionie Narodowym w Warszawie. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


Przed zbliżającymi się Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej EURO 2012, których gospodarzami są Polska i Ukraina, spytaliśmy naszych rodaków mieszkających na Słowacji o to, jakie są ich oczekiwania wobec naszej drużyny i gdzie będą kibicować biało-czerwonym.

P

Michał Drzewiecki z Bratysławy estem zapalonym kibicem, więc cieszę się, że moja żona już nie zadaje pytań, kim jest pan w czarnym uniformie z gwizdkiem w ustach. Wciąż jednak zaskakują ją moje spontaniczne reakcje podczas meczu. W tym roku będzie miała okazję poobserwować reakcje większej ilości entuzjastów tego sportu, bowiem chcemy zrealizować świetny plan, a mianowicie oglądać mecze grupowo w bratysławskim lokalu Infferno. Wszystko wskazuje na to, że wraz z nami mecze będą oglądać też kibice

J

z innych części świata, zwłaszcza mecz otwarcia! Polska drużyna miała wyjątkowe szczęście podczas losowania grupowych przeciwników: Grecja, Czechy i Rosja to przeciwnicy, którzy są w zasięgu naszych możliwości i przy odrobinie szczęścia możemy wyjść z grupy. Tak, jestem optymistą! Dalej nie chcę specjalnie wybiegać myślami. Dodatkowym jednak smaczkiem byłoby spotkanie z Niemcami i odczarowanie naszej dotychczasowej niemocy wobec nich. To są jednak życzenia i, mówiąc to, bardziej mną kieruje nadzieja niż zdrowy rozsądek. A kto zostanie mistrzem? Polsce to się raczej nie zdarzy. Dotychczas sądziłem, że może to być Hiszpania, ale po ostatnich doniesieniach, że Puyol i Villa raczej nie wezmą udziału w turnieju, to jej szanse nieznacznie spadły. Nieznacznie, ponieważ trzeba pamiętać, że cały zespół to świetny kolektyw, a takiej ławki rezerwo-

otwarcie EURO 2012 wybieram się wraz z córką, synem i znajomymi z Koszyc do Warszawy. Mecz otwarcia Polska – Grecja będę oglądać na Stadionie Narodowym albo w strefie kibica – wszystko zależy od tego, czy bilety, które mam zarezerwowane, trafią w moje ręce. Pozostałe mecze będę oglądać w gronie znajomych Polaków i Słowaków w koszyckim barze. W Koszycach jest bowiem grupa młodych Polaków, z którymi spotykaliśmy się już wcześniej na meczach MFK Košice lub wspólnie wyjeżdżaliśmy na mecze do Polski. Czy Polska wyjdzie z grupy? Tego nie wiem, ale mocno w to wierzę. Na zdobycie pucharu nasi mają szanse minimal-

Na

Paweł Piekarzewski z Koszyc 6

wych, jaką ma Hiszpania, pozazdrościłby każdy selekcjoner! Są i Niemcy, którzy grają prawie doskonały futbol. Myślę, że te dwie drużyny to faworyci mistrzostw! EURO 2012 to sprawdzian formy naszych i walka o wszystko już od pierwszych chwil... Osobiście cieszę się na wspólne kibicowanie naszej reprezentacji, na niepowtarzalną atmosferę w gronie zwolenników piłki nożnej, mocny doping. To niesamowite, że Polska i Ukraina dostały szansę zorganizowania imprezy o takiej randze. Futbol to sport nr 1 na świecie. Cały świat skupi swoją uwagę na wydarzeniach Euro 2012, wiec lepszej promocji Polski nie można sobie wyobrazić! Liczę na to, że w dalszej perspektywie nowe stadiony przyczynią się do wzrostu poziomu piłki nożnej w naszej części Europy. A kawałek nowego asfaltu, który przy tej okazji powstał w Polsce, też się przyda.

Tomasz Olszewski z Pezinka o, że Polska organizuje po raz pierwszy Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej, to dla mnie dowód, że dogoniliśmy Zachód. Rozgrywki zamierzam oglądać w Strefie Kibica, którą stworzyliśmy w Bratysławie w ramach działalności Klubu Polskiego, czyli w lokalu Infferno. Jakie szanse ma polska drużyna? Ponieważ pierwsze mecze rozgrywane będą w Polsce, a na własnym boisku wszystko jest możliwe, bo kibic to dwunasty gracz w zespole, więc według mnie nasza reprezentacja wyjdzie z grupy, a może nawet osiągnie więcej. Na mistrza typuję Hiszpanię.

T

ne, na zwycięzców typuję Hiszpanów lub Niemców. Jestem kibicem od dziecięcych lat. Kiedy mieszkałem w Polsce często chodziłem na mecze Legii. Na Słowacji kibicuję MFK Košice. Sporo czasu spędzam, kibicując przed telewizorem. Dziękuję więc mojej żonie za cierpliwość i wyrozumiałość, bowiem czasami wyręcza mnie nawet w obowiązkach, bym mógł w spokoju obejrzeć mecz. Rozgrywki EURO 2012 to dla mnie prawdziwe święto. Szkoda, że nie będę mógł wszystkich rozgrywek obejrzeć w Polsce i przeżyć atmosfery bezpośrednio na stadionach. Kto nie był na prawdziwym meczu, nie rozumie, że kibicowanie wciąga Red. jak narkotyk. MONITOR POLONIJNY


iczba bezrobotnych w Polsce w najbliższym czasie będzie jeszcze rosła, ale już w roku 2020 więcej będzie miejsc pracy niż pracowników, mimo że w tym czasie z największym prawdopodobieństwem zacznie funkcjonować reforma emerytalna, wydłużająca obowiązkowy wiek pracy Polek i Polaków do 67 lat.

L

Z badań Głównego Urzędu Statystycznego wynika, iż pod koniec ubiegłego roku w Polsce blisko 2,8 mln zdolnych do pracy osób nie miało zajęcia. Prawie milion z nich nie było nawet zarejestrowanych w urzędach pracy; to m.in. panie zajmujące się domem. Przeciętna stopa bezrobocia w 27 krajach Unii Europejskiej, najwyższa od 15 lat, wynosiła na początku kwietnia br. 10,2 proc. Najwyższa była w Hiszpanii – 24,1 proc., najniższa w Austrii – 4 proc. W Polsce bezrobocie było zbliżone do średniej europejskiej – 10,1 proc., zaś na Słowacji wyniosło 13,7 proc. Do roku 2015 bezrobocie w Polsce nadal będzie rosło. Na rynku pracy pojawi się 3,5 mln absolwentów wyższych uczelni i różnego typu szkół zawodowych. Będzie to jednak ostatnia fala osób z wyżu demograficznego lat 80-tych, które będą chciały zacząć karierę zawodową – wyjaśniają statystycy. W kolejnych latach sytuacja znacznie się poprawi. W 2020 r. liczba osób w wieku produkcyjnym skurczy się o prawie milion, ale pozostaną po nich w większości miejsca pracy. W sumie w 2020 r. wolnych stanoCZERWIEC 2012

Nic, tylko pracować… wisk będzie ok. 2,7 mln - czyli prawie tyle, ile dziś brakuje. Każdy, kto będzie chciał pracować, zajęcie znajdzie. Jako społeczeństwo starzejemy się i musimy pracować dłużej. Dziś jedna zawodowo czynna osoba pracuje na jednego emeryta (to znaczy jej składki na emeryturę są wypłacane obecnemu emerytowi), a za 20 lat na jednego pracującego będzie przypadać nawet trzech emerytów. Trzeba zatem pracować jak najdłużej, aby starość można było przeżyć godnie. Dlatego już wkrótce w Polsce mężczyźni będą przechodzić na emeryturę nie po ukończeniu 65, ale 67 lat (od 2020 roku), w tym samym wieku wiek emerytalny osiągną także kobiety (dziś to 60 lat). Podnoszenie wieku emerytalnego będzie przebiegać stopniowo i w zasadzie nie będzie dotyczyć osób będących dziś w wieku przedemerytalnym. Zrównanie wieku emerytalnego Polek i Polaków zaplanowano na rok 2040. Możliwość szybszego przejścia na emeryturę straci większość uprzywilejowanych zawodów: rolnicy, górnicy, prokuratorzy i sędziowie, duchowni. Pracownicy tzw. służb mundurowych (m.in. policja, straż pożarna) mogą obecnie przejść na emeryturę po 15 latach nienagannej służby (otrzymują wówczas 40 % swojej pensji), według nowych rozwiązań będą musieli odsłużyć minimum 25 lat i odpoczywać dopiero po ukończeniu 50 lat (lub 55 lat, jakby chciał rząd). Związki zawodowe zjednoczyły się i wspólnie zbierają podpisy o rozpisa-

nie referendum w sprawie niezmieniania zasad przechodzenia na emeryturę. Podobną akcję prowadzi Sojusz Lewicy Demokratycznej. Polskie Stronnictwo Ludowe proponuje, aby kobieta za każde urodzone dziecko mogła przejść na emeryturę o trzy lata wcześniej. Obserwatorzy życia politycznego sceptycznie widzą losy apeli o referendum w sprawie zmiany wieku emerytalnego; nawet jeżeli poprą je miliony osób o rozpisaniu głosowania decyduje Sejm, a w nim koalicja rządowa, ma skromną, ale liczebną przewagę i z góry zapowiada, iż na referendum się nie zgodzi. Tymczasem premier Donald Tusk cierpliwie tłumaczy, iż wydłużenie okresu pracy jest koniecznością i że nie jest to wymysł tylko polskiego rządu; dzieje się tak bowiem w całej Unii Europejskiej. Brak reform to zgoda na to, że już za kilka lat emerytury będą „głodowe”, czyli wynoszące 20-30 proc. naszej dzisiejszej pensji – ostrzegają specjaliści. DARIUSZ WIECZOREK

7


Tomasz Bienkiewicz: „Priorytetem jest wzmocnienie kręgosłupa Klubu Polskiego“ Podczas Kongresu nakreślił Pan program działalności Klubu Polskiego pod Pana przewodnictwem na najbliższe dwa lata. Mógłby Pan wypunktować priorytetowe zadania? Priorytetem jest wzmocnienie kręgosłupa Klubu Polskiego, czyli istniejących struktur organizacji, by problematyczne regiony, wymagające „zastrzyku“, mogły działać na sto procent. Następnym krokiem będzie objęcie działaniami kolejnych miast, np. Prievidzy, gdzie, jak słyszałem od pana Zbyszka Podleśnego, mieszka sporo naszych rodaków. Bardzo ważnym zadaniem jest zdobycie siedziby dla Klubu Polskiego w Bratysławie, czyli w stolicy Słowacji, gdzie nasza organizacja jest zarejestrowana. Te regiony Klubu, które mają gdzie się spotykać, powinny zajmować się edukacją najmłodszych, co w moim przekonaniu jest bardzo ważne. Mówiąc o problematycznych regionach, co konkretnie ma Pan na myśli? W naszym Klubie są dwa ośrodki, które wymagają zachęty, pomocy, podpowiedzi, jak dalej się rozwijać. Nawet osoby bardzo aktywne, pracujące na rzecz środowiska polonijnego, potrzebują wsparcia, mówiąc obrazowo – wiatru w żagle. Myślę, że z pomocą oddziału bratysławskiego, możemy tchnąć nowego ducha tam, gdzie sytuacja tego wymaga, dlatego zaproponowałem, że wraz z bratysławskimi aktywistami odwiedzimy te regiony. Na jesień przygotowujemy też szkolenie dla działaczy, którego celem jest motywowanie ich do aktywności. Oczywiście chcę odwiedzić Polonię w każdym ośrodku Klubu Polskiego. Do tej pory widziałem wspaniały oddział w Trenczynie, gdzie mieliśmy zebranie Rady Klubu Polskiego. 8

odczas X Kongresu Klubu Polskiego delegaci tejże organizacji wybrali na swojego prezesa Tomasza Bienkiewicza. Jest to najmłodszy, bo liczący 34 lata, prezes tego stowarzyszenia. Jak sam przyznał, historię osiemnastoletniej działalności Klubu poznawał, czytając starsze roczniki „Monitora Polonijnego“. Należy do pokolenia Europejczyków, nieobciążonych kompleksami czasów komunizmu. Ma konkretne wyobrażenia dotyczące działalności Klubu, które przedstawił podczas wywiadu, udzielonego dla czytelników „Monitora Polonijnego“.

P

Na Kongresie poznał Pan delegatów, czyli reprezentantów wszystkich regionów. Czy w Pana ocenie są jakieś różnice między Polonią bratysławską a tą z innych miast? Poza Bratysławą mieszka Polonia, która na Słowację dotarła wiele lat temu. W tych regionach dobrze byłoby więc zachęcić do działania młodych. Może włączyć też młodą generację, która przyszła na świat na Słowacji w polsko-słowackich rodzinach? W Bratysławie, obok Polaków, którzy tu przyjechali wiele lat temu, widoczna jest Polonia niedawno przybyła do tego miasta. Z myślą o nich warto byłoby uruchomić coś, co można by nazwać centrum pomocy, które mogłoby im pomóc w odnalezieniu się w nowym miejscu. Tym się zajmiemy, jak już zdobędziemy lokal na siedzibę Klubu. Kongres był też okazją do poznania reprezentantów instytucji, które współpracują z Polonią. Jak Pan ocenia spotkanie z nimi? Miłym akcentem było pojawienie się na Kongresie pana Jana Komornickiego, byłego ambasadora Polski w Republice Słowackiej, którego łączą bardzo silne więzi ze słowacką Polonią. Niektórzy zaproszeni goście nie mogli przybyć na Kongres, ale wystosowali do nas listy, które zostały oficjalnie przeczytane. W tych listach było wiele serdeczności i ciepła. Z obecnych gości warto wymienić też

pana Tadeusza Frąckowiaka, honorowego konsula z Liptowskiego Mikulasza, oraz przedstawiciela naszej ambasady, pana konsula Piotra Wardaka, od którego dostaliśmy bardzo cenne informacje, dotyczące składania wniosków do referatu do spraw konsularnych o dofinansowanie naszej działalności. Jak pan konsul ocenił, stać nas na to, byśmy byli aktywniejsi i przygotowali więcej projektów kulturalnych. A Pan jak to ocenia? Klub Polski organizuje flagowe imprezy, które już na stałe zapisały się w kalendarzu tej organizacji, ale warto też organizować mniejsze przedsięwzięcia, scalające członków Klubu. Dogodniejszą sytuację mają te oddziały, które dysponują własną siedzibą, dlatego tak ważne jest zdobycie pomieszczenia dla Klubu w Bratysławie. Tu, wzorem na przykład Polonii w Berlinie, moglibyśmy otworzyć minikawiarnię z czytelnią polskiej prasy. Z pewnością cieszyłaby się ona dużym powodzeniem. Spodziewałbym się też w niej wizyt studentów polonistyki z Uniwersytetu Komeńskiego, którzy dzięki temu mieliby żywy kontakt z językiem polskim. Wspomniał Pan o Berlinie. Jak Pan ocenia słowacką Polonię w porównaniu z tą, którą Pan poznał, mieszkając w Niemczech i w Danii? MONITOR POLONIJNY


Tamtejsze Polonie głównie składają się z Polaków, którzy przymusowo wyemigrowali z Polski w czasach komunizmu, którzy otrzymywali paszporty w jedną stronę. Jest to Polonia bardzo specyficzna, jej przedstawiciele wciąż rozpamiętują tamte czasy, często w kategoriach krzywdy. Drugie środowisko to ludzie młodzi, korzystający z otwartych granic i możliwości podejmowania pracy w różnych zakątkach świata. Na Słowacji mamy do czynienia przede wszystkim z emigracją sercową, a więc te stosunki wśród Polonii są życzliwe, bardziej rodzinne; przecież członkami Klubu są również Słowacy – partnerzy naszych rodaków.

Duży kredyt zaufania zobowiązuje… Na pewno. To oznacza, że wszystkie ośrodki Klubu wierzą, że nowo wybrane władze będą nadal sprawnie kierować organizacją. To jest mandat i odpowiedzialność, muszę więc pokazać, że za ich wyborem stoi wartość. Jest Pan najmłodszym prezesem Klubu Polskiego – kiedy w 1994 roku Klub powstawał, Pan uczęszczał jeszcze do szkoły średniej. Czy to atut, czy raczej niedogodność? Myślę, że wiek nie ma tu istotnego znaczenia. Liczy się przede wszystkim otwartość, umiejętność komunikacji, chęć i zapał do pracy. Poza tym, mam nadzieję, że właśnie ten fakt zachęci młodych do aktywności na rzecz Polonii. Liczę na pomoc prezesów regionalnych i swojego poprzednika pana Czesława Sobka. Nie oszukujmy się, nie wiem wszystkiego i potrzebuję wsparcia ludzi doświadczonych. Cieszy mnie fakt, że obecny zarząd tworzymy razem z paniami: Małgorzatą Wojcieszyńską, która na rzecz Klubu pracuje już kilkanaście ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Kongres był pierwszą Pana konfrontacją z Polonią z różnych zakątków Słowacji. Czy coś Pana zaskoczyło? Zaskoczeniem była wypowiedź jednego z gości Kongresu, który miał wątpliwość, czy osoba nieposiadająca słowackiego obywatelstwa może skutecznie reprezentować Klub Polski w kontaktach ze słowackimi władzami. Z drugiej strony bardzo miłym akcentem było to, że mimo tak ostro postawionego problemu, zostałem wybrany na prezesa Klubu prawie

jednogłośnie – tylko jedna osoba wstrzymała się od głosu. Tak duże poparcie dla mojej kandydatury mile mnie zaskoczyło.

lat, i Magdaleną Štujberovą, będącą pierwszą osobą w historii Klubu Polskiego zasiadającą w zarządzie, która przyszła na świat na Słowacji, w polsko-słowackiej rodzinie. Prezentując na Kongresie swój program działania, przedstawiał go Pan, na wzór zadań, jakie stoją przed pracownikami firmy. Podchodzi Pan do pracy na rzecz stowarzyszenia jak do wyzwania biznesowego? Zastanawiając się, czy kandydować na stanowisko prezesa Klubu Polskiego, przeglądałem dokumenty tej organizacji. Wtedy zauważyłem pewne podobieństwa: w stowarzyszeniu mamy statut, w spółce, którą kieruję, jest umowa spółki, w stowarzyszeniu mamy zarząd, ja też stoję na czele zarządu firmy, którą kieruję. Oczywiste jest to, że w jednym i drugim przypadku trzeba pilnować księgowości i tego, by zarządy pracowały, radziły sobie ze swoimi problemami, rozwijały się. To mnie przekonało, że mogę podjąć się nowego zadania, bazując na doświadczeniu w kierowaniu firmą. Jak Pan ocenia fakt, że w niewielkiej Słowacji istnieje kilka organizacji polonijnych? Według mnie w jedności jest siła. Najlepiej by było, gdyby istniała organizacja spinająca wszystkie elementy. Mówiąc jednym głosem, mamy większe szanse osiągnąć więcej. Problemem, na przykład w Niemczech, gdzie jest dużo organizacji polonijnych niepotrafiących się ze sobą porozumieć, są kłótnie, które do niczego dobrego nie prowadzą. Najpierw będę pracował nad tym, by wzmocnić Klub Polski, a potem będziemy myśleć o działaniach skierowanych na zewnątrz. Czy słowacka Polonia, z racji tego, że mieszkamy w małym kraju, nie jest trochę marginalizowana w porównaniu z innymi, większymi diasporami polskimi rozsianymi po świecie? W umysłach niektórych naszych rodaków z kraju pokutuje przeświadczenie, że Słowacja to prawie Polska. Ale myślę, że sporo się zmieniło, od kiedy Klub Polski zaczął wydawać

CZERWIEC 2012

9


Zamierza Pan współpracować z innymi mniejszościami narodowymi? Warto byłoby nawiązać dialog z Polakami w Czechach, a na naszym podwórku z mniejszością węgierską, w myśl znanego powiedzenia: „Polak, Węgier dwa bratanki…“. Na koniec rozmowy zadam pytanie natury bardziej prywatnej. Uważny czytelnik „Monitora Polonijnego“ mógł wydedukować z publikowanej w majowym numerze naszego pisma ankiety, że przyjął Pan nazwisko żony. To bardzo nietypowe. Skąd taka decyzja? (śmiech) Przed ślubem rozmawiałem z moim przyszłym teściem, który ubolewał, że po zamążpójściu córek, nikt nie będzie nosił jego nazwiska. Zaproponowałem mu więc, że przyjmę nazwisko żony. A skoro obiecałem to słowa dotrzymałem. Słowność jest Pana największym atutem? Bardzo trudno jest mówić o sobie, ale myślę, że największymi moimi atutami są słowność i upór w dążeniu do celu. Jestem bardzo odpowiedzialny – jak się czegoś podejmę, to muszę to doprowadzić do końca. Cechuje mnie też otwartość w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 10

Wiadomości z kościoła w Karlovej Vsi ościół, klasztor i centrum pastoralne św. Franciszka z  Asyżu w bratysławskiej dzielnicy Karlova Ves od początku są związane z mieszkającymi w Bratysławie Polakami. Nowa era braci mniejszych rozpoczęła się w 1994 roku, kiedy najpierw przyjechał tu brat Marek Tokarczyk z Polski, a później brat Kristián Žmuda, którzy przez kilka lat budowali społeczność franciszkanów w stolicy Słowacji. Budowę nowego centrum franciszkanów rozpoczęto ponad dziesięć lat temu,  nowy kościół 9 marca 2002 r. poświęcił abp Ján Sokol, natomiast klasztor doczekał się wyświęcenia 9 listopada 2003 r. przez generalnego asystenta braci franciszkanów Jerzego Maculewicza. Na łamach „Monitora“ publikowaliśmy w październiku 2010 roku artykuł o  głównym przedstawicielu braci na Słowacji Lucjanie M. Boguckim. Kościół franciszkanów przyciąga wierzących nie tylko z dzielnicy Karlova Ves, ale i z całej Bratysławy. Są wśród nich liczni Polacy. Parafia – oprócz posługi kapłańskiej – prowadzi programy dla chrześcijańskich rodzin, dla matek i  ich dzieci, dla młodzieży i dla seniorów. Co roku w Wielką Sobotę spotykają się tu Polacy, by poświęcić pokarmy. Jeszcze kilka lat temu odbywały się tu polskie msze.

K

ZDJĘCIA: ĽUBOMÍRA SOLDÁNOVÁ

„Monitor Polonijny“, będący największą reklamą tutejszej Polonii. Pismo otrzymuje prestiżowe nagrody, podobnie jak jego redaktor naczelna, która ponadto bierze udział w różnych imprezach międzynarodowych czy programach telewizyjnych, co powoduje, że słowacka Polonia jest rozpoznawalna. „Monitor“ to dla mnie nieodłączny element Klubu Polskiego, z którego można się dowiedzieć, co dzieje się w środowisku polonijnym. To nie jest jakaś tam gazetka z reklamami, ale profesjonalne pismo z dobrze dobranymi informacjami z różnych regionów Słowacji i z Polski, wydawane za stosunkowo niewielkie środki. Bardzo ważnym elementem jest też strona internetowa Klubu, którą będziemy na bieżąco ulepszać.

Znaczącą, choć bardzo smutną okazją do spotkania rodaków u franciszkanów, była msza w języku polskim za ofiary katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem w 2010 roku. Na dziedzińcu przed kościołem 6 maja 2012 r. miało miejsce poświęcenie rzeźby Bogurodzicy Panny Marii naturalnej wielkości. Rzeźba ta powstała ze sztucznego kamienia i piaskowca z elementami szkła i została umieszczona na ścianie klasztoru, naprzeciwko wejścia do kościoła. Jej autorem jest znany rzeźbiarz Ján Lesňák, którego dzieła zdobią nie tylko Bratysławę, ale i inne miasta Słowacji, a także Rzym, czeski Jablunkov czy polski Kraków, a konkretniej słowacką kapliczkę pod bazyliką Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Pomysł umieszczenia rzeźby właśnie na budynku klasztoru jest związany z  poświęceniem parafii franciszkańskiej na Słowacji Niepokalanemu Poczęciu Panny Marii. Tydzień później, 13 maja, w tej samej parafii poświęcono Parafialne Centrum Rodziny, które będzie służyć za miejsce spotkań rodzin i zabaw dzieci i młodzieży. Centrum otwarte jest dla wszystkich. Z  pewnością znajdzie się w nim też miejsce na rozmowy po polsku. ĽUBOMÍRA SOLDÁNOVÁ MONITOR POLONIJNY


Spotkanie z okazji Święta Konstytucji 3 Maja ak co roku w ambasadzie Rzeczpospolitej Polskiej w Bratysławie odbyło się przyjęcie z okazji Święta Konstytucji 3  Maja. Dnia 27 kwietnia licznie przybyli goście wysłuchali przemówienia ambasadora RP w RS Andrzeja Krawczyka, który przypomniał, że polska konstytucja była pierwszą konstytucją w Europie, ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA a drugą – po amerykańskiej – na świecie. Ambasador zachęcał również do radosnego świętowania tego ważnego wydarzenia w dziejach Polski. Na spotkanie przybyli ważni przedstawiciele słowackiego życia politycznego, kulturalnego i gospodarczego, korpus dyplomatyczny oraz przedstaRed. wiciele organizacji polonijnych.

łównym tematem XVI Międzynarodowej Konferencji o Handlu i Marketingu Slovak Retail Summit 2012 była analiza wyników działalności handlowej za rok 2011 i pierwszy kwartał 2012 roku oraz stworzenie w związku z tym wspólnej strategii w celu trwałego utrzymania rozwoju rynku. Konferencja, zorganizowana przez Słowacki Związek Handlu i Ruchu Turystycznego, odbyła się w Bratysławie w dniach 17-18 kwietnia. Tytuł konferencji – „Razem osiągniemy więcej” – wskazywał na to, że tę niewątpliwie sprawdzoną drogą, prowadzącą do osiągnięcia sukcesu, jest ścisła współpraca w ramach poszczególnych gałęzi gospodarczych. Wśród uczestników spotkania byli przedstawiciele Ministerstwa Gospodarki RS, Ministerstwa Rolnictwa RS, reprezentanci życia politycznego, przedstawiciele handlu, przemysłu oraz administracji państwowej, a także konsul honorowy RP w Liptowskim Mikulaszu Tadeusz Frąckowiak. Jest już zwyczajem, że podczas takich konfe-

G

CZERWIEC 2012

rencji Słowacki Związek Handlu i Ruchu Turystycznego przyznaje prestiżowe wyróżnienia osobom bądź organizacjom, które w szczególny sposób przyczyniły się do rozwoju handlu, uczestniczyły w wytwarzaniu zrównoważonej przedsiębiorczości, wniosły nowe pomysły czy wartościowe informacje, niezbędne przy decydowaniu o wprowadzaniu zmian w dziedzinie handlu. Wyróżnieniem tym jest Order Merkurego, który w tym roku otrzymały trzy osoby. Jedną z tych osób jest właśnie Tadeusz Frąckowiak, konsul honorowy RP na Słowacji i jednocześnie dyrektor generalny firmy VEREX HOLDING a.s. Liptowski Mikulasz. jd

„Rodzina Nickey’ego“ cieszyła Cieszyn „Wreszcie coś optymistycznego“ – radośnie konstatowała para małżeńska w średnim wieku po obejrzeniu filmu dokumentalnego „Rodzina Nickey’ego“, który zdobył 17 nagród. Film Patrika Pašša (na zdjęciu) i Mateja Mináča został już po raz drugi zaprezentowany w Polsce. Tym razem było to 4 maja 2012 w ramach cieszyńskiego festiwalu „Kino na granicy”. Pokaz odbył się w imponującym miejscu – w  centrum miasta, w Teatrze A. Mickiewicza. „Przypominało mi to bratysławską premierę“ – skomentował producent Patrik Pašš, który zapowiedział film wraz z menedżerką do spraw komunikacji w TRIGON PRODUCTION Ivetą Pospíšilovą. Miłym akcentem było to, że organizatorzy festiwalu ułożyli program tak, że wcześniej widzowie mogli obejrzeć animowany hit roku „Ostatni autobus“, którego autorem scenariusza jest Patrik Pašš, jr. Po projekcji „Rodziny Nickey’ego“ producent odpowiadał na pytania widzów i przyjmował gratulacje. W zeszłorocznym Międzynarodowym Festiwalu Filmu Żydowskiego w Warszawie film ten zyskał nagrodę Kamera Dawida za muzykę, skomponowaną przez Janusza Stokłosę. „Rodzina Nickey’ego“ prezentowana jest na licznych festiwalach zarówno w USA, jak i w Europie, w maju i  czerwcu jest pokazywana w Kenii. Film powstał przy wsparciu finansowym Ministerstwa Kultury RS i Funduszu Audiowizualnego SR. IVETA POSPÍŠILOVÁ, CIESZYN ZDJĘCIE: IVETA POSPÍŠILOVÁ

Order Merkurego dla Tadeusza Frąckowiaka

ZDJĘCIE: ZUZANA MINÁČOVÁ

J

11


Majówka na sportowo egoroczna Majówka-Potańcówka odbyła się 19 maja w bufecie „Na Plaży” nad bratysławskim jeziorem Złote Piaski i upłynęła w iście sportowej, pełnej rywalizacji atmosferze. Rozpoczęła się z godzinnym opóźnieniem, którego powodem było kibicowanie naszym słowackim braciom, rozgrywającym akurat niezwykle ważne spotkanie z Czechami w ramach mistrzostw świata w hokeju na lodzie. Słowacy ten mecz wygrali, czym zapewnili sobie miejsce na podium

T

12

10 kandydatów ze Szwecji, Austrii, Polski i oczywiście Słowacji, pragnących w ten sposób podbić serca pięknych Polek. By zdobyć ów tytuł musieli oni wziąć udział w kilku konkurencjach, wykazując się elokwencją, urokiem osobistym oraz poczuciem humoru. Błyskotliwie i dowcipnie odpowiadali na pytania zadawane zarówno przez jury, jak i publiczność, a podczas prezentacji wdzięków rozbiegli się po całym tarasie, prezentując się każdej z pań. Zaskoczona i zachwycona ich zachowaniem była żeńska część widowni, nawet prowadząca konkurs Małgorzata Wojcieszyńska nie spodziewała się takiego zaangażowania uczestników. Najwięcej zabawy dostarczyło jednak zadanie, po-

legające na tym, iż biorący udział w konkursie panowie musieli w ciągu niespełna minuty i stosownie do podkładu muzycznego demonstrować zachowanie kobiety za kierownicą. Oj, działo się, działo… I wiele osób nawet się popłakało... ze śmiechu, oczywiście. Damskie polsko-słowackie jury w składzie: Katarzyna, Wanda oraz Andrea miało nie lada problem. Ostatecznie największe uznanie komisji sędziowskiej zdobył fantastyczny Zbigniew Bienkiewicz z Wrocławia, zyskujący wielki aplauz i tytuł Miś Polonia 2012. Pierwszym wice-Misiem został Tomasz Bienkiewicz z Bratysławy, który jednocześnie zyskał tytuł Misia Publiczności, zaś drugim wice-Misiem został Grzegorz, także z Bratysławy. Natomiast miano Misia Fotoreporterów zyskał Tomasz Madej z Bratysławy.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

oraz szansę na złoty medal. Okrzykom i brawom nie było końca. Wygrana Słowaków przyczyniła się do tego, że naszą majówkę rozpoczęliśmy w radosnej dla wszystkich atmosferze i przy sprzyjającej pogodzie. Nikogo nie trzeba było zachęcać do zabawy. Nogi same rwały się do tańca, głównie dzięki skocznym utworom, wykonywanym przez przebojową Wandę z zespołem z Wiednia. Na parkiecie wirowały kwieciste spódnice, najprawdziwsza Greczynka tańczyła z naszą Polonią sirtáki, taniec znany z filmu „Grek Zorba”, a mężczyźni żywiołowo dyskutowali na tematy sportowe. Trudno zresztą się było dziwić, bowiem w tym dniu oprócz półfinału mistrzostwa świata w hokeju rozgrywany był też finał Ligi Mistrzów. Jednakże prawdziwych emocji naszym panom dostarczył odbywający się po raz pierwszy w historii Klubu Polskiego konkurs Miś Polonia 2012, do którego błyskawicznie zgłosiło się

ZDJĘCIA: DANUTA BUTLER

MONITOR POLONIJNY


Wyniki wyborów do władz Klubu Polskiego Kongres Klubu Polskiego wybrał 26 maja 2012 r. nowe władze tejże organizacji polonijnej. Prezesem Klubu został Tomasz Bienkiewicz, zaś funkcję wiceprezesów objęły Małgorzata Wojcieszyńska i Magdalena Štujberová. Komisję rewizyjną tworzyć będą: Iveta Matejková, Gabriela Zwiewková i Włodzimierz Butowski. Relację z Kongresu znajdą Państwo na stronie 2, zaś wywiad z nowym prezesem na stronie 8.

X Smakowite nagrody w postaci płynnego miodu, takiego jaki Misie lubią najbardziej, oraz pamiątkowe pluszowe misiaczki wręczyła zwycięzcom przewodnicząca jury Katarzyna Tulejko. W trakcie tegorocznej majówki członkom Klubu Polskiego wręczono karty klubowe. Karty takie można jeszcze kupić za jedyne 5 euro, by potem cieszyć się z licznych zniżek, które zarząd Klubu Polskiego obiecuje i na bieżąco przygotowuje. Druga edycja cyklicznej już Majówki-Potańcówki miała charakter międzynarodowy, pełen emocji i współzawodnictwa. Pokazała, że Polacy potrafią się bawić i tą zabawą zarażać innych, bez względu na wiek, narodowość czy przekonania. Czym nowym zaskoczą nas organizatorzy imprezy następnym razem? O tym przekonamy się za rok. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

TOMASZ BIENKIEWICZ pochodzi z Leśnej, niewielkiego miasteczka, położonego na pograniczu polsko-czesko-niemieckim. W 2003 roku ukończył studia na Politechnice Wrocławskiej z tytułem magistra inżyniera elektroniki. W roku 2003 wyjechał do Niemiec, a od 2005 roku mieszka w Bratysławie, gdzie jest prezesem zarządu firmy REC Slovakia s.r.o., zatrudniającej głównie inżynierów informatyków. Jak sam twierdzi, w jego pracy zawodowej najważniejszy jest kontakt z ludźmi, umiejętność znajdowania kompromisów po uprzednim wsłuchaniu się w potrzeby wszystkich zainteresowanych stron. Kontakt: tomasz.bienkiewicz@gmail.com MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA jest absolwentką Wydziału Pedagogiczno-Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego. W 1995 roku wyszła za mąż za Słowaka i zamieszkała w Bratysławie, gdzie rozpoczęła współpracę z Klubem Polskim, ucząc języka polskiego dzieci polonijne i współtworząc czasopismo „Monitor Polonijny“. W latach 2000-2004 pełniła funkcję prezesa Klubu Polskiego w Bratysławie, organizując wiele dużych przedsięwzięć kulturalnych, m.in. Dni Polskie w Bratysławie, które otwierali prezydenci RP i RS, czy coroczne edycje Balu Polskiego, którego gościem był m.in. słowacki premier. Zawodowo współpracuje ze słowackim dziennikiem SME. Współpracowała też m.in. z czeską redakcją Radia Wolna Europa, „Nowym Dziennikiem“ – największym polskim dziennikiem wydawanym poza granicami Polski, czy słowackim Radiem „Twist”, współtworząc program „Weekend z legendą“, w którym prezentowała twórczość takich gwiazd, jak Maryla Rodowicz, Marek Grechuta czy Anna Maria Jopek. W 2004 roku została redaktorem naczelnym „Monitora Polonijnego“. Jest dwukrotną laureatką nagród, przyznawanych przez Światowe Forum Mediów Polonijnych w Tarnowie. W roku 2010 z okazji 15-lecia „Monitora Polonijnego“ zorganizowała imprezę jubileuszową, integrującą środowisko polskie i słowackie. Przyczyniła się też do wydania z tej okazji książki w języku słowackim, zatytułowanej „Polska oczami słowackich dziennikarzy“. Od 2010 roku pełni funkcję wiceprezesa Klubu Polskiego. W marcu br. za działalność polonijną otrzymała Złotą Sową, czyli polonijnego Oscara, przyznawanego przez redakcję „Jupitera“ – pisma Klubu Inteligencji Polskiej w Wiedniu i Kongresu Polonii w Austrii. Kontakt: mwobla@gmail.com MAGDALENA ŠTUJBEROVÁ urodziła się na Słowacji w polskosłowackiej rodzinie. Skończyła studia budowlane na uniwersytecie w Bratysławie, gdzie jest zatrudniona na stanowisku docenta. Obecnie przebywa na urlopie wychowawczym. Jej pasją od 27 lat jest taniec. Od 19 lat tańczy tańce europejskie i amerykańskie w zespole „Sillmarion”, który ma na swoim koncie występy także podczas Dni Polskich w Bratysławie w 2001 roku. Od kilku lat angażuje się w życie Klubu Polskiego w Bratysławie, m.in. administrując stroną internetową organizacji. Jak sama twierdzi, Klub Polski jest dla niej łącznikiem z Polską, którą po śmierci dziadków odwiedza rzadziej. Kontakt: mag.stujber@gmail.com

CZERWIEC 2012

13


ośrodku rekreacyjnym „Oliwa” w Trenčianskiej Teplej 25 maja zapanowało ożywienie: z rożnych stron Słowacji zjechali się tu polonijni goście, by wziąć udział w imprezie z okazji Zielonych Świątek, połączonej z obchodami Dnia Dziecka. Przedsięwzięcie zostało zorganizowane, podobnie jak i w poprzednich latach, przez Klub Polski w Dubnicy nad Wagiem.

W

wersacjach na tematy polonijne, wysłuchiwaniu nowinek i ploteczek oraz przyjemnych wspominkach. Do późna w nocy słychać było śpiewy gości z różnych regionów Słowacji. Po sobotnim śniadaniu rozpoczął się X Kongres Klubu Polskiego. Podczas gdy regionalni działacze polonijni oraz delegaci dyskutowali na poważne tematy, pozostali goście skorzystali z wycieczki krajo-

Zielone Świątki i Dzień Dziecka ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

znawczej do uzdrowiskowej miejscowości Trenčianske Teplice. Zarówno dzieci, jak i dorośli mogli się tam rozkoszować kąpielą w wodach termalnych basenu Grand. Cześć osób udała się na piesze wędrówki po okolicy, inni relaksowali się na terenie ośrodka „Oliwa”, ciesząc się z pięknej, wiosennej

pogody. Po obiedzie nastał czas najbardziej wyczekiwany przez dzieci. Pod okiem brata Macieja z Bratysławy bawiły się razem, a jednocześnie współzawodniczyły między sobą, zaś Gabriel Petraš z Trenczyna pomagał im przygotować prace plastyczne na konkurs ogłoszony przez redakcję „Monitora Polonij-

Już powitaniom towarzyszyła wspaniała atmosfera, bowiem w perspektywie był cały weekend, który i goście, i gospodarze mieli spędzić wspólnie w malowniczo położonym miejscu u podnóża Gór Strażowskich. Piątek upłynął na towarzyskich konPODZIĘKOWANIA W imieniu Klubu Polskiego Środkowe Poważe dziękuję wszystkim tym, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do realizacji naszego przedsięwzięcia, które finansowo wsparły Kancelaria Rady Ministrów Republiki Słowackiej z programu Kultura Mniejszości Narodowych 2012 oraz Referat ds. Konsularnych Ambasady RP w Bratysławie. Dziękuję za przybycie panu Piotrowi Wardakowi – I sekretarzowi Ambasady RP w RS, panu Tadeuszowi Frąckowiakowi – konsulowi honorowemu RP w Liptowskim Mikulaszu, Chórowi Kameralnemu „CANTO” pod kierownictwem pani Iwony Ewertowskiej-Mener, panu Ginterowi Skowronkowi – wójtowi Gminy Wielowieś, panu 14

Mariuszowi Ostrowskiemu – dyrektorowi Gimnazjum im. Jana Pawła II w Wielowsi, panu Adamowi Wojtowiczowi – dyrektorowi Zespołu Obsługi Placówek Oświatowych w Wielowsi, oraz ks. Ondrejowi Pučkowi, celebrującemu uroczystą słowackopolską mszę św. w kościele św. Józefa Robotnika w Nowej Dubnicy. Dziękuję też personelowi ośrodka „Oliwa“ za wspaniałą organizację naszego pobytu i wyjście naprzeciw naszym wymaganiom. Ponadto serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom za przybycie, a dzieciom za ich wkład w program kulturalny. ZBIGNIEW PODLEŚNY Klub Polski Środkowe Poważe MONITOR POLONIJNY


nego“, zatytułowany „Morze Bałtyckie i jego skarby”. Trzeba przyznać, że nasi milusińscy wykazali się talentem i wyobraźnią, marząc jednocześnie o zbliża-

jących się wakacjach. Przyjemnościom nie było końca. Dzieci beztrosko ganiały po trawie, chłopcy grali w piłkę z dorosłymi, a dziewczyny opalały się na kocach. Ciekawy występ za-

prezentował zespół dziecięcy CANTO z Polski. Nie obyło się też bez wierszyków i piosenek w wykonaniu latorośli słowackiej Polonii oraz upominków i prezentów, ufundowanych przez redakcję „Monitora Polonijnego“, Referat ds. Konsularnych Ambasady RP w RS i konsula honorowego z Liptowskiego Mikulaša Tadeusza Frąckowiaka. Potem były przemowy, podziękowania i gratulacje, a na zakończenie programu kulturalnego ustępujący prezes Klubu Polskiego przekazał funkcję swojemu następcy. W końcu przyszedł czas na ognisko, kiełbaski i tradycyjną, pyszną jajecznicę. Tego wieczora jeszcze długo było słychać rozmowy i śpiewy. Ponieważ wszystko, co dobre, szybko się kończy, tak więc po niedzielnym obiedzie, poprzedzonym polsko-słowacką mszą św., nastał czas pożegnań i powrotów do domu.

Szczęście jest zawsze tam, gdzie je człowiek widzi – napisał Henryk Sienkiewicz. My to szczęście widzieliśmy przez cały czas pobytu na Słowacji, dokąd przybyliśmy na zaproszenie Klubu Polskiego Środkowe Poważe i jego prezesa Zbigniewa Podleśnego. Wizyta ta pozostawiła w naszych sercach niezapomniane wrażenia. W Gimnazjum im. Jana Pawła II w Wielowsi opowiadań na jej temat nie ma końca. Dla młodzieży z Polski, która odwiedziła polonijnych przyjaciół na Słowacji, spotkanie z nimi było bezcenną lekcją patriotyzmu, pokory, miłości i szacunku do Ojczyzny, a o takie lekcje w szkole trudno. My tę możliwość mamy, dzięki współpracy z Klubem Polskim - Stowarzyszeniem Polaków i Ich Przyjaciół na Słowacji, która trwa już od 2006 roku. CZERWIEC 2012

Podobnie jak poprzednie spotkania zielonoświątkowe i to tegoroczne było wspaniałą okazją do spotkania rodaków z różnych regionów Słowacji, wymiany poglądów, uwag i opinii, a przede wszystkim pozwoliło oderwać się od codzienności i przyjemnie spędzić czas wśród przyjaciół. Dlatego gorące podziękowania należą się wszystkim osobom, które przy-

czyniły się do organizacji tej imprezy oraz wszystkim, którzy na nią przybyli i dobrze się bawili. MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA

ZDJĘCIE: MARTIN DAMBORÁK

Zorganizowane przez słowacką Polonię spotkanie, w którym mieliśmy okazję uczestniczyć, okazało się bardzo dobrze zorganizowaną imprezą, która odbyła się w urokliwym zakątku Słowacji, w czasie której mogliśmy nie tylko wypocząć, ale i zapoznać się z historią i lokalną tradycją. Dziękując za tak miłe przyjęcia, przesyłamy wiele serdeczności Klubowi Polskiemu Środkowe Poważe, a szczególnie jego Prezesowi – Panu Zbigniewowi Podleśnemu, którego poznanie było dla nas zaszczytem, a który stał się dla nas symbolem Polaka i Przyjaciela. Jeszcze raz dziękujemy! ADAM WOJTOWICZ dyrektor Zespołu Obsługi Placówek Oświatowych w Wielowsi

Serdecznie pozdrawiamy Rodaków na Słowacji, którym dziękujemy za niezapomniane chwile wspólnego przeżywania Zielonych Świątek i Dnia Dziecka. Władzom Klubu Polskiego oraz wszystkim jego kołom regionalnym życzymy wszelkiej pomyślności i sukcesów. GINTER SKOWRONEK wójt Gminy Wielowieś ADAM WOJTOWICZ dyrektor Zespołu Obsługi Placówek Oświatowych w Wielowsi IWONA EWERTOWSKA-MENER kierownik zespołu „Canto” wraz z jego członkami MARIUSZ OSTROWSKI dyrektor Gimnazjum im. Jana Pawła II w Wielowsi

WIĘCEJ ZDJĘĆ NA: HTTP://WWW.KLUBPOLSKI.WEB-ALBUM.ORG/

15


Stary świat zbliża się ku końcowi WAŻKIE ragedia w Černovej to znaczący moment WYDARZENIA historyczny z perspektywy całej Europy W DZIEJACH SŁOWACJI Środkowej. Wielokrotnie odbijała się na wydarzeniach w życiu publicznym. W poprzednim odcinku pisaliśmy już o dyskusji na ten temat w parlamencie w Budapeszcie. O Černovej mówiono także w parlamencie w Wiedniu. W USA wieść o tej tragedii stała się bodźcem do powstania słowackich organizacji narodowych.

T

Ówczesny najbardziej odbywał karę za „nawołyznany brytyjski specjaliwanie do waśni narodosta od problematyki wych”. Mało znany jest środkowoeuropejskiej fakt, że Hlinka w więzieRobert William Setonniu zaprzyjaźnił się z odWatson, będący autorysiadującym tam swoją katetem dla angielskiej klarę radykalnym węgiersy politycznej, pod wpłyskim socjalistą Belą Kuwem słowackich wydanem, który dziesięć lat rzeń z madziarofila i mipóźniej został wodzem łośnika Kossutha stał się złowieszczej Węgierskiej słowako- i czechofilem. Republiki Rad. Cesarz Franciszek Józef Andrej Hlinka Konsekwencją wydauznał za wskazane zaderzeń w Černovej były takmonstrować, że jest władcą obywateli że zmiany w czeskiej świadomości. monarchii wszystkich narodowości i aż Dotychczas Czesi mocno skupiali się na trzykrotnie zaprosił do siebie na rozmowspółpracy z Węgrami przeciwko Wiewę słowackiego działacza i posła Milana dniowi. Černová spowodowała nowy Hodžę – późniejszego wieloletniego sposób myślenia: Węgrzy uciskają poministra Czechosłowacji, a w latach bratymczy naród słowacki, a ich anty1935-1938 jej premiera. To właśnie na słowiańskość jest silniejsza niż antyauprośbę Hodžy cesarz napisał do papieża striackość i opór wobec Habsburgów. list z prośbą o interwencję u biskupa Od tego momentu zaobserwować możdiecezjalnego w sprawie księdza Hlinna wzrost czeskiego zainteresowania ki. Biskup Párvy był bowiem węgierSłowakami i narastający dystans do skim nacjonalistą (patriotą?) i zakazyWęgrów. Nawet w polskiej prasie pojawał Hlince działalności duszpasterskiej wiły się wyrazy sympatii wobec (wysłał nawet do Watykanu wniosek Słowaków i spekulacje, że Słowacy są o wyłączenie go ze stanu duchowprawie Polakami i na pewno bliżej im nego), zarzucając mu, że posługę kado Polaków niż do Czechów. „Kurier płańską łączy z narodową działalnością Lwowski” we wrześniu 1908 roku napisłowacką. W sprawie poparcia dla sał wprost: „Słowacy to jeden z odłaHlinki zebrano wśród katolików słomów narodu polskiego”. wackich 30 tysięcy podpisów, które Po wyborach w maju 1910 roku do także posłano do Rzymu. Na owe czasy parlamentu węgierskiego dostało się jebył to imponujący wyczyn. Wszystko to dynie trzech posłów słowackich z okręmusiało zrobić wrażenie w kongregagów Orava, Moravský Svätý Ján i Stupacjach watykańskich, bo w marcu 1909 va. Pokazywało to ograniczoną siłę i zaroku papież unieważnił decyzję biskusięg wpływu słowackiej idei narodowej pa i 10 kwietnia 1909 roku Hlinka mógł w tym czasie. Miało też wpływ na nową po raz pierwszy po dłuższej przerwie taktykę działania Andreja Hlinki. odprawić mszę. I odprawił ją, ale w kaPo wyjściu z więzienia Hlinka postaplicy w więzieniu w Szegedzie, gdzie nowił skoncentrować słowackie wysił16

ki na wytwarzaniu infrastruktury słowackiego życia narodowego, pracować nad powstawaniem słowackich instytucji, takich jak banki, kasy zapomogowe, koła gospodyń, chóry. Nie znamy dokładnie ówczesnego stanu świadomości Hlinki, ale z całą pewnością w jej kształtowaniu pewną rolę odegrały jego studia nad sytuacją Polaków w Poznańskiem i ich walka z naporem niemczyzny. Do czasu wybuchu I wojny światowej powstało i działało ok. 30 różnych słowackich instytucji finansowych, które odegrały dużą rolę w przetrwaniu narodu słowackiego, zagrożonego zanikiem i madziaryzacją na przełomie XIX i XX wieku. Pierwsza słowacka kasa „wzajemnej pomocy” powstała w roku 1868, a najbardziej znanym i udanym przedsięwzięciem był bank „Tatra”, założony w Martinie w roku 1885. Hlinka świadomie odsunął się od bieżącego życia politycznego, koncentrując się na swym probostwie (biskup był zmuszony mianować go proboszczem w Rużomberku) i działalności Banku Ludowego dla Liptowa. Z więzienia został zwolniony 24 lutego 1910 roku, a już 20 marca wybrano go na prezesa banku. Większość swej aktywności Hlinka poświęcił właśnie bankowi – jeździł po wsiach i przekonywał, że porządny Słowak powinien oszczędzać i pożyczać jedynie w banku, kierowanym przez niego. Pisał też do amerykańskich Słowaków, aby pieniądze do domu posyłali jedynie przez liptowski bank, a nawet, by w nim lokowali swoje oszczędności, łącząc interes z patriotyzmem. Bank Ludowy szybko zyskał popularność nie tylko na Liptowie, ale i na Spiszu. Hlinka wybudował jego siedzibę w Rużomberku przy ulicy Mostowej. Miała ona świadczyć zarówno o sukcesie finansowym, jak i o możliwościach Słowaków. Ostatnie kilka lat przed wybuchem I wojny światowej to bardzo trudny okres w historii Słowaków. Pod naporem węgierskiej administracji i węgierskiej kultury żywioł słowacki został praktycznie zredukowany do obszaru MONITOR POLONIJNY


kuchni domowej na wsiach i na przedmieściach. Pojawiły się ponadto nowe zjawiska, dodatkowo osłabiające słowackie życie społeczne. Jednym z nich było powstanie słowackiej socjaldemokracji, postrzegającej samą siebie jako część socjaldemokracji węgierskiej, a z drugiej strony wpływy „ruchu postępu”, napływające z Czech. Oba nowe trendy społeczne starały się zmniejszyć znaczenie kryterium narodowościowego, traktując je za anachronizm. Takie myślenie obiektywnie wzmacniało siłę żywiołu niemieckiego i węgierskiego. Przykładem nowej sytuacji był zjazd katolików morawskich w Ołomuńcu (gdzie dominowali Niemcy) w sierpniu 1911, w którym uczestniczył Andrej Hlinka z delegacją Słowaków. Na dowód jedności morawsko-słowackiej zjazd symbolicznie wybrał Hlinkę na wiceprzewodniczącego obrad. Doszło tam do awantury, gdy liberalni Niemcy i „postępowcy” czescy starali się wspólnie przeszkodzić „reakcyjnym i zacofanym” katolikom w uroczystościach. Wówczas to u Hlinki zaczął narastać dystans wobec narodu czeskiego. W 1913 roku w ramach przygotowań do zbliżających się wyborów Hlinka formalnie wystąpił ze Słowackiej Partii Narodowej i doprowadził – po zjeździe w Żylinie 29 lipca – do oficjalnego zarejestrowania Słowackiej Partii Ludowej, której został przewodniczącym i był nim aż do śmierci w roku 1938. W Bośni (zajętej przez Austro-Węgry w roku 1878, a formalnie włączonej do tego państwa w 1908), w Sarajewie młody Serb Gawriło Princip zastrzelił austriackiego następcę tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, znanego jako lidera orientacji militarnej w cesarsko-królewskiej monarchii. To wydarzenie zapoczątkowało całą lawinę wydarzeń, które doprowadziły do wybuchu I wojny światowej. Dotychczasowy świat i realia polityczne legły w gruzach. Za kilka lat miał powstać nowy porządek wersalsko-trianoński i Czechosłowacja. Dla Słowacji oznaczało to koniec węgierskiej dominacji i nowy rozdział narodowej historii, tym razem wspólny z Czechami. ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

CZERWIEC 2012

Legenda „Solidarności” okiem Wajdy

W

drugiej połowie tego roku do kin ma trafić „Wałęsa” Andrzeja Wajdy. Nie wiem, jak Państwo, ale ja jestem szalenie tego filmu ciekawa.

Raz, że niewielu twórców porywa się na opowiadanie o czasach, które są już historią (i to jaką!), a które wciąż są żywe; ich świadkami byliśmy przecież nie tak dawno temu. Dwa, że przedstawienie na ekranie losów żyjącego wciąż człowieka, niezwykle kontrowersyjnej zresztą postaci, wymaga od reżysera ogromnych umiejętności, doświadczenia i… przede wszystkim taktu. Andrzeja Wajdy nikomu przedstawiać nie muszę; zastanawia mnie jednak, w jaki sposób wybrnie z tej trudnej sytuacji, jak (i czy) sprosta temu zadaniu – czy Wałęsa w jego filmie będzie żywym pomnikiem, czy Wałęsą z krwi i kości, ze wszystkimi ogólnie znanymi słabościami, irytującymi osądami i często nieskrywaną arogancją. Promocji filmu pomoże pewnie – choć może nie w sposób zamierzony – książka Danuty Wałęsy „Marzenia i tajemnice”, która niedawno trafiła na księgarskie półki. Mnóstwo w niej żalu, rozgoryczenia i pretensji do Lecha Wałęsy. Według pani prezydentowej z jednej strony życie u boku Lecha było ciekawe i pozwoliło jej w ostatecznym rozrachunku trafić na karty historii. Z drugiej jednak – wiązało się z nieustającym przebywaniem w cieniu sławnego człowieka, samotnością, rezygnacją z własnych potrzeb i ciężką pracą matki, wychowującej gromadkę dzieci. Czy te wspomnienia znajdą oddźwięk w filmie Wajdy – nie wiadomo. Jeszcze przed ukazaniem się

książki Danuta Wałęsa, rozmawiając z mediami o powstającym filmie, mówiła, że w roli siebie widziałaby Joannę Brodzik, którą bardzo lubi i ceni. Wiadomo już, że Brodzik nie wcieli się w postać „Danuśki”, bo do tej roli została wybrana Agnieszka Grochowska. Co ciekawe, na planie ponownie spotkała się ona z Robertem Więckiewiczem (oboje wystąpili w filmie Agnieszki Holland „W ciemności”), który gra główną rolę. Andrzej Wajda już cztery lata temu mówił, że poświęcony życiu Lecha Wałęsy film mógłby stać się trzecią częścią cyklu, do którego należą „Człowiek z marmuru” (1976) i „Człowiek z żelaza”(1981). Trzeba przyznać, że to poprzeczka postawiona samemu sobie niezwykle wysoko, bo wspomniane dwa obrazy są dziełami wybitnymi. Czy „Wałęsa” do nich dołączy – czas pokaże, pozostaje nam cierpliwie poczekać do premiery. KATARZYNA PIENIĄDZ

P.S. Ten tekst jest ostatnim tekstem mojego autorstwa, zamieszczonym w rubryce „Kino-oko”. Od przyszłego miesiąca ktoś inny będzie dla Państwa pisał o polskim kinie. Trzymam kciuki za tę osobę, życzę jej, by filmy, które wybierze do zrecenzowania, były co najmniej dobre i warte poświęconego im czasu. I oczywiście zapraszam do lektury innych artykułów mojego autorstwa. 17


Wakacje z duchami ozszerzone źrenice, przyspieszone bicie serca czy gęsia skórka – takich reakcji doświadczy każdy, kto stanie oko w oko z nocną zjawą. Reakcją sceptyków i osób odważnych może być uśmiech, który niekiedy zastyga na ustach, zwłaszcza gdy zamkowym straszydłem okazuje się dobry znajomy.

R

Spędzając letni weekend w Bojnicach, skorzystałam z oferty nocnego zwiedzania zamku. Pomysł ten wydał mi się bardzo ciekawy, zwłaszcza iż zawsze fascynowało mnie to, co nieodgadnione, nieodkryte i niewyjaśnione. Już jako dziecko uwielbiałam biegać po starych strychach i piwnicach oraz słuchać tajemniczych historii, opowiadanych przez rodziców oraz dziadków. Wnętrza zamku w świetle świec i pochodni wyglądają zupełnie inaczej. Panujący półmrok nie pozwala co prawda dostrzec detali zdobień zabytkowego wyposażenia komnat, ale sprawia, że wokół panuje mistyczna i niepowtarzalna atmosfera. Podczas oglądania bogatej ekspozycji portretów usłyszałam nagle stukanie i szmery. Przy kolejnych eksponatach dziwne odgłosy się nasiliły. Ktoś krzyknął, przestraszony, a reszta zwiedzających zaczęła się rozglądać nerwowo wokół siebie. Nieprzyjemny dreszcz przebiegł mi po plecach. Szyb18

ko się okazało, iż na zamku nie jesteśmy sami i że towarzyszą nam duchy! Początkowo tajemniczy, a zarazem nerwowy nastrój przerodził się w śmiech i dobrą zabawę. Okazało się bowiem, iż to przebierańcy snuli się po korytarzach zamku, udając duchy przodków. Turyści odetchnęli z ulgą, ja natomiast byłam niezmiernie zdziwiona, gdyż jednym ze straszydeł okazał się mój serdeczny znajomy, który w ten ciekawy sposób dorabiał sobie podczas wakacji. Jakże fantastycznie było mieć obok siebie przyjaznego duszka, który oprowadził mnie po zamku i przytoczył kilka ciekawych opowieści o jego niezwykłej historii. Otóż zamek bojnicki należy do jednego z najładniejszych i najbardziej znanych zamków na Słowacji,

Słowackie perełki

a także w Europie Środkowej. Zbudowany w XII wieku w miejscu drewnianego grodu był wielokrotnie przebudowywany i miał kilkunastu właścicieli. Jednym z nich był przez pewien czas polski książę Władysław Opolczyk. W 1939 roku zamek kupił czeski potentat obuwniczy Jan Bata, ale po wojnie rząd czechosłowacki zamek wraz z majątkiem skonfiskował, by w 1950 roku urządzić w nim muzeum. Ta iście bajkowa budowla swój wygląd zawdzięcza ponaddwudziestoletniej przebudowie w stylu neogotyckim, przy zachowaniu oryginalnych elementów architektury renesansowej. Podczas zwiedzania warto poświęcić uwagę na niezwykły zestaw obrazów, tzw. ołtarz bojnicki z XIV wieku, Złotą Salę z imponującym złocistym sklepieniem, a także Salon Orientalny z zachwycającą, zdobioną arabeskami boazerią. Jak każdy zamek i ten w Bojnicach skrywa swe mroczne tajemnice. Pod nim

znajduje się bowiem niewielka jaskinia, połączona z głęboką studnią, oraz sekretne przejście z krypty do wydrążonej w skale groty, na której stoi zamczysko. Podobno z twierdzy wiedzie tajne przejście do klasztoru w pobliskiej Prievidzy. Odkryto wyjście w klasztorze, ale na zamku nigdy nie znaleziono wejścia do podziemi. Okoliczni mieszkańcy uważają, że w bojnickim zamku naprawdę straszy. Ponoć pewnej nocy, podczas obchodu dwóm strażnikom niespodziewanie zerwał się z łańcucha pies i zniknął bez śladu. Nigdy go nie odnaleziono. Jednak pewnego razu w nocy przebiegł przez dziedziniec i znów zniknął, a nocni stróże zrezygnowali z pracy. Nieodłączną częścią bojnickiego zamku są fosa, piękne ogrody oraz park leśny. Przed bramą główną stoi 600-letnia lipa króla Macieja, pod którym to drzewem król urządzał uczty i narady. Dziś w tym miejscu odbywają się pokazy sokolników, kuglarzy oraz turnieje i pojedynki historyczne. Warto zatem wybrać się w słoneczny dzień do Bojnic i pospacerować po terenach zamkowych. Jeśli jednak lubicie mocne wrażenia, polecam odwiedzenie zamku wieczorową porą w lipcu lub sierpniu, kiedy to organizowane jest nocne zwiedzanie. Inną okazją do spotkania wiedźm, zjaw i maszkar jest także odbywający się na przełomie kwietnia i maja bojnicki Festiwalu Duchów i Straszydeł. MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA MONITOR POLONIJNY


Skarby architektury odkryte na nowo urniej Euro 2012 zbliża się wielkimi krokami. Choć będzie trwał relatywnie krótko, przygotowania do niego trwają od kilku dobrych lat. Dobudowujemy to, czego brakowało, szykujemy nowe połączenia między miastami, spieszymy się z remontami. Infrastruktura jest dostosowywana do spodziewanego przyjazdu licznych entuzjastów futbolu.

T

Dobrze, że ten turniej odbędzie się u nas, bo w ferworze przygotowań do niego zajmujemy się wreszcie i tymi problemami, które powinny być rozwiązywane na bieżąco, a nie tylko od święta. Jednym z nich jest wygląd polskich dworców kolejowych. Do tej pory straszyły podróżnych – szare, cuchnące, zaniedbane, pokryte warstwą brudu, oblepione straganami z mydłem i powidłem, pełne pijanych i bezdomnych. Złą prasę miały szczególnie dworce warszawskie – nie tylko Centralny, który w rankingach na najgorszy dworzec w Polsce zawsze zajmował bardzo wysoką pozycję, ale i te mniejsze, m.in. Śródmieście, Stadion, Powiśle, Warszawa Wschodnia. Narzekano, że są wyjątkowo obskurne i stolica powinna się ich wstydzić. Przez lata na wstydzie i utyskiwaniach podróżnych się kończyło; przed turniejem Euro 2012 nagle przypomniano sobie o brzydkich dworcach i wreszcie rozpoczęto ich remonty. Poza naprawami i wymianą zuży-

CZERWIEC 2012

tych materiałów dworce wymagały przede wszystkim porządnego mycia. Po wyszorowaniu Dworca Centralnego wielu przecierało oczy ze zdumienia. Pomimo upływu wielu lat od jego otwarcia w 1975 roku odnowiony Centralny wygląda nowocześnie i lekko. Usunięcie punktów gastronomicznych, zamontowanie nowego oświetlenia, wymiana podwieszanych sufitów pozwoliły budynkowi, zaprojektowanemu przez wybitnych architektów – Arseniusza Romanowicza i Piotra Szymaniaka, ożyć i na nowo zabłysnąć. Po remoncie branżowy magazyn „Architektura – Murator” uznał (w lutym 2012) Dworzec Centralny za „ikonę polskiej architektury XX wieku” i „przykład architektury modernistycznej o szczególnych walorach”.

Zachwyca również inne „dziecko” wspomnianego duetu architektów – odnowiony dworzec na stacji Warszawa Stadion, do niedawna mały i zapyziały. Początkowo planowano jego gruntowną przebudowę. Po analizie projektów Romanowicza i Szymaniaka uznano jednak, że dworzec ten jest wyjątkowy, dlatego wystarczy trzymać się pierwotnego zamysłu twórców. Odnowiono charakterystyczny falisty dach, przypominający żagiel. Wróciły szklane, wykonane z luksferów ściany, przed laty zamu-

POLAK POTRAFI rowane i niedbale pociągnięte burą farbą. Dzięki temu wnętrze rozświetliło się i zyskało na przestrzeni. Wyeksponowano zabytkowe schody, odnowiono perony i prowadzący do nich tunel. Wyłożony białymi kafelkami, robi duże wrażenie. Otwarty w 1958 roku dworzec Stadion dzięki przygotowaniom do Euro narodził się na nowo. Mało kto się spodziewał, że projekt jest aż tak piękny i przemyślany. „Autorzy uznali to za słuszną drogę do rytmicznego akcentowania w statycznej zabudowie miasta mało widocznej, ale silnie pulsującej rzeki komunikacyjnej” – tłumaczył zamysł dachu-żagla Arseniusz Romanowicz. Jemu i Szymaniakowi zawdzięczamy także wspomniane wcześniej dworce stołecznej linii średnicowej Ochota, Powiśle oraz dworce Wschodni i oczywiście Centralny. Dzięki przygotowaniom do Euro wszystkie one dostały szansę, by jeszcze raz pokazać swoje ukryte przez lata piękno. Architekturę poprzedniego ustroju zazwyczaj traktuje się po macoszemu, nie dopuszczając nawet myśli, że stworzone wówczas obiekty są wartościowe, mają nieprzeciętne walory użytkowe, a przecież niektóre z nich powoli stają się zabytkami, czego dowodem są właśnie wspomniane wyżej dworce. KATARZYNA PIENIĄDZ

19


Szkocka wyspa

Zwierzenia podniebienia

w centrum Šamorina

B

yć może niewielu z Was wie, że Szkoci uważani są nie tylko za ludzi mających węża w kieszeni, ale słyną również ze swojej serdeczności i gościnności.

Z nostalgią wspominam wizyty w Szkocji, gdzie miałam okazję spotkać wspaniałych ludzi, zasmakować swojskiej atmosfery szkockich pubów, ale przede wszystkim zachwycić i zachłysnąć się pięknem szkockiej przyrody. Wszystkie te wspomnienia przywiodły mnie pewnego dnia do szkockiego pubu w Šamorine koło Bratysławy. Był zimny wieczór, a światła pubu zapraszały gości do środka, obiecując ciepło. Pub jest podzielony na dwie części – dla palących i dla niepalących. Wybrałam część dla niepalących, w której znajdują się półokrągłe siedzenie typu box. Na ścianach wiszą herby i poroża jeleni, a wokół dominuje drewno. Wszystko razem tworzy klimat szkockich asocjacji – rycerskości, waleczności, odwagi. Pomyślałam sobie – dobry początek, właścicielom zależy na tym, by

przybliżyć klientom atmosferę Szkocji. Poprosiłam o menu – przyjemnie zaskoczyła mnie prezentowana z umiarem różnorodność. Z każdego rodzaju mięs kilka propozycji, kilka przystawek, dwie zupy, parę makaronów i deserów. Byłam przemarznięta, więc swój posiłek zaczęłam od ciepłej zupy cebulowej. Była przepyszna, podana z grzanką, rozpływającą się w wywarze i dopełniającą smak zupy. Na drugie zamówiłam dwa dania: marynowane skrzydełka w sosie barbecue oraz żeberka wieprzowe z miodem i warzywami. Oba to strzał w dziesiątkę – jadłam, aż mi się uszy trzęsły. Nie mogłam uwierzyć, że w takim małym miasteczku, jak Šamorin, podają takie smaczne potrawy.

Poproszona o pomoc w wyborze deseru uśmiechnięta kelnerka poleciła mi mus czekoladowy z malinami. I już za chwilę miałam go na talerzu. A kiedy zaczęłam go kosztować, moje kubki smakowe oszalały – mus był przepyszny, a ragu z malin świetnie współgrało ze słodyczą czekolady, aż się chciało talerz wylizać. Warto wspomnieć, że oprócz degustowanych przeze mnie dań pub poleca steki w przystępnych cenach, szkocką whisky i wywodzące się z Irlandii piwo Guinness. Zanim zdecydowałam się na opuszczenie lokalu, dałam się jeszcze skusić na grzane wino. A wracając do domu, analizowałam smaki, którymi jeszcze przed chwilą dane mi było się delektować, a które wywołały u mnie tylko bardzo pozytywne wrażenia. Jestem przekonana, że odwiedzony przeze mnie Scottish-pub zasługuje na miano superpubu. Polecam to miejsce wszystkim, którzy choć przez chwilę chcą się poczuć jak w Szkocji, czyli swojsko. SYLWIA KIŠ TOMASZEWSKA Redakcja informuje, że artykuły zamieszczane w rubryce „Zwierzenia podniebienia” w żaden sposób nie są sponsorowane i że wszelkie wydatki, związane z wizytami w prezentowanych lokalach, autorka pokrywa sama.

www.scottish-pub.sk

20

MONITOR POLONIJNY


Ale to nie był film... ROZWÓD PO DWUDZIESTU LATACH „Już teraz wiem, wszystko trwa, dopóki sam tego chcesz” (Myslovitz, Mieć czy być)

rtur Rojek, wokalista Myslovitz, nie będzie już współpracował ze swoimi kolegami z zespołu. Po dwudziestu latach ich drogi definitywnie się rozchodzą; Rojek skupi się na działalności solowej, pozostali członkowie Myslovitz będą kontynuować to, co robili do tej pory, ale z nowym wokalistą.

A

Taka informacja pojawiła się 20 kwietnia na facebookowym profilu Myslovitz. Zbagatelizowałam ją z uśmiechem niedowierzania; wszak pod koniec ubiegłego roku czytaliśmy już, że Artur Rojek zginął w wypadku samochodowym, co na szczęście okazało się fałszywką. Spodziewałam się zatem szybkiego dementi i informacji, że ktoś w ramach niesmacznego żartu włamał się na stronę, zamieścił to skandaliczne oświadczenie i że nic się nie zmienia. Nie minęło pół godziny i pojawiło się – owszem, oficjalne i dlatego tym bardziej bolesne – potwierdzenie. Potwierdzał Artur Rojek. I potwierdzali Wojtek Powaga, Przemek Myszor, Jacek i Wojtek Kuderscy. I management zespołu. CZERWIEC 2012

Czulym uchem

Zrobiło mi się szalenie smutno. O zgrzytach w zespole było słychać od dawna, do mediów wielokrotnie przedostawały się informacje, że atmosfera między Rojkiem a pozostałymi muzykami nie jest najlepsza. Jednak mimo to wiadomość o tak drastycznej zmianie w składzie grupy wywarła piorunujące wrażenie. Bo jak to? Myslovitz z nowym wokalistą? Podobno nie ma ludzi niezastąpionych, ale... ktoś inny śpiewający „Długość dźwięku samotności”? „Chłopców”? Ktoś inny ma teraz, jak gdyby nigdy nic, zaśpiewać podczas koncertu „Peggy Brown” albo – co gorsza – „Blue velvet”? Na domiar złego radiowa Trójka niedługo po publikacji oświadczenia zespołu na swoim profilu na Facebooku zaprosiła słuchaczy na wieczorną audycję, podczas której członkowie Myslovitz mieli opowiedzieć o swoich planach i przedstawić szerszemu audytorium nowego wokalistę. Jeszcze nie ochłonęłam po przeczytaniu informacji o zmianach w zespole (i to jakich zmianach!!!), więc zapowiedź przedstawienia kogoś, kto zastąpi Artura Rojka (ZASTĄPI ARTURA ROJKA!!!) jeszcze w tym samym dniu dosłownie wbiła mnie w ziemię. Prześledziłam komentarze w Internecie – w swoich odczuciach zdecy-

dowanie nie byłam osamotniona. Większość zainteresowanych sprawą internautów też nie mogła uwierzyć w to, co właśnie zostało ogłoszone. Zmiana wokalisty w praktyce oznacza zwykle zmianę charakteru zespołu. Może więc inna nazwa? Ale w zasadzie dlaczego? Na pozycję i renomę Myslovitz pracowali przez lata wszyscy muzycy, Rojek nie był jedynym autorem kompozycji grupy, więc pozostali członkowie mają prawo je wykonywać. Stara nazwa gwarantuje zainteresowanie koncertami, wyższe stawki za nie; to rozpoznawalna marka na polskiej scenie muzycznej. Niby to wszystko prawda, ale wiadomo, że po zmianie tak charakterystycznej i ważnej postaci w zespole, jaką był Artur Rojek, Myslovitz będzie już innym zespołem. Zupełnie innym. Takie przemyślenia kołatały mi się po głowie, gdy czekałam na trójkową audycję i prezentację następcy Rojka. W Internecie pojawiła się giełda nazwisk; obstawiano przede wszystkim Tomka Makowieckiego, który kilka lat temu z muzykami Myslovitz i właśnie bez Rojka nagrał pod szyldem No!No!No! płytę całkiem przyzwoitą i dobrze przyjętą zarówno przez fanów, jak i przez krytykę. Rzeczywistość okazała się jednak mniej przewidywalna. Nowym wokalistą Myslovitz został Michał Kowalonek, lider poznańskiego zespołu Snowman. Świetny głos, o ciekawej barwie. Ale przecież to nie Artur Rojek... Kiedy atmosfera wokół rozwodu Rojka z Myslovitz nieco okrzepła, przyszedł czas na skonfrontowanie decyzji zespołu z publicznością. Z fanami, którzy kupili bilety na zaplanowane latem koncerty Myslovitz, wierząc, że usłyszą podczas nich charakterystyczny wokal Artura Rojka. Pierwszym występem przed dużą publicznością był koncert, który odbył się 4 maja we Wrocławiu. Członkowie zespołu zapewniali przed nim, że nie obawiają się reakcji publiczności, jednak tym razem na scenę wychodzili wyraźnie stremowani. Michał Kowalonek na początku występu unikał, jak 21


mógł, zajęcia pozycji frontmana. Schowany za pozostałymi muzykami Myslovitz śpiewał w głębi sceny. Zachęcony jednak ciepłym przyjęciem publiczności (m.in. transparentem „Michał, witamy! Jesteśmy z wami!”, trzymanym przez stojącą tuż pod sceną grupę fanów) rozluźnił się i ośmielił. Gorące przyjęcie Myslovitz dobrze wróży na przyszłość. Jednak po koncertach prawdziwym sprawdzianem dla zespołu będzie nowa płyta, której nagranie muzycy zapowiadają. Michał Kowalonek zasługuje na to, aby w barwach Myslovitz móc pokazać swój talent, śpiewając nowe utwory, uwzględniające jego walory wokalne i to, że nie jest Arturem Rojkiem. Wykonując dawne kompozycje Myslovitz, na których interpretacja Rojka odcisnęła nieusuwalne piętno, nie uniknie porównań, a te na dłuższą metę są dla każdego bardzo deprymujące. I Kowalonek, i pozostali członkowie grupy zasługują na to, by dać im szansę na pokazanie, że nie odcinają kuponów od poprzednich dokonań, że wciąż tworzą i rozwijają się. Nie będzie to łatwe; patrząc na zespoły zarówno z polskiej, jak i zagranicznej sceny muzycznej, zmiany wokalistów rzadko wychodziły im na dobre – wystarczy wspomnieć Queen, który po śmierci Freddie’go Mercury’ego nie zdołał znaleźć wokalisty, będącego w stanie udźwignąć legendę; czy Dżem, który bez Ryszarda Riedla nigdy już nie odzyskał statusu grupy kultowej i nigdy od odniesień do Riedla się nie uwolnił. Grupa Varius Manx czasy świetności przeżywała z Anitą Lipnicką ja-

22

W 60. ROCZNICĘ

SŁOWEM ko wokalistką; w Genesis powiodła się zmiana Petera Gabriela na Phila Collinsa, jednak Ray Wilson, który miał z kolei zastąpić Collinsa, zupełnie nie przypadł publiczności do gustu. Ale już Budka Suflera stworzyła niezapomniane utwory zarówno z Krzysztofem Cugowskim, który jest chyba najlepiej kojarzony przez młodszych fanów grupy, jak i wcześniej z Felicjanem Andrzejczakiem (to właśnie on śpiewa piosenkę „Jolka, Jolka”, którą Krzysztof Cugowski bardzo rzadko wykonuje nawet na koncertach, oraz genialny „Czas ołowiu”, którego w wykonaniu Cugowskiego sobie nie przypominam) czy Romualdem Czystawem („Za ostatni grosz”). Jak będzie z Myslovitz? Wierzę, że zespołowi się uda, choć zmiana, której dokonał, jest bardzo ryzykowna i trudna do zaakceptowania. Bardzo jestem też ciekawa solowych projektów Artura Rojka, mającego już na swoim koncie płyty nagrane z muzykami spoza Myslovitz, w tym wyjątkowe arcydzieło „Uwaga! Jedzie tramwaj”, nagrane pod szyldem Lenny Valentino (o tej płycie pisałam dla Państwa kilka numerów „MP” wstecz). Czas pokaże, czy decyzja o rozstaniu była korzystna tak dla Myslovitz, jak i dla Rojka. KATARZYNA PIENIĄDZ

przeciw zniewalaniu umysłów ozgłośnia Polska Radia Wolna Europa nadawała przez ponad 40 lat; zaczynała w czasie zimnej wojny, skończyła, gdy Polska odzyskała wolność.

R

Zmieniali się politycy w Stanach Zjednoczonych i w Związku Radzieckim, zmieniały się ekipy rządzące w Polsce, zmieniała się polityka, a rozgłośnia starała się podtrzymywać opór w Polsce, dostarczać słuchaczom materiału do niezależnej refleksji, a władze zmuszać do większego liczenia się z opinią społeczną. Audycje Radia Wolna Europa towarzyszyły Polakom w trudnej drodze od stalinizmu do „Solidarności”. Rozgłośnia Polska tego radia nie ograniczała swego działania do propagandowego antykomunizmu, ale – co podkreśla prof. A. Friszke w książce Polska. Losy państwa i narodu 1939-1989 – równocześnie promowała „wartości demokratyczne, budowanie kultury współżycia ponad podziałami ideowymi i światopoglądowymi, przełamywanie negatywnych stereotypów”. Nieprzypadkowo w tym rocznicowym artykule koncentrujemy się na latach, gdy rozgłośnią kierował Jan Nowak-Jeziorański. Nie ulega bowiem wątpliwości, że to przede wszystkim on określił profil rozgłośni i że jeżeli dziś pozytywnie ocenia się jej udział w polskiej drodze do wolności, to ogromna w tym zasługa jej pierwszego dyrektora, który – jak pisze Jarosław Kurski w biografii J. NowakaJeziorańskiego – „Nie tylko przekazywał prawdę do krainy urzędowego MONITOR POLONIJNY


P OW S TA N I A R W E kłamstwa, lecz także dostarczał ów fundamentalny pogląd, że nie ma jednej prawdy, a wolność domaga się różnicy poglądów”. Jan Nowak-Jeziorański prowadził w radio politykę propolską, co mimo dużego marginesu swobody, jaką zapewniali mu Amerykanie, nie zawsze było proste i łatwe. Kiedy w końcu 1951 roku obejmował stanowisko w Monachium, cała opinia Niemiec Zachodnich popierała przesiedleńców z Polski i Czech, domagających się, by celem oficjalnej polityki niemieckiej stały się roszczenia terytorialne wobec wschodnich sąsiadów. Amerykanie w obawie, że Niemcy po zakończeniu okupacji mogą wyprosić RWE ze swego terytorium, wydali zakaz poruszania przez rozgłośnię sprawy polskich granic zachodnich. Nowak-Jeziorański, mając na uwadze racje Polski, nie zgadzał się z amerykańskim stanowiskiem. „Usiłowałem

przekonywać Amerykanów – pisał w swej ostatniej książce Fakty, wydarzenia, opinie – odwołując się do ich własnego interesu. Jaki sens – pytałem – będzie miało stwarzanie kosztem setek milionów dolarów tego potężnego instrumentu, jakim ma stać się nadająca od rana do nocy radiostacja, jeśli pozbawicie zaufania Polaków, przemawiających na falach tej radiostacji, jako tych, którzy godzą się pokrywać milczeniem problem będący dla ich kraju sprawą życia i śmierci”. Rozmowy były długie i trudne, ale ich rezultatem była zgoda strony amerykańskiej na występowanie przed mikrofonem RWE polskich przywódców emigracyjnych w obronie granicy na Odrze i Nysie. To z trudem uzyskane ustępstwo było jednak stale zagrożone i – jak twierdził dyrektor rozgłośni – „Aż do 1970 roku prowaCZERWIEC 2012

dziliśmy wojnę z reżimem komunistycznym w Warszawie, a jednocześnie spór z Amerykanami. W krytycznych momentach dwukrotnie przybrał on formę groźby strajkiem całej załogi”. Rozgłośnia nigdy nie zmieniła swego stanowiska w sprawie polskiej granicy zachodniej. Przedmiotem sporu była nie tylko granica. Oto inny przykład. Kiedy w czerwcu 1953 roku w Berlinie doszło do rozruchów, które dzięki relacjom działającej w sektorze amerykańskim radiostacji Rias, słuchanej przez Niemcy Wschodnie, ogarnęły całą sowiecką strefę okupacyjną, zrodził się wśród Amerykanów pomysł, iż byłoby dobrze, gdyby podobne rozruchy wybuchły też w Warszawie, Pradze i Budapeszcie. Reakcja Rozgłośni Polskiej była natychmiastowa i zdecydowana „/.../ nie można wygłaszać apeli, udzielać instrukcji lub namawiać do wystąpień, które łatwo mogą wyzwolić reakcję łańcuchową, bo nie będąc na miejscu, nie będziemy mieli możliwości jej opanowania i nadania pożądanego kierunku” – pisał Nowak-Jeziorański w skierowanym do strony amerykańskiej memorandum. I ostrzegał, że gdyby w wyniku programu radiowego doszło w Polsce do wybuchu powstania czy incydentów zagrażających reżimowi, to niewątpliwie Rosjanie zareagowaliby zbrojnie, a równocześnie, podobnie jak w Niemczech, „Amerykanie nie ruszą się. Każdy wybuch czynnego oporu spotka się więc z użyciem siły. Zakończy się przelewem krwi i poważnymi stratami”. Przywołując tragiczne doświadczenia Polaków z II wojny światowej i powstania warszawskiego, stwierdzał: „Nie możemy przewidzieć, czy społeczeństwo polskie doprowadzone do rozpaczy przez obecną sytuację nie zbuntuje się któregoś dnia przeciw sowieckiej dominacji, ale musimy uznać, że w obecnym układzie rewolta nie osiągnęłaby swojego celu, czyli samowyzwolenia /.../. Nie wolno więc rzucać słów, które uczyniłyby Radio Wol-

na Europa, zarówno Amerykanów, jak i Polaków, odpowiedzialnymi za prawdopodobną tragedię”. Ostrzegając Amerykanów, że polska emigracja jest szczególnie uczulona „na niebezpieczeństwo daremnych powstań”, dyrektor Rozgłośni Polskiej oświadczył: „Wszystko, co mogłoby świadczyć, że RWE chciałaby sprowokować incydenty w Polsce, spotka się ze stanowczą opozycją nie tylko całego zespołu RWE, ale całej emigracji”. Trzeźwa ocena sytuacji politycznej w Polsce i sytuacji międzynarodowej, tak charakterystyczna dla NowakaJeziorańskiego, sprawiła, że Rozgłośnia Polska uniknęła awanturnictwa politycznego i przez cały czas swego istnienia w eterze pozostała wierna zasadzie bezkrwawego demontażu komunizmu w Polsce. Pamiętając o tragedii powstania warszawskiego, w poczuciu odpowiedzialności za słowa Rozgłośnia Polska w przeciwieństwie do węgierskiej, w momentach szczególnych napięć w czasie Października’56 i powstania węgierskiego czyniła wszystko, by tłumić radykalne nastroje i nie dopuścić do wybuchu powstania w Polsce, które skończyłoby się katastrofą, i ostrzegała społeczeństwo przed liczeniem na pomoc Zachodu. Nowak-Jeziorański w Wojnie w eterze wyznał: „Nigdy nie żałowałem ograniczonego poparcia udzielonego przez RWE Gomułce w chwili kryzysu. W krótkim okresie Października Gomułka wsparty przez Ochaba odegrał rolę bezpiecznika, który nie dopuścił do krótkiego spięcia między Rosją i Polską”. Jan Nowak-Jeziorański był przekonany, że między z góry skazanym na klęskę powstaniem zbrojnym a niewolniczą uległością istnieje cały szereg innych możliwości oporu wobec narzuconego reżimu i te możliwości wykorzystywał w programowej działalności rozgłośni. W audycjach informowano więc słuchaczy o tych wydarzeniach w kraju, na temat których propaganda reżimowa milczała, o niewesołej sytuacji gospodarczej, o konflik23


tach wewnątrz partii, o sytuacji Kościoła w Polsce, przejawach oporu wśród inteligencji. Nagłaśniano akty represji, drastyczne ingerencje cenzury. Informując o działaniach opozycyjnych w Polsce, rozgłośnia stawała się pośrednikiem między ludźmi odważnymi, dysydentami a resztą obywateli. Wyróżniała odważnych pisarzy i dziennikarzy, omawiając ich artykuły i książki, popularyzując je w kwadransach literackich i prezentując w odcinkach. W Nowy Rok najlepszym pisarzom przyznawano przed mikrofonami symboliczną nagrodę. Dużo miejsca w programach zajmowała historia Polski; popularnością cieszyły się felietony historyczne Zygmunta Nowakowskiego, stałe audycje takich historyków, jak Marian Kukiel, Oskar Halecki, Tadeusz Żenczykowski czy Andrzej Pomian, a tak-

że relacje żyjących świadków historii. Celem tych audycji była walka z zakłamywaniem historii, przywracanie prawdy o Armii Krajowej i historii najnowszej. Z bogatej ponadczterdziestoletniej historii Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa warto wspomnieć choćby dwa jej programy, o których mówiono głośno w kraju. Pierwszy to seria audycji Zbigniewa Błażyńskiego Za kulisami bezpieki i partii, emitowana od października 1954 roku. W serii tej ppłk Józef Światło, wicedyrektor X Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, inwigilującego establishment partii, nie wyłączając członków najwyższych władz, po swej ucieczce na Zachód ujawniał działalność Urzędu Bezpieczeństwa. Sensacje, które były podpułkownik odkrywał, szokowały;

mówił o roli NKWD, a szczególnie gen. Iwanowa-Sierowa w umacnianiu polskiej władzy ludowej, o wyrafinowanych metodach walki państwa z Kościołem i antykomunistycznym podziemiem, o kulisach rozpraw sądowych z wysokimi funkcjonariuszami partii, opisywał jak likwidowano żołnierzy AK. To od niego dowiedział się świat o okolicznościach aresztowania kardynała Stefana Wyszyńskiego. Światło był doskonale poinformowany, ponieważ sam brał udział w aresztowaniu nie tylko prymasa, ale także Władysława Gomułki i gen. Mariana Spychalskiego. Był postrachem przesłuchiwanych więźniów i ponoć osobiście brał udział w ich torturowaniu. Nic więc dziwnego, że zespół Rozgłośni Polskiej początkowo był przeciwny decyzji NowakaJeziorańskiego o dopuszczeniu Świa-

„Złota Jedenastka” nie tylko dla kibiców rawdziwym kibicem piłki nożnej się nie bywa, kibicem futbolu się jest i to niezależnie od tego, czy są mistrzostwa, czy nie, bo - jak mawiał trener Liverpoolu Bill Shankly - dla kibica piłka nożna to coś więcej niż sprawa życia i śmierci.

P

Gdy więc opadną emocje i ekrany telewizorów stracą tę magiczną moc, dzięki której przyciągały miliony kibiców w czasie Mistrzostw Europy 2012, gdy wszystko już będzie jasne – zarówno te wielkie wygrane, jak i równie wielkie przegrane – nadejdzie czas refleksji i wspominania, kiedy to warto sięgnąć po książki, nie tylko uzupełniające naszą wiedzę o piłce nożnej, ale dostarczające też równie silnych przeżyć. Z całą pewnością nie zawiedzie się czytelnik, który wybierze książkę z wydanej przez Spółdzielnię Pracy POLITYKA kolekcji „Zło24

ta Jedenastka”, na którą składa się jedenaście starannie wyselekcjonowanych piłkarskich lektur, napisanych przez polskich i zagranicznych autorów. Zaletą tej kolekcji jest m.in. ukazanie tak jasnej, jak i ciemnej strony futbolu. „Złotą Jedenastkę” otwierają Mecze, które wstrząsnęły światem. W książce tej wybitny polski dziennikarz sportowy Stefan Szczepełek, pisząc o 30 spotkaniach piłkarskich, które weszły do historii futbolu, nie pomija i wielu innych, które zapisały się w pamięci kibiców, np. spotkania Argentyna – Anglia z 1986 roku, kiedy to dwie bramki

strzelił Maradona, czy meczu RFN – Włochy z 1970 roku, gdy w dogrywce padło aż pięć goli. Autor, opisując mecze, wspomina też o ich głównych aktorach – piłkarzach i ich życiu, które nie kończy się na boisku. Książka 50 legend futbolu (t. 2) to 50 sylwetek piłkarskich gwiazd, zawodników, którzy zakończyli już swe kariery, ale w czasach, kiedy biegali po boiskach, miliony chłopców marzyło by im dorównać, by stać się drugim Beckenbauerem, Cruyffem, Deyną czy Platinim. Poczet wybitnych, choć czasem kontrowersyjnych piłkarzy XX wieku rozpoczyna portret żyjące-

go w epoce przedtelewizyjnej Ricarda Zamory, o którym pisano wiersze i śpiewano piosenki, a kończy się na Romario. W książce znajdują się też portrety polskich piłkarzy – Bońka, Deyny, Laty czy Lubańskiego. Autorzy szkiców piszą o wielkich karierach gwiazd, nie zapominając też o ich upadkach z futbolowego nieba. Dwie gwiazdy największego formatu zostały przedstawione w osobnych książkach; w przypadku Diego Maradony jest to biografia napisana przez Jimmy’ego Burnsa, zatytułowana Ręka Boga (t. 6). Natomiast Edson Arantes de Nascimento, czyli legendarny Pelé, przedstawia się sam w książce Pelé. Autobiografia (t. 3), która jest pasjonującą opowieścią o całym jego życiu – od biegania za szmacianką, marzeń o  piłkarskiej karierze, przewoMONITOR POLONIJNY


tły do mikrofonów RWE. Później przyznano mu jednak rację, bowiem kompromitujące opowieści Światły stały się impulsem do zapoczątkowania w Polsce zmian w bezpiece, do usunięcia ministra Stanisława Radkiewicza i kilku jego współpracowników, poprawy warunków w więzieniach, zaprzestania tortur, zwolnienia niektórych więźniów i aresztowania Józefa Różańskiego, Anatola Fejgina i Romana Romkowskiego. „Radziecka odwilż wzmocniona kompromitacją, jaką niosły relacje Światły, przyczyniła się do podziałów w Komitecie Centralnym PZPR, które z biegiem czasu będą się zaostrzały” – konstatuje A. Friszke we wspomnianej już książce Polska. Losy państwa i narodu 1939-1989. Drugim przykładem audycji, które weszły do historii rozgłośni, to kamdzeniu drużyny Bosonogich po namaszczenie na króla futbolu i przyznaniu mu przez brazylijski kongres statusu dobra narodowego. Pelé pisze szczerze i bez ubarwień o swym życiu także poza boiskiem i o swych przegranych wojnach, gdy piastował stanowisko ministra sportu. Tom 8. „Złotej Jedenastki” to romantyczna historia futbolowego Kopciuszka, Meksykanina Santiago, mieszkającego w Kalifornii, marzącego o zaprezentowaniu swych umiejętności piłkarskich w którejś ze znanych lig piłkarskich. Sen ten udało mu się urzeczywistnić dzięki pomocy ludzi dobrej woli, ale droga na szczyty sławy, o której

CZERWIEC 2012

pania O powrót Polaków z Rosji, rozpoczęta 31 lipca 1955 roku. Z tych audycji słuchacze w Polsce dowiadywali się o pobycie Polaków w sowieckich lagrach. Nie operowano ogólnikami, mówiono o konkretnych ludziach, wymieniano konkretne nazwiska i konkretne rodziny dowiadywały się, gdzie na tej „nieludzkiej ziemi” są więzieni ich bliscy. Nazwiska radio zdobywało od powracających z niewoli radzieckiej jeńców niemieckich i austriackich. Rozgłośnia ujawniła też rozmieszczenie 56 radzieckich obozów pracy, w których byli Polacy. Społeczeństwo podchwyciło żądanie repatriacji Polaków ze Związku Radzieckiego, umieszczając je w rezolucjach uchwalanych na wiecach w czasie poprzedzającym

pisze Robert Rigby w książce Gol, nie była ani prosta, ani łatwa. Książki Piłkarski poker. Futbolowy biznes bez maski, napisana przez Jerome’a Jessela, dziennikarza śledczego, i Patricka Mendelewitscha, byłego pośrednika piłkarskich transferów (t. 5); Blaski i cienie futbolu, autorstwa Eduarda Galeana (t. 9), oraz Jak futbol wyjaśnia świat, czyli niebanalna teoria globalizacji Franklina Foera (t. 10) sprowadzają nas z piłkarskiego nieba na ziemię – jeżeli ktoś jeszcze wierzy w szlachetność sportu, to ta wiara po ich lekturze będzie przynajmniej zachwiana. Autorzy na podstawie udokumentowanych materiałów piszą w nich o ciemnej stronie futbolu – korupcji, nepotyzmie, fałszerstwach, o otaczających ten sport stadionowych chuliganach, oszustach, blagierach, żądnych zysku, władzy czy zemsty działaczach, o tym, jak za sprawą piłki nożnej często budzą

Październik’56. Sprawa wznowienia repatriacji stała się jednym z punktów rozmów Władysława Gomułki z Leonidem Breżniewem, do których doszło w Moskwie 14-18 listopada 1956 roku. W rezultacie do końca 1959 roku przyjechało do Polski 245 tys. Polaków, w tym blisko połowa z republiki białoruskiej. Mimo zagłuszania i grożących represji audycji Rozgłośni Polskiej RWE słuchało w Polsce od kilkunastu do – w chwilach krytycznych – ponad 50 procent obywateli. Przez ponad czterdzieści lat Rozgłośnia Polska RWE, rozbijając monopol propagandy komunistycznej, słowem walczyła przeciw zniewalaniu umysłów Polaków. DANUTA MEYZA-MARUŠAK

się mroczne strony ludzkiej natury. Po te książki niewątpliwie sięgną nie tylko kibice i nie rozczarują się ich zwartością, choć pewnie trochę posmutnieją. Odwrócona piramida. Historia taktyki piłkarskiej, autorstwa Jonathana Wilsona (t. 11), ucieszy czytelników zainteresowanych historią futbolu, gdyż ukazuje ewolucję piłkarskiej myśli taktycznej, rozwój futbolowej taktyki przez pryzmat ludzi, którzy ją tworzyli, ujawnia też kulisy budowania legendarnych drużyn. O książce tej redaktor „Polityki” Marcin Piątek pisze, że jest zbiorowym portretem trenera, „człowieka opanowanego myślą o zwycięstwach, które nie są dziełem przypadku, ale efektem przemyślanego planu”. Polskim trenerem, o którym mówiło się, że do trenerki ma szósty zmysł, był Kazimierz Górski – twórca największych sukcesów w historii polskiej piłki nożnej. Górski mawiał o so-

bie, że do piłki nożnej się urodził, co zresztą potwierdza opowieść o nim Kazimierz Górski. Z piłką przez życie, napisana przez Tomasza Ławeckiego (t. 4). W bibliotece prawdziwego kibica nie może zabraknąć 7. tomu „Złotej Jedenastki” – książki Stefana Szczepłeka Polska! Białoczerwoni. To historia polskiego futbolu, widziana oczami znawcy i miłośnika. Wieloletnie doświadczenie dziennikarskie autora, umiejętne wykorzystanie archiwaliów międzywojennych, relacji uczestników wydarzeń futbolowych, wspomnień i anegdot sprawiają, że nie jest to historia sucha, ale barwne, niezwykle interesujące opowiadanie o biało-czerwonych, o ich wzlotach i upadkach. Staranny dobór tematów, kompetencja autorów poszczególnych tomów Książkowej Kolekcji Piłkarskiej „Złota Jedenastka” usatysfakcjonują niewątpliwie każdego czytelnika. DANUTA MEYZA-MARUŠAK 25


Oj, EURO… emat numer jeden nie ustępuje. Trudno przed nim uciec, a powtarzać się nie lubię. Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2012, czyli oficjalnie UEFA EURO 2012 pojawiają się w informacjach na tematy polityczne, gospodarcze, społeczne, ekologiczne i inne.

T

Futbolowa karuzela kręci się na całego. Jakiś czas temu m.in. Justynie Kowalczyk, Agnieszce Radwańskiej, Tomaszowi Gollobowi przyznano tytuły „Przyjaciela EURO 2012”. Cokolwiek to oznacza, jest raczej atrakcyjnym prezentem dla różnych VIP-ów i gwiazdek, związanym z mistrzostwami. Po raz kolejny przypomniano, że Orły Górskiego pokonały Argentynę 3:2, Włochów 2:1, Haiti 7:0, a w walce o trzecie miejsce nawet Brazylię. Tylko że było to w 1974 roku… Przypomniano też, że Jan Tomaszewski zatrzymał Anglię na Wembley w 1973 roku. Ale jak długo można się powoływać na sukcesy sprzed 40 lat? W marcu stanowisko stracił wiceminister transportu, odpowiedzialny za budowę dróg i autostrad. Sieć autostrad powstanie bowiem nieprędko. Druga linia stołecznego metra też będzie „zdrowo po mistrzostwach”. Zaistniała za to piosenka „pań w sile wieku” z ludowego zespołu „Jarzębina”, która rozpętała gwałtowną debatę, a raczej „wyśmiewanie siermiężnego hitu” – oficjalnego polskiego hymnu Mistrzostw Europy. Taaak…. „Koko, koko, Euro spoko” słychać tu i tam. A wszędzie komentowane jest zazwyczaj negatywnie. Fakt, jakiś ten hit dziwny, ale wybrany demokratycznie, w głosowaniu za pomocą SMS-ów. W tramwaju usłyszałem rozmowę grupki nastolatków – wysyłali swoje głosy na ten utwór dla żartu… Cóż, wyszło, jak wyszło. W finałach EURO 2012 grają najmocniejsze drużyny Starego Kontynentu. Biorąc pod uwagę ranking FIFA (Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej), w mistrzostwach zagra 12 najlepszych europejskich drużyn. Nasi grupowi ry26

wale Rosjanie są na 11. miejscu, Grecy na 14., a Czesi na 26. My zajmujemy pozycję 65! Nasza grupa jest „do przyjęcia”, tzn. mamy jakieś szanse. Pechem zawodników i trenera jest to, że jeśli przegramy, to zabraknie argumentu, że byliśmy w trudnej grupie, i nie będzie usprawiedliwienia, że przeciwnik to elita. Jerzy Dudek, jeden z najlepszych polskich bramkarzy w historii, uważa, że grupa jest dziwna – brak w niej faworyta, szanse są równe, ew. Rosja wydaje się najsilniejszym zespołem. Wiele zależy od pierwszego meczu z Grecją. Polska reprezentacja zapowiada walkę. Wiemy, kto zagra w pierwszej jedenastce. Ale rezerwy są już słabiutkie. Trener w 31 meczach przetestował 80 piłkarzy! Wszyscy zadają sobie też pytanie, jak na mistrzostwach spisze się wybrany przez kierownictwo Bundesligi (!) najlepszy piłkarz Bundesligi, który w finale Pucharu Niemiec strzelił Bayernowi trzy bramki, czyli Robert Lewandowski „Lewy”. Bramkarz Wojciech Szczęsny zapowiada, że na mistrzostwach postara się nie wpuścić gola. Poza tą dwójką trener Franciszek Smuda powołał do kadry m.in. czterech zawodników, którzy od kilku miesięcy w swoich klubach siedzą na ławce rezerwowych… Mówi się też, że największa konkurencja wśród naszych jest na ławce rezerwowych, sukces to remis bezbramkowy, a do tego… murawa jest zła (koszt murawy na Narodowym to 450 tys. zł). Eksperci nie dają naszym poważniejszych szans. Fakt. Reprezentacja Polski od października 2009 roku (mecz ze Słowacją) nie zagrała ani jednego meczu o punkty! Nasz legendarny bramkarz Jan Tomaszewski deklaruje, że…

nie kibicuje reprezentacji, bo nie jest polska – za dużo w niej cudzoziemców, a do tego trener Smuda ma niemiecki dowód osobisty… Bojkot, nie bojkot? Coraz częściej nie wiadomo, kto, co lub kogo bojkotuje. Unia Ukrainę, a może politycy swoich ukraińskich odpowiedników? Zachód część rozgrywek? Głośno było o politycznym bojkocie mistrzostw. Na ponad miesiąc przed Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej 2012 mnożyły się głosy, nawołujące do przeniesienia turnieju z Ukrainy do Polski! Ewentualny bojkot ukraińskiej części mistrzostw traktowano jako sprzeciw wobec warunków, w jakich jest więziona była ukraińska premier Julia Tymoszenko. Nawet UEFA (Unia Europejskich Związków Piłkarskich) wspomniała o ewentualnym przeniesienia turnieju w całości do Polski lub innego europejskiego kraju. Pomóc, czyli przejąć część rozgrywek, gotowi byli Niemcy. To właśnie politycy niemieccy najgłośniej mówili o bojkocie ukraińskiej części mistrzostw i domagali się uwolnienia Tymoszenko, skazanej na siedem lat więzienia za domniemane nadużycia związane z umową gazową z Rosją z 2009 roku. Mówiono, że przeniesienie rozgrywek z Ukrainy do Polski, Austrii lub Niemiec byłoby właściwym politycznym sygnałem pod adresem niedemokratycznego rządu w Kijowie. Holandia bojkotuje mecze na Ukrainie. Ani przedstawiciele jej rządu, ani nikt z rodziny królewskiej nie pojedzie na Ukrainę, by oglądać grę swojej drużyny narodowej. Także w kilku innych krajach pojawiły się głosy o możliwym bojkocie rozgrywek. Wzywano do zwracania biletów albo rezygnacji z wyjazdu na Ukrainę. Informowano m.in., że szef Komisji Europejskiej i unijna komisarz sprawiedliwości nie wybiorą się na mecze rozgrywane na Ukrainie. Podawano, że bojkot mistrzostw „poważnie rozważa” kanclerz Angela Merkel, jeśli Tymoszenko nadal będzie prze-

MONITOR POLONIJNY


trzymywana w więzieniu. Natomiast niemieccy biskupi opowiadają się za kontynuacją presji politycznej na władze Ukrainy, przestrzegają jednak przed bojkotem turnieju. Podobnie niemiecka Federacja Piłki Nożnej (DFB) oraz Niemiecki Olimpijski Komitet Sportu (DOSB) są przeciwne bojkotowi meczów na Ukrainie. Nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych apelowało do europejskich polityków, by nie bojkotowali EURO 2012, tłumacząc, że nie powinno się łączyć wydarzenia sportowego ze sprawą Tymoszenko. Jeden z polityków PiS zauważył, że nie możemy zbojkotować własnej imprezy, ale brzydkim gestem byłoby, gdyby polski prezydent czy polski premier siedział z Janukowyczem i oglądał mecz w tym czasie, kiedy sprawa byłej premier nie jest rozstrzygnięta. Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej (PZPN) nie wierzy w bojkot. Uważa, że politycy będą chcieli jednak pokazać się z drużyną narodową. Stwierdził: „Nie bawimy się w politykę. Ukraina to demokratyczny kraj, ma swoje władze i sądownictwo. Myślę, że sama powinna rozwiązać swoje problemy”. Podkreśla też, że bez względu na wynik naszych, nie poda się do dymisji. Poza tym na czas rozgrywek piłkarskich zapowiadane są demonstracje, m.in. związkowców, sprzeciwiających się podwyższenia wieku emerytalnego, taksówkarzy, którym nie podobają się propozycje dotyczące deregulacji zawodów, przeciwnicy nieprzyznania Telewizji „Trwam” koncesji na nadawanie na multipleksie cyfrowym. Prezydent Bronisław Komorowski apeluje, aby przełożyć zapowiadane manifestacje. Kościół z kolei zapowiada ewangelizację kibiców – w tym celu wydano nawet sportowy modlitewnik! Ale kibice czekają przede wszystkim na piłkarskie święto i emocje. Według UEFA do Polski przyjedzie od 750 tys. do 1,5 mln turystów-kibiców! Do tego dziennikarze. Z samych tylko Chin 210! Również telewizja Al-Jazeera otwiera swoje studio. Oby było za co nas chwalić i oby nasi kibice mieli co świętować. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

CZERWIEC 2012

Przy okazji Euro 2012 uro 2012 zdominowało wszystko. Świat dookoła zwariował na punkcie futbolu. Przynajmniej ten polski świat! Wszędzie głównym tematem jest piłka nożna, a wierni kibice polskiej reprezentacji wierzą nawet, że ma ona szansę, by na właśnie rozpoczynających się mistrzostwach stanąć na najwyższym podium.

E

Polscy fani piłki nożnej na Słowacji, podobnie zresztą jak wszędzie poza granicami, mobilizują się i nabierają sił, by razem przeżywać wzloty i upadki biało-czerwonych na murawie. Ba, nawet „Monitor Polonijny” w dużej mierze poświęcony jest właśnie mistrzostwom. Trudno się temu dziwić, bowiem turniej piłkarski, którego organizację powierzono Polsce i Ukrainie jest doskonałą promocją obu krajów. O mistrzostwach się mówi, o mistrzostwach się pisze. Ale czy zawsze poprawnie? Co bardziej spostrzegawczy obserwatorzy języka zauważyli na pewno wahania w zapisie nazwy czekających nas rozgrywek, które oficjalnie nazywają się UEFA EURO 2012. Już ta nazwa budzi wątpliwości, jeśli chodzi o pisownię. Bo i owszem, UEFA to skrót (właściwie skrótowiec), który pewnie nie wszyscy potrafią rozszyfrować (Union of European Football Associations), ale który wszyscy znają i wiedzą, że powinien być zapisany wielkimi literami, Ale co to takiego to „EURO”? To też skrót, tylko innego rodzaju, pochodzący od nazwy naszego kontynentu i dlatego zapisywać go należy wielką literą, czyli „Euro”. Zapisywanie go w całości wersalikami jest tylko efektem graficznym, czymś na wzór marki towarowej i pozwala wahającym się użytkownikom języka uniknąć problemu ortograficznego – wielką czy małą literą. Sam prof. Jan Miodek w ostatnim odcinku „Słownika polsko-polskiego” stwierdził, że nie ma nic przeciw takiemu zapisowi. Zaś ja przy okazji tylko przypomnę, że można (a nawet trzeba!) też pisać „euro”, ale tylko wówczas, kiedy wyraz ten oznacza nazwę unijnej waluty. Ale na tym nie koniec z nazwami zbliżających się mistrzostw, bowiem w polskich mediach określane są one mia-

nem „Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej”. Czy słusznie określenie to zapisywane jest wielkimi literami? Przecież nie jest to nazwa własna, nazwa konkretnej imprezy! Zatem taka pisownia jest nadużyciem. Jednak jeśli do wcześniejszego zapisu dodamy rok – „Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2012”, lub numer kolejnej edycji imprezy: „XIV Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej”, to już jest wszystko w porządku, bowiem te dwie formy nazewnicze wskazują na konkretne wydarzenie. Niestety, rzadko kto ich używa, a jeżeli nawet, to często wzbogacone o dodatkowy człon, czyli w wersji: „Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej EURO 2012”. A ta znów stwarza problem, bowiem w jej przypadku nazwą własną jest w zasadzie tylko „EURO 2012”, o którym była mowa już wyżej, zaś pozostałe człony trzeba uznać za określające, a co za tym idzie, zapisywać małymi literami. Jak Państwo widzą, mistrzostwa w piłce nożnej jeszcze się nie zaczęły, a już teraz dostarczają nam rozmaitych emocji. Mnie zwykle ponoszą emocje, te negatywne, kiedy widzę, jak bardzo Polacy nadużywają wielkich liter. Czasami mam wrażenie, że niedługo wielkimi literami będą zapisywać wszystkie rzeczowniki, tak jak jest to przyjęte w języku niemieckim. Przyznać jednak muszę, że polska norma zezwala na zapis wielką literą wyrazów o charakterze pospolitym ze względów uczuciowych. Dlatego mimo wszystko nie będę wołała o pomstę do nieba i odsądzała od czci i wiary osoby, nadużywające wielkich liter w rozmaitych wersjach nazwy czekającego nas święta piłki nożnej, tłumacząc ich zachowanie właśnie emocjami, które rosną, rosną… i już wkrótce sięgną zenitu. Trzymajmy kciuki za naszych! MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 27


Praca w Polsce

– nie tylko z ogłoszenia poprzednim numerze „Monitora” rozpoczęliśmy temat, dotyczący poszukiwania pracy w kraju. Dziś – kontynuacja tego zagadnienia. Większość osób poszukiwania zatrudnienia rozpoczyna od przejrzenia ogłoszeń o pracę. Kiedyś w tym celu trzeba było kupować gazetę, a dziś, w dobie Internetu, wystarczy odwiedzić liczne portale z ogłoszeniami, takie jak Pracuj.pl albo Infopraca.pl. Należy jednak mieć świadomość, że umieszczone na tego typu portalach oferty stanowią tylko niewielki wycinek rekrutacyjnej rzeczywistości. Tego typu ogłoszenia dotyczą przede wszystkim pracy w wielkich korporacjach, natomiast zatrudnienia w urzędach państwowych, małych firmach czy zawodach specjalistycznych należy szukać gdzie indziej.

W

Urzędy państwowe Mimo wciąż pokutującego stereotypu urzędnikabiurokraty praca w służbie cywilnej jest obecnie atrakcyjną opcją kariery zawodowej. Urzędy stają się coraz bardziej profesjonalne i dają coraz więcej możliwości samorealizacji i awansu osobom, które chcą się dokształcać i rozwijać. Ogromną zaletą pracy w urzędach jest stabilne zatrudnienie na etacie, co w erze tzw. umów śmieciowych staje się niemal luksusem. Również zarobki w sektorze publicznym nie są już tak niskie, jak kiedyś. Na zwykłych sta28

nowiskach zarabia się niecałe 2000 złotych, ale już po kilku latach pensja z reguły wzrasta do poziomu wyższego od średniej krajowej. Podstawową zasadą przyjęcia do pracy w urzędach jest wygranie konkursu. W odróżnieniu od korporacji i małych firm w tym przypadku nic nam nie da wysyłanie do urzędów swojego CV na zasadzie, że może będą kogoś takiego potrzebować w przyszłości. Należy po prostu od czasu do czasu sprawdzać, czy pojawił się jakiś nabór i wziąć udział w konkursie. Przy czym uwagę trzeba zwrócić na to, by spełnić wymagania formalne i nie przeoczyć żadnego papierka. Można bowiem mieć świetne kwalifikacje, ale do pracy nie zostać przyjętym, dlatego że nie spełniło się jednego formalnego wymogu, ujętego w zasadach naboru, nawet jeśli obiektywnie jest to rzecz bez znaczenia. Oferty pracy w urzędach są publikowane w Internecie w Biuletynie Informacji Publicznej (BIP), do którego można się dostać poprzez www.bip.gov.pl lub przez odpowiedni link na stronach poszczególnych urzędów. Jeżeli zależy nam na pracy w konkretnym urzędzie, warto zadzwonić lub pójść osobiście do sekretariatu i spytać u źródła, czy szykuje się jakiś nabór – pozwoli nam to lepiej przygotować się do rekrutacji. Należy jednak pamiętać, że wprowadzenie obowiązkowych konkursów nie wyeliminowało całkowicie zja-

wiska zatrudniania w urzędach po znajomości. Często się zdarza, że dane stanowisko ma objąć zaufana osoba, a konkurs jest tylko formalnością.

Małe firmy Zupełnie inną taktykę musimy przyjąć, starając się o pracę w małych firmach, np. w jakimś laboratorium czy biurze rachunkowym, zatrudniającym kilka osób. Właściciele takich firm, nawet jeśli poszukują pracownika, bardzo rzadko to ogłaszają na popularnych portalach. Taką pracę zdobywa się najczęściej z polecenia albo po prostu przez przypadek, a warunki zatrudnienia są z reguły dość elastyczne. Istnieje kilka sposobów znalezienia tego typu pracy. Przede wszystkim należy wykorzystać swoje kontakty i poinformować jak największą liczbę znajomych o tym, że szukamy pracy. Być może te osoby kogoś odpowiedniego akurat znają i będą mogły mu nas polecić. Inna taktyka to namierzenie wszystkich firm w danym mieście, w których potencjalnie moglibyśmy pracować. Najlepiej podczas pobytu w Polsce po prostu pójść do każdej z nich osobiście (bez wcześniejszego zapowiadania się), poprosić o krótkie spotkanie z właścicielem i zostawić mu swoje CV – taka metoda jest o wiele skuteczniejsza niż wysyłanie dokumentów e-mailem. Warto także „dać się znaleźć”, czyli stworzyć swój profesjonalny profil zawodowy na portalu typu Goldenline.pl albo Profeo.pl, ale to już temat na osobny artykuł. JAKUB ŁOGINOW

Klub Polski Bratysława zaprasza do wspólnego kibicowania podczas Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej EURO 2012 w lokalu „Infferno – pizza a grill” przy ulicy Mlynskie nivy 6 w Bratysławie (lokal znajduje się w pobliżu dworca autobusowego). Pierwsze mecze odbędą się w dniach:

-Polska

– Grecja

8 czerwca (piątek), godz. 18.00;

Polska – Rosja 12 czerwca (wtorek), godz. 20.45;

Polska – Czechy 16 czerwca (sobota), godz. 20.45. Mile widziane gadżety kibica w kolorach biało-czerwonych! Więcej informacji pod numerem telefonu: 0903455664 (Kasia) Patronat medialny: „Monitor Polonijny“, www.polonia.sk

SALVUS

CENTRUM PSYCHOLOGII I EDUKAC JI Medzilaborecká 11, Bratislava

Mgr. JOANNA CIESIELSKA PSYCHOLOG +421 0944 206 479 Pomagam zredukować stres, pokonać kryzys i różnego rodzaju trudności życiowe, rozwiązać konflikty oraz odzyskać stabilność emocjonalną. Gwarantuję bezpieczną, nieoceniającą, pełną szacunku atmosferę, w której możliwe jest eksplorowanie swojego wnętrza. Respektowanie zasady dyskrecji i tajemnicy zawodowej jest dla mnie rzeczą priorytetową. Oferuję konsultacje i terapię w języku polskim oraz angielskim.

ŻYCZENIA Lindzie Rabekovej gratulujemy pomyślnego ukończenia studiów! Członkowie Klubu Polskiego Bratysława MONITOR POLONIJNY


KLUB POLSKI w Bratysławie zaprasza na coroczną imprezę polonijną

Polskie szanty na Dunaju Rejs statkiem Bratysława – Devin – Bratysława rozpocznie się 27 czerwca 2012 r. (środa) o godz. 17.00. Podczas rejsu wspólnie będziemy śpiewać piosenki marynarskie i biesiadne, a towarzyszyć nam będzie Wanda z zespołem z Wiednia. Będziemy też tańczyć i weselić się, dając wyraz naszej polskiej tradycji i kulturze. Skromny poczęstunek zostanie urozmaicony tradycyjnym polskim śledziem oraz domowymi wypiekami klubowiczów. Strój dowolny, najlepiej sportowy z akcentami marynarskimi. Chęć uczestnictwa w imprezie proszę zgłaszać do prezesów regionalnych w nieprzekraczalnym terminie do 15 czerwca 2012 r. Wpisowe wynosi 10 euro za osobę dorosłą i 5 euro za dziecko do 15 lat UWAGA!!! Wpisowe dla członków Klubu Polskiego, którzy opłacili składkę członkowską na rok 2012, wynosi 5 euro za osobę dorosłą, dzieci do 15 lat – bezpłatnie. Sponsorzy mile widziani! Ilość miejsc ograniczona! Chętni z Bratysławy proszeni są o zgłaszanie się pod: katarzynatulejko@gmail.com

PROGRAM

INST Y TUTU

➨ RODZINA BALASSICH w okresie od XIII do XIX wieku • 6-8 czerwca, zamek Modrý

kameň SNM- SNM-Múzeum bábkarských kultúr a hračiek • Konferencja naukowa na temat rodu szlacheckiego z Ďarmôt i Modrego Kamenia

Klub Polski Bratysława we współpracy z Instytutem Polskim w Bratysławie zaprasza na koncert zespołu DEKADENCJA, zatytułowany „Od Kijowa do Paryża“, podczas którego zostaną zaprezentowane ukraińskie dumki, rosyjskie romanse, polskie piosenki literackie i francuskie chansons. Autorami prezentowanych utworów są m.in. Piotr Czajkowski, Bułat Okudżawa czy Agnieszka Osiecka. Koncert odbędzie się 29 czerwca (piątek) o godz. 20.00 w Bratysławie w klubie muzycznym HLAVA XXII (ul. Bazová 9). Wstęp – 3 euro, dla członków Klubu Polskiego (po okazaniu legitymacji członkowskiej) – 1,50 euro.

Konkurs rysunkowy dla dzieci i młodziezy Redakcja „Monitora Polonijnego” ogłasza konkurs, adresowany do dzieci i młodzieży, pod hasłem

„MORZE BAŁTYCKIE I JEGO SKARBY“ Mile widziane będą też slogany reklamowe w języku polskim! Prace konkursowe prosimy przesyłać pod adresem redakcji naszego pisma do 20 czerwca br. pocztą tradycyjną lub elektroniczną. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone w lipcowym numerze „Monitora”. Wyłonieni przez specjalne jury autorzy najlepszych prac otrzymają nagrody, zaś wszyscy uczestnicy upominki.

POLSKIEGO

➨ MARCIN ZDUNIK Z ORKIESTRĄ

SYMFONICZNĄ SŁOWACKIEGO RADIA 13 czerwca, godz. 19.00, Bratysława, Slovenský rozhlas, Mýtna 1 Koncert młodego polskiego wiolonczelisty Marcina Zdunika

➨ PAPIEŻ JAN PAWEŁ II - SZUKAŁEM WAS...

➨ PÓŁSLÓWKO III

7 czerwca, godz. 19.30, Bratysława, Klub Za zrkadlom, Rovniankova 3 8 czerwca, godz. 21.00, Nitra, Kino Letnie na Zamku • Słowacka premiera filmu dokumentalnego Jarosława Szmidta o papieżu Janie Pawle II  z udziałem twórców. ➨ DNI TEATRU LALEK „VIRVAR” 7-10 czerwca, Koszyce, Bábkové divadlo, Košice, Alžbetina 38 • W festiwalu wezmą udział teatry lalkowe z Polski, Czech, Węgier, Austrii, Ukrainy i Słowacji. 8 czerwca: - Białostocki Teatr Lalek, „Dulcynea”, godz.18.00, sala Bábkového divadla, - Teatr Maska z Rzeszowa „Tygrys Pietrek”, godz.15.00, Rodošto, Hrnčiarska 7. - Henryk Hryniewicki, Etiudy z marionetkami, godz.14.00, Aupark, Nám. Osloboditeľov - Henryk Hryniewicki, „Cyrk Hrynek”, godz. 16.30, Vychodoslovenská galeria, Alžbetina 22. Szczegółowy program festiwalu na stronie: www.bdke.sk / virvar.

14 czerwca, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 • Trzecie spotkanie z cyklu wieczorów autorskich wybitnego grafika i publicysty Dušana Junka ➨ TEATR GRZEGORZA JARZYNY 15 czerwca, godz. 17.00, Bratysława, Studio 12, Jakubovo nám. 12 • Wykład dr Anny R. Burzyńskej z cyklu „Polski dramat współczesny”.

CZERWIEC 2012

➨ KONCERT MUZYKI SAKRALNEJ

15 czerwca, godz. 19.00, Bratysława, Jezuitský kostol, Františkánske nám. Koncert zespołu Śląski Oktet Gitarowy i chóru Cantus Floridus w ramach Festiwalu Musica Sacra. ➨ ANNA BURZYŃSKA: AKOMPANIATOR Nitra, Divadlo A. Bagara, Svätoplukovo nám. 4 • 21, 22, 23, 29 i 30 czerwca, godz. 18.30 ➨ GEMERJAZZFEST • 23 czerwca, godz. 18.00, Rožňava, Divadlo Actores, Šafárikova 20 Koncert tria jazzowego Tomasz Mucha Trio w ramach II Międzynarodowego Festiwalu Jazzowego „GemerJAZZfest”

N A

CZERWIEC

➨ SEMINARIUM: KOMUNIŚCI I POWSTANIA

25 czerwca, godz. 13.30-17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 Seminarium będzie poświęcone problematyce świętowania i upamiętniania powstań antyhitlerowskich w Europie Środkowej. ➨ SOCHA A OBJEKT: MAREK RADKE

28 czerwca, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 • Wystawa prac polskiego rzeźbiarza Marka Radke w ramach festiwalu SOCHA A OBJEKT ➨ FESTANČA

28 czerwca – 1 lipca, Żylina, Stanica ŽilinaZariečie, • Międzynarodowy festiwal filmów animowanych z udziałem polskich filmów ➨ III MIĘDZYNARODOWE TRIENNALE TKANINY

29 czerwca, godz. 17.00, Trenczyn, Galéria M. A. Bazovského • Triennale jest wystawą objazdową, która będzie prezentowana we wszystkich krajach Grupy Wyszehradzkiej. ➨ JAZZNICA: TRIO ARTURA DUTKIEWICZA

29 czerwca, godz. 20.00, Bańska Szczawnica, kościół św. Katarzyny, Trojičné nám. • Artur Dutkiewicz już od dawna należy do najlepszych polskich pianistów jazzowych. W swoim repertuarze posiada również kompozycje własne i improwizacje, oparte na utworach Czesława Niemena. 29


Egzotyczne smaki Malezji dzie znajduje się to Kuala Lumpur? Zastanawiałam się, kiedy mąż poinformował mnie, że zamierza ubiegać się o stanowisko pracy w Malezji, gdzie jego firma otwierała nowy oddział. Brzmiało to tak nieprawdopodobnie, jakbym się właśnie dowiedziała, że zamieszkam na Księżycu!

G

Koniec świata W kwietniu 2008 roku wylądowałam w Kuala Lumpur. Na mapie Malezja wyglądała jak koniec świata: południowa część Półwyspu Malajskiego oraz północna część wyspy Borneo. Malezja rozmiarem przypomina Polskę. Jej powierzchnia jest bliska powierzchni naszego kraju, przy czym liczba ludności wynosi ok. 29 mln, czyli gęstość zaludnienia jest tu dużo mniejsza niż w Polsce. W samym Kuala Lumpur nie da się tego odczuć. Jest dość tłoczno. Wszędzie. I to na początku był jeden z największych moich problemów. Pochodzę z Żagania, małego miasteczka w woj. lubuskim, studiowałam we Wrocławiu i nigdy tak naprawdę nie doświadczyłam tłumu. A w Malezji gdziekolwiek nie poszłam, wszędzie otaczało mnie mnóstwo ludzi. Azjaci potrzebują dużo mniejszej przestrzeni prywatnej niż Europejczycy. Skutek jest taki, że nie trzymają dystansu wobec drugiego człowieka. Każda wyprawa do miasta kończyła się zmęczeniem i bólem głowy. A muszę tu dodać, że centra handlowe to główny cel wycieczek Malezyjczyków. Oni po prostu uwielbiają zakupy. Na pewno jest to trochę związane z klimatem w tej części świata: wnętrze klimatyzowanego centrum handlowego zachęca do odwiedzin komfortową temperaturą, idealną do 30

z 10 najpiękniejszych miejsc do nurkowania na świecie! Moi znajomi z Polski, oglądając zdjęcia z tych wysp, stwierdzili, że moje życie wygląda jak wieczne wakacje, a wyspy jak raj na ziemi. My jednak prowadzimy tutaj zupełnie normalne życie, tyle że zamiast do Karpacza na długi weekend jeździmy na wyspy.

Mieszanka kulturowa

spacerów, podczas gdy na zewnątrz jest 30 stopni Celsjusza i wysoka wilgotność. Poza tym chodniki na ulicach zupełnie nie są dostosowane do potrzeb pieszego: wysokie krawężniki, motory i samochody zaparkowane na wszelkie możliwe sposoby utrudniające poruszanie się pieszym, chodniki prowadzące donikąd, kończące się nieoczekiwanie, aby równie nieoczekiwanie zacząć się po 200 m na drugiej stronie bardzo ruchliwej ulicy. Ale do wszystkiego można się przyzwyczaić… A nam się chyba udało, bo polubiliśmy Malezję.

Wieczne wakacje? Nigdy wcześniej nie mieszkałam na stałe poza granicami Polski. Owszem, podróżowałam po innych krajach, odwiedziłam Indie, Izrael, USA czy Turcję, a to kraje zdecydowanie różniące się od naszej polskiej rzeczywistości. Jako turystka przyjeżdżałam, oglądałam, ale zawsze wracałam do tego, co znajome i bezpieczne. Malezja uświadomiła mi, że doświadczanie egzotyki jest wspaniałe, ale na dłuższą metę może być też męczące. I było. Pierwsze kilka tygodni praktycznie tylko zwiedzałam. A jest tu co oglądać. Krajobraz samego Półwyspu Malezyjskiego jest raczej monotonny, ale otaczające wyspy są przeurocze: Perhentian, Tioman, Redang, Langkawi czy choćby Penang. Sipadan czy Mabul u wybrzeży Borneo to jedno

Mimo iż ludzie są tutaj niesamowicie przyjaźni, tutejsza mentalność jest zupełnie inna niż europejska. Malezyjczycy zdają się nie liczyć czasu, żyją z minuty na minutę i wydaje się, że nigdy się nie spieszą, często się spóźniają i rzadko to, o co prosimy, jest zrobione na czas. Często się zdarzało, że wracałam do domu sfrustrowana, bo nie udało mi się czegoś załatwić. Czasem dlatego, że osoba z którą rozmawiałam przez telefon podała mi nieprawdziwe informacje, zupełnie niezłośliwie, co okazywało się dopiero po dotarciu do danej firmy. Czasem wykonawca nie dojechał na umówione spotkanie, bo... był głodny i udał się na posiłek. Prawie 2 lata zajęło mi uporanie się z malezyjskim podejściem. Mimo że wiem, czego mogę się spodziewać, wciąż jestem zaskakiwana. Czasem chciałoby się zrzucić winę za konkretne przywary na daną grupę narodowościową, ale przez to, że społeczeństwo malezyjskie jest tak bardzo zróżnicowane, trudno jest przypisać wady jednemu narodowi. Są tutaj bowiem trzy główne grupy etniczne: Malajowie i ludność rdzenna – ok. 61%, Chińczycy – ok. 24%, Hindusi – ok. 7%. Pozostałe 8% to różnorodna mieszanka z wszystkich zakątków świata. Kraj jest zdominowany przez Islam, którego wyznaje ok. 58% ludzi. Pozostałe religie to buddyzm i różne religie chińskie – ok. 21%, protestantyzm – 5%, hinduizm – 5% i katolicyzm – niecałe 3%. Cała ta mieszanka kulturowa sprawia, że życie codzienne jest tutaj wyjątkowo ciekawe. W każdym prawie miesiącu mamy jakieś święto, bo każda grupa obchodzi swoje święta. Tak więc świąt państwowych jest w roku ok. 20. MAGDALENA BRZUSKIEWICZ, Malezja Druga część artykułu w kolejnym numerze „Monitora“ MONITOR POLONIJNY


Cześć! Dziś dotarliśmy do...

Polski!

zy zastanawialiście się kiedyś, jak widzi nasz kraj młodzież z innych państw? O tym poniżej! Gdybyś był Włochem, Koreańczykiem czy Amerykaninem, opisałbyś Polskę jako nieduży kraj wschodniej Europy, gdzie ludzie mówią śmiesznym językiem, mają pyszne jedzenie i kochają piłkę nożną.

C

„Pamiętam, że kiedy w dzieciństwie usłyszałem moją mamę mówiącą po polsku, myślałem, że wymyśliła sobie ten język” – wspomina Tom z Kanady, którego mama pochodzi z Polski. Wiele osób ma podobną opinię. Nasz język pełen jest bowiem takich słów, jak dżdżownica, szeleścić czy gżegżółka, które trudno wymówić obcokrajowcom. Ach, no i mamy stwarzające wiele problemów przypadki! Czy powinno się mówić o Annie czy o Annu, a może jeszcze inaczej? Nie dziwi więc, że nasz język konkuruje z chińskim o miano najtrudniejszego na świecie!

Polska słynie z tradycyjnej kuchni. „Uwielbiam wasze pierogi! Nieważne, czy z mięsem, kapustą i grzybami czy ruskie. Pierogi są najlepsze na świecie!” – zachwala Jose z Hiszpanii, po czym dodaje: „Ach, no i kotlet schabowy z ziemniakami i buraczkami. Po prostu pycha!”. Jose nie jest jedynym cudzoziemcem, uwielbiającym polską kuchnię. Kto bowiem nie lubi pierogów, barszczu czy bigosu!

A może by tak trochę pokibicować naszym piłkarzom? Na pewno przyłączy się do nas Marco z Włoch: „Bardzo się cieszę, że mieszkam w kraju, gdzie piłka nożna jest tak popularna! Włosi kochają futbol i byłoby mi smutno, gdybym nie miał kolegów, z którymi mogę obejrzeć mecz i krzyczeć: Gooool!!!”. „To, co podoba mi się w Polsce, to... Polacy!” – mówi Kim z Korei. „Kiedy w sklepie nie wiedziałem, co mówi do mnie pani kasjerka, jakaś miła dziewczyna zapytała, czy może mi pomóc. Przetłumaczyła mi wszystko i zakupy skończyły się dobrze”. Polacy na świecie mają opinię gościnnych, pomocnych, pracowitych i bardzo wesołych ludzi. Nie możemy tego zepsuć, prawda? CZERWIEC 2012

Choć w Ameryce również świętuje się Wielkanoc, różni się ona trochę od tej w Polsce. Julie zachwyca się naszą tradycją święcenia pokarmów: „To piękny zwyczaj, choć zaskoczył mnie. Nie ważne, czy jesteś młody, czy stary, w wielkanocną sobotę wszyscy przyozdabiają koszyki i udają się do kościoła na święcenie pokarmów. My nie mamy tego zwyczaju, więc będąc w Polsce, również szykuję swój koszyk”.

Najczęściej odwiedzanymi przez zagranicznych gości miastami są Kraków, Wrocław i Gdańsk. Kraków chwalą oni za piękny rynek z Sukiennicami, Wawel i jego smoka. We Wrocławiu urzekają ich ukryte w całym mieście krasnoludki i piękne nadodrzańskie widoki, a w Gdańsku piękne plaże i zabytkowe budowle.

Jak widzicie, wcale nie trzeba jechać daleko, by znaleźć piękne i interesujące miejsca i rzeczy. Wiele z nich znajdziecie właśnie w Polsce! OLA TULEJKO 31


Moi drodzy, skoro cały polski naród mobilizuje się, by kibicować naszej drużynie, my nie pozostaniemy w tyle. Na mecze nie pojedziemy, bo daleko, ale możemy zaprosić do siebie gości, schłodzić odpowiednie napoje i przygotować coś dobrego do jedzenia. Nie sięgajcie jednak po oklepane chipsy i inne chrupki, tylko

posłuchajcie rady pani Sašy Levickiej, mieszkającej w Bratysławie Ukrainki, zaprzyjaźnionej z Polakami, i przygotujcie banosz – potrawę regionalną z huculskim rodowodem. Polsko-słowacki dom, ukraiński przepis i europejska piłka – czy to nie idealna drużyna?

banosz – potrawa z huculskim rodowodem Składniki

Sposób przyrządzania:

• ok. 200 g drobnej kaszy kukurydzianej • 600-800 ml tłustej śmietanki • 100 g wędzonej słoninki lub boczku • bryndza, najlepiej owcza

Śmietanę zagotowujemy w rondlu, a gdy zacznie wrzeć, wsypujemy do niej kaszę i gotujemy około 15 minut (tak samo jak kaszę mannę), często mieszając. Gdy na wierzchu pojawią się krople tłuszczu, kaszę zdejmujemy z ognia. Banosz powinien być średnio gęsty. Słoninkę lub boczek drobno kroimy i rumienimy na

patelni. Gorącą kaszę przelewamy do miski, polewamy zrumienionymi skwarkami i posypujemy rozkruszoną bryndzą. Gotowe! Danie to jemy, nie mieszając. Nie służy mu też popijanie wodą. Można za to, jeśli ktoś szczególnie dba o zdrowie, przygotować sobie wcześniej kopiastą porcję zielonej sałaty z pomidorami, ogórkami, rzodkiewką i cebulką – doskonale zrównoważy kaszowo-mięsny smak potrawy. Zapamiętajcie, że banosz to tradycyjne danie Hucułów ukraińskich, bardzo popularne w Karpatach. Huculi, jak wiecie, byli narodem odważnym i zaprawionym w trudach życia wędrownego. Gdyby mieli możliwość stworzenia własnej kadry narodowej, z pewnością nie byłoby łatwo ich pokonać. Jedzmy więc banosz i nabierajmy krzepy, w sam raz na finał Euro! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2012/06  
Monitor Polonijny 2012/06  
Advertisement