Page 1

Kiedy do

Mamy? str. 4

Agnieszka Holland: „W ciemności nie było moim marzeniem, ale stało się rodzajem str. 8 cudu“


Szanse na rozwój Klubu Polskiego odpowiedzi na ogłoszenie opublikowane w kwietniowym numerze „Monitora“, w którym zwracaliśmy się do kandydatów na prezesa Klubu Polskiego w zbliżających się wyborach na tę funkcję, by zaprezentowali swój program działania, swój materiał nadesłał do redakcji kandydat, wytypowany przez bratysławską Polonię podczas zebrania 16 kwietnia 2012 r.

W

2

na Słowacji najłatwiej można zapewnić poprzez rozmowy w języku polskim, spotkania z ciekawymi ludźmi z Polski lub pochodzenia polskiego, dyskusje i wystąpienia na tematy związane z kulturą i historią Polski. W naszym Klubie powinno znaleźć się miejsce na wydarzenia o wysokiej randze kulturalnej, które mogą stać się naszą wizytówką na Słowacji, ale ważne są także akcje o charakterze towarzyskim. Takie spontaniczne imprezy mogą stanowić dobry pretekst do pozyskania młodszych członków Klubu. Do udziału w tych wydarzeniach chciałbym też zaprosić studentów filologii polskiej, którzy z pewnością docenią naszego ducha zabawy i poczucie humoru. Nie można zapomnieć też o celebrowaniu polskich zwyczajów, zwłaszcza tych odróżniających się od słowackich tradycji, jak andrzejki czy tłusty czwartek. W dzisiejszym świecie zdajemy sobie sprawę, jak ważna jest odpowiednia komunikacja i przekaz informacji o działalności Klubu czy planowanych imprezach. Dziś w ramach Klubu Polskiego tę funkcję pełni przede wszystkim „Monitor Polonijny“, dzięki któremu nie tylko można się dowiedzieć, „co w Klubie piszczy”, ale także poznać wiele innych

TOMASZ BIENKIEWICZ – ur. 16.01.1978 roku w Leśnej, niewielkim miasteczku, położonym na pograniczu polskoczesko-niemieckim. W 2003 roku ukończył studia na Politechnice Wrocławskiej z tytułem magistra inżyniera elektroniki. Od 2003 roku przebywał w Niemczech, od 2005 roku mieszka w Bratysławie. Na Słowacji jest prezesem zarządu firmy REC Slovakia s. r. o., zatrudniającej głównie inżynierów informatyków. Jak sam twierdzi, w jego pracy zawodowej najważniejszy jest kontakt z ludźmi (głównie pracownikami i kontrahentami), umiejętność znajdowania kompromisów po uprzednim wsłuchaniu się w potrzeby wszystkich zainteresowanych stron. Podobnymi zasadami chce się kierować w pracy na rzecz słowackiej Polonii. ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Przez 18 lat działalności Klubu Polskiego udało się stworzyć stabilne środowisko polonijne, działające obecnie w pięciu oddziałach regionalnych: Bratysławie, Koszycach, Nitrze, Dubnicy nad Wagiem i Trenczynie. Ludzie tu mieszkający i działający to olbrzymi kapitał naszej organizacji. Wystarczy przejrzeć numery „Monitora Polonijnego“ czy zajrzeć na stronę www.polonia.sk, aby przekonać się, jak atrakcyjne są cykliczne imprezy klubów regionalnych, takie jak: Wieczór szant na Dunaju w Bratysławie, koncerty organowe w Nitrze, zabawy polonijne w Trenczynie, imprezy zielonoświątkowe w Dubnicy nad Wagiem czy Dni Kultury Polskiej w Koszycach. A oprócz tego imprezy adresowane do najmłodszych, jak mikołajki i Dzień Dziecka! Chętnie odwiedzę oddziały regionalne, aby spotkać się osobiście z ich członkami, poznać ich sposoby działania, potrzeby i oczekiwania. Poza tym, sądzę, że wzajemne odwiedzanie się członków organizacji w ich miastach jest doskonałą okazją do integracji, chociażby podczas wycieczek turystycznych, których celem byłoby poznanie atrakcji turystycznych w regionach. Dlaczego, mając tak wspaniałych przewodników, jak nasi rodacy mieszkający w różnych zakątkach Słowacji, nie mielibyśmy zwiedzać naszej drugiej ojczyzny wspólnie? Patrząc na mapę Słowacji, widzę sporo „białych plam“, czyli miast i miasteczek, w których z pewnością mieszkają nasi rodacy, ale – być może – nawet się nie znają. Chciałbym dotrzeć do kolejnych miast Słowacji, by również i tam ożywić działalność polonijną. Utrzymanie polskości wśród osób polskiego pochodzenia mieszkających

aspektów życia poza Polską. Obok „Monitora“ funkcjonuje również strona internetowa www.polonia.sk, aktualizowana na bieżąco. „Monitor“ i strona internetowa to kolejne mocne atuty Klubu Polskiego. Dzięki uprzejmości Instytutu Polskiego Klub Polski może co jakiś czas w jego siedzibie organizować swoje spotkania. Bratysławski oddział Klubu planuje w najbliższym czasie pozyskać lokal od władz miasta, w którym Stowarzyszenie będzie miało swoją siedzibę. Skorzysta na tym przede wszystkim bratysławska Polonia, ale lokal posłuży również do organizowania rozmaitych przedsięwzięć integrujących oddziały z całej Słowacji, zacieśniających współpracę między poszczególnymi klubami regionalnymi. Nowością w Klubie Polskim będzie również wprowadzenie kart członkowskich. Karta taka będzie identyfikatorem upoważniającym do szeregu zniżek, między innymi na organizowane przez Klub Polski imprezy. Dotychczas Klub korzystał ze wsparcia finansowego, pochodzącego z Kancelarii Rady Ministrów RS, referatu konsularnego ambasady RP w RS, Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie“ i Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“. Wiem, że pozyskiwanie wsparcia finansowego jest trudnym zadaniem. Jestem jednak pewien, że przy zaangażowaniu oddziałów regionalnych mamy duże szanse na pozyskanie dodatkowych środków, umożliwiających nie tylko dotychczasową działalność Klubu Polskiego, ale także jego rozwój. TOMASZ BIENKIEWICZ

MONITOR POLONIJNY


Niedawno spędziłam kilka dni z rodziną z Polski. W centrum zainteresowania wszystkich był półtoraroczny synek mojej siostry. Maluch mówi w sobie tylko zrozumiałym języku, ale posługuje się też dwoma znanymi słowami: „mama” i „tata”, zwracając się za ich pomocą do swoich rodziców. Zauważyłam też, że kiedy jest zmęczony, na czymś mu bardzo zależy, szuka zrozumienia czy współczucia to używa jedynego czarodziejskiego słowa – „mama”. To słowo-klucz, którym próbuje otworzyć wszystkie drzwi. W niniejszym numerze „Monitora“ kluczem do kilku stron jest właśnie słowo „mama”, bowiem w tym miesiącu obchodzimy Dzień Matki. Z artykułu Agaty Bednarczyk dowiedzieć się można zarówno o historii tego święta, jak też o tym, kiedy w których krajach jest ono obchodzone. W tym miejscu uchylę rąbka tajemnicy na temat, jak powstają artykuły wiodące każdego numeru naszego pisma, czyli te, które publikujemy na stronie 4., a których autorką jest wspominana nasza redakcyjna koleżanka Agata. Otóż co miesiąc wspólnie zastanawiamy się, jaki temat poruszyć, by był on aktualny i został ciekawie opracowany z myślą o naszych czytelnikach mieszkających poza granicami Polski. Cenię sobie tę naszą współpracę, ponieważ Agata łapie w lot to, o czym ja pomyślę i tylko w zarysie jej przedstawiam, sugeruję. Ona potrafi nadać tematowi taką formę, o której i ja myślę, ale nie potrafię zwerbalizować tych swych wyobrażeń. Zresztą niech Państwo sami ocenią jej comiesięczną pracę – swoimi artykułami wprowadza nas w ciekawe tematy przewodnie. Ale wróćmy do czarodziejskiego słowa „mama”. Ponieważ jestem zaprzyjaźniona z kilkoma Polkami mieszkającymi na Słowacji, więc siłą rzeczy poznałam też ich mamy, które je odwiedzają. Czasami rozmawiamy o ich tęsknocie za córkami, o odległościach, które muszą pokonać, by się spotkać. Kilka lat temu podczas takich rozmów pomyślałam, że warto byłoby ich wypowiedzi przedstawić na łamach naszego miesięcznika. A że nadarza się ku temu doskonała okazja – święto mam – oddajemy więc głos właśnie mamom w ankiecie na stronie nr 5. W tym numerze „Monitora” prezentujemy ponadto wywiad z Agnieszką Holland, z którą udało mi się porozmawiać zaraz po słowackiej premierze nominowanego do Oscara filmu „W ciemności“. Poza tym znajdą tu Państwo wiele innych ciekawych artykułów dotyczących literatury, muzyki, filmu, historii, turystyki czy sportu. Najmłodszych naszych czytelników zachęcam zaś do podróży, tym razem do Egiptu (str. 31), a dorosłych zapraszam w daleką wyprawę, bo aż do Kolumbii, skąd swoją relację nadesłała mieszkająca tam nasza rodaczka. Przyjemnej lektury!

Kiedy do Mamy? 4 Z KRAJU 4 Ankieta 5 POLONIJNE SPOTKANIA ZA OCEANEM Głowy prezydentów i Szalony Koń 7 WYWIAD MIESIĄCA Agnieszka Holland: „W ciemności nie było moim marzeniem, ale stało się rodzajem cudu“ 8 Z NASZEGO PODWÓRKA 10 WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Proces Hlinki i tragedia w Černovej 14 KINO-OKO Amerykański sen wciąż niespełniony 16 CZUŁYM UCHEM Wilki całkiem już dorosłe 16 Młodzi w Polsce SŁUCHAJĄ Ania Rusowicz 17 SŁOWACKIE PEREŁKI Historia jednego młyna 18 ZWIERZENIA PODNIEBIENIA Amade Château – udane połączenie czaru przeszłości i nowoczesnego luksusu 19 Gaz łupkowy naszą nadzieją 20 POLAK POTRAFI Co ona w sobie ma? Księżniczka Anja 21 TO WARTO WIEDZIEĆ Słowem przeciw zniewalaniu umysłów. W 60. rocznicę powstania RWE 22 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Klimaty dwudziestolecia 24 SPORT!? Blisko, coraz bliżej… 26 Szukamy pracy w Polsce 27 OGŁOSZENIA 28 ROZSIANI PO ŚWIECIE W kraju Marqueza, czyli życie po kolumbijsku 30 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Ahalan! Witajcie w gorącym, pełnym piramid Egipcie.. 31 PIEKARNIK Zasnuj dymem okolicę… 32

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E Ľ OV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A g n i e s z ka D r ze w i e c ka , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , K a t a r z y n a P i e n i ą d z , L i n d a R á b e ko v á KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – Ur szula Zomer ska-Szabados • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO V Á Ú P R AVA V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s ka , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S t e h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka , 9 3 0 41 K v e to s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p o l o n i j ny @ g m a i l . c o m P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky

www.polonia.sk MAJ 2012

3


zy wiecie, że Dzień Matki to jedno z najstarszych na świecie świąt? Obchodzili je już starożytni Grecy i Rzymianie, czcząc matki-boginie, w które wtedy powszechnie wierzono. Matka była przecież oczywistym symbolem płodności i urodzaju, czyli życia i natury.

C

Chrześcijaństwo zlikwidowało pogańskie wierzenia, a kult bogiń zamieniło na zawierzenie Maryi jako matki Jezusa i opiekunki wszystkich ludzi. Jednakże w XVII wieku w Anglii pojawił się zwyczaj świętowania „niedzieli u matki”. W tym dniu składano wizyty matkom i obdarowywano je głównie kwiatami i słodyczami, w zamian prosząc o błogosławieństwo. Taki sposób świętowania trwał mniej więcej dwieście lat, dopóki

Kiedy do Mamy?

„niedziela u matki” nie została zapomniana. Dopiero po drugiej wojnie światowej wskrzeszono to stare święto jako Dzień Matki. Inaczej było w USA – tam w 1858 roku amerykańska nauczycielka Ann Maria Reeves Jarvis ogłosiła Dni Matczynej Pracy. Kilkanaście lat później wypromowano Dzień Matek dla Pokoju, aż w końcu córce Ann Jarvis udało się w 1905 roku ustanowić Dzień Matki. Dziś w USA to święto jest obchodzone w drugą niedzielę maja i jest świętem narodowym. W Polsce mamy po raz pierwszy obchodziły swoje święto w 1914 roku w Krakowie, chociaż kult matki Polki, tak żartobliwie nieraz traktowany dzi-

Błasiku i Franciszku Gągorze, zaś premier Donald Tusk osobiście złożył wieniec pod pomnikiem ofiar katastrofy i ukląkł przed nim.

W CAŁYM KRAJU, a także na smoleńskim lotnisku Siewiernyj 10 kwietnia odbyły się obchody drugiej rocznicy katastrofy, w której w 2010 roku zginęło 96 najważniejszych osób w kraju na czele z prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego małżonką. Z tej okazji w Warszawie i Smoleńsku odbyły się uroczystości państwowe. Alternatywne obchody zorganizowali sympatycy PiS. Na rocznicowych uroczystościach, upamiętniających ofiary katastrofy polskiego Tu154M, obecny był w Smoleńsku przewodniczący Dumy Państwowej, niższej izby rosyjskiego parlamentu, Siergiej Naryszkin. W kameralnej uroczystości na warszawskich Powązkach wzięli udział przedstawiciele rodzin ofiar, m.in. wdowy po generałach Andrzeju 4

W CISZY I SKUPIENIU ulicami Warszawy przeszedł V Katyński Marsz Cieni. W ten sposób 15 kwietnia członkowie grup rekonstrukcyjnych i warszawiacy oddali hołd polskim żołnierzom, policjantom i duchownym – ofiarom zbrodni katyńskiej, zamordowanym na polecenie władz Związku Sowieckiego w kwietniu 1940 r. w Katyniu, Charkowie, Miednoje, Twerze i Bykowni. Uczestnicy marszu złożyli także hołd ofiarom tragedii smoleńskiej sprzed dwóch lat. SĘDZIOWIE TRYBUNAŁU w Strasburgu 16 kwietnia przyznali rodzinom ofiar z Katynia między innymi to, że w śledztwie byli oni poniżająco traktowani przez władze Rosji. Zdaniem Trybunału Rosja złamała prawo m.in. przez utajnienie dokumentów śledztwa katyńskiego i negowanie samej zbrodni. Za takie traktowanie Polaków Rosjanie będą musieli zapłacić odszkodowania.

siaj, rozwinął się już w wieku XIX i wynikał ze szczególnej sytuacji kobiet w kraju pod zaborami, gdy często to właśnie matki jako jedyne musiały dbać nie tylko o zapewnienie bytu dzieciom, ale również o ich patriotyczne wychowanie. Co ciekawe, gdybyśmy zabrali nasze rodzicielki na wycieczkę dookoła świata, mielibyśmy spore szanse świętować z nimi cały rok. W przeciwieństwie bowiem do innych świąt Dzień Matki z sobie tylko znanego powodu w różnych krajach jest obchodzony w innych terminach. Zaczynają Norwegowie – w drugą niedzielę lutego, Gruzini obchodzą Dzień Matki 3 marca, a mieszkańcy

Trybunał przyznał także, że mord katyński był zbrodnią wojenną. Oznacza to, że nie ulega ona przedawnieniu. Orzeczenie nie zadowoliło polskich poszkodowanych, którzy zapowiedzieli apelację. Uważają oni, że w tak ważnej sprawie głos powinna zabrać Wielka Izba Trybunału w Strasburgu. PRZED BUDYNKIEM SEJMU 30 marca miała miejsce demonstracja związkowców z Solidarności. Domagali się oni przyjęcia wniosku o rozpisanie referendum w sprawie emerytur. Protest rozpoczął się w Warszawie jeszcze w poniedziałek, 26 marca, pod Kancelarią Premiera. W środę 28 marca protestujący przeszli pod Sejm, gdzie pozostali do piątku 30 marca. Zgodnie z przedstawioną przez premiera Donalda Tuska koncepcją wiek emerytalny Polaków ma być stopniowo wydłużany, docelowo do 67 lat dla kobiet i mężczyzn. PLATFORMA OBYWATELSKA zwróciła się 20 kwietnia do sejmowej komisji etyki o ukaranie Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Maciere-

wicza, Joachima Brudzińskiego i Zbigniewa Girzyńskiego m.in. za „insynuacje oraz oszczerstwa pod adresem najwyższych władz Rzeczypospolitej Polskiej“. Zdaniem Platformy J. Kaczyński m.in. zarzucił rządowi „prowadzenie gry z Władimirem Putinem“ w celu „wyeliminowania“ prezydenta Lecha Kaczyńskiego z życia politycznego. Ponadto J. Kaczyński oskarżył premiera o „tuszowanie sprawy smoleńskiej“, a także wyraził opinię, iż prokuratura jest organem wykorzystywanym politycznie. OPOZYCJONIŚCI, GŁODUJĄCY w Krakowie przeciwko ograniczeniu nauczania historii, 30 marca zawiesili protest. Pałeczkę przejęła Warszawa. W siedzibie Stowarzyszenia Wolnego Słowa głodówkę podjęły kolejne osoby. Protesty odbyły się później także w innych miastach. W ocenie protestujących nowy program nauczania, który od 1 września ma obowiązywać w szkołach ponadgimnazjalnych, ograniczy nauczanie historii. Według starego programu uczniowie mieli dwa pełne cykle kształcenia historii: od MONITOR POLONIJNY


krajów bałkańskich, Rumuni i Bułgarzy – 8 marca. W czwartą niedzielę wielkiego postu świętują Brytyjczycy i Irlandczycy. Pierwszy dzień wiosny wraz z Dniem Matki obchodzi się w Egipcie, Libanie, Kuwejcie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Z kolei Węgrzy, Litwini i Portugalczycy kupują kwiaty swoim mamom w pierwszą niedzielę maja. Zdecydowanie najpopularniejszą datą jest druga majowa niedziela – aż 39 państw na całym świecie uznaje ją za święto matek, m.in. Słowacja, Austria, Czechy, Kanada, Niemcy, Grecja, Japonia, USA, Włochy, Turcja. W Polsce Dzień Matki jest obchodzony 26 maja, a w ostatnią majową niedzielę świętują Francuzi. Z kolei 14 października cieszą się matki białoruskie, podczas gdy w trzecią październikową niedzielę przyjmują gości matki argentyńczasów najdawniejszych do współczesnych, raz w gimnazjum, a drugi raz w szkołach ponadgimnazjalnych. MEN postanowiło to zmienić, rozciągając program gimnazjum na pierwszą klasę szkoły ponadgimnazjalnej. Obecni uczniowie klas trzecich gimnazjum skończą naukę historii na pierwszej wojnie światowej, a już jako uczniowie szkół ponadgimnazjalnych będą uczyć się historii po 1918 r. ŚWIĘTA WIELKANOCNE w tym roku były na polskich drogach spokojniejsze niż w 2011 r., chociaż ich bilans też jest smutny: 21 osób zabitych i 298 rannych w 236 wypadkach. W ciągu czterech dni – od Wielkiego Piątku do Poniedziałku Wielkanocnego – policjanci zatrzymali ponad 1,5 tys. pijanych kierowców. Najczęstszą przyczyną drogowych tragedii była nadmierna prędkość i nieprawidłowe wykonywanie manewrów na drodze. PONAD 10 TYSIĘCY osób uczciło 19 kwietnia pamięć o ofiarach Zagłady (Szoa). Już po raz 21. „drogą śmierci“ z niemieckiego obozu MAJ 2012

skie. Ostatnia niedziela listopada zarezerwowana jest dla Rosji. W grudniu prezenty przyjmują mamy w Panamie (8.12.) i Indonezji (22.12.) Niezależnie od miejsca na świecie, od kraju i jego kultury, matka to istota szczególna i chociaż nie zawsze w dorosłym życiu łączą ją z dziećmi relacje laurkowe, niezaprzeczalnie pamięć i szacunek najzwyczajniej jej się należy. Matka daje życie, a tym samym stwarza świat na nowo, nie pozwala mu zginąć. Ruszmy się więc, włóżmy trochę wysiłku w przygotowania do Dnia Matki, niech nasze rodzicielki się ucieszą, że o nich pamiętamy. Nie na siłę, nie sztampowo – uczcijmy ten dzień tak, jakbyśmy sami chcieli przeżywać swoje święta. A może po prostu nie zapominajmy o matkach na co dzień, wtedy myśl o dobrym świętowaniu nasunie się saAGATA BEDNARCZYK ma.

Auschwitz do Auschwitz II-Birkenau przeszedł Marsz Żywych. Wśród jego uczestników byli też amerykańscy wyzwoliciele obozów. Główne uroczystości odbyły się na terenie byłego obozu Birkenau. Kulminacyjny moment stanowiło odmówienie kadiszu, jednej z najważniejszych modlitw judaizmu, oraz żałobnej modlitwy „El male rachamim”. Na zakończenie odśpiewana została „Hatikwa“ (Nadzieja) – hymn Izraela. Do uczestników marszu specjalne przesłanie przygotował premier Izraela Benjamin Netanyahu. POLACY CIĄGLE interesują się tzw. sprawą Madzi. Sześciomiesięczna Madzia zniknęła 24 stycznia. Jej matka Katarzyna Waśniewska przekazała policjantom, że dziecko zostało porwane z wózka. W sprawę zaangażował się detektyw Krzysztof Rutkowski. Matka dziecka w rozmowie z nim 3 lutego przyznała, że dziecko nie żyje. Waśniewska jest podejrzana o nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka. Kobieta zniknęła 4 kwietnia, czyli w dniu, w którym miała

okazji zbliżającego się Dnia Matki oddaliśmy głos kilku mamom, których dzieci zamieszkały na Słowacji, by dowiedzieć się, jak przeżywają rozłąkę z potomstwem, jakie miały wyobrażenia o kraju, do którego wyemigrowały ich dzieci.

Z

Maria Nagórska z okolic Tczewa - mama Ewy Sipos z Dunajskiej Lužnej iedy poznałam wybranka serca Ewy, przypadł mi do gustu. Zachęcałam córkę do wyjazdu, nie zamierzałam zatrzymywać jej za wszelką cenę w domu, uważałam bowiem, że powinna pójść za głosem serca. Oczywiście było mi bardzo smutno, że wyjeżdża tak daleko.

K

być poddana badaniom wariograficznym. Odnaleziono ją 6 kwietnia w Katowicach. Prawdopodobnie podjęła próbę samobójczą i została odwieziona do szpitala. Wcześniej, 3 kwietnia adwokat Waśniewskiej zrezygnował z powierzonej mu jej obrony. POLSKĄ WSTRZĄSNĘŁA sprawa dzieci z Jawora (woj. dolnośląskie). Legnicka prokuratura od 6 kwietnia prowadzi śledztwo w sprawie rodziców, którzy głodzili swoje dzieci. Jedenasto miesię czny syn Kingi i Mar ka C. ważył zaledwie 4 kilogramy – w chwili urodzenia był zaledwie pół kilograma lżejszy. Pozostałych dwoje dzieci, 2- i 3-letnia dziewczynka, również były wychudzone, ale ich stan zdrowia nie zagrażał życiu. Sprawa wyszła na jaw, kiedy rodzinę odwiedziła pracownica pomocy społecznej. To ona nakłoniła matkę dziecka do wizyty u lekarza, który widząc skrajne wycieńczonego rocznego malucha, wezwał pogotowie ratunkowe, które musiało podjąć czynności ratujące mu życie.

JERZY STUHR skończył 18 kwietnia 65 lat. Aktor, reżyser i pedagog, odtwórca ról Filipa Mosza w „Amatorze“ czy Lutka Danielaka w „Wodzireju“ zaliczany jest do grona czołowych aktorów kina moralnego niepokoju. Jest też cenionym artystą teatralnym, który podbił publiczność również talentem komediowym, czemu dał dowód w filmach Juliusza Machulskiego jako rubaszny Maks z „Seksmisji” czy groźny nadszyszkownik Kilkujadek z „Kingsajzu”, oraz współtworząc polski dubbing bajek o Shreku – jego głosem mówi osioł, przyjaciel sympatycznego ogra. Z okazji urodzin aktora odbył się jubileuszowy benefis w Teatrze Ludowym w Krakowie. Stuhr walczy obecnie z chorobą nowotworową, dodając otuchy innym chorym. Na Słowacji jest znany, głównie z filmu „Seksmisja“. WYSTAWĘ PROJEKTÓW, zakwalifikowanych do Międzynarodowego Konkursu na pomnik upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej, otwarto 14 kwietnia w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


Kilka lat wcześniej byliśmy na rodzinnej wycieczce w Czechach, więc nie miałam żadnych uprzedzeń ani do tego narodu, ani do Słowaków. Kiedy pierwszy raz przyjechałam do córki w odwiedziny, byłam zaskoczona dużo łagodniejszym klimatem i wcześniejszą wegetacją. Pozytywnie odebrałam gościnność przyszłych teściów córki, spodobał mi się ich język, no i oczywiście polubiłam słowackie wino – zakupione bezpośrednio w winnicy robi du-

że wrażenie. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego, że Słowacy to bardzo ciepły, serdeczny naród, bo po prostu ich nie znałam. Dzięki córce i wraz z nią rozpoczęłam przygodę pod hasłem „Słowacja“. Teraz z wielką przyjemnością i sentymentem odwiedzam kraj, który stał się domem mojej córki i wnuków. Dzięki tym wizytom opanowałam całkiem nieźle język słowacki, zięć nauczył się polskiego, z wnukami rozmawiamy po polsku. Najlepiej z tym językiem radzi sobie moja najstarsza wnuczka – Natasha. Gorzej bywa z tęsknotą, z którą sobie po prosu nie radzę. Trudno mi pogodzić się z tym, że od ukochanych osób dzieli mnie odległość tysiąca kilometrów.

Irena Bienkiewicz z Wrocławia – mama Anny Bienkiewicz z Bratysławy órka przygotowała mnie na to, że zamierza podjąć pracę na Słowacji. Nie widzę w tym problemu, bowiem do Bratysławy prowadzi autostrada, co pozwala na częste wizyty, a możliwość komunikacji za pośrednictwem Internetu daje poczucie bliskości. Nawet nie próbowałam córki zatrzymywać w domu. Może trochę na początku, kiedy jej mąż musiał przez jakiś czas jeszcze pozostać w Polsce. Miałam świadomość tego, że Słowacy są mentalnościowo podobni do Polaków, bowiem poznałam współpracowników Ani, a Bratysława od razu mi się spodobała. Nie odczuwam jakiejś tęsknoty, ponieważ często się odwiedzamy – by móc wygodnie podróżować po autostradach, kupujemy roczną winietę i wsiadamy do samochodu, kiedy zatęsknimy za sobą. Spotykamy się mniej więcej co dwa tygodnie. Sporym atutem jest to, że dojazd do Bratysławy jest dużo lepszy niż do wielu miast w Polsce.

C

Anna Lenard z Leśnej – mama Tomasza Bienkiewicza z Bratysławy ardzo spokojnie przyjęłam wiadomość o przeprowadzce syna na Słowację. Uważam, że jest Europejczykiem i powinien pracować, mieszkać tam, gdzie może otrzymać dającą mu zadowolenie pracę. Jestem zdania, że w każdym kraju można znaleźć przyjaznych ludzi, wszystko zależy od nastawienia i otwartości na drugiego człowieka. Syn należy do pokolenia tworzącego nowoczesną Europę. Nie próbowałam go zatrzymywać w Polsce, jest przecież odpowiedzialny i samodzielny, a ja szanuję jego decyzje. Jak do tej pory jeszcze nie odwiedziłam syna na Słowacji, ale wybieram się w tym roku, latem. Synowa i syn bardzo często przyjeżdżają do Polski – odległość 500 km nie stanowi dla nich większego problemu, a oni lubią podróżować. Poza tym kontaktujemy się przez dostępne komunikatory internetowe oraz telefon.

B

6

Maria Kucel z Legionowa – mama Ewy Baltazarovič z Revišnego-Veličnej początku znajomości córki z Petrem nie myślałam, że będzie to wielka miłość, która zakończy się małżeństwem. Nie chciałam stawać córce na drodze do szczęścia, aby nie miała kiedyś do mnie żalu. Nie byłam szczęśliwa, że wyjeżdża z Polski, ale pocieszałam się tym, że dzieci moich znajomych wyjechały za ocean. Słowacja nie różni się zbytnio kulturowo od Polski, a i język jest po-

Na

dobny do naszego. Na Słowację udałam się po raz pierwszy w 2001 roku na ślub córki. Rodziców przyszłego zięcia poznałam wcześniej w Polsce. Mimo nieznajomości języków przez obie strony i tak zdołaliśmy się porozumieć. W tej chwili mam z córką i wnuczkami codzienny kontakt przez Skype’a. Zięć i wnuczki znają język polski, a ja coraz lepiej rozumiem słowacki. RED. MONITOR POLONIJNY


Głowy prezydentów i Szalony Koń statnie wspomnienie z ubiegłorocznej podróży Polonijne do Stanów Zjednoczonych, gdzie natrafiałem spotkania na ślady naszych rodaków, równie często na za Oceanem ślady ich najbliższych słowiańskich braci – Słowaków, chcę poświęcić dziełu człowieka, który – choć urodził się w USA – to na pewno miał polskie pochodzenie. Jak sam wspominał, rodzina była ze wschodu, to znaczy krew mogła być jak zwykle trochę polska, ale i słowacko-rusińska.

O

W ostatni październikowy weekend 2011 r. dotarłem z mymi przyjaciółmi do stolicy Dakoty Południowej – Rapid City. Na terenach właściwie wszystkich zachodnich, północno-zachodnich i północnych stanów w czasie wojny secesyjnej, a później w czasie opanowywania ich przez jankesów stoczono setki niezwykle krwawych bitew z walecznymi Indianami. Obszary te tworzą tzw. Krainę Wielkich Równin, ale – jak zapewne pamiętamy z wielu filmów o Indianach – obfitują też w pojedyncze, niekiedy całkiem duże formacje skalne. Jedna z nich Mount Rushmore w Black Hils, ok. 30 mil od Rapid City, została przeznaczona na stworzenie Pomnika Narodowego w postaci głów prezydentów. W latach 1927-1941 ponad 400 robotników i rzeźbiarzy-asystentów, pod kierunkiem i wg projektu Gutzona Borgluma, w potężnej litej granitowej skale, za pomocą dłut i dynamitu, wyrzeźbiło głowy czterech wybitnych prezydentów USA: Washingtona, Jeffersona, Roosevelta i Lincolna. Na jednej z marmurowych ścian potężnej budowli, którą trzeba minąć, by dojść do głównego punktu widokowego, umieszczone są tablice z nazwiskami osób, które ten monument tworzyły. Jest między nimi nasz bohater – Józef Korczak Ziółkowski (używał podwójnego nazwiska, być może po obojgu rodzicach, których najprawdopodobniej nie znał). Budowa Pomnika Narodowego finansowana była z budżetu federalnego USA i kosztowała dużo pieniędzy. Dziś przynosi miliony, pozostawiane przez zwiedzających. Wróćmy jednak do wspomnianego już Józefa Korczaka Ziółkowskiego MAJ 2012

(1908-1982), rzeźbiarza samouka, mającego na swoim koncie jeszcze przed II wojną kilka pięknych dzieł, m.in. popiersie Ignacego Paderewskiego, co zresztą wyraźnie wskazuje na jego zainteresowanie losami Polski. Podobno już w czasie pracy przy tworzeniu głów prezydentów nawiązał kontakt z indiańskim plemieniem Lahota ze szczepu Siuksów. Rozmowy te przerwało jednak przystąpienie Stanów Zjednoczonych do II wojny światowej. Korczak Ziółkowski walczył m.in. we Francji, a w bitwie o Normandię został ranny. Po powrocie do Dakoty Południowej niezwłocznie wznowił pertraktacje z wodzami Indian, by stworzyć pomnik Szalonego Konia (Crazy Horse) – wodza Dakotów Ogala, który wsławił się wieloma zwycięstwami nad jankesami, szczególnie zaś w roku 1876 (niedługo potem, w czasie internowania został zamordowany). Pod ten pomnik Indianie przeznaczyli potężny, dwustumetrowej wysokości masyw skalny (również należący do Black Hils), oddalony zaledwie o ok. 25 mil od Mount Rushmore. Zaakceptowali też śmiały projekt Korczaka, widniejący na emblemacie stworzonej później fundacji Szalonego Konia. Pierwsze 17 lat realizacji projektu Korczak

Ziółkowski spędził głównie w namiocie, dokonując (od 1948 roku) pierwszych wybuchów dynamitem oczyszczających skałę. W 1950 roku ożenił się z entuzjastką swojego dzieła Ruth Ross, wspierającą go do końca życia, matką jego dziesięciorga dzieci. Korczak Ziółkowski nigdy nie przyjął materialnej pomocy od rządu USA i wspólnie z braćmi Indianami stworzył wspomnianą wyżej fundację, która po jego niespodziewanej śmierci w 1982 r. (został pochowany u stóp pomnika) rozrosła się w potężną Crazy Horse Memorial Fundation, prowadzącą jedno z najwspanialszych w USA muzeów kultury i sztuki indiańskiej, parkingi, restauracje, no i przede wszystkim budowę pomnika. W fundacji i przy budowie pracuje obecnie co najmniej siedmioro z dziesięciorga dzieci małżeństwa Korczaków Ziółkowskich oraz kilkunastu potomków Indian, w tym plemienia Szalonego Konia. Dotychczas wydatkowano już ponad 30 milionów dolarów. Myślę, że monument (dziś jest ukończona tylko głowa wodza) będzie tworzony jeszcze przez kilkadziesiąt lat, jako projekt samofinansujący się, trochę na przekór Mount Rushmore, aby zawsze i wszystkim przypominać, że prawowitymi gospodarzami tych terytoriów byli niegdyś waleczni Indianie. Ten gigantyczny pomnik, który ma mieć 172 m. wysokości i prawie 200 m. długości, zawsze też będzie kojarzony z jego autorem i twórcą Józefem Korczak Ziółkowskim, dzielnym amerykańskim żołnierzem, artystą rzeźbiarzem, wielkim przyjacielem Indian i – co dla nas tak wiele znaczy – człowiekiem, mającym polskie korzenie. JAN KOMORNICKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

7


Agnieszka Holland: „W ciemności nie było moim marzeniem, ale stało się rodzajem cudu“ Przed projekcją mówiła Pani, że kiedy przyszła propozycja nakręcenia filmu „W ciemności“, nie chciała Pani podjąć tego wyzwania. Dziś, jak sądzę, nie żałuje Pani, że film jednak zrealizowała? Nie, nie żałuję. Nie chciałam robić kolejnego filmu o holokauście, ale dziś cieszę się z efektów, bo film wyszedł uczciwie i trafia ludzi w serce. W Polsce też odegrał bardzo ważną rolę, co mnie bardzo cieszy. W jednym z wywiadów powołała się Pani na film Roberta Benigniego o holokauście „Życie jest piękne“, mówiąc, że tamten film niósł przesłanie: jeśli się kogoś bardzo kocha, to udaje się go uratować. Jakie przesłanie starała się Pani przekazać w swoim filmie? Że życie jest skomplikowane, nie znamy samych siebie, wielu ludzi jest zdolnych i do najlepszego, i do najgorszego. Najlepsze filmy są o wyborach moralnych? Tak, ale te wybory nie są takie proste. Nie zawsze dzieje się tak, że zrobimy coś dobrego i spotyka nas za to nagroda. W filmie jedną z bohaterek jest mała dziewczynka, która przeżyła holokaust, ukrywając się w kanałach. Jaka była reakcja na film tej dziś już starszej, kobiety? Bardzo się bałam jej reakcji. Zobaczyła film, kiedy był już nakręcony. Na szczęście była bardzo zadowolona. Przyjęła go jako prawdę o swoim doświadczeniu. Bardzo wspierała nasz projekt.

Bratysławy przyjechała na XIX Międzynarodowy Przegląd Filmu, Telewizji i Wideo „Febiofest 2012”, który 29 marca rozpoczynał właśnie jej film, nominowany do Oscara „W ciemności“. Przed jego projekcją, w bratysławskim kinie Lumiere w obecności licznie zebranych widzów Agnieszka Holland odebrała prestiżową nagrodę za wkład w światową kinematografię. Podczas tegorocznego Febiofestu można było obejrzeć nie tylko wspominany, najnowszy jej film, ale kilka innych: „Zdjęcia próbne“, „Niedzielne dzieci“, „Gorączka“, „Totalne zaćmienie“, „Janosik. Prawdziwa historia“, „Europa, Europa“. Po premierowym seansie „W ciemności” polską reżyser oblegli dziennikarze, przyjaciele i wielbiciele. Mnie udało się z nią krótko porozmawiać na temat jej najnowszego obrazu i nawiązać do rozmowy sprzed kilku lat, którą odbyłyśmy przy okazji premiery filmu o Janosiku.

Do

Część krytyków filmowych twierdzi, że to najlepszy film Agnieszki Holland. Co Pani na to? Mnie jest to trudno ocenić. Na pewno wywołał on najmocniejsze reakcje ze wszystkich moich filmów. Myślę, że się udał. Mówiła Pani, że odchorowuje filmy. Jak długo trwała choroba po tej produkcji? Dość długo. Powiem pani, że byłam nie do zniesienia przez parę miesięcy. Moi bliscy dobrze o tym wiedzą. To film, po którym byłam najbardziej zmęczona i psychicznie, i fizycznie. Lata lecą, a ja już nie mam takiej odporności, choć, przyznać trzeba, to był rzeczywiście bardzo trudny film. Niedawno spotkałam się z Kasią Adamik - Pani córką, drugim reżyserem „W ciemności“, która wspominając Galę Oscarową mówiła, że nie było podczas niej aż takich emocji, bo film Pań nie był faworytem do Oscara. Pani też tak to odczuwała?

„Gdyby się akurat tak złożyło, że nie byłoby takiego mocnego konkurenta, to mielibyśmy spore szanse na Oscara“. 8

Czułam, że mieliśmy pewne szanse, ale faworytem rzeczywiście było „Rozstanie“. I to od dawna było wiadomo, bo ten film od festiwalu w Berlinie w zeszłym roku szedł w takim tryumfalnym pochodzie przez świat. Spełnił wiele warunków, by zasłużyć na statuetkę. To świetny film współczesny, mówiący o rzeczywistości w sposób bardzo uniwersalny, a poza tym spełniający oczekiwania Amerykanów – daje świadectwo temu, że nie są oni przeciwko Irańczykom. Było więc dużo powodów, aby ten właśnie film był faworytem w wyścigu do Oscara. Pani też? Mnie się on bardzo podobał, więc przegrywając z tym filmem, nie czułam jakiejś krzywdy. Ale gdyby się akurat tak złożyło, że nie byłoby takiego mocnego konkurenta, to mielibyśmy spore szanse na Oscara. Kasia mówiła o Pani, że na planie filmowym jest Pani jak wódz, jak generał. Czy taki wódz czasami uroni łzę na jakimś filmie? MONITOR POLONIJNY


No tak… Wie pani, ja nawet czasami płaczę na jakichś głupkowatych filmach. Kiedyś powoływała się Pani na słowa Janusza Korczaka, który twierdził, że nasze marzenia na ogół się spełniają, lecz w takiej formie, że tego nie poznajemy. Jak to jest w Pani przypadku? Niektóre się spełniają, niektóre nawet rozpoznaję. Nie jestem tak pesymistyczna jak Korczak. Film „W ciemności“ jest jednym z nich? Nie, ale odbiór tego filmu w Polsce to miłe zaskoczenie. Nie marzyłam o tym, by zrobić film o holokauście, na który Polacy pójdą chętniej niż na „Kota w butach“. „W ciemności“ nie było moim marzeniem, ale stało się rodzajem cudu.

„To wydarzenie stało się siekierą polityczną, więc bardzo trudno byłoby nakręcić film, który by ludzi połączył“. Obecnie kręci Pani w Pradze film o Janie Palachu… Historia opowiada o tym, co się stało po jego samospaleniu. Samego Palacha w filmie prawie nie widać – pokazuję go dwukrotnie przed śmiercią i raz, jak się pali. Kiedy Palach dokonał aktu samospalenia, studiowała Pani w Pradze. Czy dlatego Pani - Polka zdecydowała się na realizację filmu

o czeskim bohaterze, ponieważ to wydarzenie dotknęło również i Panią? Bardzo mocno to przeżyłam. To było moje doświadczenie, które w pewien sposób mnie uformowało. A co teraz przed Panią? Do końca roku chcę skończyć film o Palachu. Mam szereg propozycji, ale jeszcze nie wiem, czym się zajmę. Pani córka wspominała, że po oscarowej gali sypią się propozycje. Tak, tak, dostaję scenariusze, ale nie trafiłam na nic takiego, co by mnie specjalnie podnieciło. Myślę, że muszę trochę odpocząć, bo przez ostatnich kilka lat pracowałam bez żadnej przerwy. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Dwa i pół roku temu rozmawiałyśmy na tematy związane z filmem, ale też o polskiej polityce. Wtedy mówiła Pani o miernocie politycznej. Potem był 10 kwietnia 2010 roku, kiedy to doszło do katastrofy pod Smoleńskiem. Czy to możliwe, żeby nakręcić o tym film? Jak dziś ocenia Pani polską scenę polityczną? Być może, że jakieś mierne filmy na ten temat już powstały. To wydarzenie stało się siekierą polityczną, więc bardzo trudno byłoby nakręcić film, który by ludzi połączył. Nie wyobrażam sobie tego. Nie jest to możliwe, ponieważ jest jeszcze za wcześnie. Ja bym nie chciała robić filmu, który byłby narzędziem – maczugą do walki politycznej. Amerykanie oczywiście już by zrobili taki film, tak jak nakręcili kilka filmów o 11 września. Polacy najwyraźniej nie mają umiejętności przekuwania swojej historii, swoich dramatycznych zdarzeń na takie filmy, które by można pokazać światu, ale robią takie, które pokazuje się na mitingach politycznych. MAJ 2012

9


ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Spotkanie Klubu Polskiego w Bratysławie ierwsze spotkanie Klubu Polskiego w Bratysławie pod kierownictwem nowej prezes tego oddziału Katarzyny Tulejko odbyło się 16 kwietnia. „Chcemy kontynuować tradycję imprez, które co roku odbywały się w naszym regionie – oznajmiła przewodnicząca. – Chcemy też zainteresować Państwa nowymi projektami, jak też czekamy na Państwa opinie, podpowiedzi, jak moglibyśmy uatrakcyjnić naszą ofertę kulturalno-towarzyską“. W tym roku w stolicy Słowacji odbędą się znane i lubiane tradycyjne już przedsięwzięcia, jak „Majówka-potańcówka”, zaplanowana na 19 maja na Złotych Piaskach, Wieczór polskich szant na Dunaju – 27 czerwca, wystawa z cyklu „Sztuka z naszych szeregów”, karaoke. Ta bogata oferta będzie poszerzona o imprezy w ple-

P

nerze, np. wspólne grillowanie czy wycieczkę rowerową. Kolejny pomysł to andrzejki, zaś z okazji mistrzostw Europy w piłce nożnej bratysławski oddział wytypuje lokal, w którym wspólnie będzie można oglądać mecze polskiej reprezentacji. Również w Bratysławie odbędzie się druga edycja Dyktanda Polonijnego, organizowanego przez redakcję „Monitora Polonijnego“. Nowością Klubu będą karty członkowskie, upoważniające do zniżek, na przykład na „Wieczór polskich szant na Dunaju”. Kolejnym punktem zebrania były tematy związane ze zbliżającym się Kongresem Klubu Polskiego, który ma się odbyć 26 maja. „Mieszkamy w stolicy Słowacji, gdzie Klub Polski został zarejestrowany i na nas spoczywa odpowiedzialność, by z naszych szeregów wyty-

Hory a mesto – Góry i miasto programie tegorocznego festiwalu „Hory a  mesto“ Polskę reprezentowały dwa filmy: „Kukuczka“ w reżyserii Jerzego Porębskiego – film bio-

W

10

graficzny o Jerzym Kukuczce, drugim na świecie zdobywcy wszystkich 14 ośmiotysięczników, oraz „Deklaracja nieśmiertelności“ w reżyserii Marcina Koszałki – film opowiadający o  życiu Piotra Korczaka, wybitnego polskiego wspinacza sportowego. „Nie jesteś drugi, jesteś wielki!“ – napisał Kukuczce w liście gratulacyjnym Reinhold Messner po zdobyciu przez Polaka ostat-

niego szczytu z korony Himalajów. Tego m.in. dowiadujemy się z filmu „Kukuczka“ o  polskim himalaiście bezpośrednio z ust jego żony Cecylii. To wzruszające wyznanie Messnera, jego podziw do stylu wspinania się Kukuczki zaprzecza zmedializowanej rywalizacji tych dwóch alpinistów o pierwszeństwo w zdobyciu najwyższych szczytów Himalajów. Messner zdobył je wszystkie

w ciągu 16 lat, a gdy zdobywał ósmy, Kukuczka dopiero zaczynał drogę na swój pierwszy ośmiotysięcznik. Zdobycie ich wszystkich zabrało mu tylko osiem lat! I może właśnie dlatego dla wielu z opowiadających o nim w filmie postaci – Kurta Diembergera, Carlosa Carsolia, Bernadette Mc Donald – to on właśnie był największym himalaistą tamtych lat. Polecam Państwu obejrzenie tego fascynującego dokumentu. „Deklaracja nieśmiertelności“, pomimo nagrody MONITOR POLONIJNY


pować kandydata na prezesa Klubu, stąd bowiem łatwiej koordynować pracami organizacji i reprezentować ją w różnych urzędach“ – powiedziała Katarzyna Tulejko, otwierając w ten sposób dyskusję na temat przyszłości tejże organizacji polonijnej. Efektem było wyłonienie kandydata, którego w głosowaniu zatwierdzili uczestnicy zebrania. Został nim Tomasz Bienkiewicz z Bratysławy, który na Słowacji mieszka od 2005 roku i który bierze czynny udział w życiu bratysławskiej Polonii. „Bardzo dziękuję za zaufanie, którym mnie Państwo obdarzyliście –

Rada Klubu Polskiego w Trenczynie olejne posiedzenie Rady Klubu Polskiego, zwołane przez prezesa Marka Sobka, odbyło się 21 kwietnia w Trenczynie, po raz pierwszy w siedzibie Domu Emerytów, w którym mieści się także lokal trenczyńskiej Polonii. Podczas pierwszej części narady omówiono harmonogram zbliżających się imprez organizacji polonijnej w poszczególnych jej oddziałach oraz sposoby ich finansowania. Druga część była poświęcona przygotowaniom do zbliżającego się Kongresu Klubu Polskiego, który ma się odbyć 26 maja w Trenčianskiej Teplej. W celu przygotowania Kongresu został powołany czteroosobowy komitet organizacyjny, którym pokieruje Marek

K

zareagował Tomasz Bienkiewicz. – Mam nadzieję, że będę mógł zrealizować projekty, które mam w planach, a które będą służyć nam – Polakom mieszkającym na Słowacji“ (więcej na temat planów Tomasza Bienkiewicza na str. 2). Podczas zebrania wybrano również delegatów na Kongres oraz przeprowadzono zapisy na ogólnosłowacką imprezę pod hasłem „Turice”, organizowaną przez oddział Klubu w Dured. bnicy nad Wagiem. jury V4 za niewątpliwe walory artystyczne, jest filmem mrocznym, smutnym i ekshibicjonistycznym. Jak informuje jeden z portali internetowych, Piotr Korczak, o którym opowiada dokument, jest człowiekiem niepokornym, niegodzącym się na przemijanie i nieustannie pokonującym własne ograniczenia. Teraz ma 50 lat, ale swój wiek ocenia na 27 lat. Jest jednym z najlepszych polskich alpinistów, pionierem ekstremalnej wspinaczki skałkowej. Dla mnie jednak MAJ 2012

film o nim, to przede wszystkim opowieść o człowieku przesadnie pogrążonym w przeżywaniu siebie samego. Nie polecam Państwu jego obejrzenia, ponieważ narcyzm głównego bohatera – moim zdaniem – przesłania walory artystyczne obrazu. Prestiżowy festiwal filmu górskiego w Bratysławie gościł ponadto w tym roku znanych polskich alpinistów – Elizę Kubarską i  Davida Kaszlikowskiego. Spotkanie z tą parą, która od wielu lat wspina się na

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Sobek. Ustalono też program Kongresu i inne związane z nim zadania. Pod koniec zebrania Zbigniew Podleśny – jako główny organizator imprezy z okazji Zielonych Świątek, której celem jest zgrupowanie w dniach 25 - 27 maja Polonii z różnych zakątków Słowacji, przedstawił jej szczegółowy plan. W Radzie Klubu Polskiego po raz pierwszy wzięła udział nowa prezes bratysławskiego oddziału Katarzyna Tulejko, wiceprezes Anna Bienkiewicz oraz Tomasz Bienkiewicz, którego podczas zebrania bratysławskiej Polonii wybrano na kandydata na prezesa Klubu Polskiego. red.

najtrudniejsze skały na świecie, tworzy nowe drogi wspinaczkowe na wielkich ścianach, kręci filmy i robi zdjęcia, które są rozchwytywane przez festiwale filmów górskich i  czasopisma geograficzne, było po prostu niezwykłe. W ciągu dwu godzin prezentacji swoich zdjęć pokazali oni przepiękne ujęcia Grenlandii, Himalajów, a także egzotycznego Mali. Oprócz nagrody Kolosa w kategorii alpinizmu, Jedynki, czyli prestiżowej nagrody środowisk górskich za najważ-

niejsze dokonanie roku, para ta ma na swoim koncie również nominacje do nagród National Geographic Traveler oraz do najważniejszej alpinistycznej nagrody na świecie – Złotego Czekana. Ich zapał i umiłowanie gór udzielił się całej widowni kina w Auparku. ANNA MARIA JARINA 11


Tytuły Honorowych Ambasadorów Ziem Górskich rozdane

inister rozwoju regionalnego i senator RP Elżbieta Bieńkowska oraz konsul honorowy RP na Słowacji Tadeusz Frąckowiak odebrali 14 kwietnia tytuły Honorowych Ambasadorów Ziem Górskich, które przyznała Koalicja Marek Ziem Górskich, łącząca firmy i samorządy z Beskidów i Tatr. Honorowe tytuły zostały wręczone podczas gali finałowej plebiscytu na Osobowość Ziem Górskich, która miała miejsce w Miejskim Centrum Kultury w Żywcu. Podczas uroczystości wyłonieni zostali zwycięzcy w różnych kategoriach. W kategorii mały przedsiębiorca Ziem Górskich zwyciężył Mieczysław Jan Guziak, właściciel JAHEX Kuśnierstwo Kożuszkarstwo (Nowy Targ). Wśród średnich przedsiębiorców zwyciężył Patrik Habo, manager Liptovskiej spółki budowlanej sp. z o. o.

M

Nagrodę w kategorii duży przedsiębiorca Ziem Górskich zdobył Władysław Żyrek, prezes INBUD ŻYWIEC sp. z o. o. Lubomir Fronko, redaktor wiadomości TV Markiza, został dziennikarzem Ziem Górskich, zaś tytuł samorządowca Ziem Górskich otrzymała Anna Grygierek, burmistrz Strumienia. W kategorii osobowość Ziem Górskich zwyciężyła Maria Grzechynka, kanclerz Wyższej Szkoły Turystyki i Ekologii w Suchej Beskidzkiej. Specjalny list do laureatów i uczestników gali wystosował prezydent RP Bronisław Komorowski, który w przeszłości

IX Zjazd gnieźnieński Po

12

ZDJĘCIA: JANA SOKÓŁ

16 - 18 M A R C A

raz dziewiąty Gniezno gościło wybitne osobistości Kościoła, nauki i przedstawicieli państwa polskiego na czele z prezydentem RP Bronisławem Komorowskim oraz Prymasem Polski abp. Józefem Kowalczykiem. Wśród gości zaproszonych przez Senat RP znajdowało się kilkudziesięciu młodych ludzi ze Wschodu, m.in. z Ukrainy, Kirgistanu, Uzbekistanu, Mołdawii, Rosji, Białorusi, Armenii, Czech i Słowacji, którą miałam zaszczyt re-

prezentować. Podczas rozmów odkryłam, iż każdy z tych młodych ludzi ma polskie korzenie. Niesamowite dla mnie było, jak czystym polskim językiem posługiwali się niektórzy, choć żyją w oddaleniu od Polski o kilka tysięcy kilometrów. To bardzo sympa-

także otrzymał tytuł Ambasadora Ziem Górskich. Podczas gali przyznane zostały dwie nagrody specjalne: jedną otrzymała Grupa Żywiec, za wspieranie działań Koalicji Marek Ziem Górskich na polskich terenach górskich oraz szczególny wkład w promocję marek ziem górskich, drugą firmy Tatry Mountains Resorts za wspieranie działań Klastra Liptov na słowackich terenach górskich oraz szczególny wkład w promocję marek ziem górskich – Jasná, Tatralandia i Vysoké Tatry. Podczas uroczystości w Miejskim Centrum Kultury obecni byli między innymi: arcyksiężna Maria Krystyna Habsburg, konsul generalny Republiki Austrii w Krakowie Christopher Ceska, konsul Republiki Słowacji w Krakowie Tomáš Kašaj, konsul honorowy RP na Słowacji Tadeusz Frąckowiak, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Dariusz Młotkiewicz, minister rozwoju regionalnego, senator RP Elżbieta Bieńkowska, były ambasador Polski na Słowacji Jan Komornicki, poseł Parlamentu Europejskiego Małgorzata Handzlik, przedstawiciele władz powiatu żywieckiego. Red.

tyczni ludzie, których ciągnie do ziemi przodków. Czują silną więź z Polakami, co motywuje ich do nauki i doskonalenia języka polskiego. Wykłady i dyskusje zjazdowe trwały trzy dni i były niesamowicie interesujące – mnie szczególnie zaciekawił wykład na temat ekumenizacji chrześcijan. W czasie zjazdu wypowiadali się przedstawiciele m.in. kościoła prawosławnego, ewangelicko-augsburskiego i katolickiego. W katedrze gnieźnieńskiej odbyła się Ekumeniczna Droga, w której uczestniczyli zwierzchnicy

dziesięciu kościołów chrześcijańskich. Odczuwalna była niezwykła więź pomiędzy nimi, tolerancja dla różnic religijnych oraz poczucie wspólnoty, co było dla mnie potwierdzeniem, iż ekumenizacja na skalę

MONITOR POLONIJNY


Poezja Szymborskiej w Nitrze ramach cyklicznych seminariów metodologiczno-naukowych na Wydziale Studiów Środkowoeuropejskich Uniwersytetu Filozofa Konstantyna w Nitrze, prezentujących polską poezję, tym razem - 27 marca 2012 roku - Katedra Kultury Regionów przygotowała wykład dr Alicji Korczyk-Chovanec pod tytułem Wisława Szymborska - najlepsza polska poetka. Wykład zgromadził liczne grono słuchaczy. Nasza rodaczka z Nitry Alicja Korczyk-Chovanec przedstawiła bogatą prezentację ciekawego dorobku noblistki, podkreślając, że za każdym razem, kiedy sięga po poezję Wisławy Szymborskiej, znajduje w niej oparcie. Zaprezentowała kilka wierszy poetki w oryginale, w tym w całości Jak ja się czuję i Wodę. Po seminarium odbyła się interesująca dyskusja, dotycząca zarówno twórczości polskiej poetki, jak i jej samej. Rozmawiano też o filmie Chwilami życie bywa znośne, przedstawiającym obrazy z życia poetki. Studentów interesowała popularność Wisławy Szymborskiej w Polsce i na świecie, zadawali też pytania dotyczące jej życia codziennego, środowiska jej najbliższych znajomych. Pytali też o to, czy można było spotkać się z noblistką osobiście w Krakowie i co studiowała jako młoda dziewczyna itp. W trakcie poprzednich spotkań studenci zapoznali się z poezją Czesława Miłosza i dziejami polskiej literatury. Ciekawi ich też polska kinematografia i teatr. Red.

W

Polsko-Słowacki Koncert Wielkopostny w Zakopanem Wielki Czwartek, 5 kwietnia 2012 r., w kościele św. Krzyża w Zakopanem, bezpośrednio po liturgii odbył się wyjątkowy koncert, zatytułowany „CRUCYFIXUS” i dedykowany błogosławionemu Janowi Pawłowi II. Wykonawcami byli: znana czytelnikom „Monitora Polonijnego” z ubiegłorocznego koncertu na Zamku Orawskim Tatrzańska Orkiestra Klimatyczna (TOK) pod dyrekcją Agnieszki Kreiner oraz Chór Mieszany LAUDAMUS ze Svitu (k. Popradu) pod dyrekcją Petera Ćapo. Solistami koncertu byli Helena Poczykowska – alt, Konrad Mika – obój oraz koncertmistrz TOK prof. Janusz Miryński (skrzypce). Teksty Biblii, a także poezje Karola Wojtyły czytali Krzysztof Najbor oraz proboszcz ks. prałat Stanisław Szyszka.

W

europejską jest możliwa i jak najbardziej aktualna. Zaciekawiła mnie również dyskusja przedstawicieli największych polskich organizacji charytatywnych pod hasłem „Dzielić się pieniędzmi, dzielić się sobą“. Dowiedziałam się, iż poszczególne organizacje – choć każda działa odrębnie i każda ma swoją specyfikę – powstawały dzięki pomocy i  wsparciu „konkurencji“. Organizacje te tak naprawdę ze sobą współpracują, a nie konkurują, jak nam się może wydawać, kiedy walczą np. o 1 proMAJ 2012

Znakomicie dobrany i perfekcyjnie wykonany program, na który składały się m.in. Stabat Mater Antonia Vivaldiego, Koncert obojowy Alesandra Marcella, utwory Jana Sebastiana Bacha, muzyka cerkiewna, robił wrażenie dzięki doskonałemu porozumieniu kierowników zespołów, dyrygujących na zmianę, a także zaangażowaniu i profesjonalizmowi wszystkich muzyków. Na zakończenie orkiestra, chór (w języku słowackim) i wszyscy pozostali zgromadzeni w świątyni wykonali Arkę – ulubioną pieśń bł. Jana Pawła II. Możemy żywić nadzieję, że udany koncertowy debiut dwóch zespołów muzycznych oraz współpraca ich dyrygentów są zapowiedzią jeszcze niejednego podobnego przedsięwzięcia artystyczJAN KOMORNICKI nego.

cent z podatków dla swojej organizacji. „Siła pomocy tkwi w różnorodności, bo ona pozwala dotrzeć do większej liczby potrzebujących“ – powiedział ks. Jacek Stryczek, pomysłodawca Szlachetnej Paczki. Kończąc swoją relację,

chciałabym podziękować prezes Klubu Polskiego w Trenczynie Renacie Strakovej za zaufanie i wysłanie mnie na zjazd jako reprezentanta Polaków mieszkających na Słowacji, a Senatowi RP za sfinansowanie tego wyjazdu. JANA SOKÓŁ

13


Proces Hlinki Liptowskiej Galerii Petra Michala Bohunia w Liptowskim Mikulaszu we współpracy z Akademią Jana Długosza w Częstochowie odbył się uroczysty wernisaż międzynarodowego sympozjum z cyklu „Natura – Zapis – Dzieło” pod nazwą „10.PL”. Swoje dzieła przedstawiło dziesięciu twórców z Polski. Wystawa ich dzieł ma podtytuł: „Nauczyciele i ich uczniowie”, ponieważ chodzi o międzypokoleniową konfrontację pomiędzy absolwentami ASP w Krakowie i AJD w Częstochowie. Autorów łączy praca pedagogiczna na AJD, aktywne życie twórcze i ilość wspólnych wystaw oraz sympozjów. Różnią ich kulturalno-artystyczne konteksty, temperament i warsztat twórczy. Wystawa „10.PL” jest najbardziej realistycznym obrazem tendencji sztuki polskiej, gdzie obok przedstawicieli klasycznego nurtu w malarstwie pojawiają się nowe tematy i sposoby ich przedstawiania. Patronat nad niniejszym przedsięwzięciem objęli konsul honorowy RP na Słowacji Tadeusz Frąckowiak oraz rektor Akademii Jana Długosza w Częstochowie dr hab. prof. Zygmunt Bąk. Kuratorami niniejszej wystawy są Włodzimierz Karankiewicz i Bartosz Frączek. Ten ostatni w imieniu polskich artystów podziękował dyrektor galerii Zuzannie Gažikovej za zorganizowanie wystawy i wspaniałą współpracę pomiędzy akademią w Częstochowie a Galerią P.M.B. w Liptowskim Mikulaszu. Uroczystego otwarcia wystawy „10.PL” dokonali konsul honorowy RP na Słowacji Tadeusz Frąckowiak wraz z dyrektor galerii. Wystawa będzie prezentowana do j.d. 30 czerwca 2012 r.

W

14

WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI

i tragedia w Černovej łowakom nie udało się długo utrzymać mandatów poselskich, zdobytych w roku 1901. Reakcja węgierskich urzędników i Madziaronów była zbyt silna. Także Węgierska Partia Ludowa, w ramach której działali Słowacy, coraz mniej przychylnie odnosiła się do słowackich postulatów.

S

W zaistniałej sytuacji powstała idea tworzenia partii słowackich. Swoją założyli socjaldemokraci (ale to był jedynie kilkumiesięczny epizod), swoją grupa „młodych patriotów”, która nazwała ją Słowacka Partia Ludowa, dla upamiętnienia swych korzeni, tkwiących w katolickiej partii węgierskiej. Słowacy, którzy dotąd byli członkami „Nėppart”, przenieśli się do nowego ugrupowania, które rodziło się powoli, bowiem brakowało mu zarówno kadr, jak i pieniędzy oraz doświadczenia. Nie do końca grupa przywódców była pewna, czy chce mieć własną partię, bowiem obawiała się, iż mogą to być przesadne marzenie. Nie wiedziała też, czy partia zdobędzie wystarczające poparcie, by wprowadzić swoich przedstawicieli do parlamentu. Mimo tych wątpliwości partia powstała – było to w grudniu 1905 roku po ogłoszeniu decyzji o nowych, przedterminowych wyborach, ale za formalną datę powstania tego ugrupowania politycznego przyjmuje się marzec 1906 roku (legalizacja tegoż ugrupowania nastąpiła dopiero w roku 1913). W wyborach w maju 1906 roku udało się Słowakom wprowadzić do parlamentu aż siedem osób (w tym sześć z listy Słowackiej Partii Ludowej). Kolejnych pięć było o krok od zwycięstwa w wyborczej rywalizacji. Na arenie politycznej pojawił się znowu charyzmatyczny ksiądz Andrej Hlinka z Rużomberku. Hlinka nie zdecydował się sam ponownie kandydować, ale w wyborach poparł miejscowego działacza narodowego i społecznika, lekarza Vavrę Šrobára.

Vavro Šrobár

Andrej Hlinka

Šrobár dostał się do parlamentu, a Hlinka ściągnął za to na siebie gniew swojego biskupa, który należał do madziaryzatorów i który wezwał go do siebie i oskarżył o dzielenie wiernych diecezji według narodowości. Za karę zakazał mu pełnienia obowiązków duszpasterskich. Trzy tygodnie później, 26 czerwca 1906 roku Hlinka i Šrobár wraz ze swoimi współpracownikami zostali aresztowani i oskarżeni o „dzielenie narodu węgierskiego” i „podżeganie do waśni narodowych”. Proces całej grupy rozpoczął się 26 listopada w Rużomberku. Świadomi narodowościowo Słowacy potraktowali go jako zamach na swą godność i tożsamość narodową. Władze, obawiając się niepokojów, wprowadziły 24 listopada w mieście „stan oblężenia”, co oznaczało wojskowe patrole na ulicach i zakaz gromadzenia się. Obrony oskarżonych podjęło się aż siedmiu adwokatów, w tym – symbolicznie – dwóch rumuńskich z Siedmiogrodu i dwóch najlepszych żydowskich miejscowych prawników. W dniu ogłoszenia wyroku, 6 grudMONITOR POLONIJNY


nia 1906 roku, od rana na rogach ulic stały wojskowe i policyjne posterunki. Hlinka skazany został na dwa lata więzienia, Šrobár na rok (chociaż właśnie został wybrany do parlamentu), a pozostali ich współtowarzysze otrzymali wyroki kilkumiesięczne. Sąd uznał za udowodnione, że ksiądz Hlinka kilkakrotnie mówił do wiernych w kościele: „Po co nam język węgierski: i tak go nie rozumiemy”, a Vavro Šrobár podczas wiecu wyborczego krzyczał: „Słowakom niepotrzebne są węgierskie szkoły; Słowacy powinni chodzić do słowackich szkół”. Ponadto obu oskarżonym zarzucono, że przed swoimi przyjazdami do Rużomberka posyłali sobie telegramy, informujące o godzinie przyjazdu, co – wedle sądu – było swego rodzaju wezwaniem do organizowania antywęgierskiej manifestacji na dworcu kolejowym. Ogłoszenie wyroku nastąpiło w cieniu tragicznych wydarzeń, które miały miejsce 27 października w Černovej. Černová to wieś oddalona o 3-4 kilometry od Rużomberka (dzisiaj w zasadzie wchłonięta przez miasto). Tam właśnie urodził się Andrej Hlinka, a ponieważ we wsi nie było kościoła, włożył dużo pracy w zebranie pieniędzy, by go wybudować i stworzyć nową parafię. Nic dziwnego, że mieszkańcy Černovej chcieli, aby to właśnie on, ksiądz pochodzący z ich wsi, dokonał poświęcenia kościoła i odprawił pierwszą mszę. Jednakże nieprzychylny Słowakom biskup świadomie wyznaczył do tego zadania innego duchownego, także Słowaka, ale nie słowackiego patrioty. Mieszkańcy wsi byli tym faktem oburzeni. Przesłali biskupowi telegram, w którym informowali go, by wyznaczony ksiądz nie przyjeżdżał, bowiem nie będzie mile widziany. W tej sytuacji biskup zdecydował, iż kościół poświęci ksiądz z sąsiedniej wioski. Parafianie prosili owego duchownego, by tego nie robił, ale ksiądz Martin Pazurík – bo tak się nazywał ów proboszcz z sąsiedniej wsi – uznał, iż winien jest respektować polecenie biskupa. I tak 27 października przyjechał do Černovej w towarzystwie drugiego księdza z kurii biskupiej. MAJ 2012

W tym samym dniu, nad ranem z Rużomberka przybyło do wsi 16 żandarmów, którzy ustawili się szpalerem przed kościołem. Zebrany tłum ludzi, usiłujący nie dopuścić powozu z księżmi do kościoła i krzyczący: „Nie chcemy was”, skupił się w wąskiej uliczce dojazdowej. Woźnica próbował przebić się przez żywy mur, licząc, że ludzie przestraszą się rozpędzonych koni i uciekną. Zaś dowódca żandarmów stracił głowę i wydał rozkaz strzelania do zgromadzonych. Ogień przerwano dopiero po czterech salwach, oddanych z bliska. Tłum rozbiegł się w panice, ale na ulicy zostało 9 zabitych i kilkudziesięciu rannych. Do wsi natychmiast ściągnięto z Rużomeberka kompanię wojska – żołnierzy rozstawiono między chałupami, a mieszkańcom zakazano wychodzenia z domów. Po południu do Černovej dotarło jeszcze 50 żandarmów i dalsze dwie kompanie wojska. Urzędnicy policyjni, przesłuchiwali kolejno wszystkich mieszkańców, chodząc od domu do domu. Poległych pochowano bez obecności księży i bez mszy. Osiemnaście osób, uznanych za winnych buntu, aresztowano i wywieziono ze wsi. O wydarzeniach w Černovej mówiono na obszarze całej Słowacji, Węgier, a także na całym świecie. Dla Słowaków żyjących w Ameryce stały się one pewnego rodzaju symbolem i wezwaniem do działania. Dla słowackiego ruchu ludowego (nazwanego później przez przeciwników politycznych „ludackim”) Černová nabrała wręcz mitycznego charakteru, a ksiądz Andrej Hlinka, chociaż nieobecny tego dnia w owej wsi, został słowackim bohaterem narodowym.

Trzy dni później krwawe wydarzenia spod Rużomberka stały się przedmiotem debaty w węgierskim parlamencie. Tragedia ta była przypadkowa. Oczywiste jest, że władze węgierskie nie chciały strzelać do Słowaków, ale sytuacja pod kościołem wymknęła się jednak spod kontroli. Władze starały się zadbać o rannych – niektórych przewieziono do szpitali w Budapeszcie. Ogółem, liczba ofiar wzrosła jednak do 15. Dyskusja w parlamencie węgierskim rozpoczęła się od przedstawienia dwu rozbieżnych zapytań poselskich. Słowacki działacz narodowy, poseł Milan Hodža, reprezentujący okręg Dolny Kubin, pytał ministra spraw wewnętrznych o to, jak mogło dojść do tak tragicznych w skutkach antysłowackich represji. Natomiast Madziaron, poseł Benický z Rużomberka jako przyczynę tragedii wskazywał agresywność tłumu na północnych kresach Węgier i domagał się tam liczniejszej obecności wojska i policji, by nie dopuścić do podobnych buntów. Dyskusja o Černovej odbyła się również w parlamencie wiedeńskim. Tymczasem władze postanowiły przykładnie ukarać organizatorów rozruchów w Černovej. Przygotowano duży proces z kilkudziesięcioma oskarżonymi w rolach głównych. W marcu 1908 roku przed sądem stanęło: 55 osób za „gwałt przeciwko władzy publicznej i osobom prywatnym”, 4 za „kradzież mienia kościelnego” i 4 „za namawianie do czynów przestępczych”. Proces miał się stać kolejnym ważnym wydarzeniem w budowaniu świadomości politycznej Słowaków… ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”


Amerykański sen wciąż niespełniony W historii Hollywood, zwanego często Fabryką Snów, wiele kart zapełnili Polacy. O polskich korzeniach tej kolebki przemysłu filmowego pisał Andrzej Krakowski w fascynującej książce „Pollywood. Jak stworzyliśmy Hollywood”. Przybysze z polskich ziem mieli ogromny udział zwłaszcza w pierwszym okresie powstawania filmowego imperium. Według Krakowskiego zazwyczaj byli oni lepiej wykształceni od większości emigrantów, poza tym mieli sporo intuicji i wrodzonego sprytu. I tak potęgę Hollywood budowali m.in. Samuel Goldwyn (urodzony w Warszawie jako Szmul Gelbfisz), bracia Warnerowie (najstarszy z nich urodził się nie-

ollywood – słowo, które dla wielu jest synonimem sławy, gigantycznych aktorskich gaży, bajkowej kariery i spełnionych marzeń. Hollywood rozpala wyobraźnię ludzi na całym świecie i wciąż pojawiają się chętni, którzy chcą spróbować tam swoich sił, przekonani, że to właśnie do nich los się uśmiechnie i osiągną upragniony sukces.

H

daleko Makowa Mazowieckiego) i Billy (Samuel) Wilder – pochodzący z Suchej Beskidzkiej. Nie sposób pominąć w tej wyliczance Poli Negri, czyli Apolonii Chałupiec, mającej korzenie polsko-słowackie. Negri przyjechała do Hollywood w 1923 roku. Miała już w swoim dorobku kilka filmów, m.in. „Oczy mumii Mia”, „Madame du Barry” czy „Carmen”. W USA została gwiazdą kina niemego i symbolem seksu (głównie dzięki romansom z Charlie Chaplinem i Rudolphem Valentino). Zagrała m.in. w „Hiszpańskiej tancerce”, „Zakazanym raju” i „Hotelu Imperial”. Jej kariera straciła impet wraz z pojawieniem się filmu dźwiękowego; głos Negri nie brzmiał dobrze na ścieżce dźwiękowej (twierdzono, że jest zbyt niski i ordynarny), w związku z czym ostatecznie straciła ona pozycję pierwszoligowej gwiazdy. Sukces Poli Negri próbowało póź-

niej powtórzyć wiele aktorek. Niestety, o ile możemy pochwalić się rozpoznawalnymi na świecie reżyserami i kompozytorami (wspominani przeze mnie przy okazji tekstu o Oscarach Polański, Wajda, Kaczmarek i inni), o tyle żaden z aktorów znad Wisły nie odniósł znaczącego sukcesu w Hollywood, choć próbowało naprawdę wielu. Najczęściej sny o sławie kończyły się epizodycznymi rólkami w filmach uznanych twórców. Takie występy w Polsce urastały do rangi wielkiego wydarzenia, natomiast w świecie pozostawały niemal niezauważone (vide: Katarzyna Figura w „Prêt-à-Por­ter”­Roberta Altmana z 1994 roku czy Izabella Miko, która zagrała kilka ról w małoznaczących filmach, a sceny z jej udziałem ze „Starcia tytanów” zostały ostatecznie wycięte). Po filmie „Goldeneye” (1995), kinowym hicie o przygodach Jamesa Bonda, pojawi-

Wilki całkiem już dorosłe W

tym roku mija okrągła, już dwudziesta(!) rocznica powstania zespołu Wilki. Przez ostatnie dziesięciolecia grupa wylansowała wiele przebojów, które na stałe weszły do kanonu polskiej muzyki rozrywkowej. I nie chodzi tylko o chwytliwą „Baśkę”, znaną chyba przez wszystkich Polaków, ale też o „Son of the blue sky”, „Aborygen”, „Eli lama sabachtani” i wiele innych. Pierwszy skład grupy 16

ustalił się w trakcie nagrywania płyty „Wilki” w 1992 roku. Wokalistą i liderem, a także autorem wszystkich utworów, które znalazły się na pierwszej płycie, został charyzmatyczny Robert Gawliński. Na gitarze elektrycznej zagrał Mikis Cupas, na perkusji Darek Nowak, na instrumentach klawiszowych Michał Rollinger, zaś na gitarze basowej Adam Żwirski (Żwirski zmarł nagle w trakcie prac nad płytą; pozostali człon-

zresztą też) nie mogą nawet marzyć. Również kolejne wydawnictwo sygnokowie zespołu zadewane przez Wilki, dykowali mu utwór „Przedmieścia” (1993), „Son of the blue sky”). Czulym stało się bestselleDebiut Wilków zouchem rem. To z tego krąstał niezwykle ciepło żka pochodzą „Nie zabiję przyjęty przez publicznocy”, „Moja baby” i wsponość. Ile dokładnie sprzemniane już „Eli lama sadało się egzemplarzy ich bachtani”. Rok później pierwszej płyty – nie wiaukazał się „Acousticus domo; dwadzieścia lat teRockus”, album, na któmu kwitł handel pirackimi rym znalazły się kompokasetami. Ostrożne szacunzycje z dwóch pierwki pozwalają mówić nawet szych płyt w akustyczo milionie sztuk – to wynych aranżacjach, kilka nik, o którym debiutujący nowych utworów oraz teraz artyści (ci uznani MONITOR POLONIJNY


wykonany przez Wilki „Sen o Warszawie” Czesława Niemena. W 1995 roku członkowie zespołu postanowili od siebie odpocząć i zawiesili działalność Wilków. Robert Gawliński skupił

MAJ 2012

Ania

Rusowicz

ły się nadzieje na podbój Hollywood przez Izabellę Scorupco. Ostatecznie jej kariera nie nabrała takiego rozpędu, jakiego oczekiwała zarówno ona, jak i kibicujący jej rodacy. Ostatnio sił w Hollywood próbowała Alicja Bachleda-Curuś, która wprawdzie zagrała w kilku filmach, m.in. w świetnie przyjętym przez krytyków „Handlu” (2007), ale w Hollywood jest znana głównie z romansu z Colinem Farrellem, któremu partnerowała w „Ondine” (2009; obraz przeszedł niemal zupełnie bez echa). Na hollywoodzki sukces pracuje też ciężko Weronika Rosati, jednak wciąż trudno jej zdobyć prawdziwą popularność i przebić się do aktorskiej czołówki. Pozostaje mieć nadzieję, że w końcu komuś z Polski się to uda. Na pewno nie zabraknie tych, którzy niezrażeni niepowodzeniami starszych kolegów będą chcieli spróKATARZYNA PIENIĄDZ bować.

akbym widziała Adę Rusowicz! Ubrana jak ona, śpiewa jak ona! Przenoszę się w czasie do lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Adę odkrył Czesław Niemen. Debiutowała w grupie Błękitne Pończochy, a po jej rozwiązaniu została solistką Niebiesko-Czarnych i wkrótce, na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, pierwszą damą mocnego uderzenia w Polsce. Miała ciekawy, mocny głos, była muzykalna, imponowała wszechstronnością. Trzy sekundy zadecydowały o wszystkim. Ada zginęła w wypadku samochodowym 1 stycznia 1991 roku w Poznaniu. Zostawiła siedmioletnią córkę Anię. Z wypadku ocalał tylko ojciec – Wojciech Korda, który zrzekł się praw opieki nad córką, którą potem wychowywało wujostwo. W ubiegłym roku upłynęła

J

się na nagrywaniu solowych płyt („Kwiaty jak relikwie”, „X”, „Gra” – muzycznie udane, podążające ścieżkami wytyczonymi przy nagrywaniu z Wilkami), pozostali muzycy również zaangażowali się w inne

20. rocznica śmierci Ady Rusowicz, a jej córka Ania postanowiła wystąpić na festiwalu opolskim z piosenkami z repertuaru mamy, takimi jak: „Za daleko mieszkasz miły”, „Hej dziewczyno”, „Duży błąd”, „Nie pukaj do mych drzwi”. Obdarzona pięknym głosem i urodą Ania poszła w ślady rodzicielki i udowodniła, że dobra muzyka żyje wiecznie. Niedawno wydała album pt. „Mój big-bit”, utrzymany w klimacie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Ma na swoim koncie teledysk „Ja i ty”. Myślę, że trzeba było mieć dużo odwagi, aby po tylu latach od narodzin mocnego uderzenia w Polsce, w dobie szalonych teledysków, syntetyzatorów i komputerów wrócić do muzyki tamtych lat. Ale ryzyko się opłaciło – to nader udany eksperyment! URSZULA SZABADOS

muzyczne projekty. W 2000 roku na rynek trafiła kompilacja największych przebojów grupy, a w 2002 roku Wilki z hukiem powróciły do gry, wydając album „4”, który zawierał przebojową „Baśkę” i który pokrył się platyną. Późniejsze płyty, „Watra” (2004) i „Obrazki” (2006), nie cieszyły się już tak wielką popularnością, ale wstydu grupie nie przyniosły. W 2009 roku zespół nagrał płytę z serii koncertów „MTV Unplugged”, na której, podobnie jak na „Acousticus Rockus”, znalazły się

m.in. największe przeboje grupy w akustycznych wersjach. Płyta zyskała status złotej. Po kilku zmianach w podstawowym składzie Wilki w 2009 roku ponownie zdecydowały się na zawieszenie działalności. Robert Gawliński wydał kolejny solowy album, ale nic nie wskazuje na to, że jeśli chodzi o projekt „Wilki” powiedział już ostatnie słowo. Niewykluczone więc, że już niedługo będziemy cieszyć się nową płytą tego zespołu. KATARZYNA PIENIĄDZ 17


rzysiadłam nad brzegiem rzeki i przyglądałam się swojemu odbiciu w wodzie, gdy nagle z rozmyślań wyrwał mnie głos mężczyzny: „Chce panienka zobaczyć, jak działa młyn?“. Odwróciłam się zaskoczona. Przede mną stał uśmiechnięty starszy mężczyzna, kustosz młyna wodnego, i ruchem ręki zachęcał mnie do obejrzenia niewielkiego, drewnianego wnętrza.

P

Jak się później dowiedziałam, młyn ten wybudowano w 1895 roku i jest on jednym z nielicznych na Słowacji zachowanych w oryginalnym stanie. Bez wahania skorzystałam z propozycji i już po chwili ku uciesze przewodnika i swojej słuchałam opowieści o tej niezwykłej zabytkowej budowli, która położona jest u zbiegu Małego Dunaju z Suchym Potokiem, zaledwie 2 kilometry od miasteczka Tomášikovo, w południowej części regionu trnawskiego. Dojechałam tutaj rowerem z Dunajskiej Stredy, do której dotarłam pociągiem z Bratysławy. Malownicza

18

Historia jednego młyna Słowackie perełki

ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

droga wiodła mnie wśród pól i łąk, ale na skutek niedostatecznego oznaczenia trasy oraz upału nadrobiłam parę kilometrów i pragnęłam już tylko odpocząć nad rzeczką, przy orzeźwiającym wiaterku. Dzięki interesującej historii, opowiadanej z wielką pasją przez opiekuna młyna, zdążyłam zapomnieć o zmęczeniu i z ciekawością przyglądałam się historycznemu wyposażeniu, narzędziom młynarskim, pierwotnej konstrukcji młyna oraz działającemu do dziś mechanizmowi. Kustosz zaznajomił mnie z procesem mielenia mąki i pokazał sta-

rą dokumentację tego osobliwego zabytku. Młyn Tomášikovo nazywa ny jest kołowym ze względu na duże łopatkowe koło napędowe. Jan Matič zbudował go na rzece, na olbrzymich belach z drzewa akacjowego, dlatego wchodzi się do niego przez drewniany mostek. Mielono w nim ziarno do 1960 roku i mimo iż nadal działa, służy już tylko jako atrakcja turystyczna. Ocalony od zapomnienia jest niemym świadkiem przemian dziejowych oraz wspaniałym zabytkiem techniki ludowego młynarstwa. Stojący w malowniczym miejscu, otoczony bujną zielenią drzew i zarośli jest fantastycznym miejscem wypoczynku i rekreacji. Można tu popływać kajakiem lub rozbić biwak i zachwycać się sielankową atmosferą obszaru Małego Dunaju. Po kilkudziesięciu minutach zwiedzania pożegnałam się z sympatycznym gospodarzem i urzeczona czarem tego miejsca oddałam się błogiemu lenistwu nad rzeką. Kiedy ponownie wskoczyłam na rower, by wyruszyć w drogę powrotną, byłam pełna sił i pozytywnej energii, które dało mi to magiczne miejsce.

Dzieje młynarstwa na ziemiach słowackich sięgają XIII wieku, a ich dynamiczny rozwój związany był ściśle z wynalezieniem koła wodnego. Do dnia dzisiejszego na brzegach Małego Dunaju zachowało się kilka młynów, między innymi Młyn w Jahodnej, w Jelce oraz w Dunajskim Klatove. Niektóre młyny są muzealnymi eksponatami, inne stanowią własność prywatną, ale wszystkie są znaczącymi i autentycznymi pamiątkami techniki obrazując nam rozwój inżynierii młynarskiej na przestrzeni wieków oraz umiejętność wykorzystania sił natury przez człowieka. MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA

MONITOR POLONIJNY


udane połączenie czaru przeszłości i nowoczesnego luksusu

Amade Château

urodziny mojego męża zawsze przygotowuję jakąś niespodziankę. Długo szukałam odpowiedniego miejsca. W końcu wybrałam piękny dworek, znajdujący się blisko Dunajskiej Stredy, oferujący nie tylko ciekawe menu, ale również i spa.

Na

Było urocze popołudnie – słońce, ptaki, pogoda – aż kusiło na wycieczkę. Zdradziłam mężowi plany, spakowaliśmy się i wyruszyliśmy w stronę węgierskiej granicy. Podróż trwała niecałe pół godziny. Wjeżdżając główną bramą, zostaliśmy od razu zauważeni przez obsługę dworku i poinformowani, gdzie możemy zaparkować samochód. Pierwsze kroki skierowaliśmy do spa. Wielką wygodą strefy wellness jest jej kameralność. W odróżnieniu od zatłoczonych spa w Bratysławie Vrakúň oferuje luksusowe, a zarazem przytulne przestrzenie. Sauny, fitness, masaże, basen i jacuzzi są do dyspozycji odwiedzających za skromną opłatą. Mnie najbardziej przypadło do gustu wylegiwanie się na wygodnych leżakach. Podczas takiego leniuchowania można sobie zamówić napoje i sałatki z baru, który znajduje się na piętrze spa.

MAJ 2012

Po paru godzinach słodkiego lenistwa i przepysznej sałatce przemieściliśmy się do starszej części dworku, mieszczącej restaurację, której miły wystrój trochę psują wiszące na ścianach talerze, niepotrzebnie odciągające uwagę od reszty. Kolację rozpoczęliśmy przystawką z gęsich wątróbek. Smakowały, ale nie zachwyciły – dobry standard. Po przystawce przyniesiono nam zupę – niezwykłe połączenie jabłek, kasztanów z borowikami i szynką z jelenia to kulinarne przeżycie! Nigdy wcześniej nie jadłam zupy o tak wyrafinowanym smaku. Danie główne, godne polecenia, to specjalnie wybrane mięso wieprzowe, podawane z purée ze słodkich ziemniaków, czerwoną kapustą i pierożkami ravioli, faszerowanymi specjalnym kremem mięsnym („Pomaly pečené karé z mangalice s topinamburovým pyré, chrumkavou červe-

Zwierzenia podniebienia nou kapustou a raviolami plnenými krémom z mozočka”.). Na deser polecam pudding z białej czekolady, dopełniony lodami gruszkowymi. Pycha! Oczywiście chciałam porozmawiać z szefem kuchni Istvánem Volenterem. Okazało się, że nie mówi on po słowacku, w związku z czym potrzebny był nam tłumacz. Pomógł jeden z kelnerów, znający węgierski. Przekazanie wrażeń i emocji za pośrednictwem osoby trzeciej było dla mnie bardzo trudne, ale wierzę, że udało mi się to, bowiem na koniec poczęstowano nas specjalnymi lodami jagodowymi „na účet podniku“.

Dowiedzieliśmy się też, że restauracja planuje zmiany menu, ponadto chce wprowadzić specjalne degustacje, np. potraw kuchni węgierskiej, „husaciny”, szparagowego menu itd. Zainteresowanym polecam lekturę całej oferty restauracji, zamieszczonej na stronach dworku – www.hotelamade.sk, do którego my na pewno będziemy wracać. Wierzę, że ciekawość smakosza i Państwa zawiedzie wkrótce do Amade. Smacznego! SYLWIA KIŠ TOMASZEWSKA Redakcja informuje, że artykuły zamieszczane w rubryce „Zwierzenia podniebienia” w żaden sposób nie są sponsorowane i że wszelkie wydatki, związane z wizytami w prezentowanych lokalach, autorka pokrywa sama.

19


Gaz łupkowy naszą nadzieją olska, podobnie jak Słowacja, jest uzależniona od dostaw gazu ziemnego z Rosji. Co prawda mamy możliwość zakupu gazu z Norwegii, podłączenia się do niemieckiej sieci gazowej czy przywożenia ogromnymi statkami skroplonego gazu z Kataru do powstającego terminalu w Świnoujściu, ale nigdy nie będzie go tyle, ile potrzebujemy, i będzie o wiele droższy od gazu rosyjskiego. Sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej po otwarciu pod koniec ubiegłego roku Gazociągu Północnego (Nord Stream); 1250 kilometrów rur, położonych na dnie Bałtyku, bezpośrednio połączyło rosyjskie złoża z niemieckim odbiorcą. Wcześniej Polska nie musiała się obawiać kłótni o cenę i o opłaty za tranzyt miedzy Rosją a Ukrainą i Białorusią, bo przebiegające przez te państwa i przez Polskę gazociągi dostarczały gaz także Niemcom; Moskwa nigdy by sobie nie pozwoliła, walcząc z Mińskiem czy Kijowem, na zakręcenie kurków z gazem dla Zachodu. Nowy gazociąg zmienił sytuację; jeżeli Ukraina czy Białoruś nie zapłacą wyznaczonych im przez rosyjskiego monopolistę stawek gazowych, może się okazać, że… także Polacy lub Słowacy zostaną bez gazu. Dlatego też z zadowoleniem i z nadzieją przyjęto informację, iż na terenie Polski znajdują się ogromne złoża gazu łupkowego, który umożliwiłby nam całkowite uniezależnienie się od gazu rosyjskiego. Jeśli potwier-

P

20

dzą się wstępne prognozy analityków Wood Mackenzie, za kilka lat Polska może się stać samowystarczalna pod względem zaopatrzenia w gaz ziemny. Będzie to możliwe dzięki bogatym złożom tzw. gazu niekonwencjonalnego, pozyskiwanego m.in. z łupków. Według ekspertów Polska pod tym względem to jeden z najbogatszych krajów. Wood Mackenzie szacuje nasze złoża na ponad 1,4 bln m sześciennych, co oznacza, że gdyby je wykorzystać na pokrycie całego krajowego zapotrzebowania, surowca wystarczyłoby nam na 100 lat. Gaz łupkowy to gaz ziemny, który tym różni się od tego, z którego korzystamy obecnie, że występuje w innych złożach. Zamiast unoszenia się w wolnych przestrzeniach nad ropą naftową, skumulowany jest on w skałach. Gaz pochodzący ze skał łupkowych nazywany jest gazem niekonwencjonalnym, ponieważ wymaga specjalnych metod wydobycia. Nie można go wydobywać za pomocą zwykłego szybu, ponieważ jest on „uwięziony” w skale. Aby go pozyskać, na głębokość 3- 4,5 km w głąb ziemi poprzez otwór odwiertu pionowego, a następnie odwierty poziome pompowana jest woda. Ciśnienie, które ciecz wywiera na otaczające skały powoduje, że gaz poprzez szczeliny w skale wędruje w górę odwiertu. Gaz łupkowy ma, oprócz zwolen-

ników, także przeciwników. Ci drudzy ostrzegają, iż mocno zasolona woda, dzięki której rozszczelniane są skały i uwalniany gaz, może mieć negatywny wpływ na środowisko. Ponadto wydobyciu towarzyszy ogromny hałas, którego nie są w stanie zniwelować żadne ekrany akustyczne. Wobec doniesień o odkrytych w Polsce złożach i deklarowanych przez amerykańskie koncerny zamiarach wydobycia w Sejmie rozgorzała dyskusja na temat rozwiązań prawnych, mających zabezpieczyć państwo polskie przed stratami. W niektórych państwach europejskich opłaty do budżetu państwa za wydobycie gazu stanowią od 50 do 70 proc. ceny jego sprzedaży. Opłaty za wydobycie surowców, które obecnie obowiązują w Polsce, wynoszą … 1,5 proc. ich wartości. Polskie firmy nie posiadają nowoczesnych technologii do odwiertów poziomych, czyli przy obecnych regulacjach na naszym gazie zyskałyby jedynie spółki zagraniczne. Dotychczas Ministerstwo Środowiska wydało 86 koncesji na poszukiwanie ropy, gazu konwencjonalnego i łupkowego. Wśród inwestorów znalazły się, obok amerykańskich gigantów ExxonMobil i Chevron, również takie firmy jak Orlen Upstream, PGNiG, Lotos Petrobaltic, BNK Petroleum czy Strzelecki Energia. DARIUSZ WIECZOREK

MONITOR POLONIJNY


ie wiem, czy czytali Państwo już mój tekst – także w majowym numerze „Monitora Polonijnego” – o polskich aktorach (a zwłaszcza aktorkach), które próbują osiągnąć sukces w Hollywood. Jeśli tak, to się cieszę, jeśli nie – polecam do przeczytania później; w każdym razie wnioski z niego wypływają takie, że osiągnąć sukces w Fabryce Snów to nie taka prosta sprawa i od czasów Poli Negri nie mieliśmy żadnej liczącej się w Hollywood aktorskiej gwiazdy. Inaczej sprawa się ma ze światem wielkiej – i to naprawdę wielkiej – mody. Polskie modelki są w gronie największych gwiazd w tej branży, współpracują z największymi projektantami i użyczają wizerunku w kampaniach najbardziej luksusowych produktów. Szczególną pozycję zajmuje Anja (czy też bardziej swojsko – Ania) Rubik, uznana przez prestiżowy magazyn „Vogue” za jedną z najważniejszych i najciekawszych 30 twarzy dekady. Sesje zdjęciowe z jej udziałem regularnie goszczą na łamach największych i najbardziej cenionych magazynów poświęconych modzie. Nie jest klasyczną pięknością. Bardzo szczupła

N

POLAK POTRAFI

Co ona w sobie ma?

Księżniczka Anja

(wielu twierdzi, że to już anoreksja – waży zaledwie 52 kg przy 179 cm wzrostu), z charakterystyczną urodą (złośliwi twierdzą, że przypomina konia) potrafi niczym kameleon zmieniać wygląd i świetnie prezentuje się w różnych stylizacjach. Niewiarygodnie wręcz fotogeniczna jest twarzą wielu kampanii reklamowych; od popularnej, taniej sieciówki H&M MAJ 2012

począwszy, poprzez spoty, promujące perfumy Donny Karan (w tej kampanii wzięła udział wraz z mężem, modelem Sashą Knezeviciem), Trussardi i Elie Saab, na astronomicznie drogiej biżuterii z brylantami firmy Apart skończywszy. Anja urodziła się w 1983 roku w Rzeszowie. W dzieciństwie wielokrotnie się przeprowadzała (z powodu pracy rodziców); mieszkała m.in. w Kanadzie, Grecji i RPA. Karierę modelki rozpoczęła w Paryżu, mając 15 lat. Po maturze wyjechała do Nowego Jorku. Ma na koncie udział w pokazach takich tuzów świata mody, jak Chanel, Yves Saint Laurent, Gucci, Givenchy i Kenzo. W swoim zawodzie osiągnęła praktycznie wszystko, co było do zdobycia. Próbowała też sił „po drugiej stronie barykady”– parę lat temu zaprojektowała kolekcję butów i torebek marki Quazi.

Swoim doświadczeniem zdobytym w modelingu dzieliła się z uczestniczkami dwóch edycji programu „Top Model. Zostań modelką”, w którym brała udział jako gość specjalny. Ostatecznie zrezygnowała z występów w tym show; oficjalnie z powodu nadmiaru obowiązków, nieoficjalnie zaś mówiło się o tym, że nie chciała swoim nazwiskiem firmować kontrowersyjnego, nie najwyższych lotów programu. KATARZYNA PIENIĄDZ

21


W 6 0 . R O C Z N I C Ę P O W S TA N I A R W E aj 2012 roku Senat RP ogłosił miesiącem Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, radia, którego przez wiele powojennych lat słuchały miliony Polaków, wyławiając z emitowanych przez zagłuszarki szumów i trzasków głosy spikerów, głoszących „wiadomości dobre czy złe, ale zawsze prawdziwe”.

M

Sześćdziesiąt lat temu, 3 maja 1952 roku o godzinie 11.00 Polacy po raz pierwszy usłyszeli w eterze sygnał nowej radiostacji. Po początkowych taktach mazurka Witaj, majowa jutrzenko spiker powiedział „Mówi Radio Wolna Europa – Głos Wolnej Polski”. Potem do polskich słuchaczy przemówił prezes amerykańskiego Komitetu Wolnej Europy, admirał Harold Miller, mówiąc m.in.: „Zadaniem nowej rozgłośni stanie się przebijanie żelaznej kurtyny słowami prawdy. Nie chodzi o to, żeby mówić własnemu społeczeństwu, jak ma myśleć i postępować. Jeśli będzie znało prawdę, samo wytworzy sobie własny pogląd i wyciągnie swoje własne wnioski. /.../ główne zadanie Polaków i innych narodów ujarzmionych musi polegać na podtrzymaniu upartej, zdecydowanej postawy oporu wobec doktryny komunistycznej. Polska musi zachować na przyszłość swoją narodową kultu-

Jan Nowak-Jeziorański 22

Słowem

przeciw zniewalaniu umysłów rę i siły żywotne”. Po nim głos zabrał dyrektor „Głosu Wolnej Polski ”, a był nim słynny kurier z Warszawy Jan Nowak-Jeziorański, który w bardzo emocjonalnym wystąpieniu wyraził nadzieję, że nadejdzie czas, gdy nad Polską zabłyśnie majowa jutrzenka. Po latach w studium Strategia i taktyka Radia Wolna Europa przyznał, że „dla tej nadziei nie było żadnego oparcia w rzeczywistości. Był to najgorszy okres stalinizmu, więzienia przepełnione ludźmi, odbywały się sądy kapturowe, społeczeństwo było straszliwie sterroryzowane”. Dodajmy, że w społeczeństwie polskim grozę budził rozbudowany aparat bezpieczeństwa, działający w myśl tezy Stalina o zaostrzaniu się walki klasowej w miarę postępu budowy socjalizmu. Społeczeństwo było infiltrowane przez agentów i informatorów, których Urząd Bezpieczeństwa werbował z najrozmaitszych środowisk. Znaleźli się wśród nich zarówno uczestnicy walk niepodległościowych, zwolnieni z więzień na mocy amnestii z 1947 roku, jak i działacze PZPR, dawni ziemianie, księża, dziennikarze czy zwykli kryminaliści. Werbowani do współpracy z bezpieką szantażem, groźbą represji, czasem przekupstwem i biciem stawali się donosicielami. Na podstawie znanych dziś danych oblicza się, że w latach 1944-1956 podjęto próby zwerbowania około miliona osób, a karto-

teka osób podejrzanych liczyła do 1954 roku 6 milionów nazwisk. Nic więc dziwnego, że społeczeństwo było sterroryzowane, a sąsiad bał się sąsiada. W tej atmosferze Polacy w dniu 3 maja, święta narodowego zlikwidowanego przez reżim komunistyczny, usłyszeli po raz pierwszy Radio Wolna Europa – Głos Wolnej Polski, a w programie najpierw słuchowisko „Witaj majowa jutrzenko” Tadeusza Nowakowskiego w reżyserii Wacława Radulskiego, a później także przemówienia przywódców polskich na obczyźnie: gen. Władysława Andersa, Tomasza Arciszewskiego – weterana Polskiej Partii Socjalistycznej, Zygmunta Berezowskiego ze Stronnictwa Narodowego, Stanisława Mikołajczy-

MONITOR POLONIJNY


ka oraz ambasadora Edwarda Raczyńskiego. Odtąd Radio Wolna Europa – Głos Wolnej Polski, którego nazwa od roku 1956 zmieniła się na Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa, codziennie przez 19 godzin trafiało do domów Polaków, by wolnym słowem walczyć przeciw zniewalaniu umysłów. Radio Wolna Europa zostało utworzone w czerwcu 1949 przez powstały rok wcześniej w Stanach Zjednoczonych Komitet Wolnej Europy – amerykańskiej organizacji pozarządowej, ale z udziałem ważnych osobistości życia politycznego. W pięćdziesięcioosobowym Komitecie byli zarówno republikanie, jak i demokraci, m.in. gen. Dwight Eisenhower, późniejszy dyrektor CIA Allen Dulles czy były ambasador USA w Warszawie Arthur Bliss Lane. Celem Komitetu było podtrzymanie aktywności emigracji politycznej z krajów, które zna-

Wojciech Trojanowski lazły się w radzieckiej sferze wpływów, umożliwienie emigracji zintegrowania się oraz stworzenie warunków pozwalających jej oddziaływać przede wszystkim propagandowo na poszczególne kraje. Jego czynność nieoficjalnie była finansowana ze środków rządowych. Radio Wolna Europa, które rozpoczęło nadawać swe audycje 4 lipca 1950 roku, miało służyć przede wszystkim właśnie propagandowemu oddziaływaniu emigracji na kraj. Początkowo półgodzinne, potem godzinne programy narodowe nagrywane były w Nowym Jorku, a następnie pocztą lotniczą przesyłane do Niemiec i stąd transmitowane do poszczególnych krajów. MAJ 2012

Wybuch wojny w Korei zaostrzył wśród Amerykanów poczucie zagrożenia przez Związek Radziecki, umacniający swą pozycję w państwach, znajdujących się w sferze jego wpływów. W tej sytuacji zdecydowano się na uruchomienie Radia Wolna Europa w Monachium. Utworzono sześć dużych rozgłośni nadających całodzienne programy narodowe. Już 1 maja 1951 roku jako pierwsza zaczęła nadawanie programu Rozgłośnia Czechosłowacka. W grudniu 1951 roku Komitet Wolnej Europy mianował Jana NowakaJeziorańskiego, dotąd pracującego w Radiu BBC, dyrektorem polskiej sekcji Radia Wolna Europa. Jego kandydaturę wysunęła polska delegatura Tymczasowej Rady Jedności Narodowej w USA, a poparła Rada w Londynie. Stronie amerykańskiej zależało, by dyrektorem został człowiek posiadający poparcie swego środowiska emigracyjnego, ale jednocześnie potrafiący zapewnić rozgłośni autonomię. Amerykanie pozostawili Jeziorańskiemu swobodę działania w doborze pracowników, stawiając jednak warunek, że powstający zespół redakcyjny nie może reprezentować jednego kierunku politycznego oraz że żaden z kierunków politycznych nie może mieć przewagi w zespole. Stąd też w polskiej redakcji znaleźli się zarówno socjaliści, jak i endecy czy ludowcy. Trzon stanowili żołnierze Armii Krajowej. Członkowie zespołu pilnowali się wzajemnie, by nie dać się wciągnąć w emigracyjne rozgrywki polityczne. W redakcji znaleźli się pracownicy przedwojennego Polskiego Radia, Polskiej Agencji Telegraficznej, prasy II RP, byli reżyserzy teatralni i radiowi, aktorzy i dziennikarze. Jan Nowak-Jeziorański pozyskał dla polskiej rozgłośni gwiazdy przedwojennego Polskiego Radia, m.in. reportera sportowego Wojciecha Trojanowskiego, redaktora Wesołej Lwowskiej Fali Wiktora Budzyńskiego, Władę Majewską czy byłego dyrektora radia w Poznaniu Zdzisława Marynowskiego i Wiktora Trościanko z Polskiego Radia Wilno. Amerykanie narzucili rozgłośni na-

Wiktor Budzyński

Wiktor Trościanko

zwę Głos Wolnej Polski. Nie akceptowała jej nie tylko podzielona polska emigracja, ale także zespół redakcyjny, uważający, że tak nie może nazywać się redakcja nie mająca mandatu narodowego. Nazwę, na której strona amerykańska trwała, wykorzystywał Jan Nowak-Jeziorański w argumentacji wobec Komitetu, że zgodnie z nią radio nie może pomijać spraw ważnych dla interesów polskich, takich jak np. nienaruszalność granicy z Niemcami. Dopiero w 1956 roku strona amerykańska zgodziła się na nazwę Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa. Znana redaktorka rozgłośni Alina Perth-Grabowska wspomina, że: „Przyszli pracownicy rozgłośni zaczęli przybywać z początkiem 1952 roku do Monachium, co dla wielu z nich wiązało się z bolesnymi i bardzo mieszanymi uczuciami; oto znów musieli znaleźć się w otoczeniu Niemców. Prawie wszyscy ci emigranci mieli za sobą walkę z okupantem hitlerowskim, wielu było w Armii Krajowej. Niektórzy jeszcze niedawno byli jeńcami obozów, np. w Murnau, i więźniami obozu koncentracyjnego w Dachau pod Monachium. /.../ przeważyła perspektywa walki na falach eteru o wolną Polskę i możliwość powrotu do zawodu – skazanych często na pracę fizyczną – pisarzy, dziennikarzy i artystów”.

Marian Hemar i Włada Majewska 23


Równocześnie z kompletowaniem zespołu redakcyjnego Jan NowakJeziorański przygotował założenia programowe rozgłośni, będące rodzajem kodeksu etycznego i zarazem deklaracją. Z ich treścią zapoznał pracowników jeszcze przed historycznym dniem 3 maja, kiedy to pierwszy raz ozwał się w eterze Głos Wolnej Polski. Dziś program ten ma wartość dokumentu historycznego. To on określał charakter Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa nie tylko w czasie, gdy kierował nią J. Nowak-Jeziorański (1951-1976), bowiem respekto-

wali go kolejni dyrektorzy: Zygmunt Michałowski (1976-1982), Zdzisław Najder (1982-1987), Marek Latyński (1987-1989) i Piotr Mroczyk (19891994). Warto więc poznać jego treść. W punkcie pierwszym programu stwierdzano, że „będzie to rozgłośnia polska. Polacy będą mówili do Polaków o polskich sprawach”, że nie będzie prewencyjnej cenzury amerykańskiej, a ostateczną instancją, decydującą o przyjęciu lub odrzuceniu materiału, będzie dyrektor rozgłośni. Dalej kierownikom działów gwarantowano „pełną inicjatywę układania swoich programów, pod warunkiem, że będą mieli jasną koncepcję, co pragną osiągnąć, przedyskutowaną i uzgodnioną z kierownikiem zespołu”. W punkcie drugim można przeczytać: „Nie będziemy usiłowali sprawować rządu dusz w Polsce. Emigracja jest częścią narodu, ale nie może nim zdalnie kierować. Polska jest nad Wisłą, a nie nad Tamizą, Sekwaną czy Izarą. Radio ma służyć społeczeństwu”.

Punkt trzeci określał zadania radia: „walka z propagandą i indoktrynacją, ukazywanie prawdy historycznej, dostarczanie pełni informacji o tym, co dzieje się w Polsce i w świecie”. A dalej: podtrzymywanie oporu moralnego i niezależnej myśli. Punkt ten kończyła deklaracja: „Będziemy wystrzegali się wszystkiego, co mogłoby pchnąć społeczeństwo do oporu czynnego albo tajnego organizowania się”.

Klimaty dwudziestolecia

D

wudziestolecie międzywojenne, lata między końcem pierwszej wojny światowej i początkiem tej drugiej, to jeden z najciekawszych okresów w naszej historii.

Po latach nieobecności na mapach politycznych Europy i świata kształtowało się nad Wisłą nowoczesne państwo. Podobnie jak w całej Europie i w Polsce dokonywały się nie tylko zmiany polityczne czy cywilizacyjne, ale także społeczne i obyczajowe, wokół których toczyły się zaciekłe dyskusje. Wyrastały nowe elity polityczne, finansowe czy artystyczne. Okres dwudziestolecia międzywojennego nie jedno miał oblicze. Znamy go stosunkowo dobrze z prac polskich historyków, licznych 24

pamiętników, dzienników czy listów, które pozostawili nam sławni i mniej sławni żyjący w tamtych czasach. Naszą wiedzę na ten temat możemy dopełnić lekturą książek Sławomira Kopra, który w popularyzatorski sposób przybliża w nich niektóre fakty, wydarzenia i ludzi z tamtych lat. W 2009 roku ukazała się jego pierwsza książka z tego cyklu pod znaczącym tytułem Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej, w której pozbawia koturnów przede wszyst-

kim przedstawicieli elit politycznych; obuwa ich w kapcie, zagląda do sypialń i portfeli, odnotowuje najrozmaitsze zawirowania w ich zachowaniach, problemy rodzinne, kłopoty finansowe, alkoholowe czy seksualne. Nie unika tak drażliwych i dotąd niewyjaśnionych spraw, jak śmierć dr Eugenii Lewickiej, przyjaciółki Józefa Piłsudskiego, czy morderstwa Marii Zaleskiej, przyjaciółki Edwarda ŚmigłegoRydza. Rok później w Bellonie wyszło Życie prywatne elit

artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej, książka, w której obiektem zainteresowania Kopra stali się aktorzy, pisarze, malarze i ich niekonwencjonalne sposoby zachowań, wielkie kariery i równie wielkie upadki. Autorowi udało się zebrać wiele nowych informacji, czasem mających posmak plotki czy charakter anegdoty. Kolejną książką Kopra, wprowadzającą nas w kliMONITOR POLONIJNY


Kolejne punkty mówiły o trosce o bezpieczeństwo słuchaczy, bowiem „najlepsza audycja nie jest warta jednego życia ludzkiego”; o tym, że rozgłośnia musi być odbiciem różnorodnych poglądów, bo tylko ta różnorodność demonstruje wolność słowa. Obok gwarancji podtrzymywania tradycji wszystkich głównych nurtów politycznych znaleźć też można zapewnienie, że w programach nie znajdą miejsca wzajemne napaści i ataki personalne.

Konkurs na prezentera RWE

maty dwudziestolecia są Afery i skandale Drugiej Rzeczypospolitej (Bellona 2011). Obok znanej historii haniebnego mordu prezydenta Gabriela Narutowicza, sprawy Brześcia i Berezy Kartuskiej znajdziemy w niej informacje o znacznie mniej znanych ciemnych wydarzeniach politycznych. Kto z nas zna historię gen. Włodzimierza Zagórskiego, więzionego po przewrocie majowym w Wilnie, który po zwolnieniu zaginął w tajemniczych okolicznościach w ulicach Warszawy? Podobnie mało znane są opisane przez Kopra okoliczności samobójstwa trzykrotnego premiera i szefa Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem Walerego Sławka, najwierniejszego współpracoMAJ 2012

W ostatnim szóstym punkcie programu dyrektor gwarantował redaktorom prawo do własnych poglądów, równocześnie podkreślając, że „w sprawach zasadniczych, tj. niepodległość, demokracja, granice, jesteśmy zgodni i solidarni”. Program kończyła uwaga o przestrzeganiu drogi służbowej, o tym, że wobec Amerykanów kierujących Radiem Wolna Europa zespół rozgłośni musi „reprezentować jednolity front”. W wydanych później amerykańskich Wytycznych dla programu polskiego, określających status rozgłośni, znalazło się jednoznaczne stwierdzenie: „RWE nie jest stacją amerykańską. Jest blokiem 6 europejskich radiostacji nadających na obczyźnie. Ze studiów RWE Polacy mówią do Polaków”. W kolejnych wytycznych amerykańskich można było przeczytać m.in.: „Komitet Wolnej Europy ponosi szczególną odpowiedzialność za to, by programy służyły interesom społeczności w Polsce, emigracji politycznej oraz interesom społeczeństwa amerykańskiego”.

wnika Józefa Piłsudskiego. Swoisty smaczek mają okoliczności powstania ustawy o ochronie imienia Józefa Piłsudskiego z 7 kwietnia 1938 roku, na które złożyły się najazd oficerów na redakcję „Dziennika Wileńskiego”, rozprawa sądowa wytoczona dziennikarzom i pojedynek Melchiora Wańkowicza z Arturem Chojeckim. Autor Afer i skandali nie pomija największej afery finansowej dwudziestolecia, związanej z udziałem konsorcjum francuskiego w Zakładach Żyrardowskich, czy

Spotkanie towarzyskie Jan Nowak-Jeziorański w swej książce Wojna w eterze za pierwszoplanowe zadanie rozgłośni uznał odbudowanie w społeczeństwie polskim poczucia wspólnoty. Za kolejne podtrzymywanie nadziei na odzyskanie wolności. Walkę z komunistyczną propagandą jako szef Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa rozpoczął w samym środku zimnej wojny, gdy wielu nie wierzyło, że słowem można walczyć z komunizmem i ostatecznie tę walkę wygrać. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK (Dokończenie w następnym numerze)

skandali obyczajowych, jakim było np. drugie małżeństwo prezydenta Ignacego Mościckiego z kobietą o 29 lat młodszą od niego, byłą żoną jego adiutanta, czy sprawa Gorgonowej. Cykl książek o latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku kończą Wpływowe kobiety Drugiej Rzeczypospolitej (Bellona 2011). Jej bohaterkami są nie tylko żony polityków, ale także ciesząca się opinią lwicy salonów Zofia Nałkowska, feministka Irena Krzywicka, Maria Dąbrowska, Maria Jasno-

rzewska-Pawlikowska, muzy Witkacego, rzeźbiarka Katarzyna Kobro oraz aktorka publicystka Maria Morska, muza Antoniego Słonimskiego. Autora mniej interesują dokonania tych niezwykłych kobiet, natomiast jako historyk obyczajowości całą uwagę skupia przede wszystkim na ich życiu osobistym, nie pomijając stosunków męskodamskich, czy uwag o ich orientacji seksualnej. Wpływowe kobiety to ostatnia z wydanych przez Stanisława Kopra książek, ale autor już zapowiada, że dalej drąży „w okresie międzywojennym dziejów Polski i historii polskiej obyczajowości XIX stulecia”, a że pisze wiele i książki wydaje często, możemy w najbliższym czasie oczekiwać pojawienia się nowego tytułu. DANUTA MEYZA-MARUŠAK 25


le co? Sukces? Jaki? Kompromitacja? Temat Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej 2012 w Polsce (i na Ukrainie), które rozpoczną się w czerwcu, zaczyna dominować nie tylko w mediach sportowych, ale i w najbardziej banalnych rozmowach rodaków.

A

Blisko, coraz bliżej…

I to nie tylko kibiców. Tradycją jest oczywiście narzekanie. Ale… Trudno się nie zgodzić. Dostaliśmy „historyczny” prezent – bez wysiłku, bo gospodarz nie musi grać w eliminacjach – znaleźliśmy się w gronie najlepszych drużyn piłkarskich starego kontynentu! Tym samym trener, działacze i reprezentacja narodowa ocknęli się w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ nasza grupa jest… „do przyjęcia”! Po prostu mamy (odrobinę bardziej niż teoretycznie) jakieś szanse na wyjście z fazy grupowej. Pech zawodników i trenera polega na tym, że jeśli nie wyjdziemy, zabraknie argumentu, iż byliśmy… w trudnej grupie. Nie będzie usprawiedliwienia, że przeciwnicy to elita, grupa śmierci. Jeśli się mówi, że w większości reprezentacji jedenastu piłkarzy gra świetnie, to o naszych łatwiej powiedzieć, że świetnie gra jeden na stu. Polska reprezentacja nie wygląda bowiem dobrze. Cóż, w ostatnich latach w ogóle nie wygląda. No, może jeszcze mamy bramkarzy, ale nie mamy napastników, którzy strzelaliby gole. Liczy się tylko jeden Krzysztof Le-

wandowski, jednak trudno zakładać, że sam rozegra trzy mecze. Obrona i pomocnicy – raczej niezbyt zgrani – to raczej niewiadoma. Coraz częściej słychać, że zagramy trzy tradycyjne mecze: mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor. Do tego selekcjoner kadry Franciszek Smuda jest twardy i w kwietniu wyrzucił z kadry Sławomira Peszkę, który ostro zabalował w Kolonii, pokłócił się z taksówkarzem i zamiast do Düsseldorfu trafił na komisariat, a noc spędził w policyjnej izbie wytrzeźwień. Peszko podpadł już kiedyś, ale dostał szansę. Tym razem ponoć koniec. Temat mistrzostw chwyta wszystkich. Na razie wpadamy – przynajmniej oficjele – w umiarkowany samozachwyt. Działacze i VIP-y rozdają sobie tytuły Przyjaciela EURO 2012. Cokolwiek to oznacza, są to raczej atrakcje dla róż-

26

Franciszek Smuda

nych gwiazdek i celebrytów. Biznes liczy zyski, mieszkańcy okolic stadionów obawiają się ew. utrudnień w dniach rozgrywek, Olsztyn ogłasza się strefą bezfutbolową i kusi ofertą niezainteresowanych mistrzostwami. Poseł jednej z partii zadał pytanie, czy to nie prowokacja, że reprezentacja Rosji… zamieszka w hotelu naprzeciw Pałacu Prezydenckiego, gdzie co miesiąc odbywają się demonstracje patriotyczne ku pamięci ofiar katastrofy lotniczej sprzed dwóch lat. Obawy dotyczą też daty meczu z Rosją – 12 czerwca to w Rosji święto na część wypędzenia Polaków z Kremla w 1612 roku! Pomimo obietnic i planów o autostradach nie ma co mówić, tu i tam „odcinek będzie przejezdny”, ale cała trasa na Ukrainę nie będzie gotowa na czas. W połowie kwietnia niewypłacalność ogłosiła druga poważna firma budująca autostrady. Metra nie ma, koleje też nie spełniły obietnic o modernizacji, przy Stadionie Narodowym nadal trwają prace… Pomija się też milczeniem fakt, że sytuacja na Ukrainie to wielka prowizorka. W klasyfikacji FIFA na-

sza reprezentacja jest na 65. miejscu w świecie! Nasi rywale grupowi odpowiednio na 11. Rosja, 14. miejsce zajmuje Grecja, a 26. Czechy. Przeprowadzony przez największy polski dziennik w grudniu ub. roku sondaż wykazał, że 61% ankietowanych uważa, iż nasza reprezentacja odpadnie już w fazie grupowej, 17% twierdzi, że dojdzie do półfinału, zaś drugie tyle, że… zostanie mistrzem! Jeden z najlepszych bramkarzy w historii futbolu Peter Schmeichel, mistrz Europy z 1992 z Danią i triumfator Ligi Mistrzów z 1999 z Manchesterem United oraz ambasador Euro 2012 Carlsberga, nie daje nam szans na wyjście z grupy. Mówi, że z naszej grupy wyjdą Rosja, mająca obecnie najsilniejszą reprezentację w historii, i Czechy. Uważa, że nasza grupa jest nieprzewidywalna, a przez to i trudna. Oby nie skończyło się tak, że Narodowy pozostanie znany głównie Ukraińcom, ponieważ tu handlowali. Już teraz mówi się, że po wszystkim i tak będzie na nim bazar… Pojawiła się i zniknęła informacja, że działacz piłkarski z Cypru ma informacje o przyjęciu przez pięciu wysoko postawionych działaczy UEFA 11 milionów euro za przyznanie Polsce i  Ukrainie Euro 2012. Jeden z członków Komitetu Wykonawczego UEFA miał otrzymać łapówkę w wysokości 3,15 miliona euro. Decyzję ponoć „miał kupić” Hryhorij M. Surkis, oligarcha i prezes ukraińskiej federacji piłkarskiej. Przypomina się w związku z tym, że w przededniu głosowania w sprawie wyboru gospodarza MONITOR POLONIJNY


finałów EURO 2012 Surkis na konferencji zapewniał z przekonaniem: „My pabiedim w pierwom etapie!” (głosowania). Chwilę wcześniej ówczesny prezes PZPN Michał Listkiewicz mówił, że nie wiadomo, co się zdarzy. Surkis spoglądał na niego wymownie i nie wytrzymał. Już wcześniej twierdził, że Ukraina z Polską, a nie Włosi czy Chorwaci z Węgrami dostaną prawo organizacji mistrzostw. Przejął mikrofon i stwierdził: „…mój przyjaciel Michał mówi to, co mówi, a ja wam powtarzam – wygramy w pierwszej turze... (…) Za Polską i Ukrainą już w pierwszej turze opowie się siedmiu członków...”. Poparło nas ośmiu. Mówiło się o strategicznej decyzji UEFA, mającej na względzie rozwój piłkarskiego biznesu w Polsce i na Ukrainie, nawet o rozwoju obu państw. I tak 18 kwietnia 2007 roku powierzono nam jedną z najważniejszych sportowych imprez. Przypomniano też, że dla prezydenta UEFA Michela Platiniego (był nim wtedy dopiero od trzech miesięcy) rozstrzygnięcie na korzyść Polski i Ukrainy nie było niespodzianką – było szokiem. Pewne jest, że największa w historii Polski impreza sportowa przed nami. Za naszego życia w Polsce nie będzie porównywalnej. Potem pojedziemy na wakacje. Ale wcześniej trzymajmy kciuki! Emocje gwarantowane. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

MAJ 2012

Szukamy pracy w Polsce Po kilku latach pobytu na Słowacji przychodzi niekiedy taki moment, kiedy zastanawiamy się nad powrotem do kraju. Ostateczna decyzja zależy oczywiście od tego, czy uda się nam znaleźć w kraju pracę, odpowiadającą naszym oczekiwaniom i kwalifikacjom. Jak się do tego zabrać i na co zwracać uwagę? Zgodnie z oficjalnymi danymi GUS w lutym 2012 roku bezrobocie w Polsce wynosiło 13,5%, a średnia płaca osiągnęła 3568,32 zł brutto. Sądząc po tych wskaźnikach, sytuacja na rynku pracy w Polsce jest więc bardzo podobna do sytuacji na Słowacji. W obu przypadkach najłatwiej o pracę jest w stolicy i dużych miastach, a rozpiętości między najbogatszymi i najbiedniejszymi regionami są bardzo duże i z każdym rokiem się zwiększają. Najtrudniejsza sytuacja z pracą jest nie tylko w Polsce Wschodniej, ale także m.in. na Pomorzu Zachodnim i Środkowym. Ogólne wskaźniki bezrobocia i zarobków nie w pełni jednak oddają rzeczywistą sytuację. Wiele osób poszukujących pracy nie rejestruje się jako bezrobotni, ale pracuje na dorywczych umowach o dzieło i zleceniach, otrzymując wynagrodzenie poniżej pensji minimalnej. Nie brakuje też osób, które są od lat zarejestrowane w urzędach pracy, a przy tym pracują w tzw. szarej strefie lub utrzymują się z przemytu, zarabiając nierzadko więcej, niż osoby zatrudnione legalnie. Analizując wskaźniki średniej pensji, należy też wziąć pod uwagę fakt, że jest ona liczona tylko w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób i nie uwzględnia osób utrzymujących się np. z rolnictwa, wynajmu mieszkania czy praw autorskich, a także pracujących w urzędach czy małych firmach. Spoza oficjalnej statystyki wyjęci są też drobni przedsiębiorcy oraz osoby pracujące jako tzw. wolni strzelcy. Należy też bardzo ostrożnie podchodzić do obiegowej opinii, która głosi, że w Polsce jest dużo pracy dla inżynierów, a nie ma jej dla humanistów. Generalnie jest to oczywiście prawda, ale diabeł tkwi w szczegółach. Mianowicie pracę bez większych problemów znajdą inżynierowie określonych specjalności: informaty-

cy, programiści, absolwenci telekomunikacji, wydziałów mechanicznych czy automatyki. Warunkiem jest jednak doskonała znajomość języka angielskiego. Natomiast ogromne problemy z pracą mają inżynierowie z branż opartych na biologii i chemii, np. absolwenci technologii chemicznej, biotechnologii, ochrony środowiska czy towaroznawstwa. Bardzo przykre jest na przykład to, że praktycznie nie ma możliwości znalezienia pracy w charakterze laboranta w laboratorium chemicznym czy ochrony środowiska, mimo że każdego roku na polskich uczelniach kształci się setki tysięcy osób pod kątem takiej właśnie pracy. Podobnych przykładów, kiedy pięć lat ciężkich studiów okazuje się kompletnie nie mieć wartości z perspektywy rynku pracy, jest w Polsce niestety wiele. Szukając pracy na podstawie ogłoszeń umieszczonych na popularnych portalach, trzeba uważać, aby nie wpaść w liczne pułapki. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że ofert pracy z danej branży jest mnóstwo i prędzej czy później coś znajdziemy. W praktyce jednak zdecydowana większość z nich dotyczy sprzedaży – a przecież nie każdy nadaje się do handlu i chce pracować jako akwizytor lub przedstawiciel handlowy. Problemem jest też to, iż wiele ofert pracy tak naprawdę nie powinno znaleźć się w dziale „praca”, tylko „współpraca biznesowa” lub „dam zlecenie”. Warto na takie sprawy zwracać uwagę, bo często dopiero w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej kandydat dowiaduje się, że pracodawca nie szuka pracownika, tylko partnera biznesowego, który musi prowadzić działalność gospodarczą i np. sprzedawać na własny rachunek produkty ogłaszającej się firmy. Warto też uważać na tzw. oferty-widma: wiele korporacji tak naprawdę wcale nie szuka pracowników, a ogłoszenia o pracę traktuje jako sposób na bezpłatną reklamę wizerunkową firmy. Trzeba ponadto wiedzieć, że ogłoszenia o pracę umieszczają prawie wyłącznie wielkie korporacje. Jeżeli natomiast chcemy znaleźć pracę w małej polskiej firmie, organizacji pozarządowej lub urzędzie państwowym, musimy jej szuJAKUB ŁOGINOW kać w inny sposób. 27


Klub Polski Środkowe Poważe z okazji Zielonych Świątek organizuje w dniach 25 - 27 maja 2012 r.

jówka – potańcó a M w ka

tradycyjną imprezę połączoną z obchodami Dnia Dziecka Miejscem spotkania będzie Ośrodek Rekreacyjny

„Oliwa” - Trenčianska Teplá Organizatorzy zapewniają 2 noclegi, 6 posiłków oraz program kulturalny (wystąpi polski zespół gimnazjalny „CANTO”; mile widziane będą również występy dzieci polonijnych). Na miejscu można będzie skorzystać z jacuzzi, sauny, obiektów sportowych (koszykówka, siatkówka, piłka nożna, basen) oraz pomieszczeń klubowych. Warunkiem uczestnictwa w weekendowej imprezie jest przesłanie zgłoszenia oraz uiszczenie opłaty 5 euro od osoby. Zgłoszenia przyjmowane będą do wyczerpania wolnych miejsc. Przesłać je należy pod adresem e-mail prezesów regionalnych bądź pocztą pod adresem: POĽSKÝ KLUB Stredné Považie, Partizánska 151/3 018 41 Dubnica nad Váhom W zgłoszeniu należy podać: imię i nazwisko, datę urodzenia, miejsce zamieszkania, nr dowodu osobistego i kontakt. Bliższe informacje pod nr kom. +902 372 167 wieczorem pod nr 042 442 45 90, e-mail: klub.polski@nextra.sk Serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w imprezie. W imieniu KP Środkowe Poważe Zbigniew Podleśny

Klub Polski w Bratysławie zaprasza na zabawę pod hasłem:

„Majówka – potańcówka“, która odbędzie się 19 maja (sobota) o godz. 18.00 nad jeziorem Zlaté Piesky w „Bufecie na plaży”. Do tańca będzie grać i śpiewać znana i lubiana Wanda z zespołem z Wiednia. Na miejscu będzie można kupić napoje oraz coś do jedzenia. Uczestników majówki prosimy o kreacje nawiązujące do kwiatów i inne kwiatowe elementy. W programie przewidziane niespodzianki! Telefon do organizatorki przedsięwzięcia: Kasia – 0903455664

W

Y

B

Ó

R

➨ BRATISLAVSKÝ MAJALES

5 maja, Bratysława, Plac Hviezdosława Koncert zespołu Čači Vorba na Scenie Europy podczas Bratysławskiej Majówki. ČAČI VORBA – polsko-ukraińska grupa, specjalizująca się w żywiołowej mieszance muzyki cygańskiej, karpackiej oraz bałkańskiej, okrzyknięta przez zachodnioeuropejskich krytyków mianem „jednego z najbardziej dynamicznych zespołów folkowych z Europy Wschodniej”. Zespół prezentuje akustyczną fuzję muzyki etnicznej, jazzu, nowoczesnej bałkańskiej muzyki weselnej, wykonywanej na tradycyjnych instrumentach akustycznych. ➨ THE OBSESSED – BEHIND

THE NUMBERS” 9 maja, Bratysława, Instytut Polski Prezentacja projektu multimedialnego, przedstawiającego efekty działalności Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego (z udziałem uczniów szkoły muzycznej w Krośnie) 28

Z

P

R

O

G

➨ KOLEKTYWIZACJA W KRAJACH EUROPY

ŚRODKOWO-WSCHODNIEJ 10 maja, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski Seminarium historyczne Instytut Pamięci Narodu (ÚPN) i Instytut Pamięci Narodowej – Oddział w Krakowie ➨ 8. FESTIWAL NOVÁ DRÁMA / NEW DRAMA

14-19 maja 2012 r., Bratysława W programie m.in. 14 maja, godz.12.30, 14.00 15.30, 17.00, 18.30, 20.00, Galleria Cvernovka Wstęp wyłącznie po dokonaniu rezerwacji! 9 REKONSTRUKCJA - Ad Spectatores, Wrocław, reż. Maciej Masztalski W piwnicy jednego z domów dokonano zbiorowego zabójstwa. Dziewięć osób, zamordowanych przez nieznanego szaleńca, zostało po śmierci ułożonych w przedziwną konfigurację, jakby do pamiątkowej fotografii. Spektakl każdorazowo może obejrzeć tylko 9 widzów. Fabularny schemat przedstawienia oparty jest na analizie miejsca zbrodni przez oficerów śledczych. Spektakl nie jest oparty na interakcji! Widz pozostaje biernym obserwatorem działań, mimo to znajduje się w ich centrum.

R

A

M

U

I

N

S

14 maja, godz. 16.30, Instytut Polski Otwarcie wystawy „Zdjęcia teatralne” Bartołomieja Sowy w ramach projektu Focus Poľsko 15 maja, godz. 12.30, 14.00 15.30, 17.00, 18.30, 20.00, Galleria Cvernovka Wstęp wyłącznie po dokonaniu rezerwacji! 9 REKONSTRUKCJA - Ad Spectatores, Wrocław, reż. Maciej Masztalski 16 maja, godz. 10.00 i 19.00, Štúdio 12 Ingmar Villqist, Taka fajna dziewczyna jak ty, Mestské divadlo, Žilina, reż. Adriana Totiková Sztuka Villqista, polskiego dramatopisarza, historyka sztuki, reżysera i pedagoga to fragment historii mieszkających razem w wynajętej kawalerce dwóch sióstr. Starsza siostra opiekuje się młodszą, zatajając przed nią sposób, w jaki zarabia na ich utrzymanie. Młodsza siostra, spędzając całe dnie i noce sama, ucieka w świat wyobraźni. Nieoczekiwanie jej imaginacje przybierają groźną i zaskakującą formę. 16 maja, godz. 12.30, 14.00 15.30, 17.00,18.30, 20.00, Galleria Cvernovka Wstęp wyłącznie po dokonaniu rezerwacji! 9 REKONSTRUKCJA - Ad Spectatores, Wrocław, reż. Maciej Masztalski MONITOR POLONIJNY

T


.

Konkurs rysunkowy dla dzieci i młodziezy Redakcja „Monitora Polonijnego” ogłasza konkurs, adresowany do dzieci i młodzieży, pod hasłem „Morze Bałtyckie i jego skarby“. Mile widziane będą też slogany reklamowe w języku polskim! Prace konkursowe prosimy przesyłać pod adresem redakcji naszego pisma do 20 czerwca br. pocztą tradycyjną lub elektroniczną.

Y

T

U

T

U

16 maja, godz. 22.00, KC Dunaj Współczesny dramat polski Prezentacja antologii współczesnych spektakli teatralnych, wydanej przez słowacki Instytut Teatralny. 17 maja, godz. 11.00, Štúdio 12 BIAŁA i CZERWONA Obraz współczesnego dramatu polskiego, reż. Adriana Totiková Inscenizowane czytanie współczesnych dramatów polskich 17 maja, godz. 19.00, MDPOH Dorota Masłowska, Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku - Divadlo Andreja Bagara w Nitrze, reż. Júlia Rázusová Sztuka Doroty Masłowskiej opowiada o parze młodych ludzi z Warszawy, którzy po hucznej imprezie i narkotykowych eksperymentach wyruszają w podróż po Polsce, udając Rumunów. MAJ 2012

P

KONDOLENCJE Głębokie wyrazy współczucia składamy rodzinie Slezaków z powodu śmierci pani Anny Slezák z martina, która odeszła 21 marca 2012 r. Przyjaciele z Klubu Polskiego V mene celej rodiny Slezákovej z martina chcel by som poďakovať pani Zacharovej, celému Poľskému klubu z martina a všetkým zamestnancom bývalým aj terajším z Ambasády Poľskej republiky za každú pomoc počas minulých rokov. Všetci ste dokázali pomôcť našej rodine z lásky. Ďakujem tiež členom Poľského klubu z martina, ktorí 24.3.2012 odprevadili našu milovanú mamku na poslednej ceste a vyjadrili nám úprimnú sústrasť. V mene detí pani Anny Slezák syn František Slezák

Wyniki konkursu zostaną ogłoszone w lipcowym numerze „Monitora”. Wyłonieni przez specjalne jury autorzy najlepszych prac otrzymają nagrody, zaś wszyscy uczestnicy upominki

O

L

S

K

18 maja, godz. 11.00, Štúdio 12 Śniadanie z dramatem polskim Wykład przy kawie teatrolog Justyny Jaworskiej na temat współczesnych polskich twórców dramatów i spektakli teatralnych 19 maja, godz. 16.30, Instytut Polski Polish Theory Event Warsztaty teatralne w ramach projektu Focus Poľsko – wykład znanego duetu reżyserskiego – Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego, połączony z prezentacją ich twórczości 19 maja, godz. 19.00, MDPOH Uroczyste wręczenie nagród festiwalowych i spektakl teatralny: Tadeusz Słobodzianek, NASZA KLASA - Teatr na Woli, Warszawa, reż. Ondrej Spišák Niezwykła historia uczniów jednej klasy, oparta na prawdziwych wydarzeniach w Polsce XX w. Najlepszy spektakl roku!

I

E

G

O

-

M

A

J

➨ SPORT I PIŁKA NOŻNA W EUROPIE ŚRODKOWEJ

15 maja, godz. 17.00, Bratysława, Węgierski Instytut Kultury Dyskusja w ramach cyklu spotkań panelowych pod nazwą Salon Wyszehradzki z udziałem Tomasza Jagodzińskiego, dyrektora Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie, który mówić będzie o roli piłki nożnej we współczesnym świecie. Majowe spotkanie utrzymane będzie w atmosferze zbliżających się piłkarskich Mistrzostw Europy w Polsce i na Ukrainie oraz Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Tomasz Jagodziński pracował jako dziennikarz sportowy. W 1991 jako kandydat niezależny uzyskał mandat senatora. Pełnił funkcję rzecznika prasowego Polskiego Związku Piłki Nożnej. W 2008 został kandydatem na stanowisko prezesa zarządu PZPN, ale zrezygnował z ubiegania się o tę funkcję. Jest autorem wydanej w 1993r. książki „Cwaniaczku, nie podskakuj” poświęconej aferom w polskiej piłce nożnej. Pełni stanowisko dyrektora Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie, jest też członkiem rady nadzorczej GKS Bełchatów SSA. ➨ NOC LITERATURY

16 maja, Bratysława, Koszyce, Żylina, Preszów i inne miasta na Słowacji • Promocja literatur krajów UE, prezentacja twórczości Sylwii Chutnik. • Sylwia Chutnik - kulturoznawczyni, dziennikarka, absolwentka Gender Studies na UW. Prezeska Fundacji MaMa działającej na rzecz poprawy sytuacji matek w Polsce. Jej książka „Kieszonkowy atlas kobiet“ (2008, Ha!Art), była w 2009 r. nominowana do nagrody Nike, w tym samym roku Sylwia Chutnik otrzymała Społecznego Nobla. Jest stałą felietonistką „Polityki“, „Pani“ i „GAGA“. 29


W kraju Marqueza, czyli życie po kolumbijsku CZĘŚĆ DRUGA

poprzednim numerze „Monitora“ przedstawiliśmy pierwsze kroki naszej rodaczki w Bogocie i jej spostrzeżenia, dotyczące mentalności Kolumbijczyków.

W

W tym numerze prezentujemy dalszy ciąg jej obserwacji z zakresu różnic między życiem w Polsce a kraju Marqueza, a także widzianą jej oczyma lokalną Polonię i przemytników narkotyków, z którymi kojarzy nam się Ameryka Południowa. Dość oczywiste są różnice cen, obowiązujących w Polsce i w Kolumbii. Generalnie koszty utrzymania w obu krajach są porównywalne, ale wydatki rozkładają się nieco inaczej. To, co pozytywnie zaskakuje przyjezdnych, to bardzo niskie ceny niektórych usług. Taksówki to nie luksus, wizytę u fryzjera czy kosmetyczki możemy zafundować sobie za dosłownie kilka złotych. Portfela nie uszczupli też zatrudnienie gosposi. Z usług pomocy domowych korzystają tu niemal wszyscy, począwszy od niższej klasy średniej wzwyż. Dla Kolumbijczyków jest to często kwestia prestiżu społecznego, obcokrajowcy często decydują się na ich zatrudnienie, by nie wyjść na niegodziwców, niedających możliwości zarobku ludziom potrzebującym pracy. Nie wolno zapominać, że według statystyk niemal połowa ludności Kolumbii żyje w biedzie. 30

Pomoce domowe pracują wg dwóch schematów: albo mieszkają z daną rodziną, zajmując pokój dla służby, w który wyposażone są większe domy i mieszkania, albo przychodzą określoną ilość razy w tygodniu. Dzięki nim wielu Kolumbijczyków nie ma bladego pojęcia o takich rzeczach, jak gotowanie czy pranie. Przyznaję, że i my, początkowo niechętni zatrudnianiu pomocy domowej, później się do niej przekonaliśmy, To, co jest w Kolumbii drogie, to dobra oferowane najbogatszej części społeczeństwa, czyli na przykład bilety do teatru. Słono też trzeba zapłacić za produkty wysokiej jakości. Zastanawiające jest przy tym, dlaczego kojarzące się ze zbytkiem zabiegi kosmetyczne są tu takie tanie. Odpowiedź jest prosta – kult ciała jest w Kolumbii o wiele silniejszy niż w Polsce, usługi te są więc skierowane do wszystkich warstw społecznych. Wiele osób – wśród których są też i nieletni – decyduje się ponadto na operacje plastyczne. Popularnym prezentem dla dziewczynek na piętnaste urodziny, będące w Kolumbii symbolem przejścia w dorosłość, jest właśnie chirurgiczne poprawienie urody.

Życie w Kolumbii, aczkolwiek czasami przyprawiające o ból głowy, jest ciekawe, wygodne i – wbrew obiegowej opinii – tylko niewiele mniej bezpieczne niż w Europie. Dużo zmieniło się tu na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat i jeśli ktoś korzysta ze zdroworozsądkowych zasad, może być spokojny. Często poruszana przez szukające sensacji media kwestia przemytu narkotyków i Polaków, odbywających kary w kolumbijskich więzieniach, to nie żadna codzienność. Pojedyncze przypadki pojawiają się obecnie średnio raz na rok i zwykle nie dotyczą prawdziwych przemytników, lecz uniewinnianych później osób, którym narkotyki po prostu podrzucono. O wiele bardziej realnym problemem są tu wciąż bardzo powszechne drobne kradzieże. Mimo że w Kolumbii żyje się dobrze, to nie jest ona naszym domem i nigdy nie zdecydowalibyśmy się na spędzenie tu całego życia. Spotkałam jednak wielu rodaków, którzy są odmiennego zdania, a każdy z nich ma ku temu swoje własne powody. Duża część to kolejne, urodzone już w Kolumbii pokolenia, dla których to właśnie ten kraj jest

prawdziwym domem. Nowi, w ogromnej większości kobiety, nierzadko przyjeżdżają tak jak my, gnani ciekawością. Jeszcze inni są tu ze względu na kolumbijskiego partnera oraz łatwość wychowywania dzieci w tutejszych warunkach (gosposia, opiekunka, czasem i prywatny kierowca). Niektórzy, być może, trafiają tu, licząc na łagodniejszy klimat. No, ale tych nie spotka się w Bogocie. Położona na wysokości 2600 m n.p.m. stolica Kolumbii potrafi zaoferować cztery pory roku w jeden dzień i to na sposób kolumbijski, czyli bez zapowiedzi. Wychodzisz z domu – świeci słońce, temperatura 30 stopni. Pół godziny później tropikalna ulewa, niezależnie od tego, czy to pora sucha, czy mokra. Różnią się one bowiem tym, że podczas jednej pada średnio raz dziennie, podczas drugiej –niemal przez cały dzień. Deszcz potrafi zamienić się w grad, od którego bieleją trawniki. Potem znów nieznośne słońce. W nocy z kolei termometr może pokazać i 2 stopnie, choć zwykle słupek rtęci nie spada poniżej 10. Niezależnie od powyższego większość z około 3700 Polaków mieszkających w Kolumbii wybrało właśnie Bogotę. W różnym składzie spotykamy się przynajmniej raz w miesiącu przy okazji różnych świąt, na koncertach, przy kawie czy winie. Choć historie tutejszych Polaków są różne, trzymamy się razem i, co najważniejsze, możemy nawzajem na siebie liczyć. MAGDALENA PALUCHOWSKA KOLUMBIA MONITOR POLONIJNY


Ahalan! Witajcie w gorącym, pełnym piramid Egipcie! Egipt to państwo na północnym wschodzie Afryki. Mieszka w nim ponad 80 mln ludzi, posługujących się językiem arabskim. Jeśli jednak nie znacie arabskiego, to nie problem. W Egipcie mówi się również po angielsku i francusku.

E

Egipt jest jedną z najstarszych cywilizacji na świecie, której początki datuje się na 5000 lat p.n.e. Już starożytni Egipcjanie zadbali o to, by ich kultura została zapamiętana na długo. Pradawni władcy tego państwa, czyli faraonowie, chcąc pokazać swoją wielkość, kazali budować sobie ogromne grobowce, które nazywamy piramidami. Wiele z nich przetrwało do dziś. Najsłynniejsze zachowane piramidy znajdują się w Gizie. Były one miejscem spoczynku Chefrena, Cheopsa i Mykerinosa. Najwyższa z nich, piramida Cheopsa, ma niemal 150 metrów wysokości. Zbudowanie jej zajęło tysiącom niewolników niemal 20 lat! Egipcjanie są wielkimi fanami piłki nożnej. Ich drużyna narodowa wielokrotnie zdobywała puchar Afryki (ostatnio3 razy z rzędu!), jednak nie mają wielu osiągnięć w międzynarodowych rozgrywkach. Innym bardzo popularnym sportem jest w Egipcie squash, polegający na odbijaniu piłki specjalną rakietą o… ścianę. Zawodnicy starają się robić to tak, aby utrudnić odbicie przeciwnikowi.

Sowa i ptasie pióro mogą być literami! Wydaje się niesamowite? A jednak właśnie takie symbole tworzyły swoisty alfabet starożytnych Egipcjan. Pismo obrazkowe, którym się posługiwali, to hieroglify. Nazwa ta oznacza ‘święte znaki’. Tylko nieliczni umieli się nimi posługiwać. Kapłani zapisywali hieroglifami magiczne zaklęcia i modlitwy, aby zadowolić bogów i zapewnić państwu dobrobyt, dlatego te piękne litery zdobią ściany wszystkich starożytnych świątyń i budynków. Ich znaczenie odszyfrował dopiero w XIX wieku francuski egiptolog Francois Champolion.

Większość Egipcjan to muzułmanie, czyli wyznawcy Islamu. Ta religia zabrania kobietom m.in. odsłaniania rąk, nóg i włosów. Dlatego też Egipcjanki zakrywają swoje ciało specjalnymi strojami – burkami, symbolizującymi skromność.

Wielu z was na pewno jadło kiedyś kebab. To pyszne mięso z warzywami jest jednym z tradycyjnych dań egipskich. Do przygotowania kebabu używa się m.in. baraniny, wołowiny czy mięsa drobiowego, które podaje się z owczym serem i surówkami. Pycha! Egipcjanie mają również swój ulubiony deser. To chałwa, którą się często zajadają. Chałwę robi się z karmelu, bakalii oraz nasion maku lub sezamu. Ten przesłodki przysmak jest w Egipcie bardzo popularny! MAJ 2012

Egipt jest krajem suchym i pustynnym, zewsząd otoczonym piaskami. Życie tam byłoby niemożliwe, gdyby nie Nil, druga co do długości rzeka na świecie. Już w starożytności ludzie osiedlali się w pobliżu Nilu, gdzie mogli hodować rośliny i zwierzęta. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwali, kiedy rzeka wystąpi z brzegów, użyźni ziemię i w ten sposób zapewni dobre zbiory. Dlatego właśnie dla Egipcjan Nil jest rzeką świętą – jego wylewy świętuje się po dziś dzień.

Powiedz to po arabsku: Ahalan – Cześć Kaifa halok? – Jak się masz? Ma ismok? – Jak masz na imię?

OLA TULEJKO 31


…Dymem pachnącym kiełbasą i przyprawionym wcześniej mięskiem. No tak – maj to czas rozpoczynania ogródkowych biesiad przy grillu, radości z coraz cieplejszych wieczorów, gdy można zaprosić przyjaciół i raczyć się

pieczystym do woli. A że mięso lubi towarzystwo, dziś wykorzystamy przepis kulinarny Ivana Jariny z Marianki na papryki po bałkańsku.

papryki po bałkańsku Składniki

Sposób przyrządzania:

• 6 dużych papryk kapia, najlepiej 2 czerwone, 2 zielone i 2 żółte • 1 ząbek czosnku • oliwa z oliwek • sól • garstka parmezanu • natka pietruszki do ozdoby

Na suchej patelni opiekać papryki z każdej strony do momentu, gdy skórka zrobi się całkiem czarna. Można też przekrojone na połówki papryki pozbawić nasion i ułożyć skórką do góry na blaszce do pieczenia. Potem trzeba je skropić lekko oliwą i piec w piekarniku nagrzanym do 200 stopni, aż zrobią się niemalże czarne. Następnie papryki należy wyjąć z pieca i przełożyć do zamykanego woreczka lub innego hermetycznego

pojemnika. Po kilku minutach stamtąd wyjąć i obrać ze skórki nad głębszym naczyniem, by zachować spływający sok. Obrane papryki trzeba pokroić w 1,5-centymetrowe paseczki i wrzucić do miski z sokiem. Następnie zalać dwiema łyżkami oliwy, wymieszać ze zgniecionym czosnkiem, posolić. Na końcu posypać parmezanem i pietruszką, a potem wstawić do lodówki, by nabrały głębszego smaku.

Papryki po bałkańsku podajemy na zimno jako przystawkę. Pozbawienie papryk skórki powoduje, że danie przestaje być ciężkostrawne, co ma duże znaczenie podczas typowego majowego grillowania. Jedzenie na świeżym powietrzu to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy, wymyślonych przez człowieka. Zadbajmy, aby było apetyczne, kolorowe i pełne witamin, wtedy nawet snujący się po okolicy kiełbasiany dym stanie się weselszy. AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2012/05  
Monitor Polonijny 2012/05  
Advertisement