Page 1

Krzysztof Zanussi:

„O co w tym życiu chodzi?“

str. 6


Grażyna Auguścik & Bester Quartet w Bratysławie

Koncert odbył się w ramach bogatego programu na nowym miejscu w bratysławskiej Inchebie. W zeszłym roku w ramach tegoż festiwalu (jeszcze w starym PKO) wystąpiła Aga Zaryan, zaś w roku 2006 Anna Maria Jopek, która została nagrodzona oklaskami na stojąco! Grażyna Auguścik wprawdzie nie postawiła na nogi bratysławskiej publiczności, ale zaproponowała bardzo ciekawy koncert, złożony z utworów pochodzących z jej 14 albumów, które wydała jako wokalistka i  producentka. We wszystkich materiałach zapowiadających jej koncert na Słowacji, określana była mianem pierwszej damy world music jazzu, co też potwierdziła swoim występem w Bratysławie. Wokalistka od siedemnastu lat mieszka i  koncertuje w Chicago. Zadebiutowała pod koniec lat siedemdziesiątych. Pierwszy sukces odniosła, występując na festiwalu w Opolu. W roku 1981 zdobyła nagrodę na festiwalu piosenki studenckiej w Krakowie oraz na festiwalu jazzu tradycyjnego „Złota Tarka“ w Warszawie. W 1988 wyjecha2

ła do USA, gdzie występowała m.in. z Michałem Urbaniakiem i Urszulą Dudziak, a także z takimi muzykami, jak Jim Hall, Michael i Randy Brecker, Bobby Enriquez, Kurt Rosenwinkel, Terry Callier, John Medeski czy Patricia Barber. Kilkakrotnie – w latach 2002, 2003, 2004 i 2006 – Jazz Forum Magazine uznawał ją za najlepszą wokalistkę jazzową. Godne uwagi jest też to, że siedem z jej czternastu albumów znalazło się na pierwszych miejscach amerykańskich i kanadyjskich list przebojów! Na tegorocznych „jazzakach” Auguścik wystąpiła z grupą Bester Quartet, która jeszcze przed pięcioma laty występowała jako The Cracow Klezmer Band. W Bratysławie

grupa ta zagrała pierwszy utwór bez solistki, dzięki czemu przygotowała jej świetną atmosferę na sali. Auguścik stopniowo zyskiwała akceptację publiczności, zapewne też dzięki znakomitej współpracy z akordeonistą Jarosławem Besterem i skrzypkiem Jarosławem Tyralą, którym na kontrabasie towarzyszył młody i utalentowany Mikołaj Pospieszalski, a na perkusji, klarnecie i akordeonie Oleg Dyyak. W polskojęzycznych, jazzowych interpretacjach utworów Chopina piosenkarka była po prostu świetna! Słowackiej publiczności podobała się jednak najbardziej w improwizacjach jazzowych, czym zasłużyła sobie na jeden, mam nadzieję nie tylko grzecznościowy, bis. Mnie jednak nie podobała się jej kokieteria wobec publiczności, którą chwaliła już po pierwszych oklaskach, jak również brak jej kontaktu wzrokowego z widzami podczas całego koncertu, co sprawiało wrażenia, jakby artystka miała próbę w jakimś chicagowskim klubie, a nie koncert w ramach prestiżowego festiwalu jazzowego! Mam nadzieję, że główny organizator Bratysławskich Dni Jazzu – Peter Lipa, który prawdopodobnie jest ukrytym polonofilem, także w przyszłym roku zaprosi jakąś wielką gwiazdę polskiego jazzu! ANNA MARIA JARINA ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Na

tegorocznej, trzydziestej siódmej edycji festiwalu Bratysławskie Dni Jazzu (21-23 października) wystąpiła Polka Grażyna Auguścik z krakowskim Bester Quartetem.

MONITOR POLONIJNY


„Skąd pani Danusia czerpie wiedzę? Jej artykuły są takie ciekawe!“ – mówił jakiś czas temu podczas rozmowy ze mną pewien czytelnik, podziwiając rubrykę „To warto wiedzieć“, autorstwa Danuty Meyzy-Marušiak. Z kolei pewien nasz współpracownik, chcąc uatrakcyjnić stronę internetową słowackiej Polonii (www.polonia.sk), zasugerował, by publikowane na łamach „Monitora“ artykuły, dotyczące historii Słowacji, których autorem jest ambasador Andrzej Krawczyk, zamieszczać w sieci, ponieważ na pewno przyciągną wielu czytelników! Przykłady pochwał dla pracy naszego zespołu redakcyjnego można mnożyć. Niewątpliwym atutem „Monitora“ jest to, że publikowane na jego łamach artykuły są pisane specjalnie z myślą o jego czytelnikach – Polakach mieszkających na Słowacji (i w innych krajach) oraz Słowakach, których interesuje polska kultura i życie Polonii. To oczywiście ogromna zasługa samych piszących. Weźmy na przykład rubrykę „Okienko językowe“, którą co miesiąc przygotowuje Majka Nowakowska, z olbrzymim wyczuciem opisująca problemy językowe naszych rodaków na Słowacji w zderzeniu z tym, czym żyje przeciętny Polak w Polsce! Z kolei wszystkie recenzje płyt, filmów (to zasługa Kasi Pieniądz) czy książek (o tych pisze Danuta MeyzaMarušiak) są opracowywane po uprzednim bezpośrednim zapoznaniu się z nimi. Relacje z imprez kulturalnych przekazują Państwu nasi korespondenci, którzy czasami przemierzają setki kilometrów, by być w centrum wydarzeń – tak było np. w przypadku sprawozdań z festiwalów muzycznych z polskiego Wybrzeża, o których pisała nasza współpracowniczka z Koszyc Ula Szabados po tym, jak wzięła w nich udział. Ktoś mógłby powiedzieć, że to przecież normalne. Tak, powinno to być normalne, ale – niech mi Państwo wierzą – w dobie Internetu niektóre redakcje idą na skróty i korzystają z zamieszczanych w sieci „gotowców”. My jednak, zanim o czymś napiszemy, do czegoś zachęcimy, wolimy się przekonać osobiście, czy warto. Nie będę tu analizować szczegółowo każdej rubryki, każdego artykułu naszego pisma, by Państwu to udowodnić, gdyż mogą Państwo to zrobić sami, zagłębiając się w lekturze kolejnego numeru „Monitora Polonijnego, do czego zachęcam.

P.S. Wszystkim Państwu, którzy przesłali nam gratulacje z okazji otrzymania przez nasze pismo nagród podczas Światowego Forum Mediów Polonijnych, serdecznie dziękujemy.

Ojczyzna polszczyzna, czyli język polski na piątkę Z KRAJU WYWIAD MIESIĄCA Krzysztof Zanussi: „O co w tym życiu chodzi?“ Z NASZEGO PODWÓRKA Nie od razu Kraków zbudowano W ciemności słowa POLAK POTRAFI Ceniona, nagradzana i... nielegalna Listopadowe spotkania KINO-OKO O babach nocne Polaków rozmowy CZUŁYM UCHEM Jak królik z kapelusza ZWIERZENIA PODNIEBIENIA O oczach Messiny, głosie Simone i wieczorze pełnym kulinarnych niespodzianek WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Jak powstał pierwszy słowacki program polityczny 110 kobiet w nowym Sejmie RP Zwycięstwo PO, porażka lewicy TO WARTO WIEDZIEĆ „Nie!” obojętności wobec przemocy BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Nagroda Literacka „Nike” wręczona SPORT?! Czas zadumy Słowacja egzotyczna – oczami gości z Australii OKIENKO JĘZYKOWE Regulamin Dyktanda Polonijnego OGŁOSZENIA ROZSIANI PO ŚWIECIE Marzenia się spełniają... (cz. II) MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI O tych, co wakacje zaczynają w styczniu, czyli witajcie w Brazylii :-) PIEKARNIK Tajemniczy macabulon

4 4

6 9 12 12 13 14 15 16

17

17 18 18 20 22 24 26 28 29 30

31 32

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E Ľ OV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a - B a r i c o v á , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , K a t a r z y n a P i e n i ą d z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – Ur szula Zomer ska-Szabados • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO V Á Ú P R AVA V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s ka , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S t e h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka , 9 3 0 41 K v e to s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p o l o n i j ny @ g m a i l . c o m P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky Dofinansowano ze środków Senatu RP dzięki pomocy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie“

www.polonia.sk LISTOPAD 2011

3


Ojczyzna polszczyzna, czyli język polski na piątkę zy umiesz, Rodaku, poprawnie mówić po polsku? Pytanie być może dziwne, ale jeśli zastanowimy się dłużej, każdy z nas zapewne przypomni sobie koszmar dyktand i klasówek z języka polskiego, kiedy to rozmaite „gżegżółki” i „kszyki” przyprawiały nas o rozterki i straszyły dwóją.

C

Bo poprawnie mówić oznacza też poprawnie pisać, a w przypadku polszczyzny ortografia aż roi się od pułapek i wyjątków. Kultura języka jest jednak sprawą niezmiernie ważną. Być może nie myślimy o niej na co dzień, ale wystarczy, że włączymy telewizor i posłuchamy chwilę jakiegokolwiek programu, by od razu zacząć wyłapywać cudze potknięcia i błędy. Śmiejemy się z okropnej polszczyzny

PRZEZ DWA DNI, 29-30 września, 32 delegacje państw członkowskich Unii Europejskiej i krajów partnerskich oraz przedstawiciele najważniejszych instytucji UE obradowali w Warszawie nad przyszłością Partnerstwa Wschodniego, a przy okazji podsumowali dwa lata jego funkcjonowania. Spotkanie w Warszawie zakończyło się przyjęciem wspólnej deklaracji, która daje czytelny sygnał wszystkim sześciu państwom partnerskim, że Unia Europejska jest gotowa im pomagać, rozmawiać o ich europejskich aspiracjach i o formach ściślejszej integracji. Uczestnicy szczytu zgodzili się, że wzmocnienie Partnerstwa Wschodniego – łącznie ze zwiększeniem jego finansowania jest koniecznością także teraz, gdy Unia zmaga się z kryzysem gospodarczym i jest zaangażowana w budowę nowej strategii dla państw Południa. 4

naszych posłów, z ich niestarannej, przesyconej regionalizmami wymowy, sami jednakże nie zwracamy uwagi na tym, w jaki sposób używamy języka. A to błąd. By promować kulturę języka polskiego stworzono konkurs o tytuł Mistrza Polskiej Ortografii. Formułę Ogólnopolskiego Dyktanda wymyśliła w 1987 roku Krystyna Bochenek. Miłośnicy poprawnego pisania spoty-

DZIEWIĄTEGO PAŹDZIERNIKA odbyły się wybory do Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej. Do parlamentu weszły: Platforma Obywatelska (39,18% głosów), Prawo i Sprawiedliwość (29,89%), Ruch Palikota (10,02%), Polskie Stronnictwo Ludowe (8,36%) i Sojusz Lewicy Demokratycznej (8,24%). Dwa mandaty przypadły też Mniejszości Niemieckiej, która uzyskała 0,19 % głosów. Do Sejmu nie weszły partie: Polska Jest Najważniejsza (2,19%), Kongres Nowej Prawicy (1,06%), Polska Partia Pracy (0,55%), Prawica Rzeczypospolitej (0,24%), Samoobrona (0,07%). W skali kraju oddano 14 369 503 głosy ważne. PLATFORMA OBYWATELSKA w wyborach 9 października odniosła historyczne zwycięstwo – jest pierwszą partią po roku 1989, która po raz drugi z rzędu wygrała wybory. W SENACIE ZASIĄDZIE 63 senatorów z PO, 31 z PiS, 2 reprezentantów będzie miał PSL, 1 inicjatywa Obywatele do Senatu, będzie też 3 senatorów niezależnych – takie wyniki podała Państwowa Komisja Wyborcza 11 października. Senato-

kają się na Śląsku, w Katowicach. Teksty dyktand wymyślają najwybitniejsi polscy językoznawcy, którzy później, już jako jurorzy, oceniają prace uczestników konkursu. Na czele jury od początku stoi prof. Walery Pisarek, honorowy przewodniczący Rady Języka Polskiego przy Polskiej Akademii Nauk. Towarzyszą mu prof. Irena Klemensiewicz-Bajerowa, prof. Danuta Jodłowska-Wesołowska, prof. Jerzy Bralczyk i wielu innych. Ogólnopolskie Dyktando zostało przez Polaków przyjęte tak dobrze, że od roku 1993 do wzięcia udziału w konkursie zapraszani są goście specjalni – artyści, dziennikarze, politycy, sportowcy, prezydenci miast. Bardzo dobrą znajomością ortografii

rowie niezależni to: Włodzimierz Cimoszewicz, Kazimierz Kutz oraz Marek Borowski. Inicjatywę Obywatele do Senatu reprezentuje wiceprezydent Wrocławia Jarosław Obremski. WŚRÓD 460 POSŁÓW nowej kadencji 130 to osoby, które nigdy wcześniej nie zasiadały w ławach poselskich. Nowicjusze na Wiejskiej tremy jednak w większości nie mają – liczą m.in. na swoje doświadczenia samorządowe. W liczącym 207 osób klubie PO nowych posłów jest 46, w klubie PiS, złożonym z 157 posłów, nowicjuszy jest 35. Po pięciu zupełnie nowych parlamentarzystów mają liczący 27 posłów klub SLD, a także PSL, które wprowadziło do sejmu 28 osób. Zupełnie wyjątkowy pod tym względem jest 40-osobowy klub Ruchu Palikota, którego wszyscy członkowie – oprócz samego Janusza Palikota – są parlamentarnymi nowicjuszami. W NOWO WYBRANYM SEJMIE, według danych PKW z 12 października, najliczniejszą grupę zawodową stanowią nauczyciele i wykładowcy akademiccy – jest ich 72. Niektóre profesje reprezentują poje-

dynczy posłowie; „emerytem“ określił siebie tylko znany jako „agent Tomek“ Tomasz Kaczmarek (PiS). Posłowie Ruchu Palikota to w większości przedsiębiorcy. W klubie poselskim tej partii znaleźli się też: pierwsza w historii polskiego parlamentu osoba transseksualna, czyli Anna Grodzka, walczący o prawa gejów Robert Biedroń, b. ksiądz i redaktor naczelny antyklerykalnego tygodnika „Fakty i Mity“ Roman Kotliński, szefowa Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny Wanda Nowicka. Po pierwszych wyborach, w których obowiązywały parytety, w Sejmie zasiądzie 23% posłanek, czyli o 3% więcej niż w poprzedniej kadencji. Pojawi się w nim także kolejny czarnoskóry poseł – Killion Munyama (PO). PREZYDENT BRONISŁAW KOMOROWSKI spotkał się 19 października w Pałacu Prezydenckim z premierem Donaldem Tuskiem i wicepremierem, a jednocześnie prezesem PSL Waldemarem Pawlakiem. Spotkanie dotyczyło tworzenia koalicji rządowej i głównych propozycji programowych na nową kadencję. Szefowa prezydenckiego biura prasowego Joanna Trzaska-Wieczorek MONITOR POLONIJNY


może się więc pochwalić na przykład Marek Borowski, Grzegorz Turnau czy Renata Dancewicz. Aby zainteresować kulturą języka polskiego Polaków mieszkających poza krajem, wypromowano Dyktando między innymi we Francji, Austrii, Szwecji, na Litwie i Białorusi. Wkrótce do konkursu o miano Mistrza Polskiej Ortografii za Granicą dołączy Polonia z innych krajów. To fantastyczny pomysł, bo z dala od ojczyzny, gdy znikają polskie źródła informacji,

sąsiedzi i znajomi od plotek, język polski szybko zaczyna mieszać się z językiem nowego miejsca zamieszkania. Wymowa i pisownia stają się nierzadko niepoprawne, a często nie ma nikogo, kto by nam zwrócił na to uwagę. Aby uatrakcyjnić formułę Ogólnopolskiego Dyktanda, w ubiegłym roku z okazji Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego odbyło się w Katowicach Dyktando Mistrzów, na które przyjechali wszyscy laureaci poprzednich edycji Dyktanda. Wygrał pan Robert Bil, redaktor z Poznania, dwukrotny wicemistrz z 1996 i 1999 roku. Ortograficzne potyczki spodobały się tak bardzo, że jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać inne konkursy związane z poprawną polszczyzną. Organizuje się je na uczelniach i w szkołach, by od najmłodszych lat uświadamiać dzie-

poinformowała, że Komorowski rozmawiał z Tuskiem m.in. o stojących przed nowym rządem wyzwaniach.

polskiego postępowania dotyczącego smoleńskiej katastrofy. Wcześniej jego zakończenie było ustalone na 10 października.

W DNIU 8 LISTOPADA rozpocznie się formalnie VII kadencja Sejmu i VIII Senatu – na pierwszych posiedzeniach zbiorą się bowiem obie izby parlamentu. Tego dnia izby wybiorą swoich marszałków i ich zastępców, nowi parlamentarzyści złożą ślubowanie, a premier Donald Tusk poda swój stary rząd do dymisji. Pierwsze posiedzenie Senatu otworzy prezydent Bronisław Komorowski, który – zgodnie z regulaminem izby – na przewodniczącego posiedzenia powoła najstarszego wiekiem senatora. Prezydent zapowiedział, że będzie to Kazimierz Kutz. Także pierwsze posiedzenie Sejmu otworzy marszałek senior, ale nie wiadomo jeszcze, kto nim będzie.

RUCH PALIKOTA przygotował wniosek do marszałka Sejmu „o wydanie zarządzenia nakazującego usunięcie krzyża łacińskiego, znajdującego się w sali posiedzeń Sejmu RP“. Media poinformowały o tym 17 października. We wniosku napisano, że krzyż w sali obrad Sejmu został umieszczony niezgodnie z prawem. Wnioskodawcy podkreślają, że obecność symbolu religijnego w takim miejscu jest niezgodna m.in. z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, Konwencją o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności oraz zapisami Konkordatu między Stolicą Apostolską a Rzeczpospolitą Polską.

ŚLEDZTWO W SPRAWIE katastrofy smoleńskiej prowadzone przez warszawską wojskową prokuraturę okręgową zostało przedłużone o kolejne sześć miesięcy, do 10 kwietnia 2012 r. – poinformowała 7 października Naczelna Prokuratura Wojskowa. Jest to już kolejne przedłużenie LISTOPAD 2011

W CIĄGU NAJBLIŻSZEGO miesiąca odbędą się wybory szefów okręgów PiS. W listopadzie ma się zebrać Rada Polityczna, która zajmie się m.in. podsumowaniem wyborów. Najprawdopodobniej Rada dokona też zmian personalnych w kierownictwie partii – m.in. na stanowiskach wiceprezesów. W 2011 ro-

ciom i młodzieży, jak ważne jest poprawne używanie języka. Z dumą dodam, że w ubiegłym roku moja córka Halszka w ogólnopolskim konkursie „Z poprawną polszczyzną na co dzień” zdobyła wyróżnienie i już szykuje się do następnej edycji, by tym razem powalczyć o mistrzostwo. Naprawdę ważne jest to, jak mówimy i piszemy. Człowiek mówiący poprawnie zawsze będzie postrzegany inaczej, z szacunkiem i podziwem. Popełnianie szkolnych błędów językowych przez osoby dorosłe jest po prostu ujmą. Pomyślcie o tym i odważcie się sprawdzić własne umiejętności, gdy nadarzy się ku temu okazja. Dyktando to przede wszystkim dobra zabawa, ale też okazja do sprawdzenia siebie i zdobycia wiedzy poprzez własne doświadczenia, a te – jak wiadomo – są bezcenne. AGATA BEDNARCZYK

ku upływa kadencja władz regionalnych PiS. Do wiosny członkowie partii mieli wybrać zarządy okręgów, w tym ich szefów, ale kierownictwo partii, chcąc uniknąć konfliktów, przełożyło ich wybór na czas po wyborach parlamentarnych. W AFGANISTANIE ZGINĄŁ kolejny polski żołnierz. W pobliżu bazy Giro w ataku na polski patrol śmierć poniósł st. szer. Mariusz Deptuła. Miał 28 lat. Drugi polski żołnierz został ciężko ranny. Do ataku doszło 23 października we wschodniej części prowincji Ghazni. Jak podało Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych, w trakcie patrolu wykonywanego przez żołnierzy Zgrupowania Bojowego „Bravo“ pod rosomakiem eksplodował improwizowany ładunek wybuchowy. NA PROMENADZIE pomiędzy budynkami Parlamentu Europejskiego 2 października na stalowej konstrukcji została zainstalowana 12-metrowa tęcza ze sztucznych kwiatów, autorstwa Julity Wójcik. „Tęcza“ to jeden z elementów programu kulturalnego polskiej prezydencji, realizowanego przez Instytut Polski w Brukseli oraz Instytut

Adama Mickiewicza. Na sześć miesięcy prezydencji zaplanowano w Belgii blisko 60 projektów artystycznych. DNIA 17 PAŹDZIERNIKA w Opolu rozpoczął się XXV Ogólnopolski Festiwal Teatrów Lalek. W programie znalazło się 11 przedstawień, wybranych z repertuaru polskich teatrów lalkowych z ostatnich dwóch lat. Festiwal jest elementem oficjalnego programu kulturalnego polskiej prezydencji. FILM „RÓŻA“ Wojciecha Smarzowskiego został laureatem Grand Prix XXVII Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Nagrodę za najlepszą reżyserię otrzymał Argentyńczyk Santiago Amigorena za film „Inna cisza“, a nagrodę dla najlepszego aktora Robert Więckiewicz. Nazwiska laureatów festiwalu ogłoszono 15 października w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. „Róża“ opowiada historię żołnierza Armii Krajowej, który latem 1945 roku podczas tułaczki po Mazurach trafia do domu wdowy po niemieckim żołnierzu. W rolach głównych wystąpili Marcin Dorociński i Agata Kulesza ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


Krzysztof Zanussi: „O co w tym życiu chodzi?“ Spotkaliśmy się pięć lat temu w Bratysławie podczas premiery Pańskiego filmu „Persona non grata“, który pokazuje polską dyplomację. Sporo się wydarzyło na polskiej scenie politycznej od tamtego czasu. Gdyby dzisiaj Pan kręcił ten film, byłby on inny? Nigdy sobie takiego pytania nie stawiam. Każda rzecz ma swój czas – muszę pozostawić rzeczy minione i realizować następne. Tamten film próbował odnotować rocznicę „Solidarności“, odchodzące pokolenie, które było moim pokoleniem. To pokolenie przeszło przemianę i odchodzi zgorzkniałe, ponieważ nasze największe marzenia nie zostały spełnione. Zawsze mówię, że nie o taką Polskę walczyliśmy, tylko o trochę lepszą. Ale ta, co jest, też jest nie najgorsza. Nie mam w zwyczaju narzekać. Uważam, że nie powinniśmy przesadzać w naszym negatywizmie. Wielu idealistów z dawnych lat w tej chwili jest rozczarowanych, zgorzkniałych, odsuniętych na boczne tory. To pytanie miało być pretekstem do tego, by porozmawiać o tym, co się wydarzyło w dyplomacji, a konkretnie w stosunkach polsko-rosyjskich, które często są opisywane przez pryzmat ludobójstwa w Katyniu, a ostatnio przez tragedię lotniczą pod Smoleńskiem. Kilka lat temu nie przyjął Pan propozycji, by zostać ambasadorem Polski w Moskwie. Nigdy nie pomyślał Pan sobie, że, gdyby Pan podjął inną decyzję, być może sprawy potoczyłyby się inaczej? Nie, nie sądzę, bo to nie osobowość ambasadora decyduje o tym, jak się toczy polityka. Historia potwierdziła, że nie było szans, żebym cokolwiek osiągnął w dyplomacji

nakomity polski reżyser Krzysztof Zanussi, którego gościliśmy na łamach „Monitora“ pięć lat temu, w październiku ponownie odwiedził Bratysławę. Pytany o najważniejsze osiągnięcia w życiu wymienił stos celuloidów: „Mój ojciec kpił ze mnie, że trzeba budować z cementu i cegieł, a nie z tej łatwopalnej materii“. W rozmowie dla czytelników naszego pisma opowiada o planach filmowych i swoim stosunku do Rosji i Słowacji. Ocenia też polską scenę polityczną.

Z

między Warszawą a Moskwą. Taki był wtedy rozkład kart dyplomatycznych. I po polskiej, i po rosyjskiej stronie. Nie było ani chęci, ani potrzeby zakopania wojennego toporka. A teraz jest inaczej? W tej chwili ten toporek został troszkę zasypany. Moim zdaniem na szczęście, bo Rosja potrzebuje nas w Europie. Cały rozdział w historii Rosji jest ogromnie złożony i trudny i o tym można by dużo rozmawiać. Mimo że nie zostałem ambasadorem, to jednak właśnie dlatego mam z Rosją szersze kontakty. Mam kontakt z jej elitami politycznymi. Niedawno, bo niecały rok temu, prezydent Miedwiediew razem z prezydentem Komorowskim otwierał w Polsce nasze Polsko-Rosyjskie Forum Dialogu Obywatelskiego, którego zostałem współprzewodniczącym (drugi współprzewodniczący to były ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce Leonid Drawczewski – przyp. od red.). Miałem takie samo pole do działania, jakie ma ambasador, ale ja mam tę wolność, że nie jestem zobowiązany do reprezentowania polskiego rządu, lecz reprezentuję polską rację stanu tak, jak to rozumiem najlepiej.

„Ja mam tę wolność, że nie jestem zobowiązany do reprezentowania polskiego rządu, lecz reprezentuję polską rację stanu tak, jak to rozumiem najlepiej“. 6

Do Bratysławy został Pan zaproszony między innymi jako uczestnik debaty o Rosji, czyli jako ekspert od spraw rosyjskich. Muszę to zdementować (śmiech). Nie czuje się Pan ekspertem? Nie wiem, jak się czują eksperci. Wiem, że trzeba być bardzo ostrożnym w szafowaniu takimi tytułami. Rosja to jest niezmiernie skomplikowane zjawisko, ja coś bardzo powierzchownie o Rosji wiem, ale w żadnym wypadku nie mogę się uważać za eksperta. Skąd zainteresowanie tym krajem? Ma Pan rosyjskie pochodzenie? Nie. Moja dobra relacja z Rosją wynika z faktu, że Rosja jest mi najgłębiej obca. Jestem z pochodzenia Włochem i moje zachodnie myślenie bardzo do Rosji nie przystaje. Rosję traktuję z takim samym zdziwieniem jak Rumunię czy Koreę, z której właśnie wracam. I w ten sposób jest mi może o wiele łatwiej, bo wielu Polaków odczuwa dużo większą bliskość mentalną z Rosjanami, a wtedy zwykle są w konflikcie rodzinnym właśnie z Rosją. Ale zaprasza Pan rosyjskich artystów do współpracy przy filmach, które Pan reżyseruje… Tak, oczywiście, ale z całym poczuciem odmienności tego, co nas dzieli, tego, co dzieli Europę bizantyjską od Europy łacińskiej. Jeżeli podczas wykładu na temat MONITOR POLONIJNY


Rosji mogę cokolwiek powiedzieć, to właśnie na temat takiego podziału, bo o tym mam trochę pojęcia.

„Moja dobra relacja z Rosją wynika z faktu, że Rosja jest mi najgłębiej obca”.

Czy to wydarzenie może być tematem filmu? Jakiś mój kolega o tym wspominał, ale to jego sprawa. Według mnie opisywanie fabularne zdarzeń, których finał jest wszystkim znany, jest przedsięwzięciem ryzykownym. Powstały filmy o 11 września, gdzie wszyscy wiedzieliśmy, co się wydarzy, ale to było rozpisa-

ne na szereg ludzkich losów. Nie wiem, o czym by należało opowiadać przy okazji tej katastrofy. Czy miałby to być film publicystyczny? Polemiczny? Może martyrologiczny? Nie mam na to pomysłu, dlatego tym się nie zajmuję. A nad czym Pan pracuje? Właśnie się zabieram do filmu o kobietach. Powiem to pani w ten sposób, ponieważ to się dobrze sprzedaje marketingowo: chcę zrobić film w obronie kobiet przed feministkami. W obronie kobiet przed feministkami? Tak. I od razu z całym przekonaniem dodaję drugie zdanie (a to jest mój pomysł retoryczny): feminizm, według mnie, jest jak cholesterol – dobry i zły. Chciałbym bronić kobiety przed tym złym. W Polsce feminizm jest spóźniony. Obserwuję losy kobiet, które uwierzyły, że w walce o karierę, w pazerności na władzę, pieniądze mają być jeszcze gorsze od mężczyzn. Ten feminizm walczy o zrównanie szans nie w prawach, co jest słuszne, ale w bestialstwie. Na szczęście kobiety są na to mniej podatne, ale kobiety biznesu czy władzy czasem mogą budzić grozę.

KRZYSZTOF ZANUSSI – polski reżyser i scenarzysta filmowy. Nakręcił filmy zaliczane m.in. do nurtu kina moralnego niepokoju. Jego filmografię otwiera obraz „Struktura kryształu“ z 1969 roku. Kolejne to m.in. „Życie rodzinne“, „Iluminacja“, „Barwy ochronne“, „Spirala“, „Kontakt“, „Constans“, „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową“, „Suplement“, „Persona non grata“, „Serce na dłoni “, „Rewizyta“.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Tragiczne wydarzenia z ubiegłego roku nas połączyły czy podzieliły? Przy całym niedostatku zaufania do wszelkich informacji zakładam, że to, co wiemy o tym wypadku, jest w istocie swojej prawdziwe. Nie przewiduję, żeby tam było jeszcze jakieś następne dno. I to mnie stawia w aspekcie tego wypadku w pozycji człowieka, który z ogromnym przejęciem patrzy na tę sprawę, na śmierć elit różnych orientacji, prezydenta, który jest symbolem kraju. Myślę, że to wypadek zawiniony przez niedbalstwo, które mają na sumieniu obie strony, chociaż strona rosyjska niechętnie czy nawet wcale się do tego nie przyznaje. Ale przecież my to znamy na pamięć, nie możemy się temu dziwić! Wypadek spowodował pewną

konieczność gestów przyjaznych, pojednawczych ze strony rosyjskiej, ale ja bym więcej tego nie wiązał z relacją między tymi dwoma krajami. Relacje toczą się niezależnie do nieszczęśliwych wypadków.

LISTOPAD 2011

7


„Chcę zrobić film w obronie kobiet przed feministkami. Feminizm, według mnie, jest jak cholesterol – dobry i zły”.

Jak do tego doszło? Przez moje nie najszczęśliwsze wypowiedzi w audycji pani Moniki Olejnik (poświęconej zatrzymaniu Romana Polańskiego za gwałt nieletniej dziewczyny w Ameryce, który miał miejsce 30 lat temu – przyp. od red.), kiedy to, wcale nie broniąc Romana Polańskiego, bo ja go nie mogłem bronić, powiedziałem, że jego ofiara była nieletnią prostytutką, a jej matka stręczycielką. Bez pamiętania o tym popadamy w jakąś histerię, mówiąc zbyt bajkowo o straszliwym reżyserze, który wykorzystał taką ofiarę. Ponieważ pani Środa (Magdalena Środa – profesor Uniwersytetu Warszawskiego, teoretyczka etyki, filozofka, publicystka, feministka – przyp. od red.) nazwała mnie Lepperem polskiej kultury, wtedy powiedziałem, że to wariactwo już za daleko zaszło. Przecież w tej rozmowie powiedziałem, że nie podpisałem i nie podpiszę listów w obronie Romana Polańskiego, bo tu go nie można bronić. Można prosić o łaskę, jeśliby został skazany, ale nie wcześniej. Wszystko to ludziom umyka w tabloidalnej wersji tej historii. Jak Pan ocenia zdolności aktorskie na scenie politycznej głównych jej graczy, czyli polityków? Często z nimi o tym rozmawiam, bo bardzo chcą, żeby im coś poradzić, co robić na przykład z rękami. Udzielam takich porad, choć sam często nie ze wszystkim sobie radzę. Ale mnie nikt tego nie wymawia, więc nie muszę się tym specjalnie przejmować. Aktorstwo często jest ocenia8

ne jako coś między błazeństwem, robieniem min i udawaniem, a występy publiczne polegają przecież na czymś innym! Na czym? Na kontrolowanej ekspresji. To powinno dotyczyć każdego człowieka: i lekarza, i adwokata; każdy menadżer musi adekwatnie wyrażać swoje przesłanie. Do tego służą intonacja, mimika, gestykulacja. Ktoś, kto ma jakiś defekt, wysyła nam sygnały, których nam nie zamierzał wysłać. Znam na przykład polityka, który ma półprzymknięte oczy i zawsze robi wrażenie, że słucha z pogardą. A on po prostu nie opanował pewnej przypadłości, wiążącej się z anatomią jego powiek.

Kto jest takim politykiem? Na przykład były premier Słowacji Mikuláš Dzurinda. Bardzo ujął mnie swoim stylem bycia. Kuroń miał niesłychaną osobowość, ale ludzie go nie chcieli takim, jaki był. Rokuję bardzo dobrze dzisiejszemu prezydentowi Komorowskiemu. Myślę, że powoli dobija się do tej sympatii publicznej. Przez rok sporo popracował nad techniką, bo przecież jeszcze jakiś czas temu miał problem z rękami, miał bardzo nieszczęsną intonację, ale ktoś mu na to zwrócił uwagę. Jak się Pan czuje na Słowacji? Mam ogromną sympatię do Słowacji, wyniesioną z Tatr. Mam poczucie płynnego przejścia między naszymi

Który to polityk? Mogę zgadywać? Proszę spróbować. Adam Hoffman? Nie. Ale on też troszkę tak się zachowuje. To jest ekspresja związana z pewnym nastrojem, to nie jest ekspresja wzięta z księżyca. A jak Pan ocenia Jarosława Kaczyńskiego? To interesujący człowiek, mający bardzo bogatą ekspresję. To niezwykle zagadkowa postać. Jako człowiek jest bardzo trudny w kontakcie. Zupełnie nie przejrzysty, chyba dla siebie samego też. Który polityk jest najbardziej autentyczny? Nie zawsze autentyczność ma przełożenie na sukces w działaniach politycznych. Znam sporo osób ze świata polityki. Może aż za dużo? Nie jest to moje ulubione środowisko, ale mam z nim kontakt. Polityków, których można by uznać za ludzi sympatycz-

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Co konkretnie budzi w Panu grozę? To, że kobiety dochodzą do głosu, jest słuszne. Budzi we mnie grozę, że kobiety dochodzą do pewnej agresji i uważają ją za swoje powołanie. Jestem obiektem ataku pewnych feministek, które przez moment zrobiły mnie swoim znienawidzonym przeciwnikiem gry.

nych, jest bardzo niewielu, a ci, którzy są sympatyczni, są na ogół dosyć nieudanymi politykami i nie mają wielkiego wzięcia.

„Bez przerwy zadaję sobie jedno pytanie, ale w najrozmaitszych wersjach, a mianowicie, o co w tym życiu chodzi?“. MONITOR POLONIJNY


krajami – nie ma tu mentalnego przełomu, jaki odczuwam z Czechami. Słowacja jest nieporównanie nam bliższa, zrozumiała, sympatyczniejsza. Mówię to dlatego, bo ją od wielu lat oglądam z różnych perspektyw, na przykład z perspektywy przyjaźni z panią Magdą Vášáryovą, którą bardzo lubię i cenię. Pańska wizyta w Bratysławie, oprócz wcześniej wspominanego wykładu o stosunkach polsko-rosyjskich, jest związana z przeglądem Pańskich filmów, ale też z warsztatami dla studentów – przyszłych filmowców. Lubi Pan pracę ze studentami? Nie wiem, czy ja to tak bardzo lubię, ale mam poczucie, że jest to absolutny obowiązek. I czy mi się chce, czy nie chce, a czasami te spotkania są bardzo męczące, frustrujące, trzeba mimo wszystko inwestować swoje siły i entuzjazm, ponieważ oni będą naszym dalszym ciągiem. A Pan był dobrym studentem? Nie. Ja byłem studentem dziesięć lat. Ta informacja wystarczy, by wiedzieć, że to był duży problem.

Wybory w Bratysławie

łowacka Polonia głosowała w wyborach do Sejmu i Senatu RP w Obwodzie Wyborczym nr 166 w Bratysławie. Wzięło w nich udział 175 osób. Najwięcej – 103 głosy – w wyborach do Sejmu uzyskała Platforma Obywatelska, co stanowi 58,86 % wszystkich oddanych głosów. Na drugim miejscu z 35 głosami znalazło się Prawo i Sprawiedliwość (20%), natomiast trzecie miejsce

S

sami, a na trzecim Jerzy Wojciech Krzetowski zdobywając 11 głosów. Ostatni kandydat Włodzimierz Izban otrzymał 5 głosów. Część bratysławskiej Polonii odpowiedziała na zaproszenie, opublikowane na portalach społecznościowych oraz na stronie www.polonia.sk, i przybyła do lokalu wyborczego o godz. 14.00, by po głosowaniu udać się wspólnie na spotkanie integracyjne, które stało się okazją do poznania rodaków, którzy dopiero niedawno zamieszkali w stolicy Słowacji. red

Jaka jest odpowiedź? Co jakiś czas przychodzi odpowiedź, którą potem trzeba zmienić na skutek innej myśli, która wydaje się ważniejsza od tej poprzedniej. Zatem kolejny film również będzie próbą znalezienia odpowiedzi na to pytanie? Oczywiście. To ciągłe pytanie, jak żyć, jak zagospodarować swoje życie najmądrzej, żeby nie zostać wrakiem, żeby być do końca w przekonaniu o sensie istnienia. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA LISTOPAD 2011

zajął Ruch Palikota, uzyskując 21 głosów (12%). Kolejne miejsca zajęły: Polska Jest Najważniejsza (8 głosów), Sojusz Lewicy Demokratycznej (5 głosów), Polskie Stronnictwo Ludowe (2 głosy), a Polska Partia Pracy – Sierpień’80 nie otrzymał ani jednego głosu. W wyborach do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej oddano 171 głosów ważnych. W Bratysławie zwyciężyła Barbara Borys-Damięcka, zdobywając 118 głosów, na drugim miejscu uplasowała się Katarzyna Janina Łaniewska-Błaszczak z 37 gło-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Studiował Pan fizykę, filozofię i reżyserię, ale był Pan też przez jakiś czas dziennikarzem. Jakie zadałby Pan pytanie, gdyby przeprowadzał wywiad z Krzysztofem Zanussim? Bez przerwy zadaję sobie jedno pytanie, ale w najrozmaitszych wersjach, a mianowicie, o co w tym życiu chodzi? Po co my tu jesteśmy? Co z tego wynika?

9


Międzynarodowa wystawa plakatu i grafiki

Posterium

cąc pokazać naszym czytelnikom działalność Polonii na Słowacji w pełni, zajrzeliśmy na stronę internetową organizacji „Polonus”, z której dowiedzieliśmy się, czym żyją jej członkowie. Jedenastego lipca diecezja żylińska otrzymała od kardynała Stanisława Dziwisza relikwie krwi bł. Jana Pawła II. Relikwie znajdują się w bazylice

Ch

10

ZDJĘCIA: AGNIESZKA DRZEWIECKA

październiku w galerii Polskiego Instytutu miał miejsce wernisaż wystawy, której tematem był nadzwyczajny, międzynarodowy projekt sztuki plakatu „Posterium”. Przedsięwzięcie miało na celu prezentację wspólnego, kreatywnego i humanitarnego, przesłania stolic Europy. Cała wystawa została zorganizowana z wielkim rozmachem, czego dowodem były wyśmienite nazwiska autorów prezentowanych prac. W Bratysławie swoje dzieła po raz pierwszy przedstawili artyści, dobrze znani w świecie komunikacji wizualnej i projektowania graficznego, tacy jak: Shigeo Fukuda (Japonia), Lex Drewinski (Niemcy), Władysław Pluta (Polska), Karel Mišek (Czechy), István Orosz (Węgry), Vladislav Rostoka (Słowacja) i Dušan Junek (Słowacja). Przedsięwzięcie zrealizowano dzięki współpracy Stowarzyszenia TypoDesingSlovakia i Instytutu Polskiego. Wernisaż wystawy uświetnili swoją obecnością niektórzy autorzy plakatów. Bezpośrednim bodźcem do realizacji projektu był niezwykle pozytywny

W

odbiór prac słowackiego renomowanego artysty designera Dušana Junka, którego wystawę w ubiegłym roku zorganizowało w Bratysławie Słowackie Centrum Designu. To właśnie jego zaproszenie do udziału w „Posterium” przyjęli światowej sławy graficy designerzy. Każdy z prezentujących swoje prace artystów, charakteryzuje się indywidualnym postrzeganiem świata, co odzwierciedla się w jego twórczości. I tak w pracach Japończyka Shigeo Fukuda obserwujemy zbicie obrazów, wyrażanych w zabawny sposób za pomocą iluzji optycznej, Lex Drewinski wyraża swój światopogląd za pomocą graficznych skrótów, zaś dzieła Karla Miška ujmują swoją spontanicznością, dynamiką kolorów i refleksyjnym postrzeganiem teatru i muzyki. Obrazy najbliższe dzisiejszemu światu w magiczny sposób przedstawia István Orosz, najbardziej zna-

ny właśnie ze swoich anamorfoz – zdeformowanych obrazów, nabierających kształtów dopiero podczas oglądania ich przez specjalne zwierciadło. Z kolei plakaty Władysława Pluty, nazywanego ,,mistrzem pierwszego uderzenia”, nie mają charakteru malarskiego, są bardziej fotograficzne, pokazują myśl autora w sposób dosadny i niepozostawiający złudzeń. Vladislav Rostoka jest mistrzem szczegółu, przywiązującym wagę do każdej partii plakatu, czym przykuwa uwagę obserwatora. Autorem i kuratorem wystawy był oczywiście Dušan Junek, którego prace wyrażają inteligentną metaforę, połączoną z humorystycznym ujęciem tematu. Wystawę można było podziwiać w Instytucie Polskim w październiku. Ci, którzy nie zdążyli jej zobaczyć, będą mogli to jeszcze zrobić w Krakowie, Budapeszcie, Warszawie, Berlinie, Pradze, Helsinkach, Paryżu, Rzymie, Zagrzebiu i innych miastach Europy. Opiekę nad „Posterium” sprawował słowacki minister kultury Daniel Krajcer i japońska ambasada w Bratysławie. AGNIESZKA DRZEWIECKA

Z działalności „Polonusa” mniejszej Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Rajeckiej Lesnej – Frivaldzie oraz w kościele św. Mikołaja w Višňovych. Jednym z najważniejszych wydarzeń w działalności „Polonusa” była inauguracja nowego roku szkolnego w Sobotnio-Niedzielnej Szkole Polskiej, która

odbyła się 10 września. Nowy rok rozpoczęto hymnami Słowacji, Polski oraz Unii Europejskiej. Do klasy pierwszej przyjęto 3 nowych uczniów, zaś grono licealistów powiększyło się o jedną uczennicę. Powitano też nowego nauczyciela historii. W dniach 23-25 wrze-

śnia w Zubercu odbył się kolejny już Zlot Młodzieży Polonijnej, zorganizowany przez „Polonusa”, zaś 27 września w hotelu Holiday Inn w Żylinie odbyła się prezentacja województwa świętokrzyskiego w ramach konferencji „Poľsko – atraktívny hospodársky partner”. Konferencję tę otworzył ambasador RP w RS Andrzej Krawot czyk. MONITOR POLONIJNY


Biennale Sztuki Użytkowej i Designu październiku w Galerii SVÚ w Bratysławie otwarto Biennale Sztuki Użytkowej i Designu. Prezentowane w ramach tego projektu prace dotyczą wzornictwa z zakresu ceramiki, szkła, mebli, mody, biżuterii, różnych form włókienniczych, projektowania graficznego i fotografii. Tegoroczna impreza miała charakter międzynarodowy, gdyż na wystawie znalazły się dzieła nie tylko artystów słowackich, ale i czeskich, węgierskich oraz polskich. Tych ostatnich reprezentowała Ludwika Zytkiewicz-Ostrowska ze swoją kolekcją designu tekstylnego. Kuratorkami wystawy były Ágnes Schramm i Mariá Nepšinská. Podobnie jak w poprzedniej edycji wręczono nagrody za własne, unikatowe projekty. W tym roku otrzymali je Martin Greguš i Elena Gregušová oraz Jozef Sušienka. Prezentowane podczas biennale prace dotyczyły różnych tematów i sfer życia codziennego. Ich autorzy w procesie twórczym korzystali z tradycyjnych i alternatywnych materiałów, wykorzystując zarówno techniki standardowe, jak i własne, oryginalne, często oparte na najnowszych technologiach. Przedsięwzięcie zostało zorganizowane przy wsparciu finansowym słowackiego Ministerstwa Kultury. AGNIESZKA DRZEWIECKA

METAWERYZM

Kategorie nieistnienia w sztuce eśli jest na Śląsku artysta, którego dorobek należałoby poddać gruntownemu i rzetelnemu – z pozycji krytyki artystycznej i klasycznej historii sztuki – opracowaniu, to jest nim niewątpliwie katowicki twórca czy raczej wszechtwórca Piotr Szmitke. Jego twórczość zaskakuje zarówno krytyków, jak i widzów. Paradoks polega na tym, że nie jest to twórczość klasycznie niszowa, ale komunikatywna, narracyjna, metaforyczna, abstrakcyjna, a nawet realistyczna i przyjazna odbiorcy. Lata 80. artysta spędził w Paryżu, gdzie rozwijał swoje umiejętności kompo-

J

LISTOPAD 2011

zytorskie, rzeźbił, malował, pisał. Tam też zetknął się bliżej z surrealizmem oraz francuskim postmodernizmem i tam też wymyślił sobie swój słynny już metaweryzm, czyli system artystyczny, multiplikujący w jego osobie nieskończoną liczbę możliwych kreacji artystycznych, którym nadaje wymyślone przez siebie imiona i nazwiska, i z prac tych artystów tworzy realne wystawy. Taka też była jego wystawa, której wernisaż odbył się na początku października w Muzeum Lefflera w Koszycach, zatytułowana „MULTIPLIKACJE”. Jej autor, uważany za jednego z najbardziej wszechstronnych twórców w Europie, usiadł przy pianinie i otworzył swoją wystawę swoją kompozycją, niesłychanie swobodną, improwizowaną. Muzyka wypełniła pomieszczenia galerii, a zaproszeni na otwarcie wystawy goście poczuli się w pewien sposób uczestnikami spektaklu tworzonego przez autora. Było to niezwykłe wydarzenie. URSZULA SZABADOS

ZDJĘCIA: AGNIESZKA DRZEWIECKA

W

11


Nie od razu Kraków zbudowano zy w erze Internetu i wirtualnych społeczności możemy sobie pozwolić na to, by pozostawać poza globalną siecią? Odpowiedź na to pytanie jest oczywista również dla zespołu redakcyjnego „Monitora Polonijnego“, dlatego serdecznie zapraszamy na stronę internetową Polaków na Słowacji i ich sympatyków – www.polonia.sk. Na naszej stronie zaszły w ostatnim czasie pewne zmiany. Przede wszystkim zdecydowaliśmy się na umieszczenie na niej reklam i innych treści komercyjnych, które pozwolą na pozyskanie przynajmniej skromnych środków na rozwój naszego serwisu i miesięcznika. Nie ma nic za darmo, a utrzymywanie strony internetowej i wydawanie „Monitora Polonijnego” kosztuje. Dlatego mam nadzieję, że umieszczenie treści re-

C

klamowych spotka się ze zrozumieniem ze strony naszych Czytelników, a promowane przez nas produkty (zwłaszcza polskie książki i e-booki) spotkają się z ich zainteresowaniem. O tym, że warto mieć własne źródła utrzymania działalności i nie liczyć jedynie na państwową dotację, pokazuje chociażby doświadczenie Towarzystwa Słowaków w Polsce. Jak już pisaliśmy na łamach „Monitora”, Słowacy w Polsce sprawnie radzą sobie z pozyskiwaniem środków na swoją działalność dzięki prowadzeniu dobrze prosperującej drukarni i wydawnictwa. Dzięki temu TSP może realizować wiele bardzo ambitnych i kosztownych projektów, takich jak utrzymywanie domów kultury słowac-

mocje, jakie człowiek odczuwa podczas czytania wierszy, pozostają w duszy na bardzo długi czas. Tak było też podczas mojego spotkania z poezją Jakuba Pacześniaka W ciemności słowa. Do czytania poezji zasiadam zazwyczaj późno w nocy, kiedy to wszyscy domownicy pogrążeni są już w głębokim śnie. W ciszy staram się rozważać sens słów autora – i tych wypowiedzianych bezpośrednio, i tych użytych w przenośni. Ostatnio rzadko miałam okazję natknąć się na dobrą poezję, a wiersze Jakuba Pacześniaka okazały się wyjątkiem - to myśli wyjątkowo głębokie. Samego autora postrzegam jako człowieka o niezwykle bystrym wyczuciu rzeczywistości. Promocja najnowszego zbioru wierszy Jakuba Pacześniaka, zatytułowanego W ciemności słowa i wyda-

E

12

kiej na polskiej Orawie i Spiszu. Te inwestycje nigdy by nie powstały, gdyby działalność polskich Słowaków finansowana była tylko z państwowych grantów, które – co warto podkreślić – często przychodzącą z wielomiesięcznym opóźnieniem. Na łamach naszego miesięcznika kilkakrotnie poruszaliśmy ten temat i zwracaliśmy uwagę, że warto brać przykład z organizacji, będącej niejako lustrzanym odbiciem Klubu Polskiego. Niestety, w naszym przypadku pozyskanie większych środków nie wchodzi w grę, choćby dlatego, że w odróżnieniu od TSP nie mamy nawet swojej siedziby, nie wspominając już o innych nieruchomościach, które mogłyby na siebie zarabiać. Nie oszukujmy się – strona internetowa

nie jest w stanie wygenerować dużych pieniędzy. W najlepszym razie możemy liczyć na kilkaset złotych rocznie, za które to można będzie dofinansować jakąś imprezę lub nagrody dla dzieci, uczestniczących w naszych konkursach. Ale, jak mówi znane powiedzenie, nie od razu Kraków zbudowano i dlatego nie warto rezygnować nawet z tych niewielkich środków, które można pozyskać dzięki reklamie internetowej. W końcu od grosz do grosza... To, ile uda nam się zarobić i czy to wystarczy chociażby na pokrycie kosztów związanych z obsługą techniczną strony, zależy od nas wszystkich. Strona może liczyć na reklamodawców i sponsorów wtedy, gdy ma aktywnych użytkowników, którzy ją regularnie odwiedzają, korzystają z newslettera, po-

W ciemności słowa nego przez Podkarpacki Instytut Książki i Marketingu, odbyła się w marcu 2011 roku. To tomik twórcy świadomego mocy słowa. Autor zapewnia odbiorcom nieoczywiste wzruszenia i zaskoczenia, które swój początek mają w zwykłych wydarzeniach. Swoimi krótkimi opowieściami próbuje poruszyć czytelnika, wskazuje, jak wiele oczywistości umyka poznaniu. Jest komentatorem współczesności. Jakub Pacześniak ukończył filologię pol-

ską i słowiańską. Wydał arkusz poetycki Ich pięć (2000) i zbiór wierszy Własny rachunek (2001), przetłumaczył na język polski m.in. Auteczko Bohumila Hrabala (2003). Wiersze, krótką prozę i przekłady publikował m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, ,,Ha!arcie’’. Pracował jako nauczyciel literatury i języka polskiego na uniwersytetach w Ołomuńcu i Budapeszcie, obecnie w Bańskiej Bystrzycy. Sięgając po nowy tomik poezji poety, nie MONITOR POLONIJNY


lecają znajomych, a także gdy jest dobrze widoczna w wyszukiwarkach. Jednym słowem – wszystko w naszych rękach. Dlatego, drogi Czytelniku, serdecznie zachęcam do odwiedzin strony www.polonia.sk, do umieszczania w sieci (np. na forach internetowych) linków do tej strony oraz do polecania jej swoim znajomym, zwłaszcza spoza Słowacji. Na stronie internetowej jest również uruchomiony formularz do zapisu na newsletter. Polecam to narzędzie, bo dzięki niemu można otrzymywać ważne informacje, które mogą nam umknąć w natłoku codzienności. Tematyka newslettera jest szeroka (są w nim m.in. namiary na bezpłatne kursy języka polskiego i słowackiego) właśnie po to, by rozszerzyć krąg naszych czytelników również o osoby spoza na-

szej społeczności, np. Polaków zainteresowanych Słowacją i vice versa. Sprawa jest prosta: jeśli uda się nam pozyskać wielu odbiorców newslettera i spopularyzować stronę internetową, łatwiej nam będzie pozyskać np. sponsorów na organizowane przez nas imprezy. A co do samych treści komercyjnych, umieszczonych na naszej stronie, to są one potwierdzeniem faktu, że komercja wcale nie musi być czymś płytkim i uciążliwym. Na naszym serwisie znajdą Państwo m.in. namiary na wartościowe księgarnie internetowe, dzięki którym można zamówić dobrą polską książkę lub elektroniczne wydanie polskiej prasy z dostawą na Słowację (lub bezpośrednio na Państwa komputer w przypadku e-booka czy e-gazety). Miłej lektury! JAKUB ŁOGINOW

spodziewałam się przedstawienia rzeczywistości za pomocą tak prostych słów. Jego wiersze są skromne, wyciszone i kameralne. Łatwo w nich zauważyć dążenie do myślowej precyzji. Pacześniak posiadł rzadką umiejętność zawierania maksimum w minimum, czyli dużo treści w niewielu słowach. Jego teksty są szczere, płyną z głębi serca i zawierają potężny ładunek pozytywnej energii. Każdy z nich opowiada jakby oddzielną historię, w każdym znaleźć można inne uczucia – od zachwytu i rozczarowania po cierpienie i radość, wyrażoną paradoksalnym milczeniem. Jestem przekonana, że nie tylko miłośnikom poezji, ale wszystkim tym, którzy cenią sobie dobrą lekturę, wiersze z najnowszego tomiku Pacześniaka przypadną do gustu. To doskonała lektura zarówno dla poszukujących, jak i zagubionych. I na tym chyba właśnie polega urok poezji – każdy interpretuje ją po swojemu. Dlatego zachęcam do zapoznania się z twórczością Jakuba Pacześniaka. Naprawdę warto! AGNIESZKA DRZEWIECKA LISTOPAD 2011

Ceniona, nagradzana i...

nielegalna aje krzepę, krasi lica, nasza łącka śliwowica” - informuje etykietka na butelce. O niezwykłym trunku, produkowanym od czterech wieków w rejonie Łącka (leżącego na pograniczu Beskidu Sądeckiego i Wyspowego), słyszeli chyba wszyscy polscy koneserzy mocniejszych alkoholi. Cenią go też zagraniczni smakosze, z dyplomatami i politykami na czele, bo często serwowany jest podczas oficjalnych przyjęć. Poza Łąckiem śliwowica produkowana jest m.in. w Czarnym Potoku i Zagorzynie. W 2005 roku, podczas konkursu w Minnesocie, łącka została uznana za najlepszą śliwowicę na świecie, pokonując „konkurentki” z blisko 30 krajów. Trunek, który znajduje się na liście niematerialnych dóbr kultury, jest chroniony, opatentowany i... nielegalny. Problemem śliwowicy jest paradoksalnie to samo, za co jest chwalona – mimo łagodnego, przyjemnego smaku jest niezwykle mocnym, bo ponad 70-procentowym trunkiem. Tak wysoka zawartość alkoholu uniemożliwia, zgodnie zresztą z prawem unijnym, rejestrację śliwowicy łąckiej jako produktu regionalnego i wypromowanie go w sposób podobny do

„D

POLAK POTRAFI

tego, w jaki promowane są np. produkty charakterystyczne dla Tyrolu. Ponadto ile by dobrego nie powiedzieć o śliwowicy, jest ona alkoholem destylowanym w domowych warunkach, czyli – brzydko mówiąc – bimbrem. A produkcja tegoż jest w Polsce zakazana. I tak jednym z najlepszych alkoholowych produktów w naszym kraju jest nieposiadająca akcyzy śliwowica. Nielegalny obrót trwa w najlepsze, a chętnych do kupna nie brakuje. Czy to, że łącka wódka wciąż ma się dobrze, świadczy o nieudolności organów ścigania i niebywałym sprycie wytwarzających ją górali? Nie – przed skutecznym egzekwowaniem prawa chronią śliwowicę jej renoma i niezaprzeczalnie wysoka jakość. To, kto produkuje i sprzedaje ten alkohol jest oczywiście tajemnicą poliszynela. A gdzie można kupić tę śliwowicę? Proszę wierzyć, nie będą Państwo mieć żadnych problemów ze znalezieniem sprzedawcy. Dystrybucją zajmują się przeróżne punkty usługowe i sklepy, które z branżą spożywczą mają niewiele wspólnego. Jeśli wierzyć krążącym plotkom, bez problemu kupimy śliwowicę łącką nawet w miejscowym komisariacie. Cóż – Polak potrafi... KATARZYNA PIENIĄDZ 13


Jak królik z kapelusza W

ciąż nie mogę uwieUtworom z „Hat, Rabrzyć, że do tej pory bit” blisko do poezji śpiePaństwu tej płyty nie powanej, kabaretu i musicaleciłam. Minęły już lu; ale trudno jednoprzecież ponad dwa znacznie zaklasyfikolata od jej wydania, wać tę niebywale a jest – co tu dużo móeklektyczną płytę. wić – po prostu świeZnajdziemy na niej tna. „Hat, Rabbit” elementy rocka, po(2009) Gaby Kulki to Czulym pu, jazzu, piosenki jedna z największych uchem aktorskiej. Wszystko niespodzianek polw doskonale wyważonych proporcjach, skiej sceny muzycznej osświetnie uzupełnione tatnich pięciu lat. To nie niebanalnymi (polskimi pierwsza płyta tej utai angielskimi) tekstami. lentowanej wokalistki (w 2003 roku ukazał się Wielu krytyków zwraalbum „Between Miss ca uwagę na to, że blisko Scylla and a Hard Place”, Gabie Kulce do Tori Amos a w 2006 „Out”), jednak i Kate Bush. To prawda, właśnie dzięki niej stała słychać pewne podobieńsię znana szerszemu austwa i inspiracje, zwłaszdytorium. Pochodząca cza w takich utworach, z „Hat, Rabbit” piosenka jak „Heard the light”, „Niejasności” zagościła na „Emily” czy „Challenger”. wiele tygodni na liście Trudno czynić z tego zaprzebojów radiowej Trójrzut, jednak biorąc pod ki, a sam album zyskał stauwagę niekwestionowatus Złotej Płyty. ny talent i charyzmę wokalistki, można oczekiwać, że zaśpiewa w pełni „własnym” głosem. Jestem pewna, że efekt wcale nie będzie gorszy. Nie zmienia to faktu, że już teraz jest naprawdę bardzo przyzwoicie i bez przesady można stwierdzić, że „Hat, Rabbit” lśni jak diaCelowo wspominam ment na tle większości o obecności na liście niedawno wydanych polprzebojów i niezłej sprzeskich płyt. Trudno z całą mocą daży, bo Gaba Kulka nie już teraz wyrokować, należy do popowych czy Gaba Kulka zapewni gwiazdek jednego sezosobie trwałe miejsce nu, tworzących muzykę wśród najwybitniejlekką i łatwą w odbioszych polskich artystów, rze. Okazuje się jednak, jednak „Hat, Rabbit” na że wielu słuchaczy włapewno będzie dobrze śnie takich prościutkich wspominany także po piosenek o niczym ma latach. dość i z chęcią sięga po KATARZYNA PIENIĄDZ coś ambitniejszego.

14

Listopadowe spotkania

potykamy się na cmentarzach. Smutne to spotkania, ale jednocześnie sprzyjające zadumie i przemyśleniom, dalekim od codziennych obowiązków. Właśnie na cmentarzach wspominamy zmarłych znajomych i przyjaciół. Mieszkający za granicą myślą o grobach zostawionych w Polsce. Mówi się przecież, że dotąd człowiek żyje, dokąd o nim pamiętamy. Tę pamięć o zmarłych w kraju zabraliśmy przecież ze sobą. Niedawno byłem na pogrzebie pewnego znajomego. Wiedziałem, że z racji swojego długiego stażu emigracyjnego miał wielu przyjaciół. Miejscowych, czyli sztokholmskich Polaków znałem prawie wszystkich. Po pogrzebie rozmawiałem z niektórymi z nich po długim okresie niewidzenia. Zorientowałem się, że gdyby nie ten pogrzeb, nie spotkałbym się z nimi. A jeśli nawet, to w innych okolicznościach – na promie, na lotnisku lub pod kościołem. Tym razem połączyła nas pamięć o wspólnym koledze. Obiecaliśmy sobie, że umówimy się na kolejne spotkanie. Potem wróciłem do zajęć codziennych i obiecywane spotkanie ciągle odkładam i odkładam. W codziennym zagonieniu odmierzamy dni, miesiące i dziwimy się, że czas tak szybko mija. Sami nad sobą zastanawiamy się tylko na pogrzebach czy w zderzeniu z chorobą. Co nam przeszkadza w zatrzymaniu się na chwilę? Czy nadmiar obowiązków, czy też chęć

S

szybkiego dorobienia się? Wierzymy, że na emeryturze zdążymy nadrobić wszelkie zaległości. Ale przy grobach bliskich myślimy inaczej. Obiecujemy sobie poprawę – że odwiedzimy znajomych, a przynajmniej do nich zatelefonujemy, przypomnimy sobie jakieś dawne chwile. Zapalamy świeczki, odgarniamy liście z mogił… Ze zdziwieniem dostrzegamy, że to już tyle czasu upłynęło od śmierci bliskiej osoby… A wydawało się, że to było… jakby wczoraj. Szybko jednak przerywamy te rozmyślania – czas do pracy! Jeszcze w autobusie, samolocie czy pociągu rozmawiamy z kimś o zmarłych, ale ta rozmowa już się nie klei, bo oto na siedzeniu obok leży gazeta, przypominająca nam o istotnych problemach świata, podróżująca z nami młodzież głośno odtwarza muzykę, hałas wokół nie pozwala na skupienie się. Bezwiednie wpadamy w codzienność. Znów jesteśmy zdrowi, aktywni i spieszymy się do pracy. Nie znam żadnej uniwersalnej rady na zatrzymanie tej gonitwy, choć dziś, po latach wiem, że ten wyścig nie ma żadnego znaczenia. Doniosłość problemów z czasem jakby maleje, pojawiają się nowe wyzwania… I tylko zbliżający się czas wieku emerytalnego przypomina nam, że to tylko godziny się wloką, lata zaś pędzą… TADEUSZ URBAŃSKI Sztokholm MONITOR POLONIJNY


eklamy filmu były, jak to zazwyczaj, bardzo zachęcające. No, dobrze, przyznam się – uwierzyłam w to, że może rzeczywiście, jak głosiło jedno z haseł, mamy „Seksmisję naszych czasów”, w dodatku wyreżyserowaną przez Marka Koterskiego, którego szanuję za świetny i mocny „Dzień świra”. Nie ja jedna wiązałam z „Babami...” duże nadzieje, bo w pierwszy weekend, kiedy pojawiły się w kinach, zobaczyło je blisko 300 tysięcy widzów. Więcej niż „Bitwę warszawską 1920” Hoffmanna podczas jej premierowego weekendu. Tym razem Koterski, błyskotliwy i uważny obserwator otaczającej go rzeczywistości, skoncentrował swoją uwagę na relacjach damsko—męskich. Zgoda, ten temat pojawiał się też w jego wcześniejszych filmach, ale – jak dotąd – nie zdominował żadnego z nich tak, jak dzieje się to w „Babach...”. Jeśli jednak ktoś liczy na mnogość scenek sytuacyjnych, na galerię karykaturalnych postaci, które pojawiały się w poprzednich filmach Koterskiego; jeśli chce zobaczyć interakcje między nimi, srodze się rozczaruje. Dwaj bohaterowie, Adaś Miauczyński (tym razem w roli tego doskonale kinomanom znanego bohatera zobaczymy Adama Woronowicza) i Drugi (Robert Więckiewicz) swoimi gorzkimi, a nierzadko dosadnymi przemyśleniami na temat współczesnych kobiet dzielą się podczas podróży samochodem. Suną nocą starym fordem i rozmawiają, a ściślej – każdy

R

LISTOPAD 2011

O babach nocne Polaków rozmowy, czyli

BABy są jakieś inne snuje swój własny monolog. I tak wygląda niemal cały film; przez półtorej godziny w sensie fabularnym nic się nie dzieje. Wielu spostrzeżeniom nie sposób odmówić słuszności i celności. Każdy z bohaterów mówi swoim własnym, bardzo charakterystycznym językiem; Miauczyński jest nieco przeintelektualizowany i pretensjonalny, jego kompan bardziej rubaszny, nierzadko prostacki i wulgarny. Koterski świetnie czuje plastyczność specyficznego tworzywa, jakim jest język, jest wyczulony na jego rytm i melodię. I to jest niewątpliwy plus tego filmu. Co w takim razie jest słabą stro-

ną? To, o czym wspominałam już wcześniej – ograniczenie akcji prawie w całości do jednego miejsca. Rozumiem, że w założeniu ważniejsza miała być treść, a nie forma, minimalizm filmu jest zamierzony i zapewne przemyślany w najdrobniejszych szczegółach, ale... „Baby...” są wizualnie zupełnie nieatrakcyjne. W efekcie zaczynają nieco nużyć i nudzić. Mam wrażenie, że pomysł Koterskiego lepiej sprawdziłby się w teatrze, jako kameralny spektakl. Przeniesiony na duży ekran i podporządkowany wszystkim filmowym prawidłom jest po prostu taki sobie. KATARZYNA PIENIĄDZ

15


O oczach Messiny, głosie Simone

i wieczorze pełnym kulinarnych niespodzianek

Zwierzenia podniebienia Potem przyszła pora na deser. W karcie dań nie było nic słodkiego. Dopiero w karcie deserów znaleźliśmy coś odpowiedniego – pyzy ze śliwkami. Chcieliśmy je porównać z tymi najlepszymi na świecie, które można zjeść w restauracji „Elesko”. Niestety, pyzom z „Messiny” daleko do doskonałości. Brakowało nawet przepalonego masła! Uratować sytuację mogły już tylko nietypowe cannelloni, czyli rurki z kruchego ciasta, wypełnione kremem mascarpone i kawałkami czekolady, podawane z owocami leśnymi. Pycha!

pracy jestem znana z tego, że uwielbiam dobrą kuchnię i dobre wina. W związku z tym na moje urodziny od kolegów dostałam voucher na kolację do restauracji „Messina”, która znajduje się w hotelu „Marrols”.

W

16

ków, tuż przy barze. Z głośników płynęła wspaniała muzyka – moja ulubiona Nina Simone. Kelner przyniósł menu. Wybraliśmy kilka przysmaków i zaczęliśmy naszą ucztę. Na przystawkę dostaliśmy sałatkę z rukoli z płatkami pieczonego gęsiego udka, talarkami gruszki, grzybkami i pokrojonymi w cienkie prążki papryczkami chilli oraz muszle św. Jakuba w sosie selerowym. Migiem ‘zmietliśmy’ wszystko. Na dania główne zamówiliśmy wieprzowe liczka z pieczonymi ziemniakami oraz ćwiartkę jagnięcia z purée. Co do lic – zdecydowanie wolę cielęce, bowiem te wieprzowe, były mniej delikatne w smaku. Jagnię natomiast było fantastyczne i rozpływało się w ustach. www.hotelmarrols.sk

Przy okazji serdecznie dziękuję swoim współpracownikom za tak wspaniały prezent! Pewnego piątkowego wieczoru postanowiliśmy wraz z mężem zajrzeć do „Messiny”. Strasznie padało, więc podjechaliśmy autem pod wejście główne – natychmiast przy aucie pojawił się boy z parasolem w ręce, zaś inny wskazał nam miejsce parkingowe. Pomyślałam, że wieczór zaczyna się w wielkim stylu. Szybko wysiedliśmy z auta i – ciekawi, co będzie dalej – skierowaliśmy nasze kroki do hotelu. W holu po prawej stronie znajduje się wejście do „Messiny”. Wielkie drewniane drzwi otworzyły się i zobaczyliśmy wnętrze, które mnie skojarzyło się z filmem Titanic Jamesa Camerona – drewniane ściany, a na nich drewniane półki z niezliczoną ilością win. Kolorystyka lokalu utrzymana jest w tonach beżowo-bordowych. Na jednej ze ścian ogromy portret Antonella de Messiny, sycylijskiego malarza okresu renesansu, którego przenikliwe oczy dodają uroku temu miejscu. Usiedliśmy przy jednym ze stoli-

Restaurację „Messina” polecam na kameralne spotkania w gronie przyjaciół lub rodziny. Miejsce to oferuje intymną atmosferę, bardzo przyjemną obsługę i kuchnię na dobrym poziomie. Miałam okazję zamienić kilka słów z szefem kuchni „Messiny” Michalem Škrabákiem. Pochwaliłam jego cannelloni i jagnię, ale za pyzy i liczka zganiłam. Zgodził się ze mną, że cielęce liczka są lepsze i przyznał, iż zdecydował się na wieprzowe, ponieważ większość restauracji oferuje właśnie te cielęce. No cóż, czasem jednak warto być konformistą – przynajmniej w kuchni. SYLWIA KIŠ TOMASZEWSKA Redakcja informuje, że artykuły zamieszczane w rubryce „Zwierzenia podniebienia” w żaden sposób nie są sponsorowane i że wszelkie wydatki, związane z wizytami w prezentowanych lokalach, autorka pokrywa sama.

P.S. Z ostatniej chwili – z menu „Messiny” zniknęły liczka! Ich miejsce zajęło osso bucco – palce lizać! MONITOR POLONIJNY


Jak powstał pierwszy słowacki program polityczny Nie dało się już mówić, że Słowacy nie istnieją i że są to tylko co najwyżej niewykształceni górale słowiańskiego pochodzenia, których należy „podciągnąć” cywilizacyjnie, a staną się z nich Węgrzy. Sześć tysięcy ludzi, którzy zdecydowali się na własny koszt przyjechać na narodowy zjazd, to już zauważalna siła społeczna. Oczywiście moment zwołania zjazdu słowackiego do Martina nie był przypadkowy. Coraz oczywistsza stawała się potrzeba reformy państwa austriackiego, którego słabość uwydatniała się coraz bardziej podczas kolejnych wojen w latach 60. Do wielkiej transformacji doszło w roku 1867. Było jasne, że państwo jest niewydolne, przede wszystkim z powodów narodowościowych. Rządzący Austrią Habsburgowie uświadomili sobie, choć czynili to z dużą niechęcią, że w sytuacji, kiedy to ludność niemiecka stanowi jedynie 20-25% obywateli państwa, nie mogą sobie pozwolić na centralistyczną politykę germanizacji, a nawet więcej, do współpracy muszą pozyskać któryś z innych narodów zamieszkujących monarchię. Dwór wiedeński wybrał Węgrów. Była to decyzja zaskakująca i zrozumiała jednocześnie. Zaskakująca, bo Węgrzy byli dotychczas głównymi buntownikami w monarchii, a zrozumiała, gdyż dążące do odbudowy Węgier w średniowiecznym kształcie elity węgierskie w naturalny sposób gwarantowały kontrolę nad Rumunami, Słowakami i Serbami, bo i tak było to częścią ich polityki. W efekcie powstało unikatowe państwo dualistyczne – LISTOPAD 2011

ak pisaliśmy w poprzednim WAŻKIE odcinku, 6 czerwca 1861 WYDARZENIA W DZIEJACH roku do Martina zjechało SŁOWACJI około 6 tysięcy Słowaków. Byli to ludzie nie tylko świadomi swojej przynależności narodowej, ale też zdecydowani działać na rzecz swojego narodu. Efekty pracy przede wszystkim generacji szturowców były więc widoczne.

J

o wspólnej polityce zagranicznej i różnej polityce wewnętrznej – znane powszechnie jako Austro-Węgry. Austro-Węgry powstały w roku 1867. Kilka lat wcześniej, kiedy proces przekształceń się dopiero zaczynał, w październiku 1860 roku cesarz Franciszek Józef wydał manifest, zapowiadający przekształcenie Austrii w monarchię konstytucyjną i przekazanie części władzy w ręce parlamentów krajowych (np. galicyjskiego). Z tej pierwszej próby transformacji ustrojowej niewiele wyszło. Stor pedowali ją Niemcy (obawiali się osłabienia swojej pozycji w państwie) i Węgrzy (ci mieli nadzieję na wywalczenie silnych, jednolitych Węgier, co udało im się siedem lat później). Niemniej ważna była panująca atmosfera, klimat reform i poczucie, że warto walczyć o prawa narodowe. Można więc zrozumieć koncepcję działania, którą wybrali przywódcy zgromadzonych w Martinie Słowaków. Wpadli oni na pomysł napisania apelu-prośby do cesarza, w którym mieli go zapewnić

o wierności dla Austrii i dworu Habsburgów. To zaś miało im umożliwić sformułowanie prośby o autonomię dla Słowaków. W panującej atmosferze optymizmu chcieli nawet prosić, by z Północnych Węgier cesarz wydzielił Kraj Słowacki. Po dwudniowej dyskusji zgromadzeni w Martinie przyjęli dokument, który nazwano Memorandum narodu słowackiego. Specjalna delegacja na czele z biskupem bańskobystrzyckim Stefanem Moysesem (największym chyba wówczas autorytetem dla Słowaków) miała go zawieźć do Wiednia i przedstawić cesarzowi. Uwagę zwracał już sam tytuł dokumentu, w którym pojawiło się określenie „naród słowacki”. Fakt ten można uznać za jeden z najważniejszych w dziejach Słowaków. W memorandum postulowano wydzielenie z historycznych Węgier terenów zamieszkałych przez Słowaków, które zostały ostatecznie określone jako Górnowęgierskie Terytorium Słowackie (Hornouhorské Slovenské Okolie), gdzie Słowa-

cy mieliby mieć częściową autonomię, potwierdzoną tzw. dyplomem cesarskim. Przede wszystkim miałoby tam powstać słowackie szkolnictwo (łącznie z gimnazjami) w celu powstrzymania nasilającego się wynaradawiania. Postulowano też powstanie na uniwersytecie w Peszcie katedry języka i kultury słowackiej, która kształciłaby nauczycieli gimnazjalnych i opiekunów kultury słowackiej. W memorandum proszono również cesarza, by wymógł na władzach węgierskich zezwolenie na powstanie słowackich stowarzyszeń gospodarczych i kas zapomogowych oraz wydawanie prasy. Ważnym punktem było żądanie prawa do używania przez Słowaków w sądach języka słowackiego oraz – dla zapewnienia kadr mogących służyć Słowakom w sądach – powołania słowackiej szkoły prawniczej (planowano ją powołać w Preszowie). Domagano się też, aby obowiązujące prawo zostało przełożone na język słowacki. Z powyższego widać wyraźnie, że memorandum świadomie nie podnosiło postulatów polityczno-ustrojowych. Przebija z niego mądrość i doświadczenie ludzi, orientujących się w ówczesnej rzeczywistości społecznej, dla których najważniejsze było budowanie instytucji i – jak byśmy dzisiaj powiedzieli – inwestowanie w ludzi. Warto zwrócić uwagę, iż w memorandum znalazło się stwierdzenie, że Słowacy chcą tego, co należy się wszystkim narodom Węgier: Rumunom, Serbom, Chorwatom, Rusinom. 17


Aby nie dać powodów do oskarżeń o konspiracje i bunt, organizatorzy zjazdu w Martinie zaprosili do udziału w nim także wysokich rangą węgierskich urzędników regionalnych. W obradach aktywnie uczestniczył np. żupan Komitetu Liptowskiego Martin Szentivanyi, który naciskał, aby w dokumencie sformułowanie „Terytorium Słowackie” zastąpić terminem „Prowincje Górnowęgierskie”. Na zakończenie zgromadzenia podjęto decyzje, iż – w zgodzie z porządkiem prawnym Węgier – memorandum zostanie najpierw przedstawione do rozpatrzenia Sejmowi Krajowemu Węgier. Doszło do tego trzy tygodnie później, 26 czerwca 1861 roku. Fakt, że słowacką delegację przyjął jedynie wiceprzewodniczący Sejmu Koloman Tisza, na dodatek w swoim prywatnym mieszkaniu i – jak powtarzano – „z fajką w ustach” , było złym sygnałem. Od samego początku węgierska klasa polityczna była źle ustosunkowana do memorandum. Wywierała naciski na poszczególne władze samorządowe miast i gmin (oczywiście chodziło o tereny słowackie), by dystansowały się one od jego postulatów, co miało tworzyć wrażenie, że za memorandum stoją jedynie „wichrzyciele i radykałowie”. Przy okazji należy wspomnieć w tym miejscu zapomniane dziś nieco postacie: Štefana Daxnera – pomysłodawcę zjazdu i autora tekstu memorandum, oraz Jána Francisci-Rimavskiego organizatora całego spotkania. Obaj byli wychowankami Štúra, obaj walczyli przeciwko Węgrom w 1848 roku, za co później byli więzieni, zaś w latach 50. zostali dość wysokimi urzędnikami w państwie węgierskim (jeden podżupanem, drugi sędzią) i podjęli próbę walki o prawa narodowe Słowaków metodami prawno-politycznymi. O tym, jakie były dalsze losy memorandum, w następnej pigułce historycznej. Warto jednak podkreślić, że program w nim sformułowany był podstawą programową działań polityków słowackich aż do czasu I wojny światowej, w tym też pierwszej słowackiej partii politycznej – Słowackiej Partii Narodowej, założonej w roku 1871. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci,które biorą udział w konkursach „Monitora”

18

110 kobiet w nowym

Za

nami pierwsze w historii polskiego parlamentaryzmu wybory, w których na listach kandydatów obowiązywał system kwotowy dla kobiet (35 procent).

Wszystkie partie warunek ten spełniły, a nawet przekroczyły; w sumie na listach wyborczych kobiety stanowiły 42 procent wszystkich kandydujących. Rozwiały w ten sposób obawy niektórych polityków, że przy zestawianiu list trzeba będzie sięgnąć po żony i teściowe, bo Polki nie są zainteresowane udziałem w życiu politycznym. Po mandat poselski wystartowały 2 983 kobiety, dla porównania przypomnijmy, że w 2007 roku było ich o połowę mniej, bo 1428. Spełniły się natomiast obawy Gabinetu Cieni Kongresu Kobiet; partie często na swoich listach umieszczały kobiety na gorszych, niższych miejscach. Wyjątek od tej praktyki stanowiła Platforma Obywatelska, która jako jedyna, na pole-

cenie Donalda Tuska, wprowadziła wewnętrzne zasady promujące kobiety: w pierwszej trójce każdej listy musiała być co najmniej jedna kobieta, zaś w pierwszej piątce dwie. I to właśnie PO wprowadzi do Sejmu najwięcej pań: 72 posłanki (miała ich 48), co stanowi 35 procent klubu poselskiego PO. Warto podkreślić, że zwycięsko wyszły z wyborów kobiety, umieszczone przez PO na pierwszych miejscach list regionów, w których partia ta nie cieszy się wielką popularnością. Z 14 takich „jedynek” do Sejmu dostało się 13. Prawo i Sprawiedliwość, drugi co do wielkości klub parlamentarny, rzadko umieszczało kobiety na pierwszych miejscach – na 157 posłów będzie mieć zaledwie 27 posłanek,

Zwycięstwo PO, porażka latforma Obywatelska (PO) jako pierwsza w historii III Rzeczpospolitej partia polityczna dwa razy z rzędu wygrała wybory parlamentarne. I kolejny polski ewenement – wybory wygrała partia rządząca krajem. Na ugrupowanie premiera Donalda Tuska 9 października tego roku swój głos oddało dwóch na pięciu (39,2 %) głosujących.

P

Prawo i Sprawiedliwość (PiS) wybrał prawie co trzeci wyborca (29,9 %). To wynik o dziesięć punktów procentowych niższy jak zwycięzcy, choć przedwyborcze sondaże wskazywały tylko nieznaczną przewagę PO nad PiS. Według ekspertów to m.in. efekt straszenia przez prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego naszymi wielkimi sąsiadami Niemcami i Rosją. To już szóste z rzędu wybory (wcześniej także samorządowe i do Parlamentu Europejskiego), które PiS przegrywa, ale prezes

Kaczyński nie zamierza rezygnować ze swojego stanowiska. Jego partia ponownie będzie „w totalnej opozycji”; nie tylko nie zamierza współpracować z koalicją rządową, ale zamierza ignorować inne partie opozycyjne. Jarosław Kaczyński zapowiedział, że „przyjdzie taki czas, że Warszawa stanie się Budapesztem”. Jego zdaniem PiS, podobnie jak partia Viktora Orbana, po kilku klęskach wyborczych przejmie całkowitą władzę nad państwem. Nową partią w Sejmie będzie MONITOR POLONIJNY


Sejmie RP co stanowi 17 procent klubu. Mandatu nie otrzymał żaden z „aniołków prezesa”, których twarze z bilbordów zachęcały do głosowania na PiS. Sojusz Lewicy Demokratycznej na 27 posłów będzie miał tylko cztery kobiety. Mimo iż na jego listach wyborczych kandydatki stanowiły aż 44 procent, w fotelach sejmowych zasiądzie tylko 12 procent z nich. Ruch Palikota na 40 posłów wprowadził do Sejmu jedynie 5 kobiet (12 procent), i to mimo iż w swym programie propaguje idee równościowe i opowiada się za parytetem. W liczącym 28 posłów klubie Polskiego Stronnictwa Ludowego znajdą się tylko 2 kobiety (7 procent), co w tym przypadku nie dziwi, bo ludowcy od początku byli przeciwnikami systemu kwotowego. Tak więc w nowym Sejmie RP zasiądzie 110 kobiet. Panie zajmą 24 procent wszystkich miejsc poselskich, będzie ich o 4 procent więcej niż w Sejmie poprzedniej kadencji. Nie jest to wy-

lewicy Ruch Palikota (RP); głosował na nią co dziesiąty wyborca (10 %), głównie ludzie młodzi i niezadowoleni z polityków oraz wpływów kościoła katolickiego na państwo. Janusz Palikot, wcześniej poseł PO z Lublina, zadeklarował, że nawet jako opozycja jest gotów popierać „rozsądne decyzje rządu”. Równocześnie zapowiedział, iż doprowadzi do zdjęcia wiszącego w sali sejmowej krzyża, przypominając zapisy konstytucji, że „Polska jest państwem świeckim” i że „istnieje rozdział państwa od kościoła”. Czwarte miejsce zajęło Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL); tradycyjnie już w sondażach poparcie dla tej „chłopskiej” partii ledwo przekraczało – i to nie zawsze – 5-procentowy próg wyborczy, a w wyborach głosowało na nią 8,4 % wyborców. W 460-osobowym Sejmie PO i PSL LISTOPAD 2011

nik, który satysfakcjonuje środowiska kobiece, ale nie jest to też wynik, który – jak chce przeciwnik systemu kwotowego prezes PiS Jarosław Kaczyński – świadczy o niesprawdzeniu się ustawy kwotowej. Efekt ustawy byłby niewątpliwie lepszy, gdyby został wprowadzony do niej usunięty z projektu system suwakowy. Najlepszym tego przykładem są wyniki wyborcze Platformy Obywatelskiej. Przedstawicielki Gabinetu Cieni Kongresu Kobiet prof. Małgorzata Fuszara, minister ds. równości płci i przeciwdziałania dyskryminacji, i prof. Magdalena Środa, minister edukacji, nauki i sportu, komentując wyniki wyborcze twierdzą, że dowodzą one, iż istotne jest miejsce na liście wyborczej. Obie uważają, że sytuację kobiet w polityce znacząco może zmienić tylko ustawa parytetowa. Do Sejmu weszło szereg mądrych kobiet, teraz czekamy, jak ich wiedza i doświadczenie zostaną wykorzystane w klubach i komisjach poselskich. Wiemy, że Donald Tusk, deklarując, iż stawia na kobiety, chce desygnować Ewę Kopacz na mar-

szałka Sejmu. A co z innymi kobietami, np. z Małgorzatą Kidawą-Błońską czy Barbarą Kudrycką z tego samego klubu? Co z Wandą Nowicką, która dostała się do Sejmu z drugiego miejsca na warszawskiej liście Ruchu Palikota? Na jej sukces wyborczy złożyło się przede wszystkim to, że jest osobą rozpoznawalną i popularną. To działaczka ruchów kobiecych i praw człowieka, feministka, przewodnicząca Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, współzałożycielka Stowarzyszenia na rzecz Państwa Neutralnego Światopoglądowo „Neutrum”, koordynatorka sieci organizacji kobiecych z Europy Wschodniej ASTRA. W latach 1995-2002 Nowicka była ekspertką Światowej Organizacji Zdrowia, jest też autorką wielu artykułów, publikacji i raportów na temat praw kobiet i praw człowieka, zwłaszcza praw reprodukcyjnych. Czy można oczekiwać, że jej doświadczenia i doświadczenia innych mądrych kobiet będą należycie wykorzystane w Sejmie, że nie zawiśnie nad nimi szklany sufit? DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

będą mieć ponad połowę (207 + 28) mandatów i ponownie będą mogły stworzyć rząd. I tu kolejny ewenement – po raz pierwszy od upadku komunizmu w 1989 roku Polską będzie kierować dwa razy pod rząd ta sama koalicja rządowa. Do Sejmu dostali się także przedstawiciele Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD), jednak wynik 8,2 %, czyli prawie połowa tego, co pokazywały sondaże (w niektórych poparcie dla SLD przekraczało 15 %), to ewidentna klęska lewicy. Przewodniczący Sojuszu Grzegorz Napieralski podał się do dymisji, trwają poszukiwania jego następcy. Najczęściej są wymieniani europarlamentarzysta Wojciech Olejniczak oraz brylujący w mediach poseł Ryszard Kalisz. W Senacie tej kadencji, mimo zmienionego systemu głosowania, bez zmian: 63 senatorów należy do PO, 31 do PiS, a wśród nielicznych niezależnych Włodzimierz Cimoszewicz, Marek Borowski, Kazimierz

Kutz oraz wiceprezydent Wrocławia Jarosław Obremski. Frekwencja wyborcza, już tradycyjnie, nie była najlepsza; swój głos oddał tylko co drugi uprawniony do głosowania (48,9 %). Donald Tusk w wywiadzie prasowym zaraz po wyborach zapowiedział, iż skład rządu zostanie zmieniony dopiero na początku przyszłego roku, aby nie komplikować naszego przewodnictwa w Unii Europejskiej. Po konsultacji z prezydentem RP Bronisławem Komorowskim poinformował, iż nowy gabinet zostanie powołany zgodnie z konstytucją, ale wszystkie procedury jego powołania będą maksymalnie wydłużone. To oznacza, że nowo-stary rząd z premierem Tuskiem i wicepremierem Waldemarem Pawlakiem powstanie na początku grudnia, przed świętami, gdy nasza prezydencja będzie dobiegać końca. DARIUSZ WIECZOREK 19


O D

E N T U Z J A S T E K

D O

P A R Y T E T E K

Przemoc wobec kobiet jest przejawem historycznej nierówności kobiet i mężczyzn, podstawowym mechanizmem społecznym, przy pomocy którego kobiety są zmuszane do podległości wobec mężczyzn. Z Deklaracji ONZ o eliminacji przemocy wobec kobiet z 1994 r.

Czternaście lat później, 25 lutego 2008 roku sekretarz generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych, ogłaszając rozpoczęcie kampanii „Zjednoczmy się, aby wyeliminować przemoc wobec kobiet i dziewcząt na całym świecie”, stwierdził, że „co najmniej jedna na trzy kobiety na świecie jest bita, zmuszana do seksu lub wykorzystywana w inny sposób. Jedna na pięć kobiet jest ofiarą gwałtu lub usiłowania gwałtu. Ponad 80 procent ofiar handlu ludźmi stanowią kobiety. Około 130 milionów kobiet zostało poddanych okaleczeniu żeńskich narządów płciowych”. W 2010 roku wyniki badań prowadzonych w państwach Unii Europejskiej – a więc także w Polsce i na Słowacji – dowodzą, że od 20 do 25 procent zamieszkałych w nich kobiet doświadcza przemocy. Ankieta Eurobarometru pokazała, jak znaczna jest skala przemocy domowej w Unii; co czwarty respondent twierdził, że wśród znajomych lub w rodzinie zna kobietę, która była ofiarą przemocy domowej, a co piąty, że zna wśród znajomych lub w kręgu rodziny kogoś, kto dopuszcza się takiej przemocy. W tym samym roku polska policja zarejestrowała 134 866 ofiar przemocy w rodzinie, w tym 82  102 kobiety, 26 802 małoletnich do lat 13, 13 311 małoletnich od 13-18 lat, 12 651 mężczyzn. W Polsce w 2010 roku 7 168 osób zostało skazanych w pierwszej instancji w sądach rejonowych na podstawie art. 207 Kodeksu karnego (przemoc w rodzinie), a osoby pokrzywdzone to 6  377 kobiet, 1 656 małoletnich. Niestety dane te nie mówią o wielkości problemu, odzwierciedlają jedynie pracę policji 20

i sądów, bowiem znaczna część przypadków przemocy w rodzinie pozostaje nieujawniona; ofiara nie wzywa policji bądź ta nie wszczyna postępowania karnego. Wiemy natomiast, że zdecydowana większość, według niektórych statystyk nawet 98 procent, ofiar przemocy domowej to kobiety. Z prowadzonych przez prof. Beatę Gruszczyńską na reprezentacyjnej próbie 2 tysięcy kobiet badań wynika, że ponad 1/3 kobiet w Polsce jest lub była ofiarą przemocy fizycznej lub seksualnej ze strony mężczyzn. Sprawcami tej przemocy są najczęściej mężczyźni z rodziny – mężowie lub partnerzy, ale także i ci, znani z pracy czy ze szkoły. Przemoc wobec kobiet nie zna granic politycznych czy kulturowych. Chociaż w wielu krajach świata uznawana jest dziś za przestępstwo i naruszenie praw kobiet, w tych samych krajach stale jeszcze wielu mężczyzn przyznaje sobie prawo do jej stosowania, np. w słynącej z wysokich standardów w zakresie równouprawnienia Szwecji co dwadzieścia minut jakiś mężczyzna bije swoją żonę lub partnerkę, a w Polsce – wg badań Ośrodka Badania Opinii Publicznej z 1996 roku – 18 procent kobiet pozostających w związkach małżeńskich przyznało, że doznało lub doznaje przemocy od swoich mężów. Przytoczone dane sekretarza generalnego ONZ, Unii Europejskiej czy wyrywkowe dane dotyczące Polski wskazują na skalę przemocy wobec kobiet. Niektórzy zajmujący się tą problematyką specjaliści przyczyn przemocy wobec kobiet upatrują w mentalności całych społeczeństw oraz w fakcie, że w wielu krajach przemoc taka była nie tylko zwyczajowo, ale i prawnie sankcjonowanym sposobem sprawowania władzy mężczyzn nad kobietami. Przez

setki lat kobiety były przez mężczyzn traktowane przedmiotowo i w wielu krajach panowało przekonanie, lapidarnie zilustrowane przez stare polskie przysłowie, że jeżeli chłop baby nie bije, to jej wątroba gnije. Niedawno, bo dopiero z końcem XX wieku, w międzynarodowym dokumencie z 1994 roku (Deklaracja ONZ o eliminacji przemocy wobec kobiet) przemoc wobec kobiet została uznana za przestępstwo i naruszenie praw człowieka. Tam też znalazła się oficjalna definicja przemocy. Za przemoc wobec kobiet uznano każdy akt przemocy, związany z przynależnością danej osoby do określonej płci, którego rezultatem jest krzywda fizyczna, psychiczna lub czerpanie korzyści, włącznie z groźbą popełnienia tych czynów; akt taki może być też związany z wymuszeniem lub arbitralnym pozbawieniem wolności niezależnie od tego, czy czyn taki ma miejsce w życiu publicznym, czy prywatnym. Deklaracja wymienia rodzaje przemocy: fizyczną, seksualną i psychiczną; w rodzinie i związku partnerskim; o charakterze społecznym (praca, placówki edukacyjne, inne miejsca publiczne, handel kobietami, zmuszanie do prostytucji); przemoc dokonywaną lub tolerowaną przez państwo, mającą miejsce w domu lub w życiu publicznym. Dla ruchu kobiecego oraz polityki państw w sferze równouprawnienia momentem przełomowym stała się Pekińska Platforma Działania z 1995 roku, przyjęta podczas Światowej Konferencji ONZ na temat kobiet w Pekinie. Dokument ten wymienia 12 obszarów, na których poszczególne państwa powinny podjąć natychmiastowe działania na rzecz wyeliminowania przejawów nierówności miedzy kobietami MONITOR POLONIJNY


i mężczyznami, wśród nich znalazł się też punkt, dotyczący tworzenia krajowych programów przeciwdziałania przemocy wobec kobiet. Nie znamy raportu rządowego o realizacji zaleceń pekińskich w Polsce, wiemy natomiast, że ówczesny pełnomocnik rządu do spraw rodziny minister Kazimierz Kapera wstrzymał dotowany przez ONZ program budowania schronisk dla bitych kobiet i dzieci, bo uznał, że stawia to w złym świetle polskich ojców. W ten sposób stał się „ulubionym” bohaterem polskich feministek, które przyznały mu nagrodę Złotego Zęba. Minister później wprawdzie stracił swe stanowisko, ale powodem tego nie były jego wypowiedzi na temat kobiet, ale na temat białej rasy. Unia Europejska uznaje, że przemoc wobec kobiet jest przejawem dyskryminacji ze względu na płeć i naruszeniem praw człowieka i że państwo ponosi odpowiedzialność za zapewnienie ochrony przed przemocą. Z tego wynikają określone obowiązki państwa, m.in. bezwzględne ściganie sprawców, ochrona ofiar i niesienie im pomocy; zapobieganie przemocy poprzez eliminowanie przyczyn, tj. faktycznej nierówności kobiet i mężczyzn. Z dokumentów Rady Europy, dotyczących m.in. tego problemu, należy wymienić przede wszystkim deklarację z 1993 r., rekomendację z 2002 r., plan działania także z 2005 r., konwencję w sprawie działań przeciw handlu ludźmi z 2005 r. Europejskie standardy w zakresie przeciwdziałania przemocy wyznaczają również orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Przełomowe znaczenia ma np. orzeczenie o obowiązku ścigania przez państwo sprawcy każdego niedobrowolnego aktu seksualnego, nawet jeśli ofiara nie stawiała fizycznego oporu. Polska ratyfikowała większość dokumentów ONZ i Rady Europy, ale jej podpisu zabrakło pod Kartą praw podstawowych Unii Europejskiej z 2007 roku. Karta ta to europejska konwencja o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Jesienią 2007 roku, przed wyborami, ówczesny polski premier Jarosław KaczyńLISTOPAD 2011

ski odmówił pełnej jej akceptacji i podpisał tzw. protokół brytyjski, ograniczający działanie karty w Polsce, tłumacząc, że chodzi mu o ochronę Polaków przed roszczeniami homoseksualistów, w tym przed małżeństwami homoseksualnymi, chociaż karta nie nakazuje państwom takiej legislacji. Wydaje się, że przyczyna niepodpisania tego dokumentu była inna – niechęć Kaczyńskiego do praw jednostki, stojących ponad prawami zbiorowości. Donald Tusk w imieniu Platformy Obywatelskiej deklarował wówczas, że po objęciu władzy kartę niezwłocznie podpisze, ale nie zrobił tego do dziś. Być może zrobi to teraz, po drugich z rzędu wygranych wyborach... Na ratyfikację przez Polskę czeka również przyjęta 6 kwietnia 2011 roku na posiedzeniu Komitetu Ministrów Rady Europy Konwencja Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet, w tym przemocy domowej. Powodem opracowania tego dokumentu jest występowanie w Europie na ogromną skalę przemocy wobec kobiet, w tym przemocy w rodzinie. Konwencja w nowatorski sposób definiuje przemoc wobec kobiet ze względu na płeć jako przemoc wynikającą z faktu, że jest ona kobietą, lub taką przemoc, która w szczególności dotyka kobiety. Definicja przemocy domowej obejmuje przemoc w rodzinie lub w gospodarstwie domowym, a także pomiędzy byłymi lub obecnymi małżonkami czy partnerami w formie przemocy fizycznej, seksualnej, psychologicznej, ekonomicznej i psychicznej. Konwencja m.in. przewiduje odpowiedzialność karną lub cywilną (odszkodowania) za akty przemocy, nakłada na państwa obowiązek uznawania takich czynów za przestępstwa, bez względu na charakter stosunków między ofiarą a sprawcą, zobowiązuje państwa do działań prawnych i innych w celu zapobiegania aktom przemocy, do zapewnienia ofiarom dostępu do usług w zakresie poradnictwa, mieszkalnictwa, opieki zdrowotnej i socjalnej, edukacji, pomocy w znalezieniu pracy, wsparcia finansowego. Konwencja, nakładając na

państwa obowiązek realizacji strategii zapobiegania przemocy oraz jej zwalczania, zobowiązuje je równocześnie do współpracy z władzami lokalnymi i organizacjami pozarządowymi. Składający się z preambuły i 81 artykułów dokument Rady Europy jest pierwszym europejskim dokumentem tak kompleksowo traktującym zapobieganie przemocy, ochronę kobiet jej doznającej i ściganie sprawców. Polskie organizacje kobiece oczekują jego szybkiej ratyfikacji przez polski rząd. Dla nowego polskiego ruchu kobiecego zapobieganie i zwalczanie przemocy wobec kobiet było od samego początku jedną ze spraw priorytetowych. O przejawach i społecznym przyzwoleniu na przemoc wobec kobiet dyskutowano na pamiętnym seminarium w Mądralinie, zorganizowanym przez pierwszą polską organizację feministyczną – Polskie Stowarzyszenie Feministyczne – w 1989 roku, a więc sześć lat przed Światową Konferencją ONZ w Pekinie i Pekińską Platformą Działania. Powstające w latach dziewięćdziesiątych i później, działające do dziś organizacje feministyczne wprowadziły darmowe poradnictwo prawne dla kobiet, będących ofiarami przemocy, organizują grupy wsparcia, telefony zaufania, ćwiczenia z zakresu asertywności i samoobrony. Inicjują kampanie prasowe, przygotowują seminaria i konferencje, opracowują raporty. W 2000 roku Joanna Podgórska w raporcie „Polityki” Czy jest o co palić staniki? pisała: „U nas feminizm ma jeszcze zbyt podstawowe sprawy do załatwienia. Sprawy antykoncepcji, edukacji seksualnej, przemocy domowej, sytuacji kobiet na rynku pracy czy ich obecność w życiu publicznym ciągle funkcjonują na wariackich papierach. Ich podejmowanie z oporami zyskuje aprobatę społeczną” („Polityka”, 32/2000). Jeżeli dziś, po 11 latach dyskryminację i przemoc wobec kobiet traktuje się w Polsce wreszcie z całą powagą jako problem społeczny, przede wszystkim jest to zasługą właśnie organizacji feministycznych, wytrwale przełamujących istniejące stereotypy w rozumieniu kwestii związanych z tymi problemami. Także dla Kongresu Kobiet zwalczanie i zapobieganie przemocy wobec ko21


biet jest jednym z priorytetowych celów działania. Zajmowały się nim dwa pierwsze kongresy. Część rekomendacji z tych kongresów została zrealizowana w ostatniej noweli polskiej ustawy „antyprzemocowej”. Na tegorocznym III Kongresie kwestii przemocy poświęcono panel dyskusyjny „Przemoc wobec kobiet – margines czy codzienność?”. Stronę polską reprezentowały prowadząca panel Jolanta Kwaśniewska – szefowa Fundacji „Porozumienie Bez Barier” i minister w Cieniowym Gabinecie Kongresu, prof. Eleonora Zielińska i prof. Beata Gruszczyńska, zagranicę zaś Meddżida Krezo z Bośni, Rosa Logar z Austrii i Andres Abad z Hiszpanii. Przedstawiciele zagranicznych organizacji pozarządowych dzielili się własnymi doświadczeniami, a Polki akcentowały m.in. fakt, że w naszym kraju przemoc służy do wykluczenia kobiet z życia publicznego – wspominała o tym np. prof. E. Zielińska. Profesor Beata Gruszczyńska z kolei mówiła m.in. o alarmujących wynikach przeprowadzonych w Polsce badań wiktymologicznych, z których wynika, że w naszym kraju liczba kobiet, które doświadczyły przemocy fizycznej, psy-

chicznej, seksualnej, werbalnej i ekonomicznej, jest ogromna. „Prawie co szósty przypadek, to przemoc ze strony partnera, co czwarty ze strony obcego mężczyzny. Co druga kobieta musiała udać się po pomoc lekarską, co szósta znalazła się w szpitalu” – przytaczała Gruszczyńska. Na koniec apelowała: „Największym problemem jest obojętność wobec przemocy. Czas to zmienić, nie bądźmy obojętni na przemoc wobec kobiet!”. Podczas panelowych dyskusji mówiono też m.in. o konieczności zmian systemowych w Polsce i konieczności ratyfikacji Konwencji Rady Europy…, a także o różnych nowych formach zapobiegania i zwalczania przemocy. Dyskusja zakończyła się zarekomendowaniem 11 postulatów przeciwdziałania przemocy wobec kobiet w Polsce. Postulaty te (w znacznie przez nas skróconej formie) dotyczą: założenia we współpracy z policją całodobowego telefonu alarmowego, skoordynowanego z numerem 112, służącego do zgłaszania przypadków przemocy wobec kobiet; powołania niezależnego krajowego obserwatorium przeciwdziałania takiej przemocy, mającego na celu moni-

torowanie rozmiarów zjawiska, działania instytucji rządowych, samorządowych i organizacji pozarządowych; w ramach polskiej prezydencji w UE wspierania inicjatywy utworzenia Europejskiego Obserwatorium Przeciwdziałania Przemocy; uproszczenia procedury Niebieskiej karty (to dokument służbowy policjanta, dotyczący interwencji w przypadkach przemocy w rodzinie, zawierający ocenę zagrożenia dalszą przemocą; dokument ten, służący jako dowód procesowy, mogą wypełniać również Ośrodki Pomocy Społecznej i Gminne Komisje Rozwiązywania Problemów Alkoholowych) i udoskonalenia pracy zespołów interdyscyplinarnych i zapewniających bezpieczeństwo ofiarom procedur; zwiększenia zatrudnienia kobiet w policji, w celu ułatwienia kontaktu ofierze z osobą tej samej płci podczas interwencji; systemowego działania mającego na celu pełniejsze i skoordynowane zbieranie danych statystycznych, dotyczących przemocy wobec kobiet; prowadzenia szerokiej ogólnopolskiej społecznej kampanii informacyjno-edukacyjnej; opracowania całościowego i spójnego programu szkolenia policjantów, kuratorów sądowych, prokuratorów i sędziów, dotyczącego m.in. zasad postę-

Nagroda Literacka „Nike” wręczona

W

dniu 2 października 2011 roku po raz piętnasty wręczono Nagrodę Literacką „Nike”, przyznawaną pisarzowi polskiemu za najlepszą książkę roku.

Na tę prestiżową nagrodę składa się statuetka Nike dłuta prof. Gustawa Zemły oraz czek w wysokości 100 tysięcy złotych. Fundatorem nagrody jest „Gazeta Wyborcza” i Fundacja Agory. Zwycięzcę wybiera jury, składające się z krytyków i teoretyków literatury. Tegoroczne pracowało pod przewodnictwem prof. Grażyny Borkowskiej z Instytutu Badań Litera22

ckich PAN. Proces wyłaniania zwycięzcy przebiega w trzech etapach; pierwszy to dwadzieścia nominacji, ogłoszonych w maju. Drugi to wybór na początku września siedmiu finalistów. W tegorocznej edycji konkursu do finału dostali się: Justyna Bargielska z książką Obsoletki, Joanna Bator z Chmurdalią, Ignacy Karpowicz z Balladyna-

mi i romansami, Sławomir Mrożek z pierwszym tomem Dzienników, Wojciech Nowicki z Dnem oka, Marian Pilot z Pióropuszem i Andrzej Stasiuk z Dziennikiem pisanym później. Pojawienie się na tym etapie Sławomira Mrożka zdawało się przesądzać wynik konkursu. Ale stało się inaczej; Mrożek otrzymał tylko nagrodę czytelników,

wyprzedzając jedynie o kilka głosów Andrzeja Stasiuka. Trzeci etap – decyzję o przyznaniu nagrody – jury podejmuje w dniu jej wręczenia, tj. w pierwszą niedzielę października. Tegoroczną nagrodę otrzyMONITOR POLONIJNY


powania z osobami pokrzywdzonymi takimi przestępstwami; wprowadzenia do programu szkół treści, uwrażliwiających na problematykę przemocy ze względu na płeć; ratyfikowania przez RP Konwencji Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet; zwiększenia środków finansowych na programy związane z przeciwdziałaniem przemocy wobec kobiet. Powyższe rekomendacje, podobnie jak rekomendacje przyjęte podczas innych panelów dyskusyjnych III Kongresu Kobiet, zostaną przekazane przez Cieniowy Gabinet Kongresu nowemu rządowi RP. Zdeterminowanie i solidarność kobiet całego świata sprawiły, że zwiększa się świadomość społeczna, iż przemoc ze względu na płeć jest formą dyskryminacji. To przede wszystkim dzięki wysiłkom ruchów kobiecych zapobieganie, zwalczanie i eliminowanie przemocy wobec kobiet stało się priorytetem społeczności międzynarodowej, ale przeciwdziałanie przemocy wobec kobiet to nie tylko sprawa Organizacji Narodów Zjednoczonych, Unii Europejskiej, rządów krajowych czy aktywistów organizacji pozarządowych. Każdy z nas może reagować na przemoc w naszym

mał Marian Pilot za książkę Pióropusz. Profesor Grażyna Borkowska, powołując się na słowa jednego z jurorów, o nagrodzonej książce powiedziała: „To nie jest książka miła, ponętna, szykowna, łatwa i glamour. Jest za to szorstka, zuchwała, oszałamiająca, zamaszysta i kunsztowna”. Marian Pilot (ur. w 1936 r.) pisze od dawna, ale niewiele. Sam o sobie mówi: „Jestem pisarzem leniwym. Wydaję książkę raz na dziesięć lat i potem zostaję zapomniany. Nawet bardzo doświadczeni krytycy dwukrotnie traktowali mnie jako debiutanta”. Jest autorem takich utworów, jak: Panny szczerbate. OpoLISTOPAD 2011

otoczeniu, każdy z nas może wykręcić numer telefonu policji, gdy za ścianą dzieje się coś złego. I o tym przypomina międzynarodowa kampania 16 dni przeciw przemocy ze względu na płeć, przebiegająca na całym świecie od 25 listopada do 10 grudnia. Daty to nieprzypadkowe – 25 listopada to Międzynarodowy Dzień na Rzecz Eliminacji Przemocy wobec Kobiet, a 10 grudnia jest Międzynarodowym Dniem Praw Człowieka. Podczas tej kampanii odbywają się światowe Dni Białej Wstążki, zainicjowane w 1991 roku w Kanadzie przez grupę mężczyzn. Mężczyzna, przypinając białą wstążkę, deklaruje, że nigdy nie będzie stosował przemocy wobec kobiet lub dziewcząt i że nie będzie jej tolerował u innych. W Polsce podczas tych dni Fundacja Centrum Praw Kobiet oraz Fundacja Porozumienie Bez Barier przyznają wyróżnienia Białej Wstążki. Otrzymują je wybrani w drodze konkursu mężczyźni, którzy w szczególny sposób się zasłużyli, pomagając kobietom, reagując na różne formy ich dyskryminacji. Często wyróżnienie to jest przyznawane mężczyznom zatrudnionym w ośrodkach pomoco-

wiadania (1962), Karzeł pierwszy, król tutejszy (1976), W słońcu, w deszczu (1981), Matecznik (1988), Na odchodnym (2002). Już debiutanckimi Pannami szczerbatymi wpisał się w nurt literatury chłopskiej, reprezentowany m.in. przez Wilhelma Macha, Tadeusza Nowaka czy dwukrotnego laureata nagrody Nike Wiesława Myśliwskiego. I konsekwentnie w tym nurcie trwa. Akcja Pióropusza toczy się w rodzinnej wsi autora. „Toczy się bardzo dawno temu, kiedy wieś miała lampę naftową i sołtysa, teraz ma telewizję, Internet, a nawet swojego europosła” – powiedział Pilot po

wych (fundacjach, stowarzyszeniach, ośrodkach pomocy społecznej), pracownikom służb mundurowych czy mediów oraz mężczyznom, angażującym się w niesienie pomocy kobietom całkiem prywatnie. Pomysłodawcami Białej Wstążki są policjanci Kazimierz Walijewski i Tomasz Pietrzak. Wyróżnienie to pokazuje, że są mężczyźni, którzy nie tylko nie stosują przemocy wobec kobiet, ale pomagają pokrzywdzonym i zachęcają do tego innych. Przemoc wobec kobiet i przemoc w rodzinie, wbrew panującym mitom, nie jest problemem marginalnym, ograniczonym do środowisk patologicznych, poznaczonych alkoholizmem. Nie jest też problemem pojedynczych kobiet – to problem społeczny, wiążący się z niekorzystnym położeniem ofiar na rynku pracy i w związku z tym ich uzależnieniem od sprawców przemocy. Problemu tego nie rozwiążą najlepsze akty prawne i najsprawniejsze nawet działania organów ścigania, jeśli nie będzie im towarzyszyć większa wrażliwość społeczna i odwaga cywilna, by tej przemocy aktywnie się przeciwstawić. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

odebraniu nagrody. W nagrodzonym utworze elementy opowieści o dzieciństwie i sagi rodzinnej mieszają się z fikcją. Nie jest to jednak sentymentalne pamiętnikarskie wspomnienie dzieciństwa, ale wnikliwy, często brutalny opis skomplikowanej powojennej rzeczywistości z dynamiczną wędrówką ludu ze wschodu na zachód, z wyjazdem Niemców, powstawaniem nowych partii, nowej władzy. Jest to opis czasów, kiedy odejście młodych ze wsi do miasta, w celach edukacyjnych, lokalna społeczność traktowała jako „fanaberię, stratę pieniędzy i podstęp władzy, która nas katapul-

tuje, by przerobić na komunistów i bezbożników”. Ta umieszczona w konkretnych realiach geograficznych i politycznych historia chłopskiego syna, który z wiejskiego złodziejaszka staje się pisarzem, mogła zdarzyć się wszędzie. Awans społeczny był niejednokrotnie motywem prozy nurtu chłopskiego, ale tylko dla Pilota charakterystyczne jest spojrzenie nań z ironią, ba – z autoironią i bez patosu. Dosadny, soczysty język i słowotwórcza inwencja stanowią kolejne argumenty, uzasadniające przyznanie Marianowi Pilotowi Nagrody Literackiej „Nike”. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 23


Czas zadumy inął rok. Zgasły kolejne gwiazdy. Odeszły legendy polskiego sportu. Pozostały wspomnienia i nadzieja, że ich miejsce na naszym sportowym niebie nie pozostanie puste.

M

Wiosną tego roku media długo opisywały śmierć Małgorzaty Dydek, najsłynniejszej polskiej koszykarki w historii. Zmarła w wieku 37 lat 27 maja 2011 roku w szpitalu w Brisbane w Australii, gdzie po zakończeniu 20-letniej kariery sportowej mieszkała z rodziną, zajmowała się domem i była trenerką w klubie koszykarskim Northside Wizards. Dziewiętnastego maja w swoim domu doznała ataku serca i straciła przytomność. Karetka przyjechała po pięciu minutach. W szpitalu kilka dni była utrzymywana w stanie śpiączki farmakologicznej. Nie mogła samodzielnie oddychać. Bliscy nie tracili nadziei, bowiem wyniki badań były dobre. Jednak próba wybudzenia koszykarki się nie powiodła… Małgorzata Dydek osierociła dwóch synów: Davida i Aleksandra, była w czwartym miesiącu ciąży... Pochowano ją w Ząbkach pod Warszawą, ale pierwsza uroczystość pogrzebowa odbyła się w Brisbane. Margo, bo tak ją nazywano, urodziła się 28 kwietnia 1974 roku w Warszawie. Była jedną z najwyższych koszykarek świata (214 cm) i  najbardziej znanych. Była też najlepszą polską koszykarką przełomu XX i XXI w. Jej kariera to pasmo wielu sukcesów. Dydek zaczynała w Huraganie Wołomin, gdzie grała też jej siostra. Obie przeniosły się później do Olimpii Poznań. Margo długo była rezerwową. Przełomem okazał się pierwszy wielki sukces - brązowy medal mistrzostw świata juniorek w Seulu (1993). Rok później właśnie z Olimpią zajęła trzecie miejsce w finałach Pucharu Europy (dziś Euroliga). Zdecydowała się wyjechać na zachód. 24

Kolejny przełom w jej karierze to rok 1998, kiedy to po występach we francuskim Olympic Valenciennes i hiszpańskim Pool Getafe wróciła do Polski. Grała w Lotosie Gdańsk, gdzie stała się podporą drużyny. Rok 1999 przyniósł Margo największy w karierze sukces jako reprezentantki Polski. Wraz z drużyną zdobyła złoty medal rozgrywanych w Katowicach mistrzostw Europy. Była liderką polskiej reprezentacji, zdobyła 154 punkty – najwięcej na tych mistrzostwach, dominowała w walce pod koszem. Mówiła: „Robię to, co do mnie należy. Wcale nie czuję się gwiazdą czy najlepszą koszykarką Europy”. A właśnie taki tytuł przyznała jej za 1999 rok włoska „La Gazzetta dello Sport”. Dydek była też główną polską koszykarką na igrzyskach olimpijskich w Sydney w 2000 r. Osiągała też sukcesy z Olimpią Poznań i Lotosem Gdynia. W Gdyni grała w latach 1998-2005. W tym czasie jej drużyna sięgnęła siedmiokrotnie

po mistrzostwo kraju, zagrała też w prestiżowej Eurolidze – dwukrotnie (w 2002 i 2004) zajęła drugie miejsce. Po zakończeniu gry w Lotosie Dydek udawała się co roku do USA. Od 1998 grała w USA – w San Antonio do 2005 roku, następnie w Connecticut Sun i Los Angeles Sparks. Mimo że nie żyje, nadal pozostaje liderką wszech czasów WNBA, jeśli chodzi o liczbę bloków (877) i średnią bloków na mecz (2,72), oraz współrekordzistką ligi (wraz z Lisą Leslie), jeśli idzie o liczbę bloków w jednym meczu (10). Dwa razy (w roku 2003 i 2006) wybrano ją do gry w meczu gwiazd. W ciągu ostatnich lat kariery znów grała za granicą – w Rosji w UMMC Jekaterynburg, następnie w Hiszpanii w Ros Casares Walencja, z którą to drużyną ponownie zagrała w finale Euroligi, jednak bez sukcesu. Karierę na parkiecie zakończyła w 2008 roku w  klubie Los Angeles Sparks. Unikała rozgłosu. „Postanowiłam nie udzielać wywiadów, bo nie lubię plotek. Ludzie wszystko przeinaczają”. Chciała spokojnie cieszyć się życiem z mężem Davidem Twiggem, Anglikiem, też koszykarzem, i synami Davidem (3 lata) i Alexandrem (rok). Los chciał inaczej… Miesiąc wcześniej, 29 kwietnia br., w warszawskim szpitalu po długiej chorobie zmarł w wieku 75 lat Waldemar Baszanowski „Baszan”. Był najwybitniejszym polskim sztangistą: dwukrotnym mistrzem olimpijskim w podnoszeniu ciężarów, pięciokrotnym mistrzem świata, sześciokrotnym mistrzem Europy, dwudziestoczterokrotnym rekordzistą świata. Zdobył 9 złotych medali mistrzostw Polski, 61 razy ustanawiał rekordy Polski! Urodzony 15 sierpnia 1935 roku w Grudziądzu z podnoszeniem ciężarów zetknął się wojsku. Podczas swego pierwszego sprawdzianu w armii osiągnął 60 kg w wyciskaniu, 70 kg w rwaniu i 90 kg w podrzucie przy wadze ciała w granicach 63-64 kg. Dla porównania jego rekordy życiowe to: 145 kg (wyciskanie), 137,5 (rwanie), 175 (podrzut), 450 (trójbój). Przez 15 lat kariery sportowej był wierny MONITOR POLONIJNY


AZS AWF Warszawa, uczelni, której był absolwentem i pracownikiem. Czterokrotnie startował w igrzyskach olimpijskich (1960-1972), przy czym trzykrotnie był chorążym polskiej reprezentacji podczas ceremonii otwarcia (w Tokio, Meksyku i Monachium). Złote medale olimpijskie zdobył w Tokio (1964) i Meksyku (1968). Po Monachium zakończył karierę sportową. W latach 70. i 80. trenował kadrę Indonezji. Po powrocie do kraju w 1988 roku został szefem wyszkolenia PZPC. W latach 1999-2008 kierował Europejską Federacją Podnoszenia Ciężarów. Jego pojedynki oglądali z zapartym tchem nawet ci, którzy na co dzień nie interesują się sportem i podnoszeniem ciężarów. Kręcono o nim filmy. Baszanowski był kawalerem Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski, a w 1969 roku laureatem plebiscytu „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca Polski. Kilka lat temu na pytanie dziennikarzy, czy gdyby ponownie miał wybierać sport, któremu poświęciłby wiele lat życia, byłoby to podnoszenie ciężarów, odpowiedział bez wahania: „Tak, miałem do tego smykałkę”. Z licznych trofeów sportowych najbardziej cenił złoty medal olimpijski z Tokio. Było to jego pierwsze złoto, o które było najtrudniej, bowiem w walce o nie musiał walczyć z rywalami tej klasy, co kolega z reprezentacji Marian Zieliński (brązowy medal) i znany sztangista ZSRR Władimir

Kapłunow (srebro). W 1997 roku pismo specjalizujące się w podnoszeniu ciężarów „World Weightlifting” uznało go za trzeciego najlepszego sztangistę wszech czasów (sic!), za Turkiem Naimem Suleymanoglu oraz Węgrem Imre Földim. W 2007 roku Baszanowski miał wypadek – spadł z drzewa. Złamał kręgosłup i uszkodził rdzeń kręgowy. Został niemal całkowicie sparaliżowany – poruszać mógł tylko głową oraz rękami. Większość czasu spędzał w pozycji leżącej. Ciężaru choroby już nie uniósł… Jego śmierć przeszła prawie niezauważona, bez wielkich medialnych debat i wspomnień. W szpitalu wojewódzkim w Płocku 18 czerwca br. w wieku 57 lat zmarł Marek Szufa. Gigant przestworzy. Wychował się w Opolu. Pasję lotniczą zaczął rozwijać w wieku około czterech lat od sklejania modeli samolotów. Mieszkał niedaleko lotniska aeroklubu i szybowców. Tam zaczęła się jego miłość do latania. Szybko nauczył się latać na szybowcach. Nikt przed nim nie „bujał” tak szybowcem i Szufa niedługo zyskał miano faceta ze skłonnością do „mocnych przechyleń”. Zajął się akrobacją szybowcową, później samolotową. W 1971 roku jako najmłodszy pilot szybowcowy w Polsce zdobył złotą odznakę szybowcową z trzema diamentami. Zakwalifikował się do szybowcowej kadry Polski. Ostre latanie przyniosło efekty. W 1985 roku został wicemistrzem świata w akrobacji szybowcowej. W akrobacji samolotowej przez lata reprezentował Polskę na mistrzostwach świata i Europy. W kraju wielokrotnie był mistrzem i wicemistrzem „Freestyle`u”. W 1974 roku przesiadł się na maszyny silnikowe. Pierwszą był radziecki JAK–18, kolejną ZLIN 526F – czeska maszyna, wtedy znakomita do latania wyczynowego i akrobacji. Dziś to sport prawie na wymarciu. Słynne beczki czy też korkociągi robi w Polsce nieco więcej niż 15 osób. Szufa uważał, że „zaniechanie szkolenia akrobacyjnego to głupota. Przydawało pilotom refleksu, umieli zachować zimną krew w ekstremalnych sy-

tuacjach. Teraz wielu ginie...”. W 1979 roku trafił do LOT-u. Rozpoczął od AN-24. Kiedy nadszedł czas, aby po zdaniu egzaminów zostać kapitanem, zażądano od niego, by wstąpił do PZPR. Odmówił. W stanie wojennym stracił pracę. Ale LOT cierpiał na brak pilotów i po dwóch latach ponownie go zatrudnił. Szufa latał na IŁ-18, następnie Tupolewem 154M. Na Tupolewie był instruktorem. W styczniu 1990 roku zdobył uprawnienia na Boeinga 767. Od 1993 roku latał dla zagranicznych linii. Kiedyś, przelatując nad mitycznym trójkątem bermudzkim, stracił jeden z silników, który rozleciał się w powietrzu. Udało mu się jednak dolecieć do Nowego Jorku. Po powrocie do Polski wrócił do LOT-u, akrobacji i swych niezwykłych kombinacji. Latał m.in. do góry kołami. Odbudował Curtiss Jenny, tzw. „dziewczynę do wszystkiego” – najsłynniejszy dwupłatowiec USA z okresu I wojny światowej. Samoloty tego typu latały w tzw. latających cyrkach, a Szufa, latając swoim, przenosił się w czasie. W otwartej kabinie, przy pędzie powietrza kręcił akrobacje na niebie. Występował na pokazach. Odważni mogli zasiąść z nim w samolocie i poczuć adrenalinę… Stworzył w końcu własną firmę „SzufaAirshow”. Na koncie miał ponad 20 tysięcy godzin spędzonych w powietrzu, wielokroć uczestniczył w pokazach lotniczych, ale tych z 18 czerwca 2011 roku nie przeżył. Podczas V Płockiego Pikniku Lotniczego jego samolot po kilku akrobacjach rozbił się na Wiśle… Pogrzeb Szufy odbył się 1 lipca 2011 roku na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Powspominajmy tych troje. Czy ktoś ich zastąpi? ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

25


O tym, że warto utrzymywać długoletnią korespondencję

Słowacja

egzotyczna

Nie, nie znam angielskiego – pisałyśmy do siebie po niemiecku. Skąd ta znajomość? Odnalazłyśmy się dzięki klubowi międzynarodowej korespondencji z Irlandii, do którego zgłosiłam się wraz z 10-letnią wówczas córką Weroniką poprzez ogłoszenie w prasie słowackiej.

oczami gości z Australii stały do dzisiaj moimi przyjaciółkami z dalekiego świata. Posyłamy sobie stale aktualne zdjęcia i paczki z upominkami, wierząc, że kiedyś się spotkamy... W przypadku Gaynore i jej męża ten czas nadszedł właśnie tej jesieni.

Kolekcja znaczków z całego świata Dzień „D” Na podstawie wypełnionego formularza komputer wyszukał dla mnie 15 adresów z całego świata – potencjonalnych przyjaciół korespondencyjnych, ludzi w moim wieku, którzy mogli pisać ze mną po niemiecku i mieli podobne zainteresowania czy hobby. To naprawdę ciekawa historia – lubiłam pisać już od czasów studiów w Bułgarii, a w tym wypadku była to forma doskonalenia języka niemieckiego, którego się uczyłam. Wysłałam wtedy krótkie listy pod każdy otrzymany adres. Kolejnych pięć lat pisałam o sobie i o rodzinie do USA, Japonii, Australii, a głównie do Niemiec. Przysyłano mi zewsząd kolejne adresy chętnych do pisania, ale już nie wystarczało mi sił i czasu na ręczne pisywanie listów w takich ilościach. Zdarzało się, że na święta Bożego Narodzenia nosiłam na pocztę około 20 kartek i 15 listów. Wtedy jeszcze Internet ani komunikatory w typie Skype’a nie były rozpowszechnione. Ale za to stałam się właścicielką wielkiej kolekcji znaczków z całego świata i różnobarwnych kopert, które do dziś przechowuję na pamiątkę. Największą radość sprawiały mi listy od Gaynore z Australii oraz Toshiko z Japonii i dlatego już tylko one pozo26

Od kiedy otrzymałam z Australii wiadomość, że moi znajomi-nieznajomi przylecą do Europy, myślałam, co im pokazać, co ugotować czy upiec. Wszystko powinno być oryginalne, a jednocześnie typowe zarówno dla słowackiej, jak i polskiej kuchni i kultury. Trudno było wymyślić taką wizytówkę moich dwóch ojczyzn, kiedy miało się na to zaledwie dwa i pół dnia! Dzień „D” od razu na wstępie przyniósł niespodziankę. Pomimo kontaktu telefonicznego moi tak długo oczekiwani goście, jadąc pociągiem z Wiednia, dotarli nie na bratysławski dworzec główny, ale na ten w Petrżalce. Prawie godzinę biegałam po całej stacji, szukając ich, wysyłając im SMS-y pełne obaw, przy okazji zaglądając obcym ludziom w oczy, w celu sprawdzenia, czy to nie przypadkiem moi goście.

Dopiero telefon od Łukasza, znającego dobrze angielski syna sąsiadki, a zarazem przyjaciółki Ivetki, która po nich ze mną pojechała, wyjaśnił, co się stało. Ale co oni sobie pomyśleli, wysiadając na podrzędnym dworcu, mniemając, że to centrum? Strach pomyśleć! Na szczęście potem już wszystko szło gładko. Spotkanie było serdeczne i pełne emocji. My z Gaynore rozmawiałyśmy po niemiecku, Łukasz z Davem po angielsku. Przeszliśmy pieszo od wybrzeża Dunaju, przez Stare Miasto na zamek, oglądając po drodze najładniejsze zakątki Bratysławy. Weszliśmy też do jednej z tradycyjnych restauracji, gdzie nasi goście z Australii mieli okazję spróbować dań kuchni słowackiej. I chyba nietrudno się domyśleć, co im zamówiliśmy – oczywiście bryndzové halušky, kapustové strapačky, bryndzové pirohy, a do tego dobre piwo. Dave stwierdził, że u nich piwo jest okropne i cieszył się, że spróbuje naszego. Czy im to wszystko smakowało? Twierdzili, że tak, choć Gaynore najbardziej chyba zasmakowały strapačky. Bratysławą byli zachwyceni – robili zdjęcia wszystkich szczegółów. Podobały im się kafejki na Starówce, wieczorna atmosfera na zamku, panorama miasta i zachód słońca nad Dunajem. Trudno im było uwierzyć, że zaraz za rzeką biegną granice z dwoma innymi państwami, zaś ja nigdy przedtem nie myślałam o Bratysławie jako o czystym mieście, którym ponoć w porównaniu z Paryżem jest. I jeszcze jedno – moi goście nie spodziewali się u nas tak ciepłej pogody we wrześniu. Cieszyli się na trochę chłodu po całorocznych upałach w Quinslandzie. Ponoć temperatura, jaka u nas w tym czasie była, bywa u nich zimą. I dlatego zazdroszczą nam trochę tego urozmaiconego klimatu. Na nic im były kurtki i ciepłe swetry, które ze sobą wzięli… Á propos bagażu – każdy z nich miał niewielki plecak, a za sobą ciągnął średniej wielkości walizkę, przy czym ich pobyt w Europie trwał całych 6 tygodni! Podziwiałam ich... ZDJĘCIA: RENATA STRAKOVÁ

P

ierwsze i może jedyne osobiste spotkanie z przyjaciółką z australijskiego Quinslandu po 19 latach regularnej korespondencji było dla mnie prawdziwą przygodą.

MONITOR POLONIJNY


Gadu, gadu Po przyjeździe do Trenczyna gościłam ich w swoim mieszkaniu, na typowym osiedlu, w bloku. Nie planowałam żadnego hotelu, choć oni w Australii mają piękny domek z własnym parkiem dokoła. Po angielsku rozmawiał z nimi głównie mój syn, który bardzo szybko zaprzyjaźnił się z Davem. Ich śmiech słychać było do późnej nocy. Na drugi dzień rano podczas obfitego śniadania wysłuchałam wielu słów podziwu dla mojego dziecka. Moi goście ponoć byli zaskoczeni tym, że Łukasz tak perfekcyjnie i płynnie mówi po angielsku, że mogą z nim rozmawiać, jak z którymś ze swoich sześciorga dzieci w domu i nie odczuwają żadnej różnicy. Przy czym Łukasz nigdy nie był w Anglii – biegłość w tym języku zawdzięcza głównie rozmowom przez Internet. Przyznam się, że byłam wtedy dumną ze swoich dzieci, tym bardziej, że historia powtórzyła się wieczorem, gdy moi australijscy goście rozmawiali przez Skype’a z moją córką i zięciem. Ich zdumienie było jeszcze większe, kiedy dowiedzieli się, że moje dzieci znają dobrze jeszcze przynajmniej dwa inne języki, no i po polsku mówią płynnie. W przeciwieństwie do dzieci w z Australii nasze często mówią kilkoma językami obcymi. Może są zdolniejsze, a może mają większą motywację, mieszkając w wielojęzycznej Europie? Moi goście stwierdzili, że dużą rolę odgrywa też poziom szkolnictwa.

Pod i na trenczyńskim zamku Drugi dzień odwiedzin miał charakter spotkania rodzinnego i poznawania miejsc, w których żyję. Były więc spacery z naszym pieskiem, kilka uroczych chwil w ogródku, gdzie moi Australijczycy wszystko fotografowali (szczególnie drzewa iglaste, bo takie u nich nie rosną) i pytali o każdy gatunek roślin. Niektóre trzeba im było pokazać w katalogu. Wstydziłam się bardzo za gąszcz chwastów na naszym osiedlu, bo na koszenie brakuje ponoć środków finansowych. Ale oni zachwycali się LISTOPAD 2011

wszystkim, bo wszystko było inne niż u nich. Smakował im bardzo nasz polski bigos, co z kolei mnie bardzo ucieszyło. Zamek w Trenczynie jest zawsze najważniejszym punktem programu wszystkich moich gości. Tym razem też nie rozczarował. Gaynore stwierdziła, że w porównaniu z zamkami Szkocji i Francji, które zwiedziła, trenczyński zrobił na niej największe wrażenie. Ona sama bardzo interesuje się historią Europy, bo tu żyli jej przodkowie. W pozytywnym odbiorze tego przepięknego zabytku pomogła na pewno też piękna pogoda i superwidok z zamkowej wieży na miasto i całą dolinę Wagu. Wieczór, spędzony w pobliskiej piwiarni, gdzie Dave pierwszy raz w życiu miał możliwość spróbowania 52-procentowej śliwowicy, był znowu pełen śmiechu i zabawy.

Słowacja jak malowana! A następnego dnia czekała nas wymyślona przeze mnie i już wypróbowana trasa wycieczkowa – Bojnice, Čičmany, Rajecká Lesná. Stwierdziłam, że właśnie te miejscowości mogą być najciekawszą wizytówką najbliższej okolicy, którą można pokazać w przeciągu jednego dnia. W Bojnicach zwiedziliśmy zamek jak w bajce i pobliskie ZOO, a niezwykle trudną trasą (szczególnie dla mnie za kierownicą dużego samochodu) przez góry, lasy i serpentyny, dotarliśmy do unikatowej wsi ze skansenem, w którym stoją chałupy pomalowane w niepowtarzalny sposób, stanowiące atrakcję nie tylko dla turystów zagranicznych. Może trzeba by było trochę bardziej o nie zadbać? Dobrze, że znaleźliśmy tam chociaż jedną porządną restaurację z typową kuchnią słowacką. Dzięki uprzejmej pani, która pomimo późnego popołudnia, otworzyła tylko dla nas muzeum, mieszczące się w jednym z malowanych domków, nasi szczególni goście mieli okazję zobaczyć, jak tu ludzie żyli kiedyś.

Ostatnim punktem wycieczki była najniezwyklejsza słowacka szopka drewniana w Rajeckiej Lesnej, która za każdym razem zachwyca mnie swoimi kunsztem, a przy tym przedstawia cały kraj, wszystkie znane rzemiosła i zwyczaje ludowe Słowacji. Australijczycy byli oczarowani! Wieczorem dziękowali nam bardzo za wspaniałe przeżycia.

„I tak się trudno rozstać...“ Ponieważ pozostało nam już tylko kilka godzin do ich odjazdu, cały wieczór poświęciliśmy na oglądanie zdjęć i kroniki naszego Klubu Polskiego. Na koniec zmusili mnie do zaśpiewania kilku polskich piosenek przy akompaniamencie gitary. Przy okazji okazało się, że Gaynore marzy o spędzeniu świąt Bożego Narodzenia w naszej, polskiej atmosferze, ze śniegiem za oknami i choinką. Przed laty otrzymałam od niej kartkę świąteczną i zdjęcie Mikołaja, rozdającego słodycze opalającym się plażowiczom. Nie dziwiąc się jej marzeniu, zaśpiewałam jej swoją ulubioną kolędę „Lulajże Jezuniu”. A co na koniec? Myślę, że spotkanie nikogo z nas nie rozczarowało, a mnie pozostawiło wiele ciekawych wrażeń i nowych spostrzeżeń. Teraz wiem więcej o życiu na drugiej półkuli. Cieszę się, że i goście zabrali ze sobą miłe wspomnienia i zapamiętają sobie Europę Środkową jako piękne, ciekawe miejsce na ziemi. Zabrali też drobne upominki, jak np. ceramikę z Modrej czy laleczki z liści kukurydzy, a nam zostawili na pamiątkę oryginalne drobiazgi, ręcznie wyrabiane przez australijskich tubylców – Aborygenów. Może i ja będę mogła ich kiedyś odwiedzić, bo od kiedy przeczytałam w dzieciństwie książkę przygodową „Tomek w krainie kangurów“, podróż do Australii do dziś jest moim wielkim marzeniem... RENATA STRAKOVÁ Dziękuję Ivetce Matekovej i jej dzieciom za pomoc i wsparcie przy organizowaniu pobytu moich gości na Słowacji 27


Dnia 12 listopada (sobota) o godz. 11.00 w Instytucie Polskim w Bratysławie (Nám. SNP 27) z inicjatywy redakcji „Monitora Polonijnego“ odbędzie się

Dyktando Polonijne które przeprowadzi dr Maria Magdalena Nowakowska z Katedry Lingwistyki Stosowanej i Kulturowej Uniwersytetu Łódzkiego i Katedry Języka Polskiego i Literatury Uniwersytetu w Lublanie. Honorowy patronat nad Dyktandem Polonijnym sprawuje Ambasador RP na Słowacji Andrzej Krawczyk. W dyktandzie przewidziany jest udział kilku trzyosobowych grup, reprezentujących m.in. Polonię z różnych regionów Słowacji, uczniów szkoły polskiej, studentów polonistyki z Bratysławy i Bańskiej Bystrzycy, pracowników polskiej ambasady na Słowacji, Instytutu Polskiego, Słowaków, współpracowników redakcji „Monitora“. Istnieje też możliwość stworzenia innych grup. Osoby, chcące wziąć udział w dyktandzie, mogą się zgłaszać do 9 listopada pod adresem: mwobla@gmail.com bądź pod numerem telefonu: 0905623064. Fundatorem nagród indywidualnych i grupowych jest Redakcja „Monitora Polonijnego“ oraz firma PolskiBus (www.polskibus.com), która ufundowała dwa bilety na przejazd autobusem na trasie Bratysława - Warszawa i z powrotem. 28

Regulamin Dyktanda Polonijnego ym razem w rubryce „Okien ko językowe“ pu bli ku jemy Regulamin Dyktan da Polonijnego, opracowany przez dr Marię Magdalenę Nowakowską, która przygotuje dla nas także tekst dyktanda. Wszystkich Czytelników „Monitora Polonijnego” zachęcamy do sprawdzenia swojej wiedzy na temat polskiej ortografii i interpunkcji w praktyce, poprzez udział w Dyktandzie Polonijnym, które odbędzie się 12 listopada 2011 r. To pierwsze tego typu przedsięwzięcie organizowane przez naszą redakcję, ale wierzymy, że nie ostatnie.

T

1. INFORMACJE OGÓLNE. Organizatorem Dyktanda Polonijnego jest redakcja miesięcznika „Monitor Polonijny” i Klub Polski – Stowarzyszenie Polaków i Ich Przyjaciół na Słowacji. Honorowy patronat nad Dyktandem Polonijnym sprawuje Ambasador RP na Słowacji Andrzej Krawczyk. Dyktando Polonijne odbędzie się 12 listopada 2011roku o godz. 11.00 w pomieszczeniach Instytutu Polskiego w Bratysławie (Nám. SNP 27). Konkurs ma na celu propagowanie kultury języka ojczystego oraz zasad poprawnej pisowni. Tekst dyktanda zostanie opracowany na podstawie obowiązujących zasad pisowni i interpunkcji, zawartych w aktualnych słownikach ortograficznych PWN. 2. ZASADY UCZESTNICTWA. W dyktandzie mogą wziąć udział trzyosobowe grupy osób, złożone z obywateli polskich, mieszkających na stałe lub tymczasowo na Słowacji (lub za granicą), oraz obywateli słowackich (i innych państw), które zgłoszą chęć uczestnictwa w Dyktandzie Polonijnym do 9 listopada 2011 r. pod adresem: mwobla@gmail.com bądź pod numerem telefonu: 0905623064. 3. JURY. Nad przebiegiem dyktanda czuwać będzie komisja konkursowa z przewodniczącą dr Marią Magdaleną Nowakowską. Komisja ta zajmie się w szczególności prawidłowym przebiegiem dyktanda, ogłoszeniem listy nagrodzonych, interpretacją postanowień niniejszego regulaminu oraz rozstrzyganiem związanych z dyktandem sporów.

4. PRZEBIEG DYKTANDA POLONIJNEGO. Zadaniem uczestników Dyktanda Polonijnego jest poprawne napisanie tekstu dyktanda. Tekst dyktanda zostanie odczytany przez przewodniczącą komisji konkursowej. Nie wolno dyktowanego tekstu pisać wersalikami, czyli wielkimi literami drukowanymi. Podczas pisania tekstu dyktanda uczestnikom nie wolno korzystać z żadnych pomocy naukowych ani słowników, porozumiewać się między sobą, opuszczać sali przed zebraniem prac, korzystać z jakichkolwiek urządzeń elektronicznych (telefonów komórkowych, notesów, laptopów itp.). Ewentualne poprawki w tekście należy nanosić przez skreślenie wyrazu błędnego i napisanie powyżej wersji poprawnej. Skreślenia muszą być wyraźnie zaznaczone. Również w poprawkach nie wolno używać wielkich drukowanych liter. Ogłoszenie wyników i wręczenie nagród odbędzie się w dniu przeprowadzenia konkursu. 5. ZASADY OCENY. Ocenie podlegać będzie zarówno poprawność ortograficzna, jak i interpunkcyjna. W pierwszej kolejności oceniane będą błędy ortograficzne, z uwzględnieniem podziału na błędy I stopnia (niezgodna z normą pisownia rz, ż, ó, u, h, ch, ę i ą, pisownia łączna i rozdzielna, pisownia małą i wielką literą, opuszczenie wyrazu) i II stopnia (inne błędy, np. pisownia głosek bezdźwięcznych na miejscu dźwięcznych, brak oznaczenia miękkości, opuszczone pojedyncze litery, przestawienie wyrazów w zdaniu, zniekształcone końcówki wyrazów itp.). Błędy in-

terpunkcyjne będą traktowane jako błędy ortograficzne II stopnia. Wszelkie nieczytelne i niejednoznaczne zapisy wyrazów, grup wyrazowych i znaków interpunkcyjnych będą interpretowane na niekorzyść piszącego. Zwycięskie grupy zostaną wyłonione w dwu kategoriach – obywateli polskich i obywateli słowackich (i innych). O zwycięstwie zdecyduje bezbłędne napisanie tekstu dyktanda przez wszystkich członków grupy lub popełnienie przez nich w sumie (!) najmniejszej liczby błędów. Dyktando wyłoni też Mistrzów Ortografii w dwu kategoriach – obywateli polskich i obywateli słowackich (i innych). Zostaną nimi pojedyncze osoby, które napiszą tekst dyktanda bezbłędnie lub popełnią najmniej błędów. Jeśli na podstawie napisanych przez uczestników konkursu prac nie będzie można wyłonić zwycięzcy (będzie kilka prac bezbłędnych lub prac z tą samą liczbą błędów), komisja konkursowa może podjąć decyzję o przeprowadzeniu dogrywki w postaci pisania kolejnego tekstu. Możliwości wglądu do prac konkursowych na żądanie ich autorów będzie możliwe w czasie określonym przez komisję konkursową. 6. UWAGI KOŃCOWE. Organizatorzy zapewniają dyskrecję wyników dyktanda i jednocześnie zastrzegają sobie prawo do opublikowania listy zwycięzców z podaniem imienia i nazwiska tych osób. Wszelkie sprawy, które nie zostały objęte powyższym regulaminem, rozstrzyga przewodniczący komisji. MONITOR POLONIJNY


Zbliżają się X Światowe Zimowe Igrzyska Polonijne „Śląsk-Beskidy 2012” Tym razem odbędą się od 26 lutego do 2 marca 2012 roku w Bielsku-Białej, Cieszynie, Szczyrku, Wiśle i Tychach. Polonia z całego świata będzie tam walczyć o medale w dziesięciu dyscyplinach zimowych (więcej informacji na: http://www.igrzyskapolonijne.eu/). Zachęcamy słowacką Polonię do wzięcia udziału w tym światowym święcie sportu i czekamy na zgłoszenia chętnych do 15 grudnia 2011 r. pod adresem: mwobla@gmail.com. Ponadto wraz z organizacją SIPPA - Światowe Igrzyska Polonijne – Polonia Austria /www.igrzyskapolonijne.at/ zapraszamy na tradycyjny „Opłatek u Olimpijczyków“, który odbędzie się 2 grudnia 2011 r. o godz. 19.30 w restauracji FAVORIT w 10. dzielni-

cy Wiednia (1100 Wien) przy ul. Triesterstrasse 67. Na spotkaniu tym będzie można porozmawiać z organizatorami Zimowych Światowych Igrzysk Polonijnych „Śląsk-Beskidy 2012”, trenerami i sportowcami, a z dyrektorem Dolnośląskiej Federacji Sportu powspominać minione Letnie Igrzyska Polonijne „Wrocław 2011”. W programie przewidywana jest też m.in. prezentacja multimedialna „Sport Polonijny“, słodki poczęstunek, mikołajowe prezenty, wspólne kolędowanie, recital muzyczny, a na koniec zabawa-karaoke. Zainteresowanych udziałem w imprezie prosimy o kontakt z redakcją „Monitora Polonijnego“. Liczba miejsc ograniczona.

ŻYCZENIA Dnia 14 października na świat przyszedł Filip Kamil, drugi syn Magdy i Wojtka Kulmów. Dumnym rodzicom i ich obu pociechom wszystkiego najlepszego życzą przyjaciele z Klubu Polskiego.

Klub Polski Bratysława zaprasza na koncert muzyki poważnej, zatytułowany

„Impresje młodych Polaków i Słowaków“ Koncert odbędzie się 11 listopada (piątek) o godz. 17.00 w Instytucie Polskim (Nám. SNP 27). W programie między innymi utwory Fryderyka Chopina, Karola Szymanowskiego, Ignacego Paderewskiego. Wstęp wolny.

W YBÓR Z PROGRAMU INST Y TUTU POLSKIEGO – LISTOPAD I GRUDZIEŃ 2011 ➨ JAZZ FOR SALE: KONCERTY MUZYKÓW POLSKICH Koszyce, Historická radnica, Hlavná 59 5 listopada, godz. 19.00 – Urszula Dudziak – pierwsza dama polskiego jazzu 12 listopada, godz. 19.00 – Paweł Kaczmarczyk – pianista jazzowy, zespołu Audiofeeling Band 19 listopada, godz. 19.00 – Grzegorz Karnas – wokalista jazzowy

➨ OFF/COURSE 2 listopada -2 grudnia, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27, Otwarcie wystawy 12 listopada o godz. 18.00. Wystawa fotografii studentów poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych: Urszuli KluzKnopek, Diany Lelonek, Marty Strzody, Piotra Szpilskiego, Agaty Witkowskiej i Pawła Żukowskiego w ramach festiwalu Off.

➨ NU DANCE FEST: LOST IN DETAILS 14 listopada, godz. 20.00, Bratislava, A4 – NULTÝ PRIESTOR, Nám. SNP 12 • Występ Aleksandry Borys w ramach VI Międzynarodowego Festiwalu Tańca Współczesnego i Teatru Ruchu Główny organizator: Asociácia súčasného tanca

➨ KIESZONKOWY ATLAS KOBIET 1-15 listopada, Bratysława,, KC Dunaj/kníhkupectvo, Košická ul. • Prezentacja tłumaczenia książki Sylwii Chutnik , która ukazała się w wydawnictwie „Ladon”.

➨ FORUM ŚRODKOWOEUROPEJSKIE 16-19 listopada, Bratysława, Divadlo Astorka, Nam. SNP 33 • Międzynarodowy panel dyskusyjny z udziałem dziennikarza i politologa Aleksandra Smolara, pedagoga i naukowca z Uniwersytetu Warszawskiego Magdaleny Środy, wykładowczyni Uniwersytetu w Oslo i Stanford University Niny Witoszek oraz dziennikarza i pisarza Jacka Żakowskiego.

➨ MIESIĄC FOTOGRAFII: JANUSZ SZYNDLER 5 listopada, godz. 18.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 • Autorska wystawa fotografii artystycznej i komercyjnej polskiego fotografa mieszkającego w Czechach Wystawa potrwa do 2 grudnia.

➨ PAWEŁ PRZYTOCKI DYRYGUJE ORKIESTRĄ

➨ Miesiąc Fotografii: VO VECI VECÍ / IN THE MATTER OF THINGS • 4 listopada, godz. 19.00, Bratislava, Bratislavský hrad • Wystawa

➨ POLSKI TEATR WSPÓŁCZESNY: SPEKTAKLE

fotografii Studentów Wydziału Fotografii PWSTViT

➨ FESTIVAL BARBAKAN: GRUPA VLADIMIRSKA 4 listopada, Banská Štiavnica – Art Café, Banská Bystrica – Klub 77 • Koncerty zespołu, którego muzykę trudno sklasyfikować ze względu na ciekawe i rzadko spotykane instrumentarium oraz oryginalne brzmienie. LISTOPAD 2011

SYMFONICZNĄ SŁOWACKIEGO RADIA 16 listopada, Bratysława, Slovenský rozhlas, Mýtna 1 W programie utwory K. Szymanowskiego, F. Liszta i J. Cikkera. J. GROTOWSKIEGO I T. KANTORA Po 15 listopada, Bratysława, Divadelný ústav, Jakubovo nám. 12 • Prezentacja zapisów filmowych spektakli teatralnych Jerzego Grotowskiego i Tadeusza Kantora

➨ KOPYT/KOWALSKI 28 listopada, Bratysława , A4, Nám. SNP 12 29-30 listopada, Preszów 1 grudnia, Bańska Bystrzyca Koncerty w ramach festiwalu Vlna naživo Według własnych słów członków grupy: „Wysokooktanowa mieszanka poezji i muzyki“ Współorganizator: Združenie Vlna

➨ WIECZÓR DYSKUSYJNY Z ÚPN 1 grudnia, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 • Dyskusja z historykami na temat wydarzeń w Polsce w latach 1980-1981 i ich odbiorem na Słowacji.

➨ WARSZTATY TEATRALNE W RAMACH FESTIWALU „DIVADLO BEZ DOMOVA” 3 grudnia, godz. 15.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27

➨ TEATR GRODZKI 3 grudnia, godz. 19.00, Bratysława, Štúdio 12, Jakubovo nám. 12 • Spektakl teatralny Zrzeszenia Artystycznego Teatr Grodzki z Bielska-Białej w ramach festiwalu „Divadlo bez domowa”.

➨ ESEJE ADAMA MICHNIKA 6 grudnia, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 • Spotkanie z Adamem Michnikiem z okazji słowackiego wydania jego esejów przez Wydawnictwo „Kalligram”.

➨ DIERKOVANÉ FARBY / Perforowane KOLORY 8 grudnia, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 • Wystawa z cyklu „Nasza sztuka”, w którym Klub Polski przedstawia prace swoich utalentowanych członków. Tym razem będą to obrazy Gabriela Petráša i fotografie Małgorzaty Šurákovej. Główny organizator: Klub Polski

➨ ČIERNY ŠTVRTOK / CZARNY CZWARTEK 8 grudnia, godz. 19.30, Bratislava, kino Lumiére, Špitálska 4 • Słowacka premiera filmu Czarny czwartek w reżyserii Antoniego Krauze 29


Marzenia się spełniają...

(część II)

poprzednim numerze „Monitora Polonijnego“ opublikowaliśmy pierwszą część artykułu naszego rodaka z Japonii, z którego mogli się Państwo dowiedzieć, jak znalazł się w tym kraju, jak ożenił się z Japonką i jak jest odbierany przez nowe środowisko.

W

W Japonii poznałem wielu Polaków, mieszkających tutaj od lat, mających swoje rodziny, nawet kilkupokoleniowe. Zdecydowana większość z nich to profesorowie akademiccy, ale wiele jest osób, które przyjeżdżają tu na chwile, a zostaje na dłużej. Mam grupę polskich znajomych, z którymi, jak tylko jest okazja, staram się spotykać. Co miesiąc możemy razem uczestniczyć w mszy św. w języku polskim, odprawianej w kościele w Yotsuya. Kościół ten stał się naturalnym miejscem spotkań japońskiej Polonii. Jest także coroczne przyjecie wigilijne w ambasadzie, gdzie zawsze gromadzi się ponad 100 osób. Mimo wszystko to ciągle za mało, aby nasz kraj był tutaj rozpoznawany. Wielu Japończyków kojarzy czy to Jana Pawła II, czy Lecha Wałęsę. Wszyscy natomiast znają Fryderyka Chopina i Marię Skłodowską-Curie, ale czasem są przekonani, że to Francuzi. Zdarza mi się niekiedy, że np. w pociągu ktoś mi się przygląda lub ukradkiem robi zdjęcie – ale już coraz rzadziej. Tokio jest inne – wymieszane przez obcokrajowców, ale nadal, moim zdaniem, nie dostosowane do nich. Paniczny lęk przed angielskim tworzy wielką barierę. Wspomniana wcześniej wygoda życia codziennego, a co za tym idzie unikanie problemów, jest pretekstem, aby się nie zadawać z Gajinami (‘obcokrajowcami’), gdyż ci na pewno nie mówią po japońsku, nie rozumieją zasad i są źródłem czegoś złego. I nawet 25 lat mieszkania tutaj, posługiwanie się językiem japońskim lepiej niż niejeden Japończyk nie gwarantują wtopienia się w tłum czy pozbycia się wrażenia wyobcowania. Trwająca setki lat izolacja Japonii jest mocno zakorzeniona w umysłach jej mieszkańców, ale dzięki 30

młodemu pokoleniu to się już zmienia i to bardzo szybko. Jak wiemy Japonia to kraj mężczyzn, ale ja jako Gajin jestem klasyfikowany gdzieś pomiędzy. Gdy kobieta wybiera na swego partnera obcokrajowca, przeważnie odrzuca stereotyp męża-Japończyka, która pracuje od rana do wieczora, po pracy chodzi z kolegami na obowiązkowe imprezy, a rodzinę widuje w weekendy (jeśli akurat nie pracuje). Oczywiście są wyjątki; spotkałem też wspaniałych ojców i mężów, ale – z tego co zauważyłem – wszyscy oni mieszkali za granicą i chyba dzięki temu zmienili styl życia. Typowa japońska żona nie pracuje, rzuca pracę, jak tylko zajdzie w ciążę i przeważnie przez resztę życia zajmuje się domem. Zdarza się, że japońskie pary rozwodzą się w wieku emerytalnym, bo okazuje się, że spędzanie całych dni razem jest bardzo trudne. Problemem Japonii jest także natura. Wyspy japońskie to najbardziej aktywny sejsmicznie rejon na świecie – ziemia trzęsie się tu codziennie po kilka razy, ale są to na tyle małe wstrząsy, że się ich nie odczuwa. Poza tym budynki oraz wszystkie inne konstrukcje są tutaj budowane z myślą o możliwości wystąpienia trzęsienia ziemi. I znowu niezastąpiona okazuje się technologia – systemy wczesnego ostrzegania, które na kilkadziesiąt czy kilkanaście sekund wcześniej powiadamiają o zbliżającym się trzęsieniu czy tsunami. Budynki, które mają po 20-40 pięter, potrafią się odchylać kilkadziesiąt centymetrów od swojej osi bez szkody dla swojej konstrukcji. Ale 11 marca stało się coś wyjątkowego, ziemia zatrzęsła się tak mocno, że nie można było ustać w miejscu czy równo iść. Tego dnia byłem śmiertelnie przerażony. Wybiegłem na ze-

wnątrz restauracji, gdzie jadłem spóźniony obiad. Szybko jednak zatrzymali mnie przechodnie – razem staliśmy na ulicy trzymając się z dala od wysokich budynków i szklanych okien. Widok wieżowca 30-piętrowego, który kołysze się na boki, odchylając prawie 1m od osi, oraz brak możliwości ustania w miejscu wydaje się dziś snem. Ale to był tylko początek piekielnego tygodnia, ziemia przecież trzęsła się co kilka minut. W biurze wszystko było poprzewracane, zarówno monitory, jak i niektóre szafki, ale na szczęście bez większych strat. Opanowanie oraz organizacja Japończyków były niesamowite. Nikt nie panikował, nie płakał, nie krzyczał. Wszyscy szybko i zgodnie udali się w bezpieczne miejsca, przy czym zwykle jedna osoba trzymała otwarte drzwi, inna pomagała wyjść, a jeszcze inna sprawdzała, czy nikt nie został w pomieszczeniach. Można powiedzieć, że wszystko odbyło się automatycznie, bez emocji. To wynik wieloletniego szkolenia. Nie wiedzieliśmy, co dokładnie się stało, poza tym, że nastąpiło dość duże trzęsienie ziemi. Zatrważające wiadomości dotarły do nas później. Gdyby nie tsunami, uszkodzenia spowodowane samym trzęsieniem, nie byłyby aż tak dotkliwe. Popękane ściany, rozerwany asfalt czy stłuczone szyby, ale budynki się nie zawaliły. Przebywałem wtedy w Yokohamie (ponad 350 km na południe od epicentrum), więc moje odczucia są inne niż osób z północnowschodniego Sendai. Wiele osób pyta mnie, czy zostanę w Japonii na zawsze. Nie wiem... Czasem tęsknota za rodziną, przyjaciółmi czy Polską jest tak dotkliwa, że muszę polecieć do kraju. Z drugiej strony Japonia jest tak niesamowicie ciekawa i odkrywanie jej kolejnych warstw jest kuszące. Większość przyjezdnych nie daje rady dostosować się mentalnie do wszystkich zasad oraz japońskiego sposobu myślenia, dlatego poddaje się i niemalże obrażona na Japonię wyjeżdża stąd, ale jest też grupa osób na tyle silna czy otwarta umysłowo, która mimo codziennych trudności odkrywa zawsze coś nowego w magicznej krainie kwitnącej wiśni i wschodzącego słońca... MAREK GAJEWSKI Yokohama, Japonia MONITOR POLONIJNY


O tych, co wakacje zaczynają w styczniu,

czyli witajcie w Brazylii! tym numerze poznamy pełną tańca i piłki nożnej Brazylię! To największe państwo Ameryki Południowej. Zajmuje niemal połowę kontynentu (47,5 %) i graniczy z 10 państwami. Językiem urzędowym jest portugalski, a stolicą miasto Brasilia.

W

Lubicie tańczyć? Świetnie trafiliście! W Rio de Janeiro (jego nazwa to dosłownie ‘styczniowa rzeka’) co roku odbywa się najsłynniejszy karnawał świata. Pierwszy miał miejsce już w 1723 roku! Z tej okazji przedstawiciele licznych szkół samby przygotowują piękne stroje i tańczą na ulicach, rywalizując między sobą. Karnawał w Rio przyciąga turystów z całego świata. Może pewnego dnia i Was?

Nie wszyscy chłopcy są fanami samby, ale prawie wszyscy są fanami piłki nożnej. Brazylia słynie ze znakomitych piłkarzy. Reprezentacja tego kraju 5 razy zdobyła tytuł mistrza świata (ostatnio w 2002 roku). W Rio de Janeiro znajduje się również słynny stadion piłkarski – Maracana. Gwiazdy brazylijskiego futbolu to m.in. Ronaldo i Ronaldinho. Choć ich imiona są bardzo podobne, to są to dwie zupełnie inne osoby! W Brazylii znajduje się jeden z 7 współczesnych cudów świata – pomnik Chrystusa Zbawiciela (40,5 m wysokości). Znajduje się on na szczycie góry Corcovado. Pomnik zaprojektował Paul Landowski, francuski rzeźbiarz polskiego pochodzenia.

Czas na pyszności! W dniu urodzin lub Dniu Dziecka (w Brazylii jest obchodzony 12 X), nie może zabraknąć brigadeiro – czekoladowych cukierków, zrobionych z zagęszczonego mleka, masła i kakao. A wszystko w pysznej czekoladowej posypce. Jeśli jednak za czekoladą nie przepadacie, możecie spróbować quindimu. To deser, który przygotowuje się z cukru, kokosu, jajek i wanilii. Palce lizać! LISTOPAD 2011

Powiedz to po portugalsku:: Cześć! - Oi! Lubię sambę! - Eu gusto de samba! Lubię futbol! - Eu gusto de futebol! Zapraszam Cię do Polski! - Convido-vos para o Polônia OLA TULEJKO 31


ZDJĘCIA: TOMASZ MADEJ

Listopadowe długie wieczory sprzyjają nudzie, żeby więc zupełnie się nie rozleniwić, proponuję wykorzystać propozycję pana Tomasza Madeja z Bratysławy

na kulinarne wspomnienie lata. Tajemniczy macabulon z pewnością Was skusi nie tylko ze względu na nazwę, ale i dlatego, że jest po prostu pyszny.

Tajemniczy macabulon Składniki: • • • • • •

porcja schabu na kotlety sałata słoik papryki konserwowej puszka brzoskwiń serek topiony, najlepiej o smaku szynki kilka plasterków szynki (lub wędliny szynkowej) • panierka, czyli: mąka, woda, jajko, bułka tarta • sól, pieprz

Sposób przyrządzania: Schab kroimy na plastry (jak na kotlety), które rozbijamy na cienko, a potem solimy i pieprzymy. Na mniej więcej jednej trzeciej powierzchni każdego kotleta kładziemy liść sałaty, plasterek szynki, kawałek serka topionego, dwa plasterki brzoskwini i kawałeczek papryki. Następnie kotlet zwijamy w rulonik, jak zraz, i dociskamy dłońmi, tworząc podłużny cygarowaty kształt. Po przygotowaniu wszystkich macabulonów robimy panierkę. Mieszamy mąkę, wodę i jajko tak, aby uzyskać gęstość ciasta naleśnikowego, doprawiamy solą i pieprzem. W tym zanurzamy kotlety, a następnie obtaczamy je w bułce tartej. Na patelni

rozgrzewamy olej – dość sporo, bo macabulony muszą być zanurzone przynajmniej do 1/3 swej grubości – i na gorący tłuszcz kładziemy kotlety, najlepiej złączami do dołu, by się nie rozpadły. Smażymy powoli z wszystkich stron. Gdy serek topiony zacznie wyciekać, to znak, że macabulony są już gotowe, jeśli nie będzie wyciekać, to macabulony też będą dobre – tylko serka było widocznie za mało.

Pan Tomasz zachęca, by macabulony podawać z tłuczonymi ziemniakami, posypanymi koperkiem lub pietruszką, i sałatką z czerwonych buraczków lub kapusty. Mnie już cieknie ślinka, a Wam? AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2011/11  
Monitor Polonijny 2011/11  
Advertisement