Page 1

Pora na nowe borowiki, kurki i mas’laki

Wybory: 9-10-11

str. 9

str. 4


Podczas XIX Światowego Forum Mediów Polonijnych

dwie nagrody otrzymał „Monitor Polonijny“! odczas inauguracji Forum - zjazdu 150 dziennikarzy z całego świata w Tarnowie 6 września wręczono nagrody w konkursie na reportaż z poprzedniej edycji forum oraz prestiżowe wyróżnienie, przyznane przez Polskie Stowarzyszenie Prasy Lokalnej za informacje kronikarskie z życia Polonii słowackiej i współpracy związków polsko-słowackich. Obie nagrody wręczono Małgorzacie Wojcieszyńskiej ze Słowacji.

P

Forum jest największym niu prac nadesłanych przez w kategorii radio jury autorów jury postanowiło na świecie przedsięwzięprzyznało Teresie Pakosz ogłosić nazwiska laureaciem, adresowanym do za cykl audycji „Bitwa tów. I tak nagrodę w katedziennikarzy polonijnych. pod Dąbkami“, „Międzygorii prasa otrzymała MałPodczas jego dziewiętnanarodowe targi Poznańgorzata Wojcieszyńska za stej edycji 150 dziennikaskie“ i „Skąd nasz Ród“, opublikowany w wydawarzy z 30 krajów świata zjewyemitowanych w Radiu nym na Słowacji „Monitochało się do matecznika Lwów.  Ponadto jury wyrze Polonijnym“ tekst pt. „PyForum, czyli do Tarnowa, różniło Krystynę Starczak ry nie do żdżarcia, czyli pogdzie 6 września podczas Kozłowską za cykl tekznaniacy nie do podrobieinauguracji wręczono prestów, opublikowanych nia”, w którym, wykorzystiżowe nagrody. W konw „Głosie Polski”, pt. „Polstując interesujący, sentykursie na reportaż z XVIII ska jaka jest“. Światowego Forum Mediów mentalny sposób narracji, Polonijnych jury w skłanawiązuje do swego dzieZ kolei Polskie Stowadzie: Krystyna Latała – wiciństwa. Jury w szczególny rzyszenie Prasy Lokalnej ceprezydent Tarnowa, Piotr sposób doceniło kunszpostanowiło przyznać Kopa – redaktor naczelny towne połączenie relacji wyróżnienia sześciu pitarnowskiego oddziału „Gaz analizą gwary wielkopolsmom polonijnym, wyzety Krakowskiej”, Marek skiej, stanowiące ciekawą branym spośród wszystKołdras – redaktor naczeloś narracyjną materiału. kich takich pism z całego Nagroda w kategorii reny Radia ESKA Tarnów poświata. Pierwsze wyróżportaż telewizyjny trafiła stanowiło na początek dać nienie odebrała Małgodo Ines Koreckiej za film wyraz radości z faktu, że rzata Wojcieszyńska, reemitowany w Telewizji prac zgłoszonych do kondaktor naczelna „MoniDonieck, Kijów, Lugańsk kursu na reportaż było tora Polonijnego“ ze Słoi Charków, a nagrodę dwukrotnie więcej, niż wacji. Pozostałe wyróżprzed dwoma laty. „Cieszy, że można się z nich dowiedzieć bardzo wiele na temat zmian zachodzących w kraju. Osobiste relacje, interesujące dzięki perspektywie codziennego oddalenia od opisywanych wydarzeń, sprzyjają rzetelnym ocenom“ – konstatowało jury. Po przestudiowaniu, przesłuchaniu i przejrze- Małgorzata Wojcieszyńska, Julia Skidan (Krasnojarsk), Tadeusz Urbański (Sztokhlom) 2

nione redakcje to: „Scena Polska” z Holandii, „Jutrzenka” – z Mołdawii, „Głos Polonii” z Budapesztu, „Słowo Yu-Polonii” z Belgradu i „Zwrot” z Czech. Z uzasadnienia przyznania nagrody „Monitorowi Polonijnemu“ dowiedzieliśmy się od Ryszarda Dzieszyńskiego – rzecznika prasowego Polskiego Stowarzyszenia Prasy Lokalnej, że pismo to charakteryzuje się estetycznym wyglądem, zachęcającym do wzięcia go do ręki i przeczytania, ciekawymi tekstami, sprawnie napisanymi i dopracowanymi, profesjonalnym łamaniem, lektura jego nie nuży i jest w nim dużo intersujących ilustracji. „Gdyby takich czasopism wychodziło więcej w samej Polsce, nie byłoby może kryzysu czytelnictwa prasy“ – dodał na zakończenie Ryszard Dzieszyński. AGATA LEWANDOWSKI Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w Niemczech

A nam jako kolegom po fachu nie pozostaje nic innego, jak życzyć sobie, byśmy mogli w naszych krajach wydawać takie pisma, jak słowacki „Monitor Polonijny”, a Małgorzacie Wojcieszyńskiej życzymy po prostu, by dalej trzymała tak wysoki poziom prowadzonego przez siebie pisma! MONITOR POLONIJNY


Szanowny Czytelniku „Monitora Polonijnego“, piszę do Ciebie list… Zastanawiałam się właśnie, jakby wyglądał list do Czytelnika naszego pisma. W listach przecież opisujemy wydarzenia, które miały miejsce, sprawy, którymi żyjemy. Gdyby przyszło mi napisać list do naszych Czytelników, byłby to długi list, albowiem w ciągu miesiąca, czyli od ostatniego naszego „spotkania“, wiele się wydarzyło. Jako redaktor naczelna „Monitora” wzięłam udział w XIX Światowym Forum Mediów Polonijnych, które swoją inaugurację miało w Tarnowie, skąd przywiozłam aż dwie nagrody dla naszego pisma! (czytaj na stronie obok). Miniony miesiąc przyniósł też kilka interesujących imprez kulturalnych, ważnych dla słowackiej Polonii. Dla twórców „Monitora“ niewątpliwie ważkim wydarzeniem były warsztaty dziennikarskie, które zorganizowaliśmy w Bratysławie (relacja na str. 12). Zbliżają się wybory parlamentarne w Polsce, więc oczywiście i my informujemy o tym ważnym wydarzeniu (str. 4). Co ciekawe, podczas wspominanego forum mediów polonijnych spotkałam jednego z kandydatów na posła – kolegę po fachu, czyli dziennikarza polonijnego z Chicago Sylwestra Skórę. Jak się okazuje, amerykańscy działacze polonijni biorą sprawy w swoje ręce i chcą mieć w polskim parlamencie swoją reprezentację. A jeśli chodzi o wydarzenia kulturalne w Polsce ostatniego miesiąca, to do tych najważniejszych należą zapewne premiera nowego filmu Jerzego Hoffmana (str. 17), III Kongres Kobiet (str. 20), nowa płyta grupy Zakopower (str. 25)… I tak można by jeszcze długo wymieniać. Ale jak to wszystko ująć w jednym liście? Na szczęście nie musimy ograniczać się do formy epistolarnej, bowiem mamy własne czasopismo, na którego łamach możemy prezentować wszystko, co ważne dla słowackiej Polonii! Podczas forum mediów polonijnych dyskutowano o roli wydawnictw polonijnych. Szczególnie głośno słyszalny był głos, broniący zasadności ich, bowiem mimo dostępu do Internetu, odgrywają one niesamowicie ważną rolę – informują o zdarzeniach, o których darmo by szukać informacji w polskiej prasie. Czy w ogólnopolskich mediach przeczytają Państwo relację z imprezy w Dubnicy nad Wagiem? Czy dowiedzą się, jakie czekają nas imprezy kulturalne na terenie Słowacji w najbliższym czasie? O tym wszystkim i wielu innych ważnych sprawach informujemy my na łamach „Monitora Polonijnego“, do lektury którego zachęcam. W imieniu redakcji

Wybory: 9 – 10 – 11 Z KRAJU WYWIAD MIESIĄCA Biegnąc po muzykę z Janem A.P. Kaczmarkiem Pora na nowe… borowiki, kurki i maślaki Z NASZEGO PODWÓRKA ZWIERZENIA PODNIEBIENIA San Marten – o tym, czym Was zaskoczy restauracja U Świętego Marcina KINO-OKO Wielka bitwa na wielkim ekranie WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Trudne lat 50. XIX wieku POLAK POTRAFI Nie taki znów mały miś TO WARTO WIEDZIEĆ Kongres Kobiet BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Opowieści Joanny Bator SPORT!? Klitschko vs. Adamek CZUŁYM UCHEM Boso, ale w ostrogach W dzikie wino zaplątani... OKIENKO JĘZYKOWE Repetytorium z dat Słowacja w oczach Polaków OGŁOSZENIA ROZSIANI PO ŚWIECIE Marzenia się spełniają.... MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Hey! W tym numerze zawędrujemy do Kanady. Let’s go :-) PIEKARNIK Co wy wiecie o kotlecie

4 4

6 9 10

16 17

18 19 20 22 24 25 26 27 28 29 30

31 32

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E Ľ OV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a - B a r i c o v á , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , K a t a r z y n a P i e n i ą d z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – Ur szula Zomer ska-Szabados • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO V Á Ú P R AVA V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s ka , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S t e h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka , 9 3 0 41 K v e to s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p o l o n i j ny @ g m a i l . c o m P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky Dofinansowano ze środków Senatu RP dzięki pomocy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie“

www.polonia.sk PAŻDZIERNIK 2011

3


Wybory: 9-10-11 ziewiątego października (od godziny 7 do 21) Polacy będą wybierać nowy parlament – 460 posłów i 100 senatorów. Po raz pierwszy wybory miały trwać dwa dni (sobotę i niedzielę), jednak Trybunał Konstytucyjny przypomniał, iż w ustawie zasadniczej nadal istnieje zapis, że wybory mogą odbywać się tylko w dzień wolny od pracy. Partia premiera Tuska zapowiedziała, iż w przyszłości będzie się starała ten zapis w konstytucji zlikwidować.

D

Najważniejsza zmiana dla Polaków za granicą to – po raz pierwszy – możliwość głosowania korespondencyjnego. Osoby chcące skorzystać z takiej możliwości musiały 15 dni przed wyborami zawiadomić o tym polskiego konsula. Ten nie później niż 10 dni przed wyborami winien wysłać zaadresowaną kopertę zwrotną, kartę do głosowania, oświadczenie o osobi-

stym i tajnym oddaniu głosu oraz instrukcję głosowania. Koperty z kartami do głosowania zostaną wrzucone do urny, a listy które dotrą do komisji po wyborach, będą – bez otwierania – zniszczone. Myślę, że to bardzo dobre rozwiązanie np. dla Polaków mieszkających we wschodniej Słowacji; wcześniej nie-

czył szef rządu. Swoją podróż rozpoczął od wizyty w województwie kujawsko-pomorskim. „Nie udało nam się skłonić głównych oponentów do debaty publicznej, jedziemy więc do ludzi“ – mówił Tusk.

PREZYDENT RP Bronisław Komorowski 22 września wziął udział w 66. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. „Europa stała się w ostatnich dziesięcioleciach laboratorium wielkich i pozytywnych przeobrażeń w życiu. Odwieczni wrogowie stali się niezastąpionymi przyjaciółmi i dobrymi sąsiadami” – powiedział na forum ONZ prezydent i dodał, że udział w sesji jest szansą na rozmowę i zapoznanie się z problemami innych narodów. W PONIEDZIAŁEK 19 września premier Donald Tusk wyruszył autobusem w wielką wyborczą podróż po Polsce. „Będziemy w różnych miejscowościach, które bywają na uboczu wielkich wydarzeń. Tam też dzieją się sprawy wielkie” – tłuma4

NESTOR POLSKIEJ PRAWICY Wiesław Chrzanowski w wyborach parlamentarnych poparł PJN. Tę informację podał podczas regionalnej konwencji wyborczej w Gorzowie Wlkp. szef PJN Paweł Kowal, który powiedział: „To jest bardzo znamienne, że osoba tak ważna dla historii polskiej prawicy dziś wybiera PJN, bo w nas widzi właśnie tę szansę, by prawica w Polsce utrzymała swoje wpływy“. Wiesław Chrzanowski jest profesorem nauk prawnych, był żołnierzem AK i powstańcem warszawskim. Tworzył Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe i był jego liderem. W 1991 r. w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego pełnił funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. DO PONIEDZIAŁKU 19 września wyborcy niepełnosprawni i starsi mogli poinformować właściwy urząd

wielu z nich decydowało się na podróż do Bratysławy, aby spełnić swój obywatelski obowiązek. Teraz i oni będą mogli decydować o kształcie przyszłego polskiego parlamentu. Druga duża zmiana dotyczy wyborów do Senatu; kraj podzielono na 100 okręgów wyborczych i każdy z nas wybiera tylko jednego senatora; zostanie nim osoba, która w danym okręgu zdobędzie najwięcej głosów. Nieśmiało proponuje się, aby jeden z senatorów był wybierany przez Polonię i ją reprezentował. To rozwiązanie także wymaga zmiany w konstytucji i myślę, że taki zapis przed kolejnymi wyborami będzie już istniał. Kolejna zmiana w ordynacji wyborczej – osoby niepełnosprawne i starsze będą mogły głosować przez pełnomocnika. Kiedyś z urnami objeżdżano chorych i niedołężnych, teraz kartę do głosowania od-

miasta lub gminy o zamiarze głosowania korespondencyjnego, w tym również za pomocą nakładki na karty, sporządzonej w alfabecie Braille’a. Zgłosić się mogli osobiście albo telefonicznie, za pomocą faksu lub poczty elektronicznej. Zgodnie z przepisami wyborcy niepełnosprawni mają prawo do otrzymania pełnej informacji o tym, kiedy wybory się odbędą, jakie zasady głosowania obowiązują, z jakich możliwości mogą skorzystać, a także jakie komitety i jacy kandydaci ubiegają się o fotele poselskie i senatorskie. POMOC DLA KOBIET w zakładaniu firm, liberalizacja prawa aborcyjnego, likwidacja umów śmieciowych – to niektóre z postulatów wyborczych ogłoszonych podczas III Kongresu Kobiet przez kandydatki na posłanki w mających odbyć się 9 października wyborach. „To ważne, by w parlamencie znajdowały się osoby, które reprezentują nasze interesy“ – powiedziała socjolog prof. Małgorzata Fuszara. Przedstawicielki PO, PiS, PSL, SLD, PPP i Ruchu Palikota podczas de-

baty „Dlaczego warto głosować na kobiety?“ w krótkich wystąpieniach mówiły o tym, na jakich działaniach się skupią, jeśli zdobędą mandat poselski. Kongres Kobiet odbył się 17 września. POPRAWIŁ SIĘ stan zdrowia Jadwigi Kaczyńskiej, matki prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Lekarzom udało się ustabilizować jej stan. Pani Jadwiga trafiła do szpitala 12 września z kłopotami z oddychaniem oraz sercem. Stan jej zdrowia był na tyle niepokojący, że Jarosław Kaczyński przerwał na moment swoją kampanię wyborczą. LITWA NIE ZAMIERZA zmieniać kontrowersyjnej ustawy o oświacie – podają litewskie media, informując o spotkaniu premierów Litwy i Polski, do którego doszło 4 września. „Nie planujemy zmieniać ustawy i nie widzę ku temu żadnych powodów“ – powiedział litewski premier Andrius Kubilius. „To jest wyraz złej woli ze strony litewskiej“ – reagował poseł Akcji Wyborczej PolaMONITOR POLONIJNY


da za nich osoba przez nich upoważniona. Kolejna nowość – na liście kandydatów do Sejmu musi się znaleźć nie mniej niż 35 procent kobiet. Partie poradziły sobie z tym przepisem różnie. Na listach jednej partii panie są na końcu, na innej na początku, a na jeszcze innej prawie dokładnie co trzeci kandydat to kobieta. Polacy za granicą tradycyjnie głosują na kandydatów zgłoszonych w okręgu 44, obejmującym śródmieście Warszawy. W tym okręgu na liście nr 1 (Prawo i Sprawiedliwość) miejsce pierwsze zajmuje prezes partii Jarosław Kaczyński. Listę ostatnią (numer 7) otwiera premier, lider Porozumienia Obywatelskiego Donald Tusk. Listę nr 2 ma PJN (Polska Jest Najważniejsza), nr 3 – SLD (lider partii Grzegorz Napieralski kandyduje w rodzinnym Szczecinie, a w Warszawie „jedynką” jest

ków na Litwie (AWPL) Leonard Talmont. Premierzy ponad godzinę rozmawiali głównie o szkolnictwie polskim na Litwie i protestach społeczności polskiej przeciwko przyjętej w marcu ustawie o oświacie, która podobno pogarsza sytuację szkoły polskiej na Litwie. Postanowiono powołać zespół ds. edukacji, w skład którego wejdą wiceministrowie z obu krajów, eksperci, a także przedstawiciele mniejszości polskiej i litewskiej. LECH WAŁĘSA 6 września odmówił przyjęcia wysokiego odznaczenia litewskiego i jednocześnie wyraził zaniepokojenie sytuacją, dotyczącą respektowania na Litwie praw Polaków do języka, kultywowania tradycji i szacunku dla kultury polskiej. „Mam głęboką nadzieję, że władze Republiki Litewskiej doprowadzą do sytuacji, kiedy będę mógł przyznane mi odznaczenie odebrać, ale w warunkach respektowania prawa, moich rodaków i mojego własnego, do używania – tak jak na całym świecie – własnego imienia i nazwiska“ – napisał Wałęsa. PAŻDZIERNIK 2011

Ryszard Kalisz), nr 4 – Ruch Palikota, nr 5 – Polskie Stronnictwo Ludowe (listę otwiera były rekordzista w skoku o tyczce Władysław Kozakiewicz, miejsce numer drugie zajmuje Sylwester Skóra – polonijny dziennikarz z Chicago), a nr 6 – Polska Partia Pracy – Sierpień 80. Według sondaży główny bój odbędzie się między dwoma partami prawicowymi: PO Tuska i PiS Kaczyńskiego. We wszystkich ankietach PO prowadzi, ale zwolennicy tej partii apelują do swoich zwolenników, aby sondaże ich „nie usypiały”. Według niektórych badań PO może mieć w przyszłym parlamencie ponad połowę mandatów, co dało by jej szansę – po raz

SYGNATARIUSZ AKTU Niepodległości Litwy i były doradca prezydenta Valdasa Adamkusa Czesław Okińczyc uważa, że przyjęta w marcu tego roku przez sejm Litwy nowa ustawa o oświacie jest zemstą władz litewskich za to, że Polska przejawiała za małe lub też za duże zainteresowanie niektórymi kwestiami dotyczącymi mniejszości polskiej na Litwie. Powiedział to 7 września. Zdaniem Okińczyca wizyta na Litwie szefa polskiego rządu Donalda Tuska dowodzi znaczenia mniejszości polskiej na Litwie dla władz Polski. WIKILEAKS UJAWNIŁO amerykańską depeszę z 2008 r., dotycząca m.in. szczytu NATO w Bukareszcie. „Minister cierpko zauważył, że gdy Polska wchodziła do UE w 2004 r., wielu oskarżało ją, że jest koniem trojańskim USA w Europie. Ale w NATO jest inny koń trojański“ – czytamy w depeszy, którą opublikowały polskie media. „Niemcy to koń trojański Rosji w Europie“ – powiedział szef MSZ Radosław Sikorski do zastępcy sekretarza stanu USA. Te ostre słowa dziwią, bo za rządów

pierwszy w naszej historii – na rządzenie krajem drugą kadencję. Tym razem nawet bez koalicjanta. Trzecia partią, której przedstawiciele – według sondaży – zasiądą w Sejmie to reprezentanci lewicy. Na Sojusz Lewicy Demokratycznej (SLD) zamierza głosować 10-15 % respondentów. To może nie dużo, ale gdyby sondaże się sprawdziły (wg nich notowania PSL są na granicy pięcioprocentowego progu wyborczego, a pozostałych partii o wiele niższe), to właśnie SLD może decydować, z którą partią prawicową będzie tworzyć rząd. Premier Napieralski? I Ty możesz o tym zdecydować! DARIUSZ WIECZOREK

Donalda Tuska Polska szybko odmroziła stosunki z Niemcami, co było też zasługą ministra – stwierdza np. „Gazeta Wyborcza”. MSZ 17 września odmówiło komentarza. PREMIER DONALD TUSK powiedział, że nie czuje się zakłopotany depeszami ujawnianymi przez WikiLeaks, dotyczącymi polskiego rządu. „Ja się nie podniecam depeszami ujawnianymi przez WikiLeaks. Żaden z tych przecieków jakoś nie wprawia mnie w zakłopotanie“ – zapewniał. Pytany o komentarz do zawartego w depeszach WikiLeaks sformułowania, że polski rząd ma problemy z wprowadzeniem przepisów antykorupcyjnych, stwierdził, że chyba czytał inne depesze. DWA OBRAZY: „Naganka na polowaniu w Nieświeżu“ i „Przed polowaniem w Rytwianach“, zrabowane w czasie II wojny światowej, wrócą do kraju – poinformowało 15 września polskie ministerstwo kultury. Tak zdecydował sąd w Nowym Jorku, który miesiąc temu wydał pozytywną decyzję w tej sprawie. Obrazy zostały przekazane Polsce

podczas oficjalnej wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego i ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego w USA. Oba dzieła zaginęły w czasie II wojny światowej. W 2006 roku wystawiono je na sprzedaż w nowojorskich domach aukcyjnych. Na wniosek polskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z aukcji je wycofano. MAGDA TERESA WÓJCIK, aktorka i reżyserka, zmarła 17 września w Podkowie Leśnej w wieku 77 lat – podał warszawski Teatr Adekwatny, którego aktorka była współzałożycielką. Wójcik urodziła się 10 czerwca 1934 roku w Wilnie. Jako aktorka zadebiutowała w 1965 roku. Szczególne uznanie publiczności przyniosły jej role Antygony, Joanny d’Arc czy Medei. Słynne były też jej monodramy: „Mewa“ wg Richarda Bacha, „Anna“ wg Jana Drzeżdżona, „Cesarz“ wg Ryszarda Kapuścińskiego. Za tytułową rolę w filmie „Matka Królów” Janusza Zaorskiego otrzymała w roku 1987 roku Złote Lwy dla najlepszej aktorki. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


Biegnąc po muzykę z Janem A. P. Kaczmarkiem Komponuje Pan muzykę do filmów o emocjach. Sama muzyka w filmie to kanał, którym płyną emocje. Dzięki niej można zmienić sens danej sceny. Emocje to narzędzie, któremu trzeba ufać na starcie, ale nie można na tym poprzestać. Później musi królować rozum. Także w kontaktach z ludźmi. Lubi Pan ludzi? Najważniejsze są dla mnie wysokiej jakości spotkania z nimi. Tak jak jest ważne, żeby jeść zdrową żywność, tak każde „zdrowe” spotkanie ma wartość, oczywiście kiedy przyświecają mu jasne intencje i tworzy się inspirująca wymiana myśli. Ludzie to podstawowy pokarm dla mojej duszy kompozytora. Może dlatego, że kiedy komponuję, jestem sam. Gdy kończę, to odczuwam głód ludzi. Jadę wtedy nagrywać muzykę do wielkich miast, takich jak Nowy Jork czy Londyn. Siadam w kafejce pośród największych tłumów i patrzę … Oddziela Pan tworzenie muzyki filmowej od poważnej? Nie, dla mnie to płynie z tego samego miejsca, choć nie wiem, gdzie ono jest (śmiech). Czasem się śmieję, że jestem medium i tylko transferuję energię, którą mi przesyła ktoś z góry. Kiedy zamyka mi się w głowie okno, to też pracuję, dopóki się nie otworzy. Jako młody mężczyzna lubiłem komponować w nocy. W tej chwili olśnienia przychodzą rano, z reguły po śniadaniu. Po jedzeniu zwykle jest się rozleniwionym. Dlatego jem coś lekkiego, żeby mieć tę gotowość wojownika, który zawsze ma pusty żołądek. Wiem, że to jest ten wspaniały moment, kiedy czekają mnie dwie superkreatywne godziny. Ogarnia mnie uniesienie, wy6

Los Angeles ma swój ogródek. Rosną w nim rzodkiewki, pomidory, ale też cytryny i brzoskwinie. Jednak najbardziej lubi figi. Słodycz takiej pękniętej figi, która nie wytrzymuje dojrzałości, to prawdziwa ekstaza. „Ta figa może być natchnieniem. Jak każde silne doznanie może mieć swoje konsekwencje w twórczości“ – mówi Jan A. P. Kaczmarek.

W

myślam podstawowe elementy utworu, dopiero potem włącza się porządkująca, odpowiadająca za formę część umysłu. Pracuję przy komputerze, który automatycznie rejestruje utwór, a potem utwór wysyłam do zamawiających go partnerów. Przypominająca fortepian klawiatura jest połączona z rejestrującym nagranie komputerem. Mam różne sposoby komponowania: pierwszy – to ten komputerowy, do drugiego potrzebny jest fortepian, do którego się przesiadam, bo wtedy wyzwalają się we mnie inne energie. A kiedy się zablokuję, to idę na godzinny spacer, na granicy biegu. Chodzę z taką prędkością, że już szybciej się nie da i wtedy coś otwiera mi się w głowie. Wraca Pan biegiem, żeby to zapisać? Muszę donieść te idee do domu. Wtedy nachodzą mnie odważne pomysły, wiem jak uratować świat (śmiech). Gdy ten nastrój opada – znikają. Co zmienia muzyka? Człowieka. I to nie za jednym razem. Ja w ogóle nie wierzę w zmiany, oprócz tych wywołanych doświadczeniem cierpienia, katastrofy. Natomiast w życiu niekatastroficznym muzyka inspiruje i uwalnia emocje. Kiedy dostarczamy ją sobie regularnie, podtrzymujemy się w stanie bycia lepszym człowiekiem. Ostatnio skomponował Pan „Otwarte okno”, poświęcone powstaniu warszawskiemu. Jak się pisze na zadany temat?

Pisząc do filmu, zawsze piszę na zadany temat. Dla mnie to test talentu kompozytora. A czego Pan słucha? Mam czworo dzieci i kiedy dorastały, byłem bombardowany muzyką każdego gatunku, która towarzyszyła ich rozwojowi. Poza tym młodzież lubi grać głośno, a więc zanim ją uciszyłem to się nasłuchałem, przez co orientowałem się w różnych współczesnych nurtach. Lubię muzykę z indywidualnym piętnem – Lise Gerard, Philippa Glassa, Johna Adamsa, fanatycznie kocham muzykę do „Misji” Ennio Moricone. Z wiekiem doceniam Pendereckiego. Ja chyba nie mam ucha. Muzyki nie da się obiektywnie ocenić, jeśli jakiś utwór coś mi daje, znaczy, że jest dobry. Próby narzucenia opinii przez jakieś grupy kończą się fiaskiem. Myśmy to przeżyli za komuny. Dlatego bardziej odpowiada mi amerykański chaos. Jeżeli tam nie ma pani słuchaczy, to pani ginie. Krytyka jest tam marginesem, chociaż trzeba przyznać – z reguły rzetelnym. Brytyjczycy czy Amerykanie piszą o sztuce, kiedy ma dla nich jakąś wartość, i robią to w wysokim tonie. W Polsce recenzje często bywają niemerytorycznym aktem zachwytu lub odrzucenia. Urodził się Pan w Koninie. Jak Pan wspomina dzieciństwo? Dzieciństwo to były czasy sielanki. Pamiętam radość, jak spadał wielki deszcz i na bosaka puszczaliśmy łódki w rynsztokach. Już w podstawówce MONITOR POLONIJNY


założyliśmy z kolegami zespół muzyczny na trzy gitary. Nasz debiut był jednocześnie końcem. W auli szkolnej wszyscy czekali podnieceni na nasz big beat, a tu w dziesiątej minucie spalił się głośnik. Potem w liceum założyłem zespół bigbitowy „Manufaktura”. Tam już mieliśmy solidną aparaturę, kupioną przez szkołę, i odnosiliśmy sukcesy. Potem stworzyliśmy niezły teatrzyk i kabaret „Ósemki”. Miałem 17 lat, kiedy do miejskiego domu kultury w Koninie przyjechał Michał Urbaniak, a w jego składzie grał Adam Makowicz. To była inspiracja! Od razu założyłem trio jazzowe „Omen”. Napisałem też hymn szkolny, który ku mojemu zdziwieniu przetrwał wiele lat. Tekst i muzyka były prawdziwie socrealistyczne. Najbardziej dyskusyjny wydawał się fragment: „…ściszymy burze, wstrzymamy wiatry”. Jak z kabaretu. Na moją prośbę ten tekst napisał mój przyjaciel Andrzej Rybicki, kabareciarz. To była muzyka na miarę hymnu ZSRR. Jeśli będę robił muzykę do jakiegoś amerykańskiego filmu o wielkim okręcie, który idzie na dno, to na pewno zagramy ten hymn. Albo do rosyjskiego. Bo Rosjanie i Amerykanie mają tę samą skłonność do rozmachu, wielkich budynków, zgromadzeń i dużej muzyki. Potem zdał Pan na prawo. Po roku wiedziałem, że to błąd.

W domu mój ojciec Stanisław w dzień i w nocy słuchał „Wolnej Europy”. Ponieważ mieszkaliśmy w wolno stojącym domu, tata włączał radio bardzo głośno, bo były zakłócenia. Razem z siostrą i bratem byliśmy skazani na słuchanie prawdy. Ale ojciec nie chciał zrobić ze mnie opozycjonisty. Bał się, że wystawi mnie na zbyt duże niebezpieczeństwo. Zajmował się krawiectwem. I oprócz tego był prezesem Cechu Rzemiosł Różnych. Prywatny biznes to była wtedy oaza alternatywnego życia. Kiedy na Boże Ciało szła procesja, to ojciec z drugim zacnym rzemieślnikiem prowadzili księdza. To byli niezwiązani z władzą, zasłużeni obywatele. Ojciec nie bał się chodzić w procesji i do kościoła, kiedy cała reszta to ukrywała. Obserwował Pan jak kroi materiały? Rytuał krojenia był przywilejem ojca. Czeladnicy dochodzili do godności rysowania cienką kredą i krojenia dopiero po jakimś czasie. To był mocno shierarchizowany system. Lubiłem, kiedy zbliżała się zima i czeladnicy naciągali zwierzęce skóry, nabijali je na stoły, bo ojciec zajmował się także krawiectwem ciężkim. Do dziś wspominam widok tamtych skór, które smarowano jakimiś substancjami, żeby się odpowiednio impregnowały. I ogromną ilość gwoździ, którymi się je przybijało.

Jan A. P. Kaczmarek – zdobywca Oscara za muzykę do filmu„Marzyciel”. Jest jednym z piętnastu członków Akademii Filmowej, decydujących o przyznaniu Oskarów za muzykę. W Poznaniu organizuje festiwal idei – „Transatlantyk”. Twórca „Rozbitka”ośrodka dla młodych artystów.

PAŻDZIERNIK 2011

Pana mama Zenona – księgowa, była fanatyczką opery. Chciała, żebym został jakimś Caruso. Dzięki niej byłem narażony na nieustanne działanie orkiestry symfonicznej, przyjeżdżającej na koncerty do Konina. To był ciekawy, prowincjonalny świat. Kiedy stałem na scenie, trzymając Oscara, nie bardzo rozumiałem jak to się stało, że chłopak z małego miasteczka wdrapał się na ten szczyt. Zadziałał jakiś mechanizm? Mam taką teorię, że u człowieka musi się pojawić odpowiednia kombinacja genów, która decyduje o talencie. Jest tylko jeden rodzaj arystokracji – ludzie którzy dostali dobre geny. I to nie zawsze dzieje się w tej samej rodzinie. Wybitni rodzice nie zawsze mają wybitne dzieci. Kiedy się to zdarza, to jest wielkie święto. Dlatego w radykalnych momentach postulowałem zniesienie dziedziczenia (śmiech). Żeby każdy mógł się wykazać umiejętnościami. Jak pani się przyjrzy historii, to generalnie świat napędzają mutanci. O reszcie decyduje kontekst społeczny. Miałem szczęście, że mój dziadek był skrzypkiem i liderem orkiestr dętych, policyjnych itp. Ale Pan nie chciał się uczyć gry na pianinie. Jak słyszałem piękną muzykę, to dostawałem dreszczy, ale ćwiczenie było dla mnie wstrętne. Nie pozwalał się Pan zaprogramować przez innych. Ale ćwiczyłem nieustanną gotowość do twórczości. A poza tym przeszedłem dobrą szkołę. Miałem szczęście do nauczycieli. Moja licealna polonistka – fenomenalna, młoda Janina Znamierowska, była pracownikiem naukowym na Uniwersytecie Jagiellońskim i przyjechała do naszego miasta za mężem, dyrektorem huty aluminium. Uczyła nas elegancji i jasności wypowiadania się. Dzięki niej w prowincjonalnym liceum odebrałem wielkomiejskie wykształcenie. 7


W teatrzyku szkolnym komponował Pan muzykę… … bo nie chciało mi się uczyć gotowych utworów. Żartuję, że piszę nową muzykę, bo nie jestem w stanie zapamiętać starej. Dużo łatwiej mi zrobić własną. Potem trafił Pan do teatru Grotowskiego. Z powodu depresji rozczarowanego studenta prawa. Potem był Teatr Ósmego Dnia, teatr Leszka Mądzika, Akademia Ruchu, Teatr Studio. W Poznaniu robiłem muzykę do większości dramatów romantycznych, od „Dziadów” po „Nie-Boską komedię’. I grałem na fidoli, instrumencie, który sam wymyśliłem. Do Stanów pojechaliście w 89. To nie była emigracja polityczna. Tak los zdecydował, żebym został w zawodzie. W Polsce wpuściłbym się w politykę, a tam musiałem rozpoczynać od początku. Miał Pan 36 lat. Witano mnie na salonach z szacunkiem, ale jak egzotycznego przybysza. Mogłem liczyć na dobry obiad w kulturalnym towarzystwie, ale nikt nie chciał mi dać pracy, bo nie wiedzieli jak to ugryźć. Sztuka amerykańska mówi innym językiem. Tam ludziom pracują zupełnie inne mięśnie. Przede wszystkim chodzi im o komunikatywność. A po drugie – świat ciemności i wielkich dramatów jest tam użyteczny tylko w horrorze. Budowałem swoją pozycję przez 21 lat. Na szczęście Ameryka wymusza błyskawiczną edukację. Bo ta prawdziwa nauka zaczyna się poza akademią. Wyjeżdżając z Poznania, czułem, że łatwiej zdobędę sobie pozycję w Nowym Jorku niż w Warszawie, bo nasza stolica jest takim salonowym miastem, gdzie trzeba pić kawę w odpowiednim towarzystwie. W Stanach bardziej liczy się talent, a mniej układy towarzyskie. Namawiam młodych, żeby tam jechali spróbować. 8

Już w 1992 roku dostał Pan nagrodę za najlepszą muzykę teatralną w Nowym Jorku. Ale z teatru nie byłem w stanie utrzymać rodziny. W Ameryce najważniejsze rzeczy dzieją się w filmie. Najpierw robiłem muzykę do małych produkcji, ale to były tylko ćwiczenia warsztatowe, niebudujące kariery. Najważniejsze, żeby na tej loterii fantowej trafić na film, który odniesie sukces. To ostateczne kryterium oceny wartości. Jeżeli film nie zostanie zauważony przez krytykę, festiwale, nie trafi na listę hitów – nie istnieje. Czyli potencjalne arcydzieło może zostać pominięte. Loteria polega na tym, że ocenia się nie to, co naprawdę umiemy, ale z czym się kojarzymy. Wybierają nas, myśląc, że jesteśmy odpowiedzią na ich zapotrzebowanie. Po Oskarze został Pan zaklasyfikowany jako szlachetny kompozytor muzyki do szlachetnych filmów. Dlatego musiałem natychmiast odmówić pisania muzyki do kilku filmów historycznych, a wybrać współczesne, żeby przypomnieć, że jestem kompozytorem o korzeniach awangardowych. Jakie są gwiazdy, które Pan spotyka? Większość z nich to normalni ludzie. Dzisiejszy system produkcji eliminuje arogancję i nikt nie może sobie pozwolić na gwiazdorskie zachowanie, na to, żeby aktor spóźniał się na plan czy, metaforycznie mówiąc, żeby „bolała go głowa”. Tu obowiązuje żelazna dyscyplina, wszyscy wiedzą, że pracują w tym samym biznesie. Z drugiej strony ludzie sukcesu chronią prywatność. Odczuwają pre-

sję oczekiwań otoczenia, żeby angażowali się w życie innych, wysłuchiwali itp. A to jest trudne albo niemożliwe, bo każdy z odnoszących sukces żyje pod ciśnieniem, ciężko pracuje – dwanaście godzin dziennie to żadna sprawa. Życie towarzyskie rozgrywa się w przerwach miedzy produkcją. Z Richardem Gerem skomponowaliście wspólnie kawałek do „Niewiernej”. To jeden z najbardziej uroczych ludzi, których spotkałem. Nasz wspólny utwór ilustruje fragment filmu, kiedy on siedzi przy fortepianie z synem na kolanach. Ich filmowa rodzina jest w kryzysie. Richard gra swoją partię, a chłopiec uderza stale w jeden klawisz – co jest metaforą tego kryzysu. Żona w tym czasie przegląda zdjęcia z okresu, gdy byli szczęśliwi. W czasie promocji „Marzyciela” spotykałem Johnny’ego Deppa i Kate Winslet. Oboje bardzo normalni. Johnny to chodząca słodycz, a Kate to silna kobieta, która wie, czego chce. Z żoną Elżbietą jesteście małżeństwem 34 lata. Prawdziwi długodystansowcy! Pomaga nam w tym ciągła praca nad sobą, pielęgnowanie uczuć. Ważne, żeby oboje małżonkowie rozwijali się w tym samym tempie. Jeżeli któreś zostaje mentalnie z tyłu, to kontakt się urywa. Żona jest czytelniczką wszystkiego, co ciekawe, a potem przekazuje mi olbrzymie dawki inspirujących myśli. Już nie muszę czytać tego wszystkiego, bo dostaję od niej esencję lektury. Stale macie o czym rozmawiać. To podstawa, póki nasze zainteresowania są wspólne, to małżeństwo się trzyma. Czym jest dla Pana muzyka? Połączeniem z wyższym bytem. Kiedy przychodzi do mnie, czuję, że jestem częścią jakiejś większej całości. BARBARA GRUSZKA-ZYCH Wywiad został przeprowadzony dla tygodnika „Gość Niedzielny“ MONITOR POLONIJNY


Partie ścierają się na argumenty, przeciwnicy ostro dyskutują, a zmiany na lepsze tradycyjnie leżą odłogiem jak jesienne, zapomniane pole. Cóż w tej sytuacji zrobić, aby nie zwariować? Mam pewien sposób – skoro polityka dociera do nas głównie za sprawą mediów, być może należy, korzystając z ciepławej jeszcze październikowej aury, media te po prostu wyłączyć i na chwilę o nich zapomnieć. W starym, ale niesamowitym czechosłowackim filmie pt. „Straszne skutki awarii telewizora”, wielopokoleniowa praska rodzina, wzburzona nagłym zepsuciem się ukochanego szklanego okienka, postanawia spędzić czas inaczej

niż zwykle i udaje się – ano właśnie – do lasu, na grzybki! Słowacy, Czesi, Polacy to pasjonaci grzybów, zwariowani na punkcie wielogodzinnych wędrówek po lesie w poszukiwaniu choćby jednego brązowego kapelusza. A jaką dumą przepełnia nas wypełniona po brzegi łubianka! To nic, że potem grzyby te trzeba oczyścić, przetworzyć i zakonserwować, że ręce po tychże pracach przez długi czas nie będą się nadawały do całowania przez amatorów grzybowej i niegrzybowej kuchni. Do lasu trzeba jeździć, bo to jest zdrowe, moPAŻDZIERNIK 2011

Pora na nowe…

borowiki, kurki i mas’laki isząc te słowa, jeszcze nie wiem, kto wygrał wybory parlamentarne w Polsce. Niezależnie jednak od politycznego zamieszania, jakie zawsze towarzyszy dyskusjom nad składem nowego rządu, można się łatwo domyślić, że nadeszły gorące, pełne emocji tygodnie.

P

dne i potrzebne naszym duszom zmęczonym nawałem informacji atakujących nas od rana do wieczora. A jeśli do tego zostawimy samochód na skraju lasu w wydzielonym miejscu, posprzątamy po sobie papiery i inne śmieci, będziemy nie tylko modni, ale też ekologiczni, a to już naprawdę na czasie. Oczywiście wiem, że zda-

jecie sobie sprawę, iż zbieranie grzybów to sama przyjemność, a zjadanie ich jeszcze większa, o ile potrafi się odróżnić okazy jadalne od trujących. Niby nikomu przypominać o ostrożności nie trzeba, ale polską opinię publiczną przynajmniej kilka razy w sezonie elektryzują wiadomości o śmiertelnych zatruciach grzybami. W ubiegłym roku małemu Mikołajowi, któremu ucztę z muchomora zafundował dziadek, cała Polska życzyła zdrowia i powrotu do domu – malec spędził w Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu pod Warszawą pół roku, przechodząc kilka operacji, między innymi przeszczep wątroby. Grzybiarze starzy wiekiem i doświadczeniem nie mogą się nadziwić, że zdarza się im pomylić młode sromotniki z kanią, o czym rozmyślają przez wiele godzin, leżąc w szpitalnych salach. Przyroda, do której zalicza

się florę leśną, mimo że jest otoczona cywilizacją, nadal reguluje swój ekosystem poprzez przypadkową eliminację i do tego musimy się przyzwyczaić. Dlatego nie zbierajcie grzybów, których nie potraficie do końca zidentyfikować, nie wycinajcie tych najmłodszych okazów, nawet, jeśli w koszyku widać tylko słomiane dziurki. Traktujcie grzybobranie jako alternatywę dla domowej nudy, a z pewnością dotlenieni i rozruszani będziecie się cieszyć lepszym zdrowiem, nawet jeśli kilkugodzinna przebieżka po lesie zakończy się wymachiwaniem pustą łubianką. Zawsze przecież – choć dla wielu to niemal obelga – pozostają bezpieczne i na sto procent ja-

dalne pieczarki lub boczniaki. A gdy się już człowiek przewietrzy i wróci do domu optymistyczniej nastawiony do świata, pierwsze, co zrobi, to zaparzy herbatę i… włączy telewizor, żeby sobie od razu podnieść ciśnienie, patrząc na nowo-starą scenę polityczną. Co się w Polsce zmieni po wyborach? Czas pokaże, a żeby go nie marnować, radzę już dziś odkurzyć kalosze, z piwnicy przynieść wygodny koszyk i wyruszyć prosto do pachnącego grzybami lasu. AGATA BEDNARCZYK 9


Tętniąca życiem

Dubnica nad Wagiem

więto folkloru w Dubnicy nad Wagiem przyciągnęło rzesze widzów. Magnesem byli też artyści z Polski, którzy gościli na zaproszenie Klubu Polskiego Środkowe Poważe. Trzydniowy festiwal folkloru, trwający od 26 do 28 sierpnia, był jednym z największych wydarzeń w tym regionie!

Ś

imprezę przybyło wiele osób, wśród których nie zabrakło ani przedstawicieli Polonii, ani gości z Polski. W programie festiwalu udział wzięli: Dziecięcy Zespół Ludowy „Żędowianie” z partnerskiej gminy Zawadzkie, Zespół Pieśni i Tańca „Ziemia Lęborska” z Lęborka oraz Dziecięcy Zespół Folklorystyczny „Prvosienka” z Dubnicy nad Wagiem. Klub Polski Środkowe Poważe, zgodnie z sugestią konsula RP Grzegorza Nowackiego, pod-

Na

czas drugiego dnia festiwalu w ramach swojego programu przedstawił uroczystą akademię z okazji prezydencji Polski w Radzie Unii Europejskiej. Najpierw głos zabrał prezes Klubu Polskiego na Słowacji Czesław Marek Sobek, a potem – w imieniu ambasady RP w Bratysławie – konsul Grzegorz Nowacki. Z przemowami wystąpili też burmistrz miasta Dubnica nad Wagiem oraz przedstawiciele miast partnerskich. Część artystyczną roz-

począł Zespół „Ziemia Lęborska”, który zaśpiewał piękną patriotyczną pieśń „Orzeł biały“. Potem zaprezentowały się polskie i słowackie zespoły folklorystyczne. Było na co popatrzeć i co podziwiać – artyści zachwycili nie tylko śpie10

wem i tańcem, ale i przepięknymi strojami ludowymi. Zaś późnym wieczo-

Projekt zrealizowano dzięki finansowemu wsparciu Kancela rii Rady Ministrów Republiki Słowackiej w ramach programu Kultura mniejszości narodowych 2011.

rem w dubnickim amfiteatrze DUFAF rozbrzmiewała muzyka ludowa z różnych krajów. Oferta festiwalu była tak bogata, że każdy, kto był w tym czasie w Dubnicy, znalazł coś dla siebie. URSZULA SZABADOS Dubnica nad Wagiem MONITOR POLONIJNY


Podziękowania: Za otwarte serca, przyjaźń i niesamowite, wzruszające przeżycia pragnę jak najserdeczniej podziękować wszystkim członkom występujących gościnnie zespołów wraz z ich kierowniczkami: p. J. Bregułą, p. R. Hopa oraz p. M. Furmánkovą. Dziękuję też przedstawicielom miasta i gminy Zawadzkie, członkom delegacji oraz ZG Polskiego Związku KulturalnoOświatowego w Republice Czeskiej.

Dziękuję serdecznie wszystkim, którzy przyjęli zaproszenia i przybyli do Dubnicy: klubowiczom z naszego regionu oraz prezesowi Klubu Polskiego M. Sobkowi za bezinteresowną pomoc przy realizacji spotkania. ZBIGNIEW PODLEŚNY, Dubnica nad Wagiem

Fotografie z DUBNICKICH DNI 2011 można obejrzeć w trzech albumach KP Środkowe Poważe - linki do nich znajdują się na: www.polonia.sk. PAŻDZIERNIK 2011

Trio Kroke w Bratysławie

oja rodzina żyje na Kroke od kilku lat. To światowa muzyka klezmerska!“ – powiedział po koncercie mój przyjaciel, słowacki rzeźbiarz, w odpowiedzi na moje zdziwienie, że go tam spotkałam. Już samo miejsce koncertu – Wielki Kościół Ewangelicki na Panenskej w Bratysławie – dawało mi gwarancję świetnego przeżycia, bowiem akustyka jest tam fantastyczna! Moja ciekawość wzrosła, kiedy uświadomiłam sobie, że w kościele ewangelickim zabrzmi klezmerska muzyka rodem z Krakowa, wzbogacona o wpływy bałkańskie, brzmienie Orientu i Indii i cygańskie rytmy. To tak, jakby znaleźć się w paru tych odległych miejscach na Ziemi, kulturach i religiach w jednej chwili i zwiedzać te miejsca z taką intensywnością, jaką narzuca trio Kroke! Trio Kroke (w języku jidysz Kroke to po prostu Kraków, a konkretniej krakowski Kazimierz) zostało utworzone w 1992 roku przez trójkę przyjaciół, absolwentów krakowskiej Akademii Muzycznej: Tomasza Lato (kontrabas), Tomasza Kukurbę (altówka) i Jerzego Bawoła (akordeon). Początkowo Kroke grywało jedynie w klubach i galeriach krakowskiej dzielnicy Kazimierz. Stopniowo zyskiwało coraz większą publiczność nie tylko w Polsce. Dzięki swoim koncertom w Szwajcarii, Niemczech, Indonezji, Hiszpanii, Singapurze, Irlandii, Norwegii, Szwecji trio stało się znane na całym świecie. Jego muzycy współpracowali między innymi ze Stevenem Spielbergiem, Petrem Gabrielem, Edytą Geppert, z hiszpańskim skrzypkiem Diego Ga-

„M

lazem i Nigelem Kennedym. W 2006 roku jeden z utworów Kroke znalazł się na ścieżce dźwiękowej filmu Davida Lyncha „Inland Empire”. Na tegorocznym festiwalu „Pohoda” w Trenczynie krakowskie trio zyskało serca słowackiej publiczności, w wyniku czego muzycy zdecydowali się na jesienne tournée po Słowacji (8 – 13 września), koncertując w Szali, Bańskiej Bystrzycy, Liptowskim Mikulaszu i Bratysławie. W pogodny niedzielny wieczór (11 września) tłum słuchaczy przywitał oklaskami polskich muzyków. Już po pierwszym utworze atmosfera stała się bardzo ciepła i na pewno nie tylko ja przeniosłam się na dłuższą chwilę do ukochanego Kazimierza z  jego targiem, kawiarenkami, stołami ze starych singerek, zapachem czosnku. Nastrój wszak zmieniał się z utworu na utwór – niekiedy wciągał w smutną refleksję nad bolesną przeszłością narodu żydowskiego, czasami bawił rytmami rodem z Bregovicia, to znów świetną jazzową improwizacją zadowalał najwybredniejsze gusta. Czasami porywał do tańca cygańską werwą - choć jednak nikt nie odważył się zatańczyć, tylko ramiona i  nogi niespokojnie drgały w kościelnych ławkach. Tomasz Kukurba oprócz przepięknej gry na altówce popisał się świetną improwizacją, traktując na chwilę kontrabas Tomasza Lato jako instrument perkusyjny, a  w niektórych utworach dźwięk instrumentów wzbogacał swoim ciekawym wokalem, zaskakująco wysokim. Pod koniec koncertu Kukurba, ku radości słuchaczy, zaczął spacerować między ławkami, grając na altówce dla każdego widza z osobna. Nie było w tym spacerze cygańskiej zalotności, znanej z naszych kawiarni, a raczej nuta zamyślenia, rozmowa, gest przyjaźni, zaproszenia.... Polecam wszystkim, którzy jeszcze nie byli na koncercie Kroke, by na taki się udali, jeśli tylko nadarzy się okazja. ANNA MARIA JARINA 11


Zastrzyk wiedzy dziennikarskiej była chyba już jedna z ostatnich ciepłych sobót w tym roku. Warto jednak było spędzić ją w czterech ścianach Instytutu Polskiego, bowiem tego dnia nauczyliśmy się czegoś nowego, a w dodatku mile spędziliśmy ze sobą czas.

To

Warsztaty dziennikarskie, zorganizowane 24 września przez redakcję „Monitora Polonijnego“, nabrały w tym roku całkiem nowego rozmiaru, gdyż udział w nich wzięły nie tylko osoby z kilku słowackich miast, ale także z zagranicy – z Wiednia i Linz. To spotkanie było jakby kontynuacją ubiegłorocznego, a poprowadziła je, podobnie jak poprzednie, mgr Alina Kietrys – publicysta, nauczyciel akademicki z Instytutu Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa Uniwersytetu Gdańskiego, która nie tylko wyłożyła nam, co trzeba, ale także podzieliła się z nami swoim bezcennym doświadczeniem. Po raz kolejny głównie my, początkujący, dostaliśmy szansę poznania tajni-

Rudolf Chmel o zwiększeniu dotacji

Wicepremier Rudolf Chmel poinformował w Koszycach, że w przyszłym roku Kancelaria Rady Ministrów planuje zwiększyć dotacje 12

dla organizacji mniejszości narodowych. Rudolf Chmel 9 września wziął udział w spotkaniu z pracownikami redakcji mniejszości narodowych radia i telewizji (RTVS). Redaktor naczelna Głównej Redakcji Mniejszości Narodowych Radia i Telewizji Luba Koľova poinformowała gościa o działalności po-

szczególnych mniejszości narodowych, ich pracy, o planach związanych z problematyką i współpracą w ramach Grupy Wyszehradzkiej oraz o osiągnięciach redakcji za granicą. Rząd Republiki Słowackiej wspiera rozwój kulturalny grup narodowościowych i w formie grantów przyznaje środki finansowe na


wania świeżo nabytej wiedzy i przeprowadzaliśmy wywiady, próbując jak najwięcej dowiedzieć się o sobie nawzajem, dzięki czemu lepiej się poznaliśmy (świetny sposób na integrację naszego zespołu redakcyjnego)! Podczas warsztatów odwiedził nas konsul RP Grzegorz Nowacki, by porozmawiać o  aktualnych wydarzeniach polonijnych. Gorącym tematem były

ziarenka wiedzy, które zasiała w nas A. Kietrys, wykiełkują. W związku z tym pragnę czytelnikom „Monitora Polonijnego“ donieść, iż artykuły publikowane na łamach naszego pisma z  pewnością będą jeszcze ciekawsze! LINDA RÁBEKOVÁ

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

ków dziennikarstwa „z wysokiej półki“. Nikt z nas szklanym spojrzeniem nie obserwował słonecznych ulic, nikt nie hipnotyzował zegarka ani nie liczył gołębi na dachu budynku naprzeciwko. Nie dało się inaczej, tylko uważnie słuchać ciekawego wykładu,  praktycznych rad i spostrzeżeń. W drugiej części warsztatów zaś przyszła kolej na nas. Część praktyczna zmobilizowała nas do rozruszania szarych komórek. Dostaliśmy zadanie zużytko-

oczywiście wybory parlamentarne, które niebawem odbędą się w Polsce. Konsul poinformował o możliwości wzięcia w nich udziału w Bratysławie, czy to osobiście, czy też korespondencyjnie. Podsumowując tegoroczne szkolenie – wszystko już wiemy, a sztukę pisania opanowaliśmy do perfekcji!!! Brzmi dobrze, ale tak niestety nie jest. Wielu z nas dopiero zaczyna, inni są „w fachu“ obeznani, jednak coś nas wszystkich łączy: chęć doskonalenia swoich dziennikarskich umiejętności, bez której takie spotkanie raczej nie miałoby sensu. Jestem przekonana, że

Projekt został zrealizowany dzięki pomocy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” ze środków Senatu RP. Redakcja „Monitora Polonijnego“ składa podziękowanie dyrekcji Instytutu Polskiego za udostępnienie pomieszczeń, w których szkolenie się odbyło. opracowywane przez organizacje mniejszościowe projekty, ale – jak stwierdzili przedstawiciele mniejszości narodowych – środki te wy-

WRZESIEŃ 2011

płacane są zbyt późno. Opóźnienie to wyjaśnił Rudolf Chmel: „W tym roku przedłużył się termin podziału środków finansowych, ponieważ Rada Ministrów rozpoczęła swoją działalność pierwszego stycznia, a tym samym byliśmy związani ustawą, dopóki nie został zatwierdzony budżet państwowy“. Wicepremier zapewnił, że w przyszłym roku dofinansowanie powinno być wypłacone wcześniej dzięki wcześniejszym

terminom składania wniosków o granty. „W przyszłym roku planujemy zwiększyć dotacje dla organizacji mniejszości narodowych” – powiedział też wicepremier. Spotkanie przebiegło w miłej atmosferze, a co istotne dla nas, rokuje dobre perspektywy na kolejny rok działalności mniejszości narodowych mieszkających na Słowacji. URSZULA SZABADOS 13


- sala Cala

uż po wakacyjnej przerwie Klub Polski w Bratysławie zorganizował kolejne przedsięwzięcie. Pełne nowych pomysłów panie Małgorzata Wojcieszyńska i Katarzyna Tulejko przygotowały drugą edycję ,,Polskiego karaoke”. Za bogaty repertuar programu była odpowiedzialna Paula Tulejko.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

T

śpiewa z nami...

czyli polskie karaoke w nowym wydaniu

Impreza o charakterze szalonej zabawy odbyła sie w sobotę, 24 września 2011 r., w klubie POLEPOLE, podobnie jak poprzednim razem. Dzięki uprzejmości właściciela lokalu miała ona charakter zamknięty. Do klubu licznie przybyli Polacy nie tylko z Bratysławy i okolic, ale także z Austrii, a nawet samego Gdańska, skąd to przyjechała pani Alina Kietrys wraz z rodziną, która tego samego dnia przeprowadziła szkolenie dziennikarskie dla współpracowników „Monitora Polonijnego“. Konkurs na najlepiej wykonany utwór muzyczny przybrał nieoczekiwany obrót. Okazało się, że do śpiewania nie trzeba było nikogo

14

namawiać. Za mikrofon chcieli chwycić dosłownie wszyscy. Początkowe wystąpienia solo i w duetach bardzo szybko zamieniły się w grupowe wykonania bardzo znanych i lubianych polskich szlagierów. Można było usłyszeć ,,Kolorowe jarmarki” czy ,,Jedzie pociąg z daleka” – piosenki doskonale wszystkim znane, a także przeboje Maryli Rodowicz, Norbiego, Renaty Prze-

MONITOR POLONIJNY


myk, Piotra Szczepanika, Perfektu... Szczególnie ciepło zostali przyjęci występujący panowie, którzy wykazali się wyjątkowym talentem śpiewaczym, oraz panie ze świetną choreografią taneczną.

W przerwie między swoimi występami, gromkimi brawami i kwiatami uhonorowaliśmy naszą koleżankę Małgorzatę Wojcieszyńską za jej ostatnie osiągnięcia dziennikarskie – podczas XIX Światowego Forum Mediów Polonijnych w Tarnowie Małgosia zdobyła nagrodę za reportaż oraz wyróżnienie dla naszego pisma polonijnego. Nagrody te jeszcze bardziej utwierdziły wszystkich w przekonaniu o ogromnym znaczeniu jej pracy i wkładu w prowadzenie „Monitora Polonijnego“ na Słowacji.

Dyplom otrzymał najmłodszy uczestnik imprezy - Filip Tusk z Gdańska PAŻDZIERNIK 2011

Impreza trwała do późnych godzin nocnych. Słowa piosenki Jerzego Połomskiego „Cała sala śpiewa z nami“ w stu procentach opisują to, co działo się tego wieczoru, podczas którego uśmiechom i czułym gestom przyjaźni nie było końca. Kolejne ,,Polskie karaoke” niebawem, a mnie już teraz ciekawi, czym nas ono zaskoczy. AGNIESZKA DRZEWIECKA

W rytm starych i nowych przebojów można było poszaleć na parkiecie. Nikt nie siedział bezczynnie pod ścianą – wszyscy kręcili piruety, węże i inne „wyginańce” i nawet tym najbardziej opornym drżały nóżki. A podczas chwili odpoczynku można było skosztować wyśmienitych wypieków, przygotowanych przez uczestników zabawy. 15


Zwierzenia podniebienia

San Marten

o tym, czym Was zaskoczy restauracja U Świętego Marcina

P

ewnego słonecznego popołudnia wybraliśmy się z moim narzeczonym do restauracji Flowers na ulubione cielęce liczka. Okazało się jednak, że wszystkie stoliki są zarezerwowane. rozdzielone na dwie części: bar i restaurację. Bardzo kameralnie, tylko kilka stolików w części restauracyjnej. Zasiadamy przy jednym z nich. Błyskawicznie pojawia się przy nas kelnerka z szerokim uśmiechem na twarzy. Pytamy o  specjały kuchni. Z ochotą radzi. Po krótkim namyśle zamawiam przystawkę Crostini Misti – chrupiącą ciabattę z  marynowaną papryką i smażonymi grzybkami, zupę pomidorową Zuppa di Casa oraz Risotto AI Gamberi. Przystawka mile łechta podniebienie i  przygotowuje głodny żołądek

Redakcja informuje, że artykuły zamieszczane w rubryce „Zwierzenia podniebienia” w żaden sposób nie są sponsorowane i że wszelkie wydatki, związane z wizytami w prezentowanych lokalach, autorka pokrywa sama.

www.sanmarten.sk

Z nosami zwieszonymi na kwintę opuściliśmy lokal. Co teraz? W brzuchu burczy, a inne okoliczne restauracje nie przekonały nas do siebie. Cóż – powiedziałam – spróbujmy czegoś nowego. Wybierzmy restaurację, w której jeszcze nie byliśmy. Parę kroków od Flowers, naprzeciwko katedry św. Marcina znajduje się San Marten. Dawno temu od koleżanki usłyszałam, że to „fajne miejsce”. Postanowiłam się przekonać, ile w tym prawdy. Przekroczyliśmy próg restauracji. Wnętrze urządzone ze smakiem,

na ucztę. Zupa pomidorowa jest bardzo smaczna, nie brakuje jej przypraw, wszystko dobrze wyważone. Risotto z sosem pomidorowośmietanowym to istny raj dla kubków smakowych – połączenie papryki, młodej cebulki, krewetek i  parmezanu rozpieści każdego smakosza. Podczas kolacji degustujemy również różowe wino z  Aus trii, które idealnie wiąże wszystkie smaki. Jest takie wykwintne, że bierzemy jedną butelkę do domu. I wydawałoby się, że ten artykuł brzmi jak wiele innych, które już o kulinarnych przeżyciach Państwo czytali. Dodać jednak należy, że w San Marten spotkają się Państwo z czymś, czego wielu innym restauracjom brakuje – z  gościnnością, niezwykle miłą obsługą, szacunkiem dla klienta. Czuliśmy się tak przyjemnie w San Marten, że nie chciało nam się odejść. Żeby tego jeszcze było mało – wino, które braliśmy ze sobą, zapakował nam sam właściciel restauracji, dziękując kilkakrotnie za to, że byliśmy jego gośćmi. Jednym słowem – wspaniale spędzony czas w towarzystwie miłych ludzi i dobrej kuchni. Polecam! SYLWIA KIŠ TOMASZEWSKA

16

MONITOR POLONIJNY


ym razem recenzji nie będzie. Przygotowałam za to zwiastun filmu głośno zapowiadanego od wielu miesięcy i w napięciu oczekiwanego przez wielu kinomanów. „Bitwa warszawska 1920” to jedna z najważniejszych tegorocznych premier kinowych. Do kin trafił 30 września. Reżyserem filmu, zrealizowanego z wielkim rozmachem (jest to jedna z pierwszych w Europie i jednocześnie pierwsza w Polsce produkcja zrealizowana w całości w technice 3D),

T

jest Jerzy Hoffman. Kinomani z pewnością dobrze pamiętają jego wielkie widowiska historyczne - „Pana Wołodyjowskiego” (1969), „Ogniem i mieczem” (1999) czy bodaj najznamienitszy z nich, czyli nominowany do Oscara „Potop” (1974). I tym razem, jak nietrudno się domyślić, Hoffman bierze na warsztat wydarzenia historyczne, jedne z najistotniejszych, jeśli chodzi o losy nie tylko naszego kraju. Bitwa warszawska została uznana za

PAŻDZIERNIK 2011

Wielka bitwa na wielkim ekranie

jedną z najważniejszych bitew w dziejach świata. Dzięki niej Polska zachowała niepodległość, a komunistyczna rewolucja nie rozprzestrzeniła się na kraje Europy Zachodniej. Bitwa warszawska nazywana bywa też „cudem nad Wisłą”. To określenie ukuła po wojnie endecja, która próbowała umniejszyć zasługi marszałka Józefa Piłsudskiego i autora planu generała Tadeusza Rozwadowskiego, przypisując pomyślny dla Polaków rezultat walki siłom nadprzyrodzonym. Wielkiej historii, sfilmowanej przez Hoffmana, towarzyszą również wielkie uczucia i osobiste dramaty. Akcja filmu rozpoczyna się w 1920 roku w Warszawie.

Jan (Borys Szyc), poeta i kawalerzysta, po otrzymaniu rozkazu wyjazdu na front polsko-bolszewicki, oświadcza się swojej narzeczonej Oli (Natasza Urbańska), aktorce teatru rewiowego. Ślubu udziela młodym ksiądz Ignacy Skorupka (Łukasz Garlicki). Na tym kończą się marzenia o wspólnym szczęściu. Podczas walk Jan trafia do niewoli, a jego los całkowicie zależeć będzie od bezwzględnego bolszewika Bykowskiego (Adam Ferency). W filmie obok postaci fikcyjnych zobaczymy również historyczne – marszałka Józefa Piłsudskiego (Daniel Olbrychski), generała Tadeusza Rozwadowskiego (Marian Dziędziel) oraz pułkownika Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego (w tej roli Bogusław Linda). Trudno wyrokować, czy

„Bitwa warszawska” będzie filmem dobrym. Najlepiej obejrzeć ją samemu w kinie i wtedy ocenić, do czego serdecznie Państwa zachęcam. Z pewnością godny uwagi i uznania jest fakt, że Hoffman zdecydował się na ekranizację wydarzeń, które, choć są powszechnie znane, były dotychczas przez środowisko filmowe traktowane po macoszemu. Doświadczenie reżysera, niemały budżet i plejada gwiazd, które pojawią się w „Bitwie warszawskiej” dają nadzieję na solidne, perfekcyjnie zrealizowane widowisko. KATARZYNA PIENIĄDZ

17


Trudne lata 50. XIX wieku W marcu 1849 roku, podczas audiencji dla Słowaków, kiedy prosili oni o utworzenie osobnej słowackiej prowincji jako nagrody za swoją lojalność, usłyszeli „nie”. W styczniu 1852 roku zlikwidowany został ostatni element, wywalczony w czasach osłabienia władzy cesarskiej – tzw. konstytucja z Kromierzyża (nazwa pochodzi od miejsca, gdzie została ogłoszona). Władze przyjęły kurs na centralizację i unifikację. Dobę tę powszechnie uważa się za czas kontrreakcji na ruchy demokratyczne i wolnościowe i ocenia negatywnie. Od nazwiska ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Austrii nazywa się ją epoką Bacha. Z punktu widzenia Słowaków warto odnotować, że polityka centralizacyjna oznaczała – przynajmniej na początku – politykę antywęgierską, z czym Słowacy mogli wiązać pewne nadzieje. Dość szybko jednak okazało się, że Wiedeń nawiązał dobre kontakty z konserwatywnymi arystokratami węgierskimi, którzy demonstrowali, jak mocno byli przeciwni liberalnym tendencjom w trakcie powstania, i pozyskali zaufanie dworu. Rząd w Wiedniu postawił na ideę „państwowego narodu austriackiego”,funkcjonującego w języku niemieckim, i postanowił ignorować i minimalizować aspiracje narodów mieszkających w monarchii. Trzeba przyznać jednak, że w podobny sposób (mowa tu o latach 50.) traktowano postulaty węgierskie i słowackie. Dodatkową trudno18

oniec Wiosny Ludów WAŻKIE WYDARZENIA i klęska powstania W DZIEJACH węgierskiego były SŁOWACJI początkiem kilkunastoletniego okresu stabilizacji władzy centralnej w Wiedniu, przywrócenia starego porządku i wzrostu znaczenia biurokracji.

K

ścią dla Słowaków był fakt, że dwór wiedeński na swojego eksperta do spraw Słowian wybrał znanego poetę Jána Kollára, uważając, że jest to gest pod adresem narodów słowiańskich. Kollár, postrzegający Słowaków jako Czechów o mniejszej świadomości narodowej i posługujących się zniekształconym językiem czeskim, starał się o zaprowadzenie na Słowacji języka czeskiego (np. o zgodę na utworzenie kilku niższych kościelnych gimnazjów z czeskim językiem nauczania). Język słowacki przeżywał trudny okres, prawie całkowicie odsunięty w zacisze domowe niżej wykształconych warstw społeczeństwa. Nawet kościół katolicki przestawał być dla niego oparciem, gdyż – idąc za przykładem diecezji bańsko-bystrzyckiej – kazania zaczęto wygłaszać w języku czeskim. Tylko dzięki wytrwałości dosłownie kilku zapaleńców, m.in. Jozefa Hurbana czy młodego księdza katolickiego z Kysuc Jána Palárika, którzy objeżdżali parafie i agitowali za używaniem języka słowackiego, nie stał się on językiem martwym. Z inicjatywy Palárika w 1851 roku w Bratysławie odbyła się narada kilku funkcjonujących jeszcze publicznie narodowców, na

której zastanawiano się, co można zrobić dla zachowania języka słowackiego. Na tę naradę przyjechał także z Modrej, gdzie zajmował się wychowaniem dzieci swojego zmarłego brata, Ľudovit Štúr. Uczestnicy narady postanowili przygotować, wydać i rozpowszechniać krótkie, popularne opracowanie zasad języka słowackiego dla ludu, co miało być podstawą polityki narodowej Słowaków. Zadanie przygotowania książki otrzymał językoznawca Martin Hattala. W rok później światło dzienne ujrzała jego „Kratká mluvnica slovenská”. Ján Palárik w tym czasie w swojej parafii w Vindšachte pod Banską Štiavnicą zaczął wydawać po słowacku pismo kościelne „Cyrill a Metod”. Został za to karnie przeniesiony do Pesztu, do niesłowackiej parafii, a pismo przestało się ukazywać. Palárik był

niestrudzony: w 1854 roku doprowadził do zbudowania w Dobrej Vodzie pomnika swojego ulubionego poety Jána Hollego. Poprosił, aby napis na pomnik ułożył Štúr, a odsłonięcie pomnika było chyba największą, choć cichą, słowacką demonstracją narodową w latach 50. Dwunastego stycznia 1856 roku naród słowacki dotknęła wielka tragedia: największy słowacki poeta i autorytet Ľudovit Štúr, idąc na polowanie i przeskakując przez strumyk, strzelił sobie z przewieszonej przez ramię niezabezpieczonej strzelby w łydkę i jeszcze tego samego dnia zmarł w gorączce. W drugiej połowie lat 50. słowackie życie narodowe obumierało. To, że przetrwało, Słowacy zawdzięczają dwóm postaciom: Štefanowi Daxnerowi (byłemu aktywiście z 1848 roku, organizatorowi zgromadzenia w Liptovskim Svätym Mikulášu, a obecnie wysokiemu urzędnikowi w administracji podatkowej) i Štefanovi Moysesowi, biskupowi z Bańskiej Bystrzycy, zasłużonemu wcześniej dla Chorwatów, w czasach, gdy był biskupem w Zagrzebiu). Ich

MONITOR POLONIJNY


staraniem w roku 1856 otwarto w Bańskiej Bystrzycy niższe gimnazjum i seminarium duchowne ze słowackim językiem nauczania. To był ich program: przygotować kadrę słowackiej inteligencji, która później „pójdzie w lud”, by w ten sposób mogła przetrwać kultura narodowa. Kiedy pod koniec lat 50. kryzys Austrii stawał się coraz bardziej widoczny, cesarz i dwór zaczęli gwałtownie poszukiwać wsparcia. Bunt włoskich prowincji, a później ich utrata w roku 1859 skłoniły Wiedeń do podjęcia próby uczynienia sojusznika z najbardziej dotąd rewoltującego narodu – z Węgrów. Elity węgierskie tylko na to czekały. Ich warunkiem było przekazanie im władzy w części państwa, która należała do historycznych, średniowiecznych Węgier, a więc m.in. na Słowacji. Węgrzy przejęli od Austriaków ideę „państwowego narodu węgierskiego”, twierdząc, że można być Węgrem etnicznie słowackim, rumuńskim czy serbskim, a wszystkich i tak połączy język węgierski jako język szkół, sądów, administracji i wojska. Zasadniczym przełomem politycznym było wydanie 20 października 1860 roku dyplomu październikowego (przygotowanego zresztą pod kierunkiem Polaka hr. Agenora Gołuchowskiego). Otwarło to drogę do tzw. wyrównania austriacko-węgierskiego i przebudowy Austrii w Austro-Węgry, co nastąpiło w roku 1867. Wydanie dyplomu rozbudziło nadzieje nie tylko Węgrów, ale i innych narodów Austrii. Choć dyplom częściowo pozostał zanegowany poprzez nastęPAŻDZIERNIK 2011

pny dekret z lutego 1861 roku, to jednak otwierał zupełnie nową perspektywę, zapowiadając odebranie wielu kompetencji władzom ogólnopaństwowym i przekazanie ich krajowym (lokalnym). Ważnym wydarzeniem w węgierskiej historii były obrady sejmu, zwołanego na mocy dyplomu na 2 kwietnia 1861 roku, który obradował aż do rozwiązania go przez zaniepokojonego cesarza w dniu 22 sierpnia 1861 roku. Swoje narodowe kongresy zwołali Serbowie i Chorwaci. Słowaccy działacze zaczęli wydawać w Peszcie słowacką gazetę „Peštbudínske vedomosti”. Na łamach tego pisma Štepan Daxner publikował ideologiczne artykuły o potrzebie słowackiej inicjatywy i podjęcia walki o uznanie praw narodowych Słowaków. Wzywał Słowaków do działania, nawoływał ich: „tylko tyle będziemy mieli praw, ile ich sobie wywalczymy”. W porozumieniu ze swoim przyjacielem Jánem Jesenskim (ojcem znanego poety), który w tym czasie był urzędnikiem w Turčanskim Svätym Martinie, zaplanowali akcję narodową. Pozyskali do niej władze miejskie. Dnia 9 maja 1861 roku wystosowali apel „do wszystkich narodowców słowackich na Węgrzech” o przyjazd na zgromadzenie narodowe w dniu 6 czerwca. Efekt przeszedł wszelkie oczekiwania i był dowodem drzemiącej dotąd siły narodu słowackiego. Do Martina przyjechało... sześć tysięcy osób (wszystkie na własny koszt!). O tym co się działo w Martinie – za miesiąc. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci,które biorą udział w konkursach „Monitora”

Nie taki znów mały

miś

POLAK POTRAFI pisując sukcesy polskich firm i produktów, trudno pominąć naszą niekwestionowaną, eksportową gwiazdę – Misia Uszatka. Wielu twórców i  biznesmenów bezskutecznie przez lata ciężkiej pracy próbuje osiągnąć to, co udało się temu małemu niedźwiadkowi – zdobyć uznanie i  międzynarodową sławę. Telewizja Polska nie szczędzi środków, by stworzyć flagowy hit, który będzie można sprzedać na zagraniczne rynki i który podbije serca widzów na świecie. To jednak stworzony dawno temu – jeszcze w PRL – miś pozostaje bezkonkurencyjny. Miś Uszatek po raz pierwszy zaistniał jako bohater książek pisarza Czesława Janczarskiego oraz ilustratora Zbigniewa Rychlickiego. W 1962 roku nakręcono film o jego przygodach, jednak prawdziwą popularność przyniósł mu lalkowy serial telewizyjny. W 1975 roku na zlecenie Telewizji Polskiej jego produkcję rozpoczęło łódzkie Studio Małych Form Filmowych Se-ma-for. Głosu pluszowemu niedźwiadkowi użyczył niezapomniany i  doskonały w tej roli Mieczysław Czechowicz.

O

Dzieci szybko pokochały misia i jego przyjaciół – Prosiaka, Zająca, Króliki i  innych. Trudno się dziwić, Uszatek to bohater jakich mało, z jednej strony przedszkolak, z drugiej strony w wielu sytuacjach zachowuje się jak rozsądny i odpowiedzialny dorosły. Popularność Uszatka zaowocowała 104 odcinkami serialu (jego produkcja zakończyła się w roku 1987), który do tej pory jest jednym z  najlepiej sprzedających się za granicą produktów TVP. Na Słowacji Miś Uszatek znany jest jako Macko Uško, wciąż świetnie pamiętany, którego przygody śledzą z  zapartym tchem kolejne już pokolenia maluchów. W dwóch krajach, Słowenii (jako Medvedek Uhec) i Finlandii (tam z kolei występuje jako Nalle Luppakorva), licencje na emisję serialu o nim są odnawiane co dwa lata. Sympatycznego misia znają również, oczywiście nie od dziś, m.in. w Macedonii, Holandii, na Węgrzech i w Japonii. Nic dziwnego, że w dowód uznania postawiono Uszatkowi pomnik – znajduje się on przy ulicy Piotrkowskiej w Łodzi. KATARZYNA PIENIĄDZ 19


O D

E N T U Z J A S T E K D O P A R Y T E T E K „Nie może wygrać drużyna, której połowa siedzi na ławce rezerwowych”. Izabela Jaruga-Nowacka

Kongres Kobiet

Jeżeli ktoś jest przekonany, że cuda są wyłącznie domeną religii, a w polityce czy w życiu społecznym cudów nie ma, to powstanie i działanie w Polsce Kongresu Kobiet temu zaprzeczają. To właśnie w Polsce, uważanej przez wielu za kraj, w którym scena polityczna i społeczeństwo są silnie spolaryzowane, zrodził się największy dziś w tym kraju ruch społeczny, zrzeszający osoby indywidualne, organizacje pozarządowe, przedstawicielki polityki i biznesu, świata nauki, sztuki, dziennikarstwa, związków zawodowych, związków pracodawców, mieszkanki miast i wsi, kobiety o różnych światopoglądach i różnej opcji politycznej. Ruch ten nie jest związany z żadną instytucją ani z żadną partią polityczną – tym co aktywizuje jego działaczki społecznie i politycznie jest Kongres Kobiet. A rozpoczęło się wszystko niedawno, bo w 2009 roku, kiedy bilansowano 20-lecie polskiej transformacji ekonomicznej i społecznej. Brak w tym bilansowaniu oceny twórczego wkładu kobiet w dokonane przemiany oraz uświadomienia faktu, że chociaż wiele osiągnięto, to jednak negatywne skutki wprowadzania gospodarki rynkowej, opartej na neoliberalnych zasadach, najdotkliwiej odczuły kobiety, stanowiące w tym czasie większość wśród bezrobotnych. Niepokój budził stale mały udział kobiet we władzy. Nie udało się też w ciągu 20 lat budowania nowej Polski wyrównać statusu kobiet i mężczyzn. W wyniku przemian politycznych kobiety straciły prawo do decydowania o swej rozrodczości, stale mało zrobiono też w zakresie zapobiegania przemocy domowej. Z tymi niepokojami prof. Magdalena Środa zwierzyła się dr Henryce Bochniarz, prezydent 20

Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan” i wiceprezydent BUSINESSEUROPE, największej organizacji pracodawców w Unii Europejskiej. Obie panie nie skończyły na konstatowaniu, że trzeba coś robić, by zaktywizować kobiety – same zaczęły działać. W niektórych środowiskach mówi się, że to z przyjaźni Środy i Bochniarz powstał Kongres Kobiet. One swym pomysłem zwołania zjazdu kobiet zaraziły najbliższe im środowiska: prof. Środa – feministki, dr Bochniarz – panie z założonego przez siebie Klubu 22, zrzeszającego damy polityki, biznesu, mediów i kultury. Przygotowania do pierwszego zjazdu kobiet nie trwały długo. Na spotkaniu Klubu 22 z feministkami doszło do rozdzielenia zadań. „Każda z nas została rzucona na inny front robót. Nika [Bochniarz] była mózgiem, spinała wszystko organizacyjnie. Ja byłam katalizatorem różnych środowisk, musiałam utrzymywać te wszystkie żywioły w równowadze. Hania Gronkiewicz-Waltz pomogła zorganizować Salę Kongresową, różne bizneswoman z Klubu 22 zajęły się oprawą logistyczną przedsięwzięcia. Kazia Szczuka zwerbowała profesor Janion i Henię Krzywonos, a Jola Kwaśniewska ruszyła w Polskę, by zachęcić do uczestnictwa w kongresie kobiety z całego kraju. Była w tym fantastyczna. Nie chciałyśmy, by w Kongresowej zasiadły tylko Warszawka i ewentualnie duże miasta. Jola ma dar przyciągania ludzi i siłę rażenia. Gdy ja coś powiem, ludzie patrzą i się dziwią. Gdy Jola mówi to samo, jest pełen entuzjazm, zwłaszcza kobiet. Tłukłam się z nią po tej Polsce kilka dobrych razy [...]” – wspomina M. Środa (Ta straszna Środa, Warszawa 2011). Pierwszy Kongres Kobiet, czyli zjazd około 4 tysięcy kobiet odbył się w Warszawie w czerwcu 2009 roku; to działania podjęte wokół jego zorganizowania

dały początek kobiecemu ruchowi społecznemu. Przybyłe z całego kraju uczestniczki przywitały zgodnie i symbolicznie prezydentowe Maria Kaczyńska i Jolanta Kwaśniewska. Na spotkaniu obok debat plenarnych odbyło się 14 paneli dyskusyjnych, poświęconych m.in. kobietom w samorządach, biznesie i na rynku pracy, a także zdrowiu kobiet i przemocy domowej. Kongres sformułował 135 postulatów, których realizacja wzmocniłaby zarówno pozycję kobiet, jak i demokrację. Dwa główne dotyczyły wprowadzenia parytetów na listach wyborczych oraz powołania niezależnego rzecznika do spraw równości. Kongres ujawnił również cechujące środowiska kobiece zasoby energii oraz umiejętność rzeczowej dyskusji mimo różnic przekonań czy pochodzenia. Działalność liderek Kongresu Kobiet Henryki Bochniarz, Małgorzaty Fuszary, Magdaleny Środy, Bożeny Wawrzewskiej i Ludwiki Wujec skoncentrowała się na opracowaniu obywatelskiego projektu ustawy o parytetach płci na listach wyborczych i zebraniu ponad 150 tys. podpisów pod nim. Kobiety przekonywały i demonstrowały. Drugi Kongres Kobiet odbył się w czerwcu 2010 roku pod hasłem „Czas na wybory! Czas na kobiety! Czas na solidarność”. I znów w Pałacu Kultury spotkało się ponad 4 tys. kobiet z całej Polski, by dyskutować o problemach im bliskich i wymagających rozstrzygnięć. Przyjęto postulaty dotyczące m.in. natychmiastowego uchwalenia ustawy parytetowej, lepszej kontroli nad działaniem rządu na rzecz równego statusu kobiet i mężczyzn, corocznego raportu w Sejmie o sytuacji kobiet, skutecznej polityki prorodzinnej, refundacji zapłodnienia in vitro, reformy systemu edukacji, aby przeciwdziałał on dyskryminacji kobiet. Z około 200 postulatów, wysuniętych przez uczestniczki obu kongreMONITOR POLONIJNY


sów, jak dotąd zrealizowano, choć w okrojonej postaci, dwa. W dniu 31 stycznia 2011 roku prezydent podpisał ustawę kwotową, gwarantującą kobietom 35 procent miejsc na listach wyborczych. Ustawa ta, po raz pierwszy obowiązujaca w październikowych wyborach parlamentarnych, w praktyce oznacza zwiększenie szans kobiet na uczestnictwo w tworzeniu prawa; o ile w wyborach w 2007 roku kandydowało 1428 kobiet, w tegorocznych wyborach startuje ich już 3,8 tys. Udało się też przeprowadzić przez Sejm tzw. ustawę żłobkową, stwarzającą podstawy do instytucjonalnego rozwiązania problemów osób, pragnących godzić role wychowawcze z zawodowymi. W dwustuosobowej Radzie Programowej Kongresu Kobiet aktywnie działają znane polityczki, pracowniczki nauki, przedsiębiorczynie, działaczki społeczne, ministrowie, kobiety kultury, dziennikarki, feministki, kobiety z lewej i prawej strony sceny politycznej. Znalazły się w niej m.in. Henryka Bochniarz, Jolanta Fedak, Małgorzata Fuszara, Agnieszka Graff, Danuta Hübner, Maria Janion, Henryka Krzywonos, Jolanta Kwaśniewska, Janina Paradowska, Magdalena Środa, Małgorzata Tusk, Danuta Wałęsa. Kongres powołał w marcu tego roku swój Gabinet Cieni, mający „inspirować działania kolejnych rządów, wskazywać dobre praktyki w proponowanych regulacjach ustawowych i projektach strategicznych, a także oceniać i analizować”. Premierem gabinetu jest Danuta Hübner, profesor nauk ekonomicznych, pierwsza polska komisarz Komisji Europejskiej, która odegrała znaczącą rolę w poszerzaniu Unii Europejskiej. Jest

PAŻDZIERNIK 2011

ona posłanką do Parlamentu Europejskiego, przewodniczącą Komisji Rozwoju Regionalnego, uczestniczy w pracach Komisji Specjalnej ds. Kryzysu Finansowego i Społecznego. Pełniła też funkcję zastępcy sekretarza generalnego ONZ oraz wiceprzewodniczącej Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ w Genewie. Wchodzące w skład Gabinetu Cieni kobiety reprezentują różne środowiska i poglądy. Każda z nich to silna indywidualność, a łączy je troska o trwały rozwój Polski. Na początku sierpnia, w związku ze zbliżającymi się wyborami Gabinet Cieni wydał oświadczenie, rozpoczynające się stwierdzeniem: „Nasza dzisiejsza wiedza o kształtowaniu list wyborczych pokazuje, że ustawa kwotowa jest rozwiązaniem absolutnie niewystarczającym, jeśli chodzi o zrównoważony udział kobiet i mężczyzn na listach wyborczych”. Dalej w oświadczeniu stwierdza się, że partie wywiązują się co prawda z ustawowej kwoty, ale często ma to tylko charakter formalny, bo umieszczają nazwiska kobiet na dole list, co w rezultacie może doprowadzić do tego, że październikowe wybory będą odzwierciedlały „stare partyjne układy mężczyzn”. Gabinet Cieni, oceniając aktualną sytuację, stwierdził, że ustawa kwotowa wymaga szybkiej nowelizacji, polegającej na wprowadzeniu systemu suwakowego. Niezależnie od tego nadal należy dążyć do wprowadzania parytetów. W oświadczeniu jest też oferta wsparcia i pomocy merytorycznej, logistycznej i afirmatywnej dla kandydatek do Sejmu i Senatu niezależnie od ich przynależności partyjnej. Jednym z najważniejszych wydarzeń polskiego przewodnictwa w Unii Euro-

pejskiej stał się III Europejski Kongres Kobiet, który w dniach 17-18 września 2011 roku zgromadził w Warszawie 6500 pań (i 200 panów), które do polskiej stolicy przyjechały z własnej woli – nikt im nie kazał, nikt podróży nie organizował i za nią nie płacił. Przyjechały, by przez dwa dni dyskutować o wyzwaniach stojących przed Polską, a przede wszystkim przed kobietami, dyskutować o tym, co robić, by polityka równościowa stała się realną polityką, a nie, jak to sformułowała dosadnie Agnieszka Graff, „blichtrem i fasadą” rządzących. Rekordowa była nie tylko liczba uczestników tegoż Kongresu, ale i jego paneli, debat, warsztatów czy wykładów, których w sumie było 36. Uczestników Kongresu pozdrowiła prezydentowa Anna Komorowska, która zaapelowała, „by panie w swych rodzinach, w swym sąsiedztwie, miejscach pracy zadbały” o jak największy udział Polaków w wyborach październikowych. Gościem był również przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, który podkreślił, że dzięki Kongresowi przesłanie równości dotrze do wszystkich w Polsce, i zaznaczył, że nie chodzi tu tylko o równość kobiet i mężczyzn wobec prawa, ale także o równe szanse, możliwości i obowiązki w rodzinie, polityce, życiu społecznym i zawodowym. „Nie stać nas na to, by połowa obywateli naszego kraju nie mogła się w pełni realizować”. Przypomniał też, że był wielkim zwolennikiem parytetów płci na listach wyborczych. Przyznając, że 35-procentowe kwoty „nie są tym, czego oczekiwaliśmy”, wyraził przekonanie, że do czasu kolejnego Kongresu dokona się podobny przełom, jaki miał miejsce w ciągu ostatniego roku. Wśród gości zagranicznych, biorących udział w obradach, były m.in. Viviane Reding, komisarz Unii Europejskiej i wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, uważana za europejski symbol zaangażowania w sprawy kobiet, Ann Snitow, ikona amerykańskiego feminizmu, czy Constance Morell i Path Shroeder, kongresmenki ze Stanów Zjednoczonych. Była też Brigitte Grésy, francuska inspektor generalna ds. społecznych. Pierwszy dzień obrad zdominowany 21


był przez debaty, które nakreśliły rynkową perspektywę szans i barier w rozwoju ekonomicznego i społecznego potencjału kobiet. Rozpoczął się panelem „Świat się zmienia – wyzwania dla współczesnej Europejki”. Komisarz Viviane Reding zwróciła uwagę, iż obecny kryzys ekonomiczny paradoksalnie może się stać katalizatorem zmian, że w nowej sytuacji Europa potrzebuje nowych wzorów współżycia społecznego, które pozwolą jej zaadaptować się do życia mniej wystawnego i indywidualistycznego, za to bardziej ekologicznego i nastawionego na dobro wspólne. Kobiety wydają się być liderkami takiej zmiany – stwierdziła pani komisarz.. „Równa płaca za pracę równej wartości” to hasło wiodące III Kongresu. Wynika ono z faktu, że o ile w Unii Europejskiej kobiety zarabiają do 17,8 procent mniej niż mężczyźni, to w Polsce różnica dochodzi nawet do 30 procent. Nic więc dziwnego, że temat ten pojawił się zarówno na panelu „Potencjał, prawa, solidarność kobiet w Europie”, jak i panelu „Z perspektywy rynku:

o trudnej równości, socjalnych prawach i przedsiębiorczości. O prawach społecznych kobiet, biedzie, szansach i przeciwdziałaniu ekonomicznej dyskryminacji”. O problemie tym dyskutowali również ministrowie Unii Europejskiej odpowiedzialni za sprawy równości kobiet i mężczyzn na rynkach pracy. Burzliwa była debata publiczna „Dlaczego warto głosować na kobiety?” Prowadząca ją socjolog prof. M. Fuszara, zachęcając do głosowania na kobiety, powiedziała: „Kto ma władzę, ten rozwiązuje konflikty na swoją korzyść. Może narzucać własną narrację świata”. Zwróciła uwagę, że chociaż partie, którym przewodzą mężczyźni, formalnie spełniły, a nawet przekroczyły wymóg

kwotowy, to szukały różnych sposobów, by zepchnąć kobiety na dalsze miejsca na listach (jak SLD), a jeśli dawały im jedynki, to niestety często w okręgach, gdzie mają kiepskie notowania (PO). Przypomniała, że w kończącym kadencję parlamencie było zawstydzająco mało pań – w Sejmie niewiele ponad 20 procent, a w Senacie zaledwie 8 procent. Czy dzięki kwotom będzie kobiet więcej – to zależy przede wszystkim od ich udziału w wyborach – Kongres był wielkim o to apelem. Drugi dzień Kongresu to kilkadziesiąt warsztatów, wykładów, spotkań m.in. o kobietach w wojsku, o przedsiębiorczości kobiet wiejskich, równościowym rodzicielstwie, przemocy, ubóstwie, wykluczeniu i potencjale, o sytuacji kobiet 50+ 60+, edukacji seksualnej, feminizacji opieki, przełamywaniu stereotypów w edukacji. Dla kobiet-menedżerów w siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych odbyło się seminarium „Różnorodność, efektywność, sukces”, w programie którego miały miejsce m.in. wykłady i dyskusje na temat wspierania różnorodności kadr mene-

Opowieści Joanny Bator oanna Bator to autorka uhonorowana licznymi nagrodami; jest laureatką Nagrody im. Beaty Pawlak, poznańskiej Nagrody Wydawców, Nagrody Literackiej Gdyni. Dwukrotnie jej powieści „Piaskowa Góra” (W. A. B. 2009) i „Chmurdalia”(W. A. B 2010) były nominowane do Nagrody Literackiej „Nike”.

J

Urodzona w 1968 roku w Wałbrzychu jest kulturoznawczynią i filozofką, wykładowczynią na Wydziale Kultury Japonii w Japońskiej Wyższej Szkole Technik Komputerowych. Jest też autorką prac naukowych, esejów, powieści i opowiadań. Pierwsza jej powieść Kobieta ukazała się w 2002 roku, dwa lata później Japoński wachlarz, doskonale przyjęty przez krytykę tom zapisków z pobytu w Japonii. 22

Dwie kolejne powieści, które pragnę zarekomendować czytelnikom – Piaskowa Góra i Chmurdalia – cieszyły się równie dobrym przyjęciem przez krytyków i czytelników. Piaskowa Góra to saga śląska, której akcja toczy się głównie w powojennym Wałbrzychu, w którym osiedliło się wielu Polaków, przybyłych z różnych regionów, by tu po przejściach wojennych szukać szansy na budowę nowego

życia. Jak to nowe życie sobie wyobrażają, jak te wyobrażenia realizują, autorka pokazuje na przykładzie rodziny Chmurów. Stefan przybył z matką z Kresów Wschodnich, Jadzia z mazowieckiego Zalesia. On młody górnik, który w Wałbrzychu zyskał zawód, ona urzędniczka – zakładają rodzinę, mają córkę Dominikę. Cieszą się otrzymanym na nowym osiedlu górniczym mieszkaniem. W to nowe życie wchodzą

z całym bagażem przeszłości i – podobnie jak inni przybysze – ze skrywanymi w pamięci i przed oczami bliźnich tajemnicami i marzeniami, tymi z których wyrośli i tymi aktualnymi. Jadzia marzy i w marzeniach organizuje piękny ślub córki, taki, którego sama nie miała – ślub z ręcznie haftowanym welonem, MONITOR POLONIJNY


dżerskich, przełamywania stereotypów na rynku pracy, zwiększania wpływu kobiet na zarządzanie firmami, rolach kobiecych i męskich w firmach rodzinnych. Na ile aktualny i gorący jest problem udziału kobiet w zarządzaniu firmami, mogą świadczyć wyniki badań 400 z ponad 3 tys. dużych firm, zatrudniających ponad 250 osób. Okazało się, że tylko w 6,8 procent z nich kobiety są prezesami. Tegoroczną Nagrodę Kongresu Kobiet otrzymała Olga Krzyżanowska – polityczka, działaczka, lekarka, która wielokrotnie zasiadała w ławach poselskich i senatorskich, pełniła funkcję wicemarszałka Sejmu, była polską delegatką do Rady Europy (1990-1993). W 2001 roku wniosła pierwszy projekt ustawy o kwotach płci na listach wyborczych, odrzucony przez Sejm. Znacząco przyczyniła się do przyjęcia ustawy kwotowej przez Sejm w 2010 roku. Laureatce gratulował premier Donald Tusk, który jednocześnie pozytywnie ocenił działania kobiet Kongresu w kampanii parytetowej, mówiąc: „Wasza praca okazała się najlepszą metodą

powozem, ucztą i zięciem a la ordynat Michorowski, ale z NRF – symbolu dobrobytu. On na początku chce mieć kryształy, którymi zaimponowałby kolegom, a potem szczytem jego marzeń staje się talon na malucha i kolorowy telewizor. I tak oboje żyją z tymi marzeniami, zapobiegliwie krzątają się w czasie małej stabilizacji. Żyją podobnie jak sąsiedzi zza ściany czy z drugiej ulicy. Mogło by się wydawać, że ludzie przybyli z różnych stron, z różnymi zwyczajami i różnymi doświadczeniami utworzą tolerancyjną społeczność, jednak tak nie jest; źle pojęty tradycjonalizm każe im tkwić w patriarchalnym modelu społecznym, z którego wykluczają każdą odmienność jako zagrażającą odwiecznemu porządkowi. OfiaraPAŻDZIERNIK 2011

na zmuszenie sceptycznych ludzi do poważnego traktowania czegoś, co jeszcze niedawno wydawało się ekstrawagancją czy radykalnym feminizmem”. Uczestniczki Kongresu uzgodniły, co dla nich najważniejsze, i sformułowały postulaty, z których wiele jest znacznie odważniejszych od tych z 2009 roku. Z dwustu postulatów za priorytetowe III Europejski Kongres Kobiet uznał następujące: - w zakresie równości kobiety domagają się przede wszystkim nowelizacji ustawy kwotowej, systemu suwakowego i parytetu na listach wyborczych; 40 proc. kwoty w zarządach i radach nadzorczych spółek publicznych; działań na rzecz wyrównania płac kobiet i mężczyzn; powołania w ramach konkursu pełnomocniczki ds. równego statusu kobiet i mężczyzn; - w kwestiach wolności – żądają uznania pełnego prawa do decydowania o swoim życiu osobistym (liberalizacja ustawy antyaborcyjnej, refundowane zapłodnienie in vitro, bezpłatna antykoncepcja, edukacja seksualna w szkołach); ratyfikowania bez zastrze-

mi tego wykluczenia są zarówno Grek, jak i Żyd, homoseksualista i lesbijka, zakochany ksiądz i studiująca urzędniczka, odmawiająca kolegom parzenia kawy. Piaskowa Góra, świetna, pełna dygresji powieść, odchodzi od dotychczasowego stereotypowego literackiego obrazu PRL z dobrym społeczeństwem zniewolonym przez złą władzę. Bohaterowie Bator nie tęsknią za wolnością, ale za dobrobytem, kochają i papieża, i Gierka. I tylko Dominika, gdy ta wolność nastanie, widzi w niej nową dla siebie nieograniczoną drobnomieszczańską stabilizacją szansę. Upadek komunizmu to dla niej krok ku nowoczesności, do bardziej otwartego świata. O szukaniu tej nowej szansy jest Chmurdalia, po-

żeń Konwencji Rady Europy w sprawie Zapobiegania oraz Zwalczania Przemocy Wobec Kobiet i Domowej; ustawowego obowiązku wspierania przez państwo opieki nad osobami zależnymi (dzieci, dzieci niepełnosprawne, osoby starsze); - w kwestiach solidarności kobiety domagają się monitorowania i zmiany sytuacji kobiet w wieku przedemerytalnym (50+, 60+), a także kobiet wchodzących na rynki pracy. Uczestniczki III Kongresu zdecydowały również, że w czasie „międzykongresowym” będą organizowały w swoich środowiskach lokalnych spotkania podobne kongresowi. Ponadpartyjny obywatelski ruch kobiecy w Polsce jest już na tyle silny, intelektualnie dojrzały i zdecydowany, że ani nowy parlament, ani nowy rząd nie będą mogły go lekceważyć i będą musiały przyznać rację unijnej komisarz Viviane Reding, która mówiła: „Uczestnictwo kobiet w życiu politycznym i gospodarczym to kwestia nie feminizmu, ale zdrowego rozsądku”. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

wieść kontynuująca emancypacyjny proces Dominiki, o której autorka w jednym z wywiadów powiedziała: „Nikt nie jest przypisany do jednego miejsca i opowieści, a poza patriarchalną rodziną i ukrzyżowaną Polską-masochistką są nisze, szczeliny, w których można zbudować własną dobrą opowieść”. I Dominika taką własną opowieść buduje, funkcjonuje w stałym ruchu, zmienia miejsca pobytu. W Chmurdalii miejsce akcji rozszerza się o Niemcy, Francję, Nowy Jork, Kalifornię. Obok znanych bohaterów pojawiają się nowe postacie, które przynoszą swoje historie i prawdy. Fryzjer z Kamińska snuje kłamliwą opowieść o swym pobycie w obozie koncentracyjnym. Świadomie zacierana

żydowska przeszłość Kamieńska odżywa jedynie dzięki pamięci Eulalii Baron i Icka Kaca z Nowego Jorku. W czasie swej wędrówki Dominika nawiązuje różne relacje z ludźmi, z wieloma bliskie, ale takie, które nie uzależniają. I różne historie z przeszłości przepływają przez nią, także historie o własnej rodzinie. Opowieści te sięgają daleko, bo do czasów napoleońskich. Spinający wszystkie wątki powieściowe legendarny nocnik Napoleona, który wiele postaci chce mieć, a inne go ignorują – to ironiczne odniesienie do pamięci historycznej, bo przecież, jak pisze Joanna Bator: „Prawda to coś, co się rodzi, gdy powtarzamy własną opowieść”. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 23


uż kilka miesięcy temu zagraniczne media pisały, że będzie to walka roku. Dla nas mogła to być walka stulecia, a przynajmniej jeden z najważniejszych pojedynków w historii polskiego boksu.

J

Przyznać jednak trzeba, że tu raczej nie chodziło o zdobycie medalu dla Polski. Boks to praca Tomasza Adamka, który tak zarabia na życie. Jednak przy okazji promuje Polskę, bo to o Polaku mówi bokserski świat, to o Wrocławiu i Polsce słyszą kibice na całym świecie. Dziesiątego września 2011 roku na mieszczącym ponad 40 tys. widzów wrocławskim Stadionie Miejskim, gotowym na Euro 2012, odbyła się – przynajmniej dla polskich kibiców – walka stulecia. Tomasz Adamek „Góral” (35 l.) walczył z Ukraińcem Witalijem Kliczką (40 l.) o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej. Niestety, nasz rodak przegrał przez techniczny knock out. Walczył ambitnie i zostawił między linami kawał serca, rywal jednak nie dał mu żadnych szans. Przez cały czas kontrolował walkę, potwornie obijając twarz Adamka, nad którym w 10 rundzie „zlitował się” sędzia przerywając pojedynek. Od pierwszych minut walki widoczna była przewaga Kliczki, którą dawała mu m.in. postura, zasięg ramion i swoboda wyprowadzania ciosów. Słabszy fizycznie Adamek od początku wyraźnie przegrywał. 24

Nie mógł skrócić dystansu i pokonać gardy rywala. Każdy odważniejszy atak kończył się bardzo groźną kontrą Witalija. W efekcie tego Adamek był bliski liczenia już w drugiej rundzie, kiedy po mocnym ciosie rywala osunął się na liny i prawie upadł. Stało się jasne, że wygrać walkę będzie „Góralowi” niezwykle trudno. Nawet nasi kibice ucichli. W kolejnych rundach Kliczko podkreślał swoją przewagę, a Adamka było stać tylko na pojedyncze ataki, które zresztą nie robiły wrażenia na rywalu. W 4. rundzie Adamek wyprowadzał coraz więcej ciosów, ale trafiały one przeważnie w próżnię. Kliczko zaś bezlitośnie obijał jego twarz. W szóstej rundzie Adamka liczono, ale problemy miał już wcześniej. Chwile nadziei pojawiły się w ósmym starciu, kiedy na deskach znalazł się Kliczko. Nie był to jednak efekt ciosu Adamka. Rywal po prostu się potknął. Walka zmierzała do nieuchronnego końca. Nos Adamka krwawił coraz bardziej, a Polak z coraz mniej-

szą świadomością snuł się po ringu. W dziesiątej rundzie ledwo trzymał się na nogach. Właściwie nie potrafił już się bronić przed ciosami Kliczki. Zlitował się nad nim sędzia, przerywając pojedynek i ogłaszając techniczny nokaut. Witalij Kliczko po raz ósmy z rzędu obronił tytuł mistrza świata w wadze ciężkiej w boksie federacji WBC. Trzeba przyznać, że nasz rodak popisał się nie lada wytrzymałością. Zwłaszcza w drugiej rundzie, po otrzymaniu niesamowicie mocnego ciosu walczył dalej. Szkoda tylko, że to właśnie odpornością na ciosy najbardziej zaimponował. Po zakończeniu walki był mocno poobijany, tymczasem Kliczko wyglądał tak, jak w chwili wejścia do ringu. W całym pojedynku Ukrainiec zadał 608 ciosów, z czego 230 celnych (90 mocnych). Adamek, który zazwyczaj zadaje o wiele więcej ciosów od rywali, tym razem wyprowadził ich tylko 301, z czego tylko 89 celnych (35 mocnych). Pomimo tego „Góral” zebrał spo-

ro pochwał, głównie za waleczność i wytrwałość. Chwalił go Witalij Kliczko, chwalił też jego młodszy brat Władymir mówiąc: „To nie Adamek jest słaby, to Witalij jest od niego zdecydowanie lepszy”. Adamek powiedział: „Byłem gorszy, uznanie dla mistrza”. Przełomowym momentem w walce był strasznie mocny cios w skroń w drugiej rundzie. „Góral” przyznał, że przeszedł go prąd. Mówił: „Ten cios Witalija odebrał mi siły. W narożniku trener mówił, że od tego czasu zacząłem walczyć inaczej, nie tak jak zaplanowaliśmy”. Powtarzał, że mógł jeszcze walczyć, ale decyzję podjął sędzia i musiał ją przyjąć. Stwierdził: „Kliczko jest mistrzem, ja dostałem szansę, ale nie zdołałem jej wykorzystać. Wszyscy chcą oglądać mnie jako wygrywającego, ale to jest sport i wszystko może się zdarzyć. Byłem zdrowy, nie mogę narzekać, że coś mnie bolało. Byłem po prostu gorszy (…) Trzymał mnie na odległość lewym prostym. Walczy się tak

MONITOR POLONIJNY


jak przeciwnik pozwala, a na ile pozwolił, wszyscy widzieli. Czułem, że pojedynek toczy się nie po mojej myśli i chciałem coś z tym zrobić, oszukać go. Ale Witalij jest mądrym pięściarzem. Niczym mnie nie zaskoczył, każdy wie, jak on boksuje”. Zdaniem Kliczki, Adamek już w pierwszej rundzie popełnił błąd. Kiedy uderzał lewą ręką, zostawiał mu ułamki sekund na to, by mógł wyprowadzić cios prawą ręką. Kliczko wiedział, że znokautowanie Adamka to tylko kwestia czasu. Mówił: „Wielki szacunek dla Tomasza. Był dobrze przygotowany kondycyjnie i pokazał wielkie serce do walki. Pokazał, że chciał zostać mistrzem świata, ale ja byłem lepszy, za co przepraszam. Ale tak naprawdę Tomasz trafił mnie dwukrotnie bardzo lekko, te ciosy nie miały żadnego wpływu na mnie”. Przyznał: „Chciałem znokautować Adamka, ale to wcale nie było takie łatwe. Byłem zaskoczony, że ma taki twardy podbródek (…) Uderzyłem go w drugiej rundzie, patrzę, stoi! Wow!

PAŻDZIERNIK 2011

To było coś. Uderzyłem później jeszcze raz. Wow, dalej stoi. (…) Tomasz to najlepszy pięściarz na świecie, ale nie w wadze ciężkiej. To był jego błąd, że przeniósł się do tej kategorii wagowej”. Kliczko zauważył ponadto, że Adamek jeszcze nigdy nie przegrał przed czasem. Kurtuazja? Na pewno, ale do pewnego stopnia z walki zadowolony był też trener Adamka Roger Bloodworth. Uważa on, że Adamek był pierwszym od dawna, z którym walczył Kliczko. Dodatkowo, jeszcze przed walką podawano informacje, że nawet jeśli „Góral” przegra, to wygra, czyli zarobi co najmniej 15 milionów złotych! Przed meczem Adamek powtarzał, że spełnią się jego marzenia. Przed wyjściem na ring z telebimu obiecał rodakom, że walcząc, da im powody do dumy. Słowa dotrzymał. Walczył. Według statystyk walkę obejrzało w telewizji ok. 1 300 tys. Polaków. Jestem przekonanay, że nie powinni narzekać. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

Boso, ale w ostrogach M

otywy folklorystypójdę boso” – śpiewa Seczne już od bardzo bastian Karpiel-Bułecka dawna pojawiają się we w tytułowym utworze. współczesnej muzyce poTeksty wszystkich piosepularnej. Czasem nek na płycie trzytrochę na siłę – spełmają naprawdę wyniają rolę ozdobnisoki poziom. Pamięka, mało autentycztają Państwo teksty nego i pachnącego z ostatniej płyty DoCepelią. Na szczędy, których fragmenty wplotłam w recenście nic takiego nie dzieje się na nowej Czulym zję miesiąc temu? płycie podhalańskie- uchem No, właśnie. Różnica jest ogromna. go zespołu Zakopower „Boso”. Muzykom, z wokalistą Sebastianem Karpielem-Bułecką na czele, udała się trudna sztuka połączenia elementów góralskiej żywiołowości z najnowszymi trendami panującymi w rocku i popie w spójną całość. Zakopower czerpie z muzycznej tradycji PodPłyta „Boso” przez wielu określana jest miahala pełnymi garściami, nem przeboju minioale nie na oślep. Poszunych wakacji. Zapewkuje i twórczo przetwaniam jednak, że sporo rza to, co najpiękniejsze, estetycznej przyjemnoponadczasowe. Wsparte ści dostarczy Państwu najnowocześniejszymi także w nadchodzące możliwościami techniczdługie jesienno-zimonymi współczesnego stuwe wieczory. dia nagraniowego komI ostatnia kwestia, mopozycje pozostawiają nieże nie najważniejsza, ale zapomniane wrażenie. warta uwagi. Oprawa Pasuje do siebie absograficzna płyty jest lutnie wszystko – i folknaprawdę rewelacyjna lor, i elektronika, i głos i świetnie uzupełnia caKarpiela-Bułecki, i wreszłość. Może mała rzecz, cie świetne, liryczne teka jak cieszy. sty. „Nieużyty frak, dziuKATARZYNA PIENIĄDZ rawy płaszcz, znoszony but/ Zapomniany szal zaszył się w kąt niemodny już/ Każda rzecz o czymś śni odstawiona/ Jeszcze chce modna być zanim cicho skona/ I dopiero gdy zawoła Bóg to pożegnam wszystkie te rzeczy i znów: 25


edną z kilku rzeczy, którymi zaskoczyła mnie Słowacja, kiedy przyjechałam tu po raz pierwszy, był malowniczy, rozpościerający się widok na plantacje winorośli.

J

Rzędy zielonych pnączy na stokach wzgórz otaczających Bratysławę oraz okoliczne miasteczka wzbudziły mój prawdziwy zachwyt. Jak dotąd sąsiedzi zza południowej granicy kojarzyli mi się głownie z górskimi wędrówkami, dobrymi trasami narciarskimi, a przede wszystkim tanim piwem. Moją uwagę zwrócił szeroki wybór słowackich win, dostępnych w sklepach, tradycje winiarskie, widok winorośli uprawianych w przydomowych ogródkach oraz bardzo popu-

larna sprzedaż wina prosto z beczki. W Polsce nadal najpopularniejszym alkoholem jest piwo i wódka, a jeśli już pije się wino, to najczęściej z importu. Dla smakoszy win Słowacja jest rajem i to na wyciągniecie ręki. Nie trzeba jechać do Francji czy Włoch, by skosztować wybornego trunku, zachwycić się nim i stać jego prawdziwym miłośnikiem. Uprawa winorośli na Słowacji sięga czasów celtyckich i rzymskich. Do odrodzenia się tradycji winiarskiej przyczynili się osadnicy z Niemiec, sprowadzeni przez węgierskich królów na opustoszałe po tatarskich najazdach ziemie. Obecnie z uprawą i produkcją win związana jest głównie południowozachodnia cześć Słowacji. Wyróżnia się sześć regionów winnych: połu26

W dzikie wino

zaplątani... dniowosłowacki, nitrzański, środkowosłowacki, wschodniosłowacki, Małe Karpaty oraz Tokaj. Jednym z najbardziej malowniczych regionów są Małe Karpaty. To cudowny obszar pełen plantacji winogron, uroczych wiosek, kościółków i zabytkowych miasteczek położonych na tle gór. To właśnie przez ten region przebiega Małokarpacki Szlak Wina z barwnymi miejscowościami o średniowiecznym rodowodzie, takimi jak Pezinok, Modra, Limbach czy Šenkvice, gdzie produkuje się jedne z najlepszych win na świecie. Słowackie wina biorą udział we wszystkich liczących się i uznawanych konkursach oraz festiwalach. W maju tego roku wino Sauvignon Gold pezinskiej spółki Vino Matyšák na prestiżowej wystawie win we Francji otrzymało tytuł championa wystawy, pokonując wina m.in. z Chile, Nowej Zelandii, Francji i Hiszpanii. Pezińskie wina uzyskały w tym roku również tytuł championa win różo-

wych oraz wicechampiona win czerwonych. Odbywające się co roku we wrześniu winobrania przyciągają winiarzy oraz rzesze entuzjastów tego szlachetnego trunku. Dwa razy do roku (na wiosnę i jesienią) obchodzony jest Dzień Otwartych Piwnic. W tym roku bramy ponad 100 piwnic, oferujących degustację regionalnych win w unikatowej atmosferze, otworzą się dla miłośników wina w dniach 18-19 listopada. Do delektowania się smakiem i zapachem wystawianych w piwnicach win, upoważniać będzie jak zwykle specjalny bilet. Ponadto każdy uczestnik otrzyma winny paszport, mapkę z lokalizacją piwnic oraz kieliszek degustacyjny. To doskonała okazja, by w chłodny listopadowy weekend przenieść się w wielobarwny i fascynujący winny świat, a przy okazji poznać kulturę, tradycje i kuchnię regionów słynących z produkcji win. Gorąco polecam i… na zdrowie! MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

MONITOR POLONIJNY


Repetytorium z dat ie, nie będę Państwa pytać o to, co i kiedy się wydarzyło, bo sama takiego przepytywania na lekcjach historii nie znosiłam. Zajmę się po prostu w miarę krótkim przypomnieniem zasad, dotyczących zapisu dat, bowiem cały czas sprawia ona Polakom problemy. Kiedyś już na łamach „Monitora Polonijnego” poruszałam to zagadnienie, ale nadszedł chyba już czas, by do tematu wrócić i małe co nieco sobie przypomnieć, tym bardziej, że nie bez kozery już starożytni mawiali, iż repetitio est mater studiorum, czyli ‘powtarzanie jest matką nauki’. Ale dlaczego właśnie teraz wracam do dat? Ano dlatego, że przed nami wybory parlamentarne, które wyznaczono na 9 października 2011 r., i właśnie ta data wyzwoliła w niektórych użytkownikach języka, zwłaszcza dziennikarzach, talenty (prze)twórcze, czego efektem są najróżniejsze próby jej zapisu, w celu uwypuklenia jej wyjątkowości. A Państwo zwrócili już na to uwagę? Przecież, kiedy zapiszemy tę datę cyframi arabskimi, otrzymamy (w uproszczonej formie) 9.10.11!!! Nawet w niniejszym numerze „Monitora” znajdą Państwo artykuł o wyborach, zatytułowany nie inaczej, jak tylko „Wybory: 9-10-11”. Gdyby w ten sposób zapisać tę datę w innej sytuacji, byłby to błąd, ale w tym wypadku działa oczywiście licencia poetica, która zwalnia autora z obowiązku trzymania się zasad polskiej ortografii i dzięki której udało mu się uwypuklić dość niezwykłą kolejność liczb występujących w tejże dacie, przypominających trochę takie tam odliczanie (a może liczenie? jak w boksie?). W języku polskim daty można zapisywać słownie (np. dziewiąty

N

PAŻDZIERNIK 2011

października dwa tysiące jedenastego roku), słownie i cyfrowo (np. 9 października 2011 r.) oraz tylko cyfrowo (np. 9.10.2011 r. lub 9 X 2011 r.). Trzeba przyznać, że względy ekonomiczne (w tym dążenie do jak najkrótszego zapisu) powodują, że rzadko spotykamy zapis słowny daty. Gdy korzystamy z zapisu słowno-cyfrowego, należy pamiętać, by po cyfrowym zapisie dnia nie stawiać kropki (!), choć jest to liczebnik porządkowy, a po tych w zasadzie kropka jest konieczna, by można je odróżnić od liczebników głównych. Data jest jednak wyjątkiem potwierdzającym tę regułę. To, że niektórym z Państwa zdarzy się tam kropkę postawić, może wynikać z zastosowania w zapisie zasad ortografii słowackiej – bo przecież w słowackim w takim wypadku kropka jest obowiązkowa. W polskim zapisie daty kropek nie stawia się także, kiedy miesiąc oznaczony jest cyframi rzymskimi (TAK: 9 X 2011 r., NIE: 9.X.2011 r.). Pamiętać też trzeba, że jeśli zapisuje się miesiąc słownie, to zawsze jest to forma dopełniacza (!), np. 9 października 2011 r. (NIE: 9 październik 2011 r.). Gdy data dotyczy pierwszych dziewięciu miesięcy, to po słowacku miesiąc oznaczyć można tylko jedną cyfrą ew. poprzedzić ją tzw. zerem wiodącym, ale jeśli idzie o polszczyznę, to zdania autorytetów z zakresu ortografii i edycji tekstów są podzielone. Jeszcze Nowy słownik ortograficzny PWN (Wydawnictwo Naukowe PWN, 1999) pozwalał na zapis np. 9.9.2011, ale swego rodzaju biblia edytorska, na którą powołują się językoznawcy różnych internetowych poradni językowych, czyli Edycja tekstów. Praktyczny poradnik Adama Wolańskiego (Wydawnictwo Nauko-

we PWN, 2008), takiemu zapisowi stanowczo się przeciwstawia. Zero wiodące jest pomijane, gdy w tekście pisanym dzień oznaczony jest liczebnikiem jednocyfrowym, a zatem niepoprawny jest zapis: 09.10.2011. No, może jednak nie tak do końca niepoprawny, bowiem takiej pisowni daty wymaga się nader często w sformalizowanych, często przetwarzanych komputerowo dokumentach. Sami Państwo na pewno się z nią spotkali, wypełniając choćby rozmaite formularze, choćby zeznania podatkowe czy internetowe przelewy bankowe. Trzeba jednak pamiętać, że w takich przypadkach nie wolno stosować cyfr rzymskich. Polska ortografia wymaga ponadto, by w zapisie dat jako separatora używać kropki. Naganne jest zastępowanie jej ukośnikami czy też myślnikami (pauzami i półpauzami) lub dywizami na wzór innych języków. Zapisując datę można, ale nie jest to konieczne, użyć skrótu „r.” (od: rok). Należy jednak pamiętać, iż w przypadku jego zastosowania, trzeba oddzielić go od poprzedzających cyfr spacją. Uff, jak na krótkie repetytorium, to chyba już wystarczy. Ponadto muszę kończyć, bo redaktor naczelna mnie ponagla, tłumacząc, iż trzeba już oddać „Monitor” do druku, by dostali go Państwo na czas, jeszcze przed wyborami. I choć pewnie w swych wywodach pominęłam którąś z zasad, dotyczących zapisu daty po polsku, to jestem przekonana, że te najważniejsze przypomniałam. Ale tyle ich jest… Gdyby ktoś z Państwa odczuwał jednak niedosyt informacji na ten temat i miał jakieś pytanie, to z przyjemnością na nie odpowiem. A wszystkich Państwa zachęcam do udziału w wyborach, bo przecież „9.10.11” to z pewnością data wyjątkowa, może i nawet szczęśliwa, a przecież szczęście może być jeszcze większe, jak mu się trochę pomoże. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 27


ŻYCZENIA

Dnia 27 sierpnia związek małżeński zawarli Martin i Ivana Pavláskovie, a 24 września na ślubnym kobiercu stanęli Lukáš i Katarína Matejkovie. Nowożeńcom z całego serca życzymy wiele szczęścia i miłości na wspólnej drodze życia. Szczęść Boże Młodym Parom! Przyjaciele z Klubu Polskiego Środkowe Poważe Słowacja to przecież biedny kraj. Oni nie mają żadnego przemysłu i żyją tylko z turystyki, a od kiedy przyjęli euro, Polacy przestali przyjeżdżać, a bez nich cała słowacka gospodarka się załamie”. Taką wypowiedź na temat Słowacji usłyszałem niedawno podczas wycieczki po polskich Tatrach z ust pewnego turysty z Warszawy, który – podobnie jak wielu naszych rodaków – swą wiedzę o Słowacji czerpie jedynie z przygranicznych wyjazdów turystycznych. I jakby absurdalnie takie słowa nie brzmiały, to niestety odzwierciedlają one powszechne wyobrażenie Polaków o Słowacji, które nie ma zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Wszystko za sprawą turystyki, która z jednej strony wydaje się być żyłą złota, ale czasem staje się przekleństwem. Zwłaszcza wtedy, gdy dany kraj lub region pozwala się zaszufladkować jako sympatyczna, ale też zapyziała prowincja, gdzie są piękne góry, lasy i trasy narciarskie – i nic więcej. Tak właśnie Polacy postrzegają Słowację – jako kraj, który można rozpatrywać jedynie w kategoriach turystyki, a nie np. jako obiekt zainteresowania politologów, ekonomistów, dyplomatów czy dziennikarzy. Żeby się o tym przekonać, wystarczy zwykła wyszukiwarka internetowa albo wizyta w polskiej księ-

„Ta

28

Silvia Bacurová i Miroslav Ciglian zawarli związek małżeński 27 sierpnia w Liptowskim Mikulaszu. Naszej współpracowniczce oraz jej mężowi życzymy wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia! Redakcja „Monitora Polonijnego“

Słowacja

w oczach Polaków garni (również internetowej). Na hasło „Słowacja” w wynikach wyszukiwania wyskakują niemal wyłącznie informacje o noclegach, wycieczkach, trasach narciarskich lub aquaparkach. Ze świecą szukać w polskiej prasie lub Internecie informacji o wydarzeniach politycznych na Słowacji, mimo że dzieje się tu wiele ciekawych i ważnych rzeczy (nawet słowackie wybory parlamentarne i zmiana rządu przeszły w Polsce bez echa). Podobnie jest na rynku księgarskim, gdzie obok setek przewodników turystycznych po Słowacji można znaleźć jedynie pojedyncze tytuły, które opisywałyby ten kraj w innym, nieturystycznym kontekście. Jeśli ktoś w Polsce chce poznać historię lub literaturę Słowacji albo dowiedzieć się czegoś o słowackiej polityce lub gospodarce, na polskim rynku wydawniczym po prostu nie ma czego szukać. Zauważmy, jak bardzo ta sytuacja kontrastuje z wiedzą Polaków o pozostałych sąsiadach, np. Ukrainie i Białorusi. O ukraińskiej i białoruskiej polityce ukazuje się w Polsce mnóstwo artykułów prasowych, w księgarniach można przebierać

w publikacjach na ten temat, a stosunki polskoukraińskie i polsko-białoruskie są stałym tematem wielu konferencji naukowych i debat publicystycznych. Tymczasem coś takiego, jak stosunki polsko-słowackie właściwie nie istnieje – w każdym razie tym tematem rzadko interesują się dyplomaci, dziennikarze i politolodzy. Może to właśnie tutaj leży klucz do zrozumienia tego, dlaczego pomiędzy Polską a Słowacją są takie słabe połączenia komunikacyjne, dlaczego likwidowane są ostatnie połączenia kolejowe między naszymi krajami, a o autostradzie z Żyliny do Polski można tylko pomarzyć?

Zresztą wspomniany problem ma i drugą stronę. O ile dla Polaków Słowacja to tylko góry, narty, źródła termalne i tanie piwo, to Słowakom Polska automatycznie kojarzy się z zaku-

pami i może jeszcze Janem Pawłem II – i na tym koniec. Przez pewien czas wydawało się, że ten stereotyp „sympatycznego, ale zapyziałego kraju w górach” udało się przezwyciężyć. Aż do początku światowego kryzysu Słowacja gościła w polskich mediach jako synonim sukcesu gospodarczego, z takimi markowymi produktami, jak podatek liniowy, udane reformy oraz inwestycje zagraniczne. Później jednak znów powróciła stara śpiewka o tym, że Słowacja to wyłącznie takie lepsze lub gorsze (zależnie od punktu widzenia) przedłużenie Podhala. Czy w ogóle komuś zależy na tym, by ten stereotypowy obraz zmienić? Na to pytanie powinni sobie odpowiedzieć przede wszystkim ludzie odpowiedzialni za promocję Słowacji za granicą. Szansą na zmianę wizerunku jest szersze pokazywanie Polakom tego, że Słowacja to nie tylko góry i orawski folklor, ale również np. duże miasta (Bratysława i Koszyce), słowackie wino oraz równinne tereny Naddunajszczyzny. A w tym wszystkim jest też słowacka Polonia, w tym nowi imigranci – młodzi pracownicy bratysławskich oddziałów międzynarodowych koncernów, którzy do stereotypowego wizerunku „zapyziałej górskiej Słowacji” zupełnie nie pasują. JAKUB ŁOGINOW MONITOR POLONIJNY


WYBÓR Z PROGRAMU INSTYTUTU POLSKIEGO W BRATYSŁAWIE – PAŹDZIERNIK ➨ BLAF STYLE: Pokaz mody z udziałem polskich designerów • 1 października, godz. 19.00, Bratysława, Słowacka Galeria Narodowa Przegląd projektów, przygotowanych przez młodych artystów z Czech, Austrii, Słowacji i Polski

➨ Cracow DUO 9 października, godz. 18.00, Trenczyn, Galeria M. A. Bazovskiego, Palackého 27 • Koncert duetu Jana Kalinowskiego (wiolonczela) i Marka Szlezera (fortepian) w ramach Trenczyńskiej Jesieni Muzycznej 2011

➨ SPOTKANIE Z WIELKĄ NIEZNANĄ? Hrabina Ludmiła Giżycka-Zamoyska 20 października, godz. 17.00, Trnawa, Západoslovenské múzeum, Múzejné nám, 3 Otwarcie wystawy o życiu i twórczości kompozytorki Ludmiły Giżyckiej-Zamoyskiej

➨ ADAM BAŁDYCH Damage Control 1 października, godz. 19.00, Koszyce, GES Club, • L. Novomeského 13 • Koncert polskiej formacji muzycznej na Międzynarodowym Festiwalu Jazzowym w Koszycach • Jazzowego skrzypka A. Bałdycha wielu krytyków uważa za wirtuoza. Od 16 lat występuje on z najlepszymi polskimi i amerykańskimi muzykami w Polsce, Niemczech, Serbii, Indonezji, na Węgrzech, we Francji i USA.

➨ NAUKI LITERACKIE I ROMANTYZM 12 października, godz. 16.00, Bratysława, Ústav svetovej literatúry SAV, Konventná 13 Prezentacja czasopisma „World Literature Studies“ i słowackiego tłumaczenia Juliusza Słowackiego Beniowski z udziałem Juraja Andričíka i Zbigniewa Macheja

➨ INGMAR VILLQIST: Taka fajna baba jak ty 21 października, godz. 19.00, Żylina, Teatr Miejski, Horný val 3 Spektakl teatralny współczesnego polskiego dramaturga Ingmara Villqista w wykonaniu Teatru Miejskiego w Żylinie

➨ W. SZEKSPIR: HAMLET - PREMIERA TEATRU KONTRA • 1 i 2 października, godz. 19.30, Spišská Nová Ves, Dom Matice slovenskej, Zimná 68 • Spektakl teatralny w reżyserii Klaudyny Rozhin ➨ PIEŚNI KRAJÓW UE 3 października, godz. 19.00, Bratysława, Pałac Prymasowski, Primaciálne nám. • Koncert zorganizowany z okazji prezydencji Polski w Unii Europejskiej • Wykonawcy: Katarzyna Matuszak (śpiew), Kamili Zygmunt (fortepian). W programie utwory muzyczne z 14 krajów UE. Współorganizatorem imprezy jest Miasto Stołeczne RS Bratysława ➨ KRZYSZTOF VARGA na Żylińskim Festiwalu Literackim •4 października, godz. 16.00, Żylina, Fundacja POLIS, Mariánske námestie 31 Okrągły stół: „Słowacja jest mostem, który łączy Polskę i Węgry czy je rozdziela?” Uczestnicy: pisarz węgierski Wiktor Horváth oraz pisarz i dziennikarz polski Krzysztof Varga Pavel Rankov (prowadzenie) ➨ POSTERIUM 6 października, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 • Otwarcie wystawy plakatu i grafiki – Lex Drewinski (Berlin), Władysław Pluta (Kraków), Karel Misek (Praga), István Orosz (Budapeszt), Vladislav Rostoka (Bratysława) i Dušan Junek. ➨ PIOTR SZMITKE - MULTIPLIKACJE 7 października, godz. 16.30, Koszyce, Muzeum V. Löfflera, Alžbetina 20 • Wystawa autorska interdyscyplinarnego twórcy, teoretyka sztuki i promotora nowej koncepcji w sztuce metaverizmu • Główni organizatorzy: Muzeum Vojtecha Löfflera, Koszyce - Stare Miasto, Stowarzyszenie Forsa, autor PAŻDZIERNIK 2011

➨ KRAKÓW SZUKA 13 października, godz. 20.00, Bratysława, A4 – nultý priestor, Nám. SNP 12 • Czterech młodych polskich poetów i pisarzy: Roman Boryczko, Jakub Kornhauser, Robert Król i Ola Stawińska w ramach pasma literackiego Kraków szuka ➨ BIENNALE SZTUKI UŻYTKOWEJ I DESIGNU 2011 13 października, godz. 18.00, Bratysława, Galeria SVU, Dostojevskeho rad 2 • Otwarcie wystawy prac polskich projektantów Joanny Górskiej, Jerzego Skakuna i Ludwiki Zytkiewicz Ekspozycja będzie prezentowana do 1.11. 2011 r. ➨ PÓŁNOCNY SĄSIAD 18 października, godz. 18.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam SNP 27 • Prezentacja książki Magdy Vášáryovej i dyskusja na temat, jak Słowacy postrzegają Polskę ➨ KRZYSZTOF ZANUSSI W BRATYSŁAWIE Debata: ROSJA I MY 19 października, godz. 19.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 • Debata z udziałem Grigorija Mesežnikova z Instytutu Spraw Publicznych (IVO), Martina Milana Šimečki, dziennikarza i publicysty tygodnika „Respekt”, który niedawno powrócił z podróży po Rosji oraz Krzysztofa Zanussiego, światowej sławy reżysera filmowego, a także eksperta ds. rosyjskich ➨ CONSTANS 19 października, godz. 19.30, Bratysława, kino Lumiere, Špitálska 4 • Projekcja jednego z najbardziej znanych filmów Krzysztofa Zanussiego z udziałem reżysera Po projekcji odbędzie się spotkanie i dyskusja z reżyserem na temat jego twórczości filmowej. ➨ KRZYSZTOF ZANUSSI NA FESTIWALU ÁČKO 19-20 października, Bratysława, Filmová fakulta VŠMU, Svoradova • Podczas wizyty na festiwalu odbędzie się prezentacja filmów studenckich reżysera i warsztaty filmowe MASTER-CLASS.

➨ GRAŻYNA AUGUŚCIK na Bratysławskich Dniach Jazzowych SLSP 2011 21 października, godz. 20.00, Bratysława, Incheba, Hala B ➨ POETKI WYSZEHRADZKIE 26 października, godz. 15.00, Dunaj, Statek MS Stadt Wien Podczas rejsu statkiem z Bratysławy do Wiednia czytane będą utwory czterech młodych poetek: Katariny Kucbelovej (Słowacja), Katariny Rudčenkovej (Czechy) i Anny Szabó (Węgry) i Agnieszki WolnyHamkały (Polska) Impreza odbywa się w ramach międzynarodowego projektu Literature in Flux – Via Danube Statek wypływa z Bratysławy o godzinie 10.00. Kilka zaproszeń można odebrać w Instytucie Polskim. Więcej informacji o projekcie: http://www.literature-in-flux.eu/. ➨ SALON WYSZEHRADZKI 26 października, godz. 17.00, Bratysława, Petržalka, Technopol Cykliczny panel dyskusyjny ekspertów z państw V4, tym razem na temat: Absolwenci szkół na rynku pracy, możliwości kształcenia dodatkowego Polskim gościem będzie Agnieszka Rozmus, ekspert od rynku pracy z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Katowicach. ➨ SING SING PENELOPE 29 października, godz. 19.00, Dunajska Streda, MSKS, Nfg klub, korzo Béla Bartóka 1 Jazzowy koncert w ramach Festiwalu Are You Free? ➨ ANTYGONA W NOWYM JORKU 29 października, godz. 19.00, Koszyce, Divadelné Štúdio Máraiho, Timonova 3 Premiera spektaklu pisarza, dramaturga i publicysty Janusza Głowackiego (1938) w wykonaniu grupy teatralnej TeatRovás Koszyce, w reżyserii Henryka Rozena 29


Marzenia się spełniają... o było jedno z moich największych marzeń: pomieszkać i zobaczyć, jak wygląda życie na co dzień w Japonii, tym jakże odmiennym kraju, przyjechać tutaj na dłużej niż na zwykłą, dwutygodniową wycieczkę z przewodnikiem. Pierwszy raz odwiedziłem Japonię w marcu 2006 roku.

T

Już jako małe dziecko szybko określiłem, co chciałbym w życiu robić – największą moją pasją okazały się komputery, a w szczególności idea łączenia ich w sieci. I w takim kierunku podążałem. Najnowsze technologie, duże systemy, skomplikowane problemy – to było i jest moje hobby. Mogę też uważać się za szczęśliwego – tak naprawdę poprzez pracę oddaję się swoim pasjom. Jest parę miejsc na ziemi, gdzie technologia jest nierozerwalną częścią codziennego życia. Zaraz po wylądowaniu na lotnisku na drugiej półkuli poczułem się jak w domu, dziwnie spokojnie i bardzo pozytywnie. Wyobrażałem sobie, że za chwilę ta cała technologia mnie wciągnie i stanę się tylko jednym z podzespołów wielkiej elektronicznej maszyny. Jakież było moje zaskoczenie, gdy powoli zacząłem odkrywać, że ta technologia jest tak zwyczajna dla tutejszych mieszkańców, że prawie niezauważalna. W Japonii jest czymś normalnym, że za pośrednictwem telefonu można oglądać cyfrową telewizję, mieć bardzo szybki Internet, płacić w sklepie i za przejazdy środkami lokomocji itd. Tak naprawdę, to w każdym zakątku było i jest coś niesamowitego – technicznego. Na początku bardzo mi to imponowało, wszystko przemyślane i bardzo zorganizowane. Pociągi, które zapewniają bardzo skuteczny transport dla dziesiątek milionów osób dziennie, są bardzo wydajne. Wagony zawsze zatrzymują się w tym samym miejscu, a spóźnienia w skali roku są mi30

nimalne i ciążą na honorze przewoźnika, tym samym zobowiązując do lepszej pracy w przyszłości. Aby się wtopić w tłum – rada jest jedna – zachowuj się tak jak reszta. Podporządkuj się zasadom, a będziesz żył dość wygodnie i spokojnie. Oczywiście nie wszystkie te zasady są dla nas – obcokrajowców łatwe do zaakceptowania czy zrozumienia. Po pewnym czasie pojawia się wewnętrzny bunt, chęć wytłumaczenia, że to można zrobić szybciej, inaczej, a może czasem i lepiej. Ale zasady są zasadami – tutaj nikt ich nie kwestionuje, tylko ślepo za nimi podąża, dzięki czemu nie musi za bardzo myśleć. Tak jak bardzo skomplikowana jest komunikacja miejska, tak i skomplikowany jest język. Pisanie, czytanie i mówienie to trzy oddzielne sztuki, których opanowanie jest nie lada wyzwaniem. Na początku kupienie jedzenia, które nadawało się do zjedzenia, grani-

czyło z cudem. Wielokrotnie kupowałem coś, co wyglądało dobrze, ale smakowało zupełnie inaczej, niż sobie to wyobrażałem. Zakupy to prawdziwe wyzwanie, pytanie o drogę czy jakakolwiek rozmowa to był istny koszmar. Znajomość angielskiego przydawała się oczywiście, ale tylko w ograniczonym zakresie. Wszystko inne musiałem nadrabiać sprytem, uprzejmością i niekończącym się uśmiechem, który na szczęście jest u mnie wrodzony. Po kilku miesiącach można się przyzwyczaić, rozpracować podstawowe słowa, ogólne zasady komunikacji czy transportu. Uczucie przebywania jak na innej planecie powoli mija i zastępuje je uczucie chęci poznania i zgłębienia otaczającej rzeczywistości. Mimo wszechobecnych zasad, do których trzeba się stosować, zawsze staram się pokazać swój punkt widzenia. Nie spodziewałem się, że moja przygoda w odkrywaniu życia na nowo potrwa dłużej niż zakładany rok czy kilka miesięcy. Podczas kolejnej podróży do Japonii poznałem moją przyszłą żonę – Japonkę. Zaprzyjaźniliśmy się bardzo szybko. Ona wcześniej mieszkała w Australii, Anglii i Stanach Zjednoczonych, więc bariera językowa nie była aż tak straszna. Po czterech latach znajomości postanowiliśmy się pobrać. W Japonii małżeństwa mieszane jeszcze kilkanaście lat temu były czymś dziwnym, a czasami nawet uważano je za złe i nieodpowiednie. Z wielkiego sprzeciwu rodziny na początku, który wynikał głównie ze strachu przed obcym, zmieniło się w wielką przyjaźń i miłość, a moja odmienność i mój punkt widzenia pomaga moim Japończykom spojrzeć na życie w zupełnie innym wymiarze. MAREK GAJEWSKI Yokohama, Japonia Ciąg dalszy w kolejnym numerze „Monitora Polonijnego“ MONITOR POLONIJNY


Hey! W tym numerze zawędrujemy do Kanady Let’s go :-) anada to drugie co do wielkości państwo na świecie. Leży w Ameryce Północnej i graniczy z USA. Ma też granice morskie z Francją i Danią (Grenlandia). Stolicą Kanady jest Ottawa. Uważa się, że to jedna z najzimniejszych stolic na świecie. Brr! Kilka wieków temu Kanada była kolonią brytyjską i francuską, dlatego francuski i angielski są tu dziś językami urzędowymi. Osoby, dla których językiem ojczystym jest angielski to anglofoni lub anglofończycy, natomiast ci, którzy mówią po francusku to frankofoni lub frankofończycy.

K

Lubicie zimę? Kanadyjczycy bardzo! Dlatego ich sport narodowy to hokej na lodzie. Drużyna hokejowa składa się z 6 zawodników. Do gry używa się specjalnie zakrzywionych i kijów i kauczukowego krążka. Niemal każdy mieszkaniec Kanady ma swoją ulubioną drużynę hokejową lub gracza. Dzieci często zbierają specjalne karty z wizerunkami hokeistów i wymieniają się nimi. Hokej jest też sportem narodowym Słowacji. Wielu znakomitych słowackich zawodników gra w kanadyjskich drużynach. Na terenie Kanady oraz USA rozgrywane są mecze najważniejszej na świecie ligi hokejowej NHL. Widzieliście kiedyś taki mecz???

Kanada jest pełna dzikiej przyrody i wspaniałych widoków. Zamieszkują ją m.in. renifery (na lądzie) oraz orki (w wodzie). Na granicy Kanady i USA znajduje się słynny wodospad Niagara. Rzeka Niagara rozdziela się na 2 części, chcąc płynąć dalej, musi pokonać 100-metrową różnicę poziomów. Ta różnica, to właśnie wodospad. Chcielibyście zobaczyć go z bliska?

Zgłodnieliście? Na śniadanie młodzi Kanadyjczycy lubią jeść jajecznicę i pieczoną fasolkę. Jedną z popularnych kanadyjskich przekąsek jest poutine. To frytki z serem i sosem pieczeniowym. Jeśli macie ochotę na deser to z pewnością skusicie się na naleśniki z syropem klonowym (tak, tak, to właśnie liść klonu widnieje na kanadyjskiej fladze) lub chleb z masłem orzechowym. Pycha!

Powiedz to po angielsku lub francusku: Nazywam się... - My name’s ... [maj nejms...] Je m’appele ... [żemapel...] Lubię Cię - I like you [aj lajk ju] Je t’aime [że tem] Cześć! - Hi [haj] Salut [salu] OLA TULEJKO

PAŻDZIERNIK 2011

31


Sezon na grzyby w pełni. Nawet jeśli nie mamy czasu na poranne wycieczki do lasu, trzeba się rozejrzeć za jakimś wypełnionym grzybami koszykiem, zabrać go do domu, a zawartość smażyć, dusić, jeść… Dziś w „Piekarniku” oddaję głos panu Tomaszowi Olszewskiemu z Pezinka, który w długim i niezwykle smakowitym liście opisał swoje jesienne wspomnienia kulinarne:

„Moja mama ma cudowny sposób na odpoczynek. Wstaje rano, budzi ojca i mówi: Jedziemy na grzyby, stary. Sezon w pełni! – Tradycyjnie po ususzeniu grzybów

rodzice posyłają je nam, abyśmy choć na chwilkę przenieśli się do domu, pachnącego mazurskim lasem”.

Kotlety mielone z mazurskimi grzybami Składniki: • 40 dag mięsa mielonego wieprzowowołowego • duża garść suszonych grzybów • garść bułki tartej • 1 średnia cebula,

• • • •

1 ząbek czosnku 1 jajko olej do smażenia szczypta majeranku, sól, pieprz • 5 łyżek gazowanej (lub zwykłej) wody

Sposób przyrządzania: Mięso wkładamy do dużej miski i rozdrabniamy widelcem, aby pozbyć się grudek. Dodajemy jajko, posiekaną drobno cebulę, rozdrobniony czosnek, majeranek, sól i sporo pieprzu. Na końcu dosypujemy bułki tartej i dolewamy wody, a następnie wszystko razem dokładnie wyrabiamy. Suszone grzyby zalewamy gorącą wodą i odstawiamy na jakieś 10 minut by zmiękły. Następnie odcedzamy je i drobno kroimy.

Teraz formujemy kotlety: nabieramy porcję mięsa w dłoń, rozpłaszczamy ją i do wnętrza nakładamy tyle grzybów, ile się da, zalepiamy kulę, a następnie lekko ją spłaszczamy. Tak przygotowane kotlety kładziemy na gorący olej i smażymy równomiernie z obu stron. Po około 4 minutach ogień zmniejszamy, a patelnię przykrywamy, by kotlety dosmażyć (jakieś 10 minut).

Brzmi bardzo apetycznie, nieprawdaż? Dziękujemy panu Tomkowi i życzymy wszystkim udanych grzybobrań. A gdy się nogi zmęczą – obowiązkowej przerwy na bułkę z kotletem. AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2011/10  
Monitor Polonijny 2011/10  
Advertisement