Page 1


ZAGŁOSUJMY NA

Mazury

W tym boju nie może zabraknąć naszego głosu, tym bardziej, że jednym z półfinalistów jest Kraina Wielkich Jezior Mazurskich. Kraina, z którą wiążą się najpiękniejsze wspomnienia wielu z nas, kraina czystej wody, zielonej trawy i gwiaździstego nieba. Plebiscyt na „7 nowych cudów natury” zainicjował Bernard Weber, Kanadyjczyk szwajcarskiego pochodzenia, filmowiec, lotnik i podróżnik, jakby tego było mało – dodajmy – także milioner. Ten sam Bernard Weber, który w 1999 roku postanowił zorganizować pierwszy demokratyczny, ogólnoświatowy plebiscyt na siedem nowych cudów świata i w tym celu założył fundację New 7 Wonders Fundation, która za pomocą Internetu ogłosiła globalne głosowanie. Wzięło w nim udział ponad 90 mln internautów. Wyniki ogłoszono w 2007 roku na uroczystej gali w Lizbonie. Siedmioma nowymi cudami świata zostały: 1. Wielki Mur Chiński, 2. świątynia Petra w Jordanii, 3. pomnik Chrystusa Zbawiciela w Rio de Janeiro, 4. Machu Picchu w Cuzco (Peru), 5. Chichen Itza (Meksyk), 6. koloseum (Włochy), 7. Tadż Mahal (Indie). Powodzenie plebiscytu sprawiło, że na tej samej lizbońskiej gali w 2007 roku ogłoszono następny konkurs. Przed internautami postawiono zadanie wyłonienia siedmiu cudów natury, czyli najpiękniejszych miejsc naszej planety. Polska do konkursu zgłosiła Puszczę Białowieską i Wielkie Jeziora Mazurskie. Spośród zgłoszonych przez 224 kraje 440 kandydatów z całego świata internauci wyłonili 77 półfinalistów, wśród których znalazły się Mazury. Potem zabrali głos międzynarodowi eksperci, którym przewodniczył prof. Federico Mayor, były dyrektor generalny UNESCO. To oni, przyjmując kryteria piękna, osobliwości, ekologii i położenia geograficznego, z 77 półfinalistów wybrali 28 finalistów konkursu, wśród których znalazły się i jeziora mazurskie. Tym samym Mazury zostały uznane za jedno z 28 najpiękniejszych miejsc na Ziemi i jedno z 5 naj2

natury. Tym, którzy dotąd na Mazurach nie byli i po prostu nie wiedzą, że one istnieją, że są królestwem dla żeglarzy, kajakarzy, tury11 listopada 2011 roku toczyć stów pieszych i rowerowych, się będzie finałowy bój lotniarzy, nurków, wędkarzy, internautów z całego świata wymarzoną krainą uwielbiawyłonienie nowych siedmiu cudów natury. jących jazdę konną, grę w golfa czy fotosafari, opowiedzmy o tym cudownym miejscu. piękniejszych miejsc w Europie, zajęNasza aktywność jest tym ważniejły też pierwsze miejsce w kategorii sza, że Polska stale jeszcze jest krajem „krajobrazy i formacje polodowcosłabo na świecie promowanym, co powe”. Mieliśmy szczęście, gdyż konkutwierdza raport Country Brand Index rencja była mocna – z dalszej rywali2010, w którym Polska ze 110 oceniazacji odpadły m.in. Wyspy Bahama, nych państw zajęła 82. miejsce. atole Aldabra na Seszelach, jezioro Stańmy się ambasadorami Krainy Titicaca, malezyjska wyspa Sipadan Wielkich Jezior, zdobywajmy dla niej oraz należący do Wysp Cooka atol głosy. A jakie korzyści będą miały same Aitutaki. Paradoksalnie za Mazurami Mazury, jeśli staną się jednym z siedmiu przemawiały m.in. nasze słabości cycudów natury? Odpowiedzią na to pywilizacyjne; nie zdążyliśmy piękna tanie niech będą słowa znanego poKrainy Wielkich Jezior popsuć autodróżnika Jacka Pałkiewicza: „Po konstradami, licznymi hotelami czy fakursie na 7 cudów świata zwycięskie brykami. kraje w ciągu dwóch lat odwiedziło Teraz w finałowym boju poprze20-30 procent więcej turystów niż w ladnio oddane głosy już się nie liczą. tach poprzednich”. Wszystko zaczęło się od nowa i znów trzeba głosować, przy czym każdy z głoW plebiscycie na siedem cudów nasujących musi wskazać 7 z 28 konkutury Mazur poparło wiele znanych osorentów. Z Mazurami konkurują m.in. bistości, wśród których znaleźli się preKilimandżaro (Tanzania), wulkany zydent Bronisław Komorowski, premier Donald Tusk, Lech Wałęsa, Alebłotne (Azerbejdżan), fiord Milford ksander Kwaśniewski, Zbigniew BrzeSound (Nowa Zelandia), Schwarzwald (Niemcy), Galapagos, Wezuwiusz ziński, Andrzej Wajda, Mirosław Herma(Włochy) czy Cliffs of Moher (Irlanszewski. Poparcie wyraziło też 354. zebranie plenarne Konferencji Episkopadia). Na finałową siódemkę można tu Polski i osobiście kard. Stanisław Dzigłosować, korzystając ze strony polwisz, wspominający Jana Pawła II, który skiej kandydatury www.mazurycudMazury kochał. natury.org, na której jest zamieszczoPolskie Radio nawołuje: na dokładna instrukcja, jak głosować Nie czekajcie, nie czekajcie, na stronie new7wondersofnature. Na Mazury głos oddajcie. Głosowanie będzie trwać do 10 listoA w „Monitorze” do udziału w plebipada 2011 roku, a jego wyniki zostascycie i głosowaniu na Mazury namaną ogłoszone dzień później, czyli wia miłośniczka tej krainy, która przez 11 listopada. Aktualne wyniki śledzić ponad dziesięć kolejnych lat poznawała można na stronie New 7 Wonders of jej akweny z pozycji kajakarza. Nature (aktualizacja co cztery tygodnie). DANUTA MEYZA-MARUŠIAK Jak dotąd notowania Mazur nie są najlepsze, warto więc dodać swój głos do głosów milionów internautów i zwiększyć szansę Wielkich Jezior. Mało tego, warto też namówić przyjaciół i znajomych, by i oni wzięli udział w tym ogólnoświatowym pleZDJĘCIA: © MATERIAŁY URZĘDU MARSZAŁKOWSKIEGO WOJEWÓDZTWA WARMIŃSKO-MAZURSKIEGO biscycie na siedem nowych cudów

Do o

MONITOR POLONIJNY


Od redakcji Tym razem będzie o sąsiadach. Nie tych ze słowackiego serialu animowanego, którego polski tytuł to właśnie „Sąsiedzi“ (tytuł oryginalny: „A je to“), choć to oczywiście wdzięczny temat... Będzie o innych sąsiadach – sprzymierzeńcach „Monitora Polonijnego“. Naszych sąsiadów znaliśmy tylko z widzenia, ponieważ oddzielał nas od nich płot. Na początku roku płot zlikwidowaliśmy, co spowodowało, że z sąsiadami nawiązaliśmy bliższą znajomość. Okazało się, że są to przemili ludzie, z którymi teraz spotykamy się czy to przy grillu, czy po to, by sobie po prostu porozmawiać. Właśnie z takich rozmów dowiedziałam się, że w regionie Słowacji, z którego pochodzi jeden z nich, mieszkają Polacy. W ten oto sposób nasz „Monitor“ być może będzie mieć nowych czytelników, bowiem nie omieszkaliśmy poprosić owego sąsiada, by podczas wizyty w swoich rodzinnych stronach zaprezentował nasze pismo tym naszym rodakom, którzy o nim jeszcze nie słyszeli. O sąsiedzie Majki Nowakowskiej, naszej współpracownicy od języka, rozmawiamy najczęściej w okresie letnim lub podczas świąt, kiedy odwiedza ona rodzinną Łódź. Wówczas to korekta językowa naszego pisma zależy od uprzejmości jej tamtejszego sąsiada, który pozwala jej korzystać ze swojego dostępu do Internetu, by mogła odebrać, a następnie odesłać, wysłane przeze mnie do korekty artykuły. Tak też było i teraz, w sierpniu, kiedy to przygotowywaliśmy niniejszy numer „Monitora”. Pozdrawiamy zatem wszystkich Sąsiadów – Sprzymierzeńców „Monitora“ , dziękując Im serdecznie za to, że są, i wierząc, że i w przyszłości nas nie zawiodą. Temat sąsiedztwa poruszony został też przez naszego współpracownika Kubę Łoginowa, który w swoim artykule (str. 19) zajął się sąsiedzkimi relacjami między Polską i Słowacją, widzianymi nieco inaczej niż zwykle. Zaś o tym, jak postrzegają swoich słowackich sąsiadów (i nie tylko o tym) mieszkające na Słowacji polskie małżeństwa, mogą Państwo przeczytać na stronie 12. W tym numerze „Monitora“ publikujemy też wiele innych ciekawych artykułów, do lektury których zapraszamy.

Jesień będzie gorąca 4 Z KRAJU 4 WYWIAD MIESIĄCA Martyna Jakubowicz nie tylko o „Domach z betonu“ 6 Z NASZEGO PODWÓRKA 8 Polskie małżeństwa na Słowacji 12 CZUŁYM UCHEM Nowa płyta Dody? Nie mam nic do dodania... 14 Muzyczna pocztówka z Wybrzeża 15 WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Trudne dzieje słowackiej wiosny ludów 16 KINO-OKO Wygrany? Zasłużenie 17 Raport Millera 18 O Słowacji i Polsce tylko pozytywnie? 19 TO WARTO WIEDZIEĆ Od entuzjastek do parytetek 20 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Magdaleny Środy portret własny bez retuszu 22 ZWIERZENIA PODNIEBIENIA Romantyczna wyprawa do przeszłości 24 Couchsurfing, czyli podróż za jeden uśmiech 25 SPORT?! Za ciosem cios 26 POLAK POTRAFI Chcę mieć firmę na Słowacji! Ale od czego zacząć...? - część druga 27 OKIENKO JĘZYKOWE Kilka słów o „prezydencji” 28 OGŁOSZENIA 28 ROZSIANI PO ŚWIECIE Zimowa emigracja 30 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Hola! 31 PIEKARNIK Sałatki - królowe imprez wszelakich 32

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O L O K P O L I A KO V A I C H P R I AT E Ľ O V N A S L O V E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a - B a r i c o v á , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , K a t a r z y n a P i e n i ą d z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – Ur szula Zomer ska-Szabados • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO VÁ Ú P R AVA V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s ka , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S t e h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p o l o n i j ny @ g m a i l . c o m P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky Dofinansowano ze środków Senatu RP dzięki pomocy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie“

www.polonia.sk WRZESIEŃ 2011

3


Jesień będzie gorąca

P

rzyzwyczailiśmy się już, że temperatura polskiej polityki – niczym w martenowskim piecu – nigdy nie spada. Od dłuższego już czasu nie ma dnia bez wydarzeń zaskakujących, bulwersujących, bez sporów pomiędzy liderami sceny politycznej. Słowem – żyjemy w naprawdę ciekawych czasach.

Polskie przewodnictwo w Unii Europejskiej powoli osiąga półmetek i chociaż imprez, konferencji i spotkań z tą funkcją związanych nie brakuje, nie da się ukryć, że rządy państw Europy borykają się z istotnymi dla funkcjonowania Unii problemami – wahaniami walutowymi, destabilizacją ekonomiczną. Mimo to od momentu objęcia przewodnictwa Polska odnotowała już kilka sukcesów – uzyskano kompromis i zgodę na przyszłoroczny budżet unijny, polscy ministrowie aktywnie włączyli

się w niesienie pomocy dla wycieńczonego głodem i chorobami Rogu Afryki. Premier Tusk zaapelował do szefów pozostałych rządów Unii o jak najszybsze zaakceptowanie zmian w Europejskim Instrumencie Stabilności Finansowej, dotyczącym strefy euro. Ratyfikowanie tego dokumentu wzmocniłoby walutę Unii i usprawniło rynek giełdowy oraz kredytowy. Premier ponowił apel o umocnienie programu „Jednolity rynek”, mającego na celu szybsze wyjście z kryzysu finanso-

nia z przeszkodą terenową, oderwania fragmentu lewego skrzydła wraz z lotką, a w konsekwencji do utraty sterowności samolotu i zderzenia z ziemią“ - napisano w raporcie.

DNIA 27 LIPCA opublikowano tzw. raport komisji Millera w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Do bezpośrednich przyczyn zaliczono błędy załogi, w tym zejście poniżej minimum wysokości, nadmierną prędkość opadania w złych warunkach i spóźnione rozpoczęcie odejścia. Raport wymienia też szereg innych uchybień Polaków, m.in. nieprawidłowe wyszkolenie pilotów. Komisja wskazała w nim też błędy Rosjan, m.in. niezadbanie o dobry stan lotniska i błędne komendy z wieży, uznając je za „sprzyjające katastrofie”. Wszystko to doprowadziło do „zderze4

ANDRZEJ LEPPER NIE ŻYJE. Założyciela i lidera „Samoobrony” znaleziono martwego w piątek 5 sierpnia w warszawskiej siedzibie partii. Miał 57 lat. Popełnił samobójstwo. Były wicepremier od dłuższego czasu był podobno w słabej kondycji psychicznej i borykał się z wieloma problemami, także finansowymi. Przejmował się też swoją kompromitacją publiczną po tak zwanej seksaferze oraz ciężką chorobą syna. Wcześniej Lepper pełnił wiele ważnych funkcji państwowych: był wicepremierem, ministrem rolnictwa i rozwoju wsi, wicemarszałkiem sejmu IV i V kadencji, przedstawicielem Polski w Parlamencie Europejskim. Kilkakrotnie kandydował na urząd prezydenta RP.

wego. Wiele długofalowych efektów przyniosło XXI Forum Ekonomiczne w Krynicy Zdroju, zdominowane problemami niestabilnej sytuacji na rynkach światowych. Przed szefami prezydencji jeszcze szereg zadań. Nie należy zapominać, że toczą się rozmowy w sprawie przyjęcia Chorwacji do Unii Europejskiej. A do końca roku tak wiele się jeszcze może wydarzyć… Tematyka europejska rzutuje również na nastroje społeczne w Polsce, a jakby emocji było mało, w czasie wakacji rozpoczęła się kampania wyborcza przed ogłoszonymi

WYBORY PARLAMENTARNE odbędą się 9 października. Tego dnia Polacy będą wybierać przyszłych posłów i senatorów. Tych drugich po raz pierwszy w jednomandatowych okręgach wyborczych. Według danych z końca sierpnia, prowadzonych przez Instytut Badania Opinii „Homo Homini”, PO mogłaby liczyć na ok. 34 procent poparcia, na Prawo i Sprawiedliwość zagłosowałoby 25 procent wyborców, SLD poparłoby 14,5 procent, zaś PSL zdobyłoby 7,2 procent głosów. Około 14 procent respondentów nie wiedziało jeszcze, na kogo zagłosuje. UDZIAŁ W WYBORACH zapowiedziało 55,8 procent respondentów, 33,3 procent zadeklarowało, że do urn nie pójdzie, zaś około 11 procent nie było jeszcze zdecydowanych. PREMIER DONALD TUSK zaproponował PiS cykl debat telewizyjnych, poświęconych najważniej-

szym sprawom dla Polski. W ostatniej mieliby wziąć udział szefowie PO i PiS. Według szefa sztabu wyborczego PJN Tomasza Dudzińskiego ewentualne debaty tylko między dwiema partiami to próba ograniczenia demokracji oraz reakcja na sondaże, pokazujące wzrost notowań małych partii. ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI, który miał być doradcą w sztabie wyborczym SLD i być jedną z jego twarzy, nie chce angażować się w kampanię Sojuszu – wynika z nieoficjalnych informacji, do których dotarł tygodnik „Wprost“. Były prezydent jest zawiedziony polityką lidera partii Grzegorza Napieralskiego. Na decyzję byłego prezydenta wpłynął prawdopodobnie fakt, że nie został on zaproszony na inaugurację kampanii wyborczej ugrupowania. Dodatkowym powodem wycofania się Kwaśniewskiego są też ponoć tarcia o listy wyborcze SLD. MONITOR POLONIJNY


na 9 października 2011 roku wyborami parlamentarnymi. Wybory te będą ważne o tyle, że po raz pierwszy w historii demokratycznej Polski partia rządząca ma spore szanse na pozostanie przy władzy. Opozycja wytęża więc wszystkie siły, by do tego nie dopuścić. Gdyby można było tak po prostu stanąć z boku i przyglądać się tym sporom! Obserwować mechanizmy kształtowania się nowych potencjalnych rządów, oceniać spoty wyborcze walczących ze sobą ugrupowań politycznych, słuchać mądrych i ciekawie prowadzonych debat, wierzyć, że dobrze ulokowany wyborczy głos zmieni to, na czym nam Niektórzy byli współpracownicy prezydenta chcieli kandydować do Sejmu, jednak nie mogli porozumieć się z Napieralskim. JEDNYM Z PRIORYTETÓW Polski w ramach prezydencji są działania w zakresie integracji europejskiej, będące szansą na dalsze źródło wzrostu gospodarczego UE – powiedział prezydent Bronisław Komorowski na Austriacko-Polskim Forum Gospodarczym w Wiedniu. Komorowski ocenił, że objęcie przez Polskę przewodnictwa w Radzie UE jest poważnym osiągnięciem i ukoronowaniem niełatwej polskiej drogi, wiodącej od systemu komunistycznego do wolnego rynku. Oficjalną wizytę w Austrii, która miała miejsce w dniach 13 14 lipca, polski prezydent rozpoczął od spotkania z austriackim prezydentem Heinzem Fischerem. DWA TYSIĄCE OSÓB, wśród nich poseł Kazimierz Kutz, wzięło w połowie lipca udział w 5. marszu WRZESIEŃ 2011

w Polsce zależy najbardziej… Niestety, życie polityczne w naszym kraju to tygiel, w którym nieustająco bulgoczą złe emocje, bezpodstawne ataki i wojna na „haki”. Kampania wyborcza z pewnością więc podgrzeje atmosferę sporów i dostarczy wielu tematów do rozmów. Plakaty, filmiki reklamowe i inne formy prezentacji programów partyjnych znakomicie się do tego przyczynią. Pamiętajmy jednak, że wyborcy przebywający poza granicami Polski mogą do 24 września zgłaszać odpowiedniemu konsulowi zamiar głosowania korespondencyjnego za granicą, zaś do 6 października powinni złożyć wniosek o wpisanie ich do spisu wyborców w obwodach głosowania za granicą. Dnia 18 września ukaże się informacja o numerach i granicach obwodów głosowania utworzonych za granicą – warto ją sprawdzić, by niczego przed wyborami parlamentarnymi nie zaniedbać. Chińczycy przeklinali: „Obyś żył

zwolenników autonomii dla Śląska w Katowicach. Jak co roku marsz miał przypomnieć, że 15 lipca 1920 roku województwo śląskie otrzymało od sejmu RP autonomię. Autonomia w nowoczesnej formie, którą proponuje Ruch Autonomii Śląska (RAŚ), jest programem także na dziś – powiedział przewodniczący RAŚ Jerzy Gorzelik, członek zarządu województwa śląskiego. Uczestnicy marszu nieśli żółto-niebieskie flagi województwa śląskiego i byli ubrani w stroje także w tych kolorach. Wznosili m.in. okrzyki: „Autonomia!“ i „Górny Śląsk!“. Dnia 21 sierpnia RAŚ zorganizował kolejne prareferendum ws. przywrócenia autonomii Górnego Śląska, tym razem w Pszczynie w woj. śląskim. GODZĄC SIĘ na konwencję chicagowską przy wyjaśnianiu przyczyn katastrofy smoleńskiej, premier Donald Tusk złamał prawo – uważa Stowarzyszenie „Solidarni 2010”,

w ciekawych czasach!”. Rzeczywiście, nadmiar niekoniecznie dobrych informacji, dostarczanych przez media, może nam skutecznie zepsuć humor i zniechęcić do działania. Nie zapominajmy jednak, że czy tego chcemy, czy nie, jesteśmy świadkami historii. Warto zatem nabrać więcej dystansu do polityki, ale nie wolno tracić wiary, że nasz pojedynczy malutki głos wyborczy może naprawdę zmienić przyszłość tak, jak wiele lat temu suma tych poszczególnych głosów zmieniła Polskę w kraj demokratyczny, a później w członka Unii Europejskiej, który teraz tej organizacji przewodniczy. AGATA BEDNARCZYK

które 18 sierpnia złożyło do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez szefa rządu. Według „Solidarnych 2010” Tusk popełnił przestępstwo z art. 129 Kodeksu karnego (zdrada dyplomatyczna) i z art. 231 (niedopełnienie obowiązków). Jak napisano w zawiadomieniu, chodzi o zawarcie przez premiera niekorzystnej dla Polski umowy z Rosją, dotyczącej wyboru mechanizmu prawnego właściwego dla badania przyczyn katastrofy smoleńskiej i jednoczesną rezygnację z korzystnego dla Polski tzw. porozumienia z 1993 r. „Solidarni 2010” podkreślają, że w konsekwencji Polska utraciła kontrolę nad dotyczącym przyczyn katastrofy dochodzeniem, nie miała dostępu do kluczowych w sprawie dowodów ani wpływu na treść raportu końcowego. Ponadto poniosła szkodę w postaci „utraty renomy i atrybutów suwerenności na arenie międzynarodowej“.

MINISTERSTWO EDUKACJI Narodowej szykuje rewolucję. Podręczniki szkolne mają być wydawane zarówno w formie papierowej, jak i w towarzyszącej jej formie elektronicznej. MEN skierował rozporządzenie w tej sprawie do konsultacji społecznych i tę informację opublikował 20 lipca. W ten sposób resort edukacji chce odciążyć tornistry uczniów. Projekt nowelizacji rozporządzenia MEN, który trafił do konsultacji społecznych, wprowadza obowiązek opracowywania przez wydawców podręcznika w formie elektronicznej, np. w postaci tzw. e-booka. W ŁODZI 21 SIERPNIA zmarła wybitna eseistka, krytyk filmowy i wykładowczyni łódzkiej „Filmówki“ prof. Maria Kornatowska. Była ona autorką wielu książek i publikacji na temat filmu. W roku 2009 otrzymała nagrodę Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


Martyna Jakubowicz: nie tylko o „Domach z betonu“ W zeszłym roku ukazał się Pani najnowszy album pt. „Okruchy życia“. W dzisiejszym świecie showbiznesu niektórzy zwracają na siebie uwagę skandalami, Pani takich chwytów nie używa. Czy dobra muzyka wystarczy, by zainteresować słuchaczy swoją twórczością? Nie jestem na media obrażona, bo pokazywanie się w nich, udzielanie wywiadów to też praca. Ale ja nie mam im do zaoferowania tematów, dotyczących zmian partnerów życiowych, nie udzielam się towarzysko, więc nie można o mnie mówić, jak byłam ubrana i czy moja torebka kosztowała piętnaście tysięcy złotych. Dziś wykonawców traktuje się jak towar, na którym zarabia się pieniądze. I ja tu niczego nie zmienię. Mnie interesuje granie muzyki i śpiewanie piosenek. Jaki jest odbiór tej płyty? Bardzo dobry. Wszystkie recenzje są pochlebne. Jestem szczęśliwa, że fani zaakceptowali pewne zmiany w mojej muzyce. Jak by Pani opisała tę płytę? Jest bardzo eklektyczna, dużo tu elementów muzyki etnicznej. Moja publiczność uległa odmłodzeniu – obecni słuchacze mają po dwadzieścia kilka lat i to mnie cieszy. Płyta jest więc sukcesem? Dla mnie to duży sukces. Pieniądze zostały zainwestowane w dobre studio, dobrego realizatora i producenta, czego  efekty słychać. Postawiłam bowiem na jakość. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem wykonawcą komercyjnym, tylko – jak się to teraz określa – niszowym. Wydane pieniądze się nie zwrócą, gdyby je liczyć rachun-

P

rzyjechała do Bratysławy na zaproszenie Instytutu Polskiego, by uświetnić swym występem Polski Piknik, zorganizowany z okazji przejęcia przez Polskę prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Niestety, pogoda nie dopisała i jej koncert został odwołany. Obiecała jednak, że do stolicy Słowacji jeszcze zawita. Martyna Jakubowicz, bo o niej mowa, zadebiutowała w 1977 roku w Warszawie. Pierwszy solowy album pt. „Maquillage“ nagrała w 1984 r. Z sukcesem zadomowiła się na polskiej scenie muzycznej jako wokalistka, gitarzystka i kompozytorka tworząca i grająca muzykę z pogranicza bluesa, rocka i amerykańskiego folku. Czarująca zarówno na scenie, jak i podczas wywiadu, którego udzieliła dla czytelników „Monitora Polonijnego“. kiem matematycznym, ale zwrócą się na pewno w inny sposób, gdyż ludzie dostali dobrą jakość.

Czym dla Pani jest sukces? Sukcesem jest to, że ponad trzydzieści lat utrzymuję się na rynku muzycznym, choć poprzednią płytę nagrałam kilka lat temu. No właśnie, tych kilka lat ciszy skomentowała Pani w jednym z wywiadów słowami: „Życie układało swój scenariusz, ja nie bardzo miałam na to siły, żeby o tym śpiewać“. Co się działo z Martyną Jakubowicz? Przeżyłam śmierć kilku bliskich mi osób z rodziny, przeprowadziłam się z Warszawy do Wrocławia, przez cztery lata prowadziłam klub w tym mieście. To była nauczka, by nie robić czegoś, do czego nie ma się powołania. Borykałam się z ogromnym stresem. Prowadząc działalność gospodarczą, zrozumiałam, przez co człowiek musi przejść, żeby docenić to, co ma. Teraz cieszę się, że mogę żyć ze śpiewania. Na szczęście mam udany związek. Przeprowadziłam się na wieś i to była dobra decyzja.

„To, co ja robię, nigdy nie jest pakowane w błyszczący papierek i wystawiane na sprzedaż“. 6

Może więc powstanie jakaś piosenka w stylu „A tymczasem leżę pod gruszą“? Nie wiem. Chcemy wydać płytę koncertową z sierpniowego występu w Poznaniu. Będziemy się powoli przymierzać do nowego projektu. Chciałabym raz na półtora roku nagrać płytę, by wykorzystać dobrą passę. Śpiewa Pani dla własnej przyjemności, czy obserwuje gusta odbiorców? Nie stosuję żadnej socjotechniki. Nigdy nie wiem, jaka będzie kolejna płyta. Nie skończyłam żadnej szkoły muzycznej – jestem samoukiem. Najpierw powstaje piosenka grana na gitarze i  śpiewana. Muzycy sobie ją opracowują, potem podczas nagrań ulega ona kolejnym przemianom. To, co ja robię, nigdy nie jest pakowane w błyszczący papierek i  wystawiane na sprzedaż. Większość tekstów pisze Pani były mąż Andrzej Jakubowicz, co nazwała Pani metafizyką. Czy dlatego, że on wkłada w Pani usta to, co Pani czuje? Jego teksty na tyle mnie dotykają, że mogę je śpiewać. Czasami robię muzykę bez słów, a  za jakiś czas dostaję od niego tekst, który idealnie do tej muzyki pasuje. Czasami zaś przyMONITOR POLONIJNY


chodzi najpierw tekst, a potem ja do niego komponuję melodię. Wszystko zaczęło się od gitary, którą przywiózł dla Pani tato ze Związku Radzieckiego. Gdyby przywiózł inny instrument byłoby inaczej? Nie sądzę. W liceum miałam wiele koleżanek i  kolegów, którzy uczęszczali do szkoły muzycznej i bardzo im zazdrościłam, bo zawsze chciałam grać na fortepianie. Udało się? Nie. Kiedy człowiek jest małolatem, marzy, by przy ognisku pograć na gitarze i pośpiewać. I to marzenie się spełniło. Doczytałam się, że marzyła Pani, by być baletnicą... Nie tyle marzyłam, by być baletnicą, ale mając cztery czy pięć lat uważałam, że nią jestem. To takie marzenia dziecięce, które życie weryfikuje czasami w bolesny sposób. Taniec był dla mnie sposobem wyrażania siebie. Nigdy do szkoły baletowej się nie wybierałam, nie byłam na żadnych egzaminach. Kochałam taniec, chodziłam na rytmikę, potem do szkółki baletowej przy operetce krakowskiej, ale kiedy dziewczynka dorasta, to pedagog wie, czy będzie z  niej baletnica, bo o tym decydują też warun-

„Uważam, że mam wiele ciekawszych piosenek niż Domy z betonu, ale one jednak hitami się nie stały“. siejszych czasach nie można sobie pozwolić na to, żeby na przykład nie płacić za czynsz czy telefon przez pół roku.

ki fizyczne. Oglądałam kiedyś film o dziewczynce, która przygotowywała się do egzaminu do szkoły baletowej. To była katorżnicza praca. Wymagania dotyczą nie tylko sprawności fizycznej, ale i odporności psychicznej. Nawet gdybym była bardzo szczupłą, filigranową dziewczynką o  długich nogach i  żelaznym zdrowiu, to moja głowa nie uniosłaby tego rygoru.

A kiedyś to się zdarzało? Ależ oczywiście! A gdyby przyszło Pani stawiać pierwsze kroki na scenie dziś? Nie wiem, jak by to było. Część muzyków gra, by zarobić, a druga część dla przyjemności, a pieniądze zarabia na czymś innym.

Rozwinęła Pani swoją karierę w latach osiemdziesiątych. Jak Pani wspomina tamten okres? Porównuję tamtą rzeczywistość z tą obecną. Mimo że dawniej żyliśmy w kraju reżimowym, zauważam pozytywy tamtych lat – mieliśmy wówczas mnóstwo wolnego czasu. Nie było pieniędzy, ale był czas, żeby robić coś, co pozwalało nie myśleć o tym, jak jest beznadziejnie. Obecnie mamy wolność, a wraz z nią inny rodzaj reżimu, który polega na tym, że trzeba zarabiać pieniądze. Mamy więc reżim finansowy, który mobilizuje do pracy. Na rynku jest teraz przesyt wszystkiego. Ludzie kupują płytę we wtorek, trochę jej słuchają, a  w piątek o niej zapominają, bo pojawiają się następne wydarzenia. W dzi-

A Pani? Ja żyję z muzyki, ale jak długo to potrwa? Jak mi zdrowie pozwoli. Niektórzy muzycy nie lubią swoich największych przebojów, są nimi znudzeni, bowiem na każdym koncercie muszą je grać. Jaki jest Pani stosunek do Pani największego przeboju „Domy z betonu“? Los uchronił mnie przed wielką ilością hitów. Dla fanów mam całą masę innych lubianych przez nich piosenek i koncert składa się z wielu utworów, pochodzących z  różnych płyt, jak „Domy z  betonu“, „Młode wino” czy „Będę starą kobietą“. Nie wiem, jaka jest zasada powstawania tzw. hitu. Uważam, że mam wiele ciekawszych piosenek niż „Domy z betonu“, ale one jednak hitami się nie stały.

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Może ta piosenka jest wciąż aktualna, bo ludzie nadal mieszkają w domach z betonu? Ona trafiła w swój czas. To jest piosenka o ubezwłasnowolnieniu i dążeniu do wolności, ale nie sądzę, żeby ludzie, słuchając jej, przeprowadzali aż tak głęboką analizę.

WRZESIEŃ 2011

Kiedy rozmawiam z artystami, którzy rozpoczynali swoją karierę za czasów komuny, często słyszę w ich głosie nutkę rozżalenia, że kiedyś było lepiej, w radiu grano polskie utwory, a teraz trudniej się przebić.

7


„W jakiś sposób jestem nawiedzona. Gdyby nie wymyślono pieniędzy, to grałabym za darmo“. Na pewno nastąpiło coś, co – moim zdaniem – jest niedobre. Obserwując inne rynki, jak choćby skandynawski czy hiszpański, zauważam, że Polska stanowi niestety niechlubny przykład niedbania o swoich artystów. U nas bowiem bierze się bezkrytycznie całą masę produktów zachodnich, choć przecież mamy świetnych własnych artystów! W okresie komuny media publiczne propagowały polską kulturę, a teraz, po komercjalizacji rynku, są nastawione na zysk. Hiszpanie mają swoje flamenco, którego dzieci uczą się w szkołach, w Skandynawii też pielęgnują swoje tradycje, zaś u nas o nie dba jedynie grupa zapaleńców. Ciągle trudno nam uwierzyć w to, że nasze też jest fajne. Duże firmy fonograficzne promują głównie zagranicznych artystów, zaś muzyki rodzimej w ich ofercie jak na lekarstwo. Kapitalizm jest nacechowany drapieżnością rynku. Jeżeli zabraknie ludzi nawiedzonych, dla których pieniądz nie jest priorytetem, to pora zacząć się bać.

Wieczory intelektualne: Wro dniach 2-31 lipca odbył się największy festiwal literacki w Europie Środkowej pod hasłem „Miesiąc spotkań autorskich”. W imprezie wzięli udział wybitni poeci, prozaicy, eseiści i tłumacze z Czech, Słowacji i Polski. W Czechach taki literacki festiwal odbył się już po raz dwunasty. Polscy pisarze prezentowali się na nim po raz pierwszy i przemieszczali się między czterema miastami: Ostrawą i Brnem w Czechach, Koszycami na Słowacji i Wrocławiem w Polsce, zaś czescy autorzy prezentowali swoje dzieła we Wrocławiu i w Koszycach. W sumie w ciągu miesiąca odbyło się 31 spotkań z pisarzami polskimi, których bohaterem był codziennie ktoś inny. Dzięki temu publiczność mogła poznać przedstawicieli różnych pokoleń i różnych gatunków literackich – od Ryszarda Krynickiego po Sylwię Hutnik. Niektórych polskich pisarzy, np. Jacka Dehnela czy

W

Pani jest nawiedzona? W jakiś sposób jestem nawiedzona. Gdyby nie wymyślono pieniędzy, to grałabym za darmo. Kiedyś nawet śmialiśmy się z moim przyjacielem, że w naprawdę ciężkich czasach grałabym koncerty w zamian za towary. I nie przeraziło mnie to. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Atmosfera spotkań: z udziałem dyrektora Instytutu Polskiego w Bratysławie, autora Tadeusza DĄBROWSKIEGO oraz śpiewaczki Katki Koščowej 8

Wojciecha Kuczoka, słowaccy czytelnicy znali już wcześniej. Każdy wieczór był wypełniony rozmowami i bezpośrednimi kontaktami z twórcami. Powo-

Dyrektor Instytutu Polskiego w Bratysławie Andrzej Jagodziński przedstawia pisarza MIKOŁAJA ŁOZIŃSKIEGO dzeniem cieszyły się też towarzyszące spotkaniom koncerty poetyckomuzyczne, dzięki którym choć na chwilę odżywał magiczny świat słów. Spotkania kończyło zazwyczaj pytanie: „Quo vadis?“, czyli „Dokąd idziesz?”. Poeta, eseista i tłumacz Adam Zagajewski odpowiedział na nie tak: „Nie wiem, dokąd idę. Cała przyjemność w tym, żeby nie wiedzieć. Szukam odpowiedzi, szukam drogi i nie martwię się tym, że nic nie wiem. Tylko Ci, co zatrzymali się w jednym miejscu, wiedzą“. Z kolei według Jacka Gutorowa, poety, krytyka i tłumacza, nie można jednoznacznie odpowiedzieć na takie pytanie: „Zbyt dużo niewiadomych. Zbyt dużo ścieżek odchodzących w bok. Błądzenie, czyli odnajdywanie drogi, odnajdywanie drogi, czyli błądzenie – tak mi się widzi dobry wiersz“. Czy docelowość wiersza ma jakikolwiek sens? Marta Podgórnik, poetka i redaktorka pisze: „Nasze wiersze są na ogół mądrzejsze od nas i podróżują sobie tylko znanymi traktami, MONITOR POLONIJNY


ocław – Ostrawa – Brno – Koszyce gdzieś w zakamarkach etycznego arche, o ile oczywiście im na to pozwolić. Gdzie w tym wszystkim odpowiedź: piszę, bo lubię. Jakby było coś wstydliwego w czerpaniu radości z tekstu, w oderwaniu od wszelkich złożoności jego genezy, od całej tej archeologii uwikłań i uwarunkowań, od tej martyrologii doświadczeń osobistych i kulturowych“. Dokąd zmierza ktoś, kto pisze i co znajduje po drodze? Odpowiedzi autorów były bardzo różne – każdy z nich zmierza bowiem w jakimś kierunku, swoją własną drogą.

Czyta MAŁGORZATA RAJMER

Festiwal odbył się dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury Republiki Czeskiej i Słowackiej, Instytutu Polskiego w Pradze, Instytutu Polskiego w Bratysławie, władz miast Brno, Ostrawa i Wrocław, bibliotek dla młodzieży w Koszycach, Biblioteki Miejskiej we Wrocławiu, Konsulatu Generalnego RP w Ostrawie, Funduszu Wyszehradzkiego, Teatru Lalek w Koszycach oraz Agencji „Wiatraki” w Brnie. Choć festiwal trwał miesiąc to i tak pozostawił niedosyt. Taki zdrowy, który już dziś pozwala się cieszyć, że kolejne tego typu przedsięwzięcie już za rok. URSZULA SZABADOS

Tomasz Grabiński przedstawia poetę, dyplomatę i organizatora życia kulturalnego JERZEGO KRONHOLDA

Czyta prozaik, eseista i krytyk literacki STEFAN CHWIN

Niecodzienne wydarzenie w Liptowskim Mikulaszu L iptowski Mikulasz stał się świadkiem zawarcia związku małżeńskiego przez dwojga Polaków. W dniu 28 lipca 2011 r. w miejscowym kościele katolickim Joanna Pomes i Jarosław Skrzypek, mieszkający w JastrzębiuZdroju, złożyli sobie przysięgę małżeńską. W załatwieniu wszelkich niezbędnych formalności pomógł im Konsulat Honorowy RP w Liptowskim Mikulaszu. Kilka lat temu młodzi Polacy spędzili na terenie Liptowa swoje pierwsze wspólne wakacje. Stąd się wziął ich sentyment do tego regionu i dlatego Moment składania przysięgi małżeńskiej właśnie tutaj postanowili się pobrać. WRZESIEŃ 2011

Na uroczystości obecni byli przedstawiciele konsulatu, którzy złożyli młodej parze serdeczne życzenia. jd

Pamiątkowe zdjęcie młodej pary z najbliższymi 9


Krok za krokiem

w kierunku sztuki

W

sierpniu w Danovej koło Miedzilaborec odbyły się czwarte już warsztaty twórcze dla dzieci. Organizatorem przedsięwzięcia był Klub Polski w Koszycach. którego temat przeprowadzono wykłady. Celem warsztatów było pozostawienie w okolicy Danovej śladów sztuki

Uczestnicy zgrupowania przez tydzień gościli w przepięknej scenerii naturalnej, gdzie starali się wykorzystywać różne techniki malarskie. W tym roku głównym tematem był Land Art, na

10

i twórczej pomysłowości. Dlatego też na brzegu stawu dzieci stworzyły figu-

rę krokodyla. Ponadto dziewczęta pod okiem doświadczonej artystki Michaeli Mikovčákovej próbowały swoich sił w tworzeniu biżuterii i malowaniu na płótnie. Z kolei z Dianą Čižmárovą tworzyły dzieła, wykorzystując owady i kamienie. Malowały też otaczającą naturę. Wolne chwile młodzież spędzała pod okiem instruktora Patrika Škorvánka

MONITOR POLONIJNY


i zajmowała się turystyką oraz sportem – w ramach warsztatów odbyły się zawody siatkówki i badmintona. W tej drugiej dyscyplinie niekwestionowaną gwiazdą okazała się Vanda Ivica Jandová, która w rozegranym konkursie zdobyła pierwsze miejsce. Wśród chłopców najlepszy był Samuel Prezbruch.

Pobyt na łonie natury i aktywna twórcza działalność upr zyjemniły dzieciom z  polskiej mniejszości narodowej w Koszycach długie wakacje. Efekty ich prac będzie można obejrzeć w grudniu, podczas XV Dni Polskiej Kultury w Koszycach. ZDENKA BŁOŃSKA-ZÁBORSKÁ DZIECIĘCE WARSZTATY TWÓRCZE, DANOVA KOŁO MEDZILABOREC 14 – 21.08.2011

ZDJĘCIA: PATRIK ŠORVÁNEK

UCZESTNICY WARSZTATÓW: ANNA FRIČOVÁ • NORBERT GEREC • VANDA IVICA JANDOVÁ • ZORA KURUCZOVÁ • SAMUEL KURUCZ • MICHELLE TOMKOVÁ JÁN PETRÍK • SAMUEL PREZBRUCH • IVAN SIVÁK • MIROSLAV ŽOLOBANIČ • SAMUEL TOMKO KURATOR PROJEKTU: ZDENKA BŁOŃSKA-ZÁBORSKÁ


Polskie małżeństwa na Słowacji

S

łowacką Polonię określa się mianem emigracji sercowej, ale są wśród niej również polskie małżeństwa, które na Słowację przybyły z powodu pracy. W odróżnieniu od tych, którzy zawarli związki małżeńskie ze Słowakami, muszą sobie radzić sami, bez wsparcia słowackich rodzin. Jak sobie radzą, jakie są ich spostrzeżenia na temat życia na Słowacji? O to zapytaliśmy trzy małżeństwa, które los rzucił do tego kraju.

Praca na Słowacji Magda i Tomek Olszewscy poznali się siedem lat temu w Bratysławie. Każde z nich przyjechało na Słowację, by tu podjąć pracę. „Kiedy przyjechałem tu pierwszy raz w celach turystycznych, byłem przekonany, że to jest moje miejsce, chciałem tu zamieszkać“ – wyjawia Tomek z Olsztyna. Siedem lat temu dowiedział się od znajomego, że może podjąć pracę w Żylinie, więc długo się nie zastanawiając, wyruszył do celu. Po krótkim czasie przeniósł się do Bratysławy. W nowym miejscu pracy poznał Magdę, która swoją przygodę ze Słowacją rozpoczęła także siedem lat temu, kiedy krótko po skończeniu studiów natknęła się w Internecie na ogłoszenie o pracy. Na podbój Bratysławy wyjeżdżała, nie znając Słowacji. „Nigdy tu wcześniej nie byłam, nawet nie wiedziałam, ile mam wziąć ze sobą pieniędzy. Jedynym wyznacznikiem była informacja, którą przekazał mi brat, a mianowicie to, że musztarda kosztuje 25 koron“ – wspomina Magda. Sytuacja Magdy i Wojtka Kulmów wyglądała nieco inaczej. Wojtek od kilku lat był związany z dużą korporacją i pracował dla niej w Polsce, a później w Niemczech. Po powrocie do Warszawy, kiedy był przekonany, że będzie pracować na miejscu, przyszła propozycja od niemieckiego szefa, by wraz z nim podjął wyzwanie zbudowania nowej centrali na Europę Środkową w Wiedniu. Państwo Kulmowie zdecydowali się na przeprowadzkę 12

do Austrii. Sytuacja uległa jednak zmianie, bowiem centralę postanowiono otworzyć w Bratysławie. Wojtek przybył więc na Słowację wiosną 2005 roku, Magda kilka miesięcy później. „Nie byłam zachwycona tą propozycją. Nie dlatego, że chodziło o Słowację, ale chciałam mieszkać bliżej rodziny, za którą się stęskniłam podczas pobytu w Niemczech“ – wyjaśnia Magda. Dodatkową niewiadomą było to, czy na Słowacji znajdzie pracę. Oboje znali ten kraj tylko z wyjazdów w góry. Małżeństwo Bieńkiewiczów z Wrocławia tuż po ślubie, który odbył się osiem lat temu, funkcjonowało na odległość, bowiem Tomek pracował w Berlinie. Kiedy na wiosnę 2004 roku wrócił do Polski, okazało się, że Ania otrzymała propozycję pracy w Bratysławie. Była wtedy pracownicą firmy transportowej, a owa propozycja była dla niej awansem. „Miałam 24 lata i otrzymałam możliwość zostania szefem siostrzanego oddziału firmy na Słowacji, więc dlaczego nie. Co za różnica, gdzie! Język podobny, różnice mentalnościowe też nie takie duże“ – ocenia Anna. Podjęła więc wy-

Magda i Tomek Olszewscy

zwanie, choć Słowacji w ogóle nie znała. „Szoku nie było, bo pochodzimy z miasteczka przy czeskiej granicy, byliśmy kilka razy na wycieczkach u południowych sąsiadów“ – opisuje Tomasz. Przez jakiś czas byli małżeństwem na odległość. „Daliśmy sobie trzy miesiące, by sprawdzić, czy projekt na Słowacji ma w ogóle szanse się rozwinąć – wspomina Tomasz. – Potem poruszyłem niebo i ziemię, by moja firma oddelegowała mnie do pracy w Wiedniu“. Mieszkał więc z żoną w Bratysławie, a do pracy codziennie dojeżdżał.

Języki Polakom z małżeństw mieszanych łatwiej uczyć się słowackiego, ponieważ na co dzień obcują ze słowackimi rodzinami. Jak sobie radzili bohaterowie tego artykułu? Tomek Olszewski już trochę znał język słowacki, bowiem od 16 roku życia przyjeżdżał na Słowację i miał tu znajomych, Magda znała jedynie słowo: „ahoj!“. Uczyli się na własnych błędach, ale chcieli dobrze opanować język kraju, w którym mieszkają. „Nie wyobrażam sobie, żebym nie umiała się dogadać w sklepie, w urzędzie czy z sąsiadami – wyjaśnia Magda Olszewska – ale znam takie hermetycznie zamknięte grupy Polaków, które nie wychodzą poza własne towarzystwo, w pracy posługują się angielskim, a w swoim gronie polskim“. Niemiecki obowiązuje w firmie, w której jest zatrudniony Wojtek Kulma, dlatego dosyć długo nie mówił po słowa-


WRZESIEŃ 2011

realizować tu swoje pasje“ – dodaje i jako przykład wymienia wyprawy rowerowe do pobliskich Karpat czy windsurfing na jeziorze w Austrii, niedaleko granicy słowackiej. Wszyscy zgodnie chwalą spokojniejszy i wolniejszy styl życia i łatwość poruszania się po mieście. „We Wrocławiu spędzaliśmy sporo czasu w korkach, a w Bratysławie do pracy jadę 15 minut w godzinach szczytu, a poza nimi tylko 7, czego zazdroszczą mi moi polscy znajomi“ – mówi Ania Bieńkiewicz. Magda Olszewska chwali system dofinansowywania przez pracodawcę posiłków, czyli gastrolístky. Ania Bieńkiewicz jest zadowolona ze słowackiego systemu dla przedsiębiorców. Po rozstaniu ze swoim pracodawcą założyła w Bratysławie własną firmę transportową i docenia niższe podatki oraz łatwość rejestracji firmy. Państwo Olszewscy chwalą szybkość realizacji zakupu mieszkania, załatwienia kredytu, co – według nich – w Polsce trwałoby dużo dłużej. Wojtek Kulma nie szczędzi ciepłych słów pod adresem Słowaków za to, że są mniej konfliktowi, co pozwala szybciej osiągnąć kompromis. „Z jednej strony ugodowość Słowaków to dobra cecha, ale z drugiej to chyba lęk przed konfrontacją z problemami“ – konstatuje Tomek Olszewski. Magda Kulma dodaje, że jej koledzy z pracy podczas zebrań na wszystko się zgadzają, przytakują szefom, ale potem narzekają i po kątach wyrażają swoje niezadowolenie. „Nie potrafią zawalczyć o swoje, jakby się czegoś obawiali“ – uzupełnia jej mąż i jako przykład opisuje sytuację, kiedy wszyscy byli niezadowoleni z obsługi w restauracji, ale nikt tego nie wyraził na głos w obecności kelnera. Tomek Bieńkiewicz na początku przyjmował to z uśmiechem, ale obecnie coraz bardziej drażni go opieszałość słowackich usług. Jego żona dodaje: „W Polsce jest większy wyścig szczurów i większa konkurencja, co ma ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

cku – nie miał dostatecznej Magda i Wojtek motywacji. Tym bardziej, że Kulmowie jego żona jeszcze przed wyjazdem z Polski zaczęła uczyć się słowackiego i to ona częściej załatwiała różne sprawy w tym języku, będąc już na miejscu. „Chciałam mieć łatwość w znalezieniu pracy“ – wyjaśnia Magda. Pracę znalazła w nowo otwartym centrum, gdzie pracował Wojtek. Ania Bieńkiewicz zaczęła uczyć się słowackiego już w Bratysławie, podczas rozmów ze słowackimi współpracownikami. „Wyjeżdżając na Słowację, nie miałam obaw: Z podobnym zdziwieniem i zakłoniemiecki, angielski znam, więc wiepotaniem spotkała się Ania Bieńkiedziałam, że sobie poradzę“ – konstawicz, kiedy zaprosiła na kawę sąsiadtuje. Jej mąż, kiedy skończył pracę kę z bloku, która zapomniała kluczy i na powrót męża czekała na korytarzu. w Wiedniu, został w Bratysławie pre„Nasi sąsiedzi zamiast przyjść do zesem firmy spokrewnionej z tą, nas, zostawiają nam karteczki na w której był zatrudniony wcześniej. drzwiach, jeśli mają jakąś prośbę“ – „Na co dzień w pracy posługuję się mówi Tomek Olszewski, który wraz dwoma językami: angielskim i niez żoną mieszka w Pezinku. „Nie miałmieckim. Ale kiedy spotykałem się ze bym odwagi pójść do sąsiadów, by słowackimi znajomymi na piwie, wydawało mi się dziwne, by Słowianie rozchoćby pożyczyć cukier“ – dodaje. mawiali ze sobą w jakimś obcym języku, I państwo Bieńkiewiczowie, i pańwięc zacząłem mówić po słowacku“ – stwo Olszewscy zdążyli już nawiązać wyjaśnia Tomasz Bieńkiewicz. przyjaźnie ze Słowakami, których czasami odwiedzają w ich domach, gdzie mieli też okazję skosztować specjaSąsiedzi i przyjaźnie łów kuchni słowackiej, jak bryndzové Jak się układają kontakty moich halušky czy kapustové strapačky. Z korozmówców ze Słowakami? lei rodzina Kulmów może poznawać Państwo Kulmowie pracują z obcosłowacką kuchnię dzięki smakołykrajowcami i Słowakami, ale z tymi kom przygotowywanym przez słowadrugimi raczej nie spędzają czasu wolcką nianię, która opiekuje się ich synego, bowiem większość z nich to nem i czasami takie przyrządza. Kulosoby spoza Bratysławy, które na mowie bywają też na imprezach uroweekendy wyjeżdżają do swoich dodzinowych rówieśników ich dziecka. mów. „Od kiedy mamy syna, Magda nawiązała wiele kontaktów ze SłowaPlusy i minusy czkami, które mają dzieci w podobZdecydowanym plusem mieszkanym wieku co nasze“ – stwierdza Wojnia na Słowacji, według moich rozciech Kulma. Mają bardzo dobre sąmówców, jest geograficzne położesiedzkie relacje w podbratysławskiej nie. „Jesteśmy osobami, które często wsi, gdzie wynajmują dom. „Życie topodróżują, a z Bratysławy mamy lepwarzyskie kwitnie, ale na dworze – do sze połączenia i wszędzie jest bliżej“ – domu nikt nikogo nie zaprasza“ – wyocenia Tomek Olszewski. Podobnego jaśnia Wojtek, a jego żona dodaje, że zdania jest Wojtek Kulma, który częraz próbowała zaprosić sąsiadkę do sto jeździ w podróże służbowe. domu, ale ta była bardzo zdziwiona „Dużo łatwiej niż w Warszawie mogę propozycją i do wewnątrz nie weszła.

13


swoje plusy i minusy“. Wojtek Kulma wyjaśnia, że Polacy mają większą smykałkę do biznesu: „W Polsce w miejscu istniejącej luki biznesowej powstaje 15 firm, a tutaj ta luka zostaje. To oczywiście winduje ceny do góry“. A Magda Olszewska uzupełnia: „Według mnie Słowacy są mniej spontaniczni, nie umieją się tak bawić jak Polacy, rzadziej się uśmiechają“.

Polonia

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Państwo Kulmowie nie odczuwali potrzeby szukania kontaktów z tutejszą Polonią, weekendy często spędzali z gośćmi z Polski, którzy przyjeżdżali w odwiedziny. Ale kiedy kilka lat temu zawiązała się grupa Polaków, dyskutująca na forum portalu społecznościowego Nasza Klasa, Magda Kulma do niej dołączyła, a potem skorzystała z zaproszenia naszej redakcji i pojawiła się na spotkaniu z Polakami w Bratysławie. Państwo Bieńkiewiczowie niemalże każdy weekend spędzają w Polsce, ale w marcu tego roku na jednym z portali społecznościowych dowiedzieli się o imprezie Klubu Polskiego, wzięli udział w polonijnym topieniu marzanny i w ten sposób nawiązali kontakty z rodakami. Magda i Tomek

spędzić w Bratysławie. Wybiegając w przyszłość, chciałaby otworzyć oddział swojej firmy we Wrocławiu, co umożliwiłoby jej prowadzenie interesu z Polski. „Jesteśmy w stanie mieszkać niemalże w każdym kraju, wszystko zależy od pracy“ – dodaje jej mąż. Magda i Tomek Olszewscy w czerwcu się pobrali i zdecydowali na kupPrzyszłość no mieszkania na Słowacji. „Długo się Rodzina Kulmów wiąże swoją przyzastanawialiśmy, gdzie będzie to naszłość z karierą zawodową, bierze sze rodzinne gniazdko, ale ponieważ więc pod uwagę związaną z rozwojem tu mamy dobrą pracę, wybraliśmy zawodowym kolejną przeprowadzkę. Słowację“ – mówi Tomek, który nie Państwo Bieńkiewiczowie właśnie kryje, że pokochał ten kraj i z podjękupili mieszkanie w Bratysławie, a Ania ciem decyzji nie miał większych prorozwija swoją firmę. „Własna firma blemów, choć dodaje, że gdyby jego wiąże człowieka. Jest jak dziecko, żona nalegała na powrót do Polski, o które trzeba się troszczyć“ – wyjadostosuje się do niej. Oboje wyjaśniaśnia, więc kolejne trzy lata planuje ją, że nawet gdyby stracili pracę, nowej będą szukali najpierw na Ania i Tomek Bieńkiewiczówie Słowacji. „Jak to będzie za dwadzieścia lat? Jeśli będziemy tu, chciałabym, by nasze dzieci studiowały w Polsce. A my może na emeryturę też wrócimy w rodzinne strony?“ – zastanawia się na głos Magda Olszewska. Dla bohaterów tego artykułu Słowacja stanęła otworem – tu znaleźli pracę, realizują swoje marzenia, nawiązują przyjaźnie. Ich obecność wzbogaca koloryt życia tutejszej Polonii. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA Olszewscy pracowali z Polakami w międzynarodowej firmie, zaangażowali się w tworzenie portalu www.blava.pl i na jednym ze spotkań, zorganizowanych przez twórców tego portalu, zapoznali się z tutejszą Polonią.

Nowa płyta Dody?

najnowszą płytę „Siedem pokus głównych”. Premiera wydawnictwa była niejako wsparta wspomnianym już rozstaniem z Adamem sy, wypowiadali się publicyści poważnych Czulym Darskim oraz skandatygodników. Na temat uchem lem, związanym z okładoskonałego głosu, dką, a w zasadzie okłabarwnej osobowości i niedkami, bowiem Doda przyspotykanego talentu peany gotowała ich 7; wszystkie głosiło wiele gwiazd polwyraźnie inspirowane styskiej muzyki rozrywkolem Lady Gagi, obsceniczwej, z Marylą Rodowicz na ne, brzydkie, wyraźnie czele. przekraczające granice doI tak, proszę Państwa, zwybrego smaku. Niniejszej reciężyła ciekawość. Chcąc cenzji towarzyszy zdjęcie zrozumieć fenomen Dody względnie „grzecznej” okła(i wreszcie poznać jej piodki, widoku pozostałych Państwu oszczędzę. Kto ciesenki), sięgnęłam po jej

Nie mam nic do dodania... ilka miesięcy się wahałam – sięgnąć po płytę Doroty Rabczewskiej, szerszej publiczności znanej pod artystycznym pseudonimem Doda, i zrecenzować ją dla Państwa, czy pominąć milczeniem jej obecność na polskim rynku muzycznym. W zasadzie nawet nie tyle muzycznym, co celebryckim, bo akurat o twórczości Dody mówi się w Polsce najmniej. Głośno za to o jej roman-

K

14

sach i rozstaniach (związek, a potem niespodziewane zerwanie z Adamem „Nergalem” Darskim z grupy Behemoth były szeroko opisywane i komentowane nie tylko przez kolorową prasę), licznych skandalach z jej udziałem i astronomicznie drogich kreacjach od znanych projektantów, które kupuje podczas zagranicznych wojaży. O inteligencji Dody, ponoć członkini prestiżowej Men-

MONITOR POLONIJNY


Muzyczna pocztówka z wybrzeża egendarny sopocki „Non-Stop” obchodzi w tym roku 50. rocznicę swojego powstania. I choć klub od ponad 30 lat nie istnieje, entuzjaści polskiego big-beatu, skupieni wokół Fundacji „Sopockie Korzenie”, postanowili hucznie świętować ten jubileusz. Klub „Non-Stop”, założony w roku 1961 z inicjatywy ojca chrzestnego polskiego rocka Franciszka Walickiego, początkowo mieścił się przy wejściu na molo. W latach 60. i 70. występowali w nim wszyscy liczący się wówczas wykonawcy, m.in. NiebieskoCzarni, Czerwone Gitary, Skaldowie, Ewa Demarczyk, Budka Suflera, SBB, Krzak i Kombi. „Non-Stop” szybko zyskał opinię miejsca, w którym należało bywać i w którym na żywo grano uwielbianą przez młodzież muzykę, której nie można było usłyszeć w radiu. Do tej kolebki big-beatu ściągali wszyscy bawiący się na Wybrzeżu artyści i intelektualiści, a występujące tam Czerwone Gitary zapewniały na afiszach: „Gramy i śpiewamy najgłośniej w Polsce”. Ponieważ klub sąsiadował z Wyższą Szkołą Muzyczną, do której uczęsz-

L

kaw, niech szuka w Google. Jeśli chodzi o rzecz najważniejszą, czyli muzykę, to jest po prostu słabo. Piosenki są niewyobrażalnie toporne, aranżacyjnie niedopracowane, wręcz prostackie. Stylistycznie poWRZESIEŃ 2011

czałam, to do „Non-Stopu” często zaglądałam. Pamiętam jak na zbitych deskach, stanowiących namiastkę parkietu do tańca, pod brezentową płachtą tańczyło się twista, a w programie były wybory najmilszej dziewczyny sopockiego lata, konkursy, spotkania z ciekawymi ludźmi kina, teatru i kultury. „Non-Stop” był wyjątkowym zjawiskiem. Przez wiele lat pełnił funkcję młodzieżowej świątyni muzycznej i stał się kulturalną wizytówką miasta. W ramach obchodów 50-lecia klubu w Muzeum Miasta Gdynia otwarta została wystawa, poświęcona zespołom muzycznym lat 60. i 70. Z kolei w gdyńskim Jazz Klubie BOHEMA 14 lipca za zasługi dla świata muzyki i całokształt pracy artystycznej odzna-

ruszamy się w tandetnej elektronice, wymieszanej z najgorszą odmianą rockpopu. Całość brzmi miałko i niesłychanie tanio. Do światowej ligi, do której Doda desperacko od dłuższego czasu stara się dostać, jest, delikatnie rzecz ujmując, bardzo, bardzo daleko. Sytuację pogarszają niebywale pretensjonalne, kiczowate teksty. Są Państwo ich ciekawi? Proszę bardzo, oto fragment „Piątego żywiołu”: Daję nowy ład, burzę stereotypowy twój świat/ Wojna z władcą kłamstw, palę żywcem do-

czono pośmiertnie dwie muzyczne ikony: Henryka Zomerskiego oraz Krzysztofa Klenczona. Na tej uroczystości obecni byli przedstawiciele miasta, województwa pomorskiego, media, artyści. Nie zabrakło też Marii Szabłowskiej i Krzysztofa Szewczyka, prowadzących program „Wideoteka Dorosłego Człowieka“, który od 10 lat jest jednym z najchętniej oglądanych telewizyjnych programów muzycznych. Lipiec i sierpień obfitowały w różnego rodzaje festiwale, organizowane w całej Polsce. W sumie doliczyłam się ich 31, choć to zapewne nie wszystkie. Ponieważ Sopocka Opera Leśna jest stale w remoncie i żaden festiwal nie mógł się tam odbyć, to w tym roku miasto postanowiło zainteresować publiczność klasyczną muzyką kameralną, organizując pierwszą edycję festiwalu „Sopot Classic Festival“. URSZULA SZABADOS GDAŃSK – GDYNIA – SOPOT

gmat, jak sędzia jak kat/ Za-zabić słowem, zabić mnie. Czy nie tego właśnie chcesz?/ Nic nie wskórasz, tworzę wzór/ Czas królowej, umarł król. Kolejna piosenka z albumu, tym razem o wdzięcznym tytule „Fuck it”: Ty świrze, najwyżej powiem ci to na ucho/ Nic ci nie będzie, siadaj opowiadaj czemu kiedy jestem tutaj nadal latasz jak Okęcie/ Przesada, my jesteśmy na zakręcie, nie wyrabiam, my oznacza ja i ty i twoje pierdolnięcie/ Odpadam, gdzie ty idziesz, gdy do ciebie gadam/Żenada, jesteś w błędzie,

Doda tobą włada. Taki poziom prezentuje większość tekstów piosenek z nowego albumu Dody. Naprawdę trudno znaleźć chociaż jedną rzecz na tej płycie, o której można by wypowiedzieć się z uznaniem. Nie wiem, kto jest adresatem tego wydawnictwa; podejrzewam, że zadowoli ono jedynie najwierniejszych fanów Dody, którzy jej twórczość przyjmują bezkrytycznie, lub bardzo niewybrednych konsumentów popowego fast foodu. Państwu zdecydowanie ten album odradzam. KATARZYNA PIENIĄDZ 15


Trudne dzieje słowackiej wiosny

B

ył początek grudnia 1848 roku. Oddział słowackich ochotników przygotowywał się do wymarszu z Czech w kierunku Żyliny. Tymczasem Austria pod wpływem węgierskiej rewolucji chwiała się w posadach.

Elity wiedeńskie biły na alarm. Cesarz Ferdynad V, schorowany i uznany za niezdolnego do zdławienia węgierskiej rewolty, abdykował. Następny w kolejności do tronu jego brat Franciszek Karol nie podjął się rządzenia i w rezultacie na kolejnego cesarza Austrii dość przypadkowo koronowany został 2 grudnia 1848 roku młodziutki Franciszek Józef, syn Franciszka Karola. Nikt wówczas nie przypuszczał, że ten młodzieniec będzie panował aż do roku 1916 i stanie się symbolem epoki. Generałowie austriaccy tymczasem przygotowali ofensywę na Węgry. Ze wszystkich stron: od Bratysławy, z Serbii wzdłuż Dunaju, z Siedmiogrodu, od Grazu, z Galicji przez Duklę ciągnęły na Węgry pułki i dywizje austriackie. Z Orawy i Spisza uderzał mały 6-tysięczny korpus generała Götza. Wśród jego oddziałów znajdował się także legion słowacki. Ofensywa zaczęła się 16 grudnia. Początkowo Austriakom udało się dotrzeć aż do Budapesztu (Budy), który zajęli 5 stycznia 1849 roku. Węgrzy jednak przygotowali kontratak. Ich wojska, skoncentrowane na wschodzie i dowodzone przez Polaków – generała Dembińskiego w okolicy Debreczyna i generała Bema w Siedmiogrodzie – zadawały Austriakom duże straty, a 6 kwietnia rozbiły ich główne ugrupowanie. W maju zdobyły Budę i Peszt. Sejm węgierski, który od stycznia 1849 roku obradował w Debreczynie, w atmosferze entuzjazmu ogłosił 14 kwietnia detronizację Habsburgów, a dzień później utworzenie republiki, na czele której z tytułem gubernatora stanął najbardziej znany w tym czasie przywódca Lajos Kos16

WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI

suth. W czerwcu 1849 roku Kossuth jak król wjechał do Pesztu, dokąd wkrótce przeniósł się także sejm. Legion słowacki posuwał się od Czadcy przez Żilinę, Rajec, Priewidzę do Kremnicy. W grudniu, wkraczając na Słowację, liczył 200 żołnierzy, w połowie stycznia w Turczanskim Svatym Martinie było ich już 800, a kiedy wiosną dołączyli ochotnicy z Liptowa, na Preszów maszerowało ich już półtora tysiąca. Później zaczęły się problemy. Ludność Szarysza i Zemplina nie przyłączyła się do ruchu słowackiego. W lutym słowacka delegacja na czele ze Štúrem i Hurbanem pojechała do Ołomuńca, gdzie w tym czasie swoją główną kwaterę miał cesarz. Słowacy mieli nadzieję, że w nagrodę za okazaną mu lojalność i poparcie wynegocjują jakieś przywileje dla swojego narodu. Dwór cesarski nie miał jednak zamiaru ustępować. Stacjonujący w Preszowie legioniści byli w coraz gorszej kondycji. Nie dość, że nie otrzymywali należytego wyżywienia, to ponadto dowództwa legionu nie stać było na wypłacanie im żołdu. W tej sytuacji dowódca jednostki Bloudek wyprowadził swoich żołnierzy do Kieżmarku, gdzie 22 kwietnia legion rozwiązał, a sam z małą grupą najbardziej zdeterminowanych legionistów przedostał się na Śląsk. Drugi słowacki oddział powstał w Komarnie. Założył go Michal Hodža na przełomie 1848 i 1849 roku, a po kilku tygodniach politycznie wsparli go uwolnieni przez Austriaków z węgierskich więzień znani działacze narodowi Štefan Daxner i Ján Francisco. Daxner pojechał do Wiednia do Ministerstwa Wojny prosić o uznanie polityczne. Jego misja

zakończyła się powodzeniem. Austriacy uznali 600-osobowy legion za batalion wojskowy, a na jego czele postawili swojego oficera, ale polskiego (a więc słowiańskiego) pochodzenia, kapitana barona Heinricha Lenartowskiego. Słowacy zostali przeniesieni do Skalicy na Zahorie, gdzie na zakończenie reorganizacji złożyli specjalnie napisaną przysięgę „na artykuły wojskowe oraz święte prawa Dworu Habsburskiego i narodu słowackiego, uznane przez króla Franciszka Józefa I”. Batalion został później skierowany na środkową Słowację z zadaniem ochrony przed wojskiem węgierskim miast górniczych – Kremnicy i Bańskiej Szczawnicy. Zajęcie przez Węgrów Pesztu było dla Wiednia sygnałem, że Austria jest na skraju katastrofy i rozpadu. Franciszek Józef w trybie pilnym poprosił o spotkanie cara Rosji Mikołaja I. Austriacy wiedzieli, że bez pomocy armii rosyjskiej nie uda im się zdławić węgierskiego powstania. Musieli schować do kieszeni godność i poprosić o wsparcie. Do spotkania doszło 11 maja 1849 roku w Warszawie. Rosjanie wydzielili dwie armie, które miały pomóc Austriakom. Jedna miała przyjść z ziem polskich (tą miał dowodzić gen. Paskiewicz; ten sam, który 18 lat wcześnie zdławił polskie powstanie), druga przez Mołdawię i Siedmiogród. Pod koniec czerwca ruszyła wielka ofensywa rosyjsko-austriacka. Wkrótce padł Peszt, a rząd węgierski musiał się ewakuować do Szegedu. Dnia 21 lipca w akcie rozpaczy rząd węgierski, chcąc pozyskać sympatie Rumunów, Serbów i Słowaków, wydał manifest o równouprawnieniu narodów na Węgrzech. Było to swego rodzaju przyznanie się Węgrów do wcześniejszego prowadzenia niesprawiedliwej polityki narodowościowej. Niestety, manifest nie miał już praktycznie znaczenia. Obszar wpływów rządu węgierskiego zmniejszał się z każdym dniem. Rząd musiał ewakuować się dalej do Aradu, a 12 sierpnia Węgrzy skapituMONITOR POLONIJNY


ludów lowali. Jedyny warunek, jaki udało się jeszcze wynegocjować, to zgoda Rosjan na to, że przy składaniu broni nie będą obecni Austriacy. Ostatnie 28 tysięcy żołnierzy węgierskich dostało się do niewoli. Broniła się jeszcze tylko załoga twierdzy w Komarnie pod dowództwem generała Klapki, która wytrwała aż do 2 października. Szóstego października rozpoczęły się w Aradzie egzekucje wojskowych i cywilnych przywódców powstania. Ogółem wykonano 144 wyroków śmierci. W pierwszym dniu rozstrzelano premiera rządu i 13 generałów. W węgierskiej tradycji dzień ten obchodzony jest jako Dzień Żałoby Narodowej. Pod koniec lata 1849 roku słowacki batalion został rozlokowany w Breznie. Na rozkaz kapitana Lenartowskiego Štefan Daxner udał się na Liptów, którego mieszkańców uważano za największych słowackich patriotów, by pozyskać ochotników do drugiego batalionu. W ciągu kilku tygodni Daxner wykonał swoje zadanie. Do legionu słowackiego zgłosiło się jeszcze ponad 500 osób, które zostały przyprowadzone do Brezna. Wkrótce cały legion pomaszerował do Bratysławy, gdzie 21 listopada został rozwiązany. Odchodzących do domu legionistów płomiennym przemówieniem pożegnał Jozef Hurban, chyba najbardziej znany wówczas trybun sprawy słowackiej. Słowacka Wiosna Ludów się skończyła – po cichu i bez żadnych widocznych osiągnięć. Za to z małą skazą: wolnościowe dążenia Słowaków były interpretowane często jako „poparcie reakcyjnej kamaryli wiedeńskiej”. Plusem było jednak to, że na scenie dziejowej pojawiła się grupa świadomych politycznie Słowaków, którzy kilkanaście lat później będą próbowali walczyć dalej – choć w inny sposób – o prawa narodowe Słowaków, wykorzystując krótki okres liberalizmu po przegranej Austrii w wojnie z Prusami w roku 1866. ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”.

WRZESIEŃ 2011

WYGRANY?Zasłużenie

iło mi powitać Państwa po wakacyjnej przerwie! Cieszę się tym bardziej, że mogę napisać o dobrym polskim filmie, który z czystym sumieniem polecam do obejrzenia. „Wygrany” Wiesława Saniewskiego nie jest może arcydziełem, ale dla umęczonego ostatnimi dokonaniami polskiej kinematografii widza stanowi miłą odmianę. Tym razem Saniewski opowiada nam historię Olivera Linovsky’ego (w tej roli Paweł Szajda, znany publiczności z roli w „Tataraku” Andrzeja Wajdy), wybitnie utalentowanego młodego pianisty. Linovsky, Amerykanin polskiego pochodzenia, jest na szczycie artystycznej kariery. Szkopuł w tym, że gra na pianinie, do której w dzieciństwie był zmuszany przez apodyktyczną matkę, nie przynosi mu oczekiwanej satysfakcji. Na domiar złego żona rzuca go dla kochanka. Zdruzgotany wraca do Polski, gdzie przed wrocławską publicznością ma zagrać Chopina. Koncert okazuje się skandalem – Linovsky wychodzi na scenę, by po chwili z niej zejść, nie wykonawszy ani jednego utworu. Odmowa zagrania zakontraktowanego koncertu sprowadza na Linov-

M

sky’ego ogromne kłopoty. Nieoczekiwane wsparcie i pomoc pojawią się zupełnie niespodziewanie w hotelowym barze w osobie Franka (w tej roli absolutnie doskonały Janusz Gajos), mieszkającego we Wrocławiu matematyka. Spotkanie obu mężczyzn okaże się dla nich momentem szczególnym. Nie chcę opowiadać ciągu dalszego, żeby nie psuć Państwu przyjemności oglądania „Wygranego”. Film Saniewskiego to solidnie nakręcona opowieść o próbie odnalezienia własnej drogi, o tym, co w życiu jest naprawdę istotne. „Wygrany” jest jednak filmem pełnym fabularnych uproszczeń i naiwności, któremu daleko do realizmu. Wielu widzów może być taką swoistą bajkowością zirytowanych. Dla mnie nie umniejsza ona wartości tego filmu. I ostatnia rzecz – gra Janusza Gajosa może być jedynym i zupełnie wystarczającym powodem, dla którego warto wybrać się na „Wygranego”. Gajos jest bezapelacyjnie najjaśniejszą gwiazdą tego filmu i całkowicie kradnie show sympatycznemu Pawłowi Szajdzie. KATARZYNA PIENIĄDZ 17


Z

ejście poniżej dozwolonej wysokości zniżania, przy nadmiernej prędkości opadania, w warunkach atmosferycznych uniemożliwiających zobaczenie ziemi i spóźnione rozpoczęcie wznoszenia.

RapoRt MilleRa To według raportu komisji Millera przyczyny katastrofy smoleńskiej, w której 10 kwietnia ubiegłego roku zginęło 96 osób, w tym prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką, udających się na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. „Doprowadziło to do zderzenia z przeszkodą terenową, oderwania fragmentu lewego skrzydła wraz z lotką, a w konsekwencji do utraty sterowności samolotu i zderzenia z ziemią” – stwierdza raport. Na podstawie ekspertyz i badań komisja stwierdziła jednoznacznie, że samolot był sprawny technicznie do momentu zderzenia z ziemią. Na pokładzie Tu154M nie stwierdzono obecności materiałów wybuchowych ani substancji promieniotwórczych czy środków trujących. Według komisji załoga Tu-154M nie chciała lądować, a jedynie wykonywała próbne podejście do lądowania. Eksperci podkreślili jednak, że „w tej konfiguracji” piloci nie mieli szans na odejście na autopilocie. Nie stwierdzono zewnętrznej presji na załogę; co do obecności w kokpicie dowódcy Sił Powietrznych gen. Błasika komisja doszła 18

do wniosku, że nie ingerował on w pracę załogi, a jedynie był „biernym obserwatorem”. Według komisji przed wylotem do Smoleńska nie było kłótni pomiędzy dowódcą samolotu kpt. Arkadiuszem Protasiukiem a gen. Błasikiem – jak wcześniej twierdziły media. Zdaniem polskiej komisji na całą sytuację miała też wpływ niewłaściwa współpraca załogi samolotu; tylko pierwszy pilot znał język rosyjski i to on zajmował się zarówno lądowaniem, jak i rozmową z tzw. wieżą. Piloci byli mało doświadczeni, nie znali wszystkich technicznych możliwości i ograniczeń samolotu, nie reagowali na błędy innych członków załogi. W ocenie komisji załoga nie była wystarczająco wyszkolona i nie wiedziała, że jeśli na lotnisku nie ma systemu ILS (a tak było w Smoleńsku), niemożliwe będzie wykonanie automatycznego odejścia na drugi krąg (po naciśnięciu jednego przycisku samolot – bez udziału pilota – wznosi się). Dopiero 5 sekund po włączeniu tego przycisku pilot zrozumiał, że sam musi chwycić za stery samolotu.

Był przekonany, że od ziemi dzieli go prawie 100 metrów, gdy tymczasem było to niecałe 40 metrów. Ten błąd wynikał z faktu, że wszyscy członkowie załogi kierowali się radiowysokościomierzem (ten wskazuje odległość do ziemi, a nie do poziomu ziemi), a nie wysokościomierzem barycznym. Raport Millera pokazuje także zaniedbania Rosjan; kontroler lotu podawał błędne komendy schodzącemu do lądowania w Smoleńsku samolotowi prezydenckiemu. Wpływ na katastrofę mogła mieć też sytuacja na lotnisku, w tym gęste zadrzewienie przed pasem startowym – co zasłaniało część lotniskowych przyrządów świetlnych (niektóre z lamp były na dodatek niesprawne) i utrudniało pracę sprzętu radiolokacyjnego. Raport wskazuje przyczyny katastrofy, a nie winnych – podkreślał minister Miller. Ukaraniem

osób odpowiedzialnych za uchybienia zajmą się prokuratury (cywilna i wojskowa) w Polsce, a także w Rosji – wyjaśnał. Po upublicznieniu raportu do dymisji podał się minister obrony narodowej Bogdan Klich. Jego następca Tomasz Siemoniak podjął decyzję o rozwiązaniu odpowiedzialnego za transport lotniczy VIP-ów 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. Zdymisjonował także 13 oficerów – w tym trzech generałów odpowiedzialnych za szkolenie pilotów. Według prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego bezpośrednią odpowiedzialność za katastrofę 10 kwietnia „ponosi strona rosyjska”. Jak mówił, „gdyby nie zachowania Rosjan, to mimo wszystkich rzeczy, które robili przedstawiciele polskiego rządu, do katastrofy by nie doszło”. Podkreślał też, że „gdyby polski rząd postępował inaczej to też, by do niej nie doszło”. Składająca się z 34 osób Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego pod kierownictwem ministra spraw wewnętrznych i administracji Jerzego Millera przedstawiła swój raport 29 lipca br. DARIUSZ WIECZOREK

Z wynikami 15-miesięcznego dochodzenia komisji można zapoznać sie w Internecie (www.mswia.datacenter-poland.pl/RaportKoncowyTu-154M.pdf), także po angielsku i rosyjsku. MONITOR POLONIJNY


O Słowacji i Polsce

tylko pozytywnie? Owszem, na tle problematycznych stosunków polskorosyjskich czy słowacko-węgierskich polsko-słowackie sąsiedztwo wydaje się być idyllą. Można nawet powiedzieć, że krytyka w tym zakresie stanowi wręcz tabu, mimo iż odrobina krytycznego podejścia do opisu stosunków polsko-słowackich czasem by się przydała. Wydaje się, że o relacjach między Polską a Słowacją mówi się albo dobrze, albo wcale. Gdyby jednak trzeba było je nazwać jednym słowem, to właściwe okazałoby się określenie „obojętne” albo „powierzchowne”, bowiem – uproszczając – dla Polaków Słowacja to tylko sympatyczny urlop w górach, a dla Słowaków Polska to tanie zakupy, Oświęcim i Jan Paweł II. I na tym opis naszego sąsiedztwa się kończy. Nie ma co prawda między naszymi narodami konfliktów, ale z drugiej strony nie umiemy wykorzystać tego ogromnego potencjału, jaki daje polsko-słowacka współpraca, na przykład w sferze gospodarki i logistyki. Pierwszy z brzegu przykład dotyczy transportu. Skoro jesteśmy takimi przyjaciółmi, to dlaczego między Polską a Słowacją nie ma bezpośrednich połączeń kolejowych, dlaczego są tak ogromne problemy biurokratyczne z otwarciem lokalnych transgranicznych połączeń autobusowych (np. Kraków – Poprad)? Warto w tym miejscu też wspomnieć stale aktualną koncepcję, by polskie porty morskie były oknem na świat dla słowackich towarów, z której do tej pory nic nie wyszło również dlatego, że polityka transportowa Polski marginalizuje połączenia ze Słowacją i vice versa. Również w rozmowach dotyczących przebiegu korytarza transportowego WRZESIEŃ 2011

Bałtyk – Adriatyk nasz kraj preferuje trasę przez Czechy (Katowice – Ostrawa – Brno – Wiedeń), a nie docenia potencjału słowackiego wariantu tej trasy (Kraków – Słowacja – Budapeszt). Identycznie jest z projektem kanału Odra – Dunaj, w którym mowa jest niemal wyłącznie o wariancie czeskim (przez rzekę Morawę), a zapomina się, że istnieje już o wiele bardziej zaawansowany wariant słowacki (przez rzekę Wag). Powyższe przykłady wyraźnie pokazują, że w kwestiach gospodarczych i infrastrukturalnych Polacy bardzo dobrze dogadują się z Czechami, a równocześnie nie wykazują zbytniego zainteresowania współpracą ze Słowacją, czego efekt jest widoczny i odczuwalny – to marginalizacja tranzytu przez Słowację z północy na południe Europy i związane z tym problemy komunikacyjne, które dotyczą nas wszystkich. Teoretycznie Słowacja ma doskonałe położenie geograficzne i można by oczekiwać, że doskonałe stosunki polskosłowackie i polsko-węgierskie zaowocują powstaniem magistrali kolejowej Warszawa – Koszyce – Budapeszt – Bałkany oraz autostrady Kraków – Budapeszt przez Orawę i Bańską Bystrzycę. W praktyce zwyciężyła jed-

W

powszechnym odczuciu stosunki polsko-słowackie są wyjątkowo dobre, a między naszymi narodami panuje sympatia i nie ma konfliktów. nak inna opcja: z Rzeszowa do pobliskich Koszyc musimy podróżować przez Katowice i Ostrawę (mam tu na myśli osoby, które nie posiadają auta), bo polsko-słowacka współpraca w dziedzinie transportu nie jest tak rozwinięta, jak by na to wskazywał potencjał naszego sąsiedztwa. O czym to świadczy? O wszystkim, tylko nie o tym, że stosunki polsko-słowackie są idealne i pozbawione problemów. Warto, abyśmy to zauważyli i zaczęli coś robić, by to zmienić. Z pewnością przydałoby się nam więcej polsko-słowackich konferencji i debat na temat naszej współpracy, więcej środków na eksperckie publikacje, przy czym wcale nie chodzi tu wyłącznie o wydarzenia kulturalne i inne projekty, podkreślające, jak bardzo się lubimy, ale właśnie o taki trochę krytyczne spojrzenie na nasze sąsiedztwo, połączone z chęcią poszukiwania rozwiązań nabrzmiałych problemów. Tajemnicą poliszynela jest, że tak potrzebne linie autobusowe Kraków – Poprad, Rzeszów – Koszyce czy Bielsko-Biała – Żylina już dawno by z powodzeniem funkcjonowały, gdyby nie pewne biurokratyczne przeszkody, o których nikt głośno nie mówi, a o których wszyscy zainteresowani dobrze wiedzą. Może więc warto zacząć głośno mówić o tym ważnym problemie, starając się znaleźć jego przyczyny i możliwości rozwiązania? JAKUB ŁOGINOW

19


O D

E N T U Z J A S T E K

D O

P A R Y T E T E K

Praprawnuczki Narcyzy Żmichowskiej Zaczęło się od wydanej w 1965 roku książki Betty Friedan Mistyka kobieca, w której autorka analizowała ankietę przeprowadzoną wśród Amerykanek. Wnioski były zaskakujące; okazało się, że stereotyp szczęśliwej amerykańskiej rodziny to mit, a tamtejsze kobiety czują się zepchnięte na margines życia. Potem był rok 1968, kiedy to feministki zakłóciły wybory Miss Ameryki, wywieszając z galerii transparent z napisem „Women’s Liberation”. Wyprowadzone przez policję, dołączyły do oczekujących na zewnątrz kobiet, by do wielkiego kosza wrzucić pasy wyszczuplające, sztuczne rzęsy, lokówki, egzemplarze „Playboya”, buty na szpilkach, biustonosze. Zamierzały cały ten kram spalić, ale im tego zabroniono. Do dziś jednak przetrwała legenda palaczek biustonoszy, podobnie jak przetrwały hasła, np. pochodzące z piosenki Johna Lenona „Kobieta jest Murzynem świata” czy „Prywatne jest polityczne” oraz „Weźcie połowę odpowiedzialności za dom i oddajcie nam pół świata”. Ta fala feminizmu ominęła Polskę, w której Komitet Centralny PZPR decydował o wszystkim, także o ruchu kobiecym. W latach osiemdziesiątych XX wieku Polki licznie wsparły przemiany ustrojowe – stanowiły ponad połowę członków Związku Zawodowego „Solidarność”, gdy jednak dopominały się o swoje prawa, przeczytały na murach strajkującej Stoczni Gdańskiej napis: „Kobiety, nie przeszkadzajcie nam, my walczymy o Polskę”. Dla nich, które początkowo współkształtowały ten ruch, w dniach gdy „Solidarność” triumfowała przy Okrągłym Stole, zabrakło przy nim miejsca. Zareagowały frustracją i odsunięciem się od polityki. Zwycięzcy ulegli stereotypowi każącemu wierzyć, że najlepszym miejscem realizacji kobiety jest rodzina.

20

W

latach 60. i 70. XX wieku dokonała się ma Zachodzie prawdziwa feministyczna rewolucja mentalna, polityczna i seksualna.

Powstanie drugiej fali polskiego feminizmu, w latach 1989-1993, wiąże się bezpośrednio z dyskusją nad projektem ustawy antyaborcyjnej. Po prawie 50 latach obowiązywania liberalnej ustawy, dopuszczającej ten zabieg do trzeciego miesiąca ciąży na życzenie kobiety i na koszt ubezpieczenia, projekt nowej ustawy wprowadzał zakaz aborcji na życzenie kobiety. Rzecznicy tego zakazu posługiwali się argumentacją z dyskursu eklezjastycznego, utożsamiając aborcję z zabójstwem; pojawiły się nowe pojęcia i kategorie w rodzaju „nienarodzone dziecko”. Przeciwnicy zakazu aborcji używali argumentów liberalnych i antyklerykalnych, uważając, że reprodukcja powinna pozostawać poza kontrolą państwa, a zakazy i nakazy religii, choćby najbardziej rozpowszechnionej w państwie, nie powinny przekładać się na państwowe ustawodawstwo. Argumenty feministyczne o tym, że kobieta musi bronić się przed niechcianym macierzyństwem i że matką powinna być tylko wówczas, gdy sama tego zapragnie, pochodziły głównie z pism i ulotek organizacji i grup kobiecych, a takich grup protestu, organizujących pikiety i demonstracje, było wiele. Wspomnieć wypada np. Grupę Samoobrony Kobiet z Bydgoszczy czy Konfederację Kobiet Polskich z Warszawy, Federację Kobiet i Planowania Rodziny czy Polskie Stowarzyszenie Feministyczne. Pikietowały, maszerowały i przemawiały. Kobiety, które w innej sprawie na ulice by nie wyszły, teraz walczyły o swoje prawa. Niektóre z nich, jak np. Barbara Labuda, prezentowały

argumenty feministyczne w polityce partyjnej. Gdy Izabela Jaruga-Nowacka ośmieliła się publicznie stwierdzić, że ustawa jest zła, została przez skądinąd liberalnego biskupa Pieronka nazwana „feministycznym betonem, którego nie zmieni nawet kwas solny”. Restrykcyjnej ustawie antyaborcyjnej patronował nie tylko Kościół, ale także „Solidarność”, która poparła ją na II Zjeździe, na którym kobiety stanowiły zaledwie 10 procent uczestników. Zdominowany przez mężczyzn parlament przyjął ustawę antyaborcyjną, kobiety potraktował, jak pisze Magdalena Środa, jak dzieci, które trzeba uczyć odpowiedzialności przez zakaz. Burzliwy spór się skończył, a rezultat: Polska ma z jednej strony najbardziej po irlandzkiej restrykcyjną ustawę w Europie i sto kilkadziesiąt oficjalnie dokonywanych aborcji rocznie, z drugiej strony świetnie prosperujące podziemie ginekologiczne, w którym dokonuje się według szacunków z 2010 roku 80-200 tys. zabiegów rocznie, oraz świetnie rozwiniętą turystykę aborcyjną. Dyrektorzy klinik i lekarze z Austrii, Niemiec, Holandii i Wielkiej Brytanii, którzy w 2010 roku przyjechali do Sejmu RP na zorganizowane przez Federację na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny obywatelskie przesłuchanie na temat turystyki aborcyjnej, ocenili liczbę aborcji, dokonywanych przez Polki w zagranicznych szpitalach, na 30-40 tysięcy. W piątek 1 lipca 2011 roku Sejm skierował do dalszych prac w komisjach obywatelski projekt nowej ustawy całkowicie zakazującej abor-

MONITOR POLONIJNY


cji, także w przypadkach, gdy zagrożone jest zdrowie i życie kobiety. Po ustawowym zalegalizowaniu zakazu aborcji protest kobiet przybrał inne formy. Coraz liczniejsze organizacje kobiet i grupy nieformalne zajęły się śledzeniem skutków wprowadzenia ustawy i świadczeniem pomocy kobietom przez nią pokrzywdzonym. Konsekwentnie program ten realizuje obchodząca w tym roku 20-lecie działania Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, którą utworzyły Liga Kobiet Polskich, Stowarzyszenia ProFemina i Neutrum, Polska YWKa, Demokratyczna Unia Kobiet – Koło Ewa, Towarzystwo Rozwoju Rodziny, Stowarzyszenie Centrum Pomocy Rodzinie w Olsztynie. Fakt, że ustawa antyaborcyjna dotycząca przede wszystkim kobiet została uchwalona decyzją gremium – Sejmu – składającego się w 90 procentach z mężczyzn, podniecił działaczki ruchu kobiecego do zajęcia się działaniami zmierzającymi do uzyskania większego wpływu kobiet na polityczne procesy decyzyjne. Już wówczas w środowiskach feministycznych zrodził się postulat wprowadzenia zasady parytetu, mającego wyrównywać szanse mężczyzn i kobiet w tworzeniu prawa. Aktywny udział kobiet w burzliwej dyskusji wokół ustawy antyaborcyjnej zaowocował także powstaniem licznych organizacji feministycznych. Dziś mamy ich zarejestrowanych w Polsce ponad 300. I niech nikogo nie dziwi tak wielka liczba, nie ma bowiem jednego feminizmu. Feminizmów jest wiele; jest feminizm liberalny, socjalistyczny, anarchizujący, jest spiskowo-rewolucyjny, jest otwarty i jest hermetyczny, jest czarny i jest lesbijski, jest także ekologiczny. Być może dla wielu będzie zaskoczeniem, ale jest także feminizm katolicki czy – jak go określa polska przedstawicielka tego nurtu dr Elżbieta Adamiak, adiunkt w Zakładzie Teologii Dogmatycznej Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu – feminizm chrześcijański. Stowarzyszenia, fundacje, centra feministyczne nie mają jednego wspólnego ośrodka kierowniczego, jednego komitetu centralnego. Działają w nich kobiety dobrze wykształcone, mądre WRZESIEŃ 2011

i utalentowane. Minimum programowe pierwszych organizacji feministycznych można streścić w dwu punktach: pozycja kobiety jest w Polsce gorsza niż pozycja mężczyzny, należy tę sytuację zmienić. Zgodnie z nimi w środowisku feministycznym już na początku lat 90. ubiegłego wieku pojawił się koncept ustawy antydyskryminacyjnej. Dla lepszej orientacji w różnorodności polskich organizacji feministycznych wymieńmy chociażby niektóre, co nie oznacza, że działalność pominiętych w tej informacji jest mniej ważna. Pierwszą polską organizacją feministyczną było zarejestrowane w 1989 roku Polskie Stowarzyszenie Feministyczne, które zorganizowało seminarium w Mondralinie na temat aborcji, społecznego przyzwolenia na przemoc wobec kobiet, złej sytuacji na oddziałach położniczych, niesprawiedliwego podziału obowiązków w rodzinie. Stowarzyszenie już nie istnieje, ale jego działaczki w większości nadal są aktywne w innych organizacjach kobiecych. W latach 90. głównymi ośrodkami feminizmu w Polsce stały się Kraków i Warszawa. W Krakowie w marcu 1991 roku powstało bardzo aktywnie działające do dziś Centrum Kobiecej Fundacji eFKa, którego cele statutowe obejmują wspieranie samodzielności i solidarności kobiet, przeciwdziałanie ich dyskryminacji oraz rozwój kulturalny. Centrum to realizuje różne programy mają-

ce na celu polityczną edukację kobiet, prowadzi działalność wydawniczą, wydaje kwartalnik „Zadra”, adresowany nie tylko do środowisk feministycznych. W Warszawie 20 lat działa wspomniana już Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, uznająca w swych założeniach programowych, że „prawo do decydowania o wszystkich kwestiach związanych ze zdrowiem reprodukcyjnym jest podstawowym prawem człowieka”. Organizacja swe cele programowe realizuje m.in. poprzez udostępnianie informacji z dziedziny planowania rodziny, promocji zdrowia reprodukcyjnego kobiet, prowadzi programy edukacyjne, inicjuje i upowszechnia badania naukowe dotyczące kobiet, uruchamia terenowe punkty poradnictwa z zakresu planowania rodziny. Współpracuje z licznymi instytucjami zagranicznymi. Od roku 1994 opracowuje raporty, mapujące skutki ustawy antyaborcyjnej. Prowadzi działalność wydawniczą, m.in. wydaje biuletyn „Mam Prawo”. Pod hasłem „Razem przeciw przemocy i dyskryminacji wobec kobiet” działa w Warszawie Fundacja Centrum Praw Kobiet, której celem jest działanie na rzecz poszanowania i przestrzegania praw człowieka w stosunku do kobiet. Cele te realizuje poprzez monitorowanie i analizowanie stosowania prawa, wykonywanie odpowiednich ekspertyz i badań, prowadzenie działalności wydawniczej, organizowanie konferencji i kampanii, gromadzenie danych dotyczących naruszania praw kobiet. Prowadzi, podobnie jak inne organizacje kobiece, telefon zaufania prawnika i psychologa dla kobiet oraz poradnictwo za pośrednictwem poczty elektronicznej. Opracowuje raporty, m.in. o przemocy w rodzinie, równości praw i godnym życiu dla kobiet – ofiar przemocy. Organizuje terapeutyczne grupy wsparcia dla kobiet, które doświadczyły przemocy fizycznej, seksualnej i emocjonalnej. Od 1996 roku działa w stolicy popularna OŚKa, czyli Ośrodek Informacji Kobiecych, wspierający organizacje i inicjatywy kobiece, uczestnictwo kobiet w życiu publicznym i społecznym, upowszechniający problematykę gender, promujący równouprawnienie 21


kobiet na rynku pracy, informujący środowiska dziennikarskie o sytuacji kobiet w Polsce i na świecie. Ważnym celem statutowym OŚKi jest przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na płeć. Ośrodek prowadzi też bazę danych o organizacjach kobiecych w Polsce. Dużym powodzeniem cieszy się założona przez OŚKę „Feminoteka”, pierwsza internetowa księgarnia. Z innych organizacji kobiecych wymieńmy jeszcze choćby Fundację Centrum Pomocy Kobiet, której celem jest przygotowanie i motywowanie kobiet do świadomego uczestnictwa w życiu zawodowym, społecznym i politycznym, a także Fundację „Przestrzeń Kobiet”, Stowarzyszenie na rzecz Kobiet „Viktoria” i Stowarzyszenie „Konsola”, Stowarzyszenie na rzecz Lesbijek czy Stowarzyszenie „W stronę Dziewcząt”, Lewicową Sieć Feministyczną „Rozgwiazda” i Edukacyjne Centrum Kobiet. O tym, jak barwny jest obraz polskich organizacji feministycznych, świadczyć może istnienie z jednej strony Fundacji „La Strada”, zajmują-

cej się problemami handlu żywym towarem, ofiarami seksbiznesu, prostytutkami, którą prowadzi Słowaczka Stana Buchowska, z drugiej Fundacji „Ma Ma”, założonej w 2006 roku przez feministkę najmłodszego pokolenia Sylwię Chutnik. Fundacja „Ma Ma” działa na rzecz matek w Polsce. Rozpoczęła działalność od akcji „O Mamma Mia, wózkiem tu nie wjadę”, kiedy to dziewczyny w miejscach nieprzystosowanych dla wózków dziecięcych rozklejały nalepki, osobom za to odpowiedzialnym wręczały ulotki. Potem sprawdzały, czy coś się zmieniło. Teraz co roku aktualizują mapę miejsc w Warszawie przyjaznych rodzicom. Odzew był niespodziewanie ogromny, a Sylwia Chutnik dostała nagrodę międzynarodowej organizacji „Ashoka”, nazywanej społecznikowskim Noblem. Fundacja „Ma Ma” zajmuje się m.in. łamaniem praw pracowniczych matek, urlopami macierzyńskimi, ściągalnością alimentów, poradnictwem, prowadzi działalność wydawniczą.

Szczególne miejsce wśród organizacji feministycznych zajmuje Porozumienie Kobiet 8 Marca, m.in. organizujące od 2000 roku coroczny marcowy przemarsz feministek ulicami Warszawy, nazwany Manifą. Pomysł organizowania Manif zrodził się w grupie aktywnych i bezkompromisowych dziewczyn, skupionych wokół profesor Marii Janion. Manify mają przypominać, że 8 marca to nie goździkowo-pończosznicze komunistyczne święto, ale międzynarodowy dzień walki o prawa człowieka. Jednoczą różne środowiska kobiece od feministycznych radykałek po kobiety biznesu. Z roku na rok przybywa uczestników tych barwnych pochodów i to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Profesor Magdalena Środa w książce Ta straszna Środa, przypominając swój udział w warszawskich Manifach, zauważa: „Historia Manif postrzegana przez hasła, zaangażowanie, dynamikę liczebności, to historia rozwoju ruchu kobiecego w Polsce”. A hasła to były różne. Pierwsza

Magdaleny Środy portret własny bez retuszu

M

agdalena Środa, profesor Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, autorka m.in. książek „Indywidualizm i jego krytycy”, „Kobiety i władza”, „Etyka dla myślących”, to jedna z najbardziej wyrazistych postaci polskiego życia politycznego.

Ta filozofka, etyczka, feministka, publicystka i działaczka społeczna, która od szeregu lat usiłuje wprowadzić do polskiego życia politycznego wysokie standardy praworządności i odpowiedzialności, ma wielu zwolenników, którzy na Facebooku starają się przygotować ją do objęcia funkcji prezydenta. Ona, chociaż uważa, że „wszystkie zmiany już były, potrzeba nam tylko jednej – zmiany płci”, bo „Mężczyźni są 22

zmęczeni, zblazowani, leniwi, nie uczą się, nie znają języków, nie ciekawią się światem, nie przyswajają nawet elementarnych zasad etykiety, robią błędy ortograficzne, a mimo to są bardzo pewni siebie”, do roli prezydenta nie aspiruje i dziwi ją, że ktoś na taki pomysł wpadł. Twierdzi, że w polskim życiu publicznym nie brakuje ludzi mających wyraziste poglądy, ale tych, będących przede wszystkim rzetelnymi ad-

ministratorami. Bezkompromisowe liberalne poglądy na temat roli państwa i Kościoła w nowoczesnym świecie przysparzają Magdalenie Środzie równie wielką liczbę zwolenników, jak i przeciwników. Jedni i drudzy z niewątpliwie wielkim zainteresowaniem sięgną po wydaną przez Wydawnictwo „Czerwone i Czarne” książkę Ta straszna Środa? Z Magdaleną Środą rozmawia Aleksandra Pawlicka (Warsza-

wa 2011), w której Aleksandra Pawlicka zadaje celne i jasne pytania, nie ingerując w równie jasne, konkretne i rozbudowane odpowiedzi pani profesor. Rezultat tej rozmowy jest znakomity. Czytelnik otrzymuje portret Magdaleny Środy, portret bez upiększeń i retuszu, będący obrazem jednej polskiej drogi, drogi zaangażowanego polskiego inteligenta, intelektualisty, kobiety, której powołaniem – jak sama mówi MONITOR POLONIJNY


Manifa odbyła się pod hasłem „Demokracja bez kobiet, to pół demokracji”. W kolejnych latach wykorzystywano np. takie hasła: „Prawa człowieka, prawami kobiet”, „Nie daj sobie zamknąć ust byle czym”, „Moje życie – mój wybór 3 x Tak. Tak dla edukacji, Tak dla antykoncepcji, Tak dla prawa do aborcji”, „Nasze ciała, nasze życie, nasz wybór”. W 2009 manifestowano pod hasłem „Każda ekipa, ta sama lipa”. Szczególnie tłumna była tegoroczna Manifa, która odbyła się pod hasłem „Dość wyzysku! Wymawiamy

– jest praca naukowa, a misją życia praca społeczna. W tym życiu mają swoje miejsce i mąż, i córka, i rodzice, i przyjaciele. Środowisko rodzinne – ojciec znany socjolog Edward Ciupak, matka, również socjolog, powtarzająca córce, że kobieta ma w społeczeństwie słabszą pozycję, i dlatego musi być wykształcona i powinna wyjść za mąż – wywarło duży wpływ na wybór drogi życiowej Środy. Uczyła się, skończyła studia, zrobiła przykładną akademicką karierę, wyszła za mąż za Krzysztofa Środę, tłumacza i autora książek, w roku 1983 urodziła córkę, biegała z solidarnościową bibułą, w 1993 roku zajmowała się sprawą ustawy antyaborcyjnej, a gdy w tym samym roku udzielała wywiadu WRZESIEŃ 2011

służbę!” i była dedykowana Izabeli Jarudze-Nowackiej, niezmordowanej obrończyni praw kobiet i praw człowieka, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. Oprócz członkiń organizacji kobiecych wzięli w niej udział przedstawiciele i przedstawicielki związków zawodowych: Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych, Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień ‘80”, Związku Nauczycielstwa Polskiego, a także reprezentanci organizacji pozarządowych, partii politycznych oraz tysiące Polek i Polaków. Podczas manifestacji głos zabierały kobiety ze związków zawodowych i organizacji pozarządowych, kobietynaukowcy i ekspedientki. Mówiono o wyzysku kobiet, o braku sprawiedliwości i prawa do zwykłej ludzkiej godności w szkołach i supermarketach, na uczelniach i w szpitalach, a także o aborcji, antykoncepcji i zapłodnieniu in vitro, o dyskryminacji osób nieheteroseksualnych i o tym, iż czas, by krajem zaczęły rządzić kobie-

o aborcji w TVP, została przedstawiona jako „feministka, ale z mężem i dzieckiem”. Sama natomiast twierdzi, że do feminizmu dojrzała cztery lata później, w czasie pobytu w Stanach Zjednoczonych, gdzie zbierała materiały do pracy habilitacyjnej. W 2004 roku przejęła po Izabeli JarudzeNowackiej funkcję pełnomocnika ds. równego statusu kobiet i mężczyzn. Próba pozyskania do współpracy prawicowych posłanek, po tym jak wygłosiła opinię, że Kościół współodpowiada za cierpienia kobiet w polskich rodzinach, spala na panewce, a Magdalena Środa zostaje odpisana przez środowiska prawicowe. Cała wypowiedź, która burzę rozpętała, brzmiała: „Katolicyzm nie wspiera bezpośrednio, ale też nie

ty. Nawoływano: „Patrzcie politykom na ręce, pytajcie, jak zamierzają realizować sprawę kwot na listach wyborczych”. Podobne pochody odbyły się w Katowicach (tam pod hasłem „Energia Różnorodności. Kobiety Inspirują”), a także w Szczecinie, Poznaniu, Łodzi i Wrocławiu. Doroczne Manify są demonstracją siły kobiet, której już nie można lekceważyć czy traktować jako zjawisko egzotyczne. Obraz organizacji kobiecych w Polsce dopełnia Partia Kobiet, zarejestrowana w 2007 roku, która za swój cel ideowy przyjęła dążenie do równouprawnienia kobiet i tworzenia socjalnego państwa opiekuńczego. Szczególne miejsce na mapie polskich organizacji kobiecych zajmuje Stowarzyszenie Kongres Kobiet, o którym poinformujemy w kolejnym numerze „Monitora Polonijnego”, łącząc tę informację z informacjami o europejskim III Kongresie Kobiet, który odbędzie się w Warszawie w dniach 17-18 września. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

sprzeciwia się przemocy wobec kobiet. Istnieją jednak pośrednie związki poprzez kulturę, która jest silnie oparta na religii”. W książce Ta straszna Środa? pani profesor opowiada o sobie jako filozofce, etyczce, feministce, antyklerykałce, o swym społecznym zaangażowaniu. Mówi o stosunku do eutanazji, strachu przed śmiercią, relacjach z rodzicami i córką, z przyjaciółmi, ale także o swym stosunku do zwierząt czy o tym, jak magicznym miejscem są dla niej Mazury, gdzie mogłaby „mieszkać na okrągło”. Podsumowując swe dotychczasowe życie, prof. Środa wylicza, co dla niej jest najważniejsze: na pierwszym miejscu umieszcza los i szczęście własnego dziecka, pracę, którą kocha, sa-

morealizację. Uważa, że ma „bogate życie, pełne pracy i doświadczeń, bardzo różnorodne. Sporo błądziłam, ale większość swoich wyborów oceniam pozytywnie [...]. Wiedziałam, którą stronę zająć w czasie komunizmu i stanu wojennego, nie musiałam potem budować sobie martyrologii lub brać ślubu kościelnego, bo religia stała się modna. Mam poglądy liberalne, co pozwala mi znacznie częściej niż konserwatystom unikać obrzydliwych pułapek hipokryzji. Udało mi się stworzyć fajne małżeństwo, choć żadne z nas nie mieszało do tego Pana Boga. [...]”. Widzi, że w życiu publicznym ma jeszcze mnóstwo do zrobienia i ma poczucie, że coraz więcej może w nim zmienić i obiecuje, że będzie to robić. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 23


Zwierzenia podniebienia Romantyczna

wyprawa do przeszłości

M

ówi się, że sytuacja zmusza człowieka do szukania błyskawicznych rozwiązań. I tak też było w tym wypadku. Wyobraźcie sobie Państwo, że z przyczyn administracyjnych (niekończące się załatwianie przeróżnych dokumentów) musiałam odwołać ślub w Polsce. Ci z Państwa, którzy zawarli bądź zamierzają zawrzeć związek małżeński z obywatelem Słowacji, dobrze wiedzą, o czym mówię. ty. Zamówiłam więc przekąskę, zupę, dwa dania główne i deser. Paté z kaczki przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Pomyślałam, iż to zachęcający początek! Zupa z dyni z „bagietkowymi chipsami” i mleczną pianą okazała się ciekawym urozmaiceniem oczekiwanego standardu w ofercie zup. Danie główne, czyli grilowane piersi z kurczaka, przelane sosem z kurek i podawane na składającej się z ziół, wątróbki i warzyw kostce to doświadczenie kulinarne z wyższej półki! Pewna jestem, że i drugie zamówione danie główne – risotto ze szpinakiem i mozarella gnocchi – w pełni usatysfakcjonowałoby każdego, nie tylko wegetarianina. Potrzebowałam chwili przerwy, by zrobić miejsce na

Redakcja informuje, że artykuły zamieszczane w rubryce „Zwierzenia podniebienia” w żaden sposób nie są sponsorowane i że wszelkie wydatki, związane z wizytami w prezentowanych lokalach, autorka pokrywa sama.

http://www.hotelkastiel.sk

W zaistniałej sytuacji zadałam sobie pytanie: co teraz? Albo w ciągu tygodnia znajdę jakiś odpowiedni lokal na wesele, albo trzeba będzie przesunąć ślub na rok następny. Postawiłam na pierwszą możliwość i stwierdziłam, że musi mi się udać! Od znajomych dowiedziałam się, że w Tomášovie koło Bratysławy znajduje się odremontowany dworek. Pojechałam tam bezzwłocznie. Sukces! Okazało się, że mają wolny termin! Przy okazji odkryłam, że Art Hotel Kaštiel, bo tak się formalnie nazywa dworek, ma swoją restaurację. Po chwili siedziałam już za jednym z jej stolików i przeglądałam menu. Będąc smakoszem, postanowiłam spróbować kilka dań z przedstawionej ofer-

deser. Ponieważ nie potrafiłam wybrać między tortem czekoladowym a tradycyjnym domowym „kremešem”, zamówiłam jedno i drugie! I tak ucztowałam dwie godziny. Nim jednak opuściłam Art Hotel Kaštiel, zaprosiłam do swojego stolika szefa kuchni. Przyszedł młody człowiek – Roman Kukumberg. Nasza rozmowa trwała – jak się potem okazało – kilka godzin. Chciałam się dowiedzieć, skąd się wzięło doświadczenie kulinarne Romana, jego pasja i kuchenne rewolucje. Interesowało mnie też, o czym marzy. W jego oczach zobaczyłam radość z tego, że spotkał kogoś, kto je nie tylko po to, by się najeść, ale kogoś, kto szanuje i ceni sztukę w kuchni. Potem uświadomiłam sobie, że za oknami zapadł już zmrok. Cóż, to fantastyczne przeżycie kulinarne sprawiło, że zupełnie straciłam poczucie czasu. Jeśli jeszcze nie nabrali Państwo ochoty, by odwiedzić Art Hotel, to dodam, że ceny są tam bardzo przystępne, w czasie konsumpcji można podziwiać romantyczny park w stylu angielskim, a na pasjonatów win czeka winiarnia, kusząca bogatą ofertą i stylowym wnętrzem. Jestem też przekonana, że każdy z Państwa przeżyje tam magiczne chwile, powróci do przeszłości i potraktowany zostanie jak hrabia czy hrabina. SYLWIA TOMASZEWSKA

24

MONITOR POLONIJNY


O

trzymałem SMS. Aby jednak wyjąć telefon z kieszeni, by go przeczytać, musiałem poprosić siedzącego obok żołnierza armii izraelskiej o usunięcie karabinu z moich kolan.

Klucze znajdziecie w skrzynce elektrycznej zamkniętej na gwóźdź. Czujcie się jak u siebie w domu”. To była

czyli podróż za jeden uśmiech

Nasz Host pokazał nam w Tel Awiwie, jak się bawią młodzi Izraelczycy wiadomość od naszego Hosta, który zgodził się nas przenocować w małym miasteczku pośród izraelskiej pustyni. Couchsurfing to organizacja non-profit działająca na całym świecie, zrzeszająca ludzi, którzy oferują nocleg we własnym domu jednocześnie korzystają z gościny innych członków. Fenomenem tej organizacji jest to, iż dzięki niej znów funkcjonuje tak dawno zapomniane powiedzenie: „Gość w dom, Bóg w dom“. Goszcząc ludzi z całego świata, nie tylko otwieramy przed nimi drzwi naszych mieszkań, ale otwieramy też swoje serca i umysły. Odkrywamy w sobie bezinteresowność i życzliWRZESIEŃ 2011

W drodze do naszego dowódcy czołgu

wość. Przestajemy bać się tzw. obcych. Będąc Gościem mamy wyjątkową okazję, by poznać ludzi, miejsca, kulturę i obyczaje, jednocześnie konfrontując, a ostatecznie łamiąc większość stereotypów, które przez lata są nam wpajane. Ludzie często pytają, czy to bezpieczne? Czy to normalne tak wpuścić kogoś do swojego domu? Prze-

ciętny couchsurfer bez wahania powie, że to bezpieczniejsze niż przejście przez pasy czy nocleg w jakimś hostelu. No i z pewnością ciekawsze. Każdy couchsurfer podlega ocenie i to ona jest pomocna przy wyborze Hosta lub decyzji o przyjęciu gości. Jeśli tylko komentarz na temat Hosta nie jest pozytywny lub wydarzy się coś niepokojącego, to taki Host jest ignorowany, a w skrajnych przypadkach jego konto zostaje zablokowane. Nad wszystkim czuwają ludzie, wchodzący w skład zespołu zarządzającego serwisem. Każdy może zostać couchsurferem, nawet jeśli nie ma warunków, by przyjmować u siebie innych. Może bowiem Gościa zabrać na kawę, doradzić mu, zostać jego przewodnikiem i sprawić, by zobaczył on miejsca oczami mieszkających tam ludzi.

Jak zostać couchsurferem? Proste, wystarczy zalogować się na stronie www.couchsurfing.org. Wracając do początku artykułu – nasz Host był dowódcą czołgu izraelskiej armii, który na 3 dni oddał nam do dyspozycji swoje mieszkanie. Dzięki niemu i innym podobnym ludziom zmieniły się nasze wyobrażenia o Izraelu. Warto dodać, że była to tylko jedna z wielu podroży za jeden uśmiech. Artykuł nie jest reklamą couchsurfingu, a tylko naszą chęcią przybliżenia Państwu innego sposobu poznawania świata. TOMASZ OLSZEWSKI

Kibuc – często zamknięta dla turystów żydowska wspólnota osadnicza w Izraelu, oparta na wspólnej własności

Miasteczko gdzieś na pustyni – mieszkaliśmy w pierwszym budynku po prawej, w mieszkaniu, które na trzy dni zostawił nam do dyspozycji nasz Host 25


T

ak śpiewano w piosence. Ale rzeczywistość przerosła jej słowa, bowiem nasi bokserzy regularnie rozkładają na deskach kolejnych rywali, pnąc się po szczeblach kariery zawodowych ringów. Poziom polskiego boksu, przede wszystkim zawodowego, ciągle rośnie. Mamy kilku pięściarzy (to polski odpowiednik słowa bokser) w czołówce światowej, a kilku dobrze się zapowiada. Obecnie trwa głównie sezon Adamka, ponieważ właśnie Tomasz Adamek, zwany Góralem, nasz najlepszy bokser zawodowy jest i w najbliższych tygodniach będzie na ustach całego bokserskiego świata. To on jest autorem „ciosu za ciosem”, liderem rankingu federacji WBC i WBO oraz numerem trzy w rankingu federacji IBF. Już 10 września br. ponownie znajdzie się w centrum uwagi światowego boksu. Tego dnia odbędzie się jego walka o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej federacji World Boxing Council (WBC) z Witalijem Kliczką, zwanym Doktorem Żelazna Pięść. Starszy z ukraińskich braci bronić będzie tytułu mistrza. Kliczko wygrał 42 walk, 39 z nich przez KO, przegrał 2. W ringu do najmłodszych już nie należy. We wrześniu będzie miał 40 lat. Mówi, że doświadczenie jest jego atutem. Jednak biologia może się upomnieć o swoje prawa. Góral stoczył dotychczas 45 walk zawodowych, z których wygrał 44, z czego 28 przez KO, przegrał tylko jedną. Tomasz Adamek urodził się 1 grudnia 1976 r. w Żywcu. Boksem zainteresował się w czwartej klasie szkoły podstawowej. Mając 12 lat, rozpoczął treningi w sekcji bokserskiej klubu Góral Żywiec. Trenowali go Stefan Gawron i Stanisław Orlicki, wychowawcy m.in. Wiesława Małyszki, olimpijczyka z Barcelony. W 1993 roku Adamek przeszedł do GKS Jastrzębie, później w Concordii

W 2003 roku w drugiej rundzie znokautował Eda Daltona z USA i zdobył mistrzostwo interkontynentalne federacji IBF. W 2004 roku pokonał Rosjanina Gabraiła Gabraiłowa (KO w piątej rundzie) i został mistrzem interkontynentalnym federacji WBO. We wrześniu 2004 r. podpisał kontrakt z promotorem Donem Kingiem. Zaczął trenować w Chicago u boku Andrzeja Gołoty, pod okiem jego trenera Sama Colonny’ego. Dwa miesiące później dostał propozycję walki o wakujący pas mistrzowski federacji WBC, ale on wybrał walkę o mistrzostwo federacji IBF. W lutym 2007 przegrał pojedynek o tytuł mistrza WBC z Chadem Dawsonem. W czerwcu znokautował Luisa Pinedę z Panamy. Został mistrzem świata federacji IBO w kategorii juniorciężkiej. Po sukcesach w wadze półciężkiej i  cruiser Góral zapragnął zawojować wagę ciężką, w której zadebiutował w roku 2009, pokonując m.in. Andrzeja Gołotę. Lista dotychczasowych sukcesów Tomasza Adamka jest długa. Został zawodowym mistrzem świata organizacji IBF i IBO w kategorii juniorciężkiej oraz WBC w kategorii półciężkiej, medalistą mistrzostw Europy amatorów, międzynarodowym mistrzem Polski. Zdobył 2. miejsce w 2005 roku i 4. w 2006 roku w plebiscycie na najlepszego sportowca Polski. Jest pierwszym Polakiem, który zdobył Muhammad Ali Giant Athlete Award, czyli nagrodę im. Muhammada Ali za wybitne osiągnięcia sportowe i postawę poza ringiem. Ma The Ring championship belt (pas mistrzowski „Biblii boksu”) magazynu „The Ring”, który uznaje go za najlepszego dziś polskiego pięściarza i  trzydziestego na świecie. W grudniu 2010 roku magazyn „The Ring” opublikował z nim 12-stronicowy wywiad pt. „Jestem gotowy na Kliczków”. Góral to pierwszy Polak, który stał się bohaterem artykułu głównego, zamieszczonego w tak prestiżowym piśmie o boksie.

Za ciosem cios

26

Knurów szkolił go Zbigniew Kicka, pierwszy polski medalista mistrzostw świata (brąz w 1974 r. w Hawanie w wadze półśredniej). Po pierwszych sukcesach Górala powołano do kadry Polski. Indywidualnie trenował go Janusz Gortat (dwukrotny mistrz olimpijski w wadze półciężkiej). W wieku 19 lat Adamek zdobył pierwszy tytuł mistrza Polski seniorów wagi średniej (1995). Rok później powtórzył ten sukces, a w 1997 został wicemistrzem w wadze półciężkiej. W 1998 roku jako jedyny Polak stanął na podium mistrzostw Europy w Mińsku. Zdobył brąz w wadze półciężkiej. W boksie amatorskim Adamek stoczył 120 walk (108 wygrał!). W 1999 zrezygnował z przygotowań do olimpiady w Sydney (!) i przeszedł na zawodowstwo. Podpisał zawodowy kontrakt z grupą Boxing Europe. Jego pierwszy promotor Panos Eliades prowadził wcześniej m.in. Lennoxa Lewisa. Pierwsze zawodowe walki Góral stoczył w 1992 roku. Pierwszym trudnym przeciwnikiem w 2001 roku okazał się Sycylijczyk z Belgii Rudi Lupo, którego jednak pokonał, dzięki czemu zdobył tytuł interkontynentalny mało znanej organizacji IBC, ale pierwszy raz nie zakończył walki przed czasem. Wcześniej dziesięciu rywali znokautował. W 2002 roku w Kozienicach zdobył tytuł Międzynarodowego Mistrza Polski.

MONITOR POLONIJNY


Prywatnie Adamek założył klub sportowy KS Cios Adamek w Gliwicach. Rywalizację o organizację pojedynku Adamek – Kliczko wygrał Wrocław, nokautując Warszawę. Wcześniej walka miała odbyć się w katowickim „Spodku” 14 grudnia 2010 r. Zapowiadano ją też na 11 marca br. w nowojorskiej Madison Square Garden. Zmieniały się warunki i terminy, długo nie było pewne, czy walczyć będzie Władimir, czy Witalij. Zainteresowanie walką jest tak duże, że gdyby u nas wystąpiły jakieś opóźnienia, od ręki może się ona odbyć w Berlinie. Pomimo cen biletów, wahających się od 80 do 2,5 tysiąca złotych, chętnych nie brak. Mówi się, że niezależnie od wyniku, Góral zarobi na pojedynku z Kliczką nawet ok. 15 milionów złotych! Jeśli wygra ma szansę na większą sumę. Wprawdzie w maju 2010 roku mieliśmy już bokserski pojedynek na szczycie w wykonaniu Alberta Dariusza Sosnowskiego, zwanego Dragonem, który zmierzył się właśnie z Witalijem Kliczką o tytuł mistrza świata WBC wagi ciężkiej (Dragon został znokautowany w dziesiątej rundzie), to jednak nadchodząca walka na długo może pozostać polskim hitem bokserskim. Dla Witalija będzie to już siódma kolejna obrona pasa WBC. W maju br. na konferencji prasowej we Wrocławiu, pokazując mistrzowski pas, powiedział: „Nosili go Muhammad Ali i Mike Tyson. Był w posiadaniu Lennoxa Lewisa, ale teraz jest mój. I nie zamierzam go nikomu oddać. Adamek musi o tym pamiętać, bo czeka go ciężka walka”. Stwierdził też: „To będzie wielkie widowisko. Starcie prawdziwych wojowników”. A co na to nasz Góral? „Mówią o mnie mały, ale zadziorny. Gdy zaczynałem zmagania w wadze ciężkiej, nie dawali mi zbyt wielkich szans. Nie mieli racji. Teraz nie mam wiele do stracenia, dlatego do walki podchodzę ze spokojem. Zamierzam dać z siebie wszystko i zdobyć tytuł (…) Mam świadomość tego, że wszystkim nigdy nie dogodzę (…) Nawet jak pobiję Kliczkę, to powiedzą, że był np. stary albo bez formy. Stuprocentowego poparcia nigdy nie będę miał (…) Tym bardziej w naszym kraju, gdzie krytyka jest w modzie” – mówił. „Mój plan jest taki: najpierw pokonam jednego Kliczkę, potem drugiego. Każdego dnia budzę się z taką myślą, z taką myślą idę też na trening i spać (…) 10 września na wrocławskim stadionie pokażę swoje góralskie pięści” – dodał. Walka Tomasza Adamka z Witalijem Kliczką będzie pierwszą walką o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej w Polsce. Zanosi się na pasjonujący pojedynek. Trzymajmy kciuki za Górala. Ostatnio twierdzi się, jakoby Kliczko chciał przełożyć walkę. Przerwał przygotowania i udał się na Ukrainę, by wesprzeć aresztowaną Julię Tymoszenko. Witalij jest bowiem także młodym ukraińskim politykiem, który kieruje założoną przez siebie w 2010 roku partią i nie ukrywa, że marzy o najwyższej władzy. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

WRZESIEŃ 2011

Chcę mieć firmę na Słowacji!

Ale od czego zacząć...?(

cz. II)

Zdecydowaliśmy się na prowadzenie działalności gospodarczej na Słowacji. Wiemy, w jakiej formie chcemy naszą firmę zarejestrować i co będzie dla nas najkorzystniejsze, mamy szczegółowy biznesplan, kapitał i mnóstwo zapału. Pozostaje przystąpić do realizacji naszych śmiałych planów i złożyć niezbędne dokumenty. Firma na Słowacji może powstać w naprawdę ekspresowym tempie. Założenie spółki zajmuje około trzech tygodni, zaś rejestracja w Rejestrze Handlowym 5 dni roboczych. Pod pojęciem „założenie spółki” kryją się wszelkie formalności, dotyczące sporządzania i przyjmowania koniecznych dokumentów, na przykład umowy spółki lub aktu założycielskiego (jeśli istnieje tylko jeden założyciel). Dokument założycielski spółki z ograniczoną odpowiedzialnością musi zawierać podstawowe dane, takie jak nazwa i adres spółki, przedmiot jej działalności oraz informacje na temat struktury właścicielskiej. Konieczne będzie podanie danych członków rady nadzorczej (nazwiska, adresy i numery PESEL), wysokości kapitału zakładowego spółki (wartość kapitału zakładowego spółki z ograniczoną odpowiedzialnością wynosi co najmniej 5 tysięcy euro, zaś spółki akcyjnej co najmniej 25 tysięcy euro) oraz wkładu każdego ze wspólników (dla spółki z ograniczoną odpowiedzialnością jest to kwota co najmniej 750 euro). Trzeba również poinformować między innymi o wysokości funduszu rezerwowego, jeśli taki został powołany przy zakładaniu spółki, i o planowanym sposobie jego uzupełniania oraz o przewidywanych kosztach związanych z założeniem i prowadzeniem firmy. Po dopełnieniu wszelkich formalności należy (w terminie do 90 dni) złożyć wniosek o zarejestrowanie spółki w Rejestrze Handlowym. Do wniosku musimy dołączyć znaczek skarbowy lub potwierdzenie o zapła-

POLAK POTRAFI

ceniu opłaty sądowej w wysokości 331,50 euro. Jeśli zdecydujemy się na złożenie wniosku drogą elektroniczną, co jest możliwe, opłata ta będzie o połowę niższa. Trzeba jednak pamiętać, że wniosek musi być opatrzony certyfikowanym podpisem elektronicznym wnioskodawcy, w przeciwnym razie nie zostanie rozpatrzony przez sąd. Poza znaczkiem skarbowym wymagane jest przedstawienie aktu dokumentującego prawa własności, prawo do użytkowania nieruchomości lub zgodę właściciela na użytkowanie nieruchomości, w której będzie się znajdować siedziba lub miejsce prowadzenia działalności gospodarczej spółki. Niezbędny jest oczywiście szereg innych dokumentów, między innymi oświadczenie pisemne założyciela, iż nie jest on jedynym wspólnikiem w więcej niż dwóch spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością, jeśli założycielem spółki jest jedna osoba fizyczna, a także dokument, uprawniający do wykonywania przez przedsiębiorcę czynności, która ma być wpisana do Rejestru Handlowego jako przedmiot działalności gospodarczej. Nie jest wymagane pozwolenie na pracę dla osób zagranicznych. Prowadzony jest jednak monitoring zagranicznych pracowników. Pracodawca w ciągu tygodnia musi złożyć w miejscowym urzędzie pracy, spraw socjalnych i rodziny wypełnioną kartę informacyjną o zatrudnionym pracowniku. Pracodawca może zatrudnić pracownika wyłącznie na podstawie umowy pisemnej. Na początku stosunku pracy może obowiązywać trzymiesięczny (najczęściej) okres próbny. Umowa na czas określony nie może trwać dłużej niż dwa lata. Maksymalny czas pracy na Słowacji to 40 godzin tygodniowo. KATARZYNA PIENIĄDZ 27


Kilka słów o „prezydencji” P ierwszego lipca Polska stanęła na czele Rady Unii Europejskiej. Fakt ten został uczczony licznymi imprezami w kraju i za granicą – na Słowacji np. zorganizowano huczne imprezy, w których udział wzięło wielu znanych polskich artystów, a na bratysławskim Rynku Głównym zgromadzona publiczność brawurowo zatańczyła w rytm „Papai”, zaśpiewanej przez Urszulę Dudziak. Przewodnictwo w Unii określa się po polsku mianem „prezydencji”. I właśnie o tej prezydencji będzie mowa. Przy czym nie będę się rozpisywać o programie polskich działań i priorytetów na czas naszego przewodniczenia Unii, ale o samym terminie „prezydencja”. Wyrazu tego próżno szukać we współczesnych słownikach języka polskiego. Należy jednak podkreślić, że nie jest on takim zupełnie nowym leksemem. Odnotowano go m.in. w tzw. słowniku warszawskim (z początku XX wieku) w podwójnym znaczeniu – jako ‘prezydentura’ i ‘przewodniczenie’, czyli zgodnie ze znaczeniem pierwotnym z pochodzenia łacińskiego wyrazu praesidentio. Potem jednak „prezydencję” uznano za przestarzałą, a Andrzej Markowski, polski językoznawca, specjalista od poprawności językowej, w swoim Wielkim słowniku poprawnej polszczyzny z 2004 r. (PWN) uznał ten leksem za zbędny, przyznając palmę pierwszeństwa „przewodnictwu” i „przewodniczeniu”. „Prezydencję” w znaczeniu nas interesującym, czyli jako synonim dwu wymienionych wcześniej leksemów, znajdziemy jednak w wydanym rok wcześniej, czyli w 2003 r., Wielkim słowniku wyrazów obcych (PWN) pod red. Mirosława Bańki, co dowodzi, że mimo wszystko powróciła ona do polszczyzny. I to świadomie, bowiem na długo jeszcze przed objęciem przewodnictwa w Radzie UE przez Polskę,

28

różni polscy eurofani zaczęli kalkować angielskie presidency, zastępując je brzmiącą podobnie prezydencją. Jednak ta nowa „prezydencja” swoich korzeni nie ma w łacinie, ale we wszechobecnym angielskim. Należy z nią walczyć? Po co? Już się stało i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. A komu mimo wszystko ten wyraz się nie podoba, niech go nie używa – przecież zawsze może go zastąpić czy to już „przewodnictwem”, czy też „przewodniczeniem”. Mnie jednak niepokoją unijne wytyczne, nakazujące nam zapis problematycznego wyrazu wielkimi literami w przypadku prezydencji konkretnej, czyli np. Polska Prezydencja, bowiem nazwa wyjściowa, czyli angielska to: Polish Presidency. Co ma jednak piernik do wiatraka, czyli co ma angielska pisownia do polskiej? Owszem, tę „polską prezydencję” można by uznać za specyficzną nazwę własną, różnicując ją od „prezydencji” jako takiej, ale znów nasuwa się pytanie: po co? No chyba tylko po to, by utrudnić Polakom życie. Unijne wytyczne w sprawie norm dotyczących ogórków, które nie mogły być zakręcone, przeżyliśmy i my, i zakręcone ogórki. Nasze przewodniczenie w Radzie zaś trwać będzie jeszcze tylko 4 miesiące, a potem już tak często o prezydencji (tu w użyciu ogólnym, a nie konkretnym) mówić się w Polsce nie będzie i zapewne problem z pisownią zniknie, by być może powróci za kilkanaście lat, gdy Polska powtórnie stanie na czele Rady Europy. Na jego rozwiązanie mamy zatem sporo czasu, a na razie kierujmy się własnym rozumem, przynajmniej w zakresie pisowni. P.S. Rozważaniami na temat „prezydencji” zajął się też dawny mistrz polskiej ortografii Maciej Malinowski na swoich stronach internetowych: www.obcyjezykpolski.interia.pl. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA

Szkolenie

współpracowników

Monitora Polonijnego

Redakcja „Monitora Polonijnego“ zaprasza swoich współpracowników oraz osoby, które chciałyby nimi zostać, na warsztaty dziennikarskie, które odbędą się 24 września (sobota) w godz. od 10.00 do 16.00 w Instytucie Polskim w Bratysławie. Tegoroczne szkolenie będzie kontynuacją ubiegłorocznego. Poprowadzi je mgr Alina Kietrys – publicysta, nauczyciel akademicki z Instytutu Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa Uniwersytetu Gdańskiego. W programie między innymi: jak radzić sobie ze zbieraniem wszelkich informacji (m. in. do komentarza), jak przygotować się do wywiadu – najpopularniejszego gatunku dziennikarskiego. Na zajęcia złożą się wykłady oraz ćwiczenia praktyczne. Zainteresowanych prosimy o zgłaszanie się pod adresem e-mail: mwobla@gmail.com do 20 września (ewentualnie telefonicznie od 17 do 20 września: 0905623064).

Msze święte w języku polskim w Nitrze odbywać się będą zawsze w pierwszą niedzielę miesiąca o godz. 15.00 w katedrze, wyjątek stanowić będzie wrzesień, kiedy to msza odbędzie się 25 września o godz. 15.00. Po przerwie wakacyjnej Klub Polski w Bratysławie organizuje spotkanie pod hasłem

„Polskie karaoke” podczas którego będzie można pośpiewać polskie przeboje oraz potańczyć. Impreza odbędzie się 24 września 2011 r. (sobota) o godz. 19.00 w lokalu „Polepole – caffe & cocktail bar” (ul. Kazanská 58, Bratislava-Podunajské Biskupice). Na miejscu będzie można zakupić napoje. Uczestnicy spotkania mogą przynieść ze sobą własne wypieki (słodkie bądź słone). Więcej informacji pod numerem telefonu: 0903455664

ŻYCZENIA Naszej współpracownicy Sylwii Tomaszewskiej oraz Miroslavowi Kisowi, którzy 11 września wstępują w związek małżeński, składamy życzenia wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia! Redakcja „Monitora Polonijnego“ MONITOR POLONIJNY


Wybory do Sejmu i Senatu RP – 9 października 2011 Prezydent RP zarządził na dzień 9 października 2011 r. wybory do Sejmu i Senatu RP. W tym dniu ponad 30 mln polskich obywateli uprawnionych do głosowania wybierze nowy parlament: 460 posłów oraz 100 senatorów. Zostały już podjęte wszystkie czynności związane z przyszłym głosowaniem oraz ruszyła kampania wyborcza. Wybory zostaną przygotowane i przeprowadzone w oparciu o przepisy nowego Kodeksu Wyborczego, który wszedł w życie 1 sierpnia br. W porównaniu do wyborów poprzednich wprowadza on szereg istotnych zmian. Dla Polaków za granicą wprowadza możliwość głosowania korespondencyjnego, senatorowie będą wybierani w stu okręgach jednomandatowych, a zamieszkałe w Polsce osoby niepełnosprawne i starsze będą mogły głosować przez pełnomocnika. Kolejna zmiana to parytety na listach wyborczych. By lista kandydatów do Sejmu została zarejestrowana, musi się na niej znaleźć nie mniej niż 35 proc. kobiet. W przypadku zgłoszenia li-

sty zawierającej trzech kandydatów, musi być na niej co najmniej jedna kobieta lub mężczyzna. Senatorów wybieraliśmy dotychczas w okręgach wielomandatowych. Po obecnej zmianie będziemy mogli głosować tylko na jedno nazwisko, a wybrany zostanie zwycięzca wyborów w danym okręgu. Głosujący za granicą będą wybierać do Senatu RP spośród kandydatów zgłoszonych w okręgu nr 44 dla dzielnicy Śródmieście m. st. Warszawy. Podobnie jak w poprzednich kampaniach wyborczych komitety będą mogły wykorzystywać płatne spoty wyborcze w radiu i telewizji, a także wykorzystywać billboardy. Ujednolicono godziny głosowania we wszystkich rodzajach wyborów, a to oznacza, że lokale wyborcze będą otwarte w godzinach od 7.00 do 21.00. Ważne znaczenie mają także udogodnienia dla wyborców przebywających za granicą. Mogą oni zagłosować również korespondencyjnie. Osoba chcąca skorzystać z takiej możliwości musi zawiadomić o tym konsula najpóźniej 15 dnia przed dniem wyborów. Będzie mogła to

zrobić pisemnie, telegraficznie, faksem lub w formie elektronicznej. Taka osoba musi jednakże być wpisana do spisu wyborców. W terminie nie później niż 10 dni przed wyborami otrzyma ona od konsula tzw. pakiet wyborczy, który będzie zawierał m.in. zaadresowaną kopertę zwrotną, kartę do głosowania, oświadczenie o osobistym i tajnym oddaniu głosu na karcie do głosowania oraz instrukcję głosowania. Po wypełnieniu pakietu wyborczego osoba głosująca będzie zobligowana przesłać go na własny koszt pod adresem konsulatu. Wszystkie otrzymane nie później niż 3 dni przed wyborami koperty zwrotne zostaną przekazane obwodowej komisji wyborczej i wrzucone do urny wyborczej. Natomiast koperty dostarczone później będą zniszczone bez otwierania. Informacje o wyborach będą przekazywane wyborcom zarówno w lokalu urzędu konsularnego, jak i na stronie internetowej ambasady – konsulat (zakładka „wybory”). GRZEGORZ NOWACKI

W YBÓR Z PROGRAMU INST Y TUTU POLSKIEGO W BRAT YSŁAWIE – WRZESIEŃ ➨ ILUSTRACJE

Olgi Siemaszko 31 sierpnia, godz. 18.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Olga Siemaszko (1911-2000) zdobyła uznanie w kraju i za granicą, była wzorcem dla nowej generacji ilustratorów i grafików. Wystawa jej prac jest imprezą towarzyszącą Biennale Ilustracji i potrwa do 30 września

➨ KINOBUS

- Nie tylko festiwal filmowy 2-4.09, Żylina, Podskalie, Pružina, Lednické Rovne, Lednica Więcej informacji: www.stanica.sk. Główny organizator: Stanica Žilina Záriečie

➨ KONCERTY

GRUPY KROKE 11 września, godz. 19.00, Bratysława, kościół ewangelicki, ul. Panenská 12 września, godz. 19.00, Bańska Bystrzyca, kościół ewangelicki, ul. Lazovná 13 września, godz. 18.00, Liptowski Mikulasz, synagoga, ul. Hollého Grupa Kroke (nazwa Krakowa w języku jidysz) powstała w 1992 roku.

➨ GRAŻYNA

AUGUŚCIK I TRIO ANDRZEJA JAGODZIŃSKIEGO 13 września, godz. 18.00, Liptowski Mikulasz, synagoga, ul. Hollého Polska wokalistka stworzyła własny styl interpretacji, zyskała przychylność publiczności i krytyków

WRZESIEŃ 2011

➨ KROPKA

THEATRE: PENTHE MURDER 16 września, godz. 20.00, Trenczyn, Klub Lúč, Kniežaťa Pribinu 2 Polski monodram Sam na scenie na Festiwalu Jednego Aktora Theatre „Kropka” zaprezentuje spektakl „Penthe Murder”. Więcej informacji: www.samnajavisku.sk.

➨ Divadelná

Nitra: Między nami komfortowo 23 września, godz. 18.30. Nitra, Teatr A. Bagara, Svätoplukovo nám. 4 Tegoroczny festiwal Divadelná Nitra otworzy sztuka Doroty Masłowskiej w wykonaniu warszawskiego nowoczesnego teatru otwartego Teatru TR w reżyserii Grzegorza Jarzyny. Więcej na www.nitrafest.sk.

➨ Europejski

Dzień Języków 26 września, godz. 8.45 – 13.00, Bratysława, Hviezdoslavovo nám. Na placu Hviezdoslava na dzieci, ich nauczycieli i rodziców czekać będą prezentacje zagranicznych instytutów kultury, konkursy i nagrody.

➨ DIVADELNÁ

NITRA: Mała narracja 27 września, godz. 21.30, Nitra, Staré divadlo K. Spišáka, ul. 7. pešieho pluku 1 Spektakl Wojtka Ziemilskiego w wykonaniu Teatru Studio w reżyserii autora. Więcej na: www.nitrafest.sk.

➨ POEZJA

CASSOVIA 27-28 września, Koszyce Spotkania autorskie z polskimi poetami: Piotrem Czerskim i Michałem Piotrowskim. Więcej informacji: www.arspoetica.sk Główny organizator: OZ Ars Poetica

➨ ARS

POETICA 29.09. od 19.00. Bratysława, Klub A4-nultý priestor, Nám. SNP 12 Spotkania autorskie z polskimi twórcami Marcinem Kurkiem i Antonim Pawlakiem. 30.09. od 19.00. Bratysława, Klub A4-nultý priestor, Nám. SNP 12 Spotkania autorskie z poetą Zbigniewem Machejem. Główny organizator: OZ Ars Poetica

➨ KONCERTY

GRUPY „TOWARY ZASTĘPCZE” 27 września, Preszów 28 września, Koszyce 29 września, Bratysława

➨ Projekt

100: DRUGA STRONA MONETY Od września w klubach filmowych 8 września, Bratysława, Lumiere 11 września, Bratysława, Zrkadlový háj, Rovniankova 3 19 września, Pieszczany, Fontanna 21 września, Żylina, Cinemax 24 września, Nitra, Univerzita 27 września, Trnawa, FK Naoko 29 września, Lewice, Junior Prezentacja filmu Rewers (reż. Borys Langosz, 2009, 99 min.)

29


Zimowa emigracja

L

ogiczniej byłoby emigrować wiosną albo latem, kiedy to aura sprzyja ewentualnemu spaniu pod gołym niebem. Nas jednak pchała determinacja i uczucie wypalenia, znane dobrze ludziom, którzy po prostu mają już dość.

Nie wiedzieliśmy, jak dłużej żyć w Polsce, i dlatego zimą 2006 roku, tuż po Bożym Narodzeniu wyjechaliśmy nagle do starego duńskiego miasteczka Roskilde, niedaleko Kopenhagi. W skład naszej rodziny wchodziło dwoje dorosłych osób z wyższym wykształceniem i imponującym doświadczeniem oraz dwoje dzieci. Wszyscy byliśmy pełni wielkich nadziei. Początek był oczywiście niczym wyprawa na Księżyc. Znalazłam małe mieszkanko bez sanitariatów, które wynajął mi pewien zakapturzony młodzieniec. Po paru miesiącach okazało się zresztą, że zostaliśmy oszukani – mieszkanie tak naprawdę zostało podnajęte, a tajemniczy chłopak ma konflikt z prawem. Jednak do tych dwóch pokoi udało mi się sprowadzić rodzinę. Oboje z mężem zaczęliśmy pracować, roznosząc nocą gazety w Kopenhadze. Ciche, nieznane uliczki skute skandynawską zimą i podobne do siebie, jak dwie krople wody. Jednak to chyba dzięki tej pracy zaprzyjaźniłam się z Danią i polubiłam Duńczyków. Zobaczyłam ich jakby od kuchni. By dostarczyć gazetę, musiałam często obchodzić cały dom, ponieważ skrzynka na listy znajdowała się najczęściej od strony ogrodu, przy drzwiach kuchennych. Widziałam rozwieszone prania, porozrzucane zabawki, resztki jedzenia na kuchennym stole, a nawet śpiących domowników. Ten poziom bezpieczeństwa mnie naprawdę zachwycił. Jak w każdym kraju, także w Danii, kluczem do dobrego, społecznego funkcjonowania jest oczywiście język. Szukając możliwości rozwoju zawodowego oraz intensywnej szkoły językowej, trafiłam w efekcie do szkoły kierowców autobusów. W 2007 roku Da30

nia przeżywała ogromny kryzys na rynku pracowników branży transportowej. Brakowało kierowców tak bardzo, że na niektóre linie autobusowe nie wypuszczano autobusów. Wtedy właśnie główny krajowy przewoźnik – firma „Arriva”, utworzyła szkołę dla kierowców, połączoną z bardzo intensywnym kursem językowym. Oferta skierowana była do emigrantów. Pokrywano koszty nauki i prawa jazdy, a na dodatek gwarantowano później pracę. Dla mnie ta propozycja była po prostu wspaniała, więc zapisałam się do pierwszej klasy, jaka w ogóle powstała. Byliśmy na swój sposób pionierami i z kilkorgiem osób z tej grupy do tej pory łączy mnie przyjaźń. Jak chociażby z ukraińską dziennikarką Veroczką. Jednak samo prowadzenie autobusu było dla mnie wielkim wyzwaniem i zmierzeniem się z samą sobą. Byłam wówczas kierowcą o krótkim stażu, a przesiadka na 13,5- metrowy autobus była dla mnie szokiem. Jednak była to także niesamowita przygoda i chyba dlatego przetrwałam. W marcu 2008, zaledwie rok i trzy miesiące po przyjeździe, zdałam w Kopenhadze egzamin na prawo jazdy kategorii D i zostałam kierowcą. Rok później ukończyłam też szkołę językową i zdałam egzamin państwowy. Trafiłam do Koge, miasteczka położo-

nego ok. 50 km od Kopenhagi. Tam, na spokojnej prowincji uczyłam się zawodu w praktyce. Pierwszy miesiąc jeździłam tylko z innymi kierowcami, którzy uczyli mnie tras albo parkowania w garażu. W drzazgi poszły cztery lusterka i tylne drzwi dwóch autobusów, ale po pół roku byłam już całkiem dobrym kierowcą i jeździłam na czternastu trasach w południowo-zachodniej Zelandii. Obsługiwałam także trasy szkolne, dowożąc dzieciaki do szkół, położonych poza miastem, co w Dani stało się wręcz trendem. Tymczasem mój mąż zaczął pracować jako listonosz i rozwozić listy na rowerze. Początkowo bardzo się z tego cieszył. Był to, jakby nie patrzeć, jego kolejny awans społeczny. Jednak szybko się okazało, że praca ta jest bardzo ciężka, ponieważ z dnia na dzień przesyłek było coraz więcej. Ciekawostką był fakt, że na lokalnej poczcie w Greve, jako listonosze zatrudnieni byli także Niemcy, którzy do Danii przyjechali również w poszukiwaniu pracy. Po pół roku Karol zmienił pracę i został kurierem, ale tym razem wyposażono go w samochód. Obecnie szkoli w firmie również nowych kierowców. A ja rok temu rozpoczęłam nową szkołę – studiuję programowanie komputerowe. Dwa lata temu kupiliśmy sobie domek nad morzem i wreszcie mamy tutaj swoje własne miejsce. Emigracja była trudnym wyzwaniem nie tylko dla nas, ale również i dla naszych dzieci, zwłaszcza starszego syna Mikołaja. Kiedy przyjechaliśmy, miał pięć lat i był przedszkolakiem. Chciał się bawić z dziećmi, ale z powodu nieznajomości duńskiego, nie wiedział, jak z nimi rozmawiać. Czuł się więc osamotniony i tęsknił do kolegów z Polski. Nie poddał się jednak i w końcu rozegrał swój własny mecz z Danią. Chociaż było mu ciężko, dzisiaj jest najlepszym uczniem w klasie, także z duńskiego. Świetnie mówi, czyta i pisze w dwóch językach, a nauczyciele proszą go nawet czasem, by pomógł innym polskim dzieciom, które trafiają do szkoły. Był jednak moment, kiedy duński urząd gminy skierował Mikołaja do klasy specjalnej, gdzie spotkał go okropny MONITOR POLONIJNY


mobbing ze strony innych dzieci. Zareagowałam wówczas bardzo energicznie, zabierając natychmiast Mikołaja z tej szkoły. Od dwóch lat jest on uczniem szkoły katolickiej, która mieści się w Kopenhadze i wychowała już kilka pokoleń polskich emigrantów. Tam też uczy dwójka wspaniałych polskich nauczycieli, którzy dbają o wiedzę nie tylko z zakresu języka polskiego, ale też historii i geografii. Mój młodszy synek miał start w Danii o wiele prostszy. Kiedy przyjechał, miał zaledwie siedem miesięcy. Poszedł do duńskiego żłobka, a później do duńskiego przedszkola. Język duński jest dla niego pierwszym językiem. Po polsku także mówi, ale gorzej. Bardzo się jednak stara. Kiedy jesteśmy na wakacjach w Polsce, poucza nas, że tutaj nie należy mówić po duńsku. Z kolei w swoim duńskim przedszkolu, zdaje mi relacje wyłącznie po duńsku. Wystarczy jednak, byśmy zamknęli drzwi przedszkola, a zaczyna kontynuować historię po polsku. Dzisiaj mogę powiedzieć, że pięć lat temu, kiedy decydowałam się na emigrację, nie wiedziałam, co mnie czeka. I nie wiem, czy tak łatwo zdecydowałabym się na taki krok, gdybym taką wiedzę miała. Swoją podróż przez Danię i w głąb samej siebie opisałam w książce, którą zatytułowałam „Duńska odyseja”. Książka ta ukazała się w maju w formie e-booka w Polsce i jest moim literackim debiutem. Zdobyła sporo dobrych recenzji i dotarła do najdalszych zakątków świata – wszędzie tam, gdzie mieszkają Polacy. Pozdrawiam Państwa serdecznie z trochę deszczowej Kopenhagi i zapraszam na stronę mojej książki: http://www.dunska-odyseja.pl/index.php oraz na stronę mojego wydawnictwa http://www.wydawnictwoalbatros.pl/dunska-odyseja/ . MARLENA GAŁCZYŃSKA KOPENHAGA WRZESIEŃ 2011

Hola! dzisiejszym numerze poznamy dzieci W z Hiszpanii. Czy znacie to słoneczne państwo? Hiszpania leży na południu Europy, na półwyspie Iberyjskim. Walutą Hiszpanów jest euro. Ciekawe jest to, że w Hiszpanii używa się nie tylko języka kastylijskiego (to ten, który nazywamy hiszpańskim), ale również katalońskiego i baskijskiego. Dzieci hiszpańskie lubią słodycze, tak jak Wy! Jednym z ich przysmaków jest churros con chocolota, czyli podłużne, pączki maczana w czekoladzie. Pycha! Przed takim deserem trzeba jednak zjeść obiad! W Hiszpanii bardzo popularna jest paella. Jest to danie z ryżu, warzyw oraz mięsa kurczaka lub owoców morza. Głodni?

Dzieciaki w Hiszpanii lubią spędzać czas na dworze, gdzie grają między innymi w kapsle i klasy. Na pewno znacie te gry!

Lubicie piłkę nożną? Na pewno więc znacie takie drużyny jak Real Madryt i FC Barcelona. Piłka nożna jest ulubionym sportem Hiszpanów, a hiszpańska liga Primera Division, jest uważana za jedną z najlepszych na świecie

Dziewczynkom z pewnością przypadną do gustu tancerki flamenco, w pięknych strojach, z wachlarzami i kastanietami. Kastaniety to mały instrument w kształcie muszelek, którego używa się w tym tańcu.

Powiedz to po hiszpańsku: Hola (czyt. ola) – Cześć! Amigo, amiga – kolega, koleżanka Me llamo... (czyt. me jamo) – Nazywam się... Me gusta vaccaciones (czyt. bakacjones) – Lubię wakacje :)

OLA TULEJKO 31


Jestem przekonana, że każda, nawet niedoświadczona kucharka ma swoje sprawdzone przepisy na szybkie sałatki. Gdy lato się kończy, świeżych warzyw i owoców jest pod dostatkiem i ten moment

Składniki:

Sposób przyrządzania:

• 3 garście

Wszystkie składniki wymieszać, doprawić solą i pieprzem, dodać majonez i wstawić na godzinę do lodówki. Podawać po upływie tego czasu.

pokrojonych orzechów włoskich • 2 puszki słodkiej kukurydzy • 2 puszki pokrojonego na cząstki ananasa • majonez

najlepiej wykorzystać na przyrządzenie smacznych i niezbyt pracochłonnych przekąsek. Przepis na błyskawiczną sałatkę orzechową przysłał do „Piekarnika” Adam z Bratysławy.

Moja serdeczna koleżanka Ania z podwarszawskiego Komorowa wyszukała w zakamarkach swoich kuchennych szuflad przepis na rewelacyjną sałatkę jesienną. Przygotowujemy ją często i ciągle nie mamy dość.

Sposób przyrządzania:

Składniki: • 2 łodygi selera

• 10 łodyżek szczypioru

• 200 g sera

naciowego • 2 duże gruszki • 2 łyżki soku z cytryny • 8 małych cykorii

lub chudej dymki • garść płatków migdałowych lub orzechów włoskich

roquefort lub brie • oliwa z oliwek • sól, pieprz

Seler i szczypiorek drobno siekamy, gruszki kroimy na cząstki (pozbawiając je oczywiście gniazd nasiennych) i skrapiamy sokiem z cytryny, żeby nie ściemniały. Cykorię rozrywamy na pojedyncze liście, ser rozdrabniamy lub kroimy w kostkę. Dodajemy pozostałe składniki i delikatnie mieszamy. Finezja tej sałatki polega na artystycznym podaniu. Można całość wymieszać i rozłożyć w liściach cykorii jak w łódkach, można też gruszki obrać ze skórki i wykroić miąższ małą łyżką do lodów. Można też trochę pokombinować i… nagle za sprawą czarodziejskiej sałatki Ani znaleźć się gdzieś na zasnutej jesienną mgiełką francuskiej prowincji. Tylko wrześniowe orzechy, gruszki, cykoria… – niby nic, a magia sałatki działa! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2011/09  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you