Page 1


Szanowni Państwo!

wizyjnych, adresowanych do polskiej mniejszości, oraz na stronie internetowej www.polonia.sk. Problem deklarowania polskiej narodowości w czasie spisu powszechnego jest też obecny na spotkaniach naszych członków – w tym przypadku liczymy na moc sprawczą tzw. poczty pantoflowej. Zamierzamy go również nagłośnić w mediach słowackich. Spis ludności jest bardzo ważnym momentem dla polskich organizacji działających na Słowacji. We współczesnym skomercjalizowanym świecie niezbędnym elementem, warunkującym wszelkiego rodzaju działania, są środki finansowe. Działalność organizacji polonijnych jest w głównej mierze wspierana przez państwo słowackie, a wielkość dotacji jest uzależniona właśnie od statystycznej liczby obywateli, deklarujących

W

VZ O

krótce na Słowacji odbędzie się spis ludności. Jedyna okazja, by po 10 latach, które upłynęły od ostatniego spisu, dowiedzieć się, ilu naszych rodaków zamieszkuje w tym kraju. Liczba ta zależeć będzie od nas samych. Klub Polski, jako organizacja działająca na rzecz podtrzymywania kultury i tradycji wśród polskiej mniejszości narodowej na Słowacji, czuje się zobowiązany do podjęcia działań zmierzających do zachęcenia osób narodowości polskiej oraz tych, którzy się do niej poczuwają, by właśnie tę narodowość zaznaczali w arkuszach spisowych. Działania takie prowadzimy za pośrednictwem mediów, czyli na łamach „Monitora Polonijnego“, w programach radiowych i tele-

17. Spôsob dopravy do zamestnania, do šk školy inak ako denne denne a) Periodicita dochádzky b) Prevažujúci spôsob dopravy

osobné auto

nedochádza

vlak

18. Poèet živonarodených detí tí (iba ž ženy)

swoje polskie pochodzenie. Nie wstydźmy się zatem zaznaczenia w arkuszach spisowych swojego polskiego pochodzenia, zachęćmy do tego swoje dzieci, a może i wnuki. Taki gest pozwoli nam poszerzyć ofertę działań na rzecz pielęgnowania cząstki polskości na ziemi słowackiej i poprawić ich jakość. I nie chodzi tylko o imprezy kulturalne, ale również o możliwość wydawania naszego czasopisma, które w dużej mierze jest finansowane ze środków pochodzących od państwa słowackiego. Stwórzmy sobie i następnym pokoleniom Polonii większy komfort podtrzymywania i przeżywania polskiej tradycji i kultury, które poprzez swoją niepowtarzalność z pewnością na to zasługują. CZESŁAW SOBEK prezes Klubu Polskiego – Stowarzyszenia Polaków i Ich Przyjaciół na Słowacji

c) Trvanie cesty (minúty)

autobus (nie MH MHD)

MHD

pešo

iný

19. Rok ok uzavretia súè súèasného manželstva

(bezdetné ženy zapíšu nulu)

(rozvedeníí a ovdovení d rok uzavretia posledného manželstva)

20. Národnos slovenská

maïarská rská

chorvátska židovská

rómska

srbská bská

moravská

rusínska

ukrajinská

èeská

nemecká

po¾ská

èeský

nemecký

po¾ský

ruská

bulharská

iná

21. Materinský rin jazyk slovenský ský

maïarský

chorvátsky

rómsky

rusínsky

bulharský b

jidiš

22. Najèastejšie používaný vaný jazyk

ukrajinský iný

a) n na verejnosti

materinský

iný

b) v domácnosti

materinský

iný

23. Náboženské vyznanie Rímskokatolícka cirkev

Pravoslávna cirkev Apoštolská cirkev

Evanjelická cirkev augsburského vyznania Náboženská spoloènos Jehovovi svedkovia Bratská jednota baptistov

Ústredný zväz židovských náboženských obcí Novoapoštolská cirkev

Gréckokatolícka cirkev

Cirkev adventistov siedmeho dòa Starokatolícka cirkev

Bahájske spoloèenstvo

Reformovaná kresanská cirkev

Evanjelická cirkev metodistická

Kresanské zbory Cirkev bratská

Cirkev èeskoslovenská husitská bez vyznania

Cirkev Ježiša Krista Svätých neskorších dní

iné

24. Poèítaèová znalos a) práca s textom áno b) práca s tabu¾kami

c) práca s elektronickou poštou (e-mail)

nie áno

nie

d) práca s internetom

nie

áno áno

nie

MONITOR POLONIJNY


Ile spraw człowiek odkłada na później, bo przecież są ważniejsze obowiązki, bo przypomniało się coś jeszcze, co trzeba zrobić natychmiast. Każdy z nas to zna. A potem przychodzi zaskoczenie, że czas tak szybko leci. I może to drugie, bardziej dotkliwe: „Ja zapomniałam?”. Tak pewnie było w przypadku niektórych naszych czytelników, którym udało się zapomnieć o konieczności uiszczenia opłaty za prenumeratę naszego pisma i którzy w poprzednim numerze „Monitora“ znaleźli list od wydawcy, przypominający o tym obowiązku. Zaraz też przyszło wiele maili i rozdzwoniły się telefony, informujące o dokonanych przez Państwa wpłatach. Niektórzy z naszych czytelników byli zaskoczeni, że przypomnienia dotyczą właśnie ich. W liście wydawca wyjaśniał jednak, że przyczyny braku informacji o dokonanej przez Państwa wpłacie mogą być różne. Zdarza się bowiem, że ktoś dokonuje wpłaty w banku, ale nie podaje swojego nazwiska, a nam trudno się domyślić, że chodzi właśnie o niego. Ktoś inny płaci po raz pierwszy, ale nie podaje nam swojego adresu, wobec czego nie otrzyma pisma, bowiem nie wiemy, dokąd mu je posłać. Z kolei dane niektórych osób, które dokonały wpłaty na poczcie, docierają do nas z niemalże miesięcznym opóźnieniem. Ale były też i takie sytuacje, że niektórzy z Państwa otrzymali przypomnienia, choć ich otrzymać nie mieli, a do innych taki list nie dotarł, choć powinien. Zachodziliśmy w głowę, jak to się mogło stać. No i znaleźliśmy wyjaśnienie. Otóż takiego trochę primaaprilisowego figla spłatała nam drukarnia, umieszczając przypomnienia w środku pisma, tak, że nie były one widoczne przez przezroczystą folię, w związku z czym nie mogliśmy skontrolować, w której przesyłce przypomnienie było, a w której nie. Całe to zamieszanie, za które Państwa bardzo przepraszam, miało też – o dziwo – pozytywny wydźwięk, bowiem dzięki niemu mogłam niektórych z Państwa poznać, porozmawiać z nimi, dowiedzieć się, które artykuły ich interesują. I za te miłe rozmowy, ciepłe słowa, pochwały i podpowiedzi w imieniu całego zespołu redakcyjnego dziękuję. Była to też okazja, by po raz kolejny przekonać się, że Polak Polaka zawsze zrozumie. A ponieważ w maju będzie kolejna okazja do zadeklarowania swoich więzi z Polską, bowiem zbliża się spis powszechny, to zachęcam do zapoznania się z zamieszczonymi w tymże numerze artykułami, poświęconymi temu zagadnieniu i jego ważności dla nas, polskiej mniejszości na Słowacji (str. 8). Zanim jednak trafią do nas rachmistrzowie, cieszyć się będziemy z tego, że 1 maja Nasz Papież – Jan Paweł II został kolejnym błogosławionym Polakiem. Z tej okazji mogą Państwo na naszych łamach przeczytać wspomnienia o nim (str. 6). A poza tym w numerze nie zabraknie innych ciekawych artykułów, do przeczytania których serdecznie zachęcam, życząc miłej lektury.

Na majówkę, na majówkę… 4 Z KRAJU 4 Beatyfikacja Jana Pawła II 6 Patriotyzm naszego papieża 7 NARODOWY SPIS POWSZECHNY LUDNOŚCI I MIESZKAŃ 2011 - SŁOWACJA Z liczniejszymi bardziej się liczą! 8 Ankieta 8 Spis powszechny – czego się dowiemy? 10 Nurtujące pytania przed spisem powszechnym 10 WYWIAD MIESIĄCA Anna Dymna: „Czuję się wybrańcem losu“ 12 „Morza szum, ptaków śpiew…“ 15 Z NASZEGO PODWÓRKA 16 WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI W końcu doszliśmy do Ľudovíta Štúra 18 KINO-OKO Rękopis powtórnie odnaleziony 19 ZWIERZENIA PODNIEBIENIA Polish woman in... Peru 20 MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Magda Tul 21 CZUŁYM UCHEM Bardzo dobrze, trójka z plusem 21 POLAK POTRAFI Wszystkie kolory sukcesu 22 TO WARTO WIEDZIEĆ Od entuzjastek do parytetek 23 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Warszawa Sylwii Chutnik 24 SPORT!? Zmiana warty? 26 Hokejowa Słowacja, piłkarska Polska i Ukraina 27 OGŁOSZENIA 28 ROZSIANI PO ŚWIECIE Londyn – świat w pigułce 30 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Przygody wikinga Torvalda – wyścig 31 PIEKARNIK Słodko-kwaśne leniuchowanie… 32 Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na rok 2011 wynoszą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100). Dokonując wpłaty prosimy o napisanie w formularzu bankowym imienia i nazwiska. Nowych prenumeratorów prosimy o zgłoszenie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt do redakcji: monitorpolonijny@gmail.com lub nr tel. 0907 139 041.

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c o v á , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , K a t a r z y n a P i e n i ą d z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p o l o n i j n y @ g m a i l . c o m P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky

www.polonia.sk MAJ 2011

3


Na majówkę, na majówkę… …razem z mamą, razem z tatą na wędrówkę. Tam, gdzie łąka, tam gdzie las, gdzie nie było jeszcze nas – tak przed laty przekonywał nas harcerski zespół „Gawęda”. Polska majówka, dziś okadzona dymem z rozpoczynającego się sezonu grillowego, to fenomen sam w sobie. Skąd się wzięła? Dawno, dawno temu, gdzieś w czasach pogańskich, wierzono w sympatyczną boginię Maję, znaną również z mitologii greckiej. Maja symbolizowała młodość, radość i zabawę, a cześć oddawano jej właśnie pierwszego maja. Jak to zwykle z wierzeniami bywa, z czasem kult bogini Mai zmienił się w swoiste celebrowanie wszystkich majo-

wych wolnych dni – młodzi wieczorami spotykali się na wspólnej zabawie, a dziewczęta wyśpiewywały konopielki, czyli pieśni o zamążpójściu. Później dziewczęce śpiewy przeniosły się pod krzyże i maryjne kapliczki, co zapewne dało początek malowniczej tradycji, żywej jeszcze dziś głównie na wsiach – kobiety w różnym wieku schodzą się pod wieczór

W NIEDZIELĘ 10 kwietnia Polska obchodziła I rocznicę katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, w której śmierć ponieśli prezydenta Lech Kaczyński z małżonką i 94 innymi osobami.

PREZYDENCI POLSKI I ROSJI uczestniczyli 11 kwietnia w uroczystościach poświęconych 71. rocznicy zbrodni katyńskiej, które odbyły się pod krzyżem prawosławnym w rosyjskiej części Kompleksu Memorialnego Katyń oraz na polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu. Przywódcy obu państw złożyli wieńce pod pomnikiem ofiar w lesie katyńskim. Potem odbyła się uroczysta msza święta. Wcześniej jednak grupa 220 krewnych ofiar zbrodni katyńskiej uczciła pamięć ofiar katastrofy smoleńskiej na lotnisku w Smoleńsku.

PODCZAS UROCZYSTOŚCI z okazji rocznicy katastrofy smoleńskiej nie obyło się bez skandalu. Dzień wcześniej, nie informując strony polskiej, Rosjanie wymienili upamiętniającą ofiary tejże katastrofy tablicę, zamieszczoną na pamiątkowym kamieniu ustawionym w miejscu tragedii. Na nowej, dwujęzycznej tablicy zabrakło słów o zbrodni katyńskiej.

WALKA NA HASŁA i utarczki słowne – taki był finał spotkania się w Krakowie dwóch demonstracji – zwolenników i przeciwników pochówku pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich na Wawelu w pierwszą rocznicę pogrzebu. Przeciwnicy demonstrowali pod hasłami: „Wawel bez polityków“ i „Wawel królów, nie prezesów“, zaś zwolennicy w Marszu

4

„na majowe” przy kapliczkach Matki Boskiej i, śpiewając litanię, modlą się o spełnienie próśb. Gdzieniegdzie w polskich górach przetrwał zwyczaj tzw. mojki – zakochany chłopiec 1 maja mógł postawić przed domem wybranej dziewczyny przystrojone pięknie iglaste drzewko, tym samym publicznie wyrażając swoje uczucia. Co prawda mojka miała również swoje drugie oblicze – gdy rodzice dziewczyny odrzucali chłopięce zaloty lub szydzili z zakochanego, zamiast umajonego drzewka rozczarowany kawaler mógł postawić na dachu ich domu słomianego dziada, który stawał się obiektem drwin i śmiechu. Kiedy dziś szykujemy prowiant na krótki wypad do lasu, nawet przez myśl nam nie przejdzie, że

Pamięci nieśli transparenty, białoczerwone flagi i tabliczki z nazwiskami ofiar katastrofy smoleńskiej. Na ich czele szła Marta Kaczyńska z mężem i córkami oraz najbliżsi współpracownicy zmarłego tragicznie prezydenta RP. Późnym wieczorem Marta Kaczyńska z rodziną i w towarzystwie byłych ministrów z Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy i Jacka Sasina odwiedziła grób swoich rodziców, przy którym zmówiono modlitwę. Wizyta miała ściśle prywatny charakter. DRUGIEGO KWIETNIA minęło sześć lat od śmierci papieża Jana Pawła II. O godz. 21.37, tak jak 6 lat temu, na placu św. Piotra pod papieskim oknem zebrała się grupa wiernych, przede wszystkim Polaków, która odmówiła różaniec. Wcześniej przedstawiciele polskiego duchowieństwa z Rzymu i Watykanu oraz Polacy z kraju i Wiecznego Miasta uczestniczyli w rocznicowej mszy, którą w kościele Santo Spirito w pobli-

żu placu św. Piotra odprawił przewodniczący Papieskiej Rady Świeckich kardynał Stanisław Ryłko. BEATYFIKACJA JANA PAWŁA II odbędzie się 1 maja w Rzymie. Jedyną Polką, która wystąpi podczas uroczystości beatyfikacyjnych będzie czternastoletnia gimnazjalistka z Bydgoszczy. Daria Barszczyk zaśpiewa po polsku fragment koronki, poprzedzającej mszę św. na placu św. Piotra – informowała Wirtualna Polska 18 kwietnia. PAPIESKIE BUTY, sweter czy sutannę można było obejrzeć w mobilnym Muzeum Jana Pawła II, które 3 kwietnia zawitało do Warszawy. Stolica była pierwszym miastem na trasie mobilnego muzeum, które wyruszyło z Krakowa. Z Warszawy muzeum pojechało do Gniezna. W środku na 64 m2 oprócz eksponatów, udostępnionych m.in. przez kardynała Stanisława Dziwisza, są także MONITOR POLONIJNY


onegdaj noc na przełomie kwietnia i maja łączono ze zlotami czarownic. Słynna noc Walpurgii to czas, gdy czarownice dogadywały się z diabłami, co mają czynić w nadchodzącym sezonie, a następnie rozpoczynały szaloną zabawę. Ludzie bronili się przed czarami, rozpalając wielkie ognie, które płonęły do wschodu słońca – współcześnie amatorzy wieczornego grillowania pewnie zupełnie nieświadomie w okolicy tej daty rozpoczynają swój sezon, a czarownica może im co najwyżej podkraść kiełbaskę. Tak się niestety składa, że starodawne wierzenia nie zawsze nas interesują – w wolnym czasie chcemy wypocząć i beztrosko się bawić. Warto dodać, że zwyczaj wyjazdów na majówkę ma ponadstuletnią tradycję. Dawniej dotyczył on przede wszystkim szkół, kiedy to nauczyciele wraz z uczniami wyruszali do lasu lub na wieś,

trzy multimedialne ściany, na których prezentowane są filmy z papieskich pielgrzymek. Organizatorem muzeum jest Centrum Myśli Jana Pawła II. U GENERAŁA Wojciecha Jaruzelskiego zdiagnozowano chłoniaka – poinformował 25 marca rzecznik prasowy Wojskowego Instytutu Medycznego płk Piotr Dąbrowiecki. Lekarze określili stan generała jako „średnio dobry“. PRZY OKAZJI spisu powszechnego powrócił temat narodowości śląskiej. Jarosław Kaczyński w raporcie PiS stwierdził, że „śląskość jest pewnym sposobem odcięcia się od polskości i przypuszczalnie przyjęciem po prostu zakamuflowanej opcji niemieckiej“. W odpowiedzi 17 kwietnia w Katowicach ok. 300 osób sformowało serce w śląskich barwach. Akcję przygotowało katowickie koło Ruchu Autonomii Śląska. Lider RAŚ zaznaczył, że każda społeczność funkcjonująca MAJ 2011

by w jakimś malowniczym miejscu rozłożyć kosze z jedzeniem, bawić się i śpiewać aż do wieczora. Ten zwyczaj przyjął się bardzo szybko i wkrótce całe rodziny umawiały się już na majowe pikniki gdzieś „na Bielanach” czy „na Błoniach”. A dociekliwi mogą rozpoznać majowe zwyczaje chociażby w popularnej kiedyś „grze w zielone”. Ta znana już w XVII wieku zabawa była źródłem radości niejednej zakochanej pary, która umawiała się, że przez pewien czas będzie nosić przy sobie coś zielonego, w przeciwnym wypadku groziła kara – na przykład spłatanie psikusa. Czy zauroczone chłopakiem dziewczęta wróżą sobie jeszcze z listków akacji? Ta słodko naiwna zabawa również ma swoje korzenie w majówkowych radościach i swawolach. Jak widać, od stuleci żywa majowa przyroda skłania człowieka do

w demokratycznym społeczeństwie ma prawo upominać się o swoje interesy i tak się właśnie dzieje ze Ślązakami. Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań odbywa się od 1 kwietnia do 30 czerwca 2011. DELEGACJA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO ds. współpracy z Białorusią w wydanym komunikacie potępiła 7 kwietnia władze w Mińsku za aresztowanie i uniemożliwienie Andrzejowi Poczobutowi udziału w wideokonferencji z przedstawicielami delegacji PE, której tematem miały być represje wobec niezależnych dziennikarzy, w tym korespondentów prasy zagranicznej na Białorusi. Poczobut, będący korespondentem „Gazety Wyborczej“, został zatrzymany tuż przed wyjazdem do biura Komisji Europejskiej w Mińsku. Zarzuca się mu publiczne znieważanie w mediach polskich i białoruskich prezydenta Aleksandra Łukaszenki.

zbliżenia się z naturą, fascynacja rozkwitającym życiem, młodością jest źródłem wewnętrznej, głębokiej radości. Chciałoby się wszystkie te kwitnące drzewa i krzewy zaprosić do dusznego domu, a jeśli się nie da – to koniecznie trzeba się wybrać na majówkę, na majówkę… AGATA BEDNARCZYK

AKTORKA GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA została zwolniona dyscyplinarnie z Teatru Narodowego. Informację potwierdził 13 kwietnia dyrektor artystyczny teatru Jan Englert. Aktorka zapowiedziała skierowanie sprawy do sądu. Przyczyną decyzji Englerta była nieuzasadniona nieobecność aktorki w teatrze 9 kwietnia, z powodu której odwołano przedstawienie. Szapołowska w tym czasie uczestniczyła w emitowanym na żywo muzycznym show telewizyjnej Dwójki „Bitwa na głosy“. OTWARCIE PODZIEMI Rynku Głównego w Krakowie zwyciężyło 6 kwietnia w plebiscycie na Wydarzenia Historycznego Roku 2010, zorganizowanym po raz trzeci przez Muzeum Historii Polski wspólnie z portalem Historia.org.pl. Do udziału w plebiscycie zgłoszono 30 wydarzeń. Drugie miejsce zajęła VI Rekonstrukcja Bitwy Warszawskiej 1920 roku, a trzecie

Animowana Historia Polski Platige Image na Expo 2010. Celem plebiscytu było uhonorowanie organizatorów, twórców i inicjatorów najciekawszych przedsięwzięć historycznych minionego roku. DNIA 16 KWIETNIA 2011 r. w wieku 68 lat zmarł w Opolu gitarzysta basowy Henryk Zomerski – współzałożyciel zespołów „Niebiesko-Czarni“, „Pięciolinie“, „Czerwone Gitary“. Z tą ostatnią grupą zagrał swój ostatni koncert 7 listopada 2010 roku w Sopocie. Zomerski jako pierwszy muzyk w Polsce zaprezentował gitarę basową na konkursie młodych talentów; był wtedy członkiem formacji „NiebieskoCzarni“. Skomponował m.in. takie piosenki, jak: „Czy krasnoludki są na świecie“, „Hipopotam“, „Mężczyzna nigdy nie płacze“, „Trochę dobrze, trochę źle“, „Pieskie życie“. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


Beatyfikacja Jana Pawła II

Z

okazji beatyfikacji Jana Pawła II przygotowaliśmy dwa artykuły poświęcone temu tematowi. Jeden z nich to relacja z przygotowań do tego ważnego wydarzenia, którą opracował nasz korespondent Dariusz Wieczorek, drugi to wspomnienie Wandy Półtawskiej z Krakowa, która wraz z mężem Andrzejem i córkami należała do bliskiego grona przyjaciół najpierw księdza, potem kardynała, a w końcu Ojca Świętego.

D

rugiego kwietnia obchodziliśmy szóstą już rocznicę śmierci papieża Jana Pawła II. W całym kraju odbywały się uroczystości; msze święte, czuwania modlitewne, wystawy, koncerty. Najwięcej o 21.47, godzinie śmierci papieża Polaka. Na rynku w Wadowicach, gdzie urodził się Karol Wojtyła, ponad trzy tysiące uczniów miejscowych szkół modliło się podczas polowej mszy św. Wieczorem na beskidzkich szczytach zapłonęły góralskie watry pamięci. Na stołecznym placu Piłsudskiego odbyło się czuwanie modlitewne mieszkańców stolicy. Warszawiacy usłyszeli odczytane przez aktorów nauki papieża, a także zapis fragmentów homilii, które Jan Paweł II wygłosił w trakcie pielgrzymek do Polski. O godz. 21.37 na moment zatrzymano zegary, a na placu zabrzmiał utwór „Cisza“, zagrany przez żołnierzy na trąbkach. W tym roku obchody rocznicy śmierci przebiegły pod znakiem oczekiwania na wyznaczoną na pierwszy dzień maja beatyfikację Jana Pawła II. „Dla Kościoła i ludzi wierzących beatyfikacja to wielkie przeżycie religijne“ – podkreślił metropolita krakowski kardynał Stanisław Dziwisz. Dodał też, że należy się dogłębnie zastanowić nad wyzwaniami stawianymi przez beatyfikację, która otwiera nowe zadania, m.in. głębsze poznanie dziedzictwa i samej osoby Karola Wojtyły. „Jan Paweł II nas łączył za

życia“ – przypomniał kardynał Dziwisz. „Kraj jest podzielony. Potrzebujemy kogoś, kto by nas łączył. Ufamy, że błogosławiony na nowo przez swoje nauczanie, przez swoją osobowość, przez swoją modlitwę u Boga, jeszcze raz przyczyni się do jedności w naszym narodzie“ – powiedział metropolita krakowski. Data wyniesienia na ołtarze Jana Pawła II zbiega się ze świętem Bożego Miłosierdzia, na które co roku przyjeżdża do Krakowa-Łagiewnik 100-150 tys. wiernych, w tym liczni pielgrzymi ze Słowacji. Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie stanie się w dniu beatyfikacji Jana Pawła II „polskim Rzymem“ – zapowiedział jego rektor biskup Jan Zając. Uroczystości w Watykanie pielgrzymi obejrzą na ogromnych telebimach. Ogólnopolskie dziękczynienie za beatyfikację odbędzie się 8 maja w Krakowie, podczas procesji na Skałkę, której ma przewodniczyć kardynał Camillo Ruini. Jako wikariusz dla diecezji rzymskiej otwierał on proces beatyfikacyjny Jana Pawła II. W Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się!“ na 11 czerwca zaplanowano uroczyste poświęcenie dolnego kościoła, którego patronem będzie nowy błogosławiony. W świątyni umieszczona zostanie wówczas także najcenniejsza relikwia – ampułka z krwią Jana Pawła II, pobraną przez lekarzy w ostatnim dniu jego życia. „Krew Ojca Świętego to najwspanialsza relikwia, która nam została, wyraz jego ogromnej miłości i przywiązania do nas, a także naszej możliwości łączności MONITOR POLONIJNY


z tym, kogośmy kochali, i łatwiejszej modlitwy do Pana Boga poprzez błogosławionego“ – podkreślił kardynał Dziwisz. Beatyfikacja Jana Pawła II zainspirowała wydawców. Wśród około 50 nowych tytułów, które ukazały się lub ukażą w najbliższym czasie, są albumy, wspomnienia, biografie, książeczki dla dzieci, a także powieść. Rekord publikacji papieskich chce pobić „Biały Kruk” – wydawnictwo to do tej pory wydało ponad 90 pozycji związanych z Janem Pawłem II. O polskim papieżu powstało już ponad 150 filmów, ale rekordy oglądalności może przynieść najnowszy – „Jan Paweł II. Szukałem Was...“. Film obejrzał już prałat Sławomir Oder, postulator procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II. Po pokazie powiedział: „Gdyby była taka możliwość, chętnie załączyłbym do procesu ten film jako dokumentację. Mamy do czynienia z prawdziwym człowiekiem, który się śmieje, płacze, kocha, przyjaźni się, cierpi, zachwyca się pięknem świata”. Sporym zaskoczeniem są ostatnie dane o liczbie Polaków, wybierających się na uroczystości beatyfikacyjne do Watykanu. Pierwsze informacje, iż można spodziewać się nawet dwóch milionów pielgrzymów z Polski, spotkały się z natychmiastowym odzewem włoskich hotelarzy i restauratorów, którzy podnieśli ceny swoich usług nawet kilkakrotnie. Korespondenci ostrzegali, iż przy takiej liczbie pielgrzymów, dla wielu z nich zabraknie miejsca na placu św. Piotra i uroczystości będą mogli oni oglądać tylko na dużych ekranach, umieszczonych w prowadzących do placu uliczkach. Włodarze Rzymu przewidują jednak, że naszych rodaków w Watykanie nie będzie więcej jak 50 tysięcy. DARIUSZ WIECZOREK MAJ 2011

W

Patriotyzm

szystkim wiadomo, że Jan Paweł II był patriotą. W różnych miejscach, przy różnych okazjach jednoznacznie to deklarował. Mówił na przykład: „Polska, Ojczyzna, matka nasza”. Przyznanie się do matki jest stwierdzeniem własnej tożsamości i przyznaniem się do więzi. Więź matka – dziecko oznacza, że dziecko od tej matki pochodzi, od niej dostało krew — sok życia i na nim wzrosło. To są niejako korzenie, które warunkują właściwy wzrost. A potem, gdy dorosłe dziecko już odchodzi, zabiera ze sobą w świat poczucie własnej tożsamości, swego pochodzenia, którego nic zmienić nie może, bo nosi ono w sobie nie tylko pamięć, ale i krew. Ojciec Święty nie tylko mówił: „Ojczyzna-matka”, ale często dodawał jeszcze: „Ojczyzna umiłowana” — deklarując otwarcie miłość do ojczyzny, którą zabierał ze sobą wszędzie, dokąd się udawał, i wszędzie przyznawał się do swoich korzeni — był przecież „pielgrzymem z dalekiego kraju”. Jan Paweł II przez całe życie był patriotą, kochał Polskę i służył jej – żył nią i dawał temu świadectwo swoim życiem. Okazywał miłość do ojczyzny choćby poprzez umiłowanie mowy polskiej. Zamiłowanie do tego języka przejawiało się też w jego pasji czytania – bardzo dobrze znał polską literaturę. W swoich wystąpieniach wielokrotnie nawiązywał do najpiękniejszych polskich tekstów literackich, do pereł poezji polskiej. Czytanie było jego ulubioną rozrywką, a pisanie poezji jego dialogiem z Bogiem i jego refleksją o Bogu. Język ojczysty pozwala nawiązać kontakt z tymi, którzy ten język rozumieją — dzięki niemu powstaje więź grupowa, przynależność do narodu. Jan Paweł II, wędrując po świecie, zawsze zatrzymywał się przy grupie rodaków, czyli tych, którzy byli niejako bliżsi niż reszta ludzkości, bowiem rozumieli jego język ojczysty, będący elementem tożsamości narodowej. Miłość do narodu dyktowała mu potrzebę poznania jego historii i kultury. Był tą historią zafascynowany. Jako pierwszy kapłan swą pierwszą mszę świętą odprawił na Wawelu przy grobach królewskich. Wędrując po Polsce, odwiedzał

miejsca nie tylko naznaczone kultem świętych, ale także te, znaczące dla historii narodu i przy każdej okazji przypominał o wielkich wydarzeniach, bowiem chciał, by pamięć o nich była wśród Polaków żywa. Miłość Jana Pawła II do Polski to także miłość do Polaków, do tych, którzy zasłużyli się dla Ojczyzny. Znał ich życiorysy i przy różnych okazjach je przypominał. Później, już jako Ojciec święty beatyfikował i kanonizował niektórych z tych, którzy oprócz heroiczności cnót wykazali się szczególnym patriotyzmem. Ojczyzna i naród oznaczają także jakieś konkretne miejsce na ziemi — ziemię ojczystą. A on nadzwyczaj kochał tę piękną ziemię i chciał ją poznawać coraz lepiej. Nigdy piękno świata nie przesłoniło mu piękna ziemi ojczystej. Wędrówki po ukochanej ziemi przodków były dla niego zarazem modlitwą, jak i hymnem pochwalnym na cześć Boga, którego obecność była dla niego oczywistością — i właśnie tę wszechobecność Boga chciał pokazać wszystkim. Chciał, by ludzie zobaczyli, że świat jest zanurzony w Bogu. Patriotyzm Jana Pawła II przejawiał się też w trosce o to, co dzieje się w jego ukochanej Ojczyźnie. Ubolewał nad postępującą degradacją wartości moralnych. Chciał zmian dla Polski. Podczas pierwszej wizyty w Polsce swoją homilię, wygłoszoną w Warszawie 2 czerwca 1979 roku w czasie mszy św. na placu Zwycięstwa, zakończył słowami: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi. Jan Paweł II szerzył cywilizację miłości i życia i odwiedzał Ojczyznę tak często, jak tylko mógł. Wędrował po niej i życzył rodzinom polskim, by były „Bogiem silne”. Troszczył się o Polskę i modlił się za nią. Modlitwa za ojczyznę należała do stałego programu jego modlitw. Wołając: „Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze tej ziemi”, wierzył w istnienie polskiego ducha narodowego i był optymistą. Sprzeciwiał się przemocy i wojnom, ale uznawał, że człowiek ma obowiązek bronić ojczyzny nawet za cenę życia. Patriotę cechuje troska o los narodu i Ojczyzny. Ojciec św. Jan Paweł II był zatroskany o ten los. WANDA PÓŁTAWSKA

naszego papieża

7


NARODOWY SPIS POWSZECHNY LUDNOŚCI I MIESZKAŃ 2011 - SŁOWACJA•NARODOWY SPIS POWSZECHNY LUDN

Z liczniejszymi bardziej się liczą!

C

zęsto moi słowaccy znajomi, dowiadując się, że jestem Polką, opowiadają o swoich podróżach do Polski, przywołują miłe wspomnienia, a niektórzy z nich chwalą się nawet polskim pochodzeniem. Nie wiem, ilu z nich czuje więzi z naszym krajem do tego stopnia, by zadeklarować polską narodowość podczas zbliżającego się na Słowacji spisu powszechnego. Dlaczego to takie ważne? Dlaczego nam wszystkim powinno zależeć, byśmy tworzyli liczniejszą mniejszość?

Dane na 10 lat Ostatni Spis Powszechny na Słowacji odbył się w 2001 roku. Dane uzyskane na jego podstawie służyły państwu słowackiemu przez 10 lat. Kolejny spis, który odbędzie się w dniach od 20 maja do 6 czerwca, będzie bazą informacyjną na kolejnych dziesięć lat. W kwestionariuszach spisowych znajdują się m.in. pytania dotyczące naszego obywatelstwa, jak również narodowości oraz języka, którym się posługujemy w miejscach publicznych i w domu. Polska mniejszość na Słowacji należy do mniej licznych. W poprzednim spisie tylko 2602 osoby zadeklarowały polską narodowość. Przedstawiciele organizacji polonijnych na Słowacji są przekonani, że w tym kraju mieszka więcej osób polskiego pochodzenia, które jednak z różnych powodów nie zadeklarowały przynależności do tej grupy. „Wcześniejszy okres, w którym przyszło nam żyć, nie służył otwartości i szczero-

ści, być może więc większość osób z różnych powodów nie deklarowała polskiego pochodzenia i ten sposób myślenia może pokutować do dziś, szczególnie w przypadku osób starszych. Ponadto przed rokiem 2001 nie było jeszcze tak dużego zainteresowania Słowacją oraz nie było aż tak dogodnych warunków do migracji Polaków do tego państwa. Dopiero Unia Europejska takie warunki stworzyła, więc ilość naszych rodaków w Słowacji z całą pewnością znacznie wzrosła“ – konstatuje Czesław Sobek, prezes Klubu Polskiego na Słowacji. Z kolei Katarzyna Bielik, prezes organizacji „Polonus”, w liście skierowanym jesienią ubiegłego roku do Klubu Polskiego, przyczyn małej ilości osób polskiego pochodzenia upatrywała w źle przygotowanych kwestionariuszach spisowych, w których dziesięć lat temu nie została wyszczególniona mniejszość polska, a ten, kto chciał ją zaznaczyć, mógł to zrobić, wybierając opcję „inna“ i do-

pisując narodowość polską. W tym roku w kwestionariuszach spisowych polska mniejszość jest uwzględniona obok pozostałych dwunastu oficjalnie uznanych przez państwo słowackie. Pozostaje więc tylko zaznaczyć odpowiednie pole!

Co to jest narodowość? „Narodowość – pochodzenie określane w kręgu kulturowym jednostki zgodnie z pochodzeniem jego przodka; przynależność do określonego narodu“ – czytamy w Wikipedii. A Główny Urząd Statystyczny definiuje: „Narodowość jest deklaratywną (opartą na subiektywnym odczuciu) cechą indywidualną każdego człowieka, wyrażającą jego związek emocjonalny (uczuciowy), kulturowy lub genealogiczny (ze względu na pochodzenie rodziców) z określonym narodem“. Zatem deklaracja narodowościowa nie musi odwoływać się do niczego więcej, poza subiektywnym odczuciem każdego człowieka. „Skoro to kwestia wewnętrznych odczuć, odwołujemy się do osób, które mają polskich przodków, emocjonalnie albo kulturowo czują się związane z Polską, którym choć trochę w duszy gra polskość, by wyraziły to podczas spisu powszechnego“ – apeluje Czesław Sobek z Klubu Polskiego.

J

eszcze przed rozpoczęciem spisu powszechnego na Słowacji spytaliśmy czytelników „Monitora Polonijnego“, czy zastanawiali się, którą narodowość zaznaczą w kwestionariuszu spisowym.

Kasia Z powodu charakteru mojej pracy kursuję między Polską a Słowacją i w obu tych krajach mam miejsca, gdzie spędzam czas, dlatego pewnie wezmę udział w spisie i tu, i tu. Ponieważ często jestem w podróży, spróbuję umówić się z rachmistrzem w Bratysławie w dogodnym terminie, a polski kwestionariusz wypełnię elektronicznie. Jestem Polką, więc to oczywiste, że zaznaczę narodowość polską. W domu używam języka polskiego, w kontaktach służbowych słowackiego. 8

Ewa Jestem Polką, która wyszła za mąż za Słowaka i zrozumiałe jest, że podczas spisu powszechnego zaznaczę narodowość polską. Trójka naszych dzieci ma polską narodowość, a słowackie obywatelstwo. W domu i w miejscach publicznych rozmawiamy po słowacku. MONITOR POLONIJNY


NOŚCI I MIESZKAŃ 2011 - SŁOWACJA•NARODOWY SPIS POWSZECHNY LUDNOŚCI I MIESZKAŃ 2011 - SŁOWACJA

Jak to będzie? Już od 13 maja 2011 r. (najpóźniej do 6 czerwca) możemy się spodziewać wizyty rachmistrzów w naszych domach, którzy dostarczą nam trzy formularze: A – dotyczący danych obywatela (wypełnia każdy), B – dotyczący mieszkania (wypełnia tylko jedna osoba w imieniu wszystkich lokatorów mieszkania), C – dotyczących domu (wypełnia właściciel albo dozorca domu). Formularz typu A zawiera 24 pytania. Oprócz odpowiedzi na wyżej wspomniane pytania, dotyczące przynależności państwowej i narodowości, odpowiemy też na pytania związane z wyznaniem, pracą, wykształceniem, znajomością pracy z komputerem i Internetem oraz inne. Po raz pierwszy będzie można wziąć udział w spisie za pośrednictwem Internetu. Ci, którzy zdecydują się na tę formę, pod adresem stałego zameldowania na terenie Republiki Słowackiej otrzymają specjalnie wygenerowany kod, na podstawie którego będą mogli wypełnić elektroniczny kwestionariusz. Spis za pośrednictwem Internetu trwać będzie od 21 do 29 maja 2011 r.

Czyje głosy się liczą? Podczas spisu powszechnego na Słowacji odpowiedzi będą udzielać wszyscy mieszkańcy tego kraju: Słowacy oraz

obcokrajowcy (oprócz dyplomatów) przebywający w czasie spisu na terenie Słowacji. Decydującym momentem spisu jest północ z 20 na 21 maja. Obcokrajowiec, przebywający na terenie Republiki Słowackiej krócej niż 90 dni, ma obowiązek udzielenia odpowiedzi na pytania numer 2, 3 oraz 6 w kwestionariuszu spisowym A (dotyczącym danych obywatela), czyli dotyczące płci, daty urodzenia oraz obywatelstwa.

Po co to wszystko? Dlaczego mniejszościom narodowym zależy na tym, by jak najwięcej osób deklarowało przynależność do danej grupy? „We współczesnym skomercjalizowanym świecie niezbędnym elementem wszelkiego rodzaju działań są środki finansowe – wyjaśnia Czesław Sobek. – Działalność organizacji polonijnych jest w głównej mierze wspierana przez państwo słowackie, a ilość tych środków jest uzależniona właśnie od statystycznej liczby obywateli, deklarujących polską narodowość“. Obserwując działania innych mniejszości narodowych na Słowacji czy słowackiej w Polsce, widzimy, że wszyscy mobilizują swoje siły, by dotrzeć do jak największej liczby osób danego pochodzenia. „Również Klub Polski systematycznie informuje o spisie powszechnym na łamach Monitora Polonijnego, na stronie internetowej www.polonia.sk, w programach telewi-

zyjnych i radiowych, adresowanych do polskiej mniejszości. Zamierzamy też nagłośnić nasze oczekiwania w mediach słowackich“ – informuje Czesław Sobek i zwraca uwagę, że spis jest odzwierciedleniem, choć niedoskonałym, stanu przynależności do danego narodu, pewnego poziomu identyfikowania się z ojczyną przodków. „Pochodzimy z dużego kraju, a tak niewiele osób deklaruje z nim więzi, być może bagatelizując to zagadnienie, a przecież im liczniejsza będzie dana mniejszość, tym bardziej się z nią będą liczyć!“ – wyjaśnia.

Wyniki Kompletne dane, uzyskane na podstawie spisu powszechnego na Słowacji, będą znane najpóźniej w marcu 2014 roku. Republika Słowacka jako członek Unii Europejskiej jest zobowiązana do dotrzymania tego terminu, wszystkie bowiem kraje członkowskie muszą przeprowadzić spis powszechny w roku 2011, a jego wyniki udostępnić statystycznym organom UE do 27 miesięcy od jego realizacji. Jak się dowiadujemy z oficjalnej strony Urzędu Statystycznego RS, urząd ten sukcesywnie będzie informować o wynikach spisu, a pierwsze dane powinny pojawić się już w listopadzie tego roku. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA Więcej informacji na: www.scitanie2011.sk

Michał

Andrea

Pochodzę z rodziny mieszanej: mama jest Słowaczką, a ojciec Polakiem. Podczas spisu zaznaczę narodowość polską. Powody są dwa. Po pierwsze czuję się Polakiem – jestem po prostu inny niż ludzie, którzy mnie otaczają, i prawdopodobnie odpowiedzialna za to jest polska część mojego „ja“. Drugim powodem jest chęć wsparcia polskiej mniejszości, która, według mnie, tego potrzebuje. Dzieciom zaznaczymy słowacką narodowość, ponieważ wyrastają w środowisku słowackim, a z tym polskim na razie się nie identyfikują, choć w domu rozmawiam z nimi po polsku.

Jestem córką Polki i Węgra. Mam słowackie obywatelstwo, ale czuję się Węgierką. Chodziłam do podstawówki i liceum z węgierskim językiem nauczania, znam węgierską kulturę, historię, literaturę i oczywiście język lepiej niż inne, dlatego podczas spisu powszechnego zaznaczę narodowość węgierską. A dzieci? Ponieważ mój mąż jest Polakiem, może byłoby sprawiedliwe, jeśli jedno z nich miałoby wpisaną narodowość węgierską, a drugie polską? Ale jeszcze nie wiem, jak to rozwiążę. Muszę się nad tym zastanowić. W domu mówimy po węgiersku i po polsku, w miejscach publicznych (w szkole, urzędach itp.) używamy przeważnie węgierskiego i słowackiego. red

MAJ 2011

9


NARODOWY SPIS POWSZECHNY LUDNOŚCI I MIESZKAŃ 2011 - SŁOWACJA•NARODOWY SPIS POWSZECHNY LUDN

Nurtujące pytania przed spisem powszechnym Spis powszechny na Słowacji obowiązuje również obcokrajowców? Obcokrajowców przebywających na terenie Republiki Słowackiej obowiązują te same zasady podczas spisu ludności co obywateli Republiki Słowackiej (z wyjątkiem dyplomatów i osób chronionych immunitetem). Mają one obowiązek udzielić informacji tak, jak i obywatele Słowacji. W którym spisie ludności powinni wziąć udział obywatele krajów Unii Europejskiej, którzy mają stały pobyt na terenie Republiki Słowackiej i innego kraju UE? Mogą wziąć udział w spisach ludności w kilku krajach? Obcokrajowców ze stałym pobytem czy z tzw. obvyklým bydliskom, czyli miejscem zamieszkania w danym kraju, w tym przypadku w Republice Słowackiej (miejsce zamieszkania oznacza miejsce, w którym osoba spędza czas przeznaczony na odpoczynek, niezależnie od czasowych nieobecności związanych z wypoczynkiem, urlopem, odwie-

P

rzed spisem powszechnym na Słowacji zwróciliśmy się do Urzędu Statystycznego RS, by uzyskać odpowiedzi na nurtujące naszych czytelników pytania. Odpowiedzi udzieliła nam Zuzana Štukovská z Departamentu Statystyki Obywateli.

dzinami u przyjaciół i krewnych, interesami, leczeniem medycznym lub pielgrzymkami religijnymi – przyp. od red. na podstawie informacji opublikowanych na stronie: http://www.stat.gov.pl/gus) obowiązuje prawo dotyczące spisu powszechnego w takim samym stopniu, co obywateli Republiki Słowackiej ze stałym pobytem w RS. Według rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady numer 763/2008 we wszystkich krajach członkowskich EU podczas spisów powszechnych ludności i mieszkań w 2011 roku sprawdzane jest tzw. miejsce zamieszkania (obvyklé bydlisko). Miejscem zamieszkania zazwyczaj jest, choć nie musi być to regułą, miejsce stałego pobytu. Na przykład Polak, który ma stały pobyt w Polsce, może mieć miejsce za-

mieszkania na przykład na Słowacji albo w innym kraju UE. To oznacza, że w jednym kraju podda się spisowi jako obywatel ze stałym pobytem, w drugim, gdzie realnie przebywa, jako obywatel z miejscem zamieszkania w tym kraju. Jeśliby obywatel poddał się spisowi w 2011 roku według zasad obowiązujących w kilku krajach UE, nadal będzie obywatelem, który ma tylko jedno miejsce zamieszkania, czyli miejsce, gdzie realnie przebywa. W jednym kraju zaliczony będzie do obywateli ze stałym pobytem, w drugim do obywateli z miejscem zamieszkania w tym kraju. Nie ma tu więc zagrożenia, że podczas spisu ludności w kilku krajach UE powstanie grupa nowych fikcyjnych obywateli Unii. W 2011 roku po raz pierwszy przebiega spis w krajach człon-

Spis powszechny – czego się dowiemy?

P

rzed zbliżającym się spisem powszechnym poprosiliśmy o wypowiedź Juraja Marušiaka, politologa z Instytutu Nauk Politycznych Słowackiej Akademii Nauk, na temat prognoz wyników w aspekcie zagadnień, dotyczących mniejszości narodowych na Słowacji.

Czy tegoroczny spis powszechny na Słowacji pokaże, że liczba osób należących do mniejszości narodowych w tym kraju wzrosła? Już od kilku dziesięcioleci można obserwować tendencje spadku proporcjonalnej liczby mniejszości na Słowacji. Jednak te tendencje dotyczą przede wszystkim mniejszości autochtonicznych, więc takich, które na terenie Słowacji przebywają od stuleci. Wzrost obserwowaliśmy w ostat10

nich spisach, na przykład w przypadku Rusinów, jednak udział procentowy mniejszości raczej spadał. Sytuację może zmienić wzrost liczby osób, utożsamiających się z narodowością romską, jednak na razie bardzo mało wiadomo, jakie procesy etniczne dokonują się w tej grupie ludności. Niewątpliwie będziemy jednak mieli do czynienia ze wzrostem liczebnym tzw. nowych mniejszości, to znaczy ludności napływowej, co wynika ze współ-

czesnych migracji w ramach Unii Europejskiej czy też z innych państw Europy (byłego ZSRR, zwłaszcza z Ukrainy) oraz w mniejszym stopniu z Bałkanów. Nie wykluczone, że odnotowany zostanie również wzrost liczby przybyszów z krajów Trzeciego Świata, o ile przebywają oni u nas legalnie. Z pozostałych krajów UE do nowych mieszkańców naszego kraju można zaliczyć np. inwestorów, menedżerów firm zagranicznych i chyba też

emerytów z krajów Europy Zachodniej, którzy ostatni okres swojego życia postanowili spędzić na Słowacji ze względu na niższe koszty życiowe. Jednak moim zdaniem zjawisko to ze względów klimatycznych nie będzie na tyle rozpowszechnione, jak np. w Bułgarii, która stała się celem migracji emerytów z Wielkiej Brytanii. MONITOR POLONIJNY


NOŚCI I MIESZKAŃ 2011 - SŁOWACJA•NARODOWY SPIS POWSZECHNY LUDNOŚCI I MIESZKAŃ 2011 - SŁOWACJA kowskich UE z wykorzystaniem takich samych bądź podobnych metodologii, definicji i klasyfikacji, które wpłyną na pełną spójność i porównywalność statystyk, co z punktu widzenia statystycznego ma olbrzymie znaczenie. Uzyskane podczas spisu informacje umożliwią realne porównanie danych między krajami członkowskimi Unii, na podstawie których będzie możliwe formułowanie bardzo dokładnych celów operacyjnych i ocen osiągniętego wyniku. Na podstawie spisu powszechnego ludności i mieszkań Urząd Statystyczny RS udziela informacji dotyczących narodowości zamieszkujących tereny Słowacji. W imieniu niepełnoletnich dzieci kwestionariusz wypełniają ich rodzice. Jeśli zaznaczą oni, że ich dzieci mają na przykład polską narodowość, to czy tym samym ogólna liczba osób przyznających się do polskiej mniejszości na Słowacji powiększy się o nie? Narodowość to przynależność do narodu albo grupy etnicznej.

Przedstawiciele organizacji polonijnych na Słowacji twierdzą, że w tym kraju mieszka dużo więcej Polaków czy Słowaków polskiej narodowości, niż to wykazał spis przed 10 laty. Dane z tamtego spisu mówią o 2602 osobach polskiej narodowości, podczas gdy nieoficjalne dane mówią o 10 tysiącach. Istnieje szansa, by w tegorocznym spisie osiągnąć bardziej realne informacje dotyczące polskiej mniejszości? Przedstawiciele każdej mniejszości twierdzą, że jej członków jest więcej, niż podaje spis ludności. Zresztą dziwne byłoby, gdyby mówili coś innego. Jednak procesy asymilacji naturalnej ze społeczeństwem większościowym zachodzą MAJ 2011

Podczas spisu ludności obywatel zaznacza narodowość według własnej decyzji. W kwestionariuszach spisowych są wyszczególnione wszystkie mniejszości oficjalnie uznane za mniejszości narodowe na Słowacji, w tym również i polska. Jeśli obywatel zdecyduje, że zaznaczy narodowość inną, która nie została wyszczególniona w kwestionariuszu, powinien ją zapisać słownie w formularzu. Narodowość dzieci do 15 roku życia zaznaczają rodzice. Jeśli rodzice mają różną narodowość, narodowość dzieci zapisuje się na podstawie narodowości jednego z rodziców. W Republice Słowackiej podczas spisu ludności nie robi się różnicy między dorosłymi a dziećmi. Formularze wypełniają wszyscy obywatele. W imieniu niepełnoletnich dzieci robią to ich rodzice, a za obywatela, który sam informacji udzielić nie może, obowiązek zrobienia tego ma jego prawny opiekun, osoba bliska czy mieszkająca z nim. mw

w nowoczesnym społeczeństwie znacznie szybciej, tym bardziej w przypadku tak rozproszonej mniejszości, jaką jest mniejszość polska, kiedy to w dodatku w znacznej części przypadków ta mniejszość jest wynikiem „migracji matrymonialnych“. Dzieci z takich rodzin mieszanych zazwyczaj zachowują świadomość swoich polskich korzeni, jednak nie odczuwają potrzeby podkreślania tego w spisie ludności. Jak na razie nie zaobserwowałem ani agitacji, która by przekonywała rzekomych 10 tysięcy słowackich Polaków, żeby zdeklarowali się w spisie ludności jako Polacy. Inaczej jest w przypadku Rusinów, podejmujących

Z kolei na stronie internetowej Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce, przeglądając nurtujące naszych rodaków pytania przed spisem powszechnym, natrafiliśmy na jedno, które może zainteresować naszych czytelników, posiadających polskie obywatelstwo, przebywających na terenie Słowacji i zameldowanych w Polsce. Przypominamy, że spis powszechny w Polsce trwać będzie do końca czerwca. Wraz z rodziną przebywam za granicą, tutaj pracuję i jestem zameldowany, posiadam odpowiednik polskiego PESEL, dzieci uczęszczają do szkoły, jednak nie posiadam obywatelstwa kraju, w którym przebywam. W Polsce jestem zameldowany (rodzina również). Pytanie moje brzmi: czy podlegam powszechnemu spisowi, czy też nie? Jakie są konsekwencje niepoddania się powszechnemu spisowi? Spisowi podlegają wszystkie osoby stale zamieszkałe i czasowo przebywające na terenie Polski obowiązek ten wynika z ustawy o spisie ludności i mieszkań z dn. 4.03.2010 r. Za uchylanie się od nałożonego ustawą obowiązku grozi kara grzywny (art. 23 ustawy), czego chcielibyśmy w praktyce unikać. Ponieważ Pan i Pana rodzina jesteście zameldowani w Polsce, zachęcamy do udziału w trwającym spisie ludności i mieszkań i spisaniu się przy wykorzystaniu aplikacji internetowej. Formularze spisowe dostępne są na stronach www.form.spis.gov.pl. Zamieszczone przy pytaniach szczegółowe instrukcje pozwalają wypełnić formularz spisowy. red

próbę swojego odrodzenia narodowego, czy też Romów. Czy obecność Polaków, pracujących w międzynarodowych firmach na Słowacji, wpłynie na te dane? Może wpłynąć na te dane, o ile wezmą oni udział w spisie ludności na Słowacji. Skoro spis po raz pierwszy odbędzie się w tym samym czasie w całej Unii Europejskiej, decydujące będzie to, gdzie będą przebywać o północy z 20 na 21 maja 2011 r. Co powinni zrobić przedstawiciele polskiej mniejszości, by zachęcić ludzi do deklarowania polskiej

narodowości w kwestionariuszach spisowych? Oczywiście mogą oni wystosować do nich apel za pośrednictwem polskich mediów na Słowacji oraz z Polski, bo chyba większość Polaków na Słowacji ma dostęp do polskich mediów: telewizji, radia, Internetu itp. Polaków z Zaolzia mobilizuje np. śpiewaczka Ewa Farna. Tam jednak chodzi o inny rodzaj mniejszości i miejscowi Polacy w przeszłości mogli się nieraz obawiać dyskryminacji. Oczywiście, mobilizującym czynnikiem jest kultura, ale może nim być też poczucie dumy z osiągnięć współczesnej Polski. mw 11


Anna Dymna: „Czuję się wybrańcem losu“ Obecnie Pani nazwisko częściej jest łączone z działalnością charytatywną niż z aktorstwem. Co jest Pani bliższe? To, że moje nazwisko łączone jest z działalnością charytatywną, świadczy o tym, jak to działanie jest w Polsce potrzebne. Jestem i czuję się aktorką. Mój dorobek aktorski jest znany, a filmy, w których występowałam, wciąż są pokazywane w telewizji. Doszłam więc do przekonania, że moja sława, sympatia i zaufanie, jakim mnie ludzie obdarzają, może procentować na rzecz innych. Osiem lat temu założyłam fundację, której jestem prezesemwolontariuszem. Działam na rzecz osób niesprawnych intelektualnie. Organizuję warsztaty terapeutyczne, prowadzę festiwale ogólnopolskie dla osób niepełnosprawnych, np. Festiwal Zaczarowanej Piosenki, założyłam Akademię Odnalezionych Nadziei. Przygotowuję też aukcje na rzecz ratowania umierających artystów. Nikt o tym nie wie, że ci, których niegdyś oklaskiwano na stojąco, dziś potrzebują pomocy. Od 2003 roku prowadzę w telewizji program „Spotkajmy się“, w którym rozmawiam z ludźmi, walczącymi z różnymi chorobami genetycznymi. Ja się z nimi przyjaźnię i potem, dzięki fundacji, mogę im pomagać. W dzisiejszych czasach to mało nośne tematy, którymi media rzadko się interesują. Jak Pani udaje się zwrócić uwagę na to zagadnienie? Media mają ze mną problem, bo nikt nie może głośno powiedzieć, że ich to guzik obchodzi.

Z

jej inicjatywy w różnych miastach Polski, ale i poza granicami kraju, odbywają się Salony Poezji, w czasie których przy akompaniamencie muzyki aktorzy czytają wiersze wybitnych poetów. Spotkania takie mają charakter cykliczny i są prowadzone społecznie. Każdy Salon wierszami księdza Twardowskiego inicjuje pomysłodawczyni i matka chrzestna projektu, czyli Anna Dymna. Ten ostatni otwierała pod koniec marca w Wiedniu w Piwnicy „Takt“, gdzie udało mi się z nią porozmawiać. Jak sama mówi, obcowanie z poezją, jest dla niej największą przyjemnością. Z żalem dodaje, że poezja znika z naszej rzeczywistości. Nasza rozmowa o aktorstwie, działalności charytatywnej, ale i o polityce, była tak ciekawa, że przysłuchiwały się jej i nagrywały wiedeńskie media polonijne. „Czasami oglądając telewizję wyłączam dźwięk. Podczas kłótni widzę w oczach polityków wszystko“.

Pani głos jest słyszalny. Nie zastanawiała się więc Pani, by ten głos wykorzystać w polityce? Polityka to najgorsza rzecz w Polsce. Zawsze wydawało mi się, że polityka to taka przestrzeń, która pomaga ludziom się dogadać. U nas polityka polega na tym, że ten, kto lubi jabłka nazywa tego, kto lubi gruszki, kretynem. Z kolei wielbiciel gruszek odpłaca się temu drugiemu innym obraźliwym określeniem. Oni nigdy nie stworzą wspólnego sadu. Strasznie boję się polityki. Dlaczego? Prowadząc fundację, jestem całkiem apolityczna. Nawet gdyby jakaś

„U nas polityka polega na tym, że ten, który lubi jabłka nazywa tego, który lubi gruszki, kretynem. Z kolei wielbiciel gruszek odpłaca się temu drugiemu innym obraźliwym określeniem. Oni nigdy nie stworzą wspólnego sadu“. 12

opcja polityczna w czymś pomogłaby mi teraz, to ci, którzy przyjdą potem, by mnie zniszczyli. Obecny podział polityczny jest tak dotkliwy, przenosi się na całe społeczeństwo w Polsce. Może należałoby zabrać głos? Kto mógłby wystąpić w roli negocjatora między zwaśnionymi stronami? Ja w politykę nie wejdę, bo jestem za głupia. Czasami rozmawiałam z jakimiś politykami i nie rozumiałam, co do mnie mówili. Czysta demagogia. Gdybym poszła negocjować z nimi, rozpłakałabym się i wyszła. Mam ważniejsze rzeczy do zrobienia. Kiedy przyglądam się politykom, to widzę, że między nimi jest wstawione krzywe zwierciadło, o którym kiedyś pisał ksiądz Tischner. To widać szczególnie po katastrofie w Smoleńsku. Wydawało się, że cierpienie ludzi połączy.... Jeden na drugiego patrzy i widzi pokrzywioną, wstrętną mordę przeciwnika. Tylko nie wie, że ten drugi widzi jego twarz tak samo pokrzywioną. Oni się nienawidzą. Trzeba usunąć to zwierciadło, popatrzeć sobie w oczy i pogadać. Czasami, oglądając telewizję, wyłączam dźwięk. Podczas kłótni widzę w oczach polityków wszystko. W tych kłóMONITOR POLONIJNY


„Ja mam fajnie, bo mam 60 lat i już wiem, czego chcę. Trzymam się tego, co kocham. Nie dam się przekupić, nie nęcą mnie złote, błyszczące zabawki“. tniach umyka temat. Myślę, że bardzo trudno rządzić krajem, gdzie tak dziwnie jest pojmowana demokracja. Politycy próbowali przeciągnąć Panią na swoją stronę? Ależ, proszę pani, zawsze! Szczególnie jak się zbliżają wybory. Stawiam temu opór i spotykam się z obelgami, że nie jestem patriotką! Muszę być jak skała dla dobra moich podopiecznych, którzy potrzebują pomocy, bez względu na to, które opcje polityczne są u steru.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Nie odwraca się Pani od cierpienia. W którymś z wywiadów powiedziała Pani, że robi to dla siebie. Jak to rozumieć?

MAJ 2011

Siostra Chmielewska wszystko zrzuca na Boga, Janina Ochojska tłumaczy, że jest kaleką, której ktoś kiedyś pomógł, więc i ona pomaga. A ja nie mam tego na kogo zwalić. Od siedmiu lat tłumaczę się, jak bym kogoś zamordowała, więc mówię, że to robię dla siebie. Aktorstwo i działalność charytatywna to dwa różne bieguny. Dzięki nim odnajduje Pani równowagę życiową? Gdybym miała tylko dotykać cierpień, zwariowałabym. Kiedy wieczorem wychodzę na scenę to jest mój azyl, moje zbawienie. Na scenie mogę zapomnieć o całym świecie, mimo że gram okropnie dramatyczne role. Ja mam fajnie, bo mam 60 lat i już wiem, czego chcę. Trzymam się tego, co kocham. Nie dam się przekupić, nie nęcą mnie złote, błyszczące zabawki. Unikam seriali. Czasem coś tam zagram, bo muszę z czegoś żyć, ale wiem, co jest dla mnie ważne.

A gdyby przyszło Pani wybierać między aktorstwem a działalnością charytatywną, jakiego dokonałaby Pani wyboru? Los by za mnie zdecydował. Zawód, który uprawiam, wymaga potwornej siły fizycznej, a ja widzę, że podupadam na zdrowiu. Jestem po wielu wypadkach samochodowych. Ale ponieważ stykam się z ludzkimi nieszczęściami, nauczyłam się cieszyć tym, że w ogóle oddycham. Boli mnie ramię, ale mam drugie, prawda? Cóż to jest w porównaniu z chorobą pewnej mojej podopiecznej, która ma 21 lat, cierpi na zespół Jadassohna i ma raka? Nikt jej nie chce operować. Muszę jej dodać siły, a nie przejmować się swoim ramieniem. Wchodząc w środowisko swoich podopiecznych, odgrywa Pani tam swoją rolę? Tam musi się być sobą, tam nic się nie da grać. Jadąc do nich, zastanawiam się nad swoim życiem: jak się zachowuję, ile czasu marnuję, przejmując się jakimiś głupotami. Moi podopieczni to 40-, 50-letni dorośli, ale czyści jak małe dzieci. Gdybym im dała milion, nie wiedzieliby, co zrobić z tymi papierkami. Oni potrzebują rozmo-

ANNA DYMNA – absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, od roku 1990 jest wykładowczynią tej uczelni. Od 1973 r. występuje na deskach Teatru Starego w Krakowie. Zadebiutowała w 1969 roku w krakowskim Teatrze im. Juliusza Słowackiego rolami Isi i Chochoła w „Weselu“ Stanisława Wyspiańskiego. Na srebrnym ekranie pojawia się od 1971 roku. Zagrała w wielu filmach (np. „Nie ma mocnych“, „Kochaj albo rzuć“, „Trędowata“, „Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny“, „Mistrz i Małgorzata“, „Wiedźmin“). Jest założycielką Fundacji „Mimo wszystko“. Prowadzi działalność charytatywną, za którą otrzymała wiele wyróżnień i medali, m.in. Order Uśmiechu. Jest też laureatką wielu nagród artystycznych, np. w 2004 r. otrzymała Superwiktora za całokształt pracy artystycznej, a rok później Złoty Medal „Zasłużony Kulturze - Gloria Artis”. 13


„Przecież wiadomo, że w komedii romantycznej nie zagram pięknego dziewczątka, bo już nim nie jestem. Teraz mogę zagrać babę“. wy, przytulenia, móc się wypłakać w czyjeś ramię. Jestem dla nich jak kwoka, przytulająca swoje pisklęta. Pamiętamy Panią z wdzięcznych ról w komediach Sylwestra Chęcińskiego „Kochaj albo rzuć“ czy „Nie ma mocnych“. Jak Pani ocenia siebie – tę młodziutką Anię sprzed lat? To było już prawie 40 lat temu... Dziś to się ogląda jak filmy przedwojenne. Patrzę sobie na tę Anię jak na takie młodziutkie zwierzątko, jak na swoją wnuczkę. Bardzo mi się podoba. Jedna z części tych komedii była kręcona w Stanach Zjednoczonych. Nie kusiło Pani, by tam pozostać? Jestem kotem domowym. Nawet za komuny mogłam wszędzie pojechać i wszędzie zostać, ale ja po prostu mam swoje miejsce na ziemi. Muszę mieć swój dom, swoje łóżko, swój Kraków. Nigdy stąd się nie wyprowadziłam, nawet do Warszawy, choć namawiano mnie. Lubię podróżować, ale po tygodniu już tęsknię do Krakowa, który uwielbiam. Jestem tam szczęśliwa. Rozpoczynała Pani karierę w czasach komunizmu. Jak dziś Pani ocenia tamte czasy? Nie jestem od rozliczania. Kiedyś zapytano mnie w Instytucie Pamięci Narodowej, czy chcę wiedzieć, kto donosił na Dymnego i na mnie. Co by mi to dało? Ja muszę iść do przodu, a nie walczyć z upiorami przeszłości. Za komuny kończyłam studia, zaczynałam karierę. Gdybym teraz zagrała w stu filmach, chyba byłabym bogata. Nigdy nie byłam bogata, ale za to dawnej byliśmy jakimiś autorytetami. Przeżyliśmy upiorny reżym, a mimo to się nie zeświniliśmy. W pewnym sensie czuję się wybrańcem losu, bo moje całe życie jest fantastyczne: papież mnie bierzmował, potem pobłogosławił moją fundację, poznałam 14

dwóch noblistów – Miłosza i Szymborską... Jestem szczęściarą. Wspomniała Pani swojego pierwszego męża Wiesława Dymnego, który, jak stwierdziła Pani w jednym z wywiadów, „ulepił“ Panią. Czy to oznacza, że ukształtował Pani dorosłe „ja“? Miałam fantastycznych rodziców, którzy mnie uczyli odpowiedzialności, uczciwości, pracowitości. Potem trafiłam w ręce mężczyzny, który był taki sam. On był plastykiem, który lepił, zmieniał świat. Nauczył mnie odwagi. Dziwił się, że nie umiem wymurować ściany, więc pod jego okiem murowałam. Co prawda wszy-

stko popękało, ale było to moje dzieło. Zostałam żoną bardzo trudnego człowieka, wolnego artysty... Ale ja też byłam wolnym człowiekiem! Moim domem była Piwnica Pod Baranami, gdzie co prawda nigdy nie grałam, ale wdychałam jej atmosferę. Niedawno Meryl Streep ogłosiła, że zamiast narzekać na brak ról dla kobiet po 50-ce, udowodni, iż to nie jest prawda. Jak Pani to ocenia? Ludzie chcą raczej patrzeć na kobiety młode, piękne, zgrabne. Konflikty erotyczne męsko-damskie nie dotyczą kobiet w latach. Nie udawajmy, że jesteśmy tak samo potrzebne, jak młode aktorki. Przecież wiadomo, że w komedii romantycznej nie zagram pięknego dziewczątka, bo już nim nie jestem. Teraz mogę zagrać babę. Ale pięknych, młodych, szczęśliwych, nieszczęśliwych, kochających to ja się dużo nagrałam... Nigdy kreowane przez Panią role nie wywoływały w widzach niechęci, negatywnych ocen. Dlaczego? Bo ja jestem taka „sirota“. Każdy ma pewne psychofizyczne uwarunkowania, ja gram raczej ofiary niż katów. Zawsze szukam człowieka w środku. W przedstawieniu „Antygona w Nowym Jorku“ nie grałam prostytutki, tylko kobietę, szukającą miłości. Mama mi zawsze mówiła, że nie ma ludzi złych. Są tylko tacy, którzy nie wiedzą, że mogą być dobrzy, bo nie mają odpowiednich wzorców. Ci, co czynią zło, robią to, ponieważ są nieszczęśliwi. Większość chorób, jak choćby bulimia, anoreksja, nawet astma, to choroby niechcianego dziecka, nieszczęśliwego dzieciństwa. Źródłem zła są kompleksy. Dużo wiem o ludziach. Oczywiście, nie jestem naiwna, wiem, że na świecie żyją zboczeńcy i mordercy. Gdyby jednak pogrzebać w ich życiorysach, doszlibyśmy do wniosku, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Ale trzeba ludziom zaufać. Mimo wszystko. I tak właśnie nazywa się moja fundacja. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA Wiedeń Autorka dziękuje pani Marii Buczak ze Stowarzyszenia „Takt“ w Wiedniu za umówienie wywiadu z aktorką.

MONITOR POLONIJNY


„Morza szum, ptaków śpiew…“

K

iedy 16 kwietnia w sobotni poranek otworzyłam pocztę mailową i zobaczyłam wiadomość od naszej redakcyjnej koleżanki Urszuli Zomerskiej-Szabados, wysłaną o 3 godzinie rano, czułam, że to smutna wiadomość. Nie myliłam się – w Opolu zmarł Henryk Zomerski, współzałożyciel zespołu Czerwone Gitary, brat Uli. Dwa lata temu byłam świadkiem spotkania rodzeństwa Zomerskich, czyli Uli i jej brata Henryka. Zaaranżowane przez naszą redakcję spotkanie, do którego doszło w Wiedniu, gdzie zespół Czerwone Gitary grał koncert dla austriackiej Polonii, przyniosło im obojgu wielką radość. Przed koncertem udało mi się porozmawiać z rodzeństwem, które wspominało dzieciństwo i lata młodości spędzone na wybrzeżu, w rodzinnej Gdyni. „Zawsze podziwiałam jego pamięć muzyczną“ – wspominała Ula, którą wraz z bratem na początku lat 60. pochłonęła modna wówczas fala bigbeatu. „Słuchaliśmy Radia Luksemburg – opowiadała Ula – a żeby nie przeszkadzać domownikom, chowaliśmy odbiornik radiowy pod pierzyną i razem z Heńkiem słuchaliśmy muzyki do późnych godzin nocnych“ (fragment artykułu pt. „Big-beatowe rodzeństwo“, MP, kwiecień 2009). Później kariera muzyczna Henryka potoczyła się szybko: doMAJ 2011

prowadził do powstania Niebiesko-Czarnych i Pięciolinii, a w 1965 roku wraz z Jurkiem Koselą wymyślił Czerwone Gitary. W tamtych czasach Henryk Zomerski uważany był za najlepszego gitarzystę w Polsce. Grał też na instrumentach klawiszowych. Jako pierwszy polski muzyk za-

prezentował gitarę basową na konkursie młodych talentów; był wtedy członkiem formacji Niebiesko-Czarni. Na swoim koncie miał kilka kompozycji, m.in. „Czy krasnoludki są na świecie“, „Hipopotam“, „Mężczyzna nigdy nie płacze“, „Trochę dobrze, trochę źle“, „Pieskie życie“. Podczas spotkania w Wiedniu zobaczyłam rodzeństwo, które mimo dzielącej je odległości, pozostało bliskimi sobie ludźmi. Henryk, podobnie jak Ula, był bardzo sympatycznym, ciepłym, łagodnym człowiekiem. Wracając z Wiednia, rozmawiałam z Ulą o kolejnych planach i przedsięwzięciach muzycznych Czerwony Gitar. Marzyło nam się, by zaprosić zespół do Bratysławy. W końcu nadarzyła się wspaniała okazja: 15-lecie naszego czasopisma. Termin był umówiony. „Tak się cieszę, będzie to pierwszy występ naszego zespołu w stolicy Słowacji“ – mówił Henryk. Na kilka dni przed planowanym przedsięwzięciem Ula dowiedziała się, że jej brat musi poddać się poważnej operacji. I choć Czerwone Gitary zagrały dla nas wspaniale, to jednak bez Henryka. On swój ostatni koncert z zespołem zagrał 7 listopada w Sopocie. Być może teraz, gdzieś tam słyszy „morza szum, ptaków śpiew...“? MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 15


Wystawa w Krakowie P

ierwsze kwietniowe popołudnie. W kamienicy przy ulicy Filipa 7 w Krakowie, gdzie mieści się Galeria Sztuki Słowackiej, zbiera się grupa ludzi. Tego dnia Towarzystwo Słowaków w Polsce przy współpracy z Konsulatem Generalnym RS w Krakowie zorganizowało otwarcie wystawy słowackiego artysty polskiego pochodzenia Gabriela Petraša. „Serce w wieży”, czyli utrwalone na odzyskanych w drodze recyclingu płytach obrazy, na których

ZDJĘCIA: AGÁTA JĘDRZEJCZYK

Z

azwyczaj w rubryce „Z naszego podwórka“ prezentujemy wydarzenia dotyczące Polaków na Słowacji. Tym razem jednak przynosimy wieści z Polski, które dotyczą naszych słowackich przyjaciół.

Wyróżnienie honorowe dla Zdenki Błońskiej-Zaborskiej „C

zuję się, jakbym stopniowo, kawałek po kawałku, kroiła tort szczęścia“ – wyznała Zdenka Zaborska-Błońska, która w marcu otrzymała w Wiedniu Złotą Sowę, czyli tzw. Oscara Polonii w dziedzinie sztuk plastycznych, a miesiąc później została wyróżniona na V Międzynarodowym Biennale Pasteli w Nowym Sączu. Piąte Międzynarodowe Biennale Pasteli to konkurs będący kontynuacją ogólnopolskich wystaw pasteli, realizowanych od 1987 roku przez dawne Małopolskie Biuro Wystaw Artystycznych w Nowym Są16

czu. Partnerem MCK „Sokół” w działaniach na rzecz upowszechniania tej techniki malarskiej jest Stowarzyszenie Pastelistów Polskich z siedzibą w Nowym Sączu, które zostało założone w 1995 roku przez laureatów i uczestników wystaw. Biennale odbywa się pod patronatem honorowym Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Marszałka Województwa Małopolskiego i Prezydenta Miasta Nowego Sącza, którzy również są fundatorami części nagród. Patronat artystyczny sprawują: Akademia Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Kra-

kowie i Związek Polskich Artystów Plastyków. Nadesłane na konkurs prace oceniane są przez międzynarodowe jury, które przyznaje nagrody i wyróżnienia. W edycji z 2010 roku, której premierowy pokaz odbył się w kwietniu 2011 roku, wzięło udział 193 artystów z 21 państw, w tym

MONITOR POLONIJNY


Jozef Marušiak

nietuzinkowe spojrzenie na świat spotkało się z niespotykanym dotąd punktem widzenia. Emocje ubrane w kształty, spod których wynurza się głębia niepozostawiająca widzów obojętnymi. Całe spotkanie okraszone było dobrym słowackim winem, którego smak idealnie komponował się z klimatem, w jakim znaleźli się przybyli na wystawę goście, rodzina artysty i ambasador RS w RP. Część oficjalna szybko ustąpiła miejsca interesującym rozmowom z artystą, który chętnie opowiadał o swoich inspiracjach. Tytuł wystawy trafnie odzwierciedla sens ukryty pomiędzy kolejnymi pociągnięciami pędzla. „Serce w wieży“ podbiło serca publiczności w Krakowie. MATEUSZ KUMOROWSKI

uhonorowany prestiżową nagrodą w Polsce

J

ozef Marušiak otrzymał prestiżową polską Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego za popularyzację polskiej literatury na Słowacji. W ten sposób docenione zostały jego przekłady literatury polskiej na język słowacki. Uroczystość wręczenia nagrody odbyła się 12 kwietnia w ramach Festiwalu Światowego Dnia Poezji UNESCO w Warszawie. Jozef Marušiak pracuje jako tłumacz już blisko 50 lat. W tym czasie przełożył około 60 powieści, zbiorów opowiadań, monografii, publikacji naukowych. Za swoją pracę otrzymał na Słowacji wiele nagród i wyróżnień, m.in. nagrodę Jána Hollego, nagrodę Mateja Bela,

nagrodę Zory Jesenskiej. W 1997 roku został odznaczony Krzyżem Kawalerskim za Zasługi RP (wywiad z J.Marušiakiem publikowaliśmy w marcowym MP w 2004 r.). Laureatowi gratulujemy i życzymy, by polska literatura w jego przekładach zyskiwała coraz większe grono czytelników na Słowacji. red

landii oraz Polski. Łącznie zaprezentowanych zostało 185 prac. W Galerii Wystaw Artystycznych Małopolskiego Centrum Kultury „Sokół” w Nowym Sączu ogłoszone zostały wyniki jubileuszowego V Międzynarodowego Biennale Pasteli. Grand Prix oraz nagro-

130 artystów z Polski i 63 artystów z zagranicy, którzy zgłosili łącznie 533 prace. Ostatecznie po selekcji prac, dokonanej przez komisję kwalifikacyjną pod przewodnictwem prof. Adama Wsiołkowskiego – rektora Akademii Sztuk PięMAJ 2011

dę Royal Talens – Holand otrzymał Marek Andała (Polska, Kazimierz Dolny). Wyróżnienie honorowe Prezesa Stowarzyszenia Pastelistów Polskich otrzymała zaś Zdenka Błońska-Zaborska – artystka z Klubu Polskiego w Koszycach, której serdecznie gratulujemy! usz

knych w Krakowie, w wystawie konkursowej wzięło udział 141 autorów z 20 państw: z USA, Izraela, Słowacji, Rumunii, Szwecji, Niemiec, Włoch, Hiszpanii, Litwy, Finlandii, Węgier, Rosji, Ukrainy, Danii, Holandii, Francji, Turcji, Bułgarii, Taj17


W końcu doszliśmy do Ľudovíta Štúra

U

kazało się już kilkanaście „historycznych WAŻKIE WYDARZENIA pigułek” o Słowacji, ale jeszcze żadna z nich W DZIEJACH nie była poświęcona Ľudovítowi Štúrowi, choć SŁOWACJI ponoć w tym kraju wszystko zaczyna się właśnie od niego. I w jakimś stopniu to prawda, bo tak naprawdę świadomość słowacka i zorganizowane działania na rzecz narodu słowackiego datują się w sensie społecznym dopiero od czasów Štúra.

Oczywiście naród słowacki w sensie etnicznym istniał zawsze, chociaż wcześniej jego członkowie nie mieli jeszcze świadomości swojej „słowackości”. Historyczna rola Štúra polegała zatem na połączeniu różnych wątków aktywności narodowej z pełną świadomością, iż chodzi o naród, a nie np. o historię ludzi i zamieszkałych przez nich terenów Górnych Węgier czy jakąś odmianę ogólnego języka słowiańskiego, którą posługują się górale na północnych obrzeżach państwa węgierskiego. Zasługą Štúra było także upublicznienie i upolitycznienie problematyki słowackiej. „Po” Štúrze nigdy już nie można było się zachowywać tak, jakby ten problem nie istniał, nawet w okresie największego nacisku państwa węgierskiego na desłowakizację. Ľudovít Štúr, syn nauczyciela i organisty ze środkowej Słowacji, przybył do Bratysławy w roku 1829, po ukończeniu niższego gimnazjum ewangelickiego w Györ. Miał 14 lat i rozpoczął naukę w liceum ewangelickim. Był wybitnie inteligentny i uzdolniony językowo. Uczył się różnych języków, w tym chyba wszystkich słowiańskich. Już w domu nasiąknął słowackim patriotyzmem, więc na efekty 18

nie trzeba było długo czekać. W duchu niezwykle popularnego wówczas Herdera coraz więcej uwagi poświęcał kwestii godnego miejsca Słowaków w życiu publicznym i uznanie ich za naród. Stał się też przywódcą licealnej młodzieży. W 1836 r. Štúr zorganizował wyprawę do ruin zamku Devín, która z czasem nabrała wymiarów legendy i stała się jednym z kamieni milowych w rozwoju świadomości narodowej Słowaków. Uczestnicy tej specyficznej wycieczki stali się później znanymi działaczami narodowymi, a następne generacje nazwały ich „szturowcami”. Dnia 24 kwietnia wiosna była już w pełni, a licealiści urządzili sobie piknik na naddunajskim wzgórzu. Dla Štúra były to ostatnie dni nauki w szkole. Po wakacjach miał w niej objąć stanowisko zastępcy profesora, co zaproponowano mu jako prymusowi. Wyprawę przygotowano w tajemnicy przed węgierskimi władzami i w atmosferze patriotycznego entuzjazmu. Podczas pikniku śpiewano patriotyczne pieśni, a Štúr wygłosił mowę o historii Wielkiej Morawy z przełomu VIII i IX wieku, co miało pokazać, jak starym narodem są Słowacy i jaką chwalebną przeszłość mają za sobą. Wszyscy obecni przyjęli no-

we imiona, brzmiące starosłowiańsko, i zobowiązali się ich używać. Ľudovít stał się w ten sposób Velislavem. Na zakończenie uczestnicy spotkania w atmosferze uniesienia złożyli przysięgę, że swoje życie poświęcą walce o wyzwolenie narodowe Słowaków. Štúr pojmował to na sposób romantyczny – uważał, że całe życie, także osobiste, powinno być podporządkowane nadrzędnemu celowi. Problem, czy wolno się zakochać i ożenić, stał się potem powodem jego sporów z przyjaciółmi. Polskiemu czytelnikowi wyprawa na Devín kojarzy się zapewne z podwileńskimi wycieczkami filomatów, do których należał Adam Mickiewicz. Po wakacjach Štúr, już jako nauczyciel, zaczął prowadzić zajęcia z literatury czesko-słowackiej, co w praktyce oznaczało naukę starobiblijnego języka czeskiego. Warto dodać, że zainteresowanych uczniów Štúr uczył dodatkowo języka polskiego. Sam w tym momencie przeżywał

wielką fascynację polską literaturą i historią. Na początku lat 40. w węgierskiej części monarchii austriackiej wzrosła zarówno świadomość narodowa, jak i nastroje antyhabsburskie. Ich częścią było przekonanie, ze niewęgierskie narody, zamieszkałe na terenie historycznych Węgier – a więc głównie Słowacy i Rumunii – powinny się madziaryzować, a ich aktywność narodowa postrzegana była jako rozbijanie „węgierskiej jedności”. W związku z tym na Štúra i jego popularyzujące słowiańskość działania patrzono podejrzliwie. W roku 1838 Štúr podjął studia na uniwersytecie w Halle i problem jakby sam się rozwiązał. Ale kiedy w 1840 roku powrócił do Bratysławy, konflikt zaczął narastać, tym bardziej, że generalnym inspektorem Kościoła Ewangelickiego został dobrze znający Štúra hr. Karol Zay. Zay pomógł niegdyś Štúrowi w wyjeździe do gimnazjum, bo widział w nim kandydata

MONITOR POLONIJNY


na przywódcę – o dziwo – młodzieży węgierskiej. Opowiedzenie się Štúra za słowackością było zatem dla niego czymś w rodzaju osobistej obrazy. Robił więc wszystko, by Štúr nie dostał uprawnień profesorskich. Napięcie rosło. W 1842 roku słowaccy uczniowie bratysławskiego liceum wysłali do Wiednia, do cesarza delegację z prośbą o obronę języka słowackiego i pozostawienie lektoratu słowackiego w liceum (nota bene, była to piękna epoka, w której możliwe były takie deputacje). Ale cesarz tę petycję odesłał do rozpatrzenia przez władze w Budzie, co jedynie konflikt zaostrzyło. W tej sytuacji Štúr, znający historię i nieudaną próbę skodyfikowania języka słowackiego przez Bernoláka, podjął decyzję o ponownym opracowaniu zasad języka narodowego. Wyszedł z założenia, że podstawą języka słowackiego nie może być dialekt z pogranicza z Czechami, bowiem dla przetrwania języka ważne było, by w oczywisty sposób różnił się od czeskiego. Rozumiał również, że trzeba w nim połączyć językową tradycję i wyczucie zarówno wykształconych ewangelików, jak i prostych chłopów-katolików, dlatego też za jego podstawę proponował uznać jakiś dialekt ze środkowej Słowacji, z okolic Bańskiej Bystrzycy. Dokładnie 11 czerwca 1843 roku na probostwie w Hlbokim przedstawił przyjaciołom swój projekt. W sześć dni później spotkał się z poetą Jánem Hollým, który dotychczas tworzył w „bernolakwszczynie”, aby przekonać go do idei nowej kodyfikacji języka. Hollý zaakceptował pomysł, a Štúr zabrał się do pracy… ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“

MAJ 2011

Rękopis powtórnie odnaleziony

U

bogo wygląda w ostatnich miesiącach oferta polskich filmowców. Trochę komedii, kilka filmów ni to psychologicznych, ni to obyczajowych; w sumie nic specjalnego i godnego uwagi. Ciągłe krytykowanie i wytykanie błędów wbrew pozorom nie sprawia mi przyjemności, więc tym razem przedstawię Państwu film wybitny – „Rękopis znaleziony w Saragossie”, wyreżyserowany przez Wojciecha Jerzego Hasa. „Rękopis...” nie jest filmem nowym – swoją premierę miał w 1965 roku. Już wtedy zyskał uznanie wielkich światowego kina. Z podziwem wypowiadali się o nim Luis Bunuel i Martin Scorsese; zachwycił również młodsze pokolenie artystów, m.in. reżysera Davida Lyncha i pisarza Neila Gaimana. Wkrótce na ekrany kin (a także na DVD) trafi cyfrowo odświeżona wersja tego filmu. Jeśli jeszcze nie zdążyli Państwo go obejrzeć, co jest wielce prawdopodobne, bo dotychczas był trudno dostępny, serdecznie do tego zachęcam. Opowiadanie fabuły dzieła Hasa mija się z celem i jest po prostu niemożliwe. Dlaczego? Spieszę z wyjaśnieniami. „Rękopis znaleziony w Saragossie” bazuje na znakomitej powieści o tym samym tytule, napisanej przez hrabiego Jerzego Potockiego blisko dwieście lat temu. Osią historii jest podróż młodego oficera Alfonsa van Wordena, który zmierza do Madrytu, by tam objąć stanowisko kapitana gwardii walońskiej. Van Worden lekceważy sugestie służby, by nie jechać przez góry Sierra Morena, które ponoć pełne są duchów, żywych trupów i innych przerażających stworzeń. Już wkrótce, podczas pierwszego noclegu, przekona się, że historie o nadprzyrodzonych zjawiskach w Sierra Morena to nic w porównaniu z tym, czego sam doświadczy. Galeria spotkanych przez niego postaci jest nieprawdopodobna i niezwykle barwna. Indywidua snują swoje opowieści, które zdają się nie mieć końca (jedna wynika z drugiej i płynnie przechodzi w kolejną – Potocki wykorzystał tzw.

kompozycję szkatułkową). Van Worden jest zresztą nie tylko słuchaczem, ale i mimowolnym uczestnikiem najbardziej nieprawdopodobnych zdarzeń, jakie tylko można sobie wyobrazić. Has podjął się karkołomnej próby przeniesienia skomplikowanej struktury powieści Potockiego na język filmu i wyszedł z niej zwycięsko. Faktem jest, że ten, kto zdecyduje się „Rękopis...” obejrzeć, musi liczyć się z tym, że nie będzie tylko biernym widzem. Aby w pełni docenić kunszt, z jakim film zrealizowano, ale i po to, by go po prostu zrozumieć, trzeba poświecić mu całą swoją uwagę. Warto. Mimo dziesięcioleci, które upłynęły od jego nakręcenia, „Rękopis...” nie trąci myszką. Niesamowite widowisko, pełne magii i niezwykłej atmosfery powstało bez kosztownych efektów specjalnych. Hiszpańskie plenery z powodzeniem zostały „zagrane” przez Jurę KrakowskoCzęstochowską i Wrocław, przy czym film absolutnie na tym nie traci.

I jeszcze – last, but not least – słowo o aktorach grających u Hasa. Zobaczymy prawdziwych, utalentowanych aktorów, a nie celebrytów z aktorskimi aspiracjami. I tak w roli Van Wordena wystąpił Zbigniew Cybulski. Oprócz niego zagrali m.in. Gustaw Holoubek, Iga Cembrzyńska, Leon Niemczyk, Bogumił Kobiela i Franciszek Pieczka. Choćby tylko dla ich aktorskiego kunsztu warto poznać KATARZYNA PIENIĄDZ „Rękopis...”. 19


Polish woman in... Peru

T

Zwierzenia podniebienia

ym razem przeniesiemy się do Peru. Kuchnia tego kraju jest kombinacją wpływów hiszpańskich, włoskich, chińskich i japońskich. Jednym słowem charakteryzuje ją niezwykła różnorodność – od pikantnych dań z gór i owoców z selwy, poprzez ryby, po owoce morza.

Jedną z najbardziej znanych potraw peruwiańskich jest ceviche – biała surowa ryba z ostrą papryką i cebulą, przygotowana w pikantnej marynacie zrobionej z soku z limonki. Danie to ma naprawdę wyśmienity smak, jeżeli przygotowane jest ze świeżej ryby. Każda restauracja, oferująca ceviche, przygotowuje go na swój własny sposób, dlatego smak tej potrawy bywa rożny. Ceviche tradycyjnie podaje się z ziemniakami, kukurydzą lub maniokiem, ale ze względu na przeróżne modyfikacje podstawowego przepisu, można go serwować tez np. z krabami (ceviche mixito). Najbardziej znane owoce morza to choros (małże), camarones (krewetki) i calmares (kalmary), które można przyrządzać na rożne sposoby. W Bratysławie jest tylko jedna restauracja, oferujaca przysmaki z Peru. Pewnego niedzielnego popołudnia wybrałam sie tam wraz z rodziną na „przeszpiegi“. Lokal znaj20

duje się w zwykłym bloku mieszkalnym. Z zewnątrz żadna rewelacja. Wnętrze też jest skromne i gołym okiem widać oszczędność w dekoracji. Wybraliśmy stół blisko kuchni, żebyśmy mogli kątem oka podglądać działania kucharza. Pierwsze, co przykuło naszą uwagę, to egzotyczne nazwy potraw w menu. Zagłębiliśmy się zatem w lekturze, by dokonać wyboru. Potem pozostawało cierpliwie czekać. Najpierw na stole pojawiła się przystawka causa de atún, czyli kostka ziemniaczanego puree, faszerowana pastą z tuńczyka, która okazała się nie tylko dziełem estetycznym, ale i również ucztą dla kubków smakowych, od razu identyfikujących egzotyczne przyprawy. Danie główne to fuente criolla – cztery rodzaje mięs, dipy i słodkie zie-

Ceviche

mniaki – było niezwykle interesującym doznaniem dla europejskiego podniebienia, które nigdy przedtem nie kosztowało kuchni peruwiańskiej. Muszę przyznać, że do niektórych smaków trzeba by się przyzwyczaić, inne przyjemnie łechtały podniebienie. Brzuchy zostały napełnione, a przed nami pojawiło się jeszcze słodkie co nieco – smażone banany z czekoladą. Nie jestem pewna, czy peruwiańskie smaki mnie

oczarowały, bowiem do pełni szczęścia czegoś mi zabrakło. Może lepszego wystroju wnętrza, kelnerów w strojach narodowych, a może lokalnej muzyki z głośników. Jeśli odwiedzicie „Casa Inka”, będziecie mogli porównać swoje wrażenia z moimi. Może Was Dom Inków zauroczy... SYLWIA TOMASZEWSKA Redakcja informuje, że artykuły zamieszczane w rubryce „Zwierzenia podniebienia” w żaden sposób nie są sponsorowane i że wszelkie wydatki, związane z wizytami w prezentowanych lokalach, autorka pokrywa sama.

Causa de Atun MONITOR POLONIJNY


MAGDA TUL P

odczas walentynkowego koncertu dziesięciu naszych artystów walczyło o to, kto 10 maja będzie reprezentował Polskę w międzynarodowym półfinale 56. Konkursu Piosenki Eurowizji 2011, skąd już prosta droga do jego finału, który odbędzie się 14 maja w Dusseldorfie. Wygrała Magdalena Tul, której piosenka „Jestem“ najbardziej spodobała się telewidzom. Magdalena Tul to piosenkarka, kompozytorka i autorka tekstów. Ukończyła studia na Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Na swoim koncie ma udział w takich przedstawieniach, jak „Metro”, „Ukochany kraj”, „Niedziela na głównym” czy „Wieczór cygański”. Współpracowała z takimi zespołami, jak Bajm, Vergin, Kasa, Projek. Brała udział w „Tańcu z gwiazdami” i „Show!Time”. Występuje w teatrach „Buffo” i „Roma”. Była też solistką w programie „Jaka to melodia?“. Ponieważ posiada włoskie ko-

rzenie, występuje też pod pseudonimem Lady Tullo. Zdobyła już sporo nagród, również podczas międzynarodowych konkursów piosenki, m.in. w Pradze czy w USA. Czy ma szanse zaistnieć na Eurowizji? Nie zawsze naszym kandydatom udaje się trafić w gusta publiczności europejskiej. Magdalena Tul podczas polskich eliminacji zaprezentowała nie tylko swój talent wokalny, ale i niezłe umiejętności taneczne. Trzymajmy więc za nią kciuki. URSZULA SZABADOS

Bardzo dobrze, trójka z plusem

P

ewnie pamiętają Państwo recenzowany przeze mnie bodaj w marcowym numerze „Monitora” krążek Maryli Rodowicz „50”. Artystka sięgnęła po utwory z lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia i zaprezentowała je w uwspółcześnionych aranżacjach. Operacja się udała, pacjent przeżył. Niedawno na polskim rynku muzycznym pojawiła się kolejna płyta utrzymana w stylu retro. Tym razem drugą młodość przeżywają piosenki z tekstami Jeremiego Przybory. Z klasykami postanowili zmierzyć się Justyna Steczkowska i Maciej Maleńczuk. Owoc współpracy tych dwojga cenionych artystów nosi tytuł „Mezalianse” i, szczerze mówiąc, jest umiarkowanie smaczny. Przypomina błyszczące, wypuMAJ 2011

cowane, zielone jabłka, sprzedawane niegdyś (a może i wciąż?) na sztuki w hipermarketach. Niby ładny, niby zachęcający, niby idealny, a rozczarowuje płaskim smakiem już przy pierwszym słuchaniu. „Mezaliansów” słucha się względnie przyjemnie, ale bez emocji. „Herbatka”, „Bez Ciebie”, „Dobranoc, już czas na sen”, „Utwierdź mnie” – to zgrabne piosenki (podobnie jak reszta utworów z tej płyty), które

wy. Ona, szczególnie w początkach swojej scenicznej można sobie nucić kariery, dała się pona przykład przy znać jako wokalistsprzątaniu, prasoka obdarzona mowaniu, praniu. Coś cnym, ciekawym głosobie w tle gra, ktoś Czulym sem, z artystycznyna czymś brzdęka, uchem mi ambicjami i pooczywiście nam to nie przeszkadza; ale nie mysłem na siebie. On nie przywiązujemy do tego bez powodu był uważany wielkiej wagi. Miłe dla ucha za jednego z najbardziej dźwięki tworzą dość prze- kontrowersyjnych i awanwidywalny zlepek. Justyna gardowych polskich muSteczkowska śpiewa po- zyków. Przykre, że połąprawnie, Maciej Maleńczuk czenie tych dwóch indy(który nota bene od kilku widualności przyniosło dobrych lat ma poważne raptem przeciętną płytę problemy ze stworzeniem z ładnymi piosenkami. interesującego autorskiego Może gdyby „Mezalianse” materiału) od czasu do cza- sygnowane były nazwiskasu coś „mruczy”. I tak sobie mi innych artystów, spojrta płyta gra, aż do ostatnie- załabym na tę płytę przygo utworu, po którym nie chylniej. Jednak noblesse rwiemy się do włączenia jej oblige, więc na koniec zacytuję tylko moją panią profepo raz kolejny. Szkoda, że efekt współ- sor od matematyki: „Bardzo pracy Steczkowskiej i Ma- dobrze, trójka z plusem”. KATARZYNA PIENIĄDZ leńczuka jest taki bezpłcio21


Wszystkie kolory sukcesu

B

POLAK

lack Red White SA to największy w Polsce producent i dystrybutor mebli oraz artykułów wyposażenia wnętrz, a jednocześnie jedna z najlepiej rozpoznawanych przez Polaków marek. Wymieniana jednym tchem ze skandynawskim gigantem IKEA już od kilkunastu lat cieszy się niesłabnącym powodzeniem. Na swoim koncie ma liczne nagrody i wyróżnienia, m.in. Diament Meblarstwa (zdobyty zarówno w roku 2011, jak i również we wcześniejszych edycjach), The Platinum Technology Award for Quality and Best Trade Name (Rzym, 2008), Produkt Roku (w latach 2005, 2006, 2007) oraz Golden Furniture Award (Paryż, 2006). Tadeusz Chmiel, właściciel i założyciel Black Red White SA, regularnie trafia do czołówki najbogatszych polskich biznesmenów. Uważany jest za jednego z najbardziej tajemniczych polskich milionerów – chroni swoją prywatność, nie udziela się publicznie, a branżowi konkurenci znają go ponoć tylko z opowiadań. Kilka lat temu miesięcznik „Profit” pisał o nim: „Fotografować się nie pozwala, wywiadów nie udziela”.

22

POTRAFI

Black Red White SA założył ponad dwadzieścia lat temu w niewielkim Chmielku na Lubelszczyźnie. To był dobry czas na założenie przedsiębiorstwa zajmującego się produkcją mebli. Zapotrzebowanie na nie było wtedy ogromne, a wybór na ówczesnym rynku wciąż jeszcze ograniczony. Black Red White SA zaproponowała tanie i proste meble, ale o ciekawym wzornictwie i różnorodnej stylistyce, takie, by niemal każdy mógł wśród nich znaleźć coś dla siebie. Firma trafiła bezbłędnie w gusta Polaków, nie rujnując przy tym ich kieszeni. Wkrótce rozpoczęła udany podbój rynków zagranicznych. Dziś aż trzydzieści procent z całkowitej sprzedaży to właśnie ta zagraniczna. Firma obecna jest w wielu zakątkach świa-

ta, m.in. w Wielkiej Brytanii, Grecji, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Belgii, Holandii, Chorwacji, Skandynawii, Czechach i, jak zapewne Państwo się domyślają, również na Słowacji. Słowacka sieć sprzedaży spółki rozwija się bardzo dynamicznie. Black Red White SA działa tu od trzynastu lat. Cieszy się rosnącą popularnością wśród słowackich klientów, o czym świadczą wciąż rosnące przychody i nowe punkty sprzedaży – sklepy partnerskie i własne salony firmowe. Znajdują się one niemal we wszystkich większych miastach – Bratysławie, Bańskiej Bystrzycy, Koszycach, Preszowie, Liptowskim Mikulaszu, Zwoleniu i Nitrze. Najmłodszy sklep, oferujący produkty Black Red White SA, otwarto niedawno w Senicy. Od kilku lat w mediach pojawiają się informacje, jakoby Black Red White SA planowała wejście na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych. Do tej pory spółka nie zdecydowała się jednak na taki krok i każde medialne rewelacje na ten temat stanowczo dementuje. KATARZYNA PIENIĄDZ

MONITOR POLONIJNY


O D

E N T U Z J A S T E K

D O

P A R Y T E T E K

O prawa polityczne bez różnicy płci

P

Rozpoczęła się rekrutacja kandydarzed tegorocznymi październikowymi tek na kandydatki. Potrzeba ich co najwyborami parlamentarnymi wszystkie polskie partie polityczne mniej 540, bowiem tyle pań musi się skierowały swe obiektywy na kobiety. znaleźć na listach wyborczych, by spełnić obowiązujący po raz pierwszy wymóg 35 proc. miejsc przewiska w Damach, rycesiał być mężczyzna. Polki dzianych dla każdej płci. Inaczej lista rzach i feministkach, był powszechnego prawa nie zostanie zarejestrowana. Wydaje równie zdeterminowany. wyborczego dla siebie się, że partie z realizacją tego wymoPrzemawiały na wiecach, zaczęły domagać się na gu nie będą miały większych kłopopisały artykuły, wydawapoczątku XX wieku, kietów, bowiem w Polsce nie brak koły broszury. Polemizowady to chwiały się już trzy biet aktywnych, intelektualnie i zały, argumentowały i przezaborcze monarchie abwodowo dobrze przygotowanych do konywały. solutystyczne: Rosja, Auspracy w polityce. Zdrowy rozsądek W XIX wieku, kiedy tro-Węgry i Prusy. Najakkaże wierzyć, że to właśnie one znajżądanie praw obywateltywniejsze z emancypandą się na listach wyborczych, a nie ceskich było głównym motek tego okresu to Paulina Kuczalska-Reinschmit, lebrytki, które wprawdzie przyciągają tywem ruchu kobiecego Kazimiera Bujwidowa, część elektoratu, ale później, już we Francji, Anglii czy w parlamencie, najczęściej nie mają Stanach Zjednoczonych, Paulina Kuczalska-Reinschmit Maria Dulębianka, Maria Turzyma, Justyna Bunic do powiedzenia i ani wyborcy, ani Polski na mapie Europy dzińska-Tylicka. Dziś popartie, które je promowały, nie mają nie było i polskie emanza środowiskami feministycznymi z nich korzyści. System kwotowy, dacypantki w tym czasie o prawa wymało kto o nich pamięta, a to one włający kobietom większą szansę na borcze nie walczyły, nie domagały się śnie swoje zdolności i majątek potworzenie prawa, to osiągnięcie polich od rządów państw zaborczych, święciły sprawie emancypacji kobiet skiego ruchu kobiecego XXI wieku. uważając, że prawa te są prawami poi jako pierwsze głośno domagały się Dziś trudno sobie wyobrazić, że litycznymi obywateli i obywatelek supraw obywatelskich bez różnicy płci, przed stu laty prawa wyborcze, najwerennego państwa. Nie domagały czym w pełni zasłużyły sobie na miejważniejsze z praw obywatelskich, posię ich też od mężczyzn, bo i ci, jeśli sce w naszej, Polaków zbiorowej pasiadały jedynie Finki, które uzyskały takie prawa mieli, to w ograniczonej mięci. je w 1906 roku. Polki prawa wyborprzez zaborców formie. Nie oznacza Najradykalniejsza bojowniczka cze mają od 1918 roku. Panuje poto jednak, że prawa wyborcze dla koo prawa kobiet na ziemiach polskich wszechne przekonanie, utrwalane biet nie były w tym czasie przedmioprzed I wojną światową Paulina Kuprzez podręczniki historii, że otrzytem dyskusji politycznej. Publicznie czalska-Reinschmit w 1889 roku wraz mały je w efekcie ogólnego postępu mówiono o nich np. w Galicji w 1881 z Marią Szeligą wzięła udział w parycywilizacyjnego. Korygują to twierroku i w roku 1896, kiedy to zbierano skim kongresie kobiet, a w 1905 roku dzenie ostatnie badania historyczne we Lwowie i Krakowie podpisy pod ogłosiła memoriał, w którym domapolskich feministek, petycjami o zniesiegała się przyznania kobietom czynktóre udowadniają, że nie tzw. pełnomocninych i biernych praw wyborczych do w 1918 roku Polkom ctwa. Obowiązujące praw politycznych nikt samorządu Królestwa Polskiego. bowiem w Galicji aunie podarował, że wyMemoriał ten podpisały 4 tys. osób. striackie prawo wywalczyły je dawne O prawach wyborczych kobiet móborcze umożliwiało emancypantki. Polki wiła niejednokrotnie na różnych fowłaścicielkom i samowprawdzie o prawa rach, m.in. na wiecach Postępowej dzielnym zarządczyobywatelskie nie biły Demokracji w 1906 roku. To ona niom dóbr ziemskich się jak Francuzki na zjednoczyła polski ruch kobiecy, czynne prawo wyborbarykadach, ale waltworząc w 1907 roku ponadzaborocze w wyborach do czyły słowem, zaś ich wy Związek Równouprawnienia Kosejmu galicyjskiego, dyskurs emancypacyjbiet Polskich, i wznowiła w Warszaale korzystać z niego ny, o którym najpełwie czasopismo „Ster”, które stało się mogły jedynie za poniej pisze historyczka organem Związku. Na jego łamach średnictwem pełnoMaria Dulębianka Sławomira Walczewprzebiegała walka o prawa wyborcze mocnika, a tym muMAJ 2011

23


kobiet. W tym czasie że najpierw trzeba wypolskie emancypantki zwolić klasę robotnizaangażowane w ruch czą, a swoim działacznarodowo-wyzwoleńkom kazali podpisyczy były pewne, że wać uchwały „nieprzeszkadzania obecnie przez lata zaborów zaprzez przedwczesne pracowały sobie na stażądania praw dla sietus obywatelek, a przybie”. Narodowcy natoznanie im praw obywamiast twierdzili, że mótelskich, w tym przede wienie o prawach kowszystkim praw wybiet to rzecz nienaroborczych, będzie w oddowa, bo rolą niewiast rodzonej Polsce po proJustyna Budzińska-Tylicka jest „stać na straży stu aktem sprawiedliświętych instynktów”. wości. W swoich odezWprost trudno uwiewach i artykułach pisarzyć, ale na początku XX wieku samo ły: nie chcemy praw dla siebie, ale dla wspominanie o obywatelskich pradobra ojczyzny, chcemy obywatelwach kobiet wywoływało śmiech skich obowiązków, równości. „My, i karcenie – nie wypadało bowiem kobiety, żądamy współudziału w walobniżać takimi postulatami powagi ce o prawa narodu, w pracy dla jego dziejowej chwili, gdy ważyły się losy przyszłości, żądamy uczestnictwa narodu. Zdenerwowana Dulębianka w odbudowywaniu gmachu narodopytała: „Czyż kobieta stoi na zewnątrz wego” – wołała na lwowskim wiecu swego narodu? Czyż do niego nie namalarka Maria Dulębianka, pierwsza leży?”. Paulina Kuczalska-Reinschmit Polka, która demonstracyjnie wystarprzekonywała: „Równouprawnienie towała w wyborach do sejmu galicyjpolityczne kobiet stanowi część nieskiego w 1908 roku. odłączną ogólnych dążeń wolnościoSzybko jednak okazało się, że przywych i tylko łącznie z nimi bywa osiąznanie kobietom praw obywatelskich gane”. Dulębianka przekonywała naw wyzwolonej Polsce wcale nie jest rodowców, że: „choć zdobędziemy takie oczywiste; socjaliści wprawdzie wolność, wolnym narodem się nie werbalnie deklarowali, że opowiadastaniemy, póki połowa ludności praw ją się za prawami kobiet, ale uważali,

obywatelskich pozbawiona będzie”. Ostrzej reagowała Kazimiera Bujwidowa, pisząc: „Kobieta dzisiejsza orientuje się bardzo dobrze, że wszelkie prawa zdobyte przez nią są na mężczyźnie wymuszone. Mężczyzna bowiem dzisiejszy w uprawnieniu kobiety nie widzi swego bezpośredniego interesu. Dając kobiecie prawa – kłamie. Wstydzi się jeno na początku wieku XX przyznać, że praw tych nie chce. Rozebrany z obsłonek programowo-politycznych męski osobnik, nawet do najradykalniejszych partii należący, jest często w nagiej treści swej istoty zażartym przeciwnikiem wyzwolenia kobiety”. Polskie emancypantki przekonywały, że kobiety wniosą do polityki czynnik etyczny. Doktor medycyny, popularna działaczka społeczna w Warszawie, aktywna feministka Justyna Budzińska-Tylicka pytała z przekąsem, czy może zamiast o „kwestii ko-

Warszawa Sylwii Chutnik

O

Sylwii Chutnik pisaliśmy już przed trzema laty z okazji wręczenia jej Paszportu „Polityki” za książkę „Kieszonkowy atlas kobiet” oraz nominacji do Nagrody Literackiej Nike.

Powieść ta została uznana przez słuchaczy Programu III Polskiego Radia za Książkę Roku. Na jej podstawie powstała sztuka, którą wystawił warszawski Teatr Powszechny. Za kolejną książkę, zatytułowaną Dzidzia i wydaną w 2009 roku, autorkę nominowano do Róż Gali. Tym razem pisarka, a jednocześnie anarchistka, działaczka feministyczna,

prezeska Fundacji „MaMa”, didżejka, dziewczyna z grzywką lilaróż, która w czasie jednej z Manif jako tancerka z Rio w wersji punk, z kwiatem w zębach i w złotym staniku, obtańczyła pomnik kardynała Wyszyńskiego, obdarzyła nas przewodnikiem, jakiego jeszcze nie było. Warszawa kobiet (Polityka, Spółdzielnia Pracy), bo taki tytuł nosi najnowsza jej ksią-

żka, ukazuje nam stolicę z zupełnie innej strony. Autorka, o której Kazimiera Szczuka mówi, że „chyba już w przedszkolu była feministką”, stworzyła w niej zupełnie nową, własną mapę miasta. Mapę, na której umieszcza kobiety warte upamiętnienia, które przeważnie dotąd pozostawały w tle jako

mniej ważne, a tymczasem były nie tylko czyimiś żonami, matkami czy pomocnicami, ale także tworzyły historię Warszawy. Na tej szczególnej mapie Sylwia Chutnik zaznacza ślady, które pozostały po warszawiankach od 1596 roku, czyli od chwili, kiedy Warszawa oficjalnie stała się stolicą Polski, po czasy


biecej” nie należy mówić o „kwestii męskiej”, ponieważ „Idjotów mamy dwa razy więcej mężczyzn, niż kobiet. Więcej mężczyzn wśród zbrodniarzy, alkoholików, samobójców”. Polskie emancypantki zdawały sobie sprawę, że miała rację Paulina Kuczalska-Reinschmit, nazywana hetmanką polskiego feminizmu, pisząc: „Historia naszego ruchu uczy nas, że kobiety przez czynny udział w walce o wyzwolenie wszystkich, jeszcze przez to praw obywatelskich dla siebie nie zdobywają”. Zorganizowały we wrześniu 1917 roku, a więc jeszcze przed zakończeniem I wojny światowej, zjazd działaczek ze wszystkich zaborów, wybrały na nim delegację, którą upoważniły do przyszłych rozmów z tworzącym się rządem polskim w sprawie praw wyborczych dla kobiet. Delegacji przewodniczyła dr Justyna Budzińska-Tylicka. Pierwszy obiecał Polkom prawa wyborcze powstały w Lublinie w nocy z 6 na 7 listopada 1918 roku Tymczasowy Rząd Ludowy, którego premierem został przywódca galicyjskich socjalistów Ignacy Daszyński. W punkcie 4. manifestu tego rządu czytamy m.in.: „Czynne i bierne prawo wyborcze będzie przysługiwało każdemu obywatelowi i obywatelce, mającym 21 lat skończonych”. Rząd

nam współczesne. Znalazły się na niej kobiety, które „fundowały klasztory, budynki użyteczności publicznej, projektowały i rzeźbiły, uczyły nowe pokolenia, pisały książki i opiekowały się biednymi i chorymi”. Jednocześnie Warszawa kobiet jest wyrazem podziwu autorki dla warszawianek, które „potrafią walczyć o swoje. [...]”. Przyznaje, że: „Ich życie, konsekwencja w realizacji swoich marzeń i codzienna walka o tożsamość jest dla mnie niekończącą się inspiracją”. Książka ta to nie „symboliczne wywoływa-

ten nie odważył się lekceważyć tak dużego elektoratu, jaki stanowiły kobiety, chociaż sam Daszyński pisał: „Nie umiem nawet sobie wyobrazić tego, co będzie z życiem ludzkości, jeżeli – połowa jej – kobiety wejdą naprawdę w to życie z wolą świadomą, z siłą odpowiadającą nie tylko swej liczbie, lecz i walorom kobiecym, silniejszym pod pewnym względem od męskich”. Również Józef Piłsudski, który powołał 18 listopada 1918 roku rząd Jędrzeja Moraczewskiego, a 22 listopada został Tymczasowym Naczelnikiem Państwa, miał poważne wątpliwości co do roli kobiet w polityce; uważał, że kobiety nie będą racjonalnie wykorzystywały nadanych im w przyszłości praw, ponieważ „mentalność kobiety z natury jest konser-

nie duchów”, ale „próba odzyskania naszej, kobiecej, historii”. Dłuższe teksty lub eseje Sylwia Chutnik poświęca postaciom szczególnie jej bliskim, których losy ją zafrapowały lub zaimponowała jej ich praca czy też, jak pisze, zwyczajnie je polubiła. A ja zapewniam, że czytanie tych esejów, pisanych charakterystycznym Chutnikowskim zadziornym stylem, to szczególna przyjemność. Wa r s z a w a kobiet to nie kla-

watywna i łatwo na nią wpływać”. Mimo tych zastrzeżeń Piłsudski przyjął delegację kobiet z BudzińskąTylicką na czele – oczekującym kobietom kazał wprawdzie przez kilka godzin czekać na mrozie przed willą na Mokotowie, w której wówczas urzędował, lecz one, szczękając z zimna zębami, stukaniem parasolkami w okna przypominały mu o swojej obecności. Czekać się opłaciło – 28 listopada 1918 roku Józef Piłsudski dekretem ustanowił, że prawo wyborcze mają wszyscy obywatele, bez względu na płeć. Prawo to potwierdziła konstytucja marcowa z 1921 roku. Z prawa wyborczego kobiety skorzystały już w pierwszych wyborach do Sejmu Ustawodawczego, które odbyły się 26 stycznia 1919 roku. Znalazły się też na listach wyborczych, z reguły jednak na najniższych miejscach. Do pierwszego Sejmu II Rzeczpospolitej dostało się ich niespełna 2 procent. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

syczny przewodnik turystyczny ani zbór esejów. W tej książce jest wszystko razem – i propozycje tras turystycznych, i nietypowe mapki, są opisy bohaterek i ich portrety stworzone za pomocą nowoczesnej techniki, są też opisy miejsc z nimi związanych. Nie ma w niej fotografii archiwalnych, ale są zdjęcia, które w sposób nietradycyjny ilustrują poszczególne teksty i trasy turystyczne. Teksty Sylwii Chutnik świetnie dopełniają zdjęcia

Anny Grzelewskiej, ilustracje Agaty Nowickiej i opracowanie graficzne Anny Niemierko. Warszawa kobiet to udany rezultat pracy „zespołu młodych kobiet mieszkających w Warszawie, które zafascynowane tym miastem, postanowiły przedstawić je w swój własny, subiektywny sposób”. Właśnie dzięki temu subiektywnemu sposobowi powstała książka, którą chce się mieć, a dzięki paralelnym tekstom angielskim także darować zagranicznym przyjaciołom. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK


P

ożegnalny skok i wielka feta w Zakopanem zakończyła aktywne królowanie Adama Małysza na naszym sportowym firmamencie. Trudno powiedzieć, czy Orzeł z Wisły rzeczywiście namaścił następcę, jednak dla nas oczywistym się stało, że teraz sukcesów oczekiwać będziemy od Kamila Stocha. Trudno się dziwić, Stoch nie jest nowicjuszem, skacze coraz lepiej, a za symboliczne uznać można to, że w tegorocznych skokach w słoweńskiej Planicy na podium stanęło dwóch Polaków. Małysz był trzeci, Stoch … wygrał. A zaczynał tak. Urodził się 25 maja 1987 roku w Zakopanem. Na nartach zaczął zjeżdżać w wieku trzech lat! Kiedy miał osiem, zapisał się do klubu LKS Ząb i oddał swój pierwszy skok. Po raz pierwszy wystartował i wygrał w lidze szkolnej. W 1999 w Garmisch-Partenkirchen został mistrzem świata młodzików. Później ustanowił rekordy skoczni w czeskim Frenštád i niemieckim Klingenthal. W dniu 21 marca 1999 r. w wieku 12 lat wystąpił jako przedskoczek podczas zawodów Pucharu Świata (PŚ) w kombinacji norweskiej na zakopiańskiej Wielkiej Krokwi. Skoczył na odległość 128 m. Żaden z zawodników, biorących udział w zawodach, nie przekroczył wówczas 125 m. Nazwano go nadzieją polskich skoków. Ważył wtedy 28 kg i miał 138 cm wzrostu. W PŚ zadebiutował 17 stycznia 2004 r. w Zakopanem i zajął wówczas 49. miejsce. Pierwsze punkty i zarazem miejsce w pierwszej dziesiątce zdobył 11 lutego 2005 r. w Pragelato, kończąc konkurs na 7. miejscu. Po raz pierwszy jako zwycięzca stanął na podium 23 stycznia 2011 w rodzinnym Zakopanem. W Letnim Grand Prix (LGP) po raz pierwszy wystąpił w sezonie 2005 i zajął wówczas 11. miejsce w klasyfikacji generalnej. Pierwsze zwycięstwo w tym cyklu odniósł 3 października 2007 w niemieckim Oberhof. Najlepszy wynik w klasyfikacji końcowej 2. miejsce uzyskał w LGP 2010. 26

Zmiana warty? Dotychczas trzykrotnie zdobył mistrzostwo Polski, trzykrotnie też zwyciężył w zawodach o PŚ, został też zwycięzcą Letniego Pucharu Kontynentalnego 2010. Jako reprezentant Polski dwukrotnie wystąpił na zimowych igrzyskach olimpijskich. Ogółem zdobył 17 medali na zimowych i letnich mistrzostwach Polski czterokrotnie zwyciężył (trzy razy w zimie i raz, drużynowo w lecie). W ostatnim konkursie tegorocznego sezonu, 20 marca 2011 roku, po raz trzeci w karierze triumfował w PŚ. Wtedy to po raz trzeci w historii na podium stanęło dwóch Polaków – Stoch na miejscu pierwszym, a kończący karierę Małysz na trzecim. Warto przypomnieć, że wcześniej dwukrotnie razem na podium stawali Piotr Fijas i Stanisław Bobak, ale było to 31 lat temu. Pojawienie się Stocha i Małysza na jednym podium odebrano jako swoistą zmianę warty, podobnie jak 15 lat temu, kiedy ostatni konkurs sezonu 1995/1996 wygrał Małysz, a karierę kończył Jens Weißflog. Dzień wcześniej, w serii próbnej przed konkursem drużynowym, Stoch ustanowił swój nowy rekord życiowy, lądując na 226 metrze. Reprezentacja polskich skoczków została sklasyfikowana na 3. miejscu w Pucharze Narodów, a sam Stoch zajął 10. miejsce w generalnej klasyfikacji indywi-

dualnej. Doceniali go również kibice i działacze. W 2007, 2008 i 2009 roku zdobył najwięcej głosów w plebiscycie „Dziennika Polskiego” na Najpopularniejszego Sportowca Podhala. W 2010 zajął II miejsce w plebiscycie „Dziennika Polskiego” Asy Małopolski 2010. Szóstego kwietnia 2011 z rąk przewodniczącego Zarządu Regionu Małopolska NSZZ „Solidarność” Wojciecha Grzeszka otrzymał nagrodę „Solidarni w Sporcie 2010”. Co będzie dalej? Wprawdzie Stoch stwierdził, że drugim Małyszem nie będzie, ale musi zmierzyć się z ciężarem naszych oczekiwań. Czy udźwignie ten ciężar, przekonamy się już za kilka miesięcy. Zaryzykować można stwierdzenie, że zmiana warty dotyczy też innego sportu – polskich strongmanów. Przekazanie pałeczki odbywa się wprawdzie bez wielkiego szumu, ale jednak – mamy bowiem następcę Pudziana. Wprawdzie Mariusz Pudzianowski (pięciokrotny mistrz świata strongmanów oraz sześciokrotny mistrz Europy) już przed wieloma miesiącami przeszedł do sportów walki i ani pośrednio, ani bezpośrednio nie namaścił następcy, to jednak pojawił się kandydat na kontynuatora jego sukcesów. Mateusz Baron, pseudonim „Bubu”, urodzony 17 marca 1989 roku, to dziś nasz najlepiej zaMONITOR POLONIJNY


powiadający się polski strongman. Na co dzień pracuje w Bytomiu jako ochroniarz. Sportową przygodę zaczynał od piłki nożnej. Ponieważ był duży i niezbyt szybki, grał na bramce. Kiedy miał 16 lat, zafascynował go Pudzian. Postanowił pójść w jego ślady. Jako siłacz zadebiutował w 2006. W eliminacjach do Pucharu Polski Strongman 2008 zajął pierwsze miejsce (razem z Witoldem Wolnowskim), w finałach był ósmy. Zajął też 6. miejsce w mistrzostwach Polski, w których rok później nie uczestniczył z powodu kontuzji. Udało mu się natomiast zdobyć wicemistrzostwo Europy Strongman. W 2009 był piąty w łódzkim Pojedynku Gigantów, trzeci w mistrzostwach Europy i trzeci w mistrzostwach Polski w parach (z Rafałem Kobylarzem). W 2010 zajął 6. miejsce w Halowym Pucharze Polski. Jego największy sukces to zdobycie mistrzostwa świata amatorów w 2011 w USA, co zagwarantowało mu start w przyszłorocznych zawodach Arnold Strongman Classic wśród najlepszych zawodowców. Mistrzowski tytuł zdobył w świetnym stylu. Swoją postawą zaskoczył nie tylko konkurencję, publiczność, ale również gospodarzy i ekspertów z b. gubernatorem stanu Kalifornia Arnoldem Schwarzeneggerem na czele. W zawodach pod patronatem Schwarzeneggera, w których brało udział 60 zawodników z 15 krajów, wygrał wszystkie konkurencje. W finale znokautował dziewięciu rywali. Swą postawą zaskoczył wszystkich. Szok był tym większy, że na tle innych zawodników wyglądał ponoć jak „filigranowa dziewczynka” – przy wzroście 185 cm waży 130 kg, zaś pozostali mieli ponad dwa metry i po 180 kg! Był to pierwszy start Barona na mistrzostwach świata. Miejmy nadzieję, że kariery Kamila Stocha i Mateusza Barona będą się dobrze rozwijać. Życzmy sobie, aby należeli do światowej czołówki, bowiem ich sukcesy sportowe to dla Polski najlepsza reklama. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorące udział w konkursach „Monitora”.

MAJ 2011

Hokejowa Słowacja, piłkarska Polska i Ukraina

P

odczas gdy Polska przygotowuje się do Euro 2012, Słowacja organizuje największą imprezę sportową w swojej historii. Mowa o rozpoczętych pod koniec kwietnia Mistrzostwach Świata w hokeju na lodzie, które potrwają do 15 maja.

Polsko-ukraińskie mistrzostwa piłkarskie oraz słowackie mistrzostwa hokejowe mają wiele wspólnego ze sobą, dlatego warto pokusić się o porównanie obu imprez i przygotowań do nich. Prawo do organizacji hokejowych mistrzostw świata Słowacja uzyskała w 2006 roku. Ubieganie się o goszczenie tej prestiżowej imprezy było logicznym następstwem tego, iż hokej jest najpopularniejszą dyscypliną sportu na Słowacji, określaną wręcz mianem sportu narodowego. Miejscem mistrzostw są dwa największe miasta Słowacji: Bratysława i Koszyce. Dla obu metropolii mistrzostwa są świetną szansą na zaistnienie w świadomości zagranicznych turystów. Problemem Słowacji jest bowiem to, że dla wielu obcokrajowców jest ona krajem kompletnie nieznanym. Organizacja mistrzostw jest niepowtarzalną szansą, by to w końcu zmienić. Ogromną wagę do tego przywiązują zwłaszcza Koszyce, które w 2013 roku będą pełniły funkcję Europejskiej Stolicy Kultury, co w połączeniu z tegorocznymi mistrzostwami może okazać się świetnym narzędziem promocyjnym.

Teoretycznie taka sama szansa otwiera się przed Bratysławą, która pod względem turystycznym ciągle nie dorównuję tak popularnym miastom, jak Praga, Wiedeń, Kraków czy Budapeszt. Wielu przedstawicieli branży turystycznej jest zdania, że moda na Pragę i Buda-

peszt powoli mija, turyści już te miasta dobrze poznali, a następnym hitem turystycznym mogłaby być właśnie słowacka stolica. Niestety, wiele wskazuje na to, że Bratysława nie wykorzysta wszystkich szans, które wiążą się z organizacją hokejowych mistrzostw świata. Przygotowania do tej prestiżowej imprezy od początku przebiegały w atmosferze wielu nieporozumień – wystarczy wspomnieć aferę korupcyjną, związaną z budową nowoczesnego stadionu zimowego. Bratysławski stadion jest położony w nie do końca optymalnym miejscu – jest tam po prostu ciasno i są problemy z dojazdem. Kolejnym problemem jest niezbyt ciekawe otoczenie tego obiektu: okolice Trnavskiego myta nie należą bowiem do zbyt urokliwych i nie stanowią dobrej reklamy miasta. 27


KLUB POLSKI W BRAT YSŁAWIE ZAPRASZA NA SPOTKANIE POD HASŁEM: Warto zauważyć, że mimo wielu podobieństw słowackie przygotowania do hokejowych mistrzostw znacznie różnią się od polsko-ukraińskich przygotowań do Euro 2012. Piłkarskie mistrzostwa Europy okrzyknięto jako historyczną okazję do podjęcia niezwykle ambitnego programu modernizacyjnego, który miał odmienić oblicza Polski i Ukrainy. W 2007 i 2008 roku urzędnicy i politycy obu krajów kreślili niezwykle optymistyczne wizje nowoczesnych autostrad, linii kolejowych, lotnisk i zadbanych dworców, które miały powstać przed 2012 rokiem. Dziś już wiadomo, że nie uda się zrealizować nawet połowy z tych szumnie zapowiadanych inwestycji, niemniej jednak dzięki Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie powstanie wiele obiektów użyteczności publicznej, które bez tego piłkarskiego impulsu nie miałyby szans na szybkie pojawienie się. W tym wszystkim widać różnice w charakterze narodowym romantycznych i porywczych Polaków i Ukraińców oraz praktycznych i trzeźwo stąpających po ziemi Słowaków. Na Słowacji z przyznania hokejowych mistrzostw oczywiście każdy się cieszył, ale nikt nie traktował tego wydarzenia w kategoriach historycznej szansy na gruntowną modernizację kraju. W efekcie jedyną inwestycją zrealizowaną w Bratysławie pod kątem mistrzostw jest stadion – w odróżnieniu od Polski i Ukrainy nikt tu nie pokusił się o tak potrzebną modernizację dworców kolejowych i autobusowych czy wymianę taboru autobusów miejskich na nowocześniejszy. Jedno jest pewne: różnice w podejściu do organizacji tak dużego wydarzenia sportowego pokazują, jak bardzo Polacy i Słowacy różnią się charakterami. Słowackie doświadczenia w przygotowaniach do mistrzostw świata mogą być pomocne dla Polski, która już za rok będzie przeżywać swoją największą w historii imprezę sportową. JAKUB ŁOGINOW

MAJÓWKA potaƒcówka 21 m a j a ( s o b o t a ) , o g o d z . 18 . 0 0 nad jeziorem Zlaté Piesky w „Bufecie na plaży”

Do tańca będzie grać i śpiewać znana i lubiana Wanda z zespołem z Wiednia. Na miejscu będzie można kupić napoje oraz coś do jedzenia. Uczestników majówki prosimy o kreacje nawiązujące do kwiatów i inne kwiatowe elementy.

Telefony do koordynatorów przedsięwzięcia:

Kasia – 0903 455 664, Małgosia – 0905 623 064

Impreza w Podskaliu z okazji Zielonych Âwiàtek Klub Polski Ârodkowe Powa˝e – Miejscowe Ko∏o w Dubnicy, b´dàcy organizatorem spotkania w Podskaliu z okazji Zielonych Âwiàtek, przyjmuje pisemne zg∏oszenia do udzia∏u w nim. Impreza odb´dzie si´ w dniach 10-12 czerwca 2011 r. IloÊç miejsc – 98. Op∏ata wynosi 5 euro od osoby (dzieci bezp∏atnie) i obejmuje dwa noclegi i 6 posi∏ków. Zg∏oszenia prosimy przesy∏aç pod adresem e-mail: klub.polski@nextra.sk, lub adresem pocztowym: POªSK¯ KLUB, Stredné PovaÏie, Partizánska 151/3, 018 41 Dubnica nad Váhom. Zg∏aszajàcych si´ prosimy o podanie wszystkich danych, potrzebnych do zakwaterowania.

MONITOR POLONIJNY


KONKURS „BYĆ POLAKIEM“ Jesteś młodym Polakiem? Mieszkasz poza granicami Ojczyzny? Chcesz podzielić się z nami wspomnieniami o Polsce? Zgłoś się do konkursu „Być Polakiem” i wygraj wakacyjny wyjazd do Polski! Konkurs „Być Polakiem” organizowany jest przez Fundację „Świat na Tak” i został zainaugurowany 6 grudnia 2010 r. przez przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka w Londynie. Patronat nad konkursem objęli: • Jerzy Buzek – przewodniczący Parlamentu Europejskiego • Longin Komołowski – prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, poseł na Sejm RP • Jadwiga Kaczorowska – działaczka polonijna, córka prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego W konkursie przewidujemy udział dzieci i młodzieży w wieku 8-19 lat, mieszkającej i uczącej się w krajach Europy, Ameryki Północnej i Południowej, Afryki, Azji, Australii. Formą prac konkursowych będą prace pisemne i multimedialne. Aby wziąć udział w konkursie, należy wypełnić formularz zgłoszeniowy i do 15 maja przesłać swoją pracę zgodnie z regulaminem. Na zwycięzców czekają atrakcyjne nagrody, w tym wyjazd do Polski w czasie wakacji! Wszystkie potrzebne informacje (w tym formularz zgłoszeniowy i regulamin konkursu) można znaleźć pod adresem: www.swiatnatak.pl

Strona internetowa www.polonia.sk Zapraszamy Państwa do odwiedzania naszej strony internetowej www.polonia.sk, którą cały czas staramy się ulepszać i która właśnie zyskała nową szatę graficzną. Czekamy też na Państwa uwagi i opinie o niej.

KONDOLENCJE Naszej współpracowniczce i przyjaciółce Uli Zomerskiej-Szabados składamy głębokie wyrazy współczucia z powodu śmierci brata Henryka Zomerskiego, muzyka, gitarzysty basowego, współzałożyciela i członka zespołu „Czerwone Gitary“, który zmarł 16 kwietnia w Opolu. Przyjaciele z Klubu Polskiego na Słowacji

WYBÓR Z PROGRAMU INST Y TUTU POLSKIEGO W BRAT YSŁAWIE – MAJ 2011 ➨ MIĘDZYNARODOWY

FESTIWAL I KURSY INTERPRETACYJNE FORUM PER TASTI 28 kwietnia - 1 maja, Bańska Bystrzyca, Akademia Sztuk Pięknych, Katedra Instrumentów Klawiszowych, Kollárova 22 Międzynarodowy festiwal sztuki fortepianowej i akordeonowej z udziałem prof. Jarosława Drzewieckiego

➨ MARKIZ

DE SADE - Filozofia w buduarze 2 maja, godz. 20.00, Bratysława, A4 – nultý priestor, Centrum pre súčasné umenie, Nám. SNP 12 Spektakl teatralny krakowskiego Teatru Nowego w reżyserii Bogdana Hussakowskiego

➨ ARS

ORGANI NITRA 2011 8 maja, godz. 19.00, Nitra, kościół ewangelicki św. Ducha Koncert polskiego organisty Waldemara Krawca w ramach IV Międzynarodowego Festiwalu Organowego

MAJ 2011

➨ KRYZYS

ZAUFANIA SPOŁECZNEGO W POLSCE I NA SŁOWACJI 11 maja, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Dyskusja z udziałem Jana Lityńskiego, polskiego polityka, działacza opozycji w czasach PRL, posła na Sejm X, I, II i III kadencji, doradcy Prezydenta RP ds. kontaktów z partiami i środowiskami politycznymi

➨ DNI

KAMERALNE J. N. HUMMELA 11 maja, godz. 19.00, Bratysława, Mała Sala Koncertowa HTF VŠMU, Zochova 1 Koncert pianistyczny Mariana Sobuli: Hommage a F. Liszt: Études d’exécution transcendante w ramach VI Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego

➨ SZTUKA

ZŁOŚLIWA 19 maja, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Otwarcie wystawy – obiekty, wideo i instalacje Marcina Mierzickiego

➨ WROCŁAW

20/20 19 maja – 31 lipca, Bratysława, Instytut Budownictwa i Architektury SAV Wystawa architektoniczna i wykłady architektów Jerzego Wilkosza i Zbigniewa Maćkowa

➨ QUASARS

ENSEMBLE 25 maja, godz. 18.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Koncert muzyki poważnej w wykonaniu Andrei Boškovej – flet, Júlii Gálovej – obój, Martina Mosorjaka – klarnet, Diany Buffy – fortepian, Ivana Buffy – fortepian. W programie m.in. utwór polskiego kompozytora Romana Bergera (1930) – Ex abrupto (2008) 29


Londyn – świat w pigułce

To

był mały sklepik, taki, jakie zwykle bywają na zwykłych osiedlach w całej Polsce. Jedyny polski sklep w tej londyńskiej dzielnicy. Pamiętam jak dziś, kiedy po przyjeździe do Londynu pierwszy raz udałem się tam na drobne zakupy, żeby podtrzymać smak Polski. W tych czasach jeszcze nie było tak wiele polskich sklepów, a ceny regulowały potrzebę kupowania.

Wychodząc, dostałem małą reklamę-informację wielkości karty biznesowej, na której przeczytałem „Radio HeyNow – The First Polish Radio in London”. Beznamiętnie powiedziałem do swojego kolegi: „Ja tam kiedyś będę pracował”. Z wykształcenia jestem fizykiem. Kiedyś wykonywałem pewne zlecenie, dotyczące problemów z administracją systemu komputerowego w filii pewnego banku w Warszawie. Zupełnie przypadkiem spotkałem tam panią dyrektor działu informacji Radia ESKA. Po kilkuminutowej konwersacji otrzymałem od niej propozycję pracy w Newsroomie tejże rozgłośni i tak rozpocząłem swoją przygodę z radiem. Zajmowałem się przygotowywaniem wiadomości. Wszyscy mówili mi, że mam naturalną łatwość w prowadzeniu rozmów i powinienem pomyśleć o własnej audycji. Wiedziałem, że muszę usprawnić swój angielski, więc stwierdziłem, że najlepszym wyjściem będzie zamieszkać w tym samym mieście, gdzie mieszka królowa Wielkiej Brytanii. To miał być dłuższy bezpłatny urlop, który przedłużył się do dziś. No cóż, dziś od prawie czterech lat jestem redak30

torem naczelnym Radia „HeyNow”. A samo radio dało mi możliwość poznania wielu wspaniałych ludzi i przeżywania z nimi radości i smutków. Radio „HeyNow” jako najstarsze obecnie polskie radio w Londynie pozostaje w najbliższych relacjach z tzw. starą emigracją. Jesteśmy patronem medialnym wszystkich imprez tej części emigracji i świadkami interferencji dwóch fal nowej i starej emigracji, a jest to arcyciekawe zjawisko natury socjologicznej i historycznej. Dla mnie to swoisty wehikuł czasu. Spotykając,

słuchając, rozmawiając z tymi, jak ja ich nazywam, „moimi Makami spod Monte Cassino”, mam wrażenie, że dotykam czasów II Rzeczpospolitej, poruszam się wśród postaci, które mogłem poznać wcześniej jedynie z książek historycznych. To jedna z najcenniejszych rzeczy w moim życiu, którą los mi podarował. W ten sposób miałem ogromną przyjemność poznać pana prezydenta Kaczorowskiego z małżonką, panią Irenę Anders, członków władz emigracyjnych i ich otoczenie. W swoim

zbiorze posiadam archiwum wywiadów, przeprowadzanych z „moimi Makami spod Monte Cassino” przy każdej możliwej okazji. Radio „HeyNow” było organizatorem historycznego dziś I Marszu Papieskiego w Londynie. Współorganizowało też transmisję na Trafalgar Square z pogrzebu pary prezydenckiej, było i jest współorganizatorem większości polskich imprez kulturalnych i rozrywkowych w Londynie. A Londyn... Jeśli ktoś pragnie zwiedzić świat, a nie ma ani czasu, ani wystarczających środków na to, to wystarczy, że przyjedzie odwiedzić Londyn. Mieszkają tu Żydzi i muzułmanie, Tamilowie i Syngalezi, Francuzi i Algierczycy i inni. Tak naprawdę to miasto wszystkich ras i kultur. Miasto wspaniałych zabytków i najnowocześniejszych muzeów. Miasto muzyki klasycznej i festiwali rockowych. Miasto sławnych projektantów mody i stylu punk. Miasto wspaniałych stadionów piłkarskich i ekskluzywnych wyścigów konnych. Miasto najważniejszych premier teatralnych i kinowych… Jest to też miasto, które w sposób szczególny zapisało się w polskiej historii, zwłaszcza w okresie II wojny światowej, jako siedziba Prezydenta i Rządu RP na Uchodźctwie. Jeśli więc ktoś pragnie poczuć atmosferę II Rzeczpospolitej w nowoczesnej europejskiej stolicy, powinien przyjechać do Londynu. Tu rosną Maki. TOMEK NOSKIEWICZ Redaktor naczelny Radia Heynow w Londynie MONITOR POLONIJNY


W

ikingowie, zachwyceni ogłoszonym wyścigiem, ruszyli w kierunku areny. Drogę wskazał im wojownik, który ogłosił zawody. Arena miała owalny kształt, a wokół niej znajdowały się miejsca dla widzów. Do środka prowadziła pięknie zdobiona brama główna. Na wprost znajdowały się boksy dla koni, zamykane za pomocą specjalnie opuszczanych klap. Na arenie panował harmider. Różne drużyny przygotowywały swoje konie i lekkie rydwany do treningu przed głównym startem. Powozy różniły się pomiędzy sobą barwami. Torvald z resztą wikingów wszedł na piaszczystą arenę. Gdy obserwowali trening jednego z rydwanów, zdarzył się nieszczęśliwy wypadek. Na ostrym zakręcie młody woźnica wypadł z powozu i bardzo się potłukł. Drużyna czerwonych straciła jednego z zawodników. Potrzebny był im zatem wojownik, który sztukę powożenia końmi opanował do perfekcji. Torvald zbliżył się do za-

Przygody wikinga Torvalda

wyścig

wodnika, który po wypadku został sam. - Witaj! Jestem Torvald! Czy mógłbym wziąć udział w wyścigu w twoich barwach? Oglądaliśmy wasz trening. My nie mamy rydwanu, a ty nie masz teraz drugiego woźnicy. - Witaj! Jestem Aragon. Dlaczego miałbym się zgodzić, byś zastąpił mojego potłuczonego kompana? - Zależy nam na połowie wygranej. Jeżeli zaakceptujesz naszą propozycję, dam Ci do bigi najlepszego mojego konnego Magnusa. - Nie mam nic do stracenia! – odrzekł Aragon. I tak Magnus został drugim woźnicą w barwach czerwonych. Zostało im niewiele czasu na wspólny trening. Wyścig zaczynał

się wieczorem, tuż przed zachodem słońca. Widownię szybko zapełnili kibice, odziani w barwy swoich ulubionych drużyn. Także wikingowie zajęli swoje miejsca. Zaprzężone w konie rydwany stały jeszcze w boksach. Nagle zatrąbiono w róg i rozpoczął się wyścig. Nad areną uniosły się kłęby kurzu, a w górze ponad rydwanami widać było kolorowe szarfy. Widzowie obejrzeli siedem pasjonujących okrążeń. Walka była niebezpieczna i zaciekła. Jako pierwszy na metę dojechał zaprzęg Aragona i Magnusa. Wikingów ogarnęła wielka radość. Szczęście ich nie opuszczało. Jeszcze tego wieczoru świętowali zwycięstwo wraz z Aragonem, poznając nowych przyjaciół. Czy teraz będą mogli zaopatrzyć swój statek w potrzebne produkty i wypłynąć w dalszą podróż? A może Atlanta zatrzyma ich na dłużej w swych murach? KASIA GREGUŠKA

Konkurs rysunkowy dla dzieci i młodzieży Pierwszego lipca 2011 r. Polska obejmuje przewodnictwo w Unii Europejskiej. Z tej okazji redakcja „Monitora Polonijnego” ogłasza konkurs, adresowany do dzieci i młodzieży, na plakat reklamujący Polskę. Mile widziane będą też slogany reklamowe w języku polskim! Prace konkursowe prosimy przesyłać pod adresem redakcji naszego pisma do 10 czerwca br. pocztą tradycyjną lub elektroniczną. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone w lipcowym numerze „Monitora”. Wyłonieni przez specjalne jury autorzy najlepszych prac otrzymają nagrody, zaś wszyscy uczestnicy upominki. MAJ 2011

31


Zieleń wokół przyjemna i soczysta, lżejsze ubrania już dawno wyciągnięte z szafy – wiosna w pełni i jak co roku chciałoby się wokół zmienić i odświeżyć wszystko. Niestety, czarodziejskich różdżek już dawno nie produkują, pozostaje więc wymyślić coś własnego, coś, co poprawi nam

nastrój smakiem i kolorem, doda niezbędnej dawki witamin, a zarazem nie zmęczy nas zanadto, bo w końcu maj to czas pikników, zabawy i relaksu. Idealny pomysł na majówkową ucztę nadesłała do „Piekarnika” pani Alicja Korczyk-Chovaniec z Nitry.

Przepis z cytrusami w tle Składniki:

Sposób przyrządzania:

• 3 pomarańcze • 3 cytryny lub

Pomarańcze pokroić na cząstki, z których należy zdjąć błonki, cytryny pokroić w plasterki. Grejpfruty pokroić na kawałki i również oczyścić z białej błonki. Maliny rozmrozić i dobrze zmiksować z połową cukru. Drugą częścią cukru posypać wymieszane wcześniej owoce. Sałatkę polać sosem malinowym i gotowe!

limonki

• 3 różowe grejpfruty • 60 dag mrożonych malin

• 3 łyżki cukru waniliowego

• wafelki do dekoracji, najlepiej rurki waflowe

Owoce cytrusowe dodają wiosennego orzeźwienia nie tylko w postaci sałatki. Warto zaryzykować i dodać je do mięs – na przykład pomarańcze tworzą niebanalny duet z duszoną wołowiną, a grejpfruty z drobiem. Sok z limonki, dodany do mleka

kokosowego i doprawiony łyżką przyprawy curry, w mgnieniu oka stanie się sosem tajskim i wzniesie nasze dania na wyżyny światowej sztuki kulinarnej. Poeksperymentujmy też z modnym ostatnio pomelo, czyli słodkim grejpfrutem – jest niezły, gdy wymiesza się go z kawałkami zimnego indyka i rodzynkami, a następnie położy na listkach cykorii. Jednak gdy szykujemy się na majówkę, zacznijmy od owocowej sałatki, której poszczególne składniki można zabawnie nadziać na długie patyczki do szaszłyków i potem zanurzać w pysznym malinowym sosiku. Do dzieła, piknikowe koszyki czekają! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2011/05  
Monitor Polonijny 2011/05  
Advertisement