Page 1

Monitor02

31.01.11 16:15

Strรกnka 33


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 2

Prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” Longin Komołowski oraz prezes Klubu Polskiego Czesław Sobek

Zebranych przywitał prezes Zygmunt Kolenda.

Na linii Bratysława – Kraków oraz Ilona Wikieł. Wzięli oni udział w spotkaniu z prezesem Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” Longinem Komołowskim, który z zainteresowaniem słuchał informacji dotyczących sytuacji słowackiej Polonii. Podczas dyskusji podjęty został temat spisu ludności na terenie Słowacji, który odbędzie się w maju tego roku, i sposobów dotarcia do jak największej ilości naszych rodaków w tym kraju. „Pozyskiwanie Polaków, by deklarowali swoje pochodzenie na terenie danego kraju, jest zapewne procesem długofalowym, który zależy od atrakcyjności oferty kulturalnej organizacji polonijnych – wyjaśniał prezes Komołowski, – ale warto poszukiwać różnych sposobów, by nasi rodacy czuli więź z naszym kraZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, CZESŁAW SOBEK

„Ciągle jestem pod wrażeniem rozmachu organizacyjnego uroczystości, w której dane było mi uczestniczyć” – tak rozpoczynał się list, który po imprezie jubileuszowej z okazji 15-lecia „Monitora Polonijnego” do redakcji naszego pisma skierował profesor Józef Wróbel, wiceprezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” Oddział w Krakowie. Po tym liście dotarł do nas kolejny, tym razem od pana Kazimierza Dobrzańskiego, dyrektora biura tegoż oddziału Stowarzyszenia, w którym Klub Polski został zaproszony do Krakowa na uroczyste spotkanie opłatkowe oraz na rozmowy, dotyczące współpracy na linii Kraków – Bratysława. Zaproszenie to oczywiście zostało przyjęte i do Krakowa udali się reprezentanci Klubu Polskiego, czyli Czesław Marek Sobek, Małgorzata Wojcieszyńska

jem”. Rozmowy o charakterze roboczym dotyczyły również możliwości współpracy w roku bieżącym w czasie prezydencji Polski w Unii Europejskiej. Uroczyste spotkanie opłatkowe z udziałem wielu znamienitych gości, w tym ks. kard. Franciszka Macharskiego, wojewody małopolskiego Stanisława Kracika, otworzył prezes krakowskiego oddziału prof. Zygmunt Kolenda, który podsumował działalność oddziału w ubiegłym roku i podziękował współpracownikom i sponsorom za owocną działalność prowadzoną na rzecz Polonii rozsianej po całym świecie. Tego wieczoru w sercu Krakowa, w pięknej siedzibie Domu Polonii sporo mówiono na tematy jakże nam bliskie, czyli o problemach Polaków mieszkających w różnych zakątkach świata. Dobrze wiedzieć, że w Polsce są osoby, którym na nich zależy. red

Prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” Longin Komołowski, wiceperezes Tradycyjne spotkanie opłatkowe Stowarzyszenia Klubu Polskiego Małgorzata Wojcieszyńska oraz dyrektor biura Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” w Krakowie zgromadziło liczne grono osób „Wspólnota Polska” Oddział w Krakowie Kazimierz Dobrzański działających na rzecz Polonii. 2

MONITOR POLONIJNY


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 3

„Moja babcia była Polką, mój wujek urodził się w Polsce, spędziliśmy wakacje nad polskim Bałtykiem, kupiłam sobie wspaniałą biżuterię w Polsce…” – takie i podobne reakcje spotykają mnie, kiedy moi słowaccy rozmówcy dowiadują się, że jestem Polką. To bardzo miłe, kiedy Polska i Polacy kojarzą się pozytywnie. Pozytywny wizerunek zawdzięczamy z pewnością naszym pisarzom, naukowcom, artystom oraz ich dziełom, jak choćby nieśmiertelnej śpiewogrze Ernesta Brylla i Katarzyny Gertner „Na szkle malowane”. Do nowych osób, kojarzonych pozytywnie z Polską, możemy obecnie zaliczyć Piotra Rubika, który na Słowacji zyskuje coraz większą popularność. Rozmowę z nim mogą Państwo przeczytać w rubryce „Wywiad miesiąca” na stronie 6. Oczywiście na nasz wizerunek na Słowacji częściowy wpływ mają też doniesienia z Polski. A po ciągłych aferach politycznych nasi słowaccy przyjaciele często to właśnie nas proszą o wyjaśnienie, co właściwie dzieje się w naszym kraju. Chcąc nie chcąc stajemy się więc miniekspertami w różnych dziedzinach. Jeśli pytania dotyczą najnowszych polskich wydawnictw książkowych, płytowych czy nowości na srebrnym ekranie, zawsze możemy sięgnąć po ściągę, czyli artykuły publikowane na łamach „Monitora” z tego zakresu. Pytania na temat Polski jednak bywają różne i mogą dotyczyć np. dojazdu do miejscowości X lub Y, ceny paliwa, występowania rzadkiej odmiany kwiatów czy możliwości kupienia takich czy innych ubrań. Wszystkie one mobilizują jednak nas do poszerzania wiedzy o własnym kraju. A kiedy już tę wiedzę poszerzymy, czytając np. na łamach naszego pisma o sukcesach polskich firm, to przecież będziemy mogli się pochwalić wśród słowackich przyjaciół, że… „Polak potrafi” – i taki właśnie tytuł nosi jedna z nowych rubryk „Monitora”. Czasami jednak zastanawiam, czy pomiędzy nami są osoby, które nie potrafią wskazać w nas – Polakach niczego pozytywnego? Czy są osoby, które nie czują przynależności do kraju dziadów i pradziadów? Które na hasło „Polska” czują absolutną obojętność? Testem naszej przynależności narodowej będzie zbliżający się wielkimi krokami spis ludności na Słowacji. Dzięki niemu będziemy mogli anonimowo, w obliczu własnego sumienia odpowiedzieć sobie i innym na pytanie, kim jesteśmy. Do tego spisu będziemy jeszcze powracać na naszych łamach. Czekamy też na Państwa opinie i spostrzeżenia z tego zakresu. A tymczasem zapraszamy do lektury lutowego numeru „Monitora Polonijnego”, w którym znajdą Państwo, oprócz wyżej zapowiadanych artykułów, wiele innych interesujących pozycji.

Gdzie i jak, czyli troski o zimowy wypoczynek Z KRAJU WYWIAD MIESIĄCA Piotr Rubik o popularności na Słowacji Wizyta w Towarzystwie Słowaków w Polsce Z NASZEGO PODWÓRKA WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Jak nie łacina, to co? Pyry nie do żdżarcia, czyli poznaniacy nie do podrobienia POLAK PORTAFI (Nie)codzienne ubrania polskiej marki podbijają rynki zagraniczne ZWIERZENIA PODNIEBIENIA KINO-OKO Strasznie, nieśmiesznie i zupełnie bez pazura? CZUŁYM UCHEM Czapki z głów – powróciła Martyna Jakubowicz TO WARTO WIEDZIEĆ Od entuzjastek do parytetek – Kobiety w drodze BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Lata sześćdziesiąte Sławomira Mrożka Polski turysta oczami słowackich ekspertów CZYTELNICY PISZĄ OKIENKO JĘZYKOWE Ach, te wielkie litery! (2) Czy Euroregion „Tatry” załatwi nam linie autobusowe? OGŁOSZENIA ROZSIANI PO ŚWIECIE Trudne decyzje MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Przygody wikinga Torvalda – Przylądek Burz PIEKARNIK Szczęście na talerzu

4 4 6 9 10 15 16 19 19 20 20 22 24 26 26 27 28 29 30 31 32

Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na rok 2011 wynoszą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100). Dokonując wpłaty prosimy o napisanie w formularzu bankowym imienia i nazwiska. Nowych prenumeratorów prosimy o zgłoszenie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt do redakcji: monitorpolonijny@gmail.com lub nr tel. 0907 139 041.

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c ov á , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , K a t a r z y n a P i e n i ą d z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p o l o n i j n y @ g m a i l . c o m P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky

www.polonia.sk LUTY 2011

3


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 4

Gdzie i jak, czyli troski o zimowy w

K

iedy tylko ucichną ostatnie dźwięki szaleństw nocy sylwestrowej, gdy życie po nowym roku jako tako wraca do normy, większość Polaków zaczyna się zastanawiać, jakież to będą w tym sezonie zimowe ferie. Temat to trudny, bo Polska, będąca przecież krajem o niezwykłym uroku, położona jest na szerokości geograficznej, która nieustająco zaskakuje zmienną pogodą. A bez dobrej, stabilnej aury każdy wypoczynek na świeżym powietrzu staje się urlopową ruletką – latem stale martwimy się o słońce, zimą codziennie drżymy przed wilgotnym frontem. Mój angielski znajomy stwierdził nawet, że nie spotkał jeszcze ludzi bardziej uzależnionych od telewizyjnych prognoz pogody niż Polacy. Może to i prawda –

MIĘDZYPAŃSTWOWY KOMITET LOTNICZY (MAK) przedstawił 12 stycznia ostateczną wersję raportu w sprawie katastrofy smoleńskiej. Wyłączną winą za tragedię z 10 kwietnia 2010 roku obarczył stronę polską. Za przyczyny katastrofy uznał m.in. obecność osób trzecich w kabinie pilotów, przewidywaną negatywną reakcję prezydenta Lecha Kaczyńskiego na decyzję o zmianie miejsca lądowania, błędy pilotów i obecność alkoholu we krwi ich przełożonego gen. Andrzeja Błasika. MAK ogłosił 12 stycznia, że szef polskich sił powietrznych gen. Andrzej Błasik w chwili katastrofy pod Smoleńskiem miał 0,6 promila alkoholu we krwi. Według prof. Karola Śliwki z Zakładu Medycyny Sądowej UMK w To4

wszystkie moje wakacyjne i zimowe wspomnienia z wczasów obejmują również chwile masowego gromadzenia się na stołówkach czy świetlicach w celu pięciominutowego pogapienia się na machającego kijkiem prezentera, który zawsze obiecywał, że „przejaśnienia są możliwe”.

runiu, z którym rozmawiała „Rzeczpospolita”, wynik badania może być jednak niemiarodajny, bowiem w przypadku procesu rozkładu zwłok powstaje tzw. alkohol endogenny, który narasta do etapu wyczerpania się znajdującej się we krwi glukozy. Na ogół przyjmuje się, że stężenie alkoholu endogennego w zwłokach nie powinno być wyższe niż 1 promil. „W PEŁNI POPIERAM stanowisko zajęte przez rząd polski w kwestii oceny przyczyn i przebiegu katastrofy lotniczej w Smoleńsku, przedstawionych przez stronę rosyjską. Stanowisko polskie jest tyle samo wyważone, co zdecydowane – powiedział 13 stycznia prezydent Bronisław Komorowski. – Chociaż strona polska nie ma zasadniczych zastrzeżeń do ustaleń MAK, to jednocześnie podnosi istotny problem pominięcia błędów i słabości techniczno-organizacyjnych po stronie rosyjskiej”. Prezydent dodał też, że strona polska jest zaskoczona

Przerwa zimowa w szkole jest typowa dla Polski, na Słowacji ferie są przecież wiosną, ale to właśnie do południowych sąsiadów będziemy najczęściej podróżować od połowy stycznia do końca lutego, poszukując wytchnienia i dobrych tras narciarskich. W styczniu cała Polska popłynęła wraz z topniejącym śniegiem. Zakopiańskie góralki już rozpoczęły lament nad niedoskonałością naszej zimy, ale tradycyjnie również obiecały, że na ferie mróz i śnieg chwycą, więc absolutnie daleko nie potrzeba wyjeżdżać, bo polskie góry mają wszystko, co turyście zimowemu potrzeba. Coraz więcej rodaków wybiera jednak karkołomny czasami, ale zdecydowanie pewniejszy wypoczynek zagraniczny. O ile nieco łatwiej dostać się na ośnieżone szczyty słowackich czy austriackich gór, tak samochodowe wyjaz-

zarówno szybkim upublicznieniem raportu MAK, jak i stylem prezentacji niektórych jego aspektów. Mimo wszystko – zdaniem prezydenta – należy zachować maksymalny spokój i odpowiedzieć na raport w taki sposób, by nie zmniejszać szans na zbliżenie stanowisk rosyjskiego i polskiego w tym względzie. PAPIEŻ BENEDYKT XVI wyraził zgodę na ogłoszenie dekretu o uznaniu cudu za wstawiennictwem Jana Pawła II, co kończy proces beatyfikacyjny polskiego papieża. Beatyfikacja Jana Pawła II odbędzie się 1 maja. Już 14 stycznia, czyli zaledwie dwa dni po ogłoszeniu daty beatyfikacji Jana Pawła II, nie było wolnych miejsc noclegowych w największych polskich domach dla pielgrzymów w Rzymie. Na 1 maja zarezerwowane zostały wszystkie miejsca w bardzo popularnym Domu Polskim przy via Cassia w Wiecznym Mieście. Komplet gości w tym terminie ma także Dom Piel-

grzyma „Sursum Corda”, prowadzony przez ojca Konrada Hejmę. Nie ma również miejsc w hotelu niedaleko polskiego kościoła przy placu Weneckim, w którym często zatrzymują się Polacy. W STYCZNIU W POLSCE odnotowano kilkadziesiąt przypadków zarażenia wirusem A/H1N1. Do połowy miesiąca zmarło pięć osób, u których wykryto wirusa wywołującego tzw. świńską grypę – wynika z danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny. Z podejrzeniem zachorowania na ten rodzaj grypy leżały w szpitalach powiatu bytowskiego w województwie pomorskim 32 osoby. U 10 badania potwierdziły obecność wirusa. Lekarze nieoficjalnie przyznają, że przyczyną tak dużej liczby przypadków zachorowań na świńską grypę w tym rejonie może być między innymi bieda. Z powodu grypy 12 stycznia zamknięto dla odwiedzających Uniwersyteckie Centrum MONITOR POLONIJNY


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 5

wy wypoczynek dy do Włoch lub Szwajcarii z dwójką dzieciaków, kompletem nart na dachu i pełnym wyżywienia bagażnikiem do najłatwiejszych nie należą. Ale ta pogoda… Chociaż infrastruktura narciarska w Polsce w ciągu ostatnich lat bardzo się poprawiła, do standardów alpejskich jeszcze nam trochę brak, chodzi bowiem nie tylko o to, jak komfortowo korzystać ze stoków, ale również i o to, co robić w pozostałym czasie, czym zająć dzieci itp. Warto może zatem rozważyć inne możliwości zimowego wypoczynku. Wielki rozkwit przeżywa w Polsce akcja „Zima w mieście”. Nie każdego stać na wojaże małe czy duże, nie zawsze możemy wziąć urlop, a dzieciaki domagają się uwagi i jakiejś rozrywki, która w czasie ferii im się słusznie należy. Podoba mi się zimowa aktywność rozmaitych Kliniczne w Gdańsku. Z kolei 13 stycznia zamknięto krakowski Szpital Uniwersytecki, w którym odnotowano 36 przypadków zachorowań na świńską grypę. Wśród chorych 16 osób to pracownicy szpitala. WIELKA ORKIESTRA ŚWIĄTECZNEJ POMOCY grała w styczniu już po raz dziewiętnasty. W tym roku zbierała pieniądze na rzecz dzieci z chorobami urologicznymi i nefrologicznymi. Zebrała ponad 37 mln złotych. Ale – jak powiedział szef Fundacji WOŚP Jerzy Owsiak – z pewnością kwota ta będzie większa. Ostateczną sumę poznamy za ok. dwa miesiące. Orkiestrę wspierali wszyscy – np. naukowcy, przygotowujący pierwszego polskiego satelitę naukowego „Lem”, podczas specjalnej aukcji wystawili na aukcji internetowej możliwość umieszczenia wiadomości na panelach satelity, zaś Marynarka Wojenna w wyniku licytacji sprzedała za 40 700 zł jednodniowy specjalny rejs okrętem podwodnym. LUTY 2011

domów kultury, klubów, ośrodków półkolonijnych, które z roku na rok rozszerzają swoją ofertę, wiedząc, że zadowolony z wypoczynku dzieciak będzie nękał swoich rodziców, by zapisali go – już po feriach – do klubu, na kółko zainteresowań, na

ŻOŁNIERZ I CYWILNY RATOWNIK medyczny zginęli 22 stycznia w wyniku eksplozji ładunku wybuchowego podczas patrolu w prowincji Ghazni w Afganistanie; dwie inne osoby zostały ranne. Do ataku doszło w południowo-wschodniej części prowincji. DWA ALARMY POWODZIOWE – we Wrocławiu i Żmigrodzie – ogłoszono 18 stycznia na Dolnym Śląsku. Pod Trzebnicą rzeka przerwała wał i zalała na niewielkim odcinku drogę krajową nr 5. Wyrwa w wale wyniosła ok. 10 metrów. W tym rejonie zlewają się trzy rzeki: Orla, Sąsiecznica i Młynówka, które podtopiły okoliczne pola. PONAD 10 TYS. MIESZKAŃCÓW Zabrza zostało 19 stycznia pozbawionych dostaw ciepła na skutek uszkodzenia głównej magistrali w tym mieście. Awaria dotknęła mieszkańców centrum i północnych dzielnic. Problemy z ogrzewaniem pojawiły się także w Dąbrowie Górniczej i Będzinie.

angielski, na plastykę itp., bo to, czym zajmował się w wolnym czasie, po prostu mu się spodobało. Aby zimowe ferie przeżyć niebanalnie, czasami wystarczy wybrać się „w odwrotnym kierunku”, czyli na przykład nad morze lub jeziora, które potrafią być czarujące, przytulne i również pełne ciekawej oferty dla turystów. Całoroczny urok mają też znane polskie miasta, np. Kraków, Wrocław, Gdańsk, Toruń czy inne, oraz słynne uzdrowiska, gdzie oprócz atmosfery wiecznych wakacji możemy solidnie podreperować zdrowie. Jeśliby tak sobie ten zimowy wypoczynek solidnie przemyśleć, okaże się, że wystarczy zrobić na przekór rutynie, przejrzeć przewodniki, gazety turystyczne, dodatki kulturalne do lokalnych czasopism i pomysł na urlop z pewnością się znajdzie, nawet taki, który stosunkowo niewielkim kosztem może zadziwić naszych bliskich, a znajomych skręcić z zazdrości. AGATA BEDNARCZYK

W STYCZNIU POLSKIE CIĘŻARÓWKI nie były wypuszczane z Rosji. Na granicach z Białorusią i Estonią w drodze do kraju utknęło kilkadziesiąt samochodów. Konsulaty w Moskwie i Petersburgu dostarczały na przejścia graniczne żywność i ciepłe napoje. W połowie stycznia wygasła polsko- rosyjska umowa o przewozach tranzytowych. Nowej nie ma, bo Moskwa z Warszawą nie mogą się porozumieć. Rosjanie twierdzą, że Polacy chcą zwiększenia limitu zezwoleń na przejazdy tranzytowe do krajów trzecich o 50 tysięcy, co miałoby narazić rosyjskich przewoźników na stratę prawie 150 milionów euro rocznie. Nieoficjalnie źródła rosyjskie informują, że jest to odpowiedź na działania strony polskiej, która nakłada na rosyjskich kierowców kary w wysokości kilku tysięcy złotych. REŻYSER ROMAN POLAŃSKI i operator Paweł Edelman za pracę nad filmem „Autor Widmo“ zostali nomi-

nowani do Cezarów – nagród, przyznawanych przez Francuską Akademię Sztuki i Techniki Filmowej. Ich film zdobył łącznie osiem nominacji do tej nagrody, w tym w kategorii za najlepszy film. KRZYSZTOF KOLBERGER – polski aktor i reżyser teatralny – zmarł 7 stycznia po wieloletniej walce z chorobą nowotworową. Był jednym z najwybitniejszych polskich aktorów współczesnego kina i teatru. Na deskach Teatru Narodowego stworzył wiele wybitnych kreacji, między innymi w „Romeo i Julii”, „Dziadach“, „Wacława dziejach“ i „Weselu“. On sam za jedno ze swoich najważniejszych zadań aktorskich uważał odczytanie testamentu Jana Pawła II po śmierci papieża w 2005 r. Wiele osób pamięta go także z koncertu „Wielka Pani”, który odbył się w pierwszą rocznicę śmierci Wojtyły, podczas którego recytował wiersze papieżaPolaka. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 6

Piotr Rubik o popularności na Słowacji W ubiegłym roku koncertował Pan dwukrotnie na Słowacji: w Trnawie i w Koszycach. Spodziewał się Pan takiego zainteresowania na Słowacji? Do Areny US Steel Koszyce przybyło prawie 8 tysięcy widzów! To rzeczywiście pewnego rodzaju fenomen, nie spodziewałem się aż takiego odbioru. Jak do tego doszło? Na początku przyjeżdżały na moje koncerty do Polski grupki fanów ze Słowacji: dwudziesto-, pięćdziesięcioosobowe. To oni propagowali moją muzykę wśród swoich słowackich znajomych, którzy słuchali jej na YouTube, oglądali w telewizji, kupowali DVD w Polsce. Wiedział Pan o tym? Nie, dowiedziałem się dopiero, kiedy zaczęli pisać do mnie e-maile, kiedy podchodzili do mnie po koncertach. Wtedy Martin Ližičiar – jeden z moich słowackich fanów stwierdził, że warto zaryzykować i zorganizować koncert w Trnawie. Nikt wtedy nie wiedział, czy się uda, bo co innego 50 fanów przyjeżdżających na koncerty do Polski, a co innego koncert w amfiteatrze na 4 tysiące widzów. Okazało się, że to był wielki sukces. Przekonałem się, że Słowacy naprawdę dobrze znają moją muzykę.

U

mawiamy się w jednej z bratysławskich kawiarni, by porozmawiać o jego sukcesie na Słowacji, gdzie, jak się przekonał w zeszłym roku podczas dwóch koncertów, ilość jego fanów rośnie, choć jego twórczość do tej pory nie była w sposób szczególny prezentowana w słowackich mediach. Piotr Rubik, bo o nim mowa, przybył do stolicy Słowacji, by promować swoje kolejne dwa koncerty, które odbędą się 26 i 27 lutego w Bratysławie. Na spotkanie z muzykiem w Uniwersyteckim Centrum Duszpasterskim (Univerzitné Pastoračné centrum – UPeCe) przybyło około tysiąca osób, występ w TV Markiza gorąco komentowali widzowie, a na Facebooku aż roi się od wpisów jego słowackich fanów! Podczas rozmowy z muzykiem próbowałam ustalić, na czym polega fenomen Piotra Rubika.

Potem już mniejszym ryzykiem było zorganizowanie koncertu w największej na Słowacji hali w Koszycach. No i tam przeżyłem kolejny szok – naprawdę olbrzymia hala, w której krzesła są aż po sam sufit, była wypełniona po brzegi! Oglądałam na Pańskiej stronie internetowej filmik z tego koncertu i jestem pod wrażeniem. A to wszystko stało się niemalże bez udziału słowackich mediów. Dopiero teraz wystąpiłem w TV Markiza i TV Lux. Ta sytuacja przypomina mi tę w Polsce sprzed kilku lat, kiedy wszystko było takie świeże, spontaniczne…

Piotr Rubik – wiolonczelista, kompozytor, producent muzyczny. Wyprodukował ponad 30 albumów, m. in. Michała Bajora czy Małgorzaty Walewskiej. Jego pierwszym dużym przebojem była piosenka „Dotyk”, śpiewana przez Edytę Górniak. Skomponował muzykę filmową m. in. do takich produkcji, jak „Ja wam pokażę”, „Ryś”, „Quo vadis” czy „Zemsta”. Jest twórcą sygnałów radiowych i telewizyjnych. Największą popularność przyniosły mu wielkie formy wokalno-instrumentalne, takie jak oratoria „Tu es Petrus” czy „Psałterz wrześniowy”. Pochodzące z nich piosenki, np. „Niech mówią, że to nie jest miłość” (uznana polską piosenką wszechczasów w plebiscycie Radia ZET) czy „Psalm dla ciebie”, stały się wielkimi przebojami i przez wiele tygodni zajmowały pierwsze miejsca na listach przebojów. Dotychczasowe płyty Piotra Rubika rozeszły się w setkach tysięcy egzemplarzy. Kompozytor jest zwycięzcą wielu festiwali i laureatem licznych nagród, m. in. zdobył 1. miejsce na Festiwalu Jedynki w Sopocie w 2005 r, Superjedynkę za płytę roku oraz Supersuperjedynkę dla najpopularniejszego wykonawcy w 2006 r., Wiktora 2006, Telekamerę 2007, 1. miejsce na festiwalu Top Trendy w 2007 r., Teraz Polska 2007, Różę Gali 2007. 6

Wyczuwam jakiś zawód w Pańskim głosie? Czy się mylę? Przez pierwsze pół roku po tym, jak odniosłem sukcesy w Polsce, miałem spokój, ale potem, kiedy sukces rodził kolejny, większy sukces, do głosu doszła zazdrość pewnych grup osób, które zwykle głośno krzyczą i starają się wywołać niechęć do osób odnoszących sukces. Jest to uciążliwe, ale na szczęście nie ma to wpływu na tych, którzy słuchają mojej muzyki. Wyszedł Pan przed szereg, więc dostał Pan baty. Tak jest w każdej branży, nie tylko w show-biznesie. Sukces ponoć mierzymy ilością swoich wrogów. Taka jest ludzka natura. A w show-biznesie jest może jeszcze gorzej, bo tych, którzy są na świeczniku, opluwa się na łamach gazet. Męczy to Pana? Nauczyłem się to ignorować. Czasami jest to denerwujące, szczególnie dla mojej rodziny. Dziewięćdziesiąt procent artykułów, zamieszczanych w tabloidach, jest zmyślona. Nie robię skandalów, nie zachowuję się źle, nie daję powodów, by pisali o mnie w kategoriach sensacji, więc trzeba coś wymyślać. MONITOR POLONIJNY


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 7

Co takiego wymyślono, co Pana zaskoczyło? Największą bzdurą jest to, że rzekomo nie mam już pieniędzy i muszę sprzątaczce płacić płytami. Czasami więc żartuję, że w sklepie pytam się kasjerki: „Gotówka, karta, czy płyta?”. Śledzi Pan wszystkie artykuły na swój temat w brukowcach? Są takie osoby, które przysyłają mi wszystkie ukazujące się na mój temat artykuły. Z ciekawości je czytam i czasami oczom nie wierzę, co ludzie są w stanie wymyśleć, żeby zarobić pieniądze!

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Wracając do tematu Pana popularności na Słowacji, zastanawiał się Pan, na czym polega ten fenomen? Czy to nie jest tak, że Pańska muzyka chwyciła za serca ludzi wierzących, spragnionych czegoś świeżego, innego niż typowa muzyka kościelna? Po części na pewno tak, ale wiem, że nie wszyscy moi słuchacze są wierzący. To, co ich porusza, to zawarta w mojej muzyce energia. No i powiedzmy sobie szczerze, nie wszystkie moje utwory są o tematyce religijnej. Większość przebojów traktuje o miłości.

Wiadomo jednak, że utwory, poświęcone Janowi Pawłowi II, złapią za serca głównie katolików, których w Polsce i na Słowacji jest sporo. Wierzę, że bez względu na to, jaki kto ma światopogląd, to ta muzyka doda mu energii. Według mnie religia służy głównie temu, żeby przynosić dobro. Po moich sukcesach w Polsce powstały dziesiątki utworów na chór, orkiestrę, setki utworów o Janie Pawle II na całym świecie, a jednak jakość muzyki decyduje, że słuchacze sięgają właśnie po moje utwory. Gdyby nie było w nich treści, dobrej muzyki, to nawet najlepsze opakowanie by nie pomogło i nie zyskałbym takiego uznania.

Tekst do „Santo Subioto – Cantobiografii Jana Pawła II” napisał Jacek Cygan. Poprosiłem Jacka Cygana, żeby napisał tekst o Janie Pawle II. Powstała bardziej opowieść o człowieku, a nie o religii, o człowieku, który nadal jest wielkim autorytetem dla wielu osób na świecie, nie tylko związanych z kościołem. Dzieło powstało, by tę postać upamiętnić. Wydaje mi się, że na świecie brakuje takich autorytetów – ludzi, których podziwia się za niezłomność i wierność swoim przekonaniom. Kto jeszcze jest dla Pana autorytetem? Wszyscy, którzy się nie boją, którzy mają odwagę żyć zgodnie ze swoimi zasadami. Nie lubię chorągiewek, które, gdy zawieje wiatr, odpowiednio się ustawiają. Zawsze szanowałem ludzi, mających swoje zdanie i potrafiących je odważnie przedstawiać. Wracając do Pańskich dzieł, co powstaje najpierw: muzyka czy tekst? Różnie, ale zazwyczaj wolę tworzyć duże formy do tekstów, czyli mieć jakąś kanwę. Tekst mnie nastraja do komponowania, to tak, jakbym miał scenariusz. Kiedyś powiedział Pan, że aby tworzyć muzykę, trzeba być albo szczęśliwym, albo cierpieć, najgorsza jest nijakość. Co u Pana przeważa? W większości szczęście, bo jestem człowiekiem spełnionym, mam udane życie prywatne, wspaniałą pracę, którą kocham, która daje mi wiele przyjemności. Moje życie jest pełne emocji, a to daje inspiracje do tworzenia muzyki. Ciekawe pomysły nie rodzą się podczas siedzenia przed telewizorem. Napisał Pan muzykę do kilku filmów, stworzył oprawę muzyczną „Wiadomości” w TVP i programu „Tomasz Lis na żywo”, nagrywa płyty, występuje na koncertach. Co z tego daje Panu największą satysfakcję? Gdybym miał wybrać tylko jedną rzecz to byłoby to komponowanie mimo, że występy sceniczne też dają wiele satysfakcji.

LUTY 2011

7


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 8

„Muzyka czasami przynosi lepsze efekty w kontaktach międzypaństwowych niż rozmowy polityków”. Pański największy sukces? Wielkie formy, dzięki którym stałem się sławny. Sukcesem też jest oprawa muzyczna „Wiadomości”, która wykorzystywana jest na antenie telewizji od 2004 roku. Kiedy przeprowadzono ankietę wśród widzów TVP, okazało się, że w czołówce uznanych wartości była właśnie muzyka do „Wiadomości”. Kiedy przeżył Pan największe spełnienie, które dało Panu poczucie wiatru w żagle? Sporo było takich momentów. Z pewnością zaliczyć do nich należy wygraną na festiwalu w Sopocie, duże koncerty, na które przybywało czasem 30 tysięcy ludzi i na których reakcja widowni była tak spontani-

8

czna, że słyszeliśmy krzyki jak na koncercie rockowym. No i oczywiście koncerty na Słowacji. Który z elementów pracy kompozytora jest według Pana najważniejszy: praca, talent, czy szczęście? Talent, którego nie da się nauczyć. Można sobie wyrobić samodyscyplinę, pracowitość, ale z talentem albo się ktoś rodzi, albo nie. Szczęście jest takim elementem pośrednim, bo szczęście można mieć, ale można mu też trochę pomóc. Pomagał Pan szczęściu? O, tak! Bardzo ciężko pracowałem i nadal pracuję, aby temu szczęściu pomóc. Jeśli siedziałbym w domu i czekał, aż mnie ktoś odkryje, nic by się nie wydarzyło. Trzeba wyjść do ludzi. Mój dzień w 70% polega na byciu własnym menedżerem. Wiem, że zrezygnował Pan z pomocy innych w tym zakresie. Wokół mnie kręciło się wielu ludzi,

którzy próbowali być moimi menedżerami. Do tej pory nie znalazłem takiej osoby, która by to robiła lepiej ode mnie. W którymś z wywiadów powiedział Pan, że udaje się Panu wykrzesać w ludziach odrobinę wrażliwości. Czuje się Pan wirtuozem ludzkich emocji? Nie wiem, czy jestem wirtuozem. Staram się sprawdzać emocje na sobie – jeśli moja kompozycja mi się podoba, jeśli mnie wzrusza, jeśli przechodzą mi po ciele dreszcze, to znaczy, że to jest to. Przeżywa Pan dreszcze, słuchając własnej muzyki? Może źle się wyraziłem. Chodzi mi przede wszystkim o to, że odpowiednio dobieram instrumenty, akordy, brzmienia i potrafię sobie wyobrazić efekt końcowy, czyli co będą czuli odbiorcy, słuchając utworu. Ja jestem pierwszym odbiorcą i przyglądam się swoim reakcjom. Nie ma recepty na przebój, komponuję takie utwory,


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 9

które odpowiadają mojemu gustowi muzycznemu. Jeśli mówimy o uczuciach, to zapytam, co Pan czuje, kiedy Pan wchodzi na scenę: cisza, tłumy ludzi, wszystko w Pana rękach… Czuję satysfakcję z tej drogi, którą przebyłem, bo od 6 roku życia kształciłem się muzycznie, usilnie pracowałem na to, żeby do czegoś dojść. Czuję radość i spełnienie – wiem, że warto było. Przed Panem dwa koncerty w Bratysławie i znów emocje, liczna publiczność. Przygotowuje Pan coś specjalnego dla fanów w słowackiej stolicy, podobnie jak to miało miejsce w Koszycach? Jakiś utwór w języku słowackim? Nie mogę zdradzać niespodzianek, postaram się, żeby było ich jak najwięcej. W Koszycach zabrzmiał mój utwór, przetłumaczony przez znajomego księdza Ondreja, na język słowacki. Publiczność na Słowacji jest bardzo żywiołowa, co pozwala na improwizacje podczas koncertu. Myślę, że podobnie będzie w Bratysławie. Dla nas Polaków mieszkających na Słowacji to powód do radości, że polski muzyk został doceniony przez Słowaków. Wiem, że koncertuje Pan w różnych krajach, np. w Stanach Zjednoczonych, ale są to głównie koncerty adresowane do Polonii. A tutaj pokochali Pana Słowacy! Bardzo mnie to cieszy, że dzięki muzyce dochodzi do fajnego kontaktu między naszymi krajami. Osoby, które słuchają mojej muzyki, z pewnością inaczej patrzą teraz na Polskę i kawałek swojego serca mają w naszym kraju. Muzyka czasami przynosi lepsze efekty w kontaktach międzypaństwowych niż rozmowy polityków.

Wizyta w Towarzystwie Słowaków w Polsce

P

rzy ulicy Świętego Filipa w Krakowie mieści się siedziba Towarzystwa Słowaków w Polsce. „Krążą o nas słuchy, że tę kamienicę dostaliśmy od państwa polskiego, ale my tak naprawdę skorzystaliśmy ze wsparcia finansowego rządu premiera Mazowieckiego, podobnie jak wszystkie mniejszości w Polsce, i te pieniądze odpowiednio zainwestowaliśmy” – tak swoją opowieść na temat działalności Towarzystwa rozpoczął jego sekretarz generalny Ludomir Molitoris, który przyjął przedstawicieli Klubu Polskiego: prezesa Czesława Sobka oraz wiceprezes Małgorzatę Wojcieszyńską. Po dwóch artykułach na temat działalności Towarzystwa Słowaków w Polsce, opublikowanych w ubiegłym roku na łamach naszego pisma, i po spotkaniu podczas uroczystości jubileuszowych naszego pisma z L. Molitorisem w Bratysławie przyszedł czas, by przedstawiciele słowackiej Polonii złożyli wizytę w Krakowie. Podczas spotkania wymienili się oni z gospodarzami doświadczeniami, dotyczącymi pozyskiwania środków na działalność mniejszości w obu krajach. Goście z Bratysławy mogli obejrzeć znajdujące się na pierwszym piętrze pomieszczenia biurowe organizacji Słowaków, salę

wystawową, siedzibę redakcji miesięcznika „Život” na drugim piętrze oraz mieszczącą się w podwórku drukarnię. Z taśmy schodził właśnie najnowszy numer „Života”, a jego redaktor Milica Majeriková towarzyszła gościom z aparatem fotograficznym w ręku. Nakład miesięcznika Słowaków w Polsce to 2100 egzemplarzy, które rozprowadzane są, podobnie jak „Monitor Polonijny”, formą prenumeraty. „Część to prenumeraty indywidualne, ale znaczna część to prenumeraty oddziałów naszego Towarzystwa. Pismo dostarczamy hurtowo samochodem” – opisuje L. Molitoris. Towarzystwo skupia ponad dwa tysiące Słowaków w Polsce, czyli – co ciekawe – niemalże wszystkich, którzy podczas ostatniego spisu ludności w Polsce zadeklarowali słowackie pochodzenie. Słowacy są tu bardzo aktywni. Oprócz imprez kulturalnych, realizują również inwestycje budowlane w rejonie przygranicznym, pozyskując na nie środki nie tylko państwowe, ale również te z prowadzonej działalności gospodarczej, na przykład z usług drukarni. Trzeba przyznać, że mogą inspirować nie tylko nas – Polaków mieszkających na Słowacji, ale i inne mniejszości narodowe. red

Słyszałam, że nawet proponowano Panu, żeby Pan zamieszkał na Słowacji? To miły gesty sympatii. Niestety, na Słowacji raczej nie zamieszkam, bowiem buduję dom w Warszawie i marnotrawstwem byłoby, gdybym to wszystko porzucił. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA LUTY 2011

9


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 10

Komunikacja wizualna

W

dniu 12 stycznia w Muzeum Technicznym w Koszycach otwarta została wystawa plakatów, zatytułowana „Komunikacja wizualna”. Swoją twórczość artystyczną prezentowali pedagodzy Katedry Komunikacji Wizualnej Wydziału Form Przemysłowych Uniwersytetu Technicznego w Koszycach, m.in. prof. Władysław Pluta, wykładowca dwóch uczelni – krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, a od dwóch lat także Uniwersytetu Technicznego w Koszycach. Władysław Pluta na początku lat 90. sporadycznie uczestniczył w różnych wystawach. Obecnie prowadzi zajęcia z projektowania graficznego dla studentów Wydziału Sztuki Uniwersytetu Technicznego w Koszycach. Czym jest dla niego plakat? „Uprawiam taką rzadką specjalność. Jest to komunikacja wizualna i w ramach niej zajmuję się również m.in. projektowaniem plakatu. Z racji swojego wykształcenia i miejsca, w którym pracuję, ten plakat jest inny, inaczej do niego podchodzę niż moi ko-

10

ledzy, którzy kończyli malarstwo czy grafikę. Byłem takim outsiderem w całej grupie plakacistów. Wiadomo, pochodzę z Polski, gdzie plakat darzy się szczególnym zainteresowaniem, jako jedną z ważniejszych dziedzin plastyki, w związku z tym konkurencja u nas jest bardzo du-

Śpiewać każdy m K

ża. To, co w plakacie jest, staram się doprowadzić do syntezy przy minimalizacji środków. W zasadzie projektuję plakaty typograficzne w klimacie precyzyjnej informacji” – powiedział. Pluta na swoim koncie ma wydanych drukiem 200 plakatów, różnych znaków wizualnych, projektów graficznych książek i albumów. Stworzył coś na kształt filozofii, strategii i metodologii projektowania graficznego, opartego w dużym stopniu na traktowaniu litery jako punktu wyjścia, użyciu litery jako jednego z najważniejszych części składowych dzieła graficznego. Jego plakaty intrygują swoją niecodziennością, formą, siłą koloru i wyrazistością kształtu, a ich wartość estetyczna przynosi satysfakcję dla oka. URSZULA SZABADOS

arnawał to okres zimowych balów, imprez i potańcówek. To także okres nadrabiania tego, czego w adwencie raczej brakowało, czyli zabawy z odrobiną szaleństwa, radości i uśmiechu! Małgorzata Wojcieszyńska i Katarzyna Tulejko znalazły specyficzny pomysł na dobrą zabawę karnawałową – w ramach działalności Klubu Polskiego zorganizowały w Bratysławie „Polskie karaoke”. Impreza odbyła się w zimową sobotę, 22 stycznia 2011 r., w klubie POLEPOLE i miała charakter zamknięty, co oznaczało, że cały lokal był tylko i wyłącznie dla nas! I dobrze, bo Polacy z Bratysławy i okolic

oraz z Koszyc, a także goście z Austrii i Polski stawili się tu w bardzo licznym gronie. Przybyli po to, by zabawić się w karaoke, czyli pośpiewać znane przeboje na tle odtwarzane-

MONITOR POLONIJNY


31.01.11 16:14

Stránka 11

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK, PAULA TULEJKO

Monitor02

dy może...

go z nagrania akompaniamentu instrumentalnego bez warstwy wokalnej, pomagając sobie oczywiście tekstem, wyświetlanym na ekranie. Pierwszy na naszej scenie stanął odważnie nie kto inny, tylko nasza redakcyjna koleżanka Urszula Szabados. Jej interpretacja piosenki „Jak się masz, kochanie?” na tyle dodała odwagi innym, że kolejnych uczestników zabawy nie trzeba było już prosić o występ. Śpiewano przeboje Ryszarda Rynkowskiego, Maryli Rodowicz, Budki Suflera, Czerwonych

LUTY 2011

Gitar… Lista była długa, bowiem goście mogli wybierać piosenki z ok. 2500 utworów. Chętnych do śpiewu nie brakowało i mikrofon przechodził z rąk do rąk. Każdy z obecnych mógł zaśpiewać swój ulubiony przebój samemu, w duecie lub w grupie. Piosenki „My Cyganie” i „Gdzie się podziały tamte prywatki” ściągnęły przed ekran z tekstem większość uczestników imprezy. W zabawie wzięli udział także nasi słowaccy przyjaciele. I tak np. Zuzana Kohútková, brawurowo wykonała trudny dla niejednego Polaka przebój „Pod

Papugami” Czesława Niemena i piosenkę „Do nieba” z repertuaru Blue Cafe. Nasza zabawa miała charakter konkursu, najlepszym wykonawcom przyznano dyplomy w 3 kategoriach. I tak: Urszula Zomerska-Szabados ex aequ z Ryszardem Zwiewką zostali wyróżnieni za najlepszą interpretację piosenki, Ania Jarina za przebojowe wykonanie utworu, a Adam Turczyński i Zuzana Kohútková za najlepsze wykonanie grupowe. W przerwach na regenerację strun głosowych, goście w szampańskich

humorach rozgrzewali parkiet do czerwoności w rytm polskich i zagranicznych piosenek. Wokół były zatem tańce, śpiewy, hulanki… Na odpoczynek nie było czasu. W końcu to karnawał! Impreza trwała do rana. Na pewno nie jeden z uczestników „Polskiego karaoke” zastawia się już, kiedy będzie jego druga edycja. A my mamy nadzieję, że niebawem, gdyż jak się okazało, ta pierwsza była strzałem w dziesiątkę – atmosfera była bardzo gorąca, a wszyscy goście naprawdę świetnie się bawili. PAULA TULEJKO

11


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 12

Wieczór kolęd w Nitrze J

ak co roku nitrzańska Polonia spotkała się w siedzibie ojców salwatorianów, aby wspólnie pośpiewać kolędy. Do spotkania doszło 16 stycznia. Dzięki niepowtarzalnej atmosferze, jaka zwykle towarzyszy takim spotkaniom, myślami mogliśmy się przenieść do naszych domów rodzinnych w Polsce. Wieczór umiliły nam występy dzieci, uczęszczających na zajęcia szkółki polonijnej. Szczególnie podobał się nam występ najmłodszych członków rodziny Żuk-Olszewskich, zwłaszcza Agatki, która kolędy i pa-

12

storałki zagrała na flecie. Dziękujemy księżom salwatorianom za ich opiekę duszpasterską, jak również za gościnność, dzięki której możemy się spotykać w ich domu. Jednocześnie przypominamy, że msze św. w języku polskim odbywają się w każdą pierwszą niedzielę miesiąca o godz. 15.00. w nitrzańskiej katedrze. Wyjątkiem będzie msza majowa, która odbędzie się 8 maja, czyli w drugą niedzielę miesiąca. rg

MONITOR POLONIJNY


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 13

Wiedeńska Orkiestra Świątecznej Pomocy S

mającej miejsce 3 stycznia 1993, a zapoczątkowanej przez Owsiaka w muzycznym programie TVP2 pt. „Róbta co chceta”. Zebrane wówczas fundusze przeznaczono na rzecz dzieci z wrodzonymi wadami serca. Od tego czasu Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy kwestowała m.in. na rzecz wcześniaków, dzieci z cukrzycą czy chorobami neurologicznymi. Finał tegorocznej edycji odbył się 9 stycznia, a zebrane środki tym razem pomogą w leczeniu dzieci z chorobami urologicznymi i nefrologicznymi. Z roku na rok WOŚP obejmuje swoim zasięgiem coraz więcej miejsc, dociera również do najodleglejszych zakątków świata. Tegoroczny, 19. finał nie ominął nawet Afganistanu, Arabii Saudyjskiej czy Wysp LUTY 2011

ZDJĘCIA: OLA TULEJKO

ie ma, drodzy Czytelnicy! Niezwykłe powitanie? Dobrze się składa, gdyż Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest akcją niewątpliwie niezwykłą i jedyną w swoim rodzaju. Tej kapeli pod batutą Jurka Owsiaka chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Fundacja WOŚP została założona 19 lat temu w Warszawie. Pomysł jej utworzenia zrodził się po udanej zbiórce pieniędzy,

Szetlandzkich. Jednak słowacka Polonia nie musiała wybierać się aż tak daleko, jeśli chciała wesprzeć WOŚP. W tym roku bowiem, zresztą już po raz szósty, Orkiestra zagrała także w sąsiednim Wiedniu. Przewodził jej Andrzej Kempa, wspierany przez grono działaczy polonijnych, m.in. Adama Turczyńskiego i Krystynę Mikołajczyk. Wiedeński finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odbywał się jednocześnie w dwóch miejscach – w klubie „U Marcina” odbywała się kwesta, zaś w klubie „Utopia” miała miejsce licytacja obrazów

i rzeźb artystów polskiego pochodzenia. Pod młotek poszły także prace plastyczne, wykonane przez dzieci ze szkoły specjalnej, oraz gadżety z logo WOŚP. Również bratysławscy goście nie przyjechali z pustymi rękami. Redaktor naczelna Małgosia Wojcieszyńska w imieniu słowackiej Polonii przekazała na aukcję malowany na jedwabiu obraz, autorstwa słowackiej artystki polskiego pochodzenia Stenii GajdošovejSikorskiej. A wszystko po to, by pomóc chorującym maluchom. Chętnych do licytowania nie brakowało. Niewątpli-

wą atrakcją wieczoru była licytacja, której zwycięzcy mogli wcielić się w rolę… fryzjera! Jan Natkaniec – jeden z prowadzących wiedeński finał Orkiestry – licytacji poddał swój zarost. Panie, które wyceniły go na 40 euro, zadbały o fryzurę i bródkę pana Janka, a wszystko to na rzecz dzieciaków i ku uciesze zgromadzonych w „Utopii” gości. Podczas styczniowego finału wiedeński sztab WOŚP zebrał ok. 3000 euro. Datki spłynęły też z innych zakątków Austrii, m.in. Linzu, Klagenfurtu, Innsbrucku i Salzburga. Miłym zaskoczeniem było wspomożenie Orkiestry przez właścicieli chińskiej restauracji „Happy Wock”. Państwo Xing na rzecz podopiecznych WOŚP przekazali 300 euro. Tegoroczny, 19. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pokazał, że pomagać może dosłownie każdy i wszędzie. Z roku na rok przybywa bowiem państw, w których odbywają się zbiórki, a w nich wolontariuszy, których WOŚP zaraziła ideą niesienia pomocy najmłodszym chorującym. Nie trzeba dysponować wielkim majątkiem, żeby wesprzeć potrzebujących. Liczy się każda złotówka, euro, jen czy dolar. A kto wie, może 20. finał zawita również na Słowację? Przecież, żeby pomagać, wystarczy tylko chcieć! OLA TULEJKO

13


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 14

Szkło artystyczne wróciło do Instytut Polskiego

Po

siedzibie ambasady RP w Bratysławie 12 stycznia 2011 r. odbyła się uroczystość wręczenia „Paszportów Chopinowskich”, przyznanych wicepremierowi Republiki Słowackiej Rudolfowi Chmelowi oraz posłance do Rady Narodowej Republiki Słowackiej, byłej ambasador RS w Warszawie Magdalenie Vášáryovej. Wręczając nagrody, ambasador RP w Bratysławie Andrzej Krawczyk wskazał na ich zasługi dla kultury polskiej i działalność na rzecz wzajemnego zbliżenia narodów słowackiego i polskiego. Dziękując za wyróżnienie, zarówno Rudolf Chmel, jak i Magda Vášáryová podkreślali znaczenie kultury polskiej dla kultury słowackiej i dla nich samych. Na uroczystości obecni byli m.in. wiceprzewodniczący parlamentu Milan Hort, sekretarz stanu w MSZ Milan Ježovica, przedstawiciele życia społecznego i kulturalnego, mediów, a także pracownicy słowackiego MSZ. Wśród gości znaleźli się także ambasadorowie Niemiec, Czech, Węgier i Serbii. red

14

ZDJĘCIA: MARTA MIARA

Wręczenie „Paszportów Chopinowskich” W

zeszłorocznej majowej wystawie do Instytutu Polskiego wróciło szkło artystyczne, którego wystawę otwarto 13 stycznia w obecności polskich, czeskich i słowackich szklarzy, którzy wzięli udział w plenerze Ekoglass Festiwal 2010. Wystawa bowiem prezentuje ich prace, powstałe podczas trzeciego już pleneru, który przebiegał w malowniczych okolicach polskoczeskiego pogranicza. Tym razem szklarze pracowali po obu stronach granicy, w historycznych ośrodkach hutniczych Szklarskiej Porębie w PolOldřich Plíva, Jakub Berdych (czescy szklarze) sce i Desnej w Czechach. Z pomocą i jeden z kuratorów wystawy Igor Wójcik hutników powstały oryginalne dzieła sztuki, które w Instytucie Polskim można podziwiać do 4 lutego 2011 r. który to proces dla niektórych wiDzięki organizatorom pleneru, dzów był do tej pory tajemniczy i niewśród których znalazły się polskie, dostępny. słowackie i czeskie instytucje, artyści Kolejnym elementem, odróżniaz tych trzech państw mogli wypróbojącym festiwal Ekoglass od prostego wać swoich sił w klasycznych hutach tworzenia w pracowni, było środoz piecami. I pewnie było to dla nich wisko. Góry Izerskie i Karkonosze niezwykłe przeżycie, bowiem na co niewątpliwie wywarły duży wpływ dzień obrabiają szkło raczej na zimna artystów i ich prace. Na wystawie no, ewentualnie na palnikach. Podzobaczyć więc można chmury i obłoczas pleneru Ekoglass mogli więc puki, gniazda, ptaki, miski z owadami, wazony kształtem przyścić wodze swojej fanpominające wzgórza tazji, kreatywności Karkonoszy. i zmierzyć się z gorącą Wystawiane w Inszklaną masą. stytucie Polskim praNazwa pleneru zdrace są dziełami dwanadza też, że miał on też ściorga artystów: Beacharakter ekologiczny. ty Damian-Sperudy, Artyści pracowali ze Rafała Kaufholda, Maszklaną stłuczką, którą rzeny Krzemińskiej, wytapiali w ekologiczMariusza Łabińskiego, nych piecach. Starali Marty Sienkiewicz, Igosię w ten sposób udora Wójcika, Jakuba Berwodnić, że szkło nadadycha, Andreja Némeje się do recyklingu i że tha, Oldřicha Plívy, pozornie bezwartoJiřího Šuhájka, Petra ściowy odpad może Ďuriša i Martiny Paljestanowić kanwę dzieła skovej Piškovej. sztuki. Pracując, artyści Serdecznie zapraumożliwili publicznoszamy do obejrzenia ści obserwację całego ekspozycji. procesu powstawania Witraże Marty Sienkiewicz MILICA URBÁNIKOVÁ wyrobów szklanych, MONITOR POLONIJNY


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 15

Jak nie łacina, to co?

C ZYLI JAK J ÓZEF II Z A NTONEM B ERNOLÁKIEM ROZPOCZĘLI ODRODZENIE NARODOWE S ŁOWAKÓW Dwudziestego dziewiątego listopada 1780 roku zmarła w Wiedniu cesarzowa austriacka i królowa węgierska Maria Teresa, wybitna władczyni, dzięki której austriackie państwo Habsburgów weszło do czołówki europejskiej. W polityce wewnętrznej Maria Teresa miała wizje modernizacji państwa poprzez oświecony centralizm i budowę sprawnej administracji państwowej kosztem kościoła i szlachty. Wspólnie ze swoim synem – przyszłym Józefem II, którego wychowała na głęboko przekonanego reformatora – rozpoczęła dzieło przebudowy kraju. Józef II, który wstąpił na tron w dniu śmierci matki, przyśpieszył jeszcze tempo reform, których jednym z poważniejszych problemów było zorganizowanie efektywnej wymiany informacji między urzędami. Od tego bowiem zależało zarówno wprowadzanie reform, jak i sprawne ściąganie podatków, pobór do wojska, egzekwowanie nowych praw. Problematyczne pod tym względem były zwłaszcza historyczne Węgry (a więc i Słowacja), które po pierwsze były zacofane w porównaniu z Austrią, a po drugie były mieszanką narodowościową i językową. Na terenie Węgier rządziła i dominowała ekonomicznie węgierska szlachta, co nie ułatwiało dotarcia do wszystkich mieszkańców, a po raz pierwszy w historii władcy zależało na komunikowaniu się z wszystkimi poddanymi, nie tylko z właścicielami ziemskimi. W dniu 22 sierpnia 1785 roku cesarz wydał patent o zniesieniu osobistego poddaństwa, czyniąc wszystkich obywateli Austrii ludźmi wolnymi, co oznaczało uwolnienie chłopów od prawnej zależności od szlachty. Był to fakt o olbrzymich konsekwencjach: odtąd chłopi mogli bez zgody swojego pana się przemieszczać; ruszyli więc do miast, zmieniając strukturę społeczną, a w tym i językową, państwa. Na ziemiach Królestwa Węgier w urzędach i sądach cały czas posługiwano się jeszcze – jak w średniowieczu – łaciną. Odsuwało to na plan dalszy problem narodowy i językowy. Łacina była bowiem neutralna. Rządząca warstwa na Węgrzech wyobrażała sobie jednak, że w obecnej sytuacji zastąpi ją język węgierski. Oczekiwała tego z nadzieją, gdyż w XVIII wieku istniała groźba zaniku języka węgierskiego (o zagrożeniu rozpłynięcia się Węgrów wśród narodów sąsiedzkich pisał niemiecki filozof Herder na przełomie XVIII i XIX wieku). Węgrzy upatrywali dla swojego języka szansę upowszechnienia i ugruntowania poLUTY 2011

WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI

przez oficjalne wprowadzenie go jako języka obowiązującego w urzędach, szkołach i wojsku. Z czasem, wraz z rozwojem myśli narodowej, za pomocą języka chciano także świadomie asymilować do węgierskiego narodu politycznego Słowaków, Rumunów, Rusinów, Serbów, a nawet Niemców z pogranicza z Austrią. Jednakże Józef II, myśląc o centralizacji Austrii i unifikacji zarządzania państwem, wprowadził na Węgrzech jako oficjalny… język niemiecki. Od roku 1784 obowiązywał on w urzędach, a od roku 1787 w sądach. W tym samym czasie cesarz osłabił pozycję Bratysławy, przenosząc w grudniu 1783 roku kancelarię zarządzającą Węgrami do Wiednia (13 kwietnia 1784 wywieziono z Bratysławy koronę świętego Stefana, co miało znaczenie symboliczne). Jednocześnie, walcząc z samodzielnością Kościoła, zlikwidował w roku 1783 kształcące księży seminaria kościelne, a na ich miejsce powołał dla całych Węgier dwa wielkie seminaria generalne – w Peszcie i w Bratysławie (w pomieszczeniach niewykorzystywanego od śmierci Marii Teresy zamku), do których uczęszczało po kilkuset studentów. Chcąc ułatwić kontakt księży z ich parafianami, Jozef II kładł duży nacisk na naukę języków, którymi przyszli duchowni mogliby się praktycznie porozumiewać z wiernymi, głównie niepiśmiennymi chłopami. Dlatego też wbrew biskupom-Węgrom popierał w bratysławskim seminarium naukę miejscowego języka – słowiańskiego (słowackiego). Podczas wizyty w Bratysławie 8 października 1784 roku cesarz osobiście namawiał kleryków do nauki słowackiego, wiedząc, że będą oni pracować na Górnych Węgrzech. Kontynuując tę politykę, 27 grudnia 1786 roku wydał specjalny dekret (podczas swego panowania ogłosił ich 6 tysięcy!) o pielęgnowaniu języków ojczystych. Konsekwencją wizyty cesarza w bratysławskim seminarium głównym było założenie przez grupę kleryków Stowarzyszenia Pielęgnacji Języka Słowackiego (Spoločnosť na pestovanie slovenského jazyka). Na jego czele stanął jeden z kleryków Anton Bernolák, który miał wówczas 22 lata i był Słowakiem, należącym do niższej warstwy szlacheckiej (co było dość rzadkie), tzw. zemanów, co umożliwiało mu wykształcenie. Pochodził z wioski Slanica na Orawie, której resztki znajdują się dzisiaj gdzieś na dnie Zalewu

Orawskiego. Bernolák był wybitnie utalentowany językowo. Skończył gimnazjum w Rużomberku, a potem podjął studia na uniwersytecie w Trnawie, by je kontynuować na wydziale teologicznym w Wiedniu. Po założeniu seminarium generalnego w Bratysławie przeniesiono go tam, by mógł skończyć studia na terenie rodzinnych Węgier. Pierwszy tekst w języku słowackim „Mały katechizm” Lutra wydrukowany został w Bardiowie w roku 1581. A w czasach, o których mówimy, czyli w XVIII w., język słowacki nadal był jedynie językiem mówionym biednych warstw społecznych w podgórskich i górskich rejonach ówczesnych Górnych Węgier. Ocenia się, że posługiwało się nim ok. miliona ludzi jako językiem „kuchennym”. Nie był w żaden sposób skodyfikowany ani opisany, za to co sto kilometrów używano go w nieco innym wariancie. Jeszcze kilkadziesiąt lat później zastanawiano się, czy np. dialekt wschodniosłowacki to odmiana języka słowackiego, czy tez może oddzielny język. Warto też pamiętać, że były to czasy, kiedy to przy awansie społecznym działał bezwzględnie mechanizm asymilacyjny i wielu Słowaków, awansując albo przeprowadzając się do Pesztu (to w XIX wieku), po prostu się madziaryzowało. Historycy wskazują, że nawet najwięksi Węgrzy w dziejach, jak Petofi czy Kossuth, mieli słowackich przodków. Koniec XVIII wieku to czas, kiedy pojawiają się próby zapisywania i drukowania tekstów w języku słowackim, mimo że nie istniały jeszcze standardy posługiwania się nim. W 1783 roku niejaki Jozef Ignac Bajza wydał pierwszą powieść po słowacku „Rene mladenca prihody a skusenosti”, a 1 lipca tego samego roku zaczęły się ukazywać „Prešpurské noviny”, pismo pisane właściwie po czesku, ale z licznymi słowacyzmami dla nadania mu lokalnego charakteru. W takich okolicznościach Anton Bernolák wziął się ostro do pracy. Już po kilku miesiącach gotowa była jego (przy współpracy kolegów kleryków) pierwsza praca w języku łacińskim o piśmiennictwie Słowian/ Słowaków (de literis Slavorum) z aneksem w postaci zasad słowackiej pisowni. Dzięki tej pracy została przekroczona pewna granica w cywilizacyjnej historii narodu. Ale o tym w następnym odcinku, w którym postaram się przybliżyć te pierwsze – porzucone później – zasady języka słowackiego i dalszą działalność fascynującej postaci Antona Bernoláka. ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“

15


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 16

Pyry nie do czyli poznaniacy nie

żdżarcia do podrobienia

ZDJĘCIA: CZESŁAWA RUDNIK, DOROTA HOFFMAN

„Co oznaczają słowa: pamperek, uślumprać, gira?” – prowadzący program w regionalnej rozgłośni radiowej zadaje pytania sprawdzające znajomość gwary wielkopolskiej. Kiedy po kilku godzinach podróży autokarem z Tarnowa przez całą Polskę słyszę te słowa, czuję lekkie podekscytowanie – Forum Mediów Polonijnych będzie Ratusz w Poznaniu gościć w Wielkopolsce.

Dla mnie to podróż sentymentalna, bowiem tu, u moich dziadków spędzałam w dzieciństwie wszystkie wakacje i święta. Wsłuchuję się w pytania konkursowe, by zmierzyć się z wyzwaniem: czy coś jeszcze pamiętam z gwary, w której po części wyrastałam? Kilku uczestników zlotu dziennikarzy polonijnych, mieszkających w różnych częściach świata, też wraca do swojej małej ojczyzny. To oni podczas wizyty w poszczególnych miastach tego regionu często będą urozmaicać opowieści przewodników historiami związanymi z ich młodością.

Przyjemne giglanie w sercu Pierwszy nasz przystanek w Wielkopolsce to Kalisz, który może poszczycić się 1850-letnią tradycją. „Kalisz jest miastem magicznym, które daje natchnienie” – mówi prezydent miasta Janusz Pęcherz i jako dowód wymienia znane osobistości, które stąd pochodzą: poeta Adam Asnyk, pisarka Maria Dąbrowska (urodzona w niedaleko położonym Rusowie), Stanisław Wojciechowski – drugi prezydent II RP, czy piosenkarz Mieczysław Szcześniak. Po konferencji prasowej w imponującym gmachu ratusza przenosimy się na Główny Rynek, gdzie próbujemy wchłonąć trochę tutejszej atmosfery, siedząc i obserwując przechodniów. Na ławkach obok 16

nas miejscowi – również wygrzewają sie w promieniach słonecznych, dzieci karmią gołębie, bawią się. „Nie giglaj mnie!” – mówi w pewnym momencie dziewczynka do swojego brata, który goni ją i próbuje łaskotać. W pierwszym momencie nawet nie zauważam, że to regionalizm, bowiem obserwując maluchy, sama jakbym przeniosła się w czasie i przypomniałam sobie zabawy podwórkowe podczas wakacji, czując przy tym przyjemne łaskotanie – giglanie w sercu.

Bambry „Ale bamber!” – nie raz słyszałam, jak nazywano kogoś tym pogardliwym określeniem. Bamber brzmiał w moich uszach jak wieśniak, prostak. „Bambrzy to niemieccy osadnicy, przybyli z okolic Bambergu (Frankonia) w latach 1719-1753 na zaproszenie władz Poznania” – wyjaśnia Krzysztof Nowacki, rodowity poznaniak, obecnie mieszkający w Niemczech. „Jakiś czas temu zacząłem poszukiwać moich korzeni i okazało się, że jestem Bambrem, bowiem moi przodkowie pochodzili właśnie z Niemiec” – opowiada. Przez okna autobusu, którym poruszamy się po Poznaniu, pokazuje mi atrakcje miasta. Widzę ożywienie na jego twarzy. Kiedy docieramy do centrum, opowiada, jak za dawnych czasów prze-

siadywał z kolegami w kawiarni „Świtezianka”. Stąd już niedaleko do Starego Rynku, gdzie okazale prezentuje się ratusz, a na jego szczycie koziołki, które punktualnie o 12 w południe bodą się rogami. Ach, pamiętam z dzieciństwa jeszcze, że jadąc z rodzicami z Wrocławia nad morze, zawsze zatrzymywaliśmy się w Poznaniu, by zjeść lody cassate i obejrzeć koziołki!

Czy to poruta? Stary Rynek wygląda imponująco – pięknie odrestaurowane kamienice, kawiarniane ogródki nadały mu barwy. To trzeci, po krakowskim i wrocławskim, co do wielkości rynek w Polsce – zajmuje 2 ha. Oprócz urokliwych kamieniczek jego kształt wyznaczają też ratusz i waga miejska, odwach, pałace Mielżyńskich i Działyńskich, domki budnicze z podcieniami, pomnik Bamberki, pręgierz i cztery fontanny – Prozerpiny, Marsa, Apollina i Neptuna. „Co to jest?!” – zastanawiamy się z kolegą z Niemiec, przyglądając się budynkowi o typowej architekturze socjalistycznej, który raczej szpeci, niż zdobi Stary Rynek. Pytamy więc przewodniczkę, a ta z uśmiechem wyjaśnia: „Niektórzy mówią, że to poruta (‘wstyd”), iż wśród takich perełek architektury stoi też ten budynek, ale to Galeria Miejska Arsenał, która wcześniej działała jako Biuro Wystaw MONITOR POLONIJNY


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 17

Artystycznych (BWA)”. Później zajrzałam do Internetu – wśród poznaniaków toczą się dyskusje, czy kontrowersyjny budynek należy zburzyć, czy też potraktować łaskawszym okiem. „Z pewnością upłynie jeszcze sporo czasu zanim zbiory galerii znajdą swoje nowe miejsce” – słyszę głos przewodniczki, jakby przeczuwającej, że zechcemy o to spytać.

W Starym Browarze – piwo i skibka chleba ze smalcem! Z dzieciństwa pamiętam, że odwiedzając Poznań podczas podróży nad morze, zawsze wstępowaliśmy do tutejszych domów towarowych, w których fascynowały mnie schody ruchome. Czy owe domy towarowe jeszcze istnieją? Nie wiem, ale my wieczorem, w czasie wolnym udajemy się z naszą przewodniczką-forumowiczką Zosią Schroten-Czerniejewicz z Holandii do browarów. Tak, tak, tych które przebudowała i rozsławiła Grażyna Kulczyk. Po drodze ze Starego Rynku Zosia zatrzymuje się przed wejściem do bramy jednej z kamienic. „Tu się urodziłam” – oznajmia. Wreszcie docieramy do celu. Ponadstuletnie nieruchomości browaru braci Huggerów zamieniono w Stary Browar, który pełni rolę kompleksowego centrum handlowo-usługowego i kulturowego. „Po wysprzątaniu terenu starego browaru, już w 1999 roku zaczęto tu wystawiać pierwsze spektakle teatralne” – relacjonuje Zosia. Potem, według planów inwestorki Grażyny Kulczyk, realizowane były kolejne zadania: w 2003 roku został otwarty kompleks centrum, w nastę-

pnym roku ruszył Dziedziniec Sztuki, gdzie organizowane są liczne wystawy, spotkania literackie, spektakle teatralne i koncerty. Siedzimy w jednej z kawiarni na tarasie Starego Browaru i delektujemy się widokiem. To miejsce z jednej strony nowoczesne, z drugiej mające klimat, ten stary, i charakter. Kiedy podchodzi do nas kelnerka zamawiamy – a jakżeby inaczej? – piwo! A do tego skibkę (‘kromkę’) chleba ze smalcem. Ponieważ robi się późno, a reszta forumowiczów czeka na nas w umówionym miejscu, opuszczamy Stary Browar z myślą, że kiedyś tu wrócimy.

Pyry z gzikiem Międzynarodowe Targi Poznańskie jeszcze w czasach PRL-u pełniły rolę okna na świat. Tu bowiem zjeżdżali się wystawcy z całego świata i prezentowali swoje produkty. Międzynarodowe Targi Poznańskie powstały w roku 1921, są więc jednymi z najstarszych terenów wystawowych w Europie. Dysponują największą w Polsce infrastrukturą – posiadają 16 klimatyzowanych pawilonów o wysokim standardzie i dużej powierzchni (ponad 110 tys. m2 w halach wystawienniczych i prawie 35 tys. m2 terenu otwartego) oraz 81 nowoczesnych sal konferencyjnych. I tę gigantyczność odczuwamy, spacerując po halach wystawowych… Moją uwagę od razu zwraca stoisko z typowymi wielkopolskimi przysmakami, bowiem z daleka zauważam napis: gzik. To było ulubione danie mojego dziadka! Pyry z gzikiem babcia serwowała niemalże w każdy postny piątek, ale najlepiej smakował latem, z młodymi ziemniakami. Co to takiego ten gzik? Twarożek ze śmietaną i szczypiorkiem. W domu moich dziadków najczęściej podawano do niego maślankę.

Uniwersytet stanął otworem, ale aula była zakluczona

Uczestnicy Forum na Międzynarodowych Targach Poznańskich LUTY 2011

Poznań to również miasto 26 wyższych uczelni, na których kształci się 130 tysięcy studentów. My odwiedzamy jedną z nich. Jesteśmy na Wydziale Nauk Politycznych i Dzienni-

Na urokliwy Ostrów Lednicki płyniemy promem karstwa Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Tu czeka nas skrzętnie przygotowany program. Najpierw zostajemy podzieleni na grupy, by wziąć udział w warsztatach pod okiem najlepszych specjalistów. Po oficjalnym powitaniu przez władze uczelni możemy udać się na zajęcia. „W tej auli spotkamy się po warsztatach. Możecie tu państwo bez obaw zostawić okrycia wierzchnie, bowiem sala będzie zakluczona” – słyszymy. Niektórzy z forumowiczów zwracają uwagę na ten charakterystyczny dla tego regionu czasownik zakluczyć, który oznacza ‘zamknąć na klucz’. Udajemy się więc na warsztaty, na których niektórzy z nas próbują swoich sił w prezentowaniu prognozy pogody przed kamerami telewizyjnymi, a inni odczytują dowcipne dialogi przed mikrofonem radiowym. Przed nami jeszcze wykłady: „Przyszłość prasy drukowanej”, „Dziennikarstwo śledcze” i ten najciekawszy, prowadzony przez Andrzeja Niczyperowicza, poświęcony tworzeniu nagłówków prasowych. Wieczór na uniwersytecie kończy się rozrywkowo – występem Piotra Kuźniaka z zespołu Trubadurzy.

Czy to prawda, czy tylko blubry? Poznań, Gniezno i Ostrów Lednicki – to trzy miejsca w Wielkopolsce, które pretendują do tytułu kolebki polskości. W każdym z nich istnieją bowiem ślady mówiące, że to może właśnie tu odbył się chrzest Mieszka I. Na urokliwy Ostrów Lednicki płyniemy promem. Po drodze przewodnik przygotowuje nas na to, co za chwilę zobaczymy. „Na wyspie, w centrum plemienia Polan, zachowały się pozostałości grodu Mieszka i Bolesława Chrobrego oraz relikty najstarszego w Polsce zespołu prero17


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 18

mańskiej architektury pałacowo-sakralnej z basenami do chrztu! A więc to nie żadne blubry (‘bzdury’), to poważne dowody na to, że właśnie tu mógł odbyć się pierwszy w Polsce chrzest” – przekonuje przewodnik. Jak się dowiadujemy, obiekty wzniesiono w czasach panowania Mieszka I, czyli tuż przed rokiem 966. Ostrów był jednym z głównych ośrodków obronnych i administracyjnych Polski. „W tym historycznym miejscu toczy się akcja powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego Stara baśń, wskrzeszającej zamierzchłe czasy pogańskich Słowian” – opisuje przewodnik. Opuszczamy to baśniowe miejsce, które przywitało nas piękną pogodą i… nutką tajemnicy: może rzeczywiście to tu miały miejsce przełomowe wydarzenia w dziejach Polski?

Trzeba się wypindraczyć „Jutro zobaczysz moje rodzinne miasto! – uprzedził mnie Michał Zieliński z Finlandii. – Mam dla ciebie i jeszcze jednej dziewczyny ze Stanów Zjednoczonych pewne zadanie, ale dziś nie mogę ci zdradzić, o co chodzi”. Zaintrygował mnie. Zaglądam do programu Forum i dowiaduję się, że jednym z punktów programu jest zwiedzanie Wągrowca. Ale czego oczekuje od nas Michał? Na wszelki wypadek trzeba się schludnie ubrać – myślę sobie. Ruszamy nazajutrz. Po drodze Michał uprzedza, jakie atrakcje na nas czekają: „Zobaczycie Rezerwat Przy-

Pozostałości grodu Mieszka i Bolesława Chrobrego

W Gnieźnie uczestnicy Forum wzięli udział w mszy świętej celebrowanej przez ks. Henryka Muszyńskiego, arcybiskupa seniora gnieźnieńskiego i prymasa seniora Polski rody Dębina z cennymi okazami dębów szypułkowych, pomnikiem przyrody dębem Korfantym oraz rezerwatem czapli siwej”. Zwiedzamy też późnogotycki kościół farny pw. św. Jakuba. „Tu mój ojciec grał na organach” – mówi Michał, nie kryjąc wzruszenia. Udajemy się do miejsca, gdzie obejrzymy unikatowe zjawisko geograficzne – krzyżujące się pod kątem prostym dwie rzeki: Wełna z Nielbą. Wreszcie docieramy do wągrowieckiego rynku, gdzie czekają na nas władze miasta: burmistrz Stanisław Wilczyński z… niespodzianką. „Z okazji wizyty dziennikarzy polonijnych z całego świata, proszę o odsłonięcie ławeczki dziennikarskiej!” – mówi. Okazuje się, że nasz forumowy kolega Michał zaangażował mnie i Tatianę Kotasińska z USA, byśmy wraz z organizatorami przedsięwzięcia dokonały przykręcenia pamiątkowych tabliczek. Ta ławeczka wywołała spory entuzjazm nie tylko wśród dziennikarzy, ale i mieszkańców miasta – wszyscy chcą się na niej fotografować. „Byłam ciekawa, co się tu będzie działo, kiedy zobaczyłam tyle wypindraczonych (‘wystrojonych’) ludzi – mówi jedna z mieszkanek miasta. – Wy pojedziecie, ławeczka zostanie. Będziemy wspominać waszą wizytę, przychodząc tu na spacery”.

Materiał powstał na podczas XVIII Światowego Forum Mediów Polonijnych Tarnów Wielkopolska, które odbyło się w dniach 8 – 15.09.2010. Organizatorem przedsięwzięcia było Małopolskie Forum Współpracy z Polonią w Tarnowie. 18

Szczuny i Marta W ostatni wieczór Forum czeka nas niesamowity koncert! Do Tarnowa Podórnego, gdzie jesteśmy zakwaterowani, z inicjatywy Elika Plichty – dziennikarza z Niemiec, przyjeżdżają szczuny (‘chłopcy’) z Martą – wokalistką z zespołu… Lombard! Występ tej kultowej grupy, wizytówki Poznania, doskonale uzupełnia bogaty jak co roku program Międzynarodowego Forum Mediów Polonijnych. „Szklana pogoda”, „Przeżyj to sam” to przeboje, które rozgrzewają nas mimo późnej nocnej pory. No cóż, jakoś to będzie! Zaległości we śnie nadrabiać będziemy po powrocie do domu. Liczy się tu i teraz! Najwyżej rano nie pójdziemy na śniadanie, może poprosimy o tytkę (‘papierowa torebka’) i weźmiemy kanapki na drogę… Kolejne forumowe rojbrowanie (‘łobuzowanie’) dopiero za rok… MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Ławeczka dziennikarska w Wągrowcu MONITOR POLONIJNY


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 19

Z

przyjemnością zapraszam Państwa do lektury drugiego już tekstu z naszego nowego cyklu „Polak potrafi”. Mam nadzieję, że pierwszy z tekstów spodobał się Państwu – czekam na opinie i wciąż zachęcam, by zgłaszali Państwo swoje propozycje. Tym razem chciałabym nieco więcej opowiedzieć o firmie z branży odzieżowej.

POLAK POTRAFI

(Nie)codzienne ubrania Tatuum, mimo obco brzmiącej nazwy, jest polską marką. Jej właścicielem jest łódzka spółka KAN, która powstała w 1995 roku. Pierwszy sklep z ubraniami sygnowanymi Tatuum został otwarty cztery lata później na głównej ulicy Łodzi, Piotrkowskiej. Sukces miały zapewnić ubrania proste, wygodne w noszeniu, ale uszyte z dobrej jakości materiałów. Projektanci firmy postawili na niebanalne, ale nie ekstrawaganckie wzornictwo. Kolorystyka szytych pod marką Tatuum ubrań była stonowana i bazowała głównie na klasycznych kolorach ziemi oraz bieli, czerni, czerwieni i granacie (najnowsze kolekcje marki niewiele się pod tym względem różnią). Szybko okazało się, że to strzał w dziesiątkę, a firma specjalizująca się w modzie typu casual (do noszenia na co dzień) jest na polskim rynku potrzebna, a jej produkty bez problemu znajdują nabywców. Potwierdzeniem sukcesu Tatuum jest wciąż rosnąca liczba sklepów. Najwięcej, bo ponad 130, jest ich oczywiście w Polsce. Duża część funkcjonuje na zasadzie franczyzy – Tatuum sprzedaje licencję, dostarcza towar i wymaga prowadzenia sklepu na określonych warunkach, a właściciel salonu działa już na własny rachunek, mając jednocześnie prawo do używania nazwy. Wszystkie salony Tatuum znajdują się w dużych miastach, bo, jak wyjaśniał niedawno w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” Marcin Kleszczewski z KAN, otwieranie sklepów w mniejszych miastach jest po prostu nieopłacalne. Za granicą marka z powodzeniem konkuruje z gigantami z branży odzieżowej – sieciami Zara czy H&M. Jest dostępna w kilkunastu krajach – poza Słowacją (salon w bratysławskim centrum handlowym został otwarty w ubiegłym roku) jej sklepy znajdują się m.in. na LUTY 2011

ZDJĘCIE: KATARZYNA PIENIĄDZ

polskiej marki podbijają rynki zagraniczne

Węgrzech, Litwie, Ukrainie, w Rosji, Czechach, Chinach i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Właściciele marki nie zamierzają spoczywać na laurach – chcą otwierać kilkanaście sklepów rocznie i mają w planach podbój krajów byłej Jugosławii, Niemiec, Austrii oraz Skandynawii. To trudne zadanie, bo konkurencja na tamtych rynkach jest ogromna. Jednak według Marcina Kleszczewskiego największą trudnością, spowalniającą tempo ekspansji Tatuum na kolejnych rynkach, jest brak atrakcyjnych lokalizacji dla sklepów. Firma jest zainteresowana otwieraniem salonów w dużych, prestiżowych galeriach handlowych, a tych, wbrew pozorom, nie jest wcale dużo. - Po trudnych początkach we wschodnich landach, podjęliśmy odważną decyzję otwarcia sklepu na jednej z najdroższych ulic świata, Zeil-Strasse we Frankfurcie. Była to słuszna decyzja. Obecnie poszukujemy kolejnych lokalizacji. Wymaga to jednak czasu, gdyż interesujące oferty pojawiają się rzadko – mówił Kleszczewski w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”. Ekspansja na kolejne rynki to jedno, ciekawe kolekcje i trzymanie wysokiego poziomu to drugie. Kolejne sezony pokazują, że marka Tatuum w ciągu ostatnich lat wypracowała swój własny, charakterystyczny styl, który doceniają klienci. Inspiracją dla wiosennej kolekcji, już dostępnej w sklepach, były klimat i krajobraz Prowansji. KATARZYNA PIENIĄDZ

Zwierzenia podniebienia K

ażdego dnia w drodze do pracy przejeżdżam przez małą miejscowość o nazwie Rovinka. Pewnego razu moją uwagę przykuła przydrożna reklama z napisem: „Bella Piazza Pizza&Pasta Ristorante”. W związku z tym, że w życiu kieruję się zasadą, że jeśli nie spróbujesz, to nie wiesz, postanowiłam, iż kiedyś zatrzymam się tam na kolację. W końcu ta chwila nadeszła. Z pustym żołądkiem i nadzieją na dobry posiłek, zaparkowałam przed Bella Piazza. Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy, to spora ilość miejsc parkingowych oraz plac zabaw dla dzieci. Duża przestrzeń przed restauracją zwiastuje zwykle, że w lecie można się posilić pod gołym niebem. Zamknęłam auto i skierowałam swoje kroki do restauracji. Za drzwiami, na lewo, dyskretnie oddzielona część dla palących, na prawo stoliki dla niepalących. Na wprost duży bar z bogatą ofertą trunków. Między stolikami mnóstwo zieleni. Zmęczenie podpowiadało mi, aby wybrać stolik w rogu, gwarantujący spokój. Zanurzyłam się w miękkim fotelu. Niemal natychmiast zatrzymał się przy mnie kelner z kartą dań. Na stole obrusy w przyjemnych kolorach: beż i bordo, świeczki i zestawy przypraw. Zabrałam się do przeglądania menu. Nazwa lokalu rzeczywiście odpowiada ofercie – 47 rodzajów pizzy, ponad 30 rodzajów makaronu. Poprosiłam kelnera o radę. Chętnie odpowiedział, opisując zalety poszczególnych posiłków. Zamówiłam pizzę (cosa di apetita), przekonana, że jeśli restauracja reklamuje się jako „pizza&pasta“ – pizza, musi być dobra. Dobra? To mało powiedziane! W życiu takiego dobrego ciasta nie jadłam – puszyste, a zarazem chrupiące!!! Dodatkowe prośby, typu: więcej sera, mniej czosnku, więcej pomodoriny, bez kukurydzy…, są przyjmowane z uśmiechem na ustach i bez dodatkowych opłat. Znane pizzerie, bójcie się! Tutejsze ciasto zawiera wszystkie bogate składniki, a co mile zaskakuje, nie oszczędza się ich tu kosztem klienta. Zjadłam wszystko do ostatniego kęsa. Poprosiłam kelnera o rozmowę z kucharzem, który po chwili wyłonił się zza 19


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 20

ściany. W jego oczach zobaczyłam przerażenie. Uspokoiłam go szybko, mówiąc, że pizza była wspaniała, i spytałam, czy ciasto kupują, czy też robią je sami. Dowiedziałam się, że nie tylko na ciasto mają swój specjalny przepis, ale sami przygotowują też pomodorinę, czyli sos pomidorowy, nieodzowny składnik pizzy. Cóż za atuty! Kontynuując rozmowę, odkryłam, że restauracja oferuje tzw. denné menu. W dni powszednie to do wyboru pięć dań głównych, zupa oraz deser. Za bardzo przyzwoitą cenę można najeść się do syta. W wystawionej lodówce goście restauracji mogą obejrzeć serwowane potrawy. To jeszcze nie koniec dobrych wiadomości – Bella Piazza rozwozi denné menu po całej okolicy i nie pobiera opłat za opakowania; klient płaci tylko za zamówione jedzenie. Oznajmiłam kucharzowi, że chętnie spróbowałabym, jak smakują ich desery. Polecił mi tiramisu. Na talerzu pojawił się ozdobiony liściem mięty spory kawałek słodkiego marzenia. Wspaniała kropka nad „i”. Poprosiłam o rachunek. A kiedy go dostałam, na tacce obok znalazłam – jakież to miłe! – landrynkę. Pomyślałam, że klient dostaje nie tylko to, za co zapłacił, ale i więcej. Symboliczny cukierek, to niezwykle sympatyczny gest. Właścicielom i pracownikom Bella Piazza dziękuję i życzę, by następnym razem, gdy się spotkamy, mieli już swoją własną stronę internetową, której obecnie niestety brakuje. Oferta denného menu jest dostępna tylko na www.obedovat.sk. Przejeżdżając przez Rovinkę, pamiętajcie Państwo, że jeśli pizza, to tylko w Bella Piazza! Jadąc z Bratysławy, należy skręcić w lewo, tuż przed urzędem gminy (mestský úrad). A swoją drogą jestem ciekawa, jakie wrażenia zaoferuje Państwu to miejsce, gdzie hasłem przewodnim wydaje się być: „Nie wszystko, co dobre, musi dużo kosztować”. SYLWIA TOMASZEWSKA Redakcja informuje, że artykuły zamieszczane w rubryce “Zwierzenia podniebienia” w żaden sposób nie są sponsorowane i że wszelkie wydatki związane z wizytami w prezentowanych lokalach autorka pokrywa sama.

BELLA PIAZZA-RISTORANTE H L A V N Á 3 5 0 , 9 0 0 41 R O V I N K A 20

Strasznie, nieśmiesznie i zupełni

W

styczniowym numerze „Monitora Polonijnego” znaleźli Państwo zapowiedzi filmów, które trafią na ekrany kin do końca marca. Jednym z nich był reżyserski debiut Cezarego Pazury, „Weekend”. Film miał premierę 6 stycznia. Twórcy oczywiście zachwalali swoje dzieło, obiecując, że będzie to rzecz dla inteligentnego widza; rozrywka na przyzwoitym poziomie. Rozsądek (i wcześniejsze doświadczenia) każe do takiej autoreklamy podchodzić ostrożnie i nie oczekiwać zbyt wiele. Lepsze wszak pozytywne zaskoczenie niż bolesne rozczarowanie. Podchodziłam zatem do debiutu Pazury z dystansem, ale bez uprzedzeń. Ba, wręcz z nadzieją. Spośród kilku nowych filmów obejrzałam właśnie ten z zamiarem przedstawienia go Państwu. I oto teraz, zniesmaczona i zażenowana, ogromnie tego żałuję.

Czapki z głów powróciła Martyna Jakubowicz

J

Czulym uchem

ak pewnie pamiętają Państwo z tekstu, który ukazał się w poprzednim wydaniu „Monitora Polonijnego”, rok 2011 przyniesie nam sporo nowości płytowych.

Bardzo bym chciała napisać, że miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Niestety, tym razem wyszło gorzej niż zwykle. Gangsterska komedia w reżyserii Pazury, skądinąd utalentowanego aktora, ma niewybaczalną wadę – nie bawi. Na pewno nie dorosłego, wyrobionego widza. Przykładowa scena: czterech gangsterów w windzie, cisza. Nagle jeden z nich głośno puszcza bąka. - Zawsze się denerwuję przed robotą mówi. Zabawne? Takich „perełek” jest w „Weekendzie” więcej, podobnie jak kurew, dup i kutasów, odmienianych na wszelkie możliwe sposoby. Do fabuły, której sensowWiele z nich to albumy wyczekiwane, zapowiadane z wielką pompą w różnych wywiadach i promowane na wszelkie możliwe sposoby. Artyści podsycają naszą ciekawość, a nasze oczekiwania rosną. Obyśmy tylko się nie rozczarowali, gdy płyty wreszcie trafią do sklepów... W tym numerze chciałabym Państwu opowiedzieć parę słów o płycie, na którą czekała przede wszystkim wierna, kilkupokoleniowa publiczność. Powstawaniu tej płyty nie towarzyszyły nieustające szumne zapowiedzi i przechwałki, że oto dostaniemy coś, co zrewolucjonizuje nasze pojęcie o muzyce. Nie było też wywiadów w kolorowych pismach i skandali potęgujących zainteresowanie artystą. Był za to świetny pomysł i mnóstwo solidnej pracy, która zaowocowała jednym z ciekawszych albumów końcówki ubiegłego roku. „Okruchy życia” – tak zatytułowana jest najnowsza MONITOR POLONIJNY


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 21

upełnie bez pazura? ność i tak jest już mocno dyskusyjna, nie wnoszą one wiele. Twórcy filmu wyszli chyba z założenia, że wulgaryzmy, bezsensowne miotanie się aktorów (szczególnie irytujące i widoczne w przypadku Pawła Małaszyńskiego i Michała Lewandowskiego) oraz niewybredne dialogi są warunkiem sine qua non współczesnego kina akcji. Fabuły zdradzać Państwu nie będę; zresztą służy ona jedynie za pretekst do wmontowania gagów i dowcipów, które w zamierzeniu mają być zabawne i śmieszne, a są jedynie wy-

płyta Martyny Jakubowicz, nagrana wraz z zespołem Żona Lota. - Długo nie było mojej autorskiej płyty. Życie układało swój scenariusz, a ja nie bardzo miałam siłę, aby o tym śpiewać. Wszystko w końcu działo się swoim rytmem i bez pośpiechu. Piosenki z tej płyty powstawały przez wiele lat. Nie wiedziałam do końca, jakie w ostateczności będą, oprócz mglistego zarysu, jaki klimat będzie dla nich właściwy. Wszystko tak naprawdę znalazło swój finał w studiu – opowiadała niedawno o płycie artystka. Zespół towarzyszący Martynie Jakubowicz to muzycy, którzy w ciągu ostatnich pięciu lat występowali z nią podczas koncertów – Łukasz Matuszyk, Paweł Mikosz, Przemek Pacan i Darek Bafeltowski. LUTY 2011

muszone i sztuczne do granic możliwości. Nie wiem, czy Państwo pamiętają – w styczniu pisałam o tym, że efekty specjalne w „Weekendzie” realizowali specjaliści, pracujący m.in. przy „Casino Royale”, jednym z filmów o przygodach Jamesa Bonda. Trudno w to uwierzyć, bo na ekranie zupełnie nie robią one wrażenia profesjonalnych; ba! wyglądają prowincjonalnie i zaściankowo. Tak, jak w krajowych produkcjach sprzed ponad dwudziestu lat. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego Cezary Pazura, świeżo upieczony reżyser, ale przecież i doświadczony aktor, nie docenia polskiej publiczności. Dlaczego jej nie szanuje. Więcej – dlaczego uważa widzów za skończonych idiotów, którym można zaserwować zły, niedopracowany, żenujący film? Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że praca na planie filmowym przebiegała pod hasłem „ciemny lud to kupi”. Dziwi mnie to tym bardziej, że sam Pazura problem traktowania widzów jak kretynów w polskim kinie dostrzegał i wielokrotnie o nim

Gościnnie wystąpili m.in. Thomas Sanchez oraz Marcin Pospieszalski, który jest również producentem albumu. Celowo wymieniam tak wielu muzyków, bo na płycie słychać tę świetną, harmonijną współpracę i wielość pomysłów. Melodie są fascynującą mieszanką różnych stylów; znaczące piętno odciska muzyka etniczna. Całość brzmi niezwykle świeżo, a jednocześnie udało się zachować dobrze znany, charakterystyczny styl Martyny Jakubowicz. Naturalnym uzupełnieniem muzyki są wyraziste, mądre teksty. Niewielu artystów wydaje płyty pełne treści i zmuszające do refleksji (co absolutnie nie znaczy, że ponure i dołujące!). Szkoda, iż takich płyt mamy jak na lekarstwo. Martyna Jakubowicz nie

wspominał. - U nas pokutuje przekonanie, że widz jest głupi – narzekał w niedawnym wywiadzie, udzielonym tygodnikowi „Przekrój”. „Weekend” miał być pod tym względem przełomem, miał pokazać, że można inaczej. Nie wyszło. Nie znaczy to jednak, że debiut Pazury przejdzie bez echa. Tak się, drodzy Państwo, nie stanie. Będziemy o nim pamiętać, bo to nie lada sztuka stworzyć film, który już w styczniu stał się jednym z faworytów do tytułu najgorszego filmu roku 2011. Trudno sobie wyobrazić, by jakiś obraz go przebił. Miejmy nadzieję, że gorzej już w tym roku nie będzie, czego i sobie, i Państwu, jako widzom, serdecznie życzę. KATARZYNA PIENIĄDZ

próbuje na siłę odmłodzić swojego muzycznego wizerunku, nie wchodzi w cudze buty, jest autentyczna. Zafascynowane Dodą i innymi gwiazdami promowanymi w mediach nastolatki raczej się tą płytą nie zainteresują; szansa na zawojowanie list przebojów też jest nikła. Martyna Jakubowicz ma świadomość, że płyta trafi do wąskiego kręgu odbiorców. Nie mogę jakoś dołączyć do nurtu radosnej konsumpcji, pełnej podrygiwania w takt cudownych

rytmów ymc, ymc, gdzie pokłony bije się pełnemu portfelowi. Nie przemawiają do mnie słowa trendy ani jazzy. Nie lansuję się zbytnio, więc płyta nie jest lanserska. Nie jest też pewnie trendy, nie nabije nam kabzy i w związku z tym nie będziemy obrzydliwie bogaci – mówiła niedawno Jakubowicz. - Nie jest to istotne, bo mieliśmy kupę frajdy pracując nad nią. (…) Jest to dwanaście różnych opowieści, stąd i muzyka jest różna. Ryzykuję. Może to jakaś wada i skaza, że nie chcę się zamykać w szufladkach z nazwami. Mam nadzieję, że dla kilku osób nie będzie to miało wielkiego znaczenia – podkreślała. Warto znaleźć się w tej grupie. Ja już dołączyłam i nie żałuję. Zapewniam, że i Państwo nie będą zawiedzeni. KATARZYNA PIENIĄDZ 21


Monitor02

O D

31.01.11 16:14

Stránka 22

E N T U Z J A S T E K

Kobiety w drodze

D O

P A R Y T E T E K

Wieku nasz! Ty zwan będziesz wielkim kobiet wiekiem! Niewiasta się ozwała z żądaniem nieznanem: Dotąd aniołem była lub szatanem – Dzisiaj chce zostać człowiekiem. (Deotyma, 1879) Współczesna nam autorka Maria Dernałowicz we wstępie do Kuferka Kasyldy napisała: „Musimy wiedzieć, skąd przyszłyśmy, żeby wiedzieć, dokąd idziemy”. Kierując się tym wskazaniem, w tej części cyklu Od entuzjastek do parytetek postaram się zwięźle przedstawić historię ruchów społecznych, o których tak naprawdę niewiele dziś wiemy, ruchów, mających na celu szeroko rozumianą emancypację kobiet. Historia ich jest stosunkowo krótka, ale nie brak w niej momentów dramatycznych, bowiem niemal zawsze, gdy kobiety wchodziły lub chciały wejść w obszary zarezerwowane dla mężczyzn, musiały zmierzyć się z wieloma przeciwnościami, z falą uprzedzeń, oszczerstw, kłamstw i dowcipów. Przypomnijmy tu historię Mary Ward, która w XVII wieku za to, że założyła szkołę dla kobiet, została z nakazu Stolicy Apostolskiej aresztowana i oskarżona o herezję, w wyniku czego w więzieniu spędziła cztery lata. Przypomnijmy też, że we francuskim kodeksie cywilnym – Kodeksie Napoleona z 1804 roku – wyraźnie napisano, iż „osobami, którym nie przysługują prawa sądowe są: nieletni, zamężne kobiety, kryminaliści i debile”. Podobne przykłady z dziejów starszych, ale

22

także ze współczesności moglibyśmy mnożyć. W Ameryce początek ruchów emancypacyjnych kobiet najczęściej wiąże się z walkami o niepodległość w drugiej połowie XVIII wieku, a w Europie z filozofią J. A. N. Condorceta i innych postępowych myślicieli, głoszących naturalną równość mężczyzny i kobiety, oraz z rewolucją francuską (1789 r.), kiedy to na paryskich barykadach ramię w ramię z mężczyznami walczyły kobiety, a Olimpia De Gouges ułożyła „Deklarację praw kobiet”, będącą uzupełnieniem sławnej „Deklaracji praw człowieka i obywatela”. Jednak dopiero wiek XIX miał stać się wiekiem kobiet. Wówczas zarówno w Ameryce, jak i w Europie zostały sformułowane główne, bardzo podobne postulaty ruchów feministycznych. Należały do nich: reforma i ujednolicenie oświaty, dopuszczenie kobiet do studiów wyższych, równouprawnienie w sferze ekonomicznej (prawo do wykonywania różnych zawodów, równa płaca, prawo mężatek do dysponowania zarobkami i majątkiem) czy reforma praw cywilnych, m.in. znosząca zależność mężatek od mężów i wyrównująca prawa małżonków do dzieci. Wiek XIX to także wiek wielkich dyskursów emancypacyjnych, zmierzających do przełamania zakorzenionych stereotypów w myśleniu o kobietach, wiek, kiedy kobiety głośno przypomniały o swym istnieniu, domagając się praw politycznych. W USA kobiety uzyskały prawo do studiów uniwersyteckich na przełomie wieków XVIII i XIX, a prawa polityczne jako pierwsze zdobyły w 1868

roku Amerykanki z późniejszego stanu Wyoming. Stało się to dzięki Suzan Brownell Anthony, sufrażystce i abolicjonistce, która w czasie wojny secesyjnej prowadziła wśród kobiet akcję propagandową na rzecz stanów północnych. To ona rok później założyła Narodowe Zjednoczenie do Spraw Wyborczych Kobiet, domagając się rozszerzenia tych praw na wszystkie stany. Na realizację tych żądań Amerykanki musiały poczekać do 1920 roku. W 1888 roku powstała w USA Międzynarodowa Rada Kobiet – pierwsza międzynarodowa organizacja feministyczna. W tym samym roku w Waszyngtonie odbył się pierwszy jej kongres. W dziewiętnastowiecznej Europie na rozwój ruchów kobiecych wyraźnie wpłynęły pisma George Sand i Johna Stuarta Milla. I chociaż niemal w każdym kraju europejskim ruchy feministyczne miały swe własne cechy, przeważało jednak to, co je łączyło: postulaty ekonomiczne, walka o prawo do studiów uniwersyteckich, zrównanie z mężczyznami w prawach politycznych, a przede wszystkim dążenie do uzyskania czynnego i biernego prawa wyborczego do wszystkich ciał ustawodawczych. Prawo do studiów uniwersyteckich pierwsze wywalczyły sobie w 1863 roku Francuzki, Szwajcarki uzyskały je w 1864 roku, mieszkanki MONITOR POLONIJNY


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 23

Wielkiej Brytanii w 1869 roku, Szwedki w 1872 roku, a Niemki w 1895 roku. W Rosji w 1872 roku powstały kursy medyczne dla kobiet, a sześć lat później Kursy Bestużewskie – czteroletnia wyższa szkoła żeńska w Petersburgu, założona z inicjatywy rosyjskich uczonych. Jej absolwentki miały prawo nauczania w żeńskich szkołach średnich i w niższych klasach szkół męskich. W 1878 roku w Paryżu odbył się pierwszy międzynarodowy kongres kobiet. W 1889 roku, w setną rocznicę rewolucji francuskiej, odbył się kolejny kongres, również w Paryżu. Biorące w nimi udział delegacje kobiet z różnych krajów Europy założyły wówczas Międzynarodową Unię Równouprawnienia Kobiet. W kongresie tym aktywny udział brały Polki Maria Szeliga i Paulina KuczalskaReinschmit. Było to pierwsze oficjalne wystąpienie polskich aktywistek

na arenie międzynarodowej. Przypomnijmy, że Polska nie istniała wówczas na mapie Europy. Przeciw udziałowi Polek ostro wystąpił ambasador Rosji w Paryżu, żądając nieuznania przez kongres delegacji polskiej, ponieważ obie jej członkinie pochodziły z zaboru rosyjskiego, wobec czego oficjalnie były obywatelkami Rosji. Uczestniczki kongresu nie tylko oparły się naciskom ambasadora, ale demonstracyjnie wybrały polską delegatkę Marię Szeligę na stanowisko wiceprzewodniczącej kongresu i poparły założenie polskiej sekcji organizacji. W tym miejscu warto wspomnieć, kim była nasza delegatka. Pochodziła z Jasieńca Soleckiego (Sandomierskie). Szeliga to jej pseudonim, a prawdziwe nazwisko to Maria z Mireckich 1 v. Czarnowska, 2 v. Loevy. Była LUTY 2011

powieściopisarką, poetką i publicystką, od 1870 roku współpracującą z polską prasą pozytywistyczną. Zajmowała się też tajną pracą oświatową. Zagrożona aresztowaniem emigrowała w 1880 roku do Paryża, gdzie działała we francuskim ruchu emancypacyjnym. Była współinicjatorką powstania Międzynarodowej Unii Równouprawnienia Kobiet. W czasopismach polskich i francuskich zamieszczała liczne artykuły. W Paryżu wydawała w 1890 roku „Bulletin de L’Union Universelle des Femmes”, w latach 1895-1897 „Revue Feministe”, a w latach 1922-1927 tygodnik „Ognisko”, poświęcony polskiej emigracji. Francuski ruch feministyczny wysoko ocenia jej udział w rozwoju idei emancypacyjnych. W 1893 roku działaczki europejskiego ruchu kobiet po raz pierwszy wzięły udział w kongresie kobiet w Chicago, a europejskie organizacje kobiece wstąpiły do Międzynarodowej Rady Kobiet. Kongres paryski spopularyzował ideę walki o prawa polityczne kobiet i to właśnie w ostatniej dekadzie wieku XIX i pierwszych latach XX wieku można było obserwować ich nasilenie w Europie. Walka o prawa wyborcze kobiet przybrała szczególnie ostry charakter w Wielkiej Brytanii, gdzie w 1897 roku różne organizacje i stowarzyszenia kobiece zjednoczyły się w ogólnokrajową unię. Gdy okazało się, że działania prowadzone przez Brytyjki metodami konstytucyjnymi nie przynoszą pożądanych rezultatów, nastroje się zaostrzyły. W 1903 roku Emelin Pankhurst stanęła na czele SpołecznoPolitycznej Unii Kobiet, organizującej rozliczne manifestacje i demonstracje zakłócające porządek oraz pikiety przed parlamentem. Dochodziło do gwałtownych starć z policją, były aresztowania i wyroki więzienia. Czołowa sufrażystka (od ang. suffrage – ‘prawo głosować’) E. Pankhurst, notorycznie przebywająca w więzieniu, prowadziła tam strajk głodowy. Marsz emancypantek na angielski parlament, ich 6-godzinna walka z policją,

w której dwie zginęły, a kilkadziesiąt zostało rannych – to apogeum walki sufrażystek o prawa wyborcze. Na początku wieku XX w całej Europie kobiety walczyły o pełne prawa wyborcze, a w 1904 roku powstała Liga Towarzystw Wyborczych Praw Kobiet, mająca swój organ „Iust Sufragii”. Pierwszym krajem, w którym kobiety wywalczyły sobie prawo do głosowania, była Nowa Zelandia (1893 r.). Potem była Australia (1902 r.), później Funlandia (1906 r.), Norwegia (1913 r.), Dania i Irlandia (1915 r.), Kanada, Holandia i Rosja Radziecka (1917 r.), Austria, Czechosłowacja, Polska i Szwecja (1918 r.), Niemcy (1919 r.), USA (1920 r.), Hiszpania (1931 r.), Francja (1944 r.), Włochy (1945 r.). Szwajcarki jednak na uzyskanie praw wyborczych musiały czekać do 1971 roku, Portugalki do roku 1974, a mieszkanki Lichtensteinu do 1984 r. Już z tego zestawienia widać, że emancypacja jest zjawiskiem bardzo świeżej daty. Emancypacyjne dążenia Polek wiążą się najczęściej z sytuacją porozbiorową Polski, z ich udziałem w walkach narodowowyzwoleńczych. Błędne byłoby jednak twierdzenie, że nasze praprababki były tylko i wyłącznie Matkami-Polkami, haftującymi sztandary, drącymi szarpie, chodzącymi na msze za ojczyznę, szmuglującymi broń i tajne papiery, a przede

23


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 24

wszystkim wychowującymi przyszłych bohaterów. Od początku XIX wieku w polskiej kulturze można było obserwować nowy styl myślenia o kobietach, nowy styl w wypowiedziach o nich zarówno w publicystyce, jak i w literaturze, kwestionujący dotychczasowe przekonania o ich roli oraz o relacjach między płciami. W wieku XIX kobieta stała się nie tylko przedmiotem dyskusji, ale coraz częściej i coraz głośniej mówiła o sobie, swych pragnieniach, celach czy miejscu w społeczeństwie. Na początku stulecia Klementyna Hoffmanowa napisała Pamiątkę po dobrej matce (1819 r.), Karolina Nakwaska Rzut oka na teraźniejsze wychowanie Polek (1820 r.) i Myśli o wychowaniu (1822). W czasie powstania listopadowego powstał Dobroczynno-Patriotyczny Związek Kobiet Polskich – pierwsza polska organizacja kobieca. W 1838 roku ukazało się w Warszawie pierwsze pismo kobiece „Pierwiosnek. Noworocznik obejmujący pisma samych dam”, wydawane przez Paulinę Krakowową. Co prawda czasopismo to w kwestii kobiecej nie wykraczało poza poglądy K. Hoffmanowej, ale nie można mu jednak odmówić wpływu na ożywienie ruchu umysłowego

wśród kobiet. W 1843 roku Po upadku powstania styEleonora Zimięcka, pierwsza czniowego doszło do wyrapolska filozofka, opublikował źnej intensyfikacji polskich Myśli o wychowaniu kobiet, ruchów kobiecych, co wiątwierdząc wbrew obiegowym zało się zarówno z przemiaopiniom, że celem kształcenia nami ekonomicznymi w Krókobiet winno być przede lestwie Polskim, jak i pozytywszystkim formowanie ich wizmem warszawskim, który człowieczeństwa, a dopiero Eliza Orzeszkowa jako jedno ze swych haseł później kobiecości. przyjął emancypację kobiet. W połowie wieku XIX na scenę ruW latach siedemdziesiątych XIX wiechów kobiecych w Polsce weszły „Enku kobiety głośno zaczęły mówić tuzjastki” – grono kobiet, przeważnie o konieczności ich przygotowania do warszawianek, skupionych wokół pracy zarówno w szkolnictwie, jak Narcyzy Żmichowskiej, publikująi w handlu czy rzemiośle, o rozszerzecych głównie w „Przeglądzie Naukoniu listy zawodów, które mogłyby wykonywać, czy o zniesieniu krzywwym”. To one rozpoczęły wielki i – dzących je ograniczeń prawnych. Na myślę, że nie przesadzam – trwający czoło ruchu wysunęła się Eliza Orzez przerwami do dziś, dyskurs emanszkowa, której Marta, obok Nory Ibcypacyjny polskich feministek. Dysena czy Hierty F. Bremer, wywarła skurs, w którym jako pierwsze podważyły wiele stereotypów w myśleniu o kobietach. W tym samym czasie w Poznaniu kobiety skupiły się wokół Julii Malińskiej, Emilii Szczawieckiej i Bibiany Moraczewskiej, dążących do podniesienia poziomu oświaty wśród kobiet. We Lwowie (zabór austriacki) ruch oświatowy kobiet obudził się później i związany był z działalnością Felicji Wasilewskiej Boberskiej i jej stowarzyszenia „Klaudynek”.

Lata sześćdziesiąte Sławomira Mrożka W ostatnich latach do głośnych wydarzeń niewątpliwie należało opublikowanie w dziesięciu tomach dzienników Mieczysława Rakowskiego, dostarczających wielu informacji, skrywanych przed opinią publiczną, czy pełne 13-tomowe wydanie dzienników Marii Dąbrowskiej w 2009 roku. Wydarzeniem literackim roku 2010 stało się wydanie przez krakowskie Wydawnictwo Literackie pierwszego tomu dzienników Sławomira Mrożka Dziennik t. I 1962 – 1969. Pozycja ta ucieszy24

U

kazanie się na rynku księgarskim dzienników osób znanych – pisarzy czy polityków – zawsze budzi ogromne zainteresowanie czytelnicze. I nic w tym dziwnego, przecież są one najbardziej osobistą, by nie powiedzieć intymną formą wypowiedzi piszącego. ła wielkie grono czytelników autora dramatów, felietonów czy dowcipnych prozatorskich miniatur, pozwalając raz jeszcze bliżej poznać ulubionego pisarza. Piszę „raz jeszcze”, ponieważ Mrożek w ostatnich latach częściej

uchylał drzwi do swojej prywatności, czy to w wydanym w 2000 roku przez wydawnictwo „Noir sur Blanc” Dzienniku powrotu, poruszającej opowieści o jego Polsce, mającej początek w drewnianym domku we wsi Borzęcin,

gdzie przyszedł na świat w 1930 roku, a w drugiej części o jego Krakowie lat 1997-1999, do którego powrócił z dalekiego MeMONITOR POLONIJNY


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 25

duży wpływ na ruch kobiecy gdzie walka kobiet koncentrow Europie. To Orzeszkowa wała się na zdobyciu prawa w Kilku słowach o kobietach do studiów uniwersyteckich przekonywała o konieczności (kobiety uzyskały je w roku „rozszerzenia i rozpowszech1897) i praw wyborczych do nienia pracy kobiecej”. W posejmu galicyjskiego (te uzydobnym duchu wypowiadały skały w roku 1896). się Karolina Wojnarowska, AnaOd roku 1905 nasiliła się stazja Dzieduszycka czy Maria Maria Konopnicka walka o prawa polityczne. Na Konopnicka. O prawa kobiet zjeździe kobiet w Krakowie, upominały się Maria Ilnicka i Deotyktóry odbył się w październiku 1905 ma, a także mężczyźni-pozytywiści, roku, sformułowano postulaty polizgrupowani wokół „Przeglądu Tygotyczne ruchu kobiecego. W latach dniowego”. W latach 1886-1905 dzia1905-1906 w Królestwie Polskim działało nielegalne trójzaborowe Koło Kołały dwie organizacje kobiece, mające biet Korony i Litwy, a w roku 1901 w swej nazwie słowo „równoupraPaulina Kuczalska-Reinschmit założywnienie”; były to Związek Równoła w Warszawie polską sekcję Międzyuprawnienia Kobiet Polskich i Polnarodowej Unii Równouprawnienia skie Stowarzyszenie RównouprawKobiet. Funkcjonowało też Koło Pranienia Kobiet. Obie organizacje wycy Kobiet przy Towarzystwie Popiesuwały postulaty o charakterze polirania Rzemiosła i Handlu. Reasumutycznym. Podobne postulaty pojawiły jąc, trzeba stwierdzić, że w końcu XIX się na pierwszym jawnym warszawstulecia polski ruch kobiecy obok skim zjeździe kobiet w 1907 roku. oświaty uznał kwestię pracy kobiet za W Galicji walką o prawa polityczne kwestię priorytetową. kierował założony w 1908 roku KomiW latach osiemdziesiątych XIX stutet Równouprawnienia Kobiet, zrzelecia we wszystkich zaborach działały szający kilka organizacji kobiecych. kobiece czytelnie i odbywały się nieDo głównych czasopism, walczących legalne zjazdy kobiet. Na przełomie w tym czasie o równouprawnienie XIX i XX wieku ośrodkiem ruchów płci, należały: „Świt”, redagowany emancypacyjnych stała się Galicja, przez Marię Konopnicką, „Ster”, „No-

ksyku. Później był Baltazar. Autobiografia, książka powstała już po tym, kiedy to w maju 2002 roku Mrożek doznał udaru mózgu i utracił „to, co nas scala: pamięć i mowę”. A w 2009 roku ukazały się Listy Mrożka i Adama Tarna z lat 1968 – 1975, będące nie tylko dokumentem, ale i zwierzeniem. Dziennik 1962 – 1969 Mrożek zaczął pisać po pierwszym opuszczeniu kraju i podjęciu decyzji, że do Polski już nie wróci, ponieważ wydaje mu się, że nic się nie w niej zmieni, że wszystko będzie trwało przez następne wieki, a on potrzebował zmiany. LUTY 2011

I zmieniał kraje i adresy; było małe włoskie miasteczko, był Paryż, potem Berlin Zachodni, ale myliłby się ten, kto sądziłby, że w Dzienniku znajdzie wrażenia z tych miejsc. One są niemal nieobecne. Mrożka nie interesuje to, co dzieje się wokół. Dziennik prowadzi po to, by zrozumieć samego siebie, ba, nie tylko zrozumieć, ale i przy pomocy tych zapisków ukształtować siebie. W pierwszych emigracyjnych latach Mrożek próbuje dotrzeć do przyczyn swych życiowych ucieczek, ujawnia swe neurozy i lęki. Analizuje polskość, która go drażni, ale którą rozumie. Pisze:

we Słowo”, „Głos Kobiet”. Do najważniejszych publikacji programowych tego okresu należał Głos kobiet w kwestii kobiecej z 1903 roku. Polki, oprócz tego, że w czasie I wojny światowej brały aktywny udział w ruchu niepodległościowym, działając w Lidze Kobiet Pogotowia Wojennego, Lidze Kobiet Galicji i Śląska czy Sekcji Kobiet Związku Strzeleckiego, pamiętały o tym, co wyraźnie sformułowała Paulina KuczalskaReinschmit, pisząc: „Historia naszego ruchu (...) uczy nas, że kobiety »przez czynny udział w walce o wyzwolenie wszystkich« jeszcze przez to praw obywatelskich dla siebie nie zdobyły”. Pamiętały, że praw wyborczych nie zdobyły Francuzki, choć walczyły w rewolucji francuskiej, która te prawa dała mężczyznom, że nie uzyskały ich Amerykanki, które wcześniej wywalczyły je dla czarnoskórych mężczyzn. Pouczone przez historię we wrześniu 1917 roku na zjeździe kobiet w Warszawie powołały Centralny Komitet Politycznego Równouprawnienia Kobiet Polskich, który natychmiast rozpoczął działalność. Pełne prawa wyborcze Polki zdobyły w listopadzie 1918 roku. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

„Polacy niewątpliwie są narodem żałosnym. Martyrologia, którą tak podstawiamy wszystkim pod nos, powinna być zakazana, choćby z taktycznopolitycznego, propagandowego punktu widzenia. Poza obłudnymi, zdawkowymi wyrazami ubolewania nie budzi na świecie nic, przeciwnie, szkodzi nam”. To co ironicznie nazywa „polactwem” odnajduje i w sobie i chciałby wytępić. Nie ukrywa narastającego w sobie poczucia nudy, nudy wynikającej z własnych rozważań, z tego, że nie potrafi radzić sobie z życiem i czeka na przełom, od którego mógł-

by zacząć nowe życie; przychodzą chwile, gdy obsesyjnie myśli o samobójstwie. Dochodzi do wniosku, że to nie Polska była źródłem jego wieloletnich udręk, że ich przyczyn musi szukać w sobie. I w czasie największego samoudręczenia przychodzi niespodziewanie śmierć żony. „Śmierć przepołowiła moje życie” – pisze Mrożek, któremu odejście żony uprzytomnia głębokość łączących go z nią uczuć. Potem pojawia się już zupełnie inny, ciekawszy Mrożek, który stwierdza: „Mnie interesuje życie. Ach, jak mnie ono interesuje”. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 25


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 26

W

ubiegłym roku Słowację odwiedziło – według szacunków – o połowę mniej turystów z Polski, jak w roku 2008 roku, kiedy to ostatni rok płacili koronami.

Polski turysta

Turysta z Polski – według Słowackiej Agencji Turystyki (SACR) – najbardziej kieruje się cenami, a ponieważ złotówka znacząco osłabła wobec euro, Słowacja dla Polaków przestała być „cenowym rajem turystycznym”. Trzech na pięciu Polaków (57,3 %) nigdy nie było na Słowacji, raz w kraju pod Tatrami było 15,4 % naszych rodaków, a tylko co czwarty (27,3 %) odwiedził go kilkakrotnie – wynika z badań agencji. Tylko co drugi Polak (54,3 %) uznaje Słowację za kraj, w którym mógłby spędzić urlop, a co pięćdziesiąty (2 %) przyznaje, że nigdy o Słowacji nie słyszał. Choć obraz Słowacji wśród Polaków nie jest najlepszy, po zwiedzeniu tego kraju większość turystów z kraju nad Wisłą jest zadowolona i deklaruje powrót – wynika z badań słowackiej agencji. Polakowi na urlopie, także zagranicznym, najbardziej zależy na wypoczynku. W mniejszym stopniu na poznawaniu nowych miejsc, historii i kultury odwiedzanego kraju, a już najmniej – niestety – na uprawianiu sportu. Jeżeli chodzi o czas przyjazdu na Słowację, to najczęściej jest wymieniany okres zimowy, podczas którego turyści z Polski najchętniej jeżdżą na nartach

oczami słowackich ekspertów i odwiedzają wody termalne. A najlepiej jedno i drugie. Z badań wynika, iż polscy turyści przygotowują się do urlopu o wiele wcześniej niż np. Czesi czy Węgrzy; już 5 - 7 miesięcy przed wyjazdem zbierają informacje o miejscu, do którego zamierzają się udać. Ich źródłem informacji są telewizja, katalogi biur podróży, Internet i – jako czwarte w kolejności – informacje od znajomych. Płacą także wcześniej, najczęściej dwa miesiące przed wyjazdem. Typowy urlop Polaka to tydzień lub dwa tygodnie, choć 30 % respondentów, głównie z powodu obowiązków, zwłaszcza zawodowych, twierdzi, że ich wakacje są krótsze niż tydzień. Dobrze nam znany obraz polskiego turysty szukającego taniego zakwaterowania należy częściowo skorygować – podkreśla SACR, bowiem 67 % badanych Polaków preferuje hotel (co czwarty z nich pięcio- lub czterogwiazdkowy) – wyjaśnia agencja. Prawie trzy czwarte Polaków wyjeżdża na wakacje tylko raz w roku – wynika z badań. Polacy są dość ostrożni w wydawaniu pieniędzy na urlopie; tylko 15 % twierdzi, iż podczas wypoczynku nie liczy się „z kasą”,

za to co trzeci (35 %) odkłada na wyjazd, czasami cały rok. Zarówno polsko-słowacki ruch turystyczny, jak i słowacko-polski ma charakter „graniczny”; im dalej od granicy, tym turystów z drugiej strony Tatr mniej. Polacy najczęściej odwiedzają Tatry, Liptów, Orawę, Małą Fatrę, Słowacki Raj i Pieniny, choć coraz częściej można ich spotkać w Bratysławie i w Małych Karpatach. Najwięcej polskich turystów z Polski pochodzi z południowej części naszego kraju; ze względu na bliskość południowego sąsiada najczęściej odwiedzają go, wykorzystując nawet krótkie urlopy, ferie szkolne dzieci czy weekendy. Polski turysta na Słowacji z jednej strony szuka tego, czego brakuje mu w kraju, a z drugiej oferty atrakcyjnej cenowo. Najbardziej podobają mu się tutaj piękne widoki, klimat, przyjaźni ludzie i kuchnia, najbardziej brakuje mu plaż, możliwości uprawiania sportów wodnych oraz dość skromna oferta rozrywki, także tej nocnej. Trzeba przyznać, iż słowaccy eksperci dość dokładnie „zmapowali” polskich turystów; jeżeli za tym pójdą konkretne działania, słowacka branża turystyczna może liczyć na sukces. Ze smutkiem i wstydem muszę przyznać, że dziś w polskich mediach można dowiedzieć się o możliwościach wypoczynku nawet w najbardziej oddalonych zakątkach świata, ale o Słowacji nie ma prawie nic … DARIUSZ WIECZOREK

M

niej więcej pół roku temu w „Monitorze Polonijnym” opublikowano rysunki dzieci, przesłane redakcji w ramach konkursu na temat ulubionych polskich bajek. Wśród tych prac znalazł się także malunek mojej 7-letniej córeczki Karolki. Kiedy pokazałam jej to, nie mogła uwierzyć, że coś, co stworzyła, znalazło się w czasopiśmie! Po jej minie było jednak widać, że jest bardzo, bardzo zadowolona. Nasza rozmowa płynnie przeszła na temat pracy redaktora/dziennikarza. Chyba do niej dotarło, że ka26

CZYTELNICY PISZĄ

żdy artykuł jest tworzony przez człowieka z krwi i kości, a nie automatycznie generowany przez komputer. Mało tego, to ją jeszcze bardziej zainteresowało. A kiedy dodałam, że jak podro-

śnie i będzie potrafiła sama coś ciekawego napisać (nad czym oczywiście trzeba duuuuużo pracować), to „ciocia” Małgosia prawdopodobnie ucieszy się z młodej, pałającej entu-

zjazmem pomocniczki i wydrukuje efekty jej pracy. A to już dobra motywacja do nauki! Dziękuję bardzo redakcji „Monitora” i pani redaktor Małgosi za wszystkie pozytywne bodźce, których nam dostarcza. Dziękuję również za prezent, który dostała Karolka za udział w konkursie rysunkowym. Otrzymane farby zapewniły jej wspaniałą zabawę przez kilka dni. Pozdrawiamy serdecznie z Dolnego Kubina. EWA, PETER oraz KAROLKA BALTAZAROWICZOWIE MONITOR POLONIJNY


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 27

Ach, te wielkie litery! 2

W

poprzednim numerze starałam się trochę uporządkować zasady pisowni wielką literą, ale nie wiem, czy nie stało się inaczej i za bardzo nie namieszałam Państwu w głowach. Zbyt często bowiem pisałam, że można tak albo tak, a z doświadczenia wiem, że najlepsze są zasady proste, konkretne i jednoznaczne. I wcale nie muszą one dotyczyć języka!

Nie lubimy bowiem ani wyjątków, ani więcej – niż jedna – możliwości rozwiązania. A ja przecież pokazałam Państwu, iż w wielu wypadkach różne zapisy tego samego tekstu są równouprawnione. Zwykle w języku dzieje się tak, i nie dotyczy to tylko pisowni, że najpierw obowiązuje jedna możliwość akceptowana przez normę, potem pojawia się druga, oboczna, która zaczyna konkurować z pierwszą, aż do momentu, kiedy obie wyrównują się, jeżeli chodzi o stopień rozpowszechnienia. Wówczas to przez pewien czas norma może akceptować obie możliwości, pozostawiając wybór jednej z nich użytkownikom języka. Potem zwykle następuje kolejny etap, czyli znów przewaga jednej z tych możliwości (niekoniecznie tej drugiej, obocznej), a w końcu jej zwycięstwo, utrwalone w zwyczaju językowym i zaakceptowane przez normę jako jedyna możliwość. Trzeba zaznaczyć, że proces ten znów może się powtórzyć, bowiem język jest tworem żywym, czyli zmiennym. Ważna w tych procesach jest normatywność, dla purystów językowych rzecz po prostu święta, czyli odróżnienie tego, co jest zgodne z normą, od tego, co z nią zgodne nie jest, a w związku z tym traktować to należy jako błąd. Zmiany w języku powodują jednak, że to, co kiedyś było poprawne, dziś może być błędne i na odwrót. Piszę o tym nie bez przyczyny, bowiem w polskiej pisowni stosunkowo niedawno doszło do zmian w zakresie użycia wielkiej litery. Dobrze LUTY 2011

pamiętam, jak jeszcze w szkole podstawowej nasza pani od języka polskiego obniżała oceny moim kolegom i koleżankom za niepoprawny zapis tytułów przeróżnych gazet, czasopism czy serii wydawniczych. Ja zaś – tu będę się chwalić! – zawsze wiedziałam, że jeśli te tytuły się odmieniają, to ich wszystkie człony należy pisać wielką literą, np. Gazeta Wyborcza czy Monitor Polonijny (bo: Gazety Wyborczej i Monitora Polonijnego), jeśli zaś nie można ich odmienić, to wielką literą piszemy tylko wyraz pierwszy, np. Z życia wzięte czy Po prostu. I z tą wiedzą żyłam wiele lat. Jednak Rada Języka Polskiego postanowiła zrobić mi psikusa i ponad dwa lata temu ten przepis zmieniła. W jej uchwale ortograficznej nr 18 z 8 grudnia 2008 r. czytamy: „W tytułach – odmiennych i nieodmiennych – czasopism i cykli wydawniczych oraz w nazwach wydawnictw seryjnych piszemy wielką literą wszystkie wyrazy (z wyjątkiem przyimków i spójników występujących wewnątrz tych nazw), np. Gazeta Wyborcza, Tygodnik Powszechny, Polityka, Język Artystyczny, To i Owo, Biblioteka Wiedzy o Prasie, Typy Broni i Uzbrojenia, Listy z Teatru, Mówią Wieki, Po Prostu, A To Polska Właśnie”. Staram się do tej pisowni przyzwyczaić, ale nie ukrywam, że trudno mi, bo przecież wiadomo, że czym skorupka za młodu nasiąknie... Z drugiej strony myślę sobie, że to może dobrze, że Rada ujednoliciła zapis, bo wszystkie pisma traktuje się tak samo i nie trzeba się zasta-

nawiać, czy dany tytuł się odmienia, czy nie. Ponadto wprowadzona zasada pozwala odróżnić tytuł pisma od tytułu książki, gdyż w tym drugim przypadku nadal obowiązuje zapis wielką literą tylko pierwszego wyrazu. Jednak w czasach współczesnych liczy się też forma graficzna zapisu tytułu, nie tylko prasowego. Redaktorzy i graficy w pogoni za oryginalnością prześcigają się w wymyślaniu winiet swoich wydawnictw, nie zwracając uwagi kompletnie na obowiązujące zasady pisowni. Szczytem łamania wszelkich zasad ortografii jest chyba tytuł pewnego kwartalnika (na marginesie dodam, że bardzo interesującego, poświęconego szeroko rozumianej nowej kulturze), który nazywa się Ha!art. I nawet teraz, kiedy staram się ten tytuł zapisać poprawnie (czyli tak, jak chcą jego twórcy), mój edytor tekstu buntuje się i sam próbuje zastąpić tę nietypową nazwę jakąś inną – swojską. Mało tego, wspomniana wyżej uchwała Rady Języka nie do końca rozwiązuje problem zapisu tytułów gazet i czasopism (oraz innych tzw. wytworów ludzkiej działalności, których nazwy zalicza się do nazw własnych). Nie wiem, czy Państwo zauważyli, że wszystkie wymienione tytuły zapisałam wyżej kursywą. Innym razem takie nazwy zapisuję w cudzysłowie (np. „Monitor Polonijny”). Dlaczego? Bo chcę je jakoś wyróżnić, zaznaczyć, że to tytuły, specyficzne nazwy własne, choć obowiązku takiego wyróżniania nie mam, gdyż już samo użycie wielkiej litery jest ich wyróżnieniem. No właśnie, obowiązku nie ma, ale nie oznacza to, że zapis kursywą lub w cudzysłowie jest błędem. Jest to sprawa raczej indywidualna i wynika z pewnych nawyków (wyniesionych czasami ze szkoły). Ot, i tym razem polska ortografia daje nam wybór – to od nas i od naszych potrzeb zależy, którą z możliwości wybierzemy. Korzystajmy więc z tej demokracji w języku, ale z umiarem i ostrożnie, by nie przesadzić. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 27


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 28

Czy Euroregion „Tatry” załatwi nam linie autobusowe? O

tym, jak trudno jest dojechać ze Słowacji do Polski autobusem lub pociągiem, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Jest jednak szansa na to, by to się zmieniło. Ogromne nadzieje związane z uruchamianiem polsko-słowackich linii autobusowych związane są z działalnością Euroregionu „Tatry”, czyli organizacji bardzo zasłużonej dla umacniania kontaktów polsko-słowackich w rejonie Podhala, Spisza, Orawy i Liptowa.

Wspólny rynek nie zawsze działa Dla większości z nas ogromnym ułatwieniem byłoby uruchomienie chociażby regularnych połączeń autobusowych Poprad – Kraków oraz Trstena – Nowy Targ. Z Bratysławy, Koszyc czy też innych miast Słowacji bardzo łatwo jest dojechać do Popradu, gdyż to miasto znajduje się na linii głównej magistrali kolejowej Słowacji oraz na trasie przyszłej autostrady. Gdyby z Popradu można było dojechać autobusem do Krakowa i takie kursy odbywały się kilka razy dziennie, to problemy komunikacyjne, z którymi borykają się Polacy na Słowacji, w dużej mierze by znikły – z Krakowa można bowiem dostać się do każdego zakątka kraju. Takiej linii autobusowej jednak nie ma, mimo że na takie przewozy jest ogromny popyt. Świadczą o tym tłumy polskich turystów, odwiedzające słowackie góry, oraz równie duża ilość Słowaków, jeżdżących do Polski na zakupy. Skoro jest zainteresowanie, dlaczego żaden przewoźnik nie uruchomi takiej linii? Winne są przepisy. Mimo obecności Polski i Słowacji w Unii Europejskiej i stworzenia wspólnego rynku, połączenie Poprad – Kraków nadal byłoby traktowane jako przewozy międzynarodowe. A tymczasem cała idea integracji w ramach UE polega na tym, że granice wewnętrzne powinny stać się wy28

łącznie kreską na mapie i tego typu przewozy powinny być traktowane na równi z przewozami krajowymi, bez zbędnej biurokracji.

Euroregion „Tatry” – w poszukiwaniu nowej formuły Jak się okazuje, w praktyce jest odwrotnie. Biurokracja jest tak duża, że przewoźnicy rezygnują z otwierania linii autobusowych między Polską a Słowacją, mimo że jest na nie popyt. Na szczęście na naszym pograniczu istnieją organizacje, które postawiły sobie za cel likwidowanie barier w kontaktach między Polakami a Słowakami oraz zacieśnianie współpracy między naszymi narodami. Jedną z nich jest Euroregion „Tatry”, czyli finansowana m.in. ze środków Unii Europejskiej organizacja, zrzeszająca samorządy z Podhala, Spisza, Orawy i Liptowa. Euroregion „Tatry” powstał na początku lat 90. i ma na swoim koncie wiele sukcesów w rozwoju współpracy między naszymi krajami. Jednak po wejściu Polski i Słowacji do Unii Europejskiej współpraca, paradoksalnie, osłabła.

Cel został osiągnięty – granic już fizycznie nie ma, można swobodnie podróżować (ale tylko samochodem). W tej sytuacji pojawiło się wiele głosów mówiących o tym, że formuła Euroregionu „Tatry”, jak i innych euroregionów na granicy z krajami UE, wyczerpała się, gdyż ich cele zostały zrealizowane. A skoro tak, euroregiony należałoby zlikwidować, by nie obciążać budżetu w czasie kryzysu.

Autobusy da się sfinansować ze środków UE Są jednak tacy, którzy właśnie w Euroregionie „Tatry” widzą organizację, mającą realne możliwości rozwiązania problemów komunikacyjnych na styku Polski i Słowacji. Euroregion „Tatry” jest bowiem pośrednikiem w rozdzielaniu funduszy unijnych, przeznaczonych na rozwój współpracy polsko-słowackiej. I to właśnie z tych środków można by sfinansować uruchomienie linii autobusowych np. Nowy Targ – Poprad czy Jabłonka – Trstena. Nie mniej ważną rolą euroregionu jest monitoring problemów prawnych, które utrudniają powstawanie takich lokalnych, choć zarazem transgranicznych połączeń. Ostatecznie jednak to, czy uda się skłonić Euroregion „Tatry” do zajęcia się rozwiązywaniem problemów transportowych, zależy od nas. A konkretnie od tego, ile osób podpisze petycję w tej sprawie. Jeśli będzie to 2000 osób i więcej – jest szansa, że sprawa ruszy z miejsca. Jeżeli jednak petycję podpisze niewiele osób, będzie to oznaczało, że po prostu problem nie jest tak palący, jak nam się wydaje. JAKUB ŁOGINOW

Petycję można podpisać w Internecie pod adresem: http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=6346 Można też ją znaleźć, wpisując w popularnej wyszukiwarce hasło „Apel do Euroregionu Tatry”. MONITOR POLONIJNY


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 29

KLUB POLSKI TRENCZYN

serdecznie zaprasza rodaków i ich przyjaciół na

tradycyjną polonijną zabawę karnawałową, która zacznie się 12 lutego o godz. 17.00 w pomieszczeniach Domu Kultury w Trenczynie w dzielnicy Kubra. Prosimy przynieść ze sobą dobre humory i wypieki domowe lub inne smakołyki na wspólny stół (napoje zapewnione). Chętnych do wzięcia udziału we wspólnej zabawie prosimy o kontakt telefoniczny – nr tel. 0908 751 988.

UWAGA, CZYTELNICY! Przypominamy o prenumeracie „Monitora Polonijnego” na rok 2011! Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na rok 2011 wynoszą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta: 2666040059, nr banku 1100). Prosimy o umieszczenie swego imienia i nazwiska na formularzu bankowym. Nowych prenumeratorów prosimy też o zgłoszenie do redakcji adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt z redakcją: monitorpolonijny@gmail.com lub nr tel. 0907139041.

SZANOWNI PAŃST WO, CZY TELNICY „MONITORA POLONIJNEGO“, CZŁONKOWIE I PRZYJACIELE KLUBU POLSKIEGO NA SŁOWACJI! Pragnę Państwa poinformować, że Klub Polski został zarejestrowany jako organizacja, która może przyjmować dotacje 2 % z podatków za rok 2010 od osób fizycznych i prawnych. Jak zapewnie Państwo wiecie, Klub Polski nie otrzymuje środków finansowych na działalność, ale na poszczególne projekty. Środki te pokrywają jednak zaledwie część wydatków na te przedsięwzięcia. Działalność klubowa jest widoczna nie tylko dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury Republiki Słowackiej, ale też dzięki pomocy Wydziału Konsularnego Ambasady Polskiej na Słowacji, Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“ czy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Głównie jednak dzięki wielkiemu zaangażowaniu aktywnych działaczy i członków Klubu na terenie całej Słowacji. Wierzymy, że możliwość przekazania 2 % z podatków na rzecz Klubu Polskiego pomoże w realizacji jego działań. Osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę przedkładają w swoim (właściwym dla miejsca zamieszkania) Urzędzie Skarbowym potwierdzenie od pracodawcy o zapłaceniu podatku wraz z oświadczeniem o przekazaniu jego 2% . Wzory druków znajdują się na stronie internetowej www.rozhodni.sk. Firmy i osoby prowadzące działalność gospodarczą w końcowej części zeznania podatkowego za rok 2010 wpisują tylko nazwę, IČO i adres naszej organizacji. Informacja dla urzędu o odbiorcy 2% Państwa podatku to pełna nazwa, IČO i adres czyli: Poľsky klub - spolok Poliakov a ich priateľov na Slovensku, IČO 30807620, Nam. SNP 27, 814 99 Bratislava. Informacje o zarejestrowanych na rok 2010 organizacjach (w tym o Klubie Polskim) znajdują się na wspomnianej wyżej stronie internetowej www.rozhodni.sk. Zachęcamy wszystkich Państwa do wykorzystania tej możliwości wsparcia Klubu, która ofiarodawców nic nie kosztuje poza odrobiną czasu, poświęconego na wypełnienie formularzy. Z uszanowaniem i pozdrowieniami

Marek Sobek Prezes Klubu Polskiego na Słowacji

WYBÓR Z PROGRAMU INST Y TUTU POLSKIEGO W BRAT YSŁAWIE – LUT Y 2011 ➨ MIĘDZYNARODOWE FORUM PIANISTYCZNE SANOK 2011 6 lutego, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 Koncert fortepianowy Stanisława Drzewieckiego, jednego z najlepszych współczesnych polskich pianistów, laureata nagrody Złoty Parnas

➨ IK RADIODAYS 7-10 lutego, godz.11.00-18.00, Bratysława, Progressbar, Cukrova 14 Warsztaty twórcze, szkolenia i wymiana doświadczeń artystów z różnych krajów, odbywające się w ramach TIC (Time Inventors Kabinet). TIK jest wspólnym projektem brukselskiej organizacji OKNO, Bratysławskiej COL-ME i ESC z Grazu. W warsztatach wezmą udział artyści z Centrum Sztuki Współczesnej „Kronika” w Bytomiu. LUTY 2011

➨ BERLIN - YOGYAKARTA 11 lutego, godz. 18.00, Bratysława, Galeria OPEN, Baštová 5 Otwarcie wystawy, którą przygotowała Inicjatywa „Inność” (Inakosť) we współpracy z polską organizacją Kampania Przeciw Homofobii. Oprócz wystawy odbędą się tematyczne pokazy filmowe i wykład Katarzyny Remin. Celem projektu BERLIN Yogyakarta jest pokazanie prześladowań osób nieheteroseksualnych podczas okupacji hitlerowskiej w Europie. Zwraca uwagę, że prawa człowieka są niezbywalne i mają charakter uniwersalny.

➨ MARCIN ZDUNIK W SŁOWACKIM RADIU 16 lutego, godz. 19.00, Bratysława, Słowackie Radio, Mýtna 1 Koncert solisty Marcina Zdunika (wiolonczela) z Orkiestrą Symfoniczną Słowackiego Radia pod dyrekcją Maria Košíka W programie koncertu: P. Šimaj: Vittoria, S. Prokofiew: Symphony - Koncert na wiolonczelę i orkiestrę, A. Głazunow: IV symfonia Es-dur op. 48

➨ CENTRAL EUROPEAN JAZZ CONNECTION 17 lutego, godz. 20.00, Bratysława, DK Zrkadlový haj, Rovniankova 3 Koncert międzynarodowego zespołu jazzowego z okazji 20. rocznicy powstania Grupy Wyszehradzkiej W skład grupy Central European Jazz Connection, powstałej z inicjatywy polskiego pianisty Kuby Stankiewicza, wchodzą: słowacki gitarzysta, kompozytor i aranżer Matúš Jakabčic, perkusista Marian Ševčík, czeski basista Jaromír Honzak, węgierski trębacz Kornél Fekete-Kovács i słoweński saksofonista Primož Fleischman.

➨ CZAS NA KOMIKS 17 lutego, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 Wystawa polskiego komiksu. Na wernisażu obecni będą kurator Piotr Machłajewski i dwóch autorów prezentowanych prac – Przemysław Truściński i Krzysztof Gawronkiewicz. Ponadto swoje prace będą prezentować: O. Ciszak, J. Frąś, A. Madej, K. Ostrowski, M. Sieńczyk, A. Spanowicz, B. Szneider i J. Rebelka. Wystawa będzie prezentowana do 19 marca br. 29


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 30

Trudne decyzje

Na

Był to rok 1981. Dużo ludzi wyjeżdżało wtedy za granicę, a ja, prześladowana przez komunistów w Domu Mody Telimena w Łodzi, gdyż byłam bezpartyjna, nie mogłam potem dostać pracy. Telefon Zosi wywołał w nas falę domysłów, gdyż Zosia, mimo że ukończyła Akademię Sztuk Pięknych, zawsze była zasadnicza i konkretna, tak jak jej dziadek generał Emil Fieldorf-Nil. Pytanie o kangury rozbudziło moją wyobraźnię. Nie czekając na 15 maja, wybrałam się z wizytą do Warszawy. W mieszkaniu Zosi i Jorgosa zastałam licznie zgromadzoną rodzinę, gorączkowo debatującą o emigracyjnych planach wyjazdowych. Australia – kraj kangurów był brany pod uwagę jako docelowy. Zdumiona byłam tym, że Zosia, wychowana w polskiej, patriotycznej rodzinie, decyduje się na wyjazd z Polski. Nie mogłam sobie wyobrazić siebie mieszkającej na stałe poza krajem. Owszem, czytając w młodości książki podróżnicze, przenosiłam się w wyobraźni w nieznany świat. Ale wyjechać na zawsze? To zupełnie nie wchodziło w rachubę! I choć początkowo i mnie opanowała chęć podróży, to jednak szybko ostygłam w zapale. W rezultacie Zosia z mężem 30

Ryszard Kapuściński

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

początku tamtego maja zadzwoniła Zosia, moja przyjaciółka ze szkolnej ławy, mieszkająca od matury w Warszawie, zapraszając na imieniny. Zapytała też w sposób zagadkowy, czy nie chciałabym zobaczyć kangurów.

Człowiek najczęściej opuszcza swoje gniazdo pod przymusem – wypędzony przez wojny, albo głód, przez zarazę, suszę lub pożar. Czasem wyrusza prześladowany za swe przekonania, czasem w poszukiwaniu pracy lub szans dla swoich dzieci.

i synkiem wyjechali z Polski przez Austrię i osiedlili się w Kanadzie. A my? Po pół roku poniżającej walki o zdobycie dla dzieci chleba i innych potrzebnych artykułów żywnościowych wydzielanych na kartki też zdecydowaliśmy się na opuszczenie kraju. Wyjechaliśmy z Polski ostatnim pociągiem przed wprowadzeniem stanu wojennego. Uniknęłam przez to internowania za moją solidarnościową działalność. W Austrii złożyliśmy dokumenty emigracyjne do kilku krajów, jednak to z Południowej Afryki przyszła natychmiastowa propozycja intratnej pracy, zgodnej z kwalifikacjami Marka. To zadecydowało o zmianie naszych planów. Nie wiedzieliśmy zbyt dużo o tym egzotycznym kraju, oprócz

tego, że „...Afryka dzika jest!”. Po siedmiu miesiącach pobytu w Austrii ze łzami w oczach żegnaliśmy ten gościnny kraj. Już na lotnisku w Wiedniu, kiedy otrzymaliśmy nasze dokumenty i wizy na pobyt stały w RPA, uwierzyliśmy, że nasza przygoda się nie kończy, ale zaczyna. Marek oraz dzieci – Magda i Wojtek – po raz pierwszy w życiu mieli lecieć samolotem. Dzieciaki były ciekawe wszystkiego. Pytały i kręciły się po lotnisku, aby jak najwięcej zobaczyć. Kontrolerów bagażu udało się przekonać, że jesteśmy przesiedleńcami i wszystkie nasze walizy o łącznej wadze około stu pięćdziesięciu kilogramów zostały ze zrozumieniem przyjęte na pokład. Wielkość samolotu budziła respekt. Boeing

B747 Jumbo Jet to samolot zwykle używany do lotów transkontynentalnych. Nasz lot miał trwać ponad dziesięć godzin z krótkim międzylądowaniem w Madrycie. Na pokładzie znalazło się około pięciuset pasażerów, w tym pięćdziesięciu pięciu Polaków, jadących na stałe do RPA. Przejęci przeżyciami na wysokościach, nie zmrużyliśmy oka. Cały czas wsłuchiwaliśmy się w komunikaty kapitana, podającego szczegóły techniczne lotu – pułap przelotu 11 tys. metrów w temperaturze –55°C. Lecieliśmy w nocy, więc poprzez okienka wlewał się bezkresny, nieprzenikniony mrok. Po paru godzinach zaczęło się rozjaśniać, a my byliśmy ponad chmurami, które w porze wschodzącego słońca połyskiwały srebrno-złotym różem. Nie mogliśmy oderwać oczu od tego podniebnego świata. Wstawał dzień. Z zadumy wyrwał nas komunikat, że przelatujemy nad równikiem. Och! Wiadomość ta wprawiła nas w stan rozemocjonowania. Pierwszy nasz lot nad Afryką i równikiem! Byliśmy wysoko w górze, szczęśliwi z przeżywanej chwili i ciekawi następstw decyzji o emigracji. Cdn. BARBARA M. J. KUKULSKA JOHANNESBURG MONITOR POLONIJNY


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 31

Przygody wikinga Torvalda

Przylądek Burz tatek unosił się na falach, a wiatr niósł wysoko gromki śpiew wikingów. Na pokładzie panowała radość, bowiem majtek dostrzegł na horyzoncie ląd i wyglądało na to, że jeszcze dziś przybiją do brzegu. Nagle zrobiło się ciemno i zerwał się silny szkwał. Zimne krople deszczu zalewały pokład. Młodzi żeglarze wiosłowali niestrudzeni. Brzeg był już blisko. To cumowanie nie należało do najprostszych. Wybrzeże okazało się zdradziecko skaliste i Torvald najpierw zarządził odwrót, ale ponowne próby przybicia do brzegu okazały się pomyślne i drakkar wpłynął do niebieskiej laguny. Gdy tylko łódź minęła cieśninę, spienione morze ucichło.

Oczom wikingów ukazała się piękna piaszczysta plaża i dziwne drzewa, mające tylko kilka wielkich liśćmi na szczycie. Słońce paliło gorącym żarem. Wikingowie szybko zrzucili swoje ciężkie hełmy i ciepłe okrycia, po czym zeszli na ląd, gdzie przywitali ich ciemnoskórzy mali ludzie. Byli nadzy, przepasani tylko skórzanymi pasami, a w rękach trzymali drewniane dzidy. Na szyjach mieli naszyjniki z kłów. Torvald domyślił się, że przywódcą tubylców jest ten, którego kieł jest największy. Jego samego zaś spośród towarzyszy wyróżniała siedząca na ramieniu małpka. Buszmeni cicho rozmawiali. LUTY 2011

- Są wysocy, a ich skóra wygląda jakby ciągle się kąpali – mówili. – To na pewno pomocnicy Neptuna. Zagubili się w drodze. W końcu głos zabrał ich przywódca Tantu. - Pomocnicy Neptuna są ciemni jak my. Skoro małpa jest ich przyjacielem, na pewno mają czyste serca. Nikt nie sprzeciwił się jego słowom. Tantu zaprosił gości do wioski. - Witajcie przybysze w naszej krainie. Zapraszamy do naszych glinianych chat na pustyni – powiedział. Wikingowie nie widzieli jeszcze, by człowiek żył wśród piasków. Zdziwili się, gdy za pierwszym wzgórzem ujrzeli piaszczystą ziemię, porośniętą wysokimi trawami. Tylko gdzieniegdzie widać było baobaby. Towarzysze Torvalda nie widzieli też takich biało-czarnych koni, zwinnych kóz i wielkich kotów. Buszmeni i zwierzęta żyli w zgodzie. Małpka Rolig czuła się tu jak u siebie. Przy ognisku goście przyglądali się tańcom tubylców, słuchali ich śpiewów, jedli nieznane im mięsiwa i poznawali życie Buszmenów – ich przygody i troski. Torvald opowiedział Tantu o celu swojej podróży: czarnej perle. Ten roześmiał się gromko i stwierdził, że w pobliżu nie ma takich wód i takich zwierząt morskich, ale za to można zapolować na hieny, które regularnie porywają im owce ze stada. Tantu martwił się, że wkrótce zaczną kraść im też kozy. Torvald, ILUSTRACJE: KASIA GREGUŠKA

S

który nie znał hien, spytał zatem, co to za zwierzęta. Z opowieści Buszmena wywnioskował, że wyglądają one jak wilki i tak też się zachowują. Ucieszyło go to, bowiem wikingowie dobrze wiedzieli, jak sobie z nimi radzić. Następnego dnia Buszmeni i wikingowie wykopali wielkie doły wokół zagrody owiec, a Tantu tylko kręcił głową nad pomysłowością Torvalda. Doły przykryto suchymi liśćmi palm i posypano odchodami owiec. Gdy zapadła noc, Buszmeni i wikingowie cicho siedzieli w glinianej chacie i czekali. Nagle rozległo się wycie hien i beczenie owiec. Tubylcy chcieli pobiec swoim zwierzętom na ratunek, ale Torvald im nie pozwolił. Dopiero gdy usłyszał piskliwy skowyt, wyskoczył na zewnątrz, a za nim wszyscy inni. Razem pobiegli do zagrody. Owce pasły się zadowolone. W dołach zaś kłębiły się zdziwione hieny. Torvald roześmiał się wesoło. - Wilcze doły zawsze są skuteczne! – stwierdził. Tantu zastanawiał się, jak odwdzięczyć się Torvaldowi za pomoc w łapaniu hien i ich oswajaniu. Gdy przyszedł dzień odjazdu, przywódca tubylców zawiesił na szyi Torvalda swój naszyjnik z białym kłem. Wikingowie na długo zapamiętali małych ludzi, potrafiących żyć wśród suchych piasków w zgodzie z przedziwnymi zwierzętami. KASIA GREGUŠKA 31


Monitor02

31.01.11 16:14

Stránka 32

Ponoć od wieków należała do posiłków dla niezamożnych, gotował ją na gwoździu niejeden wędrowiec, a każda gospodyni potrafi ją wyczarować praktycznie z niczego. Zupa – bo o niej będzie dziś mowa – nie zawsze w kuchni doceniana, potrafi

zadziwić i oczarować. Wystarczy tylko potraktować ją z należytym szacunkiem. Według medycyny naturalnej wszystkie zupy tzw. długo gotowane, czyli grochówki, fasolówki, kapuśniaki, rosoły i krupniki, mają właściwości uzdrawiające i wzmacniające. Należy je

jedynie warzyć w emaliowanych garnkach. A więc – łyżki w dłoń!

Zupa z kapusty z kuleczkami mięsnymi wg przepisu Krystyny Zindlerovej Składniki:

• 1/2 kg kiszonej kapusty • litr soku z kiszonej kapusty • 1 kiełbasa pikantna, najlepiej o smaku paprykowym • 1/2 kg mięsa wieprzowego

• kilka suszonych grzybów namoczonych w wodzie • 2 łyżki smalcu • 2 łyżki masła • 2 łyżki mąki

• • • • •

kostka masox 1 bułka podsuszona 1 jajko ząbek czosnku vegeta, sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie

Sposób przyrządzania: Na początku przygotowujemy kuleczki mięsne – mięso mielimy wraz z bułką, dodajemy jajko i roztarty ząbek czosnku i formujemy kulki. Ze smalcu i mąki robimy zasmażkę – roztapiamy smalec na patelni i zasypujemy go mąką, a gdy tylko mąka lekko ściemnieje, zdejmujemy z ognia. Zasmażkę przekładamy do garnka i zalewamy sokiem z kapusty.

Następnie do tego dodajemy kapustę, ok. 2 l wody i kostkę masox. Dorzucamy pokrojone grzybki i kiełbasę w całości, doprawiamy

i gotujemy na małym ogniu. Po mniej więcej 40 minutach na gotującą się zupę wrzucamy kuleczki mięsne i pozwalamy się jej jeszcze gotować przez jakieś 20 minut.

Świat zup jest niezmierzony, głęboki niczym nieprzebyty ocean – próbujcie, smakujcie, zupy są wyjątkowo mało kaloryczne, a dobrych minerałów, smakowitych doznań żołądkowych mają co niemiara. AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2011/02  
Monitor Polonijny 2011/02  
Advertisement