Page 1

Monitor06

01.06.10 23:40

Strรกnka 33


01.06.10 23:39

Stránka 2

Szanowni Członkowie oraz Przyjaciele Klubu Polskiego! Długoletnia, bo trwająca już ponad 16 lat praca oraz zaangażowanie polskiego środowiska na Słowacji pozwala mi dzisiaj wyrazić ogromny szacunek dla osób, dzięki którym Klub Polski był i jest postrzegany jako organizacja, licząca się w życiu kulturalnym i obyczajowym Słowacji. To dzięki założycielom i działaczom polonijnym z różnych części tego kraju oraz twórcom i kolejnym redaktorom naszego czasopisma „Monitor Polonijny“ jesteśmy postrzegani i traktowani jako znacząca mniejszość narodowa. Szesnastoletnia tradycja pozwala mi z dumą stwierdzić, że żyjący w tak pięknym kraju, jakim jest Słowacja zarówno moi rodacy, jak i osoby mające polskie korzenie starali się i nadal starają o to, by polska tradycja i kultura były w obrębie polskiej mniejszościowej grupy kultywowane i przekazywane z pokolenia na pokolenie. Przyjmując stanowisko prezesa Klubu Polskiego jestem świadom odpowiedzialności, która na mnie spada, a jednocześnie jestem głęboko przekonany, iż będę reprezentował wolę ogółu. Proszę, nie Podczas Kongresu Klubu Polskiego uformowała się Rada Klubu Polskiego, która przez kolejne dwa lata będzie pracować w składzie:

odbierajcie Państwo tych słów jako górnolotnych, patetycznych. Chodzi mi o to, abyśmy po prostu byli razem, wspierali się, realizowali własne i wspólne zamierzenia w celu podtrzymania i prezentowania kultury i zwyczajów naszego narodu. Stwórzmy warunki ku temu, aby nasze dzieci, urodzone i wyrosłe w kulturze słowackiej, miały możliwość poznania języka i tradycji swoich przodków. Dobra wola i pamięć o przeszłości niech będą w tym wszystkim pomocne. Pamiętajmy, kto daje, ten odbiera podwójnie – i ta myśl niech przyświeca w naszych działaniach. Zapraszam do aktywnego uczestniczenia w życiu Polonii słowackiej, do wyrażania własnych myśli i spostrzeżeń, które przyczynią się do tworzenia i podtrzymywania rodzinnej atmosfery w kultywowaniu naszych, polskich tradycji. Kochajmy naszą drugą ojczyznę, ale nie zapominajmy o pierwszej. Pamiętajcie Państwo, Klub Polski jako organizacja oraz „Monitor Polonijny“ są Wasze i działają dla Was. Wesprzyjcie je swoją aprobatą. CZESŁAW MAREK SOBEK ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Monitor06

CZESŁAW MAREK SOBEK

MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

prezes Klubu Polskiego e-mail: klub.polski@mail.t-com.sk tel. 0903 761 071

wiceprezes Klubu Polskiego e-mail: mwo@orangemail.sk mwobla@gmail.com tel. 0905 623 064

DARIUSZ GLEB prezes Klubu Polskiego Bratysława e-mail: gleb@op.pl tel. 0948 929 084

IRENA CIGAŇ wiceprezes Klubu Polskiego e-mail: oknolidernitra@azet.sk tel. 0904 570 323

URSZULA SZABADOS RENATA STRAKOVÁ

prezes Klubu Polskiego Koszyce e- mail: urszula.szabadosova@gmail.com tel: 0904 434 424, 055 6714019

prezes Klubu Polskiego Trenczyn e-mail: rena59@post.sk tel. 0908 751 988

GREGUŠKOVÁ ROMANA prezes Klubu Polskiego Nitra e-mail: greguskova@interia.pl, tel. 037 6524323

BRONISLAV PORUBSKÝ prezes Klubu Polskiego Dubnica nad Wagiem e-mail: brono26@azet.sk tel. 0908 874 331 ZDJĘCIE NA OKŁADCE: STANO STEHLIK

Członkowie Komisji Rewizyjnej: ANETA ADAMCZYK,

IVETA MATEJKOVÁ, WŁODZIMIERZ BUTOWSKI MONITOR POLONIJNY


Monitor06

01.06.10 23:39

Stránka 3

Od redakcji Kiedyś, jako nastolatki, w gronie przyjaciółek rozmawiałyśmy o chłopakach, o pierwszych miłościach. Później przyszedł czas na rozmowy o naszych decyzjach, związanych np. z zamążpójściem. Pamiętam, jak jedna z koleżanek skomentowała moją decyzję o wyjściu za mąż za obcokrajowca: „Dziś twoje «tak» to zaledwie jeden krok, ale ten krok w efekcie zaprowadzi cię zupełnie w inne miejsce. Ten ruch to jak niewielkie odchylenie steru statku, zaledwie parę centymetrów, ale tych parę centymetrów oznacza zupełnie inny kurs – twój statek przybije do innego lądu“. I rzeczywiście tak się stało – dziś „dryfuję“ już po zupełnie innych „wodach“. Dlaczego o tym piszę? Przecież większość z Państwa ma podobne doświadczenia. Ale oto znów zbliża się czas podejmowania decyzji, a my, czyli wyborcy, możemy wybrać, komu powierzyć ster statku, czyli Polski, by poprowadził go w odpowiednim kierunku. Aktualna kampania wyborcza, prowadzona w cieniu katastrofy pod Smoleńskiem i powodzi, które boleśnie dotknęły nasz kraj (artykuł na ten temat publikujemy na str. 6.) czasami nas męczy – dość mamy już bez przerwy powtarzanych słów: „socjotechnika”, „spin doktor”, „hasła wyborcze”, „kampania”… Tym bardziej, że przed nami wybory nie tylko w Polsce, ale i na Słowacji. Pamiętajmy jednak, że to my właśnie mamy podjąć decyzję o tym, komu powierzymy stery (informacje o możliwościach wzięcia udziału w wyborach prezydenckich na str. 28. w rubryce „Ogłoszenia”). No i zrobiło się tak wyborczo… Dodam jeszcze, że w niniejszym numerze „Monitora” informujemy też o wyborach, których dokonali delegaci na IX Kongres Klubu Polskiego, wybierając nowe władze naszej organizacji (skład nowej rady przedstawiamy na str. obok). Klub nasz już ponad 16 lat „dryfuje po wodach” Słowacji i całkiem dobrze sobie radzi, co komentują osoby, obserwujące jego działalność z boku, np. wicepremier D. Čaplovič (str. 11.), były ambasador RP w RS Zenon Kosiniak-Kamysz (str. 17.) czy gość kongresu E. Juranyi-Krajewska (str. 8.). Ale czerwcowy numer „Monitora“ to również inne ciekawe artykuły, do lektury których zachęcamy.

REDAKTOR NACZELNA „MONITORA POLONIJNEGO“

O języku ojczystym… daleko od domu 4 Z KRAJU 4 ANKIETA 6 Czy Komorowski POpłynie na powodzi? 6 WYWIAD MIESIĄCA Pokongresowe refleksje Elżbiety Juranyi-Krajewskiej 8 Z NASZEGO PODWÓRKA 10 CO U NICH SŁYCHAĆ? Polka w słowackiej dyplomacji 16 15 LAT MONITORA 17 WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Deklaracja z Martina i jej perypetie 18 PRZEGLĄD POLSKIEJ PRASY 19 MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Fryderyki 2010 19 TO WARTO WIEDZIEĆ Z Mariuszem Zaruskim w górach i na morzu 20 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Magdalena Grochowska o Jerzym Giedroyciu 22 KINO-OKO Przyjaźń, czyli całkowite poświęcenie 24 Ponad granice 25 Ślad pobytu Fryderyka Chopina na Słowacji 26 SPORT!? Sezon w pełni 27 OKIENKO JĘZYKOWE Zawirowania wokół nazwiska śp. Marii Kaczyńskiej 28 OGŁOSZENIA 28 ROZSIANI PO ŚWIECIE Obok Polski 30 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Laur olimpijski 31 PIEKARNIK Zanim wyjedziemy na włoskie wakacje… 32 Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na rok 2010 wynosią 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100). Dokonując wpłaty prosimy o napisanie w formularzu bankowym imienia i nazwiska. Nowych prenumeratorów prosimy o zgłoszenie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt do redakcji: monitorp@orangemail.sk lub nr tel. 0907 139 041.

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c ov á , A n n a M a r i a J a r i n a , A l i c j a Ko r c z y k - C h o v a n e c , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , M a g d a l e n a P i e t z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín Dofinansowano ze środków Senatu RP dzięki pomocy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie“

www.polonia.sk CZERWIEC 2010

3


Monitor06

01.06.10 23:39

Stránka 4

O języku ojczystym… daleko od domu G

dybym tylko mogła, zapewne całe życie podróżowałabym po świecie. Żeby zobaczyć na własne oczy niezwykłe miejsca, zwiedzić zamki i muzea, przemierzyć pustynię i dżunglę. Żeby popróbować bogactw kulinarnych, tych wszystkich smaczków, jakich nie poznało jeszcze moje podniebienie – i oczywiście żeby popatrzeć na ludzi, poobserwować życie tubylców, przyjrzeć się miejscowym zwyczajom. A tak zupełnie już przy okazji – by doświadczyć tej szczególnej przyjemności, jaką jest spotkanie z innymi

MIĘDZYPAŃSTWOWY KOMITET LOTNICTWA (MAK) przedstawił 19 maja wstępny raport, dotyczący katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. Komisja techniczna nie stwierdziła żadnego ataku terrorystycznego. Natomiast stwierdzono, że w kabinie pilotów znajdowały się dwie osoby, które nie należały do załogi samolotu. Według PAP jedną z nich był gen. Andrzej Błasik, dowódca Sił Powietrznych. Głos drugiej osoby jest nadal identyfikowany. Interpretujący raport dziennikarze twierdzą, iż prezydencki Tu-154 podchodził do lądowania z włączonym autopilotem. Sterowanie automatyczne zostało wyłączone częściowo dopiero na pięć sekund przed uderzeniem w pierwszą przeszkodę, a całkowicie po uderzeniu w trzecią przeszkodę. Strona rosyjska podała do wiadomości, że katastrofa samolotu nastąpiła o godzinie 10.41 czasu rosyjskiego. Maszyna nie rozpadła się w powietrzu, nie doszło na jej pokładzie do eksplozji ani pożaru. System TAWS ostrzegał przed nie4

Polakami za granicą. Dotychczas takich spotkań miałam niewiele. Pierwsze nastąpiło w Amsterdamie, gdzie wraz z koleżankami i kolegami z pracy wysypaliśmy się z autokaru, by rozpocząć grupowe zwiedzanie. Kelnerzy, sprzątający stoliki w najbliższym bistro, łamaną, ale całkiem zrozumiałą polszczyzną zaprosili nas na śniadanie i nie bez wewnętrznej radości oznajmili, że lubią Polaków, bo gdy tylko zatrudniają się w ich restauracji, rozpoczynają nieustający festiwal piwa i używek, wydając w miejscu zatrudnienia praktycznie wszystkie pieniądze. Słów, jakich polscy pracownicy nauczyli

bezpieczeństwem na 18 sekund przed katastrofą. Rosjanie twierdzą ponadto, że polscy piloci nie przechodzili regularnych ćwiczeń na symulatorach lotu, a kompletowanie załogi nastąpiło zaledwie kilka dni przed lotem. Prezydencki samolot Tu-154, na pokładzie którego znajdowała się polska delegacja, lecąca na uroczystości do Katynia, rozbił się 10 kwietnia na lotnisku pod Smoleńskiem. Zginęło 96 osób. SZEF SZKOLENIA Sił Powietrznych gen. Anatol Czaban, komentując dla PAP wstępny raport rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotnictwa (MAK) w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem, wyraził przekonanie, że załoga samolotu Tu-154 była odpowiednio przygotowana do lotu. Czaban przypomniał też, że załogi nie latają w stałych konfiguracjach. „Każda z osób jest przygotowana do wykonywania swoich zadań, niezależnie od tego, w jakim składzie będzie ono wykonywane” – wyjaśnił. ROSJANIE OSTRZEGALI podczas przygotowań do wizyty o słabym wyposażeniu technicznym lotniska w Smoleńsku i proponowali oddalony o 250 km port w Briańsku – ujawniła 17 maja „Gazeta Wyborcza”. Strona polska uznała to za ce-

poczciwych Holendrów, nie będę już przytaczać. Jakiś czas później, zwiedzając hiszpańską Kordobę, w słynnym meczecie szeptaliśmy z mężem do siebie, wymieniając się wrażeniami, gdy nagle stojący przed nami kobieta i mężczyzna odwrócili się jak oparzeni i, spojrzawszy w naszą stronę, spiesznie odeszli. Ich zachowanie na tyle nas zdumiało, że niczym szpiedzy z Krainy Deszczowców krok po kroku posuwaliśmy się za nimi, ignorując uroki świątyni, by wreszcie usłyszeć ni mniej, ni więcej tylko rodzime: „Waldek, bateria w kamerze się skończyła. I co teraz, kurde, zrobimy…”. Na moją próbę

lowe utrudnianie wizyty i wymusiła lądowanie w Smoleńsku. Takich informacji udzielił rosyjski urzędnik, biorący udział w przygotowaniach pobytu polskiej delegacji. KILKUTYSIĘCZNY TŁUM zebrał się 9 maja przed Pałacem Prezydenckim i domagał się od premiera Donalda Tuska powołania międzynarodowej komisji, która zbadałyby przyczyny wypadku lotniczego pod Smoleńskiem, w którym 10 kwietnia zginął m.in. prezydent Lech Kaczyński. Pomysł powołania niezależnej międzynarodowej komisji zainicjował Ruch 10 Kwietnia. PRZEWODNICZĄCY RADY Federacji, izby wyższej parlamentu Rosji, Siergiej Mironow uczcił 17 maja pamięć prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony Marii, składając wieniec na ich grobie w katedrze na Wawelu. Mironow, przebywający w Polsce z wizytą, powiedział towarzyszącym mu dziennikarzom, że specjalnie przyjechał do Krakowa, aby w imieniu całego narodu rosyjskiego złożyć hołd tragicznie zmarłemu prezydentowi i wyrazić braterskie współczucie Rosjan z powodu tragedii, jaka dotknęła polski naród. Według szefa Rady Federacji tragedia pod Smoleń-

skiem otworzyła nową kartę w stosunkach rosyjsko-polskich. GENERAŁ DYWIZJI Krzysztof Załęski, pełniący obowiązki dowódcy Sił Powietrznych po tragicznej śmierci gen. Andrzeja Błasika, podał się 18 maja do dymisji. Rzecznik MON nie skomentował tej informacji. PIERWSZY POMNIK ku czci Lecha Kaczyńskiego stanął 17 maja w Skórczu. Obelisk z granitową płytą upamiętnia wizytę tragicznie zmarłego prezydenta, który odwiedził miasto 15 maja 2009 z okazji 75-lecia nadania mu praw miejskich. Podczas uroczystego odsłonięcia obelisku z inicjatywy Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich z Gdyni posadzono w Skórczu dąb katyński. „Dąb ten upamiętnia tragedię sprzed 70 lat, ale my dedykujemy go także ofiarom katastrofy lotniczej sprzed miesiąca” – podkreślił radny miasta Mirosław Ossowski. MARSZAŁEK SEJMU i kandydat PO na prezydenta Bronisław Komorowski 10 maja ocenił, że rosnące notowania w sondażach dla kandydata PiS Jarosława Kaczyńskiego świadczą o tym, że sprzyja mu nastrój żałoby. Według jednego z sonMONITOR POLONIJNY


Monitor06

01.06.10 23:39

Stránka 5

zagajenia, że miło jest spotkać Polaków tak daleko od domu, turyści, najwyraźniej mając inne zdanie, po prostu odwrócili się i odeszli, a ja poczułam się jakoś dziwnie. Zupełnie nieswojo, a nawet bardzo nieprzyjemnie, zrobiło mi się natomiast w Kopenhadze, gdy w podziemiu jednej ze stacji metra natknęłam się na trzech mocno nietrzeźwych panów, którzy wyglądali tak, jakby założyli tam stały obóz. Panowie ci bardzo głośno i całkowicie po polsku spierali się o jakieś sobie tylko znane sprawy. Przechodnie odsuwali się z niesmakiem, a ja nieomal spaliłam się ze wstydu. Na szczęście bywało też miło – na chorwackiej plaży bardzo szybko znaleźliśmy wspólny język z wczasowidaży SMG/KRC w nadchodzących wyborach prezydenckich kandydat PO może liczyć na poparcie 45% wyborców, a kandydat PiS – 34%. Oznacza to, że w porównaniu z badaniem tego samego ośrodka z 4 maja poparcie dla marszałka Sejmu nie zmieniło się, zaś prezes PiS zyskał 4 punkty proc. Natomiast wg sondażu SMG/KRC z 17 maja Bronisław Komorowski uzyskałby 49 % głosów, a Jarosław Kaczyński 29 %. JAROSŁAW KACZYŃSKI oficjalnie rozpoczął swoją kampanię wyborczą 22 maja na pl. Teatralnym w Warszawie. W POŁOWIE MAJA Polskę nawiedziła fala powodzi. Silne opady deszczu spowodowały dramatyczny wzrost poziomu rzek. Ogłoszone zostały stany alarmowe. Do obrony przed wielką wodą rząd włączył wojsko. Ewakuowano tysiące osób. Powódź pochłonęła kilkanaście ofiar śmiertelnych, w tym jednego strażaka, który brał udział w akcji ratunkowej, oraz 8-letnie dziecko. Setki kilometrów torów kolejowych wyłączono z ruchu. Tam, gdzie było to możliwe, zorganizowano zastępczą komunikację autobusową. CZERWIEC 2010

czami z Warszawy – wymieniliśmy się uwagami o okolicy, poleciliśmy sobie wzajemnie knajpki i sklepiki, a po ponownym spotkaniu zorganizowaliśmy nawet wspólny wieczór. No i najważniejsze – zapewne gdyby nie bratysławskie place zabaw i odrobina odwagi, nie poznałabym tylu fantastycznych polskich koleżanek, które rozmaite koleje losu rzuciły do słowackiej stolicy. Mam do Polaków na obcej ziemi wielką prośbę – podróżowanie po świecie nie czyni nas wolnymi od językowej staranności, nie możemy mówić, co chcemy i jak chcemy, żyjąc w przeświadczeniu, że i tak nikt nas nie rozumie. Nie wybierajmy z ogromnej skarbnicy języka tych najmniej eleganckich słów. Zwie-

POWÓDŹ ZAGROZIŁA też Krakowowi. Kilkanaście linii autobusowych musiało zmienić swoje trasy z powodu zalanych ulic i połamanych drzew. Trudności miały również tramwaje. Ulewne deszcze spowodowały zniszczenia na Kopcu Piłsudskiego – oberwał się fragment ścieżki, prowadzącej na szczyt, który pociągnął za sobą część zbocza. Poziom wody w Wiśle osiągnął najwyższy od 40 lat poziom. Rzeka wezbrała do tego stopnia, że zamknęła prześwit pod przęsłami Mostu Dębnickiego i groziła jego zniesieniem. Przerwała też wał przeciwpowodziowy i zalała kilka ulic. Ludność z tego rejonu została ewakuowana. Most Dębnicki otwarto po dwóch dniach.

dzając inne kraje, odpoczywając na plażach Europy moglibyśmy rozpoznawać się po normalnej, a nie często wulgarnej polszczyźnie. No i nie wstydźmy się siebie nawzajem. Spotkanie rodaka daleko od domu niech będzie czymś szczególnie miłym, w końcu kilkoro Polaków w jednym miejscu to coś ważnego – jakaś maleńka Polska. Pomagajmy sobie! Nie kultywujmy tej dziwnej tradycji, że poza granicami kraju przestajemy się zauważać, bo od innych Polaków chcemy sobie „odpocząć”. Tylko w ten sposób zmienimy wyobrażenie, jakie mają o naszych rodakach cudzozemcy. Dobre wychowanie zna wszystkie języki, nie zna za to granic. AGATA BEDNARCZYK

cieków wałów przeciwpowodziowych. Kilka z nich woda przerwała. Wał, będący fragmentem wewnętrznego pierścienia otaczającego Port Praski pod wodą naprawiali strażacy-nurkowie, zaś inni, wraz z ludnością cywilną umacniali go na powierzchni. W związku z zagrożeniem powodziowym w poniedziałek w Warszawie zamknięto szkoły, przedszkola i żłobki w rejonach najbardziej zagrożonych podtopieniami.

W SOBOTĘ 22 MAJA fala powodziowa na Odrze dotarła do Wrocławia. Woda przerwała wały w dwóch miejscach. Na osiedlu Kozanów, które na obszarze ok. 80 hektarów zostało zalane przez wodę ze Ślęzy i Odry, nie było prądu, a woda miejscami sięgała 2 metrów.

PREMIER DONALD TUSK poinformował, że w związku z powodzią, Polska może liczyć na pomoc finansową z UE. Jeśli straty powodziowe będą do 3 mld euro, to Polska może liczyć na 100 mln euro pomocy. Po nadzwyczajnym posiedzeniu rządowego zespołu zarządzania kryzysowego 20 maja Donald Tusk powiedział też, że każdy poszkodowany przez powódź może otrzymać do 6 tys. zł. Przypomniał ponadto, że jak dotąd na pokrycie skutków powodzi zarezerwowano 500 mln zł.

TAKŻE 22 MAJA FALA powodziowa na Wiśle dotarła do Warszawy. Jak wynika z danych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej poziom wody w rzece wyniósł tam 774 cm. W kilku miejscach doszło do prze-

WE WTOREK 4 MAJA w Polsce rozpoczęły się matury. Do egzaminów przystąpiło ponad 440 tysięcy uczniów. Maturzyści obowiązkowo musieli zdawać egzaminy z języka polskiego, języka obcego i – po

wielu latach przerwy – matematyki. Pozostałe przedmioty uczniowie wbierali według wymagań rekrutacyjnych na studia. NA ŚLĄSKU niektórzy maturzyści będą zdawać maturę w innym terminie. Przyczyniła się do tego powódź, która spowodowała zamknięcie niektórych szkół. Wielu uczniom woda uniemożliwiła też dojazd do miejsca egzaminu. Jak poinformował dyrektor Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Jaworznie Roman Dziedzic sygnały o przeszkodach w przebiegu egzaminu dojrzałości były przekazywane z całego Śląska - od Częstochowy, po Podbeskidzie. ARCYBISKUP JÓZEF KOWALCZYK, dotychczasowy nuncjusz apostolski w Polsce, został na początku maja nowym prymasem Polski. Taką decyzję podjął papież Benedykt XVI. Kowalczyk zastąpi na tym stanowisku abp. Henryka Muszyńskiego, którego przedłużona o dwa lata posługa metropolity gnieźnieńskiego i prymasa Polski dobiegła końca – 20 marca Muszyński ukończył 77 lat. Nowego nuncjusza apostolskiego w Polsce poznają wierni najwcześniej we wrześniu. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


Monitor06

01.06.10 23:39

Stránka 6

N

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

awiązując do artykułu „O języku ojczystym… daleko od domu“, zapytaliśmy naszych rodaków mieszkających na Słowacji, jakie są ich doświadczenia, związane z porozumiewaniem się w naszym języku ojczystym poza granicami Polski. Danuta Berkyová, Nowa Dubnica Nigdy nie odczuwałam wstydu z powodu mojego pochodzenia czy też tego, że mówię po polsku. Raz, dawno temu, pamiętam, przeżyłam pewne zakłopotanie, ponieważ grupa Polek, przebywająca na stażu w okolicy, gdzie mieszkałam, trochę narozrabiała, co nie wyrobiło Polakom dobrej renomy w oczach moich sąsiadów, ale nigdy ani oni, ani znajomi nie patrzyli na mnie z tego powodu z niechęcią.

Brat Maciej (Zgromadzenie Braci Szkół Chrześcijańskich), Bratysława Nigdy nie wstydziłem się mówić po polsku, wręcz przeciwnie – kiedy Słowacy mówią mi, że mam polski akcent, jestem z tego dumny. Zdaję sobie sprawę, że kiedy używam słowackiego, pewnie czasami wtrącę jakieś polskie słowo i pewnie nie opanuję do perfekcji tego języka, ale zawsze spotykam się z akceptacją i zrozumieniem ze strony moich słowackich rozmówców. Gdyby oni przyjechali do

Polski, też bym tolerował, rozumiał ich drobne wpadki językowe. Na Słowacji zawsze spotykałem się z pozytywną opinią na temat Polaków, krążą o nas opinie, że jesteśmy zaradni, przedsiębiorczy. Sądzę nawet, że jesteśmy wzorem, dla Słowaków i ich inspiracją. Kiedy byłem gdzieś za granicą, to cieszyły mnie spotkania z rodakami. Druga strona też zawsze reagowała podobnie, np. będąc

we Francji, spotkałem się z Polonią, która tam przyjechała do pracy do kopalni – każdy z tej grupy chciał ze mną porozmawiać po polsku, kiedy dowiedział się, że jestem Polakiem, choć przyjechałem z grupą ze Słowacji.

Marek Barański, Šala

Mimo że znam język słowacki, mam polski akcent, po którym Słowacy rozpoznają, że jestem obcokrajowcem. Ale nigdy się tego nie wstydziłem. Kiedyś w Šali pracowali polscy robotnicy, którzy zarabiali dużo więcej niż miejscowi pracownicy, co wywoływało ich zazdrość czy wręcz nie6

chęć choćby z tego powodu, że na więcej mogli sobie pozwolić, że wykupywali najatrakcyjniejsze towary ze sklepów. Ale to nigdy nie rzutowało na moje relacje z mieszkańcami tego miasta, którzy mnie przecież znają, akceptują. Jeżdżąc za granicę, doświadczyłem, że znajomość języka polskiego pomaga. W Austrii, kiedy rozmawiałem z żoną po polsku, ekspedienta w barze zwróciła się do nas też po polsku i zarekomendowała nam najlepsze danie. Podobnie było w Anglii, gdzie pojechaliśmy w odred wiedziny do córki.

Czy Komorowsk

G

dy 10 kwietnia samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim i 95 innymi osobami na pokładzie wzbijał się w powietrze wszystko w sprawie politycznych sympatii Polaków wydawało się prostsze.

Według Millward Brown SMG/KRC poparcie dla prezydenta było na poziomie 21 procent, a Lech Kaczyński ciągle wstrzymywał się z decyzją o wzięciu udziału w wyborach. Bronisław Komorowski, kandydat PO, który w prawyborach pokonał Radosława Sikorskiego, miał 40-procentowe poparcie w cytowanym sondażu. Wielu, nawet niechętnym tej partii prawicowym publicystom, wydawało się, że PO ma prezydenturę w kieszeniu. Tragedia katyńska – to sformułowanie z kategorii „oczywistych oczywistości“ – zmieniła wiele na polskiej scenie politycznej. Dnia 24 kwietnia Jarosław Kaczyński postanowił wziąć udział w wyborach. Jego poparcie wedle SMG/KRC oscylowało wokół 27 procent, na Komorowskiego głos oddać wtedy chciało 40 procent Polaków. „Bronisław Komorowski nie był gotowy do kampanii wyborczej, któ-

MONITOR POLONIJNY


Monitor06

01.06.10 23:39

Stránka 7

owski POpłynie na powodzi? ra go zaskoczyła. Szczególnie początki były fatalne. Komorowski zaliczał wpadkę za wpadką. Dopiero pomoc Donalda Tuska pozwoliła mu wprowadzić kampanię na właściwe tory“ – twierdzi dr Marcin Gacek, socjolog polityki z Uniwersytetu Śląskiego. Jak przekonuje część politologów i publicystów, to premier Donald Tusk jest głównym rozgrywającym w tej prezydenckiej kampanii wyborczej. To paradoks, bo przecież w niej nie startuje. „Podczas tej kampanii faktycznie wybieramy między Bronisławem Komorowski a Jarosławem Kaczyńskim, ale kuriozalnie wydaje mi się, że osobą, która wygra na tej kampanii wyborczej, będzie Donald Tusk. Potencjalne zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego zjednoczy elektorat negatywny PiS-u, który w ważniejszych niż prezydenckie wyborach parlamentarnych na pewno zagłosuje na PO. Zwycięstwo Bronisława Komorowskiego, na co się zanosi, będzie pełnym zwycięstwem Donalda Tuska“ – przekonuje Marcin Gacek. Poza Bronisławem Komorowskim i Jarosławem Kaczyńskim o urząd prezydenta ubiega się jeszcze 8 kandydatów: Grzegorz Napieralski, Andrzej Olechowski, Waldemar Pawlak, Andrzej Lepper, Janusz Korwin-Mikke, Marek Jurek, Bogusław Ziętek

CZERWIEC 2010

i Kornel Morawiecki. Jednak ta ósemka zasługuje raczej na nazwę „politycznego planktonu” – poparcie dla najpopularniejszego z nich Grzegorza Napieralskiego wynosi ok. 7 procent, na Andrzeja Olechowskiego chce oddać głos 3 procent Polaków (dane za SMG/KRC z 24 maja). „Ci kandydaci dzielą się na dwie grupy. Jedni walczą o swoje polityczne być albo nie być, drudzy chcą wykorzystać prezydencką kampanię do zaistnienia w świadomości opinii publicznej. Nie ulega wątpliwości, że osobą, która walczy o swoje życie polityczne jest Grzegorz Napieralski. Bardzo niepokojący dla niego jest rozdźwięk, między sondażami poparcia dla SLD, które oscylują blisko 9 procent, a poparciem dla niego w wyborach prezydenckich, które jest na granicy 6 procent. To oznacza, że jego przywódctwo sprowadziło SLD do poziomu PSL-u. Pozostali kandydaci starają się zaistnieć na rynku politycznym. Olechowski jako kandydat mało charyzmatyczny nie ma szans, by pociągnąć za sobą elektorat, który nie chodzi na wybory. Tylko to mogłoby sprawić, by stał się rzeczywistą alternatywą. Andrzej Lepper stara się wykorzystać tę kampanię, by przypomnieć o sobie i zaistnieć w przyszłych wyborach lokalnych, ale wąt-

pię, by udało mu się wrócić do polityki. Mamy też kilku stałych kandydatów, tworzących polski folklor polityczny, jak Janusz Korwin-Mikke, czy politycznego Judyma w osobie Kornela Morawieckiego“ – uważa Gacek. Czy zatem karty są już rozdane i w drugiej turze spotkają się Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski? „Jeśli nie dojdzie do perturbacji na miarę tragedii katyńskiej, to nie widzę możliwości jakichkolwiek zmian. Mamy dwóch liderów: Jarosława Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego. Co najwyżej istnieje możliwość, że wszystko wyjaśni się w pierwszej turze – niektóre sondaże wskazują poparcie Komorowskiego, przekraczające 50 procent. Osobiście do tych sondaży podchodzę sceptycznie“ – deklaruje śląski socjolog. Istotnym aspektem, który może wpłynać na szanse obu kandydatów jest rozliczenie rządu z – wedle niektórych – nieudolnych działań w trakcie powodzi, która w drugiej połowie maja nawiedziła Polskę. Socjolodzy zgodnie twierdzą, że w dotychczasowych sondażach nie jest uwzględniona jeszcze ocena powodzi przez elektorat. Ostatnie sondaże (24 maja) wskazują poparcie dla Komorowskiego na poziomie 46 procent, a dla Kaczyńskiego – 29 procent, ale to PO może najwięcej stracić na powodzi. Piłka zatem jest jeszcze w grze. ŁUKASZ GRZESICZAK

7


Monitor06

01.06.10 23:39

Stránka 8

Pokongresowe refleksje

Elżbiety Juranyi-Krajewskiej Została Pani zaproszona przez władze Klubu Polskiego na Kongres, by wystąpić z wykładem na temat działalności stowarzyszeń polonijnych. To chyba dobry znak, że działacze Klubu Polskiego chcą zdobywać wiedzę i dążą do tego, by poszerzać zakres swojej pracy na rzecz Polonii? Bardzo sobie cenię zaproszenie, które otrzymałam. Większość spotkanych na Kongresie osób znam z okresu, kiedy mieszkałam i pracowałam na Słowacji, kiedy to zakładaliśmy Klub Polski i kiedy w tym Klubie działałam. Zdobywanie wiedzy lub jej poszerzanie jest dziś powszechne. Szczególnie jest to ważne i niezbędne dla osób, zajmujących się różnego rodzaju działalnością, w tym działalnością społeczną. Znajomość przepisów i umiejętność powoływania się na nie, wiedza na temat możliwości, związanych z prowadzeniem działalności, oraz zdobywania środków, umożliwiających działalność, bardzo ułatwiają pracę. O co najczęściej pytali delegaci Kongresu? Ponieważ Klub Polski jest organizacją niedochodową (non-profit), to jego największym problemem jest pozyskiwanie środków finansowych. Stąd delegaci wykazywali duże zainteresowanie możliwościami ich zdobywania. Czy było coś, co Panią zaskoczyło podczas Kongresu? Zna Pani to środowisko z czasów, kiedy mieszkała tu Pani na stałe. Owszem. Zaskakujący jest podział, do którego doszło wśród Polonii słowackiej, bowiem kiedy się ją porównuje pod względem liczebności z innymi mniejszościami żyjącymi na Słowacji, to okazuje się, że jest niewielka. Z założenia cele działalności organizacji polonijnej są te same. Innym, za to bardzo miłym zasko8

W

latach 1978-1996 mieszkała na Słowacji, gdzie była pracownikiem konsulatu w Bratysławie i zajmowała się m.in. problemami słowackiej Polonii. Po powrocie do Polski nadal interesuje ją ta problematyka, czemu dała wyraz, pisząc pracę magisterską pt. „Polska mniejszość narodowa na Słowacji“ (pisaliśmy o tym na łamach „Monitora” we wrześniu 2006 r.). Elżbieta Juranyi-Krajewska, bo o niej mowa, została zaproszona przez Radę Klubu Polskiego na IX Kongres Klubu Polskiego, podczas którego wystąpiła z prelekcją na temat działalności społecznej stowarzyszeń polskich za granicą oraz zasad i możliwości ubiegania się o dotacje i ich rozliczania. Po Kongresie rozmawiałyśmy na temat jej spostrzeżeń, dotyczących naszej mniejszości.

czeniem, było sprawozdanie pani Romany Greguškovej – prezes z regionu Nitra, na temat pracy, prowadzonej przez ten oddział Klubu z dziećmi i młodzieżą polonijną. To wzór do naśladowania dla pozostałych ośrodków regionalnych. Jak z perspektywy odległości i czasu ocenia Pani kondycję Klubu Polskiego? Pomimo iż Klub Polski jest organizacją, postrzegam go jako żywy organizm. Mówiąc o kondycji, staram się widzieć Klub w różnych okresach jego istnienia. Na przestrzeni szesnastu lat jego kondycja była różna. Nie oznacza to, iż po słabszym okresie nie nastąpi lepszy. Kondycję Klubu można przyrównać do tej, którą stara się osiągnąć sportowiec – aby zostać mistrzem musi on mieć dużo dobrych chęci, stawiać sobie nowe cele i wiele, wiele pracować. Podczas ostatniego Kongresu u działaczy i członków organizacji widać było wiele dobrych chęci, by kontynuować działalność Klubu. Uporządkowanie spraw formalno-prawnych, wybór nowych władz jest dobrym początkiem i zapowiedzią nadejścia lepszego okresu. Czym należy wyjaśnić słabszy okres w działalności Klubu Polskiego?

Kryzys, który miał miejsce, spowodowany był podziałami wśród ówczesnych działaczy. Doprowadził do rozłamu, w następstwie którego powstała – poza Klubem Polskim – inna organizacja. Dlaczego dochodzi do podziałów w środowiskach polonijnych? Odpowiedzi na to pytanie należałoby szukać u socjologów. Nie wiem, czy na ten temat prowadzone były badania. Sądzę, że na to zjawisko może składać się wiele czynników. Kto wie, może również i ten, że mimo wszystko jesteśmy potomkami Kmicica? Jaka była słowacka Polonia, kiedy Pani tu mieszkała, kiedy zakładaliście Klub? Kiedy tu mieszkałam, sytuacja była zgoła różna od dzisiejszej. Nie mieliśmy nic poza wielką potrzebą posiadania swojej organizacji i chęci działania. Nie istniała możliwość zrzeszania się. Co za tym idzie, nie było takich możliwości, jakie pojawiły się z chwilą założenia Klubu i rozpoczęcia przez niego działalności. Pamiętam, jak co chwila ktoś podsuwał nowe pomysły: pan Oszczęda rozpoczął wydawanie „Skierki”, pani Suwara zaproponowała założenie szkółki piątkowej, dzięki polskim księżom odbywały się polskie msze święte, MONITOR POLONIJNY


Monitor06

01.06.10 23:39

Stránka 9

pani Bednárčik zorganizowała pierwsze zimowisko dla dzieci polonijnych, na którym opiekunami byli rodzice itd.

jennej Bratysławy, w której bale były organizowane m.in. przez poszczególne grupy narodowościowe. Niezwykle ważne i odpowiedzialne zadanie pełni wydawany przez Klub Polski miesięcznik społecznokulturalny Polaków w Republice Słowackiej „Monitor Polonijny”. Nie tylko łączy środowisko polonijne, ale spełnia też funkcje informacyjne czy edukacyjne – np. przypominając istotne wydarzenia z historii Polski. Jest ponadto swego rodzaju kroniką wydarzeń z życia Polonii słowackiej oraz jej wizytówką na Słowacji oraz poza jej granicami. Poziom zawartości merytorycznej „Monitora“ został wysoko oceniony przez medioznawców w Polsce, ze wskazaniem do kontynuacji wydawniczej, i został postawiony za wzór innym zespołom redakcyjnym, wydawanych w Europie pism polonijnych. „Monitor” wysoko oceniło także Ministerstwo Kultury RS.

A jaka jest dzisiejsza Polonia? Dziś Polonia słowacka posiada większe doświadczenie, związane z działalnością organizacji polonijnej. W ciągu szesnastu lat istnienia Klubu Polskiego osiągnęliście bardzo wiele, realizując cele organizacji i potrzeby jej członków. Wasze działania przybierały różne formy. Wspomnę tylko te, które na stałe zapisały się w kalendarzu imprez Klubu Polskiego: Dubnicke Dni, rejs statkiem po Dunaju, Dni Kultury Polskiej w Koszycach. Wielka szkoda, że nie odbywa sie Bal Polski. Mówiono o nim w kategorii wydarzenia towarzyskiego, którego organizatorem była polska mniejszość. Impreza ta nawiązywała również do tradycji przedwoCZERWIEC 2010

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Pani była jedną z pierwszych nauczycielek języka polskiego w szkółce piątkowej w Bratysławie. Jak się domyślam, zajęcia te miały również charakter integrujący i to nie tylko dzieci, ale i ich rodziców. Niezwykle miło wspominam tamten okres. Dzieciaki były wspaniałe, rodzice również, choć przyznam, należało im przypominać o cotygodniowych zajęciach. Kiedy dzieci się uczyły, ich rodzice mieli czas dla siebie. Niejednokrotnie wspólnie szli na kawę lub odpoczywali w czytelni Instytutu Polskiego, przeglądając prasę. Wiem, że niektórzy uczniowie kontynuowali naukę języka polskiego i dzięki temu mogli podjąć studia w Polsce. Pamiętam swoją najmłodszą uczennicę. Była nią, wówczas 4-letnia Linda Rabeková – kiedyś mała kruszynka, dziś dorosła panienka, studiująca prawo, biegle mówiąca po polsku, co jest także zasługą jej rodziców.

Dzięki organizowaniu ciekawych i różnorodnych imprez kulturalnych, prowadzeniu działalności edukacyjnej, wydawaniu „Monitora“ jesteście widocznym punktem na mapie mieszkających na Słowacji mniejszości narodowych. Cieszycie się sympatią i przychylnym stosunkiem instytucji słowackich, zajmujących się współpracą z mniejszościami narodowymi na Słowacji (MK SR, UV SR), czemu dała wyraz w swoim wystąpieniu podczas Kongresu pani Jana Kresáková – dyrektor Sekcji Mniejszości Narodowych w MK SR. Działalność Klubu Polskiego przyczyniła się do integracji środowiska polonijnego, zbliżyła Polonię z innymi członkami społeczności słowackiej, którym umożliwiła lepsze poznanie polskiej kultury. W swojej pracy magisterskiej wskazała Pani na kilka możliwości lepszego funkcjonowania organizacji polonijnej. Jak ocenia Pani realizację tych sugestii? Aby rozwijać działalność takiej organizacji, niezbędne są środki finansowe. Do zadań jej działaczy należy m.in. poszukiwanie nowych źródeł dochodu poza tymi, z których środki otrzymują. Jedna z moich sugestii została uwzględniona i Klub Polski został zarejestrowany jako organizacja użytku publicznego. W związku z tym uzyskał on możliwość pozyskiwania środków finansowych z odpisów od podatku dochodowego od osób fizycznych i prawnych. Dlatego od tego roku Klub będzie mógł liczyć także na dochód z tego źródła. Co dziś radziłaby Pani Polonii słowackiej? Ponieważ Polonia słowacka skupia się w dwóch organizacjach, przede wszystkim chcę jej życzyć współpracy bez podziałów. Mędrzec powiedział, iż w jedności siła. Najlepszym tego przykładem są inne mniejszości narodowe mieszkające na Słowacji. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 9


Monitor06

01.06.10 23:39

Stránka 10

Z

Był to kongres nadzwyczajny, który został zorganizowany we wcześniejszym terminie niż to przewiduje statut organizacji, albowiem Rada Klubu Polskiego w lipcu ubiegłego roku odwołała z funkcji prezesa Ryszarda Urbańskiego. Podczas majowego kongresu ostatni okres działalności Klubu Polskiego przedstawiła pełniąca obowiązki prezesa Irena Cigaň, która podziękowała Radzie Klubu za solidarną pracę i aktywne działanie na rzecz Polonii. Zgromadzeni na kongresie działacze polonijnych z różnych regionów Słowacji wybrali nowe władze Klubu, na czele których stanął Czesław Marek Sobek (członków Rady Klubu Polskiego przedstawiamy na str. 2.). „Nigdy nie wątpiłem w możliwości działaczy Klubu Polskiego. Będę się starał rozwijać ten potencjał, który jest w każdym z nas” – powiedział nowo wybrany prezes, dziękując za zaufanie. Kongres jako najwyższy organ Klubu Polskiego wybrał też członków Komisji Rewizyjnej oraz zdecydował o zmianach w statucie, które uprzednio przygotowała grupa robocza. Zebrani otrzymali też informacje, dotyczące prac Rady Rządu do Spraw Mniejszości Narodowych, działającej przy Urzędzie Rady Ministrów RS, w któ-

na 16 lat temu, działająca w największych miastach Słowacji, został uszczuplony o dwa regiony: Żylinę i Martin, które rozpoczęły samodzielną działalność w ramach Stowarzyszenia „Polonus” w Żylinie. „Wiem, że przeżywacie wewnętrzną traumę, ale Klub Polski ma w swoich szeregach wspaniałych, mądrych ludzi, których zawsze cechowała otwartość” – mówił zaproszony na kongres Jan Komornicki, ambasador RP w RS w latach 1997-2003, który z nostalgią wspominał swoje spotkania z Polonią. „Zawsze ceniłem sobie działania Klubu Polskiego, który jest magnesem nie tylko dla Polaków czy Słowaków, ale również dla osób innych narodowości” – mówił. Na pytanie zgromadzonych delegatów, czy zechce wstąpić w szeregi Klubu Polskiego odpowiedział: „Nigdy nie potrafiłem odmówić, kiedy trzeba było zaangażować sie w pracę społeczną. Tak jest i teraz, bowiem w życiu każdego człowieka jest czas brania i czas dawania”. Tę wypowiedź delegaci nagrodzili gromkimi brawami. W drugim dniu kongresu przybyli zaproszeni przez władze Klubu dyrektor generalna Sekcji Mniejszości Narodowych w Ministerstwie Kultury RS Jana Kresáková oraz kierownik Wydziału Konsularnego RP w RS Urszula Szulczyk-Śliwińska. W obecnoZDJĘCIA: STANO STEHLIK

apowiadany już od zeszłego roku kongres Klubu Polskiego odbył się w dniach 7-8 maja w Bratysławie.

rej reprezentantem polskiej mniejszości jest Ryszard Zwiewka. „Wziąłem udział w siedmiu spotkaniach Rady, podczas których omawiane były m.in. zagadnienia, dotyczące używania języka mniejszości narodowych, pracy mediów i inne” – poinformował. Ryszard Zwiewka odniósł się też do istniejącej sytuacji w środowisku polonijnym. „To przełomowy kongres, nigdy bowiem do tej pory w działalności Klubu Polskiego na Słowacji nie mieliśmy do czynienia z rozszczepieniem środowiska polonijnego” – konstatował. Wątek podziału słowackiej Polonii przewijał się jeszcze kilkukrotnie podczas obrad, albowiem Klub Polski – pierwsza organizacja polonijna, zarejestrowa-

Jednym z gości kongresu był p. Antonii Jabłoński, który właśnie 8 maja obchodził 93. urodziny – była to więc okazja do złożenia życzeń najstarszemu członkowi Klubu Polskiego w imieniu działaczy polonijnych na Słowacji. 10

MONITOR POLONIJNY


Monitor06

01.06.10 23:39

Stránka 11

ści gości prezesi regionalni oraz redaktor naczelna „Monitora Polonijnego” przedstawili działalność Klubu Polskiego w różnych miastach Słowacji oraz działalność wydawniczą. Kierownik Wydziału Konsularnego RP w RS Urszula Szulczyk-Śliwińska przedstawiła delegatom sposoby przydzielania przez kierowany przez nią Wydział dotacji: „Budżet ten jest od dwóch lat bardzo okrojony, dlatego nie dzielę dotacji na kilka mniejszych, ale wspieram finansowo te projekty, które nie otrzymują dofinansowania z innych źródeł”. Jednym z takich projektów jest Zlot Polonii w Strecznie, organizowany przez Stowarzyszenie „Polonus”, mający się odbyć na początku lipca (wcześniejszy majowy termin zlotu, o którym informowaliśmy na łamach „Monitora”, został zmieniony z uwagi na żałobę po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem). Ponadto konsul poinformowała, że dzięki środkom konsularnym zostały wyposażone regionalne Kluby w Dubnicy nad Wagiem, Nitrze i Trenczynie. Przekazała też informacje o możliwości wzięcia udziału w wyborach prezydenckich po wcześniejszym zgłoszeniu się do Wydziału Konsularnego. W dniu wyborów zainteresowani będą mogli oddać swój głos w ambasadzie RP przy ulicy Hummelovej w Bratysławie. Dyrektor generalna Sekcji Mniejszości Narodowych w Ministerstwie Kultury RS Jana Kresáková na wstępie oceniła pracę wydawniczą Klubu Polskiego i podkreśliła, jak ważnym pismem dla całego środowiska polskiego na Słowacji jest „Monitor Polonijny”: „Monitor jest wzorowym pismem, które pokazujemy jako przykład innym mniejszościom narodowym”. Następnie poinformowała zebranych o sposobach rozliczania dotacji oraz o przygotowywanych CZERWIEC 2010

zmianach w zasadach o ubieganie się o granty na 2011 rok. Przybycie na kongres dyrektor Sekcji Mniejszości Narodowych w Ministerstwie Kultury było dla działaczy polonijnych miłym sygnałem zainteresowania ze strony ministerstwa, tym bardziej, że pani dyrektor przyznała, iż jej przodkowie byli Polakami i dlatego rozumie po polsku. Na zakończenie kongresu jako gość wystąpiła Elżbieta Juranyi-Krajewska, która wygłosiła prelekcję na temat

działalności społecznej stowarzyszeń polskich za granicą oraz zasad i możliwości ubiegania się i rozliczania dotacji. Dwudniowy zjazd działaczy Klubu Polskiego okazał się nadzwyczaj ważny, bowiem przyniósł nie tylko pozytywne zmiany, ale uporządkował podwaliny pod dalszą pracę społeczną i pokazał, jak ważną grupę stanowią aktywiści, którzy z entuzjazmem podchodzą do nowych wyzwań. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Po Kongresie Klubu Polskiego na ręce Czesława Marka Sobka – prezesa Klubu Polskiego, wpłynął list, adresowany do słowackiej Polonii, wystosowany przez wicepremiera RS Dušana Čaploviča.

11


Monitor06

01.06.10 23:39

Za

Stránka 12

górami, za lasami, za siedmioma rzekami i dolinami był sobie ośrodek rekreacyjny Podskalie, w którym podczas majowego weekendu (21-23 maja) zgromadziło się ponad stu uczestników imprezy, zorganizowanej przez Klub Polski Środkowe Poważe.

Za górami, za lasami… przygotowany zarówno dla tych najmłodszych, jak i tych dorosłych. Z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka dla naj-

zy, którą tworzyła urocza dolina w Górach Strażowskich, ale i program,

Brzmi to jak bajka, prawda? I właśnie bajkowy charakter temu spotkaniu nadał jego główny organizator Zbigniew Podleśny. Bajkowa była nie tylko sceneria impre-

Zbyszkowi Podleśnemu z okazji urodzin złożono życzenia. „Postawa Zbyszka, jego zaangażowanie w pracę na rzecz Klubu stała się dla mnie inspiracją, by włączyć się w działania na rzecz Polonii“ – powiedział Czesław Sobek, prezes Klubu Polskiego. 12

MONITOR POLONIJNY


01.06.10 23:39

młodszych członków Klubu Polskiego zorganizowano program specjalny:

Stránka 13

„Skowronki“ z Czeskiego Cieszyna. W związku z nadchodzącym swoim świętem wszystkie dzieci otrzymały paczki ze słodyczami. Dla dorosłych z kolei niewątpliwymi atrakcjami były m.in. prezentacja zwyczajów, związanych z obchodami Zielonych Świątek, wspólna

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Monitor06

biesiada przy ognisku i tradycyjna jajecznica. Żal było się rozstawać po tak miłym weekendzie. Uczestnicy spotkania swoje wrażenia i miłe wspomnienia zabrali do swoich domów w Bratysławie, Koszycach, Nitrze, Trenczynie, Šali, Dubnicy nad Wagiem czy Poważskiej Bystrzycy. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA Podskalie

Podczas występów artystycznych zaprezentowały się dzieci z rodziny Głębockich z Bratysławy. konkurs rysunkowy, przeprowadzony pod okiem Gabirela Petráša, przejażdżkę bryczką czy występy artystyczne polskiego zespołu dziecięcego

PODZIĘKOWANIE Wszystkim uczestnikom imprezy dziękuję za dużo miłych słów i okazanie bliskości. Spotkanie zaszczycili swą obecnością: pani konsul Urszula Szulczyk-Śliwińska, przedstawiciel ambasady RP w Bratysławie pan Andrzej Śliwiński, założyciel Klubu Polskiego pan Ryszard Zwiewka, nowy prezes KP pan Marek Sobek oraz inni mili goście. Serdeczne podziękowanie ślę też zarówno czesko-cieszyńskim „Skowronkom“ i ich kierowniczce pani Renacie Dobner, jak i pozostałym dzieciom z Bratysławy i Nitry, występującym w programie kulturalnym. Dziękuję za pomoc paniom z Dubnicy, Gabrielowi Petrášowi z Trenczyna, który malował wspólnie z dziećmi, Renacie Strakovej za akompaniowanie na gitarze podczas wspólnych śpiewów, bratu Maciejowi i celebrującemu uroczystą mszę św. słowacko-polską ks. Pavlowi Marettowi. Impreza została zrealizowana dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Kultury RS, Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska“ i Wydziałowi Konsularnemu Ambasady RP w Bratysławie. ZBIGNIEW PODLEŚNY, KP Środkowe Poważe CZERWIEC 2010

13


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 14

Rada Klubu Polskiego w Podskaliu

P

odczas uroczystości Zielonych Świątek, zorganizowanych przez Klub Polski Środkowe Poważe w Górach Strażowskich, spotkali się prezesi regionalnych organizacji Klubu Polskiego na Słowacji. Było to pierwsze posiedzenie Rady po kongresie nadzwyczajnym. Na spotkaniu ustalono ramowy program poszczególnych klubów na najbliższe miesiące.

Prezes Klubu Czesław Marek Sobek mówił ponadto o najbliższych zamierzeniach. Szczególna uwagę zwrócił na integrację dzieci i młodzieży: „Należy zrobić wszystko, by reaktywować szkółki polonijne, które działały dawniej“. Rada Klubu dokona wszelkich starań, aby na ten cel pozyskać środki finansowe. usz

D

W

dniu 7 maja br. w Sali Lustrzanej Pałacu Prymasowskiego w Bratysławie odbył się zorganizowany przez polską ambasadę koncert z okazji Święta Narodowego Trzeciego Maja. Z uwagi na katastrofę samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem placówka zrezygnowała z organizacji przyjęcia. W poprzedzającym koncert przemówieniu ambasador RP w RS Andrzej Krawczyk nawiązał do 219. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja, doce-

14

niając, że przedstawiciele ambasady mogą celebrować tę doniosłą uroczystość w gronie słowackich przyjaciół. Koncert w wykonaniu dwóch polskich artystek: M. Przybysz (mezzosopran) i A. Pietrzak (gitara klasyczna) obejmował utwory F. Chopina, A. Tansmana, M. de Falli. Po koncercie zaproszonych gości poczęstowano lampką szampana i podarowano im płyty z utworami F. Chopina w wykonaniu J. Olejniczaka. jf

ZDJĘCIE: JAKUB FLASIŃSKI

nia 8.05.2010 roku w Liptowskim Mikulaszu odbyły się ogólnosłowackie obchody Dnia Zwycięstwa. Uroczystość składania wieńców miała miejsce na cmentarzu wojennym Háj Nicovô i przebiegała pod patronatem premiera Słowacji Roberta Fica. Przedstawiciele słowackiego rządu, władz miasta Liptowski Mikulasz oraz innych jednostek samorządowych położyli wieńce i wiązanki kwiatów pod pomnikiem-mauzoleum poległych żołnierzy, uczestniczących w wyzwoleniu Liptowskiego Mikulasza. Delegację polską reprezentowali ambasador RP w Bratysławie Andrzej Krawczyk, attaché obrony, wojskowy i lotniczy płk Zbigniew Piasecki oraz konsul honorowy jd RP w Liptowskim Mikulaszu Tadeusz Frąckowiak.

D

nia 11 maja br. ambasador RP na Słowacji Andrzej Krawczyk w imieniu prezydenta RP wręczył uroczyście Złoty Krzyż Zasługi RP Rzecznikowi Praw Człowieka Słowacji Pavlowi Kandráčowi. W uroczystości wziął udział i wygłosił laudację Stanisław Trociuk, pełniący obowiązki Rzecznika Praw Obywatelskich RP. Obecni byli też przedstawiciejf le słowackich mediów. MONITOR POLONIJNY


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 15

„Serce w wieży” to nazwa wystawy, przedstawiającej dorobek artystyczny Gabriela Petráša, malarza i grafika polskiego pochodzenia, od roku 1999 mieszkającego i tworzącego w Trenczynie. Gabo, jak go nazywają przyjaciele, urodził się 13 maja 1965 r. w Revúcej. Swój talent malarski, zamiłowanie do sztuki i wrażliwość na piękno przyrody odziedziczył po polskim dziadku spod Lublina, u którego jako dziecko spędzał wakacje i który wprowadzał go w tajniki malarskie. Artystyczne zdolności Petráš rozwijał też w czasie studiów technicznych w „B-Klubie” na bratysławskim Bernoláku. Zbliżające się 45. urodziny stały się dla artysty inspiracją oraz motywacją do zorganizowania jubileuszowej wystawy autorskiej – najpierw w Trenczynie, a jesienią w Spiskiej Nowej Wsi. Gabo i jego rodzina od początku istnienia Klubu Polskiego w Trenczynie są

LOT-em na trasie BratysławaWarszawa CZERWIEC 2010

Po

jego aktywnymi członkami – na pierwszych spotkaniach klubowych ich córeczka Katka była niemowlęciem, a teraz już tańczy i recytuje polskie wierszyki na klubowych zabawach i prezentuje swe pierwsze rysunki na wystawach wraz z tatą, którego chętnie obserwuje przy pracy twórczej. Artysta już dwa razy prezentował swe prace na wystawach wraz z innymi autorami z okazji „Przyjaźni bez granic”. Wystawa, której wernisaż odbył się 14 maja 2010 r., ma charakter autorski i została zorganizowana przez Centrum Kulturalno-Informacyjne i Centrum Kultury Sihot w Trenczynie w ciekawych pomieszczeniach Wieży Miejskiej. Zaproszenie na wernisaż przyjęli nie

tylko bliscy autorowi przyjaciele, krewni i współpracownicy, ale i okoliczni znawcy sztuki, przedstawiciele lokalnej telewizji, kronikarz miasta i inni. Zamiar artystyczny, twórczość oraz źródła inspiracji Gabriela Petráša przybliżył zgromadzonym jego przyjaciel, a zarazem znany artysta Jozef Vydrnák, który z tej okazji napisał wiersz, zaprezentowany przez Jankę Polakovą – członkinię Klubu Polskiego oraz literackiego klubu „Omega”. O wystawianych pracach, powstałych w latach 1988 – 2010 i stanowią-

cych przekrój twórczości ich autora, tak napisał kurator wystawy: „Autor nawołuje do pokoju, tak potrzebnego w dzisiejszym świecie pełnym gniewu.

sześciu latach Polskie Linie Lotnicze LOT wznowiły loty na trasie WarszawaBratysława. Inauguracyjny lot, z udziałem m.in. byłego ambasadora Polski na Słowacji Jana Komornickiego, odbył się 17 maja. Tego dnia w siedzibie Instytutu Polskiego w Bratysławie miały miejsce rozmowy o relacjach polsko-słowackich, w których uczestniczyli także obecny ambasador RP Andrzej Kraw-

Świat może się przy tym zmienić przy tzw. okrągłym stole czy formach o okrągłych kształtach, które są jakby ostatnim etapem rozwoju w autorskich poszukiwaniach nietypowej formy malarskiej”. Po części artystycznej, w której wystąpili grupa gitarowa „Podwójne Ż” i śpiewak Marian Belko, nadszedł czas na obejrzenie wszystkich 45 jubileuszowych dzieł, rozmieszczonych w wieży, z której można podziwiać przepiękne widoki na miasto i zamek, i rozmowy w gronie przyjaciół przy akompaniamencie duetu gitarowego. Wystawę „Serce w wieży” będzie można oglądać w Trenczynie do 15 czerwca br. Potem powędruje ona dalej. Autorowi wystawy, a jednocześnie jubilatowi w imieniu swoim oraz przyjaciół z Klubu Polskiego jeszcze raz składamy życzenia zdrowia i wielu kolejnych sukcesów w życiu osobistym i artystycznym. RENATA STRAKOVÁ Klub Polski Trenczyn

czyk i były ambasador Słowacji w Polsce František Ružička. Oprawę muzyczną przygotowało „Nothing But Swing Trio”, prezentując muzykę Krzysztofa Komedy. W tym samym czasie w Instytucie Słowackim w Warszawie odbyła się podobna prezentacja z udziałem m.in. byłej ambasador RS w Polsce Magdy Vášáryovej. red 15


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 16

Polka w słowackiej dyplomacji

P

rzez 10 lat pisali do siebie listy. Wakacyjna znajomość stopniowo dojrzewała, aż w końcu Alicja zdecydowała się wyjść za mąż za Słowaka, którego zawsze fascynowała Polska. Kilka lat później los zgotował im niespodziankę: Lubomir wraz z rodziną został oddelegowany do Warszawy na nowopowstałą słowacką placówkę dyplomatyczną. W ten sposób nasza rodaczka z Kórnika - Alicja Zamišková stała się przy boku swojego męża reprezentantką Słowacji w Polsce. „Ludzie listy piszą…” Harcerze z Kórnika dotarli nad morze do miejscowości Gąski, by tam spędzić wakacje. Był 1978 rok. Właśnie w Gąskach Alicja poznała starszego o kilka lat chłopaka ze Słowacji. Wakacje się skończyły, ale nie skończyła się ich znajomość. Zaczęli ze sobą korespondować. Początkowo w języku niemieckim, ponieważ słowników słowacko-polskich nie można było dostać. „Pisaliśmy do siebie o wszystkich swoich problemach. Chłopak z wakacji stał się moim powiernikiem, a ja jego – opisuje z uśmiechem. – Po latach twierdził, że gdyby wiedział, iż zostanę jego żoną, być może nie zwierzałby mi się ze wszystkiego”. Alicja informowała Lubomira o wszystkim – o swoim zamążpójściu, narodzinach syna. „Szkoda, że dziś już 16

ludzie nie piszą takich listów – czytane po latach oddają atmosferę czasów minionych, są ich dokumentacją, a my do dziś przechowujemy naszą korespondencję” – mówi nasza bohaterka.

Dorosłe życie Po studiach z zakresu mikrobiologii w Poznaniu podjęła pracę w Instytucie Dendrologii, a później na zamku w Kórniku. Kiedy syn Dominik miał 9 miesięcy, zmarł jego ojciec, czyli ówczesny mąż Alicji. „Pięć lat później moi koledzy z pracy, wiedząc, że nadal koresponduję z przyjacielem ze Słowacji, namówili mnie, bym go zaprosiła do Polski” – wspomina. Do wizyty doszło dużo później, niż było to zaplanowane. Ogłoszono bowiem stan wojenny i Lubomira cofnięto z granicy. Kiedy koledzy z pracy poznali sympatycznego Słowaka od razu go zaakceptowali. „Lubomir zyskał również w oczach moich rodziców i mojej teściowej, do której później zwracał się mamo, a która po latach dziękowała mu za wychowanie wnuczka”. Alicja wyszła ponownie za mąż i przeprowadziła się do Prievidzy. „Początki wcale nie były łatwe, bo przecież nie znałam języka” – opisuje. Syn szybko zaaklima-

tyzował się w nowym środowisku. Po urodzeniu córki, która przyszła na świat dwa lata później, Alicja podjęła studia w Bańskiej Bystrzycy na kierunku mikrobiologia kliniczna. Obecnie pracuje w szpitalu w Prievidzy.

Nowe wyzwanie Mąż Alicji – doktor chemii, pod koniec lat 80-tych zaangażował się w ruch VPN. Po 1989 roku zasiadał w parlamencie w Pradze, a po podziale Czechosłowacji otrzymał propozycję wyjazdu na placówkę dyplomatyczną do Warszawy w roli zastępcy ambasadora. „Zadzwonił do mnie ówczesny premier Mečiar i zapytał, czy żona nie chce wyjechać do Polski” – wspomina Lubomir. Była to dla nich duża niespodzianka, ale i wyzwanie. „Polska problematyka zawsze mnie interesowała. Byłem jeszcze młodym człowiekiem przed czterdziestką, a tu nagle propozycja budowania nowej placówki!” – mówi z dumą. Alicja obawiała się jednak, jak zaaklimatyzują się ich dzieci w nowym miejscu. Na okres pracy męża w Warszawie przerwała pracę w szpitalu. Zajęła się opieką nad dziećmi, pracą charytatywną i jako małżonka dyMONITOR POLONIJNY


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 17

tradycje świąt zgodnie ze zwyczajami polskimi i słowackimi. Dziś mój syn wraz z żoną obchodzą święta po polsku i słowacku, ale z austriackimi akcentami” – opisuje Alicja. Po powrocie na Słowację Lubomir podjął pracę w Ministerstwie Szkolnictwa w Bratysławie. Co tydzień rodzina spotyka w Prievidzy. „Podczas wspólnych weekendów razem jadamy śniadania i wówczas mamy czas, by ze sobą porozmawiać, podzielić się wrażeniami z całego tygodnia” – mówi Alicja. I choć mieszka z dala od rodzinnego Kórnika, jest szczęśliwa. W Prievidzy ma swoich przyjaciół. Ceni sobie to, że los postawił na jej drodze wspaniałych ludzi. Kiedy pytam ją, o czym marzy, przyznaje, że brakuje jej wyjazdów w rodzinne strony, gdzie mieszka jej starszy brat. „Już pięć lat wybieramy się na wakacje do Wielkopolski i co roku na wiosnę korygujemy plany. Może więc w tym roku się uda?” – myśli głośno, bowiem mimo że przypadła jej zaszczytna rola reprezentowania Słowacji za granicą i że w nowej ojczyźnie znalazła swoje miejsce, to jednak, jak każdy z nas, tęskni za Polską. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA PRIEVIDZA

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

plomaty reprezentowała Słowację. Była między innymi gościem polskiego porannego programu telewizyjnego „Kawa czy herbata?”, w którym przedstawiała turystyczne atrakcje Słowacji. W tym czasie poznała wielu ciekawych ludzi – w gronie dyplomatów spotykała się z polskimi i słowackimi politykami, artystami, a nawet z ówczesnym prezydentem USA Billem Clintonem, który gościł w Polsce. „Czasami pytano mnie, dlaczego moja żona lepiej zna język polski niż ja” – uśmiecha się Lubomir. Oboje z nostalgią wspominają pracę na rzecz tworzenia nowej placówki dyplomatycznej w Warszawie. „Większość z nas to byli młodzi ludzie, pełni energii i wiary w to, że Słowacja poradzi sobie na nowej drodze po rozstaniu z Czechami“ – wspomina moja rozmówczyni. Kilkuletni pobyt w Polsce okazał się też inwestycją w rozwój dzieci, które uczęszczały do polskich szkół, świetnie opanowały język polski i do dziś mają przyjaciół w Warszawie. Obecnie córka studiuje prawo w Bratysławie i myśli o podjęciu studiów podyplomowych w Krakowie, zaś syn z żoną Słowaczką mieszka w Wiedniu. „Kultywowaliśmy

CZERWIEC 2010

15 lat

„MONITORA“ Drodzy Czytelnicy Monitora! Z wielka radością pragnę dołączyć do grona osób, pamiętających o jubileuszu 15-lecia Waszego czasopisma. Jeszcze kiedy pełniłem swą misję na Słowacji, byłem nie tylko pod wrażeniem profesjonalizmu „Monitora”, ale również częstokroć miałem okazję korzystać z jego łamów, aby dzielić się z Wami różnymi wiadomościami i refleksjami - czasem radosnymi, a czasem poważnej natury. Rola „Monitora” jako źródła informacji i komunikacji między Rodakami z Polski, mieszkającymi i przebywającymi na Słowacji, jest niezastąpiona. Żywię nadzieję, że tak będzie nadal, a „Monitor” będzie przyciągał czytelników ze wszystkich zakątków Słowacji. Jak ważne dla Rodaków jest słowo pisane w języku ojczystym na obczyźnie, przekonuję się, będąc obecnie ambasadorem RP w Kanadzie. Ten olbrzymi kraj zamieszkiwany jest przez liczne grupy narodowościowe, kultywujące własną kulturę i własny język. W tej wielonarodowej mozaice poczesne miejsce zajmuje niemal milionowa Polonia. Często to trzecie lub nawet czwarte pokolenie Polaków kanadyjskich, które swoją polskość utrzymało m.in. dzięki polonijnym mediom – prasie i telewizji. Życzę „Monitorowi”, aby nadal pełnił ważną rolę w życiu Polonii na Słowacji, a na ręce Pani Redaktor Małgorzaty Wojcieszyńskiej składam najserdeczniejsze gratulacje i życzenia dalszych sukcesów. ZENON KOSINIAK-KAMYSZ Ambasador RP w Kanadzie W latach 2003-2007 ambasador RP na Słowacji 17


Monitor06

01.06.10 23:40

W

Stránka 18

marcowym numerze „Monitora” pisałem o deklaracji z Pittsburgha z 30 maja 1918 roku. Ma ona ogromne znaczenie, bowiem to w niej po raz pierwszy została sformułowana publicznie idea wspólnego państwa Czechów i Słowaków. Koncepcja Czechosłowacji stała się szybko popularna wśród decydentów w Waszyngtonie, Paryżu, Londynie i Rzymie, wśród ludzi, którzy kilka miesięcy później mieli decydować o nowym ładzie politycznym Europy.

Deklaracja z Martina

i jej perypetie

Pozostawał jednak jeden wielki problem: idea nowego wspólnego państwa była prawie zupełnie nieznana wśród zwykłych ludzi obu narodowości, zwłaszcza wśród Słowaków. Narodowo uświadomieni Słowacy i słowaccy politycy wciąż jeszcze za swoją główną koncepcję polityczną uważali wywalczenie jak największej autonomii w ramach Węgier. W połowie października 1918 roku słowaccy działacze narodowi zaczęli myśleć o zorganizowaniu zjazdu, na którym przyjęto by deklarację o woli politycznej Słowaków. Wojna w oczywisty sposób chyliła się już ku końcowi. Było jasne, że Austria i Węgry ją przegrają, a dotychczasowe państwo austro-węgierskie nie ma szans na przetrwanie. Rozeszła się też wieść, że przewodniczący Związku Czeskich Posłów w parlamencie austriackim zadeklarował publicznie, iż Czesi nie wyobrażają sobie swojego państwa bez Słowaków. Przywódcy słowaccy odczuwali potrzebę utworzenia jakiegoś ciała politycznego na wzór czeskiego Komitetu Narodowego w Pradze, które ogłosiłoby, że i Słowacy chcą wspólnego państwa z Czechami. Inicjatywę przejął Matusz Dula, jeden z najbardziej wówczas znanych 18

na terenie Węgier” powołuje się słowacką reprezentację polityczną w postaci 20-osobowej Rady Narodowej, która jako jedyna ma prawo wypowiadać się w imieniu Słowaków i deklaruje poparcie dla „nowej prawno-państwowej sytuacji politycznej”, sformułowanej na podstawie 14 punktów prezydenta USA Wilsona. Wieczorem 30 października po przyjęciu deklaracji, która miała stać się dokumentem założycielskim Czechosłowacji ze strony słowackiej, uczestnicy zjazdu rozjechali się do domów. Dopiero w środku nocy dotarł do Martina z Budapesztu przywódca słowackich agrarystów Milan Hodża, który poinformował tych, którzy jeszcze byli na miejscu, że Czechosłowacja już powstała. W związku z tym zaproponował, aby z deklaracji usunąć nie pasujące do nowej sytuacji politycznej stwierdzenie, mianowicie wzmiankę o prawie do określenia przynależności państwowej i o słowackiej reprezentacji na konferencji pokojowej, bo przecież wybór orientacji czechosłowackiej został już dokonany. Uwagi Hodży zostały uznane za racjonalne i tekst deklaracji poprawiono przed jej publikacją. Już następnego dnia Andrej Hlinka wzywał Słowaków do przysięgania na wierność tejże deklaracji. Po kilku latach narodowcy z partii Hlinki poczuli się jednak zawiedzeni sytuacją Słowaków w Czechosłowacji. Uważali, że nie mają równych praw z Czechami, a koncepcja czechosłowakizmu, służy w gruncie rzeczy czechizacji. Przypomniano sobie wtedy historię pisania deklaracji martinskiej i wprowadzone przez Hodżę (który w międzyczasie został premierem Czechosłowacji) poprawki. Stały się one podstawą do przyjęcia w roku 1928 przez ruch hlinkowski oficjalnej interpretacji, że „Czesi i Czechosłowacy” od samego początku fałszowali historię i dokumenty, by podporządkować sobie Słowaków. Ale to już następny rozdział z najnowszej historii Słowaków. ANDRZEJ KRAWCZYK

WAŻKIE WYDARZENIA W D Z I E JA C H S Ł OWA C J I polityków słowackich. Był on prawnikiem i pochodził z Martina. W słowackim życiu społecznym obecny był już 40 lat – pisywał do gazet, w roku 1885 współzakładał Tatrabankę, a od roku 1914 pełnił funkcję przewodniczącego Słowackiej Partii Narodowej. Był też znany jako obrońca w procesach politycznych Andreja Hlinki i rumuńskich rebeliantów antywęgierskich. Od mniej więcej połowy wojny Dula był w kontakcie z czeską emigracją, skupioną wokół Tomasza Masaryka. Dnia 24 października w swojej gazecie zamieścił wezwanie do spotkania się w Turczańskim Świętym Martinie (tak się wówczas nazywało miasto) „patriotycznych przywódców słowackich wszystkich orientacji politycznych”. Wezwanie adresował do tych, którzy czuli się odpowiedzialni za los Słowaków i na mocy własnej decyzji chcieli uczestniczyć w zjeździe. Dula planował, że przyjedzie około 30 osób. Nie uwzględnił jednak zmian politycznych i dominującego powszechnie poczucia, że stara monarchia się kończy. W dniu 30 października do Martina przyjechało około 200 osób. Uczestnicy spotkania byli zdezorientowani – nie wiedzieli na przykład, że dwa dni wcześniej, 28 października, w Pradze ogłoszono już powstanie Czechosłowacji. Zebrani w Martinie bali się przyjąć zbyt radykalnej deklaracji, nie chcąc prowokować kontrreakcji węgierskiej. Obawiali się też, że mogą zostać aresztowani przez żandarmerię węgierską. Mimo tych obaw przyjęli deklarację, w której żądali prawa Słowaków do określenia swojej przynależności państwowej i uczestniczenia słowackiej delegacji w przyszłej konferencji pokojowej. Stwierdzali też, że „w imieniu części narodu czechosłowackiego mieszkającego

Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

MONITOR POLONIJNY


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 19

FRYDERYKI 2010 P

olskie nagrody muzyczne „Fryderyk” przyznawane są od roku 1995, ale od roku 1999 przyznaje je Akademia Fonograficzna, powołana przez Związek Producentów AudioVideo. W skład jej wchodzi 800 artystów, dziennikarzy i profesjonalistów z polskiej branży fonograficznej, czyli cała czołówka polskiego świata showbussinesu. Nazwa nagrody nawiązuje do imienia polskiego kompozytora Fryderyka Chopina. Fryderyki przyznawane są za najciekawsze wydarzenia muzyczne minionego roku w różnych kategoriach. W tym roku była to już siedemnasta edycja nagród polskiej branży muzycznej. Uroczystości rozpoczęto piosenką Czesława Niemena „Dziwny jest ten świat”, a potem rozdano Fryderyki. Najwięcej nagród, bo aż sześć statuetek powędrowało do zespołu „Hey”. Autorem roku została Katarzyna Nosowska, która wraz ze swoim zespołem „Hey” została wyróżniona za album rock i piosenkę roku „Kto tam, kto jest w środku”. Grupą roku także został zespół „Hey”. Ponadto zespół ten został wyróżniony za wydawnictwo specjalne – najlepszą oprawę graficzną i produkcję muzyczną za album „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”. Tegoroczną wokalistką roku została Gaba Kulka, zaś wokalistą roku – Tomasz Lipnicki. Nagrodę w kategorii kompozytor roku odebrał Seweryn Krajewski. W kategorii heavy metal CZERWIEC 2010

wyróżniono zespół „Behemoth”, a w kategorii jazz muzykiem roku został Tomasz Stańko. Wspaniały pianista Rafał Blechacz otrzymał dwie statuetki Fryderyka – w kategorii muzyki symfonicznej i koncertującej, a Złotymi Fryderykami uhonorowano za całokształt twórczości Ewę Demarczyk i Wojciecha Karolaka. Wśród tegorocznych laureatów Fryderyków dominują wykonawcy muzyki pop, ale jest to zjawisko naturalne, ponieważ głosujący w większości reprezentują establishment właśnie tej branży muzycznej. Trzeba jednak zaznaczyć, że zarówno style muzyczne, jak i sympatie i upodobania odbiorców muzyki wciąż się zmieniają. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, iż powraca moda na melodyjne piosenki, co potwierdzają sukcesy takich kompozytorów, jak Seweryn Krajewski, do którego trafiła jedna z nagród za płytę nagraną z Andrzejem Piasecznym „Spis rzeczy ulubionych”. Cieszę się z powrotu Krajewskiego na scenę muzyczną, ponieważ od kilkunastu lat jej unikał. Pamiętam go jeszcze z czasów szkolnych, kiedy uczęszczał do liceum muzycznego w Gdańsku. Potem skończył klasę skrzypiec, a później grał na gitarze i śpiewał w takich zespołach młodzieżowych, jak „Pięciolinie”, „Złote Struny”, „Czerwono-Czarni” i „Czerwone Gitary”. Seweryn był skromnym chłopcem, nie lubił publicznych występów ani wywiadów. Twierdził, że nie jest typem estradowca. A przecież jako lider „Czerwonych Gitar” był swego czasu idolem młodzieży. Dziś tak jak on śpiewa, już się u nas nie śpiewa, ale obecny Krajewski to przede wszystkim kompozytor. Jest liryczny i romantyczny i takie są też jego piosenki. A prywatnie? Ma dystans do siebie i świata, jest duszą towarzystwa. Ostatnio komponuje dla Andrzeja Piasecznego, z którym poznał się podczas eliminacji do konkursu Eurowizji. Wspólnie koncertują i odnoszą sukcesy. URSZULA SZABADOS

Przegląd polskiej prasy Ponoć od przybytku głowa nie boli. Jednak i to powiedzenie – podobnie jak wiele innych – bywa niekiedy fałszywe. Można się było o tym przekonać w maju. Co roku w tym miesiącu w Pałacu Kultury i Nauki odbywały się Międzynarodowe Targi Książki – impreza o ustalonej renomie, niepodzielne święto polskiej książki. Wszystko zmieniło się w maju 2010 roku. „Konkurencyjne imprezy odbędą się w odstępie tygodnia. Obie według podobnego scenariusza” – napisali Bartosz Marzec i Grzegorz Sowula w „Rzeczpospolitej” w tekście „Wojna o majowe targi książki”. Pierwszą imprezę – Warszawskie Targi Książki (13 – 16 maja) – zorganizował po raz pierwszy „Murator Expo”. Drugą – Międzynarodowe Targi Książki (20 – 23 maja) – „Ars Polona”. Dlaczego? „Postanowiliśmy zastąpić ginącą imprezę. Do tej pory oceniano ją pod względem liczby wystawców. Słyszeliśmy komunikaty w rodzaju: przyjechało o czterech więcej niż rok wcześniej, więc odnieśliśmy sukces. Naszym zdaniem nie liczba uczestników jest najważniejsza, lecz to, co zaproponują czytelnikom” - tak „Rzeczpospolitej” tłumaczył decyzję o powołaniu konkurencyjnej imprezy Tadeusz Górny, reprezentujący Warszawskie Targi Książki. „Targi Muratora Expo to plagiat i nieuczciwa konkurencja. Zawłaszczono nasz pomysł, termin i miejsce. Nawet materiały akwizycyjne są podobne do naszych“. Środowisko polskich wydawców podzieliło się na zwolenników i przeciwników obu targów, a tracą na tym czytelnicy. „Nie możemy sobie pozwolić na udział w kosztownym eksperymencie. Poza tym wybór czasu i miejsca nowych targów to kpina. Mam zastrzeżenia do MTK – są kiepsko promowane, za drogie dla małych wydawców – jednak wiem, czego mogę się po nich spodziewać. Ale może ta sytuacja zmobilizuje Ars Polonę?” – tłumaczyła „Gazecie Wyborczej” („Targi o targi, czyli książki w Pałacu Kultury”) Marta Lipczyńska-Gil z wydawnictwa „Hokus-Pokus”. „Tego rodzaju konkurencja powoduje, że targi tracą na prestiżu, a ich siła promocyjna maleje” – komentowała dla „Rzeczpospolitej” Wioletta Wiśniewska z WAB. Dwa duże polskie wydawnictwa WAB oraz „Znak” zrezygnowały z udziału w targach i nie pojawiły się na żadnej z konkurencyjnych imprez. Nie dopisali także czytelnicy. W dobie sporu między wydawcami, ci, dla których książki istnieją, postanowili w olbrzymiej większości pozostać w domu. ŁUKASZ GRZESICZAK 19


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 20

Z Mariuszem Zaruskim w górach i na morzu

N

im ze statku, na którym popłynie w czerwcowy wieczór bratysławska Polonia, rozlegną się nad Dunajem piosenki żeglarskie, od tych starszych o polskim morzu, które „będziem wiernie strzec”, pływając „pod żaglami »Zawiszy«”, po te nowsze, wielbiące Chałupy i „córkę rybaka”, warto przypomnieć sobie pioniera polskiego żeglarstwa, człowieka, który wychował pierwsze pokolenia polskich wodniaków. Mariusz Zaruski urodził się 31 stycznia 1867 roku w Dumanowie koło Kamieńca Podolskiego w rodzinie Seweryna i Eufrozyny Zaruskich. W Mohylewie Podolskim uczęszczał do prywatnej szkoły powszechnej. Kolejny etap jego edukacji to gimnazjum rosyjskie w Kamieńcu Podolskim, gdzie w 1885 roku zdał maturę. Był poddanym rosyjskim, ale zarówno dom rodzinny, jak i dom stryja, u którego mieszkał w latach gimnazjalnych, były domami polskimi, w których wielką wagę przywiązywano do wychowania patriotycznego. Ze stryjem łączyły młodego Zaruskiego szczególne więzi – wraz z nim brał udział w działalności konspiracyjnej. Po maturze podjął studia na wydziale matematyczno-fizycznym Uniwersytetu w Odessie. Tam po raz pierwszy zobaczył morze, które inspirowało go do pierwszych, i jak znawcy ocieniają, udanych prób malarskich. Jako wolontariusz zaciągał się na różne statki i odbył szereg egzotycznych rejsów, m.in. na Daleki Wschód, do Chin, Japonii, Indii, Egiptu i Syrii. W 1894 roku za działalność patriotyczną został zesłany do Archangielska. Zesłanie wykorzystał na studia w archangielskiej Szkole Morskiej, którą ukończył z tytułem szturmana żeglugi wielkiej. Jako zesłaniec otrzymał specjalne pozwolenie na odbywanie podróży morskich na statkach 20

floty rosyjskiej; pierwszy rejs odbył na żaglowcu „Derżawa”, którym popłynął przez Ocean Lodowaty do Norwegii z ładunkiem drewna i futer. W kolejnych rejsach, już jako kapitan statku „Nadieżda”, pływał po morzach arktycznych. W Archangielsku zaprzyjaźnił się z innym polskim zesłańcem, jednym z czołowych działaczy ruchu socjalistycznego, członkiem Polskiej Partii Socjalistycznej Tadeuszem Gałeckim, bardziej znanym pod późniejszym literackim pseudonimem Andrzej Strug. Kiedy kara zsyłki się skończyła, Zaruski powrócił na dwa lata do Odessy, gdzie ożenił się z Izabelą Kietlińską. W 1901 roku państwo Zaruscy przybyli do Krakowa, a szturman żeglugi wielkiej podjął studia malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych.

Brał też aktywny udział w życiu kulturalnym i społecznym miasta, działając m.in. w Uniwersytecie Ludowym im. A. Mickiewicza, który był placówką oświatowo-wychowawczą dla młodzieży wiejskiej. Po skończeniu studiów Zaruski z rodziną przeprowadził się do Zakopanego, które, jak pisze Antonii Kroh, „od końca lat 70. XIX wieku aż do wybuchu I wojny światowej, czyli przez ponad trzydzieści lat, stanowiło jeden z najważniejszych, a pod niektórymi względami najważniejszy, najbardziej prężny ośrodek kultury polskiej” (Tatry i Podhale, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2002). Znaczny liberalizm władz austriackich, a także turystyczno-uzdrowiskowy charakter Zakopanego sprawił, że po 1905 roku osiedliło się tu wielu uchodźców z zaboru rosyjskiego, istniały legalne lub nielegalne liczne partie i organizacje społeczne, działał teatr „Morskie Oko” oraz teatry ludowe, ukazywała się miejscowa prasa i, jak pisze cytowany już A. Kroh, „Na każde 100 osób mieszkających w Zakopanem przypadało jedno towarzystwo społeczno-kulturalne; absolutny ewenement w historii Polski”, a tych mieszkańców było wówczas cztery tysiące. Dom państwa Zaruskich szybko znalazł się wśród tych, które nadawały ton zakopiańskiemu życiu. Takich domów było wiele, m.in. Chałubińskich, Żuławskich, Żychoniów, Witkiewiczów, Eljaszów, Kłosowskich, Korniłowiczów, Krasińskich, Lilpopów, Gnatowskich, Kossaków, Pawlikowskich...

Mariusz Zaruski z ratownikami Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego MONITOR POLONIJNY


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 21

Mariusz Zaruski uległ urokowi gór; wstąpił do Towarzystwa Tatrzańskiego i w 1906 roku zaczął chodzić po Tatrach. W 1907 roku poprowadził kurs narciarski, na którym nauczył jeździć na nartach kompozytora Mieczysława Karłowicza. W tym samym roku właśnie z Karłowiczem oraz architektem i malarzem Stanisławem Barabaszem, który jako pierwszy Polak zaczął jeździć na nartach, założyli Zakopiańskie Towarzystwo Łyżwistów, szybko przekształcone w Sekcję Narciarską Towarzystwa Tatrzańskiego. Rok później Zaruski i Henryk Bobkowski wydali pierwszy polski podręcznik narciarstwa. Zdając sobie sprawę, że rozwój letniej i zimowej turystyki w Tatrach jest przyczyną coraz liczniejszych wypadków, wraz z Karłowiczem opracowują w 1908 roku projekt organizacji ratowniczej. Śmierć Karłowicza 8 lutego 1909 roku pod lawiną w czasie samotnej wycieczki narciarskiej, stała się dla Zaruskiego bezpośrednim impulsem do energicznego działania wokół realizacji projektu. Dzięki jego staraniom już 29 października 1909 roku Namiestnictwo Galicji zarejestrowało Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, którego przewodniczącym został dr Kazimierz Dłuski, jego zastępcą Stanisław Barabasz, naczelnikiem Straży Ratunkowej Mariusz Zaruski, jego zastępcą Klimek Bachleda, lekarzem dr Wacław Kraszewski. Pogotowie miało swą siedzibę w Dworcu Tatrzańskim. Zaruski szkolił ratowników, wytyczał nowe szlaki turystyczne, jako naczelnik Straży Ratunkowej „...był wymagający. Żądał od ratowników ofiarnej pracy, wykonywanej z zupełnym oddaniem się i poświęceniem. Sam także był zawsze gotów bez względu na porę dnia (lub nocy) i pogodę spieszyć na najniebezpieczniejszą wspinaczkę, nie oszczędzając się nigdy, gdy trzeba było ratować życie ludzkie” (K Stecki: Wspomnienia zakopiańskie /1910 – 1923/, Kraków 1976). Sam Zaruski atmosferę tamtych lat, twardą służbę ratowników, CZERWIEC 2010

pełnioną z narażaniem życia, opisze później w książce Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, jego organizacja, dzieje i wyprawy ratunkowe (Warszawa 1922). By usprawnić akcje ratunkowe opracował i wprowadził do użytku system sygnalizacji za pomocą chorągiewek, zwany tatrzańskim telegrafem wzrokowym. Zaruski też malował i pisał; debiutował już wcześniej w 1902 roku Sonetami morskimi. Sonetami północnymi. Ponieważ nie były to zajęcia lukratywne, a działalność w TOPR zabierała dużo czasu i była działalnością społeczną, materialną stronę życia rodziny zabezpieczała małżonka – pani Izabela, ciesząca się opinią osoby zapobiegliwej, pracowitej i gospodarnej, prowadziła pensjonat „Krywań”.

Podczas swego pobytu w Zakopanem Zaruski stał się nie tylko jednym z pionierów polskiego narciarstwa i jaskiniarstwa, ale również taternictwa zimowego, dokonując pierwszych wejść zimowych na 20 szczytów tatrzańskich. Zakopane jego czasów to nie tylko góry, artyści i turyści, ale też ośrodek nielegalnego życia politycznego. Tu w 1906 roku odbył się konspiracyjny V Zjazd SDKPiL, tu przez kilka lat mieszkał Józef Piłsudski, a w sierpniu 1912 roku miała miejsce konferencja irredentystów, czyli polityków różnych polskich nielegalnych partii niepodległościowych (Polskiej Partii

Socjalistycznej, Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej, Polskiego Stronnictwa Postępowego, Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz organizacji młodzieżowej „Zarzewie”), na której na wniosek Piłsudskiego utworzono Polski Skarb Wojskowy, finansujący przygotowania do walki czynnej o niepodległość, i podjęto decyzję o krokach, zmierzających do zjednoczenia istniejących organizacji paramilitarnych, przede wszystkim „Strzelca” i Drużyn Strzeleckich. W listopadzie tegoż roku irredentyści na spotkaniu w Wiedniu, „aby umożliwić walkę czynną w Polsce zmierzającą do odzyskania wolności i niepodległości narodu polskiego”, utworzyli Komisję Tymczasową Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych i mianowali Piłsudskiego komendantem sił wojskowych. W tym samym 1912 roku Zaruski został członkiem Związku Strzeleckiego i 20 sierpnia 1913 roku wziął udział w przemarszu ulicami Zakopanego dowodzonej przez Józefa Piłsudskiego Szkoły Oficerskiej Związku Strzeleckiego. „Była to pierwsza defilada wojska polskiego od czasu powstania listopadowego” – pisze cytowany już A. Kroh. Przed samym wybuchem I wojny światowej w Zakopanem powstał Komitet Pomocy Wojskowości Polskiej. Wcześniej powstało nielegalne harcerstwo. Gdy 6 sierpnia 1914 roku z krakowskich Oleandrów wyruszyła na wojnę I Kompania Kadrowa pod dowództwem Piłsudskiego, znalazł się w niej także Mariusz Zaruski. W latach 19141917 stanął on na czele kompanii zakopiańskiej 1. Pułku Ułanów Legionów Polskich. Od lipca do listopada 1917 roku był dowódcą pułku. W dniu 13 października 1918 roku w zakopiańskiej sali „Sokoła” odbył się pamiętny wiec, któremu przewodniczyli Stefan Żeromski, Mariusz Zaruski i Wincenty Szymborski, na którym zebrani opowiedzieli się za wolną i niepodległą Polską w jej historycznych granicach oraz powołali Radę Narodową z Żeromskim na czele. Rada ta przez kilka tygodni sprawowała całkowitą jurysdykcję w Zakopanem. Kiedy 1 listopada 1918 ro21


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 22

ku żołnierze austriaccy narodowości polskiej pod dowództwem kapitana Ottokara Brzozy-Brzeziny przejęli komendę miasta, Mariusz Zaruski został mianowany komendantem powiatowym. Od listopada tegoż roku służył w Wojsku Polskim. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, dowodząc 11. Pułkiem Ułanów. Podczas walk o Wilno wsławił się brawurowym atakiem na wileński dworzec, a później odwagą w czasie walk odwrotowych nad Alutą. Odznaczony orderem Virtuti Militari V klasy oraz kilkakrotnie Krzyżem Walecznych, karierę wojskową zakończył jako generał brygady i adiutant prezydenta Stanisława Wojciechowskiego. W stan spoczynku przeszedł w 1926 roku, jeszcze przed przewrotem majowym. Przejście w stan spoczynku nie oznacza dla Zaruskiego przejścia w stan bezczynności. Swą wiedzę, doświadczenie i zdolności organizacyjne zaczął wykorzystywać przede wszystkim w ramach działalności propagandowej i organizacyjnej na rzecz uświadomienia Polakom zarówno gospodarczych, jak i sportowych oraz moralno-politycznych wartości morza. Jeszcze w czasie pełnienia czynnej służby wojskowej wraz z Antonim Aleksandrowiczem zorganizował w 1924 Yacht Klub Polski i Polski Związek Żeglarski; ak-

tywnie przyczynił się do zaopatrzenia Klubu w pierwszy pełnomorski jacht „Witeź”, był też jego pierwszym komandorem. To z jego inicjatywy powstała Liga Morska i Rzeczna, przekształcona w 1930 roku w masową organizację Liga Morska i Kolonialna. To on był realizatorem uchwały sejmowej o utworzeniu Komitetu Floty Narodowej, dzięki któremu w 1929 roku ze składek społecznych zakupiono trójmasztowy żaglowiec szkolny „Dar Pomorza” dla Szkoły Morskiej w Gdyni. Generał Zaruski był projektodawcą Inspektoratu Wychowania Morskiego Młodzieży oraz organizatorem Morskiej Komisji Terminologicznej, która opracowała i wydała sześć zeszytów Słownika morskiego polsko-angielsko-francusko-niemiecko-rosyjskiego. Od 1930 roku działał w Lidze Morskiej i Kolonialnej, która na zjeździe gdańskim, obradującym w dniach 25-27 października 1930 roku, przyjęła statut, w którym stawiała sobie za cel „podniesienie rozwoju i jak najszerszego spopularyzowania wiedzy w zakresie spraw morskich, rzecznych i emigracyjno-kolonialnych”. I dalej: „Czynne współdziałanie w tworzeniu i rozbudowaniu wszelkich urządzeń koniecznych do rozwoju polskiej żeglugi morskiej i śródlądowej /.../”. W programie Ligi silnie podkreślano m.in. „utrwalenie polskiego

stanu posiadania nad Bałtykiem”. O ile program osadniczo-kolonialny Ligi zakończył się wielkim fiaskiem, to na innych polach organizacja ta odnosiła znaczące sukcesy. Szybko stała się organizacją masową (we wrześniu 1939 roku liczyła ok. miliona członków), a elitarne wcześniej żeglarstwo i wioślarstwo stały się sportami dostępnymi wszystkim. Było to wielką zasługą gen. Zaruskiego, dzięki któremu powstały liczne szkolne koła organizacji, a żeglarstwo znalazło się w programach harcerstwa. Mariusz Zauski od 1929 roku na trwale związał się z harcerstwem. Organizował i systematycznie prowadził kursy żeglarskie dla harcerzy, w myśl wyznawanej przez siebie zasady, że „twardy trud żeglarski hartuje charaktery”. Kiedy w 1935 roku

Magdalena Grochowska o Jerzym Giedroyciu

T

ygodnik „Polityka”, przyznający od 1959 roku Nagrody Historyczne za książki, wydane w minionym roku kalendarzowym, tegoroczną nagrodę w dziale prac naukowych i popularnonaukowych przyznał Magdalenie Grochowskiej za książkę „Jerzy Giedroyc. Do Polski ze snu” (świat Książki, Warszawa 2009). Przed członkami jury stało niełatwe zadanie, bowiem, jak pisze jeden z członków sądu konkursowego Marian Turski: „Obfitował 2009 rok mnóstwem dobrych i bardzo dobrych monografii historycznych, a wyjątkowy 22

urodzaj był na biografie” („Polityka” 2010 nr 18). Nieskromnie przyznam, że wybór książki M. Grochowskiej mnie nie zaskoczył. Oczekiwałam tego już po pierwszym jej przeczytaniu. A powtórna lektura tylko mnie utwierdzi-

ła, że jest to książka godna najwyższych ocen. Autorka, reporterka „Gazety Wyborczej”, laureatka nagrody Grand Press 2005 w kategorii reportaż prasowy, pracowała nad książką ponad trzy lata, zbierając materiały, roz-

mawiając ze świadkami życia bohatera tej biografii, penetrując niezliczone źródła. W rezultacie powstało ponadsześciusetstronicowe dzieło, będące biografią i zarazem reportażem historycznym, które czyta się doskonale. Magdalena Grochowska stara się odpowiedzieć na pytanie, jakim człowiekiem był Jerzy Giedroyc, próbuje też rekonstruować jego osobiste emocje, pisząc m.in. o relacjach twórcy „Kultury” z AgnieMONITOR POLONIJNY


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 23

Związek Harcerstwa Polskiego ze składek członkowskich kupił swój flagowy jacht morski o powierzchni żagli 432 m2 i z miejscem dla 55 osób na życzenie generała, który objął na nim funkcję kapitana, nazwano go „Zawiszą Czarnym”. Kapitanem na „Zawiszy Czarnym” Zaruski był aż do wybuchu II wojny światowej. Pełnił też funkcję prezesa Polskiego Związku Żeglarskiego. Nadal działał też w Lidze Morskiej i Kolonialnej, dzięki której nawet nadmorskie wakacje nabierały masowego charakteru - Liga walczyła z drożyzną na wybrzeżu i szeroko propagowała zasadę: „Pracujesz na lądzie, wypoczywaj na morzu”. Była też organizatorem corocznych obchodów czerwcowych Święta Morza. Wzorem stały się zorganizowane w czasie bardzo silnych napięć w stosunkach polsko-niemieckich obchody z 1933 roku, którym przyświecało hasło: „Każdą próbę zamachu na Pomorze, na prawa Polski w Gdańsku spotka zdecydowany sprzeciw całego narodu”. Jak wielki miała ta organizacja wpływ na opinię społeczną świadczyć może fakt, że gdy w latach trzydziestych ogłosiła zbiórkę pieniędzy na Fundusz Obrony Morskiej, zebrała tak duże środki finansowe, że pieniędzy starczyło na zbudowanie w Holandii okrętu podwodnego „Orzeł” dla Polskiej Marynarki Wojennej i zakup kilku innych szką Osiecką czy żoną Rosjanką Tatianą Szewcową, z którą rozwiódł się jeszcze przed wojną, do końca życia jednak pozostając z nią w przyjaźni. Ale, co w przypadku Jerzego Giedroycia nieuniknione, Grochowska wciąż powraca do polityki, bo przecież twórca paryskiej „Kultury” to homo politicus, który polityce poświęcił całe życie. Polityka oznaczała dla niego „służbę publiczną”, konieczność naprawiania tego, co naprawiać było trzeba, a „Kulturę” tworzył nie „ku pokrzepieniu serc” roCZERWIEC 2010

jednostek morskich. Liga Morska i Kolonialna wydawała miesięcznik „Morze”, cieszący się wielką poczytnością, co odzwierciedliło się w dynamicznym wzroście jego nakładu – z 50 tys. w 1933 roku do 250 tys. w roku 1939. I chociaż „Morze” lansowało politykę wielkomocarstwową i kolonialną swego wydawcy, to trudno nie przyznać, że dzięki fundowanym artykułom przede wszystkim przyczyniło się do popularyzacji problematyki morskiej w społeczeństwie polskim i wyostrzyło czujność polityczną na zagrożenie praw Polski do Pomorza i Gdańska. Jednym z autorów artykułów, zamieszczanych w tym miesięczniku, był także Zaruski. Był on nie tylko człowiekiem wszechstronnym, ale także niezwykle pracowitym; wygłaszał liczne odczyty, publikował artykuły z zakresu narciarstwa, nawigacji, jachtingu morskiego, taternictwa i jeździectwa, napisał też kilka podręczników żeglarstwa i pierwszy polski podręcznik żeglugi morskiej oraz podręcznik jeździectwa. Jego twórczość literacka nie skończyła się na wspomnianych już Sonetach morskich; w 1920 roku ukazały się jego opowiadania i impresje Na morzach dalekich. Później opublikował też m.in. opowiadania górskie Na bezdrożach tatrzańskich (1933), tomy opowiadań Na skrzydłach jachtów (1933)

daków – w jego zamyśle i realizacji miała ona służyć i służyła odrodzeniu niezależnej myśli krytycznej w okresie stykania się dwu ideologii: komunizmu i demokracji liberalnej. Był człowiekiem polityki, a nie jakiejś partii i ta postawa cechowała środowisko „Kultury.” Książka Grochowskiej to nie tylko biografia Jerzego Giedroycia, chociaż jego życie i praca stanowią jej linię podstawową, ale wiele w niej tzw.

i Wśród wichrów i fal (1935), wspomnienia Z harcerzami na „Zawiszy Czarnym” (1937). W 1939 roku Mariusz Zaruski odbył swój ostatni rejs na „Zawiszy Czarnym”, a gdy w sierpniu 1939 roku żaglowiec był przygotowywany do kolejnego rejsu harcerskiego, jego kapitan zwlekał z wyjściem na morze, uważając, że nie może opuścić ojczyzny w potrzebie. W październiku 1939 roku generał Mariusz Zaruski został aresztowany we Lwowie przez NKWD. Wywieziony w głąb ZSSR zapadł na cholerę i w 1941 roku zmarł w więzieniu w Chersoniu. Miał 74 lata. Był marynarzem, żeglarzem i podróżnikiem, narciarzem, grotołazem, taternikiem, ratownikiem górskim, instruktorem narciarstwa i żeglarstwa, fotografikiem, malarzem, poetą i prozaikiem, konspiratorem i zesłańcem, legionistą i żołnierzem Wojska Polskiego, instruktorem Związku Harcerstwa Polskiego. W 1997 roku gen. Mariusza Zaruskiego odznaczono pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski, a jesienią tegoż roku z inicjatywy Związku Harcerstwa Polskiego sprowadzono do Polski urnę z ziemią z jego grobu w Chersoniu i złożono na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

wątków towarzyszących, dzięki którym poznajemy nie tylko środowisko paryskiej „Kultury”, ale także dużą część historii Polski i innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Dzięki zastosowanej przez autorkę dziennikarskiej metodzie rozmów z osobami bliskimi środowisku MaisonsLaffitte czytelnik otrzymuje panoramę różnych spojrzeń na „Kulturę” i jej redaktora,

spojrzeń czasem nie wolnych od subiektywizmu i „literackości”. Zachęcając do przeczytania tej rzetelnej i świetnie napisanej książki, nie mam wątpliwości, że pobudzi ona czytelnika do głębszych refleksji nad tym, co z wielkich wizji Jerzego Giedroycia pozostało w polityce do dziś i jak realizują je ci, którzy twierdzą, że „wychowali się na Kulturze”, ale także do refleksji nad własnym stosunkiem do problemów tego świata i czasu. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 23


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 24

Przyjaźń, czyli całkowite poświęcenie W

czerwcowym numerze „Monitora” chciałabym zaprezentować Państwu jeden z najlepszych filmów, jaki ostatnio widziałam. Wybierając „Handlarza cudów”, czyli film, będący francuskopolsko-szwedzką koprodukcją, wiedziałam tylko, że główną rolę gra w nim Borys Szyc (co, nie ukrywam, odegrało zasadniczą rolę przy podjęciu decyzji o pójściu do kina). I nie zawiodłam się! Nie czytałam recenzji ani opinii osób, które film już zdążyły obejrzeć. Borys Szyc, czyli filmowy Stefan, kolejny raz pokazał, że jest świetnym aktorem. Tym razem wystąpił w roli (nie)wyleczonego alkoholika, spoglądającego na świat przez pryzmat butelki. Wydaje się na początku, że uporał się już ze swoją chorobą dzięki pracy i całkowitemu zaangażowaniu w to, co robi (stara się przekonać innych alkoholików, przebywających w różnych ośrodkach uzależnień, że wiara w Boga dodaje sił i pomaga w walce z nałogiem), to jednak później okazuje się, że nie jest łatwo pokonać tak trudnego

24

przeciwnika, jakim jest choroba alkoholowa, pokazana w sposób niezwykle prawdziwy, i walka z nią bez cudownego wyleczenia i bez szczęśliwego zakończenia. Główny bohater, odwiedzając kolejne ośrodki, zbiera środki na wymarzoną pielgrzymkę do Lourdes. Wychodząc z jednego z nich, spotyka dwójkę czeczeńskich dzieci-uchodźców, które, chcąc się dostać do Lyonu, gdzie przebywa ich ojciec, utknęły we wschodniej Polsce. Urika i Hasim, słysząc, iż Stefan wybiera się do Francji, postanawiają nielegalnie się z nim zabrać. I choć początkowo nic nie wskazuje, by (nie)wyleczony alkoholik zgodził się im pomóc, to ostatecznie razem wyruszają w podróż ku nowemu, lepszemu światu, który okazuje się o wiele bardziej niebezpieczny niż Polska. Czy Stefan poradzi sobie z alkoholem i czy dowiezie dzieci do Lyonu, tego Państwu nie zdradzę. Mimo że bohaterów dzieli wszystko – wiek, religia, kultura do-

świadczenia, to ich wzajemne relacje w trakcie długiej podróży w nieznane dowodzą, że droga do poznania samego siebie wiedzie tylko przez drugiego człowieka. I choć w filmie pokazana jest bardzo ograniczona liczba postaci, to nie jest to nużące. Ponadto nie ma w nim także narratora – i dobrze, bo gdyby był, to zakłócałby odbiór. Autorem scenariusza jest Mitko Panov, Macedończyk ze Skopje, który studiował w Polsce i w USA i który na swoim koncie ma już poważny dorobek filmowy jako reżyser, scenarzysta i aktor. Za swój krótki metraż, zatytułowany „Z podniesionymi rękami”, otrzymał w 1991 r. Złotą Palmę w Cannes. „Handlarza cudów” wyreżyserowali Bolesław Pawica i Jarosław Szoda. Polska premiera miała miejsce 30 kwietnia 2010 r., ale na ekranach światowych film można oglądać już od września 2009 r. Mało tego, ukazał się już na DVD, a w związku z tym, jeśli nie zdążą go Państwo obejrzeć w kinach, to mogą go Państwo obejrzeć na płycie. A obejrzeć trzeba! Koniecznie! MAGDALENA PIETZ POZNAŃ

MONITOR POLONIJNY


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 25

P

ojawiła się szansa na to, że ze Słowacji do Polski nie będziemy musieli jeździć tranzytem przez Czechy i nie będziemy skazani na płacenie 60 euro za bilet kolejowy.

Niedawno ruszyła kampania społeczna „Ponad Granice”, której celem jest zwrócenie uwagi na problem braku połączeń komunikacyjnych między Polską a Słowacją. Natomiast sprawą opisywanej również na naszych łamach odbudowy linii kolejowej między Nowym Targiem a Trsteną poważnie zainteresowali się polscy parlamentarzyści. „Już dawno nie było tak pozytywnego klimatu dla tej inwestycji” – podkreśla podhalański senator Tadeusz Skorupa, który aktywnie lobbuje za odbudową brakującego ogniwa między polską a słowacką siecią kolejową.

Kolej czy ścieżka rowerowa Jeszcze do stycznia bieżącego roku o połączeniu kolejowym Podhala z Orawą pisało się wyłącznie w czasie przeszłym lub w kategoriach zaprzepaszczonej szansy na odbudowę. Wszystko zmieniło się w lutym i marcu, kiedy sprawą zainteresowała się grupa polskich parlamentarzystów oraz Związek Podhalan. Na wniosek tej organizacji zespół naukowców z Politechniki Krakowskiej opracował opinię, w której jednoznacznie wskazuje na celowość i opłacalność tej inwestycji. Krakowscy naukowcy oszacowali jej koszt na ok. 200 milionów złotych, z czego aż 80% może dofinansować Unia Europejska. Kolej miałaby powstać w miejscu dawnego torowiska, rozebranego w 1989 roku, a przy jej budowie można będzie wykorzystać zalegające tam kruszywo. Jedynym problemem jest konieczność szybkiego uwzględnienia odbudowy torowiska w planach zagospodarowania przestrzennego polskich i słowacCZERWIEC 2010

Ponad granice kich gmin, o czym rozmawiał z samorządowcami senator Skorupa. Na stronie sejm.gov.pl można zapoznać się zarówno z treścią zgłoszonych w tej sprawie interpelacji, jak i z odpowiedzią, udzieloną parlamentarzystom przez Ministerstwo Infrastruktury oraz Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. Wynika z niej, że oba resorty popierają tę koncepcję, chociaż brak środków sprawia, że nie mogą jej sfinansować ze swojego budżetu. Ministerstwa deklarują jednak wsparcie merytoryczne na opracowanie projektu i załatwienie formalności, związanych z uzyskaniem unijnego wsparcia. Z tym nie powinno być problemu ze względu na fakt, iż Unia jak najbardziej wspiera inicjatywy transgraniczne, zwłaszcza, jeśli dotyczą one ekologicznego środka transportu. W takim przypadku 80% kosztów inwestycji pokryłaby Unia, a resztę samorządy Województwa Małopolskiego i Kraju Żylińskiego oraz zainteresowanych gmin. Te jednak wolą zbudować w tym miejscu ścieżkę rowerową, za czym optuje Euroregion „Tatry”. Zdaniem senatora Skorupy taka jej lokalizacja jest nierozsądna, gdyż zaprzepaści ostatecznie szansę

na połączenie sieci kolejowych w Polsce i na Orawie, a poza tym, jak twierdzi, istnieją lepsze lokalizacje dla tras rowerowych. „Bez połączenia z siecią słowacką modernizacja infrastruktury kolejowej w Południowej Małopolsce nie będzie ekonomicznie uzasadniona” – twierdzi Tadeusz Skorupa.

Dlaczego nie jeżdżą autobusy? Wielu czytelników „Monitora” z pewnością zastanawia się, dlaczego na całym polsko-słowackim pograniczu funkcjonują tylko dwie transgraniczne linie autobusowe (z Zakopanego do Popradu i Liptowskiego Mikulasza). Skoro tylu polskich turystów podróżuje na Słowację, dlaczego nie opłaca się uruchomienie połączeń Kraków – Nowy Targ – Poprad, Kraków – Dolny Kubin, Rzeszów – Koszyce czy Bielsko-Biała – Żylina? Jak się okazuje, winne są przepisy. Przedsiębiorca, który uruchomiłby linię Kraków – Nowy Targ – Poprad, nie miałby prawa zabierać pasażerów na odcinkach wewnątrzkrajowych (z Krakowa do Nowego Targu, z Keżmarku do Popradu). A to właśnie ci klienci decydowaliby o rentowności linii. Uczestnicy Kampanii Społecznej „Ponad Granicę” apelują do rządu Polski i Słowacji o zmianę tego przepisu i uwzględnienie faktu, że żyjemy w czasach Europy bez granic i w warunkach wolnego rynku. JAKUB ŁOGINOW Kampanię „Ponad Granice” koordynuje portal „Port Europa” (www.porteuropa.eu)

25


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 26

Ślad pobytu Fryderyka Chopina na Słowacji Z

aledwie 10 km od Trnavy leży malownicza, licząca obecnie 2 042 mieszkańców, wieś Brestovany. Łatwo do niej dojechać – wystarczy z autostrady Trnava-Nitra zjechać na wysokości miejscowości Vlčkovce. Pierwszy raz pojechałem tam w 1998 roku na zaproszenie ówczesnego proboszcza ks. Mariána Červenego. Ksiądz Červený (obecnie proboszcz archikatedry św. Marcina w Bratysławie) był częstym gościem naszej ambasady, a Brestovany gościły zarówno mego poprzednika prof. J. B. Korolca, jak też różnych innych ambasadorów, przedstawicieli innych wyznań i wiele innych bardzo interesujących osobistości. Spotkania te miały bardzo serdeczny, często prawdziwie ekumeniczny charakter i z czasem przeradzały się w przyjaźnie, które przetrwały po dzień dzisiejszy. Jakież więc było moje szczere zdziwienie, kiedy w czasie pierwszego pobytu dowiedziałem się, że Brestovany od początku XIX wieku (ściśle od 1824 roku) do 1946 roku należały do polskiego rodu Zamoyskich, a także spokrewnionych z nimi Giżyckich i Wielopolskich. W Małych Brestovanach (tj. obecnie w centrum wsi) na niewielkim wzgórzu stoi piękny, okazały dwór z typowo polską „kolumnadą”. Od lat mieści się tam szkoła podstawowa. Na miejscowym cmentarzu, w specjalnie ogrodzonej kwaterze znajduje się kilkanaście grobów, z wyrytymi na płytach napisami w języku polskim (tylko pierwsze napisy były łacińskie). Są tam pochowani pierwsi właściciele i budowniczowie dworu (przez miejscowych zwanego zame26

czkiem) – Józef Saryusz Zamoyski i jego żona Eleonora. W szkole podstawowej w Brestovanach do dnia dzisiejszego przechowuje się popiersie Fryderyka Chopina, które pozostało w budynku po wyjeździe ostatniej właścicielki E. Wielopolskiej (z Zamoyskich), której w 1946 roku na opuszczenie posiadłości dano 48 godzin. Wspomniane popiersie Fryderyka Chopina pożyczył niedawno od szkoły w Brestovanach dla Instytutu Polskiego w Bratysławie jego dyrektor Zbigniew Machej. Muszę w tym miejscu przyznać, że wcześniej rozmawiałem z nim na temat tej pamiątki po polskim kompozytorze. Do dziś pozostaje niewyjaśnione, skąd wzięło się popiersie Chopina w Brestovanach. Być może to tylko przejaw szczególnego sentymentu Zamoyskich dla kompozytora? Ale dość niejasny ustny przekaz m.in. córki zaufanego pracownika (ogrodnika) Zamoyskich, którą osobiście poznałem, o tym, że Chopin koncertował „rodzinnie” w dworze Zamoyskich, uzasadniałby tam jego obecność. Tradycję tego ustnego przekazu potwierdził też wspomniany już ks. Červený. Czy tak być mogło? Myślę, że to bardzo prawdopodobne. W 1830 roku dwudziestoletni Fryderyk Chopin, wówczas przede wszystkim wspaniały pianista, wyjechał z Warszawy do Wiednia

w poszukiwaniu pracy. We Wiedniu koncertował i udzielał lekcji fortepianu, poza tym obracał się w domach polskich, które go chętnie gościły. Wiadomo, że na koncertach grywał na kilka fortepianów, w tym prawie na pewno kilka razy z pianistką Ludmiłą Zamoyską-Giżycką, której najbliższa rodzina żyła w oddalonych o ok.100 km od Wiednia Brestovanach. Chopina we Wiedniu zastał wybuch powstania listopadowego, po upadku którego postanowił ostatecznie emigrować do Francji. Ale we Wiedniu, czekając między innymi na francuską wizę, przebywał łącznie aż 9 miesięcy. Jak powiedział mi dyrektor Machej po swojej rozmowie z najwybitniejszym biografem Chopina profesorem M. Tomaszewskim, wiedeński fragment życia kompozytora jest najmniej znany i udokumentowany. Czy więc Ludmiła Zamoyska zabrała Fryderyka do swojej brestovańskiej rodziny? Dziś wiem, że biografowie Chopina nie protestują przeciwko tej tezie, natomiast ja myślę, że tak właśnie było. Umówiłem się z ks. Červenym , że postaramy się dotrzeć do archiwów państwowych w Trnavie, gdzie przechowywane są kroniki i akta parafialne z tamtych czasów. Być może proboszcz tamtejszej parafii, który, jak wynika z późniejszych, znanych mi fotografii, bywał przy różnych okazjach w dworku Zamoyskich, zrobił jakąś notkę, potwierdzającą nasze przypuszczenia. Ale nawet jeśli nie będziemy mieli stuprocentowej pewności, to i tak będziemy wierzyć, iż popiersie Chopina w Brestovanach jest śladem jego bytności na Słowacji. JAN KOMORNICKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przeznaczone na obchody związane z 15-leciem „Monitora Polonijnego“

ARTYKUŁ JEST ZAPOWIEDZIĄ KOLEJNEGO TEKSTU DOTYCZĄCEGO „POLSKICH DOMÓW” NA SŁOWACJI MONITOR POLONIJNY


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 27

Sezon w pełni

P

omyśleć, że ten numer zamyka pier wsze półrocze 2010 roku… Myślami jesteśmy już na wakacjach. Naszą współczesność charakter yzuje ciągły wyścig z czasem, aby zdążyć za tym, za tamtym i za czymś jeszcze. Już pod koniec br. Fédération Internationale de Football Association (Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej - FIFA) wybierze gospodarzy mundialu, czyli piłkarskich Mistrzostw Świata 2018 i Mistrzostw Świata 2022! Niby nic szczególnego, ale mowa o wydarzeniach, które odbędą się za 8 i 12 lat! Zawodnicy, którzy mają szanse zagrać na tych mistrzostwach to dziś dzieci w wieku od 5 do 9 lat! Niesamowite! W życiu codziennym gonią nieubłaganie również terminy. Ważne wydarzenia sportowe zwykle kończą się na dzień, dwa po zamknięciu numeru… I jak tu o nich pisać, kiedy wynik znany będzie, gdy Szanowny Czytelnik będzie trzymać w ręku ciepły jeszcze „Monitor”? Zazwyczaj jakoś się udaje, ale dobór tematów – choć staram się trzymać sportowego kalendarza, pory roku czy rocznicy – czasami zaskakuje mnie samego. Było o samotnych długich wyprawach w zaśnieżone wysokie góry, była piłka nożna. Pisałem o igrzyskach olimpijskich i sukcesach polskiej reprezentacji narodowej w sportach zespołowych. Miały teksty o sobie sportsmenki i były peany na cześć męskich dyscyplin, wspominałem o „sportowym huku silników” i marginaliach sportu, a także wyskokach sportowców. Były sporty popularne, masowe i zupełnie egzotyczne. Razem cieszyliśmy się sukcesami, raczej sam musiałem podsumowywać niejedną klęskę. Należało też wspomnieć tych, którzy odeszli.

ciężkiej WBC naszego rodaka Alberta Dariusza Sosnowskiego z jednym z najbardziej znanych i niebezpiecznych pięściarzy Witalijem Kliczko. Znany właściwie tylko w branży Sosnowski nie jest jednak nowicjuszem. Od rozpoczęcia przed 12 laty kariery na zawodowym ringu stoczył łącznie 48 walk, z których wygrał 45, przegrał 2, a jedną zremisował. Przy tym 27 pojedynków kończył przed czasem! Przez pewien czas był zresztą sparingpartnerem Kliczki, ale szansę na zaistnienie przy mistrzu dał mu dopiero przypadek. Bez wątpienia jednak najważniejszym tematem sportowym początku lata są na razie przygotowania, a potem będą mistrzostwa świata w piłce nożnej w Republice Południowej Afryki (RPA). Nasi nie jadą. Byliśmy tak blisko, ale szansa przeszła nam koło nosa. Sam skrót RPA kibice rozwijają jako „Reprezentacja Pożegnała Afrykę”. Nic dodać, nic ująć. Nasza piłka nożna sięgnęła dna podczas meczu ze… Słowenią. Komentarza nie trzeba. Wynik 0:3 mówi sam za siebie. Wtedy to straciliśmy realne szanse na bezpośredni awans do MŚ 2010. Liczono jeszcze na szanse matematyczne – kto z kim musi wygrać,

przegrać, kto ma więcej bramek, punktów… Prawda jednak była i jest prosta: gramy słabo, choć czasami się nam udaje. Piłka nas nie opuszcza (?) i do codziennych tematów należą przygotowania do EURO 2012, czyli Mistrzostw Europy, które współorganizujemy wraz z Ukrainą. W fazie grupowej mamy wystąpić na pewno, bowiem taki udział gwarantuje nam rola organizatora. Na razie w kategorii sensacji mówi się jednak o zawirowaniach i skandalach związanych z przygotowaniami. Całorocznym tematem są występy Roberta Kubicy w wyścigach Formuły 1. Po zmianie stajni, w żargonie sportowym oznacza to po prostu zmianę drużyny czy modnego teamu, którego bolid, czyli samochód wyścigowy prowadzi – wiedzie mu się całkiem nieźle. Jest pierwszym kierowcą Renault i mówi o walce nie tylko o punkty, ale i o podium. Obecnie zajmuje szóste miejsce w klasyfikacji generalnej. Pantha rei… Tak. Co jakiś czas zabłyśnie na naszym sportowym niebie gwiazda, niekiedy świeci dłużej, niekiedy tylko sezon lub dwa, od okazji do okazji. Potem znika i żywimy nadzieję, że rozbłyśnie kolejna. Ta kolejna też przeminie. Gońmy przemijający czas, uprawiając sport tak dla siebie. Zdaję sobie sprawę, że to trudne, ale sam obiecuję, że spróbuje, czego i Szanownym Czytelnikom życzę. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

Obecnie też jestem/jesteśmy pomiędzy atrakcjami, które nadszarpną nerwy. Pod koniec maja zapowiadana jest (dla trzymających ten numer w ręku: „odbyła się”) sensacyjna walka bokserska o mistrzowski pas wagi CZERWIEC 2010

27


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 28

Zawirowania wokół nazwiska

śp. Marii Kaczyńskiej Od katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem upłynęło już trochę czasu, ale ciągle jeszcze rozlegają się jej echa. Proszę się nie obawiać, nie będę wymyślała kolejnych teorii spiskowych na ten temat czy snuła domysły o jej przyczynach, bowiem ani w tej rubryce nie ma na to miejsca, ani ja nie palę się ku temu. W trudnym dla Polaków czasie żałoby narodowej pojawił się jednak pewien problem językowy, rozdmuchany przez media. Czy słusznie? Otóż na sarkofagu, umieszczonym w przedsionku krypty Józefa Piłsudskiego pod Wieżą Srebrnych Dzwonów katedry św. Stanisława na Wawelu, w którym spoczęły ciała prezydenckiej pary, umieszczono napis z ich nazwiskami: „Lech Aleksander Kaczyński” i „Maria Helena Mackiewicz Kaczyńska”. Przyznam, że gdy go zobaczyłam, trochę się zdenerwowałam – bo przecież pogrzeb miał tak doniosłą oprawę, a tu takie faux paus! Przez głowę przemknęła mi nawet myśl, że może obok ciała prezydenta spoczęły ciała dwu kobiet…, co było oczywiście nie na miejscu. Ale dlaczego znana nam wszystkim przesympatyczna i powszechnie lubiana Maria Kaczyńska została pochowana pod dwoma imionami i dwoma nazwiskami? No, imię – to jeszcze mogę zrozumieć. Ale dwa nazwiska??? Zapisane oddzielnie??? Polszczyzna ma swoje określone zasady ortograficzne, odnoszące się do zapisu nazwisk dwuczłonowych, które nakazują między obydwa człony wstawić łącznik (inaczej: dywiz, znak przeniesienia, mała kreska, tiret), bez względu na to, czy jest to nazwisko męskie czy żeńskie. Żeńskie nazwiska dwuczłonowe pojawiają się najczęściej w wyniku połączenia nazwiska pa-

28

nieńskiego i po mężu (choć oczywiście możliwości jest więcej), a decyzję o ich przyjęciu kobiety podejmują zwykle przy podpisaniu aktu małżeństwa. Potem we wszystkich dokumentach urzędowych ich nazwiska są zapisane zgodnie z tą decyzją. Pani Maria Kaczyńska nigdy jednak nie używała nazwiska Mackiewicz wraz z nazwiskiem pomężowskim, a przynajmniej nic mi na ten temat nie wiadomo. Dlatego trochę dziwi mnie fakt, że wielu językoznawców i znawców polskiej ortografii, chcąc poprawić błędny zapis, domagało się wprowadzenia dywizu między dwa widniejące na sarkofagu nazwiska, co po tygodniu uczyniono, o czym z dumą doniosła prasa. Dziś widnieje tam napis: „Maria Helena Mackiewicz-Kaczyńska”. Taki zresztą zapis widniał w czasie pogrzebu na niesionym przed trumną kartuszu z nazwiskiem śp. żony prezydenta. Ale czy rzeczywiście to zapis prawidłowy? Moim zdaniem nie, bowiem, wprowadzając dywiz, nieprawidłowo zinterpretowano napis pierwotny – „Mackiewicz Kaczyńska” to nie zapis nazwiska dwuczłonowego, ale dwu różnych nazwisk!!! Gdyby było inaczej, to każda kobieta po wyjściu za mąż automatycznie zyskiwałaby nazwisko dwuczłonowe, a tak przecież nie jest. Zatem poprawny napis na płycie sarkofagu powinien brzmieć: „Maria Helena z Mackiewiczów Kaczyńska” lub „Maria Helena Kaczyńska z domu (lub „z d.” ew. „de domo”) Mackiewicz”. Nazwiska żeńskie (i nie tylko one), zwłaszcza te dwuczłonowe, sprawiają wiele problemów. Jak je pisać? W jakiej kolejności zapisywać człony? Jak te człony odmieniać? Ale to już tematy na inne opowiadania… MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA

KLUB POLSKI BRATYSŁAWA zaprasza na wspólne śpiewanie (i nie tylko) na falach Dunaju, czyli na tradycyjne

„Polskie szanty na Dunaju“. Impreza rozpocznie się 23 czerwca 2010 r. o godz. 17.00. Zgłoszenia i wpisowe (5 euro od osoby) przyjmują prezesi poszczególnych regionów Klubu. Warunkiem uczestnictwa jest szczery uśmiech i zaraźliwa chęć zabawy. Uwaga! Ze względu na kubaturę statku, ilość miejsc ograniczona!

Rozporządzeniem Ministra Spraw Zagranicznych z dnia 19 maja 2010 r. w Republice Słowackiej utworzony został jeden obwód głosowania w wyborach Prezydenta RP. Siedzibą Obwodowej Komisji Wyborczej jest Ambasada RP w Bratysławie, ul. Hummelova 4. Pierwsza tura wyborów odbędzie się 20 czerwca 2010 r. w godzinach od 6.00 do 20.00. Wniosek o wpisanie do spisu wyborców w obwodzie utworzonym za granicą składa się w Referacie Konsularnym ustnie, pisemnie, telefonicznie (tel. 02/59490211), telefaksem (fax 02/54413193) lub pocztą elektroniczną (bratampl@nextra.sk). Zgłoszenia będą przyjmowane do 17 czerwca.

C Z E R W I E C ➨ CHOPIN • 7 czerwca 2010 r., godz. 17.00, Bratysława, Slovenský rozhlas, Mýtna 1 • Otwarcie wystawy

Towarzystwa Wolnych Artystów Plastyków, działającego przy Słowackiej Unii Artystów Plastyków z udziałem polskich malarzy – Tomasza Hapki i Ewy Wilczyńskiej z Krakowa. • W ramach wernisażu w 2. studiu koncertowym Słowackiego Radia odbędzie się minikoncert utworów chopinowskich w wykonaniu Petra Pažickiego (fortepian). ➨ Międzynarodowy Festiwal Telewizji Lokalnych - „ZLATÝ ŽOBRAK” • 7-12 czerwca 2010 r., Koszyce, Kulturpark • Prezentacja krótkich filmów dokumentalnych i fabularnych z łódzkiej „Filmówki” w ramach 16. edycji koszyckiego festiwalu. ➨ KRAKÓW – SPOTKANIE Z ŻYWĄ HISTORIĄ • 8 czerwca 2010 r., godz. 11.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám SNP 27 Prezentacja multimedialna Krakowa, przygotowana przez Biuro Marketingu Turystycznego Urzędu Miasta Krakowa w ramach projektu „Produkt muzealny w wybranych miastach świata – szlaków muzealnych w Europie”. ➨ BIOLOGIZACJA KULTURY - czy dawkinsowski mem może wyjaśnić ewolucję kultury? • 9 czerwca 2010 r., godz. 10.00, Bratysława, Ústav svetovej literatúry SAV, Konventná 13 • Wykład dr. Marka Suwary z Zakładu Filozofii Nauk Przyrodniczych Instytutu Filozofii UJ w Krakowie MONITOR POLONIJNY


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 29

KLUB POLSKI NITRA

KLUB POLSKI KOSZYCE

serdecznie zaprasza już po raz trzeci na odbywający się co roku KONCERT ORGANOWY POLSKIEJ MUZYKI, który odbędzie się 3 lipca 2010 r. o godz. 18.00 w nitrzańskiej katedrze św. Emerama. W koncercie wystąpią: Łukasz Warchołek (organy), Wiesław Pawlak (tenor), Erika Lacová (sopran), którzy wykonają m.in. takie utwory, jak: „Bogurodzica“, „Ave Maria”, „Czarna Madonna” czy „Boże coś Polskę”. Wstęp bezpłatny. Projekt realizowany jest przy finansowym wsparciu Ministerstwa Kultury Republiki Słowackiej. Zgłoszenia osób spoza Bratysławy – za pośrednictwem regionalnych prezesów Klubu Polskiego. Bliższe informacje na: www.polonia.sk i pod nr. tel. 0910 265 659 Wystawę prac Gabriela Petráša, zatytułowaną „Serce w wieży” (artykuł o wystawie publikujemy na str. 15) można oglądać do 15 czerwca br. w pomieszczeniach Wieży Miejskiej w Trenczynie. Potem powędruje ona dalej. Chętnych, którzy chcieliby zaprezentować ją również w swojej okolicy, prosimy o zgłaszanie się do prezesa KP w Trenczynie, tel.0908 751988.

W

ŻYCZENIA

organizuje w okresie letnim kolejny workshop F I T A R T Impreza ta to zgrupowanie pań z Klubu Polskiego, podczas którego pod okiem autorki projektu artysty plastyka Zdenki BłońskiejZaborskiej panie rozwijać będą swoje zdolności plastyczne. Efekty ich pracy będą prezentowane na wystawie poplenerowej. Zgrupowanie odbędzie się na Ranczu „Šugov” niedaleko Medzeva w terminie od 6 do 11 lipca. Informacje na temat przedsięwzięcia można uzyskać pod adresem e-mail: urszula.szabadosova@gmail.com Uwaga Czytelnicy! Informujemy, że zapowiadane losowanie atrakcyjnej nagrody, którą jest lot szybowcem, sterowanym przez naszego rodaka Tadeusza Walę, odbędzie się 23 czerwca podczas imprezy „Polskie szanty na Dunaju“, organizowanej przez Klub Polski Bratysława. W losowaniu udział wezmą kupony z nazwiskami prenumeratorów naszego pisma, którzy do 15 czerwca uiszczą roczną opłatę za nasz miesięcznik. O wyniku losowania zwycięzca zostanie poinformowany listownie. Redakcja „Monitora“

I N S T Y T U C I E

Magdzie Štujberovej i jej mężowi składamy serdeczne życzenia z okazji przyjścia na świat ich synka – Filipka, który urodził się 20 maja. Przyjaciele z Klubu Polskiego Michałowi Zwiewce i jego małżonce Veronice gratulujemy narodzin córki Klary, która przyszła na świat 3 maja. A Gabi i Ryszardowi Zwiewkom życzymy pociechy z wnuczki! Przyjaciele z Klubu Polskiego Nasz drogi przyjaciel Jožko Spaček obchodzi w tym miesiącu 75. urodziny. Z tej miłej okazji życzymy mu z całego serca zdrowia, długich i szczęśliwych lat życia w otoczeniu dobrych przyjaciół i kochającej rodziny, nieustającego optymizmu i wszystkiego, czego od życia oczekuje. Sto lat! Przyjaciele z KP w Trenczynie i całego Poważa

P O L S K I M

➨ ARE WE EAST OR WEST?

➨ DIVADLO KONTRA’S 3.5TH BIRTHDAY

➨ TEŠINSKÉ NIEBO / CIESZYŃSKIE NEBE

10 czerwca 2010 r., godz. 17.00, Bratysława, Instytut Kultury Węgierskiej.. • Kolejne spotkanie w ramach cyklu „Salon Wyszehradzki”. Udział wezmą redaktorzy czasopism środkowoeuropejskich: Samuel Abrahám (Kritika & Kontext, SK), Eva Karádi (Magyar Lettre International, HU), Wojciech Przybylski (Res Publica Nowa, PL) i Marek Sečkař (Host, CZ). ➨ JOANNA JĘDRUSIK: BODEGONES 16 czerwca 2010 r., godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27. • BODEGONES to kuchenna martwa natura, czyli gatunek, który według autorki wcale nie jest martwy. Autorka prezentuje także sceny figuralne z cyklu déja vu, polegają na wykorzystaniu „sampli” ze znanych obrazów, by uzyskać nowe, zaskakujące znaczenia. Trzecim elementem wystawy jest cykl kolaży SME ŽENY. • Joanna Jędrusik wystawiała swe prace w Polsce, Australii, Niemczech, Czeskiej Republice i na Słowacji. Wystawa potrwa do 28 sierpnia 2010 r.

7 – 20 czerwca 2010 r., Spiska Nowa Wieś - Koszyce. Przedstawienia teatralne w ramach przeglądu THEATRE FORUM z udziałem polskiego zespołu teatralnego „La Fayette” ze Szczecina ze spektaklem Owena McCaffertygo MOJO MICKYBO, który odbędzie się 20 czerwca o godz. 20.00 u Domu „Maticy slovenskiej”. ➨ ISTROPOLITANA PROJEKT 2010 18-23 czerwca 2010 r., Bratysława, Štúdio SND, Malá scéna VŠMU, Nová scéna, Divadlo Astorka Korzo 90, Štúdio L+S Osiemnasta edycja festiwalu wyższych szkół teatralnych, który jest jedynym swojego rodzaju festiwalem w regionie środkowoeuropejskim i który daje młodym artystom, związanym z teatrem, możliwość międzynarodowej konfrontacji swojej pracy, myśli i twórczości. W programie: spektakl Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie Ödöon von Horváth „Opowieści lasku wiedeńskiego”, reż. Agnieszka Glińska (22 czerwca 2010 r., godz. 20.00, MDPOH) - przedstawienie dyplomowe studentów Wydziału Aktorskiego PWST w Krakowie: Stanisław Ignacy Witkiewicz „Nadobnisie i koczkodany”.

20 czerwca 2010,godz. 19.00, Bratysława, Divadlo Nová scéna. • Koncert muzyka Jaromíra Nohavicy, zatytułowany Těšínské niebo – Cieszyńskie nebe, czyli „sentymentalny rajd tramwajowy” ➨ KONCERT KAMERALNY 22 czerwca 2010 r., godz. 19.00, Koszyce, Muzeum Vojtecha Löfflera, Alžbetina 20 W programie koncertu utwory F. Chopina, A. Dvořaka i H. Wieniawskiego. • Udział biorą: Teresa Kaban (fortepian) i Henryk Blažej (flet) ➨ WYSTAWA 25 czerwca – 31 sierpnia 2010 r., Pieszczany Wystawa instalacji Adama Kalinowskiego w ramach festiwalu „Socha a objekt” ➨ IWONA, KSIĘŻNICZKA BURGUNDA 28 czerwca 2010 r., godz. 19.00, Martin, Slovenské komorné divadlo, Divadelná 1 Sztuka Witolda Gombrowicza w wykonaniu Opolskiego Teatru Lalki i Aktora w ramach festiwalu „Dotyky a spojenia”

CZERWIEC 2010

29


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 30

Obok Polski

P

olska mojego dzieciństwa to Polska „bezgrzeszna”, kraj, w którym żyją ludzie dobrzy i prawi. Taką widziałam ją w swojej wyobraźni. Była to Polska tuż za miedzą, na wyciągnięcie ręki, ale prowadziła do niej okrężna droga. Co roku podczas wakacji jeździłam z mamą do bliskich krewnych, mieszkających we wsi, oddalonej od mojej rodzinnej Karwiny o ok. 10 km. Tylko że ciocia z wujkiem mieszkali w Polsce, a my w Czechosłowacji. Przez przejście graniczne w Czeskim Cieszynie mieliśmy do siebie trzy razy dalej. Po mojej stronie granicy niektórzy ludzie mówili po polsku, inni po czesku. Po tamtej, w Cieszynie za Olzą, słyszałam już tylko polską mowę. „Dlaczego w Cieszynie nie ma Czechów?” – zapytałam kiedyś. „Skąd by się tam wzięli?” – ofuknęła mnie mama. Nie miałam odwagi pytać dalej, ale stało się dla mnie jasne, że tam mieszkają tylko Polacy, a tu Polacy i Czesi. Polska szkoła podstawowa w Karwinie i średnia w Czeskim Cieszynie były dla mnie rzeczą oczywistą. Mimo że do szkoły czeskiej miałabym bliżej. Po maturze wybór też był prosty. Studia w Polsce. Na moim, humanistycznym kierunku na szczęście większość osób dobrze wiedziała, co to jest Zaolzie i nikt nie na30

zywał mnie Czeszką. Nie czułam się obco. To raczej powroty do domu były nieprzyjemne – te pierwsze zetknięcia z ziemią rodzinną, upstrzoną wielkimi świecącymi nawet w dzień czerwonymi gwiazdami, i z ludźmi, coraz częściej identyfikującymi się wyłącznie z narodem czeskim. Czeska interpretacja czasu „Solidarności” na początku lat 80. utwierdziła mnie w przekonaniu, że powinnam zostać w Polsce. Stało się inaczej. Przenosząc się z mężem z Polski z powrotem na Zaolzie, a potem rodząc tu dzieci, pomnożyłam ilość Polaków w tym regionie. Mąż, posiadający wyższe wykształcenie, został robotnikiem, bo miał problemy z językiem czeskim, a nie otrzymał zezwolenia na pracę w Polsce. Zdecydowaliśmy, bo mieliśmy tę możliwość, że dzieci będą miały obywatelstwo polskie, mimo że państwo nie przewidywało pomocy materialnej dla matek, które urodziły cudzoziemców, a tak było właśnie w moim wypadku.

Kiedy czasy się zmieniły, skorzystaliśmy z okazji i załatwiliśmy dzieciom także czeskie dokumenty, by miały podwójne obywatelstwo: polskie i czeskie. Staraliśmy się im też tłumaczyć zawiłości historyczne Śląska Cieszyńskiego, na którym przyszły na świat, regionu sztucznie przeciętego w 1920 roku i podzielonego na część polską oraz czeską, w której w tamtych czasach znalazło się nagle ponad 120 tys. Polaków. By miały argumenty w dyskusji i umiały się przeciwstawić, kiedy przybysze z rdzennie czeskich ziem lub neofici czescy będą im wmawiać, że są elementem obcym, i radzić, by wracały do Polski. Żeby umiały wytłumaczyć, iż są u siebie, i wyliczyć interlokutorom wartości, płynące ze współistnienia obok siebie dwóch narodów i przenikania się ich kultur. Żeby potrafiły wyjaśnić, w jaki sposób mniejszość wzbogaca większość. Bo wielu miejscowych Czechów widzi nas tylko w kontekście niezrozumia-

łych dla siebie postulatów o dwujęzyczne napisy czy sporów o utrzymanie polskich szkół. Po co wam, mówią, tablice z polskimi napisami, kiedy znacie język czeski? Wydaje im się, że egzekwowanie praw mniejszości wymierzone jest przeciwko nim. Ponad tymi podziałami lokalnymi kwitnie natomiast przyjaźń na najwyższym szczeblu – z perspektywy Pragi stosunki polsko-czeskie należą do najlepszych w historii. Zmniejszająca się nieustannie liczba niespełna czterdziestotysięcznej dziś społeczności polskiej na Zaolziu jest dowodem na to, że niełatwo być tu Polakiem. Prościej ulec presji, niż trwać w wierności spuściźnie przodków, nieustannie zadając sobie pytanie, w imię czego należy pozostać mniejszością,jeśli Czesi nas nie rozumieją, a Polska nie potrzebuje. Ale nie ma już granicy na Olzie i może z czasem znikną również granice mentalne. CZESŁAWA RUDNIK, KARVINÁ

Zapraszamy do Trenczyna już po raz 8. na rokroczną imprezę z cyklu „Przyjaźń bez granic“, która odbędzie się 19 czerwca. W programie: • godz. 15.00 – wernisaż wystawy „Wędrówki ze sztuką“, prezentującej prace dzieci i młodych autorów, uczestniczących w dziecięcych warsztatach twórczych, zorganizowanych przez Klub Polski Koszyce, oraz członkiń KP, które wzięły udział w workshopie „FITART 2009”, zorganizowanym także przez KP Koszyce; • godz. 16.00 – występy dziecięcych zespołów folklorystycznych z Polski i Słowacji na rynku miasta. Wszystkich zapraszamy też na wieczorną biesiadę polonijną, która odbędzie się w sąsiedztwie szkoły podstawowej w Kubrej. Bliższe informacje można uzyskać u organizatorów (tel. kom. 0908 751 988). MONITOR POLONIJNY


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 31

Laur olimpijski

Z

iemia była sucha i gorąca od promieni słonecznych. Adenor trenował skok w dal pod drzewem oliwnym. Nie mógł się doczekać chwili, kiedy razem z ojcem pojedzie na zawody. Całą Olimpię ogarnęło wielkie podniecenie.

Po czterech latach oczekiwań znów miały się tu odbyć igrzyska. Adenor każdego dnia pomagał ojcu przy koniach i naprawie rydwanu. Patrzył, jak ojciec ćwiczy zaprzęg. Uwielbiał razem z nim jeździć rydwanem. Podczas wieczornych biesiad dorosłych słuchał w ukryciu opowieści i wspomnień z poprzednich igrzyskach. Cieszył się, że nareszcie sam może trenować. Chciał być tak wysportowany jak wszyscy Grecy, których zeszłej nocy oglądał w rozpoczynającym igrzyska pochodzie. - Adenorze, już czas na nas! – dobiegło go wołanie z domu. Chłopiec zerwał się na równe nogi i z radością wbiegł do zimnego pokoju. Sięgnął po leżące na wielkiej

misie winogrona i ozdobne fibule - mosiężne brązowe spinki, których rodzice używali do spięcia na ramionach swoich chitonów, czyli białych, lnianych szat. Patrzył na ojca, który szykował się do wyścigu. - Ojcze, czy to prawda, że zawieszono wszystkie wojny na czas olimpiady? -To prawda synu. Jesteśmy teraz bardzo bezpieczni i nic nie zakłóci pokoju w Olimpii. Dzisiaj zobaczysz zaprzysiężenie reguł walki. To bardzo ważne, by zawsze współzawodniczyć zgodnie z nimi. Ale zostaw już to winogrono. Musimy jechać, by zdążyć na czas. Dotarli do miejsca hipodromu – toru wyścigowego dla koni i rydwanów. Rozpoczęła się ceremonia i wyścig. Adenor krzyczał z całych sił i kibicował ojcu. Ogromne tumany kurzu i piasku unosiły się na torze. Trudno było odróżnić rydwany i ich nagich jeźdźców. Ostatnie okrążenie dobiegało końca i na metę wjechał zwycięzca w hełmie, przystrojonym złotym pióropuszem. Był to ojciec Adenora, który

wygrał kolejny wyścig w swoim życiu. Chłopiec wybiegł, by go powitać. Potem radośnie udali się na stadion, by obejrzeć sportowców, walczących o zwycięstwo w innych dyscyplinach: rzucie oszczepem i dyskiem, biegach i zapasach. Pod koniec dnia odbył się festiwal. Nareszcie po 10 miesiącach samodyscypliny i diety ojciec mógł napić się wina i zjeść mięso. Razem słuchali poezji przy akompaniamencie harfy. Adenor był dumny jak paw, gdy inni zawodnicy składali gratulacje jego ojcu. A gdy ukoronowano go wieńcem laurowym, przysiągł sobie, że i on kiedyś też będzie tak wielkim sportowcem. Idea igrzysk olimpijskich przetrwała do dnia dzisiejszego. Zawody sportowe odbywają się co cztery lata w okresie letnim i zimowym. Ogień olimpijski przenoszony jest z Olimpii przez zawodników sztafety do miejsca, w którym organizowana jest olimpiada, będąca jednym z najważniejszych wydarzeń sportowych i symbolem braterstwa narodów. KASIA UFNAL

UWAGA! DZIECI I MŁODZIEŻ! Te r m i n n a d s y ł a n i a p r a c n a k o n k u r s rysunkowy na najpiękniejszą pracę, przedstawiającą postaci z polskich bajek, filmów czy książek, został p r z e d ł u ż o n y d o 2 0 c z e r w c a . W i e r z y m y, że przygotowanie takich prac będzie okazją do sięgnięcia po polskie lektury lub do obejrzenia polskich f i l m ó w d l a d z i e c i i m ł o d z i e ż y. P r a c e prosimy przesyłać pod adresem redakcji. Autorzy wyróżnionych prac o t r z y m a j ą n a g r o d y, z a ś w s z y s c y uczestnicy konkursu drobne upominki! CZERWIEC 2010

31


Monitor06

01.06.10 23:40

Stránka 32

W czerwcu możemy spełnić prawie wszystkie swoje kulinarne marzenia – warzywa i owoce, świeżutkie i apetyczne, mamy na wyciągnięcie ręki na każdym kroku. A że myślimy już o wakacjach i szykujemy się do odsłonięcia naszych powabów na plaży, ważne się staje, by na co

Sałatka z tortellini

dzień gotować nie tylko smacznie, ale i lekko. Sięgnijmy więc po przepisy na dania, które będą sycące, ale nie zrujnują naszej figury. Świetny przepis na sałatkę we włoskim stylu nadesłała do „Piekarnika” pani Justyna Chovaňáková. Sałatka jest sycąca, ale niezbyt pracochłonna, czyli w sam raz na spotkanie z gośćmi lub lekki obiad w upalny dzień.

Składniki: • 1 opakowanie tortellini z dowolnym nadzieniem (makaronowe pierożki znajdziemy najczęściej na pólce z innymi makaronami) • 3-4 pomidory lub opakowanie pomidorków koktajlowych • 1 ogórek • sos sałatkowy w torebkach – najlepiej włoski lub inny według smaku • 1 łyżka majonezu • 1 ząbek czosnku • garść orzechów włoskich • natka pietruszki

Sposób przyrządzania: Makaron gotujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu. Gdy przestygnie, dodajemy do niego pokrojone pomidory, ogórek, majonez, rozgnieciony ząbek

czosnku i orzechy. Przyrządzamy według przepisu sos sałatkowy i dodajemy do reszty produktów, mieszamy – i sałatka gotowa.

Znam również bardzo oryginalny, ale niezwykle prosty przepis na letnie danie z kurczaka, które zawsze kojarzyło mi się z popołudniowym odpoczynkiem gdzieś na południu Europy.

Sałatka z kurczakiem Składniki: • pozbawione kości dowolne kawałki kurczaka (około 1,5 kg) • 2 średnie opakowania jogurtu naturalnego • 1/2 łyżeczki zmielonego imbiru, • 1 łyżeczka papryki • 2 łyżeczki przyprawy curry • 1 łyżka soku z cytryny • 1 średnia cebula

Sposób przyrządzania: Wszystkie przyprawy wraz z posiekaną cebulą dodajemy do jogurtu i mieszamy na gładką masę. Kawałki kurczaka podsmażamy na patelni, a następnie przekładamy do garnka, do którego wlewamy masę jogurtową. Dusimy około godziny na wolnym ogniu. A efekt? Śródziemnomorska pycha! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2010/6  
Monitor Polonijny 2010/6  
Advertisement