Page 1


Lista ofiar katastrofy samolotu prezydenckiego, który rozbił się 10 kwietnia pod Smoleńskiem LECH KACZYŃSKI, prezydent RP ✝ MARIA KACZYŃSKA, żona prezydenta ✝ RYSZARD KACZOROWSKI, ostatni prezydent RP na uchodźstwie ✝ KRZYSZTOF PUTRA, wicemarszałek Sejmu KRYSTYNA BOCHENEK, wicemarszałek Senatu JERZY SZMAJDZIŃSKI, wicemarszałek Sejmu WŁADYSŁAW STASIAK, szef Kancelarii Prezydenta ALEKSANDER SZCZYGŁO, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego ✝ PAWEŁ WYPYCH, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta ✝ STANISŁAW JERZY KOMOROWSKI, podsekretarz stanu w MON ✝ TOMASZ MERTA, podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury ✝ MACIEJ PŁAŻYŃSKI, szef Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” MARIUSZ KAZANA, dyr. protokołu dyplomatycznego MSZ GEN. FRANCISZEK GĄGOR, szef sztabu generalnego WP MARIUSZ HANDZLIK, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta ✝ ANDRZEJ KREMER, podsekretarz stanu w resorcie spraw zagranicznych ✝ ANDRZEJ PRZEWOŹNIK, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa PIOTR NUROWSKI, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego JANUSZ KOCHANOWSKI, rzecznik Praw Obywatelskich SŁAWOMIR SKRZYPEK, prezes NBP JANUSZ KURTYKA, prezes IPN ✝ JANUSZ KRUPSKI, kierownik Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych POSŁOWIE I SENATOROWIE: GRZEGORZ DOLNIAK ✝ LESZEK DEPTUŁA ✝ GRAŻYNA GĘSICKA ✝ PRZEMYSŁAW GOSIEWSKI ZBIGNIEW WASSERMANN ✝ SEBASTIAN KARPINIUK ✝ IZABELA JARUGA-NOWACKA ✝ ALEKSANDRA NATALII-ŚWIAT ✝ ARKADIUSZ RYBICKI JOLANTA SZYMANEK-DERESZ ✝ WIESŁAW WODA ✝ EDWARD WOJTAS ✝ JANINA FETLIŃSKA ✝ STANISŁAW ZAJĄC PRZEDSTAWICIELE KOŚCIOŁÓW I WYZNAŃ RELIGIJNYCH: KS. BP GEN. DYWIZJI TADEUSZ PŁOSKI, ordynariusz polowy WP ✝ KS. ABP GEN. BRYGADY MIRON CHODAKOWSKI, prawosławny ordynariusz WP ✝ KS. PŁK ADAM PILCH, ewangelickie duszpasterstwo polowe ✝ KS. PPŁK JAN OSIŃSKI, ordynariat polowy WP ✝ KS. ROMAN INDRZEJCZYK, kapelan prezydenta ✝ KS. PRAŁAT BRONISŁAW GOSTOMSKI ✝ KS. JÓZEF JONIEC KS. ZDZISŁAW KRÓL ✝ KS. ANDRZEJ KWAŚNIK PRZEDSTAWICIELE SIŁ ZBROJNYCH RP: GEN. BRONI BRONISŁAW KWIATKOWSKI, dowódca Sił Operacyjnych ✝ GEN. ANDRZEJ BŁASIK, dowódca Sił Powietrznych ✝ GEN. TADEUSZ BUK, dowódca Sił Lądowych ✝ GEN. WŁODZIMIERZ POTASIŃSKI, dowódca Sił Specjalnych ✝ WICEADMIRAŁ ANDRZEJ KARWETA, dowódca Marynarki Wojennej ✝ GEN. KAZIMIERZ GILARSKI, dowódca Garnizonu Warszawa PRZEDSTAWICIELE RODZIN KATYŃSKICH I INNYCH STOWARZYSZEŃ: TADEUSZ LUTOBORSKI ✝ STEFAN MELAK STANISŁAW MIKKE ✝ BRONISŁAWA ORAWIEC-LOFFLER ✝ KATARZYNA PISKORSKA ✝ ANDRZEJ SARJUSZ-SKĄPSKI ✝ WOJCIECH SEWERYN LESZEK SOLSKI ✝ TERESA WALEWSKA-PRZYJAŁKOWSKA ✝ GABRIELA ZYCH ✝ EWA BĄKOWSKA ✝ ANNA MARIA BOROWSKA ✝ BARTOSZ BOROWSKI ✝ EDWARD DUCHNOWSKI ✝ BOŻENA MAMONTOWICZ-ŁOJEK OSOBY TOWARZYSZĄCE: JOANNA AGACKA-INDECKA ✝ CZESŁAW CYWIŃSKI ✝ PPŁK. ZBIGNIEW DĘBSKI KATARZYNA DORACZYŃSKA ✝ ALEKSANDER FEDOROWICZ ✝ DARIUSZ JANKOWSKI ✝ GEN. BRYG. STANISŁAW KOMORNICKI ✝ WOJCIECH LUBIŃSKI ✝ BARBARA MAMIŃSKA ✝ JANIANA NATUSIEWICZ-MIRER ✝ KS. RYSZRD RUMIANEK IZABELA TOMASZEWSKA ✝ ANNA WALENTYNOWICZ ✝ JANUSZ ZAKRZEŃSKI FUNKCJONARIUSZE BOR: JAROSŁAW FLORCZAK ✝ DARIUSZ MICHAŁOWSKI ✝ PAWEŁ JANECZEK ✝ PIOTR NOSEK ✝ ARTUR FRANCUZ ✝ PAWEŁ KRAJEWSKI ✝ JACEK SURÓWKA ✝ MAREK ULERYK AGNIESZKA PODGRÓDKA-WĘCŁAWEK ZAŁOGA SAMOLOTU: ARKADIUSZ PROTASIUK, kapitan ✝ ROBERT GRZYWNA ✝ ARTUR ZIĘTEK ANDRZEJ MICHALAK ✝ BARBARA MACIEJCZYK ✝ NATALIA JANUSZKO ✝ JUSTYNA MONIUSZKO

Cześć ich pamięci! 2

MONITOR POLONIJNY


Dziesiątego kwietnia Polska się zmieniła Dziesiątego kwietnia w wypadku samolotowym w trakcie pielgrzymki do grobów katyńskich zginął Prezydent Rzeczypospolitej i kilkudziesięciu najwyższej rangi funkcjonariuszy Państwa Polskiego: posłów, ministrów, generałów. Nigdy w dziejach żaden kraj nie przeżył podobnej tragedii. Polska pogrążyła się w żałobie. Również my, Polacy, żyjący na Słowacji. Jesteśmy w szoku. Nie do końca jeszcze możemy pojąć, co się stało. W tych najtrudniejszych dniach chcieliśmy być obok siebie. Zapełniły się kościoły na polskich mszach. Byliśmy razem choćby po to, by razem pomilczeć. Wielkim wsparciem było wsparcie i współczucie, jakiego doświadczyliśmy od żyjących obok nas Słowaków, począwszy od Prezydenta Gašparoviča, a skończywszy na dziesiątkach, ba, setkach normalnych, prostych ludzi, którzy palili świeczki i składali kwiaty przy drzwiach polskiej ambasady. Jesteśmy im za to wdzięczni. W to, co się stało, trudno uwierzyć. W jednej chwili zmieniły się realia. Polska stała się innym krajem. Wszelkie plany i kalkulacje polityczne, związane ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi, straciły na aktualności. Przed ludźmi z całą wyrazistością, podbudowywaną emocjami i rozpaczą, stanęło pytanie: co naprawdę jest w życiu ważne? Czy nasze codzienne kłótnie i dyskusje mają sens w obliczu majestatu śmierci i przemijania? Sprawy i projekty, które jeszcze dzień wcześniej zaprzątały nasze myśli jako najważniejsze, dnia następnego okazały się tak błahe, że po prostu szkoda było czasu, by się nimi zajmować. Refleksje na temat życia i śmierci pojawiały się w zwykłych rozmowach. Z nami, mieszkającymi poza granicami Polski, dzielili się nimi najpierw nasi bliscy w kraju, a już kilka godzin później mówili o tym komentatorzy telewizyjni. Wytworzył się nowy język polityczny, nowe poczucie wspólnoty i wartości. Nie umiemy jeszcze ocenić, na ile trwały będzie ten nowy sposób myślenia. Czy szok po tragedii, która rozegrała się prawie przed naszymi oczyma, zmieni polską kulturę polityczną? Może niezamierzona ofiara życia Lecha Kaczyńskiego i tych, którzy razem z nim byli na pokładzie samolotu, nabierze sensu? Ich tragiczna śmierć nakazuje wierzyć, iż kategoria Dobra istnieje i jest wartością, dla której warto pracować. Bo przecież nie można żyć bez świadomości, że istnieje jakiś sens naszych działań i naszego życia. To, co się stało, ta katastrofa bez precedensu, jest na pewno momentem historycznym, który odnotują podręczniki historii. Czy będzie to również przełomowy moment dla postaw społecznych i kultury politycznej społeczeństwa polskiego? Czy staliśmy się choć trochę lepsi i wrażliwsi? Głęboko jednak wierzę, że wydarzenia, do których doszło w Polsce ostatnio, nie są tylko środkowoeuropejską polityczną wersją reakcji na wieść o śmierci księżnej Diany. Cześć pamięci ofiar katastrofy pod Smoleńskiem! Andrzej Krawczyk Ambasador RP na Słowacji

Lech Kaczyński – życiorys Lech Kaczyński – in memoriam Kondolencje Człowiek z pasją służby Dni, które zmieniły Polskę Polska po tragedii oczami słowackiej dziennikarki ROZSIANI PO ŚWIECIE Nowe święta, nowe spojrzenie Z KRAJU Z NASZEGO PODWÓRKA MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ „Nic nie może przecież wiecznie trwać…” KINO-OKO „Rewers” PRZEGLĄD POLSKIEJ PRASY TO WARTO WIEDZIEĆ Profesor Włodzimierz Drzewieniecki pożegnał broń BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Książka o żywym człowieku SPORT!? Żałoba w PKOl SPORT!? Czas na rower! OGŁOSZENIA Solidarni MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Za co kochasz mamę? PIEKARNIK Witaj maju, słodki maju…

4 4 5 6 6 9 10 14 14 16 20 21 22

22 24 26 27 28 30 31 32

Czas jest najlepszym lekarstwem na smutek, a pamięci nikt nam nie odbierze. Zawsze będą z nami. Wyrazy współczucia bliskim ofiar tragedii pod Smoleńskiem składa Rada Klubu Polskiego na Słowacji

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c ov á , A n n a M a r i a J a r i n a , A l i c j a Ko r c z y k - C h o v a n e c , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , M a g d a l e n a P i e t z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín Dofinansowano ze środków Senatu RP dzięki pomocy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie“

www.polonia.sk MAJ 2010

ZDJĘCIE NA OKŁADCE: VLADIMIR ŠIMIČEK, DZIENNIK SME

3


Lech Kaczyński – życiorys Lech Aleksander Kaczyński urodził się 18 czerwca 1949 r. w Warszawie. W roku 1971 skończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1971–1997 był pracownikiem naukowym w Katedrze Prawa Pracy Uniwersytetu Gdańskiego. Jesienią 1977 r. nawiązał współpracę z Biurem Interwencji Komitetu Samoobrony Społecznej KOR. Od 1978 działał w Wolnych Związkach Zawodowych. W 1981 został delegatem gdańskiego NSZZ „Solidarność” na I Zjazd Krajowy Delegatów. W czasie stanu wojennego, od grudnia 1981 r. do października 1982 r., był internowany w Strzebielinku. W drugiej połowie lat 80. był bliskim współpracownikiem Lecha Wałęsy. Od lutego do kwietnia 1989 r. brał udział w obradach Okrągłego Stołu. W maju 1990 r. został wybrany na pierwszego wiceprzewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Zrezygnował z tej funkcji po przegranej walce z Marianem Krzaklewskim o stanowisko przewodni-

czącego „Solidarności” w lutym 1991 r. Lech Kaczyński był senatorem I kadencji (1989–1991) i członkiem Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Następnie sprawował mandat posła na Sejm I kadencji (1991 –1993) z listy Porozumienia Obywatelskiego Centrum (nie będąc formalnie członkiem PC). Od 12 marca 1991 do 31 października 1991 r. zajmował stanowisko ministra stanu ds. bezpieczeństwa w Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy. Z pracy tej odszedł po konflikcie z Lechem Wałęsą i szefem jego gabinetu Mieczysławem Wachowskim. W dniu 14 lutego 1992 r. został wybrany przez Sejm na prezesa Najwyższej Izby Kontroli, a 14 czerwca 2000 r. objął stanowisko ministra sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka. W 2001 r. stanął na czele Prawa i Sprawiedliwości, nowej partii prawicowej, powstałej na bazie dawnego Porozumienia Centrum.

Lech Kaczyński – in memoriam J aki był na co dzień Prezydent Lech Kaczyński? Przez 15 miesięcy był moim bezpośrednim szefem. Poznałem go także prywatnie. Ale jak pokrótce opisać i podsumować człowieka? Spróbuję… Z Lechem Kaczyńskim poznaliśmy się w roku 1990, ale przez pierwsze kilkanaście lat właściwie się nie spotykaliśmy. Od jesieni 2005 do początku 2007 należałem do grupy najbliższych współpracowników, wówczas już prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Spotykaliśmy się wtedy prawie codziennie, często nawet po kilka razy w ciągu dnia. Te spotkania były

4

różne: od 5-minutowych do… 5-godzinnych. Kilkadziesiąt razy brałem udział w prezydenckich podróżach. Jedliśmy razem śniadania i kolacje, piliśmy herbatę, czekając na samolot, lub jedliśmy razem kanapki, gdy byliśmy głodni o północy… Leszek – bo gdzieś w ostatnich dniach 2005 roku zaproponował mi przejście na „ty“, był dobrym, wrażliwym człowiekiem. Poglądy miał zdecydowane i czasem ostre, ale w kontakcie osobistym był łagodny i delikatny. Był bardzo kulturalny, a w jego zachowaniu czuło się tak zwaną kindersztubę. W stosunku do kobiet był nieco

Od 18 listopada 2002 r. do 22 grudnia 2005 r. piastował stanowisko prezydenta Warszawy. Wtedy to, w 2004 r., obchodzono 60. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. Z tej okazji Lech Kaczyński jako prezydent stolicy w lipcu 2004 r. otworzył Muzeum Powstania Warszawskiego. W 2005 roku wygrał wybory prezydenckie - w drugiej turze, 23 października zmierzył się z Donaldem Tuskiem, uzyskując 54,04% poparcia. Lech Kaczyński zginął 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie rządowego samolotu TU-154 pod Smoleńskiem, w drodze na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, podczas których wraz z małżonką, przedstawicielami Rodzin Katyńskich, a także parlamentarzystami, duchownymi, kombatantami i żołnierzami miał złożyć hołd Polakom, zamordowanym przez NKWD. Dnia 18 kwietnia 2010 roku para prezydencka spoczęła w podziemiach katedry na Wawelu w Krakowie. red

archaicznie szarmancki: witając się zawsze całował je w rękę, a rzeczą niedopuszczalną dla niego było przejście przez drzwi przed kobietą. Potrafił zupełnie serio zganić za to tych z ministrów, którzy, przychodząc na rozmowy, wchodzili na salę przed swoimi dyrektorkami. Ktoś nazwał go kiedyś gentelmanem z lat 60-tych. I coś w tym było. Także gusta literackie miał archaizujące. Lubił klasyczne powieści, np. Józefa Weyssenhoffa, którego czytują dzisiaj już tylko zawodowi poloniści. Poczuwał się do troski o swoich współpracowników, ich rodziny. Kiedy do-

wiedział się, że ktoś ma problemy, np. zdrowotne, gotów był włożyć dużo wysiłku, żeby pomoc. Głośno było kiedyś o tym, jak w jednym z warszawskich szpitali nakrzyczał na pielęgniarkę. Jego polityczni przeciwnicy uznali to za arogancję, a on pojechał odwiedzić w szpitalu siostrę czy matkę jednej ze swoich sekretarek i zdenerwował się, widząc jakieś niedociągnięcia. Powszechnie znana była jego miłość do psów i kotów, których zawsze miał kilka. Wzruszał go widok zranionego psa czy innego zwierzęcia. Nie lubił myślistwa i myśliwych. Do ludzi, których spotykał, przekonywał się powoli, ale jak już ich poznał, MONITOR POLONIJNY


Kondolencje Do

przedstawicieli Klubu Polskiego oraz do redakcji „Monitora Polonijnego“ wpłynęły listy z kondolencjami po tragicznym wypadku polskiego samolotu pod Smoleńskiem. W tych trudnych chwilach solidarnie łączyli się z nami pracownicy polonistyki Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie, przewodniczący Stowarzyszenia Serbów na Słowacji, pełnomocnik rządu ds. Romów i wielu innych. Na ręce Ryszarda Zwiewki, naszego reprezentanta w Radzie Rządu Republiki Słowackiej do Spraw Mniejszości Narodowych i Grup Etnicznych, wpłynął list, adresowany do słowackiej Polonii, wystosowany przez wicepremiera Dušana Čaploviča. traktował jako swoich współpracowników i był wobec nich bardzo oddany, opiekuńczy i tolerancyjny. Z trudnością przychodziło mu krytykować osoby, które obdarzał zaufaniem. W gronie przyjaciół lubił żartować, także z siebie. Był urodzonym gawędziarzem. Lubił zarówno opowiadać, jak i słuchać. Uwielbiał długie, nocne rozmowy przy czerwonym winie (innych alkoholi nie pijał). W dziedzinach, które go interesowały, w sprawach historycznych, politycznych czy np. statystyce ekonomicznej miał niesamowitą wiedzę i pamięć. Zadziwiał nawet profesjonalistów swoją detaliczną znajomością przebiegu wydarzeń majowych z 1926 roku czy poMAJ 2010

wstania warszawskiego z 1944. Powstanie warszawskie i Armia Krajowa to były dla niego świętości. W chwili refleksji powiedział nam kiedyś, że za swoje największe osiągnięcie życiowe uważa nie prezydenturę, ale budowę Muzeum Powstania Warszawskiego. Wzruszające były jego stosunki z żoną. Był do niej bardzo przywiązany, wręcz uzależniony od jej obecności. W gruncie rzeczy bardzo lubił jej opiekuńcze gesty, kiedy publiczne poprawiała mu krawat, sprawdzała, czy nie zapomniał chusteczki do nosa itp., z których dobrodusznie pokpiwano sobie trochę za jego plecami. Nie piszę nic o jego zwią-

zku z mamą i bratem, który to związek był rzeczywiście wyjątkowy. Jeśli minęła godzina bez kontaktu, musiał zadzwonić do brata, choćby po to tylko, żeby się spytać, czy wszystko w porządku. To było silniejsze od niego. Pamiętam, jak podczas jednej z wizyt zagranicznych tamtejsze MSZ dowiadywało się konfidencjonalnie u uczestników polskiej delegacji, czy w Polsce nie ma jakichś problemów wewnętrznych, skoro prezydent dzwoni tam co godzinę. Ten łagodny człowiek miał wyraziste poglądy. Formułował je czasem ostro, wdawał się w polityczne boje, bywało, że sam je inicjował. Dawał się czasem przekonać radykałom i zwolen-

nikom uproszczonych wizji świata. Historycy pewno będą się jeszcze długo spierać o ich ocenę, zasadność i sprawiedliwość. Tworzył wraz ze swoim bratem Jarosławem polityczny tandem, który stał się europejskim fenomenem. Panowała opinia, że to Jarosław był w tej dwójce siłą wiodącą, ale wcale nie jestem tego taki pewien. Odszedł od nas wielki patriota, człowiek, który miał wizję Polski i poświęcił dla niej swoje życie. Każdy z nas ocenia go i będzie oceniać wedle swoich poglądów, ale jedno nie podlega dyskusji: jemu nie było wszystko jedno – chciał uczynić Polskę lepszą… ANDRZEJ KRAWCZYK 5


Człowiek z pasją służby J

edną z ofiar tragicznej katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem był Maciej Płażyński – prawnik, polityk, od maja 2008 roku prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Po przemianach ustrojowych został mianowany przez pierwszego niekomunistycznego premiera Polski Tadeusza Mazowieckiego wojewodą gdańskim. Funkcję tę pełnił w latach 1990–1996. W 1997 roku uzyskał mandat posła na Sejm III kadencji z listy AWS. W latach 1997 –2001 był marszałkiem Sejmu. W tym okresie cieszył się największym zaufaniem społecznym. Swoją popularność i chęć służenia Polsce wykorzystał, powołując do życia wraz z Andrzejem Olechowskim i Donaldem Tuskiem 19 stycznia 2001 r. Platformę Obywatelską, której stał się pierwszym przewodniczącym. Z PO odszedł w 2003 r., tłumacząc swą decyzję względami rozbieżności programowej. W kolejnych latach był posłem na Sejm IV i V kadencji, senatorem i wicemarszałkiem Senatu VI kadencji. Dwukrotnie miałam możliwość spotkania się z tym charyzmatycznym człowiekiem. Po raz pierwszy w 2001 roku, kiedy przybył on do Bratysławy z oficjalną wizytą jako marszałek Sejmu. Było to w dniu, kiedy Polskę obiegła informacja o powstaniu nowej partii – Platformy Obywatelskiej, co marszałek wyjaśniał: „Wydaje mi się, że to moja polityczna odpowiedzialność względem moich wyborców. Nie chcę, by zarzucali mi, że nie zrobiłem dostatecznie dużo, by nie musieli głosować na komunistów“. Po raz drugi spotkałam się z nim w jego gabinecie na Wiejskiej w Warszawie, kiedy pełnił funkcję wicemarszałka Senatu. Jak zawsze był trochę zdystansowany, powściągliwy, cichy. „Jestem przekonany, że Polacy mają bardziej prawicowe niż lewicowe poglądy. Prawica uzyska dobry wynik wtedy, kiedy zacznie prezentować programy, które będą adresowane do wyborców“ – tak wyjaśniał 6

MACIEJ PŁAŻYŃSKI (1958-2010)

swoje poglądy. W polityce był cały czas aktywny, ale, jak komentują jego znajomi, był zwolennikiem współpracy PO i PiS-u i dlatego nie odnalazł się w sytuacji konfliktu między tymi partiami. Gdański radny i kolega marszałka Wiesław Kamiński w rozmowie dla gdańskiego wydania „Gazety Wyborczej” mówił, że Płażyńskiego w świecie polityki wyróżniały dwie cechy: skromność i słowność: „Lata uczestniczenia w sprawowaniu władzy nie zmieniły go. Pozostał cichy i zwyczajny, w równym stopniu skupiony na ważnym, oficjalnym rozmówcy, jak i na nieznanym przechodniu, który go zagadnął. Był też niesłychanie słowny, nie składał obietnic bez pokrycia“. Fakt, że po Andrzeju Stelmachowskim stanowisko prezesa Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“ objął Maciej Płażyński jeden z jego współpracowników tak komentował: „To była dla niego doskonała funkcja na trudne czasy. Bez przeszkód i nie wchodząc w spory partyjne mógł realizować swoją pasję – pasję służby“. Nie zdążył m.in. dokończyć jednego z wielu projektów pomocy Polonii – w piątek przed katastrofą ustalał szczegóły, dotyczące kolejnej edycji akcji „Lato z Polską“, dzięki której w ubiegłym roku wakacje w Polsce spędziło 2500 dzieci z Białorusi. Klub Polski na Słowacji, przygotowując się do majowego kongresu, liczył na osobiste spotkanie z prezesem Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“. W klubowej dokumentacji koperta z zaproszeniem na nazwisko Maciej Płażyński pozostanie już na zawsze. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

S

obotni poranek 10 kwietnia – wreszcie weekend! Parę minut po wpół do dziesiątej odbieram telefon od koleżanki z Polski, która przekazuje mi krótką wiadomość: „Rozbił się samolot, lecący do Katynia. Nie żyje prezydent i wszyscy, którzy byli z nim na pokładzie!“. Biegnę do telewizora, by sprawdzić informację, mając nadzieję, że się nie potwierdzi. Niestety… Wszystko nabiera zupełnie innego tempa. Pospiesznie pakuję rzeczy, by wyruszyć do kraju, pogrążonego w szoku i smutku.

W drodze, jeszcze przed polskimi granicami, reguluję radioodbiornik, by móc słuchać polskich radiostacji. A więc jednak to prawda. Co chwilę słyszę nowe wiadomości, dotyczące tego, co dzieje się w naszej ojczyźnie. Niestety, informacje z Rosji są wciąż niezmienne: pod Smoleńskiem rozbił się prezydencki samolot, na pokładzie którego byli… I tu zaczyna się wymienianie 96 nazwisk. W którejś rozgłośni słyszę, że odczytanie listy samych nazwisk zajmuje 7 minut! Coraz bardziej uświadamiam sobie ogrom tragedii.

Przystanek pierwszy „Dlaczego znowu Katyń? Siedemdziesiąt lat temu zamordowano tam polskich oficerów, a teraz znowu MONITOR POLONIJNY


Dni, które zmieniły Polskę w tym miejscu zginęło tylu mądrych ludzi“ – mówi Maciej, którego spotykamy na Rynku w Cieszynie, kiedy zapala świeczkę, stawiając ją obok tych, które tam już płoną. Iza i Krystyna chronią się pod arkadami przed deszczem, przyglądając się zniczom, ustawionym w kształcie krzyża. „Rano włączyłam telewizor i nawet nie zwróciłam w pierwszej chwili uwagi na ujęcia, byłam przekonana, że będą pokazywać transmisję z uroczystości w Katyniu – opowiada Iza – dopiero potem dotarło do mnie, co się stało“. Od razu chciała dzwonić do przyjaciół, ale nie udało się jej połączyć, bo sieć była przeciążona. „Podobnie było z Internetem, zawieszał się, a stron, najczęściej odwiedzanych przez internautów, nie można było odświeżyć“ – dodaje jej koleżanka.

może uwierzyć w to, co się stało. Tych, co zginęli, znał osobiście, z wieloma się przyjaźnił. W biurze na ścianach widnieją fotografie: na jednej Lech Kaczyński, naprzeciwko jego brat Jarosław. Pracownik, dyżurujący przy wejściu do budynku, też jest zdezorientowany. „Przychodzili tu często. Dwa dni przed katastrofą zatrzymał się tu pan Gosiewski, chwilę rozmawialiśmy“ – wspomina. Przy wejściu płonie kilka zniczy.

Przystanek trzeci Dzień po tragedii na drzwiach biur poselskich tabliczki z nazwiskami ofiar katastrofy są przepasane czarną wstążką. Najwięcej jest tych w sejmowym korytarzu, które zajmuje partia Prawo i Sprawiedliwość. „To dla nas szok, na nic takiego nie byliśmy przygotowani“ – mówi Mariusz Błaszczak, rzecznik prasowy klubu parlamentarnego PiS. Wspomina kolegów i kole-

Przystanek drugi Krzysztof Sobolewski nie zmrużył oka od soboty – pełnił dyżur w siedzibie partii Prawo i Sprawiedliwość przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie. „Przez całą noc odbierałem faksy z kondolencjami“ – mówi, pokazując stertę listów. Nie odczuwa zmęczenia, to w tej chwili nie jest ważne. Nie MAJ 2010

7


żanki, którzy zginęli pod Smoleńskiem, m.in. posłankę Aleksandrę Natalii-Świat, jadącą na grób swojego dziadka, który zginął w 1940 roku w Katyniu wraz z ponad 20 tysiącami polskich oficerów. „To dla nas bardzo symboliczne – mówi Błaszczak. – Siedemdziesiąt lat temu została tam wymordowana polska elita, a teraz znów w tym samym miejscu straciliśmy najlepszych ludzi. Cały świat, który do tej pory nie wiedział, co się wydarzyło w Katyniu, już o tym nie zapomni“. Nieopodal, w sejmowym korytarzu przed tablicą, upamiętniającą tragiczną śmierć polskich polityków, którzy oddali swoje życie podczas II wojny światowej, zbierają się posłowie, by oddać hołd tym, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Wspólnie śpiewają hymn, wpisują się do księgi kondolencyjnej. Za chwilę wszyscy udają się do sejmowej kaplicy, gdzie będzie odprawiona msza w intencji ofiar katastrofy. „Teraz ludzie i media mówią zupełnie inaczej o naszym prezydencie. Pomaga nam ta niesamowita solidarność osób, które zbierają się przed pałacem prezydenckim. Wierzymy, że zmieni się też kultura polityczna“ – mówi Błaszczak. Przed Sejmem zbiera się coraz więcej osób. Na trawie obok zdjęć zmarłych polityków palą się znicze.

nie o 12.00 uczcić dwoma minutami ciszy śmierć prezydenta oraz pozostałych 95 ofiar katastrofy. Najpierw wyją syreny, a potem zapada cisza. Cisza tysięcy ludzi. Jeszcze nigdy nie było ich tu aż tylu. Jedni właśnie zmierzają w stronę pałacu, inni odchodzą. Uliczni sprzedawcy oferują świeczki. Przy jednym z nich zatrzymuje się pan Bogusław, który do plecaka pakuje kilka zakupionych zniczy. „Głosowałem na Lecha Kaczyńskiego i pewnie w tym roku również bym na niego głosował, choć nie zawsze zgadzałem się z jego decyzjami“ – mówi i z żalem dodaje, że jego osąd może nie zawsze był sprawiedliwy. Zastanawia się na głos, czy przypadkiem czasami nie ulegał wpływom mediów, krytykujących prezydenta. Nie chce mu się rozmawiać, jak wielu innym, którzy, zamknięci w swoim smutku, idą oddać hołd ofiarom katastrofy.

Przystanek czwarty

Przystanek piąty

Tysiące ludzi na Krakowskim Przedmieściu. W rękach mają kwiaty, białoczerwone flagi z kirem, świeczki. Im bliżej Pałacu Prezydenckiego, tym bardziej tłumnie. I choć jesteśmy na powietrzu, zapach płonących świec zapiera dech w piersiach. Każdy chce być jak najbliżej Pałacu, by punktual-

„Właśnie wyruszyli z lotniska“ –młody chłopak informuje swoją dziewczynę o tym, czego się dowiedział przez telefon. Stoją obok nas w tłumie przed Teatrem Narodowym. Tędy miedzy innymi ma przejechać samochód, wiozący trumnę z ciałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którą wła-

8

śnie przywieziono z Rosji. Czekanie może przedłużyć się o kilkadziesiąt minut, ale nikt się nie rusza z miejsca. Stoimy w zadumie, bez szemrania podporządkowując się poleceniom policji, która toruje drogę kolumnie samochodów. „Prezydent Kaczyński i jego żona interesowali się uboższymi, biednymi dziećmi i starszymi“ – mówi pani Anna. Jest poruszona. Obawia się jednak, że może się powtórzyć scenariusz sprzed pięciu lat, kiedy

zmarł papież Jan Paweł II i kiedy to Polacy na jakiś czas zaprzestali sporów między sobą. Wkrótce jednak o tym zapomnieli.

Przystanek szósty W niedzielne przedpołudnie na drodze prowadzącej do Krakowa coraz więcej samochodów z czarnymi wstążkami, przymocowanymi do anten radiowych. Wszyscy zmierzają na uroczystości pogrzebowe pary prezydenckiej. Tego dnia na ulicach Krakowa jest ok. 150 tysięcy ludzi. Nad przebiegiem uroczystości czuwa 5 tysięcy funkcjonariuszy służb mundurowych z 8 województw. „Jesteśmy przygotowani, w Krakowie obsługiwaliśmy wizyty papieży, a niedawno szczyt NATO“ – wyjaśnia Mariusz Sokołowski, rzecznik Stołecznej KomenMONITOR POLONIJNY


Polska po tragedii

ZDJĘCIA: VLADIMIR ŠIMIČEK, DZIENNIK SME

oczami słowackiej dziennikarki

MAJ 2010

dy Policji. Kraków w tak krótkim czasie zdążył przygotować się na przyjęcie czołowych polityków z różnych krajów, którzy przybyli pożegnać Lecha Kaczyńskiego i jego małżonkę, oraz tysięcy ludzi, wśród których jest też pan Zbyszek z Łodzi. Ubrany na czarno w koszulce z napisem: „Smoleńsk 10.04.2010”. Właśnie idzie z plecakiem w kierunku dworca. „Wczoraj wyruszyłem do Warszawy, żeby pożegnać wszystkie ofiary katastrofy, dziś o 8 rano dotarłem na krakowski Rynek“ – wyjaśnia. Dla niego uroczystości pogrzebowe w Krakowie mają olbrzymie znaczenie, bowiem głosował na Lecha Kaczyńskiego i był jego zwolennikiem. „To był prezydent, który zawsze mówił prawdę, bez względu na to, czy miała mu ona przynieść popularność czy nie. Zasłużył sobie na wszystkie honory“ – przekonuje. Za chwilę będzie musiał wsiąść do pociągu, by wrócić do Łodzi, do swoich obowiązków. Z pewnością tu jeszcze powróci. „Dawno nie byłem na Wawelu, ostatnio z wycieczką szkolną, ale teraz wielu z nas częściej będzie tu przyjeżdżać, by odwiedzić kryptę, w której spoczywa para prezydencka“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA Cieszyn, Warszawa, Kraków

Kiedy w sobotę rano, w dniu tragedii polskiego samolotu prezydenckiego dowiedzieliśmy się, że musimy wyruszyć do Warszawy, nie byłam pewna, czy to właściwa decyzja. Niecałe dwa lata temu przeżyłam podobną atmosferę w sąsiedniej Austrii, kiedy to w tragicznym wypadku zginął kontrowersyjny polityk Jörg Haider. Potrafiłam więc wyobrazić sobie podobny szok, przejęcie i smutek. Tylko wtedy w Austrii pytaliśmy o reakcje bezpośrednio na miejscu wypadku. W przypadku tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego i 95 polskich osobistości miejsce tragedii było daleko od tego, do którego nas wysyłano. Tym bardziej byłam zdziwiona tym, co zobaczyłam w Warszawie. Zaskoczył mnie masowy smutek. W pewnym momencie przed pałacem prezydenckim w Warszawie nie mogliśmy zrobić ani kroku, bowiem uwięźliśmy wśród tysięcy ludzi, którzy przyszli w niedzielne południe uczcić ofiary katastrofy dwoma minutami ciszy. W tym tłumie byli przedstawiciele wszystkich wiekowych kategorii. Dziwiłam się, widząc, ile osób przyszło z małymi dziećmi na rękach czy w wózkach. Jako matka miałabym dylemat – nie jestem pewna, czy chciałabym, by moje dzieci przeżywały rozpacz w miejscu publicznym. Później w telewizji zobaczyłam ojca, dumnie wyjaśniającego, iż chce, aby jego mały syn zapamiętał tę tragedię. Wiele spotkanych na ulicy osób, które zagadywaliśmy, nie było w stanie nic powiedzieć, tak było wzruszonych. Mimo że większość nie głosowała na Lecha Kaczyńskiego, wszyscy mówili o nim jako o swoim prezydencie. Trudno mi sobie wyobrazić podobne, silne emocje u nas, na Słowacji, choć oczywiście wiadomo, że żadna podobna tragedia nie miała do tej pory miejsca w żadnym innym kraju, a na dodatek mało który kraj ma za sobą takie tragiczne doświadczenia jak właśnie Polska. Tyle ludzi na ulicach, wielogodzinne oczekiwanie w kolejce do pałacu prezydenckiego, by oddać hołd prezydenckiej parze... Nie przypominam sobie, bym coś podobnego widziała na przykład w Austrii po śmierci prezydenta Thomasa Klestila. Myślę, że swoją, żałobą Polacy „przebili“ tę, po śmierci księżnej Diany. Z drugiej strony podziwiałam, że tak silne emocje nie były bezgraniczne. W momencie, kiedy podano, iż para prezydencka zostanie pochowana na krakowskim Wawelu, wielu Polaków sprzeciwiało się temu. Odnoszę wrażenie, że każda tragedia, która dotyka Polaków, czyni ich dojrzalszymi. MIRIAM ZSILLEOVÁ, dziennik SME 9


Po

tragedii pod Smoleńskiem wszyscy śledziliśmy wydarzenia w Polsce, oglądaliśmy na ekranach telewizorów naszych rodaków, którzy podczas żałoby narodowej wyszli na ulice, by solidarnie oddać hołd ofiarom katastrofy. Tragedia ta dotknęła również nas, Polaków mieszkających za granicą, dlatego tym razem w rubryce „Rozsiani po świecie“ przedstawiamy wypowiedzi Polaków mieszkających poza granicami naszej ojczyzny, ich odczucia, związane z tą wielką stratą.

Tadeusz Urbański, Sztokholm

Anna Godrijewska, Lwów

T

W

amtej soboty rano miałem jeszcze dokończyć felieton, ale z przyzwyczajenia zajrzałem do Internetu. Była 8.45 i nic nadzwyczajnego się nie działo. Pamiętałem, że w piątek 9 kwietnia, wszystko było zaplanowane i mimo wysokiego poziomu konfliktów politycznych państwo funkcjonowało jak zwykle. Gazety analizowały spotkanie premierów Tuska i Putina w Katyniu, omawiając jednocześnie spodziewaną wizytę prezydenta Lecha Kaczyńskiego w tym ważnym dla nas miejscu. Nagle na ekranie komputera dostrzegłem czerwonymi literami zapisaną wiadomość o kłopotach prezydenckiego samolotu w Smoleńsku. Za chwilę inna gazeta podała lakoniczną notkę o wypadku. O godzinie 9.05 było już wiadomo, że to katastrofa, której rozmiarów nikt nie mógł określić. Szybko chwyciłem za telefon, by zawiadomić moich kolegów dziennikarzy w USA i Kanadzie - przecież u nich była trzecia w nocy! Siedziałem w domu, krążąc między telewizorem, gdzie oglądałem wiadomości na BBC i CNN, i komputerem. Wysyłałem listy i telefonicznie budziłem znajomych i przyjaciół. Dostałem również kilka telefonów i SMS-ów z Polski i ze świata. Świat się budził w sobotę 10 kwietnia, by usłyszeć tragiczną wiadomość. Felieton skończyłem w poniedziałek rano. 10

tę sobotę oprowadzałam po Cmentarzu Łyczakowskim grupę młodzieży z Polski, którym opowiadałam o wybitnych Polakach, mieszkających niegdyś we Lwowie. Szliśmy Aleją Zasłużonych. Obok pomnika Seweryna Goszczyńskiego cytowałam „Posłanie do Polski“, fragment który jest wyryty na pomniku poety: Polsko Ty masz wyższy zakon boski Odkryć przed świata obliczem Nie przez martwe pisma głoski Ale życiem ofiarniczem Nagle pani profesor – uczestniczka wycieczki, poinformowała nas, że rozbił się

samolot prezydencki. Zastygliśmy w milczeniu. W tej chwili strofy wiersza, który cytowałam, nabrały innego znaczenia. Ból ścisnął za gardło. Udaliśmy się na Cmentarz Orląt Lwowskich, gdzie w malutkim pokoiku Towarzystwa Opieki nad Grobami Wojskowymi włączona była TV „Polonia”. Patrzyliśmy i nie wierzyliśmy... Przed Grobem Nieznanego Żołnierza uczciliśmy pamięć Orląt Lwowskich i tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem. W sobotę wieczorem w katedrze lwowskiej odprawiona została msza żałobna, w niedzielę natomiast odbyła się msza koncelebrowana przez metropolitę lwowskiego ks. M. Mokrzyckiego. Wzruszyło mnie to, że znajomi innych narodowości wyrażali nam współczucie.

Bożena Bogdańska-Szadai, Budapeszt

N

ie ma takich słów, które oddałyby to, co czuję. W katastrofie zginęło 96 bardzo ważnych osób, wśród nich te, które były nam, Polakom znad Dunaju szczególnie bliskie, na przykład pan Andrzej Przewoźnik – sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Dla Niego nasze polskie miejsca pamięci narodowej na obczyźnie były miejscami świętymi... Dzień 17 kwietnia węgierski rząd ogłosił dniem żałoby narodowej. Na placu Kossutha przy siedzibie Węgierskiego Zgromadzenia Narodowego płonął znicz, składano kwiaty. W jednej z dzielnic Budapesztu

na znak solidarności z Polską odsłonięto tablicę ku czci ofiar ostatniego katyńskiego dramatu. W dniu 10 kwietnia wieczorem przy pomniku gen. Józefa Bema w Budapeszcie spontanicznie zebrali się Polacy i Węgrzy, by w ciszy wyrazić swój hołd ofiarom katastrofy. Następnego dnia, 11 kwietnia, w Kościele Polskim w Budapeszcie sprawowana była msza za dusze prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki oraz wszystkich zmarłych. Msze święte odbyły się w wielu miejscowościach Węgier, inicjowane zarówno przez Polaków, jak i Węgrów. Dnia 13 kwietnia, czyli w Dniu

Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej na Óbudzie (III dz. Budapesztu) tamtejszy Samorząd Mniejszości Polskiej przy tablicy ku czci Męczenników Katynia złożył hołd wszystkim ofiarom Katynia: tym sprzed 70 lat i tym sprzed trzech dni. Tych dwóch tragedii nie można porównywać, ale Katyń to dla nas Polaków miejsce straszne i święte. Dlaczego los tak nas doświadcza? Przyszłość ma przeszłość i inaczej po polsku nie można myśleć. MONITOR POLONIJNY


Marek Mańkowski, Calgary

R

Romuald Mieczkowski, Wilno

W

spominamy prezydencką parę, pamięć boleśnie przywołuje osoby, które zginęły w katastrofie, a które powszechnie znano i z którymi nas zetknął los. Ludzie, jak to ludzie – niektórzy podjęli niezwykłe działania, wypowiadali się politycy, poeci pisali pełne tragizmu wiersze. Mimo oficjalnych komunikatów na temat przyczyn tragedii, które zapewne otrzymamy, zapewne nigdy nie ogarniemy jej rozmiaru. W czasie mszy żałobnej w wileńskiej Ostrej Bramie przypominałem sobie pielgrzymkę do Katynia przed laty i w żaden sposób do listy tamtych ofiar nie potrafiłem dodać nowych nazwisk. Potrzebny jest czas i wielka solidarność, by z tego bólu powstać.

zadko się zdarza, by telefon w środku nocy przynosił dobrą wiadomość. Ten telefon był o 2.30 nad ranem. Wiadomość, którą otrzymałem, była wręcz nierealna. Włączyłem telewizor. Ani CNN, ani BBC nic jeszcze nie przekazywały. Po kilku minutach znalazłem potwierdzenie otrzymanej wiadomości najpierw na stronie internetowej 660 News radia z Calgary, potem na TVN24. Niedowierzanie przekształciło się w łzy, płynące bez kontroli po policzkach. Sen już nie przyszedł tej nocy. Powoli wszystkie stacje zaczęły przekazywać tragiczną wiadomość, która zdominowała wszystkie inne. Stacje telewizyjne i radiowe mówiły nie tylko o samej katastrofie, ale również o miejscu, w którym się wydarzyła, o Katyniu. O znaczeniu tego miejsca, o zbrodni sowieckiej na narodzie polskim, o powodach, dla których delegacja rządowa z prezydentem leciała do Smoleńska. Jeszcze nigdy tak wyraźnie nie określano w światowych mediach odpowiedzialności Rosji za wymordowanie

tysięcy Polaków, elity narodu. Grupa przedstawicieli Polonii calgaryjskiej zebrała się w sali parafialnej, by ułożyć oświadczenie dla kanadyjskich mediów, w Domu Polskim przygotowano księgę kondolencyjną. Flaga polska z czarną wstęgą powiewała, spuszczona do połowy masztu. W niedzielę o 11.00 odbyła się msza w intencji ofiar katastrofy. Kościół wypełniły tłumy – był poczet sztandarowy kombatantów, Rycerze Kolumba, harcerze. W poniedziałek w pracy Kanadyjczycy od rana składali mi kondolencje. Nikt się nie śmiał, nie opowiadał dowcipów. Wszyscy zachowali powagę, choć wśród ponaddwudziestoosobowej załogi jest nas Polaków tylko dwóch.

Tatiana Zacharowa, Sankt Petersburg

N

ajpierw ogarnęło mnie osłupienie: czy to możliwie? Potem ból i żałoba… Tak, katastrofy samolotów czasami się zdarzają i zawsze śmierć w powietrzu przeraża. Ale tutaj miało miejsce coś więcej: znów nasze narody - Polaków i Rosjan związała wspólna tragedia. I na dodatek symbol Katynia - zbrodni wojennej, o której nie wolno zapomnieć. Przypominam sobie, jak rok temu byłam na pokazie zamkniętym filmu Andrzeja Wajdy „Katyń“ i nie mogłam zrozumieć, dlaczego ten mądry i przenikliwy film nie wolno wyświetlać w moim kraju. Ale parę dni przed katastrofą obraz, pokazujący tragedię polskich oficerów, można MAJ 2010

było zobaczyć na kanale telewizyjnym „Kultura“, który nie cieszy się zbyt dużą popularnością. Na drugi dzień po katastrofie w porze największej oglądalności ten film emitowała na całą Rosję telewizja państwowa. Dziękuję. Ale cena była zbyt wysoka… W niedzielę, 11 kwietnia, na głównej ulicy Sankt Petersburga na Newskim prospekcie w kościele pod wezwaniem św. Katarzyny Aleksandryjskiej modliliśmy się o życie wieczne dla ofiar katastrofy lotniczej. Wielu ludzi złożyło kwiaty przed portretem prezydenta Polski i jego małżonki. Przypomniałam sobie, jak w maju 2007 roku pani Maria Kaczyńska odwiedziła ten najstarszy ko-

ściół rzymskokatolicki w Rosji, kiedy przyjechała na uroczyste otwarcie Domu Polskiego. Wtedy małżonki prezydentów Polski i Rosji: Maria Kaczyńska i Ludmiła Putin oraz gubernator Petersburga Walentyna Matwiejenko otworzyły placówkę polonijną w naszym mieście. To, jak wtedy mówiła pani Maria, jak wyglądała, pozostało w pamięci. Ciepło przywitała rodaków i wyraziła nadzieję, że wszyscy, którzy

interesują się Polską, będą mogli w tym Domu dowiedzieć się więcej o tym kraju. Dodała, że w Petersburgu urodziła się jej mama, która wspominała go z dużym sentymentem. Mówiła prosto, od serca, widać, że była wzruszona. Inteligentna i elegancka, niezwykle sympatyczna i normalna osoba… Podczas tej uroczystości towarzyszył pani Marii Kaczyńskiej prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“ Maciej Płażyński, który też zginął tragicznie 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie prezydenckiego samolotu TU-154 pod Smoleńskiem… Dzień 12 kwietnia w Rosji był dniem żałoby narodowej. Mieszkańcy Petersburga przynosili kwiaty i składali kondolencje w Konsulacie Generalnym RP. 11


Ewelina Widera, Dublin

Janusz M. Szlechta, Nowy Jork

L

N

eżałyśmy z córką w łóżku i planowałyśmy, jak bardzo będziemy się lenić. Telefon ciągle się domagał, by go odebrać, ale ja to ignorowałam. W końcu odebrałam i wszystko straciło sens. Całą sobotę przepłakałyśmy. Przyjechała do nas przyjaciółka, bo nie chciała być sama. W niedzielę dołączyło do nas większe grono rodaków. Wszyscy pojechaliśmy do polskiego kościoła na specjalną mszę z udziałem prezydent Irlandii Mary McAleese. Takich tłumów nikt tu nigdy nie widział, przechodnie zatrzymywali się i pytali, co się stało. Wszyscy szczerze nam współczuli, pani prezydent, wychodząc z kościoła, uścisnęła kilka osób. Była bardzo poruszona. Pod kościołem

i ambasadą polską zapłonęły setki świec. Jednak poza polskimi domami żałoby nie było widać. Część Polaków bała się wywiesić flagę z kirem, bo „sąsiedzi wiedzą, ale jakiś podchmielony nocny przechodzień okno wybije, bo Polacy”. Media bardzo lakonicznie wspominały o naszej tragedii, a irlandzcy znajomi dziwili się tej wielkiej żałobie po prezydencie, od którego uciekaliśmy.

ocowałem u znajomych, z którymi dzień wcześniej mieliśmy próbę naszego kabaretu. Obudzili mnie, informując o tragedii. Zaraz mi przyszła na myśl tragedia, którą 9 lat temu przeżył Nowy Jork – zamachy na World Trade Center. Wtedy też nie mogłem uwierzyć w to, co się stało... Tego dnia miałem dyżur w redakcji „Nowego Dziennika“, w którym pracuję. Dzwonili zszokowani rodacy. Niektórzy mieli gotowe teorie spiskowe, wyjaśniające, dlaczego do tragedii doszło. Na polskich domach, w oknach samochodów natychmiast pojawiły się biało-czerwone flagi z kirem. W kościołach odbyły się nabożeństwa za ofiary katastrofy i manifestacje pod pomnikami katyńskimi, m.in. w Jersey City w stanie New Jersey i w amerykańskiej Częstochowie w stanie Pensylwania. Ze zdziwieniem przyglądam się niektórym ekspertom, fachowcom, naukowcom i politykom, którzy sądzą, iż „Rosjanie zgotowali nam drugi Katyń”. Zaskakujące dla mnie jest to, że jakoś niewielu dopuszcza myśl, iż to... był jednak wypadek... Wierzę w dobre intencje i dobroć ludzi, czego nauczał nas nasz Papież.

Beata Żółkiewicz-Siakantaris, Ateny

T

amtej soboty nie miałam zamiaru w ogóle włączać radia czy telewizora. Chciałam w spokoju popracować, ale jakiś dziwny niepokój już chyba wisiał w powietrzu, gdyż moje myśli powędrowały nostalgicznie daleko do Polski. W ich centrum znalazła się nagle... Krystyna Bochenek. Z panią wicemarszałek Senatu RP - od lat kilku dobrym duchem opiekuńczym naszych dorocznych dziennikarskich polonijnych zlotów w Tarnowie - ostatni raz rozmawiałam we wrześniu minionego roku w moich rodzinnych Katowicach. Tak się złożyło, że nie zdołałam wykorzystać całości nagranego wówczas materiału i właśnie zastanawiałam się, jak to naprawić... Z rozmyślań wyrwał mnie telefon od przyjaciółki, mieszkającej, jak ja, od wielu lat w Atenach, która kazała mi natychmiast włączyć telewizor. Kiedy to zrobiłam, stanęłam jak sparaliżowana. Nie wierzyłam… Podawano listę pasażerów. Usłyszałam nazwisko senator Bochenek i zimny dreszcz przeszedł mi po plecach.

12

W obliczu tak niezrozumiałego dramatu rozpaczliwie skupiłam się na tym jednym nazwisku. W uszach natrętnie dźwięczał mi znajomy głos, który pamiętam jeszcze z katowickiego radia... Kiedy wyjaśniano, że towarzysząca zazwyczaj takim delegacjom grupa dziennikarzy tym razem do Katynia poleciała wcześniej, nikt nie dodał, że jedna dziennikarka jednak w nieszczęsnym prezydenckim samolocie się znalazła... Bo mimo szerokiej aktywności w ostatnich latach na arenie politycznej Krystyna Bochenek w duchu zawsze pozostawała dziennikarzem. Tak pięknie łączyła społeczne zaangażowanie, profesjonalizm i kompetencje z pełną wdzięku elegancją i pełną ciepła kobiecością! W końcu jak oszalałe rozdzwoniły się telefony... W obliczu żałoby narodowej wyrazy współczucia i jedności w bólu przekazało mi w tych dniach wielu przyjaciół i znajomych z różnych stron świata. Pierwszy zadzwonił zna-

jomy dziennikarz z prośbą o wzięcie udziału w audycji radiowej, w całości poświęconej naszej tragedii. Choć z bólu i smutku głos jeszcze wiązł mi w gardle, uznałam, że audycja w rozgłośni publicznej jest w tym przypadku szczególnie ważna, bo w Grecji, która dziś tak mocno pochłonięta jest własnymi, niemałymi przecież problemami, temat polskiej narodowej tragedii nie zajął całych pierwszych stron gazet, jak było to w wielu innych krajach. Poza tym na greckiej arenie politycznej i w parlamencie liczącą się wciąż siłą są komuniści, dla których Stalin był nieskazitelnym bohaterem i dobrym „batiuszką”. To oni natychmiast oficjalnie protestują, kiedy publiczne media greckie mówią o Katyniu prawdę. W ich oczach bowiem ta prawda wciąż jeszcze jest kłamstwem. Katastrofa polskiego samolotu jednak wiele zmieniła. Kto się teraz tej prawdzie oprze? Tylko dlaczego musieliśmy zapłacić za nią aż tak straszliwą cenę? Dlaczego w los Polski wciąż wpisany jest tragizm? MONITOR POLONIJNY


Małgorzata Malewska-Malek, Kair

K

Agata Lewandowski, Berlin

Z

anim wsiadłam do pociągu relacji WarszawaBerlina, spotkałam się z moją przyjaciółką. Podczas naszej rozmowy zadzwonił jej mąż, by poinformować nas o tragedii. Obserwowałam podróżnych, czekających na dworcu, którzy śledzili ekrany telewizorów w hali głównej. Idąc do pociągu, widziałam ostatnie uśmiechnięte osoby: cztery skośnookie Japonki, które jeszcze nie miały pojęcia o tym, co się stało. W pociągu do Berlina ludzie przekazywali sobie kolejne wiadomości. Polacy w Berlinie natychmiast zareagowali na wiadomość o tragedii. W takich momentach chcemy być razem, mówić po polsku, czuć po polsku. Pierwszym miejscem, do którego idziemy, jest polski kościół, gdzie już w sobotę rano została odprawiona msza za ofiary smoleńskiej katastrofy. Potem zebraliśmy się pod Bramą Brandenburską, gdzie konsul Mariusz Skórko wraz z polskimi berlińczykami zapalili symboliczne świece. Do polskich sklepów w Berlinie przychodzili Polacy, by kupić polskie flagi, by umieścić je na samochodach. Do sklepu „Klon” przyszedł też jeden ze stałych rosyjskich klientów, płakał i przepraszał za Katyń i za Smoleńsk. Nie mógł pogodzić się z tym, że tak straszna

MAJ 2010

polska tragedia znowu wydarzyła się na jego rosyjskiej ziemi. Jak zareagowali Niemcy? Kanclerz Angela Merkel przed wejściem do polskiej ambasady zwróciła się do dziennikarzy, by za ich pośrednictwem przekazać Polakom głębokie wyrazy współczucia. Wszyscy wiemy, że reprezentowana przez PiS polityka nie była zbyt proniemiecka, ale żaden z niemieckich polityków nie przypominał o tym. Nasz ulubiony sportowiec (Niemco-Polak) Łukasz Podolski postanowił zagrać w meczu z Hoffenheim z czarną opaską. „Poldi” tłumaczył dziennikarzom: „To także moja tragedia, w końcu w Polsce się urodziłem. Zawsze mówię, że mam Polskę w sercu i to nie są puste słowa”. Podobne gesty wykonali inni sportowcy. Podczas dni żałoby Niemcy byli zdziwieni tym, jak bardzo Polacy są związani ze swoim krajem, a niektórzy powątpiewali, by Niemcy byli zdolni w tak uroczysty sposób żegnać któregoś ze swoich polityków. My, Polacy mieszkający zagranicą, jesteśmy w pewien sposób izolowani od Polski poprzez odległość i normalność dnia codziennego w krajach naszego zamieszkania, ale wewnątrz przeżywamy głęboko to, co dzieje się w naszym kraju.

iedy usiadłam przed komputerem od razu rzuciło mi sie w oczy wytłuszczone hasło „Katastrofa samolotu prezydenckiego”. Wtedy nie wiadomo było jeszcze, czy to była eksplozja, czy ktoś przeżył. Z każdą minutą przybywało informacji. To był szok, trudno było zebrać myśli. Jak lawina rozdzwoniły się telefony. Kondolencje składali znajomi, sąsiedzi, przyjaciele Egipcjanie. Kilka godzin później dzwonili znajomi z USA i Kanady, którzy po przebudzeniu dowiedzieli się o polskiej tragedii. Wieczorem na Zamalku odbyła się msza za tych, co zginęli w katastrofie, którą celebrowało trzech polskich księży i na której krótko przemówił też ambasador. W tych dniach żałoby każdy z nas przyjmował kondolencje, adresowane do naszego narodu. Dzwonili nawet odlegli znajomi, koledzy z pracy męża.

Czesława Rudnik, Zaolzie

A

kurat byłam na zakupach, kiedy zadzwoniła koleżanka, by poinformować mnie o tragicznym wydarzeniu. Wtedy jeszcze wszyscy mieli nadzieję, że pasażerowie żyją. Następne godziny spędziłam przed telewizorem. Kolejne, coraz tragiczniejsze doniesienia sprawiły, że nagle wszystko inne stało się nieważne. Na Zaolziu jeszcze tego samego dnia, a potem w niedzielę w kościołach podczas wszystkich polskich nabożeństw modlono się za ofiary katastrofy. Na siedzibach polskich instytucji, szkół i organizacji pojawiły się biało-czerwone flagi z kirem. Składano tez wiązanki kwiatów i palono znicze. Kongres Polaków w Republice Czeskiej skierował na ręce marszałka Bronisława Komorowskiego list z kondolencjami. W Zarządzie Głównym Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w Czeskim Cieszynie wystawiona została księga kondolencyjna, którą przekazano następnie Konsulatowi Generalnemu RP w Ostrawie. Najważniejsze zaolziańskie uroczystości z udziałem konsula generalnego RP w Ostrawie Jerzego Kronholda i delegacji polskich organizacji odbyły się we wtorek 13 kwietnia pod pomnikiem ofiar Katynia w Czeskim Cieszynie, a w piątek (16 kwietnia) w kościele ewangelickim w Czeskim Cieszynie miało miejsce nabożeństwo ekumeniczne. Sobota i niedziela, czyli 17 i 18.kwietnia, były dniami żałoby w Republice Czeskiej. 13


J

akie nie byłoby nasze zdanie na temat święta 1 Maja, bezspornym jest fakt, że wszyscy wiedzą, co to za data. Taka sama sytuacja jest z uroczystościami 3 Maja – wieszamy flagi, środki masowego przekazu podkreślają wagę konstytucji i demokracji. Mało kto wie, że również 2 maja mamy ważne i w obecnej sytuacji polskiej żałoby niezwykle potrzebne święta – Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej oraz Dzień Polonii i Polaków za Granicą. Dzień Flagi został ustanowiony niedawno – to święto Sejm uchwa-

PREZYDENT RP Lech Kaczyński zginął w tragicznym wypadku lotniczym w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. Razem z nim śmierć poniosła jego małżonka oraz 94 inne osoby, należące do elity politycznej kraju. Samolot prezydencki rozbił się przy podchodzeniu do lądowania, wcześniej zahaczając najprawdopodobniej o drzewa. Czas katastrofy nie został dokładnie określony – prawdopodobnie doszło do niej o godz. 8.41 czasu polskiego. Tego dnia Lech Kaczyński wraz z delegacją miał wziąć udział w uroczystościach 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. ZGODNIE Z KONSTYTUCJA RP w przypadku śmierci prezydenta przed upływem kadencji jego obowiązki przejmuje czasowo marszałek Sejmu RP. W związku z katastrofą lotniczą w Smoleńsku, w której zginął prezydent RP Lech Kaczyński, do czasu wyboru nowego Prezydenta Rzeczy14

Nowe święta, nowe spojrzenie lił w roku 2004 na pamiątkę 2 maja 1945 roku, kiedy to w zdobywanym Berlinie żołnierze polscy zawiesili polski sztandar na Kolumnie Zwycięstwa. W Dniu Polonii i Polaków za Granicą, co oczywiste, szczególną myślą łączymy się z rodakami na całym świecie, rozważając istotę emigracji, jej problemy i związki z ojczyzną. Ładnie to wszystko brzmi – ale czy drugomajowe święta są obecne w naszym życiu w prakty-

ce? Czy w ogóle wiemy, że istnieją? Jaka jest dla nas skala ich ważności? Najprościej zapytać – zadawałam więc pytania znajomym, często podróżującym za granicę, tym, którzy mieszkali poza krajem przez kilka lub nawet kilkanaście lat, ale również i tym, co na podróże nie mają ani ochoty, ani czasu, więc Polonia to dla nich – teoretycznie rzecz biorąc – świat zupełnie obcy. Co usłyszałam?

pospolitej jego obowiązki wykonuje Bronisław Komorowski.

w dniu pogrzebu prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, czyli 18 kwietnia.

ZWŁOKI TRAGICZNIE ZMARŁEGO Lecha Kaczyńskiego zidentyfikował jego brat bliźniak, a zarazem prezes PiS Jarosław Kaczyński, który w tym celu poleciał na miejsce katastrofy samolotu TU154 do Smoleńska.

NA CZELE ROSYJSKIEJ komisji, wyjaśniającej przyczyny katastrofy polskiego samolotu, stanął premier Rosji Władimir Putin, który jeszcze tego samego dnia spotkał się na lotnisku w Smoleńsku z premierem Polski Donaldem Tuskiem.

PO TRAGEDII pod Smoleńskiem Polacy doznali szoku. Żegnając ofiary katastrofy rządowego samolotu, od 10 kwietnia składali pod Pałacem Prezydenckim kwiaty, zdjęcia ofiar i zapalali znicze. Wszyscy chętni mogli wpisywać się do ksiąg kondolencyjnych, które były wystawione w podcieniach Pałacu Prezydenckiego. Siedzibę prezydenta odwiedziły tysiące osób.

PREZYDENT ROSJI Dmitrij Miedwiediew wystąpił w rosyjskiej telewizji ze specjalną odezwą do narodu polskiego. Oświadczył, że wszyscy Rosjanie dzielą z Polakami ból i żałobę w związku ze śmiercią prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego małżonki Marii i innych członków polskiej delegacji państwowej, którzy zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem.

W POLSCE OGŁOSZONO tydzień żałoby narodowej. Z całego świata napływały kondolencje. Przedstawiciele korpusu dyplomatycznego wpisywali się do wystawionych w Belwederze ksiąg kondolencyjnych. Litwa i Brazylia ogłosiły trzydniową żałobę narodową. Żałobę ogłosiły też inne kraje, w tym Słowacja, gdzie obowiązywała ona

NA ZNAK ŻAŁOBY po katastrofie samolotu prezydenckiego, w której zginął Lech Kaczyński i towarzyszące mu osoby, decyzją szefa KE Jose Barroso flagi Unii Europejskiej przed Komisją Europejską w Brukseli zostały opuszczone do połowy masztu. PREZYDENT GRUZJI Michaił Saakaszwili polecił nadać pośmiertnie

Lechowi Kaczyńskiemu tytuł i order Narodowego Bohatera Gruzji – poinformowały służby prasowe kancelarii prezydenckiej w Tbilisi. ,,Kaczyński był wielkim i wiernym przyjacielem Gruzji. Gruzja nigdy nie zapomni jego poświęcenia i heroizmu” – powiedziała rzeczniczka Saakaszwilego Manana Mandżgaladze. Dodała, że gruziński prezydent złożył wyrazy głębokiego współczucia całej Polsce w związku ze śmiercią Lecha Kaczyńskiego i towarzyszących mu ludzi. Niedziela, 11 kwietnia, była w Gruzji dniem żałoby. TRUMNĘ Z CIAŁEM PREZYDENTA przywieziono do Polski w niedzielę 11 kwietnia i wystawiono na widok publiczny w Pałacu Prezydenckim. Dnia 13 kwietnia obok niej ustawiono trumnę z ciałem małżonki prezydenta Marii Kaczyńskiej. Przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie zgromadziły się tłumy, by oddać hołd parze prezydenckiej. W KILKU POLSKICH MIASTACH doszło do protestów przeciwko pochowaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. W Krakowie sprzeciw odbył się pod hasłem MONITOR POLONIJNY


Najpierw o Dniu Flagi. Na kilkanaście zagadniętych osób datę tego święta potrafiło poprawnie określić jedynie kilka. Wszyscy zgadzają się, że nie bardzo rozumieją potrzebę szczególnego podkreślania wartości flagi, ale na sugestię, że narodowe święta flagi mają takie kraje, jak USA, Finlandia, Argentyna, Meksyk, Chiny, Ukraina czy Litwa, rozmówcy moi przyznawali, że dopiero od niedawna ich stosunek do flagi nabrał osobistego znaczenia. Kiedyś flaga powiewała głównie za sprawą nakazów państwowych, od śmierci Jana Pawła II stała się symbolem jedności uczuć. Pokazała to dobitnie tragedia z 10 kwietnia, gdy w katastrofie lotniczej zginął Prezydent i wiele wybitnych polskich osobistości. Polska załopotała flagami, przepasanymi żałobnymi wstążkami – na domach, na samochodach, wszędzie. W ten sposób Polacy „Nie róbmy z ofiar bohaterów”. Osoby biorące udział w manifestacji twierdziły m.in., że ich sprzeciw nie wynika „… z braku sympatii do prezydenta, który zginął. Wawel miał inne przeznaczenie. Teraz, bazując na świeżych emocjach, ma odegrać niesmaczną rolę w walce politycznej. I nie wiadomo, czy sama para prezydencka życzyłaby sobie tego”.

wyrażali rozpacz i jednocześnie deklarowali: „Jesteśmy razem”. Również Święto Polonii w kraju nie jest zbyt rozpoznawalne. Prawie nikt z moich rozmówców nie potrafił podać jego daty. Nikt też nie podważał potrzeby podkreślania i demonstrowania wspólnoty z Polakami mieszkającymi poza granicami kraju. Z jednej strony dla wielu osób (również tych, mieszkających kiedyś na obczyźnie) Polonia to niejasne określenie. Nie wiadomo, kiedy człowiek staje się Polonusem, niewiele można powiedzieć o problemach ludzi, żyjących z dala od kraju. Ale uderzyła mnie wypowiedź mojej znajomej, która stwierdziła, że „Polonia kojarzy się nam z tymi wszystkimi tańczonymi w kółko krakowiakami, ze zwyczajami, o których nikt już dziś nie pamięta, z wizją kraju, który nie istnieje. Ale wydaje mi się, że paradoksalnie to

sażerów pozostało za granicą bez możliwości powrotu do kraju.

PREZYDENT STANÓW ZJEDNOCZONYCH Barack Obama 13 kwietnia otworzył sesję plenarną drugiego dnia szczytu nt. bezpieczeństwa atomowego w Waszyngtonie, prosząc zebranych o uczczenie minutą ciszy prezydenta Kaczyńskiego oraz osób, które zginęły razem z nim. Wcześniej stwierdził: „To strata nie tylko dla Polski, ale i dla świata.”

W SOBOTĘ, 17 KWIETNIA, odbyły się uroczystości żałobne na placu Piłsudskiego w Warszawie. Uczestniczyły w nich rodziny tragicznie zmarłych, m.in. córka Lecha i Marii Kaczyńskich Marta, brat prezydenta Jarosław Kaczyński, przedstawiciele polskich najwyższych władz państwowych, wojska, duchowieństwa oraz reprezentanci korpusu dyplomatycznego. Tragicznie zmarłych żegnali też szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, byli prezydenci RP Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski, byli premierzy Tadeusz Mazowiecki i Włodzimierz Cimoszewicz. W uroczystościach wzięło udział kilkaset tysięcy ludzi.

NA ISLANDII 15 KWIETNIA wybuchł wulkan. W związku z zagrożeniem, spowodowanym przez chmurę wulkanicznego pyłu, w Europie wstrzymano ruch na lotniskach. Kilku europejskich i światowych polityków, m.in. amerykański prezydent Barack Obama, odwołało swój udział w uroczystościach pogrzebowych w Krakowie. Tysiące turystów i pa-

W NIEDZIELE 18 KWIETNIA Polska pożegnała swojego prezydenta. Pogrzeb odbył się w Krakowie. Wiozący trumny z ciałami Lecha Kaczyńskiego oraz jego żony Marii kondukt dotarł w niedzielę rano do kościoła Mariackiego, u progu którego czekał metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz. W bazylice trumny umie-

MAJ 2010

właśnie Polonia bardziej dba o ciągłość naszej narodowej pamięci, bo otacza się tylko tym, co w polskości najistotniejsze”. Święto Flagi i Dzień Polonii w tym roku nabierają zdecydowanie nowego znaczenia. Polacy czują tak dotkliwy ból po dramacie 10 kwietnia, że istnieje szansa, iż większą estymą otoczą własne symbole, a jakość życia społecznego i patriotyzm pozostanie na wyższym niż dotąd poziomie. Może wreszcie Polak – niezależnie od tego, czy żyje w kraju, czy za granicą – z jednakową dumą będzie mówił o swoich władzach i z tym samym uczuciem eksponował narodową flagę we wszystkich ważnych dla kraju i siebie momentach. Życie jest takie kruche, dbajmy o jego jakość. AGATA BEDNARCZYK

szczono na katafalkach przed ołtarzem Wita Stwosza i ustawiono przy nich wartę honorową. Kościół został udekorowany flagami narodowymi i kwiatami. O godz. 14.00 rozpoczęła się uroczysta msza św. ,,Ofiara tragicznie zmarłych w katastrofie pod Smoleńskiem nie może być daremna i powinna wzywać do pojednania polsko-polskiego i polsko-rosyjskiego” – powiedział marszałek Sejmu Bronisław Komorowski w swoim wystąpieniu na zakończenie mszy. W UROCZYSTOŚCIACH POGRZEBOWYCH pary prezydenckiej wzięło udział ok. 150 tys. osób – na krakowskim Rynku i w jego pobliżu zgromadziło się ok. 45 tys., na krakowskich Błoniach i wzdłuż trasy przemarszu konduktu ok.100 tys., a kolejnych kilka tysięcy przy sanktuarium w Łagiewnikach. Wśród zapowiedzianych zagranicznych gości w uroczystościach uczestniczyli m.in. prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, prezydent Niemiec Horst Koehler, premier Estonii A. Ansip, prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz, prezydent Czech Vaclav

Klaus, prezydent Łotwy Valdis Zatlers, prezydent Litwy Dalia Grybauskaite, premier Maroka Abbas El Fassi. Obecny był także szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek. Złożenie trumien do sarkofagu odbyło się tylko w obecności najbliższej rodziny i przyjaciół. Towarzyszył mu salut narodowy – 21 salw artyleryjskich. Trumny Lecha i Marii Kaczyńskich złożono w pomieszczeniu przed kryptą Józefa Piłsudskiego pod Wieżą Srebrnych Dzwonów. MARSZAŁEK SEJMU Bronisław Komorowski ogłosił, że przedterminowe wybory prezydenckie odbędą się 20 czerwca. Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała 22 komitety wyborcze kandydatów na prezydenta. Kandydatem PO jest Bronisław Komorowski, SLD – Grzegorz Napieralski, PLS – Waldemar Pawlak, Prawa i Sprawiedliwości – Jarosław Kaczyński. Wśród pozostałych kandydatów, ubiegających się o fotel prezydencki, są też m.in. Andrzej Olechowski, Andrzej Lepper czy Marek Jurek ZUZANA KOHÚTKOVÁ WARSZAWA 15


Bratysława, 11 kwietnia

D

Bratysława, 10 kwietnia

J

adąc z Częstochowy do Bratysławy, słuchałam radiowej „Trojki”. Dziennikarka przerwała program, mówiąc, że właśnie dostała wiadomość, która jest tak niewiarygodnie tragiczna, iż trzeba ją zweryfikować. Czułam rosnące napięcie. Chwilę później, niestety, informacja została potwierdzona. Szok! Zginął prezydent Polski z małżonką, a wraz z nimi wiele tak znanych osób! Nie mogłam pozbierać myśli. Zaczęłam wydzwaniać do córek, do koleżanek. Chciałam coś zrobić. Kiedy dojechałam do Bratysławy, pomyślałam, że my, Polacy powinniśmy się spotkać, by wymienić myśli, zapalić świeczki, położyć kwiaty ku pamięci ofiar katastrofy. Wysłałam SMS-y do wszystkich znajomych Polaków, których numery miałam. Spotkaliśmy się przed kościołem Notre Dame, potem przeszliśmy pod Instytut Polski, gdzie już paliły się świeczki i leżały pierwsze kwiaty. Pomodliliśmy się za tragicznie zmarłych i za Ojczyznę, wcześniej przeczytawszy nazwiska wszystkich ofiar katastrofy. kt

16

ruga kwietniowa niedziela nie mogła już być dla polskich katolików w Bratysławie radosną niedzielą wielkanocną. Chociaż liturgia mszy świętej była liturgią niedzieli, to homilia i prośby dotyczyły tragicznej chwili w dziejach narodu polskiego, czyli nieoczekiwanej śmierci prezydenta Polski, jego małżonki i pozostałych pasażerów samolotu, lecącego do Katynia. Kapelan Polonii ojciec Ludwik, generalny przełożony Zgromadzenia Pocieszycieli, które ma swoją siedzibę w Mariance koło Bratysławy, był w Polsce. Dlatego mszę świętą odprawił ojciec Tomasz z Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych z klasztoru minorytów w Karlovej Vsi. Kościół Notre Dame w Bratysławie

pomieścił tym razem nie tylko Polonię, ale wielu Słowaków, dla których tragiczna katastrofa polskiego samolotu była wewnętrzną potrzebą przybycia do miejsca, w którym gromadzą się Polacy. Wspólnie przeżywaliśmy liturgię mszy świętej i homilię, która nikogo nie pozostawiła obojętnym. Zarówno przed, jak i podczas i po mszy świętej dominowały łzy i wzruszenie. Na koniec odczytano kondolencje i słowa współczucia, otrzymane przez Polaków mieszkających na Słowacji. Szczere słowa, płynące z głębi serc słowackich, przypomniały, że przyszło nam żyć wśród jakże bliskiego narodu. Dziękujemy Wam, Bracia Słowacy! rz

Koszyce

C

złonkowie Klubu Polskiego w Koszycach wspólnie z przedstawicielami zarządu miasta uczcili pamięć ofiar tragicznego wypadku samolotu pod Smoleńskiem. Polacy, Słowacy, przedstawiciele mniejszości narodowych, delegacje Parlamentu Europejskiego składali wyrazy współczucia, wpisując się do księgi kondo-

lencyjnej, wystawionej w historycznym budynku Starego Ratusza przy ul. Głównej. W kościołach odprawiono msze żałobne w intencji tragicznie zmarłych. W koszyckiej dzielnicy Tahanovce przy pomniku, upamiętniającym śmierć 26 Polaków z ochotniczego oddziału polskich legionów, przedstawiciele Klubu

Polskiego oraz ich przyjaciele złożyli kwiaty i zapalili znicze. Uroczystość ta miała szczególne znaczenie, ponieważ wzięli w niej udział prezydent miasta Koszyce Franciszek Knapik oraz burmistrza Ťahanoviec Ciril Betus. Licznie przybyła również polska młodzież, studenci wyższych szkół w Kousz szycach. MONITOR POLONIJNY


Bratysława, 13 kwietnia

W

katedrze świętego Marcina w Bratysławie odbyła się 13 kwietnia msza święta w intencji ofiar katastrofy lotniczej. Koncelebrze przewodniczył arcybiskup S. Zwolensky, a udział w niej wzięli prezydent Słowacji Ivan Gašparovič oraz wielu słowackich polityków, jak też licznie zebrani mieszkańcy stolicy Słowacji. Podczas mszy ambasador Andrzej Krawczyk odczytał w języku polskim list św. Pawła do Rzymian. Na koniec zaśpiewano po polsku „Boże, jf coś Polskę“.

Żylina

W

hotelu „Polom” w Żylinie z inicjatywy organizacji „Polonus” i z udziałem kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP w RS Urszuli Szulczyk-Śliwińskiej 12 kwietnia mieszkańcy tego miasta i okolic mogli wyrazić solidarność z narodem polskim po katastrofie samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem. Z okazji tej skorzystali również nasi rodacy. W imieniu Klubu Polskiego Środkowe Poważe kondolencje złożył jego prezes Zbigniew Podleśny: „Wstrząśnięci do głębi duszy wiadomością o tragicznym zgonie czołowych osobistości Rzeczypospolitej Polskiej, z wielkim bólem w sercu i ze łzami w oczach wyrażamy naszej Ojczyźnie wyrazy najgłębszego red współczucia i żalu”.

Liptowski Mikulasz

W

dniach od 12 – 16 kwietnia 2010 r., w godzinach od 11.00 do 15.00 w Konsulacie Honorowym RP w Liptowskim Mikulaszu oraz w Urzędzie Miasta Liptowski Mikulasz i Rużomberok zostały wystawione księgi kondolencyjne, do których w związku z tragedią, jaka dotknęła Polskę, można było wpisywać kondolencje. Pierwszy wpisał się do nich burmistrz Liptowskiego Mikulasza Jan Blchacz oraz pracownicy Urzędu Miasta. Najszczersze wyrazy współczucia rodzinom tragicznie zmarłych w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem przyszli złożyć mieszkańcy miasta, przedstawiciele wszystkich grup społecznych, m.in. przedsiębiorcy, dyrekcja Szpitala Powiatowego w Liptowskim

Mikulaszu, Oddział Chirurgii z ordynatorem MUDr. Janem Drobcem, odznaczonym przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Złotym Krzyżem za Zasługi, przedstawiciele GOPR-u „Niskie Tatry”, Akademii Sił Zbrojnych w Litpowskim Mikulaszu pod przewodnictwem jej rektora gen. brygady dr. hab. Miroslava jd Kelemena.

ZDJĘCIA: ROMANA GREGUŠKOVÁ, DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

Nitra

P

amięć ofiar katastrofy polskiego samolotu rządowego pod Smoleńskiem nitrzańska Polonia uczciła wspólnymi modlitwami w kaplicy Ojców Salwatoriananów, które miały miejsce 14 kwietnia, i mszą świętą w katedrze św. Emeráma w Nitrze, która odbyła się 24 kwietnia. Hołd tragicznie zmarłym oddali także rodzice i ich dzieci podczas zajęć w szkółce polonijnej, czcząc ich minutą ciszy i zapalając znicze. rg Łączymy się w bólu z rodzinami wszystkich ofiar katastrofy. Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest, nie przez to, co ma, ale przez to, czym dzieli się z innymi. Jan Paweł II

MAJ 2010

17


Złote Sowy P Bratysława, 15 kwietnia

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

W

kościele franciszkanów przy ul. Karloveskiej z inicjatywy Klubu Polskiego odbyła się uroczysta msza święta w intencji ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, koncelebrowana w języku polskim przez ojca Lucjana. „Zadając sobie pytanie, dlaczego, nie znajdujemy wyjaśnienia, ale mamy coś więcej – wiarę, że nasze życie nie kończy się w chwili śmierci“ – mówił podczas kazania ojciec Lucjan. Wskazywał również na przełom, do którego może dojść w życiu każdego z nas, jeśli będziemy potrafili wyciągać odpowiednie wnioski: „Powinniśmy sobie zadać pytanie – nie: co dla mnie może zrobić mój kraj, ale: co ja mogę zrobić dla mojej ojczyzny?“. Podczas mszy zostały zaprezentowane fotografie pary prezydenckiej oraz ujęcia z Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie, obleganego przez Polaków, gromadzących się przed pałacem prezydenckim po katastrofie lotniczej. Na mszy obecna była pani Milica

18

Janculová, dyrektor generalna Sekcji Praw Człowieka i Mniejszości Narodowych w gabinecie wicepremiera Dušana Čaploviča, która przeczytała list od wicepremiera, adresowany do Polaków mieszkających na Słowacji. W kościele zgromadziło się liczne grono Polaków i Słowaków z Bratysławy, Dubnicy nad Wagiem, Trenczyna. Na zakończenie pan Ryszard Zwiewka przeczytał przemówienie prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, które ten miał wygłosić w Katyniu z okazji 70. rocznicy wymordowania polskich oficerów na terenie ZSRR. Po mszy, dzięki gościnności naszej klubowiczki pani Krysi, mieliśmy okazję do spotkania, rozmów, wspólnego przeżywania smutnych chwil żałoby. mw

od koniec marca w Wiedeńskiej Stacji PAN odbyła się gala wręczenie Złotych Sów Polonii za 2009 rok. Przedsięwzięcie realizuje redakcja pisma Polonii w Austrii „Jupiter“ - organu Klubu Inteligencji Polskiej w Austrii. To jedna z niewielu imprez polonijnych, która swoim zasięgiem przekracza granice jednego państwa, bowiem Kapituła Złotych Sów przyznaje nagrody przedstawicielom Polonii zamieszkałym w różnych krajach świata. W tym roku Złote Sowy zostały przyznane w kategoriach: muzyka, plastyka, literatura, teatr, nauka, media, działacz polonijny oraz przedstawiciel Austrii współpracujący z Polonią.

Dzień w Krakowie, O

tym, że zainteresowanie operą w Krakowie i Koszycach jest duże, miałam okazję przekonać się, kiedy zaproszono mnie do Opery Krakowskiej w charakterze asystenta i tłumacza najwybitniejszego słowackiego śpiewaka operowego tenora Petra Dvorskiego. W nowym olbrzymim gmachu Opery Krakowskiej w ramach cyklu „Wielcy śpiewacy na scenach operowych świata“ co miesiąc organizowane są „Spotkania z artystą“. Całość przygotowuje Stowarzyszenie Miłośników Opery ze swoim prezesem Elżbietą Gładysz na czele. Dyrektorem naczelnym Opery Krakowskiej jest Bogusław Nowak, a głównym reżyserem Laco Adamik, Słowak, żyjący ponad 40 lat w Polsce. Adamik urodził się 25 grudnia 1942 roku w Malej Hradnej na Słowacji. Studiował architekturę w Bratysławie, w 1973 roku ukończył Wydział Filmowy FAMU Akademii Sztuk Pięknych w Pradze. Jest wybitnym twórcą widowisk telewizyjnych. Wyreżyserował wiele spektakli teatralnych i oper, taMONITOR POLONIJNY


Nowa niezyskowa organizacja

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

D

Patronat honorowy nad imprezą objęli marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“ Maciej Płażyński, kierownik Wydziału Konsularnego przy Ambasadzie RP w Austrii Bogusław Dubiński oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP i TV „Polonia”. Po koncercie galowym zaproszeni goście mieli czas, by podzielić się wrażeniami, zapoznać się w gronie polonijnym, przybyłym z różnych krajów: z Austrii, Niemiec, Finlandii, Czech, Słowacji, Limw twy, RPA i innych. Wiedeń

wieczór w operze kich jak np. „Halka“ i „Straszny Dwór“ S. Moniuszki, „Wesele Figara“ A. Mozarta, „Tosca“ G. Pucciniego czy „Aida“ G. Verdiego. Dwukrotnie inscenizował „Manru“ I. Paderewskiego. Często przygotowuje wielkie widowiska koncertowe, był m.in. reżyserem festiwali piosenki w Sopocie i Opolu. Adamik jest co prawda reżyserem teatralnym i filmowym, ale obecnie najlepiej czuje się jako reżyser operowy. „Dzisiaj najbardziej czuję się reżyserem operowym dlatego, że opera to jest to, co w ostatnich latach zawładnęło moim umysłem i sercem. Muszę powiedzieć, że opera jest najpiękniejszą sztuką świata. Mówi się, że nie ma nic gorszego, jak zła opera, i nic piękniejszego, jak piękna opera, dobrze zrobiona, zaśpiewana i wykonana“ – powiedział reżyser. Laco Adamik był mężem znanej polskiej reżyser Agnieszki Holland. Jest ojcem ich córki Kasi Adamik. Obie panie wspólnie zrealizowały ostatni głośny film, wyświetlany na Słowacji, „Janosik. MAJ 2010

nia 24 marca 2010 r. w KonsuAmbicją tej organizacji jest stanie lacie Honorowym RP w Lipsię ponadnarodowym polsko-słowatowskim Mikulaszu konsul honorockim centrum sztuki. Partnerem wy RP Tadeusz Frąckowiak przyjął wiodącym projektu jest „Park UmeJakuba Flasińskiego, sekretarza nia”, zaś polskim partnerem jest Ambasady RP w Bratysławie. W zwiąUniwersytet Śląski w Katowicach, zku z projektami transgranicznyWydział Artystyczny w Cieszynie. mi, przedkładanymi przez partnePatronat honorowy nad tym projekrów z Polski i Żywca, przedstawiotem objął konsul honorowy RP no mu jeden z nich, do realizacji Tadeusz Frąckowiak. którego potrzebne będzie dofinansowanie ze środków Unii Europejskiej. Miasto Liptowski Mikulasz i MgA. Pavel Petráš ArtD. założyli dnia 13 marca 2008 r. niezyskową organizację PARK UMENIA, zajmującą się działalnością na rzecz dobra publicznego, związaną z twórczością, rozwojem, ochroną, odbudową i prezentacją wartości intelektualnych i kulturalnych, zwłaszcza z zakresu sztuk pię- Jakub Flasiński, konsul honorowy RP Tadeusz Frąckowiak i wiceburmistrz Liptowskiego Mikulasza Jan Droppa knych. Prawdziwa historia“. Adamik zaś ostatnio wyreżyserował operę „Chopin“, którą napisał włoski kompozytor Giacomo Orefice i którą wystawiono w styczniu br. w operze wrocławskiej. „Chopin“ to bardzo trudna opera, nie będąca biografią kompozytora. Chopin jest obecny tylko w tytule i muzyce. Orefice napisał swoje dzieło, korzystając z motywów chopinowskich, ale brak w nim dramaturgii. Są tylko cztery różne, bardzo piękne obrazy, które zachwyciły reżysera. „Zrobiłem taki zabieg dramaturgiczny – opowiadam o dzieciństwie Chopina na wsi, o jego czasie w Paryżu i śmierci na Majorce. Nie opowiadam o Chopinie, ale opowiadam o jego śmierci, w momencie której ten romantyczny geniusz przypomina sobie te swoje obrazy. Dzięki temu spektakl wydaje się bardzo przejmujący i piękny“ – wyjaśniał Adamik. Opera „Chopin“ od mediolańskiej prapremiery w 1901 roku przez 30 lat cieszyła się olbrzymim powodzeniem. Była wystawiana na wielu scenach operowych świata. Przyniosła sławę kompozytorowi, a także zainteresowanie je-

go twórczością. Po II wojnie światowej operę te próbowano wystawić w 1997 roku w Teatrze Wielkim w Warszawie, lecz próba się nie powiodła. Dopiero w tym roku z okazji 200. rocznicy urodzin Chopina i Roku Chopinowskiego do swego repertuaru wprowadziła ją Opera Wrocławska. Wróćmy jednak do Opery Krakowskiej, która odbywa często liczne podróże i która niedawno na zasadzie wymiany kulturalnej zawitała do Koszyc, prezentując „Rigoletto“ G. Verdiego. Świetne wykonanie i perfekcyjna reżyseria zachwyciły koszyckich miłośników opery. Sala teatru była wypełniona po brzegi. Czyżbyśmy zatem obserwowali wielki powrót opery? Jak widać, wiosna spowodowała ożywienie nie tylko w przyrodzie, ale i na deskach operowych. Występ polskich artystów był ważnym wydarzeniem w historii koszyckiej opery. Niemałą zasługę w tym przedsięwzięciu miał dyrektor teatru Peter Himić oraz pełniący funkcję dyrektora Państwowej Opery w Koszycach Peter Dvorský. URSZULA SZABADOS 19


ZDJĘCIA: INGRID MAJERIKOVÁ

Zafascynowana morzem

Słowacko-polskie stosunki w latach 1939-1945

W

dniu 24 marca 2010 r. w Instytucie Polskim w Bratysławie pod patronatem słowackiego Instytutu Pamięci Narodowej odbył się wieczór dyskusyjny na temat słowacko-polskich stosunków w latach 1939-1945. W dyskusji wzięli udział pierwszy powojenny czechosłowacki konsul w Katowicach JUDr. Matej Andráš, polski historyk dr Dariusz Dąbrowski (Instytut Pamięci Narodowej Wrocław), specjalizujący się w stosunkach polskosłowackich w XX wieku, i słowaccy historycy PhDr. Milica Majeriková (Spišský dejepisný spolok), autorka monografii Vojna o Spiš, i Mgr. Dušan Segeš, PhD. (Vojenský historický ústav SAV), autor monografii Dvojkríž v siločiarach bieleho orla. Obecni poruszyli sprawy (cze-

cho)słowacko-polskich stosunków w okresie przed II wojną światową i podczas wojny oraz problematykę życia codziennego na inkorporowanym terytorium Spisza i Orawy. Wielkim plusem tego spotkania było to, że uczestniczyli w nim przedstawiciele wszystkich pokoleń – od najstarszych, pamiętających te dawne czasy, do najmłodszych, pragnących wysłuchać ich wspomnień. Wbrew oczekiwaniom pesymistów dyskusja ta, z małymi wyjątkami, przebiegła w pokojowej atmosferze, zgodnie ze słowami Voltaira: „Nie zgadzam się z twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę bronił Twego prawa do ich głoszenia“. A więc osiągnęła cel. im

„Chcę pokazać, jak piękne są motywy, pisane jodem na piasku, jakim bogactwem kolorów i cieni mienią się morskie otoczaki, jak gra światło na wodzie, a to przewalającej się z hukiem, a to spokojnej niczym niezmącona lustrzana tafla… Chcę pokazać, jakie piękne jest Morze Bałtyckie i jego najbliższe otoczenie wszystkim tym, którzy znają je tylko z czasu letnich wakacji, a chcieliby też zobaczyć coś więcej …” – mówi pani Elżbieta Waszczuk o swoim wyborze zdjęć na wystawę „Morze Tajemnic“, którą od 14 kwietnia można oglądać w galerii Instytutu Polskiego w Bratysławie. Na fotografiach widnieją cudowne, a przy tym niekiczowate krajobrazy morskie. W ogóle nie ma obrazów, o jakich myślimy, słysząc słowa „fotografie morza”, są natomiast obrazki morskiego krajobrazu szarpane burzą i wiatrem, spętane mrozem i zalewane falami słonej wody. Nad wystawą „Morze tajemnic“, którą w Bratysławie będzie można podziwiać do 6 maja, patronat honorowy objął Janusz Lewandowski, komisarz UE ds. budżetu. Wystawa jednak broni się sama i za jej pośrednictwem promuje również Morze Bałtyckie we wszystkich porach roku i we wszystkich swoich nastrojach. MILICA URBANIKOVÁ

„Nic nie może przecież wiecznie trwać…”

J

akiś zbieg okoliczności zrządził, że do tego numeru miałam zaplanowane napisanie artykułu o wokalistce, która nieszczęśliwym losem 30 lat temu zginęła tragicznie w katastrofie samolotu w drodze z Nowego Jorku do Warszawy. W marcu tego roku minęła 30. rocznica jej śmierci.

Prywatnie poznałam Anię podczas wspólnej trasy koncertowej zespołów „Waganci” i „Czerwono-Czarni”. Występowała wówczas jako solistka „Wagantów”. Była miłą i bezpośrednią, bardzo naturalną dziewczyną z ogromnym poczuciem humoru. Imponowała nam. Teksty wykonywanych przez nią piosenek były odzwierciedleniem jej własnych myśli. 20

Kiedy przyjechałam na Słowację, piosenki Ani szybko włączyłam do swojego repertuaru. I choć minęło wiele lat, nadal byłam wielbicielką jej dźwięcznego głosu, a później głosu jej córki Natalii Kukulskiej. Anna Jantar, właściwym nazwiskiem Anna Maria Szmeterling, urodziła się 10 czerwca 1950 toku w Poznaniu. Miała słuch absolutny. Jako czterolatka zaczęła

uczęszczać do przedszkola przy Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Poznaniu, a potem do muzycznej szkoły podstawowej. Grała na fortepianie, ale coraz bardziej interesowała się śpiewem i z tego względu wybrała liceum. Potem zdawała na studia do Państwowej Szkoły Teatralnej w Warszawie, lecz się nie dostała. Tak zaczęły się jej muzyczne plany. W 1965 roku śpiewała

w zespole „Szafiry”, a kiedy ten się rozpadł, śpiewała w klubach studenckich. Był rok 1968, kiedy babcia Ani odprowadzała wnuczkę na autobus, którym miała jechać w pierwszą trasę konMONITOR POLONIJNY


Ż

ycie w Polsce po tragedii w Smoleńsku na ponad tydzień zamarło. Imprezy rozrywkowe zostały odwołane, wiele kin zamknięto. W związku z tym nie będę przedstawiać Państwu kolejnej komedii, ale skupię się na filmie, który co prawda swoją premierę kinową miał w listopadzie 2009 r., ale niedawno pojawił się na płytach DVD. Mowa o „Rewersie” w reżyserii Borysa Langosza, filmie, pominiętym przeze mnie w recenzjach zeszłorocznych, ale godnym polecenia. „Rewers” to dość charakterystyczny obraz. Po pierwsze rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych: główna bohaterka pojawia się zarówno w teraźniejszości, jak i też przybliża widzowi lata 50. ubiegłego wieku. Po drugie wydarzenia współczesne pokazane są w kolorze, natomiast te z przeszłości przedstawione są w czarni i bieli. Sabina, główna bohaterka filmu, w którą wcieliła się Agata Buzek, jest trzydziestoletnią panną na wydaniu, certową z zespołem „Waganci”. Poprosiła wówczas jednego z chłopców, żeby się Anią zaopiekował. Chłopakiem tym był lider zespołu Jarek Kukulski. Ania wygrała casting i została wokalistką jego grupy, a dwa lata później jego żoną. Uczucie w zespole stało się inspiracją do stworzenia pierwszego przeboju, zatytułowanego „Co ja w Tobie widziałam?”, który w 1970 roku śpiewała cała Polska. „Waganci” rozpadli się w 1972 roku i wtedy zrodził sie pomysł, by Ania występowała pod pseudonimem „Jantar”, ponieważ nazywano ją bursztynową dziewczyną polskiej piosenki. W roku 1973 cała Polska MAJ 2010

a właściwie (ta część akcji rozgrywa się w latach 50-tych) już starą panną i dlatego mama (wspaniała Krystyna Janda) i babcia (Anna Polony) próbują znaleźć dla niej odpowiedniego kandydata na męża. W tym miejscu podkreślę, że role kobiece odgrywają w filmie kluczową rolę. Podczas poszukiwań tego jedynego okazuje się, że żaden z proponowanych kawalerów nie wzbudza zainteresowania

śpiewała piosenkę „Najtrudniejszy pierwszy krok”, z którą wystąpiła w Opolu. Rok 1974 to kolejny przebój – „Tyle słońca w całym mieście”. Ania zdobywała nagrody w Austrii, RFN, Irlandii i na Węgrzech. Ten ostatni kraj był szczególnie jej bliski, ponieważ jej babcia ze strony ojca była z pochodzenia Węgierką. Już w roku 1975 Ania odbyła pierwszą trasę na drugą stronę Atlantyku. Przejechała wówczas Kanadę od Toronto po Vancouver. Otrzymała tam zaproszenie do nagrania godzinnego programu w jednej z kanadyjskich stacji telewizyjnych. W tym samym roku zaśpiewała piosenki „Staru-

dziewczyny. Niestety, wszyscy prawi mężczyźni zginęli w czasie wojny. Mimo to w najmniej spodziewanym momencie Sabina poznaje Bronisława, kandydata idealnego (w tej roli Marcin Dorociński). Młody, przystojny, tajemniczy mężczyzna intryguje ją. Koniec końców ten z początku kryształowy charakter, okazuje się i draniem, i funkcjonariuszem SB. Mit romantycznego kochanka (często kojarzony z aktorem Marcinem Dorocińskim) zostaje zburzony. W filmie panuje zadziwiająca atmosfera, dzięki świetnej muzyce (Włodek Pawlik) oraz błyskotliwym dialogom. Langosz przedstawił straszny kawałek polskiej historii, ale wykorzystał do tego elementy groteski. Trzeba przyznać, że „Rewers” to wyjątkowy debiut reżyserski w polskiej kinematografii. Na DVD wraz z filmem znajdą Państwo też reportaż z planu filmowego oraz teledysk z muzyką. MAGDALENA PIETZ

szek świat”, „Dzień nadziei” oraz wielki przebój „Tyle słońca w całym mieście.” W roku 1976 przyszła na świat córka Natalia. Jej wychowaniem od początku zajęła się babcia Halina Szmeterling. Ania szybko powróciła do koncertowania i już w 1976 roku występowała w USA w programie „Pół żartem, pół serio” wraz z innymi artystami, m.in. z Zenonem Laskowikiem. Zabrzmiały przeboje, takie jak „Tylko mnie poproś do tańca” czy „Wielka dama tańczy sama”. W roku 1979 tuż po Bożym Narodzeniu wyjechała na koncerty do Stanów Zjednoczonych. Miała wrócić po trzech miesiącach

zaplanowanego pobytu, który dłużył się jej niemiłosiernie. Maszyna Polskich Linii Lotniczych miała wystartować z Nowego Jorku 13 marca ok. 19.00 czasu lokalnego, ale silna śnieżyca spowodowała opóźnienie. Kiedy samolot zbliżał się do Okęcia, minutę przed lądowaniem załoga przekazała wieży kontrolnej, że jest problem z wysunięciem podwozia – 26 sekund później samolot runął na ziemię. Zginęło 77 pasażerów, 10 członków załogi. Zginęła też Anna Jantar. Jej piosenki jednak przetrwały i wciąż są obecne na antenach radiowych. URSZULA SZABADOS 21


Przegląd polskiej prasy ● Do Państwowej Komisji Wyborczej zgłosiły się 22 komitety wyborcze kandydatów na prezydenta. Poza czołowymi nazwiskami polskiej polityki znalazły się również mniej znane osoby – poinformowała 27 kwietnia „Polska The Times” w artykule „Do PKW zgłosiły się 22 komitety”. Największe emocje wzbudziła decyzja Jarosława Kaczyńskiego, który zgodził się zostać kandydatem PiS na urząd prezydenta. Publicyści prognozują, że decydująca rozgrywka odbędzie się właśnie między nim a marszałkiem Sejmu Bronisławem Komorowskim z PO, pełniącym obowiązki prezydenta. ● Nie sądzę, by Jarosław Kaczyński pokonał Bronisława Komorowskiego. Polacy zbyt dobrze pamiętają, czym była IV RP i czym skończyły się rządy PiS, LPR i „Samoobrony”. Poza tym emocje to nie to samo, co polityczne wybory. Szacunek dla Lecha Kaczyńskiego nie musi się w prosty sposób przełożyć na poparcie dla jego brata. Zwłaszcza, że Jarosław Kaczyński był do niedawna w czołówce nielubianych polityków. Już bardziej może zyskać samo PiS, co też sondaże dość szybko wyłapały. Dobry wynik lidera PiS, w okolicach 40 proc. w drugiej turze, ukróci dyskusje o dalszym przywództwie Jarosława Kaczyńskiego w partii, które od jakiegoś czasu często pojawiały się w mediach. Da tej partii wiatr w żagle w wyborach parlamentarnych w następnym roku. Politycy PiS liczą na mobilizację swojego elektoratu, który przed Smoleńskiem zaczął już powątpiewać w siły PiS, a także na przyciągnięcie tych swoich zwolenników, którzy od lat nie głosują – napisała Agata Nowakowska w komentarzu „Kaczyński chce i musi” („Gazeta Wyborcza”, 27 kwietnia). ● Jacek Żakowski w tekście „Mit za mit” („Gazeta Wyborcza”, 26 kwietnia) zauważa, że katastrofa pod Smoleńskiem stanie się głównym motywem nie tylko prezydenckiej kampanii, ale zawładnie także polskim dyskursem politycznym. Przez pierwsze dziesięć lat polityka III RP toczyła się w cieniu Magdalenki. Drugą dekadę przeżyliśmy w cieniu tego, co Jarosław Kaczyński nazywa układem. Trzecia dekada, która się zaczyna, będzie napiętnowana przez długi cień Smoleńska – pisze publicysta „Polityki”. Wtóruje mu krakowski filozof, który także na łamach „Gazety Wyborczej” („Jednomyślność po katastrofie”, 23 kwietnia) szydzi: Według odwiecznego politycznego toposu, gdy król nie ma syna, po jego śmierci władza przechodzi na brata. Im dłużej trwa żałoba narodowa, im bardziej przedłuża się „chwila zadumy”, tym większe prawdopodobieństwo, że urząd prezydencki obejmie brat. W demokracji ten przejmuje władzę, kto sugestywniej potrafi zinterpretować sytuację na swoją korzyść. Brat nie musi się trudzić, na jego korzyść sytuację cały czas interpretują media, księża, politycy. Gdyby się udało przedłużyć „chwilę zadumy” o jeszcze jeden tydzień, mielibyśmy prezydenta wybranego przez aklamację. ŁUKASZ GRZESICZAK 22

W

65. rocznicę zwycięstwa nad faszyzmem przypominamy sobie tych, którzy na bitewnych polach Europy to zwycięstwo wywalczyli. Byli wśród nich polscy żołnierze, którzy uczestniczyli w zmaganiach II wojny światowej najdłużej, bo od 1 września 1939 roku do 8 maja 1945 roku, i którzy wnieśli pokaźny wkład w walkę zbrojną z Niemcami zarówno na wielu frontach Europy, jak i w okupowanym kraju.

Profesor Włodzimierz Drzewieniecki

pożegnał broń Na początku 1945 roku było ich w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie 165 tysięcy. W okupowanym kraju w szeregach Armii Krajowej oraz w innych organizacjach podziemia wojskowego i cywilnego znalazło się około miliona osób. W skład tworzonych od 1943 roku polskich jednostek wojskowych w ZSRR weszło około 80 tysięcy żołnierzy, a po mobilizacji, przeprowadzonej przez Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, 250 tysięcy. Do walki szli piękni i młodzi. Nieubłagany czas jednak sprawił, że dziś z tych, którzy wojnę przeżyli, już niewielu cieszy się z Dnia Zwycięstwa – odchodzą każdego dnia, a obowiązkiem nas, żywych jest zachowanie pamięci o bohaterach tamtych lat, żołnierzach, którzy o Polskę walczyli pod różnymi sztandarami, a gdy walka się skończyła, dokonywali różnych wyborów życiowych. O jednym z takich żołnierzy – Włodzimierzu Marianie Drzewienieckim – będzie ta opowieść. Włodzimierz Drzewieniecki urodził się 14 grudnia 1914 roku w Piotrkowie Trybunalskim w rodzinie Edwarda i Zuzanny z Baranowskich. Po roku 1918 rodzina przeniosła się do Częstochowy, gdzie Drzewieniecki uczył się w Szkole Ćwiczeń Seminarium Nauczycielskiego, później w Gimnazjum im. Romualda Traugutta i Gimnazjum Matematyczno-

Przyrodniczym im. Henryka Sienkiewicza. W 1930 roku wstąpił do Korpusu Kadetów w Chełmnie na Pomorzu. Kolejnym etapem kształcenia była Szkoła Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej. Praktyki wojskowe odbył w batalionie morskim w Wejherowie jako starszy strzelec podchorąży oraz w 3. Pułku Strzelców Podhalańskich w Bielsku jako kapral podchorąży. Podchorążówkę ukończył w 1937 roku z doskonałą trzecią lokatą. Zamierzał podjąć studia wyższe, jednak te plany pokrzyżowało mu skierowanie na kolejną praktykę do 84. Pułku Strzelców Poleskich do odległego Pińska. W czasie służby w Pińsku Drzewieniecki kontynuował swe wcześniejsze zainteresowania sportowe. Wierny pozostał szermierce; w Pińsku też zdobył mistrzostwo w szabli i szpadzie, a w Brześciu nad Bugiem mistrzostwo Okręgu Korpusu Nr IX. W dniu 23 marca 1939 roku jego 30. Dywizja Piechoty została postawiona w stan gotowości bojowej. Podczas kampanii wrześniowej Drzewieniecki był dowódcą plutonu, a później dowódcą 11. kompanii w 4. batalionie 84. Pułku Strzelców Poleskich. W nocy z 30 na 31 sierpnia batalion, w którym służył, został wysłany na granicę niemiecką. Nasz bohater, wówczas podporucznik, brał udział w powstrzymywaMONITOR POLONIJNY


niu pierwszego natarcia hitlerowskich dywizji pancernych i zmotoryzowanych w bitwie pod Mokrą, w bojach w rejonie Kłobucka, na przedpolu rzeki Widawki, na linii Kołacin-Kołacinek. W dniu 12 września z 30. Dywizją Piechoty dotarł do Modlina. W obronie tej twierdzy, która znalazła się pod zmasowanym ogniem artylerii i lotnictwa niemieckiego, walczył do chwili jej kapitulacji w dniu 29 września. Po złożeniu broni wraz z całym zdziesiątkowanym w bojach pułkiem został wzięty do niewoli niemieckiej. Za udział w kampanii wrześniowej jeszcze na polu bitwy otrzymał Krzyż Walecznych, a później Order Virtuti Militari V klasy. Z obozu jenieckiego w Działdowie udało mu się po miesiącu zbiec. Powrócił do rodziny w Częstochowie, skąd na początku lutego 1940 roku podjął pierwszą próbę przedostania się przez zieloną granicę do formującego się we Francji Wojska Polskiego, a gdy ta się nie udała, przeniósł się do Warszawy, gdzie nawiązał kontakt z działaczami podziemia i już pod koniec lutego został przyjęty do konspiracyjnej organizacji wojskowej Związku Walki Zbrojnej (poprzednik Armii Krajowej). Przydział otrzymał do dowództwa Okręgu Warszawskiego z poleceniem obserwacji wojskowych transportów niemieckich oraz działalności Wojskowego Instytutu Geograficznego. Wraz z innym członkiem ZWZ Janem Hejke po raz wtóry próbował uciec z okupowanej Polski, ale dopiero trzecia próba zakończyła się powodzeniem. Drzewieniecki, zaopatrzony przez Związek Walki Zbrojnej w fałszywe dokumenty, wystawione na nazwisko Mazur i Łoś, postanowił przedostać się do formującej się w Palestynie polskiej Brygady Karpackiej. Samotną pieszą wędrówkę rozpoczął 12 września 1940 roku w Iwoniczu. Przemieszczał się nocą; granicę polsko-słowacką przekroczył 15 września, potem przez Preszów, Koszyce dotarł do Budapesztu, gdzie zakonspirowane władze polskie zaopatrzyły go w odpowiednie dokumenty i pieniądze. Stamtąd znów przez zieloną granicę przedostał się do Jugosławii. W południowej Serbii w obozie dla polskich uchodźców w miejscowości MAJ 2010

Vranje 18 listopada otrzymał paszport na nazwisko Ryszewski, z którym wyruszył do Grecji, a dalej do Istambułu. Z tureckiego portu Mersin 1 grudnia 1940 roku wypłynął na pokładzie statku „Warszawa” wraz z liczącym 148 oficerów transportem wojskowym w kierunku palestyńskiej Hajfy. Do celu przybył 3 grudnia 1940 roku i tego samego dnia znalazł się w szeregach Brygady Strzelców Karpackich. Swą wędrówkę opisał w książce Przez Bałkany do Brygady Karpackiej (Buffalo 1990). Trafił do obozu w Latrum, gdzie w tzw. Ośrodku Zapasowym Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich przebywało już ok. 300 polskich oficerów oraz kilkuset szeregowych żołnierzy. W 1942 roku Drzewieniecki pełnił funkcję instruktora w Szkole Podchorążych w Egipcie i Palestynie. Podczas pobytu na Bliskim Wschodzie wziął udział w kilku angielskich prestiżowych kursach wojskowych. Od 1943 roku służył w Iraku w sztabie operacyjnym Armii Polskiej na Wschodzie, a następnie w stopniu kapitana dyplomowanego w Oddziale Operacyjnym 2. Korpusu Polskiego, którym dowodził gen. Władysław Anders. Korpus ten został przerzucony najpierw do Egiptu, a potem – w okresie od grudnia 1943 roku do kwietnia 1944 roku – do Włoch. Włodzimierz Drzewieniecki uczestniczył we wszystkich włoskich walkach 2. Korpusu, który przy wsparciu dywizji hinduskiej 15 marca 1944 roku podjął trwającą 8 dni trzecią już próbę zdobycia wzgórza Monte Cassino, stanowiącego kluczową pozycję linii Gustawa i blokującego siłom alianckim drogę na Rzym. Kolejne czwarte natarcie z udziałem 2. Korpusu rozpoczęło się 11 maja i znów po bardzo ciężkich walkach oddziały polskie zostały zmuszone do cofnięcia się na pozycje wyjściowe. Kolejne natarcie rozpoczęło się 17 maja. W niezwykle trudnych warunkach górskich posuwano się w zaciętych walkach do przodu, opanowując ważne punkty obro-

ny niemieckiej. W nocy z 17 na 18 maja Niemcy opuścili przemieniony w twierdzę klasztor na Monte Cassino, który rankiem zajął patrol 12. Pułku Ułanów 2. Korpusu. Dzięki Melchiorowi Wańkowiczowi wiemy, co tej decydującej nocy robił kapitan Włodzimierz Drzewieniecki: „W namiocie sytuacyjnym oddziału operacyjnego Korpusu tej nocy z 17 na 18 maja mają służbę kpt. Drzewieniecki i por. Łomnicki. A nadto – angielski oficer łącznikowy ppłk Griffith-Jones. Wieczór dla naszych głębszych linii nie jest dziś spokojny. Gdzieś w niewidocznej ciemni suną widać niemieckie samoloty, bo artyleria nasza nagle przycupia się i milknie, natomiast peloty lekkie i ciężkie dostają szału. Te pierwsze zasnuwają przestrzeń korowodami świetlnych pocisków, które płyną uroczyście jak lampiony na procesji buddyjskiej. /.../ Ale oficerowie operacyjni nie mają czasu na przyglądanie się iluminacjom. Tu wśród czterech ścian obwieszonych mapami o ogromnej skali, rzekłbyś, pulsuje mózg Korpusu. Oficerowie ci mają za zadanie zbierać i sprawdzać wiadomości, meldować je w ciągu nocy przełożonym, rozpowszechniać wśród tych wszystkich, którym to jest potrzebne. Każda wiadomość jest sprawdzana przez porównanie meldunków piechoty, artylerii, czołgów, sąsiadów i podsłuchów radiowych” (M. Wańkowicz: Monte Cassino, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1989, s. 274). Dalej Wańkowicz informuje o meldunkach docierających tej nocy godzina po godzinie do oddziału operacyjnego. O godz. 6.00 do namiotu wszedł gen. Anders. Meldunek goni meldunek, informacje nie są optymistyczne, Drzewieniecki je sprawdza i uzyskuje ich potwierdzenie, ale dowódca 2. Korpusu, przyznając, że sytuacja jest ciężka, każe meldować, iż „ocenia ją pomyślnie”. „I wtedy dzwonią naraz wszystkie trzy aparaty telefoniczne”, kolejne meldunki donoszą o zdobywaniu kolejnych punktów oporu niemieckiego. Wreszcie „godzi23


na 7.55 przynosi oficjalne potwierdzenie; dowódca 5. baonu melduje, że o godzinie 7.12 wszedł na wzgórze 593”. Monte Cassino zostało zdobyte. W walkach o to wzgórze poległo 924 żołnierzy 2. Korpusu Polskiego, 2930 zostało rannych, a 345 uznano za zaginionych. Droga na Rzym stała otworem. Włodzimierz Drzewieniecki brał udział w kolejnych bitwach 2. Korpusu, m.in. o Piedimonte, rzeki Chienti, Potenza, Mussone, o port i miasto Anconę, walczył też między rzekami Casano i Metauro. W sierpniu 1944 roku 8. Armia Brytyjska, w skład której wchodził 2. Korpus, przełamała linię Gustawa, a 1 września 1944 roku Polacy zdobyli miasto Pesaro. W październiku Korpus walczył w Apeninach Północnych, a 9 kwietnia 1945 roku rozpoczął swój ostatni szlak bojowy. Polacy zdobyli Imolę, a 21 kwietnia wkroczyli do Bolonii. W tej ostatniej bitwie 2. Korpusu W. Drzewieniecki był szefem sztabu dywizji RUD, która Bolonię oswobodziła. W dniu 10 czerwca 1945 roku Włodzimierz Drzewieniecki w Bolonii poślubił prawniczkę Zofię WiśniewskąKrzyżanowską, która w czasie wojny kierowała polską filią amerykańskiego Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej – YMCA. Swój udział w kampanii włoskiej opisał w książce Angielski szlif. Wspomnie-

nia oficera sztabu 2. Korpusu (Buffalo-Toruń 2001). Za służbę wojenną został uhonorowany wieloma odznaczeniami polskimi i zagranicznymi. Awansował do rangi pułkownika dyplomowanego. Po zakończeniu wojny, nie zgadzając się z postanowieniami jałtańskimi, postanowił z żoną pozostać za granicą. W latach 1946-1947 służył w Londynie w nowo utworzonym Inspektoracie Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia na stanowisku kierownika biura przeniesień szeregowych. Angażował się również w ruch kombatancki. Likwidacja Polskich Sił Zbrojnych w maju 1946 roku zmieniła status tysięcy żołnierzy polskich w Wielkiej Brytanii, która starała się, by jak najwięcej z nich wróciło do Polski. Tych, którzy na ten powrót się nie zgadzali, starano się włączyć w życie cywilne lub skierować do innych, gotowych ich przyjąć krajów. Włodzimierz Drzewieniecki skorzystał z możliwości wyjazdu do Kanady w charakterze farmera-osadnika i w grudniu 1947 roku wraz z żoną popłynął, jak wspomina, „na koszt Króla Jegomości”do Kanady, by rozpocząć nowe życie. Zaczął od 60-hektarowej farmy, a po jej sprzedaży, pod-

jął pracę najpierw w kopalni, a potem w fabryce gipsu. W lutym 1950 roku osiedlił się w Stanach Zjednoczonych i przez kilka miesięcy był robotnikiem fabrycznym w Chicago. Znów kupił farmę, tym razem w stanie Wisconsin w pobliżu miasta Stevens Point, ale nie chciał być ani robotnikiem, ani farmerem. Stale marzył o studiach uniwersyteckich. Teraz, w niełatwych warunkach, te marzenia chciał zrealizować. Pracując jako redaktor działu politycznego polsko-amerykańskiego tygodnika „Gwiazda Poranna” (1954-1957), zaczął studiować historię na uniwersytecie w Stevens Point, gdzie w 1957 roku otrzymał stopień licencjata. Równocześnie prowadził działalność polonijną – dzięki m.in. jego inicjatywie radio Stanu Wisconsin raz w tygodniu emitowało na cały stan półgodzinny program w języku polskim i angielskim. Studia kontynuował na Uniwersytecie Chicagowskim, gdzie w 1958 roku uzyskał stopień magistra, a cztery lata później obronił pracę doktorską z historii Europy Wschodniej. W czasie studiów doktoranckich został wykładowcą na uniwersytecie w Oswego (1959-1963). W 1959 roku w Chicago ukazała się jego książka o stosunkach polsko-niemie-

Książka o żywym człowieku

N

ie przypominam sobie, by jakakolwiek książka w czasie mojego dość już długiego życia rozpoczęła swe istnienie, nim trafiła do księgarń, by budziła aż tyle emocji. Był artykuł o współpracy jej bohatera ze służbami specjalnymi w czasie PRL, był protest żony przeciw jej wydaniu, była zmiana wydawcy. Były też głosy tych, którzy czytali ją jeszcze w rękopisie. Dla wstrzemięźliwego zwykle w swych uwagach filozofa Zygmunta Baumana to 24

wielka książka o wielkim człowieku. O książce Artura Domosławskiego Kapuściński – non fiction (Świat Książki, Warszawa 2010) Andrzej Stasiuk napisał: „/.../ jest to opowieść o żywym człowieku uwikłanym we własny los, w historię, w słabości i śmieszności. Dopiero na tym tle

widać wielkość i wielowymiarowość Kapuścińskiego. /.../ Na szczęście nie jest to kolejna hagiografia, która czyni z bohatera jakiegoś mentalnego eunucha. A do takich wizerunków Polak kocha się modlić, ponieważ nie stawiają mu żadnych wymagań, a tylko łechcą narodowy idiotyzm”. Artur Domosławski to reporter, publicysta, który nie tylko dobrze znał Ryszarda Kapuścińskiego, ale sam pisał o ruchach protestu na świecie, o wojnach gangów w Amazonii,

współczesnym niewolnictwie czy wojnie domowej w Kolumbii, dyktaturze w Meksyku, „socjalizmie” w Wenezueli czy rewoltach indiańskich w Boliwii i Ekwadorze. Autor takich książek, jak Chrystus bez karabinu. O pontyfikacie Jana Pawła II, Świat nie na sprzedaż, Gorączka latynoamerykańska, Ameryka zbuntowana, dobrze znał swego bohatera, Ryszarda Kapuścińskiego, przyjaźnił się z nim, darzył go szacunkiem, cenił jego twórczość, czemu wyraźnie daje dowód swą książką. Przeczytałam ją jednym tchem i niewątpliwie jeszcze będę do niej poMONITOR POLONIJNY


ckich The German-Polish Frontier, adresowana do czytelnika amerykańskiego. W 1963 roku Drzewieniecki przyjął propozycję Uniwersytetu Stanowego w Buffalo, na którym do roku 1981 wykładał historię. Był profesorem zwyczajnym, dziekanem Wydziału Historii i dyrektorem powstałych z jego inicjatywy Instytutu Wschodnioeuropejskiego oraz Instytutu Spraw Etnicznych, był też przewodniczącym senatu tej uczelni. W latach 1975-1976 był profesorem w Elizabeth Gaskell College w angielskim Manchesterze. Na emeryturę przeszedł pod koniec 1981 roku z honorowym tytułem Profesor Emeritus of History. Profesor Drzewieniecki jest autorem nie tylko bogatej literatury wspomnieniowej, ale także szeregu publikacji naukowych, bibliograficznych, setek artykułów publicystycznych i licznych broszur. Szczegółową biografię oraz bibliografię jego prac znajdzie czytelnik w książce Katarzyny Edyty Semen Sukces emigranta. Włodzimierz Drzewieniecki i jego Fundacja (Polish Cultural Foundation, INC, Oficyna Wydawnicza Kucharski, Buffalo, New York, Toruń 2003). Drzewieniecki utrzymywał kontakty z naukowymi ośrodkami polskimi nawet wówczas, gdy wśród Polonii amerykańskiej nie było to dobrze widziane. wracać, ponieważ jest to książka nie tylko o Ryszardzie Kapuścińskim, ale również o czasach, które kształtowały też moją biografię i biografię mi współczesnych. Domosławski skupia się z jednej strony na twórczości reporterskiej Kapuścińskiego, która stała się wielką literaturą o mechanizmach władzy, rewolucji i ludziach wykluczonych, i stara się odpowiedzieć na pytanie, jakie doświadczenia sprawiły, że ów guru reportażu tak świetnie rozumiał mechanizmy tych zjaMAJ 2010

W 1976 roku otrzymał I nagrodę Polskiej Akademii Nauk za swe pamiętniki. Był aktywnym członkiem wielu amerykańskich organizacji akademickich i społecznych. W Buffalo, trzecim po Chicago i Detroit największym skupisku polonijnym, żywo interesował się życiem oświatowym i kulturalnym swoich rodaków i aktywnie w nim uczestniczył. Od 1965 roku kierował PolskoAmerykańskim Komitetem Oświatowym, potem przemianowanym na Polską Fundację Kulturalną. Niejednokrotnie krytycznie oceniał środowisko polonijne, wzywał Polonię do zachowania świadomości historycznej i kulturowej, podejmowania studiów, uważał bowiem, że tylko „środowisko mające rozwiniętą samoświadomość narodową w konsekwencji byłoby w stanie wzbogacić ogólną kulturę amerykańską” (K. E. Semen, op. cit., s. 43). Po przejściu na emeryturę w 1981 roku nadal pisał i brał udział w życiu polonijnym. W 1990 roku zmarła Zofia Drzewieniecka, wierna towarzyszka jego życia. W 1997 roku Drzewieniecki ożenił się ponownie; jego żoną została

Krystyna Nasiukiewicz, która przez dwadzieścia lat prowadziła dział publicystyki oświatowej w warszawskim „Expressie Wieczornym”. Nasiukiewicz, przebywając od 1990 roku w Stanach Zjednoczonych, współpracowała z prasą polonijną, a w latach 1995-2000 była redaktorem naczelnym wydawanego przez Polską Fundację Kulturalną kwartalnika „Kronika”. Jest autorką zbioru ciekawych reportaży i artykułów, zatytułowanym My za oceanem. Smak Ameryki (Buffalo, Toruń 1999). Profesor Włodzimierz Drzewieniecki zmarł 13 lutego 2010 roku w Buffalo. Poza polskimi, angielskimi, jugosłowiańskimi i włoskimi odznaczeniami wojennymi został uhonorowany Orderem Virtuti Militari, Orderem Odrodzenia Polski, Orderem Polonia Restituta, Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami, Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami, Komandorią Krzyża Maltańskiego. Polskiej sprawie służył na bitewnych polach, służył jej też w czasie pokoju, zmieniając tylko rodzaj broni. DANUTA-MEYZA-MARUŠIAK

Autorka serdecznie dziękuje wiernej czytelniczce „Monitora”, szwagierce Profesora, siostrze Krystyny Nasiukiewicz-Drzewienieckiej pani Jolancie Trávníkovej za inspirującą ten artykuł rozmowę i udostępnienie publikacji K. E. Semen i K. Nasiukiewicz, które stały się podstawą powyższego opracowania.

wisk. Uznając, że jego bohater był reporterem i pisarzem uczciwym, obdarzonym dużym talentem, Domosławski stara się odpowiedzieć na pytania, czy i na ile wolno reporterowi poprawiać rzeczywistość, kiedy i na ile Kapuściński przekraczał granice dzielące reportaż od literatury, czyli kiedy, chcąc opis reporterski uczynić bardziej atrakcyjnym, posługiwał się fikcją. Drugi krąg tematyczny książki Domosławskiego to wizerunek własny Kapuścińskiego, budowany przez niego samego z fa-

któw, a czasem z legend, dla których tworzywem stał się żywot reportera, obsługującego rewolucje, wojny, zamachy stanu w Trzecim Świecie, i konfrontacja tego wizerunku z rzeczywistością czy z opiniami jego przyjaciół i ludzi z szerszego kręgu znajomych. Domosławski nie ściąga Kapuścińskiego z cokołu, to reporter i pisarz, w świetle tego, co o nim autor tej cennej monografii napisał, sam z niego schodzi, dla wielu stając się, jak pisze profesor Marcin Kula, „po prostu człowiekiem”. Artur Domosławski, kreśląc sylwetkę Ryszarda Kapu-

ścińskiego, szczęśliwie nie używa jedynie tak teraz modnych kolorów czarnego i białego, ale posługuje się całą gamą istniejących między nimi szarości. Odważna i ambitna książka Domosławskiego odpowiada warunkom stawianym w świecie przed biografami, od których wymaga się, by dla uzyskania pełnego obrazu swych bohaterów stawiali przed nimi wiele luster i konfrontowali ich życie z wieloma świadkami. Domosławski tych luster nie szczędzi i za to mu chwała. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 25


W

katastrofie samolotu prezydenckieg o 10 kwietnia br. pod Smoleńskiem zginął Piotr Nurowski, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego (PKOl), działacz sportowy i społeczny, biznesmen.

Żałoba w PKOl Uroczystości pogrzebowe odbyły się w katedrze św. Michała i Floriana na warszawskiej Pradze. W wypełnionej po brzegi katedrze, w której ułożono dziesiątki wieńców, stawili się najwybitniejsi polscy sportowcy lat minionych i obecnych. Warty honorowe przed trumną pełnili m.in. mistrzyni świata w rzucie młotem Anita Włodarczyk i mistrz olimpijski w pchnięciu kulą Tomasz Majewski, a także wiceprezesi PKOl: Irena Szewińska, Andrzej Kraśnicki i Zbigniew Waśkiewicz. W mszy świętej uczestniczyli m.in. b. prezydent i b. szef PKOl Aleksander Kwaśniewski i delegacje narodowych komitetów olimpijskich. „Piotr nie żył tylko dla siebie” – podkreślił w wygłoszonej podczas mszy świętej homilii biskup Marian Florczyk. Wspomniał mszę św., odprawioną w Popielec, podczas igrzysk w Vancouver: „Posypując głowę Piotra, wypowiedziałem słowa: Prochem jesteś i w proch się obrócisz. Nie wiedziałem, że tak szybko staną się one rzeczywistością”. 26

Piotr Nurowski urodził się 20 czerwca 1945 r. w Sandomierzu. Był absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego (1967). Ze sportem związał się, kończąc studia. Przez krótki czas był sprawozdawcą sportowym w Polskim Radiu. W 1972 został wiceprezesem Polskiego Związku Lekkiej Atletyki (PZLA) ds. młodzieżowowychowawczych. Rok później, jako najmłodszy na świecie szef narodowego związku sportowego, został wybrany prezesem PZLA. Tę funkcję pełnił do roku 1976 oraz w latach 1978 –1980. Jeszcze studiując, rozpoczął działalność w Związku Młodzieży Socjalistycznej (ZMS), początkowo jako szef koła ZMS na Wydziale Prawa, szef organizacji dzielnicowej na warszawskim Żoliborzu, a następnie kierownik Wydziału Propagandy i Prasy Zarządu Głównego. Należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR). W drugiej połowie lat 70-tych był kierownikiem wydziału propagandy i kultury Komitetu Wojewódzkiego PZPR, nadzorował m.in.

stołeczną prasę i telewizję. W latach 1973-1976 sprawował mandat radnego Rady Narodowej miasta stołecznego Warszawy. Od 1981 r. pracował w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, m.in. w Departamencie Azji, Afryki i Australii oraz w ambasadach w Moskwie i Rabacie. Po 1991 r. związał się z Zygmuntem Solorzem i działał w jego spółkach. W 1992 r. współtworzył stację telewizyjną „Polsat”, był członkiem zarządu i rady nadzorczej. Pełnił również funkcję prezesa Zarządu „Elektrimu”. W lutym 2005 r. wybrano go na stanowisko prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. W 2009 roku powierzono mu pełnienie

tej funkcji na kolejną czteroletnią kadencję. W styczniu 2007 r. w programie „30 minut” postawiono mu zarzut współpracy z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi (WSI). Podano, że działał jako kadrowy oficer pod pseudonimem „Tur”. Redakcja programu „Misja Specjalna” podała, że w 1997 r. przekazywał informacje o pobycie Włodzimierza Cimoszewicza w Izraelu i „był zaangażowany” w sprawę lustracyjną Józefa Oleksego. Według akt WSI miał sugerować, że pomagał Oleksemu w „minimalizowaniu skutków” jego procesu lustracyjnego; miał też zadbać, by „Polsat” „naświetlał właściwie” ten proces. Zaprzeczył temu Józef Oleksy. Sąd Okręgowy w Warszawie w 2009 r. w nieprawomocnym wyroku orzekł, że Ministerstwo Obrony Narodowej ma go przeprosić za nieprawdziwe twierdzenia, zawarte w ujawnionym w lutym 2007 r. raporcie z weryfikacji WSI, jakoby w latach 90-tych był on ich tajnym współpracownikiem. Piotr Nurowski został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. ANDRZEJ KALINOWSKI

MONITOR POLONIJNY


Czas na rower!

T

ak, wiosna kalendarzowa już jest, pogoda właściwie też, zatem czas na rower. W kraju, a raczej w polskim Internecie, rozpoczęły się wiosenne akcje, zachęcające do ruchu, głównie biegania i jazdy na rowerze. Rower jako sport, sposób na ruch i zdrowy, aktywny styl życia propaguje – obok wielu innych – nasza cyklistyczna gwiazda Maja Martyna Włoszczowska. Jest ona twarzą akcji „Polska na rower”. Rowerowa srebrna medalistka z igrzysk olimpijskich w Pekinie z 2008 roku urodziła się 9 listopada 1983 r. Karierę na rowerze zaczęła w 1997 roku w małym klubie kolarskim „Śnieżka” Karpacz. Już w roku 1999 zdobyła tytuł mistrza Polski juniorów w kolarstwie górskim w barwach klubu PTS CCC Piechowice. W 2000 roku trafiła do kadry narodowej. W tym samym roku pod kierownictwem trenera Andrzeja Piątka zdobyła srebrny medal na mistrzostwach świata w Sierra Nevada! W 2002 jeździła w barwach drużyny CCC Polsat, jednak bez większych sukcesów. Od roku 2003 ścigała się w Zawodowej Grupie Kolarskiej LOTTO. W 2004 brała udział w igrzyskach olimpijskich w Atenach i zajęła 6. miejsce. W latach 2007-2008 startowała jako zawodniczka grupy MTB Halls Team. Po jej rozpadzie w 2009 roku podpisała czteroletni kontrakt z firmą CCC, sponsorem zawodowej grupy kolarskiej CCC Polkowice – specjalność kolarstwo górskie. Maja uprawia po prostu sport ekstremalny. Należy do wyjątków – jest dobra w cross country (XC), czyli w uproszczonej jeździe terenowej i maratonie, tj. wyścigu na trasie do 120 kilometrów o zmiennym profilu. Ostatnie mistrzostwo Europy w maratonie zdobyła w holenderskim Zoetermeer (2009) po ciężkim wyścigu, pomimo dwóch upadków i kłopotów z przerzutkami. Miała stłuczony bark i nogę oraz wybity kciuk. Na metę wpadła samotnie, zatrzymała się tuż przed linią i podniosła rower do góry, by w ten sposób zakończyć MAJ 2010

wyścig. Zwykle, zwyciężając, podnosi na mecie rower, w ten sposób dziękując mu, że jej nie zawiódł. Lista sukcesów Mai jest bardzo długa. Na podstawie dostępnych informacji obliczyłem, iż od roku 1996 w różnego rodzaju zawodach 59 razy zdobyła pierwsze miejsce! Swój pierwszy sukces osiągnęła jako młodziczka w 1996 roku – było to 2. miejsce na Amatorskich Mistrzostwach Polski Family Cup. Najważniejsze sukcesy to wicemistrzostwo olimpijskie z Pekinu, złoto mistrzostw świata w maratonie MTB, wielokrotne wicemistrzostwo i mistrzostwo Europy, wielokrotne mistrzostwo Polski w cross country. Przy tym Maja nie żyje tylko jazdą na rowerze. Jest też absolwentką Wydziału Podstawowych Problemów Techniki Politechniki Wrocławskiej, na którym skończyła... matematykę stosowaną. Za sukcesy płaci codziennymi sześciogodzinnymi morderczymi treningami. Pokonuje przeciętnie ok. 140 kilometrów, na drobne kontuzje (czasami też poważniejsze) nie zwraca uwagi, bowiem są one częścią tego sportu. Lubi jednak rower. W tym roku ma do dyspozycji pięć jednośladów, w tym jeden z pełną elektroniką. Każdy kosztował kilkadziesiąt tysięcy złotych. Do tego stosuje odpowiednią dietę, choć w jej przypadku to niezbyt odpowiednie słowo. Dla niej ważne są węglowodany, dlatego je dużo płatków, jogurtów pieczywa. Dostarcza organizmowi ok. 2500 kalorii, zaś podczas jednego treningu spala ok. 1000-4000. Wypija minimum dwa litry wody dziennie.

Jest popularna, kibice doceniają jej sukcesy. Trzykrotnie (2003, 2004, 2005) zdobyła 11. miejsce w plebiscycie na Sportowca Roku, organizowanym przez „Przegląd Sportowy”, w roku 2008 zajęła w nim 6. miejsce. Pod koniec listopada 2005 została uhonorowana srebrnym medalem Akademii Polskiego Sukcesu za wybitne osiągnięcia dla Polski w kolarstwie górskim. W tym roku otrzymała też tytuł najlepszej polskiej kolarki sezonu w plebiscycie dziennikarzy, organizowanym przez Polski Związek Kolarski. Postanowieniem Prezydenta RP z dnia 8 października 2008 roku za osiągnięcia sportowe została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi. Dziennik „Metro” opublikował badania wrocławskiej firmy Pentagon Research, dotyczące wartości marketingowej polskich sportowców. Brano pod uwagę rozpoznawalność zawodnika, jego charakter, to, jak często pojawia się w mediach, i popularność dyscypliny, w której występuje. Podano, że Włoszczowska jest warta 400 tys. złotych! Więcej od niej mogą żądać za udział w reklamie tylko koszykarz Marcin Gortat (800 tys.) i Robert Kubica (1 mln). Maja skomentowała to z uśmiechem: „Ciekawe, ciekawe...”. Wspiera potrzebujących. Swój kask oddała na aukcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Sprzedano go za 825,00 zł. Na świątecznej aukcji charytatywnej, z której dochód przeznaczono na zakup sprzętu i zajęcia sportowe dla dzieci z rodzinnych domów dziecka, będących pod opieką Fundacji Świętego Mikołaja, za jej koszulkę z autografem zapłacono 462,40. Taaak… Na rowerze warto pojeździć. Może nie od razu tak jak Maja Włoszczowska, ale nawet niedzielna jazda do i po parku, czy wypad do znajomych dobrze robią. Tak przynajmniej twierdzą fachowcy. Maja Włoszczowska zachęca, aby rowerem jeździć jak najczęściej. I chyba warto jej posłuchać. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“. 27


UWAG A!!!

SZANOWNI CZYTELNICY!

Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na rok 2010 wynosą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100). Dokonując wpłaty prosimy o napisanie w formularzu bankowym imienia i nazwiska. Nowych prenumeratorów prosimy o zgłoszenie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt do redakcji: monitorp@orangemail.sk lub nr tel. 0907 139 041.

M A J

W

Redakcja „Monitora Polonijnego“

I N S T Y T U C I E

➨ EKOGLASS FESTIVAL 2009 10 maja – 11 czerwca 2010 r. (wernisaż 10 maja, godz.18.30), Bratysława. Instytut Polski, Nám. SNP 27 • Wystawa prac z II Międzynarodowego Pleneru Szkła Artystycznego w Szklarskiej Porębie autorstwa artystów z Polski: Małgorzaty Dajewskej, Mariusza Łabińskiego, Beaty Damian-Sperudovej, Marzeny Krzemińskej,Igora Wójcika, Macieja Zaborskiego i Karoliny Spiak, z Czech: Jakuba Berdycha, Andreja Nemetha, Jířiego Suhájka, Oldřicha Plivy, ze Słowacji Patrika Illy i Martina Muranicy ➨ POLSKIE SZKŁO ARTYSTYCZNE 10 maja – 3 czerwca (wernisaż 10 maja, godz.17.45) Bratysława, Galéria Nova, Baštová 2 • Wystawa prezentuje przegląd współczesnego szkła artystycznego autorstwa Małgorzaty Dajewskiej, Dagmar Bieleckiej, Beaty Damian-Sperudy, Mariusza Łabińskiego, Igora Wójcika, Gabrieli Kowalskiej, Marzeny Krzemińskiej ➨ NOC LITERATURY 2010 12 maja, godz. 18.00 - 23.00, Bratysława: 1. Zasadacia sieň K8, Rudnayovo nám. 4; 2. Mestská knižnica – suterén, Klariská 16; 3. Peterka Partners, Kapitulská 18/A; 4. Základná škola sv. Uršule – telocvičňa, Uršulínska 4; 5. Podkrovie VŠVU, Hviezdoslavovo nám. 18; 6. Kaplnka sv. Ladislava, Primaciálne nám. 1; 7. Ballasov palác, Panská 15; 8. Mirbachov palác, Františkánske nám. 11; 9. Divadlo Astorka – trezor, Nám. SNP 33, vstup z Nedbalovej ulice; 10. Miestodržiteľský palác – japonská reštaurácia SUSHI+, Hlavné námestie 8 ➨ RIVERSIDE” – KONCERT W BRATYSŁAWIE 15 maja, godz. 20.00, Bratysława, Majestic Music Club, Karpatská 2 • Koncert polskiej prog-rockovej formacji „Riverside” 28

Szanowni Czytelnicy! Zapowiadane losowanie nagrody wśród prenumeratorów „Monitora Polonijnego“ z przyczyn obiektywnych zostało przesunięte na przyszły miesiąc.

Na imprezy, organizowane przez Klub Polski, jego członkinie przygotowują wyśmienite smakołyki. Często pytacie Państwo nas, jak przygotować te smaczne wypieki czy inne dania, dlatego od nowego roku w rubryce „Piekarnik“ prezentujemy te przepisy, które cieszyły się największym zainteresowaniem Państwa. Prosimy więc Czytelników o przysyłanie pod adresem e-mail redakcji (monitorp@orangemail.sk) przepisów na ulubione dania i potrawy.

P O L S K I M

➨ FILMY KRÓTKOMETRAŻOWE Z ŁODZI 15 maja, godz.17.00, Trnava, Kopplova vila, Zelený kríček 3 • Prezentacja bloku dokumentalnych i fabularyzowanych filmów krótkometrażowych z WSTFiTV w Łodzi w ramach Noci múzeí a galérií 2010 ➨ KONCERT NBS TRIO 17 maja, godz.19.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 • Koncert jazzowego tria Kompozycje Krzysztofa Komedy • Po koncercie odbędzie się panelowa dyskusja na temat współpracy polsko-słowackiej z udziałem byłych ambasadorów Polski i Słowacji Jana Komornickiego i Františka Ružički ➨ ANASOFT LITERA FEST 2010 19-22 maja, Bratysława, A4 - nultý priestor, Nám SNP 12 • W programie m.in. 19 maja, godz. 18.00, Kino Mladosť • Filmowa adaptacja dzieła literackiego „Bestia”, 1978, reż. Andrzej Wajda, 94 min 20 maja, godz. 20:00, A4 - nultý priestor • Gościem zagranicznym festiwalu będzie polski autor Krzysztof Varga. Jego książka Gulasz z turula otrzymała nagrodę czytelniczą „Gazety Wyborczej” w ramach polskiej nagrody literackiej „Nike”. ➨ ARCHDAYS 2010 / Bratysławskie Dni Architektury A+D FORUM 2010 • Konferencja o architekturze i designie , 20 maja – 21 maja, Bratysława, Veľká aula, Fakulta architektúry, Nám. slobody 19, Wykład polskiego architekta Krzysztofa Ingardena z krakowskiej kancelarii architektonicznej ➨ POLSKI DESIGN SZKLANY • Wystawy w ramach festiwalu „Archdays 2010” • 10 maja – 10 czerwca, (wernisaż 10 maja, godz.17.00),

➨ MŁODY POLSKI DESIGN SZKLANY • Galéria ENTER, Panenská 32, Bratysława • 10 maja – 10 czerwca, (wernisaż 10 maja, godz. 18.30) Kompletny program ARCHDAYS 2010 na www.archdays.sk (www.designin.sk). ➨ TRADYCYJNE RZEMIOSŁA ARTYSTYCZNE, Pieszczany 2010 • 21-23 maja, Pieszczany, tereny Wyspy Uzdrowiskowej ➨ USE THE CITY FESTIVAL 2010 26 – 30 maja, Koszyce 28 maja (piątek) od godz. 23.15 wrocławska grupa „Livelights” ➨ MIROSLAW BALKA - AGOGANYS 27 maja- 11 czerwca, Trnava, Synagóga – Centrum súčasného umenia GJKr • Prezentacja instalacji artystycznej jednego z największych polskich rzeźbiarzy współczesnych ➨ ODLOTOWY LOKATOR FESTIWAL 2010 KONCERT: AUTOMATOMY • 27 maja (czwartek), godz. 20.00, Preszów, Christiania, Hlavná 105 WYSTAWA: MARK BRUNIER-MESTAS (grafika) 28 maja (piątek), godz. 12.00, Preszów, Ballada Cafe, 17 novembra 102 FILM: BUTCHER’S FILMS: Pokaz filmów Filipa Rudnickiego: 28 maja (piątek), godz. 20.00, Preszów, Christiania, ul. Hlavná 105 30 maja (niedziela), godz. 19.00, Bratysława, NextApache, ul. Panenská 28 KONCERT: AUTOMATOMY • 29 maja (sobota), godz. 19.00, Bratysława, NextApache, ul. Panenská 28 WYSTAWA: PIO „Chmurki i humorki” (grafika), 30 maja (niedziela), godz. 12.00, Bratysława, NextApache, ul. Panenská 28 MONITOR POLONIJNY


K L U B

P O L S K I

Ś R O D KO W E

P O WA Ż E

ZAPRASZA SERDECZNIE Szanownych Klubowiczów, członków ich rodzin oraz dzieci na tradycyjne polonijne

SPOTKANIE ZIELONOŚWIĄTKOWE „TURICE v poľskom ľudovom zvykosloví”, połączone z obchodami Dnia Dziecka, organizowane przy wsparciu Sekcji Mniejszościowej Ministerstwa Kultury RS, które odbędzie się w dniach 22-23 maja 2010 r. (z odległych miejsc można przyjechać już w piątek) w Ośrodku Wczasowym PODSKALIE k. Pružiny, pow. Považská Bystrica. Na prośbę zeszłorocznych uczestników, miejsce spotkania pozostaje to samo - zobacz: http://picasaweb.google.pl/klub.polski.srodkowe.powaze, album „ZIELONE ŚWIĄTKI polskie tradycje…” Przewidywana liczba uczestników – 126 osób, w tym 15-osobowy dziecięcy zespół „CAMELEON” z Polski. Zgłoszenia z całej Słowacji przyjmuje Zbigniew Podleśny, Centrum I. 55/130, 018 41 Dubnica nad Váhom, e-mail: klub.polski@nextra.sk. Dane potrzebne do zakwaterowania: data urodzenia, adres zamieszkania, nr dowodu osobistego. Bliższe informacje organizacyjne oraz program imprezy zostaną Państwu przekazane po uzyskaniu dotacji finansowych. Koszty pokrywa KLUB POLSKI. Za KP Środkowe Poważe – Miejscowe Koło DUBNICA i Z. Podleśny

MAJ 2010

Redakcja „Monitora Polonijnego“ oferuje zakup roczników naszego pisma z lat 2005-2008, oprawionych w twarde okładki. Cena jednego tomu wynosi 15 euro plus koszty przesyłki (na terenie Słowacji to koszt 1 euro, do Czech – 5,50 euro, do pozostałych krajów UE – 6,90 euro). Zainteresowanych prosimy o zgłaszanie zamówień pod adresem e-mail: monitorp@orangemail.sk bądź pod numerem telefonu: +421 907 139 041

ILOŚĆ EGZEMPLARZY OGRANICZONA! U Ś C I Ś L E N I E W poprzednim numerze naszego pisma w ankiecie na temat zwyczajów wielkanocnych w wypowiedzi p. Adrei Cupał-Baricovej pojawiła się nieścisłość: nasza respondentka pochodzi z rodziny mieszanej – jej mama jest Polką, a ojciec słowackim Węgrem.

Redakcja Monitora Polonijnego poszukuje osób z Żyliny i Martina chętnych do współpracy z redakcją, które pełniłyby funkcję korespondentów z tego regionu. Kontakt z redakcją: monitorp@orangemail.sk, telefon: 031/5602891 Firma RAMPOL zatrudni osobę na stanowisku sprzedawcy w sklepie branży artystycznej. Kontakt: 0903 761071

29


Być może dla wielu pasażerów samolotu prezydenckiego, wizyta, którą mieli złożyć w Katyniu, była symbolem długo oczekiwanego odkrycia smutnych kart polskiej historii. Mieli o niej mówić głośno. Przez długie lata za sprawą komunistycznych rządów panowała zmowa milczenia o pomordowanych ponad 20 tysiącach polskich oficerów. Dopiero od niedawna coraz częściej przywoływano ofiary Katynia. A to dzięki filmowi Andrzeja Wajdy, dzięki politykom, głośno mówiącym o tej tragedii. Pierwsze oznaki „nadchodzącej wiosny“ można też było zauważyć podczas oficjalnych uroczystości w Katyniu, na które premier Putin zaprosił premiera Tuska. Jak w przyrodzie – powoli kiełkowała ta długo przechowywana pod ziemią prawda. Katastrofa samolotu z 96 ofiarami była szokiem dla całej Polski. Była też szokiem dla świata. Oka kamer skierowano na nasz kraj. Pokazywały smutek, łzy, rozpacz. Ale też olbrzymią solidar-

30

Solidarni

W

sobotnie przedpołudnie 10 kwietnia, przygotowując kawę, kątem oka zerknęłam na rabatkę, którą widzę z okien kuchni. Właśnie zakwitł pierwszy tulipan! Pomyślałam z radością, że długo oczekiwana wiosna właśnie nadchodzi. ność. Moi słowaccy znajomi zastanawiali się, czy i oni potrafiliby w takich trudnych chwilach zjednoczyć się tak, jak czynili to nasi rodacy w kraju. Chodząc po ulicach Warszawy czy Krakowa w dniach żałoby, odczułam „bycie razem” na własnej skórze. Już trochę zapomniałam, jak to jest stać w tłumie zjednoczonych Polaków. Ostatnio stałam tak na wrocławskim torze wyścigów konnych, podczas mszy, celebrowanej przez papieża Jana Pawła II. Byłam wówczas nastolatką. Wraz z tatą o trzeciej rano wyruszyliśmy na tę mszę środkami miejskiej komunikacji, by potem jeszcze długi odcinek trasy przemierzyć pieszo. Wraz z innymi czekaliśmy na papieża i mszę, siedząc na tra-

wie przez wiele godzin. Do domu wróciliśmy późnym popołudniem – zmęczeni, ale szczęśliwi. Mieszkając z dala od kraju, zastanawiałam się, czy takie tłumne przeżywanie to nasza polska specjalność. Czy w ten sposób dajemy upust naszym emocjom? Potrzebujemy siebie nawzajem, by przeżywanie czegoś szczególnego było kompletne? Będąc w Warszawie tuż po smoleńskiej tragedii, otrzymywałam od mieszkających na Słowacji polskich przyjaciół prośby telefoniczne, by w ich imieniu zapalić znicz przed pałacem prezydenckim. Wszyscy oni wyrażali żal, iż nie mogą tam być osobiście, albowiem razem łatwiej byłoby im przeżywać żałobę, choć prze-

cież jednoczyli się z nimi ich słowaccy przyjaciele. Zastanawiałam się, do jakiego stopnia potrafimy tę polską solidarność przenieść do krajów naszego zamieszkania. Nie znajduję jednoznacznej odpowiedzi, bo jakkolwiek na Słowacji odbyło się kilka polskich mszy, kilka spotkań w gronie rodaków, to czy to jednak nie za mało? Czy to rzeczywiście prawdziwa polska solidarność, która mogłaby nas zjednoczyć? Co jesz cze musi się wydarzyć, by stanąć w jednym szeregu i wspólnie zacząć porządkować to, co zniszczyły różne „katastrofy“? O losie ofiar katyńskich dowiedział się cały świat. Przyroda rządzi się swoimi prawami. Po zimie przychodzi wiosna, zielone pędy wyrastają z ziemi, rozkwitają pąki kwiatów. Po powrocie z Krakowa, z uroczystości pogrzebowych znów kątem oka zerknęłam na rabatkę, którą widzę z okien kuchni: wszystkie tulipany stały z dumnie rozwiniętymi płatkami. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

MONITOR POLONIJNY


Za co kochasz mamę?

M

ama zawsze jest przy Tobie. Dba o Ciebie każdego dnia. I choć czasem denerwujesz się, że każe Ci nosić czapkę lub posprzątać swój pokój, to jest najważniejszą osobą.

Tradycja Dnia Matki Jest taki dzień w roku, kiedy obchodzi swoje święto. To 26 maja. Historia Dnia Matki sięga korzeniami starożytności. Jest związana z obrzędami religijnymi. Egipcjanie składali hołd bogini Izydzie, która uchodziła za matkę wszystkich faraonów, organizując festiwal. Grecy czcili Reę, matkę wszystkich bogów. Chrześcijanie podkreślają rolę Marii – matki Jezusa. Obrzędy na cześć matki nabrały bardziej ludz-

kiego charakteru pod koniec XIX wieku. Wówczas to zaczęto zwracać uwagę na rolę matki w rodzinie i jej pokojowy wymiar z punktu widzenia całego społeczeństwa. Julia Ward Howe w roku 1870 zaproponowała obchodzenie Święta Matki w Stanach Zjednoczonych. Jej ideę podtrzymywała później Anna Jarvis. Tradycja rozprzestrzeniła się po całym świecie i dotarła nawet do Indii, Japonii czy też Chin. Święto nabrało międzynarodowego charakteru i ma wymiar rodzinny.

Dziś Dzień Matki obchodzony jest w drugą niedzielę maja lub w dniach 25 i 26 maja. Wówczas dzieci składają mamom życzenia i ofiarowują drobne prezenty, np. kwiaty, laurki czy czekoladki.

daruj jej zatem laurkę i aniołka z masy solnej, by wyrazić swą wdzięczność za jej dobroć i codzienny wysiłek.

Przepis na masę solną Przygotuj szklankę mąki pszennej i szklankę soli. Oba produkty wymieszaj w misce, dodając powoli zimnej wody. Kiedy

Pomysł na prezent

uzyskasz plastyczną masę, wyłóż ją na tortownicę i rozwałkuj jak ciasto. Uformuj potrzebne do ulepienia aniołka elementy lub inne kształty, np. serce. Ulep anioła lub to,

A Ty masz już pomysł na prezent dla swojej mamy? Jeżeli nie, podsunę Ci jeden. Mama jest jak piękny i dobry anioł. Po-

co sobie zaplanowałeś, połóż na papierze do pieczenia lub folii aluminiowej i upiecz w piekarniku w temperaturze 75 stopni, aż będzie suchy. Przy pieczeniu poproś o pomoc tatę. Pomaluj aniołka farbami akrylowymi. A gdy już nadejdzie Dzień Matki, złóż swojej mamie życzenia. Powiedz jej, za co ją kochasz. Niech ten dzień będzie dla Was najpiękniejszym dniem w roku. KASIA UFNAL

U

waga, dzieci i młodzież! Przypominamy, że tr wa konkurs r ysunkowy na najpiękniejszą pracę, której tematem będą postaci z polskich bajek, filmów czy książek. Z pewnością będzie to okazja do sięgnięcia po polskie lektur y lub do obejrzenia polskich filmów dla dzieci i młodzieży. Prace prosimy przesyłać do końca maja pod adresem redakcji. Autorzy wyróżnionych prac otrzymają nagrody, zaś wszyscy uczestnicy konkursu drobne upominki! MAJ 2010

31


Są desery, ciasta, które wyznaczały od zawsze rytm naszych niedziel. Gdy podawano na stół rosół, a potem rozdawano talerze na zrazy lub schabowego, nie było chyba dzieciaka, który nie myślałby o deserze. Dawna gospodyni zrobiłaby ogromne oczy na sugestię, by kupić gotowe ciasto z cukierni, bowiem te pieczono w każdym domu, ba,

Karmelowiec Pani Anety

wypiekano cuda, o których dzisiaj wspominają z rozrzewnieniem wszystkie ciotki. Każdy z nas ma takie niedzielne ciasto w pamięci i dziś zapewne też by je z chęcią zjadł. Dla mnie takim wspomnieniowym rarytasem jest karmelowiec, tym bardziej więc ucieszyłam się z nadesłanego przez Panią Anetę Adamczyk przepisu:

Składniki:

Sposób przyrządzania:

CIASTO • 1/2 kg mąki • 1 margaryna • 1/2 szklanki cukru pudru • 4 żółtka • 1 łyżeczka sody oczyszczonej

Składniki ciasta zagnieść, wyrobić i rozdzielić na dwie połowy. Uformować z nich placki, które należy upiec w temperaturze 170 stopni na złoty kolor (15-20 minut). Śmietanę ubić na sztywno z cukrem i zagęszczaczem. Mleko skondensowane gotować na

KREM • 1/2 l śmietany 36% • 2 łyżki cukru pudru • 3 opakowania zagęszczacza do śmietany

wolnym ogniu (słodkie ok. 3 godziny, gotowane około pół godziny). Przestudzić lekko. Placki przełożyć bitą śmietaną. Otworzyć puszkę z karmelem, wymieszać i nałożyć na wierzch ciasta. Posypać drobno posiekanymi orzechami.

KARMEL • 1 puszka mleka skondensowanego słodkiego lub puszka skondensowanego gotowanego • 20 dag orzechów włoskich

Karmelowiec oczywiście dobry jest nie tylko w niedzielę. Już sobie wyobrażam pachnący bzami maj, popołudnie w ogródku, a na talerzyku solidny kawałek karmelowca, o który biją się wszystkie pszczoły. I tak są bez szans, bo to ciasto znika wyjątkowo szybko. AGATA BEDNARCZYK


Monitor Polonijny 2010/5  
Monitor Polonijny 2010/5  
Advertisement