Page 1

Monitor03

29.12.09 10:40

Strรกnka 1


Monitor03

29.12.09 10:40

Stránka 2

Szanowni Państwo, Czytelnicy „Monitora Polonijnego“, Członkowie i Przyjaciele Klubu Polskiego na Słowacji! Pragnę Państwa poinformować, że Klub Polski został zarejestrowany jako organizacja, mogąca przyjmować dotacje 2 % z podatków za rok 2009 od osób fizycznych i prawnych. Jak zapewnie Państwo wiecie, Klub Polski nie otrzymuje środków finansowych na działalność, ale na poszczególne projekty. Środki te i tak nie pokrywają całości wydatków związanych z realizacją planowanych przedsięwzięć. Działalność klubowa widoczna jest nie tylko dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury Republiki Słowackiej, ale też dzięki pomocy Wydziału Konsularnego Ambasady Polskiej na Słowacji, Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“ czy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Głównie jednak dzięki wielkiemu zaangażowaniu aktywnych działaczy i członków Klubu na terenie całej Słowacji. Wierzymy, że możliwość przekazania 2 % z podatków na rzecz Klubu Polskiego pomoże w realizacji jego działań. Osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę winni przedkłożyć w swoim (właściwym dla miejsca zamieszkania) Urzędzie Skarbowym potwierdzenie od pracodawcy o zapłaceniu podatku wraz z oświadczeniem o przekazaniu jego 2% . Wzory druków znajdują się na stronie internetowej www.rozhodni.sk. Firmy i osoby prowadzące działalność gospodarczą w końcowej części zeznania podatkowego za rok 2009 powinny wpisać nazwę, IČO i adres naszej organizacji. Informacja dla urzędu o odbiorcy 2% Państwa podatku to: pełna nazwa, IČO i adres, a więc: Poľsky klub - spolok Poliakov a ich priateľov na Slovensku, IČO 30807620, Nam. SNP 27, 814 99 Bratislava. Lista zarejestrowanych na rok 2009 organizacji, na której znajduje się też Klub Polski, znajduje się na wspomnianej już stronie internetowej www.rozhodni.sk. Zachęcamy wszystkich Państwa do wykorzystania takiej możliwości wsparcia Klubu, która ofiarodawców nic nie kosztuje poza odrobiną czasu, poświęconego na wypełnienie formularzy. Z uszanowaniem i pozdrowieniami Irena Cigáňová Prezes Klubu Polskiego na Słowacji

2

MONITOR POLONIJNY


Monitor03

29.12.09 10:40

Stránka 3

Od redakcji „Pozor, pozor!“ – co jakiś czas rozbrzmiewa wiejski radiowęzeł. Już się zdążyłam do tego przyzwyczaić, ale zaraz po przeprowadzce do podbratysławskiej wsi, traktowałam to jako ingerencję w życie prywatne mieszkańców. Mało tego, trochę się z tego podśmiewywałam, a znajomi Słowacy patrzyli na mnie ze zdziwieniem i pytali, w jaki zatem sposób przekazuje się wiadomości w polskich wsiach. No tak, korzystanie z każdego medium jest dobre, byleby pozwalało przekazać informacje i osiągnąć cel. Potem dowiedziałam, że w całej Czechosłowacji od dawna istniały takie miejscowe rozgłośnie, za pośrednictwem których do dziś przekazuje się mieszkańcom wsi najważniejsze informacje ich dotyczące. Teraz dzięki takiemu radiu niemalże codziennie dowiaduję się, że przed urzędem gminy można kupić na przykład podkoszulki, że nazajutrz przyjedzie handlarz antykami, który poszukuje staroci, że po południu będzie można kupić kaczki i kury, a w środę odbędzie się zbiórka złomu. Początkowo puszczałam te komunikaty mimo uszu, ale kiedy raz czy drugi okazało się, że mogą być i dla mnie użyteczne (np. te, dotyczące remontu na danej ulicy czy informujące o przerwach w dostawie prądu), zaczęłam otwuerać okno, by lepiej słyszeć treść ogłoszeń. Polonia na Słowacji też ma takie swoje „radio“, czyli „Monitor Polonijny“ i na jego łamach co jakiś czas sygnalizuje – „Uwaga, uwaga!“ – ważne komunikaty. Tak jest i tym razem. Czasami w ferworze spraw codziennych nie mamy czasu „otwierać okno“, by dowiedzieć się, o co chodzi, i puszczamy mimo uszu informacje, mogące mieć dla nas znaczenie. Dlatego tym razem mówimy głośniej i zwracamy Państwa uwagę na okazję, która w tym roku już się nie powtórzy. Do końca marca każdy z nas ma obowiązek złożyć zeznanie podatkowe. W tym roku po raz pierwszy mamy możliwość przekazania 2% z podatku dochodowego za rok 2009 na rzecz Klubu Polskiego! To nic nie kosztuje! Wystarczy w kwestionariuszu podatkowym zaznaczyć, komu chce się przekazać 2% z naszego podatku. Jeśli tego nie zrobimy, to te pieniądze zasilą budżet państwa, czyli nie wiadomo kogo. A przecież mogą wesprzeć nas, czyli Klub Polski! Do Państwa należy decyzja o finansowym wsparciu Klubu (dokładne informacje na ten temat na stronie obok). Niektórym pewnie chodzi teraz po głowie myśl, by zajęli się tym ci bogatsi, którzy płacą duże podatki. Tak, zawsze znajdą się bogatsi od nas, ci, którzy mają więcej czasu, którzy powinni… itd. A może jednak warto zacząć od siebie, by w myśl zasady „od ziarnka do ziarnka aż zbierze się miarka“ wesprzeć słowacką Polonię, czyli nas wszystkich? Dzięki temu przysłowiowemu groszowi, który zasiliłby budżet Klubu Polskiego, być może już więcej nie musielibyśmy pisać na temat być albo nie być „Monitora Polonijnego“ i moglibyśmy pomóc potrzebującym z naszych szeregów? Mili Czytelnicy, zabrzmi to lakonicznie, ale… zapraszam Państwa do lektury naszego czasopisma z myślą przewodnią: „Oby nam się lepiej żyło”!

REDAKTOR NACZELNA „MONITORA POLONIJNEGO“

Na barykady, na traktory, do garów… Z KRAJU WYWIAD MIESIĄCA Jolanta Fajkowska: „Chcę być szczęśliwa, a nie tylko zapracowana“ 15 LAT „MONITORA“ Z NASZEGO PODWÓRKA CO U NICH SŁYCHAĆ? W zgodzie z tym, co w duszy gra MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Andrzej „Piasek“ Piaseczny WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Umowa z Pittsburgha TO WARTO WIEDZIEĆ Emisariuszka „Zo” BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Życie po życiu Ryszarda Kapuścińskiego i Stanisława Lema KINO-OKO Nasi na międzynarodowej arenie Słowacy w Polsce – czy mogą być dla nas wzorem? SPORT?! Szkoda… PRZEGLĄD POLSKIEJ PRASY OGŁOSZENIA ROZSIANI PO ŚWIECIE Słowenia – kraj, w którym Bóg pomieścił wszystko. Mnie też? MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Baśń o sprawiedliwym maharadży PIEKARNIK Miłe wiosny początki…

4 4

6 9 10 16 17

18 19

22 24 25 26 28 28

30 31 32

Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na rok 2010 wynosią 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100). Dokonując wpłaty prosimy o napisanie w formularzu bankowym imienia i nazwiska. Nowych prenumeratorów prosimy o zgłoszenie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt do redakcji: monitorp@orangemail.sk lub nr tel. 0907 139 041.

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c ov á , A n n a M a r i a J a r i n a , A l i c j a Ko r c z y k - C h o v a n e c , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , M a g d a l e n a P i e t z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín

www.polonia.sk MARZEC 2010

3


Monitor03

29.12.09 10:40

Stránka 4

Na barykady, na traktory, do garów…

C

zy sto lat to dużo czasu? Niewiele ponad jedno długie ludzkie istnienie. Przy spojrzeniu na całą naszą historię, wszystkie epoki, wojny, wynalazki, kolejne osiągnięcia w kulturze i sztuce sto lat wydaje się okresem względnie krótkim, choć obfitującym w liczne wydarzenia. I dlatego nadziwić się nie mogę, że zwykłe i oczywiste dla wielu ludzi sprawy mają zaledwie stuletnią historię. Dnia 8 marca 1910 roku Międzynarodówka Socjalistyczna w Kopenhadze ustanowiła, że kobiety muszą mieć swoje święto. Nie dlatego, by umilić im życie, lecz by popularyzować idee wolności i równości płci wobec prawa. Zastanówmy się jednak, co tak naprawdę znaczyły te słowa. Na początku XX wieku kobiety na

PREMIER DONALD TUSK 13 godzin zeznawał 4 lutego przez komisją śledczą w sprawie afery hazardowej. Powiedział, że b. szef CBA Mariusz Kamiński, informując go o kontaktach biznesmenów z branży hazardowej z politykami PO, nie mówił o przestępstwie. Ocenił jego zachowanie jako niestandardowe i zmuszające go do podjęcia nietypowych działań. Oświadczył też, że nie był źródłem przecieku o działaniach CBA w sprawie afery, czego nie wykluczył zeznający wcześniej 4

równi z mężczyznami podejmowały pracę, ale ich zarobki były o wiele niższe. Dziś nieźle funkcjonuje słowo „dyskryminacja” – i o nią wła-

przed komisją Mariusz Kamiński. Tusk przekonywał, że to opublikowanie w mediach stenogramów z przeprowadzonych przez CBA podsłuchów rozmów Zbigniewa Chlebowskiego i Mirosława Drzewieckiego z biznesmenami branży hazardowej „rozbiło” sprawę, nad którą pracuje komisja. Zaznaczył też, że „teorię przecieku” usiłują wykorzystać przeciwnicy polityczni jego i jego rządu. BIAŁORUSKA MILICJA 21 stycznia zatrzymała grupę działaczy nieuznawanego przez władze w Mińsku Związku Polaków na Białorusi (ZPB), jadących z Grodna do Iwieńca, by bronić działającego tam Domu Polskiego, który ma zostać im odebrany. Samej szefowej ZPB Andżelice Borys udało się dotrzeć do Iwieńca autostopem. Po kilku

śnie chodziło ówczesnym aktywistkom. Kobiety pracowały w fatalnych warunkach, nie mogły się kształcić, obejmować publicznych stanowisk i – co najistotniejsze – nie mogły głosować. Dla wielu ludzi, zwłaszcza dziś, powiązania ruchów kobiecych z ideami komunizmu sprawiają, że Międzynarodowy Dzień Kobiet stał się przebrzmiałą farsą, kojarzoną głównie z socjalistycznym tulipanem, talonem czy parą rajstop. Ale nie należy zapominać, że sto lat temu kobiety autentycznie walczyły o swoją godność, o prawa, z których dzisiaj swobodnie korzystają wszyscy, nie znając nawet ich historii. Ale nie wszystkie ze stuletnich postulatów zostały do końca zrealizowane – wystarczy choćby porównać dzisiejsze pensje kobiet i mężczyzn, zatrudnionych na tych samych stanowiskach.

godzinach pobytu w areszcie wszystkich wypuszczono. Władze białoruskie 8 lutego siłą przejęły Dom Polski w Iwieńcu i wyprowadziły stamtąd działaczy ZPB. Białoruska milicja 17 lutego ponownie zatrzymała Andżelikę Borys i 16 innych członków ZPB. Sąd w Wołożynie zdecydował, że prawowitym właścicielem Domu Polskiego w Iwieńcu będzie Związek Polaków na Białorusi, ale ten lojalny wobec władz w Mińsku. Stosunki polskobiałoruskie uległy pogorszeniu. SEJM WYRAZIŁ 12 lutego zgodę na ratyfikację umowy, dotyczącej statusu amerykańskich wojsk w Polsce – tzw. SOFA. Ustawę w tej sprawie poparło 374 posłów, 34 było przeciw. Umowa umożliwi utworzenie okresowej, a od 2012 roku – zgodnie z deklaracjami

USA– stałej bazy baterii rakiet obrony powietrznej „Patriot”, w przyszłości także bazy rakiet SM-3, wchodzących w skład systemu obrony balistycznej. Podpisana w grudniu ubiegłego roku umowa SOFA była negocjowana w związku z porozumieniem z sierpnia 2008 r. w sprawie ulokowania w Polsce elementów amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej. Według ówczesnej koncepcji w Polsce miały stacjonować pociski przechwytujące rakiety dalekiego zasięgu, a w Czechach radar naprowadzający antyrakiety. ZIELONA GÓRA I OKOLICE żyją w strachu. Nieznany sprawca lub sprawcy atakują i gwałcą kobiety. Od 9 stycznia w Zielonej Górze i w dwóch pobliskich miejscowościach nieznany sprawca (bądź MONITOR POLONIJNY


Monitor03

29.12.09 10:40

Stránka 5

W 1993 roku premier Hanna Suchocka definitywnie zniosła państwowe obchody Międzynarodowego Dnia Kobiet, kończąc w ten sposób często niepoważne „szopki”, wypaczające właściwe znaczenie tego święta. Ale feministki nie zapomniały i o nim, i o prawach kobiet – od dłuższego już czasu możemy bowiem obserwować powrót do istoty kobiecych ruchów wolnościowych. Nawet jeśli nie śledzimy tych ideowych manewrów, musimy przyznać, że uporczywe pokrzykiwania rozmaitych feministycznych ugrupowań o równouprawnienie przynoszą jednak efekty i często korzystają na tym wszystkie kobiety, również i te, które z feministkami nie chcą mieć nic wspólnego.

sprawcy) zaatakował przypadkowe kobiety w wieku 16-32 lat przynajmniej siedem razy. W dwóch przypadkach zostały one zgwałcone. Z dotychczasowych ustaleń nie wynika, aby istniały okoliczności łączące poszczególne ofiary napaści, jednak policja tego nie wyklucza. Komendant wojewódzki powołał specjalną grupę operacyjno-śledczą, nadzorowaną przez Komendę Główną Policji. Za pomoc w schwytaniu sprawcy lub sprawców wyznaczono nagrodę pieniężną 40 tys. zł. W celu zabezpieczenia sobie bezpieczeństwa kobiety starają się nie wychodzić same z domu. PIERWSZEGO DNIA zimowych igrzysk olimpijskich w kanadyjskim Vancouver, czyli 13 lutego 2010 r., Polacy zdobyli pierwszy MARZEC 2010

W Polsce druga połowa ubiegłego roku minęła pod znakiem szumu wokół ustawy parytetowej. Miałaby ona dawać równe szanse obu płciom w uczestniczeniu w życiu publicznym. Połowa (dyskutowano też o innej, ustalonej wartości) miejsc na listach wyborczych miałaby zostać zapełniona kobietami, co wydatnie przyczyniłoby się do zwiększenia ich udziału w parlamencie. Czemu miałoby to służyć? Temu, by kobiety mogły wpływać na kształt ustaw i dostosowywać je do realiów życia, tworząc je niejako „pod siebie” – może tak, jak to wywalczono w innych krajach, zreformowano by wreszcie służbę zdrowia, szkolnictwo, ułatwiono rozwój małej przedsiębiorczości oraz zwiększono liczbę żłobków i przedszkoli, by pracujące matki mogły się w pełni realizować, natomiast kobiety, które wybrały pracę w domu, miały gwarancje emerytalne na godnym poziomie. Drogie Panie, z okazji naszego święta życzmy sobie, aby każdego dnia, niezależnie od tego, co robimy, towarzyszyło nam poczucie ważności. Jeśli zajmujemy się domem, nie pozwólmy się spychać między gary, jeżeli pracujemy zawodowo, odważ-

medal! Srebro w skokach na normalnej skoczni zdobył Adam Małysz, który potem zdobył jeszcze jeden srebrny medal na dużej skoczni. Na tejże olimpiadzie srebro wywalczyła także Justyna Kowalczyk w sprincie. Ponadto zdobyła ona brąz w biegu łączonym. Najważniejsze jednak jest to, że po trzydziestu ośmiu latach Polacy doczekali się złotego medalu na igrzyskach zimowych. Zdobyła go oczwiście Justyna Kowalczyk, tym razem w biegu na 30 km techniką klasyczną. Ogromną niespodziankę zrobiły nam z kolei panczenistki, które w składzie: Katarzyna Bachleda-Curuś, Luiza Złotkowska, Katarzyna Woźniak z rezerwową Natalią Czerwonką zdobyły brązowy medal igrzysk w Vancouver

my się zaprotestować, gdy ktoś nas krzywdzi i traktuje niesprawiedliwie. Jesteśmy wiele warte – zarówno jako grupa, jak i każda z nas osobno. Wszystkiego dobrego! A z ostatniej chwili – dzięki odważnej i zdeterminowanej „zwykłej kobiecie” zapadł właśnie wyrok skazujący w polskiej seksaferze. Ile potrzeba uporu, by życiu przywrócić godność? Nie wiem, co by się stało, gdyby sto lat temu tego uporu zabrakło… AGATA BEDNARCZYK

w biegu drużynowym. To najlepsze polskie igrzyska zimowe w historii! NORWEGOWIE podczas Igrzysk Olimpijskich nie złożyli wniosku o dyskwalifikację Justyny Kowalczyk. Polska biegaczka 19 lutego zdobyła brąz, w biegu na 15 kilometrów, wyprzedzając o czubek buta Norweżkę Kristine Steirę. Po zakończeniu biegu ekipa norweska zaprotestowała przeciwko używaniu przez Kowalczyk tzw. kroku łyżwowego. „Bałam się, że mnie zdyskwalifikują. Chodziło o to, że podczas biegu klasykiem użyłam kroku łyżwowego. Wszystkie zawodniczki tak robią, tylko ja nie za bardzo potrafię to ukryć“ - mówiła szczerze Kowalczyk. Sędziowie, uwzględniając „ciężar przewinienia“ protest odrzucili,

zaś Steira powiedziała, że w taki sposób medalu nie chce zdobyć. ROMAN POLAŃSKI zdobył Srebrnego Niedźwiedzia dla najlepszego reżysera na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie za film „Autor widmo”. Złotego Niedźwiedzia otrzymał turecki film „Miód”. Polański swój film montował już po zatrzymaniu go przez Szwajcarów, przebywając w areszcie domowym. WE WROCŁAWSKIM SZPITALU zmarł 21 lutego polski inżynier, elektronik i informatyk, twórca pierwszego polskiego mikrokomputera K-202 Jacek Karpiński. Miał 83 lata. ZUZANA KOHÚTKOVÁ

5


Monitor03

29.12.09 10:40

Stránka 6

Jolanta Fajkowska: „Chcę być szczęśliwa, a nie tylko zapracowana“ Przygotowując się do rozmowy z Panią, znalazłam wiele wywiadów, które Pani przeprowadziła, ale niewiele, których Pani udzieliła. Łatwiej jest zadawać pytania niż na nie odpowiadać? Obecnie zainteresowanie mediów budzą nowe dziewczyny, gorące nazwiska, które mają po 25 lat i trzeba je wypytać, mimo że one nie mają jeszcze za wiele do powiedzenia. Dlatego nie narzucam się, ale też i nie odmawiam rozmowy, kiedy ktoś do mnie zadzwoni. Z drugiej strony pojawiają się bardzo młode dziennikarki, które nie wiedzą, o co pytać! Czasami więc jestem zmuszona przeprowadzać rozmowę sama ze sobą. Jestem w tej branży ponad 20 lat i wywiadów już się naudzielałam. Przeglądając Internet w poszukiwaniu informacji na Pani temat, najczęściej trafiałam na artykuły, poszukujące sensacji w Pani relacjach z córką (Marysia Nikińska - aktorka – przyp. od red.)… No tak, bo jak nie ma konfliktu, to nuda. Jak Pani reaguje na plotki na swój temat? Starałam się nie dawać powodów do plotek, a jeżeli jakieś były, to ich nie komentowałam. Nie warto. To nie sztuka kreować wyobrażenia na swój temat, tylko po co? Mnie to nie kręci, uważam, że to obraźliwe. Robię tyle ciekawych rzeczy, iż nie chciałabym, by wspominano mnie w kontekście rozmiaru butów czy sukienki i tego, z kim zjadłam kolację. Co to za informacje dla dziennikarza?! Jak w świecie tabloidów udaje się Pani przekonać wydawcę, by emitował Pani programy, w których przedstawia Pani Polakom coś wartościowego? Może to zabrzmi tak, jakbym była strasznie pewna siebie i zakochana w sobie, ale po wielu latach pracy mo6

K

iedy dowiedziałam się, że jedna z piękniejszych prezenterek telewizji publicznej, autorka wielu rozmów z ciekawymi osobistościami tego świata przybędzie do Wiednia, by wystąpić w roli konferansjerki na polonijnym „Balu Wiosny“, postanowiłam umówić się z nią na wywiad. Moją propozycję przyjęła pozytywnie i na spotkanie przyszła z uśmiechem. Interesowała się naszym miesięcznikiem, wspominała swój pobyt w latach 80. w Czechosłowacji, gdzie studiowała na Uniwersytecie Karola w Pradze. Za jej pośrednictwem zapraszam Państwa do świata polskich mediów i kulis jej prywatnego życia. gę już chyba powiedzieć o sobie, że jestem gwarantem jakości (śmiech). Spotkała się Pani z taką opinią na swój temat? Tak, ludzie postrzegają takie osoby jako mniej sympatyczne. Czym to sobie Pani wyjaśnia? Wiele moich koleżanek zna swoją wartość i mówi o tym otwarcie, ale, wbrew pozorom, osoba o ciemnych włosach jest oceniana surowiej. Jak jakość, którą Pani oferuje, przekłada się na zlecane Pani zadania? Mój dyrektor zna moją wartość i wysyła mnie, bym prowadziła imprezy typu Dzień Niepodległości lub przeprowadzała wywiady, np. z kardynałem Dziwiszem. Czyli wisienki na torcie? Zawsze miałam szczęście. W tej branży trzeba mieć szczęście. Co jeszcze jest potrzebne? Zapał do pracy – to zrozumiałe, talent. Zaczęłam pracę w telewizji

w dobrym czasie i miałam szczęście, że spotkałam ludzi, którzy umieli szybko podejmować decyzje. Pierwsze kroki stawiała Pani w „Teleexpresie”. Wydawało mi się, że już nikt o tym nie pamięta. Niedawno byłam jednak w urzędzie skarbowym i w windzie spotkałam mężczyzn, którzy skojarzyli mnie właśnie z „Teleexpressem”. Zdziwiło mnie, że ktoś mnie jeszcze pamięta z tego programu. Przecież ja tam pracowałam tylko rok! Potem przyszła propozycja pracy prezenterki w drugim programie TVP, którą złożyła Pani Nina Terentiew. Nina zobaczyła mnie w „Teleexpresie” i zaproponowała przejście do „Dwójki“. Przez jakiś czas próbowałam godzić pracę i tu, i tam, ale potem zrezygnowałam z „Teleexpresu”. Byłam już nim zmęczona. Bo ileż można robić materiałów o długości 20-30 sekund? Owszem, to doświadczenie było bardzo przydatne – nauczyłam się wybierać z przeróżnych informacji to, co najważniejsze. Praca w „Dwójce“ była świetna. Robiłam to, co chciałam!

„Wiele moich koleżanek zna swoją wartość i mówi o tym otwarcie, ale, wbrew pozorom, osoba o ciemnych włosach jest oceniana surowiej”. MONITOR POLONIJNY


Monitor03

29.12.09 10:40

Stránka 7

Co takiego Pani robiła? Proszę sobie wyobrazić: wieczorem telefon z pytaniem, czy chciałabym następnego dnia rano w Paryżu spotkać się z Woodym Allenem. Bez zastanowienia odpowiadałam, że tak, i leciałam do Paryża, by obejrzeć najnowszy film Allena i porozmawiać z nim, a potem zaraz wracałam do Polski. Miałam kolorowe życie! Naprawdę cudowne! Nigdy nie było wiadomo, co się wydarzy następnego dnia. Myślę, że wiele osób wiedziało o tym, że jestem gotowa rzucić wszystko, by podjąć nowe wyzwania. Taki mam charakter – jak już coś robię, to robię!

Pamiętam, że znakiem firmowym telewizyjnej „Dwójki“ w tamtych czasach była wspominana już jej szefowa Nina Terentiew, otoczona pięknymi kobietami-prezenterkami: Panią, Katarzyną Dowbor, Agatą Młynarską i innymi. Nina miała talent do dobierania ludzi. Przecież każda z nas była inna, specjalizowała się w czymś innym. Ale nie znaczyło to, że Nina nami manipulowała – ona umiejętnie kierowała całym zespołem. A jak wygląda życie takiego zespołu? Czy Panie się ze sobą przyjaźniły? Ciężko się przyjaźnić, jak w tym samym czasie robi się to samo. Nie chodzi nawet o rywalizację. Nie po-

zwalał nam na to raczej brak czasu. Poza tym uważam, że przyjaciół należy dobierać sobie z innej branży, by móc rozmawiać na inne tematy, a nie tylko o telewizji. Co się teraz mówi o telewizji? Dużo i źle. Jak Pani ocenia telewizję publiczną? Trudno oceniać, tym bardziej, że zobowiązałam się, iż nie będę wynosić informacji ze spółki. Pani dobrze wie, czym jest gra rynkowa. Tak zwana troska prywatnych telewizji o telewizję publiczną jest obłudna – chodzi przecież o wpływy z reklamy. Inna sprawa, że telewizja publiczna ma swoje określone zadania i powinna je realizować. A Pani może realizować się w telewizji publicznej? (Westchnienie) Nie. Robię takie rzeczy, które ogląda się albo o 7 rano, albo po północy, kiedy tak zwana oglądalność jest mało istotna. Ale nie narzekam.

„Po wielu latach pracy mogę już chyba powiedzieć o sobie, że jestem gwarantem jakości”.

ZDJĘCIE: KATARZYNA TULEJKO

Żal? Wie pani, że już nie? Szczęście i zadowolenie czerpię z innych dziedzin życia, już nie mam ambicji, by zmieniać świat. Chcę być szczęśliwa, a nie tylko zapracowana, choć oczywiście praca daje szczęście. Byłam szczęśliwa, bardzo dużo pracując. Były dni, tygodnie, że pracowałam od rana do nocy. Dziś zastanawiam się nad tym, co mi umknęło.

MARZEC 2010

I co umknęło? Zawsze czegoś żal – spotkań z ludźmi, obserwacji dorastającej córki. Ale z drugiej strony, czy z tego powodu miałabym rezygnować z pracy? Czy sfrustrowana matka daje szczęście dziecku? Na pewno nie. Gdybym miała wybierać jeszcze raz, zdecydowałabym tak samo. 7


Monitor03

29.12.09 10:40

Stránka 8

Nina Terentiew z publicznej „Dwójki“ przeszła do prywatnej stacji „Polsat”, a wraz z nią niektórzy jej współpracownicy. Pani jest wierna telewizji publicznej? Tak, jestem wierna. Czy ta wierność popłaca? Nie wiem. Dzisiaj niemalże wszyscy zmieniają redakcje, ale ja jestem z pokolenia tych wiernych. Taki mam charakter! Byłam na różnych stypendiach, między innymi w BBC, gdzie przekonałam się, że praca tam oznacza, że jest się lepszym dziennikarzem. Praca w telewizji publicznej powinna być prestiżem. Czy są jacyś dziennikarze, których Pani podziwia? Czy podziwiam? Chyba nie, raczej szanuję. Kto był dla Pani wzorem? W moim wieku na pytania o wzory już się nie odpowiada. A jakiej odpowiedzi udzieliłaby Pani kilka lat temu? Kto Panią inspirował? Zawsze obserwowałam pracę innych, podglądałam i nadal to robię, bowiem trzeba obserwować nowe trendy, przynoszone przez młodych ludzi, żyjących we współczesnym świecie. Nie można stanąć w miejscu, pozostawać takim samym. Świat idzie do przodu. Tradycyjny, klasyczny wywiad już nie ma racji bytu, obecnie jego miejsce zajął show. Udaje się Pani robić show? Tak, w końcu nieprzypadkowo moja córka jest aktorką. Ja też potrafię nią być!

w całość. Oczywiście nie chodzi o taki normalny strach, no bo czego ja się mam bać? Przecież to tacy sami ludzie, jak my wszyscy. Bywa i tak, że moi rozmówcy nie chcą kończyć rozmowy. Tak było np. z Dalajlamą, Richard Gere zaś, z którym spotkałam się po raz drugi, pamiętał mnie z pierwszego spotkania. Czyż to nie miłe?

przecież w show nie chodzi o prawdę. Jak to? Przecież to nie ma znaczenia, czy ktoś powie, że chodził na obcasach 12- czy 10-centymetrowych.

Z pewnością. Czasami, by w tłumie dziennikarzy zadać pytanie, trzeba zwrócić na siebie uwagę osoby pytanej, by właśnie nam chciała odpowiedzieć. Czytałam jedną z Pani wypowiedzi, w której wspomina Pani, że podczas pewnej konferencji prasowej, by zwrócić na siebie uwagę, specjalnie włożyła Pani czerwony szal… Tak. To było spotkanie z Anthonym Hopkinsem.

Jak Pani przygotowuje się do wywiadów, jak „poluje“ na rozmówców? Często są to moi znajomi. Brzmi to jakbym była nestorką, choć się nią nie czuję. Ci wszyscy znani są moimi znajomymi, bo zaczynali w tych czasach, co ja. A te zagraniczne gwiazdy? Czy one są teraz dla nas takie atrakcyjne?

Czerwony szal poskutkował? Tak, ale proszę nie myśleć, że ja używam sztuczek. Wychodzę z założenia, że najistotniejsze jest to, by mój rozmówca czuł, że jest dla mnie najważniejszy. Wracając do spotkania z Hopkinsem – było urocze. Uwielbiam go, widziałam jego wszystkie role. Choć jego życie prywatne jest dla mnie niezrozumiałe, ale w końcu to tylko mężczyzna! Natomiast jako aktor to geniusz! Chciałam, żeby poczuł, iż tak bardzo go kocham.

No, ale udało się Pani przeprowadzić wywiad z Dalajlamą, Richardem Gerem, Michaelem Douglasem… Tak, to było fantastyczne. Zaprocentowały moje różne kontakty, znajomości. Odczuwa Pani tremę przed takimi spotkaniami? Może nie tremę, ale strach, czy zdążę o wszystko zapytać. Często bywa tak, że jakaś gwiazda ma na rozmowę tylko 5-6, może 10 minut. Wtedy muszę wymyślić takie pytania, by w tym krótkim czasie uzyskać jak najwięcej informacji. I od razu montuję w głowie cały program, zastanawiając się, jakie fragmenty filmu danego reżysera czy aktora wkomponuję

Poczuł? Tak. Do tego stopnia, że pod koniec rozmowy poprosiłam go do tańca. Poszłam na całość, choć już raz przeżyłam odmowę. Kto odmówił? John Travolta! Zapytał, ile mu zapłacę za taniec! ZDJĘCIE: KATARZYNA TULEJKO

Na czym według Pani polega show? To często koloryzowanie, nie zawsze zgodne z rzeczywistością, ale

„Wychodzę z założenia, że najistotniejsze jest to, by mój rozmówca czuł, że jest dla mnie najważniejszy”.

8

MONITOR POLONIJNY


Monitor03

29.12.09 10:42

Stránka 9

Największe Pani marzenie? Oscar dla mojej córki. Naszych czytelników zainteresuje z pewnością czeski rozdział Pani życia, kiedy to w latach 80-tych mieszkała Pani w Czechosłowacji… Chciałam uniezależnić się od rodziców i wybrałam studia na slawistyce i historii sztuki na Uniwersytecie Karola w Pradze. Inna sprawa, że i tak co miesiąc jeździłam do domu w odwiedziny. Wiele osób właśnie w czasie studiów spotyka wybrańców serca. Tak było np. w przypadku Agnieszki Holland, która właśnie na studiach w Pradze zakochała się w Słowaku… Pani uwagi nie zwrócił żaden Czech czy Słowak? Wiedziałam, że wrócę do Polski, że nie będę mieszkać za granicą. Mówi się jednak, że serce nie sługa… Miałam chłopaka, który wyrastał w rodzinie polsko-czeskiej i mieszkał tam na stałe. To on wprowadzał mnie w tamten świat, poznał mnie z ciekawymi ludźmi, nauczył żyć sprawami tamtego okresu w tamtej rzeczywistości. Miała Pani wówczas okazję zwiedzić Słowację? Tak, moja koleżanka z roku była z Bratysławy, więc jeździłam z nią w odwiedziny do jej rodziców. Sporo czasu spędziłam też w ich chałupie pod Bratysławą. Przydała się w Pani życiu znajomość języka czeskiego? A jak Pani myśli, w jakim języku przeprowadzałam wywiady z Milošem Formanem czy Evą Herzigovą? Kiedyś byłam zresztą tłumaczem przysięgłym z czeskiego i słowackiego. Czy nadal utrzymuje Pani kontakty z przyjaciółmi z Czech czy Słowacji? Niestety, te kontakty już się urwały, ale chętnie jeżdżę na Słowację na narty. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, WIEDEŃ Autorka wywiadu składa podziękowanie pani Marii Buczak ze Stowarzyszenia „Takt“ w Wiedniu za umówienie spotkania z prezenterką.

MARZEC 2010

15 lat

„MONITORA“

Szanowna Redakcjo, Drodzy Czytelnicy! Mija piętnaście lat od chwili, kiedy to po raz pierwszy ukazał się miesięcznik społeczno-kulturalny Polaków w Republice Słowackiej „Monitor Polonijny”. Z perspektywy historyka to niewiele, jednak dla społeczności polskiej, żyjącej na Słowacji, to sporo, albowiem w ciągu tych lat dużo się wydarzyło. Dzięki naszemu (myślę, że po półtorarocznym pobycie na Słowacji mogę sobie już pozwolić na takie określenie) „Monitorowi”, mogliśmy uczestniczyć w najważniejszych dla słowackiej Polonii wydarzeniach, a także śledzić jej sukcesy i problemy. Bogata dokumentacja fotograficzna, zawarta w każdym numerze tegoż miesięcznika, pozwala na długo je zapamiętać. Wartością „Monitora” bez wątpienia jest to, że przedstawia on zapis życia Polaków na Słowacji. Dzięki niemu czujemy się bardziej ze sobą związani, więcej o sobie wiemy i nie tracimy kontaktu z językiem polskim oraz Polską, a także umacniamy swoją tożsamość narodową. Przy okazji jubileuszu nie można zapomnieć o wszystkich tych, którzy od piętnastu lat uczestniczą w tworzeniu miesięcznika. To dzięki ich zaangażowaniu i determinacji słowacka Polonia może się pochwalić dobrze przygotowanym czasopismem, zawierającym ciekawe materiały historyczne i kulturalne. Jestem przekonany, że „Monitor Polonijny” nadal będzie się rozwijał i dzielnie stawiał czoła nowym wyzwaniom, a przede wszystkim będzie integrował środowisko Polaków, którzy swój los związali ze Słowacją. Z okazji jubileuszu pisma jego twórcom życzę sukcesów, pomysłowości i zadowolenia z pracy, zaś wszystkim czytelnikom wielu radości i wzruszeń przy lekturze naszego „Monitora”. Z wyrazami szacunku ANDRZEJ KRAWCZYK AMBASADOR RP W REPUBLICE SŁOWACKIEJ 9


Monitor03

29.12.09 10:42

Stránka 10

Zabawa na polską nutę C

złonkowie Klubu Polskiego na Środkowym Poważu zawsze niecierpliwie czekają na karnawał i na swoją tradycyjną już zabawę ostatkową.

10

W tym roku w licznym gronie i w dobrych nastrojach spotkali się 6 lutego w Ośrodku Kultury w Kubrej, gdzie oprócz nowego miejsca czekał na nich również nowy

zespół, przygrywający do tańca. Zaproszony z Cieszyna polski duet „Gest” okazał się wspaniały – dzięki niemu bowiem tańczono w rytmie znanych pol-

skich przebojów. Często ze wzruszeniem śpiewano wraz z nim, przypominając sobie lata młodości, spędzone w kraju rodzinnym. W przerwach między tańcami wszyscy sia-

MONITOR POLONIJNY


Monitor03

29.12.09 10:42

Stránka 11

Atmosfera była rodzinna, organizatorów chwalono za prawdziwie polską zabawę, w zamian za co złozyli obietnicę, że i w przyszłym roku postarają się o równie udaną imprezę.

dali przy stołach, zastawionych daniami i smakołykami, przyniesionymi przez uczestników zabawy i, jak to już w Trenczynie bywa, śpiewali

Wszystkich rodaków i ich przyjaciół, którzy lubią się bawić, ale w tym roku nie mogli do nas przyjechać, już dziś zapraszamy! RENATA STRAKOVÁ KLUB POLSKI TRENCZYN

przy akompaniamencie gitary. Pomagali im w tym goście, którzy przybyli z Polski, Nitry, Żyliny, Bratysławy i Dubnicy nad Wagiem.

ZDJĘCIA: MARIAN PAVLASEK

MARZEC 2010

11


Monitor03

29.12.09 10:42

Stránka 12

Pożegnanie karnawału przez bratysławską Polonię W

przedostatni dzień karnawału w siedzibie Instytutu Polskiego w Bratysławie odbyło się spotkanie bratysławskiej Polonii. Pierwsza jego część miała charakter roboczy. Prezes Klubu Polskiego Bratysława Czesław Marek Sobek dokonał podsumowania działalności klubowej za rok 2009. Następnie obecni na sali klubowicze udzielili absolutorium ustępującemu zarządowi regionalnej organizacji i wybrali nowy, w skład którego weszli: Czesław Marek Sobek, Ilona Wikieł, Bogdan Stańczyk, Magdalena Stańczyk, Stano Stehlik, Małgorzata Wojcieszyńska, Ryszard Zwiewka, Dariusz

12

Gleb, Włodzimierz Butowski. Nowy zarząd zdecydował, że wyboru prezesa dokona spośród swoich członków podczas spot-

MONITOR POLONIJNY


29.12.09 10:42

Stránka 13

czór szant na Dunaju“, impreza z cyklu „Sztuka z naszych szeregów“ oraz uroczysty koncert z okazji 15-lecia „Monitora Polonijnego“), o sfinansowanie których wystąpiono do Ministerstwa Kultury RS, Polacy ze stolicy wyrazili chęć wspólnego pójścia do kina czy spotykania się w plenerze na wycieczkach piekania, które zaplanowano na 22 lutego. W związku ze zbliżającym się Nadzwyczajnym Kongresem Klubu Polskiego wybrano też kandydatów, którzy będą reprezentować bratysławski oddział Klubu na kongresie, mającym się odbyć w drugiej połowie marca. Obszerną część spotkania poświęcono dyskusji na temat charakteru spo-

tkań bratysławskiej Polonii. Oprócz zaplanowanych już imprez („Wie-

szych i rowerowych. Czesław Marek Sobek poinformował obecnych, że Klub Polski może przyjmować 2% z podatków za rok 2009. Przypomniał też o prenumeracie „Mo-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Monitor03

nitora Polonijnego“ oraz o składkach członkowskich na rzecz Klubu. Druga część spotkania była okazją do serdecznych rozmów, wymiany doświadczeń, poznania nowych członków, którzy na spotkaniu polonijnym gościli po raz pierwszy. A wszystko odbyło się przy winie i doskonałych wypiekach, przyniesionych przez członkinie Klubu. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

P

odczas spotkania Zarządu Klubu Polskiego Bratysława, które odbyło się 22 lutego br. dokonano wyboru prezesa i wiceprezesa regionu. Prezesem Klubu Polskiego w Bratysławie został Dariusz Gleb, wiceprezesem Bogdan Stańczyk. Zarząd omówił również zagadnienia, dotyczące przygotowań do kongresu Klubu Polskiego, a kolejne zebranie zaplanował na połowę marca. mw MARZEC 2010

13


Monitor03

29.12.09 10:42

Stránka 14

Słodki tłusty czwartek R w Koszycach

ozpoczął się co prawda okres wielkiego postu, ale ja chciałabym wrócić do nieco weselszych dni, poprzedzających ten okres. W tłusty czwartek łakomstwo nie jest grzechem. Wolno „jeść, pić i popuszczać pasa”. Tego dnia smażymy i jemy pączki, róże, faworki. Tłusty czwartek stał się pretekstem do spotkania członków Klubu Polskiego w Koszycach. Miało ono miejsce w restauracji ROSTO u naszego przyjaciela Konrada Shönfelda, który klubowiczom przygotował prawdziwą ucztę – pączki, faworki… Jak w domu! O kaloriach nikt nie myślał – będzie na to czas później, w czasie postu. W naszych czasach wszystko się zmienia, obyczaje też. Niektóre zanikają, inne powstają. Z rozmów, które przeprowadziłam

Transgraniczne spotkania

W

Kvakovcach niedaleko Domašy odbyło się spotkanie przedstawicieli przygranicznych regionów Polski i Słowacji. Głównym jego celem było określenie kierunków i zakresu współpracy kulturalnej, turystycznej oraz nawiązanie ścisłych kontaktów między regionami. W ramach projektu „Transgraniczne spotkania kulturalne” 13 i 14 lutego odbyły się „Kvakovské fašiangi”, podczas których można było podziwiać

14

MONITOR POLONIJNY


Monitor03

29.12.09 10:43

Stránka 15

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

z członkami klubu, dowiedziałam sie, że w wielu domach trudno znaleźć czas na pielęgnowanie tradycji. Jesteśmy zabiegani, zajęci, a w związku z tym częściej pączki kupujemy, niż sami je wypiekamy. A jeśli mamy okazję rozkoszować się nimi w miłej atmosferze w towarzystwie rodaków i przyjaciół, jak to miało miejsce w Koszycach, tym lepiej. usz

Odznaczenia dla Petra Kurhajca i Waldemara Oszczędy U

roczystość wręczenia Krzyża Kawalerskiego Orderu Zasługi RP Waldemarowi Oszczędzie i Złotego Krzyża Zasługi Petrowi Kurhajcovi odbyła się 2 lutego w ambasadzie RP w Bratysławie. W imieniu prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego odznaczenia dokonał ambasador RP w RS Andrzej Krawczyk. Na wstępie ambasador wymienił zasługi obu panów – Petra Kurhajca w promowaniu współpracy polsko-słowackiej w dziedzinie sportu, natomiast Waldemara Oszczędy w zaangażowaniu w działalność kulturalną, oświatodzieła sztuki rzemieślniczej oraz występy ludowego zespołu pieśni i tańca „Orgonina”. Imprezę zrealizowano w ramach projektu „Transgraniczne spotkania kulturalne pomiędzy Słowakami i Polakami”, współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej – funduszu rozwoju regionalnego programu transgranicznej współpracy PolskaRepublika Słowacka 2007-2013. usz MARZEC 2010

wą i społeczną, sprzyjającą dobrosąsiedzkim relacjom między Polską a Słowacją. Przypominamy, że Waldemara Oszczędę obszernie przedstawialiśmy w „Monitorze Polonijnym” nr 9/2008. Peter Kurhajec za wyróżnienie dziękował prezydentowi RP oraz ambasadorowi RP w RS. Swój Krzyż Zasługi dedykował Irenie Sendler, która podczas wojny ratowała z getta żydowskie dzieci. Jej sylwetkę przypomniał ambasador Andrzej Krawczyk. Waldemar Oszczęda podziękował zaś Katarzynie Bielik oraz konsul Urszuli Szulczyk-Śliwińskiej za wnioskowanie o jego odznaczenie. W swoim krótkim przemówieniu wyraził też wdzięczność rodzinie, która wspiera jego działalność. W uroczystości wzięli udział przedstawiciele słowackich elit politycznych i intelektualnych, obecni byli m.in. były prezydent Słowacji M. Kováč, były przewodniczący parlamentu słowackiego F. Mikloško, przewodniczący KDH J. Figel. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 15


Monitor03

29.12.09 10:43

Stránka 16

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

W zgodzie z tym,

co w duszy gra

S

potykam się z profesorem Janem Bergerem w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych (VŠVU), gdzie zastępuje swoją córkę Xenię Bergerovą, przebywającą na urlopie macierzyńskim. Podczas półtoragodzinnej, serdecznej rozmowy profesor opowiada mi o swoim życiu, które jest historią Polaka, nigdy nie mieszkającego w Polsce.

Zaolzie Urodził się w 1946 roku na Zaolziu, w Třincu. Jego ojciec Józef Berger był pastorem kościoła ewangelickiego. Wiara i, jak twierdzi mój rozmówca, otwarte przyznawanie się do polskości, spowodowały, że rodzina Bergerów przeżyła wiele ciężkich chwil. Ojciec pana Jana podczas wojny spędził trzy lata w obozie koncentracyjnym. Natomiast w 1953 roku cała rodzina została zmuszona do opuszczenia Cieszyna. „Żyliśmy w strachu, bowiem wielu znajomych moich rodziców i mojego starszego brata było więzionych“ – wspomina mój rozmówca. Dlatego, kiedy do ich domu zawitał pewien mężczyzna z Pragi i oznajmił ojcu, że musi on opuścić swoje rodzinne strony, to wiadomo było, że nie ma odwrotu. „Łatwo było zastraszyć człowieka, który na własnej skórze przeżył okrucieństwo obozu koncentracyjnego“ – ocenia pan Jan, który wtedy był 9-letnim chłopcem, ale rozumiał sytuację, bowiem w jego rodzinie na głos mówiło się o wielu bolesnych sprawach. Ta odgórna decyzja pokrzyżowała życie nie tylko Józefa Bergera, który nie mógł pełnić swoich obowiązków pastora (w Bratysławie wykładał teologię), wpłynęła też na plany starszego o 14 lat od pana Jana brata Romana, któremu odebrano paszport i w ten sposób zmuszono do przerwania stu16

diów w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Katowicach (losy pana Romana Bergera obszernie przedstawialiśmy w „Monitorze Polonijnym“ 7-8/2004.) Na mocy odgórnej decyzji cała rodzina została zmuszona do przeprowadzki do Bratysławy.

Pod urokiem Bratysławy „Pamiętam tę datę – do Bratysławy przybyliśmy 4 marca, a następnego dnia zmarł Stalin“ – wspomina mój rozmówca. Mały Jan był zachwycony urokliwą Bratysławą. „Podobały mi się uliczne lampy gazowe i podwórko kamienicy, w której zamieszkaliśmy, gdzie na wiosnę powystawiano palmy, dzięki czemu Bratysława jawiła się jak południowe miasto gdzieś we Włoszech!“ – opisuje pan Jan. Będąc dzieckiem, z łatwością przyzwyczaił się do nowych warunków życia. Dzięki nauczycielce, która się nim zaopiekowała, szybko opanował język słowacki. „Dziś chyba nikt nie da wiary, że ta nauczycielka podczas lekcji paliła papierosy, kroiła słoninę i cebulę. Ale była świetnym psychologiem. To dzięki niej zaaklimatyzowałem się w nowym środowisku“ – mówi z uśmiechem.

Z pędzlem w ręku Po ojcu Jan odziedziczył zamiłowanie do sztuki, nic więc dziwnego, że wybrał studia plastyczne. „To chyba byłoby uwieńczeniem marzeń mojego ojca, który również malował, ale niestety nie dożył dnia, kiedy ja dostałem się na studia“ – wspomina nasz bohater. Przyznaje, że pociągał go również teatr i scenografia, ale akurat tego roku nie było przyjęć na ten kierunek. „Do dziś chętnie chodzę na przedstawienia, szczególnie operowe, i krytycznym okiem przyglądam się scenografii“ – opisuje. Jest absolwentem Słowackiej Szkoły Artstyczno-Przemysłowej i Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, gdzie studiował pod okiem profesorów Rudolfa Fily i Jána Mudrocha. Pan Jan zaistniał w środowisku artystów plastyków i stał się cenionym profesorem. W latach 1987 – 2008 pracował w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych, a wcześniej w Szkole Wzornictwa Przemysłowego. W sumie 40 lat poświęcił pracy pedagogicznej i artystycznej. I choć dwa lata temu przeszedł na emeryturę, to wciąż jest aktywny, a jego nazwisko otwiera jego podopiecznym drogę do kariery. Dowodem tego jest choćby wystawa MONITOR POLONIJNY


Monitor03

29.12.09 10:46

Stránka 17

prac ponad 30 jego wychowanków, niedawno prezentowana w bratysławskim Domu Sztuki i ciesząca się ogromnym powodzeniem. Przy okazji się dowiedziałam, że wystawa ta będzie prezentowana także w innych miastach Słowacji.

Andrzej „Piasek“

Kiedy polskość w duszy gra Pan Jan posługuje się świetną polszczyzną i na pytanie, kim się czuje, bez chwili wahania odpowiada – Polakiem. „Co jest takiego w człowieku, że czuje przynależność do danego kraju, choć nigdy w nim nie mieszkał? – zastanawia się na głos. – Czy ja to coś otrzymałem od rodziców, czy z tym czymś człowiek się rodzi?“. Jedno jest pewne – Jan Berger otrzymał solidne wychowanie w duchu polskości, jak większość Zaolziaków, którzy o tę polskość musieli walczyć. „Moja mama, choć po przyjeździe do Bratysławy nauczyła się świetnie mówić po słowacku, nigdy nie mieszała języków i w domu mówiło się czystą polszczyzną“ – wspomina. W Bratysławie pan Jan spotkał wybrankę swego serca, która ma również polskie korzenie. „Mój teść był z krwi i kości Polakiem, a podczas rodzinnych spotkań recytował Pana Tadeusza“ – wspomina ojca żony.

Sukcesy W środowisku Polaków na Słowacji nazwisko Berger jest synonimem sukcesu – kilka lat temu Klub Polski przygotował wystawę, zatytułowaną „3 razy Berger“, podczas której prezentowane były dzieła trzech pokoleń rodziny Bergerów: Józefa, Jana oraz Xenii. Kiedy rozmawiam z panem profesorem o jego osiągnięciach, z wrodzoną skromnością je bagatelizuje. „Owszem, cieszy mnie, że spod moich skrzydeł wyszli moi podopieczni, którzy zaistnieli w świecie sztuki“ – mówi, a potem długo się zastanawia, co jest jego największym sukcesem. „Może właśnie ta ostatnia wystawa moich studentów? Może moja wystawa sprzed 10 lat?“. Na koniec dodaje, że najwięcej radości daje mu obecnie kilkumiesięczny wnuczek. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MARZEC 2010

Piaseczny

A

ndrzej „Piasek“ Piaseczny pochodzi z Kielc, gdzie w młodości założył z kolegami zespół „Mafia“. Kiedy został z niego usunięty, rozpoczął karierę solową. Najbardziej znane jego przeboje z tego okresu to chyba: Budzikom śmierć i Prawie do nieba. Potem zagrał Kacpra Górniaka w serialu „Złotopolscy“. Początkowo był postrzegany jako idol małolat, ale później zmienił swój wizerunek i trafił do dojrzalszej publiczności. Współpracował też z Robertem Chojnackim, z którym nagrał dwie płyty: Sax and sex oraz Sax and dance. W roku 1998 ukazał się pierwszy solowy album Andrzeja, zatytułowany „Piasek“, który osiągnął status platynowej płyty. W tym samym roku wokalista nagrał z Natalią Kukulską piosenki do animowanego filmu pt. Magiczny miecz z muzyką Dawida Fostera. W roku 1999 Piasek zdobył II nagrodę oraz nagrodę publiczności na festiwalu Piosenki Krajów Nadbałtyckich. W roku 2000 wydał płytę, zatytułowaną Popers, nawiązującą do lat 80-tych. Na tym krążku znalazł się m.in. duet Pół mnie, Ciebie pół który zaśpiewał z Ewą Bem do muzyki Wojciecha Karolaka. Album o charakterze tanecznym był rozwinięciem tego, co wokalista zapoczątkował na swoim pierwszym krążku. W roku 2001 wystąpił w konkursie Eurowizji w Kopenhadze z piosenką 2 long. Niestety, tym razem mu się nie udało. Przeczytał na swój temat wiele gorzkich słów, mimo iż wielu niezależnych krytyków oceniło jego występ jako najlepszy od czasów Edyty Górniak. Przez trzy lata piosenkarz milczał, by powrócić

z nowymi utworami, takimi jak: Szczęście jest blisko, Teraz płacz, Jedna za milion. Spokojny i zdystansowany wobec tego, co spotkało go wcześniej, zaczął osiągać coraz większe sukcesy. We wrześniu 2005 roku z piosenką W głębi duszy zdobył główną nagrodę Bursztynowego Słowika na festiwalu w Sopocie. Potem wydał kolejna płytę Jednym tchem. Rok 2008 to 15-lecie kariery muzycznej „Piaska”. Z tej okazji wydał więc płytę z największymi przebojami. W marcu ubiegłego roku ukazała się jego najnowsza multiplatynowa płyta, w całości skomponowana przez Seweryna Krajewskiego, pt. Spis rzeczy ulubionych, która okazała się kolejnym sukcesem. Na ubiegłorocznym 46. Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu otrzymał trzy Superjedynki w kategoriach przebój roku (za utwór Chodź, przytul, przebacz), artysta roku oraz za najlepszy występ podczas koncertu finałowego. W listopadzie 2009 roku wydał kolejną płytę, zatytułowaną Na przekór nowym czasom – live, a 26 stycznia 2010 r. otrzymał Telekamerę w kategorii muzyka. Ostatnio koncertuje z Sewerynem Krajewskim. Każda porażka dopingowała „Piaska”. Teraz zapewne czuje się człowiekiem spełnionym. URSZULA SZABADOS

17


Monitor03

29.12.09 10:46

Stránka 18

WAŻKIE yjemy między Słowakami, a tym lepiej się nam WYDARZENIA żyje, im lepiej żyje się Słowakom z nami – im W DZIEJACH SŁOWACJI lepiej się znamy, im więcej wiemy o sobie, swoich reakcjach i doświadczeniach…. Chcąc przybliżyć Czytelnikom „Monitora” postacie i wydarzenia z dziejów Słowacji, w kolejnych jego numerach będziemy przedstawiać „w pigułkach” te najważniejsze, najciekawsze.

Ż

Słowacy przez tysiąc lat żyli w państwie węgierskim. Co prawda pierwsze słowiańskie organizacje państwowe istniały na terenie dzisiejszej Słowacji jeszcze przed przybyciem madziarskich plemion na Nizinę Panońską pod koniec X wieku, ale następnych ok. 30 generacji słowackich górali i rolników z dolin przywykło, że w miastach żyli ludzie innej mowy i obyczaju – Węgrzy i Niemcy. Przez wieki nikomu to nie przeszkadzało. Religia był wspólna, a głównym wrogiem była bieda i… Turcy. Aż przyszedł wiek XIX, wiek poszukiwań tożsamości narodowej. Węgrzy byli szybsi i bogatsi. To oni podjęli wysiłki, by wszystkich obywateli w swoim państwie zmadziaryzować. To z kolei rozpoczęło stuletnią walkę Słowaków o tożsamość narodową. Przynosiła ona różne efekty – od koncepcji Węgrów narodowości słowackiej do twardej rzeczywistości „madziaronów”, których należy jak najszybciej oduczyć rodzinnego języka słowackiego. Różnym momentom tej właśnie historii będą poświęcone nasze „pigułki”. Słowaccy historycy do dzisiaj dyskutują, które z wydarzeń i procesów były ważniejsze i które lepiej przysłużyły się narodowi słowackiemu. Za najważniejszą cezurę uznać chyba trzeba umowę z Pittsburgha z 30 maja 1918 roku. Przez ostatnie 30-40 lat przed wybuchem I wojny światowej Słowacy byli poddani olbrzymiej presji madziaryzacyjnej. Szkoła, urzędy, wojsko robiły swoje. Nawet działacze narodowi w swoich prywatnych dziennikach albo w dyskusjach politycznych często posługiwali się węgierskim, bo słowacki został sprowadzony do roli języka kuchennego. Kolejne generacje Słowaków walczyły o prawa naro18

Umowa

z Pittsburgha dowe, poszukiwały rozwiązania kwestii narodowej. Bardzo długo były to tylko próby wywalczenia autonomii w ramach państwa węgierskiego. Zdawano sobie sprawę, że najbliższymi pobratymcami Słowaków są Czesi, a później Polacy, ale postrzegano te narody jako inne, z własną historią i odmiennymi problemami oraz miejscem w świecie. Wśród literatów popularne było odwoływanie się do bliskości kulturowej Słowaków i Czechów, ale aż do wybuchu I wojny światowej nie pojawiła się żadna idea połączenia losu obu narodów, czyli ewentualnego utworzenia wspólnego państwa. Powstania Czechosłowacji, czyli tworu, który naszej generacji

wydawał się czymś oczywistym i naturalnym, nikt przed rokiem 1914 nie przewidywał. Dopiero w latach Wielkiej Wojny pojawiła się taka koncepcja. Zrodziła się ona wśród polityków emigracyjnych. Być może w dalekiej Ameryce jaśniej widać było pewne rzeczy. Szansą na przyszły szczęśliwy rozwój narodowy dwu narodów wydawało się utworzenie wspólnego państwa. Połączenie sił miało być ratunkiem dla Czechów przed przewagą Niemiec i dla Słowaków przed panowaniem węgierskim. Około roku 1916 sformułowana została idea nowego państwa – Czechosłowacji. Rozbijała ona stare struktury i przyzwyczajenia, ale wydawała się ożywcza i promieniująca nadzieją. Szybko zyskała popularność. Tuż przed zakończeniem wojny, gdy rozpoczęto już przygotowania do powojennej konferencji poświęconej nowemu ładowi politycznemu w Europie, w USA pojawił się charyzmatyczny przywódca Czechów, profesor socjologii Tomasz Masaryk. Znany jako myśliciel, humanista i szermierz demokracji przekonał on do idei nowego państwa prezydenta USA. W największym wówczas skupisku czeskiej i słowackiej emigracji, w Pensylwanii, doszło do spotkania przedstawicieli grup politycznych obu narodów. Na spotkaniu w Piitsburghu 30 maja 1918 roku podpisali oni umowę, deklarującą wolę powołania wspólnego państwa Czechów i Słowaków i gwarantującą autonomię Słowacji. Hasło zostało rzucone. W kilka miesięcy później powstała Czechosłowacja, jednak droga do utworzenia tego państwa nie była prosta. Po pierwsze umowa została podpisana w USA i na Słowacji nikt o niej nawet nie wiedział. Trzeba było zatem ideę Czechosłowacji przenieść nad Dunaj, Wag i Hron. Ale o tym już w kolejnej „pigułce” – o deklaracji z Martina (a właściwie Turčianskiego Svätego Martina). ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

MONITOR POLONIJNY


Monitor03

29.12.09 10:46

Stránka 19

Emisariuszka „Zo”

B

yła pierwszą kobietą-emisariuszką, wysłaną przez Polskie Państwo Podziemne do Sztabu Naczelnego Wodza w Wielkiej Brytanii. Była też jedynaczką wśród Cichociemnych i drugą kobietą w armii polskiej, która otrzymała stopień generała. Mowa o generał prof. dr hab. Elżbiecie Zawackiej, która zajęła trwałe miejsce w galerii tych najdzielniejszych z dzielnych Polek. Elżbieta Magdalena Zawacka urodziła się 19 marca 1909 roku w Toruniu, gdzie ukończyła niemiecką szkołę podstawową, a później polskie Żeńskie Gimnazjum Humanistyczne. Dom rodzinny był domem polskim – po latach wspominała, że jej ojciec płakał z radości, witając wkraczającego do Torunia gen. Józefa Hallera. Po maturze Zawacka studiowała matematykę na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Poznańskiego. Wówczas to wstąpiła do organizacji Przysposobienia Wojskowego Kobiet (PWK). Po uzyskaniu absolutorium w 1931 roku podjęła pracę w Sompolnie jako nauczycielka i tam, już jako instruktorka, założyła koło PWK. Trzy lata później, ucząc w Otorowie, została zastępcą komendantki hufca tej organizacji w Szamotułach. W 1937 roku przerwała pracę pedagogiczną i objęła kierownictwo w komendzie Przysposobienia Wojskowego Kobiet Regionu Śląskiego, gdzie bezpośrednio podlegało jej 19 komend powiatowych. W marcu 1939 roku zaangażowała się w działalność Pogotowia Społecznego Przysposobienia Wojskowego Kobiet, którego celem było przeszkolenie kobiet na wypadek wojny. Wspominała, że Pogotowie Społeczne do września 1939 roku przeszkoliło około miliona kobiet w służbie sanitarnej oraz z zakresu obrony przeciwlotniczej i przeciwpożarowej. Rozkaz mobilizacyjny Zawacka otrzymała 26 sierpnia 1939 roku MARZEC 2010

w Spale, gdzie przebywała na obozie szkoleniowym. Niezwłocznie powróciła na Śląsk, by organizować pomoc dla ludności cywilnej i wojska. Zgodnie z otrzymanym 2 września rozkazem opuszczenia Katowic wyruszyła z podległymi sobie instruktorkami do Lwowa i jako żołnierz Kobiecego Batalionu Pomocniczej Służby Wojskowej wzięła udział w obronie tego miasta. Po jego kapitulacji przedarła się do Torunia. Dla Elżbiety Zawackiej klęska wrześniowa nie oznaczała końca walki. Po krótkim pobycie u rodziców pojechała bowiem do Warszawy, gdzie już w październiku wstąpiła do tajnej organizacji wojskowej Służba Zwycięstwu Polski, powstałej 27 września 1939 roku, i złożyła przysięgę na wierność Polsce przed Janiną Karasió-

wną, szefem Wydziału Łączności. Od tej chwili była żołnierzem Polskiego Państwa Podziemnego. Pod pseudonimem „Zelma” działała na Śląsku, organizując tamtejszą autonomiczną Służbę Zwycięstwu Polski (SZP), pełniąc równocześnie funkcję szefa łączności w śląskiej komendzie SZP – Związku Walki Zbrojnej. Na terenie Śląska i Zagłębia organizowała również tajne nauczanie. Często przekraczała granicę między Generalną Gubernią a pozostałymi ziemiami polskimi, wcielonymi do Rzeszy. W grudniu 1940 roku Komenda Główna Związku Walki Zbrojnej odwołała ją do Warszawy i przydzieliła do Wydziału Łączności Zagranicznej, działającego pod kryptonimem „Zagroda”. Tu Zawacka przyjęła pseudonim „Zo” i jako młoda kobieta, blondynka o niebieskich oczach, swobodnie posługująca się językiem niemieckim, stała się legendą wśród kurierów Komendy Głównej ZWZ-AK na trasach zachodnich. W 1942 roku zorganizowała na Śląsku placówkę Łączności Zagranicznej „Cyrk”, obsługującej trasy Polska – Berlin – Sztokholm, Polska – Lotaryngia – Paryż

19


Monitor03

29.12.09 10:46

Stránka 20

oraz Polska – szwajcarskie Berno. Śląska placówka odpowiadała za bezpieczeństwo tych szlaków, którymi kurierzy przewozili pocztę KG ZWZAK do Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie. Sama „Zo” od połowy 1941 roku, posługując się fałszywymi dokumentami, kursowała przeważnie między Warszawą a Berlinem. W obie strony przewoziła pocztę kurierską, która przez Szwecję trafiała do Londynu. W latach 1939 – 1945 granicę Rzeszy przekroczyła ponad 100 razy. Nie raz, nie dwa stawała oko w oko z niebezpieczeństwem. Wobec bezpośredniego zagrożenia stanęła w maju 1942 roku, kiedy to, wracając z misji kurierskiej, wysiadła na dworcu w Sosnowcu i udała się do swej młodszej siostry Klary, którą wcześniej wciągnęła do siatki kurierskiej. Gdy zastała zamknięte drzwi jej mieszkania, zastukała do sąsiadki, która zdążyła ją ostrzec: „Uciekaj, gestapo!”. Dzięki temu Zawackiej udało się uciec. Okazało się, że Klarę aresztowało gestapo, a w jej mieszkaniu zorganizowało kocioł. „Zo” miała szczęście, bowiem chwilę przed jej przybyciem gestapowcy wyszli na kolację. Ona sama przenocowała u znajomych w Katowicach, a wczesnym rankiem krążyła wokół dworca kolejowego, ostrzegając o wsypie napotkane koleżanki. Wcześniej udało się jej zostawić pełną dolarów walizkę w przechowalni dworcowej. Zorientowała się jednak, że jest śledzona. Długo wodziła szpiclów po ulicach Katowic, kwit bagażowy podała w aptece koleżance z Armii Krajowej. W końcu wsiadła do pociągu, tajniacy za nią. Przed Warszawą udało się jej wyskoczyć z jadącego pociągu. Od przygodnej kobiety za pamiątkowy złoty pierścionek kupiła wielką chustę i okutana w nią dotarła bezpiecznie do Warszawy. Jej siostra Klara trafiła do obozu w Rawensbrück, ale na szczęście udało się jej przeżyć. Do obozu w Auschwitz z kolei dostał się jej brat Egon, ale on niestety końca wojny nie doczekał. Elżbieta Zawacka, ścigana niemieckim listem gończym, nie przerwała działalności konspiracyjnej. Zmieniła tylko kolor włosów na rudy i zaczęła 20

nosić wielkie kapelusze. Nadal uczyła na tajnych kompletach, m.in. w Gimnazjum im. Narcyzy Żmichowskiej, ale przede wszystkim przygotowywała się do najważniejszej misji, jaką powierzył jej Komendant Główny Armii Krajowej Stefan Grot-Rowecki. Tym razem nie była to misja kurierska. Jako emisariusz Komendanta Głównego AK miała dotrzeć do Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie z zadaniem złożenia raportu o sytuacji w okupowanej Polsce, przedstawienia analizy tras łączności Warszawy z Londynem oraz omówienia konieczności uregulowania statusu kobietżołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego. Przygotowania do wypełnienia misji trwały kilka miesięcy; „Zo” musiała m.in. poznać szczegóły wszystkich tras kurierskich. Na początku roku 1943 londyńska Centrala otrzymała z warszawskiej komórki łączności lądowej „Załoga” telegram: „Wysyłamy do was via Francja emisariuszkę »Zo«, która omówi zagadnienia związane z usprawnieniem łączności lądowej. Ma ona upoważnienia w zakresie szlaków krajowych do was itd.”. „Zo” – pierwsza kobieta emisariuszka – wyruszyła na trasę jako Elisabeth Kubica, pracownica firmy naftowej. Kazimierz Bilski „Rum” z londyńskiej Centrali wspomina „...szła przez Europę jak wicher. Każda wieść o jej

podróży, nadawana z punktów przejściowych, była spóźniona i odwrotnie – każde nasze polecenie o skierowanie »Zo« przybywało już po jej odjeździe. W pewnym momencie Centrala straciła całkowicie kontrolę...” (Drogi Cichociemnych, Bellona, Warszawa 2008). Elżbieta Zawacka dotarła do Paryża i tu musiała misję przerwać, bowiem trasa przez Francję nie gwarantowała już bezpieczeństwa. Wróciła zatem do kraju. Po aktualizacji przewożonej na mikrofilmach poczty w lutym 1943 roku wyruszyła ponownie. Tym razem trasa prowadziła przez Niemcy, Francję, Andorę, Hiszpanię i Gibraltar, a stąd statkiem na Wyspy Brytyjskie. Pokonanie tego szlaku nie było łatwe; niektóre odcinki „Zo” przebyła w tendrze parowozu, zaś ośnieżone przełęcze Pirenejów przeszła pieszo. W maju zameldowała się w Londynie, gdzie kilkakrotnie spotykała się z członkami rządu i z gen. Władysławem Sikorskim. Spotkania te jednak dość ją rozczarowały; przede wszystkim dostrzegła przepaść, dzielącą władze emigracyjne od tego, co rzeczywiście działo się w okupowanym kraju. Zdała sobie również sprawę z tego, że sytuacja w Polsce uzależniona jest przede wszystkim od wielkich mocarstw. Najwięcej czasu „Zo” spędziła w wydziale, odpowiedzialnym za lądową

MONITOR POLONIJNY


Monitor03

29.12.09 10:46

Stránka 21

łączność z krajem. Cytowany już Kazimierz Bilski o pierwszym wrażeniu, jakie zrobiła na jego pracownikach, pisze: „Stała przed nami niewiasta średniego wzrostu, blondynka, pełna życia i temperamentu, ubrana bardzo skromnie, prawie nieelegancko. Spojrzała na nas przez okulary i z dużą pewnością siebie powiedziała: - A to właśnie panowie prowadzą łączność z nami! W powiedzeniu tym było coś, czego nie mogliśmy wziąć ani za wyraz radości, ani entuzjazmu. Miało ono po prostu charakter wymówki!”. Ludzie z grupy Bilskiego witali ją z wielkim szacunkiem, nie znając jej prawdziwego nazwiska. Wiedzieli, że przekroczyła wiele granic, że przecierała niemal każdy szlak kurierski, zorganizowany przez „Załogę”. „Wyciągała z melin spalonych ludzi /.../ Europejskie podróże do Budapesztu i Wiednia – aż po Miluzę i Paryż były dla niej czymś najnormalniejszym. Znała tę część kontynentu tak szczegółowo, że nie mogliśmy wyjść z podziwu” – pisze Bilski. Wiedzieli też, że to ona w kraju szkoliła wielu kurierów. Przez wiele dni „Zo” studiowała stare akta, dotyczące łączności Londynu z krajem, kazała sobie odtwarzać bieg tzw. starych poczt od pierwszego dnia wojny, analizowała je, szukając błędów, narzekała na zaniedbania i słabe wyniki pracy. Stosunki między nią i pracownikami wydziału były napięte. Ona była nieustępliwa i wymagająca, oni ratowali się dwuwierszem: Choć jestem mały, każdy to przyzna, Że wytrwam w walce, bom jest mężczyzna. Dopiero po czasie przyznali, że dzięki niej praca ich biura stała się znacznie wydajniejsza i lepiej zorganizowana. W Londynie Elżbieta Zawacka kontaktowała się też z różnymi innym instytucjami i urzędami. Szczegółowo studiowała np. sytuację kobiet w armii brytyjskiej. W końcu sierpnia została odwołana do kraju. Proponowano jej powrót drogą lądową, ale, gdy dokładna analiza trasy pokazała, że taka podróż musiałaby trwać co najmniej cztery tyMARZEC 2010

godnie, „Zo” zdecydowała się, mimo perswazji otoczenia, na powrót samolotem z Cichociemnymi. Pod nazwiskiem Elizabeth Watson odbyła krótki kurs dla skoczków spadochronowych i w nocy z 9 na 10 września 1943 roku wraz z dwoma Cichociemnymi została zrzucona na pola mazowieckiego Osowca. Już 10 września zameldowała się w Komendzie Głównej Armii Krajowej, by przekazać przywiezione z Londynu informacje. O tym, jak skuteczna była jej misja emisariuszki, świadczy m.in. fakt, że już 27 października prezydent Władysław Raczkiewicz podpisał dekret o ochotniczej Wojskowej Służbie Kobiet, zrównujący prawa i obowiązki kobiet-żołnierzy z prawami i obowiązkami mężczyzn, co miało ogromne znaczenie w czasie powstania warszawskiego. W marcu 1944 roku, gdy groziło jej aresztowanie (aresztowano wówczas około stu żołnierzy Wydziału Łączności Zagranicznej KG AK), wycofano ją z działalności kurierskiej i skierowano na tzw. kwarantannę do klasztoru sióstr niepokalanek w Szymanowie, gdzie wytrzymała cztery miesiące, a potem złamała rozkaz, opuściła klasztor i zameldowała się u Jadwigi Karasiówny. Przydzielona została do pracy w szefostwie Wojskowej Służby Kobiet (WSK). Podczas powstania warszawskiego, pracując tam nadal, pomagała w szpitalu przy ul. Szczygła,

pomagała rannym i wychodzącym z kanałów żołnierzom, pełniła obowiązki oficera inspekcyjnego. W październiku 1944 roku rozkazem dowódcy AK została mianowana kapitanem, a rozkazem Naczelnego Wodza majorem. Po upadku powstania opuściła Warszawę z ludnością cywilną, przenosząc napisany na jedwabiu rozkaz gen. Bora-Komorowskiego, skierowany do żołnierzy Armii Krajowej. Pomoc uzyskała od siostry przełożonej ze znanego jej już klasztoru w Szymanowie. Z Szymanowa wyjechała do Krakowa, gdzie nawiązała kontakt z Londynem i rozpoczęła odbudowę „Zagrody”. Odpowiadała za szlaki kurierskie, prowadzące do bazy w Szwajcarii. To ona wraz z Emilią Malessą przygotowała i sama przetarła trasę dla emisariusza Jana Nowaka-Jeziorańskiego – późniejszego dyrektora polskiej sekcji Radia Wolna Europa – który po latach w książce Kurier z Warszawy tak wspomina pierwsze spotkanie z „Zo”: „Spotkałem ją teraz po raz pierwszy, ale znałem ją dobrze z opowiadań. /.../ Nawet w konspiracji, gdzie panuje anonimowość, »Zo« stała się postacią legendarną. /.../ Uchodziła za człowieka ostrego i wymagającego od innych, ale najbardziej od siebie. Jej oddanie służbie graniczyło z fanatyzmem. Wrażenie odniesione w bezpośrednim zetknięciu potwierdzało tę opinię. Średniego wzrostu, blondynka o niebieskich oczach miała w sobie coś męskiego. Była surowa, poważna, trochę szorstka i bardzo rzeczowa. W czasie całej rozmowy ani razu się nie uśmiechnęła, nie padło ani słowo natury bardziej osobistej, nic, co nie wiązało się z tematem. »Zo« nie miała na to czasu. Dopiero na pożegnanie poczułem ciepły, mocny uścisk dłoni i usłyszałem lekkie westchnienie: Daj Boże, żebyście dotarli!”. Zdemobilizowana w lutym 1945 roku krótki czas przebywała na Zachodzie. Szybko jednak wróciła do kraju. Dla niej walka o wolną Polskę nie skończyła się w maju 1945 roku; do sierpnia działała w dziale łączności i kolportażu tajnej Delegatury Sił Zbroj21


Monitor03

29.12.09 10:46

Stránka 22

nych na Kraj, a później w Zrzeszeniu „Wolność i Niezawisłość”, założonym przez płk. Jana Rzepeckiego, byłego szefa Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK. Równocześnie kontynuowała rozpoczęte w czasie okupacji na tajnej Wolnej Wszechnicy studia z pedagogiki społecznej. W 1946 roku po raz drugi otrzymała tytuł magistra, tym razem na Uniwersytecie Łódzkim. W tym samym roku zakończyła działalność konspiracyjną.

Podjęła pracą inspektora w Sekcji Przysposobienia Wojskowego Kobiet w Państwowym Urzędzie Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego Kobiet. Po likwidacji Urzędu pracowała jako nauczycielka w Łodzi, Toruniu i Olsztynie, jednocześnie przygotowując doktorat. We wrześniu 1951 roku w Olsztynie została aresztowana przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i osadzona w areszcie mokotowskim w Warszawie. Po kilkumiesięcznym

śledztwie, niesłusznie osądzona za szpiegostwo na rzecz obcego wywiadu i działalność na szkodę państwa polskiego, została skazana na 10 lat więzienia. Odsiedziała cztery, pracując w więziennej kuchni, w fabryce bielizny i w punkcie konsultacyjnym liceum korespondencyjnego. Po wyjściu na wolność w lutym 1955 roku powróciła do pracy nauczycielskiej. W 1965 roku uzyskała stopień doktora nauk humanistycznych w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Gdańsku. Była adiunktem tej uczelni. W 1972 roku habilitowała się na Uniwersytecie Gdańskim. Później jako znany w kraju i za granicą docent andragogiki próbowała zorganizować Zakład Andragogiki na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Udało się jej założyć Ośrodek Naukowo-Informacyjny Międzynarodowej Rady Kształcenia Korespondencyjnego, której była członkiem. W 1976 roku na warszawskim Okęciu skonfiskowano jej materiały i książki, które wiozła z Londynu. Gdy nie udało się uruchomić organizowanego przez nią Zakładu Andragogiki, zdecydowała się przejść na emeryturę. Emerytura nie oznaczała końca jej

Życie po życiu Ryszarda Kapuścińskiego i St

K

siążki Ryszarda Kapuścińskiego i Stanisława Lema stale cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem czytelniczym, nie słabnie też zainteresowanie ich pisarstwem; ukazują się coraz to nowe opracowania ich twórczości, piszą o nich historycy literatury, drukują wspomnienia ci, którzy mieli szczęście ich spotkać.

Uwagę czytelników „Monitora” chciałabym zwrócić na wydaną w 2008 roku przez krakowskie wydawnictwo „Znak” znakomitą książkę Beaty Nowackiej i Zygmunta Ziątka Ryszard Kapuściński. Biografia pisarza. To ponad 400 stron świet22

nego czytania, a każda z tych stron przynosi ogromny materiał faktograficzny z bogatego życia króla literatury faktu i analizę jego twórczości. To książka o przygodach, perypetiach i osiągnięciach Kapuścińskiego, ale także o wydarzeniach

politycznych Polski i świata, które determinowały jego pisarstwo. Wiele w tej biografii nowych, dotąd nieznanych lub mniej znanych faktów, jak np. ten, że w wieku dwunastu lat bohater biografii był ministrantem w armii gen. Berlinga, czy ten, że w sierpniu 1980 roku przybył do Stoczni Gdańskiej, umacniając determinację obserwujących strajk dziennikarzy i skłaniając ich do pierwszego w PRL formalnego protestu, adresowanego do władz partyjnych. O ile Ryszard Kapuściń-

ski jest niezaprzeczalnym królem literatury faktu, to niewątpliwym królem polskiej fantastyki pozostaje Stanisław

MONITOR POLONIJNY


Monitor03

29.12.09 10:46

Stránka 23

aktywności, rozpoczynała tylko nowy rozdział życia tej niesłychanie aktywnej, oddanej sprawie polskiej kobiety. Zajęła się gromadzeniem materiałów historycznych o członkiniach Przysposobienia Wojskowego Kobiet, o czynie zbrojnym Armii Krajowej, jej kurierach i o wojskowej służbie kobiet w czasie II wojny światowej. Współpracowała z Komisją Historii Kobiet przy Towarzystwie Miłośników Historii – Oddziale Polskiego Towarzystwa Historycznego w Warszawie. Związała się z „Solidarnością”. Założyła Klub Historyczny, działający formalnie od 1987 roku przy Zrze-

szeniu Kaszubsko-Pomorskim w Toruniu. Była inicjatorką powołania w 1990 roku Fundacji „Archiwum i Muzeum Pomorskie AK” oraz Wojskowej Służby Polek (od marca 2009 roku to Fundacja Generał Elżbiety Zawackiej). Podstawą zbiorów tej fundacji są zebrane przez nią bezcenne materiały. To ona wraz z profesorami Stanisławem Salmonowiczem i Andrzejem Tomczakiem inicjowała powstanie Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej, przekształconego później w Światowy Związek Żołnierzy AK. Tytuł profesora nauk humanistycznych uzyskała w 1995 roku. W 1996 roku awansowano ją do stopnia podpułkownika, a trzy lata później pułkownika. W 2002 roku uhonorowana została przez dyrektora Instytutu Pamięci Narodowej tytułem Kustosza Pamięci Narodowej. W 2006 roku otrzymała stopień generała brygady

go i Stanisława Lema Lem, najpopularniejszy polski pisarz poza granicami kraju. Wiernym czytelnikom jego powieści gorąco polecam wydaną w 2009 roku przez krakowskie „Wydawnictwo Literackie” książkę autorstwa syna pisarza Tomasza Lema, zatytułowaną Awantury na tle powszechnego ciążenia. Stanisław Lem nie był postacią medialną – nie szokował ekstrawagancją, nie brał udziału w życiu towarzyskim, a jego wypowiedzi nie były kontrowersyjne. Śmiało możemy powiedzieć, że chronił swą prywatność MARZEC 2010

i dopiero książka jego syna pozwala nam tę prywatność poznać. Autorowi wspomnień udało się, przy całym uznaniu dla nieprzeciętego umysłu i wyobraźni ojca, uniknąć jego idealizowania. W tej książce, jak w posłowiu pisze Tomasz Fiałkowski, „miłość i podziw łączą się w jedno z dyskretną szczerością”. Tomasz Lem pokazuje ojca z humorem, a niekiedy przygląda się jego zachowaniom z nieco pobłażliwym uśmiechem. W tych wspomnieniach znajdziemy wiele dykteryjek i anegdot rodzin-

jako druga po Marii Wittek kobieta w historii Wojska Polskiego. Elżbieta Zawacka dwukrotnie była odznaczona Orderem Virtuti Militari kl. V i pięciokrotnie Krzyżem Walecznych. W 1990 roku odznaczono ją Krzyżem Oficerskim, w 1993 roku Orderem Odrodzenia Polski – Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą, a dwa lata później Orderem Orła Białego. Generał prof. dr Elżbieta Zawacka zmarła 10 stycznia 2009 roku w Toruniu i tam pochowana została na cmentarzu św. Jerzego. Nad jej mogiłą kompania honorowa Wojska Polskiego oddała salwę, a orkiestra wojskowa odegrała hymn narodowy i Pierwszą Brygadę. I choć w życiu tej aktywnej kobiety nie było miejsca na prywatność, albowiem całkowicie była oddana służbie Polsce, to jednak zwykła mówić: „Miałam ciekawe i szczęśliwe życie”. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

nych. Ich autor pisze o niezwykłych dla przeciętnego zjadacza chleba przyzwyczajeniach, nieprzewidywalnych reakcjach i sposobach zachowań twórcy Cyberiady. Lem widziany oczami syna to człowiek nietuzinkowy, mający dystans do siebie i świata, rozmijający się z konwenansami, ale jednocześnie to człowiek ujmujący swą dobrocią, ciepłem i specyficznym, jemu właściwym humorem. Zarówno biografia Ryszarda Kapuścińskiego, jak i wspomnienia syna o Stanisławie Lemie są bez wątpienia książkami wartymi przeczytania. Obie książki, zaspokaja-

jąc naszą naturalną potrzebę poznania prywatności ulubionych pisarzy, niewątpliwie zachęcą wielu czytelników do ponownego sięgnięcia po ich dzieła. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 23


Monitor03

29.12.09 10:46

Stránka 24

Nasi na międzynarodowej arenie Na

początku lutego zostały ogłoszone nominacje do tegorocznych Oscarów. Najważniejszą informacją dla nas była nominacja polskiej produkcji w reżyserii Bartka Konopki (wychowanka Andrzeja Wajdy). Jego „Królik po berlińsku” został nominowany przez Akademię w kategorii krótkometrażowy film dokumentalny. Filmowy komentarz, którego współtwórcą jest Michał Ogórek, czyta Krystyna Czubówna, której głos kojarzy się z filmami przyrodniczymi, autorem zdjęć i współscenarzystą jest Piotr Rosołowski, a muzykę skomponował Maciej Cieślak. Film najpierw pojawił się w polskiej telewizji publicznej (jego emisja odbyła się 09.11.2009), która go współfinansowała, a dopiero później trafił do kin. Tytułowe króliki to zarazem główni bohaterowie, żyjący po wschodniej stronie muru berlińskiego. Wydaje się, że zwierzęta żyją w idealnych warunkach (dostatek pożywienia, brak kontaktu z ludźmi), ale nie mogą stamtąd uciec. W momencie, gdy mur zostaje zburzony,

24

króliki muszą znaleźć sobie nowe miejsce do zamieszkania. Życie królików to oczywiście alegoria życia w Berlinie Wschodnim za czasów władzy komunistycznej. Pozornie żyją tu normalnie, dookoła wszystko tak samo szare, tak samo byle jakie. Dla królików, w odróżnieniu od ludzi, taka sytuacja jest idealna. Zniszczenie muru jest dla nich katastrofą, bowiem burzy ich dotychczasową dostatnią egzystencję. Ich nowy świat to nasza, ludzka cywilizacja, w której zwierzęta już nie zaznają dobrobytu, a wręcz przeciwnie – będą musiały walczyć o każdy dzień swego życia, a i tak ich walka jest z góry przegrana. Ludzie to istoty rozumne, potrafiące się lepiej przystosować do zmiany warunków bytowania. Choć, jak pokazała historia Niemiec, do dziś wielu wschodnich Niemców tęskni do czasów NRD i socjalistycznej ojczyzny. Pomimo dobrobytu i wolności w szerokim tego słowa znaczeniu spadła na nich troska podejmowania trudnych decyzji, dotyczących życia codziennego, a tego władza komunistyczna nie uczyła. Brała ona bowiem

wszelkie decyzje na siebie, wiedziała lepiej, co dobre dla obywateli – co mają jeść, ile zarabiać, jak mieszkać, czyli jak mają żyć! Z kolei w szrankach berlińskiego festiwalu 12 lutego pokazano najnowszy film Romana Polańskiego, zatytułowany „Autor widmo”. Jest to koprodukcja francusko-brytyjsko-niemiecka. Interesująca fabuła opowiada o pisarzu, pomagającym ekspremierowi Wielkiej Brytanii napisać wspomnienia i odkrywającym jego czarne karty. Niewątpliwym atutem filmu jest gwiazdorska obsada: Pierce Brosnan, Ewan McGregor. Ciekawostką jest to, że film kończono w czasie, kiedy reżyser przebywał już w areszcie domowym w Szwajcarii i nie wiadomo było, czy dzieło zostanie ukończone. Wszystko skończyło się jednak dobrze (dla filmu, bo dla Polańskiego jeszcze nie...) i 20 lutego jury pod przewodnictwem Wernera Herzoga przyznało „Autorowi widmo” Srebrnego Niedźwiedzia, co może choć trochę poprawi humor jego reżyserowi. SŁAWOMIR PIETZ

MONITOR POLONIJNY


Monitor03

29.12.09 10:46

Stránka 25

Słowacy w Polsce – czy mogą być dla nas wzorem? W okół słowackiej mniejszości narodowej w Polsce narosło wiele legend – mówi się, że jest bardzo zamożna, a własna drukarnia i wydawnictwo zapewniają jej pełen dostatek. O tym, na ile te obiegowe opinie są prawdziwe, najlepiej spytać u źródła. Tym bardziej, że, jak twierdzi sam sekretarz generalny Towarzystwa Słowaków w Polsce (TSP), możliwości współpracy między naszymi organizacjami są ogromne. Tym, co wyróżnia polskich Słowaków od słowackich Polaków, jest niewątpliwie sytuacja materialna. Chociaż problemy finansowe nie są Towarzystwu Słowaków obce, organizacja ta funkcjonuje w zupełnie innych (lepszych) warunkach, niż Klub Polski na Słowacji. Po pierwsze posiada własną siedzibę w zakupionej od miasta Krakowa na początku lat 90tych kamienicy, a także własną drukarnię i wydawnictwo. Ten majątek przynosi pewne i niezależne od widzimisię władz dochody, co zapobiega ewentualnym naciskom ze strony nieprzychylnych samorządów. Oprócz realizacji projektów statutowych, takich jak druk miesięcznika „Život” czy książek o tematyce, związanej z mniejszością, drukarnia i wydawnictwo realizują zlecenia komercyjne, co Towarzystwu zapewnia całkiem spory dopływ gotówki. W ciągu dwudziestu lat funkcjonowania słowacka drukarnia zyskała w Krakowie renomę i stałych klientów – nie ma się czemu dziwić, bowiem jakość i terminowość jej usług jest godna podziwu. Sukces rynkowy swojej krakowskiej drukarni i wydawnictwa Słowacy zawdzięczają przedsiębiorczości mniejszościowych działaczy. Największa w tym zasługa sekretarza generalnego TSP Ludomira Molitorisa, który to wszystko zorganizował i który zarządza organizacją już dwie deMARZEC 2010

kady. Słowacy umieli też wykorzystać sprzyjający moment, wykorzystując wiatr zmian, który nastał po 1989 roku, i po dość atrakcyjnej cenie kupić nieruchomość,.

Porównując Polaków na Słowacji ze Słowakami w Polsce trzeba jednak mieć świadomość, że geneza obu mniejszości jest zupełnie inna. W okresie dwudziestolecia międzywojennego Słowacy stanowili większość wśród mieszkańców kilkunastu wsi w tej części Orawy i Spisza, które przed I wojną światową należały do Węgier, a po niej przypadły Polsce. Przejmując ten skrawek ziemi, Polska zobowiązała się nadać słowackiej mniejszości szereg przywilejów, w tym majątkowych, przy czym z ich realizacją różnie bywało. W każdym razie rekompensata dla mniejszości słowackiej za niechcianą przynależność do Polski w jakiś sposób była przez komunistyczne władze obiecana, i w realizacji tego prawa

można szukać źródła materialnej stabilności Towarzystwa. Nie byłoby mniejszości słowackiej w Polsce, gdyby nie ta drobna korekta polsko-czechosłowackiej granicy po I wojnie światowej, która wbrew pierwotnym ustaleniom nie pokrywała się dokładnie z granicą galicyjsko-węgierską. Chociaż odrodzona Polska wzbogaciła się o zaledwie skrawek ziem dawnego Królestwa Węgier, ten fakt na dobre zatruł stosunki polsko-słowackie na Spiszu, Orawie i Podhalu. Słowacy w większości nie akceptowali przyłączenia do Polski i czuli się oszukani: przez Polaków, wielkie mocarstwa, a nawet czechosłowacką elitę, która ich zdaniem poświęciła Spisz i Orawę na rzecz o wiele ważniejszego Zaolzia. Dlatego przyłączenie spornych terenów do hitlerowskiej Słowacji po kampanii wrześniowej 1939 roku dla wielu mieszkańców było wybawieniem. Za wsparcie Słowacji (a więc z polskiego punktu widzenia – okupanta) miejscowi mieszkańcy zapłacili jednak represjami (a niektórzy i życiem) ze strony partyzanckiego oddziału „Ognia”, a później komunistycznej władzy. To wszystko tłumaczy, dlaczego polscy Słowacy nadal mocno skupiają się na trudnej historii, roztrząsają wzajemne krzywdy i wydają wiele publikacji na temat tego okresu, o którym oba nasze narody tak mało wiedzą. Mimo to obecni działacze mniejszości słowackiej z optymizmem patrzą na rozwój polsko-słowackiej współpracy. Ich zdaniem o wstydliwych aspektach wspólnej historii trzeba mówić szczerze i otwarcie. Zdaniem Ludomira Molitorisa TSP i Klub Polski powinny ze sobą ściśle współpracować, bo mają do wywalczenia wspólne interesy. A jakie – o tym w kwietniowym numerze JAKUB ŁOGINOW „Monitora”. 25


Monitor03

29.12.09 10:46

Stránka 26

Szkoda…

Z

apowiadało się bardzo obiecująco – trener, wiedzący, czego chce, dobrze rozegrana drużyna i liczne sukcesy, potwierdzające klasę zawodników. W historii polskiej piłki ręcznej mamy już brązowy medal z Letnich Igrzysk Olimpijskich w 1976 roku i z Mistrzostw Świata w 1982 roku, srebro z MŚ w 2007 roku i brąz z MŚ w 2009 roku. W 2007 roku reprezentacja szczypiornistów zdobyła złoty medal w rozgrywkach w ramach Superpucharu, od 2007 roku trzy razy dotarła do półfinału, a za rok jedzie na mistrzostwa do Szwecji. Z IX Mistrzostw Europy w Piłce Ręcznej Mężczyzn, które odbyły się w dniach 19 – 31 stycznia 2010 roku w Austrii i w których udział wzięło 16 narodowych reprezentacji, ta polska miała przywieźć pierwszy w historii medal, ale wróciła niestety „tylko” z czwartym miejscem. Orły Bogdana Wenty czują niedosyt, ale kibice ich rozgrzeszają. Początek rozegranego w Austrii turnieju był fenomenalny. Jedno jest pewne, jak na sytuację kadrową – kontuzja wyeliminowała Tkaczyka, Jurasik był prosto z wakacji, a Marcin Lijewski po wycięciu migdałków stracił kilogramy, a z nimi szczytową formę – oraz po uwzględnieniu, że w naszej grupie byliśmy najstarszą drużyną ze średnią wieku 27,8 lat, wypadliśmy świetnie. Biało-czerwoni wyszli zwycięsko z grupy „C”, określanej mianem „grupy śmierci”, wygrywając z Niemcami, Szwecją i remisując ze Słowenią. W pierwszym meczu nasza reprezentacja pokonała 27:25 trudnego przeciwnika – Niemcy. To był rewanż za przegraną w finale w 2007 roku i na mundialu przed rokiem. Oba zespoły grały ostro. Nasi zagrali 26

dobrze, ale spotkanie określono jako „mecz nerwów”: kibice śpiewali polski hymn głośniej niż kibice rywala, a na trybunach wisiał napis… „Grunwald”! Spotkanie ze Szwecją, którą uznawano za trudniejszego przeciwnika niż Niemcy, zakończyło się naszym zwycięstwem 27:24. Wygraliśmy w bardzo dobrym stylu, nie pozostawiając wątpliwości, kto jest lepszy. W meczu ze Słowenią kadra Wenty wykazała się niezłomnością i walką do końca. Przegrywając czterema bramkami pięć minut przed końcem nie zwątpiła i „wygrała” remis 30:30. Mogło być lepiej, ale remis dał Polakom zwycięstwo w grupie. Faza zasadnicza, czyli runda druga. Rozgrywana była w Innsbrucku. W bardzo dobrze zagranym meczu wynikiem 32:26 Polacy pokonali Hiszpanię, jedną z najlepszych drużyn świata! Oceny były zgodne – nasi sprowadzili Hiszpanów na ziemię. Mecz z Czechami zapierał dech w piersiach. Dwie sekundy przed jego końcem Jaszka wspaniałym wyskokiem przechwycił piłkę i uniemożliwił rywalom doprowadzenie do remisu, a tym samym awans do wielkiej czwórki. Nasi wygrali 35:34. Jednym golem! Na koniec rywalizacji w grupie ćwierćfinałowej ulegli Francuzom 29:24. Półfinał z Chorwacją. W Wiedniu było ciężko i dziwnie. Nasi grali na tyle, na ile im pozwolono. Pierwszą połowę rozegrali wspa-

niale. Obrona w imponującym stylu zatrzymywała rywala w ataku, czego najlepszym dowodem był wynik – wygrywaliśmy 10: 9. Po przerwie biało-czerwoni jakby się zacięli i właściwie tylko interweniowali. Już podczas meczu chorwackie portale sportowe, relacjonujące na żywo, przyznawały, że od pierwszych minut czują pomoc arbitrów: „Sędziowie są z nami, ale my nie mamy pojęcia o ataku”. Polscy szczypiorniści przegrali 21:24, ale byli zgodni co do tego, że przynajmniej trzy razy sędziowie z Norwegii podjęli w meczu kontrowersyjne decyzje, niekorzystne dla nich. Marcin Lijewski stwierdził: „Chorwaci wybili mi ząb, szkoda, że tego panowie sędziowie też nie zauważyli”. Taaak… To ponoć norwescy sędziowie zabrali nam finał… Walka o medal. Na otarcie łez pozostał mecz z Islandią o brązowy medal i trzecie miejsce. Do Islandczyków nie mamy szczęścia; w Pekinie zabrali na półfinał igrzysk olimpijskich. Spotkanie z tym niewygodnym rywalem rozegraliśmy w Wiedniu. Było ono trudne. Pierwszą połowę białoczerwoni zagrali fatalnie. Islandczycy odsunęli obronę od swojej bramki, mocniej naciskając naszych rozgrywających, którzy sobie z tym nie radzili… Nawet polscy kibice osłabli, a rywal prowadził już 18:10! Później Polacy gonili, ale nie nadgonili. Nasza reprezentacja, choć zagrała słabo, potrafiła MONITOR POLONIJNY


Monitor03

29.12.09 10:46

Stránka 27

po fantastycznej pogoni odrobić duże straty, ale niestety przegrała 29:26. Koniec marzeń. Szkoda, podczas turnieju nasi zepsuli tylko pół meczu – właśnie pierwszą połowę z Islandią o trzecie miejsce. Kiedy organizatorzy przeprowadzali próbę generalną ceremonii dekoracji mistrzów, podano ewentualną kolejność wciągania flag narodowych: 1. Chorwacja, 2. Francja, 3. Polska. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Mimo to osiągnęliśmy najlepszy wyniki w historii polskiej piłki ręcznej! Nasza reprezentacja, zajmując czwarte miejsce, zapewniła sobie udział w przyszłorocznych mistrzostwach w Szwecji, które będą jednocześnie szansą wywalczenia kwalifikacji do igrzysk olimpijskich w Londynie. Na otarcie łez trzeba przypomnieć, że bramkarz naszej reprezentacji Sławomir Szmal, zwany „Kasą”, został wybrany do All Star Team, czyli najlepszej drużyny mistrzostw. Mimo że reprezentacja wróciła z mistrzostw bez medalu, została zaproszona do Pałacu Prezydenckiego na spotkanie z Lechem Kaczyńskim. W uznaniu prezydent przekazał piłkarzom prezent w postaci figurki husarza. Kapitan zespołu Sławomir Szmal z kolei wręczył Lechowi Kaczyńskiemu dwie koszulki: swoją – bram-

karską, w żółtym kolorze, a także biało-czerwoną. Podczas tego spotkania prezydent zaproponował, aby Polska postarała się o organizację mistrzostw świata w piłce ręcznej: „Chciałbym wystąpić z taką ideą – zorganizujmy mistrzostwa świata. To nie jest niemożliwe. Gospodarzom, jak to się mówi, czasem pomagają ściany. Widziałem to w 2007 roku w Niemczech”. Lech Kaczyński, który w szkolnych czasach grał w szczypiorniaka i był bramkarzem, podkreślił, że „należy docenić pierwszy w historii awans do czołowej czwórki Starego Kontynentu”. Powiedział: „Piłka ręczna to niezwykle widowiskowa gra, którą bardzo lubię. W szkole na Żoliborzu, do której kiedyś chodziłem, piłka ręczna zastępowała nożną. Przeżywałem wielkie emocje, szczególnie w sobotę (mecz z Chorwacją – przyp. autora). Serdecznie gratuluję, ponieważ jesteście w pierwszej czwórce Europy. Tego jeszcze nie było w historii polskiej piłki ręcznej. Oby tak dalej”. Prezydent zwrócił też uwagę, że w dzisiejszym świecie sukcesy w sporcie są niezwykle potrzebne: „To praca dla kraju”. Z kolei premier Donald Tusk powiedział, że jest „usatysfakcjonowany postawą reprezentacji Polski w mistrzostwach Europy w piłce ręcznej”. O zachowaniu trenera

Bogdana Wenty, który w końcówce meczu z Chorwacją nie wytrzymał nerwowo i, zbulwersowany krzywdzącymi jego zdaniem decyzjami sędziów, otrzymał za to żółtą kartkę, premier powiedział, że rozumie emocje: „Ja bym się tak samo zachowywał, a później bym tego trochę żałował”. Na stronie internetowej Związku Piłki Ręcznej w Polsce prezes Andrzej Kraśniki poinformował: „Polska będzie się ubiegać o organizację mistrzostw świata w piłce ręcznej mężczyzn w 2015 roku i mistrzostw Europy w 2016 roku”. W grudniu br. złożony zostanie wniosek o organizację mistrzostw świata mężczyzn w 2015 roku, a na wiosnę 2011 roku o prawo bycia gospodarzem mistrzostw Europy w 2016 roku. Sponsor strategiczny - firma Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo – już zadeklarował wsparcie dla tak dużych przedsięwzięć. Kilkuset kibiców w scenerii i atmosferze przypominającej mecze o najwyższą stawkę powitało reprezentację polskich szczypiornistów na warszawskim Okęciu. Entuzjazm był taki, jakby Orły przywiozły złote medale! Warto podkreślić, że półfinałowy pojedynek z Chorwacją oglądało ponad 5 mln kibiców! Średnio nasze mecze przed telewizorami śledziło 4,1 mln widzów. Cóż… Medalu nie ma, ale nie brakowało emocji, przede wszystkim tych pozytywnych. Nasi zawodnicy potwierdzili wolę walki, jest też ciągłość drużyny, no i dobry zespół. Pozostaje mieć nadzieję, że działacze nie zmarnują tego kapitału i być może za dwa lata będziemy mieć złoto. W ostatnich trzech kolejnych mistrzostwach nasza reprezentacja zajęła dziesiąte, siódme i teraz czwarte miejsce. Czekamy na pierwsze, wierząc, że po drodze emocji nie zabraknie. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

27


Monitor03

29.12.09 10:46

● „Głos Pomorza” z 25 lutego w artykule „Agresywni lęborczanie znieważali policjantów i zniszczyli im alkomat” informuje: „W środę patrol lęborskiej policji zatrzymał dwóch awanturujących się na ulicy mężczyzn. Podczas interwencji znieważyli oni policjantów, a w komendzie jeden z nich zniszczył alkomat. Obaj byli nietrzeźwi”. Proszę zauważyć, że chociaż tytuł tekstu sugeruje, iż destrukcji alkomatu dokonały dwie osoby, z tekstu dowiadujemy się, że zniszczenia dokonał tylko jeden z mężczyzn i to do tego w komendzie. Szczerze powiedziawszy, jak Polska długa i szeroka, takich wydarzeń jest więcej, więc na pierwszy rzut oka nie powinienem zawracać Państwu głowy jego opisywaniem.

M A R Z E C

Stránka 28

Przegląd polskiej prasy Jednak pod tym artykułem, zamieszczonym w Internecie, znalazłem taki oto komentarz praktyczny. BVJ pisze: „nie musiał poddać się badaniom na alkomat, jeżeli ma nadciśnienie tętnicze może zbadać tylko szpital, informacja dla innych” (pisownia oryginalna). ● „Gazeta Regionalna” z dnia 26 lutego w tekście „Zakładnicy zabytku” opisuje historię dwóch rodzin, których do tragedii doprowadził… rok przestępny. „Rodziny Mielników i Zatwarnickich w 2007 roku połączyły siły, aby ratować XIX-wieczną kamienicę. Zaczęli od dziurawego dachu. Starali się o dofinansowanie z WUOZ.

W

➨ URODZINY CHOPINA – PROGRAM OKOLICZNOSCIOWY W HOTELU CHOPIN 1 marca, godz. 18.30, Bratysława, Hotel Chopin, Galvaniho 28 • uroczyste odsłonięcie przejścia dla pieszych w kształcie klawiszy fortepianowych • otwarcie wystawy plakatów Fryderyku, wróć do Warszawy • krótki urodzinowy koncert pieśni Chopina w wykonaniu solistki Perly Voberovej i pianisty Dušana Šujana ➨ 94. ŚWIATOWY KONGRES ESPERANTO 2 marca, godz. 17.00 do 20.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 • Referat, prezentujący konferencję esperancką w Białymstoku z okazji 150. rocznicy urodzin twórcy esperanta L. L. Zamenhofa. ➨ VASILIJ SIGAREV: VĹČIK 4 marca, godz. 19.00 • Koszyce, Štátne divadlo Košice, Hlavná 58 19 marca, godz. 19.00 • Multimedialne przedstawienie teatralne pn. „Wilczek”, w reżyserii młodej polskiej reżyserki teatralnej Joanny Zdrady 28

Wzięli kredyt, spełnili wszystkie wymogi narzucone przez konserwatora. Dach odnowili, ale z dofinansowania nic nie wyszło. Od urzędników usłyszeli, że na złożenie wniosku mają czas do końca lutego. Zostali w ten sposób wprowadzeni w błąd, ponieważ zgodnie z ustawą termin upływał 28 lutego. 2008 był rokiem przestępnym. Złożyli papiery 29 lutego, dlatego kasa przepadła. Odwołania nie przyniosły skutku, muszą spłacać 15 tys. zł kredytu” – czytamy. ● Trudno jednak powiedzieć, czy nie gorszy los spotkał bohatera artykułu „Złapali dealera trawki”, opublikowanego w „Gaze-

I N S T Y T U C I E ➨ SALON WYSZEHRADZKI 9 marca, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Kultury Węgierskiej, Palisády 51 Tematem dyskusji panelowej będzie próba oceny, przemian generacyjnych pod wpływem nowych idei kulturowych, społecznych, politycznych i ekonomicznych ➨ FRYDERYK CHOPIN: KONCERT FORTEPIANOWY E-MOL • 11 marca, godz. 19.00, Bratysława, Tetatr Narodowy, Hviezdoslavovo Nám. Koncert z okazji Roku Chopina w wykonaniu Rafała Łuszczewskiego i Orkiestry Symfonicznej Słowackiego Radia pod dyrekcją Kojiho Kawamotu ➨ SPRZEDAM DOM, W KTÓRYM JUŻ NIE MOGĘ MIESZKAĆ • 16 marca, godz. 19.00, Preszów, Teatr A. Duchnoviča, Jarková 77 Przedstawienie teatralne, inspirowane życiem i twórczością Bohumila Hrabala, w wykonaniu krakowskiego Teatru KTO

cie Codziennej – Śląsk Cieszyński” 23 lutego. „Pogranicznicy zatrzymali w Cieszynie dealera narkotyków. Akurat wracał z Czech z woreczkiem wypełnionym marihuaną. Funkcjonariusze znaleźli przy mężczyźnie 31 gramów marihuany oraz 100 foliowych woreczków strunowych, w jakich sprzedawane są działki narkotyków” – informuje gazeta. K woli przypomnienia, posiadanie niewielkiej ilości marihuany w Czechach jest legalne i wiele osób, mieszkających po polskiej stronie Śląska Cieszyńskiego, korzysta z tego dobrodziejstwa. Czyżby legalizacja narkotyków w Czechach była perfidną formą dokuczenia Polakom za inwazję z roku 1968? ŁUKASZ GRZESICZAK

P O L S K I M

➨ FILM POLSKI W PLAKACIE CZESKIM I SLOWACKIM • 25 marca, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Otwarcie wystawy, towarzyszącej prezentacji filmów polskich w ramach festiwalu filmowego „Febiofest 2010” ➨ STOSUNKI POLSKO-SŁOWACKIE 1939-1945 24 marca, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 • Wieczór dyskusyjny z udziałem historyków Dariusza Dąbrowskiego z polskiego Instytutu Pamięci Narodowej i Dušana Segeša z Instytutu Historycznego Słowackiej Akademii Nauk. ➨ FEBIOFEST 2010 26 marca – 31 marca, Bratysława, DK Zrkadlový háj, FK 35-mm VŠMU, kino Mladost, FK Nostalgia, A4 – nultý priestor Projekcje polskich filmów: Las, Plac Zbawiciela, Rewers, Tatarak, Wojna polsko-ruska, Mała Moskwa, Dom zły, Królik po berlińsku, Esterhazy (Esterházy) Bliższe informacje na temat programu: www.febiofestsk.sk. ➨ KONCERT ARTURA DUTKIEWICZA 27 marca, godz. 19.00, Bratysława, Słowackie radio, Mýtna 1 Koncert polskiego pianisty jazzowego MONITOR POLONIJNY


Monitor03

29.12.09 10:46

Stránka 29

Szanowni Czytelnicy! Na imprezy, organizowane przez Klub Polski, jego członkinie przygotowują wyśmienite smakołyki. Często pytacie Państwo nas, jak przygotować te smaczne wypieki czy inne dania, dlatego od nowego roku w rubryce „Piekarnik“ zamierzamy prezentować te przepisy, które cieszyły się największym zainteresowaniem Państwa. Prosimy więc Czytelników o przysyłanie pod adresem e-mail redakcji (monitorp@orangemail.sk) przepisów na ulubione dania i potrawy.

P O Z A

Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na rok 2010 wynosą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100). Dokonując wpłaty prosimy o napisanie w formularzu bankowym imienia i nazwiska. Nowych prenumeratorów prosimy o zgłoszenie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt do redakcji: monitorp@orangemail.sk lub nr tel. 0907 139 041.

P R O G R A M E M

SPEKTAKLE TEATRU KONTRA ➨ MARIE JONES: KAMENE VO VRECKÁCH w reżyserii Klaudyny Rozhin • 7 i 8 marca, godz. 19.00, Spiska Nowa Wieś, Dom Matice slovenskej, Zimná 68 • 11 marca, godz. 19.00, Koszyce, Tabačka Kulturfabrik, Gorkého 2 ➨ CONOR MCPHERSON: SV. MIKULÁŠ w reżyserii Klaudyny Rozhin• 12, 13, 27, 28 marca, godz. 19.00, Spiska Nowa Wieś, Dom Matice slovenskej, Zimná 68 • 26 marca, godz. 19.00, Lewocza, Mestské divadlo, Nám. Majstra Pavla 54 ➨ SAMUEL BECKETT: SMIECH V TEMNOTE w reżyserii Klaudyny Rozhin 15 marca, godz. 19.00, Spiska Nowa Wieś, Dom Matice slovenskej, Zimná 68

MARZEC 2010

UWAG A!!!

TEATR

Redakcja Monitora Polonijnego poszukuje osoby

Żyliny Martina

z i chętne do współpracy z redakcją, które będą pełniły funkcję korespondentów z tego regionu. Kontakt z redakcją: monitorp@orangemail.sk telefon: 031/5602891 Sprostowanie Do redakcji zwróciła się pani Halina Zemko, informując, że w artykule, dotyczącym imprezy w Koszycach i zatytułowanym „Przedświąteczne spotkanie koszyckiej Polonii“, opublikowanym w styczniowym numerze „Monitora“, pojawiła się nieprawdziwa informacja o wsparciu finansowym koszyckiej Polonii przez Wydział Konsularny. Okazało się, że Wydział Konsularny wsparł spotkanie w Koszycach dwa lata temu, a nie po raz pierwszy, jak to napisaliśmy na podstawie informacji, uzyskanych od władz regionalnych Klubu Polskiego w Koszycach. Zainteresowane osoby przepraszamy, zaś pani Zemko dziękujemy za rzetelną i dokładną lekturę naszego pisma. Redakcja

I P

P O L E C A M Y MUZYKA

➨ MICHAŁ WALCZAK: POLOWANIE ➨ ANDRZEJ SARAMONOWICZ: ➨ ORFEUSZ I EURYDYKA w reżyserii NA ŁOSIE • 6 marca, godz. 19.00, TESTOSTERON Mariusza Trelińskiego • 16 marca, • 11 marca, godz. 19.00, Żylina, Teatr Miejski, Horný val 3 godz. 19.00, Bratysława, Sála opery Preszów, Nám. legionárov 6 • 23 marca, godz. 19.00 a baletu SND, Pribinova 17 • 12 marca, godz. 18.30, 30 marca, godz. 19.00 ➨ TRIO FACES • 23 marca, godz. Koszyce, Teatr Cassia, 19.00, Bratysława, Koncertná sála ➨ JAN WILKOWSKI: NIEDŹWIADEK MAŤO SZUKA GNIAZDA • 7 marca, Masarykova 2 Dvorana, Reduta, Mostová 2 • • 24 marca, godz. 19.00, godz. 15.00, Trnawa, Teatr Jána Koncert Tria FACES • Bratysława, MDPOH, Palárika, Trojičné nám. 2 W programie: Fryderyk Chopin: Laurinská 19 12 marca, godz. 10.00 Trio fortepianowe g-mol op. 8 • 26 marca, godz. 18.30, Jevgenij Iršai: premiera nowej ➨ NA SZKLE MALOWANE Nitra, Teatr A. Bagara, Przedstawienie teatralne dla kompozycji • Maurice Ravel: Trio Svätoplukovo nám. 4 najmłodszych fortepianowe a-mol op. 67 • 13 marca, godz. 19.00, Żylina, Teatr Miejski, Horný val 3 POLSKIE FILMY W KINACH ASFK • 19 marca, godz. 19.00 CZAS UMIERAĆ - reż. Dorota Kędzierzawska, PL, 2007, 104 min Śpiewogra Ernesta Brylla • 1 marca, Dolný Kubín, Choč FK, Hviezdoslavovo nám. 1296 i Katarzyny Gärtner o Janosiku • 8 marca, Považská Bystrica, Mier, Dom kultúry, Centrum 16/12 w wersji bigbitowej, opracowanej • 10 marca, Bratysława, Zrkadlový háj, Rovniankova 3 przez Teatr Miejski w Żylinie • 11 marca, Bratysława, Igric, Saratovská 2/A ➨ DANA ŁUKASIŃSKA: • 15 marca, Piešťany, Fontána, Beethovenova 1 AGATA SZUKA PRACY • 18 marca, Handlová, FK Rebel, Námestie baníkov 3 • 3 marca, godz. 18.30, Nitra, Teatr • 23 marca, Preszów, Kino SCALA, Masarykova 7 A. Bagara, Svätoplukovo nám. 4. • 30 marca, Trnava, Hviezda, Paulínska 1 29


Monitor03

29.12.09 10:46

Stránka 30

Słowenia – kraj, w którym Bóg pomieścił wszystko. Mnie też?

Mieszkam w Słowenii od ponad dziesięciu lat. Bardzo dobrze pamiętam, jak dziesięć lat temu, stojąc na przystanku autobusowym w Lublanie, z ciekawością obserwowałam zasady korzystania ze środków tutejszej komunikacji miejskiej – wsiadamy tylko drzwiami przy kierowcy, pokazując mu bilet miesięczny lub wrzucając do skrzynki żeton czy kilkadziesiąt tolarów. Od tamtej pory sporo się zmieniło – zamiast żetonów są karty magnetyczne Urbana, a obecnie obowiązującą walutą jest euro. Pierwszy raz przyjechałam do Lublany w październiku 1999 roku z dużym zapałem i zamiarem uczenia Słoweńców języka polskiego. Po rozległej Łodzi, Lublana jako stolica wydała mi się nad wyraz małym miastem, co miało swoje walory, gdyż po pierwsze nie bolała mnie głowa od huku tramwajów i zgiełku wielkiego miasta, po drugie do wielu miejsc można było dotrzeć szybko i na pieszo. Lublana to raj dla rowerzystów – przez całe miasto biegną oznaczone trasy rowerowe, a odpoczynek na łonie natury gwarantuje nawet centrum miasta. W ogromnym parku Tivoli można znaleźć alejki i szlaki turystyczne, przeznaczone dla miłośników spacerów, biegów, jazdy na rowerze, po prostu dla wszystkich, którzy szukają ucieczki od miejskiego zgiełku. Znajdują się tam place zabaw dla dzieci, ogród zoologiczny, skocznie narciarskie. W samym centrum Lublany jest wzgórze zamkowe, na które można wejść pieszo lub dojechać samochodem, pociągiem turystycznym, a od niedawna również kolejką. Na obrzeżach miasta też jest góra (Šmarna gora), często odwiedzana przez mieszkańców stolicy. Słoweńców postrzegam jako ludzi lubiących ruch na świeżym powietrzu. Często spotykam osoby w ró30

żnym wieku, spacerujące z kijkami, jeżdżące na rowerach, uprawiające biegi, dbające o zdrowie i dobre samopoczucie. Mimo wielu zajęć Słoweńcy umieją dbać o siebie i znajdują na to czas. Mój przyjazd do Słowenii poprzedzony był intensywnym kursem języka słoweńskiego w Polsce. Po przyjeździe do Lublany miałam jednak wątpliwości, czy aby na pewno uczyłam się języka słoweńskiego. Zarówno młodsze, jak i starsze pokolenie Słoweńców w języku mówionym używa wielu germanizmów. I tak np. Słoweńcy codziennie kupują *cajtung, nie časopis (‘gazeta’), noszą *rukzak, a nie nahrbtnik (‘plecak’), na dworcu kolejowym czekają częściej na *cug niż vlak (‘pociąg’). Musiałam więc poszerzyć swoją znajomość języka również o to słownictwo. Nie przyzwyczaiłam się do nieoficjalnych zachowań w sytuacjach oficjalnych. Pozdrowienia typu: živijo, adijo, a więc ‘cześć’ są tutaj dość częste np. w sklepach, urzędach, bankach, na uczelni. Jest to sprzeczne z ogólnie przyjętą opinią, że Słoweńcy są z natury narodem zamkniętym w sobie. Mój pobyt w Słowenii miał być

pobytem czasowym, najwyżej czteroletnim, ale losy potoczyły się inaczej. Po wielu latach trudów i starań na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu w Lublanie udało nam się otworzyć polonistykę (do tego czasu języka polskiego nauczano tu w ramach lektoratu), a mnie właśnie kończył się mandat lektorski, i wyszłam za mąż. Miałam więc wybór: powrót do Polski, pozostanie w Słowenii lub nowy początek w Bośni – kraju, z którego pochodzi mój mąż. Gdy tak zastanawiałam się, co mam robić, mój szef i moi koledzy się nie wahali. Dla nich oczywistością było to, że zostaję. I pewnie to ich przekonanie, obok mojej satysfakcji z pracy, w dużym stopniu pomogło mi w podjęciu życiowej decyzji. Zostałam. Tęsknię za Polską, ale nie brakuje mi jej tak bardzo, gdyż mam ją na co dzień zarówno w pracy, jak i w domu. Mąż jest zauroczony Polską, wobec czego chętnie odwiedzamy ją razem, jak tylko pozwala nam na to czas. Ja ponadto bywam w Polsce często służbowo, na różnych konferencjach. Czekam, aż syn trochę podrośnie, by móc jeździć tam z nim i pokazać mu uroki i tej jego ojczyzny. Czuję się rozdarta między dwoma kulturami. Słoweńców zachęcam do odwiedzania Polski, Polaków do wizyt w Słowenii, którą bez wątpienia warto zwiedzić, w której na niewielkim obszarze można znaleźć naprawdę wszystko. Dobrze utrzymane autostrady w ciągu godziny pozwalają dotrzeć z Lublany do wszystkich zakątków tego malutkiego państwa – do morza, wysokich Alp, przepięknych jezior, zamków, winnic, wodospadów, jaskiń, cieplic, lasów... Czy jest to już mój stały ląd? Być może. MARIA WTORKOWSKA SŁOWENIA MONITOR POLONIJNY


Monitor03

29.12.09 10:46

Stránka 31

Z

amknij oczy i wyobraź sobie piękny kraj – Indie. Dawno, dawno temu w Madrasie żył sobie maharadża Bimal, co znaczy ‘czysty’. Miał on piękny pałac, ogród, stajnie, a jego ziemie sięgały daleko po horyzont. Ale jego największym pragnieniem było, by jego syn Tanish, co znaczy ‘ambicja’, nauczył się dobrze zarządzać państwem. Już teraz ojciec pozwolił piętnastoletniemu Tanishowi wydawać polecenia wszystkim podwładnym. Tanish jednak wolał jazdę konną i zabawę. Ostatnio uparł się, że wytresuje małpkę Pramod, czyli ‘radość’. Pramod, jak to każda mał-

Baśń o sprawiedliwym maharadży pka, wolała jednak swobodną zaharadża Bimal rzekł do syna: bawę. Przerażona tresurą Tanisha - Wezwij natychmiast kornaka uciekła z pałacu i znalazła schroi jego syna Gajendrę. nienie w małej chatce, w ramio- Ojcze, wczoraj jego rodzina nach nowego przyjaciela, dziesięopuściła nasze ziemie z mojego cioletniego Gajendry, którego rozkazu – odrzekł Tanish. imię znaczy ‘król słoni’. Gajendra - Dlaczego oddaliłeś mojego najbył synem kornaka, czyli opiekuna lepszego opiekuna słoni? słoni. Od urodzenia rozumiał zwie- Drogi ojcze, przyłapałem go na rzęta, a one były mu posłuszne. kradzieży worka pszenicy. Gdy młody panicz, wróciwszy z poMaharadża Bimal zmartwił się rannej przejażdżki, zobaczył mabardzo utratą zaufanego pracowniłego Gajendrę, pojącego słonie, ka i faktem, że jego słudzy kradną, i wesoło skaczącą małpkę na jego gdyż pewnie mają za mało pożywieramieniu, wpadł w wielki gniew. nia. Wezwał swojego urzędnika i kaPostanowił, że zaprowadzi porzązał mu sprawdzić worki pszenicy. dek w państwie ojca, w którym Zdziwił się bardzo, gdyż ich stan się sługi zabierają mu jego własne zgadzał i wszystkie były na swoim dobra. Jeszcze tego samego dnia miejscu. Tej nocy spał niespokojnie. wydalił z kraju rodzinę Gajendry, Gdy tylko wzeszło słońce, udał się myśląc, że w ten sposób odzyska małpkę. Tak się ILUSTRACJE: KASIA UFNAL jednak nie stało, gdyż Pramod podążyła śladami swego przyjaciela i jego rodziny. Następnego dnia w zagrodzie dla słoni, należącej do maharadży, zapanował wielki chaos. Głodne słonie wbiegły do ogrodów i stratowały wszystko, co napotkały po drodze, rycząc w niebogłosy. Przerażony maMARZEC 2010

na poszukiwanie kornaka i jego rodziny. Odnalazł go nad brzegiem morza. - Dlaczego mój syn Tanish wydalił twoją rodzinę z pałacu? - zapytał Bimal. Przestraszony sługa tak odrzekł: - Serce twojego syna opanowała złość, gdyż małpka Pramod uciekła z pałacu i zaprzyjaźniła się z Gajendrą. Nie chciała być bowiem tresowana. Bimal spojrzał na Gajendrę. Chłopiec wysunął się zza pleców ojca, a w jego ramionach spoczywała przestraszona Pramod. Maharadża zrozumiał, że sługa nie kłamie i kazał wszystkim wrócić do pałacu. W zagrodzie dla słoni w mig zapanował porządek. A co Bimal uczynił z synem Tanishem? Przez kolejne dni Tanish pomagał Gajendrze przy sprzątaniu zagrody dla słoni i czyszczeniu zwierząt. Maharadża odebrał mu prawo wydawania poleceń do czasu, dopóki nie nauczy się wykonywać wszystkich prac samodzielnie i dopóki nie zrozumie ciężaru pracy, wykonywanej przez ludzi. KASIA UFNAL 31


Monitor03

29.12.09 10:46

Stránka 32

No, wreszcie - wiosna stoi za progiem, a Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami. Dobrze byłoby zatem zasiąść do planowania wielkanocnego menu, bo pewnie jak co roku już teraz zastanawiają się Państwo, co nowego

Babka Pani Ani

wprowadzić do niego, a co zmienić, by świątecznym daniom dodać nieco świeżego klimatu. W związku z tym mam propozycję – a właściwie ma ją pani Ania Rábeková, która przysłała do „Piekarnika” przepis na babkę. Receptura jest tak prosta, że nawet Świeżo Upieczona Kucharka powinna dać sobie z nią radę.

Składniki:

Sposób przyrządzania:

• 5 jajek • 5 łyżek drobno mielonego

Żółtka oddzielamy od białek, które ubijamy z cukrem. Do ubitej masy dodajemy żółtka, olej, Zlaté klasy i proszek do pieczenia, wszystko delikatnie mieszając. Na koniec wrzucamy dodatki do wyboru. Do natłuszczonej i wysypanej tartą bułką formy babkowej wlewamy przygotowaną masę i pieczemy w średnio nagrzanym piekarniku na złoty kolor. Babka może być zwykłym ciastem „na niedzielę”, ale wystarczy trochę wyobraźni i np. polanie jej lukrem,

cukru

• 1 dl oleju (ok. pół szklanki)

• 3 Zlaté klasy • pół proszku do pieczenia • dodatki do wyboru: kakao, orzechy, rodzynki

• Uwaga! W tym przepisie nie ma mąki, bowiem występuje ona już w proszku Zlatý klas.

ozdobienie baziami, gałązkami forsycji lub jakiejś innej świeżej zieleniny, by wyszedł nam całkiem ładny wypiek świąteczny, godny nie tylko początkujących kucharek, ale i tych zaawansowanych, aczkolwiek nieco zabieganych mistrzyń kuchni. Pamiętajmy też, że w przypadku tzw. ciast ucieranych można poszaleć i piec je w formach o niezwyczajnych, ale interesujących kształtach, co w świątecznej scenerii może stworzyć bajkowy efekt. Dziękujemy Pani Ani i życzymy smacznego! Wszystkie inne czytelniczki „Piekarnika” zachęcamy do przysyłania własnych przepisów. Zróbcie sobie Panie wiosenne porządki, przejrzyjcie wycinki i stare zeszyty, a tym, co znajdziecie ciekawego, podzielcie się z nami.

AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2010/3  
Monitor Polonijny 2010/3  
Advertisement