Page 1

Monitor02

18.02.10 00:20

Strรกnka 1


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 2

Noworoczne spotkanie u prezydenta RS Ivana Gašparoviča

J

ak co roku na zaproszenie prezydenta RS Ivana Gašparoviča 18 stycznia br. do pałacu prezydenckiego przybyli przedstawiciele mniejszości narodowych mieszkający na Słowacji. Tę polską reprezentowali: Czesław Sobek – wiceprezes Klubu Polskiego, Zbigniew Podleśny – prezes Klubu Polskiego Środkowe Poważe oraz Małgorzata Wojcieszyńska – redaktor naczelna „Monitora Polonijnego“. Podczas uroczystości był też obecny wicepremier Dušan Čaplovič. Przybyłym gościom prezydent złożył życzenia noworoczne i wyraził zadowolenie, że mniejszości narodowe tworzą integralną część społeczeństwa obywa-

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

telskiego: „Naszym wspólnym celem jest to, by nasza ojczyna prosperowała, zarówno w sferze ekonomicznej, jak i socjalnej oraz duchowej. Dla nas polityków, którzy otrzymaliśmy mandat od obywateli, by kierować państwem, ważne jest, by mniejszości narodowe i grupy etniczne w pełni mogły korzystać ze swoich praw, które gwa-

rantuje im konstytucja i ustawy. Dlatego staramy się stwarzać takie warunki, oczywiście w miarę naszych możliwości ekonomicznych, by społeczności narodowe mogły pielęgnować swój język, kultywować swoje tradycje i by mogły prowadzić wartościowe życie kulturalne i towarzyskie“. Prezy-

dent nawiązał też do 20. rocznicy upadku komunizmu, która miała też ogromne znaczenie dla mniejszości narodowych. Podkreślił, że Słowacja chce być dobrą ojczyzną dla wszystkich obywateli i zaapelował, by kryzys gospodarczy jeszcze bardziej zbliżył nas do siebie. „Czujemy, że nawzajem siebie potrzebujemy, że ci, którzy wspólnie kroczą drogą cywilizacji, kroczą z wiarą w siebie. Takie jest życie. Musimy w każdych okolicznościach szukać dobrej woli i zrozumieć tego drugiego“ – powiedział na zakończenie prezydent. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Posiedzenie Rady Klubu Polskiego W

Dubnicy nad Wagiem 23 stycznia odbyło się pierwsze w tym roku posiedzenie Rady Klubu Polskiego. Przez trzy godziny Rada obradowała za zamkniętymi drzwiami. Jak się dowiedzieliśmy z programu posiedzenia, członkowie Rady mieli podsumować działalność organizacji w roku ubiegłym, dyskutować na temat przygotowywanych imprez, ich kosztorysu i możliwości uzyskania na nie dofinansowania. Redaktor naczelna „Monitora Polonijnego“ zos-

tała zaproszona na drugą część spotkania, podczas której zaprezentowała pracę redakcji oraz koszty, związane z wydawaniem miesięcznika. Wobec bardzo dużej ilości projektów, złożonych w tym roku do Ministerstwa Kultury RS przez dwie organizacje polonijne, Rada Klubu postanowiła szukać oszczędności i redaktor naczelnej „Monitora Polonijnego” przedstawiła ewentualny projekt obcięcia ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

2

środków finansowych na jego wydawanie o około 40 % w porównaniu z rokiem poprzednim. Ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły. O wysokości przyznanych środków z MK RS decydować będzie 9 lutego jako organ doradczy ministerstwa komisja grantowa, składająca się z przedstawicieli organizacji polonijnych. W tym roku po raz pierwszy od kilku lat redakcja „Monitora“ nie będzie mieć swojego przedstawiciela w tej komisji, o czym zdecydowała Rada Klubu. Klub Polski przygotowuje się do kongresu, który wstępnie został zaplanowany na 20– 21 marca bieżącego roku i ma się odbyć w Dubnicy nad Wagiem. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA DUBNICA NAD WAGIEM MONITOR POLONIJNY


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 3

„To jedno z niewielu czasopism polonijnych, które skupia się nie tylko na problemach z własnego podwórka, ale oferuje też ciekawą lekturę osobom, które nie są aż tak wtajemniczone w sprawy polonijne“ – powiedział jakiś czas temu nasz obecny współpracownik, który po przeczytaniu na stronach internetowych kilku numerów „Monitora“ prawie rok temu zaproponował nam aktywny udział w tworzeniu naszego miesięcznika. Jego gest odebraliśmy jako pochwałę. W tym numerze na stronie 6. prezentujemy też pozytywną ocenę naszego pisma, przygotowaną przez niezależnego eksperta z Instytut Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa Uniwersytetu Gdańskiego. Oczywiście w rubryce „Z naszego podwórka“ co miesiąc staramy się przynosić relacje z najciekawszych wydarzeń, dotyczących słowackiej Polonii, ale zależy nam też, by każdy w naszym piśmie znalazł coś do poczytania, by mógł się przy jego lekturze zrelaksować, zainspirować, dokształcić itd. Co miesiąc na łamach rubryki „Wywiad miesiąca“ prezentujemy rozmowy z ciekawymi ludźmi z Polski lub ze Słowacji. Ta rubryka wymaga odpowiedniego przygotowania. Najpierw należy wyszukać interesującego rozmówcę, z którym będzie można spotkać się osobiście. Nigdy nie publikujemy wywiadów, przeprowadzanych na zasadzie pisemnych odpowiedzi, przesyłanych faksem czy mailem, albowiem chcemy zachować autentyczność wypowiedzi i klimat rozmowy. Chcąc spotkać się z odpowiednią osobą, przeglądam wiele ofert na różnych portalach internetowych, gdzie publikowane są aktualne informacje, dotyczące spotkań z gośćmi Instytutu Polskiego, Ambasady RP w RS, organizacji polonijnych na Słowacji czy sąsiednich krajów. Czasami w celu przeprowadzenia wywiadu wyjeżdżam do Polski. Potem następują kolejno fazy umówienia spotkania, przygotowania się do rozmowy, wyjazdu, przeprowadzenia wywiadu, by na koniec przepisać nagraną rozmowę, opracować materiał i wysłać do autoryzacji. Tak przygotowany wywiad podlega jeszcze korekcie językowej i opracowaniu graficznemu. To długi proces, ale, jak wiemy od Państwa, ta rubryka cieszy się dużym zainteresowaniem. Tym razem miało być podobnie: aby przeprowadzić wywiad do niniejszego numeru, chciałam pojechać się do Wiednia, gdzie występował jeden ze znanych polskich zespołów. Niestety, w tym samym terminie miało się odbyć spotkanie Rady Klubu Polskiego, czyli naszego wydawcy, podczas którego miały być prowadzone rozmowy na temat przyszłości miesięcznika. W zaistniałej sytuacji zbawienną okazała się propozycja jednego z naszych współpracowników, by tym razem opublikować rozmowę z polskim politologiem, dotyczącą zbliżających się wyborów prezydenckich w Polsce. No ale… Kiedy rozmowa została przeprowadzona, materiał przygotowany, psikusa spłatał nam premier Tusk, który ogłosił, że nie będzie kandydował na prezydenta. Przygotowany materiał stracił zatem na aktualności… Należało szukać kolejnego rozwiązania. Na wysokości zadania stanął nasz współpracownik Łukasz Grzesiczak, który w ostatniej chwili przeprowadził inny interesujący wywiad (str. 8). Dlaczego o tym piszę? W tym miejscu od czasu do czasu prezentujemy kulisy powstawania „Monitora“, zapoznając Państwa z procesem jego powstawania. Zachęcam Państwa do lektury naszego pisma, w którym, jak co miesiąc, znajdą Państwo wiele ciekawych artykułów.

REDAKTOR NACZELNA „MONITORA POLONIJNEGO“

Niezwykły rok – w hołdzie wielkiemu talentowi 4 Z KRAJU 4 Opinia na temat „Monitora Polonijnego“ 6 15 LAT „MONITORA POLONIJNEGO” 7 WYWIAD MIESIĄCA Leszek Jażdżewski: „W 2005 roku włożyliśmy rękę do ognia i przekonaliśmy się, że parzy“ 8 Z NASZEGO PODWÓRKA 10 Walentynkowe wspomnienia 14 Przegląd polskiej prasy 15 POLSKO-SŁOWACKIE ZWIĄZKI HISTORYCZNE Słowak z Warszawy 16 MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Maciej Miecznikowski 16 KINO-OKO „Wszystko co kocham” 18 TO WARTO WIEDZIEĆ Wielka afrykańska podróż Kazimierza Nowaka 19 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Paszport „Polityki” dla Piotra Pazińskiego 22 Polski turysta na Słowacji 24 Z Bratysławy do Szczecina popłyniemy statkiem 25 SPORT?! Zimowa szansa 26 OGŁOSZENIA 28 ROZSIANI PO ŚWIECIE Ciągle powracający... 29 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Kim chcesz zostać w przyszłości? 31 PIEKARNIK Gdy już dość lutego… 32 Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na rok 2010 wynosią 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100). Dokonując wpłaty prosimy o napisanie w formularzu bankowym imienia i nazwiska. Nowych prenumeratorów prosimy o zgłoszenie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt do redakcji: monitorp@orangemail.sk lub nr tel. 0907 139 041.

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c ov á , A n n a M a r i a J a r i n a , A l i c j a Ko r c z y k - C h o v a n e c , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , M a g d a l e n a P i e t z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín

www.polonia.sk LUTY 2010

3


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 4

Niezwykły rok

P

olacy noszą w sobie wielkie poczucie dumy. Często wydaje im się, że nie może istnieć na świecie człowiek, który nigdy nie słyszał o Polsce, Polakach.

– w hołdzie wielkiemu talentowi

PREZYDENT LECH KACZYŃSKI przybył 20 stycznia do czeskiej Pragi, gdzie spotkał się z prezydentem Czech Vaclavem Klausem, premierem Janem Fischerem oraz marszałkami Izby Deputowanych i Senatu. Otrzymał też najwyższe czeskie odznaczenie – Order Lwa Białego. Wizyta była okazją do podsumowania dotychczasowych bardzo dobrych stosunków zarówno politycznych, gospodarczych, jak i w dziedzinie bezpieczeństwa oraz współpracy przygranicznej i regionalnej. Lech Kaczyński spotkał się też z przedstawicielami mieszkających w Czechach Polaków. 4

NA 22 STYCZNIA prokuratura zapowiedziała ekshumację zwłok Krzysztofa Olewnika. Przyczyną jest niezgodność pobranych z ciała próbek DNA. Jak jednak wynika z ustaleń dziennikarzy „Rzeczpospolitej” nie zgadzają się nie tylko próbki. Brakuje też dokumentów, informujących, kiedy i przez kogo zostały one pobrane w dniu odnalezienia ciała. Krzysztof Olewnik został porwany w nocy z 26 na 27 października 2001 r. Miesiąc po przekazaniu przestępcom przez rodzinę okupu został zamordowany. Jego zwłoki znaleziono 28 października 2006 r. w lesie pod Różanem W PRAWIE I SPRAWIEDLIWOŚCI nastąpiła 6 stycznia zmiana na stanowisku szefa klubu. Miejsce Przemysława Gosiewskiego zajęła Grażyna Gęsicka. Odwołanie Gosiewskiego związane było ponoć z brakiem jego popularności wśród

Wyjeżdżając gdzieś daleko, usiłują najczęściej przedstawiać się tubylcom słynną rodzimą „nowomową międzynarodową” – „ja z Polski, rozumiesz, Polska, Poland, Polen – papież, Wałęsa, wódka, Kościuszko, Chopin…” – i mogliby tak jeszcze długo. Na szczęście mimo tej wstydliwej nieznajomości języków te hasła są zrozumiałe niemalże wszędzie. Słynne nazwiska, niezwykłe dokonania, niepowtarzalne talenty czynią Polskę znaną często bardziej, niż nam się wydaje. Zdarza się też, że te symbole narodowej dumy są znane coraz szerszej grupie rodaków jedynie z nazwiska. Rzetelna wiedza o ich czasach, faktycznych dokonaniach otacza mgła niewiedzy. Trochę wstyd. Na szczęście w tym roku mamy szansę nieco uzupełnić własne bra-

Polaków. Niektóre media informowały natomiast, iż na jego dymisję naciskał prezydent Lech Kaczyński, który nie akceptował sposobu bycia, ekspansywności i arogancji byłego już szefa klubu. AFERY HAZARDOWEJ dalszy ciąg – przed komisją śledczą będzie zeznawać premier Donald Tusk oraz Anita Błochowiak i Leszek Miller. Te przesłuchania powinny wyjaśnić rozbieżności w zeznaniach byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego i sekretarza Kolegium ds. Służb Specjalnych Jacka Cichockiego. W związku z aferą hazardową CBA informowało premiera, prezydenta, Sejm i Senat o zagrożeniu interesu ekonomicznego państwa, wynikającym z projektu nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Z opublikowanych 1 października materiałów wynikało, że czołowi politycy PO,

w tym szef jej klubu Zbigniew Chlebowski i minister sportu Mirosław Drzewiecki, mieli lobbować w interesie firm hazardowych. Chodziło o zmiany w ustawie, z której biznesmeni chcieli m.in. usunąć zapisy, zobowiązujące ich do wpłat na rzecz sportu. Według CBA budżet państwa mógł na tym stracić 469 mln zł. POLSCY RATOWNICY przez siedem dni udzielali pomocy poszkodowanym w wyniku trzęsienia ziemi na Haiti. W skład grupy, która poleciała tam 15 stycznia, weszło 54 ratowników i 10 psów, wyspecjalizowanych w poszukiwaniu osób żywych pod gruzami. Strażacy z Nowego Sącza, Warszawy, Gdańska i Poznania zabrali też ze sobą 4 tony sprzętu ratowniczego do poszukiwania i uwalniania osób uwięzionych pod gruzami. Dnia 12 stycznia Haiti nawiedziło najsilniejsze MONITOR POLONIJNY


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 5

ki – rok 2010 uroczyście ogłoszono Rokiem Chopinowskim, jako że właśnie mija 200 lat od narodzin słynnego kompozytora i pianisty. Programy szkolne, nawet te dawniejsze, prezentują sylwetkę Fryderyka Chopina dość obszernie. Ale co zostaje z tej wiedzy w głowie rozbrykanego ucznia szkoły podstawowej? A co pamięta zbuntowany licealista? Śmiem podejrzewać, że niewiele – Żelazowa Wola, wyjazd do Paryża, przyjaźń ze znanymi romantykami, smutna wczesna śmierć. Wielu, nawet nie znających twórczości Chopina, gdy słyszy najbardziej znane z jego utworów, potrafi intuicyjnie wyczuć, że to „chyba Chopin”. Oj, musimy się w tym roku zmobilizować i nauczyć czegoś o naszym wybitnym kompozytorze. Telewizja, radio i sale koncertowe w większych miastach z pewnością już szykują stosowne imprezy, domy kultury już czyszczą gabloty na wystawy – nie przegapmy ich, zainteresujmy się nimi bardziej, zachęćmy do tego także nasze dzieciaki. Często wiedza, zdobyta z własnej, nieprzymuszonej przez nau-

Informacje o obchodach Roku Chopinowskiego na świecie są dostępne na stronie www.chopin2010.pl czyciela woli, utrwala się na dłużej, a jeśli jakiś koncert czy wystawę można obejrzeć z całą rodziną, to znajdują one swoje miejsce w zapisanej w pamięci historii domowej. Fryderyk Chopin miał życie jak z telenoweli. Barwne i ciekawe, nawet jeśli toczyło się w realiach nam kompletnie obcych. My funkcjonujemy w zjednoczonej Europie, w większości mamy wspólną walutę, granice między państwami to jedynie formalności. Romantycy zaś, zamknięci w zaborowej rzeczywistości, za wszelką cenę starali się zachować narodową tożsamość, dumę i godność. Tym większym ewenementem był wówczas niezwykły talent, jaki odkryto u małego jeszcze chłopca, i determinacja, z jaką talent ów Fryderyk rozwijał. Mieszkam na Mazowszu i do Żelazowej Woli mam niezbyt daleko. Dziwnie dusi w piersiach wzruszenie, z jakim patrzę na kolejki auto-

od ponad 200 lat trzęsienie ziemi o sile 7-7,3 stopni. Liczba ofiar śmiertelnych tylko w rejonie stolicy Port-au-Prince przekroczyła 150 tysięcy. Trzęsienie mogło dotknąć nawet 3 mln ludzi – oceniła Międzynarodowa Federacja Czerwonego Krzyża.

była szadź i lód, osadzające się na przewodach i drzewach. Mroźna pogoda spowodowała w całym kraju opóźnienia pociągów. Przyczyną były uszkodzenia torów, zwrotnic i sieci trakcyjnych. W niektórych regionach z powodu mrozów zamknięto kilka szkół.

W DNIU 17 STYCZNIA w Łodzi odbyło się referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Jerzego Kropiwnickiego. Frekwencja wyniosła 22,2%. Za odwołaniem było 127 874 łodzian, przeciw 4951. Inicjatorem referendum byli miejscy radni z Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

POLSKA PRZYPOMNIAŁA SOBIE 65. rocznicę wyzwolenia obozu w Auschwitz. Jako miejsce masowej zagłady, głównie Żydów, powstał on w 1940 roku, KL Auschwitz II-Birkenau dwa lata później. Obóz został wyzwolony 27 stycznia 1945 r. przez 100. Lwowską Dywizję Piechoty 60. Armię I Frontu Ukraińskiego.

STYCZEŃ W POLSCE był wyjątkowo mroźny. Rekordowe mrozy – ok. 35 stopni – zanotowano m.in. w Białowieży. Dziesiątki tysięcy ludzi pozostawało bez prądu. Powodem awarii linii energetycznych, LUTY 2010

MARIAN TERLECKI – reżyser, producent telewizyjny i filmowy zmarł 9 stycznia. Miał 56 lat. Urodził się w Gdańsku. Do 1981roku pracował w gdańskim oddziale Telewizji

karów, które zwykle okupują parking niedaleko dworku Chopina – i to wcale nie dlatego, że kolejne podstawówki zaliczają właśnie wycieczkę do znanego miejsca. O nie, moi mili, autokary przywożą głównie obcokrajowców – przede wszystkim Japończyków, również Niemców i inne nacje. Do kasy trzeba odstać swoje i potem, zwiedzając już malowniczy dworek, można dyskretnie przyglądać się, z jakim zainteresowaniem, a często autentycznymi emocjami, turyści oglądają pamiątki po Chopinie. Festiwale chopinowskie cieszą się ogromną popularnością od lat, a widownię zapełniają zwykle zagraniczni słuchacze. A gdzie jesteśmy my? Czyżby Chopin nam spowszedniał? A może tak naprawdę ten ambasador polskości na świecie nigdy nas szczególnie nie zajmował? Jaka to więc duma narodowa, skoro z niewiedzy pustką podszyta? Wykorzystajmy Rok Chopinowski na uzupełnienie braków. Skoro „Polak” brzmi dumnie, niech to będzie porządna lekcja z polskości. AGATA BEDNARCZYK

Polskiej, był redaktorem naczelnym Agencji Telewizyjnej „Solidarność”, współtworzył również Video Studio Gdańsk. W roku 1990 został redaktorem naczelnym TV Gdańsk, a rok później prezesem Komitetu ds. Radia i Telewizji. Był autorem wielu reportaży dokumentalnych. Ostatnio zajmował się produkcją telewizyjną i filmową. W WARSZAWIE ODBYŁA SIĘ gala rozdania Telekamer Teletygodnia 2010. Najwięcej nagród zyskał serial „Brzydula”, zgarniając trzy statuetki: dla aktorki (Julia Kamińska), aktora (Marek Dobrzański) i jako najlepsza adaptacja serialu zagranicznego. Wśród nagrodzonych znaleźli się też m.in. Anita Werner, Maciej Kurzajewski, Dorota Gardias. W kategorii muzyka zwyciężył Andrzej Piaseczny.

PODCZAS WYSTĄPIENIA na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych 28 stycznia premier Donald Tusk ogłosił, że nie będzie ubiegać się o fotel prezydencki. Według ostatnich sondaży, przeprowadzonych na zlecenie „Rzeczpospolitej”, mógłby liczyć na 31 % poparcia. Swoją decyzję Tusk motywował tym, że więcej dobrych rzeczy i trudnych zadań zrealizuje, mając w ręku instrumenty rządzenia, a nie mieszkając w pałacu. „Nie chcę uczestniczyć w wyścigu, którego celem jest pałac i zaszczyt“ – dodał. Potencjalnymi kandydatami PO w wyborach prezydenckich są marszałek Sejmu Bronisław Komorowski i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Liderzy partii zapewniają, że w przeciągu kilku tygodni wyłonią swojego kandydata. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


Monitor02

B

18.02.10 00:20

Stránka 6

ędąc na XVII Światowym Forum Mediów Polonijnych 2009, zwróciłam się do jednego z prelegentów, który wystąpił podczas tej prestiżowej imprezy, adresowanej do dziennikarzy polonijnych z całego świata, z prośbą o dokonanie niezależnej analizy naszego pisma. W grudniu do redakcji dotarła opinia na temat naszego miesięcznika.

Opinia na temat Prasa polonijna spełnia niezwykle ważną funkcję w środowisku, dla którego powstaje, szczególnie wtedy, gdy jest dobrze i z rozmysłem przygotowywana zarówno pod wzgledem treści, jak i formy wydawnictwa. Polacy, osoby polskiego pochodzenia, którzy mieszkają poza krajem, należą do różnych kultur i języków. Pismo diaspory polskiej musi w swych założeniach programowych o tym pamiętać. Diaspora może być zróżnicowana, a różnice te wynikają z tzw. powodów emigracji – zarobkowej, społecznej, politycznej, pokoleniowej, rodzinnej. Te postawy określają często rodzaje identyfikacji z Polonią. Redakcja pisma wydawanego dla diaspory w języku polskim i o tym również musi pamiętać. Podstawą pisma precyzyjnie redagowanego jest ciekawa, ale zarazem inspirująca umiejętność łączenia kronikarskich zapisów z trafnym wyborem faktów natury ogólnej, które będą podnosić zawartość merytoryczną. Teksty publikowane w piśmie muszą być dobrze napisane, trafne merytorycznie, starannie zadiustowane i atrakcyjnie zamieszczone. Monitor Polonijny z pewnością jest tego typu pismem, które śmiało można umieścić wśród wydawnictw opiniotwórczych w europejskich środowiskach polonijnych. Zapewne duże znaczenie ma fakt, iż pismo realizowane i wspierane jest w dużej mierze ze środków Ministerstwa Kultury SR.

„Monitora Polonijnego. Miesięcznika społecznok ulturalnego Polaków w Republice Słowackiej”

Monitor Polonijny charakteryzuje kilka elementów:

1.

Jest dobrze, starannie i z rozmysłem przygotowywany edytorsko. To zdecydowanie zasługa zespołu redakcyjnego, redaktor naczelnej Małgorzaty Wojcieszyńskiej i oprawy graficznej pisma, firmowanej przez Stano Carduelis Stehlik. Dzisiaj, gdy prasa walczy o odbiorcę z mediami elektronicznymi, pismo musi przyciągać czytelnika zarówno treścią, jak i szatą graficzną. Wyraźnie widać, że wydawany na Słowacji miesięcznik stara się utrzymać poziom publikacji przyjaznej, z tekstami dobrze rozplanowanymi i złamanymi na kolumnach, z przemyślanym stosowaniem środków graficznych. Na uwagę zasługują publikowane w miesięczniku zdjęcia. Mają one zarówno charakter dokumentacyjny (relacje fotograficzne z wydarzeń polonijnych służą integracji środowiska), jak i ilustracyjny – są tu też zdjęcia o charakterze fotoreportażu. Pomagają poznać osoby działające w Polonii na Słowacji. Ten element widocznych w piśmie osobistych kontaktów redakcji ze środowiskiem diaspory, promowany wyraźnie i celowo jest – w moim przekonaniu – zabie-

giem trafnym i dobrze realizowanym przez redakcję. Zdjęcia dobrze uzupełniają zamieszczane teksty. Ciekawe, choć tradycyjne w sensie graficznym są okładki pisma. Redakcja dba o charakterystyczną ekspresję – wiele znanych osób, collage, które powinny zwrócić uwagę czytelnika. Przepisy kulinarne, publikowane na ostatniej stronie miesięcznika, stanowią swoistą ciekawostkę. Może warto by było zaproponować kuchnię preferowaną przez osoby znane w środowisku polonijnym na Słowacji.

2.

Artykuły, recenzje książkowe, przeglądy i omówienia prasy polskiej, wywiady, komentarze, oferty turystyczne, propozycje festiwalowe, teksty o charakterze historycznym z cyklu „To warto wiedzieć”, publikowanie wyników konkursów, np. rysunkowych, prezentowane w Monitorze Polonijnym aktywizują środowisko. Ważny jest fakt, iż autorzy, dziennikarze dobrze znają różne gatunki wypowiedzi i posługują się bogatą, zróżnicowaną, współczesną polszczyzną. Publikacje naświetlają też różne punkty widze-

nia. Świadczy to niewątpliwie o przestrzeganiu zasady obiektywizacji treści zamieszczanych w piśmie.

3.

Ważne w Monitorze Polonijnym są obszerne wywiady (z bardzo różnymi osobami) i ciekawie przygotowywane dziennikarskie relacje z wydarzeń w Klubie Polskim, z uroczystych koncertów okolicznościowych, imprez, np. Dnia Dziecka, czy cyklu z „Naszego podwórka” oraz z międzynarodowych spotkań, konferencji z udziałem Polaków mieszkających na Słowacji. To dobra formuła działań integracyjnych, podobnie jak prezentowanie ludzi, którzy w różny sposób trafili z Polski na Słowację i z tym krajem na trwałe związali już swoje życie. Ciekawe wzorce zachowań, promowanie osiągnięć naukowych, zawodowych jest naprawdę cenne, bo dzisiaj w mediach „kolorowych” dominuje tablioidyzacja, czyli powielanie płaskich, plotkarskich, łatwo przyswajalnych przez czytelnika, a mało ważnych, sensacyjnych treści. Monitor Polonijny wystrzega się tego typu publikacji. MONITOR POLONIJNY


Monitor02

18.02.10 00:20

4.

Pismo dla Polaków w Republice Słowackiej reaguje też w swoich tekstach na aktualne ważne zdarzenia polityczne, społeczne i kulturalne, dziejące się w Polsce (dobrze redagowany dział „Z kraju”). Redakcja uwzględnia własne kryteria, co wydaje mi się ważne szczególnie w piśmie typu miesięcznik.

5.

Ważnym też działem w miesięczniku jest interaktywny kontakt z czytelnikami (listy od czytelników), nawet jeżeli pismo dostępne jest tylko w prenumeracie. Przydałoby się rozwinąć infrastrukturę internetową pisma. Dzisiaj obecność pisma w środowisku, jego opiniotwórcza funkcja stanowi podstawę dobrego lokowania produktu wydawniczego. Zjednoczona Europa poszukuje tożsamości, ale i może podkreślać odrębności „małych ojczyzn”, mimo procesu globalizacji. Diaspora daje swoim członkom nadzwyczajne możliwości. Pismo społecznokulturalne spełnia tu funkcję zasadniczą. Zapełnia pustkę, wzmacnia solidarność społeczną, utrwala walory kulturowe. Procesy tożsamości społecznej zaczynają się zawsze od człowieka. Jeśli udaje się wzmocnić i skupić środowisko, np. polonijne, czyli takie jak w piśmie Monitor Polonijny – to spełniony zostaje cel główny funkcjonowania miesięcznika obywatelskiego. Ten fakt jest zdecydowanie najważniejszy w tym piśmie. MGR ALINA KIETRYS – PUBLICYSTA, NAUCZYCIEL AKADEMICKI INSTYTUT FILOZOFII, SOCJOLOGII I DZIENNIKARSTWA UNIWERSYTETU GDAŃSKIEGO

LUTY 2010

Stránka 7

R

ok 2010, na którego koniec przypada 15-lecie, wydawanego przez Klub Polski miesięcznika „Monitor Polonijny”, dopiero się rozpoczął i otwarcie przyznaję, że w tych styczniowych dniach bardziej chciałoby mi się zabrać głos w dyskusji o przyszłości tego czasopisma, niż wracać wspomnieniami do jego początków. Ale cóż, wywołana do tablicy przez Redaktor Naczelną odpowiedzieć muszę. W mojej pamięci ten początek kojarzy się z ogromną tremą, podobną tej, która ogarnęła mnie przed laty na egzaminie z gramatyki języka starocerkiewnosłowiańskiego. Tym razem dopadła mnie, kiedy późną jesienią 1995 roku, zaproszona na posiedzenie Rady Klubu Polskiego, przedstawiałam własną koncepcję przyszłego miesięcznika. Chciałam, by był on pismem żywym, integrującym środowisko polonijne, a nie jedynie kroniką życia polonijnego, by umacniał także tożsamość narodową i kulturową. Miały się w nim pojawiać materiały z zakresu historii i kultury polskiej obok tych, informujących o inicjatywach, związanych z gospodarczą, kulturalną czy polityczną współpracą polskosłowacką. Chciałam, by popularyzował osoby w tę współpracę zaangażowane. Widziałam w nim miejsce na konkursy, aktywizujące starszych i młodszych czytelników, ale także na niekomentowane informacje z Polski. Zaproponowałam tytuł, opisałam potencjalnego odbiorcę. Mówiłam o wyraźnym podziale ról między wydawcą a redakcją. Chciałam, by w naszym piśmie pojawiały się materiały, pomagające Polakom aktywnie włączać się w życie kraju, który wybrali na swą drugą ojczyznę. Rada Klubu po naradzie powierzyła mi kierowanie takim czasopismem. I nie mnie dziś oceniać pracę naszego małego zespołu redakcyjnego, który doprowadził „Monitor” do października 1999 roku. Zaczynaliśmy bardziej niż skromnie; nie mieliśmy ukształtowanego zaplecza autorskiego ani bazy adresowej odbiorców. Długo nie dysponowaliśmy własnym komputerem, dyktafonem, aparatem fotograficznym czy dalekopisem. Mieliśmy natomiast silną wolę, która zresztą na niewiele by się zdała, gdyby nie fakt, że nie byliśmy solistami. Zachowując niezależność, graliśmy w jednej orkiestrze z wydawcą, czyli Radą

15 lat

„MONITORA“

Klubu Polskiego. I do dziś zastanawiam się, czy pomoc, którą redakcja otrzymywała w swych początkach od pani Elżbiety Dutkowej, wynikała jedynie z pełnionej przez nią funkcji wiceprzewodniczącej tej Rady. W każdym razie pomoc ta znacznie przekraczała obowiązki, które na siebie wiceprzewodnicząca przyjęła, obejmując swoją funkcję. W jednej orkiestrze graliśmy również z przedstawicielami polskich central handlowych i z polskimi przedsiębiorcami, działającymi na Słowacji. To oni stali się naszymi mecenasami, a nie sponsorami, to oni bezinteresownie finansowali nagrody dla uczestników naszych pierwszych konkursów. Dzięki nim mogliśmy także nie tylko numer zerowy, ale też kolejnych sześć numerów „Monitora Polonijnego” rozesłać bezpłatnie w roku 1996 pod ponad 500 adresów Polaków, zamieszkujących na terenie Słowacji. W takiej atmosferze, mimo najrozmaitszych trudności, dobrze nam się pracowało, a bodźcem do pracy była reakcja czytelników, którzy pozytywnie przyjęli „Monitor” i swymi listami utwierdzali nas w przekonaniu, że jesteśmy potrzebni. W ciągu piętnastu lat „Monitor Polonijny” przeżywał lepsze i gorsze czasy – dojrzał, rozrósł się i nabrał kolorów, stał się godną wizytówką Polonii w Słowacji, z której dziś jego wydawca śmiało może być dumny. Piętnastolecie czasopisma przypada na czas kryzysu. Wierzę jednak, że ten nie podpisze się negatywnie pod tym piętnastym rocznikiem. Kryzysowi można ulec, ale można też, mobilizując się, stawić mu czoła. Mnie bliższa jest ta druga postawa i wierzę, że bliższa jest ona także wszystkim tym, od których zależy przyszłość „Monitora Polonijnego. Miesięcznika Społeczno-Kulturalnego Polaków w Republice Słowackiej”. DANUTA MEYZA-MARUŠIAKOVÁ 7


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 8

Leszek Jażdżewski:

„W 2005 roku włożyliśmy rękę do ognia i przekonaliśmy się, że parzy“ Obserwując to, co się dzieje w mediach, kampania prezydencka już się zaczęła? Niektórzy twierdzą, że kampania wyborcza tak naprawdę się nie skończyła. Polska scena polityczna wciąż jest rozdzierana podziałami z 2005 roku, rywalizacją PiS i PO, uosabianą przez osobistą rywalizację Donalda Tuska z braćmi Kaczyńskimi – Lechem w 2005 i Jarosławem w 2007 roku. Premier Donald Tusk zdecydował jednak, że nie będzie ubiegać się o fotel prezydencki. Decyzja Tuska o pozostaniu na stanowisku premiera depersonalizuje ten spór, choć nie przekreśla jego istoty. Oczywiście początek 2010 roku to moment, kiedy zaczyna się właściwa kampania wyborcza w wyborach prezydenckich i wyborach samorządowych, powszechnie traktowanych jako całość z wyborami parlamentarnymi w roku 2011. Należy spodziewać się, że najbliższe kilkanaście miesięcy będzie nieustającą kampanią wyborczą – ostrą, brudną i populistyczną. Gra idzie o dużą stawkę, może nawet o przetrwanie największych graczy – PO i PiS w obecnym kształcie. Prawdziwa kampania zacznie się jednak po przedstawieniu przez te partie swoich kandydatów na prezydenta, co nastąpi najpóźniej późną wiosną – na kwietniowej konwencji PiS i majowej PO. Starannie wyreżyserowany spektakl pod tytułem „Decyzja Donalda Tuska” i „Wielki gospodarczy plan premiera” oraz komisja hazardowa, to przygrywka przed zbliżającym się politycznym starciem na śmierć i życie. Spory chociażby o samolot na linii prezydent – premier ucichły. Czyżby to była nowa strategia którejś ze stron? Lech Kaczyński zauważył lub nowi pracownicy jego kancelarii mu wytłu8

Z

bliżające się wybory prezydenckie, które odbędą się jesienią tego reku, polaryzują polskie społeczeństwo, dlatego na łamach naszego pisma publikujemy wywiad z politologiem, publicystą, redaktorem naczelnym społeczno-politycznego pisma „Liberté!”, który przybliży naszym czytelnikom obecną sytuację w polskiej polityce. maczyli, że jego niepopularność wśród Polaków powoduje, iż traci na każdym rozdmuchiwanym konflikcie z rządem, niezależnie od tego, po czyjej stronie jest racja. Z drugiej strony kancelaria premiera, która nie była bez winy w tych uwłaczających powadze polskiego państwa sporach, mogła uznać, że awantury wzmacniają PiS i prezydenta. Elektorat PO za takowymi nie przepada, pozostaje wrażenie, „że tam na górze tylko się kłócą”, co może zniechęcać mniej zdecydowanych zwolenników PO. Prezydent przyjął taktykę ograniczonej aktywności, która przyniosła mu nieznaczną poprawę sondaży, co skomentował złośliwie The Economist pisząc, że „popularność polskiego prezydenta rośnie, kiedy nie występuje on publicznie”. Tusk ogłosił, że nie będzie kandydował w wyborach prezydenckich. To dobra decyzja? Zaskoczyła Pana? Zaskoczyła, podobnie jak wielu innych komentatorów i to mimo pojawiających się informacji, że Tusk rzeczywiście się waha. Przede wszystkim – co rzadkie – nie było przecieków, co może wskazywać, że wbrew deklaracjom premiera ostateczna decyzja zapadła niemal w ostatniej chwili. Tusk z jednej strony zorientował się, że władza prezydenta jest w znacznej mierze symboliczna, z drugiej musiał uznać, że nie chce rezygnować z przywództwa w Platformie. Postawił na kolektyw zamiast na siebie – pewniaka w tych wyborach. Tusk liczy, że znów, jak w 2007 roku,

PO wygra jako „anty-PiS”, że nieważne kogo jego partia wystawi w kampanii, bo negatywny elektorat Kaczyńskiego sprawia, że według sondaży przegrywa on w drugiej turze nawet ze Szmajdzińskim. Kto zatem będzie kandydatem PO na urząd prezydenta? Radosław Sikorski jest aktualnie najpopularniejszym polskim politykiem, co jednak nie przekłada się automatycznie na wybory prezydenckie, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego młody wiek i słowne wyskoki oraz różne afiliacje z przeszłości, jak udział w rządzie PiS i Jana Olszewskiego. Obok Radosława Sikorskiego wymienia się także nazwisko Bronisława Komorowskiego… Na pewno większe od Sikorskiego szanse na nominację ma Bronisław Komorowski, lojalny, lubiany w partii, niekontrowersyjny, a do tego druga osoba w państwie. Jest on jednak zdecydowanie słabiej rozpoznawalny i brak mu „ciągu na bramkę”, czyli woli walki, która w tak długiej i trudnej kampanii może być elementem decydującym. PO stoi przed dylematem – wybrać kandydata lojalnego, ale z mniejszymi szansami, czy niezależnego, ale zwiększającego szanse na wygraną. O ile wewnątrzpartyjne sondaże nie wykażą, że Komorowski może przegrać, to właśnie on niemal na pewno będzie kandydatem PO. Tusk w wywiadzie dla Gazety Wyborczej wspominał wprawdzie, że będzie chciał przedstawić także „nieMONITOR POLONIJNY


18.02.10 00:20

Stránka 9

standardowe” kandydatury Platformie – czyżby miał na myśli Jana Krzysztofa Bieleckiego? – ale nie wydaje się, żeby spotkały się one z aprobatą, mimo osobistej pozycji premiera w partii. Można wierzyć w reelekcję Lecha Kaczyńskiego? Wierzyć można we wszystko, tym mocniej, im dane zdarzenie jest mniej prawdopodobne, co też stara się czynić obóz PiS. Kaczyński zmarnował szanse na to, żeby zaprezentować się jako ponadpartyjny autorytet, może nieco staroświecki, ale budzący szacunek. Jego ostatnie próby pozyskania sobie sympatii są spóźnione i nieautentyczne. Elektorat anty-Kaczyński jest większy niż elektorat jakiegokolwiek polityka, startującego w wyborach, dlatego na dzień dzisiejszy, mimo najlepszej nawet kampanii, trudno przypuszczać, żeby miał szanse na zwycięstwo. Jednak prawdopodobnie Kaczyński uzyska znacznie lepszy wynik, niż dają mu dzisiejsze sondaże, które tradycyjnie nie dowartościowują kandydatów popularnych na prowincji, spoza establishmentu. Dzięki decyzji Tuska wzrosną szanse innych kandydatów, choćby Cimoszewicza, Olszewskiego, Nałęcza? Widać to w sondażach. Na pewno największym beneficjentem tej decyzji jest Andrzej Olechowski, który nawet liczy na poparcie PO w wyborach. Jego wolta od mocnej krytyki do umizgów wobec premiera nie wygląda wiarygodnie. Co ciekawe, PO musi teraz zależeć na tym, żeby jak najbardziej wzmocnić Kaczyńskiego, żeby cała walka rozegrała się między nim a kandydatem Platformy. Najgorszym scenariuszem dla tej partii byłoby spotkanie w drugiej turze czy to z Olechowskim, czy zwłaszcza z Cimoszewiczem. Stąd też nieustające wyrazy uznania wobec tego drugiego w związku z jego decyzją o niekandydowaniu. Cimoszewicz nie zmienił zdania, jednak inaczej już się wypowiada o nadchodzących wyborach – krytykuje konserwatywne poglądy Komorowskiego i Sikorskiego, ubolewa nad tym, że nie ma w Polsce szans LUTY 2010

na szeroką koalicję centrolewicową, podobną do Partii Demokratycznej w USA. Olechowski, choć zgarnia sporą część elektoratu PO, może stać się ofiarą spolaryzowanej kampanii, w której zostanie zmarginalizowany, nie potrafi też zmobilizować elektoratu lewicowego, co świetnie wychodzi Cimoszewiczowi. Kampania wyborcza to także ogromne przedsięwzięcia finansowe i logistyczne, dlatego, póki co, nic nie wskazuje na to, żeby ktokolwiek spoza PO i PiS był w stanie włączyć się w nią na poważnie, o ile SLD, SD i pozostała centrolewicowa drobnica nie wystawią wspólnie Cimoszewicza, ale na to się nie zanosi. Jest szansa na prezydenta kobietę? Swego czasu Manuela Gretkowska przekonywała, że kandydować powinna Anna Dymna? Nie w najbliższej dekadzie. Brakuje kobiet – liderek w polityce i dopóki to się nie zmieni – a nie zapewnią tego sztuczne parytety – dopóty czołowe stanowiska będą należały do mężczyzn, którzy je sobie wywalczą. Kobiety mogą być nominowane na różne stanowiska, ale, żeby obejmować samodzielnie najważniejsze funkcje w państwie muszą występować z pozycji siły własnych osiągnięć i autorytetu, jak np. Hanna Gronkiewicz-Waltz, która należy jednak do wyjątków.

Na ile Polacy zmęczeni są polityką i brakiem alternatywy na obecnej scenie politycznej? Polacy zwykle deklarują, że nie podoba im się wybór, jaki mają, politycy zajmują ostatnie miejsca w rankingach zaufania, istnieje uzasadnione poczucie, że wciąż przewijają się te same twarze, wobec czego nie ma autentycznej alternatywy. Kiedy jednak dochodzi co do czego, wygrywają dobrze znane szyldy partyjne i ich przywódcy. Czy zatem możliwe jest przełamanie zoligarchizowanej i skostniałej sceny politycznej? Byłoby to możliwe przy zaistnieniu czterech mało prawdopodobnych do spełnienia jednocześnie warunków: podziałów w jednej lub obu największych partiach, reformie ustawy o finansowaniu partii politycznych, która zdecydowanie faworyzowałaby istniejące duże podmioty, znalezieniu formuły dla funkcjonowania w mediach czy to niewielkich ugrupowań, zasiadających w sejmie, czy to opozycji pozaparlamentarnej oraz ujawnienia się w nich przywódców politycznych z prawdziwego zdarzenia, którzy porwaliby Polaków nowym językiem. Jest szansa, że Polacy wybiorą teraz mądrzej? Wybierając w 2005 roku na prezydenta Lecha Kaczyńskiego, byliśmy jak dziecko, które musiało włożyć rękę do ognia, żeby przekonać się, że parzy. Dziś jesteśmy o to doświadczenie mądrzejsi. ŁUKASZ GRZESICZAK, ŁÓDŹ ZDJĘCIE: ŁUKASZ GRZESICZAK

Monitor02

9


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 10

Powitanie

Nowego

Roku

w Dubnicy nad Wagiem Po

raz pierwszy członkowie Klubu Polskiego w Dubnicy nad Wagiem spędzili razem sylwestrowy wieczór w swojej nowej siedzibie. Miła i wesoła atmosfera spowodowała, że uczestnicy zabawy zapomnieli o problemach dnia codziennego. Spotkanie towarzyskie, które zainicjowali sami klubowicze, połączono z zabawą, podczas której zabrzmiało też uroczyste „Sto lat“ dla uczczenia życiowego

jubileuszu jednego z członków Klubu – pana Juliusa Bartoški wraz z przekazaniem mu serdecznych życzeń i podziękowań za aktywną działalność. Po raz pierwszy w spotkaniu Klubu wziął udział potencjalny jego członek pan Kamil Żurawicz z żoną Duszką. Choć ze względu na roczną pociechę Sophię, mogli prze-

bywać w naszym gronie krótko, to ich wizyta ucieszyła nas. Przy śpiewie polskich piosenek i wspólnej zabawie sylwestrowy wieczór upłynął bardzo szybko, a po noworocznych toastach nikomu nie chciało się kończyć zabawy. Oby tak dalej! ZBIGNIEW PODLEŚNY Dubnica nad Wagiem ZDJĘCIA: ZBIGNIEW PODLEŚNY

10

MONITOR POLONIJNY


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 11

Wieczór kolęd w nitrzańskiej szkółce polonijnej

Po

przerwie świąteczno-noworocznej rozpoczęły się zajęcia w szkółce polonijnej. W środę 20 stycznia podczas lekcji odbył się tam „Wieczór kolęd”. To już druga część projektu – pierwsza odbyła się jeszcze przed świętami, kiedy to dzieci uczyły się polskich kolęd i pasto-

rałek. W czasie świąt miały za zadanie przygotować się do występu. Z tego zadania wywiązały się wspaniale – przygotowały koncert, podczas którego wszystkie śpiewały, a niektóre nawet grały na gitarze czy flecie. Na wszystkie dzieci czekały upominki w postaci książek i słodyczy.

ZDJĘCIA: DOMINIKA GREGUŠKOVA

Wszystkich chętnych zapraszamy do naszej szkółki polonijnej. Zajęcia odbywają się w Centrum Wolnego Czasu „Domino“ przy ul. Štefanikovej 63 w Nitrze. Dzieci pracują w dwóch grupach wiekowych: szkolnej i przedszkolnej. Bliższe informacje można uzyskać pod numerem telefonu: 037/ 6524323. ROMANA GREGUŠKOVA LUTY 2010

11


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 12

Niecodzienna wystawa W

pierwszej połowie stycznia w Domu Sztuki w Bratysławie została otwarta niecodzienna wystawa pt. „Ateliér maľby“, na której swoje obrazy prezentowało ponad 40 artystów. To, co ich połączyło, to nazwisko naszego rodaka – profesora Jana Bergera, który w latach 19872008 prowadził pracownię na Vysokej škole výtvarných umeni w Bratysławie, gdzie pod jego opieką dojrzewało kilka pokoleń artystów. Dwu-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

nastego stycznia zebrało się więc liczne grono jego podopiecznych oraz szeroka publiczność i przed-

Żartobliwo i malowniczo w Galerii Instytutu Polskiego Na

zainteresowanych sztuką w galerii Instytutu Polskiego w Bratysławie czekają w lutym i marcu dwie wystawy, a jedna ciekawsza od drugiej. Pierwsza, nazwana po prostu „Satyrykon”, została otwarta 11 stycznia i potrwa do 12 lutego. Być może nazwa ta kojarzy się czytelnikom z jakimś tam festiwalem w Polsce. I słusznie! Chodzi bowiem o wybór tego najlepszego z ponadtrzydziestoletniej historii festiwalu „Satyrykon”, który odbywa się w Legnicy. Festiwal po12

wstał z inicjatywy Roberta Szecówki i Andrzeja Tomiałojcia w 1977 roku, a jego nieprzerwana historia trwa do dziś. Od początku poświęcony był satyrze i humorowi rysunkowemu. Przez wiele lat stanowił jedyną imprezę, na której spotyka-

li się rysownicy-satyrycy. Corocznie na ten festiwal napływają tysiące prac od setek autorów z dziesiątek krajów całego świata. Wśród nich znalazły się nazwiska naprawdę znane w kręgach rysowników, jak na przykład Sławomir Mrożek, Stasys Eidrigivicius, Franciszek Starowieyski, Andrzej Czeczot, Eryk Lipinski, Jiří Slíva i inni. Lokalny początkowo festiwal przekształcił się najpierw w imprezę ogólnopolską, a później, w 1985 roku, stał się festiwalem międzynarodowym. Obecnie jest

znany i ceniony także na świecie – amerykańskie pismo „Witty World” zaliczyło go do dziesięciu najlepszych festiwali tego typu, a Federacja Organizacji Rysowników dała mu maksymalną liczbę 5 gwiazdek. Wystawę w Instytucie Polskim otworzyli ludzie ściśle z festiwalem związani: Grzegorz Szczepaniak, dyrektor Legnickiego Centrum Kultury, które jest głównym organizatorem „Satyrykonu”, i Elżbieta Pietraszko z Fundacji Kulturalno-Społecznej „Satyrykon”, która dokonaMONITOR POLONIJNY


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 13

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

stawiciele słowackich mediów. Profesor Berger nie krył zadowolenia, albowiem wystawa ta to ukoronowanie jego pracy artystycznej i profesorskiej. Inicjatorką i kuratorem wystawy jest Xénia Lettrichová. W centrum Bratysławy na Nám. SNP 12 (2 piętro) do 14 lutego można więc podziwiać prace, których wspólnym mianownikiem jest nasz rodak z Zaolzia. mw

LUTY 2010

Grzegorz Szczepaniak podarował mu słynny kalendarz Pirelli (znany ze zdjęć nader ładnych i nader oszczędnie ubranych pań) w wersję „satyrykonowej”, autorstwa Bogny Otto Węgrzyn. Druga ze wspomnianych wystaw otwarta zostanie dopiero 19 lutego ZDJĘCIA: WILIAM HESS

ła, według jej własnych słów, „bardzo subiektywnego”, ale i też bardzo udanego wyboru prac spośród kilku tysięcy najlepszych, zebranych w Galerii „Satyrykonu” w ciągu wielu lat jego istnienia. Po interesujących przemówieniach obojga na temat historii festiwalu, jegoprzyszłości i znaczenia w kulturalnym życiu Legnicy i całej Polski głos zabrał Zbigniew Machej, dyrektor Instytutu Polskiego, który wszystkich obecnych zapewnił, że na tej wystawie można się bezkarnie śmiać, a nawet jest to wskazane. Sam miał od razu powód do uśmiechu, bo w podziękowaniu za pomoc przy organizacji wystawy

Inauguracyjny koncert fortepianowy

o godz. 17.00 w Instytucie Polskim, a można ją będzie oglądać do 19 marca. Tym razem będzie to wystawa o poważniejszym charakterze, ale równie interesująca. Pokazane na niej zostaną pastele młodej polskiej artystki Bernadetty Stępień, laureatki I nagrody im. Je-

otwierający V Międzynarodowe Forum Bieszczady bez granic, miał miejsce 30 stycznia w Instytucie Polskim w Bratysławie. Koncert odbył się w ramach obchodów „Roku Chopina”. W roli konferansjera wystąpiła prof. Zuzana Niederdorfer-Paulechová, zaś utwory F. Chopina, E. Suchoňa, R. Schumanna i S. V. Rachmaninowa zagrali ubiegłoroczni laureaci Forum Zlatý Parnas: Stanislav Bažík, Eva Kosorínová oraz Rafał Kowalczyk. Koncert przyciągnął licznych miłośników muzyki Chopina. mw rzego Madeyskiego na III Międzynarodowym Biennale Pasteli w Nowym Sączu 2006. Po pracach malarki widać, że pochodzi ona z Krakowa, tam studiowała i tam mieszka. Często inspirują ją tajemnicze krakowskie zaułki, stare kamienice, ale też i natura, lasy i pejzaże. Na kilku obrazach widnieją nawet słowackie pejzaże. Drugą część jej prac tworzą portrety zmysłowych kobiet, bawiących się dzieci albo rozbawionych jamników. Zapraszam zatem Państwa do galerii Instytutu Polskiego na obie wystawy. Niewątpliwie jest i niewątpliwie będzie na co popatrzeć. MILICA URBANÍKOVÁ 13


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 14

Walentynkowe wspomnienia

Po

usłyszeniu pewnej historii wraz ze znajomymi zaczęliśmy wspominać, jak i gdzie każdy z nas spotkał swojego partnera życiowego. Z okazji zbliżającego się święta zakochanych postanowiłam więc ową historię przybliżyć Państwu, by wprowadzić Państwa w walentynkowy nastrój. Historię tę, w której świadkiem rodzącej się miłości stała się Bratysława, usłyszałam od pewnej Polki, od kilku lat mieszkającej na Słowacji. Oto ona.

„Masz wiadomość” Patryk i Ula dowiedzieli się o swoim istnieniu od wspólnej znajomej. To ona dała Patrykowi adres Uli, która w tym czasie mieszkała i pracowała w Londynie. „Napisał do mnie e-mail, kiedy leżałam chora pod kołdrą – wspomina moja rozmówczyni. – Nie miałam dobrego nastroju, źle się czułam, a tu ktoś zaczepia mnie w Internecie!”. Korespondencja ze znanym tylko z opowiadań przyjaciółki chłopakiem wciągnęła ją i przez kolejne dni 14

sprawdzała z zainteresowaniem pocztę elektroniczną, podobnie jak bohaterka filmu „Masz wiadomość”. Znajomość na odległość była tak ekscytująca, że Ula po pracy rezygnowała z towarzyskich spotkań, by móc w wirtualnej przestrzeni spotkać się z Patrykiem. Wymieniali się poglądami, dyskutowali o ważnych dla nich sprawach. Znali się z tej korespondencji oraz z fo-

tografii. On mieszkał w Warszawie, ona w Londynie.

Niespodzianka W czerwcowy weekend blisko dwa lata temu Ula przyleciała w odwiedziny do siostry do Bratysławy, gdzie czekali na nią również rodzice. Przed wyjazdem napisała do Patryka, że wybiera się na Słowację, więc z tego powodu ich korespondencja będzie ograniczona. „Nasza wspólna znajoma, dowiedziawszy się o wizycie Uli w Bratysławie, podsunęła mi pomysł, bym pojechał na Słowację, byśmy się mogli naprawdę poznać – wspomina Patryk. – Nawet nie wiedziałem, jak daleka czeka mnie podróż. Po prostu zabukowałem hotel w Bratysławie z dostępem do Internetu i wsiadłem do samochodu”. Po drodze wysłał do Uli SMS-a, że ma ciężki dzień, że czeka go sporo obowiązków. W tym czasie Ula wraz z rodziną, niczego nie świadoma, robiła zakupy. Pod wieczór chłopak dotarł do stolicy Słowacji, zalogował się w sieci i napisał do niej. Prowadzili korespondencję jak zwykle, jak gdyby nigdy nic. „W pewnym momencie zapytał mnie, czy mogę mu podać swoją lokalizację – wspomina moja rozmówczyni. – Na odczepnego podałam mu adres siostry, ale nawet przez myśl mi nie przeszło, co on kombinuje”. Jako żart potraktowała też propozycję, którą złożył jej Patryk, by spotkali się za godzinę. Zaczęła się jednak zastanawiać, co by było, gdyby chłopak jednak pojawił się pod blokiem siostry? „Szybko wzięłam prysznic, przypudrowałam nos, pożyczyłam od siostry szpilki i zeszłam na dół o umówionej porze” – opowiada Ula, nie kryjąc ekscytacji. Za drzwiami zobaczyła mężczyznę, który zupełnie nie pasował do tego, znanego z fotografii. Była rozczarowana. Dopiero język słowacki, którym mówił, uświadomił jej, że to sąMONITOR POLONIJNY

L


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 15

siad, który zapomniał kluczy. W oddali zobaczyła Jego. Właśnie wysiadał z samochodu….

Bratysława Pojechali samochodem w zupełnie nieznanym kierunku. „Ula trochę dziwnie się zachowywała, przez całą drogę się nie odzywała” – komentuje Patryk. Ula wyjaśnia to olbrzymim zaskoczeniem. „Dopiero podczas spaceru uliczkami Bratysławy, kiedy złapała mnie za rękę, poczułem, że będzie dobrze” – dodaje mój rozmówca. Całą noc spacerowali po mieście. Fontanna na placu Hviezdoslava, Teatr Narodowy to jakby świadkowie ich kiełkującej miłości. „Była ciepła czerwcowa noc, atmosfera była niesamowita, wszędzie na ulicach i w lokalach była roześmiana młodzież” – wspomina Patryk. Mieli sobie wiele do powiedzenia i nawet nie zauważyli, kiedy zaczęło świtać. Zapomnieli o zmęczeniu, po prostu cieszyli się sobą. Rano Patryk wracał zadowolony do Warszawy. „Kiedy zatrzymała mnie policja za przekroczenie szybkości z uśmiechem przyznałem się do winy i poprosiłem o wypisanie mandatu – wspomina. – Chyba miałem wypisane szczęście na twarzy, bo skończyło się na pouczeniu”.

Niemy świadek Pierwsze spotkanie spowodowało, że się w sobie zakochali. Ula ze względu na Patryka postanowiła wrócić do Polski. „Trudno znaleźć faceta, dla którego coś się chce zrobić, dużo osób stawia na wygodę, a Pat urzekł mnie swoją spontanicznością” – wyznaje. Wspólnie przemierzyli wiele kilometrów, podróżowali po wielu krajach, ale w ich rankingu najbardziej uroczych miast na pierwszym miejscu plasuje się Bratysława. Za każdym razem, kiedy odwiedzają siostrę Uli, wspominają pierwsze chwile swojej miłości. Podczas rozmowy zdradzili mi, że niewykluczone, iż ślub wezmą właśnie w Bratysławie. Kto wie, ile słowackich miast było świadkami rodzących się miłości naszych rodaków? MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA LUTY 2010

Przegląd polskiej prasy ● Styczeń tylko nieuważnym obserwatorom jawił się pod znakiem mrozów. Ci, którzy patrzą dokładniej, odnotowali go jako miesiąc powrotów. Choć – jak przyznają ornitolodzy – na powroty ptaków będziemy musieli jeszcze poczekać. ● „Rzeczpospolita” z 22 stycznia poinformowała, że „od 1 lutego Józef Oleksy będzie ponownie członkiem Sojuszu”. Wniosek o przyjęcie do partii Oleksy złożył kilka dni wcześniej. Jak pamiętamy opuścił on SLD po tym, jak w marcu 2007 r. portal internetowy tygodnika „Wprost” opublikował fragmenty stenogramu nagrań jego prywatnej rozmowy z Aleksandrem Gudzowatym. Były premier obraził wówczas Aleksandra Kwaśniewskiego, Wojciecha Olejniczka i Jerzego Szmajdzińskiego. „Prośbę premiera Oleksego rozpatrzymy na posiedzeniu 1 lutego, ale nie sądzę, by ktokolwiek był przeciwko” – mówił Rzeczpospolitej Paweł Kołodziejski, przewodniczący warszawskiego Koła SLD Rampa. „W naszym kole pan premier ma wielu przyjaciół i wszyscy się ucieszyli, że znowu będzie należał do partii” – wyjaśniał Kołodziejski. Wszystko wskazuje na to, że Olejniczak, Szmajdziński i Kwaśniewski nie należą do tego koła. ● „Rzeczpospolitą” interesowało, jakie oczekiwania partii wiążą się z powrotem byłego premiera. „Mam nadzieję, że Oleksy dzięki swoim kontaktom pomoże nam zdobyć niezależnych ekspertów – zaznaczył Kołodziejski. – Pierwszego lutego spotkamy się na przykład z Dariuszem Rosatim, bo chcemy poznać jego opinię na tematy zagraniczne i gospodarcze” – można było przeczytać w Rzeczpospolitej. ● Dwa dni wcześniej o innym wielkim come backu poinformowała „Gazeta Wyborcza”. Rzecz miała miejsce w Łodzi. „Były premier i by-

ły szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej Leszek Miller został ponownie przyjęty do SLD. Zadecydowali o tym działacze Koła Śródmiejskiego tej partii w Łodzi, tego samego, z którego Miller wystąpił przed trzema laty” – doniosła „GW”. „Szef koła Rafał Paras powiedział dziennikarzom, że członkowie koła niemal jednogłośnie opowiedzieli się za ponownym przyjęciem Millera do SLD. Z ich decyzji zadowolony był były premier, który ocenił, że występowanie z Sojuszu było błędem z jego strony. Były premier dodał, że SLD jest ważniejsze niż urojone krzywdy, ambicje czy prestiż” – wyjaśniała gazeta. Miller zaś podkreślał, że świadomie wybrał Koło Śródmiejskie w Łodzi, bo „dzięki temu znalazł się w tym samym punkcie, co kilka lat temu”. W tym kontekście jego popularne powiedzenie, o tym, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy – nabiera zupełnie nowej interpretacji semantycznej. ● Powracali nie tylko politycy, ale także normalność i zdrowy rozsądek. „Agora” – wydawca „Gazety Wyborczej” odkryła, że po latach zarabiania na wydawaniu często kiczowatych dodatków i serii można zarobić także na czymś fajnym. Popularna „Wyborcza” wraz z wydawnictwem PWN przygotowała kolekcję „Wielcy filozofowie”, na którą składają się wybitne dzieła najważniejszych filozofów od czasów starożytnych po wiek XX. Kolekcji towarzyszy specjalny serwis w „GW”, w ramach którego najwięksi polscy filozofowie odpowiadają na pytania, jak żyć i po co nam filozofia. Serię rozpoczęła rozmowa Aleksandry Klich z profesorem Janem Hartmanem, w której znany krakowski filozof deprecjonuje hermeneutykę, etykę Kanta oraz przekonuje, że „nikt nie ma telefonu do Pana Boga”. ŁUKASZ GRZESICZAK 15


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 16

S∏owak M z Warszawy

ało kto dzisiaj pamięta o tym, że pod koniec XIX-wieku, kiedy Warszawa przeżywała wielki boom budowlany, ściągnęła tam zupełnie spora grupa słowackich robotników budowlanych.

Słowaccy murarze to historyczny fenomen. Tysiące ich wiosną odchodziło ze swoich biednych wiosek, by budować domy w całej Europie. Wracali dopiero późną jesienią. Mężczyźni zarabiali pieniądze z dala od domu, a ich żony same opiekowały się dziećmi, prowadziły gospodarstwa. Razem spędzali tylko zimę. Historia tych murarzy to podstawowa opowieść z dziejów narodu słowackiego. Popularny do dzisiaj w Polsce zwyczaj zatrudniania do budowy domów ekip „górali” w pewnym sensie nawiązuje do tamtej tradycji. Szacuje się, że na początku XX wieku w Warszawie mogło pracować jednocześnie około 300 słowackich murarzy. Część z nich z czasem się tu zadomowiła. Nie wrócili już na zimę na Słowację, ściągnęli żony albo pożenili się z Polkami, pobu-

dowali domy dla siebie. Ponieważ razem jest raźniej, spora ich grupa zamieszkała obok siebie w Markach pod Warszawą, miejscowości, która w tamtych czasach stanowiła zaplecze budowlane Warszawy (funkcjonowało tu np. aż 5 cegielni). Tuż przed wybuchem I wojny mieszkało tam ok. 80 rodzin słowackich. Przez kilkadziesiąt lat pielęgnowały one swoją tożsamość i język, ale później stopniowo się polonizowały i były wchłaniane przez polskie otoczenie. Jeszcze w latach 20. istniała słowacka świetlica i wydawano jakieś okolicznościowe gazetki, jednak 10 lat później już tylko grupa starszych ludzi mówiła po słowacku. Po II wojnie światowej po tych Słowakach została już tylko pamięć – do dzisiaj w Warszawie żyje jeszcze kilka osób, pamiętających o swoich słowackich korzeniach.

Maciej Miecznikowski

16

J

Z jednej z takich słowackich rodzin wywodziła się aktorka Apolonia Chalupec, która najpierw spolonizowała swoje nazwisko na Chałupiec, a później pod artystycznym pseudonimem Pola Negri zrobiła światową karierę.

est rodowitym Kaszubem. Śpiewa od dziecka, a swą muzyczną karierę rozpoczął w szkole muzycznej w Wejherowie.

To obecnie jedyny na polskiej scenie muzyki rozrywkowej pop bas. Ukończył wydział śpiewu / bas buffo/ na Akademii Muzycznej w Gdańsku. Grał w duecie bluesowym, w kwartecie swingowym, w zespole punkowym, w kabarecie, solo z fortepianem. Z czasem w Gdańsku był coraz bardziej rozpoznawalny. W końcu zaproszono go do udziału w nagraniu pierwszej płyty zespołu „Leszcze”. W 2002 roku

było Opole i przebój „Ta dziewczyna”, który przyniósł mu nagrodę dziennikarzy. Później był koncert dla Telewizji. Od 2004 roku Miecznikowski występował jako solista w oratoriach Zbigniewa Książka i Piotra Rubika. Na koncie ma 4 kompakty z „Leszczami”, jedną płytę solową – „Czarodzieje”. Podczas 45. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu w roku 2008 w konkursie preMONITOR POLONIJNY


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 17

Z innej rodziny, już mieszanej, bo matka była Polką, urodził się w roku 1914 Miroslav Iringh. Jak to często bywa wśród ludzi urodzonych daleko od ojczyzny, Miroslav dumny był ze swego słowackiego pochodzenia. Po skończeniu szkoły średniej próbował swoich sił w dziennikarstwie. W 1939 roku wraz z ojcem wstąpił do Legionu Czechosłowackiego. W czasie okupacji imał się różnych dorywczych zajęć. Wystąpił o obywatelstwo Państwa Słowackiego i, posiadając w okupowanej Warszawie status cudzoziemca-sojusznika, wykorzystywał to w działalności konspiracyjnej. Jako osoba związana z prasą współpracował z Biurem Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK, proponował wydawanie pism i ulotek dla Słowaków. W 1943 roku utworzył w Warszawie słowacki komitet polityczny, a następnie zaproponował stworzenie w strukturach warszawskiej organizacji AK plutonu złożonego ze Słowaków. Pluton został przyporządkowany jednemu z rejonów Obwodu Mokotów. Wedle powojennej relacji Iringha udało mu się pozyskać do tego plutonu 28 Słowaków, zamieszkałych

mier otrzymał nagrodę publiczności za piosenkę „Tak się bawi nasza klasa”. Chociaż wiele lat kształcił się na poważnego wokalistę, wybrał estradę. Potrafi wykonać zarówno dancingowe piosenki „Leszczy”, jak i poważne, pompatyczne oratoria, a do tego arie operetkowe. Mówi o sobie: „Muzyka klasyczna, operowa, operetkowa nadal jest we mnie. Ja odpoczywam, słuchając muzyki klasycznej. Ale wybrałem estradę i kocham reagujący na występ tłum. Dzięki temu wyLUTY 2010

w Warszawie i okolicach. Gdy wybuchło powstanie warszawskie tylko części z nich udało się dostać na miejsce zbiórki. Pierwszego sierpnia było ich ośmiu, a potem kilkunastu. W następnych dniach dołączyło do nich kilkunastu Gruzinów,

Węgier, Ormianin i kilkunastu Polaków. Pluton nosił jednak nazwę słowacką, miał też specjalnie przygotowane odznaki narodowe i własny sztandar. W „Monitorze Polonijnym” przed czteroma laty pisaliśmy o powstańczych walkach tego oddziału, który walczył na Dolnym Mokotowie, a potem wycofał się w kierunku Powiśla. W połowie września w rejonie ulicy Zagórnej Iringh spotkał się z żołnierzami I Armii, którzy wysadzili desant na Czerniakowie, i razem z nimi przeprawił się przez Wisłę na Pragę… Po wojnie wrócił do swojego miasta, do Warszawy, gdzie był represjonowany jako akowiec. Po 1956 roku pracował jako dziennikarz, m.in. w Życiu Warszawy. Zmarł w latach 80. Ot, typowy polski życiorys warszawskiego Słowaka. ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

P.S.

Od kilku lat w War szawie przy ulicy Czerniakowskiej, tam, gdzie walczył słowacki pluton, istnieje skwer noszący imię Miroslava Iringha, a Ambasada Słowacji co roku we wrześniu składa tam kwiaty i organizuje spotkanie kombatantów.

konuję wszystkie gatunki muzyczne łącznie z muzyką dawną, barokową. Rano np. śpiewałem arie operowe w Akademii Muzycznej, po południu walce Straussa, potem koncert barokowy w Dworze Artusa, a nocą standardy jazzowe w klubie Żak w Gdańsku”. Maciej Miecznikowski jest nie tylko wszechstronnym wokalistą, liderem zespołu „Leszcze”. Znakomicie radzi sobie jako prezenter telewizyjny /„ Karaoke – śpiewać każdy może” czy „Śpiewanie na ekranie”/. Od 9 marca 2008 ro-

ku prowadzi program rozrywkowy „Tak to leciało”. Dnia 19 grudnia 2009 roku otrzymał nagrodę specjalną, przyznaną mu przez redakcję Radia „Kaszebe”, za zaangażowanie w promocję Kaszub oraz języka kaszubskiego. Miecznikowski dużo koncertuje z zespołem „Leszcze”. Twierdzi, że jest to jego muzyczna rodzina. A „Leszcze” to nie tylko muzyka , to poczucie humoru, zabawa, zaś członkowie tej grupy to znakomici muzycy w bardzo rozrywkowym wydaniu. URSZULA SZABADOS 17


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 18

Przez wielu krytyków film ten został okrzyknięty najlepszym polskim filmem roku, chociaż tak naprawdę to dopiero jedna z pierwszych produkcji bieżącego roku. „Wszystko co kocham” wyświetlane jest w kinach zaledwie od kilku dni, ale film nagrodzony został już przed premierą. Na festiwalu w Gdyni otrzymał liczne pochwały, a E. Pluta, autorka scenografii została nagrodzona. Ponadto zyskał „Złotego Klakiera” za najdłużej oklaskiwany film od Radia Gdańsk i „Złotego Kangura” – nagrodę australijskich dystrybutorów, dzięki czemu został zakwalifikowany (jako pierwszy polski film!) do konkursu głównego najważniejszego na świecie festiwalu kina niezależnego w Sundance. Film „Wszystko co kocham” wyświetlany był również (oprócz pięciu innych polskich produkcji) na festiwalu filmowym w Pusan. Więcej rekomendacji już chyba Państwo nie potrzebują. „Wszystko co kocham” docenione zostało przez znawców na całym świecie. Pozostaje teraz tylko czekać, by się przekonać, jak odbiorą go polscy widzowie – wybiorą się do kina, aby obejrzeć ten wyjątkowy film, czy nie?! Często okazuje się, że publiczność nie docenia wybitnych produkcji, ale mam nadzieję, że w tym przypadku tak się nie stanie. Tytuł filmu to rozwinięcie akronimu WCK – taką nazywa się zespół

18

w której się zakochuje. Niestety, nie mogą widywać się oficjalnie, gdyż ojciec Basi działa w „Solidarności”, natomiast tata Janka (w tej roli A. Chyra) pracuje w milicji. iętnastego stycznia 2010 r. odbyła się Ponadto w filmie pokazana premiera filmu „Wszystko co kocham”, jest fascynacja dorastających do którego scenariusz napisał i który chłopców dojrzałą kobietą, wyreżyserował Jacek Borcuch. sąsiadką, którą codziennie widują na podwórku. Kontekst polityczny pojawia się raczej jako tło. „Wszystko co kocham” pokazuje życie codzienne dorastających nastolatków, ich spontaniczność, radość z życia, bez punkowy, której członkami są głęboko widocznych rys, spowodogłówni bohaterowie: Janek (wowanych ówczesną sytuacją w Polsce. kalista), Kazik, Staszek i Diabeł. Stan wojenny uwidacznia się tylko Młodzi, utalentowani, pełni w pewnych momentach, np. gdy zaenergii i pomysłów, przebojozdrosny o swoją żonę milicjant zawi... Robią to, co lubią – grają brania występu zespołu na szkolnej i pod żadnym pozorem nie chcą zreimprezie ze względu na nieocenzuzygnować z muzyki. Ich marzeniem rowane teksty. Oczywiście, jak Pańjest występ na koncercie w Koszastwo się pewnie domyślają, chłopalinie. Można powiedzieć – nic szczecy wbrew zakazom postanawiają gólnego, ale który dorastający muzyk jednak zagrać, co przez licealną nie chciałby zagrać na festiwalu? Żywidownię zostaje przyjęte z wielcie Janka (świetna rola młodego niekim entuzjazmem. znanego dotychczas aktora Mateusza Myślę, że hasło promujące film: Kościukiewicza) wygląda szablono„Gdy miłość miała smak oranżady” wo. To zbuntowany nastolatek, spęidealnie oddaje jego klimat. Dla mnie dzający większość czasu z kolegami „tamta” rzeczywistość to nieznana na ulicy, mimo iż dookoła panuje stan przeszłość, którą poznaję. Dla innych wojenny (ogłoszony przez Jaruzelto czas dzieciństwa lub dorastania, skiego – pokazanie filmu w filmie). który na stałe zostanie w pamięci. W filmie pojawia się również Zatem obejrzenie tego filmu, to jak wątek młodzieńczej miłości. Janek powrót do przeszłości. Czy zatem spotyka młodą (oczywiście) atrakcyjchcą Państwo przenieść się w czasie? ną dziewczynę Basię (Olga Frycz, córZapraszam do kin! MAGDALENA PIETZ ka znanego aktora Jana Frycza),

P

MONITOR POLONIJNY


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 19

Wielka afrykańska podróż

Kazimierza Nowaka „W

yczyn Kazimierza Nowaka zasługuje na to, by jego nazwisko znalazło się w słownikach i encyklopediach, by było wymieniane obok takich nazwisk, jak Stanley i Livingstone” – to słowa, które wypowiedział Ryszard Kapuściński 25 listopada 2006 roku, odsłaniając w holu poznańskiego Dworca Głównego tablicę pamiątkową, poświęconą człowiekowi, który samotnie przemierzył Czarny Ląd pieszo, konno, rowerem i czółnem. polskiego reportażu Ryszard Kapuściński, bez wątpienia najbardziej kompetentna osoba do wyrażenia opinii o podróżniku, który w 1931 roku rozpoczął pięcioletnią wędrówkę po kontynencie afrykańskim. Odpowiedzi na pytanie, kim był Kazimierz Nowak, na próżno szukalibyśmy w encyklopediach. Krótką, niedokładną zresztą wzmiankę o nim znaleźć można tylko w Złotej księdze kolarstwa polskiego, opracowanej przez Bog„Kazimierz Nowak był człowiekiem o ogromnej wyobraźni i ogromnej odwadze, człowiekiem nieustraszonym. Pokazał, że jeden biały człowiek, zupełnie bezbronny, nieposiadający żadnego uzbrojenia, a jedynie wiarę w drugiego człowieka, może przebyć samotnie wielki kontynent i to w czasach, gdy Europa zaczynała dopiero odkrywać Trzeci Świat. On uczył nas wtedy, w latach trzydziestych XX wieku, jak należy traktować Trzeci Świat i jego mieszkańców. Tylko ktoś, kto zna rejony, po których on podróżował, i sposób, w jaki to robił, może docenić to bohaterstwo, połączone z niezwykłą skromnością” – mówił dalej król LUTY 2010

dana Tuszyńskiego (Polska Oficyna Wydawnicza „BGW ”, Warszawa 1995). Dopiero książka, wydana w 2000 roku przez poznańskie wydawnictwo „Sorus”, a zatytułowana Kazimierz Nowak. Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd.

Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936 stała się źródłem poznania niezwykłej podróży tego niezwykłego człowieka. Pamięć o nim przywrócił Łukasz Wierzbicki, który zebrał i opublikował listy i relacje reportażowe, pisane przez Nowaka podczas długiej podróży afrykańskiej. Kazimierz Nowak urodził się 11 stycznia 1897 roku w Stryju na Podolu. Do Poznania przybył po I wojnie światowej. Tu pracował początkowo w urzędzie pocztowym, a później w towarzystwie ubezpieczeniowym. Był skromnym urzędnikiem, który w wolnych chwilach wsiadał na rower 19


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 20

i urządzał sobie bliższe lub dalsze wycieczki po kraju. Wrażliwy na otaczającą go przyrodę, poznawanych ludzi, dużo wówczas fotografował. W marcu 1922 roku zawarł związek małżeński z Marią Gorcik. W tym samym roku urodziła się im córka Elżbieta, a trzy lata później, w 1925 roku syn Romuald. Rok 1925 nie był dla Polaków łatwy. Przypomnijmy, że był to okres dewaluacji złotego, bezrobocia, kryzysu. Wówczas to Nowakowie przeprowadzili się do podpoznańskiego Boruszyna, gdzie koszty utrzymania były niższe, a Kazimierz podjął ważną decyzję, dotyczącą zmiany zawodu i wyjazdu z kraju. Nie wybierał się jednak, jak wielu jego rodaków, do francuskich czy

belgijskich kopalń ani za ocean. Na utrzymanie rodziny postanowił zarabiać jako korespondent prasowy i fotograf. Korespondent przedziwny, bowiem dwie podróże po Europie odbył na rowerze. Wówczas to przemierzył Węgry, Austrię, Włochy, Francję, Belgię, Holandię, Grecję, Rumunię i Turcję. Dotarł też do Trypolitanii (dziś Libia) w Afryce Północnej. W 1928 roku wrócił do Polski, bogatszy o wrażenia i doświadczenia. Przez kolejnych kilka lat podróżował po Polsce, a potem znów wyjechał do Francji. Pisał, nie tylko zarabiając na utrzymanie rodziny – udało mu się też zgromadzić niewielkie oszczędności, dzięki którym mógł przygotowywać się do realizacji swojego wielkiego marzenia – podróży po Afryce. Tę niezwykłą podróż rozpoczął 4 listopada 1931 roku, udając się autobusem z Boruszyna do Pozna20

Na rowerze odbył dwie podróże po Europie. Wówczas to przemierzył Węgry, Austrię, Włochy, Francję, Belgię, Holandię, Grecję, Rumunię i Turcję. Dotarł też do Trypolitanii (dziś Libia) w Afryce Północnej. nia, skąd pociągiem pojechał do Rzymu. Ze sobą wiózł niewielki bagaż, którego najważniejszą częścią był siedmioletni rower. To na nim pokonał odległość z Rzymu do Neapolu, skąd statkiem przeprawił się przez Morze Śródziemne. W dniu 26 listopada 1931 roku był już w Trypolisie, gdzie rozpoczął realizację swego planu. A był to plan bardzo ambitny – na rowerze zamierzał dotrzeć z Afryki Północnej do oddalonego o tysiące kilometrów południowego krańca Czarnego Kontynentu – Przylądka Igielnego. Rower wybrał nie dlatego, że był ekscentrykiem, pragnącym zwrócić na siebie uwagę, chcącym pobić jakiś światowy rekord, który mógłby mu zapewnić rozgłos, ale dlatego, że po prostu na inny pojazd nie było go stać. Nie miał za sobą możnych mecenasów – jedynie poznański „Stomil” obiecał zaopatrywać go w opony rowerowe. Warto dodać, że później z tej obietnicy się wywiązał. Nowak nie podzielał ambicji kolonialnych Ligi Morskiej i Kolonialnej, dlatego nie mógł od niej oczekiwać pomocy. Na siebie i na pozostawioną w kraju rodzinę postanowił zarabiać, pisząc reportaże i robiąc zdjęcia, które przesyłał z afrykańskich dróg do polskich i niemieckich gazet. Z dewizą: „Gdy ruszysz w drogę, na pewno spotka cię coś ciekawego” wędrował przez puszcze, pustynie i bagniste delty rzek, częściej rower pchając, niż na nim jadąc. Omijał turystyczne szlaki i wielkie miasta w przekonaniu, że są tylko „pewnego rodzaju wystawą, na której znajdzie się tylko to, czym wy-

stawca pragnie przybysza oczarować”. Samotny podróżnik, poruszający się pośród fantastycznych krajobrazów, poznający nieznanych mu dotąd Tuaregów, egipskich fellachów, dumnych Watussi, żyjących wśród bagien Szilluków, Pigmejów, Burów, Hotentotów, Buszmenów, karłów Babinga, każdy przebyty kilometr, każde spotkanie dokumentował fotografiami i pisanymi na gorąco barwnymi relacjami, wrażeniami, często zapisywanymi na odwrocie fotografii, robionych małoobrazkowym aparatem „Contax”, które potem trafiały do prasy. W czasie swej wędrówki zatrzymywał się w tubylczych wioskach, gdzie słuchał murzyńskich legend, czasem gościł wśród Polonii i w ośrodkach misyjnych. Do południowego krańca Afryki, czyli Przylądka Igielnego, dotarł w kwietniu 1934 roku. W czasie dwuipółletniej podróży pokonał około 20 tysięcy kilometrów. Był zmęczony i chory, a jednak nie wsiadł na statek, którym mógłby wrócić do Europy. Mimo powtarzających się ataków malarii, postanowił powtórzyć swą wędrówkę przez Afrykę, która tym razem wiodła z południa na północ przez Kapsztad, Windhoek, Leopoldville, Fort Lamy. Wśród piasków Afryki Południowo-Zachodniej stracił swego wiernego towarzysza – rower , który po prostu się rozsypał. Wówczas Kazimierz Nowak przesiadł się na konia Rysia, darowanego mu przez mieszkającego w Gumachab Polaka Mieczysława Wiśniewskiego. Od niego

MONITOR POLONIJNY


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 21

kupił też drugiego konia Żbika, którego szybko wymienił na Cowboya. Ten przez następne 3 tys. kilometrów niósł na swym grzbiecie skromny bagaż podróżnika. Na fazendzie hrabiego Zamoyskiego w Angoli rozstał się ze swymi końmi. Rwącą i kapryśną rzekę Kassai pokonał na tubylczym czółnie, wykonanym na jego zamówienie i ochrzczonym „Poznań I”. Gdy czółno rozbiło się na katarakcie rzeki Kaveve, znów setki kilometrów wędrował pieszo, by w Lulua nabyć nową tubylczą łódź, nazwaną na cześć małżonki „Maryś”. Samotną żeglugę rzekami Lulua, Kassai i Kongo zakończył we wrześniu 1935 roku w Leopoldville (dziś Kinszasa). Stąd nad jezioro Czad udał się na zreperowanym rowerze. Teraz czekała na niego Sahara. Władze francuskiej Afryki Ekwatorialnej stanowczo sprzeciwiały się samotnej przeprawie przez pustynię; ze względów bezpieczeństwa radziły polskiemu podróżnikowi dołączenie do jakiejś karawany. Ponieważ Francuzi trwali przy przepisie, że Saharę mogą przemierzać jedynie karawany, zapytał ich: „Czy jeśli kupię jednego wielbłąda, to już będzie karawana?”. Gdy usłyszał krótkie francuskie „Non!”, odpowiedział: „To w takim razie kupię dwa wielbłądy, najmę poganiacza i stworzę własną karawanę. Wówczas mnie puścicie?”. „Pewnie tak” – przyznali zaskoczeni uporem Polaka Francuzi. I tak kolejnych pięć miesięcy Kazimierz Nowak spędził na grzbiecie dromadera Ueli, na którym dotarł do miasta Uargla, gdzie znów przesiadł się na rower, na którym przemierzył ostatnie tysiąc kilometrów, dzielących go od Algieru. W wędrówce z południa na północ Afryki często zmieniał środki transportu; podróżował pieszo, rowerem, konno, czółnami czy na LUTY 2010

wielbłądzie, nie zmieniał jednak swego zwyczaju relacjonowania tego, co widział, co przeżywał i fotografował. W swych relacjach nie epatował czytelnika własnymi przygodami, choć miał ich bez liku, a śmierć niejednokrotnie zaglądała mu w oczy, ale wspominał o nich mimochodem. Dla dzisiejszego czytelnika reportażowe relacje Kazimierza Nowaka to realistyczny obraz Afryki lat trzydziestych XX wieku – obraz dzikiej i nieokiełznanej jeszcze przyrody i egzotycznych mieszkańców. W tym obrazie nie brakowało ciemniejszych kolorów. Nowak zaskakiwał jak na owe czasy krytycznym stosunkiem do imperialnych obyczajów Europejczyków w Afryce. Widział zaniedbania w infrastrukturze, opiece zdrowotnej czy oświacie. Sceptycznie oceniał cywilizacyjną rolę Europy. Obco czuł się wśród białych eksploratorów Czarnego Lądu. Dostrzegał ostre różnice między rdzenną ludnością a przybyszami, m.in. pisał: „Osiedla białych ludzi składają się z pięknych will z zadbanymi ogrodami /.../ obok nich znajdują się rezerwaty dla tubylców – skazanych, by zginąć śmiercią głodową. Anglicy zwą je location, a wyraz ten wymawiają z taką jakąś pogardą, którą trudno powtórzyć. Ludzkie śmietniska, dom wariatów, szpital trędowatych, dożywotnie więzienie /.../”. I chociaż nawet przez moment nie mamy wątpliwości, po czyjej stronie opowiadał się autor relacji z afrykańskiej wędrówki, wszystko,

co napisał, utwierdza nas w przekonaniu, że ten wnikliwy i życzliwy rdzennej ludności obserwator nie był obserwatorem bezkrytycznym, o czym świadczy m.in. taka jego uwaga: „Tutejszy Murzyn to duże dziecko. Wystarczy przypatrzeć się, co robią z pieniędzmi w dzień wypłaty. Idą do sklepów i, cokolwiek zobaczą kolorowego, kupują bez specjalnej potrzeby /.../. Żyją w kapanach z chrustu, jak przed wiekami, tak samo jak ich praojcowie nago chodzą, a dziś, gdy warunki się trochę polepszyły, kupują biżuterię kauczukową i trwonią pieniądze”. Najlepszych referencji reportażom Nowaka udzielił Ryszard Kapuściński, który po przeczytaniu książki Kazimierz Nowak. Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd napisał do wydawcy: „Przejęty jestem lekturą książki /.../ Rewelacyjna to rzecz, którą włączam jako stałą pozycję do swoich wykładów, rozmów, refleksji na temat reportażu zagranicznego; oby zajęła ona stałe miejsce na listach klasyki polskiego reportażu – czego zresztą jestem od tego momentu sam gorącym zwolennikiem”.

Na siebie i na pozostawioną w kraju rodzinę postanowił zarabiać, pisząc reportaże i robiąc zdjęcia, które przesyłał z afrykańskich dróg do polskich i niemieckich gazet. 21


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 22

W listopadzie 1936 roku Nowak dotarł do Algieru, gdzie napisał m.in.: „Czuję już niesiony przez bryzę zapach Europy, mimo woli jednak nie cieszy mnie w tej chwili zwycięstwo, to jest przebycie dwukrotnie całej Afryki na przestrzeni Trypolis – Kapsztad – Algier”. Po Czarnym Kontynencie podróżował pięć lat, pokonując ponad 40 tysięcy kilometrów. „Tak! Całe pięć lat – długi okres, ale gdy myślę o minionych latach, zdaje mi się, że były one jedynie snem krótkim. Snem o dżungli, o pustyni, o wolności... i gdyby nie te tysiące zdjęć, które zrobiłem w Afryce, może uwierzyłbym nawet, iż był to tylko cudowny sen” – tak podsumował swą wędrówkę. W Algierze kupił sobie ubranie i bilet na prom do Marsylii, skąd udał się do Beaulie koło St. Etienne, bowiem na dalszą podróż zabrakło mu pieniędzy. Tam przez dwa tygodnie w polskiej kolonii górniczej, gdzie miał znajomych z czasów swej wcześniejszej podróży po

W czasie dwuipółletniej podróży pokonał na rowerze lub go prowadząc ok. 20 tysięcy kilometrów. Europie, usiłował zarobić na bilet kolejowy do Polski, fotografując górników i sprzedając im zdjęcia, przywiezione z Afryki. Zebrał tylko na bilet do Paryża, gdzie dzięki pomocy żony i za poręczeniem dyrekcji poznańskiej fabryki opon „Stomil” uzyskał od polskiego konsula pożyczkę w wysokości 750 franków, co pozwoliło mu na powrót do Polski. W nocy z 22 na 23 grudnia przekroczył granicę polsko-niemiecką w Zbąszyniu. Poznań był już blisko, a tam na peronie dworca czekała na niego rodzina i kilku najbliższych przyjaciół. „Nie stawiano mu bram triumfalnych, gdy wracał, nie wygłaszano mów wielkich, nie wznoszono gromkich wiwatów /.../, bo wrócił cicho, spokojnie, niemal po kryjo-

mu, jak wracać potrafi jedynie prawdziwy bohater” – pisał prof. Tadeusz Perkitny, który w latach 1926-1930 odbył podróż dookoła świata. Po powrocie do kraju wygłaszał odczyty o swej afrykańskiej podróży m.in. na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz w Wyższej Szkole Handlowej. Z mieszkańcami Poznania spotykał się kilkakrotnie w najnowocześniejszym wówczas kinie „Apollo”, gdzie swe odczyty dopełniał pokazami własnych fotografii, których przywiózł ok. 10 tysięcy. Do dziś w archiwum rodzinnym Kazimierza Nowaka zachowało się

Paszport „Polityki” dla Piotra Pazińskiego

W

styczniu tygodnik „Polityka” już po raz siedemnasty rozdał Paszporty „Polityki”, corocznie przyznawane tym młodym twórcom kultury, „którzy wykazali się szczególnym twórczym niepokojem, inwencją, ponadprzeciętną wyobraźnią i oddaniem sztuce”. Paszporty „Polityki” przyznawane są w sześciu odrębnych kategoriach: film, literatura, teatr, sztuki wizualne, muzyka poważna, muzyka popularna. Do każdej z nich dziesięciu wybitnych krytyków z prasy, radia i telewizji zgłasza po trzy kandydatury wraz z uzasadnieniem. Oficjalne nominacje do nagrody otrzymują trzy osoby z każdej kategorii, które otrzy22

mały najwięcej rekomendacji. Z tych „trójek” redakcyjna Kapituła wybiera laureatów. W ubiegłym roku laureatką w dziedzinie literatury została Sylwia Chutnik. W tym roku Paszport „Polityki” w kategorii literatury wręczono Piotrowi Pazińskiemu za minipowieść Pensjonat (Wydawnictwo „Nisza”, Warszawa 2009). Nowy właściciel MONITOR POLONIJNY


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 23

ich ok. 700. Na jednym z takich spotkań mnóstwem pytań zarzucił go dociekliwy chłopiec, siedzący w pierwszym rzędzie, który pytał m.in. o to, czy w Afryce podróżnik znalazł złoto, czy dużo polował i czy przywiózł trofea myśliwskie. Nowak odpowiedział: „Ani złota nie szukałem i trofeów też nie przywiozłem. Polowałem wprawdzie wiele, ale tylko z aparatem fotograficznym. Żal mi bowiem było niszczyć tak wspaniałą afrykańską przyrodę”. Planował jeszcze napisanie książki o Afryce, chciał wyprawić się do Azji Południowo-Wschodniej, ale żadnego z tych zamierzeń już nie zdołał zrealizować. Dziadek Łukasza Wierzbickiego, człowieka, który przywrócił pamięć o niestrudzonym wędrowcu-reportażyście, bywał w kinie „Apollo” na odczytach Kazimierza Nowaka i zapamiętał go jako człowieka zmęczonego, schorowanego, który poruszał się z trudem, a odczyty wygłaszał na siedząco. W niespełna rok

Paszportu urodził się w 1973 roku, studia filozoficzne ukończył na Uniwersytecie Warszawskim, a stopień doktora nauk humanistycznych uzyskał w Instytucie Badań Literackich PAN za rozprawę o Ulissesie Jamesa Joyce’a, która, zatytułowana Labirynt i drzewo, ukazała się drukiem w 2005 roku. W 2008 roku opublikował osobisty przewodnik Dublin z Ulissesem. W latach 1992-1997 był dziennikarzem działu zagranicznego „Gazety Wyborczej”, a od 2000 roku jest redaktorem naczelnym miesięcznika „Midrasz”. Pensjonat to jego debiut literacki, dodajmy – debiut niezwykle udany. Krytyk literacki LUTY 2010

po powrocie do Polski, 13 października 1937 roku Kazimierz Nowak umarł na zapalenie płuc. Po latach jego dokonania stały się inspiracją dla zapalonych cyklistów-podróżników Pawła Sudoła, Zbyszka Sasa i Jakuba Pająka. To w ich głowach zrodził się pomysł powtórzenia afrykańskiej podróży. W tym celu zorganizowali 90-osobową rowerową sztafetę, której czterej uczestnicy pierwszego etapu 4 listopada 2009 roku o godz. 8.00 wyruszyli z rodzinnej miejscowości Kazimierza Nowaka Boruszyna. Czterdzieści tysięcy afrykańskich kilometrów uczestnicy szta-

Piotr Kofta pisze, że Pensjonat to proza klasy europejskiej. Ta minipowieść jest pierwszym w Polsce literackim głosem trzeciego po Holocauscie pokolenia Żydów. Bohater Pensjonatu, „ostatni z łańcucha pokoleń, uczepiony na samym końcu” odwiedza żydowski pensjonat w podwarszawskim Śródborowie, gdzie jako dziecko spędzał czas z babcią. Dziś nie ma już pensjonatu, ukrytego wśród mazowieckich sosen, nie ma wśród żywych wielu ludzi, którzy kiedyś toczyli tu niekończące się debaty o Bogu, nie ma kłócących się staruszek czy starców, roztrząsających swą historię,

fety zamierzają pokonać tymi samymi środkami transportu, co Kazimierz Nowak. „Głównie będą to rowery, ale sporo drogi przebędziemy także pieszo – na Ruwenzori we wschodnim Kongo, oraz konno – przez Namibię. Rzekami Kassai i Kongo będziemy podróżować łodziami, a Saharę przejdziemy na wielbłądach” – powiedział Paweł Sudoł. Rowery wyprawy nie przypominają jednak wysłużonego pojazdu Nowaka. Zostały skonstruowane specjalnie dla potrzeb współczesnej wyprawy, a ich model w hołdzie polskiemu podróżnikowi nazwano „Casimiro Bike”. Celem dwuletniej wyprawy jest nakręcenie filmu dokumentalnego i regularne nadawanie relacji z trasy. Wszystko po to, by, jak mówią jej uczestnicy, popularyzować w świecie postać Kazimierza Nowaka. Trzymajmy za nich kciuki, niecierpliwie czekając na kolejne komunikaty z trasy, nadawane przez TVP 1 w programie „Teleekspress”. DANUTA MEYZA-MARUŠIAKOVÁ

historię od wyjścia z Egiptu po wyjście z warszawskiego getta i wyjazdy z Polski. Autor przywołuje ich duchy. Pensjonat to swoista elegia na odchodzący świat. Ta piękna, liryczna, a zarazem ironiczna i gorzka proza Piotra Pazińskiego jest zarazem opowieścią jej bohatera o poszukiwaniu siebie, o samotności człowieka, którego oderwano od korzeni. „Dziś już wiem – pisze Paziński, – że to stamtąd, z tamtej jadalni bierze się stale towarzyszące poczucie życia na wyspie, pewnej nieadekwatności czy niedopasowania. I że pesymistyczna świadomość tego,

iż wszystko przemija /.../ sięga korzeniami właśnie tamtego czasu”. Nominacje do Paszportów, oprócz Pazińskiego, uzyskali także Agnieszka Dorotkiewicz za powieść Teraz oraz Jacek Dukaj za horror Wroniec – opowieść o stanie wojennym, widzianym oczami chłopca. O ile dla Dorotkiewicz, autorki powieści Paris London Dachau (2004 r.) i Dla mnie to samo (2006 r.). była to pierwsza nominacja, to Jacek Dukaj nominację do Paszportu „Polityki” otrzymał po raz czwarty – w ubiegłym roku za pon a d t y s i ą c s t ro n i c ow y Lód. DANUTA MEYZA-MARUŠIAKOVÁ 23


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 24

Polski turysta na Słowacji

Ze

względu na relatywnie niewielkie odległości, dobrą znajomość warunków oraz brak większych barier językowych większość (85 – 90 %) turystów z Polski na Słowację przybywa indywidualnie, bez pośrednictwa biur podróży. Tylko 15 % z nich nocuje w hotelach; zdecydowana większość korzysta z ofert prywatnych, pensjonatów i schronisk – wynika z danych Słowackiej Agencji Ruchu Turystycznego (SACR).

„Dlatego, jeżeli dalej chcemy być dla Polaków interesujący, musimy obniżyć dla nich ceny usług turystycznych, zwłaszcza zakwaterowania, przynajmniej o 25 %, i szanować każdego turystę, który do nas przyjedzie. Zapewnienie usług turystycznych na odpowiednim poziomie, atrakcyjne oferty cenowe, miłe zachowanie i uśmiech na twarzy są podstawą sukcesu w ruchu turystycznym i musimy sobie to zapamiętać raz na zawsze” – dodaje SACR. Wśród zagrożeń, mających wpływ na liczbę polskich turystów na Słowacji, Agencja wymienia silny kurs euro wobec złotówki, „bardzo złe” połączenia autobusowe i kolejowe obu państw oraz brak regularnych połączeń lotniczych. Bardzo często w kontakcie z turystą w hotelu, restauracji, centrum informacji turystycznej czy po prostu na ulicy brakuje uśmiechu – przyznaje SACR. Polscy turyści, przyjeżdżający na Słowację samochodami, często skarżą się na aroganckie zachowanie słowackiej policji, na mandaty za wykroczenia, które niekiedy trudno udowodnić. Wielu nie rozumie, dlaczego po godzinie 22, a niekiedy i wcześniej, nie ma gdzie usiąść czy się zabawić – dodaje Agencja. Po wprowadzeniu euro na Słowacji i osłabieniu złotego ceny usług turystycznych na Słowacji wzrosły dla Polaków średnio o 35 %. Wysokie ceny oferowanych towarów i usług w ośrodkach turystycznych (głównie bilety wstępu do parków wodnych, na wyciągi narciarskie i noclegi w hotelach) spowodują, że Polacy przestaną do nas przyjeżdżać – ostrzega Słowacka Agencja Ruchu Turystycznego. DARIUSZ WIECZOREK

Polacy na Słowacji najczęściej odwiedzają (w kolejności) Tatry, Liptów, Orawę, Małą Fatrę, Słowacki Raj i Pieniny, coraz częściej można ich spotkać w Bratysławie i Małych Karpatach. Najwięcej turystów z Polski pochodzi ze Śląska, Małopolski i Podkarpacia; ze względu na małe odległości na wypoczynek u południowego sąsiada najczęściej wykorzystują krótki urlop, ferie szkolne dzieci, a nawet weekendy. Polacy na Słowacji szukają tego, decydujący wpływ na to, czy Polaczego brakuje im w kraju, oraz oferków będzie przybywać, czy ubywać ty atrakcyjnej cenowo. Dlatego – uważa SACR. głównie kierują się w góry, na łono Wcześniej Słowacja była atrakcyjnatury, zwiedzają zamki i jaskinie, na dla turystów z Polski cenowo, tehistoryczne miasteczka, a w zimie raz, po osłabieniu złotówki wobec korzystają z ośrodków narciarskich. euro o 35 %, jest droga – przyznaje Hitem ostatnich sezonów są wody Agencja. termalne i parki wodne. Dnia 25 października słowacki przewoźnik „Danube Wings” W 2009 roku – według szacunuruchomił loty z Warszawy do Popradu, które odbywają się ków – na Słowację przyjechało trzy razy w tygodniu. Cena biletu w jedną stronę jest niewielka o 1/3 mniej polskich turystów, – od 33 euro. Połączenie cieszy się sporym powodzeniem – jak w roku 2008. dla mieszkańców Warszawy i północnej Polski jest to nie tylko Główny tego powód to wprowanajszybszy sposób dotarcia na Słowację, ale także… do Zakodzenie na Słowacji euro, którego panego i innych polskich ośrodków narciarskich. kurs wobec złotówki będzie miał 24

MONITOR POLONIJNY


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 25

Z Bratysławy do Szczecina

popłyniemy statkiem

S

łowacja co prawda nad morzem nie leży, ale żeglowny Dunaj w dużej mierze umożliwia Bratysławie kontakt z morzami i oceanami świata. I chociaż Dunaj wpada do dalekiego Morza Czarnego, za kilkanaście lat słowackie porty rzeczne mogą zyskać bezpośrednie połączenie również z polskim Bałtykiem. Wszystko za sprawą projektowanego kanału Odra – Dunaj, który w ostatnich miesiącach zaczął nabierać całkiem konkretnych kształtów. Na początek kilka słów wyjaśnienia. Transport wodny (morski i rzeczny) jest uważany za najtańszy i najbardziej przyjazny środowisku, zwłaszcza na duże odległości. Wynika to głównie z tego, że w przeciwieństwie do dróg i kolei, w przypadku żeglugi nie trzeba ponosić kosztów utrzymania infrastruktury (woda się nie zużywa). Na barkę lub statek można załadować jednorazowo kilkakrotnie więcej towaru, niż na wagony pociągu, nie mówiąc już o ciężarówkach. Dlatego dostęp do taniego transportu rzecznego znacznie obniża koszty transportu importowanych surowców i eksportowanych wyrobów gotowych, na czym szczególnie zależy słowackiemu Ministerstwu Transportu i Łączności oraz przedsiębiorcom, uczestniczącym w słowackim programie rozwoju żeglugi. Wobec powyższego słowacki rząd realizuje długofalowy program rozwoju szlaków wodnych, którego podstawą jest udrożnienie Wagu i „przebicie się” do Bałtyku. Zgodnie z pierwotnymi planami już w przyszłym roku Wag powinien być żeglowny aż do Żyliny, gdzie ma powstać nowoczesny węzeł transportowy na bazie portu rzecznego, terminala kolejowego i lotniska. Następnym etapem ma być buLUTY 2010

dowa kanału z Żyliny do Kędzierzyna-Koźla (przez czeski Śląsk), dzięki czemu Słowacja zostanie połączona z polskimi portami rzecznymi na Odrze (Gliwice, Wrocław) oraz z Bałtykiem poprzez port morski w Szczecinie. Budowa tego etapu szlaku wodnego jest przewidziana na lata 2012-2025, przy czym wiele zależy od decyzji strony czeskiej i polskiej oraz od Komisji Europejskiej. Chociaż połączenie Odry z Dunajem może wydawać się fantastyką, wszystko wskazuje na to, że ten strategiczny projekt zostanie zrealizowany. Świadczy o tym chociażby powodzenie nie mniej rewolucyjnego kanału Dunaj – Ren, którego budowa zakończyła się w 1992 roku i przyniosła Niemcom i Austrii wiele korzyści (bezpośrednie, śródlądowe połączenie Morza Północnego i Czarnego). Gorącymi zwolennikami połączenia Dunaju z Odrą

są Czesi, którzy równolegle pracują nad dwoma podobnymi projektami – w oparciu o Wag oraz o Morawę. Co ważne, w ostatnich miesiącach przedstawiciele czeskiego Ministerstwa Transportu wielokrotnie spotykali się z polską wiceminister infrastruktury Anną Wypych-Namiotko, negocjując warunki udziału Polski w tym przedsięwzięciu. Ze względu na ogromne koszty projektu (kilka miliardów dolarów) decydującą sprawą będzie wsparcie Komisji Europejskiej, która właśnie rozpatruje czesko-słowackopolską propozycję. Wiele jednak wskazuje na to, że ten gigantyczny projekt zyska unijne wsparcie jako połączenie transeuropejskie, gdyż rozwój żeglugi rzecznej jest jednym z priorytetów Brukseli. Każdy kolejny statek rzeczny oznacza zniknięcie z zatłoczonych dróg kilkudziesięciu ciężarówek, co stanowi ogromną ulgę dla środowiska naturalnego, gdyż zużywana przez statki czy barki energia jest kilkadziesiąt razy mniejsza od tej, którą trzeba zużyć w transporcie lądowym. Utworzenie szlaku wodnego Dunaj – Odra byłoby zbawieniem dla pogrążonej w kryzysie polskiej żeglugi śródlądowej. Spośród polskich rzek, jedynie Odra jest w miarę żeglowna, ale parametry tej rzeki są o wiele gorsze, niż szlaków wodnych Niemiec, Holandii czy nawet Słowacji, Ukrainy i Białorusi. Słowacki projekt nie tylko przyczyni się do wzrostu rangi portów we Wrocławiu, Gliwicach czy Szczecinie, ale pobudzi też polsko-słowacką wymianę handlową i rozwój transgranicznej turystyki wodnej. JAKUB ŁOGINOW 25


Monitor02

18.02.10 00:20

Za

Stránka 26

nami rok zaskakująco bogaty w sukcesy, w tym te najwyższej rangi.

Zimowa

szansa

Adam Małysz

Przyjemnie się robi na wspomnienie, że z mistrzostw świata w lekkiej atletyce w Berlinie nasi reprezentanci przy-

wieźli 8 medali, w tym 2 złote! Anita Włodarczyk zdobyła złoty medal w rzucie młotem, ustanawiając przy tym rekord świata! Anna Rogowska pokonała wielokrotną mistrzynię i rekordzistkę, „carycę skoku o tyczce”, reprezentantkę Rosji Jelenę Isinbajewą! Męska reprezentacja piłkarzy ręcznych zdobyła mistrzostwo świata! Siatkarze zdobyli złoto mistrzostw Europy, a siatkarki brąz! Do tego na absolutne wyżyny wspięła się Justyna Kowalczyk, zdobywając dwa złote medale Justyna Kowalczyk

w dniach 12 – 28 lutego 2010 roku w kanadyjskim Vancouver. Kibic piłkarski zapewne się oburzy, ponieważ niebawem w Republice Południowej Afryki odbędą się mistrzostwa świata, ale tam, niestety, nie będzie naszych reprezentantów. Na kilka dni przed rozpoczęciem igrzysk cieszą sukcesy i forma Justyny Kowalczyk. Nasza brązowa medalistka z Turynu na 30 kilometrów sprawi zapewne, że Tomasz Sikora

wy kibiców na najwyższą próbę. A mowa oczywiście o XXI Igrzyskach Olimpijskich, które odbędą się

szybciej zabiją nam serca. Poprzedni sezon w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata (PŚ) w biegach kobiet zakończyła na pierwszym miejscu. Obecnie również jest w superformie i odnosi sukces za sukcesem.

Konrad Niedźwiedzki

mistrzostw świata! Zasłużenie została wybrana Sportowcem Roku 2009. To ona ma największe szanse – a my nadzieję – na medalowe miejsca podczas zbliżającej się wielkimi krokami długiej chwili nadziei i stresu, która wystawi ner26

MONITOR POLONIJNY


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 27

Katarzyna Bachleda-Curuś

Zaskoczyć mogą również nas jej koleżanki ze sztafety. Największą, jedenastoosobową ekipą, może się pochwalić Polski Związek Narciarski (PZN). Wśród nich tradycyjnie wypada nam liczyć na naszych pięciu skoczków, przede wszystkim na Adama Małysza, ale w tym sezonie idzie im raczej skromnie. Sam Małysz od dawna nie zachwyca, brak mu życiowej formy, ale wciąż wymieniany jest wśród faworytów. Obecnie plasuje się na 9. miejscu klasyfikacji Pucharu Świata. Nasz najlepszy skoczek zdobył już srebrny i brązowy medal olimpijski na igrzyskach w Salt Lake City w 2002 roku oraz niezliczoną ilość medali na mistrzostwach świata i innych zawodach. Już po raz piąty wystartuje na igrzyskach olimpijskich biathlonista Tomasz Sikora. Na poprzedniej olimpiadzie zdobył swój pierwszy medal olimpijski – srebro w biegu masowym. Na drugiej pozycji, najwyższej w karierze, był w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w sezonie 2008/09. W tym wiedzie mu się gorzej, jest 18. w klasyfikacji PŚ. Wprawdzie w obecnym sezonie nie wiedzie mu się najlepiej, ale może zaskoczyć – nadal zaliczany jest do faworytów. W biathlonie wystartuje też pięcioosobowa ekipa kobieca. LUTY 2010

bywać na zgrupowaniach w StaNa igrzyska zakwalifikowali się nach Zjednoczonych i Kanadzie. też łyżwiarze figurowi – PrzemyDnia 10 lutego br., na dwa dni sław Domański i Anna Jurkieprzed rozpoczęciem igrzysk odbęwicz (soliści), biegacze – Maciej dzie się oficjalne przywitanie polKreczmer i Janusz Krężelok, skiej ekipy i wciągnięcie biało-czersaneczkarka Ewelina Staszulowonej flagi na maszt. nek, snowboardziści Anna Jurkiewicz Uroczystość otwarcia – Maciej Jodko oraz (i zamknięcia) zimoPaulina i Mateusz Ligoccy, siedmiu panwych igrzysk po raz czenistów (zawodnipierwszy w historii cy startujący w łyżodbędzie się w… hali. wiarstwie szybkim, BC Place Stadium może pomieścić 60 tys. czyli właściwie w bieludzi, a organizatorzy gach na łyżwach), gwarantują, że będzie a wśród nich Konto niesamowite przerad Niedźwiedzki życie. Do zdobycia jest i Katarzyna Bachle86 złotych medali da-Curuś, bobslejow 15 konkurencjach. wa czwórka oraz Dotychczas nasi repredwoje przedstawiciezentanci w sportach li w short track. Po zimowych na zimopolsku to „łyżwiarwych igrzyskach olimpijskich zdostwo szybkie na torze krótkim” – byli 8 medali – 1 złoty, 3 srebrne jedna z najmłodszych wyczynoi 4 brązowe. W klasyfikacji medalowych dyscyplin sportów zimowej wszechczasów Polska zajmuje wych. 25. miejsce. W tych przypadkach możemy Przed nami igrzyska olimpijjednak liczyć raczej tylko na łut skie. Nieliczne szanse Polaków na szczęścia. Ostateczny skład polskiej ekipy olimpijskiej zostanie Ewelina Staszulonek zatwierdzony przez zarząd Polskiego Komitetu Olimpijskiego (PKOl) 27 stycznia, już po zamknięciu tego numeru. Nasi zawodnicy będą przemiejsca medalowe nie napawają optymizmem, ale cóż, takie są realia. Trzymajmy kciuki za naszych faworytów. Kibicujmy całej reprezentacji, ich sukcesy będą najlepszą promocją Polski. Medal dla zawodników polskich w kategorii, w której nie są oni uznawani za faworytów, byłby dużym zaskoczeniem, ale… dajmy się zaskoczyć. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

27


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 28

Szanowni Czytelnicy!

Szanowni Państwo, Czytelnicy „Monitora Polonijnego“, Członkowie i Przyjaciele Klubu Polskiego na Słowacji! Pragnę Państwa poinformować, że Klub Polski został zarejestrowany jako organizacja, która może przyjmować dotacje 2 % z podatków za rok 2009 od osób fizycznych i prawnych. Jak zapewnie Państwo wiecie, Klub Polski nie otrzymuje środków finansowych na działalność, ale na poszczególne projekty, które i tak nie pokrywają całości wydatków z nimi związanych. Działalność klubowa jest widoczna nie tylko dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury Republiki Słowackiej, ale też dzięki pomocy Wydziału Konsularnego Ambasady Polskiej na Słowacji, Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“ czy Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie. Głównie jednak dzięki wielkiemu zaangażowaniu aktywnych działaczy i członków Klubu na terenie całej Słowacji. Wierzymy, że możliwość przekazania 2 % z podatków na rzecz Klubu Polskiego pomoże w realizacji jego działań. Osoby zatrudnione w oparciu o umowę o pracę przedkładają w swoim (właściwym dla miejsca zamieszkania) Urzędzie Skarbowym potwierdzenie od pracodawcy o zapłaceniu podatku wraz z oświadczeniem o przekazaniu jego 2%. Wzory druków znajdują się na stronie internetowej www.rozhodni.sk. Firmy i osoby prowadzące działalność gospodarczą w końcowej części zeznania podatkowego za rok 2009 wpisują tylko nazwę, IČO i adres naszej organizacji. Informacja dla urzędu o odbiorcy 2% Państwa podatku to pełna nazwa, IČO i adres, a więc; Klub poľsky - spolok Poliakov a ich priateľov na Slovensku, IČO 30807620, Nam. SNP 27, 814 99 Bratislava. Informacje o zarejestrowanych na rok 2009 organizacjach (w tym o Klubie Polskim) znajdują się na wspomnianej wyżej stronie internetowej www.rozhodni.sk. Zachęcamy wszystkich Państwa do wykorzystania tej możliwości wsparcia Klubu, która ofiarodawców nic nie kosztuje poza odrobiną czasu, poświęconego na wypełnienie formularzy. Z uszanowaniem i pozdrowieniami Irena Cigaňova, Prezes Klubu Polskiego na Słowacji

L U T Y

W

I N S T Y T U C I E

➨ SŁOWACKIE TOURNE KONCERTOWE POLSKIEJ GRUPY MUZYCZNEJ PAPRIKA KORPS Współorganizator: Gentle Groove Production • 9 lutego, godz. 20.00, Nitra, Valašský šenk, Mostná 35 • 10 lutego, godz. 19.00, Bańska Bystrzyca, Club 77, Horná 54 • 11 lutego, godz. 21.00, Bratysława, NuSpirit Club, Šafárikovo nám. 7 • 12 lutego, godz. 20.00, Koszyce, Colloseum club, Vrátna 70 ➨ PREMIERA PROJEKTU MULTIMEDIALNEGO Vĺčik Vasilija Sigareva w reżyserii polskiej reżyserki Joanny Zdrady-Biel 12 i 13 lutego, godz. 19.00, Koszyce, Štátne divadlo Koszyce, Hlavná 58 28

Na imprezy, organizowane przez Klub Polski, jego członkinie przygotowują wyśmienite smakołyki. Często pytacie Państwo nas, jak przygotować te smaczne wypieki czy inne dania, dlatego od nowego roku w rubryce „Piekarnik“ zamierzamy prezentować te przepisy, które cieszyły się największym zainteresowaniem Państwa. Prosimy więc Czytelników o przysyłanie pod adresem e-mail redakcji (monitorp@orangemail.sk) przepisów na ulubione dania i potrawy. Redakcja Monitora Polonijnego poszukuje osoby z

chętne do współpracy z redakcją, które będą pełniły funkcję korespondów z tego regionu. Kontakt z redakcją: monitorp@orangemail.sk telefon: 031/5602891

P O L S K I M

➨ UROCZYSTE PODPISANIE UMOWY O WSPÓŁPRACY POMIĘDZY SŁOWACKIM TOWARZYSTWEM HISTORYCZNYM przy SAV i Polskim Towarzystwem Historycznym 16 lutego, godz. 10.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 ➨ OTWARCIE WYSTAWY PASTELE Bernadetty Stępień • 19 lutego, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Ekspozycja będzie prezentowana do 19 marca 2010 r. ➨ POLSKA NA FESTIWALU PAŃSTW 22-28 lutego, Bratysława, Polus City Center, Vajnorská 100, Madison Avenue ➨ WYSTAWA WYBRANYCH PRAC Z KONKURSU FRYDERYKU, WRÓĆ DO WARSZAWY!, organizowanego przez Galerię Plakatu AMS • 22-28 lutego

Żyliny i Martina

➨ WYSTAWA „SATYRYKON” • 22-28 lutego wybór najlepszych prac z aktualnie prezentowanej wystawy w Instytucie Polskim ➨ POLSKA W POLUSIE • 27 lutego, godz.15.00 -19.00 • prezentacja Polski, połączona z kwizem na temat Polski (historia, symbole, geografia, kultura i wybitne osobistości) - Koncert polskiej grupy muzycznej Dzień dobry Współorganizator: Polus City Center ➨ KONCERT POLSKIEGO PIANISTY PAWŁA KOWALSKIEGO I ORKIESTRY PAŃSTWOWEJ FILHARMONII pod batutą polskiego dyrygenta Jerzego Swobody 25 lutego, godz. 19.00, Koszyce, Dom Sztuki, Moyzesova 66 W programie utwory Fryderyka Chopina MONITOR POLONIJNY

L


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 29

Klub Polski Bratysława zaprasza 15.02.2010 (poniedziałek) na godz.16.30 do Instytutu Polskiego (Nám. SNP 27) na zebranie swoich członków. Tematem spotkania będzie podsumowanie działalności organizacji w 2009 roku, wybór Zarządu oraz wybór delegatów na Nadzwyczajny Kongres Klubu Polskiego. Po zebraniu zapraszamy na noworoczne spotkanie przy ciasteczku i winie.

„Magazyn Polski“ zostanie wyemitowany 18 lutego o godzinie 20.00. na falach Radia Słowackiego V. programu.

UWAG A!!! Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na rok 2010 wynosą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100). Dokonując wpłaty prosimy o napisanie w formularzu bankowym imienia i nazwiska. Nowych prenumeratorów prosimy o zgłoszenie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt do redakcji: monitorp@orangemail.sk lub nr tel. 0907 139 041. LUTY 2010

Ciągle powracający...

K

iedy byłem studentem krakowskiej AGH, miałem w pewnym momencie szansę studiowania w Związku Radzieckim, ewentualnie w Niemczech bądź w Austrii. To były czasy tzw. wczesnego Gierka, kiedy Polska szczelnie skryta za komunistyczną kurtyną próbowała nieco otworzyć się na Zachód. Ale to właśnie wtedy powiedziałem sobie, że przecież jestem Polakiem, że tutaj, nad Wisłą jest moje miejsce, mój dom, moja rodzina - czegóż więc mam szukać po świecie... I nigdzie nie wyjechałem. Wyjeżdżałem jedynie na krótkie wycieczki do różnych krajów europejskich - początkowo jako turysta, a potem jako pilot tychże wycieczek, organizowanych przez „Juventur”. Ale któregoś dnia, żyjąc w Tarnowie w wolnej już, demokratycznej Polsce, opuściłem ją - wbrew studenckiemu przyrzeczeniu. Wyjechałem w sierpniu 1995 roku, bo - po różnych, nienajlepszych doświadczeniach - chciałem coś w swoim (naszym) życiu zmienić. Kiedy w sierpniową noc wraz z sąsiadem Zdzichem wsiedliśmy do samochodu, który powiózł nas na warszawskie lotnisko Okęcie, moja 5-letnia córeczka stała na ulicy i patrzyła z niedowierzaniem na to, co się dzieje. Okryta czerwoną kurteczką, trzęsła się z zimna i... milczała. Żadnego słowa, żadnego ruchu ręką, po prostu stała i patrzyła, jak samochód niknie w ciemnościach. A ja płakałem, jakbym nigdy nie miał już do niej powrócić. Umowa z żoną była taka: jadę do Stanów Zjednoczonych na rok, góra dwa. Zdobędę jakąś pracę, zarobię trochę dolarów, po czym wrócę najpóźniej na komunię naszej córeczki. Na lotnisku w Newark, już na amerykańskiej ziemi, czekała na nas siostra mojego sąsia-

da Irena z mężem Tadeuszem. Lotnisko przytłaczało swoim ogromem, Okęcie przy Newark to po prostu... kurnik. Szybko przekonałem się, że najważniejszą monetą w USA jest tzw. kłodra, czyli 25-centówka. Do każdego automatu czy pralki trzeba wrzucać właśnie 25-centówki. Wszystko mnie szokowało. Nigdy nie śniłem o Ameryce i pewnie dlatego rozczarowywała mnie na każdym niemal kroku. Zamieszkaliśmy u Ireny na ogromnym osiedlu Ivy Hill w największym mieście stanu New Jersey - w Newark. Obok są miasteczka Irvington, Springfield, South Orange, West Oraange... Wszędzie pełno Murzynów, bałem się chodzić po ulicach – jak potem się dowiedziałem, przestępczość w tych miastach jest bardzo wysoka. Bloki nie lepsze niż w Polsce. Domy... ach, domy miałem wrażenie, że te prowizorycznie postawione drewniane budy zaraz zrówna z ziemią spychacz, a potem budowlańcy zaczną wreszcie budować normalne domy. W mieszkaniach nie ma pralek – pierze się w ogólnodostępnych, olbrzymich pralniach miejskich. Mieliśmy też pralnie w każdym blokowisku na Ivy Hill. Po wrzuceniu brudnej bieliz-

29


Monitor02

18.02.10 00:20

Stránka 30

ny, a potem 4 „kłoder”, czyli 25-centowek, uruchamia się pralkę, a pół godziny później wyciąga się podobno już czyste rzeczy... W takich chwilach zawsze marzyłem o wypraniu swoich rzeczy w domowej pralce w Polsce. Z czasem do tego wszystkiego przywykłem, a wiele rzeczy nawet zaczęło mi się podobać, bowiem Amerykanie z pewnością są narodem praktycznym. Na drugi dzień po przylocie Irena załatwiła mi i Zdzichowi pracę. Przez dwa dni sprzątaliśmy ogródek pewnej starszej Amerykance

Irenie spotkałem znajomego z Tarnowa, który pomógł mi zmienić pracę. Dnia 13 października 1995 roku, do tego w piątek, zacząłem pracować w redakcji „Nowego Dziennika” w Nowym Jorku. Przyjmował mnie do pracy założyciel i redaktor naczelny tej gazety, człowiek-legenda Bolesław Wierzbiański. Od tej pory na Manhattan dojeżdżałem codziennie autobusem. Po ponad czterech latach przeniosłem się do Wallington, które znajduje się bliżej Manhattanu, ale wciąż w New Jersey. To najbardziej polskie mia-

i porządkowaliśmy garaż, zapchany aż po sufit mnóstwem niepotrzebnych rzeczy. Zarobiłem w ten sposób swoje pierwsze 80 dolarów. A potem zacząłem pracować w ekipie remontowo-malarskiej u Irlandczyka McMurphy’ego. Było nas pięciu Polaków: dwóch młodych chłopaków, ja - pan w średnim wieku i dwóch panów dobrze po sześćdziesiątce. W różnych miastach w stanie New Jersey malowaliśmy domy. Nie raz, stojąc na ostatnich szczeblach drabiny na wysokości drugiego piętra, modliłem się, aby nie spaść. Praca była ciężka i niebezpieczna - boss jednak nawet nie pomyślał np. o pasach zabezpieczających przed upadkiem, bo to kosztuje. Często się pociłem... ze strachu. Po dwóch tygodniach wynajęliśmy ze Zdzichem apartament na Ivy Hill. Po dwóch miesiącach dzięki

steczko w USA – liczy 12,5 tysiąca mieszkańców, z czego 80 procent przyznaje się do polskiego pochodzenia. Stąd dotarcie do redakcji zajmuje mi około 50 minut. Miałem więc stałą i nieźle płatną jak na warunki amerykańskie - pracę. Poszedłem do szkoły, aby uczyć się angielskiego. Dzięki kierownictwu redakcji szybko uzyskałem pozwolenie na pracę, a potem pobyt stały, dzięki czemu mogłem pracować legalnie. Mogłem też cieszyć się z posiadania ubezpieczenia medycznego, które w tym kraju dużo kosztuje i dlatego dla wielu Amerykanów jest niedostępne. Szybko wciągnąłem się w swoją pracę. Bywanie wśród Polonii, pisanie o jej problemach dawało i wciąż daje mi radość i satysfakcję. Mnie na początku pomogło wiele osób, więc teraz ja - kontynuując łańcuszek dobrej woli - staram się służyć

30

pomocą rodakom. Bo dziennikarstwo, czego uczono mnie na studiach dziennikarskich w Warszawie jeszcze za władzy ludowej, jest służbą, służbą dla ludzi, z którymi się pracuje, którzy chcą nas czytać i słuchać. Zacząłem też bywać na Światowym Forum Mediów Polonijnych w Tarnowie, reprezentując „Nowy Dziennik”. To właśnie na Forum uświadomiłem sobie, jaka jest różnica między mną, a na przykład koleżankami po fachu ze Lwowa. One są Polkami, od których Polska kiedyś odeszła, a ja jestem dobrowolnym emigrantem, który kiedyś wyjechał z Polski. Na Forum wraz z Tadeuszem Urbańskim ze Sztokholmu stworzyłem forumowy kabaret dEFEKT. Połknąłem kabaretowego bakcyla i po powrocie do Stanów stworzyłem kabaret „I po krzyku”. W listopadzie 2009 r. zorganizowałem na Greenpioncie (jest to „polska” dzielnica Nowego Jorku) III Polonijny Kabareton, z udziałem czterech kabaretów ze Wschodniego Wybrzeża USA. W rym roku już po raz 11. wraz ze świetną polską artystką malarką Utą Szczerbą będę organizował Śniadanie Wielkanocne dla Polonii przy pomniku króla Władysława Jagiełły w Parku Centralnym na Manhattanie. Śniadania odbywają się dokładnie w Niedzielę Wielkanocną. Uczestniczy w nich od 200 do 300 osób, nie tylko Polaków. W ten sposób promujemy to bardzo polskie miejsce w sercu Manhattanu. Także na Forum, będąc pośród Polaków z całego świata, uświadomiłem sobie, że przecież szalenie tęsknię za Polską. Mniej więcej dwa razy do roku pakuję więc walizki i... wracam do domu w Tarnowie. I trwa to już 15 lat. Ale któregoś dnia wrócę na stałe. JANUSZ M. SZLECHTA Od blisko 15 lat dziennikarz największej i najbardziej prestiżowej polskojęzycznej gazety w USA. Zajmuje się przede wszystkim problemami Polaków mieszkających w USA, ale interesują go także ich losy w świecie. Strona internetowa gazety: www.dziennik.com MONITOR POLONIJNY


Monitor02

18.02.10 00:21

Stránka 31

To

pytanie rodzice i nauczyciele zadają Wam już w przedszkolu. Wiąże się ono z ważną decyzją, dotyczącą Waszej przyszłej pracy zawodowej, bowiem dorosły człowiek w swoim życiu pracuje średnio 76800 godzin (40 godzin tygodniowo x 48 tygodni w roku x 40 lat)!

Od najmłodszych lat chodzicie do szkoły, by uczyć się różnych przedmiotów. Mama z tatą martwią się o Wasze oceny? Nie przepadacie za matematyką czy biologią? A może lubicie wszystkie przedmioty i nauka idzie Wam jak po maśle?

Lubicie spędzać czas przed komputerem, z łatwością rozwiązujecie zadania z matematyki? Możecie zatem zostać informatykami. Pamiętajcie jednak, że

Zastanówcie się jednak nad swoimi mocnymi i słabymi stronami. Przyjdzie bowiem taki dzień w życiu, kiedy to będziecie musieć wybrać przedmioty, których naukę będziecie kontynuować na studiach. Dla wielu z Was będzie to pierwsza samodzielnie podjęta decyzja.

informatyk większość czasu spędza w pozycji siedzącej, a ponadto cały czas wpatruje się w ekran monitora, co na pewno nie wpływa pozytywnie na wzrok.

Kiedy ja byłam mała wszyscy marzyliśmy, by zostać lekarzami, adwokatami, strażakami czy też nauczycielami. Ale dziś, gdy sięgniecie po gazetę taty i przeczytacie oferty

A może uwielbiacie plastykę i jesteście świetnymi rysownikami? Odpowiednim dla Was zawodem może być projektant wnętrz. Nie zapominajcie jednak, że wykonując go, będziecie musieć śledzić modne trendy i wiele czasu spędzać nad projektami, by trafić w gust klientów.

pracy, zobaczycie, że pojawiło się wiele nowych zawodów. Pamiętajcie jednak, że każdy zawód, jeśli nie jest wykonywany z zapałem i zainteresowaniem, może stać się nudny.

Biologię i chemię macie już w małym paluszku? Możecie nie tylko zostać lekarzami, ale również fizjoterapeutami, pomagającymi odzyskać sprawność fizyczną chorym. Pamiętajcie, że wykonywanie masaży wymaga dużo sił, a praca z chorymi dziećmi wiele cierpliwości.

Dobrze jest mieć marzenia, związane z zawodem, który chciałoby się wykonywać w przyszłości. Już teraz możecie więcej czasu poświęcać wybranym przedmiotom i chodzić na dodatkowe zajęcia z ich zakresu. Chcąc jednak poznać i słabsze strony wybranej profesji, przeprowadźcie małe rozpoznanie, porozmawiajcie z dorosłymi na jej temat. W Waszym otoczeniu na pewno są jacyś przedstawiciele interesujących Was zawodów, którzy Wam o tym opowiedzą – może to tata kolegi, który jest informatykiem, ciocia, pracująca jako stomatolog, sąsiad-podróżnik, a może Wasza mama, która jest księgową? A zatem do dzieła! Nauka może być przyjemna, a decyzja KASIA UFNAL co do wyboru zawodu prosta! LUTY 2010

31


Monitor02

18.02.10 00:21

Stránka 32

…mamy coś słodkiego na te najgorsze chwile w oczekiwaniu pierwszych oznak wiosny, gdy dnia przybywa, ale świat jest jeszcze ponury i nijaki. Niektórzy lubią się wtedy zaszyć gdzieś w kącie i powspominać lato, zastanawiając się, jakie będzie w tym

raffaello pani Katarzyny Biszkopt Składniki:

• • • • • •

4 jajka 3/4 szklanki cukru 1/2 szklanki mąki ziemniaczanej 1/2 szklanki mąki pszennej 1 łyżeczka proszku do pieczenia cukier waniliowy

roku. A w tym wspominaniu z pewnością pomoże im słynne raffaello pani Katarzyny Tulejki. Kto pamięta ubiegłoroczny „Wieczór Szant” na Dunaju, temu smak tych smakołyków przypomni się na pewno! Swój przepis pani Kasia dedykuje pani Małgosi, która swoimi wypiekami częstowała nas w poprzednim numerze.

Masa kokosowa Składniki:

• 2 tabliczki białej czekolady • 2 kubeczki śmietanki homogenizowanej 18% • 2 „Śnieżki” w proszku • 30 dag wiórków kokosowych • płatki migdałowe

Sposób przyrządzania:

Sposób przyrządzania:

Białka ubić, dodając cukier i cukier waniliowy. Potem stopniowo dodać żółtka, obydwie mąki i proszek do pieczenia. Utarte ciasto wylać na blachę, najlepiej wyłożone papierem do pieczenia. Piec w nagrzanym do ok. 180°C piekarniku przez jakieś 20 minut.

Do garnka wlać 2 łyżki wody, dodać rozkruszoną czekoladę, powoli rozpuszczając na małym ogniu. Następnie dolać śmietankę i lekko mieszać aż do rozpuszczenia składników – masa powinna być lekko ciepła. Potem dobrze wystudzić i po dodaniu „Śnieżki” dobrze ubić mikserem aż do zgęstnienia. Na koniec dorzucić wiórki kokosowe i lekko wymieszać łyżką.

Upieczony biszkopt przekroić na pół, posmarować połową masy kokosowej i przykryć drugą częścią ciasta. Wierzch pokryć resztą masy, posypać wiórkami i płatkami migdałów.

P.S. Czekamy na Państwa przepisy, nie tylko na ciasta czy słodycze. Czuję, że skrywają Państwo w swoich kuchniach prawdziwe perły!

Wszystko to brzmi… pysznie, a zatem nie ma co zwlekać – zabierajmy się do roboty. Pani Kasia (i ja) życzymy smacznego! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2010/2  
Monitor Polonijny 2010/2  
Advertisement