Issuu on Google+

Monitorek01

02.01.10 13:11

Strรกnka 1


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 2

Odznaczenie dla księdza Vladimíra Jukla

K

siądz Vladimír Jukl – twórca konspiracyjnej siatki podziemnego Kościoła katolickiego na Słowacji otrzymał 30 listopada w siedzibie Ambasady RP w Bratysławie polski Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi. W imieniu prezydenta RP odznaczenie wręczył ambasador Andrzej Krawczyk. dził ponad 13 lat. Na wolność wyszedł dopiero w 1965 r. W 1971 r. wyświęcono go potajemnie na księdza katolickiego, dzięki czemu nie podlegał ograniczeniom, jakie narzuciły Kościołowi komunistyczne władze. Oficjalnie był profesorem matematyki na bratysławskim Uniwersytecie Komeńskiego. Wraz z dzisiejszym kardynałem Janem Chryzostomem Korcem stworzył system podziemnych Kursów Apostolatu Laickiego, które wychowały parę pokoleń działaczy ruchu obrony praw wierzących w Czechosłowacji. „Dziękuję polskiemu prezydentowi panu Lechowi Kaczyńskiemu oraz panu ambasadorowi Andrzejowi Krawczykowi za uhonorowanie księdza Jukla najwyższym polZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

„Ksiądz Vladimír Jukl przyczynił się do nawiązania kontaktu słowackiego tajnego kościoła z Watykanem, w tym z papieżem Janem Pawłem II poprzez polskich działaczy. Zasłużył się w promowaniu polskiego Kościoła jako ośrodka myśli intelektualnej i teologicznej, naśladowanego przez słowackich katolików“ – tak pokrótce scharakteryzował działalność i zasługi odznaczonego ambasador Krawczyk. Obecny podczas uroczystości były premier RS Jan Čarnogurský przypomniał zebranym trudną drogę życiową Vladimíra Jukla (ur. w 1925 r.), który w czasach stalinowskich – w 1951 r. – został aresztowany za aktywność w studenckim duszpasterstwie i skazany na 25 lat więzienia, gdzie spę-

skim odznaczeniem – powiedział na zakończenie swojego przemówienia Ján Čarnogurský. – Żałuję, że słowackie władze do tej pory nie potrafiły docenić tak szczególnego człowieka“. Wśród licznie zebranych gości nie zabrakło też księdza Stanisława Ługowskiego, który od wielu lat pracuje na Słowacji i który pod koniec lat 70-tych towarzyszył księdzu Juklowi podczas jego pobytu w Polsce. Celem tej misji było między innymi spotkanie z papieżem Janem Pawłem II. „Wraz z Vladem byliśmy na mszy, którą odprawiał nasz papież w Krakowie – wspominał ksiądz Ługowski. – Vlado z obawy, że będzie kontrolowany przez tajne służby, oddał mi zaproszenie na tę szczególną mszę. Przez lata przechowywałem je, by oddać Vladowi w odpowiednim czasie“ – powiedział, wręczając pożółkłe już zaproszenie na spotkanie z papieżem. Na uroczystość z okazji odznaczenia księdza Jukla do ambasady przybyło wielu gości, przedstawicieli słowackich elit politycznych i intelektualnych, wśród których znaleźli się między innymi były przewodniczący KDH Pavol Hrušovský, były minister spraw wewnętrznych Vladimír Palko, posłowie parlamentu słowackiego oraz przedstawiciele korpusu dyplomatycznego. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

2

MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 3

Jakież było zdziwienie pewnej Amerykanki, gdy moja słowacka znajoma na jej zdawkowe pytanie „How are you?“ zaczęła opowiadać ze szczegółami o tym, jak to po wylądowaniu w Ameryce zaginął na lotnisku jej bagaż. Słowaczka bowiem, przyzwyczajona do naszego modelu komunikowania się, grzecznościowe amerykańskie „Jak się masz?“ odebrała jako oczywisty przejaw prawdziwego zainteresowania ze strony Amerykanki. Czy to w Polsce, czy na Słowacji, zadając takie pytanie, dowiadujemy się zwykle, co w ostatnim czasie wydarzyło się w życiu naszych rozmówców, dokąd wyjeżdżają czy skąd wrócili, kto ich odwiedził lub odwiedzi, co planują itd. To po prostu forma nawiązania kontaktu, podtrzymania rozmowy. I trudno nam czasami zrozumieć, że Amerykanie „ How are you?“ traktują jak kurtuazyjne powitanie i nie oczekują żadnej innej odpowiedzi, niż: „I am fine, thanks“. Zgodnie z naszym modelem komunikacji spytaliśmy, co słychać w środowisku polonijnym, i otrzymaliśmy konkretne odpowiedzi, które publikujemy w „Wywiadzie miesiąca“. Oprócz tego w tym numerze publikujemy też relacje z imprez Klubu Polskiego, które odbyły się w grudniu, rozmowę z przewodniczącą innej organizacji, skupiającej Polonię w Żylinie i okolicy, i wiele innych ciekawych artykułów. Przed nami Nowy Rok, który zapewne przyniesie nowe wydarzenia, nowe wyzwania. W tym roku obchodzimy piętnastolecie naszego pisma! Tak, tak! W grudniu 1995 roku pojawił się zerowy numer „Monitora Polonijnego“. W związku z jubileuszem w nowej rubryce „15 lat Monitora“ zamierzamy przedstawiać Państwa wspomnienia, związane z naszym pismem. Zachęcamy zatem do przesyłania ich pod adresem redakcji. Piętnastolecie pisma w sposób szczególny planujemy uczcić pod koniec roku. Przygotowania do tego przedsięwzięcia już się rozpoczęły. O szczegółach będziemy Państwa informować. A tymczasem do życzeń miłej lektury dołączamy życzenia noworoczne – wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! W IMIENIU REDAKCJI

REDAKTOR NACZELNA „MONITORA POLONIJNEGO“

We władzy wyobraźni, czyli szalony rok 1910 Z KRAJU WYWIAD MIESIĄCA Czesław Sobek o Klubie Polskim – organizacji polonijnej, liczącej już 16 lat 15 LAT „MONITORA” Z NASZEGO PODWÓRKA CO U NICH SŁYCHAĆ? Przeżyć tak wiele i zachować pogodę ducha POLSKO-SŁOWACKIE ZWIĄZKI HISTORYCZNE Katolicy w sercu komunistycznej Europy – przypadek Słowacji MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Czesław Śpiewa TO WARTO WIEDZIEĆ Znad Prosny do Kamerunu BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Trzy razy o polskim kinie SPORT!? Naszych biją! PRZEGLĄD POLSKIEJ PRASY KINO-OKO Czy w każdym z nas drzemie zło? OKIENKO JĘZYKOWE Wszystkie te -ingi Język słowacki pomaga znaleźć pracę w Polsce OGŁOSZENIA CZYTELNICY PISZĄ ROZSIANI PO ŚWIECIE Moje polsko-egipskie życie w Egipcie MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Bajka o bałwanku PIEKARNIK Karnawał we własnym gronie

4 4 6 8 8 16

18 19 20 22 24 25 26 26 28 28 29 30 31 32

Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na rok 2010 będą wynosić 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Do końca roku 2009 obowiązuje cena promocyjna – 10 euro (dla emerytów, rencistów i studentów – 8 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100). Dokonując wpłaty prosimy o napisanie w formularzu bankowym imienia i nazwiska. Nowych prenumeratorów prosimy o zgłoszenie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt do redakcji: monitorp@orangemail.sk lub nr tel. 0907 139 041.

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c ov á , A n n a M a r i a J a r i n a , A l i c j a Ko r c z y k - C h o v a n e c , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , M a g d a l e n a P i e t z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín

www.polonia.sk STYCZIEŃ 2010

3


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 4

We władzy wyobraźni, czyli szalony rok 1910

K

ażdemu z nas zdarzyło się pewnie zastanawiać, które z codziennych spraw – osiągnięć i problemów – będą miały znaczenie w przyszłości.

Porzekadło: „Obyś żył w ciekawych czasach” często kojarzy się z rozmaitymi zmianami i przeszkodami, mającymi wpływ na tak zwane zwykłe życie. Tymczasem wystarczy spojrzeć na dokonania człowieka z innej perspektywy, na przykład rzucić okiem wstecz – i już wydaje się nam, że… kiedyś to było życie… Nie ma chyba wynalazku nie okupionego trudem tworzenia, nie ma rewolucyjnych zmian bez godzin, spę-

dzonych na dyskusjach, rozejrzyjmy się więc wokół, a nuż coś, co z pozoru wydaje się tylko szalo-

THEODORE ROOSEVELT

POLSKA PRZYPOMNIAŁA sobie rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, który został wprowadzony 13 grudnia 1981 r. na terenie całego kraju na mocy uchwały Rady Państwa z dnia 12 grudnia 1981 roku. ORYGINALNY NAPIS „Arbeit macht frei”, wiszący nad bramą wejściową do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz I, został skradziony 18 grudnia br. Komendant Wojewódzki Policji w Krakowie ufundował 5 tys. nagrody dla osób, które pomogłyby w schwy4

taniu sprawców. Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu ustanowiło 100 tysięcy złotych nagrody za pomoc w odnalezienia skradzionej tablicy. Kradzieżą byli oburzeni politycy, w tym prezydent Lech Kaczyński, o czym informował jego minister Paweł Wypych, który ponadto stwierdził: ,,Takiego czynu mógł dokonać tylko szaleniec”. Kradzież napisu wywołała ogromne poruszenie w Izraelu. SZYLD ,,ARBEIT MACHT FREI”, skradziony z Oświęcimia, został odnaleziony w niedzielę wieczorem 20 grudnia. Policja zatrzymała pięć osób w wieku od 20 do 39 lat z województwa kujawsko-pomorskiego. Zleceniodawcą kradzieży nie był obywatel Polski. Jak 29 grudnia informowały ,,Wiadomości” TVP, był nim oby-

BRACIA WRIGHT

nym pomysłem konstruktorów czy naukowców lub niezbyt mądrym postulatem polityków, w przyszłości będzie postrzegane jako krok, zmieniający kierunek, w którym zmierzał świat. Sto lat temu ludzkość musiała z niedowierzaniem patrzeć na rozwijający się z dnia na dzień przemysł lotniczy. Pierwsi lotnicy poczynali sobie coraz odważniej. Śmiałkowie – jak na przykład Leo Chavez – próbowali bardzo niebezpiecznych wówczas lotów nad górami (Chavez przeleciał nad Alpami). Były już wówczas prezydent USA Theodore Roosevelt również nie oparł się rozrywce, przeznaczonej dla prawdziwych śmiałków, i zdecydował się odbyć lot samolotem, by zapewne pokazać obywatelom własną odwagę, a zarazem bezpieczeństwo nowego środka transportu. Naukowcy pracowali jak szaleni – trwały badania nad konstrukcją silnika odrzutowego, które pod koniec roku 1910 zakończyły

watel szwedzki, powiązany ze szwedzką organizacją neonazistowską, która potrzebowała pieniędzy na przygotowanie zamachu na parlament w Sztokholmie. Tablicę chciał kupić kolekcjoner, też ze Szwecji. PREZYDENT LECH KACZYŃSKI ułaskawił 18 grudnia trzech braci, skazanych za lincz we Włodowie. Równocześnie wyznaczył dla nich 10-letni okres próby, co oznacza, że jeśli w tym czasie popełnią przestępstwo, kara za lincz zostanie im odwieszona. Do linczu we Włodowie doszło 1 lipca 2005 roku. Mieszkańcy wsi i skazani w tej sprawie przez kilka lat utrzymywali, że sami wymierzyli sprawiedliwość, albowiem zabity przez nich C. stanowił zagrożenie dla całej wsi, biegając po ulicach z maczetą. Sąd Apelacyjny w Bia-

łymstoku uznał jednak, że te tłumaczenia nie znalazły odzwierciedlenia w aktach sprawy. WEEKEND 19 - 20 GRUDNIA był wyjątkowo tragiczny. W Polsce zamarzły aż 42 osoby – wynika ze statystyk Komendy Głównej Policji. Policjanci apelowali, by nie przechodzić obojętnie obok osób pijanych lub bezdomnych, nie mających schronienia. Temperatury w całej Polsce spadły do 15 stopni poniżej zera, a miejscami do ponad minus 20 stopni. Mróz sparaliżował kraj. W kilkudziesięciu miejscach w Polsce pociągi poruszały się wahadłowo. Powodem były zniszczone przez mróz tory. W DNIU 19 GRUDNIA w Afganistanie w prowincji Ghazni podczas wymiany ognia zginął kolejny polski żołnierz, starszy szeregowy MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 5

się sukcesem – rumuński inżynier Henri Coanda odbył pierwszy lot własnym odrzutowcem. Równolegle ojcowie lotnictwa bracia Wright po licznych próbach przeprowadzili w USA pierwszy kontrolowany lot samolotu z ładunkiem handlowym. Czy komukolwiek śniło się wówczas, jak wielkie zmiany przyniesie to w przyszłości? Na światowym niebie tryumfowały wówczas dziś

A teraz, po rozrywce dla dużych i małych chłopców, coś z zupełnie innej beczki – czy wiecie, drodzy Państwo, że 8 marca 1910 roku na zjeździe kobiet socjalistek w Kopenhadze ustanowiono ten dzień Świętem Kobiet? Można się dzisiaj spierać o sens na siłę rozdawanych tulipanów, ale wówczas kobietom bynajmniej nie chodziło o kwiaty, ani tym bardziej o rajstopy – walczyły o prawa do bezpiecznej pracy, o ważność swojego wyborczego głosu. Współcześnie wydaje się

niemalże nieobecne sterowce, a samolociki, przypominające dziecięce zabaweczki, budziły raczej uśmiech powątpiewania. Kto by pomyślał, patrząc w przestworza, że sto lat później, aby zapewnić bezpieczne loty rozmaitym rodzajom maszyn lotniczych, trzeba będzie podzielić podniebną przestrzeń na korytarze i sektory… Michał Kołek. Polski patrol, którego był członkiem, został zaatakowany przez talibskich rebeliantów w odległości około 3,5 kilometra na północ od bazy ogniowej Four Corners. OD NOWEGO ROKU emerytury dziewięciu byłych członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, w tym m.in. generałów Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka, będą mniejsze o połowę – poinformował dyrektor departamentu prasowo-informacyjnego MON płk Wiesław Grzegorzewski, tłumacząc, że obniżka emerytur wynika z tzw. ustawy dezubekizacyjnej. PROCES BEATYFIKACYJNY Jana Pawła II zbliża się ku końcowi. Po zamknięciu dochodzenia ws. cudu, przypisywanego wstawiennictwu papieża, wystarczy tylko podpis STYCZIEŃ 2010

Benedykta XVI i ogłoszenie daty beatyfikacji. Benedykt XVI dekret o uznaniu heroiczności cnót Jana Pawła II podpisał 19 grudnia, zamykając zasadniczą część procesu beatyfikacyjnego swego poprzednika. Podpisał też dekret o męczeństwie księdza Jerzego Popiełuszki, kończący proces beatyfikacyjny kapelana „Solidarności” i umożliwiający wyznaczenie daty wyniesienia go na ołtarze. AŻ 36 OSÓB ZGINĘŁO, a 338 zostało rannych w 251 wypadkach – to bilans wydłużonego świątecznego weekendu na polskich drogach. Policjanci oceniają, że mimo wszystko było spokojniej niż rok temu. Jak powiedział rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski, niepokojące jest jednak to, że aż 16 z 36 ofiar wypadków to piesi.

to oczywiste, że kobieta może kierować firmą, szkolić się i bez skrępowania zasiadać za kierownicą własnego samochodu, ale sto lat temu takie pomysły uznawano po prostu za szalone. Gdyby się jednak głęboko zastanowić, również i dziś kobiety bywają dyskryminowane, ale możliwości egzekwowania prawa mają już daleko bardziej nowoczesne, bo podstawy dały im właśnie kobiece ruchy sprzed stu lat. Dzisiaj tyle się dzieje – w medycynie, w motoryzacji, w życiu politycznym – że trudno nam wyłuskać to, co może mieć znaczenie za sto lat. Naszym przodkom podwaliny obecnych niezbędnych już elementów codzienności często wydawały się niepotrzebne i głupie, niczym sny szalonego naukowca. A my? Spojrzyjmy na otaczający świat i przemiany, które w nim zachodzą oczyma przyszłościowej wyobraźni. Kto wie, może ekologia, rozwój medycyny, Internet będą pierwszym krokiem do czegoś, co za sto lat odmieni świat na lepsze? A my pozostaniemy świadkami tych ciekawych czasów… AGATA BEDNARCZYK

RZECZNIK PRAW Obywatelskich Janusz Kochanowski zachorował na świńską grypę. Najpierw 25 grudnia opublikował tę informację na swoim blogu, a później na stronie internetowej opublikował zeskanowane zaświadczenie, potwierdzające obecność w jego organizmie wirusa grypy typu A/H1N1. Kochanowski bardzo krytykował rząd za brak działań wobec pandemii grypy. Ironią jest, że 1 grudnia wystąpił do Prokuratury Krajowej o wszczęcie postępowania ws. braku szczepionek przeciwko grypie typu A/H1N1. Tłumaczył to dbałością o zdrowie obywateli i tym, że minister zdrowia Ewa Kopacz ,,stworzyła niebezpieczeństwo powszechnego zagrożenia” epidemią. W TRZECIM TYGODNIU grudnia na terenie Polski zarejestrowano

38 824 zachorowania i podejrzenia zachorowań na grypę. Zmarło 13 osób, u których potwierdzono zakażenie wirusem A/H1N1 – wynika z danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny. RZĄDOWE STRONY internetowe znów stały się celem hakerów, o czym poinformował 29 grudnia „Dziennik Gazeta Prawna”. „Możesz mnie zatrzymać, ale nie zatrzymasz nas wszystkich... Pozdrowienia dla Pana Premiera” – takie zdanie witało wszystkich internautów, którzy weszli na stronę rządowej Rady ds. Uchodźców. Nieznany haker zapowiada kolejne ataki. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego oficjalnie nie zareagowała na te informacje. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 6

Czesław Sobek o Klubie Polskim

organizacji polonijnej, liczącej już 16 lat Jakie przedsięwzięcia planuje Klub Polski na 2010 rok? W ubiegłym roku minęło 15 lat od założenia Klubu Polskiego. Ponieważ nie zostało to w żaden sposób uwypuklone przez poprzednie władze Klubu, to w tym roku w związku z 15 rocznicą powstania „Monitora Polonijnego” planujemy prezentację naszej działalność wydawniczej podczas uroczystego koncertu. W ten sposób będziemy świętować 15-lecie naszego pisma i 16-lecie naszej organizacji. Ta impreza zaplanowana na listopad będzie w tym roku imprezą priorytetową. Przez 16 lat działacze Klubu zapracowali sobie na uznanie nie tylko wśród Polonii, ale też w środowisku słowackim. Klub Polski na przestrzeni lat zyskał uznanie w różnych kręgach. Po pierwsze to właśnie założyciele Klubu, na czele których stał Ryszard Zwiewka, przyczynili się do integracji porozrzucanej po całej Słowacji Polonii. Jednym ze sposobów dotarcia do naszych rodaków, mieszkających w różnych zakątkach tego kraju, było stworzenie „Monitora Polonijnego”, adresowanie właśnie do nich. Dzięki temu pismu łatwiej utrzymywać więzi i przekazywać sobie informacje. Klub Polski poprzez swoją działalność na zewnątrz został też zauważony w środowisku słowackim. Przyczyniły się do tego organizowane przez niego imprezy, np. Dni Polskiej Kultury w Koszycach, Dni Polskie w Bratysławie, czy Bale Polskie. W wielu z nich brali udział przedstawiciele elit politycznych, naukowych i kulturalnych Słowacji, obecne były też media słowackie. Przypomnę, że na przykład w jednym z Balów Polskich w Bratysławie wziął udział ówczesny premier 6

N

owy rok to okazja do przedstawienia planów działalności Klubu Polskiego – pierwszej, zarejestrowanej 16 lat temu organizacji polonijnej, działającej na Słowacji. Zwróciłam się więc do obecnych władz Klubu z prośbą o wywiad i jeszcze przed Bożym Narodzeniem udało mi się porozmawiać z jego wiceprezesem Czesławem Markiem Sobkiem. Słowacji Mikulaš Dzurinda, zaś Dni Polskie w 2002 roku otwierał prezydent RP Aleksander Kwaśniewski wraz z prezydentem RS Rudolfem Schusterem. Podczas imprez klubowych gośćmi naszymi byli przedstawiciele z Polski: marszałkowie Senatu Longin Pastusiak i Bogdan Borusewicz, dyrektor Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“ Andrzej Chodkiewicz, premier RP Leszek Miller i inni. Klub Polski wychodzi ze swoimi imprezami też poza granice Słowacji: w Polsce i w Austrii odbywają się wystawy prac artystów plastyków, które powstały podczas plenerów organizowanych przez oddział w Koszycach, w Polsce odbyły się wystawy prac plastycznych rodziny Bergerów oraz koncert Bratysławskiej Orkiestry Kameralnej. Klub Polski ma też na swoim koncie publikacje, które powstały w Poważskiej Bystrzycy. Przez kilka lat oprócz nauczania języka polskiego prowadził również działalność edukacyjną w zakresie tańców polskich, a młodzież, biorąca udział w tych zajęciach, występowała podczas imprez klubowych, jak również w Słowackiej Telewizji i Telewizji „Markiza”. Pod znakiem Klubu Polskiego powstało mnóstwo ciekawych przedsięwzięć, które można by jeszcze długo wymieniać, a które przyczyniły się do tego, że zostaliśmy uznani za bardzo aktywną grupę wśród mniejszości narodowych na Słowacji. Praca na rzecz środowiska polonijnego została też doceniona w Polsce, odznaczenia, przyznane przez prezydenta RP dla działaczy pracujących w Klubie Polskim, otrzymali między innymi

Lidia Grala-Bednarčik, Zbigniew Stebel, Tadeusz Błoński czy Irena Zacharová. Ostatni rok chyba jednak nie należał do najbardziej udanych dla Klubu Polskiego, jego działacze skupili się na sprawach wewnętrznych, przez co ucierpiał wizerunek tejże organizacji. Mimo turbulencji, jakie przechodzi Klub, w różnych regionach odbyło się wiele ciekawych przedsięwzięć, które miały zasięg ogólnosłowacki. Wspomnę tu Dubnickie Dni Przyjaźni i Folkloru, projekty artystyczne Klubu w Koszycach, które wykraczają poza granice Słowacji, Wieczór Polskich Szant na Dunaju w Bratysławie, imprezę „Przyjaźń bez granic” w Trenczynie i Organowy Koncert w Nitrze czy XII Zlot Młodzieży Polonijnej w Martinie. O tej ostatniej imprezie co roku informowaliśmy na łamach naszego miesięcznika. W tym roku nie dotarły do nas żadne zaproszenia ani informacje o tym przedsięwzięciu. Zlot się odbył, ale nie został odpowiednio nagłośniony. Niestety zaszwankowała komunikacja między regionami. Zaproszenia do zainteresowanych dotarły zbyt późno i nie każdy był w stanie w ostatniej chwili dostosować swoje plany i wziąć w nim udział. Podczas kongresu Klubu Polskiego, na który będą zaproszeni przedstawiciele wszystkich regionów, z pewnością będziemy rozmawiać o działalności polonijnej w Żylinie i Martinie, gdzie powstała organizacja „Polonus”, zrzeszająca te same osoby, co MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 7

Klub Polski w tych regionach. Od jakiegoś czasu brakuje nam informacji na temat działalności Polonii w tych miastach, co jest mało przejrzyste. Skoro mówimy o imprezach, adresowanych do dzieci i młodzieży, w jaki sposób Klub Polski chce zaktywizować najmłodszych? Z wyjątkiem Klubu w Nitrze, gdzie systematycznie są prowadzone zajęcia z języka polskiego, w pozostałych regionach działalność edukacyjna podupadła po otwarciu Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy Ambasadzie RP. Szkoda, ponieważ te zajęcia cieszyły się olbrzymim powodzeniem.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Może warto wrócić do tej formy działalności? Gdyby udało się nam pozyskać nauczycieli, którzy poprowadziliby takie zajęcia, to moim zdaniem należałoby stworzyć coś w rodzaju przedszkoli polonijnych, adresowanych do młodszych dzieci, by zaszczepiać w nich chęć poznawania języka i kultury polskiej.

Władze Klubu Polskiego zdecydowały o zwołaniu nadzwyczajnego kongresu. Kiedy on się odbędzie? Kongres został zaplanowany na pierwszy kwartał tego roku, powinien odbyć się jak najwcześniej ze względu na perturbacje, wstrząsające Klubem w chwili obecnej. Co konkretnie ma Pan na myśli? Myślę o zachowaniu byłego prezesa, który po odwołaniu z funkcji, pogodził się z faktycznym stanem rzeczy, nawet napisał rezygnację i wysłał ją do wszystkich członków Rady Klubu Polskiego, ale do tej pory nie przekazał obecnym władzom Klubu dokumentacji, łącznie z księgowością. W ten sposób utrudnia działalność naszej organizacji. Do byłego prezesa zostały wystosowane oficjalne listy, na które nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Tego typu działanie, głupie i nieodpowiedzialne jest ze wszech miar karygodne. Czy władze Klubu poszukiwały jakiegoś mediatora, który pomógłby wyjść z sytuacji patowej? Problem dotyczy Polaków za granicą, więc może należałoby zwrócić się o pomoc konsularną? Wydział Konsularny nie przejawia większego zainteresowania działalnością Klubu Polskiego, wybiórczo dofinansowuje niektóre imprezy polonijne. Te odrzucone prośby o dofinansowanie oznaczają nierzadko rezygnację z realizacji danego projektu. Nawet przedsięwzięcia, które zyskują aprobatę w Ministerstwie Kultury RS, wymagają 5 procent współfinansowania, na które dawniej najczęściej działacze polonijni mogli liczyć właśnie ze środków konsularnych. Klub Polski posiada swoją stronę internetową www.polonia.sk, która mimo niedostatków cieszy się dużym

STYCZIEŃ 2010

zainteresowaniem. Czy władze Klubu zamierzają poświęcić jej więcej uwagi? Klub Polski posiada swoje media: „Monitor Polonijny“ o zasięgu ogólnosłowackim i nie tylko oraz swoją stronę internetową. Niestety, działalność klubową ograniczają środki finansowe, których brakuje nie tylko na prowadzenie strony, ale i na spotkania Rady, przejazdy, utrzymania siedzib itd. Warto byłoby pozyskać ludzi, posiadających odpowiednie umiejętności oraz chęci do pracy społecznej na rzecz mediów naszego Klubu. Jakie są plany wydawcy, czyli Klubu Polskiego, względem „Monitora Polonijnego”? Niezłomnie stoję na stanowisku, aby „Monitor Polonijny” był wydawany nadal. Czasopismo osiągnęło wysoki poziom, doceniany zarówno na Słowacji, jak i poza jej granicami. Od wielu lat spełnia rolę ważnego i nieodzownego środka komunikacji i integracji Polonii słowackiej. Obecna sytuacja determinuje konieczność przeprowadzenia głębokiej analizy finansowej zarówno czasopisma jak i wszystkich projektów Klubu Polskiego w celu znalezienia oszczędności środków. Nieodzowne jest również poszukiwanie nowych źródeł finansowania działalności klubowej. Liczyłbym tutaj na pomoc zarówno czytelników „Monitora Polonijnego”, jak i członków Klubu Polskiego, którzy mogliby wskazać firmy chętne do wsparcia naszej działalności dwoma procentami (2%) ze swoich podatków dochodowych za rok 2009. Rejestracja naszej organizacji na rok 2010 pozwala na przyjmowanie środków finansowych z podatku dochodowego osób prawnych, jak również fizycznych. A z okazji Nowego Roku Czytelnikom „Monitora Polonijnego” chciałbym życzyć wszystkiego najlepszego – oby nadal z radością sięgali po lekturę naszego pisma, by poznać ciekawostki z życia Polonii, i oby aktywnie mogli w tym życiu uczestniczyć. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 7


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 8

Spotkanie z przedstawicielami Rady Europy Z 15 lat

„MONITORA“

W

nowej rubryce w związku z 15-leciem „Monitora“ przedstawiamy wypowiedź pana Ryszarda Zwiewki – pierwszego prezesa Klubu Polskiego i jednego z inicjatorów rejestracji naszego czasopisma.

Przed 15 laty, 13 stycznia 1995 r. Rada Klubu Polskiego przygotowała wniosek o zarejestrowanie „Monitora Polonijnego” w Ministerstwie Kultury Republiki Słowackiej. Nasz miesięcznik został zarejestrowany 7 lutego 1995 roku, lecz droga do wydania pierwszego numeru była jeszcze długa. Numer „zerowy” został rozesłany bowiem dopiero w grudniu 1995 roku. Z racji tego, że zbliżało się Boże Narodzenie, dołączono do niego opłatek wigilijny. Podczas II Kongresu Klubu Polskiego w Koszycach w listopadzie 1996 roku podsumowałem pierwszą kadencję działalności naszej organizacji, jak również działalność wydawniczą: „(…) Dopiero pod koniec roku 1995 otrzymaliśmy pewne środki finansowe, które pozwoliły zmierzyć się z odważnym projektem wydania miesięcznika Monitor Polonijny. Już w roku 1994 zdawaliśmy sobie sprawę, że ze względu na rozproszenie naszych członków elementem integrującym może być, oprócz regionalnych Klubów, nasz organ prasowy, który będzie informował o Klubie, o Polakach, którzy zapisali się w życiu Słowacji, o życiu Polonii, o Polsce i o więzach polsko-słowackich. Udało nam się nawiązać kontakt z osobami, dla których po8

sługiwanie się pisanym językiem polskim nie było uciążliwe i od których oczekiwaliśmy, że zapewnią miesięcznikowi dobry poziom. Rada Klubu Polskiego zaakceptowała nazwę miesięcznika, ogólne założenia miesięcznika oraz skład redakcji. Nie ingerowaliśmy w treść artykułów, mając całkowite zaufanie do redaktor naczelnej, pani Danuty Meyzy-Marušiakovej. Nasze zaufanie zaowocowało tym, że miesięcznik miał od samego początku swój niepowtarzalny styl, charakter, który odcisnęła na nim redaktor naczelna...“ W podsumowaniu na kongresie zabrzmiało: „Na koniec chciałbym powiedzieć o bardzo smutnej, dla całej Rady, a myślę, że i dla całego Klubu Polskiego, sprawie. Chodzi mi o Skierkę – czasopismo przygotowywane i wydawane przez Waldemara Oszczędę z Żyliny. To nie my byliśmy pierwsi z polskim czasopismem w Słowacji. To on ze swoją rodziną redagował, wydawał i rozsyłał bardzo sympatyczne pismo, które trafiało do polskich domów. Tą smutną sprawą wcale nie jest to, że on był pierwszy, ale to, że nie potrafiliśmy znaleźć platformy współpracy”. RYSZARD ZWIEWKA Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na cele charytatywne

inicjatywy Komitetu Doradczego Konwencji Ramowej o Ochronie Mniejszości Narodowych 1 grudnia odbyło się spotkanie przedstawicieli Rady Europy z przedstawicielami mniejszości narodowych: polskiej, bułgarskiej i chorwackiej. Polską reprezentowali Czesław Sobek – wiceprezes Klubu Polskiego oraz Mał-

Prezentacja warszawskie Z inicjatywy Ambasady Polskiej 8 grudnia w Bratysławie odbyła się prezentacja warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Zaproszenie na nią przyjęło ponad 120 osób. Prezentacja była adresowana głównie do przedstawicieli słowackich firm i sfery bankowo-finansowej. „Chcieliśmy zainteresować słowackich przedsiębiorców możliwościami warszawskiej giełdy, możliwościami pozyskania środków finansowych na nowe, ciekawe projekty“ – wyjaśniła Monika Olech, radca handlowy ambasady RP w RS. Zebranych gości przywitał ambasador RP w RS Andrzej Krawczyk, MONITOR POLONIJNY


02.01.10 12:40

Stránka 9

gorzata Wojcieszyńska – redaktor naczelna „Monitora Polonijnego“. Spotkanie rozpoczęto od przedstawienia mniejszości narodowych i ich działalności na Słowacji. Bułgarską mniejszość narodową tworzy obecnie około 3 do 4 tysięcy obywateli. Bułgarzy na terenach Słowacji są obecni od 110 lat, w zorganizowanej społeczności działają 100 lat. Chorwacka mniejszość to ok. 2-3 tysiące mieszkańców Słowacji, obecnych tu od ponad 500 lat. Polska mniejszość narodowa to ponad 4 tysiące osób, działających w sposób zorganizowany od 1994 roku. Wszystkie obecne na spotkaniu grupy wyraziły zadowolenie z warunków stworzonych przez państwo słowackie do działania na rzecz mniejszości. Żadna z grup

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Monitorek01

nie wniosła uwag, związanych z ustawą o używaniu języka. Ich przedstawiciele wyrazili niezadowolenie z faktu, że programy telewizyjne, dotyczące ich mniejszości, nie ukazują się systematycznie na antenie STV i że o ich realizacji najczęściej dowiadują się od redaktorów telewizji w ostatniej chwili. Przedstawicieli Rady Europy interesowały również warunki nauczania języka mniejszości. W najlepszej sytuacji są pod tym względem Bułgarzy, mający w Bratysławie szkołę, uznaną za najlepszą szkołę bułgarską poza granicami Bułgarii. Języka chorwackiego można się uczyć w niektórych szkołach w ramach zajęć dodatkowych. Polacy nieodpłatnie prowa-

dzili zajęcia w szkółkach polonijnych w słowackich miastach, w których działa Klub Polski. Po powstaniu Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy Ambasadzie RP w RS większość dzieci i młodzieży zdecydowała się podjąć naukę w tej tzw. polskiej szkole, w związku z czym działalność szkółek polonijnych w niektórych ośrodkach zanikła. Obecnie największym skupiskiem dzieci i młodzieży, uczących się języka polskiego w ramach Klubu Polskiego, może poszczycić się Nitra. Ponadgodzinne spotkanie pokazało, jak ważna jest działalność mniejszości narodowych, nawet tych nie największych, jak bułgarska, polska czy chorwacka. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

zawskiej Giełdy Papierów Wartościowych w Bratysławie

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

podkreślając sukces Słowacji, związany z wprowadzeniem euro, i wskazując osiągnięcia Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. „Nie jestem ekonomistą, ale historykiem, więc może dla ciekawości powiem Państwu, że siedziba giełdy mieści się w byłym budynku KC PZPR“ – powiedział na początku konferencji ambasador.

Prezentacja giełdy zaplanowana była w kilku blokach tematycznych. Zebrani dowiedzieli się, że giełda warszawska powstała w 1991 roku i na początku miała na koncie 5 notowanych spółek – obecnie jest ich 450. Przełomowym momentem dla giełdy był rok 2004, czyli wejście Polski do Unii Europejskiej. W 2008 roku odnoto-

wano 94 debiutujące spółki na warszawskiej giełdzie. Ze słowackich firm obecne na niej są dynamiczna firma „Accace” oraz bankrutująca „SkyEurope”. Wejście firmy na giełdę pomaga jej pozyskać kapitał, przynosi również efekt marketingowy. Grudniowa prezentacja była pierwszą z tego rodzaju na bratysławskim rynku i spotkała się z olbrzymim zainteresowaniem. „Nie spodziewaliśmy się aż takiego zainteresowania. Chcemy więc iść za ciosem i na marzec 2010 roku planujemy kolejną prezentację“ – poinformowała Monika Olech. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 9


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 10

Mikołajki i jasełka w Nitrze

Na

ZDJĘCIA: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

dzieci uczęszczające do polskiej szkółki i przedszkola w Nitrze 2 grudnia 2009 r. czekała miła niespodzianka. Okazało się, że święty Mikołaj zostawił dla wszystkich uczniów słodkie prezenty i telegram, w którym poinformował najmłodszych, że bardzo się spieszy do Polski, aby i tam rozdać prezenty. W telegramie zawarta była też obietnica, że nitrzańską Polonię odwiedzi raz jeszcze. rg

M

ikołajkowe spotkanie połączone z jasełkami odbyło się 13 grudnia w Centrum Wolnego Czasu „Domino“. Zgromadziło ono liczną nitrzańską Polonię: dzieci polskiego pochodzenia, studentów, członków naszego klubu oraz ich sympatyków. Z okolicznościową inscenizacją wystąpili studenci, będący członkami naszego klubu, oraz ucznioPROJEKT ZREALIZOWANY ZE ŚRODKÓW MINISTERSTWA KULTURY RS Z SEKCJI KULTURY MNIEJSZOŚCI NARODOWYCH

10

wie szkółki polonijnej. W spotkaniu uczestniczyli również zaproszeni goście: kierownik Wydziału Konsularnego Urszula Szulczyk-Śliwińska oraz dyrektor Centrum Wolnego Czasu „Domino“ Viktoria Mankovecká. W świątecznej atmosferze polskich kolęd wszyscy nawzajem złożyli sobie życzenia. rg

MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 11

Spotkanie opłatkowe

w Trenczynie R

egionalne spotkanie opłatkowe z Mikołajem odbyło się u nas 5 grudnia z nutką nostalgii, bo po raz ostatni miało ono miejsce w naszej pięknej siedzibie w Centrum Kultury „Sihot”. Łącznie z dziećmi zgromadziło ono ponad 60 osób – członków Klubu z Trenczyna, Dubnicy, Poważskiej Bystrzycy, ich rodziny, przyjaciół. W spotkaniu wzięła też udział kierownik Wydziału Konsularnego pani Urszula Szulczyk-Śliwińska, która przywiozła dla dzieci paczki od Mikołaja z Polski. Były również paczuszki od radnej Miasta Trenczyn pani Jany Fabovej. O program artystyczny postarały się dzieci ze szkółki w Trenczynie. Rodzinne trio skrzypcowe z Dubnicy, czyli Szymonek i Henia Nehezyovi z dziadkiem zagrali kolędę „Cicha noc“. Wystąpił też młody gitarzysta z Poważskiej Bystrzycy oraz Beatka Kołatek, która gwarą śląską opowiedziała nam kilka zabawnych

STYCZIEŃ 2010

opowieści śląskich. Całość występów urozmaiciła nam, grając na pianinie m.in. utwory Chopina, pani Jana Karliková, przyjacióka Klubu Polskiego. Nie zabrakło wspomnień z dzieciństwa o świętach w polskich domach i serdecznej, rodzinnej atmosfery przy dzieleniu się opłatkiem. Potem do pracy zabrała się drużyna Mikołaja, rozdająca dzieciom paczki. Tym maluchom, które z powodu choroby nie mogły wziąć udziału w spotkaniu, paczki pozabierały babcie, które – w zastępstwie wnuków – musiały jednak zarecytować

ZDJĘCIA: MARIOLA PERUŇSKÁ

wierszyk bądź zaśpiewać piosenkę. Wszyscy zaś śpiewali kolędy przy akompaniamencie dwóch gitar. Świątecznie udekorowane stoły uginały się pod tradycyjnymi polskimi daniami i rozmaitymi łakociami, własnoręcznie przygotowanymi przez nasze miłe panie ze wszystkich oddziałów Klubu. Rozstawaliśmy się w ciepłej atmosferze, życząc sobie nawzajem miłych i wesołych Świąt w swoich domach rodzinnych i podobnego spotkania w przyszłym roku. Za pomoc i zaangażowanie przy organizacji mikołajek w Trenczynie dziękujmy konsul Urszuli SzulczykŚliwińskiej oraz kierownik Centrum Kultury Ivecie Matejkovej. Wszystkim członkom Klubu należą się natomiast podziękowania za ciepłe słowa i niezapomnianą atmosferę. RENATA STRAKOVÁ Klub Polski Środkowe Poważe, Miejskie Koło Trenczyn

11


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 12

PrzedÊwiàteczne spotkanie kosz S

obotnie, mroźne popołudnie. W koszyckiej restauracji Med malina, która znajduje się w centrum miasta przy ulicy Hlavnej, trwają ostatnie przygotowania do wigilijnego spotkania Polonii. Nad wszystkim czuwa właściciel restauracji Konrad Schönfeld, który od kilku lat mieszka i pracuje w Koszycach. „To już tradycja, że w naszym lokalu spotykają

Zmiany w Klubie Polskim w Koszycach

W

Koszycach w regionalnym Klubie Polskim 8 grudnia odbyło się spotkanie, podczas którego zebrani przyjęli rezygnację Tadeusza Błońskiego z funkcji prezesa. Na jego miejsce wybrano Urszulę Zomerską-Szabados, jej zastępcą została Helena Gerec, sekretarzem i skarbnikiem Jadwiga Gašpar, a członkami zarządu Aleksandra Adamčík i Joanna us Tomková. 12

się Polacy, by podzielić się opłatkiem, spróbować wigilijnych potraw, po prostu pobyć ze sobą – wyjaśnia Konrad. – Robimy to co roku, bez względu na to, czy otrzymamy skądś dofinansowanie, czy też nie. To mój wkład w życie Polonii“. Do lokalu wchodzi z dużą gałązką świerku Paulina – partnerka Konrada, która w gustowny sposób ozdabia wigilijny stół.

„Spójrz na tę choinkę koło drzwi wejściowych“ – zwraca się do mnie Ula Szabados, prezes Klubu Polskiego w Koszycach. Drzewko jest ozdobione nie tylko szyszkami, ale też upieczonymi kawałkami ciasta o różnych kształtach. „Cieszymy się, że mamy takich cudownych Polaków, którzy dzięki swoim otwartym sercom zyskali sympatię nie tylko wśród Polonii, ale cieszą się też uznaniem wśród Słowaków“ – mówi Ula. Rzeczywiście Klub Polski w Koszycach, choć nie ma swojej siedziby, ma

MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 13

jednak coś więcej – przychylność biznesmena, który aktywnie uczestniczy w życiu Polonii. W Med malinie za chwilę będzie gwar i gorąca atmosfera. Członkowie zespołu góralskiego, którzy przyjechali

na zaproszenie Konrada z Polski z Pienin stroją instrumenty. Choć przy wejściu widnieje informacja, że w restauracji odbędzie się impreza zamknięta, drzwi się nie zamykają: na STYCZIEŃ 2010

zaproszenie Uli przybyła Słowacka Telewizja, którą interesują polskie zwyczaje świąteczne. Zbliża się 16.00, w restauracji coraz więcej ludzi. Spotykam znajomych Polaków, których poznałam na różnych innych imprezach koszyckiego Klubu, są też ich pociechy – dzieci i wnuki. Na najmłodszych czekają paczki mikołajkowe, przywiezione z Bratysławy przez panią Urszulę Szulczyk-Śliwińską, kierownik Wydziału Konsularne-

go, który w tym roku po raz pierwszy wsparł spotkanie finansowo. Do restauracji przybywa coraz więcej naszych rodaków wraz z rodzinami. Zebrani przy dużym stole składają sobie nawzajem życzenia świąteczne, dzielą się opłatkiem, wspólnie śpiewają kolędy i wymieniają informacje o tym, co u nich słychać oraz snują plany na rok przyszły. To duża rodzina polonijna, których serce bije dla Polski. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, KOSZYCE

ZDJĘCIE: INGRID MAJERÍKOVÁ

koszyckiej Polonii

Nagrody Monitora rozdane!

W

październiku podczas imprezy Klubu Polskiego w Bratysławie zostały wręczone nagrody dzieciom, które wzięły udział w konkursie, ogłoszonym na łamach naszego czasopisma, pod hasłem „Polska oczami najmłodszych“. Jednak nie wszystkie dzieci mogły przybyć na tamto spotkanie. Vesna, Marianka i Janko Jarinowie swoje nagrody odebrali dopiero podczas spotkania wigilijnego w ambasadzie polskiej, natomiast siedmiorgu dzieciom państwa Banasiewiczów nagrody wręczono w ich mieszkaniu w Popradzie na kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia. Otrzymały one farby do malowania oraz antyramy, natomiast Norika Banasiewicz, która zajęła drugie miejsce w konkursie, została nagrodzona sztalugami. mw

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

13


Monitorek01

W

02.01.10 12:40

Konsulacie Honorowym RP w Liptowskim Mikulaszu 4 grudnia miało miejsce nagranie godzinnego programu dla telewizji regionalnej TV Liptov, zatytułowanego „Okrągły stół na temat ruchu turystycznego“ i zorganizowanego z inicjatywy Konsulatu Honorowego w Liptowskim Mikulaszu. Przedsięwzięcie to zaliczyć należy do najważniejszych, odbytych w siedzibie tej placówki dyplomatycznej. Gośćmi programu byli: ambasador RP w Bratysławie Andrzej Krawczyk, konsul honorowy RS w Zakopanem Wiesław Wojas, burmistrz Liptow-

Stránka 14

Okrągły stół na temat ruchu turystycznego

skiego Mikulasza, przewodniczący Stowarzyszenia Miast i Gmin Liptova Ján Blcháč, przewodniczący Zarządu Spółki „Tatry Mountain Resorts”, S.A.

Bohuš Hlavatý, przewodniczący Zarządu Spółki „VEREX HOLDING”, S.A Pavol Mikušiak i konsul honorowy RP w Słowacji Tadeusz Frąckowiak. Funkcję gospodarza programu pełnił zastępca przewodniczącego Słowackiego Związku Dziennikarzy Karel Ilja Dvořak. Dyskutowano o stosunkach słowackopolskich w dwóch państwach członkowskich Unii Europejskiej w kontekście nowej Konwencji Lizbońskiej oraz o ruchu turystycznym jako efekcie

Polonia w Żylinie i okolicy

W

przeciągu ostatnich kilku miesięcy redakcja naszego pisma nie otrzymywała zaproszeń ani żadnych informacji na temat działalności Polonii, zamieszkałej w Żylinie i w Martinie. Naszej redakcyjnej koleżance udało się jednak porozmawiać z Katarzyną Bielik – przewodniczącą Stowarzyszenia „Polonus”, która poinformowała ją, czym zajmują się nasi rodacy w tamtym regionie. Wywiad został przeprowadzony dla Słowackiego Radia. Dziękujemy redakcji „Magazynu Polskiego“ za udostępnienie materiału. W jaki sposób powstała organizacja „Polonus” i czym się charakteryzuje? Stowarzyszenie „Polonus” powstało przed trzema laty w Żylinie. Mieliśmy swoją wizję organizacji polonijnej, bardziej prężnej, nowego typu, dlatego postanowiliśmy w Żylinie założyć Stowarzyszenie 14

„Polonus”. Dzisiaj mamy za sobą 3 lata pracy i na koncie między innymi trzy otwarte biblioteki polskie: w Żylinie, Martinie i Dolnym Kubinie. W najbliższym czasie przygotowujemy otwarcie bibliotek w Liptowskim Mikulaszu i Czadcy. W chwili obecnej zaczynamy

dojrzałości obu państw. Porównano zainteresowanie Polaków Słowacją i Słowaków Polską, jeśli chodzi o spędzenie urlopu czy organizowanie różnych przedsięwzięć firmowych. Podkreślono istotną rolę promowania danych regionów czy ośrodków turystycznych. Stwierdzono, że Słowacja jest w mediach polskich intensywniej reklamowana aniżeli Polska w Słowacji. Słowacy do Polski jeżdżą w zasadzie tylko na zakupy. Wspomniano również o wspólnie przygotowywanych polsko-słowackich projektach, dotyczących rozwoju ruchu turystycznego na obszarach przygranicznych. Emisja programu miała miejsce w północno-słowackiej TV „Liptov” dnia 9 grudnia 2009 r., a przejęła go również słowacka satelitarna TV „Patriot”. Dyskusja o ruchu turystycznym pod okiem kamer spotkała się z żywym oddźwiękiem w kręgach specjalistów z tego zakresu. jd

prężniej pracować z naszą młodzieżą. Niektóre tradycyjne imprezy w naszym regionie nabrały trochę większego rozmachu, np. 3. Żylińskie Forum Mniejszości Narodowych, które odbyło się niedawno, miało nie tylko wspaniały wydźwięk, ale spowodowało, że przyłączyły się do nas inne mniejszości narodowe. Organizowanie podobnych akcji polecam w każdym regionie. Forum Mniejszości Narodowych polega głównie na wytworzeniu platformy komunikacyjnej między różnymi związkami, organizacjami mniejszościowymi. Udało nam się już na pierwszym forum przed trzema laty podpisać z pozostałymi stowarzyszeniami deklarację o współpracy w dziedzinie kulMONITOR POLONIJNY


02.01.10 12:40

Stránka 15

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Monitorek01

Świąteczne spotkanie w ambasadzie

W

okresie przedświątecznym w pomieszczeniach ambasady RP w Bratysławie zostało zorganizowane spotkanie, które zgromadziło słowacką Polonię. Wszystkich obecnych, przybyłych z Bratysławy, Koszyc i innych miast słowackich, przywitał ambasador RP w RS Andrzej Krawczyk. Spotkanie stało się okazją do złożenia sobie życzeń i podzielenia się opłatkiem. Najmłodszych uczestników prezentami obdarował święty Mikołaj, który pojawił się w towarzystwie czarodziejki, w której postać wcieliła się kierownik Wydziału Konsularnego Urszula Szulczyk-Śliwińska. Do wspólnego śpiewania kolęd zaprosił zespół „Torka” z Cieszyna. mw tury, sportu i organizacji imprez towarzyskich. Oprócz polskiej mniejszości są to przede wszystkim mniejszość niemiecka, czyli Stowarzyszenie Niemców Zakarpackich, Bułgarzy, Czesi, Węgrzy i Wietnamczycy. Już drugi rok współpracujemy ze Stowarzyszeniem „Ruslana”. Jest to związek Rosjan, Białorusinów i Ukraińców. Na forum pojawiają się też pojedynczy przedstawiciele mniejszości narodowych, którzy nie mają swoich własnych organizacji, jak np. Macedończycy, Serbowie czy Rumuni. Ilu członków liczy grupa polska w „Polonusie”? W Żylinie nasze stowarzyszenie liczy 69 członków, w Martinie jest STYCZIEŃ 2010

około 30, razem jest nas zatem 99 osób. Mamy nadzieję, że Polacy do nas dołączą. Prowadzimy współpracę transgraniczną, w tym roku mamy opracowane dwa duże projekty polsko-słowackie. Jeden z nich realizujemy z Izbą Gospodarczą z Żyliny i z Izbą Gospodarczą z Bielska-Białej. Zorganizowaliśmy seminarium o różnicach kulturalnych między nami. Chcielibyśmy pochwalić się naszym najmłodszym osiągnięciem, czyli publikacją Biblioteki „Polonusa”. Pierwsza książka z jej serii to dzieło Waldemara Oszczędy pt. „Po drugiej stronie Tatr“. Jest to zbiór najpiękniejszych bajek słowackich, przetłumaczonych na język polski. Ciekawostką jest fakt, że książkę zi-

lustrowała jego córka. W najbliższym czasie we współpracy z innymi organizacjami będziemy się starali aktywizować sobotnio-niedzielną szkółkę dla dzieci i młodzieży. Na razie tych dzieci nie jest dużo, ale mamy nadzieję, że na zajęcia będą przychodzić też dzieci, które nie wiedzą, że mają możliwość uczenia się języka polskiego, historii i otrzymania polskiego świadectwa na terenie Słowacji w Szkolnym Punkcie Konsultacyjnym. Nie wszyscy Polacy starają się utrzymać polską tożsamość, nie czują potrzeby spotykania się. My staramy się zwracać przede wszystkim do tych, którzy mimo wszystko chcą utrzymać swoją polskość. URSZULA SZABADOS 15


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 16

Przeżyć tak wiele i zachować pogodę ducha

trudno uwierzyć, że w tym roku w maju skończy 93 lata. Jest elegancki, rozmowny, pełen energii, nie szczędzi ciepłych słów. Chętnie opowiada o swoich doświadczeniach i przeżyciach, dzieli się informacjami z zakresu historii. Większość swojego życia przeżył na Słowacji, ale, jak podkreśla, zawsze czuł się i czuje Polakiem. Jego misją było i jest dbanie o dobry obraz Polski wśród Słowaków i odwrotnie – Polakom opowiada o Słowacji i uwarunkowaniach historycznych tego kraju. Z panem Antonim Jabłońskim spotykam się w Instytucie Polskim, który odwiedza dość często, by uczestniczyć w organizowanych przez niego imprezach.

Dzieciństwo i młodość Przyszedł na świat jako piąty syn w rodzinie, mieszkajacej w Jabłonce na Orawie. Jak większość jego rówieśników marzył o tym, by zostać szoferem. „W tamtych czasach samochody na wsi były rzadkością. Jak się taki pojawił, biegliśmy za nim z kolegami i każdy z nas marzył, by móc prowadzić taki pojazd“ – wspomina pan Antoni. Po skończeniu szkoły ludowej w wieku 11 lat wyjechał do Nowego Targu, by kontynuować naukę w gimnazjum. Był dobrym uczniem. Z satysfakcją mówi, że nauczył się greki, łaciny, niemieckiego, co w życiu nie raz mu pomogło. Rodzice marzyli o tym, by został księdzem, ale on wybrał studia inżynierii lądowej na politechnice w Warszawie. Był 1935 rok. Po dwóch miesiącach musiał przerwać studia i podjąć pracę, bowiem nie stać go było na opłacanie internatu. Pracował w Ochotniczej 16

Drużynie Roboczej koło Grójca pod Warszawą. „Dostałem broń, której się bałem, by pilnować magazynów“ – opowiada. Potem były szkolenia dla junaków i pomoc w regulacji Wisły w Puławach. W końcu wrócił do Jabłonki, gdzie był pomocnikiem inżynierów w przygotowaniach wsi do komasacji, czyli scalania gruntów rolnych. W ten sposób zarobił 700 złotych i ponownie mógł wybrać się do stolicy na studia. „Wtedy to było sporo pieniędzy – kajzerka kosztowała 5 groszy, a mleko 10 groszy, natomiast za 700 złotych można było kupić motocykl“ – wyjaśnia. Kontynuował przerwane studia. Pod koniec sierpnia 1939 roku po praktyce w Częstochowie przyjechał do Warszawy, by zaliczyć jeszcze jeden egzamin. „Rano o 5.35 zbombardowano budynek, w którym mieszkałem – opisuje. – Byłem 22-letnim szczeniakiem, który wyszedł na balkon i zobaczył na własne oczy wojnę!“.

Wojna w Warszawie Pan Antoni, jak większość mężczyzn, zgłosił się do obrony Warszawy: pomagał w gaszeniu pożarów, wyciągał martwych spod gruzów. Do czasu, kiedy Warszawa się broniła, brał udział w jej działaniach obronnych. Pomagał też zdobywać żywność. Któregoś razu siostry zakonne wysłały go na rowerze do księdza do Pruszkowa, który mógłby dać im trochę jedzenia. Na miejscu okazało się, że sam musi złapać kurę i ją zabić. Choć nigdy wcześniej tego nie robił, poradził sobie. „Długo goniłem kurę po podwórku, aż wreszcie się udało. Do Warszawy wracałem cały zakrwawiony. Kiedy mnie zobaczyli w takim stanie, przerazili się, że coś mi się stało“ – opowiada mój rozmówca.

Słowacja Pod koniec września wyjechał z Warszawy. Na rowerze dotarł do MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 17

swojej rodzinnej wsi. Tu okazało się, że większość jego rówieśników wyjeżdża na studia do Bratysławy. Pan Antoni również powziął taką decyzję. Słowacja dała mu szansę kontynuowania nauki, tworzenia pracowni politechniki bratysławskiej, gdzie został asystentem. Nie pozostał jej dłużny – w swoim życiu zbudował wiele obiektów wodnych. Zaraz po wojnie był zaangażowany w budowę portu wodnego w Bratysławie. Potem były budowle wodne w Dubnicy nad Wagiem, Poważskiej Bystrzycy, zapora wodna Gabčikovo-Nagymaros, Krpeľany-Sučany-Lipovec i inne. Za swoją pracę otrzymał wiele nagród i wyróżnień od najwyższych przedstawicieli państwowych Czechosłowacji, a później Słowacji. „Jestem wdzięczny losowi, że mogłem realizować tak duże przedsięwzięcia“ – wyznaje.

„Limba”

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Podczas wojny brał udział w działaniach podziemnej organizacji „Limba”, która współpracowała z polskimi organizacjami antyhitlerowskimi. Wspomina, jak pewnego razu spotkał się z jednym z polskich działaczy, który po przyjeździe do Bratysławy oznajmił mu,

STYCZIEŃ 2010

że nazajutrz musi być w Budapeszcie, by spełnić pewną misję, ale nie posiada dokumentów tożsamości. „Mieliśmy kontakty z osobami na Orawie, które takie dokumenty mogły spreparować, ale czas naglił, więc pożyczyłem mu swoją legitymację“ – opowiada pan Antoni. Ów znajomy dotarł szczęśliwie do Budapesztu, ale w drodze powrotnej został zatrzymany w pociągu i znalazł się w więzieniu w Šamorinie, gdzie wylegitymował się dokumentem tożsamości na nazwisko „Jabłoński”. Z więzienia udało mu się jednak zbiec i ranny dotarł do jednego z bratysławskich szpitali. Od tego czasu pan Antoni bał się każdego pukania do drzwi. Pewnego dnia, już pod koniec wojny Niemcy przyszli po niego do domu. Wraz z nimi wyruszył na Orawę. Tam dzięki przekazanym Niemcom informacjom o dostawach miedzianej blachy, która dotarła właśnie w wagonach kolejowych do Żyliny, wypuszczono go na wolność. Do czasu wyzwolenia Słowacji przez Rosjan ukrywał się w zakrystii pewnego kościoła na Orawie. Początkową nieufność Rosjan, którzy wtargnęli do kościoła, przełamał dobrą znajomością języka rosyjskiego i bajek rosyjskich.

Miłość życia Podczas wojny dzięki znajomej z organizacji „Limba” poznał swoją przyszłą żonę, która była nauczycielką i przyjechała do Bratysławy na spotkanie nauczycieli. „To chyba była miłość od pierwszego wejrzenia“ – wspomina pan Antonii. Ponieważ dziewczyna wróciła na Orawę, znajomość kontynuowali korespondencyjnie. Pan Antoni zaprosił przyjaciółkę na wręczenie dyplomu ukończenia studiów. Po niecałym roku znajomości wzięli ślub. „Najtrudniejszym przeżyciem było jej odejście – wyznaje mój rozmówca. – Przeżyliśmy wspólnie 65 lat. Trudno mi się przyzwyczaić do życia w samotności, choć to już ponad rok od jej śmierci“. Doczekali się dwóch synów i dwóch córek. Potem na świat przyszły wnuki i prawnuki. „Kiedy spotykaliśmy się wszyscy razem, było nas 32!” – mówi z dumą.

Dewizy życiowe Kiedy pytam mojego rozmówcę o najszczęśliwszy dzień w życiu, chwilę się waha. „Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć, może ten, w którym poznałem moją żonę? Może, kiedy na świat przychodziły dzieci? – zastanawia się na głos. – Przez całe życie zastanawiałem się, jak oceniłaby moje zachowania mama, czy spodobałoby się jej to, co robię“. Bo, jak sam twierdzi, nigdy nie żył tylko dla siebie, zawsze starał się, by nikogo nie skrzywdzić, nikogo nie okłamać. Największą jego dumą są budowle inżynieryjne, które zaprojektował i wybudował na Słowacji, a które stoją do dnia dzisiejszego. Jego aktywność, pęd do zgłębiania wiedzy mogłyby być inspiracją dla niejednego młodego człowieka – w 2003 roku pan Antoni ukończył studia prawnicze na uniwersytecie trzeciego wieku! Przy tym wszystkim pozostał skromnym, otwartym, pogodnym człowiekiem. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 17


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 18

Katolicy w sercu komunistycznej Europy – przypadek Słowacji Odznaczenie Vladimíra Jukla było okazją do spotkania się po latach byłych katolickich dysydentów i wkładem ambasady i Polski w obchody 20-lecia upadku komunizmu na Słowacji. Tradycja chrześcijańskiego oporu przeciwko komunizmowi sięgała na Słowacji przełomu lat 40. i 50. Ludzie, którzy dorastali w latach wojny pod wpływem charyzmatycznego chorwackiego księdza Tomislava Kolakoviča, zaczęli budować nieformalne struktury, które nazwali Tajnym Kościołem. Ksiądz Kolakovič jeszcze w latach wojny nauczał, że katolicy muszą się przygotować na nadejście rządów wrogich religii i Kościołowi. Przygotowywał młodzież z kręgów duszpasterstwa akademickiego do życia w warunkach prześladowań. Namawiał, aby uczyć się na pamięć Biblii na wypadek, gdyby jej egzemplarze były konfiskowane, i aby uczyć się liturgii, by można było odprawiać msze konspiracyjnie w domach dla małych grup przyjacielskich. Na czele Tajnego Kościoła stanęli Silvester Krčméry i Vladimír Jukl. Obaj spędzili w więzieniach po kilkanaście lat za „propagowanie katolicyzmu”. Czas odbywania „kary” poświęcili medytacjom i przemyśleniom, jak szerzyć wiarę katolicką w komunistycznej Czechosłowacji. Pomimo iż w więzieniu poddano ich fachowemu psychologicznemu praniu mózgu, to jednak nie załamali się. Wyszli na wolność z poczuciem pełnienia misji apostolskiej i w pełni świadomie zaczęli budować struktury Tajnego Kościoła. A wszystko zaczęło się w legendarnym dzisiaj wąskim pokoiku koło kuchni w bratysławskim mieszkaniu Jukla, który m.in. przez krakowskich katolików nawiązał kontakt z Watykanem. Informacje o Tajnym Kościele na Słowacji dochodziły zatem bezpośrednio do Jana Pawła II. Od początku lat 80. wydawano podziemne czasopisma. Dzięki po18

K

ilka tygodni temu, w listopadzie odbyła się w ambasadzie polskiej w Bratysławie uroczystość odznaczenia Vladimíra Jukla Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Vladimír Jukl jest matematykiem, był wykładowcą uniwersyteckim i jednym z najważniejszych tajnych księży w byłej Czechosłowacji. Nazywano go nawet „generałem tajnego kościoła”, gdyż udało mu się stworzyć całą organizację, składającą się z małych grupek wierzących, liczących 5-10 osób. mocy holenderskich protestantów na Słowację przemycono maszynę drukarską, która umożliwiała druk materiałów nawet w 2 tysiącach egzemplarzy. W połowie lat 80. Tajny Kościół rzucił hasło pielgrzymek do Lewoczy, które organizowano w formie wędrownych obozów turystycznych i w których brało udział do 100 tysięcy osób. Barierą w szerzeniu wiary katolickiej był brak księży i możliwości odprawiania mszy. Nie widząc innych możliwości, Tajny Kościół sam zaczął przygotowywać młodych ludzi do kapłaństwa i wyświęcać ich. Ocenia się, że na Słowacji tajnie zostało wyświęconych około 160 osób. Siła katolicyzmu ujawniła się w Czechosłowacji dość nagle, podczas pielgrzymki do Velehradu na Morawach w 1985 roku, kiedy to pielgrzymowało ok. 200 tysięcy osób, i w 1987 roku, kiedy ogłoszono tzw. 31 postulatów morawskich katolików, żądających wolności religijnej. Zaskoczeniem dla władz był fakt, że postulaty podpisało ok. pół miliona osób, z czego 3/4 pochodziła ze Słowacji. Wybór Polaka Karola Wojtyły na papieża i powstanie „Solidarności” dodało słowackim katolikom otuchy. Co prawda już w połowie lat 70. młody prawnik Ján Čarnogurský (późniejszy pierwszy premier Słowacji) próbował założyć w Bratysławie Klub Inteligencji Katolickiej na wzór klubu warszawskiego, ale dopiero w połowie lat 80. wśród słowackich katolików pojawiła się myśl o wyjściu Tajnego Kościoła z ukrycia. Przeszkadza-

ła w tym trochę pamięć o ścisłym związku Kościoła z Pierwszą Republiką Słowacką w latach 1939-1945, która była państwem sojuszniczym III Rzeszy i wydała Niemcom na śmierć kilkadziesiąt tysięcy swoich żydowskich obywateli. W roku 1987 grupa działaczy katolickich (matematyk František Mikloško – późniejszy przewodniczący parlamentu, Čarnogurský, Jukl) postanowiła ujawnić swoje istnienie, poczynając od wydania deklaracji potępiającej holocaust na Słowacji i wyrażającej ubolewanie z powodu tragedii Żydów słowackich. Potem nawoływali do manifestacji, która miała miejsce 25 marca 1988 roku na placu Hviezdoslava w centrum Bratysławy. Celem jej było zamanifestowanie pokojowej obecności katolików poprzez zapalenie świeczki. Rankiem tego dnia wszystkich organizatorów demonstracji zabrano na przesłuchania, które trwały do późnego wieczora, czyli do zakończenia się demonstracji, w której z oczywistych względów nie wzięli udziału. Na miejsce zbiórki starało się jednak dostać ok. 10 tysięcy innych osób. Jednak słowackie ZOMO obstawiło cały rejon, broniąc dostępu do placu. Mimo to co najmniej 2 tysiącom ludzi udało się dostać na miejsce manifestacji i zapalić świeczkę. Kiedy tłum zaczął śpiewać hymn narodowy, pojawiły się dziesiątki tajniaków, wyrywając zebranym świeczki i gasząc je. Potem przygotowane wcześniej regularne oddziały policji, wyposażone w armatki wodne, zaatakowały manifestantów. Policja działała brutalnie, przewracaMONITOR POLONIJNY


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 19

jąc ludzi na ziemię, bijąc i kopiąc leżących. Na plac wjechały specjalne ciężarówki, do których siłą wpychano zatrzymanych. W sumie aresztowano 141 osób. Rozmiarami demonstracji zaskoczeni byli wszyscy: i władze, i organizatorzy. Reżim komunistyczny przez całe lata 80. próbował nie dopuścić do współpracy grup opozycji katolickiej ze środowiskami dysydentów, wywodzących się spośród byłych członków partii komunistycznej, wyrzuconych z niej po roku 1968. Starał się też blokować kontakty pomiędzy czeskimi i słowackimi antykomunistami. Mimo tych wysiłków współpraca opozycjonistów stawała się coraz lepsza i bliższa. W 1988 roku doszło do powstania wspólnej inicjatywy opozycyjnej ekologów, katolików i ludzi lewicy spod znaku „socjalizmu z ludzką twarzą”, zaś w listopadzie i grudniu 1989 roku koordynacja działań rozmaitych ugrupowań dysydentów zaowocowała, doprowadzając do upadku władzy komunistycznej i sprawnego przejęcia władzy przez siły demokratyczne. Pierwsza duża demonstracja studencka miała miejsce w Bratysławie 16 listopada. Dzień później odbyła się demonstracja w Pradze. Jej brutalne rozpędzenie spowodowało wybuch tzw. aksamitnej rewolucji. Po kilku dniach powstały centra koordynacyjne oporu – Forum Obywatelskie w Pradze i Społeczeństwo Przeciwko Przemocy w Bratysławie. W dniu 10 grudnia 1989 roku w Pradze powstał federalny rząd tzw. Porozumienia Narodowego, który miał demokratyczny charakter, choć na jego czele stał jeszcze komunista Marián Čalfa, zaakceptowany przez świeżo powstałe rewolucyjne siły. Dwa dni później, 12 grudnia w Bratysławie w ramach federacji czechosłowackiej powstał w większości niekomunistyczny krajowy rząd słowacki Milana Čiča. Reżim komunistyczny w Czechosłowacji, a co za tym idzie i na Słowacji się skończył.... ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

STYCZIEŃ 2010

Czes∏aw

Êpiewa S

łuchając polskiego radia, natrafiłam na piosenkę pt. „Maszynka do świerkania“. Wykonuje ją Czesław Mozil, występujący pod pseudonimem Czesław Śpiewa. Jego piosenka wydała mi się inna od pozostałych, nadawanych przez rozmaite rozgłośnie radiowe. Szczególną uwagę zwróciłam na samego wykonawcę. Już wcześniej, bo podczas festiwalu w Opolu, usłyszałam po raz pierwszy o nowej postaci na polskim rynku muzycznym. Stwierdziłam, że Czesław to postać zabawna i barwna z pogranicza muzyki offowej. Ale przecież na naszym rynku zawsze były takie postaci. Tacy artyści radzą sobie dzięki bardzo wyrazistej osobowości. Później dowiedziałam się więcej o tym ciekawym wokaliście – że kocha przede wszystkim swój

akordeon, który doskonale pasuje do jego muzyki, że sam komponuje, a ponadto że jest absolwentem Duńskiej Akademii Muzycznej. Mając piec lat wyjechał z rodzicami do Danii, gdzie mieszkał do dwudziestego roku życia. Nigdy jednak nie stracił kontaktu z Polską. W końcu zdecydował, że zamieszka w Krakowie. Trudno konkretnie określić jego twórczość, która czasami przypomina kabaret, czasami punk rock – on sam określa swoją muzykę jako pop albo pop alternatywny. Założył zespół TESCO VALUE. W 2007 roku zadebiutował albumem „Debiut”, który sześć tygodni po premierze zyskał status złotej płyty, a później platynowej. W 2008 roku w 90. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości wystąpił w Łodzi podczas Listopadowej Nocy Kabaretowej. Nagrał single oraz teledyski m.in. do piosenek „Maszynka do świerkania“, „Mieszko i Dobrawa jako początek Państwa Polskiego“, „Ucieczka z wesołego miasteczka“. Gra i śpiewa z różnymi muzykami. URSZULA SZABADOS 19


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 20

Znad Prosny do Kamerunu

D

nia 22 września 1881 roku czytelnicy „Wędrowca”, popularnego nie tylko w Warszawie tygodnika podróżniczo-geograficznego, przeczytali krótki artykuł-ogłoszenie, zatytułowany „Propozycja”, podpisany przez nieznanego oficera rosyjskiej marynarki wojennej. Autor informował, iż wkrótce zamierza udać się do Afryki Równikowej i w niezbadanym dotąd Kamerunie założyć stację naukowo-badawczą. Dalej pisał: „Z radością pownie dzięki żonie Malwinie, rowitałbym pomiędzy zjednoczodzina Scholtzów częściowo się nymi siłami mej wyprawy tospolonizowała, w wyniku czego warzysza podróży z ojczystej Stefan, po dojściu do pełnoleniwy, który zechciałby ze mną tniości, spolszczył pisownię swedzielić trudy i owoce...”. go nazwiska na „Szolc” i dodał W historii odkryć geogrado niego drugi człon – nazwisko ficznych dzieje poznawania rodowe matki „Rogoziński”. Afryki mają charakter wyjątkoNim to się jednak stało został wy. Zapoczątkowane przed wysłany w 1873 roku do szkoły około 5 000 lat przez fenickich niemieckiej we Wrocławiu. Miał Stefan Szolc-Rogoziński żeglarzy zakończyły się dopiewówczas 12 lat. I tam jego pasją ro w początkach XX wieku. stała się literatura podróżnicza, Udział Polaków w poznawaniu o którą we Wrocławiu nie było Czarnego Lądu był skromny trudno. Jej lektura rozbudziła i do pojawienia się wspomniaw chłopcu zainteresowanie odlenego ogłoszenia sprowadzał głymi, nieznanymi krajami. Po lasię do paru indywidualnych tach wspominał: „Nie raz byłem wypraw o charakterze bardziej karany za rysowanie mapek podróżniczym niż badawczym podczas lekcji, lub za kreślenie oraz uczestnictwa w wypramarszrut na mapach szkolnych”. wach innych krajów. Polacy Fascynowała go przede wszyLeopoldem Janikowskim najczęściej trafiali do Egiptu, stkim Afryka – na kreślone przez toteż zapowiedź polskiej wysiebie mapki pieczołowicie nanoprawy badawczej do Kamerusił wszystkie dotychczasowe odnu w czasach, gdy Polska nie krycia, by stwierdzić, że pozostaistniała na mapach świata, było na nich jeszcze wiele białych ła zaskakująca. Warto więc plam, czekających na odkrycie. wiedzieć, kim był śmiałek, któWe Wrocławiu zdał maturę ry taką wyprawę zapowiadał. i wrócił do Kalisza, gdzie nieÓw oficer rosyjskiej marycierpliwie oczekiwał go ojciec narki wojennej urodził się Ludwik Scholtz, wiążący przyKlemens Tomczek 14 kwietnia 1861 roku w Kaliszłość syna ze swą dobrze proszu, w rodzinie przemysłowca Ludwika Scholsperującą fabryką. Stefan miał jednak własny tza i Malwiny z Rogozińskich, córki znanego pomysł na życie; wbrew woli ojca zgłosił się jawarszawskiego adwokata, i otrzymał imię Steko ochotnik do rosyjskiej szkoły marynarki wofan. Rodzina była świetnie sytuowana, o co pojennej w Kronsztadzie, który od starał się przede wszystkim dziadek naszego początku XVIII wieku był główną bohatera Karol Scholtz, którego do Kalisza, bazą rosyjskiej Floty Bałtyckiej. znanego ośrodka włókienniczego, sprowadzoUczniem był nie tylko wybitnie no z Brzegu na Dolnym Śląsku jako majstra do zdolnym, ale również niezwykle fabryki sukna. Karol ożenił się z córką jej włapracowitym. Trzyletni kurs szkolściciela Beniamina Repphana – Fryderyką. ny ukończył w półtora roku. Gdy Jego syn, czyli ojciec przyszłego podróżnika, 29 kwietnia 1880 roku złożył egbył już znanym i szanowanym przemysłowzamin końcowy i został mianowacem. Pod wpływem atmosfery miasta, a głóny oficerem, miał 19 lat i należał

20

do najmłodszych oficerów rosyjskiej marynarki wojennej. Zamustrowano go na żaglowcu-krążowniku „Generał Admirał”, udającym się w długi rejs do Władywostoku, po drodze opływającym Afrykę. W czasie rejsu powrotnego 14 listopada 1880 roku „Generał Admirał” uległ katastrofie na Oceanie Atlantyckim. Przymusowe zejście na ląd młody oficer wykorzystał na zwiedzenie Maroka i Algieru. Chłopięce marzenia o odkrywaniu białych plam na mapie Afryki odżyły z nową siłą. Podczas całej podróży interesowały go przede wszystkim mało dotąd znane kraje Afryki Równikowej, szczególnie Kamerun. Z niesłychaną energią, tak właściwą młodym ludziom, rozpoczął realizację dziecięcych marzeń. Na początku maja 1881 roku przybył do Paryża, gdzie w Paryskim Towarzystwie Geograficznym przedstawił swe spostrzeżenia z krótkiego pobytu w Afryce i usiłował zaprezentować własne plany badawcze. Prezentacja ta została oceniona pozytywnie i Stefan SzolcRogoziński zyskał członkowstwo tegoż Towarzystwa. Z Paryża udał się do Neapolu, by z tamtejszymi badaczami Czarnego Lądu, skupionymi w Klubie Afrykańskim, skonfrontować własne plany wyprawy w głąb Kamerunu i opracować pierwszy, już konkretny program ekspedycji. Potem wrócił do Kronsztadu, a później pojechał do Warszawy. W połowie grudnia po długiej przerwie powrócił do Kalisza. Święta Bożego Narodzenia pragnął spędzić z rodziną. Jednak nie tylko tęsknota za atmosferą tych wyjątkowych świąt sprowadziła go do rodzinnego miasta – przy okazji usiłował namówić ojca na sfinansowanie swej afrykańskiej wyprawy. Realistycznie myślący przemysłowiec pozostał jednak nieugięty – stanowczo odmówił jakiegokolwiek wsparcia finansowego, wierząc zapewne, że to spowoduje powrót marnotrawnego syna do fabryki. Ale ten środek wychowawczy zawiódł... Po śmierci matki, która miała MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 21

miejsce w 1887 roku, Stefan Szolc-Rogoziński swój udział w spadku po niej postanowił przeznaczyć na wyprawę, mającą urzeczywistnić jego marzenia. W sprawach finansowych jednak marzycielem nie był. Zdając sobie sprawę, że spadek nie pokryje kosztów wyprawy, zdecydował się odwołać do społeczeństwa. Wrócił do Warszawy, gdzie po opublikowaniu we wrześniu 1881 roku wspomnianego na wstępie artykułu-ogłoszenia rozgorzała wielka dyskusja o celowości polskiej ekspedycji badawczej do Kamerunu. Dyskusja ta podzieliła społeczeństwo polskie. Niektórzy uważali, że realizacja polskiej wyprawy jest nie tylko niemożliwa, ale sam pomysł jest absolutnym nonsensem. Gdy okazało się, że jej organizator ma zaledwie dwadzieścia lat, zajadłość przeciwników osiągnęła swój szczyt i nie pomagały wyjaśnienia, że jest oficerem rosyjskiej marynarki i rzeczywistym członkiem Paryskiego Towarzystwa Geograficznego i Klubu Afrykańskiego w Neapolu. Najgłośniej i najzajadlej pomysł afrykańskiej wyprawy zwalczał czołowy ideolog pozytywizmu Aleksander Świętochowski, który grzmiał: „Nawet gdybym był krezusem ze stu milionów rubli nie dałbym pięćdziesięciu kopiejek na tę wyprawę”. Projekt Rogozińskiego gorąco jednak poparli znany już geograf Wacław Nałkowski, Bolesław Prus i Henryk Sienkiewicz. Cała ta trójka nie żałowała swych piór. W dziennikach i czasopismach, z którymi stale współpracowali, zamieszczali artykuły, uzasadniające sens polskiej wyprawy badawczej do Kamerunu. Poparcie otrzymał Rogoziński także od cieszącego się popularnością nie tylko w zaborze rosyjskim, ale w całym kraju tygodnika podróżniczo-geograficznego „Wędrowiec”, którego wydawca i redaktor Filip Sulimierski bez zastrzeżeń przekonywał swych czytelników do zasadności projektu. A i sam Rogoziński dwoił się i troił, by przekonać nieprzekonanych. Wygłosił cały cykl odczytów na temat celów i programu ekspedycji. Nie ukrywał, że obok chęci poznania chce poprzez wyprawę badawczą zwrócić uwagę opinii światowej na to, że Polacy są zdolni i przygotowani do rywalizacji z krajami bardziej rozwiniętymi. W marcu 1882 roku podobny cykl odczytów wygłosił w rodzinnym Kaliszu, gdzie jego sprzymierzeńcem został „Kaliszanin. Gazeta miasta Kalisza i jego okolic”, wydawana dwa razy w tygodniu. Właściciele pisma nie tylko informowali o planach przyszłego podróżnika, ale w całości drukowali jego wystąpienia, regularnie zamieszczając informacje o przygotowaniach, a potem o przebiegu wyprawy. Projekt STYCZIEŃ 2010

Rogozińskiego pozytywnie przyjęło też Rosyjskie Towarzystwo Geograficzne i wyjednało mu w petersburskiej admiralicji urlop. Akcja propagandowa przyniosła rezultaty – znaleźli się mniejsi i więksi sponsorzy. Wśród tych większych był hrabia Konstanty Branicki, mecenas nauk przyrodniczych, kolekcjoner zbiorów zoologicznych, oraz hrabia Michał Tyszkiewicz, znany kolekcjoner sztuki starożytnej. Stefan Szolc-Rogoziński przekonał w końcu także swego ojca, który dołożył brakujące pieniądze, dzięki czemu wyprawa mogła dojść do skutku. W dniu 13 grudnia 1882 roku na zakupionym przez siebie niewielkim lugrze żaglowym „Łucja-Małgorzata” Stefan Szolc-Rogoziński z geologiem Klemensem Tomczekiem oraz meteorologiem i etnografem Leopoldem Janikowskim rozpoczęli swą wyprawę na Czarny Ląd. „Łucja-Małgorzata” wypłynęła pod banderą francuską. Na wodach kanału La Manche szef wyprawy zorganizował uroczystą odprawę załogi: po trzykrotnym salucie armatnim, odśpiewaniu hymnu Jeszcze Polska nie zginęła, marynarz wachtowy wciągnął na najwyższy maszt banderę armatora z herbem Warszawy – Syrenką, która zastępowała nie istniejącą w rejestrze międzynarodowym flagę biało-czerwoną. Szalupy wiosłowe umocowane na pokładzie nosiły nazwy „Syrena” i „Warszawianka”. Stateczek, płynący pod trzema żaglami, miał w swym magazynie prezenty dla murzyńskich wodzów i towary na handel wymienny, m.in. 200 fuzji skałkowych, niebieskie koszule i spodnie, chusty żółte i czerwone, koraliki, tka-

Po trzykrotnym salucie armatnim, odśpiewaniu hymu Jeszcze Polska nie zginęła, marynarz wachtowy wciąga na najwyższy maszt banderę armatora z herbem Warszawy – Syrenką, która zastępuje nie istniejącą w rejestrze międzynarodowym flagę biało-czerwoną.

niny, mydła, lusterka, dzwonki, noże, gwoździe, cukier, spirytus, liście tytoniu i zwoje mosiężnego drutu. Rejs pierwszej polskiej wyprawy badawczej do Kamerunu nie odbył się bez przygód. Uszkodzona w czasie sztormu „Łucja-Małgorzata” przybiła do portu Fuchnal na Maderze, gdzie dzięki pomocy mającemu tam własną przystań okrętową podróżnikowi hrabiemu Benedyktowi Tyszkiewiczowi została wyremontowana. Dalej statek popłynął na Wyspy Kanaryjskie i Wyspy Zielonego Przylądka, a następnie wzdłuż wybrzeży Liberii. W czasie postoju w liberyjskiej stolicy Monrowii Rogoziński, Tomczek i Janikowski zwiedzili dzisiejszą Ghanę i Wybrzeże Kości Słoniowej. W dniu 29 kwietnia 1883 roku „Łucja-Małgorzata” zarzuciła kotwicę w przystani Santa Izabel na wyspie Fernando Po (dziś: Bioko). Ta wulkaniczna wyspa w zatoce Biafra w pobliżu Kamerunu, będąca pod panowaniem hiszpańskim, spodobała się członkom wyprawy, ale ostatecznie swą stację naukową założyli na wysepce Mondolech w Zatoce Ambos, znajdującej się w pobliżu angielskiej faktorii Victoria. Stefan Szolc-Rogoziński kupił ją od miejscowego kacyka za czarny tużurek, cylinder i trzy skrzynki dżinu. Na trzy lata wysepka stała się bazą ekspedycji, która stąd wyprawiała się w głąb Kamerunu. Wyprawa Stefana SzolcRogozińskiego zbadała góry Kamerunu, źródła i górny bieg rzeki Rio del Rey, dorzecze rzeki Mungo, odkryła szereg wodospadów i jezior, w tym Jezioro Słoniowe (Balombi-O-M’Bu). Po roku pobytu na wyspie Mondolech na żółtą febrę zmarł geolog wyprawy Klemens Tomczek, bliski przyjaciel Rogozińskiego z lat szkolnych. Zdążył jeszcze opublikować w prasie polskiej 10 artykułów na temat wyprawy, a wcześniej wydać w Hamburgu pracę naukową O handlu wymiennym w Środkowo-Zachodniej Afryce (1880-1881), w rękopisie pozostawił siedem zeszytów zapisków geograficznych i etnograficznych oraz słownik języka kumańskiego. Klemens Tomczek nie był jedyną ofiarą pasji poznawania Czarnego Lądu; wyprawy badawcze w głąb Afryki pochłonęły bowiem w latach 1800-1894 życie 374 badaczy (dane wg Encyklopedia geograficzna świata, Wydawnictwo OPRES, Kraków 1997). Po śmierci przyjaciela Stefan Szolc-Rogoziński i Leopold Janikowski kontynuowali program ekspedycji. Przemierzyli terytoria plemienne Mungo, Balunga i Bakudu. Zdobyli szczyt Góry Bogów Fako (4070 m) w wulkanicznym masywie Kamerun nad Zatoką Gwinejską. Jeden z trzech wierzchołków wulkanu 21


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 22

nazwali Mons Rogoziński, drugi Górą Kraszewskiego. Z wypraw badawczych sporządzili szereg doskonałych i precyzyjnych map. Pocztą morską wysyłali do Warszawy i Krakowa skrzynie pełne eksponatów etnograficznych, wśród których były m.in. pieniądze muszelkowe, którymi mieszkańcy Kamerunu i okolicznych wysp posługiwali się w rozliczeniach międzyplemiennych, narzędzia używane do pracy na roli, maski rytualne, rzeźby i różne ozdoby. Później te niezwykle cenne zbiory umożliwiły powstanie w Warszawie muzeum etnologicznego i stały się przedmiotem badań wielu naukowców. Rogoziński o swych odkryciach informował zarówno Klub Afrykański, Paryskie Towarzystwo Geograficzne, jak i Królewskie Towarzystwo Geograficzne w Londynie. Obaj członkowie ekspedycji nie zapominali też o polskiej prasie – do „Wędrowca”, „Kaliszanina” i innych warszawskich czy krakowskich czasopism słali listy, a wydawcy je drukowali, by czytelnicy mogli się dowiedzieć nie tylko o odkryciach, ale także o niezwykłych przygodach naszych badaczy na Czarnym Lądzie. Po kilkudziesięciu latach, które upłynęły od chwili, gdy wyprawa Szolc-Rogozińskiego założyła swą bazę na wysepce Mondolech, Leopold Janikowski ujawnił, że prawdziwym celem ekspedycji było „...wyszukanie odpowiedniego terenu dla kolonizacji polskiej, jako przyszłej ostoi dla tych, którym nie tylko materialnie, ale i duchowo było za ciasno pod rządami trzech zaborców”. A co na ten temat sam Rogoziński?

Prawdziwym celem ekspedycji było „...wyszukanie odpowiednego terenu dla kolonizacji polskiej, jako przyszłej ostoi dla tych, którym nie tylko materialnie, ale i duchowo było za ciasno pod rządami trzech zaborców”. Wiosną 1894 roku cieszył się, że „...główny kacyk, a mianowicie król Jerzy z Boty, oddał rządy nad swoim krajem w moje ręce, wkrótce zaś poszli za nim i inni sąsiedni kacykowie. Nabyłem równocześnie własność ziemską owych klanów, posiadając takim sposobem i ziemię, i rządy nad krajowcami takowej”. Praktycznie nie oznaczało to nic innego jak założenie kolonii Królestwa Polskiego w Kamerunie. Cóż z tego, że miała ona około 30 km2 powierzchni i tak naprawdę to nie wiadomo, na jakich zasadach mogłaby funkcjonować. Trwanie tej swoistej kolonii było jednak krótkie. W tym samym roku 1884 pojawiły się w Zatoce Biafry niemieckie okręty wojenne, aby objąć protektoratem Wilhelma II całe wybrzeże Kamerunu. Szolc-Rogoziński szukał ratunku dla swej kolonii u Brytyjczyków. W dniu 28 sierpnia na kanonierce „Forward” podpisał z brytyjskim konsulem Johnem Hevettem

układ o przekazaniu swego terytorium pod protektorat Wielkiej Brytanii, w którym m.in. czytamy: „Jej Królewska Mość, Królowa Wielkiej Brytanii i Irlandii etc. etc, stosując się do życzenia p. S. S. Rogozińskiego i Króla i Kacyka Boty, podejmuje się rozpościerać nad nim i nad krajem znajdującym się pod ich władzą i jurysdykcją Swą łaskawą opiekę i protekcję”. Podpisanie układu odbyło się w dramatycznych okolicznościach, w których mało brakowa��o, by zginął Leopold Janikowski. Niemcy ostrzelali wówczas łódkę, płynącą w kierunku „Forwardu”, myśląc, że to płynie sam Rogoziński. Patronat brytyjski nie trwał jednak długo. W 1885 na kongresie berlińskim Anglicy zrezygnowali z Kamerunu na rzecz Wilhelma II, a Rogoziński stał się personą non grata. Sam kanclerz Bismarck grzmiał przeciw niemu w Reichstagu. W tej sytuacji Rogoziński i Janikowski zakończyli swój pobyt w Kamerunie

Trzy razy o polskim kinie

K

iedy przed kilku laty redakcja „Monitora Polonijnego” zwróciła się do swoich odbiorców z ankietą, w której znalazły się m.in. pytania o to, które artykuły interesują ich najbardziej, wielu respondentów wskazało na materiały o polskim filmie. Wierzę, że preferencje czytelników niezbyt się zmieniły i kino polskie nadal znajduje się w sferze ich zainteresowań. Ostatnio pojawiło się wiele dobrych opracowań, poświęconych polskiemu kinu, oraz kilka monografii twórców filmowych. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje obszerny, bo liczący ponad 600 stron tom Tadeusza Lubelskiego Historia polskiego kina. Twórcy, 22

filmy, konteksty (Wydawnictwo „Videograf”, Katowice 2009). Jest to pierwsze tak szczegółowe opracowanie dziejów polskiego kina od jego początku w 1895 roku po lata ostatnie. Autor widzi film w całym szerokim kontekście kulturowym, politycznym,

instytucjonalnym, estetycznym i, co ważne, także technologicznym. Co ciekawe, pisze nie tylko o tych filmach, które zyskały opinię dzieł wybitnych, ale rejestruje również filmy mniej znaczące, a nawet te nieudane i zapomniane, słusznie wychodząc z założe-

nia, że i one składają się na historię przemian artystycznych i pozaartystycznych, decydujących o powstaniu konkretnego obrazu. Najwięcej miejsca Lubelski poświęca zjawiskom, pasjonującym jego samego, a więc polskiej szkole filmowej i kinu moralnego niepokoju, zapowiadającemu przewrót polityczny. Historia polskiego kina Tadeusza Lubelskiego, jak dotąd najpełniejsze kompendium wiedzy o historii filmu polskiego, daleka jest od suchego, faktograficznego wywodu. Dzięki temu, że autor wykorzystuje nie tylko dawne recenzje MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 23

i przez Londyn, Hawr i Paryż wrócili do kraju. Przywiezione kolekcje eksponatów etnograficznych i antropologicznych przekazali warszawskiemu i krakowskiemu muzeum. Wygłosili liczne odczyty. W 1885 roku Rogoziński w dowód uznania za osiągnięcia badawcze w Kamerunie został przyjęty do prestiżowego Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w Londynie, a w 1886 roku ukazały się drukiem dwie jego książki: Żegluga wzdłuż brzegów Zachodniej Afryki i Pod równikiem. Na jednym z odczytów Bolesław Prus przedstawił Rogozińskiego ekscentrycznej pisarce Helenie Janinie Boguskiej, pisującej pod pseudonimem Hajota naiwne i sentymentalne powieści o tematyce salonowej i romansowej. Ta, zafascynowana bohaterem dalekich podróży, zakochała się w nim z wzajemnością. Owa płomienna miłość nie przeszkodziła jednak Rogozińskiemu wrócić do Afryki, gdzie kupił plantacje kakaowca na wyspie Fernado Po, którą polubił jeszcze w czasie wprawy. Ciężko pracował, zbierał ziarno kakaowe, oczyszczał teren w celu rozszerzenia plantacji, zbudował dom i słał listy miłosne do pięknej Hajoty. W 1888 roku niespodziewanie pojawił się w Warszawie, a 29 sierpnia ożenił się ze swoją ukochaną. Ich ślub należał do głośnych wydarzeń towarzyskich. Po miodowym miesiącu Rogoziński pospiesznie wrócił na swoją wyspę – plantacja czekała! W styczniu 1889 roku dołączyła do niego piękna małżon-

i najnowsze opracowania, ale często posługuje się anegdotą, rozmową z twórcami, wspomnieniami własnymi i cudzymi otrzymaliśmy książkę, którą czyta się doskonale, podziwiając jej autora. Aleksandra Klich jest autorką biografii Cały ten Kutz. Biografia niepokorna (Wydawnictwo „Znak”, Kraków 2009). Trzeba jednak podkreślić, że to nie tylko kolejna biografia jednego z najwybitniejszych polskich twórców filmowych, ale także książka o trudnych i skomplikowanych związkach Śląska z Polską, uwikłaniu kina polSTYCZIEŃ 2010

ka. Jednak wyspa Fernado Po nie przyniosła im szczęścia; zyski ze zbiorów z plantacji nie zapewniały dobrobytu i nie wystarczyły na planowane przez Rogozińskiego kolejne wyprawy w głąb Afryki, a gorąca miłość nie wytrzymała konfrontacji z codziennością. Po dwu latach, w lutym 1892 oboje małżonkowie wrócili do Europy, „z małpką tylko i psem”. Ona udała się do Warszawy, on do Egiptu, by podreperować nadwerężone chorobami tropikalnymi zdrowie. Pobyt Rogozińskiego w Egipcie był jednak krótki, już w lecie 1893 roku schorowany i załamany psychicznie pospiesznie wrócił do kraju, gdzie leczył się w zakładzie dla nerwowo chorych w Krakowie. W tym samym roku żona wystąpiła o unieważnienie małżeństwa. Pisała też i publikowała. Historycy literatury polskiej są zgodni w ocenie, że pobyt Hajoty w Afryce stał się wyraźną cezurą w jej twórczości literackiej. Wszystko, co napisała po pobycie na wyspie Fernando Po, jest znacznie lepsze niż jej wcześniejsze utwory. Szczególnie pozytywnie oceniane są jej powieści i nowele, oparte na

skiego w politykę oraz środowisku filmowym, pokazanym w sposób niepolakierowany. Autorka oparła się nie tylko na lekturze wszystkiego, co dotąd o Kutzu napisano i co napisał reżyser sam o sobie. Rozmawia także z bohaterem swej książki, jego rodziną, współpracownikami, przyjaciółmi i oponentami. Przedstawia stosunek reżysera do osób mu bliskich, pisze o jego drodze artystycznej i o okolicznościach powstawania jego filmów. Nie unika problemów trudnych i drażliwych, przede wszystkim wpływu polityki na życie reżysera. Nie po-

obserwacjach przyrody, obyczajów afrykańskich i autentycznych przeżyciach; są to nowele, zebrane w tomie Z dalekich lądów (1893 r.), oraz powieści Ostatnia butelka (1902 r.) i Rosa Nieves (1925 r.). Stefan Szolc-Rogoziński, choć schorowany, snuł plany kolejnej afrykańskiej wyprawy. W 1896 roku wyjechał do Paryża z zamiarem ich urzeczywistnienia z pomocą Paryskiego Towarzystwa Geograficznego. Magia Czarnego Lądu towarzyszyła mu do końca życia – 1 grudnia 1896 roku zginął tragicznie pod kołami paryskiego omnibusu. Miał wówczas tylko 35 lat. Stefan Szolc-Rogoziński nie zdobył wprawdzie kolonii, ale, i to jest najważniejsze, zorganizował pierwszą polską wyprawę badawczą do Afryki. I on, i jego towarzysze – Klemens Tomczek i Leopold Janikowski – wnieśli niemały wkład w poznanie Kamerunu. Nazwisko Rogozińskiego noszą dziś ulice Warszawy, Łodzi i Kalisza. W tym ostatnim znajduje się muzeum, posiadające wiele pamiątek, związanych z jego życiem. Przywiezione przez niego z Afryki eksponaty do dziś znajdują się w muzeach krakowskich i warszawskich, a w ogrodzie botanicznym kameruńskiego miasta Victoria umieszczona jest tablica, upamiętniająca uczestników pierwszej polskiej wyprawy afrykańskiej. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

mija jego walki o sprawę śląską, która przysporzyła mu zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Cały ten Kutz to najlepsza praca o tym ciągle zbuntowanym i rogatym reżyserze, który skończył 80 lat i który mówi o sobie: „Mam to szczęście, że swoją starość spędzam w biegu i obiegu myślowym”. Trzecia pozycja, na którą pragnę zwrócić uwagę miłośników polskiego kina, to biografia twórcza Agnieszki Holland, która wyszła spod pióra Katarzyny Mąki-Malatyńskiej. Książka, zatytułowana Agnieszka Holland, uka-

zała się w 2009 roku jako kolejny tom serii „Ludzie polskiego kina”, wydawanej przez Bibliotekę „Więzi”. Autorka wyszła z założenia, że Agnieszka Holland tworzy kino autorskie, czyli że wszystkie jej filmy łączy indywidualny styl, i temu założeniu podporządkowała swą analizę twórczości znanej reżyser. Nie jest to pierwsza książka o niej. Wcześniej, bo w 2001 roku pełniejszą analizę filmów Agnieszki Holland dała nam Mariola Jakun-Dopartowa w książce Gorzkie kino Agnieszki Holland. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 23


Monitorek01

02.01.10 12:40

Urodzony 5 stycznia 1969 r. w Warszawie Andrzej Jan Gołota jest obecnie chyba najbardziej znanym, choć nie najlepszym polskim bokserem. Karierę amatorską zaczął startami w Legii Warszawa. Zdobył cztery razy mistrzostwo Polski w wadze ciężkiej (do 91 kg, 1986 1990). Był też wicemistrzem świata juniorów (1985, przegrał w finale z Kubańczykiem Félixem Savónem) i mistrzem Europy juniorów (1986). Rok 1988 przyniósł mu największy sukces w karierze amatorskiej – zdobył brązowy medal olimpijski w Seulu. W walce półfinałowej z bokserem z Koreii doznał kontuzji (rozcięcie łuku brwiowego), co zmusiło go do wycofania się. Jako amator reprezentował Polskę także na mistrzostwach Europy (w Turynie w 1987 r. dotarł do ćwierćfinału, a w Atenach w 1989 r. zdobył brązowy medal) i świata (w Moskwie w 1989 r.). I byłoby pewnie fajnie, gdyby nie problemy z prawem. Po kilku bójkach i awanturach Sąd Wojewódzki we Włocławku wydał za nim list gończy z powodu oskarżenia o rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia (pistolet gazowy). To skłoniło boksera w 1990 r. do ucieczki przed polskim wymiarem sprawiedliwości do USA. Karierę zawodową rozpoczął 7 lutego 1992 r. w Milwaukee, pokonując Roosevelta Shulera. Do końca 1992 r. odniósł dalszych siedem zwycięstw. Wiodło mu się nieźle. W 1995 r. w piątej rundzie znokautował Samsona Po’uha z Tonga, rok później znokautował Amerykanina Danella Nicholsona. Uczynił to jednak w sposób nieprzepisowy (uderzył 24

Stránka 24

Naszych biją!

M

oże nie „naszych”, bo zazwyczaj tylko jednego. Tak właściwie można ocenić walki na ringu naszego najsławniejszego boksera ostatnich lat. Pomimo kilku spektakularnych wygranych i opinii „wojownika” w świadomości kibiców najbardziej utkwiły jednak jego przegrane. głową), co przyniosło mu opinię boksera walczącego nieczysto. A walczył z wielkimi sławami i kandydatami na wielkie sławy. Pojedynek ze słynnym Riddickiem Bowe w nowojorskiej Madison Square Garden (11 lipca 1996 r.) zakończył się dyskwalifikacją Gołoty za ciosy poniżej pasa. Zdarzeniu towarzyszyła bijatyka wokół ringu, w wyniku której w szpitalu znalazł się m.in. menedżer Gołoty Lou Duval. Do lekarza trafił też sam Gołota, uderzony w głowę telefonem komórkowym! Ciosy poniżej pasa potwierdziły opinię o nim jako chętnie faulującym bokserze, ale stoczona walka przyniosła mu także wiele pozytywnych opinii. Z Bowem prowadził wyrównany pojedynek, przez długi czas mając przewagę punktową. Zyskał rozgłos. Rewanż odbył się 14 grudnia 1996 w Atlantic City. Rywal po raz pierwszy w karierze leżał na deskach. Zwycięstwo było tak blisko, Gołota prowadził na punkty u wszystkich sędziów, ale…

znów go zdyskwalifikowano za nieczyste ciosy. Tymczasem w 1996, dzięki wstawiennictwu prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, uzyskał list żelazny, dzięki czemu mógł uniknąć aresztowania podczas pobytu w Polsce. Za bójkę we Włocławku otrzymał co prawda wyrok, ale w zawieszeniu. Kilka lat później oskarżano go o bójkę w hotelu w Sopocie. Był też ścigany w USA za niestawienie się w sądzie w związku z oskarżeniem o... podawanie się za policjanta. Taaak, bokserzy do grzecznych chłopców raczej nie należą. A Gołota boksował dalej. Pomimo porażek, w kolejnej walce stanął przed pierwszą w karierze szansą zdobycia tytułu mistrza świata wagi ciężkiej organizacji WBC. W dniu 4 października 1997 r. w pojedynku z Brytyjczykiem Lennoxem Lewisem został jednak znokautowany już w 95. sekundzie pierwszej rundy! Po tej klęsce sześć następnych walk wygrał. W 1998 r. we Wrocławiu (je-

go pierwsza zawodowa walka w Polsce) pokonał byłego mistrza świata WBC i WBA Tima Witherspoona. Sukces otworzył mu możliwość pojedynku eliminacyjnego WBC z Michaelem Grantem i 20 listopada 1999 r. w Atlantic City Gołota był bliski pokonania go. W pierwszej rundzie dwukrotnie położył rywala na deski, prowadził przez większość czasu na punkty. Jednak w dziesiątej rundzie (zakontraktowano 12 rund) zaliczył nokdaun i ... odmówił dalszej walki (sic!). Dnia 20 października 2000 r. w Detroit zmierzył się z legendarnym Mikiem Tysonem. I już w pierwszej rundzie był liczony! W drugiej trafiał rywala skutecznie, ale w przerwie po niej odmówił kontynuowania pojedynku, zszedł z ringu i udał się do szatni, czemu towarzyszyły gwizdy kibiców. W szpitalu prześwietlenie wykazało, że „Bestia” złamał mu szczękę. Rok później komisja boksu stanu Michigan uznała walkę Gołota-Tyson za nieodbytą, ponieważ w organizmie Tysona wykryto niedozwolone substancje. Jednak kariera Gołoty wydawała się ostatecznie zakończona. Miał trzy lata przerwy w boksowaniu. Od 2003 stoczył kilka zwycięskich walk. Dnia 27 kwietnia 2004 r. w walce z Chrisem Byrdem dostał drugą szansę walki o pas mistrzowski, tym razem organizacji IBF. Pojedynek zakończył się remisem i Amerykanin zachował tytuł mistrza świata (wynik uznano za skandalicznie krzywdzący Gołotę). Kolejny pojedynek naszego boksera o mistrzostwo świata (tym razem organizacji WBA) to przegrana na punkty z Johnem Ruizem (13 listopaMONITOR POLONIJNY


Monitorek01

02.01.10 12:40

da 2004 r.). Rok później spotkała go kolejna klęska. W Chicago w swojej czwartej walce o tytuł mistrza świata federacji WBO został znokautowany przez Lamona Brewstera. W ciągu 53 sekund od rozpoczęcia walki trzykrotnie leżał na deskach! Sędzia ringowy zakończył pojedynek. Na ring Gołota powrócił w czerwcu 2007 po dwuletniej przerwie. W Katowicach w drugiej rundzie pokonał Amerykanina Jeremiego Batesa. Następnie 6 października w nowojorskiej Madison Square Garden w 6. rundzie pokonał Irlandczyka Kevina McBride. Został mistrzem Ameryki Północnej federacji IBF. Już w styczniu 2008 w Madison Square Garden zwyciężył jednogłośną decyzją sędziów na punkty z Mikiem Mollo, zdobywając pas mistrza Ameryki Łacińskiej - WBA wagi ciężkiej. Mollo był faworytem. Pojedynek z nim był dla Gołoty „być albo nie być”. Podczas walki jego twarz została zmasakrowana, jedno oko spuchło zupełnie, Polak walczył z rozbitym łukiem brwiowym, widząc tylko na jedno oko. W listopadzie w trzeciej sekundzie (sic!) pojedynku z Rayem Austinem o pas WBC USNBC zaliczył nokdaun. Potem, 40 sekund później doznał kontuzji lewego ramienia i, choć dotrwał do końca rundy, musiał zrezygnować z dalszej walki, którą zyskała miano „straszliwej”. A ostatnio, 24 października br. w łódzkiej Atlas Arenie podczas gali Polsat Boxing Night w walce stulecia polskiego boksu, której stawką był pas IBF International, wlał mu rodak Tomasz Adamek... Gołota przegrał przez techniczny nokaut w piątej rundzie. Za każdym razem wierzyliśmy w niego. O niespełnionych nadziejach, związanych z jego walkami, można by napisać długą opowieść, a najbardziej zapamięSTYCZIEŃ 2010

Stránka 25

tane jego pojedynki to te, które zakończyły się przegraną. Należy jednak przypomnieć, że w swej zawodowej karierze Gołota odniósł aż 41 zwycięstw (33 razy znokautował rywala), a tylko 8 porażek. Zaliczył też jeden remis, a walkę z Tysonem uznano za nieodbytą. Także życie prywatne Gołoty nie należy do spokojnych. Walcząc na ringu, nie został bogaczem, ale w USA ma markę i, co ważne, może „sprzedać” transmisje z walki o mistrzostwo w systemie pay-per -view drożej niż wielu obecnych mistrzów. Obecnie wagę ciężką zdominowali bowiem bokserzy z byłego ZSRR, którzy w Ameryce są mało znani. Była dwukrotna żona Polaka Mariola Babicz Gołota (dwa razy się pobrali i dwukrotnie rozwiedli!) jest prawnikiem i prowadzi własną kancelarię prawną w Chicago, ale ma także licencję… sędziego bokserskiego! Przez lata polski boks trzymał sie jednak całkiem nieźle. Nasi bokserzy świetnie walczyli w igrzyskach olimpijskich. Łącznie zdobyli w nich 43 medale (w tym 8 złotych). Lepiej od nas w statystykach wypadają tylko cztery państwa: USA, ZSRR, Wielka Brytania i Kuba. Od lat jednak nasz boks tkwi w kryzysie. Polacy nie zdobywają już medali w mistrzostwach Europy i świata (w ubiegłym roku na 88 zawodników w ćwierćfinałach był tylko jeden Polak). Ale boks jest nadal w pierwszej piątce najchętniej oglądanych sportów w Polsce. No cóż... Gołota miał być szansą na promocję polskiego boksu, swego czasu Stanach Zjednoczonych okrzyknięto go nadzieją białych przeciw dominacji czarnych bokserów. Zasłynął jednak z efektownych przegranych. Ale i tak dostarcza nam wielu emocji. Na ringu i poza nim. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

Przegląd polskiej prasy

P

olska prasa w grudniu żyła przede wszystkim dwoma sprawa – szantażem senatora Krzysztofa Piesiewicza i spektakularną kradzieżą, dokonaną w Oświęcimiu. „Super Express” 11 grudnia opublikował artykuł „Dziwne zabawy senatora”, w którym ukazał znanego scenarzystę, adwokata i senatora w dwuznacznym świetle. Tabloid opublikował zdjęcia (a na stronie internetowej także film), będące przedmiotem szantażu, któremu uległ polityk. Publikacja gazety stała się gorącym impulsem do dyskusji o kondycji polskich mediów i granicy wolności prasy. W piątek 11 grudnia z bramy muzeum Auschwitz ukradziono napis „Arbeit macht frei”. Wszystkie media pisały o tej niecodziennej kradzieży, relacjonowały poszukiwania policji oraz szybkie zatrzymanie sprawców. Jednak – moim skromnym zdaniem – zupełnie inne wydarzenie zasługuje na osobne omówienie. Jest nim grudniowy numer specjalny tygodnika „Gala”. Redakcja przygotowała podwójny numer świąteczny, który trafił do kiosków 17 grudnia. Na okładce Donald Tusk trzymający na kolanach wnuka, a za nimi przytulona do ojca Kasia Tusk. Podpis brzmi: „Tylko Galę rodzina premiera zaprosiła na święta do sopockiego mieszkania”. Trzy myśli przeszły przez moją głowę, gdy kupowałem ten magazyn. Po pierwsze, Donald Tusk już zdecydował, że będzie kandydował na urząd prezydenta, a relacja z Wigilii to kolejny element permanentnej polskiej kampanii wyborczej. Po drugie, po aferze hazardowej premierowi na łeb na szyję leci poparcie społeczne, więc zgodził się na taką formę ekshibicjonizmu. Po trzecie zaś, Tusk musi być wielkim fanem filmów Barei. Pamiętam, jak w jednym z nich pracownik zapraszał na Wigilię swojego przełożonego, mocno osadzonego w partyjnych strukturach PRL. „A kiedy obchodzicie Wigilię?” – zapytał aparatczyk. „No, 24 grudnia” – odpowiedział zmieszany pracownik. „A, to jeszcze przed świętami” – odparł ten pierwszy. Na fali fascynacji Bareją Donald Tusk zorganizował Wigilię ciut wcześniej. Tak, aby gazeta zdążyła ją pokazać już 17 grudnia. Na wigilijnej kolacji u Tusków jest barszcz czerwony, są prezenty i opłatek. Nie mogło zabraknąć także przedświątecznej szczerej rozmowy. Już wiemy, że Tusk pragnie tylko jednego. „Chcę dożyć jednego, żebym mógł nauczyć wnuka grać w piłkę” – zwierza się na łamach magazynu, który przeczytają pewnie miliony Polaków. To wzruszające i piękne. Każdy w święta lubi się rozmarzyć. Wolałbym jednak, by premier Polski, poza nauczeniem wnuka gry w piłkę, marzył także o spadku bezrobocia, wzroście gospodarczym i podwyżkach pensji, czego sobie i Państwu w tym Nowym Roku życzę! ŁUKASZ GRZESICZAK 25


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 26

Czy w każdym z nas

drzemie zło?

To

pytanie ciśnie się na usta po obejrzeniu najnowszego filmu Wojciecha Smarzowskiego pt. „Dom zły”, w którym zło niejedno ma imię. Całkowicie zgadzam się z opinią „Dziennika”, który ten właśnie film zaliczył do najważniejszych filmów dekady.

C

zasami mam wrażenie, że polszczyznę (i nie tylko ją) zalewają różne obce wyrazy, zakończone na ing, np. catering, coaching, lobbing, mobbing, outsourcing, insourcing, co-sourcing, timing (o którym pisałam w numerze listopadowym MP) itd. Przerażają mnie one niekiedy, bowiem nawet znajomość języka angielskiego, z którego zostały przejęte, nie wyjaśnia mi ich dokładnego znaczenia. A w polszczyźnie, podobnie jak i w innych językach nie tylko słowiańskich, jest ich z każdym dniem więcej i więcej, na dodatek szerzą się z niespotykaną prędkością. Przecież dziś żadne większe spotkanie czy to rodzinne, czy zawodowe

Nagroda publiczności, otrzymana na ostatnim Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (o którym pisałam w październikowym numerze), jest moim zdaniem jak najbardziej zasłużona. Film robi ogromne wrażenie, co wynika częściowo z faktu, iż nie jest to typowa polska produkcja. Wymyka się bowiem ze znanych kanonów, choć określany jest jako

kryminał czy dramat obyczajowy. Oczywiście, zawiera elementy zarówno jednego, jak i drugiego gatunku, ale... Zanim udadzą się Państwo do kina, trzeba zdawać sobie sprawę z faktu, iż nie jest to film łatwy, który można obejrzeć, a następnie o nim zapomnieć (jak wiele aktualnych polskich produkcji). Wiem, że dla wielu czytelników rok 1982, w którym prowadzone jest śledztwo (filmowa teraźniejszość), czy rok 1978, w którym dokonano zbrodni, to niedaleka przeszłość, ale dla mnie to miniona epoka. Z tego względu, na pewno moje zdanie o tym filmie będzie się różniło od Państwa opinii. Jak już wspomniałam, akcja filmu toczy się na dwóch płaszczyznach. „Dzień zły” rozpoczyna się przyjazdem milicji, prokuratora oraz świadka, a zarazem podejrzanego – Środonia (w tej roli Arkadiusz Jakubik) na miejsce zbrodni w celu rekonstrukcji wydarzeń. Kamera, którą milicjant nagrywa relację ze zbrodni, pokazuje widzowi obraz czarno-biały, pomimo iż pozostałe sceny nakręcone zostały

Wszystkie te -ingi nie obejdzie się bez cateringu, coraz częściej słyszymy o mobbingu np. w miejscu pracy, a lobbing to np. ważna sprawa dla polityków lokalnych, którzy awansowali wyżej. Zatem w tym numerze będzie trochę o konstrukcjach z –ing, do zajęcia którymi zainspirował mnie ciekawy artykuł z niniejszego numeru „Monitora”, zatytułowany „Język słowacki pomaga znaleźć pracę w Polsce”, autorstwa Jakuba Łoginowa, w którym mowa m.in. o outsourcingu usług. Natrafiając ciągle na terminy z -ing, zaczynamy ich

używać i my. Ale czy w pełni świadomie? Czy na pewno orientujemy się, co dokładnie znaczą? Cząstka –ing w języku angielskim służy do tworzenia form czasu teraźniejszego ciągłego i tzw. rzeczowników odsłownych, które to właśnie przejmowane są często jako terminy przez inne języki, w tym i polszczyznę. Angielski dziś to swoiste esperanto i jeśli ktoś chce zaistnieć na rynkach światowych, musi swe prace i osiągnięcia propagować i publikować właśnie w tym języku, aby mogły one dotrzeć do wszy-

stkich zakątków globu, w tym też, było nie było, do anglojęzycznych Stanów Zjednoczonych, które przez Europejczyków traktowane są często jako wzorzec wszystkiego – demokracji, ekonomii, prawa itp. Wygodniej zatem nazwać z pochodzenia angielskim (nieważne tu, czy źródłem zapożyczenia jest British English, używany w Wielkiej Brytanii, czy też z American English, rodem z USA) cateringiem usługi, polegające na przygotowywaniu i dostarczaniu na zamówienie gotowych potraw lub na organizacji przyjęć, niż szukać dla nich odpowiedniej polskiej nazwy. Łatwiej określić lobbingiem wywieranie wpływu na organy


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 27

w kolorze. Ten ciekawy zabieg ma na celu zwrócenie uwagi widza – podkreślenie scen istotnych. Cofamy się wraz ze Środoniem o cztery lata i poznajemy historię jego życia. Żona głównego bohatera niespodziewanie umiera, a on, nie mogąc pogodzić się z jej śmiercią, popada w alkoholizm W pewnym momencie postanawia zmienić swoje życie. Przenosi się

na drugi koniec Polski, aby w bieszczadzkim PGR podjąć pracę zootechnika. Idąc do pracy zatrzymuje się podczas ulewy w chałupie Dziabasów (Kinga Preis i Marian Dziędziel). Początkowa nieufność ze strony właścicieli przeradza się w „przyjaźń” oraz planowanie przyszłego wspólnego interesu. Należy oczywiście pamiętać, iż gość już w progu powitany zostaje kielisz-

kiem. Ilość wypitego przez Środonia i Dziabasa alkoholu ma znaczący wpływ na kolejne wydarzenia. Państwo pewnie cały czas czekają na tę wspomnianą przeze mnie na początku zbrodnię. Aby jednak dowiedzieć się, co naprawdę wydarzyło się w 1978 roku w domu Dziabasów i zrozumieć tytuł filmu Dom zły, muszą się Państwo udać do kina. Miłego oglądania! MAGDALENA PIETZ władzy państwowej w interesie określonych grup politycznych, gospodarczych lub społecznych, zamiast próbować go określić wyszukanymi polskimi nazwami opisowymi. Terminy z -ing są krótkie i zrozumiałe nie tylko przez użytkowników języka polskiego. Znają je bowiem też użytkownicy innych języków, zarówno ci z grupy germańskiej, jak i ci posługujący się językami romańskimi czy słowiańskimi, co ułatwia porozumienie i kontakty między nimi. Można zatem stwierdzić, że panoszące się konstrukcje z -ing, to swoisty haracz za globali-

zację!!! I może zmartwię niektórych, ale myślę, że będzie ich jeszcze więcej. Czy jestem im przeciwna? Nie do końca. Uznaję ich istnienie w polszczyźnie wtedy, gdy są przydatne, używane we właściwym znaczeniu i pozostają terminami. Ale jeśli stosuje się je w innych kontekstach, to mogą być zupełnie niezrozumiałe, a co gorsza budzić po prostu śmiech. Choć, jak pisał Krasicki, „i śmiech niekiedy może być nauką…” (I. Krasicki, Monachomachia, pieśń V). A w nowym roku życzę Państwu może nie tyle śmiechu, co uśmiechu na co dzień.

Minisłowniczek użytych –ingów (definicje podaję za www.sjp.pwn.pl, jeśli wyraz taki został w nim odnotowany): funkcji i przekazanie ich do catering ‘usługa polegająca realizacji wyspecjalizowana przygotowywaniu i dostarnym firmom’ czaniu na zamówienie gotoinsourcing ‘włączenie do wych potraw lub na organistruktury organizacyjnej zacji przyjęć’ przedsiębiorstwa zadań recoaching ‘aktywna współalizowanych dotychczas popraca szefa z pracownikiem za nim’ w celu eliminowania błędów co-sourcing ‘częściowe wyw pracy i wspierania rozwoju łączanie ze struktury organipracownika’ zacyjnej przedsiębiorstwa lobbing ‘wywieranie wpłypewnych funkcji i przekazawu na organy władzy pańnie ich do realizacji wyspestwowej w interesie określocjalizowanym firmom’– wynych grup politycznych, goraz nie odnotowany przez spodarczych lub społecznych’ słowniki mobbing ‘prześladowanie timing ‘wybór precyzyjnepodwładnego lub współprago momentu do rozpoczęcia cownika w miejscu pracy’ – i wykonania jakiegoś działawyraz nie odnotowany przez nia z maksymalnym efeksłowniki tem’– wyraz nie odnotowany outsourcing ‘wyłączanie przez słowniki ze struktury organizacyjnej MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA przedsiębiorstwa pewnych


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 28

Język słowacki pomaga znaleźć pracę w Polsce D

awniej niedoceniany, dziś jego znajomość jest atutem, poszukiwanym na polskim rynku pracy. Są firmy, które od ręki zatrudnią na dobrych warunkach i dadzą mieszkanie służbowe osobie, która spełnia tylko jeden zasadniczy warunek: bardzo dobrze zna język słowacki. To bardzo dobra wiadomość, zwłaszcza dla tych rodaków mieszkających na Słowacji, którzy na poważnie myślą o powrocie do Polski. Popularność języka słowackiego zaczęła się kilka lat temu, a ogromną w tym rolę odegrało wejście naszych krajów do UE i strefy Schengen oraz sukcesy gospodarcze Słowacji. Wzrost kontaktów między naszymi krajami zaowocował otwarciem oddziałów polskich firm na Słowacji oraz słowackich w Polsce (np. krakowska siedziba „Slovnaft” Polska). Nie bez znaczenia jest fakt, iż na półkach polskich supermarketów można znaleźć wiele słowackich produktów spożywczych (miód, musztarda, piwo, słodycze, bryndza, wyroby papiernicze), co jeszcze przed 2004 rokiem było rzadkością. Stąd też od czasu do czasu w mediach słowackiej mniejszości w Polsce (czasopismo „Život”) pojawiają się oferty pracy dla osób znających język słowacki, umieszczane w związku z otwarciem przedstawicielstwa kolejnej słowackiej firmy w Polsce – głównie w średniej wielkości miastach na południu kraju. Nagły popyt na „słowackojęzycznych” pojawił się też w branży turystycznej. Do niedawna to Polacy jeździli tłumnie do swych południowych sąsiadów, a nie odwrotnie. Przyjęcie euro i osłabienie złotówki sprawiło, że południowe rejony kraju zaczęły być odwiedzane przez gości zza Tatr, a samorządy i biura podróży zaczęły masowo „produkować” swoje oferty w języku słowackim. I chociaż zatrudnianie pracownika, odpowiedzialnego wyłącznie za ten sektor rynku należy do rzadkości, to jednak dobra znajomość języka słowackiego, podobnie jak i ukraińskiego czy rosyjskiego, jest w tej branży poważnym atutem (dotyczy to jednak tylko

28

południowo-wschodniej Polski i częściowo Warszawy, która zyskała połączenie lotnicze z Popradem). Ale najciekawsze zjawisko, które spowodowało popyt na słowackojęzycznych pracowników – to globalizacja i powiązany z tym outsourcing usług. W wielu miastach Polski (Kraków, Wrocław, Trójmiasto) ulokowały się oddziały światowych koncernów, obsługujących określone procesy w całej Europie Środkowej (rachunkowość, obsługa klienta, finanse). Dobitnym tego przykładem jest „Shell”, który ze swojej krakowskiej siedziby prowadzi niektóre sprawy finansowe i telefoniczną obsługę klienta w swoich oddziałach na Słowacji, Węgrzech, w Czechach i innych krajach regionu. Ta paliwowa spółka wciąż poszukuje kilkunastu ekonomistów, znających język słowacki i angielski (nawet bez doświadczenia zawodowego), z kolei „mBank” oferuje nawet mieszkanie służbowe dla słowackojęzycznej osoby, która zdecyduje się przenieść do Aleksandrowa Łódzkiego. O tej popularności języka słowackiego dobrze wiedzą pracownicy krakowskiego biura Towarzystwa Słowaków w Polsce, którzy od kilku lat prowadzą kursy języka słowackiego. „Przed wejściem do UE zainteresowanie było dużo mniejsze, uczyli się głównie hobbyści, studenci filologii lub przewodnicy górscy. Teraz się to zmieniło, a do naszej siedziby często dzwonią pracodawcy, pytając czy nie możemy polecić kogoś znającego język słowacki” – tłumaczy Jolanta Dziedzic z Towarzystwa Słowaków. Niestety, wiele spośród atrakcyjnie wyglądających ofert pracy tak naprawdę sprowadza się do telemarketingu, czyli wydzwaniania do klientów na Słowacji i oferowania im określonych usług. Niemniej jednak, nawet to może być dobrym punktem zaczepienia dla osób, które zdecydują się wrócić do Polski (zwłaszcza dla studentów), tym bardziej, że oferowane zarobki wcale nie są niskie. JAKUB ŁOGINOW

Klub Polski w Nitrze informuje, że w 2010 roku msze święte w języku polskim są zaplanowane na następujące dni: 23 stycznia, godz. 17.00 – o.o Salwatorianie (po mszy odbędzie się wieczór kolęd), 13 lutego, godz. 17.00 – o.o Salwatorianie, 13 marca, godz. 17.00 – o.o Salwatorianie, 24 kwietnia, godz. 17.00 – katedra, 8 maja, godz. 17.00 – katedra, 12 czerwca, godz. 17.00 – katedra, 3 lipca, godz. 17.00 – katedra (po mszy odbędzie się koncert polskiej muzyki organowej). Terminy mogą ulec zmianie. Zainteresowanych prosimy o kontakt telefoniczny: 037 6524323 Wszystkich serdecznie zapraszamy! Redakcja Monitora Polonijnego poszukuje osoby z

Żyliny i Martina

chętne do współpracy z redakcją, które będą pełniły funkcję korespondów z tego regionu. Kontakt z redakcją: monitorp@orangemail.sk telefon: 031/5602891 ALEXANDRA ADAMČÍK z Klubu Polskiego z Koszyc 12 grudnia 2009 r. wzięła udział w mistrzostwach Słowacji w bowlingu, na których zdobyła II miejsce i srebrny medal. Świetne wyniki uzyskała też, startując z mężem Jurajem, w kategorii mix. W przyszłym roku zamierza wystąpić w mistrzostwach Europy. Gratulujemy sukcesów! Klub Polski Koszyce MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 29

Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” rozpoczyna rekrutację zawodników z Europy Środkowej i Wschodniej na VIII ŚWIATOWE ZIMOWE IGRZYSKA POLONIJNE, które odbędą się w Zakopanem w dniach 6-14 marca 2010 r. Informacje na temat igrzysk można znaleźć na stronie:

www.igrzyskapolonijnezakopane.pl. Zainteresowanych prosimy o zgłaszanie się do 16 stycznia 2010 r. Wypełnione formularze zgłoszeń, znajdujące się na stronach „Wspólnoty Polskiej” (http://www.swp.krakow.pl/strona_banner.php), należy przesłać pod adresem Stowarzyszenia: biuro@swp.krakow.pl, które je zweryfikuje i w ciągu siedmiu dni poinformuje zainteresowane osoby o ostatecznej kwalifikacji. Pytania prosimy kierować pod adresem e-mail: biuro@swp.krakow.pl oraz pod numery telefonów: +48 12 422 43 55 lub 422 61 58.

UWAG A!!! Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na rok 2010 wynosą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100). Dokonując wpłaty prosimy o napisanie w formularzu bankowym imienia i nazwiska. Nowych prenumeratorów prosimy o zgłoszenie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt do redakcji:

monitorp@orangemail.sk lub nr tel. 0907 139 041.

S T Y C Z E Ń

Szanowni Czytelnicy! Na imprezy, organizowane przez Klub Polski, jego członkinie przygotowują wyśmienite smakołyki. Często pytacie Państwo nas, jak przygotować te smaczne wypieki czy inne dania, dlatego od nowego roku w rubryce „Piekarnik“ zamierzamy prezentować te przepisy, które cieszyły się największym zainteresowaniem Państwa. Prosimy więc Czytelników o przysyłanie pod adresem e-mail redakcji (monitorp@orangemail.sk) przepisów na ulubione dania i potrawy.

W

I N S T Y T U C I E

➨ SATYRYKON 11 stycznia, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Otwarcie wystawy karykatur ze zbiorów festiwalu „Satyrykon”. Wystawa będzie prezentowana do 12 lutego 2010 r. ➨ VERY 28 stycznia, godz. 20.00, Bratysława, A4-nultý priestor, Nám. SNP 12 Przedstawienie teatralne w ramach Autorskiego Festiwalu Teatru ProTeza w wykonaniu zespołu teatralnego „Porywacze ciał”. Monodram Macieja Adamczyka ➨ MEDZYNARODOWE FORUM FORTEPIANOWE 30 stycznia, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Inauguracyjny koncert fortepianowy, który otworzy V Międzynarodowe Forum Bieszczady bez granic. Koncert odbędzie się w ramach obchodów „Roku Chopina”. Poprowadzi go prof. Zuzana NiederdorferPaulechová, a utwory F. Chopina, E. Suchoňa, R. Schumanna i S. V. Rachmaninowa zagrają ubiegłoroczni laureaci Forum Zlatý Parnas: Stanislav Bažík, Eva Kosorínová oraz Rafał Kowalczyk. STYCZIEŃ 2010

Lubię czytać. Ale nie byle co. Zarówno książka, jak i jakiekolwiek pismo muszą mnie wciągnąć. CZYTELNICY PISZĄ No i wciągnął mnie „Monitor Polonijny”. Pokazałam go współlokatorkom i... też je wciągnął. Mieszkamy w Irlandii, ale to właśnie słowacki magazyn dla Polonii dostarczył nam ciekawej lektury: o ulubionej agentce Churchilla, która była Polką, o „Bałtyckiej Słowacji”, o Łodzi sportowo-filmowej i śląskim undergroundzie. Ciekawe okazały się również artykuły gospodarcze, ba, nawet i te o polityce. Przy okazji dowiedziałyśmy się, na jakie filmy trzeba „zapolować” i jakie książki warto dodać do biblioteczki. Na okładkę-dokładkę w ruch poszły narzędzia kuchenne i obżarłyśmy się chłopskim puree. Za dużo wszystkiego, by wymienić. „Monitor Polonijny” po prostu nas urzekł. Nie dziwi zatem, że redaktorzy z innych krajów biorą sobie go za wzór. Na koniec dodamy, że popatrzyłyśmy na zdjęcia z Waszych spotkań i imprez i poczułyśmy nutkę zazdrości... Może przeniesiemy się do Was? Pozdrawiamy Polonię słowacką! POLONIA Z IRLANDII

P O L S K I M

JESZCZE MOŻNA ZOBACZYĆ... ➨ BLISKIE PRZESTRZENIE Do 8 stycznia 2010 r., Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Wystawa prac artystycznych współczesnego polskiego plastyka Waldemara Rudyka

➨ VIZUAL ART Do 31 stycznia 2010 r., Spiska Nowa Wieś, Galéria umelcov Spiša, Zimná 46 Wystawa prac artystycznych 7. Workshopu Klubu Polskiego Koszyce 2009.

➨ ARTYŚCI Z UNIWERSYTETU W RZESZOWIE Do 15 stycznia 2010 r., Spiska Nowa Wieś, Galéria umelcov Spiša, Zimná 46 Wystawa rzeźb, malarstwa i rysunków artystów polskich – pedagogów z Uniwersytetu w Rzeszowie

➨ ALFONS SKOWRONEK: EKSHIBICJONISTA Do 31 stycznia 2010 r., Pieszczany, Mestská knižnica, Školská 19 Wystawa fotografii, przedstawiająca fikcyjną twórczość nieistniejącego fotografa Alfonsa Skowronka (w krajach angielskojęzycznych znanego jako Willy Ponce). 29


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 30

Moje polsko-egipskie życie w Egipcie

Ja

nie wyemigrowałam, ja tylko wyszłam za mąż za Egipcjanina i mieszkam w Egipcie” – tak mówię każdemu od ponad 28 lat, od kiedy zamieszkałam w Egipcie. Nie dlatego, że mi tu niedobrze czy że nie lubię Egiptu. Z biegiem lat, gdy lepiej poznałam ten kraj, nie tylko go polubiłam, ale jestem nim zafascynowana. Jednak w głębi duszy wciąż czuję się tylko Polką. Nasze plany i marzenia były inne, ale życie napisało inny scenariusz. Mimo wszystko nie żałujemy. Poznaliśmy się w Londynie w czasie studenckich wakacji. Z biegiem czasu odwiedziliśmy swoje kraje, rodziny. Nasze wspólne życie zaplanowaliśmy dokładnie: bierzemy ślub i każde z nas oddzielnie ze swojego kraju wyrusza do Kanady, gdzie mieli czekać na nas przyjaciele, którzy wyemigrowali wcześniej. Mąż rozumiał, że ciężko by mi było żyć w Egipcie, a ja wiedziałam, że on w komunistycznej Polsce nie miałby żadnych szans. Zawirowania historii zrobiły swoje. Ślub wzięliśmy we wrześniu 1981 r. Do Kanady nie zdążyliśmy wyjechać, przeszkodził grudzień’81. Dołączyłam do męża w Egipcie z nadzieją, że będziemy próbowali wyemigrować z Egiptu już jako małżeństwo. Próbowaliśmy trzykrotnie, bez rezultatu. Zastanawialiśmy się, co z nami jest nie tak, wszyscy dostają zezwolenie na wyjazd, a nam się wciąż odmawia. Może dlatego, że pochodziłam z komunistycznego kraju? Po roku 1989 powiedzieliśmy sobie z mężem, że dość tych prób. Przeżyjemy część naszego życia w Egipcie, a część w Polsce. Zmiany w Polsce dawały nadzieję, że będzie to możliwe. I tak się stało. Od pierwszych tygodni pobytu w Egipcie pracowałam. W prywatnej firmie na lotnisku, w agencji reklamowej, w przedszkolu, w trzech szkołach. Nawet sama założyłam przedszkole, ale po niecałym roku zrezygnowałam z tego przedsięwzięcia. Rodzinę egipską miałam sympatyczną, teściów tolerancyjnych. Zaczynaliśmy z mężem życie małżeńskie zu30

pełnie inaczej, niż było to w tutejszym zwyczaju. Nic nam nie było dane od początku do końca, dorabialiśmy się wszystkiego razem, ale może dzięki temu nikt się nie wtrącał do naszego życia. Egipcjanin z klasy średniej, żeby się ożenić, musi mieć mieszkanie. Szanująca się rodzina nie wyda córki za mąż, jeśli kandydat na męża nie będzie spełniał odpowiednich warunków (mieszkanie, część umeblowania, drogi prezent zaręczynowy itp.). Cudzoziemki o tym nie wiedzą. To, że zamieszkują po ślubie z mężem w wynajmowanym mieszkaniu, nie przeszkadza im. Ani to, że w tym mieszkaniu niczego nie ma, że wszystkiego dorabiają się razem. Z cudzoziemką łatwiej się ożenić, ale trudniej żyć. Ona nie pojedzie odwiedzić swojej rodziny samochodem, autobusem czy nawet pociągiem, tylko samolotem. Prowadzi dom tak, jak się nauczyła od swojej matki, czyli zupełnie nie po egipsku. I trzeba ją uczyć przyrządzania dań egipskich. Jak się pokłóci z mężem, nie ucieknie do swojej matki i nie czeka, by rodzina ich godziła, tylko po godzinie zastanowi się: „Po co my się kłócimy i tak jesteśmy zdani tylko na siebie”. I łatwiej obydwoje idą na kompromisy. Cudzoziemka traktuje męża i każdego innego mężczyznę jak równego sobie, większość Egipcjanek wie, gdzie ich miejsce wobec mężczyzn. Co roku jeździłam do Polski na całe lato. Przywoziłam z kraju filmy, gazety i książki. Mąż wiedział i akceptował to, że mogę odmówić sobie wielu rzeczy, ale na bilet do kraju muszę mieć. Egipt przyciągał wszystkich jak magnes. Jest tu co zwiedzać. Poza tym

klimat – przez cały rok słońce, przez pół roku gorące lato, piękne i ciepłe Morze Czerwone z urokliwymi plażami. Miałam sporo gości z Polski. Nie miałam czasu na nudę – ja wyjeżdżałam, przyjeżdżali do mnie, pracowałam. Urodziłam dwójkę dzieci. I postanowiłam, że solidnie zajmę się ich wychowaniem i edukacją. Skoro nie mogę robić kariery zawodowej zgodnie ze swoimi marzeniami, to chociaż zadbam o dzieci – tak sobie wtedy myślałam. W Egipcie społeczeństwo jest bardzo klasowe i ulega presji środowiska. Albo jesteś w jakiejś grupie i się podporządkowujesz albo jesteś poza. Musisz mieć podobnej klasy mieszkanie, samochód, dom nad morzem i dzieci posyłać do odpowiednio drogich szkół. Jeśli nie dorównujesz do tego poziomu, jesteś „obcy”. Tu chodzi o styl życia, o chęć dążenia wyżej, wspinania się po szczeblach drabiny społecznej. Nie umiałam się do tego dostosować. Kiedy mój mały jeszcze syn pytał mnie, dlaczego nie mamy domu nad morzem, a wszyscy jego koledzy mają, odpowiadałam, że oni na wakacje co roku jeżdżą do tych domów, a my lecimy samolotem do Polski, a niekiedy dalej. A w tej Polsce on ma szansę brania udziału w obozach harcerskich, sportowych, językowych, zaś jego koledzy takich możliwości nie mają. Nie ma w Egipcie tego typu zorganizowanych wyjazdów ani dla dzieci, ani dla młodzieży. Nie czułam się gorsza, ponieważ nie mam domku nad morzem, bo nad to morze i tak wyjeżdżałam, ale mój syn tak to odczuwał, a koledzy dawali mu do zrozumienia, że jest gorszy. Ja mu mówiłam, że życie daje mu więcej szans i możliwości niż im, że zna więcej języków i kultur, że ma większy wybór. Docenił to dopiero jako dorosły. W Egipcie ciągle szukałam nowych Polaków. Na początku mieliśmy egipskich przyjaciół męża, ale ci się wyMONITOR POLONIJNY


02.01.10 12:40

Stránka 31

kruszali, bowiem trzy czwarte z nich wyemigrowało. Nawiązywaliśmy znajomości z polsko-egipskimi parami. Zaczynały się nowe przyjaźnie. Kiedy po zmianie systemu polska ambasada zaczęła zapraszać tzw. Polonię, czyli mieszkające w Egipcie Polki, wpadłam na pomysł, by z ich pomocą założyć organizację polonijną. Nie od razu to się udało, trochę trwało i okazało się gorzką lekcją życia. Mieć takie pomysły i tak się wychylać oznaczało utratę kilku „nibyprzyjaciół”. Organizacja powstała i pomimo wielu trudności działa po dziś dzień. Powstało pismo polonijne, najpierw był to mały biuletyn, który potem rozrósł się do 40-stronicowego magazynu. Przygotowuję go od 14 lat. Dzieci pokończyły egipsko-angielskie szkoły i pozdawały na studia w Polsce. Syn już skończył studia, ożenił się z Polką i czeka na swoje pierwsze dziecko, które niedługo się urodzi. Córka w tym roku kończy studia. Dzieci w domu rozmawiały ze mną i ze sobą po polsku. Mężowi to nie przeszkadzało, bowiem dzięki temu i on nauczył się trochę polskiego. My z mężem poznaliśmy się w Anglii i naszym językiem porozumiewania się pozostanie na zawsze angielski. Ale kiedy siedzimy wszyscy przy stole, przy wspólnym posiłku i używamy w rozmowie trzech języków, to i tak wszyscy wszystko rozumieją. Nie planowałam, że dzieci pojadą na studia do Polski. Tak wyszło, kiedy zdałam sobie sprawę, że kierunki, które wybrały są na wyższym poziomie u nas w kraju, niż tu. Mąż też tak uważał. Teraz, kiedy dzieci są w Polsce, jeżdżę tam nie tylko na lato. Razem z mężem spędzamy tam święta Bożego Narodzenia, a zdarza się, że latam tam i trzy razy w roku. Mieszkamy w Egipcie, tu mąż ma pracę, tu ja od kilkunastu lat mam swoją prawdziwą karierę zawodową, ale nie czuję się emigrantką. Jednocześnie mieszkam też przecież w Polsce, tylko krócej. Żyję w Egipcie, bo tu pracujemy. Masa ludzi przecież jeździ po świecie za pracą. Obydwoje z mężem wiemy doskonale, że skoro w Egipcie przeżyliśmy tyle lat, to najwyższa pora by po przejściu na emeryturę osiąść w Polsce. Jesteśmy na to gotowi i nawet już mamy pomysły, co będziemy tam robić. Bo nie zamierzamy być tylko emerytami. MAŁGORZATA MALEWSKA-MALEK EGIPT STYCZIEŃ 2010

Bajka o bałwanku Pani Zima w swej białej szacie do nas zawitała, W dolinach i górach pełno śniegu rozsypała. Dzieci wesoło szkołę opuściły, Na leśnej wycieczce bałwana ulepiły. Bałwanek wśród ośnieżonych drzew sam stoi, Nasz zuch niczego się nie boi. Mały zajączek przykicał w odwiedziny, Poskarżył się zając, robiąc smutne miny: „Takie długie mroźne noce i burczy mi w brzuszku! Czy mogę wziąć twój nos marchewkowy? Tobie i tak nie potrzebny, a ja mam obiad gotowy!”. Wiatr rozniósł natychmiast po lesie plotkę I Bałwanek dowiedział się, że ma za wiewiórkę ciotkę. Rudym ogonem dookoła pozamiatała, Guziki z orzeszków bałwankowi pozbierała. „Bałwanku kochany, dobrze, że Cię odwiedziłam, Tobie przy lodowym kożuchu orzechy nie potrzebne, A mym dzieciom posmakują na deser zapewne!” I tak odwiedzały leśne zwierzęta bałwanka, Częstowały się i pozbawiały go wdzianka. Skarżąc się na zimowe problemy ze spaniem, Niedźwiedź stwierdził wniebowzięty: „Nie mogę spać dziś, bo za duży chłodek, Lecz twój garnek będzie idealny na wiosenny miodek!” Gdy noc las swym granatowym płaszczem otuliła, Gołego bałwanka horda gości zostawiła. Zapłakał nasz kolega dniem wielce zmęczony, I poczuł się nagle bardzo opuszczony. Rano wiatr głośno zadął na burzę, Bo po bałwanku znalazł tylko łez kałużę. Leśna narada szybo się zebrała, Dziadka Mroza na pomoc zawołała. Wszystkie zwierzęta toczą nowe kule, Nie skarżąc się już na żadne bóle. Zając szyszkę piękną za nos mu sprawił, Wiewiórka kopiec kamyczków na guziki przydźwigała, I tak nowego bałwana leśna ciżba przywitała! A Pani Zima i Dziadek Mróz tak im powiedzieli: „Przyjaciół dość nabędziesz, Gdy mało brać, a wiele dawać będziesz!” KATARZYNA UFNAL

ILUSTRACJE: KATARZYNA UFNAL

Monitorek01

31


Monitorek01

02.01.10 12:40

Stránka 32

pomyślała sobie: „A może i ja wyślę do Monitora swój kulinarny hit?”. O to właśnie nam chodzi – niech tegoroczny karnawał i inne przyszłe okazje upłyną nam we własnym, polsko-słowackim gronie. Choćby za sprawą darowanych od serca przepisów.

Nowy Rok to idealny czas na postanowienia i zmiany. Dziś więc spotkanie kulinarne odbędzie się z udziałem gościa – pani Małgorzaty Šurakovej, która zasłynęła swoimi wypiekami na spotkaniach Klubu Polskiego. Czuję, że w tym momencie niejedna czytelniczka „Piekarnika”

Pani Małgosi ciastka z makiem Składniki: • 30 dag mąki • 1 margaryna • 2 jajka • 2 dag drożdży Składniki posiekać nożem i schować do lodówki. • • • • • • •

30 dag maku szklanka cukru łyżka miodu łyżka masła cukier waniliowy rodzynki bakalie

Sposób przyrządzania: Sparzyć 30 dag maku i dwa razy przekręcić przez maszynkę, dodać szklankę cukru, dwa jajka, łyżkę miodu, łyżkę masła, cukier waniliowy oraz według uznania rodzynki i inne bakalie. Wyjęte z lodówki ciasto cienko

rozwałkować, małą szklanką wyciąć kółka, nałożyć na nie masę makową i złożyć na pół. Zapiec na złoto w piekarniku rozgrzanym do 200° C. Po ostudzeniu ciasteczka ozdabiamy cytrynowym lukrem.

dag mąki special Pani Małgosi słone ciasteczka Składniki: •• 30 1 margaryna „Hera” • 4 łyżki białego wina • kminek, sezam lub sól do posypania

Sposób przyrządzania: Składniki ciasta wyrobić i schować do lodówki na około 2 godziny. Następnie ciasto rozwałkować na grubość pół centymetra i wykrawać w nim dowolne kształty. Gotowe ciasteczka posmarować posolonym rozmieszanym jajkiem i posypać na przykład kminkiem, sezamem, grubą

solą. Upiec w piekarniku ogrzanym do 175 °C na jasny kolor. Ciasteczka te można również przygotować na słodko – wtedy nie smarujemy ich posolonym jajkiem, ale po upieczeniu posypujemy cukrem pudrem. W chłodnym miejscu poleżą nawet dwa miesiące. Pani Małgosiu – dziękujemy! AGATA BEDNARCZYK


Monitor Polonijny 2010/1