Page 1

Monitorek11

09.11.09 00:11

Strรกnka 33


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 2

Günter Grass

pisarz i grafik z Gdańska

P

isarz i grafik Günter Grass urodził się w Gdańsku 16 września 1927 r. jako syn polskiej Kaszubki i Niemca. Matka była członkiem kółka literackiego, dzięki czemu Grass jako dziecko miał stały dostęp do książek, co miało duże znaczenie także w późniejszym jego życiu. Czytanie zupełnie go pochłaniało. Jak wspomina, raz, kiedy był pochłonięty czytaniem, jego matka zamieniła mu rogalik na kostkę mydła, a potem patrzyła, jak on to mydło wziął, odgryzł kawałek i zaczął przeżuwać, zanim nieprzyjemny smak oderwał go od lektury. Mając naście lat, trafił na front drugiej wojny światowej, ranny dostał się do amerykańskiej niewoli. Po wojnie zaczął pracować w zakładach kamieniarskich, jednocześnie przygotowując się do studiów – i to nie do studiów literatury czy języka, jak można by było oczekiwać, ale do studiów plastycznych, które skończył w Dreźnie i Berlinie w 1956 r. W tym samym roku odbyła się pierwsza wystawa jego prac. Na Słowacji i w Polsce Grass jest jednak bardziej znany jako pisarz i laureat literackiej Nagrody Nobla. Pierwsze próby pisarskie podjął jeszcze w dzieciństwie, chcąc wziąć udział w konkursie literackim, ogłoszonym w pewnym piśmie. Zamierzał napisać powieść historyczną o Kaszubach z trzynastego wieku, czasach pełnych niepokojów, zbrodni i zemsty. Niestety, ponieważ już pod koniec pierwszego rozdziału uśmiercił prawie wszystkich swoich bohaterów, książka nigdy nie powstała. Grass jest autorem wielu powieści, esejów i opowiadań, w których często wraca do rodzimego Gdańska. Najsłynniejsza jest prawdopodobnie tzw. gdańska trylogia, którą tworzą: „Blaszany bębenek”, „Kot i mysz” i „Psie lata”. Elementy literackiej twórczości dostrzegamy również 2

w jego sztuce plastycznej. Częstym motywem są bowiem bębenki (z „Blaszanego bębenka”) i różne zwierzęta, jak szczury (ze „Szczurzycy”), ślimaki („Z dziennika ślimaka”), turboty i żaby („Wróżby kumaka”), które mają dla niego prawie mitologiczne znaczenie. Na przykład ślimak jest dla niego synonimem postępu, bowiem cały czas dąży do swojego celu, choć go

nigdy nie osiąga. Kumaki i żaby oznaczają złe wróżby. Turboty zaś symbolizują powrót do świata dawnego, w którym istniała bogini – pramatka Aua. Od innych kobiet odróżniała się tym, że miała trzy piersi – tą trzecią karmiła mężczyzn, aby zmniejszyć ich agresję i zapobiec w ten sposób wojnom. Ale turbot namówił mężczyzn do buntu, by złamać moc Auy. Grafiki Güntera Grassa, wypożyczone z Galerii ESTA w Gliwicach, można było oglądać od 8 do 30 października w Instytucie Polskim. Na tej wystawie znalazły się też jego rysunki do baśni Andersena, które powstały na zamówienie duńskiej królowej i za które ich autor otrzymał Nagrodę Andersena, oraz cykl rysunków „Ostatnie tańce” i kolorowe pejzaże Danii, gdzie pisarz obecnie mieszka. Wystawa była tylko częścią cyklu imprez, związanych z G. Grassem, zorganizowanych przez Instytut Polski i Instytut Goethego w Bratysławie. W dniach 15-20 października w kinie „Mladosť” i w Instytucie Goethego wyświetlano filmy, powstałe na podstawie utworów niemieckiego pisarza, jak również filmy, dotyczące jego życia. Zaś 20 października odbyła się konferencja naukowa słowackich i polskich germanistów zatytułowana „Günter Grass – fenomen europejskiej literatury”. Kim więc jest Günter Grass? Pisarzem czy grafikiem? Na to trudne pytanie odpowiedział on sam, mówiąc: „»Zobaczcie – mówi rysunek, – jak mało słów potrzebuję«, »Usłyszcie – mówi poezja, – co jest między wierszami«. A ponieważ u mnie rysowanie trwa dalej w pisaniu, ponieważ ze struktury rysunku można wywieść elementy epickie jako ciągi zdań, nie martwiło mnie nigdy pytanie: »Zatem piszesz raczej czy rysujesz«?”. MILICA URBÁNIKOVÁ MONITOR POLONIJNY


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 3

„Przeczytałam dokładnie artykuły, które mi poleciłeś“ – odpowiedziałam znajomemu, od którego jakiś czas temu pożyczyłam gazetę, a który był ciekaw, co mnie w niej zainteresowało. Wtedy uświadomiłam sobie, jaką rolę odgrywa to, na co innym zwracamy uwagę. Kącik „Od redakcji“ służy temu, by zaciekawiać naszych czytelników artykułami, zamieszczonymi w danym numerze, pokazywać naszą pracę od kuchni, dzielić się spostrzeżeniami. Jest jak oświetlenie punktowe, rzucające światło na wybrane szczegóły. Świadoma odpowiedzialności za to „oświetlenie” zaczęłam się zastanawiać nad tym, jakimi refleksjami podzielić się z Państwem w tym numerze „Monitora“. Inspiracją okazała się rozmowa z moją słowacką przyjaciółką, która wyraziła zdziwienie, że nie każdy Polak pozostający w związku małżeńskim z obcokrajowcem uczy swoje dzieci języka polskiego. „Jak to? My wydajemy sporo pieniędzy, by nasze dzieci uczyły się drugiego języka, natomiast w rodzinach mieszanych mogą one uczyć się drugiego języka jakby za darmo“ – twierdziła. Niekiedy dopiero spojrzenie kogoś z zewnątrz uświadamia nam, jakim darem dysponujemy. Potwierdzeniem tych słów niech będą refleksje naszej młodej czytelniczki, która w wieku nastu lat doceniła znajomość języka swojego ojca – Polaka i dzięki temu znalazła pracę na wakacje (str. 28). Jest ona dowodem tego, że warto inwestować w młodych, warto ich pozyskiwać dla polskości. Dlatego my specjalnie dla nich redagujemy rubrykę „Między nami dzieciakami“, ogłaszamy różne konkursy i nagradzamy ich upominkami (relacja z rozdania nagród na str. 9). W ten sposób dajemy im szansę obcowania z ojczyzną i językiem ich przodków. Ale listopadowy numer „Monitora” zawiera też wiele artykułów dla tych starszych czytelników, a zatem do jego lektury zapraszam wszystkich Państwa – i tych młodszych, i tych starszych.

REDAKTOR NACZELNA „MONITORA POLONIJNEGO“

Listopad znaczy wolność 4 Z KRAJU 4 WYWIAD MIESIĄCA Janusz L. Wiśniewski – rozpoetyzowany laborant 6 Z NASZEGO PODWÓRKA 8 Gospodarka po obu stronach Tatr 12 Przegląd polskiej prasy 12 POLSKO-SŁOWACKIE ZWIĄZKI HISTORYCZNE Powrót marszałka 14 Brakujące ogniwo 15 MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Krzysztof Ścierański – mistrz, fenomen gitary basowej 16 KINO-OKO Laureaci Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni 16 TO WARTO WIEDZIEĆ Spod znaku atakującego orła 18 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Fabryka muchołapek Andrzeja Barta 20 SPACER WSPOMNIEŃ Z wizytą w Białymstoku 22 OKIENKO JĘZYKOWE Ponownie przy tablicy 23 SPORT!? Kamila odeszła 24 Słowaccy „Panowie Cogito” na tropie… 26 CZYTELNICY PISZĄ 27 OGŁOSZENIA 28 ROZSIANI PO ŚWIECIE Miło mi 30 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Bezludna wyspa 31 PIEKARNIK Zostań mistrzynią gotowania 32 Koszty roczne prenumeraty „Monitora” wynoszą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100), a na druku bankowym podać imię i nazwisko. Nowych prenumeratorów prosimy o podanie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany na adres e-mail: monitorp@orangemail.sk, bądź pod nr tel. 0907 139 041.

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c ov á , A n n a M a r i a J a r i n a , A l i c j a Ko r c z y k - C h o v a n e c , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , M a g d a l e n a P i e t z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín Dofinansowano ze środków Senatu RP dzięki pomocy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie“

www.polonia.sk LISTOPAD 2009

3


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 4

Listopad znaczy wolność Rok 1989 – miałam wówczas naście lat. Wiele pamiętam, ale rozumiem dopiero od niedawna. Nazwano go „rokiem cudów”. Zaczęło się w Polsce – w styczniu zalegalizowano „Solidarność”, w czerwcu odbyły się pierwsze wolne wybory. Ludzie z ogromną radością smakowali wolność i budowali wszystko od nowa. W tym samym niemalże czasie na Węgrzech również tworzono niekomunistyczny rząd, a symboliczny gest polityków przeciął druty żelaznej kurtyny. Pętla komunistycznej władzy w krajach sąsiednich rozluźniała się, przez pilnie strzeżone granice przeciekało coraz więcej wyczekiwanych infor-

CENTRALNE BIURO ANTYKORUPCYJNE poinformowało premiera, prezydenta, Sejm i Senat o zagrożeniu interesu ekonomicznego państwa w związku z projektem nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Z opublikowanych 1 października materiałów wynika, że czołowi politycy PO, w tym szef klubu PO Zbigniew Chlebowski i minister sportu Mirosław Drzewiecki, mieli lobbować w interesie firm hazardowych. Obaj wymienieni stracili swoje stanowiska. W aferze tej, nazwanej aferą hazardową, chod4

Te

n rok obfituje w okrągłe rocznice – dopiero co wspominaliśmy 70. rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej, jej pierwsze bitwy, tragedie pędzonych na śmierć ludzi, a dziś w kolejnych rozważaniach na temat skomplikowanego kalendarium historii będzie mowa o czasach, które dotknęły niemalże nas wszystkich, czyli o 20 lat odzyskiwania wolności, euforii budowania państwa bez strachu, z granicami, które można dowolnie przekraczać, z wolnym handlem i powrotem prywatności w najszerszym rozumieniu tego słowa. macji. Migrowali również ludzie – przez Czechy, Węgry – na Zachód. Koniec komunizmu miał charakter symboliczny, chociaż historia lubi konkretne daty. Przyjęto zatem, że to dzień zburzenia najbardziej hańbiącej granicy – muru berlińskiego, który runął 9 listopada 1989 roku. Dzięki temu obywatele rozdzielonego, ale jednego przecież miasta, rodziny, przyjaciele mogli wreszcie być razem. To, co podzielił komunizm, znów stało się całością. Poruszające są wspomnienia Berlińczyków, którzy, opisując tamten czas, podkreślali wielokrotnie, jakim przejmującym uczuciem było postawienie stopy na terytorium daw-

zi o zmiany w ustawie, z której biznesmeni chcieli m.in. usunąć zapisy, zobowiązujące ich do wpłat na rzecz sportu. Według CBA budżet państwa mógł stracić 469 mln zł. W tej sprawie zatrzymano już kilka osób, a z rządu odeszli także wicepremier, szef MSWiA Grzegorz Schetyna, minister sprawiedliwości Andrzej Czuma i wiceminister finansów Adam Szejnfeld. PREZYDENT LECH KACZYŃSKI 10 października podpisał traktat lizboński. Uroczystość ratyfikowania tej umowy międzynarodowej, zakładającej reformy w rozszerzonej Unii Europejskiej, odbyła się w Pałacu Prezydenckim. Wśród gości pojawili się przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso, szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, premier Szwe-

nego Belina Zachodniego. Dla uciskanych przez reżim obywateli ówczesnej NRD widok kolorowych witryn, dobrze zaopatrzonych sklepów, oddech normalności były cudem, jakiego nie spodziewali się doświadczyć. Na reakcję sąsiednich państw nie trzeba było długo czekać – zadziałał

cji Fredrik Reinfeldt i premier Polski Donald Tusk.

rę hazardową, kierował się pobudkami politycznymi.

DNIA 2 PAŹDZIERNIKA w wieku 87 lat zmarł w Warszawie Marek Edelman, ostatni przywódca powstania w getcie warszawskim. Jak poinformowała Paula Sawicka, z której rodziną Edelman mieszkał przez ostatnie dwa lata, zmarł on w domu, wśród przyjaciół i bliskich ludzi. Po wojnie Edelman był kardiologiem, ale zawsze angażował się w życie polityczne i walkę przeciwko dyktaturze.

W PAŁACU PREZYDENCKIM 15 października odbyła się uroczystość powołania trzech nowych ministrów – Jerzy Miller został szefem MSWiA, Krzysztof Kwiatkowski – ministrem sprawiedliwości, a Adam Giersz – ministrem sportu i turystyki.

DONALD TUSK ODWOŁAŁ 13 października z funkcji szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Pełnienie jego obowiązków powierzył Pawłowi Wojtunikowi, dotychczasowemu dyrektorowi Centralnego Biura Śledczego. Premier zarzucił Kamińskiemu, że ujawniając afe-

NAJWYŻSI URZĘDNICY Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP) oraz Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) przeprowadzili fikcyjny przetarg na sprzedaż majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie. Według dokumentów CBA przetarg na sprzedaż majątku stoczni od początku do końca był ustawiony tak, żeby wygrał go konkretny podmiot – Stiching Particulier Fonds Greenrights. MateriaMONITOR POLONIJNY


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 5

efekt domina. W Czechosłowacji od dawna burzyły się nastroje. Ludzie wychodzili na ulice, studenci protestowali. Manifestacje były brutalnie tłumione, ale nikogo to nie odstraszało. Nielegalne związki wolnościowe, na czele których stał Vaclav Havel, domagały się ustąpienia ówczesnej władzy. Dwudziestego listopada w Pradze na pl. Wacława odbyła się ogromna pokojowa demonstracja, a kilka dni później, 27 listopada, miał miejsce strajk generalny. Stara władza ustępowała, przygotowywano nowe,

ły biura obciążają polityków PO. Zamieszanymi w aferę stoczniową, jak nazywa się te wydarzenia, są wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik oraz prezes ARP Wojciech Dąbrowski i jego zastępca Jacek Goszczyński. O całej sprawie wiedział minister skarbu Aleksander Grad. AGENCJA BEZPIECZEŃSTWA WEWNĘTRZNEGO, badając sprawę domniemanego handlu aneksem do raportu o WSI, nagrała rozmowy Cezarego Gmyza, reportera „Rzeczpospolitej” i Bogdana Rymanowskiego, dziennikarza TVN. Aferę ujawniła „Rzeczpospolita” 17 października. ABW zdementowała informację o założonych dziennikarzom podsłuchach – wg niej podsłuch miał zainstalowany tylko jeden dziennikarz – Wojciech S., zamieszaLISTOPAD 2009

wolne wybory. Aksamitna rewolucja, jak potem nazwano te wydarzenia, przebiegała szybko i, mimo interwencji policji, stosunkowo pokojowo. Pierwszy niekomunistyczny prezydent został zaprzysiężony 29 grudnia 1989 roku – był nim oczywiście Vaclav Havel. Każdy, kto pamięta tamtą późną jesień, wie, że tak silnych emocji człowiek nie przeżywa dwa razy. Wtedy wydawało się, że wygraliśmy wszystko, dziś jednak wiemy, że wolność też bywa trudna, a odbudowywanie społecznego zaufania, tworzenie niekomunistycznej państwowości z pustą kieszenią to proces długotrwały, który się jeszcze nie skończył. Obecnie, kiedy obserwuję jakąkolwiek debatę polityczną, patrzę z irytacją na naszych polityków, na te ich bezustanne spory, wyliczanie sobie błędów bez autorefleksji, na niekonsekwencje. Ale potem nachodzi mnie myśl, że w końcu to jakaś tam prawica, lewica i centrum – mają swoje poglądy, niech się spierają, kłócą, niech otwarcie wyrażają swoje myśli, byle z kulturą. Bo jak by to było, gdyby ich nie było? Gdyby za wolne wyrażanie poglądów szło się nie wiadomo

ny w sprawę. Jeśli nagrania rozmów Gmyza i Rymanowskiego zostały wykorzystane, to dlatego, że miały związek ze śledztwem w sprawie Wojciecha S. – tłumaczy ABW, a premier zapowiedział kontrolę jej działań. W AFGANISTANIE w wyniku detonacji ładunku wybuchowego zginęło kolejnych dwóch polskich żołnierzy, a czterech innych zostało rannych. Do zdarzenia doszło 9 października w prowincji Wardak. Pod jednym z pojazdów typu MRAP Cougar eksplodowało improwizowane urządzenie wybuchowe. W Afganistanie zginęło już 15 polskich żołnierzy z misji ISAF. PREZYDENT LECH KACZYŃSKI przyznał pośmiertnie ks. Jerzemu Popiełuszce Order Orła Białe-

gdzie? Jeśli nawet nie wszystkie fakty umiemy ze sobą powiązać od razu, to od listopada 1989 roku do naszych dzisiejszych kochanych polityków wiedzie droga prostsza, niż by się wydawało. I niech już tak zostanie. AGATA BEDNARCZYK

go. Uczynił to 19 października. W tym dniu cała Polska przypomniała sobie 25. rocznicę męczeńskiej śmierci tego orędownika walki o wolność. POLSKA 14 PAŹDZIERNIKA przegrała w Chorzowie ze Słowacją 0:1 w meczu eliminacyjnym 3. grupy do piłkarskich mistrzostw świata. W wyniku samobójczej bramki Polaków, strzelonej przez Seweryna Gancarczyka, Słowacja zapewniła sobie zwycięstwo w grupie i pierwszy w historii awans do finałów mundialu. CAŁA POLSKA przypomniała sobie 16 października 31. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża. DWUDZIESTOCZTEROLETNIA MARIA NOWAKOWSKA z Legnicy zy-

skała tytuł Miss Polonia 2009. Gala finałowa konkursu odbyła się 24 października w Białej Fabryce w Łodzi. FILM „CHEMIA“ Pawła Łozińskiego wygrał „Prix Europa 2009” w kategorii film dokumentalny. Polak rywalizował z 32 twórcami – dokumentalistami z różnych krajów. Jego dokument ,,Chemia” jest intymnym portretem ludzi chorych na raka. „Prix Europa” to europejski konkurs produkcji telewizyjnych, radiowych i internetowych, powołany z inicjatywy Rady Europy i Europejskiej Fundacji Kultury. W tym roku w 13 kategoriach radiowych, telewizyjnych i nowych mediów o laury walczyło 231 produkcji z 35 krajów. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 6

Janusz L. Wiśniewski

rozpoetyzowany laborant

Na Pana stronie internetowej można przeczytać dość osobiste wyznanie: „Boże, pomóż mi być takim człowiekiem, za jakiego bierze mnie mój pies”. Czyli jakim? To moja „strona domowa”. Sam fakt posiadania własnej strony może być poczytany za rodzaj narcyzmu lub, jak się to ostatnio nazywa, „autolansu”. I tak w efekcie trochę jest. Gdy zakładałem swoją stronę, miała być ona moją wizytówką. Potem, gdy pojawiły się moje książki, nabrała innego znaczenia. Stałem się trochę, nazwijmy to tak, „publiczny”. A jak na publicznej stronie napisać o sobie, nie pisząc tego wprost? Wpadłem więc na pomysł z tym psem. Bo pies kocha każdego, kto poda mu miskę z wodą, podsunie jakąś strawę i wyprowadzi na spacer. Niezależnie od tego, czy uczyni to skończony łajdak, czy dobry, prawy człowiek. Bardzo mało trzeba, by zasłużyć na miłość psa. A za jakiego człowieka Pan się uważa? Daleko mi do wizji mojego psa. Przychodzę do domu zbyt późno, regularnie obiecując, że „jutro wrócę wcześniej”, mam zbyt mało czasu, aby okazywać i pielęgnować przyjaźń, jestem niecierpliwy, nie potrafię nic nie robić. Jestem mężczyzną po pięćdziesiątce, który pozostał małym chłopcem, nieustannie głodnym przygód. Krótko mówiąc, mój pies ma bardzo wyidealizowany obraz mojej osoby. Powiedział Pan kiedyś, że mieszka we Frankfurcie nad Menem, a żyje w Polsce. Mógłby Pan to wyjaśnić? We Frankfurcie mieszkam i pracuję od 22 lat, ale pozostałem Pola-

Z

wykształcenia jest magistrem fizyki i ekonomii, doktorem informatyki i doktorem habilitowanym chemii. Po godzinach pisze książki. Tak powstała m.in. S@motność w Sieci (ponad 400 000 sprzedanych egzemplarzy w Polsce, nie licząc tych sprzedanych za granicą) – powieść, która zmieniła w Polsce spojrzenie ludzi na Internet i na samotność. Kilka miesięcy temu pojawiło się jego kolejne „dziecko” – Bikini. Powieść nie tyle historyczna, co o zaglądaniu historii pod „spódnicę”. O wojnie, nienawiści, cierpieniu i miłości. Jedni zarzucają jego powieściom komercjalizm i pornograficzność, inni czytają je po kilkanaście razy, zachwycając się za każdym razem jeszcze bardziej. Podczas rozmowy z pisarzem próbowałem się dowiedzieć, jaki jest Janusz Leon Wiśniewski. kiem. Do dziś nie rozpakowałem jeszcze wszystkich walizek. Jest we mnie polska mentalność, romantyzm, poczucie humoru, upór, a także spontaniczne, polskie niezorganizowanie, tendencja do przewrotnego niepodporządkowywania się żadnej władzy i żadnym przepisom. Nie potrafię zrozumieć Niemców, gdy z największą powagą i według restrykcyjnego planu przygotowują spotkanie przyjaciół w restauracji. A oni nie potrafią zrozumieć, że ja się na to spotkanie spóźnię, ponieważ nie przewidziałem korków na ulicach. Dla mnie to będzie tylko towarzyskie spotkanie, a nie pierwsza komunia lub obrona doktoratu. Jak zatem czuje się Pan w Niemczech? Dobrze, Niemcy to wygodny, spokojny, bezpieczny kraj. Tutaj wszystko jest zorganizowane i przewidywalne. Jednak ja ciągle mam uczucie, iż jestem tu gościem. Szanuję swojego gospodarza, jego zwyczaje i reguły, ale pozostałem Polakiem. I zawsze nim będę

„Kochając, nigdy nie myślę o żadnych reakcjach chemicznych, neuropeptydach czy receptorach opiatowych. Astronom, który zachwycony ogląda zachód słońca nad Bałtykiem, także nie myśli o reakcjach termojądrowych“. 6

Jest Pan magistrem fizyki i ekonomii, doktorem informatyki, habilitował się Pan z chemii, a „po godzinach” pisze Pan książki, najczęściej o miłości – idealnej, ostatecznej, nieszczęśliwej. Jaka brzmi definicja miłości według naukowca, który został pisarzem? Miłość to stan przynajmniej dwóch jednostek chorobowych: nerwicy natręctw i nerwicy lękowej. Natrętnie myślimy o niej lub o nim i nerwicowo boimy się ją czy jego utracić. Poza tym to stan narkotyczny. Na dodatek mamy bardzo podwyższony poziom adrenaliny i noradrenaliny, jesteśmy w stresie z powodu wysokiego poziomu kortyzolu. Mamy zaburzenia świadomości spowodowane wyłączeniem z pracy ośrodków mózgu, odpowiedzialnych za percepcję – zakochani ludzie niedowidzą i stwierdzenie, iż „miłość jest ślepa”, nie jest tylko przysłowiem. To spojrzenie na miłość z punktu widzenia laboranta… Z drugiej strony przeżywamy rodzaj mistycznego oszołomienia i odurzenia. Chce się nam pisać wiersze, zdobywać szczyty i wąchać wszystkie kwiaty. Jesteśmy gotowi do wszelkich ofiar i wyrzeczeń dla tej drugiej osoby. Tak patrzą na to poeci. Ja w swoich książkach jestem rozpoetyzowanym laborantem. MONITOR POLONIJNY

L


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 7

Czy zatem osoba, która wie o chemii wszystko albo prawie wszystko, może prawdziwie kochać, nie zastanawiając się, jakie hormony temu towarzyszą? Wiedzieć wcale nie znaczy stosować albo być pod wpływem tej wiedzy. Kochając, nigdy nie myślę o żadnych reakcjach chemicznych, neuropeptydach czy receptorach opiatowych. Astronom, który zachwycony ogląda zachód słońca nad Bałtykiem, także nie myśli o reakcjach termojądrowych, podobnie jak biolog nie przypomina sobie łacińskiej nazwy poziomki, gdy ją połyka. Na czym polega sukces Pańskiej powieści „S@motność w Sieci”? Czy choć przez moment podczas jej pisania przeczuwał Pan, że ta książka podbije serca milionów czytelników? Sukces tej książki zdumiewa mnie do dziś, choć od jej pierwszego wydania minęło 8 lat. Nic takiego nie przeczuwałem, pisząc „Samotność”, jedynie intensywnie wszystko odczuwałem. Czytelnik mnie wtedy zupełnie nie interesował. Ta książka miała być napisana dla jednej osoby – dla mnie samego. Kiedy trafiła do księgarń, zastanawiałem się, skąd takie zainteresowanie nią. To była chyba pierwsza w Polsce książka, która pokazała, że w sieci możliwe są emocje.

Przeniesienie powieści na ekran było bardzo trudnym zadaniem, natomiast inscenizacja teatralna wydawała mi się zadaniem niemożliwym. Gdy Rosjanie zwrócili się do mnie z pytaniem, czy się zgadzam, sądziłem, że to żart, że są niespełna rozumu. Oni trwali jednak przy swoim. Mieli swoją wizję i koniecznie chcieli ją zrealizować. „Baltijskij Dom” to scena z tradycjami, jedna z największych w tym 4,5-milionowym mieście. Przekonywali mnie, że wystawili „Mistrza i Małgorzatę”, więc i „Samotność” się da zaadaptować. Dyrektor teatru w rozmowie ze mną twierdził, że wszystkie teksty, w których jest miłość i śmierć, da się przenieść na scenę. Miał rację. W piątek 20 lutego 2009 r. usiadłem jak normalny widz w piątym rzędzie wypełnionej po brzegi widowni. To był bardzo polski dzień w St. Petersburgu. Całe miasto obklejono plakatami i billboardami, reklamującymi premierę. Wszędzie widniały obrazy całujących się Cieleckiej i Chyry (do promocji użyto okładki książki), i polskie nazwiska: reżyseZDJĘCIE: ARCHIWUM JANUSZA L. WIŚNIEWSKIEGO

Potem powstał film, a dzisiaj „S@motność w Sieci” jest wystawiana na deskach teatru „Baltijskij Dom” w St. Petersburgu. Jest Pan zadowolony z takich form opowiadania tej historii?

„Historie powinny być przede wszystkim prawdziwe. Tylko takie akceptuje czytelnik. Przekonałem się o tym po ponad trzydziestu kliku tysiącach e-maili, które trafiły do mojej skrzynki“.

LISTOPAD 2009

ra Henryka Baranowskiego i moje. To Baranowski przeniósł „Samotność” na deski teatru, tworząc 3,5godzinny spektakl, pełen polskości, nastrojowy, z pieśniami Ewy Demarczyk, bardzo muzyczny, z wykorzystaniem wszystkich najnowszych technik scenicznych. Moja ocena jego adaptacji jest skrajnie subiektywna. Rosjanie jednakże oceniają ją jednoznacznie. Spektakl miał być wystawiany raz w miesiącu. Okazało się, że zainteresowanie było tak duże, iż wystawiano 3 razy w miesiącu. Za każdym razem przy pełnej widowni. Po przerwie wakacyjnej spektakl znów wrócił na scenę. Czy mógłbym być w tej sytuacji niezadowolony? Chciałbym bardzo, aby „Baltijskij Dom” przyjechał z tą inscenizacją do Polski. „S@motność w Sieci” jest pełna smutku. W ogóle w Pana twórczości smutek jest punktem odniesienia? Nasuwa się zasadnicze pytanie - dlaczego? Bo życie proszę pana jest smutne. A zaraz potem się umiera. Wierzy Pan w powodzenie smutnych historii? Nie wierzę w żadną siłę smutnych historii. Historie powinny być przede wszystkim prawdziwe. Tylko takie akceptuje czytelnik. Przekonałem się o tym po ponad trzydziestu kliku tysiącach e-maili, które trafiły do mojej skrzynki. Jako naukowiec mam bardzo ograniczony talent do tworzenia fikcji literackiej. Po prostu nie potrafię. Nie potrafiłem na maturze z polskiego w technikum i nie potrafię także teraz. Ja wysysam historie z życia i je przetwarzam na swój sposób. Ponieważ życie jest z reguły smutne, to i w moich historiach pojawia się smutek. Pana najnowsza książka „Bikini” jest powieścią historyczną. Skąd ten pomysł? To przede wszystkim historia miłości. Nie jednej, ale wielu. Miłość mnie fascynuje. Jako uczucie i jako niezwykła reakcja chemiczna jednocześnie. W „Bikini” chciałem pokazać miłość w czasach odrazy, śmierci i nienawiści. Dlatego zainteresowałem się wojną. Wojna to przecież głównie śmierć 7


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 8

i nienawiść. Odkąd napisałem „Bikini”, historia stała się moją pasją. Teraz w moim biurze we Frankfurcie piętrzą się historyczne książki. Historia tylko z książek to tylko pewna umowa. Bardzo często umowa co do wspólnego perfidnego kłamstwa, które należy rozpowszechnić.

uczucie szczęścia”. Moja książka też konfrontuje szczęście z momentami absolutnej destrukcji i pozornym brakiem nadziei. Także w „Bikini” szczęście pojawia się zupełnie niezapowiedziane, w chwilach, gdy nie powinno się go odczuwać. Anna, moja główna bohaterka, kocha się ze skrzypkiem w grobowcu pełnym czaszek i trumien. I przeżywa przy tym chwile szczęścia. Główny bohater Stanley przechodzi metamorfozę – zmienia się z bawiącego się bez skrupułów kobietami bawidamka w odpowiedzialnego, wiernego mężczyznę. Kiedy taka metamorfoza następuje w życiu mężczyzny? U wielu mężczyzn nie następuje nigdy. Ceny ich zabawek rosną,

a wartość najważniejsza nie pojawia się nigdy. Stanley i Anna spotykają się przypadkiem na szczycie katedry w Kolonii. W „Samotności” główni bohaterowie też trafiają na siebie przypadkiem. Pana zdaniem losem człowieka rządzi przeznaczenie czy przypadek? Wszystko misternie przeplata się ze sobą. Los człowieka to plecionka przeznaczenia i przypadku. Czasami przypadek jest dominującą nitką, czasami przeznaczenie. Jeśli właśnie dominuje przypadek, to wygrywa się na przykład w lotka. Ale taka wygrana to jedynie mutacja w plecionce, podobna do mutacji w łańcuchu DNA. Żeby spotkał nas szczęśliwy przypadek, trzeba mu pomóc. Nigdy nie zrobiłbym doktoratu w USA, gdybym nie znał angielskiego. Szczęśliwym przypadkiem było przy tym to, że dostałem stypendium w Queens College, City University of New York. A mogli je dać innemu z 600 kandydatów. Przeznaczenie karmi się przypadkiem. I na odwrót. Nie wierzę w raz zapisany los. Ale nie wierzę także w przypadkowy sukces. MATEUSZ KUMOROWSKI FRANKFURT NAD MENEM

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

„Jak kochać, gdy widziało się tyle zła” – pyta wydawca na okładce. A więc? Ja także o to pytałem. Głównie siebie. Nigdy nie zapytałem o to mojego ojca – więźnia obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego. Byłem za młody? Mogłoby go to zranić? Nie odważyłem się przebić muru milczenia, za którym mój ojciec postanowił zakopać swoje najgorsze wspomnienia. A potem, gdy chciałem go o to zapytać, już go nie było. W obliczu wszechobecnej śmierci uczucie szczęścia przychodzi samo z siebie. I wysuwa się przed nieszczęście. Szczęście pojawia się czasami w najmniej spodziewanym momencie. Imre Kertesz, węgierski pisarz, nagrodzony Noblem za swoją powieść „Los utracony“, pisze o tym bardzo wyraźnie: „Tam, przy kominach krematoriów, w czasie przerw między cierpieniami, pojawiało się coś, co przypominało

„W Bikini szczęście pojawia się zupełnie niezapowiedziane, w chwilach, gdy nie powinno się go odczuwać. Anna, moja główna bohaterka, kocha się ze skrzypkiem w grobowcu pełnym czaszek i trumien“.

W

dniu 10 października przedstawiciele Klubu Polskiego zebrali się w Bratysławie, by omówić najważniejsze zagadnienia, dotyczące tejże organizacji. Z uwagi na zbliżający się termin składania wniosków o dofinansowanie imprez w 2010 rok do różnych organizacji, wspierających takie przedsięwzięcia, omówiono ich plano8

waną realizację w regionach. W czasie spotkania podsumowano także imprezy, które odbyły się w roku bieżącym. Na poprzednim swoim posiedzeniu Rada Klubu Polskiego ustaliła, że zostanie zwołany Nadzwyczajny Kongres, tym razem jej członkowie zdecydowali, że Kongres ten powinien odbyć się w pierwszym kwarmw tale 2010 roku. MONITOR POLONIJNY

L


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 9

Nagrody „Monitora“ dla najmłodszych

P

w tym roku otworzyła w Bratysławie sklep „Matejko“ z materiałami dla artystów plastyków. Laureaci II i III miejsca, czyli Norika Banasiewicz i Natasha Sipos, oraz wyróżniony Oliver Urdik otrzymali mniejsze sztalugi oraz farby i antyramy. Te nagrody, jak również farby dla wszystkich pozostałych uczestników konkursu zostały zakupione za honoraria piszących dla „Monitora“ autorów, czyli Andrzeja Krawczyka, Andrzeja Kalinowskiego oraz Andrzeja Kupicha, za co wymienionym panom serdecznie dziękujemy.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

odczas otwarcia pierwszej wystawy z cyklu „Sztuka z naszych szeregów“ nagrody „Monitora“ wręczono uczestnikom konkursu, ogłoszonego na łamach naszego pisma. Przypomnijmy, że zadaniem najmłodszych czytelników było zaprezentowanie Polski, widzianej ich oczyma, w pracach plastycznych. Nadesłanych 18 prac oceniło jury w składzie: Zdenka Záborská-Błońska,

Ania Gleb zajęła I miejsce w konkursie i otrzymała sztalugi do malowania

Xenia Bergerová oraz Stano Stehlik. O wynikach konkursu informowaliśmy już na łamach letniego numeru „Monitora“. Podczas wernisażu pierwszej wystawy z cyklu „Sztuka z naszych szeregów“ Ania Gleb – zwyciężczyni konkursu otrzymała nagrodę główną: sztalugi oraz farby dla profesjonalistów i antyramy. Tę nagrodę oraz upominki w postaci antyram dla wszystkich uczestników ufundowała firma „Rampol” z Polski, która LISTOPAD 2009

Dla wszystkich dzieci, biorących udział w konkursie, przygotowano atrakcyjne nagrody Natasha Sipos za zajęcie III miejsca w konkursie otrzymała mniejsze sztalugi do malowania

ZDJĘCIA: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

Nagrody dla sześciorga dzieci z Nitry odebrała w ich imieniu prezes Klubu Polskiego Nitra Romana Gregušková

Uczestnikom konkursu z Nitry nagrody wręczono podczas zajęć szkółki polonijnej

Najmłodszy uczestnik konkursu Oliver Urdik otrzymał specjalne wyróżnienie – małe sztalugi

Nagradzając naszych uzdolnionych najmłodszych członków Klubu chcemy zachęcić ich do rozwoju artystycznego oraz pobudzić ich do zainteresowania się ojczyzną rodziców. Być może za jakiś czas wyrosną z nich prawdziwi artyści, których prace będzie można podziwiać w ramach cyklu „Sztuka z naszych szeregów“? MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 9


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 10

„W

isi mi to, wisi mi to na karku“ – tak brzmiała zapowiedź oryginalnej wystawy Tadeusza Błońskiego – docenta Katedry Designu Uniwersytetu w Koszycach, którą prezentował Klub Polski Bratysława. Na kilka dni przed wernisażem kolekcja ponad 5 tysięcy krawatów dotarła do Pałacu Zichych w Bratysławie. Przez kilka dni trwało instalowanie kompozycji w przestrzeni, podczas którego ogromną uwagę zwracano na grę świateł, dłu-

10

Sztuka z naszych szeregów gość krawatów, ich kolorystykę oraz motywy ozdobne. „Tu znaczenie ma nawet sposób oglądania wystawy, ponieważ kompozycję można oglądać

od dołu, pochylając się czy też chodząc wśród krawatów, odgarniając je“ – przekonywał Tadeusz Błoński W całość wystawy wkomponowany zo-

MONITOR POLONIJNY

L


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 11

stał też wiszący na ścianie obraz. Impreza miała też oprawę muzyczną, bowiem Stano Stehlik zagrał na elektrycznym „krawacie“, pokazując w ten sposób inne oblicze „sztuki na karku“ – w tym wypadku elektryczny saksofon. „To pierwsza wystawa z cyklu, który właśnie otwieramy, a który nazwaliśmy Sztuka z naszych szeregów – powiedział na wstępie kurator wystawy, prezes Klubu Pol-

LISTOPAD 2009

skiego Bratysława Czesław Sobek. – Co roku chcemy prezentować dorobek artystów polskiego pochodzenia, mieszkających na Słowacji“. Imprezie towarzyszyła też wystawa fotografii młodej artystki Veroniki Dutkovej, prezentującej zdjęcia ze swojej wyprawy w rodzinne strony do Polski. Tematem prezentowanych fotografii są krzyże przydrożne oraz zakątki starych domów w kraju przodków.

Projekt Klubu Polskiego Bratysława wzbudził duże zainteresowanie nie tylko wśród Polonii, ale również w środowisku słowackim i stał się też obiektem zainteresowania słowackich mediów, czego dowodem było przybycie na wernisaż dwu ekip telewizyjnych. „W ten sposób budujemy pomost między naszą ojczyzną a krajem, w którym mieszkamy – podsumował Czesław Sobek. – Sztuka jest bowiem uniwersalną formą wypowiedzi i łącznikiem między naszymi krajami“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

PROJEKT ZOSTAŁ SFINANSOWANY ZE ŚRODKÓW MINISTERSTWA KULTURY RS – SEKCJI KULTURY MNIEJSZOŚCI NARODOWYCH

11


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 12

Gospodarka po obu stronach Tatr A Po

N

ie słabnie inwazja Słowaków na polskie przygraniczne sklepy. Na zakupy najczęściej wybierają się samochodami i autobusami, dlatego np. w dni targowe w Jabłonce czy Nowym Targu na przejściu granicznym w Chyżnym znów tworzą się kolejki. W Polsce słowaccy obywatele kupują niemal wszystko: meble, odzież, zabawki, warzywa, słodycze i materiały budowlane. Szczególnym powodzeniem cieszą się artykuły związane z wyposażeniem domów i mieszkań, które w Polsce kosztują o połowę mniej.

raz pierwszy od wielu lat Polska awansowała w rankingach konkurencyjności gospodarek. Rankingi opublikowały Bank Światowy i Światowe Forum Ekonomiczne. I chociaż czołówka krajów najbardziej przyjaznych biznesowi nie zmienia się od lat i czwarty rok liderem wciąż jest Singapur, to najwięcej dobrego dla biznesu w tym roku zrobiła Rwanda, która awansowała z pozycji 143. na 67. Cieszy wynik Polski, która awansowała aż o dziesięć miejsc – z 56. na 46. Reszta krajów naszego regionu odnotowała spadki, np. Czechy przesunęły się z 31. na 33. miejsce. Słowacja, mimo wielkiego wysiłku, włożonego we wprowadzenie euro, spadła na 47. pozycję, tuż za Polską.

mbasady Czech, Polski, Słowacji i Węgier w jednym staną domu – w Mongolii czy Urugwaju. Taki pomysł, z uwagi na światowy kryzys, forsują dyplomaci ze środkowej Europy – dowiedziała się „Gazeta Wyborcza”. Tabliczki z napisem „Ambasada Grupy Wyszehradzkiej” mają zawisnąć na budynkach dyplomatycznych w środkowej Azji, krajach Czarnej Afryki i Ameryki Południowej. Być może powstaną też wspólne konsulaty, wydające wizy w poradzieckich krajach Wspólnoty Niepodległych Państw.

To

koniec alkoholowej turystyki na Słowację – donoszą polskie media. Pierwszą tego przyczyną jest spadek kursu złotego wobec euro, obowiązującego od początku roku u naszych południowych sąsiadów, zaś drugą będzie ustawa, przyjęta przez parlament Słowacji, podnosząca podatki od napojów z procentami.

Przegląd polskiej prasy raz dwa trzy cztery maszerują wyższe sfery „Pudelsi” Wolność słów (jedzie wózek) Październik w Polsce to czas ogromnych zawirowań politycznych – zmiany w rządzie, korupcyjne afery. Ale tak naprawdę ten miesiąc należał do celebrytów. I do pieniędzy. Dopiero z dzisiejszej perspektywy wiadomo, że modę tego miesiąca (połączenie pieniędzy i celebrytów) już z końcem września najlepiej zaprezentował magazyn „Viva”, zamieszczając obszerną rozmowę z córką premiera Kasią Tusk. „Rodzice nigdy nie przywią12

zywali wagi do pieniędzy. Tata dostaje pensję i oddaje mamie. Mama świetnie gospodaruje. Zdarza się, że tata ma 10 złotych w portfelu i nic więcej. I wcale mu to nie przeszkadza. Ja jestem taka sama” – powiedziała najpopularniejsza obecnie studentka psychologii. A dziennikarka dodała o niej: „Może trudno sobie to wyobrazić, ale pieniądze, które zarobiła w Tańcu z gwiazdami, wciąż leżą

na koncie. Nie ruszyła ani złotówki”. Jak doniosła m.in. „Gazeta Wyborcza” Weronika Marczuk-Pazura (popularna dzięki programowi „You can dance” oraz małżeństwu z Cezarym Pazurą) została zatrzymana przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Miała – w zamian za łapówkę – oferować pomoc w zakupie państwowego Wydawnictwa Naukowo Technicznego. Do winy się nie przyznała się i w zależności od dnia przekonywała, iż nie wiedziała, co znajduje się w paczce z pieniędzmi, lub twierdziła, że myślała, iż są tam perfumy. Sprawę Weroniki

Marczuk-Pazury koordynował agent Tomek, który w trakcie wykonywania swoich czynności służbowych zdążył już rozkochać w sobie byłą posłankę PO Beatę Sawicką. Kobiety jednak mogą już spać spokojne, boMONITOR POLONIJNY


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 13

P

olacy kupili w tym roku o jedną piątą mniej nowych aut niż przed rokiem, ale kryzysu u dilerów samochodowych nie widać, bo statystyki sprzedaży podbijają cudzoziemcy, także Słowacy, masowo wywożący nowe pojazdy z Polski. We wrześniu polscy dilerzy sprzedali prawie 25 tys. nowych samochodów osobowych, czyli o 8, 1 proc. więcej niż przed rokiem. Jednak minimalnie co piąte z nich po opuszczeniu salonu wyjechało z Polski; klientom z Niemiec i Słowacji od kilku miesięcy sprzyja kurs euro oraz istniejące w tych krajach dopłaty przy zakupie nowych pojazdów.

„P

olska i Słowacja będą mieć umiarkowany wzrost gospodarczy i mogą stać się wyspami w europejskim morzu recesji” – powiedział w Warszawie przedstawiciel Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju Jeromin

wiem, jak donosi „Fakt”, „to koniec zabójczo przystojnego agenta Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Słynny Tomasz zgolił swoje czarne włosy, które tak podobały się kobietom. Z eleganckiego salonu fryzjerskiego we Wrocławiu agent wyszedł ogolony prawie na zero! Ale to nie koniec sensacji. Według naszych informacji Tomasz, który łamał serca gwiazdom, miał dziewczynę!”. Po zatrzymaniu Weroniki Marczuk-Pazury CBA aresztowało znanego kompozytora Janusza Stokłosę. Muzyk jest podejrzany o wręczenie korzyści majątkowej w zamian za pomoc w egzaminie teoretycznym na licencję pilota. Niestety media milczą, czy i w tę sprawę zaangaLISTOPAD 2009

W

edług prognoz Europejskiego Urzędu Statystycznego za pięćdziesiąt lat polskie społeczeństwo będzie drugim najstarszym w całej Unii Europejskiej. Pierwsze miejsce zajmie Słowacja. W obu państwach lawinowo wzrośnie liczba emerytów, urodzin będzie mniej od zgonów, a wielu młodych ludzi nadziei na lepszą przyszłości będzie szukać poza granicami swojej ojczyzny.

Zettelmeyer. Według niego recesja dotknie Europę Zachodnią, a we wschodniej części Starego Kontynentu będzie można mówić „tylko” o kryzysie. Zettelmeyer ostrzegł też, że oba kraje nie ominie jednak rosnące bezrobocie.

żowany był także superprzystojny agent Tomek, którego zdjęcia stanowią obecnie najczęściej wysyłane w Polsce wiadomości MMS. Kapitan polskiej reprezentacji piłki nożnej Mariusz Lewandowski w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” zasugerował, że i on lubi dodatkową motywację, nie wiadomo tylko, czy mu została ona wręczona pod stołem. Rzecz dotyczy ostatniego meczu eliminacyjnego

P

olskie drogi są jednymi z najniebezpieczniejszych w Europie – wynika z raportu Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Z przytoczonych w nim danych Komendy Głównej Policji wynika, że w ostatnim roku w wypadkach zginęło u nas prawie 5,5 tys. osób. W przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców co roku w Polsce ginie na drogach 14 osób – tyle samo co w Gwatemali. W Europie gorzej jest tylko na Ukrainie, Łotwie, Litwie, Białorusi, w Rosji i Grecji oraz… na Słowacji. Raport pokazuje, że w Polsce liczba śmiertelnych ofiar wypadków drogowych w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców jest trzy razy wyższa niż w Wielkiej Brytanii, Holandii czy Szwajcarii, gdzie jeździ się najbezpieczniej. DARIUSZ WIECZOREK

Polska – Słowacja na Stadionie Śląskim. „To normalne, że po porażce nie jest łatwo przystąpić do następnego spotkania. No, ale sytuacja w naszej grupie tak się ułożyła, że Słowacja przyjeżdża do Chorzowa grać w piłkę na poważnie, więc czeka nas mecz, w którym można się sprawdzić. W którym wiadomo, że rywal zagra na maksa. Mało tego, bo Słoweńcom walczącym o pierwsze miejsce w grupie – będzie zależało, abyśmy zagrali ze Słowacją, czyli ich głównym rywalem, na poważnie. Może więc zadzwonią do naszej federacji i złożą jakąś ofertę dla Polaków” – przekonywał. Prowadzący rozmowę dziennikarz skomentował to: „Delikatnie ujmując, to

dość dziwne podejście do meczu...”. „Wcale tak nie uważam” – podsumował Lewandowski. Mecz wygrali Słowacy 1:0. Słoweńcy nie zadzwonili?

A może agent Tomek na boisku mógłby zastąpić z powodzeniem dla wyników polskiej reprezentacji kapitana Mariusza Lewandowskiego? ŁUKASZ GRZESICZAK 13


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 14

Powrót marszałka

K

iedy ze Słowacji do Polski jedziemy drogą przez Suchą Horę do Chochołowa, to blisko niej możemy zauważyć polodowcowy kamień z napisem, informującym, że w tym miejscu w 1941 roku granicę przekroczył wracający do Polski marszałek Śmigły-Rydz, naczelny wódz przegranej armii z września 1939 roku. Kamień ten, stojący tutaj od 15 lat, przypomina o wyjątkowym rozdziale historii Tatr i pogranicza polsko-słowackiego, o roli, jaką pełniły góry w czasie II wojny światowej i niemieckiej okupacji. Przez całe wieki góry były naturalną granicą cywilizacji i świata uporządkowanego – przed nimi kończyły się drogi, pojawiały się jeszcze ostatnie wioski, za którymi roztaczała się już tylko dzika przyroda. Oczywiście nie był to koniec świata. Po drugiej stronie gór pojawiały się inne ludzkie siedliska, inne miasta, inne życie. Po prostu inny świat, w którym obowiązywały inne prawa i inny język. Takie zderzenie dwu światów miało swoją romantykę. To z niej wypłynęła legenda o Janosiku, odzwierciedlająca odwieczne ludzkie dążenia do oderwania się od rzeczywistości, do zerwania z szarzyzną i utrapieniami dnia codziennego. Jesienią 1939 roku wzbogaciła się ona o nowe wątki. Tam, za górami, nie było już Niemców, nie było okupacji, głodu, a w oknach świeciły się światła (pamiętajmy, że w okupowanej Polsce obowiązywało zaciemnienie). A gdzieś jeszcze dalej były wolna Francja i Anglia, polska armia i polski rząd. Przejście przez góry było drogą do wolności. Symboliczny wymiar splatał się z fizycznym pięknem krajobrazu… Nie wiadomo dokładnie, ilu ludzi zdecydowało się dokonać tego przejścia i wyruszyło na drugą stronę gór, by uciec przed terrorem lub by zasilić szeregi armii antyhitlerowskiej. Na pewno było ich dobrych kilka tysięcy. Byli też i inni – ci, którzy, służąc polskiemu państwu podziemnemu, szli odwrotną drogą – przychodzili 14

zza gór do Polski, przynosząc rozkazy, pieniądze, wiadomości od bliskich. Ci wojenni podróżnicy musieli się zmagać nie tylko z fizycznym zmęczeniem i przyrodą. Po drodze czekały na nich patrole wojskowe, niemiecka, węgierska i słowacka straż graniczna, psy, lornetki, karabiny, donosiciele… Przyłapani na próbie przejścia przez góry, często płacili najwyższą cenę, byli też torturowani, kończyli życie w obozach koncentracyjnych. Ważną rolę na górskich szlakach odgrywali miejscowi, czyli górale, doskonale znający teren i mający zaprawę w górskich marszach. Kilkuset z nich współpracowało ze służbą kurierską, kilkudziesięciu zajmowało się bezpośrednio przeprowadzaniem ludzi przez granicę. Wielką wprawę i doświadczenie w tym zakresie mieli też byli przemytnicy, którzy swoje przedwojenne grzechy zmazali, służąc z nawiązką Ojczyźnie. Granicę polsko-słowacką pokonywano w różnych miejscach, np. w Bieszczadach, na wysokości Sanoka i Krosna czy na Sądecczyźnie. Ale do dziś najbardziej znane chyba jest przejście przez Tatry, choć więcej osób przeprowadzono jednak inną drogą. Mamy listopad, Święto Zmarłych, czas zadumy. Wspomnijmy zatem i o tym fragmencie polskiej historii, związanej z krajem, który stał się dla nas drugą ojczyzną. Przypomnijmy tych dzielnych mężczyzn i te wspaniałe kobiety (wśród kurierów było

ich kilka), którzy, wędrując szlakiem przez Słowację, walczyli o wolność swojego kraju, niekiedy tracąc na tym szlaku życie. W tym miejscu pragnę przypomnieć najsłynniejszą chyba historię przejścia przez zieloną granicę z kierunku południowego do Polski. Czynu tego dokonał wspomniany na początku tego artykułu marszałek Śmigły. Zaraz po zajęciu Polski przez okupantów, wielu czyniło go odpowiedzialnym za klęskę wrześniową. Zwykłym ludziom nie mieściło się bowiem w głowie, że Polska, tak dumna ze swojej armii, została pobita. Mieli oni też Śmigłemu za złe, że jako Pierwszy Żołnierz Rzeczypospolitej wycofał się do Rumunii, gdzie dał się internować, choć wiadomo, że, gdyby pozostał w Polsce to zapewne zginąłby z rąk Sowietów lub przynajmniej zostałby wzięty przez nich do niewoli. W grudniu 1940 roku marszałek, wiedziony i patriotyzmem, i chęcią odzyskania dobrego imienia, uciekł z miejsca internowania i przy pomocy wiernych współpracowników przedarł się do Warszawy, gdzie planował zameldować się z dowódcą AK (wówczas jeszcze ZWZ) jako zwykły szeregowiec. Czy do tego spotkania doszło, nie wiadomo. Niestety, marszałek ciężko zachorował. Powróciły stare dolegliwości i zaledwie kilka tygodni po powrocie do ojczyzny zmarł. Dla nas, tu na Słowacji, interesująca jest dokładna trasa, którą Śmigły-Rydz przebył, wracając do kraju. W towarzystwie dwóch osób – Bazylego

MONITOR POLONIJNY


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 15

Rogowskiego, byłego wicewojewody z Tarnopola, oraz Stanisława Frączystego, przewodnika, górala z Chochołowa – wyjechał 25 września 1941 roku pociągiem z Budapesztu do Rożniawy, która wówczas co prawda wchodziła w skład Węgier, ale leżała tuż przy granicy słowackiej. By zbytnio nie ryzykować panowie wysiedli z pociągu tuż przed Rożniawą. Umówiona taksówka odwiozła ich do wsi Wielka Polana, gdzie pieszo przekroczyli zieloną granicę, przebiegającą w tym miejscu ok. 100-200 metrów od drogi. Po słowackiej stronie czekał na nich inny samochód, przygotowany przez ludzi z konspiracyjnej organizacji Obóz Polski Walczącej. Jazda przez Słowację zabrała uciekinierom kilka godzin. Wczesnym popołudniem dojechali oni do Twardoszyna, gdzie poczekali do zmierzchu. W nocy podwieziono ich do przedostatniej wsi słowackiej Głodówki (Hladovka), skąd nocą poszli skrajem wsi Sucha Góra (Suchá Hora) w kierunku Chochołowa. Tuż przed granicą natknęli się na niemiecki patrol. Padli na ziemię i zamarli w bezruchu. Patrol przeszedł od nich w odległości 7-10 kroków, ale ich nie zauważył. Około piętnastu minut później dotarli do chałupy rodziny Frączystego, gdzie przenocowali, a rano zostali odwiezieni do podhalańskiej stacji kolejowej Szaflary na pociągu. Po kilku godzinach jazdy dotarli w końcu do Karkowa, skąd dwa dni później Śmigły-Rydz, ucharakteryzowany i w peruce, wyruszył do Warszawy. Opis trasy, którą pokonał marszałek, niech będzie symbolicznym uhonorowaniem wszystkich tras kurierskich i ludzi, którzy nimi przeszli. ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

LISTOPAD 2009

Brakujące ogniwo

O

tym, jak trudno dojechać pociągiem ze Słowacji do Krakowa, nie trzeba czytelnikom przypominać. Sytuację mogłaby istotnie zmienić odbudowa linii kolejowej między Nowym Targiem a Trsteną na Orawie. Niestety, lata świetności ten rozebrany już odcinek torów ma dawno za sobą, a teraz szanse na jego odbudowę mają być ostatecznie pogrzebane. Dzieje trasy kolejowej Trstena – Sucha Hora sięgają 1899 roku. Dzięki staraniom hrabiego Władysława Zamoyskiego w 1906 roku przedłużono ją do Polski, co na krótko przed upadkiem Austro-Węgier zapewniło rozwój kontaktów gospodarczych między Galicją a węgierską Słowacją i stolicą imperium Wiedniem. Ale co udało się zrobić za Franciszka Józefa, stało się niemożliwe później. Pierwsze czarne chmury nad kolej orawską nadciągnęły wraz z odzyskaniem przez Polskę i Czechosłowację niepodległości. Przyczyną był dwukrotny (na początku i końcu dwudziestolecia międzywojennego) konflikt graniczny o wsie Sucha Hora i Hladovka, leżące na trasie tejże kolei. Mimo to działała ona jakoś, a w Suchej Horze i Podczerwonem funkcjonowały placówki graniczne i celne. Nieczynna dziś linia kolejowa w okresie międzywojennym przyczyniła się do rozwoju polsko-słowackiego handlu. Z Polski wywożono cysternami ropę, by przetworzyć ją w rafinerii w Trstenie. Wywożono także nawozy sztuczne, węgiel, pszenicę, cukier i surowce do wyrobu papieru w Rużomberku. Do Włoch zaś wysyłano deski. Natomiast ze Słowacji do Polski przewożono kable, spirytus, tekstylia, papier z Rużomberka oraz wędliny. Oczywiście na granicy kwitł również przemyt, za który kilku przemytników zapłaciło najwyższą karę – zginęli w strzelaninie z policją. Co ciekawe, lokalne konflikty nie przeszkadzały funkcjonariuszom i mieszkańcom obu krajów utrzymywać przyjaznych stosunków prywatnych i towarzyskich. Pracownicy Urzędu Celnego w Suchej Horze często spotykali się w pobliskim lasku z przedstawicielami polskiej policji i kolei na biwakach i zabawach. Polscy i czechosłowaccy funkcjona-

riusze wspólnie wystawiali sztuki teatralne, organizowali wykłady, zajmowali się pszczelarstwem i brali udział w zawodach narciarskich. Planowali również budowę nowego wspólnego budynku urzędu celnego, ale wybuch wojny przerwał te zamierzenia. W czasie II wojny światowej część linii kolejowej została zniszczona, a zaraz po wojnie odżyły spory co do przynależności państwowej Suchej Hory. Rozmowy o reaktywizacji kolejowego przejścia granicznego spełzły z tego powodu na niczym: po polskiej stronie linia była wykorzystywana (aż do 1989 roku) tylko między Nowym Targiem a Podczerwonem, a po stronie słowackiej zlikwidowano ją już w latach 70-tych. Brak ruchu transgranicznego spowodował jej całkowity upadek. Po zmianach ustrojowych okazało się, że nieopłacalne jest też utrzymywanie lokalnego ruchu między Nowym Targiem a Podczerwonem i tory rozebrano. Pomysł odbudowy linii kolejowej między Nowym Targiem a Trsteną odżył wraz z wejściem Polski i Słowacji do UE, a zwłaszcza po przystąpieniu obu krajów do układu z Schengen. Niestety, na rozmowach się skończyło, a samorządowcom nie udało się sformalizować swoich zamiarów (np. w formie listu intencyjnego, powołania Związku Gmin Kolei Orawskiej itp.). Na dawnym torowisku władze Euroregionu „Tatry” chcą zbudować... ścieżkę rowerową. Realizacja tego projektu ostatecznie pogrzebie szanse odbudowy kolei orawskiej, co niestety przyczyni się do tego, że o lepszym połączeniu Krakowa z zachodnią Słowacją będzie można zapomnieć. JAKUB ŁOGINOW Autor jest korespondentem kijowskiego tygodnika „Dzerkało Tyżnia” w Polsce i Słowacji oraz redaktorem portalu www.porteuropa.eu

15


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 16

Laureaci

C

ieszy mnie dobry odbiór polskich artystów przez słowacką publiczność. W tym niebywałym dziwnym okresie dla sztuki, epoce seriali TV i reality show niekiedy nie ma miejsca dla twórców, mających rzeczywiście coś ciekawego do przekazania. A takim muzykiem jest z pewnością Krzysztof Ścierański, który niedawno zagrał w koszyckim „Ges Klubie”.

We

Krzysztof Ścierański mistrz, fenomen gitary basowej

Ten doskonały technicznie gitarzysta potrafi olśnić słuchacza, a ponadto zagrać coś bardzo lirycznego i trafić prosto do serca. To jeden z najwyżej cenionych gitarzystów współczesnego jazzu, najwybitniejszy wykonawca w historii gitary basowej, a jednocześnie najciekawszy kompozytor solowych utworów na ten instrument (multiinstrument, na który pisze kompozycje z pełnym spektrum orkiestrowym). Najbardziej znamiennym rezultatem jego twórczych poszukiwań jest nowatorstwo techniki wielogłosowej – gra akordami z wykorzystaniem najwyższych rejestrów brzmieniowych instrumentu.

16

Miał 18 lat, kiedy dołączył do zespołu „Anava”, a pierwsza płyta, w nagraniu której brał udział, to „Szalona lokomotywa” Marka Grechuty. W tym czasie współpracował jeszcze z zespołem „Niebiesko-Czarni”. W 1978 roku występował w Indiach w zespole Czesława Niemena. Kilka lat grał w grupie „Laboratorium”, z którą koncertował po całej Europie. Następny rozdział w jego życiu artystycznym to zespół Zbigniewa Namysłowskiego. Dopiero w 1985 roku postawił na karierę solową i zaczął nagrywać swoje pierwsze płyty. Oprócz tego grywał z nieżyjącym już dziś ojcem polskiego bluesa Tadeuszem Nalepą. Dyskografia Ścierańskiego jest tak bogata, że on sam już nie wie, którą z kolei płytą jest jego ostatni krążek „Directions – Krzysztof Ścierański”. Tak jak ludzie szczęśliwi nie liczą czasu, tak artyści spełnieni nie liczą swych dzieł. Wierzcie albo nie wierzcie, ale młodzi naprawdę słuchają jazzu. Przekonałam się o tym podczas koncertu Ścierańskiego w Koszycach. URSZULA SZABADOS

wrześniu odbył się 34. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, który, jak co roku, skierował uwagę kinomanów na polskie kino. Festiwalowe jury pod przewodnictwem Krzysztofa Krauzego przyznało wiele nagród. Wielką Nagrodę, czyli Złote Lwy dla najlepszego filmu otrzymał film „Rewers” w reżyserii Borysa Lankosza. Złote Lwy otrzymał także producent tegoż filmu Jerzy Kapuściński. „Rewers” uzyskał ponadto jeszcze inne nagrody: za główną rolę kobiecą – Agata Buzek, za drugoplanową rolę męską – Marcin Dorociński, a ponadto za zdjęcia, muzykę i charakteryzację. Ponadto docenili go również dziennikarze oraz publiczność, przyznając mu swoje wyróżnienia. Filmu niestety nie można jeszcze obejrzeć w kinach, albowiem jego premiera planowana jest dopiero na 20 listopada. Srebrne Lwy powędrowały do twórców filmu „Wojna polsko-ruska” w reżyserii Xawerego Żuławskiego i jego producenta Jacka Samojłowicza. Ten film, nakręcony na podstawie powieści Doroty Masłowskiej „Wojna polsko-ruska pod flagą czerwoną”, dostał także nagrody za główną rolę męską – Borys Szyc, kostiumy i dźwięk. Uwagę gdyńskiego jury zwrócił również film „Dom zły”, który na-

MONITOR POLONIJNY


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 17

34. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

grodzono za reżyserię – Wojciech Smarzowski, scenariusz i montaż. Ponieważ większość nagrodzonych produkcji filmowych nie miała jeszcze swojej premiery, postanowiłam obejrzeć „Wojnę polsko-ruską”, którą na ekranach kin można oglądać od maja 2009 r. Można go też obejrzeć na DVD. Wypożyczyłam więc płytę. Byłam przekonana, że film, nakręcony na podstawie tak dobrej powieści, będzie równie dobry, ale… W tym miejscu najchętniej skończyłabym ten artykuł. Uwielbiam kino. To moje hobby. Widziałam filmy lepsze i gorsze, ale tylko raz w życiu wyszłam z kina, nie doczekawszy końca. Teraz już wiem, że gdybym w maju poszła do kina na „Wojnę polsko-ruską”, wyszłabym po raz drugi. Dla mnie obejrzenie tego filmu to po prostu strata czasu. Ale o gustach się nie dyskutuje!!!

LISTOPAD 2009

Czytając różne opinie internautów na temat filmowej wersji „Wojny polskoruskiej”, trafiłam również na wypowiedzi osób nią zachwyconych. Jednak moim zdaniem tego filmu nie cechuje ani interesująca fabuła, ani wartka akcja, ani wątek humorystyczny, ani ciekawe dialogi. Trudno go w ogóle streścić, bo właściwie nic się w nim nie dzieje. Niektóre sceny, mocno przerysowane, w pewnych momentach przypominają film science fiction, a podobno to dramat. Jedyne, co zwraca uwagę, oprócz wulgaryzmów (które chyba w dużym stopniu negatywnie wpływają na odbiór), to świetna rola Borysa Szyca, za co zasłużenie otrzymał nagrodę w Gdyni. Przeciętnego „dresa” zagrał po prostu idealnie. Wszystko, zaczynając od wyglądu, przez ruchy, gesty, styl chodzenia oraz mówienia jest w jego postaci dopracowane.

Świetnie zagrała również Sonia Bohosiewicz – filmowa Natasza, która wpada do domu Silnego (Szyca) i demoluje mu kuchnię w poszukiwaniu narkotyków. Ciekawym zabiegiem jest prowadzenie narracji przez samą autorkę książki Dorotę Masłowską, grającą w filmie samą siebie. Opowiada w tle o tym, co się dzieje, i wypowiada kwestie, które po chwili powtarzają filmowi bohaterowie. Niestety mnie zabieg ten przeszkadzał w rozumieniu filmu i skupianiu się na jego treści. Nadal nie rozumiem, dlaczego wokół właśnie tego filmu było tak głośno. A może, gdyby nie ten szum medialny, to na „Wojnę polsko-ruską” nikt by do kina nie poszedł?! Tak czy inaczej warto obejrzeć przynajmniej jej fragment, by docenić grę aktorską Szyca i Bohosiewicz lub chociażby dlatego, by przekonać się, czy zgadzają się Państwo z moją opinią. MAGDALENA PIETZ

17


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 18

Spod znaku atakującego orła

Od

15 lutego 1941 roku do 28 grudnia 1944 roku zrzucono ich na okupowane tereny Polski 316. Różnili się rodzajem wyszkolenia i specjalizacją: 37 to specjaliści wywiadu, 50 to łącznościowcy, 24 było oficerami sztabowymi, 22 specjalistami służby lotniczej, 11 instruktorami pancernymi i przeciwpancernymi, 3 to specjaliści od legalizacji i podrabiania dokumentów, zadaniem 169 była dywersja i partyzantka, a pozostałych 28 było kurierami politycznymi. Cel mieli jednak wspólny – pomoc Polskiemu Państwu Podziemnemu w walce z okupantem.

Historia Cichociemnych, bo o nich mowa, rozpoczęła się w grudniu 1939 roku we Francji, kiedy to dwaj polscy oficerowie kpt. inż. Jan Górski i kpt. Maciej Kalenkiewicz na ręce premiera rządu emigracyjnego i zarazem Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych gen. Władysława Sikorskiego złożyli projekt nawiązania łączności lotniczej z okupowaną Polską. Projekt ten przewidywał przerzucanie tą drogą oficerów i instruktorów do dyspozycji powołanego w listopadzie 1939 roku Związku Walki Zbrojnej (przekształconego w lutym 1942 r. w Armię Krajową), jedynej konspiracyjnej organizacji wojskowej w kraju, mającej wszelkie pełnomocnictwa rządu RP. Komendantem ZWZ został gen. Kazimierz Sosnkowski, mający kierować nim z Paryża, a dowódcą obszaru warszawskiego mianowano pułkownika Stefana Roweckiego „Grota” (w czerwcu 1940 r. otrzymał stopień generała i powierzono mu kierowanie konspiracją wojskową na terenie całego kraju). Ani Rząd RP, ani Sztab Główny w początkach swego istnienia nie mieli żadnej stałej łączności z okupowanym krajem. Na przebycie drogi z Warszawy kurier potrzebował co najmniej dwu tygodni, a pierwsza radiostacja rozpoczęła pracę dopiero w marcu 1940 roku. I chociaż w Sztabie Naczelnego Wodza zdawano sobie sprawę z potrzeby usprawnienia łączności z krajem, to zrzuty lotnicze pozostawały jedynie w sferze marzeń i to nie tylko dlatego, że przedwojen18

ne Wojsko Polskie miało w tym zakresie zaledwie niewielkie doświadczenia – dopiero w maju 1939 roku utworzono w Bydgoszczy Wojskowy Ośrodek Spadochronowy. Plan szkolenia spadochronowego, którego autorami byli Maciej Kalenkiewicz i Jan Górski – dziś uznawani za ojców chrzestnych Cichociemnych, został odrzucony ze względu na „brak maszyn” i „zbyt trudne przedsięwzięcie”. Sytuacja zmieniła się jednak, kiedy to w czerwcu 1940 roku, po wejściu Niemców do Paryża premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill po rozmowie z gen. Sikorskim polecił brytyjskim okrętom, znajdującym się w portach francuskich, zabrać do Anglii polskich żołnierzy. Wówczas to właśnie tylko Anglia chciała jeszcze walczyć z Niemcami. „Turystom Sikorskiego”, jak polskich żołnierzy nazywała wówczas prasa zachodnia, postawa Anglików dawała nową nadzieję – wierzyli, że do walki pójdą z dobrze zorganizowaną armią brytyjską. I nie zawiedli się. W dniu 8 lipca 1940 roku z rozkazu gen. Sikorskiego w Sztabie Głównym powstał Samodzielny Wydział Współpracy z Krajem, tzw. Oddział VI-Specjalny. Osiem dni później, w nocy 16 lipca,

premier Winston Churchill w obecności Anthonego Edena – ministra wojny, i Hugh’a Daltona – ministra blokady ekonomicznej, powziął decyzję o powołaniu tajnej organizacji, mającej nawiązać współpracę z podziemnym ruchem oporu w całej Europie. Taka organizacja powstała 22 lipca. Nazywała się Special Operations Executive (Kierownictwo Operacji Specjalnych). Jej szefem został wspomniany już Hugh Dalton, a dyrektorem do spraw operacyjnych Collin Mc. Gubbins. Premier Churchill, powierzając im odpowiedzialną funkcję kierowania organizacją, która za pomocą dywersji i sabotażu miała przenieść wojnę na obszary okupowane przez Niemców, powiedział: „Panowie, podpalcie Europę!”. Special Operations Executive (SOE) składała się z sekcji narodowych: albańskiej, austriackiej, belgijskiej, czechosłowackiej, duńskiej, francuskiej, greckiej, holenderskiej, jugosłowiańskiej, niemieckiej, norweskiej, iberyjskiej, węgierskiej, włoskiej i polskiej. Na czele tej ostatniej stanął kpt. (później płk) Harold Perkins, który przed wybuchem wojny kilkanaście lat mieszkał w Bielsku-Białej, albowiem tam miał fabrykę tekstylną, a w rzeczywistości był uśpionym rezydentem wywiadu brytyjskiego. Harold Perkins natychmiast nawiązał kontakt z Wydziałem VI polskiego Sztabu Głównego, rezydującym w londyńskim hotelu „Rubens”. Zadaniem polskiej sekcji SOE była pomoc w przygotowaniu i rozwijaniu łączności z Polskim Państwem Podziemnym. W przeciwieństwie do innych sekcji narodowych Polacy mieli prawo do samodzielneMONITOR POLONIJNY

L


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 19

go wyszukiwania emisariuszy, kurierów i skoczków spadochronowych. To zadanie spoczywało właśnie na Oddziałe VI, którego szefem był ppłk Michał Protasiewicz. Dowódcą Wydziału „S”, zajmującego się przerzutem lotniczym do Polski i zaopatrzeniem zrzutów, został major Jan Jaźwiński. Natychmiast po powołaniu sekcji polskiej SOE Oddział VI rozpoczął poufne poszukiwanie kandydatów do służby specjalnej w kraju. Ludzie z „Szóstki” pojawiali się w jednostkach niezapowiedziani i incognito. Potem przez dzień, dwa prowadzili rozmowy z wytypowanymi przez oficerów informacyjnych żołnierzami – potencjalnymi kandydatami do służby w okupowanej Polsce. O zakwalifikowaniu do tej służby obok dobrego stanu fizycznego decydowały przede wszystkim dyspozycje psychiczne i inteligencja, ale ostateczną decyzję podejmował sam kandydat. O rozmowach z gośćmi z „Rubensa” nie wolno było mówić nikomu. Wytypowani żołnierze opuszczali swoją jednostkę po cichu w nocy i to był pierwszy powód, by nazwać ich Cichociemnymi. Oficjalną przyczyną ich nieobecności w macierzystych jednostkach były różnego rodzaju szkolenia. I rzeczywiście to właśnie trwające długie miesiące ćwiczenia i szkolenia miały zrobić z „turystów Sikorskiego” prawdziwych komandosów. Kierowano ich do ośrodków szkoleniowych w Ringway pod Manchestrem, Largo House w Szkocji i Audley End pod Londynem, gdzie poddawano treningom w tajemnicy i w całkowitej izolacji od świata zewnętrznego. Zaczynano od tego, co dziś nazwalibyśmy szkołą przetrwania – kandydat na komandosa musiał przeżyć określony czas w surowym klimacie gór północnej Szkocji, zdany wyłącznie sam na siebie i przyrodę. Podstawową umiejętnością, którą Cichociemni musieli opanować, był skok ze spadochronem. Ciekawostką jest, że to właśnie Polacy zbudowali pierwszą wieżę spadochronową w Wielkiej Brytanii. Pierwszy kurs spadochronowy rozpoczął się 28 października 1940 roku w Ringway pod Manchestem, a rok później powstała LISTOPAD 2009

I Polska Samodzielna Brygada Spadochronowa, która później wsławiła się w operacji „Market Garden” w Holandii. W maju 1942 roku w Audley End pod Londynem otwarto polski Ośrodek Szkoleniowy Cichociemnych. Jego program obejmował m.in. naukę jujitsu, szkolenia z zakresu różnego rodzaju broni, cichego zabijania nożem, rozbrajania i produkcji bomb, wysadzania w powietrze mostów, budynków i pociągów. Przyszłych Cichociemnych uczono też technik propagandy, sabotażu fabrycznego, charakteryzacji, napadów na banki i włamań. Ćwiczenia odbywały się najczęściej w plenerze, a tylko zajęcia specjalistyczne w pomieszczeniach zamkniętych. Ogromną uwagę przywiązywano do tego, co przygotowujący się w Wielkiej Brytanii kandydaci na Cichociemnych potrafią robić najlepiej, by później te ich umiejętności odpowiednio wykorzystać, np. osoby grające na pianinie, a więc mające wyczucie rytmu, kierowano na szkolenia z zakresu radiotelegrafii, zaś fotograf-amator mógł zostać skierowany na kursy, gdzie uczył się m.in. jak za pomocą mikroskopu tekst o rozmiarach arkusza papieru A4 zmniejszyć do rozmiarów kropki i jak tę kropkę później przywrócić do rozmiaru pierwotnego. Każdy z przyszłych Cichociemnych musiał dla potrzeb konspiracji wytworzyć sobie nową tożsamość i doskonale zapamiętać swój wymyślony życiorys. I właśnie umiejętność kłamania była najbardziej egzekwowana przez instruktorów – o każdej porze dnia i nocy pojawiały się komisje w celu przeprowadzania symulowanych przesłuchań, a ten, kto pomylił życie wymyślone z tym realnym, tracił szansę na zrzut do kraju.

Wszystkie treningi były niezwykle wyczerpujące – chodziło przecież o szybkie przygotowanie elitarnych żołnierzy. Poprzeczkę postawiono wysoko. O tym, jak wysoko, świadczy fakt, że na kurs Cichociemnych przyjęto 2413 kandydatów, a z pozytywnym wynikiem ukończyło go 605, przy czym do skoków zakwalifikowano tylko 579. Do Polski poleciało ich 316, w tym jedna kobieta Elżbieta Zawacka oraz 28 kurierów polityczych. Pierwszy zrzut w Polsce, a jednocześnie pierwszy w okupowanej Europie, miał miejsce w nocy z 15 na 16 lutego 1941 roku. Operacja nosiła kryptonim „Adolphus 0” przy czym „0” oznaczało lot eksperymentalny. Pierwsi Cichociemni – kpt. Stanisław Krzymowski, por. Józef Zabielski i emisariusz rządu Czesław Raczkowski – skakali z niezbyt szybkiego bombowca „Witley”. Wylądowali pod Skoczowem, a więc na terenach włączonych do Rzeszy. Raczkowski został aresztowany. Miał jednak szczęście, albowiem Niemcy wzięli go za przemytnika i po roku wypuścili z więzienia. Jego dwaj towarzysze dotarli do Warszawy 20 lutego. Przepadł jednak ich cały ekwipunek. Mimo to uczestnicy tego eksperymentalnego lotu udowodnili, że loty do Polski mogą zakończyć się sukcesem. Dowództwo AK nadało do Londynu następujące wnioski z pierwszego skoku: „Proszę wydłużyć zasięg samolotów do środkowej Wisły. /.../ Zorganizować także wariant zeskoku poza placówką z dala od ludzi. Należy lepiej ukryć spadochrony i nie wolno wyrzucać bagażu poza placówką. Z tych powodów były rozesłane za skoczkami listy gończe i zaostrzona czujność władz. /.../ Podczas podróży duże zabłocenie zwraca uwagę” (cyt. za M. Kołodziejczyk: 316 ptaszków, „Pomocnik Historyczny”, „Polityka” 2006 nr 7). Wkrótce powolne i nieprzystosowane do dalekich lotów bombowce „Witley” zastąpiły „Halifaxy”, a później amerykańskie „Liberatory”. Początkowo Cichociemnych zrzucano z samolotów, sterowanych przez angielskie załogi, ale w 1942 roku 19


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 20

wymienione je na załogi polskie. O tym, czy danej nocy nastąpi zrzut, struktury Polskiego Państwa Podziemnego były powiadamiane drogą radiową; hasłem były piosenki ludowe, nadawane na zakończenie polskiej audycji radia BBC. Po wylądowaniu skoczkowie byli oddawani pod opiekę „ciotek”, czyli kobiet, które ułatwiały im aklimatyzację w okupowanym kraju i poznawały z realiami dnia codziennego. Ze względów konspiracyjnych Cichociemnym nie było wolno kontaktować się ani z rodziną, ani ze znajomymi. Dopiero po okresie aklimatyzacji mogli oni przystępować do realizacji przewidzianych dla nich przez Komendę Armii Krajowej zadań. Wkład Cichociemnych w walkę o niepodległość Polski był ogromny, ale stale jeszcze czeka na pełne opracowanie. Spośród bohaterskich skoczków wymienić należy choćby niektórych. I tak Cichociemnymi byli: gen. bryg. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” – ostatni dowódca Armii Krajowej; ppłk Henryk Krajewski

„Wicher” – dowódca akcji „Wieniec” (równoczesne wysadzenie 6-ciu linii kolejowych wokół Warszawy); por. Franciszek Pukacki „Gzyms”, działający na zapleczu frontu wschodniego, który na lotnisku w Charkowie zniszczył 5 niemieckich samolotów myśliwskich, a potem dowodził 27. Wołyńską Dywizją Armii Krajowej; kpt. Stanisław Jankowski „Agaton” – kierownik Wydziału Legalizacji Komendy Głównej AK (pracownie tego wydziału fałszowały i podrabiały dokumenty, którymi posługiwali się pracownicy polskiego wywiadu); kpt. Adam Borys „Pług” – dowódca legendarnego Batalionu „Parasol”, organizator 15 akcji przeciw funkcjonariu-

szom gestapo, w tym likwidacji szefa gestapo w Warszawie gen. Franza Kutschery; por. Józef Czuma „Skryty” – dowódca oddziału dywersji, z którym wysadził wspominanych już wyżej 6 pociągów pod Warszawą; kpt. Bolesław Kontrym „Żmudzin” – szef Korpusu Dywersji (Kedywu) Okręgu Brześć, którego patrole zlikwidowały 26 konfidentów i agentów gestapo; gen. Elżbieta Zawacka „ZO” – kurierka i emisariuszka; por. Stefan Ignaszak „Drozd” – oficer wywiadu w ekspozyturze „Lombard” (wywiad na Niemcy), któremu podlegała siatka wywiadowcza, która wykryła i ustaliła lokalizację wyrzutni V-1 i V-2 w Peenemunde i które później lotnictwo alianckie zniszczyło; por. Stefan Jasieński „Urban” – z polecenia Komendy Głównej AK prowadził wywiad na obóz Auschwitz z zadaniem nawiązania kontaktu z konspiracją obozową; mjr Aleksander Stpiczyński „Klara”, „Wilski” – słynny kurier komórki „666”, której zadaniem była organizacja szybkiego przerzutu kurierów z meldunkami i materiałami wywiadowczymi z Ko-

Fabryka muchołapek Andrzeja Barta

A

ndrzej Bart, prozaik, autor filmów dokumentalnych cieszy się opinią jednej z najciekawszych postaci polskiej literatury. Przez długie lata uważał, „że tylko aktorowi wypada świecić twarzą przy każdej okazji. Zapomnienie o jego wyglądzie grozi brakiem propozycji, a więc i pracy. Pisarz, choćby był karłem w żelaznej masce, zostawia po sobie książkę, którą szanujemy lub nie. Wszelkie rozpowiadanie o swojej twórczości budziło od zawsze mój sprzeciw, ale też brało się z wiary w czytelnika. Miałem nadzieję, że w kraju bogatym w trzech wieszczów, lecz niebogatym w znakomite powieści, dobra książka znajdzie swoich wielbicieli”. Ostatnio pisarz zmienił zdanie – zaczął rozmawiać z dziennikarzami i udzielać wywiadów, ale myliłby się ten, kto przypuszczałby, że robi to dlatego, iż jego książki nie znajdują czytelników. Przeciwnie, od swego debiutu w 1983 roku (Człowiek, za którym szczekały psy) wszedł w obieg polskiej literatury. Kolejną poweścią Rien ne va plus 20

(1991) o zawiłościach polskiej historii, zdobył przychylność krytyków literackich i prestiżową Nagrodę Kościelskich. W 1999 roku wydał Pociąg do podróży, cieszący się opinią jednej z najbardziej błyskotliwych powieści lat dziewięćdziesiątych. Pod pseudonimem Paul Scarron Junior opublikował kryminał Piąty jeździec apokalipsy. W 2006 r.

ukazał się jego Don Juan raz jeszcze, za którego uzyskał nominację do Nagrody „Nike” oraz Nagrody Literackiej „Gdynia”. W roku 2008 wydał powieść Fabryka muchołapek (Wydawnictwie W. A. B), która została obwołana wyrazistym osiągnięciem polskiej prozy ostatnich lat i która zyskała nominację do Nagrody „Nike”. W FaMONITOR POLONIJNY


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 21

mendy Głównej AK do Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie. Cichociemnym byli również legendarny „kurier z Warszawy” Jan Nowak-Jeziorański i sławny polski partyzant, szef Kedywu Okręgu Kielecko-Radomskiego por. Jan Piwnik „Ponury”. Historia Cichociemnych, elitarnej grupy żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych w czasie II wojny światowej to także chlubna karta współpracy polsko-brytyjskiej, a później polsko-alianckiej. To właśnie brytyjski rząd finansował ich szkolenie, ekwipunek i loty do Polski. Od 14 lutego 1941 roku do 28 grudnia 1944 roku lotnictwo alianckie zrealizowało 483 operacje lotnicze do Polski, w których straciło 68 samolotów wraz z załogami. Oprócz Cichociemnych i kurierów w specjalnych pojemnikach zrzucono 630 ton sprzętu bojowego (broń, amunicja, materiały wybuchowe, lekarstwa, radiostacje), 40 869 800 „młynarek” – pieniędzy okupacyjnych w paczkach ze spadochronem. Walutę i dewizy Cichociemni przewozili na sobie, w specjalnych pasach.

bryce muchołapek narrator, współczesny nam pisarz, otrzymuje lukratywną propozycję zrelacjonowania utajonego procesu. Dopiero po jej przyjęciu dowie się, że sądzoną osobą ma być Mordechaj Chaim Rumkowski, kontrowersyjny przełożony Starszeństwa Żydów w getcie łódzkim. Był on zdolnym organizatorem, który, obdarzony przez Niemców ogromnymi pełnomocnictwami wobec podległych mu mieszkańców getta, potrafił w krótkim czasie stworzyć na jego terenie sprawną i ogromną machinę biurokratyczną, włącznie z sądami, policją, więzieniem, pocztą, szkołami i służbą zdrowia. Stworzył też sieć ponad 90 zakładów pracy, których produkcja była potrzebna Niemcom. Krytycy LISTOPAD 2009

Dla aliantów szczególnie cenne były wyniki pracy zrzuconych 37 oficerów wywiadu i 50 oficerów łączności. Wyszkoleni w szkockim Glasgow w Szkole Oficerów Wywiadu, działającej pod kryptonimem „Wyższy Kurs Administracji Wojskowej”, której dowódcą był płk Stefan Mayer, przedwojenny szef wywiadu II Oddziału Sztabu Głównego w Polsce, stali się organizatorami i inspektorami sieci wywiadu, obejmującej całą okupowaną Polskę. Wyniki ich pracy zyskały olbrzymie uznanie aliantów, szczególnie jeśli chodziło o rozpoznanie przemieszczania się jednostek niemieckich, lokalizację obiektów przemysłowych, produkujących sprzęt woj-

Rumkowskiego twierdzą, że kierował się głównie żądzą władzy i pochlebstw, że stworzył w getcie miniaturowe państewko faszystowskie z jednym wodzem, którym to wodzem był on sam. Ale Fabryka muchołapek nie jest jeszcze jedną biografią Rumkowskiego, wokół którego wytworzył się niezdrowy klimat legendy; z jednej strony czyni się z niego mordercę setek ludzi i sprzedawczyka, z drugiej dobroczyńcę. Marek Edelman powiedział o nim wręcz: „To był obrzydliwy typek. I pomocnik kata.” Bart historię zmienił w literaturę. Wyostrzył wątpliwości. Rumkowskiego postawił przed fikcyjnym sądem, a na świadków powołał cienie Żydów, ocalonych i nieocalonych, m.in.

skowy, ustalanie celów dla lotnictwa alianckiego, obserwacje ruchu okrętów w portach czy wykradanie wynalazków wojskowych, np. części pocisków rakietowych V-1 i V-2. Służba Cichociemnych była niezwykle niebezpieczna, stąd wysokie straty w ich szeregach – z 316 zginęło 113. W trakcie lotu lub podczas skoku zginęło 9 żołnierzy, w walce 94 (z czego 35 w więzieniach i obozach koncentracyjnych, a 10 zażyło truciznę przed aresztowaniem przez gestapo). Aż 91 Cichociemnych walczyło w powstaniu warszawskim –zginęło 18. Sądy PRL skazały na śmierć 9, wyroki wykonano. Cichociemni byli wojskiem szczególnym; nie mieli ani sztandaru, ani mundurów, mieli natomiast swój znak – gotowego do ataku spadającego orła – ustanowiony rozkazem Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego 20 czerwca 1941 roku. Na odwrocie tegoż znaku był napis „Tobie Ojczyzno”, który wkrótce stał się hasłem całej Armii Krajowej. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

Janusza Korczaka i Hannah Arendt. Sam narrator swobodnie porusza się między cieniami przeszłości łódzkiego getta i całkowicie współczesnym nam światem. Andrzej Bart jako pierwszy w naszej literaturze odważył się zerwać z histo-

ryczno-faktograficznym modelem pisania o zagładzie Żydów. Pisząc o holokauście, pisze o paradoksach władzy, o konieczności wyboru i możliwościach usprawiedliwienia tego wyboru. Fabryką muchołapek podejmuje polemikę z włoskim pisarzem Primo Levim, ocalonym więźniem Auschwitz, który twierdzi, że o holokauście trzeba mówić udokumentowaną prawdę albo milczeć. Bart swą powieścią udowadnia, że nie istnieje taka tragedia, „której literatura nie mogłaby dotykać. /.../ Dla dotykania zła rozżarzonym żelazem dobry jest każdy środek, byleby staranny artystycznie”, a powieść Andrzeja Barta takim literacko starannym środkiem jest. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 21


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 22

W

ędrując z „Monitorem” po Polsce, byliśmy już w różnych zakątkach, ale nie na wschodzie. Zatem pora nadrobić zaległości. Tym razem wybierzemy się na północny wschód kraju – do Białegostoku. Miasto leży zaledwie 50 km od granicy z Białorusią oraz niedaleko granicy z Litwą, dlatego, odwiedzając je, warto przy okazji zajrzeć do „sąsiadów”.

Ze względu na położenie geograficzne w Białymstoku od zawsze mieszały się różne kultury, języki oraz religie. Biorąc pod uwagę gęstość zaludnienia, znajduje się on na drugim miejscu wśród miast wojewódzkich. Położony jest w regionie, nazywanym Zielonymi Płucami Polski – aż 1/3 obszaru zajmują tereny zielone. W okolicy znajdują się dwa rezerwaty przyrody o łącznej powierzchni 105 ha. Z ciekawostek przyrodniczych pochodzący z Bia-

Z wizytą

w

Białymstoku

łegostoku, a aktualnie mieszkający w Bratysławie Maciej Grabowski poleca wizytę w Puszczy Białowieskiej, w której można spotkać żubra. Przyrodę podziwiać można również w ogrodzie francuskim przy Pałacu Branickich, po uprzednim jego zwiedzeniu. Wersal Podlasia, jak nazywany bywa pałac, to charakterystyczny zabytek Białegostoku, który trzeba koniecznie odwiedzić – twierdzi pan Maciej. Zbliżając się do starego miasta, warto wejść do dwóch kościołów: białego, czyli św. Rocha, i czerwonego, czyli kościoła farnego. Białystok bardzo szybko się rozwija i zmienia. Nowe restauracje i puby zastępują stare, a o tym, że panuje w nim szczególna atmosfera muszą przekonać się Państwo sami.

Swoje miasto wychwalają nie tylko rodowici białostoczanie, ale także przyjezdni. Na szczęście, przede wszystkim dla turystów, prawie wszystkie lokale znajdują się w okolicy starego miasta, także nie trzeba daleko szukać w przypadku chęci spożycia posiłku po intensywnym zwiedzaniu miasta. Pan Maciej twierdzi, że nawet centra handlowe w Białymstoku wyglądają jakoś wyjątkowo, np. Galeria „Alfa” powstała na bazie murów starej fabryki. Do

MONITOR POLONIJNY


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 23

Ponownie przy tablicy ulubionych przez siebie miejsc mój respondent zalicza klub „Metro”, studenckie „Herkulesy”, jazz-pub „Odeon” oraz pub „Lalki” przy Białostockim Teatrze Lalek – z pewnością warto do nich zajrzeć. W ciągu kilku ostatnich lat Białystok stał się wśród Polaków popularnym miastem. Wynika to z faktu, iż kandyduje do miana Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku. Co jeszcze z ciekawostek o tym mieście? Ci, którzy oglądają programy „You can dance – Po prostu tańcz” czy „Mam talent”, wiedzą, że stąd wywodzi się najwięcej zdolnych tancerzy break dance w Polsce. Serdecznie zapraszam na północny wschód Polski! MAGDALENA PIETZ

LISTOPAD 2009

I

znów zostałam wywołana do tablicy, i znów wywołał mnie do niej mój redakcyjny kolega Andrzej Kalinowski. Ledwo co, bo w poprzednim numerze, w związku z jego sugestią przedstawiałam swoje i nie tylko swoje stanowisko w sprawie nazw żeńskich, to w tym samym numerze on w swoim artykule o sporcie użył obcego leksemu „timing”, zapewniając Państwa, iż wyjaśnienie jego znaczenia i polskie odpowiedniki znajdą Państwo właśnie w mojej rubryce. No i miał rację!!! „Timing” ma bowiem dobry timing. Czyli co ma? Właśnie. „Timing” to słowo pojawiające się ostatnio dość często w mediach, na czatach i wypowiedziach mniejszych i większych, ale na pewno znanych osobowości. Nawet były premier Jarosław Kaczyński stwierdził ostatnio, wypowiadając się na temat afery hazardowej, iż: „Komisja hazardowa powinna zająć się aktualną aferą, a nie przeszłością. Chodzi o timing”. Takie słowo w ustach właśnie tego polityka zaskakuje. Czyżby użycie bardzo świeżej pożyczki z angielskiego miało pokazać, iż szef głównej partii opozycyjnej wie, co jest modne i co jest w potocznym rozumieniu tego słowa – nowoczesne, podkreślając w ten sposób zmianę wizerunku swojego ugrupowania? Dla politycznej równowagi przytoczę też wypowiedź byłego szefa gabinetu politycznego obecnego premiera Sławomira Nowaka, który chyba też polubił „timing”, bo zapytany przez dziennikarzy, czy nowy szef CBA będzie znany w poniedziałek, odpowiedział: „Myślę, że taki jest timing”. I co? Już Państwo wiecie, co to takiego ten „timing”? Słowo to zaczyna się w polszczyźnie panoszyć i szarogęsić. Jest oczywiście przeniesione z angielskiego i oznacza dokładnie tyle co ‘wybór precyzyjnego momentu do rozpoczęcia i wykonania jakiegoś działania z maksymalnym efektem’. Jeśli idzie o sport, to jestem gotowa zaakceptować tę pożyczkę, albowiem w wielu dyscy-

plinach „timing” rzeczywiście ma ogromne znaczenie i nie da się go zgrabnie zastąpić jakimś polskim odpowiednikiem. Jestem w stanie uznać jego zastosowanie także w takich kontekstach, jak np. „Wykorzystanie timingu częściej prowadzi do niższych stóp zwrotu, niż przynosi pozytywne efekty” (tekst pochodzi z portalu e-gospodarka.pl) czy „Timing to jak wiadomo przymiot bardzo ważny w udanym seksie (jak mi ostatnio wyznała moja rozczarowana była dziewczyna), ale również nie mniej istotny w polityce”(jak napisał na swoim blogu jeden z internautów), bowiem użyty jest zgodnie ze znaczeniem angielskim. Ale kiedy terminu tego używa się zamiast swojskiego określenia „właściwy/odpowiedni moment/czas”, to wychodzić zaczyna ze mnie mój patriotyzm, albowiem zdecydowanie opowiadam się za polskimi formami!!! Zatem moim zdaniem, nawiązując do cytowanych wyżej wypowiedzi polityków, nie: „chodzi o timing”, ale „o właściwy moment” i nie: „taki jest timing”, ale „to właściwy moment”. Nie dajmy się zwariować! Po co wymieniać leksem rodzimy na obcy, na dodatek rozszerzając jego znaczenie? Po co zastępować coś, co jest dobre i funkcjonale? I jeśli używanie leksemu „timing”, jak i też innych świeżych anglicyzmów ma być przejawem nowoczesności, to wolę być postrzegana jako staroświecka i konserwatywna. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 23


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 24

Kamila odeszła P rzed rokiem listopadowym tematem było wspomnienie o jednej z naszych najlepszych siatkarek Agacie MrózOlszewskiej, która w wieku 26 lat przegrała walkę z ciężką chorobą. Nikt chyba nie przypuszczał, że niebawem zgaśnie kolejna gwiazda na polskim sportowym firmamencie.

Niestety, w środę wieczorem 18 lutego 2009 roku ze zgrupowania polskich lekkoatletów w Portugalii nadeszła tragiczna informacja: Kamila Skolimowska, mistrzyni olimpijska w rzucie młotem z 2000 r. z Sydney nie żyje… We wtorek 26-letnia zawodniczka poczuła ból łydki, nie najlepiej się czuła, dlatego po konsultacji z trenerem z pierwszego treningu zrezygnowała. W czasie środowego treningu na siłowni usiadła na ławce i zasłabła. Ocucił ją dyskobol Andrzej Krawczyk. Wezwano karetkę, do której wsiadła o własnych siłach. W czasie drogi do ambulatorium w Vila Real de Santo Antonio podobno znów zemdlała i na miejsce dowieziono ją nieprzytomną. Mimo iż przy reanimacji pomagała wyspecjalizowana jednostka, nie udało się jej przywrócić do życia. Bezpośrednią przyczyną śmierci był zator tętnicy płucnej. Jak to możliwe!? Przecież sportowcy są poddawani wyjątkowo dokładnym badaniom lekarskim 24

właściwie przez całe życie! Faktem jest, że – jak przypominał prezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, Jerzy Skucha – „w ostatnich latach kłopoty zdrowotne nie pozwalały jej na normalne treningi i starty, ale nigdy nie zabrakło jej ambicji i z pełnym zaangażowaniem podchodziła do każdego wyzwania”. Cóż… Kontuzje się przecież zdarzają. Przez kilkanaście lat nie było żadnych poważnych sygnałów, że coś jest nie tak, że zawodniczka ma jakieś kłopoty z sercem, być może ukrytą wadę. Ale przecież w życiu zdarzyć się może wszystko… Przypominano, że Kamila dbała o zdrowie, pilnowała terminów badań kontrolnych. Na początku stycznia sama zdecydowała się poddać badaniom, podejrzewając astmę. Na poniedziałek tuż po zgrupowaniu miała umówioną wizytę w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej... Jej nagła śmierć zaskoczyła wszystkich.

Kamila Skolimowska urodziła się 4 listopada 1982 roku w Warszawie. Pochodziła ze sportowej rodziny. Była córką znanego ciężarowca Roberta Skolimowskiego, olimpijczyka z Moskwy z 1980 roku. Kamila, idąc śladami ojca, zaczynała od podnoszenia ciężarów, choć wówczas dyscyplina ta w wykonaniu kobiet nie była dyscypliną olimpijską. Ale Kamila od początku była niezła, lepsza od innych dziewczyn należących do światowej czołówki. Dopiero później zaczęła trenować lekkoatletykę. Była najmłodszą w historii rekordzistką i mistrzynią Polski w lekkiej atletyce (miała 13 lat). Była też najmłodszą polską mistrzynią olimpijską w historii – olimpijskie złoto w rzucie młotem zdobyła na igrzyskach w Sydney w 2000 r., czyli jeszcze zanim ukończyła 18 lat (!). To był jej największy sukces i tak o nim mówiła: „Kilka sekund spędzonych na olimpijskim podium ze złotym medalem na szyi – Sydney, 29 września 2000 roku. Tamten dzień zmienił wszystko”. Na mistrzostwach świata w Edmonton (2001) i Osace (2007) Kamila była czwarta, a na olimpiadzie w Atenach (2004) piąta. Cztery lata później w Pekinie start w finale zakończyła pechowo bez wyniku, bowiem spaliła wszystkie trzy próby. Medale zdobywała również na mistrzostwach Europy - w 2002 r. uzyskała srebro, a w 2006 r. brąz. Była też 12-krotną mistrzynią Polski

MONITOR POLONIJNY


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 25

– ostatnio w 2008 r. Jej rekord życiowy 76,83 m, osiągnięty 11 maja 2007 r. w katarskim Ad-Dauha podczas mityngu Super Grand Prix IAAF jest równocześnie rekordem Polski. Kamila była też mistrzynią świata i Europy juniorów. Opinie, pochodzące, z kręgu jej znajomych są zgodne – Kamila Skolimowska pokazała, że systematyczną pracą można dojść na szczyt sportowej piramidy. Po nieudanym występie na igrzyskach w Pekinie, gdzie w konkursie spaliła wszystkie próby, nie dała po sobie poznać, jak bardzo ją to zabolało. Jak zwykle emanowała optymizmem. Jej motto to: „Nie martw się, będzie lepiej!”. Miała też charakter i odwagę, potrafiła walczyć. Prezes PZLA stwierdził, że Kamila Skolimowska „od najmłodszych lat wyróżniała się ogromną ambicją i wolą walki”. Podkreślał, iż „to był solidna firma, na której zawsze można było polegać. Kamila była marką samą w sobie”. Jej nauczycielka wychowania fizycznego Ludwika Chewińska, olimpijka z Monachium (1972), do której od 1976 roku należy rekord Polski w pchnięciu kulą (19,58 m), podkreślała, że „Kamila była wzorem ucznia i sportowca (…) była niezwykle zdyscyplinowaną i solidną uczennicą, zawsze przygotowaną do lekcji, uczynną i koleżeńską. Podziwiało ją nie tylko grono nauczycielskie, ale i sam dyrektor Zespołu Szkół nr 16, im. gen. Władysława Sikorskiego w Warszawie. Stawiałam Kamilę i będę ją nadal stawiać młodzieży za wzór do naśladowania”. Leszek Blanik, mistrz olimpijski w gimnastyce powiedział: „Zapamiętam Kamilę uśmieLISTOPAD 2009

chniętą. Ona się zawsze uśmiechała, ciężko chyba nawet znaleźć jej zdjęcie spoza zawodów, na którym na twarzy nie ma uśmiechu”. Paweł Januszewski, były lekkoatleta, mistrz Europy w biegu przez płotki przypomniał, że: „Po sukcesie w Sydney wielu ludzi związanych ze sportem zastanawiało się, czy jej sukces nie przyszedł za wcześnie. Dziś niestety okazało się, że nie”. Jacek Wszoła, złoty i srebrny medalista olimpijski w skoku wzwyż powiedział: „Nie ma słów by to wyrazić (…) Kamila była niezwykle otwartą, pogodną osobą, uśmiechniętą. Zawsze miała power. Jej śmierć to dla nas nauka na przyszłość, żeby cenić ludzi, którzy są obok nas i rozmawiać z nimi, bo nie wiadomo, kiedy może ich zabraknąć”. Nasza najlepsza miotaczka nie koncentrowała się na sporcie. Mówiła, że kiedyś zakończy karierę. Podkreślała, iż dużo możliwości daje jej wykształcenie. Wspominała o ew. założeniu firmy lub zostaniu menedżerem sportowym. W 2005 r. obroniła pracę magisterską, a po egzaminie powiedziała, że „stres przed obroną był, ale taki na poziomie mistrzostw Polski. Do tego z mistrzostw świata czy igrzysk było mu daleko”. Ostatnio reprezentowała Gwardię Warszawa. Od

pięciu lat była zatrudniona w… oddziale prewencji Komendy Stołecznej Policji. Pogrzeb Kamili odbył się 26 lutego 2009 r. Mszy świętej, koncelebrowanej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie, przewodniczył biskup Tadeusz Płoski. Urna z jej prochami została złożona w grobie przy Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. Los przerwał wspaniałą karierę. Rodzinie i bliskim zabrał ukochaną osobę. Polski sport pozbawił szans na kolejne medale. Ówczesny minister sportu Mirosław Drzewiecki nie mógł znaleźć odpowiednich słów, by opisać tę tragedię. Podkreślał, że Kamila Skolimowska była młodą, utalentowaną sportsmenką, która odeszła za wcześnie. „Uważam, że Pan Bóg się pomylił, nie powinien jej zabierać” – powiedział. To mocne słowa. Trudno jednak pogodzić się z taką stratą, tak, jak trudno pogodzić się z odejściem kogoś bliskiego. Trudno zapomnieć. Zatem PAMIĘTAJMY o Kamili i o wszystkich, którzy już odeszli z tego świata!!! ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

25


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 26

S¸OWACCY „PANOWIE COGITO”

I

ch nazwisko może sugerować, że wolą milczeć niż rozmawiać. Mało tego, to ze względu na nie niektórzy Słowacy podejrzewają, że mają polskie korzenie, ale oni sami twierdzą, że ich przodkowie byli Słowakami i od niepamięci zamieszkiwali tereny Spisza. „Nie milczący” MILČÁKOWIE z Lewoczy: ojciec Ján – prozaik, dramatopisarz, autor literatury dla dzieci, oraz jego synowie Marián – poeta, teoretyk literatury, krytyk i tłumacz (język polski, rosyjski, niemiecki), aktywny współpracownik kwartalnika literackoartystycznego „Pobocza”, i Peter – poeta, tłumacz, wydawca (Wydawnictwo „Modrý Peter”) mają sporo do powiedzenia. Rodzinny triumwirat literacki na łamach naszego czasopisma reprezentuje Marián. Słowacy, żyjący na północy Słowacji, myślą często, że dobrze znają polską mentalność i że po przybyciu do Polski nie może ich spotkać żadna niespodzianka. Czy Ty postrzegasz obecnie kraj naszych północnych sąsiadów innymi oczami niż przed rokiem 1999? Oczywiście, perspektywa mojego spojrzenia poszerzyła się i pogłębiła. Polska jest mocarstwem kulturalnym, ale z mojego punktu widzenia jest to przede wszystkim wielki kraj i liczny naród, który ma swoją historię i swoje czasami niełatwe doświadczenia historyczne. Słowak, regularnie odwiedzający pograniczne miasteczka i targowiska, dla którego celem jest przynajmniej raz w życiu pojechać do Krakowa, może mylnie oceniać polską mentalność. W licznych rozmowach usłyszałem wiele uproszczonych opinii o Polsce i Polakach. Czasami ze względu na zbytnie uogólniania musiałem reagować, ale wydaje się, że popularny jest pogląd o pewnej bliskości mentalnej Polaków i Słowaków. Słowacja jest mała, ale człowiek ze Skalicy myśli chyba trochę inaczej, niż człowiek ze Sniny. Jeśli przyjmiemy, że język jest nie tylko środkiem porozumiewania, ale rów26

N

Pierwsze kontakty wykłych ludzi, których małego Mariána z Polchłopiec milcząco obską miały miejsce serwował. Parę lat pów drugiej połowie lat źniej, kiedy był studen60., kiedy to z rodzicami tem, miał swoje ulubiopojechał na pogranicze ne polskie programy tepolsko-słowackie. Już lewizyjne, kino nocne, w tych czasach funkcjoteatr oraz programy nowała tam tzw. turys- Antologia PISANIE muzyczne. Po ukończetyka handlowa. Marián, niu studiów na słowatak jak każde dziecko, miewał cystyce i germanistyce w 1999 r. wówczas swoje własne światy, otrzymał propozycję wyjazdu a Zakopane, Nowy Targ i polna zagraniczny lektorat. Zdecyskie wsie pograniczne oczarodował się uczyć języka słowawały go swoją atmosferą. Ówczeckiego na Uniwersytecie Warsne targowisko było dla niego szawskim (8 semestrów), a pómiejscem magicznym – tam moźniej na Uniwersytecie Śląskim żna było spotkać mnóstwo niezw Katowicach.

nież środkiem myślenia, to Słowak do Polaka nie może mieć daleko. Oczywiście, czym innym jest dogadać się, a czym innym jest całkowicie opanować język sąsiada. Kiedy przyjechałem do Polski jako nauczyciel słowackiego, miałem bardzo dobre zdanie o swoich zdolnościach językowych. Jeszcze podczas pobytu w Polsce zacząłeś intensywniej zajmować się tłumaczeniami polskiej literatury. Których polskich pisarzy już przedstawiłeś słowackim czytelnikom i który z nich jest Ci najbliższy? Pierwotnie tłumaczyłem dla radia. Chodziło o dziesiątki pisarzy różnych generacji, ale w końcu znalazłem odwagę, by tłumaczyć Juliana Kornhausera, Czesława Miłosza i Zbigniewa Herberta.

w księgarniach jesienią. Zależy to od wydawnictwa.

W ostatnich miesiącach podobno nie miałeś zbyt dużo czasu na własną twórczość, ponieważ zajmowałeś się właśnie przekładem. Czy możesz zdradzić naszym czytelnikom, co tłumaczyłeś i co planujesz wydać tej jesieni? Razem z bratem właśnie kończymy prace nad wyborem poezji Zbigniewa Herberta. W chwili obecnej jeszcze nie potrafię powiedzieć, czy książka pojawi się

Pan Cogito powoli wkrada się również do Twojej twórczości… Niech mi to zostanie wybaczone, ale „pożyczyłem“ pana Cogita od Herberta. W moich tekstach jest on jednak inny. Nosi w sobie Herbertowskie znaczenia, które staram się z różnych powodów poszerzać i modyfikować. Na pomysł wykorzystania pana Cogita w swojej poezji wpadłem, kiedy MONITOR POLONIJNY

L


O”

Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 27

NA TROPIE… CZYTELNICY PISZĄ

W

Spotkanie autorskie w Lewoczy: Z lewej strony: Kali Kertész-Bagala, Ivan Štrpka, Joe Palaščák, Ján Milčák (ojciec Mariána), Peter Milčák (brat Mariána).

dowiedziałem się o śmierci jego twórcy. Wiadomość o odejściu jednego z najbardziej znaczących poetów europejskich wstrząsnęła mną. Pomyślałem sobie, że skoro tam, na drugim brzegu żyje nadal, to w pewien sposób może też istnieć w mojej twórczości. Których z polskich pisarzy pragniesz w przyszłości przedstawić czytelnikom na Słowacji? Obecnie przygotowuję monografię naukową i niestety nie mam czasu na nic innego. Na stole mam jednak tomik poezji Franciszka Nastulczyka „Hölderlin maluje”, ale, ponieważ pracuję jednocześnie nad wieloma projektami, nie potrafię powiedzieć, kiedy wrócę do tłumaczeń. Nie myślałeś o przygotowaniu dla polskiego czytelnika wyboru ze współczesnej poezji słowackiej? Nie, bowiem w 2006 r. Wydawnictwo „Modrý Peter”, którego właścicielem jest mój brat Peter Milčák, we współpracy z polskim Wydawnictwem „Świat Literacki” wydało właśnie taką antologię, zatytułowaną „Pisanie”. Zawiera ona teksty 14 słowackich poetów LISTOPAD 2009

w tłumaczeniu Jacka Bukowskiego i Sylwii Siedleckiej. Oprócz tego mój brat w czasie, kiedy to on był lektorem na Uniwersytecie Warszawskim, przygotował inne dwie antologie – „Antologię współczesnej słowackiej poezji” (Warszawa 2006) i „Antologię współczesnej słowackiej prozy” (Warszawa 2007), przeznaczone dla studentów. Zawierają one twórczość przedstawicieli średniej i młodej generacji współczesnych pisarzy słowackich. Nad czym pracuje obecnie Twój brat? Wydawnictwo „Modrý Peter” we współpracy z kanadyjskim wydawnictwem „Fingertip Reading” przygotowuje obecnie swoistą premierę na rynku słowackim – książki dla niewidzących dzieci. W książkach tych wykorzystano jednocześnie alfabet Braille’a i offset. Wewnątrz zamieszczono szereg „obrazków” dotykowych, zrobionych ręcznie z różnych materiałów. Niektóre ich części można wziąć do ręki, inne są ruchome, np. statek pływający na rzece, otwierające się okna na zamku itp. INGRID MAJERIKOVÁ

jaki sposób można wykorzystać znajomość języka polskiego?

Zapewne czasami zastanawiamy się, po co uczyć się języka polskiego? My, pochodzący z rodzin mieszanych, w których jedno z rodziców jest Polakiem, a drugie Słowakiem, w sposób naturalny uczymy się ich dwu różnych języków. Niekiedy jednak mamy wątpliwości, czy warto poświęcać czas temu drugiemu językowi, temu nieobowiązującemu w państwie zamieszkania, czyli w moim przypadku polskiemu. W tym roku przekonałam się, że jednak warto było chodzić na zajęcia szkółki polonijnej i do szkoły polskiej. W czasie tegorocznych wakacji nie pojechałam do Polski, bowiem nie nadarzyła mi się taka okazja, ale za to Polska przyjechała do mnie. Jak to możliwe? Pewien znajomy zaproponował mi pracę przy tworzeniu nowej strony internetowej w języku polskim. Dzięki temu zgłębiłam informacje, dotyczące polskiej historii i kultury, poznałam polskie parki narodowe, skanseny i pamiątki UNESCO, galerie, zamki, krótko mówiąc pracowałam nad tym wszystkim, co może zainteresować turystów, podróżujących po Polsce. Pracę tę zaoferowano mi tylko dlatego, że znam język polski. Była ona nie tylko fajną przygodą, ale i kolejna okazją do podszlifowania umiejętności z zakresu tego języka. W praktyce zatem przekonałam się, że warto znać język polski. ANNA BUTOWSKA 27


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 28

Nowo otwarty sklep zaprasza artystów-malarzy, rzeźbiarzy, grafików itp. na zakupy

Oferujemy farby, pędzle, dłuta, papier, płótna, ramy itp. w wielkim wyborze i za dobre ceny. Czekamy na Państwa w Bratysławie przy ul. Budovatelskej 27 od poniedziałku do piątku w godz. 10.00-18.00, a w soboty od 9.00 - 12.00.

Życzymy udanych zakupów!

L I S T O P A D

W

I N S T Y T U C I E

➨ POLSKIE FILMY NA FESTIWALU JEDEN SVET ➨ ALFONS SKOWRONEK: ➨ „VLNA” NA ŻYWO 3-8 listopada Bratysława, FK Charlie’s, Špitálska 4, Kino EKSHIBICJONISTA 10 listopada, Koszyce, Mladosť, Hviezdoslavovo nám. 18, A4-nultý priestor, Nám. 7 listopada, godz. 18.00, Kasárne Kulturpark, SNP 12, FK 35 mm, Svoradova 2 Bratysława, Instytut Polski, Kukučínova 2 Na międzynarodowym festiwalu filmów Nám. SNP 27 11 listopada, Preszów, dokumentalnych Polskę będą reprezentować Otwarcie wystawy fotografii Księgarnia Christiania, dokumenty Bar na Victoria Station w reż. Dawida W ramach Miesiąca Fotografii Hlavná 105, Leszka (Kino Mladosť – 6.11., godz. 19.15; FK 35 mm – swoje prace przedstawi Tomasz Kawiarnia 7.11., godz. 18.00,), Jeden dzień w PRL w reż. Macieja Sikora. Literacka „Balada”, Janusza Drygasa (FK Charlie’s – 7.11., godz. 16.15,), Wystawa prezentuje fikcyjną ul. 17. Novembra 102 Latawce w reż. Beaty Dzianowicz (A4-nultý priestor – twórczość nieistniejącego ➨ MUZYKA GRAŻYNY BACEWICZ 8.11., godz. 19.20,) i polsko-norweski film Historie fotografa Alfonsa Skowronka W SŁOWACKIM RADIU z Jodoku w reż. Andrzeja Fidyka (FK 35 mm – 4.11. (w krajach angielskojęzycznych 11 listopada, godz. 19.00, godz. 20.15; Kino Mladosť – 5.11., godz.16.30). znanego jako Willy Ponce). Bratysława, Slovenský Więcej informacji: www.jedensvet.sk. rozhlas, Mýtna 1 ➨ CHOPIN – INNOWATOR MUZYCZNY. WPŁYWY Koncert Orkiestry ➨ POLSKI WIECZÓR NA FESTIWALU TWÓRCZOŚCI RADIOWEJ 5 listopada, godz. 18/19.00, Bratysława, CHOPINOWSKIE W MUZYCE XX Symfonicznej Słowackiego Rádio Devín, Mýtna 1 WIEKU Radia pod dyrekcją Oprócz aktualnych słuchowisk radiowych (Winna 10 listopada, godz. 16.00, polskiego dyrygenta niewinna, Kartoteka, Tim O’Bryan i dziewczęta oraz Bratysława, Mozartova sieň, Łukasza Borowicza Tajemnice ludzi) zaprezentowane będą też słuchowiska Ventúrska 10 W programie m.in. utwory z archiwum Słowackiego Radia. O swojej pracy Koncert w ramach festiwalu Grażyny Bacewicz – w Polskim Radiu opowiadać będą: reporterka muzycznego Melos-Étos Koncert na wiolonczelę i dokumentalistka Patrycja Gruszyńska-Ruman, reżyser Utwory F. Chopina, i orkiestrę nr 1 i Koncert na radiowy Jan Warenycia, reżyser radiowy i teatralny A. N. Skrjabina, N. A. Roslavca skrzypce i orkiestrę nr 3 Waldemar Modestowicz, reżyser dźwięku Andrzej i A. V. Louriého przedstawi Koncert odbędzie się Brzoska i Wisława Moczoń-Wdowik z Wydziału pianista, kompozytor w ramach festiwalu Stosunków Międzynarodowych Polskiego Radia. i muzykolog Marek Keprt. Melos-Étos. 28

MONITOR POLONIJNY

P


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 29

Klub Polski Region Bratysława

Wszystkich spragnionych humoru i dobrej zabawy zapraszamy na występ Kabaretu E…, który

'

PRZED PANSTWEM SIE GNIE… ‘

13 listopada 2009 o godz. 19.00 w teatrze (divadlo) „A.HA” ul. Školská 14, Bratysława. Zgłoszenia na e-mail marcus@mail.t-com.sk

lub SMS na 0903 761 071 podając imię i nazwisko. Po potwierdzeniu zgłoszenia prosimy o niezawodne przybycie.

Wstęp wolny, ale… ilość miejsc ograniczona! Finansowane ze środków Ministerstwa Kultury SR – Sekcja Kultury Mniejszości Narodowych

E

P O L S K I M ➨ 12 listopada, Bańska Bystrzyca, Stredoslovenská galéria, Dolná 8•Prezentacja czasopisma kulturalnego Vlna, trwająca trzy dni w trzech miastach•W programie: autorskie czytanie polskiej i słowackiej współczesnej poezji i prozy, koncerty, inscenizowane czytanie spektaklu teatralnego, sound-artowe performance i film ➨ DIGIT ALL LOVE 13 listopada, Bratysława, Nuspiritclub, Medená 16 14 listopada, Koszyce, Kasárne Kulturpark, Kukučínova 2•Koncert polskiej grupy muzycznej na festiwalu muzyki jazzowej NouveauNu 2009 Dziesięcioosobową triphopową orkiestrę Digit All Love z Wrocławia tworzą muzycy, którzy łączą instrumenty elektroniczne z dźwiękami klasycznego kwartetu smyczkowego, wokalami i tłem wizualnym. Więcej informacji: www.vresk.sk

➨ MEERSCHAUM ➨ GENIALNA EPOKA WEDŁUG 18 listopada, godz. 19.00, Bratysława, SCHULZA Galéria HIT, Hviezdoslavovo nám. 18 28 listopada, godz. 20.00, Otwarcie wystawy prac Rafała Bratysława, A4 – nultý priestor, Jakubowicza, artysty malarza, Nám. SNP 12 plastyka i krytyka sztuki, jednego Spektakl teatralny z założycieli grupy artystycznej Głównym tematem inscenizacji „Wunderteam” oraz członka trnawskiego Divadla Disk (reż. Międzynarodowego Stowarzyszenia Dušan Vicen, dramaturgia: Vlado Krytyków Sztuki (AICA) Janček) jest życie i dzieło polskiego pisarza Bruna Schulza. ➨ TERAZ I NA ZAWSZE 18 listopada, godz. 11.00, Bratysława, ➨ POZNAĆ POZNAŃ Astorka Korzo‘90, Nám. SNP 33 AKTUAL(UME)NIE Spektakl teatralny Do 8 listopada, Nitra, Nitrianska Spektakl czeskiej dramatopisarki galéria Bunker, Župné námestie 3 M. Frydrych-Gregorovej w ramach Wystawa fotografii i wideo Festiwalu „Astorka” w wykonaniu młodych artystów polskich Diany młodych aktorów Lubuskiego Teatru Ronnberg, Pawła Polusa i Kamila z Zielonej Góry Wnuka. ➨ FORUM ŚRODKOWOEUROPEJSKIE 17-18 listopada, Bratysława ➨ DVOJKRÍŽ V SILOČIARACH BIELEHO ➨ POLSKI PLAKAT TEATRALNY ORLA Konferencja międzynarodowa nt. problemów Do 28 listopada, Bratysława, 19 listopada, godz. 17.00, Bratysława, ekonomicznych, społecznych i politycznych Europy Divadlo Meteorit, Čulenova 3 Instytut Polski, Nám. SNP 27 Środkowej z udziałem red. naczelnego „Gazety Wystawa plakatów teatralnych Prezentacja książki historyka Dušana Wyborczej” Adama Michnika, eseisty i założyciela ze zbiorów IP, autorstwa m.in. Segeša z jego udziałem na temat Fundacji „Pogranicze” Krzysztofa Czyżewskiego, Jana Lenicy, Stasysa problematyki słowackiej w polityce pisarza Andrzeja Stasiuka oraz dziennikarza Eidrigeviciusa, Franciszka polskiego rządu emigracyjnego i ekonomisty Macieja Zaremby Starowiejskiego i Jana podczas II wojny światowej Więcej informacji: www.salon.eu.sk Młodożeńca LISTOPAD 2009

29


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 30

Miło mi... „Kraj sprzątaczek i papieża” - to najlepsza zapowiedź reportażu o Polsce i Polakach, nadawanego w belgijskim radiu „1”. Każdy chciał słuchać. „Jesteś Polką?”. „Tak“- odpowiadam. „A, to super! Wiesz, u mojej mamy sprząta Polka. Jest naprawdę dobra i sympatyczna“. „A tak? To miło“ – odpowiadam. „Pracuje u niej już 10 lat. Ja też szukam takiej. Nie znasz kogoś? Bo ta od mojej mamy nie ma już czasu. Za dużo klientów”. Taki dialog prowadzę przynajmniej raz na tydzień. Coś takiego! Zawsze odpowiadam, że mi miło? Miło, że prawie każdy Belg kojarzy Polskę ze sprzątaczkami? Co ja plotę! Ale jednak mi miło! Miło mi, że Polki są tu cenione za pracowitość i uczciwość. Wiele z nich już pierwszego dnia pracy dostaje klucz do domu pracodawców, kod do alarmu i 200 procent zaufania! Dlaczego miałabym się wstydzić? Każdy chce mieć polską pomoc domową. Po pierwszym maja 2009 r., czyli po otwarciu belgijskiego rynku pracy dla Polaków, firmy sprzątające robią złoty interes. I to w dobie ciężkiego kryzysu! Niektóre biura zatrudniają wyłącznie Polki i to nie tylko do sprzątania, ale również do obsługi administracyjnej. Wioska cudów! Ale nic dziwnego, skoro państwo belgijskie dopłaca do tego interesu. A wszystko zaczęło się dawno, dawno temu... W latach osiemdziesiątych pewna pani ze wschodniej Polski przyjechała do Belgii. Trochę musiała nakombinować, żeby otrzymać wizę. Podjęła pracę u Żydów polskiego pochodzenia. Pani owa ściągnęła swojego męża, który był specjalistą w dziedzinie budownictwa. Ten 30

ściągnął brata, bo klient był zadowolony i miał już znajomych chętnych do wyremontowania domu dobrze i tanio. Pani ściągnęła siostrę, bo sąsiadka Żydów-pracodawców też potrzebowała pomocy przy swoich 12 dzieciach. Brat ściągnął sąsiada, siostra mamę, mama koleżankę. I tak do Belgii zjechało się pół wioski ze wschodniej Polski. Ciągle ktoś kogoś ściągał, aż w końcu powstała w Belgii mała Polska. Kwitła praca na czarno. Zaradni i pracowici Polacy łatwo znajdowali chętnych na swoje usługi. Szacuje się, że po 2000 roku ten malutki kraj liczył już ok. 70 000 - 100 000 Polaków. Prawie wszyscy przebywali i pracowali w Belgii nieoficjalnie. Wyjątek stanowiła tzw. „stara Polonia”, czyli osoby, które po II wojnie światowej nie mogły już wrócić do Polski, oraz osoby, które ze względów politycznych lub poprzez małżeństwa z obywatelami Belgii otrzymały prawo do pobytu. W pewnym momencie zaczęła się nagonka na polskie sprzątaczki. Śledzono je w autobusach w drodze do pracy, łapano „na gorącym uczynku”, pracodawców karano przerażająco wysokimi kwotami – 25 tys. euro za „głowę” (polskiej sprzątaczki!). Ale problem nielegalnej pracy nie

został rozwiązany. Polki, Rosjanki czy Filipinki nadal zarabiały, sprzątając na czarno u belgijskich rodzin. Liczba „czarnych” sprzątaczek była tak duża, że trzeba było coś z tym zrobić. Okazało się, iż lepiej będzie dofinansowywać koszty utrzymania pomocy domowej i zrobić konkurencję nielegalnemu zatrudnianiu, by w ten sposób zasilić belgijski budżet oraz coraz szczuplejszą kasę ubezpieczenia społecznego. W efekcie wprowadzono tzw. czeki usługowe, którymi klienci płacą za pracę pomocy domowej. Jeden czek równa się godzinie pracy, czyli 7,50 euro. Resztę dopłaca państwo. Ale część tej kwoty i tak wraca do państwa w postaci podatków i składek na ubezpieczenie społeczne. Co więcej, rodzina, zatrudniająca pomoc domową, każdego roku może sobie odliczyć od podatku 30 proc. kosztów na nią wydanych! Żyć nie umierać! Teraz godzina sprzątania w domu nie kosztuje jak dawniej 10 czy 11 euro, ale zaledwie 5,25 za godzinę! I to bez ryzyka! Ale nie o to chodzi. Chodzi o postawę Polek w tym całym zamieszaniu. Korzystają one z możliwości legalnej pracy „na szmacie”, jak to się tutaj mówi, ale cenią się wyżej. Na jednym ze spotkań integracyjnych, prawie każda spotkana przeze mnie Polka mówiła: „NA RAZIE sprzątam, ale chodzę też do szkoły na kurs językowy, na kurs dla pracowników biurowych. Szukam innej pracy (czytaj: umysłowej!)”. Nie chcą już być obywatelkami drugiej kategorii, sympatycznymi, ale i w oczach wielu Belgów ograniczonymi. Nie poddają się, choć często muszą godzić pracę z wychowywaniem dzieci, życiem rodzinnym i nauką. Niektóre z nich są samotnymi matkami. Ale idą do przodu. Integrują się i podejmują kolejne wyzwania. Coraz więcej z nich po latach sprzątania i często poniżania pracuje w biurach, sklepach, szkołach i bankach. Z dumą przyznaję, że jestem Polką. ALDONA KUCZYŃSKA-NASKRĘT Belgia MONITOR POLONIJNY


Monitorek11

09.11.09 00:11

Zawitała już. Liście mienią się kolorami, na drzewa w sadach widać ostatnie już owoce. Za oknem hula wiatr, a krople deszczu uderzają o szyby w rytmie marsza. Zosia i Antek są u dziadka Leona i piją gorącą herbatę. Kiedyś dziadek był archeologiem. W jego bibliotece na półkach stoi mnóstwo albumów, książek i innych trofeów z podróży, o których umie wspaniale opowiadać. Dzieci z miłą chęcią odkurzają to składowisko. Tym

Stránka 31

plecak, by przetrwać. Co byś do niego spakował? – spytał. Antoś się zamyślił. - Pamiętaj, że telefon komórkowy by zamókł lub nie miał zasięgu.

razem w ich ręce wpada tajemnicza książka, w związku z którą mają nadzieje na nową opowieść. - Dziadku kim był Robinson Crusoe? – zapytał Antek, przeglądając strony powieści. - Hm, Robinson był młodzieńcem, który pragnął zostać marynarzem i zwiedzić świat. – odpowiedział dziadek Leon. - I udało mu się spełnić te marzenia? – dociekała Zosia. - Podczas jednej

ILUSTRACJE: KASIA UFNAL

z podróży statek się rozbił i morze wyrzuciło Robinsona na bezludną wyspę. - Ojej, pewnie znalazł tam ukryty skarb piratów i wrócił bogaty do domu! – krzyknął Antek. Dziadek zaczął się głośno śmiać. - Antoś, wyobraź sobie, że trafiasz na jedną z bezludnych tropikalnych wysp Pacyfiku. Jesteś sam i możesz zabrać ze sobą LISTOPAD 2009

Zresztą i tak nie potrafiłbyś określić swoich danych geograficznych – dodał dziadek. Spakowanie „plecaka przetrwania” okazało się bardzo trudnym zadaniem. Przecież pobyt na bezludnej wyspie to nie jakiś tam wakacyjny wypad! A co Wy byście do niego spakowali? Czekamy na Wasze propozycje. KASIA UFNAL 31


Monitorek11

09.11.09 00:11

Stránka 32

W październiku na ekranach polskich kin zagościła cudowna komedia pt. „Julie i Julia”. Główna bohaterka filmu Julia Child (grana przez Meryl Streep), mistrzyni gotowania i autorka kulinarnych bestsellerów, na naszych oczach uczy się od podstaw tajników kuchni francuskiej. Ponad pół wieku później młoda, nieco zagubiona dziewczyna usiłuje powtórzyć sukces swej poprzedniczki, przygotowując wszystkie potrawy ze jej słynnej książki kucharskiej. Obie kobiety przeżywają przygodę życia, obie stają się mistrzyniami kuchni, a sztandarową potrawą, która prowadzi je ku

doskonałości jest Boeuf Bourguignon (czyta się: bef burginion z akcentem na „o”), czyli ni mniej, ni więcej – wołowina na czerwonym winie. To sycące i rozgrzewające danie jest we Francji bardzo popularne, a jego przygotowanie nie taki znowu trudne. A zatem – mistrzynie własnych kuchni – do dzieła!

Boeuf Bourguignon Składniki: • • • • • • • • • • •

80 dag młodej wołowiny 10 dag słoniny 4 marchewki 2 cebulki 1/2 kg włoszczyzny bez marchwi 1/4 kostki masła 2 łyżki mąki mały kieliszek koniaku 2 szklanki czerwonego wytrawnego wina pół główki czosnku sól, pieprz

Sposób przyrządzania: Pokrojoną w kostkę słoninkę roztopić na patelni. Do tego dodać pokrojone na ćwiartki cebulki oraz zgnieciony czosnek, a następnie pokrojoną w grubą kostkę (mniej więcej jak na gulasz) wołowinę. Marchew pokroić w talarki, a włoszczyznę posiekać i również wrzucić do mięsa. Gdy warzywa zmiękną, wlać wino, wymieszać i przełożyć do formy. Zapiekać w piekarniku nagrzanym do 140 stopni przez około pół godziny. Sos zagęścić mąką roztartą z masłem. Doprawić solą, pieprzem i koniakiem. Podawać z chlebem i sałatą. I jeszcze jedno Julia Child dokładnie osuszała kawałki mięsa przed wrzuceniem ich na tłuszcz, co miało sprawiać, by pięknie się rumieniły. Spróbujcie i wy! Bon apetit! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2009/11  
Monitor Polonijny 2009/11  
Advertisement