Page 1


Wystawa L. W. Gadomskiego

Zmiany w Klubie Polskim

Z

wołana przez prezesa Klubu Polskiego Ryszarda Urbańskiego Rada przyniosła zmiany w strukturach tejże organizacji. Prowadzenie IV posiedzenia Rady Klubu Polskiego prezes Ryszard Urbański powierzył wiceprezes organizacji Irenie Cigaňovej, sam bowiem nie mógł wziąć w niej udziału z uwagi na wyjazd służbowy. Zebrani 11 lipca w Dubnicy nad Wagiem członkowie Rady zajęli się sprawami organizacyjnymi zgodnie z zaplanowanym przez prezesa programem spotkania. Ponadto Rada przyjęła rezygnację Elżbiety Dutkovej z funkcji wiceprezesa Klubu Polskiego. Prezes Klubu Polskiego w Poważskiej Bystrzycy Maria Peruňska poinformowała zebranych o zawieszeniu działalności miejskiego Klubu w tym mieście, wobec czego Rada zdecydowała, że do czasu odnowienia jego działalności funkcja prezesa Klubu w Poważskiej Bystrzycy zanika. Zebrani podjęli również decyzję o odwołaniu z funkcji prezesa Klubu Polskiego Ryszarda Urbańskiego. W związku z tym na miejsce pełniącej obowiązki prezesa organizacji powołana została Irena Cigaňová, natomiast pełniącym obowiązki wiceprezesa został Czesław Marek Sobek. Ustalenia Rady obowiązują od 11 lipca 2009 r. do czasu zwołania Nadzwyczajnego Kongresu Klubu Polskiego. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA DUBNICA NAD WAGIEM 2

ZDJĘCIA: WILIAM HESS

P

od prostym tytułem „Ludwik Wincenty Gadomski” w dniu 23 lipca 2009 r. w Instytucie Polskim w Bratysławie została otwarta interesująca wystawa polskiego malarza mieszkającego w Belgradzie. W obecności licznie zgromadzonych przedstawicieli Polonii i Słowaków wystawę otworzył wicedyrektor Instytutu Tomasz Grabiński, zaś samego artystę przedstawiła jego przyjaciółka, będąca obecnie radcą ambasady RP w Bratysławie, Małgorzata Wierzbicka. Autor prezentowanych prac mówił o subiektywnym spojrzeniu na sztukę i czas. Swoje poglądy zilustrował przykładem zwykłego krzesła, pod pojęciem którego dla większości z nas kryją się cztery nogi, oparcie i płaska deska do siedzenia. On jednak zaprezentował swoją ideę krzesła – opis się zgadzał, ale na jego krześle nie można było usiąść, bo wszystkie części były oddzielnie: nogi w jednej części obrazu, siedzenie i oparcie w drugiej. „I tak właśnie – powiedział Gadomski – jest ze sztuką. Artysta prezentuje swoje spojrzenie na świat, który często bywa niezwykły, a odbiorcy mogą się z nim zgadzać lub nie”. Ludwik Wincenty Gadomski z pochodzenia jest Polakiem, jednak od ponad 50 lat mieszka w Serbii. Malarstwo studiował na akademiach sztuk pięknych w Warszawie i Belgradzie. Zajmuje się nie tylko malarstwem, ale i rysunkami satyrycznymi, które w latach 90-tych zamieszczano np. w dziennikach opozycyjnych, grafiką i designem. Chociaż był jednym z działaczy opozycji przeciwko Miloševičowi, nie lubi o tym mówić, twierdząc, że to dawne czasy i że jego

sztuka jest ważniejsza. Wystawa, która prezentowana była do 24 sierpnia, składała się głównie z obrazów, ale mało było takich zwykłych, malowanych olejem na płótnie. Większą uwagę przyciągały te malowane na dnach szuflad, serwetkach, rozłożonych pudełkach od zapałek albo workach na mąkę. Dla Ludwika Gadomskiego każda przestrzeń jest bowiem potencjalnym obrazem. Jak sam twierdzi, bawi go wyzwalanie obiektów, które dzięki niemu otrzymują zupełnie nowe życie i nową funkcję. Jeśli chodzi o tematy jego prac, to są one zróżnicowane, podobnie jak malowane powierzchnie. Znajdziemy wśród nich nawiązania do baśni Andersena, np. do „Brzydkiego kaczątka”, obiekty prozaicznego codziennego życia, np. pudełko trutki na karaluchy, ale też nawiązania do elementarza. Tylko nic nie jest takie, jak zwykle: „brzydkie kaczątko” jest małą baleriną, unoszącą się nad powierzchnią jeziora, trutka ma napis „...przeciw karaluchom i innym nieprzyjaciołom narodu”, a rysunki do litery „D” w elementarzu są co najmniej niezwykłe. Prezentowana wystawa była wyjątkowa – warto było znaleźć czas, by ją obejrzeć. MILICA URBANÍKOVÁ

MONITOR POLONIJNY


Któż z nas nie podróżuje? Podróże są wpisane w nasz los. Bo przecież rodzina w Polsce czeka, znajomi planują z nami wspólny urlop, ciocia Krysia wydaje córkę za mąż… A ponadto są jeszcze atrakcje turystyczne, więc chciałoby się pojechać i do Polski, i gdzieś nad ciepłe morze. Pewnie część z nas stanęła przed takim dylematem tego lata. Dawniej było inaczej: zaproszenia, zezwolenia na wyjazdy, wizy, książeczki walutowe itd. Nic więc dziwnego, że Polacy, zapytani w sondażu o największe osiągnięcia ostatniego dwudziestolecia, wskazują pełne półki w sklepach i możliwość podróżowania. W tym numerze i my zabierzemy Państwa w podróż. Będzie to podróż w „tamte“ czasy, bowiem na łamach naszego pisma prezentujemy spojrzenie na czasy komunizmu z drugiej strony – wywiad z generałem Jaruzelskim (str. 6). Przeniesiemy się też jeszcze dalej w czasie, bowiem w rubryce „To warto wiedzieć“ wspominamy rocznicę września 1939 roku (str. 22). Proponujemy też „wycieczkę“, w której, dzięki rubryce „Polskosłowackie związki historyczne“, przyjrzymy się prawdziwej historii Janosika (str.18). Wakacje za nami. Większość z nas wróciła już z przeróżnych podróży do codziennych obowiązków, ale, jak nas przekonuje nasza redakcyjna koleżanka, „Nie taki wrzesień straszny“ (str. 4). „Podróżować” możemy jednak dalej, choćby po Internecie, w którym portale Nasza Klasa i Facebook cieszą się wyjątkową popularnością i dzięki którym możemy odnaleźć bliskich i przyjaciół. Zachęcamy też do odwiedzania naszej strony internetowej www.polonia.sk, która także pozwala odnaleźć się wzajemnie naszym rodakom. A zatem, drodzy Państwo, podróżujmy dalej, choćby czytając „Monitor” i buszując po Internecie.

REDAKTOR NACZELNA „MONITORA POLONIJNEGO“

Nie taki wrzesień straszny… Z KRAJU WYWIAD MIESIĄCA Generał Wojciech Jaruzelski: „Czuję się odpowiedzialny, nie winny“ Z NASZEGO PODWÓRKA CO U NICH SŁYCHAĆ? Słowacja drugą ojczyzną POLSKO-SŁOWACKIE ZWIĄZKI HISTORYCZNE Janosik raz jeszcze Związki Słowacji z Bałtykiem Przegląd polskiej prasy Euromandaty Lech Kaczyński podbija Internet TO WARTO WIEDZIEĆ W rocznicę 17 września 1939 roku BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Terapia książkowa SPORT!? Kobiece uderzenie MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Festiwal goni festiwal CZYTELNICY PISZĄ Nie tak łatwo wyjść za Słowaka… OGŁOSZENIA ROZSIANI PO ŚWIECIE Zaproszenie do Szwajcarii MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Wakacyjna przygoda PIEKARNIK Eleganckie wspomnienie lata

4 4

6 9 16

18 19 20 20 21 22 24 26 27 28 29 30 31 32

Koszty roczne prenumeraty „Monitora” wynoszą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100), a na druku bankowym podać imię i nazwisko. Nowych prenumeratorów prosimy o podanie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany na adres e-mail: monitorp@orangemail.sk, bądź pod nr tel. 0907 139 041.

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c ov á , A n n a M a r i a J a r i n a , A l i c j a Ko r c z y k - C h o v a n e c , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , M a g d a l e n a P i e t z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín

www.polonia.sk WRZESIEŃ 2009

3


Nie taki wrzesień straszny…

K

oniec wakacji to dla wielu koniec lata i już. Nie cieszą ciepłe wrześniowe dni, gdy od rana czekają obowiązki, i człowiek nieuchronnie zaczyna ulegać snującej się po polach wczesnojesiennej depresji.

używać własnej flagi i kolorów narodowych.

NA POCZĄTKU SIERPNIA cała Polska przypomniała sobie 65. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, w którym walczyli też Słowacy - w 535. plutonie pod dowództwem Mirosława Iringha ps. „Stanko“. Słowacy jako jedyni obcokrajowcy mogli 4

W AFGANISTANIE ZGINĄŁ kolejny polski żołnierz. W dniu 10 sierpnia kpt. Daniel Ambbroziński z jednostki w Leźnicy Wielkiej dowodził polsko-afgańskim oddziałem, patrolującym okręg Adżrestan. W ramach operacji pod kryptonimem „Over the Top” dziesięciu Polaków patrolowało teren z żołnierzami i policjantami afgańskimi. W sumie patrol liczył sześćdziesiąt osób. Zasadzka, w którą wpadł w dystrykcie Adżrestan, była starannie przygotowana. Doszło do gwałtownej

Ale przecież nie dla wszystkich ostatni, bądź co bądź letni miesiąc, to czas powrotu do szkolnej i zawodowej rutyny. Pracownicy firm, które latem przeżywają „szczyt sezonu” właśnie we wrześniu najchętniej korzystają z zasłużonych urlopów. Letnie kurorty po sezonie mają mnóstwo uroku, a ograniczona liczba turystów, cisza na szlakach i deptakach, znacznie lepiej koją skołatane nerwy, niż wczasowanie w niemiłosiernym lipcowym lub sierpniowym tłoku, gdy często zamiast korzystać z uroków pogody trzeba swoje odstać w kolejkach do najatrakcyjniejszych miejsc, walczyć o wygodny kawałek plaży czy słuchać „po sąsiedzku” maksymalnie głośnej muzyki lub wrzasków kolonijnych grup. Z tej późnej letniej swobody korzystają również studenci. Ci z nich, nad głowami których nie wisi miecz egzaminów poprawkowych, mogą do woli, na przekór całej szkolnej gawiedzi, leniuchować i korzystać z ostatnich w sezonie atrakcji kulturalnych. Jest jeszcze grupa „urlopowiczów dwuetapowych”, którzy w etapie pierwszym korzystają z małego odpoczynku na początku wakacji, a potem z relaksu pod koniec sezonu. Oni też najchętniej wykorzystują zagraniczne oferty typu „last minute” – we wrześniu można przecież cudownie wypoczywać na południu Europy:

wymiany ognia, w czasie której czterech polskich żołnierzy zostało rannych. Zginęło ośmiu Afgańczyków. Ciężki bój trwał sześć godzin. Po wycofaniu się napastników żołnierze zorientowali się, że brakuje polskiego dowódcy. Całonocna akcja poszukiwawcza, prowadzona przez żołnierzy polskich, afgańskich i amerykańskich, zakończyła się odnalezieniem jego ciała. DOWÓDCA WOJSK LĄDOWYCH gen. broni Waldemar Skrzypczak w obszernym wywiadzie dla „Dziennika” powiedział, że gdyby polscy żołnierze w Afganistanie mieli

niezbędny sprzęt, można by było uniknąć tragedii. Według niego armia jest zmęczona histerią strachu i brakiem zaufania, a ponadto brakuje jej sprzętu. Jego słowa wywołały burzę polityczną. Generał najpierw odszedł na „urlop”, a później oddał się do dyspozycji prezydenta. SIEDEMDZIESIĄT LAT TEMU hitlerowskie Niemcy napadły na Polskę, rozpoczęła się II wojna światowa. W uroczystych obchodach tej rocznicy 1 września na Westerplatte wzięli udział m.in. premier Rosji Władimir Putin i kanclerz Niemiec Angela Merkel. MONITOR POLONIJNY


w Grecji, Turcji, Włoszech czy Hiszpanii. Za dnia można się tam kąpać się w ciepłym morzu, a wieczorami spacerować, rozkoszując się pachnącym powietrzem i koncertami cykad (oczywiście jedną z najbardziej relaksujących chwil jest myśl, że w tym samym czasie w kraju już pada, a chłodne i coraz szybsze zmierzchy nie nastrajają bynajmniej do niczego). Jeśli się dłużej zastanowić, wrzesień można spędzić naprawdę atrakcyjnie. Warto jak najwięcej czasu przebywać na świeżym powietrzu, organizując sobie i najbliższym wycieczki na grzyby, piesze wędrówki po okolicy czy rowerowe rajdy. Niewysokie góry porośnięte mieszanymi lasami w drugiej połowie września wyglądają wprost bajecznie, a takich wzniesień nie brakuje ani na Słowacji, ani też w południowej Polsce. Koniec lata to również idealny czas na zwiedzanie miast – stare mury i uliczki nie są już tak nagrzane, a zatem zamiast szukać cienia można w spokoju delektować się śladami przeszłości, kontemplować urodę kamienic, zamków czy kościołów. Okazji do towarzyskich zabaw we wrześniu nie powinno zabraknąć. W Polsce od wieków świętuje się koniec lata i dziękuje za obfite plony. Imprezy dożynkowe trwają już od sierpnia, a dodatkowo (co AMERYKAŃSKA KRÓLOWA POPU Madonna wystąpiła 15 sierpnia w Warszawie. Jej koncert oglądało ok. 80 tysięcy widzów. Występ pop-divy zbiegł się z obchodami świąt Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny oraz Wojska Polskiego, co wywołało wiele kontrowersji, np. Komitet Obrony Wiary i Tradycji Narodowych starał się nie dopuścić do koncertu, przeprowadzając akcję protestacyjną „Pro Polonia”, która jednak nie przyniosła efektu. ŚRODOWISKA KOMBATANCKIE i kresowe zaprotestowały przeWRZESIEŃ 2009

ostatnio staje się coraz modniejsze) zawsze w okolicy trwa właśnie jakieś święto ziemniaka, dni chleba, miodu czy po prostu festyn „ostatni w sezonie”. Słowacja we wrześniu szykuje się do winobrania i nikt chyba nie ma wątpliwości, że młode wino bardzo pomaga w walce ze smutkami i depresją. Czy nie warto pożegnać się z latem, żeby zasiąść do młodej gęsiny? A dorodne i prosto z sadu zbiory jabłek i gruszek? Chrupiące orzechy laskowe o delikatnej białej skórce, papierowe torebki pełne dymiących kasztanów? Schyłek lata ma swoje mocne strony. Zachęcam więc do spojrzenia na wrzesień przychylnym okiem. Gdy

ciwko pierwszemu międzynarodowemu kolarskiemu rajdowi „Europejskimi śladami Stepana Bandery”, który wyruszył 1 sierpnia spod pomnika Bandery w Czerwonogradzie. Jego trasa miała prowadzić m.in. przez Sanok, Kraków i Oświęcim. Finisz zaplanowano na 24 sierpnia (Dzień Niepodległości Ukrainy) w Monachium, przy grobie Bandery. MSWiA odmówiło Ukraińcom wjazdu do Polski, albowiem wnioski o wizy nie odpowiadały rzeczywistemu celowi pobytu kolarzy na terenie Polski.

pogoda dopisuje, trzeba korzystać z ostatnich letnich dni i porządnie wypocząć, nie czekając na dłuższe wieczory i mgliste poranki. Ponadto zmieniająca się aura zachęca do refleksji, a przecież myśli o przemijaniu jeszcze nikomu nie zaszkodziły, zaś człowiek jakoś lepiej się czuje, gdy doświadczy wewnętrznej rozmowy z samym sobą. W końcu nie tylko do letnich szaleństw zostaliśmy stworzeni, ale i – a wielu z nas przede wszystkim – do mozolnego dźwigania z posad bryły świata w pozostałych miesiącach. Oby późne lato dodało nam więcej sił! AGATA BEDNARCZYK

POLSCY SPORTOWCY zdobyli 8 medali i 5. miejsce w klasyfikacji ogólnej na mistrzostwach świata w lekkiej atletyce w Berlinie. Złotą medalistką w rzucie młotem została Anita Włodarczyk, która ponadto wynikiem 77,96 m pobiła rekord świata. Złoto zdobyła też Anna Rogowska w skoku o tyczce, w której to dyscyplinie srebro zyskała druga Polka – Monika Pyrek. Tomasz Majewski (rzut dyskiem), Piotr Małachowski (pchnięcie kulą) i Szymon Ziółkowski (rzut młotem) zdobyli srebrne medale, zaś brąz zyskali Sylwester Bednarek

w skoku wzwyż i Kamila Chudzik w siedmioboju. ZDOBYWCZYNIĄ BURSZTYNOWEGO SŁOWIKA na 46. Międzynarodowym Sopot Festivalu 2009 została w sobotni wieczór 22 sierpnia wykonawczyni piosenki „Sweet About me” Gabriela Cilmi. Publiczność, zgromadzona przed telewizorami oraz w Operze Leśnej, zdecydowała zaś, że Słowika Publiczności otrzymała wokalistka Oceana, która zaśpiewała piosenkę „Cry Cry”. ZUZANA KOHÚTKOVÁ, WARSZAWA 5


Generał Wojciech Jaruzelski:

„Czuję się odpowiedzialny, nie winny“

M

inęło 20 lat od upadku komunizmu. W związku z tym w polskich mediach wraca się do obrad Okrągłego Stołu, wystąpienia pierwszego niekomunistycznego premiera Tadeusza Mazowieckiego w Sejmie i jego oznaczającego zwycięstwo gestu oraz do wystąpienia telewizyjnego generała Wojciecha Jaruzelskiego z 13 grudnia 1981 roku, ogłaszającego wprowadzenie stanu wojennego. Na łamach „Monitora“ W czerwcu w Polsce świętowano obchody 20-lecia upadku komunizmu. Pana nie zaproszono na te uroczystości. Poczuł się Pan tym dotknięty? Nie, nigdy nie byłem przeczulony na swoim punkcie. Znając ogólną aurę polityczną, przyjąłem to ze zrozumieniem, a nawet z ulgą. Czy obchody rocznicy upadku komunizmu były dla Pana powodem do świętowania? Każdy powód do świętowania jest dobry, nawet Trzech Króli. To taka żartobliwa dygresja. Uważam, że należy tę datę uznać za bardzo ważną w naszej historii, ale nie można jej traktować w izolacji od pewnego procesu. Europa w ciągu ostatnich 200 lat przeżyła cztery wielkie wojny: trzy gorące, z których jedna zakończyła się kongresem wiedeńskim, druga – Wersalem, trzecia – Poczdamem, i jedną wielką zimną wojnę, której daty ukończenia nie można ustalić, bo to był pewien proces, trwający wiele lat, i wszystkie wydarzenia, które się wówczas działy, wpi-

„Gdyby zmiany u nas przybrały krwawy charakter, to prawdopodobnie w innych krajach do podobnych zmian by nie doszło. Polski przykład był podwójnie zaraźliwy: dla mas i dla władz, pokazał, że nie ma się czego bać“. 6

w poprzednich numerach również pojawiły się obszerne materiały, dotyczące wspomnianej rocznicy, w tym wywiad z Tadeuszem Mazowieckim. W tym numerze prezentujemy wywiad z generałem Wojciechem Jaruzelskim. Nie była to łatwa rozmowa, tym bardziej, że rozmówca na trudne pytania reagował nerwowo, zarzucając mi, czyli osobie przeprowadzającej wywiad, nieprzygotowanie lub nierozumienie historii.

sują się jako część składowa tego procesu. Przecież te zmiany, które zaszły w Polsce, miały charakter awangardowy w stosunku do wydarzeń w innych krajach naszego regionu. Jestem z tego dumny, nieskromnie powiem – ja w tym uczestniczyłem! Czwartego czerwca, kiedy odbywały się uroczystości z okazji upadku komunizmu, Pan był w sądzie. Czy to paradoks, czy symbol? I symbol, i paradoks. Symbol, ponieważ żyję w czasach dalekich od ukształtowania pewnej kultury politycznej. Należało uniknąć zbieżności tych dat. Paradoksem jest niewątpliwe fakt, że odbywają się uroczystości, do których się przyczyniłem, a ja w tym czasie zasiadam na ławie oskarżonych, na podstawie artykułu 258 kodeksu karnego, jako kierujący zorganizowanym związkiem przestępczym! To jest artykuł stosowany w stosunku do szefów gangów, mafii. Było Panu przykro? Powiedziałbym raczej, że to mnie trochę śmieszyło. Dawało mi poczucie, że jednak mogę być ponad, że niezależnie od tego, jakie tam fanfary się rozlegają, to ja mam moralne prawo, żeby patrzeć na to z pewnym politowaniem. Przy Okrągłym Stole usiedli komuniści i przedstawiciele „Solidarności“, podobnie jak w 1980 roku, z tym, że w 1981 roku umowy zostały zerwane, a na opozycję zostały wysłane czołgi. Co spowodowało, że w 1989 roku zmienił Pan stosunek do „Solidarności“, że doszło do obrad Okrągłego Stołu?

(westchnienie) Zadając to pytanie, daje pani dowód, że nie zna pani całego zasobu argumentacji, ujętych w licznych opracowaniach, książkach, między innymi w moim obszernym wyjaśnieniu, które złożyłem przed sądem w ramach rozprawy. Rzeczywiście, w 1980 roku doszło do porozumienia z „Solidarnością“, na co miałem wpływ, ale sytuacja rozwijała się bardzo niebezpiecznie. Byłem przeciwko użyciu siły. Przez cały czas towarzyszyła mi świadomość, że trzeba szukać porozumienia na gruncie realiów ówczesnego czasu. Opory przed dialogiem zarówno w jednym, jak i drugim obozie były ogromne. W pewnym momencie musiałem zastosować szantaż, aby doprowadzić do rozmów przy Okrągłym Stole. „Solidarność“ obawiała się, że nie dotrzyma Pan obietnicy, tak jak to miało miejsce w 1981 roku. Przytoczę słowa świadka, który w najbardziej wyrazisty sposób reprezentuje antykomunizm i krytyczny stosunek do ówczesnej władzy, czyli Jarosława Kaczyńskiego, który mówił, że gdyby „Solidarność“ w 1989 roku miała siłę tej z 1981 roku, to żadnej demokracji by w Polsce nie zbudowano. „Solidarność“ była 10-milionową potęgą, żywiołowym ruchem, składającym się nie tylko z samych aniołów. Nawet Wałęsa nie potrafił całkiem nad nim panować. W 1984 roku w porozumieniu z Kościołem doszliśmy do wniosku, że zwolnimy 11 więźniów polityMONITOR POLONIJNY


cznych. Popierał to też papież. Warunkiem ich zwolnienia było jednak to, że wszyscy oni zgodzą się na kilka lat opuścić kraj. Jedynie Adam Michnik kategorycznie odrzucił tę propozycję i sprawa upadła. Były więc różne próby porozumienia. „Solidarność“ była osłabiona, ale i my byliśmy osłabieni przez amerykańskie sankcje gospodarcze. Było nam ciężko, trudno było przeprowadzić reformy gospodarcze. To nie było tak, jak dzisiaj, kiedy zamyka się stocznie, a ludzie trochę pokrzyczą i idą do domu. U nas paliło się komitety! Ale to Pan przecież w głównej mierze przyczynił się do osłabienia „Solidarności“! Chcę podkreślić mądrość jednej i drugiej strony – oni byli w więzieniu, byli represjonowani, ale potrafili się wznieść ponad urazy. My też potrafiliśmy się wznieść ponad pamięć o tym, co się działo wcześniej.

Kiedy Pan stracił to przekonanie? Kiedy okazało się, że nie mamy pełnego poparcia dla reform. Wielkim walorem naszych przemian było to, że się dokonywały ewolucyjnie. W Polsce, w odróżnieniu od innych krajów, była silna opozycja. Gdyby zmiany u nas przybrały krwawy cha-

rakter, to prawdopodobnie w innych krajach do podobnych zmian by nie doszło. Polski przykład był podwójnie zaraźliwy: dla mas i dla władz, pokazał, że nie ma się czego bać. Mam wrażenie, że w Pana głosie słyszę dumę, kiedy mówi Pan o „Solidarności“, zarażającej sąsiednie kraje. Nie mogę być dumny z powodu „Solidarności“, to byłoby nieskromne. Uważam, że to, co się u nas stało, w jakimś sensie mogło mieć wpływ na kraje ościenne. Dla mnie najważniejsze było nie szkodzić Gorbaczowowi, który powiedział mi, że można ten wielki okręt, jakim jest Związek Radziecki, rozkołysać, ale trzeba mieć świadomość, że fale zaleją całą Europę. W jaki sposób mógł Pan szkodzić Gorbaczowowi? Zbytnio przyspieszając nasze reformy, które działałyby odstraszająco.

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Wprowadzenie stanu wojennego było strategicznym pociągnięciem, by osłabić drugą stronę, aby potem móc dojść do porozumienia? Gdybym powiedział, że wprowadzałem w Polsce stan wojenny z myślą o tym, żeby w Polsce zakwitła demokracja, to bym oczywiście kłamał, perfumował swoją biografię.

Wierzył Pan w to, że komunizm można zreformować? Manifest komunistyczny zrodził się nie nad Wołgą, ale nad Renem. Wierzyłem, że socjalizm to piękna idea, sprawiedliwość społeczna, równość szans w sferze gospodarczej, ale gdybyśmy pozyskali wsparcie społeczeństwa, przy ograniczonym pluralizmie politycznym, moglibyśmy doprowadzić do modelu skandynawskiego.

WRZESIEŃ 2009

7


„Czuję się odpowiedzialny. Winny a odpowiedzialny to są różne rzeczy. Czuję się odpowiedzialny za wszystko, co się odegrało w mojej ojczyźnie, wszystko, co było niegodziwe“.

błędem było wyznaczenie na premiera generała Kiszczaka, któremu rządu nie udało się stworzyć. Przyszedł więc czas na kolejny krok i ten artykuł Adama Michnika korespondował z tą sytuacją.

W wyniku obrad Okrągłego Stołu doszło do pierwszych częściowo wolnych wyborów. Wyniki tych wyborów były dla Pana zaskoczeniem? Nie, sondaże na podstawie danych z Centrum Badania Opinii Publicznej pokazywały, że na ostatnim miejscu zaufania była partia, a na pierwszym wojsko i Kościół. Te sondaże mówiły, że wybory przegramy, ale nie tak spektakularnie, jak to miało miejsce. Do wyborów nie poszło 40% ludzi, a więc to nie był taki spontaniczny ruch, by pozbyć się komunizmu.

Co zdecydowało o tym, że został Pan prezydentem? W głosowaniu, dotyczącym Pana kandydatury na to stanowisko, wzięły udział osoby z byłej opozycji, dla których oddanie głosu w tych wyborach było bardzo trudne – przecież niektórzy z nich byli wcześniej więzieni. Wybrano Pana przewagą jednego głosu. Czy to Pana satysfakcjonowało? (westchnienie) Bardzo żałuję, że zanim pani przyszła do mnie, jednak czegoś pani nie przeczytała. Nie chciałem być prezydentem, byłem zmęczony, wiedziałem, że to będzie trudny czas. Zaczęły się różnego rodzaju apele, skierowane do mnie, bym zgodził się zostać prezydentem. Przekonał mnie prezydent George Bush starszy. Uważał on, że jest to potrzebne do ewolucyjnego przejścia przez ten najbardziej krytyczny okres. To był dla mnie bardzo ważny argument, bo wiedziałem, że bez amerykańskiej pomocy gospodarczej byłoby nam ciężko. Były opory w obrębie „Solidarności“, ale znalazło się tam grono mądrych ludzi, którzy uznali, że trzeba znaleźć takie rozwiązanie, aby moja kandydatura w głosowaniu przeszła. To, że doszło do tego przewagą jednego głosu, nie było zbyt sympatyczne, ale pocieszam się, że i Havel w drugich wyborach przeszedł jednym głosem, a i Adenauer, choć to oczywiście była trochę inna sytuacja. Przez półtora roku pełniłem funkcję prezydenta i sam zrezygnowałem z tej funkcji.

Po wyborach na łamach „Gazety Wyborczej” pojawił się artykuł Adama Michnika, zatytułowany „Wasz prezydent, nasz premier”. Co Pan wtedy na ten temat myślał? Na podstawie umów Okrągłego Stołu dotychczasowa władza miała 65% posłów i prezydenta, a to oznaczało, że i premier powinien być z naszej strony. Myślę, że moim

Patrząc wstecz, myśli Pan, że kandydowanie na prezydenta było dobrym posunięciem? Tego nie mogę ocenić ja. Ja w ogóle żałuję, że wszedłem do polityki. Największym moim błędem było to, że zgodziłem się zostać premierem. I to jest moja udręka, z którą będę musiał żyć do końca.

W którymś z wywiadów mówił Pan, że ustalenia Okrągłego Stołu rodziły się w bólach. Co najbardziej bolało? (westchnienie) Przede wszystkim to, że jedna i druga strona miały do siebie wiele nieufności. I my, i oni podejrzewaliśmy podstęp. Mogę mówić o oporach ze strony władzy. Kiedy miało dojść do spotkania z Wałęsą, spotkałem się z ogromnymi oporami w partii. Jak Pan ocenia ustalenia z ówczesną opozycją? Generalnie uważam je za słuszne, aczkolwiek nie idealne. To jest tak, jak powiedział Churchill: demokracja jest złym ustrojem, ale nikt nie znalazł lepszego.

8

Kiedy odchodził Pan z polityki w roku 1990, przyszło Panu na myśl, że stanie Pan przed sądem? Nie, nawet niektórzy mnie pytają, dlaczego przy Okrągłym Stole nie zażądałem jakiś gwarancji ze strony władz. Po pierwsze nikt nie przewidywał takiego rozwoju wydarzeń, a po drugie w ogóle mi to nie przyszło do głowy. Byłoby to poniżej mojej oficerskiej godności. Jak Pan sądzi, czy sąd uzna Pana za winnego? Sądy są niezawisłe i wierzę w to, iż podejmą decyzję, która będzie dla mnie korzystna. Czy sam przed sobą czuje się Pan winny? Czuję się odpowiedzialny. Winny a odpowiedzialny to są różne rzeczy. Czuję się odpowiedzialny za wszystko, co się odegrało w mojej ojczyźnie, wszystko, co było niegodziwe. Nawet jak jakiś milicjant uderzył bezprawnie pałką jakiegoś obywatela, to czuję się za to moralnie odpowiedzialny. To nie oznacza, że odpowiedzialny karnie. Nie czuję się winny wprowadzenia stanu wojennego – podtrzymuję zdecydowanie, że stan wojenny był konieczny, był tym mniejszym złem. Zrobiłby Pan to jeszcze raz? Tak, zrobiłbym to samo. Ubolewam, że to mniejsze zło kosztowało aż tyle – zbyt szeroki był zakres internowań, zbyt wiele krzywd, które spotkały ludzi. Ubolewam nad tym, często przepraszam publicznie. Nie znam wielu mężów stanu, którzy by publicznie przepraszali. Co roku 13 grudnia przed Pańskim domem manifestujący przypominają Panu o wprowadzeniu stanu wojennego.

„Dla mnie najważniejsze było nie szkodzić Gorbaczowowi, który powiedział mi, że można ten wielki okręt, jakim jest Związek Radziecki, rozkołysać, ale trzeba mieć świadomość, że fale zaleją całą Europę“. MONITOR POLONIJNY


Przychodzili, kiedy leżałem ciężko chory w szpitalu, żartuję, że kiedy będę leżał na Powązkach, to też będą przychodzić pod mój dom. Jak z perspektywy czasu ocenia Pan wkroczenie wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji w 1968 roku? Był Pan wtedy ministrem obrony narodowej. Bardzo krytycznie. To jedna z ciemnych kart naszej historii, za co publicznie przeprosiłem z trybuny sejmowej w obecności prezydenta Havla. Po trzech miesiącach pobytu w Czechosłowacji nasze wojska wyszły z tego kraju. Z tego co wiem, nasi żołnierze zachowywali się tam najlepiej. W 1968 i w 1981 roku, kiedy partia, która mająca chronić robotników, tłamsiła ich wystąpienia, wysyłając przeciw nim czołgi, aby tylko utrzymać władzę, Pan u tej władzy był. Czy to nie paradoks? Pani mnie nie słuchała. Idea socjalizmu była dobra, ale w pewnym momencie została zdegenerowana. Podstawowym błędem było to, że komuniści sądzili, iż motywacją człowieka jest kolektyw, wspólny majątek, mający wyższą wartość niż dobro osobiste. Jednak to, co egocentryczne, okazało się silniejsze. Przeglądając Pańską oficjalną stronę internetową, zauważyłam, że jest Pan często zapraszany na różne odczyty, zagraniczne debaty, występuje Pan w programach telewizyjnych. Wynika z tego, że jest Pan traktowany jak ktoś ważny, liczący się, choć dla innych jest Pan uosobieniem zła. Czego powinny się o Panu uczyć dzieci w szkole? Ludzie, którzy dźwigali ciężar odpowiedzialności za państwo, mieli swoich gorących zwolenników i wrogów. Pocieszam się, że nie jestem w tym odosobniony. Podobny los spotkał większych ode mnie, np. de Gaulle’a, Piłsudskiego. Ale i Wałęsa, którego szanuję, nie jest bez wad, choć to wielka legenda. Ilu jest ludzi, którzy utopiliby go w łyżce wody? Wiele rzeczy mnie boli, ale jest to wkalkulowane w moją biografię. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA WARSZAWA WRZESIEŃ 2009

W

ładze Liptowskiego Mikulasza po raz kolejny zorganizowały uroczyste obchody „Stolicznych Dni“. W uroczystościach, które odbyły się dniach 18-20 czerwca, wzięli udział między innymi przedstawiciele miast partnerskich. Przyjechali goście z Grecji, Francji, Czech i Polski – z Żywca. Wszystkich zaproszonych przywitał w Urzędzie Miasta burmistrz Liptowskiego Mikulasza Jan Blchacz.

Oficjalna część uroczystości miała miejsce w gmachu Urzędu Miasta. Na zdjęciu: burmistrzowie Liptowskiego Mikulasza i Żywca oraz Tadeusz Frąckowiak.

W

dniach 10 – 12 lipca 2009 r. w Kieżmarku pod patronatem prezydenta RS Ivana Gašparoviča odbył się XIX Festiwal Europejskich Rzemiosł Ludowych. Wzięli w nim udział delegacje partnerskich polskich miast – z Nowego Targu, Bochni oraz Gliwic. W ramach transgranicznej

współpracy przedstawicielom z Polski towarzyszył konsul honorowy RP w Liptowskim Mikulaszu Tadeusz Frąckowiak. jd

Podczas uroczystego otwarcia wystąpiły zespoły folklorystyczne ze Słowacji, Polski i Czarnej Góry. Konsul honorowy Tadeusz Frąckowiak w towarzystwie Ministra Szkolnictwa RS Jana Mikolaja i burmistrza Kieżmarku Igora Šajtlavy.

ZDJĘCIA: ARCHIWUM KONSULATU HONOROWEGO RP W LIPTOWSKIM MIKULASZU

9


ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

„M

oim marzeniem jest pokazanie prac dzieci w różnych oddziałach Klubu Polskiego, aby dorośli zobaczyli, jak zdolne są ich pociechy“ – w ten sposób trzecie już warsztaty dziecięce podsumowała ich główna organizatorka Zdenka Zaborská-Błońska z Klubu Polskiego w Koszycach.

Krok za krokiem

śniej, ale chciała go dokończyć pod okiem profesjonalistów. Obie dziewczęta z entuzjazmem mówiły również o możliwości tworzenia biżuterii. „Chciałam, żeby młodzież zobaczyła, iż piękne rzeczy można zrobić nie tylko z koralików, kupionych w sklepie, ale

w kierunku sztuki mowały się fotografowaniem. Dominika Prezbruchová z Koszyc podczas pleneru namalowała 11 obrazów, na których między innymi odzwierciedliła przepiękną przyrodę wschodniej Słowacji. Z kolei Dominika Gregušková z Nitry jeden ze swoich obrazów przygotowała już wcze-

W sześciodniowych warsztatach wzięło udział 12 dzieci, które pod okiem Zdenki Zaborskiej-Błońskiej i Michaeli Mikovčákovej tworzyły obrazy, biżuterię, książki lub zaj-

U c z e s t n i c y w a r s z t a t ó w : D I A N A Č I Ž M Á R O VÁ • A N N A F R I Č O VÁ • N O R B E R T G E R E C DOMINIKA GREGUŠKOVÁ•MATÚŠ HOLUB•KATARÍNA JURČIŠINOVÁ WANDA PIEKARZEWSKA•JAROSŁAW PIEKARZEWSKI•SAMUEL PREZBRUCH D O M I N I K A P R E Z B RU C H OVÁ • M I C H E L L E TO M KOVÁ • M I RO S L AV Ž O LO B A N I Č 10

MONITOR POLONIJNY


oni decydują, co ich najbardziej interesuje“ – mówi. Według niej tego typu zgrupowania dają niezwykłą szansę tym,

w których drzemie zainteresowanie sztuką. Wśród uczestników warsztatów byli też uczniowie szkoły artystycznej w Koszycach, co spowodowało, iż dzieci nawzajem się inspirowały, podglądały to, co robią, uczyły się jedno od drugiego. „To już wypróbowana metoda i wiem, że na tego typu warsztatach potrzebuję takich koni pociągowych, które pociągną za sobą dzieci, mające na co dzień ze sztuką niewiele wspólnego“ – wyjaśnia Zdenka Zaborská-Błońska. Pod koniec pleneru odbyła się robocza wystawa prac, powstałych

w jego trakcie, która zachwyciła wszystkich zaproszonych gości. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MEDZILABORCE-DANOVA

i z materiałów znalezionych na łonie przyrody” – wyjaśnia Zdenka Zaborska-Błońska. I wygląda na to, że tegorocznym hitem warsztatów stała się właśnie biżuteria, która zainteresowała nawet chłopców. „Po raz pierwszy zrobiłem bransoletkę dla mojej koleżanki“ – zdradza Samuel Prezbruch z Koszyc. Jak ocenia pomysłodawczyni i organizatorka zgrupowania, każda edycja warsztatów jest inna. „Nawet gdyby program był ten sam, to zawsze będzie realizowany inaczej, bowiem zmieniają się uczestnicy i to WRZESIEŃ 2009

Przedsięwzięcie odbyło się dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Kultury RS – Sekcja Kultury Mniejszości Narodowych

11


Wędrówki

„Ch

ze sztuką

ciałabym zorganizować plener dla kobiet, podczas którego aktywne zawodowo panie mogłyby obcować ze sztuką, tworzyć, odkrywać własne talenty, a przy okazji pracować nad własnym ciałem, ćwicząc lub tańcząc“ – wyznała w trakcie toczonej 5 lat temu rozmowy Zdenka Zaborská-Błońska. W tym roku jej marzenie się spełniło: zorganizowała workshop dla kobiet z Klubu Polskiego. Takim osobom, jak ona – pracującym z entuzjazmem i chcącym dzielić się swoimi wiadomościami – udaje się realizować cele, które sobie wyznaczyły. Zdenka Zaborská- Błońska przyznaje, że kiedy kończy się rok szkolny, jest bardzo zmęczona, bowiem praca wykładowcy w szkole plastycznej jest wyczer-

12

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

pująca. Ale wystarczy tydzień relaksu i już jest gotowa odpowiadać na kolejne wyzwania. „Przekazywanie wiadomości z dziedziny sztuki to chyba moje życiowe przesłanie. Sprawia mi ono ogromną satysfakcję“ – wyznaje Zdenka. Przygotowanie sześciodniowego programu zgrupowania kobiet kosztowało ją sporo wysiłku, bowiem ambitny plan przewidywał wykłady, dotyczące bibliografii, bibliofilii, grafiki, jak również zajęcia praktycz-

ne, podczas których uczestniczki workshopu pod okiem jej i jej asystentki Michaeli Mikovčákovej robiły zdjęcia w plenerze, opracowywały je graficznie, przygotowywały linoryty, z których potem powstawały wspaniałe grafiki. Dodatkową atrakcją dla pań była własnoręczna produkcja papieru oraz wykonanie książek i ich zszywanie. „Na co dzień zajmuję się muzyką, a więc praca twórcza nie jest mi

MONITOR POLONIJNY


obca, jednak podczas tego pleneru mogłam obcować z innego rodzaju sztuką – sztuką plastyczną“ – podsumowuje Urszula SomerskaSzabados z Koszyc, jedna z uczestniczek pleneru, która, jak sama przyznała, nie sądziła, że stworzenie grafiki jest tak pracochłonne. Dopiero po tym, jak sama spróbowała ją zrobić, była w stanie docenić wysiłek artystów. Helena Gerecová z Koszyc też była zachwycona możliwością pracy twórczej. „Nie sądziłam, że drzemie we mnie potencjał plastyczny, ale dzięki plenerowi odkryłam w sobie zamiłowanie do

sztuki“ – wyznaje, pokazując swoje dzieła, wśród których, oprócz grafik, papieru ręcznie robionego i książek, są klipsy z naturalnych materiałów. Beatrice Kołatková z Trenczyna, przyjeżdżając na plener, nie sądziła, że nauczy się nowych technik pracy artystycznej. Ponadto doceniła wiedzę, którą zdobyła dzięki wykładowcom. „Jestem mile zaskoczona tym, w jaki sposób zajęcia zostały przygotowane. Plener był udany na 150 procent!“ – ocenia i dodaje, że w trakcie workshopu zyskała nowych przyjaciół. Wszystkie uczestniczki warsztatów były zachwycone poziomem zajęć i zaangażowaniem osób je prowadzących. „PodziWRZESIEŃ 2009

Uczestniczki pleneru „Fit Art”: ZDENKA BŁOŃSKA -ZABORSKÁ•MICHALEA MIKOVČÁKOVÁ SILVIA VACHTLOVÁ•TATIANA VARGOVČÁKOVÁ•URSZULA SZABADOS•HELENA GERECOVÁ MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA•BEATRICE KOŁATKOVÁ•BEATA TÓTHOVÁ•ANNA FRIČOVÁ

wiam Zdenkę za to, że włożyła tyle wysiłku, by przygotować dla nas bogaty program i zebrać, też dla nas, materiał do pracy twórczej“ – podsumowuje Ula. Urozmaiceniem programu plenerowego były zajęcia ruchowe, czyli poranna joga i wieczorna samba, nad którymi czuwała instruktorka Tatiana Vargovčáková. Zdenka Zaborská-Błońska stworzyła świetną okazję do spotkania kobiet

z różnych regionów Klubu Polskiego. „Kobiety, bez względu na wiek, są bardzo zdolne, potrafią poradzić sobie w pracy, w domu, w każdej dziedzinie życia, również w artystycznej, ale czasami potrzebują kogoś, kto odkryje w nich ich urok i zdolności, a taki plener stwarza ku temu do-

skonałą okazję“ – podsumowuje Zdenka ZaborskáBłońska. Nie ma się więc co dziwić, że wszystkie uczestniczki zgrupowania „Fit Art” wyjechały pełne energii i entuzjazmu, wyposażone w dodatkowe umiejętności. Efekty ich pracy będą prezentowane podczas wystaw na terenie Słowacji. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MEDZILABORCE-DANOVA

Przedsięwzięcie odbyło się dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Kultury RS – Sekcja Kultury Mniejszości Narodowych

13


Ponadczasowy przekaz

P

rzesłanie to motyw przewodni tegorocznego workshopu artystów polskiego pochodzenia oraz tych, którzy przybyli z Polski. Zgrupowanie w Danovej koło Medzilaborec przygotował Klub Polski Koszyce.

„Doczytałem się na Internecie, że w 2012 roku będzie koniec świata. Przygotowuję więc obrazy, które są swego rodzaju pocztówkami noworocznymi, na których występuję razem z Michaelem Jacksonem“ – opisuje swoje przesłanie Robert Sender, mieszkający w Trenczynie artysta polskiego

14

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

pochodzenia. Z kolei Anna Jagodová – słowacka studentka polskiego pochodzenia, studiująca na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, chce pokazać piękno przyrody wschodniej Słowacji, skąd pochodzi, oraz ludzi tu mieszkających. Według organizatora workshopu Tadeusza Błońskiego efekt

prac artystów nie będzie tylko racjonalnym widzeniem świata. „Racjonalna będzie tylko decyzja, co kto chce namalować, zaś większość, jak sądzę, będzie kwestią odczuć“ – wyjaśnia Błoński. Jego zamiarem jest pokazanie światu czegoś ponadczasowego, czegoś, co może być przekazem dla potomnych. „Temat ten odbiega od tematów narzuconych podczas poprzednich plenerów – w ubiegłym roku to było spojrzenie, dwa lata temu ogranicznikiem wypo-

MONITOR POLONIJNY


wiedzi plastycznej był format metr na metr, innym razem to był znak, czyli coś, co człowiek musiał lapidarnie sformułować za pomocą środków plastycznych “ – opisuje Błoński. Uczestnikami tegorocznego pleneru są w znacznej mierze młodzi ludzie. „Postawiłem na młodą generację i indywidualności“ – tłumaczy Błoński. Większość z nich to ludzie, związani z naszą kulturą: Polacy, Słowacy polskiego pochodzenia, choć, według mojego rozmówcy, odczucia narodowe są w tym przypadku drugorzędną sprawą. „Każdy ma swoją wartość, płynącą z wnętrza, to bowiem wyniósł z domu, ale sztuka nie zna granic, to coś o szerszym zasięgu, bez względu na to, gdzie przebiegała czy przebiega granica terytorialna“ – mówi.

Spotkanie artystów z Polski i Słowacji to również okazja do wymiany doświadczeń. „To fantastyczna możliwość, by wymienić się poglądami, podyskutować o projektowaniu, sztuce czy wymienić po-

glądy na temat systemów edukacyjnych“ – ocenia Jacek Mrowczyk z Krakowa, wykładowca na Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, współtwórca magazynu projektowego „2 plus 3D“. Efekty pracy uczestników workshopu będą prezentowane na wystawach na Słowacji oraz w Centrum Sztuki w Orońsku. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MEDZILABORCE-DANOVA

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

U c z e s t n i c y w o r k s h o p u „V i z u a l A r t ” : DA N I E L B Ł O Ń S K I • TA D E U S Z B Ł O Ń S K I A N N A J A G O D O VÁ • A N N A J U R Č O VÁ • B A R B A R A KO S O W • P E T E R L O R I N C A N D R Z E J M A R K I E W I C Z • M I C H A E L A M I K O V Č Á K O VÁ • J A C E K M R O W C Z Y K IVAN NOVOTNÝ•JANUSZ POKRYWKA•ROBERT SENDER•STANISŁAW STACH S TA N O S T E H L I K • D E N I S T O M K O • Z D E N K A Z Á B O R S K Á WRZESIEŃ 2009

Przedsięwzięcie odbyło się dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Kultury RS – Sekcja Kultury Mniejszości Narodowych

15


ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Słowacja

drugą ojczyzną

Na

co dzień mieszkają w Zakopanem, ale ich drugi dom znajduje się w Veľkej Mani koło Nitry, gdzie spędzają każdą wolną chwilę. Państwo Komorniccy podczas misji dyplomatycznej do tego stopnia pokochali Słowację, że zdecydowali się na inwestycję w tym kraju. „Zakupu domu dokonałem 15 maja 2004 roku na imieniny żony Zofii, 15 dni po wejściu naszych krajów do Unii Europejskiej“ – wyjaśnia Jan Komornicki.

Misja dyplomatyczna Ambasadorem RP na Słowacji był w latach 1997 – 2003. „Pamiętam, jak 15 kwietnia 1997 roku wyjeżdżaliśmy z Zakopanego na łysych oponach, a drogi były pokryte śniegiem – wspomina Jan Komornicki. – Na początku podróży wpadliśmy w poślizg, ale na szczęście oblodzone drogi udało się nam pokonać. Słowacja nam to wynagrodziła i przywitała piękną pogodą“. Funkcję ambasadora pełnił w okresie przygotowań naszych krajów do wejścia do Unii Europejskiej, czyli, jak twierdzi, w jednym z najciekawszych okresów współczesnej historii obu państw. Miał doskonałe kontakty ze wszystkimi słowackimi politykami. Szczególnie ciepło wspomina kontakty z ówczesnym prezydentem Słowacji Rudolfem Schusterem, z którym zaprzyjaźnił się jeszcze w czasach, gdy tamten był prezydentem miasta Koszyce. „Prezydent ma podobne poczucie humoru, mogłem sobie więc pozwolić na żarty pozaprotokolarne“ – mówi Jan Komornicki i wspomina zorganizowany przez siebie chór ambasadorów, który wystąpił w pałacu prezydenckim w okresie po16

przedzającym Boże Narodzenie. „Mieliśmy przygotowane kolędy. Podając prezydentowi batutę, zaproponowałem mu, że raz w roku może kierować ambasadorami, którzy będą śpiewać pod jego dyktando“ – wspomina mój rozmówca. Dobre kontakty polskiego ambasadora z prezydentem Słowacji zaowocowały również w kontaktach z Polonią. Podczas Dni Kultury Polskiej, zorganizowanych przez koszycką Polonię, dzięki inicjatywie ambasadora Polonia gościła słowackiego prezydenta. „Wpadłem na pomysł, by wraz z Polonią przywitać prezydenta Schustera na dworcu kolejowym, ponieważ wiedziałem, że właśnie wybiera się na Piwnica pełna domowych nalewek – chluba pana domu

weekend do rodzinnego domu w Koszycach“ – opisuje Jan Komornicki. Po poinformowaniu odpowiednich służb prezydent został „porwany“ przez Polaków i ten wieczór spędził z nimi. „Spotkania z Polonią były dla mnie i mojej żony cudownymi przeżyciami – opisuje były ambasador. – W naszej rezydencji urządzaliśmy biesiady przy grillu i przedświąteczne spotkania kolędowe. Podczas takich wieczorów gromadziło się u nas około 80 osób“ – wspomina z nostalgią. Pobyt w Bratysławie miał dla państwa Komornickich jeszcze jeden wymiar. „Po wielu latach nieustannego podróżowania, zmieniania miejsc zamieszkania, życia na odległość, mogliśmy być wreszcie z żoną razem. To był wspaniały okres dla naszego związku“ – podsumowuje Jan Komornicki.

Wspólna droga O rodzinie swojej przyszłej żony słyszał jeszcze w dzieciństwie, bowiem jego niania przed wojną była nianią w domu państwa Romaszkanów – bawiła ojca pani Zosi i jego braci. Ta rodzina go zainteresowała. Kiedy jako nastolatek zawitał do Zakopanego, dobrze zapamiętał spotkanie z piękną, nastoletnią wówczas Zosią z grubym czarnym warkoczem, choć ta wtedy na niego w ogóle nie zwróciła uwagi. Później przyjaciel pana Jana chciał go zapoznać z przyjaciółką swojej narzeczonej. „Kiedy dowiedziałem się, że chodzi o Zosię Romaszkan, moje zainteresowanie wzrosło“ – opisuje mój rozmówca. Do spotkania doszło w jednej z krakowskich kawiarni. „Wcale nie chciało mi się


iść na to spotkanie, lało jak z cebra, było zimno, ale moja przyjaciółka tak mnie namawiała, że jednak poszłam do kawiarni“ – wspomina pani Zosia. Przy stoliku wśród znajomych siedział Jan Komornicki. „Był chudy jak patyk, w okularach, dużo mówił. Ten intelektualista trochę mnie zaintrygował“ – opisuje. Ale dopiero Sylwester w 1964 roku, spędzony wspólnie w gronie przyjaciół, zbliżył ich do tego stopnia, że kilka miesięcy później postanowili się pobrać. „Okres od naszego pierwszego do kolejnego spotkania to czas, kiedy wahałem się jeszcze, czy zostać księdzem, bowiem studiowałem teologię i uczęszczałem do seminarium duchownego“ – opisuje Jan Komornicki. Kiedy się jednak okazało, że jego pasją jest leśnictwo, z seminarium zrezygnował. Potem losy naszych bohaterów potoczyły się szybko. Po ślubie przyszła na świat ich jedyna córka Kinga. Młodzi państwo Komorniccy studiowali i mieszkali w Krakowie na poddaszu u babci Jana. „Choć to był malutki, skromny pokoik, spędziliśmy w nim piękne chwile z naszą małą córeczką“ – wspomina pani Zosia.

Kariera Po studiach w 1968 roku pani Zosia podjęła pracę w Nowym Targu jako kierowniczka betoniarni, natomiast pan Jan w Tatrzańskim Parku Narodowym. Wówczas mieszkali u rodziców pani Zosi w Zakopanem. Później nasz bohater został szefem Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego i to stanowisko piastował do 1988 roku (wspomnienia Jana Komornickiego z pracy w GOPR były publikowane na łamach „Monitora Polonijnego“ pod koniec lat 90-tych, a w 2003 roku zostały wydane w słowackiej wersji językowej, zatytułowanej „Z hôr do diplomacie“) . W tym czasie pani Zosia zmieniła zawód i została nauczycielką chemii i matematyki w szkole średniej. Pod koniec lat 80-tych postanowiła spróbować szczęścia za granicą i wyjechała do Londynu, a potem do Stanów Zjednoczonych. „Chciałam sprawdzić, czy dam sobie radę sama – opisuje. – Po ponadrocznym pobycie wróciłam ze Stanów pełna wiary we własne możliwości“. WRZESIEŃ 2009

W tym czasie Jan Komornicki został dyrektorem Wydziału Ochrony Środowiska w Urzędzie Wojewódzkim w Nowym Sączu, a w 1992 roku wiceministrem ochrony środowiska i głównym konserwatorem przyrody. Później była kariera poselska, przewodnictwo komisji ochrony środowiska, przewodnictwo w grupie parlamentarnej polsko-słowackiej i nominacja na ambasadora w Słowacji.

Powrót ze Słowacji Po powrocie z Bratysławy Jan Komornicki przez trzy miesiące był doradcą ministra spraw zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza. „Minister chciał, bym został wiceministrem w jego gabinecie, ale ja dojrzałem do tego, by z polityką się rozstać. Paradoksalnie kilka lat później to właśnie polityka odcisnęła piętno na moim życiu “ – opisuje mój rozmówca. Po powrocie z Warszawy został dyrektorem Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Później – na podstawie nowej ustawy – stanął do konkursu na to stanowisko, którego kadencja trwa 5 lat i która powinna zakończyć się w końcu kwietnia 2010 roku. Jednakże w maju 2006 roku, po trzech latach pracy Jan Komornicki przestał być dyrektorem. „Z powodów czysto politycznych zostałem zmuszony, by pójść na wcześniejszą emeryturę – opisuje. – Trafiłem na układy, które miały poparcie polityczne. Mimo że osiągałem dobre wyniki w pracy na rzecz regionu, ściągałem fundusze, jednoczyłem gminy, swoją bieszczadzką przygodę musiałem zakończyć“. Ten etap życia mój rozmówca ocenia jako jeden z najtrudniejszych i choć proces sądowy wygrał, uzyskał rekompensatę finansową i odzyskał dobre imię, to w jego głosie wyczuwam rozczarowanie, związane z politycznymi uwarunkowaniami. „Chcąc uciec od polityki z Warszawy, trafiłem do regionu przesiąkniętego polityką – konstatuje. – To tragedia dla tego pięknego, mało zaludnionego i ubogiego regionu“.

boszczowi Romanowi Grądalskiemu, którego odwiedzali, gdy ten pracował w tamtejszym kościele. Mają piękny dom i ogród, w którym pan domu stara się o winorośle, z których potem robi wino i wyśmienite nalewki. „Mamy wspaniałych sąsiadów. Jesteśmy tu traktowani jak każdy inny obywatel – wszyscy jesteśmy maniani. W karczmie dowiaduję się wszystkich plotek“ – opisuje pan Jan. Państwo Komorniccy nie kryją zadowolenia, że to miejsce pokochała również ich córka z mężem oraz wnuki. „Czuję się tu tak dobrze, że być może przeprowadzimy się tu na stałe – zdradza nasz bohater. – Słowacja to moja druga ojczyzna, Mania mój drugi dom“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA VEĽKA MANIA

„Maniani“ Do Veľkej Mani przyjeżdżają od ponad 5 lat. Odkryli to miejsce dzięki pro-

Zofia i Jan Komorniccy z wnukami w swojej posiadłości 17


Janosik K raz jeszcze Tym wydarzeniom filmowym towarzyszyło wiele artykułów okolicznościowych i liczne dyskusje o tym, jaki był „naprawdę” Janosik i jaki powinien być w filmie. A wiemy o nim całkiem sporo, choć są to tylko suche, urzędowe zapisy. Cała psychologia tej postaci, jej emocje, nastroje, sposób myślenia nie są znane, co daje możliwość ich „dotworzenia”. Dla przypomnienia kilka faktów o Juraju Janosiku z Terchovej na Orawie. Żył on w niełatwych czasach: zagrożenie tureckie wciąż jeszcze nie minęło, państwem węgierskim wstrząsały potężne konflikty wewnętrzne, bunt Rakoczego podzielił praktycznie kraj i ludzi na dwie części. Ludność była już zmęczona buntami, rekwizycjami, przemarszami wojsk, porywaniem chłopców do armii. Na granicach państwa, np. na Podtatrzu, gdzie praktycznie administracja już nie funkcjonowała, kraj terroryzowały zbójeckie bandy. Wbrew późniejszym mitom nie rabowały one hrabiów z zamków; ci byli za silni dla zbójników. Na Orawie czy Liptowie było biednie, a i dostęp do bogaczy, których ewentualnie można by było ograbić, by ich dobytkiem obdzielić ubogich, był bardzo ograniczony. Biedakom co najwyżej można było oddać jakąś zrabowaną odzież czy buty albo ukradzioną świnię. Tak naprawdę chłopi mieli już dość rabusiów, ale bali się ich. Zatem najlepszą metodą pozbycia się ich był anonimowy donos do władz. Janosik urodził się w roku 1688 i w wieku lat 15 trafił do wojska. Znalazł się w przegranej armii Rakoczego i po zdławieniu jego powstania z trudem znalazł pracę jako strażnik więzienny na zamku w Bytczy 18

iedy Czytelnik „Monitora” będzie czytał ten tekst, być może będzie już trochę zmęczony tematem Janosika, albowiem 26 sierpnia w Polsce, a 4 września w Bratysławie odbyły się premiery – polska i słowacka – filmu Agnieszki Holland i Kasi Adamik o tym tatrzańskim bohaterze.

koło Żyliny. Kiedy w roku 1710 trafił tam do więzienia znany rozbójnik Tomasz Uhorczik, Janosik pomógł mu w ucieczce (najprawdopodobniej dał się przekupić), a potem przystąpił do jego bandy. W rok później Uhorczik zdecydował się skończyć ze zbójeckim życiem, wyszedł z lasu i osiedlił się pod przybranym nazwiskiem w jednej z orawskich wsi. Rozbójnicy na jego następcę wybrali Janosika, co świadczy o tym, że wcześniej musiał on zdobyć sobie ich uznanie i sympatię. Drużyna Janosika – żeby nie używać słowa banda – nie działała długo. Pod koniec 1712 roku harnasia złapano, kiedy to zszedł do jednej z wiosek i tam zanocował. Prawdopodobnie doniesiono na niego władzom. W kilka miesięcy później odbył się proces. Głównym punktem oskarżenia było zabójstwo proboszcza z jednej z okolicznych wsi. Janosika skazano na karę śmierci przez powieszenie. Nie był to wyrok najsurowszy – jak chce legenda – czyli powieszenie za żebro, kiedy to skazaniec konał godzinami. Proces był zadziwiająco nowoczesny: Janosik miał obrońcę, oskarżał go prokurator, zachował się protokół z rozprawy. Dzień po zakończeniu procesu wyrok wykonano. Można powiedzieć, że to jedna z kilkudziesięciu podobnych opowieści o zbójnikach. Jednak później to właśnie postać Janosika nabrała legendarnego wymiaru. Co się stało? W jaki sposób i dlaczego właśnie ten zbójnik stał się symbolem? W połowie XIX zaczęto pisać o nim wiersze i poematy. Ze zbójnika zrobiono romantycznego bojownika o wolność. Do jego piewców dołączyli Czesi i Polacy. Pisał o nim czeski Kraszewski, czyli Alois Jirasek, i polski poeta Kazimierz PrzerwaTetmajer. W 1921 roku powstał pierwszy w historii film słowa-

cki, który opowiadał właśnie o nim. Po II wojnie światowej do dyskursu o Janosiku dołączyli komuniści, czyniąc z niego bojownika o sprawiedliwość społeczną. Popularność Janosika przeszła do Polski, gdzie został podhalańską atrakcją turystyczną. W rzeczywistości w drużynie Janosika było kilku Polaków. Zbójnicy od czasu do czasu rabowali na Podhalu, uważając, by nie zbliżać się jednak za blisko do Nowego Targu, gdzie funkcjonowały urzędy i władza. Banda zajmowała się także przemytem koni, których było więcej w Polsce. W 1970 polscy twórcy Katarzyna Gaertner (muzyka) i Ernest Bryll (tekst) stworzyli śpiewogrę o tatrzańskich zbójnikach „Na szkle malowane”, która zyskała szczyty popularności. Pięć lat później Jerzy Passendorfer nakręcił film i serial o Janosiku, dzięki któremu odtwórcę roli głównej Marka Perepeczkę do dziś kojarzymy z postacią legendarnego harnasia nad harnasie. Musical Gaertner i Brylla szybko wystawiono na Słowacji, gdzie przez trzydzieści lat grano go na deskach Słowackiego Teatru Narodowego. Przez te trzydzieści lat rolę Janosika odtwarzał zmarły niedawno Michal Dočolomanský. Jak na masową wyobraźnię wpłynie najnowszy film o Janosiku? Jedno jest pewne – nie odpowie na pytanie, jak było naprawdę, bo tego nikt nie wie. To po prostu bajka – bajka o dążeniu do wolności, przyjaźni, miłości, o wyrwaniu się z więzów uregulowanego życia. I takiego Janosika, takiego mitu potrzebujemy, przynajmniej na te dwie godziny pobytu w kinie. Miłego oglądania! ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“. MONITOR POLONIJNY


Związki Słowacji z Bałtykiem

S

łowacja to typowo kontynentalny kraj, który trudno posądzić o jakiekolwiek związki z morzem. A jeśli już, to na pewno nie z naszym Bałtykiem. Jednak okazuje się, że hasło „Bałtycka Słowacja” ma swoich zwolenników, których można znaleźć zarówno w szwedzkiej Uppsali, jak i w słowackiej Nitrze. Według najnowszej klasyfikacji Słowacja należy między innymi do… Regionu Morza Bałtyckiego. Granice tego regionu obejmują bowiem nie tylko obszary krajów nadbrzeżnych (w tym Polski), ale i tych, których rzeki przynajmniej częściowo wpadają do Bałtyku. W przypadku Słowacji jest to zaledwie kilka procent terytorium – do zlewiska Morza Bałtyckiego należy Poprad i Dunajec oraz ich dorzecza. To jednak wystarczy, by Słowację oficjalnie traktować jak „peryferyjny kraj bałtycki”, a Bratysława ma zagwarantowany status przynajmniej obserwatora w niemal wszystkich organizacjach współpracy bałtyckiej (np. Komisji Helsińskiej). Jak dotąd hasło „Bałtycka Słowacja” najbardziej serio traktuje międzynarodowa sieć Uniwersytetu Bałtyckiego z siedzibą w szwedzkiej Uppsali. Ten unikatowy projekt naukowy i edukacyjny, którego twórcą jest profesor Lars Ryden, przewiduje współpracę kilkuset wyższych uczelni z czternastu krajów, leżących w zlewisku Morza Bałtyckiego, czyli z dziewięciu państw nadbrzeżnych oraz Czech, Słowacji, Ukrainy, Białorusi i Norwegii. Celem projektu jest integracja społeWRZESIEŃ 2009

czeństw tych krajów wokół kwestii związanych z bałtycką tożsamością oraz zrównoważonym rozwojem. Na Słowacji prężnie działa krajowe centrum Uniwersytetu Bałtyckiego przy Uniwersytecie Rolniczym w Nitrze, którym kieruje Alexander Feher przy współpracy z Martinem Hauptvoglem. Działalność Uniwersytetu Bałtyckiego obejmuje przede wszystkim cykl wykładów, na takie tematy, jak „Zrównoważony rozwój Regionu Bałtyku”, „Ekologia Bałtyku, czy „Ludy Morza Bałtyckiego”. Uczestniczyć w nich może każdy student i absolwent którejkolwiek uczelni i to całkowicie za darmo. Po zdaniu egzaminu uzyskuje on szwedzki certyfikat, który jest atrakcyjnym uzupełnieniem CV. Oprócz tego naukowcy nitrzańskiej uczelni biorą udział w badaniach jakości tych słowackich rzek, które wpadają do Wisły (Poprad, Dunajec). Studenci ze Słowacji, biorący udział w programie Uniwersytetu Bałtyckiego, mogą też wziąć udział w bezpłatnym rejsie po Bałtyku lub po Mazurach, a także w wielu ciekawych konferencjach na terytorium Polski i innych krajów bałtyckich. Jednak związki Słowacji z Bałty-

kiem nie ograniczają się tylko do ochrony środowiska i edukacji. Obejmują również współpracę gospodarczą. Każdy pozbawiony dostępu do morza kraj z natury rzeczy musi korzystać z portów morskich innych państw, aby obsługiwać handel zagraniczny np. z Ameryką czy Chinami. W przypadku Słowacji w grę wchodzą aż cztery morza: Czarne, Adriatyckie, Bałtyckie i Północne. W czasach PRL i Czechosłowacji sprawa była oczywista – CSRS miała „swój” port morski i flotę w polskim Szczecinie. Po upadku RWPG nastał wolny rynek, a słowackie towary coraz częściej są przeładowywane w portach niemieckich lub w rumuńskiej Konstancy. Nad polskim Bałtykiem nie brakuje jednak środowisk, które uważają, że Słowacja to naturalne zaplecze nie tylko polskich portów morskich, ale i nadmorskich lotnisk. Z końcem wiosny w Bratysławie tradycyjnie są organizowane Polskie Dni Morza, w ramach których na pływającym po Dunaju statku można zapoznać się z polską branżą morską. Z kolei świeżo reaktywowany Port Elbląg ogłosił się „Portem dla Ukrainy, Białorusi i Słowacji”. Jak twierdzi dyrektor elbląskiego portu Julian Kołtoński, w Elblągu mogą zainwestować słowaccy przedsiębiorcy i utworzyć tym samym „fragment Słowacji nad Bałtykiem”. Połączenie lotnicze z Popradem chce natomiast utworzyć kierownictwo tworzonego właśnie lotniska w Gdyni. Jak widzimy, hasło „Bałtycka Słowacja” to nie utopia. JAKUB ŁOGINOW

ZDJECIA: JAKUB ŁOGINOW

19


W

połowie lipca – jak donosił krakowski „Dziennik Polski”, dla którego z gwiazd czyta Jakub Ciećkiewicz – „księżyc nadal wędruje po konstelacji Ryb, przynosząc nastrój altruizmu, życzliwości, przyjaźni i sympatii”. Gwiazdy nie mogą kłamać. Z wizytą zagraniczną do Polski przybył prezydent Niemiec prof. Horst Kohler. W rozmowie z Bartoszem T. Wieleńskim z „Gazety Wyborczej” przekonywał, że bardzo „zależy mu” na Polsce. Rozmowa dotyczyła także Powiernictwa Pruskiego. Prezydent Niemiec złośliwie dodał: „Cieszy mnie też to, że także Związek Wypędzonych stanowczo zdystansował się od tzw. Powiernictwa Pruskiego i jego roszczeń, dotyczących minionej epoki (do pozostawionych przez wypędzonych w Polsce nieruchomości). Jestem w stanie zrozumieć, że pozew tego niewielkiego prywatnego stowarzyszenia, wysłany do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, swego czasu poruszył Polską opinię publiczną. Życzyłbym sobie jednak, aby fakt odrzucenia tego pozwu przez Trybunał również wywołał szeroki oddźwięk”. Tegoroczni kandydaci na studia poznali właśnie wyniki rekrutacji. Największym zainteresowaniem matu-

Przegląd polskiej prasy rzystów cieszyło się dziennikarstwo i filologie. O jedno miejsce na japonistyce Uniwersytetu Jagiellońskiego walczyło ponad 20 osób. Klapą okazał się program rządowy zachęcania do studiowania nauk ścisłych, w ramach którego na tzw. kierunkach zamawianych, jak chemia, informatyka czy ochrona środowiska, fundowane są wysokie stypendia. Sęk w tym, że ilość kandydatów na tego typu studia nie wzrosła w porównaniu z rokiem ubiegłym, kiedy tego specjalnego programu stypendialnego jeszcze nie było. Na swoich łamach „Rzeczpospolita” przekonywała do studiowania socjologii na jednej z warszawskich uczelni: „Kandydaci zainteresowani socjologią nauczą się m.in. analizowania i badania socjologicznego. Na studiach pierwszego stopnia można się uczyć na jednym z czterech głównych bloków tematycznych. Pierwszy z nich to Sprawy publiczne, problemy społeczne, lokalność, sektor pozarządowy, drugi Zróżnicowanie kulturowe współczesnego świata, kolejny to Polityka i demokracja oraz Marketing, media, komunikacja”.

uromandaty

K

omisja Europejska przygotowuje bat na kierowców, łamiących przepisy poza granicami swojego kraju. Euromandaty miałyby pojawić się za trzy lata.

Zgodnie z planami Brukseli specjalny system komputerowy połączyłby rejestry kierowców i pojazdów poszczególnych państw Unii Europejskiej, w efekcie czego policjanci, np. ze Słowacji czy z Polski, nie mieliby problemów z identyfikowaniem zagranicznych aut, co umożliwiłoby im wystawianie mandatów w przy20

padku np. zdjęć z fotoradarów. System początkowo obejmowałyby tylko wybrane wykroczenia: nierespektowanie czerwonego światła, przekroczenie dozwolonej prędkości, jazdę pod wpływem alkoholu i jazdę bez zapiętych pasów bezpieczeństwa. Z danych Komisji Europejskiej wynika bo-

Niestety, w młodości z tej rady nie skorzystał absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego Piotr Kownacki, który, jak się później okazało, bez znajomości zagadnień z bloku „marketing, media, komunikacja” udzielił wywiadu redaktorowi „Dziennika” Robertowi Mazurkowi. Być może ówczesny szef Kancelarii Prezydenta RP chciał tylko ocieplić wizerunek swego szefa, jednak zabrakło mu umiejętności. Kownacki przekonywał: „Prezydent jest autentyczny, czasem aż za bardzo”. „Co to znaczy?” – dopytywał się Mazurek. „Jest zbyt szczery i zbyt prostolinijny i mam o to do niego pretensje” – kontynuował Kownacki, a potem wypalił: „Fundamentalnie nie zgadzam się z jego praktyką działania bez żadnego planu. Sądzę, że powinny być wytyczone konkretne cele i sposoby ich realizacji. Uważam też, że prezydent powinien mieć ustalony kalendarz zajęć i jego się trzymać”. Urzędnikowi nie podobała się też filozofia pracy Lecha Kaczyńskiego: „Teraz nie ma żadnego planowania, nic nie jest święte, wszystko jest rozedrgane i nigdy nie wiadomo, co człowieka

wiem, że właśnie te wykroczenia są przyczyną większości wypadków śmiertelnych w całej Unii. Obecnie, jeśli kierowca złamie przepisy ruchu drogowego za granicą i zostanie zatrzymany przez policję, otrzymuje mandat, który musi zapłacić na miejscu w walucie państwa, w którym przebywa. Jeśli nie ma przy sobie pieniędzy, policja może zatrzymać jego prawo jazdy, dowód rejestracyjny, a nawet zarekwirować samochód do czasu uiszczenia należności. Ponadto planuje się ujednolicenie w Unii Europejskiej taryfikatora mandatów,

co oznacza jedno – wysokość mandatów drastycznie wzrośnie, bo polski czy słowacki kierowca zapłaci za to samo wykroczenie tyle samo, co Niemiec czy Austriak. Na razie jednak Polacy, wybierający się autem na Słowację, powinni pamiętać, że i w tym kraju wprowadzono obowiązek jazdy z włączonymi światłami mijania przez cały rok, a na obszarze zabudowanym istnieje ograniczenie prędkości do 50 kilometrów na godzinę. Nowe przepisy zobowiązują też do posiadania kamizelki odblaskowej i to wożonej w kabinie kierowcy. Ci, którzy mają MONITOR POLONIJNY


czeka jutro. Wszystko można z dnia na dzień, z godziny na godzinę zmienić. To wprowadza tylko chaos i nerwowość. Wielokrotnie o tym panu prezydentowi mówiłem, przyjmując do wiadomości, że ma w tej kwestii inne zdanie”. Jak się okazało szef Kancelarii i prezydent mieli też różny stosunek do zarządzania zespołem współpracowników: „Mamy różne wizje motywowania pracowników. Ja uważam, że należy przede wszystkim stosować pozytywne bodźce, czyli ludzi nagradzać i chwalić. Oczywiście kary i pretensje też są potrzebne, ale nie mogą być jedynym sposobem pracy z ludźmi”. Piotr Kownacki będzie miał szansę nadrobienia informacji z bloku „marketing, media, komunikacja”. Zupełnie dziwnym trafem po publikacji wywiadu został zdymisjonowany. Nowym szefem Kancelarii Prezydenta RP został Władysław Stasiak. Na szczęście wszystkich nas – dlatego też pewnie i Piotra Kownackiego – czekają miłe chwile. Sierpniowy „Dziennik Polski” opublikował wyjątkowo optymistyczny horoskop: „Księżyc w znaku Ryb, po południu osiągnie fazę pełni. Spełni się wiele naszych pragnień, marzeń i fantazji”. Czego sobie i Państwu życzę. ŁUKASZ GRZESICZAK kamizelkę, ale w bagażniku, dostaną mandat. Trzeba też pamiętać, aby kamizelkę założyć za każdym razem, kiedy się wysiada z samochodu z włączonymi światłami awaryjnymi. Nowość dotyczy opon zimowych – do tej pory nie były wymagane, teraz musimy je mieć, jeżeli jedziemy po ośnieżonej lub oblodzonej drodze. Mandat za brak takich opon wynosi 60 euro. Mandatowe zmiany szykują się i w Polsce; trwają ostatnie uzgodnienia przed wprowadzeniem ich nowego taryfikatora – oczywiście wyższego. Kara za przekroczenie prędkości w terenie WRZESIEŃ 2009

Lech Kaczyński podbija Internet Pod koniec lipca wystartowała nowa wersja strony internetowej prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zmiany w wirtualnym obrazie głowy państwa zbiegły się ze zmianami dokonanymi w świecie realnym. Po zdymisjonowaniu Piotra Kownackiego, który skrytykował swojego szefa w wywiadzie udzielonym „Dziennikowi”, szefem Kancelarii Prezydenta RP został Władysław Stasiak. Nowy szef rozpoczął swoje urzędowanie od ocieplenia wirtualnego obrazu Lecha Kaczyńskiego. Strona www.beta.prezydent.pl to wersja próbna nowego serwisu. Praca nad nim zajęła 20 dni i kosztowała ponad 350 tysięcy złotych. Zanim serwis zaprezentowano internautom, oceniali go – co jest chlubnym wyjątkiem w przypadku serwisów polskich instytucji państwowych – blogerzy. Przez cały sierpień www.beta.prezydent.pl oceniali internauci. Nowy serwis prezydenta na dobre zastąpi dotychczasowy we wrześniu. Zmianie uległa nie tylko kolorystyka strony. Dominuje niebieski

zabudowanym o więcej niż 50 km/h wzrośnie z 500 do 700 zł, poza terenem zabudowanym do 600 zł. Więcej niż dotychczas zapłacą kierowcy rozmawiający przez telefon, jeżdżący bez włączonych świateł, ignorujący żółte lub czerwone światło sygnalizatora, a zwłaszcza zajmujący miejsca parkingowe dla inwalidów. Lubiących szybką jazdę ucieszy wiadomość, iż dozwolona prędkość na autostradach wzrośnie ze 130 do 140 km/h, a na dwujezdniowych drogach ekspresowych ze 110 do 120 km/h. Upadła propozycja karania kierowców nawet za mi-

i granatowy, nie – jak dotychczas – biało-czerwony. Nowością są interaktywne formy kontaktu z czytelnikami, m.in. możliwość zadania pytania prezydentowi drogą mailową, blog oraz debaty z udziałem internautów. U góry strony pojawia się cytat dnia. Na stronie można znaleźć także sondę. „Jakich informacji poszukujesz na stronie prezydenta?” - pytają twórcy strony. Obecnie najwięcej głosów zdobyły informacje dotyczące ustaw. Szuka ich 39 procent użytkowników serwisu. Projekt nowej strony internetowej zbiera same pochlebne recenzje. Jeden z internautów na swoim popularnym blogu www.antyweb.pl, na którym opisuje i ocenia zjawiska z sieci, pisze: „Co mi się podoba w przyszłej stronie prezydent.pl? Nowoczesny wygląd, przejrzystość, dobre wpasowanie informacji multimedialnych. Po prostu dobrze zrobiony serwis informacyjny”. Na końcu uzupełnia: „Dla wyjaśnienia dodam, że bardzo, bardzo daleko mi do poglądów naszego Prezydenta i PiS-u”. ŁUKASZ GRZESICZAK

nimalne przekroczenie prędkości. Główną przeszkodą okazały się nieprecyzyjne prędkościomierze i policyjne fotoradary, których błąd pomiaru określa się na 5-7 km/h. Kierowcy będą zatem karani dopiero za przekroczenie prędkości o więcej niż 10 km/h. Prawdziwa rewolucja dotyczyć ma jednak fotoradarów, których liczba wzrośnie trzykrotnie. Powołane zostanie Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (funkcjonujące przy Głównym Inspektoracie Transportu Drogowego), do którego drogą elektronicz-

ną, za pomocą nowoczesnych technologii transmisji danych, spływać będą zdjęcia wykonane przez drogowe fotoaparaty. Właściciel pojazdu zostanie poinformowany o wykroczeniu „niemal po chwili”, a na uregulowanie należności wobec budżetu państwa będzie miał 14 dni. Po tym czasie wysokość grzywny wzrośnie dwukrotnie, a jej inkasowaniem zajmie się urząd skarbowy. Choć trudno w to uwierzyć, nowe przepisy zakładają, iż przed odpowiedzialnością za drogowe wyczyny nie będzie już chronił immunitet poselski! DARIUSZ WIECZOREK 21


W rocznicę 17 września 1939 roku

J

ózef Piłsudski o paktach o nieagresji, zawartych przez II Rzeczpospolitą z Niemcami i Związkiem Sowieckim, powiedział: „Mając te dwa pakty, siedzimy na dwu stołkach. Musimy wiedzieć, z którego najpierw spadniemy i kiedy”. Inne powiedzenie Marszałka miało wręcz proroczy charakter. Mówił bowiem: „Gdyby nastąpił atak R + N, to wtedy czapki z głowy i do modlitwy”. Przytoczone za Magdaleną Grochowską (Jerzy Giedroyc, „Świat Książki”, Warszawa 2009, s. 75) wypowiedzi Józefa Piłsudskiego, świadczą, iż Marszałek doskonale zdawał sobie sprawę z kruchości powersalskiego porządku w Europie oraz z niebezpieczeństw, grożących Polsce zarówno ze strony zachodniego, jak i wschodniego sąsiada. Najpierw „spadliśmy ze stołka” niemieckiego: 1 września wojska niemieckie przekroczyły granicę polską, mając znaczną przewagę nad wojskiem polskim: w liczebności żołnierzy prawie dwukrotną (1850 tys. wobec 950 tys.), w działach blisko trzykrotną (11 tys. wobec 4,3 tys.), w czołgach czterokrotną (2800 wobec 700), w samolotach pięciokrotną (2000 wobec 400). Niemiecki plan wojenny zakładał wojnę błyskawiczną, co oznaczało zmasowane uderzenie wszystkich sił celem przełamania polskiej obrony, okrążenie i zniszczenie głównych sił polskich, złamanie woli walki. Mimo bohaterskiej postawy polskich żołnierzy, już pierwsze dni wojny przyniosły armiom niemieckim znaczne sukcesy. W dniu 9 września oddziały niemieckie przekroczyły Bug. W tym dniu rozpoczęła się też największa w kampanii wrześniowej bitwa, która przeszła do historii jako bitwa nad Bzurą lub bitwa pod Kutnem. Zakończyła się ona rozbiciem sił polskich 18 września. W dniu 17 września o świcie Armia Czerwona, łamiąc obowiązujący polsko-radziecki pakt o nieagresji, wkroczyła do Polski, napotykając na niewielki opór oddziałów Korpusu Ochrony Pogranicza, liczących niespełna 20 tys. żołnierzy. Na wschodnich terenach Polski różnego rodzaju jednostki liczyły ponad 200 tys. żołnierzy. Zaskoczenie wtargnięciem na terytorium Polski Armii Czerwonej było ogromne. W pierwszych chwilach zarówno polscy żołnierze, jak i polska ludność nie wiedzieli, czy wojska zza wschodniej granicy przychodzą z pomocą walczącym z hitlerowskimi Niemcami, czy jako agresor. 22

Armia Czerwona przeciw Polsce wystawiła w trzech rzutach ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów. Siły te operowały na dwu frontach: białoruskim, dowodzonym przez Michaiła Kowalowa, który miał uderzyć od granicy z Łotwą po linię Prypeci, oraz ukraińskim, dowodzonym przez Siemiona Timoszenkę, który uderzyć miał od Prypeci po Dniestr i granice z Rumunią oraz Węgrami. Front białoruski miał nacierać w kierunku na Warszawę, zaś ukraiński miał przeszkodzić w wycofywaniu się wojsk polskich do Rumunii i na Węgry oraz opanować ziemie Polski po środkową Wisłę i San. W pierwszym rzucie siły obu frontów liczyły ok. 500 tys. żołnierzy. Siły Armii Czerwonej były porównywalne z siłami Wehrmachtu, skierowanymi przeciw Polsce, a w przypadku czołgów znacznie je przewyższały. W starciu z dwoma wielkimi sąsiadami Polska nie miała najmniejszych szans. Agresję sowiecką na Polskę poprzedziło wezwanie 17 września o godz. 3 w nocy ambasadora Rzeczpospolitej w Moskwie Wacława Grzybowskiego do radzieckiego ministerstwa spraw zagranicznych, gdzie Władimir Pietrowicz Potiomkin, wiceminister spraw zagranicznych ZSRR, odczytał mu notę następującej treści: „Wojna niemiecko-polska ujawniła bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni operacji wojskowych Polska straciła wszystkie swoje okręgi przemysłowe i ośrodki kulturalne. Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje. Rząd polski uległ rozkładowi i nie okazuje przejawów życia. Oznacza to, że państwo pol-

skie i jego rząd przestały formalnie istnieć. Dlatego też straciły ważność traktaty zawarte pomiędzy ZSRR a Polską. Pozostawiona własnemu losowi i pozbawiona kierownictwa Polska stała się łatwym polem wszelkiego rodzaju niebezpiecznych i niespodziewanych akcji, mogących stać się groźbą dla ZSRR. Dlatego Rząd Sowiecki, który zachowywał dotychczas neutralność, nie może w obliczu tych faktów zajmować neutralnego stanowiska. Rząd Sowiecki nie może również pozostać obojętny na fakt, że zamieszkująca terytorium Polski pokrewna ludność ukraińskiego i białoruskiego pochodzenia jest bezbronna i została pozostawiona własnemu losowi. Rząd Sowiecki polecił wobec powyższych okoliczności Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazało wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod opiekę życie i mienie ludności Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Rząd Sowiecki zamierza równocześnie podjąć wszelkie środki mające na celu uwolnienie narodu polskiego od nieszczęsnej wojny, w którą wepchnęli go nierozsądni przywódcy, i umożliwienie mu życia w pokoju”. Oficjalny pretekst agresji – rozpad państwa polskiego, ucieczka rządu polskiego czy „nieistnienie” stolicy kraju – mijał się z prawdą, albowiem 17 września oddziały wojska polskiego jeszcze stawiały opór armiom niemieckim, a w polskich rękach znajdowała się niemal połowa terytorium kraju. Broniła się Warszawa i twierdza Modlin, trwała bitwa nad Bzurą i obrona wybrzeża morskiego, toczyły się zaciekłe boje na Lubelszczyźnie, bronił się Lwów. Stolica skapitulowała dopiero 28 września, Hel 2 października, a ostatnie polskie działania zbrojne w wojnie obronnej – bitwa pod Kockiem – miały miejsce w dniach 2 – 5 października. Dnia 17 września rząd polski znajdował się jeszcze na terytorium polskim w miejscowości Kuty przy granicy rumuńskiej i wystosował protest „przeciw jednostronnemu pogwałceniu przez Rosję paktu o nieagresji i przeciw inwazji polskiego terytorium w chwili, gdy cały naród polski czyni największe wysiłki, by odeprzeć agresora”. MONITOR POLONIJNY


Dopiero późnym wieczorem 17 września wobec bezpośredniego zagrożenia przez zbliżające się oddziały Armii Czerwonej prezydent Mościcki, korpus dyplomatyczny i rząd polski wjechali na teren Rumunii przez most na Czeremoszu. Uznając wszystkie układy zawarte uprzednio z Polską za nieobowiązujące, bowiem zawarte z nieistniejącym już państwem, Związek Sowiecki odmawiał np. wziętym do niewoli polskim żołnierzom przyznania im statusu jeńców wojennych. Nim wezwano ambasadora Grzybowskiego do radzieckiego ministerstwa spraw zagranicznych, odbyło się inne spotkanie; 17 września o godz. 2 w nocy Józef Stalin w obecności Wiaczesława Mołotowa i Klimenta Woroszyłowa przyjął na Kremlu ambasadora Rzeszy hr. Friedricha Wernera von der Schulenburga, któremu oświadczył, iż o godzinie 6 rano Armia Czerwona przekroczy granicę na całej długości od Połocka do Kamieńca Podolskiego. We wrześniu 1939 roku Polska przegrała wojnę z Niemcami i nie była w stanie przeciwstawić się Armii Czerwonej. Polskie plany wojenne nie zakładały współdziałania obu potężnych sąsiadów Polski – Niemiec i ZSRR. Warto przypomnieć, jak do tego współdziałania doszło, skoro od czasu przejęcia władzy przez Hitlera obydwa te państwa traktowały siebie jako największych wrogów; Adolf Hitler budował swą pozycję polityczną na antybolszewizmie, a Józef Stalin na antyfaszyzmie. Sytuacja zmieniła się w 1938 roku i na początku 1939 roku, kiedy to działania Hitlera w Europie zaniepokoiły nie tylko polityków zachodnich, ale także Związek Radziecki. Konferencja w Monachium w 1938 roku, na którą nie zaproszono delegacji radzieckiej, oraz zajęcie Czechosłowacji stało się dla Związku Radzieckiego sygnałem, że forsowana przez radzieckiego szefa dyplomacji Maksima Litwinowa na forum międzynarodowym koncepcja zbiorowego bezpieczeństwa, majaca zablokować ekspansję Rzeszy, nie ma szans. W marcu 1939 roku Stalin, przemawiając na XVIII Zjeździe WKP(b), oświadczył wręcz, że „nowa wojna imperialistyczna stała się faktem” i ostrzegał przed próbami „wywołania gniewu Związku Radzieckiego przeciwko Niemcom” oraz przed prowokowaniem „konfliktu z Niemcami bez widocznych ku temu powodów”. Wkrótce na stanowisku szefa radzieckiej dyplomacji nastąpiła zmiana – Litwinowa zastąpił przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych (premier) Wiaczesław Mołotow. WRZESIEŃ 2009

Zmiana to była znacząca, bowiem odchodził polityk związany z koncepcjami tworzenia systemów zbiorowego bezpieczeństwa, polityk o wyraźnej orientacji antyniemieckiej, mający dobre kontakty zarówno w stolicach europejskich, jak i w Lidze Narodów. Jego miejsce zajmował jeden z najbliższych współpracowników Stalina, bezwzględny wykonawca jego poleceń. Rosjanie zaczęli prowadzić nową grę dyplomatyczną. Z jednej strony utrzymywali dialog z Francją i Anglią, z drugiej prowadzili tajne rozmowy z Niemcami. Celem tej gry była możliwość wyboru przez Rosję korzystniejszego dla siebie wariantu, którego mogłaby dokonać w ostatniej chwili. Już w połowie kwietnia Stalin zaczął wysyłać do Berlina sygnały, że gotów jest do rozmów w przypadku przedstawiania propozycji przez Hitlera. Pierwszym takim sygnałem było oświadczenie ambasadora radzieckiego w Berlinie, złożone wysokiemu dyplomacie niemieckiemu, w którym zapewniał on, że różnice ideologiczne pomiędzy oboma państwami nie muszą wpływać na charakter ich stosunków. Jeszcze wyraźniej sprawę postawił wkrótce inny dyplomata radziecki, pytając wręcz swego niemieckiego rozmówcę, czy odejście Litwinowa nie mogłoby spowodować zmiany stosunku III Rzeszy do Związku Radzieckiego. Niemal w tym samym czasie, bo 10 maja, doszło z inicjatywy polskiego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka do jego spotkania z wracającym z oficjalnej wizyty w Bukareszcie wysokim dyplomatą radzieckim, wiceministrem spraw zagranicznych Władimirom Potiomkinem, tym samym dyplomatą, który kilka miesięcy

później przeczytał w nocy 17 września ambasadorowi Grzybowskiemu złowieszczą notę, zaczynającą się od słów: „Wojna polsko-niemiecka ujawniła bankructwo państwa polskiego”. Spotkanie miało charakter nieoficjalny. Z tego spotkania J. Beck odesłał do polskich placówek dyplomatycznych zwięzłą informację, w której pisał m.in.: „...zostało wyjaśnione, iż rząd sowiecki ze zrozumieniem odnosi się do naszej argumentacji w sprawie stosunków polsko-sowieckich, których normalny układ rozwija się obecnie zupełnie prawidłowo. Sowiety zdają sobie sprawę, że Rząd Polski nie pójdzie na żaden układ z jednym z wielkich sąsiadów przeciw drugiemu i rozumieją korzyści płynące dla nich z tego stanowiska Polski”. Dokument ten kończy się zdaniem: „P. Potiomkin oświadczył, że w przypadku konfliktu zbrojnego między Polską i Niemcami ZSRR zajmie wobec nas une attitutte bienveillant. Jak p. Potiomkin sam stwierdził, jego deklaracja została złożona zgodnie ze specjalnymi instrukcjami, które Rząd Radziecki przesłał dla niego do Warszaw”. Znacznie szerzej polski minister przedstawił tę rozmowę w swych pamiętnikach, wydanych w 1951 roku w Paryżu. Napisał w nich m.in.: „...mam wrażenie, iż szereg szeroko rozszerzanych po świecie pogłosek o jakichkolwiek naszych rozmowach z Niemcami co do wspólnej akcji przeciw Sowietom został przez bieg wypadków kategorycznie zdementowany. Wyraziłem przekonanie, że w ten sposób odpadły przeszkody do kształtowania naszego dobrego sąsiedztwa, nie tylko według litery prawa, ale i ducha naszego układu z r. 1932”. Władimir Potiomkin jeszcze z Warszawy wysłał do Moskwy telegram następującej treści: „Miałem godzinną rozmowę z Beckiem. Otrzymałem pewne informacje o stanie stosunków polsko-niemieckich. Drogą szczegółowej analizy stosunku sił w Europie i możliwości efektywnego wsparcia francusko-angielskiego doprowadziłem Becka do otwartego przyznania, że bez poparcia ze strony ZSRR Polacy nie utrzymają się. Podsumowując moim zwyczajem przy końcu rozmowy jej zasadniczą treść, wyraźnie jeszcze raz sformułowałem owo oświadczenie Becka, a on je wyraźnie potwierdził. Ze swojej strony podkreśliłem, że ZSRR nie odmówiłby Polsce pomocy, gdyby ona tego pragnęła” (cytaty z informacji i pamiętników J. Becka oraz telegramu W. Potiomkina za: Henryk Batowski, Europa zmierza ku przepaści, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1977, s. 356-358). 23


Po tym spotkaniu nastąpiła krótkotrwała poprawa stosunków na linii Warszawa – Moskwa. W tym czasie początkowo niechętny dialogowi ze Związkiem Radzieckim Hitler, dostrzegając, że pakt ze Stalinem rozwiąże mu problem bezpiecznego ataku na Polskę, zaplanowanego na koniec sierpnia 1939 roku, zaczął nalegać na jak najszybsze jego podpisanie. W końcu lipca niemiecki negocjator umowy handlowej z ZSRR zgodnie z otrzymanym poleceniem oświadczył swemu radzieckiemu partnerowi, że „nie ma problemów dotyczących terenów od Bałtyku po Morze Czarne, czy na Dalekim Wschodzie, których Niemcy i ZSRR nie mogłyby rozwiązać”. Tym razem była to już wyraźna oferta, oferta, którą Stalin przyjął. W dniu 19 sierpnia na posiedzeniu Biura Politycznego, analizując aktualną sytuację w Europie, powiedział: „...jeśli przyjmiemy niemiecką propozycję zawarcia z nimi paktu o nieagresji, umożliwi to Niemcom atak na Polskę i tym samym interwencja Anglii i Francji stanie się faktem dokonanym. Gdy to nastąpi, będziemy mogli z pożytkiem dla nas czekać na odpowiedni moment dołączenia do konfliktu lub osiągnięcia celu w inny sposób. Wybór jest dla nas jasny: powinniśmy przyjąć propozycję niemiecką,

a misję wojskową francuską i angielską odesłać grzecznie do domu”. Obaj dyktatorzy upoważnili swych szefów dyplomacji do szybkiego uzgodnienia treści porozumienia. W dniu 23 sierpnia o godz. 13 na moskiewskim lotnisku wylądował niemiecki samolot, którym przybył minister III Rzeszy Joachim von Ribbentrop posiadający pełnomocnictwa do podpisania niemiecko-radzieckiego paktu o nieagresji oraz – na żądanie Stalina – tajnego protokołu dodatkowego określającego zasady podziału Polski i strefy wpływów obu umawiających się stron. Tego samego dnia późnym wieczorem Ribbentrop i Mołotow, w obecności Stalina, podpisali na Kremlu zarówno pakt o nieagresji, jak i tajny protokół dodatkowy, będący jego integralną częścią. W jego drugim punkcie stwierdzano: „W przypadku terytorialno-

politycznych przekształceń na obszarach należących do państwa polskiego podział sfer interesów między Niemcami i ZSRR przebiegać będzie mniej więcej wzdłuż rzek Narew, Wisła i San. Kwestia, czy w interesie obu stron jest utrzymanie państwa polskiego oraz jak przebiegać będą granice tego państwa, może zostać definitywnie wyjaśniona dopiero w miarę dalszego rozwoju politycznych wydarzeń. W każdym przypadku oba rządy rozwiążą ten problem w drodze przyjacielskiego porozumienia”. Pakt Ribbentrop – Mołotow często nazywa się IV rozbiorem Polski. Nazwa ta jest adekwatna – dwa sąsiadujące z Polską państwa zawarły porozumienie, dotyczące jej podziału, które niebawem z niewielkimi zmianami zrealizowały. W przeddzień przyjazdu Ribbentropa do Moskwy na wyraźne polecenie Stalina odesłano do domu misje wojskowe Francji i Wielkiej Brytanii, z którymi negocjacje prowadził Kliment Worszyłow. Stalin dokonał wyboru, przekreślającego sens tych negocjacji. Wiadomość o tajnym protokole błyskawicznie wyszła poza krąg jego sygnatariuszy. Z jego treścią zapoznał się w gabinecie swego szefa, naturalnie bez jego wiedzy, pracujący w ambasadzie niemieckiej młody dyplomata – antyfaszysta Hans Herwarth von

Terapia książkowa

O

książce, którą dziś chcę polecić uwadze czytelników, a przede wszystkim czytelniczek, Andrzej Rostocki, autor listy bestsellerów w „Rzeczpospolitej” i felietonista „Tygodnika Powszechnego” napisał: „To nie jest baśń ani poradnik, to książka o bardzo prostych, odwiecznych sposobach poszukiwania prawdy o sobie. Miłość jest jej częścią. Kiedy będziesz ją czytać, spadnie ci ciśnienie, puls wróci do normy, a oszalałe ze stresu serce zacznie bić spokojniej. Spróbuj i przejdź do innego i lepszego świata”. Owo przejście do lepszego świata gwarantuje nam saga Małgorzaty Kalicińskiej, której pierwszy tom, zatytułowany Dom nad rozlewiskiem (dotąd sprzedano rekordową ilość egzemplarzy, bo ponad

200 tys.) wydało poznańskie Wydawnictwo „Zysk i S-Ka” w 2006 roku. Podobnym powodzeniem cieszy się kolejny tom: Powroty nad rozlewiskiem i tom ostatni Miłość nad rozlewiskiem. Od sze-

regu miesięcy saga Kalicińskiej zajmuje stałe miejsce na listach bestsellerów, a TV „Polsat” rozpoczął zdjęcia do opartego na niej serialu. Media zamieszczają wywiady z jej autorką i ubiegają się o współpracę z nią. W jednym z takich wywiadów Kalicińska wyjaśnia, że terapeutycznej książki-pociechy sama potrzebo-

wała, gdy nie przetrwało jej małżeństwo i zbankrutował pensjonat, który prowadziła na Mazurach po wcześniejszej pracy w agencji reklamowej i pracy przy telewizyjnym programie „Kawa czy herbata”. A ponieważ nie miała takiej na półce, postanowiła sama ją napisać – „...takie Dzieci z Bullerbyn dla dorosłych”. Bohaterka sagi, Gosia, kobieta po czterdziestce, po


Bittenfeld, który natychmiast przekazał ją swemu koledze z ambasady USA w Moskwie Charlesowi Bohlenowi. Ten o protokole niezwłocznie poinformował swego szefa. Już 24 sierpnia rano ambasador Stanów Zjednoczonych w Rosji Lawrence Steinhardt przetelegrafował treść tajnego protokołu do Waszyngtonu, gdzie depeszę nr 465 przyjęto o godz. 11.50 czasu lokalnego. Jeszcze tego samego dnia wiadomość o tak niepokojącym rozwoju sytuacji w Europie dotarła do prezydenta Franklina D. Roosevelta. Ten jednak nie przekazał wiadomości o tajnym protokole ani Francuzom, ani Anglikom, nie poinformował też Warszawy. Między 1 września, gdy hitlerowskie wojska zaatakowały Polskę, a 17 września, gdy to samo uczyniła Armia Czerwona, między Berlinem a Moskwą trwała gorączkowa gra dyplomatyczna. Hitler niecierpliwie oczekiwał włączenia się swego wschodniego sojusznika do napaści na Polskę, zaś Stalin czekał na „odpowiedni moment”. Depesza ścigała depeszę, a tymczasem propaganda radziecka przygotowywała ludność do akceptacji zmiany stosunku do Niemiec; niedawni najwięksi wrogowie nagle stali się największymi sojusznikami. „Odpowiedni moment” się zbliżał; 15 września Rosjanie podpisali rozejm z Japonią, który wszedł

stracie pracy w agencji reklamowej, w której jej miejsce zajmują młodzi – drapieżniejsi, po rozstaniu z mężem ucieka z Warszawy na Mazury, do matki, z którą od dzieciństwa nie utrzymywała kontaktów. Pobyt nad rozlewiskiem, który miał być krótki, przedłuża się. Nasza bohaterka w otoczeniu ludzi życzliwych, odnajduje sens życia i dawno nie zaznany spokój. Gosia dojrzewa do podjęcia decyzji o zmianie własnego życia.. Tu, na mazurskiej wsi, znajduje swoje miejsce na ziemi. Zbliża się zarówno do matki, jak i do własnej córki. Poznaje ludzi, dobrych i przychyl-

w życie dzień później i zapewniał spokój na radzieckim Dalekim Wschodzie. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że dzięki wywiadowi Stalin dowiedział się o wynikach tajnej narady premierów i dowódców wojskowych Anglii i Francji, na której zdecydowano, że nie zostaną podjęte żadne militarne działania, mające na celu odciążenie samotnie stawiającej Niemcom opór Polski. W nocy 17 września ambasador Rzeszy Schulenburg mógł zawiadomić Berlin, że Armia Czerwona wkroczyła na terytorium Polski. W dniu 22 września w Brześciu Litewskim niemiecki generał Heinz Guderian i radziecki kombrig Siemion Kriwoszein odebrali wspólną defiladę niemieckich i radzieckich oddziałów pancernych. Sześć dni później, 28 września, ZSRR i III Rzesza podpisały układ niemiecko-radziecki o granicy i przyjaźni, określający dokładnie granicę między dwoma państwami. I temu układowi towarzyszyły tajne protokoły dodatkowe. W jednym z nich stwierdzano: „Obie strony nie będą tolerowały na swych terytoriach żadnej agitacji polskiej, która mogłaby przeniknąć na terytorium drugiej strony. Ukrócą one na swych terenach zalążki takiej agitacji i będą informowały się wzajemnie o celowych przedsięwzięciach podejmowanych w tym

nych. Buduje pensjonat. Dom matki na Mazurach, pachnący ziołami i chlebem, w którym lepi się pierogi i smaży konfitury, ale przede wszystkim dom, w którym panuje wzajemna życzliwość i tolerancja, staje się azylem dla kobiet po przejściach. Pojawiają się też przelotne romanse i jedna trudna miłość. Drugi tom opowiada przede wszystkim o powojennych losach Basi – matki Gosi. I ona, podobnie jak jej córka później, opuszcza miasto i córkę, z którą przez całe lata nie będzie miała kontaktu, by budować swe życie od nowa.

kierunku”. To ustalenie stało się podstawą współpracy NKWD i Gestapo w zwalczaniu polskiego ruchu oporu. Polska we wrześniu 1939 roku przegrała wojnę z Niemcami i nie mogła odeprzeć inwazji Armii Czerwonej. I trudno nie zgodzić się z tezą historyka izraelskiego Dana Dinera, że pakt Ribbentrop – Mołotow, który przekreślił sformułowaną przez marszałka J. Piłsudskiego i kontynuowaną przez ministra J. Becka politykę utrzymywania równych odległości od Berlina i Moskwy, był częścią demontażu systemu wersalskiego, demontażu do którego przyczynili się nie tylko Hitler i Stalin, ale także mocarstwa zachodnie, nie reagujące na wcześniejszą remilitaryzację Nadrenii, anschluss Austrii, czy monachijski rozbiór Czechosłowacji. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

Bohaterki Kalicińskiej, gdy znajdą się na zakręcie, nie szukają oparcia w mężczyznach. To typy kobiet silnych, które zahartowało życie, które czują swą moc, moc wzajemnych związków, moc atmosfery domu rodzinnego, pozwalającej przetrwać czasy trudne i burzliwe. Nie są to przysłowiowe matki-Polki, ale kobiety na wskroś współczesne, spełniające się w życiu i nie rezygnujące z siebie, nie poświęcające się. Saga Kalicińskiej napisana jest barwnym językiem, dużo w niej żywych dialogów. Wartka akcja i sugestywne opisy nastrojów sprawiają,

że czyta się ją jednym tchem. Dużo w poszczególnych tomach o miłości, o której autorka „potrafi pisać wyjątkowo pięknie”, co zauważa, recenzując tom trzeci, wspomniany już Andrzej Rostocki. Autorce udało się stworzyć swój wyraźnie rozpoznawalny mikroświat pełen przyjaznych domowych woni. Czasem może nas razić jej niezniszczalny optymizm, ale przypomnijmy, w zamierzeniach autorskich – miała to być książka, „która dotula”. I rzeczywiście, jest to plaster miodu na skołatane serca. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK


Kobiece uderzenie K Wprawdzie boks to sport starożytny, jednak boks kobiet pojawił się zdecydowanie później, bo w naszych czasach. Pierwsze karykaturalne „walki” pań przypominały raczej zapasy lub były po prostu szarpaniną w kisielu czy tzw. sztucznym błocie, mającą najczęściej podtekst erotyczny. Mistrzostwa świata w normalnym (?) boksie kobiet rozegrano po raz pierwszy dopiero w 2001 roku w Stanach Zjednoczonych. Polskie bokserki zdobyły na nich dotychczas pięć medali. Pierwsze bokserskie mistrzostwa Polski kobiet odbyły się rok później. Kickboxing (również w wykonaniu pań) to z kolei dyscyplina stosunkowo młoda. Zaczął się rozwijać na przełomie lat 60. i 70. jednocześnie w USA i Japonii. Stosuje się w nim bokserskie ciosy pięścią, połączone z kopnięciami, pochodzącymi z różnych odmian karate. Najpopularniejszą prawdopodobnie i zarazem najbardziej utytułowaną naszą bokserką (poprawność tej formy wyjaśni zapewne wkrótce Majka Nowakowska) jest Agnieszka Rylik, urodzona 21 stycznia 1974 roku w Kołobrzegu. W ostatnich latach to raczej człowiekainstytucję, albowiem nie tylko uprawiała sport (wielokrotnie zdobywała mistrzowskie medale), ale zajęła się też pracą reporterską dla TVN, a po-

26

oniec lata, powrót do biura pełnego papierów oraz szybko rozkręcająca się spirala obowiązków dla normalnego człowieka to cios. Szybka konfrontacja z powakacyjną rzeczywistością nie jest przyjemna. Może właśnie z tego powodu nie zaszkodzi wspomnieć o sporcie, w którym ciosy często powalają uderzonego na ziemię. I to dosłownie.

nadto ma na swoim koncie epizod związany z polityką. Przygodę ze sportami walki rozpoczęła już w wieku 15 lat. Zaczynała od boksu, ale szybko odnalazła się w kickboxingu. W roku 2000 zadebiutowała w zawodowym ringu bokserskim i już w czwartym pojedynku zdobyła pas mistrzyni świata federacji WIBF w kategorii juniorów wagi półśredniej! Trochę później zdobyła również tytuł federacji WIBO. Jej styl walki – dynamiczny i widowiskowy – spowodował, że nazwano ją Lady Tyson lub Tyson w spódnicy. W ringu bokserskim oraz kickbokserskim osiągnęła praktycznie wszystko – tryumfowała zarówno na ringach europejskich, jak i światowych, gdzie zdobyła wszystko, co było do zdobycia, w tym amatorskie i zawodowe mistrzostwo świata – najważniejsze pasy kobiecych federacji bokserskich. Była m.in. mistrzynią Europy i wielokrotnie mistrzynią świata w boksie

zawodowym W kickboxingu czterokrotnie zdobyła mistrzostwo świata, trzykrotnie mistrzostwo Europy i dwukrotnie mistrzostwo Polski! Do tego trzeba dodać, że na zawodowym ringu przegrała tylko raz! I to wszystko przy wzroście 167 cm i wadze 61 kg. Ostatnią walkę stoczyła w 2005 roku. Na ring już raczej nie wróci – doznała poważnej kontuzji kolana. Sukces sportowy sprawił, że coraz częściej zaczęła pojawiać się w mediach, stając się osobą lubianą i rozpoznawalną.

W 2005 roku wzięła udział w drugiej serii programu „Taniec z gwiazdami” – wraz z partnerem zajęła czwartą pozycję. Aktualnie należy do popularnych i lubianych dziennikarzy sportowych. Znana jest także jako prezenterka telewizyjna najpopularniejszych stacji w Polsce. Na antenie TVN komentowała gale boksu zawodowego, a w programie „Kuchnia boksu” przybliżała widzom tajniki tej dyscypliny. Od 2005 roku jest prezenterką porannego programu „Dzień dobry TVN”. Wcześniej współpracowała też m.in. z redakcją sportową TVP. Regularnie bierze udział w eventach, prowadzi spotkania biznesowe oraz wydarzenia medialne. Ma za sobą również epizod aktorski. W roku 2003 wystąpiła w filmie „Superprodukcja” jako… Agnieszka Rylik. Z wykształcenia jest politologiem. W roku 2007 wspierała kampanię wyborczą Partii Kobiet. Wystąpiła w spocie wyborczym tej partii, w którym broniła bitej przez męża kobiety. Przy okazji dodam, że nie jest jedyną zaangażowaną politycznie bokserką – w roku 2007 mandat poselski z ramienia PO zdobyła inna wielokrotna mistrzyni Iwona Guzowska. Agnieszka lubi muzykę soul, kino si-fi, ma suczkę rasy stafford shire sullterier. Niespodziewanie w jej życiu pojawiła się nowa pasja. Jako dziennikarka sportowa przypadkowo odkryła pokera. Z ekipą TVN kręciła reportaż z… MONITOR POLONIJNY


pokerowego turnieju. Organizator – „Party Poker” – zaprosił ją do udziału w turnieju telewizyjnym Party Poker Late Night. Zaproszenie przyjęła i zaczęła uczyć się grać. W pierwszym turnieju… pokonała jednego z bardziej znanych zawodników Dave’a Ulliota! Sama jednak przyznała: „Nie do końca miałam wtedy opanowane zasady gry. Nie od razu zorientowałam się nawet, że udało mi się to rozdanie wygrać”. Jako debiutantka dostała się do półfinału! Obecnie z powodzeniem i pasją bierze udział w najważniejszych pokerowych imprezach. Znakomicie zna zasady gry. Ma za sobą start w World Series of Poker w Las Vegas, a także w Women’s World Open II w Londynie. Są to imprezy pokerowe o najwyższej randze, zaliczane do mistrzostw świata. Jako pokerzystka Agnieszka Rylik grała face to face praktycznie z każdym, kto liczy się na świecie w tej grze. Poker i nauka gry w pokera to jej pasja. Jak sama twierdzi, adrenalinę fizyczną miała w ringu, teraz delektuje się adrenaliną umysłową. Można sobie zadawać pytanie, czy boks, a właściwie walka na pięści w wykonaniu płci pięknej to sport estetyczny? Czy to w ogóle jeszcze sport? Czy ma sens? A co z kobiecością? Wszystko się zmienia, sport również. Kto chce, niech ogląda boks w damskim wykonaniu, kto nie chce, może iść w tym czasie na spacer. I też zyska coś dla siebie. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazanena nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach, ogłaszanych na łamach „Monitora“.

WRZESIEŃ 2009

Festiwal goni festiwal

J

ak co roku letnią porą wędruję po Wybrzeżu Gdańskim wzdłuż i wszerz. Sopot to miasto artystów, zmieniające się z roku na rok i piękniejące. Nawet gdy panuje brzydka pogoda, pełne jest magii i przypomina mi stare dobre czasy. Ale czasy, kiedy w sopockiej Operze Leśnej odbywał się tylko jeden festiwal, już dawno przeszły do historii. Dziś „swój Sopot” ma każda z trzech największych polskich stacji telewizyjnych. „Polsat” ma Top Trendy, TVP 2 – Sopot Hit Festival, a TVN – międzynarodowy Sopot Festival. Dwa pierwsze nastawione są głównie na młodą widownię. Top Trendy to już siódma edycja polsatowskiego festiwalu. Statuetka „Trendy” powędrowała do sympatycznej Paulli. W ramach festiwalu wystąpił zespół „Golec uOrkiestra”. Był to ich koncert jubileuszowy z okazji 10-lecia istnienia. Sopot Hit Festiwal zorganizowano w ubiegłym roku po raz pierwszy. Impreza była pewnym rodzajem rekompensaty za utracone w 2005 roku prawa do transmisji Międzynarodowego Sopockiego Festiwalu. W tegorocznej edycji Sopot Hit Festivalu wygrała najmłodsza uczestniczka Ewa Farna (zwyciężczyni tegorocznego festiwalu w Opolu). Na tymże festiwalu swoje 35-lecie świętowała „Budka Suflera”. Po tych mocnych wydarzeniach z niecierpliwością czekałam na kolejny międzynarodowy Sopot Festival, który trwał zaledwie dwa dni (22 i 23 sierpnia). Pierwszego dnia artyści tradycyjnie walczyli o prestiżowe nagrody Bursztynowego Słowika i Słowika Publiczności. Słowik Publiczności pojechał do Niemiec, z piosenkarką Oceaną. Jej utwór „Cry, cry, cry” był już

wcześniej prezentowany w mediach, natomiast Bursztynowy Słowik pojechał do Los Angeles, a wywiozła go młoda Gabriela Cilmi, kreowana przez polską wytwórnię muzyczną. Do boju o Bursztynowego Słowika stanęło pięciu wokalistów polskich: Anfromeda, Bracia, Manchester, Marian Czyżewski i Kasia Wilk. Zwyciężczynią polskiej edycji konkursu została Kasia Wilk. W sumie pierwszy dzień festiwalu nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, zabrakło wielkich gwiazd nie tylko międzynarodowych, ale również polskich. Za to drugiego dnia festiwalu wygrała polska muzyka. Było to wielkie i piękne święto polskiej muzyki. Sopot Festival 2009 zakończył się bowiem koncertem z okazji 5. rocznicy śmierci oraz 70. rocznicy urodzin Czesława Niemena, którego muzyka zawsze chwyta za serce. Na sopockiej scenie Opery Leśnej wystąpili najwybitniejsi polscy artyści: Ewa Bem, Maryla Rodowicz, Kasia Kowalska, Stanisław Sojka, Kayah, Piotr Cugowski, Karpiel Bułecka, Zbigniew Wodecki, Maria Peszek i Gaba Kulka, którzy zaprezentowali utwory z repertuaru wybitnego artysty. Bez względu na poziom festiwali i ich wielkość trzeba przyznać, że na dobre zadomowiły się w polskim programie lata. Niestety ich przyszłość nie jest jasna. TVN zgodnie z 5-letnim kontraktem zakończyła swoją współpracę z Operą Leśną, która właśnie w tym roku obchodzi swoje stulecie i wymaga gruntownego remontu. Nadal nie wiadomo, która stacja telewizyjna da piosenkarzom kolejną szansę walki o Słowika i gdzie festiwal się odbędzie w przyszłym roku. URSZULA SZABADOSOVÁ, SOPOT 27


Nie tak łatwo wyjść za Słowaka….

Z

organizowanie ślubu i wesela to nie taka prosta sprawa, a gdy do tego ma to być ślub z obcokrajowcem, ba, ze Słowakiem, to dopiero zaczyna się bal na kółkach. Jako urodzona optymistka, z góry zakładająca, że w dobie Unii Europejskiej poślubienie CZYTELNICY PISZĄ mężczyzny zza miedzy nie może być niczym trudnym, przekonałam się na 2 tygodnie przed ślubem, że to jednak wyższa szkoła jazdy. Sala w Polsce zarezerwowana, msza w kościele oczywiście też, że nie wspomnę o kapeli, autobusie dla gości z Bratysławy, dekoracji, kwiatach, fryzjerce, torcie, owocach, wódce, obrączkach. Dużo by wymieniać. Czy zatem odwoływać wesele dla 100 osób z powodu niekorzystnej regulacji przepisów między Słowacją a Polską? Okazało się bowiem, że urzędy słowackie nie wydają zaświadczenia o zdolności prawnej, które w przypadku ślubu z obcokrajowcem jest w Polsce niezbędne. Dostać za to można inne zaświadczenie – o „niewydawaniu zaświadczenia”! Czysta paranoja! Najgorsze jednak jest to, że wcale nie tak łatwo uzyskać informacje, co, jak, gdzie i w którym momencie należy załatwić. Kiedy chcąca się pobrać para zorientuje się, jak działa cały system, to niekiedy jest już za późno na jakikolwiek manewr

i trzeba kombinować. Organizując nasz ślub, mieszkaliśmy chwilowo w Anglii, więc na częste wizyty w urzędach nie mieliśmy czasu. Dopiero po powrocie do kraju zabraliśmy się za walkę z biurokracją. Zaświadczenie o „niewydawaniu zaświadczenia” mieliśmy profesjonalnie przetłumaczone, pozbieraliśmy też inne potrzebne dokumenty z różnych urzędów (wymagane są ich tłumaczenia przysięgłe), u notariusza spisaliśmy „cesne oznamenie” i ruszyliśmy do polskiego sądu, bo to właśnie sąd w Polsce musi wydać zgodę na zawarcie małżeństwa bez zaświadczenia. Czekając na sędzinę, która właśnie prowadziła rozprawę o przyznanie alimentów, zastanawiałam się, co ja robię w takiej instytucji. W końcu sąd kojarzy się z miejscem, gdzie są rozstrzygane spory, toczą się postępowania karne i gdzie sprawie-

W R Z E S I E Ń ➨ WYSTAWA FOTOGRAFII Fotografie przedstawiają obywateli Warszawy w latach 1899 - 1944. W ciągu niespełna pół wieku Warszawa przeżyła dwie wojny światowe, zjednoczenie Polski, kryzys gospodarczy, okupację niemiecką i powstanie warszawskie. Fotografie rodzinne odzwierciedlają wspomniane wydarzenia historyczne i ich wpływ na życie miasta i jego mieszkańców. II WOJNA ŚWIATOWA ROZPOCZĘŁA SIĘ W POLSCE Projekcje filmów, związanych tematycznie z wrześniem 1939 i początkiem wojny ➨ SZPITAL PRZEMIENIENIA (reż. Edward Żebrowski, PL, 1978, 90 min.) 10 września, godz. 16.30 Bratysława, Polski Instytut, Nám. SNP 27 ➨ DRUGA WOJNA ŚWIATOWA. Kampania wrześniowa w Polsce 1939 (dokument) 22 września, godz. 16.30•Bratysława, Polski Instytut, Nám. SNP 27 28

W

dliwości staje się zadość. Do tej pory wydawało mi się, że jeżeli sąd ma coś wspólnego z małżeństwem, to chyba jedynie rozwód.... Pani sędzina, bardzo miła zresztą, niewiele mogła dla nas zrobić – 2 tygodnie do ślubu to było stanowczo za mało, aby mogła się odbyć „rozprawa” i aby mógł się uprawomocnić „wyrok”. A to oznaczało jedno: ślubu w Polsce nie będzie! Zdążyliśmy się też dowiedzieć, że bez ślubu cywilnego (czyli bez wymaganych dokumentów), ślub kościelny również nie może się odbyć! Jedyne wyjście, jakie nam zostało, to szybki ślub cywilny w Bratysławie. W polskim urzędzie wydano mi zaświadczenie o zdolności prawnej do zawarcia związku małżeńskiego, znajomy tłumacz w ekspresowym tempie dokonał tłumaczenia przysięgłego, a przyszła teściowa stanęła na głowie, żeby po znajomości załatwić nam najbliższy termin ślubu cywilnego. Udało się! Ale ile jest takich par, którym się nie udało? Podobno 2 miesiące przed naszym weselem TV „Markiza” nadawała reportaż o mieszanej parze polsko-słowackiej, która właśnie przez niekorzystne regulacje prawne była zmuszana odwołać ślub. Kiedy teściowa opowiadała mi o tym, nie chciałam wierzyć. Dopiero własne do-

I N S T Y T U C I E

➨ JANOSIK: PRWADZIWA HISTORIA KARPACKIEGO ZBÓJNIKA 8 września, godz. 17.00•Bratysława, Polski Instytut, Nám. SNP 27•Prezentacja książki Stanisława Sroki Janosik. Prawdziwa historia karpackiego zbójnika Spotkanie literackie z udziałem aktora Jána Slezáka, wydawcy i tłumaczki Ingrid Majeríkovej. Prowadzenie: Aneta Parišková-Dočekalová. Współorganizator: Wydawnictwo „Goralinga” KONCERTY ORGANOWE ROMANA PERUCKIEGO ➨ 10 września, godz. 19.00•Koszyce, Dom umenia, Moyzesova 66 ➨ 13 września, godz. 16.30•Rožňava, Katedrála Nanebovzatia Panny Márie•W ramach 39. Międzynarodowego Festiwalu Organowego Ivana Sokola. W programie m.in. kompozycje J. S. Bacha, F. Mendelssohna-Bartholdyho, Muffata, J. Greššáka.

➨ TWÓRCZOŚĆ HANNY BOŻENY GIEDYCH 16 września, godz. 17.00 Poważska Bystrzyca, MG ART Galéria, M. R. Štefánika 141/13 Otwarcie wystawy tkaniny artystycznej Hanna Bożena Giedych zajmuje się nie tyko malarstwem i grafiką, ale również oryginalną, unikatową tkaniną. Ekspozycję można obejrzeć do 18 października 2009 r.

➨ POZNAĆ POZNAŃ AKTUAL(UME)NIE 17 września, godz. 18.00•Nitra, Nitrianska galéria Bunker, Župné námestie 3•Otwarcie wystawy fotografii i wideo•Trójkę polskich artystów Dianę Ronnberg, Pawła Polusa i Kamila Wnuka łączy wspólnie ukończona szkoła - Akademia Sztuk Pięknych w Poznaniu. Każdy jednak wyszedł z innej pracowni artystycznej i studiował pod innym kierownictwem. Co ich łączy i dzieli można obejrzeć do 8 listopada 2009 r. ➨ LAURA PAWELA 17 września, godz. 17.00 Bratysława, Polski Instytut, Nám. SNP 27 Wernisaż wystawy prac młodej artystki, tworzącej dzieła z nietradycyjnych materiałów – węgla, plastyku, kartonu, tworzywa sztucznego, żywicy itp. MONITOR POLONIJNY


świadczenia sprawiły, że uwierzyłam. Muszę jeszcze dodać, że za przyśpieszony termin ślubu cywilnego musieliśmy oczywiście słono zapłacić. Dużo wydaliśmy też, aby otrzymać wszystkie dokumenty, wymagane do zawarcia małżeństwa. Zastanawiam się, co by było, gdyby Polska, podobnie jak Słowacja, zamiast wydawania zaświadczenia o zdolności do czynności prawnych wydawała też tylko zaświadczenia o „niewydawaniu zaświadczenia”. Dla nas oznaczałoby to tylko jedno – odwołanie uroczystości. Wszystkim mieszanym parom, planującym ślub w Polsce, życzę wiele cierpliwości i radzę, żeby zabrały się do przygotowań odpowiednio wcześnie. Ale uwaga – za wcześnie też nie można, albowiem wszystkie dokumenty są ważne tylko 3 miesiące! Dużo słyszałam o tym, że łatwiej jest wziąć ślub na Słowacji niż w Polsce. No właśnie, a zastanawiał się ktoś, dlaczego? Bo Polska wydaje zaświadczenia, a Słowacja nie! W tej sytuacji plus dla Polski! Przyznaję, że cały galimatias ze ślubem kosztował nas sporo nerwów, ale warto było – słowacko-polskie wesele było wspaniałe, a słowacki mąż sprawuje się na polską piątkę z plusem. BASIA VINTER

Ogłoszenie redakcyjne W tym roku na łamach „Monitora Polonijnego“ publikujemy artykuły, przedstawiające różne miasta i regiony Polski. Przy tej okazji chcielibyśmy skorzystać z pomocy naszych Czytelników i pokazać ich ulubione miejsca, ich „małe ojczyzny“. Pragnęlibyśmy, aby to Państwo byli naszymi przewodnikami po nich, a w związku z tym prosimy o kontakt telefoniczny bądź mailowy z redakcją osób z różnych miast i regionów w Polsce, których do tej pory nie przedstawialiśmy na łamach naszego pisma, a którzy chcieliby nam przedstawić swoje rodzinne strony. Redakcja „Monitora Polonijnego“ monitorp@orangemail.sk ŻYCZENIA Xenii Bergerovej oraz jej mężowi składamy serdeczne życzenia z okazji przyjścia na świat ich synka Alexandra, który urodził się 14 lipca.

Andrejce CupałBaricovej oraz jej mężowi Łukaszowi składamy serdeczne życzenia z okazji przyjścia na świat ich drugiej córeczki. Maja Magdalena urodziła się 16 sierpnia.

Przyjaciele z Klubu Polskiego

Przyjaciele z Klubu Polskiego

P O L S K I M ➨ SAM NA SCENIE

➨ BARBAKAN

18 września, godz. 18.00•Trenczyn, Klub Lúč, Kniežaťa Pribinu 2 Międzynarodowy festiwal teatrów jednego aktora z udziałem polskiego aktora Bogusława Kierca, prezentującego spektakl Mój trup, opracowanym na podstawie twórczości Adama Mickiewicza. Więcej informacji na www.samnajavisku.sk ➨ MOON RIDE 04 18 – 26 września•Koszyce, TABAČA kulturfabrik, Gorkého 2•Festiwal prezentujący współczesne trendy artystyczne w muzyce, tańcu, teatrze, sztukach plastycznych i multimediach. W programie m.in. 18 września, godz. 19.30•Teatr Usta Usta - spektakl Slaughterhouse 22 września, godz. 19.00•wernisaż Lokator 23 września, godz. 20.30•zespół Modfunk godz. 21.30•Dj PeteBoy 24 września, godz. 19.00•Porywacze ciał - spektakl More Heart Core•godz. 23.00•zespół Eltron John 25 września, godz. 21.00• zespół Napszyklat

23 – 27 września•Bańska Bystrzyca•Bańska Bystrzyca stanie się centrum filmu, muzyki, sztuk plastycznych i literatury, prezentowanych w ramach festiwalu multimedialnego „Barbakan”. Więcej informacji na www.vresk.sk ➨ POCZĄTEK II WOJNY ŚWIATOWEJ W POLSCE I NA SŁOWACJI 24 września, godz. 17.00•Bratysława, Polski Instytut, Nám. SNP 27•Dyskusja historyków polskich i słowackich na temat wydarzeń związanych z wybuchem II wojny światowej•Współorganizator: Ústav pamäti národa ➨ EUROPEJSKI DZIEŃ JĘZYKÓW 25 września, godz. 9.00 - 14.00 Bratysława, Hviezdoslavovo námestie Zagraniczne instytuty kultury i ambasady zorganizują bogaty program promujący naukę języków obcych.

WRZESIEŃ 2009

MOŻNA JESZCZE ZDĄŻYĆ

➨ PÓŁ WIEKU TEATRU LABORATORIUM Do 14 września•Bratysława, SND, Pribinova 17 Wystawa prezentująca dorobek Teatru „Laboratorium” Jerzego Grotowskiego PONADTO POLECAMY ➨ CIŚLAK 3•5 – 30 września•Dolny Kubin, Mestské kultúrne stredisko, Námestie slobody 1269/3 Wystawa grafik, rysunków i obrazów polskich plastyków – Mirosława, Filipa i Agnieszki Ciślaków z Żywca Wernisaż: 11 września 2009, godz. 17.00 ➨ SZTUCZKI 3 września•Ružomberok, kino Kultúra 10 września•Levice, kino Junior 16 września•Bratysława, FK Zrkadlo – Zrkadlový háj 28 – 30 września•Nitra, Divadelná Nitra Projekcja filmu (reż. Andrzej Jakimowski, PL, 2007, 95 min.) Więcej informacji na www.asfk.sk. 29


Zaproszenie do Szwajcarii

J

uż mi się nie chce! Nie mam ochoty znów dokądś wyjeżdżać! – tak zaczęła się moja przygoda z krajem serów, banków i zegarków. Moim jedynym marzeniem po studiach w Polsce był powrót na Słowację i znalezienie sobie pracy w Bratysławie. Sytuacja jednak się zmieniła, bowiem zaręczyłam się z moim chłopakiem Szwajcarem i zrozumiałam, że będę musiała zrezygnować ze swoich marzeń na rzecz ratowania planety przed wyludnieniem (albo przynajmniej przed spadkiem liczby urodzeń w stosunku do liczby zgonów). Moje heroiczne postanowienia spowodowały, że wyjechałam do kraju mojego narzeczonego. Kraju, w którym pola i łąki są kolorowe i kwadratowe – jak gdyby ktoś je wykreślił za pomocą linijki. Szczyty gór wspinają się pod kątem 60 stopni i tworzą doskonałe trójkąty. W dali (nawet w miastach) słychać dzwonki krów. Sprzedawczynie w sklepach i kelnerzy uśmiechają się, szczerząc białe zęby jak w reklamie, a czystość miast i jakość produktów znana jest w całej Europie. Człowiek ma wrażenie, że tak doskonałe państwo przecież nie może istnieć! Ale – słowo daję – istnieje. W trakcie studiów byłam przekonana, że jestem kosmopolitką (urodziłam się w rodzinie polsko-słowackiej, mieszkałam na Słowacji, studiowałam w Polsce i w Niemczech). Wydawało mi się, że w wieku 24 lat już nic mnie nie może zaskoczyć! Ha, znam już przecież zwyczaje i kulturę niejednego kraju europejskiego! Po przeprowadzce do 30

Szwajcarii okazało się, niestety, że jestem zielona jak liść na wiosnę. W tym przepięknym kraju nauczyłam się na przykład, że w moim dotychczasowym życiu byłam niezbyt dobrze zorganizowana! W Szwajcarii życie bez kalendarzyka nie ma najmniejszego sensu! Kalendarzyk (najlepiej kieszonkowy, by zmieścił się do każdej torebki) jest rzeczą niezastąpioną nawet, jeśli chodzi o życie towarzyskie (o pracy nie wspominając). Żeby umówić się z kimś na kawę, trzeba to zrobić przynajmniej 2 tygodnie wcześniej, bo dana osoba (koleżanka!!!) ma już na każdy wieczór bieżącego i przyszłego tygodnia zaplanowane spotkania towarzyskie, wizyty w fitness, klubach robienia na drutach, na wystawach krów, kupowanie ekologicznych produktów itp... Można tu zapomnieć o słowiańskiej spontaniczności, która w życiu politycznym i ekonomicznym nie znajduje potwierdzenia, natomiast często owocuje niesamowitymi przyjaźniami i emocjami, które Szwajcarom są nie-

znane. Coś za coś. Szwajcarzy potrzebują bardzo dużo czasu, żeby się przed kimś otworzyć. Są bardzo ostrożni. Słyszałam, że jeżeli już się z kimś zaprzyjaźnią, to wtedy jest to przyjaźń na dobre i na złe. Dla mnie to zachęta w trenowaniu cierpliwości. Pytanie jednak pozostaje: dlaczego tak jest? Przez wiele miesięcy myślałam o źródłach takiego zachowania i wywnioskowałam, że prawdopodobnie przyczyny powyżej opisanej mentalności są następujące. Po pierwsze wsie i miasta w dolinach zawsze były oddzielone od siebie górami. Na tyle skutecznie, że zanim zaistniały współczesne środki komunikacji i transportu, ludzie z sąsiedniej wioski stali się już obcy. Ich mentalność rozwijała się zupełnie inaczej niż we wsi obok. Nieraz mówili zupełnie innym, niezrozumiałym dialektem. Po drugie, żeby życie czterech grup językowych w jednym państwie mogło funkcjonować bezkonfliktowo, trzeba było nauczyć się ostrożnego wypowiadania swojego zdania, prezentowania poglądów politycznych czy religijnych. Najlepszym rozwiązaniem było w ogóle się nie wypowiadać – i dlatego dziś trudno nawiązać kontakt ze Szwajcarem. Dzięki przeprowadzce do Szwajcarii poznałam też kulturę francuską. Na Słowacji nie jest ona zbyt dobrze znana, w odróżnieniu od Polski, gdzie w szkołach z uwagi na historyczne powiązania dzieci i młodzież uczą się dużo więcej o kulturze i historii Francji. Mieszkam w Fribourgu, który leży tuż na granicy językowej – dialektu niemieckiego i języka francuskiego. Po dwóch latach nauczyłam się nawet przepięknego języka francuskiego (nie twierdzę, że bez trudności: nauczenie się wymawiania „r” zajęło mi kilka miesięcy!) Szwajcaria jest krajem kontrastów, tradycji i pięknej przyrody. Trzeba się z nim zapoznać i przynajmniej raz w życiu odwiedzić. ZAPRASZAM! KAMILA TOSETTI MONITOR POLONIJNY


Płyniemy razem na kajaku – krzyknął Antek i szybko pobiegł w kierunku domków, w których mieszkaliśmy. – Ominie cię szkolenie, jak używać wiosła! – Ale Antek już niczego nie słyszał. Gdy wrócił, Zuzia, ubrana w kamizelkę ratunkową, siedziała już w kajaku i czekała na niego. Złapał więc kapok i wskoczył do wody. – Ale frajda! Już wsiadam i płyniemy. – Nie wiem, jak sobie poradzisz…– martwiła się Zuzia. – Będę Ci mówić, jak masz wiosłować. Po odbiciu od brzegu dzieci miały płynąć za kaja-

W wakacje pojechaliśmy na kolonie na Mazury – nad Jezioro Nidzickie. Każdy dzień zaczynaliśmy od porannego apelu. Często chodziliśmy na plażę, opalaliśmy się i kąpaliśmy. Graliśmy też w różne gry, jak np. siatkówka czy badminton. Wieczorami organizowaliśmy ogniska, dyskoteki lub karaoke. Jeździliśmy też na wycieczki rowerowe, a ponadto odbyliśmy rejs statkiem i odwiedziliśmy Park Dzikich Zwierząt. Pewnego dnia wybraliśmy się popływać na kajakach. Na brzegu czekali na nas instruktorzy z wiosłami i dwuosobowymi kajakami. – Zuzia! Zapomniałem ręcznika. Zaraz wracam!

kiem instruktora. Na początku wszystkim szło dobrze, tylko bliźniaki zostały trochę w tyle. Antek wiosłował, jakby chciał odgonić komara. W pewnym momencie kajak się przechylił i oboje z Zuzią wpadli do wody. Ponieważ próby dostania się z powrotem do kajaka się nie powiodły, dzieci popłynęły do brzegu. – Już więcej z tobą nigdzie nie płynę! – krzyknęła Zuzia. Antoś tymczasem wyciągnął z kieszeni spodni mokry portfel. – Moje kieszonkowe! Całe zamokło! Zuzia zaczęła się głośno śmiać. – Masz nauczkę! Ha, ha, ha! TEKST I ILUSTRACJE: KASIA UFNAL

Drogie Dzieci! A jakie są Wasze wspomnienia z wakacji? Czekamy na listy z opisem Waszych przygód. Najciekawsze prace zostaną nagrodzone. WRZESIEŃ 2009

31


Są potrawy, w których można zamknąć na dłużej wszystkie letnie wspomnienia. Kiedy w jesienne popołudnia będzie się nam chciało ogrzać – wyciągnijmy album ze zdjęciami z wakacji, ze spiżarni przynieśmy zawinięte w ściereczkę oliwkowe ciasto, a do małego kieliszka nalejmy odrobinę domowej nalewki. Mokre i chłodne wieczory ożywią się momentalnie, a my, najedzeni i rozweseleni, z pewnością nie damy się jesiennej chandrze.

Ciasto oliwkowe SKŁADNIKI: • 10 dag żółtego sera, może być gouda • 10 dag zielonych oliwek nadziewanych papryką • 10 czarnych oliwek bez pestek • 220 g mąki • 1 łyżka proszku do pieczenia

• 4 jajka • 100 ml wytrawnego białego wina • 100 ml oliwy • 1 łyżeczka zmielonego kminku • 1 łyżka suszonego tymianku • sól, pieprz

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA: Rozgrzewamy piekarnik do 210 stopni. Małą podłużną formę nacieramy odrobiną oliwy i chłodzimy w lodówce. Ser kroimy w kostkę, wszystkie oliwki w plasterki. Na stolnicę wysypujemy mąkę i proszek do pieczenia, przyprawiamy

je solą i pieprzem. Robimy dołek, w który wbijamy jajka, i mieszamy, dodając stopniowo wino i oliwę. Ciasto wyrabiamy tak długo, aż stanie się gładkie. Następnie dodajemy do niego ser, oliwki i przyprawy ziołowe. Wszystko mieszamy, a potem przekładamy do formy. Pieczemy około 45 minut aż ciasto porządnie zbrązowieje.

Nalewka z winogron i ciemnego cukru SKŁADNIKI: • 1/2 kg ciemnych słodkich winogron • 20 dag ciemnego cukru (trzcinowy muscovado lub melisowy) • 1 litr wódki

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA: Winogrona lekko rozgniatamy, zasypujemy cukrem i zostawiamy pod przykryciem na 24 godziny. Następnie przekładamy do słoja i zalewamy alkoholem. Odstawiamy na okres od jednego do półtora miesiąca w spokojne miejsce, ale co jakiś czas potrząsamy

naczyniem, by cukier się rozpuścił. Potem nalewkę filtrujemy, najlepiej dwukrotnie i rozlewamy do ładnych buteleczek. Zostawiamy ją tak jeszcze na 2 - 3 tygodnie, by nabrała smaku. Samych dobrych letnich wspomnień! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2009/9  
Monitor Polonijny 2009/9  
Advertisement