Page 1

Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Strรกnka 65


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

Stránka 2

Koncert okazji 440. rocznicy Unii Lubelskiej

W

jednym z najbardziej reprezentacyjnych pałaców w Bratysławie – Pałacu Prymasowskim odbył się koncert pod patronatem ambasadora Rzeczpospolitej Polskiej Andrzeja Krawczyka i ambasadora Republiki Litewskiej Giedrusa Puodžiunasa. zagraniczną. Odrębne pozostawały urzędy, skarby, sądy oraz armie. Z dniem połączenia związkiem realnym państwa litewskiego oraz polskiego narodził się w Europie jeden z największych krajów tegoż kontynentu. Szacuje się, że ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Okazją do spotkania, które miało miejsce 30 czerwca w Sali Lustrzanej Pałacu Prymasowskiego, była 440. rocznica zawarcia unii pomiędzy Litwą a Rzeczpospolitą. Najbardziej znamiennym elementem owej unii było wprowadzenie jednej nazwy dla połączonych państw, która brzmiała – Rzeczpospolita Obojga Narodów. Rzeczpospolita Obojga Narodów miała jednego króla, wspólny sejm, wspólną politykę monetarną oraz wspólną politykę

u schyłku XVI stulecia, Rzeczpospolita Obojga Narodów obejmowała obszar około 800 tysięcy km2, zamieszkałych przez blisko 8 milionów ludności. Dziś można powiedzieć, że Unia Lubelska była zwiastunem dążeń integracyjnych obecnej Europy. O wspólnych korzyściach, wypływających z podpisania umowy między Polską a Litwą, wspominali przed koncertem ambasadorowie tych krajów. Następnie przybyłym do Pałacu Prymasowskiego gościom przed-

stawili się artyści, którzy przyjechali do Bratysławy z Wiednia wraz z rezydującym tam ambasadorem Litwy. Na scenie wystąpili: Dalia Dedinskaité (skrzypce), Gleb Pyšniak (wiolonczela) oraz Kyoko Okrushiba (fortepian), którzy wykonali utwory Feliksa Mendelssona, Fryderyka Chopina, Georga Friedricha Händla i Johna Halvorsena oraz Astora Piazzoli. Po koncercie można było podziwiać wystawę plakatów Stasysa Eidrigevičiusa. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

W

dniach 14 – 17 maja 2009 r. odbyła się w Mszanie Dolnej (Małopolska) VIII Międzynarodowa Olimpiada Notarialna. Wzięły w niej udział ekipy sportowe z Polski, Rosji, Słowacji, Węgier i Bułgarii. W uroczystym otwarciu olimpiady udział wziął konsul honorowy Rzeczpospolitej Polskiej na Słowacji Tadeusz Frąckowiak. Najwięcej sukcesów w poszczególnych dyscyplinach sportowych (piłka nożna, siatkówka, pływanie, szachy, lekkoatletyka itp.) odniosła ekipa polska, za nią uplasowali się uczestnicy z Rosji i Słowacji. jd 2

MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

Stránka 3

Narzekanie na brak czasu jest od dłuższego czasu w modzie. Wzdychania, wzniesione oczy ku niebu i niekończąca się lista obowiązków, co kto ma do zrobienia też. Niekiedy wręcz mam wrażenie, że jeśli nie dołączę do grona narzekających, stanę się inna, gorsza, ba, nawet posądzona o dysponowanie nadmiarem czasu, co przecież w obecnej dobie nie uchodzi! A ponieważ nie mam w zwyczaju brać udziału w tego typu przechwalankach, któregoś razu dostałam zaproszenie od pewnej zapracowanej osoby, by w ramach „wolnego czasu” wyprasować piętrzące się u niej w domu góry bielizny! Ta swoista licytacja brakiem czasu niekiedy przypomina mi jarmarczne kupczenie. Być może niektórzy w ten sposób podbudowują własne ego – brak czasu tłumaczą dużą ilością obowiązków, co w ich mniemaniu oznacza, że są rozchwytywani. Brak czasu to jakby nobilitacja. Patrząc jednak na to z drugiej strony, można pomyśleć, że cierpiące na brak czasu osoby nie mają umiejętności organizacyjnych albo nie są dość asertywne. W niniejszym numerze „Monitora“ mamy ofertę czytelniczą dla tych, którzy jednak potrafią wygospodarować trochę wolnego czasu, by poczytać o tym, co dzieje się nie tylko w Polsce, ale i na Słowacji, gdzie właśnie dobiega końca przygotowanie filmu, o którym dopiero będzie głośno, a który powstaje w koprodukcji z Polską. „Monitor“ jako jeden z pierwszych przynosi informacje zza jego kulis. W rozmowie z pierwszym polskim niekomunistycznym premierem przeniesiemy się 20 lat wstecz. A ponieważ mamy lato, przygotowaliśmy też materiały, dotyczące podróżowania po Polsce, imprezach, które się tam odbędą w ciągu wakacji, i atrakcjach turystycznych. Mogłabym jeszcze wymieniać i wymieniać, bowiem oferta czytelnicza podwójnego, wakacyjnego numeru naszego pisma jest bogata. Życzę zatem Państwu, byście tego lata byli… niemodni, byście po prostu mieli dużo czasu, by poczytać, odpocząć, zrelaksować się, pójść do kina i zrealizować to, na co brak czasu podczas całego roku.

REDAKTOR NACZELNA „MONITORA POLONIJNEGO“

Wakacje na każdą kieszeń Z KRAJU ANKIETA Podróże do Polski Szybciej pojedziemy na Śląsk, ale do Krakowa już nie Zapraszamy do Polski – koncerty, imprezy, festiwale… Tam, za wielką wodą OPOWIADANIE NA LATO Krzyżówka WYWIAD MIESIĄCA Tadeusz Mazowiecki o zmianach sprzed 20 lat Z NASZEGO PODWÓRKA CZYTELNICY PISZĄ Zaolziacy Polacy na Śląsku Cieszyńskim Wybraliśmy Dziewczyny z „Matadorki” „Latający Cyprian” Euro Dzień Wolności Podatkowej O związkach polsko-słowackich w Internecie Kataryna – caryca bloga „Socrates-Erasmus” w Polsce MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Festiwale KINO-OKO Powrót do czasów PRL-u TO WARTO WIEDZIEĆ Między Wersalem a Westerplatte BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Małgorzaty Szejnert „Wyspa klucz” Ivan Štrpka nominowany do nagrody Europejski Poeta Wolności OKIENKO JĘZYKOWE O seksie i Peweksie w jednym SPORT!? SiS SPACER WSPOMNIEŃ Szczecin – pomysł na wakacyjną przygodę Ogłoszenie wyników konkursu dla dzieci Z polonistyką na Ty OGŁOSZENIA ROZSIANI PO ŚWIECIE Tam, gdzie bogini wynurzyła się z piany MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI PIEKARNIK Wakacje z garnkami

4 4 5 6 6 9 10 12 15 28 28 29 30 32 34 36 37 38 39 40 42 44 45 48 50 50 52 54 55 58 59 62 63 64

KOSZTY ROCZNE PRENUMERATY „Monitora” wynoszą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100), a na druku bankowym podać imię i nazwisko. Nowych prenumeratorów prosimy o podanie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany na adres e-mail: monitorp@orangemail.sk, bądź pod nr tel. 0907 139 041.

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c ov á , A n n a M a r i a J a r i n a , A l i c j a Ko r c z y k - C h o v a n e c , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , M a g d a l e n a P i e t z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín

www.polonia.sk LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

3


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

Stránka 4

Wakacje na każdą kieszeń

D

awno, dawno temu, w tych biednych latach, gdy urlop w ośrodku wczasowym był jedną z najbardziej ekskluzywnych form spędzania wolnego czasu, palcem na mapie podróżowało się do niezwykłych, egzotycznych miejsc. Kolorowe zagraniczne czasopisma pokazywały nam bajkowy świat oceanów w kolorze najczystszego lazuru, plaż z rzędami palm, drinków o niesamowitych nazwach. Kto by pomyślał, że dwadzieścia lat później, żyjąc w kraju, w którym wystarczy mieć pieniądze na bilet lotniczy, by spełnić najskrytsze marzenia, podróżowanie stanie się chlebem powszednim, a kierunki urlopowych wędrówek wyznaczać będzie nie zasięg paszportu, a jedynie finanse i wyobraźnia. W pewnym sensie wyjazdy za granicę spowszedniały. Skoro każdy może być wszędzie (a przekorni twierdzą, że Polaka można spotkać w najmniej spodziewanych miejscach na świecie), niektórzy zastanawiają się, po co w ogóle wyjeżdżać. Urlopy

GŁÓWNE OBCHODY 20. rocznicy wyborów 4 czerwca, symbolu uzyskania wolności i upadku komunizmu, odbyły się w Krakowie, Warszawie i Gdańsku. Natomiast w innych miastach, np. w Katowicach, związkowcy demonstrowali, wzywając rząd do skuteczniejszej walki z kryzysem. 4

w zatłoczonych i sezonowo drożejących kurortach, czy to w Ustce, czy na Bali, zniechęcają coraz więcej ludzi. Trochę to śmieszne, ale jeśli chodzi o ideę wakacyjnego wypoczynku, zaczynamy wracać do korzeni z poprzedniej epoki – żeby nie wydać za dużo, ale wypocząć spokojnie,

Do Krakowa zjechali europejscy politycy, a Gdańsk odwiedziły też osobistości, które miały swój udział w obaleniu komunizmu, np. Vaclav Havel czy Hans-Dietrich Genscher. Ważną imprezą, kończącą obchody, był koncert Kylie Minogue i zespołu „Scorpions” w Stoczni Gdańskiej. Donald Tusk podziękował w Krakowie prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu za wkład w przemiany demokratyczne w Polsce. Prezydent okazał wdzięczność za te słowa, dodał jednak, że słowa szefa rządu to marketing polityczny. W WYBORACH DO PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO dnia 7 czerwca

w dobrym towarzystwie, w niebanalnym miejscu, nie zadeptanym jeszcze przez masowego turystę. Coraz modniejsze staje się spędzanie lata w zabitej dechami wsi, gdzieś w agroturystycznym gospodarstwie nad jeziorem czy w górach, gdzie największą troską jest obawa, czy wystarczy na obiad pierogów z jagodami, ulepionych przez uśmiechniętą gospodynię. A co mają powiedzieć ci, którzy z konieczności spędzają lato w mieście? Otóż zamiast narzekać, niech rozejrzą się uważnie i sprawdzą oferty tzw. kulturalnego lata w mieście – może się okazać, że kilka ulic dalej czeka na nich zupełnie niebanalna przygoda. W Polsce niekonwencjonalnych sposobów na osłodzenie sobie wakacji w betonowej dżungli jest co najmniej kilkanaście – może warto podpatrzeć i naśladować dobre pomysły? W Warszawie i Wrocławiu możemy wyruszyć w rejs rzeką, jeśli znajdziemy łódź typu „hotel”, możliwe stanie się nawet spędzenie tam nocy – romantycznie i orzeźwiająco, bez porównania z noclegiem w dusznym mieszkaniu. Zanim jednak pójdziemy spać, możemy się wybrać na „Festiwal Kin Plenerowych” – pod tą szumną nazwą kryje się kino na wolnym powietrzu w kilku miejscach stolicy. W Łodzi natomiast wraz z innymi zapaleńcami, gromadzącymi się w parkach, możemy uprawiać jogę. Możemy też załadować pistolety na wodę

w Polsce zwyciężyła prawica. Platforma Obywatelska zdobyła 25 mandatów, Prawo i Sprawiedliwość – 15 mandatów, Sojusz Lewicy Demokratycznej – 7, a Polskie Stronnictwo Ludowe – 3. Ogólna frekwencja wyniosła 24,53 proc. PO zdobyła 44,43 proc., PiS – 27,4 proc., SLD-UP – 12,34 proc., a PSL – 7,1 proc. Najwięcej głosów otrzymali Jerzy Buzek, Zbigniew Ziobro i Danuta Hübner.. POD KONIEC CZERWCA południowa Polska znalazła się pod wodą. Mieszkaniec Brzezin w powiecie ropczycko-sędziszowskim – stał się pierwszą ofiarą tegorocznej powodzi. Kilka nocy i dni strażacy

na Podkarpaciu, Śląsku i Dolnym Śląsku walczyli ze skutkami nawałnic. Najtrudniejsza była sytuacja w Ropczycach na Podkarpaciu i Kotlinie Kłodzkiej na Dolnym Śląsku. Woda uszkodziła setki domów i mostów, mieszkańców kilku miejscowości ewakuowano. Wezbrane wody przerywały wały, powalały drzewa, osuwały potężne bryły ziemi. Z odciętych od świata miejscowości chorych wynoszono na noszach, innych ratowano, przewożąc łodziami. Centrum Kłodzka znalazło się pod wodą. Woda niszczyła wszystko. Ludzie stracili nie tylko domy, ale często cały dobytek swojego życia. Zdaniem synoptyMONITOR POLONIJNY


08.07.09 09:47

Stránka 5

i strzelające pisanki, szykując się do Street Wars, czyli strzelania wodą do wcześniej uzgodnionego celu. W Poznaniu na placu Wolności mamy możliwość poopalania się, albowiem rozsypała się tam plaża. Boiska do siatkówki, leżaki, drinki… Muzyki na żywo też tam można posłuchać. Ci, których pobyt w jednym miejscu nudzi, mogą odbyć przejażdżkę kultowym autobusem „ogórkiem” lub zabytkową linią tramwajową „0”. Trochę dalej na południe – we Wrocławiu – podczas wakacji mamy możliwość zgłębienia tajników warzenia piwa, albowiem Centrum Piwowarstwa organizuje bezpłatne pokazy, prezentacje i degustacje złocistego trunku. Po takiej lekcji z pewnością świetnie pójdzie nam nauka ludowego śpiewu archaicznego, koronkarstwa i tkactwa – wystarczy jedynie, że z Wrocławia przeniesiemy się do Bystrzycy Kłodzkiej na międzynarodowe warsztaty. A nawet jeśli żadna z tych propozycji nie przypadła Wam do gustu – pozostaje pobliski park, własny koc i prowiant, dobra książka albo miłe towarzystwo. Będzie co wspominać w dżdżyste jesienne wieczory. Ważne, żeby ten wyczekany przez cały rok urlop po prostu przeżyć po swojemu, wypocząć, odstresować się i nabrać sił do zmagań z powakacyjną codziennością – czego Wam serdecznie życzę AGATA BEDNARCZYK

ków powodzie zostały spowodowane przez opady, które w czerwcu przekroczyły normę. PREMIER TUSK, który odwiedził zniszczoną przez powódź miejscowość Dziewiętlice na Opolszczyźnie, powiedział, że całe południe Polski wymaga bardzo poważnych inwestycji, by zmniejszyć zagrożenie powodziowe. Obiecał pomoc poszkodowanym. Podobne obietnice złożył też wicepremier i minister spraw wewnętrznych Grzegorz Schetyna w Kotlinie Kłodzkiej. Według jego słów na odbudowę uszkodzonych mostów i dróg rząd wyda 65 mln złotych. LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

Podróże do Polski O

kres urlopowy to okres częstszych wyjazdów, a w związku z tym postanowiliśmy zapytać naszych czytelników, jakimi środkami lokomocji jeżdżą do Polski.

Urszula Szabados, Koszyce Do Gdyni mam 1000 kilometrów. Ostatnio, kiedy tam jechałam, byłam zrozpaczona, bo z Koszyc nie miałam żadnego połączenia, nawet do Krakowa. Jeżdżę z wieloma przesiadkami i trwa to ok. 20 godzin. Ponieważ jak co roku w sierpniu wybieram się na wybrzeże, dowiedziałam się, że w sezonie letnim z Koszyc do Krakowa będzie kursował jeden nocny pociąg. A zatem rano będę w Krakowie, a stamtąd jest sporo pociągów do Gdyni. O połączenie między polskimi miastami się nie obawiam, ale najgorzej dostać się z Koszyc do Krakowa. Niedawno, poza sezonem, chciałam dotrzeć do Polski, a w związku z tym najpierw musiałam pojechać do Żyliny, z Żyliny do Katowic, a stamtąd dopiero do Krakowa. Do Gdyni, gdzie mieszka moja siostra, jeżdżę, co najmniej raz w roku i wtedy tak planuję czas, żeby jak

W DNIU 28 CZERWCA, w chwilę po zakończeniu Małopolskiego Pikniku Lotniczego w Krakowie doszło do tragicznego wypadku. Samolot Cesna 172 z nieznanych przyczyn spadł na ziemię. W wyniku wypadku śmierć poniosły dwie osoby, a dwie zostały ranne. W PRZEDOSTATNIM DNIU czerwca przeszła przez Warszawę gwałtowna burza. Najmocniej zagrzmiało nad Śródmieściem i Mokotowem. Kancelaria Premiera oraz budynek Sejmu zostały zalane, ulice zmieniły się w rzeki. Woda przedostała się także do centrum handlowego „Złote Tarasy”. Drogi blokowały zwalone konary drzew, a ludzie

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Monitorek07-08

najdłużej pobyć nad morzem. Do innych miast podróżowałabym częściej, ale brak połączeń to główna przeszkoda. Przecież z Koszyc do Polski jest tak blisko i w głowie się nie mieści, że tak trudno tam dotrzeć, jeśli człowiek nie dysponuje własnym samochodem.

chowali się pod dachami wiat na przystankach i w pobliskich sklepach. Ewakuowano mieszkańców bloku, na który spadło drzewo. Stanęły tramwaje, jeden szpital był pozbawiony prądu. Tego wieczoru nawałnica przeszła też nad Łodzią. Burza, której towarzyszyła intensywna ulewa, spowodowała zalanie części ulic w mieście. JANUSZ PALIKOT został 13.czerwca laureatem ,,Hiacyntów” – nagrody, przyznawanej przez Fundację Równości za zasługi dla tolerancji. ZAMIESZANIE WYWOŁAŁY informacje, iż twarz PiS w wyborczym spocie partii, aktorka Anna Cugier-

Kotka została 6.czerwca pobita. Sprawcami miało być trzech mężczyzn. O los aktorki zatroszczył się lider partii Jarosław Kaczyński. Sprawa nie jest do końca wyjaśniona, bo aktorka później zdementowala pobicie i tłumaczyła, że była tylko wyzywana. Znany aktor ANDRZEJ ŁAPICKI poślubil 5.czerwca jako 85-latek o 60 lat młodszą kobietę. 25-letnia Kamila Mśchichowska, dziś już Łapicka, jest młodsza nawet od wnuczki aktora. Rodzina Łapickiego odrzuca plotki, że Kamila zrobiła to dla pieniędzy i życzy młodej parze sto lat. Zuzana Kohútková, WARSZAWA 5


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

Stránka 6

Stanisława Hanudelová, Bratysława

bie kuszetkę. Ponieważ w ciągu dnia nie kursuje pociąg bezpośredni, pozostaje mi połączenie nocne, choć w dzisiejszych czasach trochę strach podróżować samemu w nocy. Na szczęście nie ma już kontroli na granicach, więc nikt mnie nie będzie budzić w nocy. Mogłyby być dogodniejsze połączenia na trasie Warszawa – Bratysława, ale ja pamiętam, że na początku lat 80-tych, aby utrudnić kontakty między naszymi krajami za czasów „Solidarności“, pociąg, który kursował między tymi dwoma miastami przyjeżdżał o bardzo niedogodnej porze, bo ok. 3 godziny w nocy. Jako tłumacz musiałam często odbierać z dworca polskie delegacje właśnie w nocy.

Ostatnio rzadko jeżdżę do Polski, ale pod koniec lipca wybieram się do Warszawy, w odwiedziny do chorej koleżanki. Chciałam poszukać tanich połączeń lotniczych z Wiednia, ale jeśli niczego takiego nie znajdę, wybiorę się nocnym pociągiem i kupię so-

Helena Gerec, Koszyce Do mojego rodzinnych Katowic jeżdżę co roku na Wszystkich Świętych. Najczęściej podróżuję samochodem, kiedyś jeździłam pociągiem na trasie Koszyce – Warszawa albo autobusem do Nowego Targu, ale obecnie nie ma żadnego z tych połączeń.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Kazimierz Filipek, Bratysława

6

Do Zielonej Góry, skąd pochodzę, jeżdżę 3 – 4 razy w roku, na każde święta i urlop. Od jakiegoś czasu jeżdżę samochodem, bo po pierwsze jest taniej, a po drugie oszczędzam dużo czasu. Pociąg do Wrocławia jedzie całą noc. Z Wrocławia muszę jechać autobusem do Zielonej Góry albo pociągiem do Leszna, a stamtąd kolejnym pociągiem docelowym. Taka podróż trwa bardzo długo, a ponieważ sporo połączeń zredukowano, czas oczekiwania na kolejny środek lokomocji przedłuża się w nieskończoność. red

Szybciej pojedziem

C

zy możemy spodziewać się w najbliższych latach nowych dróg i linii kolejowych, usprawniających komunikację między Polską a Słowacją? Odpowiedź na to pytanie zna polskie Ministerstwo Infrastruktury, które zapytaliśmy o plany poprawy komunikacji polsko-słowackiego pogranicza. Za kilka lat będziemy mogli wygodnie dostać się z Bratysławy przez Żylinę w kierunku Śląska zarówno pociągiem, jak i samochodem – zapewnia Ministerstwo. Niestety, nieprędko poprawi się połączenie Słowacji z Małopolską. Jednym słowem – trzy największe miasta Słowacji: Bratysława, Koszyce i Żylina, nadal będą miały fatalne połączenie z Krakowem, zwłaszcza kolejowe. „Spośród trzech linii kolejowych, łączących Polskę i Słowację, priorytetowe znaczenie ma linia kolejowa Bielsko-Biała – Żywiec – Zwardoń – Skalite – Czadca – Żylina. Linia ta stanowi fragment paneuropejskiego korytarza transportowego nr VI. Aktual-

Zapraszamy do

O

dkąd pamiętam, polskie wakacje zawsze upływały pod znakiem festiwali w Opolu i Sopocie, oryginalnych konkursów, serwowanych z brzęczących wszędzie odbiorników, nastawionych na „Lato z Radiem”, oraz atrakcji, proponowanych w ramach rozmaitych „Dni miast” – festynów, kiermaszów czy jarmarków. Polacy lubią się bawić – nikt chyba w to nie wątpi. MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

Stránka 7

edziemy na Śląsk, ale do Krakowa już nie

nie dokonane zostały na polskim odcinku doraźne prace modernizacyjne, przy czym istniejące wąskie gardło nie zostało jeszcze usunięte i nadal konieczne jest dzielenie składów towarowych” – pisze Ministerstwo Infrastruktury. Jak się dowiedzieliśmy w resorcie, kompleksowa modernizacja tej linii, stanowiącej również połączenie między portami Bałtyku i Adriatyku, przewidziana jest na kolejną perspektywę finansową UE, obejmującą lata 2014-2020. W najbliższych latach będą realizowane również trzy duże inwestycje drogowe. Na wschodzie powstaje transeuropejska droga ekspresowa „Via Carpatia” (Białystok – Lublin –

Koszyce – Budapeszt), która ma ogromne znaczenie dla ożywienia gospodarczego wschodnich regionów obu państw. Śląsk z Krajem Żylińskim ma połączyć nowa droga, łącząca planowaną autostradę D3 po stronie słowackiej i przyszłą drogę ekspresową S69 po stronie polskiej, pomiędzy miejscowościami Skalite i Zwardoń. Dzięki niej za kilka lat będziemy mogli pojechać wygodną dwupasmówką z Bratysławy przez Żylinę, Śląsk i Łódź aż do Gdyni! Jeśli chodzi o połączenie z Krakowem, to zaawansowane prace na drodze ekspresowej R3 prowadzone są na słowackiej Orawie (Dolny Kubin – Trstena – granica), a na odcinku od Chyżnego do Rabki póki co trzeba się będzie męczyć, jeżdżąc po starej jednopasmówce. Wlecze się również modernizacja „zakopianki”, gdyż droga Kraków – Zakopane, podobnie jak Kraków – Chyżne, a w odróżnieniu od połączenia Bielsko-Biała – Żylina, nie została uznana za trasę o transeuropejskim znaczeniu. A co z połączeniem kolejowym Krakowa ze słowackimi miastami? Tutaj rzeczywistą poprawę może przynieść jedynie budowa, i to od podstaw, nowej linii kolejowej na od-

cinku między Podłężem k. Krakowa a Tymbarkiem. Tam nowa linia będzie się łączyć z już istniejącą trasą Nowy Sącz – Tymbark – Chabówka – Bielsko-Biała, która przecina się ze starą linią Kraków – Chabówka – Nowy Targ – Zakopane. O linii Podłęże – Tymbark mówi się od lat, na razie bez rezultatu. Budowa tej linii (bardzo trudna z uwagi na konieczność poprowadzenia części trasy tunelem) skróciłaby drogę z Krakowa do Koszyc (przez Muszynę) aż o 77 km i równocześnie skróciłaby czas przejazdu do Nowego Targu i Zakopanego o kilkadziesiąt minut. Dużym ułatwieniem byłaby również odbudowa 24-kilometrowego odcinka kolei Nowy Targ – Trstena, na co niestety na razie się nie zanosi (w miejscu dawnego torowiska ma powstać… ścieżka rowerowa). Zdaniem Warszawy nie ma co liczyć również na uruchomienie między Polską a Słowacją połączeń lotniczych. Kolejną sprawą są też bariery biurokratyczne, utrudniające uruchomienie transgranicznych połączeń autobusowych. To jednak osobne tematy, do których z pewnością jeszcze wrócimy. JAKUB ŁOGINOW

my do Polski – koncerty, imprezy, festiwale… W ciągu mijającego właśnie dwudziestolecia odzyskania narodowej wolności liczba wakacyjnych imprez wzrosła ogromnie i dziś nie ma chyba miejsca w kraju, w którym nie organizowano by czegokolwiek dla uprzyjemnienie letnich weekendów czy tygodni. Całe polskie wybrzeże latem pulsuje imprezami. Wakacyjne kurorty, poza sezonem ciche i senne, rozbrzmiewają koncertami, konkursami na np. najpiękniejszy plażowy zamek, zawodami w przedziwnych konkurencjach – miejsca brak, by je opisać. Warto jedynie przypomnieć, że niedoścignionym wzorem letniej zabaLIPIEC - SIERPIEŃ 2009

wy na Pomorzu Gdańskim pozostaje od wieków gdański Jarmark Dominikański (25.07. – 16.08.), który od 746 lat oferuje spragnionej rozrywek gawiedzi kramy z różnościami, popisy kuglarzy, degustacje wyśmienitego jadła – słowem wszystko to, czego na co dzień nie mamy. Inna niebanalna pomorska impre-

za to Letnie Koncerty Organowe i Kameralne, nad którymi honorowy patronat sprawuje Maria Kaczyńska, a których będzie można wysłuchać podczas wakacji w Jastrzębiej Górze i Władysławowie. Miasta północnej Polski od 23 maja do 22 sierpnia toczą zawzięty bój w Pucharze Miast,


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

Stránka 8

walcząc w 15 niezwykłych konkurencjach o główną nagrodę 100 tysięcy złotych. Nie sposób zapomnieć, że do największych wakacyjnych imprez należą te, organizowane przez popularne stacje radiowe. Radio ZET i tygodnik „Gala” proponują letni „Wakacyjny Tour” w 18 turystycznych kurortach naszego kraju. Podobnie działa Program Pierwszy Polskiego Radia i jego „Szlacheckie Lato z Radiem”. Jak co roku stacja ESKA organizuje koncerty w ramach formuły „Hity na czasie”. Tego lata Polskę odwiedzą muzyczne gwiazdy światowego formatu – 24 lipca w Warszawie odbędzie się koncert Britney Spears, 28 lipca – również w stolicy – wystąpi Suzanne Vega (następnego dnia usłyszymy ją w Gdańsku), 6 sierpnia w Chorzowie zaśpiewa w wielkim show zespółlegenda „U2”, a 15 sierpnia – o czym ostatnio sporo się mówi – w Warszawie będziemy mogli wysłuchać i zobaczyć Madonnę. Ten koncert budzi sporo kontrowersji, a to za sprawą daty (15 sierpnia w Polsce obchodzi się jedno z ważniejszych świąt katolickich – Matki Boskiej Zielnej) – bowiem wielu osobom nie podoba się zbieżność obchodów religijnego święta z występem piosenkarki, która często uczucia religijne obrażała. Na zakończenie wakacji 28 sierpnia pięknie zaśpiewa w Warszawie Andrea Bocelli. Południowa Polska i jej malownicze miasta również mają wiele do zaoferowania. W dniach 17 – 19 lipca w Częstochowie odbędzie się II Biwak Wojsk Napoleońskich – widzowie będą mogli obejrzeć przemarsz wojsk ulicami miasta, pokaz musztry, prezentację regimentów, inscenizację bitwy i pokaz życia obozowego – to prawdziwa gratka dla miłośników epoki napoleońskiej i militariów. W tym samym czasie w Glinojecku odbędzie się XIII Międzynarodowy 8

Festiwal Piosenki i Kultury Romów, a nieco wcześniej, bo od 1 do 15 lipca w Jarosławiu będzie miał miejsce II Międzynarodowy Festiwal Gitarowy. We Wrocławiu od 23 lipca do 9 sierpnia zakróluje festiwal filmowy „Era Nowe Horyzonty”, będący gratką dla wszystkich miłośników kina niezależnego, artystycznego, niekomercyjnego. Niemalże w tym samym terminie – od 1 do 9 sierpnia w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą i sąsiadującym

z nim Janowcu odbędzie się znana i szanowana impreza dla wszystkich kinomaniaków i miłośników sztuki w ogóle – Festiwal Filmu i Sztuki „Dwa brzegi”. Warto przejrzeć program tego przedsięwzięcia, by wiedzieć, kiedy i gdzie pojawią się wielkie gwiazdy. W sierpniu miłośnicy muzyki Chopina powinni obowiązkowo zatrzymać się w Dusznikach Zdroju – od 7 do 15 tego miesiąca odbędzie się tam 64. Międzynarodowy Festiwal Chopinowski, który od lat cieszy się wspaniałą opinią wykonawców i słuchaczy, a piękno i wirtuozeria wykonań utworów patrona osiągają poziom mistrzowski. Co roku do Dusznik zjeżdżają światowe sławy muzyki

poważnej, a za nimi rzesze fanów i miłośników tych niezwykłych koncertów. Krakowskich (i nie tylko) fanów muzyki rap i pop z pewnością zainteresuje Coke Live Music Festival. W dniach 20 – 22 sierpnia w grodzie Kraka na imprezie tej wystąpią między innymi raper 50 Cent, The Killers, Gentelman i Shaggy. Ostatni wakacyjny tydzień również na Podhalu zaznaczy się świątecznie – w Nowym Targu od 20 do 23 sierpnia odbędzie się jubileuszowy X Jarmark Podhalański – występów zespołów ludowych będzie co niemiara, podobnie jak miejscowych wyrobów kulinarnych, odzieżowych, pamiątek i mnóstwa innych góralskich różności. Zainteresowani kulturą żydowską niech wybiorą się do Lelowa koło Częstochowy, gdzie w dniach 22 – 23 sierpnia odbędą się VII Spotkania Kultur „Święto Ciulimu – Czulentu”. Degustacje tych znanych żydowskich potraw będą jedną z wielu atrakcji imprezy, której głównym założeniem jest przybliżyć inność, odmienność kultur, które przez wieki żyły i żyją obok siebie. Ten przedostatni wakacyjny weekend szczególnie głośny będzie na pewno w Rudzie Śląskiej – nic dziwnego, skoro przez dwa dni królować tam będzie IX Międzynarodowy Festiwal Orkiestr Dętych. Piękna muzyka, widowiskowe występy – frajda dla dzieci i dorosłych zapewniona. To oczywiście nie wszystkie letnie imprezy, które odbędą się w polskich miastach i miasteczkach w tym sezonie. Nie sposób ich przecież wymienić, ale wszystkich zainteresowanych odsyłam do Internetu, gdzie informacji na ten temat mieści się co niemiara. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę nazwę wybranego miasta, poczytać program kulturalny na wakacje – i już można planować dodatkowe atrakcje wakacyjne. Oby zawsze działo się coś ciekawego! AGATA BEDNARCZYK MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

G

08.07.09 09:47

Stránka 9

Tam, za wielką wodą

dy ktoś spyta, co łączy Polskę i Słowację, odpowiedź nasuwa się sama – to przede wszystkim Tatry i Pieniny, a ogólniej mówiąc – góry. Wkrótce może się też okazać, że takim łącznikiem będzie również woda, a ze Słowacji do Polski (lub odwrotnie) popłyniemy jachtem lub na desce windsurfingowej. Pisząc o wodzie, mam na myśli oczywiście Jezioro Orawskie, którego niewielka część znajduje się na terytorium Polski – w gminach Jabłonka i Lipnica Wielka. Jezioro Orawskie, zajmujące 35 km2, jest największym zbiornikiem wodnym Słowacji. Jest to całkiem spory akwen, nawet jeśli wziąć pod uwagę polskie miary – podobną powierzchnię zajmuje Jeziorak, należący do pierwszej dziesiątki największych polskich jezior. Walory Orawy dostrzegli samorządowcy ze Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski. Ich zdaniem ten malowniczy akwen mógłby stać się żeglarskim zapleczem dla pozbawionego wielkiej wody Krakowa. Małopolscy żeglarze wraz z władzami Jabłonki i Trsteny opracowali założenia projektu, którego celem byłoby ożywienie akwenu pod kątem sportów wodnych – i to zarówno po stronie słowackiej, jak i polskiej. Przede wszystkim chodziło o przeprowadzenie cyklu szkoleń dla orawskich urzędników, przedsiębiorców i właścicieli kwater na temat żeglarstwa i windsurfingu jako produktów turystycznych, zorganizowanie konferencji, prezentującej walory inwestycyjne obszaru, a także regat windsurfingowych wraz z festiwalem szant. Niestety, skomplikowane reguły przyznawania pomocy unijnej sprawiły, że projekt „Łączy nas Orawa” nie rozpocznie się od października, jak planowano, lecz w nieokreślonej przyszłości i w innej formule. Organizatorzy chcieli bowiem, by szkolenia i inne zadania prowadzili specjaliści z regionów, mogących przekazać LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

Orawie swoje cenne doświadczenie wodniackie, a więc z Warmii i Mazur oraz Pomorza. Okazało się jednak, że skala przedsięwzięcia wykracza poza wąskie ramy, określone przez Fundusz Małych Grantów Transgranicznych Euroregionu Tatry, i dla tego oryginalnego projektu trzeba poszukać innych źródeł finansowania. Niemniej jednak dla słowackich i polskich gmin, leżących nad jeziorem, rozwój turystyki wodnej jest sprawą priorytetową. I tak gmina Trstena opracowała kompleksowe plany zagospodarowania przestrzennego dla osad Ustie nad Priehradou i Pristav, które przewidują utworzenie nowoczesnych marin żeglarskich, hangarów dla przechowywania desek windsurfingowych, obiektów hotelowych i usługowych. Część obiektów będzie budowana ze środków gminy, wspomaganych funduszami unijnymi, dla innych konieczne jest znalezienie

inwestora. Jednym z priorytetów, zapisanych w strategii rozwoju Trsteny, jest utworzenie regularnej linii promowej z osady Pristav do Namestova oraz do… Polski. Ten drugi kierunek wymaga jednak poważnych nakładów inwestycyjnych, gdyż obecnie polska część jeziora jest za płytka, zamulona i zarośnięta krzakami. O wspólnym polsko-słowackim charakterze jeziora można mówić dopiero od czasu wejścia obu krajów do strefy Schengen. Ponieważ granica państwowa przebiega wzdłuż brzegów akwenu, aż do 2007 roku zagospodarowanie turystyczno-wodniackie okolic Chyżnego było niemożliwe. Władze Jabłonki chciałyby jednak, by w przyszłości północna część jeziora (w pobliżu ujścia rzeki Czarna Orawa) została pogłębiona i oczyszczona z mułu, a w okolicach Chyżnego powstała przystań żeglarska. Oczywiście skala inwestycji wymaga uzgodnień i inicjatyw na szczeblu międzyrządowym, dzięki którym Chyżne mogłoby stać się żeglarską stolicą Małopolski i wodną bramą z Polski na Słowację. JAKUB ŁOGINOW Autor jest korespondentem ukraińskiego tygodnika „Dzerkało Tyżnia” w Polsce i Słowacji oraz właścicielem portalu www.porteuropa.eu

9


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

Stránka 10

Krzyżówka Do wagonu wskoczył w ostatniej chwili. Już tysiąc razy obiecywał sobie, że więcej się to nie powtórzy, że już zawsze będzie przychodzić na czas. Był zły na siebie, ale jednocześnie szczęśliwy, że zdążył. Spocony i zdyszany przywlókł się do przedziału, gdzie na jego miejscu siedział jakiś cudzoziemiec. Latem było ich wszędzie wyjątkowo dużo. Próbował mu wytłumaczyć, że to jego miejsce. Chociaż angielski Piotra nie był najgorszy, to mężczyzna odpowiedział mu po włosku, co wcale nie ułatwiło komunikacji. W końcu jednak udało się go jakoś przekonać, żeby zwolnił mu miejsce. Przedział był pełen ludzi, a Włoch zbierał swoje bagaże. Jego głośne narzekanie, uzupełniane nerwową gestykulacją, obudziło starszawego pana, tępo rozglądającego się wokół. Kiedy wreszcie wyszedł, Piotr usiadł ciężko na swoim miejscu. W przedziale panowała duchota. Przez okno, otwarte przed chwilą przez korpulentną panią w nieokreślonym wieku, świeże powietrze prawie w ogóle nie napływało do wewnątrz. Na zewnątrz było prawie tak samo duszno. Zbierało się na deszcz. Widok śpiącego chłopaka, zajmującego miejsce naprzeciwko, jeszcze bardziej go osłabił i osłabienie to rosło stopniowo coraz bardziej. Gdy przez otwarte okno wpadły pierwsze odświeżające krople deszczu, już mocno spał. Z upojnego snu pełnego przyjemnych wrażeń 10

i niejasnych wątków obudziła go głośna rozmowa dwóch kobiet w średnim wieku, które wsiadły na poprzedniej stacji. Przez chwilę nie mógł się zorientować, gdzie jest i co go właściwie obudziło. Wysoki sopran jednej i tremolo drugiej nieprzyjemnie wdzierały mu się do uszu i nie pozwalały zapaść z powrotem w błogą drzemkę. Poprawił się nerwowo i zaczął

się rozglądać dookoła. Dopiero wtedy ją spostrzegł. Siedziała naprzeciwko niego, na miejscu chłopaka, od którego zaraził się snem. Śnieżnobiałe spodnie, sięgające za kolana, odkrywały piękne stopy oraz łydki i opinały subtelnie szczupłą sylwetkę, której powabne kształty zapowiadała też trochę luźniejsza jasnoniebieska bluzka. Ciemnobrązowe włosy delikatnie spływały na drobne, na razie tylko trochę opalone plecy. Jej twarzy za bardzo nie widział, bo była pochłonięta czytaniem jakiegoś czasopisma,

MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

Stránka 11

resztą krzyżówki nie musi się przejmować, że rozwiąże ją za nią w ciągu kilku minut, a zaoszczędzony w ten sposób czas może poświęcić czemuś pożyteczniejszemu, na przykład rozmowie. Cisza, która nastała, trwała zaledwie parę sekund, ale jemu wydawało się to wiecznością. Pomyślał, że przesadził. Nagle się uśmiechnęła i, podając mu czasopismo, powiedziała, że ma na to pięć minut. Rozwiązywanie krzyżówek zawsze przychodziło mu łatwo – tym razem też nie było ILUSTRACJA: TADEUSZ BŁOŃSKI

a właściwie, jak później się zorientował, rozwiązywaniem krzyżówki. Zainteresowało go to na tyle, że niemilknący dialog, który go przed chwilą obudził, powoli zmieniał się w niezauważalny szum. Mimo że jego pierwsze zdanie prawdopodobnie nie zwyciężyłoby w konkursie na błyskotliwość wypowiedzi, to przenikliwe czarne oczy, które wyjrzały znad czasopisma, zdradzały zainteresowanie. Na razie nie wiedział, czy pozytywne, czy negatywne. Zaproponował jej zatem, że

LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

inaczej. Z rozmowy, w którą się później wdali, dowiedział się między innymi, że studiuje historię w stolicy. To ich dialog jeszcze bardziej rozwinęło, bowiem on historią zajmował się z racji zawodu. Prawie przegapili stację, na której miała wysiąść. Na kawałku papieru szybko nabazgrała mu swój numer telefonu i zniknęła w tłumie holu dworca kolejowego. Telefonowali do siebie prawie codziennie. Powoli jednak rozmowy te stawały się coraz rzadsze i coraz krótsze. Chociaż na początku nie chcieli się do tego przyznać, to jednak oboje wiedzieli, że ich znajomość na odległość nie ma sensu. W końcu przestali się kontaktować zupełnie. Był podenerwowany. Dzisiaj miał być jego pierwszy dzień. Z okna gabinetu w swoim nowym miejscu pracy jeszcze przez chwilę obserwował ludzi, cieszących się ostatnimi ciepłymi dniami przełomu lata i jesieni. Potem spojrzał na zegar. Był już najwyższy czas. Kiedy wszedł do sali, gwar ucichł. Zainteresowane oczy studentów mierzyły go i starały się odgadnąć, czego mogą się spodziewać po nowym wykładowcy. Zachowywał się poważnie, aby swojemu młodemu wyglądowi dodać trochę respektu. Wydawało się, że jego wejście zarejestrowali wszyscy. Kiedy zaczął mówić, podniosła się jeszcze jedna głowa i do dziesiątek obserwujących go oczu przybyły kolejne. W ciągu dwóch lat prawie w ogóle się nie zmieniły. Były tak samo przenikliwie czarne. Uśmiechnęła się i na parę sekund jeszcze raz spuściła powieki, jakby chciała pokazać, że znów nie potrafi sobie poradzić z krzyżówką, którą miała przed sobą. PAVOL MATULA 11


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

Stránka 12

Tadeusz Mazowiecki

o zmianach sprzed 20 lat

Dwadzieścia lat temu polscy komuniści usiedli z opozycją przy Okrągłym Stole, czego efektem były pierwsze częściowo wolne wybory. Po raz pierwszy w bloku komunistycznym miał miejsce taki dialog. Dlaczego doszło do niego właśnie w Polsce? Można powiedzieć, że zaczęło się to już w 1980 roku, kiedy powstała „Solidarność”. W 1981 roku, mimo że „Solidarność” została zdelegalizowana, to jednak trwała w podziemiu. Duża część społeczeństwa nie pogodziła się z tym stanem rzeczy i, nawet nie będąc w podziemiu, manifestowała swoją sympatię dla „Solidarności”. Odbywały się liczne msze „za ojczyznę”, działało wydawnictwo podziemne. To spowodowało, że walka trwała w dalszym ciągu. Kiedy w 1988 roku wybuchły strajki w Nowej Hucie, Gdańsku i w kilku innych miejscowościach, władza musiała szukać porozumienia ze społeczeństwem. Po strajku sierpniowym zaproponowała spotkanie z Wałęsą, który był wówczas uważany wyłącznie za osobę prywatną. Te rozmowy trwały długo. Były przygotowaniem do Okrągłego Stołu, a ja brałem w nich udział. Pierwotna koncepcja Okrągłego Stołu i koncepcja, która została zrealizowana, to zupełnie różne koncepcje. Czym się różniły te koncepcje? Komuniści chcieli wciągnąć pewną ilość ludzi z opozycji do współdziałania z władzami, ale nie chcieli przywrócić „Solidarności”, a dla nas

„Pierwotna koncepcja Okrągłego Stołu i koncepcja, która została zrealizowana, to zupełnie różne koncepcje“. 12

W

sierpniu 1989 roku został pierwszym niekomunistycznym premierem w Polsce i pierwszym niekomunistycznym premierem w całym bloku socjalistycznym. Intelektualista, dziennikarz, polityk, jeden z przywódców „Solidarności”. Funkcję premiera pełnił do grudnia 1990 roku. Czekając na rozmowę z nim w siedzibie Fundacji im. Roberta Schummana w Warszawie, dowiedziałam się od dziennikarki ze szwajcarskiego radia, że zainteresowanie mediów nim jest tak olbrzymie, iż trudno umówić się z nim na wywiad, a co więcej, niektóre niestety nie dochodzą do skutku. Odetchnęłam z ulgą, kiedy wyszedł do mnie z gabinetu i skromnie powiedział: „Ja chyba niewiele mam Pani do powiedzenia…“. przywrócenie „Solidarności” było tym elementem zasadniczym, bez którego nie usiedlibyśmy przy Okrągłym Stole. Dopiero, kiedy wyrazili zgodę na legalizację „Solidarności”, zgodziliśmy się na dialog przy Okrągłym Stole. Rozmowy Okrągłego Stołu trwały trzy miesiące. Czego najbardziej obawiali się komuniści? Przywrócenia „Solidarności” i tego, że znów stanie się ona wielkim masowym ruchem. Zgadzając się na przywrócenie „Solidarności“, chcieli pierwotnie, by to odrodzenie następowało stopniowo. Nie mogliśmy tego zaakceptować. Debaty toczyły się również wokół propozycji z ich strony, abyśmy weszli do parlamentu. Ostatecznie zgodziliśmy się na to, że wybory będą tylko częściowo wolne, czyli dla nas do obsadzenia 35 procent mandatów do Sejmu i 100 procent do Senatu. To i tak była ogromna zmiana. Zgodziliśmy się na jednorazowy kontrakt pod warunkiem, że następne wybory do obu izb będą w pełni wolne. Czy ustalenia Okrągłego Stołu były zaskoczeniem? Krok po kroku wydzieraliśmy coraz więcej, między innymi na przykład zgodę na wydawanie „Gazety Wyborczej”.

Okres kampanii wyborczej był bardzo krótki, komuniści mieli sztaby, pieniądze, media. Jak wyglądała kampania opozycji? Powstanie „Gazety Wyborczej” było dla nas istotnym elementem w przygotowaniu wyborów. Z dzisiejszej perspektywy, kiedy mamy tabloidy i Bóg wie co jeszcze, to tamta kampania była robiona za pomocą bardzo ubogich środków – musieliśmy się bardzo sprężać. Komuniści wtedy mówili, że raczej oddadzą Wam ZOMO (Zmechanizowane Oddziały Milicji Obywatelskiej – przypis red.) niż TVP. Telewizji nam nie dali, musieliśmy ją sobie wziąć (śmiech). Mieliśmy zagwarantowany czas antenowy, ale był on znacznie krótszy niż czas przeznaczony dla strony rządowej. Podczas wyborów 4 czerwca Polacy wybrali wszystkich kandydatów opozycji, z wyjątkiem jednego. Komuniści przegrali wybory i przegraną uznali. Było to dla Pana zaskoczenie? To, że my osiągnęliśmy taki wynik i że obsadziliśmy wszystkie miejsca, które były dla nas, nie było dla nas niespodzianką. Zaskoczeniem była ich porażka. Dla nich pewnie też? Oni się tego nie spodziewali, o czym świadczy wypowiedź pana Czarzastego, który przygotowywał wybory z ramienia partii i który MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

martwił się, że „Solidarność” dostanie za mało głosów, a w związku z tym społeczeństwo uzna, iż wybory były sfałszowane.

Stránka 13

„Komuniści chcieli wciągnąć pewną ilość ludzi z opozycji do współdziałania z władzami, ale nie chcieli przywrócić Solidarności“.

Na początku próbował stworzyć rząd generał Kiszczak. Dlaczego mu się to nie powiodło? Generał Kiszczak chciał wciągnąć nas – opozycję, ale my nie chcieliśmy z nim tworzyć rządu. Kiedy nastąpił przełom, przyszedł Wałęsa i oświadczył, że my przejmujemy inicjatywę.

Komuniści też się do tego rządu nie pchali? Było jasne, że nie możemy im odebrać od razu dwóch strategicznych resortów: obrony narodowej i spraw wewnętrznych. Natomiast walka z komunistami, którą musiałem stoczyć podczas formowania rządu, to była walka o ministerstwo spraw zagranicznych, ponieważ oni koniecznie chcieli mieć rów-

nież i to ministerstwo, a ja uważałem, że nie można im go oddać, bo MSZ to wizytówka za granicą i ta wizytówka musi już być absolutnie nowa. Jak Pan ich do tego przekonał? Nie przekonałem, tylko uparłem się i postawiłem na swoim. Resortami gospodarczymi nie byli zainteresowani? Obawiali się, że nie podołają, czy raczej liczyli na to, że Wam się nie powiedzie i oni wrócą do władzy?

Na łamach „Gazety Wyborczej” Adam Michnik napisał słynny artykuł „Wasz prezydent, nasz premier“, z którym Pan na początku się nie zgadzał. Polemizowałem z Adamem Michnikiem w tygodniku „Solidarność”, który wtedy redagowałem, ponieważ uważałem, że sytuacja jeszcze do tego nie dojrzała. Bałem się zbyt gwałtownych kroków po naszej stronie, żeby znów nie nastąpiło takie zwarcie, jak w 1981 roku. Co spowodowało, że zmienił Pan zdanie? Przestała to być koncepcja publicystyczna – stała się realna.

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Pan sformułował rząd w ekspresowym czasie. Z czym Pan miał największe problemy? Niektórzy mi zarzucali, że trwało to za długo, ale nie było łatwo sformułować pierwszy rząd. Wtedy, w przeciwieństwie do późniejszych czasów, ludzie nie pchali się do władzy. Wszyscy mówili mi, że będą mi doradzać, ale odpowiedzialności nie chcieli brać, więc musiałem namawiać, na przykład Leszka Balcerowicza, Jacka Skubiszewskiego.

„Bałem się zbyt gwałtownych kroków po naszej stronie, żeby znów nie nastąpiło takie zwarcie, jak w 1981 roku“. LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

13


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

Stránka 14

Trzeba ich zapytać, na co liczyli. Niektórymi resortami byli zainteresowani, jak na przykład transportem, ale na pewno chcieli, abyśmy to my mieli na głowie tę bardzo złą sytuację gospodarczą, więc podjęliśmy wyzwanie. Podobno był to trudny okres dla Pana i sporo wtedy Pan spacerował po Łazienkach… Trochę spacerowałem, ale więcej jest w tym legendy (śmiech). W exposé powiedział Pan, że wierzy, iż Bóg Wam dopomoże w realizacji wielkiego kroku na drodze, która się przed Wami otwiera. To exposé opublikowała „Trybuna Ludu”, łącznie ze słowem „ Bóg“ pisanym wielką literą. Było to jak mała rewolucja w czasie wielkiej, prawda? Oczywiście, że tak. To zdanie dopisałem już na sali sejmowej – coś mnie oświeciło i uznałem, że to zdanie musi paść. I dobrze, że je dopisałem. „Trybuna Ludu”, cytując moją wypowiedź, nie mogła tego słowa pominąć.

„Na samym początku jako premier w sondażach miałem 80 procent poparcia. Społeczeństwo wierzyło, że te zmiany są pozytywne“. W styczniu 1990 roku badania opinii publicznej pokazały, że 57% Polaków akceptuje pracę rządu, choć inflacja wynosiła wówczas 640 procent, zamykano fabryki, ceny rosły. Jak to było możliwe? Akceptacja była jeszcze większa – na samym początku jako premier w sondażach miałem 80 procent poparcia. Społeczeństwo wierzyło, że te zmiany są pozytywne. W czasie, kiedy został Pan premierem, wstawił się Pan za Jána Čarnogurskiego, który został uwięziony przez komunistów. Jaka była reakcja Czechosłowacji? Chyba we wrześniu dostałem list od Vaclava Havla, w którym wyrażał on zadowolenie, że zostałem premierem, ale informował mnie 14

również, że jeden katyczny i że jest on już „Wtedy, tolik ze Słowacji Ján w przeciwieństwie zakorzeniony. SukceČarnogurský siedzi do późniejszych sów jest więcej: zrew więzieniu. Napisaustrój czasów, ludzie nie formowaliśmy łem wtedy list do pregospodarczy, przepropchali się do miera Czechosłowacji wadziliśmy reformę władzy“. (Ladislav Adamec – samorządową, jesteprzypis red.), prosząc śmy członkiem NATO o zwolnienie więźniów polityczi bezpieczeństwo Polski jest zagwanych. rantowane, jesteśmy członkiem Unii Europejskiej. To jest niezwykle Czechosłowacja czekała jeszcze ważne. To chyba zrozumiałe, że na 17 listopada, a zatem musiało Polacy uznają za największy sukces to być dość skomplikowane… pełne półki, ponieważ wtedy były Człowiek, który miał doręczyć one zupełnie puste. moją odpowiedź Havlowi, miał kłopoty. Z Havlem spotykał się potaCo by Pan zrobił inaczej, jemnie, ponieważ czeska policja go gdyby to było możliwe? obserwowała. Zdaje się, że ten list Ach, zawsze mnie o to pytają. Miaposkutkował, choć w polskiej łem ogromne poczucie odpowieambasadzie w Pradze był jeszcze dzialności za to, żeby przemiany się komunistyczny ambasador. powiodły, żeby nie nastąpiła jakaś prowokacja, żeby zostały przeproJak wydarzenia w Polsce sprzed 20 lat wadzone pokojowo, ewolucyjnie, wpłynęły na Europę Środkową? ale stanowczo. Natomiast nie zadbaMyślę, że pobudziły inne kraje łem o własne zaplecze w postaci środkowoeuropejskie, ale zawsze jakiejś partii politycznej i myślę, że powiadam – o ile trudno jest wyto się potem na mnie zemściło. mierzyć, jaki miały wpływ, o tyle na pewno można zdać sobie sprawę, Czuje Pan rozczarowanie? co by było gdyby przemiany u nas Nie. Wyobrażenia o przyszłości są się załamały. Gdyby nastąpiła jakaś zawsze bardziej idealistyczne niż ta prowokacja, to jestem przekonany, przyszłość potem się jawi. Wolność że nie byłoby przemian w Europie też jest trudna do wykorzystania, Środkowej. ale jednak zmiany mają charakter bardzo istotny. Polska poszła na pierwszy ogień? MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA Tak. I długo byliśmy sami. WARSZAWA Można powiedzieć, że Pan był na czele tego peletonu? Tak mnie historia postawiła. Dziś większość Polaków za największy sukces tych 20 lat od upadku komunizmu uznaje pełne półki w sklepach. Co dla Pan jest największym sukcesem? Myślę, że sukcesem jest to, że wprowadziliśmy ustrój demokra-

„Gdyby nastąpiła jakaś prowokacja, to jestem przekonany, że nie byłoby żadnych przemian w Europie Środkowej“. MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

Stránka 15

D

nia 20. czerwca 2009 r. odbyło się zakończenie roku szkolnego w Szkolnym Punkcie Konsultacyjnym, działającym przy Ambasadzie RP w Bratysławie. Na uroczyste wręczenie świaLIPIEC - SIERPIEŃ 2009

ściej przewijały się życzenia, by więcej czasu spędzać z rodzicami i cieszyć się do woli ich obecnością. Były też marzenia o nowym komputerze, żywym zwierzątku w domu itp. Pod koniec tej nadzwyczajnej lekcji dzieci poczuły jednak niedosyt – jak same stwierdziły, zbyt mało się uczyły, dlatego też mimo świątecznej atmosfery odrobiły kilka ćwiczeń gramatycznych. rg

dectw przybyła radca ambasady Małgorzata Wierzbicka i kierownik Wydziału Konsularnego Urszula Szulczyk-Śliwińska, która przeczytała list gratulacyjny od polskiej minister edukacji. Potem najlepszym uczniom wręczono nagrody książkowe, ufundowane przez Ambasadę RP w Bratysławie. Dyrektor szkoły Monika Sadkowska podziękowała wszystkim uczniom za aktywną pracę podczas całego roku szkolnego, pochwaliła laureata olimpiady języka polskiego, czytelników polskiej biblioteki

ZDJĘCIA ANNA JARINA

K

iedy dzieci ze szkółki polonijnej w Nitrze przyszły na zajęcia, okazało się, że czeka na nie słodka niespodzianka. Zbliżał się przecież Dzień Dziecka, na który czekały z utęsknieniem. W przeddzień tego święta w „Dominie“ – Centrum Wolnego Czasu, w którym już drugi rok działa nasze przedszkole i szkółka, było słodko i wesoło. Dzieci opowiadały o swoich marzeniach, w których najczę-

ZDJĘCIA: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

Dzień Dziecka w Nitrze

i dzieci, dojeżdżające na zajęcia do Bratysławy z odległych miejsc. Uczniowie przygotowali krótki program artystyczny, który został nagrodzony gromki-

mi oklaskami. Po części oficjalnej wszyscy zostali zaproszeni na poczęstunek i rozmowy w kręgu rodaków. aj 15


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

Stránka 16

Podskalie

przywitało nas słoneczkiem...

W

brew obawom, że weekend 30-31 maja w górach przy Podskaliu będzie deszczowy, pogoda nas nie zawiodła. Nas, czyli klubowiczów i gości, przybyłych na spotkanie z okazji Zielonych Światek i Dnia Dziecka, zorganizowane przez Zbyszka Podleśnego, prezesa Klubu Polskiego Środkowe Poważe z Dubnicy nad Wagiem.

ZDJĘCIE: RENATA STRAKOVÁ

ZDJĘCIE: RENATA STRAKOVÁ

ZDJĘCIE: MAREK SOBEK

W sobotnie południe przywitała nas przepiękna, górzysta okolica, pełna zielonych lasów i łąk, wśród których leży pięknie utrzymany ośrodek z placami zabaw, miejscami na ogniska, chatkami i dużą stołówką.

ZDJĘCIE: RENATA STRAKOVÁ

16

ZDJĘCIE: ZBIGNIEW PODLEŚNY

Uczestnicy spotkania z Bratysławy i Żyliny przyjechali autobusem, inni samochodami. Zakwaterowanie w przytulnych domkach już na nas czekało. Zbyszek powitał gości, jak na gospodarza przystało, a potem przeszliśmy do wielkiego namiotu na łące, gdzie czekały na nas liczne niespodzianki. Najpierw wystąpił zespół dziewczęcy „Skowronki” z polskiej szkoły w Czeskim Cieszynie, prowadzony przez

Renatę Dobner – córkę Zbyszka Podleśnego. Małe flecistki zaprezentowały bogaty repertuar, zagrały też melodie znanych piosenek, które z chęcią zaśpiewaliśmy wszyscy. Następnie Ilona Wikieł z KP Bratysława opowiedziała nam o pochodzeniu Zielonych Świątek oraz o tym, w jaki sposób dawniej ob-

chodzono to święto w różnych regionach Polski i jakie przysłowia czy tradycje są z nim do dziś związane. Po tym programie artystycznym, wzbogaconym o występ małego Szymonka Nehéza, który zagrał nam na skrzypcach, nadszedł czas gratulacji i gromkiego „Sto lat”, zaśpiewanego dla jubilata Zbyszka

ZDJĘCIE: RENATA STRAKOVÁ

ZDJĘCIE: ZBIGNIEW PODLEŚNY

ZDJĘCIE: MAREK SOBEK

MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

Podleśnego, obchodzącego niedawno 70. urodziny. Życzenia złożyła mu też konsul Urszula Szulczyk-Śliwińska, która następnie obecnym dzieciom, z oka-

Stránka 17

ZDJĘCIE: ZBIGNIEW PODLEŚNY ZDJĘCIE: RENATA STRAKOVÁ

zji ich święta, rozdała paczki ze słodyczami. Dzieci czekała jeszcze jedna niespodzianka – możliwość przejażdżki na koniu. My zaś, w oczekiwaniu na pieczone kiełbaski i jajecznicę, usiedlismy wokół ogniska i przy akompaniamencie gitary śpiewaliśmy w wesołych nastrojach swoje ulubione polskie piosenki. Wkrótce dołączyli do nas mili goście z Cieszyna – członkowie kapeli góralskiej „Torka” z Kazikiem Urbasiem na czele, przygrywając nam do śpiewu i tańca i współtworząc ZDJĘCIE: MAREK SOBEK

ZDJĘCIE: MAREK SOBEK

wspaniałą, niezapomnianą atmosferę spotkania. W trakcie tej zabawy przybył do nas prezes Klubu Polskiego Ryszard Urbański, który złożył jubilatowi życzenia w imieniu kierownictwa naszej organizacji. Tymczasem dzieci korzystały z ciepła i słońca i przygotowywały się do zabaw na łące. A my doczekaliśmy się w końcu smacznej jajecznicy. Kto chciał, zdążył jeszcze sobie opiec kiełbaskę przy ognisku, bo wkrótce nadciągnęły ciemne chmury, na niebie najpierw pojawiła się przeZDJĘCIE: RENATA STRAKOVÁ

LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

piękna tęcza, a potem lunął deszcz. Na szczęście wszyscy zdążyliśmy schować się w namiocie, gdzie czekał na nas przygotowany poczęstunek i gdzie przy góralskiej muzyce bawiliśmy się do późnych godzin. Następny dzień przywitał nas zachmurzonym niebem. Deszcz przekreślił plany tych, którzy chcieli zwiedzić piękną okolicę i pieszo zejść do wsi Podskalie, gdzie dla uczestników spotkania Zbyszek Podleśny wraz z zaproszonym polskim księdzem Józefem Cempurą zorganizowali polską mszę. W związku z tym do uroczego wiejskiego kościółka pojechaliśmy autobusem. Msza, odprawiona w ojczystym języku, wzbogacona udziałem dziewcząt ze „Sko-

ZDJĘCIE: MAREK SOBEK

wronków” i muzyków z kapeli „Torka”, była dla nas niezwykle wzruszającym przeżyciem i niezapomnianym akcentem, kończącym wspaniały weekend spędzony wśród przyjaciół. Zbyszkowi dziękujemy za pracę, włożoną w przygotowanie spotkania, a pani konsul za udział w nim i przygotowanie paczek dla dzieci. RENATA STRAKOVÁ KLUB POLSKI ŚRODKOWE POWAŻE MK TRENCZYN

ZDJĘCIE: ZBIGNIEW PODLEŚNY

PODZIĘKOWANIA: Impreza została zrealizowana dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Kultury Republiki Słowackiej - program Kultura Mniejszości Narodowych 2009. W imieniu KLUBU POLSKIEGO Środkowe Poważe dziękuję głównym fundatorom za umożliwienie zrealizowania naszego tradycyjnego spotkania zielonoświątkowego, które w roku bieżącym zostało połączone z obchodami Dnia Dziecka. Imprezę uświetnili swoim wkładem i zaszczycili swoją obecnością zespół instrumentalny „Skowronki” pod kierownictwem Renaty Drobner, członkowie kapeli góralskiej „Torka” z Kaziem Urbasiem na czele, ks. Józef Cempura z Towarzystwa Księży Najświetszego. Serca Jezusowego w Turczańskich Cieplicach, Ladislav Šajtlava – kierownik Ośrodka Wczasowego „Podskalie”, František Martaus – dyrektor Domu Opieki Społecznej w Dolnym Lieskovie. Urszula Szulczyk-Śliwińska – kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Bratysławie, Tadeusz Frąckowiak – konsul honorowy RP w Liptowskim Mikulaszu, Wszystkim serdecznie dziękuję za pomoc i za przyczynienie się do wspaniałego przebiegu imprezy. ZBIGNIEW PODLEŚNY, KLUB POLSKI Środkowe Poważe


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

Stránka 18

Przyjaźń bez granicw Trenczynie „P

rzecież nie dzielą nas już żadne granice“ – mógłby ktoś powiedzieć. Być może także dzięki takim imprezom, jak cykliczne przedsięwzięcie, organizowane od wielu lat przez Klub Polski w Trenczynie. półkach z kolei umieszczono tomiki poezji słowackich Polaków oraz egzemplarze „Monitora Polonijnego“. Druga część imprezy odbyła się w samym centrum miasta, gdzie przed

wiać, bowiem najpierw w Miejskiej Galerii została otwarta wystawa rękodzieła Polaków za-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Muszę przyznać, że impreza, od czasu, kiedy byłam na niej ostatnio, rozrosła się, nabrała rozmachu i przede wszystkim przyciągnęła dużą publiczności. A 13 czerwca miała ona co podzi-

18

mieszkałych na Słowacji w różnych jej zakątkach, przedstawiająca rysunki tych najmłodszych, a także prace koronkarskie, z gliny oraz malarskie tych starszych. Na ścianach galerii zawisły więc dzieła, stworzone przez naszych uzdolnionych rodaków, które, być może nigdy nie ujrzałyby światła dziennego. Na

MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

Stránka 19

szeroką publicznością na scenie zaprezentowała się grupa „Monk” z Tarnowa oraz dwa znane i lubiane w Trenczynie zespoły: „Musica Poetica” z Trenczyna oraz „Torka” z Cieszyna. Z dużym aplauzem przyjęto występ młodych wykonawców z Tarnowa, którzy śpiewali a capella. „Pomysł przedstawienia gości z Tarnowa

zrodził się dzięki naszej dobrej współpracy z Miastem Trenczyn, które to jest miastem partnerskim Tarnowa. Na zaproszenie Trenczyna przybył prezydent Tarnowa Ryszard Ścigalski wraz z zespołem Monk“ wyjaśnia Renata Straková. Ostatnia, wieczorna część imprezy odbyła się w Centrum Kultury „Kubra”, gdzie licznie zebra-

na Polonia wraz ze słowackimi przyjaciółmi biesiadowała przy suto zastawionym stole i to nie byle jakim – miał on bowiem kilkanaście metrów długości! Imprezy z tak dużą liczbą uczestników jeszcze tu nie widziałam. Brawo dla organizatorów! MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, TRENCZYN PODZIĘKOWANIA: Impreza odbyła się dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Kultury RS – Sekcja Kultury Mniejszości Narodowych oraz we współpracy z miastem Trenczyn. Współorganizatorem było Centrum Kultury „Sihot”. Podziękowania należą się również pani Ivecie Matejkovej, która jest jego kierownikiem, a jednocześnie członkiem naszego Klubu, oraz pani konsul za wsparcie i przybycie z rodziną. Jako organizator chcę ponadto podziękować wszystkim klubowiczom, którzy aktywnie włączyli się w przygotowanie akcji, szczególnie tym, których zbiory prywatne umożliwiły nam zorganizowanie wystawy prezentującej Klub Polski. Inicjatorką pomysłu była Beatka Kołatek, która też w dużej mierze włączyła się w jego realizację. RENATA STRAKOVÁ LIPIEC - SIERPIEŃ 2009


08.07.09 09:47

Stránka 20

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Monitorek07-08

Polsko-słowacki wieczór szant J ak co roku Klub Polski Bratysława przygotował imprezę kulturalnointegracyjną – rejs statkiem po Dunaju. Jednak tym razem plany pokrzyżowała pogoda. Impreza mimo wszystko się odbyła, była bardzo udana, ale…

„Ze względu na wysoki poziom Dunaju wszystkie rejsy statków zostały odwołane“ – usłyszałam od Marka Sobka, prezesa Klubu Polskiego w Bratysławie. Przez gło-

wę przeleciały mi różne myśli: wszystko przecież już jest zaplanowane, goście z różnych zakątków Słowacji oraz z Austrii już w drodze, 20 kilogramów przywiezionych Impreza odbyła się dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Kultury RS – Sekcja Kultury Mniejszości Narodowych.

20

z Polski śledzi przyrządzone na różne sposoby przez naszych rodaków z Bratysławy, polskie wędliny kupione itd. „Impreza się odbędzie“ – zdecydowanie powiedział prezes. I tak się stało. Co prawda nie było kołysania wśród fal, bowiem podskoki i śpiewy pieśni

żeglarskich miały miejsce… w kawiarni „Danubius”, z której okien obserwowaliśmy Dunaj. Przed rozpoczęciem imprezy prezes Sobek odczytał list od byłego ambasadora RP w RS Jana Komornickiego: „Kochani! Dziękujemy za zaproszenie na wieczór szant na Dunaju. Niestety nie możemy do Was dotrzeć, ale duchem jesteśmy z Wami. Kłaniamy się Organizatorom i bardzo serdecznie ściskamy całą obecną Polonię – każdą

MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:47

Panią i każdego Pana z osobna. Wasi – Zofia i Jan Komorniccy“. Od początku imprezy gości bawił polski duet z Wiednia, czyli Wanda i Jurek, grający nie tylko pieśni żeglarskie, ale też znane i lubiane polskie przeboje. Dodatkową atrakcją były występy

LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

Stránka 21

słowackiego zespołu ludowego „Lipka“. Na symboliczny pokład zawitali też przedstawiciele Ministerstwa Kultury RS, czyli głównego sponsora imprezy. Na bratysławski „pokład” przybyli też nasi rodacy z różnych miast: z Koszyc, z Dubnicy nad Wagiem, z Trenczyna i z Nitry, jak również przedstawiciele austriackiej Polonii z Wiednia. „Cieszę się, że w imprezie wzięło udział tak dużo naszych rodaków ze Słowacji i Austrii. Cieszę się też, że wśród nas

jest też młoda Polonia – konstatował prezes Sobek. – Ten wieczór był na prawdę integracyjny. Śpiewając szanty, mogliśmy poczuć się nie tylko jak nad morzem w Polsce, ale przede wszystkim jak w rodzinie“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

PODZIĘKOWANIA: Serdeczne, klubowe, szantowe i przyjacielskie podziękowania składam sponsorom naszego wieczoru, a w szczególności Dorce, Markowi, Piotrowi, Kazikowi i Pani Marii z firmy CIECH za wkład materialno-finansowy, naszym koleżankom Alinie, Ani, Madzi, Krysi, Gosiom, Kasi za fantastyczne, domowe wypieki, Ilonce i Bogdanowi za polskie śledzie na różne sposoby, ambasadorowi RP oraz attaché wojskowemu za pomoc w „rozhuśtaniu“ pokładu. Dziękuję bardzo Beatce, Ilonce i Gosi za pomoc w organizacji przedsięwzięcia oraz wsparcie w trudnych chwilach, Stanowi, który był wszędzie i utrwalił dla potomności naszą radość i humor szantowej zabawy. Piękne dzięki zespołom wokalno-muzycznym „Wanda & Jurek“ i „Lipka“, a przede wszystkim Wam drodzy Uczestnicy naszego wieczoru szant za wspaniałą zabawę i atmosferę. Z prezesowskim pozdrowieniem – ahoj! MAREK SOBEK

21


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 22

Cztery dni z życia nitrzańskiej Po W pierwszy lipcowy weekend w Nitrze odbyło się kilka imprez, integrujących środowisko polonijne, oraz koncert, adresowany do szerszej publiczności. Wszystkie zorganizował nitrzański oddział Klubu Polskiego. „Od dziesięciu lat działamy w tym regionie, ale po raz pierwszy otrzymaliśmy zaproszenie do współudziału w tworzeniu programu obchodów święta naszego miasta, czyli Dni Cyryla i Metodego“ – mówiła, nie kryjąc zadowolenia Romana Gregušková, prezes Klubu Polskiego w Nitrze. I rzeczywiście – na oficjalnym plakacie nitrzańskiego święta widniało logo Klubu Polskiego z zaproszeniem na koncert organowy.

polskie utwory religijne, takie jak: „Barka“ czy „Czarna Madonna“, jak i te, ogólnie znane, jak np. „Ave Maria“. Na koncercie obecni byli też przedstawiciele delegacji z Zielonej Góry, którzy odebrali go jako piękną lekcję patriotyzmu. „Współpraca między miastami partnerski-

mi Nitrą a Zieloną Górą obejmuje kulturę i sport – poinformował nas Tomasz Brzózka, członek polskiej delegacji. – Pierwszy raz mamy przyjemność wzięcia udziału w imprezie polonijnej w ramach uroczystości miasta, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni“.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Odbywające się w centrum miasta i na wzgórzu zamkowym Dni Cyryla i Metodego przyciągnęły rzesze widzów. Jedną z imprez, zorganizowaną w ich ramach, był właśnie koncert, który miał miejsce 3 lipca w nitrzańskiej katedrze, a który przygotował tamtejszy oddział Klubu Polskiego. Publiczność nie zawiodła i wszystkie miejsca były zajęte. Wykonawców przedstawiła Romana Gregušková. Tego wieczora wystąpili: Jozef Hambalek (organy), Erika Lacová (śpiew), Veronika Tinková (flet), Peter Hrdý (skrzypce). Zespół wykonał zarówno

22

MONITOR POLONIJNY


08.07.09 09:48

ej Polonii

W

Stránka 23

I

nną nitrzańską imprezą, która zainaugurowała 2 lipca czterodniowy cykl polonijny, była wystawa prac dzieci i młodzieży w Centrum Wolnego Czasu „Domino“, zatytułowana „Moje korzenie“. „Wyszliśmy z założenia, że najbardziej odpowiednią formą wypowiedzi dzieci będą ich prace plastyczne. Konieczność poszukiwania korzeni polskich i słowackich zmotywowała najmłodszych do odpowiedzi na pytania, dotyczące tożsamości“ – wyjaśniała Romana Gregušková.

niedzielne południe nitrzańską Polonię odwiedził ambasador RP w RS Andrzej Krawczyk. „Pan ambasador był bardzo zainteresowany działalnością naszej organizacji i losami naszych rodaków“ – relacjonowała prezes Klubu w Nitrze. Duże wrażenie na wszystkich zrobiły rozmowy z zacnym gościem, dotyczące historii Polski i Słowacji.

LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

ZDJĘCIA: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

Monitorek07-08


ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

ZDJĘCIE: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

Projekty zostały zrealizowane z finansowym wsparciem Ministerstwa Kultury Republiki Słowackiej – Sekcja Kultury Mniejszości Narodowych

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

ZDJĘCIE: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

S

obotnie upalne popołudnie 4 lipca upłynęło pod znakiem spotkania klubowiczów w Domu Ojców Salwatorianów, gdzie nasi rodacy z Nitry przygotowali wspaniały poczęstunek. Oczywiście nie zabrakło tam też rodzinnej atmosfery. „Cieszę się, że dołączyli do nas nasi klubowicze z Dubnicy nad Wagiem i Bratysławy, ponieważ podczas tego typu imprez możemy poznawać się nawzajem i zacieśniać więzi“ – oceniała Romana Gregušková.

24

MONITOR POLONIJNY


Stránka 25

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

W trakcie czterech dni nitrzańska Polonia pokazała niezwykle bogaty program, zarówno pod względem kulturalnym, jak i towarzyskim. Raz jeszcze mogliśmy przekonać się, że jesteśmy dużą rodziną, której członkowie czują i myślą podobnie, bez względu na miejsce zamieszkania. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, NITRA

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

ZDJĘCIE: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

08.07.09 09:48

ZDJĘCIE: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

Monitorek07-08

PODZIĘKOWANIA: W imieniu członków Klubu Polskiego w Nitrze serdecznie dziękuję Panu Ambasadorowi za odwiedziny w naszym klubie regionalnym i za interesującą rozmowę na tematy historyczne. Dziękuję też Ojcom Salwatorianom za udostępnienie pomieszczeń i ogrodu, a członkom Klubu za pomoc w zorganizowaniu imprez. ROMANA GREGUŠKOVÁ prezes Klubu Polskiego Nitra LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

25


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 26

Wolność. Made in Poland

„F

reedom 1989: Made in Poland” to tytuł akcji, którą Instytut Polski w Bratysławie przygotował, by przypomnieć Słowakom, że to pierwsze, częściowo wolne wybory w Polsce przyczyniły się do upadku komunizmu w całej Europie Środkowej. Projekt wpisuje się w promocję wydarzeń w Polsce sprzed 20 lat, którą prowadzą nasze wszystkie placówki zagraniczne. m.in. Adam Michnik, którzy w Pradze i w Bratysławie odwiedzili swoich przyjaciół, będących dla czechosłowackich władz niewygodnymi opozycjonistami. Choć spierano się, czy to wydarzenia w Polsce, czy też na Węgrzech miały większy wpływ na zmianę systemu politycznego w Czechosłowacji, profesor Miroslav Kusý przekonywał, że wydarzenia w Polsce ukazały państwom Europy Środkowej, że komunizm nie jest wieczny i niezniszczalny i że można sensownie z nim walczyć. Martin M. Šimečka przekonywał, że obecne polityczne spory w Polsce biorą się z charakteru umowy między władzą a opozycją, której wynikiem były częściowo wolne wybory parlamentarne przed 20 laty. Padały też surowe oceny polskiej polityki ostatnich 20 lat. ŁUKASZ GRZESICZAK

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

W czerwcu na ulicach największych słowackich miast wisiały plakaty, reklamujące „Solidarność” oraz wydarzenia 4 czerwca 1989 roku. W Instytucie Polskim w Bratysławie na ten temat odbyły się dyskusje panelowe, spotkanie poetyckie, wystawa i projekcje filmowe. Uroczyste obchody rozpoczęto 3 czerwca dyskusją, o wpływie polskich wydarzeń roku 1989 na Słowaków. Wśród zaproszonych gości znaleźli się Martin Bútora, Miroslav Kusý, Ladislav Snopko, László Szigeti i Martin M. Šimečka. Spotkanie prowadził socjolog Michal Vašečka. Dyskutanci mówili o inspiracjach, których szukali w polskich książkach, gazetach czy wydarzeniach muzycznych (jak choćby w festiwalu „Jazz Jamboree”). Wspominali wizytę świeżo wybranych polskich posłów z ramienia „Solidarności”, wśród których znalazł się

W ramach imprezy „Wolność. Made in Poland“, zorganizowanej przez Instytut Polski w Bratysławie, odbyło się też spotkanie pod hasłem „Przebieg bitwy o wolność i demokrację w Polsce”. W dyskusji udział wzięli Ludwika Wujec (z lewej), Henryk Wujec (w środku), Janusz Okrzesik. 26

W

Liptowskim Mikulaszu odbył się w maju wernisaż wystawy polskiego malarza Krzysztofa Kokoryna, zatytułowanej „Nieokiełzany sen nocy leśnej“. Autor urodził się w 1964 r. i jest absolwentem Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Wystawa zorganizowana została przez Żylińskie Województwo Samorządowe, Liptowską Galerię Petra Michala Bohúňa w Liptowskim Mikulaszu, Muzeum w Bielsku-Białej i Instytut Polski w Bratysławie. Patronat nad wystawą objął konsul honorowy Rzeczpospolitej Polskiej na Słowacji Tadeusz Frąckowiak. Wystawa jd czynna będzie do 15 lipca 2009 r.

Dwie wesołe wystawy Karykatury Sławomira Łuczyńskiego Wesołą letnią wystawę przygotowano w sali koncertowej „Reduty” w Spišskiej Novej Vsi, gdzie można obejrzeć rysunki Sławomira Łuczyńskiego – polskiego karykaturzysty, członka Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury (SPAK), którego prace zamieszczono też w kilku publikacjach książkowych, np. w „Karykaturzystach polskich”, autorstwa F. Ruszczyca i J. Urbańskiego (Warszawa 1994), „Polskiej karykaturze portretowej” F. Ruszczyca (Warszawa 1994), „Panoramie literatury polskiej XX wieku” (Zurych 1996). Autor zdobył kilkadziesiąt nagród w konkursach i na festiwalach rysunku satyrycznego. SPAK uhonorowało go dwukrotnie małym ERYKiem i raz dużym ERYKiem, a minister kultury wyróżnił go odznaką „Zasłużony Działacz Kultury”. Jego wystawa w ramach Spiskiego Salonu Humoru Rysowanego (Spišský salón kresleného humoru) potrwa od 10 do 31 lipca. MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

K

Stránka 27

onsul honorowy Rzeczpospolitej Polskiej na Słowacji Tadeusz Frąckowiak odwiedził w maju schronisko Pieniny, znajdujące się w pobliżu miejscowości Lesnica w Pienińskim Parku Narodowym, niedaleko przejścia granicznego z Polską – Szczawnica. Chata jest odpowiednim punktem wyjścia pieszych wycieczek do polskich i słowackich Pienin, tras rowerowych, spływu

stawy na lato

LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

Dunajcem, a w zimie istnieje tam możliwość jazdy na nartach. Schronisko prowadzi niepisany król górali pienińskich Jan Gondek, u którego można piec pstrągi, pojeździć bryczką czy udać się na spływ Dunajcem. Jest on członkiem Słowackiego Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, aktywnie współpracującego z polskim GOPR-em. jd

Kolorowa geometria Marka Radkego Przez całe tegoroczne lato w Bratysławie w Galerii „Z”, mieszczącej się w Pałacu Zichyego będzie można oglądać wystawę prac polskiego twórcy, które on sam nazywa obrazami-obiektami. Na pierwszy rzut oka widać już, że jest to określenie trafne, albowiem jego prace są trójwymiarowe, malowane nie na płótnie, ale na płytach MDF lub drewnie. Na ich powierzchni widnieją pociągnięcia pędzlem, dzięki czemu kolory nie tracą swej symboliki i siły. Bywają dopełnione światłem, a te efekty świetlne nadają im kolejny wymiar i czynią z wystawy pewien kolorowo-świetlny show. Marek Radke urodził się w 1952 roku w Olsztynie. Po studiach sztuki i pedagogiki

na Uniwersytecie Gdańskim i Uniwersytecie Poznańskim poświęcił się twórczości. W 1983 roku emigrował do Finlandii, a rok później do Niemiec, gdzie mieszka i tworzy do dziś. W 2008 roku uzyskał stypendium Pollock Krasner Foundation, które jest przyznawane artystom profesjonalnym w celu wsparcia ich twórczej działalności. Jest artystą bardzo wszechstronnym, jeśli chodzi o tematykę prac. Obecnie charakteryzują je geometryczne kształty i wesołe kolory. Wystawa jego obrazów-obiektów, którą można zobaczyć w ramach festiwalu „Socha i obiekt”, idealnie pasuje do ciepłych letnich dni. MILICA URBÁNIKOVÁ

27


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 28

CZYTELNICY PISZĄ Szanowna Redakcjo, jestem Polką z Zaolzia, mieszkającą od wielu lat na Słowacji. Do napisania tego listu skłonił mnie fakt, iż mam wrażenie, że niewiele osób rozumie sytuację rodaków z Zaolzia. Jesteśmy dużą grupą, tworzącą na Zaolziu mniejszość narodową. Uwarunkowane historycznymi wydarzeniami zawirowania spowodowały, że w Czechach mieszka wielu Polaków, którzy czują przynależność do Polski. W Czechach jesteśmy traktowani jako Polacy, na Słowacji i w Polsce z kolei jesteśmy Polakami z Czech. Kim zatem jesteśmy? Jak nas postrzegają Czesi, Polacy, Słowacy? Jest wiele pytań o tożsamość narodową, na które to pytania każdy Zaolziak może odpowiedzieć indywidualnie w swoim sercu. Jak pokrętne są losy Zaolziaków? Zaolzie to dawne Księstwo Cieszyńskie, zwane Śląskiem Cieszyńskim. Na wschodzie oddziela je od ziemi oświęcimskiej i żywieckiej rzeczka Białka, na południu od Słowacji góry Beskidu Śląskiego, na zachodzie od Morawy rzeczka Ostrawica, a na północy, od ziemi rybnickiej i pszczyńskiej nie ma naturalnej granicy. Przez środek regionu płynie Olza. W 1919 roku do Śląska Cieszyńskiego dotarły wieści, które zaniepokoiły jego mieszkańców, a dotyczyły umowy polsko-czeskiej z 5 listopada 1918 r. O jego losach bowiem decydowano z dala od niego, nie biorąc pod uwagę zdania Polaków tu mieszkających z pokolenia na pokolenie. Takie, a nie inne uwarunkowania polityczne spowodowały, że Polacy, chcąc, nie chcąc, znaleźli się na terenie Czechosłowacji. Ale wciąż pozostali Polakami. Mam wrażenie, że niewielu Polaków, mieszkających w kraju, zdaje sobie z tego sprawę. A warto o tym pamiętać, ponieważ my wciąż czujemy przynależność do naszej Ojczyzny. BEATRICE KOŁATKOVÁ, TRENCZYN 28

Zaolziacy P

odczas spotkań słowackiej Polonii moją uwagę zawsze zwracała grupa Polaków z Zaolzia. Jest w nich coś szczególnego. To ludzie, którzy na Słowacji znaleźli swoje miejsce, osiągnęli sukcesy zawodowe. We własnym gronie rozmawiają swoją gwarą, jak zwykli mawiać - „po naszymu“. Kiedy do redakcji wpłynął list od mieszkającej w Trenczynie Zaolziaczki, pomyślałam, że warto przyjrzeć się tej grupie z bliska. Dodam jeszcze, że krótką historię Ziemi Cieszyńskiej i jej mieszkańców znajdziecie Państwo w niniejszym numerze w artykule „Polacy na Śląsku Cieszyńskim“. Wyrastali na Zaolziu w polskich rodzinach, uczęszczali do polskich szkół, gdzie patriotyzm był codziennym przedmiotem rozmów. „Nasi profesorowie uczyli nas i podkreślali, że jesteśmy Polakami i żebyśmy nigdy o tym nie zapomnieli“ – mówi Alina Šošoková, która urodziła się w Trzyńcu, a do Bratysławy przyjechała jako 18-latka na studia ekonomiczne i tu założyła rodzinę. Podobnie było w przypadku Anny Tothovej, która urodziła się w Jabłonkowie, a która także przybyła do Bratysławy, by podjąć studia wyższe. Na pytanie, kim się czuje, najpierw odpowiada, że Zaolziaczką, ale potem dodaje: „Tożsamość narodową można poznać po tym, w jakim języku człowiek się modli, a mnie nauczono Ojcze nasz w języku polskim

ALINA ŠOŠOKOVÁ: „Koledzy w pracy dziwili się, co ja tam sobie pod nosem seplenię, a ja po prostu liczyłam po polsku“

ANNA TOTHOVÁ: „Mnie nauczono Ojcze nasz w języku polskim i tak się modlę po dzień dzisiejszy, więc czuję, że jestem Polką - Zaolziaczką“

i tak się modlę po dzień dzisiejszy, więc czuję, że jestem Polką Zaolziaczką“. Z kolei pani Alina dodaje, że w gronie znajomych Słowaków zawsze otwarcie mówiła o sobie jako o Polce i mimo wielu lat, spędzonych na Słowacji, nigdy nie zaczęła liczyć po słowacku. „Koledzy w pracy dziwili się, co ja tam sobie pod nosem seplenię, a ja po prostu liczyłam po polsku“ – mówi. Franek Chmiel urodził się w Jabłonkowie, uczęszczał do polskich szkół na Zaolziu, w Pradze ukończył szkołę teatralną, w Bratysławie mieszka kilkadziesiąt lat, ale jednego jest pewien: „Jeżeli jeszcze nie zapomniałem języka polskiego, a żyję tu już tyle lat, to wciąż czuję się Polakiem“. Ponieważ granice państwowe na Zaolziu były ciągle zmieniane, to naMONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Polacy na Śląsku Cieszyńskim

K

sięstwo Cieszyńskie miało długą i bogatą historię. Ta kraina w sercu Europy zawsze leżała na pograniczu kilku kultur i narodów. Na początku znanych dziejów Europy Środkowej ziemia ta znalazła się na skraju Państwa Wielkomorawskiego i Wiślan, później zawładnęli nią czescy Przemyślidzi, aby pod koniec X wieku, gdy tworzyły się na tych terenach państwa, wejść w skład Polski Bolesława Chrobrego.

FRANEK CHMIEL: „Jeżeli jeszcze nie zapomniałem języka polskiego, a żyję tu już tyle lat, to wciąż czuję się Polakiem“ Na Słowacji się zadomowili, ale podróże w rodzinne strony wywołują sentyment. „Kiedy jadąc pociągiem, mijam tunel Przełęczy Jabłonkowskiej, a do wagonu zaczynają wsiadać moi rodacy Zaolzianie, mówiący naszą gwarą, oddycham z ulgą – jestem u siebie!“ – twierdzi Zbyszek Podleśny. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

si rodacy stamtąd mieszkali w Polsce, w Czechosłowacji, w Czechach. Przeprowadzając się z rodzinnego Zaolzia na Słowację, zyskali jeszcze jedną ojczyznę. Zaciekawiło mnie więc, które miasto jest dla nich stolicą. „Zaolzie to takie państwo w państwie – wyjaśnia Zbyszek Podleśny, który od dzieciństwa do1994 roku mieszkał na Zaolziu, a obecnie w Dubnicy nad Wagiem. – Żyliśmy sprawami Zaolzia i można powiedzieć, że naszą stolicą była Ostrawa, gdzie jest polski konsulat generalny“. Każdy z nich twierdzi, że po latach spędzonych na Słowacji czują, że najbliższa jest im Bratysława, choć Franek Chmiel mówi, że przez lata studiów pokochał Pragę, ale do Warszawy też czuje sentyment, bowiem po wojnie jako harcerz brał udział w odbudowie tego miasta. Po przeprowadzce na Słowację każdy z moich rozmówców znalazł swoje miejsce, realizował się zawodowo, osiągając sukcesy. Obserwując ich losy, można powiedzieć, że są bardziej przebojowi od innych Polaków, co pan Franek Chmiel wyjaśnia koniecznością walki o polskość. „Nasi rodzice walczyli o to, żeby Zaolzie przyłączyć do Polski, czuli się Polakami i my tę waleczność odziedziczyliśmy po nich“ – mówi.

Stránka 29

ZBYSZEK PODLEŚNY: „Żyliśmy sprawami Zaolzia i można powiedzieć, że naszą stolicą była Ostrawa, gdzie jest polski konsulat generalny“ LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

Kiedy po śmierci Bolesława Krzywoustego Polska zaczęła się dzielić na coraz mniejsze dzielnice, dla jednej z bocznych linii Piastów wydzielono Księstwo Cieszyńskie. Stało się to w drugiej połowie XIII wieku, a już w roku 1327 Księstwo to musiało złożyć hołd lenny rosnącemu wówczas w siłę Królestwu Czeskiemu. Odtąd w sensie prawnym dzieliło ono losy Korony Czeskiej. Wraz z nią przeszło pod panowanie austriackie, a później stało się częścią Austro-Węgier. W roku 1573 ówczesny książę cieszyński Wacław III Adam wprowadził język czeski jako język urzędowy. Kiedy w roku 1919 dyskutowano w Wersalu nad nowymi granicami w Europie Środkowej, mocarstwa Ententy zostały przekonane przez przewodniczącego czeskiej delegacji Edwarda Benesza, że nowopowstała Czechosłowacja winna składać się z historycznych ziem Czech i byłego Śląska Austriackiego (w skład którego weszło Księstwo Cieszyńskie) niezależnie od kształtu narodowościowego tych ziem. Co prawda w ten sposób Czechosłowacja fundowała sobie wielką trzymilionową mniejszość austriackich Niemców, ale przywódcom czeskim – Masaryka i Benesza, wydawało się to konieczne, gdyż podział ziem czeskich według zasady narodowej doprowadziłby ich zdaniem do stworzenia państwa, które nie miałoby szans na gospodarcze przetrwanie. Przywódcy wielkich mocarstw uznali to rozumowanie. Natomiast w przypadku Węgier i terenów zamieszkałych przez Słowaków udało się Beneszowi przekonać uczestników konferencji wersalskiej do rozumowania dokładnie odwrotnego: w imię prawa Słowaków do życia niepodległego należy rozbić jedność państwa węgierskiego i wyodrębnić tereny słowackie. Wersal był wielkim sukcesem Czechów i Słowaków. 29


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 30

Niestety polskie opinie nie były wysłuchane z podobnym zrozumieniem. Polska – z niedookreśloną granicą wschodnią była problemem w stosunkach z Rosją, na powrót której do Europy wciąż jeszcze liczono. Polacy mieli także opinię wojowniczych nacjonalistów, stojących na drodze do realizacji planów państwowych Ukraińców i Litwinów. Polska argumentacja, iż już w czasie reformacji na Śląsku Cieszyńskim żywioł polski był silniejszy od czeskiego, a od połowy XIX wieku zdecydowanie przeważał, nie mogła się przebić. Według danych austriackiego spisu powszechnego z roku 1910, którego rzetelność nie jest kwestionowana, na całym Śląsku Cieszyńskim 54% ludności deklarowało język polski jako macierzysty, a 26% język czeski (pozostali to Niemcy i Żydzi). Strona czeska odpowiadała na te dane stwierdzeniem, iż duża grupa Polaków to robotnicy napływający do pracy na Śląsku jako tania siła fizyczna z Galicji i jako nowi przybysze nie powinni być uwzględniani w statystykach.

Wybraliśmy

W

prawdzie oglądając niektóre spoty wyborcze czy słuchając kandydatów, czasami trudno było wpaść na to, że chodzi o wybory „europejskie”, ale faktem jest, że w dniu 7 czerwca 2009 roku po raz drugi uczestniczyliśmy w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Spośród 1301 kandydatów – 306 kobiet i 995 mężczyzn – wybieraliśmy 50 (euro)posłów. O jeden mandat walczyło 26 kandydatów. Najmłodszy miał 21 lat, a najstarszy 81. Ich średnia wieku wynosiła 45 lat. O mandatach mogło decydować 30

W momencie kiedy rozpadały się Austro-Węgry 5 listopada 1918 roku lokalne reprezentacje polityczne obu narodów dokonały podziału terenu Śląska Cieszyńskiego: 77% miało przypaść Polsce, 23% Czechosłowacji. Po stronie polskiej miały się znaleźć: Bohumin, Orłowa, Karwina, Cieszyn, Trzyniec, Jabłonków. Rząd czechosłowacki w Pradze nie uznał tej umowy. Dnia 23 stycznia 1919 roku jednostki czechosłowackie, tzw. legioniści z Włoch, którzy właśnie zostali przewiezieni do Czech, wkroczyli do Bohumina i Karwiny, a 27 stycznia zajęli Cieszyn i podjęli marsz na Skoczów. Polacy nie byli przygotowani do zbrojnej konfrontacji. Ad hoc organizowana samoobrona powstrzymała oddziały czeskie dopiero po kilku dniach pod Skoczowem. Rozejm podpisany został 3 lutego w Paryżu. Obie strony zgodziły się poddać decyzji konferencji wersalskiej co do przebiegu granicy. Uczestnicy konferencji w wersalu zaakceptowali czeskie podejście i czeskie działania. W rezultacie przebieg granicy ustalony 28 lipca 1920 roku zostawiał po stronie polskiej 139 ty-

30 mln 714 tys. 800 osób uprawnionych do głosowania. Ponadto w Polsce zdecydowało głosować 313 obywateli innych państw unijnych, którzy zostali wpisani do rejestru wyborców. Utworzono 24 061 obwodów powszechnych, 189 obwodów za granicą i 1351 obwodów odrębnych w tym: 718 w szpitalach, 446 w domach pomocy społecznej, 75 w aresztach śledczych i 98 w zakładach karnych i 14 obwodów w oddziałach zewnętrznych zakładu karnego i aresztu śledczego. Dla osób niepełnosprawnych przystosowano 6228 lokali wyborczych. Na pływających pod polską banderą statkach były cztery obwody. W komisjach wyborczych ogółem pracowało ponad 209 tys. osób. Frekwencja wyborcza wyniosła 24,53 %.

A jak zagłosowaliśmy? Absolutnym zwycięzcą, a raczej zwycięską partią, której dzięki na-

sięcy mieszkańców Ziemi Cieszyńskiej (w tym 1,4% Czechów), a po stronie czeskiej 295 tysięcy ludzi (w tym 49% Polaków i 40% Czechów). Sposób podziału Śląska Cieszyńskiego był przez Polskę odebrany jako niesprawiedliwość, z którą trzeba się było pogodzić wobec zagrożenia niepodległości państwa ze Wschodu. Była ona główną przyczyną nienajlepszych stosunków między Polską a Czechosłowacją w okresie międzywojennym. Polacy dodatkowo czuli się rozgoryczeni polityką władz czechosłowackich, które w ich ocenie zmierzały do zmiany proporcji narodowościowych metodami administracyjnymi (np. poprzez osiedlanie czeskich urzędników czy przesiedlanie do wewnątrz kraju polskich kolejarzy). Aby statystyki wyglądały lepiej dla Czechosłowacji, władze z Pragi wprowadziły kategorię Ślązaków i w ten sposób pomniejszono liczbę Polaków na spornym terenie o 30-40 tysięcy. W 1938 roku Związek Polaków w Czechosłowacji wystąpił z postulatami autonomii dla Śląska Cieszyńskiego, a 21 września 1938 roku rząd polski wystąpił z żądaniem podjęcia negocja-

szym głosom udało umieścić się w Parlamencie Europejskim największą liczbę posłów, jest Platforma Obywatelska (PO), zyskując 25 miejsc. Drugie miejsce, odpowiadające właściwie aktualnemu poparciu społecznemu, zajęło Prawo i Sprawiedliwość (PiS), które zyskało 15 euromandatów. Koalicyjny Komitet Wyborczy SLD - UP zdobył 7 mandatów, a Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL) wprowadziło do Parlamentu Europejskiego 3 posłów. Procentowo wyglądało to następująco: PO – 44,43 proc. głosów, PiS – 27,4 proc., KKW SLD - UP – 12,34 proc., natomiast PSL – 7,01 proc. Na PO zagłosowało łącznie 3,27 mln osób, na PiS 2,017 mln, na SLD-UP 908 tys., a na PSL 516 tys. Pozostałe komitety wyborcze nie przekroczyły pięcioprocentowego progu wyborczego i nie wprowadziły posłów do Brukseli. Ich wyniki ukształtowały się w następujący

sposób: Centrolewica – 2,44 proc., Prawica RP – 1,95 proc., Samoobrona RP – 1,46 proc., Libertas – 1,14 proc., Unia Polityki Realnej – 1,1 proc., Polska Partia Pracy – 0,7 proc., Polska Partia Socjalistyczna – 0,02 proc., Naprzód Polsko – Piast – 0,02 proc. Rekordzistą – kandydatem, który uzyskał największe poparcie w skali kraju, jest europoseł PO, były premier, Jerzy Buzek, którego poparło 393 117 wyborców! Drugim najpopularniejszym kandydatem został Zbigniew Ziobro (PiS), na którego oddało głosy 335 933 wyborców. Warto podkreślić, że jego konkurentka w okręgu małopolsko-świętokrzyskim, reprezentująca PO Róża Maria Gräfin von Thun und Hohenstein zdobyła mandat dzięki poparciu „tylko” 179 000 głosujących. Zgodnie z oczekiwaniami mandat zdobyła nasza eurokomisarz Danuta Hübner (PO). Poparło ją 311 018 wyMONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 31

cji przez rząd czechosłowacki w sprawie rewizji granic w celu dostosowania jej do granic narodowościowych. Chociaż akcja polska nie była uzgadniana z rządem niemieckim, to było oczywiste, iż była możliwa jedynie dzięki atmosferze, wytworzonej przez żądania niemieckie: partii Henleina w Czechosłowacji i naciskom III Rzeszy z zewnątrz. Chociaż polskie działania zakończyły się krótkotrwałym sukcesem i do 11 października Polacy w sposób pokojowy i za zgodą władz czechosłowackich obsadzili 869 km2 z 1280 km2 całości spornych ziem, to długofalowo skompromitowały polską politykę i polskie roszczenia do tzw. Zaolzia. Odtąd na forum międzynarodowym jakakolwiek próba upomnienia się Polski o to terytorium mogła być skwitowana stwierdzeniem, że jest to nawiązanie do rzekomej współpracy „polsko-hitlerowskiej”. W okresie od października 1938 roku do września 1939 roku wg czeskich danych ok. 20 tysięcy Czechów opuściło Śląsk Cieszyński pod przymusem lub, nie chcąc zaakceptować nowej rzeczywistości, dobrowolnie. Cały spór został

borców. Markowi Migalskiemu z listy PiS, śląskiemu politologowi, który błyskawiczną karierę zrobił w ostatnich miesiącach, mandat w Brukseli zapewniło poparcie 112 881 wyborców. Decyzją głosujących do Parlamentu Europejskiego weszli również m.in. syn b. prezydenta Jarosław Wałęsa, startujący z ostatniego miejsca na gdańskiej liście PO i zdobywszy 73 968 głosów. Stresujące chwile przeżył reprezentujący obecnie PiS Richard Francois Henry Czarnecki (urodził się w Londynie i w systemie PESEL pod angielskimi imionami figuruje). Mając pierwsze miejsce na liście, przewagą zaledwie 1,2 tys. głosów pokonał swego partyjnego konkurenta (numer „2” na liście), nikomu nieznanego katechetę i działacza katolickiego Przemysława Przybylskiego (PiS), którego wspierało Radio „ Maryja”. Kampania m.in. w radio przyniosła LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

zawieszony 1 września 1939 roku w związku z niemiecką agresją na Polskę. W 1945 roku, chociaż zmieniło się prawie wszystko w realiach politycznych zarówno Polski, jak i Czechosłowacji, napięcie nie zmalało. Władze czechosłowackie wysiedliły do Polski kilka tysięcy tzw. okupantów, czyli Polaków, którzy osiedlili się na Zaolziu po październiku 1938 roku. Skonfiskowano należące do polskich stowarzyszeń nieruchomości, czescy policjanci podjęli działania sprawdzające, czy nie są przygotowywane jakieś „polskie działania wywrotowe”. Polska z kolei koncentrowała na granicy oddziały wojskowe i przez kilka dni w lipcu 1945 roku istniało realne zagrożenie konfliktem zbrojnym. W sprawę włączył się Związek Radziecki, który wymusił zachowanie spokoju i status quo. Ostatecznie umowa o przebiegu granicy została podpisana dopiero 13 czerwca 1958 roku, co jest swoistym kuriozum w powojennej Europie. Niezależnie od historii sporu polskoczeskiego o Śląsk Cieszyński Polacy tam mieszkający są społecznością szczególną. I to nie tylko dlatego, że jako mie-

szokujący efekt – w Toruniu Przybylski zdobył ponad 12,9 tys. głosów, podczas gdy Czarnecki niecałe 8,5 tys. W całym regionie „jedynce” PiS udało się wygrać zaledwie 1225 głosami – w sumie zdobył ich 27 106. Rywal przekonał do siebie aż 25 881 wyborców. Mandat zdobył również profesor nauk technicznych Adam Gierek (SLD - UP), syn b. I sekretarza KC PZPR (Komitet Centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej). Głosowało na niego 69 014 osób. Zaskoczył „świetny” wynik Joanny Senyszyn (SLD - UP) w Krakowie, której przedwyborcze sondaże nie dawały większych szans. Świeżo upieczona europosłanka uzyskała 4 proc. poparcia (43 661 głosów). Chociaż do ostatniej chwili nie było potwierdzenia, mandat udało się zdobyć b. szefowi SLD – Wojciech Olejniczak zyskał 72 800 głosów. Natomiast tylko 9511 głosów i mandat zyskał

szkańcy regionu pogranicznego byli otwarci na kulturę czeską i niemiecką, co zaowocowało ciekawą mieszanką kulturową, ale przede wszystkim dlatego, że jest to społeczność niezwykle aktywna. Ilość stowarzyszeń i przedsięwzięć, bogactwo form – to wszystko znacznie przewyższa wskaźniki „aktywności społecznej”, odnotowywane gdzie indziej, w środku Polski. Liczba Polaków na Śląsku Cieszyńskim (po czeskiej stronie) stale się zmniejsza. W latach 20-tych było ich 140 tysięcy, po wojnie niecałe 100 tysięcy, w latach 60-tych – 80 tysięcy, dziesięć lat temu – 52 tysiące, a dzisiaj jeszcze kilka tysięcy mniej. Modernizacja, asymilacja, przenoszenie się do Polski i emigracja do Anglii – wszystko ma na to wpływ. Granica za miedzą – to sytuacja i łatwiejsza, i trudniejsza zarazem. Jak pogodzić polskość z nowoczesnością? To podstawowe pytanie Polaków z Zaolzia. Ich bogactwem jest przeszłość i tradycja. Ale co z przyszłością? ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

lider PSL Jarosław Kalinowski. By zostać europosłem nie trzeba było jednak zdobywać aż tylu głosów. Dowodzi tego przykład startującego z okręgu małopolskoświętokrzyskiego Jacka Włosowicza (PiS), któremu do zdobycia mandatu wystarczyło 5610 głosów poparcia! Przepadli za to „wielcy” naszej polityki. Największymi przegranymi tych wyborów (nie zdobyli mandatu) są m.in. Tadeusz Iwiński z SLD – UP. Co prawda zdobył on wprawdzie 44 669 głosów, europosłem jednak nie został. Podobnie jego partyjny kolega Longin Pastusiak z 42 915 głosami. „Odkrytego” przez PO Mariana Krzaklewskiego, byłego lidera dawnej AWS (Akcja Wyborcza Solidarność), poparło tylko 25 393 osób. Na Marka Borowskiego z Centrolewicy głosy oddało 13 642 wyborców,

Jolantę Szczypińską (PiS) poparło 18 282 głosujących, Sylwię Pusz (Centrolewica) 16 334, a Tadeusza Rossa (PO) 13 000. Również rodacy mieszkający i przebywający na terenie Słowacji mogli uczestniczyć w wyborach i w ten sposób wpłynąć na losy naszych polityków. Za granicą oddawaliśmy głosy na kandydatów z okręgu warszawskiego. W Obwodowej Komisji Wyborczej, utworzonej w Ambasadzie RP w Bratysławie, swój głos oddały 62 osoby. Ich decyzją największe poparcie – 76,92%, otrzymała PO, drugi był SLD – 7,69%, a trzecie PiS – 6,15%. Kolejne miejsca zajęły: Centrolewica i Prawica RP – po 3,08% głosów, PSL i Libertas po 1,54%. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

31


08.07.09 09:48

Stránka 32

K

iedy w 1971 roku wyruszały z Podkarpacia trzy autobusy młodzieży do pracy w Czechosłowacji, nikt nie wiedział, co czeka ich pasażerów. Jechali do pracy. Mieli po kilkanaście lat, a wyjazd traktowali jak przygodą. Dla niektórych okazał się przełomem – zmienił ich życie.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Monitorek07-08

Podróż w nieznane Spotykamy się w jednej z bratysławskich kawiarni, by powspominać przyjazd moich rozmówczyń do Bratysławy. „Nie wiedziałam, jaka praca na mnie czeka i, prawdę mówiąc, sądziłam, że jadę na parę miesięcy” – wyznaje na wstępie Alina Kabele, a Małgorzata Šuraková dodaje: „Chciałam sobie zarobić, kupić ładne rzeczy, bo tych wtedy w Polsce brakowało“.

Dziewczyny z „Matadorki” I choć była to dla nich podróż w nieznane, to były ciekawe innego świata. „Na wyjazd namówiła mnie moja koleżanka, która po roku pracy wróciła do Polski, a ja zostałam“ – wspomina Małgosia, która, podobnie jak Alina, pochodzi z Tarnobrzegu. Obie panie poznały się jednak dopiero w Bratysławie. Po przybyciu na miejsce młodzież z Polski spotkała się w świetlicy, gdzie odbyło się zebranie, na którym można było sobie wybrać miejsce pracy w zakładzie „Matadorka“. Alina chciała pracować w laboratorium, Małgosia zgłosiła się do pracy na produkcji.

Miłość od pierwszego wejrzenia Niedługo po przyjeździe Alina z koleżanką została zaproszona na imprezę urodzinową do zaprzyjaźnionego Słowaka. Tam poznała pewnego chłopaka. „Była to miłość od pierwszego wejrzenia“ – mówi dziś. Na pierwszą randkę zaprosił ją do kawiarni „Cristal”, gdzie tańczyli niemalże do rana. Potem były kolejne spotkania, wycieczki po mieście i okolicach. „Przyjeżdżał do mnie pożyczonym motocyklem albo rowerem, prowadząc obok drugi pojazd dla mnie“ – wspomina moja rozmówczyni. Z kolei koleżanki Małgosi z sąsiedniego pokoju poznały młodych Słowaków, z których jeden następnego dnia zapukał do jej pokoju. Ona, sądząc, że chłopak

32

MONITOR POLONIJNY


08.07.09 09:48

Stránka 33

zabłądził, skierowała go do mieszkających za ścianą koleżanek, ale dowiedziała się, że przyszedł on w odwiedziny właśnie do niej. Zaczęli się spotykać, chodzić na potańcówki. „Wtedy szwagierce urodziło się małe dziecko i czasami chodziliśmy do Sadu Janka Kraľa na spacery z dzieckiem w wózeczku“ – wspomina.

Decyzja na całe życie Po kilku miesiącach pracy w Bratysławie Alina zdecydowała się na powrót do Polski, ale kiedy poinformowała o tym swojego chłopaka, ten… poprosił ją o rękę. Podczas wakacji pojechali do Tarnobrzegu wspólnie, by załatwić dokumenty potrzebne do zawarcia małżeństwa. Ślub odbył się zimą w Bratysławie. „Moja rodzina nie mogła dotrzeć do Czechosłowa-

cji, bowiem wtedy panowała pryszczyca i nie chcieli ich przepuścić przez granicę, choć czekaliśmy na nich w Zebrzydowicach“ – wspomina Alina. Na wiosnę, będąc w Polsce, zrobili dodatkowe przyjęcie w Tarnobrzegu. Małgosia zaś, jeszcze mieszkając w Polsce, usłyszała od pewnej Cyganki, że wyjdzie za mąż za granicą i że będzie mieć dwójkę dzieci. „Wszystko się spełniło“ – konstatuje z uśmiechem.

Początki „Mój chłopak oczarował moich rodziców do tego stopnia, że wydawało mi się nawet, iż bardziej są za nim niż za mną“ – opowiada Małgosia. LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

Jej mąż marzył o zamieszkaniu u jej dziadków, ale sytuacja się zmieniła po ich śmierci. Z kolei mąż Aliny był tak przywiązany do swojego kraju, że nie potrafił sobie wyobrazić przeprowadzki za granicę. Wspólnie postanowili więc, że zamieszkają w Bratysławie. Początki obu par nie były łatwe, bowiem najpierw zamieszkiwały one u teściów w małych mieszkaniach wraz z rodzeństwem mężów.

Z trzech autobusów Z trzech autobusów, które przyjechały wtedy do bratysławskiej „Matadroki” z Polski, tylko kilka dziewcząt zostało na Słowacji, gdzie wyszły za mąż. W większości nie mają ze sobą kontaktu. Jednak Małgosia i Alina starają się ze sobą spotykać. „Podczas spotkań starałyśmy się rozmawiać po polsku, ale często brakowało nam słów, bowiem żyłyśmy w środowisku słowackim“ – mówi Alina. Z opanowaniem języka słowackiego nie miały problemów. „Niektórzy nawet myśleli, że jestem Słowaczką ze wschodu i, kiedy otrzymali zaproszenie na ślub, pytali mojego chłopaka, dlaczego zmienił dziewczynę – taka była ich reakcja, kiedy zobaczyli moje obco brzmiące nazwisko“ – wspomina Małgosia.

Przez te wszystkie lata obie panie się zaprzyjaźniły, przyjaźnią się też ich mężowie, a dzieci, kiedy były małe, razem się bawiły. Małgosia, na pytanie, czy jeszcze raz podjęłaby decyzję o zamieszkaniu na Słowacji, jednoznacznie odpowiada, że tak. Alina wyznaje, że brakuje jej Polski. Przez wiele lat nie miała kontaktu z Polakami, a jej jedynym łącznikiem z rodakami był „Monitor Polonijny“, który kilka lat temu zaprenumerowała dla niej Małgosia. Obie cieszy działalność Klubu Polskiego, w życiu którego biorą czynny udział – Małgosia na każde spotkanie piecze ciasta, a Alina od ubiegłego roku współpracuje z redakcją naszego pisma. „Dziewczyny z Matadorki“ przeżyły ponad 30 lat na Słowacji, mają szczęśliwe rodziny, a nawet już wnuki, mieszkają w uroczych domach ze swoimi mężami – Małgosia w Bratysławie, Alina poza miastem. Nie przypuszczały, że planowany na kilka miesięcy wyjazd do pracy przedłuży się i odmieni ich życie… MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Na trasie Bratysława – Tarnobrzeg Obie moje rozmówczynie pochodzą z tego samego miasta, bywało więc i tak, że na przykład Alina, jadąc na wakacje ze swoimi dziećmi do Tarnobrzegu, brała też dziecko Małgosi, by i ono mogło odwiedzić swoich dziadków w Polsce. „Pamiętam tę podróż, kiedy z przesiadkami jechałam w rodzinne strony wraz z czwórką małych dzieci“ – wspomina z uśmiechem Alina.

ARCHIWUM A. KABELE I M. ŠURAKOVEJ

Monitorek07-08

33


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

S Y M B O L

Stránka 34

N I E U S T A N N Y C H

„Latający Cyprian”

Na

początku 2010 r. na Słowacji i w Polsce odbędzie się premiera historyczno-przygodowego filmu „Latający Cyprian” młodej słowackiej reżyserki Marianny Čengel-Solčanskiej, powstającego w koprodukcji słowacko-polsko-czesko-węgierkiej. Z reżyserką, a jednocześnie autorką scenariusza spotkałyśmy się w półmroku studia filmowego, gdzie w gorączkowym tempie przebiega montaż nakręconego materiału, którego wynikiem będzie stuminutowa historia jednej z najbardziej znanych, ale również najbardziej kontrowersyjnych postaci czerwonoklasztorskiego konwentu – kameduły brata Cypriana.

Vladimír Javorský, Jerzy Nowak a Radoslav Brzobohatý Ostatnio w słowackiej kinematografii można zauważyć powrót do tematów historycznych. Powodem tego może być próba odnalezienia w dawno minionych czasach odpowiedzi na pytania, nurtujące współczesnego człowieka, żyjącego w świecie szybkich zmian i postępu technicznego. Czy, wybierając tematykę filmu i pisząc jego scenariusz, kierowała się Pani podobnymi powodami? Tematyka, dotycząca życia mnichów, była mi zawsze bardzo bliska. W zasadzie prawie każdy film, który dotychczas nakręciłam, miał z nią coś wspólnego. Jednak na moją decyzję o realizacji właśnie tego pomysłu wpłynęło kilka czynników – przede wszystkim sama historia brata Cypriana, o którym w zasadzie wiemy niewiele. Legenda mówi, że skonstruował on latającą maszynę, a ponadto był wyjątkowym lekarzem i aptekarzem. Do dziś zachował się tylko jego zielnik, który miałam okazję trzymać w rękach. Coś z niego promieniuje, coś tajemniczego. Ogromne wrażenie zrobił też na mnie genius loci byłego czerwonoklasztorskiego konwentu. To wszystko wzięłam pod uwagę podczas pisania scenariusza o historii człowieka, którego 34

przeznaczeniem było nieustanne poszukiwanie. Wspomniała Pani, że miała możliwość trzymania w rękach oryginału zielnika brata Cypriana? Tak, praca z nim była dla mnie niezwykle inspirująca. Dzięki Dr. Uhlířovej, która była w jakimś sensie moją „przewodniczką“ podczas zaznajamiania się z tym dziełem, mogłam się bardziej zbliżyć do brata Cypriana. W zielniku nie znajduje się żaden jego podpis. Dopiero po śmierci Cypriana ktoś włożył do jego dzieła wykaligrafowany list przewodni, potwierdzający jego autorstwo. Cała koncepcja zielnika ma bardzo specyficzny charakter – na pierwszy rzut

Alexander Domogarov i Marianna Čengel-Solčanská

P O S Z U K I W A Ń Mimo że pobyt kamedułów w Czerwonym Klasztorze (w latach 1711-1782) w porównaniu z ich kartuzjańskimi poprzednikami był krótszy, to jednak właśnie oni pozostawili niezatarty ślad w słowackiej historii. Prawdopodobnie w drugiej połowie lat 50. wieku XVIII w klasztorze uformowała się grupa mnichów, która wbrew kontemplatywnemu charakteru zakonu prowadziła działalność naukową. Kim był brat Cyprian? Do Czerwonego Klasztoru przybył w 1756 r. Był pierwszym lekarzemkamedułą w konwencie. W 1766 r. rozpoczął pracę nad zielnikiem, w którym opisał 272 gatunki roślin, ale przede wszystkim znany jest z legendy, według której na skonstruowanych przez siebie skrzydłach wzniósł się w powietrze z Trzech Koron.

oka wydaje się chaotyczna (niektóre zwykłe rośliny z botanicznego punktu widzenia są sklasyfikowane niepoprawnie, na przykład mniszek lekarski, inne zaś, niewystępujące w Pieninach, są sklasyfikowane poprawnie), pismo jest niedbałe (miejscami wydaje się jakby to były różne rękopisy), numerowanie stron jest niedokładne, na przykład strona 63. powtarza się trzy razy, na końcu znajduje się niedokończony spis treści, przy niektórych roślinach ich botaniczna nazwa podana jest w pięciu językach, przy innych tylko w jednym. Podczas pracy z herbarzem zyskałam wrażenie, że jeśli autorem jest naprawdę jeden człowiek, to musiała to być osoba chętnie zajmująca się skomplikowanymi rzeczami, nie zawsze je kończąca, osoba ulegająca nastrojom. Inspirujące dla formowania postaci bohatera filmu były też uwagi, znajdujące się na niektórych stronach między opisami roślin, w których Cyprian ujawniał swoje odczucia. Pisał, że jest nieszczęśliwy, boi się śmierci i potępienia. Jaki był naprawdę brat Cyprian, wiemy niewiele. A jaki będzie bohater Pani filmu? To, że Cyprian jako postać historyczna jest owiany tajemnicą, było dla mnie wygodne podczas pisania scenariusza. Według historyka Pavla MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 35

Dvořáka Cyprian był jakby odzwierciedleniem całej społeczności kamedułów, żyjących w Czerwonym Klasztorze. Łączył w sobie cechy zwykłego mnicha, żyjącego w XVIII wieku w konwencie kamedułów, z cechami swoich współbraci, którzy znacząco wpływali na historię regionu. Cyprian jako bohater filmowy występuje w trzech postaciach. Pierwszą z nich jest zbójnik Jasiek, który wplątał się w różne machinacje, komplikując sobie życie, tracąc honor i rodzinę. Dostaje się on do klasztoru, gdzie dochodzi do siebie. Drugą postacią jest młody 20-letni mnich Michał, marzący o zbudowaniu maszyny latającej, trzecią zaś jest stary kameduła lekarz i aptekarz. Czy oprócz Cypriana w filmie zobaczmy również i inne postacie historyczne? Jedną z ważnych postaci konwentu w Czerwonym Klasztorze był ojciec Romuald Hadbavný - historyk i językoznawca, o którym niestety Słowacy bardzo mało wiedzą, a któremu udała się fantastyczna rzecz – jeszcze przed dokonaną przez Bernoláka kodyfikacją języka słowackiego wraz ze swoimi współpracownikami przełożył na słowackie Pismo Święte. I właśnie on również pojawi się w filmie. Dlaczego jednak to właśnie Cyprian jest głównym bohaterem filmu? Początkowo myślałam, że temat latającego Cypriana jest powszechnie znany. Ci, którzy mieszkają w tym regonie (Zamagurie), mają wrażenie, że wszyscy Słowacy go znają, ale to nieprawda. Nie wspomnę już nawet o Romualdzie Hadbávnym, którego prawie nikt nie zna. Wiedza Słowaków w tym zakresie jest bardzo mała. Uświadomiłam sobie, że jeśli chcę przyciągnąć widzów do kina na film historyczny, muszę im zaoferować ciekawą historię. Kiedy na Słowację dotarła „Báthoryčka” Juraja Jakubiski, osiągnęła rekordy oglądalności, bo kobieta, mordująca dziewczyny i kąpiąca się w ich krwi to niezwykle ciekawa historia. Podobnie jest z „Janosikiem” Agnieszki Holland. Moim zadaniem było opowiedzieć ciekawą historię o Cyprianie. LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

Teraz spędzamy całe dni w studiu, w którym przygotowujemy końcową wersję filmu. Nie zapadła jeszcze decyzja co do jego strony muzycznej, na razie jesteśmy na etapie poszukiwań. „Mater” Vladimíra Godára była da mnie silną inspiracją w trakcie pisania scenariusza.

Marko Igonda i Bartłomiej Firlet Gdzie kręcono film? Film kręciliśmy na Słowacji – w Czerwonym Klasztorze, Ludrovej i Vychylovce. Jak wyglądała Pani współpraca z kościołem katolickim w czasie przygotowań do realizacji filmu? Wiadomo przecież, że kościół ten nie przepada za nieoficjalną medializacją własnej historii. Biskup nitrzański Judák, którego uważam za człowieka oświeconego, poszedł mi maksymalnie na rękę. Nie spodziewałam się tego i gdyby ktoś powiedziałby mi o tym rok temu, nie uwierzyłabym. Kiedy poprosiłam go o pomoc, nie chciał ode mnie scenariusza, dał mi wszystko – pomoc naukową, niektóre oryginalne rekwizyty z XVII i XVIII wieku, brewiarze itd. Na początku naszego spotkania pokazała mi Pani zwiastun przygotowywanego filmu, w którym słychać muzykę z płyty „Mater” autorstwa Vladimíra Godára. Czy utwory tegoż kompozytora będzie można usłyszeć też w samym filmie?

Kto zagrał w Pani filmie? Główną rolę Cypriana gra słowacki aktor Marko Igonda. Z polskich aktorów można będzie zobaczyć Daniela Olbrychskiego jako biskupa krakowskiego, Pawła Małaszyńskiego jako Martina, najstarszego brata Cypriana, oraz Bartołomieja Firleta jako Andrzeja, innego brata Cypriana. W roli głównego wroga Cypriana wystąpił rosyjski aktor Alexander Domogarow. Z czeskich aktorów w filmie zagrał na przykład Radoslav Brzobohatý, odtwarzający rolę opata. Czy zamierza Pani pokazać swój film także w innych krajach? „Latającego Cypriana” przygotowujemy w dwóch równoległych wersjach językowych – w słowackiej i polskiej. W tych samych językach ukaże się na rynku równocześnie z filmem powieść, pisana na podstawie scenariusza. Do pojawienia się filmu na ekranach kin pozostało jeszcze kilka miesięcy. Całej ekipie filmowej życzymy zatem wytrwałości i twórczej energii w końcowej fazie jego realizacji. INGRID MAJERIKOVÁ

„Rodzinne“ zdjęcie ekipy filmowej 35


I

08.07.09 09:48

nformacje, iż od 1 stycznia tego roku na Słowacji zacznie obowiązywać euro, pojawiły się w Polsce dopiero w drugiej połowie ubiegłego roku, na tle sporu naszych polityków o to, kiedy europejska waluta ma pojawić się nad Wisłą.

Stránka 36

Euro

Monitorek07-08

Liberałowie pod wodzą premiera Donalda Tuska uważają, że będzie to możliwe już w roku 2012, kiedy to nasz kraj odwiedzą dziesiątki tysięcy kibiców z całego kontynentu - wraz z Ukrainą będziemy gospodarzem mistrzostw Europy w Piłce Nożnej. Prawo i Sprawiedliwość (PiS) Jarosława Kaczyńskiego twierdzi zaś, iż wprowadzenie europejskiej waluty w Polsce będzie możliwe wtedy, gdy będzie to dla nas korzystne (w domyśle za dziesięć, a może i za dwadzieścia lat, gdy poziom naszej gospodarki zbliży się do średniej europejskiej). Do dyskusji włączyły się media, będące prawie w całości za jak najszybszą możliwością płacenia euro przez Polaków. Często argumentowano, iż „skoro europejska waluta może być na Słowacji”, to „tym bardziej” i w naszym kraju. Niestety, w Polsce nadal pokutuje stereotyp, iż nasz sąsiad po drugiej stronie Tatr jest od nasz biedniejszy, słabiej rozwinięty. Co ciekawe, gdy mieszkałem na Słowacji, to wiele razy słyszałem od gospodarzy, iż to Polska ma jeszcze sporo do zrobienia, aby dogonić ich poziom życia. Ze smutkiem muszę przyznać, iż ten dwustronny stereotyp jest mocno zakorzeniony; nadal pogłębiają go dziennikarze, a nie likwiduje go tylko kilkugodzinna wizyta w strefie przygranicznej sąsiada (zwłaszcza że w obu państwach są to obszary najuboższe). W trakcie dyskusji nad euro gafę popełnił Lech Kaczyński. Prezydent 36

RP, którego poglądy polityczne dziwnym trafem są bardzo bliskie tym, wyznawanym przez członków partii, kierowanej przez brata Jarosława, sprzeciw wobec szybkiego przyjęcia euro uzasadnił faktem, iż po wprowadzeniu nowej waluty na Słowacji jej mieszkańcy zostali zmuszeni do tak drastycznych oszczędności, iż podczas lotu samolotem nad tym krajem prawie nie widać świateł. Szkoda, że nikt nie wyjaśnił głowie naszego państwa, że Słowacja nie jest tak gęsto zaludniona, jak np. Śląsk czy Mazowsze. Na początku bieżącego roku Słowacja znów pojawiła się w polskich mediach. W licznych reportażach, powstałych podczas kilkugodzinnych odwiedzin dziennikarzy w Czadcy, Popradzie, czy w Świdniku, kasjerki w sklepach spożywczych, kelnerzy, a nawet przypadkowi przechodnie przekonywali Polaków, iż nie ma co się bać przyjęcia nowej waluty, a nawet – a jakże – żeby z euro dołączyli do Słowacji. Te entuzjastyczne czasami opinie nie znajdowały odzwierciedlenia podczas sezonu zimowego. Już w ubiegłych latach Polacy, wybierający się na słowackie stoki narciarskie czy do wód termalnych, przeliczając złotówki na korony ze zdziwieniem stwierdzali,

iż po naszej stronie Tatr może być – i najczęściej było – taniej. A w tym roku ceny, już w euro, mogli porównać z oferowanymi przez kurorty w Alpach i zdziwienie było jeszcze większe – ceny podobne, a jakość usług tu i tam wiadomo jaka. A później wybuchł światowy kryzys. Słowację dotknął on szczególnie, bo spora część produkcji i eksportu tworzy branża motoryzacyjna, a ta szczególnie odczuła konieczność oszczędzania. I znów Polacy widzą w telewizji Słowaka, tym razem nie tylko przyjeżdżającego autobusem na zakupy do Nowego Targu, ale wykupującego wszystko w dużych opakowaniach, bo każdy zakup to spore oszczędności. Na co nam euro, skoro Słowak kupuje w Krakowie samochód, wyprodukowany pod Żyliną? – zastanawiają się przeciwnicy wymiany złotówki na euro. Przecież zyskujemy na tym: ludzie mają pracę, podatki w cenach zasilają nasz budżet – odpierają polscy zwolennicy europejskiej waluty. I nie ukrywają – wszystko zależy od tego, jaki zostanie przyjęty kurs wymienny. Jako przykład, ile można stracić albo zyskać, wskazują właśnie na Słowację. I ja chciałbym jak najszybciej mieć w portfelu euro, ale bez słowackich doświadczeń z kursem wymiany. Moi znajomi z Bratysławy, jadąc do mnie, zrezygnowali z zakupów w Czechach (korony czeskie przeliczali na słowackie, a te dopiero na euro), w Niemczech byli w szoku (ceny podobne, paliwo tańsze, a przecież zarobki są tam o wiele wyższe), w Polsce kupowali „jak leci” (bo wszystko taniej), a po powrocie do domu okazało się, że może zabraknąć „do pierwszego”, bo w ciągu tygodnia wiele towarów podrożało o kilka centów. DARIUSZ WIECZOREK MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 37

Dzień Wolności Podatkowej

W

tym roku Polacy obchodzili (świętowali?) Dzień Wolności Podatkowej 14 czerwca. Podatki – oczywiście – płacimy przez cały rok. Gdyby jednak przyjąć, iż najpierw musimy spłacić nałożone na nas zobowiązania podatkowe, a dopiero później możemy używać sobie życia, to wszystkie (!) dochody statystycznego Polaka, uzyskane od początku tego roku do 14 czerwca, zasiliły kasę państwa, a dopiero 15 czerwca był pierwszym dniem, kiedy to całość zarobionych pieniążków trafiła do naszych rąk czy też na nasze konta bankowe. Pracujemy więc prawie pół roku na państwo i rząd. To najlepiej pokazuje skalę rzeczywistego obciążenia statystycznego polskiego podatnika. Państwo nie ma żadnych innych pieniędzy niż te, które nam odbierze z jakiegoś tytułu. I nie są to tylko podatki; to także składki, opłaty, cła czy mandaty. Oczywiście państwo musi mieć pieniądze na swoje funkcjonowanie – na służbę zdrowia i na szkolnictwo, na policję i wojsko, na ambasady i Instytuty Polskie. No i na wszelakie urzędy i płace urzędników, od prezydenta i premiera zaczynając, a na armii szeregowych pracowników urzędów gmin i dzielnic kończąc. Ale wciąż się zastanawiam: DLACZEGO POTRZEBUJE TAK DUŻO??? Dla przypomnienia – w roku 1520 Sejm ustalił powszechny wymiar pańszczyzny na JEDEN DZIEŃ W TYGODNIU. Po roku 1543 wprowadzono naliczanie pańszczyzny od wielkości gruntu, posiadanego przez chłopa, za pomocą dni w tygodniu, przypadających na łan ziemi. Pańszczyzna 4 dni od łana tygodniowo oznaczała, że chłop, mający pół łana, musiał odpracować u pana 2 dni na każdy tydzień. A jako że pół łana to była statystycznie wielkość pola uprawianego przez chłopa – pańszczyzna wynosiła statystycznie dwa dni w tygodniu. Chłop pańszczyźniany praco-

LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

wał zatem dla pana feudalnego na początku XVI wieku 52 dni w roku, a później 104 dni. I to był feudalny wyzysk. My na początku XXI wieku pracujemy dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej 164 dni w roku. I to jest sprawiedliwość społeczna? Trzeba pamiętać, iż Dzień Wolności Podatkowej to data umowna, dotyczącą statystycznego Polaka. W rzeczywistości często ci najwięcej w Polsce zarabiający nie płacą fiskusowi nic (bo rozliczają się w innych państwach, w tzw. rajach podatkowych) lub mało (bo maksymalnie wykorzystują możliwość ulg i odliczeń), a jedną z największych grup płacących najdłużej podatki są… urzędnicy. Oczywiście ci najważniejsi – prezydenci, dyrektorzy, kierownicy… W tym roku Dzień Wolności Podatkowej przypadł w Polsce wcześniej niż w latach poprzednich. Na przy-

kład w 1994 roku, kiedy to zaczęto u nas robić takie obliczenia, podatnicy nad Wisłą wolnością podatkową cieszyli się dopiero od 1 lipca. W ubiegłym roku taki dzień przypadł także na 14 czerwca, ale to był rok przestępny (luty liczył 29, a nie 28 dni). W Stanach Zjednoczonych, gdzie narodziła się idea Dnia Wolności Podatkowej, po raz pierwszy był obchodzony w 1900 roku i przypadał na koniec stycznia. W roku bieżącym Tax Fundation wyliczyła, że takim dniem był 13 kwietnia, a więc zarabiać tylko na siebie Amerykanie zaczęli osiem dni wcześniej niż w roku ubiegłym. Z kolei w Wielkiej Brytanii Dzień Wolności Podatkowej wypadł w tym roku 14 maja. Zobowiązania wobec państwa pochłonęły 134 dni pracy mieszkańców Wysp – najmniej od 1973 roku. Na Słowacji – według Fundacji Hayeka – Dzień Wolności Podatkowej przypadł w tym roku 3 czerwca, czyli 11 dni wcześniej niż w Polsce, ale w porównaniu z rokiem ubiegłym (22 maja) Słowacy w 2009 roku płacą fiskusowi o 11 dni dłużej. Za powiększające się obciążenie słowackiego podatnika w dużej mierze odpowiada rząd, który ignoruje pogarszającą się sytuację ekonomiczną i zamiast oszczędzać, wydaje na potęgę – twierdzą przedstawiciele fundacji. Jest kryzys gospodarczy i państwo na realizację swoich zadań potrzebuje więcej pieniędzy – wyjaśnia resort finansów. Moich znajomych, którzy cieszą się, że w tym roku już nie muszą płacić państwu, ostrzegam, aby nie chwalili dnia przed zachodem słońca. W lipcu polski Sejm ma znowelizować tegoroczny budżet państwa i może się okazać, że do końca roku jeszcze parę dni naszej pracy trzeba będzie oddać fiskusowi. DARIUSZ WIECZOREK 37


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 38

O związkach polsko-słowackich w Internecie

Z

apewne większość z Was zna portal internetowy www.nasza-

klasa.pl. Oprócz tego, że dzięki niemu można odnaleźć swoich znajomych ze szkoły, to można na nim podyskutować na różne tematy. Każda zarejestrowana osoba może rozpocząć dyskusję na wybrany temat lub wypowiedzieć się na któryś z już rozpoczętych tematów. Jeden z nich nosi nazwę „!Słowacja - forum o Słowacji”.

Dominika Na tym forum można się dowiedzieć, że istnieje strona internetowa www.blava.pl, znaleźć polskich lekarzy, pracujących za granicą, lub dołączyć do grona znajomych Polaków, spotykają-

Marta z mężem 38

cych się w Bratysławie. Niektóre osoby poznały się właśnie za pośrednictwem tego portalu i co pewien czas spotykają się, aby porozmawiać po polsku. Ponadto na forum znajdują się wątki, związane np. z poszukiwaniem pracy lub pracowników, rejestracją samochodu na Słowacji itp. Najnowszy wątek, rozpoczęty 12 stycznia br., nosi nazwę „Pary mieszane (polska-slowacja)” (pisownia oryginalna – przyp. red.). Jak na razie to najdłuższy temat, który posiada ok. 440 postów (wpisów), a który rozpoczęła Joanna Karkowska. W pierwszym wpisie Joanna napisała, że od 2 lat ma partnera Słowaka i że to był świetny wybór. Spytała o różnice wiążące się ze związkiem z cudzoziemcem oraz o śmieszne sytuacje z tego wynikające. Następne wpisy były odpowiedzią na jej pytanie i kontynuacją tematu. Wypowiedziały się dziewczyny, mające również słowackich partenrów: Nina Kozłowska, DoMiNiKa, Marta Bargieł (która zdążyła już wyjść za mąż i zmienić nazwisko na Jurištová – gratulacje!!!). Później odezwali się MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 39

także mężczyźni, ale było ich znacznie mniej. Później „debata” zamieniła się w próbę rozstrzygnięcia kwestii, czy piękniejsze są Polki czy Słowaczki, a następnie gdzie i jakiego psa kupić dzieciom – całkowita zmiana tematu, ale to właśnie urok forumowych rozmów. Ostatnim wątkiem, trwającym do dziś, jest rozmowa pomiędzy kilkoma dziewczynami. Wszystkie one mają słowackich partnerów, a na forum wymieniają się swoimi doświadczeniami. Ponadto próbują umówić się na spotkanie. Postanowiłam się dowiedzieć, co je zainteresowało w ich słowackich chłopakach. Męża Marty Jurištovej cechuje otwartość, gościnność i uprzejmość. Chłopak DoMiNiKi to, jak na prawdziwego Słowaka przystało, fan hokeja na lodzie. W odróżnieniu od Polaków mąż Marty jest „uprzejmy, ciekawy świata, lubi zwiedzać i chwalić się pięknem Słowacji. Bardziej liczą się dla niego cechy charakteru niż status materialny”. Nina Kozłowska natomiast stwierdza: „Dla mnie mój słowacki partner jest po prostu wyjątkowy, narodowość nie ma tu nic do rzeczy”. Pomimo iż dziewczyny się jeszcze nie spotkały – DoMiNiKa przebywa w Irlandii (ale ma zamiar przeprowadzić się na Słowację), Ewa i Marta mieszkają w okolicy Żyliny, Joanna także przebywa w Irlandii, ale Północnej – to z rozmów wynika, że bardzo się polubiły i pewnie kiedyś spotkają się na żywo. Zdradziły mi, że uczą się mówić po słowacku, a ich partnerzy po polsku. Polskie żony słowackich mężów już mieszkają na Słowacji, a jeszcze niezalegalizowane pary planują w bliższej lub dalszej przyszłości na Słowację się przeprowadzić. Ja tylko mogę zachęcić do zamieszkania w Bratysławie, bo w stolicy zawsze są większe możliwości. Pozdrawiam Was dziewczyny i Wasze słowackie „połówki”. MAGDALENA PIETZ LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

Kataryna – caryca bloga

N

ajpopularniejsza, pisząca pod pseudonimem Kataryna polska blogerka polityczna została zdekonspirowana. Dekonspiracji dokonali dziennikarze „Dziennika” tuż po tym, jak blogerka weszła w konflikt z ministrem sprawiedliwości Andrzejem Czumą. Według Kataryny „Dziennik” próbował ją szantażować. Polski Internet zawrzał. Blogi już od dawna nie kojarzą się z intymnymi zapiskami nastolatków, opisujących swoją szkołę i kolejne nieszczęśliwe miłości. Dziś są np. narzędziem komunikacji z wyborcami – jak choćby blogi pisane przez popularnych polityków, czy źródłem informacji konkurencyjnych wobec innych mediów. Przed kilkoma laty sytuacja w polskim Internecie wyglądała zupełnie inaczej. Kataryna rozpoczynała swoją publicystyczną działalność wraz z wybuchem afery Rywina, zostając uczestniczką forum na portalu gazeta.pl. Niedługo później założyła blog polityczny, którego popularność zaskoczył wszystkich. Od początku snuto domysły, co do tożsamości osoby, ukrywającej się pod pseudonimem Kataryna. Autorka krytycznie pisała o środowisku, związanym z „Gazetą Wyborczą”, dlatego wielu widziało w niej Rafała A. Ziemkiewicza, autora wydanej w 1995 roku książki „Pieprzony los Kataryniarza” – polskiej powieści fantastycznej z nurtu politycznego cyberpunku. Czytelnicy stawiali też m.in. na dziennikarkę TVN Katarzynę Kolendę-Zalewską czy dziennikarza „Gazety Wyborczej” Mikołaja Lizuta. Kataryna zaprzeczała i konsekwentnie nie ujawniała swego nazwiska. Jednocześnie stała się jednym z najbardziej opiniotwórczych komentatorów politycznych, cytowanych przez najważniejsze media. Polemizowali z nią najpopularniejsi polscy dziennikarze. W maju 2009 roku Krzysztof Czuma, syn ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumy, wysłał do

portalu Salon24.pl pismo z żądaniem usunięcia „kłamliwego i obraźliwego wpisu na blogu niejakiej Kataryny”. Gdy przedstawiciele portalu odpowiedzieli, że wpis Kataryny nie narusza regulaminu i w związku z tym nie zostanie usunięty, Andrzej Czuma zagroził blogerce rozprawą o zniesławienie. Kilka dni później „Dziennik” ujawnił, że zna personalia Kataryny. Gazeta wysłała blogerce za pomocą SMS-a propozycję „nie do odrzucenia”, którą ta opublikowała na swoim blogu: „Pani Katarzyno, bardzo proszę o poważne rozważenie naszej propozycji. Nie chcemy bezpardonowo ujawniać Pani tożsamości i iść na rękę Czumom. Wolimy, by zgodziła się Pani na ten coming out na Pani warunkach, włącznie z zatrudnieniem Pani jako naszej publicystki. Ale proszę nas zrozumieć, to frustrujące wiedzieć i nie móc napisać. Wiem, że Pani tożsamość zna Fakt, a przez nich nie zostanie Pani tak dobrze potraktowana – proszę tego nie traktować jako szantaż. Naprawdę nie chcemy Pani skrzywdzić”. Gdy Kataryna odrzuciła propozycję „Dziennika”, ukazał się w nim artykuł, w którym, co prawda nie podano nazwiska Kataryny, ale zidentyfikowanie jej średnio zaawansowanemu użytkownikowi komputera nie zabiera więcej niż 30 sekund. Internet zawrzał – wielu publicystów zwróciło uwagę, że obywatele mają prawo uczestniczyć w debacie publicznej pod pseudonimem, a stanowisko takie wyraziła także Rada Etyki 39


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 40

Mediów. „Dziennik” za to zwracał uwagę, że osoby, piszące pod pseudonimem, nie odpowiadają nazwiskiem za swoje słowa, co psuje jakość debaty publicznej. Blogerzy, piszący pod pseudonimem, są także nieautentyczni. Według dziennikarzy „Dziennika” Kataryna, która zawodowo związana jest z pewną warszawską organizacją pozarządową, robiła interesy z byłym prezesem TVP Robertem Kwiatkowskim, jednocześnie krytykując go na swoim blogu. „Pocałujcie mnie w dupę... tak powinien zaczynać się list do Was, gdybym się chciał trzymać

Waszej konwencji. Przeczytałem wpisy na Dzienniku.pl, nie znalazłem argumentów, a tylko chamskie inwektywy” – napisał Robert Krakowski, redaktor naczelny „Dziennika”, do obrońców Kataryny. Pod jego „Listem otwartym do obrońców Kataryny” znalazło się blisko tysiąc komentarzy. Kataryna po ujawnieniu personaliów na chwilę zamilkła. Szybko jednak powróciła do pisania swojego bloga, który można znaleźć pod adresem www.kataryna.pl. ŁUKASZ GRZESICZAK

Blogi, które warto znać: KULTURA: http://www.kumple.blog.pl – brukowiec literacki on-line http://blog.art.pl/r – blog Jasia Kapeli, młodego poety i prozaika, autora książki „Stosunek seksualny nie istnieje” http://igod.tumblr.com - blog poświęcony kulturze masowej http://agde.blox.pl - popularny blog rysunkowy mieszkanki krakowskiej Nowej Huty. POLITYKA: http://lewysierpowy.blox.pl/ – lewicowy punkt widzenia w sieci http://krzysztofleski.salon24.pl – jeden z najciekawszych blogów politycznych, prowadzony przez dziennikarza Krzysztofa Leskiego http://hgw-watch.pl/ – przeciwnik rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz monitoruje i opisuje regularnie jej kolejne decyzje w warszawskim ratuszu BLOGI POLITYKÓW: http://kmarcinkiewicz.blog.onet.pl – blog byłego premiera, pracującego obecnie w Londynie, o polityce, emigracji i miłości do Isabel http://dorn.blog.onet.pl – to blog Ludwika Dorna, trzeciego bliźniaka na PiS-owskiej banicji, zupełnie dobrze radzącego sobie w Internecie http://palikot.blog.onet.pl – bloga Janusza Palikota – w sieci równie nieprzewidywalny jak na konferencjach prasowych

w Polsce

„S

ocrates-Erasmus”, to obecnie jeden program edukacyjny, mający na celu podnoszenie poziomu kształcenia uczelni wyższych, połączonych w European Community Action Scheme for the Mobility of University Students (od tej nazwy pochodzi akronim „Erasmus”), czyli po polsku – Schemat Akcji Komisji Europejskiej Mobilności Studentów Szkół Wyższych, a jeszcze inaczej – możliwość spędzenia jednego (zazwyczaj) semestru w partnerskiej uczelni któregoś z europejskich państw. Program dotyczy zarówno studentów wszystkich trzech stopni kształcenia – licencjackich, magisterskich i doktorskich, jak i ich wykładowców. Biorą w nim udział 32 państwa, w tym Polska i Słowacja.

SPORT: http://www.dariuszwolowski.blog.interia.pl – blog o sporcie, pióra Dariusza Wołowskiego http://ligoblog.blox.pl - Jacek Sarzało pisze o polskiej lidze piłki nożnej http://rafalstec.blox.pl – kontrowersyjny blog o sporcie, choć autor nie byłby sobą, gdyby ostatniej notki nie poświęcił Michaelowi Jacksonowi CIEKAWE: http://bendyk.blog.polityka.pl – Edwin Bendyk, dziennikarz „Polityki” pisze o nowych technologiach http://chetkowski.blog.polityka.pl – blog Dariusza Chętkowskiego, polonisty z łódzkiego liceum, autora książek o polskiej edukacji http://rzeszow.blox.pl – mieszkający w Krakowie rzeszowianin przekonuje, że Rzeszów i Podkarpacie mogą być pasjonujące 40

MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 41

Na Uniwersytecie Komeńskiego (UK) studiowałam pięć lat i niestety nie wiem, jak wyglądają studia w Polsce. Ale moi koledzy, tegoroczni absolwenci bratysławskiej polonistyki, dzięki „Erasmusowi” mieli możliwość pomieszkać przez jakiś czas w Polsce i zapoznać się z naszą kulturą, sztuką i życiem codziennym bezpośrednio, właśnie dzieki „Erasmusowi” Studiując polonistykę na UK, można w ramach wymiany pojechać na studia do Krakowa na Uniwersytet Jagielloński (UJ), do Katowic na Uniwersytet Śląski (UŚ), do Łodzi na Uniwersytet Łódzki (UŁ) oraz do Warszawy na Uniwersytet Warszawski (UW). Z tej możliwości skorzystali: Milica Urbániková, która studiowała na UŚ, Juraj Streďansky, który spędził 9 miesięcy na UŁ, oraz Lucia Boriková, która w trakcie II roku studiowała na UŚ, a będąc na roku V na UW. Wszyscy oni jednogłośnie namawiają do wyjazdu. „Języka najlepiej uczy się, będąc w kraju, w którym się nim mówi. Oprócz tego dla tłumacza niezbędna jest też wiedza o kraju, o ludziach, o ich życiu codziennym i kulturze“ – stwierdza Milica. Jestem tego samego zdania, bo gdzie się można lepiej nauczyć języka słowackiego, jeśli nie na Słowacji! Wyjazdy studyjne to oczywiście nie tylko nauka, ale również podróżowanie, zwiedzanie, poznawanie nowych ludzi i oczywiście

LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

imprezy do rana. Pomimo że Łódź i Katowice nie są najpiękniejszymi miastami Polski, to osoby, które tam studiowały, są zadowolone ze swojego pobytu za granicą. Jednogłośnie stwierdzają też, że poziom nauki języka polskiego w Polsce bardzo im odpowiadał. Juraj poleca UŁ, ponieważ „tamtejsi wykładowcy bardzo chętnie pomagają i zdają sobie sprawę z tego, że jesteśmy cudzoziemcami”. I choć na początku zawsze jest trudno, ponieważ wszystko dookoła jest nowe, to w końcowym efekcie wyjazd się opłaca. Lucia poleca studia za granicą także ze względu na kontakty towarzyskie: „Spędziłam całkiem dużo czasu w Polsce, i chociaż było mi czasami smutno, tęskniłam, to nie żałuję ani jednej minuty. Początki są wszędzie trudne, ale potem już się przyzwyczaiłam i było dobrze. W Polsce spotkałam sporo ludzi, a kilkoro z nich zostało moimi dobrymi przyjaciółmi”.

Wyjazd w ramach „Erasmusa” to także możliwość poznania kultury, historii i obyczajów danego kraju. Jak wiadomo, podróże kształcą. Milica po zakończeniu semestru na uczelni zwiedziła Kraków, Oświęcim, no i w końcu miała czas, aby przyjrzeć się z bliska Katowicom. Lucia, oprócz Katowic i Warszawy, z której niedawno wróciła, odwiedziła Łódź, a teraz wybiera się na Mazury, nad morze oraz ponownie do Krakowa. Do Polski słowaccy studenci mogą pojechać także w ramach umów bilateralnych na letnie kursy języka i kultury polskiej. Na takim kursie była m.in. Daniela Jobová, która latem 2007 r. pojechała do Lublina. Tak się jej tam spodobało, że w następnym roku odwiedziła Wrocław. „W ramach kursu mieliśmy zorganizowane różne wycieczki, np. do Warszawy, Kazimierza czy Błędnych Gór. Zarówno w Lublinie, jak i we Wrocławiu zorganizowano nam wycieczki po tych miastach, w trakcie których opowiedziano nam to i owo z ich historii. Najbardziej ciekawa byłam Krakowa, bo tak wiele się o nim mówi, więc człowiek chce zobaczyć. No i nie zawiodłam się” – mówi Daniela. Obecnym studentom polonistyki (i nie tylko) wszyscy moi respondenci polecają wyjazd za granicę. „Warto pojechać! Wszystko jedno, do którego kraju, ale trzeba pojechać, póki ma człowiek taką możliwość” – twierdzi Lucia. MAGDALENA PIETZ

41


08.07.09 09:48

Stránka 42

Rozśpiewana

stolica Podkarpacia

F

E

S

T

I

W

A

L

E

Monitorek07-08

W

ciąż słyszymy o kryzysie i upadku kultury, a tu niespodzianka – pod koniec maja w stolicy Podkarpacia Rzeszowie odbył się Międzynarodowy Festiwal Piosenki CARPATHIA 2009, na który zostałam zaproszona. Była to już piąta edycja tego festiwalu, a chęć udziału w nim zgłosiło ponad 150 wokalistów i zespołów, m.in. z Polski, Słowacji, Czech, Węgier, Rosji, Mołdawii, a nawet z Włoch. Do finału zakwalifikowało się 17 solistów, jeden duet, jedno trio i 14 zespołów, którzy zaprezentowali się na rzeszowskim rynku. W jury zasiedli tacy eksperci, jak Dorota Szpetkowska, Zygmunt Kukla, Egon Póka, Atilla Weinberger,

Jerzy Dynia i Peter Lipa. Poziom konkursu był bardzo wysoki. W tym roku Grand Prix otrzymał reprezentant Słowacji Adam Ďurica, co bardzo mnie ucieszyło, a który zaśpiewał piosenkę „Bez servitky”. Jego talent muzyczny został zauważony już wcześniej w programie „Slovensko hľadá SueprStar”. Ďurica jest też laureatem prestiżowej nagrody „Objawienie Roku” w ankiecie Złoty Słowik

2008. Do jego sukcesów należą też udane koncerty z kapelami I.M.T., „Smile”, „Desmond” czy „Pecha”. Wspomnieć należy, że w ubiegłym roku główną nagrodę na festiwalu w Rzeszowie otrzymał znany i popularny na Słowacji Peter Cmorik, a I miejsce – Lucia Fritzka z zespołem „Smooth Company” z Koszyc. Oboje wokaliści w tym roku wystąpili w koncercie galowym jako gwiazdy. A gwiazd na „Carpathii” nie brakowało, albowiem na rzeszowskiej scenie wystąpili też Patrycja Markowska, Andrzej Sikorowski oraz zespoły „Bracia”, „Kombi” i „Pectus”. Za całość festiwalu odpowiadały dwie osoby – kierownik biura festiwalowego Waldemar Wywrocki i dyrektor festiwalu Anna Czenczek. To dzięki nim rzeszowska impreza zachwyciła swoim profesjonalizmem zarówno uczestników i jurorów, jak i publiczność. Festiwalowi towarzyszyły II Dni Kultury Wyszehradzkiej. I choć rozpoczął się sezon ogórkowy, to, jak widać, nie oznacza on rozbratu z kulturą.

Jaka była w tym ro K

olejny 54. Konkurs Piosenki Eurowizji w Moskwie od strony formalnej okazał się gigantycznym przedsięwzięciem na nie notowaną dotąd skalę. Muzyka rozrywkowa to estrada, to show. A jeśli show, to na całego – ludziom potrzebne są mocne środki ekspresji. Zwykło się 42

mówić, że „Eurowizja” jest bardziej wydarzeniem towarzyskim, niż muzycznym. Potwierdziła to tegoroczna edycja, która była raczej wymianą wzajemnych uprzejmości w duchu europejskiego porozumienia niż konkursem piosenki. Bliska festiwalowej konwencji, ale zarazem interesująca artystycznie i znakoMONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 43

46. Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu

F

estiwal Polskiej Piosenki w Opolu jak zawsze dał hasło do wakacji. Trwał trzy dni (12 – 14 czerwca), w ciągu których odbyły się już tradycyjne konkursowe koncerty: „Premiery”, „Debiuty”, „Superjedynki”. Nowością był koncert duetów, zatytułowany „Dobre bo (o)polskie”, w którym wystąpiły gwiazdy współczesnej sceny muzycznej, śpiewające z legendami polskiej muzyki rozrywkowej. W konkursie premier Złotą Premierą publiczność nagrodziła utwór „Niewiele Ci mogę dać“ M. Maleńczuka. Srebrną Premierę otrzymała Ania Wyszkoni za piosen-

kę „Czy ten pan i pani“, a Brązowa Premiera powędrowała do zespołu „Pectus” za utwór „Życie na dystans“. Konkurs debiutów wygrała Natalia Krakowiak, II miejsce zajął „Tercet Mocha”, a III zespół „Ustronsky”. Grand Prix za całokształt twórczości otrzymali „Skaldowie”. Specjalną nagrodę „Artysta bez Granic” otrzymała Irena Santor z okazji jubileuszu 50-lecia kariery artystycznej. Konkurs „Superjedynek” stał się już tradycyjnie probierzem popularności. Nagrody te przyznaje publiczność, głosując na wokalistę, zespół

czy piosenkę. W tym roku lista nagrodzonych „Superjedynką” przedstawia się następująco: Artysta Roku – Andrzej Piaseczny Płyta Roku – Ewa Farma Przebój Roku – Andrzej Piaseczny „Chodź przytul, przebacz“ Debiut roku – „Pectus” Zespół Roku – „Afromental” Superwystęp – Andrzej Piaseczny Złota Superjedynka – Kayah Festiwal polskiej piosenki w Opolu to najważniejsza impreza muzyczna, będąca przeglądem polskiej twórczości, służąca promocji polskiej muzyki rozrywkowej. To też chyba jedyna okazja do spotkania się różnych pokoleń artystów.

m roku EUROWIZJA? micie zaśpiewana, była piosnka reprezentanta Norwegii Alexandra Rybaka, która w konkursie słusznie zwyciężyła. Polscy wykonawcy już od szeregu lat do „Eurowizji” szczęścia nie mają. Najbliższa sukcesu była w roku 1994 Edyta Górniak – i chyba teraz, z perspektywy czasu LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

wszyscy się zgodzą, że piosenka „To nie ja“ była rzeczywiście najlepszą propozycją. Nie powiodło się kolejnym reprezentantom, chociaż starano się przekonać opinię publiczną, że wybrane piosenki są ambitne, atrakcyjne i mają szanse na sukces. Wbrew pozorom nie jest to takie ła-

twe. W tym roku polskiej reprezentantce znowu się nie udało – Lidia Kopania nie weszła nawet do finału. Pozostaje więc nadzieja, że może następnym razem główna nagroda „Eurowizji” powędruje do rąk wykonawcy z Polski. URSZULA SZABADOS

43


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 44

W

czerwcu obchodziliśmy 20. rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów. Nawiązując do tego wydarzenia oraz ogólnie do lat 80. chciałabym Państwu przedstawić najnowszy film Juliusza Machulskiego, zatytułowany „Ile waży koń trojański?”. Machulskiego nie trzeba przedstawiać – przypomnę tylko, że to właśnie on stworzył takie hity kinowe, jak „Seksmisja”, „Vabank” czy „Kingsajz”. Film, do obejrzenia którego chcę Państwa zachęcić, premierę miał pod koniec roku 2008, a obecnie dostępny jest na płytach DVD. Czy zastanawialiście się Państwo, co by było, gdyby można przenieść się w czasie? Zajrzeć w przyszłość

jeden, ale Kuba – mąż numer dwa. Zastanawia się, co by było, gdyby Kubę (Maciej Marczewski) poznała kilka lat wcześniej. Czasami marzenia się spełniają. Zosia zasypia w roku 1999, a budzi się rano w roku 1987 roku u boku swojego pierwszego męża Darka. Okazuje się, że przeniosła się do czasów PRL, jest trzy lata po ślubie, Kuby jeszcze nie zna, a córki nie ma na świecie. Postanawia odejść od męża, odnaleźć Kubę i przekonać go, aby ją pokochał i został ojcem jej dziecka. W swoją podróż w czasie wtajemnicza babcię, którą stara się przekonać o tym, że zna przyszłość, że jej doświadczyła. Ta, owszem, oferuje swoją pomoc, ale do końca nie wierzy wnuczce. Zosia odnajduje Kubę, który, niestety, jest żonaty i nie zamierza się rozwieść, a ponadto za tydzień

Powrót do czasów PRL-u Tego też chce główna bohaterka filmu Zosia (w tej roli Ilona Ostrowska). Jest właśnie Sylwester 1999 r., zbliża się milenium, a ona chciałaby, aby ojcem jej córki Florki (Sylwia Dziorek) był nie Darek (w tej roli świetny Robert Więckiewicz) – mąż numer

i uniknąć pewnych nieprzyjemnych sytuacji lub powrócić do przeszłości i zmienić bieg wydarzeń? Na pewno każdy z Państwa nieraz chciał się cofnąć w czasie.

44

MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 45

ma wyjechać do Kanady. Ma zatem trudne zadanie, bo jak w ciągu tygodnia przekonać do miłości kogoś zupełnie obcego? Zosia ma ponadto dodatkowy problem. Ojcem Florki w 1999 roku jest Darek, a ponieważ bohaterka kocha swoje dziecko i nie wyobraża sobie, żeby było inne, zatem mimo wszystko to właśnie Darek musi ponownie zostać jego ojcem. Przenosząc się w czasie, nie kocha go jednak także w 1987 roku?! I tu „pojawiają się schody”. Czy Zosia przekona do siebie Kubę? A może jednak wróci do Darka? Kto będzie ojcem Florki? Skąd zagadkowy tytuł filmy „Ile waży koń trojański?”? Na te oraz inne pytania znajdziecie Państwo odpowiedź, oglądając film.

Wersalem a Westerplatte Między

W Gorąco polecam tę komedię, humorem przypominającą „Seksmisję”. Szczególnie polecam ją osobom, chętnie wspominającym czasy PRL-u, oraz tym, którzy nie mogą sobie wyobrazić, jak się wtedy żyło w Polsce. Stworzony przez Machulskiego obraz Polski lat 80. zawiera domieszkę absurdu, ale kostiumy, samochody, scenografia czy muzyka, wypisz, wymaluj, jak z epoki. Miłego oglądania... MAGDALENA PIETZ

LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

1919 roku, gdy trwała konferencja pokojowa w Paryżu, gdy 28 czerwca w Sali Lustrzanej pałacu wersalskiego podpisywano traktat wersalski, gdy na wniosek prezydenta Stanów Zjednoczonych Woodrowa Wilsona powołano Ligę Narodów, ponadnarodową organizację, której członkowie – sygnatariusze Paktu Ligi zobowiązali się do wyrzeczenia się przemocy we wzajemnych sporach i udzielenia pomocy państwom zaatakowanym, miliony ludzi wierzyło, że nastanie trwały pokój. Sceptyczny był jednak francuski marszałek Ferdinand Foch, który, mówiąc wówczas o traktacie wersalskim, stwierdził: „To nie pokój, tylko zawieszenie broni na dwadzieścia lat”. Historia potwierdziła, że się nie mylił. Bogatsi o gorzkie doświadczenia II wojny światowej czy wojny w Jugosławii nie dziwimy się, że system wersalski zawiódł. Trudno nam dziś nie przyznać racji tym historykom, którzy uważają, iż „tworzący go politycy myśleli w mniejszym stopniu o trwałym pokoju niż o gwarancjach terytorialnych, koncesjach gospodarczych i moralnym potępieniu wczorajszego przeciwnika i jutrzejszego konkurenta” (Adam Krzemiński: Ułomny pokój „Polityka” 1999 nr 26). Niemcy, uznane przez traktat wersalski (art. 231) za wyłącznego winowajcę, straciły 13 % swego przedwojennego terytorium i zostały obciążone wysokimi odszkodowaniami wojennymi (132 miliardy marek w złocie). Co prawda traktat wersalski podpisały, ale tylko dlatego, że

niepodpisanie go groziło im natychmiastową z góry przegraną wojną. Traktowały go jednak jako dyktat krzywdzący i narzucony, a obalenie jego postanowień stało się celem niemieckiej polityki zagranicznej. Postanowienia traktatu podważała również Rosja Radziecka. W 1922 roku, gdy granice państw w Europie się ustabilizowały, Polska po przyłączeniu Litwy Środkowej zajmowała obszar 388 634 km2 i była szóstym co do wielkości państwem europejskim po ZSRR, Niemczech, Francji, Hiszpanii i Szwecji. Graniczyła (oprócz Wolnego Miasta Gdańska) z sześcioma państwami. Z dwoma: Rumunią i Łotwą łączyły ją bardzo dobre stosunki, natomiast do 1938 roku fatalne stosunki miała z Litwą, 45


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 46

a chłodne, nacechowane wzajemną nieufnością z Czechosłowacją. Najdłuższą jej granicą (1912 km) była granica z Niemcami, drugą z ZSRR (1412 km). Stosunki z oboma tymi państwami mimo pozorów możno było określić jako złe. Niemcy nigdy nie pogodziły się ze stratami terytorialnymi na rzecz Polski, a dla ZSRR Polska była, jak to określił w 1939 roku Wiaczesław Mołotow „pokracznym płodem traktatu wersalskiego”. Podstawowe zasady polskiej polityki zagranicznej, sformułowane przez Józefa Piłsudskiego, polegały na utrzymywaniu dobrych stosunków zarówno z Niemcami, jak i Związkiem Radzieckim. Marszałek najbardziej obawiał się porozumienia Rosji z Niemcami, do którego doszło 16 kwietnia 1922 roku w Rapallo. Podpisany tam układ radziecko-niemiecki oraz potwierdzający go później, zawarty 24 kwietnia 1926 roku w Berlinie, traktat o wzajemnej neutralności i współpracy przełamywały izolację obu mocarstw europejskich, które traktat wersalski zepchnął na margines polityczny Europy. O ile traktat wersalski zakazywał armii niemieckiej posiadania niektórych rodzajów broni, to układ z Rapallo dawał jej do niej dostęp, umożliwiając np. szkolenie żołnierzy niemieckich na radzieckich poligonach. Dla Rosji Radzieckiej porozumienie z Niemcami oznaczało dostęp do nowoczesnych technologii przemysłowych.

W połowie lat dwudziestych Zachód zaczął wycofywać się z polityki izolacji politycznej Niemiec. W latach 1924-1925 w stolicach europejskich rozważano niemiecką inicjatywę, dotyczącą zawarcia traktatu niemieckofrancusko-belgijskiego, uznającego nienaruszalność wzajemnych granic. Traktat ten miały gwarantować Wiel46

ka Brytania i Włochy. Finałem tych rozważań było podpisanie 16 października 1925 roku w Locarno tzw. paktu reńskiego, gwarantującego nienaruszalność granic między Francją i Belgią a Niemcami. W Locarno podpisano też cztery układy arbitrażowe, które Niemcy zawarły z Francją, Belgią, Polską i Czechosłowacją, oraz układy gwarancyjne pomiędzy Francją a Polską i Francją a Czechosłowacją, potwierdzające sojusze i zobowiązania na wypadek agresji niemieckiej. Prof. Henryk Batowski, wybitny znawca dyplomacji, ocenia pakt reński następująco: „W dziejach Europy powersalskiej pierwszym zamachem na porządek międzynarodowy ustalony po I wojnie światowej było Locarno. Wbrew traktatowi podpisanemu w Wersalu, wbrew włączonemu doń statutowi Ligi Narodów, dokonano /.../ podziału istniejących w Europie granic na dwie kategorie: na takie, które uznano uroczyście za nienaruszalne, oraz na inne, o których tego nie powiedziano, a więc dopuszczono domniemanie, że nie są one nienaruszalne” (H. Batowski, Europa zmierza ku przepaści, Wyd. Poznańskie, Poznań 1977). Granice polsko-niemiecka, niemiecko-czechosłowacka i niemiecko-litewska należały do tych „innych”. Locarno przywróciło Niemcom pełnoprawną pozycję w polityce międzynarodowej i status mocarstwa, co zostało potwierdzone przyjęciem ich rok później do Ligi Narodów i przyznanie im stałego miejsca w Radzie Ligi. W Polsce Locarno uznano za dotkliwą porażkę. W stosunkach polsko-niemieckich panował chroniczny kryzys. Po dojściu Adolfa Hitlera do władzy w 1933 roku światowa opinia publiczna oczekiwała jego eskalację. Ku jej zaskoczeniu przywódca nazistów nie kontynuował w stosunku do Polski polityki swych poprzedników i między obu państwami nastąpiło odprężenie. Już 26 stycznia 1934 roku podpisano „deklarację o niestosowaniu przemocy”. Normalizacja stosunków

z Niemcami i wcześniejsze jeszcze podpisanie w Moskwie 25 lipca 1932 roku polsko-radzieckiego układu o nieagresji, przedłużonego 5 maja 1934 roku do grudnia 1945 roku, zapewniającego wyrzeczenie się przez obie strony we wzajemnych stosunkach działań militarnych samodzielnych lub w sojuszu z innymi państwami, to niewątpliwie duży sukces polityki równowagi marszałka Józefa Piłsudskiego i polskiego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka. Dla bezpieczeństwa Polski nadal jednak podstawowe znaczenie miał sojusz z Francją. Odejście od dotychczasowej antypolskiej polityki było dla Hitlera posunięciem taktycznym. Początkowo zależało mu przede wszystkim na zyskaniu czasu, potrzebnego dla umocnienia swej władzy, uzbrojenia Rzeszy i osłabienia sojuszu polskofrancuskiego. Wiele mówił wówczas o pokoju, a deklaracja polsko-niemiecka miała być dowodem, że stara się o niego nawet tam, gdzie do niedawna wydawało się to niemożliwe. Jednak mimo licznych werbalnych zapewnień o pragnieniu pokoju, Hitler nie rezygnował ze swej wcześniejszej, sformułowanej w Mein Kampf, koncepcji utworzenia niemieckiego imperium na wschodzie Europy, na terenach ZSRR. Podbój Związku Radzieckiego miał być zarazem rozbiciem ruchu komunistycznego. By zrealizować te cele niemiecki kanclerz poszukiwał sojuszników. Znalazł ich w Japonii, z którą w listopadzie 1936 roku zawarł pakt antykominternowski, do którego rok później przystąpiły Włochy. Tak powstała oś Rzym – Berlin – Tokio. Wcześniej Hitler doszedł do wniosku, że dzieląca Niemcy od Związku Radzieckiego Polska mogłaby stać się sojusznikiem w realizacji jego planu. Stąd też od 1933 roku przy każdej okazji przekonywał polskich dyplomatów o zagrożeniu radzieckim i ważnej roli Polski na Wschodzie. Robili to także inni odwiedzający Polskę nazistowscy dygniMONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 47

tarze, jak Hans Frank, który w czasie swej wizyty w Warszawie na początku 1936 roku przekonywał, że „Polska i Niemcy, idąc razem, to potęga, której się w Europie trudno będzie oprzeć; to blok obejmujący zwartą masę 100 milionów ludności” (cyt. za: Stanisław Żerko, Orzeł z szakala, „Polityka” 2009 nr 4). Czołową rolę w pozyskiwaniu Polski odgrywał Hermann Göring i Joseph Goebbels, który w swym dzienniku pisał: „/.../ linia Berlin – Londyn – Rzym – Warszawa byłaby nie do pogardzenia” (cyt. za: S. Żerko, op. cit.). Warszawa na te niemieckie propozycje odpowiadała wymijająco. Dla Polski nadal najważniejsze było uzyskanie gwarancji od Francji i Wielkiej Brytanii przy równoczesnym zachowaniu dobrosąsiedzkich stosunków z Rzeszą. Polacy nadal nie chcieli wiązać się zarówno z Rzeszą, jak i ZSRR sojuszami wymierzonymi przeciw temu drugiemu i starali się zachować tzw. politykę równowagi, chociaż relacje z Moskwą z roku na rok były gorsze. Dla Zachodu flirt Polski z Berlinem przy jednoczesnym ubieganiu się o gwarancje francuskie był niezrozumiały, a ministra Becka oceniano jako nielojalnego partnera. W roku 1938 światowa opinia publiczna odsądziła Polskę za jej aktywny udział w niemieckiej akcji antyczechosłowackiej. Ultimatum Polski pod adresem Pragi, żądające odstąpienie Zaolzia pod groźbą ataku zbrojnego, oceniano jednoznacznie. Prasa zachodnia pisała, iż Polska kopiuje metody niemieckie. Polskę porównywano do szakala, pożerającego ofiarę, wcześniej zabitą przez silniejszego drapieżnika. Współdziałanie polsko-niemieckie przy rozbiorze Czechosłowacji europejscy politycy potraktowali jako dowód na istnienie tajnego porozumienia pomiędzy Warszawą a Berlinem, a ambasador Francji w Warszawie przedłożył w Paryżu memorandum, wzywające do ograniczenia zobowiązań wobec Polski, która wystąpiła po stronie przeciwników Francji. Natomiast w Polsce odzyskanie Zaolzia przedstawiano jako osobisty LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

sukces Becka i jasny dowód siły państwa. Za ten „sukces” ministra przyszło nam zapłacić wysoki rachunek. Wystawiła go nie tylko historia. Wcześniej, bo w niecały miesiąc po tym, jak wojska polskie triumfalnie wkroczyły na Zaolzie, przedłożyła go Polsce III Rzesza. W dniu 24 października 1938 roku ambasador Polski w Berlinie Józef Lipski, zgodnie z poleceniem swego ministra, spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Rzeszy Joachimem von Ribbentropem. Na spotkaniu tym Ribbentrop przedstawił propozycję „rozwiązania globalnego” wszystkich spraw między Polską a Niemcami. Propozycje ministra III Rzeszy obejmowały: przyłączenie Wolnego Miasta Gdańska do Rzeszy; przeprowadzenie przez „korytarz”, jak Niemcy nazywali polskie Pomorze, eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej, łączącej Niemcy z Prusami Wschodnimi, przystąpienie Polski do paktu antykominternowskiego. W zamian Polska miała otrzymać od Rzeszy gwarancję swych granic i przedłużenie układu z 1934 roku na dziesięć, a nawet na dwadzieścia pięć lat. Do takiego porozumienia miano dodać tzw. klauzulę konsultacyjną, co oznaczało zgodę Polski na uzgadnianie ze stroną niemiecką całej polityki zagranicznej. Tym samym Polska stałaby się posłusznym sojusznikiem Rzeszy. Ambasador Lipski o propozycji Ribbentropa natychmiast poinformował ministra Becka. Ten jednak potraktował ją jako intrygę swego niemieckiego kolegi i o treści niemieckiej oferty nie poinformował nie tylko Francuzów i Anglików, ale i własnego prezydenta, a ambasadorowi polecił jej uprzejme odrzucenie. Lipski przedstawił Ribbentropowi stanowisko Becka 29 listopada. Zgodnie z otrzymaną instrukcją poinformował go o możliwości rozważenia pewnych ustępstw w stosunku do Gdańska. Odpowiedź Ribbentropa była jasna: „Strona niemiecka pojmuje stosunki z Polską na płaszczyźnie wielkiej linii politycznej i nie myśli o tym, by wobec Polski raz z jedną, raz

z drugą sprawą występować” (cyt. za: H. Batowski, op. cit.). Beck dopiero w czasie rozmowy z Hitlerem w Berchtesgaden 5 stycznia 1939 roku i spotkania z Ribbentropem w Monachium przekonał się, że za propozycjami ministra III Rzeszy stoi sam Führer i że nie zamierza od nich odstąpić. Tym razem poinformował o niemieckiej propozycji prezydenta Ignacego Mościckiego i marszałka Rydza-Śmigłego. Przywódcy państwa polskiego uznali, że przyjęcie oferty niemieckiej zaprowadziłoby Rzeczpospolitą „w sposób nieunikniony na równię pochyłą, kończącą się utratą niezależności i rolą wasala Niemiec” (cyt. za: S. Żerko, op. cit.). Podporządkowanie Polski było Niemcom potrzebne zarówno w planowanym uderzeniu na Zachodzie, jak i w prowadzeniu wojny przeciw ZSRR. Do niemieckich propozycji wobec Polski Ribbentrop powrócił w czasie swej wizyty w Warszawie 25 stycznia 1939 roku, a ostatnią próbę przekonania Polaków podjął w połowie marca. Warszawa oficjalnie odrzuciła niemieckie żądania 21 marca. W tym też dniu przeprowadzono w Polsce częściową, tajną mobilizację niektórych grup rezerwistów. Po zaborze Czechosłowacji i utworzeniu Protektoratu Czech i Moraw Polska otrzymała gwarancje brytyjskie, polegające na tym, że w przypadku jakichkolwiek działań wojennych, mogących zagrozić jej niepodległości, rząd Wielkiej Brytanii udzieli jej natychmiastowego poparcia. Do gwarancji tych 14 kwietnia przyłączyła się Francja. Reakcja Hitlera była szybka – 28 kwietnia wygłosił w Reichstagu przemówienie, w którym zarzucił obrońcom systemu wersalskiego 47


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 48

podżeganie do wojny, wypowiedział polsko-niemiecką deklarację o niestosowaniu przemocy z 1934 roku oraz brytyjsko-niemiecki układ morski z 1935 roku. Polska stała się celem zmasowanych ataków niemieckiej propagandy. W dniu 5 maja minister Beck przedstawił w Sejmie stanowisko Polski wobec rozwoju sytuacji międzynarodowej. Przemówienie, które transmitowało Radio Polskie, zakończył stwierdzeniem: „Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”. Gdy wypowiadał te słowa, nie wiedział, że już 3 kwietnia Hitler wydał rozkaz o przygotowaniu do ataku na Polskę i że zgodnie z planem tych przygotowań, noszącym kryptonim „Fall Weiss”, miały one być zakończone 1 września. Nie wiedział także, że już od lutego Abwehra (wywiad i kontrwywiad wojskowy) tworzyła na terenie Polski organizacje bojowe i sabotażowe. Najwięcej takich grup utworzono w województwie śląskim. W lipcu liczyły one tam 4474 członków (wg Tomasz Chinciński: Piąta kolumna. Nie48

miecka dywersja przeciw Polsce, Pomocnik Historyczny, „Polityka” 2006 nr 34). Akcjami sabotażowo-dywersyjnymi na Śląsku, w Wielkopolsce i Małopolsce Wschodniej kierowała wrocławska Abwehra, a było w nie zaangażowanych ok. 20 tys. osób, co stanowiło nieco ponad 2 proc. Niemców, zamieszkujących II Rzeczpospolitą. W dniu 30 sierpnia ogłoszono w Polsce mobilizację powszechną, a 31 sierpnia o godz. 12.40 w Berlinie wydano ostatnie rozkazy dotyczące realizacji planu „Fall Weiss”. W celu stworzenia propagandowej przyczyny najazdu na Polskę w nocy z 31 sierpnia na 1 września Niemcy przeprowadzili akcję specjalną o kryptonimie „Tanenberg”. Polegała ona na sfingowanych napadach na radiostację niemiecką w Gliwicach, niemiecki urząd celny w Stodołach w okolicy Raciborza oraz leśniczówkę w Byczynie w pobliżu Kluczborka. Dopiero podczas procesu przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze gen. Ervin von Lahousen i Wilhelm Keitel przyznali, że było to dzieło niemieckich dywersantów, przebranych w polskie mundury. W dniu 1 września 1939 roku o godz. 4.45 stary niemiecki pancernik „Schleswig-Holstein”, będący okrętem szkolnym, skierował swe działa w kierunku polskiej Wojskowej Składnicy Tranzytowej, położonej na półwyspie Westerplatte. Cała załoga została postawiona w stan alarmu bojowego. Przez radiowęzeł okrętowy padł krótki komunikat: Schiff geht zum Angriff aus Westerplatte vor! (‘Okręt kieruje się do ataku na Westerplatte’). O godz. 4.47 padła komenda: Feuerlaubnis! (‘Ognia!’) . W ciągu następnych siedmiu minut na niewielki półwysep spadło osiem pocisków kalibru 28 cm, pięćdziesiąt dziewięć pocisków kalibru 15 cm i sześćset pocisków dwudziestomilimetrowych. Rozpoczęła się II wojna światowa. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

N

iedawno informowaliśmy w tej rubryce o „Czarnych ogrodach” Małgorzaty Szejnert, zapierającej dech historii narodzin i trwania śląskiej osady górniczej, zwanej najpierw Gieschewaldem, potem Giszowcem, później jeszcze Osiedlme Staszica i znów Giszowcem, osady, gdzie „polskie” zderza się z „niemieckim”. Za tę książkę autorka została uhonorowana Nagrodą Mediów Publicznych COGITO, a ponadto była nominowana do Nagrody Literackiej Nike, Nagrody Literackiej Gdynia oraz Literackiej Nagrody Europy środkowej Angelus. Małgorzata Szejnert to mistrzyni reportażu, od lat potwierdzająca swoje mistrzostwo. Dla niej „prawdziwy reportaż zawsze jest sposobem życia”. W jednym z wywiadów, zapytana, co rozumie pod pojęciem „prawdziwy reportaż”, wyjaśnia: „Czyli taki, w którym autor rzeczywiście towarzyszy swym bohaterom, bierze udział MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 49

Małgorzaty Szejnert Wyspa klucz w wydarzeniach. Nawet reportaż historyczny wymaga uczestnictwa, tylko odbywa się to na innych planach.” Każda z jej książek staje się wydarzeniem w polskim życiu kulturalnym. Takim wydarzeniem ostatnich miesięcy jest Wyspa klucz (Wydawnictwo „Znak”, Kraków 2009) jej autorstwa. W tej pasjonującej książce autorka przenosi nas na maleńką wysepkę Ellis Island, położoną w pobliżu Statuy Wolności w Zatoce Nowojorskiej, gdzie od kilku lat mieści się ogromne muzeum imigracji, jedno z najbardziej popularnych muzeów w Stanach Zjednoczonych. To właśnie Ellis Island w latach 1892-1954 była centrum przyjmowania imigrantów, przez które przeszło dwanaście milionów ludzi. Potem centrum to zostało zamknięte, imponujące zabudowania niszczały, a mury budynków porosły zielenią. W roku 1973 rząd Stanów Zjednoczonych miał już dość tej wyspy-ruiny i wtedy pojawił się Peter Sammartino, pisarz, założyciel i pierwszy dyrektor Uniwersytetu Fairleigha Dickinsona w New Jersey – którego Małgorzata Szejnert nazwie aniołem. Ten siedemdziesięcioletni anioł, przelatując nad wyspą, najpierw zobaczył swą matkę, która przypłynęła tu z Włoch w 1901 roku, a potem jego oczom ukazały się zarośla i ruiny Ellis Island, na widok których krzyknął: „Ameryko, jak ci nie wstyd zapomnieć o swym kamiennym progu!“. Na krzyku się nie skończyło; wraz z żoną Sally podróżowali po Stanach jako lobbyści, organizowali grupy nacisku, polecieli do Waszyngtonu, by zyskać poparcie w Kongresie, do ChiLIPIEC - SIERPIEŃ 2009

cago, do Teksasu, na Zachodnie Wybrzeże budzić sumienia ludzi. Najpierw powstał Komitet Odnowy Ellis Island, a w 1982 roku prezydent Reagan ogłosił powołanie Komisji Odnowy Statuy Wolności i Ellis Island, która doprowadziła do powstania na wyspie szczególnego muzeum. Małgorzata Szejnert parę lat temu zwiedziła owo muzeum i już od pierwszej chwili uległa swoistemu genius loci tego miejsca. Po powrocie do Polski zaczęła szukać publikacji o wyspie, przez którą przeszły też tysiące Polaków. Nie znalazła niczego. Tymczasem w Anglii i Ameryce istnieją na jej temat niezliczone prace dokumentalne, naukowe, wspomnieniowe, a także albumy, filmy, wiersze, powieści. Szejnert postanowiła tę lukę na miarę swych możliwości wypełnić – napisać reportaż o wyspie. Powróciła na Ellis Island. Dotarła tam do książek, manuskryptów, filmów, nagrań i fotografii. Zgromadziła mnóstwo materiału – notatek i odbitek kserograficznych z ponad stu książek, i najciekawsze relacje z dwóch tysięcy rozmów, nagranych z potomkami emigrantów. I tak powstał wielki reportaż Wyspa klucz, książka o tym, kim byli przybywający na wyspę, zwaną „wyspą kluczem”, albowiem milionom ludzi otwierała ona bramę do Ameryki i nowego lepszego życia, ale równie dobrze przed tysiącami ją zamykała. Większość ludzi przechodziła przez to imigracyjne centrum w ciągu kilku godzin, inni, poddani uciążliwym procedurom, spędzali w nim nawet kilkanaście miesięcy, jeszcze

inni byli odsyłani do kraju, z którego przybyli, ponieważ Ameryka broniła się przed przyjmowaniem „idiotów, chorych umysłowo, nędzarzy, poligamistów”. Zakaz wstępu na ten przez wielu wyśniony ląd obejmował „osoby, które mogą stać się ciężarem publicznym, cierpią na odrażające lub niebezpieczne choroby zakaźne, były skazane za zbrodnie lub inne haniebne przestępstwa, dopuściły się wykroczeń przeciw moralności”. Ale Małgorzata Szejnert nie tylko odtwarza często dramatyczne losy imigrantów, poczynając od ich podróży pod zatłoczonymi pokładami statków, poprzez długotrwałe badania na wyspie, po ich dzieje po zejściu na amerykański ląd. Jej książka to także wnikliwa opowieść o pracownikach centrum na Ellis Island, m.in. o pierwszym jej komisarzu pułkowniku Johnie Baptiste Weberze, który 1 stycznia 1892 roku powitał na wyspie pierwszą imigrantkę - Irlandkę Annie Moore, która w tym dniu ukończyła 15 lat, a przybyła z dwoma młodszymi braćmi parowcem „Nevada”. Autorka pisze też o tłumaczach, bagażowych, lekarzach, pielęgniarkach oraz opiekunkach społecznych, o ich pracy, o tym „jak wyglądało ich spotkanie z przybyszami /.../, jak godzili cnoty wyniesione z domów i demokratycznych instytucji z okrucieństwem, którego wymagała nieraz służba”. Wyspa klucz, bogato ilustrowana unikatowymi zdjęciami archiwalnymi, to fascynująca lektura. To reportaż doskonały, w którym jest wszystko to, co o wielkości reportażu decyduje, a więc bogate i zaskakujące informacje, wspaniały język i społeczne zaangażowanie. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 49


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 50

Ivan Štrpka

nominowany do nagrody

„Europejski Poeta Wolności”

„E

uropejski Poeta Wolności” to tytuł, którym Gdańsk chce uhonorować autora tomiku wierszy, podejmującego szeroko rozumianą tematykę wolności, a który ukazał się w ciągu dwóch lat, poprzedzających przyznanie wyróżnienia. Poeta otrzyma także nagrodę w wysokości 100 tysięcy złotych.

Zasady są proste. Spośród 46 krajów Europy organizatorzy losują 7 państw. Tłumacze proponują najciekawszy ich zdaniem tomik wierszy z wylosowanych krajów, który zostaje przełożony na język polski. Jako 8. dołącza do nich tomik polskiego poety. Jury, w którym zasiedli Dorota Masłowska,

Paweł Huelle, Agnieszka Holland, Stanisław Rosiek, Andrzej Jagodziński, Krzysztof Czyżewski, a którym przewodniczy Krzysztof Pomian, wybierze zwycięską książkę. Nagroda przyznawana będzie co dwa lata. Wręczenie wyróżnienia w ramach I edycji odbędzie się

O seksie i „Peweksie” w jednym

O

czywiście w jednym artykule. Co seks ma wspólnego z „Peweksem”? – zapyta niejeden z czytelników. Odpowiadam – problem ortograficzny! No bo jak te wyrazy zapisywać? Przecież język polski nie zna literki „x”. Zatem sex czy seks? Pewex czy Peweks? A czy ktoś jeszcze pamięta, co to takiego to drugie? „Pewex” w czasach PRL był synonimem luksusu – to skrót od Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego, w którego sklepach za waluty wymienialne kupowało się towary nie-

dostępne w zwykłych sklepach. Ale wróćmy do tematu. Język polski zapożyczył i w dalszym ciągu zapożycza wiele wyrazów, które w oryginalnej pisowni zawierają wspomniane „x”. Ponieważ brak go w polszczyźnie,

to przyswojenie takiego wyrazu odbywa się też za pomocą zastąpienia obcego „x” swojskim połączeniem „ks”. A zatem nie żadne „maxi”, ale „maksi”, nie „export”, ale „eksport”, a w przedrostu nie „ex-”, ale „eks -” (np. eksposeł, eksżona – przypominam o łącznej pisowni!) itd. Oczywiście są i wyjątki. Polszczyzna dzisiejsza zna zarówno „ekspres”, jak i „Express”, przy czym ten pierwszy nazywa rodzaj pociągu, listu i maszynę do parzenia kawy, zaś ten drugi to tylko

i wyłącznie część nazwy własnej reaktywowanego „Expressu Wieczornego”, kiedyś dziennika, dziś dwutygodnika. Ale w polszczyźnie spotykamy jeszcze i inne „expressy”, np. „Super Express” – nazwa dziennika o charakterze sensacyjno-rozr ywkowym, w której widzimy aż dwa odstępstwa od normy: pisownię przez „x” i z dwoma „s” oraz rozdzielną pisownię elementu „super”, czy „Teleexpress” – nazwa popularnego telewizyjnego programu informacyjne-


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 51

w marcu 2010 roku, podczas Europejskiego Festiwalu Poezji, oczywiście w Gdańsku. Wśród nominowanych znaleźli się: Uładzimier Arłou (Białoruś), Primož Čučnik (Słowenia), Emmanuel Hocquard (Francja), Marija Knežević (Serbia), Birgitta Lillpers (Szwecja), Ivan Štrpka (Słowacja), Andros Zemenidis (Cypr). Polskim nominowanym jest Andrzej Mandalian za „Poemat odjazdu”. Słowacki nominowany to Ivan Štrpka, urodzony w 1944 roku w Hlohovcu, jeden z najwybitniejszych poetów współczesnych, prozaik, tłumacz literatury hiszpańskiej i portugalskiej, redaktor naczelny literackiego miesięcznika „Romboid”. Jego „Cicha ręka. Dziesięć elegii”, wydana w 2006 r. nakładem wydawnictwa „Ars Poetica” z Bratysławy, uznana została na Słowacji za najważniejszą książkę poetycką ostatniego dziesięciolecia. Na język polski przełożył ją poeta i dyplomata Zbigniew Machej. Ksiązki siedmiu nominowanych autorów, przełożone na język polski, wydało gdańskie wydawnictwo „słowo/obraz terytoria”. Jak przyznał Andrzej Jagodziński na promocji polskiego tomu Štrpki w Instytucie Polskim w Bratysławie, „celem nagrody jest także popularyzacja książek poetyckich, które inaczej najprawdopodobniej nie miałyby szans ukazać się języku polskim”.

Archiwum już płonie. Dziewiąta elegia (fragment)

Media milczą. Niebo jest płaskie. Słońce nie wschodzi, tylko ogień pęka, przetapiając się w kamień. Aktualność kiełkuje, deterytorializacja postępuje: dziecko ukrywa się w miejscu, którego nie ma. Warstwy przegrupowały się niepostrzeżenie, lód cicho znika. Powietrze ożyło: teraźniejszość bez nagiej rękawicy trwa w całkowitej fizyczności: przezroczysta cicha ręka celuje w dziecięcy krzyk, w miejsce, które jeszcze nie całkiem jest, a dzień zaczyna się w nim jak ruch w jajku: płonące archiwum, pusty, przez szczątki porzucony grób. (Ivan Štrpka, Cicha ręka. Dziesięć elegii, przełożył Zbigniew Machej, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009.)

ŁUKASZ GRZESICZAK

go. Mimo szerokiego stopnia rozpowszechnienia takiej właśnie ich pisowni z punktu widzenia normy należy ją uznać za błędną. Jeszcze nie tak dawno w języku polskim panowała swoista moda, na nazwy rozmaitych firm, kończące się na „-ex”, np. Hortex, Poltex – co nadawało im taki trochę obcy, międzynarodowy charakter. Ponadto „x” pojawia się na końcu licznych obcych nazw własnych, używanych w polszczyźnie, np. Linux, Baumax itp. Obecna norma językowa dopuszcza pisownię „x” tylko na końcu takiego wy-

razu, ale kiedy dołączamy do niego polskie końcówki fleksyjne, powinniśmy zapisywać go już przez „ks”, a zatem np. Hortex, ale Horteksu, Linux, ale Linuksowi. Jeszcze nie tak dawno „ks” należało pisać tylko w formach miejscownika (i równobrzmiącego wołacza) wspomnianych nazw, które to formy wymagają miękkiego zakończenia tematu, czyli np. Budimex, Budimexu, ale Budimeksie. Niektórym nie podoba się nowsza zasada, wymagająca we wszystkich formach z końcówką zapisu takiej nazwy przez „ks”, albowiem traci na tym

interes jej właścicieli. Tę zasadę można jednak obejść, nawet w miejscowniku, zapisując nazwę wersalikami i dopisując końcówkę po dywizie, np. HORTEX, HORTEX-u, HORTEX-ie. Jeśli doczytaliście Państwo ten artykuł do tego momentu, to już wiecie, że w przypadku nazwy „Pewex”, w jej formach zależnych z końcówkami musi pojawić się „ks” (Peweksu, Peweksie itd.). A co z „seksem”? To wyraz pospolity, a nie nazwa, zatem nie ma nawet o czym dyskutować – we wszystkich jego formach obowiązuje pisownia przez „ks”.

A na koniec ciekawostka. Znacie Państwo twórczość Stanisława Lema i jego „Opowieści o pilocie Pirxie”? Ich autor konsekwentnie pisał nazwisko swojego bohatera przez „x”, chcąc zasygnalizować jego obcość, i mimo że według dzisiejszej normy powinno się pisać np. Pirksa, Pirksie, to raczej nikt tego nie robi, szanując intencję autora (przynajmniej mam taką nadzieję) i traktując oryginalny zapis za wyjątek, a ten, jak wszyscy wiemy, potwierdza regułę! MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 52

SiS N

ie, nie będzie tu o mowy o słowackim SIS. Pobudzający fantazję (?) niektórych siskár też nie będzie obiektem omawiania. SiS to w tym tekście Sport i Seks lub Seks i Sport, jak kto woli. Temat emocjonujący wszystkich, nawet jeśli tylko skrycie. Do tego trochę skandali, romantyzmu i refleksji. No cóż, połączenie sportu futbolu, choć i niektóre inne z seksem to zjawisko stare dyscypliny, np. Formuła 1, majak świat. Już w szkole na ją też sporo wielbicielek. Nasz najlepszy strongman Pudzian, lekcjach w-f, później na treczyli Mariusz Pudzianowningach czy w siłowniach ski, potwierdza, że dostawał występuje wizualna taksacja propozycje intymnych spozawodników płci przeciwtkań od pań. Przyznaje też, że nej. Największym imprezom Halina Konopacka takie propozycje dostawał sportowym, igrzyskom olimrównież od panów. pijskim i mistrzostwom O ile oglądanie rozebranych świata towarzyszą zazwyczaj zdjęć i myśli kudłate są do wybory najładniejszej sportsprzyjęcia, o tyle większość tremenki, wybory miss wioski nerów uważa, że seks przed olimpijskiej itp. Tu mamy się ważnym startem osłabia i rozczym pochwalić. W 1988 roprasza zawodników. To zaś ku na igrzyskach w Seulu Teresa Folga odbija się na wynikach. Najczęściej Miss Olimpiady została nasza gimnapublicznie mówi się o zakazie seksu styczka Teresa Folga. Dużo wczeprzed zawodami lub w ich trakcie. śniej, bo w roku 1928 na igrzyskach Trener reprezentacji piłkarskiej Ausw Amsterdamie olimpijską miss wytrii zapowiedział, że w czasie Euro brano naszą lekkoatletkę Halinę Ko2008 jego piłkarze nie mogą upranopacką. Coraz częściej atrakcyjne wiać seksu. Uznał, że gracze mogą wisportsmenki otrzymują od męskich dywać swoje żony, ale postawił dwa magazynów propozycje sesji fotograwarunki: żadnego seksu i … żadnych ficznej, efektem której jest publikacja prostytutek w hotelu. Uważał, że ich erotycznych zdjęć. Takie rozebra„wstrzemięźliwość seksualna to done zdjęcia m.in. jednej z naszych najbry sposób na wygranie z Polakami”. lepszych florecistek Sylwii GruchaW przeciwieństwie do innych treneły mogliśmy oglądać w miesięczniku rów selekcjoner Austrii mówi o pe„CKM”. Po igrzyskach w Pekinie mównych sprawach publicznie. Zamiast wiło się o podobnych propozycjach rozmawiać z zawodnikami w cztepod adresem Mai Włoszczowskiej. rech ścianach piłkarskiej szatni, obwieBrukowce i portale internetowe o poszcza swój „regulamin” wszem i wodobnym charakterze pełne są fotobec. Zamiast spotkań z paniami lekrankingów tzw. WaGs (wifes and kich obyczajów swoim podopieczgirls), czyli aktualnych żon i dzienym zapewnił... dodatkowe wczyn sportowców. Temat kręci się spotkania z dziennikarzami. oczywiście wokół atrakcyjności seSeks w wykonaniu zawoksualnej tych pań. dników przed startem czy Panie zresztą też mają coś dla siemeczem może być świetną bie. Jakby normalne stało się wodzewymówką dla działaczy nie oczyma za „ciachami”, którymi i trenerów, tłumaczących najczęściej są piłkarze. Oni właśnie porażkę drużyny czy zawourośli do rangi obecnych herosów, dnika. Przegrany przez Ru- Sylwia często wzorców męskiego sex appeamunię mecz z Litwą 1:3 tłu- Gruchała lu. Prawdopodobnie stąd tyle fanek 52

maczono seksskandalem. Prezydent ligi rumuńskiej oskarżył przy tym jednego z działaczy o to, że do hotelu kadry przed meczem sprowadził prostytutki. Gdy sprawa ujrzała światło dzienne, piłkarze wściekli się na dziennikarzy i podczas spaceru przed meczem wyzwali ich i obrzucili kamieniami! Większość jednak uważa, że ogniste zabawy rozpraszają i rozleniwiają. Nieliczni trenerzy oficjalnie pozwalają na seks przed zawodami, uważając, że rozładowuje on napięcie. Pozytywnym przykładem w tym zakresie nie jest raczej Harri Olli, fiński skoczek narciarski, który dzień przed konkursem lotów w Oberstdorfie zabawiał się z dwiema panienkami, a ponadto startował pod wpływem alkoholu. Co prawda zajął szóste miejsce, ale został zdyskwalifikowany. Olli decyzję o dyskwalifikacji skwitował: „Nic złego nie zrobiłem. Jeżeli mój szef jest niesprawny seksualnie, to niech mi zazdrości”. Olimpijskie orgie to nie odniesienie do mitologii. Co jakiś czas uczestnicy wielkich zawodów anonimowo mówią o aktywnym życiu seksualnym sportowców, przyznają jednak, że nie dotyczy ono każdego. Brytyjski magazyn „The Times” zamieścił opowieści brytyjskiego tenisisty stołowego o życiu seksualnym na igrzyskach. Zawodnik ów przyznał, że po zakończeniu zawodów w danej konkurencji jej uczestnicy oddają się zwykle wielkiej orgii. Prym wiodą najczęściej złoci medaliści. Coś w tym jest. Po zakończeniu zawodów pływaMONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 53

ckich na igrzyskach olimpijskich w Sydney działacze brytyjskiej federacji pływackiej zorganizowali wieczorem na tarasie pływackiej kwatery libację dla zawodników. Sami po pewnym czasie odeszli, a rano przeżyli szok – cały taras był zasłany zużytymi prezerwatywami. Wtedy wydali zawodnikom zakaz uprawiania seksu… poza pokojami. Można śmiało stwierdzić, że na co dzień seks rekreacyjny i przygodowy staje się „banałem”. Gracze Manchester United imprezują regularnie i szczególnie ostro, ale do historii przeszło ich przyjęcie bożonarodzeniowe w 2007 r. Zaproszono wówczas … sto pięknych kobiet, wybranych w drodze specjalnej selekcji! Było jasne, że nic dobrego nie może z tego wyniknąć. Na imprezie działy się podobno rzeczy nie z tej ziemi, w następstwie czego młody Irlandczyk Johnatan Evans (strzelił nam gola) został aresztowany i oskarżony o gwałt. Do dziś nie wiadomo tak naprawdę, do czego doszło za zamkniętymi drzwiami wynajętego przez „Czerwone Diabły” klubu. „Gorsi” nie są zawodnicy Chelsea – na swej imprezie zabawiali się w towarzystwie gwiazd porno. Z wielkich gwiazd (nie)sława nałogowego kobieciarza opętanego seksem ciągnie się za Portugalczykiem Christianem Ronaldo. Zyskał ją po kilku orgiach z prostytutkami. Jedną z bardziej ognistych zorganizował z dobrego serca – chciał godnie przywitać w zespole „Czerwonych Diabłów” nowego kolegę. Również wśród naszych piłkarzy syndrom SiS zbiera żniwo. I to nie od dziś. W 1984 roku w Moskwie polska reprezentacja grała przeciwko ZSRR (kiedyś było takie państwo - Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich). Nasi przegrali 2:0. Antoni Piechniczek wspomina, że kiedy w nocy sprawdzał, czy wszystko jest w porządku, jednego z piłkarzy znalazł w łóżku z „jakąś panią”, którą musiał poprosić, aby się ubrała i wyszła. Nie zrobił z tego afery, bo piłkarz miał rodzinę, dzieci. W ostatnim czasie głośno było o uczuciowo-seksualnych wydarzeLIPIEC - SIERPIEŃ 2009

niach z udziałem jednenowczy sposób pogo z najlepszych bramwstrzymany przez jej karzy w historii polskiej kolegów. Szkoleniopiłki Artura Boruca. wiec naszej kobiecej Stosunki pomiędzy reprezentacji nie wysportowcami a sportskluczył, że podobnej Katarzyna Wysocka menkami to nie tylko sztuczki próbowano seks rekreacyjny. Czasami pojawia się z naszymi zawodniczkami. W przyteż jakiś wątek romantyczny. Sport padku Sylwii Gruchały problemami profesjonalny czy przynajmniej wysercowymi tłumaczono trwający spaczynowy, który z założenia prowadzi dek jej formy. do rywalizacji, potrafi też łączyć. Sport i Seks... Dlaczego tak jest? Wcale nie tak rzadko wybuchają sporA dlaczego nie miałoby tak być? towe love story. Jedna z ostatnich taSportowcy to tacy sami ludzie jak kich historii to uczucie, wiążące siatinni, a dalsze wyjaśnienia są dość karkę Katarzynę Wysocką i Guilbanalne. Wysiłek fizyczny wzmaga laume’a Samici. Filar siatkarskiej reprodukcję hormonów – testosteroprezentacji Francji, grając w Jastrzęnu u mężczyzn i estrogenu u kobiet. biu, wzdychał do „Wysokiej” i jeździł A to przecież właśnie te hormony przez pół Polski do Bydgoszczy, gdzie nakręcają potencjał seksualny w orgrała, by zobaczyć ją w akcji. Samici ganizmie. Napięcie seksualne modba o swoje wybranki. Kiedy przenożna przede wszystkim rozładować sił się do Jastrzębia, jednym z warunw sposób naturalny lub stłumić ków podpisania przez niego kontrawiększą dawką alkoholu lub nikotyktu było znalezienie przez śląski klub ny. Organizmy zawodników, którzy zatrudnienia dla jego ówczesnej dziemają już za sobą starty i rywalizację, wczyny Mariny Miletić, też siatkarmagazynują ogromne zasoby horki. Potem jednak się z nią rozstał. Nie monów. Tak działa natura, taki jest będzie jednak tego żałował, jeśli tylko ludzki organizm i zakazy tego nie „wyjdzie mu” z polską zawodniczką. zmienią. Zapewne też z tego powoZainteresowaniem mediów przez du geniusz pływacki, Michael długi czas cieszył się „romans” florePhelps na igrzyska do Pekinu przycistki Sylwii Gruchały i tajemniczejechał z narzeczoną, która nie odgo „Italiano”. Związek był głównie stępowała go nawet na krok. On też faktem medialnym. Luigi Tarantino musiał zużywać hormony. w wypowiedziach „dobrze poinforWiara niektórych kibiców, że mowanych” określany było jako nasportowcy są nieskazitelni i nieporzeczony naszej reprezentantki. Podatni na pokusy, a profesjonalny dobno się rozstali. Co ciekawe, włosport wyklucza niesportowy styl żyski szablista rzekomo nie wie o swym cia, jest już właściwie pobożnym romansie z Polką. Pewnie z tego pożyczeniem. Seks i używki należą do wodu szerzą się pogłoski na temat codzienności. W masowej skali stosowania przez Włochów nieczyświata sportu nie ma mowy o życiu stych zagrań wobec kobiecych druw zakonnym rygorze. Wiele skandażyn rywali, bo seks li zostaje jednak przei „uczucia” mają rówmilczanych – chroni nież inne zastosowaje banalna hipokryzja. nie. Mówi się m.in., że A przecież współczejeden z włoskich szersnej opinii publicznej mierzy próbował pojuż chyba nic nie zaderwać czołową rosyjszokuje. ską zawodniczkę, zaANDRZEJ KALINOWSKI wrócić jej w głowie Zgodnie z życzeniem autora jego i tym samym zdekonhonorarium zostanie przekazane centrować ją przed na nagrody dla dzieci, biorących zawodami. Został jeudział w konkursach, Michael Phelps ogłaszanych na łamach „Monitora“. dnak w bardzo sta53


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 54

Szczecin

pomysł na wakacyjną przygodę

„Szczecin ma bardzo ciekawy układ architektoniczny, bo wzorowany na Paryżu, tzn. ulice mają układ gwiaździsty” – mówi Ilona Wikieł, rodowita szczecinianka, mieszkająca na Słowacji od 1990 roku. Najciekawsze zabytki architektoniczne znajdują się na Wałach Chrobrego, które stanowią taras widokowy na Odrę. Przeplatają się tutaj perły baroku, północnoniemieckiego manieryzmu oraz secesji i modernizmu. Szczególnej uwadze Państwa polecam Muzeum Morskie oraz katedrę z wieżą widokową. Ponadto Szczecin znajduje się na Europejskim Szlaku Gotyku Ceglanego i posiada ponad 200 obiektów, objętych ochroną prawną – jednym słowem jest co oglądać.

W

wakacyjnym numerze „Monitora” chciałabym zabrać Państwa do Szczecina, stolicy województwa zachodniopomorskiego.

Miasto, przez niektórych nazywane „zielonym” Szczecinem, otoczone jest trzema puszczami: Wkrzańską, Bukową i Goleniowską i z tego względu na pewno zainteresuje spacerowiczów. Przepływa przez nie rzeka Odra, a do Morza Bałtyckiego pozostaje zaledwie ok. 50 km, co zaciekawi żeglarzy, kajakarzy oraz miłośników sportów wodnych. Ponadto w Szczecinie znajduje się wiele pięknych zabytków historycznych. Historia miasta jest burzliwa, a zaczęła się, gdy książę Mieszko I w 967 r. włączył tereny Pomorza do Polski. Potem miasto się uniezależniło, a następnie zostało ponownie przyłączo-

54

ne do Polski. W 1181 r. było lennikiem cesarstwa rzymskiego, a w 1532 r. zostało stolicą Księstwa Szczecińskiego. Później zajęli je Szwedzi, a w 1713 r. znalazło się pod zaborem pruskim. Jeszcze później ograbili je Rosjanie. W latach 1806-1813 Szczecin był pod okupacją francuską. W czasie II wojny światowej został poważnie zniszczony, a po zajęciu w 1945 r. przez Armię Czerwoną przekazany władzom polskim.

Ilona Wikieł poleca np. Zamek Książąt Pomorskich, zabytkowe bramy Hołdu Pruskiego czy Portową, bo przecież nie można zapomnieć, że Szczecin to również miasto portowe. W 2007 r. odbył się tutaj finał „Operacji Żagiel – The Tall Ships’ Races” międzynarodowych regat żaglowców. Ciekawym szczecińskim zabytkiem jest również bazylika św. Jakuba. Ponadto warto zwrócić

MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 55

Ogłoszenie wyników konkursu dla dzieci

W uwagę na pozostałości po barwnej historii, czyli na miejskie umocnienia, do których należy choćby Baszta Siedmiu Płaszczy czy bogato zdobione bramy - Królewska i wspomniana już Portowa. „Szczecin może pochwalić się najstarszym kinem na świecie (1907 r.), czynnym do dziś. Nazywa się Pionier i można w nim oglądać filmy, siedząc przy stoliku, jak w kawiarni, przy kawie czy herbacie” – zachwala moja rozmówczyni. Z imprez cyklicznych, które odbywają się latem, poleca „Dni Morza”, Międzynarodowy Festiwal Artystów Ulicy „Spoiwa Kultury”, Międzynarodowy Konkurs Baletowy „Złote Pointy” czy turniej tenisowy „Pekao Open”. Na chwilę odpoczynku moja respondentka zaprasza do „Caffe 22” przy pl. Rodła, z której roztacza się przepiękny widok na Szczecin, herbaciarni „Teina” przy ul. Bohaterów Warszawy z bogatym wyborem herbat i kaw, restauracji „Mała Scena” przy al. Wojska Polskiego, „Chaty” przy pl. Hołdu Pruskiego i „Na Mariackiej”. Życzę udanych wakacji. Być może spotkamy się gdzieś na szlaku polskich atrakcji turystycznych! MAGDALENA PIETZ LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

lutym na łamach „Monitora“ ogłosiliśmy konkurs dla najmłodszych na prace plastyczne, poświęcone Polsce. Z zadania, które polegało na przedstawieniu Polski własnymi oczami, dzieci i młodzież wywiązały się naprawdę świetnie. Do redakcji nadesłano 17 prac, które prezentujemy, a które oceniło jury w składzie: Zdenka Błońska-Zaborska, Xenia Bergerová, Stano Stehlik. Pierwsze miejsce przyznano Ani Gleb, drugie - Norice Banasiewicz, trzecie - Natashce Sipos.

Gleb ❶ Ania Nagrody zostaną wręczone zwycięzcom przy okazji imprez regionalnych, z czego relację przyniesiemy na łamach „Monitora“. Wszyscy uczestnicy konkursu otrzymają upominki.

❷ Norika Banasiewicz Sipos ❸ Natasha

Dzieci i młodzież zachęcamy do robienia zdjęć podczas wakacyjnych pobytów w Polsce i przesyłania ich pod adresem redakcji do 15 września. Najciekawsze prace zostaną nagrodzone. red 55


Erik Banasiewicz 10 lat

Viki Kubek 4 lata

Jury przyznało specjalne wyróżnienie dla najmłodszego uczestnika konkursu - 2,5 rocznego Olivera Urdika

Janko Jarina 4 lata

Dominika Greguskova16 lat

Jan Banasiewicz10 lat 56

Vesna Jarina 10 lat MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 57

Natalka Strakova 4 lata

Magdalena Horvath 4 lata

Anna Banasiewicz 6 lata

Petra Banasiewicz 6 lat Lukas Babin 19 lat

Laura Banasiewicz 10 lat LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

Erika Banasiewicz 12 lat 57


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 58

Z polonistyką na Ty P

od koniec maja na Uniw er syt ecie Komeńskiego zakończyło sw oją eduk ację 11 studentów br atysła wskiej polonistyki (dokładna nazw a kierunk u t o przekład i tłumaczenie, specjalizacja: język a polski i angielski / niemiec ki). Nieskr omnie dodam, że i ja b yłam wśr ód nich. Była to już w tym roku druga grupa absolwentów, albowiem w styczniu do tzw. „štatnic”, czyli egzaminów końcowych, przystąpiło 7 osób, które swoje prace magisterskie pisały jednak z języka angielskiego lub niemieckiego. Prawdziwi poloniści, piszący prace z języka polskiego lub polskiej literatury, bronili się pod koniec maja. O polskiej literaturze pisała m.in. Kristína Potočňáková (absolwentka polonistyki i anglistyki), którą zainteresowała poezja Wisławy Szymborskiej. „Zdecydowałam się poświecić swoją pracę właśnie twórczości Wisławy Szymborskiej

Daniela Jobova 58

Kristína Potočnakova

– laureatki nagrody Nobla, ponieważ na Słowacji brakuje teoretycznych opracowań jej twórczości. W swej pracy starałam się opisać jej poezję jak najbardziej obszernie i szczegółowo” – mówi. Wynik tej analizy pokazuje, że w centrum zainteresowań poetki ciągle znajduje się człowiek i jego miejsce na ziemi. Kristína swoją pracę napisała, aby przybliżyć słowackim czytelnikom poezję Szymborskiej, bo przecież na świecie niewielu jest noblistów w dziedzinie literatury i warto ich znać. Polską literaturą zajęła się również Daniela Jobová (absolwentka polonistyki i germanistyki), która z bliska przyjrzała się słowackiej wersji jednego z utworów Andrzeja Sapkowskiego. Daniela napisała pracę krytyczną na temat tłumaczenia pierwszego tomu husyckiej trylogii, zatytułowanego „Narrenturm”. „Celem pracy było skontrolowanie, czy tłumaczenie zostało dobrze wykonane, czy nie popełniono zbyt wielu zasadniczych błędów. Przy okazji mogłam sprawdzić swoje umiejętności z zakresu przekładu” - mówi autorka. Praca Danieli przeznaczona jest przede wszystkim dla studen-

tów, albowiem pokazuje też, jakich błędów powinien unikać tłumacz. Krytycznym opracowaniem przekładu zajął się też Juraj Streďanski (absolwent polonistyki i germanistyki), którego zainteresował „Gnój” Wojciecha Kuczoka. Praca magisterska to nie tylko żmudne zbieranie materiałów oraz wielogodzinne siedzenie przed komputerem i stukanie w klawiaturę. Czasami to także dobra zabawa, co potwierdza Ladislav Holiš (absolwent polonistyki i anglistyki), który zajął się językiem piłki nożnej. „Na pierwszy rzut oka temat nie wygląda zbyt językoznawczo, ale my językoznawcy potrafimy znaleźć lingwistykę wszędzie” – wyjaśnia Laco. W swej pracy magisterskiej zajął się polskim językiem piłkarskim, czyli słownictwem trzech grup ludzi: kibiców, piłkarzy, dziennikarzy sportowych. Zajął się jego etymologią oraz morfologią, a na końcu dołączył słowacko-polski słowniczek terminologii piłkarskiej. Typową pracą językoznawczą było również dzieło Milicy Urbánikovej (absolwentka polonistyki i anglistyki), która szukała różnic pomiędzy słowacką a polską frazeologią. Wykorzystany przez nią materiał pochodził ze współczesnej literatury polskiej i słowackiej. Milica zaobserwowała, że najczęściej wykorzystywane są frazeologizmy somatyczne, czyli zawierające nazwy części ciała i, z punktu widzenia budowy frazeologizmów, werbalne, czyli zawierające czasownik. „Ogólnie można powiedzieć, że i polscy, i słowaccy pisarze potrafią wykorzystać język, w tym frazeologizmy, kreatywnie, zachować jego bogactwo MONITOR POLONIJNY


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 59

Milica Urbanikova i jednocześnie przetwarzać go tak, żeby zawsze był świeży, interesujący i bawił czytelników” – twierdzi autorka. Tematem mojej pracy magisterskiej był „Język polski Polaków żyjących na Słowacji”. Pewnie te-

PPU MORAD Sp. z o.o. 83-300 Kartuzy, ul. Kościerska 13, POLSKA www.morad.pl

raz zaskoczyłam niektórych z Państwa, z którymi miałam możliwość spotkać się podczas zbierania materiału. Niestety, wówczas nie mogłam Państwu powiedzieć, że chodzi mi o badanie języka Polonii, ponieważ straciłoby ono sens - stąd małe zatajenie prawdy, za co przepraszam. W swej pracy przedstawiłam najpierw problem polskiej emigracji na świecie oraz polskiej mniejszości narodowej na Słowacji. Potem zajęłam się teorią – badaniami nad językiem polskim poza granicami kraju, różnymi formami języka oraz rodzajami błędów językowych, fleksją, składnią i porównaniem języka polskiego z językiem słowackim. Jednak najważniejsza część mojej pracy to analiza materiału językowego, zebranego wśród Polaków żyjących na Słowacji. Chyba wszystkich nas cieszy fakt, iż tak wielu absolwentów pisało prace z języka polskiego. Wy-

Ladislav Holiš brali oni tematy, które ich interesowały, a w swoje opracowania włożyli dużo serca. Mam nadzieje, że po studiach nie zapomną o Polsce, polskiej literaturze, kulturze i sztuce. MAGDALENA PIETZ

Licząca się w branży firma z kapitałem polskim, zajmująca się hurtowym zaopatrzeniem w profile aluminiowe i akcesoria do produkcji stolarki aluminiowej (okna, drzwi, f asady, itp.), w celu rozwinięcia sieci sprzedaży poszuk uje na terenie Słowacji

PRZEDSTAWICIELA HANDLOWEGO Osoba na tym st anowisku będzie odpowiedzialna za budowę i rozwój r ynku słowackiego.

Nasze wymagania wobec kandydatów:

Oferujemy:

• minimum 2 lata doświadczenia na stanowisku przedstawiciela handlowego, • biegła znajomość języka angielskiego lub polskiego, • wykształcenie wyższe, • znajomość podstaw księgowości i sposobów finansowania, • umiejętność analitycznego myślenia i przeprowadzania analiz finansowych, • znajomość rynku budowlanego.

• wynagrodzenie adekwatne do osiąganych wyników, • samochód służbowy.

Zainteresowane osoby prosimy o przesłanie CV i listu motywacyjnego w terminie 7 dni pod następującym adresem e-mail: kadry@morad.pl LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

59


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 60

Składamy wyrazy głębokiego współczucia Monice, Nikolce i Leszkowi Borowko z powodu śmierci Leszka Borowki, ich męża i ojca. Przyjaciele z Klubu Polskiego na Poważu

Ambasada RP w Bratysławie informuje o możliwości wzięcia udziału w organizowanym przez Sejm RP Międzynarodowym Programie Staży Parlamentarnych. Jest to jedyne w swoim rodzaju przedsięwzięcie, dające możliwość młodym obywatelom Niemiec, Słowacji, Gruzji, Korei Płd., Mongolii, Litwy oraz Ukrainy czynnego uczestnictwa w życiu politycznym i parlamentarnym Polski. Program, skierowany do absolwentów szkół wyższych, zainteresowanych zdobywaniem tego typu doświadczeń zawodowych i osobistych, realizowany jest w II połowie roku. Jego uczestnikom ze środków Kancelarii Sejmu przyznawane jest stypendium w wysokości 1600 zł., zwrot kosztów podróży, ubezpieczenia. Szerszych informacji udziela Biuro Prawne i Spraw Pracowniczych Kancelarii Sejmu, tel. 00 48 22 694 17 12 lub 6942028 link do programu: http://mpsp.sejm.gov.pl

L

I

P

I

E

C

➨ Do 24 lipca Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Ikonografia przełomu. Kampania wyborcza w roku 1989 w Polsce Wystawa plakatów, ulotek, haseł z okresu wyborów parlamentarnych w roku 1989 ➨ Do 15 lipca Liptowski Mikulasz, Galeria P. M. Bohúňa, Tranovského 3 Wystawa malarstwa Krzysztofa Kokoryna – „Neskrotný sen noci lesnej” ➨ Do 31 sierpnia Bratysława, Galeria Z, Zichyho palác, Ventúrska 9 Wystawa prac Marka Radke na festiwalu „Socha a objekt“ 60

S

I

E

➨ 5 lipca, godz. 20.00 i 21.30 Bratysława, Bibiana, Panská 41 Przedstawienie teatralne „Żołnierzyk” Hansa Christiana Andersena w wykonaniu Białostockiego Teatru Lalek w ramach przeglądu „Gramy dla Was“. ➨ 6-10 lipca Bratysława, Konserwatorium, Tolstého 11 Letnie warsztaty jazzowe z udziałem Marka Bałaty (www.skjazz.sk). ➨ 10 lipca, godz. 16.00 Spiska Nowa Wieś, sala koncertowa Reduty Otwarcie wystawy prac Sławomira Łuczyńskiego w ramach Spiskiego Salonu Rysunku Humorystycznego Wystawa będzie prezentowana do 31.07.2009 r.

R

Ogłoszenia redakcyjne W tym roku na łamach „Monitora Polonijnego“ publikujemy artykuły, przedstawiające różne miasta i regiony Polski. Przy tej okazji chcielibyśmy skorzystać z pomocy naszych Czytelników i pokazać ich ulubione miejsca, ich „małe ojczyzny“. Pragnęlibyśmy, aby to Państwo byli naszymi przewodnikami po nich, a w związku z tym prosimy o kontakt telefoniczny bądź mailowy z redakcją tych z Państwa, którzy mieszkali w Białymstoku. Prosimy też o zgłaszanie się osób z różnych miast i regionów w Polsce, których do tej pory nie przedstawialiśmy na łamach naszego pisma, a którzy chcieliby nam przybliżyć swoje rodzinne strony. Redakcja „Monitora Polonijnego“ monitorp@orangemail.sk

P

I

E

Ń

W

➨ 10 -12 lipca Bańska Szczawnica dni Polskie w Bańskiej Szczawnicy • Wystawy: „Wybitni Polacy XX wieku”, „Polski plakat filmowy”, „Nowa Huta-Kraków” • Prezentacja ksiązki Magdy Vášáryovej „Polnočný sused” • Koncerty: grupy muzycznej „Dzień Dobry”, zespołu folklorystycznego z Krakowa oraz Staromiejskiej Orkiestry Nowa Huta - Jazz band • Projekcje filmów: Juliusza Machulskiego „Seksmisja”, Piotra Szulkina „Wojna światów – Następne stulecie” i „O-bi, o-ba. Koniec cywilizacji”, Dariusza Jabłońskiego „Wino truskawkowe” oraz Andrzeja Wajdy „Katyń”

MONITOR POLONIJNY

I


W

Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 61

ŻYCZENIA

SZKOLNY PUNKT KONSULTACYJNY W BRATYSŁAWIE

z okazji zawarcia związku małżeńskiego

OGŁASZA NABÓR UCZNIÓW NA ROK SZKOLNY 2009/2010

Miłość jedyna jest, Miłość nie zna końca, Miłość cierpliwa jest, Zawsze ufająca. Wszystko potrafi znieść, Wszystko oddać umie, Życiu nadaje sens, Każdego zrozumie...

ZAPRASZAMY DZIECI Z RODZIN POLSKICH, POLONIJNYCH ORAZ SŁOWACKICH, ZAINTERESOWANYCH NAUKĄ JĘZYKA POLSKIEGO. ZAPEWNIAMY WYKWALIFIKOWANĄ KADRĘ, PRACĘ W MAŁYCH GRUPACH, INTERESUJĄCE ZAJĘCIA I DOBRZE WYPOSAŻONĄ BIBLIOTEKĘ. SZKOŁA PROWADZI NAUKĘ W SYSTEMIE UZUPEŁNIAJĄCYM I KORESPONDENCYJNYM. NA KONIEC KAŻDEGO ROKU SZKOLNEGO UCZNIOWIE OTRZYMUJĄ ŚWIADECTWA, SYGNOWANE PRZEZ POLSKIE MINISTERSTWO EDUKACJI NARODOWEJ.

Miłej młodej parze – Urszuli i Andrejowi IVANOVYM z Poważskiej Bystrzycy składamy najserdeczniejsze życzenia z okazji zawarcia związku małżeńskiego. Wielu Bożych łask we wspólnym życiu!

NAUKA W NASZEJ SZKOLE JEST BEZPŁATNA. SERDECZNIE ZAPRASZAMY! ZAINTERESOWANYCH PROSIMY O KONTAKT: ( + 4 3 ) 6 9 9 11 9 6 2 2 6 1 L U B m o n i k a c t @ p o c z t a . f m

I

N

S

T

Y

T

U

➨ 23 lipca, godz. 17.00 Bratysława, Instytut Polski , Nám. SNP 27 Otwarcie wystawy malarstwa i grafiki Ludwika Wincentego Gadomskiego ➨ 30 lipca, godz. 19.00 Lewocza, Teatr Miejski, Nám. Majstra Pavla 54 Przedstawienie teatralne „Beckett – śmiech w ciemności” w reżyserii Klaudyny Rozhin w wykonaniu teatru „Kontra” ➨ 31 lipca – 2 sierpnia Żylina, Stanica Žilina-Záriečie, Závodská cesta 3 Udział polskich twórców filmu animowanego Wioli Sowy, Roberta Sowy, Mariusza Frukacza w ramach Międzynarodowego Festiwalu Filmów Animowanych „Festanča 2009” (www.festanca.sk.) LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

C

I

E

P

➨ 31 lipca•Słowacko-węgierskie przejście graniczne - Kráľ Spotkanie artystów z państw grupy V4 v ramach multimedialnego projektu Granica – Hranica – Határ, będącego dialogiem artystycznym przy budowaniu wspólnego dzieła, odzwierciadlającego stosunek twórców do problematyki granic realnych i wyimaginowanych ➨ Recitale organowe Polskich artystów Sławomir Kamiński 4 sierpnia, godz. 20.00 Bardiów, kościół św. Idziego 5 sierpnia, godz. 19.00 Humenne, kościół rzymskokatolicki Wszystkich Świętych Koncerty w ramach Dni Organowych Jozefa Grešáka i Humeńskich Dni Organowych Štefana Thomána.

O

KLUBOWICZE ze Środkowego Poważa

L

S

K

I

M

➨ Władysław Szymański•5 lipca, godz. 20.00 i 21.30•Bratysława, Bibiana, Panská 41 Przedstawienie teatralne „Żołnierzyk” Hansa Christiana Andersena w wykonaniu Białostockiego Teatru Lalek w ramach przeglądu „Gramy dla Was“. ➨ 16 sierpnia, godz. 16.00 Skalica, kościół ewangelicki Koncert w ramach festiwalu Musica Sacra Skalica 2009 ➨ Józef Kotowicz•23 sierpnia, godz. 20.00 Trnawa, katedra św. Mikołaja ➨ 25 sierpnia, godz. 19.30 Pieszczany, Dom Sztuki ➨ 28 – 30 sierpnia Kremnica Udział polskich artystów w Europejskim Festiwalu Humoru i Satyry „Kremnické gagy“ (www.gagy.eu) ➨ Na początku września 2009 w kinach słowackich odbędzie się premiera filmu „Janosik. Prawdziwa historia” w reżyserii Agnieszki Holland i Kasi Adamik. 61


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 62

Tam, gdzie bogini wynurzyła się z piany skie” poczucie czasu. Tutaj nie żyje się na godziny. Jak się umawia, to na wieczór, a nie na konkretną godzinę. Nie znam Cypryjczyka, który byłby punktualny. Życie tutaj nie jest tak stresujące jak w Europie, żyje się powoli i spokojnie, szczególnie latem. Kiedyś dziwiłam się, jak można spać w ciągu dnia, teraz sama chętnie, jak mam czas, lubię zdrzemnąć się godzinkę w południe, kiedy temperatura jest najwyższa.

R

ok 2003. Jestem na wyspie Afrodyty od 9 lat i po raz pierwszy przejdę na “drugą” grecką stronę. Mąż – turecki Cypryjczyk, jego rodzice i bracia są podekscytowani. Ja jestem tylko ciekawa. Po 29 latach mój mąż po raz pierwszy zobaczy strony, gdzie się urodził, Paphos. To tam gdzie bogini wynurzyła się z piany. Na granicy, którą dopiero co otworzyli, tłumy. Wszyscy z rodzinami pragną zobaczyć rodzinne strony. Czekamy ponad 4 godziny w nagrzanym do niesamowitości samochodzie. Rodzina męża wspomina miejsca, których nie widzieli długie lata. Ciekawi ich, czy dużo się zmieniło, czy ich dom wciąż stoi na swoim miejscu. Ja zaś przypominam sobie pierwsze chwile na Cyprze. Wyjechałam z Polski w 1994 roku do pracy - na 6 miesięcy, które… trwają. Najpierw riwiera turecka, gdzie poznałam mojego męża, potem Cypr Północny – jego ojczyzna. Tu zastałam wielu Bułgarów, Rumunów, Rosjan i, niestety, żadnych Polaków. W tamtych czasach moja znajomość języka tureckiego była zaledwie znikoma. W pracy na przerwie usłyszałam znajomy język – rosyjski! Kiedyś znienawidzony, bo obowiązkowy w czasach komunizmu, teraz się przydaje w życiu – z dala od Rosji. Z niektórymi 62

Rosjankami wciąż mam kontakt, dzięki czemu podszkoliłam swoją znajomość ich języka. Przeszliśmy z okupowanej przez Turcję strony Cypru na stronę grecką. Trochę czyściej, bardziej europejsko, ale większych różnic nie widać. Rodzina, rozglądając się na wszystkie strony, próbuje sobie przypomnieć zdarzenia i miejsca. Znam ich historię. W ciągu tych 15 lat nauczyłam się ich kultury, języka, obyczajów. Początki były trudne. Wszystko inne: religia, kultura, zwyczaje, mentalność. Po latach przyzwyczaiłam się, chociaż są sprawy, które wciąż drażnią: ingerencja rodziny we wszystkie sprawy życia codziennego i zawodowego jest ogromna. Pomimo dorosłego wieku trzeba się tłumaczyć prawie ze wszystkiego. Denerwują mnie pytania typu „dokąd jedziesz?”, „po co?“, „co będziesz robić?”. Z drugiej strony jednak takie zainteresowanie bywa miłym gestem, a w trudnych chwilach rodzina jest zawsze pomocna. No i to „cypryj-

Dojechaliśmy do wioski pod Paphos. Dom teściów stoi, chociaż jest w opłakanym stanie. Rodzina się wzrusza – to stąd uciekali w 1974 roku w nocy, kiedy wybuchła wojna. Z domu naprzeciw wychodzi starsza kobieta – Greczynka. Rodzice mojego męża znają grecki, kiedyś przed wojną żyli i pracowali wspólnie z Grekami. Kilka minut rozmowy i okazuje się, że pamiętają się nawzajem. Kobieta zaprasza na kawę. To takie normalne dla Cypryjczyków, że zapraszają przechodniów na kawę, herbatę, poczęstunek. Są przyjaźni i ufni. Cypryjczycy greccy i tureccy nie różnią się zbytnio od siebie, dzieli ich tylko religia i język. Kultura, obyczaje, folklor i jedzenie są takie same. Starsza Greczynka oprowadza nas po okolicy. Odjeżdżając, teściowie zapraszają ją i jej rodzinę na Północny Cypr. Do dzisiaj mamy kontakt z tą rodziną, bowiem kilka razy w roku odwiedzamy się nawzajem. Do Polski nie jeżdżę zbyt często, a szkoda. Tęsknię za wszystkim, związanym z Polską – Wrocławiem, rodziną, znajomymi. Jednak wiem, że teraz mam dwie ojczyzny. Będąc tutaj, tęsknię do Polski, będąc w Polsce tęsknię za Cyprem. Każdy, kto emigruje, musi się z tym liczyć, że po latach będzie miał dwie ojczyzny. BEATA ATASER PÓŁNOCNY CYPR MONITOR POLONIJNY


08.07.09 09:48

Jest piękny słoneczny dzień. Zuzia i Antek są ośmioletnimi bliźniakami. Mieszkają w zielonym domku z rodzicami na Lesisku w Krakowie. Cieszą się, że są już wakacje i mają czas na zabawę. – Zuzka, co będziemy dzisiaj robić? Straszne się nudzę i jest tak gorąco – Antek rzucił piłkę na trawę i usiadł na drewnianym leżaku obok Zuzi. Ich piesek Foks podbiegł wesoło do rozmawiających dzieci, szczekając. – A może zrobimy sobie lody? – odparła Zuzka, odkładając swoje kolorowanki. – Widziałam fajne przepisy w gazetach mamy. – Super! Uwielbiam lody! Pewnie w ciepłych krajach wszyscy cały czas się nimi objadają. Gdybym mieszkał na południu Włoch lub w Australii, LIPIEC - SIERPIEŃ 2009

Stránka 63

otworzyłbym lodziarnię – zachwycił się Antek. – E tam, ja bym sprzedawała stroje kąpielowe i deski surfingowe. I spędzała cały dzień na plaży!

Rozmawiając, dzieci pobiegły do kuchni. Na stole ułożyły swoje przepisy i składniki: umyte opakowania po jogurtach, stare patyczki, jogurt truskawkowy, sok i owoce. Zuzia wymieszała jogurt z cukrem i dodała do tego kilka świeżych truskawek. Antek wrzucił do kubeczków maliny i zalał je sokiem pomarańczowym. Tak

przygotowane pojemniki włożyli do zamrażalnika. – Teraz musimy poczekać tylko 3 godziny, aż nasze lody zamarzną! – rzekła Zuzia. – Aż tyle? Podkręcę zamrażalnik na niższą temperaturę – psotnie odparł Antoś, – wtedy na pewno będą szybciej. Czy mama gniewała się później na bliźniaki? Mleko, masło i szynka – wszystko, co miało być na kolację, zamarzło! Ale lody Zuzi i Antkowi się udały. KASIA UFNAL

ILUSTRACJE: KASIA UFNAL

Monitorek07-08

63


Monitorek07-08

08.07.09 09:48

Stránka 64

Czy trzeba podróżować po Europie, żeby codziennie jadać w innym kraju? Otóż nie – wystarczy odrobina wyobraźni i dobry przepis, a w krótkim

czasie można stworzyć klimat restauracji z widokiem na morze, górskiej gospody czy bistro w wybranej, starej jak świat, stolicy. Do dzieła!

Pieczone pomidory z Włoch SKŁADNIKI:

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA:

• 8 sporych pomidorów, najlepiej

W naczyniu żaroodpornym układamy pomidory przekrojone na połówki – skórkami w dół. Pomiędzy nie umieszczamy ząbki czosnku. Posypujemy solą, pieprzem, oregano i spryskujemy oliwą. Następnie wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 220 stopni na około 20 minut – muszą zmięknąć i zarumienić się. Po wyjęciu posypujemy serem i podajemy z pieczywem.

• • • • •

podłużnych (mają mniej soku) 16 ząbków czosnku oliwa oregano (kilka listków świeżych lub łyżka suszonych) sól, pieprz garść startego żółtego sera (najlepiej parmezanu, ale może być inny twardy)

Smażony owczy ser (niby z Grecji, ale skąd my to znamy…)

SKŁADNIKI:

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA:

• 1/2kg owczego sera • po 2 łyżki mąki, masła i oliwy • sok z cytryny

Ser kroimy na centymetrowe plastry, otrzepujemy mąką. Na patelni rozgrzewamy masło z oliwą, smażymy ser na złoto i podajemy skropiony sokiem z cytryny.

Turecka sałatka z ogórków SKŁADNIKI: • • • • •

3 duże ogórki 2 ząbki czosnku łyżka posiekanego koperku pół łyżki posiekanej mięty szklanka naturalnego jogurtu • 2 łyżki oliwy • łyżka octu winnego • sól

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA: Obrane ogórki kroimy w plastry, solimy i mieszamy w misce. Odstawiamy na 15 minut. Obrany czosnek rozcieramy z odrobiną soli, jogurt mieszamy z octem, oliwą, koperkiem i miętą. Dodajemy ogórki odciśnięte wcześniej z soku. Wszystko mieszamy i wstawiamy do lodówki na kilkanaście minut. Smacznych podróży! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2009/7-8  
Monitor Polonijny 2009/7-8  
Advertisement