Page 1

Monitorek05

27.04.09 11:51

Strรกnka 33


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 2

Obradowała Rada Klubu

P

onownie zebrała się Rada Klubu Polskiego, by omówić najważniejsze problemy, dotyczące działalności organizacji polonijnej.

Prezes Ryszard Urbański zarządził spotkanie na 28 marca w ambasadzie RP w Bratysławie. ne, jeśli wszystkie projekty – i te rokroczne, i te nowe, związane również z wydawaniem książek – będą realizowane. W zaistniałej sytuacji Leszek Dłużniewski zaproponował, by „Monitor“ wydawać jako kwartalnik, zaś Elżbieta Dutková podała pomysł, by został on dwumiesięcznikiem. Pozostali prezesi regionalni nie zgodzili się na takie rozwiązanie, argumentując, że w ich regionach „Monitor“ jest oceniany wysoko oraz że widzą konieczność przedstawiania na łamach pisma aktualnych informacji z życia Polonii. W efekcie dyskusji nad przyszłością miesięcznika ustalono, że członkowie Rady będą poszukiwać innych źródeł finansowania pisma, pozostawiając dotychczasowy format i objętość „Monitora“. Prezes Urbański przeczytał cztery listy od czytelników „Monitora“ z Martina i Żyliny, którzy poddali w wątpliwość rzetelność relacji z Rady Klubu, która odbyła się 7 lutego w Dubnicy nad Wagiem, przedstawionych na łamach marcowego numeru pisma. Treść tej realcji stała się przedmiotem szczegółowej analizy. Jak wyjaśnił pan Leszek Dłużniewski, najwięcej konZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Jak się dowiedzieliśmy, Rada w składzie: Ryszard Urbański (prezes Klubu), Elżbieta Dutková (wiceprezes Klubu), Marek Sobek (prezes Regionu Bratysława), Urszula Szabados (wiceprezes Regionu Koszyce), Romana Gregušková (prezes Regionu Nitra), Zbigniew Podleśny (prezes ze Środkowego Poważa) oraz Leszek Dłużniewski (nowo wybrany prezes z Żyliny) przez cztery godziny dyskutowała o wysokości dotacji, które Klub Polski oraz organizacja „Polonus“ mogą zyskać ze środków przyznawanych corocznie przez Ministerstwo Kultury RS. Wszystko po to, by podczas Komisji Grantowej, która miała zebrać się w Ministerstwie Kultury 30 marca, przedstawić projekty wraz z konkretnymi kwotami, niezbędnymi do ich realizacji. Na koniec obrad została zaproszona redaktor naczelna „Monitora Polonijnego“, której przedstawiono wysokość środków, planowanych w tym roku na wydawanie pisma. Z uwagi na to, że w tym roku Klub Polski oraz organizacja „Polonus“ złożyły ponad 20 wniosków o dofinansowanie, środki na wydawanie „Monitora“ mogą zostać znacznie okrojo-

trowersji w jego regionie wzbudziły informacje przedstawione w „Monitorze“, dotyczące braku wiedzy ze strony działaczy Klubu Polskiego na temat istnienia organizacji „Polonus“ oraz tego, że organizacja ta nie ma charakteru polonijnego. Pan Dłużniewski wyjaśnił wszystkim obecnym, że „Polonus“ jest typowo polonijną organizacją i zrzesza dokładnie tych samych członków, co Klub Polski w Żylinie i Martinie. W ten sposób Rada Klubu Polskiego uzyskała nieco więcej informacji o tejże organizacji. Pozostali prezesi regionalni potwierdzili raz jeszcze, że, biorąc udział w imprezach polonijnych w Żylinie, byli przekonani, iż są to przedsięwzięcia Klubu Polskiego i że do stycznia b.r. nic nie wiedzieli o istnieniu innej organizacji polonijnej. W efekcie rozmów na temat istnienia tych dwóch organizacji pan Dłużniewski zaproponował, by zaprosić do powrotu do Klubu Polskiego Irenę Zacharovą oraz Katarzynę Bielikovą, które w lutym b.r. zrezygnowały z członkostwa w Klubie. Wniosek ten Rada zaakceptowała jednogłośnie. Pod koniec obrad Elżbieta Dutková złożyła rezygnację z funkcji wiceprezesa Klubu, której prezes Ryszard Urbański jednak nie przyjął, przesuwając ten temat na kolejne posiedzenie. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

2

MONITOR POLONIJNY


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 3

„X przesiaduje w lokalach, a przecież ma dwójkę małych dzieci i męża!“ – taką opinię na swój temat usłyszała pewna moja znajoma. Każda z tych informacji oddzielnie odpowiada rzeczywistości, ale… Owa znajoma jest matką dwójki dzieci i szczęśliwą małżonką swojego męża. Czy przesiaduje w lokalach? Podczas przerwy obiadowej w towarzystwie koleżanek i kolegów z pracy udaje się do tego czy tamtego lokalu, by coś zjeść. Zatem to wszystko prawda! Tylko dlaczego wywołuje to dezaprobatę w jej środowisku od momentu, gdy ktoś „życzliwy“ w ten sposób nakreślił sytuację? „Kiedy usłyszałam to z ust mojego kolegi, zdziwiłam się, że młody, wolny, bezdzietny mężczyzna zwraca uwagę na takie okoliczności – żaliła się X, – ale, kiedy usłyszałam to od kolejnej osoby, zaniepokoiło mnie to“. Od mniej więcej roku słyszę niepokojące informacje na temat naszego miesięcznika: że dużo kosztuje, że dotacje, które „pochłania“ pismo można by wykorzystać na imprezy polonijne, że w czasopiśmie poruszamy takie czy inne tematy, że naszymi korespondentami są tacy czy inni redaktorzy… X była podłamana faktem, że ktoś rzucił złe światło na jej osobę, a ponieważ w przypadku kilku osób informacja ta trafiła na „podatny grunt”, plotka zaczęła żyć swoim życiem. „Każdy, kto się trochę wyróżnia, wystaje przed szereg, wzbudza emocje, również te negatywne“ – skwitował znajomy, przysłuchujący się naszej rozmowie. X zdecydowała, że będzie się zachowywać jakby nic się nie stało: jest świetnym pracownikiem w firmie, chodzi na obiady z kolegami z pracy i dba o swoją rodzinę. Na szczęście jej szef nie słucha „ludzkiego gadania”, ale docenia jej zdolności i poświęcenie w pracy. W przypadku pracy redakcyjnej naszego pisma czujemy się doceniani przez naszych Czytelników. Ale nie mamy gwarancji, czy słowa wątpliwości zasiane przez osoby „życzliwe“ nie trafią na „podatny grunt”, a wtedy decydenci mogą ulec pokusie, by pieniądze przeznaczone na „Monitor“ przesunąć na inne cele… Bo przecież to prawda, że wydawanie jakiegokolwiek czasopisma kosztuje i na „Monitor“ wydajemy pieniądze. I prawdą jest też to, że za te pieniądze można urządzić imprezy. To wszystko kwestia priorytetów: czy słowo pisane stanowi wartość, czy chcemy, by pozostał po nas ślad? Tu i teraz, a także w przyszłości…

REDAKTOR NACZELNA „MONITORA POLONIJNEGO“

Polska i Słowacja – 5 lat razem w Unii Europejskiej Z KRAJU Jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy… Ankieta Polak na Słowacji: powód do dumy? Wybory do Parlamentu Europejskiego Wywiad miesiąca Polityczne inspiracje Jerzego Kryszaka Z naszego podwórka Co u nich słychać? Z sercem na dłoni Polsko-słowackie związki historyczne Jak to ze Spiszem było? Młodzi w Polsce słuchają Kasia Stankiewicz Kino-oko Kochaj i tańcz – pierwszy polski film taneczny To warto wiedzieć Od Okrągłego Stołu do wyborów czerwcowych Bliżej polskiej książki Dwa razy Inga Iwasiów Okienko językowe Witaj maj! Trzeci maj… Spacer wspomnień Poznaj Poznań Profesor Andrzej Stelmachowski – wspomnienie Ogłoszenia Rozsiani po świecie Uczyć się Polski Między nami dzieciakami Orgiami – zabawy z papierem Piekarnik Ser a sprawa polska

4 4 6 7 9 10 13 16 18 19 20 21 24 24 26 27 28 30 31 32

Koszty roczne prenumeraty „Monitora” wynoszą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100), a na druku bankowym podać imię i nazwisko. Nowych prenumeratorów prosimy o podanie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany na adres e-mail: monitorp@orangemail.sk, bądź pod nr tel. 0907 139 041.

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c ov á , A n n a M a r i a J a r i n a , A l i c j a Ko r c z y k - C h o v a n e c , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , M a g d a l e n a P i e t z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín Dofinansowano ze środków Senatu RP dzięki pomocy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie“

www.polonia.sk MAJ 2009

3


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 4

Polska i Słowacja

5 LAT RAZEM W UNII EUROPEJSKIEJ

Od

5 lat nasze dwa kraje są członkami UE – najbardziej skutecznego ugrupowania integracyjnego we współczesnym świecie. Pierwszego maja 2004 r. zostaliśmy przyjęci do Wspólnoty Europejskiej. Stało się tak po pomyślnym zakończeniu negocjacji i podpisaniu Traktatów Europejskich. Ważne też, że w szeregi Unii wstąpiliśmy razem z pozostałymi państwami Grupy Wyszehradzkiej, co było jednym z jej głównych celów. Osiągnięcie tego nie było jednak proste.

Polska wraz z Czechami i Węgrami rozpoczęła negocjacje akcesyjne prawie o dwa lata wcześniej niż Słowacja. Istniały uzasadnione obawy, że Słowacja nie zdoła nadrobić powstałego dystansu, a zwłaszcza dostosować swojej legislacji do tzw. acquis commnautaire, czyli prawa wspólnotowego. Jednakże udało się to dzięki zdecydowaniu i konsekwentnej pracy rządu M. Dzurindy, wypełnia-

jącego wolę słowackiego społeczeństwa, które w zdecydowanej większości opowiadało się za integracją europejską. Znalazło to również swoje potwierdzenie w referendach, które miały miejsce w Polsce i w Republice Słowackiej. Wysokie poparcie społeczne dla integrującej się Europy utrzymuje się w obu krajach przez cały okres członkostwa. Badania opinii publicznej pokazują, że w Polsce z przynależności do UE jest zadowolonych ok.

szef MSWiA Grzegorz Schetyna. Milion złotych na pomoc dla poszkodowanych uruchomiło Ministerstwo Finansów na wniosek wojewody zachodniopomorskiego. Specjalna komisja Państwowej Straży Pożarnej wyjaśnia dokładne przyczyny pożaru.

AŻ 21 OSÓB, w tym 13 dzieci, zginęło w pożarze hotelu socjalnego w Kamieniu Pomorskim. Pożar wybuchł w nocy z 13 na 14 kwietnia. Prezydent ogłosił żałobę narodową. Ponad 20 osób trafiło do szpitali. Prawdopodobną przyczyną pożaru było zaprószenie ognia na korytarzu - powiedział wicepremier, 4

DO BURZY POLITYCZNEJ doszło między premierem i prezydentem po tym, jak Lech Kaczyński 3 kwietnia poparł kandydaturę Andersa Fogh Rasmussena na nowego szefa NATO. Donald Tusk stwierdził, że prezydent zachował się wbrew stanowisku rządu, wspierającego na to stanowisko polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława

80% społeczeństwa, a na Słowacji blisko 75% pozytywnie ocenia wprowadzenie wspólnej waluty i przejście na euro. Efekty okresu poakcesyjnego w Polsce i na Słowacji są widoczne, zarówno te bezpośrednie, jak i pośrednie. Do tych pierwszych należą przede wszystkim znaczące i rosnące strumienie funduszy europejskich, zwłaszcza strukturalnych. Po wykorzystaniu środków pomocowych przed akcesją i w pierwszych dwóch latach członkostwa teraz – w ramach tzw. nowej perspektywy finansowej na lata 2007-2013 – Polska otrzyma z UE ponad 67 mld. euro, a Słowacja ok. 11 mld. euro na infrastrukturę, rozwój regionalny, edukację itp. To bardzo dużo, zwłaszcza jeśli środki te zostaną wydatkowane na realizację dobrze przygotowanych projektów.

Sikorskiego. Kaczyński oświadczył jednak, że przed szczytem NATO nie widział żadnych sugestii rządu, dotyczących wyboru nowego sekretarza Sojuszu. PREZYDENT LECH KACZYŃSKI i premier Donald Tusk rozmawiali w Czechach z amerykańskim prezydentem Barackiem Obamą. Po spotkaniu Kaczyński powiedział, że dotyczyło ono m.in. tarczy antyrakietowej i kwestii polityki klimatycznej. Prezydent i premier nie zdradzili jednak, czy zapadły jakiekolwiek konkretne ustalenia. Eksperci są zgodni, że spotkanie w Pradze trwało zbyt krótko, by mogło przynieść jakieś rezultaty.

Dyrektor polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Sławomir Dębski zwraca jednak uwagę, że była to pierwsza taka rozmowa najważniejszych polskich polityków z nowym prezydentem USA. SEJM UCHWALIŁ 3 kwietnia ustawę autorstwa klubu Lewicy o czasowym ograniczeniu finansowania partii politycznych z budżetu państwa. Oznacza to, że partie polityczne dostaną mniej pieniędzy. Za ustawą opowiedziało się 262 posłów, przeciw było 152. Jarosław Kaczyński zapowiedział jednak, że PiS zaskarży tę uchwaloną już ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. MONITOR POLONIJNY


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 5

Do bezpośrednich efektów integracji trzeba też zaliczyć otwarcie rynków pracy prawie wszystkich krajów członkowskich i ogromny postęp w dochodzeniu do pełnej realizacji podstawowej zasady Unii, czyli „trzech wolności”, tzn. swobodnego przepływu towarów, osób i kapitału. Natomiast pośrednim efektem członkostwa był spadek bezrobocia w obu krajach, przyśpieszenie wzrostu PKB, zwiększenie napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych i zmniejszenie ryzyka inwestycyjnego. Dzięki temu w Polsce i na Słowacji nastąpiła wyraźna poprawa sytuacji konsumentów – wystąpił wzrost płac realnych i przyrost miejsc pracy. Natomiast dla samej Słowacji najważniejszym efektem integracji europejskiej było przystąpienie do Unii Walutowej, czyli tzw. eurolandu. Stało się to w czasie rządów premiera R. Fica, chociaż właśnie on przed wyborami w 2006 r. podważał zasadność szybkiej zamiany korony na euro. W rezultacie od 1 stycznia b.r. Słowacy posługują się taką samą walutą jak 15 innych krajów UE, a słowackie przedsiębiorstwa, rozliczając się we wspólnej walucie, unikają tzw. ryzyka kursowego, które niejednokrotnie okazywało się wielce kosztowne. Aktualnie w dobie globalnego kryzysu wymienione efekty integracyjne nabierają jeszcze większego znaczenia. Wprawdzie oba kraje „LIBERTAS” Polska, Liga Polskich Rodzin, „Naprzód Polsko” i Stronnictwo „Piast” wystartują razem w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego – poinformował wiceprezes Libertas Artur Zawisza. Jak podkreślił, wszystkie cztery ugrupowania podjęły decyzję o wspólnym starcie w wyborach pod szyldem „Libertasu”. Wcześniej każda z tych partii zarejestrowała w Państwowej Komisji Wyborczej własne komitety wyborcze. ORGANIZACJA AMNESTY INTERNATIONAL POLSKA rozpoczęła na początku kwietnia kampanię na rzecz wyjaśnienia doniesień MAJ 2009

w odróżnieniu od większości krajów UE - nie doznają poważniejszej recesji, a tylko wyraźnego spowolnienia dynamiki gospodarczej (w Polsce) i płytkiej recesji (na Słowacji), to i tak pokonanie powstałych problemów ekonomicznych będzie bardzo trudne. Byłoby ono o wiele trudniejsze bez unijnych środków i inwestycji zagranicznych oraz bez otwarcia europejskich rynków pracy. Trzeba też powiedzieć, że dzięki wcześniejszemu przystąpieniu Słowacji do strefy euro udało się jej, w odróżnieniu od Polski, uniknąć destabilizacji waluty krajowej. Miało to pozytywny wpływ na sytuację kredytobiorców i importerów, ale zmniejszyło konkurencyjność słowackiego eksportu, czego z kolei uniknęli polscy eksporterzy. Przyszłość Polski i Słowacji jest ściśle związana z przyszłością Unii. A więc będzie zależała od sprawności i skuteczności w rozwiązywaniu problemów europejskich przez państwa członkowskie i organy unijne. Jest to konieczne, bowiem wyzwania są ogromne. Na rozwiązanie czekają przede wszystkim rosnące problemy energetyczne. Ich przezwyciężenie wymaga solidarnego działania wszystkich krajów Europy, gdyż wszystkie one potrzebują gwarancji bezpiecznych dostaw nośni-

o prawdopodobnym istnieniu w Polsce tajnych więzień CIA. AI będzie się domagać przedstawienia wyników śledztwa w tej sprawie, które toczy się od marca 2008 roku. W ramach kampanii działacze i sympatycy AI będą wysyłać m.in. do premiera Donalda Tuska karty pocztowe w formie biletu fikcyjnej linii lotniczej Air Torture – poinformowała Draginja Nadażdin z Amnesty International Polska. Polski oddział organizacji gościł byłego więźnia Guantanamo Rhuhela Ahmeda, który opowiedział o swoich przeżyciach. Z PRAWA I SPRAWIEDLIWOŚCI wystąpiło kilku posłów. Ich decy-

ków energii. Poważnym wyzwaniem jest też ograniczenie emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. W tej sferze potrzebne są optymalne decyzje, uwzględniające interesy wszystkich zainteresowanych stron. Na ubiegłorocznym, grudniowym szczycie UE okazało się, że jest to możliwe dzięki m.in. wysiłkom i zgodnym wystąpieniom przedstawicieli Polski i pozostałych państw Grupy Wyszehradzkiej, która także w ten sposób przejawiła swoją żywotność. Sytuacja w gospodarce światowej i europejskiej wymaga, aby niezależnie od aktualnej sytuacji kryzysowej była kontynuowana i konsekwentnie realizowana „strategia lizbońska”, której głównym celem było – i powinno nadal pozostać – zapewnienie wzrostu gospodarczego i zatrudnienia na całym obszarze UE. Jednocześnie strategia ta ma zapewnić gospodarce unijnej wysoki poziom innowacyjności i konkurencyjności - a tego właśnie potrzebują w najwyższym stopniu także obie nasze gospodarki.

zja jest wynikiem skreślenia Marcina Libickiego z listy kandydatów PiS w czerwcowych eurowyborach. DO SEJMU 21 KWIETNIA trafił projekt ustawy kompetencyjnej. Projekt powstał z inicjatywy marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego. ,,Projekt ustawy kompetencyjnej koncentruje się na tym, aby ograniczyć swobodę nadinterpretacji Konstytucji w sferze kompetencji poszczególnych organów państwa w zakresie kontaktów z instytucjami UE” – twierdzi Komorowski. Ustawa miałaby określić kompetencje prezydenta i premiera. Dotychczasowe luki

ANDRZEJ KUPICH Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“. w tym zakresie spowodowały już wiele nieporozumień na linii prezydent – premier. W WIEKU 84 LAT 6 kwietnia zmarł Andrzej Stelmachowski – marszałek Senatu pierwszej kadencji, minister edukacji narodowej w rządzie Jana Olszewskiego. Urodził się 25 stycznia 1925 roku w Poznaniu. Był żołnierzem AK. Ukończył studia prawnicze. Był jednym z inicjatorów Okrągłego Stołu. Od roku 1990 do 2008 był prezesem Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. ZUZANA KOHÚTKOVÁ, WARSZAWA 5


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 6

Jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy…

N

ie ma chyba miejsca na świecie, gdzie nie można natknąć się na Polaków. Efekt zawirowań wojennych w przeszłości i często dramatycznych ludzkich losów to obecność polskiego ducha nawet w najdalszych i najmniej spodziewanych zakątkach ziemi. Trudno do końca ustalić liczbę Polaków, mieszkających z dala od kraju ojczystego, ale statystyki mówią nawet o dwudziestu milionach Polonusów! Tym bardziej nie dziwi fakt, że od kilku lat rodacy żyjący poza granicami Polski 2 maja obchodzą swoje święto – Dzień Polonii i Polaków za Granicą. W tym roku świętujemy po raz ósmy, mając szansę poczuć się w tym dniu bardziej polsko niż zwykle i być może zadumać się nieco nad naszymi własnymi życiowymi wyborami, nad historią, którą tworzymy i przekazujemy swojej rodzinie. Najwięcej emigrantów polskiego pochodzenia żyje oczywiście na ziemi obiecanej ubiegłego stulecia – w Stanach Zjednoczonych Ameryki, ale liczne grupy współtworzą koloryt Brazylii, Kanady, Wielkiej Brytanii, Francji i wszystkich państw sąsiadujących z Rzeczpospolitą. Mogłoby się wydawać, że ta „prawdziwa” emigracja z przeszłości, powstała najczęściej z powodów ekonomiczno-politycznych, jest czymś odmiennym od współczesnych wyjazdów do pracy, chociażby w Irlandii – ale czy ubiegłowieczni poszukiwacze lepszego losu tak naprawdę czymkolwiek się różnili od dzisiejszych wyjeżdżających? Za miłością, za pracą, za ideologią – by samemu sobie dać szansę na zmianę, by uwierzyć, że i dla nas przyszłość ma w zanadrzu dobre, godne życie. Nikt tak do końca nie zrozumie 6

duszy emigranta, tęsknot, jakie się w niej rodzą i nadziei, mającej gdzieś w głębi tej duszy własny zakątek. Trzeba samemu doznać życia na obczyźnie, trudu poznawania i akceptowania nowych zwyczajów, mentalności ludzkiej, kuchni. Trzeba wreszcie umieć poradzić sobie z często przytłaczającym poczuciem oddalenia – od rodziny, od ukochanych miejsc, ulubionych potraw. To bardzo trudne i nie pojmie tego nikt, kto na wakacje wyjeżdża chociażby do Grecji, a potem, celebrując powrót do domu, kupuje za rogiem kolorowe ulubione gazety, czereśnie u znajomej babki z lubelskiego, a później wyprawia dla znajomych przyjęcie z pokazem wakacyjnych zdjęć. Czy Polacy za granicą widzą sens w zrzeszaniu się? Czy ważne dla nich staje się podtrzymywanie własnej kultury, przekazywanie dzieciom zawiłości polszczyzny

i wspomnienia smaku pączka w tłusty czwartek? Ilość organizacji polonijnych rozsianych po całym świecie pozwala stwierdzić, że ważne jest poczucie istnienia „swoich” na cudzej ziemi. Ale z drugiej strony – być może miałam pecha – podczas zwiedzania słynnych zabytków Europy wielokrotnie zdarzało mi się uśmiechać do polskich turystów, którzy sprawiali wrażenie, jakby wstydzili się, że natrafili na rodaka. „Gdzie się człowiek nie ruszy, tam Polaka spotka” – takie i podobne stwierdzenia można usłyszeć coraz częściej. Ale czy z dumą? W dniu, gdy wszyscy polscy emigranci – ci od pokoleń zasiedziali na obczyźnie i ci całkiem nowi – obchodzą swoje święto, chcę życzyć Im, Wam, Nam Wszystkim dumy z polskości, patrzenia na ojczyznę jak na wyjątkowy, jedyny na świecie skarb – nie siedlisko skłóconych polityków, przysklepowych pijaczków i dziurawych dróg, ale ogromny kufer wspaniałości – kilometrowych piaszczystych plaż, majowych spacerów po burzy wśród pachnących bzów, smaku jarzynowej sałatki i flaczków na urodzinach dziadka, kawy w szklance z koszyczkiem, kolędy śpiewanej na pasterce w mroźną, śnieżną noc. Te wszystkie drobiazgi nadal w Polsce są – i będą zawsze. AGATA BEDNARCZYK


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 7

Polak na Słowacji:

powód do dumy? S

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

więto Polonii, które przypada 2 maja, oraz list od pewnego czytelnika „Monitora“ stały się pretekstem do przeprowadzenia ankiety wśród Polaków zamieszkałych na Słowacji, dotyczącej postrzegania ich przez Słowaków. Naszych respondentów zapytaliśmy, czy są dumni ze swojej polskości, czy znajomość języka polskiego jest atutem w poszukiwaniu pracy.

Fragmenty listu czytelnika

Szanowna redakcjo „Monitora Polonijnego“! Jestem Polakiem od 5 lat mieszkającym na Słowacji i prawie od 5 lat czytelnikiem MP (…). Pochodzę z Centralnej Polski. Na Orawie się ożeniłem, mam dom, żonę i dzieci. Na początku obawiałem się, co mnie tu spotka? Jak sobie poradzę w nowym środowisku, bo – jak się mówi – inny kraj, inny obyczaj. W znalezieniu pracy pomógł mi kolega – też Polak. (…) Znalazłem wielu przyjaciół, ale spotkałem też ludzi, którzy pytali wprost, dlaczego mój szef zatrudnia Polaków (…). Było to bolesne, ale przecież wszystko można przeżyć. Kiedy nastał kryzys, zostałem zwolniony jako jeden z pierwszych. Obawiam się o swoją przyszłość, bo przecież jestem Polakiem (…). Ta sytuacja wcale nie zmieniła mojego poczucia patriotyzmu – jestem dumny z tego, że jestem Polakiem! Cieszę się, że co miesiąc otrzymuję miesięcznik „Monitor Polonijny“. Pozdrawiam redakcję. Roman z Orawy

MAJ 2009

Dariusz Gleb, Bratysława Mieszkam w stolicy Słowacji od 22 lat. Przez te lata nigdy nie odczuwałem żadnej dyskryminacji z tego powodu, że jestem Polakiem. W środowisku, w którym przebywam, zawsze głośno mówię, skąd pochodzę. Wtedy najczęściej Słowacy przypominają sobie, które miejsca w Polsce odwiedzili, gdzie mają znajomych, rodzinę. Przez 9 lat mieszkałem w Bratysławie, nie mając kontaktów z Polakami. Być może dzięki temu szybciej się zaaklimatyzowałem w tym kraju, choć z pewnością, gdybym wcześniej znał moich rodaków, byłoby mi łatwiej. Cenię sobie to, że Słowacy nigdy nie traktowali mnie jako cudzoziemca. W moim przypadku znajomość języka polskiego nigdy nie była atutem ani przeszkodą, kiedy ubiegałem się o nowe miejsce pracy. Pracuję w organizacji niedochodowej z młodzieżą do 25 roku życia, wywodzącą się z domów dziecka. W tej pracy narodowość czy obywatelstwo nie mają żadnego znaczenia. 7


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 8

Sylwia Machajová, Bratysława W Bratysławie mieszkam i pracuję już 4 lata. W tym czasie spotkałam się z pozytywną reakcją ze strony poznanych Słowaków, którzy okazali mi swoją serdeczność i pomoc. Nigdy nie ukrywałam, że jestem Polką. Wychodzę z założenia, że nowopoznana osoba postrzega mnie jako jednostkę, a nie całą społeczność z jej stereotypami. Nie zdarzyło mi się

Aleksandra Krcheň, Trenczyn Na Słowacji mieszkam ponad trzy lata, chociaż na obczyźnie spędziłam prawie całe dziesięciolecie. Jestem bardzo dumna z faktu bycia Polką, co zawsze mocno podkreślam. Przyznanie się na Słowacji do mojego polskiego pochodzenia powoduje bardzo ciepłe i przyjazne reakcje. Większość ludzi chce pomóc albo opowiada o swoich doświadczeniach z Polakami w różnych zakątkach świata. Myślę, że fakt, iż jestem Polką, ułatwił mi również zdobycie pracy, ponieważ mój szef bardzo lubi rozmawiać ze mną po polsku i cieszy się, że uczy się ode mnie nowych słówek.

wstydzić za swoich rodaków, wręcz przeciwnie – mieszkający w Bratysławie Polacy są dla siebie przyjaciółmi. Jeżeli chodzi o pracę w Bratysławie, to znajomość języka polskiego jest odbierana jako dodatkowy atut, oprócz tych powszechnie znanych, jak znajomość angielskiego czy niemieckiego.

Basia Rajs-Rostak, Oravská Lesna Na Orawę przywiodła mnie miłość. Wyszłam za mąż za Słowaka, który właśnie na Orawie otrzymał propozycję pracy. Spakowałam rzeczy i przyjechałam na Słowację. Mój mąż wiedział, że nie jest to dla mnie łatwa decyzja, gdyż musiałam zamienić miasto na wieś. Jestem tutaj od maja 2005 roku. Przywitali mnie mili ludzie, którzy przyjęli mnie do swojego grona. Nie miałam problemów czy kompleksów z tego powodu, że jestem Polką. Wręcz przeciwnie – byłam i jestem dumna ze swego polskiego pochodzenia i nigdy się z nim nie kryłam. To powodowało, że wzbudzałam ogólne zainteresowanie. Zaraz padała lawina pytań: skąd? dlaczego? po co? I tak dalej... Jeżeli chodzi o innych Polaków, których spotkałam na obczyźnie, to raczej byłam z nich dumna. Poznałam bardzo miłą Polkę, która mieszka na Słowacji od ponad 25 lat. Pracuje w banku, gdzie piastuje wysokie stanowisko. Od razu widać, że jest Polką: zdradza ją elegancka biżuteria z bursztynu. Spotkanie pani Basi, bo tak ma na imię, dodało mi otuchy i nadziei, że da się tutaj żyć i pracować. Pierwszy rok był dla mnie bardzo trudny, nie widziałam żadnych perspektyw na podjęcie pracy. Na Orawie jest trudno o pracę dla kobiety, na dodatek

Polki z małym dzieckiem, bez babci, która zostanie z tym dzieckiem, gdy jest chore lub gdy trzeba dłużej zostać w pracy. Od dwóch miesięcy pracuję jako tłumacz i handlowiec, co traktuję jako ogromny sukces. Niestety, pracuję w miejscowości odległej o 50 km od mojego miejsca zamieszkania. Cieszę się jednak, że mam pracę, bo bez pracy

człowiek na obczyźnie bardzo cierpi psychicznie. Pomimo sukcesów zawodowych i rodzinnych, zawsze tęsknię za domem. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej...

Jeśli ktoś z Czytelników chce wziąć udział w dyskusji na poruszony przez nas temat, prosimy o przesłanie wypowiedzi pod adres redakcji: monitorp@orangemail.sk 8

MONITOR POLONIJNY


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 9

Wybory do Parlamentu Europejskiego

W

Polsce wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się 7 czerwca. Wybierzemy w nich 50 europosłów spośród 736 kandydatów. Sondaże pokazują niski stopień zainteresowania Polaków wyborami udział w nich deklaruje zaledwie od 13 do 17% uprawnionych do głosowania, a to znaczy, że najmniej w całej Unii Europejskiej. Polskich eurodeputowanych wybiorą także rodacy w 182 obwodach wyborczych za granicą. Polacy niewiele wiedzą o instytucjach unijnych. Politycy i dziennikarze nie robią nic, by sytuację tę zmienić. Zamiast zaproponować rzetelną debatę o tym, co nasi przedstawiciele mogą zrobić dla Polski w Brukseli, rozmawiają o wysokości pensji europarlamentarzystów, które zdecydowanie przewyższają pensje posłów. Partie polityczne traktują eurowybory jako sprawdzian przed najbliższymi wyborami prezydenckimi, co nie podnosi rangi czerwcowego głosowania. Jedynym sposobem walki z prognozowaną niską frekwencją była uchwalona w lutym nowelizacja ordynacji wyborczej, która pozwalała na to, by wybory do Parlamentu Europejskiego mogły trwać dwa dni (sobota i niedziela). Niestety, prezydent skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego i tym samym uniemożliwił przeprowadzenie dwudniowego głosowania. Głównymi rozgrywającymi w tych wyborach są Platforma Obywatelska i PiS dwie wielkie polityczne zaciężne partie stoczą ze sobą bój. Wydaje mi się, że ostatnie sondaże w miarę opisują rzeczywistość i wybory zakończą się sukcesem partii Donalda Tuska. PO zdobędzie ok. 30 z 50 możliwych mandatów, a PiS 15. Taki wynik wyborów może być dużym problemem dla PiS-u przekonuje polito-

MAJ 2009

log dr Tomasz Słupik z Uniwersytetu Śląskiego. Partie prześcigają się we wprowadzaniu znanych nazwisk na swoje listy wyborcze, które zaczynają przypominać portale plotkarskie pełne tzw. celebryt. Jedynką na warszawskiej liście Platformy Obywatelskiej jest eurokomisarz dotychczas kojarzona ze środowiskiem lewicy Danuta Hübner. Podkarpacką listę PO otworzy Marian Krzaklewski, który przyznał, że do ostatniej chwili czekał na propozycję ze strony Prawa i Sprawiedliwości, która jednak nigdy nie przyszła. Mocną listę z Jerzym Buzkiem i Janem Olbrychtem Platforma wystawiła także na Śląsku. Nieoficjalnie przyznaje się, że profesor Jerzy Buzek jest polskim kandydatem na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Nie obeszło się jednak bez małych zgrzytów. Eurodeputowany Bogusław Sonik liczył, że będzie lokomotywą krakowskiej listy PO, jednak prezydium partii zdecydowało, że listę PO w województwach małopolskim i świętokrzyskim będzie otwierać Róża Hun. Ewentualny bunt w partii został zażegnany albowiem wszyscy zainteresowani wiedzą, że gdy sondaże pokazują poparcie dla PO na poziomie 44 procent, żaden konflikt nie leży w jej interesie.

Głosy niezadowolonych dochodzą ze strony Prawa i Sprawiedliwości. Przykładem jest poznański europoseł Marcin Libicki, który z powodów lustracyjnych nie znalazł się na liście w czerwcowych wyborach. W efekcie europoseł wraz z dwoma posłami: Janem Filipem Libickim i Jackiem Tomczakiem zrezygnowało z członkostwa w PiS. Jedynką na śląskiej liście tej partii jest politolog dr Marek Migalski. Naukowiec, zapytany o powody wejścia w politykę, zacytował znaną myśl Karola Marksa, twierdząc, że nie chce już tylko opisywać świat, ale pragnie go zmieniać. Komentatorzy zwracają uwagę na fakt uniemożliwienia młodemu naukowcowi jak przyznaje on sam z powodów politycznych otwarcia przewodu habilitacyjnego. W Krakowie o głosy wyborców walczył będzie Zbigniew Ziobro, który zapytany przez dziennikarza o znajomość języków obcych, bez pardonu odparł, że właśnie zaczął uczyć się angielskiego. Liderem wrocławskiej listy jest krakowski filozof, były Minister Edukacji Ryszard Legutko. Na deficyt znanych twarzy narzeka PSL, które na swoich listach wystawia parlamentarzystów, usilnie walcząc o przekroczenie 5-procentowego progu wyborczego. Walki o przywództwo po lewej stronie sceny politycznej sprawiły, że lewica pójdzie do wyborów podzielona, co skazuje ją na porażkę. Filozof prof. Magdalena Środa będzie walczyć o głosy na łódzkiej liście Centrolewicy, a kontrowersyjna posłanka prof. Joanna Senyszyn otworzy krakowską listę SLD-UP. Wróżę miażdżącą klęskę PSL-u, który może nie załapać się na żaden mandat. Drugim kolejnym przegranym będzie lewica, która przypomina polską prawicę z połowy lat 90., a kolejne konwenty św. Katarzyny sytuacji na lewicy nie naprawią. Szacuję 5-6 mandatów dla lewicy w dużych ośrodkach, co oczywiście będzie dla nich klęska prognozuje Tomasz Słupik. ŁUKASZ GRZESICZAK 9


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 10

Polityczne inspiracje Czy w czasach PRL-u było więcej tematów, które inspirowały kabareciarzy do ich pracy, niż obecnie? Obecnie też jest sporo tematów, ale zmienił się sposób sprzedawania kabaretu. Dawniej bazowało się na aluzji, było to oszukiwanie władz, chodzenie bocznymi uliczkami, a nie drogą główną. Bardziej wysublimowany żart? Tak. Trzeba było troszeczkę się nagłowić. Ale każdy kij ma dwa końce. Z jednej strony to było fajniejsze, bo nikogo nie dotykało bezpośrednio, ale było to „obwąchiwanie“ tematu. Teraz jest brutalniej, bo wszystko wolno. Trzeba mieć własną granicę smaku. Niektórzy tę granicę przekraczają, na przykład krytykując prezydenta wprost. A przecież to samo można powiedzieć delikatniej, nie trzeba od razu uderzać siekierą. Prezydent inspiruje kabareciarzy? Tak, lubię go za to! Dobrze, że jest! Których innych polityków lubi Pan podobnie jak prezydenta? Czasami posługuję się „kimś“, ponieważ słowami tej, czy innej osoby łatwiej jest trafić do publiczności. Powszechnie znana jest wzajemna niechęć panów prezydentów Wałęsy i Kaczyńskiego, która przybrała już postać krystalizującej się bryły. To jest niechęć, z której ja korzystam. Słowami Lecha Wałęsy mogę więcej powiedzieć, niż ja jako ja. To jest taki rodzaj mojego narzędzia, taki młoteczek z dłutem. Czytałam, że Lech Wałęsa jest dla Pana pewną świętością… Niezwykle go szanuję. Troszeczkę śmieję się ze skrótów myślo10

Jerzego Kryszaka Z obaczywszy go w drzwiach wiedeńskiego klubu „Utopia“ podbiegłam, by się przedstawić. „Dzień dobry. Przyjechałam z Bratysławy i czekam na wywiad z Panem“ – powiedziałam, aby mógł tak zaplanować sobie czas, by zdążyć odpowiedzieć na moje pytania. Na swoją krótką wypowiedź otrzymałam równie krótką odpowiedź: „Dzień dobry. Przyleciałem z Warszawy i czekam na wywiad z Panią“. Oto cały On – Jerzy Kryszak, mistrz dowcipów, błyskawicznych puent i szybkich reakcji. Od wielu lat bawi publiczność, posiłkując się polskimi wydarzeniami politycznymi. wych, których dokonuje, ponieważ on przy posiłkowaniu się słowem nie chodzi dookoła, ale od razu wali przez ogródek na wprost. Ale zawsze będę go bronił, bo to jest człowiek, który wykazał się ogromną odwagą – w ważnym momencie pokazał, że jest niezwykle hartownym gościem, nie poddał się. Dziś Lech Wałęsa mówi, że trochę wstydzi się Okrągłego Stołu, że wyniki obrad to wstydliwy kompromis. On był takim polskim cwaniaczkiem. Chwała Bogu! Jednym obiecywał, drugim obiecywał, ale właśnie dzięki temu miała miejsce bezkrwawa rewolucja. Przecież to było wywrócenie marynarki o na drugą stronę, a to się nigdy nie odbywa bez kosztów – trzeba było ją zdjąć! Wałęsie oddaję cześć, bo to jest wielki facet. Wspominał Pan o odwadze. Czy trzeba być odważnym, by robić to, co robi Pan? Teraz już nie. Za swoje żarty mogę być najwyżej wezwany do jakiegoś prawnika i odpowiadać za to, że za dużo powiedziałem.

„Słowami Lecha Wałęsy mogę więcej powiedzieć, niż ja jako ja. To jest taki rodzaj mojego narzędzia, taki młoteczek z dłutem”.

Miało coś takiego miejsce? Raz była taka sytuacja, ale wnioskujący się wycofał. Natomiast pewien radny chciał przeforsować wniosek, by mnie nie wpuścić do Bielska-Białej z uwagi na to, że podobno obraziłem prezydenta miasta. Od tego czasu odwiedziłem to miasto i na rogatkach nikt mnie nie kontrolował. Bywają jakieś naciski na Pana, by nie poruszał Pan w swoich monologach takich czy innych tematów? Kiedyś brałem udział w dużej imprezie, gdzie miał być obecny Waldemar Pawlak, i organizatorzy prosili, bym go oszczędził. Ale to były czasy, kiedy Pawlak był na obrzeżach głównych wydarzeń politycznych. Czy można zatem powiedzieć, że zawód kabareciarza to niejako piąta władza? Jeżeli mój żart podczas przedstawienia wywołuje u kogoś serdeczny śmiech, a potem ten ktoś orientuje się, z czego się śmiał, i zmienia swoje preferencje polityczne, to można mówić o sile przekonywania. Zatem dzięki Panu Polacy są bardziej świadomi gier politycznych? Nie wiem, ale moja praca sprawia mi przyjemność i wiem, że w Polsce jest wciąż jeszcze dużo do zrobienia. MONITOR POLONIJNY

M


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 11

Jak Pan przygotowuje swoje monologi? Czy na bieżąco śledzi Pan wszystkie wydarzenia, jest uzależniony od wiadomości? Jestem nieszczęśliwy, kiedy przebywam gdzieś, gdzie nie mam dostępu do kanałów informacyjnych, i nie wiem, co się dzieje. Kiedy jadę samochodem to słu-

MAJ 2009

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Czy relacje pomiędzy „Troszeczkę śmieję cham „gadających“, prezydentem bo muzyka mnie się ze skrótów i premierem są także myślowych, których nudzi. źródłem inspiracji dla dokonuje Wałęsa, Pana? Chyba wszyscy Polacy ponieważ on przy pamiętają „Polskie ZOO“ Oczywiście, na bieposiłkowaniu się żąco! Podczas jedne(program satyryczny, go ze szczytów w Brusłowem nie chodzi przestawiający polskich kseli, gdzie byli dookoła, ale od razu polityków w krzywym obecni obaj panowali przez ogródek zwierciadle – przyp. wie, zauważyłem, że od red.), którego był Pan na wprost”. Lech Kaczyński barwspółredaktorem, dzo lubi Donalda a który emitowała TVP Tuska. On go podziwia za luz i łatna początku lat 90-tych. Czy jest jakiś inny wość wypowiedzi. Podczas ich program, który przebił jego oglądalność? wspólnej konferencji prasowej Oglądalność tego programu domożna było zauważyć, że prezychodziła do 73 %, ale wtedy taki dent cały czas szukał potwierdzewynik łatwiej było osiągnąć, ponienia swoich słów w oczach premieważ Polacy zachłystywali się wolra. Według mnie relacje między nością słowa i mediów. Po drugie prezydentem a premierem układasposób pokazywania wydarzeń ze łyby się dobrze, gdyby nie „ten sceny politycznej był nowatorski. drugi“, który, jak podejrzewam, jest od konfliktowania. Proszę zauważyć, że jednego dnia prezydent mówi coś, ale następnego, po rozmowie z bratem, zmienia zdanie.

No i po trzecie – w Polsce były wtedy tylko dwa kanały telewizyjne, a trzeci właśnie rozpoczynał swoją działalność. Wyniku popularności, który wtedy osiągnęliśmy, już chyba nikt nie powtórzy. Kontynuacji nie będzie? Nie. Parę lat temu były propozycje powrotu do tego projektu, ale nie zdecydowałem się na to. To byłoby jak odgrzewana zupa z kożuchami. Było, ale już się skończyło. Czy Polonię bawi coś innego, niż naszych rodaków w Polsce? Dokładnie to samo. Przed występem dla Polonii niczego w swoim programie nawet nie próbuję zmieniać, może czasami przed występem pytam o jakieś lokalne problemy, których można dotknąć na scenie. W różnych regionach Polski ludzie mają różne poczucie humoru? Wisła dzieli Polskę. To pewnie zależy od ilości miejsc pracy, pieniędzy i świadomości. Gdyby to mierzyć głośnością śmiechu to od zachodu lecielibyśmy słupkami w dół.

11


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 12

Czyli na zachodzie lepiej się występuje? Tak, ludzie są bardziej otwarci, nie boją się reakcji sąsiada, na głośniejszy śmiech z jakiegoś żartu. Mówił Pan, że przed występem podpytuje Pan o lokalne problemy, czy to oznacza, że każdy występ to improwizacja? Tak! Boże, jak nie ma improwizacji, to nie ma zabawy. Ja też potrzebuję adrenaliny. Bawi się Pan podczas własnych występów? Tak! Gdyby nie ta zabawa, to w ogóle bym tego nie robił. Z teatru odszedłem, ponieważ nie byłem w stanie po raz setny recytować tego samego tekstu bez własnych udoskonaleń.

„W 1989 roku skończył się powód mojego wychodzenia na scenę teatralną. Dla mnie stanowiło ono rodzaj misji, walki. Wszystko, co robiłem w teatrze, robiłem pod kątem niepodległości”.

dzaj misji, walki. Wszystko, co robiłem w teatrze, robiłem pod kątem niepodległości. Ale kiedy Joanna Szczepkowska ogłosiła koniec komunizmu, to o co ja miałem walczyć? Wszystko już było wywalczone! Nadal miałem się przebierać, pudrować, zakładać peruczki?

„Według mnie relacje między prezydentem a premierem układałyby się dobrze, gdyby nie «ten drugi», który, jak podejrzewam, jest od konfliktowania”.

Czuje się Pan autorem odzyskania niepodległości? Takim ziarenkiem piasku na plaży bałtyckiej. Teatr był świątynią wolnego słowa, jakkolwiek zakamuflowanego. W szkole krakowskiej byłem uczony, że po coś to mówię. Po co ja mam teraz wyjść do widza? Żeby zaoferować wyuczony na pamięć monolog? Wtedy to było coś więcej!

zależny tylko od ludzi – przyjdą czy nie przyjdą na mój występ. Jak „dam ciała“ to to będzie tylko i wyłącznie moja wina. A daje Pan czasami ciała? Żonie (śmiech). Staram się dać ludziom to, czego oczekują. A czasami nawet ciut więcej. Jest super! Jest Pan szalenie szczęśliwym człowiekiem? Tak!

Dwadzieścia lat minęło. Jakie było te 20 lat dla Pana? Super! Z każdym rokiem było coś do przodu. Cieszę się, że dożyłem takich czasów, że mogę być kimś niezależnym. Teraz jestem

Skąd ta siła? Kocham się! W swojej żonie się kocham (śmiech). Cieszę się życiem, choć niektóre sprawy mnie denerwują: zło, ból, przestępstwa. Czasami sobie myślę, że mógłbym być ministrem MSWiA. Sądy byłyby jednodniowe, krótka rozmowa, odpowiednie więzienia, do których mało kto by wracał.

Słyszałam, że niektórzy aktorzy „udoskonalają“ przedstawienia, robiąc sobie dowcipy. Pan z pewnością do nich należał, prawda? Ja to uwielbiałem! Tylko po to chodziłem do teatru! Wraz z Aleksandrą Śląską w teatrze „Ateneum“ robiliśmy sobie nawzajem takie żarty, raz nawet musiano opuścić kurtynę. To było podczas „Matki“ Witkacego. Na scenie leżał manekin, udający zwłoki. Żeby rozśmieszyć Olę, przekręciłem „nieboszce“ stopy tak, że wyglądała, jakby miała nogę założoną na nogę. Kiedy Ola to zobaczyła, śmiała się tak, że makijaż zaczął jej spływać po twarzy. Potem uciekła ze sceny, a ja rzuciłem się do „nieboszczki“ i szlochałem… ze śmiechu.

12

Był już jeden kabareciarz, który próbował swoich sił w polityce – Jan Pietrzak. Kolej na Pana? Ale nie powiodło mu się. Może zbyt poważnie do tego podchodził? Niestety.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Nie szkoda tamtych czasów teatralnych? W 1989 roku skończył się powód mojego wychodzenia na scenę teatralną. Dla mnie stanowiło ono ro-

To może powinien Pan zostać politykiem? Ale ja siebie widzę na tylu miejscach… Drogi i autostrady też bym zrobił!

Może z taką dozą humoru, jaką Pan ma, udałoby się? Nie sądzę, dlatego nie chcę próbować. Wolę naprawiać od dołu. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA WIEDEŃ Autorka wywiadu składa podziękowanie organizatorowi występu Jerzego Kryszaka panu Tomkowi Matuszewskiemu za umówienie spotkania z artystą.

MONITOR POLONIJNY


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 13

Przegląd filmów

Jerzego Skolimowskiego

J

erzego Skolimowskiego zapewne nie trzeba przedstawiać, zwłaszcza Polakom i kinomanom. Reżysera, który kręcił filmy w Hollywood, Anglii i Włoszech, zdobył berlińskiego Złotego Niedźwiedzia i nagrody w Cannes oraz Wenecji, nie mogło zabraknąć również na tegorocznym „Febiofeście”, na którym w dniach 30 marca – 5 kwietnia w ramach sekcji „Profil” został przedstawiony jego dorobek. Słowaccy widzowie najpierw mogli obejrzeć dyptyk o Andrzeju Leszczycu, czyli

Ż

yjemy w dziwnej epoce muzycznej, w której wielu melomanów stara się omijać z daleka tworzoną współcześnie muzykę. W salach koncertowych rozbrzmiewa bez przerwy Mozart, Beethoven, Czajkowski, Brahms czy inni sławni kompozytorzy z przeszłości. W katalogach firm fonograficznych również dominują nagrania muzyki twórców z dawno minionych epok. W tym kontekście z radością przywitałam zaproszenie dyrektora Konserwatorium w Koszycach na koncert muzyki współczesnej z udziałem zespołu „Ensemble MW2”, który tworzą wybitni muzycy krakowskiej Akademii Muzycznej. Koncert odbył się 25 marca w sali koncertowej koszyckiego Konserwatorium.

MAJ 2009

filmy Rysopis i Walkower, do których Skolimowski napisał także scenariusz i w których zagrał główną rolę, oraz Bariera, Ręce do góry, Cztery noce z Anną, Ferdydurke, a także film, nakręcony wspólnie z czeskim reżyserem Zdenkiem Brynychem i słowackim reżyserem Petrem Solanem, Dialog 20-40-60. Zainteresowani twórczością polskiego reżysera mogli więc uzyskać pełny obraz jego twórczości, albowiem w programie przeglądu znalazły się zarówno jego starsze (np. Rysopis), jak i nowe filmy (Cztery noce z Anną) oraz te najbardziej cenio-

ne i nagradzane (np. Walkower, Bariera czy Ręce do góry), a nawet te, o których pisano, że należą do filmów „niezbyt udanych”, jak Ferdydurke. W ramach tego maratonu, poświęconemu twórczości Skolimowskiego, Instytut Polski pokazał film dokumentalny o nim i jego etiudę szkolną Hamleś. Można żałować tylko, że mimo iż Jerzy Skolimowski otrzymał nagrodę Asocjacji Słowackich Klubów Filmowych (ASFK), nie mógł niestety na „Febiofeście” pojawić się osobiście. MILICA URBANIKOVÁ

Apogeum Teatru Instrumentalnego w Koszycach

Kierownikiem artystycznym grupy jest znany kompozytor, pianista i profesor Akademii Muzycznej Adam Kaczyński, zaś nazwa grupy zawiera skrót „MW2”, czyli ‘młodzi wykonawcy 2’. Zespół powstał bowiem w 1962 roku, kiedy to jego członkowie byli młodymi wykonawcami. Teraz, jak twierdzi Adam Kaczyński, są starsi, ale duchem nadal młodzi, bo cały czas prezentują różną muzykę, ukierun-

kowaną na nowoczesność, tworząc konglomerat różnych technik kompozytorskich, zapisanych beznutowo. Doświadczeni i pełni inwencji muzycy podczas koszyckiego koncertu stworzyli niesamowitą konstrukcję dźwięków. Usłyszeliśmy np. utwór A. Kaczyńskiego, zatytułowany „Shape”, na 2 fortepiany. „Shape” oznacza kształt muzyki, kreowanej w sposób nieskrępowany, na poczeka-

niu. W innym utworze, który zadziwił nie tylko mnie, ale również obecnych na koncercie studentów, polska grupa przedstawiła zabawną groteskę w wykonaniu sopranistki i aktorki w jednej osobie. Spacerowała ona po sali i wygłaszała z parodystycznymi gestami napuszony tekst o muzyce współczesnej, przeplatając go niezwykłymi akrobacjami wokalnymi w najwyższych rejestrach. Był to swoisty teatr instrumentalny. Trzeba przyznać, że koncert zaskoczył wszystkich, ale pozytywnie. Był wyjątkowy, a obecni na nim słowaccy studenci przyjęli go bardzo gorąco. To niesamowite, w jaki sposób wykonawcy współczesnej muzyki poważnej potrafią ją ubarwić. URSZULA SZABADOS 13


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 14

Wizyta ambasadora RP w RS na Liptowie D ZDJĘCIA: JOLANTA DROBCZO

nia 31 marca 2009 roku z pierwszą oficjalną wizytą przyjechał do Liptowskiego Mikulasza Jego Ekscelencja Andrzej Krawczyk, ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Republice Słowackiej.

W

dniu 8 kwietnia ambasador RP w RS Andrzej Krawczyk wygłosił wykład w ramach panelu, zorganizowanego przez Unię Paneuropejską na Słowacji. Wykład ten dotyczył przemian ustrojowych w Polsce na przełomie lat 1989-1990 i przedstawiony został w ramach bloku, porównującego doświadczenia tego okresu poszczególnych państw Grupy Wyszehradzkiej. Ambasador RP w swoim wystąpieniu przedstawił specyfikę polskiej „drogi do wolności”, akcentując przesłanki polityczne, ekonomiczne i społeczne, zachodzących wówczas przemian. Wykłady o podobnej tematyce wygłosili też zastępca ambasadora Węgier w RS L. Varadi oraz jeden z liderów grupy dysydenckiej J. Budaj. Panel wykazał różnice, które zarysowały się na drodze przemian ustrojowych państw naszego regionu na przełomie lat 1989 -1990. J.F. 14

Towarzyszyła mu kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP Urszula Szulczyk-Śliwińska. Goście złożyli wizytę w Konsulacie Honorowym RP w Liptowskim Mikulaszu, gdzie przywitał ich konsul honorowy RP Tadeusz Frąckowiak. Ambasador interesował się życiem gospodarczym regionu i udziałem w nim przedsiębiorców z Polski. Informował się o polskich firmach, działających na terenie Słowacji Północnej, oraz o zainteresowaniu Polaków inwestycjami w nieruchomości na tych obszarach. Delegacja polska w towarzystwie konsula honorowego RP i pracownicy konsulatu Jolanty Drobczo odwiedziła Urząd Miasta, gdzie została przyjęta przez burmistrza Liptowskiego Mikulasza Jána Blcháča. Burmistrz przedstawił ambasadorowi nowe dążenia i plany miasta, związane głównie z rozwojem ruchu turystycz-

nego, i aktywną współpracą z partnerskim miastem Żywiec. Wspomniał też o stowarzyszeniu „Klaster Liptov“, zrzeszającym miasta, firmy i organizacje ruchu turystycznego z regionu Liptowa. Na spotkaniu tym pojawiła się propozycja, aby w ramach tego stowarzyszenia została nawiązana współpraca z podmiotami o podobnym charakterze w Polsce. W rozmowach uczestniczył też ordynator Oddziału Chirurgii Szpitala Powiatowego w Liptowskim Mikulaszu Ján Drobczo, który przedstawił sytuację związaną z udzielaniem pomocy zdrowotnej Polakom, przebywającym w słowackich górach. Następnie wszyscy członkowie spotkania pojechali do hotelu „Trzy Studnie” w Dolinie Demianowskiej, dokąd zostali zaproszeni przez zarząd spółki „Jasná Nízke Tatry” SA, w imieniu której gości powitał przewodniczący zarządu Igor Rattaj. Przedstawił on ambasadorowi firmę i zakres jej działania zarówno w Niskich, jak i Wysokich Tatrach. Rozmowa dotyczyła też sposobów i możliwości zwiększenia liczby polskich turystów, przyjeżdżających na urlop w rejon Liptowa, szczególnie do Jasnej, jak i tego, co należy zrobić, aby odpoczynek tutaj był dla Polaków atrakcyjny i spełniał wszystkie ich oczekiwania. jd

MONITOR POLONIJNY

M


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 15

„Fala z Warszawy” zalała Bratysławę

N

ie, nie chodzi o kolejną czarną kronikę pełną tragicznych historii ludzi, którzy stracili dach nad głową z powodu powodzi, największej od stu lat. Przeciwnie, taka fala, jaką mieliśmy możliwość zobaczyć w Bratysławie w ostatnim marcowym tygodniu, mogłaby się zdarzać częściej niż raz na sto lat. Była to bowiem fala kultury niezależnej ze stolicy Polski. We współpracy z czasopismem „Vlna” (stąd nazwa „Varšavská Vlna naživo – Týždeň nezávislej varšavskej kultúry”), Stołeczną Estradą, Miastem Stołecznym Warszawa i A4 Instytut Polski przygotował urozmaicony program. Kilka dni pod koniec marca wypełniły muzyka, film, teatr, taniec, poezja i wystawy fotograficzne. Imprezę rozpoczęły projekcje związanych z Warszawą filmów. Rezerwat (reż. Łukasz Palkowski, 2007) opowiada historię młodego fotografa, który, fotografując podupadłą kamienicę, w której mieszka, i jej okolicę odkrywa zupełnie nowy świat. W kolejnym filmie, Środa czwartek rano (reż. Grzegorz Pacek, 2007), dwoje młodych ludzi pokazuje sobie wzajemnie swoją Warszawę. Ostatni film – Boisko bezdomnych – to historia drużyny piłkarskiej bezdomnych, której powstanie zainicjował były piłkarz i reprezentant Polski. Współczesną sztukę plastyczną i jej przyszłość przedstawił kurator Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski Grzegorz Borkowski. Jego wykład, w którym mówił o pracach młodych artystów z ostatnich kilku lat, zaciekawił studentów i pe-

MAJ 2009

dagogów z VŠMU. I słusznie, bo przedstawiane prace zwracały uwagę nie tylko precyzyjnym wykonaniem, ale głównie swoją kreatywnością i innowacyjnością. Niezwykle ciekawie przedstawiono na przykład przyszłość niektórych nowoczesnych budynków w Warszawie – zaledwie wybudowane lotnisko zostało w tej wizji wykorzystane do celów hodowli, a z biurowca zrobiono cmentarz. Inny szokujący pokaz to seria obrazów, ukazujących śmierć partyzanta jego oczami – obraz drzewa, pod którym leży, jest coraz bardziej mglisty. Dużym zainteresowaniem głównie wśród artystów cieszy się specyficzna warszawska dzielnica Praga, czego dowodem jest także wystawa Praga. Prawobrzeżna część Warszawy, która została zainstalowana w Instytucie Polskim. Zdjęcia różnych autorów pokazały stare podupadłe kamienice i fabryki, przekształcone w teatry, kluby i puby, resztki starych przedwojennych czasów i nowe życie Pragi. Współczesny taniec reprezentował zespół „Bretonceffe & Wytwórnia Teatr”, łączący w swoich wystąpieniach taniec, teatr, muzykę i aktorstwo w absolutnie naturalny sposób.

Jego przedstawienie Topinambur było zapowiedzią zmiany w „Varšavskej Vlne naživo” – jeśli dotąd bardziej patrzyliśmy, niż słuchaliśmy, to od tego spektaklu trzeba było bardziej słuchać. Następną imprezą było bowiem spotkanie z poetami warszawskimi: Andrzejem Sosnowskim, Tadeuszem Piórem i Adamem Zdrodowskim i zapoznanie się z ich poezją. Czytaniu wierszy towarzyszyła muzyka zespołu „Baaba” w stylu nu-jazzu i postrocka, której można było posłuchać również później, na wieczornym koncercie grupy. Dzień później odbył się kolejny koncert, na którym przedstawił się zespół „Plazmatikon”, grający na starych instrumentach elektronicznych i łączący prawie wszystkie style muzyczne w jedno wielkie show. Zanim jednak „Plazmatikon” zamknął „Varšavską Vlne naživo”, odbyło się także inscenizowane czytanie sztuki Magdy Fertacz pt. Trash Story. Wydarzeń było jak na jeden tydzień mnóstwo, a jednak nie zdołały one pokazać całego bogactwa warszawskiej kultury. W czasie tych kilku dni zdążyliśmy co najwyżej posmakować jej i polubić, a także uzyskać kolejny powód do odwiedzenia Warszawy w celu zobaczenia tego całego kulturowego bogactwa na własne oczy. MILICA URBANIKOVÁ

15


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 16

Z sercem na dłoni Organizator Ludziom w regionie dał się poznać jako dobry organizator przedsięwzięć polonijnych, animator kulturalny, dbający o dobre kontakty polskosłowackie. Nie zawsze tak było, bowiem dopiero po ponad 10 latach od przeprowadzki na Słowację, odnalazł rodaków i zaczął działać w organizacji polonijnej w Dubnicy nad Wagiem. Łącznikiem między Polakami w tym regionie był „Monitor Polonijny“. „Nawet nie wiem, jak to się stało, że ktoś przysłał mi egzemplarz Monitora Polonijnego, ale był to punkt zwrotny w moim życiu“ – wspomina Zbigniew Podleśny. Po otrzymaniu miesięcznika zdecydował się napisać list do redakcji. „Na podstawie tego opublikowanego na łamach Monitora listu odnalazła mnie pani Šujaková i poinformowała, że w lokalnej gazecie przeczytała ogłoszenie o spotkaniu Polaków w Trenczynie – opisuje mój rozmówca. – Naturalnie pojechaliśmy na to zebranie i w ten sposób zaczęła się moja przygoda z Klubem Polskim“. Rozpoczął sukcesywne poszukiwania Polaków w regionie Poważa, nawiązał kontakty z władzami miasta, pozyskał pierwszą siedzibę dla Klubu, później

„Nawet nie wiem, jak to się stało, że ktoś przysłał mi egzemplarz Monitora Polonijnego, ale był to punkt zwrotny w moim życiu“. 16

Na

umówione spotkanie przed siedzibą Klubu Polskiego w Dubnicy nad Wagiem przyjeżdża na rowerze i niczym młodzieniec zeskakuje z niego. Kto by przypuszczał, że ten energiczny człowiek 22 maja będzie obchodził swoje 70. urodziny? Zaprasza nas do środka i pokazuje nową „zdobycz“ – regionalny Klub bowiem zyskał od władz miasta nowe pomieszczenia, co bardzo cieszy jego prezesa. Zbigniew Podleśny, bo o nim mowa, żyje sprawami organizacji polonijnej – cieszą go jej sukcesy, martwią niepowodzenia. został prezesem w Regionie Poważe. Od kilku lat pod jego przewodnictwem Polonia w tym regionie organizuje takie tradycyjne imprezy, jak Dzień Kobiet, Spotkanie Zielonoświątkowe i Dzień Dziecka, Dubnickie Dni Polonijnej Przyjaźni, Współpracy i Folkloru, spotkanie mikołajkowe. To dzięki jego aktywności partnerskie miasta – Dubnica nad Wagiem oraz Zawadzkie – zacieśniają więzi i wspólnie organizują ciekawe przedsięwzięcia. Za tę polonijną działalność w 2007 roku został odznaczony przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. „Przyjąłem to z dużą satysfakcją. Cieszy mnie, że moja praca została doceniona – komentuje Zbyszek. – To mnie motywuje do dalszego działania, ale zarazem uświadamiam sobie, iż przyczynili się do tego swoim zaangażowaniem również moi kochani rodacy ze Środkowego Poważa, za co jestem im wdzięczny”.

Początki Urodził się w maju 1939 roku w Katowicach, gdzie mieszkała jego babcia. Jego rodzice w 1939 roku przeprowadzili się z Tychów do Cieszyna Zachodniego, albowiem pracujący na kolei ojciec tam właśnie dostał mieszkanie. Po wojnie ta część Cieszyna przypadła Czechom. W 1947 roku rodzina Podleśnych dowiedziała się, że powinna opuścić Czeski Cieszyn. Odwołała się jednak i na decyzję o możliwości pozostania w mieście czekała do 1953 roku. „Niektórzy w obawie o swoją przyszłość poddali

się eksmisji i wyjechali do Polski – wspomina Zbyszek. – Pamiętam pewną Polkę, która mieszkała w naszym bloku na trzecim piętrze. Często ją odwiedzaliśmy, ponieważ miała starszą ode mnie córkę, z którą często się bawiliśmy. Nigdy nie zapomnę tego smutku i pustki po ich wyjeździe“. Nasz bohater uczęszczał do polskiej szkoły w Czeskim Cieszynie. Zaolzie zamieszkiwało wtedy około 80 tysięcy Polaków. „To były inne czasy. Nie było zeszytów, pisać uczyliśmy się na specjalnych kamiennych tabliczkach, przy których wisiał rysik i gąbka na sznurku – opisuje. – Poranki w szkole były podniosłe, bowiem zbieraliśmy się wszyscy w jednej klasie i śpiewaliśmy Kiedy ranne wstają zorze“.

Dorosłe życie Kiedy ojciec naszego bohatera zachorował, a w 1963 roku zmarł, ciężar utrzymania rodziny młody Zbyszek wziął na swoje barki. „Chciałem iść na studia, ale moja młodsza ode mnie o 5 lat siostra marzyła o studiach medycznych, więc zrezygnowałem, podjąłem pracę i uczyłem się wieczorowo w technikum elektrotechnicznym w Trzyńcu“ – wspomina. Był wsparciem dla rodziny, w jego wypełnionym obowiązkami dniu nie było czasu na rozrywki. „Nie chodziłem na żadne zabawy, nie umiałem tańczyć. Dopiero moja siostra, która ukończyła kurs tańca, uczyła mnie pierwszych kroków“ – mówi. Kiedy miał 27 lat spotkał pewną dziewczyną – Polkę z Goleszowa koło Cieszyna, z którą się MONITOR POLONIJNY


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 17

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

ożenił. „Córkę dostałem pod chotym bardzo rozgoryczony. „W ra„Szczególnie wryła mi się inkę, bowiem w Wigilię żona w pamięć pewna młoda rodzina, mach protestu na wydarzenia z dzieckiem opuściła szpital i przyw 1968 roku chciałem zrzec się mieszkająca koło Oščadnicy jechała do domu“ – wspomina ten obywatelstwa i w tym w rozpadającym się domu babci. polskiego radosny moment życia. Cztery lacelu udałem się do Konsulatu Kiedy tam przyjechaliśmy, na ta później przyszedł na świat syn. Generalnego w Ostrawie, gdzie próg wyszła młoda kobieta Kiedy państwo Podleśni dostali szczerze porozmawiałem z konz ledwo odzianym dzieckiem mieszkanie służbowe, przeprosulem – wspomina. – Stamtąd wadzili się do Trzyńca. Mieli dowychodziłem wzruszony, alboi wyciągnęła do nas rękę bre warunki – Zbyszek pracował z banknotem stukoronowym… wiem konsul otworzył mi oczy w hucie w Trzyńcu, był cenionym i przekonał, bym nie postępował Miałem łzy w oczach“. pracownikiem i otrzymał odznazbyt pochopnie“. czenie Najlepszy Pracownik Huty Trzynieckiej. Czego chcieć od życia Emigracja serca Nie mógłby sobie spojrzeć w twarz, więcej? Niestety, przyszły kłopoty Po rozwodzie Zbigniew zaczął pogdyby przyjął od kogokolwiek jakąś małżeńskie, które nasz bohater barszukiwania swojego miejsca na Ziełapówkę. Spotykał potem niektórych dzo przeżył. Odbiły się one na jego mi. „Źle się czułem na Zaolziu, zbyt ludzi, którzy mu dziękowali za pomoc zdrowiu – zaczęły się problemy z krędotkliwie przeżyłem tę porażkę żyw trudnych chwilach. Do dziś jest gosłupem, pobyty w szpitalach… Wszelciową, chciałem się zdystansować“ – przekonany, że jego powołaniem jest kie próby ratowania małżeństwa spełopisuje. W 1988 roku podjął pracę na niesienie pomocy innym. Bezinterezły na niczym. Orawie w branży elektrotechnicznej sownie. w OPBH. Któregoś dnia przeczytał Społecznik Rok 1968 ogłoszenie w gazecie, napisane przez pewną kobietę, poszukującą partnePrzez 28 lat pracował w hucie Trudnym dla niego doświadczera. Nasz bohater zdecydował się odw Trzyńcu jako elektrotechnik. Nigdy niem był rok 1968, kiedy do Czechopowiedzieć na to ogłoszenie. I tak nie wstąpił do partii –kiedy zaczął słowacji wkroczyły wojska Układu rozpoczęła się korespondencja, a pódziałać w związkach zawodowych, na Warszawskiego. „Szlaban na granicy źniej przyjaźń z panią Mają z Dubnicy szczęście nikt tego od niego nie wymiędzy Polskim a Czeskim Cieszynad Wagiem. „Mogę być szczęśliwy magał. Doceniono natomiast jego zanem został złamany, a koło naszego z każdą osobą, która mnie szanuje, angażowanie, poświęcenie się pracy domu błądzili rosyjscy żołnierze, któa właśnie taki szacunek i zrozumienie społecznej i poczucie sprawiedliworzy zajęli pocztę i wszystkie główne znalazłem u mojej przyjaciółki“ – konści. Przez długie lata, aż do zakończeurzędy“ – wspomina Zbigniew. Był statuje. W Dubnicy nad Wagiem mienia pracy w hucie, był przewodniszka od 1994 roku. Cieszy się harmoczącym komisji mieszkaniowo-socjalnijnym życiem rodzinnym, dobrymi nej. Nie była to łatwa praca, bowiem kontaktami z dorosłymi już dziećmi. ludzi potrzebujących, którzy mieszkaCzasami tęskni za ukochanym Zaolli w trudnych warunkach, było sporo. ziem „Kiedy podróżując pociągiem, To właśnie Zbyszek wymyślił kryteria mijam tunel Przełęczy Jabłonkowoceny sytuacji materialnej, na podstaskiej, i do wagonu zaczną wsiadać wie których komisja podejmowała moi rodacy Zaolzianie, mówiący nadecyzje o kolejności przyznania zaposzą gwarą, oddycham z ulgą – jemóg czy lokali mieszkaniowych. stem u siebie!“ – opisuje i jego „Cieszyło mnie to, że mogę pomagać twarz jeszcze bardziej pogodinnym, bowiem widziałem na własne nieje. W jego oczach dostrzeoczy, w jakich warunkach ci lugam szklisty połysk za kadzie mieszkają – wspomina żdym razem, gdy rozmawiamój rozmówca. – Szczemy o czymś, co go wzrusza gólnie wryła mi się w pabądź boli. „Jestem uczumięć pewna młoda rodzina, ciowy“ – przyznaje tromieszkająca koło Oščadnicy chę może zakłopotany. w rozpadającym się domu Ale to przecież w dzisiejbabci. Kiedy tam przyjechaliszych czasach zaleta, któśmy, na próg wyszła młoda kobieta rą nie każdy może się z ledwo odzianym dzieckiem i wyposzczycić. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA ciągnęła do nas rękę z banknotem stuDUBNICA NAD WAGIEM koronowym… Miałem łzy w oczach“. MAJ 2009

17


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 18

Jak to ze Spiszem było?

K

iedy u zarania średniowiecza tworzyły się w Europie państwa i narody, podgórskie tereny pod Tatrami pozostawały z powodu dostępności komunikacyjnej poza zasięgiem administracji państwowej. Od strony północnej – polskiej – władza państwowa aż do XVIII wieku kończyła się Nowym Targu. Od strony południowej Na interesujących nas terenach, na wschód od Tatr osiedlali się koloniści z Nadrenii, Szwabii, Turyngii, w mniejszej mierze z Saksonii. Podstawą pomyślnego rozwoju i dobrobytu Spisza było górnictwo, toteż większość dzisiejszych miast na Spiszu to stare osiedla górnicze. Na Spisz w ograniczonym zasięgu sięgała władza państwa węgierskiego. Na co dzień gospodarką i sprawami publicznymi regionu zarządzał Związek 24 Miast Spiskich, na czele którego stał spiski graf, wybierany przez radnych. Spisz posiadał autonomię, dającą regionowi przywileje tzw. miast królewskich, a w roku 1370 otrzymał własne prawo spiskie. Sytuacja zmieniła się zasadniczo w roku 1412, kiedy cesarz i król węgierski Zygmunt Luksemburski (nawiasem mówiąc prawnuk Kazimierza Wielkiego), potrzebując dramatycznie pieniędzy na wojnę z Wenecją, zdecydował się poprosić o pomoc i pożyczkę swojego szwagra, króla polskiego Jagiełłę (żoną Zygmunta była starsza siostra królowej Jadwigi). Zdecydował się na taki krok pomimo tego, że wcześniej prowadził politykę niezbyt przyjazną Polsce – podczas bitwy pod Grunwaldem sympatyzował z Krzyżakami. Na prośbę Zygmunta doszło do spotkań z Jagiełłą najpierw w Starej Lubowli, potem w Koszycach, a następnie w Zagrzebiu. Warto zwrócić uwagę, że spotkania te odbyły się w ciągu kil18

tereny podtatrzańskie znajdowały się formalnie pod wpływem różnych tworów państwowych – w IX i X wieku Państwa Wielkomorawskiego, od 1001 roku Polski Bolesława Chrobrego, a od 1018 roku Węgier. Regularne osadnictwo i zagospodarowywanie zaczęło się tu jednak dopiero w XIII wieku, po najazdach tatarskich.

ku miesięcy, co w realiach XV wieku było nie lada wyczynem. Jagiełło, czyli Polska, pożyczyły Zygmuntowi gigantyczną sumę 37 tysięcy kop (282 tysiące) groszy praskich – jednak w zamian za bardzo konkretny zastaw – 13 miast spiskich, które miały przejść pod zarząd i administrację polską. Ponadto strona węgierska uznała, że 3 miasta, w tym Stara Lubowla i Podoliniec, należą się Polsce, gdyż 200 lat wcześniej Kinga, córka króla węgierskiego Beli IV, wniosła je w posagu, wychodząc za mąż za Bolesława Wstydliwego. Miasta przekazane Polsce, choć nie tworzyły spójnego terytorium, zostały połączone w Starostwo Spiskie z siedzibą na zamku w Starej Lubowli i pozostawały częścią państwa polskiego do roku 1769, czyli przez ponad 350 lat (de facto administracja austriacka przejęła te miejscowości razem z powiatami nowotarskim, czorsztyńskim i sądeckim w roku 1771). Miasta, wchodzące w skład zastawu spiskiego, utworzyły samorządowy związek 13 miast spiskich. Związek z Polską przyniósł im rozkwit gospodarczy i prosperitę. Pozostałe miasta Spisza zostały włączone w ogólny system administracyjny Węgier jako Komitat Szepesz. Polska część Spisza utrzymała swoją autonomię także po przyłączeniu do Austrii i została zrównana z resztą ziem węgierskich dopiero w roku 1876. Dług Zygmunta Luksemburskiego

nigdy nie został spłacony… Spisz pozostawał w Polsce na tyle długo, że stał się częściowo polski, m.in. na skutek zasiedlania pustek przez polskich chłopów z przeludnionego Podhala. Kiedy po I wojnie światowej w miejsce wielonarodowych AustroWęgier powstawały państwa narodowe, sukcesorem Węgier na Spiszu stała się Czechosłowacja, która uznała sprawę długu za przedawnioną i domagała się przywrócenia granicy w kształcie sprzed 1412 roku. Problem Spisza był oczywiście sprawą marginalną. Niemniej jednak, znalazł się na porządku dnia podczas obrad konferencji wersalskiej. W Paryżu zjawiły się dwie delegacje: spiskich Polaków i spiskich Czechosłowaków, przy czym każda apelowała o przyłączenie Spisza do innego kraju. Polacy ze Spisza (głównymi centrami polskości były wsie: Łapsze Niżne, Lendak i Jurgów) traktowali przyłączenie swej ziemi do Czechosłowacji jako „czeską inwazję” i zwrócili się o pomoc do… Stefana Żeromskiego, zwanego wówczas „prezydentem Rzeczpospolitej Zakopiańskiej”. Było to w listopadzie 1918 roku, kiedy na Spiszu władzę sprawowała jeszcze administracja węgierska, a oddziały czechosłowackie przygotowywały się dopiero do wkroczenia na Słowację. W Zakopanem utworzono niewielką jednostkę Wojska Polskiego, nazwaną Kompanią Wysokogórską. Kilkudziesięciu żołnierzy polskich z tego odMONITOR POLONIJNY


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 19

działu zajęło posterunki we wioskach północnego Spisza i Orawy, demonstrując w ten sposób przyłączenie ich do Polski. W Starej Lubowali powołano polską reprezentację polityczną regionu – Polską Radę Narodową. Kiedy w styczniu 1919 roku tereny te zaczęli obsadzać Czechosłowacy, podpisano porozumienie o przebiegu linii demarkacyjnej wzdłuż grzbietu Magury Spiskiej, pozostawiając po stronie polskiej całą tzw. zlewnię Dunajca. Ostateczny przebieg granicy na odcinku Spisza, podobnie jak całej granicy polsko-czechosłowackiej, ustalony został na posiedzeniu Rady Ambasadorów, mającej miejsce w Spaa 28 lipca 1920 r. Polska uznała jej decyzję za krzywdzącą i niesprawiedliwą, ale ze względu na ogólną sytuację polityczną – były to dni, kiedy bolszewicy podchodzili pod Warszawę i zagrożona była sama niepodległość Polski – Warszawa uznała, że jednak trzeba jej rozstrzygnięcia zaakceptować. Przy Polsce pozostało jedynie 14 spiskich wsi, co spowodowało rozgoryczenie Polski, trwające przez cały okres międzywojenny. Jesienią 1938 roku, po konferencji monachijskiej, kiedy Czechosłowacja znajdowała się w kryzysie politycznym i moralnym, władze polskie wymogły zwrot dalszych dwu wsi spiskich: Jaworzyny Spiskiej i Leśnicy Pienińskiej (znajdujących się niedaleko dzisiejszego przejścia granicznego Łysa Polana; oczywiście po stronie słowackiej). Niejako w odwecie 1 września 1939 roku armia słowacka u boku Wehrmachtu weszła do Polski i współuczestniczyła w zajęciu kilku polskich powiatów. Od 3 września oddziały słowackie stacjonowały na terenie Spisza, który formalnie III Rzesza przekazała Słowacji 21 listopada 1939 roku. Po II wojnie światowej przywrócono granice sprzed 1938 roku, czyli z czasu konferencji w Spaa. Formalnie zostały one potwierdzone w traktacie polsko-czechosłowackim bardzo późno, bo dopiero w roku 1958. ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“. MAJ 2009

Z

adebiutowała na początku lat 90-tych w telewizyjnym programie SZANSA NA SUKCES. W 1995 roku zaśpiewała piosenkę grupy „Varius Manx” „Zamigotał świat”, która zapewniła jej nie tylko zwycięstwo w programie, ale przede wszystkim miejsce w zespole Roberta Jansona.

KASIA STANKIEWICZ

Niecały rok później została następczynią Anity Lipnickiej. Pierwszy singiel, nagrany z nową wokalistką, długie tygodnie królował na listach przebojów. Piosenka „Orła cień” stała się wielkim przebojem, nucili ja niemal wszyscy. Takie płyty, jak „Ego” i „End”, które Kasia nagrała z zespołem „Varius Manx” uzyskały status platynowych płyt. W roku 1996 wystąpiła w koncercie laureatów na festiwalu SOPOT 96. Mimo ugruntowanej pozycji w zespole i na rynku muzycznym w tym samym roku, podobnie jak wcześniej Anita

Lipnicka, Kasia Stankiewicz zdecydowała się na karierę solową. Pierwszy jej debiutancki album nosił tytuł „Kate”, a utwór „Dopiero od jutra” zupełnie odbiegał od twórczości „Variusów”. Dużo w nim soulu, funky, a nawet jazzu. Kasia ma na swoim koncie trzy solowe albumy, a każdy z nich jest zupełnie inny. W roku 2001 zaśpiewała razem z Michałem Żebrowskim - jednym z najbardziej utalentowanych aktorów, piosenkę „Niepewność”, znaną z repertuaru Marka Grechuty. W roku 2007 nagrała teledysk „Schyłek lat”, nagrała też utwór „Run”, który został wykorzystany w serialu TVP, zatytułowanym „Londyńczycy”. Ten rok jest dla niej bardzo pracowity, ponieważ niebawem ukaże się kolejna, czwarta już płyta, która ma być kontynuacją poprzednich albumów. Dla swojej muzycznej pasji gotowa jest poświęcić naprawdę wiele. Swego czasu sprzedała nawet mieszkanie i pozbyła się wszystkich oszczędności, by wydać pierwszą solową płytę. Ma wielu wiernych fanów, mam więc nadzieję, że ponownie uda się jej zainteresować wielbicieli jej talentu. URSZULA SZABADOS 19


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 20

„K

ochaj i tańcz” to najbardziej oczekiwany filmu roku, którego premiera odbyła się 6 marca. Ponieważ interesuję się tańcem, to widziałam wiele tego typu filmów, m.in. dwie ostatnie znane amerykańskie produkcje, czyli „Step up – taniec zmysłów” oraz „Step up 2 – The Streets”, i zauważyłam pewne podobieństwa polskiej produkcji do amerykańskich – niestety. Reżyser filmu Bruce Parramore jest pół Amerykaninem, pół Belgiem. Przy realizacji „Kochaj i tańcz” pomagał mu Jarosław Staniek – reżyser, choreograf, tancerz, autor wielu znanych choreografii, np. do musicalu „West Side Story” w Teatrze Muzyczny w Gdyni czy do filmu „Ubu Król” w reżyserii Piotra Szulkina. „Kochaj i tańcz” jest filmem ciekawym, innym, wyjątkowym… Zapełnia lukę w polskiej kinematografii. Jest to pierwszy polski film taneczny. Taniec jest w nim wszechobecny, dzięki czemu zobaczyć można wiele rozmaitych układów tanecznych, które jednak dla potrzeb filmu znacznie skrócono. Ewa Szabatin, Marcin Olszewski czy Krzysztof Hulboj – to tylko kilku utytułowanych polskich zawodowych tancerzy, których zna prawie cała Polska z programu „Taniec z Gwiazdami”, a którzy wystąpili w filmie. Partnerują im młodzi tancerze, znani z innego tanecznego

pierwszy polski film taneczny programu – „You Can Dance – Po Prostu Tańcz” – Anna Bosak oraz Rafał Kabungwe „KaBu”. To dzięki im wszystkim poziom taneczny filmu jest bardzo wysoki. Nieźle też tańczą wykonawcy głównych ról – Iza Miko skończyła szkołę baletową, a Mateusz Damięcki brał udział w „Tańcu z gwiazdami”. „Kochaj i tańcz” opowia-

da historię Hani (w tej roli Iza Miko – Polka robiąca karierę w Stanach Zjednoczonych, zagrała np. w „Dogonić Marzenia”, „W rytmie hip-hopu 2”), młodej zdolnej absolwentki dziennikarstwa, której życie jest bardzo poukładane. Udaje jej się znaleźć pracę, przygotowuje się do ślubu ze Sławkiem (w tej roli świetny Wojciech Mecwaldow-

ski), który ma obsesję na punkcie czystości i punktualności. Można by powiedzieć, że ma świetne perspektywy na przyszłość – żyć nie umierać!!!. W życiu Hani panuje harmonia, dopóki nie poznaje Wojtka (Mateusz Damięcki). Chłopak pracuje na budowie i pomaga ojcu, jednak jego największą pasją jest taniec. Hanię poznaje na warsztatach tanecznych, które prowadzi Polak ze Stanów Zjednoczonych – Jan Ketler. Wojtek chce uczyć się pod okiem mistrza i wygrać konkurs „European Dance Show”, zaś Hania zabiega o wywiad z Ketlerem – jak się okazuje jej ojcem, którego nigdy nie poznała. Wojtek wciąga bohaterkę w świat tańca, dzięki czemu ta spokojna poukładana szara myszka odkrywa swoją drugą naturę – tęsknotę za odrobiną szaleństwa i niebywałą kobiecość. Czy Hania wybierze szalone życie z Wojtkiem, czy też stabilizację ze Sławkiem? Czy uda jej się porozmawiać z ojcem i uzyskać odpowiedzi na nurtujące ją pytania? Tego Państwu nie zdradzę, ale zachęcam do poznania odpowiedzi, czyli do obejrzenia filmu. MAGDALENA PIETZ

MONITOR POLONIJNY


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 21

Od Okrągłego Stołu

do wyborów czerwcowych

Z

awarte przed dwudziestu laty przy Okrągłym Stole porozumienia określały ramy przyszłych demokratycznych zmian w Polsce. Polska była pierwszym krajem realnego socjalizmu, który w 1989 roku wchodził na drogę, prowadzącą do tworzenia pluralistycznego i demokratycznego systemu.

Już dwa dni po zakończeniu obrad Okrągłego Stołu, 7 kwietnia 1989 roku, Sejm uchwalił ustawę „O zmianie Konstytucji PRL”. W niej znalazły się m.in. zapisy o wprowadzeniu Senatu i urzędu prezydenta. Na tym samym posiedzeniu uchwalono także ordynacje wyborcze do obu izb parlamentu. Kilka dni później, 13 kwietnia, Rada Państwa ustaliła terminy wyborów na 4 i 18 czerwca. Legalizacja „Solidarności” nastąpiła 17 kwietnia, a trzy dni później zarejestrowano NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych. Dzięki temu opozycja mogła rozwinąć swoje struktury na terenie całego kraju, co było bardzo ważne wobec zbliżających się wyborów. Krajowa Komisja Wykonawcza „Solidarności” 7 kwietnia zdecydowała, że kampanię wyborczą poprowadzi w skali całego kraju Komitet Obywatelski, a w terenie komitety regionalne. Wałęsa za akcję wyborczą uczynił odpowiedzialnym Jacka Kuronia, co nie wszyscy członkowie KKW akceptowali. Większość opowiedziała się za ułożeniem jednolitej listy wyborczej i zobowiązaniem struktur regionalnych do udzielenia poparcia zaakceptowanym przez „centralę” kandydatom, MAJ 2009

uważając, że takie zdyscyplinowanie jest warunkiem wyborczego zwycięstwa. Listę kandydatów ułożono w błyskawicznym tempie. Już 23 kwietnia zatwierdził ją Komitet Obywatelski. Na liście znalazło się tylu kandydatów, ile miejsc mogła obsadzić opozycja zgodnie z porozumieniem przy Okrągłym Stole, a więc 161 kandydatów do Sejmu i 100 do Senatu. Na kampanię wyborczą czasu było niewiele; wychodząca z podziemia opozycja nie dysponowała aparatem urzędniczym czy masowymi środkami przekazu, a miała stawić czoło władzom, w ręku których była telewizja, radio i prasa w milionowych nakładach. Ta nierówność sił wymagała od „Solidarności” ogromnej mobilizacji. Członkowie komitetów obywatelskich

nie liczyli czasu, a wspierały ich dziesiątki tysięcy ludzi, którzy bezinteresownie oddawali do ich dyspozycji swe samochody czy telefony. Opozycja miała swoje „okienka” w programach wyborczych radia (32 proc.) i telewizji (23 proc.). Ważnym środkiem informacji w kampanii wyborczej opozycji stała się „Gazeta Wyborcza”, której pierwszy numer ukazał się 8 maja 1989 roku w nakładzie 150 tys. egzemplarzy. Na winiecie tego numeru widniało hasło: „Nie ma wolności bez Solidarności”. Gazetę tworzyli członkowie zespołu nielegalnego „Tygodnika Mazowsze”, a jej pierwszym redaktorem naczelnym został Adam Michnik.

21


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 22

W pierwszym numerze, zwracając się do czytelników, zespół redakcyjny pisał: „Oto po z górą czterdziestu latach pierwszy w Polsce, a chyba i w całym bloku normalny, wielkonakładowy dziennik niezależny. Przez normalny rozumiemy taki, który stara się przede wszystkim informować – wszechstronnie, szybko i obiektywnie, wyraźnie oddzielając komentarz od informacji. /.../ Czujemy się związani z Solidarnością, lecz zamierzamy przedstawiać poglądy i opinie całego niezależnego społeczeństwa, różnych opozycyjnych kierunków”. Na pierwszej stronie znalazło się tylko zdjęcie Lecha Wałęsy z krótkim podpisanym przez niego tekstem. Program wyborczy „Solidarności”, przyjęty na posiedzeniu Krajowej Komisji Wyborczej został zapisany w 27 punktach. Po deklaracji wstępnej znalazło się w nim m.in. stwierdzenie, że jednym z jego celów jest „wytworzenie nowego ładu gospodarczego, którego podstawą będą rynek i działające w warunkach rynkowych przedsiębiorstwa”. W programie obiecywano m.in. rozwój samorządu pracowniczego, poparcie dla rodzinnych gospodarstw rolnych, poprawę służby zdrowia, poparcie ochrony środowiska. Pominięto w nim sprawy, budzące wówczas w społeczeństwie kontrowersje, a więc kwestię aborcji czy relacji między państwem a Kościołem. Tuż przed wyborami, bo ostatniego dnia maja ukazał się na rynku wznowiony, redagowany przez Tadeusza Mazowieckiego „Tygodnik Solidarność”. Do wyborów przygotowywała się również strona rządowa. PZPR i jej sojusznicy w wyborach do Sejmu wystawiali kandydatów w trzech grupach. Z listy krajowej, którą miał otrzymać każdy wyborca, kandydowali przywódcy partii, stronnictw i ugrupowań sojuszniczych, a więc elita władzy. W 108 okręgach wyborczych miało być wybranych 264 przedstawicieli „koalicji rządzącej”, o pozostałe 161 mandatów ubiegali 22

się bezpartyjni, wśród których było wiele osób popularnych, wspieranych przez władze PRL. Ostatnia lista konkurowała z listą Komitetów Obywatelskich. Taka zasada konkurencji, czyli przeciwstawienia kandydatom opozycyjnego Komitetu Obywatelskiego kandydatur osób znanych w kraju, obowiązywała również w całkowicie wolnych wyborach do Senatu. Kampania wyborcza strony rządowej była niewyraźna. Podpisał się pod nią przede wszystkim Okrągły Stół, którego postanowienia spowodowały pogłębienie się zarówno podziałów w samym aparacie partyjnym, jak i między nim a zwykłymi członkami partii. Nie bez znaczenia były też spory o kandydatów czy konfrontacyjne dyskusje z przedstawicielami opozycji w trakcie spot-

struktur zdolnych do prowadzenia akcji wyborczej. By oddać atmosferę przedwyborczą, przypomnijmy tylko niektóre hasła, pojawiające się wówczas na demonstracjach ulicznych: „Komuniści pijcie mleko, bo wasz koniec niedaleko”, „Bolszewicy do kostnicy”, „Komunizm to syfilis narodów”. Dzień pierwszej tury wyborów – 4 czerwca 1989 roku – był dniem wielkiego sukcesu Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” i równocześnie dniem klęski Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Kandydaci Komitetu zdobyli 160 miejsc w Sejmie i 92 mandaty w Senacie. O pozostałe miejsca miano się ubiegać w drugiej turze wyborów. Koalicja rządowa w pierwszej turze uzyskała zaledwie 3 mandaty poselskie do Sejmu, a pozosta-

kań wyborczych. Władzom nie udało się pozyskać neutralności Kościoła, czemu miało służyć przyjęcie w maju przez Sejm ustaw, spełniających oczekiwania biskupów, a dotyczących stosunków Kościół – państwo. Kościół wspierał kandydatów Komitetu Obywatelskiego, np. księża udostępniali im sale parafialne na spotkania z wyborcami. Już pierwsze tygodnie kampanii wyborczej pokazały, że prysły nadzieje strony rządowej na to, że opozycja w tak krótkim czasie nie zdoła się zorganizować i utworzyć

łe 296 miała otrzymać dopiero w drugiej turze. Nie zdobyła ani jednego miejsca w Senacie, a o pozostałe 8 mandatów miała w drugiej turze rywalizować z „Solidarnością”. Całkowitą klęską było skreślenie przez większość wyborców prawie całej listy krajowej, która najważniejszym działaczom strony rządowej miała zapewnić miejsca w Sejmie. Z tej listy mandaty zyskały tylko dwie osoby – Mikołaj Kozakiewicz i Adam Zieliński. Wyniki wyborów mimo stosunkowo niskiej frekwencji (62 proc.) radykalnie


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 23

zmieniły układ sił w Polsce. Opozycja okazała się o wiele silniejsza, niż przewidywała to władza, a PZPR o wiele słabsza. Wyniki pierwszej tury zaskoczyły obie strony; jeszcze kilka dni przed wyborami w gronie partyjnym zastanawiano się, jak opinia zachodnia przyjmie fakt, gdy „Solidarność” nie zyska ani jednego mandatu, a opozycja martwiła się, jak powinna się zachować w parlamencie, gdy zdobędzie w nim jedynie kilkanaście miejsc. Strona rządowa miała jednak pełną kontrolę nad instytucjami państwa i resortami siłowymi, a więc można się było obawiać zakwestionowania wyników wyborów. Poważny problem stanowiło obsadzenie 33 mandatów z listy krajowej. By dotrzymane zostały umowy Okrągłego Stołu, należało znaleźć wyjście z impasu. Intensywnie poszukiwała go Komisja Porozumiewawcza, której współprzewodniczyli Lech Wałęsa i Czesław Kiszczak. „Gazeta Wyborcza” z dnia 8 czerwca na pierwszej stronie zamieściła artykuł Adama Michnika, w którym pisał: „Z umów Okrągłego Stołu wynika, że 35 proc. posłów i 100 proc. senatorów mogą obywatele państwa polskiego wybrać wedle demokratycznych reguł. Taki jest nasz pierwszy krok ku parlamentarnej demokracji, ale nie jest to akt wyborczy, który spowoduje, że Polacy mogą wedle swego uznania wybrać władzę ustawodawczą i wykonawczą. Wiara, że za pomocą wykreślenia wszystkich kandydatów z listy krajowej można zmienić władzę w Polsce, jest złudzeniem”. Artykuł ten przygotowywał opinię publiczną do przyjęcia decyzji Komisji Porozumiewawczej. Ta po wielogodzinnej ostrej dyskusji postano-

KWIECIEŃ 2009

wiła, że 33 mandaty z listy krajowej zostaną rozdzielone na 33 okręgi wyborcze, przy czym o każdy mandat miało ubiegać się dwóch kandydatów. Mandaty zostały rozdzielone w sposób następujący: PZPR – 16, ZSL – 8, SD – 3, PZ KS – 1. Tę decyzję zaakceptował zarówno Komitet Obywatelski, jak i Rada Państwa. W drugiej turze wyborów, w dniu 18 czerwca, przy bardzo niskiej frekwencji (ok. 25 proc.) skład Sejmu został dopełniony zgodnie z kontraktem Okrągłego Stołu. Dnia 23 czerwca posłowie i senatorowie „Solidarności” utworzyli Obywatelski Klub Parlamentarny, którego przewodniczącym z rekomendacji Wałęsy został Bronisław Geremek. Na tym spotkaniu podjęto decyzję, że OKP nie wystawi własnego kandydata na urząd prezydenta, co było zgodne z porozumieniami Okrągłego Stołu. W dniu 4 lipca odbyło się inauguracyjne posiedzenie Sejmu, zwanego kontraktowym. Jego marszałkiem został Mikołaj Kozakiewicz, profesor socjologii, członek władz ZSL. Wśród wicemarszałków znalazła się lekarz Olga Krzyżanowska, córka komendanta wileńskiej AK

generała „Wilka”, wybrana z listy Komitetu Obywatelskiego. W senacie fotel marszałka zajął prof. Andrzej Stelmachowski, działacz Klubów Inteligencji Katolickiej. I chociaż przewagę liczebną w Sejmie kontraktowym mieli posłowie PZPR, ZSL i SD, to pojawiło się w nim szereg dynamicznych i inicjatywnych polityków opozycyjnych, którzy zarówno w procesie przemian politycznych, jak i później, odegrali ważną rolę, a byli wśród nich Bronisław Geremek, Jacek Kuroń, Adam Michnik, Andrzej Wielowieyski, Jan Maria Rokita. Sam Lech Wałęsa do Sejmu nie kandydował, ale to nie ograniczało jego ogromnego wpływu na podejmowane decyzje i przebieg dalszych wydarzeń. O ile Okrągły Stół był początkiem wielkich przemian politycznych i ustrojowych w Polsce, to wynikające z zawartych przy nim porozumień wybory czerwcowe były kolejnym niezmiernie ważnym krokiem w demontażu komunizmu w Polsce – kończyły bowiem epokę, kiedy to jedynym źródłem woli politycznej była jedna partia. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

23


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 24

Dwa razy Inga Iwasiów E

Inga Iwasiów, profesor Uniwersytetu Szczecińskiego, literaturoznawca, krytyk literacki, redaktor naczelna Szczecińskiego Miesięcznika Literackiego „Pogranicza“ w interesujący sposób łączy rolę badacza literatury i jej twórcy. Jest autorką nie tylko interesujących rozpraw krytycznoliterackich, do których należy np. „Opowieść i milczenie. O prozie Leopolda Tyrmanda“ ( 2000), ale także opowiadań, np. „Miasto - ja - miasto“ (1998), czy tomików poezji, np. „Miłość“ (2001) i -39/41 (2004).

W dzisiejszej notatce o książkach, po które warto sięgnąć, pragnę zachęcić czytelników do przeczytania dwu książek Ingi Iwasiów, wydanych w ostatnich latach. Pierwsza to zbiór opowiadań Smaki i dotyki, wydany w 2006 roku przez warszawski „Świat

Książki“ w serii Nowa Proza Polska. Bohaterami opowiadań Iwasiów są kobiety cierpiące, próbujące coś zmienić w swoim życiu, szamocące się z otoczeniem i często po omacku szukające rozwiązania problemów i drogi wyjścia z sytuacji trudnych i toksycznych. Zazwyczaj jednak kroki na owej

nowej drodze do zmiany jeszcze bardziej obnażają ich bezsilność, samotność i pogłębiają lęki przed tym, co ma się wydarzyć. Taka jest bohaterka Uczciwej transakcji, która, będąc Kopciuszkiem, nigdy nie stanie się Królewną, bo choć wymarzony Książę się pojawia, to oferowany przez niego pałac oka-

Witaj maj! Trzeci maj… W

itaj, majowa jutrzenko, Świeć naszej polskiej krainie, Uczcimy ciebie piosenką, Przy hulance i przy winie. Witaj Maj! Trzeci Maj! U Polaków błogi raj! Pewnie znacie Państwo tę pieśń, ale być może nie wiecie, że napisał ją Rajnold Suchodol24

ski, członek Towarzystwa Patriotycznego, który zginął w 1831 r., broniąc Warszawy w cza-

sie powstania listopadowego. A dlaczego ten właśnie jej fragment umieściłam na początku „Okienka”? Czy tylko dlatego, że w maju przypadają święto narodowe Polski i święto Polonii, że nie wspomnę już o Święcie Pracy? Nie, zrobiłam to też dlatego, bowiem zawiera on pewną konstrukcję,

która z punktu widzenia dzisiejszej normy językowej jest niepoprawna, a którą i dziś można usłyszeć praktycznie wszędzie. Idzie mi o „Trzeci Maj”. Nie, nie chodzi o pisownię wielkimi literami (tych zresztą dzięki Bogu nie słychać!), ale o formę przypadkową nazwy miesiąca, podawaną w dacie. MONITOR POLONIJNY


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 25

zuje się klatką, w której zamyka ją nie z miłości, ale dla własnej wygody. Kobiety u Iwasiów funkcjonują na zasadzie Obcego - świat należy do mężczyzn, a dom do kobiet, tyle że zamiast miejsca ukojenia i ochrony, najczęściej staje się on ich więzieniem, ograniczającym i duszącym je. Obca dla świata, wybaczającego alkoholizm mężczyznom, jest bohaterka Porady, próbująca wyjść z nałogu, obca jest też bohaterka Wąskiego przejścia. Samotności kobiety nie likwiduje nawet fakt urodzenia dziecka, jak to jest w Bransoletce 1983. Smaki i dotyki to także opowiadania o zbliżeniach seksualnych, o związkach z mężczyznami (np. Tydzień w Alpach i z powrotem) i związkach lesbijskich (Murzyn z francuskiej ambasady). U Iwasiów kobiety walczą przede wszystkim o siebie. O swoje miejsce walczy bohaterka Śmierci i życia, która po amputacji obu piersi nadal czuje się kobietą, jak i starsza kobieta z Testamentu. Napisane z dużą wrażliwością Smaki i dotyki to nie tylko obraz świata kobiet i ich doznań. Chociaż to one są bohaterkami opowiadań, to równie dużo Inga Iwa-

Dziś jedyne poprawne formy w takim lub podobnym kontekście to „trzeci maja” lub „trzeciego maja”, a więc nazwa miesiąca – i to nie tylko „maja”, ale i każdego innego też, musi przyjmować formę dopełniacza (kogo? czego?), np. drugi stycznia lub drugiego stycznia (nigdy: drugi styczeń), jedenasty listopada lub jedenastego listopada (nigdy: jedenasty listopad) itp. Polacy jednak albo lekceważą tę zasadę, albo po MAJ 2009

siów mówi o mężczyznach, bo to przede wszystkim opowieści o świecie zmysłów i doznań. Druga książka Ingi Iwasiów, którą polecam uwadze czytelników, to Bambino (Świat Książki, Warszawa 2008). Autorka odchodzi w niej od feministycznego postrzegania świata. Bambino to niebanalna opowieść o dziejach czwórki młodych ludzi, oderwanych od swych rodzin i rozpoczynających nowe życie w powojennym Szczecinie. Marysia przybywa do Szczecina w ramach akcji repatriacyjnej, Janek ucieka z wielkopolskiej wsi, gdzie żył z piętnem bękarta, Ula jest Niemką, pozostawioną przez rodziców w szczecińskim mieszkaniu, a Anna półsierotą, która porzuciła galicyjską wieś, by zdobyć wykształcenie. Cieszą się życiem, szybko zrastają się z miastem, zakładają rodziny. Wydaje się, że zło, od którego uciekli, jest już bezpowrotnie za nimi. Ale uzyskana życiowa normalność szybko zaczyna się sypać. Niektórzy się roz-

prostu jej nie znają i na pytanie, „który dziś jest?”, odpowiadają najczęściej, używając mianownikowej formy nazwy miesiąca, czyli, tak jak w pieśni, trzeci maj. Być może taką formę nasuwa im użyty w pytaniu zaimek „który”, albowiem w przypadku pytania „którego dzisiaj mamy?” problem najczęściej znika zapewne dlatego, że pytanie to zawiera zaimek w dopełniaczu – „którego”, a zatem logiczna gramatycznie odpowiedź musi za-

wodzą, miłość innych niszczy historia. Wydaje się, że normalne życie bohaterów jest poznaczone dawnymi nieszczęściami. W ich życiu niestety zwyciężają dawne, zdawałoby się na zawsze wyparte smutki i nieprzystosowanie. Bambino to powieść o ludziach, którzy stale czekają na swój czas. To książka o złożoności stosunków międzyludzkich, o ludziach, którzy co prawda nie potrafią stworzyć trwałej rodziny, ale mają to szczęście, że mogą cieszyć się trwałą przyjaźnią i koleżeństwem. Brak więzi rodzinnych, samodzielność, będąca dumą młodości, konieczność polegania wyłącznie na sobie, na którą nasi bohaterowie byli skazani, po latach im ciąży i każdy z nich nosi w sobie poczucie osierocenia. Bambino to także książka o latach 50. i 60. Autorka przypomina ulubione wówczas miejsca wypoczynkowe, typowe menu stołówkowe, Szczecin tamtych lat, a jej bohaterowie posługują się językiem tamtej epoki. W obu książkach Inga Iwasiów swych bohaterów nie osądza, pisze o nich z dużą dozą empatii. Obie książki warte są przeczytania. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

wierać nazwę miesiąca także w dopełniaczu. Nie namotałam zbytnio? Najważniejsze jednak, abyśmy pamiętali: trzeci maja lub trzeciego maja – DOBRZE, trzeci maj – ŹLE. No chyba, że mamy trzy lata i to właśnie nasz trzeci maj w życiu. A co z pieśnią? Czy poprawić jej tekst? Piosenka jest stara i zachowuje stare zasady gramatyczne. Ponadto jest tekstem literackim, a wiadomo, że takim rządzi

licencia poetica (‘wolność tworzenia’), a zatem zostawmy ją w spokoju. W innym przypadku poprawiać trzeba by było także Mickiewicza! W pieśni witajmy „Maj! Trzeci Maj!”, ale jeśli ktoś nas spyta „który dziś jest”, odpowiadajmy – trzeci maja lub trzeciego maja! A także np. pierwszy stycznia, lutego, marca itd. lub pierwszego stycznia, lutego, marca itd. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 25


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 26

Poznaj Poznań D zisiaj przypadła mi nietypowa rola - mam zachęcić Państwa do podróży po moim rodzinnym mieście. To właśnie w Poznaniu urodziłam się i mieszkałam przez 20 lat. Jest to miasto, w którym każdy turysta znajdzie coś dla siebie…

Najpierw wyruszamy na trakt królewsko-cesarski. Trasa wiedzie przez historyczne miejsca. My zaczynamy wędrówkę po Poznaniu w bazylice archikatedralnej św. Piotra i Pawła – najstarszej polskiej katedry. Wielokrotnie niszczona wciąż cierpliwie odbudowywana, jest miejscem pochówku pierwszych królów i książąt Polski: Mieszka I, Bolesława Chrobrego, Kazimierza Odnowiciela, Przemysła II i innych. Dalej zwiedzamy XV-wieczny kościół Najświętszej Marii Panny, postawiony na fundamentach kaplicy Dobrawy (żony Mieszka I), i maszerujemy przez most Biskupa Jordana na Stary Rynek. Jeszcze tylko wejdziemy na chwilę do późnogotyckiego kościoła bernardynów z przepięknym wnętrzem, by potem, idąc wzdłuż średniowiecznych kamieniczek, wyjść na wprost poznańskiej fary – barokowego kościoła z przepiękną XVIII-wieczną sztukaterią i marmurową kolumnadą, nad którą znajdują się ponad dwumetrowe figury apostołów, otoczoną wieńcem kilkunastu kaplic. W samym centrum Starego Rynku widzimy renesansowy ratusz. Charakteryzują go piękne 3-piętrowe loggie nad wejściem, przykryte kopułami wieżyczki narożne i główna wieża

z olbrzymim metalowym orłem. Ciekawostką ratusza, o której wspominała pani Renata Straková (mieszkająca na Słowacji już 25 lat) jest to, że każdego dnia w południe z okienka pod zegarem wychodzą 2 koziołki (wg legendy uciekły kucharzowi z kuchni) i trykają się ku uciesze widzów. We wnętrzu ratusza możemy obejrzeć sale – Wielką, Królewską i Sądową, a także zwiedzić Muzeum Historii Miasta. Będąc na Starym Rynku, można też odwiedzić inne muzea, np. Muzeum Instrumentów Muzycznych, Muzeum Archeologiczne czy Muzeum Powstania Wielkopolskiego. Naszą uwagę zwrócą też na pewno najpiękniejsze z kamieniczek, czyli pałace Działyńskich, Mielżyńskich, Górków, których to rody kreśliły ważne karty w dziejach Poznania. Na Starym Rynku należy koniecznie wstąpić do którejś z restauracji, np. do „Bażanciarni” Magdy Gessler lub „Samych Swoich”, gdzie podają wyśmienite domowe obiady. Przy pięknej pogodzie najlepiej usiąść na dworze w tzw. Ogródkach i podziwiać Ratusz i pobliskie kamieniczki. Ważnym budynkiem, którego nie można ominąć, jest Kolegium Jezuickie, będące obecnie siedzibą władz miasta. Szkoła ta kiedyś miała stać się drugim uniwersytetem w Rzeczpospolitej, ale władze tego pierwszego, czyli Uniwersytetu Jagiellońskiego, nie zgodziły się na to. Maszerując dalej, trafiamy na Hotel „Bazar”. Powiecie, że hoteli widzieli-

ście setki, ale ten był swego czasu największym świeckim gmachem w Poznaniu. Z jego balkonu przemawiał Ignacy Paderewski 27 grudnia 1918 r., dając początek powstaniu wielkopolskiemu – jedynemu naszemu powstaniu, które zakończyło się zwycięstwem. Idziemy dalej… Po prawej stronie widzimy klasycystyczny budynek Biblioteki Raczyńskich, nazwanej od imienia jej założyciela Edwarda. Dochodzimy do Zamku Cesarskiego, wybudowanego w latach 1905-1910 dla cesarza Prus Wilhelma II. Budowla, wybudowana w stylu neoromańskim, jest najmłodszym zamkiem w Europie, który swego czasu miał stanowić centrum dzielnicy cesarskiej, w skład której wchodziły np. Poczta Główna, Collegium Maius, Collegium Minus, Collegium Iuridicum, Opera, gmach z aulą uniwersytecką, Akademia Muzyczna. Ta swoista dzielnica cesarska, mająca wg Cesarza Wilhelma II świadczyć o „świetności świętego cesarstwa narodu niemieckiego“, stała się centrum kultury miasta jak najbardziej polskiego.


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 27

Tuż obok znajduje się plac, na którym nasz spacer zakończymy. Dlaczego tutaj? Stoi tu bowiem pomnik krzyży, upamiętniający pierwszy zryw gnębionego przez komunistów narodu polskiego. To właśnie na tym placu w 1956 roku odbyła się ogromna manifestacja Poznaniaków, protestujących przeciw totalitarnej władzy. Padły strzały, padły pierwsze ofiary, o których pamiętamy, zwłaszcza na tym placu. Nasz wycieczka prowadziła traktem królewsko-cesarskim, przy którym usytuowane są zabytki, związane z polskimi królami Polski – Bolesławem Chrobrym, Kazimierzem Odnowicielem, Przemysłem II, oraz odwiedzającymi miasto w swoim czasie innymi władcami – Kazimierzem Wielkim, Ludwikiem Węgierskim, Władysławem Jagiełłą i jego żoną Jadwigą, Zygmuntem Starym, Henrykiem Walezym, Zygmuntem III Wazą, Janem Kazimierzem, a także cesarzami – Ottonem III, Napoleonem Bonaparte, Wilhelmem II.

Osoby, które nie przepadają za miejskim gwarem, zapraszamy wraz z panią Strakovą, do Nowego ZOO, które znajduje się nad Jeziorem Maltańskim, słynącym z organizacji mistrzostw świata i Europy w kajakarstwie i wioślarstwie. Wsiadamy zatem do wesołej kolejki wąskotorowej, noszącej nazwę „Maltanka”, która, jadąc wzdłuż jeziora, zawiezie nas do wyglądającego niczym safari ogrodu zoologicznego. Okolice jeziora to teren zachęcający do spacerów, jazdy na rowerze czy rolkach. Pospacerować można także w parku Wilsona (i przy okazji wstąpić do Palmiarni), w Ogrodzie Botanicznym czy w Parku Sołackim (gdzie można także popływać łódką). Gorąco zapraszam do odwiedzenia mojego ukochanego Poznania. MAGDALENA PIETZ MAJ 2009

Profesor Andrzej Stelmachowski – wspomnienie

W

dniu 6 kwietnia 2009 r. w wieku 84 lat odszedł od nas jeden z twórców odrodzonej Polski, doradca „Solidarności”, uczestnik obrad Okrągłego Stołu, marszałek Senatu I kadencji, minister edukacji. Przez blisko 20 ostatnich lat był zaangażowany w działalność na rzecz Polonii. „To postać pomnikowa” – powiedział o prof. Stelmachowskim na antenie TVN24 Maciej Płużyński, prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” Profesor Andrzej Stelmachowski urodził się 28 stycznia 1925 r. w Poznaniu. W okresie okupacji był żołnierzem Armii Krajowej. Studia prawnicze rozpoczął w czasie wojny na Uniwersytecie Warszawskim. Ukończył je w 1947 r. na Uniwersytecie A. Mickiewicza w Poznaniu; na tej uczelni uzyskał stopień doktora. Od 1962 r. był profesorem Uniwersytetu Wrocławskiego, a od 1969 r. profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizował się w prawie cywilnym i prawie rolnym. Był doctorem honoris causa paryskiej Sorbony, uniwersytetów w Ferrarze, Białymstoku oraz Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Brał udział w obradach plenarnych Okrągłego Stołu. Był członkiem Obywatelskiego Komitetu przy Lechu Wałęsie. W 1989 r. uzyskał mandat senatora, a następnie został marszałkiem Senatu. W latach 1991-1992 prof. Stelmachowski był ministrem edukacji narodowej w rządzie Jana Olszewskiego. Od roku 2007 pełnił też funkcję doradcy prezydenta RP. Od roku 1990 do 2008 stał na czele Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” jako jego prezes, a później pełnił tę funkcję honorowo. Na swojej drodze działacza polonijnego ja również miałam możliwość osobistego spotkania się z prof. Stelmachowskim. Dzięki założonemu przez Niego w 1990 r. Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska”, w latach 1993-1994 zostało zorganizowane Studium Języka Polskiego dla nauczycieli języka polskiego z zagranicy. W tym czasie byłam nauczycielką języka polskiego w Szkółce Piątkowej w Bratysławie, dlatego i ja znalazłam się w tym Studium. Zajęcia prowadziła kadra naukowa Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Kra-

kowie, a udział w nich brali nauczyciele języka polskiego szkół polonijnych z całego świata. Właśnie wtedy uświadomiłam sobie, jak ogromną społecznością jest Polonia. Na zakończenie zajęć w pierwszym roku nauki przyjechał do nas z wizytą prof. Stelmachowski. Muszę przyznać, iż dla wszystkich Jego wizyta była wyróżnieniem. Wspominam, w jak serdecznej i miłej atmosferze przebiegało nasze spotkanie. Pan Profesor miał życzenie poznać wszystkich uczestników zajęć, prowadzonych w Studium, dzięki czemu każdy z nas miał okazję przedstawić siebie i kraj, z którego przyjechał. Profesor bardzo dobrze czuł się wśród nas, dziękował za naszą dotychczasową pracę w krzewieniu polskiej kultury i ojczystego języka. Podkreślał także rolę nauczyciela w środowisku emigracyjnym. Na zakończenie naszego spotkania gremialnie zaśpiewaliśmy: MARSZ, MARSZ POLONIA! Tak, niezwykle miło i z wielkim sentymentem wspominam tamto spotkanie. Szczególnie dziś, kiedy odszedł człowiek, dzięki któremu spotkały się pewne osoby, przybyłe z najróżniejszych zakątków świata. Miałam szczęście tam być. ELŻBIETA JURANYI-KRAJEWSKA

Autorka korzystała z informacji biograficznych na podstawie www.onet.pl


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 28

KONDOLENCJE Marioli Peruňskiej i jej rodzinie wyrazy głębokiego współczucia z powodu śmierci Taty składają przyjaciele z Klubu Polskiego

KLUB POLSKI TRENCZYN zaprasza wszystkich członków Klubu Polskiego do wzięcia udziału w cyklicznej imprezie polonijnej

Przyjaźń bez granic 2009 która odbędzie się w Trenczynie dnia 13 czerwca br. W tym roku chcemy zorganizować wystawę, na którą złożą się prace utalentowanych członków Polonii z całej Słowacji, reprezentantów wszystkich oddziałów regionalnych Klubu Polskiego. W związku z tym wszystkich utalentowanych członków, którzy mają ciekawe hobby, pięknie malują, rzeźbią, szydełkują lub mają inne, godne zainteresowania, prosimy o zgłaszanie się do organizatora imprezy do 10 maja.

Odkryjmy skryte talenty w większym gronie i pokażmy je na tegorocznej imprezie w Trenczynie. S e r d e c z n i e z a p r a s z a m y ! Kontakt: Renata Straková, tel. kom. 0908 751 988 lub e-mail: rena59@post.sk

w w w . p o l o n i a . s k

W tym roku na łamach „Monitora Polonijnego“ publikujemy artykuły, przedstawiające różne miasta i regiony Polski. Przy tej okazji chcielibyśmy skorzystać z pomocy naszych Czytelników i pokazać ich ulubione miejsca, ich „małe ojczyzny“. Pragnęlibyśmy, aby to Państwo byli naszymi przewodnikami po nich, a w związku z tym prosimy o kontakt telefoniczny bądź mailowy z redakcją tych z Państwa, którzy mieszkali w Łodzi, Szczecinie i Rzesowie. Redakcja „Monitora Polonijnego“ m o n i t o r p @ o r a n g e m a i l . s k , t e l . 0 31 / 5 6 0 2 8 91

28

Na stronie internetowej: www.polonia.sk znajdziecie Państwo zasady, tryb i zakres rekrutacji osób polskiego pochodzenia (narodowości polskiej) z państw Europy Środkowo-Wschodniej, Gruzji, Kazachstanu, Turkmenistanu, Uzbekistanu na kształcenie w Polsce ze stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego na rok akademicki 2009/2010. Na stronie tej znajdziecie Państwo również: podstawowe informacje dla cudzoziemców polskiego pochodzenia (narodowości polskiej nie posiadających polskiego obywatelstwa) podejmujących kształcenie w Polsce, kwestionariusz kandydata na kształcenie w Polsce, wykaz przedmiotów, z których przeprowadzone będą sprawdziany testowe na poszczególne kierunki studiów, informacje dla stypendystów RP o zasadach wypłacania stypendium Rządu Rzeczypospolitej Polskiej i inne.

KLUB POLSKI BRATYSŁAWA zaprasza swoich członków i sympatyków na spotkanie w dniu 21 maja 2009 r. o godz. 17.00 do restauracji „Danubius“ w przystani statków osobowych na Fajnorovom nabreži 2. Tematem spotkania będą sprawy organizacyjne, związane z imprezami klubowymi, zaplanowanymi na czerwiec, wrzesień i listopad br. Ze względów organizacyjno-lokalowych proszę o potwierdzenie swojego uczestnictwa w spotkaniu e-mailem marcus@stonline.sk lub SMS-em nr tel. 0903 761 071 do 15 maja. Liczę na przybycie wszystkich, którzy w miły sposób chcą spędzić czas wolny w gronie rodaków. Marek Sobek prezes Klubu Polskiego Region Bratysława

KLUB POLSKI ŚRODKOWE POWAŻE

zaprasza serdecznie szanownych Klubowiczów, członków ich rodzin oraz dzieci na tradycyjne spotkanie polonijne, które odbędzie się w dniach 30 - 31 maja 2009 r. w Ośrodku Wczasowym PODSKALIE k. Poważskiej Bystrzycy. Program imprezy oraz bliższe informacje znajdą Państwo na stronie internetowej www.polonia.sk Przewidywana ilość uczestników - sto osób. Zgłaszać się można do 9 maja do Zbigniewa Podleśnego, tel. 042-4424590, 0902 372167, e-mail: klub.polski@nextra.sk

Klub Polski Koszyce ogłasza nabór do

CHÓRU POLONIJNEGO Wszystkich utalentowanych rodaków i ich słowackich przyjaciół mieszkających w Koszycach i okolicy prosimy o zgłaszanie się do Urszuli Szabados Kontakt: Radio „Patria”, Slovenský rozhlas, Moyzesová 7, 040 01 Košice, „Magazyn Polski” albo nr telefonu: 0904 434 424. MONITOR POLONIJNY


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 29

KLUB POLSKI KOSZYCE

O G Ł O S Z E N I E

w tym roku przygotowuje już po raz trzeci edycję

dziecięcych warsztatów twórczych „Krok za krokiem w kierunku sztuki 3“, które odbędą się w terminie od 7 do 12 lipca w Danovej koło Medzilaborec. Projekt jest kontynuacją poprzednich programów artystycznych, a w tym roku ukierunkowany będzie na pracę z papierem, ilustracje do książek oraz malowanie w przyrodzie. Zainteresowani mogą zgłaszać się pod numer telefonu: 055 6362993 Kurator projektu Zdenka Błońska w tym roku po raz pierwszy organizuje

FIT ART 2009 – twórczy workshop poświęcony sztuce rysunku, grafiki, uzupełniony ćwiczeniami w plenerze i zwiedzaniem okolicznej architektury. Workshop przeznaczony jest dla członków i przyjaciół Klubu i odbędzie się od 15 do 20 lipca. Jego celem jest poszerzenie wiadomości z zakresu sztuki, jak również stworzenie odpowiednich warunków pod okiem specjalistów do rozwijania zdolności artystycznych (rysunek, malarstwo, grafika, fotografia, video art, land art). Podczas pobytu uczestnikami zajmować się będą profesjonalni artyści, pedagodzy oraz lektorzy odpowiedzialni za FIT program. Zainteresowani mogą zgłaszać się pod numer telefonu: 055 6362993 Kurator projektu – Zdenka Błońska

M A J

W

MAJ 2009

Wydział Konsularny Ambasady RP w Bratysławie informuje, że obywatele polscy zamieszkujący lub przebywający czasowo na terenie Słowacji będą mogli wziąć udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się w dniu 07.06.2009 r. Lokal wyborczy otwarty będzie w Ambasadzie RP w Bratysławie przy ul. Hummelovej 4 od godziny 8.00 do 22.00. Na listę wyborców można się wpisać do dnia 02.06.2009 r. w Wydziale Konsularnym Ambasady RP w Bratysławie, tel. 02/59 49 02 11, e-mail: wydzialkonsularny@zoznam.sk. ŻYCZENIA

Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam... Drogiemu Prezesowi Zbyszkowi Podleśnemu z okazji pięknego życiowego jubileuszu, jakim są 70. urodziny, składamy serdeczne życzenia zdrowia, szczęścia, wszelkiej pomyślności, dalszej owocnej pracy na rzecz Polonii i Klubu Polskiego na Poważu oraz niegasnącego optymizmu. Z wyrazami podziwu dla Twojego wiecznie młodego ducha oraz podziękowaniami za dotychczasową ofiarną pracę przyjaciele z Klubu Polskiego Środkowe Poważe

I N S T Y T U C I E

➨ SPOTKANIA Z JERZYM FRANCZAKIEM 4 maja, godz. 18.00, Preszów, kawiarnia „Christiania”•Autorski wieczór literacki ➨ 5 maja, godz. 11.00, Preszów, FF PU Wykład dla studentów polonistyki o polskiej współczesnej literaturze w ramach festiwalu Akademický Prešov ➨ KASZUBY – MAŁA OJCZYZNA GUNTERA GRASSA I DONALDA TUSKA•DREWNIANA ARCHITEKTURA KASZUB•13 – 29 maja, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27•Wystawa fotografii ➨ KASZUBI. ODNALEZIONE KOLORY 14 maja, godz. 16.30, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27•Projekcja filmu dokumentalnego (Kaszubi. Odnalezione kolory 1992 – 53:09), reportaże z regionu kaszubskiego wg scenariusza Ludmiły Niedbalskiej. ➨ KASZEBE 20 maja, godz. 19.00, Trnawa 21 maja, godz. 20.00, Bratysława, DK Zrkadlový haj•Jazzowy koncert grupy muzycznej Ola Walickiego

K O N S U L A R N E

P O L S K I M

➨ AMATOR•6 maja, godz. 15.00, Bratysława, ➨ PEŁEN GUŚLARSTWA OBRZĄD ŚWIĘTOKRADZKI... FiF UK, Gondova 2 11 maja, godz. 17.00, Bratysława, Projekcja filmu dla studentów FiF UK (reż. Instytut Polski, Nám. SNP 27 Krzysztof Kieślowski, PL, 1979, 117 min.) Projekcja filmu dokumentalnego (reż. ➨ KINO PALACE•14 maja, godz. 13.00, Nitra, Krzysztof Domagalik, PL, 1979, Staré divadlo K. Spišaka o Teatrze Laboratorium Przedstawienie teatralne Teatru Lalka ➨ JERZY GROTOWSKI: PRÓBA PORTRETU z Warszawy w reżyserii Marka 18 maja, godz. 17.00, Bratysława, Zakostoleckiego w ramach XI Przeglądu Instytut Polski, Nám. SNP 27 Teatralnego V4. Projekcja filmu dokumentalnego (reż. ➨ ILUMINACJA•15 maja, godz. 10.00, Maria Zmarz-Kaczanowicz, PL, 1999, Bratysława, FiF UK, Gondova 2 o życiu i twórczości Jerzego Projekcja filmu dla studentów FiF UK (reż. Grotowskiego. Krzysztof Zanussi, PL, 1972, 87 min.) ➨ OPERA GALA ➨ ROK GROTOWSKIEGO 21 maja, godz. 19.00, Koszyce, Dom PÓŁWIECZE TEATRU LABORATORIUM umenia, Štátna filharmónia Košice Od 7 maja, Bratysława, Slovenské Koncert Filharmonii A. Malawskiego národné divadlo w Rzeszowie i Chóru Uniwersytetu Wystawa przedstawiająca Teatr Rzeszowskiego w ramach festiwalu Košická hudobná jar Laboratorium Jerzego Grotowskiego. 29


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 30

– A teraz Romuś powie o swojej ojczyźnie. – Moją ojczyzną jest Polska… Dalsze słowa stłumił nieopisany wrzask rozbawionych uczniów starszych klas, wtłoczonych do jednego pokoju. – Ale durny! – darli się, – jaka Polska, odkuda Polska? Nasza rodina Rasija! Jaka Rasija! Sowietskij Sajuz! Związek Radziecki! My żyim na Litwie i wychodzi, Litwa nasza ojczyzna… Płonęły mu policzki. Nowy wybuch kpin nastąpił, gdy nauczycielka pogłaskała go po głowie. Uciszyła klasę, podeszła do okna. W ręku trzymała chusteczkę. Głupio mu było, że tak zmartwiła się jego niewiedzą, że aż się popłakała. Usiłował dojść do tego, co jest jego ojczyzną. Był rok 1957, miał siedem lat i w żaden sposób nie mógł pojąć, że nie mieszka w Polsce. Nawet budynek szkoły należał kiedyś do jego dziadka. A dziadek to Ruski nie był, chociaż i na Sybirze przebywał. Litwinów jeszcze nie widział. Rodzice również nie potrafili mu wytłumaczyć, że nie żyje w Polsce. Wszystkie książki w domu były po polsku. I jego „Świerszczyk”, i matki „Przyjaciółka”, i ojca „Pszczelarstwo”. I „Trybuna Ludu”! Do dziś pamięta radość, kiedy po wielokrotnym sprawdzeniu zawartości skrzynki pocztowej, wybierał z niej pachnące farbą drukarską czasopisma. Potem dołączyły do nich rosyjskie – jak ich nie zaprenumerowałeś, nie mogłeś dostawać polskich. Na imieninach i na święta śpiewano Jeszcze Polska nie zginęła, matka nauczyła go pieśni o krakowiaczku i góralu. I o tajemniczej dziewczynie, co przemieniła się w przepióreczkę i sama jedna została na jakiejś zielonej Ukrainie… W domu słuchano radia z Warszawy – w niedzielę „W Jezioranach”, o piątej po południu – „Koncertu Życzeń”, a wieczorem – bajki. Odbiornik trzeszczał niemiłosiernie, przez co wzmagała się dramaturgia rytuału. Czytać nauczyła go matka jeszcze przed pójściem do szkoły. Po polsku. 30

Uczyć się

Polski

Wśród książeczek miał jedną niezwykłą, rozkładaną. Z historią o Janku, co psom szył buty. Taki los miał go spotkać, jeśli nie będzie się uczył. Książka była hitem – jeśli użyć dzisiejszego języka – na pobliskiej żwirowni, stanowiącej teren dziecięcych zabaw w wojnę, wiele razy czytał ją kolegom. Dopiero po latach zrozumiał, dlaczego płakała nauczycielka Teresa Fedorowicz. Uczyła go krótko, w zastępstwie pani Leparskiej – dziś nie pamięta imienia tej poczciwej Żydówki, paniusi w bransoletach, pierścionkach i broszkach, która dojeżdżała z centrum miasta. A pani Teresa mieszkała samotnie na poddaszu szkoły. Przez całe życie nie mogła pogodzić się ze śmiercią swego ukochanego, który zginął jako żołnierz AK, nigdy nie związała swego losu z innym mężczyzną. To ona przy każdej okazji, również poza szkołą, poprawiała dzieci, mówiąc: – To nie po polsku! ••• Uczył się ojczyzny dalej. Jednocześnie robiono wszystko, by nauczyć go innej ojczyzny. W szkole i na studiach, wreszcie w wojsku sowieckim. A marzył, by zostać filmowcem. Na studia do Moskwy można było dostać się wtedy jedynie na podstawie skierowań. Nie miał żadnych szans. Wybrał więc na początek polonistykę, dostępną w Wilnie, choć nie pociągała go perspektywa zostania

nauczycielem na Wileńszczyźnie. Miał nadzieję, że język polski będzie mu pomocny w przedostaniu się jakimś cudem do Polski. Zdziwiło go, że większość wykładowców nie była Polakami, a byli i tacy, którzy mówili z wyraźnymi naleciałościami rosyjskiego. Ugruntowywał swoją wiedzę o literaturze polskiej w coraz większej opozycji do programu nauczania, w którym nie było ani Stachury, ani Wojaczka. O Różewiczu – dwa zdania. Bez Miłosza oczywiście. Jeszcze gorzej rzecz miała się z historią Polski. Starał się mówić „jak w Polsce”. Inaczej niż wielu jego znajomych z dzieciństwa, co przechodzili na rosyjski i litewski, zakładali „internacjonalistyczne” rodziny. Po polsku napisał swe pierwsze wiersze. Profesor Miodek, którego poznał jako młodziutkiego asystenta, pierwszy mu powiedział: – Mów, jak czujesz. Po latach to samo powtórzyli Miłosz i Konwicki. ••• Pracował przez pewien czas w „jedynej polskiej gazecie” w ZSRR. Jej nazwa – „Czerwony Sztandar” – zniechęcała, ale wyboru nie było. Dorabiał jako tłumacz, pilotując polskie wycieczki. Zdobywał znajomości, imponowały mu polskie dziewczyny. Następnie była praca w radiu na fali przedwiośnia uciśnionych ludów i potem – w telewizji. Znalazł się wśród założycieli pierwszej polskiej organizacji na Litwie, zaczął wydawać pismo „Znad Wilii”, mającym zdecydowanie charakter niepodległościowy. A od kiedy otworzyły się granice, do woli może przebywać w Polsce. Tylko dlaczego wcale nie jest mu lżej? Czyżby uczyć się Polski, jak i wielu jego rodaków na Wschodzie, musi nieustannie? ROMUALD MIECZKOWSKI WILNO Autor jest animatorem kultury, redaktorem i wydawcą. Napisał kilkanaście książek, głównie poetyckich. MONITOR POLONIJNY


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 31

ORIGAMI zabawy z papierem Powinniśmy też kierować się przesłaniem Akiry Yoshizawy – mistrza origami: „Gdy skutecznie używamy własnych rąk, nasze serca najbardziej przepełnione są pokojem”.

można wykorzystać jako ozdobę czy prezent, zaś ich tworzenie to wspaniała forma spędzania czasu. Symbolem orgiami jest żuraw.

Do tworzenia origami potrzebny będzie nam blok z kolorowym papierem, najlepiej kwadratowym, książka ze wzorami do składania oraz cierpliwość.

A może origami stanie się i Waszym hobby? Zachęcam Was do tworzenia papierowych figurek. Przypominamy też, że 26 maja jest Dzień Matki i oryginalnym prezentem może się okazać wykonany przez was przestrzenny wzór origami. KASIA UFNAL ZDJĘCIA: KASIA UFNAL

W różnych krajach regionach świata dzieci mają swoje zabawy. Okazuje się, że w dalekiej Azji radość może dawać orgiami, czyli sztuka składania papieru, która się narodziła wraz z powstaniem papieru w VI wieku n.e. Ojczyzną origami są Chiny, ale uważane jest ono za narodową sztukę Japonii. Do Europy origami dotarło wraz z jedwabiem. Orgiami polega na tworzeniu z małych kartek papieru replik, przedstawiających różne zwierzątka, gwiazdki, kwiaty, geometryczne wzory, pudełeczka itd., które

Przypominamy o trwającym konkursie, ogłoszonym w lutowym numerze „Monitora“, na prace plastyczne, dotyczące Polski i jej symboliki. Do redakcji wpłynęło już kilka takich prac. My chcemy zachęcić do udziału w konkursie MAJ 2009

tych młodych czytelników, którzy swoich prac jeszcze nam nie przesłali. Na ich prace czekamy do 20 czerwca. W numerze letnim opublikujemy wszystkie prace konkursowe i wyłonimy zwycięzców, których uhonorujemy nagrodami. 31


Monitorek05

27.04.09 11:51

Stránka 32

Jednym z problemów kulinarnych, który pojawił się w moim domu zaraz po zamieszkaniu w Bratysławie, było zagadnienie, jak zrobić prawdziwy sernik. To, że Polak bez sernika domowego czy krakowskiego na dłuższą metę wytrzymać nie może, jest chyba oczywiste. A twaróg słowacki jest po prostu inny – no bo jakiż ma być, skoro jest słowacki… Ale zachęcam do eksperymentów – biały ser,

kupowany gdzieś w targowej budce, coraz większy wybór twarogów importowanych do wyszperania na sklepowych półkach – a jaka satysfakcja, kiedy efekt przypomina sernik ten z dawno nie odwiedzanej polskiej cukierni! Dziś, jako że majowo nam łopocą narodowe flagi – sernik biało-czerwony i to bez pieczenia:

SKŁADNIKI:

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA:

• • • •

Galaretkę malinową rozpuszczamy w połowie porcji wody. W czasie, gdy będzie stygła, mielemy dwukrotnie ser, następnie ucieramy go z cukrem, cukrem waniliowym i śmietaną. Rozmrażamy maliny i delikatnie rozgniatamy je widelcem. Większość z nich dodajemy do masy serowej, nieco więcej niż pół szklanki odstawiamy na później. Z cytryny wyciskamy sok i dodajemy do przestudzonej galaretki. Mieszamy i również łączymy z masą serowomalinową. Średnią tortownicę wykładamy

• • • • •

kg tłustego twarogu kg mrożonych malin szklanka śmietany kremówki galaretka malinowa i jagodowa (niektóre smaki do nabycia w „Lidlu”) cukier waniliowy 10 dag cukru zwykłego cytryna paczka małych okrągłych biszkoptów jeśli ktoś lubi – gotowa polewa czekoladowa

szczelnie małymi biszkoptami, na które kładziemy masę, i wkładamy do lodówki by masa stężała (jakieś 6 godzin). Drugą galaretkę również rozpuszczamy w połowie ilości wody, podanej na opakowaniu, maliny rozdrabniamy porządnie lub miksujemy i dodajemy do galaretki. Gdy zacznie tężeć, polewamy nią zastygnięty w lodówce sernik. Jeśli komuś jeszcze mało delicji, pozostaje polać całość gotową polewą czekoladową. Smacznego!

AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2009/05  
Monitor Polonijny 2009/05  
Advertisement