Page 1

Monitorek04

19.04.09 10:01

Strรกnka 33


Monitorek04

19.04.09 10:00

Stránka 2

Ambasador RP w RS Andrzej Krawczyk w Koszycach

W

dniach 12 i 13 marca w Koszycach przebywał Nadzwyczajny i Pełnomocny Ambasador RP w RS Andrzej Krawczyk. Była to jego pierwsza oficjalna wizyta w tym regionie. Polski ambasador spotkał się nie tylko z przedstawicielami koszyckiej Polonii, ale także z przedstawicielami władz województwa koszyckiego, regionalnych mediów, muzeów, przedsiębiorstw i mło-

dzieży akademickiej. Podczas spotkania z prezydentem Koszyc Františkiem Knapíkiem rozmawiał o historycznych powiązaniach Polski i Słowacji, jak też o konsekwencjach kryzysu gospodarczego, który odzwierciedla się w spadku wartości polskiej waluty, a co za tym idzie mniejszym zainteresowaniem polskich turystów atrakcjami Słowacji. usz

Podczas spotkania z prezydentem Koszyc Františkiem Knapíkiem

Polskie stoisko informacyjno-promocyjne n a X I X M i ę d z y n a r o d o w y c h Ta r g a c h M e b l i i W y p o s a ż e n i a W n ę t r z „ N Á BY TO K A B Ý VA N I E ” w N i t r z e

W

ydział Ekonomiczny Ambasady RP w Republice Słowackiej w ramach realizacji programu promocji gospodarczej na rok 2009 zorganizował stoisko informacyjno-promocyjne na jednej z największych imprez branży meblowej i wyposażenia wnętrz w Europie Środkowej. W tegorocznej edycji targów, które trwały od 10 do 15 marca, wzięło udział 430 wystawców z 9 krajów, w tym 20 z Polski. Swoją ofertę firmy prezentowały na powierzchni 25 000 m2. Targi zwiedziło prawie 80 tys. osób. Obsługę medial-

2

ną imprezy zapewniło 304 akredytowanych dziennikarzy. W dniu 12 marca w ramach imprez towarzyszących w targowym Press Centrum firma POLEXPO EXHIBITIONS zorganizowała prezentację 4 polskich firm meblowych. Były to: „Meblomax”, „Stolar”, „Bogatti” oraz „Chojmex”. W tej prezentacji udział wzięła m.in. radca Monika Olech – kierownik Wydziału Ekonomicznego Ambasady RP. Celem organizacji stoiska informacyjno-promocyjnego Wydziału Ekonomicznego Ambasady RP była po-

moc polskim firmom, zainteresowanym rynkiem słowackim, jak również zwrócenie uwagi słowackich dystrybutorów mebli i akcesoriów wyposażenia wnętrz na szeroką gamę towarów, oferowanych przez polskich producentów, a także podkreślenie obecności polskich wyrobów z tej branży na rynku słowackim. Zainteresowanie targami ze strony firm, jak i zwiedzających przekroczyło najśmielsze oczekiwania wystawców. W pierwszym dniu targów polskie stoisko odwiedziła oficjalna delegacja słowacka, w skład której wchodzili m.in. sekretarze stanu w Ministerstwie Rolnictwa RS Vladimír Palša i Viliam Turský, sekretarz stanu w Ministerstwie Pracy, Spraw Socjalnych i Rodziny RS Emília Kršíkova, przewodniczący Nitrzańskiego Województwa Milan Belica, prezydent Nitry Jozef Dvonč, rektorzy nitrzańskich wyższych uczelni Libor Vozár oraz Mikuláš Látečka, a także przedstawiciel FAO na Europę Środkową i Wschodnią Mária Kadlečíkova, prezes Związku Przetwórców Drewna RS Igor Patráš i dyrektor Targów „Agrokomplex” – Výstavníctvo Nitra Miloslav Pisár. Podczas wizyty na stoisku goście zapoznali się z potencjałem polskiej branży meblarskiej oraz spróbowali typowych polskich przysmaków. red MONITOR POLONIJNY


Monitorek04

19.04.09 10:00

Stránka 3

W rolach głównych występują: Esteban, jego żona Augustina, Milagros, która, jak się okazało w poprzednim odcinku, jest zaginioną przed laty siostrą głównego bohatera, Estrella – córka głównego bohatera z pierwszego małżeństwa, oraz Facundo brat, który, jak wszyscy sądzili, umarł podczas porodu. W taki czy podobny sposób zaczynają się niemalże wszystkie argentyńskie telenowele. W każdym kolejnym odcinku losy ich bohaterów jeszcze bardziej się gmatwają, a powinowactwo między nimi okazuje się niespodziewanie zaskakujące, co w efekcie nabiera banalnego charakteru. Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że naszym Czytelnikom serwujemy coś na wzór argentyńskiej telenoweli, ale z polonijnego podwórka na Słowacji, gdzie wątki są równie zagmatwane, co w serialach. Naszą „telenowelę“ pisze samo życie. Nie każdy lubi tego rodzaju „tasiemce “, ale czy dlatego powinniśmy milczeć w sprawach ważnych dla Polonii? Szczególnie wtedy, kiedy dochodzi do pęknięć w strukturach Klubu Polskiego? Zapewne niektórzy są tego zdania i dlatego wywierają naciski na redakcję. Rolą mediów jest jednak informować. Życzyli sobie tego członkowie Rady Klubu Polskiego, którzy w czerwcu ubiegłego roku wyraźnie zażądali: „Pisać więcej o wydarzeniach dotyczących Polaków na Słowacji, umieszczać więcej fotografii“. Staramy się wyjść na przeciw tym wymogom. A jak pisać? Więcej wskazówek od Wydawcy nie otrzymaliśmy. W razie niepewności odwołujemy się więc do kodeksu etyki dziennikarskiej oraz wypowiedzi Adama Michnika – autorytetu polskiego dziennikarstwa, z którym wywiad opublikowaliśmy w grudniu ubiegłego roku: „W skomplikowanej sytuacji, kiedy nie mam dostatecznych informacji, nie wiem, jak się zachować, to wtedy na wszelki wypadek powinienem zachować się jak porządny człowiek. I to jest odpowiedź dla dziennikarzy. Jak się zachować? Porządnie! Na wszelki wypadek. Pisać prawdę“. Argentyńskie telenowele bywają długie, często nudne, ale zawsze kończą się happy endem. Pozostaje mieć nadzieję, że podobnie będzie i w przypadku tej polonijnej. Ale teraz cieszmy się zbliżającymi Świętami Wielkanocnymi, o których mogą Państwo także przeczytać w niniejszym numerze. Ponadto znajdą w nim Państwo wiele innych ciekawych tematów, przy których można się zrelaksować zarówno przed Świętami, jak i w ich czasie oraz po nich. Wszystkim Czytelnikom z okazji Świąt Wielkanocnych życzymy dużo zdrowia i optymizmu. W imieniu redakcji

REDAKTOR NACZELNA „MONITORA POLONIJNEGO“

POLSKO-SŁOWACKIE ZWIĄZKI HISTORYCZNE Z Koszyc do ziemi polskiej Z KRAJU Koszyk nasz świąteczny OPOWIADANIE Zmartwychwstanie WYWIAD MIESIĄCA Fenomen popularności „Czerwonych Gitar” Z NASZEGO PODWÓRKA MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Maria Awaria CO U NICH SŁYCHAĆ? Big-beatowe rodzeństwo KINO-OKO „Popiełuszko. Wolność jest w nas” TO WARTO WIEDZIEĆ Okrągły Stół w dwudziestą rocznicę BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Teczka Ewy Barberyusz OKIENKO JĘZYKOWE Woja mediów z „mi siami” SPACER WSPOMNIEŃ Wrocław – miasto ponad stu mostów Wspominając Pana Profesora SPORT!? Złota Justyna CZYTELNICY PISZĄ OGŁOSZENIA ROZSIANI PO ŚWIECIE Czy to jest Itaka? MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Wielkanoc na wesoło PIEKARNIK Fortuna jajkiem się toczy

4 4 6 7 8 11 15 16 18 19 22 22 24 25 26 27 28 29 31 32

Koszty roczne prenumeraty „Monitora” wynoszą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100), a na druku bankowym podać imię i nazwisko. Nowych prenumeratorów prosimy o podanie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany na adres e-mail: monitorp@orangemail.sk, bądź pod nr tel. 0907 139 041.

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c ov á , A n n a M a r i a J a r i n a , A l i c j a Ko r c z y k - C h o v a n e c , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , M a g d a l e n a P i e t z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín

www.polonia.sk KWIECIEŃ 2009

3


Monitorek04

19.04.09 10:00

Stránka 4

Z Koszyc do ziemi polskiej

Z

godnie z zapowiedzią dziś o handlu winem, ważnym elemencie polsko-słowackiej historii. Niejedna fortuna na pograniczu z niego wyrosła; kilka miast winu zawdzięczało dobrobyt. Dla kilku pokoleń XIV w. i pierwszej połowy XV w. szlak z Polski na Węgry oznaczał przede wszystkim drogę do Koszyc lub do środkowosłowackich miast górniczych. Od połowy XV w. coraz częściej kojarzył się z Budą. Sytuacja zmieniła się jednak po klęsce pod Mochaczem w roku 1526. Większość Węgier została wówczas zajęta przez Turków. Ziemie aż po Dunaj znajdowały się pod ścisłą turecką kontrolą, zaś na północ od Dunaju sytuacja była nieustabilizowana – często rządzili tam miejscowi możnowładcy albo zwykli rozbójnicy. Władza cesarska (austriacka) utrzymywała się jedynie na samych północnych skrawkach kraju, pod górami. Ostatnim bezpiecznym miastem i w praktyce punktem granicznym była Bańska Bystrzyca. Wtedy ponownie na znaczeniu zyskała wschodnia droga przez Piwniczną i Muszynę na Koszyce. Droga była tak ważna, że podlegała specjalnej opiece i pieczy królewskiej. Potwierdza to zachowany ciekawy dokument z roku 1570, będący sprawozdaniem królewskich lustratorów, których obowiązkiem było osobiste przejechanie całej drogy

i jej ocena, dotycząca dokonania ewentualnych napraw lub usunięcia innych przeszkód. Zdarzały się przypadki, że miejscowym ziemianom czy chłopom z różnych powodów zależało, aby droga przechodziła koło ich zagród i dworów. W tym celu zaorywali gościniec, aby przechodził np. koło „ich” karczmy, a nie koło konkurencji. W XVII w. zmieniła się struktura handlu. Coraz mniej wożono miedzi i sukna, a coraz więcej wina. Ocenia się, że po stu latach, w dru-

i jednym z najbardziej znanych polityków krajowych. Był kawalerem Orderu Orła Białego.

DNIA 8 MARCA ZMARŁ były minister zdrowia i wybitny polski kardiochirurg prof. Zbigniew Religa. Miał 71 lat. Chorował na raka płuc. W 1986 r. przeprowadził pierwszą w Polsce udaną transplantację serca. W ostatnich latach był posłem z ramienia PiS 4

SENATOROWIE ODWOŁALI 19 marca Tomasza Misiaka z funkcji szefa senackiej komisji gospodarki. Do tego odwołania przyczyniły się doniesienia medialne, że firma senatora „Work Sernice” otrzymała kontrakt (pośrednictwo pracy i szkolenia dla zwalnianych stoczniowców) w ramach tzw. specustawy stoczniowej, nad którą Misiak pracował jako przewodniczący senackiej komisji gospodarki. Z powodu tych oskarżeń senator zrezygnował z członko-

giej połowie XVIII w. przewożono z Węgier do Polski około miliona litrów wina rocznie. Oznaczałoby to, iż w Polsce więcej wypijano wina węgierskiego niż… na Węgrzech. Wina węgierskie były tak popularne, że słowa „wino” i „węgrzyn” traktowano prawie jako tożsame. Dopiero w XIX w. węgrzyn stał się tylko pewną grupą win, a i wtedy mawiano: „Nie masz wina nad węgrzyna”. Mówiono „węgrzyn”, ale co najmniej 1/3 tego wina pochodziła z terenu dzisiejszej Słowacji. Na handlu winem zyskało w Polsce Krosno. Z roku 1472 zachowała się dokumentacja sprawy sądowej kupca z Krosna Łukasza Wilusza, któremu miasto Bardiów zajęło transport przewożonego wina na poczet kary w prowadzonym sporze. Z kolei w aktach krakowskich z roku 1594 znajduje się informacja o innym kupcu krośnieńskim Janie Chodorowiczu, który przywiózł do miasta na sprzedaż 20 wozów wina z Węgier. Te i podobne im informacje pokazują, jak powszechny był wówczas handel winem.

stwa w Platformie Obywatelskiej i jej klubu parlamentarnego, a jego firma ma rozwiązać umowę z Agencją Rozwoju Przemysłu, dotyczącą usług dla stoczniowców. POLSKIE MEDIA oskarżyły wicepremiera Waldemara Pawlaka o tworzenie układu towarzyskobiznesowego i robienie lewych interesów. Według „Dziennika” wykorzystywał on swoją polityczną pozycję do robienia interesów, w które wciągnął również swoją rodzinę i przyjaciół. Mimo powagi zarzutów Pawlak zareagował na nie za późno. Zarzucił

dziennikarzom spisek i ,,pogardę dla ludzi wsi”. PREZYDENT LECH KACZYŃSKI zawetował 10 marca nowelizację ustawy o systemie oświaty. Oznacza to, że obowiązek szkolny nie będzie dotyczył sześciolatków. Prezydent tłumaczył, że kryzys gospodarczy nie jest najlepszym okresem do przeprowadzania reformy oświaty. Uznał także, że sama ustawa powinna być lepiej przygotowana. DONALD TUSK, Grzegorz Schetyna i kilku innych posłów PO grało w piłkę, zamiast brać udział MONITOR POLONIJNY


Monitorek04

19.04.09 10:00

Stránka 5

Najwięcej wina w historii dawnej Polski sprowadzono z Węgier w roku 1766. Wówczas to na północ Karpat przewieziono 26 tysięcy beczek, co daje około 500 beczek tygodniowo. Istniała nawet specjalna miara na wino – tzw. „beczka węgierska”, licząca 150,8 litrów. W XVII w. pojawiło się nowe wino – tokaj. Według legendy było to dokładnie w roku 1630, podczas tureckiego oblężenia Tokaju. Wówczas to na pewien czas przerwano zbiór winogron. Kiedy oblężenie się skończyło, okazało się, że winogrona są już spleśniałe. Z oszczędności i chciwości zebrano je jednak do końca, co okazało się błogosławieństwem. Pleśń nadała winu nowy smak i zapach… I to jest właśnie tokaj, który przez wielu koneserów uznawany jest za najlepsze wino świata. Przyczyniła się do tego świadoma polityka rodziny Rakoczych, największych producentów wina na Węgrzech. Promując swoje wina, wprowadzili je do polityki, rozsyłając tokaj po dworach królewskich i proponując go jako walutę rozliczeniową w stosunkach międzypaństwowych. Zakończone klęską antyaustriackie powstanie Rakoczego (pochowanego w podziemiach katedry w Koszycach) paradoksalnie spopularyzowało tokaj w świecie. w głosowaniu w Sejmie. Premier z kolegami uprawiał sport w czasie, kiedy głosowano nad wetem prezydenta i debatowano o policyjnych emeryturach. Donald Tusk publicznie przeprosił za swoje zachowanie i zapewnił, że podobna sytuacja się nie powtórzy. BYŁY POSEŁ JAN ROKITA stał się bohaterem awantury, która miała miejsce w samolocie, lecącym z Monachium do Krakowa. Rokita kilkakrotnie odmówił zapięcia pasów bezpieczeństwa, a w końcu odepchnął nalegającą na to stewardessę. Ponieważ nie zareagował także na żądanie kapitana KWIECIEŃ 2009

Istotną część tokaju wypijano w Polsce, a od ówczesnego polskiego powiedzenia, że „tokaj sam się rodzi”, powstała nazwa najlepszego gatunku tokaju „szamorodni” (nazwa wzięła się stąd, że w obawie przed najazdami tureckimi wina tokajskie ładowano na wozy jeszcze jako moszcz i wywożono do Polski; wino dojrzewało przez kilkanaście dni drogi; swoją rolę odgrywały też wstrząsy na wybojach; stąd o najlepszych winach mawiano, że się same urodziły po drodze). Przywożone z Węgier wino leżakowało przed sprzedażą kilka lat w Polsce, w piwnicach Krakowa i Sandomie-

samolotu, który kazał mu opuścić pokład, załoga wezwała policję. Poseł stawiał opór i siłą został wyprowadzony z samolotu. Nelli i Jan Rokitowie spędzili noc na komisariacie policji. PREMIER DONALD TUSK został dziadkiem. Jego synowi Michałowi na początku marca urodził się syn. PRZED SĄDEM OKRĘGOWYM w Białymstoku rozpoczął się proces 46-letniego Krzysztofa B., oskarżonego m.in. o wielokrotne gwałty na córce z użyciem przemocy i gróźb oraz psychiczne i fizyczne

rza – stąd przysłowie Vinum Hungariae natum; Poloniae educatum (‘wino zrodzone na Węgrzech, w Polsce wychowane’). Dalej na wschód, przez Lwów, prowadziła już inna droga winna, którą sprowadzano do Polski wina z Grecji. Polacy kupowali tak dużą część tokaju, że wielu polskich kupców wysyłało na Węgry swoich stałych przedstawicieli, a po wypędzeniu Turków kupowało tam ziemie i zakładało własne winnice, częściowo istniejące do dzisiaj. Tak zrobili np. Biliccy czy Lipieccy – ci ostatni madziaryzowali nawet swoje nazwisko na Lipoczy. Wielki handel winem, które przewożono szlakiem prowadzącym przez Koszyce, skończył się dwadzieścia lat przed końcem XIX w., kiedy na skalę przemysłową zaczęto rafinować cukier z buraków i produkować fałszowane wina z dodatkiem cukru. Pamiętajmy jednak, że od kilkunastu lat odradza się winiarstwo w Tokaju i znów warto tam wpaść na degustację… z Polski przez Koszyce. ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

znęcanie się nad rodziną. Ze względu na dobre obyczaje i ważny interes osób pokrzywdzonych sąd utajnił proces w całości jeszcze przed odczytaniem aktu oskarżenia. Proces ,,polskiego Fritzla” rozpoczął się w tym samym czasie, co proces samego Fritzla w Austrii. DNIA 9 MARCA ZMARŁ psycholog Andrzej Samson. Miał 61 lat. Uważa się go za pioniera polskiej psychoterapii. W czerwcu 2004 roku został zatrzymany, ponieważ na śmietniku koło jego domu znaleziono kilkaset zdjęć z dziecięcą pornografią. Przeszukano jego

mieszkanie, gdzie trafiono na kolejne setki podobnych fotografii. W rozpoczętym rok później procesie został skazany za molestowanie seksualne nieletnich oraz rozpowszechnianie, przechowywanie i utrwalanie dziecięcej pornografii. Miał spędzić w więzieniu 8 lat. Mimo uchylenia wyroku ze względów formalnych pozostał w areszcie. Wyszedł na wolność w styczniu 2009 roku ze względu na pogarszający się stan zdrowia. Nie przyznał się do stawianych mu zarzutów. ZUZANA KOHÚTKOVÁ, WARSZAWA 5


Monitorek04

19.04.09 10:00

Stránka 6

Koszyk nasz świąteczny P

oczątki obchodzonych przez nas świąt często giną w mrokach czasu, obyczaje chrześcijańskie splatają się ze zwyczajami pogańskimi, jednak przyznać trzeba, że efekt tych dziejowych „pomysłów” na przeżywanie świąt nie ma sobie równych. Zawsze, gdy zbliża się kolejne Boże Narodzenie czy Wielkanoc, wracamy myślami do przeszłości, do czasu dzieciństwa, kiedy to każda uroczystość wiązała się z magią oczekiwania, niezwyczajnymi pracami w domu i obejściu, wreszcie z odmiennie nakrytym stołem, smakołykami, które w tych dniach stanowiły po prostu „niebo w gębie”.

Wielkanoc obfituje w symbole – te religijne i te tradycyjne. Nie na darmo w obrządkach kościoła uznawana jest za najważniejsze ze świąt. Zanim zaczniemy wyjmować z szaf obrusy, drewniane pisanki, koguciki i wszelkie niezbędne „polewacze”, zanim przystąpimy do dekorowania wielkanocnego koszyczka, przypomnijmy sobie, czym tak naprawdę jest owa „święconka”, jakie symbole zawiera – abyśmy niczego istotnego nie przegapili. Jajka to najoczywistszy symbol życia, radości odrodzenia, mają zapewniać domownikom zdrowie i dłu6

gowieczność. Dawniej były też oznaką uczuć, dowodem miłości – gdy w święta kawaler wręczał pisankę wybranej pannie, sugerował jej w ten sposób chęć założenia z nią rodziny.

Podczas ostatniej wieczerzy Chrystus przełamywał się chlebem ze swoimi uczniami – w ten sposób narodziła się idea mszy świętej, a zarazem chleb jako podstawa ludzkiego pożywienia stał się codzienną troską każdego człowieka – oby nam go więc nigdy nie zabrakło. Kiełbasa – symbol końca Wielkiego Postu i zarazem dowód zamożności właściciela koszyka. Dawniej w wielkanocnych koszach najwięcej było jajek i właśnie wszelakiego mięsiwa – kiełbas, pasztetów, szynek, a nawet całych prosiąt. Po czterdziestodniowym czasie ograniczeń i wyrzeczeń zapach mięsa stanowił zapowiedź najbardziej oczekiwanego przez wiernych świątecznego obżarstwa. Niezbędnym do niego dodatkiem są przyprawy – sól, pieprz i chrzan. Stanowią pamiątkę męki Pańskiej, bólu i cierpienia, ale zarazem mają chronić wszystkich ludzi przed zepsuciem. Co ciekawe – przyprawy te umieszczano w koszyku zwyczajowo obok wielkanocnej babki, tłumacząc w ten sposób zmienne koleje losu: po smutku – radość, po męczeńskiej śmierci – zmartwychwstanie.

Świąteczne wypieki, mazurki, serniki, a przede wszystkim baba wskazują nam na słodki, radosny wymiar świąt. Zanim zwyczaj pieczenia słodkości dotarł do Polski, miejsce baby w koszyku zajmowało po prostu masło, oznaczające luksus, a tym samym przynoszące radość domownikom. Czy bowiem zwykłego śmiertelnika stać było onegdaj na upieczenie wielkanocnej baby, skoro do jej produkcji używano nawet osiemdziesięciu jaj?! W czasach mojego dzieciństwa do koszyka dodawano cząstkę pomarańczy, a później mandarynkę. Nie miały one wiele wspólnego z tradycją, ale dobitnie świadczyły, jakie produkty żywnościowe były najbardziej wytęsknione w ponurych latach końca komunizmu. A może w ten sposób chciano zapewnić sobie większą obfitość zagranicznych rarytasów w polskich sklepach? No i proszę bardzo – koszykowe wróżby się spełniły! Niezbędnym elementem święconki jest cukrowy baranek, gałązki bukszpanu lub mirtu, biała serwetka. Dzisiejsze czasy, prawdziwa era miniaturyzacji, dostarczają nam już do koszyków mini chlebki, maleńkie babki, specjalne kiełbaski.. Na szczęście w centrum uwagi nadal pozostaje trzymany w obu rękach wiklinowy koszyczek, w którym wszystko, co najlepsze – i dosłownie, i w przenośni – ma nas chronić przed chorobami, nieszczęściem i biedą na cały nadchodzący rok, aż do kolejnej tajemniczej Wielkiej Nocy. Alleluja! AGATA BEDNARCZYK MONITOR POLONIJNY


Monitorek04

19.04.09 10:00

Stránka 7

Zmartwychwstanie Na myśl o kolejnych świętach z Nim nie odczuwała już tego, co rok wcześniej. Nie było ani podekscytowania, ani radości na wspólnie spędzane dni. Były wręcz obawy, czy dobrze wybrała. Ubiegłoroczne święta z celebracją przygotowywali wspólnie. Razem gotowali, razem udali się do kościoła, by poświęcić pokarmy. Zasiadając do świątecznego śniadania, składali sobie życzenia, wierząc, że ta miłość przetrwa wszystko. Wokół była wiosenna atmosfera, a marzenia o szczęściu zapierały dech w piersiach. W tym roku święta przypadały wyjątkowo wcześnie. A niedzielne wiadomości zdominowały informacje z regionów, w których spadł śnieg. „Co za pogoda!“ – zdenerwowanie marudził pod nosem On. Wyczuwało się chłód i napięcie. Przygotowania do świątecznego śniadania nie były już tak nacechowane nadzieją. Choć przecież Święta Wielkiej Nocy to święta nadziei! Prace w kuchni nie szły jej najlepiej: zacięła się, krojąc wędlinę, sałatka okazała się niesmaczna, a chrzan źle zaprawiony śmietaną. „Wiesz, że

KWIECIEŃ 2009

mają przyjść goście. Postaraj się bardziej! Co oni sobie o nas pomyślą?!“ – komenderował On. To nie był pierwszy taki przejaw Jego despotyzmu. Już przeszła swoje. Ale wciąż łudziła się nadzieją, że… może się zmieni? Przybycie gości spowodowało nieznaczne ocieplenie sytuacji. Na chwilę. Kiedy parzyła kawę, okazało się, że robi to niewłaściwie. Rzucił filiżankę do zlewu. Widziała, jak szkło rozbija się na drobne kawałki… A potem ten Jego przyklejony uśmiech, który miał przykryć Jego wybuch złości. Nie przykrył. Drobne kawałki szkła leżały porozrzucane po całej kuchni. Rozbiło się dużo więcej niż tylko porcelana. Pękły iluzje. Wiedziała, że to koniec. Koniec, który oznacza początek jej nowego życia. Zmartwychwstanie. ELŻBIETA FUS

7


Monitorek04

19.04.09 10:00

Stránka 8

Fenomen popularności

„Czerwonych Gitar” K

Zespół „Czerwone Gitary” powstał w 1965 roku. W czym tkwi fenomen popularności tej grupy? Na nasz sukces składa się na pewno parę czynników. Mieliśmy wspaniałych twórców naszych przebojów, przede wszystkim duet Krzysiek Klenczon – Seweryn Krajewski. Poza tym gramy muzykę, nie wzbudzającą kontrowersji i złych emocji. Są przecież grupy, które swój sukces budują na kontrowersjach, tymczasowo wznoszących je na wyżyny popularności.

tóż z nas nie zna takich piosenek, jak: „Matura“, „Anna Maria“, „Takie ładne oczy“, „Nie spoczniemy“, „Płoną góry, płoną lasy“, „Dozwolone od lat osiemnastu“, „Nie zadzieraj nosa“, „Biały krzyż“? Na przebojach „Czerwonych Gitar” wyrosło kilka pokoleń. W ciągu dziesiątek już lat (zespół istnieje od 1965 r.) te piosenki nic nie straciły na aktualności. Obecnie w skład grupy wchodzą: Jerzy Skrzypczyk, Jerzy Kossela, Henryk Zomerski oraz młodzi muzycy – Mieczysław Wądołowski, Marek Kisieliński, Arkadiusz Wiśniewski. Z obecnym liderem „Czerwonych Gitar” Jerzym Skrzypczykiem rozmawiałam przed koncertem dla wiedeńskiej Polonii, który odbył się 7 marca. A propos wpadki, miał któryś z Panów wpadkę maturalną, podobną do tej z piosenki „Matura“? Tekst piosenki to fikcja literacka, pomysł autora tekstu.

W którym momencie, według Pana, zespół staje się legendą? Podpytam jeszcze o inne sprawy – To trudne pytanie. Wydaje mi się, posługując się słowami Waszych piosenek: że przerwy w istnieniu danej grupy boicie się myszy? pozwalają na sprawdzenie, czy jest Nie, chociaż mamy jednego, któona legendą, czy też nie. Kiedy nary, jak zobaczy pająka, to piszczy stępuje come back zespołu i ludzie jak nastolatka. Ale nie powiem, w dalszym ciągu chodzą na jego który to z nas. koncerty, znają pio„Kiedy następuje Czy istnieje tajemnicza senki, śpiewają je, wtedy o tym zespole come back zespołu Anna Maria? zaczyna się myśleć i ludzie w dalszym Jak twierdzi autor w kategoriach legenciągu chodzą na tekstu, którym jest dy – coś jest w tej muArtur Dzikowski, rzejego koncerty, zyce, jest wieczna, koczywiście istniała taznają piosenki, lejne pokolenia chcą ka pani. Nie będę śpiewają je, wtedy mówił, kim jest Anz nią obcować. o tym zespole na Maria, by nie rozzaczyna się myśleć wiać romantycznej Czy okres, kiedy „Czerwone Gitary” nuty, którą jest owiaw kategoriach zawiesiły działalność, na. A dziś? Kto wie? legendy”. pokazał, że zespół stał Ta pani być może się legendą? ma już 50 czy 60 lat i jest główną Mieliśmy przerwę, trwającą trzy księgową? Jeśliby odsłonić wszyi pół roku. Po tej przerwie pojestkie karty, może prysnąłby czar? chaliśmy na koncert do USA, by Pozostańmy raczej przy wizji młozagrać dla Polonii. Można powiedzieńca, stojącego pod oknem dzieć, że bez większej próby znalenastolatki. źliśmy się na scenie. Wtedy okazało się, że kredyt zaufania u pubA zadzieracie nosa? liczności mamy tak duży, iż nie Człowiek, czując się silnym, przeszkadzało jej kilka wpadek gdzieś w podświadomości lekko z naszej strony. tego nosa zadziera. 8

Czujecie się teraz silni? Wbrew oczekiwaniom – wyjątkowo. Nie dość, że gramy dla polskiej publiczności w różnych krajach, to w tej chwili skończyliśmy nagrywać płytę w języku niemieckim – 14 piosenek. Był to dla nas karkołomny wyczyn, albowiem, nie znając języka, musieliśmy zaśpiewać tak, by tekst był czytelny dla niemieckiego odbiorcy. Wiadomo, że nasz język niemiecki nigdy nie będzie perfekcyjny, ale, być może w tym jest właśnie nasz urok i to właśnie podoba się Niemcom? Czy piosenki adresowane do niemieckiego odbiorcy to te same utwory, które znamy w języku polskim? Tak, z wyjątkiem jednego, który w Polsce jeszcze nie zaistniał, a mówi o szalonej nocy. Który okres kariery był czy jest najciekawszy dla zespołu? „Czerwone Gitary” miały parę takich okresów. Pierwszy to oczywiście ten początkowy. Zdobyliśmy dużą popularność, tłumy na widowni, bardzo duża ilość sprzedanych płyt. Potem nastąpiła stagnacja. Przychodziły nam do głowy pytania, co jeszcze można osiągnąć. Jeszcze jedną złotą płytę? Jeszcze parę setek sympatyków? Kolejny okres też okazał się ciekawy. Mam na myśli pojawienie się w zespole młodych muzyków. Zaproszenie do MONITOR POLONIJNY


Monitorek04

19.04.09 10:00

„Czerwonych Gitar” młodych chłopaków było posunięciem poniekąd ryzykownym, ponieważ nie wiedzieliśmy, jak odbiorą to nasi fani-rówieśnicy, czyli 60-latkowie. Te obawy okazały się jednak nieuzasadnione.

Stránka 9

„Nie będę mówił, kim jest Anna Maria, by nie rozwiać romantycznej nuty, którą jest owiana. A dziś? Kto wie? Ta pani być może ma już 50 czy 60 lat i jest główną księgową?”

Czego konkretnie Pan się obawiał? „Czerwone Gitary“ kojarzą się z nestorami polskiej muzyki. Pojawienie się młodych chłopaków w zespole mogło wywołać pytanie: co to za nestor, który ma 26 lat?

Ale udało się! Ocena należy do odbiorców naszej muzyki. Ja jestem wymagający i zawsze uważam, że mogłoby być lepiej, ale…

KWIECIEŃ 2009

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Z drugiej strony to ogromna szansa dla tych młodych muzyków… Ci młodzi ludzie przeskoczyli pewien etap, do którego musieliby dochodzić latami. Oni mają zapewnioną widownię, która przychodzi na koncerty „Czerwonych Gitar”. Noszą Was za to na rękach? Nie, my tego nie wymagamy. To są ludzie, których traktujemy jak równych partnerów. Wychodzimy z założenia, że skoro są w zespole, są ważnymi personami.

Według jakiego klucza dobieraliście nowych członków do zespołu? Założenie było bardzo trudne do zrealizowania, bo najlepiej, żeby muzyk dobrze śpiewał, dobrze grał i dobrze wyglądał. Proszę mi wierzyć, że znalezienie człowieka, który by spełniał te trzy wymogi, jest szalenie trudne.

Zgodnie z tekstem jednej z Waszych piosenek – „nie spoczniemy“? No właśnie. Na szczęście są różne gusta. Ja na przykład jestem niezadowolony z interpretacji jednego z kolegów w jednej z piosenek w języku niemieckim, a okazuje się, że szef produkcji z telewizji niemieckiej jest zachwycony jego głosem. „Czerwone Gitary” mają na swoim koncie największą ilość sprzedanych płyt w historii polskiej fonografii - aż 14 milionów! To powód do dumy, prawda? Odpowiem bardzo przyziemnie: dobrze by było, gdyby za tą satysfakcją szła jeszcze satysfakcja finansowa. Artysta, który sprzedaje 14 milionów płyt, w warunkach prawdziwego show-bussinesu, to człowiek ustawiony do końca życia. Proszę policzyć chociażby złotówkę od każdego egzemplarza, to z rachunku wynika, że powinniśmy mieć na koncie 14 milionów złotych. W naszym przypadku pozostaje tylko satysfakcja z ilości sprzedanych płyt. Oczywiście jest to olbrzymia satysfakcja. Ale nieudolność poprzedniego systemu spowodowała, że najwięcej na „Czerwonych Gitarach” zarabiali inni. Wtedy obowiązywały stałe stawki, bez względu na to, czy graliśmy koncert na przykład dla 400 osób, czy dla 4 tysięcy.

9


Monitorek04

19.04.09 10:00

Stránka 10

Ale obecnie, w warunkach wolnorynkowych, sytuacja się pewnie zmieniła? Wreszcie zarabiamy pieniądze. Doczytałam się w którymś z wywiadów, że „Czerwone Gitary” narzekają na brak zainteresowania ze strony mediów. Czy to prawda? Istotnie. „Czerwone Gitary” istnieją w mediach, ale nie w opiniotwórczych. Mówiąc o mediach opiniotwórczych, mam na myśli Radio „Zet” i RMF FM. Nie wiadomo, jakimi kryteriami oceny piosenek rządzą się wspominane rozgłośnie radiowe. Zastanawiające jest to, że na przykład piosenka pt. „Zabiorę cię ze sobą“ w radio Toronto, Nowy Jork czy Chicago, nadających dla amerykańskiej Polonii zajmowała pierwsze miejsce na listach przebojów, podczas gdy w Polsce nie była w ogole nadawana. Dla mnie to niezrozumiałe.

być na pierwszych stronach gazet i grać cztery koncerty rocznie, czy – tak jak to jest w naszym przypadku – nie istnieć w mediach, ale grać około 90 koncertów rocznie? Od 1997 roku Seweryn Krajewski nie jest już członkiem zespołu. Czy to już zupełnie zamknięty rozdział w historii grupy? Uważam, że tak. Wszystkie próby, idące w kierunku zjednoczenia naszego zespołu, a takie były po-

„Co jest lepsze: być na pierwszych stronach gazet i grać cztery koncerty rocznie, czy – tak jak to jest w naszym przypadku – nie istnieć w mediach, ale grać około 90 koncertów rocznie?”

dejmowane z okazji każdego jubileuszu, spaliły na panewce. Na czym polegał konflikt? Sprawa oparła się przecież o sąd? Seweryn podał nas do sądu, ponieważ uzurpował sobie prawo do nazwy zespołu. Wyrok sądu był jednak na naszą korzyść, bowiem ktoś, kto nie zakładał zespołu i nie był jego członkiem od początku, nie może mieć prawa do używania nazwy grupy. Ale, chyba przyzna Pan, że wielu ludziom „Czerwone Gitary” kojarzą się właśnie z Sewerynem Krajewskim? Oczywiście, że tak. Nic dziwnego, bo Seweryn to był przystojny chłopak, piszący ładne piosenki. On spełniał te warunki, o których wcześniej mówiłem: wyglądał, śpiewał i grał! Trzy w jednym. Jak Pan ocenia fakt, że młodzi wykonawcy sięgają po piosenki „Czerwonych Gitar”? Jeżeli młody artysta wykonuje piosenki naszego zespołu, to oznacza, że ta piosenka została doceniona. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA WIEDEŃ Autorka składa podziękowanie panu Piotrowi Szulikowi ze Stowarzyszenia „Polonez” za umożliwienie przeprowadzenia wywiadu przed koncertem zespołu. Koncert zorganizowany dla wiedeńskiej Polonii odbył się z okazji 20-lecia Stowarzyszenia „Polonez”. ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Denerwuje to Pana? Ten, kto jest na świeczniku, musi bardzo uważać. My oczywiście nie jesteśmy zespołem, który pokazuje tyłki na scenie, ale media mogą wystawić opinię artyście, kreując go i pokazując jakieś niestworzone historie na jego temat. My jesteśmy na obrzeżach zainteresowania. Możemy sobie więc jedynie zadać pytanie, co jest lepsze:

„Artysta, który sprzedaje 14 milionów płyt, w warunkach prawdziwego showbussinesu, to człowiek ustawiony do końca życia. W naszym przypadku pozostaje tylko satysfakcja z ilości sprzedanych płyt“.

10

MONITOR POLONIJNY


Monitorek04

19.04.09 10:00

Stránka 11

Spotkanie aktywistów

Klubu Polskiego W Urbański drogą mailową członkom Rady 20 marca. Aktywiści w składzie: Irena Cigaňová (wiceprezes Klubu Polskiego), Marek Sobek (prezes klubu bratysławskiego), Tadeusz Błoński (prezes klubu koszyckiego), Zbigniew Podleśny (prezes Klubu Środkowe Poważe), MaZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Dubnicy nad Wagiem 21 marca br. spotkali się aktywiści Klubu Polskiego, by omówić zagadnienia dotyczące działalności organizacji polonijnej. Większość członków Rady Klubu wypowiedziała się za zwołaniem Rady w trybie pilnym,

ria Peruňska (prezes klubu w Poważskiej Bystrzycy) oraz zaproszeni goście: Ryszard Zwiewka z Bratysławy, Urszula Szabados z Koszyc i redaktor naczelna „Monitora Polonijnego“ Małgorzata Wojcieszyńska rozmawiali o zagadnieniach, dotyczących statutu Klu-

bu Polskiego, funkcjonowania Klubu pod przewodnictwem prezesa Urbańskiego oraz o przygotowywanych imprezach w poszczególnych regionach na rok bieżący i o możliwościach ich finansowania. mw DUBNICA NAD WAGIEM

czyli na 21 marca, ale ponieważ prezes organizacji Ryszard Urbański wyznaczył datę Rady na 28 marca, zebranie potraktowali jako przygotowawcze przed kolejną Radą Klubu Polskiego. Na zebraniu aktywiści wyrazili zadowolenie z tego, że w regionalnych klubach w Martinie i Żylinie zostali wybrani nowi prezesi, którymi zostali: Leszek Dłużniewski (Żylina) i Izabela Šichtová-Litwoń (Martin). Informację tę przekazał prezes KWIECIEŃ 2009

11


Monitorek04

19.04.09 10:00

Stránka 12

Pochmurna, deszczowa aura nie zniechęciła zaproszonych gości i 6 marca w niewielkich pomieszczeniach Klubu Polskiego w Dubnicy nad Wagiem spotkało się aż 41 osób. Prezes organizacji polonijnej na Środkowym Poważu Zbigniew Podleśny złożył życzenia przybyłym paniom, dziękując im za zaangażo-

Dzień Kobiet w Dubnicy nad Wagiem O bchodzić czy nie obchodzić Dnia Kobiet? Spierają się niektórzy. Przeciwnicy kojarzą to święto z czasami komunistycznymi, zwolennicy 8 marca traktują jako okazję do złożenia podziękowań za trud, pracę i poświęcenie płci pięknej. I właśnie ta myśl przyświeca działaczom polonijnym w Dubnicy nad Wagiem, którzy już po raz szósty zorganizowali Polonijny Dzień Kobiet.

12

bnicy nad Wagiem Štefan Krška. Rodzinna, życzliwa atmosfera, polska gościnność – tak pokrótce można by scharakteryzować imprezę. Były też śpiewy przy dźwiękach gitary, na której grała Renata Straková, była też poezja w wykonaniu Beatrice Kołatkovej, która recytowała wiersze ze swojego najnowszego tomiku, za-

wanie w pracę społeczną na rzecz Polonii, umacniania tożsamości polskiej i integracji. Te działania, jak i wkład Polaków w życie kulturalne i społeczne mieszkańców miasta docenił też przybyły na spotkanie wiceburmistrz Du-

MONITOR POLONIJNY


Monitorek04

19.04.09 10:00

Stránka 13

I prawdopodobnie właśnie ta otwartość Polaków, ich serdeczność przyciągnęły kolejne osoby, które podczas imprezy wstąpili w szeregi Klubu Polskiego. Prezes Zbigniew Podleśny w uroczysty sposób przywitał

nowych członków: Iwonę i Marcina Grądalskich oraz Annę Obetkovą. Prezes nie krył zadowolenia, że w spotkaniu wzięli udział również rodacy, przybyli z różnych zakątków Słowacji: z Koszyc, Bratysławy, Nitry,

Trenczyna, a także zaprzyjaźnieni Słowacy: Olga Kovačiková – kierownik Klubu Emerytów i Iveta Matejková – kierownik Centrum Kultury Trenczyn-Sihot. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA DUBNICA NAD WAGIEM

tytułowanego „Skrzydła motyla“. Był też czas na serdeczne rozmowy i wspomnienia o tym, jak 15 lat temu doszło do integracji środowiska polonijnego, bowiem w spotkaniu wziął też udział założyciel Klubu Polskiego i jego pierwszy prezes Ryszard Zwiewka. ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

IMPREZĘ DOFINANSOWAŁ WYDZIAŁ KONSULARNY AMBASADY RP W RS

KWIECIEŃ 2009

13


Monitorek04

19.04.09 10:00

Stránka 14

Skrzydła

motyla M

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

iłośnicy poezji spotkali się 5 marca 2009 roku w miejskiej bibliotece w Trenczynie, by zapoznać się z najnowszą twórczością Beatrice Kołatkovej, członkini Klubu Polskiego, która właśnie wydała swój nowy tomik pod tytułem „Skrzydła motyla“. To już drugi tomik poezji tej autorki, pierwszym był „Wstawaj, słońce”, wydany w roku 2004.

14

„Skrzydła motyla” to zbiór wierszy w języku polskim i słowackim, których wydanie wsparła finansowo Ambasada RP w Bratysławie. Na promocji tomiku autorkę i jej dotychczasowe osiągnięcia przedstawiła zgromadzonym Jana Poláková, należąca również do Klubu Polskiego. Wprowadzić wszystkich w poetycki nastrój udało się Renacie Strakovej, która zaśpiewała kilka polskich piosenek przy akompaniamencie gitary. Po krótkiej prezentacji utworów w słowackiej i polskiej wersji językowej, sama poetka opowiedziała historię powstania

zbioru. „Droga do sukcesu nie była łatwa, ale mnie przeszkody mobilizują, traktuję je jak wyzwanie“ – wyjaśniła Beatrice Kołatková. Wiersze naszej rodaczki traktują o dwóch najbliższych nam, Polakom mieszkającym na obczyźnie, tematach – miłości i tęsknocie do kraju ojczystego. Napisane są językiem prostym, zrozumiałym dla wszystkich, a nie tylko dla koneserów poezji, dzięki czemu poruszają serca czytających. Trudno przejść nad nimi obojętnie, ponieważ zmuszają do przemyśleń i powrotu do własnych wspomnień. Ja sama też jestem wdzięczna autorce, za to, że

MONITOR POLONIJNY


Monitorek04

19.04.09 10:00

Stránka 15

W

Polsce jest wielu młodych i ciekawych ludzi, którzy po prostu robią swoje, nie ścigając się po listach przebojów. Przykładem takim może być młoda piosenkarka Maria Peszek.

ZDJĘCIA: RENATA STRAKOVÁ

czytając jej wiersze mogłam się na chwilę zamyślić i powspominać najpiękniejsze chwile z dzieciństwa i domu rodzinnego, oderwać się od zgiełku życia codziennego. Chrzest tomu odbył się w oryginalny sposób – za pomocą kolorowych motyli. Spotkanie zgromadziło około 50 osób, wśród których nie zabrakło przedstawicieli lokalnych mediów. Beatrice Kołatková zdradziła nam, że planuje wydanie kolejnej książki – tym razem będzie to zbiór opowiadań. Warto przy okazji przypomnieć, że w zeszłym roku zajęła ona IV miejsce na Międzynarodowym Konkursie Literackim, zorganizowanym w Polsce, w którym uczestniczyło 370 uczestników. Artystyczna dusza i upór w dążeniu do celu, charakteryzujące Beatrice Kołatkovą, powodują, że jej twórczość może ujrzeć światło dzienne, inspirować innych i przynosić wytchnienie. ALEKSANDRA KRCHEŇ

KWIECIEŃ 2009

Zadebiutowała w 2005 roku albumem „Miasto mania“, który otrzymał status platynowej płyty. W tym samym roku otrzymała wyróżnienie „Gazety Wyborczej“ i tygodnika „Przekrój“, a także dwie statuetki Fryderyka – nagrody polskiego przemysłu muzycznego. Rok później wyszedł jej krążek, zatytułowany „Siku”, który był kontynuacją poprzedniego.

W ubiegłym roku wydała nową płytę pt. „Maria Awaria”. Przyznam, że bardzo mnie zaskoczyła tym oryginalnym, nietuzinkowym albumem, który jest czymś zupełnie nowym na naszym rynku muzycznym, trudnym do określenia. Słuchacze i publiczność zwykle jednak szybko się oswajają i utożsamiają z różnymi eksperymentami muzycznymi, o czym świadczy w tym przypadku popularność piosenkarki (120 koncertów w Polsce i za granicą, występy na różnych festiwalach muzycznych, mnóstwo fanów). Jeśli chodzi o prezentowaną na płycie muzykę, to trudno ją

definiować, używając terminologii muzycznej. Jest to coś w rodzaju eksperymentalnej poetyki elektronicznej. Maria Peszek do współpracy zaprosiła m.in. świetnego muzyka Andrzeja Smolika. Charakter całej płyty to intymność bez retuszu. Niczym nie skrępowane i niepokorne teksty Marii Peszek wyrażają emocje, czasami szokują, są pełne seksu. Oto niektóre cytaty z jej piosenek: „Jestem misiem, kochać chce mi się” czy „Poliż mnie, I’m Polisch”. Również tytuły niektórych piosenek są kontrowersyjne, np. „Chujawiak“. Można odnieść wrażenie, że piosenkarce zależy na tym, aby ludzie, słuchając jej piosenek, odczuwali nieodpartą chęć kochania się, płaczu i śmiechu. To dobrze, że artystka idzie swoją drogą. Jest po prostu autentyczna w swoim rodzaju. Zainteresowani jej twórczością na okładce płyty znajdą instrukcję, gdzie można znaleźć teksty piosenek. A my zdradzimy, że można je znaleźć w książce „Maria Awaria. Bezwstydnik“. Projekt został zrealizowany w wytwórni „Kayax Production”, a jak już wiemy, znana piosenkarka Kayah (właścicielka wytwórni płytowej) nie raz miała dobrą rękę do promowania artystów. URSZULA SZABADOSOVÁ 15


19.04.09 10:00

Stránka 16

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Monitorek04

„Słuchaliśmy Radia Luksemburg, a żeby nie zagłuszać ciszy nocnej domowników, chowaliśmy odbiornik radiowy pod pierzyną i razem z Heńkiem słuchaliśmy muzyki do późnych godzin nocnych“. Urszula Szabados

Big-beatowe rodzeństwo

K

iedy dowiedziałam się, że zespół „Czerwone Gitary“ wystąpi w Wiedniu, pomyślałam sobie, że może udałoby się zorganizować spotkanie jednego z członków zespołu z jego mieszkającą w Koszycach siostrą?

Telefony „Chętnie spotkałabym się z bratem. Może uda mi się tak zaplanować obowiązki, by móc przyjechać“ – zareagowała w rozmowie telefonicznej Ula Szabados. Podobnie zareagował jej brat Henryk Zomerski: „Jesteśmy z zespołem na nagraniach w Niemczech, a 7 marca dajemy koncert w Wiedniu. To byłaby świetna okazja, by spotkać się z Ulką!“.

Nach Wien Deszczowe popołudnie, ale pogoda nie może nam popsuć humorów. Po drodze do Wiednia rozmawiamy o życiu rodzinnym rodzeństwa Zomerskich. Ula z rozrzewnieniem wspomina dzieciństwo, opisuje dobre kontakty z bratem, które prze-

„Byłem dumny, że Ula wyszła za mąż za Jurka, który był i wspaniałym człowiekiem, i świetnym muzykiem. Niestety, nigdy nie udało mi się z nim zagrać…“. Henryk Zomerski 16

trwały pomimo odległości, która ich dzieli. „Mój braciszek bardzo lubi słodycze. Wiozę mu więc jakieś smakołyki, by posilił się przed koncertem“ – zdradza Ula. Parkujemy samochód przed salą koncertową w Wiedniu. W tym momencie pojawia się obok nas bus z napisem „Czerwone Gitary“. „Są! To oni!“ – reaguje Ula. Widzę jej podekscytowanie. Jeszcze po drodze do Wiednia zwierzyła się, że nie pamięta, kiedy ostatnio była na koncercie „Czerwonych Gitar“. Nastąpiła chwila powitania rodzeństwa, uściski z pozostałymi członkami zespołu, których Ula dobrze zna. Krótki czas na rozmowę, bowiem muzycy muszą jeszcze rozłożyć sprzęt i odbyć próbę. Ula biegnie za bratem, wciskając mu do ręki słodycze. „Już jestem taka opiekuńcza, jak nasza najstarsza siostra!“ – konstatuje, śmiejąc się sama z siebie.

Big-beat spod pierzyny Kiedy w gdyńskim mieszkaniu rodziny Zomerskich pojawiło się pianino, wzbudziło duże zainteresowanie małej Uli. „Nie sięgałam nogami do podłogi, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Przy pianinie spędzałam długie godziny, grając znane melo-

die“ – wspomina Urszula. I chociaż jej starsza siostra także umiała grać na pianinie, to z trójki rodzeństwa tylko Ula poszła do szkoły muzycznej. „Była bardzo pracowitym dzieckiem – chodziła do dwóch szkół, większość czasu poświęcała ćwiczeniom“ – wspomina Henryk Zomerski, którego o trzy lata starsza siostra inspirowała do zainteresowania się muzyką. I choć nie zdobył on wykształcenia muzycznego, to o jego karierze zawodowej zdecydowało właśnie zamiłowanie do muzyki. „Zawsze podziwiałam jego pamięć muzyczną“ – wspomina Ula. Na początku lat 60-tych rodzeństwo Zomerskich pochłonęła modna wówczas fala big-beatu. „Słuchaliśmy Radia Luksemburg – opowiada Ula – a żeby nie zagłuszać ciszy nocnej domowników, chowaliśmy odbiornik radiowy pod pierzyną i razem z Heńkiem słuchaliśmy muzyki do późnych godzin nocnych“.

Gitara basowa Urszula podjęła studia w Wyższej Szkole Muzycznej w Sopocie, natomiast jej brat studiował pedagogikę – z zawodu jest nauczycielem fizyki i chemii. Pochłonęła go jednak muzyka. „Heniek brał gitarę i wychodził do lasu, nieopodal domu, żeby sobie poćwiczyć“ – wspomina Ula. Występował w zespole muzycznym „Elektrony“, który później zmienił nazwę na „Niebiesko-Czarni“. „Musiałem nadrabiać zaległości muzyczne jako samouk, bo żeby zostać muzykiem, trzeba znać jakieś zasady“ – twierdzi Henryk. W 1962 roku, grając z „Niebiesko-Czarnymi“ na FestiMONITOR POLONIJNY


19.04.09 10:00

Stránka 17

walu Młodych Talentów w Szczecinie zaprezentował pierwszą w Polsce gitarę basową. „To nie była oryginalna gitara, zrobiłem ją sobie sam – wspomina mój rozmówca. – Zdjąłem struny ze zwykłej gitary, poszerzyłem jej progi i założyłem struny od wiolonczeli“. A Ula dodaje, że jedna ze strun pochodziła z pianina. „Ta struna była tak twarda, że raniłem sobie palce“ – zdradza Henryk.

Przemalowane gitary Kiedy pewnego styczniowego dnia w 1965 roku w Gdańsku Wrzeszczu w kawiarni „Crystal“ spotkało się kilku młodych chłopaków, żaden z nich nie przypuszczał, że ich spotkanie zaowocuje przełomową decyzją, kształtującą tendencje muzyczne w Polsce. Henryk Zomerski, Jerzy Kossela, Krzysztof Klenczon, Jerzy Skrzypczyk, Benek Dormowski tworzyli zespół „Czerwone Gitary“. „Mieliśmy się nazywać Pięciolinie, ale właśnie przemalowaliśmy gitary na czerwono i stąd nazwa zespołu“ – opisuje Henryk. No i zaczęła się oszałamiająca kariera młodych, utalentowanych chłopaków, których hasło brzmiało: „Gramy i śpiewamy najgłośniej w Polsce“. Zespół występował w klubie „Non Stop“ koło plaży w Sopocie, a wśród licznie przybywających na wybrzeże wczasowiczów fama o zespole rozchodziła się bardzo szybko. „Często bywałam w Non Stopie, który znajdował się naprzeciwko mojej uczelni, widziałam więc ich występy i to, jak zdobywają popularność“ – wspomina Ula.

Gdzieś w trasie

żby wojskowej Zomerski występował w „Czerwono-Czarnych“, do „Czerwonych Gitar“ wrócił po odejściu z zespołu Seweryna Krajewskiego.

Ula otrzymała propozycję współpracy z Mieczysławem Foggiem – nestorem polskiej piosenki, stała się kierownikiem muzycznym żeńskiego zeCzechosłowacja społu „Baby Jagi“, który towarzyszył artyście. Występowała na scenach Zespół „Baby Jagi“, który tworzyły wielu polskich miast. W tym czasie młode i uzdolnione dziewczęta, „Czerwone Gitary“ również sporo często koncertował samodzielnie, koncertowały. Czasami drogi rodzeńna co zgadzał się Mieczysław Fogg. stwa się spotykały. „Któregoś razu Podczas jednego z takich koncerwystępowaliśmy w Międzyzdrojach, tów w Czechosłowacji Ula poznała a kiedy przybyliśmy do miasta, zobakróla słowackiej sceny muzycznej – czyłam na plakatach, że wystąpią Juraja Szabadosa. Wkrórównież Czerwone Gitatce została członkiem ry – wspomina Ula. – „Mieliśmy się jego grupy muzycznej, Spotkaliśmy się więc nazywać a później… jego żoną. z Heńkiem za kulisami. Pięciolinie, ale Jej brat wspomina, że Ot, takie rodzinne z jednej strony nie ciespotkanie!“. właśnie przemalowaliś szył go ten fakt, boW ukryciu wiem stracił z siostrą my gitary na codzienny kontakt, jeczerwono i stąd Kiedy młody Henryk dnak z drugiej strony Zomerski otrzymał po- nazwa zespołu“. bardzo cenił swojego Henryk Zomerski wołanie do wojska „Czerszwagra. „Byłem dumwone Gitary“ były w trany, że Ula wyszła za sie koncertowej. Do wojska się zatem mąż za Jurka, który był i wspaniałym nie zgłosił, a na scenie występował człowiekiem, i świetnym muzykiem“ w peruce i pod pseudonimem – mówi dziś Henryk i ze smutkiem Janusz Horski. Podczas jednego dodaje: „Niestety, nigdy nie udało mi z koncertów dowiedział się, że na się z nim zagrać …“. Życie pełne wrasali jest WSW. Cały koncert zagrał żeń, muzycznych sukcesów zostało schowany za podium pod perkusją przerwane nagłą śmiercią Juraja Jurka Skrzypczyka. „Mało nie ogłuSzabadosa w 1995 roku. chłem – wspomina mój rozmówca. „Morza szum, ptaków śpiew…“ – W końcu wyszedłem z ukrycia i dobrowolnie zgłosiłem się do wojOstatnie spojrzenie w lustro ska“. Jego miejsce w zespole zajął przed wyjściem na scenę. Ula poSeweryn Krajewski. Po odbyciu słuprawia czarny kołnierzyk brata, by odpowiednio wyglądał na białej marynarce. Za chwilę rozpocznie się koncert. Na sali tłumnie zgromadzeni fani zespołu. Gorąca atmosfera. I wreszcie dźwięki znanych przebojów: „Morza szum, ptaków śpiew, dzika plaża…“. Zerkam ukradkiem na Ulę – jest zachwycona. „To moja młodość, wracają wspomnienia“ – szepcze mi do ucha. I nie jestem pewna, bo może tylko mi się wydaje, w kąciku jej oczu zauważam łezkę wzruszenia... MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Monitorek04

17


Monitorek04

19.04.09 10:01

Stránka 18

T

ym razem przedstawiam film, który wstrząsnął mną tak bardzo, że nawet teraz trudno mi jest zebrać się i pisać o nim. „Popiełuszko. Wolność jest w nas” to film w reżyserii Rafała Wieczyńskiego, który tworzono 7 lat! Zbieranie materiałów, pieniędzy, a także pisanie scenariusza okazało się bardzo czasochłonne, ale dało w efekcie dzieło, wobec którego nikt nie przejdzie obojętnie. Film przedstawia dzieje księdza Jerzego Popiełuszki – legendarnego duszpasterza „Solidarności”, który był jednym z wielu duszpasterzy tamtych, tak trudnych dla Polaków czasów rządów komunistycznych, narzuconych całej Europie ŚrodkowoWschodniej przez Związek Radziecki. Ksiądz Jerzy jako jeden z niewielu nie uląkł się przemocy, nie ugiął się przed podłością i nienawiścią przedstawicieli władzy. Nie interesowała go sama polityka – on uważał, że prawda i tylko prawda jest najważniejsza. Nigdy nie zgadzał się na kompromis, jeśli chodziło o obronę zwykłych ludzi, takich jak on sam. Walczył ze złem, a nie z ofiarami zła. Jako kapłan widział w ludziach tylko dobro. Wybaczył nawet swoim prześladowcom! Oglądając film Wieczyńskiego, ma się wrażenie, że to reportaż z tamtych

18

czasów, albowiem zręcznie wkomponowane zostały w niego zdjęcia dokumentalne. Zło, pokazane w filmie, wyrażone zostało bardzo prostymi środkami. Nie epatuje wielkością, ma twarz UB-eka, ZOMO-wca, pani prokurator czy sędziego, ale są to takie same twarze, jak twarze ludzi z otoczenia ks. Jerzego, jego przyjaciół czy pomocników. Adam Woronowicz, odtwarzający główną rolę (atutem aktora jest jego fizyczne podobieństwo do ks. Jerzego), rewelacyjnie wcielił się w postać Popiełuszki, choć gra bardzo „oszczędnie“, mówi przyciszonym głosem, spokojnie. Jego bohater to niewysoki, szczupły, trochę schorowany człowiek, będący w ciągłym ruchu, pojawiający się wszędzie tam, gdzie ktoś potrzebuje pomocy. Wymaga od siebie wiele, nie oczekując nic w zamian.

Ksiądz Popiełuszko to wielka postać w naszej historii, ale czy doceniona? Aby się o tym przekonać, należy obejrzeć film Wieczyńskiego! Choćby dla samej gry A. Woronowicza, choćby dla sceny ataku czołgów i ZOMO na bezradnych i bezbronnych hutników huty „Warszawa”, choćby dla Joanny Szczepkowskiej, której bohaterka sprzeciwia się ks. Jerzemu, wykrzykując, że nie wybaczy i będzie nienawidzić… Na koniec wspomnę też o wspaniałej scenografii – kapitalnie oddającej lata osiemdziesiąte. Złożyły się na nią ubiory, meble, wygląd ulic, pojazdy (wśród nich stara syrena). My, młodzi, nie pamiętamy czasów, w których przyszło żyć i umrzeć księdzu Jerzemu, ale z opowiadań starszych jawi się nam obraz trochę śmiesznych, trochę biednych, szarych, smutnych czasów. Były to jednak również lata podłości, nienawiści, skrytych zbrodni – zbrodni w imię prawa! A ludzi nieugiętych, bezkompromisowych, wielkich duchem, po prostu niezłomnych było tak niewielu, że trzeba o nich pamiętać zawsze! Pamiętajmy… MAGDALENA PIETZ

MONITOR POLONIJNY


Monitorek04

19.04.09 10:25

Stránka 19

Okrągły Stół w dwudziestą rocznicę

P

rzed dwudziestu laty, 5 kwietnia, zakończyły się obrady Okrągłego Stołu, które rozpoczęły się 6 lutego 1989 r. w warszawskim Pałacu Namiestnikowskim. W historii Polski był to moment szczególny – ewolucyjny początek końca polskiego realnego socjalizmu. Droga, prowadząca do Okrągłego Stołu, nie była ani prosta, ani łatwa; na jej początku był wielki ruch społeczny, który ogarnął Polskę w latach 1980-1981, była pierwsza „Solidarność”, wizyty Papieża-Polaka i oficjalna wizyta Michaiła Gorbaczowa w Polsce, sygnalizująca jego odejście od doktryny Breżniewa. Lata, które wówczas upłynęły od wprowadzenia i zniesienia stanu wojennego, pokazały, że żadnych ważnych reform w kraju nie uda się

KWIECIEŃ 2009

rządowi przeprowadzić bez uzyskania aktywnego ich poparcia przez społeczeństwo. Zarówno gen. Wojciech Jaruzelski, jak i jego najbliżsi współpracownicy zdawali sobie już sprawę z konieczności zmian i pozyskania dla ich poparcia opozycji. Zdelegalizowana „Solidarność” w strajkach majowych 1988 r. przypomniała rządowi swoje główne żądania: legalizację „Solidarności”, wolność zakładania i działania związków zawodowych, stowarzyszeń i funda-

cji, przekształcenie rad narodowych w autentyczne samorządy lokalne, oddzielenie systemu politycznego od ekonomicznego, a także równouprawnienie sektorów gospodarki. W połowie czerwca Wojciech Jaruzelski zapowiedział powstanie nowej ustawy o stowarzyszeniach i mgliście wyraził się o ewentualnej koncepcji utworzenia „drugiej izby Sejmu”, odrzucił natomiast możliwość podjęcia dialogu z „Solidarnością”, uznając potrzebę współpracy z „konstruktywną opozycją”, za jaką uważał przede wszystkim działaczy katolickich. Strajki sierpniowe, które ogarnęły kopalnie śląskie, stocznie i inne gdańskie zakłady pracy, hutę „Stalowa Wola” i szereg różnych przedsiębiorstw w kilku województwach, przyśpieszyły drogę do Okrągłego Stołu. Strajki te potwierdziły żywotność i siłę zdelegalizowanej „Solidarności” – popierało je 53,2 % badanych przez Ośrodek Badania Opinii

19


Monitorek04

19.04.09 10:01

Stránka 20

Publicznej, potępiało 37,6 %, a 62,4 % uznawało postulaty strajkujących za słuszne. Z takimi wynikami trzeba było się liczyć. Dnia 20 sierpnia prof. Andrzej Stelmachowski – działacz Klubów Inteligencji Katolickiej, z inicjatywy warszawskich doradców „Solidarności” i upoważnienia Lecha Wałęsy oraz Episkopatu przeprowadził rozmowę sondażową z sekretarzem KC PZPR Józefem Czyrkiem, w której, odwołując się do użytego przez gen. Jaruzelskiego terminu „okrągły stół”, zaproponował rozmowy z udziałem Lecha Wałęsy. Wkrótce potem przywódcy „Solidarności” przekazali władzom pisemne żądania legalizacji „Solidarności” oraz prawa do swobodnego tworzenia stowarzyszeń i klubów politycznych, wyrażając jednocześnie gotowość udziału w przebudowie gospodarki i stopniowym procesie demokratyzacji państwa. Niepowodzenia podjętej reformy gospodarczej, złe nastroje społeczne oraz trwające strajki sprawiły, że propozycję tę Biuro Polityczne PZPR było zmuszone potraktować serio. Proreformatorski prof. Władysław Baka na posiedzeniu biura w dniu 21 sierpnia, analizując sytuację ekonomiczną i polityczną, w jakiej znalazł się kraj, skonstatował jednoznacznie: „Musi dojść do porozumienia narodowego”, a zastępca członka Biura Politycznego Stanisław Ciosek 24 sierpnia w rozmowie z sekretarzem pomocniczym Episkopatu księdzem Alojzym Orszulikiem przedstawił projekt reformy ustrojowej, mówiąc: „Na szczycie byłby prezydent, poniżej Senat (w którym byłby podział sił 1/3 – koalicja rządząca, 1/3 ludzie Kościoła, 1/3 ludzie niezależni), jeszcze niżej parlament, w którym koalicja rządząca miałaby 60 %, a opozycja i nasi bezpartyjni przyjaciele 40 %”. Stale 20

jeszcze punktem sporu pozostawała zasadnicza dla opozycji sprawa legalizacji „Solidarności”. W sierpniu 1988 r. wydarzenia toczyły się wartko. W dniu 26 sierpnia gen. Czesław Kiszczak, przewodniczący Komitetu Rady Ministrów ds. Przestrzegania Prawa, Porządku Publicznego i Dyscypliny Społecznej w wystąpieniu telewizyjnym oświadczył, że został upoważniony, „aby odbyć w możliwie szybkim czasie spotkanie z przedstawicielami różnorodnych środowisk społecznych i pracowniczych. Mogłoby ono przyjąć formę okrągłego stołu”, przy którym, jak dodał, nie byłoby jednak miejsca dla osób, odrzucających porządek prawny i konstytucyjny PRL. W dniach 27-28 sierpnia obradowało plenum KC PZPR, na którym Józef Czyrek zapowiedział, że projekt reform obejmuje zajęcie miejsc w Sejmie przez opozycję, a w wyniku debaty „okrągłego stołu“ miałaby powstać Rada Porozumienia Narodowego, która zastanowiłaby się nad zmianami konstytucji, powołaniem drugiej izby parlamentu i utworzeniem urzędu prezydenta. W grę nie wchodził pluralizm związków zawodowych. Na tym plenum gen. Wojciech Jaruzelski podzielił opozycję na „konstruktywną”, z którą można było i należało dyskutować, i „destruktywną”, która z jakiegokolwiek dialogu miała być wyłączona. Generał Cz. Kiszczak 31 sierpnia spotkał się w Warszawie z L. Wałęsą w obecności S. Cioska i bp. J. Dąbrowskiego. Krótki oficjalny komunikat Polskiej Agencji Prasowej informował, że „omawiano przesłanki zorganizowania spotkania okrągłego

stołu i tryb jego odbycia”. Wiemy też, że Kiszczak uzależnił wówczas rozmowy od wygaszenia strajków, mówił, że zostaną do nich zaproszeni „ludzie Solidarności, ale bez Solidarności”. Na tym spotkaniu Wałęsa zobowiązał się do wygaszenia strajków, podkreślił jednak, że „Sprawy okrągłego stołu są ważne, ale najważniejsza jest sprawa Solidarności, a potem pluralizmu”. Tak więc sprawa legalizacji „Solidarności” pozostawała nadal głównym przedmiotem sporu. W kolejnym spotkaniu Kiszczak – Wałęsa, które odbyło się 16 września w Magdalence z udziałem doradców obu rozmówców oraz przedstawicieli Episkopatu, ustalono, że rozmowy okrągłego stołu odbędą się w połowie października. Tak się jednak nie stało. Zmienił się rząd, premierem został Mieczysław Rakowski, ale nie to było powodem niedotrzymania terminu. W sprawie legalizacji „Solidarności” nie wypowiedziały się ciągle jeszcze władze PZPR. Sprawę tę na plenum KC dyskutowano dopiero 20 i 21 grudnia. Odeszli wówczas z władz partyjnych działacze o poglądach konserwatywnych, a ich miejsce zajęli działacze o poglądach liberalnych. Na tym plenum M. Rakowski postawił uczestnikom kilka pytań, dotyczących legalizacji „Solidarności”, na które mieli odpowiedzieć w czasie drugiej części plenum, czyli 16 i 17 stycznia 1989 r. Styczniowe plenum miało dramatyczny przebieg i rozpoczęło się od silnego ataku na kierownictwo partii, któremu zarzucono wręcz kapitulanctwo. Wśród rzą-


Monitorek04

19.04.09 10:01

Stránka 21

dzących silna była wrogość wobec „Solidarności”. W tej sytuacji Jaruzelski, Kiszczak, Siwicki i Rakowski zagrozili, że podadzą się do dymisji. Ostatecznie za przyjęciem „Stanowiska Komitetu Centralnego w sprawie pluralizmu politycznego i pluralizmu związkowego” głosowało 143 członków KC, 32 było przeciw, a 14 wstrzymało się od głosu. Dla opozycji pójście na kompromis z rządem również nie było łatwe. Wałęsa dotrzymał słowa – strajki zakończono, jednak u części członków „Solidarności” dialog z władzą budził nie tylko wątpliwości, ale i sprzeciw – uważali go za zdradę ideałów i niełatwo było ich przekonać o tym, iż z autorami stanu wojennego należy usiąść przy jednym stole i podjąć rozmowy. W dniu 18 grudnia 1988 r. na warszawskim spotkaniu 119 osób, reprezentujących nie tylko władze „Solidarności”, ale także jej doradców i przywódców współpracujących z nią organizacji, Tadeusz Mazowiecki we wstępnym referacie podkreślił, że rozmowy z władzą o uznaniu pluralizmu politycznego, społecznego i informacyjnego warunkuje nadal sprawa legalizacji „Solidarności”, zaś Adam Michnik, określając zaistniałą sytuację, powiedział: „Stajemy przed dylematem klasycznym: stawka na konflikt czy stawka na kompromis”. Konfrontacja oznaczała wojnę domową. Wygrał kompromis. „Solidarność” do rozmów z rządzącymi przygotowywał Komitet Obywatelski przy Przewodniczącym NSSZ „Solidarność”, skupiający wybitnych działaczy związku oraz ekspertów. Powołano 15 specjalistycznych komisji. Przed przystąpieniem do Okrągłego Stołu nie udało się „Solidarności” doprowadzić do konsolidacji wszystkich sił opozycyjnych. Jakikolwiek kompromis z władzą odrzucała przede wszystkim Konfederacja Polski Niepodległej, a także „Solidarność Walcząca”, radykalne grupy młodzieżowe. Dla niektórych działaczy głównego nurtu „Solidarności” negocjacje z autorami stanu wojennego były moralnie dwuznaczne. W styczniu 1989 r. w trakcie rozKWIECEŃ 2009

mów Ciosek – Mazowiecki – Orszulik wypunktowano problemy, mające stanowić oś porozumienia. Uroczyste posiedzenie plenarne Okrągłego Stołu odbyło się 6 lutego 1989 r. w Pałacu Namiestnikowskim w Warszawie. Przy dziś już historycznym stole zasiadło 55 osób: 14 przedstawicieli koalicji rządzącej (PZPR, ZSL, SD i trzech grup katolickich – PAX, UchS, PZKS), 14 polityków opozycji, po 8 działaczy związkowych OPZZ i „Solidarności” oraz 11 osób – niezależnych autorytetów. Przy Okrągłym Stole w roli obserwatorów zasiedli też dwaj delegaci Episkopatu oraz zwierzchnik Kościoła ewangelickiego. Rolę gospodarzy pełnili Czesław Kiszczak i Lech Wałęsa, którzy wygłosili inauguracyjne przemówienia. Był to moment historyczny – kończyła się PRL, po raz pierwszy w jej dziejach jako partnerzy zasiedli przy Okrągłym Stole władza i społeczeństwo, poprzez autentyczną reprezentację wyłonioną wokół Lecha Wałęsy. To już nie władza reprezentowała „ludzi pracy”. Szczegółowe negocjacje toczyły się w trzech zespołach roboczych: do spraw pluralizmu związkowego, do spraw gospodarki i polityki społecznej, do spraw reform politycznych. Każdy zespół miał dwu przewodniczących, z których jeden reprezentował „Solidarność”, a drugi PZPR. W ramach tych zespołów pracowały liczne podzespoły. Łącznie w obradach uczestniczyły 452 osoby, w tym 230 przedstawicieli „Solidarności”, a całość negocjacji koordynował ze strony „Solidarności” Tadeusz Mazowiecki, zaś ze strony koalicji rządowej Stanisław Ciosek. Negocjacje nie były łatwe, a osiągane zapisy były efektem skomplikowanych kompromisów.

W dniu 5 kwietnia odbyło się posiedzenie plenarne, kończące obrady Okrągłego Stołu. Osiągnięte porozumienia dotyczyły zgody na ponowną rejestrację „Solidarności”, stworzenie drugiej izby parlamentarnej, czyli Senatu, oraz urzędu prezydenta, przeprowadzenia w najbliższym czasie niekonfrontacyjnych wyborów do obu izb parlamentu, przy czym w wyniku wolnych wyborów miały być obsadzone wszystkie miejsca w Senacie, zaś w Sejmie tylko 35 %. – reszta miała być w gestii PZPR i jej sojuszników. Polska i świat z podpisanych porozumień dowiedziały się m.in., że „Ważnym stadium ewolucji politycznej są zmiany przeprowadzone już teraz: zasada pluralizmu związkowego i społecznego (w tym legalna działalność NSZZ „Solidarność”, NSZZRI „Solidarność”, a także legalizacja NSZ), uznanie prawa opozycji politycznej do legalnego działania, nowa ustawa o stowarzyszeniach, początek reformy prawa i sądownictwa, zwiększenie zakresu swobody słowa, a także istotna demokratyzacja zasad wybierania ciał przedstawicielskich. Wybory tegoroczne wyłonią Sejm i Senat, w których różne siły polityczne uczestniczyć będą w decydowaniu o losach państwa. Zadaniem parlamentu wybranego w tegorocznych wyborach jest stworzenie nowej, demokratycznej konstytucji i nowej demokratycznej ordynacji wyborczej. Strony uczynią wszystko, aby skład następnego parlamentu był w pełni wyznaczony przez wolę wyborców”. Polski Okrągły Stół, przy którym położone zostały zręby ustroju konstytucyjnego, był wielkim zwycięstwem solidarnościowej opozycji, tym większym, że osiągniętym bez rozlewu krwi. Znaczenie wielkiego kompromisu, jaki został przy nim zawarty, przekroczyło granice jednego państwa; po polskim Okrągłym Stole do podobnego zasiedli Węgrzy, później studenci w Czechosłowacji dali sygnał do rozpoczęcia aksamitnej rewolucji, a Niemcy rozebrali berliński mur. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 21


Monitorek04

19.04.09 10:01

Stránka 22

Teczka Ewy Barberyusz E wę Berberyusz starsi czytelnicy znają ją z lektury „Forum”, „Dookoła Świata”, warszawskiej „Kultury”. Później przez dwanaście lat mogli czytać jej artykuły w „Tygodniku Powszechnym”. Pisała do paryskiej „Kultury” Jerzego Giedroycia, a w stanie wojennym była aktywna w prasie drugiego obiegu. Jej artykuły były zawsze drapieżne, oszczędne, ale celne w środkach wyrazu, jasne w osądach. Ta dziennikarka, urodzona w 1929 roku, swoją pierwszą książkę wydała w roku 2006. „Książkę tę napisałam nie tylko dla wnuków biologicznych, ale również dla wnuków w dziennikarstwie. Moi znakomici koledzy (bo chodzi mi

o najlepszych), doskonale wykształceni, znający historię i literaturę, nie mówiąc o bieżącej polityce, krajowej i zagranicznej, ta crème de crème naszego zawodu, zaskakują nierzadko ignorancją w dziedzinie obyczajów i mentalności społe-

czeństwa nieodległych przecież czasów. W tej dziedzinie popełniają szkolne błędy; kiksy, które przy ich biegłej znajomości ogólnych zjawisk wprawiają mnie w zdumienie” – pisze we wstępie do Mojej teczki, wydanej przez Wydawni-

Wojna mediów z „mi siami” K iedy zaglądam do programu polskiej telewizji, serce mi rośnie. Takiej obfitości językowych programów poprawnościowych jeszcze nie było! Na ekranach można oglądać aż trzy audycje, propagujące język polski – ten poprawny!!! Ale nie w ilości sztuka! Zatem dodam, że są to programy niezwykle wartościowe, dowcipne, z humorem ukazujące zawiłości polszczyzny i potknięcia jej użytkowników. Pierwszy z nich to „Od słów do głów”, program prowadzony przez powszechnie znanego i uwielbianego przez telewidzów (bardziej chyba jednak przez telewidzki) Jarosła22

wa Kreta, na co dzień przekazującego informacje pogodowe, tym razem wcielającego się w różne postaci w celu ukazania czyhających zewsząd pułapek językowych. Popularny „pogo-

dynek” zaprasza przed kamery specjalistów z zakresu kultury języka – np. prof. Andrzeja Markowskiego czy prof. Jerzego Podrackiego, którzy w sposób zwięzły i jasny wyjaśniają, jak należy mówić i pisać i jak unikać błędów. Warto też podkreślić, że „Od słów do głów” jest realizowane w porozumieniu z Radą Języka Polskiego Drugi z programów poświęconych poprawnej polszczyźnie to „Pucuł i Grzechu” (reżyseria, scenariusz: Witold Górka, Jan Tomczak). Jest to seria filmów animowanych, z których każdy w lekkiej, momenta-

mi absurdalnej formie, przedstawia konkretny błąd językowy i krótkie, zabawne wyjaśnienie, na czym ów błąd polega. Ogromną zaletą tych filmików jest to, że są króciutkie i skupiają się na pojedynczym problemie, a głosów postaciom animowanym użyczyli znani aktorzy: Zbigniew Zamachowski i Wojciech Malajkat. Kolejną propozycją programową o języku polskim jest „Słownik polsko@polski”, będący swego rodzaju przeglądem błędów, popełnianych głównie przez dziennikarzy i internautów. Biorą w nim udział MONITOR POLONIJNY


Monitorek04

19.04.09 10:01

Stránka 23

ctwo „Iskry” w 2006 roku. I chociaż adresata definiuje bardzo konkretnie, to śmiało możemy powiedzieć, że wszyscy jesteśmy jej „wnukami”, którym książka ta jest potrzebna. Ewa Barberyusz nie ukrywa też, że bezpośrednim impulsem do jej napisania była uzyskana od znajomych wiadomość, że jej nazwisko znalazło się na „liście Wildsteina”. Uznając za „despekt zaglądanie do tej bezmyślnej, krzywdzącej, a przede wszystkim niemerytorycznej akcji teczkowej”, dziennikarka sama stworzyła swoją „teczkę” – opowiedziała swoje życie w sposób pełny, prosty i rzeczowy. W tej spowiedzi z własnego życia językowy warsztat obiektywnej rasowej dziennikarki został wzbogacony o elementy liryczne. W rezultacie otrzymaliśmy książkę, w której rygorystyczny realizm spotyka się z emocjonalnością, ale nie z egzaltacją czy czułostkowością, tak niestety częstą w prozie wspomnieniowej. W Mojej teczce autorka wraca do czasów przedwojennych, opisuje rodzinę swych rodziców, wywodzących się jak większość polskiej

rozsiani po świecie Polacy, konfrontujący swoje obserwacje, dotyczące polszczyzny, z wyrokami znanego prof. Jana Miodka. Państwo też możecie porozmawiać z profesorem, kontaktując się z nim przez Skype’a: polsko-polski2, lub telefonicznie: +48 71 750 50 64. Zachęcam do oglądania wszystkich trzech audycji, bo przecież wiedzy o kulturze i poprawności języka ojczystego nigdy za wiele, zwłaszcza, gdy się mieszka za granicą. Nie one są jednak głównym przedmiotem mojego artykułu. Ja, korzystając z łamów „Monitora”, przede wszystkim chciałabym podziękować twórcom wspomnianych wyżej programów za wydanie wojny „mi siom”. KWIECIEŃ 2009

inteligencji ze zubożałej szlachty. Pisze o swych dziadkach i rodzicach, o panujących w domu stosunkach, o ciotkach, wujkach i stryjkach, pisze o nich tak, jak ich widziała i poznała wówczas ona, dziecko ponure „/.../ Z wieczną bromblą na buzi, jak z poznańska mówiła matka”. Pisze o własnym postrzeganiu wybuchu wojny, powstania warszawskiego, kiedy to niejednokrotnie otarła się o zbrodnię, o trudzie pierwszych powojennych lat, pierwszych procesach ujawniających się akowców, o edukacji w przyjaznym klasztorze niepokalanek w Szymanowie. O różnych zajęciach, jakich się imała po opuszczeniu szkoły klasztornej, o swej pracy, o ludziach, których wówczas spotykała, o studiach i profesorach., o „Solidarności”, o ludziach znanych, z którymi spotkała się w swej pracy dziennikarskiej. Pisze o swym życiu osobistym, o swych mężach, synach, syno-

A o co chodzi? Otóż wszystkie te audycje, niezależnie (a może i zależnie – ale nic o tym nie świadczy) od siebie poruszyły prawie jednocześnie problem stosowania zaimków – tych niekiedy kłopotliwych wyrazów, zastępujących w wypowiedziach inne, bez konkretnego nazywania. Coraz częściej bowiem wśród użytkowników języka polskiego spotyka się konstrukcje typu: „mi się tak powiedziało”, „mi się zachciało” czy „mi się to podobało”. Zewsząd na początku słychać „mi się” (brzmi to jak „mi sie”, stąd moje „z mi siami” w tytule!), co strasznie rani moje uszy! „Mi się” weszło nawet na salony!!! „Mi się”

wych i wnukach. Pisze o sprawach ważnych i błahych, ale charakteryzujących zarówno czasy, jak i przede wszystkim ludzi. Zajmuje jasne stanowisko wobec lustracji, opartej na wiedzy zgromadzonej przez ubeków. W stosunku do siebie, ale także w stosunku do najbliższych nie stosuje taryfy ulgowej, z wręcz okrutną szczerością mówi o własnych potknięciach i błędach, by w końcu wyznać: „Mam na sumieniu sporo win, ale z teczkowego zakresu – żadnej”. Okrutna wobec siebie surowo ocenia innych, w tym także tych, z którymi było jej po drodze – np. Lecha Wałęsę czy Hannę Suchocką. W rezultacie tej odautorskiej spowiedzi otrzymaliśmy świetną, z pasją napisaną książkę, która w pierwotnych zamierzeniach autorki miała być przede wszystkim rozliczeniem się ze sobą, ale obiektywnie nabrała wartości historycznych. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

nas zalewa!!! Jednak MNIE SIĘ to „mi się” bardzo, ale to bardzo nie podoba!!! I na całe szczęście nie tylko mnie, ale i autorom wspomnianych programów telewizyjnych. Przecież polskie zaimki najczęściej występują w dwu formach: krótkich – stosowanych po czasowniku, nigdy nie występujących na początku wypowiedzi, czyli: „powiedziało mi/ci się”, „zachciało mi/ci się” „podoba mi/ci się”, i długich – pojawiających się właśnie na początku zdania, np. „mnie/tobie się tak powiedziało”, „mnie/tobie się zachciało” czy „mnie/tobie się to podoba”, lub w pozycji akcentowanej, np. „nie mnie/tobie, się

tak powiedziało, ale tobie /mnie”, „nie mnie/tobie się zachciało, ale tobie /mnie”, „nie mnie/tobie się to podoba, ale tobie /mnie”. I tę zasadę, przedstawioną również we wspomnianych wyżej audycjach o języku, za co im chwała (!), warto zapamiętać. Nie zaczynajmy zatem swoich wypowiedzi od „mi się”, które brzmi jak „misie” – one są miłe tylko wtedy, gdy są pluszowe. A ponieważ kolejne święta przed nami, to z tej okazji życzę Państwu wiosny w sercach, wiary w ludzi, dobrego humoru i oczywiście poprawnej polszczyzny na co dzień! MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 23


Monitorek04

19.04.09 10:01

Stránka 24

Wrocław

miasto ponad stu mostów

B

yliśmy już na wschodzie, na południu oraz na północy Polski. Dzisiaj przyszedł czas na zachód, a dokładnie na południowy zachód, gdzie leży miasto Wrocław – czwarte pod względem liczby mieszkańców i piąte co do wielkości miasto Polski.

Z rozmów z naszymi rodakami, którzy mieszkali we Wrocławiu, wynika, iż większość zabytków tego pięknego miasta znajduje się na Starym Mieście. Zacznijmy zatem naszą podróż od obejrzenia wrocławskiego Rynku – 50. pod względem wielkości placu na świecie. Imponujące... przyznają Państwo sami!

Rynek we Wrocławiu powstał w XIII wieku, a w okalających go kamienicach mieszkał patrycjat (najbogatsza warstwa mieszczan). Wszystkie budynki, stojące przy Rynku, zostały odrestaurowane, a od 2000 r. mogą je podziwiać tylko turyści piesi. Rynek jest na tyle duży (205m x 175m), że podzielony został na pięć części: środkową, zachodnią, południową, wschodnią i północną. Na środku znajduje się późnogotycki ratusz, zbudowany w XIII w., jeden z najlepiej zachowanych w kraju. Mieści on oddział Muzeum Miejskiego – Muzeum Sztuki Mieszczańskiej, natomiast w jego piwnicach znajduje się jeden z najstarszych lokali gastronomicznych w Europie – „Piwnica 24

Świdnicka”. Obok ratusza stoi pomnik Aleksandra Fredry, przywieziony do Wrocławia ze Lwowa. Po stronie zachodniej Rynku – Stronie Siedmiu Elektorów – stoją kamienice, pochodzące z czasów renesansu oraz gotyku. Zachowały one swój stan pierwotny m.in. dzięki temu, że w czasie II wojny światowej ta część Rynku nie została zniszczona. Za najpiękniejszą uchodzi kamienica Pod Gryfami, ale i ta Pod Błękitnym Słońcem w niczym jej nie ustępuje. Stronę południową, zwaną Stroną Złotego Pucharu, tworzą kamienice z czasów secesji i moderny. Szczególną uwagę zwracają kamienice Pod Złotym Dzbanem oraz Pod Zieloną Dynią. Naprzeciwko ratusza znajduje się Strona Zielonej Trzciny (strona wschodnia). Tam stoi m.in. najnowsza kamienica, pochodząca z 1994 r. i nosząca nazwę Pod Złotym Psem. W kamienicy Pod Złotą Kotwicą, znajdującej się w północnej części Rynku, zwanej Stroną Targu Łakoci,

obejrzeć można zachowaną renesansową kolumnę. Natomiast dom pod nr. 46 to oryginalny zabytek barokowy. W północno-zachodnim narożniku Rynku stoją dwie, a właściwie trzy, kamieniczki, które żartobliwie nazywane są Jasiem i Małgosią. Z niezwykłej urody wrocławskiego Rynku udajemy się na plac Solny, którego odwiedzenie poleca Małgorzata Wojcieszyńska – rodowita wrocławianka, od 1995 r. mieszkająca na Słowacji. „Sprzedawano tu niegdyś najcenniejszy towar, czyli sól, stąd nazwa placu. Obecnie na placu Solnym królują stragany z kwiatami – do wy-


Monitorek04

19.04.09 10:01

Stránka 25

Wspominając Pana Profesora

boru, do koloru, które można kupić niemalże o każdej porze dnia i nocy” – mówi Małgosia. Druga wrocławianka, studentka Ola Tulejko, poleca odwiedzenie wrocławskiego ZOO, który sławę zyskał m.in. dzięki państwu Gucwińskim, prowadzącym przez wiele lat w telewizji program „Z kamerą wśród zwierząt“. Miłośnikom kultury Ola Tulejko poleca wizytę w Muzeum Narodowym i Operze. Wrocławskimi przedstawieniami operowymi zachwycona jest również Małgosia Wojcieszyńska, szczególnie tymi, które wystawiane są w plenerze. Ogromne wrażenie zrobił na niej niezapomniany „Napój miłosny“ – superwidowisko, wystawiane na wodzie koło pergoli parku Szczytnickiego, niedaleko Hali Ludowej. Marek Woźniak, od trzech lat mieszkający w Bratysławie, turystom odwiedzającym Wrocław poleca rejs statkiem po Odrze. „Podczas takiego rejsu można podziwiać ilość i różnorodność mostów, znajdujących się we Wrocławiu” – zachwala Marek. A jest co podziwiać – bagatela 117 mostów (w tym 27 kładek), a przed wojną było ich 303! Wszyscy moi respondenci zgodnie stwierdzili, że odwiedzając Wrocław, nie można nie obejrzeć Panoramy Racławickiej – obrazu bitwy pod Racławicami

oraz Ostrowa Tumskiego, ulubionego miejsca Oli Tulejko. Gdy już obejrzymy wszystkie lub prawie wszystkie zabytki, to na pewno zechcemy gdzieś usiąść, odpocząć i coś zjeść. Marek Woźniak poleca lokale „Novokainę” i „Paparazzi”, oferujące pyszne jedzenie i dobre drinki. Warto też odwiedzić lokal „PRL”, w którym można zarówno potańczyć, jak i przenieść się w przeszłość, do czasów socjalistycznych – bo właśnie w tym stylu urządzona jest ta kawiarnia, na której ścianach wiszą stare plakaty z ówczesnymi hasłami propagandowymi. „Tu można napić się herbaty w szklance z podstawkiem, w takiej, jak kiedyś. – opisuje Małgosia. – A w weekendy można potańczyć w rytm znanych przebojów z lat 60-tych, 70-tych i 80-tych”. Z kolei Ola Tulejko, żyjąca życiem studenckim, poleca okolice Pasażu, gdzie w jednym miejscu znajduje się bardzo wiele pubów i kawiarni w różnym stylu. „Potańczyć można w Drodze do Mekki (w rytmach reagge, dancehall, drum&bass) czy Kamforze, a posiedzieć i pogadać w Od zmierzchu do świtu” – rekomenduje. Mam nadzieję, że krótka prezentacja Wrocławia zachęciła Państwa do odwiedzenia tego uroczego miasta. MAGDALENA PIETZ

W Warszawie w wieku 71 lat zmarł profesor Zbigniew Religa – ogromny autorytet w dziedzinie kardiochirurgii. W 1986 r. przeprowadził pierwszą w Polsce udaną transplantację serca. W ostatnich latach był posłem klubu PiS i jednym z najbardziej znanych krajowych polityków. W latach 2005 – 2007 pełnił funkcję ministra zdrowaia, wcześniej był senatorem. W roku 2005 kandydował na stanowisko prezydenta Polski.

W maju 2007 roku wykryto u niego chorobę nowotworową płuc. Przez wiele lat był nałogowym palaczem. Przeszedł operację, zakończoną usunięciem komórek nowotworowych. Okazało się jednak, że cierpi na nowotwór złośliwy. Pomimo tej diagnozy wrócił do pracy w resorcie zdrowia i niemal do końca życia uczestniczył w pracach Sejmu. Dla swoich pacjentów jednak na zawsze pozostanie wspaniałym lekarzem. Osobisty kontakt z Nim był dla mnie i mojej rodziny ogromnym przeżyciem. W roku 2001 mój tato przechodził właśnie trzecią, bardzo długą i skomplikowaną operację na otwartym sercu. Profesor podszedł do nas i uspokajającym głosem poinformował o jej przebiegu. Odetchnęliśmy z ulgą... Ten wysoki mężczyzna, z którego emanował spokój, profesjonalizm i dobroć od razu zyskał nasze zaufanie. Profesor Religa dwa razy operował mojego tatę, dając mu kolejne szanse na życie. Tato, podobnie jak wielu innych pacjentów, nazywał Go „Mistrzem“… Odszedł wybitny lekarz, dobry i porządny człowiek – „ludzki człowiek“. MELANIA MALINOWSKA

OPRACOWANO NA PODSTAWIE WIKIPEDII

KWIECIEŃ 2009

25


Monitorek04

19.04.09 10:01

Stránka 26

Złota Justyna M

oże to banalny, pretensjonalny tytuł, ale tak media nazywały Justynę Kowalczyk, dzięki której sukcesami i złotym medalem kończy się dla nas tegoroczny sezon sportów zimowych. Justyna ma wszystko, co potrzeba. Jest ładna, inteligentna, sympatyczna i odnosi sukcesy, które – co ważne – zawdzięcza sobie. A przy tym zawodniczka ta, urodzona 19 stycznia 1983 roku w Limanowej, jest już dwukrotną mistrzynią świata! Media kreują ją też na następczynię Adama Małysza, sportową gwiazdę Polski i nową Polkę-idolkę! Pochodzi z rodziny nauczycielsko-lekarskiej, ma dwie siostry i brata. Jej ojciec pracował w schronisku na Śnieżnicy, na wysokości ponad 1000 m. Wtedy to Justyna Kowalczyk zaczynała przygodę z górami, zimą, śniegiem, a droga do schroniska była wówczas jej „sportem wyczynowym”. Zaczynała banalnie. Z rodzinnej Kasiny Wielkiej poszła do szkoły sportowej w Zakopanem. Narty biegowe założyła po raz pierwszy w wieku 15 lat. Po czterech miesiącach treningów została mistrzynią Polski w swojej kategorii wiekowej! Jest wychowanką klubu AZS AWF Katowice. Tytuł mistrza świata zdobyła po jedenastu latach startów. Pierwsze punkty w zawodach Pucharu Świata (PŚ) Justyna Kowalczyk zdobyła 19 grudnia 2001 roku w Asiago. Później kilkakrotnie zajmowała miejsca tuż za pierwszą dziesiątką, dzięki czemu w sezonie 2004/2005 zakwalifikowała się do grona czołowych zawodniczek tego cyklu. Zdobywała medale mistrzostw świata juniorów oraz Uniwersjady, kilkakrotnie została mistrzynią Polski. Jej wyniki na mistrzostwach świata w Oberstdorfie w 2005 roku były najlepszymi w historii startów polskich biegaczek narciarskich w imprezach tej rangi! Niestety, bieg na 30 kilometrów przegrała wówczas o niespełna trzy sekundy! Wszystko to przekreśliły testy antydopingowe – 15 czerwca 2005 roku zdyskwalifikowano ją na 2 lata! Załamała się, trenowała jednak „na kredyt”. 26

Złożyła apelację. Zakaz startów został skrócony – do rywalizacji w PŚ powróciła już w grudniu 2005 roku. Niedługo później udowodniła, że warto na nią stawiać – 7 stycznia 2006 roku po raz pierwszy znalazła się na podium zawodów PŚ, zajmując 3. miejsce w biegu na 10 km techniką klasyczną w estońskim Otapää, a już 24 lutego zdobyła brązowy medal olimpijski w biegu narciarskim na 30 km techniką dowolną ze startu wspólnego! Jej medal był jednym z dwóch medali naszej reprezentacji na XX Zimowych Igrzysk Olimpijskich we Włoszech w 2006 roku. Wtedy Justyna zafundowała nam nie tylko radość z medalu, ale również sporą dawkę strachu. Wcześniej w trakcie biegu na trudnej trasie na 10 km upadła na niespełna dwa kilometry przed metą, straciła przytomność i po licznych trudnościach logistycznych została przewieziona do punktu medycznego. Potrafiła się jednak zmobilizować i kolejny start potraktowała inaczej, czego efektem był brąz. Pokazała wtedy, że w przyszłości należy się z nią liczyć. Komentatorzy już wtedy zapowiadali, że sportową karierę ma jeszcze przed sobą i że sprawi nam niespodzianki. Prawie rok, do 27 stycznia 2007 roku, czekała na pierwsze zwycięstwo w zawodach PŚ (był to jednocześnie premierowy triumf Polki w dziejach PŚ w biegach narciarskich). W dniu 22 stycznia 2008 roku w Canmore wygrała drugie

zawody w PŚ, a w następnych dniach jeszcze dwukrotnie stawała na podium. Rok 2009 to pasmo sukcesów. W Libercu na mistrzostwach świata 19 lutego w biegu na 10 km techniką klasyczną Kowalczyk zajęła 3. miejsce (w sumie w Libercu zdobyła podwójne mistrzostwo świata i brązowy medal w biegu na 15, 30 oraz 10 kilometrów). Tym samym zdobyła pierwszy medal mistrzostw świata w historii polskich, kobiecych biegów narciarskich. Według miesięcznika „Press” biegi narciarskie w Libercu oglądało za pośrednictwem TVP 1 prawie 3,6 mln widzów, a pierwsze zwycięstwo Justyny już 4,7 mln Polaków! Dużo – niedużo, ale z ręką na sercu, kto interesuje się biegami narciarskimi? Kolejny sukces osiągnęła 21 lutego, kiedy to zdobyła złoty medal w biegu na 15 kilometrów (7,5 kilometra techniką klasyczną i 7,5 kilometra techniką dowolną). Niewiarygodne! Kolejne złoto przyszło 28 lutego. Kowalczyk wygrała bieg na 30 kilometrów techniką dowolną. Było to jej trzecie podium w tych mistrzostwach, najlepszych z dotychczasowych występów reprezentacji Polski. Później w fińskim Lahti zdeklasowała rywalki w biegu na 10 km techniką dowolną. Wygrała. Do mety dotarła z ponad 20-sekundową przewagą nad drugą zawodniczką. W ostatnich zawodach, po finałowym biegu w wielkim finale, kiedy MONITOR POLONIJNY


Monitorek04

19.04.09 10:01

Stránka 27

Kowalczyk zdeklasowała rywalki dwukrotnie, w szwedzkim Falun zabrzmiał Mazurek Dąbrowskiego, a na maszt powędrowała polska flaga. Kowalczyk została triumfatorką Pucharu Świata. Do małej Kryształowej Kuli dołożyła zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu. Po jednym brązowym i dwóch złotych medalach mistrzostw świata w ostatnim starcie sezonu 2008 /2009 zdobyła Puchar Świata. Pierwszy raz w historii biegów narciarskich Kryształowa Kula trafia do Polski. Prowadzący uroczystość dekoracji szwedzki prezenter po polsku przedstawiał zwyciężczynię: „Polska narciarka najlepsza! Brawo!”, co było dość niezwykłe, zaś udekorował ją sam król Szwecji Karol XVI Gustaw. Warto przypomnieć, że w łącznej klasyfikacji Pucharu Świata w biegach narciarskich w poprzednim sezonie Kowalczyk zajęła 3. miejsce jako pierwsza zawodniczka w historii polskiego narciarstwa. W łącznej klasyfikacji w obecnym sezonie 2008/2009 zdobyła 1810 punktów (tylu punktów nie udało się zdobyć żadnej z poprzednich triumfatorek) i zajęła 1. miejsce! Znów jako pierwsza zawodniczka w historii polskiego narciarstwa biegowego! Czy sukces sportowy przełoży się na finansowy? Polski Związek Narciarski wycenił jej medale z Liberca na 75 tysięcy złotych. Dodatkowo, zgodnie z danymi FIS, Justyna zarobiła w całym sezonie 217 125 franków szwajcarskich. Sama jednak mówi, że „do pieniędzy i rzeczy materialnych nie przywiązuję wagi. Jak mi się coś spodoba i mogę sobie na to pozwolić, kupuję to”. Sukcesy wymagają poświęceń. Normalny dzień Justyna zaczyna pobudką o piątej, czasem pół godziny później. Pół godziny ma dla siebie – pije kawę, czyta książkę i przygotowuje się do półtoragodzinnego rozruchu. Po szóstej biega albo ćwiczy siłę na przyrządach. Po śniadaniu ma „luz na trawienie”, a po ósmej już drugi trening – bite cztery godziny w ostrym ruchu. Bieg na nartach albo na rolkach, albo jazda rowerem, KWIECIEŃ 2009

albo bieg po górach z kijkami, albo – co jest dla niej najgorsze – imitacja, czyli podskoki pod górę, albo bieg po terenie płaskim z użyciem kijków i pchaniem rękami. Rower to też nie zabawka – w cztery godziny przejeżdża nawet do 100 km, zaś na wolnych nartorolkach około 30 km, a na szybkich nawet 150 km! Po obiedzie Justyna dwie-trzy godziny śpi. Trzeci trening ma około 17-tej. Do tego raz na trzy dni trening na siłowni. Dźwiga sporo, męskie ciężary. Po kolacji próbuje czasem obejrzeć jakiś film, ale przyznaje, że rzadko udaje jej się dotrwać do końca. Zasypia około 22-giej. W domu rodzinnym bywa około 60 dni w roku… Taki wysiłek wymaga energii. Codziennie Justyna musi przyjąć pięć, sześć tysięcy kilokalorii! Na śniadanie lubi kaszkę na mleku. Je musli, jajecznicę z czterech lub pięciu jajek... Na obiad powinna jeść makaron, ale go nie lubi. Woli ziemniaki, gotowane mięso i dużo sałatek. Uwielbia słodycze. Kiedyś potrafiła zjeść trzy tabliczki czekolady dziennie, teraz ogranicza się do jednej. Na kolację pochłania wszystko. Dużo pije. Rano kawę, potem dużo płynów izotonicznych i wody. Zdarza się jej i piwo. Lubi czerwone wino. I … nie ma dietetyka! Biegaczka nie ma też menedżera. Dotychczasowych sponsorów załatwiał jej trenujący ją od lat Aleksander Wierietielny. Obecni jej główni sponsorzy to producenci… kotłów miedzianych i farb. Justyna odniosła również pierwszy sukces pozasportowy. Po jej zwycięstwach w PŚ władze Małopolski obiecały, że znajdą się pieniądze na remont 40 km drogi z Wieliczki do jej rodzinnej Kasiny Wielkiej. Zdaniem fachowców nasza nowa mistrzyni może utrzymać się w światowej czołówce przez następne 10 lat! Pozostaje tylko mieć nadzieję, że te przepowiednie się sprawdzą, bo przecież XXI Zimowe Igrzyska Olimpijskie już w przyszłym roku. Trzymajmy kciuki! ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

Tak daleko i tak blisko

CZYTELNICY PISZĄ

Tuż po świętach Bożego Narodzenia zawitał do mojego domu z doroczną kolędą ksiądz proboszcz Zygmunt Niewęgłowski, który wspomniał o swoim wyjeździe z grupą młodzieży z naszej parafii na zimowisko na Słowację. Podkreślił, iż dużą pomoc w zorganizowaniu tego przedsięwzięcia okazał mu pan Marian Banasiewicz, Polak mieszkający na stałe w Popradzie. Wspomniał też o jego rodzinie, wielkiej radości państwa Banasiewiczów z jej posiadania i warunkach, w których ta rodzina mieszka. Po wizycie księdza skontaktowałam się z redaktor naczelną „Monitora Polonijnego”, pytając, czy rodzina pana Banasiewicza znana jest w środowisku polonijnym, i prosząc o nawiązanie z nią kontaktu. Wizyta redaktor naczelnej u państwa Banasiewiczów w Popradzie zaowocowała niezwykle wzruszającym artykułem o ludziach Wielkiego Serca. Ci wspaniali, skromni ludzie udowodnili, iż w obecnych czasach globalizacji, „mcdonaldyzacji” społeczeństw i gonitwy za pieniądzem istnieją wartości dużo ważniejsze: zainteresowanie losem innych, troska i opieka nad nimi, dawanie poczucia bezpieczeństwa, a także tworzenie najistotniejszej wartości, jakimi w życiu człowieka są rodzina i dom. Państwo Banasiewiczowie przyjęli pod swój dach sześcioro dzieci, tworząc im rodzinę i biorąc na siebie wielką odpowiedzialność za ich dalszy los. Za to należą się im słowa wielkiego uznania i głębokiego szacunku. Jestem pełna nadziei, że spełni się największe marzenie tej „szczęśliwej dziewiątki” i w niedługim czasie uda się jej zamieszkać w wymarzonym domku. A może wśród czytelników „Monitora” lub ich najbliższym otoczeniu znajdą się osoby, które zechcą jej w tym pomóc? Jednocześnie pragnę złożyć podziękowanie księdzu proboszczowi Zygmuntowi Niewęgłowskiemu z parafii w Kuklówce Zarzecznej (pow. Grodzisk Mazowiecki) za udostępnienie informacji o rodzinie Banasiewiczów z Popradu. Jesteśmy tak daleko, a jednak tak blisko. ELŻBIETA JURANYI-KRAJEWSKA 27


Monitorek04

19.04.09 10:01

Stránka 28

Klub Polski w Trenczynie zaprasza wszystkich członków Klubu Polskiego do wzięcia udziału w cyklicznej imprezie polonijnej

Przyjaźń bez granic 2009

która odbędzie się w Trenczynie dnia 13 czerwca br. W tym roku chcemy zorganizować wystawę, na którą złożą się prace utalentowanych członków Polonii z całej Słowacji, reprezentantów wszystkich oddziałów regionalnych Klubu Polskiego. W związku z tym wszystkich utalentowanych członków, którzy mają ciekawe hobby, pięknie malują, rzeźbią, szydełkują lub mają inne, godne zainteresowania, prosimy o zgłaszanie się do organizatora imprezy do końca kwietnia

Odkryjmy skryte talenty w większym gronie i pokażmy je na tegorocznej imprezie w Trenczynie. S e r d e c z n i e z a p r a s z a m y ! K o n t a k t : R e n a t a S t r a k o v á , t e l . k o m . 0 9 0 8 7 51 9 8 8 lub e-mail: rena59@post.sk

Drogiemu Władkowi Rekowi, z okazji pięknego życiowego jubileuszu, jakim są 70. urodziny, z serca życzymy dużo zdrowia, pomyślności, spełnienia marzeń i realizacji tych jeszcze nie zrealizowanych planów życiowych oraz radości i optymizmu na wiele kolejnych szczęśliwych lat życia! Przyjaciele z Klubu Polskiego w Trenczynie

Klub Polski Koszyce ogłasza nabór do

CHÓRU POLONIJNEGO Wszystkich utalentowanych rodaków i ich słowackich przyjaciół mieszkających w Koszycach i okolicy prosimy o zgłaszanie się do Urszuli Szabados Kontakt: Radio „Patria”, Slovenský rozhlas, Moyzesová 7, 040 01 Košice, „Magazyn Polski” albo nr telefonu: 0904 434 424.

W tym roku na łamach „Monitora Polonijnego“ publikujemy artykuły, przedstawiające różne miasta i regiony Polski. Przy tej okazji chcielibyśmy skorzystać z pomocy naszych Czytelników i pokazać ich ulubione miejsca, ich „małe ojczyzny“. Pragnęlibyśmy, aby to Państwo byli naszymi przewodnikami po nich, a w związku z tym prosimy o kontakt telefoniczny bądź mailowy z redakcją tych z Państwa, którzy mieszkali w Katowicach, Łodzi i Szczecinie. Redakcja „Monitora Polonijnego“ m o n i t o r p @ o r a n g e m a i l . s k , t e l . 0 31 / 5 6 0 2 8 91

K W I E C I E Ń ➨ Retrospektywa filmów Jerzego Skolimowskiego w ramach przeglądu filmowego „Febiofest”, 30 marca – 5 kwietnia Kina „Nostalgia”, „Młodość”, FK „Za Zrkadlom”, Bratysława Współorganizator: Słowacki Instytut Filmowy, Filmoteka Narodowa, LOT ➨ Projekcja dokumentu „Rysopis Skolimowskiego” J. Kołaty oraz etiudy szkolnej pt. „Hamleś” J. Skolimowskiego w ramach przeglądu filmowego „Febiofest”•2 kwietnia•IP ➨ Projekcja filmu „Zezowate Szczęście” A. Munka dla studentów polonistyki 6 kwietnia•FiF UK, Gondova 2

28

W

Podajemy Państwu ciekawy adres internetowy, pod którym znajdziecie Państwo bazę polskich lekarzy za granicą:

www.polscylekarze.org

I N S T Y T U C I E

➨ Koncert Kuba Stankiewicz/Inga Lewandowska Quartet•15 kwietnia Teatr „Arena”, Bratysława ➨ Wystawa „Polska zabawka ludowa”•16 kwietnia•IP Współorganizator: Regionalny Ośrodek Kultury Bielsko-Biała ➨ Projekcja filmu „Hydrozagadka ” A. Kondratiuka dla studentów polonistyki•20 kwietnia FiF UK, Gondova 2 ➨ Cykl „Polska szkoła dokumentu” – projekcja 3 dokumentów Andrzeja Munka 21 kwietnia•Miejsce: IP ➨ Spotkanie autorskie z Marianem Grześczakiem – z okazji 75. rocznicy urodzin oraz ukazania się nowego przekładu poezji•22 kwietnia Bratysława, Żylina, Bańska Bystrzyca ➨ Środkowoeuropejski Festiwal Muzyki Koncertowej – koncert w wykonaniu Apollon Musagete Quartett Gł. organizator: Slovenske Hudobne Centrum 23 kwietnia•Miejsce: Dom Sztuki Żylina

P O L S K I M ➨ Aktywność kobiet w sferze politycznej i publicznej - dyskusja panelowa z udziałem specjalistki z Gender Studies w ramach cyklu Salon Wyszehradzki 23 kwietnia•Instytut Węgierski, Bratysława Współorganizator: Czeskie Centrum, Węgierski Instytut Kultury ➨ Projekcja filmu „Brzezina ” A. Wajdy dla studentów polonistyki 24 kwietnia•FiF UK, Gondova 2 ➨ Cykl „Klub polskiego filmu” – projekcja filmu „Eroica” A. Munka dla studentów polonistyki 30 kwietnia•IP ➨ Koncert polskiej grupy muzycznej „The Complainer & The Complainers” 30 kwietnia•Klub LUČ, Trenczyn MONITOR POLONIJNY


Monitorek04

19.04.09 10:01

O G Ł O S Z E N I E

Stránka 29

K O N S U L A R N E

Wydział Konsularny Ambasady RP w Bratysławie uprzejmie informuje, że z dniem 30.05.2009 r. zaprzestaje przyjmowania wniosków o wydanie paszportu (z elementami biometrii) na dotychczasowych zasadach. Związane jest to z wprowadzeniem zmian w procedurze paszportowej i wdrażaniem systemu umożliwiającego pobieranie odcisków palców - zgodnie z planowanym wejściem w życie zmiany przepisów zawartych w ustawie z dnia 13 lipca 2006 r. o dokumentach paszportowych. W późniejszym terminie zostanie podana informacja o dacie rozpoczęcia przyjmowania wniosków o wydanie paszportu na nowych zasadach i o wprowadzonych zmianach w procedurze paszportowej. W związku z tym nastąpi krótka przerwa w przyjmowaniu wniosków o wydanie paszportu po zakończeniu stosowania dotychczasowej procedury i będzie trwała do czasu zainstalowania systemu, umożliwiającego przyjmowanie wniosków na nowych zasadach. Nie nastąpi natomiast przerwa w przyjmowaniu wniosków o wydanie paszportów tymczasowych.

XIII Światowa Konferencja Gospodarcza Polonii odbędzie się w dniach 6-8.06.2009 r. Zgłoszenia należy przekazywać bezpośrednio do organizatora konferencji Fundacji „Polonia” na adres biuro@fundacjapolonia.pl. Szczegółowe informacje, dotyczące XIII Światowej Konferencji Gospodarczej Polonii, można uzyskać telefonicznie pod numerem 00 48 22 841 14 77.

Ministerstwo Sportu i Turystyki Departament Współpracy Międzynarodowej podaje wykaz imprez sportowych, które będą miały miejsce w roku 2009 na terenie Słowacji, w których jest możliwy udział polskich sportowców: 18-19.04. – regaty międzynarodowe – kajakarstwo (Liptowski Mikulasz) 28-31.05. – regaty międzynarodowe – kajakarstwo (Pieszczany) 1-3.05. – zawody międzynarodowe juniorów w zapasach 8-10.05. – Tatra Slalom – kajakarstwo (Liptowski Mikulasz) 13-14.06. – Klubowe Mistrzostwa Świata w wędkarstwie – dyscyplina spławikowa 20.06. – 11.07. – Szybowcowe Mistrzostwa Europy w sportach szybowcowych 4-5.07. – Puchar Świata w kajakarstwie górskim (Liptowski Mikulasz) 25.-26.07. – Grand Prix w narciarstwie wodnym (Koszyce) 30.07. – 2.08. – Intercup w żeglarstwie (Namestovo) 6-9.08. – BAME Cebel Youth Campionships w narciarstwie wodnym (Koszyce) 6-9.08. – Grand Prix w żeglarstwie (Liptowski Mikulasz) 14-16.08. – Międzynarodowe Mistrzostwa Słowacji w radiolokacji 13-15.11. – zawody międzynarodowe juniorów i juniorek KWIECIEŃ 2009

Czy to jest Itaka?

S

poglądając na mapę współczesnej Grecji, nie trudno nie przyrównać jej do głowy brodatego Odyseusza wiecznie poszukującego swojej Itaki. Taką Itakę właśnie pod niebem Hellady znalazło już wielu cudzoziemców. Niezwykła kraina, którą niegdyś władali bogowie olimpijscy – do dziś wyciskający piętno na europejskiej i światowej kulturze – zawsze ludzi przyciągała. To tutaj zaczynała się wydając na świat swych potomków – Europa, uprowadzona przez Zeusa z azjatyckiej jednak Fenicji. Może dlatego właśnie skrzyżowanie Wschodu z Zachodem wciąż jest w Grecji tak mocno i pociągająco obecne? Życie w kraju, z którego się nie pochodzi, zawsze i wszędzie ma swoją specyfikę. Tak jest i w przypadku Grecji, choć w podróż do Hellady udajemy się zazwyczaj w poszukiwaniu czegoś, co nie jest nam wcale obce, bo w poszukiwaniu naszych kulturowych korzeni. Pada więc pytanie: jak ta podróż w takim kontekście wypada. Najczęściej oczekiwania przerastają rzeczywistość, ale jednocześnie rzeczywistość przerasta nasze oczekiwania. Na czym ów paradoks polega? Otóż zbyt mocno tkwi w nas – u progu naszej greckiej perypetii – starożytna Hellada, zbyt mało natomiast wiemy o specyfice współczesnego kraju i jego mieszkańców. O tym przekonywałam się nie ja jedna… Większość cudzoziemskich przybyszów urzeka „greckie światło”, na które składa się nie tylko przyjazny, pełen słońca klimat, ale także światło wewnętrzne, obecne tu w ludziach, kierujących się częściej żywiołowym instynktem

i pierwotnymi namiętnościami niż kontrolowaną poprawnością i cywilizacyjnym wyrachowaniem. Znajdują więc w Grecji swoją życiową przystań zarówno zakochani w prostocie klasycznego piękna „artyści”, jak i zakochani w potomkach klasycznej ziemi „barbarzyńcy”. W ostatnich dekadach licznie dołączają do nich także poszukujący lepszych warunków zarobkowych imigranci. Wszystkim tym grupom życie w Grecji wydawać by się mogło prostsze, bowiem przede wszystkim więcej tu słońca, a zatem i więcej optymizmu. I tak właśnie Grecję odbierają liczni przelotni turyści. Trzeba jednak dopiero w tym kraju osiąść, by poznać prawdę o nim i jego najnowszych trudnych dziejach. To nie tylko moje doświadczenie… Dzisiaj o Grecji znów bywa w świecie głośno. Szczególnie było tak w grudniu ubiegłego roku. Szokujące sceny agresji na ulicach wielu greckich miast budziły

29


Monitorek04

19.04.09 10:01

zaskoczenie, niepokój, przerażenie. Kiedy ponad dwadzieścia lat temu przyjechałam tu po raz pierwszy, nie bałam się latem sypiać w parterowym miejskim domku z otwartymi na oścież oknami i okiennicami. Dzisiaj bez klimatyzacji ani rusz – nie ze względu jednak na ogólne ocieplenie klimatu, ale ze względu na bezpieczeństwo snu, mienia, życia… Ten kraj zmienia się także w moich i na moich oczach. A obserwacje i analiza tych zmian zajmują mnie również zawodowo. Jaka jest współczesna Grecja? Czy jest wymarzoną Itaką? Kto był na prawdziwej Itace, ten wie, że wyspa to urokliwa, ale o mało dostępnych, skalistych brzegach. Takie bywa dzisiaj życie wielu imigrantów w Grecji. Niby przyjazny to dla nich kraj, bo zwykło się uważać, że życie tu nie tak drogie, praca w zasięgu ręki, a pracodawcy ludzcy i życzliwi. Rzeczywistość jednak skrzeczy. Pracodawcy, to w gruncie rzeczy ludzie z sercem, ale mało jakoś „europejscy”, więc wolą pracownika na czarno, któremu nie spieszą rzetelnie płacić za pracę, wykraczającą daleko poza ramy umowy, najczęściej zresztą słownej. O pracę coraz trudniej, życie coraz droższe, a o zarobkach lepiej w ogóle już nie wspominać – imigranci także należą do słynnego „pokolenia 700 euro”. Jest takie bardzo greckie pojęcie – „tsabukas”. Znaczy tyle, co nasz „tupet”. A właściwie więcej, bo brzmi znacznie silniej. Jeśli tego tsabuka w Grecji dzisiaj nie masz, z trudem poradzisz sobie w życiu i na rynku pracy. 30

Stránka 30

Z sentymentem wspominam olimpijski rok Grecji – rok 2004. Igrzyska, których słuszności organizacji w kraju z tak wieloma społecznymi i strukturalnymi problemami początkowo nie byłam przychylna, porwały nas wszystkich. Uroczystość inauguracji była wielkim świętem. To chyba wtedy po raz pierwszy osobiście odczułam zbiorową dumę Greków. Wcześniej podobne uczucie znajdowałam tylko w greckiej poezji, muzyce, tańcu, czyli w tym, w czym nadal żyje dziewicza, pozbawiona zepsucia i fałszu dusza Hellena. Po kilku latach od tamtych uskrzydlonych dni jakimż wstydem okrywać musi się ta zbiorowa duma... Grecja i Grecy wyraźnie stoją na rozdrożu. Nie tym rozdrożu pomiędzy Wschodem i Zachodem. Na rozdrożu bez wyraźnego społeczno-politycznego kierunku, bez porywającej do realizacji życiowych dążeń wizji.

Żyjąc pod greckim niebem nabiera się przekonania, że zagrożenie obecne jest zawsze i wszędzie. Ta ziemia często się trzęsie. Sejsmografy rzadko tutaj „milczą”. Może też dlatego więcej w tym kraju prowizorki, widocznej na ateńskiej ulicy, w urzędach, w szpitalach, w szkołach, do której nie nawykłam w moim polskim wychowaniu? Od początku robiła na mnie wrażenie. Zaczęłam nawet fantazjować, że symbolicznie współgra z odartymi z pierwotnej feerii barw kolumnami starożytnych świątyń, że pasuje do surowego krajobrazu skalistych wybrzeży, do monotonii oliwnych gajów. Och! Te gaje szczególnie mnie rozczarowały. Wyrosłam przecież w cudownym leśnym krajobrazie… Tak, w tej greckiej Itace, do której trafiłam za głosem serca, ale nie z zamierzonego wyboru, do wielu rzeczy musiałam przywyknąć. Na przykład do nad-

zwyczaj przerośniętej biurokracji, z jaką spotyka się w Grecji każdy – zarówno autochton jak i cudzoziemiec – czy do greckiego egocentryzmu, jakiego początkowo nie umiałam zdiagnozować i z jakim oswoić się nie było mi łatwo. Zaś akcje terrorystyczne wcześniej znane były mi jedynie z telewizyjnego ekranu. Teraz często bywają przedmiotem moich dziennikarskich korespondencji… Trudno nazwać Itaką betonową dżunglę, jaką są Ateny, od kilkunastu lat stałe miejsce mojego zamieszkania. Ale jednak to w tych Atenach właśnie dane jest mi co roku upajać się magiczną sierpniową pełnią, podczas której księżycowa bogini Selene, majestatycznie wznosząc się nad starożytnym miastem, rozsiewa ponad jego mieszkańcami najpierw spiżowy ciężar złota, potem przejrzystą lekkość ulotnego srebra rozpływającego się w tajemniczej poświacie… Nigdzie indziej też jak w Grecji właśnie nie ma tak słodkiej godziny zmierzchu, w której światło prowadzi swoją tajemniczą grę z ludzkim okiem i cały świat wydaje się być dostępny w zasięgu ręki. Ta niezwykła przejrzystość przestrzeni przenosi się do ludzkiej duszy i wtedy małymi stają się wszelkie niedoskonałości, na których kumuluje się krytyka – powodowana przecież także wieczną nostalgią za idealizowanym z odległości krajem ojczystym – i pozbawione niewdzięcznej zadry oczy dostrzegają wtedy odwieczne wartości piękna Grecji. Tej Hellady, do której wszyscy tęsknią. BEATA ŻÓŁKIEWICZ-SIAKANTARIS ATENY MONITOR POLONIJNY


Monitorek04

19.04.09 10:01

Stránka 31

Wielkanoc na wesoło Z

bliżają się Święta Wielkanocne. Cieszymy się, że przyszła wiosna i znów spotkamy się wszyscy z całą rodziną. Rodzice pewnie powoli przygotowują się do wielkanocnego śniadania. Mama piecze słodkie babki i mazurki. Tato robi zakupy i sprząta. Jak my możemy pomóc rodzicom w tym rozgardiaszu?

Warto zapoznać się ze zwyczajami wielkanocnymi. Może w tym roku to TY zajmiesz się podtrzymywaniem świątecznych tradycji? Należą do nich przygotowanie palmy wielkanocnej, koszyczka na święconkę oraz malowanie pisanek.

Pomysł na palmę wielkanocną Palma wielkanocna symbolizuje żywotność i siłę. Święcimy ją w kościele w niedzielę palmową. W tym roku możesz przygotować własną palmę. Wybierz się na spacer i poszukaj w okolicy wierzby, która rośnie nawet w złych warunkach i jako pierwsza wypuszcza na wiosnę pączki. Dlatego jej widok napełnia nas optymizmem i energią po długiej zimie. Zerwij kilka gałązek i zabierz je do domu. Z kolorowej bibuły przygotuj kilka kwiatków i zielonych listków. Przymocuj je do związanych gałązek wierzby. W ten sposób stworzysz własną palmę, którą w niedzielę palmową zaniesiesz do kościoła do poświęcenia, a później użyjesz do wysmagania członków rodziny, przyjaciół i znajomych, podczas którego będziesz wypowiadała słowa: „Nie ja biję, palma bije”. W ten sposób dziewczętom przekażesz urodę, a chłopcom odwagę. Tydzień później możesz użyć tej palmy do ozdobienia stołu wielkanocnego.

Jajeczne zabawy Pisanki i kraszanki to zdobione świąteczne jajka. Ich tradycja jest starsza niż sama Wielkanoc. W Polsce pierwsze ślady zwyczaju zdobienia jaj pochodzą z X wieku. Jajka oznaczają odradzające się życie, a w wielu religiach są symbolem zmartwychwstania. Dlatego też uroczyste śniadanie wielkanocne poprzedza dzielenie się jajkiem, któremu towarzyszą życzenia zdrowia i szczęścia. Malowanie pisanek i kraszanek należało zwykle do kobiet. Tym raKWIECIEŃ 2009

zem możesz to zrobić TY! Ugotowane jajka w skorupkach pomaluj farbkami w różne wzory. Gdy babcia lub mama będą miały czas, poproś je o pomoc w rozpuszczeniu wosku. Cienkim patyczkiem nanieś wosk na jajka, tworząc przeróżne wzory. Gdy wyschną, poproś o ugotowanie jaj w łupinach cebuli, nadającym im brązowy kolor, lub ufarbuj w barwniku spożywczym. W ten sposób uzyskasz różne pisanki, które możesz podarować najbliższym jako dowód sympatii. Pisanki można użyć do gry „na wybitki” – polega ona na uderzaniu pisanki o drugą, a wygrywa ten, kto rozbije jajko przeciwnika.

Piękna święconka W Wielką Sobotę idziemy poświęcić koszyk, wypełniony siedmioma darami: chlebem, jajkiem, kiełbasą, solą, chrzanem, barankiem i ciastem. Dobór potraw nie jest przypadkowy. Chleb jest symbolem podstawowego pokarmu, a dla chrześcijan przedstawia również ciało Chrystusa. Jajko oznacza zwyci-

ęstwo życia nad śmiercią, sól symbolizuje prawdę, wędlina dostatek, chrzan krzepę i siłę, ciasto umiejętności. Baranek zaś to symbol Chrystusa, który poprzez Zmartwychwstanie odniósł zwycięstwo nad grzechem. Pomyśl o odpowiednim przygotowaniu wiklinowego koszyczka. Przyozdób jego rączkę białą wstążką, wyściel go białą serwetką, a brzeg przyozdób zielonymi listkami lub bibułką.

Uwaga! Śmigus-dyngus! W lany poniedziałek wszyscy chłopcy powinni wcześnie nastawić sobie budziki. Śmigus-dyngus to wesoły dzień, w którym dziewczęta oblewa się wodą. W niektórych rejonach Polski odbywa się również „suchy” dyngus, polegający na biciu panien wierzbowymi rózgami. Postarajcie się stworzyć wesołą atmosferę w te Wielkanocne Święta. Pamiętajcie o świątecznych tradycjach, które zapewnią Wam i Waszym bliskim miło spędzony czas. A ja Wam życzę smacznego jajka, najtwardszej pisanki i mokrego dyngusa! KASIA UFNAL DLA NAJMŁODSZYCH: Pomaluj wielkanocne jajko i zajączka! Zaprojektuj wzory na swoją pisankę.


Monitorek04

19.04.09 10:01

Stránka 32

Ile jajek na świecie, tyle przepisów na ich przyrządzenie – nie macie chyba Państwo co do tego wątpliwości. Bez obaw o nadmiar cholesterolu, o smutne skutki obżarstwa, raczmy się jajkiem jako symbolem życia i pomyślności, poeksperymentujmy trochę choćby z pysznymi jajkami przepiórczymi, niech nam idą na zdrowie!

Chrzan jajeczny mojej babci SKŁADNIKI:

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA:

• korzeń chrzanu (lub słoiczek gotowego) • 5 jajek ugotowanych na twardo

Ścieramy korzeń chrzanu (w nocy, gdy nikt nie widzi, można po prostu wrzucić do miski chrzan ze słoika), drobno siekamy jajka i całość mieszamy – ma powstać niemalże

gładka żółta masa. Ten przepis ma również odmianę pietruszkową – o ile potrafimy posiekać pietruszkę niemalże na pył i dodać do masy chrzanowo-jajecznej.

Jajka z szynką w galarecie SKŁADNIKI:

• szynka w plastrach (gotowana lub konserwowa) • 4 jajka na twardo w plasterkach • miseczka wcześniej przygotowanej tradycyjnej sałatki jarzynowej

• mrożona mieszanka warzywna, np. chińska • kostka rosołowa • 2 łyżki żelatyny • 4 łyżki sosu sojowego • sól, pieprz

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA: Gotujemy pół litra wody z kostką rosołową, wsypujemy mrożonkę, po 10 minutach warzywa odcedzamy (można je wykorzystać choćby do duszonego mięsa), a wywar odstawiamy do przestygnięcia. Doprawiamy przyprawami i sosem sojowym. W małej ilości ciepłej wody rozpuszczamy żelatynę i dodajemy do przestudzonego ciepłego wywaru. W plastry szynki zawijamy po łyżce sałatki jarzynowej i układamy na dużym głębszym półmisku. Na wierzch można położyć pasek papryki lub gałązkę pietruszki. Między szynkowymi zawijasami układamy plasterki jajek. Całą tę kompozycję zalewamy wywarem z żelatyną i, gdy ostygnie, wkładamy do lodówki, by stężała. To bardzo ładna przystawka na świąteczny stół, pod warunkiem, że ciekawskie maluchy nie podziurkują jej wcześniej paluszkami. Dużo cierpliwości w przygotowaniu świątecznych delicji! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2009/04  
Monitor Polonijny 2009/04  
Advertisement