Issuu on Google+


Uroczystość

złożenia listów uwierzytelniających przez ambasadora RP w RS „Monitor Polonijny“ informował już swoich Czytelników o mianowaniu nowego polskiego ambasadora na Słowacji Andrzeja Krawczyka. W dniu 12 stycznia 2009 r. odbyła się ceremonia złożenia przez niego listów uwierzytelniających na ręce prezydenta Słowacji Ivana Gašparoviča. Na uroczystości obecni

byli pracownicy ambasady RP w Bratysławie, wyżsi rangą dyplomaci i kierownik Protokołu Dyplomatycznego. Ze strony MSZ RS udział wzięli sekretarz stanu O. Algayerová i dyrektor Departamentu Terytorialnego. Dzięki złożeniu listów uwierzytelniających nowy ambasador w pełni może korzystać z przysłu-

gujących mu przywilejów. Od tego momentu przysługuje mu ponadto tytuł ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego. Listy uwierzytelniające składają głowie państwa wszyscy ambasadorowie akredytowani w danym kraju, choć nie wszyscy w nim rezydują. Ceremonia złożenia listów uwierzytelniających przez ambasadora miała ściśle określoną oprawę protokolarną. Najpierw Protokół Dyplomatyczny MSZ RS, notyfikując datę przyjęcia ambasadora przez prezydenta I. Gašparoviča, przekazał polskiej ambasadzie wskazówki, dotyczące przebiegu ceremonii, liczby współpracowników, mogących towarzyszyć ambasadorowi, wymogów ubioru.

W dniu audiencji do rezydencji ambasadora przybył samochodem prezydenta, ozdobionym słowacką chorągiewką (symbolizująca głowę państwa), przedstawiciel Protokołu Dyplomatycznego RS w towarzystwie eskorty policyjnej. Na dziedzińcu pałacu prezydenckiego honory wojskowe ambasadorowi oddała kompania reprezentacyjna i wprowadziła go wraz z przedstawicielem Protokołu Dyplomatycznego do sali, w której oczekiwał go prezydent Ivan Gašparovič. Tam został on przedstawiony przez przedstawiciela Protokołu Dyplomatycznego i wręczył prezydentowi swe listy uwierzytelniające. Następnie prezydent przedstawił ambasadorowi swoich współpracowników, a ambasador – towarzyszących mu dyplomatów. Potem prezydent przyjął ambasadora na rozmowę, po zakończeniu której przedstawiciel Protokołu Dyplomatycznego w eskorcie policji odwiózł ambasadora do jego rezydencji tym samym samochodem, którym go przywiózł, ale ozdobionym już polską chorąJAKUB FLIASIŃSKI giewką. ZGODNIE Z ŻYCZENIEM AUTORÓW TEKSTU ORAZ ZDJĘĆ ICH HONORARIA ZOSTANĄ PRZEKAZANE NA POTRZEBY REDAKCJI.

ZDJĘCIA: LESZEK RUTKOWSKI

2

ZDJĘCIE NA OKŁADCE: ROBERT PORADA

MONITOR POLONIJNY


Przyznam, że co roku, przygotowując lutowy numer „Monitora“, zastanawiam się nad tym, które relacje, z których imprez w nim umieścimy. Dlaczego? Zazwyczaj po obfitującym w imprezy polonijne grudniu następuje czas pozornego nicnierobienia. Podkreślam – „pozornego”, bowiem właśnie w styczniu działacze polonijni pracują „w ukryciu”, przygotowując plany na rok bieżący, składając wnioski o dofinansowanie (między innymi do Ministerstwa Kultury RS) swojej działalności, a także przygotowując rozliczenia za rok miniony. Praca wre, ale nie jest ona tak widoczna, jak późniejsze jej efekty w postaci dużych imprez. W tym roku okazało się jednak, że i w styczniu odbyło się kilka spotkań klubowych, a także imprez, poświęconych mniejszościom narodowym. O tych wydarzeniach możecie Państwo przeczytać w rubryce „Z naszego podwórka“. A że karnawał w pełni, to na łamach naszego pisma przypominamy polskie zwyczaje z nim związane. Przyznam się, że w pierwszym roku pobytu na Słowacji zupełnie zapomniałam o tłustym czwartku, o którym w Polsce zapomnieć nie sposób. Przypomina go bowiem zapach świeżutkich pączków, unoszący się na każdym kroku w każdym zakątku naszego kraju. Czyż to nie pyszny sposób świętowania karnawału? A ostatki czy śledzik, poprzedzające Środę Popielcową? A gdyby tak w tym roku odświeżyć zwyczaje związane z nimi? Karnawał trwa do 24 lutego, a zatem życzę udanej zabawy i miłej lektury!

REDAKTOR NACZELNA „MONITORA POLONIJNEGO“

Chrześcijańskie wariacje

4

Z KRAJU

4

ANKIETA

5

SŁOWACKIE WYDARZENIE I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA Karnawał

6

POLSKO-SŁOWACKIE ZWIĄZKI HISTORYCZNE Pierwszy Polak na Słowacji 7 WYWIAD MIESIĄCA Wolność oczami Jána Čarnogurskiego

8

Z NASZEGO PODWÓRKA

10

CO U NICH SŁYCHAĆ? Z wdzięcznością za dary losu

17

MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Szymon Wydra & Carpe Diem

18

KINO-OKO „Ojciec Mateusz”

19

TO WARTO WIEDZIEĆ Ernest Malinowsky – bohater narodowy Peru 20 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Laureatka i nominowani

22

SPACER WSPOMNIEŃ Kraków tysiąca twarzy

24

SPORT!? Dziękujemy!

26

CIEKAWOSTKI Lawiny śnieżne

28

OGŁOSZENIA

28

ROZSIANI PO ŚWIECIE Emigracja serca... 30 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI

31

PIEKARNIK Tłusto, tłuściej… golonka!

32

Koszty roczne prenumeraty „Monitora” wynoszą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100), a na druku bankowym podać imię i nazwisko. Nowych prenumeratorów prosimy o podanie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany na adres e-mail: monitorp@orangemail.sk, bądź pod nr tel. 0907 139 041.

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c ov á , A n n a M a r i a J a r i n a , A l i c j a Ko r c z y k - C h o v a n e c , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , M a g d a l e n a P i e t z KO R E Š P O N D E N T V R E G I Ó N E KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s k a - S z a b a d o s • KO R E Š P O N D E N T V R E G I Ó N E N I T R A – M o n i k a D i k a c z o w a • J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 T L A Č : P e r ex • R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín

www.polonia.sk LUTY 2009

3


Chrześcijańskie wariacje ...d

awno, dawno temu, ponoć w XVI wieku, podróżujący przez Rzeczpospolitą turecki poseł tak opisywał sułtanowi Sulejmanowi Wspaniałemu polską zimę: „…w pewnej porze roku chrześcijanie dostają wariacji i dopiero jakiś proch sypany im w kościele na głowy leczy takową…” No cóż, czyżby aż tak szalone dla Turka były nasze swojskie karnawałowe zwyczaje? I pomyśleć, że zabawa ta wzięła się z… nudy – tak, tak – gdy po świętach ziemię ścisnął mróz, gospodarze, tłocząc się w izbach, nadrabiali domowe zaległości. Wówczas to wyplatano koszyki, naprawiano sieci, skubano pierze, ale czasu wolnego zostawało tak wiele, że wymyślono na jego wypełnienie proste, „puste” zabawy. Ot, chociażby cudaczne przystrojenie jakiegoś chłopka i wsadzenie go do sań, by objeżdżał chałupy wraz z resztą rozbawionej gromady. Ta pogoń „za pustem” kończyła się zwykle u najzamożniejszego gospodarza, gdzie już czekały zastawione stoły i muzykanci. A potem zabawa aż do rana… Był to również znakomity

czas, by panna na wydaniu mogła znaleźć swojego kawalera czy to właśnie chodząc „za pustem”, czy sunąc przez rozgwieżdżoną noc w szlacheckim kuligu, bo śnieżne sanny były rozrywką zarezerwowaną dla stanów wyższych. Mieszczanie i szlachta gustowali również w karnawałowych balach maskowych, które zapożyczono z Włoch na początku XVI wieku. Nazywano je redutami, a szyku na tych niezwykle hucznych imprezach dodawały wymyślne stroje, zmyślne maski i mini rewie, które urządzano ku radości tłumów. Początkowo udział w takich balach był całkowicie odpłatny (łącznie z wyżywieniem), ale w latach międzywojennych weszły w modę bale charytatywne, gdzie próbowano połączyć szczytną intencję z niewątpliwie rozrywkowym

prom” wstrzymał dostawy gazu na Ukrainę 1 stycznia.

WEDŁUG WICEPREMIERA Waldemara Pawlaka Polska nie odczuła kryzysu gazowego na początku stycznia, bo 88 procent jej potrzeb energetycznych pokrywają inne surowce niż gaz, a 1/3 potrzebnego gazu czerpana jest z polskich źródeł. W dwa tygodnie po odkręceniu kurka przez Rosję media przyniosły wiadomość, że Polska ciągle dostaje o 24 procent mniej gazu, niż stanowią umowy. Rosyjski „Gaz4

PREZYDENT LECH KACZYŃSKI spotkał się 14 stycznia w Wiśle z ukraińskim partnerem Wiktorem Juszczenko. Tematem rozmów był kryzys gazowy. Juszczenko przedstawił koncepcję związaną z ,,techniczną umową” w kwestii dostaw gazu. Ponowne spotkanie na temat kryzysu gazowego z prezydentem Ukrainy oraz z czeskim premierem Miroslavem Topolankiem odbyło się 28 stycznia we Wrocławiu. SKAZANY NA DOŻYWOCIE za porwanie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika Robert Pazik 19 stycznia popełnił samobójstwo w celi aresztu w Płocku. Było to już trze-

spędzeniem kilku godzin. A że toasty wznoszono za pomyślność biednych… Karnawał miał oczywiście swoje tradycyjne menu – tłuste i kaloryczne, by człowiek mógł się wzmocnić przed stojącym już za progiem Wielkim Postem. Na stołach dominowały więc pączki i faworki, rozmaite pampuchy, racuchy i bliny oraz wielka obfitość mięs i napitków. Tłusty czwartek był więc naprawdę tłusty, kaloryczny i hojny, nie przejmowano się nagromadzeniem kalorii, wiedząc, że do Wielkiej Nocy to kulinarne rozpasanie będzie już tylko wspomnieniem. Ciekawy tłustoczwartkowy zwyczaj pochodzi z Krakowa. W tym dniu przekupki urządzały tak zwany „babski comber”, czyli całodzienną zabawę, mocno okraszaną alkoholem, w której polowano na nieżonatych mężczyzn i wyczyniano z nimi rozmaite fanaberie… Złapany kawaler na ogół zostawał przywiązany do słupa i dopiero butelka wódki pomagała mu się uwolnić. Poza krakowskimi zwycza-

cie w ciągu kilkunastu miesięcy samobójstwo wśród sprawców porwania Olewnika, którego uprowadzono w 2001 roku. Sprawcy zażądali okupu w wysokości 300 tys. euro, który otrzymali w lipcu 2003 roku. Miesiąc później Olewnik został zamordowany. Jego ciało znaleziono po pięciu latach od porwania. W ZWIĄZKU z samobójstwem Roberta Pazika premier Donald Tusk odwołał ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Nowym szefem resortu sprawiedliwości 23 stycznia został Andrzej Czuma. PREMIER DONALD TUSK spotkał się 29 stycznia w szwajcarskim Davos z premierem Federacji

Rosyjskiej Władimirem Putinem. Dyskutowano na temat polepszenia stosunków polsko-rosyjskich. Putin opowiedział się za ,,zlikwidowaniem zaszłości” między oboma państwami, co pozwoli na lepszy rozwój stosunków między nimi. Tusk zaprosił Putina do odwiedzenia Polski. GENERAŁ WŁADYSŁAW SIKORSKI zginął w wyniku obrażeń wielonarządowych podczas wypadku lotniczego – wynika z badań szczątków Wodza Naczelnego. Informację tę podały w styczniu IPN i Instytut Ekspertyz Sądowych. ,,Nic nie sprzeciwia się przyjęciu, że nastąpiło to w przebiegu katastrofy lotniczej” – tłumaczą wyniki badań szczątków generała. Sikorski zginął 4 lipca MONITOR POLONIJNY


jami „combrem” nazywano również chodzenie po domach ze słomianą kukłą „mięsopustu” oraz „wkupianie się do bab”, czyli fundowanie w karczmie alkoholu mężatkom przez dopiero co poślubione niewiasty. Tuż przed ostatkami po wsiach krążyły grupy swoistych kolędników – młodzież poprzebierana za diabły, cyganów, konie, bociany i inne indywidua. W ten sposób zbierano symboliczne datki na ciężki, postny czas. A gdy we wtorek przed Środą Popielcową o północy milkła muzyka i śpiewy, do sal i karczm, gdzie odbywały się zabawy, wnoszono przymocowany do kija szkielet śledzia i gar żuru – symbole postu i pokuty. Przez następne czterdzieści dni to nie pączki i mięsiwa, ale gotowany na zakwasie żurek i tak zwany podkurek, czyli potrawa ze śledzi, mleka i jaj, stawały się zwyczajową codzienną strawą każdego chrześcijanina. Czy można więc sobie wyobrazić, jak musiały po owym poście smakować wielkanocne baby i szynki? Ile na nowo radości i zabawy przeżywano w czasie Wielkanocy? To już jednakże zupełnie inna historia… AGATA BEDNARCZYK

1943 r. nad Gibraltarem. Naukowcy nie mogą jednak nadal odpowiedzieć na kluczowe pytanie, czy wodowanie samolotu z generałem na pokładzie było wypadkiem, czy też był to zamach. Śledztwo w sprawie śmierci Sikorskiego potrwa jeszcze wiele miesięcy. BYŁY PREMIER, a obecnie najpopularniejszy polityk Kazimierz Marcinkiewicz się rozwodzi. W życiu eksszefa rządu pojawiła się nowa kobieta, z którą planuje ślub jeszcze tego roku. Marcinkiewicz poznał swoją nową miłość w Londynie, gdzie pracował w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju. Dla niej postanowił porzucić żoną Marię i czwórkę dzieci. LUTY 2009

W

związku z trwającym karnawałem postanowiliśmy zapytać naszych czytelników, czy biorą udział w zabawach karnawałowych i czy kultywują tradycję tłustego czwartku i śledzika.

Ilona Wikieł, Bratysława Mniej więcej raz w roku bierzemy udział w balu karnawałowym. Do najbardziej udanych zaliczam imprezy prywatne w gronie przyjaciół, kiedy to w ostatnią sobotę karnawału organizujemy bal przebierańców. Raz udało mi się tak przebrać, że znajomi mnie nie poznali – byłam Babcią Zielarką i miałam pomalowaną twarz, a mój mąż był Czarnoksiężnikiem. Innym razem na taką zabawę zawitał do nas o północy Zorro na

POSEŁ PO JANUSZ PALIKOT zrezygnował z funkcji przewodniczącego komisji Przyjazne Państwo. Nowym przewodniczącym został Mirosław Sekuła, który na swojego zastępcę zaproponował Janusza Palikota. Palikot stracił fotel przewodniczącego za wypowiedź pod adresem byłej minister rozwoju regionalnego Grażyny Gęsickiej (PiS). Odnosząc się do jej zarzutów o słabe wykorzystanie przez Polskę funduszy z Unii Europejskiej, powiedział: ,,Przykro mi, że prostytucja w polityce sięga nawet pani minister Gęsickiej. Nie myślałem nigdy, że ona się tak prostytuuje”. TALARY, DUKATY, zbiory nowych słowackich monet, dokumenty, dotyczące wprowadzenia euro i inne eksponaty można było obejrzeć na

koniu. To nasza znajoma lekarka przebrała się za przystojniaka Zorro. Z reguły karnawałowe zabawy trwają aż do świtu i wywołują niezapomniane wrażenia. W tłusty czwartek albo smażę faworki, albo, jeśli jest okazja, jeżdżę do Polski, by kupić polskie pączki. A jeśli chodzi o ostatni dzień karnawału przed Środą Popielcową, to spędzamy go w domu ze znajomymi, jedząc oczywiście śledzie. W ten sposób żegnamy się z karnawałem.

wystawie ,,Droga Słowacji do euro”, otwartej 22 stycznia w polskim Sejmie. Słowacki ambasador w Polsce František Ružička wręczył marszałkowi Sejmu i ministrowi finansów Jackowi Rostowskiemu zestaw monet. W uroczystości udział wzięli m.in. szef UKIE Mikołaj Dowgielewicz, przewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych Zbigniew Chlebowski (PO), przewodniczący Polsko-Słowackiej Grupy Parlamentarnej Andrzej Gut-Mostowy (PO) oraz goście ze Słowacji – pełnomocnik rządu do spraw wprowadzenia euro Igor Barát, członek zarządu Narodowego Banku Słowacji Peter Ševčovic, ambasador Słowacji przy Unii Europejskiej Maroš Šefčovič oraz była wiceprezes Banku Narodowego Elena Kohútiková.

DZIENNIKARZ TVN Kamil Durczok ogłosił wycofanie się z walki o Wiktora, jednej z najbardziej prestiżowych polskich nagród telewizyjnych. Szef ,,Faktów��� TVN podjął taką decyzję, kiedy dowiedział się, że do tytułu prezentera roku został nominowany razem z bohaterką tabloidów i serwisów plotkarskich Katarzyną Cichopek. ,,Nie chcę przekreślać ani jednej karty z dorobku zawodowego pani Cichopek, ale nie mam pojęcia, jak miałyby być porównywane nasze zawodowe dokonania” – powiedział Durczok. Protest Durczoka jest pierwszym tego typu przypadkiem w historii konkursu. ZUZANA KOHÚTKOVÁ, WARSZAWA 5


Karnawał Renata Straková, Trenczyn Od czterech lat organizujemy w Klubie Polskim w Trenczynie zabawę karnawałową, by móc spotkać się przyjaciółmi i potańczyć. W Trenczynie i okolicy podczas całego karnawału odbywa się wiele balów, ale już od dawna nie biorę udziału w tego typu zabawach. Bale przebierańców organizowane są chyba tylko w szkołach dla najmłodszych. Wtedy to rodzice przygotowują dla swoich pociech maski, a podczas zabawy odbywają się konkursy na najładniejszy kostium.

W tłusty czwartek smażę faworki, ale w ubiegłym roku byłam w tym czasie w Katowicach. Na dworcu kolejowym na stoiskach można było kupić różnego rodzaju pączki, które kusiły zapachem. Ale się wtedy obkupiłam! Jeśli chodzi o śledzika, to ten obecny jest u nas w domu właściwie przez cały rok, bowiem bardzo lubimy śledzie, szczególnie te, które przygotowuje mój tato. Ostatnio przywiozłam z Polski olbrzymi słój najlepszych śledzi, jakie tylko on potrafi zrobić.

Konrad Schönfeld, Koszyce Wraz z Klubem Polskim organizowaliśmy w naszej restauracji tłusty czwartek dwa lata temu. Impreza była bardzo udana. W ubiegłym roku próbowaliśmy tę tradycję zaszczepić wśród Słowaków, ale ich zainteresowanie wzrosło dopiero wtedy, kiedy pączki zaczęliśmy rozdawać za darmo. Na tradycyjnego śledzika

zapraszamy naszych klientów, którym ten zwyczaj bardzo się podoba. W tego typu imprezach klienci chętnie biorą udział bez względu na to, czy są one organizowane w ostatki, w środku tygodnia, pod koniec, latem czy zimą. W balach nie biorę udziału, bo w tańcu nie czuję się pewnie. Jeśli już pojawię się na jakimś balu w Koszycach, to najczęściej o północy, kiedy odbywa się loteria, by przekazać nagrodę – zaproszenie do naszej restauracji „Med malina“. Kiedyś chodziłem na imprezy przebierańców w Krakowie, ale nigdy nie potrafiłem znaleźć odpowiedniego stroju dla siebie. Może dlatego, że raz wystąpiłem przebrany za Śmierć i niezbyt dobrze się czułem w tym kostiumie. red.

Czy w czasach kryzysu gospodarczego, gazowego czy innego wypada się bawić? Odpowiedź sugerują nam politycy, biorący udział przeróżnych balach i innych imprezach, bez względu na to, czy Słowacja cierpi z powodu niedostatku, np. gazu, czy też nie. A zatem problem rozstrzygnięty – wypada! Jednak na wszelki wypadek, gdyby w związku z jakimś niedostatkiem ktoś oczekiwał od nas „powagi chwili“, zawsze możemy się skryć pod odpowiednią maską, do prezentacji której doskonałą okazją jest bal przebierańców. Wybierając się na taki bal, powinniśmy się jednak upewnić, czy oby na pewno będzie to bal przebierańców. W przeciwnym razie możemy znaleźć się w kłopotliwej sytuacji, jak ulubienica Brytyjczyków (i nie tylko) Bridget Jones, bohaterka książki i filmu o tym samym tytule, która jako jedyna przybyła na pewien bal przebrana… za króliczka Playboya, albowiem organizatorzy wspomnianego balu zapomnieli poinformować tylko ją o zmianie konwencji spotkania. Czasami może też dojść do zgoła innej sytuacji: jakiś czas temu wzięłam udział w imprezie, podczas której w przebraniu wystąpił tylko gospodarz. Był to swoisty teatr jednego aktora. No cóż… wolnoć Tomku w swoim domku… Co robić więc, by uniknąć podobnych sytuacji? W razie niepewności, czy bal, na który nas zaproszono, to bal przebierańców, należy wykorzystać przebrania uniwersalne, które w okresie kryzysu gospodarczego nikogo nie powinny razić, czyli np. kostium Sierotki Marysi, Kopciuszka czy Janka Muzykanta. A kiedy już na bal dotrzemy, bez względu na to, czy będzie to bal przebierańców, czy nie, to powinniśmy na nim szaleć do białego rana. W końcu żyje się raz, a karnawał nie trwa przecież w nieskończoność! Pamiętajmy jednak, że pod maską Zorro wcale nie musi skrywać się uroczy gentelman, pod maską anioła anielska dobroć, no i nie każda wróżka wyczaruje nam baśniowe życie. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


W

roku 2014 będziemy obchodzić okrągłą tysięczną rocznicę potwierdzonego przybycia na ziemie słowackie pierwszych Polaków. Oczywiście, ludzie zawsze wędrowali po świecie, więc i granica Tatr nie stanowiła dla nich przeszkody. W naszej części Europy w pierwszym tysiącleciu nie zapisywano żadnych wydarzeń, nie powstały żadne dokumenty. Sztuka pisania i czytania dopiero, i to bardzo powoli, zaczęła się upowszechniać. Mało tego, w Europie Środkowej nie znano jeszcze papieru ani pergaminu.

Pierwszy Polak na Słowacji Na tym tle warto więc zauważyć, że dzieje Świerada-Andrzeja i jego ucznia Benedykta zostały zapisane i rozpowszechnione stosunkowo szybko. Ich historię – na potrzeby toczącego się w Watykanie procesu kanonizacyjnego – spisał w roku 1064 biskup Maurus z węgierskiego Pecsu. Jego relacja przetrwała do dzisiaj. Maurus, charakteryzując Świerada, m.in. napisał: „przybył z krainy Polan”. Świerad był postacią dobrze znaną – w XV w. pisał o nim w swojej historii Polski także Jan Długosz. Urodził się około roku 980 w południowej Polsce, prawdopodobnie w miejscu, gdzie dzisiaj znajduje się miasto Zakliczyn. Według Długosza w roku 998 rozpoczął życie pustelnicze na Ziemi Krakowskiej w Tropiu koło Czchowa. Szybko zyskał opinię świętego człowieka. Po kilkunastu latach i najprawdopodobniej po powrocie z pielgrzymki do Ziemi Świętej podjął decyzję o przeniesieniu się na południe od Tatr, na puste tereny, gdzie sieć kościołów jeszcze nie istniała, państwowość węgierska jeszcze się nie zorganizowała, a mieszkańcy żyli w stanie pogaństwa i mówili „po słowiańsku”, co znaczyło, że jako Polak mógł się z nimi porozumieć. Świerad wstąpił do zakonu pustelniczego na górze Zobor koło Nitry i przyjął zakonne imię Andrzej. Zamieszkał jako pustelnik w leśnej samotni, a po jakimś czasie przeniósł się w rejon Trenczyna, na LUTY 2009

wysoką skałę nad Wagiem. Chociaż mieszkał na odludziu, prowadził działalność misyjną. Był znany z tego, że „nawracał na drogę porządności leśnych zbójów”. Wieść o nim i jego działalności, a także działalności jego ucznia Benedykta (też pochodzącego z Polski) szerzyła się po całej Europie. Dlatego 30 lat po jego śmierci papież Grzegorz VII rozpoczął procedurę uznania go za świętego. Świerada ceniono nie tylko za nawracanie „łotrów i zbójników”, ale także za „cudow-

ne” zdolności leczenia chorób kręgosłupa oraz ascetyczne życie i umartwianie się, które w ówczesnych czasach traktowano jako przejaw pobożności. Według legend Świerad miał się na stałe obwiązać łańcuchem tak mocno, że ciało krwawiło. Przy każdym ruchu powodowało to niesamowity ból „ku chwale bożej” – ludzie w średniowieczu traktowali to jako dowód zwycięstwa ducha nad ciałem. Świerad nocami się modlił, a w dzień ciężko pracował przy wyrębie lasu. Dla większego umartwiania się trzy dni w tygodniu nie jadł. Za świętego uznany został również Benedykt, który zmarł śmiercią męczeńską w trzy lata po Świeradzie. Zabili go rozbójnicy, poszukujący u niego kosztowności i pieniędzy. Kościół uznał Świerada za świętego i pod imieniem świętego Andrzeja wprowadził do swego kalendarza – dzień jego śmierci, czyli 13 lipca, uznano za dzień jego kultu, który obowiązuje do dziś jako tzw. wspomnienie liturgiczne na terenie diecezji krakowskiej. Warto dodać, że popularność Świerada była tak wielka, że polski król Kazimierz Odnowiciel, nie czekając na zakończenie procesu kanonizacyjnego, już w roku 1045 ufundował na jego część kościół w Tropiu! Kościół ten – wyjątkowo malowniczy – po wielu przebudowach zachował się do dziś. Jeszcze wcześniej, bo w roku 1035, biskup Nitry zbudował w tamtejszej katedrze sanktuarium św. Andrzeja Świerada, którego resztki w postaci srebrnej trumny z relikwiami świętego zachowały się do dziś w kaplicy św. Barbary. Część szczątków Świerada przewieziono do Ostrzyhomia (Esztergom), gdzie nadal są przechowywane, zaś kult świętego zachował się wśród katolików węgierskich. Świerad i Benedykt byli prawdopodobnie pierwszymi znanymi w Europie Polakami. ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

7


Wolność oczami

Jána Čarnogurskiego P

Do jakiego stopnia relacje z Polską miały wpływ na Pańskie życie? Pochodzę z Zamaguria, gdzie mówi się gwarą góralską. Po jednej i po drugiej stronie granicy mieszkają górale. Będę z panią szczery: górale mają o sobie wysokie mniemanie - sądzą, że są lepsi niż ludzie mieszkający na równinie. Pan również tak myśli? Przyznam się, że tak (śmiech).

olskie kontakty Jána Čarnogurskiego oraz 20. rocznica rozpoczęcia rozmów przy Okrągłym Stole w Polsce stały się pretekstem do spotkania i przeprowadzenia rozmowy z byłym premierem Słowacji (1991 –1992), byłym ministrem sprawiedliwości w rządzie Mikulaša Dzurindy (1998 –2002), założycielem Ruchu Chrześcijańsko-Demokratycznego (KDH), działaczem „Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej“ i byłym dysydentem, który w ubiegłym roku otrzymał z rąk Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyż Wielki Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej za wybitne zasługi w rozwijaniu polskosłowackiej współpracy, za działalność na rzecz przemian demokratycznych w Europie Środkowej. Ściany jego kancelarii zdobią historyczne fotografie czołgów z 1968 roku, które wjechały na ulicę Dostojewskiego w Bratysławie, przy której obecnie mieści się jego biuro.

Skąd takie podejście? Czy dlatego, że Andrzeja Krawczyka udało mi się zepatrzycie na świat z góry? brać wiadomości na temat działania Tak (śmiech). Kiedy ojca zamknęli polskich organizacji katolickich, by w więzieniu mama wraz z nami, dziemóc coś podobnego założyć na ćmi przeprowadziła się do domu Słowacji. w górach, gdzie mieszkaliśmy przez Było to dla Pana inspiracją trzy lata. Tam nauczyłem się mówić do założenia Ruchu Chrześcijańskopo góralsku, paść krowy i owce. Demokratycznego (KDH)? Gwara góralska jest bardziej zbliżona Tak. do języka polskiego niż słowackiego. Kiedy w 1963 roku przeprowadziłem Czy ma Pan polskie się do Bratysławy, za„Byłem wolny! pochodzenie? Pana nazwisko cząłem uczęszczać na brzmi polsko, choć pisownia kurs języka polskiego Wypowiadałem „u“ zdradza, że mamy do do Ośrodka Kultury Polsię dla „Głosu skiej. Ameryki“ i „Wolnej czynienia z obcokrajowcem. Słyszałem, że pisowEuropy“. Dlaczego wybrał Pan nia mojego nazwiska Przedstawiałem wywołuje uśmiech właśnie kurs języka poglądy, których u Polaków, bowiem polskiego? tu nikt nie mógł wygląda, jakby było Był za darmo (śmiech). A mówiąc poważnie, pisane z błędem ortoprezentować.“ muszę przyznać, że Polgraficznym. Nasz ród 8 ska, którą znałem z literatury i histopochodzi z Czarnej Góry. Podorii, zawsze mnie fascynowała. bno 300 lat temu wysłano stamtąd ludzi do doliny, gdzie jest Malá lub Co Pana fascynowało? Veľka Frankowa, aby założyli wieś. Nieustanna walka tego narodu Ponieważ przyjechali z Czarnej o wolność. Potem, jeszcze za czasów Góry zaczęto ich nazywać „Czarkomunizmu, zacząłem jeździć do nogórskimi”. Polski w odwiedziny do znajomych, którzy jakiś czas spędzili w naszym Może dzięki takiemu nazwisku oraz domu w górach. W 1976 roku przebyznajomości języka polskiego miał Pan wałem tydzień w Warszawie i z podobrą prasę w Polsce? Tak? To mnie cieszy. mocą obecnego ambasadora RP w RS 8

Od 1981 roku nie mógł Pan wykonywać swojego zawodu. Można powiedzieć, że to był specyficzny okres Pańskiego życia. Myślę, że moje życie do tej pory jest specyficzne (śmiech). Opłaciło się walczyć o wolność, nie wiedząc, jaki będzie tego efekt, a jednocześnie płacąc za to tak dużo? Oczywiście, że się to opłaciło. Mnie to bawiło. Bawiło? Przecież to była niepewność dnia jutrzejszego? To było właśnie najbardziej interesujące. Byłem wolny! Wypowiadałem się dla „Głosu Ameryki“ i „Wolnej Europy“. Przedstawiałem poglądy, których tu nikt nie mógł prezentować. W 1988 roku zarejestrowałem w Ministerstwie Kultury czasopismo „Bratislavské listy“, które było pismem opozycyjnym. Ale przecież wtrącono Pana do więzienia! Pobyt w więzieniu, jeśli nie trwa długo, jest dla polityka ciekawym doświadczeniem. W moim przypadku to były tylko 3 miesiące. Jeszcze lepszym doświadczeniem jest walka w czasie wojny czy powstania, ale to mi nie było dane. Dzięki temu zrobiłem błyskotliwą karierę w polityce. MONITOR POLONIJNY


Liczył Pan na to? Tak. W 1976 roku pojechałem do Warszawy po to, by przygotować się do działania na polu politycznym.

„Pobyt w więzieniu, jeśli nie trwa długo, jest dla polityka ciekawym doświadczeniem.“

Czy podobne podejście ma Pan do Unii Europejskiej? Nie. Jestem zwolennikiem Unii Europejskiej, bo ta nie jest dla nikogo zagrożeniem militarnym. Natomiast NATO jest zagrożeniem militarnym dla Rosji.

Czuje się Pan bardziej politykiem czy prawnikiem? W 51 procentach politykiem, a w 49 prawnikiem.

Pan nigdy nie obawiał się Rosji? Nie, ponieważ Rosja jest teraz w takim stanie, że, według mnie, przez najbliższych 50 lat nie będzie zagrażać Europie Środkowej. Ale jeśli UE i USA stworzą blok przeciw Rosji, to niemożliwe będzie budowanie jedności wokół cywilizacji chrześcijańskiej, do której należy też Rosja. Taka sytuacja zmusza Rosję do zawierania umów z mocarstwami nieeuropejskimi, np. z Chinami.

Dziś pracuje Pan w swojej kancelarii adwokackiej, a co z polityką? Nadal się angażuję: piszę artykuły, występuję w mediach. Obecnie społeczeństwo zauważa głównie moje prorosyjskie podejście do polityki. Udaje się Panu pogodzić miłość do Polski i Rosji jednocześnie? Miłość jest nieracjonalna.

Po upadku komunizmu założył Pan partię KDH. Czy w obecnych czasach wartości chrześcijańskie mają aż tak dużą wagę w świecie polityki? Jeszcze większą niż kiedyś. Społeczeństwo może uważa, że te wartości nie mają większego znaczenia, ale takiego zdania byli też komuniści, a przecież się pomylili.

Wróćmy jeszcze do czasów komunizmu. Dwadzieścia lat temu w Polsce zaczęły się obrady Okrągłego Stołu. Jak Pan je odbierał? Jako przełom i dużą nadzieję dla nas. Wtedy kraje bloku wschodniego były ściśle powiązane, a zmiany w jednym, przynosiły zmiany w innych państwach tego bloku.

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Powiedział Pan, że podczas komunizmu czuł się Pan wolny. Czy to oznacza, że po upadku komunizmu już nie czuł Pan tej wolności? Zdziwi się Pani, ale już nie. Musiałem respektować interesy partii, której stałem się przewodniczącym, czy interesy różnych rządów, których byłem członkiem. Kiedy w 1996 roku publicznie wypowiedziałem się, że Słowacja nie powinna stać się członkiem NATO, wywołało to burzę i krytykę. Nadal uznaje Pan za błąd, że Słowacja jest członkiem NATO? Tak. Po odejściu z rządu w 2002 roku, zbierałem podpisy pod petycją, by doprowadzić do ogłoszenia referendum w sprawie wstąpienia Słowacji do tego paktu. Niestety, nie udało się zebrać dostatecznej ilości głosów.

A jednak w tym dla Polski korzystnym okresie zamknięto Pana w więzieniu. Mimo wszystko wierzył Pan, że wolność dotrze również do Czechosłowacji? W „Bratislavskych listach“ analizowałem tę sytuację, twierdząc, że komuniści są tak osłabieni, że nie będą mogli pozwolić sobie na to, by mnie zamknąć. Byłem bardzo rozczarowany, że dokonałem złej analizy.

„W Bratislavskych listach analizowałem tę sytuację, twierdząc, że komuniści są tak osłabieni, że nie będą mogli pozwolić sobie na to, by mnie zamknąć. Byłem bardzo rozczarowany, że dokonałem złej analizy“. LUTY 2009

9


KDH jest cały czas obecny na scenie politycznej Słowacji, ale w Polsce partie chrześcijańskie zostały wchłonięte przez większe bloki polityczne. Czy nie sądzi Pan, że podobny los czeka KDH? Myślę, że nie. To jest tylko problem Polski. Ale przecież Polska jest bardziej katolicka niż Słowacja! Tak, ale polska inteligencja katolicka po upadku komunizmu popełniła błąd, pozwalając na swoje rozdrobnienie, wchodząc w układ z liberałami. Zachodni politolodzy stwierdzili, że chrześcijańskie partie odniosły sukces w krajach byłego cesarstwa rzymskiego. To historyczny paradoks, ale wydaje się, że w ten sposób to działa. Czyli nie obawia się Pan o przyszłość KDH? Nie. Oczywiście partia ta będzie musiała przystosowywać się do istniejących warunków. Pan urzęduje w kancelarii adwokackiej. Jak z tej perspektywy ocenia Pan poczynania KDH? Nie wypowiadam się w mediach o KDH, bo nie chcę publicznie krytykować tej partii.

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Czeska prezydencja zorganizowała w Brukseli wystawę, pokazującą różne kraje w dość nietypowy sposób. Jak Pan ocenia obraz Polski: księży niosących flagę gejów? Poczucie humoru liberalnej inteligencji od dawna uznaję za płytkie.

10

Obraża to Pana? Nie, nie obraża mnie nawet to, że Słowacja została przedstawiona jako węgierska kiełbasa. Czytałem w prasie słowackiej artykuł, w którym publicysta przekonywał, że wszystko byłoby w porządku, gdyby czeski autor również Czechów przedstawił krytycznie. Ponieważ tego nie zrobił, nie przejawił więc dostatecznej dozy humoru względem swojego narodu. Czytałam, że wypowiadał się Pan bardzo przychylnie na temat polityki braci Kaczyńskich. Podoba mi się ich dążenie do wdrażania etyki w polityce. W tym zauważa Pan wartości chrześcijańskie? Tak. Natomiast byłem rozczarowany ich twardą polityką zagraniczną, którą interpretuję jako brak realizmu. Jak podchodzi Pan do problemu lustracji? Jako adwokat stałem się reprezentantem tych ludzi, którzy przez ŠtB zostali oznaczeni za agentów. Uznałem, że ci ludzie mają prawo do obrony. Wywołało to zdziwienie wśród moich przyjaciół. Jak Pan jako prawnik interpretuje polskie publikacje na temat Lecha Wałęsy jako rzekomego współpracownika tajnych służb? Jeszcze w czasach komunizmu, zanim mnie wykluczono z zawodu, nabrałem trochę doświadczenia prawniczego i kiedy wzywano mnie na przesłuchania, wiedziałem, jak powinienem odpowiadać na pytania i kiedy mogę odmówić udzielenia wypowiedzi. Ale skąd to mogli wiedzieć tacy ludzie, jak Lech Wałęsa? W takich wypadkach tajne służby mogły manipulować ludźmi, wiązać wypowiedzi i fakty w dowolny sposób. Dlatego obwinienia pod adresem Wałęsy, według mnie, są bezpodstawne. Decydujące jest to, że poprowadził on w Gdańsku robotników do walki z komunizmem! MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

K

lub Polski w Bratysławie zorganizował spotkanie noworoczne, które odbyło się 20 stycznia w Instytucie Polskim. Była prezes regionalna Beata Wojnarowska przedstawiła zebranym nowego prezesa regionu Bratysława Marka Sobka, który przywitał przybyłych gości, w tym pełnomocnego i nadzwyczajnego ambasadora RP w RS Andrzeja Krawczyka, kierownik Wydziału Konsularnego Urszulę Szulczyk-Śliwińską, dyrektora Instytutu Polskiego Zbigniewa Macheja oraz licznie zgromadzoną Polonię. Marek Sobek przedstawił plan działania organizacji bratysławskiej oraz wyraził nadzieję na owoc-

Spotkanie przedstawicieli

W

ramach noworocznych spotkań prezydent Słowacji Ivan Gašparovič zaprosił 20 stycznia 2009 r. do pałacu prezydenckiego przedstawicieli mniejszości narodowych mieszkających na Słowacji. „Wasze kultury, dziedzictwo wartości waszych narodów wzbogacają nasze społeczeństwo i uzupełniają jej różnorodność“ – powiedział prezydent. Według niego wszystkie sukcesy Słowacji były możliwe dzięki MONITOR POLONIJNY


pomoc w pracy na rzecz środowiska polonijnego. „My, pracownicy ambasady, czujemy się członkami Klubu Polskiego, bowiem i my tworzymy środowisko Polaków przebywających na Słowacji“ – powiedział. Głos zabrała też redaktor naczelna „Monitora Polonijnego“,

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Noworoczne spotkanie Polonii w Bratysławie by przedstawić plan wydawniczy na 2009 rok. Po części oficjalnej Marek Sobek zaprosił zebranych do skosztowania wypieków, przygotowanych przez członkinie Klubu. Spotkanie stało się również okazją do poznania licznego grona Polaków, niedawno przybyłych do Bratysławy. Klub Polski w Bratysławie uroczyście rozpoczął Nowy Rok, który, jak planują działacze organizacji, powinien przynieść sporo ciekawych imprez integracyjnych oraz promujących polską kulturę. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

ną współpracę z instytucjami polskimi, akredytowanymi na Słowacji. Podziękował również za zaangażowanie polonusów w dotychczasową pracę na rzecz Klubu oraz sponsorom, którzy do tej pory wspierali imprezy polonijne. Z kolei ambasador Andrzej Krawczyk zapewnił

mniejszości narodowych u Prezydenta RS Ivana Gašparoviča zaangażowaniu wszystkich obywateli Słowacji, w tym również mniejszości narodowych. Zaproszenie prezydenta przyjęli reprezentanci mniejszości narodowych: rusińskiej, rosyjskiej, węgierskiej, bułgarskiej, chorwackiej, romskiej, niemieckiej, żydowskiej oraz polskiej. Z ramienia Klubu Polskiego w spotkaniu wziął udział Ryszard Zwiewka, który podkreślił, że Polacy na Słowacji w porównaniu z krajami sąsiednimi mają ponadstandardowe warunki. Na spotkaniu był obecny również wicepremier Dušan Čaplovič. red LUTY 2009

11


Mniejszości narodowe w Koszycach

R

edakcja Mniejszości Narodowych Słowackiej Telewizji, która ma swoją siedzibę w Koszycach, 29 stycznia zorganizowała spotkanie wszystkich przedstawicieli mniejszości narodowych, mieszkających w tym mieście. Gospodarzem spotkania była redaktor Ľuba Koľová – szefowa tejże redakcji w STV. W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele telewizji – dyrektor STV z Bratysławy Roman Lipták, dyrektor STV Košice Štefan Fejko, Marta Gajdošíková – przedstawicielka

Prezydent RS Na w Ťahanovcach 12

II programu STV, Marek Lisánsky – dyrektor generalny Sekcji Praw Człowieka i Mniejszości Narodowych w Radzie Ministrów. Podczas spotkania omówiono projekty programów, przygotowanych przez STV i poświęconych mniejszościom narodowym. Przedstawiciele zaproszonych mniejszości przedłożyli program swoich działań na 2009 rok oraz wnieśli swoje uwagi, dotyczące pracy Słowackiej Telewizji, na które reagowali obecni przedstawiciele STV. Z.Z.B.

zaproszenie starosty dzielnicy Ťahanovce w Koszycach Cyrila Betuša 29 stycznia odwiedził ją prezydent Słowacji Ivan Gašparovič. Na spotkanie został zaproszony również prezes Klubu Polskiego Koszyce Tadeusz Z. Błoński, jako reprezentant polskiej mniejszości narodowej, mieszkającej w tej

szczególnej dla Polaków dzielnicy, w herbie której widnieje wizerunek pomnika, poświęconego polskim legionistom. Prezydent interesował się różnymi aspektami życia i planami rozwojowymi Ťahanoviec. Miłe było to, że przedstawiciela Polaków prezydent przywitał po polsku. Z.Z.B., T.Z.B. MONITOR POLONIJNY


Noworoczne spotkanie w Nitrze

Ś

mowymi wypiekami, kawą. Okazało się, że było nas tak dużo, że musieliśmy dostawiać krzesła. Oprócz wspólnego kolędowania był też czas na omówienie spraw, związanych z działalnością klubową, przygotowywaniem wspólnych projektów kulturalnych, dotyczących nauczania języka polskiego i innych. Przekonałam się, że nic tak nie umacnia więzi jak spotkanie przy wspólnym stole! ROMANA GREGUŠKOVÁ

Kolejne msze św. w języku polskim w Nitrze odbędą się: •14.02. i 21.03. o godz. 17.00 w Domu Salwatorianów, •18.04. o godz. 15.00 w nitrzańskiej katedrze, •23.05. i 12.06. o godz.18.00 w Dom Salwatorianów.

Wszystkich bardzo serdecznie zapraszamy!

ZDJĘCIA: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

więta już dawno za nami, sądziłam więc, że kolęd już nikt nie będzie chciał śpiewać. Jakież było zatem moje zdziwienie, kiedy okazało się, że nasi klubowicze z przyjemnością przyjęli zaproszenie na wspólne śpiewanie kolęd. Termin spotkania ustaliliśmy z przełożonym o.o. Salwatorianów na ostatnią sobotę stycznia. Polonia dopisała! Najpierw była msza, a potem wspólne biesiadowanie przy stole, zastawionym słodyczami, do-

LUTY 2009

13


Premierzy Grupy Wyszehradzkiej w Bratysławie

W

związku z wejściem Słowacji do strefy euro 8 stycznia 2009 r. miała miejsce uroczystość, na którą zostali zaproszeni przedstawiciele państw Grupy Wyszehradzkiej. Polskę reprezentował premier Donald Tusk. Zjazd premierów Grupy stał się również okazją do rozmów, prowadzonych w obecności szefa Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso, na temat kryzysu gazowego, spowodowanego przerwaniem dostaw gazu z Rosji przez Ukrainę. Szef polski-

ego rządu zwrócił uwagę na konieczność przyśpieszenia prac nad dyrektywą o bezpieczeństwie energetycznym Europy, a także podkreślił potrzebę dywersyfikacji źródeł energii. Premier Węgier Ferenc Gyurcsanyi zaapelował o unijną solidarność, a co za tym idzie o połączenie narored dowych sieci energetycznych.

Pożegnanie radcy ministra Bogdana Wrzochalskiego

K

ilkuletni pobyt w Bratysławie radcy ministra Bogdana Wrzochalskiego zamknęła 26 stycznia uroczystość pożegnalna, na którą przybyło liczne grono współpracowników, przedstawicieli ambasad, urzędów i instytucji oraz Polonii. Po słowach podziękowania za pracę w polskiej placówce dyplomatycznej, wyrażonych przez ambasadora RP w RS Andrzeja Krawczyka, głos zabrał radca Bogdan Wrzochalski. W swoim przemówieniu wspominał osiągnięcia w pracy dyplomatycznej, okres pełnienia obowiązków szefa ambasady w roli chargé d'affaires, pracę na rzecz Euroregionu „Tatry”, organizowane warsztaty dziennikarskie i wiele innych. Bogdan Wrzochalski wraz z małżonką Ewą, która pracowała w Wydziale Konsularnym, już po raz drugi żegnali się z Bratysławą, bowiem w połowie lat 90-tych przybyli tu z misją dyplomatyczną po raz pierwszy. Być może zatem do zobaczenia po raz kolejny? mw ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

14

MONITOR POLONIJNY


Robocze spotkanie w Klubie w Bratysławie

P

rezes Klubu Polskiego w Bratysławie zwołał na 28 stycznia spotkanie robocze 8-osobowej grupy doradczej, której zadaniem było omówienie zagadnień organizacyjnych w pracy na rzecz Polonii, zamieszkałej w Bratysławie. Na spotkaniu poruszone zostały problemy dotyczące członkostwa w Klubie, prowadzenia dokumentacji finansowej i sprawozdawczej. Podniesiono również zagadnienia związane z pozyskiwaniem nowych członków Klubu oraz nowych prenumeratorów „Monitora Polonijnego“. Ponadto przedstawiono możliwości współpracy z instytucjami słowackimi i polskimi, działającymi na terenie Bratysławy. Zebrani zapoznali się też z nowym statutem Klubu Polskiego oraz z zagadnieniami, dotyczącymi działania organizacji na terenie całej Słowacji. Na podstawie głosów uczestników spotkania ustalono plan działań na 2009 rok. Oprócz imprez, których projekty zostały złożone w Ministerstwie Kultury RS, działacze w Bratysławie planują kilka spotkań integracyjnych. Jednym z pierwszych będzie spotkanie wiosenne. Prezes organizacji zdecydował, że roześle listy do Polaków mieszkających w Bratysławie i okolicy, zapraszające ich do członkowstwa w Klubie. Zebranie było doskonałą okazją do wymiany doświadczeń i spostrzeżeń na temat pracy społecznej. mw ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

LUTY 2009

15


Nikifor w Instytucie Polskim

N

ikifor Krynicki (1895 – 1968), prawdziwe nazwisko prawdopodobnie Epifaniusz Drowniak, jako nieślubny syn głuchoniemej ubogiej Rusinki, w dodatku z wadą mowy, nie miał dużej szansy, by jego dzieła zawisły w galeriach Paryża. A jednak tak się stało!

Przez większą część swego życia tylko on wierzył w to, że jest prawdziwym malarzem i na swoich obrazach podpisywał się jako Nikifor Matejko. Pozostali ludzie w jego rodzinnej Krynicy uważali go za upośledzonego żebraka, malującego na ulicy dziwne obrazki, które kupowali tylko z litości. Nikifor mieszkał tam, gdzie mu ktoś pozwolił i okazał trochę łaski. Za no-

clegi i posiłki odwdzięczał się, jakże by inaczej, obrazkami Krynicy. Właściwie w każdym krynickim domu wisiało przynajmniej jedno, o ile nie więcej, z jego dzieł. Niestety, podczas porządków te dzieła niekiedy wyrzucano albo palono nimi w piecu. Dziś, kiedy obrazy Nikifora wystawiane są w słynnych galeriach i sprzedawane są na aukcjach, ci, którzy je zniszczyli, zapewne tego żałują. Niektóre obrazy Nikifora można podziwiać od 22 stycznia w Instytucie Polskim w Bratysławie. Na otwarciu wystawy wybitnego polskiego prymitywisty obecni byli m.in. dyrektor Muzeum

Okręgowego w Nowym Sączu Robert Ślusarek i kurator wystawy Zbigniew Wolanin. Prezentowane na wysta-

wie obrazy pochodzą głównie z lat 30-tych, 40-tych i 60-tych i przedstawiają najbardziej typowe dla Nikifora tematy. Widnieją na nich katedry, cerkwie, ulice krynickie, deptak, dom zdrojowy i beskidzki krajobraz ze stacyjkami kolejowymi, które Nikifor malował wszędzie, nawet w takich wsiach, do których dziś nie jeździ żaden pociąg. Geniusz Nikifora odkryli przyjeżdżający do krynickich sanatoriów malarze lwowscy i dzięki temu stał się on inspiracją dla innych malarzy, muzyków, a nawet filmowców. Wystawę można oglądać do 15 marca 2009 r. MILICA URBÁNIKOVÁ

Targi turystyczne w Bratysławie Podczas targów turystycznych w Bratysławie odbyła się konferencja prasowa, promująca atrakcje turystyczne Polski. W imieniu organizatorów prezentacji zebranych dziennikarzy oraz pracowników biur podróży przywitała kierownik Wydziału Ekonomicznego Ambasady RP w RS radca Monika Olech. Prezentacja naszego kraju składała się z trzech części, w których kolejno przedstawiono trzy polskie województwa: dolnośląskie, mazowieckie oraz podkarpackie. mw

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

16

MONITOR POLONIJNY


Koszmar wojny Kiedy wybuchła wojna, była nastolatką. Szkołę średnią kończyła na tajnych kompletach. „Spotykaliśmy się w prywatnych domach u różnych ludzi, za każdym razem u kogoś innego, by Niemcy nie odkryli, że młodzież pobiera lekcje“

Z wdzięcznością – wspomina pani Maria. Również matura była innego charakteru niż w normalnych okolicznościach. „Nawet nie mogliśmy ubrać się odświętnie, ale komisja egzaminacyjna stworzyła miłą atmosferę“ – opisuje. Jeszcze przed wojną, będąc z rodzicami na wakacjach w Zakopanym, poznała młodzieńca, który przychodził wraz z kolegami do pensjonatu, gdzie mieszkali, by grać w siatkówkę. Ów młodzieniec – student weterynarii we Lwowie – zaczął pisać do niej listy. I tak zaczęła się ich znajomość. Po wybuchu wojny, kiedy powstało państwo słowackie, okazało się, że po przesunięciu granic pochodzący z Jabłonki chłopak stał się obywatelem słowackim. „Od razu dostał obywatelstwo tego kraju, a władze, dbając o swoich, wysłały Albina na studia do Zagrzebia“ – wyjaśnia pani Maria. Potem chłopak

za dary

losu

Wiedeń W tym czasie mąż pani Marii mieszkał w mieszkaniu dla pracowników naukowych. Tam właśnie w 1942 roku spędzili pierwsze wspólne Święta Wielkanocne. Trzy miesiące po przyjeździe pani Marii do Wiednia ich mieszkanie zostało zrewidowane przez gestapo, które potem udało się po męża do pracy i go aresztowało. „Nie wiedziałam, dlaczego tak się stało, zostałam zupełnie sama – bez środków do życia, bez znajomości języka niemieckiego“ – opisuje. Jak się później okazało, jej mąż działał w tajnej orga-

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

C

hoć jej młodość przypadła na okres wojenny i przeżyła wiele ciężkich chwil, nie ma w niej zgorzknienia, wręcz przeciwnie – pani Maria Alicja Jabłońska z radością mówi o swoim życiu. Nasza rodaczka po wojnie wraz z mężem zamieszkała na Słowacji. Zanim trafiła do Senca, ścieżki jej życia były kręte i często „pod górkę“.

przeniósł się do Wiednia, by zrobić doktorat. „Albin przyjechał do Polski i poprosił mnie o rękę – wspomina moja rozmówczyni. – Rodzice cieszyli się, że wyjadę z Warszawy, że będę bezpieczna, bowiem w tamtych czasach łapanki, strach, głód były codziennością“. Szybko przygotowali więc skromny ślub, pobrali się i wyruszyli do Wiednia.

„Do Wiednia przyjechałam w jednym kostiumie. Pamiętam więc, że kiedy było zimno, pod kostium zakładałam sweter, a pod sweter wkładałam gazety, by kolejna warstwa ogrzewała ciało“. LUTY 2009

17


ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

„Mąż nigdy mi nie mówił, że angażował się w ruch przeciw Niemcom. Od kiedy był w więzieniu, nie miałam prawa widywać się z nim, mogłam mu jedynie co tydzień przynosić na zmianę czystą bieliznę “. nizacji antyfaszystowskiej „Limba” i został zatrzymany jako więzień polityczny. „Mąż nigdy mi nie mówił, że angażował się w ruch przeciw Niemcom – wyjaśnia moja rozmówczyni. – Od kiedy był w więzieniu, nie miałam prawa widywać się z nim, mogłam mu jedynie co tydzień przynosić na zmianę czystą bieliznę “. Ponieważ pani Maria straciła prawo do służbowego mieszkania, musiała sobie jakoś radzić sama. „W polskim kościele na Renwegu poznałam Polaków ze Lwowa, którzy okazali mi pomoc. Także ambasada słowacka wyciągnęła do mnie pomocną dłoń“ – opowiada pani Maria. Aby przeżyć te ciężkie czasy podjęła pracę w zakładzie, gdzie ręcznie wyrabiano gli-

niane emblematy, przedstawiające miasta niemieckie. Wtedy stanowiły one modne gadżety, które Niemcy nosili na paskach od spodni. „To były trudne czasy. Do Wiednia przyjechałam w jednym kostiumie – wspomina. – Pamiętam więc, że kiedy było zimno, pod kostium zakładałam sweter, a pod sweter wkładałam gazety, by kolejna warstwa ogrzewała ciało“.

Dokąd po wojnie? Pierwszy raz po dłuższym czasie zobaczyła męża na rozprawie sądowej. I choć werdykt sądowy brzmiał: „niewinny”, to i tak wysłano go do obozu koncentracyjnego w Dachau. Na szczęście pan Albin przeżył i po

Szymon Wydra & CARPE DIEM Szymon Wydra pochodzi z Radomia. Stał się rozpoznawalny dzięki udziałowi w programie IDOL. Początkowo śpiewał i grał z grupą „Republika”, ale już od piętnastu lat występuje z zespołem CARPE DIEM, z którym nagrał trzy płyty. Pierwsza, zatytułowana „Teraz wiem”, ukazała się w roku 2002, druga – „Bezczas“ – powstała w roku 2005, zaś w roku 2007 z okazji swego 15lecia zespół nagrał dwupłytowy, ekskluzywny album „Remedium“. Rok wcześniej, na 43. Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej Opole 2006 w plebiscycie na najlepszą płytę rockową zwyciężyła właśnie ich płyta „Bezczas”. Szymon Wydra z zespołem grają po 18

wojnie wrócił do Wiednia. „Chcieliśmy zamieszkać w Polsce, ale ostrzeżono nas w Jabłonce, że takich działaczy wojennych, jak mój mąż, którzy mieli powiązania z Armią Krajową, zamykają w więzieniach. Udaliśmy się więc do Bratysławy“ – wspomina pani Maria. Mąż podjął pracę weterynarza w Bratysławie, a rok później został weterynarzem powiatowym w Sencu. Po jakimś czasie przyszły na świat ich córki. Kiedy pani Maria odchowała dzieci, w 1957 roku podjęła pracę w bibliotece w Sencu. Pięć lat później stała się jej kierownikiem i pracowała tam aż do emerytury. Stała się też propagatorem polskiej literatury i dbała o to, by na półkach biblioteki znajdowały się dzieła polskich pisarzy. Z wdzięcznością patrzy na swoje życie. Jak twierdzi, los zawsze stawiał na jej drodze dobrych ludzi, a gościnność Słowaków ocenia bardzo wysoko. Największy cios spadł na nią 13 lat temu, kiedy zmarł jej mąż. „Gdybym mogła coś zmienić w swoim życiu, to tylko to, żeby mój mąż mógł jeszcze żyć – mówi. – Moglibyśmy wspólnie cieszyć się z sukcesów dzieci, wnuków i prawnuków“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

kilkadziesiąt koncertów rocznie, nagrali sporo wideoklipów, a takie ich piosenki, jak „Cale życie gram“, „Dlaczego ja“, „Jak ja jej to powiem“ są znane i śpiewane przez młodzież. „Moja muzyka to moja miłość i jednocześnie praca. A kiedy potrzebuję adrenaliny... wychodzę na scenę. Całe moje życie jest szalone i dobrze mi z tym“ – mówi o sobie Wydra, który prywatnie jest szczęśliwym ojcem córeczki Simony. U. Sz.

MONITOR POLONIJNY


C

ałkiem niedawno Telewizja Polska rozpoczęła emisję nowego serialu sensacyjno-kryminalnego pt. „Ojciec Mateusz”. Tak, już słyszę głosy – jeszcze jeden kolejny dreszczowiec, spływający krwią niewinnych ofiar, epatujący przemocą, pełen efektów specjalnych, genialnych policjantów, wstrętnych i odrażających przestępców.

Otóż nie, wzorowany na włoskiej produkcji pt. „Don Mateo” serial został przeniesiony w polskie realia, do Sandomierza – niewielkiego miasta na Podkarpaciu, które, prezentując swoje cudowne i malownicze plenery, można uznać za jednego z pozytywnych bohaterów filmu. Do tej pory powstało 13 odcinków „Ojca Mateusza” w reżyserii M Dejczera i A. Kostenki, do których scenariusz napisali J. Hartwig-Sosnowska i G. Łoszewski. Jeśli jednak serial zyska sobie przychylność widzów, to tych odcinków może być nawet 105! I tutaj kolejne zaskoczenie, bo każdy z odcinków ogląda ok. 6 – 7 mln widzów, zachwyconych ciekawą fabułą i wspaniałą grą lubianych polskich aktorów. W postać księdza Mateusza wcielił się bożyszcze kobiet (w każdym wieku) Artur Żmijewski, którego aktorstwo w serialu jest spokojne i skromne. Jego bohater jest wyciszony – jak ksiądz, a jednocześnie dociekliwy – jak detektyw. Pomaga mu aspirant Nocul (Michał Piela), zaś inspektor Możejko – policjant poważny i zasadniczy, lekceważy go troszkę. Warto dodać, że inspektora gra kolejny przystojniak polskiego kina Piotr Polk. Tę niewielką galerię małomiasteczko-

LUTY 2009

wych postaci uzupełnia gospodyni Natalia (w tej roli Kinga Preis), o której ksiądz Mateusz powie: „Może i kiepsko gotuje, jest wścibska i kłótliwa, ale i opiekuńcza, dobra i ma wielkie serce”.

W serialu występuje cała plejada polskich gwiazd. W epizodach zobaczyć można takich artystów, jak np. B. Łazuka, M. Różdżka, D. Kordek, M. Włodarczyk, R. Pazura i wielu innych. Mimo tego, że akcja filmu osadzona została w niewielkim miasteczku, to jest ona niezwykle żywa, a wątki sensacyjne zapożyczono z życia codziennego takiego miejsca na Ziemi. Może to właśnie spowodowało, że serial zyskał tak liczne grono wielbicieli? Niewątpliwą jego atrakcją jest także dźwięk (celowo piszę „dźwięk”, a nie „muzyka”) – wyraźnie słyszymy śpiewy ptaków, szczekanie psów w tle malowniczej, pastelowej wręcz muzyki autorstwa Michała Lorenca. Dramatyczne czy też tragiczne sytuacje pokazane są zwyczajnie, „po prostu” jak w życiu codziennym. Oglądając film, jesteśmy przekonani, że i nam mogłoby się zdarzyć coś podobnego. Nie ma w serialu różnych fajerwerków, hektolitrów krwi, zbędnych dodatków, tak często stosowanych we współczesnej kinematografii. Zresztą, tutaj byłyby one zbędne. Dzięki temu mamy możliwość obserwowania mieszkańców niewielkiego miasteczka w sytuacjach dla nich nowych i ich reakcji na zło w różnej postaci. Bohaterowie tego serialu są prawdziwi, nie papierowi, i choć czasem scenarzysta traktuje ich z lekkim przymrużeniem oka, to tworzą oni pozytywnego bohatera zbiorowego serialu, który gorąco Państwu polecam! MAGDALENA PIETZ

19


Ernest Malinowski – bohater narodowy Peru

K

iedy w maju 2008 roku premier RP Donald Tusk składał oficjalną wizytę w Peru, spotkał się z niezwykle serdecznym przyjęciem gospodarzy. I nie była to serdeczność, wynikająca jedynie z wymogów protokołu dyplomatycznego. W odległej o tysiące kilometrów Republice Peru do dziś żywa jest pamięć o Polakach, którzy w XIX stuleciu wspierali niepodległościowe dążenia tego kraju i czynnie włączali się w budowę jego gospodarki i nauki. Ich nazwiska weszły na trwałe do historii Peru, w stołecznej Limie mają swe ulice i pomniki i – co ważniejsze – właśnie w Peru pozostawili konkretne świadectwa swej pracy. Ernest Malinowski, Edward Habich, Ksawery Wakulski, Władysław Folkievski, Władysław Kluger, Aleksander Babiński, Tadeusz Stryjeński, Aleksander Miecznikowski, Konstanty Jelski, Jan Sztolcman – to Polacy, których nazwiska dobrze znane są Peruwiańczykom, Polacy o barwnych życiorysach, na podstawie których można by było pisać scenariusze filmowe. Wymieniając nazwiska zasłużonych dla rozwoju Peru Polaków, nie przypadkiem na pierwszym miejscu umieściliśmy Ernesta Malinowskiego, albowiem to właśnie on został peruwiańskim bohaterem narodowym i jeszcze za życia zasłużył sobie na pomnik. Ponieważ dziś zalicza się go do światowej czołówki najwybitniejszych inżynierów kolejnictwa XIX stulecia, warto więc wiedzieć więcej o jego dokonaniach. Ernest Malinowski urodził się 5 stycznia 1815 roku w Sewerynach na Wołyniu. Miał kilkanaście lat, gdy z ojcem i dwoma braćmi przyłączył się do powstania listopadowego. Cała trójka walczyła m.in. w bitwie pod Olszynką Grochowską. Po upadku powstania rodzina Malinowskich, podobnie jak tysiące innych, wyemigrowała 20

do Francji, gdzie młody Ernest skończył liceum i wstąpił do sławnej w Europie paryskiej Szkoły Budowy Mostów i Dróg, którą skończył z wyróżnieniem. W okresie Wiosny Ludów znów walczył, tym razem w Badenii, a potem, już we Francji , podjął pracę jako inżynier przy budowie dróg i regulacji rzek. Do Peru wyjechał w 1852 roku, przyjmując propozycję rządu pe-

ruwiańskiego, poszukującego w Europie inżynierów. Tam objął stanowisko inżyniera rządowego. Peru, które w 1821 roku po wojnie wyzwoleńczej stało się niepodległą republiką, w pierwszym postkolonialnym okresie było całkowicie pozbawione infrastruktury; nie było tam ani dróg, ani sieci kolejowej. Jego rozwój gospodarczy rozpoczął się dopiero w drugiej połowie XIX wieku za rządów prezydenta G. R. Castilly. A zatem dla inżyniera rządowego pracy nie brakowało: Malinowski projektował i nadzorował budowę dróg, mostów i pierwszych linii kolejowych, mających połączyć kopalnie rudy miedzi i saletry z portami nad Pacyfikiem. Widząc, jak wiele jest do zrobienia, nawiązał kontak-

MONITOR POLONIJNY


ty z polskimi absolwentami paryskiej Szkoły Budowy Mostów i Dróg i namówił ich do przybycia do Ameryki Łacińskiej. Równocześnie rozpoczął w Limie prace nad organizacją przyszłej wyższej uczelni, mającej zająć się przygotowywaniem miejscowej kadry technicznej. Ernest Malinowski był człowiekiem o bardzo szerokich i różnorodnych zainteresowaniach; dla zniszczonego wojną pięknego miasta Arequipa zaprojektował ozdobne bruki, brał udział w pracach nad modernizacją mennicy w Limie, opublikował studium o zawartości złotego kruszcu w monecie, uczestniczył w życiu kulturalnym i społecznym stolicy. Założył Towarzystwo Geograficzne oraz Klub Narodowy – instytucję o charakterze politycznym, a także Towarzystwo Sztuk Pięknych. Mimo wielu zajęć znajdował czas na wyprawy w Andy, zajmujące 1/3 powierzchni kraju. Szybko zyskał uznanie peruwiańskich elit politycznych. Kiedy wybuchł konflikt zbrojny między Hiszpanią i Peru, rząd peruwiański właśnie Malinowskiemu powierzył obronę ważnego punktu strategicznego, jakim był największy port Callao. Polak, wykorzystując swe wcześniejsze doświadczenia, nie tylko wzniósł nowe umocnienia obronne, ale na ruchomych platformach umieścił liczne armaty forteczne, które dzięki swej mobilności mogły osiągnąć większe pole obstrzału. Przykrycie armat stalowymi płaszczami minimalizowało straty w ludziach i sprzęcie. Bój o Callao Peruwiańczycy wygrali, a Malinowski zyskał od rządu honorowe obywatelstwo. Ponadto został uznany za bohatera narodowego Republiki Peru i jeszcze za życia zyskał miejsce na pomniku obrońców Callao, LUTY 2009

wzniesionym w centrum stolicy państwa. W 1868 roku Ernest Malinowski przedstawił rządowi peruwiańskiemu projekt budowy kolei transandyjskiej, która miała połączyć Limę z bogatym w rudy metali (cynk, ołów, srebro, wolfram, molibden, antymon itd.) regionem Cerro de Paseo i dalej prowadzić do portu Callao nad Pacyfikiem. Angielscy eksperci kolejnictwa, którym projekt Malinowskiego dano do zaopiniowania, uznali go za niewykonalny. Uważali, że „... projekt inż. Malinowskiego przewiduje prowadzenie linii kolejowej na wysokości prawie 5000 m, a to jest niemożliwe. Również mosty i wiadukty, które projektuje, są w technice mało jeszcze znane, obliczenia wątpliwe, a realizacja ryzykowna”. Wobec takiej opinii Anglików, cieszących się wówczas sławą najlepszych w świecie znawców budowy linii kolejowych, rząd peruwiański najpierw odstąpił od

realizacji projektu, ale rok później, 23 grudnia 1869 roku, podpisał z amerykańskim finansistą i przedsiębiorcą Henry Meigsem umowę o jego realizacji. Umożliwiająca transport bogactw naturalnych linia kolejowa stała się na szereg lat najważniejszą inwestycją rządu peruwiańskiego, a dla Ernesta Malinowskiego, któremu budowę powierzono, dziełem życia. Budowa połączenia kolejowego Lima – La Oroya, mierzącego 219 km, miała trwać sześć lat. Rozpoczęto ją w roku 1872. Warunki, w jakich pracowało ponad 9 tys. ludzi, były niezwykle trudne; pracowano w rozrzedzonym powietrzu, nocowano wysoko w górach w namiotach. Materiały budowlane: szyny, stalowe elementy mostów, drewno na podkłady i budynki stacyjne, a także dynamit i żywność transportowano w Andach na mułach, lamach i barkach robotników. „Ernest Malinowski dzielił trudy budowy i życia wraz z robotnikami – opuszczał się na linach na dno przepaści, aby badać warunki posadowienia podpór mostowych, wspinał się na strome stoki gór, aby rozwiązywać problemy techniczne i kierować trudnymi robotami, nocował pod namiotem w szczytowych partiach gór, gdzie temperatura nad ranem spadała do – 14° C, a w południe osiągała ok. + 26° C /.../” - pisze Zygmunt Rawicki w pracy Transandyjska Kolej Centralna w Peru. Władysław Folkievski, pracujący w Peru w latach 18741889 jako inżynier kolejowy i dziekan Wydziału Nauk Ścisłych na Uniwersytecie w Limie, w publikacji Ernest Malinowski i kolej przez Kordylierę Andów tak opisuje budowę mostu nad wąwozem Verrugas, mającego 175 m długości, którego filary liczą sobie 77 m wysokości: „Ciekawym był sposób ustawienia tego mostu. Rusztowanie 80 metrów wyso21


kości wydawało się nieco za trudnym i kosztownym, zwłaszcza z braku drzewa na miejscu. Wynajęto majtków okrętowych, przyzwyczajonych do pięcia się po linach. Przepaść była nie tylko głęboka, ale stroma i trudna do przejścia nawet dla pieszego człowieka w tym miejscu. Zręczny Indianin przerzucił z procy kamyk z jednego brzegu przepaści na drugi: do tego kamyka był przywiązany szpagat, do tego szpagatu grubszy sznurek, a do tego ostatniego lina stalowa. Kamyk uchwycony po drugiej stronie pozwolił pociągnąć szpagat, za nim sznurek, a za tym linę stalową. Kilkanaście takich lin utworzyło pomost tzw. hamakowy, który posłużył do dalszej budowy“. Już sam ten opis pozwala zrozumieć,

jak uciążliwe były warunki budowy kolei transandyjskiej. Pierwszy odcinek z Callao do Chicka, położonego na wysokości 4100 m n.p.m., oddano do eksploatacji w 1878 roku. Budowę dalszej trasy przerwała wojna z Chile o złoża saletry. W tym czasie Malinowski kierował w Ekwadorze budową linii kolejowej z Guayquil do Quito, zajmował się budową dróg i pisał liczne artykuły, informujące międzynarodową opinię publiczną o wojennym dramacie Peru. Do swej drugiej ojczyzny wrócił w 1888 roku i znów został mianowany głównym inspektorem budowy kolei transandyjskiej. Został także profesorem i kierownikiem Katedry Topografii na Uniwersytecie w Limie, a następnie dziekanem Wydziału Matematycznego tej uczelni.

Prace nad dalszym odcinkiem kolei rozpoczęto w 1890 roku. Tym razem budowę finansował kapitał brytyjski, reprezentowany przez kompanię Peruvian Corporation, której doradcą technicznym był Malinowski. Budowę zakończono 10 stycznia 1893 roku. Na całej trasie kolei transandyjskiej zbudowano ponad 60 tuneli, 30 mostów i wiaduktów. Najwyżej położony punkt znajduje się na wysokości 4818 m n.p.m. i do niedawna był to najwyższy punkt linii kolejowej na świecie. Ernest Malinowski przy projektowaniu kolei transandyjskiej zastosował szereg nowości technicznych, m.in. w dziesięciu miejscach zbudował specjalne obrotnice, umożliwiające zmianę kierunku jazdy pociągów, dzięki czemu mo-

Laureatka i nominowani

W

styczniu tygodnik „Polityka” rozdał doroczne „Paszporty”, nagrody przyznawane rokrocznie młodym twórcom kultury, których charakteryzuje talent, „oryginalność, wytrwałość, konsekwencja, z jaką kroczą wybraną przez siebie drogą, nie zważając na sezonowe mody i trendy w sztuce, i jeszcze uniwersalność, która sprawia, że ich dzieła przemawiają nie tylko do polskiego odbiorcy” (Z. Pietrasik: Laureaci 2008, „Polityka” 2008, nr 3).

Tegoroczny Paszport „Polityki” w dziedzinie literatury otrzymała 29letnia Sylwia Chutnik za debiutancką książkę Kieszonkowy atlas kobiet („Korporacja” Ha!art, Kraków 2008), uznaną za jedno z wydarzeń roku. Paszport przyznano autorce „za wyjątkowy słuch literacki, umiejętność zaglądania pod podszewkę miasta oraz portrety ludzi nakreślone z ogromną wrażliwo22

ścią”. Cytowany wyżej Z. Pietrasik, kierownik Działu Kultury tygodnika, pisze, że nagradzając debiutantkę, obdarzono ją kredytem zaufania i dodaje: „Kiedy przed laty dawaliśmy Paszport nieznanej wówczas debiutantce Dorocie Masłowskiej, ryzyko było podobne. W środowisku literackim odezwały się głosy oburzenia. Okazało się jednak, że wybór był trafny”. I dalej na potwierdzenie przywołuje innych laureatów Paszportów, którzy później otrzymali najbardziej prestiżową nagrodę literacką „Nike” – Jerzego Pilcha, Wojciecha Kuczoka, Olgę

Tokarczuk, Dorotę Masłowską. Wierzymy, że i tym razem „Polityka” miała szczęśliwą rękę i że

po debiutanckim tomie Sylwia Chutnik obdarzy nas nie jedną ciekawą pozycją literacką i zajmie trwałe miejsce w literaturze współczesnej. Laureatka urodziła się w 1979 roku w Warszawie. Jest kulturoznawcą, absolwentką Gender Studies, działaczką społeczną. Kieruje Fundacją „MaMa”, zajmującą się prawami matek i jest

MONITOR POLONIJNY


gły one szybciej pokonywać różnice wysokości. Kolej transandyjska przyniosła Malinowskiemu sławę międzynarodową. Cytowany już inż. W. Folkievski pisze o niej: „...przedstawiała tak w szczegółach, jak i w całości tyle osobliwości, że inżynierowie europejscy długo w nią uwierzyć nie chcieli, uważając za amerykański humbug. Trzeba było dopiero każdego ministra europejskiego, każdego z admirałów angielskich lub francuskich, w miarę jak przybywali do Callao, zapraszać po kolei w tę jednodniową wprawdzie, ale pełną osobliwości wycieczkę, by wreszcie w Europie uwierzono w istnienie nadzwyczajnego dzieła”. Czynna do dziś kolej przez Andy miała wówczas dla Peru ogromne znaczenie gospodarcze.

członkinią Porozumienia Kobiet. Oprowadza też wycieczki po Warszawie, ale robi to w sposób niezwykły, prowadząc je śladami kobiet wybitnych. W swym Kieszonkowym atlasie kobiet Sylwia Chutnik prowadzi nas jednak innymi szlakami. Pokazuje zaplute dzielnice stolicy, liszajem zżerane domy, bazary, gdzie toczy się codzienna bitwa o byt, zapomniane miejsca, naznaczone krwią walczących kiedyś o swe miasto warszawianek. W tej scenerii żyją jej bohaterki – kobiety zwykłe, szare, niedostrzegane, których nikt nie chce słuchać. To im autorka oddaje głos i to one mówią o historii, widzianej przez pryzmat własnych doświadczeń. Jest tu Czarna Mańka – bazarówa, odtrącona przez matkę, i jej świat – bazar spod Hali Banacha, na którym handluje się warzywami i szmatami, LUTY 2009

Ernest Malinowski zmarł w Limie 2 marca 1899 roku i pochowany został na cmentarzu Presbitero Maestro. W Limie i w całym Peru znajduje się wiele miejsc, upamiętniających jego działalność. Nie zapominają o nim też Polacy. W 1999 roku z inicjatywy polskiego Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Komunikacji na przełęczy Ticlio, na wysokości 4818 m n.p.m., w najwyższym punkcie kolei, odsłonięto pomnik dłuta prof. Gustawa Zemły. W kole znajduje się odlana z brązu podobizna sławnego inżyniera, a pod godłami Polski i Peru napis: „Ernest Malinowski 1818 – 1899. Inżynier polski, patriota peruwiański, bohater obrony Callao 1866, budowniczy Centralnej Kolei Transandyjskiej“. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

bazar, rządzący się własnymi prawami, ustanowionymi przez kobiety. Są w tej książce „księżniczki” i Paniopan Marian, mężczyzna o kobiecej osobowości, walczący o prawo bycia sobą. I każdy widzi swą historię. Najlepszy fragment książki S. Chutnik to chyba historia pani Marii, starej kobiety, która walczyła w powstaniu warszawskim, była świadkiem odbudowy miasta, a teraz próbuje nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości. To z niej autorka buduje symbol tego miasta – Boginię warszawską, meldującą: „Panie generale, melduję posłusznie, że przyjmuję od dziś pseudonim Matka Boska Żydowska, matronka wszystkich bojowniczek getta i powstań zbrojnych. Kobiet strzelających, bombowniczek, morderczyń, rebeliantek, sabotujących

terrorystek, wariatek z karabinem”. Dla pani Marii bazar Czarnej Mańki jest miejscem, gdzie kiedyś umierały kobiety. Miejscem nie upamiętnionym, podobnie jak wiele innych miejsc kobiecych dramatów w tym mieście, gdzie: „Co chwila tablica, kwiaty, znicz. Zastrzelono, zginęło, pomordowano, zabito. Nie ma tylko zgwałcono, ale o tym się nie pamięta. To takie fizjologiczne, nieczyste. Jak załatwianie się”. Pani Maria dostrzega to, czego inni nie widzą; zapomniane tragedie, zbagatelizowane doświadczenia i tzw. wstydliwe dramaty, związane z seksualnością i starością, z tłoczeniem się w przychodniach i penetrowaniem śmietników. Swój dramat wymyślonej tożsamości, wymyślonej po to, aby nie zdradzić się, że jest się Żydówką, przeży-

wa każdego dnia. Owa „Matka Miasta”, zniedołężniała, odsunięta na margines współczesnej rzeczywistości staruszka zstępuje do piwnic kamiennicy, aby tam ukryć się i umrzeć. Kieszonkowy atlas kobiet to dobra książka, którą warto przeczytać, książka, która jest, miejmy nadzieję, zapowiedzią dalszych interesujących tekstów jej autorki. Obok Sylwii Chutnik do Paszportu „Polityki” byli nominowani: Jacek Dukaj za ponadtysiącstronicową sagę Lód o polskich mitach na temat zesłańców syberyjskich oraz Aleksander Kościów za powieść Przeproś, w której za pomocą języka snów próbuje odtworzyć świadomość ludzi chorych. Już sama nominacja do prestiżowej nagrody, jaką Paszporty „Polityki” niewątpliwie są, zachęca do sięgnięcia i po te książki. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 23


W Kraków tysiąca twarzy

poprzednim numerze odbyliśmy podróż po Warszawie, tym razem wraz z moimi rozmówcami zapraszam Państwa do Krakowa – stolicy Polski w latach 1296-1596. Kraków to drugie największe oraz najludniejsze miasto w kraju. Wszyscy moi respondenci zgodnie oświadczyli, że panuje w nim wyjątkowa atmosfera i nie sposób się tam nudzić.

Wawel Naszą wycieczkę rozpoczynamy od zwiedzenia najważniejszych zabytków miasta. Najpierw udajemy się na wzgórze wawelskie, na którym znajduje się bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Wacława. Jej budowę rozpoczęto już w 1020 roku. Jest ona szczególnym miejscem dla Polaków, albowiem tam właśnie koronowano wielu polskich królów, począwszy od Władysława Łokietka (w 1320 r.). Tam również swoje ostatnie miejsce spoczynku znalazło aż 19 władców Polski (m.in. Władysław Jagiełło, Władysław Łokietek, Kazimierz Wielki), wielu biskupów, wielcy poeci (J. Słowacki, A. Mickiewicz) i wodzowie (T. Kościuszko, J. Poniatowski, J. Piłsudski). Potem zwiedzamy kaplice – Zygmuntowską, Potockich, Wazów, Jana Olbrachta, Czartoryskich. Nie możemy zapomnieć o skarbcu i bibliotece – jednej z najstarszych w Polsce. Stąd udajemy się na wieżę Zygmuntowską, by obejrzeć dzwon Zygmunta (Starego), który odzywa się tylko w najważniejszych dla kraju chwilach.

Zamek Królewski Historia Zamku Królewskiego sięga XI w. Kolejne przebudowy w XIV w. nie uchroniły go jednak przed pożarem (1499). Odbudowany został 24

przez króla Aleksandra Jagiellończyka w latach 15041516. W burzliwych dziejach Krakowa jeszcze kilka razy był niszczony przez różne wojska, np. szwedzkie (1655) czy austriackie (1804), zawsze jednak go odbudowywano. W 1945 r. zmieniono jego funkcję z rezydencjonalnej na muzealną i tak zostało do dziś. Na zamku znajduje się 71 sal, podzielonych na 5 stałych ekspozycji: Reprezentacyjne Komnaty Królewskie – z kolekcją arrasów Zygmunta Augusta, o których wspomniała mi Kasia Weselak, rodowita Krakuska (obecnie mieszkająca na Słowacji), Prywatne Apartamenty Królewskie, Skarbiec Koronny – z mieczem koronacyjnym

królów Polski, tzw. Szczerbcem, Zbrojownia, Sztuka Wschodu.

Rynek i okolice Po opuszczeniu Wawelu idziemy wzdłuż północnego odcinka zachowanych murów obronnych, niczym dawny królewski orszak przechodzimy przez XIV-wieczną Bramę Floriańską, by dotrzeć do Rynku. Po drodze zatrzymamy się przy Barbakanie – największym gotyckiej budowli fortyfikacyjnej w Polsce (a podobno nawet i w Europie). I oto wchodzimy na Rynek Główny, czyli ogromny plac o wymiarach 200m x 200 m. Tu najpierw obejrzymy polecony mi przez Kasię Weselak kościół św. Wojciecha z X w. z kaplicą Wincentego Kadłubka. Podobno w miejscu, na którym kościół się znajduje, swe kazania głosił św. Wojciech. Dalej podążamy w kierunku sukiennic. Pierwsze kramy sukienne powstały tuż po lokacji miasta Krakowa dzięki Bolesławowi Wstydliwemu. Dopiero król Kazimierz Wielki kazał je wymurować i ukształtować w formie uliczki wewnątrz rynku, pokrytej sklepieniem w formie arkady. Pod koniec XIX w. sukiennice przebudowano i upiększono, dodając tzw. ryzality z maszkaronami ówczesnych prezydentów miasta. Spoglądamy w górę na wieżę ratuszową, będącą pozostałością po XIVwiecznym ratuszu, zburzonym w 1820 r., w której obecnie mieści się filia Muzeum Historii Miasta z unikatowym zestawem „gmerków” – znaków kamieniarskich, zamienionych później na herby mieszczańskie. Podążamy dalej w kierunku kościoła Mariackiego, po drodze kłaniając się Adamowi Mickiewiczowi, obserwującemu nas z cokołu – to ulubione miejsce spotkań żaków krakowskich. W XIII w. w miejscu dzisiejszej bazyliki Mariackiej znajdował się romański kościół, zburzony podczas najazdu Tatarów w 1242 r. Odbudowano go w stylu gotyckim, dodano nawy i kaplice boczne i wykończono dwoma wieżami różnej wysokości. Niższa (69 m) jest dzwonnicą z 5 dzwonami, odlanymi w XIV i XV w., natomiast MONITOR POLONIJNY


z wyższej (82 m), zwanej Hejnalicą, co godzinę rozbrzmiewa Hejnał Mariacki, grany na trąbce, przerywany w pewnym momencie na pamiątkę trębacza zabitego z łuku podczas najazdu tatarskiego.

Wchodzimy do środka. W prezbiterium, pokrytym sklepieniem gwiaździstym, widzimy herby Polski, Krakowa i fundatora pierwszej świątyni biskupa Iwona Odrowąża. Wreszcie możemy podziwiać 3-częściowy ołtarz z drewna lipowego – ewenement na skalę światową, wykonany przez rzeźbiarza z Norymbergii Wita Stwosza w XV w. Całość przedstawia 12 scen z życia Marii i Jezusa. Na ołtarzu przedstawionych zostało ponad 200 postaci w strojach z I w. n.e. Niektóre figury wyrzeźbione w klocach drewna liczącego 500 lat! W 1939 r. ołtarz zdemontowano i ukryto w Sandomierzu. Jednak i to nie uchroniło go przed wywozem do Norymbergii, skąd w podniszczonym stanie wrócił do Krakowa w 1946 r. i został zrekonstruowany.

Na sportowo Jeżeli znużyło Was zwiedzanie, zapraszam nad zakole Wisły, skąd wyruszamy na wycieczkę rowerową do... Tyńca. Tę trasę polecił mi Piotr Kucharski, który mieszkał w Krakowie przez 15 lat (obecnie mieszka w Bratysławie). Jest to jedna z najbardziej malowniczych tras i na pewno najbardziej popularna wśród Krakowian. Osobom, preferującym sporty wodne, pan Piotr poleca rejs tramwajem wodnym. Trasy tramwaju są różne, np. Wawel – Skałka – klasztor Norbertanek – Wawel lub Wawel – Tyniec – Wawel. Piechurom Kasia Weselak poleca spacer po Plantach (park miejski, otaLUTY 2009

czający Stare Miasto). A latem koniecznie trzeba wybrać się na Kopiec Kościuszki, skąd widok na Kraków jest niezapomniany.

Gastronomia Pani Agata Stebel, która w Krakowie mieszkała w latach 1998-2006 (obecnie mieszka w Bratysławie) poleca również spacer po Kazimierzu – dziś dzielnicy miasta, dawnej samodzielnego miasta, w którym przeplatały się dwie kultury – żydowska i chrześcijańska. Zarówno Kasia, jak i pani Agata polecają wizytę w budce „U Endziora”, znajdującej się na placu Nowym, w której serwowane są przepyszne kotlety z chrupiącą panierką z dodatkiem płatków owsianych w dwóch „wersjach” – „sękacz” to porcja wielkości połowy talerza, a „pyrtek” jest dwa razy większy. Kasia ponadto twierdzi, że podają tam najlepsze w Krakowie zapiekanki oraz lody na wagę. Palce lizać! Krakusi polecili mi wiele ciekawych lokali gastronomicznych. „W okolicy Rynku jest ponad 300, więc można się kierować jedynie subiektywnymi odczuciami” – twierdzi p. Kucharski. Męskiej części turystów poleca on restaurację „Corleone”, do której skręca się z ul. Grodzkiej w ul. Poselską. „Panuje tam dość prosty klimat, który uwydatnia się szczególnie w lecie, kiedy siedzi się w tzw. ogródkach. W menu króluje kuchnia śródziemnomorska. Polecam gaspacho” – mówi pan Kucharski. Kasia Weselak poleca kluby, w których można się dobrze zabawić. „Najbardziej znane w centrum lokale to Gorączka, w którym, jak sama nazwa wskazuje, atmosfera zawsze jest gorąca, Prozac, Rdza, Afera, Łubu Dubu, Kicz, ... gdzie króluje muzyka klubowa, a obcokrajowców co nie miara” – opisuje moja rozmówczyni i podkreśla, że wystrój wszystkich lokali jest imponujący, czego mogą Polakom pozazdrościć Słowacy. Głodnym studentom Kasia proponuje tanio i solidnie najeść się w restauracji „Gruzińskie Chaczapuri” lub

pizzerię „Dominium”, w której studenci mają specjalne zniżki! Natomiast pry ul. Brackiej znajduje się jej ulubiony lokal „Czekolada“, gdzie oprócz wypicia gorącej czekolady można poczytać książki. Pani Agata poleciła tak wiele ciekawych miejsc, wartych odwiedzenia, że musiałam dokonać subiektywnej selekcji. Wybrałam więc te, które wydały mi się najciekawsze. Tradycyjną kuchnię polską serwują w jadłodajni „U Stasi” na ul. Mikołajskiej. Pomimo iż lokal ma tylko 30 m2, to panuje tam atmosfera, która przyciąga wielu ludzi. Osoby, które słuchają jazzu, pani Agata zachęca do odwiedzenia klubu „Kornet”, mieszczącego się naprzeciwko kina „Kijów”, gdzie w każdą środę i piątek odbywają się koncerty. Duszom artystycznym respondentka poleca klub „Pod Jaszczurami”, będący już legendą akademickiego ruchu kulturalnego. Pani Agata twierdzi, że mężczyźni lubią „C.K. Browar” (przy teatrze „Bagatela”), szczególnie podczas meczów piłkarskich, ponieważ znajduje się tam duży ekran, a własnej roboty piwo sprzedawane jest na metry. Ulubionym miejscem pani Stebel jest teatr „Scena Stu”, gdzie scena umieszczona jest w centrum. Szczególnie poleca nam przedstawienie „Kontrabasista” z J. Stuhrem w roli głównej, co moim zdaniem brzmi zachęcająco… Wraz z moimi respondentami serdecznie zapraszamy Państwa do Krakowa, historycznego miasta o niezliczonej liczbie atrakcji. W następnym numerze z południa Polski przeniesiemy się na północ do Gdańska. MAGDALENA PIETZ


Dziękujemy!

K

oniec i początek każdego roku to w mediach czas podsumowań, statystyk, wyliczania sukcesów i szans, rozliczania z klęsk i nadziei. Czytelnicy najprawdopodobniej, a dziennikarze z pewnością lubują się w różnego rodzaju statystykach i podsumowaniach. Jesteśmy zalewani zestawieniami o upadkach i wzlotach znanych osób najlepszych i najgorszych „eventach”, rankingami najpopularniejszych wypowiedzi i wydarzeń. Czytamy o tym, kto zabłysnął, czyj mit upadł, a kto walczy o utrzymanie się na fali. Mamy możliwość współdecydowania wraz z mediami o tym, co najbardziej odcisnęło się w zbiorowej świadomości. Czy była to „palikotyzacja” polityki, czy może klasyką stało się określenie Słońce Peru. Co pozostanie w zbiorowej pamięci? Wyścig meleksów, kolejna odsłona soap opery „Bolek” czy atakujący niektórych polityków wirus? Podobnie rzecz się ma w sporcie. Powód jest prozaiczny – „mała niespodzianka”, związana z Plebiscytem Przeglądu Sportowego na najlepszego polskiego sportowca roku. Przegląd Sportowy – najstarszy polski dziennik sportowy, założony – jeszcze jako tygodnik – w maju 1921

26

roku w Krakowie już od roku 1926 prowadzi wymyślony i zorganizowany przez redakcję plebiscyt. Plebiscytu nie organizowano jednak regularnie. W latach 1939 - 1947 z uwagi na II wojnę światową i sytuację powojenną oraz w roku 1953 ze względów organizacyjnych plebiscytu nie było. Dziesięciu sportowców 1953 roku wytypowano dopiero w roku 1989! Plebiscyt Przeglądu Sportowego ma na celu wyłonienie najlepszego sportowca danego roku kalendarzowego w Polsce. Faktycznie jest to wybór 10 najlepszych polskich zawodników (pod uwagę brane są zarówno kobiety, jaki i mężczyźni we wszystkich dyscyplinach), z których jeden zostaje uznany za sportowca roku. Istotny wpływ na wynik plebiscytu mają głosy kibiców, a nie komentatorów oraz powiązanych z branżą ekspertów czy sponsorów. Najpierw specjalna komisja, w skład której wchodzą znawcy sportu (dziennikarze, byli sportowcy, działacze itp.) ustala listę 30 zawodników, którzy w danym roku kalendarzowym wyróżnili się na sportowych arenach. Głosowanie kibiców, którzy oddają swój głos na sportowca roku za pomocą kuponów drukowanych na łamach Przeglądu Sportowego, a czasem również innych gazet, zaczyna się w listopadzie. Czytelnicy wybierają 10 nazwisk ze sporządzonej przez kapitułę listy lub wpisując nazwiska dowolnych innych spor-

towców. Można też głosować telefonicznie dzięki systemowi audiotele oraz SMS. Głosowanie trwa do 3 stycznia. Końcowe wyniki plebiscytu prezentowane są podczas uroczystej Gali Mistrzów Sportu. W ostatniej edycji plebiscytu, organizowanego wraz z Telewizją Polską, nominowanych zostało dwudziestu pięciu sportowców. W tej grupie znaleźli się wszyscy nasi medaliści olimpijscy z Pekinu. Głosowanie przeprowadzane było w dwóch etapach – najpierw dokonano wyboru pierwszej dziesiątki, a podczas Gali Mistrzów Sportu w Warszawie wybrano najlepszego sportowca. Dzięki głosom telewidzów zwycięzcą 74. Plebiscytu na 10 Najlepszych Sportowców Polski roku 2008, rozstrzygniętego 3 stycznia 2009, został Robert Kubica, pilot bolidu BMW Sauber w wyścigach Formuły 1. Ostatni sezon Kubica zakończył jako czwarty kierowca w mistrzostwach świata, a w czerwcu 2008 odniósł pierwsze zwycięstwo - wygrał wyścig o Grand Prix Kanady w Montrealu. Otrzymał statuetkę Złotego Czempiona. Drugie miejsce zajął gimnastyk Leszek Blanik z AZS AWFiS Gdańsk, który w Pekinie zdobył złoty medal oraz dodatkowo złoty medal Mistrzostw Europy. Trzeci był nasz olbrzym, lekkoatleta Tomasz Majewski. Dokładnie w dziesiątą rocznicę tragicznej śmierci w wypadku samochodowym legenMONITOR POLONIJNY


darnego Władysława Komara zdobył złoto w pchnięciu kulą w Pekinie i przełamał złą passę naszej reprezentacji. Na co dzień Majewski jest zawodnikiem AZS AWF Warszawa. Zdobył również brąz w Halowych Mistrzostwach Świata. Warto zaznaczyć, że w Pekinie nie należał do grona faworytów. Czwarte miejsce zyskała nasza czwórka wioślarska, która również zdobyła złoty medal na pekińskich igrzyskach: Adam Korol (KS AZS Szczecin), Michał Jeliński (AZS AWFiS Gdańsk), Konrad Wasilewski (Czarni Szczecin) i Marek Kolbowicz (AZS AWF Gorzów Wlkp. Na piątym miejscu znalazł się zawodnik KPC Górnik Polkowice Szymon Kołecki, który w podnoszeniu ciężarów zdobył srebrny medal w Pekinie i złoto na Mistrzostwach Europy.

Za nim, na szóstym miejscu uplasowała się Maja Włoszczowska z klubu MTB Halls Team, zdobywczyni srebrnego medalu w kolarstwie górskim na igrzyskach w Pekinie. Siódmy był polski gwiazdor czarnego sportu, czyli żużlowiec Tomasz Gollob ze Stali Gorzów Wielkopolski. Zdobył brązowy medal - Grand Prix Mistrzostwo Świata. Na ósmym miejscu znalazł się biathlonista Tomasz Sikora z NGKS Dynamit Chorzów, który w minionym sezonie trzykrotnie zwyciężył w zawodach Pucharu Swiata. Dziewiąte miejsce zajęła tenisistka Agnieszka Radwańska, zawodniczka klubu Nadwiślan Kraków, która dotarła do ćwierćfinałów Wimbledonu i Australia Open. Finałową dziesiątkę zamknął dyskobol Piotr Małachowski. Rzut dyskiem przyLUTY 2009

niósł zawodnikowi Śląska Wrocław srebrny medal olimpijski w Pekinie. Zwycięstwo Kubicy jest niespodzianką. Jest też o tyle ciekawe, że w roku minionym odbyły się igrzyska olimpijskie, a nasi zdobyli na nich trzy złote medale. W plebiscycie zawsze wygrywali mistrzowie olimpijscy, jeśli w danym roku jacyś byli. Jak to jest w zwyczaju, natychmiast pojawiły się głosy krytyki i tradycyjna zawiść. Podkreślano, że Kubica nie reprezentuje Polski i jeździ w niemieckim zespole. Przypomniano, że w swojej dyscyplinie był dopiero czwarty, wygrywając ... jeden z wyścigów. Faktem jest również to, że ten sport jest bardziej do oglądania, niż do uprawiania. Uprawia go bowiem garstka zawodowców, oglądają zaś miliony na całym świecie. I w tym tkwi nasz sukces i zysk. Prawdą jest bowiem to, że Kubica jednoznacznie kojarzony jest z Polską i to Polsce robi pozytywną reklamę. Prawdą jest również to, że aby zająć czwarte miejsce, walczył cały sezon, mało tego, wyścigom samochodowym - jednemu z najbardziej wymagających sportów na świecie - poświęcił całe swoje życie. Już sam fakt, że dostał się do elity kierowców F1 jest sukcesem. Sam zwycięzca stwierdził: „Szczerze mówiąc, ja bym nie przyznał tytułu sportowca roku. Przede wszystkim ciężko jest przyznawać komuś prymat w tak szerokim gronie”, a statuetkę Złotego Czempiona przekazał Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Krytykowano również Leszka Blanika. Padło stwierdzenie, że przez całe sportowe życie nauczył się ... dwóch skoków. Krytycy i „fachowcy” zapomnieli, że sukces okupiony jest ciężką wieloletnią pracą i wyrzeczeniami, że odbija się na życiu rodzinnym, zawodowym, a często nawet na zdrowiu. Ciężko – dosłownie i w przenośni – na sukces pracował nasz kulomiot Tomasz Majewski, który co prawda ma dobre warunki fizyczne do uprawiania tej dyscypliny sportu (wzrost 204 cm, waga 140 kg, a rozstaw ramion 221 cm), ale ma też za sobą 12 lat treningów! Mało kto zauważył, że na treningach podnosi 30 ton ciężarów dziennie, musi je

unieść, zrobić z nimi przysiady itd. Rocznie wykonuje 7 tysięcy pchnięć kulą! A efekt to „aż” lub „tylko” złoty medal na igrzyskach w Pekinie, do tego 200 tys. zł premii, emerytura sportowa i średniej klasy samochód. I radość, i sława. Dla przypomnienia dodam, że najwięcej, bo po 4 razy, tytuł sportowca roku otrzymali: przedwojenna lekkoatletka – sprinterka Stanisława Walasiewiczówna, która zdobyła złoty medal na olimpiadzie w Los Angeles w 1932 i srebrny w Berlinie w 1936, lekkoatletka – biegaczka Irena Kirszenstein-Szewińska, czterokrotna uczestniczka igrzysk olimpijskich, zdobywczyni 3 złotych medali, 2 srebrnych i 2 brązowych (oprócz tego zdobyła 13 medali na mistrzostwach Europy i 26 tytułów mistrza Polski) oraz mistrz skoków narciarskich i gwiazda ostatnich lat Adam Małysz. Warto też podkreślić, że Plebiscyt Przeglądu Sportowego – najbardziej prestiżowa impreza tego typu w Polsce – jest drugim najstarszym takim konkursem na świecie. Od 1925 roku swój plebiscyt na najlepszego sportowca Szwecji organizuje Svenska Dagbladets. Pomijając plebiscyty i komentarze, ważne jest, że każdy z nagrodzonych dobrze przysłużył się promocji naszego kraju. Ich sukcesy były na ustach tysięcy, dziesiątek tysięcy kibiców, a niejednokrotnie wspomniały o nich, a więc i o Polsce – media na całym świecie. Oni tworzyli nasz pozytywny wizerunek, zapewnili nam solidną dawkę emocji i sprawili radość. I za to im dziękujemy! ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

27


C I E K A W O S T K I

Lawiny śnieżne

Życzenia

W

yjazd w góry jest niewątpliwie największą atrakcją zimy. Jedna (niezbyt miła) niespodzianka, która może spotkać amatorów białego szaleństwa, to lawiny, czyli masy śniegu, spadające po stokach górskich z partii grzbietowych w doliny. Szacuje się, że w Tatrach polskich i słowackich od 2000 do połowy 2008 roku zasypanych zostało ponad 430 osób, z których ok. 160 zginęło pod zwałami śniegu. W Tatrach lawiny występują najczęściej w grudniu oraz na przełomie lutego i marca. Schodzą pomiędzy godziną 11.00 a 15.00. Główną przyczyną ich zejścia jest nasłonecznienie stoku, powodujące wzrost temperatury powietrza. Szacuje się, że lawina spada z prędkością do 360 km/h. Lawiny są niebezpieczne również ze względu na masę śniegu, który niosą. Metr sześcienny śniegu może ważyć do 800 kg. Od 2000 roku w Tatrach odnotowuje się wzrost liczby śmiertelnych ofiar lawin. W 2003 roku pod Rysami zginęło siedmioro licealistów z Tychów, rok później czworo grotołazów z Sądeckiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w Małej Świstówce. Pod lawinami giną więc zarówno osoby niedoświadczone, jak i ratownicy, którzy nieśli pomoc poszkodowanym. Należy jednak zauważyć, że większość lawin, w których zginęli turyści, została wywołana przez nich samych. Jak ustrzec się przed niebezpieczeństwem lawinowym? Przed wyjściem w góry należy zapoznać się z prognozą pogody i komunikatem lawinowym, nie wyruszać samotnie, a w miejscu pobytu zostawić informacje, dotyczące trasy i czasu wycieczki. Trzeba też zadbać o odpowiedni ekwipunek (ubiór, sprzęt zimowy), unikać chodzenia pod stokami, na których znajdują się nawisy, przechodzić przez zagrożone miejsca szybko, bez potknięć i wstrząsów. Ponadto powinno się zdjąć narty, odpiąć paski u plecaków, nie wkładać dłoni w pętle kijków. Należy też obserwować osoby, przechodzące przez zagrożony teren, aby w razie zejścia lawiny móc ustalić miejsce ich porwania. Ocenia się, że istnieje ok. 90 proc. szans na przeżycie ofiary, gdy zostanie ona wydobyta spod śniegu w ciągu 15 minut. Decydując się na zimowy urlop z górach, należy zatem pamiętać, że lawiny należą do naturalnych zjawisk przyrody. To od nas zależy, czy znajdziemy się pod zwałami śniegu i staniemy się jego JC ofiarami.

28

Marzeń, o które warto walczyć, radości, którymi warto się dzielić, przyjaciół, z którymi warto być i nadziei, bez której nie da się żyć! Radości w życiu, pomyślności, spełnienia marzeń oraz zdrowia i wielu łask Bożych Drogiej RENI STRAKOVEJ życzą KLUBOWICZE ze Środkowego Poważa

Melanii Malinowskiej jej mężowi Petrowi składamy gratulacje z okazji narodzin ich drugiego syna. Borys przyszedł na świat 14 stycznia. Przyjaciele z Klubu Polskiego Markowi Woźniakowi oraz jego żonie Agacie składamy gratulacje z okazji narodzin córki. Ewa przyszła na świat 21 stycznia o godzinie 9.05 Przyjaciele z Klubu Polskiego

Kondolencje

Serdeczne wyrazy współczucia przesyłamy Marysi Červenej z powodu odejścia Jej Kochanego Męża Benedykta. Klubowicze z Dubnicy

Pod koniec ubiegłego roku zmarła nasza koleżanka Bogusia Chmolowska. Jej rodzinie i przyjaciołom składamy wyrazy głębokiego współczucia. Klub Polski Koszyce

Gdyby tak można było cofnąć czas, Gdyby tak można było rozmawiać z tobą, Gdybyśmy zrozumieli Cię, Być może Twoje serce pokonało by tę ciężką próbę. Pozostaje nam tylko zapewnić Cię, że zostaniesz w naszych sercach i pamięci... MONITOR POLONIJNY


W tym roku na łamach „Monitora Polonijnego“ publikujemy artykuły, przedstawiające różne miasta i regiony Polski. Przy tej okazji chcielibyśmy skorzystać z pomocy naszych Czytelników i pokazać ich ulubione miejsca, ich „małe ojczyzny“. Pragnęlibyśmy, aby to Państwo byli naszymi przewodnikami po nich, a w związku z tym prosimy o kontakt telefoniczny bądź mailowy z redakcją tych z Państwa, którzy mieszkali we Wrocławiu, Poznaniu i Katowicach. Redakcja „Monitora Polonijnego“ monitorp@orangemail.sk, tel: 031/ 5602891

Radio Patria

Zapraszamy do czytelni Instytutu Polskiego Oprócz dzienników (Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza, Dziennik, Przegląd Sportowy) każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie: Czasopisma polityczne: Przegląd Polityczny, Polityka, Wprost, przegląd prasy zagranicznej Forum i tygodnik Newsweek Polska Miesięczniki literackie: Literatura na świecie, Twórczość, Zeszyty literackie, Teksty drugie, Pamiętnik literacki i Nowe książki

V program Słowackiego Radia informuje, że od 1 lutego nastąpiła zmiana terminu nadawania audycji

Główna Redakcja Mniejszości Narodowych w Koszycach informuje, że od 13 stycznia rozpoczęła nadawanie nowego cyklu

MAGAZYN POLSKI

NÁRODNOSTNÉ SPRÁVY

Czasopisma filmowe: Film, Kino

Po raz pierwszy w nowym terminie polskojęzyczna audycja zostanie wyemitowana w czwartek 5 lutego, następne będą nadawane w czwartki co trzy tygodnie w godzinach wieczornych między 20.00 a 21.00, a nie jak dotychczas w każdą trzecią środę miesiąca. W związku ze zmianą zwiększy się zasięg nadawania na falach VKV, na tzw. Wielkiej Reginie. U. Szabados

Program emitowany jest w językach różnych narodowości, żyjących na Słowacji, m.in. po polsku, w każdy wtorek o godz. 19.00 w II programie Słowackiej Telewizji. Redakcja zwraca się z uprzejmą prośba o kontakt z polonią słowacką oraz wszelkie informacje dotyczące działalności polskiej mniejszości narodowej na terenie Słowacji. Informacje prosimy przesyłać pod adresem: nske@stv.sk U. . Szabados

Miesięczniki teatralne: Teatr, Dialog

L U T Y

W

I N S T Y T U C I E

➨ Akwarele i rysunki mistrza nikifora z krynicy • Do 15.03, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Wystawa z kolekcji Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu przedstawiająca dzieła malarza prymitywisty Nikifora Krynickiego. ➨ Orfeusz i Eurydyka 6.02. i 12.02., godz. 19.00, Bratysława, Sala Opery i Baletu SND, Pribinova 17 Przedstawienie operowe Ch. W. Glucka polskiego reżysera Mariusza Trelińskiego ➨ Łemkowie – Naród wygnany 12.02., godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 • Spotkanie i dyskusja z Jerzym Starzyńskim, pracownikiem Legnickiego Ośrodka Kultury, o wysiedlaniu Łemków i ich kulturze LUTY 2009

Miesięczniki muzyczne: Jazz Forum, Ruch muzyczny

Szeroko profilowane czasopisma kulturalne: Odra, Konteksty, Polish Culture Czasopisma historyczne: Karta, Biuletyn IPN Periodyki katolickie: tygodnik społecznokulturalny Tygodnik Powszechny, miesięcznik Więź, społeczno-polityczny miesięcznik Znak Społeczno-kulturalny tygodnik Przekrój Miesięcznik dla pań Twój Styl

P O L S K I M

➨ Młoda polska animacja 13.02., godz. 18.00 i 20.00 • Bratysława, Klub A4, Nám. SNP 12 • Prezentacja nowych polskich filmów animowanych z udziałem Mariusza Frukacza, dyrektora programowego OFAFA – Ogólnopolskiego Festiwalu Autorskich Filmów Animowanych w Krakowie. Filmy zostaną wyświetlone w dwu cyklach: Animowane debiuty XXI wieku (godz. 18.00) i Młoda krew w polskiej animacji (godz. 20.00). ➨ literatura łemkowska 17.02., godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Spotkanie z najwybitniejszym współczesnym poetą łemkowskim Petrom Murianką (prawdziwe nazwisko Piotr Trochanowski). Petro Murianka jest nie tylko poetą, ale też nauczycielem języka łemkowskiego, redaktorem dwumiesięcznika łemkowskiego „Besida”, diakiem cerkwi prawosławnej; prowadzi także chór parafialny.

➨ Club de Moll • 17.02., godz. 20.00, Bratysława, Klub Za zrkadlom, Rovniankova 3 Koncert muzyki elektronicznej, inspirowanej tradycyjną muzyką łemkowską ➨ Przypadek 20.02. o godz. 10.00, Bratysława, FiF UK, Gondova 2 Projekcja filmu dla studentów UK (Krzysztof Kieślowski, PL, 1981) ➨ Walkower 28.02., godz. 18.00, Bańska Bystrzyca, Klub Level 12, Nám. SNP 12 • Projekcja filmu (Jerzy Skolimowski, PL, 1965, 70 min.) 29


Emigracja serca

N

ależę do tego typu ludzi, którzy nigdy nie myśleli o opuszczeniu Polski na stałe. Nie, nie oczekujcie Państwo ode mnie opowieści o konieczności ucieczki, spowodowanej politycznym zagubieniem duszy, bo emigrantką stałam się poniekąd z przypadku... Rzecz miała się w 1987 roku, kiedy to za sprawą młodego Węgra (wówczas od ponad roku mojego męża), jak się okazało, na dobre zadomowiłam się w Budapeszcie. Bardzo szybko – co uważam za duże szczęście – udało mi się podjąć tutaj pracę w moim prasowym zawodzie. Nie było to proste, bo przyjechałam bez znajomości języka węgierskiego, a ten, jak powszechnie wiadomo, nie należy do łatwych. Właściwie od samego początku miałam kontakty z podobnie jak ja przybyłymi tu w wyniku „emigracji serca” Polakami. Historia polskiego osadnictwa na Węgrzech ma swoją wielowiekową tradycję. Polaków znajdujemy już na dworze pierwszego króla Węgier. Łączyły nas więzy krwi, historia, podobna tożsamość, głębokie uczucia wzajemnej sympatii i więzy tradycji. Przyjaźń węgiersko-polska jest rzeczywistością, z której cały świat powinien zdawać sobie sprawę. To faktycznie nadzwyczajne zjawisko, które bardzo trudno zdefiniować, jeśli się go osobiście nie doświadczyło. Moja przygoda z Węgrami trwa już 22 lata. Jak ich postrzegam? Pozwólcie, że odpowiem słowami, zapożyczonymi od mojego zacnego węgierskiego kolegi po piórze Attili Szalai: „Wpajano nam, że zawsze występowaliśmy po złej stronie, że jesteśmy narodem winnym. Skutek? Na Węgrzech mamy najwyższy wskaźnik samobójstw w świecie, charakteryzuje nas skłonność do melancholii i poczucie beznadziei – stąd też niski wskaźnik przyrostu naturalnego. Węgrzy po raz ostatni mieli własne imperium za czasów Macieja Korwina. Potem nastąpiło 150 lat panowania Turków, kadłubowe królestwo przyłączy30

ło się do domu Habsburgów, Siedmiogród zaś lawirował między Stambułem i Wiedniem, starając się przeżyć. Dopiero po ugodzie z domem Habsburgów w 1867 r. powstała Monarchia Austro-Węgierska, w której udało nam się uzyskać względną niepodległość wewnętrzną. Po I wojnie światowej państwo węgierskie skurczyło się, utraciwszy dwie trzecie terytorium historycznego oraz jedną trzecią ludności węgierskiej (…). Warto dodać, że gdyby nie powrót choć krótkiego odcinka historycznej granicy polsko-węgierskiej, ok.140 tysięcy polskich uchodźców cywilnych i wojskowych w czasie II wojny światowej nie miałoby szansy znaleźć u nas schronienia. Jesteśmy teraz krajem – by użyć słów poety – który graniczy sam ze sobą”. Trudne jest zagadnienie Węgra mniejszościowego… to bardzo obszerny temat, ale pozwólcie, Drodzy Czytelnicy, że wspomnę o obowiązującej od 1993 roku Ustawie Mniejszościowej, w wyniku której również Polacy zostali uznani oficjalnie przez tutejszy Parlament za jedną z 13

mniejszości narodowych. Szacuje się, że nad Dunajem i Cisą zamieszkuje ok. 15 tysięcy obywateli, przyznających się do swego polskiego pochodzenia. Nie należy też zapominać, że blisko 1/10 tutejszego społeczeństwa to właśnie mniejszości narodowe. Doskonale mój obraz Węgier oddają słowa cytowanego już kolegi: „Jest to kraj starzejącego się społeczeństwa: wskaźniki demograficzne od wielu lat są ujemne. Mamy nieco ponad 10 milionów obywateli. A przecież mimo wszystko możemy być dumni: z naszych dziejów, z naszej wytrzymałości, z naszej tradycji, z muzyki i sztuki ludowej, z noblistów, artystów i sportowców. No i oczywiście z naszego tajemniczego języka, na który wszystko można cudownie przełożyć, lecz na odwrót jest piekielnie trudno... Węgrzy podobni są do Polaków: gdzie jest nas trzech, tam cztery zdania”. Doświadczenia dziejowe Polski i Węgier ułatwiły proces zjednoczenia z resztą Europy: oba kraje po wielekroć budowały unie z innymi narodami, a w dodatku przez tysiąc lat wspólna granica była najbardziej stabilna i najmniej konfliktowa w całej Europie. I tu znowu anegdotka, z ogromnym urokiem opowiadana przez mojego najbardziej polskiego węgierskiego przyjaciela: „Pod koniec XV wieku Maciej Korwin pokłócił się o tron czeski z królem Polski. Zajmując Wrocław, odciął drogę Polakom do Pragi. Konflikt trwał kilka miesięcy. Polski burmistrz Muszyny pisał wtedy do węgierskiego burmistrza Bardiejowa: Zdaję sobie sprawę, iż między nami teraz wojna, niemniej błagam waszmości, żebyś raczył nie zapomnieć o dalszych regularnych dostawach tokaju... Oto recepta także dla dzisiejszych pokoleń!”. Czyż to nie piękne? Faktycznie mój „romans” z Węgrami trwa już ponad dwadzieścia lat – tu spotkałam przyjaciół i tu odnalazłam najbliższą sercu swoją drugą połowę. Tak, teraz już mogę śmiało powiedzieć, że to bardzo niezwykłe i również moje miejsce na Ziemi. BOŻENA BOGDAŃSKA-SZADAI BUDAPESZT MONITOR POLONIJNY


Czy wiesz, że...... Unia Europejska (UE) – jest unią państw, utworzoną na podstawie Traktatu z Maastricht (w Holandii), który został podpisany 17 lat temu dnia 7 lutego 1992 r. przez 12 ówczesnych członków wspólnoty europejskiej. Początkowo należały do niej: Francja, Włochy, RFN, Belgia, Holandia, Luksemburg, Wielka Brytania, Irlandia, Dania, Grecja, Portugalia, Hiszpania. W roku 1995 dołączyły do niej: Austria, Finlandia i Szwecja, w roku 2004: Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Czechy , Słowacja, Węgry, Słowenia, Malta oraz Cypr a od roku 2007: Bułgaria i Rumunia Unia Europejska posiada swój parlament, w skład którego wchodzą posłowie z wszystkich państw członkowskich. Co pół roku zmienia się kraj przewodniczący Unii. Do końca ubiegłego roku przewodniczyła jej Francja, natomiast 1 stycznia jej funkcję przejęła Republika Czeska. Na początku czeskiej prezydencji w Unii pojawił się poważny problem, związany z dostawami gazu ziemnego z Rosji do niektórych krajów członkowskich, w tym również na Słowację i do Polski. Dobrze by było zatem, abyście zapoznali się z informacjami, związanymi z eksploatacją gazu na naszej planecie, co pomogłoby Wam lepiej zrozumieć skalę tego problemu.

Policz, ile razem państw należy do UE?

Z pewnością słyszeliście, że czeska prezydencja przygotowała w Brukseli wystawę, na której każdy kraj Unii został przedstawiony w jakiś charakterystyczny dla niego sposób. Ponieważ wystawa ta wzbudziła liczne dyskusje, a nawet protesty niektórych państw, proponujemy Wam, abyście Wy spróbowali namalować lub narysować Polskę, wykorzystując charakterystyczną dla niej symbolikę. Swoje prace prześlijcie pod adresem redakcji. Najciekawsze z nich zostaną nagrodzone i opublikowane na łamach „Monitora”. STRONĘ REDAGUJE MOAN

LUTY 2009


W karnawale nie ma co skupiać się na dietach. Nawet ci, którzy się odchudzają od czasów niepamiętnych, nie ośmielą się przecież sprzeciwić wielowiekowej staropolskiej tradycji, według której strawa

w zapusty tłusta ma być i obfita. Fakt, dawniej po czasie obżarstwa skrupulatnie przestrzegano czterdziestodniowego Wielkiego Postu, a dzisiaj… no cóż, z tym poszczeniem już nie tak łatwo…

Golonka Pana Wojewody SKŁADNIKI:

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA:

• • • •

Najpierw przygotowujemy marynatę. W tym celu w moździerzu rozdrabniamy przyprawy w ilości. zależnej od tego, czy golonki mają być bardziej czy mniej pikantne. Dodajemy łyżkę soli i łyżkę cukru oraz nieco ponad 2 szklanki oleju. Wszystko mieszamy i do powstałej marynaty wkładamy golonki. Z początku trzymamy je w temperaturze

4 średnie golonki porcja włoszczyzny olej przyprawy: liście laurowe, ziarna czarnego pieprzu, ziarna ziela angielskiego, ziarna kolendry, sól • średnia cebula

pokojowej, od czasu do czasu mieszając, by zalewa dobrze je „okleiła”, ale po 2 godzinach naszą „tłustą bombę” przenosimy do lodówki. Następnego dnia gotujemy gar wody i wrzucamy do niego odsączone z tłuszczu golonki, aby sobie pyrkotały na wolnym ogniu około godzinki. Potem dorzucamy do nich włoszczyznę wraz z przyrumienioną na patelni cebulą i całość gotujemy kolejną godzinkę. Prawie miękkie mięso odcedzamy i układamy w żaroodpornym naczyniu. Polewamy zastygłym w garnku tłuszczem i wkładamy do piekarnika, nagrzanego do 200 stopni na około pół godziny. Gdy skórka osiągnie zadowalający nas poziom rumianości, wyjmujemy. Golonki podajemy z chrzanem, kiszoną kapustą, kiszonymi ogórkami. Po ich zjedzeniu naprawdę trudno się ruszać, a zatem najlepiej konsumować je dzień przed balem, by później wszystkie te miliardy kalorii radośnie wyskakać w tańcu.

AGATA BEDNARCZYK


Monitor Polonijny 2009/02