Page 1

Monitorek01

28.01.09 10:36

Strรกnka 1


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 2

Rada Klubu Polskiego P ierwsza Rada Klubu Polskiego po kongresie zebrała się w pomieszczeniach ambasady RP w Bratysławie 6 grudnia 2008 r. Prezes Ryszard Urbański podziękował wszystkim za udział w kongresie, a organizatorom za jego doskonałe przygotowanie. Podkreślił, że zróżnicowanie poglądów, które pojawiło się podczas kongresowych dyskusji, jest dobrym znakiem, świadczącym o tym, że działalność Klubu nie jest dla jego członków obojętna. Na posiedzenia ustalono, że do statutu zostanie wprowadzone uzupełnienie, dotyczące pracy komisji rewizyjnej, która, według nowych ustaleń, powinna spotykać się obowiązkowo co najmniej raz w roku. Wyznaczono też osoby odpowiedzialne za kontakty ze współpracu-

sprawy organizacyjne, związane ze zgłaszaniem wniosków o granty z Ministerstwa Kultury RS. Podczas zebrania Rady Klubu ustalono też, że księgowość Klubu Polskiego będzie prowadzić A. Benešová. Elżbieta Dutková zobowiązała się do odnowie-

przez prezesów swoich organizacji. Rada Klubu przyjęła wniosek i do najbliższych wyborów nowego członka Rady Rządu prezes Klubu Polskiego będzie mógł brać udział w jej posiedzeniach na podstawie upoważnienia R. Zwiewki. Prezes Urbański podziękował R. Zwiewce w imieniu Klubu za dotychczasowe reprezentowanie Klubu na posiedzeniach Rady Rządu. Następnie redaktor naczelna „Monitora Polonijnego“ M. Wojcieszyńska przedstawiła plan tematyczny miesięcznika na rok przyszły. Obrady Rady Klubu trwały ponad 4 godziny i, jak powiedział prezes Klubu, udało się w ich trakcie rozwiązać wiele palących spraw, głównie natury organizacyjnej. MARIOLA PERUŇSKA

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

jącymi z Klubem instytucjami. I tak za współpracę ze Stowarzyszeniem „Wspólnota Polska“ odpowiadać będzie Irena Zachar, z Ministerstwem Kultury RS – Romana Greguśkova, z Fundacją „Pomoc Polakom na Wschodzie“ – Katarzyna Bielik. Ponadto omówiono

nia notarialnej rejestracji Klubu Polskiego, aby mógł on być odbiorcą 2% podatku dochodowego na podstawie prawa słowackiego. Zdecydowano, że składki członkowskie, inkasowane na podstawie Rozdziału VII, punkt 8.1. Statutu są do wyłącznej dyspozycji organizacji regionalnych lub miejscowych. Podczas spotkania wystąpił Ryszard Zwiewka – członek Rady Rządu ds. Mniejszości Narodowych i Grup Etnicznych z ramienia Klubu Polskiego, przedstawiając informacje o jej działaniu, z których wynikało, że Rada Rządu ds. Mniejszości w roku 2008 r. odbyła 3 posiedzenia. Zwiewka wnioskował, aby w posiedzeniach tejże Rady brał udział prezes Klubu Polskiego, ponieważ inne narodowości są reprezentowane właśnie

2

MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 3

Pięć lat temu wystartowaliśmy z nową koncepcją „Monitora Polonijnego“. Pamiętam, z jaką niecierpliwością czekaliśmy wtedy na reakcje czytelników. Teraz znów czas na zmiany. Wkraczamy w Nowy Rok z „Monitorem“ o większych rozmiarach – więcej stron, w tym również kolorowych. Oprócz stałych rubryk, cieszących się niesłabnącym powodzeniem, przygotowaliśmy nowe. Do współpracy udało nam się zaprosić pana ambasadora Andrzeja Krawczyka, który na łamach pisma będzie dzielił się z nami swoją wiedzą historyczną. Rozpoczynamy też publikację cyklu artykułów, zatytułowanych „Spacer wspomnień“, prezentujących miasta i regiony Polski, po których „oprowadzać“ będą nas nasi czytelnicy. Pomysłodawczynią cyklu jest pani Kasia Bielik z Żyliny, której w tym miejscu pragnę serdecznie podziękować. W innej nowej rubryce – „Rozsiani po świecie“ – swoje losy opisywać będą nasi rodacy, mieszkający w różnych zakątkach świata. „Monitor” zmieni się też graficznie. Jego nowe opracowanie graficzne przygotowali Stano Stehlik oraz Tadeusz Błoński. Mam nadzieję, że wprowadzone zmiany spodobają się Państwu, bo przecież wszystko to robimy właśnie dla Państwa i Państwa ocena naszych działań jest dla nas najważniejsza. „Monitor Polonijny“ ukazuje się nieprzerwanie od grudnia 1995 roku właśnie dzięki Państwu – naszym wiernym Czytelnikom, zaś wydawca pisma, czyli Klub Polski w styczniu obchodzi swoje piętnaste urodziny. W związku z tym naszemu „nastolatkowi“ życzymy sukcesów na polu integracji środowiska polonijnego, a Czytelnikom wszystkiego najlepszego w Nowym Roku i miłej lektury „Monitora”!

REDAKTOR NACZELNA „MONITORA POLONIJNEGO“

Z nowym rokiem nowe w portfelu

4

Z KRAJU

4

ANKIETA

6

SŁOWACKIE WYDARZENIA I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA Europortfel

7

Jak to ze złotym było…

8

WYWIAD MIESIĄCA Błysk objawienia Leszka Możdżera

10

Z NASZEGO PODWÓRKA

12

MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Zespół „Myslovitz”

19

KINO-OKO Polacy na emigracji

20

SPACER WSPOMNIEŃ „Sen o Warszawie“

21

SPORT!? Mocny gość

22

TO WARTO WIEDZIEĆ… Jan czerski – zesłaniec i wielki badacz syberii

24

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Długi cień turula

26

OKIENKO JĘZYKOWE Eurookienko językowe

28

OGŁOSZENIA

29

ROZSIANI PO ŚWIECIE Niedoskonały drogowskaz

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Komiks Twoją przygodą

31

PIEKARNIK Karnawał po miejsku – wiejsku

32

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c ov á , A n n a M a r i a J a r i n a , A l i c j a Ko r c z y k - C h o v a n e c , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , M a g d a l e n a P i e t z KO R E Š P O N D E N T V R E G I Ó N E KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s k a - S z a b a d o s • KO R E Š P O N D E N T V R E G I Ó N E N I T R A – M o n i k a D i k a c z o w a • J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 T L A Č : P e r ex • R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín

www.polonia.sk STYCZEŃ 2009

3


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 4

Z nowym rokiem nowe w portfelu

I

kto by pomyślał! Słowacja jako drugie po Słowenii państwo spośród dawnego komunistycznego sąsiedztwa doczekała się przyjęcia do strefy nowej europejskiej waluty.

LECH WAŁĘSA obchodził 25. rocznicę otrzymania Pokojowej Nagrody Nobla. Do Gdańska 6 grudnia przyjechały ważne osobistości z całego świata. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy, Dalajlama, król Arabii Saudyjskiej, były prezydent RPA, a jednocześnie także laureat Nagrody Nobla Frederik de Klerk, José Manuel Barroso i inni. Na uroczystości nie pojawił się prezydent Lech Kaczyński, ponieważ w tym czasie przebywał z wizytą w Azji. 4

WIZYTA PREZYDENTA Lecha Kaczyńskiego w Mongolii, Japonii i Korei Południowej była wyjątkowo pechowa. W Mongolii zepsuł się rządowy samolot, dlatego polska delegacja do Japonii przybyła z opóźnieniem samolotem zastępczym. Do spotkania z cesarzem Japonii jednak nie doszło, albowiem odwołał on je z powodów zdrowotnych. Podczas tej podróży Lech Kaczyński przeżył jeszcze trzęsienie ziemi o sile ponad 6 stopni w skali Richtera i, skróciwszy swój pobyt w Azji, wrócił do kraju 6 grudnia. W POZNANIU odbyła się konferencja klimatyczna ONZ. Organizatorzy uznali ją za sukces. Do głównych osiągnięć zaliczane są uzgodnienia w sprawie Funduszu Adapta-

Przeciętnemu Polakowi jakoś nie mieści się w głowie, że teraz, wyjeżdżając na narty, będzie musiał zabrać ze sobą euro i podczas kupowania czegoś ciepłego po wyczerpującym białym szaleństwie, już tak się łatwo nie przeliczy, ileż w końcu te bryndzowe haluszki kosztują… Gdy do polskiej sceny politycznej dotarła informacja, że Słowacja od stycznia 2009 roku znajdzie się w strefie euro, rozgorzała dyskusja, czy i my nie powinniśmy starać się jakoś przyspieszyć wyznaczony nam termin. No bo jak to tak – sąsiad niewielki, nie wiemy nawet, co się tam u nich dzieje, i nagle, ni stąd ni zowąd już doczekał się tego niewątpliwego przecież gospodarczego wyróżnienia. Mało kto przecież w Polsce wie, jak na przestrzeni lat rozwijała się słowacka gospodarka. A szkoda! Być może nasi politycy, spojrzawszy na sąsiedzki przykład

cyjnego. Minister środowiska Maciej Nowicki, pełniący funkcję prezydenta konferencji, dodał, że z wyników obrad zadowolone są kraje rozwijające się, najbardziej zainteresowane Funduszem Adaptacyjnym, który ma im pomóc w dostosowaniu się do zmian klimatycznych. POSŁOWIE ODRZUCILI 19 grudnia prezydenckie weto do ustawy o emeryturach pomostowych, ograniczającej liczbę uprawnionych do wcześniejszych emerytur. Tym samym wejdzie ona w życie 1 stycznia 2009 r. Prezydenckiego weta nie udało się odrzucić do trzech z sześciu ustaw zdrowotnych. Sejm głosował również nad wetem prezydenta wobec emerytur z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych

(FUS) oraz nowelizacji ustaw: o ochronie gruntów rolnych i leśnych, o ustroju sądów powszechnych, o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. CIA UJAWNIŁA tajne dokumenty, przekazane przez płk. Ryszarda Kuklińskiego, który współpracował z wywiadem amerykańskim. Zawierają one informacje o przygotowaniach do stanu wojennego w Polsce. Raporty Kuklińskiego potwierdzają, że w wojnie z Zachodem ZSRR rzeczywiście był gotów użyć broni nuklearnej – powiedział emerytowany profesor Uniwersytetu Harvarda Richard Pipes, komentując odtajnienie dokumentów pułkownika. DO POLSKI trafiło kilkaset ton skażonej dioksynami irlandzMONITOR POLONIJNY


u

Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 5

dobrze owocujących zmian, zmieniliby nieco swoje dotychczasowe poglądy. Tworzenie atrakcyjnych warunków dla inwestorów zagranicznych, wprowadzenie podatku liniowego, utrzymywanie na stabilnym poziomie deficytu budżetowego i inflacji – to oczywiście tylko kilka ważnych kół zamachowych, które rozpędziły słowacki rynek pieniężny. Nie na darmo w 2006 roku Bank Światowy ogłosił, że Słowacja jest najlepszym na świecie miejscem do inwestowania. No i proszę, słowacka mennica państwowa wybija dziennie około pięciu milionów monet euro. W Kremnicy, gdzieś za drewnianą bramą w rogu rynku, mieści się jedna z najstarszych mennic na świecie, produkująca monety od 1328 roku. Słowacy sami mogli wybrać wygląd swojego euro. Spośród wzorów, zaproponowanych w ankiecie Banku Centralnego, zwyciężyły te, przedstawiające pochylony szczyt Krywania, bratysławski zamek oraz znany z godła państwowego krzyż lota-

kiej wieprzowiny. Trujące substancje znaleziono również w wołowinie. Co najmniej 90 ton podejrzanego mięsa trafiło na polski rynek za pośrednictwem Danii. Do tej pory była mowa o mogących zawierać szkodliwe dioksyny 667 tonach mięsa, sprowadzonego bezpośrednio z Irlandii. PREMIER ZAPOWIEDZIAŁ ustawę, dotyczącą m.in. zapłodnienia metodą in vitro. Istnieją bardzo duże szanse, że pod koniec stycznia lub w lutym trafi ona do Sejmu – powiedział szef klubu PO Zbigniew Chlebowski. Jednak jej projekt, przygotowany przez J. Gowina, budzi w rządzącej partii coraz większe kontrowersje, albowiem przewiduje ona in vitro tylko dla małSTYCZEŃ 2009

ryński. Eurosceptykowi, który za jakiś czas wybierze się na wczasy na przykład do Hiszpanii, powinno być więc miło, gdy gdzieś daleko od domu otrzyma resztę w wybitych na Słowacji eurocentach – w taki oto sposób nowa rodzima waluta zawędruje tam, gdzie starej koronie nigdy nie udało się dotrzeć. Oczywiście związane z wprowadzeniem euro obawy są całkowicie uzasadnione. Przeciętnego człowieka najbardziej interesuje, czy „zaokrąglanie” do wartości nowego pieniądza nie spowoduje wzrostu cen. I na to słowacki rząd znalazł sposób – przez pierwszy rok obowiązywania nowej waluty sztuczne zawyżanie cen ma być traktowane jak przestępstwo. Wszystkie wnioski w tej sprawie można zgłaszać do nowo utworzonej komisji, która będzie je rozpatrywać i karać ewentualnych naciągaczy. Proste? Pewnie, że tak, chociaż w dobie wolnego rynku konsumenci i tak wybiorą te skle-

żeństw i to pod warunkiem, że nie są one obciążone chorobami lub upośledzeniem genetycznym. Ponadto nakazuje ona bezwzględną ochronę embrionu ludzkiego i zakaz jego niszczenia. SĄD NAKAZAŁ Zbigniewowi Ziobrze przeprosić doktora Mirosława G. za słowa: „Nikt już przez tego pana życia nie będzie pozbawiony”. Przeprosiny mają być wyemitowane przez trzy stacje telewizyjne w ramach płatnych ogłoszeń. Ponadto poseł PiS musi zapłacić doktorowi G. 30 tys. złotych zadośćuczynienia. W tej sytuacji Ziobro stwierdził, że chyba będzie musiał sprzedać swoje mieszkanie, na co zareagował poseł PO Janusz Palikot, ogłaszając na swoim blogu, że chętnie je odkupi.

py i tych usługodawców, którzy po prostu będą sprzedawać taniej. Prognozuje się również, że wprowadzenie euro może paradoksalnie zmniejszyć skutki docierającego do Europy Centralnej kryzysu. Od jakiegoś czasu możemy swobodnie, „bez granic” podróżować niemalże po całej Europie, a świadomość posiadania wypełnionego tą samą walutą portfela czyni z nas Europejczyków naprawdę nowej generacji. Może więc doczekamy się też czasów, kiedy to ważne problemy, z jakimi zmaga się nasz kontynent, również staną się bolączką wszystkich. Dobrze byłoby, żeby z Europy nie tylko brać, co nam się zresztą słusznie należy, ale żeby uwrażliwić się bardziej na to, co możemy jej dać jako współgospodarze – no bo przecież, kto dysponuje wspólnymi pieniędzmi, ten należy do rodziny, a od rodziny się również wymaga. AGATA BEDNARCZYK

Według szefa klubu PiS Przemysława Gosiewskiego partia zastanawia się nad zorganizowaniem zbiórki pieniędzy na pomoc dla Ziobry. RADA NADZORCZA TVP 19 grudnia zawiesiła na trzy miesiące prezesa TVP Andrzeja Urbańskiego i dwóch członków zarządu – Sławomira Siwka oraz Marcina Bochenka. Zawieszony zarząd nie zgadza się z tymi decyzjami, uważając, że uchwały Rady nie mają mocy prawnej, ze względu na niepełny skład. Z funkcji sekretarza zrezygnował bowiem Janusz Niedziela. Zawieszony zarząd zamierza sprawować dotychczasowe funkcje, zaś pełniący obowiązki prezesa TVP Piotr Farfał zaprzeczył, aby w TVP istniała dwuwładza.

TYTUŁ DZIENNIKARZA Roku 2008 w konkursie branżowego miesięcznika „Press”, a wraz z nim nagrodę w wysokości 10 tys. euro oraz statuetkę Grand Press otrzymał Bogdan Rymanowski z TVN24. Fakt ten stał się przyczyną awantury. Piotr Pacewicz z „Gazety Wyborczej” w swoim artykule nazwał Rymanowskiego ,,niedziennikarzem roku“, zaś biorącym udział w plebiscycie dziennikarzom zarzucił m.in. to, że zamiast nagradzać prawdziwych dziennikarzy, nagradzają „arbitrów elegancji w maglu”. TVN24 18 grudnia odwołała nawet program ,,Skaner Polityczny” tylko dlatego, że miała w nim wziąć udział dziennikarka „Gazety”. ZUZANA KOHÚTKOVÁ, WARSZAWA 5


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 6

Andrzej Mikołajczyk, Poprad

W

związku z wprowadzeni em euro na Słowacji zapytaliśmy naszych czytelników jak oceniają ten przełomowy moment.

Chociaż z natury jestem konserwatystą, dla którego przyzwyczajenie jest drugą naturą i który bardzo niechętnie przyjmuje jakiekolwiek zmiany w życiu, to jednak moje drugie ja, czyli euroentuzjastę, cieszy zmiana waluty. Już jako dziecko marzyłem o Stanach Zjednoczonych Europy, co się spełniło, a wspólna waluta europejska jest logiczną kontynuacją tej idei. Wiem, że początki będą trudne,

portmonetki ciężkie od bilonu – banknoty będą w nich raczej rzadkim gościem, ale myślę, że wprowadzenie euro przyniesie wiele pozytywnych efektów. Szkoda tylko, że swoich wynagrodzeń nie możemy porównywać z pensjami w innych krajach, posługującymi się euro. Jako niepoprawny optymista wierzę jednak, że za parę lat różnice między nimi wyraźnie się zmniejszą. ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Do nowej waluty podchodzę z obawami. Mamy z mężem kredyt mieszkaniowy i, choć nasz doradca przekonuje, że raty po wprowadzeniu euro nie wzrosną, a wręcz przeciwnie, to jednak podchodzę do tych informacji ostrożnie. Obawiam się, czy, będąc w sklepie, będę potrafiła od razu uświadomić sobie, jaką wartość ma dany towar, którego cenę zobaczę w euro. I choć do tej pory

Juraj Marušiak, Bratysława Bardziej niż nowej waluty obawiam się skutków kryzysu gospodarczego, tym bardziej, że gospodarka Słowacji jest w dużym stopniu uzależniona od produkcji samochodów. Ta dziedzina przemysłu tradycyjnie staje się pierwszą ofiarą recesji gospodarczej. Recesja może też objąć ludzi pracujących za granicą, którzy będą chcieli wrócić do kraju. Jeśli chodzi o wzrost cen, zwłaszcza żywności i usług, moim zdaniem, będzie on nieunikniony, co jednak tylko częściowo będzie konsekwencją wprowadzenia euro. 6

przecież ceny wszystkich towarów były podawane i w koronach, i w euro (i nadal przez najbliższy rok przecież tak będzie), to jakoś człowiek nie zwracał specjalnej uwagi na wartości w europejskiej walucie. W czasie denominacji złotego mieszkałam w Polsce i po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do nowej wartości pieniędzy, więc i w tym przypadku pewnie będzie podobnie.

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Danka Butowska, Čierna Voda

MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 7

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Europortfel

Ks. Stanisław Ługowski, Horné Srnie Wprowadzenie euro jest znakiem umacniającym obecność Słowacji w Europie. To dowód uznania dla finansowej kondycji tego kraju. Jestem pełen podziwu dla Słowaków, którym w tak szybkim czasie udało się wejść do strefy euro. A przecież ten kraj istnieje dopiero 16 lat! W tak krótkim czasie udało się mu wejść do NATO, Unii Europejskiej, a teraz wprowadza europejską walutę. Myślę, że szybko przyzwyczaimy się do nowej waluty i docenimy to, że, wyjeżdżając do innych krajów, które posługują się euro, nie będziemy musieli wymieniać pieniędzy. Na pewno będzie nam łatwiej. Na podstawie moich kontaktów z parafianami wnioskuję, że większość z nich podchodzi do tego bez obaw. Warto jednak przypominać rządzącym, odpowiedzialnym za sferę socjalną, by okazywali większą wrażliwość wobec obywateli słabszych materialnie. Zauważamy przecież coraz większą przepaść między bogatymi a biednymi także na Słowacji. Skoro Republika Słowacka jest w tak dobrej kondycji ekonomicznej, to tym bardziej trzeba wyrównywać różnice i pochylać się nad tymi, którzy z różnych powodów nie radzą sobie w życiu. Niechby wprowadzenia euro stało się dobrą do tego okazją. red. STYCZEŃ 2009

„Ty nie masz jeszcze europortfela?!“ – zapytała mnie w grudniu moja przyjaciółka. Nie miałam. Ba, nawet nie wiedziałam, że istnieje jakieś eurocudo z przegródkami na różnej wielkości monety i banknoty. Owa przyjaciółka – dumna właścicielka europortfela – wymyśliła, że z okazji świąt obdaruje część rodziny specjalnymi portfelami. „Może i ja powinnam kupić europortfel?“ – przeszło mi przez myśl. „Ale mam przecież kilka innych“ – uspokajałam się. Czy jednak obywatel Unii Europejskiej, dla którego w Kremnicy powstają euromonety, a z Austrii przywieziono eurobanknoty, któremu przesłano do domu eurokalkulator, nie powinien jednak kupić sobie europortfela? Stwierdziłam jednak, że poczekam. Na nowe dostawy. Bo, jak mnie poinformowała przyjaciółka, te najlepsze modele już wykupili. Czekając, zastanawiałam się, czy kiedy w Polsce na początku lat dziewięćdziesiątych doszło do denominacji złotego, kupiłam jakiś nowy portfel? Wtedy też przez jakiś czas były w obiegu i stare, i nowe pieniądze. No i pojawiły się monety! Bo przed skreśleniem czterech zer (tak, aż czterech!) Polacy zarabiali miliony, a monety nie miały żadnej wartości. „Niepotrzebny mi kolejny portfel“ – stwierdziłam wreszcie. Człowiek w życiu kupuje tyle niepotrzebnych rzeczy, ponieważ… nowa „przynęta“ ładnie pachnie, modnie się nazywa albo wydaje miłe dźwięki… Pamiętam, jak kilka lat temu moja mama kupiła kolejną rewelację z dziedziny wynalazków do upiększania. „Ty nie masz jeszcze prostownicy do włosów?“ – zapytała mnie, kiedy ze sceptycyzmem spojrzałam na ów cud techniki. „Ale przecież ja mam proste włosy“ – odparłam. Po półgodzinnym prasowaniu włosów efekt nie zrobił na mnie większego wrażenia. „Kolejny bubel“ – skwitowałam w myślach. No tak, ale… Za jakiś czas i ja stałam się posiadaczką prostownicy do włosów. Zauważyłam, że po wykorzystaniu tego urządzenia włosy są gładsze, bardziej lśniące, inaczej się układają. Może więc eurosceptycyzm względem europortfela jest nieuzasadniony? Może europortfel okaże się niezbędny? A zresztą, czy w starym portfelu, czy też w nowym, zawierającym w swojej nazwie modny element „euro”, życzę Państwu i sobie obfitości. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 7


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 8

R

edaktor Wojcieszyńska zaproponowała mi (na razie na próbę), bym wykorzystał swoją wiedzę i doświadczenie historyka i włączył się w przygotowanie kolejnych numerów „Monitora” jako autor krótkich esejów, dotyczących historii Polski lub Europy Środkowej, takich, które „by nawiązywały do aktualnych wydarzeń i skłaniały do refleksji, ale nie były przeładowane faktami”. Uff! Wysoko ustawiona poprzeczka! Postanowiłem spróbować. I niech sami Czytelnicy ocenią, czy jestem w stanie spełnić oczekiwania redakcji. Wydarzeniem stycznia, ba, całego roku, a nawet kilku kolejnych lat jest wprowadzenie na Słowacji nowej waluty – euro. Tym samym kraj ten dołącza do grupy państw, tworzących jądro europejskiej integracji, czyli do tzw. eurolandu. Według zgodnych ocen wszystkich ekonomistów fakt ten powinien zaowocować przyśpieszeniem gospodarczym i umocnić pozycję Słowacji jako „tygrysa Europy”. Okoliczne państwa, w tym i Polska, zazdroszczą sąsiadom ich decyzji. My, którzy mieszkamy na Słowacji – w tym także ambasadorowie – wiemy jednak, jakie są społeczne obawy i niepewność, czy nowa waluta nie przyniesie ze sobą drożyzny i wzrostu kosztów utrzymania. Konsekwencje wprowadzenia euro będzie można ocenić dopiero za kilka miesięcy, zaś międzynarodowy prestiż Słowacji wzrósł już teraz... My, Polacy mamy za sobą doświadczenie wprowadzania nowej waluty. Było to w latach dwudziestych XX wieku. Czytając ówczesną polską prasę i konfrontując tamte wydarzenia z dzisiejszą sytuacją słowacką, zauważamy zarówno podobieństwa, jak i różnice. Zdecydowanie więcej jest różnic. Współczesna Słowacja wprowadza euro, przeżywając okres prosperity, Polska, wprowadzając złotego, walczyła z kryzysem gospodarczym i wyniszczającą inflacją. Cały czas znajdowała się jeszcze w stanie formo8

Jak to ze złotym było…

wania organizacji państwa i scalania terenów, należących niegdyś do różnych państw zaborczych. Inflacja spowodowała, że w 1923 roku wydrukowano już nawet banknot o nominale 10 milionów marek (walutą, wprowadzoną w Rzeczypospolitej po odzyskaniu niepodległości, była właśnie marka polska), a pensje urzędnicze sięgały kilkuset milionów. O nowej polskiej walucie myślano od pierwszego momentu istnienia odrodzonego państwa. Marka miała być tylko przejściowym środkiem płatniczym, utworzonym na potrzeby mechanicznego przeliczenia marek Królestwa Polskiego (wprowadzonych przez Niemców w 1916 roku), marek niemieckich, koron austriackich, rubli rosyjskich i tzw. ostrubli, emitowanych przez armię niemiecką na terenach przez nią zarządzanych. Już w lutym 1919 roku Sejm Ustawodawczy podjął odpowiednią uchwałę. Nowa waluta nazywać się miała „lech”(w nawiązaniu do legendy o Lechu, Czechu i Rusie). Ze względu na trudną sytuację kraju i nieuregulowaną kwestię granic, a później najazd sowiecki wprowadzenie nowej waluty odkładano „do lepszych czasów”. Od 1921 coraz bardziej rozkręcała się inflacja. Zmianę waluty znowu odłożono. Jednak na wszelki wypadek wydrukowano w Paryżu i Londynie jej odpowiednie zapasy, które zdeponowano w bankowych sejfach. Wtedy też

wybrano dla polskiej waluty nową nazwę – złoty, nawiązując do tradycji XVI i XVII wieku, kiedy to właśnie złotym nazywano różne monety o dużej zawartości złota i dużej, stabilnej wartości (były to np. floreny, guldeny, tynfy, półkopki, talary, dukaty). Do tej tradycji nawiązywano wcześniej w powstaniu kościuszkowskim i w Królestwie Polskim (1824), kiedy emitowano papiery wartościowe, nazywane biletami kasowym, o wartości podawanej w złotych, które trzeba było przeliczać na będące wówczas w obiegu waluty. Inflacja w Polsce była początkowo świadomym elementem polityki gospodarczej – państwo finansowało w ten sposób deficyt budżetowy (koszty odbudowy kraju i np. wydatki wojenne w roku 1920), a malejący gwałtownie spadek wartości wszelkich zobowiązań nakręcał koniunkturę gospodarczą. Jednak w 1922 roku inflacja wymknęła się spod kontroli. W 1923 przekształciła się w hiperinflację i w październiku tegoż roku osiągnęła rekord – 350% miesięcznie (nie był to jeszcze rekord światowy – ten osiągnęły Węgry w roku 1946). Hiperinflacja doprowadziła do rozruchów społecznych. Uniemożliwiała też racjonalne prowadzenie jakiejkolwiek działalności gospodarczej, a zatem trzeba było podjąć przeciw niej radykalne działania. MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 9

Do podjęcia takich kroków zobowiązano Władysława Grabskiego, wykształconego w Europie Zachodniej polityka endeckiego, który piastował zarówno funkcję premiera, jak i ministra skarbu. Po raz pierwszy ministrem skarbu został w 1919 roku, a po raz drugi w 1923 r. Wtedy też przystąpił do wcielania w życie reformy walutowej i skarbowej. Plan Grabskiego przewidywał wprowadzenie nowej waluty i bezwzględne zahamowanie deficytu budżetu państwa poprzez zmniejszenie wydatków państwa (głównie obniżenie wydatków wojskowych). Aby osiągnąć cel jego rząd zarządził monopol państwa na sprzedaż najbardziej zyskownych artykułów, czyli soli, zapałek i wyrobów spirytusowych, oraz podniesienie taryf kolejowych (na początku istnienia państwa dla zdynamizowania procesu jego odbudowy narzucono sztuczne, niskie ceny za przejazdy i przewozy kolejowe; miało to być – i było – kołem zamachowym dla gospodarki). Rząd Grabskiego wprowadził też nowy podatek od nieruchomości i stałą rewaloryzację innych podatków (poprzez przeliczanie ich na franki szwajcarskie i egzekwowanie wedle aktualnie obowiązującego kursu). Grabski zaczął swoją reformę w lutym 1924 od drastycznych cięć w wydatkach państwa i skrupulatnego egzekwowania poboru podatków. Wszystko pod hasłem „ani grosza więcej deficytu”. Powołany 20 stycznia 1924 roku Narodowy Bank Polski nie miał charakteru komercyjnego – jego zadaniem była emisja pieniądza, a później pilnowanie jego wartości. Bank powstał na zasadach rynkowych. Wypuszczono 176 tysięcy akcji, z których zaledwie ok. 26 tysięcy zakupiły instytucje państwowe. Zdecydowaną większość kupili zwykli obywatele w poczuciu patriotycznego obowiązku (ponieważ 1 akcja warta była trochę więcej niż wynosiła przeciętna miesięczna pensja w administracji państwowej, dla wielu był to niemały wydatek). Po dwumiesięcznych przygotowaniach STYCZEŃ 2009

Grabski uruchomił przechowywane w sejfach zapasy nowej waluty i 28 kwietnia 1924 roku ogłosił wprowadzenie złotego, równego 1,8 mln dotychczasowych marek. Złoty miał mieć stałą wartość, równoważną cenie 0,1687 grama złota. Oznaczało to, że dolar, ówczesna podstawowa waluta światowa, wart był 5,18 złotego. Wszystkie polskie banknoty (monety nie) miały mieć pokrycie w złocie i innych walutach, a emisja bilonu została ograniczona do 9 złotych 50 groszy na obywatela. Udana reforma walutowa pozwalała na rozwiązanie kwestii waloryzacji zobowiązań z czasów wojny i inflacji. Nie przyjęto krzywdzącej dla wierzycieli zasady nominalizmu zobowiązań, lecz różnicowano stopień waloryzacji w zależności od tego, kiedy zobowiązanie zostało zaciągnięte. Sprawą zajęła się powołana przez Grabskiego komisja, której przewodniczył profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Ferdynand Zoll, dziadek późniejszego rzecznika praw obywatelskich z lat 90-tych, która ustaliła specjalną tabelę przeliczeniową zobowiązań od 5 do 50% ich wartości.

W tym samym mniej więcej czasie przeprowadzano reformy walutowe także w Niemczech, Austrii i na Węgrzech, wszędzie wprowadzając nowe waluty. Wyjątkowość reformy Grabskiego polegała na tym, że jako jedyna zwalczyła inflację własnymi siłami, bez zagranicznych pożyczek „stabilizujących”, co pomogło Polsce uzyskać wiarygodność na rynkach międzynarodowych i zaciągnąć kilka dużych pożyczek, służących rozwojowi gospodarczemu, trwającemu mniej więcej do roku 1930, kiedy to i nad Wisłę dotarły skutki Wielkiego Kryzysu Gospodarczego. Zanim to jednak nastąpiło, podniósł się standard życia społeczeństwa polskiego. Warto też pamiętać, że w 1925 roku odbudowujące się po klęsce I wojny światowej Niemcy narzuciły Polsce wojnę celną, mając nadzieję, że gospodarczo rzuci ona nasz kraj na kolana. Jednak dzięki stabilnej gospodarce – a głównie stabilnej walucie – młoda polska państwowość się obroniła. Opowiedziane powyżej dzieje wprowadzenia złotego są tylko pozornie suchym i nudnym wykładem ekonomicznym, w gruncie rzeczy jest to historia o patriotyzmie, determinacji i odwadze intelektualnej naszych przodków, żyjących w latach dwudziestych XX w. I właśnie wprowadzenie euro na Słowacji tę historię nam przypomina. Euro w Polsce to sprawa nie tak dalekiej przyszłości. Pozostaje nam wierzyć, że i nasze pokolenie będzie miało wystarczająco dużo mądrości i wystarczająco wielu przywódców politycznych tej klasy co Władysław Grabski, aby skutecznie i dla dobra narodu rozwiązać problem uczestnictwa w jednolitej walucie europejskiej, co być może jest największym wyzwaniem pierwszej ćwierci XXI wieku. ANDRZEJ KRAWCZYK ZGODNIE Z ŻYCZENIEM AUTORA JEGO HONORARIUM ZOSTANIE PRZEKAZANE NA NAGRODY DLA DZIECI, BIORĄCYCH UDZIAŁ W KONKURSACH OGŁASZANYCH NA ŁAMACH „MONITORA“.

9


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 10

Błysk objawienia

Leszka Możdżera „Ta

Podczas dzisiejszego koncertu byliśmy świadkami mistrzowskich improwizacji. Ktoś kiedyś powiedział, że do improwizacji trzeba być dobrze przygotowanym. Zgadza się Pan z tym twierdzeniem? Chyba nie. Podczas improwizacji najlepiej jest nie wiedzieć co się zagra. Za każdym razem staram się zagrać coś innego niż zwykle, chociaż po wielu latach uprawiania improwizacji wypracowałem sobie pewne stałe elementy, tego nie da się ukryć. Funkcjonowanie przy tak nabitym kalendarzu jak Pański wymaga chyba sporo dyscypliny i energii? Tak, ale wychodzę z założenia, że odpocznę, jak będę mieć 80 lat.

sala miała dziwne oświetlenie, publiczność była bardzo daleko, a panująca w budynku energia nie ułatwiała zadania. Ale udało się to wszystko przełamać“ – tak komentował swój słowacki koncert Leszek Możdżer. Trio Możdżer-Danielsson-Fresco przyjechało do Bratysławy na zaproszenie Instytutu Polskiego, by 16 grudnia wystąpić w Radiu Słowackim. Artyści dali z siebie wszystko, a poszukiwanie nowych efektów dźwiękowych przez Możdżera przerodziło się w swego rodzaju show – publiczność z ogromną uwagą śledziła, jakie jeszcze przedmioty położy na strunach fortepianu w celu uzyskania ciekawego brzmienia. „Dziś były do dyspozycji dwa kieliszki i szklanka – komentował swe eksperymenty Możdżer. – Korzystam z tego, co mam pod ręką, nie wożę ze sobą specjalnych akcesoriów“. Po półtoragodzinnym koncercie, dwóch bisach i kilku wyjściach na scenę, by pokłonić się publiczności, wyrażającej swój zachwyt na stojąco, mogłam porozmawiać z gwiazdą wieczoru. Jak się okazało Leszek Możdżer to bardzo błyskotliwy, otwarty chłopak, który nie ma manier gwiazdorskich, choć w jazzie osiągnął już tak wiele.

W wieku 20 lat zainteresował się Pan jazzem. Jak do tego doszło? Trochę słuchałem rocka, popu, ale to właśnie jazz stał się błyskiem objawienia. Jazz tworzą wielkie osobowości, artyści, którzy mają swoje własne oblicza, włas„Szczęście nie ne brzmienia i, co najważniejsze, własne zależy od tego, co się robi, ile się nazwiska. Odkryłem jazz jako coś świeżezarabia, ale od go, żywego, wiarygodtego, czy się ma nego. Zrozumiałem, szacunek do tego, że dokładnie to chcę co się robi.“ robić!

jest kompletnie niezależne od profesji i od stanu konta. Oczywiście, są takie momenty, że czuję się bardzo szczęśliwy na scenie. To takie metafizyczne uniesienia, kiedy czas przestaje istnieć. Wtedy ja przestaję myśleć, a dłonie same mnie prowadzą. Podczas koncertu w Bratysławie to się zdarzyło parę razy. Czasami jednak dopada mnie absurd sytuacji, w której my – muzycy siedzimy oświetleni reflektorami, a ludzie muszą nas słuchać. Nie rozumiem za bardzo, dlaczego tak się dzieje, dlaczego ludzkość wykształciła taką formę kontaktu.

Muzyka przynosi Panu szczęście i spełnienie? Nie uważam się za bardziej czy mniej szczęśliwego od kogokolwiek. Szczęście nie zależy od tego, co się robi, ile się zarabia, ale od tego, czy się ma szacunek do tego, co się robi, i czy się potrafi w swoim sercu obudzić wdzięczność za to, co się ma.

A wyobraża Pan sobie inną? Jaką? Jestem tylko wykształconą muzycznie jednostką społeczną, która dopasowuje się do standardów w zakresie porozumiewania się. Tak się zdarzyło, że przez wieki wykształciła się taka forma prezentacji umiejętności obsługi instrumentów.

Dużo Pan koncertuje… Tak, ale najwięcej czasu pochłaniają podróże. W zasadzie podróżowanie, dźwiganie walizek to sedno naszej pracy. Pan na szczęście nie musi nosić instrumentu. Tak, uświadomiła mi Pani, jaki jestem szczęśliwy. Ale z kolei co wieczór jestem skazany na inny fortepian, więc to też wiąże się z pewnym dyskomfortem.

O Pana losie zdecydowali rodzice, sadzając Pana w wieku 5 lat przy pianinie. Buntował się Pan wtedy, że musi ćwiczyć gamy i pasaże, podczas kiedy inne dzieci bawią się na podwórku? Nie za bardzo lubiłem ćwiczyć, ale rodzice wprowadzili reżym i byłem do tego zmuszony. Okazało się, że to dobra inwestycja. Czy sądził Pan, rozpoczynając naukę w szkole muzycznej, że będzie wirtuozem? Tak się zapowiadało. 10

Jak to jest w Pana przypadku? Akurat nad tym pracuję. Nie ma znaczenia, czy jest się listonoszem, czy milionerem. Osobiste szczęście

Ale to nie tylko obsługa instrumentu! Pan ma przecież coś do zaoferowania! Nie potrafię tego ocenić. Podczas słuchania muzyki ważne jest, by człowiek miał kontakt ze swoim wnęMONITOR POLONIJNY


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 11

trzem. Być może istnieje coś takiego, jak rezonans metafizyczny, który jest między muzykami a publicznością, ale ja nie mam nad tym kontroli i nie wiem, co się podczas występu dzieje w umysłach słuchaczy. Odpowiedzią są chyba owacje na stojąco, co miało miejsce także podczas dzisiejszego koncertu. Do tego też się można przyzwyczaić. Widziałem owacje na stojąco po miernych koncertach. Publiczność niejednokrotnie zrywa się z krzeseł po widowiskach, które, moim zdaniem, na to nie zasługują. Owacje na stojąco nie są w stanie mnie omamić. Jak to się stało, że 20-latek, który zachwycił się jazzem, od razu wskoczył na wysoką półkę i występował z takimi gwiazdami jak Namysłowski, Stańko. Już wtedy był Pan tak dobry? Myślę, że byłem utalentowany, pracowity i niedrogi. A teraz? Teraz jestem chyba tylko utalentowany.

Kilka lat temu, przed Często bierze Pan udział „Jestem wydaniem płyty doświadczonym, w bardzo odmiennych „Pasodoble“, mówił Pan, projektach: pop, metal, profesjonalnym że przyniesie ona duże grupą Myslovitz… muzykiem, grałem zAle się Pani przygotootwarcie na świat. w kościele, wała… Spełniło się? na weselach, Niemiecka firma fo»do kotleta«...“ …komponował Pan na nograficzna ACT dyzamówienie Jana Englerta strybuuje płytę w całej dla Teatru Narodowego, dla operetki Europie, więc trochę się to spełniło. wrocławskiej. Skąd to ogromne Ale z doświadczenia wiem, że rzadko zróżnicowanie? kiedy zdarzają się wielkie otwarcia, O tym decyduje wartość artystywielkie przełomy. Cały czas pracuję czna albo przyjaźń. Niektóre promozolnie, codzienne zdobywam jekty, w których biorę udział, są dla jakąś tam pozycję i zdaję sobie spramnie interesujące pod względem wę, że to będzie trwało i trwało. artystycznym. Kiedy propozycje Ale Pan już zdobył znaczącą pozycję. padają z ust przyjaciół, z poziomem No, może tak… Ale na przykład na artystycznym bywa różnie, ale mam koncercie w Bratysławie nie było komfort, że pracuję z najbliższymi. pełnej sali. Może na następny nasz Oczywiście zdarzyło mi się grać dla koncert przyjdzie więcej osób? pieniędzy, ale to było bardzo rzadko. Ale sala Radia Słowackiego jest większa niż ta, w której występował Pan w Bratysławie kilka lat temu (poprzedni występ odbył się w Pałacu Prymasowskim – przyp. od red.). Znowu mi Pani uświadomiła, że jednak się rozwijam.

A „do kotleta“? Też. Oczywiście jestem doświadczonym, profesjonalnym muzykiem, grałem w kościele, na weselach, „do kotleta“...

W czym się Pan lepiej realizuje: komponując muzykę czy grając koncerty? Jak jestem dłużej na tournee, to tęsknię za tym, żeby posiedzieć w domu i komponować, ale po dłuższym siedzeniu w domu ciągnie mnie w trasę. Myślę, że najlepszy jest taki rozkład zajęć, jak mam teraz, czyli pół na pół.

„Myślę, że byłem utalentowany, pracowity i niedrogi. Teraz jestem chyba tylko utalentowany.“

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

STYCZEŃ 2009


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 12

To przeszłość, do której Pan nie chce wracać? W tej chwili mam tak skonstruowany kontrakt, że konsumpcja podczas mojego występu jest zabroniona.

Świąteczne kolędowanie w N

Wracając do Pańskich projektów, który z nich przyniósł Panu największą satysfakcję? Jazz daje mi możliwość wyżycia się, a współpraca z innymi muzykami, jak choćby wspólne granie z Patem Methenym czy Davidem Gilmourem, przynosi prestiż. Czym są dla Pan nagrody, które Pan zdobył, jak np. Paszport Polityki? To sygnał, że coś w życiu osiągnąłem, chociaż zdaję sobie sprawę, że zadowolenie buduje się inaczej, a nie poprzez ustawianie wokół siebie zdobytych nagród. Jednak kiedy zapraszam do domu gości, nagrody te wyglądają imponująco i robią na nich wrażenie.

W

igilijne spotkanie okolicznościowe polonusów z Nitry, połączone z mikołajkami, odbyło się 20 grudnia 2008 r. w domu oo. salwatorianów. Zgromadziło ono nie tylko członków Klubu Polskiego, ale i ich rodziny oraz przyjaciół, a wśród gości znaleźli się kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP w RS Urszula-Szulczyk Śliwinska oraz prezes Klubu Polskiego Region Środkowe Poważe Zbigniew Podleśny . Z inscenizacją bożonarodzeniową, przedstawiającą związane z wieczorem wigilijnym polskie tradycje, wystąpili studenci – członkowie nasze-

Kiedyś powiedział Pan, że mężczyźni wchodzą na scenę, by zaspokoić swoją próżność. I zdobyć najlepszą kobietę. Nadal Pan tak myśli? Już tak nie myślę. Najlepsza kobieta nie istnieje. Ale po co ja wychodzę na scenę, nie wiem. Może Pani mi to powie?

Przedświąteczne spotkanie w

Co wystrzałowego planuje Pan na ten rok? Nigdy nie wiadomo, co jest wystrzałowe, a co nie. Niektóre moje projekty zupełnie przepadały bez wieści, inne stawały się ni z tego ni z owego wystrzałowe. A ja każdy z tych projektów traktowałem tak samo. Nie wiem, od czego to zależy. Trzeba robić swoje, nie przejmować się. I nie czytać dyskusji na swój temat na forach internetowych, bo te mogą zepsuć humor każdemu. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Może chce Pan poruszyć wnętrza innych, odkrywając to swoje za pośrednictwem muzyki? Nie wiem. Czy ja w ogóle mam prawo poruszać czyjekolwiek wnętrze? Po prostu staram się przyzwoicie zagrać, to wszystko.

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

ZDJĘCIE: TADEUSZ BŁOŃSKI

Atmosferę umilił występ zespołu „Tokra“ z Cieszyna

MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 13

w Nitrze

Koncert organowy

go klubu, a my w świątecznej atmosferze polskich kolęd składaliśmy sobie życzenia. Odwiedził nas też Mikołaj, który aż z Polski przywiózł trzy worki prezentów, którymi natychmiast zainteresowały się dzieci. ROMANA GREGUŠKOVA

Ś

więta Bożego Narodzenia są najpiękniejszymi świętami. Wszyscy z radością oczekujemy pierwszej gwiazdki na niebie, wspólnej kolacji, prezentów pod choinką, kolędowania, północnej Pasterki. Często jednak do wigilijnego stołu zasiadamy zmęczeni świątecznymi przygotowaniami, toteż, aby chwilę odpocząć i uciec od przedbożonarodzeniowej bieganiny, w ostatnią sobotę adwentu w nitrzańskiej katedrze działacze Klubu Polskiego z Nitry zorganizowali koncert organowy. I choć we wnętrzu katedry przebiega właśnie remont i było dość chłodno, to jednak piękno polskich pieśni rozgrzało nasze serca. W wykonaniu Jozefa Hambalka zabrzmiały takie pieśni, jak: „Bogurodzica“, „Z dawna Polski tyś królową“, „Barka“, „Czarna Madonna“, „Lulajże Jezuniu“, „Boże coś Polskę“. Jednak chyba największe wzruszenie wywołała Erika

ZDJĘCIA DOMINIKA GREGUŠKOVA

Lacová, śpiewając „Ave Maria“ z dedykacją dla wszystkich matek, które straciły swoje dzieci i przy świątecznym stole mają teraz puste miejsce. Na koncert przybyli również zaproszeni goście, między innymi kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP w RS Urszula-Szulczyk Śliwinska oraz prezes Klubu Polskiego Region Środkowe Poważe Zbigniew Podleśny . ROMANA GREGUŠKOVA

nie w ambasadzie

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Na

zaproszenie ambasadora RP w RS Andrzeja Krawczyka i kierownik Wydziału Konsularnego Urszuli Szulczyk-Śliwińskiej do ambasady w Bratysławie przybyli mieszkający w różnych zakątkach Słowacji Polacy, by trady-

STYCZEŃ 2009

cyjnie już podzielić się opłatkiem, złożyć sobie życzenia i wspólnie pośpiewać kolędy. Gości przywitał ambasador, a modlitwę poprowadzili księża Stanisław Ługowski i Ludwik Pociask. Ponieważ spotkanie odbyło się 6 grudnia, toteż na spotkanie przybył św. Mikołaj, który w towarzystwie anioła rozdawał paczki najmłodszym polonusom. Na stołach nie zabrakło tradycyjnych wigilijnych potraw: ryb, śledzi, pierogów, kapusty z grzybami i innych. red.

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

PROJEKT REALIZOWANY Z FINANSOWYM WSPARCIEM MINISTERSTWA KULTURY REPUBLIKI SŁOWACKIEJ

W rolę anioła wcieliła się sama pani konsul Urszula Szulczyk-Śliwińska 13


Monitorek01

28.01.09 10:36

W

tym roku do Trenczyna święta przyszły troszkę wcześniej. Już 13 grudnia spotkaliśmy się na tradycyjnym spotkaniu wigilijnym w siedzibie klubu – Centrum Kultury „Sihot”. Ucieszyło nas, że mogliśmy gościć również klubowiczów z Dubnicy nad Wagiem i Poważskiej Bystrzycy. Zaproszenie na opłatkowe spotkanie przyjęły też kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP w RS Urszula Szulczyk-Śliwińska oraz posłanka miasta Trenczyn Jana Fabová. Wszystkich przywitał zespół muzyki dawnej

Stránka 14

Spotkanie opłatkowe

w Trenczynie

wigilię, zasiedliśmy do syto zastawionych stołów, na których znalazły się tradycyjne przysmaki kuchni polsko-słowackiej: kapuśniak, ryba, sałatka ziemniaczana oraz inne smakołyki. W trakcie tej naszej klubowej Wigilii odwiedził nas św. Mikołaj, który najpierw sprawdził, czy

niosące szopkę betlejemską, a my w tym uroczystym nastroju złożyliśmy sobie życzenia świąteczne, łamiąc się opłatkiem ze wszystkimi uczestnikami spotkania. Potem, jak przystało na prawdziwą ZDJĘCIA: MARIAN PAVLÁSEK

„Musica Poetica”, który, grając na tradycyjnych instrumentach, zaśpiewał nam starodawne kolędy. Po tym występie do przyciemnionej sali, rozświetlonej tylko sztucznymi ogniami, weszły dzieci,

nasze dzieci znają polskie zwyczaje i czy się uczą, a potem obdarował je prezentami. Gdy nasze pociechy rozpakowywały paczki, my śpiewaliśmy kolędy – na przemian po polsku i po słowacku. Później pogrążyliśmy się w rozmowach z przyjaciółmi, z którymi niekiedy spotykamy się raz do roku, właśnie na Boże Narodzenie. Wspaniałym i nieplanowanym zakończeniem wieczoru stał się koncert polskiego chóru chłopięcego z Tarnowa, który wystąpił na pięknie udekorowanym trenczyńskim rynku. Chłopcy śpiewali polskie pieśni kościelne i kolędy z takim oddaniem, że w niejednym oku zakręciła się łza wzruszenia. Szkoda, że Boże Narodzenie jest tylko raz w roku i na kolejne takie spotkanie z tej okazji musimy czekać tak długo... ALEKSANRDA KRCHEŇ

14

MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 15

Polska Wigilia u Konrada Schönfelda w Koszycach

Co

roku przed świętami Bożego Narodzenia realizujemy ten sam scenariusz – maraton po sklepach, nerwowa krzątanina w kuchni itd. Chociaż każdy kraj ma własne zwyczaje, to zwyczaje polskie i słowackie są w gruncie rzeczy do siebie podobne. Wszędzie jest to czas spotkań z bliskimi. Dlatego tak ważne są dla nas, Polaków mieszkających na Słowacji, tradycyjne spotkania opłatkowe, organizowane nie tylko w siedzibie ambasady polskiej w Bratysławie, ale i w re-

gionalnych oddziałach Klubu Polskiego. Nie zabrakło takiego spotkania i w Koszycach. W restauracji u Konrada Schönfelda odbyła się wigilijna wieczerza koszyckich polonusów, w czasie której w ramach beskidzkiego kolędowania zagrali i zaśpiewali górale z Ochotnicy Górnej. Beskidzkie betlejemskie kolędowanie w Koszycach stało się już tradycją. Muzyka góralska towarzyszyła nie tylko polonusom. W samym sercu miasta tego wieczora wystąpił bowiem 40-osobo-

wy zespół dziecięcy. Ponadto cała ta grupa uczestniczyła we mszy św. w kościele Franciszkanów. I chociaż nie było ani mroźno, ani biało, to było miło i wesoło, a to dzięki wspaniałej organizacji naszego przyjaciela Konrada Schönfelda, który postarał się, by tego wieczora były zachowane wspaniałe polskie tradycje bożonarodzeniowe. I za to jesteśmy mu bardzo wdzięczni. URSZULA SZABADOS STYCZEŃ 2009

15


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 16

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Z podziękowaniem za kontakty gospodarcze

O

kres przedświąteczny stał się okazją do spotkania polskich i słowackich przedsiębiorców, przedstawicieli związków branżowych, izb gospodarczych, ministerstw gospodarczych i wszystkich tych, którzy pracują na rzecz rozwoju kontaktów gospodarczych między naszymi krajami. W ambasadzie RP w RS gości przywitała kierownik Wydziału Ekonomicznego Ambasady RP w RS Monika Olech, która w rozmowie dla naszego pisma

16

wyraziła przekonanie, iż polscy i słowaccy przedsiębiorcy handlowi są tak kreatywni, że na pewno nie poddadzą się kryzysowi finan-

sowemu. „Spodziewamy się, że w roku 2008 obrót między Polską a Słowacją osiągnie ponad 5 miliardów euro“ – powiedziała gospodyni spotkania. I choć na początku roku prognozowała, że obroty osiągną pułap 6 miliardów euro, to jednak kryzys gospodarczy to tempo wzrostu trochę spowolnił. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 17

X Międzynarodowy Festiwal Filmowy „Bratislava”

W

dniach 28 listopada – 5 grudnia odbył się Międzynarodowy Festiwal Filmowy „Bratislava”. W tym roku była to już dziesiąta,

jubileuszowa edycja, podczas której wyświetlono 220 filmów z 36 krajów. Przyjechało wielu zagranicznych reżyserów (między innymi z Włoch, Wielkiej Brytanii, Chin), którzy osobiście zapowiadali swoje nowe produkcje. Filmy europejskiego i światowego kina wyświetlane były w Bratysławie (Palace Cinemas), Bańskiej Bystrzycy (Europa Cinemas) oraz Koszycach (Cinemax) w różnych sekcjach: Made in Europe, Pod prąd, Azyl: Film krótkometrażowy, Focus: Muzyka i film, Film słowacki 2008, Videoart oraz Niezwykłe wprowadzenie. Polskę reprezentowały dwa filmy: „Rysa” (2008) Michała Rosy oraz „Cztery noce z Anną” Jerzego Skolimowskiego.

Leszek Możdżer Trio

W okresie przedświątecznym (16.12.) w wielkiej sali Radia Słowackiego wystąpił znany polski pianista jazzowy wraz z Larsem Danielssonem (kontrabas) i Zoharem Fresco (perkusjonalia). Muzycy przybyli do Bratysławy na zaproszeSTYCZEŃ 2009

nie Instytutu Polskiego. Trio zagrało utwory z płyty „Pasodoble“, które podczas koncertu zyskały nowe brzmienie. „Za każdym razem jest to inny koncert, ponieważ poddajemy się panującej atmosferze na sali“ – powiedział po występie Leszek

Moją uwagę zwróciły dwie produkcje: włoska („Cichy chaos”) oraz brytyjska („Bądź szczęśliwa”). Pierwsza skłania do przemyśleń na temat życia rodzinnego, zaś druga rozśmiesza do łez. MAGDALENA PIETZ

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Możdżer, który w Bratysławie koncertował już po raz drugi (kilka lat temu wystąpił tu w Pałacu Prymasowskim) i, jak było to widać, zyskał spore grono słowackich fanów, którzy nagrodzili muzyków owacjami na stojąco. mw 17


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 18

skie przywary, ale też i niemieckie czy austriackie. Program urozmaicały piosenki i ballady autorstwa Andrzeja Ciacha. „Kabaret bo tak!“ ma na swoim koncie występy przed polską publicznością w Austrii i Niemczech. „Trudno trafić z tym samym dowcipem do każdego, bowiem mentalność naszych rodaków kształtują realia krajów, w których aktualnie mieszkają“ – komentował Maan. Tego wieczoru bratysławskiej Polonii przedstawił się już trzeci z działających w Austrii kabaretów polskich, urozmaicając grudniowy niedzielny wieczór. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

„Kabaret bo tak!“ z Wiednia działa w ramach powstałej 8 lat temu większej formacji „Trzecia zmiana“. „Człowiek ma potrzebę duszy, by uciec od tego, co się robi na co dzień“ – wyjaśnił Jan Maan, aktor kabaretu, który w duecie z Wacławem Firlitem wystąpił 14 grudnia w Bratysławie z autorskim programem pt. „Bademajtki“. Przedstawienie zorganizował Klub Polski Region Bratysława w ramach projektu „Intergacja z humorem“. „To wypadkowa kabaretu polskiego i niemiecko-austriackiego“ – komentował mój rozmówca. Dlatego też w programie zabrzmiały skecze, w których wykonawcy ośmieszali nie tylko pol-

PROJEKT ZREALIZOWANY DZIĘKI FINANSOWEMU WSPARCIU MINISTERSTWA KULTURY RS SEKCJI KULTURY MNIEJSZOŚCI NARODOWYCH

Polska, Czechy i Słowacja wchodzą w kr „Niepodległość – Solidarność – Wolność” to tytuł panelu dyskusyjnego z udziałem słowackich i polskich intelektualistów, zorganizowanego przez ambasadę polską na Słowacji i Instytut Konserwatywny im. M. R. Štefánika w 90. rocznicę powstania Polski i Czechosłowacji. Pretekstem do spotkania, które miało miejsce 4 grudnia, była zbliżająca się 25. rocznica przyznania Lechowi Wałęsie pokojowej Nagrody Nobla. W trakcie panelowych dyskusji były słowacki premier Ján Čarnogurský powiedział, że Polacy dwa razy w ciągu XX wieku zrobili coś 18

ważnego dla całej Europy – pierwszy raz, gdy obronili ją przed komunistyczną nawałnicą podczas bitwy warszawskiej w 1920 roku, i drugi raz, kiedy dzięki rewolucji „Solidarności“, na czele której stanął robotnik ze Stoczni Gdańskiej, zdemontowali system, nazywający się dyktaturą proletariatu. Historyk Milan Zemko położył nacisk na istotę wolności obywateli Europy Środkowej. „Dopiero, kiedy ludzie staną się wolni jako jednostki, to ich kraj może stać się niepodległy” - mówił. Politolog Tomáš Zálešák przekonywał, że Słowacja jest młodym krajem, któ-

ry ciągle zadaje sobie pytania, kim jest i jaki powinien być. Łukasz Adamski, historyk z Warszawy, tłumaczył, że nad Polską historią ciążą dwie trumny – Piłsudskiego i Dmowskiego. To one miały zasadniczy wpływ także na relacje polsko-czechosłowackie. Radosław Zenderowski, politolog z Cieszyna, zwrócił uwagę, że zarówno wolna demokratyczna Polska, jak Czechy i Słowacja mają dopiero 40 lat i dopiero wkraczają w okres kryzysu wieku średniego, a zatem istnieje szansa, że może będą mądrzejsze i odporniejsze na błędy młodości. MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 19

J. M. Jarre w Bratysławie!

N

iedawno Bratysława po raz pierwszy gościła jednego z najwybitniejszych muzyków elektronicznej fali, jakim jest Jean Michel Jarre. Francuski kompozytor (także producent i wykonawca) wystąpił przed trzytysięczną słowacką publicznością, która miała niebywałą okazję wysłuchania na żywo, w kameralnej jak na Jarre’a atmosferze, unowocześnionych kompozycji z pierwszej jego płyty pt.„OXYGENE”. Płyta ta, wydana w 1976 roku, absolutnie się nie zestarzała, a trwający 90 min. koncert okazał się prawdziwą ucztą muzyczną, zakończoną owacjami na stojąco. Miałem to szczęście, że bratysławski występ J. M. Jarre’a mogłem porównać z jego pamiętnym koncertem w Gdańsku z okazji 25-lecia „Solidarności”, który odbył się 26.08.2005 r. na terenie stoczni, będącej dla Polaków miejscem narodzin wolności – nie tylko naszej, ale i innych krajów Europy Środkowowschodniej. Wtedy był to pokaz typu „światło i dźwięk” dla kilkudziesięciu tysięcy wi-

dzów, a Jarre’a wspomagała orkiestra symfoniczna i chór (razem ponad 80osób!). Ten największy „kolorysta dźwiękowy” XX wieku znany jest z wielkich koncertów dla dziesiątek, a nawet setek tysięcy ludzi, które miały miejsce np. w londyńskich dokach, na Polach Elizejskich w Paryżu czy pod piramidami w Gizie. Tym większe szczęście dla słowackiej publiczności, dla której zgodził wystąpić się w hali, mieszczącej „zaledwie” kilka tysięcy osób, i pozwolił, aby muzyka wypełniła nie tylko całą przestrzeń dookoła, ale i samych zebranych. SŁAWOMIR PIETZ

w kryzys wieku średniego Uczestnicy spotkania podjęli także problematykę skomplikowanych relacji słowackopolskich. Ján Čarnogurský opowiadał o doświadczeniach swoich przodków, którzy mieszkali na terenie Zaolzia, gdzie miało się odbyć referendum. Opowiadał, jak to najpierw przyszli tam ci, którzy namawiali do głosowania na Czechosłowację i proponowali wycieczkę do Pragi, a potem przyszli Polacy, chcący pokryć koszty wesela, by móc na nim agitować na rzecz Polski. W efekcie do referenSTYCZEŃ 2009

dum nie doszło, a granicę wyznaczyli politycy. Radosław Zandarowski przekonywał, że dzisiejsi polscy politycy nie są nawet świadomi historycznych sporów słowacko-polskich. Zatem wracanie do nich to trochę takie zaklinanie rzeczywistości. Oczywiście, konfliktów nie należy eskalować, ale nie można też o nich milczeć, Trzeba rzetelnie o nich dyskutować. Nierozwiązane spory z przeszłości lubią bowiem powracać. ŁUKASZ GRZESICZAK

Myslovitz Grupa „Myslovitz” powstała w 1992 roku w Mysłowicach, a dwa lata później znała ją już cała Polska. To pierwszy zespół, któremu udało się przenieść na polski grunt muzykę, określaną jako britpop, odwołującą się do tradycji brytyjskiej psychodelii (biwakowe granie, opierające się na podstawowych akordach). Jak okazuje się muzyka ta ma ogromną siłę przebicia i niepowtarzalny klimat. Zespół nagrał do tej pory sześć albumów, a jego członkowie biorą też udział w różnych innych przedsięwzięciach muzycznych, np. wokalista zespołu Artur Rojek występował równocześnie z grupami „Lenny Valentino” czy „Ścianka”. Już debiutancka płyta „Myslovitz” zawierała takie hity, jak: „Krótka piosenka o miłości“, „Maj“, „Myslovitz“. Potem były następne: „Peggy Brown“, „Z twarzą Marylin Monroe“, „Scenariusz dla moich sąsiadów“ i inne. Płyta „Miłość w czasach popkultury“ zyskała status złotej, zaś składanka „The best of Myslovitz“ oprócz singlowych hitów zawiera także kompozycje, będące efektem współpracy grupy z Markiem Grechutą czy „Ścianką”, oraz cover „Czerwonych Gitar”, zatytułowany „Historia jednej znajomości“. Zespół grał też jako support podczas europejskich tras grupy „Simple Red” i Iggy Popa. Dla gitarzystów „Myslovitz“ tradycyjne rockowe solówki należą już do przeszłości, albowiem już nie muszą nikomu udowadniać, że są wspaniałymi gitarzystami. URSZULA SZABADOS 19


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 20

Polacy na emigracji

P

remierowy odcinek nowego polskiego serialu pt. „Londyńczycy” wyemitowany został 23 października przez TVP1, a trzy dni później przez TVP Polonia. Obejrzało go ok. 4 mln widzów, a zatem serial, opowiadający o losach żyjących w Wielkiej Brytanii Polaków, od razu stał się hitem jesiennej ramówki TVP. W pierwszej serii nakręcono trzynaście 45-minutowych odcinków. Już teraz wiadomo, że będzie kręcona druga, a może nawet i trzecia seria. Według scenarzystów – Ewy Popiołek i Marka Kreutza – serial ma być swego rodzaju kroniką emigrantów, dlatego jego autorzy mnóstwo czasu spędzili w Londynie, gdzie rozmawiali z wieloma przebywającymi tam Polakami i właśnie na podstawie ich wypowiedzi stworzyli „Londyńczyków”. Połowa zdjęć zrealizowana została w Londynie, w takich dzielnicach jak: Soho, City, Canary Wharf, West End czy Ealing. Oprócz polskich aktorów w serialu zagrali również Brytyjczycy, w związku z czym język angielski przeplata się z językiem polskim. Film stał się zatem dziełem europejskim, a zainteresowanie kupnem licencji przejawiło już kilka zagranicznych stacji telewizyjnych. „Londyńczycy” są serialem wielowątkowym. Jego bohaterowie są w różnym wieku, z różnym baga-

20

żem doświadczeń, mający różne powody, dla których zdecydowali się na wyjazd właśnie do Anglii. Większość z nich to jednak młodzi ludzie: Asia (Natalia Rybicka) przyjechała do Londynu do Wojtka (Marcin Bosak), myśląc, że, czeka ją tam świetlana przyszłość. Szybko jednak okazało się, że na obczyźnie można liczyć tylko na siebie. Wojtek, reprezentujący robiących nielegalne interesy Polaków, cały czas wpada w kłopoty. Andrzej (Lesław Żurek) wyemigrował ze swoją dziewczyną w celu zarobienia pieniędzy na ślub i przyszłe życie w Polsce. Niestety dosyć szybko rozstał się z Kingą, a ciężką pracę na budowie stara się zamienić na lepszą. Rafał Maćkowiak grający Rafała, to wykształcony Polak, który robi karierę w City i który chciałby obracać „wielkimi pieniędzmi”. Poznajemy również historię pewnej polskiej pielęgniarki Ewy (Gabriela Muskała), która zaraz po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej wyjechała do Londynu, aby pracować w swoim zawodzie.

W kraju zostawiła męża Marcina (Robert Więckiewicz) oraz 12-letniego syna Stasia , którzy decydują się odwiedzić ją w Wielkiej Brytanii, a później zostają na stałe. W serialu występują także 30-letni Darek (Przemysław Sadowski), „modelka” Mariola (Roma Gąsiorowska), a wynajmująca Polakom pokoje Nina (Grażyna Barszczewska) reprezentuje pokolenie ludzi dojrzałych. Serial realistycznie pokazuje życie w Wielkiej Brytanii. A nie jest ono wcale takie kolorowe. Wielu Polaków, emigrując do Londynu, spodziewało się oszałamiającej kariery i mnóstwa pieniędzy, pomimo iż w Polsce od dłuższego czasu byli oni bezrobotni. Większość emigrantów to młodzi, dynamiczni, żądni wyzwań ludzie, nie mający nic do stracenia. Drugą – mniejszą, ale istotną grupę polskich londyńczyków stanowią ludzie w średnim wieku, nie znający języka, którzy nie przynoszą chluby innym Polakom – śpią na dworcach lub zajmują się nielegalnymi interesami. Sama kilka lat z rzędu pracowałam w Wielkiej Brytanii i znam Polaków tak z jednej, jak i z drugiej grupy emigrantów. Brytyjczycy również są podzieleni, niektórzy doceniają i szanują swoich polskich pracowników, zaś inni nie zatrudniają ich tylko ze względu na pochodzenie. Jedno jest pewne, życie polskich emigrantów w Wielkiej Brytanii bywa trudne, problematyczne i czasem skomplikowane, ale Polacy są narodem, umiejącym odnaleźć się w każdej sytuacji, i to właśnie pokazane jest w serialu. Zapraszam do oglądania „Londyńczyków” w TVP Polonia w każdą niedzielę o 17.40 lub w każdy czwartek o 9.55. MAGDALENA PIETZ

MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 21

N

owy cykl artykułów turystycznych, dotyczących polskich miast, zaczynamy od Warszawy, ponieważ to właśnie do stolicy zwykle kierują swe pierwsze kroki turyści. A stolicą została Warszawa w roku 1596 dzięki królowi Zygmuntowi III z dynastii Wazów. W historii miasta wiele razy zdarzało się, że jego najeźdźcy, czyli Szwedzi, Rosjanie lub Niemcy, niszczyli je okrutnie, ale ono, jak feniks z popiołów, zawsze się odradzało – jeszcze piękniejsze. Pisząc ten artykuł korzystałam ze wspomnień niektórych rodaków, aktualnie mieszkających na Słowacji, ale pochodzących właśnie z Warszawy.

Jednym z najważniejszych zabytków polskiej stolicy jest Zamek Królewski, powstały w XIV wieku, w wiekach XV i XVIII wielokrotnie przebudowany, a podczas II wojny światowej doszczętnie zburzony. W latach 1949-1974 odbudowano go m.in. ze składek zwykłych obywateli. „Duży udział finansowy mieli ludzie, którzy wrzucali pieniądze do olbrzymiej szklanej skarbonki, stojącej na placu Zamkowym“ – mówi Jolanta Trávníková z Trenczyna, mieszkanka Warszawy w latach 1943-1966. Pani Trávníková z nostalgią wspomina warszawskie Stare Miasto, którego początki sięgają XIII w. i które, jak inne zabytki Warszawy, było często niszczone i odbudowywane. Tam warto obejrzeć wznoszącą się kolumnę Zygmunta (czyli króla Zygmunta III Wazy) i Barbakan – średniowieczną budowlę obronną, zbudowaną na planie koła. Ulubionym miejscem wypoczynku pani Trávníkovej były (jeszcze wtedy dziSTYCZEŃ 2009

„Sen o Warszawie“ kie) Pola Mokotowskie. Leżąc na kocu, otoczona przyrodą przygotowywała się na nich do matury. Teraz Pola Mokotowskie to piękny park na pograniczu trzech warszawskich dzielnic: Mokotowa, Ochoty i Śródmieścia. Zarówno pani Jolanta Trávníková, jak i pan Piotr Petrykowski z Dubnicy nad Wagiem, mieszkający w stolicy w latach 1964-1990, polecają wizytę w Łazienkach Królewskich, założonych z inicjatywy króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w XVIII wieku. Łazienki to nie tylko przepiękny park, w którym można poczytać książkę i zrelaksować się, ale to również warte obejrzenia inne zabytki, np. Pałac na Wodzie, Amfiteatr czy Pomarańczarnia. „Będąc w Warszawie, nie można zapomnieć o odwiedzeniu Wilanowa“ – twierdzi pan Piotr. A w Wilanowie, dzisiaj już dzielnicy Warszawy, na terenie parku wznosi się przepiękny pałac, zbudowany przez króla Jana III Sobieskiego w XVII wieku, który jako jeden z nielicznych warszawskich zabytków przetrwał czas wojen i zaborów. Teraz służy za miejsce wydarzeń kulturalnych oraz koncertów.

Pani Melania Malinowska z Modrej Harmonii, która z Warszawy na Słowację przeprowadziła się w 2001 r., poleca inny rodzaj spędzenia wolnego czasu w stolicy. Pieszym turystom lub ludziom, mającym dość siedzącego trybu życia, proponuje spacer Nowym Światem aż do Starego Miasta. „Po drodze mijają Państwo Łazienki, Centrum Sztuki Współczesnej, znajdujące się w Zamku Ujazdowskim. Poniżej zamku znajduje się park Agrykola, gdzie można usiąść i odpocząć“ – opisuje trasę spaceru. Turystów, których złapie deszcz lub którzy chcieliby się ogrzać, a także tych, którzy mieliby ochotę na kawę czy czekoladę, pani Malinowska zachęca do wizyty w pijalni czekolady „Wedel”, mieszczącej się przy ul. Szpitalnej. „Po zwiedzaniu puste brzuchy napełnimy w restauracji »Między nami«, gdzie serwują pyszne dania“ – dodaje moja informatorka, która poszukiwaczom wrażeń kulturalnych poleca ponadto galerię „Zachęta” oraz któreś z przedstawień w Tatrze Wielkim. Twierdzi też, że koniecznie należy odwiedzić Muzeum Powstania Warszawskiego, robiące niesamowite wrażenie na zwiedzających, wykorzystujące do prezentacji swych zbiorów najnowsze zdobycze techniki. Zachęcam do odwiedzenia Warszawy i przekonania się na własne oczy, jaka jest stolica Polski. A w następnym numerze „Monitora“ wybierzemy się na spacer po Krakowie. MAGDALENA PIETZ 21


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 22

T

akich jak on nazywa się strongmanami. Z angielska oczywiście. Ten nasz to Pudzian, czyli Mariusz Pudzianowski. W jego przypadku określenie „mocny gość” to za mało. Pudzian, inaczej zwany Dominatorem, Pytonem lub Pankiem, jest najmocniejszy. Jest po prostu profesjonalnym zawodnikiem strongman (wielokrotnym mistrzem). Jest/był też rugbystą Budowlanych Łódź. Karate kyokushin trenuje od 11. roku życia do dziś. Obecnie posiada 4 kyu. Przez niecałe 7 lat (15 - 22 lat) uprawiał również boks. Należy do federacji WSMC (The World Strongman Cup Federation). Pierwszy jego start w zawodach strongman miał miejsce 1 maja 1999 r. w Płocku. Nie jestem pewien, czy strongman to już sport, ale zawody tego rodzaju pokazują również telewizyjne kanały sportowe. A zatem jeśli to sport, to uprawiany raczej przez niewielką grupkę napakowanych, tak jak on, przede wszystkim mężczyzn. Nie widziałem rywalizujących w tej dyscyplinie kobiet, ale i one mają również swoje zawody. Przecież jest równouprawnienie! Pudzian, syn ciężarowca, urodzony 7 lutego 1977 roku w Białej Rawskiej, trafił do strongman w niezbyt typowy sposób – zaczął trenować

22

Mocny

gość w więzieniu! W 2000 roku jako młody chłopak został oskarżony o pobicie i kradzież złotego łańcucha. Zasłużył sobie – jak twierdzi – stając w obronie 18-latka. Podkreśla, że do aresztu śledczego wsadził go miejscowy boss, człowiek bardzo bogaty, wpływowy i wyjątkowo brutalny.

Właśnie poszło o tę brutalność. „Nie mogłem patrzeć, jak się znęcał nad osiemnastoletnim chłopcem. Bił go, aż chłopak upadł, potem skopał leżącego i stanął mu butem na twarzy (...) Właśnie ta scena z butem wyprowadziła mnie z równowagi” – komentował tamte wydarzenia. Pobity bandzior oskarżył go o napad i kradzież złotego łańcucha. Za kratkami Pudzian spędził 19 miesięcy, które wykorzystał na... treningi. Po wyjściu na wolność postanowił, że do więzienia już nigdy nie trafi. A jednak trafił. „Swój” Zakład Karny w Łowiczu odwiedził kilka lat później. Zorganizował tam resocjalizacyjne spotkanie z więźniami, połączone z pokazem treningu siłowego. Jeszcze przed więzieniem, mając 18 lat, Pudzian miał już swoje dyskoteki, które dobrze prosperowały. Kupił działkę, wybudował dom, wyprowadził się od rodziców. „Na swoje” poszedł, kiedy miał 22 lata. Więzienie zmieniło jego świat. Na MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 23

złe i... na dobre. Dziś jest znany i bogaty. A przecież na wolności zaczynał prozaicznie. Trzeba było z czegoś żyć, więc trafił na budowę. W 2002 roku zarabiał w ten sposób... 60 zł dziennie plus obiad. Pracował też jako stróż. Za zarobione pieniądze kupował odżywki, sprzęt. Myślał o wyjeździe do Niemiec albo USA, ale nie miał tam kontaktów. Zaczął trenować i wygrywać. Po kolei wygrywał wszystko, co było do zdobycia, na mistrzostwach Polski, mistrzostwach Europy i mistrzostwach świata. Sport stał się źródłem jego utrzymania – za udział w jednych zawodach dostawał sześciomiesięczne dochody przeciętnego Polaka, a czasami na takie zawody wyjeżdżał trzy razy w miesiącu. To wszystko jednak poprzedził wieloletni wysiłek. Dziś Pudzian twierdzi, że już nie ma „rzeczy, które mogą go psychicznie załamać”. Uważa, że „wszystko jest do zrobienia. Psychikę można tak samo wymodelować jak ciało. Życie uodparnia na wszystko”. W ramach zawodów strongman rozgrywane są przedziwne dyscypliny. Sam widziałem kiedyś podnoszenie wielkich skuterów śnieżnych, umocowanych na specjalnych podnośnikach! Inne to np. spacer farmera, schody, zegar, przetaczanie opony, spacer drwala... O co chodzi? Spacer farmera polega na niesieniu dwóch „walizek”, których waga bywa różna. Zazwyczaj waha się w przedziale 120 – 175 kg. Walizek nie wolno przenosić pojedynczo i przywiązywać do dłoni. Konkurencja rozgrywana jest na czas – zawodnik musi zazwyczaj w jak najkrótszym czasie przenieść walizki na określoną odległość (najczęściej 40 m), wykonując nawrót w połowie dystansu. W przypadku, gdy nie zdoła donieść walizek w określonym limicie czasu (zazwyczaj 90 sekund), liczy się odległość, na którą zdołał zanieść walizki. Może postawić je na ziemi, odpocząć i kontynuować marsz. Druga wersja konkurencji rozgrywana jest „na odległość”. Walizki trzeba przenieść na jak największą odległość w określonym czasie lub do momentu upuszczenia choćby jednej z nich. Zazwyczaj co 20 metrów zawodnik STYCZIEŃ 2008

musi wykonać nawrót. W konkurencji schody wnosi się oburącz na schody kolejno trzy „walizki”, począwszy od najlżejszej. Po wniesieniu na szczyt schodów wnosi następną. Najczęściej zawodnicy mają do pokonania pięć stopni, a walizki ważą 225 kg, 250 kg i 275 kg. W konkurencji zegar liczy się długość marszu, wykonywanego po obwodzie koła, z opartym na przedramionach ciężarem. Ten ciężar to 300 kg, umieszczone na przenoszonej po okręgu wskazówce zegara, będącej promieniem tego okręgu. Takie życie, „praca” i kariera wymagają poświęceń i samodyscypliny. Na siłowni Pudzian spędzał po 2-3 godziny dziennie. Przed zawodami więcej, nawet 8 godzin. Dziennie zjadał „przyzwoite” śniadanie, obiad i kolację. Do tego wypijał 2-3 koktajle energetyczne carbo węglowodanów (jeden koktajl to więcej niż obiad). Ponadto na każdym treningu wypijał minimum półtora litra wody. Piszę „spędzał”, „zjadał”, „wypijał”, bowiem wiadomość z ostatniej chwili mówi, iż Pudzian zakończył karierę! Ale zanim to zrobił, 14 września 2008 roku na zawodach Metrix World’s Strongest Man 2008 w amerykańskim Charleston przeciągnął po płycie 40-tonowy samolot i po raz piąty został mistrzem świata siłaczy! Zaraz po tym wysiłku zemdlał, ale i tak w decydującej rozgrywce nie dał szans najgroźniejszemu rywalowi. Zaraz po tym sukcesie ogłosił zakończenie kariery. Stwierdził: „Cztery poprzednie tytuły były dla kibiców, ten jest dla mnie”. Zdobywając mistrzostwo po raz piąty stał się liderem tabeli wszech czasów! Nikt wcześniej nie zdobył tylu tytułów mistrza świata w strongman. Teraz Pudzian zamierza zająć się sprawami osobistymi Nigdy jednak nie poprzestawał na samym sporcie. W 2005 roku założył Szkołę Ochrony Fizycznej „Pu-

dzian Academy”, w której szkoleni są pracownicy ochrony. Poza tym Pudzian jest osobą powszechnie znaną. Dlatego też wziął udział w VII edycji „Tańca z gwiazdami” – najpopularniejszym programie TVN. Wraz z partnerką zajął drugie miejsce! Mówiono, że za każdy występ taneczny otrzymywał honorarium w wysokości 50 tys. złotych! On zaś podkreślał, że największym zyskiem z programu było... opanowanie tańca. Wcześniej tańczył jak każdy przeciętny facet, czyli przechodził z nogi na nogę. Na dyskotece w szkole podstawowej podpierał ściany. Nigdy nie potrafił zatańczyć walca ani tanga. Wystąpił też w kilku serialach i filmach, m.in. w „Na Wspólnej”, „Nie ma takiego numeru”, „Faceci do wzię-

cia” i „Niani”. Był również gościem licznych programów typu talk-show. Dodatkowo wraz z bratem Krystianem założył zespół „Pudzian Band”. Wspólnie nagrali teledysk do piosenki „Zdobyć świat”. Ich debiutancka płyta ukazała się w listopadzie 2006 roku. Kim zatem jest Pudzian? Sportowcem? Showmanem? Trudno powiedzieć. Ale jest o nim głośno w świecie. Z powodzeniem reprezentuje Polskę. Robi nam pozytywną reklamę. I o to chodzi. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

23


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 24

Jan Czerski – zesłaniec i wielki badacz Syberii

W

styczniu przypominamy sobie kolejną rocznicę powstania styczniowego. Wybuchło ono 22 stycznia 1863 roku, a wiosną 1864 r. zakończyło się klęską. Zginęło w nim blisko 30 tys. powstańców, ponad 7 tys. dostało się do niewoli, 669 osób stracono, kilka tysięcy przymusowo wcielono do wojska rosyjskiego lub rot aresztanckich, a ponad 38 tysięcy zesłano na Syberię. Byli powstańcy styczniowi nie byli pierwszymi Polakami, których los rzucił na odległą „nieludzką ziemię”. Przed nimi znaleźli się tam jeńcy wojenni z wojsk Stefana Batorego, konfederaci barscy, żołnierze powstania kościuszkowskiego i listopadowego. W świadomości społecznej silnie utrwalił się obraz cierpień zesłańców, natomiast znacznie mniejsza jest nasza wiedza o tym, że wielu z nich po odbyciu katorgi pozostało na tej ziemi i aktywnie uczestniczyło w jej poznawaniu i zagospodarowaniu. Polacy zostawali urzędnikami carskiej administracji, lekarzami, nauczycielami, prowadzili wielkie przedsiębiorstwa i dobrze prosperujące gospodarstwa rolne. Dla wielu właśnie Syberia stała się miejscem nie tylko cierpień, ale także samorealizacji. Niemało polskich zesłańców na Syberię i rosyjski Daleki Wschód przyczyniło się do naukowych badań Syberii i Dalekiego Wschodu i ludów je zamieszkujących. Do najsławniejszych należeli Jan Czerski, Benedykt Dybowski, Aleksander Czekanowski, Edward Piekarski, Wacław Sieroszewski, Bronisław Piłsudski, Władysław Godlewski. Wśród wymienionych badaczy tych terenów szczególne miejsce zajmuje Jan Czerski. Na mapie Syberii znajdziemy wiele miejsc, nazwanych jego imieniem. Górami Czerskiego nazwano najwyższe pasmo Syberii Wschodniej, położone w Jakucji i Rejonie Magadańskim o długości 1500 km, 24

a także jedno z większych pasm górskich na Zabajkalu. W centralnej części Gór Bajkalskich znajduje się Góra Czerskiego (2558 m. npm), a w górach Chamar-Daban, leżących na południe od Bajkału, znajdziemy Pik Czerskiego (2090 m. npm). Nad samym Bajkałem nieopodal Listwianki jest szczyt, noszący nazwę Kamień Czerskiego. U podnóża gór Sajany mamy Nizinę Czerskiego, a dalej Pasmo Czerskiego, zaś w górach ChamarDaban noszącą jego imię przełęcz. Stanowiskiem Czerskiego nazwano też miejsce odkrycia i badań osiedla ludzi pierwotnych w pobliżu Irkucka. Czerski ma również swój wodospad na rzece Chorek w dorzeczu Angary i swój wygasły wulkan w Dolinie Tunkińskiej. Za kołem podbiegunowym nad rzeką Kołymą ma swoje miasto (dawna nazwa Niżnyje Kresty), a w Moskwie ulicę. W mieście Czerskij znajduje się Muzeum im. Jana

Czerskiego, w całości jemu poświęcone. Warto więc wiedzieć, kim był człowiek, którego tak uczczono. Jan Stanisław Franciszek Czerski urodził się 15 maja 1845 roku w polskiej rodzinie szlacheckiej, posiadającej majątek Swołna w guberni witebskiej. Ojca stracił wcześnie, ale rozległe, dobrze prosperujące dobra ziemskie na długo zapewniły rodzinie dobrobyt. Początkowe nauki pobierał w domu, a matka starała się, by zarówno on, jak i jego starsza siostra mieli dobrych nauczycieli, przede wszystkim języka francuskiego, muzyki i tańca. Średnią szkołą stał się dla niego Carski Instytut Szlachecki w Wilnie, przygotowujący swych adeptów przede wszystkim do roli przyszłych bywalców salonów. Gdy wybuchło powstanie styczniowe, Czerski nie miał jeszcze osiemnastu lat i za kilka miesięcy miał zdawać maturę. Ale i on, podobnie jak większość młodzieży szlachecko-ziemiańskiej, natychmiast wstąpił w szeregi powstańcze. Niestety, już w kwietniu 1863 roku po przegranej potyczce z wojskami carskimi trafił do niewoli, a 7 lipca z wyrokiem 6 lat przymusowej służby wojskowej w karnych batalionach w Błagowieszczeńsku nad Amurem wyruszył na Syberię. Dzięki protekcji z Błagowieszczeńska dostał się do Omska i karę odbywał w batalionie fortecznym. Omsk był wówczas 20-tysięcznym miastem, w którym żyło wielu Polaków, podobnie jak Czerski zesłanych za udział w powstaniu, a takMONITOR POLONIJNY


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 25

że pokaźna grupa inteligencji rosyjskiej, skazanej za różne przewinienia przeciw caratowi. Lepsze tu też były - w porównaniu z Błagowieszczeńskiem – warunki służby. Czerski jednak źle znosił zesłanie – załamany psychicznie i osłabiony fizycznie trafił do szpitala. Ucieczki przed przygnębiającą rzeczywistością zaczął szukać w książkach. Wychowany w cieplarnianych warunkach, potencjalny lew salonowy zainteresował się zoologią, geologią i paleontologią, a ponadto geografią i astronomią. Młodym zesłańcem zaopiekowali się warszawski inżynier Marczewski i uczony W. Kwiatkowski. W Omsku spotkał też późniejszego znanego badacza Syberii, wybitnego rosyjskiego geografa i geologa Gieorgia Nikołajewicza Potanina, także zesłańca, z którym się zaprzyjaźnił. Pod wpływem tych ludzi ułożył sobie ambitny program samokształcenia i zyskiwał potrzebną ku temu literaturę naukową. Pod kierunkiem Potanina prowadził swoje pierwsze badania geologiczne okolic Omska. Jako żołnierz podczas ćwiczeń terenowych zbierał różne okazy drobnej fauny, z których w prymitywnych warunkach sporządzał preparaty anatomiczne. W 1867 roku próbował nawiązać kontakty naukowe z Towarzystwem Przyrodniczym w Moskwie, przesyłając tam swe pierwsze zbiory. Próba ta skończyła się fiaskiem, albowiem członkowie Towarzystwa nie chcieli współpracować z zesłańcem. Nie zniechęciło to jednak Czerskiego do dalszej pracy samokształceniowej, która miała uczynić z niego uznawanego odkrywcę i cenionego naukowca. W 1869 roku został zwolniony z wojska bez prawa powrotu do kraju. Jeszcze przez dwa lata pozostał w Omsku. W 1871 roku, już jako zesłaniec polityczny, otrzymał zezwolenie na osiedlenie się w Irkucku. Tam poznał Aleksandra Czekanowskiego (także zesłańca), znanego już badacza Zabajkala i jeziora Bajkał, oraz STYCZEŃ 2009

Benedykta Dybowskiego, zoologa, lekarza i także badacza jeziora Bajkał, skazanego na zsyłkę również za udział w powstaniu styczniowym. Obaj wywarli ogromny wpływ na dalszy rozwój zainteresowań naukowych Czerskiego. Dzięki Dybowskiemu zyskał on posadę kustosza Zbiorów Muzealnych Towarzystwa Geograficznego w Irkucku. Dwunastoletni pobyt w Irkucku spędził pracowicie. Na polecenie Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego odbył wiele wypraw terenowych: prowadził geomorfologiczne badania w górach Sajan Wschodni, w dolinie rzeki Irkut i nad Dolną Tunguską. Z ramienia Syberyjskiego Oddziału Towarzystwa Geograficznego zajmował się badaniami geologicznymi i geograficznymi wschodniej Syberii. Najważniejsze w jego naukowej działalności były badania budowy geomorfologicznej całego wybrzeża jeziora Bajkał, w wyniku których opracował jego pierwszą mapę geologiczną. W latach 18771881 w czasie czterech wypraw naukowych zbadał dolinę rzeki Selengi i napisał pracę o Bajkale, wyjaśniającą genezę jeziora i prezentującą budowę geologiczną całej wschodniej Syberii. Praca ta zapewniła mu trwałe miejsce w geologii światowej, a Rosyjska Akademia Nauk w Petersburgu uhonorowała go za nią złotym medalem. W latach 1882-1883 Czerski prowadził badania młodszych formacji geologicznych w dolinie Katungi, a jednocześnie opracowywał odkryte szczątki człowieka pierwotnego. W Irkucku badacz ciężko zachorował. Ze względu na stan zdrowia lekarze zalecili mu wyjazd do Europy. W daleką podróż wybrał się po uzyskaniu policyjnego zezwolenia na osiedlenie się w Petersburgu. Podróż była długa i tak naprawdę miała charakter kolejnej wyprawy naukowej, której rezultatem było opisanie budowy geologicznej ziem, leżących wzdłuż szlaku syberyjskiego. Jak ogromna

musiała być pasja badawcza człowieka, który to na wpół sparaliżowany w czasie podróży klasyfikował kamienie i gleby, przynoszone mu ze stoków mijanych gór i wzgórz przez żonę. Dzięki tej pasji powstała mapa geologiczna trasy Irkuck – Petersburg. W Petersburgu Czerski pracował jako paleontolog w Akademii Nauk. Opracował wówczas i wydał m.in. słynną osteologię ssaków czwartorzędnych, zebranych w czasie rocznej (1885-1886) wyprawy na Wyspy Nowosyberyjskie. Obok wydanej w 1891 roku przez Akademię Nauk ogromnej monografii fauny kopalnej ssaków syberyjskich, opracowanej na materiale porównawczym, zebranym z muzeów i ośrodków naukowych Rosji, badacz przygotował również do druku swój Dziennik podróży. Magia Syberii była na tyle silna, że Czerski na wieść o tym, że Akademia Nauk podjęła decyzję o zorganizowaniu wyprawy badawczej na północny wschód Syberii, schorowany, dołożył wszelkich starań, by tę ekspedycję powierzono właśnie jemu. Udało się. Celem wyprawy miały być badania geologiczne i geograficzne dorzecza rzek Jany, Indygirki i Kołymy, a jej członkami zostali też żona i 12-letni syn Czerskiego. Trasa wiodła przez Moskwę, Omsk, Irkuck do Jakucka. Sama droga na koniach z Jakucka nad Kołymę trwała 76 dni i była niezwykle trudna. I konie, i niosące bagaż renifery musiały pokonać cztery łańcuchy górskie. Nocowano w chłodnych „powarach” – małych chatkach myśliwskich. Pod koniec sierpnia wyprawa dotarła do Wierchniekołymska, gdzie miała przezimować, wykorzystując czas na porządkowanie notatek z dotychczasowej podróży i na przygotowania do spływu w dół Kołymy. Trudne warunki przyczyniły się do pogorszenia stanu zdrowia Czerskiego, który chorował na serce, miewał ataki duszności, ale ani na moment nie brał pod uwagę możliwości przerwa25


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 26

nia ekspedycji. Jednak kiedy 31 maja 1892 roku jej członkowie mieli popłynąć Kołymą, Czerski nie miał już złudzeń. Tym, którzy go żegnali, powiedział: „W najlepszym wypadku mogę pociągnąć trzy tygodnie”. Niewiele się mylił... Zmarł 22 czerwca 1892 roku o godz. 22.10 w miejscu, gdzie do Kołymy wpada rzeka Prowie. Miał 47 lat. Pochowany został 1 lipca przez żonę Marię Pawłowną Czerską i syna Aleksandra 30 kilometrów poniżej miejsca śmierci na tarasie wpadającej do Kołymy rzeki Omołon. Po jego śmierci kierownictwo ekspedycji przejęła jego żona, która doprowadziła ją do Niżniekołymska, a zebrany materiał przekazała Akademii Nauk. W miejscu pochówku Jana Czer-

skiego stała tylko jedna chata myśliwska. Dopiero w 1941 roku zbudowano tam miejscowość Kołymskoje, dziś zamieszkałą przez ok. 400 osób, w większości pasterzy reniferów i myśliwych, przez długie miesiące przebywających w tundrze. Kołymskoje jest jedyną osadą w Jakucji, zamieszkałą przez Czukczów. Miejsce pochówku Czerskiego od samego początku otaczano specjalną czcią. Początkowo był to prosty grób, później zabudowano go drewnem, na wzór grobowca. W 1947 roku z inicjatywy podróżnika A. E. Lelikowa, pełniącego wówczas funkcję naczelnika Kołymsko-Indygirskiego Towarzystwa Żeglugowego, na grobie postawiono stojący do dziś monument i umieszczono na nim dwie tablice.

Na tej w języku rosyjskim znajduje się napis: „Wybitnemu badaczowi Syberii, Kołymy, Indygirki i Jany, geologowi i geografowi Iwanowi Dementiewiczowi Czerskiemu wdzięczni potomkowie”. Napis w języku polskim jest krótszy: „J. D. Czerski od wdzięcznych potomków”. Po 110 latach, które upłynęły od śmierci uczonego, przybyła trzecia tablica, przywieziona do Kołymskoje przez polskich miłośników Syberii pod kierownictwem Romualda Koperskiego, którzy byli pierwszymi Polakami, odwiedzającymi grób Jana Czerskiego. W dniu 25 stycznia 2003 roku odbyła się uroczystość umocowania tej tablicy, na której znalazł się napis: „Wielkiemu polskiemu uczonemu Janowi Czerskiemu w 110. rocznicę jego śmierci – Rodacy”.

Długi cień turula

P

rzysłowie „Polak, Węgier – dwa bratanki i do szabli, i do szklanki“ określa nasz stosunek do Węgrów już od XVIII wieku. Owa serdeczność nie jest jednak równoznaczna z naszym dzisiejszym stanem wiedzy o historii Madziarów, choć przez całe stulecia Polska graniczyła z Koroną świętego Stefana. Każda więc książka węgierskiego pisarza przetłumaczona na język polski, każda książka polskiego autora o Węgrzech może liczyć na zainteresowanie czytelników. Wśród polskich książek poświęconych Węgrom (szczerze mówiąc, nie jest ich zbyt wiele) szczególną pozycję zajmuje wydany w 2008 roku przez Wydawnictwo „Czarne” esej Krzysztofa Vargi Gulasz z turula. Autor – polski pisarz urodzony w Warszawie w 1968 roku, po mieczu Węgier, po kądzieli Polak – należy do najciekawszych współczesnych polskich powieściopisarzy. Wydał powieści Chłopaki nie płaczą (1996), Śmiertelność (1998), Tequila (2001), Karolina (2003), 26

Nagrobek z lastryko (2007), a także prozę eseistyczną Bildungsroman (1997) i 45 pomysłów na powieść (1998). I chociaż każda z wspomnianych książek Krzysztofa Vargi warta jest przeczytania, to jednak Gulasz z turula uważam

za najlepszą, jaką dotąd ten autor napisał. Pod tym esejem podpisuje się, w dobrym znaczeniu tego słowa, podwójna tożsamość narodowa pisarza, uwikłanego w powiązania rodzinne, dzielącego się z czytelnikiem bardzo osobistymi uwagami o Węgrzech i Węgrach. Społeczeństwo węgierskie opisuje z dużym dystansem i nie wolną od goryczy ironią, którą sygnalizuje już sam tytuł książki. Tytułowy turul, mityczny ptak – symbol Prawęgrów, zostaje ściągnięty z cokołu –dziś koja-

rzony jest raczej z ciemnogrodem i nacjonalistami w czarnych koszulach. Ironiczne są również tytuły poszczególnych rozdziałów, np. Paprykarz z Kádára, Pieczeń z Hortyego, Salami ze św. Stefana, Leczo z Gyurcsánya i Orbána czy Smalec z Kossutha itp. Myliłby się jednak ten, kto, kierując się tytułami, oczekiwałby tekstu politycznego. Tym esej Vargi nie jest. Jest natomiast niezwykle sugestywną diagnozą przewalcowanego przez dwudziestowieczną historię społeczeństwa, które zawsze za czymś tęskniło; dawniej za historyczną potęgą, później za Franciszkiem Józefem i „wielkimi Węgrami”, okrojonymi po pierwszej wojnie światowej przez traktat z Trianonu, a w końcu za pozornym dobrobytem „gulaszowego komunizmu” czasów Kádára. Węgry Vargi nie są Węgrami atrakcji turystyczMONITOR POLONIJNY


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 27

Romuald Koperski w informacji o wyprawie pisał: „...przy grobie Jana Czerskiego /.../ zebrał się tłum ludzi, reprezentujących czternaście narodowości. Odsłonięcie tablicy z Polski /.../ zmieniło się w wielkie święto /.../ Dopiero teraz do nas dotarło, że Czerski jest tu czczony niczym święty, a jego grób jest najważniejszym miejscem okolicy, swoistym miejscem kultu”. Dziś o polskim geologu, paleontologu, badaczu Syberii, który niezależnie od W. M. Davisa doszedł do analogicznych uogólnień geomorfologicznych, w odległym od Polski tysiące kilometrów kraju recytuje się dziękczynne wiersze i śpiewa piosenki, a szamanki na jego grobie rozpalają ogień i pieśnią przywołują wszystkie dobre duchy tundry. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

nych, znanych z wydrukowanych na kredowym papierze kolorowych folderów. Autor wprowadza nas w mity i realia dziejów tego kraju, a równocześnie oprowadza po zaułkach przedmieść Budapesztu, każe nam inaczej spojrzeć na jego pomniki i place Męczenników. Pisarz prowadzi nas też do małych, zapomnianych przez Boga i ludzi miasteczek, pełnych wołania o ratunek. Świadomie nie oprowadza nas po zabytkowych, wypełnionych turystami dzielnicach jednej z najpiękniejszych stolic Europy, dwumilionowej metropolii, położonej nad brzegami Dunaju. Wiedzie natomiast do melancholijnych knajpek, w których budapeszteńczycy w narodowych potrawach szukają schronienia przed narodową depresją. Owa narodowa depresja i melancholia Węgrów jest znana powszechnie i buSTYCZEŃ 2009

Grób Jana Czerskiego jest najważniejszym miejscem okolicy, swoistym miejscem kultu

dzi tak zdumienie, jak i zaciekawienie. „Węgierska dusza jest praprzyczyną wszelkich nieszczęść, a ogólna narodowa duszność objawia się w jedzeniu. Węgry to duszny kraj” – pisze Varga i kontynuje: „Mały i nizinny, otoczony górami sąsiednich państw, które to góry kiedyś były węgierskie i Węgrzy nigdy nie pogodzą się z ich utratą. Dawniej Karpaty, dziś tylko góra Kékes na drodze do Egeru – najwyższy szczyt Węgier (1014 metrów), na którą wyjeżdża się samochodami i je-

szcze trzeba płacić za parking na szczycie. /.../ Węgry to pole walki turula ze smogiem nostalgii. Ale siedmiogłowy smog wygrywa w tym starciu, bo turul został zaklęty w kamień i bronz i nie może się ruszyć. Jego skrzydła są rozpostarte, ale nieruchome, dziób groźny, ale stępiony, pazury ostre, ale obmyte jak kamień przez wodę”. Fascynująca dla polskiego czytelnika książka Vargi jest zapewne gorzką lekturą dla Węgra, ale mimo ironii i frustracji autora i czytelnik wę-

gierski musi przyznać, że nie kierowała nim prymitywna zła wola, ale przede wszystkim pragnienie zrozumienia źródeł narodowej traumy naszych bratanków, którzy od lat przodują w samobójczych statystykach. Autor zastanawia się nad tym, czy źródeł tego zjawiska społecznego nie należałoby szukać w historycznych klęskach i nie do końca szczerych ugodach politycznych, czy też może jeszcze w innych, dotąd nie definiowanych przyczynach. Trudno nie zgodzić się z Tadeuszem Olszańskim, wybitnym znawcą Węgier, który o Gulaszu z turula pisze: „...esej Krzysztofa Vargi o traumach i bohaterstwach tak bliskiego, a przecież ciągle mało znanego nam narodu jest jednak drogą do zrozumienia Węgrów, których kochamy – nie znając!” DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 27


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 28

Eurookienko językowe

D

ookoła nic, tylko EURO i EURO. Nawet w tym numerze „Monitora Polonijnego” właśnie ono dominuje. To jednak zrozumiałe, albowiem, jak napisał pan ambasador w swoim artykule (s. 8), wprowadzenie euro na Słowacji to chyba najważniejsze wydarzenie roku, a nawet i kilku lat. Co może je przebić? Chyba tylko wprowadzenie euro w Polsce. Ale czy odbędzie się ono zgodnie z zapowiedzią premiera Tuska już za dwa, trzy lata? Jednak nie o tym chcę pisać. To znaczy nie chcę pisać o tym, kiedy ewentualnie euro zawita do Polski – tym niech się zajmą inni specjaliści. Ja chcę pisać o samym euro!!! Bo, jak się okazuje, stało się ono przyczyną małego językowego zamieszania. Bo czymże z językowego punktu widzenia jest euro? Oczywiście, jako nazwa waluty to rzeczownik rodzaju nijakiego. I właściwie nic w nim dziwnego, oprócz odmiany. No właśnie, ale czy euro należy odmieniać? Można je wymieniać, np. na złotówki. Ale odmieniać NIE!!! I to zarówno w języku polskim, jak słowackim. Zatem, nawet jeśli nasze portfele będą wypełnione nową walutą i będzie w nich wiele banknotów o najwyższych nominałach (czego Państwu życzę!), to zawsze będziemy mieć tylko euro, nie żadne tam eura. Przynajmniej na razie. Choć, jak wskazują podobne przypadki, sytuacja może się zmienić. Przecież kiedyś i studio się nie odmieniało, i radio, a są to rzeczowniki formalnie podobne do euro. A dziś? Przyznam się, że lubię używać form językowych poprawnych jeszcze, ale trochę już przestarzałych. To taki swoisty konserwatyzm językowy. W oczach moich słuchaczy widzę jednak niepewność, kiedy mówię np. „słyszałam w radio”, „przyszli do studio”. Zastanawiają się oni w takich momentach, czy aby na pewno użyłam form poprawnych, bo przecież „dziś tak się nie mówi”. 28

Oj, mówi się, mówi, ale, przyznaję, rzadko. Obie formy są bowiem poprawne, tzn. i studio, i radio dzisiaj się już odmienia (bo czymże się one różnią od innych rzeczowników rodzaju nijakiego, takich jak np. drzewo?), ale nie jest to obowiązkiem. W Polsce i na Słowacji mamy sieć hipermarketów „Tesco”. Kupujecie Państwo jeszcze w Tesco, czy już w Tescu? Odmiana tej nazwy nie jest jeszcze przyjęta przez normę – ani polską, ani słowacką. Zatem jest błędna. Ale konia z rzędem temu, kto powstrzyma jej eskalację! Podobnie będzie zatem prawdopodobnie i w przypadku euro. Przecież ono aż się prosi, by je odmieniać. Bądźmy zatem cierpliwi, a doczekamy się tego. Tylko niech tego euro będzie duuuuuuuuuużo!!!

I druga sprawa z euro związana. W niniejszym numerze pisma wpadły mi w oko takie wyrazy, jak: europortfel, euroentuzjasta, euroland. Ponadto wszyscy chyba znamy eurocenty europarlament, europosłów, eurodeputowanych, eurosceptyków, eurobank, eurokartę i wiele, wiele innych euro. Czym jest to euro? Niektórzy mają problem z jego pisownią w połączeniu z innymi wyrazami. Razem czy oddzielnie? Otóż cząstkę euro przed rzeczownikiem piszemy z nim łącznie. Pełni ona dziś funkcję przedrostka, modyfikującego rzeczownik, do którego jest dołączany, i znaczy tyle co ‘europejski’. I tak np. europarlament to ‘parlament europejski’, eurobank – ‘bank europejski’ itd. Jak wykazują moje obserwacje w obecnych czasach panuje swoista moda na europejskość, a w związku z tym wszystko może być euro. Dlatego i ja postanowiłam się nie wyłamywać i stąd niniejsze eurokienko. A ponieważ zaczął się właśnie Nowy Rok (Eurorok?), który przyniósł na Słowację euro, to życzę Państwu, aby nie dotknął Państwa eurokryzys, nie zaskoczyły euroceny czy eurorachunki, zaś aby otrzymywali Państwo za swoją pracę europensje. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA

MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 29

UWAG A!!!

INSTYTUT POLSKI przygotowuje w terminie od 19.01 do 6.02

Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na rok 2009 wynoszą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100). Dokonując wpłaty prosimy o napisanie w formularzu bankowym imienia i nazwiska. Nowych prenumeratorów prosimy o zgłoszenie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt do redakcji: monitorp@orangemail.sk lub nr tel. 0907 139 041.

KLUB POLSKI BRATYSŁAWA zaprasza na

spotkanie noworoczne przy ciasteczku i winie, które odbędzie się 20 stycznia (wtorek) o godz. 17.00 w Instytucie Polskim (Nám. SNP 27).

ST YCZEŃ

W

(poniedziałek, czwartek, piątek od godz. 17.00 do 19.30) Bliższe informacje można uzyskać w czytelni IP, ewentualnie pod numerem tel. 54432013.

W tym roku na łamach „Monitora Polonijnego“ publikujemy artykuły, przedstawiające różne miasta i regiony Polski. Przy tej okazji chcielibyśmy skorzystać z pomocy naszych Czytelników i pokazać ich ulubione miejsca, ich „małe ojczyzny“. Pragnęlibyśmy, aby to Państwo byli naszymi przewodnikami po nich, a w związku z tym prosimy o kontakt telefoniczny bądź mailowy z redakcją tych z Państwa, którzy mieszkali w Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu. Redakcja „Monitora Polonijnego“ monitorp@orangemail.sk 031/ 5602891

INST Y TUCIE

➨ Orfeo & Euridice•Treliński & Kudlička do 15 stycznia, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Ciąg dalszy prezentacji scenograficznoplastycznego projektu opery Ch.W. Glucka „Orfeusz i Eurydyka” w realizacji Mariusza Trelińskiego i Borisa Kudlički. ➨ Pożegnanie jesieni 19 stycznia, godz. 16.30, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Projekcja filmu Mariusza Trelińskiego „Pożegnanie jesieni” (1990, 98 min.). Filmowa adaptacja znanej powieści Stanisława Ignacego Witkiewicza. ➨ Sygnały Borisa Kudličku 20 stycznia, godz. 16.00, Bratysława, Dvorana Ministerstva kultúry SR, Nám. SNP Wystawa twórczości scenograficznej wyjątkowego autora, nagrodzonego Złotym Medalem na Praskim Quadriennale 2007 za najlepsze wykorzystanie technologii teatralnej. STYCZEŃ 2009

intensywny kurs języka polskiego dla początkujących

POLSKIM

➨ Karnawał Łemkowski w Bratysławie Inspiracje łemkowskie w kulturze polskiej 22 stycznia, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 ➨ Akwarele i rysunki mistrza Nikifora z Krynicy•Wystawa ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Nowym Sączy będzie prezentowana do 15 marca 2009 ➨ Juridiwyj. Rzecz o Nikiforze•26 stycznia, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Projekcja dokumentu Krzysztofa J. Krzyżanowskiego „Juridiwyj. Rzecz o Nikiforze” (1994, 32 min.). ➨ Mój Nikifor 29 stycznia, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27•Projekcja filmu Krzysztofa Krauzego „Mój Nikifor” (2004, 97 min.).

➨ Balladyna•27 stycznia, godz. 18.00, Bańska Bystrzyca, Fakulta dramatických umení Horná 95•Premiera inscenizacji dramatu Juliusza Słowackiego w wykonaniu studentów Wydziału Sztuk Dramatycznych w Bańskiej Bystrzycy•Tłumaczenie – Vojtech Mihálik, reżyseria – Ľuboslav Majera ➨ Pierwszy dzień•28 stycznia, Żylina, Stanica Žilina-Záriečie•Projekcja filmu Marcina Sautera „Pierwszy dzień” (2007, 20 min.) ➨ XIX Międzynarodowy Festiwal Akordeonowy 30 stycznia – 8 lutego, Bratysława, Dunajska Streda•Z udziałem polskiego laureata Międzynarodowego Festiwalu Akordeonowego Przemyśl 2008; Kursy mistrzowskie po kierownictwem prof. Bogdana Dowlasza z Akademii Muzycznej w Łodzi i Dariusza Baszaka, dyrektora artystycznego festiwalu w Przemyślu 29


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 30

Niedoskonały

drogowskaz E

migrantem zostałem przez przypadek. W moją zarobkowa wyprawę do Szwecji wdarł się niespodziewanie stan wojenny i zostałem. Na żonę i dwoje małych dzieci musiałem zaczekać 2,5 roku. Generał postanowił ich ukarać za mój samowolny„wybór wolności”. ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

O samej Szwecji słyszałem wcześniej to i owo – były to zawsze opinie dobre. Oczywiście kraj ten znałem też nieco z opowiadań bywalców, bo w latach 70–tych często był on celem wyjazdów zarobkowych. Poza tym z Polski wywiozłem takie pojęcia, jak: szwedzkie windy, volvo, Electrolux, Celsjusz, Nobel, no i oczywiście szwedzki stół oraz potop. Nie oczekiwałem po Szwedach, że zrewanżują mi się znajomością polskiej kiełbasy, fiata 126p, Sobieskiego czy Sienkiewicza. Wiedziałem tylko, że mają być rosłymi, niebieskookimi blondynami, grającymi w hokeja, a Szwedki mają być im podobne i wyzwolone. Potomkowie walecznych rajtarów z XVII wieku okazali życzliwość i zrozumienie dla mojej sytuacji z wojną w tle. Zacząłem żywot emigranta pod skrzydłami rządu Królestwa Szwecji. Podobnych do mnie Polaków znalazło się tu około 1000. Wpadłem w objęcia państwa opiekuńczego i wszystko szło jak z płatka. Mieszkanie, kursy, przedszkole i szkoły dla dzieci. Nie czułem nacisku ani ingerencji, Szwecja, jako doskonale naoliwiony mechanizm państwowy, zaczęła oplatać mnie siecią zarówno uzależnień, jak i wymagań. Nie skarżyłem się, bowiem byłem tu przybyszem z innego świata. Dopiero po wielu latach spo30

strzegłem, że opieka państwa była wszechogarniająca i że wielu z przybyłych uważało tę opiekę za ścisłą kontrolę. Innym Szwecja jawiła się jako wyrozumiałe państwo policyjne, w którym można było protestować, buntować się, byle pod państwową kontrolą. Szwedzi byli dumni ze swego państwa i gdy nadszedł kryzys lat 90–tych, za nic nie dali się przekonać, że raj zbankrutował. Społeczeństwo, od wieków przyzwyczajone do dyscypliny, wiedziało, że rząd wyprowadzi kraj z każdego kryzysu i wszystko będzie jak kiedyś. Sukces państwa opiekuńczego był ewenementem i udanym eksperymentem na skalę światową. Pomysł na taki model państwa

zrodził się w połowie lat 30–tych XX wieku. Oczywiście były na to potrzebne pieniądze, więc społeczeństwo zgodziło się na wysokie podatki, widząc efekty w postaci doskonale funkcjonującej gospodarki i bezpieczeństwa socjalnego, co przekładało się na równość i tolerancję. Powiadają, że opisać jakiś kraj można po kilku dniach pobytu lub po dwudziestu latach. Mieszkam w Szwecji od ponad ćwierć wieku i z całą pewnością nie mogę opisać ani tego państwa, ani jego społeczeństwa. Cechy państwa opiekuńczego powinny były stworzyć społeczeństwo państwa dobrobytu. Ludzi radosnych i zadowolonych z życia w przyjaznym świecie. Tymczasem Szwedom doskwiera samotność i poczucie bezradności. Państwo myśli za wszystkich, zaufanie do instytucji państwowych jest duże, a jednak odległości między ludźmi się zwiększają. Szwedzi ufają państwu, bo nie chcą być zależni od sąsiadów czy znajomych. Szwecja, chyba jeszcze teraz uważająca siebie za wzór do naśladowania, stoi na skrzyżowaniu dróg jak drogowskaz, nie wiedzący, czy ma iść wskazywaną drogą, czy tylko stać i ją wskazywać. Gdy przyjechałem do Sztokholmu, ktoś zwrócił mi uwagę na napis na jednym ze śródmiejskich kościołów: „Najpierw szukamy chleba, a później Boga”, tak różny od katolickiego „Módl się i pracuj”. Protestancki model po trosze rozmywa się w nowym, wieloetnicznym społeczeństwie, ale jest dostatecznie mocny, by dyktować styl życia i pracy. Dziesiąta część mieszkańców Królestwa Szwecji to obcokrajowcy, którzy wnoszą nowe elementy do państwowego światopoglądu, a tym samym protestują przeciwko ingerowaniu państwa w prywatne życie obywateli. TADEUSZ C. URBAŃSKI SZTOKHOLM MONITOR POLONIJNY


Monitorek01

28.01.09 10:36

W

szkole uczymy się czytać, pisać, liczyć i malować. Pani od polskiego w ramach pracy domowej każe nam czytać różne czytanki. Na początku wydaje się to trudne i… nudne. Ale nauka języka polskiego już od samego początku może okazać się wielką przygodą. Zamiast oglądać bajki, filmy lub grać na komputerze zachęcam Was do odkrycia KOMIKSU.

Stránka 31

KOMIKS Twoją PRZYGODĄ

Do jego rozpowszechnienia przyczynili się dziennikarze, poszukujący nowych graficznych form ekspresji i komunikacji z czytelnikiem. Źródeł inspiracji i początków komiksu możemy doszukiwać się w czasach prehistorycznych. Wystarczy przyjrzeć się malowidłom w jaskiniach czy też egipskim hieroglifom.

Czym jest KOMIKS? KOMIKS jest to zbiór tworzących opowiadanie obrazków. Obrazki opatrzone są chmurkami lub balonikami, w których znajdują się wypowiedzi bohaterów lub opis wydarzeń. Do stworzenia komiksu potrzebne są zarówno zdolności pisarskie, jak i malarskie.

Egipskie hieroglify a komiks Komiks, podobnie jak film, powstał na początku XX wieku, a rozwijał się równocześnie w wielu miejscach na świecie, np. w USA (comic), Europie i Japonii (manga). STYCZEŃ 2009

Batman a włoski architekt Leonardo Da Vinci Na początku tworzono wesołe historyjki drukowane w gazetach, które słusznie nazwano – od ang. comic ‘komiczny’ – komiksem. Wesołe obrazki opowiadały o przygodach dzieci i ich ulubionych zwierzątek. Potem powstawały również komiksy przygodowe, fantastyczne i detektywi-

styczne. W latach 30-tych i 40-tych XX wieku powstał w USA cykl komiksów o superbohaterach. Wszyscy znamy Supermana, Batmana czy też Spidermana, ale niewiele osób wie, iż Batman był pierwotnie bohaterem komiksu, stworzonym w roku 1939 przez Boba Kane’a, zafascynowanego jednocześnie projektem maszyny latającej Leonarda da Vinci oraz bohaterem literackim i filmowym, obrońcą uciśnionych Zorro. Komiks przyjął się również w Europie. W roku 1959 we Francji ukazał się komiks o Asteriksie, który zapoczątkował całą komiksową serię, opowiadającą o dzielnych Galach, walczących z Rzymianami. Autorem tekstów był René Goscinny, zaś rysunków Alberto Uderzo.

Młodszym czytelnikom polecam serię o Koziołku Matołku z Pacanowa, autorstwa Mariana Walentynowicza. Warto też poznać inne komiksy, te współczesne, jak np. „Słoń Twist” czy też „Orient Man”, oba autorstwa Tadeusza Baranowskiego. Świat komiksów polskich i zagranicznych jest bardzo bogaty. Zachęcam Was do ich czytania. Komiks wprowadzi Was w świat przygody i obrazu, a ponadto zachęci do przejścia na kolejny poziom czytelniczej przygody – książki.

Komiksy po polsku Do najsłynniejszych polskich twórców komiksów należy Papcio Chmiel, czyli Henryk Jerzy Chmielewski. Kiedy w roku 1957 naukowcy wysłali w kosmos pierwszy sputnik, Papcio Chmiel w tygodniku „Świat Młodych” opublikował pierwszą kosmiczną historyjkę, która później była kontynuowana pod tytułem „Tytus, Romek i A’Tomek”. Opowiadane w niej przygody dwóch harcerzy i małpy to jedna z najsłynniejszych serii polskich komiksów. Inny znany polski komiks to „Kajko i Kokosz”, opowiadający przygody dwóch słowiańskich wojaków, a stworzony przez Janusza Christę w 1972 r.

ZRÓB TO SAM A może sami zrobicie komiks? Wybierzcie którąś ze swoich ulubionych bajek czy też wesołych historii, namalujcie do niej obrazki i opatrzcie je chmurkami, w które wpiszecie teksty, wypowiadane przez bohaterów. Taki komiks możecie podarować komuś bliskiemu lub przesłać pod adres redakcji „Monitora“. Najlepsze prace zostaną nagrodzone i opublikowane. POWODZENIA! KATARZYNA UFNAL 31


Monitorek01

28.01.09 10:36

Stránka 32

Ach, kiedyś to były bale w karnawale! Na wsiach konie parskały w zaprzęgach kuligów, a w dworkach i strojnych miejskich salach rozbrzmiewała radosna muzyka, zagrzewająca do tańca nawet najbardziej oporne nogi. Jadła i napitków nigdy nie brakowało. Dziś trudno nawet się mierzyć z dawną kuchnią – z tymi pieczonymi bażantami, gąskami duszonymi w winiaku i domowymi nalewkami, które miały za zadanie nie tylko rozgrzać po śnieżnym szaleństwie, ale

i nogi rozruszać, by zabawa nie skończyła się zbyt szybko. A dziś? Ech, szkoda gadać – jedyne, co możemy wymyślić sami, to weekendową prywatkę z sąsiadami – bo skoro i tak słychać przez ścianę dudniącą u nas muzykę, to lepiej niech się i sąsiedzi zabawią z nami. A gdy będziemy chcieli odpocząć, na stół – by uczynić zadość tradycji – podajmy ptactwo!

Kurczaki w płatkach kukurydzianych SKŁADNIKI:

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA:

• 6 udek kurczaka lub 12 tzw. pałek, czyli nóżek • zwykłe płatki kukurydziane • vegeta lub inna ulubiona przyprawa • olej

Połowę opakowania płatków wsypujemy do foliowego worka, a następnie kruszymy je najdrobniej jak się da (dzięki folii kukurydziane okruszki nie zaśmiecą nam całej kuchni!). Duże udka dzielimy na dwie części, a następnie wszystkie kawałki kurczaka posypujemy przyprawą – niech poleżą chwilę.

Piekarnik rozgrzewamy do 185 °C, na blachę wylewamy trochę (ale nie za dużo) oleju, by przykryć jej spód. Kawałki kurczaka obtaczamy w pokruszonych płatkach, układamy na blasze, a następnie wkładamy do piekarnika. Pieczemy w sumie ok. 1 godz., pamiętając, aby ptactwo doglądać i w odpowiednim momencie (po upływie ok. 1/2 godz) przewrócić na drugą stronę, by kukurydziana panierka nie przybrała koloru rozgwieżdżonej styczniowej nocy.

AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2009/01  
Monitor Polonijny 2009/01  
Advertisement