Issuu on Google+


Przed Kongresem Klubu Polskiego

O

zbliżającym się Kongresie Klubu Polskiego informowaliśmy na łamach poprzedniego numeru „Monitora Polonijnego“. Zjazd przedstawicieli Polonii ma się odbyć 8 listopada 2008 roku w Żylinie. W Klubie trwają przygotowania do tego wydarzenia. Ponieważ podczas Kongresu odbędą się wybory nowych władz organizacji, a obecny prezes już wcześniej sygnalizował rezygnację z pełnionej funkcji, poniżej zamieszczamy jego list, będący w pewnym sensie podsumowaniem działalności Klubu za jego prezesury. Informujemy również o spotkaniu Klubu Polskiego Region Bratysława.

Zebranie w Bratysławie Członkowie Klubu Polskiego Region Bratysława spotkali się 27 października w Instytucie Polskim. Ich celem było podsumowanie dotychczasowych działań oraz wybór nowego prezesa organizacji regionalnej. O sukcesach i bolączkach Klubu Polskiego Region Bratysława mówiła jego prezes Beata Wojnarowska, która na koniec wystąpienia podziękowała za współpracę i poinformowała, że stan jej zdrowia zmusza ją do zaprzestania działalności w klubowych strukturach. Dwudziestu uczestników spotkania długo dyskutowało o formach działań społecznych Klubu, o jego potrzebach i możliwościach rozwiązywania problemów. Na koniec zebrania bratysławscy polonusi wybrali nowego prezesa, którym został pan Marek Sobek, przyjmujący tę funkcję na rok. Podczas spotkania wybrano też delegatów regionalnych na mający się odbyć w listopadzie kongres Klubu Polskiego. mw

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

2

Kilka słów… Zbliża się kolejny Kongres Klubu Polskiego na Słowacji, po którym nasza organizacja wkroczy w nowy okres działania już pod nowym kierownictwem. Kończąc obecnie swoją kadencję, pragnę choć w kilku słowach wyrazić nadzieję, że po niełatwym okresie, w którym było mi dane stać na czele Klubu, nastanie okres jego nowej, normalnej działalności i dalszy rozwój. Nie mogę nie wracać myślami do trudnych chwil, kiedy to przyjmowałem funkcję prezesa w momencie, gdy Klubowi Polskiemu groziło, że zostanie bez władz. Wówczas główną moją myślą było niedopuszczenie do rozpadu organizacji, której byłem członkiem od momentu jej powstawania w 1993 roku. W okresie mojej prezesury mimo różnych problemów, wynikających z podziału kompetencji oraz fizycznej odległości między rozsianymi po całej Słowacji oddziałami Klubu, udało się utrzymać aktywność w poszczególnych jego regionach, za co w tym miejscu pragnę podziękować wszystkim ofiarnym działaczom. Dziękuję im za zaangażowanie i pracę w interesie żyjących na Słowacji Polaków. Szczególnie cieszy mnie to, że udało się nam utrzymać kulturotwórczy kierunek rozwoju naszej organizacji, co było głównym moim celem i motywacją we wszystkich działaniach na rzecz ugruntowywania świadomości, iż Polacy, jako wyraźna w Europie grupa etniczna, i ich polskość na Słowacji oznaczają bogactwo form kultury w szerokim kontekście. Oprócz akcji, propagujących polską kulturę w poszczególnych regionach, wielką rolę w propagowaniu polskości odgrywał i odgrywa nasz miesięcznik „Monitor Polonijny“, prezentujący nie tylko lokalne działania, ale promujący też kulturę polską właśnie w tym szerszym ujęciu. Mam nadzieję, że w przyszłości taki charakter działalności Klubu Polskiego będzie dalej rozwijany, przy oczywistym respektowaniu specyfiki wszystkich oddziałów. Odchodząc z funkcji prezesa Klubu Polskiego, życzę wszystkim Polakom na Słowacji oraz przyjaciołom Klubu bez względu na swoją narodowość, aby byli pełni sił, energii i woli działania w interesie pogłębienia polskości, oraz powodzenia i zadowolenia w działalności społecznej i w życiu osobistym. TADEUSZ Z. BŁOŃSKI PREZES KLUBU POLSKIEGO NA SŁOWACJI MONITOR POLONIJNY


OD REDAKCJI

SPIS TREŚCI

Ile jest wywiadów, których nikt nie przeczyta, ponieważ ktoś nie dojechał na miejsce bądź odwołał spotkanie? Ile imprez, które się nie odbyły? Ile historii, które nie ujrzały i nie ujrzą światła dziennego? Taką jest też historia pewnej rodziny, którą chciałam przedstawić na łamach „Monitora“, ale… nie zdążyłam, ponieważ jeden z jej bohaterów niestety już nie żyje. Losy pewnego polskiego rodzeństwa odmieniła brutalna wojna. Brat i siostra przez długie powojenne lata nie mieli ze sobą kontaktu. Ba, nawet nie wiedzieli o sobie, czy żyją. Każde z nich zostało przygarnięte przez inną rodzinę: jedno wyrastało w rodzinie polskiej, drugie – w słowackiej. Dopiero poszukiwania Czerwonego Krzyża spowodowały, że w latach 60-tych spotkali się ponownie. Jedno mówiło po polsku, drugie po słowacku. O losach tego rodzeństwa opowiedział mi znajomy, spokrewniony z nim. Dlaczego o tym piszę w tym miejscu? Otóż czasami przedstawiamy tu naszą pracę redakcyjną „od kuchni“. Nie zawsze jednak udaje się zrealizować to, co sobie zaplanujemy. Jeden czy drugi artykuł poprzedzają nie rzadko długie etapy przygotowań. To jak wspinaczka na szczyt. Satysfakcja jest gwarantowana wtedy, kiedy ten „szczyt” się zdobędzie. Niekiedy jednak, choć wysiłek został podjęty, celu nie udaje się osiągnąć. Ot, blaski i cienie wspinaczki. Tej redakcyjnej również. Powiecie Państwo, że to bardzo refleksyjny wstęp do kolejnego numeru „Monitora“. Tak, przyznaję, ale to przecież numer listopadowy, a listopad przecież taki właśnie jest – nastrojowy, refleksyjny, ożywiający wspomnienia, związane z tymi, którzy na zawsze odeszli. W tym roku odeszła, przegrywając walkę z chorobą, Agata Mróz – znana siatkarka, z której historią możecie zapoznać się Państwo, czytając zamieszczony w niniejszym numerze artykuł Andrzeja Kalinowskiego. W „Wywiadzie miesiąca“ z kolei przedstawiamy rozmowę z autorem książki o zbrodni katyńskiej i scenariusza do filmu Andrzeja Wajdy „Katyń“. Temat w nich poruszany to smutny i tragiczny rozdział historii Polski. Na szczęście – jak to w życiu bywa – raz smutno, raz wesoło, o czym przekonują inne zdobyte „szczyty“, czyli pozostałe artykuły listopadowego numeru „Monitora“, do lektury których Państwa MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA zachęcam. REDAKTOR NACZELNA

Autostradą do nieba?

4

Z KRAJU

4

Zagubione w lasach, zapomniane wśród ruin…

6

OKIENKO JĘZYKOWE Och, ta polska ortografia!

7

Wizyty polityków „od kuchni“

8

Polonistyka – wybór z ciekawości 8 Agata Mróz nie żyje

10

WYWIAD MIESIĄCA Katyń – historia dramatów ludzkich

12

Z NASZEGO PODWÓRKA

14

Do Nitry się wraca...

18

MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Natalia Lesz

19

KINO-OKO „Czas honoru“

20

TO WARTO WIEDZIEĆ Gdy rodziło się państwo

21

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Henryka Mąki „krople słonej wody”

24

Bitwa Sobieskiego pod Párkánami (Štúrovo)

25

CZYTELNICY PISZĄ

26

OGŁOSZENIA

26

POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY Krajina ukrytá v knihách

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI

31

PIEKARNIK Ogrzej mnie…

32

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB – SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c o v á , A n n a M a r i a J a r i n a , A l i c j a Ko r c z y k - C h o v a n e c , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , A n n a P o r a d a , M a g d a l e n a P i e t z KO R E Š P O N D E N T V R E G I Ó N E KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s k a - S z a b a d o s KO R E Š P O N D E N T V R E G I Ó N E N I T R A – M o n i k a D i k a c z o w a • J A Z Y K O V Á Ú P R A V A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i t o r p @ o r a n g e m a i l . s k • P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 3 0 0 S k n a ko n to Ta t r a b a n k a č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 • T L A Č : I r e s s • R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín

www.polonia.sk LISTOPAD 2008

3


Autostradą

do nieba?

Co ciekawe, strach przed śmiercią jakoś nie idzie w parze ze zdrowszym stylem życia, spowolnieniem codziennego pośpiechu, unikaniem stresu, regularnymi badaniami. Wręcz przeciwnie – z jednej strony chcemy żyć jak najdłużej, ale z drugiej niewiele robimy, by to pragnienie się spełniło.

DNIA 16 PAŹDZIERNIKA cała Polska przypomniała sobie 30. rocznicę wstąpienia kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Z tej okazji już od 11 października w wielu miastach Polski wierni gromadzili się na uroczystych mszach świętych. Organizowane były też modlitewne spotkania, sympozja i wystawy. Biskupi w specjalnym liście, skierowanym do wiernych z tej okazji, pytali, jak Polacy korzystają z daru wolności, będącej owocem pontyfikatu Jana Pawła II. 4

Ch

oćbyśmy nie wiem, jak się starali, listopad zawsze pozostanie miesiącem refleksji nad śmiercią i przemijaniem. Odwiedzamy groby bliskich, wspominamy zmarłych i nieuchronnie zastanawiamy się, kiedy nadejdzie kres naszego życia.

Podróżując ostatnio przez Polskę i kraje sąsiednie, rozmyślałam o dwóch sprawach – o śmierci i o drogach, a także o tym, co już niejako kojarzy się automatycznie, jak wpłynąć na bezpieczeństwo jazdy, by pomyślnie dojechać do celu i nie stać się jedynie wspomnieniem, wyznaczonym przez stojący na poboczu drogi krzyż. Nawiasem mówiąc, najwięcej symbolicz-

Pod ,,oknem papieskim“ w Krakowie zgromadziło się kilkaset osób. Na placu przy Franciszkańskiej, mimo ulewnego deszczu, modlili się wierni. Odbył się też koncert ,,Nie lękajmy się!“, podczas którego zabrzmiały ulubione piosenki Jana Pawła II. KOLEJNA KŁÓTNIA między prezydentem i premierem dotyczyła tym razem rządowego samolotu, którym Donald Tusk poleciał 16 października na szczyt UE do Brukseli. Samolotem tym na spotkanie przywódców państw i rządów UE chciał też lecieć Lech Kaczyński, dla którego Kancelaria Prezydenta wyczarterowała inny samolot. Tę sytuację premier skomentował, twierdząc, że na

nych nagrobków stoi przy polskich szosach – w listopadzie palą się na nich świece. Może to znak i jednocześnie przestroga, że ci, którzy odeszli tak niespodziewanie, w sercach swoich żyjących bliskich nadal zajmują główne miejsce, jak gdyby to nagłe odejście było faktem, z którym nikt nie chce się pogodzić? Wszyscy mamy powody do narzekań na stan dróg, na niedo-

szczyty UE jeździ premier, natomiast prezydent uczestniczy w szczytach NATO. Po spotkaniu w Brukseli Donald Tusk wyraził jednak zadowolenie z tego, że pomimo ,,zamieszania kompetencyjnego” między rządem a prezydentem na szczycie UE Polsce udało się uzyskać satysfakcjonujące rezultaty. Ewentualnych zdegustowanych tymi ,,okolicznościami” przeprosił. DNIA 23 PAŹDZIERNIKA minęły 3 lata prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Niektórzy politolodzy twierdzą, że ma on małe szanse na reelekcję. MINĄŁ ROK od powołania rządu Donalda Tuska. Ekipa rządząca jest zadowolona z osią-

gnięć ostatnich 12 miesięcy. Opozycja natomiast twierdzi, że rok ten został zmarnowany. Dwie trzecie Polaków (67%) negatywnie wypowiada się o działaniach rządu, przy czym aż 23% ankietowanych ocenia jego pracę „zdecydowanie źle” – wynika z sondaży opinii publicznej. UZBROJENI NAPASTNICY 28 września na północy Pakistanu uprowadzili polskiego inżyniera. Dwóch pakistańskich kierowców i ochroniarza zastrzelono. Polak nagrał apel do rządu pakistańskiego o spełnienie żądań porywaczy w celu ocalenia mu życia. Cały czas trwają działania, mające doprowadzić do uwolnienie porwanego Polaka – w Polsce MONITOR POLONIJNY


statek autostrad, a zarazem na co dzień spotykamy się z samochodową brawurą i nieodpowiedzialnością. Co kraj to obyczaj – i porzekadło to w przypadku „tematu drogowego” sprawdza się znakomicie. Dla Słowaków, Czechów i Niemców nie ulega wątpliwości, że polscy kierowcy słyną z agresji i braku poszanowania dla przepisów drogowych. Polak jest dumny, że po raz kolejny udało mu się „dogadać” z policjantem i zamiast zapłacić mandat, może bezkarnie jechać dalej. Polacy z kolei obawiają się surowej i nieskłonnej do negocjacji policji niemieckiej, zaś czeskie i słowackie służby mają wśród nich nienajlepszą opinię – za brak mandatu trzeba zapłacić bowiem niemalże tyle… ile wynosi mandat. Niemcy i Czechy to autostradowe eldorada. Marzenia o sprawnym poruszaniu się we wszystkich kierunkach własnego kraju Polak nie traktuje poważnie, bo i tak nie wierzy, by mogło się spełnić… Słowacy rówm.in. regularnie zbiera się sztab kryzysowy, współpracujący z pakistańskimi władzami. LECH WAŁĘSA stał się unijnym mędrcem. Do Rady Mędrców udało się byłego prezydenta przeforsować premierowi Donaldowi Tuskowi. ŚWIATOWY KRYZYS doprowadził do krótkotrwałego powrotu koniunktury w nieruchomościach. Obserwuje się ruch na rynku mieszkaniowym – klienci częściej kupują mieszkania, by zdążyć przed zapowiadanym przez polskie banki zaostrzeniem polityki kredytowej. Według rządu i niektórych ekonomistów Polsce recesja nie grozi. Kryzys natomiast odczuli klienci, spłacający kredyty LISTOPAD 2008

nież narzekają, że autostrad u nich jak na lekarstwo, ale muszę przyznać, że poruszając się regularnie między Warszawą a Bratysławą, z zazdrością obserwowałam postępy w budowie dróg szybkiego ruchu, których po polskiej stronie niestety nie widać… Ach, jakże by się przydała Warszawie taka nowoczesna obwodnica autostradowa, jaką można jeździć wokół Bratysławy! Pewnie wszystkie kraje Europy wkrótce połączą się siecią ekspresowych szos, a dla Polaka nadal stresujące będzie pokonanie zwyczajnego już „skrzyżowania autostrad”, z którym mamy do czynienia chociażby w czeskim Ołomuńcu. Sprawa kolejna to prędkość i światła. O to, czy mają wpływ na występowanie kolizji i wypadków drogowych, toczą się spory do dziś. W Polsce jeździmy z włączonymi światłami mijania cały rok, na Słowacji jest to obowiązek sezonowy. Ograniczenia prędkości na terenie za-

w walucie obcej. Wartość złotego dramatycznie spadła. EUROPEJSKI TRYBUNAŁ Praw Człowieka odrzucił skargę Powiernictwa Pruskiego przeciwko Polsce. Sprawa trafiła do Strasburga dwa lata temu. Powiernictwo, którego celem jest odzyskanie mienia pozostawionego po wojnie przez Niemców na terenie Polski i Czech, złożyło łącznie 22 pozwy w imieniu swoich członków – wysiedlonych i ich rodzin. Wyrok trybunału jest jednak jasny – Polska tych majątków zwracać nie musi. STOCZNIA GDYNIA ma być postawiona w stan upadłości. To wstępna decyzja urzędników z Brukseli.

budowanym i poza nim są podobne, ale już w Niemczech na autostradzie można pędzić bez ograniczeń. To właśnie niemieccy badacze oparli się europejskim zaleceniom i po przeprowadzeniu własnych badań udowodnili, że włączone światła mijania nie mają wpływu na bezpieczeństwo jazdy – nawiasem mówiąc, podróżując ostatnio przez Niemcy, mijałam niezwykle dużą liczbę aut, które mimo wczesnego zmierzchu w ogóle nie miały włączonych świateł, co dla przyzwyczajonego do innych rozwiązań kierowcy naprawdę staje się źródłem stresu. Pomyślmy o tym wszystkim w listopadzie, gdy przejeżdżamy obok zapalonego na poboczu szosy znicza. Droga może być zarówno dziurawą asfaltówką, jak i gładką niczym szkło autostradą, ale to od człowieka zależy, czy zapewni sobie i innym bezpieczne dotarcie do domu. AGATA BEDNARCZYK

MINISTER ZDROWIA Ewa Kopacz oburzyła Polki. Stwierdziła bowiem, że budżet państwa nie stać na to, by zapewnić Polkom darmowe znieczulenie przy porodzie. ,,Kobiety stworzyła natura tak, że pewne rzeczy powinny się odbywać jej siłami“ – powiedziała Kopacz. Oburzone Polki poparli ginekolodzy, wg których refundacja znieczulenia przy porodzie jest obowiązkiem ZUS-u. NA STADIONIE w Bratysławie 15 października w meczu eliminacyjnym do Mistrzostw Świata 2010 w RPA Słowacja wygrała z Polską 2:1. Polacy prowadzili, jednak, gdy wydawało się już, że spokojnie sięgną po kolejne trzy punkty,

w ostatnich pięciu minutach Słowacy strzelili dwa gole. Polscy kibice winą za przegraną obarczają bramkarza Artura Boruca. W WIEKU 60 lat zmarł 22 października Krzysztof Zaleski – znany aktor filmowy i teatralny, reżyser i scenarzysta. Krzysztof Zaleski urodził się 3 września 1948 roku w Świętochłowicach. W roku 1971 ukończył filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Był także absolwentem Wydziału Reżyserii warszawskiej PWST. Podczas studiów działał w Kole Naukowym PWST, gdzie wyreżyserował ,,Ślub” Witolda Gombrowicza. ZUZANA KOHÚTKOVÁ WARSZAWA 5


Zagubione w lasach, zapomniane wśród ruin… O

(część 3)

statnio niespiesznie wędrujemy przez środkową część południowej Słowacji, ziemię mało znaną turystycznie i dlatego tym bardziej ciekawą dla takich dociekliwych turystów, jak my.

Z Filakova, gdzie pośród ruin zamku zadumaliśmy się na chwilę nad zmiennymi losami historii, wyruszmy dalej – aż na granicę słowacko-węgierską. Tutaj, czyli 11 kilometrów na południe od Filakova, wznoszą się ruiny zamczyska Šomoška. Twierdza, pochodząca z XIII wieku, została wybudowana na szczycie wygasłego wulkanu. Niestety, właściciele zamku za udział w narodowym powstaniu przeciwko Habsburgom (połowa XVII wieku) zostali ukarani konfiskatą dóbr i od tej pory budowla popadała w ruinę. Ale to ruiny dość malownicze, do których od strony wsi prowadzi niezwykle zajmjąca ścieżka dydaktyczna, licząca ok. 1,5 kilometra. Jej najciekawsze przystanki to sztuczne jeziorka, kamienne morze, czyli rumowisko bazaltowych formacji, oraz kamienny wodospad, będący naprawdę zastygłą wulkaniczną lawą o długości 9 metrów. Unikat ten odkryto już w XIV wieku podczas budowy warowni. Inne osobliwości z zastygłej lawy to tzw. bazaltowe piszczałki organowe, czyli

6

strumyki lawy o długości około 15 cm, oraz kamienne kule – olbrzymie głazy wtopione w skałę. Kierując się z powrotem na północ, docieramy do wioski Dolná Strehová. Tę miejscowość powinni obowiązkowo odwiedzić wszyscy wielbiciele literatury węgierskiej. Około połowy XV wieku osiedlił się w niej bowiem znany z historii literatury szlachecki ród Madachów. Imre Madach, najsłynniejszy z rodu, był dziewiętnastowiecznym poetą i filozofem, któremu sławę przyniosło dzieło „Tragedia człowieka” – najwybitniejszy dramat węgierski. We wsi znajduje się muzeum biograficzne rodu Madachów, a niewątpliwą ciekawostką jest to, iż w domu, w którym się mieści, niemalże całe życie mieszkał właśnie Imre Madach. Po spotkaniu z prawdziwą sztuką najlepiej będzie z Dolnej Strehowej ruszyć do zamku Modrý Kameň, gdyż miejsce to niewątpliwie służy kontemplacji i snuciu marzeń. Ruiny, kasztel i otaczający je park z licznymi kasztanowcami zachęcają do spacerów, chociażby szlakiem barokowych kapliczek kalwaryjskich. Zamek ma bogatą i burzliwą historię, a obecnie mieści się w nim Muzeum Marionetek i Zabawek. Można wspiąć się na basztę i podziwiać widoki, a zainteresowanym nietypowymi ekspozycjami polecam wystawę „Z histo-

rii technik stomatologicznych”, która z pewnością zmusi każdego do przychylniejszego spojrzenia na dentystę i jego gabinet. Innym miejscem, związanym z literaturą, jest leżąca niedaleko Modrego Kameňa wieś Sklabiná. Ta stara, pochodząca z XIII wieku osada to rodzinna miejscowość jednego z największych XIX-wiecznych epików węgierskich – Kalmana Mikszatha, który był dzieckiem chłopskim, ale dzięki nieprzeciętnemu talentowi ukończył studia i na stałe zajął miejsce w kulturze węgierskiej. Jego interesująca biografia sprawia, że warto obejrzeć zrekonstruowaną chałupę, w której spędził lata dzieciństwa, oraz ekspozycję, poświęconą nie tylko jemu, ale i życiu codziennemu XIX-wiecznej Sklabiny. Niewątpliwie najstarszą miejscowością w okolicy jest Halič, wspominany już w kronikach z XII wieku. Halicki zamek owiany jest tajemnicą, a jego reprezentacyjne sale, choć nie udostępniane zwiedzającym, mają opinię najpiękniejszych ekspozycji barokowych na Słowacji. Niedaleko, w Starym Haliču, wznosi się monumentalny gotycki kościół św. Jerzego, pochodzący z połowy XIV wieku. We wnętrzu świątyni można obejrzeć fragmenty niezwykłych gotyckich fresków. Obok kościoła, w XVII-wiecznej dzwonnicy wisi dzwon, mający pięćset lat! Jak widać, nawet najdalsze zakątki Słowacji mają wiele do zaoferowania. Nic, tylko ruszać w drogę… AGATA BEDNARCZYK MONITOR POLONIJNY


Och, ta polska ortografia!

Przyznam, że kiedy czytam niektóre polskie czaty czy blogi internetowe, to krew mnie zalewa. Jacy ludzie to piszą? Jednak zaraz potem uświadamiam sobie, że i ja, korzystając z przeróżnych komunikatorów, zwłaszcza w komunikowaniu się po polsku z innymi stronami świata, i wysyłając SMS-y, używam bardzo uproszczonej pisowni i np. nie stosuję znaków diakrytycznych – opuszczam wszystkie haczyki w „ę” i „ą”, miękkości w „ć”, „ź”, „ś”, „dź”, bo nie jestem pewna, czy mój odbiorca zamiast tekstu polskiego nie dostanie jakichś trudnych do odczytania „robaczków”. Ale nigdy nie napiszę „morze”, jeśli chodzi mi o „może”!!! Kiedyś przez przypadek trafiłam na stronę www.nonsopedia.wkia.com, na której przeczytałam oryginalną definicję „ortografii”. Jej fragment pozwolę sobie zacytować, bo chyba warto: „nałka zajmójonca siem poprafnościom jenzykowom. Stfożona rzeby zapobiec rarzoncym błendą ortograficznym kture óstawicznie morzna pszeczytadź w wypowiedziah lódzi. Wiele osup popełńa błendy ortograficzne zamjast fcześniej zajżedź do suownika. Nie ktuży mogom miedź wrodzone prąblemy z ortograffijjom – muwi śe ftedy, rze som dysortografikamii”. Uśmiałam się do łez, albowiem tekst ten musiałam przeczytać bardzo uważnie, aby zrozumieć jego treść. Oczywiście definicja ta jest swoistym żartem autora (sam tytuł strony – „nonsopedia” – to podkreśla), który zakpił sobie z polskich norm ortograficznych, ale uświadomiła mi ona, że nieprzestrzeganie tych norm prowadzi do zamętu. Na innych stronach internetowych (www.racjonalista.pl) zapoznałam się

z opiniami internautów na temat, jak to zostało podkreślone, „świętej krowy pisowni polskiej”. Już samo określenie ortografii jako „świętej krowy” jest pejoratywne i zdradza stosunek do niej autora wypowiedzi. Oczywiście jego stosunek do ortografii, nie do świętej krowy! Dalej ten sam autor zadaje pytanie: „Po co uczyć się na pamięć bezsensownych zasad ortografii, jakiejś dziwacznej wymiany, wyjątków itp., itd., gdy pisownia nie ma żadnego pokrycia w wymowie?”. I nóż, nie żaden „nusz”, w kieszeni mi się otworzył! Co za ignorancja! Pomysłów na zmiany pisowni nigdy nie brakowało i nie brakuje. To trochę tak, jak z polityką – trzy osoby i trzy opcje. Gdyby je wszystkie zebrać i próbować wprowadzić w życie, to dopiero powstałby bałagan. Przede wszystkim w porozumiewaniu się! A przecież jakoś nie protestujemy, kiedy uczymy się języków obcych i zmuszeni jesteśmy do przyswojenia sobie pisowni w tych językach. Sami Państwo wiecie, ile kłopotów sprawia Polakowi pisownia słowacka – jedna mała kreseczka nad samogłoską lub jej brak i różne znaczenia wyrazu, np. sud i súd, muka i múka. Jasne, sami Słowacy mają niekiedy z tym problem. Język słowacki w swej historii przeszedł kilka poważnych kodyfikacji, które jednak pewnych spraw związanych z pisownią nie rozwiązały do końca. Nad standaryzacją (i poprawnością) języka francuskiego czuwa od roku 1635 Akademia Francuska, skupiająca największych mistrzów słowa francuskiego. Ale już nad pisownią angielską nie czuwa nikt. Nie ma żadnych ortograficznych uchwał czy komitetów, zajmujących się tym problemem. Sprzyja temu dawna tradycja angielska, respektująca przede wszystkim dawność i zwyczaj (także w dziedzinie prawa – dziś chyba nawet nie potrafimy sobie wyobrazić angielskiego sądu bez tak charakterystycznych peruk, niezmiennych od stuleci). Ucząc się angielskiego, przyswajamy sobie zasady jego pisowni i jakoś się nie burzymy, że są one „bezsensowne”.

yle już razy chciałam napisać o różnych pomysłach poprawiania polskiej ortografii, ale zawsze znalazł się jakiś inny temat, którym ze względu na swoją aktualność trzeba było się zająć. Problem polskiej pisowni jest stale na czasie, zatem tym razem kilka słów właśnie o nim.

LISTOPAD 2008

Oczywiście, niekiedy polskie przepisy nie są klarowne – co trochę mnie irytuje, zwłaszcza kiedy przeprowadzam korektę „Monitora”. Ostatnia poważna reforma polskiej ortografii miała miejsce w 1936 r., kiedy to zdecydowano m.in. o zakresie stosowania wielkich liter i tym, że dziś piszemy Maria, komunia czy Juliusz (wcześniej obowiązywał zapis: Marja, komunja, Juljusz). Późniejsze ważniejsze zmiany w pisowni polskiej (1957 r. i 1997 r.) można traktować jako kosmetyczne. Obecnie nad poprawnością pisowni i interpunkcji czuwa Rada Języka Polskiego (www.rjp.pan.pl), w której zasiada 36 specjalistów zarówno z zakresu językoznawstwa, jak i innych dziedzin, np. prawa, medycyny, informatyki. Niestety, moim zdaniem, jej decyzje, publikowane w specjalnym biuletynie „Komunikaty Rady Języka Polskiego” (dostępnym także w Internecie), nie docierają do mas. Masom, a właściwie tym, którzy odczuwają potrzebę sprawdzenia pisowni, wystarczają słowniki ortograficzne, których na polskim rynku do wyboru i do koloru. Tylko, że niektóre z nich są przestarzałe i niepełne, co zwykłego użytkownika właściwie nie obchodzi. Czy zatem polskiej ortografii potrzebna jest ścisła standaryzacja pisowni, swoista w tym zakresie rewolucja (eliminująca np. „ę” i „ą” czy wyrównująca pisownię „ż” i „rz”, „u” i „ó” itp.), której dość często domagają się zwłaszcza internauci? Polszczyzna potrzebowała prawie ośmiuset lat, aby osiągnąć swój obecny stan. Cały czas się rozwija, bo takie jest naturalne prawo języka. Chociaż czasem się prosi o ingerencję z zewnątrz, o to, żeby coś zmienić. Tylko po co zmieniać coś, co działa? A jeśli już zmieniać to nie radykalnie i na siłę, ale stopniowo. I niech o tych zmianach decydują raczej osoby kompetentne, a nie domorośli „językoznawcy”. Nie oburzajmy się, kiedy czasem nie możemy znaleźć konkretnych, standardowych rozstrzygnięć polskiej pisowni. Natura obdarzyła nas zdolnością myślenia, a więc korzystajmy z tego daru, także pisząc po polsku. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA

OKIENKO JĘZYKOWE

T

7


Wizyty polityków „od kuchni“ W

zatłoczonych ulicach Bratysławy widok kolumny samochodów z policyjnym radiowozem na sygnale budzi wśród kierowców niechęć. „Znowu jakaś oficjalna wizyta!“ – wzdycha niejeden z nich. Za przyciemnionymi oknami limuzyn czasami kryją się również goście z Polski, którzy przybyli (najczęściej do stolicy Słowacji) z oficjalną wizytą. Postanowiliśmy więc sprawdzić, jak wyglądają takie wizyty i co je poprzedza.

Skąd oni to wiedzą? Czerwony dywan, po którym maszerują politycy, orkiestra reprezentacyjna, pełna gala. Każdy z uczestników ceremonii wie, gdzie ma stanąć, co powiedzieć. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Nasuwa się pytanie, skąd goście wiedzą, jak przemieszczać się po „nowym“ dla nich terytorium? Zapewne doświadczenie robi swoje, ale nad tym, by oficjalne przyjęcie z honorami przebiegło jak należy, czuwają pracownicy protokołu. Oni w dniach poprzedzających wizytę korespondują ze sobą, przesyłają odpowiednie instrukcje. „Czasami przesyłamy mapkę, na

której oznaczona jest trasa przemarszu polityków z zaznaczeniem, gdzie należy się zatrzymać“ – informuje nas jeden z pracowników protokołu Ministerstwa Obrony RS. Jak się dowiadujemy, również tuż przed oficjalnym przyjęciem odpowiedni pracownik informuje gościa, jak ma się poruszać podczas oficjalnego przywitania, czasami wręcza mu się na małej karteczce „ściągę“ – napisane po słowacku komendy, adresowane do słowackich żołnierzy.

Planowanie Zanim dojdzie do wizyty, zaproszenia ze strony słowackich polity-

ków z reguły przekazywane są za pośrednictwem ambasady na ręce ambasadora. Strona inicjująca wskazuje wstępną datę wizyty i uzgadnia ją ze stroną zapraszaną. Jak wyglądają przygotowania planu wizyty? „Inicjatywę w tym zakresie ma ambasada – informuje nas Jakub Flasiński, II sekretarz ambasady RP w Bratysławie. – Zbieramy sygnały, ile czasu ma delegacja, jakie ma preferencje. Żelaznym punktem w trakcie tak zwanego programu wolnego wizyty jest bratysławska starówka“. Przygotowania wizyty trwają kilka tygodni. Funkcja koordynacyjna należy do szefa placówki, czyli ambasadora, oraz wydziału politycznego - w tym przede wszystkim osoby, zajmującej się protokołem dyplomatycznym. Zanim polski polityk pojawi się w Bratysławie ustalane są tematy dwustronnych rozmów. Propozycje składa strona zapraszająca, a ambasada przekazuje je do Warszawy. Szczegółowo ustalane są kolejne punkty wizyty. Omawiane są też preferencje kulinarne gościa (dotyczy to jedynie przewodniczącego delegacji), by nie doszło do nie-

Polonistyka – wybór z ciekawości

C

iekawość... według niektórych, to pierwszy stopień do piekła, a według mnie – im człowiek jest dociekliwszy, tym więcej wiadomości uzyska i dzięki temu będzie miał szersze i bardziej obiektywne spojrzenie na świat. Być może taką właśnie ciekawością i chęcią poszerzenia własnych horyzontów kierowali się studenci polonistyki Uniwersytetu Komeńskiego Daniel Barabas w Bratysławie, wybierając kierunek studiów. Chcąc się o tym przekonać, zapytałam o to dziesięcioro studentów V roku bratysławskiej polonistyki. Większość z nich wyboru dokonała przypadkowo, bowiem oprócz świadomie wybranego języka angielskiego czy 8

niemieckiego musiała wybrać jeszcze jeden język. Jednym polszczyzna po prostu się podobała, inni byli nią zainteresowani ze względu na jej częściową znajomość i swoje pochodzenie z terenów graniczących z Polską.

W przypadku Daniela Barabasa o wyborze kierunku studiów zadecydowało zainstalowanie anteny satelitarnej, dzięki której mógł oglądać polskie programy. „Na początku interesowałem się różnymi kreskówka-

mi i nie przeszkadzało mi, że w ogóle nic nie rozumiałem – wspomina Daniel. – Później, kiedy językowo byłem już na wyższym poziomie, chętnie oglądałem polskie teleturnieje i reality show. Wtedy zdecydowałem, że będę się uczył polskiego”. Studenci cenią sobie możliwość wyjazdu do Polski czy, jak podkreśla Veronika Brejová, brania udziału w ciekawych wydarzeniach kulturalnych, organizowanych przez Instytut Polski w Bratysławie. Są też tacy, którzy nie kryją swojego niezadowolenia z wyboru studiów. Ich zdaniem zbyt mało jest zajęć praktycznych i wykładowców. A jednak i według nich warto zgłębiać wiedzę o Polsce MONITOR POLONIJNY


zręcznych sytuacji, kiedy strona zapraszająca zaserwowałaby na przykład danie mięsne, a okazałoby się, że gość jest wegetarianinem.

Przywitanie Na przylot polskiej delegacji czekają na lotnisku przedstawiciele konkretnego ministerstwa, rządu lub kancelarii prezydenta. Po chwili po stopniach prowadzących z samolotu przechodzi szef delegacji wraz z jej członkami. Tuż przy schodach leży czerwony dywan. Tu delegację wita polski ambasador, a następnie przedstawia pracowników placówki dyplomatycznej. „Na lotnisku delegacja witana jest przez ambasadora, kierowników wydziałów ambasady i szefa protokołu dyplomatycznego ambasady“ – informuje J. Flasiński. Następnie goście zajmują miejsca w samochodach według ściśle ustalonego przez protokół strony zapraszającej porządku. Po mieście porusza się wioząca gości kolumna, składająca się z samochodu pilotującego policji (zazwyczaj są przynajmniej dwa), samochodu protokołu dyplomatyi o języku polskim, bowiem, jak sami zauważają, na Słowacji mało ludzi posługuje się tym językiem na wysokim poziomie. Wielu studentów postrzega polszczyznę jako język trudny, choć wszyscy spodziewali się, że jej przyswojenie będzie bardzo łatwe ze względu na to, iż należy ona do grupy języków zachodniosłowiańskich, tak jak ję-

Ladislav Holiš LISTOPAD 2008

cznego, samochodu ekspertów ochrony, limuzyny VIP, limuzyny ambasadora, samochodów delegacji, samochodu ekspertów ochrony, ewentualnego mikrobusu, kolumnę zamyka samochód policji.

Odchylenia w programie Kilkutygodniowe przygotowania oficjalnych wizyt polskich polityków są zaplanowane co do minuty. Jednakże czasami zdarzają się pewne odchylenia od programu. „Może dojść do zmiany w programie, zarówno np. dzień przed przylotem delegacji, jak i w trakcie trwania wizyty – informuje J. Flasiński. – Ewentualne przesunięcia mogą dotyczyć zazwyczaj tzw. czasu wolnego, który miał być poświęcony np. na zwiedzanie. Praktycznie nie zdarza się, aby odwołaniu uległo w dniu wizyty spotkanie, realizowane w ramach oficjalnej jej części“. Jak to w życiu bywa, również w dyplomacji zdarzają się nieoczekiwane sytuacje. Na przykład kilka lat temu jednego z polskich polityków, przebywających z oficjalną wizytą w Londynie, a tak-

zyk słowacki, i Słowacy łatwiej się jej uczą. „Język polski bardzo mi się podoba i myślę, że to najładniej brzmiąca mowa na ziemi, dlatego jestem szczęśliwy, że potrafię mówić po polsku” – przekonuje Ladislav Holiš. Słowackich polonistów, oprócz przedmiotów, wykładanych na Uniwersytecie Komeńskiego, interesują również różne dziedziny polskiej kultury i sztuki. Większość z nich interesuje się polską kinematografią, głównie filmami historycznymi i komediami. Niektórzy zachwycają się polską literaturą. „Czytałem Lema, Miłosza, Szymborską i jeszcze kilku innych pisarzy. Polska literatura, konkretnie literatura emigracyjna, jest też prze-

że organizatorów tejże wizyty zaskoczyła sytuacja, kiedy to zacięły się drzwi limuzyny, mającej odtransportować gościa na lotnisko. A jak to bywa w Bratysławie? „Przygotowując wizytę trzeba mieć obok umiejętności organizacyjnych odrobinę szczęścia – konstatuje J. Flasiński – W przypadku wizyt nietrudno o wpadkę, może się zdarzyć np. awaria samochodu, wypadnięcie auta z kolumny czy zagubienie członka delegacji, który pomylił godziny zbiórki w hotelu“.

Echa wizyty Jeszcze tego samego dnia, po skończeniu wizyty oficjalnej, pracownicy ambasady są zobowiązani do poinformowania o jej przebiegu i o echach medialnych Warszawy. A zatem na udane spotkanie polityków na szczycie pracuje cały sztab ludzi. Zarówno przed przyjazdem gości, podczas ich wizyty, jak i po jej zakończeniu. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Veronika Brejová dmiotem mojej pracy magisterskiej” – mówi Daniel Barabas. Inni interesują się tańcem oraz muzyką, na przykład Ladislav

Holiš uwielbia Chopina i… polski hip-hop. Większość studentów przynajmniej raz była w Polsce. Najczęściej odwiedzane przez nich miasta to Kraków, Cieszyn, Nowy Targ, Kudowa Zdrój, Rzeszów, Lublin. Wielu z nich planuje wyprawę na polskie wybrzeże, mimo że obawiają się niskiej temperatury Bałtyku. Myślę, że polonistyka jest ciekawym kierunkiem studiów dla Słowaków. Należy jednak pamiętać, że studia to nie tylko wiedza „podana na tacy” przez wykładowców, ale również własna dociekliwość. MAGDALENA PIETZ STUDENTKA V ROKU POLONISTYKI UNIWERSYTETU KOMEŃSKIEGO W BRATYSŁAWIE

9


Agata Mróz nie żyje T

ym prostym krótkim zdaniem w dniu 4 czerwca 2008 roku media wyjaśniły wszystko. Rozgrywka o życie jednej z naszych najlepszych siatkarek zakończyła się przegraną.

Po trudnej walce ze straszną chorobą jedna z najbardziej utytułowanych polskich zawodniczek zmarła nad ranem w Klinice Transplantologii we Wrocławiu. Odeszła w wieku 26 lat. Cierpiała na schorzenie szpiku kostnego, tzw. zespół mielodysplastyczny – choroba ta niszczy płytki krwi, przez co osłabia system immunologiczny, a w związku z tym chory podatny jest na inne choroby, przy czym nie może brać antybiotyków i leków przeciwbólowych. Bezpośrednią przyczyną śmierci były powikłania po przeszczepie szpiku kostnego. Agata Mróz-Olszewska urodziła się 7 kwietnia 1982 roku w Tarnowie. Chorobę zdiagnozowano u niej, gdy miała 17 lat, a trenowała już 4 lata. Była wówczas w III klasie liceum sportowego. Musiała przerwać rozpoczętą dopiero co karierę sportową. Odeszła ze szkoły, bo nie pozwalano jej grać. Załamała się. Czas mijał na wizytach od jednego lekarza do drugiego. Kiedy rozstała się z siatkówką, przestała się nią interesować, nawet nie śledziła rozgrywek. Po trzech latach wyniki badań poprawiły się na tyle, że lekarze pozwolili jej na powrót do czynnego sportu. Grała w Ostrowcu, gdzie w tamtejszym klubie KSZO gra10

ła też jej starsza siostra. Powołano ją do kadetek, z którymi w roku 1999 zdobyła mistrzostwo Europy, a następnie do reprezentacji Polski. Te wydarzenia zapoczątkowały złoty okres w jej sportowej karierze, przepełnionej wręcz sukcesami. Była wielokrotną reprezentantką Polski w siatkówce i jedną z najbardziej utytułowanych polskich siatkarek ostatnich lat. Grając w barwach BKS Stal Bielsko-Biała, zdobyła w 2003 i 2004 r. mistrzostwo Polski, a w latach 2004 i 2006 Puchar Polski. Grała też w Muszyniance - Fakro Muszyna. Z kadrą narodową trenera Andrzeja Niemczyka dwukrotnie sięgnęła po złoto na mistrzostwach Europy w 2003 i 2005 r. Była jedną z dziewczyn, które cała Polska nazywała „Złotkami”. Kiedy 22 listopada 2005 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski wręczył ordery i odznaczenia reprezentantkom Polski w piłce siatkowej, Agata otrzymała Złoty Krzyż Zasługi. W roku 2006 podpisała kontrakt z hiszpańskim klubem Gruppo 2002 Murcia. Wyjazd do Hiszpanii był spełnieniem jej sportowych marzeń. Chciała spróbować czegoś nowego. Natychmiast jednak zarzucono jej, że zamiast jechać z reprezentacją na mistrzostwa, wybrała karierę i pieniądze. Było jej z tego powodu przykro, albowiem bardzo chciała wziąć udział w mistrzostwach świata – nigdy na takiej imprezie nie była. Docierały do niej również nieprzyjemne komentarze kibiców, którzy dziwili się, że wybrała klub, nie występujący w Lidze Mistrzów. Nowy klub

wiedział o chorobie, a mimo to podpisał umowę. Tam miała swojego lekarza, specjalistyczne badania. Jednak już wtedy brak jej było sił, by grać non stop. Chciała trochę odpocząć i miała nadzieję, że ludzie zrozumieją, jak poważnie jest chora. W nowym klubie obciążenia były nieporównywalnie mniejsze niż w Polsce. Z zespołem Gruppo 2002 Murcia zdobyła w roku 2007 m.in. mistrzostwo i Puchar Hiszpanii. W tym też roku ze względu na pogarszający się stan zdrowia przerwała karierę sportową, podczas której wywalczyła prawie wszystko, co liczy się w siatkówce klubowej. Zdaniem trenera Niemczyka „mimo choroby stała się jedną z najlepszych na świecie grających na pozycji środkowej”. Nieliczni tylko wiedzieli, że sukcesy te okupione były cierpieniem i ciągłym zagrożeniem pogorszenia się zdrowia. Choroba, na którą cierpiała, wykluczała używanie jakichkolwiek środków przeciwbólowych. Szczęście spotkało ją w życiu prywatnym – 9 czerwca 2007 r. wyszła za mąż. Dziś ta data poraża, albowiem dokładnie rok później odbył się jej pogrzeb. Marzyła o powiększeniu rodziny. Trenując, wiedziała, co oznacza cierpienie. Mówiła, że wstając rano na trening, czuje się jak z krzyża zdjęta, że coś się w niej dziej. I nie było to takie zwykłe zmęczenie. Coraz wolniej regenerowała siły. Zaczęło docierać do niej, że skoro gorzej się czuje, to znaczy, że wraca choroba. Żadne leki czy antybiotyki nie wchodziły w grę. Często grała z bólem. Chciała tylko zatrzymać MONITOR POLONIJNY


chorobę. Badania krwi były wielkim stresem, bowiem nigdy nie wiadomo było, jaki będzie wynik. Do tego stale miała pokłute żyły i blizny na rękach. Czuła się coraz gorzej, ale mówiła: „Będę walczyć do końca. Tak jak na boisku, gdzie też walczy się do końca”. Na początku chciała tylko zawiesić karierę, ale z każdym dniem docierało do niej, że to może być koniec sportu w jej życiu. Już w Hiszpanii uznano, że konieczny będzie przeszczep szpiku kostnego. To miała być jedyna szansa powrotu do zdrowia, co potwierdzili i polscy lekarze. We wrześniu 2007 roku nie stawiła się jednak na komisję lekarską, kwalifikująca do przeszczepu, albowiem rutynowe badania wykazały, że jest w ciąży, co wywołało u niej nieopisaną radość, a wśród lekarzy konsternację. Ponieważ po przeszczepie nie mogłaby urodzić dziecka, postanowiła na ile się da odsuwać jego termin. Bardzo chciała zostać matką, choć zdawała sobie sprawę, że przy jej stanie zdrowia szanse są niewielkie. A jednak się udało. Mąż zmarłej, Jacek Olszewski, powiedział, że jedną z najtrudniejszych decyzji, jaką podjęli, była ta o urodzeniu przez Agatę dziecka. Niektórzy lekarze nalegali, aby poddała się aborcji. Ciążę uznali za fanaberię gwiazdy; przedstawiali tak czarne scenariusze, że siatkarka nieraz płakała. Okres ciąży spędziła w szpitalu, albowiem potrzebowała częstych transfuzji. Miała rzadką grupę krwi. By ją zyskać, zorganizowano akcję medialną, w którą włączyły się zarówno środowiska sportowe, jak i różne firmy oraz prywatne osoby. Akcja przerosła oczekiwania: zorganizowano wiele zbiórek krwi, szpiku kostnego oraz pieniędzy na leczenie. Dzięki Agacie uratowano wielu chorych, a walka o życie jej i jej dziecka ciągle trwała. LISTOPAD 2008

Jej mąż podkreśla, że „przez cały czas było w niej widać nadzieję i chęć życia”. Po siedmiu miesiącach, czyli dwa miesiące przed śmiercią swej matki – 4 kwietnia br., przez cesarskie cięcie na świat przyszła córka Agaty i Jacka – Liliana. Agata śmiała się, że dziewczynka jest także „dzieckiem narodu”, bowiem w trakcie ciąży i porodu przetaczano jej krew, oddaną przez Polaków. „Córka jest tym najlepszym, co ją w życiu spotkało” – powiedział mąż zmarłej. Cały czas pozostawała w szpitalu. Wszystko było na dobrej drodze. Znalazł się odpowiedni dawca i 22 maja Agata Mróz przeszła zabieg przeszczepu szpiku kostnego. Sam przeszczep odbył się bez żadnych komplikacji. Pierwsze rokowania były pomyślne – chora czuła się dobrze (o ile po operacji i przy takiej chorobie można się dobrze czuć), ale problemem w takich sytuacjach jest zawsze akceptacja przez organizm przeszczepionego szpiku. Czy organizm Agaty przyjmie przeszczep, miał pokazać najbliższy misiąc. Niestety, choroba okazała się silniejsza. Dwunastego dnia po operacji stan chorej gwałtownie się pogorszył … Nie wiadomo, czy siatkarka żyłaby, gdyby nie ciąża. Wiadomo natomiast, że dziecka bardzo pragnęła. Jej mąż powiedział, że „Agata nigdy nie zamieniłaby własnego zdrowia na życie córki. Gdyby miała jeszcze raz wybierać, czy decydować się na własne zdrowie, czy życie córki, nigdy

nie zmieniłaby zdania. Liliana jest czymś najwspanialszym, co ją w życiu spotkało”. Agata Mróz dołączyła do matek, które zaryzykowały własne życie dla życia dziecka. Pojawiły się nawet głosy, aby ogłosić ją świętą. Zdaniem ks. Adama Bonieckiego, redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”, postawa zmarłej „świadczy na pewno o ogromnej klasie człowieka i może być przesłanką do zastanowienia się nad wyniesieniem na ołtarze (…) Agata wybrała życie dziecka, walczyła o nie. W perspektywie chrześcijańskiej takie zdecydowane i świadome działanie zasługuje na świętość”. Znane są już przypadki matek, które za poświęcenie dla dziecka zostały ogłoszone błogosławionymi. Ks. Boniecki podkreśla jednak, że „z inicjatywą musi wyjść kościół lokalny”. Minister sportu Mirosław Drzewiecki w radiowej Trójce zapowiedział, że rząd zapewni córce Agaty Mróz specjalną rentę. Powiedział też, że „zmarła siatkarka była wspaniałą osobą i wzorem dla innych”. Jego zdaniem „państwo powinno zapewnić opiekę dwumiesięcznej córce medalistki, Liliannie”. Dziewczynka ma też otrzymać od firmy „Polkomtel”, oficjalnego sponsora polskich siatkarek, specjalną polisę, która ma jej ułatwić start w dorosłe życie. Prezydent Lech Kaczyński postanowił odznaczyć zmarłą sportsmenkę Agatę Mróz-Olszewską Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Agata była nie tylko wspaniałą siatkarka, ale i piękną kobietą. Osiągnęła sukcesy sportowe i szczęście rodzinne. Spełniła swoje marzenia, ale walkę z losem przegrała. Warto o niej wspomnieć, warto pamiętać o życiu i warto się nim cieszyć. ANDRZEJ KALINOWSKI 11


Katyń – historia dramatów ludzkich WYWIAD MIESIĄCA Na Słowację dotarł film „Katyń” w reżyserii Andrzeja Wajdy, który w Polsce miał premierę przed rokiem i od razu zyskał rozgłos. Film dostał też nominację do Oscara w kategorii filmu nieanglojęzycznego, którego jednak nie otrzymał, a szkoda… Autorem zarówno jego scenariusza, jak i książki, zatytułowanej „Post mortem Katyń“, wydanej na Słowacji w tłumaczeniu Petra Čačky przez Wydawnictwo „Ikar”, jest Andrzej Mularczyk, który spotkał się ze słowackimi czytelnikami w Instytucie Polskim w Bratysławie. Zaraz po tym spotkaniu udało nam się porozmawiać z autorem o wspomnianej książce i scenariuszu. Znamy Pana jako świetnego scenarzystę filmów, które wszyscy znamy i kochamy, czyli „Samych swoich“, „Nie ma mocnych“, „Kochaj albo rzuć“. Czym jest dla Pana gatunek komediowy i dlaczego zdecydował się Pan podjąć trudny temat zbrodni katyńskiej? Zawsze fascynował mnie dramat historii, który odmieniał losy ludzi. Napisałem wiele scenariuszy filmowych, jak choćby do serialu „Wrota Europy“, opowiadającego o nawale bolszewickim. Z kolei komedia to moje inne widzenie świata. Według mnie komedia to dramat, posługujący się inną optyką. Czy dramat katyński również dotknął Pańskiej rodziny, tak jak to było w przypadku Andrzeja Wajdy? Kiedy w 1943 roku opublikowano wiadomość o odkryciu zbrodni katyńskiej, przybiegł do mnie mój kolega, mówiąc: „Twojego ojca mogli zabić bolszewicy“. Mój ojciec był dowódcą 2. pułku strzelców konnych i po 1939 roku udzielał się jako oficer w podziemiu, w Armii Krajowej. Wraz z rodziną utrzymywaliśmy, że nic nie wiemy o jego losie, więc wszyscy byli przekonani, że i on został zamordowany w Katyniu. Co spowodowało, że zdecydował się Pan napisać książkę „Post mortem Katyń“? Takim decydującym faktem było odkrycie, że Andrzej Ślaski, mój 12

najbliższy sąsiad znad Narwi, gdzie mam dom letniskowy, jest jedną z osób poznaczonych zbrodnią katyńską. W Katyniu zginął jego ojciec, zaś bezpośrednio do napisania tej książki posłużyły mi historia jego rodziny, klimat oczekiwania, nadziei, wiary, że może jednak ojciec powróci. Proszę sobie wyobrazić, że ta rodzina czekała na niego do pięćdziesiątego któregoś roku! Żyła nadzieją, że może jednak żyje gdzieś na Syberii, że ktoś go widział w Tadżykistanie! Klimat ten starałem się przekazać w książce zgodnie z zasadą, że muszę dotknąć korzeni prawdziwego losu. Opowieść sąsiada sprawiła, że poczułem się uprawniony do opisania tej historii. Podczas spotkania z czytelnikami mówił Pan, że trudno pisać scenariusze na zamówienie. W przypadku tego właśnie scenariusza to była jednak praca na zamówienie? Tak, ale to było zamówienie, które złożyła nie tyle osoba, co historia. Czułem, podobnie jak Andrzej Wajda, że jest moim obowiązkiem podjąć to wyzwanie. Obaj wiedzieliśmy, że jeśli się tego nie zrobi teraz, to może być za późno. Kiedy otrzymałem propozycję napisania scenariusza o Katyniu, długo się zastanawiałem, bo wiedziałem, że Wajda odrzucił już sześć czy siedem poprzednich projektów i że

mój czeka być może taki sam los. Ale ponieważ on wiedział, że ja się zajmuję właśnie dramatami prawdziwych ludzi, szukam korzeni tych dramatów gdzieś w rzeczywistości, to jakoś mi zaufał. Odbyliśmy tylko dwa czy trzy spotkania, na których ustaliliśmy pewien klimat scenariusza. Potem zostałem sam na sam z białymi kartkami papieru aż do chwili oddania gotowego tekstu. I tak właśnie wyglądało moje zmaganie się z wyzwaniem do napisania tego scenariusza, choć ostatnio jestem nastawiony antyfilmowo.

Dlaczego? Wolę odpowiadać za to, co jest moim słowem. Nie, nie obraziłem się na kino, ale ono pochłania strasznie dużo czasu. Scenarzysta jest tylko częścią gotowego utworu. Jego wyobraźnia przechodzi obróbkę, bo takie jest prawo kina. Rzadko się zdarza, że autor jest zadowolony z wyniku pracy reżysera – w większości przypadków wyobraźnia autora jest rozbujana i to, co potem dostanie na taśmie, bywa dla niego zaskoczeniem. A jak to było w przypadku współpracy z Andrzejem Wajdą? Ustaliliśmy, że on weźmie z mojej książki interesujące go motywy, postacie, klimat i zrealizuje film według swojej wizji. Czym się różniły Panów wizje? Ta Andrzeja Wajdy była bardziej panoramiczna, historyczna, pokazująca sam mord katyński, natomiast moja była bardziej kameralna. Skupiłem się na tym, co się działo po wojnie, na czekaniu kobiet, będących córkami, matkami, żonami ofiar Katynia. Te kobiety, MONITOR POLONIJNY


czekające latami na powrót synów, braci, ojców, mężów, to kolejne ofiary Katynia. Ich życie upłynęło w cieniu tamtej zbrodni. To mnie zafascynowało i ten wątek zacząłem drążyć. Głównym problemem mojej propozycji książkowej jest problem straty w życiu ludzkim, które od początku do końca jest permanentnym uczestnictwem w jakichś stratach: tracimy dzieciństwo, tracimy młodość, tracimy rodziców, tracimy żony, bo się rozwodzimy, tracimy kochanki. Strata jest przypisana do losu ludzkiego. Ale to, co się zdarzyło w Katyniu, to strata narodowa, ponieważ tam właśnie straciliśmy 22 tysiące osób, przynależnych do elity narodu. Książka pokazuje, że z jednej strony trzeba być wiernym pamięci, ale z drugiej trzeba umieć pokonać traumę i znaleźć w sobie siły, by iść do przodu. Jestem autorem pamięci i posłużę się słowami, które wypowiedział Andrzej Stasiuk: „Pamięć i przeszłość to moja ojczyzna, mój dom“. I tak właśnie jest w moim przypadku – skupiam się na opowiadaniu historii, której nie wolno nam zapomnieć.

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

A zatem to dotykanie przez Pana pewnych emocji i bycie blisko bohatera spowodowało, iż Andrzej Wajda wybrał właśnie Pański scenariusz?

Kiedy się spotkaliśmy, scenariusz jeszcze nie istniał. Przedstawiłem Wajdzie tylko swoją wizję, która go zachwyciła. Wiedziałem jednakże, że Wajda jest bardzo przebierny, więc nie miałem żadnej pewności, iż coś z tego wyniknie. Rozstaliśmy się na długie miesiące. Andrzej Wajda dzwonił do mnie kilkakrotnie w trakcie pisania scenariusza, proponując spotkania. Wiedziałem jednak, że nie mogę się z nim spotkać, ponieważ obawiałem się, iż gdyby do takiego spotkania doszło i opowiedziałbym mu połowę materiału, to jakąś krytyczną uwagą podciąłby mi nogi. Bałem się, że wówczas nie miałbym siły i śmiałości dokończyć dzieła, więc powiedziałem mu, iż spotkamy się po oddaniu gotowego tekstu. Był zdegustowany tym, że nie potrzebuję konsultacji. Chyba dobrze zrobiłem, bo to, co mu było potrzebne, znalazł w mojej książce. W tym wypadku oparłem się mistrzowi i uważam, iż obaj na tym dobrze wyszliśmy. Czyli uważa Pan film Wajdy za sukces? To, że Wajda zdecydował się zrobić film wstrząsający, pokazujący mord katyński, budzący

tyle emocji uznałem za krok słuszny. Ten film na tym wygrał, spowodował poruszenie i dzięki temu dotarł do świadomości ludzi – obudził w nich to, co przez wielu było zapomniane. Czy młodych ludzi interesuje ten temat? Nikogo nie zainteresuje to, co nie jest wyssane z mlekiem matki. Przed rozpoczęciem produkcji filmu przeprowadzone zostały badania socjologiczne w liceach i gimnazjach polskich, z których dowiedzieliśmy się, że około 40-50% młodzieży nie ma pojęcia, co się stało w Katyniu. To pchnęło Wajdę do tego, aby stworzyć obraz, wyposażony w pewne szczegóły historyczne, obraz zbrodni. Film budzi wielkie emocje, ale chyba dzięki temu problem traumy narodowej został zauważony. Czy ten film, książka mogą coś zmienić we wzajemnych relacjach między Polską a Rosją? Rosjanie urządzili małą premierę filmu, który wzbudził wśród nich pewne refleksje. Wielka sztuka, jakim jest film nominowany do Oscara, działa również na snobizm oligarchii rosyjskiej. A jednak wiemy przecież, że Rosjanie nadal nie chcą dopuścić Polaków do akt, które ma ich prokuratura wojskowa. Uważam, że dobrze jest pewne zadrażnienia załatwiać poprzez sztukę, a nie tylko poprzez pretensje publicystyczne. Tu chwała Wajdzie, że dotarł z tym tematem do publiczności rosyjskiej. A dotarł też do szerszej publiczności na świecie? Tylko do tej publiczności, która chce być zorientowana, jakie filmy są nominowane na Oscara. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 13


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

XI Zlot Mło

Po

miesiącach odwlekania decyzji 21 października prezydent Lech Kaczyński podpisał nominację Andrzeja Krawczyka na ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego na Słowacji. Od sierpnia Andrzej Krawczyk pełnił funkcję szefa polskiej ambasady w Bratysławie w randze charge d’affaires. „Brak prezydenckiej nominacji nie przeszkadzał mi w wykonywaniu moich obowiązków, ale nie kryję, że ta nominacja ucieszyła mnie – skomentował Andrzej Krawczyk. – To tak jak w sloganie reklamowym: byłem prawie pełnomocnym ambasadorem, ale jak mówi reklama »prawie« robi wielką różnicę“– dodał dowcipnie. red

T

egoroczny zlot młodzieży polonijnej odbył się w Terchovej (3 - 5 października 2008), niewielkiej miejscowości turystycznej na Górnym Poważu, rodzinnej wsi najsłynniejszego zbójnika – Janosika.

Zajęcia dla najmłodszych

J

ZDJĘCIA DOMINKA GREGUŠKOVÁ

eszcze sama pamiętam wysiłki mojej mamy, która zawsze chciała nauczyć nas z rodzeństwem języka polskiego. Codzienna komunikacja w tym języku, czytanie książek, oglądanie bajek, pisanie listów do babci ma swój pozytywny efekt. Nie każdy z naszych maluchów ma możliwość codziennego obcowania z językiem pol-

skim. Dlatego też zdecydowaliśmy, że i w tym roku szkolnym będziemy kontynuować działalność polskiego przedszkola i szkółki polonijnej. Co dwa tygodnie spotykamy się w Domu Kultury „Domino” w Nitrze, żeby nasze kolejne pokolenie nie zapomniało polszczyzny lub też doskonaliło się w niej. Zajęcia są prowadzone w formie przystępnej dla dzieci. Polegają na czytaniu bajek i wierszyków, różnych grach i zabawach edukacyjnych, których celem jest poznanie i wzbogacenie języka polskiego. Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszam do Nitry, gdzie w co drugi czwartek o godzinie 16.30 w przyjemnej, serdecznej atmosferze spotykają się mali i duzi Polacy. MONIKA DIKÁCZOVÁ

Podobno tatrzańscy zbójnicy zawsze byli przystojni i szlachetni, zabierali bogatym, oddawali biednym, 14

a jak kochali, to na zabój. Piękne góralki szły za nimi sznurem, a te starsze i brzydkie opowiadały tylko legendy. Janosik postawił na ostrzu ciupagi przyjaźń między dwoma narodami. Bo choć z całą pewnością urodził się na Słowacji, po drugiej stronie granicy wszyscy są przekonani, że był Polakiem. Polscy górale opowiadają więc legendy o polskim Janosiku, słowaccy zaś o swoim, choć to ciągle ta sama postać. MONITOR POLONIJNY


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

dzieży Polonijnej

W tym roku w czasie zlotu młodzieży polonijnej pogoda za bardzo nie sprzyjała, ale my postanowiliśmy z parasolami i w płaszczach wyruszyć na wędrówkę śladami Janosika. Pierwszym naszym celem było muzeum, poświęcone jego pamięci, w którym można obejrzeć różne eksponaty, związane z postacią legendarnego bohatera, oraz krótką, ale interesującą wideoprojekcję o życiu zbójników i ich harnasiu – Janosiku. Następnym przystankiem wycieczki był kościół rzymskokatolicki, który małych

i dużych turystów przyciąga swoją „żywą“ drewnianą szopką. Jednak na nas największe wrażenie zrobił gustowny pomnik króla rozbójników, stojący na wzgórzu w środku wsi i wykonany z połączonych nitami kawałków lśniącej blachy. Po trudnej wspinaczce udało się nam wspiąć na wzgórze i zrobić sobie zdjęcie z blaszanym Janosikiem. Niestety, deszczowa pogoda nie pozwoliła nam na wędrówkę tatrzańskimi szlakami Janosika, co jednak nie zepsuło nam nastroju, albowiem zbójnicką tradycją postanowiliśmy zająć się w świetlicy pensjonatu. Swojego ducha

twórczego oraz zbójnicką zręczność mogliśmy sprawdzić w turnieju na najlepszego Janosika oraz warsztatach twórczych, tematycznie związanych oczywiście z legendarnym harnasiem. Młodzi „rozbójnicy“ mogli popisać się rzutem ciupagą (kartonową), skokiem przez watrę oraz zbójnickim tańcem. Trzeba przyznać, że w dzisiejszych czasach Janosik

miałby niezłą konkurencję. Na szczęście nikt nie musiał „bogatym brać, a biednym oddawać”, ponieważ każdy uczestnik turnieju zyskał dyplom oraz słodki „łup”. Deszczowy wieczór swoją wizytą uprzyjemniła nam pani Monika Rząsa, dyplomowana bibliotekarka, pracująca na co dzień w Bibliotece Naukowej Akademii Medycznej w Krakowie. Swoją interesującą prezentacją najciekawszych tytułów zachęciła do czytania nie tylko młodych, ale i starszych uczestników zlotu. A przy czytaniu „językołamów” było naprawdę wesoło. Szkoda tylko, że czas tak szybko minął i musieliśmy się rozstać w nadziei, że w przyszłym roku znów się spotkamy, tym razem bez parasoli. Dziękujemy serdecznie organizatorom, wszystkim uczestnikom oraz pani konsul Urszuli Szulczyk-Śliwińsiej, dzięki której jak zawsze panowała wspaniała atmosfera. IZABELA WÓJCIK ZDJĘCIA: ONDREJ ZACHAR, IZABELA WÓJCIK

LISTOPAD 2008

15


ZDJĘCIA DOMINKA GREGUŠKOVÁ

•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

W

listopadzie obchodzimy Święto Niepodległości? Czym jest dla nas to święto? Kiedy w XVIII wieku doszło do rozbiorów Polski, zniknęła ona z mapy świata na 123 lata. Odzyskiwanie przez Polskę niepodległości, której 90. rocznicę teraz obchodzimy było procesem stopniowym. Koniec I wojny światowej oraz przekazanie władzy marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu przez Radę Regeneracyjną to również jeden z elementów odzyskiwania przez Polskę niepodległości, dlatego 11 listopada ustanowiono świętem narodowym. Stało się tak na podstawie ustawy z kwietnia 1937 roku. Podczas okupacji hitlerowskiej, jak również w czasie rządów komunistycznych obchodzenie święta 11 listopada było zakazane. W 1989 roku święto to ustawą sejmu przywrócono. W walce o nieodległość walczyło wielu żołnierzy, niektórym nie było dane wrócić do ojczyzny, by cieszyć się wolnością. Ich groby są i tutaj, na Słowacji. Jak co roku nitrzańska Polonia uczci ich pamięć. Nasi studenci sprawują opiekę nad grobami żołnierzy na cmentarzu wojskowym, a my uczymy nasze dzieci, że wolność to nie puste słowa. ROMANA GREGUŠKOVÁ 16

Cmentarz Wojskowy w Nitrze

N

itrzański Cmentarz Wojskowy w Mlynarcach jest wspólnym kulturalnym i historycznym zabytkiem narodu polskiego i słowackiego, powstałym ku czci żołnierzy walczących i poległych w czasie I wojny światowej. Cmentarz założono na terenie Nitry (w części Młynarce), która w czasie I wojny światowej podlegała Austro-Węgrom. Konflikt zbrojny między zaborcami stal się okazją do tworzenia polskich jednostek wojskowych. Pierwsze z nich powstały w Galicji i użyto ich w walce z Rosją.

W pierwszym okresie wojny (1914 – 1916) większość polskich jednostek walczyła u boku wojsk austro-węgierskich. Dnia 28 czerwca 1914 r. została ogłoszona mobilizacja i do Nitry zaczęli napływać żołnierze, skąd wysyłano ich do różnych jednostek i posyłano na front. Od 10 września pociągi sanitarne zaczęły przywozić rannych żołnierzy z północnego frontu, a Nitra wraz z okolicą zamieniła się w lazaret wojskowy. Złe warunki transportu rannych i chorych żołnierzy oraz brak higieny

spowodowały wybuch epidemii cholery. W związku z tym w październiku 1914 r. nitrzański szpital garnizonowy na Martinskom vŕšku przekształcono w wojskowy szpital epidemiologiczny, a miejscem kwarantanny stały się Mlynarce. W drewnianych barakach przy cegielni hospitalizowano 2 tysiące osób, którymi opiekowało się 5 lekarzy, 36 pielęgniarzy i personel pomocniczy. Śmiertelność wśród chorych była bardzo wysoka, w związku z czym przy punkcie kwarantanny założono cmentarz, który zachował się do dziś.

Literatura: G. Fusek, M. Zemene, Dejiny Nitry od najstarších čias po súčasnosť, Nitra, 1998, s. 256; L. Trzcionkowski i kol., Atlas historyczny, Warszawa, 1999, s. 91; A. Krčmár, Nitra na starých pohľadniciach, Nitra, 2006

MONITOR POLONIJNY


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA• Pochowanych jest na nim 750 poległych żołnierzy różnych narodowości: Polaków, Rosjan, Austriaków, Węgrów i innych. W roku 1924 ku czci poległych żołnierzy odsłonięto pomnik, dzieło Juliusa Bartfaya, wybitnego artysty nitrzańskiego. Do dzisiaj na cmentarzu zachowały się oznaczone napisami nieliczne groby polskie. Wielu z nich nie da się zidentyfikować, ponieważ niektóre tablice z nazwiskami i danymi

żołnierzy zostały zdewastowane albo skradzione. Obecnie cmentarz należy do samorządu nitrzańskiego, a opiekę nad nim sprawuje Klub Polski w Nitrze. W święta wojskowe i państwowe przedstawiciele konsulatu polskiego i Klubu Polskiego w Nitrze składają na jego grobach wieńce, oddając hołd poległym żołnierzom. MAGDA BABINOVÁ LUKÁŠ BABIN LUKÁŠ PATROVIČ

LISTA ZACHOWANYCH GROBÓW POLSKICH Z NAPISAMI: GANAZARCZYK MICHAL (*1893, + 1915) ILKIW MICHAL (*1896, +1915) Molotków MARARZ PIOTR (*1892, +1915) Chrzastwo GOLIJCZUK JAN (*1884, +1916) Przowojedz BEIGER PIOTR (*1894, +1915) Jablonica DZIEDZIĆ STANISLAW (*1894, +1915) Róza - Pilsno MIKLASZ FRANCISZEK (*1897, +1917) Wegierka JACKÓW STEFAN (*1897, +1917) Zaleszcziki MARCINYSZYN JAN (*1871,+ 1918) Cebrów LISTOPAD 2008

Pokonkursowa wystawa CYBERFOTO 2008

W

dniu 2 października 2008 o godzinie 17.00 w Domu Kultury w Bytčy odbył się wernisaż pokonkursowej wystawy XI Międzynarodowego Konkursu Fotografii Cyfrowej „Cyberfoto 2008”. Dzięki współpracy organizatora konkursu, którym jest Regionalny Ośrodek Kultury w Częstochowie, oraz Wojewódzkiego Ośrodka Kultury w Żylinie (Krajské kultúrne stredisko Žilina) mieszkańcy słowackiej Bytčy i okolicy mieli możliwość zapoznania się z nowoczesnymi metodami kreacji obrazu fotograficznego, polegającymi na zastosowaniu komputera i współczesnych technik obrazowania. Celem wystawy było też popularyzowanie i promowanie współczesnej fotografii komputerowej. Wybór prezentowanych dzieł pochodził z ostatniej edycji jednego z największych konkursów fotografii cyfrowej w Polsce i dlatego na wystawie nie zabrakło wszystkich nagrodzonych i wyróżnionych w nim prac. Uroczystego otwarcia wystawy dokonał burmistrz miasta Bytča Peter Korec wraz z Anną Operacz, dyrektor ROK w Częstochowie, i pomysłodawcą konkursu Sławomirem Jodłowskim. Wystawa trwała do 31 października br. Warto dodać, że na konkurs CYBERFOTO 2008 nadesłanych zostało 778 prac 85 autorów. Na wystawę jury zakwalifikowało 147 prac 39 autorów. Przyznane zostały trzy nagrody w wysokości 2500, 1500 i 800 złotych oraz trzy wyróżnienia po 400 złotych. Podstawowym celem konkursu jest, oprócz wspominanej możliwości prezentacji twórczości fotograficznej, realizowanej za pomocą komputera i właściwych współczesnych technik obrazowania, cytuję za organizatorem: „zwrócenie szczególnej uwagi odbiorcy na kluczową rolę jaką odgrywa nowoczesna technologia w kształtowaniu świadomości artystycznej co ma bezpośredni wpływ na zmiany w ogólnym postrzeganiu świata.” Zainteresowani udziałem ZDJĘCIA: WALDEMAR OSZCZĘDA w konkursie powinni wiedzieć, że jest on organizowany corocznie przez Regionalny Ośrodek Kultury w Częstochowie. Więcej na temat zasad konkursu w rubryce „Ogłoszenia” na stronie 27. ow 17


Do Nitry się wraca... P

odczas XVII edycji Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Divadelná Nitra’08, największego festiwalu teatralnego na Słowacji, specjalizującego się w kontrowersyjnych realizacjach młodych reżyserów europejskich, aktorzy Teatru Polskiego z Wrocławia pokazali „Sprawę Dantona“ Stanisławy Przybyszewskiej w reżyserii Jana Klaty. Oryginalne przedstawienie, które miało swoją premierę 29 marca 2008 r. na wrocławskim Dworcu Świebodzkim, zostało przeniesione do jednego z pawilonu Targów „Agrokomplex”. Scenerię, przypominająca kombinację bud ze Stadionu Dziesięciolecia i południowoamerykańskich slumsów, uzupełniał chrzęszczący pod butami aktorów brudny żużel i zapach spalin, wydobywających się z pił elektrycznych. W tle słychać było Tracy Chapman z „Talkin’ bout a Revolution“, T.Rex z „Children of the Revolution“, Serge‘a Gainsbourga z „Marsy-

lianką“, The Gossip ze „Standing in the Way of Control“, protest songiem przeciwko zakazowi zawierania małżeństw homoseksualnych w Stanach – takie evergreeny alternatywy. Rekwizyty i piosenki Klata wziął ze współczesności, z historii prawdę, zaś z dramatu Przybyszewskiej konstrukcję i bohaterów. Wszystko po to, aby pokazać

rewolucję i ostrzec przed wszelkimi przewrotami o totalnym zasięgu - także przed ożywczymi przewrotami w kulturze. Akcja „Sprawy Dantona” rozgrywa się w Paryżu, podczas burzliwych dni dyktatury jakobinów. Dramat skupia się wokół przywódców Wielkiej Rewolucji Francuskiej: upadku Dantona i rodzącego się spisku przeciw Robespierre’owi. Klata ukazał ich wzajemne relacje jako ścieranie się dwóch skrajnych postaw: idealizmu i pragmatyzmu, pomiędzy którymi rozgrywa się dramat ludzi i idei. Idealizm w tym wypadku prowadzi do dyktatury, zaś pragmatyzm do korupcji. Wniosek? Oba rozwiązania są złe. Ale przecież któreś trzeba wybrać… „Sprawa Dantona” jest w Polsce znana głównie dzięki filmowi Andrzeja Wajdy, w którym główne role po mistrzowsku zagrali Wojciech Pszoniak (Robespierre) i Gerard Depardieux (Danton). W Nitrze przekonaliśmy się, że na scenie dorównali im aktorzy, prowadzeni przez Klatę, dla którego kluczem do pokazania trudno uchwytnej prawdy o uczuciach jest granie w stylu komedii dell’arte. We wrocławskim spektaklu nie ma pustej roli. Marcin Czarnik jako Robespierre , Wiesław Cichy ja-

ZDJĘCIA: BARTOSZ MAZ

Teatr Polski we Wrocławiu, „Sprawa Dantona“ Stanisławy Przybyszewskiej•reżyseria: Jan Klata•dramaturgia: Sebastian Majewski•ruchy sceniczne: Maćko Prusak•premiera: 29 marca 2008 18

MONITOR POLONIJNY


W P O L S C E S Ł U C H A J Ą

LISTOPAD 2008

Natalia Lesz

M Ł O D Z I

ko Danton i Bartosz Porczyk w roli Desmoulins są jak trzy kolory: niebieski, biały i czerwony. Zaś Kinga Preis jako Marianna obleczona w czerwień rodem z płócien Delacroix to rozmarzony duch rewolucji, ale i wcielenie jej głupoty. Twórcom spektaklu udało się efektownie uskrzydlić dramat Przybyszewskiej. Inscenizacja zyskała na przestrzeni, tempie, a przede wszystkim na humorze. Znakomitym humorze. Nie oczywistym, ale przemyślanym, z jednej strony subtelnym, a z drugiej wywołującym salwy spontanicznego śmiechu. Dzięki takim zabiegom trwające blisko trzy godziny przedstawienie oglądało się z ogromną i niesłabnącą przyjemnością. Te jego atuty zostały już docenione, o czym świadczą nie tylko liczne nagrody na XXXIII Opolskich Konfrontacjach Teatralnych „Klasyka Polska” (2008) i XLVIII Kaliskich Spotkaniach Teatralnych - Festiwalu Sztuki Aktorskiej (2008), ale i to, że cieszy się on powodzeniem u widzów. Potwierdza też szczytową formę reżysera, znanego już w Nitrze z ubiegłorocznego „Transferu”. I niech żałują Ci, którzy „Sprawy Dantona” w jego interpretacji nie widzieli. ALICJA KORCZYK-CHOVANEC

Do

niedawna nikt o niej w Polsce nie słyszał. Wszystko się jednak zmieniło, kiedy otrzymała zaproszenie na koncert debiutów 45. Festiwalu Piosenki w Opolu i zwyciężyła. Natalia Lesz (27 lat), bo o niej mowa, urodziła się w Polsce. „Chciałam tańczyć, poznawać możliwości swojego ciała“ – wspomina. W pewnej chwili zdała sobie sprawę, że to za mało, że sam taniec nie wystarczy. Dlatego postanowiła wyjechać do USA. Dostała się na wydział aktorskowokalny w Tisch School of Arts w Nowym Jorku, gdzie rozpoczęła naukę śpiewu i zdobyła wykształcenie muzyczne. W jej życiu pojawił się producent muzyczny Greg Wells, będący twórcą płyt takich artystów, jak Pink, Mika czy Paris Hilton, i dzięki niemu jej kariera muzyczna ruszyła z miejsca. Pierwszy debiutancki album ukazał się 11 kwietnia 2008 roku. Kiedy okazało się, że Edyta Górniak nie wystąpi w koncercie przed Celine Dion, jej

miejsce zajęła właśnie Natalia. Obecnie bierze ona udział w programie telewizyjnym „Taniec z gwiazdami”, nadawanym przez TVN, i doskonale sobie radzi – jest po prostu w swoim żywiole. URSZULA SZABADOS

19


Czas honoru Z

kilku ostatnich numerów „Monitora” można było się dowiedzieć, że w polskiej kinematografii panuje swoista moda na komedie romantyczne. Ja jednak, tak dla odmiany, chciałabym zwrócić Państwa uwagę na jeden z polskich seriali telewizyjnych, których liczba cały czas rośnie. „Czas honoru” to nowy trzynastoodcinkowy serial historyczno-obyczajowy, wyreżyserowany przez Michała Kwiecińskiego, Michała Rosę oraz Wojciecha Wójcika, emitowany od 7 września 2008 r. przez TVP2. Jest to opowieść inspirowana historią cichociemnych, czyli żołnierzy Armii Krajowej, dywersantów, którzy w czasie II wojny światowej przeszli szkolenie w Anglii, by wrócić do okupowanej przez hitlerowców Polski z misją konspiracyjnej walki o niepodległość. Akcja serialu zaczyna się wiosną 1941 r., kiedy to pięciu polskich żołnierzy-dywersantów zostaje przerzuconych z Londynu do okupowanej Warszawy. Głównymi bohaterami są Czesław Konarski (w tej roli Jan Englert) – dowódca oddziału, którego zadaniem jest zorganizowanie komórki kontrwywiadu, Michał Konarski (Jakub 20

Wesołowski) – młodszy syn Czesława, pracujący w kontrwywiadzie, Bronek Woyciechowski (Maciej Zakościelny) – działający w oddziale egzekucyjnym podziemia pod pseudonimem „Czarny”, Władek Konarski (Jan Wieczorkowski) – starszy syn Czesława, złapany przez Niemców i poddany brutalnym przesłuchaniom, oraz Janek Markiewicz (Antoni Pawlicki) – fałszujący dokumenty i pieczęcie. Serial ukazuje losy głównie młodych, odważnych żołnierzy oraz ich najbliższych w obliczu okupacji hitlerowskiej, kiedy to każdy dzień mógł być dniem ostatnim, ale przecież trzeba było jakoś żyć… Postawy cichociemnych – normalnych młodych ludzi, równolatków odrodzonej Rzeczpospolitej, którzy gotowi są oddać życie w walce z wrogiem – bo tak trzeba, bo tak zostali wychowani –

nie oczekując nagród i odznaczeń, zostały w nim zestawione z postawami wiarołomców i zdrajców oraz ludzi przeciętnych, żyjących w tak trudnym okresie z dnia na dzień w miarę „normalnie”, nie angażujących się w walkę z hitlerowcami i walczących raczej z problemami dnia codziennego. Uwagę zwraca też strona techniczna serialu – kolorowe sceny fabularne przeplatane są czarnobiałymi obrazami dokumentalnymi, co uwiarygodnia przedstawiane wydarzenia. „Czas honoru” cechuje wielowątkowa wartka akcja, postacie „z krwi i kości”, przeciwstawne tym papierowym, biało-czarnym, które często można oglądać w zachodnich produkcjach dotyczących wojny. Poszczególni bohaterowie są zwyczajnymi ludźmi, podejmującymi trudne decyzje w sytuacjach ekstremalnych, co wcale nie przychodzi im łatwo! To serial dla każdego – starsi mogą powspominać trudne czasy wojny, a młodzi, poza śledzeniem dynamicznej akcji, mogą w nim znaleźć wskazówki, jak zachować się w sytuacjach skrajnego zagrożenia, jak podejmować właściwe decyzje, jak być człowiekiem… Trudne tematy są w nim pokazane bez zbytniej dydaktyki i moralizatorstwa. Historia cichociemnych wciąga od pierwszej sceny i powoduje, że widzowie z zapartym tchem śledzą losy jego bohaterów, z niecierpliwością oczekując kolejnych odcinków, do czego i Państwa zaMAGDALENA PIETZ chęcam.

MONITOR POLONIJNY


Gdy rodziło się państwo W

ielka Wojna, nazwana później I wojną światową, wyeliminowała ze sceny politycznej cesarstwa: niemieckie, rosyjskie i austriackie, a podbitym przez nie narodom dała szansę na odbudowę własnej państwowości, przedmiotu marzeń całych pokoleń. Taką szansę otrzymała również Polska i potrafiła ją wykorzystać. Na frontach Wielkiej Wojny jeszcze walczono, gdy w neutralnej Szwajcarii, w Lozannie utworzony został Komitet Narodowy Polski (KNP), wkrótce przeniesiony do Paryża. Jego prezesem został Roman Dmowski, a członkami m.in. Józef Haller, Ignacy Paderewski, Erazm Piltz, Marian Seyda, Maurycy Zamoyski. Komitet był przedstawicielstwem polskich ugrupowań politycznych, dążących do odbudowy państwa polskiego z pomocą państw Koalicji. Dominującą rolę w nim odgrywała Narodowa Demokracja. KNP szybko został uznany przez rządy Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Włoch za oficjalną reprezentację interesów Polski. Był czymś w rodzaju rządu polskiego na emigracji. Miał swych przedstawicieli przy rządach ww. państw, sprawował opiekę konsularną nad zamieszkującymi tam Polakami. Był też zwierzchnikiem politycznym nad stworzoną w czerwcu 1917 r. u boku armii francuskiej autonomiczną armią polską. Komitet prowadził również rozległą akcję propagandową na rzecz powstania niepodległej Polski. W czasie, gdy na Zachodzie swą działalność rozpoczynał Komitet Narodowy Polski, generałowie-gubernatorzy lubelski i warszawski ogłosili (15 września 1917 r.) „patent o władzy państwowej w Królestwie Polskim”, wydany przez cesarzy Niemiec i Austrii, ustanawiający najwyższą władzę państwową na tym terenie – Radę Regencyjną. Trzyosobowa Rada, której członkami zostali arcybiskup Aleksander Kakowski, książę Zdzisław Lubomirski i Józef Ostrowski, miała pełnić swą funkcję do chwili powołania LISTOPAD 2008

TO WARTO WIEDZIEĆ króla lub regenta. Do kompetencji Rady należało powołanie rządu. I taki rząd pod przewodnictwem Jana Kucharzewskiego powołała. Rada sprawowała ograniczoną władzę administracyjną, głównie w zakresie szkolnictwa, a od 12 października 1918 roku objęła zwierzchnictwo nad Polską Siłą Zbrojną – formacją wojskową, podporządkowaną okupacyjnym władzom niemieckim, na której czele stał niemiecki generał-gubernator warszawski Hans von Beseler. Rada Regencyjna nie cieszyła się szerszym poparciem społeczeństwa polskiego z racji jej uzależnienia od władz okupacyjnych, a także konserwatyzmu, chociaż nie jeden ze współczesnych nam historyków, dostrzegając wszystkie jej minusy, postrzega ją jako dobrą szkołę dla przyszłych funkcjonariuszy państwa polskiego. Pierwsza na ziemiach polskich, powołana niezależnie od zaborców i okupantów, samodzielna instytucja, która podjęła się reprezentowania interesów narodu polskiego, powstała 28 października 1918 roku w Krakowie. Była nią utworzona przez posłów polskich do parlamentu austriackiego Polska Komisja Likwidacyjna (PKL), licząca 23 osoby, wśród których znaleźli głównie przedstawiciele Polskiego Stronnictwa Ludowego „Piast”, Polskiej Partii Socjalistycznej oraz Narodowej Demokracji. Na czele PKL stanął Wincenty Witos. Pierwszoplanowym jej celem było objęcie władzy w Galicji i na Śląsku Cieszyńskim w celu „zlikwidowania” więzów, łączących te tereny z Austrią, a dalej – utworzenie państwa polskiego, jednoczącego wszystkie trzy zabory, i przygotowanie

wyborów do Sejmu Konstytucyjnego. Już 31 października PKL przejęła władzę w Krakowie. Miasto i Galicję Zachodnią po rzekę San na wschodzie oraz Spisz i Orawę na południu opanowali polscy legioniści, którymi dowodził płk Bolesław Roj. W pierwszych dniach listopada przejęli oni władzę również nad niektórymi powiatami, znajdującymi się pod okupacją austriacką w byłym zaborze rosyjskim. Natomiast w Galicji Wschodniej, gdzie powstawały władze ukraińskie, oraz na Śląsku Cieszyńskim, na którym obok polskich rad narodowych powstawały podobne rady czeskie, rozpoczęła się walka. W dniu 3 listopada 1918 roku Polska Organizacja Wojskowa opanowała Lublin. By zapobiec szerzącej się anarchii, w nocy z 6 na 7 listopada powstał w Lublinie Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej, powołany przez tajny piłsudczykowski Konwent Organizacji A. Jego premierem został przywódca galicyjskich socjalistów Ignacy Daszyński. Rząd ten miał się przeciwstawić Radzie Regencyjnej. Utworzyły go lewicowe ugrupowania niepodległościowe, głównie PPS i PSL „Wyzwolenie”. Manifest rządu proklamował m.in. Polską Republikę Ludową, równouprawnienie wszystkich obywateli, ośmiogodzinny dzień pracy. Ponadto zapowiadał zwołanie sejmu ustawodawczego, radykalną reformę rolną, nacjonalizację wielu ga21


łęzi przemysłu, szereg praw socjalnych oraz powszechne, obowiązkowe, bezpłatne, świeckie nauczanie. W Manifeście rząd ten domagał się również opuszczenia ziem polskich przez wojska niemieckie i zwolnienia więźniów z Piłsudskim na czele. Po rozpadzie Austro-Węgier, załamaniu się potęgi Rzeszy Niemieckiej i zwycięstwie rewolucji w Rosji zaistniały dogodne warunki do powołania rządu, cieszącego się poparciem większości społeczeństwa. Zwolennicy Piłsudskiego, będący od 1917 roku członkami różnych stronnictw politycznych, prowadzili zakończoną sukcesem agitację, mającą na celu uznanie Piłsudskiego za człowieka, stojącego ponad partiami politycznymi, uosabiającego dążenia ogólnonarodowe. Z prośbą o zwolnienie Józefa Piłsudskiego z więzienia wystąpiło na przełomie października i listopada wiele polskich partii i instytucji. Uczyniła to nawet Rada Regencyjna. W dniu 10 listopada 1918 roku na warszawski Dworzec Główny wjechał pociąg specjalny z Berlina. Pociąg składał się z lokomotywy i jednego wagonu, z którego wysiedli Józef Piłsudski i Kazimierz Sosnkowski. Witali go książę Zdzisław Lubomirski i działacze Polskiej Organizacji Wojskowej (tajna organizacja militarna, założona przez Piłsudskiego w październiku 1914 r. w Warszawie). Od tej chwili wydarzenia polityczne potoczyły się w zawrotnym tempie. W dniu przyjazdu Piłsudskiego rozpoczęło się w Warszawie rozbrajanie żołnierzy niemieckich, których w samym mieście było ok. 30 tysięcy, w całym Królestwie 80 tysięcy, a na wschodzie stacjonowało jeszcze ok. 600 tysięcy żołnierzy OberOstu. Powstawały Rady Żołnierskie, których delegaci utworzyli niemiecką Centralną Radę Żołnierską. To z nią późnym wieczorem 10 listopada spotkał się Piłsudski i wyznaczył por. Ignacego Boernera na pełnomocnika do spraw kontaktów z przedstawicielstwem wojsk niemie22

ckich. Uzgodniono, że Niemcy opuszczą Warszawę do 19 listopada. W następnym dniu, 11 listopada, Piłsudski przejął od Rady Regencyjnej władzę naczelną nad wojskiem. Trzy dni później Rada Regencyjna rozwiązała się, ogłaszając: „od tej chwili obowiązki nasze i odpowiedzialność względem narodu polskiego w Twoje ręce, Panie Naczelny Dowódco, składamy do przekazania Rządowi Narodowemu”. Wcześniej jeszcze na ręce Piłsudskiego dymisję złożył lubelski Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej. Misję utworzenia ogólnopolskiego rządu koalicyjnego o charakterze tymczasowym powierzył Piłsudski Daszyńskiemu, zlecając mu równocześnie opracowanie projektu dekretu o „najwyższej władzy reprezentacyjnej Republiki Polskiej”, która miała reprezentować „wszystkie trzy zabory” i urzędować „aż do czasu zwołania Sejmu Ustawodawczego”. Jednak ze względu na opór, z którym spotkała się misja Daszyńskiego ze strony prawicy, nie mogącej mu zapomnieć radykalnych sformułowań Manifestu Tymczasowego Rządu Ludowego, jego miejsce zajął Jędrzej Moraczewski. Jednak i ta zmiana nie złagodziła stanowiska endecji. W tej sytuacji Piłsudski zrezygnował z porozumienia się z nią i 18 listopada powołał rząd z premierem Oraczewskim na czele, który ponadto pełnił funkcję ministra komunikacji, zaś sam Piłsudski objął resort wojskowy. Skład gabinetu Moraczewskiego uderzająco przypominał rząd lubelski – wchodziło do niego 6 pepesowców, 5 ludowców, 2 przedstawicieli inteligencji, 2 bezpartyjnych, a 3 miejsca rezerwowano dla przedstawicieli zaboru pruskiego. Wcześniej jeszcze, 16 listopada, Piłsudski wysłał depesze do prezydenta USA, rządów Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Japonii, pokonanych Niemiec i innych państw, notyfikując „istnienie Państwa Polskiego Niepodległego, obejmującego wszystkie ziemie zjednoczonej Polski”. Pisał w niej m.in.:

„Państwo Polskie powstaje z woli całego narodu i opiera się na podstawach demokratycznych /.../ Jestem przekonany, że potężne demokracje Zachodu udzielą swej pomocy i braterskiego poparcia Polskiej Rzeczypospolitej Odrodzonej i Niepodległej”. W dniu 21 listopada ogłoszono program nowego rządu. Podtrzymano w nim zapowiedzi manifestu lubelskiego o republikańskim charakterze państwa, zwołaniu sejmu, dużo miejsca poświęcono sprawom wolności obywatelskich, ordynacji wyborczej, wprowadzeniu obowiązku szkolnego i stosunków z sąsiadującymi państwami. Podkreślano tymczasowość rządu (do zwołania Sejmu Ustawodawczego) oraz konieczność wyzwolenia ziem zaboru pruskiego. W programie pisano: „Doprowadzenie do ostatecznego zjednoczenia wszystkich ziem, zamieszkałych przez ludność polską, będzie jednym z pierwszych naszych zadań”. Dnia 22 listopada Piłsudski na mocy dekretu rządowego o najwyższej władzy reprezentacyjnej Republiki Polskiej objął urząd Tymczasowego Naczelnika Państwa. Zyskując dzięki temu szerokie kompetencje, mógł powołać i odwołać rząd, zatwierdzać projekty ustaw rządowych, w tym ustawy budżetowej, mianować wyższych urzędników. Te uprawnienia miał zachować do chwili zwołania Sejmu Ustawodawczego, a zatwierdzone przez niego ustawy miały stracić moc obowiązującą, o ile nie byłyby zatwierdzone przez Sejm na jego pierwszym posiedzeniu. Rząd pracował bardzo intensywnie. Już 23 listopada wydał dekret, wprowadzający ośmiogodzinny dzień pracy, a następnie dekret o ubezpieczeniu na wypadek choroby. Ustalono też płacę minimalną w zakładach państwowych, powołano do życia inspekcję pracy, biura pośrednictwa pracy, wydano dekret o ochronie lokatorów. Tak MONITOR POLONIJNY


więc w ciągu zaledwie kilku dni Polska uczyniła ważne kroki w budowie własnej państwowości – miała głowę państwa i działający rząd. Pamiętajmy, że rząd Piłsudskiego-Moraczewskiego podporządkował sobie tylko częściowo ziemie byłych zaborów rosyjskiego i austriackiego, część ziem byłego Królestwa znajdowała się nadal pod okupacją niemiecką, a na wszystkich krańcach odbudowującego się państwa toczyły się walki o granice. Powstałego rządu nadal nie uznawała Narodowa Demokracja. Nie miał on wpływów w zaborze pruskim, a ponadto nie zyskał uznania międzynarodowego; na depesze notyfikacyjne odpowiedziała jedynie Rzesza Niemiecka, przysyłając 21 listopada do Warszawy swego posła nadzwyczajnego. Niechętny rządowi był także paryski Komitet Narodowy Polski Dmowskiego. Ważną datę w historii odbudowy polskiej państwowości stanowi 28 listopada 1918 roku, dzień wydania dekretu, zarządzającego wybory do Sejmu Ustawodawczego w dniu 26 stycznia 1919 roku, oraz ogłoszenia demokratycznej ordynacji wyborczej. Na terenach, gdzie nie istniała jeszcze polska administracja lub trwały walki, wybory miały odbyć się w terminie późniejszym, a do tego czasu do Sejmu mieli wejść posłowie polscy z dawnego parlamentu wiedeńskiego i parlamentu

LISTOPAD 2008

Rzeszy. To właśnie dekret o ordynacji wyborczej był pierwszym w dziejach Polski dokumentem, wprowadzającym do polskiego życia politycznego demokratyczne prawo wyborcze. Zgodnie z ordynacją wybory miały mieć charakter powszechny, równy, bezpośredni, tajny i proporcjonalny. Prawo wyborcze przysługiwało wszystkim obywatelom polskim, którzy ukończyli 21 lat, bez względu na pochodzenie, wyznanie, narodowość, majątek. Na podkreślenie zasługuje fakt przyznania praw wyborczych kobietom, co stało się wcześniej niż np. w USA, oraz demokratyczny sposób zgłaszania kandydatów. Wyznaczenie wyborów w tak wczesnym terminie spowodowane było z jednej strony koniecznością umocnienia pozycji Polski na arenie międzynarodowej, z drugiej dążeniem do stabilizacji sytuacji wewnętrznej, poznaczonej walką polityczną i społeczną. Wybory bojkotowali komuniści, oczekujący wybuchu rewolucji międzynarodowej w Europie. Początkowo niechętna im była też prawica, nie akceptująca ustawodawstwa rządu Piłsudski-Moraczewski. Sytuacja się jednak zmieniła, gdy na dziesięć dni przed wyborami premierem został Ignacy Paderewski, delegat paryskiego Komitetu Narodowego Polskiego. Kampania wyborcza trwała bardzo krótko, ale odbywała się w niezwykle gorącej atmosferze. Chodziło w niej nie tyle o pre-

zentowanie własnego przyszłościowego programu, lecz o ukazanie, że wszyscy inni kandydaci są gorsi. Wybory odbyły się w wyznaczonym terminie. Frekwencja była bardzo wysoka – głosowało prawie 5 milionów osób. Najwyższy udział w wyborach odnotowano w okręgach Konin (94,4 %) i Opoczno (91 %), najniższy w okręgach Bielsk (60,2 %) i Sandomierz (60,6 %). Mimo że w Polsce nie było tradycji wyborów powszechnych, to jednak, jak wspomina socjalista Adam Pragier, do wyborów „ludność szła jak w polonezie. Z podniesioną głową i w zgodnym rytmie”. Większość Polaków potraktowała wybory jak swojego rodzaju plebiscyt „za” lub „przeciw” odbudowie państwa polskiego. W pierwszych wyborach wygrała – ku zaskoczeniu wszystkich – prawica. Jednak jej przewaga nie była na tyle wystarczająca, by mogła samodzielnie stworzyć rząd, i musiała ona stworzyć koalicję. Pierwsze posiedzenie Sejmu odbyło się 10 lutego 1919 roku w Instytucie Maryjskim w Warszawie. Jego otwarcia dokonał Józef Piłsudski. Na pierwszego marszałka Sejmu Ustawodawczego został wybrany adwokat z Poznania, były poseł do parlamentu niemieckiego Wojciech Trąmpczyński, kandydujący z ramienia endeckiego Związku Ludowo-Narodowego. Jego kontrkandydatem był Wincenty Witos, którego wysunęły ugrupowania chłopskie. Wybory do Sejmu zamykały pierwszy niezwykle dynamiczny okres kształtowania się nowoczesnego państwa polskiego, nierozerwalnie związany z Józefem Piłsudskim. Przez kolejne dwa, trzy lata dominował problem kształtu terytorialnego odrodzonego państwa polskiego. Lata te przyniosły walki o Lwów, powstanie wielkopolskie, trzy powstania śląskie przeciw Niemcom i wojnę z Rosją Radziecką. Przed Polską stało też nie mniej trudne zadanie scalenia ziem, znajdujących się przez ponad sto lat w jakże różnych organizmach państwowych, scalenie odrębnych systemów prawnych, oświatowych czy transportowych, a także wybudowanie nowych więzi ekonomicznych w miejsce tych, które łączyły ziemie polskie z państwami zaborczymi. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 23


Henryka Mąki „krople słonej wody” U BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI

rodził się w 1930 roku daleko od morza, bo w Piotrkowie Trybunalskim, ale morze zauroczyło go już w dzieciństwie. Z drewna i kory strugał modele statków, które puszczał potem na rzeczce Wolbórce, wierząc, że dopłyną do Bałtyku. Potem działał w Lidze Morskiej. Ulubioną jego lekturą był nie tylko miesięcznik „Morze”, ale każda książka o morzach i oceanach.

Takie były początki zainteresowań późniejszego pisarza Henryka Mąki, który w tym roku opublikował już swą pięćdziesiątą książkę o morzu. Przez wiele lat był związany ze Szczecinem, wchodził w skład redakcji „Głosu Szczecińskiego”, „Tygodnika Morskiego”, był redaktorem naczelnym „Jantaru”. Pływał na różnych statkach, pod różnymi banderami, odwiedził wszystkie kontynenty, a z każdego rejsu przywoził materiały do kolejnych książek. W jednym z wywiadów powiedział, iż zdaje sobie sprawę, że nie każdy ma to szczęście, by odbywać dalekie podróże, toteż za pośrednictwem swoich książek chce wlać w czytelników „kroplę słonej wody”. I rzeczywiście tę słoną wodę w nas wlewa. Jego książki to nie tylko imponujące zbiory faktów o morzach, lądach i zamieszkujących różne kontynenty ludziach, świadczące o bogatej i rzetelnej wiedzy ich autora, dla czytelników są też wielkimi poznawczymi przygodami, przeżywanymi wraz z autorem. Najnowsza książka Mąki to Sarmaci na Morzach. Morskie milenium Rzeczypospolitej, wyda24

na w tym roku przez warszawskie wydawnictwo „Bellona” – dodajmy, że wydana pięknie, bogato ilustrowana, z wieloma mapami. Dzięki jej lekturze wraz z autorem wędrujemy po bałtyckim wybrzeżu, które w czasach Mieszka I, Bolesława Chrobrego i Bolesława Krzywoustego sięgało od Gdańska przez Kołobrzeg aż po Wolin i Szczecin, a za panowania Jagiellonów od Łeby, Gdańska i Elbląga przez wybrzeże pruskich lenników aż po Rygę i inflancką Parnawę. Wędrujemy po tym wybrzeżu i poznajemy ludzi różnych epok, których losy związane są z morskimi dziejami Polski. A ludzi tych jest niezmiernie wielu poczynając od dawnych Słowian, którzy mieli swój port na Wolinie. Dzięki Mące poznajemy też m.in. dwunastowiecznego wójta szczecińskiego podgrodzia Wyszaka, który miał kilka statków, był kupcem, wojownikiem i piratem, a także licznych innych Polaków, żeglujących po morzach i oceanach znacznie wcze-

śniej niż legendarny Teliga, rozsławiających Polskę jako kraj morski. Często autor nas zaskakuje, pisząc o faktach mało lub wcale nieznanych. Kto na przykład wie, że w okresie rozbiorów odbyła się pierwsza polska wyprawa morska do Afryki, płynąca okrętem „Lucja-Małgorzata” pod banderą syrenki warszawskiej? Kto zna dzielne żeglujące Polki? I takie „kto?” można mnożyć, a odpowiedź jest jedna – Henryk Mąka. Sarmaci na morzach to nie tylko wprowadzające w podziw fakty, ale barwnym językiem napisana fascynująca opowieść, od lektury której trudno się oderwać. Z bogatego dorobku pisarskiego Henryka Mąki chcemy zwrócić uwagę przynajmniej na niektóre tytuły. Z jego wcześniejszej twórczości warto wspomnieć choćby Największy nad Bałtykiem – książkę o porcie szczecińskim, oraz Bremerhaven – statek śmierci, wstrząsającą publikację o obozie pracy przymusowej na statku, zakotwiczonym w czasie II wojny światowej w pobliżu zakładów benzyny syntetycznej pod Szczecinem. Wymieniliśmy tylko dwa tytuły, ale dodajmy, że nie ma chyba drugiego takiego autora, który aż tyle publikacji poświęcił Pomorzu Zachodniemu, co Henryk Mąka. Z nowszych jego książek, będących częścią twórczości, inspirowanej niezliczonymi rejsami i wyprawami, polecamy przede wszystkim: Fiordy bez wikingów, Na Tahiti i dalej, Nasi pod palmami, Eldorado w głębinach. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK MONITOR POLONIJNY


W

związku z odsłonięciem w dniu 25 października 2008 r. pomnika, upamiętniającego bitwę pod Párkánami, czyli obecnym miastem Štúrovo, i przedstawiającego polskiego króla Jana III Sobieskiego na koniu, warto dowiedzieć się czegoś więcej o wydarzeniach, które odegrały się na ziemi słowackiej przed trzystu dwudziestu pięcioma laty.

Wiosną 1683 r. wielki wezyr turecki Kara Mustafa zdecydował się na zorganizowanie ogromnej wyprawy wojennej przeciwko Habsburgom. Jej celem było ostateczne pokonanie Austriaków i podporządkowanie sobie Europy Środkowej. Chcąc zrealizować ten zamiar zamiaru pod Párkánami (dziś: Štúrovo) zarządził koncentrację olbrzymiej armii w sile 250 tysięcy żołnierzy. Ponieważ jednak naruszona zębem czasu miejscowa twierdza nie była w stanie pomieścić przybywającej z głębi kraju wielkiej ilości żołnierzy, niezbędne było rozbicie taborów wokół niej. Gdy na początku lata 1683 r. według mniemania tureckich dowódców koncentracja wojsk została zakończona, oddziały osmańskie ruszyły na Wiedeń. Jednocześnie sprzymierzeniec Turcji, węgierski magnat Imrich Thököly, podjął akcje wojskowe, mające na celu podporządkowanie sobie całego obszaru obecnej Słowacji. Oblężenie Wiednia rozpoczęło się 14 lipca 1683 r. i trwało aż do 12 września tegoż roku. Aby zapewnić należytą obronę przed Wielka Armią, Austriacy zmuszeni byli zwrócić się za pośrednictwem i poparciem papieża do władców europejskich z prośbą o udzielenie pomocy i wsparcia militarnego. W obliczu zbliżającego się niebezpieczeństwa tureckiego i zagrożenia chrześcijaństwa w Europie pod Wiedeń przybyły wielonarodowościowe oddziały wojskowe. Tu też stawił się polski król Jan III Sobieski, który 12 września 1683 r. w bitwie pod bramami Wiednia odniósł wspaniałe zwycięstwo, przynoszące chwałę orężowi polskiemu. Pokonanych Turków, uciekających w kierunku wschodnim, ścigały oddziały alianckie, chcąc zapewnić bezpieczny pokój i wypędzić najeźdźców z terenu Austrii. Oddziały tureLISTOPAD 2008

Bitwa Sobieskiego pod Párkánami (Štúrovo) ckie na dłużej zatrzymały się w Párkánach, miejscu rozpoczęcia wyprawy, gdzie znów mogły zebrać siły. Gdy Kara Mustafa dowiedział się o zamiarze zdobycia Ostrzyhomia (Esztergom), obronę Párkán pozostawił Karze Mohamedowi, paszy z Budy, i jego 8 tysiącom żołnierzy. W dniu 7 października 1683 r. pod Párkány alianci dotarli. Tutaj wojska Sobieskiego z marszu zdobyły twierdzę Svodín, lecz Turcy w tym czasie dobrze się już ufortyfikowali i umocnili na węgierskim brzegu Dunaju w Ostrzyhomiu. Zaraz po zdobyciu twierdzy jazda polska, która tworzyła czoło armii głównej, mimo zakazu Sobieskiego i bez odpowiedniego przygotowania i wsparcia przeprowadziła nieudaną akcję wojskową. Polacy dostali się do sprytnie zastawionej przez Turków pułapki w tzw. Dolinie Płaczu (Siralomvölgy), gdzie zostali pobici. Około 1,5 tysiąca polskiej jazdy dostało się do niewoli, a następnie zostało bezlitośnie ściętych. Dwa dni później, 9 października 1683 r., wojska cesarskie i polskie, dowodzone przez księcia Karola Lotaryńskiego oraz innych dowódców wojskowych (m.in. hrabiego Dünewalda, księcia Starhemberga, austriackich generałów i polskiego hetmana Jabłonowskiego) zaatakowały Párkány. Przygotowane naprędce tureckie linie obrony nie wytrzymały uderzenia wojsk sojuszniczych i zostały przełamane. Turcy marnie czekali na pomoc i wsparcie oddziałów, podlegających Thököly’emu, bowiem ten, w obliczu zmiany sytuacji wojennej i widocznej porażki Turcji, zwlekał i czekał na lepszą dla siebie okazję. Opuścili Párkány, mordując podczas odwrotu w dolinie za miastem wszystkich, wcześniej wziętych do niewoli jeń-

ców. Ścięte głowy zamordowanych polskich żołnierzy wbili na pale i wystawili na widok publiczny. Armia wojsk sprzymierzonych pobiła Turków, zajęła Párkány i twierdzę Dżigerdelen. Párkány, czyli dzisiejsze Štúrovo, wyzwolone zostały spod jarzma tureckiego, a bitwa pod nimi zapisała się do historii Europy. Tym samym zapoczątkowany został proces ostatecznego wyzwolenie Słowacji i Węgier. Pobici Turcy uciekli po moście przez Dunaj do Ostrzyhomia. Wielu z nich w panice i zamęcie skończyło w nurtach rzeki, bowiem łączący brzegi most nie był w stanie wytrzymać wielkiego naporu i załamał się. W bitwie pod Párkánami zginęło ok. 8000 Turków i 3000 żołnierzy wojsk sprzymierzonych. W pobliskiej dolinie zamordowanych zostało 1500 wziętych do niewoli jeńców polskich. Podobno do dziś białe kości pomordowanych odnajdywane są tutaj na powierzchni ziemi. W zemście za zabitych rodaków polscy żołnierze nie brali jeńców tureckich – pokonanym ścinali głowy. Twierdzę Dżigerdelen zwycięzcy podpalili i zrównali z ziemią. Po klęsce pod Párkánami Turcy wycofali się również z podzamcza Ostrzyhomia i schowali się za mocnymi murami zbudowanej na wysokiej skale twierdzy. Aby ich ścigać, sojusznicy zmuszeni byli do zbudowania mostu pontonowego przez Dunaj. Dzięki niemu udało im się dostać na drugą stronę rzeki i do podzamcza. Wkrótce potem – 28 października 1683 r. – twierdza została zdobyta, a Turcy zostali zmuszeni do ucieczki aż do Budy, skąd jeszcze organizowali swoje najazdy. W 1685 r. sprzymierzeńcy oblegali twierdzę Nové Zámky. Na pomoc oblężonym z wyprawą wojenną ruszył Ibram, pasza z Budy. Nowa armia turecka, próbująca przełamać oblężenie, została jednak rozbita i rozgromiona 16 sierpnia 1685 r. W ten sposób 19 sierpnia 1685 r. słowackie miasto Nové Zámky wyzwolone zostało z niewoli tureckiej. Jeszcze w 1686 r. armia, dowodzona przez księcia Karola Lotaryńskiego wyruszyła w kierunku Budy – stolicy Węgier, którą później zdobyła, wypędzając w ten sposób Turków z ziemi węgierskiej. WALDEMAR IRENEUSZ OSZCZĘDA 25


C Z Y T E L N I C Y

P I S Z Ą

Szanowna Rado Klubu Polskiego, w zamieszczonym w poprzednim numerze „Monitora Polonijnego” Oświadczeniu Rady Klubu wyrażacie Państwo swoją dezaprobatę i zdumienie wobec opublikowanego we wrześniowym numerze miesięcznika fragmentu listu, który w całości został przekazany Ambasadorowi RP w Bratysławie oraz instytucjom państwowym w Polsce jako reakcja czytelników na informację zawartą w artykule „Obradowała Rada Klubu”, opublikowanym w numerze letnim (dotyczyła ona wypowiedzi pani konsul Szulczyk-Śliwińskiej podczas obrad Rady Klubu w sprawie dalszych losów „Monitora“). Używacie przy tym Państwo sformułowań „nielojalność”, „wysoka szkodliwość wobec środowiska polonijnego” oraz zarzucacie nam brak podjęcia próby powiadomienia kogokolwiek z członków Rady o podjętej przez czytelników inicjatywie, co oczywiście rozmija się z prawdą. Otóż wielka szkoda, Szanowni Państwo, iż nie byliście tak łaskawi zapoznać się z całością treści owego listu, zanim wydaliście swoje Oświadczenie. Jesteśmy pewni, iż właśnie wtedy przekonalibyście się o prawdziwych intencjach, przyświecających piszącym list, podpisującym go i popierającym tę inicjatywę. Wielka szkoda, iż członkowie Rady nie wyszli w stosunku do czytelników (nazwiska 21 osób, które list podpisały i poparły inicjatywę, zostały dołączone do listu) z propozycją spotkania i rozmowy. My nadal jesteśmy otwarci na Państwa propozycje i chętnie staniemy się Waszymi doradcami w sprawach, które dotyczą Klubu i „Monitora“, czyli tak naprawdę nas!!! Ponieważ reprezentujemy różne zawody i grupy społeczne, dlatego stanowić będziemy cenne źródło informacji w strukturze ciała doradczego Rady Klubu. Jak niegdyś twierdzili niezapomniani Starsi Panowie, „piosenka jest dobra na wszystko”, więc, trawestując i cytując słowa innych piosenek, „nie zadzierajmy nosa, nie róbmy dziwnej miny, nie udawajmy Greka“, nie wiedząc, „w co się bawić”, tylko: „róbmy swoje, pewne jest to jedno, że róbmy swoje, bo dopóki nam się chce, drobiazgów parę się uchowa: kultura, sztuka, wolność słowa, dlatego róbmy swoje…”. W imieniu czytelników z poważaniem MAREK SOBEK 26

• ŻYCZENIA• ŻYCZENIA• ŻYCZENIA Tadeuszowi Błońskiemu oraz jego żonie Zdence składamy gratulacje z okazji narodzin wnuczki Niny, która przyszła na świat 9 października. Gratulujemy również szczęśliwym rodzicom – Annie i Danielowi Błońskim. Przyjaciele z Klubu Polskiego Dnia 6 października 2008 r. naszej redakcyjnej koleżance z Kieżmarku Justynie Chaváňakovej i jej mężowi urodziła się córka Justyna. Obojgu serdecznie gratulujemy. Zespół redakcji „Monitora Polonijnego“ Weronice Schöberovej i jej mężowi przesyłamy serdeczne gratulacje z okazji narodzin córki Dominiki, która przyszła na świat 17 października 2008 r. Wiemy, ile bólów, ile trosk zażyje matka, nim dziecko wychowa, wyniańczy, ile łez górskich jak piorun wypije. Prowadź Dominikę drogą cnoty, naucz ją słuchać mowy kwiatów, szumu liści, ptaków i słońca. Rozwijaj jej myśl, by poznała, że świat jest piękny i dobry i że nad światem czuwa Bóg. Skrzydłami i swą miłością niezrównaną ją chroń. Klubowiczowie z Trenczyna Drogim rodzicom oraz dziadkom Z radością przyjęliśmy wiadomość o narodzinach Dominiki – córeczki Weroniki i Tomasza Schöberów i wnuczki Reni i Piotra Straków, którym serdecznie gratulujemy! Wybiła dla Was wesoła godzina, Świat ujrzała oczekiwana dziecina. Szanowni Rodzice, niechże zdrowo rośnie, I niech rozkwita, jak pąk o wiośnie. Niechaj wniesie szczęście pod rodzinną strzechę, Dni radości, łask Bożych, i pociechę. W imieniu własnym i KLUBOWICZÓW Środkowego Poważa wszystkiego najlepszego życzy z serca Zbyszek Podleśny Markowi Sobkowi z okazji narodzin wnuczki Patrycji, która zawitała na świat 14 października 2008 r. o godz.13.32 w Dublinie, serdeczne gratulacje składają przyjaciele z Klubu Polskiego Region Bratysława. MONITOR POLONIJNY


• O G Ł O S Z E N I A •

O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A •

Regulamin konkursu CYBERFOTO 1. W konkursie mogą wziąć udział wszyscy fotografujący. 2. Materiałem wyjściowym do przetworzeń cyfrowych jest tradycyjna fotografia bądź fotografia wykonana metodą cyfrową. 3. Prace /min. format 21x30, A-4/ w postaci wydruku lub fotokopii należy przesłać w usztywnionych kopertach. 4. Każdą pracę należy czytelnie opisać na odwrotnej stronie, podając: - imię i nazwisko (lub godło) - tytuł pracy. 5. Do prac należy dołączyć w zamkniętej kopercie wypełnioną kartę zgłoszenia oraz informację, w jaki sposób praca powstała. Prace nie opisane, bez karty zgłoszenia nie będą oceniane. 6. Nagrodzone i wyróżnione staną się własnością organizatora, pozostałe

prace zostaną zwrócone autorom. Organizator zastrzega sobie prawo do bezpłatnej reprodukcji i publikacji prac konkursowych w katalogu oraz w środkach masowego przekazu w celu informacji i reklamy imprezy. 7. W konkursie mogą brać udział wyłącznie prace do tej pory nie publikowane i nie nagradzane. 8. Uczestnictwo w konkursie jest płatne (wysokość opłaty, termin jej wniesienia i numer rachunku bankowego publikuje organizator na swojej stronie internetowej www.rok.czestochowa.pl) 9. Autorzy zostaną powiadomieni pisemnie o werdykcie jury i terminie wystawy. 10. Z wystawy pokonkursowej zostanie wydany katalog z nagrodzonymi pracami.

11. Wystawie towarzyszyć będzie seminarium, poświęcone zastosowaniu komputera w kreowaniu współczesnej sztuki. 12. Oceny prac i podziału nagród dokona powołane przez organizatorów jury. Prace należy przesłać lub dostarczyć osobiście w opublikowanym corocznie przez organizatora terminie zgłoszenia pod adresem: Regionalny Ośrodek Kultury ul. Ogińskiego 13a 42-200 Częstochowa z dopiskiem „CYBERFOTO”. Wszelkie informacje na temat konkursu uzyskać można u komisarza wystawy, którym jest artysta fotografik Sławomir Jodłowski (Regionalny Ośrodek Kultury w Częstochowie) tel. /0-34/ 324-46-51, fax 324-94-81, e-mail: rok@rok.czestochowa.pl i na stronie internetowej www.rok.czestochowa.pl.

SPIS POLSKICH TV SAT PROGRAMÓW CYFROWYCH NIEKODOWANYCH AKTUALIZACJA - 08.09.2008 r. Nazwa TV Polonia TVP Kultura TVP3 INFO TVP Historia TV Trwam EDUSAT TV Biznes Polsat 2 International Zdrowie i Uroda TV Puls TVN Gra Mango 24 TV Polonia Tele 5 Polonia 1 ITV Podróże TV Viva Polska TVP Kultura TVS-TV Silesia TV Polonia Edusat TMT EDUSAT Tele 5

Satelita Astra 1KR Astra 1KR Astra 1KR Astra 1KR Astra 1KR Hot Bird 6 Hot Bird 6 Hot Bird 6 Hot Bird 6 Hot Bird 7A Hot Bird 7A Hot Bird 7A Hot Bird 7A Hot Bird 6 Hot bird 6 Hot Bird 7A Hot Bird 8 Hot Bird 6 Hot Bird 7A Hot Bird 8 Eutelsat W3A Intelsat 10-02 Amos 1 Atlantic Bird 1 Atlantic Bird 1

Pozycja 19,2 E 19,2 E 19,2 E 19,2 E 19,2 E 13 E 13 E 13 E 13 E 13 E 13 E 13 E 13 E 13 E 13 E 13 E 13 E 13 E 13 E 13 E 7E 1W 4W 12,5 W 12,5 W

Kategoria Częstotliwość różne 10,773 H kultura 10,773 H informacje 10,862 H historia 10,773 H religia, polityka 10,773 H edukacja 12,558 V informacje 11,158 V różne 11,158 V różne 11,158 V różne, religia 11,488 H gry 11,393 V telezakupy 11,393 V różne 11,488 H różne 12,558 V różne 12,558 V gry i zabawy 11,488 H reklamy hoteli 12,476 H muzyka 11,075 V kultura 11,488 H regionalny 12,303 V różne 11,175 V edukacja 11,190 V różne 11,347 H edukacyjny 11,387 H różne 11,387 H

Symbol RATE 22000 22000 22000 22000 22000 27500 27500 27500 27500 27500 27500 27500 27500 27500 27500 27500 27500 27500 27500 27500 27500 2142 2800 27500 27500

FEC 5/6 5/6 5/6 5/6 5/6 3/4 3/4 3/4 3/4 3/4 3/4 3/4 3/4 3/4 3/4 3/4 3/4 3/4 3/4 3/4 3/4 3/4 7/8 3/4 3/4

SID 17102 17104 7104 17103 17101 9353 13107 13102 13106 5112 4321 4316 5101 9351 9352 5109 10661 25 5113 3237 103 100 1 14833 14831

V-PID 514 516 515 515 513 2613 353 273 337 171 522 517 160 2611 2612 168 672 164 172 1292 514 100 4194 2192 2172

A-PID 670 690 680 680 660 2632 354 274 338 124 750 700 80 2612 2622 112 673 96 128 1293 670 110 4195 2193 2173

OPRACOWAŁ ZBYSZEK PODLEŚNY LISTOPAD 2008

27


•O G Ł O S Z E N I A •O G Ł O S Z E N I A •O G Ł O S Z E N I A •

Szkoła Kultury Polskiej

Studium Herberta Kraków, Willa Decjusza 7-13 grudnia 2008 r. Szkoła Kultury Polskiej to wizyta studyjna dla mieszkających na Wschodzie młodych Polaków i osób polskiego pochodzenia, umożliwiająca żywy kontakt z krajem ojczystym, jego kulturą, językiem, środowiskami artystycznymi, akademickimi i intelektualnymi. W roku 2008 Szkoła koncentrować się będzie wokół twórczości Zbigniewa Herberta, z uwagi na trwające obchody Roku Herberta. Do Krakowa zapraszamy

W Y B Ó R

Z

➨ ZBIGNIEW HERBERT IN MEMORIAM 5 listopada, godz. 19.00, Bratysława, Veľké koncertné štúdio Slovenského rozhlasu. Koncert z okazji 90. rocznicy odzyskania niepodległości Polski i Roku Zbigniewa Herberta

➨ POLSKI FILM EKSPERYMENTALNY 6 listopada, godz.10.00, Bratysława, Sala kinowa FF VŠMU, Svoradova 2 Wykład Krzysztofa Jureckiego z Wyższej Szkoły Sztuki i Projektowania w Łodzi i Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku.

➨ CHINY - IMPERIUM SZAROŚCI 6 listopada, godz. 16.30, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Otwarcie wystawy fotografii Bogdana Konopki w ramach międzynarodowego festiwalu MESIAC FOTOGRAFIE 28

młodych aktorów i studentów Polaków lub osoby polskiego pochodzenia z krajów Europy Wschodniej. W okresie 7-13 grudnia 2008 r. odbędą się tygodniowe międzynarodowe warsztaty aktorskie. Celem ich będzie poszukiwanie nowych, aktualnych interpretacji twórczości Poety. Warsztaty poprowadzi reżyser – opiekun artystyczny, przedstawiciel nurtu

P R O G R A M U

awangardowego Piotr Sieklucki (Teatr Nowy w Krakowie). Uczestnicy wezmą udział w spotkaniach i wykładach nt. życia i twórczości Zbigniewa Herberta. Finałem warsztatów będzie wspólny performance, przygotowany przez młodych artystów. To wydarzenie artystyczne będzie otwarte dla publiczności z całego regionu, mieszkańców Krakowa oraz turystów, a jego tłem i scenografią stanie się renesansowa Willa Decjusza. Dla 10 przyjętych osób pełny program Szkoły Kultury Polskiej fundowany jest przez organizatora i donatorów!!! Organizatorzy zapewniają warsztaty, wykłady, konsultacje indywidualne, opiekę reżyserską, materiały edukacyjne, organizację finałowego performance, wyżywienie, zakwaterowanie oraz zwrot kosztów podróży i kosztów uzyskania wizy.

I N S T Y T U T U

ŚRODKOWOEUROPEJSKI FESTIWAL SZTUKI ➨ 6 listopada – 16 grudnia, Trnawa, Galéria J. Koniarka Prezentacje artystyczne:

➨ 6 listopada, godz. 17.00, Synagoga, Centrum súčasného umenia, Halenarská 2 Videorefleks / Anna Konik

➨ 6 listopada, godz. 18.00, Kopplová vila, Zelený kríček 3 Dziwna figura / Rafal Bujnowski Projekcje filmów: ➨ 19 listopada, Trnawa, kino Hviezda godz. 18.00 - Z odzysku (2006), reż. Sławomir Fabicki godz. 20.00 - Chłopiec na galopującym koniu (2006), reż. Adam Guziński Koncert muzyki współczesnej ➨ 6 grudnia, godz. 17.00, Kopplová vila, Zelený kríček 3 Airis Quartet – w składzie Dorota Oleszkowicz (skrzypce), Aleksandra Czajor (skrzypce), Natalia Warzecha (wiolonczela) a Katarzyna Detko (wiolonczela). Wideoprojekcje: Polskie filmy animowane i filmy absolwentów łódzkiej szkoły filmowej

W

B R A T

➨ ZMRUŻ OCZY 7 listopada, Bratysława, FF UK, Gondova ul. Wideoprojekcja filmu Andrzeja Jakimowskiego dla studentów polonistyki FF UK

➨ CHCĘ TYLKO WIDZIEĆ SZCZĘŚLIWEGO CHŁOPCA 8 listopada, godz. 18.00, Bratysława, Galeria C. Majerníka, Zichyho palác, Ventúrska 9 Otwarcie wystawy fotografii Zuzanny Krajewskiej i Bartka Wieczorka w ramach międzynarodowego festiwalu MESIAC FOTOGRAFIE

➨ JEDEN SVET 2008•12 – 16 listopada, Bratysława IX Międzynarodowy Festiwal Filmów Dokumentalnych o tematyce praw ludzkich, z udziałem historyka i krytyka filmowego Macieja Gila W programie projekcje filmów: • Almar Express / Alamar Express Patrycja Satura / USA, Poľsko / 2007 / 60 min., • Music Partisans / Music Partisans Mirosław Dembiński / Poľsko / 2007 / 52 min., • Prvýkrát / The First Day / Pierwszy dzień Marcin Sauter / Poľsko / 2007 / 20 min. ➨ BABSKIE SPRAWY•18 listopada, godz. 18.00, Bratysława, Galéria Nova, Baštová 2 Otwarcie wystawy szkła artystycznego i przemysłowego polskiej artystki Marty Miary, która żyje i tworzy na Słowacji. MONITOR POLONIJNY


O G Ł O S Z E N I A •O G Ł O S Z E N I A • Uczestnicy kursu poniosą jedynie koszty indywidualnego ubezpieczenia na czas pobytu w Polsce. Kandydaci do Studium Herberta powinni przesłać dokumenty zgłoszeniowe i rekomendacje, czyli: • formularz zgłoszeniowy (plik do pobrania www.villa.org.pl) • cv • list motywacyjny • własna interpretacja wybranego utworu lub fragmentu z tomu „Pan Cogito” Zbigniewa Herberta (max. 2000 znaków ze spacjami, forma dowolna) Można załączyć rekomendacje, dyplomy i inne dokumenty, poświadczające znajomość języka polskiego i dotychczasowe osiągnięcia. Dokumenty przygotowane w języku polskim należy przesłać w formie elektronicznej na adres

Y S Ł A W I E

WIĘCEJ INFORMACJI: Anna Kowalska, koordynatorka projektu Stowarzyszenie Willa Decjusza ul. 28 Lipca 17a 30-233 Kraków tel.: +48 12 425-36-44 w. 197 fax: +48 12 425-36-63 ania@villa.org.pl www.villa.org.pl

L I S T O P A D

➨ POLSKI PLAKAT MUZEALNY 19 listopada – 7 grudnia, Koszyce, Wschodniosłowacka Galeria Koszyce, Alžbetina ul. 22 Wystawa plakatów ze zbioru Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej.

➨ MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL TEATRALNY ASTORKA 2008 20 listopada, godz. 19.00, Bratysława, Divadlo Astorka, Javisko Spektakl teatralny Multimedialne coś Bogusława Schaffera Reżyseria: Karina Piwowarska, obsada: Marek Frąckowiak, Waldemar Obłoza, Agnieszka Wielgosz i Bogusław Schaeffer (w języku polskim)

➨ 20 listopada, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Otwarcie wystawy Bogusław Schaffer – Grafiki

➨ 21 listopada, godz. 17.00 Trezor Astorka (wejście od ul. Nedbalovej) Projekcja dokumentu Solo o życiu i twórczości Bogusława Schaffera LISTOPAD 2008

ania@villa.org.pl. Zgłoszenia będą przyjmowane do 15 listopada 2008. Podpisane oryginały dokumentów należy przesłać pocztą pod adresem: Stowarzyszenie Willa Decjusza ul. 28 Lipca 17a, 30-233 Kraków Polska z dopiskiem „Szkoła Kultury Polskiej: Studium Herberta” (decyduje data stempla pocztowego).

2 0 0 8

➨ Nu Dance Fest 2008 27 listopada, godz. 20.00, Bratysława A4 – nultý priestor, nám. SNP 12, Spektakl Coco/Climt, Teatr Eferte – Anna Piotrowska, Eva Lacková (www.sucasnytanec.sk/nu-dance-fest/)

➨ NAPSZYKLAT 28 listopada, godz. 21.00, Stanica Žilina-Záriečie Koncert grupy avant hip-hopowej. (www.stanica.sk) ➨ MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL FILMOWY – BRATYSŁAWA. • 28 listopada. – 5 grudnia, Bratysława, Palace Cinemas Aupark • Prezentacja polskich filmów: • Čas zomrieť (Pora umierać), reż. Dorota Kedzierzawska, 2007, 104 min • Ryha (Rysa), reż. Michał Rosa, 2008, 95 min • Štyri noci s Annou (Cztery noce z Anną), reż. Jerzy Skolimowski, 2008, 87 min

Klub Polski Region Koszyce zaprasza na XII Dni Kultury Polskiej Program imprez: 5.11. Wystawa POLART 2008, efekt 6.Workshopu Klubu Polskiego na Słowacji – Galeria umelcov Spiša, Spišská Nová Ves 5.11. Wystawa „Krokom k umeniu“ – prace z II Dziecięcych Warsztatów Twórczych – GUS, Spišská Nová Ves 12.11. Wystawa 25 artystów z Radomia, Łodzi i Warszawy – Slovenské technické muzeum, Koszyce 12.11. Magdalena Wyżykowska – indywidualna wystawa malarstwa – Galeria KOS, Koszyce 15.11. Jazz for Sale Festival – Anthymos Apostolis Trio, Historická radnica, Koszyce 16.11. Teatr Formy „Only You“, Malá scena štatného divadla, Koszyce 19.11. Oficjalne otwarcie XII Dni Kultury Polskiej na Słowacji – Koszyce 2008, Historyczna sala Wschodniosłowackiej Galerii w Koszycach 19.11. Koncert „Hubka Band“ – Historická sala, VSG Koszyce 19.11. Polski Plakat Muzealny – wystawa ze zbiorow Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej, VSG Koszyce 22.11. Jazz for Sale Festival – Benny Maupin Band – Historická radnica, Koszyce 25.11. Film „Podwójne życie Weroniky“, reż. Krzysztof Kieślowski, Galeria Rotunda, Koszyce 26.11. Film „Ciało“, reż. Tomasz Konecki, Andrzej Saramonowicz, Galeria Rotunda, Koszyce 29


Krajina ukrytá v knihách S

kvelá slovenská spisovateľka Timrava rozhodne nevynikala počtom cestovateľských zážitkov. Naozaj dobre poznala iba svoje bezprostredné okolie – Novohrad a obec Polichno. Niežeby som sa prirovnávala rovno k Timrave (taká sebavedomá nie som), nanešťastie však, vo vzťahu k Poľsku musím skonštatovať, že zatiaľ som sa na cestu doň reálne fyzicky nevybrala. A predsa si trúfam písať o kontaktoch s krajinou, ktorá prichádza sama ku mne prostredníctvom nepriamych zmienok. Moje zdroje informácií o Poľsku sú dvojaké: na jednej strane ide o spomienkové záblesky z detstva, na druhej strane o pracovné dôvody záujmu o autorov poľskej proveniencie. V Slovenskom rozhlase redakčne pripravujem a moderujem relácie venované literatúre domácej i zahraničnej. Som južanka. Žijem striedavo v Bratislave a Nových Zámkoch, teda v meste na nížine s horizontom, ktorý nerozvlní žiadne pohorie. Celé to spomínam len preto, že moje prvé stretnutie s Poľskom sa mi vyslovene spája s predstavou vrchov. Sedemročnej Zuzane maminka na výlete zdôrazní, že na druhej strane fascinujúco vysokánskych Vysokých Tatier je iná krajina – Poľsko. Štrnásťročnej Zuzane utkvejú v pamäti vápencové bradlá romantickej tiesňavy Prielomu Dunajca a panoráma Pienin. Navždy si zapamätá, aké úžasné bolo plaviť sa na plti po Dunajci, ktorý v dĺžke necelých 20 km tvorí slovensko-poľskú štátnu hranicu. Pätnásťročná Zuzana triumfuje, keď jej gymnaziálny učiteľ slovenčiny pán Kuruc potvrdí poznatky o červenokláštorských kalmadulských bratoch: bylinkárovi a liečiteľovi Cypriánovi a jeho herbári so štvorjazyčným opisom 272 druhov rastlín a Romualdovi Hadbavnom, ktorý v roku 1750 preložil do slovenčiny Sväté písmo a v roku 1763 dokončil práce na latinsko-slovenskom slovníku. Obaja patria do spoločného, 30

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

ZUZANA BELKOVÁ REDAKTORKA SLOVENSKÉHO ROZHLASU

poľsko-slovenského kultúrneho dedičstva. Ak spravím takmer filmový strih a vynechám vysokoškolské štúdiá s ich prízvukovaním úzkych poľskoslovenských väzieb počas romantizmu, pokojne sa môžem preniesť do aktuálnejších čias a spomenúť si napríklad na taký minuloročný európsky festival poézie, hudby a divadla Cap á lEst (Cesta na východ) v Banskej Štiavnici. Plamenne tu rečnila okrem iného aj o Poľsku Magda Vášáryová. Dnes je z toho publikácia Polnočný sused. Jasné, že sme o nej informovali aj v našom rozhlasovom vysielaní. V tom vysielaní, v ktorom si literatúra nášho polnočného suseda už v uplynulých desaťročiach našla

nezastupiteľné miesto. Nemusím spomínať len hit, akým je pravidelne reprízované čítanie na pokračovanie z Quo vadis. Ako poslucháčku ma svojho času strhlo čítanie zo Škoricových sklepov Bruna Schulza. Podobným spôsobom sa spracovávala aj Prechádzka s mŕtvym dievčaťom Tadeusza Konwickeho. Nezabudnem na ufrfľaného prekladateľa Tomáša Horvátha, s ktorým som sa chcela rozprávať v súvislosti s románom Witolda Gomborowicza Kozmos. Nesúhlasil, naivne si mysliac, že ma to odradí od propagácie výborného autora. Oveľa lepšie sa mi o Hnoji hovorilo s Wojciechom Kuczokom či o Haličských poviedkach s Andrzejom Stasiukom. Ako rozhlasová dramaturgička som sa jedného dňa rozhodla priblížiť známych i menej známych poľských básnikov a bol z toho cyklus päťminútoviek poézie, v ktorom sa mihol renesančný Jan Kochanowski aj načisto súčasná Ewa Lipska. A popri nich aj Gałczyński, Grochowiak, Harasimowicz, Leśmian, Norwid, Różewicz či hoci Staff. Zaujímavé bolo vrátiť sa k textom Juliana Tuwima. Niektoré som mala zafixované už od útleho detstva vďaka vydarenému prekladu Miroslava Válka. Pre milovníkov science-fiction v rádiu nezabudneme z času na čas pripomenúť Stanislawa Lema a pre spokojnosť ctiteľov fantasy aj Andrzeja Sapkowského. Osobitnou kapitolou sú poľskí nobelovci – Czesław Miłosz a Wisława Szymborska, pre ktorú ma nadchla poetka Mila Haugová. Na Vianoce 2008 odvysiela Rádio Devín reláciu o Zbigniewovi Herbertovi. Tipujem, že dovtedy sa niekoľkokrát stretnem s prozaikom Ballom a vypočujem si aj správy o Jackovi Bukowskom, ktorý ho prekladá do poľštiny. Práve vďaka entuziazmu nadšencov ako Balla či Jacek B. je pre mňa stále podnetné sledovať, čo je nové v poľskoslovenských literárnych vzťahoch. MONITOR POLONIJNY


K Ą C I K

C Z Y T E L N I C Z Y

Tempus fugit ‘czas ucieka’

Ocalić od zapomnienia

Czas ucieka, a z nim nieuchronnie przemijają ważne chwile, o których warto pamiętać. Właśnie w tym celu mojej najstarszej córce podsunęłam do przeczytania swoją ulubioną książkę z dzieciństwa, które związane było z harcerstwem, czyli: „Kamienie na szaniec” Aleksandra Kamińskiego (Nasza Księgarnia, Warszawa 1999). Miałam nadzieję, że losy dzielnych harcerzy, członków „Wawra”, którzy w okupowanej przez Niemców podczas II wojny światowej Warszawie prowadzili propagandę antyhitlerowską, stosując głównie techniki „małego sabotażu“, i ryzykowali życie, zaciekawią moją córkę. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po jej przeczytaniu nawet nie podjęła próby dowiedzenia się więcej o tych dzielnych, młodych ludziach. Nie pojechała, tak jak ja

LISTOPAD LISTOPAD 2008 2008

w jej wieku, do Warszawy w poszukiwaniu żyjących członów Szarych Szeregów. Nie odnalazła w domu starców siostry „Zośki” – Hanki, która po wojnie była wiceprzewodniczącą Związku Harcerstwa Polskiego i godzinami opowiadała mi o swoich wędrówkach kanałami Warszawy, o strachu, nadziei, ale i o przygodzie. Wiem, tempus fugit! Dziś już by i tak pani Hanki nie znalazła, ale mimo wszystko żal mi, że losy tych cudownych ludzi nie zafascynowały w ogóle mojej córki. A może w Tobie, młody czytelniku, lektura „Kamieni na szaniec” wzbudzi chęć dokonywania równie bohaterskich czynów? Ale na szczęście bez wojny, bez wszechogarniającego strachu, bez spotykanej na każdym kroku śmierci.

Akcja fotograficzna „Wawra” po kilku uporczywych miesiącach jej kontynuowania wydała doskonałe wyniki: z ulic warszawskich zniknęły zupełnie fotografie mężczyzn w niemieckich mundurach. Natomiast druga akcja, nie dała tak dobrych wyników. Akcja miała przerwać chodzenie polskiej publiczności do kin, gdyż w kinach wyświetlano stale propagandowe dodatki niemieckie i czysty dochód szedł do kas propagandy niemieckiej.(...) Zaczynano wstępnym złośliwym sloganem wypisywanym kredą na murach: „Tylko świnie siedzą w kinie”. (...) Najsłynniejszym jednak wśród indywidualnych wyczynów „Wawra” była głośna na cały kraj i świat sprawa tablicy na pomniku Kopernika. Bohaterem „kopernikowej afery” był Alek, który uczcił rocznicę urodzin polskiego astronoma 19 lutego odmontowaniem niemieckiej płyty zakrywającej napis polski: „Mikołajowi Kopernikowi – Rodacy”.

Kiedy w czasie Wszystkich Świętych odwiedzacie groby swoich bliskich, na pewno zauważacie też zaniedbane groby, na których nie ma ani kwiatka, ani świeczki. Każdy z nich skrywa zapomniany los jednego człowieka. Pomyślcie, może warto zapalić na nich znicz, jeśli nie w Święto Zmarłych, to może na Boże Narodzenie. Niech choć na chwilę ożyją dzięki Waszej pamięci. Poproście swoje babcie i dziadków, aby poopowiadali Wam o swojej młodości, a jeśli macie jeszcze pradziadków, to koniecznie zapytajcie ich o ich dzieciństwo, tak różne od Waszego. Zapiszcie ich wspomnienia. Kiedyś, jak dorośniecie, chętnie je przeczytacie. A jeśli te zapisane przez Was wspomnienia dziadków czy pradziadków prześlecie pod adresem redakcji „Monitora Polonijnego”, chętnie je opublikujemy. stronę redaguje Moan

31


G

dy listopadowe dni mocno dają się nam we znaki, trudno na poczekaniu wymyślić jakiś szybki i nieskomplikowany sposób na poprawienie nastroju. Plucha i szaruga mogą skutecznie zniechęcić do wychodzenia z domu. Co zatem robić, by poczuć się lepiej? W Polsce, wraz z modą na różne diety i zdrowy styl życia, pojawiła się teoria, że najkorzystniejsza dla organizmu, rozgrzewająca i kojąca stresy dieta to po prostu spożywanie tego, co przyroda nam daje w określonym czasie, a nie sięganie po „wiecznie żywe” całoroczne cytrusy, pomidory i sałatę. Późną

jesienią powinniśmy więc jeść jabłka i gruszki, warzywa dobrze zimujące w piwnicach, kiszoną kapustę i tak dalej… Spróbujmy więc w listopadzie rozgrzać się w zgodzie z tą teorią. Czy pomoże? Najlepiej sprawdzić samemu!

Pieczone gruszki w sosie czekoladowym SKŁADNIKI:

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA:

• 4 gruszki (lub ewentualnie duża puszka gruszek w syropie) • 80 gram ciemnego cukru • 80 gram mąki • 2 jajka • tabliczka gorzkiej czekolady (100 gram) • wanilia • dodatkowo lody lub bita śmietana

Gruszki obieramy ze skórki, kroimy na połówki i wyciągamy gniazda nasienne. Plusem tych z puszki jest to, że są już odpowiednio przygotowane. Układamy je w naczyniu żaroodpornym. Czekoladę rozpuszczamy na ogniu i studzimy. Mieszamy mąkę, cukier, jajka i schłodzoną czekoladę, dodajemy szczyptę wanilii do smaku. Tak powstały sos powinien być dosyć gęsty.

Polewamy nim gruszki i wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na ok. 20 minut. Najlepiej smakują gorące, podane z lodami lub bitą śmietaną. Wasi goście rozpłyną się z zachwytu, zaś sąsiedzi, skrobiąc nerwowo łyżkami w ścianę, będą domagać się chociaż kąska tego, co tak zachwycająco będzie pachnieć. Czy kulinarny sukces nie pomaga się rozgrzać w listopadzie?

AGATA BEDNARCZYK


Monitor Polonijny 2008/11