Page 1


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

P

od koniec marca w Instytucie Polskim w Bratysławie odbyło się spotkanie z Andrzejem Stasiukiem, znanym polskim pisarzem, którego dorobek prezentowaliśmy w rubryce „Bliżej polskiej książki“ (MP, 11/2005). Podczas spotkania zaprezentowano jego „Opowieści galicyjskie“ (Haličské poviedky), które właśnie weszły na rynek słowacki. Obecni byli też Jozef Marušiak – tłumacz książki na język słowacki oraz przedstawiciele wydawnictwa „Slovart”, które ją wydało. Spotkanie poprowadził słowacki dziennikarz Dado Nagy, odwołujący się nie tylko do fragmentów książki, ale i do

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

„Opowieści galicyjskie“ w Instytucie Polskim w Bratysławie

Tłumacz Jozef Marušiak (z lewej) oraz autor Andrzej Stasiuk wcześniejszych wypowiedzi Stasiuka dla słowackiej prasy, dotyczących jego stosunków do tego kraju. Nic więc dziwnego, że skoro w utworach Stasiuka można odnaleźć spo-

ro spostrzeżeń na temat Słowacji i Słowaków, to na spotkanie przybyło liczne grono zainteresowanych słowackich czytelników. mw

„Wino truskawkowe“ w słowackich kinach W kwietniu w słowackich kinach miał swoją premierę film „Wino truskawkowe“ („Jahodové vino“), który powstał w koprodukcji polsko-słowackiej. Obraz jest ekranizacją „Opowieści galicyjskie” Andrzeja Stasiuka, na podstawie których ich autor wraz z reżyserem napisali scenariusz. „Kiedy skontakto-

2

wał się ze mną Dariusz Jabłoński, zgodziłem się na realizację tego projektu, nie wiedząc, że będę musiał napisać scenariusz do filmu“ – wspominał Stasiuk podczas konferencji prasowej po projekcji filmu. Na pytanie, czy film mu się podoba, odpowiedział, że to już nie jest ta sama historia, którą opisał w książce. Nie mniej

jednak, jak się mogli przekonać obecni podczas konferencji prasowej dziennikarze, obaj panowie – i Andrzej Stasiuk, i Dariusz Jabłoński, z nostalgią wspominali czas spędzony w podbeskidzkiej wsi na kręceniu filmu. W głównej roli męskiej wystąpił czeski aktor Jiří Macháček, a główną rolę żeńską zagrała

Słowaczka Zuzana Fialová. W filmie wystąpiło też wielu znanych i lubianych polskich aktorów, np. Maciej Stuhr czy Jerzy Radziwiłowicz. O realizacji tego polsko-słowackiego projektu filmowego informowaliśmy Państwa na naszych łamach dwa lata temu (MP, 4/2006). mw

MONITOR POLONIJNY


OD REDAKCJI

SPIS TREŚCI

Tym razem będzie filmowo, muzycznie i weekendowo. Dlaczego? W tym roku bowiem na maj przypadają dwa długie weekendy – na początku miesiąca i pod jego koniec. Co wtedy robią nasi rodacy? Świętują? Leniuchują? Podróżują? Na te pytania staramy się odpowiedzieć w tym numerze naszego pisma. Przedstawiamy również postać Hugona Kołłątaja w rubryce „To warto wiedzieć“, który przyczynił się znacząco do uchwalenia Konstytucji 3 Maja. A o co chodzi z tymi filmami i muzyką? Otóż, jak co miesiąc, w rubryce „Młodzi w Polsce słuchają“ przedstawiamy polską scenę muzyczną. Dodatkowo w specjalnym artykule informujemy o niespodziewanym come back utworu „Papaya“ z repertuaru Urszuli Dudziak, który świętuje swój wielki tryumf w wielu krajach świata! W rubryce „Co u nich słychać“ opowiadamy o poświęconym muzyce życiu naszej rodaczki pani Krystyny Figurovej, mieszkającej w Bratysławie, która swoim sopranem koloraturowym oczarowała nie jednego melomana. A filmowo w naszym piśmie jest za sprawą stałej rubryki „Kino-oko“, w której autorka pisze o najnowszej polskiej komedii romantycznej. Informujemy również o filmie „Wino truskawkowe“, nakręconym w koprodukcji polsko-słowackiej, który w kwietniu wszedł na ekrany słowackich kin. No i jest jeszcze coś z dawnych czasów, a mianowicie portret legendy kina niemego, której w ubiegłym miesiącu kilka imprez poświęcił Instytut Polski w Bratysławie. Mowa o Poli Negri. Te i inne artykuły znajdziecie Państwo w naszym majowym numerze „Monitora Polonijnego“. Miłej lektury. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA REDAKTOR NACZELNA

Dobre, bo polskie, czyli o majowych weekendach… Z KRAJU Najazd polski Rowerem przez maj Nieznana gwiazda filmu niemego CO U NICH SŁYCHAĆ? Krystyna Figurová: „Postanowiłam, że się nie poddam!“ WYWIAD MIESIĄCA Marek Borowski – nie tylko o polskiej lewicy Urszula Dudziak dobýja Áziu a Latinskú Ameriku Papayou KINO-OKO „Nie kłam kochanie” MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Tatiana Okupnik TO WARTO WIEDZIEĆ Hugo Kołłątaj. Człowiek Konstytucji BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI „O deskach scenicznych będących deskami ratunku” Okienko językowe O Hugonie z Ottonem CZYTELNICY PISZĄ Złoty koniec zimy OGŁOSZENIA POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY Spomienky, ktoré neodvial ani čas... MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI PIEKARNIK Jak zrobić, by w maju się nie narobić (w kuchni…)

4 4 6 7 8

9 12 15 16 17 18 20 20 22 22 24

26 27 28

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB – SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk , Pavol Bedroň, Andrea CupałB a r i c o v á , A n n a M a r i a J a r i n a , M a j ka K a d l e č e k , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , I z a b e l a W ó j c i k KOREŠPONDENT V REGIÓNE KOŠICE – Urszula Zomerska-Szabados • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE : Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRES A: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorp@orangemail.sk • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín

www.polonia.sk MAJ 2008

3


Dobre, bo polskie,

czyli o majowych weekendach…

M

aj z czasów mojego dzieciństwa był okresem długich spacerów po pachnącym, zielonym parku, pierwszych bukietów z kwiatów, zrywanych dla mamy. Gdy podrosłam nieco, okazało się, że maj to również czas miłości, matury i upojnego bzu, a kiedy już wkroczyłam na drogę mozolnego chodzenia do pracy – nastąpił cud – naród zaczął świętować długie majowe weekendy i… pracy było jakby mniej! Sceptycy co prawda narzekają, że unikanie pracy to typowo polska specjalność i żaden inny kraj nie może się poszczycić taką ilością wolnych dni w roku, ale bądźmy szczerzy – gdy wiosna w pełni, wesołe słońce już od wczesnego ranka świeci nam w oczy, chciałoby się choć na chwilę przełamać rutynę dnia codziennego, oczyścić i uruchomić grill, napompować koła roweru i wyjechać za miasto na małą wycieczkę.

POLSKA 2 KWIETNIA obchodziła trzecią rocznicę śmierci Jana Pawła II. Tego dnia przy jego grobie w Watykanie trwała modlitwa różańcowa. W Warszawie punktualnie o godz. 21.37 zapłonął znicz – symbol pamięci. Biły dzwony. Na plac Piłsudskiego przybyło wielu młodych ludzi, którzy na ustawionych w pobliżu telebimach mogli obejrzeć m.in. archiwalne nagrania homilii Jana Pawła II. Wzdłuż al. Jana Pawła II za4

Długi weekend wiele osób wykorzystuje na krótki urlop, a w związku z tym biura turystyczne oferują na ten czas coraz więcej wycieczek objazdowych lub pobytowych, na przykład do stolic Europy. Bardzo popularne są oczywiście wycieczki na Słowację, zwłaszcza do strefy przygranicznej, ale i Bratysława coraz chętniej jest odwiedzana przez Polaków. Ale, ale… Dobrze przynajmniej wiedzieć, jakie właściwie święta składają się na nasze dłu-

płonęły tysiące zniczy, ustawionych przez mieszkańców stolicy. O rychłą beatyfikację papieża Polaka modlili się mieszkańcy Wadowic podczas wieczornej mszy świętej na rynku. Pomimo niesprzyjającej pogody, zgromadziło się tam ponad tysiąc wadowiczan, którzy o godzinie 21.37 spotkali się na krótkiej modlitwie przed domem rodzinnym Karola Wojtyły. WARSZAWA I CAŁA POLSKA obchodziły 65. rocznicę powstania w getcie warszawskim. ,,Żołnierze warszawskiego getta nie walczyli o zwycięstwo, walczyli o honor; podjęli walkę w warunkach bezna-

gie weekendy, których w maju mamy zwykle dwa. Jeden kojarzony jest ze świętami państwowymi, drugi zaś z Bożym Ciałem – świętem typowo polskim. Na początku miesiąca, 1 maja obchodzimy oczywiście Międzynarodowe Święto Pracy. Na szczęście obowiązkowe pochody przeszły już dawno do historii i wolny czas możemy wykorzystać czy to na aktywny wypoczynek, czy też na słodkie nicnierobienie.

Drugi maja to Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej, a jednocześnie Dzień Polonii i Polaków Za Granicą – obchodzony jest od 2004 roku i nie jest

dziejnych, walczyli z wyjątkowym bohaterstwem” – mówił prezydent Lech Kaczyński podczas uroczystości przed Pomnikiem Bohaterów Getta. Obecny tam prezydent Izraela Szimon Peres podkreślił, że naród żydowski w bojownikach getta widzi bohaterów historycznych, którzy przewyższą każdą legendę. MAREK EDELMAN, ostatni żyjący przywódca powstania w getcie warszawskim, otrzymał Order Komandora Legii Honorowej – najwyższe francuskie odznaczenie, nadawane wybitnym, zasłużonym osobistościom. Order przyznał mu prezydent Francji Nicolas Sarkozy.

IRENA SENDLER (98), polska kandydatka do pokojowej Nagrody Nobla, która uratowała z getta ponad 2 tysiące żydowskich dzieci, zachorowała na zapalenie płuc. Opiekujący się chorą lekarz 16 kwietnia oznaczył jej stan za dość ciężki. ABP SŁAWOJ LESZEK GŁÓDŹ 17 kwietnia został mianowany przez papieża Benedykta XVI nowym metropolitą gdańskim. Zastąpi na tym stanowisku abpa Tadeusza Gocłowskiego w związku z jego przejściem na emeryturę. Przeciw kandydaturze Głódzia protestował m.in. były prezydent Lech Wałęsa. MONITOR POLONIJNY


dniem wolnym od pracy, zazwyczaj jednak wiele osób bierze w tym dniu urlop. Trzeci maja to święto Konstytucji 3 Maja, ustanowione już dwa dni po jej uchwaleniu w roku 1791. Po II wojnie światowej święto to zniesiono. Ponownie zaczęto je obchodzić od roku 1990 i od tego czasu jest to dzień wolny od pracy. Trzeci maja to równocześnie Święto Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, związane z wielowiekowym kultem maryjnym. Gdy w czasie potopu szwedzkiego w roku 1655 najeźdźcy odstąpili od Jasnej Góry, król Jan Kazimierz we Lwowie ofiarował Maryi naród polski, nazywając ją po raz pierwszy Królową Polski.

W CELI ARESZTU płockiego 5 kwietnia powiesił się Sławomir Kościuk, skazany na dożywocie za udział w uprowadzeniu i zabójstwie Krzysztofa Olewnika. W końcu marca Sąd Okręgowy w Płocku skazał w tej sprawie 11 oskarżonych. Kary dożywocia zostały wymierzone dwóm oskarżonym – Sławomirowi Kościukowi i Robertowi Pazikowi. Olewnika uprowadzono w 2001 roku. Przetrzymywano go kilkanaście miesięcy przykutego do ściany łańcuchami. Ponadto bito go i znęcano się nad nami. Od rodziny żądano okup 300 tys. euro, a miesiąc po wypłaceniu pieniędzy zamordowano go. MAJ 2008

Żeby poznać dokładniej charakter i specyfikę uroczystości Bożego Ciała, trzeba cofnąć się do Niedzieli Wielkanocnej i policzyć następujące po niej tygodnie – w siódmą niedzielę po Wielkanocy przypadają Zielone Świątki, a w drugi czwartek po Zielonych Świątkach Boże Ciało. Uroczystość ta jest obchodzona w Polsce od 1320 roku, ale

PROCES W SPRAWIE ŚMIERCI zamordowanego Krzysztofa Olewnika okrzyknięto największym skandalem. Szef grupy Wojciech F., któremu śledczy zamierzali przypisać tzw. sprawstwo kierownicze, popełnił samobójstwo w areszcie w czerwcu 2007 r. w niejasnych okolicznościach. W Płocku działał lokalny „układ”, który mógł być zamieszany w porwanie i śmierć Krzysztofa Olewnika, a później utrudniał śledztwo i mylił tropy. Nieprawidłowości w dochodzeniu mogły być celowe. Miały nie dopuścić do ujawnienia nielegalnego handlu stalą. Związki z tym procederem mieli także lokalni działacze SLD, co potwierdziła w połowie kwietnia

barwne rozmodlone procesje, tak charakterystyczne dla tego święta, pojawiły się dopiero sto lat później. Kto chociaż raz uczestniczył w świątecznej procesji, wie, że to spore przeżycie – deptanie rozrzuconych przez dzieci kwiatowych płatków, wdychanie woni kadzidła i kontemplowanie pieśni, śpiewanych przy akompaniamencie orkiestry, ma swój niepowtarzalny czar. Jako dziecko byłam wysyłana po brzozową gałązkę, którą odrywałam, podobnie jak inne dzieci, z ozdabiających ołtarze drzewek. Powieszona w domu gałązka miała chronić przed chorobami, burzami i gradobiciem. Warto pamiętać o świętach, które tworzą nasze polskie długie weekendy. Nawet jeśli wolny czas spędzamy z dala od tradycji, pomyślmy, że rytm każdego roku wyznaczają właśnie owe historyczne lub religijne zwyczaje, bez których nasz kraj byłby zupełnie inny. AGATA BEDNARCZYK

prokuratura. Według jednego z wątków śledztwa, „układ” mógł chcieć przejąć majątek rodziny porwanego. PREMIER RUMUNII Calin Tariceanu 9 kwietnia odwołał konsula w Warszawie i wezwał rumuńskiego ambasadora do kraju, aby ten złożył wyjaśnienia w związku ze zgonem 33-letniego Claudiu Crulica. Rumun osadzony był w krakowskim areszcie, gdzie prowadził głodówkę. Wycieńczonego przewieziono do szpitala, gdzie zmarł 18 stycznia. Jego rodzina przygotowuje pozew przeciwko państwu polskiemu. Krakowski areszt i ambasada Rumunii twierdzą, że mężczyzna umarł z głodu na własne

życzenie. W związku ze skandalem 11 kwietnia podał się do dymisji minister spraw zagranicznych Rumunii Adrian Cioroianu. Był on krytykowany za niewłaściwe zajęcie się sprawą. W DNIU 22 KWIETNIA kontrowersyjna Rzecznik Praw Dziecka Ewa Sowińska podała się do dymisji z dniem 30 czerwca. Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski przyjął jej decyzję ,,z satysfakcją”. Według niego było to najlepsze wyjście z sytuacji konfliktowej – Sejm miał zająć się m.in. wnioskiem PO o odwołanie Sowińskiej. ZUZANA KOHÚTKOVÁ WARSZAWA 5


Najazd polski W

związku z tym, że na maj tego roku przypadają dwa przedłużone weekendy z okazji różnych świąt, obchodzonych w Polsce, postanowiliśmy sprawdzić, czy w tym czasie nasi rodacy wybierają się na Słowację, by tu właśnie spędzić wolne od pracy dni. Zapytaliśmy więc, jakie jest zainteresowanie wycieczkami do kraju, w którym mieszkamy, panią Beatę Wojnarowską – szefową biura podróży GT Express, specjalizującą się w organizacji pobytów polskich turystów na Słowacji.

Co roku w maju i w czerwcu obserwujemy większe ilości polskich autokarów, mknących po słowackich drogach. „W przeciągu 10 lat, od kiedy prowadzę swoje biuro, nie odnotowałam tak dużego zainteresowania Słowacją, jak tego roku“ – informuje nas Beata Wojnarowska. Już od listopada roku ubiegłego zgłaszają się do niej biura podróży z Polski i rezerwują na ten okres hotele na Słowacji. Największe zainteresowanie budzi Bratysława, skąd turyści mają blisko do Wiednia czy Budapesztu i w ten sposób mogą zwiedzić naraz kilka stolic europejskich. „Do niedawna zainteresowanie Bratysławą było mniejsze, turyści tu głównie nocowali, w ciągu jednego dnia zwiedzali miasto, a resztę czasu spędzali na wycieczkach po sąsiedniej Austrii – komentuje Wojnarowska. – Jednak od jakiegoś czasu te proporcje uległy zmianie i obserwuję coraz większe zainteresowanie stolicą Słowacji oraz jej okolicami“. To nie lada wyzwanie, bowiem właścicielka biura turystycznego musi więcej czasu poświęcać na opracowywanie programów zwiedzania Słowacji, zadbać o atrakcyjność imprez oraz zatrudnić dodatkowe osoby do opieki nad wycieczkowiczami. Jak twierdzi Wojnarowska, na zainteresowanie tym krajem w dużej mierze przyczynił jej udział we wszystkich ważniejszych wystawach turystycznych w Polsce, 6

na których prezentowała słowackie atrakcje. Promocją naszej drugiej ojczyzny zajmuje się też Instytut Słowacki w Warszawie, który kieruje zainteresowanych do biura „GT Express”. Tę działalność wspiera też SACR (Slovenská agentúra pre cestovný ruch), a zainteresowanie podnosi również promocja Słowacji w polskich mediach. Podczas dwóch przedłużonych weekendów majowych „GT Express” ma obsłużyć około 60 autobusów z turystami. Polacy najczęściej zamawiają hotele turystyczne, dwu- lub trzygwiazdkowe. Najchętniej nocują w Bratysławie, a poza tym w Małych Karpatach, Sencu, Šamorinie. Z uwagi na niedostatki bazy noclegowej w Bratysławie i okolicy niektóre wycieczki zdecydowały się na noclegi w Novych Zamkach, skąd wybiorą się do Budapesztu. Klasyczny program wycieczki obejmuje zwiedzanie najciekawszych zabytków w Bratysławie, podczas którego mają też czas wolny na zakupy. Potem w ofercie jest rejs statkiem po Dunaju, najczęściej do Devína. Wieczorem natomiast Polacy odwiedzają piwnice, gdzie kosztują regionalnych potraw oraz uczą się degustacji wina, którą poprzedza wykład na temat smaków i gatunków tego trunku. Kolejny dzień to zazwyczaj wycieczka na zamek Červený Kameň, gdzie dodatkową atrakcją są pokazy sokołów i in-

nych drapieżnych ptaków. Stąd goście wybierają się do Jaskini Driny, a potem do warsztatów ceramicznych, gdzie mogą sobie kupić, a niekiedy i własnoręcznie ulepić lokalne wyroby garncarskie. Wycieczka obejmuje też jednodniowy pobyt w Wiedniu lub Budapeszcie, gdzie „GT Express” kieruje swoich turystów do współpracujących z nim agencji. Długie majowe weekendy Polacy spędzą też w słowackich górach. „Od dawna są już zarezerwowane hotele w regionach przygranicznych – mówi Wojnarowska. – Tam własnymi samochodami wybierają się głównie rodziny bądź grupy znajomych“. To przede wszystkim indywidualne pobyty wypoczynkowe. Największym zainteresowaniem cieszą się kąpieliska termalne – Vyšné Ružbachy, Wysokie Tatry czy „Tatralandia” w Lipotwskim Mikulaszu albo „Aquapark” w Popradzie. Skoordynowanie programów dla takiej liczby turystów jest nie lada wyzwaniem. Beata Wojnarowska obsługuje polskie wycieczki wraz z siedmiorgiem współpracowników. „Przy tak dużym zainteresowaniu musimy być bardzo elastyczni, tym bardziej, że polscy turyści są dosyć wymagający i często zmieniają plany w trakcie pobytu“ – komentuje. Nasilona obecność tak wielu turystów zwiększa ryzyko powstania sytuacji trudnych, wyjątkowych, np. kiedy ktoś zachoruje czy zgubi dokumenty. Również wtedy pracownicy biura służą swoją pomocą. A zatem podczas długich weekendów majowych będziemy zapewne słyszeć częściej nasz ojczysty język na ulicach słowackich miast czy na szlakach turystycznych. Jak się okazuje, kraj, w którym mieszkamy, jest coraz bardziej atrakcyjny dla naszych rodaków. Może warto czasami popatrzeć na dobrze znane nam miejsca oczami tych, którzy są ciekawi tego, co my mamy na wyciągnięcie ręki? MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


Rowerem przez maj

G

dy wokoło aż pachnie od świeżych, jasnozielonych liści i pierwszych kwiatów, a nasze ciało domaga się odrzucenia warstw swetrów, kurtek i ciepłych butów, to znaczy, że nadchodzi pora, kiedy to nawet największy mieszczuch i leń myśli o powrocie do natury. Niespieszne wycieczki na świeżym powietrzu, twarz zaróżowiona od słońca, pozytywne zmęczenie… Pora odkurzyć rower i wyruszyć za miasto. Dzisiaj zatem o zakątkach, które można zwiedzić na dwóch kółkach. Wielokrotnie już pisałam, że Słowację i Polskę dzieli przepaść, jeśli chodzi o aktywny wypoczynek. Dowodem tego są coraz popularniejsze wyjazdy weekendowe Polaków właśnie na Słowację – bez problemu można zabrać rower, tanich miejsc noclegowych nie brakuje, a dopracowanie tras, malownicze widoki oraz słowacka otwartość budzą często zdumienie polskich urlopowiczów – że tak blisko można świetnie wypocząć! Dla naszych rodaków najatrakcyjniejsze są oczywiście okolice przygraniczne, choć te nie należą do najłatwiejszych. Trasy rowerowe można jednak MAJ 2008

dobierać według własnych możliwości, a nagrodą za zmęczenie będą niewątpliwie niebiańskie krajobrazy i łyk górskiego powietrza. Dlatego, gdy ktoś zapyta Was, gdzie można poznać Słowację „w pigułce” i aktywnie wypocząć, bez wahania zaproponujcie mu Orawę oraz sąsiadujący z nią Liptów. Pierwszym ciekawym miasteczkiem, na które natrafimy, jadąc od granicy z Chyżnego, jest Twardoszyn, a w nim śliczny drewniany kościółek z XV wieku, zbudowany bez użycia gwoździ (te pojawiły się dopiero podczas remontu w XX wieku). Dach pokryty gontem, obok stary cmentarzyk – malowniczo jak z dawnych opowieści…

Obok miasteczka jest olbrzymi zbiornik wodny, w którym oczywiście koniecznie trzeba wymoczyć zmęczone pedałowaniem nogi. Pośrodku zalewu znajduje się zielona wyspa, a na niej samotny kościółek z ekspozycją lokalnej sztuki. Dalej warto pojechać do wioski Podbiel – rezerwatu orawskiej architektury ludowej, gdzie czas naprawdę się zatrzymał, a oryginalne zabudowania, w tym kompleks, „osiedle” starych 18 chałup, postawionych w jednym rzędzie, budzą autentyczny podziw. Na skraju wsi stoi blisko dwustuletni zakład metalurgiczny. Stąd już niedaleko do Zuberca, gdzie także możemy zwiedzić bogaty w eksponaty skansen wsi orawskiej i skąd możemy rozpocząć wycieczkę rowerową po Dolinie Rohackiej – o surowym i pięknym krajobrazie, ozdobionym jeziorkami. Nawet jeśli nie wszystko uda nam się na rowerze zobaczyć – warto! Za Zubercem znajdują się Oravice, a w nich kąpielisko termalne z ciepłą, silnie mineralizowaną wodą, która pomaga w leczeniu bólów stawów i kręgosłupa. Perłą Orawy jest oczywiście zamczysko z XIII wieku, które według legendy budował sam czart. Twierdza przypomina trochę disnejowską budowlę, ale naprawdę warta jest zobaczenia. Mieści się w niej Muzeum Orawskie, ale już sam spacer

po dziedzińcach dostarcza sporych wrażeń, do których zaliczyć należy np. pokonanie 880 schodów z dolnego zamku do cytadeli, gdzie na wąskim występie można podziwiać oszałamiający widok – i to jakieś sto metrów ponad rzeką! Zamek posiada ciekawą całoroczną ofertę, więc jest duża szansa, że kiedykolwiek się do niego wybierzemy, zawsze trafimy czy to na festyn, czy też na jakieś pokazy, jarmarki, że nie wspomnę już o nocnych koncertach czy poszukiwaniach skarbów. Nie zapominajmy, że Orawa to również słowacki raj kulinarny – stąd pochodzą najlepsze wyroby mleczarskie, haluszki, korbacziki, bryndza, a z własnego doświadczenia wiem, że dla polskich turystów są one często odkryciem dla podniebienia, równającym się z innymi atrakcjami wyjazdu. Nie ma to przecież jak świeżutki ser, dobrze okraszone kluseczki… Oj, chyba pójdę coś zjeść, a o atrakcjach Liptowa napiszę następnym razem… AGATA BEDNARCZYK

7


Nieznana gwiazda filmu niemego J

anosik, Maurycy Beniowski i Pola Negri... Co mają te trzy osoby wspólnego? Otóż to, że Słowacy i Polacy lubią się o nie kłócić. Oba narody twierdzą bowiem, że były ich. Do kłótni o Polę Negri mogą dołączyć także Cyganie, bo jej ojciec był nie tylko Słowakiem, ale też Cyganem. Matka zaś była Polką, a Pola urodziła się w Lipnie. Datę jej narodzin trudno ustalić, albowiem zarówno sama artystka, jak i rozmaite źródła podają ich kilka. Chociaż ona w „Pamiętniku Gwiazdy” napisała, że urodziła się „w przeddzień nowego millenium”, z mniej romantycznego aktu urodzenia wynika, że w tym czasie miała już prawie trzy lata. Jeśli dotąd Państwo nie zorientowali się do końca, o kim mowa, proszę się nie martwić. Na Słowacji, a także wśród młodej generacji w Polsce Pola Negri, a właściwie Barbara Apolonia Chałupiec (po słowacku: Chalupec), jest prawie nieznana. A przy tym to pierwsza europejska aktorka, która zrobiła zawrotną karierę w Hollywood! W związku z tym, że nie cieszy się taką popularnością, na jaką by zasługiwała, i z okazji dwudziestej rocznicy jej śmierci w zeszłym roku Muzeum Kinematografii w Łodzi przygotowało wystawę „Pola Negri – legenda kina”, która obecnie jest pokazywana w Instytucie Polskim w Bratysławie. Znajdują się na niej plakaty z filmów, w których grała (w sumie było ich 63), jej zdjęcia i fragmenty z „Pamiętnika Gwiazdy”. Wystawa podaje pełny obraz jej życia, kariery, miłości i stylu Hollywood lat 20-tych i 30-tych. A więc dowiadujemy się, że Pola Negri przejęła swój pseudonim od włoskiej poetki Adi Negri, której utwory czytała jako młoda dziewczyna podczas leczenia się na gruźlicę. W związku z tą 8

chorobą musiała zrezygnować z kariery baletowej i zajęła się aktorstwem. W teatrze zadebiutowała w wieku piętnastu lat, a parę lat później współpracowała już ze słynnymi reżyserami filmowymi. Krótko po I wojnie światowej wyjechała do Niemiec, a filmy niemieckie otworzyły jej drogę do Stanów Zjednoczonych i Anglii. Wyszła za mąż najpierw za księcia, potem za hrabiego, ale oba małżeństwa skończyły się rozwodem. Spotykała się z Charliem Chaplinem, Rudolfem Valentino i Glenem

Kidstonem. Pod koniec lat 30-tych wróciła do Niemiec, gdzie nakręciła kilka filmów. Właśnie te filmy później zamknęły jej możliwość powrotu na ekrany po powrocie do Stanów. Ludzie nie mogli jej wybaczyć współpracy z hitlerowskimi Niemcami. Aktorka musiała zarabiać na życie, śpiewając w drugorzędnych lokalach. Tak naprawdę jej kariera skończyła się w latach 30-tych. Po II wojnie światowej zagrała tylko w paru filmach. Ostatnie lata życia spędziła w klasztorze, nie mając środków na utrzymanie, albowiem wszystkie pieniądze straciła po bankructwie na giełdzie. Wystawie towarzyszyło dziewięć filmów z Polą Negri w roli głównej, wyświetlanych w ramach festiwalu „Febiofest”, film dokumentalny o jej życiu, prezentowany w Instytucie Polskim oraz dyskusja z udziałem krytyka filmowego Jana F. Lewandowskiego, krytyka i historyka Richarda Blecha i publicysty Viliama Jablonickiego. O ile na wystawie mogliśmy otrzymać oficjalne i sprawdzone informacje, to z debaty trzech panów – specjalistów od Poli Negri, mogliśmy się MONITOR POLONIJNY


S Ł Y C H A Ć ?

MAJ 2008

iedy dwa lata temu w Pałacu Zichy miała miejsce prezentacja Polaków mieszkających w Bratysławie, wśród zaproszonych gości była urocza pani profesor śpiewu, której uczennica Marta Hudecová wystąpiła wówczas z minirecitalem polskich pieśni. Owa nauczycielka to Polka, mieszkająca od 1958 roku w Bratysławie, która swoim sopranem koloraturowym zachwycała nie tylko Polaków, ale i Słowaków. Postanowiłam dotrzeć do niej, by przedstawić historię jej życia. Pani Krystyna Figurová, bo o niej mowa, chętnie zgodziła się na spotkanie. I mimo że 12 lat temu jej losy zostały już opisane na łamach „Monitora”, to jednak postanowiliśmy przypomnieć, że wśród nas jest artystka, która w trudnych latach socjalizmu była ambasadorem polskiej kultury w Czechosłowacji.

N I C H

dowiedzieć, jak trudno się te informacje zbiera i jakie poplątane są źródła. Wynikało z nich na przykład, że Pola Negri urodziła się w pewnej wiosce na Słowacji. Gdyby to się potwierdziło, byłoby oczywiście rewelacją, i to nie tylko ze względu na uczucia patriotyczne Słowaków. W tej wiosce żyją nawet ludzie, którzy twierdzą, że razem z nią chodzili do szkoły. Tylko jeden szczegół się nie zgadzał – „ich” Barbara Apolonia Chałupiec była blondynką, a Pola Negri, którą znamy my, miała włosy czarne jak kruk. Po starannym przebadaniu sprawy okazało się, że chodziło o kuzynkę aktorki, która nazywała się tak samo. Pola Negri zdecydowanie była gwiazdą, jedną z największych gwiazd kina niemego, która zafascynowała całe Stany Zjednoczone swoim stylem i urodą. Dla nas jest kolejną „wspólną” postacią, z której możemy być dumni. MILICA URBANIKOVÁ

U

K

C O

Krystyna Figurová: „Postanowiłam, że się nie poddam!“

Lwów Pani Krystyna z nostalgią wspomina przedwojenne czasy dzieciństwa, spędzone we Lwowie. Jej rodzice – państwo Krzakowscy, byli uznawanymi osobistościami miasta: ojciec, doktor praw, miał kancelarię adwokacką, mama była doktorem biologii. „Mój świat był pełen eleganckich pań i panów, którzy bez rękawiczek i kapelusza nie wychodzili na ulicę – wspomina moja rozmówczyni. – Bardzo dobrze nam się powodziło, miałam francuskie wychowawczynie“. Wraz z rodzicami jeździła do Rumunii czy w Alpy. Z wybuchem II wojny światowej wszystko się skończyło. Ojciec pani Krystyny musiał się ukrywać. „Rok wcześniej skończyła się jego kadencja jako wiceprezydenta Lwowa – wspomina. – Na szczęście, bowiem gdyby nadal piastował ten urząd, z pewnością jego losy potoczyłyby się inaczej“. 9


Prowadzenie i utrzymanie domu spadło na barki pani Krzakowskiej, która pracowała jako nauczycielka w gimnazjum. Krystyna pobierała nauki w Państwowym Gimnazjum im. Adama Asnyka. Uprawiała też jazdę figurową na lodzie, brała udział w młodzieżowej olimpiadzie we Lwowie i Kijowie, a w 1940 roku uczestniczyła w zawodach pływackich w Charkowie i Kijowie. Odnosiła również sukcesy, a nawet ustanowiła rekord w biegu przez płotki na 500 metrów. Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej Lwów zajęli Niemcy, co doprowadziło do likwidacji szkolnictwa polskiego. Pani Krzakowska zatrudniła się w instytucie szczepionek docenta Weigla. Pracę podjęła też pani Krystyna. „Nauczyłam się pisać na maszynie, niemieckiej stenografii – wspomina. – Nasze mieszkanie częściowo zajęli Niemcy, którzy na szczęście pomagali nam, zaopatrując nas w żywność“. Najbardziej bolesnym przeżyciem dla mojej rozmówczyni, związanym ze Lwowem, była konieczność opuszczenia tego miasta, do którego nigdy nie udało się jej powrócić. „Do dziś śni mi się, że znów jestem we Lwowie” – opisuje. „I w tym śnie wiem, że często mi się to śni, ale tym razem na pewno jest to rzeczywistość. Niestety, potem budzę się i widzę ściany mojej sypialni“ – dodaje.

Kraków W 1944 roku instytut Weigla został repatriowany do Częstochowy, co spowodowało, że na przeprowadzkę do Krakowa zdecydowała się też 10

pani Krzakowska z córką i synem. Jej mąż do rodziny dołączył rok później. Powojenny Kraków przyniósł pani Krystynie nowe możliwości – podjęła naukę w Wyższej Szkole Muzycznej. „Śpiewałam od dziecka, miałam wysoki, donośny głos do tego stopnia, że mówiono do mnie Krzyka, zamiast Krzysia – opisuje. – Koleżanki w szkole często zarzucały mi, że nie mogą mi dorównać, że każdą piosenkę zaczynam bardzo wysoko“. Studiowała śpiew w klasie Bandrowskiej-Turskiej, a później została uczennicą ówczesnego dziekana wydziału wokalistyki Bronisława Romaniszyna. W Krakowie, jeszcze podczas studiów, kiedy to wraz z bratem – studentem medycyny wybrała się do studenckiej stołówki, ujrzała w drzwiach przystojnego chłopaka. „To była miłość od pierwszego wejrzenia!“ – tak wspomina pierwsze spotkanie z późniejszym mężem. Poznali się jakiś czas później, kiedy to ona wpadła mu w oko, tańcząc poloneza w pierwszej parze z rektorem podczas otwarcia balu na uczelni. „Poprosił mnie do tańca i już mnie nie puścił“ – wspomina.

Warszawa Wraz z mężem przeprowadziła się do stolicy. Tutaj została solistką ARTOS-u oraz Estrady Koncertowej Filharmonii Narodowej. Występowała na licznych koncertach. Niestety jej małżeństwo legło w gruzach. „Ów przystojny chłopak nie tylko nie skończył studiów, ale nie potrafił nas utrzymać, wolał sprzedawać moje pamiątki rodzinne,

niż podjąć pracę, a do tego jego zainteresowanie kobietami spowodowało, że wystąpiłam o rozwód“ – opisuje pani Krystyna. Po półtorarocznym pobycie w Warszawie powróciła więc do Krakowa, gdzie została etatową solistką Filharmonii Krakowskiej.

Zakopane Kiedy wyjechała do Zakopanego, by wystąpić w przedstawieniu operowym „Cyrulik Sewilski“, wystawianym w Morskim Oku, nie wiedziała, że ta podróż odmieni jej życie. Następnego dnia po spektaklu wybrała się na wycieczkę na Gubałówkę. W kolejce na szczyt spotkała turystów z Czechosłowacji, którzy później zaprosili ją do kawiarni. Do hotelu odprowadził ją młody chłopak – student z Bratysławy. Poprosił o numer telefonu, obiecując, że zadzwoni, kiedy przyjedzie do Krakowa. I tak się stało. „Pamiętam, byłam jeszcze na korytarzu, przed drzwiami domu, kiedy usłyszałam dzwonek telefonu – wspomina pani Krystyna. – Pobiegłam więc odebrać. Gdybym przyszła 5 minut później, moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej“. Ale niczego nie żałuje, choć i drugie małżeństwo nie przetrwało próby czasu.

Bratysława Narzeczony codziennie słał listy, czasami nawet dwa dziennie. Kiedy moja rozmówczyni zdecydowała się na wyjazd do Bratysławy w 1958 roku, nie przypuszczała, że będzie musiała sprostać tylu wyzwaniom. Dyplom renomowanej szkoły MONITOR POLONIJNY


wyższej w Polsce nie był wtedy przepustką do wielkich sal koncertowych w Czechosłowacji. Pani Krystyna spotkała się raczej z niedowierzaniem i odrzuceniem. Zaczynała od małych koncertów w kurortach uzdrowiskowych. „Zaproponowano mi, że mogę wystąpić w pewnym sanatorium, ale muszę śpiewać słowackie pieśni, których przecież wcześniej nie znałam – wspomina. – Zacięłam zęby i dniami i nocami przygotowywałam nowy repertuar“. Wyzwaniu sprostała i zyskała duże uznanie. Potem były propozycje wykonywania pieśni Chopina. „I choć wcześniej miałam w repertuarze dużo trudniejsze utwory, zdecydowałam, że, śpiewając Chopina, przynajmniej trochę rozpropaguję Polskę“ – opisuje. I tak się stało. Pani Krystyna stała się znanym ambasadorem polskiej kultury. „Największym moim osiągnięciem scenicznym był udział w koncercie z okazji 20-lecia Polski Ludowej w 1964 roku “ – wspomina. Wystąpiła wtedy obok największych solistów teatru bratysławskiego, w obecności urzędników państwowych i wojskowych. „Największe powodzenie miała moja Halka Moniuszki, o której wykonanie poprosił mnie wtedy ówczesny konsul – wspomina. – Na podium wychodziłam 11 razy!“. Mimo że brała udział w konkursach do Teatru Narodowego w Bratysławie, nie została przyjęta. „Nawet nie dostałam odpowiedzi – konstatuje. – Może i dobrze się stało, bo byłaMAJ 2008

kurs na stanowisko pedagoga śpiewu w bratysławskim konserwatorium. Wykształciła 30 absolwentek i 2 absolwentów, a wśród nich takie osobowości sceniczne, jak Ľubica Vargicová, Sonia Varadiová, Marta Hudecová. Do dziś wdzięczni uczniowie odwiedzają ją, przychodzą na konsultacje. „Od czasu, kiedy przed laty na jednej z bratysławskich ulic wybuchła tuż koło mnie petarda, mam problemy ze słuchem, ale jeśli chodzi o muzykę, słyszę najdrobniejsze niuanse czy niedociągnięcia“ – opowiada. Pani Krystyna ma na ZDJĘCIE: ARCHIWUM swoim koncie liczne nabym w gnieździe os“. Ale jej grania dla Słowackiego Radia koncerty cieszyły się olbrzy- i Telewizji. Życie nie raz było mim powodzeniem. Często wy- dla niej bezwzględne, ale postępowała bądź też przygoto- nieważ zawsze była bardzo sawywała polskie koncerty w ów- modzielna, potrafiła stawić czesnym Ośrodku Kultury Pol- czoła przeciwnościom losu. skiej w Bratysławie, za co od „Aby na scenie coś osiągnąć, polskiego ministra kultury nie wystarczy świetny głos, i sztuki otrzymała odznakę Za- trzeba też mieć pazury, by walsłużony Działacz Kultury. Na- czyć o swoje –konstatuje. – wiązała również współpracę Moja pierwsza nauczycielka z agencją z Wiednia, dzięki cze- śpiewu mówiła: Dopóki cię nie mu występowała w Austrii, lubią, dopóki ci zazdroszczą, Szwajcarii, Francji, Niemczech, to ciesz się. Przeszkadzają ci, Belgii. Na scenie śpiewała nie- bo jesteś kimś. Postanowiłam malże do 1980 roku. „Po 1968 więc sobie, że się nie podroku w Czechosłowacji wy- dam!“. Z perspektywy czasu stępowałam rzadziej z uwagi widzi, że to dzięki niej słowacna wydarzenia polityczne. Pa- cy artyści zaczęli coraz częściej miętam, raz nawet powiedzia- wybierać polski repertuar. no mi, że nie mogą zaprosić „Nikt tu wcześniej nie sięgał po mnie na koncert z obawy, że Wieniawskiego czy Karłowiobrzucą mnie pomidorami“ – cza“ – informuje. Cieszy ją, że wspomina moja rozmówczyni. jej uczniowie pięknie śpiewają Pamięta też, kiedy podczas jed- po polsku, a po krótkim zastanego z koncertów w Ośrodku nowieniu sama przyznaje, że jej Kultury Polskiej ktoś przed bu- największym życiowym sukcedynkiem podpalił polską flagę. sem są osiągnięcia jej uczniów. W 1962 roku wygrała konMAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 11


Marek Borowski

– nie tylko o polskiej lewicy

G

ościem honorowym Zjazdu Forum Polonii w Austrii był Marek Borowski, szef Socjaldemokracji Polskiej i przewodniczący Komisji Łączności Polaków z Zagranicy, z którym udało mi się porozmawiać zarówno na temat polskiej sceny politycznej, jak i o problemach Polonii. Ponieważ przed oddaniem naszego pisma do druku zmieniła się sytuacja polityczna lewicy, którą opisał mój rozmówca, podajemy do wiadomości, że Socjaldemokracja Polska opuściła koalicję Lewica i Demokraci. Jaka jest sytuacja polskiej lewicy? Zła. Lewica nie wyciąga wniosków ani z przeszłości, ani z teraźniejszości. Za mało w niej demokracji i dyskusji wewnątrzpartyjnej. Polska w przeciągu kilku ostatnich lat bardzo się zmieniła i jeżeli lewica tego nie zauważy to będzie krążyć gdzieś po obrzeżach polityki. Jakie zmiany ma Pan na myśli? Wejście Polski do Unii Europejskiej. Podczas rządów lewicy. Akurat tak. Zostały otwarte granice, coraz więcej krajów otwiera swoje rynki pracy, Polacy więc emigrują. Z drugiej strony do Polski przybywają imigranci. Spadł poziom bezrobocia z 20 do poniżej 10 procent. Mamy szybki wzrost gospodarczy i towarzyszący temu wzrost płac, w związku z tym problem ubóstwa wygląda dziś inaczej. Prawo i Sprawiedliwość już nie rządzi, a więc obłędna polityka dzielenia Polaków odeszła do lamusa. Platforma Obywatelska uśmiecha się do każdego, prowadzi politykę dość otwartą. Nie ma co skupiać się na walce z bezrobociem, jest za to sporo innych problemów, które trzeba zdefiniować. 12

WYWIAD MIESIĄCA

MAREK BOROWSKI – polityk lewicowy, wicepremier i minister finansów w latach 1993-1994, marszałek Sejmu w latach 2001-2004. W 2004 roku utworzył lewicową formację polityczną o nazwie Socjaldemokracja Polska. Rok później kandydował w wyborach prezydenckich, swój udział zakończył w I turze, zajmując czwarte miejsce. W 2006 roku współtworzył koalicję Lewica i Demokraci. Po ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych ponownie uzyskał mandat poselski.

Jakie? Walka z biedą, polityka prorodzinna, problem niepełnosprawnych, edukacja, zdrowie, polityka europejska, pozaeuropejska, wschodnia i bezpieczeństwa, gospodarka oparta na wiedzy, ekologia, przedsiębiorczość, walka z przestępczością. Można by jeszcze długo wymieniać. Lewica, od kiedy przegrała wybory w 2005 roku, nie odpowiada na te pytania. A wydawało się, że lewica znalazła sposób, jak dotrzeć do wyborców, kiedy w 2001 roku triumfalnie wygrała wybory. Co się więc stało? Ta wygrana była w głównej mierze oparta na nieporadności Akcji Wyborczej „Solidarność“ i rodzących się korupcji, kumoterstwie itd. Lewica wychodziła z hasłami absolutnie przeciwnymi do tych, które głosił AWS. Gdyby PiS rządził całą kadencję, lewica osiągnęłaby lepszy wynik wyborczy? Słusznie pani to zauważyła. Łatwiej o dobry wynik opozycji, kiedy rządzący popełniają błędy, gorzej, jeśli ma się rządzących niegłupich. To ukłon pod adresem Platformy Obywatelskiej? Oczywiście, że tak.

Przed wyborami Jarosław Kaczyński straszył ewentualną koalicją PO z LiD. Czy to był realny scenariusz? Nie spodziewałem się tego, ponieważ jesteśmy dość silną partią, z dużym doświadczeniem i pewnymi przekonaniami. PO wybrała łatwiejszego partnera, jakim jest PSL. Czyli, jak to kiedyś określił Jarosław Kaczyński w stosunku do swoich koalicyjnych partnerów, „przystawkę“? LiD nie zgodziłby się na rolę „przystawki“? Nie chcę nikogo obrażać, nie będę więc nikogo nazywał „przystawką“, stwierdzam jedynie, że PSL jest mniej przywiązane do jakiś określonych zasad. Czy to dobrze, czy źle, ocenią wyborcy. Aby zająć się problemami, o których Pan wspominał, potrzebna jest jedność całego ugrupowania, co w chwili obecnej jest chyba największym problemem lewicy. Jest jedność, nazwijmy ją werbalna, ale jeżeli Sojusz Lewicy Demokratycznej wypowiada porozumienie demokratom, to już nie ma Lewicy i Demokratów. [LiD – lewicowe ugrupowanie, w którego skład wchodziły 4 partie – przyp. od red.] MONITOR POLONIJNY


Ma Pan żal, że w ten sposób SLD naruszyło porozumienie LiD? Wybaczam, choć to oczywiste, że w ten sposób niszczy się zaufanie między partiami. To nie daje podstaw, by móc umawiać się na przyszłość. Jestem wściekły! Coś budowano, w co byłem zaangażowany, by zniszczyć to ze względu na walki wewnątrzpartyjne w samym SLD. To oczywiście największa partia w tym porozumieniu, ma najwięcej do powiedzenia, ale ponosi też największą odpowiedzialność.

Silnym atutem lewicy była właśnie jedność i dyscyplina wewnątrzpartyjna. I to doprowadziło do klęski, ponieważ w partii zabrakło dyskusji, jedność stała się celem nadrzędnym, nie było miejsca na słowa krytyki. Ten podział, moim zdaniem, był nieunikniony. Czy to znaczy, że jeśli nie Pan, to ktoś inny by tego dokonał? Tak. Powstanie Socjaldemokracji Polskiej zmusiło SLD do zmian i do myślenia, ponieważ przybył mu konkurent.

Czyżby pomysł powołania porozumienia w ramach LiD okazał się niewypałem? To było dobre pociągnięcie, ponieważ w wyborach samorządowych zdobyliśmy 14 procent poparcia, a w sondażach, przeprowadzonych miesiąc przed wyborami mieliśmy 17 procent. Te wybory przyszły jednak trochę za wcześnie, w sumie osiągnęliśmy 13 procent głosów.

Czy to, że w 2004 roku zdecydował się Pan na założenie własnej partii, nie miało, według Pana, wpływu na osłabienie lewicy? Niech Pani popatrzy na prawicę, ona się ciągle dzieli i jakoś jej to nie przeszkadza. MAJ 2008

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Na taki wynik miał również wpływ były prezydent Aleksander Kwaśniewski, który lewicy miał pomóc, miał być jej twarzą, ale ją pognębił m.in. przez występy pod wpływem alkoholu. On odegrał podwójną rolę – pomógł opracować program i listy wyborcze, co nie było proste, a potem jakby zmarnował to, co sam osiągnął. Donald Tusk to wszystko wykorzystał, zagarnął głosy ludzi, którzy w normalnych okolicznościach zagłosowaliby na nas, ale wybrali tego, kto miał większą szansę odsunięcia od władzy Jarosława Kaczyńskiego.

Skoro miało być tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Obecnie w SLD trwa walka o przywództwo między przewodniczącym Olejniczakiem a jego sekretarzem generalnym. Olejniczak starał się bronić idei LiD, choć robił to nieudolnie. Jego przeciwnik LiD atakował. Na zasadzie kontry? Tak. W ten sposób wmawiał wszystkim sfrustrowanym członkom SLD, że za słabe wyniki lewicy odpowiada LiD.


Wydaje się, że wielu przekonał. Nastała sytuacja niekorzystna dla LiD, w efekcie czego Olejniczak, chcąc postawić swojego przeciwnika do kąta, odebrał mu jego argument i pożegnał się z demokratami. To jest typowe działanie samobójcze. Źle im Pan wróży? Nie. Wszystkim źle wróżę, jeżeli tak się będzie postępować dalej. To jest mania samobójcza. Czy to znaczy, że SLD będzie teraz skręcać bardziej na lewo? Nie wiem. Nikt do tej pory na lewicy nie zabraniał zgłaszania radykalnych projektów. Dlatego SLD zamierza zająć się homoseksualistami? Prezydent Kaczyński rozpętał dyskusję na ich temat, ponieważ w swoim orędziu wykorzystał zdjęcia ze ślubu gejów w Ameryce. Czy to jest dobry moment, by starać się pozyskać środowiska gejowskie oraz lesbijskie i zająć się nimi? Nie można na tym budować programu lewicy. Oczywiście, że nie, ale medialne tematy są często nośne. Czyżby dlatego SLD je podjęło? Śmieszy mnie to. Socjaldemokracja Polska w 2004 roku bardzo jasno określiła swoje stanowisko, także w stosunku do innych orientacji seksualnych. To my nawiązaliśmy kontakt z tymi środowiskami, braliśmy udział w paradach równości, opowiadamy się za związkami partnerskimi. Natomiast SLD było pełne hipokryzji. Wolało nie podejmować tych problemów, bo wydawały się one niewygodne. 14

Pańska strona internetowa jest bardzo dobrze przygotowana, pisze Pan również blog. Czy to jest nowoczesna forma pozyskiwania wyborców… Pani dużo wie. …czy potrzeba serca? To jest przejaw pewnego zarozumialstwa, od którego i ja nie jestem wolny. Niektórym politykom wydaje się, że mają dużo do powiedzenia, dlatego piszą pamiętniki w przekonaniu, że kiedy je wydrukują, wszyscy się na nie rzucą. Ja też zacząłem tworzyć pamiętnik, ale nie miałem czasu go pisać, więc wspomnienia nagrywałem. Poprosiłem żonę o przepisywanie moich myśli, ale ona ze mną polemizowała, sprzeczała się, więc tego zaprzestałem. A ten blog Pan pisze sam? Tak. W pamiętniku mógłbym pisać o wszystkim, blog ma jednak pewną wadę – jest jawny, więc nie wszystkie tematy poruszam, na przykład tych, dotyczących wewnętrznych spraw LiD i mojej partii, nie komentuję, bo nie chciałbym wystawić się na różnego rodzaju „strzały“. Na blogu komentuję wydarzenia. Kiedyś na podstawie tych zapisów wydam książkę – będzie ona świadectwem epoki. Jakie jest zainteresowanie Pańskim blogiem? Z pewnością nie tak duże, jak blogami Korwina-Mikke czy pani Senyszyn, którzy są bardzo radykalni. Pańska strona internetowa jest bardzo przejrzysta, ale mało na niej informacji, dotyczących Pańskiej pracy jako szefa Komisji Łączności z Polakami za Granicą.

Jedyne informacje o działalności tej komisji dotyczą prac nad Kartą Polaka. Czyżby to jedyna aktywność kierowanej przez Pana komisji? Komisja w nowym składzie dopiero zaczęła działalność. W tej chwili gromadzimy dane, ilu Polaków przebywa poza granicami naszego kraju, gdzie, iloma pieniędzmi dysponujemy itd. Nie chcę odwalać tej roboty, chciałbym, żeby komisja ta pracowała rzetelnie ze współudziałem naszych rodaków z zagranicy. Polacy ze Wschodu to obszerny temat w pracach komisji, emigracja zarobkowa – również, jakie miejsce w tym względzie zajmują Polacy ze Słowacji? Serce mamy duże. Faktem jest też to, że zajmujemy się tymi, którzy mają palące problemy, którzy o nich krzyczą. Czyżby to miała być wskazówka dla nas, jak zachowywać się, by zwrócić na siebie uwagę? Komisja sejmowa powinna rozwiązywać problemy. Jeśli dana Polonia ich nie ma, ma dobre warunki, dobre stosunki z władzami miejscowymi, to tam nie ma miejsca na naszą interwencję. W tej chwili problemem jest wdrażanie Karty Polaka, problem dyskryminacji Polaków czy abolicji podatkowej, więc zajmujemy się tym zagadnieniami. Słowacka Polonia nie ma swojej siedziby. Czy są zatem szanse, by pozyskać jakiś lokal? Szanse są, wszystko zależy od kosztów, od liczby Polaków, standardu wyposażenia. Trzeba skonkretyzować potrzeby, opracować kosztorys i napisać wniosek. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


Urszula Dudziak dobýja Áziu a Latinskú Ameriku

Papayou

FOTO: ZUZANA KOHÚTKOVÁ

Viac ako 30-ročná pesnička Papaya vynikajúcej poľskej džezmenky Urszuly Dudziakovej dobýja svet. Stala sa slávnou v Ázii i Latinskej Amerike. Všetko sa začalo na Filipínach, keď moderátor televíznej šou Edu Mancano zostavil na melódiu Papaye jednoduchú choreografiu – jeho súťažiaci, ak dobre odpovedali na otázku, publikum im za odmenu zatancovalo Papayu. Papaya dance sa má stať hitom leta aj v Európe – vraj niečo podobné ako Tanec kuriatok či Macarena. Poľské médiá prirovnávajú fenomén Papaye k fenoménu úspechu starého československého hitu Ivana Mládka Jóžin z bážin. Urszula Dudziak je vždy na roztrhanie a médiá o ňu majú stále záujem, ale to, čo sa stalo po ,,znovuobjavení“ Papaye, je hotové šialenstvo. A pritom, ako povedala speváčka pre Monitor Polonijny: ,,Pesničku MAJ 2008

sme napísali spolu s mojím bývalým manželom Michalom Urbaniakom v roku 1976. Odvtedy ju spievam. V poslednom čase som však z nej už bola unavená, začala som rozmýšľať, že by som si od nej mala trochu oddýchnuť. A zrazu bum! Prišla jej druhá sláva a všetci teraz na koncertoch Papayu žiadajú...“ Urszula Dudziak sa podľa vlastných slov veľmi teší, aj keď – roky a skúsenosti ju naučili, aby jej sláva nestúpla do hlavy a zachovala si odstup. ,,Som pripravená na každé dobrodružstvo, ak bude treba, pôjdem aj do Ázie. Cítim sa vynikajúco, som vo výbornej forme fyzickej, psychickej i vokálnej, hoci mám už 65 rokov,“ povedala. A tú skvelú formu si vraj speváčka udržiava najmä pohybom – veľa bicykluje, hrá tenis. Papaya vznikla tak nejako náhodou a akoby bez námahy.

U

rszula Dudziak ma prijala vo svojom byte na Maršalkovskej. Pre nedostatok času. Je to totiž veľký človek bez hviezdnych manier, ochotne mi poskytla rozhovor, problémom bol len čas. A tak, keď mala chvíľku voľna, zavolala ma jednoducho k sebe, do tichého útočiska, kde by človek neveril, že je len kúsok od najrušnejšej ulice Varšavy... Zariadenie bytu sa k nej hodí – svetlé drevo, biele poťahy...Tak naozaj veľký človek je skromný – slávna speváčka nemala problém pochváliť mi sveter alebo nechať pozdraviť svojho kamaráta Petra Lipu... ,,Išli sme s bývalým mužom Michalom a celou skupinou do Philadelphie. Deň predtým sme mali párty – my sme sa bavili, muž nepil, nudil sa, niečo si v kúte hral, nôtil a robil poznámky. Na druhý deň na ceste do tej Philadelphie si Michal v aute začal spievať spolu s kazetou, ktorú si deň predtým nahral – nôtil si ten základný motív, ktorým sa dnes Papaya začína. Ja som sa vedľa neho rozcvičovala – no a presne tá rozcvička sa stala súčasťou pesničky.“ A prečo v podstate medzinárodný názov Papaya? (Našťastie, pre dnešnú slávu pesničky, pretože poľské ,,ševelenie“ by vo svete mali asi problém vysloviť...) ,,Prechádzali sme cez Broadway a uvideli sme bufet, kde predávali papayové džúsy. Pozreli sme sa s mužom na seba – a všetko bolo jasné – pesnička sa bude volať Papaya,“ dodáva so smiechom Urszula Dudziak.

Pesnička už krátko po svojom vzniku vyhrala hitparády v Mexiku a Honolulu, poznali ju v Taliansku. Dnešné šialenstvo, ktoré vzniklo okolo Papaye, ani sama speváčka celkom nechápe. Ale priznáva, že k tomu mohol pomôcť aj fenomén internet, ktorý je mladší ako 30 rokov... Papaya dance je na internetovom portáli You Tube v asi dvetisíc verziách. Urszulu Dudziak však mimoriadne dojal jeden - kde tancujú vojaci filipínskej armády. ,,Vojaci sú oblečení v čiernych uniformách, cvičia, poslúchajú rozkazy. Zrazu sa moja pieseň začína ozývať v pozadí, vojaci kladú zbrane na zem – a začnú tancovať,“ hovorí speváčka a dojato dodáva, ,, možno vďaka mojej Papai bude na svete menej násilia a vojen. To by bolo úžasné.“ ZUZANA KOHÚTKOVÁ, Varšava 15


Z

jednej strony kłamstwo, manipulacja, cwaniactwo, a z drugiej szczerość, prostolinijność i naiwność. Która strona zwycięży, która będzie sprytniejsza i w rezultacie wygra walkę o miłość?

Dowiemy się tego z najnowszej miłosnej historii „Nie kłam kochanie”, do której scenariusz napisała znana wszystkim scenarzystka seriali „Na dobre i na złe”, „Klan”, „M jak miłość” – Ilona Łepkowska. Do współpracy namówiła kolegę, reżysera z planu „Na dobre i na złe”, Piotra Wereśniaka, znanego także widzom z reżyserii serialu „Kryminalni”. Razem stworzyli bajkę jakby na zamówienie serialowej publiczności. Oczywiście scenariusz jest schematyczny – lekka miłosna opowieść, nie całkiem oderwana od rzeczywistości. Jednak,

16

jak na bajkę przystało, wszystko w tej opowieści jest nieco barwniejsze i piękniejsze. Piękni są bohaterowie, jeżdżący najnowocześniejszymi samochodami, ubrani w najmodniejsze stroje, poruszający się po ślicznych wnętrzach. Piękna jest też pogoda – rzadko pada deszcz, a jeśli się pojawia, to w malowniczej scenerii i romantycznym momencie. Główną postacią filmu jest Marcin (w tej roli Piotr Adamczyk) – notoryczny kłamca i cwaniak, mieszka w Warszawie w ogromnym i oczywiście pięknym apartamencie. Niedawno stracił

dobrą posadę w dużym banku. Nieznane mu do tej pory problemy finansowe zaczynają mu coraz bardziej doskwierać. Gdy nagle brakuje mu pieniędzy na opłacenie karnetu do klubu fitness, świat zaczyna mu się rozpadać, a długi rosną. Kiedy już sam nie wie, co ze sobą zrobić, nagle pojawia się wyjście – dowiaduje się o przyjeździe do Polski bardzo bogatej cioci Neli (Beata Tyszkiewicz), która postanawia przepisać na niego cały swój majątek, ale stawia jeden warunek: Marcin musi się ożenić! I tu pojawia się problem! On, wieczny singiel, miałby znaleźć żonę? W dodatku zraził do siebie wszystkie kobiety. Kogo więc miałby przedstawić jako swoją narze-

czoną? Szanse wydają się marne, ale… Los stawia na jego drodze śliczną Anię (Marta Żmuda-Trzebiatowska), wierzącą w wielką miłość. Ania to natura romantyczna, nadaje kwiatom imiona, najbardziej lubi kaktusy i marzy o księciu z bajki. Jest studentką ogrodnictwa i dorabia sobie, pielęgnując ogród na osiedlu Marcina i dbając o kwiaty mieszkańców. Marcin ma więc idealną kandydatkę na narzeczoną, musi jedynie wcisnąć jej odpowiednie kłamstewko, aby ta w tej roli zgodziła się pojechać z nim do rodzinnego Krakowa. Akcja filmu rozwija się bardzo powoli, zaś jego fabuła niektórym widzom może wydawać się zbyt banalna. Łatwo bowiem się domyślić, że szczera, piękna i ujmująca w swej naiwności Ania odmienia niepoprawnego pogromcę kobiecych serc. Warto jednak dostrzec, że w swoim gatunku komedii romantycznej to bardzo dobrze zrobiony film. Świetne są dźwięk, muzyka, montaż, a uroku dodaje swoista magia – świat dookoła jest po prostu

MONITOR POLONIJNY


Tatiana Okupnik

W

M

Przez siedem lat pracy w „Blue Cafe” dużo się nauczyła, dojrzała jako artystka i kobieta. Zawsze była osobą energiczną. Sama przyznała, że w czasie koncertowania z zespołem miała w sobie trochę wariactwa i szaleństwa, które przenosiła na estradę. Już wtedy była stanowcza, zawzięta i skoncentrowana na realizacji swoich planów. Ponieważ nie chciała być tylko wykonawczynią utworów leadera zespołu, postanowiła odejść i spróbować swoich sił w innych rolach, w innych sytuacjach muzycznych i wokalnych. W tym czasie pojawiło się też mnóstwo propozycji, m.in. prowadzenia programów telewizyjnych. W 2005 roku debiutowała jako konferansjerka na Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu, współprowadząc koncert premier. W tym samym roku ukończyła również studia na romanistyce. We wrześniu ub. roku

wyszła jej debiutancka płyta zatytułowana „On My Own”, którą nagrała w Ameryce ze słynnym Lennym Whitem. Przypadek zrządził, że występowała gościnnie w koncercie festiwalowym z Michałem Urbaniakiem. Był tam też Lenny White, który po koncercie zaproponował jej spotkanie w Nowym Jorku. I tak rozpoczęła się praca nad solowym albumem. Nagrała ciekawą brzmieniowo, inną od wszystkich na polskim rynku płytę. „On My Own” to album, nagrany z amerykańskimi muzykami, stąd jego soulowe brzmienie i jazzowe klimaty. Piosenki z płyty znalazły się na listach przebojów, a singel „Dont hold back” dotarł nawet do pierwszego miejsca. „Chcę śpiewać to, co mnie się podoba, nawet dla mniejszego, niż do tej pory, grona odbiorców“ – mówi Tatiana Okupnik. URSZULA SZABADOS

S Ł U C H A J Ą

iała zaledwie 20 lat, kiedy zaczęła śpiewać w znanym polskim zespole „Blue Cafe”. Ze względu na charakterystyczny, unikatowy głos, porównywany do blaszanej żaby, nazwano ją właśnie „Żabą”.

P O L S C E

MAJ 2008

Szapołowska, wcielająca się w rolę nadopiekuńczej matki głównego bohatera i dominującej żony. W zestawieniu z wiecznie milczącym mężem (Sławomir Orzechowski) wypada nadzwyczaj zabawnie. Nieco rozczarował mnie natomiast Piotr Adamczyk w roli Marcina. Oczywiście, po roli Papieża Jana Pawła II doceniam odmienność, ale Adamczyk jakoś mi nie pasuje do roli playboya i uwodziciela. Często dwoi się i troi, strojąc dziwne miny i robiąc wygibasy, aby zaimponować kobietom, ale moim zdaniem wypada to dość żałośnie. Natomiast debiutująca na dużym ekranie Marta Żmuda-Trzebiatowska może podobać się widzom choćby już ze względu na swą delikatność i urok osobisty. „Nie kłam kochanie” to kolejna polska komedia romantyczna. Już w pierwszy weekend od premiery zobaczyło ją ponad 280 tysięcy widzów, zostawiając daleko w tyle inne produkcje. Wynika więc z tego, że wciąż chcemy oglądać filmy o pięknym świecie i cudownej miłości, pewnie dlatego, że można na nich świetnie się odprężyć, zapomnieć o problemach dnia codziennego i po prostu się rozmarzyć. A po wyjściu z kina pałać optymizmem i wszystkich zarażać uśmiechem. Od razu robi się lepiej dookoła. I choćby dlatego warto takie filmy oglądać. ANNA PORADA, WROCŁAW

M Ł O D Z I

piękny (zapewne też dzięki wspaniałym zdjęciom Jarosława Żamojdy), miłość jest rzeczywiście wielka, a film ogląda się lekko i przyjemnie. Przezabawne są niektóre sceny, np. seria krótkich obrazów, ukazujących reakcję byłych dziewczyn bohatera na jego niespodziewany telefon. W role „byłych” udanie wcieliły się znane aktorki: Tamara Arciuch, Katarzyna Bujakiewicz, Joanna Liszowska. Mnie jednak najbardziej spodobała się Beata Tyszkiewicz w roli ekscentrycznej cioci Neli, która cały dzień chodzi z piersiówką, bez przerwy pali papierosy, często zmienia kreacje, uwielbia hazard i powtarza swoją maksymę: „Kochanie, ja żyję po to, żeby palić i grać”. To właśnie ona wnosi najwięcej humoru. Na uwagę zasługuje Wojciech Karolak, który jak zwykle wypada znakomicie, grając tym razem przyjaciela Marcina. Zawód może sprawić jedynie fakt, że na ekranie pojawia się bardzo krótko, ale wygłaszany przez niego tekst w jacuzzi już dziś jest znany i przytaczany. Podobała mi się także Magdalena Schejbal, którą do tej pory znałam tylko z „Kryminalnych”, w którym to serialu gra inteligentną i bystrą policjantkę. Tutaj pokazuje się w zupełnie odmiennej roli, czym bardzo mnie zaskoczyła, ukazując swój potencjał komediowy w roli szalonej kasjerki z Tesco, wiecznie poszukującej miłości. Dobrze zagrała również Grażyna

17


TO WARTO WIEDZIEĆ

Z

okazji kolejnej rocznicy uchwalenia przez Sejm Czteroletni Ustawy Rządowej, znanej jako Konstytucja 3 maja (1791 rok), pierwszej w Europie sformułowanej na piśmie ustawy zasadniczej, warto przypomnieć biografię jednego z jej autorów, którego filozofia i poglądy polityczne, a także konkretne działania zaważyły na treści tego oświeceniowego dokumentu. To właśnie Hugo Kołłątaj, zwany Robespierrem polskiej bezkrwawej rewolucji, wywarł szczególny wpływ na kształtowanie się ideologii politycznej obozu reform. Urodził się 1 kwietnia 1750 roku w Dederkałach na Wołyniu w podupadłej rodzinie szlacheckiej. Będąc najmłodszym, nie mógł liczyć na majątek rodzinny, więc tradycyjnie szukał kariery w stanie duchownym. Jako kleryk studiował na Akademii Krakowskiej, a od 1771 roku we Wiedniu i w Rzymie, gdzie zetknął się z oświeceniową myślą filozoficzną i naukową. Idee oświeceniowe, szczególnie z zakresu nauk społecznych, przyjął za swoje, rozwijał i wzbogacał, a także realizował w praktyce, szczególnie, jak sam określał, w dziedzinie „poprawy wychowania publicznego”, które, jego zdaniem, stanowiło podstawę wszelkich przemian społeczno-politycznych, a także „poprawy rządu”. Działalność publiczną rozpoczął w 1776 roku w Komisji Edukacji Narodowej. Zasłużył się jako członek Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych. Z ramienia Komisji Edukacji Narodowej reformował według własnego projektu Akademię Krakowską, którą w latach 1777-1786 przekształcił w nowoczesną uczelnię i znaczący europejski ośrodek badań naukowych. 18

Hugo Kołłątaj

Człowiek Konstytucji W latach 1783-1786 był jej rektorem. W roku 1786 Hugo Kołłątaj osiadł w Warszawie, dokąd przybył nie tylko jako człowiek znany z nieprzeciętnych walorów intelektualnych, ale również świetny orator i zręczny polityk. W 1787 roku objął urząd podkanclerzego koronnego. Z jego inspiracji powstał sławny klub polityczny, nazwany w historiografii Kuźnicą Kołłątajowską. Kuźnica propagowała treści antyfeudalne i antystanowe, postulując daleko idące reformy. Do najwybitniejszych przedstawicieli Kuźnicy należeli Franciszek Salezy Jezierski, zwany Wulkanem Gromów, Franciszek Ksawery Dmochowski i Jan Dembowski. Z upływem czasu program Kuźnicy radykalizował się i zwiększał zasięg swego oddziaływania, przeradzając się w grupę, zwaną jakobinami polskimi, działającą w przededniu i podczas powstania kościuszkowskiego. Sam Hugo Kołłątaj był zwolennikiem „łagodnej rewolucji”, zmierzającej do przekształcenia feudalnego społeczeństwa w nowoczesne społeczeństwo burżuazyjne,

kierowane przez posesjonatów szlachty i mieszczaństwa, rządzone przez „sejm trwały” z monarchą dziedzicznym, choć pozbawionym większych uprawnień. Zgodnie z taką koncepcją Kołłątaj współdziałał z mieszczaństwem, domagającym się swych praw politycznych i ekonomicznych. W tym duchu napisał Memoriał miast. Był współorganizatorem zjazdu miast i tzw. czarnej procesji, która 2 grudnia 1789 roku podczas Sejmu Czteroletniego, wręczyła królowi prośbę o przywrócenie i rozszerzenie dawnych przywilejów miejskich i wzbudziła obawy szlachty, że polskie mieszczaństwo wywoła rewolucję podobną rewolucji francuskiej. W czasie trwania Sejmu Czteroletniego Kołłątaj prowadził żywą kampanię publicystyczną. W latach 1788-1789 pisał m.in. głośne Listy Anonima, a w 1790 roku Ostatnią przestrogę dla Polski. Jako współautor Konstytucji i jeden z najaktywniejszych członków sprzysiężenia przed 3 maja, dzięki któremu Konstytucja została przyjęta przez Sejm, zdawał sobie sprawę z jej ograniczoności i z tego, że MONITOR POLONIJNY


jest ona tylko pierwszym etapem koniecznej reformy państwa. To on inicjował powstanie w połowie maja 1791 roku Zgromadzenia Przyjaciół Ustawy Rządowej, pierwszego w Polsce nowoczesnego stronnictwa politycznego ze statutem i rygorami organizacyjnymi. Celem Zgromadzenia była nie tylko obrona ustroju zreformowanego przez Sejm Czteroletni, ale także walka o przeprowadzenie dalszych reform i przeobrażeń społeczno-politycznych i ustrojowych, np. w kwestii chłopskiej. Podjęte uchwały były wiążące dla członków stronnictwa – posłów, a było ich 125. Ponadto do Zgromadzenia Przyjaciół Ustawy Rządowej należało 14 senatorów i 74 działaczy spoza Sejmu. Czołowymi działaczami stronnictwa oprócz H. Kołłątaja byli I. Potocki, T. A. Mostowski, M. Ossowski. Należało do niego też 7 mieszczan, m.in. F. Barss, A. Mędrzecki i M. Świniarski. Lata 1787-1891 to najświetniejszy okres w biografii Hugona Kołłątaja. Wyraźną cezurę w jego życiorysie stanowi rok 1792 – rok konfederacji targowickiej, magnackiego spisku przeciw reformom Sejmu Czteroletniego, zawiązanego przy poparciu carycy Katarzyny II, poprzedzającego drugi rozbiór Polski (1793 rok). To podobno Kołłątaj doradził królowi przystąpienie do konfederacji targowickiej, sam również zgłosił do niej akces w przekonaniu, że uległość wobec targowiczan pozwoli na ocalenie chociaż części dzieła stronnictwa patriotycznego. Gdy jego akces został odrzucony, 25 lipca 1792 opuścił Warszawę i udał się do Saksonii. Na emigracji uczestniczył w przygotowaniach insurekcji. Wspólnie z I. Potockim i F. K. DmochowMAJ 2008

skim wydał w 1793 roku pracę O ustanowieniu i upadku konstytucji polskiej 3 maja 1791. W tym czasie, głównie pod wpływem rewolucji francuskiej, nastąpiła dalsza radykalizacja jego poglądów. W czasie insurekcji warszawskiej i powstania kościuszkowskiego stał się jednym z jego czołowych przywódców i redaktorem najważniejszych aktów prawnych, m.in. Uniwersału Połanieckiego. Został przewodniczącym Wydziału Skarbu Rady Najwyższej Narodowej. W grudniu 1794 roku został aresztowany przez władze austriackie i osadzony w więzieniu. Karę odbywał przede wszystkim w Ołomuńcu, gdzie przebywał do 16 listopada 1802 roku. Korzystając z bogatej ołomunieckiej biblioteki, gromadził materiały, pisał konspekty i fragmenty swych planowanych prac naukowych, przede wszystkim z historii. Interesowała go synteza dziejów Polski. To właśnie on poszerzył zakres historii, włączając do niej dzieje gospodarcze i kulturalne, zalecając szukania autentycznej tradycji narodowej w zwyczajach, obrzędach i wierzeniach ludności chłopskiej. Tym samym stał się prekursorem romantycznej ludowości. Był także autorem pierwszego w Polsce programu badań folklorystycznych. Po uwolnieniu z więzienia osiadł w wydzierżawionym majątku na Wołyniu. Stał się jednym z współtwórców sławnego Liceum Krzemienieckiego. Od stycznia 1807 do maja 1808 roku był internowany przez Rosjan w Moskwie. Utworze-

nie Księstwa Warszawskiego nie oznaczało dla Kołłątaja powrotu do czynnego życia politycznego, zaważyło tu antyjakobińskie nastawienie Napoleona i elity rządzącej Księstwem. Udało mu się natomiast w latach 1809-1810 powtórnie zreformować zgermanizowany po rozbiorach uniwersytet krakowski. Co nie oznaczało jednak upragnionego uczestnictwa w zarządzie edukacji czy w reformie administracji i finansów. Niewiele zdołał zrealizować ze swoich wielkich zamierzeń naukowych. W 1810 roku ogłosił jedynie Porządek fizyczno-moralny, zarys oświeceniowej antropologii filozofii. Hugo Kołłątaj zmarł 28 lutego 1812 roku w Warszawie. Pośmiertnie, w 1841 roku ukazało się jego dzieło Stan oświecenia w Polsce, a w 1842 roku trzy tomy pracy Rozbiór krytyczny zasad historii początkowej wszystkich ludów. Dopiero w drugiej połowie wieku XX ukazał się szereg jego prac, spoczywających dotąd w rękopisach. Do dziś jednak część z jego twórczości nie jest udostępniona. Dowodem zaniedbań polskiej historiografii wobec tego wybitnego przedstawiciela polskiej filozoficznej i politycznej myśli oświeceniowej jest fakt, że dopiero w roku 2006 ukazały się w języku polskim dwa teksty Kołłątaja: Prawa i obowiązki naturalne człowieka oraz O konstytucjach w ogólności. Oba teksty przełożył z języka francuskiego, wstępem i przypisami opatrzył Marian Skrzypek, a wydał Instytut Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Stale też brak nowoczesnej i całościowej monografii życia i twórczości tego oświeconego intelektualisty, polityka, działacza oświatowego, autora wielu prac naukowych. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 19


BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI

„O deskach scenicznych, będących deskami ratunku” W

ielu czytelników „Polityki“ lekturę tego tygodnika rozpoczyna od felietonu Ryszarda Marka Grońskiego i to nie tylko dlatego, że każdy kolejny jego tekst dotyczy spraw gorących, wobec których trudno być obojętnym. Groński urzeka swym stylem, sposobem pointowania, nieprzebranym mnóstwem anegdot, użytych zawsze we właściwym miejscu i właściwym czasie.

OKIENKO JĘZYKOWE

Ryszard Marek Groński to nie tylko mistrz felietonu, ale też i satyryk, dramaturg oraz historyk polskiej rozrywki. To spod jego pióra wyszło nie jedno opracowanie historii wesołych teatrzyków z lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku.

W

niniejszym numerze „Monitora“ stosunkowo często przewija się nazwisko Kołłątaja, jednego z twórców Konstytucji 3 Maja, człowieka, któremu w pośredni sposób zawdzięczamy długi majowy weekend. Jego imię – Hugo – sprawia jednak ogromne kłopoty w odmianie. Wydawałoby się, że odmienia się podobnie jak pozostałe imiona męskie zakończone na –o, czyli tak jak Janko, Janka, Jankowi, tak i Hugo, Huga, Hugowi. Niestety jest inaczej. Imię Hugo, tak jak i inne imiona męskie tego typu, np. pochodzące z niemieckiego Bruno, Iwo, Otto, w przypadkach zależnych mają rozszerzony temat o –n-, czyli odmieniają się w na-

20

stępujący sposób: Hugona, Brunona, Iwona, Ottona; Hugonowi, Brunonowi, Iwonowi, Ottonowi itd. Taka odmiana spowodowała, że od form zależnych utworzono mianownikowe for-

O Hugonie z Otto my oboczne – Hugon, Brunon, Iwon, Otton. Trudności fleksyjne spowodowały jednak, że niektóre z wymienionych wyżej imion coraz częściej noszą znamiona odrębnych, czyli obok imienia Iwo, istnieje i Iwon, ale pierwsze odmieniane jest Iwa, Iwowi, zaś drugie Iwona, Iwonowi. Synowie moich dwu koleżanek noszą właśnie imię Iwo, ale żadnej z nich nie przyszło na-

wet do głowy, aby odmieniać je z rozszerzonym tematem, choć często zwracałam im na to uwagę i choć najnowszy słownik poprawnej polszczyzny tylko taką ich odmianę uważa za poprawną. Podobnie rzecz się ma z imionami łacińskimi i greckimi, zakończonymi na –o: Apollo, Cycero, Kato. One także występują w polszczyźnie w postaci obocznej, jako MONITOR POLONIJNY


W 2007 roku ukazała się jego książka szczególna, książka, którą, moim zdaniem, mógł napisać tylko Groński. A jest nią Proca Dawida. Kabaret w przedsionku piekieł (Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2007). Autor we wstępie pisze, że jest to opowieść „O śmiechu, który nie dał się zamieść jak pajęczyna do kąta. O losach twórców wesołych programów nagle obsadzonych w dramacie. O deskach scenicznych, będących deskami ratunku. O tym, jak ulotna sztuka estradowa, kabaretowe numery, refreny pamięci pomagały przetrwać getta i łagry: w dniach strachu i poniżenia dowcip był kabalistycznym Siódmym Dniem, kiedy człowiek i świat odzyskują duszę”. Proca Dawida nie jest historią kabaretu czasu gett, kacetów i łagrów, nie jest dziełem naukowym, autor nie porządkuje w niej faktów historycznych, ale na zasadzie wolnych skojarzeń,

nem... Cyceron, Apollon, Katon. Bez względu jednak na to, czy zakończone są samogłoskowo, czy spółgłoskowo w przypadkach zależnych zachowują –n: Cycerona, Katona; Cyceronowi, Katonowi. Trochę inaczej ma się sprawa z imieniem Apollo, którego odmiana zależy od znaczenia. Jeśli nazywamy nim greckiego boga, to odmieniamy: Apollina, Apollinowi. W przypadku, że moMAJ 2008

wtrącanych okrutnych dowcipów i własnych refleksji przybliża nam humor czasów Zagłady, kiedy to raz jeszcze potwierdziło się, że dowcip, żart i piosenka „są jedyną dostępną formą wolności, linią obrony człowieczeństwa”. Pisze o aktualnych żartach w piekle obozu zagłady Auschwitz, o tym, czym był dla estradowców, więzionych w sowieckich łagrach, występ, po którym znów ubrani w katorżnicze łachy, konwojowani przez enkawudzistów wracali do przemarzniętych baraków. Na łamach książki odżywa kabaret getta warszawskiego i kabaret Terezina. Jest opowieść o jubileuszu niemieckiego satyryka w obozowym baraku Buchenwaldu. Jest wspomnienie o gettowym błaźnie, ulicznym komentatorze dnia codziennego warszawskiego getta Rubinsteinie z jego słynnym powiedzeniem „Ałe głach!“

wa o amerykańskim statku kosmicznym, formy zależne wyglądają następująco: Apolla, Apollowi, z Apollem itd., zaś gdy imię to nosi jakiś mężczyzna, wówczas odmienia się ono jako Apollona, Apollonowi, z Apollonem itd. Imiona to skomplikowana kategoria nazw własnym. Ciągle powstają nowe, niekiedy wskutek spolszczenia, innym razem w wyniku usamodzielnienia się form obcych czy też deminutywnych (zdrobnień).

(‘wszyscy równi’), szybko podchwyconym przez ulicę, na której panowała równość wobec śmierci, przed którą nic nie chroniło. W Dzielnicy Zamkniętej występują m.in. Władysław Szlengel i Władysław Szpilman, śpiewa „słowik getta” – Marysia Ajzensztat. Pod koniec książki Groński pisze o gorzkim jubileuszu Boya we Lwowie, o Jarossym, Ordonce, o Lopku Krukowskim i jego wystąpieniu na jubileuszowym koncercie jazzowym w Soczi, którego jedynym widzem był ukryty w loży wielki Władca. Procę Dawida czyta się jednym tchem. Ryszard Marek Groński raz jeszcze potwierdza, że o czasach ciężkich, gdy jedyną bronią była satyra, można pisać lekko, nie uwłaczając historii, ale by tak pisać trzeba mieć jego talent. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

I tak np. w polszczyźnie mamy dwa imiona pochodzące od greckiego Stefanos – Stefan i Szczepan. To drugie to wersja spolszczona jeszcze w czasach, kiedy to w językach słowiańskich nie występowały spółgłoski zwarte, czyli np. f. Z kolei Marlena ma dwa źródła pochodzenia. Znana niemiecka aktorka Dietrich tak naprawdę nosiła imię Maria Magdalena, ale obie formy połączyła w jedną i stąd Marlena – ta pierwsza. Ta druga to Marlena, pochodząca ze Związku

Radzieckiego, gdzie na cześć ojców rewolucji – Marksa i Lenina – z początków ich nazwisk utworzono właśnie to imię żeńskie. O imionach można bez końca… Ale z okazji Święta Konstytucji 3 Maja (i nie tylko) w szczególny sposób oddajmy cześć jej współtwórcy – Hugonowi Kołłątajowi, pamiętając o poprawnej odmianie jego imienia. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA

21


CZYTELNICY PISZĄ

Od kilku lat mieszkam poza granicami kraju. Jestem nauczycielką języka polskiego, więc od dłuższego czasu razem z moimi uczniami „przemierzam” szlaki epok literackich. Poprzez towarzyszenie twórcom i ich dziełom próbujemy zrozumieć ducha tego czasu. Jednak dopiero po wyjeździe z ojczyzny na własnej skórze odczułam i zrozumiałam nostalgię romantyków, zawieszenie w próżni emigranta – Polaka, który, chociaż jego sytuacja materialna uległa znacznej poprawie, nie potrafi się tym cieszyć... Bo tylko rodak rozumie nasze dowcipy, zna te same piosenki, ma podobne skojarzenia! Nieważne, czy dopiero przyjechał, czy mieszka za granicą od lat! Pamiętam, kiedy pierwszy raz wzięłam do ręki Wasze, a teraz także i moje pismo... „Monitor Polonijny”, bardzo profesjonalny, pięknie wydany, zawierający informacje o wydarzeniach kulturalnych, jest wizytówką Polonii na Słowacji. Z wielką dumą i radością pokazuję to pismo moim austriackim przyjaciołom, ponieważ jest ono dowodem, że mimo zmiany miejsca zamieszkania pozostaliśmy Polakami! Pragnę zwrócić uwagę, iż „Monitor” zawiera nie tylko szeroką ofertę tematyczną, np. bardzo profesjonalnie przeprowadzane wywiady, konkursy, felietony, dział poświęcony najmłodszym, rubrykę kulinarną, artykuły korespondentów itp. „Monitor” łączy poczucie polskości ze świadomym wyborem Słowacji jako kraju zamieszkania. W piśmie można więc znaleźć artykuły w języku słowackim czy dotyczące Słowaków. Uważam, że jest to godne najwyższej pochwały! Pozostaje mi pogratulować Państwu posiadania pisma na tak wysokim poziomie, a całej redakcji... podwyższenia nakładu!!! MONIKA SADKOWSKA

22

Złoty koniec zimy

M

aj, słońce, ciepło, a ja tu o zimie. Do tego złotej. Wprawdzie w polskiej tradycji mamy piękną złotą jesień, a raczej jej ciepły początek, to w tym roku jednak – za sprawą Tomasza Sikory - możemy mówić o złotym końcu zimy. O naszym czołowym biathloniście już kiedyś wspominałem. On jednak nadal dostarcza nam powodów, aby o nim pamiętać – w minionym zimowym sezonie sportowym ponownie pokazał klasę i wolę walki. Za jego sprawą o Polsce mówiło się bardzo często. Biathlon, czyli po prostu bieg na nartach i strzelanie, to dyscyplina, uprawiana przez Tomasza Sikorę. Nie należy ona u nas do najpopularniejszych, ale za to jest jedną z najstarszych. Historia biathlonu wywodzi się bowiem już od roku 1767, kiedy to odbyły się pierwsze zawody na nartach ze strzelaniem kompanii granicznych Szwecji i Norwegii. W roku 1924 biathlon był konkurencją pokazową podczas Pierwszych Zimowych Igrzysk Olimpijskich we francuskim Chamonix. Natomiast pierwsze mistrzostwa świata w tej dyscyplinie odbyły się w roku 1958 w austriackim Saalfelden. Był to bieg indywidualny mężczyzn.

Tomasz Sikora – nasz obecnie najlepszy biathlonista, urodził się 21 grudnia 1973 roku w Wodzisławiu Śląskim. Już w wieku 15 lat zaczął uprawiać biathlon w klubie SKS „Ryfami” Rybnik. Jego dotychczasowa kariera zapiera dech w piersiach nie tylko przeciętnemu kibicowi. W 1993 roku zdobył wicemistrzostwo świata juniorów w biegu na 10 km, w 1995 roku wywalczył złoty medal na mistrzostwach świata w biegu indywidualnym na 20 km, a w 2004 roku w tej samej konkurencji zyskał srebrny medal. Rok 1997 to zdobycie wraz z kolegami w biegu drużynowym brązowego medalu podczas mistrzostw świata na Słowacji. Sikora imponuje przede wszystkim czterokrotnym udziałem w igrzyskach olimpijskich w latach 1994, 1998, 2002 i 2006! Wprawdzie po każdej poważniejszej porażce i rozczarowaniu wspominał o zakończeniu kariery, to na szczęście dla polskiego sportu zawsze zmieniał zdanie. Wyniki potwierdzają jego formę oraz stanowią dowód, że sukcesy nie MONITOR POLONIJNY


Pravoslávie v Poľsku

były przypadkowe, a zawodnik jest profesjonalistą. Szkoda tylko, że w kolekcji ma tylko jeden medal olimpijski – srebro, zdobyte w biegu masowym na 15 kilometrów w Turynie w 2006 roku. W jego dotychczasowej karierze to największy sukces. Do olimpijskiego złota zabrakło mu tylko 6,3 sekundy... Jest też indywidualnym mistrzem i wicemistrzem świata, brązowym medalistą mistrzostw świata drużynowo, mistrzem Europy (2002) i zarazem dwunastokrotnym medalistą mistrzostw Europy, a także siedmiokrotnym medalistą uniwersjady (5 razy na pierwszym miejscu, raz drugi i raz trzeci) i wielokrotnym medalistą mistrzostw Polski w biegach biathlonowych.

Ostatni, miniony sezon był dla niego dziwny, choć końcówka była szczególnie udana. Można powiedzieć, że ta końcówka należała właśnie do niego – zawodnika „Dynamitu” Chorzów. Wygrał dwa razy w jednym sezonie – na 10 km w Oberhofie (5 stycznia) i na 15 km w syberyjskim ChantyMansyjsku (9 marca). Tym samym wygrał kolejne zawody Pucharu Świata. To 15. podium w historii startów Polaka w biathlonowym PŚ! Sukces zawdzięcza fantastycznej postawie na strzelnicy. Niestety, w klasyfikacji generalnej na koniec sezonu 2007/2008 uplasował

Od 6. mája bude v Poľskom inštitúte v Bratislave sprístupnená výstava Svetlo z východu, ktorá návštevníkom priblíži pravoslávnu cirkev v Poľsku. Pravoslávna cirkev tu má dlhú tradíciu (začiatky siahajú do 10. storočia) a s počtom vyše pol milióna verných je druhou najväčšou tunajšou cirkvou. Pravoslávni veriaci žijú najmä vo východnej časti krajiny. V súčasnosti je varšavským metropolitom aj metropolitom celého Poľska arcibiskup Sawa. Od roku 1951 existuje aj samostatná škola pre pravoslávnych kňazov Pravoslávny duchovný seminár vo Varšave. Výstava Svetlo z východu vznikla v roku 2005 vďaka Fundacji Konstanteho Ostrogskiego a finančnej podpore Ministerstva kultúry PR. Jej prípravu viedli novinárka Anna Radziukiewicz a historik umenia Krzysztof Jurecki. O pravosláví výstava hovorí prostredníctvom tých najlepších fotografií, ktoré na túto tému v Poľsku vznikli od 70. rokov minulého

MAJ 2008

się dopiero na 12. pozycji. Sikora między zwycięstwami chorował, miał problemy z kręgosłupem i słabo strzelał. Warto przypomnieć, że w 2006 r. był w „generalce” czwarty, w 2004 r. - siódmy, a w 2003 r. - dziewiąty. Na co dzień reprezentuje klub NGKS „Dynamit” Chorzów. Jego trenerem w reprezentacji Polski jest obecnie pochodzący z Ukrainy Roman Bondaryk. Jest żonaty, ma córkę i syna. Od dwóch lat jest honorowym mieszkań-

storočia. Ich autormi sú Grzegorz Dąbrowski, Marek Dolecki, Krzysztof Jurecki, Krzysztof Miszułowicz, Tomasz Mościcki, Andrzej Karpowicz, Andrzej Kramarz, Piotr Sawicki, Piotr Szymon, Wiktor Wołkow a Wiesław Mariusz Zieliński. Okrem fotografií tvorcovia výstavy použili aj staré pohľadnice zo začiatku 20. storočia. Výstava otvorí sériu podujatí venovaných téme pravoslávnej cirkvi. Dňa 14. mája o 16.30 hod. sa v Poľskom inštitúte budú premietať krátke dokumentárne filmy Pravoslávie v Poľsku (Prawosławie w Polsce) a Kláštor na Svätej hore (Monaster na Świętej Górze). Oba filmy režíroval Jerzy Kalina, reportér poľskej televízie TVP v Białystoku, ktorý sa venuje najmä témam národnostných a etnických menšín v Poľsku. Ako režisér získal už mnoho medzinárodných ocenení. Film Pravoslávie v Poľsku predstavuje pravoslávnu cirkev v tejto veľkej krajine a Kláštor na Svätej hore približuje kláštor sv. Marty a Márie na Grabarke. Je

cem rodzinnego Wodzisławia, w którym mieszka do dzisiaj. Ostatni zadeklarował kontynuację kariery do czasu olimpiady w Vancouver w roku 2010! Przygotowania do zimowych igrzysk olimpijskich w Kanadzie zaczynają się już w maju. Co najważniejsze, udział w olimpiadzie Tomasza Sikory to dla Polski szansa na medal. Inna strona jego startów to promocja Polski. Oby tak dalej! ANDRZEJ KALINOWSKI

to najdôležitejšie pravoslávne sanktuárium v Poľsku. Horu Grabarku nazývajú aj Horou krížov podľa obetných krížov, ktoré tam už stovky rokov nechávajú pútnici. Dňa 20. mája o 18.00 hod. sa na Fakulte architektúry Slovenskej technickej univerzity bude konať prednáška Dr. Ing. arch. Jerzyho Uścinowicza z Katedry architektúry miestnych kultúr Fakulty architektúry Białostockej polytechniky. Dr. Jerzy Uścinowicz je odborník na sakrálnu architektúru a bude prednášať na tému: Fenomén prelínania sa Východu a Západu v pravoslávnej sakrálnej architektúre. A ku koncu výstavy, ktorá potrvá do 6. júna, je na 5. júna o 17.00 hod. v Poľskom inštitúte naplánovaná diskusia o dejinách pravoslávnej cirkvi na Slovensku a v Poľsku. Zúčastní sa na nej historik prof. dr. hab. Antoni Mironowicz z Białostockej univerzity a prof. ThDr. Ján Šafin, PhD. z Pravoslávnej bohosloveckej fakulty Prešovskej univerzity. 23


•O G Ł O S Z E N I A •O G Ł O S Z E N I A •O G Ł O S Z E N I A •

Veronice Strakovej oraz Tomášovi Shóberowi Drogiej

z Trenczyna, którzy 3 maja zawarli związek małżeński: Niech Wam szczęście wiecznie służy, Radość niech się w byt Wasz wplata, Wiecznie młodzi, wiecznie zdrowi, W wzajemnej miłości po setne lata! Państwu Młodym ślemy z oddali To, co w sercu żywimy: Niech ich miłość Bóg utrwali, Niech żyją wciąż szczęśliwi! W imieniu Klubowiczów ze Środkowego Poważa Zbyszek Podleśny

Szkolny Punkt Konsultacyjny przy Ambasadzie RP w Bratysławie ogłasza nabór na rok szkolny 2008/2009. Zajęcia z języka polskiego, historii, geografii i WOS-u prowadzone są w systemie uzupełniającym (raz w tygodniu) lub korespondencyjnym (raz w miesiącu) w zakresie szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum ogólnokształcącego. Uczniowie otrzymują świadectwa sygnowane przez MEN, więc po powrocie do kraju mogą kontynuować naukę w szkołach polskich. Nasza szkoła zapewnia wykwalifikowaną kadrę (wyższe studia magisterskie ukończone w Polsce), kultywowanie polskich obyczajów, „małe” klasy i życzliwą atmosferę. Wśród naszych uczniów znajdują się laureaci i finaliści Olimpiady Literatury i Języka Polskiego, konkursów literackich itp. Istnieje możliwość przygotowania do polskiej matury. Wszystkich zainteresowanych proszę o kontakt e-mailowy: monikact@poczta.fm lub telefoniczny: +4369911962261. Można też przesłać SMS, a ja oddzwonię. Monika Sadkowska – kierownik SPK w Bratysławie

STOWARZYSZENIE „WSPÓLNOTA POLSKA” ODDZIAŁ W KRAKOWIE INFORMUJE

o Szkole Letniej dla studentów, która odbędzie się w terminie 3 – 16.08 2008 r. (przyjazd do Krakowa w dniu 3 sierpnia, wyjazd w dniu 16 sierpnia). Uczestnicy będą zakwaterowani w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Krakowie, ul. Tyniecka 6 (centrum miasta, w pobliżu Wawelu) – pokoje trzy- i czteroosobowe z łazienkami. Program Szkoły Letniej: Wykłady (w wymiarze 5 – 6 godz. dziennie) na temat: • kultury języka polskiego • literatury polskiej XIX i XX w. • sztuki polskiej (w tym sztuki Kresów) • współczesnej Polski (sztuka, kultura, społeczeństwo) • dziejów Krakowa – duchowej stolicy Polski Program kulturalno-krajoznawczy: • zwiedzanie Krakowa (Droga Królewska, Wawel, muzea) • wycieczka do Wieliczki • wyjścia do teatru, kina Uczestnicy Szkoły Letniej: studenci polskiego pochodzenia, studiujący w miejscu zamieszkania, z biegłą znajomością języka polskiego Opłata za udział w SL wynosi 80 euro. Świadczenia zawarte w cenie: noclegi, trzy posiłki dziennie (pierwszym posiłkiem w dniu przyjazdu jest kolacja), zajęcia i wykłady prowadzone przez pracowników naukowych UJ, udział w programie kulturalno-krajoznawczym, bilety wstępu do zwiedzanych obiektów. Zgłoszenia przyjmujemy do dnia 30 czerwca pod adresem: Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, Rynek Główny 14, 31 – 008 Kraków, tel./fax 48/12/ 422 43 55, tel. 48/12/ 422 61 58, w. 19 e-mail: Piotr Zborowski: pzborowski@swp.krakow.pl 24

Obóz językowy dla uczniów szkół Zapraszamy młodzież (wiek 14-17 lat) do udziału w wakacyjnym obozie, którego celem jest doskonalenie znajomości języka polskiego oraz poznanie uroków krajoznawczych południowej części Polski. Zapewniamy aktywny wypoczynek, zajęcia językowe z lektorem, opiekę wykwalifikowanych wychowawców oraz spotkania z rówieśnikami polskiego pochodzenia z różnych krajów świata. Termin: 16 – 29 VIII 2008 r. Cena: 150 EURO Program obozu: • zajęcia językowe z lektorem (5 godz. dziennie) oraz prelekcje „Rok z kulturą polską”, • zwiedzanie wybranych muzeów i zabytków Krakowa, m.in. zamku królewskiego na Wawelu, Rynku Głównego, kościoła Mariackiego, • wycieczka do kopalni soli w Wieliczce, • wycieczka do Muzeum AuschwitzBirkenau w Oświęcimiu, • wycieczka edukacyjna „Śladami Jana Pawła II po Małopolsce” (Łagiewniki, Wadowice, Kalwaria Zebrzydowska), • wycieczka krajoznawcza w Pieniny (w programie spływ tratwami przełomem Dunajca), • zajęcia rekreacyjne i sportowe, basen MONITOR POLONIJNY


O G Ł O S Z E N I A •

Kamili Zwiewkovej oraz Grégoiremu Tosettiemu którzy 12 kwietnia 2008 r. we Fribourgu zawarli związek małżeński, życzymy wszystkiego najlepszego! Przyjaciele z Klubu Polskiego Panu Romanowi Bergerowi głębokie wyrazy współczucia z powodu śmierci żony Ruth Bergerovej-Štrbovej, która odeszła 5 kwietnia składa Klub Polski na Słowacji

polonijnych z krajów europejskich Zakwaterowanie: Centrum Edukacyjne „Radosna Nowina” w Piekarach koło Krakowa (obiekt strzeżony i monitorowany, noclegi w pokojach trzyi czteroosobowych ze wspólnymi łazienkami, możliwość korzystania z basenu, siłowni i hali sportowej) Świadczenia zawarte w cenie: noclegi, trzy posiłki dziennie (pierwszym posiłkiem w dniu przyjazdu jest kolacja), opieka wychowawców, zajęcia językowe z lektorem, udział w programie edukacyjno-krajoznawczym, bilety wstępu do zwiedzanych obiektów. Obóz językowy dla uczniów szkół polonijnych jest dofinansowany ze środków Senatu RP. Organizator: Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” Oddział w Krakowie Rynek Główny 14, 31-008 Kraków tel./faks 48 12 422 43 55 e-mail: biuro@swp.krakow.pl www.wspolnota-polska.krakow.pl MAJ 2008

WYBÓR Z PROGRAMU INSTYTUTU POLSKIEGO ➨ Do 23 maja wystawa Doroszuka w Galerii „Hit”, Bratysława Impreza w ramach Roku Dialogu Międzykulturowego ➨ 6 maja, godz. 19.00, Bratysława, Klub A4 Koncert jazzowy Maciek Grzywacz Trio feat. Tyler Hornby (Kanada) Maciek Grzywacz – gitara Piotr Lemańczyk – kontrabas Tyler Hornby – perkusja Utwory z płyt „Forces Within” i „Things Never Done” www.maciekgrzywacz.art.pl ➨ Od 6 maja do 6 czerwca, Bratysława, IP Wystawa fotograficzna pt. „Światło ze Wschodu“ Współorganizator: Fundacja im. Księcia K. Ostrogskiego Białystok ➨ 6 maja, godz. 15.00, Koszyce, Vychodoslovenske muzeum, Hviezdoslavova 3 Otwarcie wystawy fotografii poświęconych miastu Kraków w ramach projektu „Mestá kultúry” ➨ 6 maja, godz. 19.00, Bratysława, Filharmonia Słowacka Koncert zespołu „Musica Aeterna” z udziałem polskiego kontratenora Piotra Olecha Gł. organizator: Filharmonia Słowacka ➨ 9 maja, godz. 20.30, Dunajska Strefa, Vermesova vila – GSMU Koncert zespołu jazzowego „Oleś&Oleś” w ramach międzynarodowego festiwalu „Are you FREE?” ➨ 13 maja, godz. 19.00, Koszyce, kościół św. Antoniego Padewskiego Koncert zespołu Concerto Pollacco w programie: Grzegorz G. Gorczycki - Completorium Marc, Antoine Charpentier - Messe de Minuit w ramach festiwalu 53. Koszycka Wiosna Muzyczna

➨ 14 maja, godz. 16.30, Bratysława, IP Projekcja filmów: „Prawosławie w Polsce“, reż. Jerzy Kalina (23 min) „Monaster na Świętej Górze“, reż. Jerzy Kalina (23 min) ➨ 15 maja, godz. 17.00, Bratysława, IP Spotkanie z polskim poetą i tłumaczem Jackiem Bukowskim oraz prozaikiem słowackim Vladimírem Ballem – Nowa literatura słowacka w Polsce ➨ 20 maja, godz. 18.00, Bratysława, FA STU Wykład na temat: „Pomiędzy Wschodem i Zachodem. Współczesna architektura sakralna Kościoła Prawosławnego w Polsce” Dr inż. arch. Jerzy Uścinowicz, architekt, znawca architektury sakralnej z Wydziału Architektury Politechniki Białostockiej ➨ 21 maja, godz. 16.30, Bratysława, IP Cykl Klub polskiego filmu: – projekcja filmu „Do widzenia, do jutra”, reż. Janusz Morgernstern, 1960 ➨ 22 – 25 maja, Bratysława III Międzynarodowy Festiwal Muzyki Sakralnej „Musica Sacra“ Bratislava z udziałem Chóru Akademickiego Uniwersytetu. im M. Kopernika w Toruniu, Chóru „Epifania“ z Warszawy i Chóru Miasta Kielce ➨ 29 maja, godz. 17.00, Bratysława, IP Słowacja w wojnie przeciw Polsce – dyskusja z udziałem historyków Martina Lacka i Mateusza Gniazdowskiego z Polskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych. ➨ 31 maja, godz. 20.00, Bratysława, Klub A4 Słowacka premiera spektaklu Świadkowie, albo nasza mała stabilizacja Tadeusza Różewicza, przygotowana przez studentów aktorstwa VŠMÚ w Bratysławie w ramach projektu „Mliečne zuby“ 25


Spomienky, ktoré neodvial ani čas... R

ok 1989. Jeseň. Október votkal do vlasov listnatých stromov všetky odtiene zlata. Stojím na posvätnom mieste. Pri pamätníku Grunwald upútala moju pozornosť dvojramenná šípka. Jedným koncom obviňuje západ, druhým zasa tú svetovú stranu, kde slnko vychádza.

Nečudujte sa, vravia mi poľskí hostitelia. Šípka ukazuje na tie svetové strany, skadiaľ pre našu krajinu odjakživa prichádzalo najväčšie nebezpečenstvo... Mal som šťastie. Videl som Poľsko z oboch strán. A hoci od tých chvíľ už uplynulo veľa času, nespôsobuje mi osobitný problém dostať tie reminiscencie aspoň v skrátenej podobe na obrazovku počítača... Moja prvá osobná skúsenosť s Poľskom je datovaná rokom 1986. Do redakcie periodika, ktoré sa venovalo roľníckej problematike, prišla pozvánka na reportážnu cestu k našim severným susedom. Vôľou osudu padla voľba práve na mňa. A tak som sa vydal na cestu. Z Bratislavy cez Prahu, kde sa pridali českí kolegovia, cez Harrachov a československo-poľské hranice až do cieľovej stanice - do Zielonej Góry. Do redakcie regionálnych novín Gazeta Lubuska sme dorazili predpoludním, ale poľskí hostitelia s nami nemali žiadne falošné zľutovanie. Po nevyhnutnom štedrom pohostení i obligátnom „posilnení“ nasledoval bohatý, zaujímavý a po všetkých stránkach vyčerpávajúci program. Až som sa čudoval, čo všetko sa dá za niekoľko krátkych jesenných dní stihnúť. Hydinársky závod v Świebodzine, návšteva potravinár26

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

BOHUMIL URBÁNIK TÝŽDENNÍK ROĽNÍCKE NOVINY skeho družstva, kde vyrábali skvelé poľské klobásy, nočný revuálny program v hoteli Śródmiejski, ale aj exkurzia na štátne hranice, kde sme sa na brehu Odry dotkli poľskonemeckej hranice... Možno to bol práve tento moment, ktorý mi neskôr pomohol pri pochopení inej skutočnosti. Ďalší deň sme mali na programe návštevu jedného z najlepších sedliakov v celom vojvodstve, ktorý si za hospodárske výsledky, ale i za celkový vzhľad gazdovstva právom zaslúžil ocenenie Złota wiecha. Táto plaketa dôstojne zdobila priečelie jeho gazdovstva. Mňa však upútal aj iný nápis, ktorý som si pre-

transformoval do slovenskej podoby: Zem veľkopoľská vždy bola poľská... A teraz pohľad z inej strany. O tri roky neskôr som sa do Poľska vrátil znova. Tentoraz boli cieľom cesty východné vojvodstvá. Ešte aj po rokoch vidím pred sebou blankytný jas zádumčivých Mazurských jazier, nekonečné mlčanie pre Stredoeurópana hlbokých, tajomných a príťažlivých východopoľských lesov, ale najmä otvorené duše a úprimný záujem tamojších obyvateľov, z ktorých sa vykľuli nielen pozorní hostitelia, ale aj ľudia, ktorí srdcom rozumejú poľnohospodárstvu, lesníctvu, vodám, lesom, prírode a najmä životu. Keď sa vrátim k tým zážitkom, v mysli mi ako obrázky zo zrýchleného filmu kmitajú pojmy Olsztyn, Kętrzyn, Giżycko či Francúzske jazero, kde vraj obrancovia vlasti v bojoch utopili časť Napoleonovej armády... Alebo aj taký obyčajný „wiatrak“, teda veterný mlyn, kam sme si po večeri zašli na dúšok piva... Rokom 1989 sa moje priame osobné väzby s Poľskou Reczpospolitou spretŕhali. Tie nepriame kontakty však pokračujú. Prostredníctvom skvelých filmov ako trebárs Warszawa či Jahodové víno alebo prostredníctvom dcéry, ktorá študuje polonistiku a ktorá vlastne istým spôsobom vyprovokovala aj napísanie tohto článku. Ešte i teraz, po rokoch, som osudu vďačný za tú poľskú skúsenosť. A ešte vďačnejší som za to, že som do tejto krajiny mohol prísť... z juhu. MONITOR POLONIJNY


Czy naprawdę zbliża się już koniec roku szkolnego? W maju? - zob. niżej „zrób to sam“!

K Ą C I K

C Z Y T E L N I C Z Y Będąc dzieckiem, przeczytałam wiele książek. Spośród nich tylko klika zostało mi w pamięci do dziś. Są to te, które otwierały mi świat marzeń i najskrytszych pragnień. Do nich należy „Tajemniczy ogród“ Frances H. Burnett (wyd. GREG 2005), do którego przeczytania serdecznie Was zachęcam. Wasza redaktorka – Moan

„Ukradłam sobie ogród – rzekła prędko. – On nie jest wcale mój. On jest niczyj. Nikt go nie chce, nikt o niego nie dba, nikt do niego nigdy nie wchodzi. Może już wszystko w nim wymarło – nie wiem![...] Biegli z jednej strony ogrodu na drugą i znajdowali tyle dziwów, iż wciąż musieli sobie przypominać, że przecież tylko szeptem mogą tutaj mówić. Dick pokazywał nabrzmiewające pączki listowia na różanych krzakach, które im się wydawały zeschnięte, i moc niezliczoną nowych kiełków, wychylających się z czarnej gleby. Ciekawskie młode noski przytykali blisko do ziemi, wdychając jej wiosenne wonie, kopali, pełli i śmiali się radośnie, dopóki włosy Mary nie potargały się tak samo jak czupryna Dicka, a policzki jej rozkwitły jak dwa czerwone maki. Radości i wesela było tego ranka w tajemniczym ogrodzie co niemiara, a wśród uciech zdarzyło się coś zarazem uroczego i zdumiewającego”. A co takiego się zdarzyło? Przeczytajcie sami! Kto pierwsze zatelefonuje albo pośle pod adresem redakcji informację o tym, co się wydarzyło w tajemniczym ogrodzie tego dnia, otrzyma nagrodę książkową!!! MAJ MAJ 2008 2008

Z R Ó B

T O

S A M

Powoli zbliża się koniec roku szkolnego, piszecie ostatnie już przed wakacjami sprawdziany i prace klasowe. Dla poprawy waszej kondycji intelektualnej polecamy rozwiązanie kwadratu logicznego. Warto wiedzieć, że jedną z najdawniejszych i najwspanialszych figur liczbowych są tak zwane „kwadraty magiczne“, znane w Chinach już tysiąclecia przed naszą erą. Poniżej jest narysowany jeden ze staroindyjskich kwadratów, ułożony dwa tysiące lat temu. W poszczególne jego pola wpisano liczby od 1 do 16 w taki sposób, że suma wszystkich liczb zarówno w każdej kolumnie pionowej, jak i w każdym rzędzie poziomym zawsze wynosi 34.

Co więcej, ten samy wynik otrzymamy przy sumowaniu liczb po przekątnej, przy sumowaniu czterech liczb w rogach kwadratu, a jeżeli duży kwadrat podzielimy linią pionową i poziomą na cztery mniejsze kwadraty, to suma 4 liczb, wpisanych w pola każdego z małych kwadratów, równać się będzie także tej magicznej liczbie. My dla ułatwienia wpisaliśmy już prawidłowo w niektóre pola połowę liczb od 9 do 16. Wy musicie wpisać cyfry od 1 do 8. Spróbujcie!

stronę redaguje Moan

27


Gdy zieleń wokoło pachnie i bzyczy, chyba nikomu nie chce się pracować. Posiłki zatem powinny pasować do naszego leniwego, majowego nastroju. Dziś więc o tym, co możemy upichcić niemalże bez wysiłku, gdzieś pomiędzy jedną a drugą kawą, wypitą na leżaku w ogródku.

Szaszłyki z grilla

Szaszłyki z grilla (piecze mąż, żona odpoczywa) lub z piekarnika (żeby nie wysadzić domu w powietrze, piecze żona)

SKŁADNIKI: • najlepiej nadają się: cukinia, kabaczek, bakłażan, papryka, cebula, ząbki czosnku, pomidor, pieczarka, • dodatki: pokrojone w kawałki mięso (każdego rodzaju) lub ryba.

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA: Do dużej miski wlewamy sporo oleju lub oliwy i wsypujemy przyprawę do grilla lub cokolwiek według własnej fantazji, dokładnie mieszamy. Pokrojone w dużą kostkę warzywa wrzucamy do marynaty w misce i znów dokładnie mieszamy. Potem namoczone kawałki nadziewamy na patyczki, kładziemy na tacce do pieczenia i modlimy się, by mąż, odpowiedzialny za grillowanie, nie zamienił tego w węgiel. W wersji „piekarnikowej” (którą osobiście polecam) szaszłyki kładziemy na blaszce i pieczemy w temperaturze 170 °C. Po pewnym czasie można je obrócić na drugą stronę.

Minipizze

SKŁADNIKI: • gotowy spód do pizzy (rozmrożony), • przecier pomidorowy lub różne sosy pomidorowe z dodatkami, • szynka, • ser, • oliwki, • cokolwiek, co można zapiec na wierzchu.

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA: Z gotowego spodu pizzy dużą szklanką wycinamy krążki, smarujemy je przecierem pomidorowym (lub jakimś sosem), na wierzch kładziemy, co nam fantazja podpowiada. Potem kładziemy na blasze, wyłożonej papierem do pieczenia, i pieczemy około15 minut w temperaturze 180 °C. UWAGA! Z doświadczenia wiem, że rodzina potrafi zjeść ogromną ilości minipizz, ale często pomaga w ich przyrządzaniu, więc przy umiejętnym rozdzieleniu zadań, w pewnym momencie Wy możecie się po prostu wycofać na ogrodowy leżak i… leniuchować – czego Wam życzę! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2008/05  
Monitor Polonijny 2008/05  
Advertisement