Page 1


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

L

istopad w naszym koszyckim kalendarzu to miesiąc szczególny. Przyczyna jest od wielu lat ta sama – Dni Kultury Polskiej, których głównym organizatorem jest Klub Polski Region Koszyce.

11. DNI KULTURY POLSKIEJ W KOSZYCACH

stawiając jego sylwetkę, tygodnik „Polityka” tak pisał o nim: „Pianista wszechstronny, na swoim koncie ma zarówno album nagrany z Adamem Makowiczem w Carnegie Hall, jak i współpracę z hip-hopowcami. Łamie bariery pokoleniowe, zachęcając do słuchania i grania jazzu, i przekracza granice gatunkowe w muzyce, czym zasłużył sobie na miano odjazdowego perfekcjonisty i człowieka, który wielokrotnie udowodnił, że potrafi zagrać wszystko”. Nowością naszego tegorocznego programu był hip-hopowy koncert polskiego zespołu Paweł GAL B, który miał miejsce w klubie jazzowym. W ten sposób do udziału w imprezach chcieliśmy zachęcić młodzież polonijną i nie tylko. Z kolei w koszyckim teatrze wystąpił Teatr Formy, czyli wrocławska pantomima. Ponadto w ramach Dni odbył się koncert Andre Ochodlo i „The Atelier Klezmer Band”, a także pokazano trzy polskie filmy. Tym razem staraliśmy się maksymalnie urozmaicić swoją ofertę, aby każdy znalazł w niej coś odpowiedniego dla siebie. URSZULA SZABADOS FOTO: ZDENKA I TADEUSZ BŁOŃSCY

Uroczyste rozpoczęcie tegorocznych Dni odbyło się 11 listopada, w dniu Święta Niepodległości w Sali Historycznej koszyckiej Galerii Wschodniosłowackiej. Patronat nad nimi objęli chargé d’affaires a.i. RP w RS Bogdan Wrzochalski oraz prezydent Koszyc Francišek Knapik. Po części oficjalnej wszyscy rodacy i ich przyjaciele wysłuchali koncertu w wykonaniu nietypowego tria: Zoltan Jakab – fortepian, Jozef Olajos – saksofon i Urszula Zomerska Szabados – wariofon, w nietypowym repertuarze, czyli jazzowych transformacjach utworów Fryderyka Chopina.

W tym samym dniu w Galerii Wschodniosłowackiego Muzeum Technicznego w Koszycach otwarta została wystawa, zatytułowana „Jan Kiepura i Marta Eggerth“. W tym roku przypada 105. rocznica urodzin światowej sławy słynnego polskiego śpiewaka. Inaugurację Dni poprzedziły wystawy: „Monochromia” Tomasza Zawackiego oraz Marka Sapetty, „EuryArt” Danova 2007, Dziecięce Warsztaty „Krokom k umeniu“ oraz „Przenikanie“, autorstwa malarza i reżysera z Krosna Henryka Michniewicza. W Spiskiej Nowej Wsi zaprezentowano prace Zdenki Błońskiej i tegorocznego jubilata Tadeusza Błońskiego. Podobnie jak w latach ubiegłych Dni Kultury Polskiej nawiązywały do odbywających się w Koszycach Dni Grupy Wyszehradzkiej, dzięki czemu mogliśmy skorzystać z uprzejmości ich współorganizatorów i uczestniczyć we wspaniałych wspólnych przedsięwzięciach. W ramach festiwalu „Jazz for sale” usłyszeliśmy wspaniałego artystę Leszka Możdżera. Przed-

2

MONITOR POLONIJNY


DO CZYTELNIKÓW „MONITORA POLONIJNEGO”

SPIS TREŚCI

Kiedy przed blisko 30 laty pojechałem pierwszy raz na Zachód, stwierdziłem z niejakim zaskoczeniem, że w tamtejszych supermarketach i reklamie przygotowania do świąt Bożego Narodzenia zaczynają się już w listopadzie, co dla ówczesnego przybysza z Europy Wschodniej było przedwczesne i zbyt merkantylne, a za mało duchowe. Potem wraz z transformacją zwyczaj ten przyszedł i do nas, ale i tak przecież właściwy okres oczekiwania na święta to adwent. To także niezwykly okres, w którym czeka na nas wiele niełatwych obowiązków ostatnich tygodni roku. Ogarniając mijający rok 2007 wraz z jego blaskami i cieniami coraz częściej wybiegamy myślą w rok przyszły – 2008. Nie wiem jeszcze, jaki był naprawdę ten mijający rok dla czytelników „Monitora Polonijnego” i dla naszych rodaków na Słowacji, wiem jednak, że dla ambasady polskiej z pewnością był to rok bardzo ważny i obfitujący w znaczące wydarzenia, do których zaliczyć należy przede wszystkim wizyty w Bratysławie najwyższej rangi polskich polityków – premiera Jarosława Kaczyńskiego i marszałka Sejmu Ludwika Dorna. Gościliśmy też wybitnych polskich twórców i artystów, m.in. Romana Polańskiego i Tomasza Stańkę, a Instytut Polski wznowił swoją działalność w odnowionej siedzibie. W Polsce w tym roku, 21 października, odbyły się wybory parlamentarne, które przyniosły zmiany na mapie politycznej kraju

Życzenia świąteczne

4

Z KRAJU

6

i nową koalicję rządową. Polacy na Słowacji też mogli oddać swój głos w tych wyborach w gmachu ambasady RP w Bratysławie. Rok 2007 przyniósł też nam dni żałoby, była księga kondolencyjna i msza żałobna po śmierci naszych pielgrzymów we Francji... Ale inni nasi pielgrzymi, tradycyjnie już podróżujący corocznie na rowerach z Rzeszowa do miejsc świętych w Europie, szczęśliwie zawitali 18 lipca do ambasady w Bratysławie po drodze do celu podróży, którym w 2007 r. było Lourdes. Niektórym z czytelników „Monitora” dziękuję serdecznie za udział w obchodach świąt narodowych – Konstytucji 3 maja i 11 listopada, zorganizowanych przez naszą placówkę. Nie zrezygnowaliśmy z naszych nowych inicjatyw, czyli kolejnych polsko-słowackich warsztatów dziennikarskich, które odbyły się 24 września br., oraz seminarium historycznego o stosunkach polskosłowackich w okresie międzywojennym – 7 grudnia br. W mijającym roku, dokładnie 30 czerwca, zakończył swoją misję dyplomatyczną w Bratysławie ambasador Zenon Kosiniak-Kamysz. Od tego czasu mam zaszczyt sprawować obowiązki kierownika placówki jako chargé ďaffaires a.i. RP. Nie tylko jako kibice cieszymy się z awansu naszych piłkarzy do EURO 2008 w Austrii i Szwajcarii.

CZYTELNIKOM „MONITORA POLONIJNEGO”, REDAKCJI i WSZYSTKIM RODAKOM NA SŁOWACJI życzę ZDROWYCH i WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA ORAZ SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2008! BOGDAN WRZOCHALSKI

Daj mi, proszę, gwiazdkę z nieba... 8 OPOWIADANIE Marzenia wyszeptane z pierwszą gwiazdką na niebie

9

Tam, skąd pochodzi muzyka...

10

WYWIAD MIESIĄCA Andrzej Rosiewicz: „Powinienem być traktowany jak polski Fred Astaire“ 11 Z NASZEGO PODWÓRKA

14

MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Leszek Możdżer – muzyka z najwyższej półki

20

KINO-OKO Wierząc w sztuczki

20

TO WARTO WIEDZIEĆ Od Sylwestra do sylwestra

22

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Z podróży dalekich i bliskich

23

FELIETON

Nauka w TVP Polonia

24

Jeeeseest!!!

26

CZYTELNICY PISZĄ

28

OGŁOSZENIA

28

POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY Varšava – mesto parkov

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI

31

PIEKARNIK Pierniki świąteczne i nie tylko

32

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB – SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk , Pavol Bedroň, Andrea CupałB a r i c o v á , A n n a M a r i a J a r i n a , M a j ka K a d l e č e k , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , I z a b e l a W ó j c i k KOREŠPONDENT V REGIÓNE KOŠICE – Urszula Zomerska-Szabados • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE : Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRES A: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorp@orangemail.sk • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín

www.polonia.sk GRUDZIEŃ LUTY 20072007

3


Życzenia świąteczne Co

roku w okresie przedświątecznym zastanawiamy się z kolegami i koleżankami redakcyjnymi, jak urozmaicić grudniowe wydanie naszego pisma, jak inaczej opowiedzieć o Bożym Narodzeniu, tym bardziej, że grudniowy numer wydajemy powiększony o cztery strony, by w sposób szczególny uczcić te wyjątkowe święta. I choć wydawać by się mogło, że wszystko już zostało napisane, powiedziane, że nic nowego nie wymyślimy, to temat świąteczny jest dla nas wyzwaniem. Tym razem, oprócz

S

zanowni Państwo! Ani się obejrzeliśmy, a nastaje czas Bożego Narodzenia, czas chyba najbardziej oczekiwanych świąt, a z nimi wieczór z tak bardzo wrośniętą w naszą polską kulturę, najbardziej uroczystą kolacją roku – Wigilią. Polskie dzieje narodowe sprawiły, że Wigilia wpisała się w naszą tradycję jako czas prawdziwego zbliżenia ludzi, wzajemnego odpuszczenia win, czas miłości, zadumy i refleksji, najbardziej rodzinne święto. Stała się uroczystym i najbardziej wzruszającym wieczorem w roku. „To przez tradycję wyróżniony jest majestat 4

zamieszczenia na naszych łamach tradycyjnych już świątecznych opowiadań i refleksji, postanowiliśmy zajrzeć na inne „podwórka“, czyli do innych polonijnych redakcji, by dowiedzieć się, jak świętują nasi rodacy w innych krajach, czego sobie wzajemnie życzą. W tym celu poprosiłam redaktorów zaprzyjaźnionych redakcji z kilku państw Europy i Ameryki o… życzenia świąteczne, adresowane do nas. Przyjmijcie zatem, Drodzy Czytelnicy, najserdeczniejsze życzenia świąteczne oraz noworoczne od redaktorów polonijnych. W imieniu redakcji „Monitora Polonijnego“ MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

człowieka” – pisał Cyprian Kamil Norwid. Sądzę, że święta Bożego Narodzenia i okres Adwentu, a więc wielkich przygotowań, są znakomitą okazją do wzniosłych przemyśleń, skąd jesteśmy, dokąd idziemy. Zastanówmy się nad tym, bo coraz szybciej nadchodzący 2008 rok niesie ze sobą nowe zmagania, nowe radości i nowe wyzwania. U nas na Węgrzech nadchodzi rok obchodów 50lecia Polskiego Stowarzyszenia Kulturalnego im. J. Bema, najstarszej organizacji polonijnej w tym kraju, a więc dla nas członków tego stowarzyszenia rok wyjątkowy! Również w 2008 MONITOR POLONIJNY


K

iedy opowiadałam moim nastoletnim pociechom, jak to w latach osiemdziesiątych (czyli nie tak znowu dawno) na wyjazd do Polski trzeba było mieć specjalne zaproszenie i co to była „kontrola osobista” na granicy, widziałam, że trudno im było w to uwierzyć. Nie zdziwiło mnie to – przecież teraz, z wejściem do strefy Schengen, granic już prawie nie ma. Czego więc jeszcze można sobie życzyć? Chyba tylko tego, żeby ten brak granic umożliwił jeszcze lepsze poznanie się sąsiadów – Polaków, Czechów, Słowaków. W tym względzie najwięcej może zdziałać Polonia, dlatego wszystkim Polonusom życzę otwartości, tolerancji, wytrwałości w przełamywaniu stereotypów, naszym krajom – mądrych i uczciwych polityków, zaś wszystkim nam w życiu prywatnym – dużo zdrowia, sił do pracy (choćby dlatego, że po Nowym Roku wszystko drożeje...), godnych zaufania przyjaciół, szczęścia rodzinnego i wszystkiego dobrego! RENATA BILAN DZIENNIKARKA „WIADOMOŚCI POLSKICH“ W CZESKIEJ TELEWIZJI - OSTRAWA

roku przypada 10. rocznica rozpoczęcia emisji „Magazynu Polskiego”, cotygodniowej 30-minutowej audycji, przygotowywanej w publicznym Radiu Węgierskim, 15-lecie obchodzić będzie Stowarzyszenie Katolików Polskich na Węgrzech pw. św. Wojciecha, zaś 10-lecie Historyczny Legion Polski. Tu, nad Dunajem, zapewne bardzo uroczyście obchodzone będzie 160-lecie wybuchu Wiosny Ludów, w której tak licznie udział wzięli również Polacy. Jak więc widać okazji do świętowania szykuje GRUDZIEŃ 2007

się sporo. Zapewne nie zabraknie ich także u Państwa. A z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku wszystkim czytelnikom Waszego pisma życzę pomyślności, zdrowia i wytrwałości, a aby życzenia te się spełniły, pamiętajcie Państwo o schowaniu do portmonetki łuski z wigilijnego karpia – a nuż! BOŻENA BOGDAŃSKA-SZADAI KIEROWNIK REDAKCJI POLSKIEJ „MAGYAR RÁDIÓ” I REDAKTOR NACZELNA „GŁOSU POLONII” – KWARTALNIKA WYDAWANEGO PRZEZ PSK IM. J. BEMA W BUDAPESZCIE

D

rodzy Czytelnicy7 „Monitora Polonijnego“! Cieszę się, że mogę zwrócić się do Was z najlepszymi świątecznymi życzeniami. W imieniu redakcji pisma „Polonika”, wydawanego od kilkunastu lat dla Polonii austriackiej, życzę Wam wszystkim radosnych, dobrych, rodzinnych świąt Bożego Narodzenia, a w Nowym Roku 2008 urzeczywistnienia wszystkich planów osobistych i zawodowych. To właśnie w Austrii ponad sto lat temu narodziła się najbardziej znana na świecie kolęda „Cicha noc, święta noc”. Zna ją 3,5 miliarda ludzi, zamieszkujących naszą planetę, przetłumaczona została na 300 języków i dialektów. Jej twórca Joseph Mohr pozostawił nam wszystkim bardzo cenny podarek – jego piękna kolęda w sposób przejmujący i prosty oddaje nastrój miłości i radości, niesie pokój i przebaczenie – a więc to, co stanowi cały sens świąt Bożego Narodzenia. Zatem życzę miłości, radości, pokoju i przebaczenia – wszystkim naszym rodakom, gdziekolwiek mieszkają, żyją, w jakimkolwiek kraju przyjdzie im spędzić święta i powitać Nowy Rok 2008.

SŁAWOMIR IWANOWSKI REDAKTOR NACZELNY PISMA POLONII AUSTRIACKIEJ „POLONIKA” 5


D

opiero kiedy wyjechałem za granicę, do Stanów Zjednoczonych, uświadomiłem sobie, jak wielu rodaków żyje poza Polską i zrozumiałem, co to znaczy żyć na obczyźnie… Stany Zjednoczone są krajem imigrantów, co nie zmienia faktu, że jedni czują się tutaj jak u siebie w domu, a inni… zawsze będą się czuć obco, mimo że mieszkają właśnie w najlepszym dla imigrantów kraju na świecie. Dlatego okres świąt Bożego Narodzenia dla Polaków w USA jest czasem szczególnym. To święta jak najbardziej rodzinne. Jeśli ktoś czuje się tutaj samotny, zawsze stara się spędzić Wigilię, Boże Narodzenie i noc sylwestrową oraz Nowy Rok w gronie znajomych

DNIA 23 LISTOPADA premier Donald Tusk wygłosił w Sejmie expose, które trwało dokładnie 3 godziny i 5 minut. Przedstawiając założenie polityki rządu, Tusk powiedział, że mottem tej kadencji będzie słowo „zaufanie”. Jego rząd zyskał wotum zaufania. W PIĄTEK 16 LISTOPADA w Pałacu Prezydenckim został zaprzysiężony nowy rząd PO-PSL Donalda Tuska. Prezydent Lech Kaczyński powołał na stanowiska premiera i 18 ministrów. Tusk został również szefem Komitetu Integracji Europejskiej. 6

i przyjaciół. Bo w tych dniach samotność jest szczególnie bolesna. W Stanach Zjednoczonych świętuje się tylko pierwszy dzień Bożego Narodzenia. Drugiego dnia wszyscy idą do pracy. Amerykanie w Wigilię zasiadają wspólnie do stołu, jak my, Polacy. Dają sobie prezenty – zazwyczaj liczne, duże i bogate – pod choinkę. I życzą sobie – podobnie jak my – wszystkiego dobrego, zdrowia, szczęścia i pracy. Dobrej pracy. Kiedyś święta Bożego Narodzenia spędziłem w gronie Amerykanów w mieście Chicopee w stanie Massachusetts. Stół był „szwedzki“, to znaczy na dwóch stołach zgromadzone były różne potrawy,

To ludzie dobrze przygotowani i pracowici – powiedział o ministrach ze swojego rządu nowy premier. Były premier Jarosław Kaczyński był nieobecny, zastępował go były wicepremier Przemysław Gosiewski. PO PRZEGRANEJ w wyborach parlamentarnych PiS znalazł się w kryzysie. Na początku listopada z funkcji wiceprezesów zrezygnowali Ludwik Dorn, Paweł Zalewski i Kazimierz Ujazdowski. Wcześniej wystosowali oni list do prezesa partii w sprawie zmiany sposobu zarządzania partią. Dnia 19 listopada z PiS wysłano im listami poleconymi „wszystkie dokumenty”, związane z decyzją o ich zawieszeniu w prawach członków partii.

a wszyscy podchodzili do nich, nabierali sobie, co chcieli na talerz… Ale wcześniej były życzenia. Kiedy wraz z przyjacielem z Polski podchodziliśmy do każdego z opłatkiem w ręku i składaliśmy mu życzenia, wszyscy byli tym bardzo zaskoczeni, ale spodobało się im to i od tej pory, jak mi powiedział przyjaciel, podczas świąt, kiedy składają sobie życzenia, jest i opłatek. My, Polacy w USA, spotykając się przy wigilijnym lub już przy świątecznym stole, życzymy sobie zawsze dużo zdrowia, sił do pracy i pracy. I życzymy sobie jak najszybszego spotkania z rodziną albo bycia razem z rodziną, aby rozłąka jak

SZEŚCIU POLSKICH żołnierzy (z siedmiu zatrzymanych) odpowie na zarzuty o zabójstwo ludności cywilnej w Afganistanie. Latem 16 sierpnia zatrzymani ostrzelali wioskę Nangar Khel najpierw z wielkokalibrowego karabinu maszynowego, a następnie granatami moździerzowymi kalibru 60 mm. W wyniku ostrzału śmierć poniosło sześciu afgańskich cywilów, a wśród rannych były też dzieci i kobiety – trzy z nich zostały trwale okaleczone. Zdaniem Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Poznaniu z materiału dowodowego wynika, że zachowanie polskich żołnierzy nie miało związku z realnym zagrożeniem. Żołnierze twierdzą, że są niewinni.

KILKA DNI PO ZATRZYMANIU żołnierzy, podejrzanych w sprawie sierpniowej akcji w Afganistanie, samospaleniem groził 37-letni mężczyzna na jednym z głównych placów Łodzi. Mężczyzna ten domagał się zwolnienia żołnierzy z aresztu. Przez kilka godzin ruch w centrum Łodzi był utrudniony. Desperat w końcu oddał się w ręce policji. BOLESŁAW PIECHA złożył 21 listopada rezygnację z funkcji wiceministra zdrowia. Premier rezygnację przyjął. Pod adresem Piechy (wiceminister za PiS) pojawił się zarzut korupcji i dopuszczenia lobbingu firm farmaceutycznych. Wg zarzutów doprowadził on pod wpływem konsultacji z producentami ivabradyny do wpisania jej MONITOR POLONIJNY


najszybciej się skończyła. Redakcyjnym kolegom życzę wytrwałości, wielu czytelników, dobrej atmosfery w redakcji, dobrej pracy. Pracownikom redakcji „Monitora Polonijnego“ w Słowacji życzę natomiast świetnych tematów oraz dużo sił i wytrwałości. Życzę też świetnych czytelników, którzy będą wspierać redakcję, nie tylko kupując i czytając pismo, ale także takich, którzy będą wspierać redakcję w dobrych i złych chwilach i będą mieć poczucie, że to naprawdę ich czasopismo. Życzę też, abyście wszyscy pamiętali, że Polska, którą macie tak blisko, dosłownie za miedzą, to nasza wspólna ojczyzna, o której trzeba pamiętać i nie żałować jej swojego serca. To nasz wspólny dom, do którego zawsze będziemy wracać z radością.

na listę leków refundowanych, czemu stanowczo zaprzecza. IPN UZUPEŁNIŁ KATALOGI osób pełniących funkcje publiczne o europosłów, szefów NIK, NBP, Rady Polityki Pieniężnej, Prokuratorii Generalnej, KRRiT, Generalnego Inspektora Danych Osobowych, Rzecznika Praw Dziecka oraz kancelarii: prezydenta, premiera, Sejmu i Senatu, a także prezydenckich ministrów. Kilka osób, sprawujących funkcje publiczne, m.in. eurodeputowanych i członków Rady Polityki Pieniężnej, wymienionych jest jako współpracownicy tajnych służb PRL w opublikowanym 19 listopada kolejnym katalogu. Na liście są np. europosłowie Marek Siwiec, Bronisław Geremek, GRUDZIEŃ 2007

JANUSZ M. SZLECHTA „NOWY DZIENNIK”, NOWY JORK

Dariusz Rosati oraz europoseł PiS Marcin Libicki. Siwiec i Rosati zdecydowanie temu zaprzeczają. KILKASET OSÓB uczestniczyło 21 listopada w uroczystościach pierwszej rocznicy ubiegłorocznej katastrofy w kopalni „Halemba” w Rudzie Śląskiej. Rok temu na skutek wybuchu metanu i pyłu węglowego 1030 metrów pod ziemią zginęło tam 23 górników. Była to największa tragedia w polskim górnictwie od blisko 30 lat. PRZEMYSŁAW SALETA zdecydował się oddać nerkę swojej chorej córce Nicole. Z tego też powodu bokser zrezygnował z udziału w programie „Gwiazdy tańczą na lodzie”.

WWW.DZIENNIK.COM

CYKL ,,MAGICZNE DRZEWO” Andrzeja Maleszki zdobył międzynarodową nagrodę Emmy w kategorii produkcji telewizyjnych dla dzieci i młodzieży. Nagrody Emmy uważane są za telewizyjny odpowiednik Oscarów.

łalność wiele instytucji i organizacji. Stąd wziął się pomysł, aby Warszawa, przygotowując się do pełnienia roli kulturalnej stolicy Europy, odwołała się do tradycji europejskiego renesansu, czyli odrodzenia.

WARSZAWA BĘDZIE się ubiegać o tytuł kulturalnej stolicy Europy w 2016 r. Hasło polskiej stolicy będzie brzmiało ,,Re: Warszawa 2016 Odrodzeni w kulturze“. Jak tłumaczyła wicedyrektor Biura Kultury Renata CzarnkowskaListoś, Warszawa nadal jeszcze odradza się po zniszczeniach, których doznała w czasie II wojny światowej i po latach PRL. Jest to trudny proces, ale dzięki temu w Warszawie powstają ciągle nowe inicjatywy, rozpoczyna dzia-

WIELOKROTNIE NAGRADZANY polski film dokumentalny „Lekcja białoruskiego” w reż. Mirosława Dembińskiego, opowiadający o wystąpieniach młodzieży białoruskiej przeciwko reżimowi prezydenta Łukaszenki, zdobył kolejny laur, tym razem na festiwalu w Brukseli. Uhonorowano go nagrodą na Międzynarodowym Festiwalu Filmów o Wolności ,,Festival des Libertes”. ZUZANA KOHÚTKOVÁ WARSZAWA 7


Daj mi, proszę, gwiazdkę z nieba... A

ch, te święta... Już od dawna dla Narodzenie przestało być radością z świat Bożego Dzieciątka, a stało się dekoracji, prezentów, wymyślnych specjałów

Dzisiaj wszystko koniecznie musi być „tradycją, podaną po nowemu”, „nowoczesnym świętowaniem” czy też „odświętnie, ale bez wyrzeczeń”. Nie ukrywam, że niezbyt podoba mi się bożonarodzeniowy wystrój sklepów już na początku listopada. Do świąt cała ta oprawa traci świeżość i blask, a od kolęd, towarzyszących kupowaniu czegokolwiek, jedynie boli głowa. A dawniej… oczywiście było o niebo lepiej – listopad był chmurnym i mokrym oczekiwaniem na cud Bożego Narodzenia, światełka i kolorowe ozdoby były wieszane dopiero tuż przed Wigilią, a radość z przełamania szarych wieczorów tęczą barwnych dekoracji towarzyszyła jedynej w roku Wieczerzy, a nie po wielokroć w pracy czy na spotkaniach towarzyskich. Wszystko nam dzisiaj przychodzi łatwiej – gotowe potrawy można kupić w sklepie albo zamówić w restauracji czy też „u baby”. Medal dla tej gospodyni, która świąteczne specjały przygotowuje w całości sama! Babcia mojej znajomej mawiała: „Święta są po to, by odpocząć po przygotowaniach, a jak ja mam święcić, skoro się wcale nie narobiłam...”. Musicie przyznać, że jest jakiś sens w tym stwierdzeniu. Przecież to właśnie owe przygotowania pod8

wielu Boże przyjścia na szaleństwem kulinarnych.

grzewały atmosferę oczekiwania – zapachy potraw, których nie można zjeść, posprzątane pokoje, w których nie wolno się bawić... Dzisiaj samych ozdób na choinkę jest tyle, że tworzy się tradycja niegdyś nie znana – ubieranie drzewka w określonym stylu, co w czasach mojego dzieciństwa było nie do pomyślenia. Z trudem zdobyte bombki wieszało się prostym systemem – piękne z przodu, stare i podniszczone jako tło. Co roku „produkowałyśmy” z siostrą nowe łańcuchy, mikołaje z wydmuszek, bibułkowe jeżyki, a zebrane wcześniej w lesie szyszki malowałyśmy na złoty i srebrny kolor. Nikt wówczas nie mówił, że ubieramy choinkę w stylu tradycyjnym. No i najważniejsza rzecz – prezenty. W czasach dzieciństwa moich rodziców najpiękniejszym prezentem było same Boże Narodzenie. Obdarowywanie się nawzajem miało raczej wymiar symboliczny, a prezenty, jeśli w ogóle się pojawiały, to najczęściej były wykonane własnoręcznie. Moje dzieciństwo to przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, czyli totalna pustka w sklepach i zachwyt nad każdą rzeczą, którą udało się zdobyć. Do prezentów najliczniejszych, choć niezbyt oczekiwanych, na-

leżała odzież polskiej produkcji – cudo golfy elastyczne, majtki reformy i skarpety bez ściągacza, zaś te wymarzone i niemalże nie do dostania w sklepach, to książki dla dzieci, „lepsze słodycze” oraz zabawki. W okresie Bożego Narodzenia pojawiały się też owoce południowe, ale zielone pomarańcze i ledwo zażółcone banany stanowiły akcent typu „odłóż na bok i poczekaj, co z tego będzie”. A dziś – o czymkolwiek marzymy, to możemy to prostu mieć (oczywiście przy założeniu, że mamy na to pieniądze). Moje dzieci żyją w przekonaniu, że mamusia po wyjściu z domu zmienia się we „wszystko mającą” wróżkę, którą wystarczy po prostu odpowiednio długo „zmiękczać”, aby spełniła ich zachcianki. Każdego dnia piszą listy do Mikołaja i, wierzcie mi, nie proszą w nich bynajmniej o blok rysunkowy czy lizaka. Ponieważ święta tuż, tuż, zgromadźmy w sobie siły i nie dajmy się ponieść zbiorowemu szaleństwu! Przysiądźmy na chwilę i zamyślmy się nad własnym najpiękniejszym Bożym Narodzeniem. Świeża, pachnąca choinka, cicho grająca kolęda i święty spokój niech zapanują w Waszych domach w ten cudowny czas. Niech wszystko będzie tak, jak chcecie Wy, a nie jak dyktuje moda. I obyście w prezencie dostali… gwiazdkę z nieba, tę wymarzoną… AGATA BEDNARCZYK MONITOR POLONIJNY


O P O W I A D A N I E

Marzenia wyszeptane z pierwszą gwiazdką na niebie Przez długie lata święta spędzali u teściów. Duży dom, rodzinna atmosfera, wspaniałe potrawy i wyśmienite warunki dla dzieci. Kiedy teściów zabrakło, chcieli podtrzymać tradycję wyjazdów do rodzinnego domu męża, by odtworzyć wszystko na wzór tamtych, niezapomnianych świąt. To nic, że należałoby rozpalić w piecach, to nic, że trzeba by było najpierw posprzątać, umyć okna, wyprać firanki, przynieść ze strychu zakurzone bombki. Dla dawnej atmosfery warto byłoby zainwestować siły, zmobilizować rodzinę i przemierzyć kilkadziesiąt kilometrów! Tak miało być. Niestety… Pewnej grudniowej nocy młodsza córka obudziła się z bardzo wysoką gorączką, przeraźliwie kaszląc. Nie pomogła wizyta u pediatry. Dziewięcioletnie dziecko znalazło się w szpitalu. Zapalenie płuc z groźnymi powikłaniami – brzmiała złowroga diagnoza. Kolejne przedświąteczne dni upływały na czekaniu. Czy nastąpi poprawa stanu zdrowia dziecka, czy też konieczna będzie skomplikowana operacja? Jakże banalne w tej sytuacji wydawały się wszechobecne dźwięki kolęd, dochodzące z głośników w każdym sklepie… I pogoń ludzi, przepychających się z ciężkimi torbami,

GRUDZIEŃ 2007

wypełnionymi bożonarodzeniowymi zakupami… Jakże odległe zdały się święta i to nie z powodu ilości kilometrów, które dzieliły ich od rodzinnego domu męża. W wigilijny wieczór ich mieszkanie stało puste. Opuścili je w milczeniu, niosąc małą choinkę pod pachą i wigilijne potrawy w termosach. Ten wieczór spędzili w szpitalu, obok łóżka chorej córeczki. Czekali na uśmiech dziecka, które z ledwością rozpakowywało prezenty swoimi drobnymi rączkami, pokłutymi igłami kroplówek. Była i radość przez łzy, i życzenia, zdawać by się mogło, że banalne, ale w tym dniu jakże aktualne: zdrowia! Z pierwszą gwiazdką na niebie te życzenia zaczęły się spełniać – stan zdrowia córki zaczął się poprawiać, leki zadziałały, a operacja okazała się zbędna… Pierwszy raz w historii tej rodziny symboliczne puste miejsce przy wigilijnym stole było zajęte. Razem z nimi siedziała mała 5letnia dziewczynka, już prawie wyleczona, która dzieliła szpitalny pokój z ich córką. To ona, nieświadoma ani swojego, ani innych nieszczęścia, najbardziej cieszyła się z Wigilii i prezentów. Wreszcie ktoś ją zauważył, wreszcie nie była sama… Z pierwszą gwiazdką na niebie i jej marzenia się spełniły. ELŻBIETA FUS ILUSTRACJA TADEUSZ BŁOŃSKI

9


Tam, skąd pochodzi muzyka... Dzisiaj więc, odrywając się na chwilę od przedświątecznych przygotowań, proponuję Wam wycieczkę w bajkowe o tej porze roku rejony Trnawy. Średniowieczni wędrowcy, zmierzając do miasta, podążali przed siebie wijącym się traktem, a monotonię wędrówki uprzyjemniał im niewątpliwie niezwykły widok na Małe Karpaty, poprzedzielane pastwiskami malownicze piętra roślinności i srebrzące się potoki. Do dzisiaj nic się nie zmieniło, jedynie sama Trnawa obrosła nieco blokowiskami wokół swoich średniowiecznych murów obronnych, ale proszę się nie zrażać – serce miasta to szkatułka pełna perełek – i na nich dziś się skupimy. Trnawa miała szczęście do wybitnych ludzi – w połowie XVI wieku prymas Węgier przeniósł do niej siedzibę biskupstwa, co zaowocowało budową kościołów i klasztorów, zamieniając miasto w „mały Rzym”. Sto lat później, kardynał Pazmany, wybitny uczony i pisarz, założył tu pierwszy uniwersytet węgierski. A gdy historia kolejny raz zatoczyła koło, w Trnawie scentralizował się słowacki ruch językowy.

Dzisiaj w uliczkach Starego Miasta naprawdę czuć ducha dawnych czasów – w ko10

M

am wielki sentyment do Małych Karpat, być może dlatego, że nadal nie rozstrzygnęłam kwestii, czy bardziej podobają mi się małokarpackie widoki, czy jednak tamtejsze możliwości kulinarne – a może jedno i drugie...

ściele św. Mikołaja nadal budzi respekt cudowny obraz Panny Marii, która własnymi łzami obwieszcza trudne dla miasta czasy, a pierwszy na Słowacji barokowy kościół – bazylika uniwersytecka św. Jana Chrzciciela – zadziwia niezwykłym przepychem wnętrza i przemawiającymi do serca legendami o fundatorze kościoła Mikloszu Esterhazym (spoczywającym zresztą w jego krypcie), który, budując w mieście siedem kościołów, chciał w ten sposób zadośćuczynić niewinnej śmierci siedmiu chłopów. Strzelistą panoramę miasta można podziwiać z wieży miejskiej, przy której przycupnęły również najstarsze średniowieczne kamieniczki. Idąc nieco dalej w stronę kościoła św. Mikołaja, dotrzemy do Domu Muzyki, gdzie obszerną ekspozycję poświęcono Mikulaszowi Schneiderowi Trnaw-

skiemu – kompozytorowi pieśni słowackich. W tymże Domu jest jednak coś jeszcze, co rozsławia Trnawę na cały świat – Jan Dopyera, Amerykanin trnawskiego pochodzenia, skonstruował gitarę Dobro, używaną na potrzeby muzyki country, którą tu właśnie można sobie obejrzeć. Harmonia Małych Karpat, jak widać, dobrze wpływa na duszę i twórczość artystyczną, czego mam jeszcze jeden dowód. Dziesięć kilometrów od Trnawy, w Dolnej Krupie leży piękny klasycystyczny pałac Brunsvicków, w którym często gościł Ludwig van Beethoven. Kompozytor, otoczony przez urocze młode hrabianki, zażywając relaksu w stuhektarowym parku angielskim, stworzył ponoć w ogrodowym pałacyku swoją słynną „Sonatę księżycową”. Prawnuczka hrabiego Brunsvicka, Henrietta, zwana

Różaną Szlachcianką, zasłynęła z uprawy w przypałacowym ogrodzie niezwykłych odmian róż, tworząc w swoich czasach największe rosarium Europy. Dzisiaj pałac w Dolnej Krupie jest odnawiany, ale wystarczy rzucić okiem zza ogrodzenia na to tajemnicze kwiatowo-księżycowe miejsce, by poczuć klimat dawnej świetności. Miłośników muzyki wszelakiego rodzaju na pewno skusi letnia oferta kulturalna Trnawy – w maju odbywa się tu „Lumen”, czyli międzynaro-

dowy festiwal muzyki gospel, w sierpniu, co chyba oczywiste – „Dobrofest” – festiwal muzyki country, a przez całe lato na tarnawskim rynku można posłuchać muzyki klasycznej, folk i pop. Póki co, zimą pozostaje nam tylko słuchanie płyt, ale już za pół roku nie wyobrażam sobie nie pojechać na koncert do Trnawy – tam, skąd pochodzi muzyka... AGATA BEDNARCZYK MONITOR POLONIJNY


Andrzej Rosiewicz: „Powinienem być traktowany jak polski Fred Astaire“ tancerz, kompozytor, gitarzysta, a także choreograf. WYWIAD MIESIĄCA P iosenkarz, W latach siedemdziesiątych i na początku lat osiemdziesiątych jeden z najpopularniejszych polskich piosenkarzy i artystów estradowych. Dzięki poczuciu humoru, mającym odzwierciedlenie w tekstach jego piosenek, z powodzeniem bawił publiczność na festiwalach i koncertach. Jego największe przeboje to m.in. „Czterdziestolatek“, „Najwięcej witaminy“, „Zenek blues“, „Czy lubi pani cza-czę“ czy „Chłopcy radarowcy“. Karierę estradową rozpoczął jeszcze w dzieciństwie, w 1953 r. w zespole pieśni i tańca „Dzieci Warszawy“. W okresie studiów, w latach 60. występował w warszawskich klubach jazzowych i restauracjach. Związany był z zespołem „Pesymiści”, formacją jazzową „Old Timers” i „Asocjacją Hagaw”. W latach 70. występował na Jazz Jamboree. Występował także na licznych festiwalach w Opolu i Sopocie. Po 1978 r. poświęcił się karierze solowej. Na początku lat 90. próbował powrócić na scenę muzyczną, tworząc utwory w gatunku disco polo. Obecnie Andrzej Rosiewicz związany jest z Radiem „Maryja”, dla którego tworzy piosenki satyryczne, odtwarzane często w trakcie audycji „Rozmowy niedokończone”, komentujące scenę polityczną. Współpracuje też z PiS, dla którego skomponował i wykonał na jego zjeździe kilka nowych piosenek, chwalących rządy tejże partii („Tylko Prawo i Sprawiedliwość“, „Wystarczą cztery Ziobra i Polska będzie dobra“). Podczas wizyty artysty w Wiedniu udało mi się z nim spotkać w przededniu jego koncertu dla austriackiej Polonii.

Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu stał się dla Pana bramą wejściową na polską scenę muzyczną… Spędziłem pół życia w Opolu, a pół w Sopocie. Zabłysnąłem w Opolu, występując z „Asocjacją Hagaw” z piosenką Samba wanna blues. Według wcześniejszych ustaleń mieliśmy wystąpić na bocznej, mniejszej scenie, ale podczas prób zobaczyła nas Olga Lipińska, która zdecydowała o tym, że przeniesiono nas na scenę główną. Nic dziwnego, że jej się spodobaliśmy: śmieszne modele i śpiewający facet w muszce, który na dodatek stepował! Jak opisałby Pan tamte czasy? Piękne lata naszej młodości! To były wspaniałe festiwale w odróżnieniu od tych dzisiejszych. Już nie ma tych świetnych konferansjerów, jak Irena Dziedzic czy Lucjan Kydryński, eleganckich reprezentacyjnych, pełnych wyobraźni i inteligentnego żartu. Dziś na scenę wchodzą inni, którzy, niestety, nie dosięgają poziomu swoich poprzedników. Poza tym nie ma tej wspaniałej orkiestry, tego sygnału, który kiedyś zwiastował festiwal. Już nie ma takiej gali…

Ale ja pytam Pana. Kiedy mówi się coś miłego jakiejś osobie, zyskuje się ją. Obecnie, jak żartobliwie mówię, pracuję na trzecie pokolenie moich wielbicielek. GRUDZIEŃ 2007

FOTO: MARIUSZ MICHALSKI

W Opolu zyskał Pan pierwszą nagrodę za piosenkę „Najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny“. Czy dzięki tej piosence łatwiej było zdobywać serca dziewczyn? To trzeba by było zapytać dziewczyn.

W piosence były żartobliwe teksty pod adresem innych narodowości. Nie narobił Pan sobie wtedy wrogów? Nie, bo wtedy jeszcze nie było feministek i nie było Parady Równości. Trochę ironizowałem na temat innych narodowości. W przededniu wręczenia nagrody dyrektor festiwalu pan Zbigniew Napierała zwrócił się do mnie z prośbą, by zmienić tekst. Według niego kontrowersyjne słowa dotyczyły delikatnej satyry pod adresem Niemek. W obronie wtedy stanął poeta Janusz Kofta, który wyjaśnił dyrektorowi, że tekst, owszem, można zmienić, ale wtedy nie można mówić o sztuce. I tak piosenka „się wybroniła“. 11


Kolejnym Pana wielkim przebojem byli „Chłopcy radarowcy“. Czy dzięki niemu zyskał Pan sobie przychylność policji? „Chłopcy radarowcy“ zapewniali mi bezkarność przez 30 lat. Na mandatach oszczędziłem tyle, że ho, ho! Nadal Pana rozpoznają? Młode pokolenie ma problemy z rozpoznaniem Rosiewicza, ale, jak się trafią policjanci jeden starszy, drugi młodszy, wtedy starszy tłumaczy młodszemu, kim jestem i co śpiewam. W ten sposób staję się naocznym świadkiem przekazywania mądrości z pokolenia na pokolenie. Nie zamierza Pan powrócić z tymi przebojami w odnowionej wersji, żeby zdobyć serca młodszej publiczności? Do młodszej publiczności chciałbym dotrzeć rapem. Moje nieśmiałe próby raperskie przedstawiłem w piosence o naszym świetnym piłkarzu Dudek dance. Z młodymi chciałbym się podzielić poczuciem humoru, którego im brakuje. Przyszła moda na ponuractwo, nostalgię, wciąż słyszę „odeszłaś”, „rozstaliśmy się znowu”… Nikt nie tworzy pogodnych piosenek. Jest mi przykro, bo młodość to najpiękniejsze lata. Kiedyś było inaczej? Zdecydowanie. Mimo że był socjalizm, życie było pogodniejsze. Socjalizm miał też pozytywne strony. Co Pan ma na myśli? Na przykład darmowe leczenie, darmowe wczasy, dopłaty do biletów na koncerty. Przecież wtedy, jak występował artysta, sale były pełne widzów! Ludzie bawili się w kawiarniach, na dancingach. A teraz lokale stoją puste, w środku didżej, muzyka mechaniczna, smutek. 12

Są jednak artyści, którzy potrafią zgromadzić na swoich koncertach tłumy ludzi, potrafią dotrzeć do młodego pokolenia, na przykład Maryla Rodowicz. Maryla jest bardzo dobra, ale wciąż gra stary repertuar. A Pan nie jest dostatecznie dobry? Ja też jestem dobry. Niektórzy twierdzą, że nawet zdolniejszy! Niedawno spotkał mnie jakiś facet i mówi do mnie, że mnie rozpoznaje. Ja mówię: „Rodowicz!“ On na to: „No właśnie!“ Wykreował Pan siebie w specyficznym ubraniu: kamizelka, muszka, bereciki z antenką… Pani Małgosiu, Pani jako blondynka intuicyjnie odkryła moje zamiary... Szukałem swojego stylu. Kiedy śpiewałem piosenkę Zenek blues wpadł mi do głowy pomysł, że mogę być jak cieć, zamiatający podłogę, w bereciku z antenką. Pomysł do tej piosenki tak mi się spodobał, że berecik pozostał na dłużej. A co do kamizelek, to wie Pani, chciałem być po prostu przystojny. Naoglądałem się westernów, w których każdy szeryf, dobrze zbudowany, nosił kamizelkę. Zrozumiałem, że facet w kamizelce dobrze wygląda. Zaczynał Pan jako artysta jazzowy i występował nawet na Jazz Jambore! W latach 90. słyszeliśmy w Pana wykonaniu jego przeboje, przerobione na nutę disco polo, a to przecież dosyć odległy od jazzu rodzaj muzyki. Pod koniec lat 90. byłem już w muzeum polskiej rozrywki. Nie dawano mi szansy na dotarcie do młodzieży. Szansą okazały się przeróbki moich kawałków na nutę disco polo. Śpiewałem więc po swojemu, ale na mocniejszym rytmie. Wyskoczyłem więc do młodzieży, a ponieważ jestem dynamiczny, pogodny, to się spodobało! Minusów za to sobie nie stawiam. Ale panuje powszechne przekonanie, że disco polo to, mówiąc potocznie, obciach.

Czy słusznie? Disco polo jest trochę monotonne i mało rozwojowe. Tu nie trzeba myśleć. To po co Pan to zrobił? Żeby się pokazać, żeby dotrzeć do młodej publiczności i pokazać im disco polo z innymi tekstami. Udało się? Tak. W 1988 r. wystąpił Pan w obecności prezydenta Gorbaczowa z piosenką „Wieje wiosna ze wschodu“. Doczytałam się… Oczytana blondynka! Doczytałam się, że ktoś to ocenił jako Pana poparcie dla starego reżymu. Na pewno nie popierałem reżymu. Gorbaczow zaczął rozmontowywać Związek Radziecki. Ja z moją piosenką pojawiłem się prawie jak prorok, zwiastujący zmiany. Tą piosenką potwierdziłem poparcie dla tych zmian. Zdawałem sobie sprawę z tego, że to jest moment historyczny. My legendy reżymowe… My? Ja Pana podziwiałam jako dziecko! Wojtek Młynarski opowiadał mi kiedyś, że po jego występie podeszła do niego staruszka, mówiąc, że jest jego wielbicielką już od dziecka! (śmiech). Wystąpił Pan na konwencie partii Prawo i Sprawiedliwość, manifestując w ten sposób swoje poparcie dla braci Kaczyńskich. Obserwując polskie wydarzenia, często reaguję na to, co się dzieje. Pozytywną postacią w Polsce jest Zbigniew Ziobro, który jako minister sprawiedliwości wziął się za wszystkie brudy. To skuteczny i konsekwentny gość, napisałem więc piosenkę Wystarczą cztery Ziobra i Polska będzie dobra. Utwór dotarł do kręgów PiS i zaproszono mnie na konwent tej partii. Z tej okazji napisałem kolejny MONITOR POLONIJNY


Jest Pan popularnym artystą w rozgłośni Radia „Maryja”… Radio „Maryja” stawia na patriotyzm, a ja w swoich utworach mam wątki patriotyczne, stąd zainteresowanie ze strony tej rozgłośni i telewizji „Trwam”. Ponieważ media państwowe specjalnie się mną nie zainteresowały, to przyjmuję zaproszenia od tych, którzy cenią to, co robię. Robi Pan to z przekonania? Po pierwsze z przekonania, a po drugie ze względu na możliwość prezentacji w telewizji. Traktuje Pan to jako środek, żeby dotrzeć gdzieś dalej? Generalnie powinienem mieć stały program w telewizji. Miał Pan się pojawić na ekranie telewizji publicznej z programem „Oblicza Rosiewicza“, ale to była umowa między Panem a byłym prezesem TVP Bronisławem Wildsteinem… Dotarłem do Bronisława Wildsteina i wyjaśniłem mu, że, aby społeczeństwo nie było takie znerwicowane, powinien wyjść taki Rosiewicz i rozładować to napięcie. On to zrozumiał. Ale, niestety, Wildstein już nie urzęduje w telewizji. Co robiłby Rosiewicz, gdyby nie był artystą? Skończyłem melioracje wodne, jestem magistrem inżynierem! Chciałem iść na pola, użyźniać, nawadniać, żeby plon w ojczyźnie był wielki… Ale wtedy z nieba wysunął się palec i odezwał się głos: „Rosiewicz, będziesz błaznem!“. I tak jest. Uwierzyłem w przeznaczenie. GRUDZIEŃ 2007

Dobrze Panu z tym? Bardzo! To jest moje powołanie, pasja! Czuję się szczęśliwy. Pan, jak widzę, lubi być otoczony ludźmi, brylować w towarzystwie, występować przed publicznością. Tak, mój 9-letni syn Jędrek ma cechy po mnie. Będzie artystą? Myślę, że tak. Niektórzy mówią, że nie życzą swoim dzieciom, by były jak oni aktorami czy piosenkarzami. Obłuda? Nie wiem, czy obłuda, ale to znaczy, że nie kochają swojego zawodu. Nawet najcięższa praca w zawodzie, który się kocha, jest lekką przyjemnością. Jak przeżywa artysta Pańskiego pokroju zmienność losu, kiedy to bywają lata tłuste i lata chude? Każdy artysta chciałby się zrealizować jak najpełniej. Aby tak się stało, powinien mieć do dyspozycji wszystko, czego potrzebuje. Ja powinienem być traktowany jak polski Fred Astaire. On miał w Ameryce wspaniałe warunki: orkiestrę, kompozytorów… A ja tu sam zasuwam, piszę, komponuję, kroczki układam. To wszystko powinno być przygotowane dla Andrzeja Rosiewicza! Przemawia przez Pana żal. Czy to oznacza, że się na Panu w Polsce nie poznali? Tak zwany show-bussines u nas woli wypromować Mandarynę, bo to są chwilowe pieniądze. Dopiero z perspektywy historii ktoś oceni, jakie to miałkie artystycznie! U nas nie ma menadżerów z prawdziwego zdarzenia, którzy myślą o tym, aby zostawić po sobie wartościowe ślady. Jest to doraźne robienie pieniędzy.

Kiedyś było łatwiej? Łatwość polegała na tym, że komisje artystyczne decydowały, co jest warte pokazania. Obecnie jacyś decydenci, którzy kierują się psychologią tłumu, ustalają, co się spodoba, nie patrząc na wartości artystyczne. Na scenę wychodzą ludzie, którzy nawet nie potrafią nic powiedzieć, rzucą jakieś „ech”, „ach”, „kocham was“. I to wszystko. Nie ma tu osobowości. Pan się czuje osobowością? Tak. Kiedy zaśpiewałem w Opolu „Zenek blues“ przyznano mi nagrodę Estradowa Osobowość Roku. Myślę, że jestem osobowością nie tylko na estradzie. Bo trzeba być osobowością w ogóle. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, WIEDEŃ Autorka wywiadu dziękuje Panu Witoldowi Różyckiemu – organizatorowi koncertu Andrzeja Rosiewicza za umówienie spotkania z artystą.

FOTO: MARIUSZ MICHALSKI

numer Kaczory to potwory. Wychodząc na scenę, powiedziałem, że powstała na zamówienie Platformy Obywatelskiej. Chyba się spodobało. Działacze PiS, łącznie z Jarosławem Kaczyńskim, słuchali tego i widać było, że czuli żart. To było fajne.


FOTO STANO STEHLIK

•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

Święto w Nitrze „J

estem zakłopotany tym wyróżnieniem. Są przecież takie zakony, w których księża zobowiązują się pisemnie, że nie będą przyjmować żadnych ziemskich honorów“ – powiedział ksiądz Stanisław Ługowski podczas wręczania mu Krzyża Kawalerskiego Orderu Zasługi RP podczas uroczystości z okazji Święta Niepodległości.

FOTO ROMANA GREGUŠKOVÁ

14

FOTO STANO STEHLIK

Uroczystość odbyła się w Nitrze 10 listopada, a jej organizatorem była ambasada RP w RS. Wręczenia odznaczenia, przyznanego przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, dokonał chargé d’affaires a.i. Rzeczypospolitej Polskiej w Republice Słowackiej Bogdan Wrzochalski, który nie szczędził ciepłych słów pod adresem księdza Ługowskiego – opiekuna duchowego słowackiej Polonii. Oprócz curiculum vitae odznaczonego, przeczytanego przez konsul Urszulę Szulczyk-Śliwińską, wysłuchaliśmy informacji o jego zaangażowaniu w krzewienie wiary podczas mrocznych lat socjalizmu, kiedy to przez zieloną granicę przenosił materiały dla słowackich księży, o pierwszych mszach w języku polskim odprawianych w Bratysławie i o zaangażowaniu w jednoczenie Polonii. Spotkanie, połączone z wystawnym przyjęciem, poprzedzała msza święta, odprawiona w katedrze św. Emeráma, którą celebrował właśnie ks. Stanisław Łu-


FOTO STANO STEHLIK

Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

FOTO STANO STEHLIK

FOTO: TADEUSZ BŁOŃSKI

i Żyliny. W tym roku, już po raz drugi z kolei, uroczystości z okazji Święta Niepodległości, organizowane przez polską ambasadę, odbyły się poza stolicą Słowacji, w Nitrze. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, NITRA FOTO STANO STEHLIK

gowski. Wcześniej zebrani goście złożyli wieńce na grobach żołnierzy polskich, poległych podczas I wojny światowej. W zaproszeniu, wystosowanym przez chargé d’affaires Bogdana Wrzochalskiego oraz konsul Urszulę Szulczyk-Śliwińską, zapowiedziane było też spotkanie z działaczami Klubu Polskiego Region Nitra, które stało się doskonałą okazją do rozmów na temat jego działalności, bowiem oprócz nitrzańskich członków Klubu Polskiego przybyli także przedstawiciele innych regionów, między innymi ze Środkowego Poważa

Krok za krokiem w kierunku sztuki Wernisaż wystawy warsztatów twórczych, które miały miejsce latem tego roku w Danovej, odbył się 5 listopada w pomieszczeniach Provinčnego domu w Starej Ľubovni. Wzięli w nim udział młodzi autorzy letnich warsztatów, kurator wystawy Zdenka Blońska oraz wielu gości, a między nimi uczniowie kilku klas szkół artystycznych z tamtego regionu. Wystawę można podziwiać do 15.12.2007. z.b.

FOTO: TADEUSZ BŁOŃSKI

15


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

Biblioteka M

Wystawa fotograficzna „Polska 1969-2000” W bratysławskim Domu Sztuki 2 listopada została otwarta wystawa fotograficzna prof. Andrzeja Florkowskiego z Poznania, zatytułowana „Polska 1969-2000”. Uroczystego jej otwarcia dokonali chargé d’affaires a.i. RP w RS Bogdan Wrzochalski i konsul honorowy RP z Liptowskiego Mikulasza Tadeusz Frąckowiak. „Warto obejrzeć polskie kontrasty z lat minionych“ – skomento-

wał fotografie Frąckowiak, sponsor przedsięwzięcia, zorganizowanego przez Instytut Polski w Bratysławie. red.

Rada Mniejszości Narodowych i Grup Etnicznych W Bratysławie 6.11.2007 r. obradowała Rada Mniejszości Narodowych i Grup Etnicznych przy Urzędzie Rady Ministrów pod kierownictwem wicepremiera RS Dušana Čaploviča. Głównymi tematami spotkania była praca mediów publicznych na rzecz mniejszości narodowych oraz koncepcje wychowania i kształcenia mniejszości narodowych. Członkiem Rady, reprezentującym Klub Polski, jest Ryszard Zwiewka. Jednak tego dnia w jego zastępstwie wystąpiła Małgorzata Wojcieszyńska, wyrażając uznanie dla 16

pracy Słowackiego Radia, w którym transmitowane co trzy tygodnie programy w języku polskim przygotowuje Urszula Szabados z Koszyc. Klarowne zasady działania radia słowackiego na rzecz polskiej mniejszości stały się sugestią do wyjaśnienia, według jakich kryteriów czasowych przygotowywane są magazyny mniejszości narodowych w Słowackiej Telewizji. Ponieważ nikt z zapowiedzianych przedstawicieli STV nie przybył na spotkanie, pytania stawiane przez uczestników posiedzenia, pozostared. ły otwarte.

iło nam zawiadomić czytelników „Monitora Polonijnego” oraz cały polonijny świat na Słowacji, że w Żylinie, w pomieszczeniach Biblioteki Wojewódzkiej (Krajská knižnica) została otwarta Biblioteka Polska. Obok obcojęzycznych wydawnictw British Council, Alliance Francais i Insytutu Goethego teraz będą dostępne także książki w języku polskim. Uroczyste otwarcie biblioteki odbyło się 26 października 2007 r. w obecności przedstawicieli Biblioteki Wojewódzkiej, Ministerstwa Kultury RS, miasta Żyliny, ambasady polskiej, zaprzyjaźnionych instytucji i regionalnych Klubów Polskich. Szczególnie ucieszyła nas obecność Eli Dutkovej z Bratysławy, klubowiczów z Martina z jego przewodniczącą Irenką Zacharovą na czele, Zbyszka Podleśnego z Dubnicy, Romany Greguškovej z Nitry. Spotkanie miało charakter przyjacielski, co z dużą gorliwością upamiętniły media – TV „Patriot”, radia LUMEN i ZET oraz „Žilinský večernik”.

MONITOR POLONIJNY


Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

a w Żylinie FOTO KAROLINA BIELIK

nia grantów dla mniejszości narodowych, podkreślając, iż dotychczasowy system preferował nie celowość i wartość imprez organizowanych przez mniejszości, ale był nastawiony na przydzielanie dotacji na podstawie liczby osób. List z pozdrowieniami i poparciem idei Biblioteki Polskiej od przewodniczącego władz samorządowych Żyliny przeczytał poseł Andrej Sucuvka. Z kolei konsul Urszula Szulczyk-Śliwińska, reprezentująca polską ambasadę, nie tylko przekazała nam słowa wsparcia, ale i zadeklarowała pomoc finansową w zakupie nowych książek, głównie dla dzieci i młodzieży. Czynem, nie słowem reprezentował miasto Żylina znany na arenie międzynarodowej fotograf Lubo Bechny, który przekaże nam zdjęcia z otwarcia biblioteki

Dyrektor Biblioteki Wojewódzkiej w Żylinie Katarína Susoliaková i pani Eliasová, bez których nie doszłoby do realizacji projektu i których zapał były dla nas ,,kołem napędowym“, podkreśliły, że pomysł utworzenia polskiej biblioteki w Żylinie będzie miał duży wpływ na szerzenie polskiej kultury i literatury nie tylko w Żylinie, ale i całym jej regionie. Obie panie szczególnie doceniły obecność w polskich zbiorach dzieł autorów współczesnych, którzy są jeszcze nieznani na Słowacji, ale zdobyli już popularność w Polsce lub innych krajach. W żylińskim księgozbiorze znalazły się pozycje autorstwa m.in. Grocholi, Tokarczuk, Sapkowskiego (znanego na Słowacji), Gretkowskiej, Stasiuka itd. Dzięki bibliotece i my będziemy mogli się z nimi zapoznać. Obecny na otwarciu pan Mikula z Ministerstwa Kultury SR wspominał o planowanych zmianach w zasadach przydziela-

Olbrzymią pomoc okazała nam Fundacja Rozwoju Miasta Bielska-Białej, która, umieszczając artykuł w miesięczniku „Bielskie spotkania BBS”, rozpropagowała ideę powstania Biblioteki Polskiej w Żylinie. Dyrektor fundacji Leszek Wasiak osobiście przywiózł nam nowo zakupione książki i umożliwił korzystanie z adresu Fundacji w celu przesyłania pod nim zakupionych w Polsce książek. Naszą ambicją jest nie tylko powiększanie zbiorów biblioteki, ale także regularna organizacja wykładów i wieczorów literackich, które gromadzić będą nie tylko członków Klubu, ale także, a może przede wszystkim Słowaków. Recenzje książek, znajdujących się w naszych zbiorach, a mające zachęcić czytelników do sięgnięcia po nie, są regularnie umieszczane na tablicy informacyjnej biblioteki. Prowadzimy też rozmowy z „Žilinskim večernikiem” o możliwości propagowania biblioteki w tej gazecie. Takiemu propagowaniu sprzyjają także częste audycje o naszych działaniach na antenie radia ZET i LUMEN oraz REGINA. Za pośrednictwem „Monitora Polo-

FOTO KAROLINA BIELIK

FOTO KAROLINA BIELIK

FOTO KAROLINA BIELIK

.Jako prezent od naszego siostrzanego Klubu w Martinie otrzymaliśmy piękne albumy w języku polskim. Polska biblioteka jest częścią projektu ,,Čitanim ku koreňom a narodnostnej identite“, dofinansowanego przez Ministerstwo Kultury RS, dzięki czemu pokryte zostały koszty wynajmu lokalu, medializacji i wykładów o polskiej literaturze (do końca roku odbędą się jeszcze 3 takie wykłady). Książki kupiono ze środków własnych, prywatnych. Otrzymaliśmy też książki ze zbiorów Biblioteki Głównej Akademii Techniczno Humanistycznej w Bielsku-Białej, za co dziękujemy pani Beacie Paw. Żylińską bibliotekę wzbogacili też Waldemar Oszczęda oraz członkowie Klubu Polskiego z Żyliny, Martina, Nitry, Dubnicy nad Wagiem i pozostałych oddziałów Klubu.

nijnego” chcemy zaprosić do współpracy polskich twórców literatury, szczególnie tych mieszkających na Słowacji, oraz osoby, które z racji wykształcenia lub zamiłowania byłyby zainteresowane prowadzeniem wykładów i udziałem w naszych wieczorach literackich. Miłego czytania! KATRZYNA BIELIK

KONTAKT: KLUB POLSKI REGION ŻYLINA, TEL. 0910932574, E-MAIL: KLUBPOLSKI@ZOZNAM.SK GRUDZIEŃ 2007

17


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

w Muzeum Andy Warhola

„Jestem zaszczycony tym, że gościmy w naszym muzeum tylu wybitnych artystów. Rzadko zdarza się bowiem, by na wernisaż przybyli prawie wszyscy wystawiający obrazy“ – powiedział z uznaniem Martin Cubjak – kurator wystawy z Muzeum Sztuki Współczesnej Andy’ego Warhola, otwierając wernisaż „EuryArt”. Rzeczywiście, 9 listopada w muzeum króla pop-artu w Medzilaborcach zebrali się artyści ze Słowacji, Polski, Ukrainy i Armenii, którzy brali udział w workshopie, zorganizowanym przez Klub Polski Region Koszyce latem tego roku.

Spotkanie było nie tylko przeglądem wspaniałych prac, imponująco prezentujących się na ścianach muzeum, ale również doskonałą okazją do wspomnień ich twórców z letniego

Jak w Wiedniu szkolą wariatów

FOTO MARIUSZ MICHALSKI

nedle! Pepiki! A może Halušky?“ – odpowiadała publiczność na pytanie, jak żartobliwie nazywani są Słowacy. W ten sposób polski kabaret z Wiednia „Trzy Po Trzy“ starał się wciągnąć do zabawy bratysławskich widzów. Rozmowa o żartobliwym spojrzeniu na Słowaków była niejako preludium do zaprezentowania podejścia – z przymrużeniem oka – naszych rodaków do Austriaków, którą artyści przedstawili w piosence „Dziś prawdziwych Kasztanów już nie ma…“

18

W siedzibie Teatru „GuNaGu” wieczór 18 listopada był pełen humoru na temat relacji damsko-męskich, polskich cech narodowych, zachowań austriackich Polonusów, nie zabrakło prześmiewczych dialogów dotyczacych raperów i wielu innych. A wszystko to okraszone zostało świetnymi piosenkami i atrakcyjnymi figurami tanecznymi. Na szare jesienne dni przedstawienie „Wiedeńska szkoła wariatów“ ze sporą dawką śmiechu i optymizmu było odpowiednią ofertą, którą przygotował Klub Polski Region Bratysława. Występ kabaretu zainteresował nie tylko Polaków mieszkających w Bratysławie, ale i ich słowackich przyjaciół, którzy przyjęli zaproszenie do teatru i śmiali się z żartów na nasz temat. Nie zabrakło przedstawicieli polskiej placówki dyplomatycznej z chargé d’affaires Bogdanem Wrzochalskim i attache wojskowym Stanisławem Wójcikiem na czele. Obecna była tez przedstawicielka Ministerstwa Kultury RS Judita Trnovcová. „Nasza dobra współpraca z Polonią austriacką zaowocowała kilkoma wspólnymi projektami” – oceniła główna realizaFOTO STANO STEHLIK

„K

MONITOR POLONIJNY


Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA• Błoński. Prezentacja w muzeum Warhola była pierwszą prezentacją tegorocznych efektów „EuryArt”. Kolejne zaplanowane odbędą się w Polsce, Austrii i na Węgrzech. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, MEDZILABORCE

torka przedsięwzięcia Beata Wojnarowska. „Gościliśmy w Bratysławie chór, teatr i dwa kabarety z Wiednia“ – przypomniała. Kabaret „Trzy Po Trzy“ to najmłodsza grupa artystyczna, powstała w ubiegłym roku w Wiedniu, której założycielem jest Radek Kunecki. Oprócz niego w jej skład wchodzą profesjonalni aktorzy i muzycy: Leszek Chowaniec, Halina Graser, Agnieszka Małek oraz Paweł Wyziński. „Paweł był jedyną niewiadomą, bowiem nigdy nie występował na scenie, ale, jak się później okazało, jego przyjęcie do grupy było strzałem w dziesiątkę“ – powiedział Kunecki. Założeniem twórców kabaretu i aktorów było rozśmieszenie nawet największych ponuraków. W Bratysławie ten cel osiągnęli, czego dowodem były wybuchy śmiechu i gromkie brawa. Niektóre teksty „Wiedeńskiej szkoły wariatów“ wyszły spod pióra członków zespołu, pozostałe napisał Piotr Rowicki – autor kilku książek okraszonych żartobliwym językiem. Prezentowany przez grupę humor ma charakter cięty i dosadny, osadzony w krainie absurdu z domieszką logiki. Pomysł założenia drugiego w Wiedniu polskiego kabaretu zrodził się podczas spotkania Kuneckiego i Chowańca. „Pewnego letniego wieczoru wraz z przyjacielem Leszkiem Chowańcem, siedząc przy butelce wina i brzdąkając sobie na gitaGRUDZIEŃ 2007

FOTO STANO STEHLIK

pleneru i zacieśniania więzi w świecie artystów, który, jak się po raz kolejny przekonaliśmy, nie zna granic. Główny organizator przedsięwzięcia Tadeusz Błoński przekazał obecnym na wernisażu pozdrowienia od chargé d’affaires a.i. RP w RS Bogdana Wrzochalskiego. „Cieszy mnie fakt, że mamy możliwość prezentacji naszych dzieł w tak znakomitym miejscu, gdzie nasze prace, przygotowywane w tym roku w konkretnym rozmiarze: metr na metr, doskonale korespondują z dziełami Warhola“ – mówił ponadto

rach, zastanawialiśmy się nad sensem życia. Od słowa do słowa powstał tekst piosenki W kabarecie, w kabarecie – wspominał Radek Kunecki. „No a skoro powstała piosenka o kabarecie, musiał powstać kabaret” – dodał żartobliwie. Jednakże prawdziwym powodem założenia nowej grupy teatralnej była przede wszystkim chęć stworzenia ambitnego programu rozrywkowego, którym artyści mogliby bawić wymagającą publiczność. Idea zaowocowała rejestracją stowarzyszenia

„Ferajna”. Pozostało jeszcze wymyślenie nazwy kabaretu. „Po trzech butelkach wina nawiedziła nas wena twórcza i powstały trzy zwrotki wspominanej piosenki, a więc trzy po trzy“ – wyjaśniał Kunecki. Bliskość Wiednia i Bratysławy oraz zażyłość kontaktów między Polakami mieszkającymi w dwóch najbliżej siebie położonych stolicach Europy owocuje ciekawymi przedsięwzięciami. To dobrze, że możemy inspirować siebie nawzajem. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

FOTO STANO STEHLIK

19


S Ł U C H A J Ą P O L S C E W M Ł O D Z I

Muzyka z najwyższej półki Leszek Możdżer, jeden z najwybitniejszych polskich muzyków jazzowych, pianista światowej klasy, wystąpił w Koszycach podczas Dni Kultury Polskiej. Sprawiło to ogromna radość organizatorom, albowiem ten wielki artysta występował już w prawie wszystkich krajach europejskich, a także w USA, Kanadzie, Brazylii, Urugwaju, Argentynie i w Chile, gdzie koncertował dla 15 000 widzów! Możdżer jest absolwentem Akademii Muzycznej w Gdańsku, którą ukończył w 1996 roku. Jazzem zainteresował się w klasie maturalnej. W roku 1993 otrzymał wyróżnienie indywidualne na Jazz Juniors. Rok później zajął pierwsze miejsce w Międzynarodowym Konkursie Improwizacji Jazzowej w Katowicach. Od tamtego czasu dziesięć razy zwyciężył w kolejnych ankietach czytelników „Jazz Forum” w kategorii fortepianu, a dwukrotnie uznano go za Muzyka Roku (1995 i 1996). W roku 1998 otrzymał nagrodę Fryderyka. Pierwsza połowa lat 90-tych to praca z najważniejszym jazzowym zespołem tego okresu „Miłość”, z którym nagrał sześć płyt. W drugiej prowadził własne zespoły i nagrywał płyty autorskie. Pod własnym nazwiskiem zadebiutował w roku 1994 solowym albumem „Chopin – Impresje”, włączając się tym samym w chopinowski nurt polskiego jazzu. Pięć lat później we Francji ukazał się album „Impressions On Chopin”. Kolejny solowy krążek to zapis koncertów filharmonicznych z Kijowa i Lwowa („Solo in Ukraine 2000 – 2001”). Potem wydal album „Pub 700”, zawierający muzykę z trans-opery „Sen nocy Letniej”. Od lat współpracuje i nagrywa z najwybitniejszymi muzykami jazzowymi oraz kompozytorami muzyki filmowej. Interesująca jest też jego twórczość pozajazzowa – napisał „Psalmy Dawidowe” na chór i kwartet jazzowy. Przełomowe znaczenie w jego karierze miał koncert z Adamem Makowiczem w Carnegie Hall,

od czasu którego posypały się na niego liczne nagrody i wyróżnienia (np. Paszport „Polityki”, Dolnośląski Brylant Roku, nagroda kulturalna Prezydenta Miasta Gdańska, w końcu – status podwójnie Platynowej Płyty „Piano”). W roku 2005 jego album „The Time”, nagrany ze szwedzkim kontrabasistą i wiolonczelistą Larsenem Danielssonem oraz perkusistą Zoharem Fresco z Izraela, zyskał status podwójnie Platynowej Płyty. Rok później Leszek Możdżer został uhonorowany nagrodą Złotej Batuty za zasługi dla kultury polskiej. W kwietniu 2007 r. w duecie z Larsem Danielssonem nagrał płytę „Pasodoble”. Możdżer to artysta wszechstronny i otwarty. Jest twórcą oryginalnym, posiadającym własny język muzyczny. Rozmawiając z nim, zapytałam, w czym tkwi tajemnica jego stylu? „Gram akustyczną muzykę improwizowaną, bardzo pilnuję tego, aby brzmienie instrumentu było szlachetne, tego się nauczyłem w szkole. Udało mi się połączyć to, czego nauczyłem się w szkole, z tym, co kocham, czyli improwizację jazzową i brzmienie muzyki. To jest coś na pograniczu klasycznego uprawiania i rozumienia muzyki a ściśle improwizowanego jazzu. Chodzi mi o to, by moje granie podkreślało piękno brzmienia fortepianu oraz polskość” – odpowiedział. URSZULA SZABADOS

Z

akląć nieprzychylny los, przekupić, rzucając monetą, za pomocą sztuczek nastawić życzliwie do swych pragnień, pokierować przeznaczeniem… Niemożliwe? A jednak… Trzeba tylko mocno wierzyć i być wytrwałym. A tacy właśnie są główni bohaterowie filmu Andrzeja Jakimowskiego „Sztuczki” – 6-letni Stefek (Damian Ul) i jego nastoletnia siostra Elka (Ewelina Walendziak), którzy wierzą, że wszystkim, co dzieje się na świecie, można potajemnie sterować. Mieszkają w Wałbrzychu w starej kamienicy razem z mamą. Ojciec dawno ich opuścił i związał się z inną kobietą. Stefek dużo czasu spędza, włócząc się po mieście. To jego oczami obserwujemy miasto, zniszczone i odrapane kamienice, wybite okna, zardzewiałe tory. Podążając za nim, spotykamy pijaczków, bezdomnego z wózkiem, gołębiarzy, poznajemy dilera samochodów i seksowną sąsiadkę (Joanna Liszowska). Wszędzie dookoła widać biedę i brak perspektyw. Jednak dzięki temu, że Andrzej Jakimowski pokazuje nam miasto i świat dorosłych, widziane oczami dziecka, nawet szary Wałbrzych nabiera kolorów

MONITOR POLONIJNY


Wierząc w sztuczki i ciepła. Dzieje się to też zapewne dzięki świetnym zdjęciom Adama Bajerskiego i nastrojowej muzyce, która czyni film jeszcze bardziej melancholijnym i baśniowym. Nasz mały bohater, krążąc po ulicach miasta, obserwuje różnych ludzi, bawi się na torach kolejowych, w wielu miejscach rozstawia ołowiane żołnierzyki. Udając właściciela gołębi, wypuszcza je z klatki. W sklepie rozmienia monety na drobniejsze, aby te rozsypać na torach kolejowych tuż przed przyjazdem pociągu. Widz, obserwując zachowanie chłopca, początkowo nie przywiązuje wagi do jego poczynań, bagatelizuje je. Dopiero później okazuje się, że wszystkie są elementami misternego planu. Na stacji kolejowej Stefek dostrzega tajemniczego pana z teczką i rozpoznaje w nim swojego ojca. Tak naprawdę go nie zna, ale na podstawie starego, zamazanego i podziurawionego zdjęcia stwierdza, że mężczyzna z dworca musi być jego tatą i pragnie, aby ten tato (Tomasz Sapryk) odwiedził jego

GRUDZIEŃ LUTY 20072007

mamę. Zmienić bieg wydarzeń i zatrzymać ojca w mieście mogą tylko drobne sztuczki chłopca, bo rozsypane na tory monety mogą spowodować zatrzymanie pociągu, którym ojciec wyjeżdża, a wypuszczone z klatki gołębie mogą być pretekstem do rozmowy z nim. Nagle świat może być taki, o jakim Stefek marzy. Nie udaje się to od razu, ale chłopiec cierpliwie czeka, powtarza sztuczki i głęboko wierzy, że się uda. Jego wytrwałość zostaje nagrodzona. Ważną rolę w filmie odgrywa starsza siostra Stefka. To właśnie ona pokazuje bratu reguły funkcjonowania sztuczek. Elka wyjaśnia chłopcu, jak sprawić, by handlarz jabłek sprzedał cały swój towar, albo jak pokierować losem, by papierowa torebka rzucona na ziemię „sama” trafiła do kosza. Reżyser w umiejętny sposób, właśnie przy pomocy tej bohaterki, przekazuje nam przesłanie filmu – czasem wystarczy niewinna sztuczka, aby coś zmienić, ale zawsze potrzebna jest mądrość życiowa, pokora i wytrwałość. Jednak nigdy nie jest tak do końca różowo, albowiem dla jednego marzenia często trzeba poświęcić inne. Andrzej Jakimowski jest reżyserem mającym swój charakterystyczny styl. Każdy, komu podobał się jego pierwszy film „Zmruż oczy”, po obejrzeniu „Sztuczek” wyjdzie z kina zadowolony. W filmie tym panuje klimat senności i odrealnienia – prażące słońce, prowincja, bieda, młodzi bohatero-

wie. Akcja toczy się powoli, wiele jest zbliżeń i momentów skupienia na jednym elemencie, szczególe, który na pierwszy rzut oka wydaje się bez znaczenia. Inteligentny humor i dobra gra aktorska nadają filmowi ożywienie. W szczególności znakomicie ze swego zadania wywiązali się odtwórcy głównych ról – amatorzy Ewelina Walendziak i Damian Ul, który za swą rolę otrzymał nagrodę dla najlepszego aktora na festiwalu filmowym w Tokio. Ale to nie jedyne wyróżnienie dla filmu i jego twórców. Na festiwalu filmowym w Wenecji „Sztuczki” dostały nagrodę Europa

Cinemas dla najlepszego filmu europejskiego, a na 32. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni zdobyły główną nagrodę – Złote Lwy – dla najlepszego filmu, a ponadto nagrodę za zdjęcia oraz nagrodę dla najlepszego producenta. Z kolei międzynarodowy festiwal filmowy Mannheim – Heidelberg w Niemczech przyniósł filmowi nagrodę specjalną tamtejszego jury. „Sztuczki” ujmują zarówno krytyków, jak i widzów. Polecam je osobom wrażliwym, poszukującym piękna i magii w życiu codziennym, tym, którzy wierzą, że dzięki marzeniom można zmienić szarą rzeczywistość. To także film dla osób cierpliwych i dla tych, którzy docenią melancholię, prostotę, lekkość, piękne zdjęcia i specyficzny, błogi nastrój. ANNA PORADA WROCŁAW 21


Od Sylwestra do sylwestra B oże Narodzenie, obchodzone w chrześcijańskiej Europie od IV wieku, przypomina nam tradycyjne zwyczaje i obyczaje; to pasterka, opłatek, choinka, potrawy, które pojawiały się już na stole naszych pradziadków, nastrój wyciszenia i powszechnej życzliwości. Po nim czeka nasi sylwestrowa noc, którą jedni spędzają na balach, inni w salach koncertowych, klubach czy na spotkaniach towarzyskich, jeszcze inni w zaciszu domowym czy przy kominku w górskiej chałupie, a o północy czekają nas butelka szampana i fajerwerki. Nie może być inaczej, bo w tę sylwestrową noc wpisany jest obowiązek radowania się i głośnego wyrażania tej radości. I to właściwie jedyny sylwestrowy obowiązek.

Wigilię Nowego Roku, popularnie zwaną sylwestrem, i związane z tym dniem, a szczególnie nocą, zabawy, tańce, palenie ogni, dziś zastąpione fajerwerkami, a także wznoszone o północy toasty noworoczne obchodzi się w Europie dopiero od X wieku, tak więc pierwszą nocą, gdy radośnie i głośno powitano Nowy Rok, była noc z 999 na 1000 rok. Rok 999 nie był w Europie rokiem radosnym. Był to czas wielkiego przeraże-

nia i strachu. Historycy nazwali go później „kryzysem milenijnym“. Źródłem wszechogarniającego lęku było proroctwo Sybilli, według którego właśnie w roku tysięcznym miał nastąpić koniec świata, a to za sprawą potwora – smoka Lewiatana, monstrualnej istoty o wijącym się ciele. Legenda głosiła, że potwór ten z paszczą dotąd zakneblowaną pieczęcią rybaka, uwięziony w IV wieku 22

TO WARTO WIEDZIEĆ przez papieża Sylwestra I w lochach Watykanu, zbudzi się w nocy z 999 na 1000 rok, skruszy pieczęć, zerwie łańcuchy i, ziejąc ogniem, spali niebo i ziemię. Nic więc dziwnego, że kiedy nastał rok 999, a kolejny papież przybrał imię Sylwestra II, nie tylko w Rzymie, ale także w innych krajach chrześcijańskiej Europy ludzie czynili pokutę i szukali kryjówek w oczekiwaniu zbliżającej się śmierci w płomieniach. Panika i rozpacz, które towarzyszyły im przez całych dwanaście miesięcy, osiągnęły swe apogeum w ostatnią noc roku. Rzym opustoszał i tylko dzwony wszystkich kościołów biły na trwogę. Gdy jednak o północy Lewiatan na moście św. Anioła się nie ukazał, a Watykan, Rzym i świat pozostały nietknięte, rzymianie tłumnie wylegli na ulice. Rozpacz i przerażenie w okamgnieniu zmieniły się w szaleńczą radość. Radosne śpiewy, uściski, tańce przy światłach pochodni trwały na wszystkich placach i ulicach do białego rana. To, że okru-

tny potwór nie złamał pieczęci rybaka przypisywano sile papieskich modlitw, zaś sam papież Sylwester II w pierwszy dzień roku tysięcznego udzielił błogosławieństwa „urbi et orbi” – „miastu i światu”. Od tego czasu czynią to wszyscy kolejni papieże, a noc, gdy stary rok spotyka się z rokiem nowym, nazywana została sylwestrem. Byłoby jednak niewybaczalne, gdybyśmy papieża Sylwestra II kojarzyli jedynie z nocą powszechnej radości. To on, współdziałając z cesarzem Ottonem III, wcielając w życie pomysł na chrześcijański uniwersalizm, pomógł w powstaniu państwa polskiego, ustanawiając arcybiskupstwo w Gnieźnie i podległe mu biskupstwa w Krakowie, Kołobrzegu i Wrocławiu. Tak więc Polska uzyskała samodzielną metropolię kościelną, co było niezbędnym warunkiem koronacji króla, czyli ostatecznej konsolidacji państwa (Chrobry koronę założył jednak dopiero w 1025 roku). Ten sam Sylwester II zorganizował Kościół na Węgrzech i przesłał koronę królewską Stefanowi I. Nawiązał kontakty z księciem kijowskim Włodzimierzem, a króla duńskiego nakłonił do zastąpienia runów alfabetem łacińskim. Sylwester II przeszedł do historii nie tylko jako pierwszy Francuz na tronie papieskim, ale także jako kolekcjoner klasycznych dzieł naukowych i literackich, inicjator zastąpienia nieporęcznych w liczeniu cyfr rzymskich cyframi arabskimi, miłośnik filozofii. Historia mówi, że był tajemniczym geniuszem i marzycielem. Podejrzewano go nawet o zawarcie paktu z diabłem, przez co to właśnie w nim dopatrywano się prototypu dr. Fausta. Powróćmy jednak do naszego sylwestra. W dawnej Polsce, a szczególnie na wsi, ostatni dzień roku przypominał swym nastrojem wieczór wigilijny, tyle, że przy kolacji nie dzielono się opłatkiem i nie zachowywano postu. Tradycyjną potrawą był suto maszczony groch z kapustą. Częstowano się też rozmaityMONITOR POLONIJNY


mi smakołykami. W tym dniu pieczono całe stosy chlebków i bułeczek, zwanych bochniaczkami lub szczodrakami, by wieczorem obdzielić nimi domowników, życząc im zdrowia i pomyślności, a w Nowy Rok obdarować sąsiadów i kolędników, przychodzących z życzeniami. Na Kurpiach, Podlasiu, Warmii i Mazurach w wigilię Nowego Roku pieczono specjalne figurki z ciasta, wyobrażające zwierzęta domowe i różne zwierzęta żyjące na swobodzie, jak jelenie, zające czy niedźwiedzie. Pieczono też tzw. nowe latka – kręgi z ciasta, do których przylepiano figurki zwierząt, a w samym środku umieszczano figurkę człowieka, wyobrażającą gospodarza, gospodynię z niemowlęciem, pasterza lub myśliwego. Figurki zwierząt dzielono między wszystkich domowników. Natomiast nowe latka wieszano na honorowych miejscach w domu, a więc przy świętych obrazkach lub nad domowym ołtarzykiem – miały przez cały nadchodzący rok zapewniać szczęście i pomyślność. W tym samym celu obsypywano się grochem lub owsem. Wieczór sylwestrowy, podobnie jak Wigilia, był dniem wróżb, które z pokolenia na pokolenie towarzyszyły dniom przełomowym. Dziewczęta laniem roztopionego wosku na wodę wróżyły sobie miłość i przyszłych mężów. W noworoczny ranek, ogłaszany głośnym trzaskaniem biczów przez fornali dworskich, parobków i gospodarskich synów, bacznie obserwowano niebo, aby z niego wywróżyć, jaka będzie pogoda i urodzaj w całym nadchodzącym roku. Ostatni dzień starego roku starano się przeżyć w zgodzie i spokoju, bo tylko tak przeżyty dzień zapewniał harmonię w rodzinie przez cały następny rok. W Polsce sylwestrowe bale, zabawy, tańce i hulanki jeszcze w XIX wieku należały do rzadkości – urządzano je głównie w miastach i to w najbogatszych domach. Na dobre „rozbalowaliśmy się” dopiero w wieku XX, dodając pod jego koniec wspólne witanie Nowego Roku na placach dużych miast. Ale to już inny rozdział, a kończąc ten, po staropolsku obłapiam i życzę: DO SIEGO ROKU! DANUTA MEYZA-MARUŠIAK GRUDZIEŃ 2007

Z podróży dalekich i bliskich „Ś

wiat jest księgą, a człowiek, który nie podróżuje, czyta tylko jedną stronę” – pisał św. Augustyn. I my, ciekawi świata, coraz częściej wyjeżdżamy nad obce morza i w obce góry, coraz częściej oglądamy na własne oczy dotąd nieznane nam kraje i miasta. Są to jednak najczęściej BLIŻEJ wyjazdy wakacyjne, a one jeszcze nie czynią z nas POLSKIEJ KSIĄŻKI podróżników i nie uprawniają do mówienia: „Znam ten kraj”. Naszą ciekawość świata zaspokoić mogą nie tylko dalekie wędrówki, ale także lektura literatury podróżniczej. Literatura podróżnicza bywa różna; jedni autorzy, pragnąc zaspokoić nasz głód niecodziennych wrażeń, opisują to, co widzą, gonią za egzotyką, coraz to nowymi widokami, dźwiękami czy woniami, inni raczej dociekają znaczenia, wynikającego z tej mieszaniny obrazów, woni i dźwięków, by z tych znaków miejsca i czasu odczytać wizję przyszłości. Książki jednych i drugich, jeśli są dobrze napisane, stanowią pasjonującą lekturę. I właśnie na kilka takich dobrych tytułów pragnę zwrócić uwagę czytelników, ciekawych świata. Przed kilkoma miesiącami warszawskie wydawnictwo „Rosner i Wspólnicy” wydało nową książkę Jacka Pałasińskiego Kaczor po pe-

kińsku. Czyli podróż po Azji z Polską w głowie. Tytuł może budzić skojarzenia kulinarne, ale chociaż zawiera pewne receptury, książką kucharską nie jest. Autora interesuje przede wszystkim to, co gotuje się w tyglu azjatyckim i tyglu globalnym. Z Pałasińskim podróżujemy po Indiach, Singapurze, Wietnamie, Chinach, a także po Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie i Dubaju. Nie tylko pokazuje nam te kraje, ale także, a może przede wszystkim oprowadza nas po różnych znaczeniach patriotyzmu, politycznej uczciwości, wpływu religii Wschodu na sposób myślenia i zachowania ludzi. Książka pełna jest celnych obserwacji, paradoksów i ciekawych informacji.

23


Za lekturę niezwykłą pod względem wartości poznawczych i kunsztu pisarskiego polscy krytycy uznali ostatnią książkę Piotra Kłodkowskiego Doskonały smak Orientu (Wyd. „Znak”, Kraków 2006). Ten wyedukowany w Pakistanie orientalista, autor zapewne znanej czytelnikom świetnej Wojny światów, chyba najlepiej z polskich znawców Azji wyczuwa Orient. Na książkę składają się 32 minieseje o zaskakujących Europejczyków azjatyckich odmiennościach. Czytelnik znajdzie

w nich uwagi m.in. o tym, że w zglobalizowanym świecie każdy może być kulinarnym barbarzyńcą, np. my dla Pakistańczyków, jedząc wieprzowinę. Czytamy w nich też o Singapurze, gdzie wierzy się politykom, o tragedii kambodżańskiego holocaustu, na tle której poznajemy skomplikowanego króla Sihanouka, z którym autor prowadził długie rozmowy. Z Kłodkowskim poznajemy inny Iran oraz jedną z najważniejszych różnic świata zachodniego i orientalnego – stosunek do słowa. Autor nie epatuje efektownymi opisami,

posługuje się językiem prostym, a zarazem barwnym i precyzyjnym, z niezwykłą przenikliwością i wrażliwością odsłania źródła azjatyckich tajemnic i „inności”. Daleki Wschód budzi coraz większą naszą ciekawość, bo, jak twierdzi Jacek Pałasiński: „Zachód – cóż, zachodzi; Wschód – taka jest rzeczywistość dnia dzisiejszego – wschodzi”. Z Michałem Kruszonem możemy wybrać się w bliższą, ale nie mniej emocjonującą podróż. W książce Rumunia. Podróże w poszukiwaniu diabła (Wyd. „Zysk i S-ka”, Poznań 2007) autor wiedzie nas na spotkanie sił tajemnych,

FELIETON

Nauka w TVP Polonia Na

łamach naszego czasopisma poruszamy tematy dotyczące języka polskiego. Jak się dowiedzieliśmy na podstawie ankiety przeprowadzonej wsród naszych czytelników „Okienko językowe“ jest bardzo ważną rubryką, którą chętnie Państwo czytacie. Tym razem publikujemy apel jednego z polonijnych publicystów ze Szwecji (przed kilku laty jego felietony gościły już na stronach „Monitora“), który walczy wraz z innymi dziennikarzami polonijnymi z różnych krajów świata o przywrócenie na antenę TV Polonia audycji o zawiłościach językowych, które przygotowywał i prowadził profesor Bralczyk. Zaraz się uspokoję i zdam relację z rozmowy z panią Joanną Świderską, prawą ręką dyrektor TV Polonia Agnieszki Romaszewskiej-Guzy.

24

Połączono mnie, a jakże, pytanie pozwolono zadać i... tu skończyły się grzeczności. Pierwszym zauważonym przeze mnie jej

brakiem było konsekwentne pomijanie tytułu przed nazwiskiem Bralczyk. Imię też pomijano, zostawał sam Bralczyk. Bralczyk to, Bralczyk tamto, bardzo wielu ludzi go nie chce. Owszem, chcą nauki polskiego, ale w innej formie. „Widzi pan, my kierujemy się bardziej ku gustom i potrzebom większości. Nie tyle nałka, ile...”. Tutaj nastąpiła manifestacja braku grzeczności z mojej strony. „Przede wszystkim nie rozumiem, dlaczego pomija pani tytuł profesora, co już określa pani stosunek do jego osoby, a po dru-

gie widać wyraźnie, że należy pani do większości błagającej o usunięcie profesora z anteny. Z całą pewnością zaś nie brała pani udziału w audycjach profesora Bralczyka, bo wiedziałaby pani, że nie mówi się »nałka«, a »nauka«. Do widzenia”. „Aha!” Przed odłożeniem słuchawki zdążyłem się od pani Joanny Świderskiej, prawej ręki dyrekcji, dowiedzieć, że nasza akcja skazana jest na przegraną, bo pewne decyzje zostały już podjęte. Jedną z tychże jest zdjęcie „Bralczyka” z anteny. „WięMONITOR POLONIJNY


o których filozofom się nie śniło, bo jego zdaniem: „Rumunia to ziemia przesiąknięta duchem świętym i innymi duchami, o których lepiej nie myśleć. Zadawać wiele pytań na ich temat nie warto, aby nie kusić losu”. W książce tej demonologia sąsiaduje z angelologią, a ludowe wierzenia i zwyczaje przeplatają się z wiedzą historyczną. Dzięki wrażliwości, spostrzegawczości i dociekliwości autora, a także barwnej językowej formie podróż po kraju Draculi i Geniusza Karpat, gdzie niedźwiedzie, wilki

kszość”, wobec której skłania się dyrekcja TV Polonia, a na pewno jej prawa ręka pani Joanna Świderska, tego właśnie wymaga. Domyślam się, że w ślad za tym większość wymusi na pani Joannie Świderskiej, podobnie do „nałki”, zaakceptowanie „włanczania” i dalszego pójścia „tom drogom”. Koledzy, przyjaciele, ludzie, którym na sercu leży poprawność językowa! Jest źle! Dowództwo na barykadach przejęły prawe ręce, nie umiejące mówić! Jasne, że musi ich razić wytykanie błędów, gdy natkną się przypadkowo na audycję profesora Bralczyka. Sam czułbym się nijaGRUDZIEŃ 2007

i żbiki mają się dobrze, jest podróżą fascynującą. Z kolei poetka Anna Maria Goławska i Grzegorz Lindenberg zabiorą nas do słonecznej Toskanii. Ich Toskania i okolice. Przewodnik subiektywny (Wyd. „Nowy Świat” Warszawa 2006) to bezpretensjonalna opowieść, napisana z poczuciem humoru, oddająca wyjątkowość tego przepięknego regionu Włoch, smak toskańskich specjałów, woń kwiatów

ko, jeśli, wdrapawszy się na stanowisko, łączone z rozpędu z domniemaniem posiadania umiejętności posługiwania się językiem ojczystym w stopniu nie rażącym otoczenia, nagle ktoś, odpowiadając na pytanie woźnej z Mławy, potwierdzałby, że nie mówi się „nałka” tylko „nauka”. Dopóki prominenci z najwyższych półek dozwalali na niechlujstwo językowe, sami dając temu przykład, dopóty ci od „nałki” (wśród nich rektor UJ) znajdowali się pod ochroną. Teraz już nie. Teraz strzelajmy do nich ostrą bronią kpiny i śmieszności, żeby czym prędzej chowali się po kątach. Dość już karygodnego stosunku

i wina, urok starych budowli. W tym bardzo subiektywnym, pełnym anegdot przewodniku, czytelnik znajdzie podróżnicze przygody, opowieści o spotkanych ludziach, widzianych miastach i miasteczkach. Ciekawi świata dobrze wiedzą, że podróżować można różnie; można samemu przemierzać kilometry i własnymi oczami oglądać nowe krajobrazy, ale można też, i do tego zachęcam, dzięki innym – autorom książek podróżniczych – poczuć nastroje, wonie i barwę odległych krain. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

do najcenniejszego daru, jakim jest ojczysta mowa. Bo w jaki sposób, zwłaszcza na obczyźnie, jeśli nie za pomocą języka, możemy okazywać miłość do kraju? W jaki sposób wyrażamy swój patriotyzm i uczymy go nasze dzieci, jeśli nie poprzez oddanie pod ich opiekę języka, by przetrwał w następnych pokoleniach? Na szczęście dzisiaj patriotyzmem nie jest obwieszanie się granatami i rzucanie się w tłoczne zgrupowania na targowiskach. Patriotyzm to przede wszystkim dbałość o przetrwanie kultury, której język jest pierwszym i podstawowym aspektem. Prawa ręka pani dyrektor TV Polonia myśli i uważa inaczej.

Dlatego trzeba ją nakłonić, żeby czyniła to na mniej eksponowanym stanowisku, np. operatora walca, nie wymagającym przesadnej ruchliwości intelektualnej. A dróg potrzeba!!! Będę jej serdecznie kibicował na najbliższym castingu na „walecmajstrów”. Bo na prawą rękę dyrekcji telewizji, która ma dbać nie tylko o kulturę, ale i naukę, kwalifikacji wyraźnie brak. No bo jak można dbać o coś, czego nazwy nie można poprawnie wymówić? A walec? Proszę, o ile to łatwiejsze. Najwyżej można powiedzieć „walc”, do którego serdecznie wszystkich zapraszam. ANDRZEJ NIEWINNY DOBROWOLSKI 25


Czas zatem wspomnieć o czymś dla prawdziwych mężczyzn, o sporcie, który podobno jest najpopularniejszy w Polsce i w którymś kiedyś daaawno temu albo nawet jeszcze daaaawniej, byliśmy dobrzy, a nasza „złota jedenastka” święciła tryumfy, czyli po prostu o piłce nożnej. Po występie naszej reprezentacji na mistrzostwach w Niemczech, gdzie nasze orły się nie popisały, uwagi o polskiej piłce nie były dobre. Teraz jest coraz lepiej. Zagraniczny trener tchnął wiarę i de facto stworzył od podstaw naszą drużynę narodową. Początek drogi do tego historycznego sukcesu był jednak trudny. Przegraliśmy z Finlandią i zremisowaliśmy z Serbią. Selekcjoner Leo Beenhakker się nie poddał. Robił swoje, a to przyniosło efekty – nasi zaczęli zwyciężać. Wreszcie nie musimy się wstydzić, „nasz Holender” nauczył ich gry w piłkę, do tego skutecznej. Nasi nie kompromitują się w pojedynkach ze słabszymi rywalami i, co ważniejsze, potrafią też wygrywać z dużo silniejszymi i słynniejszymi drużynami, np. z Portugalią. W eliminacjach, które 21 listopada br. zakończył mecz z Serbią, nasza reprezentacja zagrała przeciwko Finlandii (pierwszy mecz przegrany 3:1, drugi remis 0:0), Kazachstanowi (oba wygrane – 1:0 i 3:1), Portugalii (wygrana 2:1 i remis 2:2), Belgii (dwa zwycięstwa – 1:0 i 2:0), Azerbej-

26

Jeeeeeest!!! N

asz pierwszy w historii udział w Mistrzostwach Europy w Piłce Nożnej, które odbędą się w Austrii i Szwajcarii w roku 2008 stał się faktem w dniu 17 listopada 2007 roku. O godzinie 22.28 rozległ się końcowy gwizdek sędziego w wygranym przez naszych 2:0 meczu z Belgią. Wtedy wybuchła euforia, a radość była wielka. Premier Donald Tusk ogłosił poniedziałek 19 listopada br. Dniem Radości Narodowej! Podkreślił, że awans do Mistrzostw Europy 2008 to moment historyczny. dżanowi (wygrane 5:0 i 3:1), Armenii (wygrana 1:0 i porażka 1:0). Z Serbią zremisowaliśmy 1:1 i 2:2. Ten awans jest najbardziej sensacyjnym wyczynem biało-czerwonych od czasów Wembley. Polska reprezentacja pokonała piłkarskie potęgi i grupowych faworytów. Rozgrywki w grupie eliminacyjnej zakończyliśmy na pierwszym miejscu! W trakcie eliminacji reprezentacja rozegrała również mecze towarzyskie. W meczu z Rosją, rozegranym w sierpniu, pokazała dwa oblicza. Zaczęła grę na luzie, wręcz w wakacyjnej formie. Złośliwi mówili potem, że do przerwy Polacy pokazali piłkę plażową – nie biegali, nie walczyli, nie starali się. Było już bardzo źle, przegrywaliśmy 0:2, graliśmy ślamazarnie, popełnialiśmy najprostsze błędy. Leo Beenhakker nie poznawał swoich zawodników. Jednak po przerwie – chociaż chyba już nikt w to nie wierzył – nasi w pięknym stylu podnieśli się z kolan. Beznadziejny

do przerwy mecz w ostatnich 20 minutach jego trwania kończyli walecznie. Rosjanie byli coraz słabsi, nie chciało im się biegać w sierpniowej duchocie, a biało-czerwoni zaczęli grać lepiej. W sumie mecz był wolny i nudny. Była nawet szansa na wygraną. Niestety, trzy minuty przed końcem Dariusz Dudka trafił w poprzeczkę… Jednak dzięki fantastycznej końcówce nasi zremisowali 2:2. Prezes PZPN Michał Listkiewicz podkreślił bardzo dobre, serdeczne przyjęcie i pomoc, jaką okazała naszej ekipie podczas pobytu w Moskwie Rosyjska Federacja. Krytykował jednak rosyjskich kibiców, szczególnie ich postawę podczas odgrywania polskiego hymnu, jak również w czasie meczu, gdy wielokrotnie obrażali nasz zespół i jego kibiców. Mecz z Rosją był próbą generalną przed jesienną rundą eliminacji. Drugi mecz sparingowy rozegraliśmy w Łodzi przeciwko Węgrom. Spotkanie było wprawMONITOR POLONIJNY


dzie przerywnikiem w eliminacjach, ale podkreślano, że to jednak mecz międzypaństwowy i że należy traktować go z należytą powagą. Nie miało być mowy o żadnym luzie. Mecz ten był szansą dla zawodników z drugiego planu – mogli pokazać swoje możliwości. W I połowie graliśmy całkiem dobrze, piłka nas „słuchała”, akcje były płynne, ale nie stworzyliśmy odpowiedniej sytuacji do zdobycia gola. Po zmianach, dokonanych w przerwie, coś się popsuło –łatwo traciliśmy piłkę, a rywal zaczął dominować. Swoje niezadowolenie zaczęli wyrażać kibice. Po faulu w polu karnym sędzia podyktował rzut karny i było 1:0 dla Węgrów. Biało-czerwoni nie potrafili się zmobilizować po tym wydarzeniu. Publiczność, prawie 5 tysięcy osób, zaczęła skandować: „Trochę ambicji, Polacy!”. Niestety, ten mecz przegraliśmy 0:1. Nie mamy szczęścia do bratanków. Obie reprezentacje rozegrały dotychczas 30 spotkań: Węgrzy, plasujący się w światowym rankingu na 48. miejscu, odnieśli aż 19 zwycięstw, my wygraliśmy z nimi zaledwie 7 razy, a czterokrotnie spotkania zakończyły się remisem. W czasie eliminacji decyzje selekcjonera drażniły PZPN, ponieważ Beenhakker bez przerwy udowadniał swoje racje. Pokazywał, czym różni się jego wielkość od małości związku. Przyglądał się ligowym graczom i powoływał „odrzuconych” do kadry. Polscy piłkarze prawdopodobnie zobaczyli, że każdy może być zauważony przez selekcjonera. Przekonali się i udowodnili, że powołanie do reprezentacji daje olbrzymią motywację. „Wziąć jednego, zmobilizować wszystkich” – to pomysł prosty i genialny, nie odpowiadający jednak działaczom i starszym wieGRUDZIEŃ 2007

kiem polskim trenerom, którzy dominują w Wydziale Szkolenia PZPN i którzy pewnie nigdy nie przekonają się do holenderskiego selekcjonera i nie uznają jego sukcesów, a przede wszystkim wyższości. Kibice wierzyli w reprezentację i jeździli na mecze, np. około 2000 fanów dopingowało reprezentację w Helsinkach – byli znacznie głośniejsi niż Finowie. Bardzo dużym zainteresowaniem cieszył się mecz z Portugalią w Lizbonie. Tak wielu Polaków chciało pojechać na to spotkanie, że PZPN wynegocjował od strony portugalskiej 7,5 tysiąca biletów (jeden to 119 zł). Oficjalne ceny wejściówek na mecze Mistrzostw Europy 2008 są… zachęcające. Mecz fazy grupowej z najgorszego sektora będzie można obejrzeć już za 45 euro. Bardzo dobre miejsca na mecz finałowy to wydatek nie więcej niż 550 euro. To ceny biletów, którymi dysponować będzie Polski Związek Piłki Nożnej (otrzyma 20 proc. biletów na każdy mecz, w którym grać będzie polska re-

prezentacja). Spośród kibiców, którzy zgłoszą się do PZPN, zostanie wylosowanych około 6,5 tys. szczęśliwców. Już teraz można kupić bilety przez Internet. Pierwszy z portali za wstęp na mecz fazy grupowej żąda od 650 do 775 euro! Za bilet na mecz ćwierćfinałowy trzeba wyłożyć od 750 do 1050 euro, półfinałowy od 945 do 1445 euro, a finał na żywo to wydatek od 1640 do 2245 euro! I nie są to ceny najwyższe. U konkurencyjnego dystrybutora za wstęp na dowolny mecz fazy grupowej trzeba zapłacić mniej – ceny zaczynają się od 350 euro. Jednak za bilet na półfinał trzeba zapłacić u niego od 1050 do 1750 euro, zaś na finał co najmniej 3500 euro (miejsce w najgorszym sektorze...). Komfortowa loża to wydatek nawet 5500 euro!!! Dla porównania na sparing z Węgrami ceny biletów wynosiły od 30 zł za miejsca „za bramkami” do 120 zł na krytą trybunę. W Wiedniu odsłonięto już ogromny zegar, który odlicza czas do rozpoczęcia ME. Zegar uruchomili Trix i Flix, bracia bliźniacy, ubrani w czerwono-białe stroje piłkarskie, o włosach przypominających alpejskie szczyty – maskotki Euro 2008. Czas do rozpoczęcia ME odliczany jest także m.in. w Genewie, Bernie, Zurychu, Bazylei, Salzburgu, Innsbrucku i Klagenfurcie, czyli we wszystkich miastach, w których toczyć się będą rozgrywki. W światowym rankingu FIFA Polska awansowała i plasuje się na 20. pozycji. Na czele nadal oczywiście jest Brazylia, za nimi Argentyna i Włochy. Polska będzie 26 reprezentacją-debiutantem, który zagra na mistrzostwach Europy. Turniej finałowy rozpocznie się pierwszym gwizdkiem już… 6 czerwca o godz. 18.00 w Bazylei i potrwa do 29 czerwca! ANDRZEJ KALINOWSKI 27


C Z Y T E L N I C Y

P I S Z Ą

Nazywam się Maciej Bącal, mam 21 lat i mieszkam w Toruniu. Studiuję prawo na trzecim roku zaocznych studiów magisterskich Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Jestem osobą całkowicie niewidomą, ale dzięki specjalnemu oprogramowaniu udźwiękawiającemu, znajomości na pamięć klawiatury biegle pracuję od 9 lat z komputerem. Podobne oprogramowanie udźwiękawiające mam też zainstalowane w telefonie komórkowym. W Polsce utrzymuję kontakty wyłącznie z osobami pełnosprawnymi. Jestem zainteresowany identycznymi kontaktami z przedstawicielami słowackiej Polonii. Interesuję się ekonomią i sporo czytam o transformacji w krajach postsocjalistycznych, np. o Słowacji. Jestem zwolennikiem podatku liniowego i wielu innych prorynkowych reform, więc w wyborach zawsze głosuję na Platformę Obywatelską i wierzę, że gdy jej rządowi uda się wdrożyć te wszystkie reformy, to my też będziemy tygrysem Europy, a nasza gospodarka będzie też pędziła, jak pędzi gospodarka Słowacji, nazywanej przez ekonomistów tygrysem środkowoeuropejskim. Podziwiam Słowację za reformy i bardzo cenię byłego premiera Mikuláša Dzurindę i byłego ministra finansów Ivana Mikloša, który był spiritus movens słowackich reform. Wiem, że kraj ten ma teraz inny rząd, ale wierzę, że nie zaprzepaści on tego sukcesu. W Polsce sporo mówi się o słowackich osiągnięciach, o których mogłem przeczytać w licznych publikacjach na ten temat. Teraz przejdę do rzeczy, czyli przedstawię, jakie są moje cele, dotyczące kontaktów z Polakami na Słowacji. Od pewnego czasu interesują mnie kontakty z Polonią. Ciekawi mnie, jak rodacy, mieszkający na Słowacji, odbierają ten kraj po reformach Dzurindy. Chciałbym z resztą w ogóle nawiązać kontakty ze słowackimi Polakami, ludźmi z pokolenia 20-latków, studentami lub ludźmi zaraz po studiach. Wierzę, że te kontakty nie ograniczą się tylko do korespondencji internetowej, ale może kiedyś udałoby się nam spotkać osobiście. MACIEJ BĄCAL, TORUŃ maciek@skarpa.pl 28

• O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • Uwaga Czytelnicy! Przypominamy o prenumeracie naszego czasopisma na rok 2008. Koszty roczne prenumeraty wynoszą 300 Sk (emeryci, renciści, studenci – 250 Sk). Do końca tego roku obowiązuje cena promocyjna – 250 Sk (200 Sk dla emerytów, rencistów i studentów). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100) a następnie zgłosić na e-mail: monitorp@orangemail.sk lub tel. 0907 139 041 i podać adres, pod który „Monitor” ma być przesyłany (dotyczy nowych prenumeratorów lub tych, którym się zmienił adres).

Nowo otwarta galeria z wyposażeniem wnętrz poszukuje pracowników na stanowisko sprzedawcy. Wymagana znajomość obsługi komputera, prawo jazdy kat B, komunikatywność, zdolność do pracy w zespole. Mile widziane doświadczenie w podobnej branży. Zatrudnienie od zaraz. Lokalizacja BA-Stara Vajnorska. Płaca od 15 000 SK + dodatki prowizyjne. Jesteśmy również otwarci na współpracę ze studentami. Tel. kontaktowy: 0903 761 071

WYBÓR Z PROGRAMU INSTYTUTU POLSKIEGO NA GRUDZIEŃ: w ramach festiwalu sztuki ➨ 13 grudnia, godz. 9.55 – alternatywnej Vlna naživo 2007 Bratysława, Szkoła ➨ 18 grudnia, godz. 16.30 – Podstawowa dr. Milana Hodžy, Bratysława, Instytut Polski, Palisady, Podjavorinskej 1 Nám. SNP 27 Można dźwięk zobaczyć? – Otwarcie wystawy workshop muzyczny dla dzieci pokonkursowej z III z Asią Bronisławską Międzynarodowego Biennale ➨ 13 grudnia, godz. 20.30 – Pasteli w Nowym Sączu Bratysława, A4, Nám. SNP 12, prezentacja potrwa do Koncert śpiewaczki alternatyw8.1.2008 nej Asi Bronisławskiej – AsiMina Kierownictwo i pracownicy Instytutu Polskiego w Bratysławie życzą Państwu wesołych świąt Bożego Narodzenia oraz szczęśliwego Nowego Roku 2008.

A U D Y C J E

Z DALEKA A Z BLISKA” każdy czwartek, godz. 20.35 (powt. godz. 2.25 i piątek, godz. 10.50) Emitowany raz w tygodniu tzw. program kontaktowy, wieloaspektowo zajmujący się tematyką polonijną – z uwzględnieniem różnych wydarzeń, zagadnień i problemów, jak również tzw. tematów dnia. Magazyn informuje o pracy instytucji, urzędów i organizacji, którymi zainteresowana jest Polonia, prezentuje środowiska polonijne, ich działalność, dorobek, aktywność itp., w tym tematy związane z młodą polską emigracją europejską ostatnich lat.

ŚNIADANIE NA PODWIECZOREK” każda sobota, godz. 16.00 (powt. niedziela, godz. 8.00) Interaktywny program, w którym w lekkiej i przystępnej formie prowadzone są rozmowy z gośćmi i wi-

C Y K L I C Z N E dzami na tematy interesujące (prawie) wszystkich. Goście to: odkrywcy, naukowcy, intelektualiści, bohaterowie „z pierwszych stron gazet”, najbardziej znane gwiazdy polskiej sceny muzycznej. Program współtworzą widzowie, którzy dzwonią do studia w trakcie trwania programu, przysyłają e-maile, SMS-y i MMS-y. W programie przekazywane są zaproszenia i informacje o najciekawszych wydarzeniach kulturalnych, artystycznych i społecznych z życia Polonii.

DZIKA POLSKA” każda sobota, godz. 14.10 (powt. godz. 17.40 i 4.55) To cykl telewizyjnych ekspedycji przyrodniczych, ukazujący świat dzikich zwierząt i przyrody oraz ludzi, którzy ją chronią. Poszczególne odcinki cyklu mają formę przygodowych ekspedycji w najbardziej niedostępne i dzikie miejsca w Polsce. MONITOR POLONIJNY


O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A •

KLUB POLSKI Region Żylina ogłasza

konkurs literacki:

NASZE DROGI NAŠE CESTY Prace konkursowe w poszczególnych kategoriach należy opatrzyć tytułem i odpowiednim godłem autora. Trzeba do nich dołączyć osobną, zaklejoną kopertę, oznaczoną godłem, zawierającą dane autora prac: imię, nazwisko, dokładny adres, wiek, miejsce urodzenia, ewentualny kontakt internetowy (e-mail) lub telefoniczny. Prace nadsyłać należy drogą pocztową pod adresem Konkurs literacki „NASZE DROGI” (lub Literárna súťaž „NAŠE CESTY“), Poľský klub – Región Žilina, A. Rudnaya 105, 010 01 Žilina.

W

T

V

Celem konkursu jest promocja polskiej i słowackiej twórczości literackiej oraz wspieranie rozwoju i umocnienie przyjaźni polsko-słowackiej poprzez działalność kulturalno-oświatową. Konkurs organizowany jest w kategoriach: a) poezji pisanej w języku polskim i słowackim, b) prozy o tematyce słowackiej, pisanej w języku polskim. Uczestnikiem konkursu może być każdy, kto potrafi pisać wiersze w języku polskim i słowackim lub prozę w języku polskim i chciałby przyczynić się do rozwoju przyjaźni między narodami polskim i słowackim, bez względu na swoje obywatelstwo, narodowość, pochodzenie, status społeczny, miejsce zamieszkania, wiek, zawód i dorobek literacki. Warunkiem udziału w konkursie jest nadesłanie dotychczas nie publikowanych własnych prac o dowolnej tematyce w trzech egzemplarzach: a) w kategorii poezji – dwóch wierszy, jednego napisanego w języku polskim i jednego w języku słowackim, b) w kategorii prozy – jednej pracy o tematyce słowackiej, napisanej w języku polskim w maszynopisie lub w czytelnym rękopisie, objętości od 5 do 10 stron.

Prace, doręczone po 31 stycznia 2008 r., będą automatycznie zakwalifikowane do następnej edycji konkursu. Oceny nadesłanych prac i wyboru najlepszych z nich dokona komisja konkursowa, wyłoniona spośród przedstawicieli polskiego i słowackiego środowiska kulturalnospołecznego, głównie znawców tematu i twórczości literackiej. Uczestnicy konkursu zostaną poinformowani o jego wynikach najpóźniej do końca marca 2008 r., a jego laureaci otrzymają zaproszenie na uroczyste podsumowanie konkursu i wręczenie

P O L O N I A

Uczestniczą w nich Marcin Kostrzyński, znawca biologii i zachowań zwierząt, oraz fotograf przyrody Tomek Kłosowski.

BZIK KULTURALNY” każda sobota, godz. 17.25 (powt. niedziela, godz. 5.35 i piątek, godz. 10.15)

ne jest dla obcokrajowców przebywających na stałe lub czasowo w Polsce, bowiem ułatwia im korzystanie z polskiej oferty kulturalnej. Realizowany nowoczesnymi technikami i komunikatywny „Bzik” to audycja, która trafia do wszystkich, wciąga i przekonuje.

WIEŚCI POLONIJNE” Magazyn poświęcony jest najciekawszym zjawiskom polskiego filmu, teatru, sztuki, literatury, muzyki. Składają się na niego rozbudowane felietony nt. aktualnych wydarzeń w tych dziedzinach, czyli wernisaży, koncertów, promocji książek, premier teatralnych itd. Każdy odcinek cyklu kończy przegląd newsów kulturalnych, prowadzony przez osobę wyraziście już związaną z programem, czyli Andy’ego Edwina (Anglik na stałe mieszkający w Polsce). Przegląd prowadzi on po angielsku, co istotGRUDZIEŃ 2007

nagród. Organizator konkursu zastrzega sobie prawo do ewentualnej nieodpłatnej publikacji nagrodzonych oraz wyróżnionych prac w odpowiednim wydawnictwie oraz ich prezentacji w masowych środkach przekazu na Słowacji, w Polsce i innych krajach przy zachowaniu praw autorskich. Jednocześnie informuje, że w przypadku nadesłania niedostatecznej ilości prac, ma prawo nie przyznać nagród lub konkurs odwołać. W sytuacji drugiej nadesłane prace będą zakwalifikowane automatycznie do następnej edycji konkursu.

każda środa, godz. 20.35 (powt. godz. 2.25 i środa godz. 12.45) Prowadzony przez Urszulę Nelken program to systematyczny przegląd najważniejszych wydarzeń, dotyczących życia Polonii i Polaków, w którym widzowie znajdą informacje z najdalszych zakątków świata. To swoiste forum środowisk polonijnych i ich trybuna, przedstawiające bieżące informacje, ciekawe komentarze, najważniejsze inicjatywy – a wszystko to w każdą środę w 30-minutowej pigułce.

BIZNES Z GWARANCJĄ” środa, godz. 22.20 (powt. 4.55 i czwartek, godz. 14.25) Cotygodniowy program ekonomiczny „Biznes z gwarancją” jest jedną z tych pozycji programowych w ofercie TV Polonia, które służą promocji i budowaniu wizerunku Polski w świecie. Autorzy w programie prezentują przykłady firm, które z powodzeniem zainwestowały w naszym kraju.

trakcie do studia. Mistrzyni piosenki prezentuje oprócz umiejętności wokalnych przede wszystkim swoje wykształcenie i wiedzę psychologa. Dlatego właśnie w swoich rozmowach porusza tak istotne tematy, dotyczące każdej ze sfer ludzkiego życia. O miłości autorka rozmawiała z Ernestem Brylem, o przyjaźni ze Zbigniewem Hołdysem, o „radosnym pracoholizmie” z Adamem Sztabą.

POROZMAWIAJ Z HALINĄ”

PAMIĘTAJ O MNIE”

każdy piątek, godz. 21.25 (powt. godz. 3.15 i sobota, godz. 8.35)

codziennie, godz. 21.25 (powt. godz. 18.35 i 0.35)

Emisję autorskiego cyklu rozmów Haliny Frąckowiak TV Polonia rozpoczęła 7 września 2007 roku. Program pomyślany jest jako kameralna rozmowa studyjna z zaproszonym gościem oraz widzami, którzy dzwonią w jego

To koncert życzeń, program, w którym widzowie przesyłają swoim bliskim muzyczne dedykacje. Emitowanie życzeń w tym programie jest bezpłatne. Należy jedynie pod adresem programu przesłać kartkę pocztową lub e-mail. 29


Varšava - mesto parkov To,

čo máme najbližšie, poznáme zrejme najmenej. Dokonca, aj keď nám to je jazykovo blízke. Neváhame cestovať stovky či tisíce kilometrov do Ríma, Londýna či Mexika s tým, že veď do Viedne, Budapešti alebo Varšavy, Krakova to máme na skok. Tam môžeme ísť kedykoľvek. Zvyčajne nejdeme - práve preto, že je to za rohom. Takto sme odkladali Varšavu. Až keď kamarátka oznámila, že možno už v januári sa vráti po rokoch života vo Varšave vráti späť do Bratislavy, zmobilizovali sme sa. Do jednoizbového bytu sme sa jej na pár dní nasťahovali v kompletnej zostave - dvaja dospelí, dvaja puberťáci a jedno dieťa. A keďže sme v septembri vyrazili z juhu, dotiahli sme nádherné slnečné a teplé počasie. Zopár iných vecí však zostalo na Slovensku.

Dubáky popri ceste Zábavné boli hneď prvé kilometre za hranicou, keď nás domáci v Novom Targu stále chceli odkloniť na parkovisko pri trhu. Rukami nám ukazovali, že ďalej veru nezaparkujeme, lebo tam už je všetko obsadené. Nedali sme sa. Desaťročný syn asi po hodine jazdy skonštatoval, že to je čudné, ale toľko pivníc nie je ani Morave a to je už čo povedať. So šťastným úsmevom prijal vysvetlenie, že sklep je obchod, a nie pivnica, a tak hneď pýtal krowky. V šoku a hneď na dvakrát sme však boli o niekoľko desiatok kilometrov ďalej, keď sme prešli na cestu S1. Stalo sa to bez nám viditeľného varovania. Šiniete si to stovkou po dvojprúdovke pomedzi lesy a zrazu z ničoho nič za zákrutou semafory. To nás ešte čakali rôzne priechody pre chodcov uprostred ničoho. V skutočnom šoku sme boli z predavačov hríbov pri ceste - boli všade a na každých desiatich metroch. Koše mali plné dubákov. V takom množstve sme nič podobné ešte nevideli. A naša závisť bola ešte väčšia. Keby Varšava nebola tak ďaleko, 30

bardovaného mesta sa architekti ujali veľkoryso - široké bulváre, voľné priestory, kde som každú chvíľu očakávala prvomájový sprievod, a najmä parky. Pre mňa je Varšava predovšetkým zeleným mestom alebo mestom parkov. Nech sme prechádzali ktorýmkoľvek, akoby sme sa ocitli v priebehu niekoľkých minút mimo mesta. A tak sme sa vnárali do ticha a zelene a potom zasa vynárali do ruchu bulvárov.

Vzdor

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

JANA ČEVELOVÁ redaktorka dennika SME asi by sme sa do lesa vyrojili aj my a namiesto sľúbeného zimného kabáta a čižiem, ktoré zostali u nás doma v skrini, by sme priniesli dubáky na praženicu.

Praktická Varšava Keď idete do Paríža, Ríma či Londýna, zvyčajne viete alebo aspoň tušíte, čo vás čaká. S Varšavou to bolo pre nás trochu zložitejšie. Úprimne - z dokumentárnych filmov, cestopisov či iných zdrojov si vieme predstaviť Krakov, Toruň, Gdansk, ale čím vás láka poľské hlavné mesto v povedomí Slovákov, asi veľa nezistíte. Že by Palác kultúry a vedy? Ešteže sú bedekre. Často stavím na prvý dojem a zvyčajne to vyjde. Vo Varšave som sa cítila od prvého okamihu ako doma. Mesto mi bolo povedomé, hoci som tu nikdy predtým nebola. Ulice, budovy, atmosféra. Zvyšok našej premaskulínovanej rodiny sa tu cítil tiež ako doma, ale z úplne iného dôvodu. Žiadne dojmy a pocity - jednoduchá orientácia, či už podľa automapy, alebo aj bez nej, dostatok miesta na parkovanie a parkovacích automatov v nich vyvolali eufóriu, ktorá hraničila s mojou, keď som objavila Wilanowský zámoček. Po pár hodinách mi napadlo, ktoré mesto mi Varšava pripomína. Berlín. Podobná história, hoci na opačných stranách barikády, poznamenala ich novodobé dejiny. Rozbom-

To, že Varšava bola po vojne kompletne zrekonštruovaná podľa starých plánov a fotografií, sme si však naplno uvedomili na Hlavnom námestí a v Kráľovskom paláci. Dlho sme sedeli na lavičke pri Sirénke a porovnávali podľa starých fotografií, nakoľko sa podarilo námestie obnoviť. Pri šušťaní vody, holubích náletoch a výkrikoch španielskych turistov som si uvedomila, že vzdor Poliakov musel byť obrovský. Napriek tomu, že sa ich fašisti rozhodli vymazať nielen z genetickej mapy Európy, ale aj zničili všetko, čo predstavuje ich históriu, dali mestu staronovú tvár. Keď chodíte po sálach starých európskych hradov a zámkov, dejiny sa v nich priam zhmotňujú a vy ich môžete precítiť či ovoňať. To vo varšavskom Kráľovskom zámku vidíte dokonalú bielo sa skvúcu štukatúru, cítite vôňu čerstvej maľovky a obdivujete, ako je dômyselne v dverách oddeľujúcich nádherné sály ukryté moderné kovanie. Pokora a úcta však nie sú o nič menšie ako vo Versailles.

A čo Palác kultúry a vedy? Je nádherný. Napriek všetkým výhradám - nám sa veľmi páčil. Jednoducho patril do panorámy mesta. Práve sa v jeho priestoroch konal turistický veľtrh, takže foyer a priľahlé okolie žili naplno. Dokonca mali práve spoločnú prezentáciu Bratislavský kraj s Malopoľským vojvodstvom. Program viedol Poliak, ktorý so šarmom oznámil, že keďže nevie žiadnu slovenskú pesničku, tak sa azda nikto nenahnevá, keď zaspieva českú. A češtinou, ktorej nikto nerozumel, spustil: Malovaný džbánku... Pobavení sme sa vyviezli na vyhliadku. Varšavu treba vidieť aj z výšky. Obávam sa však, či by z niektorého z nových mrakodrapov toto mesto nestratilo svoje čaro. MONITOR POLONIJNY


K Ą C I K C Z Y T E L N I C Z Y W grudniowym, bożonarodzeniowym nastroju zachęcamy do wspólnej zabawy z przepięknie ilustrowaną i pełną wspaniałych pomysłów plastycznych książką Gilliana Chapmana „BIBLIA. MAMO, TATO, ZROBIĘ LWA!” (wyd. Edycja Świętego Pawła, 2006). „Była noc. Na wzgórzach w pobliżu Betlejem pasterze pilnowali swoich owiec, aby żadne zwierzę nie zaatakowało stada. Pasterze rozłożyli się wokół ogniska. Zrobiło się im cieplej i poczuli się trochę senni. Nagle na niebie rozbłysło oślepiające światło. Zjawił się anioł! - Nie bójcie się! - powiedział. - Przychodzę ogłosić wam dobrą nowinę. Oto w Betlejem narodziło się Dziecię, Chrystus Pan! Znajdziecie Je owinięte w pieluszki, leżące w żłobie. Idźcie i powitajcie Go! (...) Nagle na niebie pojawiło się całe mnóstwo aniołów. Chwała Bogu na wysokości – śpiewali – a na ziemi pokój wszystkim, którzy są mili Bogu!”. DLA 5-LATKÓW I NIE TYLKO

To czas oczekiwania na Boże Narodzenie. W owym czasie Maria z Józefem wędrowali do Betlejem na spis ludności. Ta podróż była dla nich bardzo długa i męcząca, tym bardziej, że Maria oczekiwała narodzin Jezusa. Każdy dzień był dla niej pełen wysiłku i wyrzeczeń. Zatem i my, zamiast zajadać się czekoladkami z adwentowego kalendarza, spróbujmy codziennie zrobić jakiś dobry uczynek, wyrzec się jakiejś rzeczy, choćby małej, malusieńkiej na cześć Panny Marii.

Zrób to sam

W Wigilię świąt Bożego Narodzenia spotykamy się przy wspólnym stole, dzielimy się opłatkiem, śpiewamy kolędy, degustujemy 13 potraw, no i wreszcie obdarowujemy się prezentami. Przygotowując podarunki dla najbliższych, symbolicznie przypominamy sobie, że największym darem dla nas był Jezus. Namawiamy Was, abyście prezenty dla swoich rodziców i rodzeństwa przygotowali sami, własnymi rękami. Nie kupujcie gotowej rzeczy w sklepie. Porozmyślajcie, co GRUDZIEŃ 2007

Adwent

moglibyście np. uszyć, namalować, naprawić, obkleić pięknym papierem, nauczyć się zagrać na instrumencie albo zatańczyć. W tym roku zróbcie prezent niezapomniany, wyjątkowy, taki, który możecie zrobić jedynie Wy, bo przecież właśnie Wy najlepiej znacie swoich bliskich i ich upodobania. Przekonacie się, że taki prezent wniesie dużo więcej radości do Waszego domu, albowiem będzie w nim ukryta wasza miłość. stronę redaguje Moan

31


Ś

więta obowiązkowo muszą pachnieć choinką, bigosem, ciastem drożdżowym i oczywiście piernikiem. Ale takim prawdziwym, miodowym. Bo piernik bez miodu, to jak sztuczny miód – cukrowy stężały roztwór, który w swoim „miodowym” życiu żadnej pszczoły nie widział.

PIERNIK choć dla leniwych i zmęczonych, ale prawdziwy miodowy!

Szczerze mówiąc, nie mam tyle cierpliwości i zręczności, abym mogła wałkować, wycinać, dziurkować, a następnie lukrować słodkie piernikowe serduszka, kółeczka, mikołaje i czy ja wiem, co jeszcze... Potem wyglądają co prawda cudownie i słodko, ale... jestem zmęczona, leniwa i mam mało czasu. Toteż najlepszy piernik dla mnie to taki w kawałku – wielkim kawałku. I taki, którego przygotowanie wymaga co najwyżej pięciu ruchów i ograniczonego zużycia sprzętu, a co za tym następuje małego ich zabrudzenia i oszczędnego mycia! ZA MIESIĄC: LODY STYCZNIOWE

Sześć łyżek cukru rozpuścić w rondlu na karmel. Dodać wodę oraz szklankę cukru i szklankę miodu. Ogrzewać do chwili, kiedy cukier z miodem się rozpuszczą. Do 600 gramów mąki dodać 5 roztrzepanych jajek i wystudzony cukier z miodem. Łyżeczkę sody jadalnej rozpuścić w dwóch łyżkach wody i dodać do ciasta. Wszystko wymieszać mikserem – trzepaczkami do ciasta drożdżowego. Jeśli ciasto wyjdzie nam za gęste, można do niego dodać łyżkę kwaśnej śmietany, a oprócz tego zawsze można dodać posiekane suszone śliwki, rodzynki i inne bakalie. Piec w piekarniku w temperaturze 180 stopni C.

MAJKA KADLEČEK


Monitor Polonijny 2007/12  
Monitor Polonijny 2007/12  
Advertisement